Profil użytkownika


komentarze: 11, w dziale opowiadań: 11, opowiadania: 10

Ostatnie sto komentarzy

Oby nie… Oby nie … Ale za to podałeś na talerzu świetny sposób na to , żeby zbadać, przetestować i zhackować algorytm i system. 

Bogdan oparł dłonie na blacie.

– Proszę pani, ja nie po to obalałem niesprawiedliwy system, żeby teraz być traktowany jak wszyscy.

Chociaż bezużytecznik nawet nie był chyba do końca świadom strzału w kolano. Nie ufajcie AI lubi sobie nieźle pofantazjować. Dzięki autorze, Twoje opowiadanie dało mi to mnóstwo “mięska” do przeanalizowania. 

silimaure.blogspot.com

Chyba rozumiem zamysł autora, żeby biblijne “Albowiem” skontrastować z absurdalnym Reptilianinem. I wieczną śpiewką potomstwa 20 minut przed północą – Bo pani kazała! Ale.

No zawsze jest jakieś ”ale”. Nie podoba mi się koncepcja “chwila zapomnienia, nie chciało mi się kurr… iść do kiosku i teraz trzeba kurr…,” O ile literacki pomysł w dechę, tak kuriozalna kurtyzana zamordowała koncept. Reptilianin powinien mieć swoje “mocne słowa”, zamiast kalkować po włochatych małpach. Reptilianin tak, nierządnica – NIE! W sumie wolałabym Azaliż, bo się wiadomo z czym kojarzy :)

Dzięki – koncept, że ziemia “wzięła się i wybuchła” bo Reptilianin miał pracę domową bardzo mnie rozbawił. Czytało się super. laugh

silimaure.blogspot.com

Serdeczne dzięki za korektę. Kiedy czytam tekst po raz en-ty , nawet po tygodniu, nie widzę błędów. Zdarza się, że Ortograf sugeruje bzdury, pomija rzeczy, AI halucynuje, a w rezultacie wrzucam bubla. Mam nadal problem z “bytami” : były-łami, to-tyłami, potężnymi, ciężkimi. Poprawiłam to co wskazałaś. 

 

Adam –   Wędrowycz po kilku tomach zaczyna nużyć powtarzalnością. Pilipiuka pewnie przycisnęło wydawnictwo i każde słowo płacze, że jest “wymęczone”.  

Pilot Pirx to prawdziwa klasyka, nigdy się nie nudzi. :) A obcy są aż tak obcy, że mnie zainspirowałeś. Jeszcze raz bardzo dziękuję. 

 

silimaure.blogspot.com

Dziękuję, moi drodzy, za ciepłe słowa. Adam – myślałam o tym podżeraniu energii, lecz w oryginalnej baśni dżinn jest istotą spętaną. Tak jak roboty – trzema prawami robotyki u Asimova. Skoro Elon targał schron aż z Wiejskiej – równie dobrze mógł Zosieńce urwać łeb. A na to nie mogłam pozwolić. Moja przaśno – pragmatyczna Zosieńka musi jeszcze pożyć. Zastosowałam system – “Trzy życzenia → Koniec baterii → Nowy właściciel”. I trzeba znowu nacierać, jak łowcy-zbieracze filary w Karahan Tepe. laugh

 

PS. Nie, nie planuję serii jak z Wędrowyczem czy Harry Potterem. Obiecuję – Nie będzie Żelaznej Zochy i Rydwanów Ognia… Chociaż??? Nie, jednak – Nie.laugh

silimaure.blogspot.com

Przeczytałam poprawioną całość na portalu i muszę przyznać, że to kawał dobrego, mięsistego sci-fi. Naprawdę świetnie się czyta!

Pierwsza połowa z tym wygładzonym korpo-marketingiem – och, jak kocham te klimaty – daje złudne poczucie rodzinnego ciepła. Nie będziesz już sam…”Bla bla”… By za chwilę poczuć lodowaty chłód na plecach i poczuć bezwzględny chłód systemu zajętego czyszczeniem dysku i mającego “w poważaniu” śmierć jednostki, która miała czelność zalegać z ratą. Klimat psychopatycznej dystopii. Ale najlepszy patent dałeś w drugiej części – to, że program po resecie dalej pamięta matkę przez pętle w kodzie, i to osierocone AI ma w bazie zapisane 'odwrócone niebo' z jej obrazem, zamiast na odwrót.

Końcówka z Erykiem z Ośrodka 404 też bardzo dobrze domyka jego motywację. To nie jest jakieś miękkie, nagłe odkupienie win, tylko chłodna decyzja gościa, który w tym cyfrowym dziecku ratuje po prostu wersję samego siebie. Finisz z bezpiecznym wszechświatem zamkniętym w szufladzie zostawia świetny, ciężki klimat. Dobra robota, bez tanich chwytów.”

silimaure.blogspot.com

Czytałam z dużą lekkością – słownictwo jest bogate i plastyczne. Genialnie zarysowałaś portret Gabrieli w pierwszych akapitach – za ciasne buty. Brakowało po prostu tej kropki nad i żeby Gabriela stała się kompletna a nie “robiła za tło”.  Jej samotność i ucieczka w książki idealnie uzasadniają, dlaczego to właśnie zakładka stała się horkruksem.

To liryczne przejście od bycia nikim, przez ekscytację zakupem, aż po odkrycie tajemnicy zakładki trzyma w napięciu. Finałowy obraz lśniącego smoka w gładkich rękach Gabrieli to mocny akord kończacy całą symfonię. Ciekawa jestem czy Gabriela … nie cierpiała na „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” i to pytanie zostawiło mnie z z satysfakcjonującym uczuciem grozy.

silimaure.blogspot.com

To bardzo głębokie i realistyczne spojrzenie na to, jak technologia zmieni nasze pojęcie luksusu, piękna i prawdy. Nie wywraca stołów, nie przeraża, nie łamie karku. Może dlatego że przyzwyczajona jestem do mocniejszych rytmów? 

 

Świetnie się czytało poza “barokowymi” igraszkami Nortona. :) To nie przytyk, ale kwintesencja stylu. Dojrzały tekst, delikatnie dawkuje napięcie i ma klimatyczne przejścia od luksusowej willi VIP, przez ciasny samolot, aż po sterylne laboratorium hipnozy i chłodny gabinet polityków. Zdanie o tym, że „konstytucja nie pozwala stawiać zarzutów kryminalnych za myśli”, idealnie podsumowuje ten prawno-technologiczny impas. 

silimaure.blogspot.com

I wtedy ktoś staje obok mnie. Nie słyszałem jego kroków. Długi ciemny płaszcz, starannie zapięty pod szyję, twarz blada, trochę zmęczona. Słucha bardzo uważnie. 

Podbiłabym nastrój – żeby wypchnąć z Szuberta z tła. Może dodać, że zamiast krawata nosił halsztuk? Może pomimo pełnej twarzy o nieco „nalanych” policzkach z charakterystycznym dołkiem, sugerującej miłość do rozrywek, malował się na niej wyraz cierpienia? Może dodać tej postaci więcej charakteru, zabierając realizm.

Bardzo dziękuję. Przeczytałam z czystą przyjemnością.

silimaure.blogspot.com

Uderzała kurę raz za razem, aż w końcu trafiła w głowę. Ptak padł natychmiast, wierzgając jeszcze przez chwilę łapami, aż w końcu znieruchomiał. Później, jedząc rosół, czuła się nieswojo. Babcia nie pytała, a ona uznała, że będzie to jej słodka tajemnica.

 

Świetny pomysł, ale mam nieśmiałą prośbę, żeby uwypuklić odrobinę postacie Pani Rysia jest psychopatką/socjopatką i do tego popadła w chorobę alkoholową. Wiewiór też nie jest jednoznacznie biały – szary. Lubi sobie pożerować na ludziach. Niby bawi się z Jasiem, opowiada mu o ratowaniu świata – wspólnym. Ratowania nie ma . Wiewiór kłamczuszek i jednocześnie robi dziecku przerażające kawały. Na koniec Stefan… Nie miał motywu, nie dziedziczył, kłótnie między kochankami? Nie było zdrady tej trzeciej/tego trzeciego. Jakby Mamuśka zabiła Stefana to uwierzyłabym z miejsca, męża i dzieciaka prawdopodobnie utłukła albo maczała w tym literackie paluszki. I to dobry motyw – psychopatka, która jak nie utytła się w krwi to nic nie napisze.  Kurę, tę z rosołu załatwiła gaz rurką, bo odstawała od jej idealnego stada i wizji świata. A na koniec pewnie wysmażyła wierszyk. Zastanawiałam się do końca, czy czasem Wiewiór nie wrobił innej osoby bo szalony. Tak, taki jak ten z Epoki Lodowcowej. Wiewiór Neurotyk. Albo może sama się dźgnęła, z rozpaczy? Co wyklucza kurę. Nie chcę tutaj analizować tego co do mikrona. Fabuła mnie w tych miejscach troszkę uwiera i nie przekonuje.

Wielki dzięki – bardzo płynnie się czytało. 

silimaure.blogspot.com

Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze – postaram się jak najszybciej poprawić błędy techniczne w stylistyce.

Opowiadanie miało być w zamyśle skróconym raportem z przesłuchania “Pirata z Trappista-1e”. Może wydawać się krótkie i niewystarczające. Atrakcyjność krótkiej formy daje spójną, gęstą narrację. W przypadku kilkunastu (powtarzalnych w większości) rozdziałów efekt padnie. Rozciąganie tej historii na kilkanaście rozdziałów zabiłoby efekt, dynamikę i lekkość; opisy akcji w laboratorium czy radosne pochrumkiwanie w jaskiniach byłyby powtarzalne i nudne. Nikt nie potrzebuje kolejnego klona „Walki o ogień”.

W historii Erectus/Sapiens istnieją co najmniej cztery skoki ewolucyjne, których oficjalna nauka nie potrafi wyjaśnić lub które świadomie przemilcza. Zamiast silić się na suchy opis procedur, który mógłby sparaliżować odbiorcę, w protokół wpleciono wtrącenia o „brzoskwince” czy „szykowaniu kotła”. Ten absurdalny humor to warstwa ochronna – lekkość narracji ma neutralizować przerażenie. Gdyby zestawić twarde fakty z moją “teorią” o technologii z Trappista, “prawda” o pochodzeniu gatunku stałaby się dla czytelnika przygnębiająca.

silimaure.blogspot.com

Nowa Fantastyka