Profil użytkownika

Piszę fantastykę i SF, czasem horrory. 

Za mną powieść low fantasy, dla której szukam wydawcy. 

Teraz skupiam się na opowiadaniach i nowelach, rozwijaniu warsztatu i pisaniu kolejnej książki. 

Mam profil autorski, na którym dzielę się tym, czego się nauczyłam na własnych pisarskich błędach. Wrzucam też na niego czasem głupie rolki, bo mogę :) www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

 


komentarze: 33, w dziale opowiadań: 31, opowiadania: 13

Ostatnie sto komentarzy

@melendur88. dzieki za kliczka, fajnie, że udało mi się skłonić do uśmiechu :) 

 

@lugosi myślę, że każdy rodzic od czasu do czasu tęskni za tymi pierwszymi latami, ten wehikuł byłby zdecydowanie przydatny! “A co to?” jest moim ulubieńcem, zaraz obok “A kiedy pojedziemy na (wstaw najbardziej absurdalną rzecz, która się nigdy nie wydarzy)?”

Co do żarcików – przynajmniej jest sprawiedliwie, obie strony mogą się poczuć dotknięte po równo :P ale myślę, że jednak nikt się nie obrazi za takie prztyczki w nos, sama jestem feministką, ale ten żart uznaję za trafiony i całkiem zabawny :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@Hesket, dziękuję za piękny komentarz i klika:) Sama mam właśnie takie maluszki w domu (nie z fasoli co prawda, ale też potrafią dać w kość) i zależało mi, żeby trochę tego spojrzenia na macierzyństwo/rodzicielstwo tutaj przemycić. Że jest ciężko, ale jednak jest to pełen magii czas, szczególnie, jak dzieci są małe. Myślę, że jak dorosną, to będzie za czym tęsknić :) 

 

@Koala75, dziękuję za przeczytanie i klika :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@SNDWLKR dzięki za komentarz! myślę, że twoja interpretacja jest całkiem blisko mojej pierwotnej koncepcji, chociaż w końcu zdecydowałam się na tę wieloznaczność, o której piszesz. Dzięki za przeczytanie :)

 

@marzan, czyli jest dla mnie jeszcze nadzieja :) a tak na serio, to ogólnie rzadko opisuję wygląd postaci czy ich ubiór, tutaj to taki trochę wyjątek od reguły, chciałam się sprawdzić. a że jak szaleć to na całego, to wyszły mi opisy, które mogłyby długością konkurować z podesłanym fragmentem :P 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Dziękuję pięknie wszystkim za przeczytanie i komentarze, staram się wyciągać z nich wnioski na przyszłość.

 

Tłumaczyć “co autor chciał powiedzieć” nie będę, bo tekst sam powinien mówić za siebie. Cieszę się jednak, że trochę tych interpretacji jest :)

 

Cieszy mnie, że są osoby, do których jednak opowiadanie trafiło i się podobało :) 

 

 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@marzan, dzięki za przeczytanie i komentarz :) 

 

stroje mają podkreślać powierzchowność uczucia Barta, jego zafiksowanie na wyglądzie i pewnego rodzaju estetyce, jaką go pociąga. W swoich tekstach praktycznie nie opisuję wyglądu postaci, a jak opisuje to tylko dlatego, że mi bety każą :) tutaj chciałam też trochę na tym polu rzucić sobie wyzwanie i poświęcić wyglądowi więcej uwagi. 

 

pozdrawiam :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Autorze, stwierdziłam, że przeczytam, bo sama piszę raczej dłużej niż krócej i szkoda mi, że takie opowiadania pozostają bez odzewu. Ale niestety nie jestem w stanie przebrnąć :( 

 Piszesz bardzo krótkimi, urywanymi zdaniami – ja łapię przy nich mentalną zadyszkę, epilepsję w pewnym sensie. Już wolę zdania na cały akapit, wielokrotnie złożone, niż takie bardzo krótkie. Nie jestem w stanie przeczytać w tej formie więcej niż dwa-trzy akapity, zresztą uznaję, że takie króciutke zdanka mają uzasadnienie w niewielu przypadkach (w scenach akcji lub wtedy, kiedy trzeba coś bardzo dosadnie przekazać). 

Także niestety nie przeczytam :( 

Powodzenia jednak życzę :) Myślę, że istnieją osoby, której nie mają awersji do takich “króciaków”. Ale jeśli przez dłuższy czas nikt nie pozostawi komentarza, sugerowałabym posklejanie zdań w nieco dłuższe, spokojniejsze. Jeśli pod tym katem postanowisz coś zmienić, to dawaj znaka, zajrzę wtedy :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Jasne, trzeba próbować i pokazywać inne światy i perspektywy. To zwykle świetne ćwiczenia pisarskie, a do tego dobre przerywniki w dłuższych formach typu powieść. Dlatego doceniam, chociaż właśnie zwracam uwagę, że z czasem może być męczące, jeśli w dłuższym tekście nie ma innego POV/świata. 

 

Co do twojej inspiracji – raczej nie pomyślałam o tym, przy czytaniu tekstu, miałam raczej przed oczami przeróżne książki filmy gdzie jest konflikt unifikacja vs indywidualizm. Myślę, że jeśli byś chciał tę interpretację unaocznić, trzeba by było trochę podbudować zmianę na hmmm… techniczną? Wytworzoną na podstawie badań o idealnej melodii, nakarmionej niezliczoną ilością danych o brzmieniach itp? łopatologia, ale wtedy każdy załapie. 

 

Co do AI i wszystkiego, co napisałeś – tutaj nie będę dyskutować, tylko potaknę, bo oczywiście masz rację. 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@Bruce, dziękuję ci jak zwykle, dobra duszo, za wyłapanie tylu błędów technicznych. Człowiek tyle razy czyta, a wciąż coś zostaje i jest mu głupio, że są jakieś technicznie niedoróbki ;/ Trochę się jednak usprawiedliwiam tym, że przy 40k znaków łatwo jest coś przeoczyć, nawet w więcej par oczu. 

Cieszę się, że ci się podobało :) Ani wulgaryzmy ani tzw momenty by tutaj zupełnie nie pasowały, zresztą nie potrafię pisać spicy scen, zawsze je “omijam” w podobny sposób jak tutaj. 

Co do zakończenia… wiem, ze może budzić mieszane uczucia, ale wydaje mi się, że wiele osób tkwiących w trudnych relacjach wykształca jednak coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego, bo może i złe, ale znane, więc budzi tęsknotę. Tutaj dochodzi jeszcze aspekt fantastyczny, wzmacniający efekt przywiązania + to, że Bart jednak nie jest bohaterem kryształowym i pasującym do klasycznej bajki. 

Myślę, że Lola tęskni za tańcem i muzyką, a przyszłość, jaką jej przewidziałaś, wcale nie gryzie się z tym, co ja bym przewidywała.

 

@Bardjaskier, dziękuję za przeczytanie i tak wiele komentarzy, niezmiennie podziwiam każdego z was, kto tak szczegółowo “rozbiera” tekst. Wszystkie uwagi na spokojnie przeanalizowałam i poprawiłam to, z czym się zgadzałam. Ta kobra mnie szczególnie rozwaliła, bo oczywiście nie chodziło mi o porównanie do “hipnotyzującej kobry” -wtf– tylko do zaklinacza węży, który te kobry hipnotyzuje. Skróty myślowe są czasem szalone :) 

Ale! Z wieloma uwagami się nie zgadzałam, musisz mi wybaczyć :) Nie chcę tłumaczyć czemu się nie zgadzałam (niech tekst sam się obroni) poza jednym argumentem, który chyba dość dobrze podsumowuje większość twoich uwag:

Mam wrażenie, że oczekiwałeś love story pomiędzy Bartem i Lolą, jakiejś więzi, uczucia, pozytywnego bohatera, ale taki wymiar tego opowiadania nigdy nie był moim celem. Chyba niepotrzebnie napisałam we wstępie, że to opowiadanie o miłości, a usunęłam, że o toksycznej. Nie ma w tym opku scen “budowania więzi” pomiędzy bohaterami, ponieważ takiej więzi pomiędzy nimi po prostu nie ma. Jest fascynacja Barta, niezbyt kryształowego typka, obsesja, zdecydowanie jednostronna, i dziewczyna, która jest jedynie przedmiotem, a nie podmiotem. 

A teraz zamilknę i zobaczę, czy inne osoby odbierają opko podobnie jak ty, czy może jednak jak ja :) 

 

Co do betowania – opowiadanie betowane było poza forum i raczej na razie nie skuszę się na bety NF. Najzwyczajniej w świecie nie mam czasu, aby dać coś od siebie i także komuś betować tekst, a tylko takie podejście byłoby w porządku. Poza tym na portalu jestem chwilkę, jeszcze nie znam tutaj ludzi, i zobacz – trafiłabym na ciebie, bo miałbyś chęci i czas, a ty byś mi kazał pisać dodatkowe sceny i usuwać te, co mam, żeby zmienił się wydźwięk opowiadania :P A tak serio -betowanie to poważna sprawa i trzeba to robić z osobami, z którymi łapie się nic porozumienia, w miarę zna ich styl, ulubioną tematykę, sposób komunikacji. Inaczej frustracja po obu stronach jest ogromna. Nie mówię “nigdy”, ale niestety na pewno “nie teraz”. 

 

@CZARNA2, dzięki za przeczytanie, pomimo, że nie za bardzo odpowiadała ci tematyka :) 

 

 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@Hesket, bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz. 

 

Oczywiście chodziło mi o to, co zdjęcie przedstawia – poprawiłam już. 

 

Ciekawe, że odbierasz Barta jako patologię :) To tylko chyba świadczy o tym, jak różnie można podejść do tego, jak zafascynowany był Lolą i do tego, co zrobił. W sumie dokładnie taki efekt chciałam uzyskać. Dla niektórych Bart będzie rycerzem na białym koniu, marzycielem, którzy wyrwał ukochaną z chorej relacji, a ona niewdzięcznicą, która tęskni za poprzednim “partnerem”. Dla drugiego będzie właśnie obsesyjnym typkiem, który przekroczył jej granice i w pewnym sensie znów ją uwięził. 

 

Miałam w głowie różne zakończenia, wybrałam najmniej łopatologiczne → i twój komentarz to dowód, że to była dobra decyzja :) 

 

Dziękuję za klika i pozdrawiam :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

A mnie odwrotnie, wybijały teraźniejsze wstawki, tam, gdzie stały się jednozdaniowe. Myślę, że mogłyby być dłuższe, wtedy łatwiej byłoby się “przełączać”. Wstawki czasem nie zaczynają się od myślinika, chociaż jest to wypowiedź Borzy. 

To, co przeszkadzało Bruce, czyli niedoskonałość tych wersów, mi się podoba – tak mi się zdaje, że takie pieśni nigdy nie są idealne, czasem są w nich nieoczekiwane słowa, czasem niedokładne rymy. Moim zdaniem jest na tym polu zupełnie ok, podobało mi się słownictwo :) 

Borza robi różne rzeczy powiązane z ogniem, ale na samym początku nie ma opisanego nigdzie ogniska wprost, albo może inaczej – nie jest to jasne. Jest metafora – że Borza ma ogień, nie lód w spojrzeniu, potem płomienie w nim drżą – ja to zrozumiałam jako kolejną część metafory, a tam po prostu ognisko było. Trochę mnie to wybiło z opowieści na samym początku.

i nie wiemy, ile ma lat – jest dzieckiem, a może nastolatką, młodą kobietą? Mamy dzieci, a potem “córka zielarki”, co mi zasugerowało, że ona też jest dzieckiem. Potem doszłam do wniosku, że raczej nie – pewnie można to opisać, albo może zmienić, ze to ona była zielarką albo może “uczennicą” zielarki (to też sugeruje, że jest starsza niż dzieciaki od kukły). 

 

Opowiadanie klimatyczne, to ci się udało. A legenda – jak to legenda. Bogowie okrutni, z wielkim ego, jak ich nie kochasz i nie wielbisz, to zsyłają wieczną zimę/potop/inne okropieństwa. Bardzo przyjemnie opisana, ale bez twistu, którego bym może oczekiwała. A może narzekam, bo ostatnio czytałam książkę o słowiankach i mimochodem ich wierzeniach, więc DLA MNIE nie ma powiewu świeżości, bo jestem “na bieżąco”, że tak powiem. 

 

Mimo tego co napisałam wyżej, podobało mi się :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Hej, przeczytałam :) 

 

Ciekawy koncept, świat zbudowany z dźwięków… trudno mi było się wczuć w bohaterkę, bo sposób w jaki myśli/odczuwa jest zupełnie inny od ludzkiego, więc chyba wyszło jak trzeba. 

Pomysł na jedność, unifikację na siłę trochę stary jak świat, mam nadzieję, że jest w tym jakiś fajny twist :) Bo to że ona się buntuje, indywidualizm i różnorodność górą, jest taką motywacją ideową, brakuje mi jakiejś ciekawszej. Idealistów trudno zbudować jako fajną postać, takie mam wrażenie. Ten facet jako personifikacja zła i unifikacji… też taki jednowymiarowy. Oni musieli mieć jakąś relację wcześniej (znają się z imienia), a ona jakoś nie jest tym ani zdziwiona ani rozczarowana, w gruncie rzeczy nie reaguje na NIEGO i jego podejście w żaden sposób. 

Wiem, że to short i ciężko, ale może dałoby radę to kilkoma zdaniami zasugerować? 

To jeden ze światów, jak piszesz, masz też w swoim uniwersum bardziej… hmm, cielesne światy? Myślę, że na dłuższą metę czytanie o Sareth mogłoby być męczące, ale jako jeden z wielu POV byłby świetną odskocznią. 

 

Uwaga czysto narracyjna: pierwsze dwa zdania dają taki metaforyczny, górnolotny vibe, za którym nie przepadam. On może odrzucać. Może odwrócić kolejność w akapicie? Najpierw zdanie “Sareth stała na moście…” i bam, mamy konkret. Potem dać “… całym wrzechświatem” i zdanie “powietrze wibrowało” → potem o tym, że nuta fałszywa. Dwa pierwsze zdania aktualnego pierwszego akapitu, jako nieco “melodramatyczne” jeśli rozumiesz, co mam na myśli, bym raczej wyrzuciła. 

 

Uwaga czysto konstrukcyjna: to nie jest opowiadanie, bo nie zawiera rozwinięcia i zakończenia. Wydaje mi się, że “short” wyraża jedynie objętość opowiadania, ale jednak to wciąż powinna być zamknięta historia, a nie początek/zarys/vibe. Tutaj niestety tego nie widzę :( 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

 

Członkowie rodziny powolnym krokiem ruszają w stronę wyjścia z terenu parafii.

– Lepiej już chodźmy – ktoś mówi. 

Ruszają, mówi, a potem jeszcze “pustoszeje” i “pozostaje” → czas teraźniejszy, poza tym momentem jest prawie wszędzie czas przeszły. Moim zdaniem to jest błąd i trzeba się zdecydować, w jakim czasie ma być narracja. Uważam, że mógłbyś spróbować napisać ją w czasie teraźniejszym, wtedy historia opowiadana przez Warrena dialogach w czasie przeszłym byłaby przyjemnie kontrastowa. 

 

W piętnaści minut, gęsto zaludniony cmentarz, kręgiem otaczający świątynie, pustoszeje.

To zdanie jest bardzo “poszatkowane”. Może: Gęsto zaludniony cmentarz, kręgiem otaczający świątynię, opustoszał w piętnaście minut. 

 

W pewnym momencie jednak, gdy cienkie, jasnoszare chmury (przecinek) wiszące w górze jak zły omen (przecinek) zdążyły nabrać rozmiarów i ciemnej barwy, po schodach na cmentarz zaczął wspinać się pewien opasły kształt.

Mam wątpliwości, czy w stosunku do człowieka dobrze jest tutaj używać “kształt”, bo to sugeruje coś niezdefiniowanego, może potwora? Może człowieka ubranego w jakąś niezdefiniowaną pelerynę? Tymczasem to gość w bardzo typowym ubraniu. 

 

Ubrany w marynarkę, ciemne spodnie oraz ubrudzone lakierki mężczyzna.

Chyba nie można być ubranym w buty. Miał na sobie? 

 

Niestety, w momencie wychodzenia zza rogu tylnej części kościoła, jego najgorsze obawy okazały się być prawdziwe.

To jest raczej do poprawy, bo inaczej najgorsze obawy wychodziły zza rogu (z powodu zdania po przecinku). 

 

– Ah, szlag! – wyrzucił z siebie

Wydaje mi się, że powinno być “Ach”

 

Po niekrótkiej chwili mężczyzna spoważniał.

W sensie po dłuższej? :) 

 

Nałożył kapelusz na głowę, wyprostował na tyle, na ile pozwalała mu jego tusza i (przecinek) za nic mając krople potu spływające mu po nosie, ruszył w stronę najbliższego nagrobka.

Ale nie jestem pewna. 

 

Starłszy rękawem pot z czoła, począł czytać napisy na nagrobkach. Nie mieszkał tutaj, nie wiedział, jak wygląda rodzinny grób. Zaczął tego żałować.

Po pogrzebach nowe groby często są wręcz skąpane w kwiatach czy wiązankach, mógłby pewnie na tej podstawie się skierować do odpowiedniego grobu. 

 

Długa, czarna płyta nagrobna (przecinek) ozdobiona wzorami przedstawiającymi płatki śniegu (przecinek)od razu zwróciła jego uwagę. 

WERLOREN PASDIRE

UKOCHANY SYN I MĄŻ

Zastanawiam się, jak to się ma do historii, jaką usłyszeliśmy później. Ożenił się ze swoją Minerwą? 

 

Wymówił niedługą modlitwę (przecinek) po czym dłuższą chwilę stał w ciszy, pogrążony w zadumie.

W końcu, Lucjusz założył czapkę, wytarł twarz drugim rękawem i już miał odchodzić, gdy zauważył ławkę bez oparcia, pokrytą cieniem, oddzielającą grób rodziny Pasdire od reszty.

Kapelusz to nie czapka, moze jakieś inne określenie jako synonim np. konkretny rodzaj kapelusza (fedora, melonik?)

 

– Cóż za strata… – usłyszał.

Wydaje mi się, że “U”słyszał, bo to nie atrybucja “mówiona”. 

 

Byłem pewien, że jestem sam, pomyślał Lucjusz, otrzepując się i poprawiając siedzenie.

Siedzenie w sensie… czynność siedzenia poprawił czy to jest siedzenie jako część ciała? Wydaje mi się, że w żadnym z tych przypadków to nie brzmi ok. 

 

Mężczyzna (przecinek) tak dobrze zlewający się z cieniem (przecinek) ubrany był w zasadzie podobnie do spóźnionego. 

Cera blada jak płótno, usta wyglądające jak blizna na nieskazitelnej masce. Absolutny brak niedoskonałości.

Oczy bystre, zawieszone w jednym miejscu. Dalekim, odleglejszym od horyzontu.

Moim zdaniem lepiej by to było zawszeć w jednym akapicie. Czyli jeden na ubranie i ogólne wrażenie, jeden na szczegóły twarzy. 

 

Lucjusz nie przypominał sobie (przecinek) by widział owego mężczyznę kiedykolwiek, chociaż wydawał się mu dziwnie znajomy.

– Przestraszyłem pana? Proszę mi wybaczyć, nie miałem tego w intencji – głos jego głęboki, nieprzyjazny, lecz w dziwny sposób kojący. Jakby głaskający skórę, ale od środka.

Głos z wielkiej litery. Dla mnie jednak albo coś jest nieprzyjazne, albo kojące, nie potrafię sobie wyobrazić efektu, jaki chciałeś osiągnąć. 

 

– Znał pan… Werlorena? – spytał, nie patrząc na Lucjusza.

Tu potrzebny jest podmiot, bo z poprzedniego domyślnie jest Lucjusz. 

 

Zlewający się z cieniem mężczyzna pierwszy raz odwrócił wzrok i spojrzał Lucjuszowi w oczy.

Odwrócił wzrok – często tak piszemy bez określenia od czego odwrócił, kiedy chcemy pokazać, że odwrócił wzrok od rozmówcy. Uważam, że tutaj dobrze by było “odwrócił wzrok od nagrobka”

 

Matko Boska, rzekł w myślach.

Znów zły podmiot domyślny wpadł z poprzedniego zdania. 

 

Ścisnął wyciągniętą dłoń pewnie, nie skąpiąc siły. Lucjusz również jej nie skąpił. Odrzekł jednak dopiero po chwili:

Tu znów kiepsko z podmiotami, masz je na zmianę. Domyślnie Warren, potem Lucjusz, potem znów domyślnie Warren. Jeśli używamy podmiotu domyślnego, to on powinien być w kolejnych zdaniach po sobie bez zmian. 

 

– Znałem go od strony od której nie znał go nikt. Można powiedzieć, że wiedziałem o nim w zasadzie wszystko – powiedział dziwnym tonem Pan Warren.

Nie ma powodu, by Pan było z wielkiej litery. 

 

– Ah, proszę pana, nie będę pana zadręczał historiami. Młodzieniec już wystarczająco wycierpiał, nie będę go katował pomówieniami, sianiem plotek… Pewnie miał tego dosyć, skoro popełnił samobójstwo.

Powtórzenia. 

 

– Ah, co ja powiedziałem…? Nie umiem czasem trzymać gęby na kłódkęLepiej już chodźmy stąd, Lucjuszu, bo ominie nas tort – blizna w postaci ust poszerzyła się w paskudnym uśmiechu, lecz tego Lucjusz również nie zauważył.

Blizna z wielkiej. 

 

– Nie, proszę zaczekać! – zawołał spóźniony, łapiąc za rękaw jegomościa (kropka)Proszę mi powiedzieć. Długo mnie nie było w okolicy i nic tak naprawdę nie wiem o bratanku. Dwa razy go może widziałem… (spacja) Głupio będzie przy rodzinie…

– Dobrze, dobrze… Jeśli pan zrobi się śpiący, może pan się o mnie oprzeć, mówię w razie czego (kropka) – Lucjusz przytaknął, poczuł, jak powietrze staje się jeszcze gęstsze. Nagle, gdzieś w okolicy, począł się wydobywać głuchy dźwięk pukania.

– Werlorena znałem w zasadzie całe życie – rozpoczął –

Znów podmiot domyślny inny, niż w poprzednim zdaniu z orzeczeniem. 

 

– Dorastał więc, w swojej bańce baśniowości, aż do siedemnastego roku życia, gdy tu, w Paros (przecinek) rozpoczął się jarmark. Obserwowałem go wówczas uważnie.

To zdanie jest mocno poszatkowane przecinkami i wtrąceniami. 

 

– Był Pan tam z nim?

Nie ma tutaj uzasadnienia ta wielka litera. 

 

– Już mówię. Było lato, ze wszystkich stron świata na rynek przybyła chociaż jedna osoba przecinek by z owej części Rzeczywistości przywieźć coś ciekawego.

– Była to baśń o miłości, Lucjuszu. O pięknej miłości, potrafiącej złamać wszystko (przecinek) co stanie na jej drodze. Na pewno nie chce pan jej posłuchać?

Powietrze było gęste, ciężkie i duszne. Głuchy dźwięk pukania nie ustępował.

Trochę się zastanawiam, czemu Lucjusza ten dźwięk nie zdziwił,. można napisać, że tak pochłonęła go opowieść, że miał to gdzieś. 

 

– Oczywiście, że tak – Lucjusz odpowiedział szybko i zdecydowanie (kropka).Można mieć miłość do świata, do ludzi nieznanych, do siebie samego. Mój przyjaciel, pewien ekspiator, tłumaczył mi kiedyś, że Hesjanus głosi-

– Proszę o to, ponieważ Werloren był bardzo na to uważny, Lucjuszu – uciął mu ponownie Eran Mortis – nie chciałbym, by usłyszał teraz, na początku swej drogi ku wieczności imię boga, w którego nie wierzył za życia. Śmierć może go poprowadzić w złe miejsce.

– Gdyby tylko biedny Loren to wówczas wiedział… – powiedział do siebie tajemniczy mężczyzna – Czy mogę kontynuować?

 

Tak samo jak wcześniej. Dobrze sobie poczyztać o poprawnym zapisanie dialogów. 

 

Na więcej poprawek nie mam czasu, ale to, co mi się rzuca technicznego do poprawy:

– zapis dialogów

– mieszanie podmiotów domyślnych i niedomyślnych pomiędzy zdaniami 

– przecinki 

 

Dodatkowo:

– Oczywiście jak większość oficjalnych części wydarzeń, panie Lucjuszu, nie jest ona tą faktyczną.  

Warren mrugnął, rumieniec zniknął z jego twarzy.

– Werloren Pasdire, po nieudanej próbie osunął się na łóżko, pozbawiony nadziei, w dłoni dzierżąc serce niewinnej osoby, a w drugiej błogosławioną świecę ukradzioną z jakiejś katedry.

Pomimo wszelkich nadziei, obudził się. Ale nie był już wówczas sam.

– U jego nóg siedziała kobieta, odziana w biel i srebro. Jej twarz była porcelanowa, niemal nieskazitelna. Bosko piękna. Werloren, gdy tylko ją zobaczył padł jej pod kolana ślubując jej miłość, miłość i wszystko co z nią związane. Ukochał ją, od pierwszego wejrzenia, a ona ukochała jego, bo do tego była stworzona.

Czy on wziął sobie czyjeś serce tzn zabił kogoś?

Nie ma że zapadł w sen, ale jest, że się obudził. 

 

Merytorycznie:

Dialog na końcu między kochankami bardzo mało emocjonalny, wydaje mi się, że można nad nim popracować – w końcu pokonali zło, ale jednak nie mogą– nie chcą – być razem. Wydaje się, że więcej jest tutaj do wyrażenia niż króciutki ping pong kwestii dialogowych. 

 

Ciekawy plot twist, byłam pewna, że Lucjusz gadał z diabłem, a tymczasem rozmawiał z bratankiem, który chyba diabła przechytrzył i zamknął jego część w swojej trumnie, bardzo mi się to podobało. 

 

Jednak mimo wszystko nie potrafiłam jakoś współczuć Warlorenowi, jego los mnie nie smuci ani nie porusza. Może dlatego, że nie znam jego emocji? A może dlatego, że kusił los i dostał co chciał? Dostał bajkę z morałem a nic z niej nie wyciągnął.

Nie wiem, jaki efekt chciałeś uzyskać, bo może właśnie taki i wszystko jest ok :) 

 

 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@melendur88 dziękuję za przeczytanie i za klika :) 

Co do pisania z pomocą AI, sama tego nie robię, jest to dla mnie nie tylko nieetyczne, ale przede wszystkim nielogiczne :P Gen AI przydaje się jedynie czasem do researchu rzeczy, które normalnie ciężko znaleźć np. jak poważna musi być rana, żeby stracić przytomność ale przeżyć :P 

Ale podejrzewam, że moja wizja jest raczej… pewniakiem? Open AI otwarcie mówi o “zbliżeniu” AI do odbiorcy, spodziewam się, że taka forma płatnego chatu ukierunkowanego na asystę pojawi się w skończonym czasie. Szczerze mowiąc, nie miałabym nic przeciwko, żeby samej coś takiego zakupić i przerzucić na taką asystentkę obciążenie mentalne związane z domowymi obowiązkami. 

Co do “produkowania” fabuł przez AI, też biegniemy w tym kierunku. I chociaż w społeczności pisarzy jest oficjalnie wielkie NOPE, to te “słabsze” osoby jadą po bandzie i wspierają się chatami na całego. Podejrzewam, że będziemy jechać w kierunku totalnego AI slop i tylko czekać, aż ktoś będzie chciał na tym zarobić w bardziej ustrukturyzowany sposób. Myślę, że książki pisane od A do Z przez ludzi staną się towarem ekskluzywnym → będzie podobnie jak z ubraniami: fast fashion (fast books?) z jednej, a z drugiej dobre jakościowo produkty, ale drogie w ch. 

 

Dzięki za komentarz o tych emocjach → przyjrzę się temu, bo to bardzo słuszna uwaga, powinna być wyczuwalna ta eskalacja. 

 

Powoli zaczynam dojrzewać do pomysłu, żeby tę nowelkę zmienić w krótką powieść i dołożyć do niej kolejne warstwy tych pomysłów i postaci, które są dookoła Niny. Ale to może druga połowa roku :) 

 

A co do twojego opowiadania, to nie masz za co dziękować, dobry wiedźmin nie jest zły :D 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Tak, już poprawiłam wszystkie uwagi od Bruce i jeszcze trochę (w międzyczasie spłynęły mi uwagi od ostatniej bety zewnętrznej, których się nie spodziewałam teraz). 

Na pewno mam jeden błąd logiczny, którego wcześniej nie byłam świadoma i nikt mi nie wytknął – no ale jeszcze nie mam pomysłu, jak go naprawić bez przebudowywania rozwiązania intrygi. Ale jeśli wpadnę na coś, to na pewno poprawię też to. Tymczasem zostanie, może nie rzuci się w oczy ta logika Remigiusza Mroza :p wniosek mam taki – jednak chyba thrillery to nie do końca moja bajka :) ale myślę też, że wciąż można się przy tym tekście dobrze bawić i poczuć lekki dreszczyk :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@bruce dziękuję heart Poprawiłam jeszcze kilka błędów, jakie mi się udało znaleźć

 

@Jim, trochę mi rzuciłeś wyzwanie, teraz się nie mogę wycofać :) Aż tak miękkiego tyłka nie mam – oczywiście czytaj i komentuj tutaj, “w żadne opinie na priv się nie będziemy bawić” :P Tak naprawdę, to zniosę każde uwagi, po których wiem, co poprawić, co nie zagrało. I co poprawiania, usunęłam trochę wielokropków, żeby tak nie wybijały, ten pierwszy dialog był faktycznie nimi napakowany, aż dziwne, że nikt wcześniej mi nie zwrócił uwagi. Zostawiłam tyle, ile uważałam, że jest naturalne – bo oni jednak trochę “występują” niż rozmawiają. Btw miejsc, gdzie kropek było więcej/mniej niż trzy znalazłam tylko dwa, poprawiłam (w obu przypadkach to powinna być kropka).

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@Jim, nie wiem skąd przekonanie, że delikatność wyklucza szczerość, ale nie będę się spierać. Rozumiem, że zacząłeś czytać, ale w końcu doszedłeś do momentu, w którym stwierdziłeś: nie no, tekst jest tak kiepski, że mój feedback byłby brutalny, więc lepiej nie czytac, bo autorka nie zniesie. Mógłbyś chociaż powiedzieć mi do jakiego momentu dotrwałeś? :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@bruce, poprawiłam prawie wszystko co wskazałaś (poza aliteracją, powtórzeniami w jednej kwestii dialogowej, które chyba pasują do emocjonalnej wypowiedzi i liczebnikami zapisywanymi cyframi, gdzieś mi kiedyś mignęło, że ważne, aby zachować konsekwencję w tekście, a sam zapis jest mniej ważny, wydaje mi się że zapisane słownie mniej by pasowały) + Hofstradera, faktycznie się mi ono kilka razy przekręciło ;/ 

 

Z twojego komentarza wynika, że największym problemem jak na razie są powtórzenia, postaram się je ogarnąć w całości. 

 

Super, że miałaś chęć, aby tak szczegółowo skomentować początek :) Mam nadzieję, że fabuła wciągnie na tyle, aby błędy aż tak nie wybijały z rytmu przy czytaniu :( 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

To pewnie zależy od grupy wiekowej – ja bym takiego morału mojemu wrażliwemu 5 latkowi nie przeczytała, ale może już na 6 czy 7 latku nie zrobiłby wrażenia. Tak ja piszesz, wszystko na spokojnie jest do przeanalizowania, podzieliłam się moimi wątpliwościami, bo ja raczej się spotykam z innymi morałami i wydaje mi się, że taki jest „ogólny trend”, by raczej promować asertywność i szukanie porozumienia, niż zachowania odwetowe. Ale to moje zdanie oczywiście, nie musimy się zgadzać :) 

Także powodzenia w rozwijaniu świata i kolejnych historiach :) kibicuję, wbrew zastrzeżeniom, od razu ma przed oczami piękne ilustracje do tej treści. 

powodzenia :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Wiem o tych wszystkich ograniczeniach, ale mimo to zdecydowałam się wrzucić. Tekst jest po betowaniach poza forum, mam odzew raczej w stronę rozwinięcia niż skracania. Na ten moment nie zamierzam go ruszać w żadną ze stron.

Niech wisi, może jednak ktoś znajdzie czas, przekonany moimi innymi tekstami :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Zgadzam się z przedmówcami – mogłabym poczytać takie bajki dzieciom przed snem, chociaż morał tej jest dość dyskusyjny dla przedszkolaków. Kąkol powinien przejść przemianę (odkupienie win, warto się godzić itp) lub powinien dostać nauczkę w ramach konsekwencji swojego działania (np. Zakradł się i sam zjadł tę ostrą czekoladę czyli złośliwość i chciwość nie popłaca). Raczej nie czytam dzieciom rad, żeby się mściły i śmiały z innych.

Moim zdaniem jest w tym opowiadanku i innych ogromny potencjał na wydanie – pod warunkiem skonsultowania przekazu z jakimś pedagogiem :) 

 

No chyba, że piszesz jedynie dla siebie, wtedy to bez znaczenia :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Fajny szorcik, lubię takie zakończenia “na dwoje babka wróżyła” i niedopowiedzenia “była ta magia czy nie była” – sama często tak piszę.

Nie przepadam za szlacheckimi klimatami i stylizacją języka, ale doceniam warsztat i uważność, która pozwoliła ją wykonać. Była staranna, spójna, dzięki niej opowiadanie nabrało klimatu. 

Super, że trafiłeś do biblioteki, gratulacje :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@regulatorzy, dziękuję za słowa pochwały, cieszę się bardzo, że kot został przez Ciebie doceniony :) 

 

I bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie uwagi powyżej – w końcu miałam chwilkę, żeby je poprawić. Szkoda, że tyle razy zaplątała mi się ta Wigilia i ziemia/podłoga, sama jestem na siebie wkurzona za takie głupoty. Najlepsze, że ostatnio sama wskazywałam komuś bardzo podobne błędy. Najwyraźniej u innych się widzi wiele, a u siebie… niestety nie ;/ 

 

Dzięki jeszcze raz za przeczytanie i uwagi :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Dzięki za wszystkie komentarze i docenienie biblioteką. 

Zdaje sobie sprawę z tego, że opowiadanie nie jest perfekcyjne, przyznam, że to pierwsze długim czasie, wracam do krótkich form i się ich na nowo uczę. Ta równowaga pomiędzy objętością tekstu a pogłębieniem wątków/bohaterów, jest u mnie na razie bardziej intuicyjne niż świadoma. 

Cieszę się, że się odważyłam i zamieściłam ten tekst – daliście mi wszyscy ogrom konstrukcyjnych komentarzy – wykorzystam je przy następnym opowiadaniu. 

Ciszę się też, że tekst był odebrany pozytywnie warsztatowo – zdaje sobie sprawę, że na tym polu jest ze mną całkiem nieźle. Ale to wciąż tylko jedna składowa opowiadania, zależy mi, żeby to nie był jego jedyny walor. 

 

Dzięki jeszcze raz za uwagi i poświęcony czas :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

E tam, mnie zachwycił :) Lubię takie surralistyczne klimaty, powolne historie, które niepokoją i dłubią dziurę w serduszku. Miałam luźne skojarzenia z Beksińskim, postaci i lokacje mogłyby być tematyką jego obrazów – oczywiście moim zdaniem. 

W gust każdego trafić się nie da, więc głowa do góry, autorze :) 

Zrób porządną redakcję, popraw interpunkcję i będzie cacy. 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Jakież to dobre! Rewelacja. Surrealizm, abstrakcja, lekkość w budowaniu świata, bohaterowie, do których pomimo dziwności od razu poczułam przypływ czułości. 

Bardzo mi się podobało! 

I jakież okropne zakończenie, czemuś to autorze uczynił. Czy ten głos nie powinien powiedzieć czegoś też dla wynalazcy, który też całe życie chciał odkryć znaczenie szeptu? Spodziewałam się, że usłyszą jakąś odpowiedź, zasugerowaną na początku, na jakieś ważne pytanie dla nich wszystkich. A dostałam rozdzierające oskarżenie dotyczące jedynie Erdeła. No, wzbudziłeś we mnie emocje. 

 

Z technikaliów:

– kilka miejsc, gdzie przydałoby się poprawić słowo, zdanie, była literówka – jak będę miała czas wrócić do tekstu, to postaram się wypunktować

– kiepska interpunkcja, momentami utrudniająca czytanie. Pewnie trzeba by sobie przypomnieć zasady, bo wielu przecinków brakowało, a niektóre były w miejscach, w których być nie powinny. – jak będę miała czas wrócić, to postaram się też to wypunktować, ale nie obiecuję. 

 

Niestety nie mogę głosować, by tekst trafił do biblioteki, bo jestem zbyt świeżym użytkownikiem, ale gdybym mogła, to bym zagłosowała. 

Mam nadzieję, że ktoś umocowany tu przyjdzie i się zachwyci :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Cieszę się, że uznałeś uwagi za konstruktywne i dzięki mnie możliwe były jakieś poprawki :)

 

Ogólnie pomysł mi się podoba, te drobnostki działają jak rozumiem trochę na zasadzie efektu motyla – drobna zmiana powoduje ogromną zmianę. Wdzięczne to i jestem na tak. 

Lokalność może zadziałać na korzyść cyklu, chociaż podobno czytelnicy polskiej scenografii nie lubią (ale ja już sama nie wiem jak to tak naprawdę jest). 

Najbardziej podoba mi się podpunkt 3 – coś takiego chętnie bym przeczytała. Konflikt zewnętrzny, konflikt wewnętrzny, misja udana wbrew, a może dzięki nieposłuszeństwu? Pomysł – rewelacyjny! 

 

Postaram się zajrzeć do opowiadania, które podlinkowałeś, dodałam je do kolejki, żeby mi nie umknęło. 

 

ALE! Jedna uwaga na koniec, zdaje mi się, że słuszna. Jeśli to mają być zupełnie niezależne opowiadania, to część informacji będziesz musiał powtarzać w każdym z nich. To będzie męczące, irytujące, ale niestety – trzeba te drobnostki podopisywać. Potem możesz je usunąć, jeśli będziesz chciał wydać cykl w formie książki czy umieścić go gdziekolwiek w uporządkowanej wersji. Dla czytelnika, który będzie cię śledził regularnie, one będą w naturalny sposób pomijalne, ale dla nowego mogą zaważyć na odbiorze opowiadania.

 

Powodzenia i do zobaczenia pod następnymi tekstami :) 

 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Cześć!

 

Warsztatowo

– Trochę w tym opowiadaniu błędów (interpunkcyjnych, ortograficznych, czasem leksykalnych). Na pewno dobrze by było uwzględnić te poprawki, które wskazała ci bruce, mnie też one raziły.

– Narracja w drugiej osobie nie jest prosta, a tobie się to wspaniale udało, świetny wybór i pod tym względem rewelacyjne wykonanie.

– Trochę też zastanawiałam się, jak jest logika tych przekreślanych słów. Ten zabieg nie był zły, wręcz przeciwnie, było ich też tak akurat. Ale! Czy za tym kryje się jakiś schemat? Że pierwsze słowo jest prawdą, drugą kłamstwem? A może na odwrót? Nie potrafiłam tego wyłapać. Myślę, że może taki schemat dobrze by było wymyślić i uwypuklić, wtedy ten zabieg będzie jeszcze mocniejszy. 

 

Fabularnie

– bardzo mi się podobało. Ta przemiany były tak dobrze poprowadzone, z jednej strony gwałtowne, z drugiej subtelne. Metafora, ale jeśli potraktować to dosłownie, to także się broni.

– Dla mnie tekst smutny, gorzki, nie dający nadziei. Nie szkoda mi tych dwojga wcale – przemocowcy, w pewnym sensie oboje tchórzliwi, wulgarni, zamknięci. 

 

Postaci

– nielogiczne jest dla mnie to, że on ją bił. czy przegrani mogą być oprawcami? jak najbardziej. tylko czy to naprawdę się działo czy było jego wymysłem? Bo jest tylko w jego wspomnieniach, a ona nigdy się do tego nie odnosi i zachowuje się jak osoba, która nie została skrzywdzona – nie ma w niej strachu, a ten raczej się pojawia w takiej relacji. Tutaj mi to zgrzytało. Bez wątku przemocy – on byłby zapewne bohaterem, któremu moglibyśmy współczuć, chociaż facet jest dość żałosny, ale może niekoniecznie chciałeś, żeby tak było. Dlatego rozważyłabym dorzucenie do jej POV na początku strachu lub wspomnienia strachu, który kiedyś, przed jastrzębiem, w niej wzbudzał. 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

@Bartkowski.robert

 

Dzięki za opinię! Bardzo mi miło, że doceniłeś język :) Co do zakończenia – trochę się zgadzam z tym zarzutem. W pierwszej wersji opowiadania syn był zdecydowanie bardziej agresywny w scenie przy stole –co mogło sugerować, że tak naprawdę nie poradził sobie z przeszłością i wtedy ta końcówka pewnie wypadłaby wiarygodniej. Zdecydowałam się na złagodzenie tamtej sceny, ale nie poszłam dalej, nie zmieniłam zakończenia, bo w sumie chciałam, żeby przegrał, zemścił się. Mam nauczkę, żeby przy zmianach ogarnąć cały łuk bohatera, a nie tylko jedną scenę. 

 

@SNDWLKR

 

Dzięki za komentarz i miłe powitanie. Sama nie wiem, jak podejdę do twojej uwagi, bo z jednej strony taki był przecież mój cel (napisać coś podobnego), faceta kiedyś uwielbiałam, a z drugiej przecież to jest też gdzieś tam moje. 

Wciąż szukam siebie literacko, więc pewnie po prostu poobserwuję, czy to ja czy jednak inspiracja. 

 

@Hesket

 

To “jeden z lepszych horrorów” to naprawdę ogromny komplement, dziękuję!

Co do kotka i uwagi @Bardjaskier – wychodzi na to, że nie zaszkodziłaby temu opowiadaniu jeszcze jedna czy dwie sceny, które zbudowałyby lepiej bohaterów i napięcie. Dla mnie to jest bardzo pomocne, chociaż przewrotne – wychodzi na to, że nawet tak prosta historia “moim okiem” jest dość długa. Nie wiem co o tym myślę jeszcze – czy nie umiem napisać krócej, a równie obrazowo, czy po prostu nie chcę. 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Hej! Przeczytałam, poniżej kilka uwag. 

Lubiłem to miejsce. Tu czas zawsze był trochę krzywy. Kiedyś bywałem na tym dworcu często.

Dla mnie ta metafora jest mglista. Jeśli chcesz ją zostawić, zmieniłabym kolejność na “Lubiłem (…). Kiedyś (…) Tu czas (…)”, taki ciąg logiczny tych rozmyślań jest wtedy zachowany. 

 

Każdy z nich miał swój kierunek.

Czy ludzie mają kierunek? Jako metafora może, tutaj może lepsze byłoby bez czyli zwykłe “Każdy z nich miał obrany kierunek”? 

 

Tam mieści się hub. Wystarczy się pojawić i uruchomić mechanizm, którego włącznik ukryty jest w jednej ze stacji pogodowych.

A co jak jakiś przypadkowy monter to kliknie? laugh

 

Samo przejście nie należy do przyjemnych. Najpierw gęsta mgła, potem pisk w uszach i uczucie oddzielania się świadomości od ciała, jakby ktoś wyłączał grawitację. Czas zastyga.

W tej scenie jest momentami narracja w czasie teraźniejszym, w innych w czasie przeszłym. Jest to jakiś celowy zabieg, żeby coś podkreślić? Ja niestety tego nie wyłapałam. Na twoim miejscu bym to ujednoliciła, raczej do przeszłego, jest bardziej intuicyjny. 

 

Po chwili stałem już na platformie podświetlonej bladym światłem. Obok byli Ania i Rafał. Nie wiem, jak oni to robią, ale zazwyczaj to ja przychodzę ostatni.

To była jakaś metafizyczna platforma? Jak się objawiała ich obecność? Bo potem “wchodzą” w te skafandry, ale tutaj są już poza swoimi ciałami. Trochę tutaj nie rozumiem, jaki jest zamysł. 

 

Choć pochodzimy z różnych światów równoległych, w jakiś sposób zawsze się tu znamy i współpracujemy. Nigdy nie spotkałem tej samej Ani dwa razy. Podobnie z Rafałem.

Rozumiem zamysł, ze tu (gdzie jest to tu?) siebie kojarzą z jakiegoś dziwnego powodu, bardziej może wyczuwają, ze się znają → dla mnie wypadałoby wyjaśnić, czemu tak jest i trochę przekonstruować to zdanie. 

 

– Po gwałtownym hamowaniu pękła szyna. Na stacji wykolei się pociąg. Będzie wiele ofiar – powiedział bez wstępu. – Wśród nich znajduje się zdolny chemik.

Pomieszanie czasów, mnie to wybiło z rytmu. Może niech opisze co się stanie po prostu w czasie przyszłym? To będzie najbardziej intuicyjne. 

 

Człowiek, o którym mówimy, jest jednym z powodów, dla których jeszcze oddycha.

Wariant oddycha? Metafora w rozmowie, personifikacja linii czasowej – albo mamy poetę w postaci Filipa albo może lepiej to uprościć do “istnieje”/”nie rozpadł się”. 

 

– Wy będziecie na pokładzie. Wsiądziecie w Starachowicach Wschodnich – to ostatni przystanek przed Ostrowcem. Znajdziecie chudego chłopaka, około dwudziestu lat. Macie go chronić, jeśli Adaś nie zdoła… – urwał w pół słowa.

Unikaj wypowiedzi w dialogu, które zawierają dywizy. Ciężko jest to dobrze sformatować tak, by czytelnik nie czekał na atrybucję. Wystarczy tam po prostu przecinek :) 

 

Zawaliłem wtedy misję. Tylko dzięki Pawłowi tamten świat przetrwał.

Cała ta scenka spowodowała, że się uśmiechnęłam, fajniutkie to :) 

 

Praca Strażnika Kontinuum nie polega na pilnowaniu zegarów ani cofaniu wskazówek.

To nie jest spektakularny film akcji. Nikt nie biega przez portale ani nie krzyczy rozkazów.

My obserwujemy.

A czasem – przesuwamy coś o milimetr.

Nie to co w “The Umbrella Academy” :P 

 

W tym momencie miałem przebłysk w pamięci. Jakby echo innej mojej świadomości z innego wariantu.

Znałem dokładnie to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji. Tak jakbym miał wgląd w inną rzeczywistość. To jest jak flesz. Moment i wszystko już wiem. 

Znałem tę dziewczynkę.

Ja to bym wszystko w jeden akapit walnęła, takie urywane, krótkie, jednozdaniowe akapity męczą na dłuższą metę szczególnie, jeśli w gruncie rzeczy dotyczą tego samego. 

 

Balonik pociągnął ją lekko do tyłu, z dala od krawędzi peronu. Tyle wystarczyło.

Nie no, ale balonik to nikogo nie jest w stanie pociągnąć – to jest po prostu za lekkie. 

 

Świat oddychał.

Rozumiem, nadal nie jestem fanką tej metafory :) 

 

Nie pytałem – które. Ani, jak. Ani, kto zawinił. Było mi szkoda tamtych światów, ale jednocześnie cieszyłem się, że moja misja się powiodła.

Nie pytałem które, ani jak, ani kto zawinił. 

 

– Filip chce was widzieć.

– Kiedy? – zapytałem.

– Zawsze.

To była jego wersja żartu.

W sumie głupie pytanie “Kiedy” w takiej sytuacji, wiadomo, ze w tym dziwnym miejscu poza czasem jak tylko się skończy misja. 

 

– Zniknęła jedna z twoich wersji – dodał ciszej.

Co to znaczy? Jest coś takiego jak bazowa, to rozumiem. Ale co to znaczy, że jest ich więcej? Brakuje doprecyzowania, jeśli to ma być samodzielny tekst. 

 

– Nie musisz – odpowiedziałem. – Ktoś musi zostać, kiedy inne światy gasną.

Trochę nie rozumiem. On wraca do swojej bazowej. W tamtych innych giną razem z nią jego inne wersje, czyli nie ON. W jaki sposób on zostaje? Ponownie, szkoda, że nie ma w tym opowiadaniu więcej doprecyzowania. 

 

Poza tym nieźle się czytało. 

Trochę mi przeszkadzały te urywane zdania, bardzo krótkie akapity, podobno tak się teraz pisze, ale mnie to męczy na dłuższą metę, dostaję takiej mentalnej zadyszki. 

 

Sam pomysł na historię trochę mało odkrywczy, kilka takich organizacji naprawiających światy już było. Jest to jakaś wariancja dla tego konceptu, ja miałam silne skojarzenia z “Umbrella Academy” ale też ze “Wszystko, wszędzie, naraz”. 

Często w tych historiach z multiwersum problemem jest stawka – co się stanie, jak facet u ciebie zawiedzie? No ok, wszechświat zniknie, ale przecież jest ich nieskończenie wiele, więc w sumie…? Co takiego się stanie, jak ten świat “przestanie oddychać”? Reszta się posypie jak domino i zniknie całe życie i wszystkie linie? Jakaś magiczna równowaga zostanie przerwana? Albo to umieranie jest bardzo bolesne czy też porównywalne do np. wiecznego piekła (czarna dziura, horyzont zdarzeń, może to znieszczenie zajmuje wieczność? W UA sympatyzujemy z bohaterami, w WWN mamy zniszczenie wszystkiego i matkę, która chce się pogodzić z córką (zresztą tam problem tego, że nic nie ma znaczenia, skoro jest tyle światów, jest najistotniejszym problemem niszczycielki). 

Tej stawki w tym opowiadaniu nie czuć zupełnie, przez to średnio się czytelnik przejmuje powodzeniem misji (dziewczynką się przejmuje, bo jest mała i nie chcemy, żeby wpadła pod pociąg). Trzeba by dopisać kilka zdań na ten temat (bo zakładam, że w serii masz tę stawkę obmyśloną) i wtedy opowiadanie znacząco zyska w moim odczuciu :)

 

Mam nadzieję, że nie za ostro skomentowałam, starałam się dać konstruktywne uwagi. Oczywiście nie musisz się z nimi zgadzać, to Twoje opowiadanie :)

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Dzięki za komentarz i głos :)

Z tym Jankiem i jego żoną trochę racja – ale zastanawiam się, czy pogłębienie tych bohaterów nie zwiększyłoby znacząco objętości, a bardzo się chciałam zamknąć w okolicach 35 k zzs (to dla mnie wyzwanie, bo z opowiadań mi się zawsze nowele robią). 

Kot miał być elementem magicznym, a wyszło właśnie trochę to wszystko na boku fantastyki.

Horror, bo właśnie nic innego mi nie pasowało. 

 

Cieszę się, że warsztat jest ok – na pewno coś mi umknęło, ale skoro nie był to fikołek na tyle duży, by zapisać, to może nie jest ze mną tak źle :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Cześć!

Jestem tu nowa :) 

Kiedyś już tu byłam (dawno temu i nieprawda), potem porzuciłam pisanie na 10 lat (czy to nie klasyka?), w 2025 powróciłam do niego. Napisałam powieść, ale nikt jej nie chce wydać, teraz pracuję nad warsztatem, piszę krótsze formy i zabieram się za drugą książkę. Piszę rzeczy różne, tutaj chciałabym posłuchać uwag ludzi zupełnie innych, niż w mojej instagramowej bańce, która jest fajna, ale czasem nie do końca mi leży. 

Rodzina, praca, prowadzenie SM, betowanie tekstów innych ludzi – niewiele starcza czasu na pisanie, jeszcze mniej na komentowanie, ale postaram się dać coś od siebie. Na start niestety niedużo – nastawiam się na czytanie jednego tekstu tygodniowo. Ale chyba lepiej podejść realnie niż życzeniowo :) 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Nowa Fantastyka