komentarze: 17, w dziale opowiadań: 17, opowiadania: 14
komentarze: 17, w dziale opowiadań: 17, opowiadania: 14
Uch…. Jak mi to opowiadanko gładko usiadło mi na sercu. Absurd, szaleństwo i mnóstwo czarnego humoru. Czytelnik płacze ze śmiechu, nabija się z niebiańskiej biurokracji, jako żywo, naszą przypominającą i łudzi nadzieją, że może Walnięty Walenty capnie w końcu swoją Halinkę.
Świetny mięsisty język, kompozycja oparta na nagłówkach z pieśni religijnych nadaje opowiadaniu formę felietonu z “cudu”. Kapitalne tempo i nienachalny morał o nadrabianiu straconych życiowych szans.
I tu wjeżdża moje finałowe “Ale”. Trzy rzeczy ugryzły mnie w zadek. Do ideału zabrakło tak niewiele:
Marian to stary zboczuch: Budzenie się w ciele nastolatki i natychmiastowe testowanie walorów biologicznych („klepanie się po jędrnej piersi”) jest lekko podeschnięte i nadmiernie kanoniczne w komediach o zmianie ciał – za macanki Marysia powinna mu od razu wjechać w synapsy z mentalnym liściem w potylicę, a nie grzecznie czekać, aż stary cap łaskawie zeżre golonkę.
Waniliowy lukier: „Słodki, cieniutki głosik” Marysi średnio pasuje do realiów polskiej prowincji. Wiejskie święte to nie są eteryczne fit-kuperki z miasta, lecz przaśne sztuki, które tyłkiem łupią orzechy włoskie. Głos Marysi w czaszce Mariana powinien wybrzmieć z siłą zdrowego dzwonu kościelnego. Narzekanie “Cud – dziewicy” na niezdrową żywność wyskakuje klinicznie z obrazu wsi spokojnej i wesołej. Motłoch jarmużu nie tyka, jeśli ma goloneczkę i piwo.
Idziemy na piwo: Żądanie browar po zmartwychwstaniu to znów ograny chwyt. Cyniczny, inteligentny organista po przeżyciu klinicznej śmierci jakby odrobinę zgłupiał, zaczął się rozmywać do wymiaru 2D. Życiowy rezon Walentego daje po garach najmocniej na wstępie.
Mimo drobiazgów tekst broni się sam. Sposób, w jaki autor przechodzi od śmierci, “cudu” i wiejskiej biesiady do wzruszającego pożegnania z Frankiem i Halinką jest klasycznie poetycki. Morał na dziś: nie umierajcie za często, bo w niebiańskim urzędzie mają burdel w papierach, a po powrocie można zgłupieć. ![]()

silimaure.blogspot.com
Serdecznie dziękuję za lekturę i wyłapanie oczywistych błędów logicznych. Opisy mają pokazać stopniową degradację środowiska (świata) na skutek naturalnych katastrof, które były, są i będą. Nie ma w nich niczego dramatycznego, patetycznego czy tragicznego. Normalna selekcja naturalna. Tylko nasz mały, ciasny rozumek nie jest w stanie zaakceptować “normalności”, od razu dorabiając do faktów, boską “teorię”.
że wiele zabiegów stylistycznych i konstrukcji zdań przypomina wytwory AI.
Możesz czuć zapach LLM, bo gad poprawiał mi błędy interpunkcyjne, na których zazwyczaj się wysypuję. Usuwał wszystkie “potężne”, “to-izmy” oraz “były-zmy”. Część zdań to LLM-owa przeróbka oryginału – bez zamków wskazujących i czasownika “był” w nadmiarze. W poprzednim opowiadaniu Bruce (za co bardzo jestem mu wdzięczna) wyłapał te oczywistości, dlatego nie chciałam wjechać z kolejnym, podobnie ułomnym.
że eteru nie ma, bo zgaduję, że tutaj wchodzi absurd/przymrużenie oka
Całe opowiadanie to absurd/przymrużenie oka. I tak należy je traktować. Pokazuje, w krzywym zwierciadle, mechanizm “jak byle gówna zrobić religię”. Borsucze sadło nie utrzyma szczelności słoika i świeżości ogórasa przez dziesięciolecia. Może żywica? W kwestii samego przesympatycznego i walecznego ssaka – właśnie on, a raczej jego sadło, folia z B-DRON-Ki oraz ogóras w solance to 3 główne sacrum mojego uniwersum, ukazującego lewą stronę rzeczywistości. Nie żaden cudowny miecz niosący pokój, magiczny pierścień, skłaniający do zła czy naszyjnik wysadzany diamentami, wygrywający z teorią strun, a zwyczajne, śmierdzące odpady.
Zaraz poprawię te błędy, które znalazłeś.
Do stylu się przyzwyczaiłem, choć na początku mnie drażnił.
Co z nim nie tak? Naprawdę mnie interesuje. Pytanie nie jest, jak to się mówi modnie, “mową nienawiści”, wyparciem rzeczywistości, a tylko oznaką zaciekawienia. Nie wiem, czy potrafię go zmienić na życzenie, gdyż jest, charakterystyczną dla mnie, formą “komunikacji z papierem”. Może zbyt szczegółowym, bo pochodzącym żywcem ze STWiORB. Jak opis bunkra. 
silimaure.blogspot.com
Fabuła urzeka przede wszystkim głębokim humanizmem i mądrością szamana, który potrafił wznieść się ponad własne ego i strach córki, by dać kobiecie to, czego naprawdę potrzebowała – spokój. Czytało się to naprawdę dobrze – pod płaszczykiem fantasy kryje się po prostu poruszająca opowieść o akceptacji przemijania.
Młodość bez długu: W retrospekcjach bohaterowie są młodzi i piękni – natura jeszcze nie upomina się o swoje. To buduje silną bazę pod emocjonalny ładunek w dalszej części opowieści.
Godność jako ostateczna waluta: Szaman, zamiast walczyć z ciałem, negocjuje dla kobiety bezpieczną drogę w zaświatach. Przekształca mroczny, biologiczny przymus śmierci w piękne, duchowe sacrum. Cisza, która mówi najwięcej: Tekst ma w sobie cudowne momenty surowości, w których zamiast wielkich gestów i rytuałów, autor przemyca gorzką prawdę – miłość może być niewystarczająca, najważniejsze za to jest milczące zrozumienie bohaterów. Psychologiczna głębia i dojrzałość zarówno autora, jak i bohaterów jest mocną stroną tego opowiadania.
Akceptacja natury: Wątek rezygnacji z medycznych/magicznych sztuczek na rzecz akceptacji „trybutu wobec natury” wnosi do tekstu ogromną mądrość. Bohaterowie nie walczą ślepo z nieuniknionym, lecz szukają w tym godności. Ale drogi autorze mam jak zawsze, ale… Otóż bagienne wilki i mgła jak mleko oraz taniec nad jeziorem drapią mnie po plecach. W tym akcie dopełniania się nie ma miejsca na klasyczne literackie zabiegi.
silimaure.blogspot.com
Czy inny? Mroczniejszy. W każdym z opowiadań, które są zaledwie mgnieniem, krótkim logiem z rzeczywistości i pochodzą z Uniwersum Absurdu, czyli Katal-Ur panuje inny klimat. Podkreślają nonsens, cykliczność, nieuchronność losu oraz pragmatyczność jednostki – jako jedyną szczepionkę na rzeczywistość. Podobnie z formą. Czasem to opowiadanie, czasem fabularyzacja historii, reportaż, raport archeologiczny ze stanowiska. Zależnie od tego, jaki odcinek rzeczywistości aktualnie badam.
Twój obrazek też się zmienia, Autorko, czy to symbol nowych wyzwań literackich ? ;)
Powiedzmy, jest to zaledwie unifikacja. “Porządek musi być” – jak stwierdziłaby Żelazna Zocha.
silimaure.blogspot.com
Dziękuje za lekturę i korektę. Bardzo się cieszę, że ktoś zadaje sobie trud przejrzenia opowiadania pod kątem technicznym – dzięki uwagom od Was, mogę udoskonalać tekst, który bardziej ucieszy oko. Moja ułańska fantazja często zbacza z wytyczonej, korporacyjnej ścieżki.
Zocha zajrzała do środka, powąchała opary, wetknęła palec i spróbowała cieczy.
Warto uświadomić czytelnika, że zagląda do beczki, nie do czaszki, bo początkowo efekt przy czytaniu jest chyba bardziej komiczny niż zamierzałaś :)
Zaglądanie do czerepu Elona Muska to raczej doświadczenie, na które bym Zosieńki nie narażała. Poprawiłam błędy i wypaczenia. Zamieściłam kolejne opowiadanie z “Uniwersum Obłędu”, w którym Ogóraski Żelaznej Zochy stają się legendą większą niż ona sama. http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34885
silimaure.blogspot.com
Mówiąc zupełnie po ludzku: świetny kontrast pomiędzy fabularnym wstępem a surowym, „raportowym” stylem, który na początku może wydawać się zbyt mocny, to w rzeczywistości genialny zabieg artystyczny.
Te krótkie, rwane zdania opisujące utratę serc działają dokładnie jak miarowe bicie serca – uderzenie za uderzeniem. Dobrze, że rezygnowałaś z kwiecistych opisów, bo człowiek w głębokiej traumie, który walczy o przetrwanie, nie bawi się w poezję. Rejestruje kolejne ciosy od życia: fakt, ból, wymiana serca, jedziemy dalej. Ta chłodna, niemal mechaniczna forma idealnie pokazuje, jak bohaterka powoli znieczula się na kolejne tragedie. I dzięki, że zastawiasz nas z nadzieją – tym ostatnim sercem w piwnicy. Świetnie się czytało.
silimaure.blogspot.com
Oby nie… Oby nie … Ale za to podałeś na talerzu świetny sposób na to , żeby zbadać, przetestować i zhackować algorytm i system.
Bogdan oparł dłonie na blacie.
– Proszę pani, ja nie po to obalałem niesprawiedliwy system, żeby teraz być traktowany jak wszyscy.
Chociaż bezużytecznik nawet nie był chyba do końca świadom strzału w kolano. Nie ufajcie AI lubi sobie nieźle pofantazjować. Dzięki autorze, Twoje opowiadanie dało mi to mnóstwo “mięska” do przeanalizowania.
silimaure.blogspot.com
Chyba rozumiem zamysł autora, żeby biblijne “Albowiem” skontrastować z absurdalnym Reptilianinem. I wieczną śpiewką potomstwa 20 minut przed północą – Bo pani kazała! Ale.
No zawsze jest jakieś ”ale”. Nie podoba mi się koncepcja “chwila zapomnienia, nie chciało mi się kurr… iść do kiosku i teraz trzeba kurr…,” O ile literacki pomysł w dechę, tak kuriozalna kurtyzana zamordowała koncept. Reptilianin powinien mieć swoje “mocne słowa”, zamiast kalkować po włochatych małpach. Reptilianin tak, nierządnica – NIE! W sumie wolałabym Azaliż, bo się wiadomo z czym kojarzy :)
Dzięki – koncept, że ziemia “wzięła się i wybuchła” bo Reptilianin miał pracę domową bardzo mnie rozbawił. Czytało się super. 
silimaure.blogspot.com
Serdeczne dzięki za korektę. Kiedy czytam tekst po raz en-ty , nawet po tygodniu, nie widzę błędów. Zdarza się, że Ortograf sugeruje bzdury, pomija rzeczy, AI halucynuje, a w rezultacie wrzucam bubla. Mam nadal problem z “bytami” : były-łami, to-tyłami, potężnymi, ciężkimi. Poprawiłam to co wskazałaś.
Adam – Wędrowycz po kilku tomach zaczyna nużyć powtarzalnością. Pilipiuka pewnie przycisnęło wydawnictwo i każde słowo płacze, że jest “wymęczone”.
Pilot Pirx to prawdziwa klasyka, nigdy się nie nudzi. :) A obcy są aż tak obcy, że mnie zainspirowałeś. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
silimaure.blogspot.com
Dziękuję, moi drodzy, za ciepłe słowa. Adam – myślałam o tym podżeraniu energii, lecz w oryginalnej baśni dżinn jest istotą spętaną. Tak jak roboty – trzema prawami robotyki u Asimova. Skoro Elon targał schron aż z Wiejskiej – równie dobrze mógł Zosieńce urwać łeb. A na to nie mogłam pozwolić. Moja przaśno – pragmatyczna Zosieńka musi jeszcze pożyć. Zastosowałam system – “Trzy życzenia → Koniec baterii → Nowy właściciel”. I trzeba znowu nacierać, jak łowcy-zbieracze filary w Karahan Tepe. 
PS. Nie, nie planuję serii jak z Wędrowyczem czy Harry Potterem. Obiecuję – Nie będzie Żelaznej Zochy i Rydwanów Ognia… Chociaż??? Nie, jednak – Nie.
silimaure.blogspot.com
Przeczytałam poprawioną całość na portalu i muszę przyznać, że to kawał dobrego, mięsistego sci-fi. Naprawdę świetnie się czyta!
Pierwsza połowa z tym wygładzonym korpo-marketingiem – och, jak kocham te klimaty – daje złudne poczucie rodzinnego ciepła. Nie będziesz już sam…”Bla bla”… By za chwilę poczuć lodowaty chłód na plecach i poczuć bezwzględny chłód systemu zajętego czyszczeniem dysku i mającego “w poważaniu” śmierć jednostki, która miała czelność zalegać z ratą. Klimat psychopatycznej dystopii. Ale najlepszy patent dałeś w drugiej części – to, że program po resecie dalej pamięta matkę przez pętle w kodzie, i to osierocone AI ma w bazie zapisane 'odwrócone niebo' z jej obrazem, zamiast na odwrót.
Końcówka z Erykiem z Ośrodka 404 też bardzo dobrze domyka jego motywację. To nie jest jakieś miękkie, nagłe odkupienie win, tylko chłodna decyzja gościa, który w tym cyfrowym dziecku ratuje po prostu wersję samego siebie. Finisz z bezpiecznym wszechświatem zamkniętym w szufladzie zostawia świetny, ciężki klimat. Dobra robota, bez tanich chwytów.”
silimaure.blogspot.com
Czytałam z dużą lekkością – słownictwo jest bogate i plastyczne. Genialnie zarysowałaś portret Gabrieli w pierwszych akapitach – za ciasne buty. Brakowało po prostu tej kropki nad i żeby Gabriela stała się kompletna a nie “robiła za tło”. Jej samotność i ucieczka w książki idealnie uzasadniają, dlaczego to właśnie zakładka stała się horkruksem.
To liryczne przejście od bycia nikim, przez ekscytację zakupem, aż po odkrycie tajemnicy zakładki trzyma w napięciu. Finałowy obraz lśniącego smoka w gładkich rękach Gabrieli to mocny akord kończacy całą symfonię. Ciekawa jestem czy Gabriela … nie cierpiała na „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” i to pytanie zostawiło mnie z z satysfakcjonującym uczuciem grozy.
silimaure.blogspot.com
To bardzo głębokie i realistyczne spojrzenie na to, jak technologia zmieni nasze pojęcie luksusu, piękna i prawdy. Nie wywraca stołów, nie przeraża, nie łamie karku. Może dlatego że przyzwyczajona jestem do mocniejszych rytmów?
Świetnie się czytało poza “barokowymi” igraszkami Nortona. :) To nie przytyk, ale kwintesencja stylu. Dojrzały tekst, delikatnie dawkuje napięcie i ma klimatyczne przejścia od luksusowej willi VIP, przez ciasny samolot, aż po sterylne laboratorium hipnozy i chłodny gabinet polityków. Zdanie o tym, że „konstytucja nie pozwala stawiać zarzutów kryminalnych za myśli”, idealnie podsumowuje ten prawno-technologiczny impas.
silimaure.blogspot.com
I wtedy ktoś staje obok mnie. Nie słyszałem jego kroków. Długi ciemny płaszcz, starannie zapięty pod szyję, twarz blada, trochę zmęczona. Słucha bardzo uważnie.
Podbiłabym nastrój – żeby wypchnąć z Szuberta z tła. Może dodać, że zamiast krawata nosił halsztuk? Może pomimo pełnej twarzy o nieco „nalanych” policzkach z charakterystycznym dołkiem, sugerującej miłość do rozrywek, malował się na niej wyraz cierpienia? Może dodać tej postaci więcej charakteru, zabierając realizm.
Bardzo dziękuję. Przeczytałam z czystą przyjemnością.
silimaure.blogspot.com
Uderzała kurę raz za razem, aż w końcu trafiła w głowę. Ptak padł natychmiast, wierzgając jeszcze przez chwilę łapami, aż w końcu znieruchomiał. Później, jedząc rosół, czuła się nieswojo. Babcia nie pytała, a ona uznała, że będzie to jej słodka tajemnica.
Świetny pomysł, ale mam nieśmiałą prośbę, żeby uwypuklić odrobinę postacie Pani Rysia jest psychopatką/socjopatką i do tego popadła w chorobę alkoholową. Wiewiór też nie jest jednoznacznie biały – szary. Lubi sobie pożerować na ludziach. Niby bawi się z Jasiem, opowiada mu o ratowaniu świata – wspólnym. Ratowania nie ma . Wiewiór kłamczuszek i jednocześnie robi dziecku przerażające kawały. Na koniec Stefan… Nie miał motywu, nie dziedziczył, kłótnie między kochankami? Nie było zdrady tej trzeciej/tego trzeciego. Jakby Mamuśka zabiła Stefana to uwierzyłabym z miejsca, męża i dzieciaka prawdopodobnie utłukła albo maczała w tym literackie paluszki. I to dobry motyw – psychopatka, która jak nie utytła się w krwi to nic nie napisze. Kurę, tę z rosołu załatwiła gaz rurką, bo odstawała od jej idealnego stada i wizji świata. A na koniec pewnie wysmażyła wierszyk. Zastanawiałam się do końca, czy czasem Wiewiór nie wrobił innej osoby bo szalony. Tak, taki jak ten z Epoki Lodowcowej. Wiewiór Neurotyk. Albo może sama się dźgnęła, z rozpaczy? Co wyklucza kurę. Nie chcę tutaj analizować tego co do mikrona. Fabuła mnie w tych miejscach troszkę uwiera i nie przekonuje.
Wielki dzięki – bardzo płynnie się czytało.
silimaure.blogspot.com
Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze – postaram się jak najszybciej poprawić błędy techniczne w stylistyce.
Opowiadanie miało być w zamyśle skróconym raportem z przesłuchania “Pirata z Trappista-1e”. Może wydawać się krótkie i niewystarczające. Atrakcyjność krótkiej formy daje spójną, gęstą narrację. W przypadku kilkunastu (powtarzalnych w większości) rozdziałów efekt padnie. Rozciąganie tej historii na kilkanaście rozdziałów zabiłoby efekt, dynamikę i lekkość; opisy akcji w laboratorium czy radosne pochrumkiwanie w jaskiniach byłyby powtarzalne i nudne. Nikt nie potrzebuje kolejnego klona „Walki o ogień”.
W historii Erectus/Sapiens istnieją co najmniej cztery skoki ewolucyjne, których oficjalna nauka nie potrafi wyjaśnić lub które świadomie przemilcza. Zamiast silić się na suchy opis procedur, który mógłby sparaliżować odbiorcę, w protokół wpleciono wtrącenia o „brzoskwince” czy „szykowaniu kotła”. Ten absurdalny humor to warstwa ochronna – lekkość narracji ma neutralizować przerażenie. Gdyby zestawić twarde fakty z moją “teorią” o technologii z Trappista, “prawda” o pochodzeniu gatunku stałaby się dla czytelnika przygnębiająca.
silimaure.blogspot.com