komentarze: 480, w dziale opowiadań: 413, opowiadania: 185
komentarze: 480, w dziale opowiadań: 413, opowiadania: 185
Siema @barniuszu,
Całkiem zgrabne opo.
Bohaterowie są bardziej ludzcy, dialogi żywsze, intryga ciekawsza. Widać progres. :)
To co mi nie zagrało, to brak akcji. Historia jest niestety koszmarnie przegadana. Corin tylko chodzi z miejsca na miejsce, a czytelnik dostaje zreferowane przez różne postaci co się właściwie wydarzyło. Nie wykorzystałeś tego, co było bardzo dobre w poprzednim tekście, czyli opis dynamicznych wydarzeń.
Przez to historia została nam pokazana w jednym tonie i właściwie bez stawki, ponieważ Corin przybył, aby wymierzyć sprawiedliwość bądź nie, chociaż sam się wzbrania przed taką rolą.
Uważam, że wybór gdzie historia się zaczyna był niefortunny i spowodował wszystko powyższe. Gdyby Corin z Mykelem przybyli między zabójstwem drugim a trzecim i mieli sposobność zapobiec ostatniemu, lub po prostu wziąć w tej intrydze udział, byłoby to o wiele bardziej emocjonujące.
Pisarsko bardzo dobrze, całkiem nieźle się bawiłem. Gdybym miał wybrać dla Ciebie jedną rzecz, nad którą warto pracować, to postawiłbym na jak uniknąć tego, by czytelnik dowiadywał się większości fabuły poprzez usta bohaterów, którzy nawzajem referują sobie przeszłe bądź obecne wydarzenia.
Hej @Kristoporosie,
Uderzenie bębna. Mięśnie napinały się.
– Wiosłuj!
Uderzenie bębna. Mięśnie rozluźniały się.
Gdybyś znalazł inne sformułowanie bez się chyba lepiej by to grało.
Uderzenie bębna. Mięśnie napinały się.
– Wiosłuj!
Uderzenie bębna. Mięśnie rozluźniały się.
– Wiosłuj!
Serce biło rytmem bębnów.
Mięśnie paliły żywym ogniem. To nie miało znaczenia. On był bez znaczenia. Na ławach galery nie było już ludzi.
Trzeci raz mięśnie nie buduje już rytmu a jest zwykłym powtórzeniem. Imo ramiona.
Był tylko statek. była tylko ława. Usłyszał długi gwizd. Dobiegał z wyższego poziomu.
– Wiosła stop!
Nie było uderzeń. Był oddech.
Rozumiem zabieg, nie wiem czy jednak nie są to kolejne powtórzenia na małej przestrzeni.
Mokre drewno pachniało zgnilizną. Solą. Wodorostami.
Czemu oddzielone kropkami?
– Wiosłuj!
Uderzenie bębna. Mięśnie napinały się.
– Wiosłuj!
Uderzenie bębna. Mięśnie rozluźniały się.
– Wiosłuj!
Serce biło rytmem bębnów.
Mięśnie paliły żywym ogniem. To nie miało znaczenia. On był bez znaczenia. Na ławach galery nie było już ludzi.
– Wiosłuj!
Był tylko statek. była tylko ława. Usłyszał długi gwizd. Dobiegał z wyższego poziomu.
– Wiosła stop!
Nie było uderzeń. Był oddech.
Mokre drewno pachniało zgnilizną. Solą. Wodorostami. Głowa opadła na trzon wiosła. Była tylko ława i taka
Sól piekła.
Sól mogła palić, ale na pewno nie piekła.
To nic… – szeptało widmo. – Ciało płonie bardziej. Ciało krzyczy. One też krzyczały, one też płonęły…
Krill już nie słuchał. Nauczył się ignorować podszepty. Wystarczyło czymś zająć myśli.
Prawe rzędy zanurzyły wiosła. Skorupa obok niego już nie wydawała żadnego dźwięku. Poczuł świst przecinający skórę.
– Dalej!
I jeszcze jeden świst. Skorupa obok nie ruszyła się.
To nic… – szeptało widmo. – Ciało płonie bardziej. Ciało krzyczy. One też krzyczały, one też płonęły…
…
– To nic nie da – szeptało widmo – Nie mogę odejść.
Bat przeciął powietrze. Plecy przed nim zaczerwieniły się.
Plecy przed batem?
Gdy dobijemy, zabierzesz zwłoki. Wyrzucisz je za burtę.
Czemu wyrzuca zwłoki dopiero w porcie/przy brzegu? Nie ma więcej sensu na pełnym morzu?
posmak goryczy i rozkładu
Trochę zbyt poetycko. Nie ma czegoś takiego jak posmak goryczy i rozkładu. Jak już musisz to gorzki posmak rozkładu.
Może przesiąkła wonią piekła galerników
Woda przesiąkła?
Tylko od jego
dobrego lub złegohumoru zależało, ile jej nalał.
O ile zesztywniałe ciała jeszcze potrafiły się wygiąć.
To dobre.
Między rzędami pojawił się marynarz z wodą. Nie była świeża, miała posmak goryczy i rozkładu. Może przesiąkła wonią piekła galerników. Inni nieszczęsnicy ożywiali się tylko, gdy słyszeli dźwięk chlustającej wody z beczki.
Nosiwoda nie dbał, czy ją wypiją, czy nie. Tylko od jego dobrego lub złego humoru zależało, ile jej nalał. Jeśli rozlał choć kroplę, przykuci do ław pili z kałuż zmieszanych z brudem podłogi. O ile zesztywniałe ciała jeszcze potrafiły się wygiąć.
*
Szum wody i
Ugiął kolana pod ciężarem.
Kolana ugięły się pod ciężarem.
Krill zachwiał się. Bat na plecach natychmiast go wyprostował. Jęknął. Zarzucił zwłoki na ramię. Ugiął kolana pod ciężarem. Bicz świsnął tuż przed nim.
– Do roboty – nakazał nadzorca.
Każdy krok sprawiał trudność. Przykurczone plecy paliły żywym ogniem. Coraz bardziej zazdrościł temu, którego niósł.
Od tego momentu nie będę już punktował powtórzeń, bo jest ich po prostu cała masa.
Jest tylko marsz trupa i drugiego trupa.
?
Jest tylko marsz trupa i drugiego trupa.
Stanął przed wejściem na górny pokład. Odwrócił się i chwycił trupa pod ramiona.
!
Powietrze pachniało morzem. Pokład – zbutwiałym drewnem.
Niepotrzebny myślnik, ale poza tym dobre.
Przy kajucie kapitańskiej stało dwóch najemników. Ciężkozbrojnych.
Widmo przybrało jego obecną formę. Zarośniętego, zgarbionego. Trupa.
Dlaczego znowu po kropce?
odpowiedział jej ubrany w togę mężczyzna.
Skąd on się wziął?
Patrzyła na niego tak, jakby pierwszy raz zobaczyła człowieka wśród galerników.
Nie zarzucam, ale chatgpt vibe.
Istniał tylko rytm bębnów.
Serce biło w ich rytm.
Teraz serce nie nadążało.
To też.
Przy pasie przypięty rzemykiem, zadźwięczał pęk kluczy Instynkt nie umiera, zawsze działa.
Chyba kropki brakuje.
Oberwał metalowym ciężkim końcem bicza.
Tu przecinka.
– Rusz się bambaryło jedna! – zawołał do bębniarza – Bo rybom i krabom będziesz rytm żeru wybijał!
To z charakterem.
Pozwoli zabrać sobie klucze.
Chyba pozwolił?
skazańcom biec w górę. Pobiegł za resztą. Nie biegł pierwszy.
Tuż za nim inny galernik krzyczał desperacko i pobiegł prosto na schody. Galernik
Potem zaczął wiosłować.
– Wiosłuj.
Nie było bębnów.
– Wiosłuj.
Nie było bata.
– Wiosłuj.
Nie było nadzorcy.
Tym razem rytm był jego własny.
Dobre zakończenie.
Dobra klamra. Kilka zdań całkiem niezłych. Ciekawe zabiegi z rytmem, widać pomysł.
Ale…
Ten tekst jest po prostu skrajnie niedopracowany. Pomijam już niekonsekwentną interpunkcję (zaznaczam, że jeżeli ja ją widzę to jest bardzo źle), ale ilość powtórzeń praktycznie uniemożliwia komfortowe czytanie.
Wróć proszę do podstaw. Zapoznaj się jak zbudowane są opowiadania. Co sprawia, że tekst jest samowystarczalny i broni się bez znajomości innych historii.
Poczytaj tutejsze opowiadania piórkowe. Jak skonstruowani są bohaterowie, jak zawiązana jest intryga, jak podnoszona jest stawka, jak zarządzać tempem i napięciem, jakie są struktury opowiadania historii, czym jest setup i payoff.
Nie odmawiam Ci potencjału, ale na ten moment ciężko mi oceniać co z tym zrobisz. Widzę sporo aspektów, nad którymi trzeba pracować. Oczywiście życzę wytrwałości i powodzenia.
Hej @Marszawa,
Dziękuję Ci bardzo i cieszę się, że Ci się podobało. :)
Korytarz zmieniony zgodnie z sugestią.
Pozdrawiam Ciebie i Twojego sierściucha!
Hej @AP,
Dziękuję Ci bardzo! Wychodzi na to, że powinienem skupić się bohaterach zwierzęcych. ;)
Hej @reg,
Dziękuję Ci bardzo za łapankę i super mi (mnie? ;)) miło, że dobrze się bawiłaś. :)
– Nad tym i podobnymi. – Wujo zaśmiał się. → Dlaczego wujo, a nie wuj?
Trochę chciałem nadać charakteru narracji. Pasowało mi do bohatera.
Pokonałem identyczny korytarz i trzasnąłem drzwiami. → Z czym był identyczny korytarz?
Poprawione.
– Ale mi to wygląda na usunięty katalizator. → – Ale mnie to wygląda na usunięty katalizator
Choć zdaję sobie sprawę, że policjant nie musi mówić poprawnie.
Pozwoliłem policjantowi nie znać zasad. ;)
Policjant westchnął głęboko, a materiał koszuli zatrzeszczał niebezpiecznie. → A może wystarczy: Policjant westchnął głęboko, a koszula zatrzeszczała niebezpiecznie.
Lepiej! Dzięki!
Wyje jak wilk do księżyca. → Literówka.
…a mi ego wychodzi uszami. → …a mnie ego wychodzi uszami.
…i nie mam się gdzie schować. Wiatr łomocze blachą, a ja chowam pysk w łapy. → Nie brzmi to najlepiej.
Proponuję drugie zdanie: Wiatr łomocze blachą, a ja wtulam pysk w łapy.
Poprawione.
…i kłapie ostrymi ząbkami jak pirania. → Czy piranie na pewno kłapią ząbkami?
A może: …i kłapie ząbkami ostrymi jak u piranii.
No tu mnie masz. Nie wiem. Sprawdzałem i można kłapać zębami. A czy piranie kłapią zębami? Nie mam pojęcia.
Choć “Gdzie piranie kłapią ząbkami” brzmi jak tytuł kolejnego opowiadania… ;)
Dziękuję Wam bardzo jeszcze raz.
Hej @Vantacore, no niestety, wyszła bardziej bajka dla dorosłych. Wyszczekane psisko. ;)
Dzięki za wizytę i komentarz!
Hej @Hesket,
To prawda. Pokręcił się jak pies za własnym ogonem i już była pora wracać. :)
Dziękuję za miłe słowa, komentarz i klika!
Nie rozumiem, dlaczego w większości dyskusji ludzie tak spłaszczają problem. Gdybyś ten przykład chciał rzetelnie zilustrować memem, gość dawałby instrukcje jak pizza ma wyglądać, modyfikował instrukcje i ręcznie korygował to, jak pizza wyglądał.
Niezależnie ile pracy i kreatywności włożysz w napisanie zlecenia tak długo jak nie jesteś wykonawcą, nie jesteś też autorem wykonania.
Żeby uprościć (pewnie kilka osób może się obrazić za to porównanie, i to w obie strony xd) – można sobie ten portal wyobrazić jako grupę entuzjastów prania ręcznego. Jeżeli wyjdziesz z tego założenia, to na nikim nie robi wrażenia, że ktoś umie nastawić w pralce dobry program i wsypać właściwy proszek.
A kiedy jeszcze pada, że ten ktoś wykonał pracę, to cóż, pozostaje niesmak.
long story short:
Hej @OneTwo,
Bajka faktycznie klimatem chyba tylko, ale gdy to klikałem wydawało się dobrym pomysłem.
Dziękuję za wizytę, komentarza i klika! I za miłe słowa. :)
Siema @Anonimie,
Deszcz bębnił o
wzmocnione,hartowane panoramiczne szyby apartamentu.
Wydaje mi się, że jeżeli chcesz przekazać, że coś jest wytrzymałe, to jeden przymiotnik wystarczy. Dublujesz informacje, a w pierwszym zdaniu, które ma przykuć uwagę lepiej konkret.
Deszcz bębnił o wzmocnione, hartowane panoramiczne szyby apartamentu. Wziął głęboki oddech. Miał dziś wyjątkowo ciężki dzień
Deszcz wziął oddech i miał ciężki dzień?
pracy nad jego wynalazkiem.
Imo lepiej jakbyś nam powiedział nad czym, nawet jakbyśmy jeszcze nie wiedzieli co to jest.
yciągnął flaszkę bourbona z lodówki. Wyłączył główny projektor. Jedyne światło dawała fioletowa nowojorska łuna wpadająca przez okno. Pociągnął łyk bourbona, wsłuchując się w szum ulewy.
Mądrość, lecz także bijąca od niej aura nostalgicznego smutku.
Bardzo wprost mówisz nam co mamy myśleć o danej postaci.
Ubrany był w czarny, skórzany płaszcz i ciemną, brązową, przylegającą do piersi koszulkę.
Drugi raz mówisz nam o płaszczu.
dopełniały naturalny obraz człowieka, lecz skaner biometryczny temu zaprzeczał.
To ładne.
Paul wstał gwałtownie z kanapy i cofnął się o krok.
To by chyba usiadł z powrotem?
prawie pewien,f kim
Literówka?
powiedział krótko Somniosus
Gość zobaczył rekina, rozpoznał gatunek, wypowiedział na głos i teraz tak się nazywa?
Ok, później skumałem, że rekin był inspiracją.
Somniosus milczał przez chwilę. Na jego twarzy ciężko było szukać emocji, choć przy dłuższym przyglądaniu się w źrenicach można było dostrzec ślady głębokiej nostalgii i melancholii.
Gość lekko przechylił głowę. Na jego twarzy można było dostrzec spojrzenie, w którym malowało się zdziwienie.
Dlaczego nie Gość zdziwiony przechylił głowę?
Spojrzał na rekina. Mroczne głębiny północnych mórz były dla tych ryb miejscem swoistej hibernacji, ale także schronieniem. Rybi imiennik
wiedziałem, jak bezpieczne usunąć strzałę
Bezpiecznie.
Po raz pierwszy tego wieczoru jego pytanie nie brzmiało jak pytanie badacza.
Nie zarzucam korzystania, ale bardzo gpt vibe.
rodzaje śmierci na własne oczy, jakie wymyślił ten świat.
Sprawdź podmioty.
Próbowałeś ponownie się z kimś związać?
Przecież wspominał inne żony.
Ludzie w osadzie zaczynali szeptać, że jego ojczym nie ma ani jednego siwego włosa.
Też gpt vibe.
Android siedział nieruchomo. W oczach doktora pojawił się nagły błysk. Podniósł się szybko z kanapy i spojrzał ponownie w stronę androida.
ludzie zaczną się cofać w przeszłość.
Z definicji da się w przeszłość tylko cofać.
Bez pośpiechu odwrócił się i skierował w stronę prywatnej windy zjeżdżającej bezpośrednio do podziemnego garażu.
Wrota windy rozsunęły się z sykiem.
Tysiące na półnagich, spoconych ludzi ciągnących
Na?
No, takie sobie.
Najlepszy pomysł z nawiązaniem do rekina. Podróże w czasie to temat już tak przemielony, że chyba ciężko o coś odkrywczego. Android o ludzkich uczuciach i sumieniu, szukający zemsty.
Wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Całą historię tłumaczysz ustami bohaterów z czego jeden przyszedł zabić drugiego i nie ma żadnego powodu, by mu to wszystko tłumaczyć.
Moralizatorsko.
Imo dużo obszarów do nauki.
Pozdrawiam i powodzenia.
Hej @Bardzie,
ale puenta trochę mi ucieka. Bo gdyby bohater miał problem z polubieniem siebie i przygoda z przemianą miała go czegoś nauczyć to ok. Ale tu wychodzi na to, że trzeba być miłym dla treści umieszczanych przez wujka w sieci :).
Faktycznie jak na bajkę puenta nie jest szczególnie mocna, ale chyba też nie celowałem w to. Z dzisiejszej perspektywy powiedziałbym, że miejmy więcej wrażliwości względem rzeczy, które ekscytują naszych bliskich. :)
Może lepiej by to wybrzmiało gdyby bohater zwyczajnie nie lubił psów?
Pewnie tak, łuk byłby bardziej klasyczny. To na pewno lepsze rozwiązanie, ale obawiam się, że brakuje mi umiejętności, by nie popaść w sztampę.
Dziękuję Ci bardzo za wizytę, komentarz i klika!
Hej @MB,
Dziękuję za pomoc przy pracy nad tekstem i za miłe słowa! I za klika. :)
Tylko ten śliski połysk mi nie gra.
Mówiłem. x2 xD
po pierwsze, niech wybrzmi, że przeczytałem je głosem aca, który w becie napisał bardzo podobne rzeczy
Mówiłem. ;)
Kopiuję z bety:
Ogólnie – wiedźmin, inkwizytor i Paulo Coelho wchodzą do baru a barman mówi – Cześć, Corin.
Warsztatowo bardzo dobrze. Masz niezłe setupy, podkręciłbym tylko tego wnuka na początku, żeby nie przepadł. Zwłaszcza, że forum nie należy do najbardziej uważnych czytelników. Ale tekstów jest tyle, że ciężko utrzymać skupienie więc rozumiem.
Przemyślałbym uproszczenie intrygi. Nie rozumiem po co podmianka.
Mój ulubiony fragment to opis walki – nic nie tłumaczysz tylko pokazujesz co się dzieje.
Cała historia i intryga dobrze przemyślana i zgrabnie przedstawiona. Prosta, ale skuteczna.
Największy mój zarzut to dialogi. Wykorzystujesz je, by jak krowie na rowie tłumaczyć czytelnikowi co się dzieje i jak ma się czuć. Za dużo, zbyt nienaturalnie. Połowa jest imo do przepisania.
Dziękuję za czepialstwo! Bez ironii!
A proszę. :)
Pomoże jeśli dopiszę tam: “Wymierzę w jej imieniu sprawiedliwość, w nadziei, że zyska wiekuisty pokój”?
No nie, bo kolejne pytanie będzie czemu chce wymierzać proxy sprawiedliwość i czemu jej zależy na spokoju drugiej baby. :) Chodziło mi, że zabrakło mi fragmentu relacji między nimi. Bo na razie to jest relacja szef-pracownik/dowódca-żołnierz.
Ekhm, to akurat jest potrzebne do zagadki z przedmowy. :D
&
To nawiązanie do jego literackiego pierwowzoru.
Zyskuje zagadka, traci opowiadanie. :) Tekst będzie tak samo dobry, niezależnie czy odgadniemy na kim wzorujesz postaci. Będzie gorszy jeżeli zagadka (która opowiadaniu nie jest potrzebna) staje się ważniejsza od historii.
Choć nie rozwiązałem zagadki z przedmowy, to po zamiłowaniu do podmiotu i gifów, mam podejrzenia co do samego autora, drogi Anonimie. xD
PS Gdybym miał strzelać, to powiedziałbym, że Skaghe jest wzorowany na Ahabie. Nie wiem czemu, przeczucie. :)
Hej @Anonimie,
Czepialstwo:
gruby płaszcz podbity lisim futrem
Jeżeli chcesz przekazać, że to ciepły płaszcz wystarczy jedno określenie. Gruby + podbity futrem sprawia wrażenie dublowania informacji.
słysząc znajome grzechotanie
drewnianych patyczków
kiedy drzwi
doBiura Spraw Niedokończonych otworzyły
Namalowane pędzlem utkanym ze wspomnień
Utkany pędzel?
Należałam do Ligi
iPowierników
Tymczasem Wielki Błysk, który wstrząsnął Zaświatami i dał duszom ciała, skutecznie uprzykrzył nam… nieżycie.
Fajne. :)
a dusza pomordowanego
Chyba zamordowanego?
– Gołąb – powtórzyłam, unosząc brew.
Dodałbym znak zapytania.
– Nawet przez kolejnych tysiąc lat nie zdołam odcierpieć za wszystkie krzywdy, które wyrządziłam za życia… – powiedziała cicho, spuszczając głowę. Przyglądała się naszym złączonym dłoniom. – Mury Iskorostenia były nie do zdobycia. Doradcy kazali mi zawrócić, ale wiedziałam, że zemsta za śmierć mojego Igora jest zbyt blisko, by się wycofać. Że zasialiśmy ziarno strachu, a mieszkańcy drżą na myśl o tym, co im zrobię, kiedy w końcu wejdę do miasta.
Chyba zbyt wprost. Nie rozumiem czemu akurat teraz o tym mówi.
– Więc kazałam przywiązać do ich nóżek zapalone krzesiwa – ciągnęła – i wypuściłam, by wróciły do domu. Setki płonących gołębi zamieniły Iskorosteń w piekło. Czerwona łuna biła znad murów miasta przez kilka dni i mało kto wyszedł z pożarów żywy.
Dobre.
Choćbym przez kolejne trzysta lat musiała wciąż oglądać się za siebie i sprawdzić pod każdym kamieniem, zamierzałam znaleźć ostatnie trzynaście dusz dla Kniahini.
Czemu? Skąd ta silna motywacja?
W jednym z nich kryła się drewniana noga. Choć, patrząc na czasy, w których przyszło nam nieżyć, może zastąpił ją jakąś designerską protezą.
Ta drewniana noga w cyberpunku zgrzyta. Zostawiłbym samą protezę. Przechodzenie z baśni do zaświatów, w zaświatach powrót do ciał i cyberpunk to dużo fikołków. Ta drewniana noga to o jeden za dużo.
Wybrał coś na panelu sterowania i karoseria taksówki zmieniła kolor z żółtej na czarną.
To coś możesz łatwo zamienić w ikonę x lub Postukał w panel i odpada Ci takie dziwne, niedopowiedziane coś.
która nieśmiało wyciągała ku przechodniom rączkę i pokazywała kilka baterii.
Zapałki. Gazety. Pamiątki. Jagody. Baterie.
Towar się zmieniał, ale reszta pozostawała niezmienna od setek lat.
Metafora jest czytelna. Wydaje mi się, że bardziej wybrzmi, kiedy nie rozmywasz jej na kilka zdań.
Wyszłam na zewnątrz i kopnęłam
wśmietnik.
i oparł nogę
Którą? ;)
Tak się składa, że też bardzo chciałem komuś pomóc. Kiedy schodziłem do świata żywych, nie szukałem po prostu zbłądzonych dusz, a jednej konkretnej. Mojej ukochanej. Powinniśmy razem trafić w Zaświaty, ale Sofie nigdy tam nie dotarła. Zupełnie, jakby była z papieru i ogień doszczętnie strawił każdą jej cząstkę. Myślałem, że jeśli przetrząsnę cały świat, to ją znajdę, ale… czasami kogoś nie da się uratować.
To już druga postać, która niepytana opowiada historię swojego życia.
– No… bezduszny. Szkoda, żeby dwadzieścia jeden gramów eterycznej substancji, dającej jakieś trzy megawatogodziny energii, marnowało się w Zaświatach, nie?
Fajny patent.
Zamiast sięgnąć po sztylet, wsunęłam rękę do kieszeni by wyjąć pudełeczko zapałek. Drżącymi dłońmi łamałam jedno drewienko za drugim,
To też dobre.
Obróciłam się. Roland stał na środku placu wśród skwierczących trupów.
– Mamy jakieś dwie minuty, zanim przybędzie ich wsparcie – zauważył Skaghe.
Nagle Powiernik wypuścił miecz z rąk i upadł. Podbiegłam do niego, ale nie byłam w stanie utrzymać jego ciężkiego ciała. Osunęłam się z nim na ziemię.
Trochę anime vibe.
– Potrzebuję więcej czasu… Przez całe życie pokornie płynąłem z nurtem. Akceptowałem każde nieszczęście z myślą, że tak musi być. Trzymałem się reguł… – urwał i zaciągnął się papierosem, po czym wypuścił dym z płuc. – Ale teraz pierdolę zasady. Żyję według własnych i wskrzeszę ukochaną, więc musisz poczekać z tym swoim obalaniem systemu, który ma mi w tym pomóc – powiedział i zacisnął szczęki.
Stanowczo zbyt wprost.
kredytów powinno
mijuż niewiele
Bardzo dobry pomysł. Zakręciłeś solidnie światotwórstwem, ale wyszło spójnie i ciekawie. Bardzo podoba się tytuł i jego wartość w opowiadaniu. Intryga i rozwikłanie też na plus. Językowo i warsztatowo bardzo wysoko. Gładko i dobrze się czytało.
Domyślam się, że limit ciśnie i nie ma jak rozbudować, ale masz 3 fragmenty, w których postacie tłumaczą swoje motywacje w sposób w jaki po prostu się nie dzieje. Nikt tak nie mówi. Popracowałbym nad nimi.
Jedno z lepszych w ostatnim czasie na portalu i w ramach konkursu.
Pozdrawiam i powodzenia.
Cześć Wszystkim!
Czy znalazłaby się dobra dusza, która zechciałaby rzucić okiem na mój tekst?
Tytuł (roboczy): Pieskie szczęście
Znaki: 12743
Gatunek: Współczesna bajka
Triggery: Nie stwierdzono
Słodko-familijny pierd. Prosta fabuła i konstrukcja. Bardziej zabawa pomysłem i próba zapanowania nad tempem opowiadania historii.
Byłbym zobowiązany.
Hej @Bardzie,
Gdyby udało się usunąć te przerwy, czytałoby się to o wiele lepiej.
Przyjaciół najlepiej poznawać w piekle
Ładne zdanie na start, ale chyba nie jestem fanem podtytułów w tak krótkich formach jak opowiadanie. Nawet na 70k+ znaków.
Oczyszczał ulice tak, jak spowiedź duszę grzesznika.
Płynniej imo byłoby niczym lub bez tak.
Ogień trawił papier, zwęglone
Poszedłbym w kolejne pomieszczenia znikały w ogniu, lub coś w tym klimacie. Wtedy nie musiałbyś korzystać z synonimów plan-arkusz-papier.
Bracia Gross nie zadawali pytań – nigdy
Imo – Bracia Gross nie zadawali pytań. Nigdy.
Zjawili się o czasie i palili w ciszy. Dobrze, że mogę na nich liczyć. Przerażał
Nie jestem przekonany do tej zmiany czasu na teraźniejszy.
ich zimny spokój, jak u pary krokodyli, i spoj
Dublujesz informację.
więc wykonają każde polecenie – bez emocji, bez skrupułów. A więc muszę
wyrzucili niedopałki i rozpięli pomału płaszcze, następnie koszule.
rozpięli koszule pod płaszczami. Krócej a to samo.
przytrzymał
midrzwi pasażera.
Wszedłem iusiadłem na tylnym siedzeniu.
Masz tendencję do rozbijania ruchu na dwie osobne czynności. Skracałbym.
Yamaha mknęła przez ciemną kloakę miasta
? Dziwne stwierdzenie, nigdy się z takim nie spotkałem.
krople spływały po szybie
Często to robią w tym tekście.
Mefisto, daj spokój lady, teraz nie może się z tobą bawić.
Kot przykucnął i jednym skokiem pokonał odległość dzielącą go od barku lady.
To z ang? Że bohater tak mówi, to ok, ale czemu narrator też używa manieryzmu to nie rozumiem. To tytuł?
ramiona zaczęły drgać w makabrycznym tańcu członków.
Rutschig jednym pewnym szarpnięciem obrócił stwora i sypnął mu mieszanką w zdeformowaną twarz. Dotychczas ledwie kołysana przez wiatr istota skuliła się gwałtownie, a ramiona zaczęły drgać w makabrycznym tańcu członków. W końcu zastygła. Rutschig nie czekał. Załadował kotwiczkę do miotacza i wystrzelił pocisk w stronę dachu. Sprawdził – trzymała się mocno.
– Nie zawiedź mnie, wierna towarzyszko nocnych eskapad.
Chwycił mocno za linę i zaczął się wspinać.
Wolfgang, mamrocząc, wertował księgę. Nagle zesztywniał. Obrócił się w stronę lady. Lecz nie patrzył na nią, a na kota. Kobieta zerknęła na Mefista siedzącego wciąż obok jej twarzy. Kot przypominał figurkę wyciosaną z hebanu. Wywrócił żółte oczy na drugą stronę – białka kontrastowały z czarnym futrem.
– Nie, nie, nie! – krzyknął Wolfgang, wbił ostrze sztyletu w stół.
Sięgnął po turkusowy flakon i ruszył energicznie do drzwi. Kobieta obserwowała, jak rozlewa dymiącą ciecz, która znikała w szczelinach między deskami.
– Obudźcie się! Obudźcie się, potępieni! Niech Mefisto was prowadzi, niech będzie waszymi oczami, a wy wykonawcami jego woli! – wrzeszczał czarnoksiężnik.
Kamienicę przeszył szept, od parteru po strych, a następnie piętra budynku wypełniło szuranie ciągniętych członków.
Ruszyłem z Grossami polną drogą wśród szumu wiatru. Kamienica wyglądała jak rudera. Zabite okna, cała zaciemniona, za wyjątkiem światła na strychu. Wejście pozbawione drzwi. To w nim dostrzegłem pierwszego mutanta o twarzy pokrytej wrzodami, w łachmanach. Chwiał się na nieproporcjonalnie krótkich nogach, ciało podpierał o ziemię zbyt długimi ramionami.
Rutschig jednym pewnym szarpnięciem obrócił stwora i sypnął mu mieszanką w zdeformowaną twarz. Dotychczas ledwie kołysana przez wiatr istota skuliła się gwałtownie, a ramiona zaczęły drgać w makabrycznym tańcu członków. W końcu zastygła. Rutschig nie czekał. Załadował kotwiczkę do miotacza i wystrzelił pocisk w stronę dachu. Sprawdził – trzymała się mocno.
– Nie zawiedź mnie, wierna towarzyszko nocnych eskapad.
Chwycił mocno za linę i zaczął się wspinać.
Wolfgang, mamrocząc, wertował księgę. Nagle zesztywniał. Obrócił się w stronę lady. Lecz nie patrzył na nią, a na kota. Kobieta zerknęła na Mefista siedzącego wciąż obok jej twarzy. Kot przypominał figurkę wyciosaną z hebanu. Wywrócił żółte oczy na drugą stronę – białka kontrastowały z czarnym futrem.
– Nie, nie, nie! – krzyknął Wolfgang, wbił ostrze sztyletu w stół.
Sięgnął po turkusowy flakon i ruszył energicznie do drzwi. Kobieta obserwowała, jak rozlewa dymiącą ciecz, która znikała w szczelinach między deskami.
– Obudźcie się! Obudźcie się, potępieni! Niech Mefisto was prowadzi, niech będzie waszymi oczami, a wy wykonawcami jego woli! – wrzeszczał czarnoksiężnik.
Kamienicę przeszył szept, od parteru po strych, a następnie piętra budynku wypełniło szuranie ciągniętych członków.
Ruszyłem z Grossami polną drogą wśród szumu wiatru. Kamienica wyglądała jak rudera. Zabite okna, cała zaciemniona, za wyjątkiem światła na strychu. Wejście pozbawione drzwi. To w nim dostrzegłem pierwszego mutanta o twarzy pokrytej wrzodami, w łachmanach. Chwiał się na nieproporcjonalnie krótkich nogach, ciało podpierał o ziemię zbyt długimi ramionami.
To chyba przez te akapity, ale ciężko się połapać, bo w tym fragmencie widzimy akcje z perspektywy Rutschiga, zaraz Wolfgana a potem od razu głównego bohatera.
pierwszego mutanta o twarzy pokrytej wrzodami, w łachmanach.
Przez kolejność podmiotów, to brzmi jakby twarz była w łachmanach.
krocza maszkar y.
Spacja.
palce maga zaczęły poruszać się niczym wijące robaki.
To ładne, obrazowe.
Kończę tu, bo muszę lecieć.
Potraktuj proszę komentarze, jako feedback, gdzie widziałbym coś zrobione inaczej, co moim zdaniem wyszłoby tekstowi na dobre.
To jest zdecydowanie akcja, ale też pewna jakby super-bohaterska konwencja co, do której nie wiem, czy jestem targetem. Mam na myśli to krótkie opisywanie: czynność-czynność-czynność. Zrobił, uchylił, wystrzelił. To że postaci mówią same do siebie, jakby podsumowując co się dzieje.
Chyba historię, którą opisujesz widziałbym bardziej jako komiks niż opowiadanie. Częsta zmiana punktu widzenia – Rutschig, Wolfgang, policjant byłaby łatwiejsza do ogarnięcia w formie graficznej. Tu (jeszcze przez te akapity) co chwilę byłem zagubiony.
Ogólnie w porządku, ale tak jak wspominałem – w tej formie raczej nie dla mnie.
Proroczy sen to nie fantastyka?
Zaowalowane, metaforyczne i mgliste wskazówki, które można odczytać po fakcie oraz takie, które
można byłoby nazwać proroczymi
to cóż. Wydaje mi się nieco naciągane. Ale mogę być w tej ocenie osamotniony.
Czy fakt, że jest to sen proroczy lub nie miałoby jakikolwiek wpływ na opowiadanie? Fabuła przebiegłaby dokładnie tak samo. Zmienia się jedynie interpretacja.
Hej @Bolly,
Zupełnie jak wtedy, gdy próbowałem wspinać się z kolegami na gałęzie, nic sobie nie robiąc z gróźb i wyzwisk rzucanych pod moim adresem z parterowych okien przez starsze panie z klatki od ulicy.
Bardzo długie zdanie Ci wyszło. Spróbowałbym skrócić.
Pewnego dnia, późnym wieczorem, moja dziewczyna, Gośka,
Imo: Pewnego wieczora Gośka, moja dziewczyna,
Chyba największy zarzut, to brak fantastyki. Z tego co pamiętam, dość restrykcyjnie podchodzili tu do tej kwestii.
Całkiem sprawnie napisane. Dobre, otwarte i nie tłumaczące niczego zakończenie, pozwalające na różne interpretacje. Mimo prostej historii, jest to nieoczywiste, budzące emocje i otwierające miejsce na przemyślenia.
Dialogi naturalne, chyba aż za bardzo. Sporo bluzgów, jak na tak krótki tekst.
Udany szort.
Ale może warto przedyskutować, czy odrębne piórka ze względu na gatunek miałyby rację bytu. Na przykład Nagrody Nobla nie są przyznawane ogólnie „za naukę”, tylko osobno w konkretnych dziedzinach. Osobne kategorie mogłyby być sprawiedliwsze dla tekstów, które działają inaczej niż dramat obyczajowy czy emocjonalna historia
Przyznam, że trafia do mnie ten argument.
Ewentualnie można rozważyć coś pośredniego: stary system piórek zostaje, a dodatkowo dochodzi piórko publiczności, w którym na przykład dyżurni mają dwa głosy, a pozostali użytkownicy po jednym.
To jest też ciekawy pomysł. Pytanie czy nie chcemy zostawić piórek w spokoju a zrobić kategorie w piórkach publiczności? Wtedy nie dokłada się loży roboty, a nadal rozwiązujemy zagwozdkę, o której rozmawiamy.
Gdzieś wcześniej widziałem, że to przerodzi się w konkurs popularności. No cóż, takie same zastrzeżenia można mieć do decyzji loży. Pytanie na ile ufa się osądowi wszystkich użytkowników portalu. Zawsze znajdą się tacy, którzy przy głosowaniu będą patrzeć również na autora.
No dobrze, może trochę “kliszowate”. ;)
Nie miałem na myśli, że to coś złego. Tylko bardzo rozpoznawalne dla gatunku. Niemal kanoniczne. ;)
Będę miał na uwadze w przyszłości. Ale czy to oznacza, że nie wolno mieć atrakcyjnych bohaterów? Czy tylko uważać, żeby nie sygnalizować tego w pierwszym opisie?
Pewnie, że wolno. Tylko w idealnym świecie każdy opis albo pcha fabułę do przodu, albo daje informacje o świecie lub bohaterach, która jest potrzebna do zrozumienia opowiadania. W tym przypadku nie ma znaczenia, czy Lachlan jest atrakcyjny, bo później do tego nie wracasz, ani bohater nie korzysta ze swojej cechy, którą mu nadajesz. Więc technicznie – gdybyś to usunął, opowiadanie na niczym, by nie straciło.
I tak, zwłaszcza przy pierwszych opisach czytelnik ma nadzieję dowiedzieć się czegoś ważnego o postaci, zwłaszcza jeżeli to główny bohater. Powierzchowna cecha, która nigdzie potem nie jest wykorzystywana w mojej ocenie może być zredukowana do “był przystojnym mężczyzną w okolicach czterdziestki”, bo w mniejszej ilości słów przekazujesz tą samą informację i możesz skupić uwagę odbiorcy na innych kwestiach.
Teraz jak o tym myślę, to w tej scenie pokazałeś nam też płytkość Koreanki, która faktycznie wraca (cecha) w finale. Więc chyba mam na myśli, że na tym ogniu mogłeś upiec więcej niż jedną pieczeń. :)
Może nie miał wyboru? Próbował, siła była zbyt potężna.
Wiem, co masz na myśli. Natomiast przemiana bohatera często jest sercem i centrum opowiadania. Uważam, że gdybyś pokazał nam tą walkę i dlaczego bohater tak zaciekle walczy o kontrolę nad własnym ciałem łatwiej związałbyś czytelnika z postacią.
Zdaje sobie sprawę, że łatwo przesadzić w drugą stronę natomiast tak, jak pisałem – nie odczułem tej walki.
Owszem, Hypatia była AI naukowym, ale bazowała na szerszym modelu, z wbudowaną troską o życie i zdrowie użytkownika (jak i każdego innego człowieka).
Chyba właśnie przez to, że Hypatia została przedstawiona jako ściśle maszyna naukowa oraz komunikowała się z Lachlanem też bardzo bezosobowo tak trudno mi było przejść nad tym bez zastanowienia.
Myślę, że zdanie wyjaśnienia albo scenka, w której Hypatia pyta “Jak się dzisiaj czujesz, Maxwell?“, nawet kiedy wiemy, że to algorytm, to pozwala później łatwiej uwierzyć w jej troskę. Zmierzam do tego, że byłem tym nieco zaskoczony, bo wcześniej nie pokazałeś nam jej z tej strony.
Hmm… Tu trochę nie podzielam Twojej opinii. Hemmer jest brutalem, chamem, ale z silną intuicją jak poruszać się w korporacyjnej rzeczywistości, żeby “nie przegiąć” (np. kiedy Linn poinformowała go o swoim niezależnym kontrakcie, potrafił się cofnąć). Ma też sporo znajmości w półświatku, które pomagają mu osiągać cele, i z tego powodu jest też na rękę korporacji. Pomyśl o ludziach typu były pracownik służb bezpieczeństwa, który jest ogniwem łączącym świat biznesu ze światem przestępczym.
Tak jak mówiłem, z nim mam najmniejszy problem. ;)
Sztuką jest zarysować postać tak, żeby nie była miałka.
Mamy to:
Na końcu stołu, przywdziewając maskę skupienia, siedział sam Prezes
Co powiesz na małe przetasowanie? – Siedzący u szczytu stołu prezes Voland przeczesał żylastą dłonią rzedniejące włosy. Nie spuszczał z Maxwella oczu.
Mamy drobną podpowiedź jak sobie można kogoś takiego wyobrazić oraz mówisz, co robił – nie spuszczał oczu – ale nie tłumaczysz dlaczego. Czytelnik może sobie dopowiedzieć, że to skupienie, czy podejrzliwość, czy cokolwiek.
To tylko sugestia z mojej strony.
Nie zgadam się też, że Linn jest głupia.
Nie mówię, że jest tylko, że się zachowuje. Ale mamy prawo mieć różne opinie. :)
Ciekawe w tym kontekście, że siła mojego poprzedniego opka (według czytelników) tkwiła w dobrze narysowanych postaciach. :)
A to wiesz, jak jest. Co człowiek, to opinia. :)
Tak czy siak, powodzenia w dalszym pisaniu i na pewno przeczytam kolejne.
Hej Anonimie,
Byś ty nie musiał żyć tak jak ja.
Brak przecinka.
Czuł, że istnieje. Że jest jakąś istotą,
Cierpiało się tylko w Piekle. Tam trafiali ci, którzy zabrali godność, miłość i szczęście. Którzy sami nie dali uczucia i szacunku.
Do Piekła droga była taka jak i do Nieba – przez Czyściec. Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Ładna idea, wolałbym tylko, żebyś mi to pokazał, a nie powiedział.
Nie jest to napisane najgorzej. Chaotyczne, poprzeplatane ze sobą historie. Ciekawy pomysł z siostrami. Dobry twist na końcu. Tekst dla mnie zbyt poszatkowany ze zbyt zmienną narracją bym mógł powiedzieć coś więcej.
Elo @barniuszu,
Gdy Bogdan zamknął powieki córeczki, głęboko na dnie jeziora Skrzypek otworzył oczy.
Świetne zdanie otwierające (dobrze, że je odchudziłeś!), możliwe, że najlepsze w całym opowiadaniu.
a potem wybiegła na podwórze, by nie stracić choćby chwili sierpniowego dnia. Gdy kilka godzin później Bogdan wyszedł na podwórze
Nieszczęście nadeszło wczesnym popołudniem. Wparowało do izby wraz ze zziajaną Marceliną. Było w jej urywanym oddechu, w poprzetykanych źdźbłami, potarganych włosach, ale najwięcej go tkwiło w rozszerzonych z przerażenia oczach.
– Maryśka… – zaczęła dziewczynka, próbując złapać oddech. – Ona…
Bogdan podniósł się z zydla, na którym pykał przedobiadową fajkę i spojrzał krótko na żonę. Ta przestała się krzątać po kuchni i stała teraz pobladła, wpatrując się w Marcelinę. Mężczyzna ruszył ku drzwiom.
– Chodź – polecił dziewczynce. – Opowiesz po drodze.
W całym tym fragmencie masz mocno zaburzone tempo. Zaczynasz sporym, nieco poetyckim (ale bardzo ładnym) opisem, by ściąć w kierunku nagłej akcji i zanim przejdziesz do kolejnej, wrzucasz kolejny obszerny opis. Zarówno dziwnie się to czyta, jak i odnosi się wrażenie, że mija jakiś czas zanim Bogdan mówi “chodź”.
Widziałbym to bardziej w klimacie:
Nieszczęście nadeszło wczesnym popołudniem. Wparowało do izby wraz ze zziajaną Marceliną. Było w jej urywanym oddechu, w poprzetykanych źdźbłami, potarganych włosach, ale najwięcej go tkwiło w rozszerzonych z przerażenia oczach.
Bogdan przerwał pykanie przedobiadowej fajki i spojrzał krótko na żonę. Ta przestała się krzątać po kuchni i stała teraz pobladła, wpatrując się w Marcelinę. Mężczyzna ruszył ku drzwiom.
– Maryśka… – zaczęła dziewczynka, próbując złapać oddech. – Ona…
– Chodź – przerwał jej. – Opowiesz po drodze.
To tylko taka robocza przeróbka na szybko, by pokazać o co mi chodzi. Wydaje mi się z bardziej naturalnym tempem.
Byłyśmy na polu u starego Wieniawy, bo u niego jest teraz ten olbrzymi stóg. Wspinałyśmy się na niego i zjeżdżałyśmy. Maryśka chciała pokazać, jak daleko zeskoczy z samej góry. Upadła i krzyknęła krótko, a chwilę potem podwinęła sukienkę i krzyczała już bez przerwy. Jej udo…
To miejsce, gdzie nieco stylizacji na dziecięcy sposób mówienia mogłoby podkręcić efekt.
Jakub milczał przez chwilę. W końcu podniósł się i chwiejnym krokiem podszedł do kredensu. Za chwilę postawił na stole drugi kubek i drżącą ręką nalał do obu alkoholu niemal po sam brzeg.
Bimbru, samogonu, etc miałoby więcej charakteru.
– Bogdan, ja ledwo stoję. – Jakub potarł dłonią czoło. – Zresztą i tak nie ma księdza, wyjechał dziś do miasta.
Bogdan pochylił się nad stołem
– Wiem, Bogdan! – Twarz Jakuba stężała. Odtrącił rękę gościa i opadł ciężko na ławę. – Wiem, że Skrzypek. Od czternastu lat słyszę tylko o nim. Musisz kopać, Kuba, szybko, Kuba. Nie wyjeżdżaj, nie choruj, nigdy nie wiadomo, kiedy będziesz potrzebny. Ja się o to, kurwa, nie prosiłem!
To jest dobre. Ostatnie zdanie wypada nieco zbyt wprost i mniej naturalnie, bo reszta zostawia ładne niedopowiedzenia.
Pewnie, niech przyjdzie, zagra tę swoją melodyjkę
To też dobre.
Trzonek pękł mu w rękach, a kilka drzazg boleśnie wbiło się w dłonie.
Dodałbym np stary trzonek, bo w tej tragicznej chwili, myślę tylko o tym jaką parę w łapach ma Bogdan. Jak on trzonki w rękach łamie, to może i Skrzypkowi lampę zgasi na strzała.
– Sam to sobie robisz – powiedział skrzekliwie. –
Wierząc, że możesz coś poradzić.
– Nie rób jej tego. Jest za młoda, za mała.
– To nie ma znaczenia.
– Dla mnie ma – powiedział cicho Bogdan. Poczuł łzy napływające do oczu. – Nikomu nie zrobiła krzywdy.
– To też się nie liczy.
– Weź mnie zamiast niej.
– Ona nie żyje.
– W takim razie zabij mnie.
– To tak nie działa – wyjaśnił beznamiętnie.
– Jeżeli sam to zrobię… zabierzesz mnie zamiast jej?
Smyczek zatrzymał się. Muzyka ucichła.
– Wtedy zabiorę oboje
To jest niezły dialog. Jego problemem jest to, że jest za długi i nie wybrzmiewa tak, jak mógłby.
Bogdan stał nad jeziorem. Jego powolny oddech zamieniał się w obłoki pary.
Patrzył w błękitną taflę, odcinającą się od białego puchu.
Skrzypek walczył, pomyślał. Ustalił swoje zasady i dostał szansę.
Teraz moja kolej. Idę po ciebie, córcia.
Najpierw pod ciężkimi butami zaskrzypiał śnieg. Potem zachlupotała woda.
Z zakończeniem mam największy problem. Po pierwsze, czemu czekał pół roku, żeby ruszyć? Zakładam, że skoro córka skakała z siana to było lato a skoro śnieg to jest zima. Skąd ta przerwa?
I co on próbuje osiągnąć, wchodząc do jeziora? Rozumiem niedopowiedzenia, ale to zakończenie pozostawia mi w głowie zbyt duży znak zapytania.
Podsumowując, uwagi, które moim zdaniem mogły by poprawić tekst masz wyżej. Poza tym bardzo dobry tekst. Wydaje mi się, że zyskałby na delikatnym skróceniu do szorta, lub rozbudowie do pełnego opowiadania. Odnoszę wrażenie, że teraz stoi trochę w rozkroku.
Super klimat, świetny pomysł, zakończenie zasługuje na większy konkret.
Czekam na kolejne.
Hej Anonimie,
pajęczych sieciach.
Pajęcze sieci – o ile w ogóle można było je tak nazwać. Wyobraźcie sobie grube włókna emanujące niebieskim światłem.
Sieć oplatała każdy zakamarek jaskini
Każde wykonywało własne zadanie w mechaniczny, wręcz matematycznie wyliczony sposób.
Wydaje mi się to trochę niezgrabne. Poszedłbym w szczegółowo zaprojektowany lub coś takiego.
Nie pamiętam, ile już tak leżałem. W zasadzie moja pamięć przypominała
podziurawionyszwajcarski ser – pełen dziur
inne pozostawały nieruchome, zastygłe w bezruchu.
Przekazujesz tą samą informację dwa razy.
funkcjonowania tego ustRoju
Fajna gra słowna, ale nie wiem, czy nie za bardzo wybija z rytmu.
Przez wieki doświadczeń nauczyła się, że rozumność nie gwarantuje przetrwania. W wielu przypadkach wręcz je utrudnia.
Nie mów, pokaż mi to.
Miał kanciaste rysy twarzy, lekki zarost na szczęce, a na głowie znajdowały się zakola. Krótkie włosy były rzadkie i choć wyglądał na młodego, na jego skroniach widniały oznaki siwizny. Podkrążone oczy wskazywały zmęczenie, a piwny brzuch wystający spod koszuli świadczył o braku ruchu.
Szczegółowy opis. Trochę wybija się od reszty opowiadania.
Tego dnia Tkaczka tkała nowy koncept – rozumni nazwali go miłością.
Kopacz kopał, a kierowca kierował. Może tworzyła?
Mam wiele imion. Większość określa mnie mianem Matyr, wy z kolei lubicie nazywać mnie śmiercią.
Strasznie wprost.
– A więc odniosłeś zwycięstwo. Zostałeś tym, czym chciałeś być – czymkolwiek jest to całe wasze bycie „mężczyzną”.
– Tak… zwyciężyłem, ale to było pyrrusowe zwycięstwo…
Znowu.
bez których działanie Roju byłoby uniemożliwione.
Choć był przedstawicielem najbardziej licznej kasty Roju,
– Nie za ekscytujące to życie – powiedziała znudzona Matyr.
– Na początku byłem pełen marzeń i planów, jednak życie potoczyło
– A gdyby świnie miały skrzydła, to by szybowały w przestworzach – przerwał głos Matyr.
– Oburzający komentarz.
– Ależ jakże trafny…
No ma Kostucha ego. xD
zapewniał wieczne życie. Jednak miał swoją cenę. Powodował potężne uzależnienie, któremu niemal nikt nie potrafił się oprzeć.
Tu niestety kolejny raz tłumaczysz mi jak działa świat, zamiast pokazać.
Podobał mi się pomysł świat i to, co chciałeś powiedzieć. Opisy są całkiem obrazowe, dobrze operujesz kolorem.
Poza tym dość dużo tłumaczysz, względnie mało tu fabuły. Mało zaufania do czytelnika, więc po prostu czytam, to co chcesz mi powiedzieć, zamiast dojść do tego wniosku na podstawie historii, którą mi opowiadasz.
Siema @lesnylutku,
Biały był już raczej z przyzwyczajenia niż z koloru
Fajne.
– Stasiu, a ty, gdybyś miał jaja, a trochę mniej pociągu do cudzych dworów i ponętnych dupek na tychże
dworach,
Poprawił pas, choć
pasnie wymagał poprawiania
Może ten?
choć pas nie wymagał poprawiania, wysunął dolną szczękę do przodu, choć wydawało się to już niemożliwe
Nie wiem czy zamierzone.
Dalszą łapankę odpuściłem.
Nie czytało się źle, ale forma chyba bardziej na szorta niż na 20k+ znaków. Trochę zmęczyła mnie ilość Benków, Józków, Staszków, Franków i Kaśków. To w miarę zabawny zabieg, ale na dłuższych dystansach nużący. Zwłaszcza, że często zmieniasz podmiot.
Zakończenie z puentą prosto w twarz. :)
Satyrycznie-moralizatorsko. Wykonane nieco chaotycznie.
Wydaje mi się, że odchudzenie o połowę i pokazanie a nie powiedzenie przesłania wyszłoby tekstowi na dobre.
Plus za komentarz do aktualnych wydarzeń.
Dzięki @bruce,
Swoją drogą w swoim komentarzu pomyliłem górnika z Rojasem Pérezem. Górnik faktycznie popełnił samobójstwo, a zaginął Perez. Więc mój zarzut trafniej by brzmiał, że śmierć/zaginięcie Rojasa Péreza nie ma żadnego wpływu na fabułę, ani za bardzo nic nie wyjaśnia.
hej @kronosie,
Przesyłka, dla niepoznaki wysłana jako „pigment tolinowy klasy premium”, dotarła zgodnie z planem. Nikt, oprócz ścisłego grona Zarządu o niczym nie wie. Trzej inżynierowie badający znalezisko na Tytanie i jeden operator platformy podpisali umowy o zachowaniu poufności. Szef ochrony, Artur Hemmer, przygotował ofensywę dezinformacyjną, w razie, gdyby ktoś paplał.
Wiem, że to dziennik, ale do tej pory prowadzony był technicznym językiem i to “paplał” trochę wybija mnie z rytmu.
W międzyczasie rozszerzyłem gabinet o superkomputer klasy Hypatia.
Sprzęt x klasy y. Klasyka sci-fi. :D
Ukradkiem, zza mlecznej szyby oddzielającej stołówkę od korytarza, dwie kobiety śledziły wzrokiem wysokiego mężczyznę. Sunął korytarzem płynnie i bezszelestnie. Grafitowy garnitur podkreślał szczupłą sylwetkę.
– Przystojny, co? – Seo-yoon złapała koleżankę za rękaw.
Nie jestem fanem przedstawiania głównego bohatera jako “tego atrakcyjnego” Zwłaszcza jak to jego pierwszy opis. Trąci fanfickiem.
Linn wbiła w niego pytające spojrzenie.
Wydaje mi się to zbędne.
– Dlatego dobrze pan zrobił, że przeniósł się do nas
To też.
Zatrzepotała kilkukrotnie rzęsami. – Na swoim stanowisku dostał pan pewnie wielką rezydencję, co?
Jak na inżyniera na Marsie sprawia wrażenie dość stereotypowo płytkiej kobiety.
Nie lubi gadać, a szef powinien dużo mówić, ale nic nie powiedzieć. Wiesz o co mi chodzi? Tak mi się w każdym razie wydaje. Choć nigdy nie byłam szefem. I nie zamierzam. Czy dużo mówię? Powiedz!
To fajne, bo pokazałeś mi jaka jest, zamiast mi o tym powiedzieć. :)
Żona narzekała lekarzowi, że mąż się z nią bez końca awanturuje. Za każdym razem, kiedy wybuchnie kłótnia, zalecił lekarz, niech pani płucze gardło solą…
Zupełnie nie rozumiem, czemu on jej to mówi. To taki żart na zaczęcie rozmowy? Jest to dla mnie o tyle dziwne, że skoro pyta ją o imię i nazwisko to znaczy, że jej nie zna. Zaczynanie rozmowy z obcym człowiekiem żartem bez wstępu… Myślę, że jestem w tym momencie równie skonfundowany, co Linn.
wydusił z siebie nafaszerowanym fałszem głosem
Tu z kolei, wydaje mi się, że tłumaczysz za dużo.
śmiała się babcia pukając w nią palcem.
Brak przecinka.
Podejrzewam, że przedmiot w jakiś sposób wpłynął na mój mózg, bo dziś rano, nagle, wpadłem na rozwiązanie problemu spiekanego węglika.
Imo: Podejrzewam, że przedmiot w jakiś sposób wpłynął na mój mózg. Dziś rano, nagle, wpadłem na rozwiązanie problemu spiekanego węglika.
miałem ręce i nogi jak z waty
Imo: ręce i nogi miałem jak z waty.
Gdy tylko znalazłem się w pobliżu kostki, napadł mnie tak silny ból głowy, że prawie zemdlałem. Na szczęście wszystko przeszło, gdy odszedłem dalej.
Trochę się rymują zakończenia tych zdań.
Zanim zdążył zareagować, bark kobiety wbił się w jego kościstą klatkę piersiową.
Nieco niezgrabne. Imo: wpadł na nią.
Ciał, żebym
Chciał?
Pierwszy raz naprawdę się boję. Nie Hemmera, nie MaSoHe, ale samego siebie.
Broń Boże, nie zarzucam użycia, ale teraz każde wyliczenie “nie to ale to” kojarzy się z ChatemGPT. Nie wiem, czy jest to efekt, który chcesz osiągnąć. Zdanie w pełni poprawne, tylko zwracam uwagę.
przywiązane do oparcia krzesła, nogi skute kajdanami. Moją uwagę przykuło jego
Babcia trzymała w dłoniach starannie złożoną, kraciastą spódnicę.
Nie wiem czy zamierzony, ale podoba mi się motyw pozaziemskiej kostki w kwadraty i szkockiej spódnicy w kratę. Ładnie to ze sobą koresponduje. Nie wiem, czy nawet bardziej bym tego nie eksponował.
że Max uwięził go w ciele na zawsze.
Coś mi tu nie gra. Może we własnym? Albo jako obserwatora? Coś bym zmienił.
Na końcu stołu, przywdziewając maskę skupienia, siedział sam Prezes.
Jarosław? :O
Dodałbym chociaż nazwisko, samo Prezes jest dziwaczne.
Mam mieszane uczucia.
Fabuła jest najzupełniej ok. Masz bardzo dobry styl, który od razu narzuca odbiór tekstu jako sci-fi/hard sci-fi. Intryga z kostką oczywista, ale jest na tyle fachowego słownictwa i naukowych wyjaśnień, że przechodzi to zupełnie w porządku.
Uwagi fabularne:
Największy zarzut jaki mam do tego tekstu to postaci:
Potraktuj proszę to, co napisałem nie jako krytykę a feedback od czytelnika, gdzie moim zdaniem pewne rzeczy mogły by działać lepiej.
Podsumowując – masz dobre sci-fi pióro, czyta się gładko i bez wywrotek. Mocnym punktem są rzeczy techniczno-naukowe, które opisujesz (nie mam kwalifikacji, by ocenić ich poprawność, po prostu są dobrze napisane i brzmią wiarygodnie). Fabuła nie jest nowa, ale solidna.
Popracowałbym nad budowaniem postaci oraz większą uwagą, jaką rolę w fabule spełnia konkretny element opowiadania – tu głównie mam na myśli górnika. Poświęcasz mu sporo miejsca, by ani on nie wrócił, by zrobić kolejny twist ani nie wyjaśniasz, co się z nim stało.
Czyli zrównałeś opinię człowieka z wytworem SI, w sumie explicite.
Nie Uważam, że można do obu zaaplikować ten sam mechanizm:
Za tekst odpowiada ten, kto o nim decyduje. Jeśli korzysta z rad, odpowiada za to, że z nich skorzystał. Nie podoba mi się pomysł zrzucania autorstwa na doradcę – przecież można było go nie słuchać.
Ewidentnie inaczej patrzymy na całą sprawę.
Z mojej perspektywy gwoździa można wbić i młotkiem i garnkiem. A to że garnek ani nie spełnia tej funkcji tak dobrze jak młotek, ani nie wie, że tym razem nie gotuje się w nim zupy, a gwóźdź jest wbity krzywo – to cóż, był pod ręką.
Korzystając z LLM, łatwiej mi zebrać myśli (bo pisząc, to trochę jakbym wypowiadał je na głos) oraz skonfrontować pewne pomysły z konkretnymi strukturami w ramach danych gatunków. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest jak rozmowa z człowiekiem, ale zajmuje mi to godzinę, a nie np dwa tygodnie na forum.
Ale odnoszę wrażenie, że faktycznie rozmawiamy o różnych rzeczach. Trzeba by uściślić, co kto rozumie przez betę. Natomiast w “dyskutowaniu” z LLM o pomyśle, strukturach (technicznych elementach opowiadania) nie widzę niczego złego. Nadal nikt tego outputu nie traktuje jak wyrocznie. Po prostu łatwiej się dogadać z własnym mózgiem.
@bruce, zdaję sobie sprawę i niesamowicie to szanuję. Robisz na mnie piorunujące wrażenie.
Po prostu nie wszyscy jesteśmy tak czystego serca… Nadal była to tylko propozycja, by zachęcić ludzi do zostania Dyżurnymi. Na pewno są alternatywy, które mogą być bardziej atrakcyjne.
Edit:
@silver,
I jeszcze może być nagroda za komentarz miesiąca :D
Świetny pomysł, tylko kto to będzie przyznawał? Potrzebujemy kolejnej komisji. ;)
Wydaje mi się, że przykład zawsze idzie z góry.
Jeżeli Loża oraz osoby najbardziej szanowane, aktywne pisarsko i rozpoznawalne oraz zasłużone na polach wszelakich nie komentują (i mam tu na myśli jakościowe komentarze, a nie lakoniczne “czytało mi się ok, ale do biblioteki daleko”) to nowsi użytkownicy też nie będą tego robić, bo każdy czeka aż ktoś skomentuje jego tekst i może wtedy się odwdzięczy.
trzeba CZYTAĆ i OPINIOWAĆ teksty! Autorzy na to czekają! Zachęcać nowych Dyżurnych! :)
Myślę, @bruce, że trafiłaś w sedno, bo to jest serce i cel tego portalu. :)
Tak długo jak pod opowiadaniami będzie żywa dyskusja, na podstawie której autor będzie w stanie się rozwijać tak poza tym, że biblioteki i piórka przyjdą same, to zejdą na dalszy plan.
Pytanie jakie widziałbym w ankiecie do użytkowników to:
Co skłoniłoby/zmotywowałoby Cię do większej aktywności pod tekstami innych lub do działania jako Dyżurny?
Nagroda od Dyżurnych wydawała mi się możliwą motywacją, natomiast Bruce i Marszawa wyprowadzają mnie z błędu. :)
Będąc szczerym, to decyzja czy prace betowane są dopuszczane do konkursu powinno należeć do organizatorów/jury danego konkursu. Korzystanie z nich jest dobrowolne i nie każdy musi korzystać z tego prawa.
W kwestii czy pomoc SI w granicach betowania jest dopuszczalna na portalu poczekam na zapowiedziany poradnik.
Tego samego obawiam się w kwestii majonezu…
Hej @OneTwo,
→ Czy można betować z AI?
→ Czy można używać AI do rozmkiny pomysłów?
→ Czy można używać AI do symulowania rozmowy ze sztuczną inteligencją?
→ Czy można AI napisać sceny a później je przerobić po swojemu?
Wszystkie casy na styku moim zdaniem są bez znaczenia i nie warte dywagacji, bo jeśli tekst jest dobry nikt cię nie oskarży o używanie SI na tym portalu.
No właśnie staram się zrozumieć jakie jest stanowisko portalu w sprawach na styku.
Hej @MB,
ac, a jak chciałbyś coś wydać, to odrzuciłbyś redakcję i korektę?
Wybacz, ale to jest tak bez związku, że nawet się nie odniosę.
Rozumiem, że każdy z Was, który opowiada się przeciwko SI podnosi ten sam argument, że człowiek po drugiej stronie jest bardziej wartościowy a SI pod wieloma względami uboga. Przecież ja nawet z tym nie dyskutuję ani nie mówię niczego przeciwnego.
Dlatego pytam – dlaczego teksty betowane przez ludzi, pomimo tego, że ta beta (uznawana jednogłośnie za lepszą) jest dozwolona a beta SI nie. Widzę tu po prostu sprzeczność, bo za doping jest uznawane korzystanie z mniejszej pomocy.
I ponownie – ja się nie opowiadam za żadną ze stron. Chcę zrozumieć regulamin. Głównie w kwestiach wymienionych przez OneTwo.
@barniuszu, dziękuję za miłe słowa!
@OldGuard, wystarczy, że w kwestii SI już się wdałem w jakąś wojenkę. Jeżeli chodzi o majonez pozostanę bezstronny. Bohater nie lubi żadnego.
Masz zupełną rację. To był dość ostry skręt w kierunku ostatniego zdania, choć i tak nie wyszło tak źle jak się obawiałem.
Dziękuję za przeczytanie i opinię!
@Tarnino, odnoszę wrażenie, że kręcimy się w kółko.
Nie myl nieba z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu.
xD
Zdaję sobie sprawę z jakości odpowiedzi LLM i nie mylę narzędzia z osobą, natomiast Ty konsekwentnie przekierowujesz dyskusję w strony, które w ogóle nie zostały przeze mnie poruszone.
Sportowa analogia moim zdaniem zupełnie nietrafiona.
Czym jest placebo a czym doping w kwestii SI?
Wydaje mi się, że poproszenie dowolnego użytkownika portalu o betowanie tekstu jest bliżej dopingu niż korzystanie w tej mierze z SI. Różnica (poza jakością uwag) jest taka, że LLM jest dostępny zawsze, kiedy mam czas i chęć z nim dyskutować oraz nie muszę czekać na odpowiedź.
Powtarzam – nie jestem zainteresowany dyskusją czym jest i do czego zdolne jest SI (a przynajmniej nie w tym wątku). Próbuję zrozumieć, gdzie leży granica na portalu i czym różni się betowanie tekstu przez użytkownika a SI pod względem regulaminu.
Wydaje mi się, że wytworzył się tu osobny spór, czym i do czego prawo ma SI. Natomiast ja nie o tym i też chciałem podkreślić, że moim celem nie jest wsadzanie kija w mrowisko, czy opowiadanie się za którąś ze stron.
Próbuję zrozumieć, gdzie leży granica, jakie jest stanowisko portalu, co jest absolutnie zakazane, a co jest faux pas.
Jeżeli mam znajomego, na potrzeby tej rozmowy nazwijmy go Omnipotentus, który jest znawcą literatury wszelakiej, wielkim ekspertem od opowiadań i na dodatek życzliwym chłopem, a w zanadrzu mam też drugiego znajomego, na potrzeby tej rozmowy nazwijmy go Sebek, który w życiu przeczytał jedną książkę i były to Wakacje z pulpetem (jest taka książka), a najdłuższą formę pisemną jaką napisał był SMS do konkubiny, by ustalić, czy ilość soli w zupie aby na pewno była taka jak w przepisie, TO chyba zgadzamy się, że obu z nich mogę poprosić o betowanie tekstu, będzie to zgodne z regulaminem i nie wywołam ogólnego oburzenia?
Przepraszam za tak długie zdanie.
Czy mógłby mi ktoś wyjaśnić (jak Sebkowi) jakie jest stanowisko portalu w kwestii, gdzie między Omnipotentusem a Sebkiem znajduje się LLM oraz czy LLM może być takim samym wsparciem jak inny użytkownik podczas betowania, a jeżeli nie to dlaczego?
Odnoszę wrażenie, że użyteczność uwag redaktorskich LLM znajdą się gdzieś między tymi dwoma ekstremami.
Nie, to nie jest to samo. A to dlatego, że SI nie ma i nie może mieć opinii – jest narzędziem statystycznym, a nie osobą.
Czy opinia danej osoby nie wynika ze sumy doświadczeń/feedu, który otrzymał i przemielił? Ja nie mówię, że tam ktoś jest ani nie bronię SI jako osoby. Staram się zrozumieć, czym te dwie sytuacje w Waszych oczach się różnią.
Tzn czemu betowany tekst jest ok, a betowany przez SI powinien iść jako współautorstwo.
@Tarnino, tekst chętnie przeczytam, ale widzę, że to solidna kobyła, więc nie obiecuję, że uda mi się to niedługo.
Dla pewności, czy dobrze zrozumiałem:
Jeżeli tworzę sobie agenta SI, którego parametryzuję na krytycznego redaktora w poszukiwaniu luk logicznych (czy cokolwiek, wiecie o co mi chodzi. Potrzebuję opinii kogoś z zewnątrz i w miarę możliwości, takiego sobie tworzę) i na podstawie jego uwag zmieniam tekst to czy jest to już współautorstwo?
Pytam, ponieważ jest to ten sam case, co zapytanie znajomego lub betowanie tekstu, tylko że wydawcą opinii jest SI, a nie żywy człowiek.
Czy takie korzystanie z LLM jest zabronione na portalu?
Nie mówię o używaniu wygenerowanego tekstu, mówię o tworzeniu na podstawie wygenerowanych opinii.
Mam nadzieję, że nie przeoczyłem, jeżeli było to już poruszane.
Hej Anonimie,
Ciężkie drzwi skrzypią złowrogo.
To nie jest błąd, ale jak na pierwsze zdanie masz tu dwa opisy (ciężkie i złowrogo), natomiast dość mało akcji. Wydaje mi się, że można to odchudzić, zwłaszcza jeżeli celem jest wzbudzenie ciekawości w czytelniku.
jak oczy tej od paczek
Myślę, że można zgrabniej.
Więc może ktoś jej szuka, spodziewa się jej?
Rozumie pan?!!
Cofam się instynktownie o dwa kroki, kiedy tak na mnie wrzeszczy.
Kiedy tak na mnie wrzeszczy, cofam się o dwa kroki – byłoby chyba naturalniej.
– No, to jeszcze jeden z głowy – rzuca ta starsza.
Wydaje mi się, że “ta” w kilku miejscach nie jest konieczna. Np tutaj.
Ech, idiotyczne te ciuchy, ale cóż… Oliwka uparła się, żebym na ten
Do tego ciemna bluza z wysokim kołnierzem zasłaniającym pół twarzy i zielona
Brak przecinka.
jakoś negatywnie do mnie uprzedzony
Obawiam się, że nie można być uprzedzonym pozytywnie.
Na wybuchowe paczki nie działa – i tak są niebezpieczne.
Zdanie wybrzmi tak samo, a nawet lepiej bez tej ostatniej uwagi.
Na kardiomonitorach przy ich łóżkach łagodne dotąd jak Góry Świętokrzyskie sinusoidy nagle zaczynają przypominać ostre, poszarpane szczyty Tatr.
To fajne.
– Ze śmiercią byłoby nam bardzo nie do twarzy, prawda dziewczyny? – Bożena podniosła do góry szklankę z piwem.
To bym sobie darował.
To na górze to taka wybiórcza łapanka.
No cóż, największy problem tego opowiadania to brak fantastyki. xD
Sporo miejsca poświęcasz samochodowi i urodzie dziewczyny, które nie odgrywają szczególnej roli w samej fabule. Ciekawy pomysł na twist. Warsztatowo nadal dużo do nauki.
Ogólnie nie jest źle. Zachęcam do dalszego pisania i powodzenia w konkursie.
@bruce, nie wydaje mi się niczym złym podejście “Uważam, że to tekst warty uwagi, ale nie chciałbym wybierać najlepszego z nich”. Jednak nie chciałbym również nakładać żadnej presji. To był tylko rzucony pomysł. :)
A też się skusiłem. :)
Pewnego ranka odkryłem, że mój plecak ma drugie życie i pracę na pół etatu. Nie powiem, żeby mnie to zdziwiło, ostatnio w ogóle zachowywał się dziwnie. A to suwaki zacinały się z wyjątkową złośliwością, a to wyciągnięta kanapka była z sałatą i majonezem, choć nie lubię żadnego, a co dopiero w połączeniu. Ale w dniu, w którym znalazłem go z naszywką Cyberpunka do góry nogami, uznałem, że przegiął pałę.
– Co się z tobą dzieje? – zapytałem nie bez wyrzutu, ale byłem też solidnie zatroskany. Trzymaliśmy się razem od podstawówki.
Plecak zamachał żałośnie ramionami i zawinął suwak w podkówkę.
– Tylko bez takich! – krzyknąłem, grożąc mu palcem. – Przecież widzę!
Ta wyszczekana torba zaczęła mnie przedrzeźniać, by na koniec machnąć na mnie szelką. Szybkim, jak na jego możliwości, krokiem wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Nie mogłem w to uwierzyć. Kręciłem się chwilę po pokoju, myśląc, co zrobić. Postanowiłem spróbować jeszcze raz szczerze porozmawiać. Gdy wyszedłem przed dom, zobaczyłem tylko odjeżdżający tramwaj.
Chyba mignął mi mój plecak. Wisiał smętnie, trzymając się poręczy. Ścisnęło mnie serce. Musiałem go dogonić. Z czymkolwiek się mierzył, mógł na mnie liczyć.
Jak gazela wystrzeliłem z progu. Wskoczyłem w pierwszy tramwaj, który nadjechał. Czułem się jak Jason Statham w kolejnym filmie akcji. W roztańczonym wagonie trzymałem się co sił poręczy, by nie wypaść przez okno albo, co gorsza, nikogo nie nadepnąć.
Przed sobą miałem siedzącą babuleńkę, której moherowy beret dawał mi do zrozumienia, że drewniana laska nie służy tylko do podpierania. Po mojej prawej z kolei testosteronowy jegomość charczał ciężko nad telefonem, marszcząc olbrzymie czoło, które kończyło się na jeszcze większym karku.
Niebezpieczeństwo patrzyło mi w oczy, a ja zerkałem, czy następny przystanek jest na żądanie.
Mój adrenalinowy trans trwał trzy minuty, bo na zwrotnicy pojechałem w drugą stronę. Odjeżdżająca szesnastka zakolebała się na pożegnanie i zniknęła za budynkiem NBP.
Zakląłem szpetnie i wcisnąłem przycisk STOP. Lampka się zapaliła, a tramwaj stał na światłach na skrzyżowaniu.
Zakląłem jeszcze szpetniej, na co została mi zwrócona uwaga, że powinienem bać się Boga. Chwilowo bardziej obawiałem się, że nie znam odpowiedzi na zadane mi pytanie: „Czy mam za dużo zębów?”. Zawsze myślałem, że w sam raz, ale nie czułem w tym temacie jednomyślności z resztą pasażerów.
Uznałem, że przód wagonu jest znacznie ciekawszy.
Tramwaj ze zgrzytem, wywołującym ból zębów, zatrzymał się na przystanku, a ja w szalonym pędzie rzuciłem się w pogoń. Potrącając albo, w większości, odbijając się od przechodniów, dostrzegłem tył szesnastki.
Los się tego dnia do mnie uśmiechnął, bo ujrzałem mój plecak wysiadający na kolejnym przystanku. Ze zwieszoną kieszenią zmierzał w stronę stalowego biurowca, którego sam nigdy nie odwiedziłem.
Wpadłem tam zdyszany i spocony jak mysz, tylko po to, by zobaczyć, jak sięga szelką w głąb siebie, wyciąga kartę i odbija się na bramkach. Zniknął mi w windzie, gdzie nie mogłem go dogonić.
Ochrona jasno przedstawiła swoje argumenty w postaci gazu pieprzowego.
***
Gdy już umyłem twarz i zeszła opuchlizna, zalewałem smutki w barze naprzeciwko. Chwilowo bardziej niż Stathama przypominałem Steve’a Buscemiego. Czerwone oczy i spuszczona głowa nadawały mi wygląd zbitego psa. Barman ulitował się i do piwa dorzucił mi paluszki. Po pieprzu miałem uraz do podstawowych przypraw, więc powoli sączyłem cienkusza. Był zresztą gazowany, więc i tak piłem go z niejakim niepokojem.
Powoli, bo plecak zniknął na Bóg wie jak długo, a dodatkowo z moim portfelem. Miałem nadzieję, że wróci, zanim tutejsza obsługa się zorientuje, bo drugiego gazu chyba nie dam rady przyjąć.
Ponuro obserwowałem, jak jest noszony przez jakiegoś bufona w garniturze. W dodatku nigdzie nie dostrzegałem naszywki. Byłem w szoku, że ktoś wcisnął w niego laptopa, bo przy mnie oburzał się nawet na książki.
Swoją drogą raz nawet wypluł mi buty do śmietnika. Choć na jego usprawiedliwienie były to buty sportowe, a dbanie o rzeczy nie jest moją największą zaletą. Czy dlatego odszedł?
Gdy ostatnie krople piwa ściekały po szklance, barman bębnił palcami po kontuarze, a ja nie mogłem dłużej udawać, że jest tam jeszcze cokolwiek do wypicia. Wtedy plecak wyszedł z biurowca.
Uniosłem palec w kierunku barmana, w swojej ocenie uspokajająco, który za sam gest niechybnie by mi go połamał. Rzuciłem się do drzwi i pobiegłem w stronę zszokowanego plecaka.
– Ty… co… ale co ty tam? – wydyszałem, opierając ręce na kolanach. Ewidentnie wyczerpałem zapasy adrenaliny na ten dzień, a fakt, że miałem buty sportowe, nie znaczy, że miałem jakąkolwiek kondycję. Książkę kucharską też miałem w domu.
Plecak wyglądał na zakłopotanego. Kręcił dolnym rogiem w ziemi i jakoś nie chciał spojrzeć mi w oczy. Po chwili otworzył wewnętrzną kieszeń, w której leżały jego karta wstępu do biurowca, naszywka i mój portfel. Dopiero pod spodem zobaczyłem kilka zdjęć.
Kiedy wziąłem je do ręki, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Mój plecak stał obok bardzo eleganckiej, skórzanej torby, a przed nimi szczerzyła się trójka barwnych piórników.
Nie dałem rady wydusić z siebie słowa. Przytuliłem go i razem ruszyliśmy na przystanek.
Po drodze minęliśmy moherową babcię i byczka. Siedzieli na ławce i robili na drutach. To chyba nie był koniec ich planów, bo obok leżały hantle.
Usiedliśmy na ostatnich miejscach w wagonie. Konduktor spokojnie sprawdzał bilety. Tramwaj zabrzęczał głośno, gdy drzwi się zamykały. Ale motorniczy, widząc, że ktoś jeszcze w biegu próbuje wsiąść, litościwie otworzył mu drzwi.
Wściekły barman psiknął mi gazem w oczy i wyszedł.
A konduktor do dziś twierdzi, że wszystko było zgodne z regulaminem.
@bruce, Bard słusznie zaznaczył, że byłaby to możliwość/rozszerzenie kompetencji, a nie obowiązek. :)
Podpisuję się pod wszystkim co pisałeś, ale twierdzenie, że nic nie zmieni, strasznie tego nie lubię. Być może, ale to nie oznacza, że nie trzeba próbować.
@Melendurze, miałem na myśli, że obecna forma Loży i piórek ma swoje minusy z definicji i jej zmiany będą tworzyć podobne problemy. Będziemy tylko rotować uciemiężonymi i ciemiężcami. ;)
Dlatego tworzenie czegoś nowego, obok obecnej struktury i bez naruszania jej, wydaje mi się być najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. Zarówno też dlatego, że chyba najłatwiejszym do przeprowadzenia.
Hej, większość z Was pewnie mnie nie zna lub nie pamięta. Byłem aktywnym użytkownikiem w okolicach 2019, a teraz nieśmiało rozważam powrót. Wybaczcie ten wstęp, ale nie chciałem tu wpadać zupełnie z czapy.
Z tego, co kojarzę zawsze był problem z tendencyjnością i zaangażowaniem Loży. A może nie tyle problem, co ludzie mieli obiekcje co, do jej decyzji, ilości oraz objętości komentarzy. Podejrzewam, że to się nie zmieni.
Ameryki nie odkryję, mówiąc, że beneficjenci systemu będą go bronić, a ci którzy czują się niesprawiedliwie będą z nim walczyć. Parafrazując klasyka:
Można zmienić Lożę, ale to i tak niczego nie zmieni
Mam natomiast dwie uwagi.
Pierwsza:
Ten portal ma strukturę betonową i wprowadzanie tu zmian jest niezwykle trudne. Po prawie siedmiu latach przerwy widzę, że jedyne co się zmieniło to część nicków. Dyskusje są nawet podobne. Mam nadzieję, że nikogo nie obrażam.
Z drugiej strony Loża i piórka są tradycją (ze wszystkimi plusami i minusami) tak związaną z forum, że niemal jej esencją.
Stąd uwaga druga:
Zastanawiam się, czy propozycje wyróżnień, które tu padają (kategorie, etc) muszą być w ramach lub zamiast piórek? Czy nie mogą powstać osobne najlepsze opowiadania miesiąca w danych kategoriach, a piórka istnieć sobie niezależnie?
Widzę, że wielu użytkowników boli, że najbardziej decyzyjna grupa (Loża) jest stosunkowo mało zaangażowana w czytanie, komentowanie, a nawet tłumaczenie swoich decyzji.
Może warto rozważyć, aby to najbardziej zaangażowana grupa (Dyżurni) mieli prawo przyznania swojej nagrody, osobnej od piórka? Wtedy rozwiązujemy problem wpływu dyżurnych od decyzji o piórkach, nie odbierając im sprawczości. Dodatkowo ich motywacja może wzrosnąć, zdając sobie sprawę, że ma to realny efekt. Miałem przyjemność być krótki czas dyżurnym, więc pamiętam tą orkę na ugorze. Użytkownicy będą sami mogli stwierdzić, które wyróżnienia są dla nich bardziej wartościowe, sprawiedliwe, etc.
Chciałem tylko podzielić się swoim punktem widzenia.
Swoją drogą miło mi zobaczyć tyle nowych osób i cieszę się, widząc znajomych. :)
Hej Anonimie,
Sztuka rodzi się z braku i tęsknoty, a wolność potrzebuje barier, by w ogóle można było ją zdefiniować. Co więc się stanie, gdy rasowy rewolucjonista dostanie szansę stworzenia utopii idealnej?
Poza tym, że utopia jest z definicji idealna, to zgrabne zachęcenie.
rewolucjonista
Używasz, tego słowa też w przedmowie, więc technicznie pewnie to powtórzenie nie jest, natomiast dla mnie jako czytelnika jest. Pewnie marudzę, ale wolałbym, żebyś mi to pokazał, niż mówił, że nim jest. Zwłaszcza, że w pierwszym zdaniu, które wypowiada, pokazujesz jego buntowniczą naturę. :)
Skorzystałbym z innego określenia, dla mnie zbyt wprost.
Cisnął w nią spojrzeniem niczym koktajlem Mołotowa, w którym tak się lubował za czasów swojego anarchistycznego życia.
To kolejny przykład, gdzie trochę za mało ufasz czytelnikowi. Skoro lubował się w koktajlach Mołotowa, to domyślam się, że wielkim pacyfistą nie był.
– Ted… – Śmierć pierwszy raz od bardzo dawna poczuła, że brakuje jej cierpliwości. – Tu nie ma o czym i z kim dyskutować. Takie są zasady tej gry.
– A wiesz, gdzie mam te zasady? – Cisnął w nią spojrzeniem niczym koktajlem Mołotowa, w którym tak się lubował za czasów swojego anarchistycznego życia.
– Domyślam się… – skwitowała mocno już zniecierpliwiona.
Opisując Śmierć, dwukrotnie korzystasz z tego samego określenia.
podstarzały rewolucjonista
Na niedużej przestrzeni nazywasz go dwa razy w ten sam sposób.
w których nagle błysnęło absolutne, wiekowe znużenie.
To ładne, kojarzy się z pewną Śmiercią, która mówi capslockiem.
– Odkąd istnieję – jeszcze nie.
Ta forma zapisu z myślnikiem, choć kusząca z perspektywy autora, dla czytelnika jest myląca.
po prostu syntetyzował je z DNA w maszynie stojącej w każdym domu
Brak przecinka.
utopia utonęła
Ut ut
Śmierć uniosłaby brew, gdyby ją miała.
Ponownie ten sam opis, tej samej postaci na małej przestrzeni.
Chcę być kęsem mango, który zatruje ten organizm.
Rozumiem, co chciałeś tu osiągnąć i mógłby wyjść z tego całkiem ciekawy łuk, gdyby mango, o którym mówisz wcześniej było trujące. Teraz argument trochę bez wagi.
Opowiadanie z cyklu “Uważaj, czego sobie życzysz”. :)
Znajoma historia z nieoczywistym finałem. Doceniam, że Kostucha uszanowała umowę. Przestroga nieco zbyt oczywista i moralizatorska, natomiast motyw wracania starca całkiem ciekawy.
Warsztatowo nie jest źle, ale widziałbym spore pole do rozwoju.
I plus za tytuł.
Hej Anonimie,
Dobrze rozegrana historia. Mario brothers (and sisters…) mają więcej niż jeden wymiar oraz swoje lęki i pragnienia, za co brawa. Łatwo się do nich przywiązać i im kibicować, co jest jednoznacznie najmocniejszą stroną tego opowiadania.
Przez pierwszą połowę było to raczej familijno-komediowe, natomiast finalnie rozczulające i podnoszące na duchu. Jest to historia z tych, które czasem można obejrzeć w telewizji w niedziele do obiadu i mówię to jako komplement, nawiązując to tych produkcji, do których po prostu lubimy wracać, bo jakoś tak ciepło na serduszku.
Warsztatowo bez fajerwerków, ale na wysokim poziomie.
Hej Anonimie,
Komentarz nie na świeżo, bo skończyłem parę dni temu, ale podobała mi się stylizacja. Czułem, jakbym czytał tłumaczony amerykański tekst.
Zakończenie też na plus. Te fikołki z przechodzeniem z ciała do ciała, niby nic aż tak odkrywczego, ale podane w formie, która mi siedziała.
Możliwe, że to tylko ja, ale przez bliskie brzmienie Tina i Tim, to czasem łapałem się na tym, że że myślałem, że to babka Tima, albo że zaraz wyjdzie obok Tima jeszcze jakiś Tin…
Z uwag, gdzie postawiłbym większe akcenty:
Sporo razy mówisz o rodzinie głównego bohatera, ale zarówno ciężko mi coś o nich powiedzieć (dosłownie zapamiętałem tylko “Mike to… to był kawał chłopa.”), jak i co właściwie bohater myśli o nich. Wydaje mi się, że opowiadanie by na tym zyskało, gdybyś wplótł więcej relacji między nimi, bo był tam na to potencjał.
Dodatkowo nie znalazłem (jak były to wybacz) miejsc, w których dziad, by się pomylił w tej opowieści. Czyli nazwałby Dereka synem/wnukiem a nie bratem/wujem (wybacz jeszcze raz, nie pamiętam już ich powiązań). Gdyby takie potknięcia wystąpiły, to czytelnik miałby prawo podejrzewać, że coś jest nie tak, a tak to leci razem z wydarzeniami i dostaje wyjaśnieniem w twarz. Poza tym nadałoby opowiadaniu wiarygodności, bo ciężko uwierzyć, że chłop, jakkolwiek sprawny w temacie, to był w stanie na poczekaniu i w stresie zachować tyle spokoju, by nigdzie niczego nie palnąć.
Przyjemne, stylizowane opowiadanie z nutką niepokoju i ciekawym twistem.
Siema @barniuszu,
Panująca cisza była pełna napięcia
Coś mi nie gra w tym zdaniu, ale nie potrafię powiedzieć, co. Chyba po prostu sformułowałbym to inaczej. Mam wrażenie, że ma to związek z “była”.
Poczuł, że spocona grzywka
Podejrzewam, że może to być tylko moja perspektywa, ale jakoś moja uwaga dziwnie została skierowana na tą grzywkę a nie na włosy ogółem, że spodziewałem się, że zostało to zrobione celowo. Jednak nic się z tą grzywką finalnie nie stało.
romansu aktualnej posłanki, decyzja nie mogła być inna. Nie kiedy jej hasłem wyborczym było Wierna Polsce
To zgrabne.
Ta kobieta śmiała się z jego spoconych, przywierających do głowy włosów.
Wydaje mi się, że za duży skrót myślowy. Nie wiem, czemu jego spocone włosy miały być śmieszne, więc raczej jak w nich wyglądał.
W ogóle, na małej przestrzeni trzykrotnie odnosisz się do jego włosów. Po tytule opowiadania spodziewam się, że pierwsze, co się stanie, to że będzie zaraz łysy.
aby ich nijaki, nudny jak flaki z olejem kandydat
To nie jest błąd, ale wydaje mi się, że osiągnąłbyś więcej gdybyś użył bardziej zróżnicowanych określeń. Te dwa niosą niemal tą samą informację.
Czy da się jeszcze usunąć komentarze z forum Legii z dwa tysiące siódmego?
Forum Legii w tamtych latach, to było wyjątkowe miejsce. xD
TheCleanacja
Ładna gierka słowna.
W TheCleanacji wierzymy, że człowiek nie powinien być definiowany przez chwilę słabości. Chcemy, aby nasi klienci mogli cieszyć się nieskazitelną opinią każdego dnia. Przeszłość zostaw w tyle, przyszłość zaczyna się z nami.
Mnie przekonali.
gładki, miły dla ucha.
Podobnie jak z nijakim i nudnym.
zobaczył zmizerniałą, zapadniętą
zzz
Teraz dopalał papierosa na balkonie, czekając na Strzelecką. Z oczywistych przyczyn nie mógł zaproponować jej spotkania na mieście. Stanowiłoby to niebezpieczeństwo dla jego wizerunku.
Gdy przyszła, zauważył, że nawet mocny makijaż nie był w stanie ukryć zmęczenia.
Mam trochę mało informacji, żeby wyobrazić sobie jakoś tą kobietę, a tu chyba byłoby na to dobre miejsce. Dwa słowa, wysoka/niska, postawna/drobna, etc.
Tomczyk zmełł w ustach przekleństwo
To najbardziej nadużywana reakcja w tekstach fantastycznych zaraz po “wzruszył ramionami”.
bordowe Renault Megane
To jest dobry konkret, dziwi mnie tylko, że chyba jedyny na cały tekst.
naprawie w mieszkaniu czegoś
O, tu miejsce na konkret. xD
Jak widzisz, wszystkie moje uwagi to tylko subiektywne kwestie, gdzie widziałbym miejsce, by pójść nieco “bardziej”. Trochę konkretniej, trochę więcej fantazji.
Napisane tak, że czyta się to łatwo i przyjemnie. Warsztatowo na żadnym zdaniu się nie wywalałem i fabułę śledziłem zaciekawiony, choć raczej spodziewający się do jakiego końca to zmierza. Finał skojarzył mi się z biedną Hermioną, która zobliviatowała swoich rodziców.
Mimo ilości znaków, a przez poziom skomplikowania fabuły i bohaterów traktuję, to bardziej jako szorta i w swojej formule wypada bardzo dobrze.
No, no. Widać, że sporo serca włożyłeś w ten tekst. :) Stylowo bez zarzutu, zgrabnie przechodzisz od emocji do opisów, a potem do samych dialogów. Fabuła jest prosta, ale klimatyczna i baśniowa.
Niestety zgodzę się z dogsdumpling, motyw dziewczynki i jej umiejętności moim zdaniem został zupełnie niewykorzystany. Twoje wyjaśnienie jest logiczne i ma swój urok, ale jakoś nie wystarcza. Nie sprawia to, że opowiadanie jest chociażby średnie, ale mam wrażenie, że mogło być rewelacyjne, a jest po prostu bardzo dobre. Mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli. :)
Domyślam się jednak, że jest dokładnie takie, jakie chciałeś, żeby było i zdecydowanie ma w sobie to coś. Bajkowo. :)
Myślę, że kiedyś wrócę do podobnego klimatu i sposobu narracji, ale zwrócę większą uwagę, by czytelnik miał szansę zrozumieć, co mu chcę przekazać. Dzięki, wilku!
No dobra, przekonałeś mnie. Czasem służą. ;)
wilku, dobrze zakładasz i bardzo dziękuję za miłe słowa! Pozostaje mi czekać na trzeciego jurora, co mnie zawetował. ;)
coboldzie, ścieżką B wybrał się tekst, który jest jeszcze mnie zrozumiały niż ten. Nie służą mi te limity. Argumentację o trójce rozumiem, choć zostaję przy swoim. Obalanie pół litra budziło pewne wątpliwości, ale już postanowiłem zostawić. Może gdyby tekst trochę odleżał, to ten fragment, by wyleciał?
Krikos, no Gaist niewiniątkiem nie jest (był?), więc rozumiem, ale przynajmniej zakończenie Ci się podobało! ;)
jupiter, dzięki za miłe słowa!
Councie, ale mi ładnie i z klasą napisałeś, że zrobiłem wszystko dobrze, ale niczego nie urwało! Bardzo mi miło, że pomimo braku, nazwijmy to, tego czegoś, doceniłeś ten tekst. :)
Bardzo Wam dziękuję za wizytę i komentarze! Bardzo budujące. :)
Skuul, bardzo się cieszę. To ja dziękuję za przeczytanie!
Reg, cóż mogę powiedzieć? Moja wina. Niestety trochę się rozpędziłem i nie udało mi się zmieścić wszystkiego w limicie. Ale dzięki za przeczytanie i łapankę!
Finkla, super, że fajne! Niezmiernie cieszy mnie Twoje zaufanie, że pomimo braku wszystkich informacji uznałaś, że w tekście jest jakaś logika i sens. ;) Może lekarz zabronił mamie się denerwować ze względu na innych, a nie na nią. ;)
Firiel, dziękuję! W końcu ktoś uznał, że nawet kiedy nie wszystko jest wyłożone na tacy i na swoim miejscu, to nadal można odczuć jakąś przyjemność z lektury! Bardzo mi miło, że Ci się podobało i że przyjęłaś zasady tego świata!
wilku, to już wiem skąd jest ten piękny wiejski krzan!
jose, przykro mi niezmiernie, że rozczarowałem, ale przynajmniej początek podobał Ci się na tyle, by dać się rozczarować do końca. ;) No nie ukrywam, że mamy tu raczej przykład antybohatera, który taki miał być od samego początku. Limit mnie przydusił bezlitośnie, ale postanowiłem z nim walczyć i… wyszło, co wyszło. ;) Obyczajówkę, taką nie do końca, ale zdecydowanie bliżej niż to, napisałem (”Nie budź mnie, gdy zasnę”). Może bardziej przypadnie Ci do gustu. Jak znajdziesz czas, to zapraszam, chętnie przeczytam co myślisz. A opowiadanie o braciach? W sumie ma to potencjał. :)
drakaino, mnie te limity ogólnie coś szkodzą. ;) Ale miło, że chociaż początek Ci się podobał i uznałaś za ciekawy. Potem, no cóż. Może gdybym napisał w przedmowie, że tekst wymaga trochę więcej uwagi i dopowiedzenia sobie pewnych rzeczy, odbiór mógłby być lepszy. A tak, to cóż. Może następnym razem (nie wiem, który już raz to piszę na tym forum)!
Bardzo Wam wszystkim dziękuję! Wezmę się za te poprawki, naprawdę! Jak tylko znajdę dłuższą, wolną chwilę…
Kajam się i informuję, że nie wyrobiłem się w styczniu… W lutym powinienem już dać radę.
MrB, obawiam się, że nie miałem materiału na 7 tomów historii Portera pomimo podobieństwa nazwisk. :D Niestety jest tylko Porter Gaist i Czara Niedopowiedzeń.
Uważam, że nie każda historia potrzebuję solidnego backgroundu. Sądzę, że nawet na forum jest mnóstwo opowiadań, które są świetne pomimo jego braku, ale rozumiem, że tutaj Ci to nie zagrało. Zdarza się, niestety.
Tarnino, edytowałem. ;)
MrB, dzięki za miłe słowa, choć szkoda, że znalazłeś też znaczące braki. Zdaję sobie sprawę, że tekst nie jest uniwersalny i nie wszystkim przypadnie do gustu, ale nadal cieszy mnie, że chociaż część Ci się podobała.
Na swoją obronę mam… cóż, Drakainę. ;) EDIT: I Tarninę!
Co więcej mogę dodać? Starałem się zawrzeć w limicie historię, a że są w niej niedopowiedzenia? Może czasem tak jest lepiej? Nie bronię się i nie tłumaczę, ale może nie wszystko musi być wypowiedziane wprost. Choć oczywiście ważne, żeby czytelnik zrozumiał co autor miał na myśli. Jakby chciał pogłówkować, to by wziął się za krzyżówki, a nie opowiadanie.
Kończąc, uważam, że background, o którym piszesz, można sobie dopowiedzieć i poskładać w całość. Oczywiście moim zdaniem. :)
MrB, drakaino, dzięki!
Ja też. Tres amigos? :)
Tarnino, zapraszam. Acos, Sytos i Tarninis. ;) Nie ta historia, ale co tam. Postaram się siąść do tych poprawek dzisiaj.
A Buremu czemu tak zależało na załatwieniu brata?
Na Twoje pytanie odpowiada ten fragment:
– Czy nie przestał się zgadzać, odkąd kręci się koło ciebie ten mały skurwiel?
– Co? – Bury nie rozumie. Karolek przestaje piszczeć. Jest blady jak papier.
Podchodzę do Burego i łapię go za spocony kark. Jest zbyt zaskoczony, by zareagować. Są. Ślady wkłuć.
– Coś ci się przyśniło, Bury
Oczywiście nie wprost. Betujący wskazywali co prawda, że niektóre elementy mogłyby być bardziej opisane, ale powinno być zrozumiale. Tak to jest, jak się chce mieć opowiadanie z niedopowiedzeniami. ;)
W takim razie nie zrozumiałam kompletnie roli matki
To jest właśnie kolejna z takich rzeczy, których można się domyślić. Ale rozumiem skonfundowanie i wrażenie, że spada z sufitu. Muszę to przemyśleć i znaleźć jakiś złoty środek między niedopowiedzeniami, a łopatologią.
Cóż… mogę zostać Twoim Sancho Pansą. :p
nadal widzę to nieszczęsne “się” :<
Poprawię, sy, poprawię, zbiorczo jak się wezmę też za uwagi Tarniny, ale muszę sobie wygospodarować na to dłuższą chwilę. Nie zapomnę. :)
Brrr… to tak specjalnie z tym “się”? Walczę z tym w moim otoczeniu jak cholera, ale to jak walka z wiatrakami.
Cóż… mogę zostać Twoim Sancho Pansą. :p
a tu masz podwójne spacje :).
Efekt kolejnych korekt. Już poprawiam.
A więc jednak nie jest do końca zrozumiałe. ;)
Koleś w mieszkaniu to tytułowy złodziej snów. Potrafi za pomocą czipa kogoś uśpić i wprowadzić wcześniej spreparowany sen, który ululany delikwent uzna za prawdziwe wydarzenia. Mama zaś jest szefem wszystkich szefów i zawiadomiona przez personel szpitala pojawia się, by rozgonić imprezę. Dlatego tak się jej wszyscy boją. Mam nadzieję, że wyjaśniłem.
Dziękuję, sy, i również pozdrawiam!
pękał w szwach
do tej pory
wiewiórek
A to nie z wielkiej?
w bali
Balii.
Salwa strzał przeleciała nad ich głowami i powaliła wszystkich zbrojnych
Jedna salwa powaliła grupę ciężkozbrojnych? Z czego to była salwa? CKM-u?
Rozległ się zgrzyt łamanej kości nosowej.
Zgrzyt? Chyba trzask, lub chrzęst.
zatopił topór w piersi mutanta, przebijając serce stwora.
– Co za cholera?! – warknął, patrząc jak mutant z toporem w piersi
Jako pierwsze całkiem nieźle. Lubię, nawet bardzo, wiedźmińskie klimaty, jednak tutaj w połowie wypadłeś z wiedźmińskich lokalnych problemów i nieoczywistych wyborów moralnych, a wpadłeś w osobistą krucjatę głównego bohatera, który z szaraczka staje się przywódcą natchnionego ruchu oporu. No fanem nie jestem. Ale miałeś kilka całkiem niezłych zdań. Jeśli będziesz tu jeszcze publikował postaram się śledzić.
Chłopiec spojrzał na ojca z ponagleniem w oczach.
Raczej: Chłopiec z ponagleniem w oczach spojrzał na ojca.
Chłopaki zebrały się na stopniach bocznej klatki schodowej i zasiadły w półkolu.
Pytam, bo nie wiem: na pewno zebrały, a nie zebrali?
przeszedł przez drzwi OIOMu. Starając się nie przeszkadzać nikomu,
Rym Ci wpadł.
Nic odkrywczego, ale bardzo ładne i zgrabne. Stylowo bez zarzutu, ale i bez fajerwerków, za to konstrukcja bardzo sprawna, narracja płynna i dużo emocji. Zakończenie też świetne. Ma w sobie to coś. :)
Nie ma sprawy, możesz odwdzięczyć się opinią o opowiadaniu. ;)
„Mają głos, ale równoważą się. / Liczy się tylko ta trójka. Zgodnie uznali go winnym.” – tego trochę nie rozumiem. Czy chodzi o to, że było sześciu ławników, w ich głosowaniu remis i to sędzia podjął decyzję skazującą? W takim razie on też powinien zadyndać.
Reszta ławników (ich liczba nie ma znaczenia poza tym, że jest parzysta) równo podzieliła głosy i połowa z nich orzekła go winnym, a druga połowa niewinnym. Są bez znaczenia, ponieważ ich głos daje zero, ale są też bez znaczenia ponieważ nie brali udziału w spisku i swój osąd oparli tylko na ustawionym procesie. Gaist nie wini ich tak, wini trójkę, która to wszystko ukartowała. Uf… Mam nadzieję, że wyjaśniłem. :)
A poza tym:
Z góry spadają na nich tańczące sznury szubienic.
Co się odwlecze… ;)
Jak rozumiem, sędzia, Clarence, wszyscy przysięgli żyją i pozostaną w śnie na wieki, choć żyją? Bo to jest ten dar Gaista? Moim zdaniem do doklarowania.
Tak, masz rację, żyją. Ale czy pozostaną w tym śnie na wieki? Chyba tak to należy rozumieć, choć nie ukrywam, że jak wiele innych rzeczy w tym tekście oddałem karę wyobraźni czytelników, bardziej dając sugestię niż podając na tacy.
Podoba mi się ten klimat niedopowiedzeń i muszę przyznać, że cienka jest granica między nimi, a brakiem jasności. Nie jestem mistrzem w tym balansowaniu. ;)
„Krzesła i ławki podskakują pod nimi, by zebrani znów się na nich znaleźli.”
Wcześniej nie zauważyłam, ale to zdanie trochę nie ma sensu ;) Nie bardzo wiem, czy chodzi o to, że Gaist panuje nad całą przestrzenią i zmusza ich do tego, żeby z powrotem usiedli? To nadanie meblom woli i mocy sprawczej jednakowoż troszkę razi. Przeformułowałabym.
Zmieniłem, choć nie jestem pewien, czy o to Ci chodziło. Wola mebli jest raczej szybko wytłumaczona w kolejnym zdaniu, więc sam nie wiem. Ale tak, chodzi o to, że Gaist ich zmusza, poruszając ławami.
Resztę poprawiłem, choć dookreślanie mocy Gaista, to ten moment kiedy balansuję na linii niedopowiedzeń i braku informacji. Wydaje mi się, że można się spokojnie doczytać tego, a chciałbym uniknąć walenia czytelnika łopatą Gaist był dilerem snów. ;)
Dzięki, Drakaino! Za gratulację z wątku konkursowego też tutaj Ci serdecznie dziękuję!
Chciałem uniknąć tam dalszego offtopu. :)
Krikos, podzielam Twoje nadzieje! ;) Niestety limit cisnął i uwierał, więc niektórych elementów nie dało się upchnąć, z lepszym lub gorszym efektem.
Nie lepiej byłoby podać imienia tego chłopaka wcześniej, gdy Damian wpadł do jego mieszkania?
Pytanie nieco filozoficzne, i mówiąc szczerze, to nie wiem. Rzecz gustu, chyba. Wg mnie te zdanie jest tam, gdzie być powinno.
Dzięki za poświęcony czas i uwagi. :) Może kolejne bardziej przypadnie Ci do gustu.
AQQ, nie martw się. My doceniamy i nie musisz niczego udowadniać. ;)
Przychodzę i ja cały na… A nieważne.
Mnie kupiłeś. Co prawda forma jest na tyle krótka, że cały czas waham się czy to jeszcze szort, czy raczej już dowcip, ale niezależnie od nazwy udało Ci się napisać bardzo dobry tekst. Jest przewrotny i pomysłowy w najlepszych tych słów znaczeniu. Uważam, że czytelnik, gdy sięga po jakiś tekst chce być oszukany/nabrany, chce zostać ze świadomością ‘no to było dobre, nie spodziewałem się, a autor dał mi wszystko, żebym to zgadł, a i tak zostałem wyprowadzony na manowce’. I ten dowcip ma to w sobie.
. – kropka dla atencji!
Darcon, dzięki za kolejne miłe słowa! Super, że Ci się podobało. :)
Gratulacje! Choć zawiść zżera… ;)
reg, Anet, melduję, że poprawione!
Kark trzaska ogłuszająco. –> Dlaczego kark, będący tylną częścią szyi, pęka? Wieszanemu przerywa się rdzeń kręgowy, kark pozostaje cały.
Ach… Wiesz… Sen rządzi się swoimi prawami. Także ten. ;)
Dziękuję Wam bardzo za sugestie poprawek i miłe słowa!
Myślę jednak, że w przypadku długich utworów, gdy opinii jest trochę mniej, niż przy szortach, każde słowo może się przydać.
Jasne, że tak! I tak jak piszesz, każde dobre słowo, to miód na serce. :) A z brakiem czasu, to cóż… łączę się w bólu. Mam nadzieję, że niedługo wygospodaruję go więcej na forum.
Super, że zajrzałeś (nawet jeśli tylko na część!) i bardzo się cieszę, że Ci się podobało. A poza tym, to dalsza część opowiadania jest słabsza niż początek, więc w sumie dobrze zrobiłeś. Nie czytaj dalej i nie psuj sobie wrażenia o tekście. :D
Dzięki!
Siemanko!
Po tylu korektach to nawet nie jestem zaskoczony. Takie błędy nigdy nie chcą się skończyć. ;)
Dziękuję, Anet!
Asylum, bardzo się cieszę, że tyle elementów Ci się spodobało! Imiona może faktycznie można było dobrać lepsze, ale przecież nie są najważniejsze. :)
‚ Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę. – wtedy dzielił?
Tak, jak wspominałem w komentarzach gdzieś wyżej Gaist potrafił za życia dzielić sen. Był takim dilerem snu. ;)
‚ kobieta o szarym, wykręconym ciele – dlaczego wykręcone (?), czy ma to związek ze rodzajem śmierci
Pozostawiam wyobraźni czytelników. Mogę jedynie powiedzieć, że z mojej perspektywy – tak. :)
‚ Zarazem ofiarę okrutnej zmowy, Marię Duvall! – ona została zamordowana, czy to zmowa? – chodzi o słowo „zmowa”
Morderstwo jest częścią tej zmowy. O to mi tu chodziło.
ANDO, super, że Ci się to spodobało! Przyznam, że cały pomysł wyrósł z tego dialogu i akcja jakoś potoczyła się w mojej głowie dalej. :)
ocho, no przyznam, że musiałem z paru rzeczy zrezygnować, by się zmieścić w limicie, ale nawet – tekst nie spuchłby niewyobrażalnie. Widzę jakieś dodatkowe 20%-30%, co i tak nie jest małą objętością oczywiście. Cieszę się jednak, że chociaż dobrze się czytało!
NWM, wydaje mi się, że detal, o którym mówisz jest wyjaśniony, ale może niewystarczająco wyeksponowany. Spójrz na fragment:
– Nawet nie wiecie, ile trudu kosztowało mnie zebranie was tutaj – mówi Gaist, kłaniając się lekko. – Każdego z was musiałem odnaleźć, podarować złotą monetę.
Czyli Gaist podarował im złote monety, dzięki którym może ich przyzwać do swojego snu, kiedy oni sami zasną. Gaist podrzuca monetę (jako duch, zjawa) czeka do momentu aż wszyscy zainteresowani śpią w jednej chwili i wywołuje całe wydarzenie, buduje swój mały teatr. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wystarczająco. :)
Bardzo mi miło, że koncert fajerwerków na plus!
Asylum, ANDO, ocho, NWM, bardzo dziękuję!
Leniwcu, jak Ty jesteś zadowolony, to ja dwa razy bardziej. ;)
Dzięki!
wonszu, cieszę się bardzo! Twoje porównanie również mnie cieszy, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. ;)
thargone, fajnie, że Ci się podobało! A Twoją rolkę zawiści stawiam w centralnej części mojego regału chwały tuż obok nutki zazdrości drakainy.
Wrzucam napisany na szybko na przerwie w pracy tekst konkursowy
To chyba długie masz te przerwy? Czy chodziło o przerwę weekendową? :-)
Zmieniałem pracę i to był jeden z ostatnich dni, gdzie większość obowiązków już przekazałem, więc przerwy były dłuższe niż wykonywana praca. ;) Napisane przy jednym posiedzeniu i przerywane tylko, jak ktoś mnie pytał o funkcje, które przejmował. Czyli średnio co 5 minut.
Monique, super, że tyle rzeczy Ci się podobało. Zawsze miło coś takiego usłyszeć. :)
wonszu, thargone, Monique, dzięki!
Tarnino, poprawiłem przecinki i składnię. Resztę chyba zostawię, bo tylko zrobię gorzej niż jest. :p
Dzięki wielkie za łapankę i wizytę. Po jednym słowie wnioskuję, że Ci się podobało, więc mi miło. ;)
Dzięki!
przebić się przez fałdy tłuszczu i zbydlęcenia
Jak wyglądają fałdy zbydlęcenia?
Podejrzewam, że niezbyt ładnie. ;)
Żart może nie najwyższych lotów, ale mimo to wywołał uśmiech ;)
I o to chodziło.
Cieszę się, że Ci się podobało. Nie ukrywam, że wszystkie teksty, które tu wrzucam traktuję jako formę nauki, więc tak pozytywny odbiór jest zawsze mile widziany.
Dzięki, chroscisko!
Wow, ile miłych komentarzy. :)
Rogerze, jest dokładnie jak pisze drakaina. Uznałem, że Geist byłby zbyt łopatologiczny, więc został Gaistem. :)
Blisko siebie oskarżyciel i oskarżyciel.
Podejrzewam, że to wynik poprawiania podmiotów. Przyjrzę się temu.
A obalił pół litra wprawiło mnie w zdumienie. Złote monety i współczesne obalenie pół litra? Hmm…
To zdanie przyszło mi do głowy podczas pisania i zastanawiałem się nad nim przez chwilę, ale w końcu je wrzuciłem jako taki element dekoracyjny. Może nieudany, ale już tam jest. :p
Trochę za dużo przymiotników, a ze dwa zdania, jak dla mnie, mało zrozumiałe, ponadto pretensjonalne.
Byłbym wdzięczny, jakbyś wskazał mi te zdania, które Ci nie zagrały.
Na pewno udałoby Ci się zostawić oniryczny klimat, ale przy okazji coś podkręcić i dodać detali.
Deirdriu, musiałem trochę drobiazgów powyrzucać. Niestety limit jest bezlitosny. ;)
Zaznaczyłbym gdzieś, że wyrok na głównym bohaterze wykonano – najlepiej na początku.
mruss, zaznaczyłem go delikatnie. Nie chciałem tego mówić wprost. :)
O tutaj:
– Możliwe, że mnie nie pamiętacie – zaczyna, teatralnie poprawiając szubieniczną pętlę pełniącą rolę krawata.
Wiem, że objętość dusi, ale tutaj nie wiem jak ona wyglądała.
Miałem z tym bolączkę, ale koniec końców uznałem, że oddam Marię wyobraźni czytelników, którym musi wystarczyć kilka słów sugestii. Prawdę mówiąc, jej wygląd nie był zbyt istotny toteż poświęciłem go na część innych elementów, choć rozumiem, że ten brak można odczuć. Została potraktowana dość po macoszemu.
Rogerze, Deirdriu, mruss (mrussie?), bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i niezmiernie się cieszę, że znaleźliście tyle rzeczy, które przypadły Wam do gustu. :)
Również Cię pozdrawiam, sy! Miło, że zajrzałaś. :)
Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Fajnie, że nawet pojawiły się ciarki.
Tak, monety pełnią rolę nawet nie tyle przepustki co oznaczenia. Gaist może zebrać właścicieli monet i umieścić ich w jednym śnie, a konkretniej jego śnie. A Gaist potrafi śnić bardzo świadomie. ;)
Dzięki!
drakaino,
Zastanawiałem się czy to nie będzie trochę naiwne, trochę szukanie efekciarstwa, ale jak je napisałem to też mi się spodobało i zostawiłem. :)
*mdleje*
Może następnym razem. ;)
drakaino, rola Clarence’a jest do interpretacji. Opcji mamy co najmniej kilka. Mógł być znajomym, a nawet przyjacielem Gaista i został przekupiony lub postawiony w tej sytuacji, gdzie dokonał takiego a nie innego wyboru. Mógł być też kimś kto korzystał z usług dzielenia snu (był np. uzależniony) i sprzedał swojego dilera.
Limit mnie przydusił, więc zostawiam czytelnikom interpretację. :)
chociaż sędzia gdzieś zginął
Tak po prawdzie, to sędzią dość szybko został Gaist, a grubas został sprowadzony do roli widza.
Motyw snu wydaje mi się dopchnięty kolanem, ale niech się tym
sądjury martwi.
Nie zgodzę się! W jakich innych warunkach Gaist mógłby pośmiertnie zebrać wszystkich zainteresowanych i na swoich zasadach przeprowadzić proces jeszcze raz? A tak wystarczyło, że mieli monetę i spali w tym samym czasie. Resztę załatwił już sam Gaist.
drakaino, Finklo, dzięki! Cieszę się, że Wam się podobało.
Dzięki za przeczytanie! ;)
Mam jednak pytanie, czy Gaist został skazany na śmierć i zza grobu szuka sprawiedliwości?
Dokładnie!
To w jakiś sposób tłumaczyłoby jego zdolność do współśnienia z innymi snu według własnych zasad.
Mało tego. Potrafił już współdzielić sen za życia! Była to jego… profesja. Taki diler. Płacisz mu, a on Cię zabiera i zabawia przygodami we śnie. Po śmierci zyskał kilka nowych talentów. :)
Na dowód fragment:
– Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę.
Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Dzięki, AQQ!
Czytałam z taką nutą zazdrości
Ach, najlepszy komplement! :)
Zawiesiłam się na osobach. Sędzia to nie oskarżyciel (i dalej jest to oczywiste), ale tu wychodzi na to, że on mówi obie kwestie do tej samej osoby. Chyba musisz dodać didaskalium do tej wypowiedzi w środku.
W sensie coś w stylu wtrąca się x? Muszę to przemyśleć.
Ale część z nich rozsypała się w proch? Znaczy główni źli? Czyli co? Znów się “odrodzą” i wpadną w błędne koło?
Oczywiście, że wpadną w błędne koło! Będą wisieć na sznurach dopóki zechce tego Gaist. By móc odejść muszą mieć jego pozwolenie. Sami nie mogą pozbyć się monety. :) Odchodzą tylko świadkowie.
Resztę poprawiłem. Co do podmiotów muszę się zastanowić jak to zrobić. Nie wiem czy dzisiaj dam radę.
Dzięki, drakaino!
syf., dzięki za wizytę i komentarz!
A więc z jednej strony to się cieszę, a z drugiej już tłumaczę.
SPOILER ALERT
Gaist, obdarzając każdego z zebranych magiczną monetą (mam nadzieję, że wynika to z fabuły), sprawia, że mogą współdzielić sen. Dobór osób i miejsca jest zupełnie nieprzypadkowy. Główny bohater “odgrywa” proces ponownie, z tymi samymi aktorami, a sam jest takim mistrzem tej ceremonii. A więc jest to powtórka, która ma być sprawiedliwa. A Gaist potrafi nagiąć ją do swej woli.
Mam nadzieję, że te tłumaczenie trochę rozjaśniło, co chciałem opowiedzieć. :)
Pewne niedopowiedzenia są świadome, i czy zagrają na korzyść tekstu, dodając mu troszkę tajemniczości i osławionego oniryzmu – nie mnie oceniać. Jestem jednak wypełniony po brzegi nadzieją, że nie wyszedł z tego nielogiczny bełkot. :)
Dzięki!
jak nominujesz publicznie, to wszyscy widzą
Brak prestiżu. ;)
a który zniknie na tej nowej
Ach, mityczna kraina Jutro.
Bezpośrednio to prestiż.
dostrzegł, że pomiędzy promieniami widnieje jakiś kształt. Niestety był zbyt niewyraźny, by dało się rozpoznać jego szczegóły.
Będzie musiał to z kimś skonsultować.
Kształt będzie musiał to z kimś skonsultować?
– Uch, znowu grzebiesz w moich rzeczach! – mruknął Uczony
Czemu z wielkiej?
przewracając dookoła oczami.
A cóż to za manewr?
oznajmił, wyraźnie zawiedziony.
A po co przecinek?
Całkiem, całkiem. Widać, że styl do oszlifowania, ale fajnie, że pomysł na fabułę jest zwarty i kompletny. Miałaś pomysł i go wykonałaś konsekwentnie i to mi się bardzo podoba. Powiązanie mitologii z UFO też całkiem zgrabnie wyszło. Jest prosto, ale solidnie.
Na kolana nie powala, ale też bez bolączek. Jak na początek bardzo w porządku. :)
Fajnie, że przypomniałeś. Lubię ten tekst. ;)
To nie są przeciwstawne idee i nie ma jednego nacjonalizmu. Zależy na jakim trzonie został zbudowany.
Od końca XIX w. nacjonalizmy dość jednoznacznie kojarzą się z postawą ksenofobiczną i poza własnym sosem są wartościowane negatywnie. Jeśli mówimy o czasach wcześniejszych – OK, ale od tego okresu to już właśnie następuje rozchodzenie się tych pojęć i jest to proces raczej nieodwracalny.
Zakładając, że proces, o którym piszesz już się dokonał, nadal ksenofobia nie jest przeciwstawna do patriotyzmu. Niezależnie od wartościowania nacjonalizm też nie jest do tego przeciwstawny.
Z czystej ciekawości – co Cię ujęło w pokazaniu tej postaci (ujęło czyli jakie uczucia wywołał, że dajesz za niego oklaski)?
Bo człowieka, który jest najbardziej skrajnie religijny w całej stawce i dostał najwięcej cech zacietrzewienia i uprzedzeń nazwałeś Gnoz. ;)
moją ideą było umożliwienie klikania biblioteki dyżurnym
To jest taka marchewka, że aż się chyba zgłoszę na dyżurnego. Drugi raz.
Popieram stanowisko Finkli, Cienia i MrB. Im prościej tym lepiej.
Choć modlę się do innego Boga niż ty
W tym przypadku jednak z małej. Tutaj to nie jest nazwa własna.
powiedziała dziewczyna[+,] próbując
– Naprawdę. Z jego perspektywy rozmowa z tobą jest jak dialog z psem.
Świetne.
Szli mniej uczęszczanymi arteriami, ale dzięki temu wojsko napotkali dopiero przy sercu Sigmy.
Tutaj coś zgubiłeś. Skoro szli mniej uczęszczanymi powinno być więc dzięki temu… Jeżeli ma zostać ale powinieneś użyć czegoś w rodzaju:
Szli mniej uczęszczanymi arteriami przez co stracili nieco czasu, ale dzięki temu wojsko napotkali dopiero przy sercu Sigmy.
Wstydziłem się, że kiedyś ponad córkę postawiłem ideologię
Zamieniłbym słowo ideologia na nazwę konkretnej ideologii, nauki, czy czego tam. Teraz brzmi tak jakoś niezręcznie.
Uśmiechnął się do Arysto i Johany. Wyciągną pojednawczo ręce.
Ojoj!
„Eter jest martwy!”
Idąc za dzisiejszym standardem dziennikarskim, tytuł powinien brzmieć – “Czy eter jest martwy?”. ;)
Tytuł od razu skojarzył mi się z niepowstrzymana siła, niezniszczalny obiekt (czy jakoś tak :p).
Podoba mi się jak konstruujesz konflikty. Często konflikt pełni rolę tła, jest pełen frazesów, uogólnień, a wręcz podejścia dziecinnego. U Ciebie jest on naturalną koleją rzeczy i wypadkową poprzednich zdarzeń. To bardzo na plus.
Ładnie skonfrontowałeś i wyważyłeś pewne poglądy. Za postać Gnoza w ogóle oklaski. ;) Choć oczywiście moim faworytem jest Rafael. Naprawdę jestem pod wrażeniem (trzeci raz dzisiaj!), że w opowiadaniu potrafiłeś zbudować postać, która z miejsca jest moją ulubioną. Duet Leonard i Rafael (niczym wojownicze nastoletnie żółwie ninja) aż się proszą o osobne przygody.
Dużo konfliktów, przemian, uprzedzeń, w końcu odruchów bardziej przyjaznych. Naprawdę solidny kawał świetnego opowiadania.
OT:
(jak choćby patriotyzm i nacjonalizm)
To nie są przeciwstawne idee i nie ma jednego nacjonalizmu. Zależy na jakim trzonie został zbudowany.
marasie, zobacz:
Musiało mi się wydawać.
Wróciłem do łóżka, usiadłem na krawędzi. W głowie nadal krążyły ołowiane kule.
Ponownie wybrałem numer poczty.
Druga wiadomość. Kobiecy głos. Na pewno nie słyszałem go wcześniej.
– Odsłuchujesz, to znaczy, że się obudziłeś. Niedobrze. Musimy działać szybko. Ubierz się i wyjdź z mieszkania. Schodami i tylnym wyjściem na podwórze. I pod żadnym pozorem nie pokazuj się w oknie!
To jakiś żart? Naoglądała się „Matrixa”? Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”. Pogrywają sobie ze mną?
Wstałem i ostrożnie podszedłem do okna. Tak, by nie być widzianym z ulicy. Zerknąłem na zewnątrz przez szparę między zasłoną a ramą okienną.
Drzewa i latarnie. Błyszczące po deszczu kocie łby. Poza tym pusto. Mężczyzna zniknął.
Odetchnąłem. Dobrze, że po przebudzeniu nie zapaliłem lampki nocnej. Żart nie żart, ale to wszystko było trochę dziwne.
W tej samej chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi wejściowych.
Zastygłem w pół drogi do łóżka. Zaraz jednak podskoczyłem jak oparzony, gdy telefon w mojej dłoni zaczął wibrować. Wahałem się długą chwilę. Za długą.
W rogu ekranu pojawiła się nowa ikonka. Poczta głosowa.
Pukanie ustało. Za to serce waliło mi teraz jak bębniarz AC/DC.
Wybrałem ostatni numer i odsłuchałem nową wiadomość. Kobieta mówiła szeptem.
– Spieprzyłeś sprawę. Na ucieczkę jest już za późno. Ale spokojnie. Zaraz coś wymyślimy. Tylko pamiętaj. Pod żadnym pozorem nie otwieraj drzwi do mieszkania!
Ktoś sobie jaja robi? Piotrek?
Wciągnąłem na siebie spodnie od dresów. Telefon wsunąłem do kieszeni. Wczorajsze skarpety leżały pod łóżkiem.
Na palcach podszedłem do drzwi. Wieczorem musiałem być nieźle wstawiony – zamek nie był przekręcony.
Teraz go już nie dotknę. Narobiłby hałasu, a chcę przecież nakryć nocnego dowcipnisia.
Spójrz ile masz tutaj zdań zaczętych od nowej linii. Aż gęsto. Ciężko mi nawet stwierdzić, że mi to przeszkadzało, raczej odnotowywałem to, odwracając uwagę od tekstu. Subiektywna uwaga.
Ależ mi ten portal działa na wyobraźnię. Właśnie sobie wyobraziłam, jak Beryl przepędza Joseheim sprzed swojego komputera, który oczywiście na wszelki wypadek trzyma w sejfie w piwnicy, bo chce w spokoju spisać głos, a Jose się nie daje, chwyta pazurami klawiatury i stara się na wszelkie sposoby przechwycić wrażliwe dane. Piękny obrazek!
ocho, zamień pogrubiony wyraz na “którą” i będzie jeszcze piękniejszy. ;)
Jednakże… – wskazała na podłogę dzielącą łóżko i okno.
Wskazała nie powinno być wielką? Pytam, bo nie wiem.
Brakuje troszkę oszlifowania stylu i płynności narracji, ale czytało się całkiem dobrze. Podobała mi się ta kryminalna intryga. Jest pomysłowo klasyczna w budowie, ale dobrze się kojarzy. Wszystko mi w niej zagrało. Zabójstwo, kilka zamieszanych osób, motywy, detektyw też blisko sprawy, nadnaturalne zdolności. Hej, naprawdę dużo wpakowałaś w tyle słów! Doceniam. :)
Szkoda tylko tego zakończenia, które powinno się potoczyć jak poprzednia część. W podobnym tempie. Teraz przypomina miłą przejażdżkę, która nagle kończy się ostrym hamowaniem, a kierowca mówi – Dobra, już jesteśmy.
Największy plus za tę intrygę. Naprawdę mi się spodobała.
Coś dziwny ten Vidocq… Nie, czekaj. Zaraz, zaraz… ;)
Pajęczyna – łapacz snów to zacny pomysł. Podobał mi się. Ładny klimat, parę dobrych zagrań. Przy takim limicie, naprawdę nieźle. Oniryczny klimat mroczny, nieco przytłaczający. Ładne. Ładnie, że zjawa chciała tylko się uwolnić.
Całkiem, całkiem. :)
Bez znaczenia, jak wyglądało, tej bezbronnej istocie należała się czułość i bliskość. Na tym właśnie polega człowieczeństwo
Ładne.
– Nie – zaprzeczyła z kamienną twarzą. – Statku kosmicznego
To też.
Dobry dzień. Drugi tekst, który zrobił na mnie wrażenie. I to duże.
Odpaliłem sobie zaproponowany soundtrack – nadał się.
Warsztat – naprawdę nie ma już sensu komentować. Zacny.
Klimatyczny mix kulturowo-naukowy – rewelacja. Afryka, mistycyzm, nauka, obcy, komunikacja. Bardzo sprawnie poruszałaś się po tych zagadnieniach, budując fantastyczną historię i ciekawych bohaterów. Bardzo ładnie.
Niestety przedstawiona wizja historii i moim zdaniem nie dosięgła Twoim wyobrażeniom i zabrakło nieco ekspozycji. To nie jest tak, że całość jest nieczytelna, czy niezrozumiała. Większość można spokojnie zrozumieć, a część sobie dopowiedzieć, ale ładnie ujął to NWM. Zaczęłaś udzielać odpowiedzi, a gdy doszłaś do momentu, w którym powinno paść coś konkretnego ucięłaś, a w zamian dałaś mgliste obietnice.
I tak, masz rację skoro chcesz pisać w ten sposób to pisz. Jednak wydaje mi się, że nieco przeceniasz nas (mnie?) w odczytywaniu pozostawionych przez Ciebie znaków. ;) Co by nie mówić, po przeczytaniu chciałoby się, żeby wszystko wskoczyło na swoje miejsce, u Ciebie natomiast wskakuje trochę niepewnie, a w kolejce stoją kolejne części, którą chcą już zajęte miejsce dla siebie.
Kończąc: masz prawo pisać niezrozumiale, a my mamy prawo nie rozumieć. :) Ale napisane ładnie i klimatycznie!
PS.
Kasta kosmicznych przegrywów emigruje na Ziemię i oferuje wybranym ocalenie od śmierci. Główna bohaterka nie korzysta z propozycji, zamiast tego chyba godzi się na śmierć i bierze pod opiekę jednego z przegrywów, którego uważa za swoje dziecko.
wisielcze, byłbym wiernym czytelnikiem, gdybyś hurtowo pisał streszczenia filmów i seriali.
Pomysł świetny. Mam wrażenie, że odczułaś limit, bo chyba napisane nieco chaotyczniej niż przyzwyczaiłaś. Ale podczas czytania nie miałem zbyt komfortowych warunków i to może dlatego. :/
Sympatyczna przygodówka z ciekawymi artefaktami. Podobało mi się. Zwłaszcza – artefakty działające podczas snu. Świetne.
Jestem pod wrażeniem, że tak minimalistycznymi środkami zbudowałeś tyle napięcia. Bardzo mi się podobało. I zakończenie, kiedy ktoś przykłada mu telefon do ucha – super.
Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że trochę za dużo mi enterów było, ale to jak widzisz – czepiam się.
Solidny, bardzo ciekawy i dobrze napisany horror. Łapie i nie puszcza.
Dołączam do grona zagubionych. Napisane całkiem, całkiem, ale co chciałaś nam opowiedzieć, to niestety nie wiem. Polecam spróbować napisać niekonkursowy, gdzie nieskrępowana limitem mogłabyś przedstawić nam swój pomysł w sposób bardziej zrozumiały.
Widziałem kilka ciekawych rozwiązań i pomysłów, które nie miały gdzie rozłożyć skrzydeł. Sprawdzę Twój następny tekst.
Gratulacje! Zacne teksty na podium. :)
Wiesz, to Twoja (Wasza?) inicjatywa i wydaje mi się, że możecie ją przeprowadzić tak jak to widzisz i chcesz. Ale doceniam i cieszy mnie ta kurtuazja, że interesuje Cię zdanie ludności tubylczej. ;)
Może następnym razem. ;) Dzięki za wizytę i komentarz!