Profil użytkownika


komentarze: 204, w dziale opowiadań: 169, opowiadania: 83

Ostatnie sto komentarzy

Przyjąłem. Miałem właśnie co do tego wątpliwości.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Cześć Julka, bardzo mi się podoba Tfoja ksionszka gdyż uważam, że jest bardzo romantyczna i ciekawa i fajna. Pszykro mi się tylko zrobiło że Jessika i Brajak umarli i mi wtedy tak samo jak Jessikce popłynęła sama jedna diamentowa łza z oka.

 

Co chwilę parskałem śmiechem, a do tego grafomania wyszła Ci bardzo naturalnie. Urzekła mnie dbałość o szczegóły typu kropka i cudzysłów w tytule, a także smaczki, jak Jessica i Brajan. :)

 

Słońce już zachodziło gdy podniecona dochodziła, do szkoły. heart

Nie jestem pewien, czy teksty na Grafomanię można klikać, ale spróbuję. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Chyba, że jest rok przestępczy. Wtedy na 31 lutego.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No to jedziemy z koksem.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Muchas gracias, Amigo, por el kommentarz y por el klikko!

Bardzo mi miło, że tak Ci się podobała pierwsza część. Z drugiej strony odrobinkę się obawiam o moje wyczucie (czy też jego brak), bo szczerze przyznam, że wydawała mi się ta część przydługa i zastanawiałem się, czy jej nie skrócić, co by Czytelników nie zanudzić. A tymczasem Tobie, ale też innym komentującym, szczególnie przypadła do gustu. Anyway, skoro szalenie Ci się podobało, to cieszę się bardzo i kłaniam, zamiatając piórkiem podłogę. ;)

Co do drugiej, brzydszej córki (czyt. części opowiadania) to jak myślisz, Amigo, czy gdybym podał więcej informacji, zarysował jakiś background, więcej spraw wyjaśnił, to byłoby lepiej? Czy to może być to “coś”, czego brakuje? Pytam, bo takie uwagi zgłaszali poprzedni komentujący, a ja też bardzo ciekawy jestem co mogę poprawić.

 

I ja pozdrawiam! :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No właśnie, ale przecież było zakończenie, to z kubkiem właśnie, z którego wynika, że się bohaterowi wydaje, że idzie na przygodę życia, a tu figa, bo już herbatę wypił. A nieznajomy przestrzegał, żeby nie pić.

Można by to zinterpretować tak, że bohater tylko sam siebie oszukiwał, że chce zmienić swój obraz świata, a w rzeczywistości dobrze mu jest jak jest. Co odnosi się też do wstępu, gdzie przecież bohater postanawia coś w swoim życiu zmienić (a najlepiej wszystko), a jak przychodzi co do czego, to wcale tej zmiany nie chce.

Skoro interpretacja dowolna, to moja jest taka. ;)

Z drugiej strony rzeczywiście brzmi to jak ciekawy wstęp do dłuższej opowieści.

Napisane bardzo ładnie, przyjemnie się czytało i chętnie poznałbym ciąg dalszy.

Ode mnie zgłoszenie do Biblioteki.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Miło mi, Mytrix.

Cieszę się, że ratunek-srunek wywarł odpowiedni efekt. :)

Miało być tak ciutkę straszno, a wyszło też ciutkę śmieszno. Choć rzeczywiście nie liczyłem, że ktoś się naprawdę przestraszy. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Chyba wszystko, co miałem do przekazania zostało już napisane. Tak to jest, jak się wpada kiedy imprezka już skończona. ;)

Fajny szort, genialnie wyszło zakończenie. Prosta i śmieszna, a przy tym absurdalnie trafna (jeśli można to tak określić) odpowiedź na problem naukowy.

Podobnie jak Mytrix trochę mi żal, że nazwiska nie ułożyły się w jakiś ciekawy sposób (np. jak w owej piosence). 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki za nowe komentarze.

 

Rosebelle

dzięki jeszcze raz za betę i za klika. Wasza pomoc była dla mnie bardzo ważna.

Cieszę się, że się podoba. :) Też właśnie wychodziłem z założenia, że te informacje mogę pozostawić do dopowiedzenia sobie. Widzę jednak, że większości Czytelników tego brakuje, więc będę próbował teraz pisać trochę inaczej. 

 

Soku

Bardzo mi miło, że tyle aspektów Ci się podobało i że uważasz dialogi za świetnie skonstruowane. Dobrze też, że bardziej na plus. ;)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No to się idealnie składa, bo temat i ciemny i zimny, i woda w Morskim przejrzysta. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Reg,

dziękuję za łapankę, poprawione.

 

Mazur odpiął kaburę, położył dłoń na chwycie pistoletu. –> Nie znam się broni, dlatego muszę zapytać – co to jest chwyt pistoletu

To, za co się chwyta pistolet. ;) https://pl.wikipedia.org/wiki/Chwyt_pistoletowy

Ale zmieniłem, bo brzmiało tak sobie.

Diablo teraz żałuję, że poskąpiłem informacji, ale cóż, cieszę się, że chociaż potencjał był. :)

 

NoWhereMan

Dzięki jeszcze raz.

Wiem co poprawić, bo opinie Czytelników są dość jednoznaczne. :)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Skoro dane przeniósł do Excela to znaczy, że do sprawy podchodzi metodycznie. Obstawiam, że poczeka na wyniki konkursu i zacznie od tych z podium (najlepsze teksty, znaczy najbardziej sobie nagrabili).

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Buenas noches Amigo! :)

Nada się nie dzieje, wiadomo, że escuela czasem potrafi przycisnąć i jest un problemo. Ale importante, że jesteś. A ja jestem muy honrado, że ode mnie zacząłeś. :)

Cieszę się, że tak oceniasz opowiastkę. Właśnie miało być z dreszczykiem, ale koniec końców nie zdzierżyłem i trochę humoru też wpadło.

A powiedz, czy na Twój tekst na Morskie Oko są jakieś widoki?

Dzięki!

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Darcon, świetny pomysł, czytelnik nie nastawiały się wtedy na “modelową” postać, z jaką kojarzy się tytuł profesora. Odnotowuję. :)

 

Thargone, cieszę się, że tak to odebrałeś, bo tak właśnie chciałem to przedstawić. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Bardzo fajne, rozbawiło, zwłaszcza początek, m.in. to samo zdanie, które zacytowała Śniąca.

Druga część nie była zła, choć już nie tak fajna, jak pierwsza. Domyślam się, że musiałeś w niej domknąć fabułę i stąd tak wyszło.

 

Drzewiej całe plemiona przybywały tego dnia nad me wody, by prosić o radę.

Tutaj nie wiem, co to za “ten dzień”.

 

W drugiej części drobna nielogiczność, bo: Morskooki mówi, że gdzieś ma czystość wód i mówi tylko to, co wypada. A jednocześnie fakt, że bohater zajął się dbaniem o czystość wód ma zrobić na nim wrażenie. Ale to już trochę czepianie się z mojej strony. ;)

 

W dłoni dzierży trójząb, wygląda trochę jak Posejdon, ale… z jednym okiem.

Bo nie każdy facet z widłami to Zeus… Czy, kurczę, Neptun. ;)

 

Zgłaszam do Biblioteki, mam nadzieję, że mój komentarz jest wystarczająco merytoryczny. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

O góralu, że się przestraszył? A jak to go wkurzy jeszcze bardziej, to co? Kto nas wtedy uratuje? ;)

Temat na sequel. ;)

 

Pewnie mu się nie będzie chciało przewijać, przecież grunt, by dutki się zgadzały. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Wracam po doczytaniu poprzednich tekstów.

Podobały mi się odniesienia. :) Do tego szort napisany pięknie, czytało się przyjemnie i bardzo gładko. Aż żal, że tak szybko się skończył.

 

Góral co i rusz napotykał kolejne ujawniane sekrety mieszkańców Zakopanego i okolic. Aż się gotował z chęci zemsty.

Już się przeraziłem, że wilk(-zimowy) wywołał wilka (góralskiego) z lasu, ale na szczęście góral uznał nas za niegroźnych. 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki, Darconie, miło mi, że się podobało i dzięki za klik!

 

Jeśli chodzi o profesora to tak: z jednej strony zależało mi na tym, żeby – mówiąc wprost – nie był on zbyt dobrym terapeutą. Z tego powodu popełnia trochę błędów, jak choćby zignorowanie uczucia lęku (które przecież posiada znaczenie diagnostyczne i ignorowanie go w terapii to “a big no-no”). 

Z drugiej strony, nie ze wszystkim się zgodzę. :)

 

Profesor roześmiał się, zakrztusił, łzy napłynęły mu do oczu.

Chłopak nie powiedział nic śmiesznego. I profesor, który się śmieje z rozmówcy…

W moim zamyśle profesor śmiał się ze stwierdzenia “wredna”, jednak nie miał na celu wyśmiewania Kuby, tylko był rozbawiony tym sformułowaniem o dziewczynie, która się przecież chłopakowi podobała. Tutaj może ja zawaliłem bardziej niż profesor, skoro nie było w tym nic śmiesznego. ;)

 

Przecież nie umiesz czytać w myślach. Uważasz, że już cię zaszufladkowałem, a tak naprawdę tylko umieszczasz we mnie swoje własne przekonania.

Profesor/terapeuta nie tłumaczy się pacjentowi podczas sesji.

Wg mnie to nie jest tłumaczenie się, tylko zwracanie pacjentowi uwagi na sposób jego myślenia. W terapii jak najbardziej pożądane.

 

Tu już całkiem lipa, od strony psychologicznej. Zarzuty do pacjenta? Jaki psycholog/profesor tak robi?

To rzeczywiście było mało terapeutyczne, ale tu już właśnie chodzi o niezbyt wysoki profesjonalizm profesora i też o sytuację, która przecież terapią nie jest (teraz mogłem to pokazać, a na początku chciałem, żeby wyglądało właśnie na terapię).

 

Czy profesor może być tak nieprofesjonalny? Z doświadczenia stwierdzam, że tak, niestety. I tylko żal mi pacjentów, którzy myślą (i mają ku temu powody!), że jeśli ktoś ma “prof.” przed nazwiskiem to na pewno jest ekspertem w tym co robi. Można się mocno naciąć.

 

Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki!

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Mnie zaskoczyło. Najpierw przyszło mi do głowy dziecko, a później myślę sobie oho, pies. Ale szybko się domyśliłem, że pies to właśnie to, o czym Finkla chce, żebym w tym momencie myślał. Więc pewnie co innego. Ale do ostatniego zdania nie wpadłem na auto (ani pod auto, póki co).

 

A – jak powszechnie wiadomo – połówkę bardzo łatwo skończyć. ;-)

Byle nie pokusić się na współautorstwo i nie pisać w dwie osoby, bo – jak również wiadomo – połówka na dwoje to nic. ;)

 

Gratuluję, że Ci setka pękła! (choć mam niejasne poczucie, że nie brzmi to najlepiej ;))

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dziękuję za komentarze.

 

MrBrightside:

Cieszę się, że wiele elementów przypadło Ci do gustu. Opis dziewczyny, jak słusznie zauważyłeś, sam w sobie nie miał znaczenia dla fabuły. Jego zadaniem było stworzenie obrazu Kuby jako wrażliwego chłopaka, którego można polubić. Właśnie po to, żeby potem zniszczyć ten obraz z hukiem. ;) Bardzo trafna uwaga z konstrukcją zdań. Dzięki za konkretne rady i klika. 

Fabularnie – zrozumiałem, że tabletki nie leczyły Kuby, lecz wywoływały w nim jego stan.

Właściwie nie miały go leczyć, ale właśnie ten stan wywołać, natomiast nie aż tak intensywny, jak to miało miejsce. Chyba problem ten sam, na który wszyscy zwracają uwagę – zbyt wiele rzeczy pozostawiam “w domyśle”.

 

 

thargone:

Podobało mi się mniej więcej do połowy, gdy mogłem śledzić rozwój interesującej relacji profesor – Kuba.

A ja właśnie miałem wątpliwości, czy ta część nie była za bardzo rozbudowana. Cieszę się, że nie i że przeczytałeś z przyjemnością. Pozdrawiam. :)

 

Finkla:

I nie mieści mi się we łbie taki eksperyment, w wyniku którego dwa zabójcze osobniki zaczynają hasać sobie po świecie.

Eksperyment miał miejsce na wyspie odciętej od świata, a profesor dorobił się macki dlatego, że eksperymentatorzy źle przewidzieli zachowanie Kuby, sądząc, że on po prostu zabije profesora. Ale wiem, że tłumaczenie w komentarzu to musztarda po obiedzie, zapewne za słabo to pokazałem (patrz niżej).

W “Obcym” chyba nie było takiej macki, ale nie jestem pewien. ;)

 

Ojjj. Paskudny ortograf.

Dzięki za wyłapanie, poprawiony. Z ulgą stwierdzam, że inne przypadki charczenia zapisałem poprawnie. ;)

 

Wszyscy: Zwracacie uwagę, że zbyt wiele elementów fabuły pozostaje bez wyjaśnienia i opowiadaniu brakuje szerszego kontekstu. Zatem moje noworoczne postanowienie brzmi: więcej wyjaśniać. :)

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Bardzo ładnie napisane, klimatyczne. Brakło mi jedynie jakiegoś wyjaśnienia kim jest ów starzec i brama, dlaczego się pojawia i co oznacza. 

 

A za zimą nie tęsknię, wręcz przeciwnie. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki za komentarz.

Cieszę się, że ogólnie nie było źle. :)

Kuba poddał się eksperymentowi za kasę i skrócenie wyroku, a wypuszczony został celowo, żeby przetestować jak “poradzi” sobie z profesorem, a przy okazji dla pozbycia się świadka – czyli profesora właśnie. Może za słabo to pokazałem.

Bez savoir-vivre ani rusz, dlatego ja też ślę pozdrowienia, zamiast ordynarnie pozdrawiać. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki za komentarz.

Moje założenie było takie, że baca jest z tym “zjawiskiem” już tak obyty, że nie robi na nim wrażenia, tym bardziej, że to twardy góral. Zostawiłem to jednak niejako w domyśle no i dlatego tak to wyszło. 

Co do skali – racja, z tym że ten szort miał być nie do końca poważny, a więc i niekoniecznie realistyczny. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

W sumie chyba też nie byłem nad Morskim, w Tatrach owszem, ale akurat nad tym jeziorem nie.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Nie no, Soooooku… :) Śniąca ma rację, a dodatkowo kwestionujesz całą istotę pisania fantastyki, bo niby co, twierdzisz, że Tolkien wyjeżdżał na wakacje do Śródziemia? ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dlatego pwiedz mi tylko, proszę, dlaczego górale schodzili z rodzinami i małymi dziećmi hurtem z gór, w dół, ku Morskiemu, skoro z ich miejsc zamieszkania idzie się ku Morskiemu od górę

 

chyba jednak zbyt serio traktujesz zamieszczone na portalu poświęconym fantastyce opowiastki humorystyczne.

I ja tak myślę, zresztą nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten komentarz, Rybaku, to czepianie się na siłę, podyktowane czymś innym niż chęcią wyrażenia swojej opinii na temat tekstu.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Tak średnio zrozumiałem o co chodzi, stężenie absurdu chyba zbyt wysokie jak dla mnie. Ale podobało mi się słownictwo i ubawiły mnie dialogi, choćby wspomniane zamawianie kawy. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Całkiem fajne, zwłaszcza klimat na początku przypadł mi do gustu.

Fantastyki niby nie ma, ale rzeczywiście okultystyczni strażnicy są tacy dość mało zwyczajni. ;)

Jednak troszkę szkoda, że to tylko przebierańcy, a nie prawdziwi, krwiożerczy konioludzie. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

 

Bardzo dobrze napisane, opisy działające na wyobraźnię, czytałem z przyjemnością.

Obraz rodzin schodzących z gór, żeby portalem przedostać się na plażę, góral w bermudach i kapeluszu – te elementy mnie rozbroiły. XD

Jedyne, co odrobinę przeszkadzało to trochę zbyt długie wprowadzenie, który właściwie nie było konieczne dla puenty. 

 

Poniżej moje Top 2:

Czy to przejście do innego wymiaru? Na inną planetę? Do Chorwacji?

– Przez niedźwiedzie? Pomurniki? A może świstaki?

 

Edit: a tak z ciekawości, nie kusiło Cię, żeby wstawić gdzieś wielokropek zamiast kropki i nabić okrągłe 3000? ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Reg, niestety nie zdążyłem dowiedzieć się więcej. ;)

Dziękuję za poprawki, już wprowadzam.

 

Anet, cieszę się, że tak uważasz. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No to pozostaje kwestia jakie ryzyko jest się w stanie zaakceptować dla doznań kulinarnych. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Majkubarze, cieszę się, że się podobało oraz że tak odebrałeś postać i rolę bacy, bo właśnie taki był mój zamysł. Ja też dziękuję za lekturę i komentarz.

 

Finklo, więc jednak coś więcej przydałoby się rozjaśnić. Dzięki za uwagi. Niebezpieczeństwo zostało, więc proponuję na razie odpuścić wycieczki nad Morskie Oko, do odwołania. :)

 

Dobra kwaśnica nie jest zła.

Otóż to. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Maciek, właśnie od razu pomyślałem, że temat dla Ciebie. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

 

Dziękuję serdecznie za komentarze, pochwały, nagany, kliki i ocenkę, kłaniam się nisko!

 

Cieszę się, że klimat wyszedł klimatyczny. :) Miał być horror, ale jakoś ręka drgnęła i bęc – kwaśnica. :)

 

Większy problem mam z brakiem jakiegokolwiek wyjaśnienia czegokolwiek. Zbyt tajemnicza ta tajemnica jak dla mnie i uwiera jak kamyk w bucie. 

Biorę do serca, chyba mam tendencję do niewyjaśniania.

 

To, że baca wraca, ale na głodomory uwagi nie zwraca, zupełnie mi nie przeszkadzało. Wiadomo, kwaśnica czeka! Na widok takiego ustrojstwa prawdziwemu bacy nawet brew nie drgnie.

Ano, co prawda, to prawda. Góral człek twardy, pierdołami się nie przejmuje. ;)

 

 

Pewnie to jakaś zabłąkana trzy sezony wcześniej kolonia dzieciaków znad morza albo porzucone w parku zuchy szukają druha drużynowego i prowiantu.

XD

 

A kwaśnica, cóż, stała się symbolem zróżnicowania gustów Czytelników, bo, jak widać – dla jednych słodka, dla innych gorzka. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dziekuję za wszystkie komentarze!

 

Staruch:

Skąd ci ludożercy znienacka? Kości wcześniej nikt nie zauważył? Baca o nich wiedział, bo jakoś tak olimpijsko spokojny?

Nie wiem, bo baca dał mi tylko 10 minut. ;) A poważnie, to właśnie z uwagi na limit, o którym wspominasz, skupiłem się na historyjce, pomijając wyjaśnianie wszystkiego.

Cieszę się, że mocne i że klimat się podobał. :)

“Kopnięcie nogą” zostawiłem świadomie, bo chciałem podkreślić odczucie bohatera (że właśnie nogą coś poczuł), poza tym samo “kopnąłem coś” psułoby rytm, według mnie. Ale może zmienię, jeśli kłuje w oczy.

 

AQQ – miło mi, cieszę się, że uśmiechnął. :)

 

Rosebelle – cieszę się, że tak się podobało, tym bardziej, że wyjątkowo zależało mi na klimacie i obrazowych opisach. :) I dzięki za klika!

 

Borowik – taki był zamysł, połączenie jakiejś tam grozy z humorem. Widać nie każdemu odpowiada. :)

Wilk-zimowy – więc jednak dobrze, że to dookreśliłem. ;)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Tyle radości z faktu, że czytelnik odczytał tych kilka smaczków

To jeszcze mi się przypomniało, że tytuł też mi się spodobał, tylko zapomniałem wcześniej wspomnieć – z jednej strony nawiązanie do obecnej w “Lokomotywie” prawdy o istnieniu, a z drugiej do zakończenia, gdzie okazuje się, że świat jest zabawką nie blaszaną, a szklaną właśnie. :)

 

 

Wiadomo, że łatwiej zapanować nad technikaliami w szortach (w bokserkach trudniej)

XD

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Hmm, ja też myślałem, że to coś w rodzaju fretki… ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Kurczę… Piękna refleksja nad ludzkim losem, nad miejscem, czy rolą człowieka we wszechświecie (a przynajmniej taka jest moja interpretacja).

Podobało mi się, dobrze napisane, a treść tak głęboka, że, jeśli się wczuć, wzbudza pewien niepokój i naprawdę porusza.

 

Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,

Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,

Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,

Lecz…

 

Mężczyzna nie usłyszał ostatnich słów. Zasnął.

 

Aż sobie przypomniałem, co jest po “lecz”: “fraszka, igraszka, zabawka blaszana”, co pasuje do:

Po nich przyszła refleksja, że życie po prostu się zdarza, a człowiek lekkomyślnie obarcza je sensem i znaczeniem, których ciężaru nie jest w stanie udźwignąć.

oraz do zakończenia, gdzie świat okazuje się właśnie zabawką… Świetnie pomyślane.

 

nie wzruszony (przez kogoś, czymś) – dla mnie ta wersja pasuje do kontekstu

 

Pozostał tylko żar, obok  którego stał metalowy dzbanek z pokrywką i kubek.

Chyba za dużo o jedną spację po “obok”.

 

Jego nieruchome oblicze migotało jak obrazy minionego życia w głowie mężczyzny.

To zdanie nie do końca zrozumiałe. Domyślam się znaczenia z kontekstu, ale trochę utrudnia odbiór tekstu.

 

Ogień sukcesywnie rozjaśniał ściany i sklepienie jaskini.

Czy na pewno “sukcesywnie” to odpowiednie słowo?

 

Zauważył, że tarcza słoneczna przemieszczała się w różnych kierunkach i zaskakująco szybkim tempie.

Podobnie jak wyżej. Z dalszej treści można się domyślić o co chodzi, ale w pierwszym momencie brzmi to dziwnie i wydaje się błędem.

 

Przyglądał się wzburzonym drobinom pływającym w błękitnej cieczy, które imitowały kamienie i fragmenty roślin.

Tu nie rozumiem do końca, bo brzmi, jakby w szklanej kuli szalał jakiś huragan. :) Czy o to chodziło?

 

Mimo drobnych zgrzytów uważam, że tekst zasługuje na Bibliotekę, więc zgłaszam.

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Bardzo mi się podobało, krótkie, lecz napisane świetnie. Puenta też dobra. :)

 

A w ok 1000 znaków stać mnie było tylko na element fantastyczny związany z mityngiem…

Czyżby zaszła pomyłka? Limit to 3000.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

A odnośnie Aliny, jej zwrot w zachowaniu miał być następstwem wskoczenia w jej ciało złośliwej córki Blaskotutu, ale domyślam się, że zdecydowanie za mało to zasugerowałam…

Ok, teraz rozumiem. Wydaje mi się, że trudność z załapaniem wzięła się stąd, że w tej chwili układ wydarzeń jest taki:

  1. Blaskotutu wysyła córkę do ciała Aliny
  1. Alina jest uległa “Proszę uspokój się. Przepraszam. Poszukam lepszej pracy.”
  1. Alina przestaje być uległa i zabija Bartka

Nie widać więc wpływu córki Blaskotutu na zachowanie Aliny. Co innego, gdyby było tak:

  1. Alina jest uległa “Proszę uspokój się. Przepraszam. Poszukam lepszej pracy.”
  1. Blaskotutu wysyła córkę do ciała Aliny
  1. Alina przestaje być uległa i zabija Bartka

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Witaj, Katiu.

Wszyscy tu witają Cię po powrocie, a ja chyba jestem na portalu zbyt krótko, żebyśmy mieli okazję się poznać. Wobec tego – miło mi zrobić to teraz. :)

 

Opowiadanie podobało mi się, czytało się je dobrze i wciągnęło. Nie natrafiłem chyba na żaden problematyczny fragment.

Fabuła ciekawa, zabrakło mi jedynie jakiegoś wyraźniejszego zakończenia, no i nie zaszkodziłoby wyjaśnienie, kim są Muama i Blaskotutu i dlaczego ten pierwszy wciela się w różne, hmm, obiekty? Czy to są postacie z jakiejś mitologii?

Trochę też nierealistyczny wydaje mi się motyw zabójstwa Bartka przez Alinę, jakoś za łatwo jej to przyszło i nie pasowało do jej wcześniejszego zachowania. Wiem jednak, że nie to było w opowiadaniu najważniejsze. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Nie wiem, co to “Damy i wieśniaczki”… 

“Dam i wieśniaczek” nie znam, więc nie podejmę tematu.

Nie ma czego żałować, niewiele tracicie… ;)

 

Niektórzy Czytelnicy twierdzą, że u mnie trzeba uważać na szczegóły. ;-)

Na to wygląda. :)

 

Edit: to u mnie na odwyrtkę, opisy mi się podobały. Jedynie wspomniany opis artefaktu był nieco zgrzytliwy. Jeśli miałbym podać jakieś konkrety to chyba przydałaby się informacja, jaki ów przedmiot posiadał kształt, jakiej był wielkości itp.

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Czemu światło latarki? Tu pomogę – bo lód tworzy się tylko, jeśli wystawiony jest na “wolny od elektrycznych zanieczyszczeń blask księżyca” :).

 

Co do artefaktu – dopuszczam dwie możliwe interpretacje. Latarki powstrzymują krystalizację, bo to musi być blask księżyca niepobrudzony elektrycznością. A ciepłe, bo łzy zimne nie są… Tu znajomości magii potrzeba, a nie chemii. ;-)

Aaa, rozumiem, więc te niuanse były ważne. Kurczę, mogłem bardziej uważać na lekcjach magii. ;)

 

I od razu widać, kto tego artefaktu nie używa lub dawno nie używał, skoro przy takim opisie nie rozpoznał ;) 

Jeśli to jest to, co myślę, to używam tylko do “Dam i wieśniaczek”. xD

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Pierwsza część napisana jest pięknie. Druga zaś, i tu niespodzianka, również pięknie. Przyznam jednak, że wolałem pierwszą, bo przy drugiej miałem lekkie trudności z wyobrażeniem sobie magicznego artefaktu.

Puentę załapałem tylko połowicznie. Domyśliłem się, że łzy śpiących rycerzy mają związek z dziwnymi zjawiskami zachodzącymi w Morskim Oku, ale dlaczego powstaje akurat ciepły lód i czemu światło latarki powstrzymuje proces, tego już nie wiem. Widać targetem były osoby z większą wiedzą z dziedziny chemii. ;)

Wiem, że już pisałem, ale powtórzę dla podkreślenia: napisane jest pięknie, podziwiam.

 

PS. Chyba już mogę zgłaszać do Biblioteki, więc to czynię.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Poniżej 7 najpopularniejszych komentarzowych tekstów sezonu zima 2017! Numer 5 wbije Cię w fotel!

 

A poważnie, to fajnie napisane i uśmiechnęło. Rzeczywiście puenta jest jakby podwójna i trochę psuje to efekt.

 

– Żarty się skończyły – mruknął dziadek dostrzegając, że kolejna książka wzbogacona jest o drewnianą zakładkę.

Nie widzę tu związku, co ma drewniana zakładka do skończenia się żartów?

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Gratulacje, tak dla zwycięzcy jak i jego rywala!

 

thargone – jestem pod wrażeniem, że udało Wam się zrobić to wszystko w godzinę

 

A ktoś próbował zgadywać, który był czyj? 

Na początku pomyślałem, że kolejność drabbli jest zgodna z kolejnością wypisanych w tytule nicków, ale szybko doszedłem do wniosku, że autorstwo na pewno jest anonimowe. :)

 

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Przyjemne opowiadanie, czytało się lekko, a to bardzo ważne. Świetnie wyszedł motyw z ożywającymi idiomami, podobnie postać wilka i jego relacja z główną bohaterką.

Według mnie absolutnie nie potrzeba więcej wyjaśnień, absurd to absurd.

Trochę rozczarowało mnie zakończenie, spodziewałem się większych fajerwerków. A tutaj tylko poszli, znaleźli, choć nie dzieciątko w żłobie, a Sylwię (wybacz suchara).

 

“wie rzeczy” – to chyba kalka z “to know things”, i, o ile po angielsku brzmi dobrze, to po polsku tak sobie

 

Stylizacja trochę niespójna, bo czasem coś z rosyjskiego, czasem gwara wiejska, a czasem, zdaje mi się, warszawska? EDIT: mogę się mylić, nie znam się dobrze na gwarach, ale takie odniosłem wrażenie

 

Inna sprawa, że rozochoconej młodzieży od niezbyt legalnych specyfików kolorowo zrobiło się przed oczami już grubo przed północą, więc nie miało większego znaczenia, co jej latało nad głowami.

To zdanie trochę zakręcone. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Zawsze można potem już po zakończeniu konkursu rozwinąć opowieść :P 

To ja też nie twierdzę, że taki limit jest zły, wręcz przeciwnie, można spróbować czegoś innego niż zwykle. Po prostu dla mnie to wyjście ze strefy komfortu. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Kurczę, fajny temat. Czasu ciutkę mało, ale że dwa weekendy po drodze to może wystarczy. Chyba nigdy nie pisałem czegoś tak krótkiego, ale YOLO, carpe diem itepe, itede.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Jest tu trochę ciekawych pomysłów, np. obecne wszędzie różnorakie pająki, brat, który jest upośledzony, ale za to posiada inne zdolności, czy też motyw odcięcia od świata w rezydencji pośrodku Przeklętego Lasu.

Niestety znudziło mnie. Fabuła zmierza donikąd, mnożysz w tekście wątki i pytania, nie odpowiadając na nie. Rozumiem, że to część czegoś większego, ale jednak publikujesz tylko tyle, więc byłoby fajnie, gdyby można było poczuć zadowolenie z czytania nawet jedynie takiego fragmentu.

Miejscami miałem problem ze zrozumieniem co się dzieje, choć trudno mi powiedzieć dlaczego (może wypisane poniżej uwagi coś Ci rozjaśnią).

Chyba poprawiłeś już część błędów, ale nadal zostało sporo literówek i dziwnie umiejscowionych przecinków.

 

– Zrobiłem sobie ałałe.

– Nie byłoby ałały, gdybym poszedł z tobą…

To tylko moje osobiste odczucie, ale “ałały” brzmią tak okropnie, że krzywiłem się za każdym razem, gdy to czytałem. Domyślam się, że bohater mówi tak do upośledzonego brata, ale przecież pod względem językowym wcale upośledzony ten brat nie jest, co widać chociażby tutaj:

– Tamta dziewczyna… – powiedział cicho Lucan (…). – Dawczyni zakazanej substancji wisząca do góry nogami nad ogromną kadzią. Ona często mi się śni. Dużo o niej myślę. Chciałbym z nią porozmawiać.

 

Bo widzisz braciszku, władca natychmiastowo chciał wymierzyć nam karę śmierci. (…)Jeżeli ponownie wrócimy na starą ścieżkę, pewnego dnia przybędzie tu orszak kilkunastu gwardzistów i zrobią to, co konieczne. Nie mamy wyjścia. Musimy się podporządkować.

Zgadzam się z Finklą, obaj bracia powinni to wiedzieć. Rozumiem, że chciałeś wprowadzić czytelnika w temat, ale wyszło sztucznie.

 

Zmierzali w kierunku klapy, prowadzącej na płaski dach ich własnej ostoi bezpieczeństwa.

Mam wrażenie, że właśnie dodawanie wyjaśnień typu “ich własnej ostoi bezpieczeństwa” utrudnia odbiór tekstu. Za dużo informacji, przecież wiadomo, że znajdują się w rezydencji, więc wychodzą na jej dach, a nie jakiś inny. To, że owa rezydencja jest ostoją bezpieczeństwa wynika z całego wcześniejszego tekstu.

 

Naukowiec wdrapał się po drabinie przymocowanej do ściany.

 

“Naukowiec” nie pasuje mi do stylu tego tekstu. Zresztą czy jeśli ktoś pichci trucizny, to od razu jest naukowcem?

 

Idący spokojnym, aczkolwiek jednostajnym tempem Klark – tu nie ma sprzeczności, chodzenie spokojnym, jednostajnym tempem to nic nadzwyczajnego, więc “aczkolwiek” nie pasuje. :)

 

na murze , z tej odległości

– Wspomniałeś ,że udało ci

Między przecinkiem a poprzedzającym go słowem nie stawiamy spacji. Stawiamy ją natomiast PO przecinku (czy kropce, czy czymkolwiek tego rodzaju).

 

 

Za długie przebywanie w marzeniach, potrafi być tak samo destrukcyjne jak kompletny ich zanik.

Całkiem fajne zdanie. Tylko przecinek po “marzeniach” zbędny.

 

Lucan zostawił przy stopach naukowca wygiętą katanę.

Hmm, katana z założenia jest wygięta, jeśli masz na myśli krzywiznę klingi, a nie to, że ktoś walił w nią młotkiem. ;) Więc albo po prostu “katana”, albo “wygięty miecz”.

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Do mnie nie trafiło. Owszem, napisane dobrze, ale sama treść nie dla mnie, mimo, że większość odniesień załapałem. Trochę nie rozumiem wyszukiwania w filmach błędów czy nieścisłości. W zasadzie chyba nie można nazwać tego tekstu opowiadaniem, ale rozumiem, że nie to było celem.

Jakimś ogromnym fanem GW nie jestem, ale uważam, że Ostatni Jedi był wspaniały. :)

PS. Choć kanciapa Snoke’a rzeczywiście słaba. ;)

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Zgadzam się niestety z przedpiścami. Ale! Żeby nie było tak ponuro, znalazło się kilka pozytywów.

 

Masz całkiem fajne pomysły, jak pisał już Madej90: “pomysł opętania w więzieniu jest całkiem nośny.”

 

–Das Leben gehört nur ihm – Przemówił więzień, brzmiało to tak, jakby jednocześnie to zdanie wypowiedziało kilkaset osób różnej płci i w różnym wieku.

–Nur er gibt mir Befehle! – Wrzasnął więzień.

Doskonały dobór języka. Jak wiadomo, w piekle mówi się po niemiecku. ;)

 

Więzień miał rację “Satan wird hier nicht verlieren!!” – Szatan tu nie przegra.

Nie najgorsza puenta.

 

Edit: Autorze, zauważyłem, że nie odpowiadasz na komentarze, tak było przy poprzednim Twoim tekście. Proponuję, żeby to robić, bo zniechęcasz do komentowania.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Aj, kłaniam się, dziękuję, cieszę się bardzo, że tak Ci się podobało, a miło mi tym bardziej, że wymieniasz dużo konkretów.

Dobrze, że zaznaczyłeś Twoje własne, nowe znaczenie “płynięcia na ostrów”, bo w kontekście opowiadania myślałbym o czymś, za przeproszeniem, zgoła innym niż czytanie opowiadań. ;)

 

A rosół z makaronem jest pyszny, tylko nitki łachudry lubią garnitur wybrudzić, a tu w nim jeszcze całą noc śmigać trzeba. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Twoje teksty mają w sobie coś, co sprawia, że lubię je czytać. Kwiecisty styl, co już chyba kiedyś pisałem pod jednym z opowiadań, ma swój urok i jest nawet przyjemny, choć na dłuższą metę byłby męczący. Jednak w utworze tej długości nie przeszkadza to jeszcze.

Niestety, dalej nie jest już tak przyjemnie. Opowiadanie wygląda na posklejane z różnych, niekoniecznie powiązanych ze sobą, elementów. Mamy góry i klimat grozy, a póżniej nagle drony i sci-fi, w końcu spod ziemi (dosłownie i w przenośni) pojawiają się kanibale. W zasadzie nie ma tu żadnej historii, tylko taki właśnie patchwork różnych pomysłów, do tego urwany nagle, bez żadnego zakończenia.

 

I z szarówki, z zaułków zmierzchu wypełzały przeróżne dziwne i nienazwane cienie – dzieci szarej godziny. Wstawały, wypełzały i jeszcze śmielej prostowały obolałe swe członki. A im śmielej je prostowały, tym bardziej robiły się upiorne. I tak na każdym kroku i zza każdego zakamarka Bucza dopadała mnie jakaś nieopisana wręcz, niewysłowiona tajemnica, a każdy przedmiot, każdy kamień i każde pojedyncze drzewo zaczynało mamić i zwodzić. – Ten fragment powoduje zamieszanie. Najpierw pomyślałem, że bohater widzi tylko działające na wyobraźnię cienie. Jednak kiedy piszesz o obolałych członkach, uznałem, że to rzeczywiście jakieś potworzyska wychynęły z ciemności. A później okazje się, że to jednak tylko gra cieni.

 

A gdy wreszcie zaszło słońce i zza wzgórza zaczęły napływać śniegowe chmury, o tak charakterystycznej, niezwykłej barwie, uznałem, że jest już po mnie. Przyspieszyłem kroku i nerwowo rozglądałem się na boki. (…) Na szczęście niczego podejrzanego nie słyszałem W świetle poprzedzających ten fragment wydarzeń nie rozumiem, dlaczego bohater uznał, że już po nim. Tym bardziej, że później również nie słyszał niczego podejrzanego.

 

I zobaczyłem, że oto od strony skarpy spływał, spełzał, zlatywał właśnie jeden z plugawych i niezwykle niebezpiecznych dronów, tak zwanych pełzaczy. – jak już pisała Reg – nie rozumiem, w jaki sposób bohater myli sarenkę z dronem. Nie żebym był ekspertem od dronów, czy tym bardziej od sarenek, ale jednak.

 

Musiał spłynąć aż do samej stanicy harcerskiej, obrazu nędzy i rozpaczy, już od dawna nieczynnej, gdyż długo nie powracał.nie wiem co ma jedno z drugim wspólnego, w jaki sposób nieczynna stanica harcerska sprawia, że dron nie powraca; po drugie dron chyba nie “spłynął”

 

Ludzie, cóż to była za stanica, kiedyś! Ta druciana siatka, wyglądająca równie żałośnie dwadzieścia, co i teraz, i pięćdziesiąt lat temu, powyginana na wszystkie strony, na lewo, na prawo, te ruiny budynków, z odrapanym tynkiem… A obecnie? Nie było o czym mówić obecnie – to porównanie nie ma sensu, przecież obecnie jest tak samo jak dawniej, co sam stwierdzasz (siatka wyglądająca równie żałośnie dwadzieścia, co i teraz, i pięćdziesiąt lat temu; ruiny budynków, z odrapanym tynkiem… A obecnie? Nie było o czym mówić obecnie)

 

ślipia – ślepia? :)

 

Oberży jakaś machina czasu, mógłbym uciec i się uratować, no… chyba że bym trafił z jej pomocą źle, bardzo źle, i przeniósł się w czasie na przykład do nazistowskich Niemiec, do jednej z tamtejszych komór gazowych. Tak, mógłbym trafić do gazu, a tego bym nie chciał, to by mi się wcale to a wcale nie spodobało.niepotrzebne wtrącenie, oderwane od pozostałej treści. Zresztą czemu, ze wszystkich czasów i miejsc na świecie, miałby trafić akurat do komory gazowej w nazistowskich Niemczech?

 

zwłaszcza opisy przyrody są wyczerpujące: wyczerpują czytelnika. ;) XD 

Dobry opis nie jest zły. :)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Wydaje mi się, że za drugim podejściem mniej więcej zrozumiałem o co chodzi, ale to było takie uczucie, jak kiedy ktoś tłumaczy dowcip, więc już efektu nie zrobiło.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Podobało mi się, ciekawa historia, napisane też dobrze, wkradło się jedynie nieco literówek.

Świetnie stworzyłeś postacie i przedstawiłeś ich zachowanie, zwłaszcza w przypadku ospowatego i detektywa.

Zabrakło mi jednak spójności. Dziewczynka, którą odnalazł Paweł, przypominała Pszczółkę, ale nie do końca i na tym jej rola się kończy. A co z tą zaginioną, którą zamurowali? Czy to była ta dziewczynka? Jeśli tak, to chyba powinna być starsza? Dlaczego na wózku pszczółki znaleziono odciski palców tej zmarłej, a jednocześnie nie odegrała ona w opowiadaniu żadnej roli? Co właściwie stało się na drodze? Ktoś wyrzucił zawiniętego niemowlaka i oni go przejechali? Czegoś tu brakuje. Niestety widzę w fabule sporo takich dziur.

 

Poniżej to co mi zazgrzytało (poza wymienionymi przez MrBrightside):

 

Nie było wcale krwi, dopóki go nie podniósł. Wtedy krew pojawiła się na jego koszuli. Czuł bicie serca na swoim sercu

 

Paweł odpuścił. Myślał, że w nowym domu poprawi się pomiędzy nim a Danielem, ale nie zanosiło się na to. Kasia podała Danielowi talerz. Przez moment Paweł sądził, że zacznie go karmić. Daniel nie był podobny do Pawła ani nawet do Kasi. – jakoś niezbyt dobrze brzmi tyle imion w tak krótkim fragmencie.

 

Zastanawiała się, czy zostaną po nich blizny. – nie wiem czy nie za bardzo “dorosłe” przemyślenia jak na tak małą dziewczynkę

 

Musiał zamówić trawę. Domowy budżet i tak już trzeszczał w szwach. – brzmi to tak, jak gdyby trzeszczący w szwach budżet był powodem, dla którego Paweł musiał zamówić trawę, a raczej nie o to chodziło

 

Jej głos był lekko zniekształcony, jak zawsze tuż przed tym, kiedy miała się upić. – raczej zniekształcony głos to znak, że jest coraz bardziej pijana; w tej chwili brzmi jakby miała taki głos już kiedy ma zamiar się upić ;)

 

Mieszkali kawałek stąd, zanim oddano do użytku tę cześć osiedla. – dziwne to zdanie, niby logiczne, ale trudne w odbiorze; 

 

Drapanie było jeszcze wyraźniejsze i wtedy zrozumiał, że traci to. Że jego umysł ześlizguje się w otchłań. – “traci to” to, zdaje mi się, kalka z angielskiego “to lose it” nie brzmi najlepiej

 

Świt nabrzmiewał na horyzoncie, – czy świt może “nabrzmiewać”? Dziwnie to brzmi

 

Nie widział nóg, ale przecież nie o nogi chodziło. – dlaczego nie o nogi? Przecież w operacji chodziło o nogi właśnie. Domyślam się, że po tym, co powiedział Grogger Paweł zaczął się bać o życie Pszczółki, ale jeśli tak, to dobrze byłoby to napisać.

 

Para jej oddechu osiadała na szybie. Nawet nie przypominała Pszczółki. Jedynie jej loki. Jej blade wargi uniosły się i zobaczył ostre zęby. – bardzo fajne, ciarki przeszły. Ale (zawsze jest jakieś ale ;)) brakuje mi tu czegoś. Np. co się stało z obecnymi w tej sali lekarzami?

 

Pomimo wyżej wymienionych przeczytałem z zaciekawieniem i przyjemnością.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Wybór nie był łatwy, ale po srogich przemyśleniach oddaję głos na Windę Jakubową

Wyróżnia je motyw przenikana, tytuł, będący bystrą parafrazą oraz, jak dla mnie, większa spójność całego utworku.

 

Swoją drogą, fajny pomysł z tym pojedynkiem.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki za komentarz i dobre uwagi.

Wrzuciłem ten tekst, bo natknąłem się na niego przeglądając “archiwa” i odniosłem wrażenie, że jest lepszy niż moje obecne teksty. Pomyślałem więc, że go zamieszczę, a przy okazji przekonam się, czy inni podzielają moją opinię. Z pewnym zadowoleniem stwierdzam, że niekoniecznie i chyba jednak teraz wychodzi mi ciut lepiej.

 

Podejrzewam, że zredagowany i wydrukowany miałby swoich czytelników.

Bardzo mi miło. :)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Fabularnie majstersztyk. Ciekawa, niebanalna fabuła, a do tego bardzo zręczne wykorzystanie wszystkich pojawiających się w niej elementów. Aż ciarki mnie przeszły, kiedy ja sam, jednocześnie z bohaterami, od razu wiedziałem, do jakiego obrazu się przeniosą. Wszystkie elementy bezbłędnie “spinają się” ze sobą.

Bardzo podobała mi się też analiza obrazu i motyw, kiedy bohater odkrywa, że to, co wydawało mu się obrazem, w rzeczywistości jest lustrem.

Edit: zamotałem. Chodziło mi o to, że w fabule podajesz dużo informacji, a nie obrazów. :)Z drugiej strony, większa opisowość mogłaby niepotrzebnie rozwlekać opowieść, której siła opiera się jednak na intrydze.

 

Niektóre wydarzenia wyglądały też nieco zbyt prosto i dziwnie, np. tutaj:

Jakiś krewki gość próbował zastąpić im drogę, lecz kobieta pchnęła go tak, że wylądował twarzą w zupie. – trudno mi to sobie wyobrazić, wydaje mi się, że raczej mógłby upaść na stół, zrzucając przy tym talerze z zupą itp.

Albo tutaj:

Mężczyzna patrzył na zdjęcie jak zahipnotyzowany, a potem schował nóż i odszedł, mrucząc coś o dwóch kijach. – jakoś strasznie pokorny ten człowiek i tak łatwo się poddał…

 

Gratuluję zwycięstwa!

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Zwycięzcom i wyróżnionym – gratuluję!

Współuczestnikom  – salutuję!

Jurorom, za świetną zabawę i błyskawiczne, mimo świątecznego czasu, ogłoszenie wyników – dziękuję!

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

MrBrightside:

Jeśli to drugie, to przykro mi, ale w kilku miejscach parsknąłem dość srodze, czasem nawet mając świadomość, że chyba w tym miejscu nie powinienem. :<

Parsknięcia śmiechem były ze wszech miar pożądane. ;)

 

Czytelnik lubi dostrzegać klamry, zwłaszcza między wstępem a zakończeniem – dość łatwo tym zaimponować i zyskać parę punktów.

Świetna uwaga, odnotowuję w głowie.

 

Kolejny element to zakończenie, które wygląda na pisane na chybcika i bardzo rozczarowuje. Nawet nie wiadomo jak ten rytuał wyglądał. Pyk i wszystko się udało, całe napięcie trafił szlag.

Hmm, miałem nadzieję, że wątek babci Aliny i topielicy jest tutaj wystarczająco klarowny, ale cóż, może nie. Nie chciałem już wchodzić w szczegóły “rytuału”. :)

Postać czarownicy mi się nie spodobała. Być może dlatego, że jednym z pierwszych zdań, z jakimi wyjeżdża to „jestem czarownicą”… Zamiast uskutecznić jakiś small talk, zbudować zaufanie pomiędzy postaciami, walisz z grubej rury czymś takim i, przynajmniej ja, nie mogłem tego wziąć na poważnie. 

Niekoniecznie miało to zostać wzięte na poważnie. ;) Alicja miała być taka właśnie trochę dziwna.

 

Żeby nie było, że tylko marudzę, klimat wiejskiego wesela oddałeś bardzo wiernie (potwierdzam z autopsji ;_;), fiksowanie się bohatera na punkcie wody wypadło wiarygodnie. Sam Czarek w ogóle wyszedł taki prawdziwy. Nieporadny, naiwny, odrobinkę cyniczny, chociaż taktownie zatrzymywał wszystkie przemyślenia tylko dla siebie. Bohater z krwi i kości!

Miło mi bardzo. :)

 

Dzięki za udział!

A ja dziękuję za fajny konkurs.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dziękuję za komentarze, cieszę się bardzo z tylu miłych słów odnośnie mojego opowiadania. :)

Nimrod – ile razy jestem na weselu, tyle razy myślę o tym rosole z makaronem. :) Cieszę się, że rozbawiło. :)

Lord Vedymin – bardzo się cieszę, że określasz narrację jako dynamiczną, bo zależało mi na tym. Ot, lubię coś takiego czytać, a myślę, że nie tylko ja, więc chciałem i tak samo napisać.

Joseheim – dziękuję, zaznaczyłbym tylko, że o chorobie psychicznej bohater wspomina już wcześniej (podczas tańca, kiedy zastanawia się nad słowami Alicji), a na pytanie na kogo i dlaczego rzeka się gniewa odpowiada wątek babci Anieli. Przynajmniej taki był zamysł. :)

Śniąca – cóż mogę napisać – kłaniam się nisko, uradowany, że się podobało. :)

 

Aha – Marcin Wolski. Wyszedł zupełnie przypadkowo. Do czasu przeczytania komentarza Ochy nie miałem pojęcia, że ktoś taki istnieje. Ot, muza. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

A teraz ja jestem zaskoczony, że Ty jesteś zaskoczony, że ja byłem zaskoczony brakiem zaskoczenia. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Mikołaj-wampir – przyznam, że z początku też spodziewałem się czegoś w tym stylu. Brak takiego zaskoczenia był w zasadzie zaskoczeniem sam w sobie. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Anet czasem pisze też wprost, że jej się nie podobało, więc milczenie wcale nie musi tego oznaczać.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Jest tak słodki, że muszę teraz obejrzeć “Rambo”, żeby podbić poziom testosteronu. ;)

 

A poważnie to sympatyczny tekst, dobrze napisany i, mimo że sielankowy, wciąga. Fajnie czasem przenieść się w taki przyjemny świat, momentami czułem się wręcz błogo. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Całkiem fajne, napisane dobrze, podobał mi się pomysł i zakończenie. Choć przyznam, że czułem się nieco zagubiony.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Ogólnie bardzo mnie cieszy ta dyskusja pod moim opowiadaniem.

 

Przerzucamy się cytatami jak uczeni w piśmie. :D 

 

Sugestie co do Oczyszczonego być może zatem umknęły mi w związku z tym, że czytając opowiadanie wchodziłem w nieznany mi świat i miałem wiele informacji do zapamiętania. Z drugiej strony, skoro inni komentujący o tym nie wspominają, to może jest to tylko taka moja fanaberia.

 

Z trzeciej strony, nie ma co roztrząsać, opowiadanie czytało się bardzo przyjemnie tak czy inaczej. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Racja, mam nadzieję, że to wyjaśni, bo jestem w trakcie pichcenia trutki na demony i nie chciałbym się pomylić. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No taak, ale on stał się owieczką nie dlatego, że połknął proszek, tylko dlatego, że został:

poddany został długim rytuałom oczyszczenia, namaszczony i pojony boską wodą ze źródła nieskazitelnej czystości. Kąpany w niej całymi dniami podczas długich ceremonii odprawianych zgodnie z wytycznymi spisanymi w starych księgach stał się zabójczą strawą dla czarnej duszy Caleeve.

i to jest właśnie dopiero na końcu. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Czyli popełnił samobójstwo, żeby nie umierać długo – tak to zrozumiałem.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Wiem, tylko nie było żadnej sugestii co do tego, co ten Oczyszczony ma takiego w sobie, że jak go demon zje, to zemrze. 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Mister Maras, bardzo przyjemne opowiadanie. :) Leżałem sobie wygodnie, czytałem je w telefonie i, choć inne zajęcia nagliły, nie mogłem się oderwać aż do samego końca.

Na początku myślałem, że jedyną linią fabularną będzie zamierzone morderstwo księcia, a tu się okazało inaczej i bardzo dobrze, było dużo ciekawiej.

Fabuła może deczko skomplikowana, ale to wcale nie wada, nie miałem problemów ze zrozumieniem (albo tak mi się wydaje ;)).

 

A jakieś uwagi to tak:

 

Trochę mnie raziło nadmierne wyjaśnianie, jak np. tutaj: 

Jossel zaprzeczył ruchem głowy.

Kerv syknął przez zęby, mocno rozeźlony odmową.

Myślę, że można by sobie darować słowa “mocno rozeźlony odmową”, bo jest to jasne. Przy okazji wyszłoby mnie znaków. ;) Może to nie jest fragment, gdzie jest to najbardziej widoczne, nie mogłem znaleźć lepszego, ale sądzę, że wiesz co mam na myśli.

 

Wyjaśnienie, w jaki sposób Jossel stał się “trucizną” dla demona – fajnie by było, gdyby pojawiło się wcześniej, jakoś przy okazji, a jest dodane tak na doczepkę.

 

Zbyt słabo pokazana reakcja Jossela na to, że zaraz zostanie pożarty, stwierdzasz tylko, że było to na przemian przerażenie i zachwyt. Wydaje mi się, że w takiej chwili reakcja organizmu jest tak silna (a do tego pewnie dochodzi konflikt wewnętrzny), że warto byłoby przedstawić to bardziej obrazowo.

 

PS. Te sześć znaków do 50 000 nieco rozczarowuje, ale sytuację ratują trzy dziewiątki i czwórki symetrycznie po obu stronach. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Rozumiem, dzięki za rozjaśnienie. Myślę, że większość z tych kwestii rozwiązuje “łatka”. :)

 

Tak, w pierwszej i przedostatniej scenie narracja jest trzecioosobowa. Pierwsza scena miała nie tyle wyjaśniać, co być taką przystawką do tego, co będzie dalej. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Ciekawa historia, oryginalny sposób na wesele. :)

Trochę przeszkadzało mi, że wiele rzeczy przedstawiasz zbyt “informacyjnie”, zamiast je pokazać. Np. tutaj: 

– Nie boję się żadnego elfa, ale jeśli rzeczywiście mnie pokonasz, ślub będzie anulowany. Daję ci moje królewskie słowo. – Przedostatni wyraz krasnolud wypowiedział z naciskiem, chcąc dopiec swojemu oponentowi, który miał niewielkie szanse kiedykolwiek zasiąść na tronie.

 

Podobała mi się ceremonia zaślubin i przysięga małżeńska. Nie tylko że oryginalna, ale nawet trochę ciarki przeszły (ach, wrażliwości ;)).

 

Plusik za turmaka. :)

 

Dla mnie sprawa samobójstwa Rupi jest wystarczająco jasna, choćby dlatego, że napisałaś, że ona trzymała ręce rozłożone w ostatnim zaklęciu (jakoś tak :)). Do tego zrobiła to w wulkanie, więc domyśliłem się, o co chodzi.

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

coboldzie – dziękuję pięknie, cieszę się, że się podobało.

 

Zmieniłem na: Na głowie rude jelita, których kosmki opadały na czoło. 

A tak na serio, to dzięki za wyłapanie! :)

 

dogsdumpling – dzięki tak za pochwały jak i uwagi. :) A czy możesz rozwinąć to, że stelaż sprawia wrażenie pretekstowego? Bo szczerze to nie wiem jak to rozumieć. 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

W zasadzie nie mam do dodania nic, co nie zostałoby już napisane, ale skoro przeczytałem, to coś po sobie zostawię. ;)

Czytało się dość lekko i przyjemnie, były może jakieś tam grudy, ale ogólnie na plus. Tyle tylko, że to wyrwany fragment, który w zasadzie do niczego nie prowadzi. Widzę, że są widoki na ciąg dalszy, jeśli się pojawi, to chętnie przeczytam.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Przyjemne opowiadanie, bardzo fajnie napisane.

 

Gdybym miał się czepiać, to może nie grało mi, że Martin tak późno zaczął podejrzewać, że Bernard go wykorzystuje (z drugiej strony skoro to była najbliższa osoba w jego życiu, to właściwie nie dziwne, że ufał mu bezgranicznie), no i że Martin tak bez mrugnięcia okiem zabił Bernarda. Ale to gdybym miał się czepiać. ;) 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Chodziło mi właśnie o to, że skoro pod względem językowym było w porządku, to znaczy że jesteś na podobnej pozycji jak u polskiego wydawcy, a to już dużo, tak myślę. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No i brawo, wygląda na to, że niewiele dzieli Cię już od publikacji. Tym bardziej, że przeskoczyłeś barierę językowo-kulturową.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Gracias, amigo.

Cieszę się, że się podobało, ale też że wiem, nad czym popracować.

Fajnie, że odnalazłeś to w postaci czarownicy.

Wszelkie wiadomości o tradycjach weselnych pochodzą z pierwszej ręki. W wielu aspektach tego procederu miałem swój udział. Mniej lub bardziej chwalebny. ;)

 

Zdrówka! ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Znaczy zapewne wszystko i nic. ;)

Nigdy nie publikowałem, ale intuicja podpowiada mi, że taki tekst regularnie otrzymuje się też w rodzimych czasopismach. Dobrze byłoby tylko wiedzieć, czy rzeczywiście jest to kwestia needs of the magazine at this time, czy chodzi o coś innego. 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Tu mnie masz. xD

Ale! Jest współczesna wobec czasów, w których żyje, tak w 1417 jak i w 2017. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

A ja dziękuję za rozbudowany komentarz i cieszę się, że wiele elementów się podobało.

Masz bardzo ciekawe spostrzeżenia i na pewno wezmę je pod uwagę przy kolejnych tekstach.

Alicja, oprócz tego, że jest czarownicą, jest też właśnie zwykłą, współczesną dziewczyną. Najdalej we wtorek zmodyfikuję to opowiadanie i to, co dopiszę uzupełni braki. Natomiast nie jestem pewien, czy opowieść przybierze taki wyraz, o jakim myślisz. ;)

 

Pozdrawiam!

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Prawda. Tym bardziej, że nawet jeśli ktoś ma rozbudowane słownictwo i tworzy skomplikowane konstrukcje, nie świadczy to od razu o dobrej jakości. Czasem wręcz przeciwnie. A czytanie literatury jest świetne, nawet jeśli chodzi “tylko” o uczenie się języka.

Co do gustu, niby tak, ale z drugiej strony anglosaska literatura przyjmuje się u nas bardzo dobrze. Ciekawe jak w drugą stronę. ;)

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dokładnie tak. Kwestia skila zatem. Korci, żeby popróbować, choć trzeba by konkurować z native speakerami, a to może być karkołomne. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Czy lepiej jest najpierw napisać po polsku, a później tłumaczyć, czy tworzyć od razu po angielsku? Ktoś ma jakieś doświadczenia w tej kwestii?

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Nowa Fantastyka