Profil użytkownika


komentarze: 53, w dziale opowiadań: 30, opowiadania: 24

Ostatnie sto komentarzy

Fragment zaczyna się od łowienia ryb nad rzeką. Niektórzy moi znajomi zajmują się tym hobby. Mieszkam niedaleko rzeki Bzury, ale sam nie łowię, choć chętnie jadam ryby. Za to lubię zbierać grzyby w lesie – warto znać ich rodzaje. Nad rzekę chodzę głównie po to, by popatrzeć na przyrodę lub pisać w spokoju. Płynąca woda i szum drzew mnie uspakajają. Dlatego na początku zainteresowało mnie to co napisałeś. Jest to fragment większej całości. Sprawdziłem, co znaczy tytuł.

Na ryby wybrali się chłopak i dziewczyna. mieszkają na wsi – tak jak ja i interesują ich wiejskie sprawy. To Robert i Agnieszka.

Bohaterowie opowiadania zabierają się do budowy chaty. Używają dostępnych materiałów: drewna, piasku, wikliny, trzciny. Przygotowują się też do żniw. Próbują odżywiać się tym, co pozbierają lub upolują

Zastanawiają się jak polować na większe zwierzęta.

Twoje opowiadanie ma tą zaletę, że jest pozbawione długich opisów charakterystycznych dla dawniejszych książek lub powieści fantasy. Jest w nim sporo dialogów.

Trochę brakuje mi jednak nastroju fantastycznego np. magicznych stworów czy leśnych strumieni.

Czytałeś ballady Mickiewicza? Jest w nich dużo niezwykłych zdarzeń i nastroju.

Powodzenia w dalszych próbach!

 

Dziękuję Ci za uważną lekturę wkrótce po wrzuceniu opowiadania na stronę i liczne uwagi. Poprawiam błędy, kiedy mam na to czas. Trudno uniknąć pomyłek i wpadek w długim tekście. tym bardziej, że zwykłem pisać spontanicznie, pośpiesznie, długim ciągiem, odręcznie, po tym jak zaświta mi w głowie pomysł. To po prostu mój nawyk. Inni może piszą powoli, bardziej uważnie. Co nie znaczy, ze nie zastanawiam się w ogóle nad tym, co piszę. Mam w głowie dużo różnych pomysłów.

 

 

Ładny tytuł, jeśli ktoś lubi czekoladki, słodycze, co nie zawsze wychodzi na zdrowie. Dodaje kilogramów.

Ciecze w kosmosie – wykorzystujesz racjonalną wiedzę naukową. Każde dziecko wie, że ciecz w wysokich górach zamarza, zaczyna wrzeć i wyparowuje? Lekcje fizyki kiedyś zaczynały się dopiero w wyższych klasach. Najpierw była przyroda, dopiero potem biologia.

 Z kosmosu od strony odległej konstelacji Oriona (którą często obserwuję na niebie, gołym okiem) zbliża się kropla dziwnej, niekształtnej substancji. Jest ogromna, wielkości gwiazdy. Porusza się z wielką szybkością. Co ją utrzymuje w całości?

Są w niej złożone związki organiczne. 

Potrząsnąć można raczej próbówką ze szkła w laboratorium, niż nauką.

Okazuje się, ze to wielka porcja czekolady deserowej. Prezent od obcych?

Dziwne zjawisko przesłania gwiazdy jak chmury, utrudnia astronomom ich obserwację.

Czekoladowa odyseja zmienia się w czekoladowy koszmar.

Kropla kieruje się w stronę Słońca, na szczęście nie oblepia Ziemi, nie spływa na wielkie metropolie. Prawdopodobnie stopiłaby się wchodzą w atmosferę. Jest samoświadoma? Słońce zostaje otoczone warstwą czekolady.

Ziemię ogarnia ciemność i chłód…

Troskliwa mama przygotowuje swoim dzieciom obiad. Czekolada z kosmosu to pralinki dla niej w nagrodę.

To dobrze, że próbujesz kosmicznej fantastyki, fascynują mnie podróże kosmiczne. A ostatnio przeczytałem “Jestem legendą” R. Mathesona.

 

W twoim opowiadaniu dostrzegłem trudną relację dwojga (młodych?) osób: kobiety i mężczyzny, którzy próbują odczuwać wobec siebie prawdziwe uczucia. Ocalić swój związek w trudnej sytuacji.

Michał przechodzi dziwne przemiany, przestaje być człowiekiem Staje się czymś innym. Czym? Maszyną? Duchem? Obcą istotą?

Dziewczyna usiłuje zaakceptować przemianę. Dlaczego nie nadałaś jej imienia?

W słynnym “Procesie” wielki samotnik, Kafka nazwał swojego bohatera Józef K., a w “Zamku” był już tylko K. Kafka napisał też opowiadanie pt. “Przemiana”, które Ci polecam. Bohater Przemiany zostaje zmieniony w nędznego robaka, rodzina czuje do niego tylko wstręt, a pokojówka chce go zamieść miotłą.

Mogłabyś dokładniej opisać przemianę.

W jednym z fragmentów z ciała chłopaka, jego klatki piersiowej uformowała się obrączka (ślubna, bohaterowie planują małżeństwo?), niczym motyl w gablocie, powieszonej na ścianie. to dosyć specyficzna poetyka.

Nie musisz uwzględniać moich sugestii.

 Zainteresował mnie tytuł Twojego opowiadania. Jego fabuła dzieje się na Tytanie, największym księżycu Saturna, który obecnie intensywnie badają sondy NASA. 

Wolę fantastykę opartą na solidnej nauce. Nie podoba mi się zalew kiepskiej fantasy, której pełno w księgarniach. Kiedyś zaczytywałem się w Tolkienie, Le Guin a nawet Howardzie. Autorzy wielotomowych cykli liczą na łatwy zysk, nieudolnie naśladując mistrzów gatunku. 

Na Tytanie odbywają się odwierty, poza tym toczy się też tam wojna ekonomiczna. Na tym księżycu Saturna panują, jak wiadomo, dzięki sondom, ekstremalne warunki. 

Dwóch pracowników platformy wiertniczej rozmawia ze sobą w kompleksie: to Ben i Miguel. Platforma należy do chciwej korporacji. 

 Pracownicy zauważają uszkodzenie diamentowego wiertła. Platforma dokonuje głębokich odwiertów. 

Przypomina mi się od razu film “Armagedon” z Brucem Willisem w roli głównej. Pracownicy platformy wydobywającej ropę naftową na oceanie muszą zniszczyć asteroidę, która uderzy w Ziemię. Ratują ludzi przed katastrofą. Film nie jest arcydziełem. Wiele w nim bzdur. 

Okazuje się, że wiertło uszkodził kawałek twardej skały, który za pomocą robota zostaje wydobyty na powierzchnię. 

Lubię konkretne opisy, które pozwalają sobie wszystko dokładnie wyobrazić, jak na przykład w książkach Artura C. Clarka. 

Ben i Miguel oglądają kamień. Wygląda on na typową tytanową skamielinę. (Tytan, jak wiadomo, to też metaliczny pierwiastek chemiczny w układzie okresowym). 

Jednak po dokładniejszej obserwacji dwaj pracownicy platformy dostrzegają w skale coś niezwykłego: małą, metalową szpilkę, wyglądającą na sztuczny twór. Być może pozaziemskiego pochodzenia. Badają ja bardzo dokładnie. 

Poza tym wydobyte z dużej głębokości znalezisko może być starsze niż ludzkość. 

Pracownicy postanawiają przesłać dziwny obiekt do laboratorium, licząc na nagrodę od korporacji. 

A może jednak nie? 

Ostatecznie podejrzliwi mieszkańcy platformy ustalają, że pozbędą się niezwykłego artefaktu. 

Potem akcja opowiadania przenosi się na Marsa, do siedziby korporacji. 

Tamtejszy pracownik korporacji dowiaduje się o odnalezieniu czegoś dziwnego na Tytanie. Korporacja podsłuchała rozmowę Bena i Miguela. Dowiaduje się o wszystkim, mimo ich środków ostrożności. 

Korporacja postanawia odzyskać znalezisko za wszelką cenę. Wie prawie wszystko o Benie i Miguelu. 

Po tym chce pozbyć się niewygodnych świadków, pozorując wypadek. 

Teraz wracamy na Tytana, do załogi platformy. Okazuje się, że Miguel nie wyrzucił artefaktu do odwiertu, postanowił go sprzedać w tajemnicy przed kolegą. 

Za pieniądze zyska możliwość wygodnego życia z rodziną. 

Miguel odbiera podejrzany telefon. Jakiś Rosjanin proponuje mu nielegalne odkupienie znalezionego na Tytanie metalowego przedmiotu za dużą kwotę pieniędzy. Miguel jednak jest ostrożny, obawia się o swoje życie i swoich bliskich. 

Postanawia ratować przed zagrożeniem swoją żonę i synka oraz Bena. Uwikłał się w duże kłopoty. 

Na Tytana szybko przybywają ludzie, którzy dowiedzieli się o znalezisku. Mechaniczna małpka buszuje po bazie. Jest własnością Rosjanina, z którym rozmawiał Miguel. Oleg chce zdobyć cenny przedmiot. Szantażuje Miguela i Bena. Grozi im bronią. 

Ben i Miguel żałują, że znaleźli to coś. 

Benowi udaje się unieszkodliwić małpkę podstępnego Olega. W bazie następuje awaria komputerów, wywołana przez jej załogę. 

Platforma zostaje zniszczona. Miguel ginie. Ben zostaje w rozpadającej się bazie. 

 Oleg stawia na swoim – zdobywa odkryty pod powierzchnią Tytana obiekt. 

Opowiadanie jest solidne, zrozumiałe, bez większych niekonsekwencji. Sporo w nim dramatycznych zdarzeń. 

Jednak zakończenie jest przygnębiające – bezduszny przestępca stawia na swoim. 

Pozdrawiam Autora! 

Masz trochę wiedzy kosmologicznej. Wiesz też co nieco o poszukiwaniu życia w kosmosie.

Też mnie interesuje problem milczenia wszechświata.

Radioteleskopy bez przerwy nasłuchują sygnałów z kosmosu, ale jak do tej pory nic nie znalazły albo przynajmniej nic o tym nie usłyszeliśmy w telewizji.

Wykorzystałeś misję Apollo, która miała doprowadzić do lądowania człowieka na Księżycu.

Trzech członków załogi statku rozmawia z Centrum Kosmicznym w Huston.

Kosmonauci dostrzegają coś dziwnego. Pojawia się jakaś istota w formie galarety.

Dziwna istota bardzo szybko porozumiewa się z ludźmi po Angielsku, co opisujesz po Polsku. to jest trochę uproszczenie. Takie spotkanie nie powinno przebiec tak łatwo.

Okazuje się, że członkowie załogi mają do czynienia z przedstawicielem pozaziemskiej korporacji.

Opowiadanie ujawnia twoje poczucie humoru.

Obca istota przedstawia swoją ofertę. Przypomina to bardzo propozycje sieci telefonicznych, które znajdują się w każdym mieście naszego kraju.

Potem akcja przenosi się w pobliże Proximy Centauri. Tamtejsze istoty rozmawiają ze sobą, oglądają jakieś programy rozrywkowe w holowizji.

W epilogu opisujesz ironicznie spotkanie z autorem książki o nauce.

 

 

 

   Ostatnio zmarł kolejny pisarz Ian Watson. W piątkowe wieczory słucham w internetowym radiu Paranormalium audycji o fantastyce Marka Żelkowskiego. W kwietniu pojawił się tam ciekawy wywiad z tym angielskim autorem SF. 

   Kupiłem przez Internet trzytomową trylogię Watsona “Mana” wydaną przez wydawnictwo Amber w roku 1994, niedługo po jej napisaniu, ale jeszcze nie zdążyłem jej przeczytać. Mam w domu coraz więcej nieprzeczytanych, a nawet niedoczytanych książek. 

   Kiedyś wypożyczyłem z biblioteki powieść Watsona “Łowca śmierci”, ale musiałbym ją sobie lepiej przypomnieć. 

   W “Fantastyce” dawno temu odkryłem powieść Gene Wolfe “Cień kata”. Jest to pierwsza część bardzo oryginalnego cyklu o młodym adepcie cechu katów, który żyje w dziwacznym świecie, pełnym okrucieństwa. Kształci się w torturach i zabijaniu. Pamiętam, że “Cień kata” wywarł na mnie duże wrażenie. Nigdy dotąd nie czytałem czegoś takiego. Potem kupiłem sobie kolejne części. Znalazłem książki Wolfe`a także w bibliotece. 

   Znam też powieść “Żołnierz z mgły” wydaną przez legendarne wydawnictwo Phantom Press (jak najbardziej nie widmowe!). Jest to historia greckiego żołnierza, który codziennie traci pamięć i dlatego spisuje to co przeżył wcześniej, a potem to czyta, by odtwarzać swoją przeszłość od nowa. W książce znajduje się mapka fikcyjnego świata. Istnieje też druga część tej niezwykłej książki. 

   W “Fenixie”, którego można było kupić w niektórych kioskach, ukazało się równie interesujące opowiadanie “Śmierć doktora wyspy”. 

   W “Fantastyce” znalazła się też powieść “Gdzie wasze ciała porzucone?” Philipa Jose Farmera. Znam jego inną książkę “Jezus na Marsie”. Farmer chętnie zajmuje się tematyką religijną. Życiem po śmierci, zbawieniem itd. 

   Szukam pisarzy, którzy potrafią mnie zaskoczyć. Obecnie ukazuje się dużo fantastyki komercyjnej, płytkiej i mało oryginalnej, wielotomowej. A nawet po prostu źle napisanej. Może to jest związane z łatwością publikowania? 

   Obecnie mam dostęp do NF w telefonie z Internetem, ale wolę jej papierowe wydanie. 

   Po przeczytaniu artykułu p. Jemielniaka. Używam avatarów  a nawet je tworzę np. w grach komputerowych. Także kobiece, o ile mogę je dowolnie wybierać. To niezła zabawa! 

   Może nie jestem zbyt urodziwy i bardzo młody, ale przyzwyczaiłem się do swojego wyglądu i go nie zmieniam – nie robiłem sobie nigdy żadnych operacji plastycznych.  Zmieniłem z czasem głównie swoją fryzurę, ale nie kolor włosów. 

   W sieci możemy wyglądać na ładniejszych i młodszych niż w rzeczywistości, jednak to tylko iluzja i musimy wracać do mniej atrakcyjnej rzeczywistości, w której czas płynie nieubłaganie. 

   Niektórzy poważni uczeni (i pisarze) twierdzą, że prawdziwy świat, który nas otacza jest sam w sobie złudzeniem w wielowymiarowym wszechświecie. Jesteśmy płaszczakami jak byty z opowiadania “Styczne” Grega Beara, które też kiedyś przeczytałem w “Fenixie”. Znam już bardzo dużo różnych opowiadań i bywam surowy w ocenach. “Styczne” do dzisiaj są jednym z moich ulubionych. 

   Internet, którego już używamy masowo staje się cyberprzestrzenią lub cyberświatem. Mroczne wizje W. Gibsona, autora “Neuromancera’, który ukazał się w biblioteczce “Fenixa” z tandetą okładką, powoli się urzeczywistniają. 

   Tylko patrzeć jak Sztuczna Inteligencja poinformuje nas pewnego dnia, że odnalazła w odległym kosmosie pozaziemskie formy Sztucznej Inteligencji. 

   Ostatnio przeczytałem ponownie kolejne wydanie “Biblioteki XXI wieku” St. Lema, z nowymi dodatkami. 

   Jest w nim recenzja fikcyjnej książki “Jedna minuta ludzkości” a także opis armii maleńkich, sztucznych insektów, podobnych do szarańczy lub roju pszczół. Lem opisuje też jeszcze mniejszą i bardziej podstępną armię zarazków. Tymczasem obecnie trwają na świecie wojny dronowe. Drony można kupić nawet w sklepach i ich samemu używać. Nad terytorium wroga latają małe, bezzałogowe pojazdy i sieją zamęt. 

   Lem jest nadal aktualny. Przestrzega nas przed rozwojem technologii, który może zmierzać w złą stronę. Nie odkładajmy go jeszcze do lamusa! 

    Zaciekawił mnie też artykuł o kontakcie z pozaziemską cywilizacją Dariusza Skrzydło. Być może kiedyś, w przyszłości odnajdziemy w kosmosie myślące istoty. Na razie jednak milczą. 

   Znam powieść “Słuchacze” Jamesa Gunna, w starym wydaniu i dobrze ją pamiętam. Kosmiczna cywilizacja pochodzi w niej z planety prawdziwej gwiazdy Capella. W przekazie, rozszyfrowanym przez badaczy, dowiadujemy się, że te istoty wkrótce zginą z powodu niestabilności swojej gwiazdy. 

 W artykule “Wirujący śmietnik” Karol Muzyka zastanawia się nad problemem śmieci w kosmosie, głownie zepsutych satelitów, fragmentów rakiet. Jest to ważny problem. 

  Mam nadzieję, że na Marsie nie będziemy wyrzucać papierków po batonikach “Mars” lub “Milky Way”. Powinniśmy o tym pomyśleć. 

  Moja ulubiona muzyka filmowa pochodzi z dziwacznego serialu “Twin Peaks” Davida Lyncha, który kiedyś pokazała telewizja. 

   W polskim dziale opowiadań spodobało mi się od razu opowiadanie Tomasza Kołodziejczaka. Znam tego pisarza od dawna. 

   Miałem przyjaciela, który nazywał siebie Nathaniel. Pisywał wiersze tak jak ja. 

   Autor pisze na początku o farmie solarnej, która produkuje energię i uprawie zmodyfikowanej kukurydzy. 

  Główny bohater, dorastający nastolatek biega pomiędzy różnymi budowlami, czyści panele słoneczne na odległej planecie, gdzie brakuje ludziom powietrza, żywności i czystej wody. 

   Żywność produkuje się w drukarkach 3D. 

  Ile człowiek może wytrzymać bez oddechu przy intensywnym wysiłku np. sportowym? Przypomina mi się film pt. “Wielki błękit”, o ekstremalnym nurkowaniu. 

   Na końcu zwycięża niszcząca entropia. Wszystko się niby zgadza, jednak organizmy żywe i biosfera jakimś cudem radzą sobie z entropią. Nie wiadomo jak. 

   Pamiętam jak w dzieciństwie wstrzymywałem oddech w przychodni, długo czekając z mamą na wizytę u lekarza. Bałem się, że się uduszę. 

   Tomasz Kołodziejczak to w miarę solidny autor. Nie popełnia trywialnych pomyłek i stylowych wpadek młodych twórców. Nie jest przesadnie sentymentalny, jak przystało na autora SF, ani też zbyt wulgarny. 

   Taka jest moja opinia. 

  W nowoczesnej literaturze rezygnuje się już z typowych fabuł, choć niektórzy czytelnicy są do nich nadal przyzwyczajeni. Strumienie świadomości, o których uczymy się w szkole i komputerowe hiperteksty bywają czasem długie, nurzące i niezrozumiałe. 

   W dziale zagranicznym przeczytałem włoskie opowiadanie “Jesienna piosenka” Mauro Banniciego. Pora roku się nie zgadza – teraz jest wiosna, chyba, że ktoś tęskni za jesienią, żółknącymi liśćmi, mgłą i dojrzewającymi pomidorami. 

   To opowiadanie o upadku cywilizacji, trochę jak epicka “Kantyczka dla Leibowitza” Waltera Millera, której nowe wydanie widziałem ostatnio w księgarni. Mnisi przechowują w tej powieści pamiątki z czasów przed wielką wojną atomową. 

   Tak się składa, że mam w domu pomidory, na razie w doniczkach, dopiero rosną. Potem posadzimy je na polu. 

   Na Sycylii jest na pewno więcej niż u nas słońca, mieszkamy przecież bardziej na północ od równika. 

  Lubię opisy przyrody, choć dla niektórych czytelników są one raczej nudne. 

   Opowiadanie o długim tytule “Przedmowa do…” Sofii Rhei nawiązuje do osoby St. Lema, najbardziej znanego na świecie polskiego autora fantastyki naukowej. 

   Z hydrą biurokracji kojarzy mi się wieloznaczna powieść Lema “Pamiętnik znaleziony w wannie”. We wstępie do niej autor opisuje bakterię, która odżywia się… papierem. To pomysł przyprawiający o zawrót głowy. 

   W jednym z opowiadań Lema bakterie pożerają materię, robiąc w niej dziury. 

   Wiele razy wracam do tych utworów. Są niezwykłe. 

   Ostatnia powieść Lema “Fiasko” opowiada o niefortunnym spotkaniu ludzi z odległą, obcą cywilizacją. Jest mroczna i trudna. 

  Czyżby Lem zwątpił ostatecznie w swoje dzieło i naukę? To jednak przygnębiające. 

  Całe majowy numer był ciekawy. Sporo czasu zajęło mi przeczytanie wszystkiego. 

 To tyle. 

Dziękuję czytającym za wszystkie porady i zainteresowanie.

Starałem się napisać swoje krótkie opowiadanie w sposób przejrzysty i w miarę prosty, by było przystępne dla zwykłego czytelnika.

W opowiadaniu jest tylko dwoje bohaterów: kobieta i mężczyzna.

Toczy się ono w krótkim czasie.

Oglądam często programy popularnonaukowe w Internecie i w TVP Nauka.

Czytam sporo książek o nauce i fantastyczno – naukowych. Chętnie wracam do starych autorów.

Kupuję czasopisma o nauce.

Wolę używać własnej głowy, niż komputerowych wzorców. Korzystam z komputerów i z Internetu, ale odnoszę się do nich z dużą rezerwą.

Chcę, by, to, co napiszę było moje własne, wynikało z mojej specyficznej wrażliwości.

Wymyślałem różne historyjki już w dzieciństwie. Ilustrowałem je własnymi rysunkami, więc robię to od dawna.

 

Bardzo krótki utwór. Przeczytanie zajęło mi dosłownie chwilę. Czytam dużo i szybko, choć nie zawsze uważnie.

Jest to typowa fantastyka naukowa, powiązana z techniką, taka jaką lubiłem od dawna.

Ludzie odbierają sygnał z kosmosu.

Czasem może nas zmylić coś naturalnego np. b. regularny sygnał pulsara, ale chcemy wierzyć, że gdzieś we wszechświecie istnieje jakaś inteligentna cywilizacja.

Naukowcy usiłują rozszyfrować przekaz. Przypomina mi to dwie znane książki “Kontakt” Carla Sagana (naukowca, sfilmowany) i “Głos Pana” St Lema (swobodna adaptacja). To bardzo ciekawe książki i niezłe filmy. Czasem jednak wolę książkę niż film.

Po dużych wysiłkach udaje się rozszyfrować przesłanie obcych.

Na koniec zabawna puenta.

Też nie znoszę reklam.

Nie dostrzegam większych potknięć.

Nie zawsze dobre opowiadanie musi być długie.

Tematem Twojego opowiadania jest szkolna, dobrze się zapowiadająca, przyjaźń. Przyjaciel głównego bohatera, bezimiennie opisującego to, co mu się przydarzyło w pierwszej osobie, jest Maurycy.

Też interesuję się matematyką, jak postacie z “Umysłu oskarżycielem”.

Bohater opowiadania kończy Liceum, studia, zostaje profesorem na uczelni.

Przyjaciół łączy abstrakcyjne piękno idealnych, matematycznych struktur.

Czy opowiadanie było inspirowane lekturą książek St. Lema, zafascynowanych wiedzą naukową?

Coś w przyjaźni dwojga już dorosłych mężczyzn jednak się psuje.

Zaczynają ze sobą rywalizować w matematyce (nie o kobietę tym razem).

Maurycy dokonuje matematycznego odkrycia. Jego bezimienny przyjaciel postanawia go zabić.

Co ma w głowie zabójca? Jak uzasadnia swój przestępczy czyn?

Dochodzi do zabójstwa – Maurycy umiera od ciosów nożem w gruby brzuch.

Przyjaźń przerodziła się w nienawiść.

Jak to możliwe? Czy można było uniknąć tragedii?

U Szekspira np. W “Hamlecie” wszystko dąży do nieuchronnej katastrofy. Zły los wciąga w pułapkę, a może nasz własny umysł? Może główny bohater chce zabić część siebie?

To ciekawe. Pozdrawiam!

 

Dziękuję wszystkim za lekturę mojego tekstu, za uwagi i porady, które uwzględniam. Są to dopiero moje pierwsze literackie próby na portalu.

Czytałem “Gwiazdę Barnarda”. Nawet mam ją nadal w swojej biblioteczce. W czasach szkolnych lubiłem powieści Edmunda Niziurskiego, Zbigniewa Nienackiego, Alfreda Szklarskiego, Adama Bahdaja i innych polskich autorów literatury młodzieżowej, którzy się wtedy ukazywali.

Widzowie czekają na przedstawienie albo film. Używają na widowni opasek neuronowych.

Twórca wymyśla swoją projekcję za pomocą własnych myśli, swojego umysłu. Używa trójwymiarowych hologramów, a nie prawdziwych aktorów.

Tematem występu ma być: “Zepsuty automat do kawy”.

Przedstawienie jest absurdalne w treści. Automat nie robi kawy, tylko inne rzeczy. Dwie osoby rozmawiają przy nim ze sobą.

Publiczność śmieje się z żartów.

Tematem rozmowy jest zabójstwo z zazdrości. Zabójca trafia do więzienia. Jeden z rozmówców jest bratem zabójcy. Próbuje go zrozumieć.

Po przedstawieniu czy projekcji publiczność bije brawo autorowi.

Jednak on całym umysłem i ciałem przeżywa swój występ.

Projekcja holograficzna nagle staje się rzeczywistością albo odwrotnie: rzeczywistość miesza się z tworami wyobraźni.

Zbrodnia jakby zmienia wszystko wokół. Cały świat zdaje się spływać krwią.

Jak wydostać się z tego koszmaru?

Czy widzowie poczuli się wciągnięci w tą dziwną wizję i też ją w rzeczywistości przeżywają?

To ciekawy problem: jak odróżnić rzeczywistość od swoich wyobrażeń? Gdzie kończę się ja, a zaczyna zewnętrzny świat?

Czy technika przyszłości uczyni nasze życie lepszym, czy wręcz przeciwnie? Wynalazki komplikują nam życie, zamiast je ułatwić.

Zwykły automat do kawy może w każdej chwili się zepsuć, sprawiając nam problemy. To nas dotyka codziennie w nowoczesnym świecie.

Pozdrawiam!

 

Bohaterką Twojego bardzo krótkiego opowiadanka jest dziewczyna. Budzi się zbyt wcześnie, mimo że jutro jest wolna sobota.

Widzi w nocy, w swojej sypialni dwóch mężczyzn, którzy chcą zabrać jej duszę. Jeden jest czarny, drugi biały. To diabeł i anioł. Nazywają się Diavolo i Angelo. Dziewczyna ma na imię Agata.

Budzi seksualne zainteresowanie u dziwnego przybysza w czarnym stroju.

Nie widziałem przezroczystych piżamek, raczej nocne koszule dla starszych dziewczyn.

Nocni intruzi siłują się na rękę, by zdobyć duszę Agaty. Jednak żadnemu z nich nie udaje się wygrać.

Nagle przybywa sama Śmierć z kosą. Śmierci nie da się łatwo przechytrzyć.

Następny mógłby się zjawić Bóg, jeszcze potężniejszy.

Jednak Agata jutro nie umrze. Obudzi się, jak zwykle, w sobotę.

Dosyć zabawne, beztroskie opowiadanko.

Polecam Ci lekturę ballady “Pani Twardowska” A. Mickiewicza. Może znasz ją ze szkoły?

   Pisarza Dana Simonsa kojarzę z książkami b. grubymi w wielu tomach, które zajmują na półce dużo miejsca. Nie był to mój ulubiony autor, choć wykorzystywał wątki poetyckie w swoim “Hyperionie” i “Endymionie” – są to, jak wiadomo, sławne poematy Johna Keatsa. O ile dobrze pamiętam Simons w swoim cyklu wskrzesił angielskiego poetę z epoki romantyzmu. “Wydrążony człowiek” z jego innej książki to przecież dzieło T. S. Eliota. Nie wiem czy D. Simons znał polską poezję. 

   Przypominam sobie też, że włoski poeta Dante, autor “Boskiej komedii” rozmawiał nie tylko z ukochaną Beatrycze, ale też ze swoim starożytnym poprzednikiem i nauczycielem Wergiliuszem, autorem “Eneidy”, który nie mógł trafić do chrześcijańskiego raju, bo urodził się za wcześnie. 

   Niektórzy czytelnicy wolą od wspaniałych eposów z wieloma strofami dużo bardziej przystępną “Sztukę kochania” Owidiusza (warto przeczytać, są tam różne praktyczne rady), czy zwięzłe wiersze Safony. 

   Na pewno książki Simonsa pozostaną na długo w naszej pamięci. 

   Lem napisał, że całej literatury science – fiction i fantasy nie da się już ogarnąć ludzkim umysłem, ale nie cała jest warta uwagi. Cenił tylko niektórych autorów np. Stapeldona, Le Guin i Dicka. Uważa się nawet, że tak naprawdę cenił tylko siebie. 

   Podobnie jest, niestety, z poezją. W erze Internetu tym bardziej. Żyjemy w czasach masowej produkcji literatury. Dużo napisał już Juliusz Verne (ale jego powieści akurat lubiłem już w dzieciństwie i chętnie wracam do nich do tej pory, chyba nie tylko ja).  

   Nie znałem wcześniej Romana Coppoli, jedynie Sophię Coppolę, reżyserkę historycznej “Marii Antoniny”, w której wystąpiła Kristen Dunst, znana mi z filmów o człowieku pająku. 

   Z dzieł Francisa Forda Coppoli znam, oczywiście, “Ojca chrzestnego”, epicki film o włosko – amerykańskiej mafii i wojenny “Czas apokalipsy” inspirowany niedługim “Jądrem ciemności” J. Conrada. Statek kosmiczny Nostromo z pierwszego filmu o obcym to tytuł innej książki Conrada, a także postać z tej powieści. “Drakulę” Coppoli też kiedyś oglądałem. 

   Dlaczego powstało tak dużo filmów na podstawie jednych, jedynych “Drakuli” Brama Stokera i “Frankensteina” Mary Shelley, uroczej i chyba całkiem inteligentnej żony poety z epoki romantyzmu Percy Shelleya? 

   Podobają mi się efekty specjalne bez komputera w “Kingsajzie” Machulskiego. Są moim zdaniem całkiem udane nawet w porównaniu z drogimi filmami zagranicznymi (i zabawne). 

    Zaciekawił mnie felieton p. Jemielniaka o cyfrowym “bliźniaku” pacjenta, który pomoże lekarzom w rozpoznawaniu i leczeniu różnych chorób. Istnieją już roboty medyczne służące do operacji i różnych zabiegów. Skalpel w rękach chirurga często zastępuje precyzyjniejszy laser np. w operacjach oka. 

   Na razie nasza realna rzeczywistość do b. długie kolejki do lekarzy. 

   Czy sztuczna inteligencja i roboty mogą zastąpić lekarzy, prawników, naukowców, inżynierów, urzędników, kierowców, pilotów itd.? Tak jak kiedyś maszyny zaczęły zastępować robotników w fabrykach i kopalniach? 

   Trwa nadal epoka mechanizacji. Wkroczyliśmy już w epokę informatyczną, równie niepokojącą. 

   Pamiętam, że kiedyś ukazywała się w kiosku “Mała fantastyka” – kolorowe pisemko dla dzieci. Powstało tylko kilka numerów, ale warto by o tym przypomnieć. Tym bardziej, że fantastyka dziecięca nadal cieszy się dużym zainteresowaniem małych czytelników. Rosną z nich potem dorośli fani SF lub naukowcy: fizycy, astronomowie, inżynierowie a nawet kosmonauci, choć niektórzy dorastając z fantastyki jednak rezygnują, zajmując się “ambitniejszą” literaturą. 

   W polskim dziale opowiadań spodobało mi się “Jak zrobić niespodziankę Wszechwiedzącemu?” Grzegorza Janusza. Znam tego autora z dawnych numerów NF. Jest to specjalista od krótkich, absurdalnych historyjek, pisanych lekko i z humorem. 

   Z książek SF czytam obecnie “Planetę małp” francuskiego autora Pierre Boulle. Słynna planeta małp znajdowała się w układzie odległej Betelgezy dobrze widocznej na nocnym niebie, w konstelacji Oriona. 

   Małpy na planecie Soror przeprowadzają eksperymenty na ludziach, tak jak my eksperymentowaliśmy na nich na Ziemi. 

   Dzięki teorii ewolucji Darwina i prehistorycznym znaleziskom, wiemy już na pewno, że pochodzimy od małp. 

   Czy inteligencja daje nam prawo pogardzania innymi gatunkami? 

   Co by się stało, gdybyśmy nie byli dominującym gatunkiem na planecie lub w kosmosie? 

   Spodobała mi się powieść Michała Kłodawskiego “Bóg zero jeden”. To powrót do ambitniejszej fantastyki kosmicznej, opartej na nauce (astrofizyce). 

   Czym jest boskość, wyższą od ludzkiej inteligencją z odległego kosmosu? Jakie są granice wiedzy i rozumu? Czy wszechpotężne istoty są moralne? Jak będzie wyglądała nasza wiara religijna w erze podboju dalekiego kosmosu, podróży do innych układów gwiezdnych, do innych cywilizacji? Czy będzie miała jeszcze jakiś sens? 

   Przyszłość nadal rodzi wiele trudnych pytań. 

 

Kolejne opowiadanie z obrazem. 

Na początku dowiadujemy się, że jest ono związane z religią prawosławną, jej rytuałami i zwyczajami. 

Prawosławie powstało, jak wiadomo, z rozpadu Chrześcijaństwa. Jest to religia panująca mi. w Rosji, ale cerkwie są też w naszym kraju. Można je zwiedzać. 

Obecnie rządzi car Aleksy II. 

Do cerkwi przychodzi coraz mniej wiernych. Nie chcą brać udziału w nabożeństwach. Tytułowym bohaterem jest duchowny prawosławny, Dymitr, dla którego nastały gorsze czasy. Jego przełożony chce go wysłać do Etiopii w Afryce, by krzewił wiarę wśród pogańskich ludów Czarnego Lądu. 

Duchowny prawosławny może mieć żonę – jest nią Nastka, czyli Anastazja. Pop i jego żona mają dziecko, rocznego Paszkę. 

Po przymusowym odejściu od kościoła prawosławnego niedoszły pop musi zajmować się pracami fizycznymi, za którymi nie przepada. 

Mimo to małżonkowie usiłują wiązać koniec z końcem. 

Nastka próbuje zajmować się krawiectwem. 

Przyjaciel proponuje Dymitrowi, by zajął się biblioteką za pięć rubli dziennie. Jest to lżejsze zajęcie. 

Praca wśród mnóstwa książek okazuje się dość interesująca. Dymitr może zapoznać się z bogatym księgozbiorem. Znajdują się w nim pięknie oprawione święte księgi, ale nie tylko. 

Potem bohater opowiadania trafia na duże przyjęcie w mieście na cześć cara. 

Sporo miejsca poświęcasz tematom kulinarnym. Nie każdego to interesuje. 

Oprzytomniawszy po uczcie Dymitr trafia niespodziewanie prosto do łoża jakiejś atrakcyjnej kobiety. Zbrukał święty sakrament małżeństwa i skrzywdził uczucia swojej wiernej małżonki. 

Po zakończeniu żmudnej pracy w bibliotece (szybko się z tym uporał) Dymitr musi szukać dla siebie nowego zajęcia. Akurat zaczynają się żniwa na wsi. Gorzej jest zimą, gdy prace polowe ustają a pola pokrywają śniegi. Mieszkańcy wsi grzeją się przy piecach. 

W końcu znajomy proponuje mu posadę protokolanta, czyli urzędnika państwowego. Musi się tym zająć z powodu choroby dziecka. 

Asystuje przy nieuczciwych procesach karnych. Tajna policja stosuje tortury i inne środki przymusu. 

Dymitr musi asystować przy torturowaniu więźniów. Jednak to poprawia jego sytuację materialną. 

Swoją frustrację zaczyna wyładowywać na żonie i dziecku. Żona ma tego dosyć i opuszcza go wraz z dzieckiem. 

Bohater uświadamia sobie jak daleko odszedł od swojej wiary i zastanawia się jak do tego doszło. 

Uważam, że Twoje opowiadanie jest za surowe dla mężczyzn. Przedstawiasz ich w złym świetle. 

Nie dostrzegam wątku fantastycznego. Powinnaś rozwinąć wątki historyczne, jeśli ma to być historia alternatywna i dodać coś niezwykłego np. jakiś cud religijny. Znasz “Lód” Jacka Dukaja? Wiem, że to bardzo obszerna książka. 

Obraz dołączony do opowiadania przedstawia kopuły, ale bez charakterystycznego krzyża prawosławnego. Jego tonacja jest ciemna. Trochę żółtego światła w dużych oknach. Zamglone kontury budowli. 

Ja osobiście wolę jaśniejsze barwy, bardziej różnorodne i weselsze, dzieła impresjonistów: np. A. Renoira i C. Moneta. 

Religia prawosławna kojarzy mi się z ikonami, które lubię podziwiać. Próbowałem też wykonać ikonę pod kierunkiem artystki, która się tym zajmowała zawodowo. 

Kolejne opowiadanie z obrazem – podoba mi się ten pomysł.

Tym razem obraz przedstawia tajemniczą kobietę o szarej twarzy w czerwonej chuście. Jej oczy są zielonkawe (oliwkowe).

Bohaterowie Twojego opowiadania Helena i Tomasz remontują swoje wspólne mieszkanie. Spodziewają się dziecka.

Kobieta nie pochodzi z tego świata. Jest jakoś związana ze słynną Heleną Trojańską, której porwanie było wg. Homera przyczyną wojny trojańskiej opisanej w “Iliadzie”. Z dzieł starożytnego Homera wolę “Odyseję”.

 Część bogów olimpijskich opowiedziała się po stronie Troi, a inni po stronie Greków.

Czytałem kiedyś komiks “Sąd Parysa”, na motywach mitologii greckiej. Parys wybierał najpiękniejszą boginię spośród Hery, Ateny i Afrodyty. Wybrał tą ostatnią, wręczając jej złote jabłko. Za co naraził się na zemstę pozostałych.

Opowiadanie “Ogród i pozostałe kłopoty” opisuje perypetie związku Tomasza i Heleny.

Dom, w którym zamieszkali oboje należał do babci Tomasza.

Jako mężczyzna nieco inaczej widzę relacje w związkach między dziewczyną i chłopakiem.

Nigdy nie jadłem szarlotki z mango. Lubię szarlotkę z jabłek, najlepiej z własnego sadu. Nie wiem, co to jest pilaw. Tomek i Helena jedzą też soczewicę i ryż.

Para spędza razem święta Bożego Narodzenia.

Mają również własny ogród przy domu, którym zajmują się wiosną.

Zbliża się czas porodu.

Wszędzie się tworzą jakieś dziwne dziury.

W końcu oboje szukają czarownicy, zamiast lekarza.

Szczęśliwie rodzi się mała Anastazja.

Zaprzyjaźniają się z czarownicą Małgorzatą.

Potem spotykają Marcela.

Na końcu Tomek i Helena zapraszają księdza, który ochrzci dziecko w ogrodzie.

Rzeczywistość miesza się ze światem wyobraźni.

 

   W okresie licealnym po raz pierwszy obejrzałem ze swoją nauczycielką j. Polskiego i swoją klasą na odtwarzaczu kaset wideo film z nieżyjącym już Robinem Williamsem pt. “Stowarzyszenie umarłych poetów”. Film zrobił na mnie duże wrażenie i zapadł mi w pamięć. Chętnie do niego wracam. 

   Jego bohaterami są nauczyciel literatury i jego uczniowie. Fabuła rozgrywa się w surowej szkole dla chłopców. 

   Jednak wychowawca nie znosi rygorów. Każe uczniom wyrywać kartki z nudnego podręcznika literatury, wchodzi na swoje biurko itd. 

   Ten sam reżyser, Peter Weir nakręcił świetny film, luźno związany z fantastyką naukową: “Piknik pod Wiszącą Skałą”. O uczennicach pensji dla dziewcząt w Australii, które w Walentynki (14 lutego) wybrały się na wycieczkę do okolicznych, starych skał słynących z niewyjaśnionych zjawisk. 

   Pamiętam też pokazywany w telewizji film pt. “Młodzi gniewni” z Michelle Pfeiffer w roli nauczycielki uczniów z biednych, przestępczych dzielnic amerykańskiej metropolii. 

   W naszym kraju mamy film pt. “Piep***ć Mickiewicza”, którego trzecia część pojawiła się niedawno w kinach i Internecie. 

   Opowiadanie Michała Puchalskiego “Stowarzyszenie nieumarłych poetów”, które zostało nagrodzone w konkursie NF najwyraźniej należy do gatunku fantasy, choć sądziłem, że będzie opowieścią grozy w rodzaju brutalnego filmu “Noc żywych trupów” i jego kontynuacji. 

   Bohaterami opowiadania jest grupa młodych autorów różnych ras i profesji. 

   Moim zdaniem zasługuje na wyróżnienie w waszym konkursie. 

   Uważam, że wydawanie dopiero pośmiertnie dzieł przedwcześnie zmarłych pisarzy to niewłaściwy sposób ich reklamy. 

   W opowiadaniu zwróciło moją uwagę użycie słowa “nieergonomiczny” w opowiadaniu fantasy. 

   W ostatnim numerze przypadło mi do gustu też dawne opowiadanie o wodnej zjawie Johna Kendricka Bangsa, choć raczej nie zapamiętam tego autora. 

   Nie wierzę w “Zespół Alicji w krainie Czarów” z przypisu do innego opowiadania numeru. 

   Spodobała mi się wiejska kura na okładce marcowej NF. 

  Przeczytałem już “Podniebną krucjatę” Poula Andersona – pożyczył mi ją kolega. 

   Co do mikrofonów z artykułu pana Kosika, używam ich np. recytując wiersze, ale za nimi nie przepadam. Czytam powieść na podstawie komputerowej gry Cyberpunk jego autorstwa. Jest ładnie wydana. Oddaje nastrój świata tej gry, którą znam też w wersji książkowej, z ilustracjami. Mam do dziś ten podręcznik, choć już się rozpada na oddzielne kartki. Myślę, że to jedna z najlepiej wymyślonych gier RPG. 

   Jeśli chodzi o teorie kosmiczne interesowałem się hipotezami niedawno zmarłego Ericha von Dänikena. Myślę, że powinniście poświęcić mu jakiś artykuł.  

   W młodości czytałem z upodobaniem książkę polskiego autora Arnolda Mostowicza “My z kosmosu”. Jest tam między innymi opisana “syriuszowa” mitologia afrykańskiego plemienia Dogonów. 

   Teorie kosmicznego pochodzenia ludzi i UFO fascynują wielu ludzi. Obecnie popularny jest serial telewizyjny “Starożytni kosmici’. Powstało wiele odcinków. 

   Wygląda na to, że w pogodzie zaczyna się wiosna. 

 

Obraz, który był inspiracją opowiadania – portret kobiety o ciemnych włosach i z zasłoniętymi oczami – spodobał mi się. Oczy to zwierciadło duszy.

Zwróciłem uwagę na tytuł opowiadania: “Malarz śmierci”. Pamiętam znaną powieść fantastyczną Oscara Wilde`a “Portret Doriana Greya”.

Opowiadanie jest podzielone na rozdziały.

Detektywi starają się rozwiązać zagadkę podobnych zgonów.

“Ciężar nieodwracalności” na początku tekstu bym zmienił na “piętno nieodwracalności” lub podobnie. Nie podoba mi się zdanie “Byłem u ciebie, ale cię nie było”. Można to zmienić na”…ale cię nie zastałem”. Podobny błąd powtarza się dalej.

 Tytuł rozdziału “Chwila bez tchu” bym zmienił na prostsze “Bez tchu”.

“Cisza w biurze zdawała się sama czekać na odpowiedź”. To brzmi jakby cisza była nierealna, a nie prawdziwa. Ja bym napisał “Długa cisza domagała się odpowiedzi.”

Nie przekonuje mnie sposób zabójstwa: uduszenie upozorowane na powieszenie. To chyba łatwo stwierdzić, na przykład zdejmując odciski palców. Grałem niedawno w gry komputerowe na podstawie popularnego serialu CSI. Tam można znaleźć niezłe intrygi kryminalne.

Nie łatwo napisać dłuższy tekst, oryginalne opowiadanie kryminalne.

Łączenie gatunków bywa twórcze, choć z pewnością jest trudne. Powstaje ciekawy kolaż fabularny.

W fantastyce naukowej powieścią kryminalną niebanalnie posłużył się Isaac Asimov w swojej książce “Pozytronowy detektyw”.

Śmierć i sztuka to mocne przeciwstawienie. Czy można zabijać dla sztuki, by przedstawić cierpienie bardziej sugestywnie?

Pozdrawiam!

 

 

 

 

Zainteresował mnie tytuł. Teraz pisze się bardziej antyutopie niż utopie. Marzenia o idealnym świecie wydają się zbyt nierealne.

Wątek religijny, apokaliptyczny – wizja biblijnego Potopu, powiązana ze zmianami klimatu, ulewnym deszczem, który zalewa świat.

Bohaterem dosyć długiego opowiadania jest ksiądz.

Wykorzystałeś słowa popularnej piosenki.

Arka przybywa z kosmosu. Okazuje się podstępem pozaziemskich istot, a nie boskim ratunkiem.

Ciekawy pomysł.

 Główny bohater opowiadania “Po drugiej stronie zdjęcia” o imieniu Joe uprawia rugby. To z pewnością młody, silny mężczyzna. Joe ma szansę awansować na oficera lotnictwa. Będzie pilotował bojowe statki kosmiczne, a może nawet dowodził.

Ludzie prowadzą ekspansję kosmosu, podobną do kolonizowania odległych lądów, zamieszkałych przez prymitywnych tubylców. Jest to szansa na uratowanie ludzkości przed przeludnieniem na Ziemi.

W klubie oficerskim toczy się rozrywkowe życie. Jest to ostoja wolności dla młodych kadetów, którzy na służbie musza być zdyscyplinowani.

Próbują uwodzić atrakcyjne dziewczyny. Rozmawiają też o polityce.

Po egzaminie Joe dostaje przydział, dociera do stacji orbitalnej.

Tam żołnierze otrzymują pierwszy rozkaz – mają pokonać rebeliantów za pomocą szturmowców.

Opowiadanie przypomniało mi “Gwiezdne wojny”, które jednak są bardziej bajkowe.

Piloci dyskutują o swoim zadaniu. Mają wątpliwości, co z pewnością nie spodoba się ich przełożonym.

Próbujesz poruszać problemy różnic religijnych.

Joe walczy wspólnie z przyjacielem, Timem.

Rozpoczyna się bitwa, poprzedzona skokiem czasoprzestrzennym.

Bitwa kończy się zwycięstwem. Kadeci świętują sukces. Rozmawiają o walce.

Nagle jednak jeden z pilotów popełnia samobójstwo. Dlaczego się zastrzelił?

W opowiadanie został wpleciony smutny obraz drzewa rosnącego samotnie na bagnie.

Kolejna potyczka.

W opowiadaniu spodobały mi się opisy kosmicznych bitew.

Joe śnie koszmarne sny o wojennych ofiarach. Na końcu się zabija.

To bardzo ponure zakończenie. Wojna wygląda atrakcyjnie jak w grze komputerowej, ale jej skutki okazują się tragiczne: zniszczenia, cierpienie, śmierć.

 

 

 

 

Ładny obraz. Niebo o chmurach w kolorze pomarańczowo – kremowym, świetlistych. Ciemny, prawie czarny ocean i wysoka wieża.

Początkowo bohaterem opowiadania jest dziwny starzec, który samotnie mieszka na brzegu niespokojnego oceanu.

Starzec kiedyś stracił matkę.

Przybywa do niego nieznajoma dziewczyna. Chce dostać się do wieży na brzegu oceanu.

W wieży znajdują się jakieś martwe ciała.

Dziewczyna musi włączyć światło latarni morskiej na wieży.

Okazuje się, że starzec jest obcą istotą. Dziewczyna zabija go. Kończy się jego czuwanie.

Dziewczyna usiłuje uruchomić latarnię.

Statek z orbity planety odbiera jej krótki raport.

Przypomniała mi się lektura szkolna: “Latarnik” H. Sienkiewicza.

Ciekawy pomysł. Nastrojowe opowiadanie z wątkami science – fiction. Bohaterowie nie mają imion. Użyłaś cytatu z serialu “Stawka większa niż życie”.

Człowiek jest znikomy i samotny wobec ogromu oceanu i czasu.

   Znam twórczość Poula Andersona. Mam w swojej biblioteczce domowej stare, podniszczone wydanie "Wojny skrzydlatych" i zeszytowe zbiorki opowiadań. Jestem fanem takiego typu fantastyki dalekiego zasięgu pisanej z rozmachem. Takich autorów jak Larry Niven czy A. E. van Vogt.

   Moim zdaniem mało jest ostatnio tanich, kieszonkowych wydań fantastyki w miękkich okładkach. Na szczęście są biblioteki i zaprzyjaźnione bibliotekarki.

   

Warto przeczytać cały zbiorek A. Krzepkowskiego. Jest niezbyt obszerny, ale został wydany bardzo dawno temu przez Krajową Agencję Wydawniczą, w roku 1978. Znalazłem go na straganie ze starymi książkami. Może jest w jakiejś bibliotece?

Komentarz pisałem sam, w domu. Najpierw odręcznie w notatniku, potem na komputerze. Nie przepadam za Sztuczną Inteligencją. Może przydaje się do nauki j. Angielskiego?

Opowiadanie zaczyna się wiosną. Główna bohaterka, Eliza odwraca wzrok od laptopa i dostrzega wiosenny pejzaż na zewnątrz (to już niedługo!).

Wiosna mi kojarzy się z pospolitymi żółtymi łąkowymi mleczami (mniszkiem lekarskim), którymi karmię swoje króliki i dmuchawcami, które można rozdmuchiwać (mieszkam na wsi).

Eliza zaczyna rozmawiać z wymyśloną przez siebie dziewczyną, Hanną, która nie chce być bohaterką jej opowieści. Kłócą się ze sobą.

Drugą postacią jest Ryszard.

Eliza musi sobie poradzić z buntem swoich fikcyjnych postaci.

Opowiadanie zawiera sporo dialogów. Trochę elementów science – fiction: obca planeta, skafander kosmiczny. Jest nieco surrealistyczne.

Nie spodobało mi się zdanie “Elizę opuszczała siła do życia”, lepiej by brzmiało: “Elizę opuściła siła życiowa” lub “witalna”.

Eliza jest zawieszona między realnym światem, a wymyślonym.

Polecam Ci króciutkie opowiadanko (jeśli je znajdziesz) z tomiku Andrzeja Krzepkowskiego “Obojętne planety” pt. “Mózg”.

Spodobał mi się dosyć długi tytuł Twojego opowiadania, które należy do gatunku SF. Nawiązuje do filmu E.T., który oglądałem dawno temu, w dzieciństwie w kinie.

Opowiadanie zaczyna się przemyśleniami na temat tego, czy w kosmosie (który jest ogromny) mogą istnieć jakieś inteligentne istoty, kosmiczni, wszechwiedzący mędrcy.

Pewnej nocy pozaziemskie statki pojawiają się wreszcie na nocnym niebie. Kosmici oferują ludziom liczne cuda techniki i nauki. Ale w zamian stajemy się ich niewolnikami, uzależniają nas zupełnie.

Opowiadanie nawiązuje również do filmu ( i książki) “Piąta fala”, za którym nie przepadam. Zimna jak kryształ lodu lub diament, pozbawiona uczuć inteligencja musi stać się okrutna i bezduszna.

Opowiadanie nie zawiera dialogów, jest opisowe.

Kończy się zdaniami przeciwstawnymi, co mi kojarzy się ze znanym wierszem T. Różewicza o Bogu pt. “Bez”.

 

Opowiadanie o robotach. Dawid mieszka z Claudią Cardinale. Budzą się rano. Obsługuje ich robot – służący. Posłusznie przynosi śniadanie do łóżka. Główny bohater pracuje w jakiejś korporacji. Okazuje się, ze jego przyjaciółkami są legendarne piękności z filmów. Są to chyba roboty ze sztuczną powłoką ludzką, czyli androidy.

Dawid ma dzisiaj spotkania biznesowe. To jego codzienne zajęcie, którym zajmuje się zdalnie.

 Jego domowe urządzenia zależą jednak od działania sieci energetycznej.

Dawid umiera z błahego powodu. Jego znajomy, Jakub wydaje się mało przejmować śmiercią i pogrzebem, w którym ma uczestniczyć przez wideołącze. Czy w dzisiejszym świecie nie obojętniejemy?

Akurat czytam świetną, choć trochę zakurzoną, powieść “Robot” Adama Wiśniewskiego – Snerga, która rozgrywa się w jakimś schronie po katastrofie. To dobra, choć bardzo ponura, powieść.

Twoje opowiadanie jest przyzwoite. Nie dostrzegam w nim większych błędów i niekonsekwencji.

 

Ciekawe opowiadanie o biotechnologii.

Wolę naukowe utwory, bo mam przesyt kiepską fantasy: czarami i magicznymi rasami.

“Czarne kwiaty” zaczynają się w zimowej scenerii, na zewnątrz jest mróz i leży biały śnieg. Tak jak obecnie za oknem mojego pokoju. gdy piszę te słowa.

Bohaterka opowiadania przebywa w pozaziemskiej kolonii, na jakiejś odległej planecie. Po przebudzeniu rozmawia z przyjacielem. Kolonistom pomagają roboty.

Mieszkańcy kolonii umierają na jakąś dziwną chorobę zwaną rozkwitem.

Paula jest lekarką.

Medyczka bada w laboratorium zainfekowane komórki. Próbuje ratować chorych.

Koloniści są botanikami, zajmują się hodowlą roślin, które mają ich wyżywić.

Niektórzy z nich próbują produkować nielegalny alkohol, którym się upijają.

W pewnym momencie Paula zauważa u siebie niepokojące zaczątki choroby. Uświadamia sobie, że wkrótce czeka ją śmierć. Jedyną szansą jest szybkie wynalezienie leku. Wtedy uratuje siebie i całą kolonię.

Eksperymentuje na szczurach.

Tymczasem chłopak zmaga się z alkoholizmem.

Młoda medyczka we śnie spaceruje po lesie, gdzie spotyka białego lisa, chyba polarnego.

Tymczasem zima powoli ustępuje, wkrótce zacznie się wiosna.

Czy biedna Paula dożyje do wiosny, zobaczy rozkwitające na planecie drzewa?

Niestety, umiera. Infekcja opanowuje jej całe ciało. W chwili śmierci widzi białego lisa.

To smutne zakończenie.

Wolałbym, żeby dziewczyna odkryła lek i ocaliła życie. Moim zdaniem opowiadanie jest językowo do strawienia.

 

   Gatunek opowiadania „Dzieci wszechdżungli” Rafała Łobody określiłbym jako thriller botaniczny. Kojarzy mi się odlegle z „Cieplarnią” Briana Aldissa. Mieszkam na wsi, więc tematyka przyrodnicza jest mi bliska. Nie raz obserwowałem owady: motyle, gąsienice, biedronki, pająki, mrówki czy małe, zielone żabki. To fascynujący świat. Obserwuję też jesienne odloty ptaków. Wszechobecna dżungla to coś, co obecnie trudno sobie wyobrazić. Pożary lasów w różnych częściach świata są częste. Płonęła także Puszcza Kampinoska w mojej okolicy.

   Kiedy byłem dzieckiem, wymyśliłem planetę, którą porastała bujna, piętrowa dżungla tak gęsta, że można było się w niej ukrywać. Narysowałem nawet kredkami jej kolorową mapę.

   Tematem drugiego nagrodzonego przez was opowiadania „Wojna nr 785” Łukasza Borowieckiego są działania wojenne. Cenię książki George`a Orwella, autora motta: „Wojna to pokój”, zarówno satyryczny „Folwark zwierzęcy” jak i futurystyczny „Rok 1984”, który zresztą już nastąpił. Po nim upadł w wielu krajach komunizm (choć nie wszędzie).

   Wojny nadal trwają, także w XXI wieku. W opowiadaniu Łukasza wybuchło co najmniej 785 wojen światowych. Ludzie ciągle wymyślają coraz straszniejszą broń. W wieku XX ludzkość doświadczyła dwóch wojen światowych, w których zginęły miliony ofiar. Co by było, gdyby złowieszcze plany Adolfa Hitlera opanowania całego świata się powiodły?

   W opowiadaniu dokładnie określono czas. Zaczyna się ono od 6.05 rano, a kończy po 15.00, czyli trwa podczas jednego dnia. W pobliżu wojny toczy się w miarę normalne życie, albo raczej jego namiastka.

   To całkiem udane opowiadanie, choć jego poczucie humoru jest raczej czarne. AI nie uchroniła nas przed wojnami, wręcz przeciwnie.

   Myślę, że nigdy nie przyzwyczaimy się do wojen, śmierci i cierpienia, nawet bezbronnych dzieci.

   Różni autorzy SF wymyślają kosmiczne wojny, których zasięg przekracza Ziemię, obejmuje nasz Układ Słoneczny (wojny o surowce), a także inne układy gwiezdne, czy nawet inne galaktyki. Można puścić wodze wyobraźni.

   Przeczytałem też opowiadanie Szymona Majcherowicza pt. „Ogrzej mnie” – jest w nim opisany związek chłopaka i dziewczyny: Mateusza i Magdy, ich niełatwe wzajemne relacje. Być może autor czerpał inspiracje ze swojego życia? Kochanka przekształca się w drapieżnego skorpiona.

   Udane związki zdarzają się teraz raczej rzadko. Często młodzi ludzie rezygnują ze swoich partnerów z byle powodu i szukają kolejnych. Uczucia bywają nietrwałe i płytkie.

   Czasem bywamy samotnikami, tak jak moi ulubieni bohaterowie cyberpunkowi, pokłóceni ze światem, zbuntowani, w świecie przyszłości zniszczonym przez zaawansowaną technikę lub nowoczesną wojnę.

   W wielu związkach pośredniczy dziś komputer i telefon.

   Interesującym pomysłem jest drukowanie zakurzonych, nieznanych w Polsce opowiadań z lamusa, takich jak „Margery z  Quether” Sabine Baring – Gould. Nie słyszałem wcześniej o tym autorze. Opowiadanie jest dosyć długie, podzielone na dwa rozdziały, jak zaczątek dłuższej powieści. Należy do gatunku opowieści niesamowitych lub opowieści grozy.

   Jest to nastrojowa, spokojna opowieść, choć staroświecka. Fabuła biegnie nieśpiesznie, z dbałością o drobne szczegóły, niespotykaną w naszych pośpiesznych, niespokojnych czasach. To opowiadanie jest jak eksponat w muzeum, który się dokładnie ogląda ze wszystkich stron.

   Ten tekst nie nadaje się dla miłośników szybkich, nowoczesnych fabuł. Wymaga dłuższego skupienia. Nawiązuje do świąt Bożego Narodzenia.

   Bohaterowie opowiadania egzotycznej autorki Susan Palumbo „Douen” używają archaicznego języka ludzi prymitywnych.

   Przypomina mi się słynna powieść „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa, w której główny bohater jest psychicznie upośledzony, nieporadny, słabo przystosowany, ledwo się wysławia, ale potem, dzięki naukowcom, uzyskuje nadludzie możliwości umysłu. Niestety, na krótko, bo kuracja wywołuje poważne skutki uboczne mi. niekontrolowaną agresję. Bohater wraca do poprzedniego stanu. To wstrząsający utwór, ostrzegający przed nieodpowiedzialnością nauki.

   W dziale recenzji zainteresowała mnie recenzja „Wiecznego pokoju” Joe Haldemana. Znam tą książkę. Jest to kontynuacja nagrodzonej „Wiecznej wojny”, którą poznałem jeszcze przed lekturą książki w pięknie narysowanej wersji komiksowej, w zeszytach ”Komiks – Fantastyka”, które ukazywały się w kioskach raz na kwartał.

   Moim zdaniem pierwsza część cyklu jest jednak najlepsza. Została napisana wartko, dużo się w niej dzieje, jej fabuła jest konsekwentna (choć nie trywialna), bohaterowie zapadają w pamięć. Po lekturze „Wiecznej wojny” nabieramy niechęci do okrutnych konfliktów wojennych. Niestety, szansa, że przyszłość będzie pozbawiona wojen jest niewielka.

   Czy kiedyś będziemy walczyli z innymi cywilizacjami z kosmosu, to już inny problem. Mogą być one bardzo odległe, tak że jakikolwiek kontakt z nimi będzie ledwie możliwy.

   Malarstwo Wojciecha Siudmaka znam od dawna. Zetknąłem się z książkami SF przez niego ilustrowanymi. Cyklem „Diuna” i powieściami Philipa K. Dicka. Można je znaleźć w księgarniach i w bibliotekach.

   Myślę, że z fantastyką, a przynajmniej niesamowitością, mają wiele wspólnego obrazy zmarłego w tragicznych okolicznościach Zdzisława Beksińskiego.

   Lubię oglądać ilustracje do opowiadań drukowanych w NF. Uprzyjemniają mi ich lekturę.

   Niektórzy autorzy np. Terry Pratchett, mieli własnych ilustratorów (Świat dysku – Josh Kirby, który cechuje się własnym, niepowtarzalnym stylem). Tolkien sam ilustrował swoje książki.

   Ilustracje od dawna towarzyszą książkom SF np. powieściom Juliusza Verne`a. Nie tylko utworom dla dzieci. Niektórzy sami wolą wyobrażać sobie bohaterów ulubionych książek i wymyślone w nich światy.

   Z seriali fantasy ceniłem popularny w swoim czasie angielski serial o Robin Hoodzie, z przystojnym, długowłosym Michaelem Praedem i szczupłą Judi Trott w roli Marion, który w moim szkolnym okresie życia emitowała nasza polska telewizja, ale był niedawno powtarzany. Są w nim wyraźne wątki fantasy: magia, czarownicy, duch lasu Hern itd. Towarzyszyła mu świetna muzyka irlandzkiego zespołu Clannad.

   Z kolegami robiliśmy drewniane łuki i pierzaste strzały z lotkami z piór gęsi. Strzelaliśmy do celu jak Robin Hood z lasu Sherwood. Pamiętam też jedną z części Thorgala o zawodach łuczniczych.

Wracam też często do polskiego serialu o „Wiedźminie”. Nie był tak kosztowny jak serial Netflixa, ale też występują w nim popularni aktorzy. Wolę, na przykład polską Yennefer od zagranicznej.

   Przemoc, seks i wulgarny język to nie są zalety filmu.

   Z gier fantasy często przy stole, w domu grywałem z przyjaciółmi w planszowego „Talizmana”. Przyjemnie spędzało się w ten sposób razem czas. Obecnie jest dostępna wersja komputerowa tej gry, dzięki której wracam do czasów młodości i do początków zainteresowania fantastyką w różnych formach.

   Ciekawe gry wydawała firma Encore.

   Oprócz „Nowej Fantastyki” czytuję też „Młodego technika” i „Świat nauki”.

   W grudniowym numerze Nowej Fantastyki ucieszył mnie wywiad z Terrym Gilliamem, wiele razy oglądałem filmy tego reżysera. Uważam, ze jest to wizjoner fantastyki i kina, człowiek o niezwykłej wyobraźni. Najbardziej podobały mi się filmy: “12 małp” i “Przygody barona Munchhausena”.

   Ciekawe jaki byłyby Dick zekranizowany przez Gilliama?

Terry Gilliam znakomicie opowiada o swoich i cudzych filmach.

Czytam właśnie ciekawą książkę Artura C. Clarke`a pt. “Księżycowy pył”, której recenzja ukazała się w NF. Jest to fantastyka oparta na naukach ścisłych. Clarke wymyślił w “Odysei kosmicznej 2001”  tajemniczy monolit obcych, coś co wymyka się ludzkiemu rozumowi.

Dobrze, że w tym roku już w listopadzie pojawiło się trochę zimy. Przypominają mi się w związku z tym powieści o Helikonii Briana Aldissa. Helikonia krążyła wokół dwóch słońc. Helikonia to też nazwa rośliny tropikalnej. Jedna z części nosi tytuł “Zima Helikonii”. Oby święta były pełne śniegu!

  Z polskich opowiadań zaciekawił mnie “Demon pod murami Jerozolimy” Pawła Domownika. Sam, podobnie jak tytułowy demon, maluję farbami akwarelowymi, zdarza mi się też używać pasteli. Demon – artysta to ciekawy pomysł.

Sztuka pozwala mi zapomnieć o codziennych problemach.

Opowiadanie zostało napisane w stylu cyberpunkowym, który lubię.

Z zagranicznych opowiadań przeczytałem najpierw opowiadania Włochów. W NF ukazało się już sporo włoskich utworów. Trudno tłumaczy się z j. włoskiego?

Jestem ciekaw opowiadań nagrodzonych w waszym konkursie.

Miom zdaniem wydarzeniem naukowym roku był lot naszego rodaka w kosmos.

 

   W listopadowym, przedostatnim w tym roku, numerze “Nowej Fantastyki” zaciekawił mnie wstęp redaktora naczelnego o umarłych w Internecie. Kiedyś Internet był nadzieją na edukację dla osób zamieszkujących odległe miejsca, np. australijskie pustkowia. 

    Chciałbym napisać też parę słów o opowiadaniach numeru.  

   Zwróciłem uwagę na tekst Michała Brzozowskiego pt. “Twarzowość”. Jego tematem jest nowoczesna technologia, która utrudnia nam życie, zamiast go upraszczać. 

   W swoim telefonie używałem zabezpieczenia rozpoznającego moją twarz. Teraz chronię swoją komórkę za pomocą odcisku mojego palca (co nie zabezpiecza przed zgubieniem urządzenia). Na razie jestem zadowolony. 

   Wolę opowiadania napisane przejrzyście, w których dobrze wiem, o co chodzi. Może jest to związane z tym, że chętnie czytuję starszych autorów fantastyki, bardziej konwencjonalnych i zwięzłych? 

   Przez ambitne eksperymenty językowe utwory często stają się niezrozumiałe i pogmatwane, a spotkałem się z wieloma przykładami takich opowiadań. 

   Skomplikowanym autorem dla mnie bywa Jacek Dukaj, który pisze bardzo trudnym językiem, ale doceniam jego niektóre utwory. Są one, moim zdaniem, ważne dla fantastyki i nie tylko. 

   Oglądam w Internecie wywiady z tym autorem. Mówi ciekawe rzeczy o współczesnym świecie i technologii, która wpływa na nasze życie. 

   Algorytmy komputerowe podobno potrafią rozpoznać nie tylko nasze twarze, ale i emocje, uczucia, myśli, które się na nich ujawniają. Czujemy się przez to podglądani przez nasze własne urządzenia. Jest to też związane z tym, że w naszym otoczeniu jest coraz więcej kamer i kamerek (dobrze, że nie mikrofonów), co mi niepokojąco przypomina wizje Janusza A. Zajdla. 

   W listopadowym numerze w dziale polskim przeczytałem też opowiadanie Michała Kłodawskiego “Nazywam się Róża”. Jest to fantastyka kosmiczna o poszukiwaniu pozaziemskich istot inteligentnych. Czy kiedyś się do nas odezwą? Czy w ogóle istnieją? Jest to częsty temat w utworach science – fiction. Interesuję się kosmologią. Często czytam artykuły i książki na ten temat. 

   Właśnie wypożyczyłem z biblioteki powieść tego autora “Bóg zero jeden”. 

   W dziale zagranicznym przeczytałem z dużą przyjemnością opowiadanie Roberta Silverberga, którego od dawna znam: “Igła w stogu czasu”. Tematem tego opowiadania są paradoksy czasowe potraktowane beztrosko, z humorem. Silverberg napisał wiele wspaniałych opowiadań i powieści. 

   Moją ulubioną powieścią tego pisarza (jak do tej pory) jest “Umierając żyjemy”, której bohaterem jest telepata. Została wydana kiedyś przez wydawnictwo Rebis w tłumaczeniu Marii Korusiewicz. Na żółtej okładce tej książki widać rozbite okulary. 

   Obliczenia Pana Jemielniaka w jego felietonie “Autobus do Proximy” czynią mało realnymi nasze marzenia o podboju odległego kosmosu. Jednak nasze sondy docierają już teraz do najdalszych obiektów Układu Słonecznego po to, by je badać. 

   We wczesnej powieści St. Lema “Obłok Magellana” została opisana długa podróż kosmiczna do gwiazd. Jest w niej zawarta aluzja do słynnej podróży Ferdynanda Magellana dookoła Ziemi w epoce wielkich odkryć geograficznych. Pisałem kiedyś szkolne wypracowanie o sławnych żeglarzach na lekcję historii. 

   Pamiętam czasy, w których bibliotekarka z mojej najbliższej, wiejskiej biblioteki nie wiedziała, co to jest fantastyka naukowa, gdy zapytałem ją o jakieś książki z tego gatunku. Za to dobrze znała moją babcię i zawsze o nią pytała. Pozwalała mi czytać komiksy przy stoliku, a sama piła wtedy kawę.  

   Bibliotekę odwiedzało niewiele osób, podobnie jak obecnie – ludzie tłumaczą, że nie mają czasu na czytanie nudnych książek, za to wszyscy je teraz piszą. Wiem, bo wypożyczam książki od wielu lat. 

   Pierwszy raz kupiłem “Fantastykę” w wiejskim kiosku, po drodze do szkoły – skusiła mnie jej kolorowa okładka. Sprzedawano w nim też “Świat młodych”. 

   Teraz w prawie każdej księgarni można znaleźć mnóstwo książek SF w bardzo atrakcyjnych okładkach, dobrze wydrukowanych i sklejonych, choć nie tanich. Nie zawsze są one literacko najlepsze. Kiedyś okładki powieści St. Lema były (tak, to prawda!) czarne jak noc bez gwiazd. Mamy do wyboru mnóstwo autorów polskich i zagranicznych. Ja jednak często wolę starszych pisarzy, często już nieżyjących: Artura C. Clarka, Isaaca Asimowa, Roberta Silverberga, Janusza Zajdla, Marka Oramusa, czy Stanisława Lema. Wiem, że się na nich nie zawiodę. 

   Pamiętam, na przykład, świetne książki Jamesa White`a: pacyfistyczny “Zawód: wojownik”, czy znakomity cykl opowiadań o szpitalu kosmicznym, w którym lekarze leczą dziwne istoty z różnych planet. 

   Doceniałem literaturę rosyjską Kiryła Bułyczowa, czy braci Strugackich. Dla niektórych są to teraz tylko nudne starocie. Bułyczow pisywał też z powodzeniem książki dla dzieci i młodzieży. Bracia Strugaccy napisali mnóstwo znakomitych książek. Co się teraz dzieje w Rosji, wszyscy wiemy. 

   Cieszę się, gdy widzę w “NF” recenzję książki “Czwarta epoka” Kobo Abe – w mojej bibliotece znajdowała się jego książka “Kobieta z wydm” i chyba pozostała na półce do tej pory, rzadko czytana. Może po nią sięgnę, bo nie ograniczam swoich lektur do fantastyki naukowej. Czytuję, na przykład, sporo poezji. 

   Niedawno natrafiłem na zwykłym straganie z tanimi książkami na ciekawą książkę Sakyo Komatsu “Zatonięcie Japonii” wydaną pierwszy raz w Japonii w roku 1973 (roku mojego urodzenia), a w Polsce dużo później przez Wydawnictwo Poznańskie w jego serii SF. 

   Wielu z nas Japonia kojarzy się głownie z tandetnymi filmami o Godzilli, komiksami manga i marnymi filmami animowanymi, których jest pełno w Internecie. 

   Ja kojarzę Kraj Kwitnącej Wiśni z serialem “Shogun” i filmem “Siedmiu samurajów” pokazywanymi kiedyś w naszej telewizji. Widziałem też świetny western “Kowboje i samuraje”, w którym wystąpili razem Charles Bronson i Toshiro Mifune, który świetnie zagrał także dowódcę japońskiej łodzi podwodnej w komedii wojennej Stevena Spielberga “Rok 1941”. 

   Rzadko można obejrzeć takie filmy w telewizji. Za to bez przerwy powtarza się “Seks w wielkim mieście” i “Dziennik Bridget Jones”. 

   Kiedyś mieszkańcy wsi oglądali chętnie serial “Chłopi” na podstawie St. Reymonta. Teraz wolą “Rolników Podlasia” i “Rolnik szuka żony”, słuchają piosenek disco polo. A wszystko zaczęło się od “Niewolnicy Isaury”! 

   W szachy grali ongiś rosyjscy szachiści Anatolij Karpow i Garri Kasparow. W wieku XXI grywają pomiędzy sobą bezduszne programy komputerowe, z którymi człowiek nie jest w stanie już wygrać. 

   Stachura umierając pisał ostatni wiersz, a teraz wiersze tworzy Sztuczna Inteligencja – może ich z łatwością wygenerować setki, tysiące. 

   Jest wiek XXI, ale czy będzie on lepszy od poprzedniego – trudno przewidzieć. 

 

Widziałem transmisję z lotu naszego kosmonauty, Sławosza Uznańskiego na stację kosmiczną, z pobytu na niej i jego powrotu, lądowania kapsuły na oceanie. Wszystko się powiodło, choć przebiegło z opóźnieniem. Pamiętam też Mirosława Hermaszewskiego, z czasów PRL – u, który poleciał w kosmos, gdy byłem dzieckiem.

Podobała mi się powieść “Wroniec” Jacka Dukaja, którą mam w formie audiobooka, czytanego przez Jana Peszka, nawiązująca do ponurych lat 80 – tych.

Hermaszewski był wojskowym pilotem samolotów odrzutowych, podobnie jak Jurij Gagarin. 

Mój tata oglądał wspólnie z sąsiadami z naszej wsi pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu w czarno – białym telewizorze. Opowiadał mi o tym.

Znam kreskówkę o Jetsonach. Była całkiem sympatyczna i zabawna, podobnie jak Flinstonowie. Lubiłem też animowane odcinki serii “Był sobie kosmos”. Powstało ich całkiem sporo. Oglądam je czasami w Internecie.

   Komentarz do artykułu: “Andreas – architekt komiksu”.

   Dobrze pamiętam komiksy Andreasa o Rorku, które ukazywały się w kwartalniku “Komiks – Fantastyka”.

Od razu zachwycił mnie techniczny perfekcjonizm jego rysunków – np. maszyna do pisania w domu pisarza zasypywanym przez dziwny pył. Ale też tajemnicza fabuła tych opowieści rysunkowych, ich niepowtarzalny nastrój. Trudno zapomnieć tych komiksowych arcydzieł. Praca nad nimi musiała być żmudna i długotrwała.

Jednak jestem zwolennikiem historii rysowanych bardziej swobodnie takich jak: “Yans” Grzegorza Rosińskiego, “Pelissa” Regisa Loisela, czy nawet “Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa” Zbigniewa Kasprzaka.

Kolekcjonowałem komiksy, zaczynając od komiksów dla dzieci: “Tytusa Romka i A`tomka”, “Kajka i Kokosza” i zabawnych opowieści rysunkowych Tadeusza Baranowskiego . Miałem wiele części “Thorgala”. Z czasem Rosiński stawał się coraz bardziej malarski.

Niestety, wznowienia tych komiksów są dosyć drogie, jak dla mnie.

Co do artykułu o Januszu A. Zajdlu, znam jego twórczość. Mam w swojej bibliotece jego nowszy, dosyć obszerny zbór opowiadań wybranych przez żonę, Jadwigę i kilka starych wydań powieści. Często do nich wracam. Moim zdaniem są one nadal ważne dla czytelników.

Obejrzałem niedawno w telewizji ciekawy, fajnie zrobiony, film dokumentalny “Fantastyczny Matt Parey”, o słynnym, nieżyjącym już, redaktorze “Fantastyki”.

 

 Chciałbym skomentować artykuł pana Dariusza  Jemielaka pt. “Czy AI umie pisać wiersze?”.

Od razu przypomina mi się zabawne opowiadanie St. Lema z “Cyberiady” pt. “Wyprawa Pierwsza A, czyli elektrybałt Trurla” o maszynie cyfrowej, która pisała wiersze. Konstruktorzy zadawali jej trudne zadania poetyckie, by wypróbować jej działanie. Opowiadanie kończy się gorzką puentą, żeby już nigdy nie symulować procesów twórczych.

 Lem próbował w młodości tworzyć poezję, więc jest to również satyra na samego siebie.

Ja także piszę wiersze i dlatego ten temat mnie bardzo interesuje.

Uważam, że komputery nieprędko zastąpią ludziom Mickiewicza czy Dantego.

Rzeczywiście, może nie sposób odróżnić już teraz wierszy napisanych przez program komputerowy od utworów prawdziwego poety, jeśli nie widziało się autora osobiście. Myślę, że to trochę nabieranie nas.

Nie jestem zajadłym przeciwnikiem komputerów i chętnie ich używam, lecz staram się dostrzegać zagrożenia z nimi związane. Stajemy się coraz bardziej zależni od komputerów i Internetu. Uciekamy z wirtualny świat cyfrowej iluzji od codziennych problemów. 

Pisało o tym wielu autorów fantastyki: np. P. K. Dick, W. Gibson, Arthur C. Clark, a także nasi rodzimi twórcy.

W swojej książce “Golem XIV” St. Lem, jeden z moich ulubionych pisarzy fantastyki, stworzył filozofujący superkomputer, powstały z maszyny do opracowywania strategii wojennych, który uznał, że jest mądrzejszy od ludzi, pogardzał słabościami i wadami swoich stwórców.

Czy ludzie w epoce myślących maszyn staną się zbędni?

Rzeczywistość, moim zdaniem, jeszcze nie wykroczyła poza fantastykę.

 

Z książek St. Kinga jednak najbardziej cenię świetnie sfilmowane “Lśnienie”, którego fabuła rozgrywa się w wielkim, zimowym hotelu “Panorama”. Ale “To”, opowieść o potwornym klownie, z którym walczy grupa nastolatków,  też należy do najlepszych “Kingów”. Ostatnio czytałem nie takie kiepskie “Dallas `63” opowiadające o podróży w czasie do czasu zabójstwa prezydenta J. F. Kennedy`ego.

 

 

 

 

 

 

“Gra Endera” ukazywała się swojego czasu w odcinkach, w NF. Dobrze to pamiętam. Potem kupiłem książkę. Znam kontynuacje: “Mówca umarłych”, “Ksenocyd” oraz  film. Ender i Valentine to jedni z moich ulubionych bohaterów literackich.

 

Posiadam pierwsze wydanie tej książki, Wydawnictwa Literackiego z roku 1988, z nieatrakcyjną okładką. Już podniszczone. Znajdują się w nim: spis postaci, mapy i drzewo genealogiczne. Doceniam tę autorkę. Dobrze, że o niej nie zapomniano. To niebanalna, polska fantasy o powolnej, wręcz sennej, nastrojowej narracji (”Nic się nie zdarzy aż do Powrotu”).

 

 

Właśnie wypożyczyłem z biblioteki “To” Stephena Kinga. ponad tysiąc stron, dużo czytania. Ekranizacje. Niedawno przeczytałem też ciekawe “Dallas`63”, z wątkami podróży w czasie. “Cujo” znam głównie jako film o wielkim psie. Lubię opowiadania Kinga. Pierwsze, co przeczytałem dawno temu to “Miasteczko Salem” z wydawnictwa Amber.

 

 

 

 

Film się nie starzeje. Wspaniała muzyka. Znam też kontynuację.

 

Nowa Fantastyka