Profil użytkownika


komentarze: 842, w dziale opowiadań: 480, opowiadania: 142

Ostatnie sto komentarzy

Cześć, Heskecie. Niezłe opowiadanie, czytało się lekko i przyjemnie. Krótkie i skondensowane jak baśń, ale nie wszystko musi być kwieciste. Klikam bibliotekę. :-)

GalicyjskiZakapiorze i Lesnylutku, szczerze gratuluję! :-)

 

MichaeluBullfinchu, jasna sprawa! laugh

Ambush, cieszę się, że opowiadanie do Ciebie trafiło i Cię poruszyło. :-)

 

Zygfrydzie89, super, dziękuję. Fajnie, że polubiłeś bohaterów. :-) 

 

Pozdrawiam Was serdecznie

ŚlimakuZagłady, zgadza się, że komórki te – m in astrocyty i mikroglej, dzielą się wolno, ale ten proces moze zostać przyspieszony w stresie metabolicznym. Też nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, jedynie laikiem. Założyłem, że Pragma powodowałaby na tyle duży stres tych oraz okolicznych komórek, że podziały byłyby znacznie szybsze. Jak byłoby naprawdę – trudno przewidzieć, to już fantastyka. :-)

 

HollyHell91, głos od Ślimaka jest bardzo cenny, ale Wasze głosy równie mocno doceniam. Każdy jest merytoryczny i sporo wnosi. Za każdym razem się cieszę, widząc Twój komentarz, choć od jakiegoś czasu zawsze zaczynam przewidywać, że będziesz zła, że znów musisz czytać mój tekst. :-P

 

Pozdrawiam Was serdecznie

Witaj, ŚlimakuZagłady. Cieszy mnie Twoja wizyta i rozbudowaną opinia. Sprawił mi przyjemność Twój TAK, choć, przyznam szczerze, nie spodziewałem się takiej decyzji. W każdym razie dzięki. Miło mi, że tym razem trafiłem w Twoje gusta. Klimat wyspy, poszukiwane sensu oraz relacja bohaterów to chyba takie trzy fundamenty tego tekstu, a warstwa naukowa ma funkcję spinającą, w założeniu pomagającą zawiesić niewiarę :-)

 

 

Co do mózgu, masz całkowitą rację. Nie chodziło tu o neurony, a o komórki glejowe. Tu jest fragment wyjaśniający proces: W drugiej fazie, w której Pragma dostawała szerszy dostęp do tego, co dzieje się w mózgu, gwałtownemu skracaniu ulegały telomery komórek glejowych. Ich DNA zostawało zniszczone, stawały się zbyt aktywne, szalały, patologicznie rosło stężenie prozapalnych cytokin i… neurony spalały się.

 

Być może nie wystarczająco dobrze to wyjaśniłem. To jest dla mnie zawsze ten sam problem – nie wpaść w infodump, nie popaść w mglistość. Choć jak myślę o starych opowiadaniach sci-fi, zresztą nie tylko starych, to widzę, że tam autorzy nie mieli z tym problemu, w sensie walili infodumpami po głowie, aż bolało. No ale dawna era sci-fi rządziła się swoimi prawami. Podobnie jest dziś, jeśli chodzi o literaturę hard sci-fi. A moje opowiadanie nie jest aż tak bardzo hard, więc akcenty powinny być rozłożone inaczej. Cieszę się tym bardziej, że uznałeś te infodumpy za dobrze zrobione.

 

Te wiewiórki występują na Wyspach Kanaryjskich, u mnie była to Fuertaventura. Swoją drogą, bardzo urocze stworzenia.

 

Dzięki za wyłapanie błędów. Dzięki za powrócenie przecinka na jego miejsce. Oraz znalezienie tego brakującego :-)

 

Z perspektywy czasu widzę, że wzmanika o ojcu Nel mogłą rzeczywiście zostać umieszczona w tekście później. Z drugiej strony to takie ziarenko niepokoju, zasiane na początku, które ma Czytelnika uwierać jak kamyczek w bucie, które przeszkadza na tyle, na ile może przeszkadzać na wpół uświadomiona czarna myśl.

 

Wszelkie inne uwagi biorę do serca i do worka narzędzi warsztatowych. 

 

Na wierszach się zupełnie nie znam, ale zaciekawiłeś mnie – sprawdzę Yeatsa, którego jedynie kojarzę.

 

Pozdrawiam serdecznie

MichealuBullfinchu, dzięki za wizytę! Bardzo mnie ucieszy Twój komentarz. :-D Dzięki za poprawki, zaraz je wprowadzę. Co do tych licznych akapitów w jednym bloku, to chciałem tym oddać stan bohatera. Takiej odpływającej i przypływającej świadomości. 

Myślę, że interpretacje mogą być różne. Ja chciałem przemycić to – u Czytelnika podswiadomie – że Grzybnia jest dla Adama ważniejsza, niż może się na początku wydawać. O Twojej interpretacji nie pomyślałem, ale, kurczę, pasuje jak ulał. :-) Ja to powiedział Umberto Eco – Literatura to “maszyna do tworzenia interpretacji”. Być może parafrazuję, ale tak pamiętam. Co więcej, tym kierował się też Gene Wolfe, pisząc tetralogię Kata, którą byłem częściowo zachwycony. Sądzę, że “Pozszywane” jest otwarte, ale zarazem konkretne interpretacje mogą być w miarę wyczerpujące, to znaczy można o opowiadaniu myśleć w jeden konkretny, spójny sposób. I to jest ok. Można też szukać w nim różnych interpretacji.

Artefakty i wyławiane przedmioty – zgadza się, to są rzeczy związane ze wspomnieniami.

Grzybnia to Wiola – z tą myślą pisałem. Ale pisałem też z myślą, że Grzybnia jest kimś innym.

Grzybnia to ciało grzyba, kapelusik, kapelusz, to to, co z niego wyrasta. Może to być zatem symbol odwrócenia ról – Grzybnia daje ukojenie Adamowi, choć jest jego córką. Wiem, że to już odjazd pewnie, ale to chyba dobrze? ;-)

Grzybnia zachęca go do zmierzenia się z miastem, ponieważ ona już mu – ojcu – wybaczyła

Adam ma potężne wyrzuty sumienia. Pozszywane może być czymś realnym, prawdziwym miejscem, być może właśnie wielowymiarowym organizmem, można je zinterpretować także jako wytwór psychiki bohatera.

Sam już po napisaniu, kiedy opowiadanie poprawiałem, doświadczałem wypływania spontanicznych interpretacji.

W ogóle tyle na tej stronie słowa “interpretacja”, że mogłaby służyć za jakąś podstronę SEO :-P

Zgadza się, to, że czytałeś i rozmyślałeś, to dla mnie komplement, nawet największy. blush

 

Krzysztofie Kapibara, dziękuję serdecznie za wizytę i dobre słowo. Cieszę się, że Cię opowiadanie wciągnęło. Tak, to pokrzepiające, dla mnie dlatego, bo pokazuje, że ludzie mają potrzebę poszukiwania i rozumienia.

 

Witaj, HollyHell91. Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Doceniam. :-) Większość rzeczy poprawiłem. Z tym zamieraniem w bezruchu racja, że to pleonazm. Pisząc, miałem błędne poczucie, że to tylko wzmocnienie wydźwięku. Szyk zdań poprawiony, dzieki za wyłuskanie tego.

Rozumiem, że motywacja wydaje Ci się absurdalna. Cóż, zarzut się powtarza, więc może coś w tym jest. Natomiast ze swojej perspektywy mogę powiedzieć – nie z autopsji może, ale z doświadczenia pracy z innymi – że ludzie nie chcą żyć z powodów, które nam mogą wydawać się niewystarczające, wręcz absurdalne właśnie. Zgadzam się, że mogło do końca nie wybrzmieć zdrowienie Nel. Cóż, format opowiadania jednak ogranicza możliwości przekazu. Patrzysz trochę przez dziurkę od klucza. A ja inaczej nie potrafiłem tego opisać :-P

 

Dobra uwaga z podwzgórzem – można to było ciekawie wykorzystać!

 

Tak, to był android, nie prawdziwy ojciec. To była wisienka na torcie, ta scena. Tortem była relacja z Pavlem. Zatem nie sam cmentarz androidów zdziałał cuda, byłoby to banalne, a relacja z Pavlem, korektywna.

 

Twoja opinia bardzo mnie ucieszyła. Super, że nie zagłosowałaś na tak, serio. Super, że zauważyłaś wady opowiadania. I że doceniasz jego pewne aspekty. Cieszę się, że lektura była satysfakcjonująca:-)

 

Z tym stylem to z pasji czytania, pisania, i procent talentu pewnie. Wiesz, w sumie piszę, z dłuższymi lub krótszymi przerwami, naście lat już…. Jezu, ależ stary się robię :-O

 

Uważam, że Ty też masz ciekawy styl. Do zobaczenia pod kolejnymi tekstami. Moimi i Twoimi. Na portalu jest jeszcze jedno nowsze moje opowiadanie. I na razie robię przerwę od pisania, bo się troszkę wypaliłem ostatnim tempem. ;-)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć! Niezłe opowiadanie. Sprawnie napisane, wciągające. Nie wiem, chyba tego w tekście nie było, przynajmniej nie wprost, ale pomyślałem, że bohater wykonuje czynności obsesyjnie, żeby zredukować lęk. Taki ktoś mógłby nabawić się OCD i PTSD, w komplecie.

Musiałem część terminów sprawdzić, ale to dobrze – nie wszystko powinno być wyłożone na tacy. :-)

Długość zdań, ich rytm moim zdaniem dobrze oddaje klaustrofobiczne okoliczności.

Ostatnie zdanie dobre, makabryczne.

 

Pozdrawiam!

 

 

GalicyjskiZakapiorze, cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. :-) Fajnie, że doceniłeś kreację bohaterów i klimat wyspy. Powtarzają się głosy, że opowiadanie jest przegadane, więc na rzeczy jest więcej, niż sądziłem, kiedy je publikowałem. Wtedy wydawało mi się nawet za krótkie :-P

Świetnie, że aspekt sci-fi Cię kupił. Pamiętam, że w moim poprzednim tekście był z tym problem, więc uznaję to za progres!

Proste sceny przedtawiające prozaiczne czynności, takie jak zakupy, moim zdaniem mogą budować napięcie lepiej niż wiadomość, że bohaterka umrze. Ale chyba rozumiem, co masz na myśli. Dobrze, jak w tekście pojawi się jakiś konkretny hak na uwagę, a nie same pomidory. ;-)

 

beeeecki, dziękuję serdecznie za taki wyczerpujący komentarz. Ocena bynajmniej nie wybrzmiała zbyt krytycznie, uwagi biorę do serca. I sprawiła mi niekłamaną przyjemność, bo to bardzo miłe, kiedy Czytelnik dzieli się ze mną szczegółowymi wrażeniami wynikającymi z zaangażowanej lektury. :-)

Z tym infodumpem racja, ale, przynajmniej z mojego doświadczenia, cholernie trudno zrobić to zupełnie na miękko. Jak zwykle będę się starał szlifować tę umiejętność w przyszłości. :-)

Dzięki za uwagi z przekombinowanie. Pomagają mi, takie uwagi, z większą świadomością panować na zdaniami.

Super uwaga, że to portret Nel Pavla i codzienności. Ja myślałem o wyspie, jako takiej bohaterce w tle. :-)

Cieszę się, że portrety bohaterów uznałeś za przekonujące!

Fakt, że w pewnym sensie niewiele się dzieje. A przynajmniej na pierwszym, wyraźnym planie. Wiadomo, Nel ma umrzeć, więc to już jest jakieś dzianie się, lecz doskonale rozumiem, że biorąc pod uwagę rozmiar tekstu, może być niewystarczające. Dla mnie to “dzianie się” miało być nie tylko na poziomie rozumienia, ale też czucia, stąd starałem się w miarę dokładnie sportretować bohaterów i ich wewnętrzne światy. Te chciałem odmalować między innymi za pomocą wyspy.

Zapraszam do mojego nowego opowiadania – Pozszywane – tam chyba jest ciut więcej akcji, choć bohater to dużo starszy człowiek.

 

Pozdrawiam Was serdecznie!

L.Keller, dziękuję za poświęcony czas i dobre słowo. Cieszę się, że Cię opowiadanie poruszyło. :-)

 

Pozdrawiam!

Witaj, Cytryno. Dzieki za odwiedziny, poświęcony czas i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało.

Interpretacje mogą być różne. Ta napisana przez bruce jest ciekawa i trafna, Twoja także, co ciekawe, trafnie rozpozanłaś w Grzybni Wiolę. :-) Pisząc, własnie to miałem na myśli. Choć, oczywiście, równie dobrze Grzybnia może być kimś innym. Tak samo z ojcem – mógł faktycznie być alkoholikiem, ale mógł też być człowiekiem, który po prostu pamiętał wszystkie krzywdy wyrządzone dziecku, w tym tę, jak zachował się pod wpływem – być może raz w życiu.

 

Pozdrawiam!

Cześć, Melancholio. Niezłe, interesujące opowiadanie. Początek nastrojowy. Zdanie o znalezionej na strychu starej książce o wróblach szlachetnych bardzo ładne, kupiło mnie. Regulatorzy wkleiła link, jak zapisywać dialogi – warto skorzystać.

 

Rodzice wydają się niezbyt odpowiedzialni. Przykra sprawa. Końcówka z matką zaskakująca. 

Hej, JolkaK. :-)

 

Dzięki za łapankę, w wolnej chwili się nimi zajmę.

 

Rozumiem, że piórkowo jesteś na nie. Cieszę się, że doceniasz pewne askepty opowiadania. :-) Fakt, neurony dzikiej róży mogłyby być lepiej wyjaśnione. 

 

Być może moje nowe opowiadanie – Pozszywane – bardziej do Ciebie przemów. To dotąd chyba jeden z moich ulubionych tekstów. Choć tam też się nie spieszę, akcja przyspiesza gdzieś w połowie. Ale tak już trochę mam, że lubię się rozpisać. Dla jednych dłuższy tekst będzie przegadany, dla innych krótszy będzie esemesowy. Swoją drogą to ciekawe, te różnice w optyce czytelników. :-)

 

W każdym razie wciąż staram sie znaleźć złoty środek. A przynajmnij się do niego zbliżyć. :-)

 

Dzięki za dobre słowo.

 

Pozdrawiam równie serdecznie!

Anet, dziękuję. :-))

 

Bruce, bardzo mnie to cieszy laugh

 

Pozdrawiam!

bruce, to bardzo miłe, że tekst tak Ci się spodobał. blush

 

Anet, dokładnie. Pozszywane ubrania, rany, patchworkowe rodziny, pozszywane koncepcje… Pozszywane/zintegrowane części ja. W ogóle język polski jest niezwykle bogaty.

Nikolzollern, witaj! Dzięki za czas i komentarz. Zgadza się, to trochę spojrzenie na ten świat przez dziurkę od klucza. Starałem się, żeby dało się zobaczyć wystarczająco dużo, aby wzbudzić zainteresowanie, i żeby Czytelnik część rzeczy zrozumiał, a część poczuł. Dziękuję za klika. :-)

 

Anet, miło Cię widzieć! Dziękuję, cieszę się, że opowiadanie Cię wciągnęło. :-) Pozszywane też wydawało mi się najtrafniejszą nazwą. Z jednej strony to takie zwykłe słowo, z drugiej może oznaczać dużo różnych rzeczy, jest takie jakieś pojemne. Poza tym, mi, kojarzy się na przykład z nostalgią, bólem, nadzieją, ludzką ułomnością. Dziękuję za polecenie!

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

MichaeluBullfinchu, wspaniałe opowiadanie. Pięknie napisane, świadome stylistycznie, mające świetny rytm. Może i momentami balansuje na granicy przeestetyzowania, ale i tak jestem pod dużym wrażeniem. Być może, w jednym czy dwóch miejscach, trochę bym obniżył poetyckość, żeby opowiadanie nie traciło oddechu między kolejnymi obrazowymi zdaniami.

 

“Odchodzi krokiem walca…” – to jest dobre. Te nagietki są super, ale stały się trochę takim powtarzalnym ornamentem. Spróbowałbym to jakoś przełamać.

 

Miałem skojarzenie z Catherynne M. Valente. 

 

Nominuję do piórka.

Finklo, dziękuję bardzo za komentarz. Rozumiem, że nie podpasowało Ci rozłożenie akcentów. Z tym zakochaniem i romansem, to raczej nie tak. Przynajmniej nie taki był zamysł. Myślałem o ich relacji jako uzdrawiającej dla Nel. Pavel dał jej dużo wyrozumiałości, czuła się przy nim bezpiecznie, na tyle, że relacja z nim była dla niej korektywna.

 

Ale rozumiem, że tak to odebrałaś.

 

Zgadzam się, obrzydliwe eksperymenty.

 

Bardzo dziękuję, to najważniejsze, żeby była zdrowa :-)

Dziękuję, reg, tak właśnie zawsze piszę. heart To miłe, świadomość, że jesteś.

 

Spokojnego wieczoru :-)

regulatorzy, miło Cię widzieć. Dziękuję za poprawki – wprowadzone. :-)

 

Dodkonale Cię rozumiem, taka literatura może budzić ambiwalentne odczucia. Cóż, new weird rządzi się swoimi prawami, nie wszystko jest jasne, a jeśli coś jest, to często bardziej rozumiane emocjonalne niż racjonalnie. Mimo to starałem się, żeby ważny wątek dało się nie tylko poczuć, ale także zrozumieć.

 

Natomiast w opowiadaniu najważniejsze jest poczucie winy ojca, jego cierpienie i poszukiwanie odkupienia.

 

Następnym razem, jak będę pisał new weird, może będzie bardziej strawne, a wtedy, liczę, Ciebie przekona. I da Ci więcej przyjemności oraz satysfakcji z czytania :-)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Robercie Raks, dzięki za wizytę! Trudno mi tę kwestię jednoznacznie ocenić, to bardzo subiektywne, ale przyznam, że miałem zamysł, aby tekst był dłuższy. Ostatecznie uznałem, że taki – średniej długości – będzie nieprzegadany i zarazem wystarczająco nasycony, aby stać nastrojem. :-)

 

Serdecznie pozdrawiam.

Śliczna baśń. Miałem skojarzenia z baśniami Kelly Barnhill – z Dziewczynką, która wypiła księżycOgrzyca i dzieci. Jak zauważyli inni, posiada walor edukacyjny. 

 

Klikam. Chętnie przeczytam synkowi, uwielbia kosmos. :-)

bruce, miło Cię widzieć. Dziękuję za dobre słowo i listę rzeczy do poprawy. Bardzo się cieszę, że Ci się opowiadanie spodobało. :-) I że było dla Ciebie poruszające. Poprawki wprowadzone, poza niektórymi sugestiami przecinków, np z tymi lampami gazowymi – tam przecinki są zbędne, o ile dobrze rozumiem. :-) Dzięki za czujność, resztę przecinków poprawiłem, trochę wstyd, że coś mi się zaplątało. blushwink

 

Teo Max, cześć! Dzięki za wizytę. Super, że przyoadło Ci do gustu. :-)

 

AdamieKB, dzięki za wizytę i komentarz. Piszę na prywatnym do Ciebie. :-)

 

kronosie.maximusie, hej! Miło mi, że opowiadanie przypadło Tobie do gustu. Z opowiadaniami jest tak, że niektóre traktuje się bardziej osobiście, trochę jak własne dziecko. Bo są jakby bardziej z trzewi pisane i wydają się jakoś ważne. Tak miałem z tym opowiadaniem i poprzednim – Pragmą. :-)

 

Pozdrawiam Was serdecznie!

dogsdumpling, dziękuję za ten rzeczowy, rozbudowany i treściwy komentarz. Bardzo doceniam to, jak wgłębiłaś się w treść oraz ile aspektów opowiadania odkryłaś. Niezwykle mi miło, że tekst przypadł Ci do gustu.

Bohater rzeczywiście jest nie tylko domem dla innych, ale również dla siebie. W tym dosłownym znaczeniu, kiedy we własnej głowie spotyka się z innymi. Ojciec błąkał się po lasach, zepchnięty do podświadomości przez syna, ktory ze względu na traumę relacyjną wolałby o rodzicu zapomnieć. Tylko że całkowicie sie nie da tego zrobić. Las był dla ojca swoistym piekłem – może czyśćcem?

Chciałem, żeby końcowka była emocjonalna, ale nie tandetna. Łatwo wpaść w kicz, na pewno przynajmniej sie o niego otrzeć.

Tekst nie dostał piórka, ale wyciągnąłem lekcje z krytycznych głosów, a te pozytywne same w sobie są dla mnie dużą nagrodą.

 

Pozdrawiam serdecznie

Serdecznie gratuluję opierzonym :-)

 

Oraz nominowanym, bo to też zaszczyt.

MichaeluBullfinchu, nawet nie wiesz, jak mi miło czytać taki komentarz. Bardzo się cieszę, że tak spokojne, nastrojowe opowiadanie może się podobać. Że potrafię napisać też coś pozytywnego. ;-)

 

Z tym skracaniem to mam taki sam dylemat. Nie chcę przeszarżować, nie raz mi sie to kiedyś zdarzało, ale nie chcę też, żeby było skrótowo, SMSowo. Mam takie poczucie, że musi być troszkę przegadane, żeby wybrzamiło w pełni, przynajmniej w przypadku mojego pisania.

 

Pavel faktycznie był mniej rozbudowany. Nel gra pierwsze skrzypce. Na część córki, której już nie mogę się doczekać. :-) Chciałbym, żeby miała siłę sama o sobie decydować, kiedy dorośnie.

 

Dzieki za poprawki – wprowadzone.

 

Pozdrawiam serdecznie

Robert Raks, witaj! Dziekuję za odwiedziny. Cieszę się, że uznałeś opowiadanie za dobre. :-)

 

Pozdrawiam

OldGuard, dziękuję za odwiedziny. Cieszę się, że Ci się podobało. Dziękuję za klika. :-) Z tym, że zrobił sobie, to akurat pasuje do Pavla, który jest trochę, początkowo, mocno skupiony na swoich potrzebach. Dzieki za poprawki, część wprowadziłem.

 

Odnośnie wiarygodności, z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że jest to jak najbardziej prawdopodobne. Oczywiście takiej sytuacji nikt nie przeżył, bo w opowiadaniu mamy fikcję, ale na pewno wiesz, co mam na myśli. Oczywiście szanuję każdą wątpliwość, zwłaszcza w tak delikatnej materii, o jakiej mówimy.

 

regulatorzy, dziekuję Ci bardzo. Poprawki wprowadzone. Jak zawsze pomagasz mi udoskonalać warsztat. Cieszę się, że również byłaś zadowolona z decyzji Nel. W końcu to moje pierwsze opowiadanie z pozytywnym zakończeniem. Tekst jest niespieszny, ale właśnie taki miał być. Lubię japońską literaturę, tam wszystko sobie spokojnie płynie, szemrze na granicach percepcji.

kronosie.maximusie, osobowość anankastyczna była efektem traum doświadczonych w dzieciństwie. Pragma mogła je, pewne cechy, bardziej uwidocznić. Już na pierwszym etapie Sztuczna ingerowała w jakimś stopniu w funkcjonowanie móżgu.

Celna uwaga na temat sprzężenia tych rzeczy, ich wzajemnego wzmacniania. Trafnie również zauważyłeś, że relacja z Pavlem rozhermetyzowała jej wewnętrzny świat. Pavel był zupełnie inny od jej ojca. Relacja z nim była dla Nel uzdrawiająca. Myślę, że przyczynił się do tego też trzeci bohater – wyspa. Spokojnia, przetrzenna, pozwalająca wciąć głębszy oddech, zatrzymać się, nie tylko snuć refleksje, ale również się refleksjom z dystansem przyglądać. :-)

 

Dziękuję za ciekawą dyskusję.

kronosie.maximusie, dzięki za odwiedziny i komentarz. Fantastyka może nie gra pierwszych skrzypiec, ale, przynajmniej dla mnie, nie była drugoplanowa. Ma podstawy naukowe, które jakoś tam sobie ekstrapolowałem.

 

Czy to miłość? Nie sądzę. To raczej ważne relacja dla bohaterów, być może z czasem rozwinie się z tego coś więcej. Sądzę, że jest szansa.

 

Czy historia utrzymałaby zręby logiczne? Być może. W każdym razie w opowiadaniu różnicę robi to, że Pragma zmienia nie tylko formę, ale też naturą konfliktu. Tekst jest o świadomej, etycznej decyzji o poświęceniu siebie dla rozwoju gatunku. Oczywiście jest ta decyzja podszyta traumą relacyjną. Fantastyka ma podwójną funkcję – stanowi tutaj nie tylko tło, lecz również narzędzie do postawienia pytania o to, czy można świadomie wybrać swoje unicestwienie w imię czegoś wyższego. No i, oczywiście, co mniej fantastyczne, co może tą decyzją zachwiać.

 

Myślę, że fantastyka nie zawsze musi grać pierwsze skrzypce. Tła i obiekt mogą być w różnej relacji. Do głowy przychodzą mi Solaris Lema, Droga McCarthy’ego czy film Ex Machina.

 

Niemniej doceniam mądry komentarz, wnoszący ciekawy aspekt do dyskusji.

 

Dzięki za klika, pozdrawiam serdecznie!

 

 

Cześć, bruce!

 

Choć wolę dłuższe formy, to ten króciak wyjątkowo mi się spodobał. Czułem drapieżność syreny, co wywoływało podczas czytania podskórne napięcie. Czułem, że zaraz coś się wydarzy. Ładny język, czytało mi się gładko i przyjemnie. Faktycznie szkoda, że scana walki jest taka krótka. Chętnie przeczytam coś dłuższego od Ciebie. :-) 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Teo Max, dziękuję za odwiedziny i komentarz. :-)

 

AdamieKB, witaj!. To i tak najbardziej optymistyczne opowiadanie, jakie napisałem. Tylko faktycznie bardziej w skali mikro niż mikro, w kontekście psych-, a nie socjologicznym. :-) Cieszę się, że nie przesłodziłem.

 

Hesket, cześć! Dzieki, w wolnej chwili poprawię błędy. Najważniejsza była faktycznie dla mnie ich relacja i zmiana Nel. :-)

Cześć! Ładnie napisane, oszczędne, ale nie proste, poruszające opowiadanie. Potrafisz zarzucić hak na uwagę i ją utrzymać bez strzelania fajerwerkami. Każdy bohater jest jakiś, łatwo było mi uwierzyć i wyobrazić sobie to wszystko.

 

Gratuluję udanego tekstu, to dobra literatura. :-)

 

Kilkam!

 

 

Jimie, rozumiem. Zaintrygowałeś mnie i chętnie poznam Twoją opinię, ale nie czuj się zobligowany, a już z pewnością nie czuj żadnej presji. 

Ambush, dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że plastyka opowiadania przypadła Ci do gustu. Następnym razem mam nadzieję napisać i przystępniej, i głębiej.

 

BasementKey, dzięki za odwiedziny! Owocem można się zadławić, więc nie rozumiem wyłuszczenia. Natomiast z apetytem coś jest na rzeczy. Pomyślę.

 

Zygfrydzie89, dzięki wielkie. To miłe, że tekst tak Ci przypadł do gustu. Cóż, z piórkiem było blisko, ale powiem Ci, że wręcz jestem zadowolony, że wyszło tak, a nie inaczej. Wespół z doświadczeniem z wyjazdu zmotywowało mnie to do napisania czegoś zupełnie innego, z inaczej rozłożonymi akcentami.

 

Pozdrawiam Was serdecznie

Serdecznie gratuluję nagrodzonym i nominowanym. :-) Dziękuję za głosy oddane na mój tekst!

ŚlimakuZagłady, cięszę się, że wpadłeś. Doceniam Twoje opinie i to, że wysoka stawiasz poprzeczkę opowiadaniom. Sam uznałem, że niniejsze jest ok, ale trochę brakuje do naprawdę dobrego. Pokazałem świat przez dziurkę od klucza, może zbyt małą, może faktycznie patrzy się przez nią niewygodnie. Cieszę się, że doceniasz pewne walory tekstu. Sądzę też, trochę intuicyjnie, że jesteś bardzo wyrobionym czytelnikiem, pozwól więc, że zaryzykuję i włożę w szprychy kij, pytając – po cóż ta skromność? ;-) A serio, to dzięki raz jeszcze za dający do myślenia komentarz.

 

JolkaK, cześć! Z pewnością coś jest na rzeczy z logiką. Myślę, że pewne rzeczy nienależycie wyłuszczyłem. Faktycznie zbyt wiele jest tu niedopowiedzeń. Grzech autora mającego w głowie wyjaśnienia i uznającego, że jakimś cudem czytelnik będzie miał w swojej to samo. Dziękuję za słowa krytyki oraz te docenienia. 

 

Dlaczego przyjął tylu do swojej głowy? Niestety odpowiedź jest banalna – bycie na dnie, może też chciwość. 

 

Następnym razem mam nadzieję pozytywnie Cię zaskoczyć!

 

 

Pozdrawiam Was serdecznie!

 

 

 

Skusiłem się na Twój tekst i nie żałuję :-)

 

To dobre opowiadanie, plastyczne, z rytmem jak w tańcu. Lejtmotyw ze stukaniem udany. Przez chwilę pojawiło się sporo “ale”, ale to nie jakiś wielki grzech. Doceniam poczucie humoru. Trochę Gaiman ze szczyptą Pratchetta – takie miałem skojarzenie. Pomysł sam w sobie uważam za nieodkrywczy, ale umiejętnie przetworzony.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Witaj, HollyHell91. :-)

 

Możliwe, że z wgryzaniem byłoby lepiej, możliwe. Muszę pomyśleć.

 

Z tym gestem i spotkaniem chodzi o to, że on bardzo by tego chciał, ale nie sądzi, aby zasługiwał.

 

Dobra uwaga z posążkiem Buddy. Muszę pomyśleć, jak to zmienić :-)

 

Poprawki wprowadzone.

 

Dziękuję za miłe słowo i za głos na tak. Obiecuję przestać wrzucać teksty na jakiś czas. Oecnie piszę coś, co jest najbardziej przyziemne z moich ostatnich tekstów, jednocześnie najtrudniejsze, żeby to warsztatowo ogarnąć.

 

GalicyjskiZakapiorze, witaj! Dziękuję za opinię. :-) Same incydenty są incydentami, nie ma tak ukrytego trzeciego dna. Z tej relacji z ojcem niewiele zostało, ponieważ nigdy nie wyglądała, jak wyglądać powinna relacja ojca z synem, stąd w opowiadaniu mało o niej samej. Natomiast rozumiem Twój punkt widzenia. Pisałem już teksty kładące mocny nacisk na to, co między bohaterami, piszę taki też teraz, więc może bardziej wpasuje się w Twój gust. Zobaczymy. 

AdamieKB, mam nadzieję, że ze zdrowiem jest, mimo Twoich słów, względnie dobrze. Bardziejaskrze, dzięki, doskonale rozumiem, też bym chciał rozwinąć te wątki, gdybym pisał drugą wersję. :-) Finklo, tak jak napisała Bruce, Maria jest programem. Myślę, że mogłem lepiej zaakcentować to, po co tajemnica. No a gdzie – to już zostawiłem Czytelnikowi do zagospodarowania. :-) Bruce, dziękuję za zaangażowanie :-)) Osobiście uważam, że ten tekst nie jest piórkowy, ale niezmiernie mi miło, że niektórzy mają inne zdanie. Wybaczcie, że skrótowo, alejestem na urlopie i mam tylko telefon,na którym komentarze pisze się bardzo niewygodnie. Pozdrawiam Was serdecznie

AdamieKB, miło Cię widzieć! Trudno mi uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od naszej ostatniej korespondencji. Od lat piszę niezbyt optymistyczne teksty, ale czuję, że dojrzewa we mnie coś pozytywnego! :-)

 

bruce, dziękuję za odwiedziny i komentarz. W tamtym zdaniu owszem, chodziło o dni. :-) Dzieki za czujne oko i wyłapanie błędów, poprawki wprowadzone. :-) Jedynie z tym przecinkiem w zdaniu “Stare dębowe bele” przymiotniki nie są równorzędne, więc, z tego co rozumiem, przecinek jest zbędny.

 

Cieszę się, że opowiadanie Ci się podobało. :-)

 

regulatorzy, dziękuję za komentarz i wskazanie błędów. Uwagi jak zwykle są bardzo pomocne. Poprawki wprowadzone. Cieszę się, że opowiadanie trafiło w Twój gust. Mi już sama świadomość tego, jakie będzie zakończenie, sprawiała dyskomfort, więc jest nadzieja, że wreszcie napiszę coś pozytywnego. ;-)

OldGuard, jak najbardziej to rozumiem. Myślę, że ta historia sprzed sześciu miesięcy zdążyłaby stracić na znaczeniu, nawet gdyby bohater nie doświadczył wojny. Zdarza się, naturalnie, ludziom przeżywać dłużej miłosne zawody. Z tej perspektywy doceniam zabieg literacki.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Ładnie, poprawnie napisane opowiadanie. Bohaterowie nakreśleni, naszkicowani właściwie, przedwojennym ołówkiem; czuć ducha epoki. :-)

 

Poczuł dym zanim go jeszcze zobaczył. – tu przecinek przed zanim.

 

Czytało się płynnie, z zaciekawieniem, bo pojawia sie ulica, przy której pracuję, więc mogłem sobie tym lepiej pewne rzeczy wyobrazić. :-)

 

Nie zgadzam się z tym, że strata pracy czy koniec związku jest tylko dyskomfortem, a prawdziwe cierpienie zaczyna się tam, gdzie napisałaś. Widzę to jako pewne unieważnianie stanów emocjonalnych. W końcu każdy ma swoje cierpiania, dziecku płaczącemu z powodu zgubionej zabawki nie powiemy, żeby nie przesadzało ;-) Między dyskomfortem a cierpieniem jest jeszcze emocjonalny ból. Może to kwestia semantyki, ale przecież rzeczywistość nie jest czarnobiała, prawda? :-)

 

Ale rozumiem, że bohater mógł tak poczuć w tamtym momencie. Jest to dla mnie sensowne. Jest to zatem kwestia perspektywy. Niemniej uważam, że wojna nie powinna być arbitralnym, sztywnym i jedynym, punktem odniesienia, bo tym sposobem, potencjalnie, kręcimy sobie bat na własną dupę w postaci chociażby tłumienia emocjonalnego, poznawczego, i generalnie wypierania tego, co w duszy gra.

 

Jest też druga strona medalu – komuś może to pomóc złapać właściwy, zdrowszy dystans do własnych doświadczeń oraz utrapień.

Dziękuję za wyróżnienie! Gratuluję serdecznie wygranym i nominowanym.

Zygfrydzie89, dzięki za dobre słowo. Twoja druga interpretacja jest ciekawa i miałem podobną, kiedy kończyłem pisać tekst. :-) Chciałem napisać, że lżejsze pióro będzie normą, lecz to chyba życzeniowe z mojej strony.

 

Ambush, dzięki! Następnym razem postaram się, żeby logika świata była lepiej przedstawiona. :-)

 

 

bruce, dziękuję za wyjaśnienia. :-) To dobrze, bo sądzę, że opowiadanie Michaela zasługuje na nagrodę!

 

Pozdrawiam.

O kurczę, szkoda :-(

 

 Będę pamiętał o terminach.

 

Sądziłem, że podsumowanie prawie końcowe oznacza to, że jeszcze można oddawać głosy.

Ja nie mogę, napisałem komentarz i przeładowałem stronę, zanim się przesłał..

 

Ślimaku Zagłady, dziękuję za wyczerpujący komentarz. Super, że per saldo tekst był według Ciebie ok. Dziękuję za uwagi. Cieszę się, że mogę się czegoś nauczyć. :-)

Co do mojego starego tekstu, o którym wspomniałeś – dzięki, to bardzo miłe. Choć sam nie uważam go za jakieś specjalne dzieło.

 

Finklo, dzięki! Z Damianam to chyba było tak, że nie zdążył zareagować. Plus był w szoku. No ale widocznie nie wybrzmiało to wystarczająco wyraźnie w opowiadaniu. Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się końcówka. Zawsze miałem z nimi – zakończeniami – chyba najwięcej problemów. Żartem – ponoć mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, więc tak nieśmiało się zastanawiam – czyżbym wreszcie dojrzał? :-P 

 

GalicyjskiZakapiorze, miło mi, że wpadłeś! Jestem zadowolony, że Cię wciągnęło. Dzięki za wskazanie, co warto przyciąć. Wciąż staram się pisać teksty tak, żeby były czytelne, i żeby pokazywały, a nie tłumaczyły to, co się w nich dzieje. Wiem, że jeszcze trochę pracy przede mną, ale ścieżka rozwoju to zaprawdę fascynująca droga!

 

Pozdrawiam Was serdecznie!

Łał, jestem pod dużym wrażeniem. Nie czytam wszystkich tekstów na portalu, a jak coś mi się nie podoba, to raczej nie komentuję. Tu muszę zostawić ślad. Niezwykle nastrojowe opowiadanie. Czułem schyłek dni starca, czułem jego oddech… Chylę czoła.

MichaeluBullfinchu, dziękuję za wizytę i opinię. Poprawki wprowadzone. Co do kolejności, to kiedy Marysia i Damian z Zegarnicą szli w stronę schroniska, Bonny ze schroniska szła do chaty Bonny i po prostu się minęli. Ale to prawda, dorze byłoby to w tekście zaznaczyć, żeby nie było niejasności. :-) Cieszę się bardzo, że podobała Ci się końcówka, bo często miałem z nimi w opowiadaniach problem, tzn z tym, żeby były dobre.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

JolkaK, dzięki za obszerny komentarz! Super, że zwróciłaś na zdania, które mogłby brzmieć lepiej. Kolejna lekcja dla mnie. :-) W tym drugim przypadku skrzypnięcie drzewa jest jednym z dźwięków, kolejne, runiczne, są niedopowiedziane. Zgadzam się, że lepszy byłby spójnik między koronami i krzakami, bo tak tekst robi się mniej czytelny. Poza tym pod koniec rzeczywiście można zgubić sens, kiedy zdanie jest takie… nie wiem, impresjonistyczne?

 

Jerry’ego już ujednoliciłem, mam nadzieję.

 

Dzięki za resztę uwag i sugestii. Biorę je pod uwagę. Z tymi końcówkami to też jest sztuka napisania ich tak, żey nie były zbyt krótowe, ani rozwleczone, trudno znaleźć złoty środek, którego, nawiasem mówiąc, chyba nie ma – kwestia gustu. Miło mi, że było blisko, żebyś dała głos na tak.

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

 

HollyHell91, no jak to, po co piórko? Bonny pewnie chciałaby z pobudek narcystycznych. Ja jestem tylko gołym prosiaczkiem, który chce się trochę ogrzać. :-P

Dziękuję za wyłapanie baboli, poprawki wprowadzone! Jestem pozytywnie zaskoczony zaaTAKowaną tabelką. Dzięki też za miłe słowa. Staram się, żeby pewne sceny można było pełniej poczuć. Fajnie, że to zauważasz. Może kiedyś napiszę coś w tym uniwersum. Ale na razie chyba wystrzelałem się twórczo i trochę minie, zanim spłodzę coś kolejnego.

 

Serdecznie pozdrawiam!

 

 

 

TheGuru, dzięki za wizytę! Szkoda, że Cię nie wciągnął tekst, ale rozumiem i nie spodziewam sie, że każdemu się spodoba. Co do interpretacji, to myślę, że to jest super w opowiadaniach, iż ma się swoją, która nawet jeśli odbiega od założeń autora, może wyżej wymienionego miło zaskoczyć.

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

 

 

 

Bardziejaskrze, dzięki! Biorę uwagi do serca.

 

marzan, dziekuję, cieszę się, że opowiadanie może zapaść w pamięć :-)

 

Pozdrawiam!

Cześć! Dziękuję, MichaeluBullfinchu, że wpadłeś. :-) Cieszę się, że odkrywanie sprawiło Ci przyjemność. Dzieki za miłe słowa, ale też za uwagi, są cenne, niezbędne wręcz, żeby móc się stale rozwijać.

 

Pozdrawiam!

Cześć, MichaelBullfinchu!

 

Tekst na początku, mimo że rozpoczął się trzęsieniem jak u Hitchcocka, wciągnął mnie pod koniec pierwszego rozdziału. Później było ciekawie i dynamicznie. Fraza zwarta, precyzyjna, ostra.

 

Ojciec niezdejmujący maski tuż przed spotkaniem z żoną i dzieckiem zirytował mnie najpierw, wydało mi się to nielogiczne, ale – jak słusznie zauważyła bruce, której komentarz przeczytałem już po zapoznaniu się z Twoim opowiadaniem – na wojnie ludzie robią różne rzeczy, i koniec końców tę “niedorzeczność” poczułem jako rzecz wiarygodną.

 

Wiem, że nie można mieć wszystkiego, ale brakowało mi trochę tła. Chciałbym dowiedzieć się więcej o bohaterach, żeby móc bardziej poczuć ten rozgrywający się dramat. Niekoniecznie w formie opisów ich przeszłości, na przykład tego, jak wyglądało ich życie wcześniej, ale, powiedzmy, w formie krótkich akapitów albo nawet zdań pokazujących bardziej, jacy ci bohaterowie są. Wtedy końcówka w moich oczach wybrzmiałaby mocniej niż fabularyzowany reportaż. Z drugiej strony ten nie portret a szkic osobowościowy dobrze koresponduje z treścią opowiadania. Na wojnie ludzie są anonimowi, znamy głównie statystyki.

 

Poza tym zawiesiłeś umiejętnie moją niewiarę, z łatwością uwierzyłem w wykreowaną przez Ciebie rzeczywistość. To dobre opowiadanie, prezycyjne, ze świetnym rytmem, jestem zatem ukontentowany. :-)

 

Pozdrawiam!

Cześć!

 

Ciekawy, melancholijny, nastrojowy tekst. Rodząca się w bólu tożsamość… Miałem jakieś nie do końca uchwytne skojarzenia z Siostrą Sandra Maraia. Czuć w tekście, że pewne rzeczy się kończą, skończyć się muszą. No, gratuluję niebanalnego opowiadania. :-)

 

Klik

O, miło mi, dziękuję! Gratuluję nominowanym i nagrodzonym. 

 

Dzięki, HollyHell91, regulatorzy, bruce, Finklo. :-)

 

Gratuluję, MichealBullfinch i BardJaskier, pióra. :-)

Prosiaczek kuca i mówi: Ślimak, ślimak, pokaż rogi…

 

Cześć, Ślimaku Zagłady! :-) Dziękuję za obszerny komentarz. Ależ wstyd z tym Jowiszem! Zmieniała mi się podczas pisania koncepcja i zapomniałem widocznie to zmienić. Ja nie mogę, ale gafa. Jak strzelam, to sobie w stopę lub w kolano. :-P

 

Wiesz co, z tą parentyfikacją jest tak, że tu ona występuje w postaci ekstremalnej/rozszerzonej. Dzieci przejmują rolę rodzica w znacznie szerszym zakresie – po jego dekompensacji, tworzą ojcu świat-regresję, czyli cofają go do pozycji dziecka pod kloszem. Całe to środowisko Lucjana, zarządzane przez stworzonego przez dzieci asystenta, jest takim niemalże sztucznym łonem. Dzieci wchodzą w to bardzo głęboko, ponieważ wręcz zapominają, że są dziećmi. To jakby wtopienie się w strukturę traumy. Lucja został cofnięty do stanu kontrolowanej bezradności.

 

Dzięki za zauważenie pewnych nieścisłości. Poprawki wprowadzone.

 

Pozdrawiam serdecznie!

cezary_cezary, dzięki za opinię :-)

 

Myślę, że tekstowi pomogłoby, gdyby był ze 20k dłuższy. Cóż, jest jak jest, i tak się cieszę, że wielu osobom przypadł do gustu, mimo że mam wrażenie, iż jest dosyć niszowy. W każdym razie biorę Twoje uwagi do serca, bo widzę w nich sens.

 

:-)

CZARNA2 to nieprawda, że zbyt wysoki iloraz inteligencji może hamować odczucie empatii. Raczej nie ma między nimi korelacji, a jeśli jakaś jest, to dodatnia, co ma sens, biorąc pod uwagę, że wyższe IQ może iść w parze z wyższym poziomem empatii poznawczej.

 

O! Nawet nie wiedziałam, że coś kadruję :P

No przecież. Jesteś scenarzystką, reżyserką, producentką i aktorką. Albo przynajmniej rozstawiasz aktorów po kątach. Tak to widzę, kiedy pisze się tekst.

 

Tak, to zdanie było faktycznie usłyszane przez schizofrenika. Przed napisaniem tekstu oglądałam wywiady z chorymi.

Doceniam przegląd. To trudny temat.

 

“Hm, no cóż, może z czymś Ci się kojarzy :D”

Możliwe, ale to podświadome. Poza tym, owszem,  jestem prosiaczkiem, ale z Mówcy Umarłych. :-P

 

 

 

Witaj, Ambush. To chyba dobrze, że opowiadanie jest okropne. Okropność umilana otoczeniem. Tak może w głębi czuł się bohater. Jak rybka, która jest nieświadoma, jak wiele jej odebrano.

 

Cieszę się, że opowiadanie Ci sie spodobało. :-)

Dziękuję Reg za miłe słowa. Cieszę się bardzo, że Ci się opowiadanie spodobało :-) Dziękuję za poprawki – wprowadzone. Człowiek zawsze się czegoś może nauczyć :-)

 

Cóż, nie udało im się, to prawda. Chciałbym kiedyś napisać coś z happy endem.

JolkaK, bardzo dziękuję :-) Jeśli będziesz miała czas i ochotę, zapraszam do mojego najnowszego opowiadania, N-arc: REGULACJA. :-)) Pozdrawiam serdecznie!

Serdecznie gratuluję! Ciekawa okładka :-)

Hej! Ciekawe opowiadanie, czuć napięcie, które budują krótkie zdania i umiejętne kadrowanie – to, co w głowie bohaterki – wieża – przestrzeń między nią a lasem; tekst oddycha, ale oddech jest rwany, jakby coś złego nie tyle miało się wydarzyć, tylko właśnie boleśnie się wydarzało.

 

Przy “młóciłam zboże”, sam nie wiem czemu, parsknąłem śmiechem.

 

Ostatnie zdanie przykuło moją uwagę.

Finklo, miło Cię widzieć. Hmm, z tymi mieszkaniami osobiście wyobrażałem sobie to tak, że są realne. Czyli bohater faktycznie przenosi się z miejsca na miejsce dzięki portalom. Cięszę się, że opowiadanie Ci się podobało na tyle, żeby być na tak :-)

 

HollyHell91, no jasne, sorki, pamiętam, że Ty nominowałaś. :-) Pisząc do BardaJaskra, miałem na myśli TAKa, ale, jak to ja – jedno mam na myśli, drugię mówię, trzecie robię. Na szczęście zazwyczaj się orientuję, po czasie, że coś się nie klei.

 

 

bruce, bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz. I za nominację. Nawet nie wiesz, jak się cieszę :-D Wybacz, napisałem wcześniej zbiorczo, ale mi sie początek poprzedniej wiadomości, nie wiem czemu, usunął :-/

 

Poprawki wprowadzę w wolnej chwili, czyli pewnie dziś wieczorem. 

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

GalicyjskiZakapiorze, dzięki. Prolem miałem taki, że nie potrafiłem inaczej niż tym nieszczęsnym infodumpem tego wyjaśnić. PRzy złożoności koncepcji chyba byłoby mi za trudno. Też wolę, kiedy autor pokazuje, a nie opisuje, co zawsze staram się robić, ale czasem można sobie połamać zęby, chcąc tylko pokazywać. Może gdyby miało dłuższą formę, znalazłbym lepsze rozwiązanie :-)

 

Bardzo fajne graficzne tabelki! Dziękuję BardzieJaskrze(czy nicki się odmienia? I czy zrobiłem to dobrze?) za nominację. To zawsze poprawia humor :-)

Dzięki Anet za czujność, też do końca nie zrozumiałem ostatniego zdania, tzn wybrzmiało dwuznacznie, ale tak to jest – w pisanej formie komunikacja łatwo o nieporozumienia. :-)

 

marzan, dzieki za odwiedziny. Hmm, mi się wydaje, że Marysia czaem jest w takim trybie, innym razem jest bardzo dojrzała i zdyscyplinowana :-)

 

Dzięki, Anet, miło mi :-)

 

Tylu padło, ponieważ było zlecenie na pozbycie się ich, a Bonny przy okazji mogła się tym zająć.

 

Tak, Bonny zabiła obojętność Marysi :-)

 

 

Regulatorzy, dzięki za wyłapanie bubli :-) Rozumiem, to pewnie specyficzny tekst, nie podejdzie każdemu.

 

pusia, dzięki za odwiedziny i komentarz. :-)

 

Anet, dziękuję za odwiedziny. :-) Teraz, kiedy wzrokiem przelatuję przez opowiadanie, podejrzewam, że sam mógłbym mieć problem z wystarczającym wyobrażeniem sobie tego świata.

 

Robert Raks, cześć! Dzięki za opinię. Cóż, nie wszystko jest dla wszystkich, zresztą ja nie uzurpuje sobie prawa do oceny tego, czy opowiadanie jest wystarczająco czytelne. Niech ocenią inni :-)

 

JolkaK, dzięki za odwiedziny! :-) Hmm, to niełatwe koncepcyjnie opowiadanie, ale po komentarzach tu i nie tylko zauważam, że większym prolemem niż zrozumienie treści jest poczucie tego świata. Z pewnością jest obcy… A dlaczego wszyscy się męczą? Myślę, że to bardzo ludzkie, kiedy człowiek jest w czymś, w miejscu w życiu, w pracy, w związku czy innej relacji, która/które mu/jej nie służy. Z zawodu jestem psychoterapeutą i znam wiele na pierwszy rzut oka niezrozumiałych historii. :-) Jakikolwiek nie byłby Twoj werdykt, cieszę się, że ogólnie Ci się podobało. :-) Pozdrawiam!

 

Caern, dzięki za odwiedziny. Coś mi się wydaje, że kiedyś betowałem Twoje opowiadanie. Mam rację? :-)

 

zygfryd89, fajnie, że wpadłeś. :-)

Cześć wszystkim!

 

CZARNA2, dzieki za odwiedziny i komentarz. :-) Masz rację, trochę skrótowe są pewne rzeczy, ale tak to widziałem, kiedy pisałem. Z kolei najnowsze opowiadanie, które niedługo wrzucę, będzie mocniej stawiało akcent na odmalowanie świata i pokazanie relacji między bohaterami.

 

melendur88, dzięki! No tytuł pewnie przyciąga uwagę, ale to naturalne, jesteśmy ludźmi. Natomiast tytuł nie jest wzięty z czapy, mocno mi się wpasował w treść i przesłanie opowiadania. Pisząc, myślałem o dojrzewaniu i budowaniu autonomii, które wiążą się często z wyjściem ze strefy komfortu. Człowiek musi się czasami rozsypać, aby później mógł poskładać własne ja. To taka mała śmierć, la petite mort, podczas której człowiek na chwilę zapomina, kim jest – tożsamość zdaje się rozpadać. Jak podczas orgazmu.

 

 

regulatorzy, dziękuję za miłe słowo. Poprawki wprowadzone. :-) Mam nadzieję, że najnowsze opowiadanie Cię nie zawiedzie. :-)

Ładny język. “Aszkenazyjczycy kosmosu” – dobre!

 

Dla mnie to taka metafora tego, co ziemskie. No i ostatnia rasa wydawała mi się najbardziej ludzka – jakby historia rozwoju zatoczyła koło. Kroili rzeczywistość na plasterki nie laserami, ale właśnie dzięki ostrej jak brzytwa inteligencji, która pozwoliła podbijać inne rasy za pomocą manipulacji.

Interesujące opowiadanie. Humorystyczne, błyskotliwe, z tragicznym finałem bohaterów, którzy czuli się niewystarczający, jak zapewne każdy autor czasem myśli, że jego pomysł jest włanie taki – za słaby, niepełny. Jakoś w głowie mi szumi fraza “nieznośna lekkość bytu” :-)

Hej, Bardjaskier, witaj z moich skromnych progach :-)

 

Interpretacja o tym, że to są jedynie świadomości bohaterów, jest jak najbardziej ok, choć pisząc opowiadanie, jednak widziałem tam te karykaturalnie rozciągnięte ciała.

 

Dzięki za klika. :-) Ja stety-niestety lubię czytać trudne rzeczy, stąd też pewnie część moich opowiadań nie należy do najłatwiejszych. Kiedyś pisałem głównie hard sci-fi, które samo przez się nie było łatwe. Teraz skręciłem w stronę psychologicznych tekstów i staram się pisać je przystępnie, jak to możliwe, zachowując ducha tego, co pragnę przekazać. Nie zawsze i nie wszędzie wychodzi, ale staram się, jak mogę, a że dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, to istnieje szansa, że właśnie buduję sobie piekielną rezydencję w kształcie kręgu, którego Dante nie miał ochoty opisać. ;-)

 

Pozdrawiam :-)

Cześć, HollyHell91! Jejku, bardzo mi miło, nie spodziewałem się, że może się tak spodobać. blush Dziekuję za odwiedziny i komentarz! Myślę, że uchwyciłaś główny przekaz opowiadania, a reszta to interesujące interpretacje. Bo czyż proza nie jest maszyną do interpretacji? :-)

 

Stacja badawcza kursywą, żeby był ślad, żeby móc kwestionować, czym mnaprawdę było to miejsce. Choć powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że to przestrzelony pomysł.

 

Brokułów lubię, jeśli są dobrze doprawione. Ale pamiętam, że to jedna z tych rzeczy, których się nie lubi, bo jest się jako dziecko do nich zmuszanym.

 

Nie wiem, czemu napisałem koniec. Może w trosce o czytelnika, wiedząc, że w tych czasach wszyscy mamy tendencję do scrollowania w dół do upadłego; ten wspaniały kciuk, paradoksalnie, może nas cofnąć w rozwoju :-o

 

Lecę poprawić błędy.

 

Również pozdrawiam serdecznie!

Ambush, dziękuję za komentarz. :-) Na końcu po prostu nautra zagrała wszystkim na nosach. Zostawiłem za słaby foreshadowing.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. :-) Z tą naturą chodziło o to, że zaatakowała i pokrzyżowała plany właściwie niemalże wszystkich uczestników bankietu. Widocznie nie wystarczająco dobrze to opisałem.

 

Regulatorzy, dzięki za wyłapanie baboli. Większość poprawiłem. I się trochę uśmiałem z własnych potknięć. :-) Część wymienionych przez Ciebie rzeczy zostawiłem, bo uważam, że jest ok. Na przykład o drodze można mówić, że meandruje, a łyk można wziąć. 

Nowa Fantastyka