Profil użytkownika


komentarze: 25, w dziale opowiadań: 23, opowiadania: 7

Ostatnie sto komentarzy

Zdecydowanie najlepsza część trylogii. Akcja przyspiesza, dzieje się dużo; w sensowny sposób wyjaśniasz niechęć Alistera do Rodrigo. Rozwiązanie historii jest fajne i pasuje do całości. Styl jest bardzo dobry – myślę, że lepszy niż wielu opublikowanych utworów.

Z drobnych uwag: wydaje mi się, że proces Rodrigo zyskałby na dramaturgii, gdyby przedstawiono mocniejsze dowody jego winy. Aktualnie widać na pierwszy rzut oka, że zarzuty są dęte. Rozwiązujesz ten problem za pomocą przekupionych sędziów i to jest w porządku, ale można by wrzucić jeszcze jakąś poszlakę, obciążające zeznanie lub coś w tym rodzaju.

Jeśli dobrze zrozumiałem, to w tym świecie istnieją wyspy, na których flora i fauna są w różnych rozmiarach – czasem zupełnie mała, czasem średnia, czasem gigantyczna. W konwencji baśniowej jest to wystarczające wyjaśnienie i nie będę się go czepiał. Podoba mi się, jak podkreślasz to na końcu, żeby do wszystkich dotarło, o co chodzi. Jest to konieczne, bo Alister podniósł w części drugiej ten problem, więc trzeba go jakoś rozwiązać.

Drobne uwagi do stylu.

Olbrzym przyglądał się poczynaniom wojska z wyrazem melancholijnej zadumy na smagłej twarzy, dwójka jego najlepszych przyjaciół – z odrazą i dezaprobatą.

Napisałbym: twarzy, a dwójka jego najlepszych przyjaciół

Nieliczni dawali im wiarę, wszyscy chcieli wiedzieć, jak się ta awantura zakończy.

Napisałbym: wiarę, lecz wszyscy chcieli wiedzieć

Kochałem go nadludzko i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie było takiej rzeczy, której bym dla niego nie zrobił.

Nadludzko brzmi dla mnie niezręcznie. Może: kochałem go ponad wszystko / był całym moim światem

 

Podsumowując: opowiadanie ma bardzo dobry styl, jest spójne językowo, nie widzę w nim błędów logicznych; broni się jako baśniowa opowieść przygodowa dla dzieci. Wady dotyczą głównie pierwszej części i połowy drugiej: wolno rozkręcająca się akcja, braku konfliktu i zahaczenia czytelnika od początku, a także przeładowanie opisami. Potwierdza to historia tekstu na Nowej Fantastyce – wydaje się, że wielu użytkowników zniechęciło się po pierwszej części i nie sięgnęło po następne, a szkoda. Rozważ przycięcie pierwszej części i/lub dodanie „haków”, tajemnic, konfliktu – choć zdaję sobie sprawę, że to będzie bolesne przy tak dopracowanym tekście.

regulatorzy

Dziękuję za lekturę. Uwzględniłem wszystkie poprawki, a najbardziej cieszy mnie to, że nie było ich tak wiele!

Podczas lektury miałem dwa drobne zgrzyty. Pierwszy dotyczy tego fragmentu.

– Mistrz Alister, Strażnik Archiwów Królewskich, który odnotuje każdy szczegół twojej niezwykłej wizyty w rocznikach naszego kraju.

Rodrigo drgnął. Po pięciu osobach spoglądających na niego jeśli nie serdecznie, to co najmniej przychylnie, przyszła kolej na starca o siwej, szczeciniastej brodzie i krzaczastych czarnych brwiach, który wpatrywał się w kolosa z mieszaniną pogardy i dzikiej, niczym niezasłużonej nienawiści. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Brobdingarczyk padłby na miejscu trupem.

Z jakiegoś powodu nie załapałem od razu, że tym starcem jest Alister, i zacząłem zastanawiać się, o kim mowa. Jako czytelnik nie liczyłem w myślach przedstawianych postaci i pewnie dlatego cyfra pięć od razu nie podpowiedziała mi, o kogo chodzi. Po drugiej lekturze fragmentu załapałem i wszystko było ok. Nie wiem, czy to ja jestem mało domyślny, czy rzeczywiście jest tutaj jakiś problem.

Pech chciał, że dzień przed swoimi urodzinami księżniczka postanowiła odwiedzić go w twierdzy właśnie wtedy, gdy zajęty był rzeźbieniem. Wśliznęła się do wnętrza baszty, jak to miała w zwyczaju, niezauważenie i bezszelestnie niczym kot. Spostrzegłszy ją, olbrzym wydał zduszony okrzyk i szybko wsunął niedokończoną figurkę pod kołdrę.

Tutaj zaskoczył mnie fakt, że księżniczka odwiedzała go w wieży, i to jeszcze na tyle często, że zdążyła już nabrać takiego zwyczaju. Albo w poprzedzającym to zdarzenie tekście nie było takiej informacji, albo ja ją przeoczyłem.

Na plus na pewno dwie rzeczy:

– Pojawia się antagonista, chociaż nie wiemy, jaki właściwie ma problem z Rodrigiem. Być może będzie to wyjaśnione w następnej części, ale póki co niechęć wydaje się całkowicie irracjonalna. Olbrzym pomaga, jest użyteczny, nikomu nie szkodzi. Czemu go nie lubić albo przynajmniej tolerować? Razi to tym bardziej, że pozostałe postacie są przedstawione jako dobroduszne, ufne i miłe.

– Alister zadaje nasuwające się w takiej sytuacji pytanie: dlaczego w tym nowym świecie wszystko jest mniejsze, a nie tylko ludzie? Może Rodrigo trafił do innego wymiaru? Albo to tylko sen? Pytanie nie spędza snu z powiek bohaterów, ale kwestia jest podniesiona. Ciekawi mnie, czy i jak to wyjaśnisz.

Drugą część piszesz w podobnej konwencji co pierwszą. Tekst jest spójny, czyta się dobrze, a styl jest dla mnie w porządku. Platoniczna miłość Rodrigo do Natalii w tym kontekście jest ok, choć może rozwija się trochę znienacka.

Potencjalne wady są takie same jak w pierwszej części. Dużo miejsca poświęcasz na opisywanie świata i tego, co robi Rodrigo. Akcja jest dość powolna, więc raczej nie ma szans, aby wszystkie wprowadzone wątki i postacie udało się powiązać w finale. Jednak w kontekście XIX-wiecznej powieści przygodowej jest to do przyjęcia. Wiem też, że w książkach dla dzieci często pojawiają się wątki edukacyjne, różnego rodzaju zagadki i tym podobne, więc tam obowiązują trochę inne zasady. Trudno mi powiedzieć, na ile mała zwięzłość tekstu jest jego wadą.

bruce

Czytałem poradnik i z początku przyszło mi do głowy, że chodzi o punkt do biblioteki, ale potem spojrzałem na listę opowiadań w poczekalni, a liczba punktów nadal wynosiła zero. Stąd konsternacja.

Po przeczytaniu Twojego komentarza zerknąłem jeszcze raz do poradnika i widzę, że nie każdy dodaje punkty bezpośrednio, a niektórzy tylko nominują. Czyli chyba wszystko jest ok! Dziękuję.

Bartkowski.robert

Ma to jak najbardziej sens. Dlatego właśnie wyobraziłem sobie te formacje jako służbę cywilną lub jakiejś wojska logistyczne.

Właściwie to ten pomysł jest lepszy niż mój. Czyli jednak warto zostawić interpretację czytelnikowi!

 

bruce

Dziękuję za lekturę i życzliwy komentarz! Pytanie nowicjusza: o co chodzi z tym klikiem?

TomaszObłuda, dziękuję za lekturę i miłe słowo!

 

Bartkowski.robert, to jest właśnie dylemat przy pisaniu krótkich form w fantastyce: mało słów, a trzeba i opowiedzieć historię, i przedstawić świat. Staram się znaleźć złoty środek, ale nie jest to łatwe. Pewnie z czasem nabiorę w tym więcej doświadczenia.

Znajomość tego, czym jest przydział specjalny, nie jest konieczna dla fabuły, dlatego nie chciałem tego doprecyzowywać. Szczerze mówiąc, pisząc tekst, miałem w głowie tajne służby – coś, czym takie społeczeństwo, skupione na agresji i bezwzględnej walce, mogłoby pogardzać, jednocześnie niechętnie uznając ich użyteczność.

W gruncie rzeczy przydział specjalny może symbolizować wszystko, co społeczeństwo traktuje jako hańbiące albo czym pogardza. Niemało mamy takich przykładów także w naszym świecie.

Koala75, przyznaję, że to miał być wstęp do dłuższej historii, ale jednocześnie było to moje pierwsze opowiadanie w życiu i wtedy, gdy je pisałem, zabrakło mi umiejętności, by pociągnąć dłuższą fabułę. Ograniczyłem się więc do tego, co jest, wychodząc z założenia, że lepiej ukończyć cokolwiek, niż mieć w głowie nawet lepszy pomysł, a nie napisać nic. Teraz mam już te kilka miesięcy doświadczenia, więc kto wie, może dopiszę resztę, skoro reakcje czytelników nie są właściwie takie złe.

AmbushBollyregulatorzy, poprawiłem wszystkie błędy, nieścisłości i niezręczne sformułowania najlepiej, jak umiałem. Dziękuję za lekturę i uwagi!

Masz bardzo dobry styl. Tekst czyta się płynnie, bez zgrzytów. Albo masz talent do prozy, albo spędziłeś sporo czasu na redakcji. Tak czy inaczej: efekt jest świetny.

Fragment jest długi, ma ponad 7000 słów. To dużo, biorąc pod uwagę, jak niewiele się w nim dzieje. Obawiam się, że współczesne wydawnictwo skróciłoby go co najmniej o połowę. Przy tak dużym nakładzie pracy byłoby to zapewne bolesne.

Co do treści. Miałem wrażenie, że czytam powieść sprzed 1950 roku. Dużo ekspozycji, często nieposuwającej fabuły do przodu, bardzo rozbudowane opisy, wolne tempo narracji. W pierwszej połowie brakuje wyraźnego konfliktu, akcja rozwija się powoli, a tekst nie próbuje „zahaczyć” czytelnika od pierwszych zdań. Postacie są nadzwyczaj grzeczne – to kolejna cecha, która przywodzi na myśl starszą literaturę.

Taki styl ma swój urok, ale obawiam się, że współczesny czytelnik może się zniechęcić. To może być problem, jeśli planujesz publikację. Ale jeśli piszesz dla siebie lub dla wąskiego grona odbiorców, którzy cenią klasyczną narrację – niekoniecznie.

Warto rozważyć, czy nie zaznaczyć tego stylowego wyboru we wstępie lub opisie projektu. Jeśli tekst jest celową stylizacją na staroświecką baśń lub powieść przygodową, dobrze, by czytelnik wiedział o tym od początku. Wtedy łatwiej zaakceptuje konwencję.

Tytuł: Twarz Bogini

Długość: ok. 40000 ze spacjami

Gatunek: high fantasy

„Twarz Bogini” to historia dwojga wysłanników Kolegium Magów, którzy przybywają do odciętego od świata księstwa, gdzie narasta konflikt religijny i polityczny. Maelyn i Daryn próbują zrozumieć, kim naprawdę jest tajemnicza bogini Virey i co kryje się za rosnącym napięciem.

Na tle surowych krajobrazów i posępnych zamków rozgrywa się opowieść o wierności, magii i władzy. Nie wszystko jednak jest takie, jak się wydaje, a przeszłość i wiara odgrywają tu większą rolę, niż bohaterowie przypuszczali.

Szukam beta-czytelników, którzy pomogą mi ocenić, czy warto kontynuować tę historię. Nie trzeba czytać całości, jeśli znudzi po kilku stronach, to też będzie dla mnie cenna informacja!

Adexx, dziękuję za komentarz!

 

bruce, dziękuję za lekturę. A które konkretnie poradniki polecasz? Bo ten dla żółtodziobów czytałem. On skupia się na sprawach organizacyjnych i funkcjonowaniu portalu. Czy tu popełniłem jakiś błąd?

GreasySmooth, dziękuję za lekturę i sugestie. Uwzględniłem poprawki stylistyczne. Jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, to nie będę już ich ruszał. Opowiadanie jest, jakie jest i jeśli zawiera naukowe błędy, nierealistyczne procedury czy inne nieścisłości, to trudno, tak już zostanie. Wyciągam z tego naukę na przyszłość.

To pierwsze opowiadanie, jakie napisałem, ale publikuję je jako drugie, już po wprowadzeniu poprawek. Życzę przyjemnej lektury!

Tytuł: Dopasowani

Długość: ok. 40 000 znaków ze spacjami

Gatunek: socjologiczne SF / dystopia z wątkami obyczajowymi

 

Opowiadanie przedstawia wizję niedalekiej przyszłości, w której państwo – próbując przeciwdziałać kryzysowi demograficznemu – wprowadza obowiązkowy system małżeństw aranżowanych przez sztuczną inteligencję. Główni bohaterowie, Anna i Marek, to osiemnastolatkowie, którzy zostają dopasowani przez algorytm i zmuszeni do wspólnego życia. Fabuła skupia się na pierwszych miesiącach ich relacji.

Szukam przede wszystkim opinii na temat ogólnego odbioru tekstu: czy historia angażuje, czy bohaterowie są wiarygodni, czy świat przedstawiony działa.

regulatorzy, dziękuję za lekturę i poprawki. Trudno uwierzyć, ile błędów potrafi się prześlizgnąć mimo wielokrotnej redakcji. Może to kwestia wprawy?

 

To prawda, że opowiadanie nie pokazuje, jak cała sprawa się skończyła. Chciałem przedstawić jedynie fragment tej historii – bez morału – i skupić się na tym, jak dwoje obcych sobie ludzi walczy o przetrwanie w ekstremalnej sytuacji. Mam nadzieję, że ten cel udało się osiągnąć.

Tarnina, dziękuję za wyczerpującą korektę. Co zrozumiałem, to poprawiłem. A co do Lema to podobieństwa są raczej przypadkowe. Czytałem go mało i bardzo dawno temu. Jeśli była jakaś inspiracja to raczej z “Marsjanina” i to tylko z filmu, bo książki nie czytałem.

AdamKB, dziękuję za przeczytanie tekstu!

Mam dwa pytania, które zaraz wypiszę, ciężko przy tym wzdychając. Pierwsze, mniejszego kalibru. W jakim stanie technicznym jest statek bohatera, skoro ciągle wszystko jęczy, stęka, piszczy, warczy, ryczy, dudni i te pe, i te de?

Może były cięcia budżetowe w Akademii Kosmicznej i kadeci latają teraz wysłużonymi maszynami? :)

Drugie, poważniejsze. Naprawdę myślisz, że w pancerze statku kosmicznego można ot, tak sobie, wmontować okna?

W promach kosmicznych okna są i w ISS też, więc może w takich futurystycznych rakietach przyszłości też montują! Ale wiadomo, chodzi też o to, żeby Soren nie gapił się cały czas tylko w monitory i na gołe ściany.

Nowa Fantastyka