Profil użytkownika


komentarze: 13, w dziale opowiadań: 11, opowiadania: 5

Ostatnie sto komentarzy

Fajny szorcik, lubię takie zakończenia “na dwoje babka wróżyła” i niedopowiedzenia “była ta magia czy nie była” – sama często tak piszę.

Nie przepadam za szlacheckimi klimatami i stylizacją języka, ale doceniam warsztat i uważność, która pozwoliła ją wykonać. Była staranna, spójna, dzięki niej opowiadanie nabrało klimatu. 

Super, że trafiłeś do biblioteki, gratulacje :) 

@regulatorzy, dziękuję za słowa pochwały, cieszę się bardzo, że kot został przez Ciebie doceniony :) 

 

I bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie uwagi powyżej – w końcu miałam chwilkę, żeby je poprawić. Szkoda, że tyle razy zaplątała mi się ta Wigilia i ziemia/podłoga, sama jestem na siebie wkurzona za takie głupoty. Najlepsze, że ostatnio sama wskazywałam komuś bardzo podobne błędy. Najwyraźniej u innych się widzi wiele, a u siebie… niestety nie ;/ 

 

Dzięki jeszcze raz za przeczytanie i uwagi :) 

Dzięki za wszystkie komentarze i docenienie biblioteką. 

Zdaje sobie sprawę z tego, że opowiadanie nie jest perfekcyjne, przyznam, że to pierwsze długim czasie, wracam do krótkich form i się ich na nowo uczę. Ta równowaga pomiędzy objętością tekstu a pogłębieniem wątków/bohaterów, jest u mnie na razie bardziej intuicyjne niż świadoma. 

Cieszę się, że się odważyłam i zamieściłam ten tekst – daliście mi wszyscy ogrom konstrukcyjnych komentarzy – wykorzystam je przy następnym opowiadaniu. 

Ciszę się też, że tekst był odebrany pozytywnie warsztatowo – zdaje sobie sprawę, że na tym polu jest ze mną całkiem nieźle. Ale to wciąż tylko jedna składowa opowiadania, zależy mi, żeby to nie był jego jedyny walor. 

 

Dzięki jeszcze raz za uwagi i poświęcony czas :) 

E tam, mnie zachwycił :) Lubię takie surralistyczne klimaty, powolne historie, które niepokoją i dłubią dziurę w serduszku. Miałam luźne skojarzenia z Beksińskim, postaci i lokacje mogłyby być tematyką jego obrazów – oczywiście moim zdaniem. 

W gust każdego trafić się nie da, więc głowa do góry, autorze :) 

Zrób porządną redakcję, popraw interpunkcję i będzie cacy. 

Jakież to dobre! Rewelacja. Surrealizm, abstrakcja, lekkość w budowaniu świata, bohaterowie, do których pomimo dziwności od razu poczułam przypływ czułości. 

Bardzo mi się podobało! 

I jakież okropne zakończenie, czemuś to autorze uczynił. Czy ten głos nie powinien powiedzieć czegoś też dla wynalazcy, który też całe życie chciał odkryć znaczenie szeptu? Spodziewałam się, że usłyszą jakąś odpowiedź, zasugerowaną na początku, na jakieś ważne pytanie dla nich wszystkich. A dostałam rozdzierające oskarżenie dotyczące jedynie Erdeła. No, wzbudziłeś we mnie emocje. 

 

Z technikaliów:

– kilka miejsc, gdzie przydałoby się poprawić słowo, zdanie, była literówka – jak będę miała czas wrócić do tekstu, to postaram się wypunktować

– kiepska interpunkcja, momentami utrudniająca czytanie. Pewnie trzeba by sobie przypomnieć zasady, bo wielu przecinków brakowało, a niektóre były w miejscach, w których być nie powinny. – jak będę miała czas wrócić, to postaram się też to wypunktować, ale nie obiecuję. 

 

Niestety nie mogę głosować, by tekst trafił do biblioteki, bo jestem zbyt świeżym użytkownikiem, ale gdybym mogła, to bym zagłosowała. 

Mam nadzieję, że ktoś umocowany tu przyjdzie i się zachwyci :) 

Cieszę się, że uznałeś uwagi za konstruktywne i dzięki mnie możliwe były jakieś poprawki :)

 

Ogólnie pomysł mi się podoba, te drobnostki działają jak rozumiem trochę na zasadzie efektu motyla – drobna zmiana powoduje ogromną zmianę. Wdzięczne to i jestem na tak. 

Lokalność może zadziałać na korzyść cyklu, chociaż podobno czytelnicy polskiej scenografii nie lubią (ale ja już sama nie wiem jak to tak naprawdę jest). 

Najbardziej podoba mi się podpunkt 3 – coś takiego chętnie bym przeczytała. Konflikt zewnętrzny, konflikt wewnętrzny, misja udana wbrew, a może dzięki nieposłuszeństwu? Pomysł – rewelacyjny! 

 

Postaram się zajrzeć do opowiadania, które podlinkowałeś, dodałam je do kolejki, żeby mi nie umknęło. 

 

ALE! Jedna uwaga na koniec, zdaje mi się, że słuszna. Jeśli to mają być zupełnie niezależne opowiadania, to część informacji będziesz musiał powtarzać w każdym z nich. To będzie męczące, irytujące, ale niestety – trzeba te drobnostki podopisywać. Potem możesz je usunąć, jeśli będziesz chciał wydać cykl w formie książki czy umieścić go gdziekolwiek w uporządkowanej wersji. Dla czytelnika, który będzie cię śledził regularnie, one będą w naturalny sposób pomijalne, ale dla nowego mogą zaważyć na odbiorze opowiadania.

 

Powodzenia i do zobaczenia pod następnymi tekstami :) 

 

Cześć!

 

Warsztatowo

– Trochę w tym opowiadaniu błędów (interpunkcyjnych, ortograficznych, czasem leksykalnych). Na pewno dobrze by było uwzględnić te poprawki, które wskazała ci bruce, mnie też one raziły.

– Narracja w drugiej osobie nie jest prosta, a tobie się to wspaniale udało, świetny wybór i pod tym względem rewelacyjne wykonanie.

– Trochę też zastanawiałam się, jak jest logika tych przekreślanych słów. Ten zabieg nie był zły, wręcz przeciwnie, było ich też tak akurat. Ale! Czy za tym kryje się jakiś schemat? Że pierwsze słowo jest prawdą, drugą kłamstwem? A może na odwrót? Nie potrafiłam tego wyłapać. Myślę, że może taki schemat dobrze by było wymyślić i uwypuklić, wtedy ten zabieg będzie jeszcze mocniejszy. 

 

Fabularnie

– bardzo mi się podobało. Ta przemiany były tak dobrze poprowadzone, z jednej strony gwałtowne, z drugiej subtelne. Metafora, ale jeśli potraktować to dosłownie, to także się broni.

– Dla mnie tekst smutny, gorzki, nie dający nadziei. Nie szkoda mi tych dwojga wcale – przemocowcy, w pewnym sensie oboje tchórzliwi, wulgarni, zamknięci. 

 

Postaci

– nielogiczne jest dla mnie to, że on ją bił. czy przegrani mogą być oprawcami? jak najbardziej. tylko czy to naprawdę się działo czy było jego wymysłem? Bo jest tylko w jego wspomnieniach, a ona nigdy się do tego nie odnosi i zachowuje się jak osoba, która nie została skrzywdzona – nie ma w niej strachu, a ten raczej się pojawia w takiej relacji. Tutaj mi to zgrzytało. Bez wątku przemocy – on byłby zapewne bohaterem, któremu moglibyśmy współczuć, chociaż facet jest dość żałosny, ale może niekoniecznie chciałeś, żeby tak było. Dlatego rozważyłabym dorzucenie do jej POV na początku strachu lub wspomnienia strachu, który kiedyś, przed jastrzębiem, w niej wzbudzał. 

@Bartkowski.robert

 

Dzięki za opinię! Bardzo mi miło, że doceniłeś język :) Co do zakończenia – trochę się zgadzam z tym zarzutem. W pierwszej wersji opowiadania syn był zdecydowanie bardziej agresywny w scenie przy stole –co mogło sugerować, że tak naprawdę nie poradził sobie z przeszłością i wtedy ta końcówka pewnie wypadłaby wiarygodniej. Zdecydowałam się na złagodzenie tamtej sceny, ale nie poszłam dalej, nie zmieniłam zakończenia, bo w sumie chciałam, żeby przegrał, zemścił się. Mam nauczkę, żeby przy zmianach ogarnąć cały łuk bohatera, a nie tylko jedną scenę. 

 

@SNDWLKR

 

Dzięki za komentarz i miłe powitanie. Sama nie wiem, jak podejdę do twojej uwagi, bo z jednej strony taki był przecież mój cel (napisać coś podobnego), faceta kiedyś uwielbiałam, a z drugiej przecież to jest też gdzieś tam moje. 

Wciąż szukam siebie literacko, więc pewnie po prostu poobserwuję, czy to ja czy jednak inspiracja. 

 

@Hesket

 

To “jeden z lepszych horrorów” to naprawdę ogromny komplement, dziękuję!

Co do kotka i uwagi @Bardjaskier – wychodzi na to, że nie zaszkodziłaby temu opowiadaniu jeszcze jedna czy dwie sceny, które zbudowałyby lepiej bohaterów i napięcie. Dla mnie to jest bardzo pomocne, chociaż przewrotne – wychodzi na to, że nawet tak prosta historia “moim okiem” jest dość długa. Nie wiem co o tym myślę jeszcze – czy nie umiem napisać krócej, a równie obrazowo, czy po prostu nie chcę. 

Hej! Przeczytałam, poniżej kilka uwag. 

Lubiłem to miejsce. Tu czas zawsze był trochę krzywy. Kiedyś bywałem na tym dworcu często.

Dla mnie ta metafora jest mglista. Jeśli chcesz ją zostawić, zmieniłabym kolejność na “Lubiłem (…). Kiedyś (…) Tu czas (…)”, taki ciąg logiczny tych rozmyślań jest wtedy zachowany. 

 

Każdy z nich miał swój kierunek.

Czy ludzie mają kierunek? Jako metafora może, tutaj może lepsze byłoby bez czyli zwykłe “Każdy z nich miał obrany kierunek”? 

 

Tam mieści się hub. Wystarczy się pojawić i uruchomić mechanizm, którego włącznik ukryty jest w jednej ze stacji pogodowych.

A co jak jakiś przypadkowy monter to kliknie? laugh

 

Samo przejście nie należy do przyjemnych. Najpierw gęsta mgła, potem pisk w uszach i uczucie oddzielania się świadomości od ciała, jakby ktoś wyłączał grawitację. Czas zastyga.

W tej scenie jest momentami narracja w czasie teraźniejszym, w innych w czasie przeszłym. Jest to jakiś celowy zabieg, żeby coś podkreślić? Ja niestety tego nie wyłapałam. Na twoim miejscu bym to ujednoliciła, raczej do przeszłego, jest bardziej intuicyjny. 

 

Po chwili stałem już na platformie podświetlonej bladym światłem. Obok byli Ania i Rafał. Nie wiem, jak oni to robią, ale zazwyczaj to ja przychodzę ostatni.

To była jakaś metafizyczna platforma? Jak się objawiała ich obecność? Bo potem “wchodzą” w te skafandry, ale tutaj są już poza swoimi ciałami. Trochę tutaj nie rozumiem, jaki jest zamysł. 

 

Choć pochodzimy z różnych światów równoległych, w jakiś sposób zawsze się tu znamy i współpracujemy. Nigdy nie spotkałem tej samej Ani dwa razy. Podobnie z Rafałem.

Rozumiem zamysł, ze tu (gdzie jest to tu?) siebie kojarzą z jakiegoś dziwnego powodu, bardziej może wyczuwają, ze się znają → dla mnie wypadałoby wyjaśnić, czemu tak jest i trochę przekonstruować to zdanie. 

 

– Po gwałtownym hamowaniu pękła szyna. Na stacji wykolei się pociąg. Będzie wiele ofiar – powiedział bez wstępu. – Wśród nich znajduje się zdolny chemik.

Pomieszanie czasów, mnie to wybiło z rytmu. Może niech opisze co się stanie po prostu w czasie przyszłym? To będzie najbardziej intuicyjne. 

 

Człowiek, o którym mówimy, jest jednym z powodów, dla których jeszcze oddycha.

Wariant oddycha? Metafora w rozmowie, personifikacja linii czasowej – albo mamy poetę w postaci Filipa albo może lepiej to uprościć do “istnieje”/”nie rozpadł się”. 

 

– Wy będziecie na pokładzie. Wsiądziecie w Starachowicach Wschodnich – to ostatni przystanek przed Ostrowcem. Znajdziecie chudego chłopaka, około dwudziestu lat. Macie go chronić, jeśli Adaś nie zdoła… – urwał w pół słowa.

Unikaj wypowiedzi w dialogu, które zawierają dywizy. Ciężko jest to dobrze sformatować tak, by czytelnik nie czekał na atrybucję. Wystarczy tam po prostu przecinek :) 

 

Zawaliłem wtedy misję. Tylko dzięki Pawłowi tamten świat przetrwał.

Cała ta scenka spowodowała, że się uśmiechnęłam, fajniutkie to :) 

 

Praca Strażnika Kontinuum nie polega na pilnowaniu zegarów ani cofaniu wskazówek.

To nie jest spektakularny film akcji. Nikt nie biega przez portale ani nie krzyczy rozkazów.

My obserwujemy.

A czasem – przesuwamy coś o milimetr.

Nie to co w “The Umbrella Academy” :P 

 

W tym momencie miałem przebłysk w pamięci. Jakby echo innej mojej świadomości z innego wariantu.

Znałem dokładnie to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji. Tak jakbym miał wgląd w inną rzeczywistość. To jest jak flesz. Moment i wszystko już wiem. 

Znałem tę dziewczynkę.

Ja to bym wszystko w jeden akapit walnęła, takie urywane, krótkie, jednozdaniowe akapity męczą na dłuższą metę szczególnie, jeśli w gruncie rzeczy dotyczą tego samego. 

 

Balonik pociągnął ją lekko do tyłu, z dala od krawędzi peronu. Tyle wystarczyło.

Nie no, ale balonik to nikogo nie jest w stanie pociągnąć – to jest po prostu za lekkie. 

 

Świat oddychał.

Rozumiem, nadal nie jestem fanką tej metafory :) 

 

Nie pytałem – które. Ani, jak. Ani, kto zawinił. Było mi szkoda tamtych światów, ale jednocześnie cieszyłem się, że moja misja się powiodła.

Nie pytałem które, ani jak, ani kto zawinił. 

 

– Filip chce was widzieć.

– Kiedy? – zapytałem.

– Zawsze.

To była jego wersja żartu.

W sumie głupie pytanie “Kiedy” w takiej sytuacji, wiadomo, ze w tym dziwnym miejscu poza czasem jak tylko się skończy misja. 

 

– Zniknęła jedna z twoich wersji – dodał ciszej.

Co to znaczy? Jest coś takiego jak bazowa, to rozumiem. Ale co to znaczy, że jest ich więcej? Brakuje doprecyzowania, jeśli to ma być samodzielny tekst. 

 

– Nie musisz – odpowiedziałem. – Ktoś musi zostać, kiedy inne światy gasną.

Trochę nie rozumiem. On wraca do swojej bazowej. W tamtych innych giną razem z nią jego inne wersje, czyli nie ON. W jaki sposób on zostaje? Ponownie, szkoda, że nie ma w tym opowiadaniu więcej doprecyzowania. 

 

Poza tym nieźle się czytało. 

Trochę mi przeszkadzały te urywane zdania, bardzo krótkie akapity, podobno tak się teraz pisze, ale mnie to męczy na dłuższą metę, dostaję takiej mentalnej zadyszki. 

 

Sam pomysł na historię trochę mało odkrywczy, kilka takich organizacji naprawiających światy już było. Jest to jakaś wariancja dla tego konceptu, ja miałam silne skojarzenia z “Umbrella Academy” ale też ze “Wszystko, wszędzie, naraz”. 

Często w tych historiach z multiwersum problemem jest stawka – co się stanie, jak facet u ciebie zawiedzie? No ok, wszechświat zniknie, ale przecież jest ich nieskończenie wiele, więc w sumie…? Co takiego się stanie, jak ten świat “przestanie oddychać”? Reszta się posypie jak domino i zniknie całe życie i wszystkie linie? Jakaś magiczna równowaga zostanie przerwana? Albo to umieranie jest bardzo bolesne czy też porównywalne do np. wiecznego piekła (czarna dziura, horyzont zdarzeń, może to znieszczenie zajmuje wieczność? W UA sympatyzujemy z bohaterami, w WWN mamy zniszczenie wszystkiego i matkę, która chce się pogodzić z córką (zresztą tam problem tego, że nic nie ma znaczenia, skoro jest tyle światów, jest najistotniejszym problemem niszczycielki). 

Tej stawki w tym opowiadaniu nie czuć zupełnie, przez to średnio się czytelnik przejmuje powodzeniem misji (dziewczynką się przejmuje, bo jest mała i nie chcemy, żeby wpadła pod pociąg). Trzeba by dopisać kilka zdań na ten temat (bo zakładam, że w serii masz tę stawkę obmyśloną) i wtedy opowiadanie znacząco zyska w moim odczuciu :)

 

Mam nadzieję, że nie za ostro skomentowałam, starałam się dać konstruktywne uwagi. Oczywiście nie musisz się z nimi zgadzać, to Twoje opowiadanie :)

Dzięki za komentarz i głos :)

Z tym Jankiem i jego żoną trochę racja – ale zastanawiam się, czy pogłębienie tych bohaterów nie zwiększyłoby znacząco objętości, a bardzo się chciałam zamknąć w okolicach 35 k zzs (to dla mnie wyzwanie, bo z opowiadań mi się zawsze nowele robią). 

Kot miał być elementem magicznym, a wyszło właśnie trochę to wszystko na boku fantastyki.

Horror, bo właśnie nic innego mi nie pasowało. 

 

Cieszę się, że warsztat jest ok – na pewno coś mi umknęło, ale skoro nie był to fikołek na tyle duży, by zapisać, to może nie jest ze mną tak źle :) 

Cześć!

Jestem tu nowa :) 

Kiedyś już tu byłam (dawno temu i nieprawda), potem porzuciłam pisanie na 10 lat (czy to nie klasyka?), w 2025 powróciłam do niego. Napisałam powieść, ale nikt jej nie chce wydać, teraz pracuję nad warsztatem, piszę krótsze formy i zabieram się za drugą książkę. Piszę rzeczy różne, tutaj chciałabym posłuchać uwag ludzi zupełnie innych, niż w mojej instagramowej bańce, która jest fajna, ale czasem nie do końca mi leży. 

Rodzina, praca, prowadzenie SM, betowanie tekstów innych ludzi – niewiele starcza czasu na pisanie, jeszcze mniej na komentowanie, ale postaram się dać coś od siebie. Na start niestety niedużo – nastawiam się na czytanie jednego tekstu tygodniowo. Ale chyba lepiej podejść realnie niż życzeniowo :) 

Nowa Fantastyka