Profil użytkownika


komentarze: 36, w dziale opowiadań: 14, opowiadania: 12

Ostatnie sto komentarzy

Bohaterką Twojego bardzo krótkiego opowiadanka jest dziewczyna. Budzi się zbyt wcześnie, mimo że jutro jest wolna sobota.

Widzi w nocy, w swojej sypialni dwóch mężczyzn, którzy chcą zabrać jej duszę. Jeden jest czarny, drugi biały. To diabeł i anioł. Nazywają się Diavolo i Angelo. Dziewczyna ma na imię Agata.

Budzi seksualne zainteresowanie u dziwnego przybysza w czarnym stroju.

Nie widziałem przezroczystych piżamek, raczej nocne koszule dla starszych dziewczyn.

Nocni intruzi siłują się na rękę, by zdobyć duszę Agaty. Jednak żadnemu z nich nie udaje się wygrać.

Nagle przybywa sama Śmierć z kosą. Śmierci nie da się łatwo przechytrzyć.

Następny mógłby się zjawić Bóg, jeszcze potężniejszy.

Jednak Agata jutro nie umrze. Obudzi się, jak zwykle, w sobotę.

Dosyć zabawne, beztroskie opowiadanko.

Polecam Ci lekturę ballady “Pani Twardowska” A. Mickiewicza. Może znasz ją ze szkoły?

   Pisarza Dana Simonsa kojarzę z książkami b. grubymi w wielu tomach, które zajmują na półce dużo miejsca. Nie był to mój ulubiony autor, choć wykorzystywał wątki poetyckie w swoim “Hyperionie” i “Endymionie” – są to, jak wiadomo, sławne poematy Johna Keatsa. O ile dobrze pamiętam Simons w swoim cyklu wskrzesił angielskiego poetę z epoki romantyzmu. “Wydrążony człowiek” z jego innej książki to przecież dzieło T. S. Eliota. Nie wiem czy D. Simons znał polską poezję. 

   Przypominam sobie też, że włoski poeta Dante, autor “Boskiej komedii” rozmawiał nie tylko z ukochaną Beatrycze, ale też ze swoim starożytnym poprzednikiem i nauczycielem Wergiliuszem, autorem “Eneidy”, który nie mógł trafić do chrześcijańskiego raju, bo urodził się za wcześnie. 

   Niektórzy czytelnicy wolą od wspaniałych eposów z wieloma strofami dużo bardziej przystępną “Sztukę kochania” Owidiusza (warto przeczytać, są tam różne praktyczne rady), czy zwięzłe wiersze Safony. 

   Na pewno książki Simonsa pozostaną na długo w naszej pamięci. 

   Lem napisał, że całej literatury science – fiction i fantasy nie da się już ogarnąć ludzkim umysłem, ale nie cała jest warta uwagi. Cenił tylko niektórych autorów np. Stapeldona, Le Guin i Dicka. Uważa się nawet, że tak naprawdę cenił tylko siebie. 

   Podobnie jest, niestety, z poezją. W erze Internetu tym bardziej. Żyjemy w czasach masowej produkcji literatury. Dużo napisał już Juliusz Verne (ale jego powieści akurat lubiłem już w dzieciństwie i chętnie wracam do nich do tej pory, chyba nie tylko ja).  

   Nie znałem wcześniej Romana Coppoli, jedynie Sophię Coppolę, reżyserkę historycznej “Marii Antoniny”, w której wystąpiła Kristen Dunst, znana mi z filmów o człowieku pająku. 

   Z dzieł Francisa Forda Coppoli znam, oczywiście, “Ojca chrzestnego”, epicki film o włosko – amerykańskiej mafii i wojenny “Czas apokalipsy” inspirowany niedługim “Jądrem ciemności” J. Conrada. Statek kosmiczny Nostromo z pierwszego filmu o obcym to tytuł innej książki Conrada, a także postać z tej powieści. “Drakulę” Coppoli też kiedyś oglądałem. 

   Dlaczego powstało tak dużo filmów na podstawie jednych, jedynych “Drakuli” Brama Stokera i “Frankensteina” Mary Shelley, uroczej i chyba całkiem inteligentnej żony poety z epoki romantyzmu Percy Shelleya? 

   Podobają mi się efekty specjalne bez komputera w “Kingsajzie” Machulskiego. Są moim zdaniem całkiem udane nawet w porównaniu z drogimi filmami zagranicznymi (i zabawne). 

    Zaciekawił mnie felieton p. Jemielniaka o cyfrowym “bliźniaku” pacjenta, który pomoże lekarzom w rozpoznawaniu i leczeniu różnych chorób. Istnieją już roboty medyczne służące do operacji i różnych zabiegów. Skalpel w rękach chirurga często zastępuje precyzyjniejszy laser np. w operacjach oka. 

   Na razie nasza realna rzeczywistość do b. długie kolejki do lekarzy. 

   Czy sztuczna inteligencja i roboty mogą zastąpić lekarzy, prawników, naukowców, inżynierów, urzędników, kierowców, pilotów itd.? Tak jak kiedyś maszyny zaczęły zastępować robotników w fabrykach i kopalniach? 

   Trwa nadal epoka mechanizacji. Wkroczyliśmy już w epokę informatyczną, równie niepokojącą. 

   Pamiętam, że kiedyś ukazywała się w kiosku “Mała fantastyka” – kolorowe pisemko dla dzieci. Powstało tylko kilka numerów, ale warto by o tym przypomnieć. Tym bardziej, że fantastyka dziecięca nadal cieszy się dużym zainteresowaniem małych czytelników. Rosną z nich potem dorośli fani SF lub naukowcy: fizycy, astronomowie, inżynierowie a nawet kosmonauci, choć niektórzy dorastając z fantastyki jednak rezygnują, zajmując się “ambitniejszą” literaturą. 

   W polskim dziale opowiadań spodobało mi się “Jak zrobić niespodziankę Wszechwiedzącemu?” Grzegorza Janusza. Znam tego autora z dawnych numerów NF. Jest to specjalista od krótkich, absurdalnych historyjek, pisanych lekko i z humorem. 

   Z książek SF czytam obecnie “Planetę małp” francuskiego autora Pierre Boulle. Słynna planeta małp znajdowała się w układzie odległej Betelgezy dobrze widocznej na nocnym niebie, w konstelacji Oriona. 

   Małpy na planecie Soror przeprowadzają eksperymenty na ludziach, tak jak my eksperymentowaliśmy na nich na Ziemi. 

   Dzięki teorii ewolucji Darwina i prehistorycznym znaleziskom, wiemy już na pewno, że pochodzimy od małp. 

   Czy inteligencja daje nam prawo pogardzania innymi gatunkami? 

   Co by się stało, gdybyśmy nie byli dominującym gatunkiem na planecie lub w kosmosie? 

   Spodobała mi się powieść Michała Kłodawskiego “Bóg zero jeden”. To powrót do ambitniejszej fantastyki kosmicznej, opartej na nauce (astrofizyce). 

   Czym jest boskość, wyższą od ludzkiej inteligencją z odległego kosmosu? Jakie są granice wiedzy i rozumu? Czy wszechpotężne istoty są moralne? Jak będzie wyglądała nasza wiara religijna w erze podboju dalekiego kosmosu, podróży do innych układów gwiezdnych, do innych cywilizacji? Czy będzie miała jeszcze jakiś sens? 

   Przyszłość nadal rodzi wiele trudnych pytań. 

 

Kolejne opowiadanie z obrazem. 

Na początku dowiadujemy się, że jest ono związane z religią prawosławną, jej rytuałami i zwyczajami. 

Prawosławie powstało, jak wiadomo, z rozpadu Chrześcijaństwa. Jest to religia panująca mi. w Rosji, ale cerkwie są też w naszym kraju. Można je zwiedzać. 

Obecnie rządzi car Aleksy II. 

Do cerkwi przychodzi coraz mniej wiernych. Nie chcą brać udziału w nabożeństwach. Tytułowym bohaterem jest duchowny prawosławny, Dymitr, dla którego nastały gorsze czasy. Jego przełożony chce go wysłać do Etiopii w Afryce, by krzewił wiarę wśród pogańskich ludów Czarnego Lądu. 

Duchowny prawosławny może mieć żonę – jest nią Nastka, czyli Anastazja. Pop i jego żona mają dziecko, rocznego Paszkę. 

Po przymusowym odejściu od kościoła prawosławnego niedoszły pop musi zajmować się pracami fizycznymi, za którymi nie przepada. 

Mimo to małżonkowie usiłują wiązać koniec z końcem. 

Nastka próbuje zajmować się krawiectwem. 

Przyjaciel proponuje Dymitrowi, by zajął się biblioteką za pięć rubli dziennie. Jest to lżejsze zajęcie. 

Praca wśród mnóstwa książek okazuje się dość interesująca. Dymitr może zapoznać się z bogatym księgozbiorem. Znajdują się w nim pięknie oprawione święte księgi, ale nie tylko. 

Potem bohater opowiadania trafia na duże przyjęcie w mieście na cześć cara. 

Sporo miejsca poświęcasz tematom kulinarnym. Nie każdego to interesuje. 

Oprzytomniawszy po uczcie Dymitr trafia niespodziewanie prosto do łoża jakiejś atrakcyjnej kobiety. Zbrukał święty sakrament małżeństwa i skrzywdził uczucia swojej wiernej małżonki. 

Po zakończeniu żmudnej pracy w bibliotece (szybko się z tym uporał) Dymitr musi szukać dla siebie nowego zajęcia. Akurat zaczynają się żniwa na wsi. Gorzej jest zimą, gdy prace polowe ustają a pola pokrywają śniegi. Mieszkańcy wsi grzeją się przy piecach. 

W końcu znajomy proponuje mu posadę protokolanta, czyli urzędnika państwowego. Musi się tym zająć z powodu choroby dziecka. 

Asystuje przy nieuczciwych procesach karnych. Tajna policja stosuje tortury i inne środki przymusu. 

Dymitr musi asystować przy torturowaniu więźniów. Jednak to poprawia jego sytuację materialną. 

Swoją frustrację zaczyna wyładowywać na żonie i dziecku. Żona ma tego dosyć i opuszcza go wraz z dzieckiem. 

Bohater uświadamia sobie jak daleko odszedł od swojej wiary i zastanawia się jak do tego doszło. 

Uważam, że Twoje opowiadanie jest za surowe dla mężczyzn. Przedstawiasz ich w złym świetle. 

Nie dostrzegam wątku fantastycznego. Powinnaś rozwinąć wątki historyczne, jeśli ma to być historia alternatywna i dodać coś niezwykłego np. jakiś cud religijny. Znasz “Lód” Jacka Dukaja? Wiem, że to bardzo obszerna książka. 

Obraz dołączony do opowiadania przedstawia kopuły, ale bez charakterystycznego krzyża prawosławnego. Jego tonacja jest ciemna. Trochę żółtego światła w dużych oknach. Zamglone kontury budowli. 

Ja osobiście wolę jaśniejsze barwy, bardziej różnorodne i weselsze, dzieła impresjonistów: np. A. Renoira i C. Moneta. 

Religia prawosławna kojarzy mi się z ikonami, które lubię podziwiać. Próbowałem też wykonać ikonę pod kierunkiem artystki, która się tym zajmowała zawodowo. 

Kolejne opowiadanie z obrazem – podoba mi się ten pomysł.

Tym razem obraz przedstawia tajemniczą kobietę o szarej twarzy w czerwonej chuście. Jej oczy są zielonkawe (oliwkowe).

Bohaterowie Twojego opowiadania Helena i Tomasz remontują swoje wspólne mieszkanie. Spodziewają się dziecka.

Kobieta nie pochodzi z tego świata. Jest jakoś związana ze słynną Heleną Trojańską, której porwanie było wg. Homera przyczyną wojny trojańskiej opisanej w “Iliadzie”. Z dzieł starożytnego Homera wolę “Odyseję”.

 Część bogów olimpijskich opowiedziała się po stronie Troi, a inni po stronie Greków.

Czytałem kiedyś komiks “Sąd Parysa”, na motywach mitologii greckiej. Parys wybierał najpiękniejszą boginię spośród Hery, Ateny i Afrodyty. Wybrał tą ostatnią, wręczając jej złote jabłko. Za co naraził się na zemstę pozostałych.

Opowiadanie “Ogród i pozostałe kłopoty” opisuje perypetie związku Tomasza i Heleny.

Dom, w którym zamieszkali oboje należał do babci Tomasza.

Jako mężczyzna nieco inaczej widzę relacje w związkach między dziewczyną i chłopakiem.

Nigdy nie jadłem szarlotki z mango. Lubię szarlotkę z jabłek, najlepiej z własnego sadu. Nie wiem, co to jest pilaw. Tomek i Helena jedzą też soczewicę i ryż.

Para spędza razem święta Bożego Narodzenia.

Mają również własny ogród przy domu, którym zajmują się wiosną.

Zbliża się czas porodu.

Wszędzie się tworzą jakieś dziwne dziury.

W końcu oboje szukają czarownicy, zamiast lekarza.

Szczęśliwie rodzi się mała Anastazja.

Zaprzyjaźniają się z czarownicą Małgorzatą.

Potem spotykają Marcela.

Na końcu Tomek i Helena zapraszają księdza, który ochrzci dziecko w ogrodzie.

Rzeczywistość miesza się ze światem wyobraźni.

 

   W okresie licealnym po raz pierwszy obejrzałem ze swoją nauczycielką j. Polskiego i swoją klasą na odtwarzaczu kaset wideo film z nieżyjącym już Robinem Williamsem pt. “Stowarzyszenie umarłych poetów”. Film zrobił na mnie duże wrażenie i zapadł mi w pamięć. Chętnie do niego wracam. 

   Jego bohaterami są nauczyciel literatury i jego uczniowie. Fabuła rozgrywa się w surowej szkole dla chłopców. 

   Jednak wychowawca nie znosi rygorów. Każe uczniom wyrywać kartki z nudnego podręcznika literatury, wchodzi na swoje biurko itd. 

   Ten sam reżyser, Peter Weir nakręcił świetny film, luźno związany z fantastyką naukową: “Piknik pod Wiszącą Skałą”. O uczennicach pensji dla dziewcząt w Australii, które w Walentynki (14 lutego) wybrały się na wycieczkę do okolicznych, starych skał słynących z niewyjaśnionych zjawisk. 

   Pamiętam też pokazywany w telewizji film pt. “Młodzi gniewni” z Michelle Pfeiffer w roli nauczycielki uczniów z biednych, przestępczych dzielnic amerykańskiej metropolii. 

   W naszym kraju mamy film pt. “Piep***ć Mickiewicza”, którego trzecia część pojawiła się niedawno w kinach i Internecie. 

   Opowiadanie Michała Puchalskiego “Stowarzyszenie nieumarłych poetów”, które zostało nagrodzone w konkursie NF najwyraźniej należy do gatunku fantasy, choć sądziłem, że będzie opowieścią grozy w rodzaju brutalnego filmu “Noc żywych trupów” i jego kontynuacji. 

   Bohaterami opowiadania jest grupa młodych autorów różnych ras i profesji. 

   Moim zdaniem zasługuje na wyróżnienie w waszym konkursie. 

   Uważam, że wydawanie dopiero pośmiertnie dzieł przedwcześnie zmarłych pisarzy to niewłaściwy sposób ich reklamy. 

   W opowiadaniu zwróciło moją uwagę użycie słowa “nieergonomiczny” w opowiadaniu fantasy. 

   W ostatnim numerze przypadło mi do gustu też dawne opowiadanie o wodnej zjawie Johna Kendricka Bangsa, choć raczej nie zapamiętam tego autora. 

   Nie wierzę w “Zespół Alicji w krainie Czarów” z przypisu do innego opowiadania numeru. 

   Spodobała mi się wiejska kura na okładce marcowej NF. 

  Przeczytałem już “Podniebną krucjatę” Poula Andersona – pożyczył mi ją kolega. 

   Co do mikrofonów z artykułu pana Kosika, używam ich np. recytując wiersze, ale za nimi nie przepadam. Czytam powieść na podstawie komputerowej gry Cyberpunk jego autorstwa. Jest ładnie wydana. Oddaje nastrój świata tej gry, którą znam też w wersji książkowej, z ilustracjami. Mam do dziś ten podręcznik, choć już się rozpada na oddzielne kartki. Myślę, że to jedna z najlepiej wymyślonych gier RPG. 

   Jeśli chodzi o teorie kosmiczne interesowałem się hipotezami niedawno zmarłego Ericha von Dänikena. Myślę, że powinniście poświęcić mu jakiś artykuł.  

   W młodości czytałem z upodobaniem książkę polskiego autora Arnolda Mostowicza “My z kosmosu”. Jest tam między innymi opisana “syriuszowa” mitologia afrykańskiego plemienia Dogonów. 

   Teorie kosmicznego pochodzenia ludzi i UFO fascynują wielu ludzi. Obecnie popularny jest serial telewizyjny “Starożytni kosmici’. Powstało wiele odcinków. 

   Wygląda na to, że w pogodzie zaczyna się wiosna. 

 

Obraz, który był inspiracją opowiadania – portret kobiety o ciemnych włosach i z zasłoniętymi oczami – spodobał mi się. Oczy to zwierciadło duszy.

Zwróciłem uwagę na tytuł opowiadania: “Malarz śmierci”. Pamiętam znaną powieść fantastyczną Oscara Wilde`a “Portret Doriana Greya”.

Opowiadanie jest podzielone na rozdziały.

Detektywi starają się rozwiązać zagadkę podobnych zgonów.

“Ciężar nieodwracalności” na początku tekstu bym zmienił na “piętno nieodwracalności” lub podobnie. Nie podoba mi się zdanie “Byłem u ciebie, ale cię nie było”. Można to zmienić na”…ale cię nie zastałem”. Podobny błąd powtarza się dalej.

 Tytuł rozdziału “Chwila bez tchu” bym zmienił na prostsze “Bez tchu”.

“Cisza w biurze zdawała się sama czekać na odpowiedź”. To brzmi jakby cisza była nierealna, a nie prawdziwa. Ja bym napisał “Długa cisza domagała się odpowiedzi.”

Nie przekonuje mnie sposób zabójstwa: uduszenie upozorowane na powieszenie. To chyba łatwo stwierdzić, na przykład zdejmując odciski palców. Grałem niedawno w gry komputerowe na podstawie popularnego serialu CSI. Tam można znaleźć niezłe intrygi kryminalne.

Nie łatwo napisać dłuższy tekst, oryginalne opowiadanie kryminalne.

Łączenie gatunków bywa twórcze, choć z pewnością jest trudne. Powstaje ciekawy kolaż fabularny.

W fantastyce naukowej powieścią kryminalną niebanalnie posłużył się Isaac Asimov w swojej książce “Pozytronowy detektyw”.

Śmierć i sztuka to mocne przeciwstawienie. Czy można zabijać dla sztuki, by przedstawić cierpienie bardziej sugestywnie?

Pozdrawiam!

 

 

 

 

Zainteresował mnie tytuł. Teraz pisze się bardziej antyutopie niż utopie. Marzenia o idealnym świecie wydają się zbyt nierealne.

Wątek religijny, apokaliptyczny – wizja biblijnego Potopu, powiązana ze zmianami klimatu, ulewnym deszczem, który zalewa świat.

Bohaterem dosyć długiego opowiadania jest ksiądz.

Wykorzystałeś słowa popularnej piosenki.

Arka przybywa z kosmosu. Okazuje się podstępem pozaziemskich istot, a nie boskim ratunkiem.

Ciekawy pomysł.

 Główny bohater opowiadania “Po drugiej stronie zdjęcia” o imieniu Joe uprawia rugby. To z pewnością młody, silny mężczyzna. Joe ma szansę awansować na oficera lotnictwa. Będzie pilotował bojowe statki kosmiczne, a może nawet dowodził.

Ludzie prowadzą ekspansję kosmosu, podobną do kolonizowania odległych lądów, zamieszkałych przez prymitywnych tubylców. Jest to szansa na uratowanie ludzkości przed przeludnieniem na Ziemi.

W klubie oficerskim toczy się rozrywkowe życie. Jest to ostoja wolności dla młodych kadetów, którzy na służbie musza być zdyscyplinowani.

Próbują uwodzić atrakcyjne dziewczyny. Rozmawiają też o polityce.

Po egzaminie Joe dostaje przydział, dociera do stacji orbitalnej.

Tam żołnierze otrzymują pierwszy rozkaz – mają pokonać rebeliantów za pomocą szturmowców.

Opowiadanie przypomniało mi “Gwiezdne wojny”, które jednak są bardziej bajkowe.

Piloci dyskutują o swoim zadaniu. Mają wątpliwości, co z pewnością nie spodoba się ich przełożonym.

Próbujesz poruszać problemy różnic religijnych.

Joe walczy wspólnie z przyjacielem, Timem.

Rozpoczyna się bitwa, poprzedzona skokiem czasoprzestrzennym.

Bitwa kończy się zwycięstwem. Kadeci świętują sukces. Rozmawiają o walce.

Nagle jednak jeden z pilotów popełnia samobójstwo. Dlaczego się zastrzelił?

W opowiadanie został wpleciony smutny obraz drzewa rosnącego samotnie na bagnie.

Kolejna potyczka.

W opowiadaniu spodobały mi się opisy kosmicznych bitew.

Joe śnie koszmarne sny o wojennych ofiarach. Na końcu się zabija.

To bardzo ponure zakończenie. Wojna wygląda atrakcyjnie jak w grze komputerowej, ale jej skutki okazują się tragiczne: zniszczenia, cierpienie, śmierć.

 

 

 

 

Ładny obraz. Niebo o chmurach w kolorze pomarańczowo – kremowym, świetlistych. Ciemny, prawie czarny ocean i wysoka wieża.

Początkowo bohaterem opowiadania jest dziwny starzec, który samotnie mieszka na brzegu niespokojnego oceanu.

Starzec kiedyś stracił matkę.

Przybywa do niego nieznajoma dziewczyna. Chce dostać się do wieży na brzegu oceanu.

W wieży znajdują się jakieś martwe ciała.

Dziewczyna musi włączyć światło latarni morskiej na wieży.

Okazuje się, że starzec jest obcą istotą. Dziewczyna zabija go. Kończy się jego czuwanie.

Dziewczyna usiłuje uruchomić latarnię.

Statek z orbity planety odbiera jej krótki raport.

Przypomniała mi się lektura szkolna: “Latarnik” H. Sienkiewicza.

Ciekawy pomysł. Nastrojowe opowiadanie z wątkami science – fiction. Bohaterowie nie mają imion. Użyłaś cytatu z serialu “Stawka większa niż życie”.

Człowiek jest znikomy i samotny wobec ogromu oceanu i czasu.

   Znam twórczość Poula Andersona. Mam w swojej biblioteczce domowej stare, podniszczone wydanie "Wojny skrzydlatych" i zeszytowe zbiorki opowiadań. Jestem fanem takiego typu fantastyki dalekiego zasięgu pisanej z rozmachem. Takich autorów jak Larry Niven czy A. E. van Vogt.

   Moim zdaniem mało jest ostatnio tanich, kieszonkowych wydań fantastyki w miękkich okładkach. Na szczęście są biblioteki i zaprzyjaźnione bibliotekarki.

   

Warto przeczytać cały zbiorek A. Krzepkowskiego. Jest niezbyt obszerny, ale został wydany bardzo dawno temu przez Krajową Agencję Wydawniczą, w roku 1978. Znalazłem go na straganie ze starymi książkami. Może jest w jakiejś bibliotece?

Komentarz pisałem sam, w domu. Najpierw odręcznie w notatniku, potem na komputerze. Nie przepadam za Sztuczną Inteligencją. Może przydaje się do nauki j. Angielskiego?

Opowiadanie zaczyna się wiosną. Główna bohaterka, Eliza odwraca wzrok od laptopa i dostrzega wiosenny pejzaż na zewnątrz (to już niedługo!).

Wiosna mi kojarzy się z pospolitymi żółtymi łąkowymi mleczami (mniszkiem lekarskim), którymi karmię swoje króliki i dmuchawcami, które można rozdmuchiwać (mieszkam na wsi).

Eliza zaczyna rozmawiać z wymyśloną przez siebie dziewczyną, Hanną, która nie chce być bohaterką jej opowieści. Kłócą się ze sobą.

Drugą postacią jest Ryszard.

Eliza musi sobie poradzić z buntem swoich fikcyjnych postaci.

Opowiadanie zawiera sporo dialogów. Trochę elementów science – fiction: obca planeta, skafander kosmiczny. Jest nieco surrealistyczne.

Nie spodobało mi się zdanie “Elizę opuszczała siła do życia”, lepiej by brzmiało: “Elizę opuściła siła życiowa” lub “witalna”.

Eliza jest zawieszona między realnym światem, a wymyślonym.

Polecam Ci króciutkie opowiadanko (jeśli je znajdziesz) z tomiku Andrzeja Krzepkowskiego “Obojętne planety” pt. “Mózg”.

Spodobał mi się dosyć długi tytuł Twojego opowiadania, które należy do gatunku SF. Nawiązuje do filmu E.T., który oglądałem dawno temu, w dzieciństwie w kinie.

Opowiadanie zaczyna się przemyśleniami na temat tego, czy w kosmosie (który jest ogromny) mogą istnieć jakieś inteligentne istoty, kosmiczni, wszechwiedzący mędrcy.

Pewnej nocy pozaziemskie statki pojawiają się wreszcie na nocnym niebie. Kosmici oferują ludziom liczne cuda techniki i nauki. Ale w zamian stajemy się ich niewolnikami, uzależniają nas zupełnie.

Opowiadanie nawiązuje również do filmu ( i książki) “Piąta fala”, za którym nie przepadam. Zimna jak kryształ lodu lub diament, pozbawiona uczuć inteligencja musi stać się okrutna i bezduszna.

Opowiadanie nie zawiera dialogów, jest opisowe.

Kończy się zdaniami przeciwstawnymi, co mi kojarzy się ze znanym wierszem T. Różewicza o Bogu pt. “Bez”.

 

Opowiadanie o robotach. Dawid mieszka z Claudią Cardinale. Budzą się rano. Obsługuje ich robot – służący. Posłusznie przynosi śniadanie do łóżka. Główny bohater pracuje w jakiejś korporacji. Okazuje się, ze jego przyjaciółkami są legendarne piękności z filmów. Są to chyba roboty ze sztuczną powłoką ludzką, czyli androidy.

Dawid ma dzisiaj spotkania biznesowe. To jego codzienne zajęcie, którym zajmuje się zdalnie.

 Jego domowe urządzenia zależą jednak od działania sieci energetycznej.

Dawid umiera z błahego powodu. Jego znajomy, Jakub wydaje się mało przejmować śmiercią i pogrzebem, w którym ma uczestniczyć przez wideołącze. Czy w dzisiejszym świecie nie obojętniejemy?

Akurat czytam świetną, choć trochę zakurzoną, powieść “Robot” Adama Wiśniewskiego – Snerga, która rozgrywa się w jakimś schronie po katastrofie. To dobra, choć bardzo ponura, powieść.

Twoje opowiadanie jest przyzwoite. Nie dostrzegam w nim większych błędów i niekonsekwencji.

 

Ciekawe opowiadanie o biotechnologii.

Wolę naukowe utwory, bo mam przesyt kiepską fantasy: czarami i magicznymi rasami.

“Czarne kwiaty” zaczynają się w zimowej scenerii, na zewnątrz jest mróz i leży biały śnieg. Tak jak obecnie za oknem mojego pokoju. gdy piszę te słowa.

Bohaterka opowiadania przebywa w pozaziemskiej kolonii, na jakiejś odległej planecie. Po przebudzeniu rozmawia z przyjacielem. Kolonistom pomagają roboty.

Mieszkańcy kolonii umierają na jakąś dziwną chorobę zwaną rozkwitem.

Paula jest lekarką.

Medyczka bada w laboratorium zainfekowane komórki. Próbuje ratować chorych.

Koloniści są botanikami, zajmują się hodowlą roślin, które mają ich wyżywić.

Niektórzy z nich próbują produkować nielegalny alkohol, którym się upijają.

W pewnym momencie Paula zauważa u siebie niepokojące zaczątki choroby. Uświadamia sobie, że wkrótce czeka ją śmierć. Jedyną szansą jest szybkie wynalezienie leku. Wtedy uratuje siebie i całą kolonię.

Eksperymentuje na szczurach.

Tymczasem chłopak zmaga się z alkoholizmem.

Młoda medyczka we śnie spaceruje po lesie, gdzie spotyka białego lisa, chyba polarnego.

Tymczasem zima powoli ustępuje, wkrótce zacznie się wiosna.

Czy biedna Paula dożyje do wiosny, zobaczy rozkwitające na planecie drzewa?

Niestety, umiera. Infekcja opanowuje jej całe ciało. W chwili śmierci widzi białego lisa.

To smutne zakończenie.

Wolałbym, żeby dziewczyna odkryła lek i ocaliła życie. Moim zdaniem opowiadanie jest językowo do strawienia.

 

   Gatunek opowiadania „Dzieci wszechdżungli” Rafała Łobody określiłbym jako thriller botaniczny. Kojarzy mi się odlegle z „Cieplarnią” Briana Aldissa. Mieszkam na wsi, więc tematyka przyrodnicza jest mi bliska. Nie raz obserwowałem owady: motyle, gąsienice, biedronki, pająki, mrówki czy małe, zielone żabki. To fascynujący świat. Obserwuję też jesienne odloty ptaków. Wszechobecna dżungla to coś, co obecnie trudno sobie wyobrazić. Pożary lasów w różnych częściach świata są częste. Płonęła także Puszcza Kampinoska w mojej okolicy.

   Kiedy byłem dzieckiem, wymyśliłem planetę, którą porastała bujna, piętrowa dżungla tak gęsta, że można było się w niej ukrywać. Narysowałem nawet kredkami jej kolorową mapę.

   Tematem drugiego nagrodzonego przez was opowiadania „Wojna nr 785” Łukasza Borowieckiego są działania wojenne. Cenię książki George`a Orwella, autora motta: „Wojna to pokój”, zarówno satyryczny „Folwark zwierzęcy” jak i futurystyczny „Rok 1984”, który zresztą już nastąpił. Po nim upadł w wielu krajach komunizm (choć nie wszędzie).

   Wojny nadal trwają, także w XXI wieku. W opowiadaniu Łukasza wybuchło co najmniej 785 wojen światowych. Ludzie ciągle wymyślają coraz straszniejszą broń. W wieku XX ludzkość doświadczyła dwóch wojen światowych, w których zginęły miliony ofiar. Co by było, gdyby złowieszcze plany Adolfa Hitlera opanowania całego świata się powiodły?

   W opowiadaniu dokładnie określono czas. Zaczyna się ono od 6.05 rano, a kończy po 15.00, czyli trwa podczas jednego dnia. W pobliżu wojny toczy się w miarę normalne życie, albo raczej jego namiastka.

   To całkiem udane opowiadanie, choć jego poczucie humoru jest raczej czarne. AI nie uchroniła nas przed wojnami, wręcz przeciwnie.

   Myślę, że nigdy nie przyzwyczaimy się do wojen, śmierci i cierpienia, nawet bezbronnych dzieci.

   Różni autorzy SF wymyślają kosmiczne wojny, których zasięg przekracza Ziemię, obejmuje nasz Układ Słoneczny (wojny o surowce), a także inne układy gwiezdne, czy nawet inne galaktyki. Można puścić wodze wyobraźni.

   Przeczytałem też opowiadanie Szymona Majcherowicza pt. „Ogrzej mnie” – jest w nim opisany związek chłopaka i dziewczyny: Mateusza i Magdy, ich niełatwe wzajemne relacje. Być może autor czerpał inspiracje ze swojego życia? Kochanka przekształca się w drapieżnego skorpiona.

   Udane związki zdarzają się teraz raczej rzadko. Często młodzi ludzie rezygnują ze swoich partnerów z byle powodu i szukają kolejnych. Uczucia bywają nietrwałe i płytkie.

   Czasem bywamy samotnikami, tak jak moi ulubieni bohaterowie cyberpunkowi, pokłóceni ze światem, zbuntowani, w świecie przyszłości zniszczonym przez zaawansowaną technikę lub nowoczesną wojnę.

   W wielu związkach pośredniczy dziś komputer i telefon.

   Interesującym pomysłem jest drukowanie zakurzonych, nieznanych w Polsce opowiadań z lamusa, takich jak „Margery z  Quether” Sabine Baring – Gould. Nie słyszałem wcześniej o tym autorze. Opowiadanie jest dosyć długie, podzielone na dwa rozdziały, jak zaczątek dłuższej powieści. Należy do gatunku opowieści niesamowitych lub opowieści grozy.

   Jest to nastrojowa, spokojna opowieść, choć staroświecka. Fabuła biegnie nieśpiesznie, z dbałością o drobne szczegóły, niespotykaną w naszych pośpiesznych, niespokojnych czasach. To opowiadanie jest jak eksponat w muzeum, który się dokładnie ogląda ze wszystkich stron.

   Ten tekst nie nadaje się dla miłośników szybkich, nowoczesnych fabuł. Wymaga dłuższego skupienia. Nawiązuje do świąt Bożego Narodzenia.

   Bohaterowie opowiadania egzotycznej autorki Susan Palumbo „Douen” używają archaicznego języka ludzi prymitywnych.

   Przypomina mi się słynna powieść „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa, w której główny bohater jest psychicznie upośledzony, nieporadny, słabo przystosowany, ledwo się wysławia, ale potem, dzięki naukowcom, uzyskuje nadludzie możliwości umysłu. Niestety, na krótko, bo kuracja wywołuje poważne skutki uboczne mi. niekontrolowaną agresję. Bohater wraca do poprzedniego stanu. To wstrząsający utwór, ostrzegający przed nieodpowiedzialnością nauki.

   W dziale recenzji zainteresowała mnie recenzja „Wiecznego pokoju” Joe Haldemana. Znam tą książkę. Jest to kontynuacja nagrodzonej „Wiecznej wojny”, którą poznałem jeszcze przed lekturą książki w pięknie narysowanej wersji komiksowej, w zeszytach ”Komiks – Fantastyka”, które ukazywały się w kioskach raz na kwartał.

   Moim zdaniem pierwsza część cyklu jest jednak najlepsza. Została napisana wartko, dużo się w niej dzieje, jej fabuła jest konsekwentna (choć nie trywialna), bohaterowie zapadają w pamięć. Po lekturze „Wiecznej wojny” nabieramy niechęci do okrutnych konfliktów wojennych. Niestety, szansa, że przyszłość będzie pozbawiona wojen jest niewielka.

   Czy kiedyś będziemy walczyli z innymi cywilizacjami z kosmosu, to już inny problem. Mogą być one bardzo odległe, tak że jakikolwiek kontakt z nimi będzie ledwie możliwy.

   Malarstwo Wojciecha Siudmaka znam od dawna. Zetknąłem się z książkami SF przez niego ilustrowanymi. Cyklem „Diuna” i powieściami Philipa K. Dicka. Można je znaleźć w księgarniach i w bibliotekach.

   Myślę, że z fantastyką, a przynajmniej niesamowitością, mają wiele wspólnego obrazy zmarłego w tragicznych okolicznościach Zdzisława Beksińskiego.

   Lubię oglądać ilustracje do opowiadań drukowanych w NF. Uprzyjemniają mi ich lekturę.

   Niektórzy autorzy np. Terry Pratchett, mieli własnych ilustratorów (Świat dysku – Josh Kirby, który cechuje się własnym, niepowtarzalnym stylem). Tolkien sam ilustrował swoje książki.

   Ilustracje od dawna towarzyszą książkom SF np. powieściom Juliusza Verne`a. Nie tylko utworom dla dzieci. Niektórzy sami wolą wyobrażać sobie bohaterów ulubionych książek i wymyślone w nich światy.

   Z seriali fantasy ceniłem popularny w swoim czasie angielski serial o Robin Hoodzie, z przystojnym, długowłosym Michaelem Praedem i szczupłą Judi Trott w roli Marion, który w moim szkolnym okresie życia emitowała nasza polska telewizja, ale był niedawno powtarzany. Są w nim wyraźne wątki fantasy: magia, czarownicy, duch lasu Hern itd. Towarzyszyła mu świetna muzyka irlandzkiego zespołu Clannad.

   Z kolegami robiliśmy drewniane łuki i pierzaste strzały z lotkami z piór gęsi. Strzelaliśmy do celu jak Robin Hood z lasu Sherwood. Pamiętam też jedną z części Thorgala o zawodach łuczniczych.

Wracam też często do polskiego serialu o „Wiedźminie”. Nie był tak kosztowny jak serial Netflixa, ale też występują w nim popularni aktorzy. Wolę, na przykład polską Yennefer od zagranicznej.

   Przemoc, seks i wulgarny język to nie są zalety filmu.

   Z gier fantasy często przy stole, w domu grywałem z przyjaciółmi w planszowego „Talizmana”. Przyjemnie spędzało się w ten sposób razem czas. Obecnie jest dostępna wersja komputerowa tej gry, dzięki której wracam do czasów młodości i do początków zainteresowania fantastyką w różnych formach.

   Ciekawe gry wydawała firma Encore.

   Oprócz „Nowej Fantastyki” czytuję też „Młodego technika” i „Świat nauki”.

   W grudniowym numerze Nowej Fantastyki ucieszył mnie wywiad z Terrym Gilliamem, wiele razy oglądałem filmy tego reżysera. Uważam, ze jest to wizjoner fantastyki i kina, człowiek o niezwykłej wyobraźni. Najbardziej podobały mi się filmy: “12 małp” i “Przygody barona Munchhausena”.

   Ciekawe jaki byłyby Dick zekranizowany przez Gilliama?

Terry Gilliam znakomicie opowiada o swoich i cudzych filmach.

Czytam właśnie ciekawą książkę Artura C. Clarke`a pt. “Księżycowy pył”, której recenzja ukazała się w NF. Jest to fantastyka oparta na naukach ścisłych. Clarke wymyślił w “Odysei kosmicznej 2001”  tajemniczy monolit obcych, coś co wymyka się ludzkiemu rozumowi.

Dobrze, że w tym roku już w listopadzie pojawiło się trochę zimy. Przypominają mi się w związku z tym powieści o Helikonii Briana Aldissa. Helikonia krążyła wokół dwóch słońc. Helikonia to też nazwa rośliny tropikalnej. Jedna z części nosi tytuł “Zima Helikonii”. Oby święta były pełne śniegu!

  Z polskich opowiadań zaciekawił mnie “Demon pod murami Jerozolimy” Pawła Domownika. Sam, podobnie jak tytułowy demon, maluję farbami akwarelowymi, zdarza mi się też używać pasteli. Demon – artysta to ciekawy pomysł.

Sztuka pozwala mi zapomnieć o codziennych problemach.

Opowiadanie zostało napisane w stylu cyberpunkowym, który lubię.

Z zagranicznych opowiadań przeczytałem najpierw opowiadania Włochów. W NF ukazało się już sporo włoskich utworów. Trudno tłumaczy się z j. włoskiego?

Jestem ciekaw opowiadań nagrodzonych w waszym konkursie.

Miom zdaniem wydarzeniem naukowym roku był lot naszego rodaka w kosmos.

 

   W listopadowym, przedostatnim w tym roku, numerze “Nowej Fantastyki” zaciekawił mnie wstęp redaktora naczelnego o umarłych w Internecie. Kiedyś Internet był nadzieją na edukację dla osób zamieszkujących odległe miejsca, np. australijskie pustkowia. 

    Chciałbym napisać też parę słów o opowiadaniach numeru.  

   Zwróciłem uwagę na tekst Michała Brzozowskiego pt. “Twarzowość”. Jego tematem jest nowoczesna technologia, która utrudnia nam życie, zamiast go upraszczać. 

   W swoim telefonie używałem zabezpieczenia rozpoznającego moją twarz. Teraz chronię swoją komórkę za pomocą odcisku mojego palca (co nie zabezpiecza przed zgubieniem urządzenia). Na razie jestem zadowolony. 

   Wolę opowiadania napisane przejrzyście, w których dobrze wiem, o co chodzi. Może jest to związane z tym, że chętnie czytuję starszych autorów fantastyki, bardziej konwencjonalnych i zwięzłych? 

   Przez ambitne eksperymenty językowe utwory często stają się niezrozumiałe i pogmatwane, a spotkałem się z wieloma przykładami takich opowiadań. 

   Skomplikowanym autorem dla mnie bywa Jacek Dukaj, który pisze bardzo trudnym językiem, ale doceniam jego niektóre utwory. Są one, moim zdaniem, ważne dla fantastyki i nie tylko. 

   Oglądam w Internecie wywiady z tym autorem. Mówi ciekawe rzeczy o współczesnym świecie i technologii, która wpływa na nasze życie. 

   Algorytmy komputerowe podobno potrafią rozpoznać nie tylko nasze twarze, ale i emocje, uczucia, myśli, które się na nich ujawniają. Czujemy się przez to podglądani przez nasze własne urządzenia. Jest to też związane z tym, że w naszym otoczeniu jest coraz więcej kamer i kamerek (dobrze, że nie mikrofonów), co mi niepokojąco przypomina wizje Janusza A. Zajdla. 

   W listopadowym numerze w dziale polskim przeczytałem też opowiadanie Michała Kłodawskiego “Nazywam się Róża”. Jest to fantastyka kosmiczna o poszukiwaniu pozaziemskich istot inteligentnych. Czy kiedyś się do nas odezwą? Czy w ogóle istnieją? Jest to częsty temat w utworach science – fiction. Interesuję się kosmologią. Często czytam artykuły i książki na ten temat. 

   Właśnie wypożyczyłem z biblioteki powieść tego autora “Bóg zero jeden”. 

   W dziale zagranicznym przeczytałem z dużą przyjemnością opowiadanie Roberta Silverberga, którego od dawna znam: “Igła w stogu czasu”. Tematem tego opowiadania są paradoksy czasowe potraktowane beztrosko, z humorem. Silverberg napisał wiele wspaniałych opowiadań i powieści. 

   Moją ulubioną powieścią tego pisarza (jak do tej pory) jest “Umierając żyjemy”, której bohaterem jest telepata. Została wydana kiedyś przez wydawnictwo Rebis w tłumaczeniu Marii Korusiewicz. Na żółtej okładce tej książki widać rozbite okulary. 

   Obliczenia Pana Jemielniaka w jego felietonie “Autobus do Proximy” czynią mało realnymi nasze marzenia o podboju odległego kosmosu. Jednak nasze sondy docierają już teraz do najdalszych obiektów Układu Słonecznego po to, by je badać. 

   We wczesnej powieści St. Lema “Obłok Magellana” została opisana długa podróż kosmiczna do gwiazd. Jest w niej zawarta aluzja do słynnej podróży Ferdynanda Magellana dookoła Ziemi w epoce wielkich odkryć geograficznych. Pisałem kiedyś szkolne wypracowanie o sławnych żeglarzach na lekcję historii. 

   Pamiętam czasy, w których bibliotekarka z mojej najbliższej, wiejskiej biblioteki nie wiedziała, co to jest fantastyka naukowa, gdy zapytałem ją o jakieś książki z tego gatunku. Za to dobrze znała moją babcię i zawsze o nią pytała. Pozwalała mi czytać komiksy przy stoliku, a sama piła wtedy kawę.  

   Bibliotekę odwiedzało niewiele osób, podobnie jak obecnie – ludzie tłumaczą, że nie mają czasu na czytanie nudnych książek, za to wszyscy je teraz piszą. Wiem, bo wypożyczam książki od wielu lat. 

   Pierwszy raz kupiłem “Fantastykę” w wiejskim kiosku, po drodze do szkoły – skusiła mnie jej kolorowa okładka. Sprzedawano w nim też “Świat młodych”. 

   Teraz w prawie każdej księgarni można znaleźć mnóstwo książek SF w bardzo atrakcyjnych okładkach, dobrze wydrukowanych i sklejonych, choć nie tanich. Nie zawsze są one literacko najlepsze. Kiedyś okładki powieści St. Lema były (tak, to prawda!) czarne jak noc bez gwiazd. Mamy do wyboru mnóstwo autorów polskich i zagranicznych. Ja jednak często wolę starszych pisarzy, często już nieżyjących: Artura C. Clarka, Isaaca Asimowa, Roberta Silverberga, Janusza Zajdla, Marka Oramusa, czy Stanisława Lema. Wiem, że się na nich nie zawiodę. 

   Pamiętam, na przykład, świetne książki Jamesa White`a: pacyfistyczny “Zawód: wojownik”, czy znakomity cykl opowiadań o szpitalu kosmicznym, w którym lekarze leczą dziwne istoty z różnych planet. 

   Doceniałem literaturę rosyjską Kiryła Bułyczowa, czy braci Strugackich. Dla niektórych są to teraz tylko nudne starocie. Bułyczow pisywał też z powodzeniem książki dla dzieci i młodzieży. Bracia Strugaccy napisali mnóstwo znakomitych książek. Co się teraz dzieje w Rosji, wszyscy wiemy. 

   Cieszę się, gdy widzę w “NF” recenzję książki “Czwarta epoka” Kobo Abe – w mojej bibliotece znajdowała się jego książka “Kobieta z wydm” i chyba pozostała na półce do tej pory, rzadko czytana. Może po nią sięgnę, bo nie ograniczam swoich lektur do fantastyki naukowej. Czytuję, na przykład, sporo poezji. 

   Niedawno natrafiłem na zwykłym straganie z tanimi książkami na ciekawą książkę Sakyo Komatsu “Zatonięcie Japonii” wydaną pierwszy raz w Japonii w roku 1973 (roku mojego urodzenia), a w Polsce dużo później przez Wydawnictwo Poznańskie w jego serii SF. 

   Wielu z nas Japonia kojarzy się głownie z tandetnymi filmami o Godzilli, komiksami manga i marnymi filmami animowanymi, których jest pełno w Internecie. 

   Ja kojarzę Kraj Kwitnącej Wiśni z serialem “Shogun” i filmem “Siedmiu samurajów” pokazywanymi kiedyś w naszej telewizji. Widziałem też świetny western “Kowboje i samuraje”, w którym wystąpili razem Charles Bronson i Toshiro Mifune, który świetnie zagrał także dowódcę japońskiej łodzi podwodnej w komedii wojennej Stevena Spielberga “Rok 1941”. 

   Rzadko można obejrzeć takie filmy w telewizji. Za to bez przerwy powtarza się “Seks w wielkim mieście” i “Dziennik Bridget Jones”. 

   Kiedyś mieszkańcy wsi oglądali chętnie serial “Chłopi” na podstawie St. Reymonta. Teraz wolą “Rolników Podlasia” i “Rolnik szuka żony”, słuchają piosenek disco polo. A wszystko zaczęło się od “Niewolnicy Isaury”! 

   W szachy grali ongiś rosyjscy szachiści Anatolij Karpow i Garri Kasparow. W wieku XXI grywają pomiędzy sobą bezduszne programy komputerowe, z którymi człowiek nie jest w stanie już wygrać. 

   Stachura umierając pisał ostatni wiersz, a teraz wiersze tworzy Sztuczna Inteligencja – może ich z łatwością wygenerować setki, tysiące. 

   Jest wiek XXI, ale czy będzie on lepszy od poprzedniego – trudno przewidzieć. 

 

Widziałem transmisję z lotu naszego kosmonauty, Sławosza Uznańskiego na stację kosmiczną, z pobytu na niej i jego powrotu, lądowania kapsuły na oceanie. Wszystko się powiodło, choć przebiegło z opóźnieniem. Pamiętam też Mirosława Hermaszewskiego, z czasów PRL – u, który poleciał w kosmos, gdy byłem dzieckiem.

Podobała mi się powieść “Wroniec” Jacka Dukaja, którą mam w formie audiobooka, czytanego przez Jana Peszka, nawiązująca do ponurych lat 80 – tych.

Hermaszewski był wojskowym pilotem samolotów odrzutowych, podobnie jak Jurij Gagarin. 

Mój tata oglądał wspólnie z sąsiadami z naszej wsi pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu w czarno – białym telewizorze. Opowiadał mi o tym.

Znam kreskówkę o Jetsonach. Była całkiem sympatyczna i zabawna, podobnie jak Flinstonowie. Lubiłem też animowane odcinki serii “Był sobie kosmos”. Powstało ich całkiem sporo. Oglądam je czasami w Internecie.

   Komentarz do artykułu: “Andreas – architekt komiksu”.

   Dobrze pamiętam komiksy Andreasa o Rorku, które ukazywały się w kwartalniku “Komiks – Fantastyka”.

Od razu zachwycił mnie techniczny perfekcjonizm jego rysunków – np. maszyna do pisania w domu pisarza zasypywanym przez dziwny pył. Ale też tajemnicza fabuła tych opowieści rysunkowych, ich niepowtarzalny nastrój. Trudno zapomnieć tych komiksowych arcydzieł. Praca nad nimi musiała być żmudna i długotrwała.

Jednak jestem zwolennikiem historii rysowanych bardziej swobodnie takich jak: “Yans” Grzegorza Rosińskiego, “Pelissa” Regisa Loisela, czy nawet “Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa” Zbigniewa Kasprzaka.

Kolekcjonowałem komiksy, zaczynając od komiksów dla dzieci: “Tytusa Romka i A`tomka”, “Kajka i Kokosza” i zabawnych opowieści rysunkowych Tadeusza Baranowskiego . Miałem wiele części “Thorgala”. Z czasem Rosiński stawał się coraz bardziej malarski.

Niestety, wznowienia tych komiksów są dosyć drogie, jak dla mnie.

Co do artykułu o Januszu A. Zajdlu, znam jego twórczość. Mam w swojej bibliotece jego nowszy, dosyć obszerny zbór opowiadań wybranych przez żonę, Jadwigę i kilka starych wydań powieści. Często do nich wracam. Moim zdaniem są one nadal ważne dla czytelników.

Obejrzałem niedawno w telewizji ciekawy, fajnie zrobiony, film dokumentalny “Fantastyczny Matt Parey”, o słynnym, nieżyjącym już, redaktorze “Fantastyki”.

 

 Chciałbym skomentować artykuł pana Dariusza  Jemielaka pt. “Czy AI umie pisać wiersze?”.

Od razu przypomina mi się zabawne opowiadanie St. Lema z “Cyberiady” pt. “Wyprawa Pierwsza A, czyli elektrybałt Trurla” o maszynie cyfrowej, która pisała wiersze. Konstruktorzy zadawali jej trudne zadania poetyckie, by wypróbować jej działanie. Opowiadanie kończy się gorzką puentą, żeby już nigdy nie symulować procesów twórczych.

 Lem próbował w młodości tworzyć poezję, więc jest to również satyra na samego siebie.

Ja także piszę wiersze i dlatego ten temat mnie bardzo interesuje.

Uważam, że komputery nieprędko zastąpią ludziom Mickiewicza czy Dantego.

Rzeczywiście, może nie sposób odróżnić już teraz wierszy napisanych przez program komputerowy od utworów prawdziwego poety, jeśli nie widziało się autora osobiście. Myślę, że to trochę nabieranie nas.

Nie jestem zajadłym przeciwnikiem komputerów i chętnie ich używam, lecz staram się dostrzegać zagrożenia z nimi związane. Stajemy się coraz bardziej zależni od komputerów i Internetu. Uciekamy z wirtualny świat cyfrowej iluzji od codziennych problemów. 

Pisało o tym wielu autorów fantastyki: np. P. K. Dick, W. Gibson, Arthur C. Clark, a także nasi rodzimi twórcy.

W swojej książce “Golem XIV” St. Lem, jeden z moich ulubionych pisarzy fantastyki, stworzył filozofujący superkomputer, powstały z maszyny do opracowywania strategii wojennych, który uznał, że jest mądrzejszy od ludzi, pogardzał słabościami i wadami swoich stwórców.

Czy ludzie w epoce myślących maszyn staną się zbędni?

Rzeczywistość, moim zdaniem, jeszcze nie wykroczyła poza fantastykę.

 

Z książek St. Kinga jednak najbardziej cenię świetnie sfilmowane “Lśnienie”, którego fabuła rozgrywa się w wielkim, zimowym hotelu “Panorama”. Ale “To”, opowieść o potwornym klownie, z którym walczy grupa nastolatków,  też należy do najlepszych “Kingów”. Ostatnio czytałem nie takie kiepskie “Dallas `63” opowiadające o podróży w czasie do czasu zabójstwa prezydenta J. F. Kennedy`ego.

 

 

 

 

 

 

“Gra Endera” ukazywała się swojego czasu w odcinkach, w NF. Dobrze to pamiętam. Potem kupiłem książkę. Znam kontynuacje: “Mówca umarłych”, “Ksenocyd” oraz  film. Ender i Valentine to jedni z moich ulubionych bohaterów literackich.

 

Posiadam pierwsze wydanie tej książki, Wydawnictwa Literackiego z roku 1988, z nieatrakcyjną okładką. Już podniszczone. Znajdują się w nim: spis postaci, mapy i drzewo genealogiczne. Doceniam tę autorkę. Dobrze, że o niej nie zapomniano. To niebanalna, polska fantasy o powolnej, wręcz sennej, nastrojowej narracji (”Nic się nie zdarzy aż do Powrotu”).

 

 

Właśnie wypożyczyłem z biblioteki “To” Stephena Kinga. ponad tysiąc stron, dużo czytania. Ekranizacje. Niedawno przeczytałem też ciekawe “Dallas`63”, z wątkami podróży w czasie. “Cujo” znam głównie jako film o wielkim psie. Lubię opowiadania Kinga. Pierwsze, co przeczytałem dawno temu to “Miasteczko Salem” z wydawnictwa Amber.

 

 

 

 

Film się nie starzeje. Wspaniała muzyka. Znam też kontynuację.

 

Nowa Fantastyka