Profil użytkownika


komentarze: 11, w dziale opowiadań: 11, opowiadania: 5

Ostatnie sto komentarzy

Czy zawsze się w życiu udaje? No nie, zazwyczaj się nie udaje.

Wątpliwa ciekawostka jest taka, że wobec takiego odbioru, zapytałem dwóch znajomych chatbotów, o co chodzi w tym tekście, powiedzieli mniej więcej to, co miałem na myśli. Dużo się mówi o przyszłym wyparciu pisarzy przez AI (chociaż tych profesjonalnych, grafomani mają niezagrożoną pozycję), a za mało o zastąpieniu czytelników angel

@nul,

No, ładnie, trzeba powiedzieć, że jestem już tu zbędny ;)

A na jakiej podstawie to zrobiłeś? Z oryginału? 

Swoją drogą, dla mnie jest to kolejny kamyczek, że przekład Bryllów jest po prostu nieudany.

 

 

Tarnina

Nie trzeba być poważnym, żeby być pobożnym :)

Wdzięczniejszym partnerem do dyskusji na ten temat będzie brat Jorge, ten z Imienia róży :p

Żeby nam było weselej, jeszcze Heroidy Owidiusza XD

Na wpół zmurszałe kości bohaterów miasta pług co rusz wyorywa,

a ruń ziół i trawy zasłania przed oczami zrujnowane domy. 

https://repozytorium.amu.edu.pl/server/api/core/bitstreams/4b71bccb-3c62-48df-aa2c-fda156d69970/content

 

 

Tymczasem cóż, chyba doprowadziłem ten tekst do jako-takiej kondycji, właśnie na tyle mnie stać, a i to z uprzejmą pomocą wyżej się wypowiadających. I tak to już jest.

regulatorzy:

Dobrze się czytało, choć nie ukrywam, że jestem bardziej przywiązana do oryginalnej wersji legendy o Tristanie i Izoldzie.

Ja się wcale nie chcę droczyć ani udawać że nie wiem, o co chodzi, ale za jedną z cech, które czynią historię o Tristanie i Izoldzie tak interesującą uważam fakt, że ona nie ma oryginalnej wersji, i być może nigdy nie miała. Już Beroul poucza, żeby wierzyć jemu, a nie innym, bo on wie lepiej – ale jakim innym? I jakie były ich wersje?

 

Mistrzu szczepanko, musi Ci wystarczyć jedno zdanie komentarza, bo fakt, że do tej pory na mój żaden nie odpowiedziałeś, nie zachęca do dłuższej wypowiedzi. Łapanki też okazały się zbyteczne.

Bo jestem na tyle nierozgarnięty, że nie nadążam, zupełnie serio. Więc z opóźnieniem, ponieważ teraz jeszcze byłem wyjechany, dziękuję za wszystkie, przyjmuję na klatę.

Aczkolwiek kości chyba mogą zmurszeć, a w każdym razie tak twierdzą ludzie, którzy w kościach grzebią i je opisują, to określenie dość powszechnie stosowane w archeologii i antropologii na degradację kopalnych kości, i to od dawna. Aczkolwiek ja sam raczej wolę trzymać się z dala.

 

nul:

Wcześniej Tristan z Ysellą rozmawiają o historii, w której kochankami byli Cúchulainn i Emer.

O ku#$@, to się nazywa wpadka, ciekawe, czy freudowska.

 

Scena rozmowy z głową druida Cathbada to rewelacja! To jest właśnie ten specyficzny klimat staroirlandzkich mitów.

Miło mi to przeczytać, bo sądziłem, że musi tak być, ale prawdę mówiąc mnie te zabawy z głowami jednak trochę brzydzą.

 

 

 

Dziękuję za wszystkie komentarze. Faktycznie, wyglądało to (bo te stricte techniczne już poprawiłem, nad bardziej merytorycznymi muszę pomyśleć) zdecydowanie niechlujnie – no i cóż, skoro do tej pory nie nauczyłem się widzieć własnych literówek i podobnych baboli, zapewne jestem beznadziejnym przypadkiem. Dziękuję za mrówczą pracę, bruce!

Z ciekawością przyjmuję powyższą dyskusję o niestałości, bo sam myślałem o tym zupełnie inaczej. Tzn. głównie chodziło mi o nieprzystojną zabawę w zderzenie historii Tristana i Izoldy z jednym z jej domniemanych źródeł, natomiast w kwestii uczuć raczej o to, by Tristan spróbował wyzwolić się z uczucia, które zostało mu narzucone, na rzecz powrotu do tego, które czuł naturalnie (to jest do króla Marka). A że nieborakowi nie wyszło – no, tak to już jest w bajkach o fatum.

 

Finkla, dziękuję bardzo, myślałem, że już nikt do tego tekstu nie dotrze :)

Skojarzenie z “Balladyną” jest słuszne, ale chyba wymaga komentarza, ponieważ jako typowy dziwak nie pomyślałem, że natura opowiadania jest kompletnie nieczytelna.

Otóż jest to trochę retelling, a trochę kontynuacja ballady znanej w różnych krajach północnej Europy jako “Dwie siostry” lub “Zła siostra” – najbardziej znane są warianty szkockie i angielskie, ale jest równie wiele norweskich i szwedzkich. Szkielet z zazdrosną siostrą, która morduje siostrę w ogóle jest popularny i “Balladyna” jak najbardziej też z niego wyrasta, ale w tej konkretnej fabule ktoś (czasem harfiarz, czasem rybak, młynarz albo jeszcze kto inny) z trupa zamordowanej wykonuje harfę (czasem skrzypce), ta ogłasza, co zaszło – no i cyk, ballada się kończy, mamy zaprowadzoną sprawiedliwość. Wydało mi się to bardzo drażniące i niepokojące, bo sprawiedliwość sprawiedliwością, ale świat zostaje z tą harfą, albo harfa ze światem, ogółem do ch%#a z taką sprawiedliwością.

Sporo brytyjskich wariantów tej ballady można przeczytać tutaj; mojej fabułce najbliżej do wersji C:

https://sacred-texts.com/neu/eng/child/ch010.htm

 

Warto też, nawet nie znając ni słowa po norwesku, puścić sobie piosenkę Kati Ran, z której wziąłem motto. Choć tam akurat nie ma harfiarza.

Dziękuję za komentarze!

Tak jak pisałem, w “Pangur Banie” samym w sobie nie ma fantastyki, natomiast myślę, że warto ten wierszyk znać jako źródło uroczego motywu w filmie, w którym element fantastyczny jest już bardzo istotny. A może też jako niezobowiązujące wprowadzenie do wczesnej literatury irlandzkiej, która dla nowoczesnej fantastyki w ogóle jest źródłem fundamentalnym. 

Swoją drogą, poglądy o powadze i pobożności średniowiecznych mnichów jednak należy odłożyć między bajki. A poza zalinkowanymi przez Tarninę wesołymi marginaliami i kolofonami, za koronny dowód można uznać rękopis znany jako Carmina Burana, który zbiera co prawda utwory nieklasztornego pochodzenia, ale sama ich kompilacja w klasztorze powstała, a co najmniej była tam czytana – a jakie poważne i pobożne to utwory, to już sami zobaczcie: https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/44079-poezja-sredniowieczna-pochwala-karczmy-in-taberna-quando-sumus.html  https://stcpress.org/pieces/alte_clamat_epicurus 

 

Ślimaku Zagłady, dziękuję za trafne sugestie i korektę płci, nie zauważyłem, w jakim przebywam tu ciele!

Nie bardzo rozumiem zamysł formalny i treściowy tego wiersza. Podział na strofy, wersyfikacja, archaizujący język sugerują osadzenie w klasycznej poezji, ale nie ma tu rytmu, nie ma średniówki, nawet sylabiczności. Rymy są niekonsekwentnie i wydają się przypadkowe. Z drugiej strony, nie ma też ciekawej metaforyki (”czasu głębokie otchłanie” taką raczej nie są), czy innych, bardziej nowoczesnych środków formalnych, które by to zrównoważyły.

W samej treści natomiast jest po pierwsze kila wątpliwych fragmentów (skąd wiadomo, że pogrzeb wodza był pośpieszny? usypanie porządnego kurhanu nie sugeruje pośpiechu; skoro to anonimowy wódz, to skąd wiadomo, że witał śmierć bez smutku?), a przede wszystkim brak tu konkluzji, która by uzasadniała powstanie wiersza. W sensie, koncept “elegijne rozmyślania na grobie sławnego męża z otchłani przeszłości” był już niezbyt świeży, kiedy Słowacki pisał “Grób Agamemnona”; oczywiście można po niego sięgnąć, ale wtedy jako czytelnik oczekiwałbym w tym jakiejś oryginalnej myśli, zaskakującego skojarzenia, zestawienia z czymś współczesnym, z czym jeszcze tego motywu nie zestawiano – słowem, żeby literacko cokolwiek się tu wydarzyło. 

Wielkie dzięki za wszystkie komentarze. Jest dla mnie bardzo ważne, że kilka osób uznało, że przynajmniej da się to czytać – to drugie opowiadanie, które napisałem po kilkunastu latach przerwy, poza tym jeszcze nigdy nie próbowałem bawić się w, za przeproszeniem, retelling. 

@GalicyjskiZakapior

Dzięki za lekturę i za trafne poprawki. 

Jedynie co do tego, czy “hala” brzmi nowocześnie, pewnie można dyskutować – w polskim to słowo funkcjonuje już jednak jako określenie typu rezydencji charakterystycznego dla ludów germańskich (jak Heorot z Beowulfa), tkwi też choćby w spolszczonej wersji nazwy “Walhalla”. Ale jeśli się tak nie kojarzy, to nie, co zrobić.

Nowa Fantastyka