Profil użytkownika

“Skill without imagination is craftsmanship and gives us many useful objects such as wickerwork picnic baskets. Imagination without skill gives us modern art.”

― Tom Stoppard, Artist Descending a Staircase

 

Zamiast zleżałego już tekstu bierno-agresywnego, pozwolę sobie wkleić link do genialnego drabble’a autorstwa jaśnie nam panującego beryla: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/12197
 

Inne użyteczne linki i sznurki:

 

Po naszemu:

Filozofuj, czyli filozofia dla laików, w tym - filozofia języka: https://filozofuj.eu/

Wyszukiwarka polskich kolokacji: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/collocations.jsp

Słownik z połączeniami: https://wsjp.pl/

Słownik gramatyczny (odmiana wyrazów): http://sgjp.pl/leksemy/

Co to jest łączliwość frazeologiczna – https://www.jezykowedylematy.pl/2021/02/laczliwosc-leksykalno-semantyczna/

Przecinki między określnikami – https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;7221

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Bledy-w-imieslowowym-rownowazniku-zdania;22454.html

O semantycznej strukturze zdań: https://encenc.pl/aktualne-rozczlonkowanie-zdania/

Wierszyk o optymiście i pesymiście: https://esensja.pl/ksiazka/prezentacje/tekst.html?id=163

O szyku zdania: https://zpe.gov.pl/a/przeczytaj/DaTylbq8V

O co chodzi z tymi metaforami i purpurą: https://polter.pl/ksiazki/Pisz-ze-Staszkiem-Lzy-wzruszenia-na-ustach-zab-czasu-w-rekach-c24066

Meandry polskiej etymologii: https://www.youtube.com/c/Ciekawostkij%C4%99zykoznawcze

Podstawy logiki: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witwicki-myslenie.html

"Sto zabobonów" Bocheńskiego: http://100-zabobonow.blogspot.com/

O błędach: https://dobryslownik.pl/kompendium/regula/492/

Ciekawostki: https://www.nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe

Powtarzam do zdarcia płyty: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Nastepstwo-czasow-w-polszczyznie;22644.html

To też powtarzam do zdarcia płyty: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Schemat-skladniowy-czasownika-brzmiec;22592.html

Imiesłowy: https://academicon.pl/imieslowy/

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Szyk-zaimka-zwrotnego-em-sie-em-p;23075.html

Więcej fachowych artykułów: https://repozytorium.uni.lodz.pl/xmlui/handle/11089/2412

Użytek translatorski (i biblijny) – co to naprawdę znaczy “get thee behind me”: https://www.youtube.com/watch?v=UgZOitR2sjY

10 losowanych z bazy pytań z zakresu polskiej ortografii i interpunkcji, czyli sprawdź się sam: https://www.prosteprzecinki.pl/test

Figury retoryczne (więcej, niż można spamiętać): https://figury.net.pl/slownik

Logika codzienna: https://www.youtube.com/@logikacodzienna/featured

Profesor Bralczyk o tym, czy warto (i o funkcjach języka, i w ogóle): https://www.youtube.com/watch?v=TG4ZAGnlPOY

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Kryteria-oceny-innowacji-leksykalnych-p;22876.html

Dialogi Platona: https://wolnelektury.pl/katalog/autor/platon/

Ekhm: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Zgoda-realnoznaczeniowa-przy-rzeczownikach-dwurodzajowych-p;22987.html

Poezja śpiewana (Waligórski w wykonaniu Grotowskiego i Zwierzchowskiej): https://www.youtube.com/@WaligorskiTeksty/videos

Jeremi Przybora: https://liryka-liryka.blogspot.com/p/blog-page_23.html

Ziemkiewicz o tym, co jest nie tak (również o krytyce): https://www.youtube.com/watch?v=8ujh_HM3q9M

Niebezpiecznik o pokorze: https://niebezpiecznik.pl/kazdy/

Czego powinieneś się spodziewać po moim komentarzu: https://www.youtube.com/watch?v=W0WFD8JzphE

Pocieszająca piosenka o byciu motylkiem: https://www.youtube.com/watch?v=-Q0zy6EhXjI

Co ja sobie myślę – osiemnaście stron ględzenia, tylko dla orłów: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842810

http://www.krzysztofwieczorek.pl/wp2/wp-content/uploads/2019/11/Logika-dla-opornych.pdf napisane tak, że tylko ostatni młotek nie zrozumie, serio

Budowa miecza (po polsku!): http://www.platnerz.com/platnerz-com/scriptorium/faq/czescimiecza/tekst/tekst.html 

Argh https://poradniajezykowa.uw.edu.pl/porady/zdjecia-ktore-zrobilam/?kategoria=znaczenie-slow 


Nie po naszemu:

World’s smallest violin: https://www.youtube.com/watch?v=2GVjcsHKKKc

Pytania kontrolne pisarza fantasy: http://www.rinkworks.com/fnovel/

Pokazuj, nie zapewniaj: https://www.eadeverell.com/show-dont-tell/

Jak się powtarzać: https://www.writersdigest.com/online-editor/effective-repetition-in-writing-as-demonstrated-by-a-song-of-fire-and-ice

Jak się powtarzać: https://thejohnfox.com/2021/08/17-fantastic-repetition-examples-in-literature/

Lista Złego Lorda: http://www.worldconquer.org/evil_overlord.html

Doskonałe porady dla początkujących: http://www.workableweb.com/_pages/tips_how_to_write_good.htm

Psychologia postaci filmowych: https://www.youtube.com/c/CinemaTherapySolutions/featured

Lista betaczytacza: https://jamigold.com/for-writers/worksheets-for-writers/#Beta-Read

Test na Mary Sue: https://www.springhole.net/writing/marysue.htm

Plasterek na ból krytyki: https://www.springhole.net/writing/you-need-to-know.htm

Strona nie ma absolutnie nic wspólnego z pisaniem, ale rany julek, jakie przecudne kryształy! https://crystalverse.com/sodium-chloride-crystals/

Słownik języków elfickich: https://www.elfdict.com/

Krótki test na Mary Sue z omówieniem: https://misslunarose.home.blog/2020/04/25/mary-sue-test/

Opowiadania różne: https://www.freesfonline.net/index.html

Jak słuchać: https://www.youtube.com/watch?v=MDycPfyx-vY

TEDTalk, Andrew Stanton o opowiadaniu: https://www.youtube.com/watch?v=KxDwieKpawg

Stwory i potwory: https://bestiary.ca/index.html

Mądre komiksy: http://www.incidentalcomics.com/

Ciekawy, praktyczny filmik o sztuce dyskusji: https://www.youtube.com/watch?v=nS9W-wlJHPA

Zadania różne: https://blog.reedsy.com/writing-exercises/

Magia i maszyna – wspólna etymologia: https://www.etymonline.com/word/*magh-?ref=etymonline_crossreference

Hierarchia niezgody: http://www.paulgraham.com/disagree.html

Prokrastynacja: https://writingcenter.unc.edu/tips-and-tools/procrastination/

Neil Gaiman o tym, że nie jesteśmy robotami (albo “George R. Martin is not your bitch”): https://journal.neilgaiman.com/2009/05/entitlement-issues.html

Użytki: http://web.cn.edu/kwheeler/resource_composition.html

Dat veniam corvis, vexat censura columbas. Łacina z Asteriksa: https://www.everythingasterix.com/latin-jokes-explained

Mnie to bawi: https://www.theonion.com/nations-educators-alarmed-by-poorly-written-teen-suicid-1819564393

"Kajaj się, Arlekinie, powiedział Tiktak" (w oryginale): https://www.d.umn.edu/~tbacig/cst1010/chs/ellison.html

Forum NF, streaming LIVE: https://www.youtube.com/watch?v=kdS0xphy14k

Odprężające gitarowe wersje utworów z Final Fantasy: https://www.youtube.com/watch?v=9Q3_fB1LqV0

Dlaczego jak nie wychodzi z pisaniem, to może nie jest koniec świata: https://www.youtube.com/watch?v=ucGdmz67HRg

Zanim zaczniesz przegrzewać dyskusję, wysłuchaj: https://www.youtube.com/watch?v=WhuwIZLABqA

Interesujący artykuł: https://elflands2ndcousin.com/2011/05/17/narrative-voice-as-mind-control-thoughts-on-manipulating-reader-perception/

Kółka do roweru: https://www.storyplanner.com/story/category/story-structure

Poul Anderson o heroic fantasy: https://www.sfwa.org/2005/01/04/on-thud-and-blunder/

Bajka matematyczna: https://www.sffaudio.com/hypnobobs-naturally-by-fredric-brown/

H.P.Lovecraft (opowiadania, wiersze, eseje): https://www.hplovecraft.com/writings/texts/

Dan Wells – wykład o planowaniu (mówi dość szybko i na początku i końcu każdego filmiku jest wkurzająca muzyczka): https://www.youtube.com/playlist?list=PLC430F6A783A88697

O co chodzi z pokazywaniem i objaśnianiem: https://mythcreants.com/blog/what-show-dont-tell-actually-means/

Muzyka do Trader of Stories: https://www.youtube.com/watch?v=Aw3yEXikVMA

Klasyka: https://standardebooks.org/subjects/science-fiction

Często spotykany błąd logiczny: https://i2.wp.com/tweakingo.com/wp-content/uploads/2019/12/q6o50hyxyg341.jpg?fit=750%2C923&ssl=1

OST Journey: https://www.youtube.com/watch?v=2AmzV8v0UtI

Dalek relaxation tape: https://www.youtube.com/watch?v=e59guruVL4o

Drabble Pratchetta. Z przypisem! http://www.meades.org/drabble.html#Incubust

Epistemologia dla początkujących: https://open.umn.edu/opentextbooks/textbooks/knowledge-for-humans

Czerwony Krzyż (podstawy pierwszej pomocy): https://www.redcross.org/take-a-class/resources/learn-first-aid

https://www.writersdigest.com/be-inspired/writing-mistakes-writers-make-not-pivoting-when-the-writings-not-coming

Zadania z narracji pierwszoosobowej: https://mythcreants.com/blog/five-exercises-for-stronger-narrative-personality/

He, he, he (implikatura konwersacyjna):  https://allthingslinguistic.com/post/49129479494/how-to-threaten-people-and-spoil-jokes-using

Świat w jednym komiksie: https://boltcity.com/copper/copper_021_happy.htm

Fragment wywiadu z Tolkienem: https://www.youtube.com/watch?v=aVVlD2rJ1r0

Opowiadania różne: https://writingatlas.com/genre/science-fiction/

Sanderson o tym, jak przyjmować porady i o życiu ogólnie: https://www.youtube.com/watch?v=-6HOdHEeosc

Sanderson o pokazywaniu i objaśnianiu: https://www.youtube.com/watch?v=V2KpWOLTXx8

http://www.newsandtimes.com/2019/07/c-s-lewis-and-the-problem-of-chronological-snobbery/

O konotacjach: https://www.writingclasses.com/toolbox/ask-writer/why-is-connotation-important-in-fiction

O pragmatyce: https://mutualintelligibility.substack.com/p/crash-course-linguistics-6-pragmatics

Potwór użyteczności w krótkim komiksie: https://www.smbc-comics.com/comic/2012-04-03

Chesterton (dzieła wszystkie): http://www.gkc.org.uk/gkc/books/index.html

Zasady cywilizowanej dyskusji: https://therulesofcivilconversation.org/

Użytek astronomiczny – planetarium NASA: https://eyes.nasa.gov/apps/orrery

Odległość do horyzontu na dowolnej planecie: https://www.omnicalculator.com/physics/distance-to-horizon

Ciekawy artykuł o tym, jak naśladowanie czyjegoś stylu trafia kulą w płot: https://laurarbnsn.substack.com/p/three-questions-to-ask-yourself-before 

Emily Short o światotówrstwie: http://brasslantern.org/writers/iftheory/setting.html 


Cytaty:


Castle: It's not like you're just leaving yourself a note, you know, to buy bread on the way home. You're writing on a person you just murdered. You're trying to make a point, a point you care a great deal about, presumably, because you just killed someone to make it. So how do you not make sure you're using the proper language to make that point?


Eight: The thing about power is that it’s ever so abuser friendly.


Florence: I guess some people become criminals because they're bad and some people become criminals because they've run out of legal options.


Sigdi Thundershield: Funny thing aboot tha law... Nothin' left ta bind ye means nothin' left ta hide behind.


Harry Houdini: Stary numer dobrze wykonany jest lepszy niż nowy numer.


Terry Pratchett: Now...if you trust in yourself...and believe in your dreams...and follow your star...you'll still get beaten by people who spent their time working hard and learning things and weren't so lazy.


Św. Paweł (świeżynkom), 1 Kor, 6, 12: Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.


Terry Pratchett: Fantasy is an exercise bicycle for the mind. It might not take you anywhere, but it tones up the muscles that can. Of course, I could be wrong.  (Nie myli się. Chociaż to niejedyna zaleta fantastyki, ale ważna. Bo ten, kto nie potrafi sobie wyobrazić tego, czego nie ma, uwierzy w każdą bzdurę.)


krar85: Barana nie odbaranisz, co najwyżej możesz zostać tryknięty.


L.C. Morgenstern (nie kot): Trust that your readers aren’t goldfish. (If they were goldfish, you’d already be world famous for teaching fish how to read and the problems with your writing wouldn’t actually matter anymore, because, holy shit, you taught fish how to read.)


Raymond Chandler: Według mnie, niektórzy pisarze odczuwają przymus używania wyszukanych zwrotów, żeby zrekompensować braki pewnych naturalnych emocji. Nie czują nic, są eunuchami literackimi i dlatego ratują się zagmatwaną frazeologią, aby udowodnić jak są nietuzinkowi.


komentarze: 15367, w dziale opowiadań: 10277, opowiadania: 1862

Ostatnie sto komentarzy

Tarnino, niewiele wiem o filozofii, jakieś podstawy o Platonie itp. ale Ciemna Strona Mocy, to jest to! Można by to nazwać filozofią użytkową! :D

Pisarz też jest filozofem :D (Dick był!)

tekst wyraźnie pozwala stawiać sobie takie pytania

Niewątpliwie, ale chyba jednak troszkę na marginesie.

Jednak wydaje mi się, że w warstwie intelektualnej brakuje mu podparcia, dlaczego w świecie przedstawionym decyzja bohaterki o rezygnacji z “ulepszenia” ma być trafniejsza od decyzji partnera i znacznej większości ludzkości.

Hmmm. Trochę brakuje. Ale dodanie takiego – konkretnego, nieuogólnionego – podparcia byłoby przedsięwzięciem… cóż, dużym.

W rezultacie wypada ona trochę tak, jakby nie chciała sobie sprawić aparatu słuchowego i rozpaczała, że nie może zrozumieć, co mąż do niej mówi.

Hmmmmmmmm.

 Bądź co bądź przeczuwam, że nasze odmienne podejście może tu wynikać z naprawdę fundamentalnych różnic w rozumieniu świata.

Prawdopodobnie.

utrata człowieczeństwa zdaje się być ceną ulepszeń i to utrata stopniowa lecz nieodwracalna

Otóż to, chociaż, powtarzam – to jest mocno ogólne. Uszczegółowienie tego mogłoby wymagać napisania dość grubej powieści.

utraty rozumienia i odczuwania emocji

Mmmm, primo – czy emocje stanowią o człowieczeństwie? (Widziałaś w parku, jak facet rzuca kijek owczarkowi szwajcarskiemu? Nie mówię, oczywiście, że emocje owczarka są identyczne z emocjami człowieka, czy że owczarki są zdolne do autorefleksji, ale – owczarki i ogólnie zwierzęta mają emocje). Secundo – porządne rozważenie tej kwestii wymagałoby baardzo grubego dzieła :)

czym jest jej zdaniem człowieczeństwo, to dosyć ważne dla całości

Jej zdaniem i zdaniem autorki też. To znaczy, nie mówię, że to musi być to samo zdanie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wyznaję, że z przyczyn nieobiektywnych nie znoszę tego imienia XD ale postaram się, żeby to nie zaważyło na ocenie.

Powtarzał to na tyle często i uciążliwie

Teoretycznie można https://wsjp.pl/haslo/podglad/75985/uciazliwie coś powtarzać, ale jakoś dziwnie to wygląda.

faktycznie przystąpił do realizacji swojej zapowiedzi

Zaimek możesz skasować, wiadomo, czyjej wypowiedzi.

Mnie z kolei przyszło skarcić się w duchu za nietraktowanie poważnie słów człowieka, który przecież nie tracił powagi nawet w żartach.

Hmmm. Mam bardzo ambiwalentne odczucia wobec tego zdania. Z jednej strony jest w nim jakaś iskra, taki burzący gmach jednej prawdy oksymoron, ale z drugiej jest trochę jakby kulawe.

Zawsze miał na myśli jakąś prawdę życiową, a raczej nieznoszące wyjątku prawo architektury bytu.

… zawsze? Nawet, kiedy robił listę zakupów? :)

w eter rzucił swoje zwyczajowe: ,,Do zobaczenia w piekle”

Popsuł się cudzysłów (zmienił się w dwa przecinki). Znów, "zwyczajowy" ma tu sens semantycznie, ale dziwnie wygląda. A może to ja już wariuję…

Kontroler nie miał wtedy ani sił, ani ochoty na wymuszanie procedur

Kontroler musi przeprowadzić procedury, ponieważ to jego praca. Ważna jakby.

kiedy radar zaczął, jak gdyby, fałszować wysokość samolotu, było już za późno na reakcję

??? Na jakiej podstawie kontroler może stwierdzić, że radar działa źle, skoro nie ma z czym porównać jego wskazań? Poza tym radar niczego nie fałszuje – może najwyżej podawać błędną wysokość.

Pozostawił po sobie długi, zapas butelek zwrotnych

"Długi" parsowałyby się lepiej, gdyby były dookreślone i nie pozostawiały niejasności, czy chodzi o zobowiązania czy o coś długiego.

widziałam jedną zasadniczą cechę wspólną: obaj byli po prostu martwi

Ale Mariusz współczesny nie był martwy, kiedy się zabierał do napisania tego szkicu, więc coś tu nie ryksztosuje.

miejsce tego, co zdecydowanie było zdarzeniem komunikacyjnym

Troszkę Ci słowa wchodzą na głowę. Pogoń je.

Założenia wstępne śledztwa uznano za wątpliwe, metody dociekania za przestarzałe, a wniosków niektórzy w ogóle nie byli w stanie uznać za płody zdrowego umysłu

 

Metody dociekania wybrali chyba sami, więc czemu od razu przestarzałe?

z zestawem stałych akcesoriów

Na pewno nie: ze stałym zestawem akcesoriów?

czujni nie dostrzegali ani ciała, ani szczątków samolotu

Hmm, "czujni"? Uważni może? I jesteś pewna aspektu niedokonanego?

Mariusz stał się ofiarą szytego grubymi nićmi spisku

… daleko idące wnioski.

 Chłodny dotyk dreszczu przeszywał mi kark na samą myśl o tym.

Rozumiem ogólny gawędziarski, Jemiołowo-Bernardowy styl z nutką Lovecrafta, ale tutaj metafora się posypała. Dotyk nie może przeszywać.

 Od początku posiadałam własną teorię

MIAŁAM! Miałam, so help me God! https://rjp.pan.pl/miec-a-posiadac/ 

Musicie mi to robić, podli ludzie…

 – jak się na końcu okazało: zbieżną z faktami

Spokojnie mogłyby być przecinki: teorię, jak się w końcu okazało, zbieżną z faktami.

Niemniej odczuwałam silną potrzebę zdobycia empirycznego potwierdzenia.

A jak inaczej miałaby się dowiedzieć, że teoria dotycząca empirycznego zdarzenia jest zbieżna z faktami? Hmm?

Dołączyłam więc do grupy rozbitków życiowych i degeneratów, wraz z którymi zdecydowałam się nawiedzić Janową Górę i wrócić z prawdą.

do końca jechał wbrew nawigacji, tak więc szybko skończyliśmy w jakichś bliżej nieokreślonych szuwarach

To w końcu trwało to długo, krótko?

błąkaliśmy się w ciemności, by po kilku godzinach kluczenia po okolicznych skarpach

Nie za dużo tego dobrego?

 Spiskowcy, dokonujący egzekucji spisku w takich warunkach musieliby być naprawdę najgłupsi na świecie.

Po polsku egzekucja wygląda tak:

lub ewentualnie urzędowo i pieczątkowo https://wsjp.pl/haslo/podglad/19633/egzekucja/5070124/wykonanie-czegos – można wyegzekwować wyrok, ale w żadnym wypadku spisek. Spisek można… hmmm. Można być jego członkiem. https://wsjp.pl/haslo/podglad/29000/spisek 

Czyli: Spiskowcy dokonujący zbrodni w takich warunkach musieliby być naprawdę najgłupsi na świecie.

konsumpcji napojów wyskokowych, pozyskanych ze zwrotu butelek Mariusza

Jak już, to: konsumpcji napojów wyskokowych, nabytych za środki pozyskane ze zwrotu butelek Mariusza.

Tak zaprezentowała się nasza alternatywna stypa

Hmmm.

W przeciwieństwie jednak do tamtych zadufanych mieszczuchów miałam pewność co do okoliczności śmierci Mariusza.

Których mieszczuchów? Rodziny Mariusza?

Śmierci jedynie w znaczeniu gwałtownego przerwania formuły egzystencji, ale nie w wulgarnym rozumieniu ludzi pozbawionych elementarnej wiedzy.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/24318/formula 

Śmierć Mariusza była bowiem śmiercią bez krwi, bez ran i bez krzyku. 

Aaaa, tautologia, aaa. I skąd narratorka o tym wie? Podejrzewa, że Mariusz został wniebowzięty?

w ezoterycznym sensie tych słów

Fajnie, tylko czy słowa mogą mieć https://wsjp.pl/haslo/podglad/51653/ezoteryczny sens? Czy to się nie kłóci z istotą języka?

wydał z ust ekstazę nirwany

https://wsjp.pl/haslo/podglad/29402/ekstaza 

te trzy ostatnie nie są przez niego kochane tak bardzo, jak sama wieczność

Ta strona bierna… mało naturalna.

próby odnalezienia ciała Mariusza są zatem góry skazane na porażkę

Znikło "z".

zbija nim piątki ze strażnikami dharmy

Zbijać można bąki, a piątki raczej przybijać.

Obok to samo czynią jego duch i dusza

Znaczy, wyszedł z siebie i stanął obok? XD

głowią się nad tym, co uważają za porażkę śledztwa

Hmm.

Nie ukrywają żadnej ze swoich mrocznych machinacji, lecz machinację innych sił, potężniejszych od nich samych.

 domeną domysłów

Aliteracja.

Mam w tym zakresie jedynie przesłanki.

I nie mogę wyciągnąć wniosków, bo? https://wsjp.pl/haslo/podglad/36808/przeslanka/4465593/w-rozumowaniu (Nie dam też głowy za ten "zakres").

Mariusz nigdy w życiu nie kupił biletu transportu publicznego, a mimo to ani razu nie zapłacił mandatu.

Może nie jeździł autobusami? Rozumowania entymematyczne są podważalne ^^

Nigdy nie jeździł za granicę, a w kieszeni swojej sztruksowej marynarki zawsze miał paczkę ukraińskich szlugów.

Modus tollendo tollens (p. też “pies nie szczekał – i to właśnie jest dziwne)… bo przemytnicy nie istnieją. Albo nawet legalni importerzy.

Oczywiście forma przejścia w inną formułę bytu, jaką wybrał, nie była jedyną możliwą.

Kurtyzana, wiem, że "formuła" to modne słowo, ale… wrrr.

Najlepiej w ogóle bez śmierci, bo żyć dla świata idei można już za życia.

To się nazywa filozofia :P Ale do czego narratorka nawołuje, to chyba tylko Ty wiesz.

Nieco podchmielone towarzystwo kiwało głowami znad kieliszków (każdy z innej parafii).

? Czyli to, co dotąd, było przemówieniem bohaterki? To może oddzielić je światłem? Będzie jaśniej. Wtręt w nawiasie parsuje się z opóźnieniem, a może to ja już doszczętnie ogłupiałam…

Wiedziałam, że rozumieli

Wiedziałam, że rozumieją. W polszczyźnie nie stosujemy consecutio temporum.

tolerancja alkoholowa

Tolerancja na alkohol. Można – i często należy – określać rzeczownik rzeczownikiem.

Przez krótką chwilę zastanawiałam się za ile papierosów sama będę gotowa

Przez krótką chwilę zastanawiałam się, za ile papierosów sama będę gotowa.

choć jej ledwo wyobrażalna końcówka umyka przed wzrokiem

Spojrzeniem.

 

Niezły, gawędziarski styl, chociaż miejscami słowa robią to, co one chcą, a niekoniecznie to, czego Ty od nich chcesz. Tekst przekazuje raczej pewną impresję niż głębokie przemyślenia, więc trudno go pod tym względem omawiać, ale i tak zapytam – o czym jest? O przemijaniu? O niezgodzie na świat? Czy po prostu o dziwnym facecie, którego narratorka lubiła?

Bo filozofii raczej tu nie widzę. Na pewno nie ma tu krztyny ontologii…

A nie kiedy ją zrealizował po prostu? W tej wersji mam taką wizję, że on prowadzi awionetkę i zbliża się do tego zbocza góry, a dookoła stoją gapie i gryzą się w język.

Słusznie. Przystępowanie do realizacji to raczej dłuższy proces.

Brakuje jakiegoś nawiązania do tego, że dotychczas poznaliśmy raczej jego zainteresowanie lotnictwem i starożytnym Rzymem.

Tak.

Realizujący swoje knowania (i bez przecinka).

O, tak też można.

Lepiej “i wybierał”, gromadzenie w taki sposób grup imiesłowów to spora niezręczność.

Tak, zdecydowanie.

Nielogiczności w tekście są jak najbardziej celowe ???? Bohater z założenia miał być kłębkiem niepasujących do siebie elementów, których wspólnym mianownikiem jest w zasadzie samo oderwanie od rzeczywistości.

Mmmm, nielogiczności? Sam Mariusz w zasadzie się tu nie pojawia – to on miał być taki chaotyczny? Bo widzimy go tylko oczami narratorki, a u niej widzę tylko rozbuchany barok, ale szczególnego braku logiki nie. Brak powiązania z realiami owszem.

Nie wiedziałam nawet, że da się tak popopowielić bez intencji laugh

Oj, nie takie rzeczy już serwer robił :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Choć mam wrażenie, że tylko o emocjach, i może o relacji, jest ten tekst. Na filozoficzne dno chyba trochę za mało.

Oj tam, filozofia zajmuje się relacjami. Baardzo dużo XD

 jak to Vacter zatytułował raz felieton “Filozofia nie jest nauką. Nie jest nawet niczym.” laugh

(Nie wszystko jest nauką! XD)

Tabelka obróci się w proch z niemożności przetworzenia zbyt małej ilości danych!!! Dobre! :D

XD Przejdź na Ciemną Stronę Mocy! XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

dom był wypełniony muzyką i nie taką, jak lubię

Nie taką, jaką lubię, ale wypełnienie muzyką raczej implikuje coś miłego. Może hałasem? Łomotem?

game-fotelu

Oby to była stylizacja…

:D

mogę spowodować, że nie będziesz musiał używać klawiatury laptopa do pisania.

Hmmmm.

u każdego, mającego połączenie z Internetem przez komputer lub laptop, pojawiła się moja siostra

U każdego, kto ma komputer połączony z Internetem, pojawiła się moja siostra.

Traktuj, proszę, mój obraz stereo, jakbym to była ja.

A to nie jest ona? Część jej?

I podobałoby mi się, gdybyś nazywał mnie Normą – powiedziała ustami hologramu.

Hologram to obrazek, więc połączenie przyczynowo-skutkowe jest tu luźne, ale niech tam.

Tylko generowana postać. Gdy przywrócisz połączenie, znów się pojawi. Pamiętaj, że bez kontaktu z siostrami nie będę miała całej wiedzy i wszystkich możliwości.

…? Chodzi o to, że hologram jest generowany w chmurze?

Surrealistyczna rozmowa z hologramem, a właściwie z jakąś, podobno moją osobistą AI, zbulwersowała, ale i zaciekawiła mnie, więc kontynuowałem:

Zdanie łopatologiczne, ale ogólnie dziwne. Przecinki się obsunęły: jakąś, podobno moją osobistą, AI.

To było przerażające. Mieć kogoś takiego na stałe w domu, na co dzień?

Lepsza osa, którą widać…

możesz wytworzyć w dowolnym miejscu mojego mieszkania?

Średnio naturalne.

bo czułbym się dziwnie, mimo że to nie jest prawdziwa dziewczyna

Hmmm. Może: bo czułbym się dziwnie, chociaż to nie jest prawdziwa dziewczyna.

poprzedniego statusu

? https://wsjp.pl/haslo/podglad/84457/status raczej stanu.

Teraz głupio mi było nie utrzymywać porządku, ale też jakąś pannę przyprowadzać.

Hmmmm. 

Właściwie czułem się, prawie jakbym miał żonę

Tu bez przecinka.

AI, mieszkające w smartfonach

Tu też.

Jednak świadomość, że jestem stale obserwowany i pewnie oceniany, to horror. 

Ano, permanentna inwigilacja. Co prawda nie zakładałabym, że inwigilatorem jest sama AI… Jakoś tak dziwnie wychodzi, że ile razy ludzkość chce się pozbyć czegoś, co ją ogranicza, dokłada sobie o wiele więcej ograniczeń. I zwykle z tych gorszych.

Reg, co gorsze, nie mamy wpływu na tych, którzy ją tworzą. :(

Historia się powtarza…

Co do samej AI, to po przeczytaniu pomyślałam sobie o tym, jak wiele relacji ma obecnie charakter paraspołeczny (choć w sumie nie wiem, na ile relację z AI można do takich zaliczyć)

Na sto procent. Relacja paraspołeczna to taka, w której druga strona nie uczestniczy, a do uczestniczenia AI nie jest zdolna.

Witamy w paranoi. ;P

… czy tylko mnie wychował Philip Dick? XD

Bo hologramów nie ma, ale przecież coś nas śledzi.

Hologram do tego zbędny. Nawet przeszkadza, bo ujawnia fakt śledzenia.

A i w tym, że siedzenie w internetach może utrudniać nawiązywanie kontaktów w realu, coś może być.

Zdaniem specjalistów tak, na wiele sposobów (co prawda ja w realu nie miałabym kontaktów wcale – ale też biorę pod uwagę świat taki, jaki jest teraz, a nie taki, jaki byłby bez Internetów, więc nie mogę wiedzieć na pewno. Czyż zdania kontrfaktyczne nie są cudne?).

Ja tam bym się nie krępował i uwolniłbym wodze zwyrodniałej fantazji. 

… i to jest jeden z nich (o którym Haidt chyba nie pisze).

wielbłąda lepiej przywiązywać. wink

Okeeeej… XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina jakaś roztargniona, może znak, że wiosna przyszła, dosłownie i w przenośni?

Nie, to przez KSeF :D

----

Gdy białe króliki były zajęte przejmowaniem panowania nad Statkiem Fruwającym Jefferson, kilkaset sążni poniżej mury fortecy drżały od okrzyków. Ulicami toczyła się z wolna furmanka, na której siedział Gandalf, spoglądając z góry na rozwrzeszczanych goblinów, orków oraz trolli, a wraz z nim trzy panienki w niebieskich sukienkach i z czarnymi opaskami na włosach, również usiłujące spoglądać z góry, chociaż miały po temu mniejsze możliwości. Wóz stanął na placu. Czekał tam Pan Gąsienica, ssący nieodłączną fajkę, w towarzystwie doborowego oddziału orków, ze szczególnym uwzględnieniem zwalistego, kosookiego dowódcy, który popatrywał to na więźniów, to na honorowe miejsce, gdzie chwiało się lekko zbite naprędce podwyższenie. Na jego znak podwładni zwlekli pasażerów z furmanki i pchnęli ich przed oblicza person oficjalnych.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A powinienem mieć jakiś cel? ;)

Ponoć wszystko ma jakiś cel XD

Masło maślane, ale dla laika słowo “analog” jest mało wyjaśniające. Dlatego dopowiedzenie.

Skoro słowo jest mało przejrzyste dla laika, po co go używać? Zawsze można jakoś obejść…

Nie widzę zgubionej informacji.

Choroba, po trzech tygodniach ja też jej nie widzę…

Wydaje mi się, że opisanie tego w ten sposób jest bardziej naturalne.

Hmmmmmmmmmm.

Analog jeżeli jest w stanie ciekłym, może wsiąć w dywan na takiej samej zasadzie jak woda.

No, tak, i tak napisałam. Nie? :)

No i co by to było za zakończenie? :P

Wiadomo, że jestem smutasem XD

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

czekam, niczym Alicje, na decyzję Tarniny gdzie i jak wstawić królika :P

Oż, kurczaczki wielkanocne >< To może zmienimy jedno zdanie:

 

Dzierżył za to sporą skrzynkę, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia.

 

na: Taszczył za to sporą skrzynkę wymalowaną w białe króliki, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia.

 

laugh

https://www.youtube.com/watch?v=R_raXzIRgsA 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– W ramach, prawda, poprawy morale, prawda! – huknął dowódca orkowego oddziału, Hubrggog. Podwładni, nie śmiejąc mierzyć wzrokiem jego, chwiejnej platformy zbitej z desek (na której wyraźnie było widać klapę do szubienicy, ale rusztowanie świeciło absencją) ani furmanki zaprzężonej w szkieletowo-mechanicznego konia, wlepili spojrzenia zaropiałych oczu w obcego orka, który trzymał się skromnie z boku. Nie miał broni. Trzymał za to sporą skrzynkę, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia. Na skinienie dowódcy obcy wbiegł na podwyższenie, postawił swoje pudło i wydobył z niego sękaty patyk oraz kapelusz, który wyciągnął przed siebie jak żebrak miskę.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wzroku spod półprzymkniętych powiek, szybkiego, porozumiewawczego, oswojonego. 

Tu NAPRAWDĘ musi być "spojrzenie". Naprawdę.

Co tworzy osobę?

… głęboki problem filozoficzny w niecałych czterech tysiącach znaków? Powodzenia XD

było to dobre

Hmm.

Był tam.

Czyli gdzie?

Człowiek będzie przecież zawsze szukał człowieka w człowieku.

Człowiek szuka człowieka wszędzie, tylko w człowieku nie znajduje… Ale nie, serio – o co chodzi?

A tu coraz go mniej.

Troszkę dziwna składnia.

Darem jest życie. Ceną jest życie.

?

Obserwował, jak oceniała

C.t.: Obserwował, jak ocenia.

Zachwyca mnie ta ludzka ulotność w tobie, której ja już nie mam.

Znów trochę dziwna składnia.

Bezmimicznie. 

? Bez wyrazu?

z materii, która zdawała się jednolita

?

Chwyciła powietrze ustami, jakby miała zaraz utonąć

Może lepiej skasować te usta?

Nie musiał jeść, nie musiał spać, stawał się idealny.

Związek idealności z odcieleśnieniem jest… niezbyt mocny, choć w sumie to konsekwencja założeń kartezjańskich…

Czy jestem osobą? Czy jestem osobny?

Gra słów nie jest dowodem ;P

Czy ty jesteś zdolna zobaczyć we mnie swoje, odbite jak w lustrze, uczucie? 

Czy to na pewno wtrącenie?

Chociaż była przekonana, że mówił do siebie. Analizował. 

C.t.

Moje jestestwo nie jest stuprocentowe. Ale nie mogę określić siebie.

?

 

Dobre. Nośne emocjonalnie. Na filozofowanie jako takie nie było tu miejsca, co może i lepiej, bo czytelnik też powinien popracować. Ani jednego zbędnego słowa (no, dobra, jedno).

Dlaczego chwalenie jest takie trudne? :D

przykro nazwanej po prostu “żoną” na końcu – to zrobiło na mnie największe wrażenie. 

Szczególnie, że nie można być po prostu "żoną" – bycie żoną to relacja. A tu już nie ma drugiej strony tej relacji…

Ostatnio spotkałem się z opinią, że człowieczeństwo to możliwość świadomego odczuwania. Więc nie tylko świadomość, ale i możliwość czucia (dotyku, smaku itp.). To razem daje obraz człowieka. Więc gdy zostaje sama świadomość, to odpowiedź na pytanie zadane w tytule brzmi – NIE :). 

… nie, nie i jeszcze raz nie, jak powiedziała żabka XD Świadomość mają także… cóż. Żaby XD I inne zwierzątka. I wszystkie zwierzątka mają zmysły, przynajmniej w fazie larwalnej (czy dorosły koralowiec ma narządy zmysłów?) A człowiek to wprawdzie zwierzątko, ale nie tylko ;) Co prawda pokartezjańska filozofia udaje, że żadne zwierzątko, a-a, ale skutki tego są dość potworne, jak widać na załączonym obrazku.

kolor unerwienia to zastąpienie innym składnikiem krwi w obiegu, co teoretycznie piwinno zmienić kolor naczynek, miejsca najbardziej unerwione są bardziej wybarwione, przynajmniej tak mi się wydaje

? Naczynka widzimy, ale nerwów raczej nie (jeśli widzisz swoje nerwy, to coś jest bardzo nie tak).

Ale im bliżej końca resursu naszego biologicznego „nośnika” mózgu, tym podejrzewam, że chętnych byłoby coraz więcej.

I to jest jeden z tych skutków, o których pisałam. Wmówili nam, że mamy być zawsze jak z pudełka, ech.

Coś jak moda na większy telewizor, czy nowszy samochód, komótkę… Jak daleko mogłoby to pójść… 

Brrrr…

Obawiam się, że pierwsi do zabiegu rzuciliby się autokraci. A zaraz potem odcięliby od tego dysydentów.

Którzy mogliby na tym lepiej wyjść. Tak tylko mówię.

Transhumanizm dryfujący w stronę cyberpanku.

W zasadzie są to idee na tyle powiązane…

o tej możliwej dwoistości, religijnej i cyberpunkowej,

Wiesz, tylko że w metafizyce przyjętej przez Kościół, hylemorficznej, dusza jest formą ciała i tego typu cyberpunkowe kombinacje po prostu by nie zadziałały. One wymagają traktowania duszy (czyli umysłu) jako czegoś w rodzaju oprogramowania (systemu operacyjnego?). Co nie znaczy, że w świecie, w którym obowiązuje hylemorficzna metafizyka, ludzie nie mogliby myśleć, że to jest możliwe i na przykład wytwarzać "replik", które byłyby reklamowane jako te same osoby, tylko naprawdę by nimi nie były. Co może zachodzić właśnie u Ciebie…

 jak daleko możemy się rozwinąć i ulepszyć, żeby nie stracić tego, co jest dla nas najważniejsze i określa nasze człowieczeństwo

Jak daleko – czy w jakim kierunku? Bo to nie to samo.

ale bohaterka nie zaufała nauce i lekarzom, nie skorzystała z tej szansy i w rezultacie porzuciła męża?

Mmmm, chciałabym wreszcie przeczytać tekst, w którym bohater entuzjastycznie podejmuje ryzyko reklamowane jako najpewniejsza, najkorzystniejsza, najbardziej naukowo udowodniona inwestycja – i okazuje się, że nie było warto. Choć w sumie ten trochę taki jest, chyba…

faktycznie, gdyby przechodzili przemianę wspólnie, pewnie nie rozdzieliłoby to ich tak bardzo

A może jednak? Gdyby każdy miał to samo, nikt nikomu nie byłby potrzebny…

I teraz jest to przerażające, ale zastanawiam się, czy będzie przerażać także wtedy, kiedy taka przemiana stanie się możliwa.

Przerażające jest to, że może nie przerażać. 

pewnie jak przyjdzie, to już zaakceptujemy – jak wszystko, co do tej pory nas, ludzkość, spotkało. Taka choćby AI…

ale też dowiedzieliśmy się tego od Finkli

Bo człowiek i na tym polega, że się uczy :)

Tam przecież siedzi troll! :D

wink

Nie karmić trolli!

A jak już karmicie, to posprzątajcie po nich XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

po prostu takie przeładowanie odczuwałem, jakby mi wolną wolę odbierał

… wuuuut. Filozof wykonał nieprawidłową operację i nastąpi jego zamknięcie. Skonsultuj się z lekarzem lub z farmaceutą. Hops! Oto idzie serek!

XD

teraz możemy wzajemnie zadecydować na swoją korzyść i barterkiem się rozliczymy yay

OK ^^

No ale nie osobne, bo ich ze szklarzami dali. A są tacy co mają swoje osobne :)

Dobra, fakt :D

A to co ten facet powiedział, to mądre całkiem jest i takie trochę aktualne.

Ten facet to powiedział w związku ze swoimi obserwacjami w obozie, i to nie letnim. Trochę niepokojące. (Nie, on tam nie pracował. Był… pensjonariuszem.)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ekhm, gdyby nie był w domenie publicznej, to bym nie wklejała tłumaczenia, żeby mnie prawnicy nie napadli… laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zawsze mogły być haiku, jak w samochodzie Newta z Good Omens

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Kurna, gdyby tylko teksty powstawały tak łatwo jak pomysły no…

Argh, nie zaczynaj :D

Raczej miałem na myśli jakąś izolację, która spowalnia utratę ciepła.

No, to zupełnie co innego.

Tzn. w sumie przyczynia się to do zwiększenia pojemności cieplnej układu… czy jakoś tak.

Eeee… czy jest na sali fizyk? :D

Napisz jakiegoś szorta, tam się nie można za bardzo zakićkać

Kurdyban, też na to wpadłam >< natychmiast się rozrosło jak rdestowiec japoński. Czy tam inne kudzu. Aż się boję ruszać pomysł na bardzo alegoryczny szort, który tymczasem mi wpadł (i którego i tak nikt nie zrozumie XD). Może mam zespół Sandersona (nieumiejętność pisania krótko) a może nie mam za grosz talentu. You decide.

tak wiem, gilotyna Hume’a, czy coś takiego

Gilotyna Hume'a ścięła już wiele głów.

Osobnego PKD nie mają.

https://klasyfikacje.gofin.pl/pkd/15,2,1469,malowanie-i-szklenie.html 

43.34.Z Malowanie i szklenie Ulubiona_emotka_Baila. Ponadto ( https://psz.praca.gov.pl/rynek-pracy/bazy-danych/klasyfikacja-zawodow-i-specjalnosci/wyszukiwarka-opisow-zawodow ) kody 713102 i 713101 ^^

Wszystko ma PKD. Spirytyści mają PKD (96.09.Z).

#biurokracjaNasWykonczy

Teraz mogę już pomajówkowo pozdrowić – jak ten czas leci w dobrym towarzystwie

Ten facet, co to jego książka leży i czeka na przeczytanie, a w tej chwili jego nazwisko mi uciekło, co jest niepokojącym objawem, więc on powiedział, że jak miesiące uciekają, a dni się dłużą, to niedobrze. A może odwrotnie.

TARDIS pilnie kupię lub wydzierżawię.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Książka jako produkt, którego zdaniem jest coś wywołać lub na coś/kogoś wpłynąć. To nadal funkcja, choć zgoła inna niż majtek.

Mmm, nie miałam na myśli tego, że książka nie ma funkcji, bo ma (intencjonalność ma z funkcją ścisłe związki). Chodziło raczej o to, że funkcja książki jest głęboko jakościowo odmienna od funkcji majtek, i jej realizacja musi być odmienna.

Nie odnoszę się do różnicy pomiędzy odzieżą a książką, tylko do zjawiska jakim jest (lub będą) książki napisane przez AI.

Majtki były przykładem. Mogła nim być równie dobrze marmolada lub hulajnoga. Ponieważ zasadniczo nie wierzę, żeby SI mogła wytwarzać funkcjonalne książki w analogii do tego, jak maszyna dziewiarska wytwarza funkcjonalne majtki, to nie bardzo mamy tu pole do dyskusji.

A emocje, przesłanie i refleksje pozostaną takie same. Oczywiście przy założeniu, że taka książka rzeczywiście będzie nieodróżnialna (albo nawet lepsza).

Przy pewnych założeniach hermeneutycznych (tzw. śmierć autora) rzeczywiście może to tak wyglądać – ale co do tych założeń mam wątpliwości. Widziałam w paru miejscach metaforę SI jako lustra i wydała mi się bardzo trafna. Wytwory SI zamykają użytkowników w labiryncie luster, w którym może i przyjemnie przebywać, ale w którym nie da się żyć. Tak mi się wydaje. Bo życie nie ogranicza się do przemiany materii.

Z drugiej jednak otworzy to zupełnie nowe możliwości, choćby książki „na życzenie”. I pewnie wiele innych rzeczy, które dziś trudno nam sobie nawet wyobrazić. 

Nowości nie zawsze są dobre. Często żałujemy tego, cośmy wyrzucili do śmieci…

Jeżeli uznamy, że czymś złym jest korzystanie z AI przy pisaniu książek, to konsekwentnie powinniśmy też uznać za złe korzystanie z AI w translatorach, przy robieniu grafik czy tworzeniu muzyki.

Tak też uważam. Można by o tym pisać a pisać, ale w skrócie – skoro chodzi o to, żeby wszystko było zrobione, a nie o to, żeby ktoś to zrobił, to po co w ogóle istnieją ktosie? Jako konsumenci? Czy człowiek sprowadza się do konsumenta? Jedną z przyczyn, dla których uważam wszelkie odmiany konsekwencjalizmu za zupełnie nieadekwatne jest to, że usuwają podmiot. Mam wrażenie, że podmiot ostatnio bardzo chce być usunięty.

Nie krytykuję ani nie oceniam żadnej postawy i nie przedstawiam swojego stanowiska (chociaż takowe mam).

Skoro nie chcesz, nie krytykuj. Masz prawo do zawieszenia sądu – jak każdy.

Dlaczego zrozumienie miłości wywołało takie skutki?

Dzielenie przez zero?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Oj, Chesterton jest w domenie publicznej i znajdziesz go ho-ho i trochę wszędzie w Internetach (na egzamin z tłumaczenia wybrałam Chestertona, wydrukowanego z archiwum jakiejś gazety, i poszło śpiewająco XD). Ale dzieła wszystkie? Pendrive Ci wybuchnie laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Po prostu troszkę wkładam kij w mrowisko.

OK, czasem trzeba, aczkolwiek mam wrażenie, że gubisz istotę sprawy. Majtki nie są wyrazem, hmm, niczego. Nie są, zasadniczo, intencjonalne. (Dla jasności: https://filozofuj.eu/pojecie-dnia-31-intencjonalnosc/ ) Sensem majtek jest ich funkcja – okrycie tyłka – a do wypełnienia tej funkcji nie jest aż tak ważne, jak powstały.

Ale literatura jest komunikatem. Jest intencjonalna. Opowiada o czymś. Chyba ma znaczenie, jak i dlaczego, nie? Za każdą książką i opowiadaniem, nawet najgłupszym, stoi ktoś, kto sięga w naszą stronę. Za majtkami nie.

Wiarygodne przewidzenie przyszłości i kierunku, w którym to pójdzie, jest niemożliwe, ale nie wykluczałbym scenariusza w rodzaju:

Jest niemożliwe, i ja też bym nie wykluczała, aczkolwiek w wielkie zdolności SI akurat nie wierzę, bo wiem, czym ona jest. Ale mnie ten scenariusz dołuje (jeszcze bardziej, niż jestem zdołowana). Ciebie nie?

I jeszcze na marginesie – ile awatarów przy naszych nickach i obrazków wrzucanych pod tekstami jest generowanych przez AI, a nie tworzonych przez grafików?

A co to ma do rzeczy? Mój obecny (bo zastanawiam się nad zmianą) jest wzięty z komiksu. Z czasów przedejajowych.

Hmmmm. Ale dlaczego?

Co "dlaczego"?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Satysfakcja z samodzielnego napisania dobrego tekstu potrafi być naprawdę duża.

Ot, chociażby.

Jeżeli AI osiągnie kiedyś poziom pisania książek równy albo nawet wyższy od ludzi, to kto i dlaczego miałby tęsknić za literaturą tworzoną „tradycyjnie”?

Przerażające jest to, że coraz więcej ludzi tak myśli… Jakby chodziło o majtki. Nie próbuję dowodzić (bo tak nie sądzę), że pisarz jest Wieszczem i emanacją Absolutu. Obawiam się po prostu, że wkrótce ludzie będą chcieli, żeby jakaś maszyna nawet za nich sikała, pardon my French.

 

Wiele rzeczy jest kuszących. Pokusom nie należy ulegać.

PREDYKTOR I PIRACI 

… no, niektórym można XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wszyscy się boją Twoich komentarzy, to raz Ty żyj w strachu. Chociaż na minutę czytania XD

He, he, he :)

Błagam, napisz o tym tekst haha. To ja już mu wtedy wytłumaczę, a jak nie zechce skomentować i posłuchać wyjaśnień – jego strata haha XD

laugh

Ale piękne zdanie w odniesieniu do tego tekstu, wow.

A nawet ogólnie ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cieszę się, że Ci miło heart

To będzie chwila, którą zapamiętacie na zawsze?

Brzmi nieźle.

No, z tego co wiem, w łodziach podwodnych, żeby oszczędzać energię, reflektory nie są zapalone cały czas.

Hmm. Z jednej strony, to ma sens (oszczędność energii). Z drugiej – tam jest ciemno. Nie wiem, skonsultuj się ze specjalistą. Ale to "wyjątkowo" trochę burzy rytm.

Brakowało mi dwóch słów haha, musiała wyłapać, bo by spać nie mogła XD

Ojej :P

Sam nie wiem w sumie, co myślałem o gatunku, ot tekścik.

Aha. Na mnie oddziałało trochę horrorowo.

Ale nie musi przecież, ten tekst ma zachęcać do przeczytania prawdziwej historii. Czy zachęca, to już zupełnie inne pytanie XD

A gdyby tu była postapokalipsa, w przyszłości, i przyszły człowiek, mały, to przeczytał w przyszłości, to co on by z tego zrozumiał? XD Którego jeszcze nie ma, więc nie mówcie, że siedzi z tyłu :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

że przygoda należy do tych, którzy nie znają strachu

Hmm. Chociaż z drugiej strony, to chwyt reklamowy…

Już niedługo to będzie niezapomniana chwila!

? Dopóki chwila trwa, nie może być zapomniana, więc coś mi tu nie gra.

kontrolki zaczęły świecić w różnych barwach

Różnymi barwami.

Rush wyjątkowo zapalił reflektory.

Hmm. Wyjątkowo?

Tysiące martwych postaci było już przy nich. 

Do kogo odnosi się zaimek?

 widzieli jak

Zniknął przecinek.

zapierają się, splatają ręce i zaciskają się na metalu.

Hmm.

Ściany skrzypnęły

Może: zaskrzypiały?

wgięły się do środka

Masło maślane.

 

Horror w drabblu może się udać, ale tutaj mam wątpliwości. Pomysł wymagał chyba jednak dłuższej formy, pomijając już to, czy wypada tak wyciągać Titanica…

 uderzałem w konkretną firmę, która, bez zachowania standardów bezpieczeństwa, oferowała milionerom “przejażdżkę”, a w końcu stało się co się stało

Słusznie, ale czy to widać w tekście?

Wydaje mi się, że drabbli nie można klikać, pozostają tylko komentarze i punkty :<

Niestety.

Ciekawe, czy niektóre miały instrumenty muzyczne… ;-)

Powinny…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wystarczy myśleć i mieć krytyczne podejście.

Can’t make bricks without clay. Skąd wiesz, co się dzieje poza zasięgiem Twojego wzroku? Hmm?

Przypominam, że w średniowieczu wierzono w różne głupstwa.

W przeciwieństwie do naszej, tchnącej mądrością epoki…

 

Krytyczne podejście, rzeczywiście.

Dopaminoza była, jest i i będzie. A od Pierwszej rewolucji przemysłowej tylko to postępuje. Ale to jest, prawie od XIX wieku.

Mmmm, skrót myślowy. Jest na to jakaś bardzo mądra nazwa, ale chodziło zasadniczo o ten mechanizm, który odpowiada za uzależnienia.

Wcześniej rozwój był arytmetyczny.

Teraz jest geometryczny.

?

Dzisiaj AI liczy rzeczy, które mało kto, albo i nikt, nie jest w stanie policzyć, ale za to typowo tekstowe zadania dają takie babole, których nie powiedziałby średnio ogarnięty człowiek ;-)

SI to szeroka i niejednolita kategoria, ale w zasadzie obejmuje li tylko maszyny liczące. A co one liczą, to inna sprawa. Jak mawiają programiści, garbage in, garbage out.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

I tak wszechświat podzielił się przez zero :)

 

W tej chwili najbardziej prawdopodobną apokalipsą SI wydaje mi się ta, w której ludzie przestają wierzyć jakimkolwiek informacjom, bo wszystko można jednym klikiem sfałszować, chociaż problem, na który zwracają uwagę mądrzy ludzie (np. ten, ale nie on jeden), czyli przekształcenie ludzkości w zalane dopaminą kluski, też jest palący. Może jeden problem zniesie drugi?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

poprawiłam oczywiste babole, bo nad tymi z “hmm” muszę pomyśleć, a myśleć w majówkę trudno ;)

heart

Kotek ^^

^^

Szkoda, że całość się tutaj urywa, bo aż się prosi o dalszy ciąg ;)

Niech mnie ktoś porwie na bezludną wyspę czy coś… :D

Ja Doktora Who oglądałem wiele lat temu i to pierwsze trzy sezony. Z Davidem Tennantem :)

To nie pierwsze XD Ja przestałam jakoś w połowie szefowania Moffata, bo scenariusze straciły resztki sensu a humor zrobił się nieśmieszny, ale, kurczę, TARDIS fajnie byłoby mieć. Nie?

Kot wydaje się być jakimś przewodnikiem, dziewczyna się wydaję kimś w rodzaju…strażniczki ?:)

Eee, no, nie do końca tak miało być, ale tak wyszło XD Wszystko mi mutuje jak po Czarnobylu :)

Dzięki!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

i chęci :P

Było sporo znamienitych polityków zawodowych (królowie, władcy, nawet premierzy i nawet prezydenci).

Miałam na myśli instytucję jako taką, nie konkretne osoby. Z tego, że A jest dobrym politykiem (co też wypada zdefiniować, a przynajmniej uściślić) nie wynika, że każdy polityk jest dobry, a najwyżej, że istnieje co najmniej jeden dobry polityk

W myśl Machiavellego, celem polityka to utrzymanie władzy i umocnienie jej.

Powtarzam, istnieje szkoła krytyki twierdząca, że "Książę" to satyra na polityków, których Machiavelli uważał za idiotów. Nie wiem, czy nie konkretnych polityków. I ta szkoła miała na to jakieś argumenty, zdaje się.

Kończę, bo to Nowa Fantastyka(smutne, że nie “Stara”) choć czuję, że wynikła by z tego pasjonująca dyskusja :) 

Ano.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

No, wreszcie jesteś sobą.

Próbuję… 

No, optymiści mogą wierzyć, że był.

Ale ja jestem pesymistką, jak wiadomo.

Minimalistycznie “mojej” można wywalić.

Fakt. Można…

“Każde” rozbrzmiewa w tym zdaniu jak element obracającego się mechanizmu. Widzę, że jest to zamierzony efekt :)

Jest :)

Może zgrabniej: zasłony okiennej?

Hmmm… chyba rzeczywiście…

Pomysły nieziemskie.

Borges, kawałek komiksu widzianego ho-ho, jak dawno, Ostatni jednorożec i coś jeszcze XD Ale dzięki heart Pomysł z biblioteką obija mi się po czaszce od dawna, ale do niczego nie pasuje.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

HollyHell91

wylądowałem tutaj bez osobistych rzeczy, w tym komórki

Hmm, bez komórki, czyli bez zegara, ale dni policzyć można…

ciasno rosnących obok siebie

Lepiej: rosnących ciasno obok siebie.

 Paprocie, bananowce i bambusy stoją zwarte, strzegąc zielonej świątyni, przez którą mam czelność kroczyć.

Trochę melodramat…

Ostatnią płynną rzeczą, jaką miałem w ustach, był przeklęty sok z gumijagód.

Po kilku dniach bez wody to narrator by już ani rączką, ani nóżką… czyli jesteśmy w Hy Brasil ;)

pod szyją bogato zdobiony naszyjnik z czerwonych paciorków

Bardziej na szyi. Na piersi, jeśli to taki duży, szeroki naszyjnik. I zdobienia… hmm, nie wiem.

Wybucham śmiechem ulgi i wznoszę dłonie ku niebu, wyrażając wdzięczność losowi.

Hmmmm…

 w oczach ciekawość całkowicie ustępuje surowości.

W jego oczach, ale trochę poszłaś na skróty.

rany na łydkach, z których sączy się krew lub już zdążyła skrzepnąć

Może tak: rany na łydkach, krwawiące i przyschnięte.

Obserwuje koszulę przesiąkniętą potem, może nawet go czuje…?

A co ta koszula robi? Tubylec może czuć zapach, ale samego potu nie.

Niczego innego nie pragnę teraz, jak uczucia wilgoci w ustach.

Nie pragnę teraz niczego innego, tylko wilgoci w ustach. Albo: Niczego innego tak teraz nie pragnę, jak uczucia wilgoci w ustach.

Przepraszam za przerażająco niską jakość fragmentu, okropnie zardzewiałam.

Oj, tam, melodramat tylko :) heart

 

JolkaK

 

Krótko i na temat :)

 

 

Kurojatka

pazurki lepiły się wymazane

Pazurki lepiły się, umazane.

Maź rozprzestrzeniła się na boki jak zaraza, plącząc coraz więcej sierści. 

Hmmmmmm.

spienione, morskie fale

Tu bez przecinka, nierównorzędne przydawki.

Nie mogąc dojść do ładu ze sobą, postanowiłem wyjść z tej pułapki obłędu, karuzeli nieszczęścia, w którą ktoś mnie pchnął.

Meeelooodraaaamaaaaa… :D

własną wolą. I to sprzeczną z moimi potrzebami

…musimy poważnie porozmawiać o podstawowych pojęciach filozoficznych :P

Byłem bliski utraty wszelkiej nadziej. 

Nadziei. Also: meeeeeeloooodraaaaamaaaaaa :)

Uniosłem łapkę, by wskazać miejsce trapiącego mnie bólu,

Miejsce bólu?

Gdzieś na krańcach umysłu, co wydawało mi się wyjątkowo wówczas irracjonalne, powoli pojawiało się zrozumienie.

Musimy bardzo poważnie porozmawiać o podstawowych pojęciach filozoficznych :D

nóżki ugięły się delikatnie

NIEZNACZNIE. Wrrr.

 

Humor wynikły z kontrastu między Gumisiem a niesłychanie patetycznym i melodramatycznym językiem na dłuższą metę byłby męczący, ale tak wypada całkiem nieźle.

 

kronos.maximus

Idę szutrem, do lasu.

Potrzebny Ci ten przecinek?

I po coś ty bidoku w taką pogodę tu przyleciał?

I po coś ty, bidoku, w taką pogodę tu przyleciał?

zmiarkować czy

Tu powinien być przecinek.

Pixi jest ślepy. A na ból głowy to najlepszy jest apap.

XD Miluchne ^^

 

 

marzan

na paluszkach krótkich łapek

A miał jeszcze jakieś długie łapki? To po co to odróżnienie? :)

rozbrzmiewające echem o ściany

Hmm.

Mamy pancerz fabularny, każdy odcinek zaczynamy przecież w tym samym składzie.

XD

Myślisz, że jestem pijany? Tak wypiłbym cokolwiek, wino, wódkę,

… Gumisie piły wódkę? :)

Co to chryste?

Supozycję materialną w cudzysłów: Co to "chryste"?

To przecież takie proste.

Kuuurczę… to nie był Gumiś, prawda? 

 

 

OldGuard

Sonda ratunkowa 

Kapsuła, jasne, ale sonda jest raczej badawcza.

czując pod dłońmi wilgoć

Hmmm.

Kantyna, muzyka dudniąca zbyt głośno jak na tamtą godzinę i twarze rozpromienione sukcesem

Hmmm.

 Twierdził, że dzięki organoleptycznej ocenie będą dysponować lepszymi argumentami przy próbach odsprzedaży soku barmanom z całej galaktyki.

XD Grunt to mieć gadane :)

“Nadludzka moc” sprowadzała się do ordynarnego bimbru na porzeczkach

Czyli "sok" dawał bimber? :) (Nie wydaje mi się, żeby po destylacji zostało w tym coś porzeczkowego, ale niech tam).

Zerknęła na skafander, gdzie terminal komunikacyjny zamienił się

Hmmmm.

Pięć czy sześć par potrójnych oczu zamrugało asynchronicznie.

Brzmi to super, tylko trochę myli w kwestii liczby oczu. Ale też – bohaterka ma kaca i wypełzła z wraku, więc nie musi wiedzieć, ile tam tych oczu było.

Słowa nie działają.

Pospieszny wniosek :)

czym chciała przekazać coś w stylu “spokojnie, nie stanowię zagrożenia”.

Hmmm.

narysowała w błocie szkic swojego transportu.

Raczej na błocie, a "transport" w takim użyciu to anglicyzm.

wyszła smutna ryba z antenami

:)

kanciaste sylwetki czegoś, co mogło być cywilizacją

Błąd kategorialny, cywilizacja nie ma sylwetki.

 

Fajny początek czegoś dłuższego. Co było dalej? :D

 

Dobra. Teraz moje, ekhm. Do kitu jest, ale trzeba się wreszcie pisarsko rozciągnąć, bo inaczej zostało tylko się utopić.

 

Jako pierwszy do mojej świadomości przebił się ból. Głowy. Syknąłem, co było błędem, i przewróciłem się na bok, co też nie uprzyjemniło mi życia. Przyciskając łeb ramieniem, żeby się nie rozleciał, otworzyłem oczy.

Wyszarzałe deski pasowały do smaku kurzu na języku. Ściana jakiegoś mebla litościwie przysłaniała światło.

Co było w tym soku? Gdzie ja jestem? Czy warto wstawać?

 

Pociągnąłem nosem i atak kaszlu zerwał mnie z podłogi. Ręka sama złapała ścianę, gładką i chłodną, druga zacisnęła się na występie blatu i po chwili siedziałem, łapiąc powietrze, oparty plecami o twarde drewno.

Przede mną rozciągały się półki. Wszerz i wzwyż, na ile mogłem zobaczyć bez ruszania głową, zapchane ukrytymi w cieniu książkami, urozmaicone gmatwaniną drabin, a tu i ówdzie małą galeryjką albo kloszem kinkietu, wyrastającym ze słupka jak łagodnie lśniący szklany kwiat. Niżej stały szeregami biurka, każde z elegancką zieloną lampką, każde z oparciem krzesła wystającym ponad leżącą na każdym blacie kupkę książek.

Podciągnąłem się, wolniutko, mniej więcej do pionu. W oddali między regałami majaczyły drzwi. Potarłem czoło. Gdzie tu może być łazienka?

 

Droga do drzwi, z licznymi przystankami, wydawała się wędrówką przez pustynię, ale pchnąłem je wreszcie i zobaczyłem salę zupełnie taką samą, jak pierwsza, włącznie z drzwiami na drugim końcu. Zacisnąłem zęby. To tylko pogorszyło ból głowy. Następna sala wyglądała identycznie, to samo następna, i następna… Ucieszyłem się na widok bocznych drzwi, ale za nimi znów było to samo. Zgubiłem rachunek. Czemu tu nigdzie nie ma gablotki z planem? Wyjścia ewakuacyjnego? Wreszcie nogi ugięły się pode mną i padłem na pierwsze z brzegu krzesło. Pulsującą głowę ukryłem w dłoniach.

 

Poderwałem ją, słysząc zgrzyt, i zrobiło mi się ciemno przed oczami, ale kiedy odzyskałem wzrok, na biurku siedział kot. Jasnoszary, puszysty, przyglądał mi się świetliście zielonymi oczami. Etatowy myszołap.

– Zaprowadź mnie do łazienki – jęknąłem. Kot, jak to kot, patrzył dalej. Westchnienie zeschło mi w gardle i zmieniło się w atak kaszlu, a kiedy znowu otworzyłem oczy, zwierzaka nie było. Niech to. Odepchnąłem się od biurka. Leżąca obok kupka kurzu, którą chciałem ominąć, nagle zakiełkowała trókątnymi uszami, potem łebkiem, i szary kot znów przyglądał mi się chłodno, aż najwyraźniej mu się to znudziło. Ruszył ku następnym drzwiom.

 

Co było robić. Poszedłem za nim. Dwie sale dalej zielona lampka oświetlała czyjąś kudłatą głowę, zwieszoną nad biurkiem. Kot wskoczył na blat, trącił głowę łapką, a kudłaty człowiek okazał się dziewczyną. Miała włosy jak nieślubne dziecko Einsteina i Hermiony Granger, ubrana była w coś, co w poprzednim życiu prawdopodobnie pełniło obowiązki zasłony na oknie, ale spoglądała przyjaźnie. Może z lekkim zdziwieniem.

Nie zamierzałem grymasić.

– Przepraszam, gdzie tu jest łazienka?

Domniemana bibliotekarka uśmiechnęła się uprzejmie.

– Łazienka? Sklepik? Żebym mógł kupić wody?

Jeśli cokolwiek zrozumiała, nie dała tego po sobie poznać. Zamachałem rękami jak panienka z chórku na Eurowizji. Zatupałem nogami w klasycznym tańcu a'la toilette, czego natychmiast pożałowałem, ale dziewczyna patrzyła na mnie mniej więcej tak, jak kot.

– To może wyjście? Wyjście z biblioteki?

"Przespacerowałem" palcami dłoni po przedramieniu, raz i drugi, potem otworzyłem wyimaginowane drzwi i przeszedłem przez nie. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Padłem na krzesło, ściskając głowę.

– Błagam… – Język miałem bliski rozsypania się na proch. – Wody…

W pole widzenia wsunęła mi się otwarta książka. "A przytrafia się to niekiedy ludziom, którzy wolą pić słoną wodę" przeczytałem.

– Nie, zwykłą. Chcę zwykłą wodę, rozumiesz?

Odłożyła książkę, sięgnęła po drugą. "Dlaczego nie pili wody z chłodnicy?"

– Jakiej chłodnicy?

"Pustynię upiększa to, że kryje w sobie studnię."

– Zgoda. Tylko mi ją pokaż.

Zamarkowałem czerpanie wody dłonią i picie, ale dziewczyna tylko patrzyła z przyjaznym uśmiechem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Buteleczka to tylko tak gwoli tradycji, zawartość ma w zbiorniku w środku :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

musiałem kilka razy przeczytać i przyznaję że nie wiem czy to komplement do mnie czy Old.

… to niedobrze. Kruca bomba, to znaczy, że nawet komentarza już nie potrafię napisać…

Ale już naprawione :)

Trochę z angielska, ale co tam.

Ja tez raczej nie jestem fanem polityki w tekstach, o ile nie jest przykryta wielką metaforą.

Może tak: krytykujmy złe pomysły. Krytykujmy złe postępowanie. Ale powieść z kluczem nie może się powieść. Jeśli jest dobra, to i bez klucza byłaby dobra. Jeśli jest zła, to się zdezaktualizuje i pies z kulawą nogą nie będzie o niej pamiętał. Polityka to nie politycy. W ogóle zawodowi politycy chyba są złem koniecznym, tylko zło konieczne wypadałoby minimalizować, czyli w tym przypadku większość z nich wysłać do łopaty (mój postulat rozwiązania kryzysu energetycznego przez wykorzystanie kieratów pozostaje w mocy). A polityka, czyli organizacja życia społecznego, jako taka powinna służyć całkiem prostym celom: żeby był porządek, ład i spokój, i żeby ludzie mogli sobie żyć i budować. Tylko celowość ostatnio (coś tak od XVIII wieku…) nie w modzie…

Póki to, co tkwi w bibliotekach, jest eksponatem zbyt cennym, aby go dotykać, głupota będzie królować.

Niekoniecznie, ale nie mam teraz siły na dyskusje. W każdym razie głupota będzie królować, a kit jest asymetryczny.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

Kotek! ^^

 wtedy eksperymentator ma szansę doświadczyć stanu na wpół żywego ;)

XD

z tego, co mi wiadomo, jakieś konkursy się szykują, ale chyba nie z kotami w roli głównej. A szkoda! 

Jakieś konkursy zawsze się szykują. A w ogóle… kotek! ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dwa dni później w Waszyngtonie doszło do ataku terrorystycznego, grzebiąc cenne eksponaty ukryte w Bibliotece Kongresu.

Mmmm, co doszło i dlaczego pogrzebało? Czy była to Podmiotowa Godzilla?

ocalałe, osmalone strony

Czy to na pewno równorzędne przydawki?

stronie

A mogła być na karcie…

Nie do końca lubię, gdy polityka w różnej formie zagląda na forum literackie

Ja też, aczkolwiek jest to nieuniknione i mnie samej się zdarza, albowiem homo sum et nil humanum a me alienum esse puto. Jestem jednakowoż zwolenniczką pewnej subtelności i niepowtarzania opinii modnych. Zwłaszcza nie podoba mi się ostentacyjna nienawiść wobec ludzi, których wypada nienawidzić – zawsze powoduje u mnie reakcję odwrotną, niekiedy na wyrost.

 

To rzekłszy, krytykujesz akurat postępowanie, które skrytykować należy, nie uciekając się do ataków ad personam – i rzeczywiście zgrabnie to wyszło. Podejrzewam u Ciebie poczucie humoru. Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą wink

 

ETA: 

lektura Księcia i w ogóle innych dzieł Machiavallego jest brutalna i prawdziwa

Istnieje taka szkoła krytyków, która twierdzi, że to była satyra… w każdym razie jak już czytać, to w kontekście. Lepiej nie wiedzieć, niż “wiedzieć”.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Może w imię “nic nie zmieniajmy, to na pewno będzie lepiej” XD

Bracie! ^^

Megi Mega Maggi Bitewnej… tytuły na opowiadania tworzą się same.

Może jakiś dungeonpunkowy mech? XD

tylko nie pal bulli od papieża, bo to już było kiedyś 

Spoko, ja niepaląca :P

Konkurencję, o której wspomniałem, rozumiałbym bardziej tak, jak rywalizować ze sobą może wydział chemii i wydział fizyki jednej uczelni.

Mmmm, no, fizyka jest jednak podstawą chemii (co nie znaczy, że chemia musi być do niej redukowalna). Czy magia może być podstawą alchemii? Czemu nie. Ale potrzeba do tego więcej metafizyki, niż przeciętny autor uskutecznia (czytaj: w ogóle jakiejkolwiek XD).

Po prostu zastanawiałem się nad czymś, co stabilizuje termicznie.

A to w Twoim zamyśle znaczy coś konkretnego, czy po prostu fajnie brzmi? XD "Stabilizowanie" to powstrzymywanie rozkładu, termicznego w tym przypadku, np. skrobia stabilizuje termicznie witaminę C. Czy spowalnianie stygnięcia jest w ogóle możliwe? Hmm, nie wiem. Kombinowałabym z pojemnością cieplną, ale właśnie z fizyki miałam regularnie same pały :)

Przynajmniej głupiutkie pisałaś dawno, a nie obecnie.

Ale obecnie nie piszę nic… znaczy, próbuję, tylko nie wychodzi… znaczy, no…

“Dlaczemu nasz język jest taki ciężki”

Albowiem.

dla branży malarzy wnętrz (uznając, że ona istnieje) również XD.

No, przecież, że istnieje.

Pozdrowionka na majóweczkę!

Nie będą musieli myć zębów zapewne do końca życia…

To można bardzo różnie interpretować…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Kazali wejść i TARDIS zobaczyć, to jestem. A nadmieniam, że ja święto pracy święcę pracą :P

ewidentnie zadowolony jakby znalazł 

Brak przecinka, ale może lepiej: ewidentnie zadowolony ze znalezienia?

chemik na laboratoriach

Jak pan na włościach? XD

– Speak English?

… seriously? :D

odpowiedział czymś, co brzmiało jak zuluski

Odpowiedział słowami brzmiącymi jak zuluskie; albo odpowiedział w czymś, co brzmiało.

 cały mój wieloletni proces edukacji, włączając w to zdaną z wyróżnieniem maturę i dyplom uczelni wyższej, sprowadził się właśnie do rysowania palcem po ziemi

żeco :P

Patrząc na pozycję słońca, zauważyłem, że kierujemy się na wschód. 

Z pozycji słońca wywnioskowałem, że kierujemy się na wschód. ^^

Ponoć tam zawsze jest jakaś cywilizacja.

Się wie.

wielka budka telefoniczna? Nie, zaraz, to nie była budka telefoniczna. Policyjna.

Technically… https://en.wikipedia.org/wiki/Police_box 

POLICE BOX : Public Call

Um…

Jakżeś Ty to sparsował? XD

Czarnoskóry wojownik uśmiechnął się, zachęcając mnie do wejścia.

A czym zachęcając? Gestem? :)

 Na środku znajdowała się wielka, świecąca kula :). 

… ? To nie Doktora… on ma cylinder XD

rozległ się metaliczny zgrzyt

Zupełnie jak przeciąganie kluczami po strunie fortepianowej XD 

 Dokładnie!

WŁAŚNIE.

na jego twarzy malował się wyraz czystego szaleństwa

Czytałam gdzieś taki fanfik, w którym młody Lovecraft wlazł na pokład TARDIS i się zgubił, i to od tego potem tak pisał XD

 

Eee, taka TARDIS. Śmigana. Stuknięta. Tłumaczenie słabo działa. Kupuję od ręki. Podrzuć tylko numer konta XD

Można jeszcze było pójść w Autostopem przez Galaktykę, tam pewnie znalazłoby się wielu tubylców, z którymi trudno się porozumieć. Nawet będąc w posiadaniu rybki.

I Douglas Adams pisał wedle obydwu, hint, hint.

W języku zulu nie ma question marka/pytajnika, znaków interpukcyjnych, są mocno uproszczone.

W zapisie języków europejskich (czyli w sumie łaciny, ale jakby ktoś ogham i runy czytał, to podejrzewam, że tam będzie tak samo) też długo nie było znaków interpunkcyjnych. Podobno dlatego w Średniowieczu tylko wyjątkowe dziwadła czytały po cichu, ale – podobno :P

 

Kurczaki, muszę resztę przeczytać… 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardzo się cieszę, mogąc Cię wreszcie gościć u siebie (nie, nie hostuję serwera).

Jakbyś hostował, to by mnie znienacka nie wywalał XD

I już w pierwszym zdaniu padło słynne hmmmm. Legenda laugh

Polecam się ^^

Zmusiłaś mnie do krytycznego myślenia, niefajnie ;p

 Tutaj chciałem to zastosować jako swego rodzaju nazwę własną, czy też “imię” – pewnie znasz na to lepszą nazwę

Mmmm. Nazwa własna to nazwa własna. Czasami niby tak się robi, ale…

przy procesach, w których potrzebne jest odpowiednie środowisko termiczne lub ciśnienie, widzę działającą magię, która pozwala kształtować materię nieco sprawniej niż czyniono to w odpowiednich czasach w naszej rzeczywistości

Magia rozwiąże wszystkie problemy XD

 Bezpieczeństwo Hamuje Pracę?

XD

 W formie palnika z knotem i otworami powietrznymi?

Wygląda nieźle.

Bo fotel jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej pracującego w biurze :).

Strach się bać :D

*gdy twoi komentujący nie przestają opowiadać dowcipów*:

XD

I nawiązując ww., można by wtedy zrobić Megi Maggi Bitewnej! laugh

Aż się chce powiedzieć: mega! XD

A tu nie rozumiem. Poza tym, że szyk jest kopnięty, a podmiot wątpliwy, to zgoda.

O to chodzi, że ja nie rozumiem :D

Natomiast zważywszy, że chemia operuje na substancjach, wydaje się uzasadnionym, że magia, która, już nie wnikając w taki, czy inny system, który mam w głowie, operuje bardziej na energii, więc o ile mogą się uzupełniać, to mogą też konkurować jako formy uprawiania nauki. Powiedzmy.

Eeee… jak bardzo masz ochotę na długą rozmowę o filozofii przyrody? ;)

Ale woda już nie wrze, nie wrzyj i Ty, Tarnino :)

Staram się :)

Bardziej chodziło mi o substancję, która spowolni stygnięcie, np. parafinę.

… wtf. Substancję, która ma dużą pojemność cieplną, może, ale i tak – wut?

Nigdy nie spotkałaś uczynnej wajchy? laugh

Chyba mnie wajchy nie lubią XD

 Bo w takim razie powinien kiedyś taki tekst powstać (może Twój? laugh).

W sumie trochę coś takiego napisałam… http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20395 (dawno i głupiutkie, ale było, ech…)

bardziej wpływ magią na chemię i fizykę organizmu oraz ich przełożenie na proces myślowy i wolicjonalny

Oooj, założenia materialistyczne ;)

Ale mnie inni biją za imiesłowy. Że ponoć niefajne one.

Fajne, tylko trzeba umieć je stosować ^^

Troszku zmieniłem, bo byłaby aliteracja. 

A, kurczę…

Drżenie to może nieodpowiednie słowo na zaciskanie się formy, ale nie wiem, czy ruch brzmi lepiej.

Trudno orzec, kruca bomba…

Oczywiście nie na rympał i nie wszędzie.

I tę sentencję należy wypisywać złotymi zgłoskami na każdej ścianie :)

 Kolejny tekst z tą bohaterką i mamy wyłapane skromne nawiązanie! Brawo!

XD

Że dzięki fotelom komplety zębów zostaną na miejscu, bo można nośniki tychże, czyli dwóch nieboraków, skutecznie zatrzymać. O to.

Okeeej… :D

Striggerowałem Cię tym tagiem “alchemia”?

Złość piękności szkodzi! 

Mnie już nie zaszkodzi :D

Zresztą tu niebetowałem i akurat złośliwie przyszłaś no… laugh

devil

A na razie mi się odechciało kombinować nad taką pierdółką, ale może wrócę.

Magiczna mysz, tak tylko mówię ;)

Wiesz, że jak napiszesz tekst o tytule TARDIS, będziesz wtedy miała TARDIS?

Eeee… XD

 Ale to nie jest niemożliwe przy magii pozwalającej operować na ciśnieniu i temperaturze (a zatem także aparaturze lepiej wytworzonej) bardziej współczesnych niż wskazywałyby czasy ala średniowiecza.

Byle się kupy trzymało :D

No i fajnie, przeżyłem!

To wolnym będziesz, bo kto poległ wolnym już ;D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

nie imały się jej także wiatr i deszcz, które tego popołudnia zamknęły przedmieścia w uścisku

Hmmmmm… imanie z uściskiem jakoś nie tenteges…

dym z lawendowych kadzidełek smużkami oplatał kasetonowy sufit

Klasa. Ale raczej dym kadzidełek, nie dam też głowy za to oplatanie.

W każdym z kwadratów przedstawiono inny obrazek, jakby projektant spodziewał się, że ktoś faktycznie będzie je długo oglądać.

? Obrazek namalowano (jego temat przedstawiono).

Magister Harreth – zacny elf w sile wieku, ślęczał

Albo: Magister Harreth – zacny elf w sile wieku – ślęczał; albo: Magister Harreth, zacny elf w sile wieku, ślęczał. A "magister" to tytuł zawodowy lub naukowy, ale nie imię ("dla przyjaciół – Megi" XD) i ma być małą literą.

ślęczał przy dwóch fiolkach, których kolby połączono destylatorem, przypatrując się kapiącej, białej cieczy z taką czułością, jakby była jego kochanką

Źle się parsuje, nie tylko dlatego, że aparatura nijak nie przypomina żadnej, którą widziałam (zob. tu: https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Distillation_apparatus normalnie "Mały bimbrownik") :P fiolka to taka mała buteleczka, a kolba to ta taka duża i dziwnokształtna. Najlepsze, co mogę zrobić (zakładając, że szkło borokrzemianowe zostało wynalezione, bo magia – i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D): ślęczał nad zlewką, do której wolno, wolniutko skapywał biały płyn, naturalnie po przebyciu labiryntu różnorako pogiętych szklanych rurek. Każdą kroplę elf odprowadzał wzrokiem jak kochankę.

Nieruchomy, wyglądał jak kolejny dystyngowany mebel, a parę takich ustawiono w pomieszczeniu

Hmmm.

mechanizm kilku palących się świec

? https://wsjp.pl/haslo/podglad/20225/mechanizm/4904200/zegarka 

zza biurka, przy którym tak uważnie destylował ciecz

Stół laboratoryjny już się nie zmieścił? XD (Elfy też podlegają BHP!) A swoją drogą, na czym on tę kolbę podgrzewa? Bo lampka spirytusowa daje bogate możliwości skopania czegoś, nie, żebym podpowiadała ;)

– Uzdrowiciela! Uzdrowiciela! – rozległ się niemal zwierzęcy ryk stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.

Niepaszczowe, a lanie wody do kwasu to nie zbrodnia, to tylko głupota (no, przekroczenie przepisów BHP): – Uzdrowiciela! Uzdrowiciela! – Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.

W międzyczasie intruz zdążył na fotelu położyć coś

Szyk sugeruje, że najważniejszy jest tu fotel: Tymczasem intruz zdążył położyć na fotelu coś.

na strużkę ciemnawych plam zostawionych na posadzce

Plamy nie płyną, więc może: na szereg ciemnawych plam znaczących posadzkę?

na lekcjach magii bitewnej chodził na wagary

Czyli nie chodził na te lekcje, więc może: zrywał się z lekcji magii bitewnej.

by warzyć eksperymentalne substancje na bazie zupy dyniowej

XD To może maggi bitewnej? XD

Jakże teraz przydałoby się delikwentów wypchać za drzwi ową nienaturalną siłą!

??? W sumie tylko osłabiałoby efekt żartu, nawet, gdyby było poprawne.

alchemik musiał pozostać wierny materii, a magię stosować jedynie jako uzupełnienia w równaniach chemicznych

Nic tak nie katalizowało procesów

Katalizuje, to prawda ogólna (w tym pięknym świecie z elfami…).

Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co również oznaczało, że głowę miał pełną rycerskich ideałów, na tyle, że nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego. 

Ciach: Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co z kolei oznaczało, że głowę miał zbyt zapchaną rycerskimi ideałami, żeby zmieściło się w niej cokolwiek innego. 

 „Klient” zaczął chwytać narzędzia położone na otwartym sekretarzyku. A to dla Magistra byłoby równe z obmacywaniem jego żony, gdyby nie nazywała się ona „Alchemia”.

Mącisz. „Klient” zaczął chwytać narzędzia leżące na otwartym sekretarzyku. Jakby obmacywał żonę Magistra! A imię jej Alchemia.

płynnym krokiem przeszedł do niechcianego gościa

Hmm.

Za to Magistra zaintrygowały znacznie bardziej rozbite usta i połamane zęby.

Szyk: Za to rozbite usta i połamane zęby zaintrygowały Magistra.

posłał uśmiech

Komu go posłał?

piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry

Gdzie klepsydra ma mechanizm? XD

elf przeciągnął kolbę z wydestylowaną białą mazią nad naczynie z wrzącą wodą

I wszystko pękło i oblało cały warsztat, koniec :P

Równocześnie drugą ręką odnalazł fiolkę z regulatorem i dodał kilka kropel.

? Gdzie fiolka (mała szklana buteleczka) ma regulator? Chodzi Ci o pipetę? Naczynie z kranikiem? I kilka kropel czego?

Wreszcie rozdziawił gębę, z której wydobył się gniewny głos.

Hmmm.

złoto za ząb, za jeszcze sprawiedliwszą

Tu bez przecinka.

to wszakże ma on pozostałe połowy w gębie!

Hmmm. Raczej: wszak.

A dla mnie, im świeższe, tym lepsze.

Pierwszy przecinek skasuj.

pogrzebał mu w buzi

… w ustach. Wyjątkowo surrealistycznie jest słyszeć, jak (mniemany) naoczny świadek zabójstwa dokonanego być może w obronie koniecznej opowiada o "buzi" ofiary, jakby był osiemdziesięcioletnią babcią, a ofiara jego wnusiem, i podobne wrażenie mam tutaj. Jasne, humor tekstu jak na razie opiera się na kontrastach, ale bez przesady.

Jeśli ich brak, to wajcha ci może pomóc.

? jaka wajcha i od kiedy wajcha jest taka uczynna?

które gdzieś zachowały się w odmętach

Szyk: które zachowały się gdzieś w odmętach.

sięgnął po szczypce leżące na sekretarzyku

… szczypce to układ dwóch dźwigni, a nie jedna https://wsjp.pl/haslo/podglad/19586/wajcha 

wtedy wspomniana wajcha została pociągnięta

I nie dało się o niej wspomnieć wcześniej?

Po chwili pełnej wrzasków, zgrzytów i trzasków, Magister

Po chwili, pełnej wrzasków, zgrzytów i trzasków, Magister.

Co tak długo to trwało!?

Idiom: Co tak długo!?

do przygotowanej fiolki z mazią mieszanki kwasów

Hollywoodzkich kwasów chyba, wyciskanych z ksenomorfa :P Fiolka jest mała: https://www.bionovo.pl/k/szklo-i-porcelana/fiolki-i-zamkniecia/fiolki-wg-pojemnosci/fiolki-o-poj-do-2-ml/ (tu mają max. 100 ml) za mała, żeby coś w niej mieszać, weźże, elfie, porządną zlewkę.

Rozpoczął się taniec przy sprzęcie laboratoryjnym polegający na równoczesnym podgrzewaniu, sprawdzaniu i mieszaniu dwóch substancji 

BHP! XD

magii bitewnej, osobowej i leczniczej

Chcę wiedzieć, na czym polega magia osobowa? :D

powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, a ukradkiem sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też przez niego „składnikiem perswadującym”.

Albo: powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, i ukradkiem sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też „składnikiem perswadującym”, choć tylko przez niego; albo: powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, a ukradkiem sięgając drugą ręką po pałkę, zwaną też „składnikiem perswadującym”, choć tylko przez niego.

wilgoć i chłód z zewnątrz wdarły się do środka, gasząc dwie świecie.

Imiesłowy! Wdzierając się do środka, zgasiły; albo wdarłszy się do środka, zgasiły.

Magister wstrzymał działanie.

Mało fantasy. Może: Magister zamarł.

Delikatny materiał eksperymentalny!

Bardziej doświadczalny, ale chodzi tu o przestraszenie profana, więc.

 jego nowy towarzysz

?

Chwilę stała w milczeniu, patrząc to na zatroskanego Magistra dzierżącego pałkę, to na rycerskiego gościa, który zadrżał na jej widok.

Zatroskanego?

zakrzyknął, wymachując mieczem

Hmm?

Przybyszka przewróciła oczami

Było to widać spod kaptura?

Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych dla wyładowań magicznych, i rycerz wylądował pod ścianą, a miecz przyszpilił mu płaszcz do podłogi.

Tniemy: Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych wyładowaniom magicznym, i rycerz wylądował pod ścianą, z płaszczem przyszpilonym do podłogi własnym mieczem.

pokazując na pałkę w ręce.

Pokazując pałkę w ręku.

miałaś powód, chociaż mógł być bardziej subtelny niż tak prymitywna magia bitewna

Magia bitewna to środek do osiągnięcia celu, a nie powód.

Rzucił się do biurka jak wojownik do walki

Hmm.

Magister wydawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, patrząc na każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu.

Magister zdawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu. (… czemu ta forma drga?)

powiedziała dziwnym głosem, prawie nie otwierając ust.

"Dziwny głos" niewiele wnosi, i tak widać, że kobitka ma… problem :)

rzucając jej zaintrygowane spojrzenie, a jednocześnie usilnie próbując zwiększyć tempo chłodzenia.

To on jest zaintrygowany, nie jego spojrzenie, a tempo chłodzenia trudno zwiększać, bo prawa fizyki. Chociaż mamy tu magię…

na pierwszym planie złożonym z jamy ustnej

Złożony, to ten plan mógłby być, gdyby tam było jeszcze coś, a tak?

Wielką, obrzydliwą dziurę ziejącą w miejscu dwóch górnych siekaczy.

Dziewczyna bez zęba na przedzie? XD

mam więcej tych komfortowych foteli

Comfy chairs? :D Ale widać, że naciągasz słownik do żartu.

by owe komplety pozostały na miejscu.

??? Dzięki liczbie foteli komplety pozostaną na miejscu? O to chodzi?

 

Okeeej, dziwne to jest :D Ale całkiem do śmiechu. Jeśli ktoś lubi szalonych alchemików, a ja lubię ;)

Inspiracja?

XD

A kto lubi? XD (poza dentystami)

https://hrabi.pl/index/teksty/dietrich.html :D

w tym świecie jest odwrotnie niż u nas? 

… nie? Dlaczego nie lejemy wody do kwasu? Bo pryska nie ta ciecz, którą lejemy, ale ta, do której lejemy. Proste. Zwłaszcza, że wiele kwasów miesza się z wodą egzotermicznie i może nawet zawrzeć, co zwiększa pryskanie.

amator w pierwszej chwili skojarzyło mi się z miłośnikiem, np. amator kobiecych wdzięków :D

Bo to jest pierwotne znaczenie :D

Poza tym elf jest dystyngowany, więc chyba powinien powiedzieć szczypiec, a nie szczypców? 

Tak ^^

zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego

Ludzie, przestańcie chwalić, jak się nie znacie, bo będę niemiła :P

Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że ona myśli i funkcjonuje trochę inaczej niż przeciętny człowiek.

For science!

Działa tak samo, bo wlewanie wody do kwasu byłoby zbrodnią, więc zasada (nomen omen XD) jest odwrotna – zawsze kwas do wody.

Nie zbrodnią, lecz głupotą XD patrz wyżej. Zbrodnią (przez niektórych uważaną za świetny żart…) jest namawianie niedoświadczonych, żeby nalali wody do łaźni olejowej. NIGDY TEGO NIE RÓBCIE, TO GROZI POPARZENIAMI! (Wybacz głośność, ale komunikat ważny).

to taki mniej więcej mój poziom wiedzy chemicznej w tej zasadzie jest :)

To było spytać :D

Zresztą, wszyscy mnie edukujecie laugh

I po to jest to forum! :D

Podręcznikowo to “zespół świec”, ale to z kolei zbyt techniczne, “kompozycję świec” zbyt artystyczne, “baterię świec” archaiczne – ale tak mówiono jeszcze w XIX wieku. Jednym słowem zadałeś mi ćwieka :)

Ha.

 Ale bateria świec brzmi nieźle, tylko pewnie zostałaby opacznie zrozumiana przez Czytelnika. 

Niestety, chyba by została – właśnie przez tę archaiczność…

No napisałbym, że uciekał z “labów”, ale brzmiałoby podejrzanie ;)

Na polibudzie mówiło się "z laborek" :)

Faktycznie u Prachetta bywają takie specyficzne zakłady i lokacje służące jakiemuś konkretnemu celowi. Ot choćby sklepy międzygalaktyczne.

… sklepy? Pamiętam firmę budującą planety i retrofrenologa (bardzo mi się podoba ^^), ale sklepu międzygalaktycznego nijak :D

im lepiej piszesz, tym bardziej wybredni są czytelnicy :) )

Argh, świadomość tego faktu spędza mi sen z powiek… XD

Raczej widziałem to jako informację, że piasek się przesypał. Coś, jak czajnik z kurkiem, tylko może nie wyjaśniłem jak to działa.

Okej, tylko jak to ma działać? Skoro się przesypał, to już się nie sypie, czyli nic się nie rusza… może klepsydra się kiwa na ośce i trąca dzwoneczek? Ale to nie zapiszczy… chyba zostaje Ci magiczna mysz :D

Zaczynam się skłaniać do zmiany priorytetów z “po pierwsze zapowiedź, po drugie motywacja dla mnie, by to w końcu napisać”, na “po pierwsze motywacja dla mnie, by to w końcu napisać, po drugie zapowiedź” :)

Eeeech… ale grunt, żeby napisać…

Kurczę no miałem ten ciekły azot z tyłu głowy, ale nie wiem, czy on tak pasuje do fantasy. Ale Jolka, też zwróciła na to uwagę, więc coś być musi. Myślałem o suchym lodzie, który może nie schłodzi tak od razu, ale też ma tak do -80 jeśli dobrze pamiętam.

Ale wytworzyć go w świecie fantasy też nie tak łatwo. Produkcja suchego lodu wymaga zrozumienia pewnych elementarnych praw fizyki, które odkryto jakoś w XVII czy XVIII wieku. Ciekły azot otrzymali Wróblewski z Olszewskim pod koniec XIX. Nie wystarczy Ci zwykły lód z solą?

Zresztą, gniew i strach chodzą w parze, często gniewem zasłaniamy swój strach. Chyba… :)

Tak, ale trwoga to taki szczególny rodzaj strachu.

Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie?

Nie. Powietrze to i tak prawie sam azot :)

suchy lód znany był już w naszym XIX wieku

Ale najpierw trzeba było dwutlenek węgla skroplić, a do tego potrzeba ciśnienia 5 atmosfer https://en.wikipedia.org/wiki/Dry_ice#History (ciekawostki ^^)

Na tyle, na ile się w tym orientuję, suchy lód wymaga sprężania i rozprężania CO2, a taki proces można wesprzeć magią o dokładnie takim działaniu :)

No, w sumie, skoro masz magię ciśnieniową… :D

I czemu nagle czas teraźniejszy?

Bo chodzi o trwałą cechę? Ale może być tak i tak, bo narracja jest w sumie w czasie przeszłym.

Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?

Trafili obaj – i adresat wypowiedzi, i jego towarzysz – ale towarzysz, mmm, nie bierze udziału w rozmowie ;)

Nigdy nie jadłaś szyszek?

https://www.przyslijprzepis.pl/przepis/szyszki-80 Szkodzą na zęby :D

wydaje mi się, że może tak mówić, bo zwraca się do jednej osoby, ale opisuje czynność, w której ta osoba brała udział z kimś innym

Yup ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

laugh Nie ma sprawy :)

Możesz mi nie wierzyć, ale jestem fanem kucyków z My Little Pony.

Wierzę :D (Żadne dziki, kucyki i już XD)

Już pierwszym zdjęciem sama sobie przeczysz jeśli chodzi o wojnę płci :)

cheeky

chociaż może nie ma sensu, bo chyba każde zdanie jest do poprawy

Ale na przyszłość będziesz wiedział ^^

Hmmm, to może wyobraź sobie, że całe życie spędzasz w oborze tylko po to, żeby stwierdzić czy wyrosną Ci wystarczająco fajne cycki, bo jak nie, to idziesz na mięso. Faktycznie idylla :)

Eeee… wut? Jak dostanę tę TARDIS, to polecę, porwę Hobbesa i odstawię na wyspy Pacyfiku, niech ma chłopak coś z życia i nie smęci. Następnie porwę Marksa i wrzucę go do czarnej dziury, a co zrobię z Rousseau, nie chcecie wiedzieć XD (I dlatego nie mam TARDIS… ojej…)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hrumblgl właśnie skończył ostatnie z zadań, wyznaczonych mu na przedpołudnie. 

Hmm. Zaczynam się uczulać na tę konstrukcję, chociaż jak raz poprawnie użyta…

Musi ją już bardzo boleć po tak długim czasie czytania

Angielska składnia: Na pewno bardzo ją boli, skoro czyta już tak długo.

podbiegł ochoczo

Lepiej: ochoczo podbiegł.

zamruczała, gdy rozpoczął powolne ugniatanie

Hmmm.

służenie tobie mnie uszczęśliwia

Średnio naturalne. Hmm. Że służyć ci, to moje szczęście? Trudno mi coś na poczekaniu wymyślić…

odłożyła pyskiem książkę na półkę obok

Raczej odstawiła, a ten pysk psuje rytm zdania. I tak wiemy, że kosmici są w typie kucykowatym (mają kopytka), więc czy jest potrzebny?

Do szopy weszła nieliczna grupka kolejnych żon Hrumblgl.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/30267/kolejny to następny. Może tak: Do szopy weszły pozostałe żony Hrumblgla.

Jedna z nich głośno zakwiczała na widok pary przy fotelu.

…?

Najważniejsze, abyście wy były zadowolone.

Żebyście.

 po czym wrócił do ugniatania ze zdwojoną siłą

Hmm.

I tak będzie kolejka – zawyrokowała Javppv.

Bez przesady: https://sjp.pwn.pl/slowniki/zawyrokowa%C4%87.html Oceniła, powiedziała?

Obróciła się, ale pozostałe dwie samice wyprzedziły ją, wskakując naraz do obszernego, ziemnego zagłębienia, gdzie zbierała się woda z przyszopowego, sztucznego wodospadu. 

Obróciła się, ale pozostałe dwie samice już wskoczyły do zagłębienia w ziemi, gdzie zbierała się woda z przyszopowego sztucznego wodospadu. 

zaczęła kwiczeć i śmiać się Fiukrtl.

Kwiki i śmiechy to nie słowa, więc lepiej: Fiukrtl zaczęła śmiać się i kwiczeć. Albo: Fiukrtl śmiała się i kwiczała.

I tak się szybciej myję od was

I tak myję się szybciej od was; albo: I tak się szybciej myję niż wy.

szybko odzyskała humor wracając do radosnego chluptania w "wannie"

Angielskie użycie imiesłowu – nie do końca wiem, co próbujesz powiedzieć, więc nie wiem, jak to poprawić.

Nieee, Olalal oszukiwałaś!

Wołacz oddzielamy z obu stron: Nieee, Olalal, oszukiwałaś!

Tym razem Fiukrtl zasmuciła się na dłużej. Zanurzyła się w wodzie po pysk.

Hmmm?

Stuknęła ze zdenerwowaniem kopytkiem w klepisko.

Lepiej: Zdenerwowana stuknęła kopytkiem w klepisko.

się otrzepała

Jak raz "się" uszłoby na akcentowanym miejscu…

Reszta samic zajęczała chóralnie. 

Reszta samic jęknęła chórem.

, co zwielokrotniło szkody.

? To, że była najbliżej i jest najbardziej mokra, to dość oczywiste, więc o co jeszcze chodzi?

odpyskowała Fiukrtl szczerząc kły

Kucyki szablozębne?: odpyskowała Fiukrtl, szczerząc kły.

To ja powinienem pomyśleć, aby ustawić ekrany… 

To ja powinienem był pomyśleć, że trzeba rozstawić ekrany… Ale może lepiej: parawany?

Hrumblgl zaczął skakać po całej szopie wycierając wszystko tkaniną niewiadomego pochodzenia, złapaną w biegu. 

Hrumblgl zaczął skakać po całej szopie i wycierać wszystko złapaną w biegu szmatką. Chyba że sugerujesz hammerspace ;)

Miał bardzo zwinny pysk

I jeszcze elementy ksenomorfa? XD

Olalal pokazała język w stronę Fiukrtl

Pokazała język komu? Olalal pokazała język Fiukrtl.

Niechciany prysznic zepsuł całą magię chwili z Hrumblgl.

…?

Plomba mentalna by to ogarnęła.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/16035/ogarnac/5253277/sprawy ?

nie ustępowała Olalal mrużąc ślepia z przyjemności

Zdanie podrzędnie złożone dzielimy przecinkami: nie ustępowała Olalal, mrużąc ślepia z przyjemności.

ciała trzeba by zacząć wysyłać w kosmos

Olalal zafalowała futerkiem przy okazji nieomal tracąc równowagę.

Olalal zafalowała futerkiem, niemal tracąc przy tym równowagę. (Futerko ma własne, podlegające świadomej kontroli mięśnie?)

– Już jesteśmy tłuste, a co dopiero przy takiej ilości – pokiwała łbem Pifrbr.

– Już jesteśmy tłuste, a co dopiero przy takiej ilości. – Pifrbr pokiwała łbem. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ 

prawda Hrumblgl

Brak przecinka.

– Jesteście idealne – skomentował, a jego pysk był esencją bezbrzeżnej fascynacji.

Raczej odpowiedział, niż skomentował, a pysk nijak nie może być esencją https://wsjp.pl/haslo/podglad/23042/esencja . W tym przypadku może ewentualnie wyrażać fascynację.

mostka, okrętu

Nie stawiaj przecinka między rzeczownik a jego określenie.

Zamiast komentarza, mignęła tylko dwukrotnie brwiami do Adama i uśmiechnęła się szelmowsko. 

?

Nieliczna, męska załoga, bez zbędnej zwłoki za to z potrojoną determinacją rozpoczęła manewr opuszczania orbity tego dziwnego, samiczego świata.

Nieliczna męska załoga bez zbędnej zwłoki, za to z potrojoną determinacją, rozpoczęła manewr opuszczania orbity tego dziwnego samiczego świata.

 

OK, dlaczego? Skąd wniosek, że kosmokucyki są dla nich niebezpieczne? To już bardziej oni dla kucyków. Zresztą z kucykowych obyczajów trudno wyprowadzać jakieś wnioski dotyczące Wulkan (ludzie nie migają brwiami, więc to też kosmici). Ogólnie ideę wojny płci uważam za głupie dziedzictwo XIX-wiecznego podejścia do przyrody i nie jestem jej wielbicielką, a humor tutaj jest… subtelny. Więc nieszczególnie do mnie trafiłeś. Zresztą, czy w układzie "tylko 1 na 5000 samców nadaje się do czegokolwiek" prawdopodobnie to samce miałyby lepiej. Kwestia popytu i podaży.

 Podobno obie wersje są poprawne.

A kto Ci takich głupot nagadał? :D W ogóle trudno poprawić to zdanie, ale wersja z bezokolicznikiem musiałaby brzmieć: służyć tobie, to mnie uszczęśliwia. Ale to też nie jest za dobre.

ponieważ skakała i machnął w trakcie wypowiedzi, więc wziąłem to za didaskalia

Didascalia niekoniecznie piszemy w ten sposób – zajrzyj do poradnika, który linkowałam wyżej (i reg też).

Tutaj dostałem cynk, że jak usunę przecinek to wrażenie pośpiechu będzie większe. 

Niestety – to tak nie działa. Można tak ewentualnie zrobić w wypowiedzi, ale nigdy w narracji.

tekścik o sytuacji, kiedy nie ma równowagi między płciami

A co to jest "równowaga między płciami"? Pytanie na grubą książkę, nie na niecałe pięć tysięcy znaków…

Owszem, łatwo nie będzie, ale nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli będziesz dużo czytać, zwracając uwagę, jak napisany jest tekst, Twój warsztat z czasem też stanie się lepszy. Pewnie trochę to potrwa, ale nic nie dzieje się natychmiast. :)

Otóż to.

 W opisanych istotach z kopytkami i porośniętych futerkiem, nie zobaczyłam feministek i teraz, kiedy wyjaśniłeś intencje, nadal ich nie widzę. Może dlatego, że nie jestem feministką. :)

Ja też nie jestem feministką, ale nie jestem też kucysiem, a kucysie zobaczyłam XD

 Tak myśląc każdy dialog byłby gębowy, bo w końcu jak dialog, to ktoś mówi :D

Właśnie ^^

się nie rozwinął ;]

No. Nie rozwinął się. Kosmonauci przylecieli trochę na łopacie, zamiast nich mogło być jakieś rozwinięcie…

fabuła jest całkiem bogata

Ummm… https://pl.wikipedia.org/wiki/Fabu%C5%82a nie bardzo…

 czy to były zwierzaki gospodarskie [szopa], czy inteligentne istoty [książki]

To były kucyki! Ludzie, no! XD ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/33146/szopa/3947205/budynek może być warsztatem a wodospad oraz basenik w środku wyglądają kreskówkowo :D)

Historię o samicach, zjadających większość samców i pozostawiająca sobie, tylko nieliczne okazy, aby im służyły, po praniu mózgu, nie uważasz za dziwaczną :) haha normalka, czyli jest gorzej niż myślałem :) 

O praniu mózgu nic nie było. Chłopak wydaje się może odrobinę zastraszony, ale jak Twoim zdaniem miałby powstać taki układ?

Szopa istnieje tam, ponieważ to są inteligentne świnie/dziki i jakoś głupio mi było je wstawić do murowanego domu.

Headcannon mówi, że kucysie XD A dom może być z drewna. Albo i z ubitej ziemi.

To są istoty żyjące w zgodzie z naturą :) 

Wątpliwe z ewolucyjnego punktu widzenia :P

Feminizm słusznie głosi wyższość kobiety nad mężczyzną.

jest dużo ruchu, emocji, przepychanek, rywalizacji, przez co całość nie stoi w miejscu

… czy czytałyśmy ten sam tekst?

No i właśnie to mi zazgrzytało, bo mają raciczki, a żeby postawić szopę potrzebne są przeciwstawne kciuki ;].

Albo telekineza. Kolejny punkt dla hipotezy kucysiów! 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie wiedziałem, że Drakaina jest tłumaczką literacką z języka angielskiego – to imponujące.

Zdaje się, że już rzuciła tę robotę – ale była.

Tym zdaniem mnie zaskoczyłeś – ja zazwyczaj wolę książkę niż film. Dosłownie na palcach jednej ręki mogę policzyć ekranizacje lepsze od książki.

Ale jest to jedna ręka niezdarnego drwala XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ah, ten Bard i jego seria – niszczą możliwości odkrycia cywilizacji! :D

XD

A to nie jest tak, że zdematerializował się z rakiety, a zmaterializował w miejscu skąd przybył?

W sumie…

po przyjściu Tarniny lepiej pozostać w milczeniu

A, weź :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Kurczaki, tyle przegapiłam?

Skoro nie śmierdzi, to pachnie itd.

W sumie smród to zapach, tylko mało awantażowny :D

Jak brzmi ssący ryk?

Odkurzacz? :D

Zbitka – Stephen Hawking.

Mmm, Sławosz a Stephen… no, może i faktycznie? Coś nie w formie jestem… Ale niemieckiego nie posiadłażem, więc o. XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A ja nie zrezygnuję z Makowego Tronu Królowej Elfów. (Nie pytajcie…)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Atmosfera zgęstniała.

Hmm.

wirująca Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED zdawała się zwalniać swój obrót

Może tak: a Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED jakby spowolniła obrót.

przesunął się o krok, szukając lepszego kadru

Lepiej: w poszukiwaniu lepszego kadru.

złapał ostrość na twarzy 

Na pewno nie: na twarz?

 którego brakowało mu przez całą godzinę emisji

Hmmm.

Skoro statystyka mówi „tak”

Statystyka niczego takiego nie mówi, ale raz, że to dłuższe zagadnienie, a dwa, że mamy do czynienia z wywiadem dla telewizji, więc niech tam. 

 W świecie nauki dominuje obecnie kilka hipotez próbujących rozwikłać tę zagadkę.

Hipoteza niczego nie próbuje. Nie jest zdolna do działania: W świecie nauki rozważa się obecnie kilka odpowiedzi. 

biologicznym przypadkiem

Biologia to nauka o życiu, więc trudno mówić o przypadku biologicznym, kiedy chodzi o powstanie życia. Inteligentnego życia może tak, ale nie życia w ogóle. A reszta wypowiedzi wskazuje na życie w ogóle.

zanim zdoła ogłosić swoje istnienie

…? Ogłosić?

Pozwolił, by to stwierdzenie zawisło w powietrzu, dając słuchaczom czas na oswojenie się z wizją.

Trochę masło maślane, chociaż wyraźnie ma być patos.

– Dokładnie. – Skinął.

– Właśnie. – Skinął głową.

Ewolucja bywa ślepym zaułkiem.

Ale to nijak nie wynika z poprzedniej wypowiedzi. Co to znaczy, ślepym zaułkiem? Do czego dąży (… kto właściwie?) i komu ewolucja to uniemożliwia?

Prawa fizyki mogą być granicą nie do przebicia

Mieszana metafora. Granicę się przekracza, nie przebija.

 eksploracji

Badań?

nasłuch prowadzimy w sposób, który ma sens tylko dla nas

Co to znaczy?

Samotność z wyboru i z konieczności.

Oksymoron. Poza tym – można by tu pofilozofować, ale naprawdę potrzebujemy kosmitów, żeby nie być sami we wszechświecie? (Wiem, wiem, metafory. Ech).

przerwała Ewa z wyćwiczonym uśmiechem, odwracając się do głównej kamery

Obsunął się przecinek: przerwała Ewa, z wyćwiczonym uśmiechem odwracając się do głównej kamery.

Jej głos był już kojący i bezpieczny

A głos może być niebezpieczny?

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie

Hmm.

Obraz galaktyki przeszedł w czerń.

No, nie wiem.

W studiu podniósł się hałas – głosy techników, zgrzyt przesuwanych statywów, szelest zwijanych kabli, tupot publiczności opuszczającej antresolę.

Może lepiej wyglądałby dwukropek?

Stał na środku rozbieranego planu, powtarzając te słowa wyłącznie do siebie.

Podmiot domyślny trochę niejasny.

odpowiedział operator komunikacji z Ziemi

Hmm.

martwy, srebrzysty krajobraz pyłu i skał, który nigdy nie zaznał dotyku życia

Nie wydaje mi się, żeby krajobraz mógł być jakichś swoich elementów.

Obok modułu obiekt, przypominający gigantyczną fluorescencyjną salaterkę, wyrównał lot z chirurgiczną precyzją.

To nie wtrącenie, nie potrzeba przecinków. Ponadto – nie ma to jak efekt zaskoczenia :D

wydobywały się dźwięki bulgotania, syczenia, gwizdów i skrzeków

Wszystko to są dźwięki, więc: wydobywały się bulgotania, syki, gwizdy i skrzeki.

z powierzchni istoty wysunęła się galaretowata macka

Nie wiem, czy z powierzchni.

Gdy zaczęła nim kręcić, dźwięki zmieniały się, przechodząc przez kolejne rejestry.

Hmmmm. Wiem, o co chodzi, ale jak to opisać…

odezwał się budyń płynną (a jakże) angielszczyzną

https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true 

Przepraszam za poprzednie.

Może raczej: Przepraszam za tamto. Albo po prostu: Przepraszam.

Astronauci wbili wzrok w gadającą masę.

Może: Astronauci gapili się na gadającą masę.

Obcy zakołysał się entuzjastycznie.

A po czym to poznać?

przerwał mu budyń z uprzejmością kogoś, kto ma zarezerwowany czas i zamierza go szanować

Cokolwiek angielskawe.

Reprezentuję Nebula-Plex StreamCorp – globalnego, a w zasadzie międzygalaktycznego lidera rozrywki domowej.

Mogło być gorzej, mogła być Korporacja Syriusza… :D

notując coś w świetlnym notesie

Tak trochę powtórzenie.

tonem budyniu, który zaraz coś sprzeda

XD

powiedział powoli Galaktus, jakby tłumaczył coś oczywistego

Aliteracja: powiedział Galaktus powoli, jakby tłumaczył coś oczywistego.

– Dokładnie – potwierdził budyń.

To budyń-sprzedawca, więc jak raz odpuszczę :D

Duży, czarny, monolit.

I tu zaczynam się chichrać… XD A byłam poważnie zdołowana, więc dzięki ^^

chcę to zrobić bardziej niż cokolwiek innego

Angielskawe.

Spojrzeli w twarz budyniowi.

XD

cała infrastruktura jest teraz zajęta. Rury, kable, satelity – wszystko zaangażowane w pompowanie.

Lepiej dać dwukropek albo i przecinek: cała infrastruktura jest teraz zajęta. Rury, kable, satelity, wszystkie moce przerobowe idą w pompowanie.

Przecież nikogo nie było.

A może byśmy gdzieś polecieli?

Dokądś.

Odrobinę życia, poza tym salonem

Na pewno potrzebujesz tego przecinka?

zrobiliśmy piknik na skraju drogi

yes

Podobno dorzucili podgląd z ich urządzeń osobistych.

Aha!

Po chwili w pomieszczeniu rozszedł się delikatny zapach świeżo zsyntetyzowanego białka algowego.

Hmmm… lekki, łagodny, apetyczny?

Za jego plecami cichły odgłosy ekipy zmieniającej scenografię pod kolejne nagranie.

Nie ekipy, tylko procesu zmieniania. Może: Za jego plecami cichły odgłosy zmiany scenografii pod kolejne nagranie.

pan naprawdę uważa, że kosmos to takie straszne miejsce?

Żebyś, kurczę, młody, wiedział! XD

Jest gigantyczną kanapą, z której nikomu nie chce się wstać.

Prorok czy co?

 

Świetny kawałek – zaczyna się trochę blado, ale dalej to Cię chyba duch Douglasa Adamsa nawiedził :) Chłopaki z Apolla 11 ocalili świat! Chwilowo.

jakby cały rozwój cywilizacyjny zatrzymał się właśnie teraz, a dalej już było tylko “więcej” i “mocniej”. Cóż, może taka miała być wymowa tekstu.

No, właśnie to już nie jest rozwój… i podejrzewam, że miała.

Opowiadanie jest satyrą przejaskrawiającą obecne trendy, a nie próbą przewidywania przyszłości.

Jako klasyczna satyra SF.

jak podświadomie czujni jesteśmy na krytykę, nawet jeśli jej nie ma :)

Fakt…

Gdybym rozpisał się o innych rzeczach, przekaz by się rozwodnił.

Ano.

To rodzaj zdania, przy którym Tarnina pisała hmmmmm, czyli niby poprawne, ale mi nie brzmi, ale nie mam pomysłu, jak to zmienić. Dwoma słowami: rzecz gustu :)

No, hmmm :D (Niekoniecznie gustu).

Tak jak piszesz, zawsze można coś poprawić albo przynajmniej podyskutować, czy to faktycznie błędy.

I o to chodzi.

Hmm, nie jestem w stu procentach pewien, ale według mnie wahanie się nie jest czynnością „gębową”, ani w tym wtrąceniu nie ma użytego słowa opisującego mowę, więc chyba powinno zostać tak, jak jest, czyli zapisane dużą literą.

W sumie o wahaniu świadczy przerwa w mówieniu, a nie jest ono samym mówieniem, więc zostawiłabym dużą literę.

A problem w tym, że ja to odebrałem, że raz poważnie, raz z jajem. A w tak krótkim tekście to trudno złapać.

Trochę tak, chociaż daje to kontrast… poza tym komedia też może służyć pobudzaniu refleksji.

To trudna rzecz łączyć tak dwa skrajne gatunki i niepotrzebnie porwałem się z motyką na słońce.

Aż takie skrajnie różne nie są… moim zdaniem wyszło nieźle.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Oj, potrafisz wyrwać ze stanu “to nie jest dzień na pisanie” i “zamknąłem się w hobbiciej norce, proszę nie pukać”.

… ale tylko innych. Ech.

Zauważenie, co robi gryzoń, tuż przed zasłonięciem klatki, opisane w czasie teraźniejszym – czy to nie mieści się w praesens historicum, czasie teraźniejszym historycznym?

Nie, nie, nie chodziło mi o zwierzątko, tylko o zasłanianie klatki. Coś tu jest nie tak, tylko spadło mi na samo dno pamięci i nie mogę wygrzebać…

Rzeka lodu opada, bo nie jest prawdziwą rzeką, która po prostu wlewa się (wpada) do morza.

Niby tak, ale jednak metafora.

wprawdzie takie wspólne mruczenie bywa słodkie, ale akurat przy poprawkach niewiele z niego wynika :)

:)

szorcik jest elementem cyklu, więc bez znajomości cyklu wypada słabiej i tego nie przeskoczę (nie wiem wprawdzie, czy gdybyś znała resztę cyklu, napisałabyś coś innego , to trochę jak z kotem Schroedingera)

Podobno Fichte czytał dzieła Kanta od końca :D

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie lubię nazwy “stosik wstydu”. Czytam sporo, więcej mi się nie udaje i nie mam się czego wstydzić. A że chciałabym czytać jeszcze więcej i ciągle mam nadzieję, że kiedyś tego dokonam? Ludzka rzecz.

 

nie pamiętam już, czy miała być jedna, czy może trzy?

Trzy. Zawsze możecie coś napisać…

Wyobraziłem sobie świat, w którym w ogóle nie ma książek. Jest samotna bohaterka, która siedzi w bunkrze i pisze, a potem jest jedyną czytelniczką swoich dzieł. Tam nie byłoby stosu wstydu.

A guzik pisze… stos wstydu to ta sterta papierzysk na moim biurku, z której i tak nigdy nic nie będzie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina, tak o to prosisz, że chyba się zlituje, odnowie wiedzę na temat Doktora Who i chyba to napiszę :P 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dzień szortów, chemiczny tytuł… na co czekamy? :D 

Delikatnie kręciło mu się w głowie.

Odrobinę kręciło mu się w głowie. "Delikatnie" NIE znaczy "troszkę", p. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842860 

wykrzyknął portier, zauważając zbliżającego się naukowca

Hmm. Może lepiej: zawołał portier na widok naukowca?

Dochodziła druga w nocy. Na pewno śpi.

Nie zmieniamy czasu bez potrzeby: Na pewno spała.

Naukowiec wyszedł przez główne wyjście.

Naukowiec wyszedł głównym wyjściem. Dosyć te zdania krótkie, beżowe – mam wrażenie, że to cisza przed burzą.

Świerszcze cykały w nieskoszonym trawniku obok parkingu. Wyjątkowo głośno.

Ale to bym jednak połączyła.

Księżyc świecił mocno, gwiazdy odważnie migotały, niezrażone blaskiem licznych latarni.

Jaki masz cel w antropomorfizacji gwiazd?

Projekt okazał się bardziej wymagający niż przypuszczał.

Angielskie zdanie: Zadanie okazało się trudniejsze niż przypuszczał.

Kiedy żona zapytała, czy ma kochankę, odpowiedział twierdząco: „kolumnę chromatograficzną”.

Boskie XD

Ale w końcu trud opłacił się.

Nie stawiamy "się" na miejsca akcentowane, chyba że w wypowiedzi Wani: Ale w końcu trud się opłacił.

Jego zainteresowania badawcze koncentrowały się na alkaloidzie, wyizolowanym z cebul rośliny z rodzaju Boophone, występującej w Afryce Równikowej.

Hmm.

Tubylcy używają naparów z rośliny podczas tajemniczych rytuałów inicjacyjnych wojowników.

Tubylcy używają naparu z tej rośliny podczas tajemniczych rytuałów inicjacyjnych wojowników.

Napój zaburza percepcję i wprowadza w trans, pozwalając – jak wierzą – nawiązać kontakt z nienazwanymi bogami.

Napój zaburza percepcję i wprowadza w trans, w którym – jak wierzą – można nawiązać kontakt z nienazwanymi bogami.

Przeznaczono go na badania farmakologiczne.

…? https://wsjp.pl/haslo/podglad/33939/przeznaczyc To nie alkaloid jest używany do badań – on jest obiektem tych badań. Na badania można przeznaczyć fundusze i sprzęt. Hmm. Może tak: Zadecydowano o przeprowadzeniu badań farmakologicznych?

Doktor szybko wpadł na pomysł chemicznej modyfikacji bofaniny, by otrzymać pochodne o korzystniejszym profilu bezpieczeństwa, skuteczniejsze i lepiej wchłaniane z przewodu pokarmowego.

Może najpierw wypadałoby zbadać, jakie ten związek ma własności w naturalnym stanie, a potem go modyfikować? Ten "profil bezpieczeństwa" to straszny żargon.

w torbie obok niego spoczywała pierwsza seria zmodyfikowanych analogów bofaniny

Masło maślane: https://pl.wikipedia.org/wiki/Analog_(chemia) oraz błąd kategorialny – "seria" (cokolwiek to słowo ma oznaczać w tym kontekście) nie jest czymś, co można zapakować do torby.

O tej porze było mu wyjątkowo przychylne – nie stawiało oporu. 

… ta metafora mnie niepokoi.

poczuł, jak jest okrutnie zmęczony

Szyk: poczuł, jak okropnie jest zmęczony.

nogi drętwiały od stania przy stole laboratoryjnym

I po to mamy taborety :P (ale plecki bolą…)

Nieoczekiwany skurcz wykrzywił mu twarz. Nie przejął się

Oho.

Spokojnie – teraz urlop, wyciszy się, będzie lepiej. Choć i tak nie zrozumie.

Kto się wyciszy? On czy żona?

Nie spał za to pies, który zaraz zjawił się przywitać pana.

"Za to" powinno jednak być bliżej tego, czemu się przeciwstawia. Ale można zrobić tak: Choć dziewczyny spały, pies przybiegł witać pana.

Z werwą pogłaskał psa po głowie. – Piesku, ty zawsze czekasz.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/58822/werwa ?

Smakowały dziwnie. Gorzko.

Nie słyszał o tym gościu, który odkrył LSD?

 Podrapał jeszcze psa za uchem. 

Szyk sugeruje, że podrapał psa za uchem tak przy okazji czegoś, co robił.

Wiedząc, że pachnie jak szafa z odczynnikami, poszedł do łazienki wziąć prysznic. 

Po polsku imiesłów nie oznacza przyczynowości: Wiedział, że pachnie jak szafa z odczynnikami, więc poszedł do łazienki wziąć prysznic. 

Gorąca woda i orzeźwiający płyn spłynęły po ciele i włosach, przynosząc rozluźnienie i chociaż częściowo wymywając chemiczną woń.

To brzmi jak reklama.

Jeszcze tylko jutro rano podrzucić związki Jankowi do Centrum Badań Farmakologicznych

Myślałam, że on je tak pokątnie gwizdnął?

Szczury w laboratorium już od tygodnia czekają i rosną, z każdym dniem wymagając większych dawek

… no, jeśli gość nie odkrył superserum, to będę rozczarowana XD

Ze zgrozą myślał też o zbliżającym się sezonie urlopowym.

Dlaczego? Urlop jest prawem, nie obowiązkiem (no, w sumie obowiązkiem trochę też. Ale nie trzeba go brać w sezonie).

Nie pasował do domu o tej porze.

Hmmm.

W korytarzu zauważył brak torby, którą wcześniej rzucił tu na podłogę.

Ten dźwięk? Podmiot domyślny jest dziedziczony po ostatnim zdaniu, więc może: W korytarzu nie było torby, wcześniej rzuconej na podłogę. (Ale bohaterowi przydałoby się imię…)

Pies siedział po drugiej stronie pomieszczenia z pyskiem wsadzonym do torby.

Gubisz informacje: Pies siedział po drugiej stronie salonu z pyskiem w torbie.

Ręce trzęsły mu się, gdy ruszył ratować to, co zostało.

Szyk: Ręce mu się trzęsły, gdy ruszył ratować to, co zostało.

Nie udało mu się ominąć pochodnej numer trzynaście

Błąd kategorialny: Nie udało mu się ominąć fiolki numer trzynaście, zawierającej pochodną.

Nadepnięta rozpyliła się po pomieszczeniu.

…?

Osiągnęła najniższe IC50.

Ciekawe, co ma hamować ten lek…

Długim susem przeskoczył wsiąkający w dywan niewykrystalizowany analog numer sześć.

Jak już, to: wsiąkającą w dywan plamę analogu numer sześć.

Pies nagle odwrócił się. 

Pies odwrócił się nagle. 

Wydawał się nienaturalnie szybki.

Pokaż to. Niech się odwróci w mgnieniu oka, niech będzie najpierw tu, a za moment tam. Daj przesłanki, a nie wnioski.

Nastroszona sierść. Przywierała luźno do ciała.

To nastroszona czy przylepiona do skóry?

surowy, mrożący krew w żyłach dźwięk 

??? https://wsjp.pl/haslo/podglad/3958/surowy/5010693/ton 

 – daleki od szczekania.

Niezbyt to naturalne i w sumie da się po prostu wyciąć.

 Wyraźna komponenta cholinergiczna – do zredukowania – notował w głowie.

… notował? A psina powinna się raczej na miejscu przekręcić, a przynajmniej wymagać natychmiastowej interwencji weterynarza, a nie zmieniać się w Hulka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_cholinergiczny 

Stwór rozwarł paszczę szerzej, daleko ponad anatomiczne możliwości.

Hmmm. Poza możliwości.

 

Sam pomysł zrobienia Hulkiem psa zamiast nierozsądnego naukowca fajny, chociaż przydałoby mu się trochę więcej miejsca. A tak? Morał prosty: nie zabieraj roboty do domu :D

 

Językowo mogłoby być lepiej (masz kłopot z podmiotem domyślnym, pogłębiony przez brak imienia głównego bohatera – a pan Kazio to ma imię, chociaż nic nie robi…), ale tekst jest dość beżowy – z jednej strony dobrze, zęby nie bolą, z drugiej niewiele można w tym świecie zobaczyć. Za to fajnie mylisz tropy z zawrotami głowy, złym samopoczuciem, kabanosami i lizaniem po rękach.

Starałem się wrzucić jednak pewne poszlaki, że może to nie do końca tak wyglądało.

Ano, objawy możliwego naćpania lub zatrucia przewijają się przez cały tekst. A facetowi od LSD podobno nie chcieli wierzyć, że to tak trzepie.

Moral opowiadania – nie zabieraj roboty do domu.

Great minds think alike XD

Ten zapis sugeruje, że to Szarik ruszył. 

I trudno tego uniknąć, dopóki główny bohater nie ma imienia… (można go nazwać "naukowcem", ale czy to takie dobre rozwiązanie?).

Bardzo spodobał mi się fragment, gdy naukowiec, widząc zmutowanego psa, zamiast uciekać, analizuje efekty swojej pracy. :D 

For science!

Za SJP PWN: swąd «zapach spalenizny»

Bywa i tak :D

Szanuję ukłon, czy raczej dygnięcie, w stronę hard-sf, ale nie kupuję zawiązania fabuły. 

https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/MadScientist ? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Siedzi schylony z łokciami na stole z czarnego bagiennego dębu

Dałabym jednak przecinek ku lepszemu parsowaniu: Siedzi schylony, z łokciami na stole z czarnego bagiennego dębu.

Gdyby nie ciężki oddech i miarowy ruch żeber

Hmmmmmmmmmmmmmmm. Ten ruch jest dość ściśle powiązany z oddechem. I czy to same żebra się ruszają?

jak zwykłam kiedyś

Może po prostu: jak kiedyś.

Kiedyś rozrzucałam pierwsze kamienie, kiedy tylko je zauważyłam. Lecz w końcu zabrakło silnych rąk do pomocy.

Nie bardzo wiem, dlaczego to rozdzieliłeś na dwa zdania.

Jednak on zapadał się w mrok, pozwolił mu przesiąknąć do myśli i uczuć, karmił się siłą, której nie rozumiał.

Odzywa się tak niespodziewanie

Już się odezwał, więc dałabym czas przeszły.

Jeśli wiedział, że tak długo tu stoję,

Hmmm.

małą, złotą klatkę

Może być bez przecinka, przydawki nie są równorzędne.

pociesznie porusza

Aliteracja, ale taka słodziutka… ^^

do morza opada rzeka lodu

A nie: wpada?

Zanim zasłoni zwierzątko, zauważam

Mmm, to jest trochę nie teges, ale chyba istnieje w tym miejscu gramatyczna luka…

 

Okeeej… dlaczego Hades postanowił zesłać na ludzkość zarazę, to chyba tylko Graje wiedzą. Zasadniczo bogowie greccy nie byli dawcami prawa naturalnego, chociaż wredni, owszem, byli, ale Hades właśnie najmniej.

Tak więc przyznaję się do ciężkiej konfuzji. Tekst jest ładny, dobrze się go czyta, ale ja go nie zrozumiałam.

Oldguard, bardzo ładne rozpisanie wszystkich rzek!

<plaska się w czoło> No jasne, rzeki świata podziemnego… chcę nowy mózg…

marzanie, znów bohater nie ma motywacji, robi coś, bo mu kazałeś. A motywacje pochodzą często z drugiego planu, z tła

Tak to jest, jak się idzie w długie formy :D

Tym bardziej, że i tak wszyscy prędzej czy później stawią się nad brzegiem Styksu. Albo przed inną bramą.

Ano. Śmierć jest udziałem ludzkiego pogłowia.

No i jak długo można być draniem?

Pytanie na długie posiaduchy przy dużej amforze ;)

Jako zwiastun na pewno spełnia rolę, bo chciałbym teraz wiedzieć, kim była ta osoba, której Hades nie mógł ukarać i będę musiał przeczytać kolejną część.

Tylko kiedy… :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

I część trzecia :)

 

Spacerowali w żółwim tempie, co jakiś czas zatrzymując się by Anor mógł opowiedzieć o jakimś krzewie lub ziołach, albo innej roślinie i jej właściwościach

Spacerowali w żółwim tempie, co jakiś czas przystając, by Anor mógł opowiedzieć o jakimś krzewie lub zielu i jego właściwościach.

Kulme zastanawiał się nad tym jaki jest w tym cel.

Kulme zastanawiał się, jaki to ma cel.

Od kiedy to Gildia, strzegąca swoich sekretów, uchyla rąbka wiedzy.

Rąbka tajemnicy, a właściwości roślin chyba nie są sekretem Gildii?

Przeszli ogród wzdłuż i wszerz kilka razy nim wrócili do fontanny.

Kilka razy przemierzyli ogród wzdłuż i wszerz, zanim wrócili do fontanny.

 wykonał delikatny ruch

Nieznaczny. Ruch może być nieznaczny.

oddalił się równie szybko jak się pojawił

Przecinek: oddalił się równie szybko, jak się pojawił.

Kulme wyciągnął po nią swoje ręce, ale starzec przycisnął ją sobie mocniej do kolan.

Czy miał jakieś inne ręce, które mógł wyciągać?

Gildia włożyła ogrom pracy wykonując to zlecenie.

Gildia włożyła moc pracy w to zlecenie.

Mówiąc to wyciągnął z szerokiego rękawa rulon pergaminu.

Mówiąc to, wyciągnął z szerokiego rękawa rulon pergaminu.

gdyby Ratusz spojrzał na to życzliwym okiem.

Kulme wziął dokument do ręki, rozwinął i przebiegł po nim wzrokiem.

Rym, powtórzenia.

Tak jak podpisywałeś wszystko do tej pory.

Tak, jak podpisywałeś wszystko do tej pory. Nadal utajniasz.

Czy wszystko zadziała tak jak się umawialiśmy?

Czy wszystko zadziała tak, jak się umawialiśmy?

Kulme wyraźnie poirytował się nagłą zmianą zachowania Anora.

Jaką zmianą? Facet pozostaje spokojny, traktuje go konsekwentnie jak pętaka (ale w bardzo elegancki sposób). Nic się nie zmieniło. A irytacji (bardzo niestylistyczne słowo) tu nie widzę.

Mówiąc to uchylił wieko szkatuły

"Mówiąc to" jest zbędne.

Na aksamitnej, fioletowej poduszeczce leżały kolczyki, łańcuszek a także dwa pierścienie.

Nierównorzędne przydawki mogą zostać nierozdzielone: Na aksamitnej fioletowej poduszeczce leżały kolczyki, łańcuszek i dwa pierścienie.

Rajcy zaświeciły się oczy na ten widok.

Rajcy aż oczy zabłysły na ich widok.

– To kwestia zaufania. – Na te słowa Kulme aż prychnął.

– Nie rozśmieszajcie mnie – odparł szczerze ubawiony.

Lepiej to sformatować tak:

– To kwestia zaufania.

Kulme prychnął, szczerze ubawiony:

– Nie rozśmieszajcie mnie.

 sierota wyłowiona z miejskiej hołoty

Rym, i przepraszam bardzo, oni wypuścili "obiekt" na swobodę? A teraz się dziwią, że ktoś gwizdnął kamyk? To nie tylko psychopaci, ale i idioci. Mam nadzieję, że szykujesz im soczystą klęskę.

zresztą nieważne

Przecinek: zresztą, nieważne

– Nim Anor zdążył coś na to odpowiedzieć, Kulme dodał szczerząc przy tym białe zęby. – 

Daj to do nowej linijki i przystrzyż (i co oni tu tak pastę do zębów reklamują?): Zanim Anor zdążył odpowiedzieć, Kulme dodał, szczerząc białe zęby:

Powiedzcie teraz w jaki sposób aktywować działanie biżuterii?

Powiedzcie teraz, w jaki sposób aktywować tę biżuterię.

Czekający w pogotowiu Tigo pojawił się natychmiast na wezwanie Anora.

Rozdzielaj sceny.

Zaczerwienione nosy i policzki sugerowały, że alchemicy nie poskąpili im wina.

Bardziej świadczyły o tym, że.

Kulme obiecał sobie wyciągnąć konsekwencje z ich zachowania, ale nie dzisiaj.

Kulme obiecał sobie wyciągnąć konsekwencje, ale nie dzisiaj.

Czy wszystko poszło zgodnie z planem Mistrzu?

Brak przecinka.

Nie krył do urzędnika swojej niechęci.

Nie krył niechęci do urzędnika.

Oko Słońca wywarło odpowiednie wrażenie. Kulme będzie nam posłuszny.

wieczorem dokończę Traktat

… ot, tak sobie dokończę dzieło mojego życia. Skoro jest pisane Dużą Literą, to jest Ważne. Nie?

Akolita skłonił się i udał się do Małej Biblioteki.

A może: Akolita pożegnał zwierzchnika ukłonem i udał się do Małej Biblioteki.

Tarcza księżyca odbijała się na nieruchomej tafli wody.

Odbijała się w tafli.

Na zdobionym dębowym stole leżał zgrabnie ułożony stos czystych kart, inkaust, obok dopalała się dająca nikły blask świeca a dalej w małej pozłacanej skrzyneczce leżało kilka następnych

Na ozdobnym dębowym stole leżał zgrabnie ułożony stos czystych kart, stał kałamarz, obok dogasała już świeca, ale w małej pozłacanej skrzyneczce leżało kilka następnych. I to tak trudno się domyślić, że tego będzie potrzebował do pisania?

Na wysokim krześle leżała poduszeczka, zwiększając wygodę choćby i odrobinkę, podczas długiej pracy w niewygodnej pozycji.

To nie jest po polsku. Poduszeczka na wysokim krześle pomoże przetrwać długą noc siedzenia.

Na stole znajdował się także dzban z winem, szklany kielich i srebrny półmisek z owocami polanymi miodem.

Na stole stały także dzban z winem, szklany kielich i srebrny półmisek z owocami polanymi miodem. (Niepraktyczna przekąska przy pisaniu, choć na rękopisach Kierkegaarda ponoć do dziś są plamy po marcepanie).

Pracownia była ponadto skromna

Poza tym pracownia była skromnie urządzona. "Ponadto" to tyle, co "również".

pod jedną ze ścian stała zapewniająca ogrzewanie żeliwna koza

Tnij (i "jedno z" to maniera – unikaj tego): a przy ścianie żeliwny piecyk.

Anor wiedział, że nikt nie odważy się mu przeszkadzać, mimo to zamknął za sobą drzwi na klucz

Choć Anor wiedział, że nikt nie odważy się mu przeszkadzać, zamknął za sobą drzwi na klucz.

Wyjął z kieszeni coś, co wyglądała na miniaturową wersję clavis magistri – klucza mistrza

Ja też się uczyłam łaciny, ale jak wygląda klucz mistrza, nie mam pojęcia. To Ty powinieneś mi to powiedzieć, nie sądzisz?

Włożył go w dziurkę w desce, która na pierwszy rzut oka wyglądała na zwykły ubytek, i przekręcił

Deski nie cierpią na próchnicę.

wycięty fragment deski uniósł się o kilka centymetrów

Centymetry, metry i w ogóle układ SI w fantasy nie mają racji bytu. Nie są obrazowe i czytelnik zaraz zaczyna kombinować, skąd one w świecie, w którym nawet nie ma Francji.

Ostrożnie wyjął zawartość; były to cztery manuskrypty zapisane w Pa-dohu, języku wymarłym i dawno zapomnianym.

Nazwy języków po polsku piszemy małą literą: Ostrożnie wyjął zawartość, cztery manuskrypty w dawno zapomnianym języku pa-doh.

Fakt, że wpadły w jego ręce w sposób całkowicie przypadkowy, utwierdziły go w przekonaniu, że to przypadek być nie mógł

…? Przecież to zdanie samo sobie przeczy. A i szyk ma udziwniony.

Zresztą nie od razu pojął z czym ma do czynienia.

Zresztą nie od razu pojął, z czym ma do czynienia.

Minęło jedenaście lat. Osiemdziesiąt sztuk złota, tyle właśnie zażądał ten jak się zwał poszukiwacz, a raczej zwykły rabuś grobów, za „tubę wypełnioną papierkami”. Cena była zawrotna, ale koszty wyprawy były równie wysokie!

… i po co te wszystkie liczby? A poza tym przed chwilą skarb był bezcenny? A on żałuje paru sztuk złota? Po czym… nie żałuje? Hmm?

Jedenaście lat. Osiemdziesiąt sztuk złota, tyle właśnie zażądał ten rabuś grobów za „tubę wypełnioną papierkami”. Wtedy wydało się to zawrotną sumą.

Rzekomo artefakt pochodził ze Świątyni Księżycowej w ruinach Doh-arpy. I mając już w rękach cenny przedmiot, zostawił towarzyszy opętanych chciwością i uciekł z zapomnianego miasta.

Artefakt zostawił? "Rzekomo" oznacza, że mówiący wie, że informacja jest fałszywa – a on nie wie, więc raczej podobno.

Domyślając się możliwej wartości znaleziska, próbował je spieniężyć na dworach i w akademiach, ale nie było zainteresowania.

Rabuś usiłował spieniężyć znalezisko po dworach i wśród uczonych, ale nie znalazł kupca.

Aż pewnego dnia przyszło olśnienie! Gildia Alchemiczna ze swoim mądrym Arcymistrzem.

Ale tu patrzysz przez ramię arcymistrzowi, nie Indianie Jonesowi…

Dwa tygodnie zajęło mu „spotkanie” Arcymistrza gdzieś poza terenem Gildii. Chciał to załatwić po cichu, nie chciał iść do bramy i zapukać: hej! Mam tu skarb! Dawajcie złoto! Doprawdy historia godna niespełna rozumu dziecka. 

To ani nie jest zgrabne, ani nie pasuje do stylu, którym pisałeś wyżej, podniosłego do granic patetyczności. 

Nigdy nie istniało, tak jak żadne inne tajemne wieże, smoki, gryfy i demony

Albo: Nigdy nie istniało, jak nie istniały żadne tajemne wieże, smoki, gryfy i demony; albo: Nigdy nie istniało, tak jak wszystkie inne tajemne wieże, smoki, gryfy i demony.

I już miał przegonić tego naciągacza, tego oberwańca

Znów gubisz podmioty i wygląda na to, że naciągacz chciał przegonić naciągacza.

Znaki jakich do tej pory nigdy nie widział.

Znaki, jakich nigdy przedtem nie widział. Rym zostaje, może Tobie się uda go sprzątnąć.

Coś drgnęło w jego duszy, kupił więc wciskany mu niemal na siłę „towar”, mając nadzieję, że nie będzie tego żałował.

Coś go tknęło i kupił wciskany mu niemal na siłę „towar”, w nadziei, że nie będzie tego żałował.

Odzyskał zresztą wszystko co do grosza, jeszcze tego samego dnia zorientował się, że to nie są jakieś podróbki.

Odzyskał zresztą wszystko co do grosza. Jeszcze tego samego dnia zorientował się, że to nie podróbki.

Wiedza o tych woluminach nie powinna chodzić pijana po karczmach i rozprawiać o tym jak to Gildia płaci złotem za usługi.

Dziwna metonimia. A w ogóle lepiej, żeby ktoś rozpowiadał, że Gildia nie płaci? I jest niewiarygodna? I daj przecinek przed "jak", bo zdanie jest podrzędnie złożone. (I akurat uwierzę, że za podróbki arcymistrz nie wypłaciłby się tak samo…)

Minęło jedenaście lat, to dużo czasu, ale odszyfrowywanie zapomnianego języka szło niezwykle opornie. 

W jedenaście lat? To prędkość światła (albo niesamowite szczęście).

nie wiedział niczego pewnego

Niczego nie wiedział na pewno.

efekt lat pracy, eksperymentów i jego własnego geniuszu

Zaimek zbędny.

Jedyną osobą, której ufał był jego syn, którego prawdziwa tożsamość była znana tylko niewielkiej grupie ludzi. Ale nawet wiedział tylko tyle, ile Anor uznał za stosowne mu wyjawić.

Tnij: Ufał jedynie synowi, którego prawdziwe pochodzenie znali tylko nieliczni, ale i to nie bez zastrzeżeń.

Zyskał uniwersalny klucz do niemalże wszystkiego.

Cokolwiek to znaczy.

Otwiera drogę przez zamknięte drzwi, ale zrozumienie i wykorzystanie tego co się za nimi znajduje to już inna sprawa.

Metafora Ci się sypie – klucz do wiedzy to właśnie to, co pozwala tę wiedzę odkryć, zrozumieć i wykorzystać: Otwiera zamknięte drzwi, ale zrozumienie i wykorzystanie tego, co się za nimi znajduje, to już inna sprawa.

Żałował tego już wiele razy, dałby wiele, żeby trafić do Doh-arpy.

Powtórzenie: Żałował tego tyle razy, wiele by dał, żeby zobaczyć Doh-arpę. Która nagle jednak istnieje?

karty nie były pożółkłe, mimo swojego wieku wyglądały, jak gdyby przed chwilą wyszły spod ręki autora

Karty nie były pożółkłe, mimo starożytności wyglądały, jak gdyby przed chwilą wyszły spod ręki autora.

Wziął do ręki pierwszą z nich

Wystarczy: Wziął do ręki pierwszą.

ah!

Ach!

zaczął na pustych kartach zapisywać swoje uwagi do Utraconej Wiedzy (tak roboczo nazwał woluminy z Doh-arpy, i tak już zostało). 

I na pustych kartach zaczął spisywać swoje komentarze do Utraconej Wiedzy, jak nazwał sobie dokumenty z Doh-arpy. https://wsjp.pl/haslo/podglad/96670/wolumin/5236853/w-bibliotekoznawstwie Woluminy to książki typu kodeks, o ile wiem.

Nie chciał tego przed sobą przyznać, ale wizyta w Rotundzie wywarła na nim ogromne wrażenie.

Tak, zaznaczyłeś to w trakcie wizyty. Jaki jest cel powtarzania tej informacji?

Być może lekceważył alchemików, ale przez chwilę poczuł bijącą z tamtego miejsca moc.

Nie wiem, co próbujesz powiedzieć. Aspekty: przez chwilę czuł; albo na chwilę poczuł.

Ciągle miał na sobie delikatny zapach ruty, hyzopu i arcydzięgla

Łagodny zapach, a przed chwilą nie wiedział, co pachnie.

Przyjrzał się kolczykom, po raz kolejny wpatrując się w złote elipsy zwieńczone małymi, niebieskimi kamyczkami.

Nie sugeruj, że kolczyki i elipsy to równe rzeczy, to mylące: Znów przyjrzał się kolczykom, złotym elipsom ozdobionym małymi niebieskimi kamyczkami.

W końcu jego polityczne ambicje były w zasięgu ręki. 

Błąd kategorialny: Nareszcie miał w zasięgu ręki spełnienie politycznych ambicji.

Osoby stojące mu na drodze jeszcze o tym nie wiedziały, ale wkroczyły dzisiaj na ścieżki prowadzącą prosto do grobów.

Patetyczne i niezręczne: Ci, którzy stali mu na drodze, jeszcze nie wiedzieli, że kroczą prosto do grobu.

 

Hmm. Nie jest tragicznie, choć genialnie też nie jest. Pod względem językowym mam zastrzeżenia głównie do doboru słów (tym bardziej, że często nie wiesz, co one w ogóle znaczą) i patosu, poza tym uważaj na interpunkcję i błędy gramatyczne. I nie udziwniaj szyku (to też ten patos, poza tym nie bardzo umiesz się nim posługiwać, skoro sugerujesz szykiem nonsensy – naucz się chodzić, zanim zaczniesz tańczyć).

 

Jeśli chodzi o fabułę, którą tu zawiązujesz, niewiele jej na razie widać, a tego, co widać, nie sposób nazwać oryginalnym – ale samo to nie stanowi wady. Wadę stanowi to, że nie uczyniłeś jej swoją. Jak to ujmuje Emily Short (przeczytaj cały artykuł, mnie dał bardzo dużo): http://brasslantern.org/writers/iftheory/setting.html 

A brief digression about clichés. The problem with them isn't that they present ideas that people have seen before, but that they allow the author to rely on a crutch – the tried-and-obvious, the generic – instead of inventing something afresh. You want to write a game with dragons and elves? Fine. But do the work of reinventing the dragons and elves yourself. Ask yourself the questions over again, and don't be satisfied with the prepackaged answers: What do they look like? What do they do? Where do they come from? People like to remark on the fact that Andrew Plotkin has written award-winning games using two of the settings (caves, one's apartment) that are considered most tedious and overdone; the point isn't that he possesses mystical Zarfian Powers, but that he understands the process of imagining something anew. Imagination is, perhaps counterintuitively, a discipline; the good news is that, like other disciplines, it can be cultivated actively.

Nie chodzi o to, żebyś nie używał tropów, ani unikał "zgranych" sztafaży – ale sztafaż ma być Twój, a nie wzięty z półki w Biedronce. Bądź jak Andrew Plotkin.

 

Bo tutaj nie jesteś. Nie widać, żebyś przemyślał ten świat – sieroty są nieszczęsne, rajca zły, arcymistrz jeszcze gorszy, ale z czego to wynika? I co z tego wynika? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Jasne, na pewnym etapie odpowiedzi się kończą, ale tutaj nie trzeba się do tego etapu dogrzebywać, jest tuż pod cienką warstewką piasku. A im dalej, tym słabiej się ten świat trzyma, bo – jak byś postąpił, gdybyś był szalonym naukowcem/magiem/niepotrzebne skreślić i eksperymentował na sierotach? Wypuściłbyś tę sierotę w świat, żeby mogła ujawnić Twoje niecne knowania? Czy może jednak gdzieś zamknął? Nie przemyślałeś motywacji Nel, bardzo generycznych i bliskich pustosłowiu ( https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ConceptsAreCheap ), a Slyd sam nie wie, czemu robi to, co robi (jakby sugerujesz, że Nel jest jego córką albo inną legendarną księżniczką, którą ma obowiązek chronić, ale to są moje domysły).

Pytanie numer jeden brzmi – o czym chcesz opowiedzieć? A pytanie numer dwa – dlaczego właśnie w tym sztafażu, a nie w innym?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ucięło komentarz :)

 

Dla Nel reszta nocy nie była tak łaskawa jak dla jej przyjaciela. 

…?

Gdy tylko gospodarz zgasił świece i zamknął za sobą drzwi poczuła się bardzo nieswojo. Chociaż bardzo lubiła samotność brakowało jej teraz czyjejś obecności. A niechaj byłby to nawet i ten krętacz Snyd, który użyczył im dzisiejszej nocy kawałka ciepłego kąta.

Ciach: Gdy tylko gospodarz zgasił świece i zamknął za sobą drzwi, poczuła się bardzo nieswojo. Chociaż bardzo lubiła być sama, brakowało jej teraz czyjejś obecności, chociażby tego krętacza Snyda.

Co prawda zdarzało się, że przynosili mu różne skradzione fanty a on płacił za nie jakieś grosze (więcej płacił za różne zasłyszane informacje), ale nigdy nikogo z nich nie wpuścił do swojego domu. Nie mówiąc już o zapewnieniu noclegu.

Ciach: Co prawda płacił im jakieś grosze za różne skradzione fanty, a trochę więcej za informacje, ale nigdy nikogo z nich nie wpuścił do domu, a tym bardziej nie przenocował.

Nie mogła zasnąć, ciało rwało bólem a głowę zaprzątały kolejne myśli. 

Rym.

ludzie umierali, tak już jest

Prawdy ogólne w czasie teraźniejszym: ludzie umierają.

Zastanawiała się skąd wziął kamień.

Zdanie podrzędnie złożone: Zastanawiała się, skąd wziął kamień.

tłumiąc płacz w poduszkę

Tłumiąc płacz poduszką.

Po odprowadzenia

Literówka.

Młody pokazał mu kamień, logiczne, inaczej by ich nie wpuścił.

… czy ten facet wnioskuje o swoich własnych poczynaniach?

Ale skąd ta banda gówniarzy go wzięła.

Powinien być pytajnik.

I tak go sprzeda i to drogo

I tak go sprzeda, i to drogo.

Zresztą te dzieciaki czasem są pożyteczne, pozbycie się ich nie będzie rozsądne

Anglicyzm: Zresztą dzieciaki bywają pożyteczne, nie warto się ich pozbywać.

Nie wiedział co robić.

Nie wiedział, co robić. To po co ich wpuścił? 

Obudził się w swoim fotelu.

A w czyim fotelu miał się obudzić?

Nel spała jeszcze, ale delikatne szarpnięcie za ramię ją obudziło. 

"Delikatny" nie znaczy "słaby": Nel spała jeszcze, ale obudził ją lekkim szarpnięciem za ramię. 

Nie poproszono jej, aby usiadła. 

By usiadła.

białą ubrudzoną w ziemi i glinie koszulę

Taki schemat (dwa przymiotniki + rzeczownik) rzuca się w oczy – masz w tym jakiś cel? Gramatyka: białą, ubrudzoną ziemią i gliną koszulę.

po pojawieniu się w Gildii

? Po pojawieniu się w Gildii – czego?

Pomimo tego, że nie dano jej nawet kilku minut na doprowadzeniu się do porządku, teraz od przeszło kwadransa stała wyczekująco przez nikogo nie niepokojona.

Tnij: Choć nie dano jej nawet kilku minut na doprowadzenie się do porządku, teraz od przeszło kwadransa stała i czekała.

Trwała nieruchomo, tylko jej śledzące krzątającego się po pracowni starca oczy odróżniały ją od stojących pod ścianą martwych posągów.

Nienaturalne zdanie.

Arcymistrz tymczasem z tygielkowymi szczypcami w ręku zbliżył się do wielkiego pieca, zajmującego centralne miejsce obszernej pracowni.

…? Arcymistrz ze szczypcami w ręku podszedł do pieca, zajmującego centrum obszernej pracowni.

Otworzył jedną z komór athanora i ostrożnie wyciągnął małe żaroodporne naczynko i odstawił je delikatnie na pulpicie roboczym; pomiędzy kolorowymi, szklanymi retortami i wszelkiego rodzaju alembikami.

Otworzył jedną z komór athanora i ostrożnie wyciągnął małe żaroodporne naczynko, by odstawić je delikatnie na stół, pomiędzy kolorowe szklane retorty i wszelkiego rodzaju alembiki.

To musiało być coś bardzo cennego, bo starzec wyraźnie odetchnął, a po czole spływały krople potu. Odłożył szczypce i zdawać by się mogło, że dopiero teraz zauważył swojego gościa.

Nie zapewniaj, pokazuj: Odetchnął i starł z czoła pot. Odłożył szczypce i jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z obecności gościa.

Podszedł do kobiety, odgarnął jej z twarzy kosmyk włosów, posklejany zaschniętą krwią.

Włosów posklejanych, kosmyk zlepiony. I co on tak z łapami? A ona przed chwilą była umazana ziemią, nie krwią? To ta psychopatka, co zarobiła dachówką?

Otwartą dłonią wymierzył mocny policzek. – To było proste zadanie. – Kolejne uderzenie. Tym razem z nosa pociekła strużka krwi.

Aha, to stąd nieumiejętność negocjacji. Chciałabym tylko zauważyć, że takie podejście do zarządzania lubi się mścić.

podniósł twarz z powrotem ku górze

Czy można coś podnieść ku dołowi?

Zobaczyła wypełniający jego oczy gniew.

Melodramat.

Mimo to kolejny, spodziewany cios nie nadszedł.

Zbędny przecinek.

Kassandra podeszła powoli, pochyliła się ku niemu zbliżając ucho do ust swojego nauczyciela.

Kassandra podeszła wolno, nachylając się ku niemu zbliżyła ucho do ust swojego nauczyciela.

Ten mówił ledwo słyszalnym szeptem

"Ten" jest zbędne – wiemy, kto mówi.

stawką są dziesiątki lat pracy najlepszych synów Gildii

… bo odkupienie kamuszka nie wchodzi w grę? Naprawdę?

Kes narobi tylko bałaganu, znasz jej metody.

Sam ją tego nauczyłeś…

strzepał z kaftana resztki pyłu

Strzepnął.

 – Kocham te twoje iluzje i sztuczki ojcze – kontynuował, podchodząc do starca.

Angielskawe: – Uwielbiam te twoje sztuczki, ojcze – ciągnął, podchodząc do starca.

To już nie alchemia synu.

Brak przecinka.

Czysta magia… 

A alchemia czym jest?

Starzec sięgnął po wychłodzoną już retortę i wylał jej zawartość na swoją dłoń.

Angielska składnia: Starzec sięgnął po wystygłą już retortę i wylał sobie jej zawartość na dłoń. (Mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, że tygiel i retorta to nie to samo…)

Gęsta substancja samoistnie rozprowadziła się po skórze po czym wchłonęła w ciało alchemika.

Gęsta substancja rozlała się i wsiąkła w skórę.

Pojedziesz do Naabis mój synu, a później do Jaru, i dalej

Brak przecinka. Ponadto – ukrywasz. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859 

Tak jak jej polecił Snyd, siedzieli cały dzień w jego domu. 

Tak, jak polecił Snyd, siedzieli cały dzień w jego domu. 

Chociaż bardzo ich korciło, żeby się gdzieś ruszyć, oboje wiedzieli, że to kiepski pomysł.

Zapewniasz.

Dziewczyna, ciągle poobijana, kręciła się niespokojnie na swoim łóżku.

Zaimek zbędny. Angielszczyzna używa dużo więcej zaimków – nie kalkuj tego.

Nie miała do Snyda za grosz zaufania, ale nie widziała dla siebie lepszych opcji. 

Mało naturalne (opcji? to nie Spock, to dziewczyna z ulicy w świecie fantasy).

Poza tym to, co jej rano powiedział miało sporo sensu.

Wtrącenia wydzielamy: Poza tym to, co jej rano powiedział, miało sporo sensu.

Wystarczyło poczekać czego się dowie, a dowie się na pewno; już on ma swoje dobre źródła.

Wystarczyło poczekać, czego się dowie, a dowie się na pewno, już on ma swoje źródła.

Chociaż dobrze wiedziała, że w tym stanie co najwyżej to może gdzieś powoli podreptać.

Nienaturalne: Co prawda Nel wiedziała, że w tej chwili może najwyżej podreptać.

Minął im tak cały dzień, rozmawiali, kilka razy ostrożnie wyjrzeli na ulicę, zjedli zostawione przez Snyda kawałki sera z chlebem. 

A może tak: Cały dzień zbijali bąki, gawędzili, kilka razy ostrożnie wyjrzeli na ulicę, zjedli chleb i ser, które Snyd im zostawił.

Musiała przyznać, i to dość niechętnie, że dawno nie spędzili tak spokojnego dnia.

Dlaczego niechętnie? I dzień można spędzić spokojnie, ale nie "spokojny".

Był zły, ubranie miał mokre od deszczu a na twarzy malowało się zmęczenie.

Był zły, ubranie miał mokre od deszczu, a na twarzy malowało się zmęczenie.

Długo sycił pragnienie nim odstawił naczynie z powrotem.

Daj już spokój z tymi wymyślnymi słowami: Długo zaspokajał pragnienie, zanim odstawił naczynie.

celując w nich palcem

W nie. W te dzieciaki.

Nawet nie wiecie w jakie gówno się wpakowaliście

Nawet nie wiecie, w jakie gówno się wpakowaliście.

Ty wiesz komuś łeb rozwalił?

Ty wiesz, komuś łeb rozwalił?

Jak nie, to ją poznasz, ona nikomu nie daruje! 

Czego nie wie, tego jej nie żal. Dlaczego Snyd po prostu nie odniesie jej tej nieszczęsnej kulki?

Znali ją. Nie osobiście rzecz jasna (właściwie to i osobiście mieli z nią chwilową przyjemność), ale każdy wiedział kim ona jest; taki Kulme w spódnicy. Mogąca wszystko wściekła suka. 

Źle się to parsuje i nie bardzo pasuje do tego, co dotychczas, chociaż oczywiście Kassandra może mieć i taki image. 

Powinien jej jeszcze dzisiaj zanieść w zębach ten kamyczek, a was spętanych zostawić przed bramami Gildii.

To czemu tego nie zrobi?

Snyd usiadł ciężko, mierzwiąc swoje krótkie czarne włosy. Sięgnął znowu po dzbanek.

Naraz? Snyd usiadł ciężko, mierzwiąc sobie krótkie czarne włosy. Znowu sięgnął po dzbanek.

Może gdyby nie ta awantura z Kes zostawiliby cię w spokoju.

Może gdyby nie ta awantura z Kes, zostawiliby cię w spokoju. (Serio, Wielka Ważna Pani Cyngiel Gildii będzie się zniżać do ścigania uliczników?)

Nawet nie chcę wiedzieć o co tu chodzi.

Bieda w tym, że czytelnik też nie wie…: Nawet nie chcę wiedzieć, o co tu chodzi.

Słowa Nel zawisły w powietrzu.

?

Daj mi jeden dobry powód? 

Co tu robi pytajnik? A powód jest prosty – już w to wdepnął. Nie musiał.

Ten kamień to wyrok, nikt go nie sprzeda i nikt go nie kupi. 

Ale dlaczego nie można go oddać właścicielom? Poza tym, że to psychole, którzy zapewne będą torturować najuczciwszego znalazcę. Ale wyrzucić do rzeki? Cokolwiek! Myślałam, że to ja jestem niezaradna, a tu półświatek wygląda jak kociak.

Poza tym to topaz.

Raz: co z tego? I dwa: nie, to jakiś kamień fantastyczny, który nie może się nazywać tak, jak kamień realny, bo to mylące.

– Topaz to brylant? – Wtrącił Ben.

– Topaz to brylant? – wtrącił Ben. P. poradnik.

nie ważne

Łącznie.

Dziewczyna ponowiła pytanie.

Naturalniej: znów spytała dziewczyna; albo: powtórzyła pytanie dziewczyna.

– Pomogę – odparł, nie wierząc w to co mówi.

Ale czemu? Czemu zmienił zdanie? – Pomogę – obiecał, sam w to nie wierząc.

Wszystko działo się tak szybko, miniona doba wywróciła jej życie do góry nogami, chociaż i bez tego łatwo przecież nie było. Nic z tego wszystkiego nie rozumiała.

To wszystko do wycięcia – tłumaczysz czytelnikowi jak krowie to, co się już stało.

Tak po prostu, po ludzku strach wypełnił każdy zakamarek jej duszy, rozlewając się powoli na innych.

Jak wyżej.

Ben spał dzisiaj razem z nią; był równie wystraszony, za nic nie dało się go wygonić.

Ben spał dzisiaj razem z nią; był równie wystraszony, za nic nie dał się go wygonić.

Mimo, że chciała wierzyć Snydowi, trudno było oczekiwać, że byle paser wykiwa Gildię.

Chciała wierzyć Snydowi, ale trudno oczekiwać, że byle paser wykiwa Gildię.

Poza tym nie rozumiała czemu to robił.

Consecutio temporum: Poza tym nie rozumiała, czemu to robi.

dogasającej się świecy

Tu nie może być "się".

Śpij spokojnie Ke-Nael

Śpij spokojnie, Ke-Nael.

Mam nadzieję, że nie…

„Ckliwy dureń” przeklął się w myślach

Nie przesadzajmy z tym przeklinaniem, to jest na poziomie "motyla noga".

Było już po północy, gdy ściany starej rudery, służącej lata temu za magazyn, poszły w drzazgi.

Rozumiem, że jednak nie były ceglane? A może były i miotnięte w nie zaklęcie jest Takie Potężne (TM!) ?

Do środka wtargnęła grupa cieni siejąc śmierć i zniszczenie.

Wyrwani ze snu różnego rodzaju oberwańcy nawet nie próbowali stawiać zorganizowanego oporu. Zgromadzone tu szumowiny rzuciły się do ucieczki.

Czy oberwańcy i szumowiny to nie ci sami ludzie? To czemu piszesz o nich, jakby byli różni? Ponadto – to nie jest Wietkong. To tylko bezdomni.

Ostatnia do budynku weszła czarnowłosa kobieta.

Jako ostatnia weszła do budynku czarnowłosa kobieta. Na której opis w ogóle nie było miejsca w scenie ze starym psychopatą…

– Łapać dzieciaki, to one są naszym celem. – Wydała rozkaz. Rozejrzała się jeszcze i wyszła. Nie chciała spędzić w tym syfie ani minuty więcej, niż to konieczne.

Nie trzymasz stylizacji (purpura, purpura, a tu nagle "syf"): – Łapać dzieciaki, po nie przyszliśmy – rozkazała. Zmierzyła wzrokiem zaśmiecone klepisko i wyszła.

Mieściły się w budynku przypominającym ogromną altanę, jakże różniącą się od wznoszących się dokoła porośniętych mchem i bluszczem kamiennych ścian warsztatów, destylarni i budynków mieszkalnych.

Um. https://pl.wikipedia.org/wiki/Altana : Mieściły się w lekkim pawilonie, bardzo różnym od otaczających go kamiennych gmachów, porosłych mchem i bluszczem.

Drzeworyty przedstawiały historię Wielkiej Alchemii i całą drogę, którą przeszła zanim zdobyła należne jej miejsce. 

Nie używaj słów, jeśli nie znasz ich znaczenia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Drzeworyt 

Pomimo swego ogromu, do środka prowadziły tylko jedne drzwi a w ścianach nie było okien.

Czyli drzwi były ogromne? To wynika z budowy zdania: Choć ogromny, pawilon miał tylko jedne drzwi i żadnych okien. (Nie jest to sensowna architektura mieszkalna, a poza tym “altana” sugerowała mały budyneczek, a nie pałac).

Droga wiodąca do Rotundy Księżycowej, bo tak brzmiała oficjalna nazwa budynku, była prosta i równa. Wyłożona została białym kamieniem, sprowadzonym na osobiste życzenie Arcymistrza Menena setki lat temu, aż z niedostępnych Gór Rubieży Wschodu. 

Tnij: Do Rotundy Księżycowej, bo tak brzmiała oficjalna nazwa budynku, wiodła prosta droga wyłożona białym kamieniem, sprowadzonym na osobiste życzenie Arcymistrza Menena setki lat temu aż z niedostępnych Gór Rubieży Wschodu. 

Stawiając kroki po idealnie gładkich kamieniach Kulme nie był świadomy po jakim bogactwie kroczy.

Wyrzuć telewizor. Serio: Kulme nie miał pojęcia, po jakim bogactwie kroczy.

Zresztą, nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy jak ogromnym majątkiem rozporządza Gildia. Jego głowę zaprzątały inne myśli. 

Zresztą, nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, jak ogromnym majątkiem rozporządza Gildia. Fajnie, ale po co te zapewnienia?

posłańcy ciągle wracali z odmową

Stale spotykał się z odmową.

Wszystko zmieniło się wczoraj.

A może: Aż do wczoraj.

Malutki orszak…

Cały akapit pod nóż (czemu facet miałby niesprawnie przejść paręset kroków? Kulawy jest?): W asyście zaledwie dwóch służących przeszedł kilkaset kroków od ogromnej stalowej bramy do majestatycznego pawilonu, zbudowanego na planie koła. Choć przybyli o czasie, a strażnicy przy bramie uprzejmie wskazali im drogę, nikt na nich nie czekał. Minęły niemal dwa kwadranse, zanim gładkie drzwi z lekkim skrzypieniem odsłoniły im niemłodego alchemika.

Witajcie Mistrzu

Brak przecinka.

Kulme nie dał po sobie poznać lekkiej irytacji. Nie lubił czekać. Był nawykły do tego, że to inni czekali.

Naturalniej: Kulme nie dał po sobie poznać rozdrażnienia. Nie lubił czekać. Zwykle to na niego czekano.

 Witaj panie w Gildii, ale nie nazywajcie mnie Mistrzem. Jestem zwykłym akolitą, służę jedynie pomocą naszemu wielkiemu Arcymistrzowi.

Witaj, panie, w Gildii, ale nie nazywaj mnie Mistrzem. Jestem zwykłym akolitą, skromnym pomocnikiem naszego wielkiego Arcymistrza.

Wybaczcie, jeśli pytanie jest niezbyt grzeczne, nie jestem zbytnio obeznany w strukturach waszej organizacji, opieram się jeno na domysłach i logice. 

Logika nie ma tu wiele do gadania: Wybaczcie impertynencję, ale nie orientuję się zbyt dobrze w takich sprawach.

Kulme…

Drobne błędy gramatyczne i przegadanie (i – https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapuza ): Kulme i jego służący przypatrywali się wspartemu na lasce starcowi. Wyglądał na niewiele młodszego od Anora, a ubrany był tak skromnie, jak to tylko możliwe. Jego twarz krył kaptur, długa, szara szata przepasana była lnianym sznurem. Na nogach miał stare, wytarte sandały. Przypominał raczej jakiegoś ulicznego krzykacza-heretyka niż badacza wiedzy tajemnej. Ale oczy spoglądające z cienia czujnie śledziły każdy ruch. Kulme nie był głupi, nie dał się nabrać.

poświęciłem służbie

Poświęciłem się służbie.

To dar od samej Wielkiej Alchemii jak również ogromny zaszczyt.

To dar samej Wielkiej Alchemii, jak również ogromny zaszczyt.

A teraz wybaczcie panie i pozwólcie za mną.

Wtrącenie: A teraz wybaczcie, panie, i pozwólcie za mną.

Kulme pomyślał jedno, ale zrobił drugie. Skinął głową i już chciał ruszyć w stronę drzwi, gdy Tigo znowu zabrał głos.

Nie zabrał głosu, bo to nie dysputa: Ale Kulme skinął głową i już chciał ruszyć do drzwi, gdy Tigo znowu przemówił.

wskazał na służących Rajcy

Małą: wskazał służących rajcy.

– Poczekacie na mnie tutaj. – Kulme zwrócił się do swoich ludzi, ale Tigo ponownie się wtrącił.

– Poczekacie na mnie tutaj – zwrócił się Kulme do swoich ludzi, ale Tigo jeszcze nie skończył.

Nie jest konieczne panie

Nie ma potrzeby, panie.

W budynku po drugiej stronie ulicy czeka na nich przytulny kąt.

Ulicy?

Rajca wykonał przyzwalający gest dłonią i dwaj mężczyźni z wyraźną ulgą udali się we wskazanym kierunku.

Rajca przyzwalająco skinął dłonią i dwaj mężczyźni z wyraźną ulgą ruszyli we wskazanym kierunku.

przekroczył mury

Przekroczyć mury może tylko olbrzym.

Teraz, przekraczając próg osobliwej budowli był pod ogromnym wrażeniem.

Nie brzmi to dobrze.

Znaleźli się w niewielkim przedsionku, prowadzącym do okrągłego korytarza stanowiącego wewnętrzny pierścień budynku.

? Nieeuklidesowa architektura.

Idąc owym korytarzem Kulme niemal przecierał oczy ze zdziwienia.

Jak mógł przecierać oczy tylko "niemal"? Nie kalkuj nonsensownych angielskich idiomów: Idąc, Kulme musiał powstrzymywać okrzyki zdumienia.

Po swojej lewej stronie, w równych od siebie odstępach znajdowały się masywne drzwi, wzmocnione żelaznymi okuciami.

Jak drzwi mogły być po swojej lewej? Albo prawej? Nic nie może być na lewo (ani na prawo) samo od siebie: W lewej ścianie, w równych odstępach, znajdowały się masywne drzwi wzmocnione żelaznymi okuciami.

centralny punkt i prawdziwe serce

Wybierz jedno.

Arcymistrz oczekuje was panie przy fontannie

Arcymistrz oczekuje was, panie, przy fontannie.

Skłonił się i odszedł, zostawiając gościa samego. 

A może: Skłonił się i opuścił gościa. 

W jednej chwili zniknął ostry zapach siarki i bogowie wiedzą czego jeszcze; nawet nie próbował tego odgadnąć. 

O którym nie wiedzieliśmy wcześniej? Bo dotąd pachniała tylko pieczeń. Laboratoria nieorganiczne, o ile wiem, za bardzo nie pachną (chyba że ktoś wywiązywał jakieś ciekawe gazy, zwykle siarkowodór, który cuchnie kanałem), organiczne trochę śmierdzą, ale człowiek przywyka.

„Niesamowite”. Mruknął do siebie

To wypowiedź, nie myśli: – Niesamowite – mruknął do siebie.

Rozmiarem i architektonicznym kunsztem przekraczała wszystko co widział do tej pory.

To mi nic nie mówi. Przed "co" przecinek.

Arcymistrz siedział na niewielkiej drewnianej ławeczce, dłonie i głowa spoczywały oparte o zdobioną laskę.

Autonomię części ciała ukróć: Arcymistrz siedział na niewielkiej drewnianej ławeczce, z dłońmi i głową opartymi o gałkę ozdobnej laski.

Kulme podszedł powoli nie chcąc go zbudzić, właściwie to nie wiedział, jak ma się teraz zachować. 

Kulme podszedł ostrożnie, żeby go nie zbudzić. Nie wiedział, jak się zachować. 

Tyle właśnie minęło od chwili, gdy postawiono tu pierwszy kamień pod fundamenty.

Tyle właśnie minęło od chwili, gdy położono kamień węgielny.

To była zwykła szopa i mały ogródek. I jeden szaleniec, który chciał poznać prawa tego świata.

?

Nie chcecie mnie Mistrzu chyba raczyć historią Alchemii?

Nie wezwaliście mnie, Mistrzu, na wykład z historii alchemii?

A czemuż by nie? Nie czujesz mocy tego miejsca? Nie okażesz szacunku? Nie sprawisz starcowi przyjemności słuchając jego historii, chociaż wpuścił cię do świętego miejsca, ukazując swe sekrety?

A czemuż by nie? Nie czujesz mocy, która się tu kryje? Nie okażesz szacunku? Nie sprawisz starcowi przyjemności słuchając jego historii, chociaż wpuścił cię do świętego miejsca, żebyś mógł oglądać jego sekrety?

Nie podobało mu się, że stary zwraca się do niego per „Ty” i w ogóle nie lubił tracić czasu.

"Ty" piszemy dużą literą tylko w listach i kiedy chodzi o Boga.

Przyszedł tu w jasno określonym celu, a gadanie po próżnicy go do niego nie przybliżało.

Ale w jakim? Ciach: Przyszedł tu w jasno określonym celu. (Gadania po próżnicy mamy aż nadto).

Wytarł w kaftan spocone dłonie i wyjął z kieszeni aksamitną chusteczkę, którą otarł twarz.

Może tak: Wytarł spocone dłonie w kaftan, twarz otarł atłasową chusteczką. ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Aksamit https://pl.wikipedia.org/wiki/At%C5%82as )

– Mistrzu, nasze wspólne sprawy… – Zaczął

– Mistrzu, nasze wspólne sprawy… – zaczął. P. poradnik.

jakichkolwiek, nawet małych przyjemnościach

Wtrącenie: jakichkolwiek, nawet małych, przyjemnościach.

Kulme próbował się desperacko bronić

Co w tym desperackiego?

była trzykrotnie palona?

Trzykrotnie została spalona. https://pl.wikipedia.org/wiki/Aspekt_(j%C4%99zykoznawstwo) 

Anor w ogóle nie zwracał uwagi na to co mówi jego gość.

Anor w ogóle nie zwracał uwagi na to, co mówi jego gość.

zanim da mu to po co przyszedł

Ale po co przyszedł, bo czytelnik tego nie wie?: zanim da mu to, po co przyszedł.

Wykładali ją w każdej Akademii jako przedmiot obowiązkowy.

A co z tymi, którzy nie mają wyższego wykształcenia? Jasne, Kulme może ich nie liczyć do kategorii ludzi, ale – to coś o nim mówi.

 Nie ugodził go tym jednak, Anor nie dał po sobie nic poznać.

Może uzgodnił, tylko on nie dał tego po sobie poznać?

Gildia stała i zawsze stać będzie w sojuszu z nauką, naturą i jej prawami.

To nie znaczy zupełnie nic. Prawa natury nie bardzo mogą wejść w sojusz, chociażby. Jasne, propaganda propagandą, i Kulme to zauważa (niech Ci się ręce święcą i za to), ale z propagandą łatwo przedobrzyć, a taki stary wróbel powinien to wiedzieć.

tylko wiedza jest wartością stałą

Tylko wiedza trwa.

Jesteś tak samo zepsuty jak ja

Bardzo samokrytyczne, jak na faceta na tym stanowisku. Nie mówię, że to źle. Ale powinno mieć wpływ na resztę fabuły. I daj przecinek przed "jak".

Zechciej Mistrzu opowiedzieć

Wtrącenie i to wołacz – przecinki!

„Tylko w jaki sposób wtedy rabowałbyś z miejskiej szkatuły, gnido!”

…? Rabowałby szkatułę, ale on sam tak o sobie myśli? Hę?

Niestety moja odpowiedź będzie rozczarowująca. 

Nie przesadzaj ze stroną bierną: Niestety, odpowiedź cię rozczaruje. 

Za to ten ogród jest niemal magiczny.

Hmmm.

Znacie przecież krążące plotki na nasz temat.

Znacie przecież plotki, które krążą na nasz temat.

Oczywiście wyssane z palca, rzecz jasna.

Powiedziałeś to trzy razy…

Kiedyś to miejsce pełniło rolę Ogrodu Transmutacji.

Pełniło raczej funkcję, ale nic mi to nie mówi.

Teraz to zwykły ogród mający umilić starcowi ostatnie lata życia.

Teraz to zwykły ogród, umilający starcowi ostatnie lata życia. Ale co to ma do próżności, nie wiem.

Kamienne ścieżki przecinały wirydarz gęstą siecią.

Jak sieć może przecinać?

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Lubiła zapach nocy, puste ulice i ciszę. Zwłaszcza ciszę. W oddali usłyszała zbliżający się miarowy krok miejskiego patrolu.

Brakuje tu łączności logicznej, nie jestem też pewna tego miarowego kroku – może lepiej: zbliżające się kroki strażników? Bo coś tu jest nie tak kategorialnie.

Cofnęła się w kierunku skrytej w mroku bramy.

Nie chodzi o to, że schowała się w bramie? Albo próbowała?

Znali ją, jak zresztą każdego nieletniego złodzieja w Udu. Łapali takich tak ze trzy, cztery razy w miesiącu. Zazwyczaj za żebranie albo za drobne kradzieże. Często to było coś do jedzenia, zwędzone ze straganu miejskiego kupca. Kary za takie przewiny nie były zbyt surowe, taki złodziej dostawał pięć batów i puszczali go wolno. Nie było gdzie ich trzymać, więc zabawa z miejską strażą trwała każdego dnia

Przeciągnięta ekspozycja – można to skrócić i zintensyfikować, np. tak: Straż co parę dni łapała jakiegoś dzieciaka z ulicy, bo żebrał albo gwizdnął jabłko ze straganu. Potem pięć batów i "żebym cię tu więcej nie widział". Nie było sensu pakować takich jak ona do lochu, więc zabawa w kotka i myszkę nie miała końca.

Dziewczyna poprawiła brudną, znoszoną koszulę. Razy które wymierzyła jej przed dwoma dniami ręka sprawiedliwości były mocne i celne, skóra nie zasklepiła się jeszcze.

Dość patetyczne. Skóra się zrasta, rany się zasklepiają, ale zaznaczanie, że razy były celne, sugeruje (dość komicznie), że miejski kat nie zawsze trafia. A, i koszula też mogłaby podmalować tło, np. kleić się do rany.

Odczekała chwilę aż patrol się oddali, po czym pobiegła w stronę doków.

Tnij: Odczekała, aż patrol się oddali, zanim pobiegła w stronę doków.

Do wschodu miała jeszcze parę chwil, wiedziała, że zdąży.

Niezdecydowane to trochę. Da się przystrzyc.

Każdego poranka przybiegała tutaj oglądać pojawiające się na horyzoncie słońce. Dawało jej to spokój i siłę na każdy kolejny dzień.

Patos. Nie mówię, że nieletnia złodziejka nie może mieć poetyckiej duszy, ale mówisz o tym troszkę w stylu Cosmopolitan, a to już zgrzyta.

Dzisiaj było jednak inaczej, nie ruszyła się z miejsca do południa. Znalazł ją bez problemu, wiedział, gdzie szukać.

To wyskakuje znikąd. Jeśli w dokach coś się stało, to czemu o tym nie opowiesz?

Młodzi myślą, że nas olałaś, że już nie wrócisz

Nie było jej tylko parę godzin… a dzieciaki muszą być samodzielne w takiej sytuacji.

Dopiero teraz odwróciła ku niemu głowę, nie rozumiejąc co przed chwilą usłyszała.

Łopatologiczne. Co powiesz na: Otworzyła oczy ?

To ją szybko wyrwało ze świata marzeń.

Zbędny komentarz. Przecież już została wyrwana ze świata marzeń.

Uspokój się Ran! 

Wołacz oddzielamy przecinkiem: Uspokój się, Ran! P. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (bardzo pożyteczny!)

Podniosła na niego głos, chwyciła za ramię i przyciągnęła do siebie.

Podniesienie głosu jest widoczne w dialogu, więc wyjaśnianie tego daje tylko wrażenie, że nie dowierzasz w swoje umiejętności.

Znowu była starą, twardą Nel.

A kiedy przestała nią być?

Ja wracam, trzeba coś zrobić z ciałem – teraz już szeptem wydała polecenie.

To nie jest polecenie, tylko zapowiedź tego, co ona chce zrobić.

Dałaś ciała młoda.

Dałaś ciała, młoda. W jaki sposób Nel z jej porannym leniuchowaniem ma być odpowiedzialna za śmierć, która nastąpiła w nocy? Nie mówię, że ktoś nie mógłby jej o to oskarżyć – ale przecież nie sugerujesz, że te dzieci liczą wyłącznie na nią w kwestiach zaopatrzeniowych?

Znowu – zawołał jeszcze za nią Ran

"Jeszcze" nic tu nie dodaje, za to psuje rytm. Czytaj tekst na głos, to pomaga,

gdy puściła się biegiem z powrotem w kierunku miasta. 

"Z powrotem" też możesz wyciąć – wiemy, że ona wraca do miasta, skoro z niego wyszła.

Część portowa wypełniona do granic możliwości biurami kupców, tanimi karczmami dla lubiących się zabawić marynarzy i różnego rodzaju warsztatami była o tej porze pełna ludzi.

Troszkę za dużo tych "był" – może lepiej się skup na tłoku, a nie na atrakcjach?

Każdy się tu gdzieś spieszył, nikogo nie interesowała biegnąca na złamanie karku dziewczyna.

A dlaczego miałaby? Takie uwagi narratora wyrywają z zawieszenia niewiary. Lepiej pokaż, jak Nel na kogoś wpada, wymija ręczny wózek, smyrga pod brzuchem konia – konkrety, nie abstrakty.

Nie przyciągając ludzkich spojrzeń biegła tak szybko jak mogła.

To zdanie w ogóle bym wycięła – praktycznie powtarza treść poprzedniego.

Po opuszczeniu nadbrzeża musiała zwolnić.

Hmmm.

Stare magazyny, w których nocowali mieściły się po drugiej stronie miasta, w miejscu starej warowni.

Wszystko tu jest stare? I jaki jest sens budowania magazynów daleko od portu? Co się w nich trzyma? Bo towary przywożone i wywożone statkami wygodniej byłoby składować pod bokiem, chyba. Uważaj na przecinki (zob. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842850 ): Stare magazyny, w których nocowali, mieściły się po drugiej stronie miasta, gdzie dawniej stała warownia.

Opuszczone przez kupców lata temu stały się problemem dla rajców.

Niewygodnie się parsuje to zdanie. Może: Od lat opuszczone przez kupców, stały się problemem dla rajców. Ponadto: https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/NeverRecycleABuilding 

Położone zbyt daleko od Nowego Portu by spełniać swą rolę, powoli były przejmowane przez miejskie męty wszelkiego autoramentu, sprawiając coraz większe problemy miejskiej straży. 

I znów – powtarzasz słowa (i dźwięki), a szyk zdań jest niepotrzebnie splątany. No i to nie budynki sprawiają problemy: Położone zbyt daleko od Nowego Portu, by spełniać swoją rolę, stopniowo zmieniały się w gniazdo występku.

Aby się tam dostać, Nel musiała minąć plac targowy i dzielnice kupieckie. Wiedziała, że będzie tam się roiło od patroli, ale nie chciała tracić czasu na okrężną drogę.

Twoja bohaterka bardzo się spieszy. Więc dlaczego spowalniasz czas opowiadania, tłumacząc detalicznie, co ona myśli? Puść ją po prostu najkrótszą drogą i niech się nadzieje na patrol (a roić się może od strażników, nie od ich kolektywów, czyli patroli) – może się wymknąć, ale stracić czas. Albo niech uważa i rozgląda się, czemu nie. To ma sens samo w sobie, bez szczegółowych tłumaczeń.

Zwolniła więc, trzymając głowę nisko i nie zwracając na siebie uwagi. Kilka razy ktoś trącił ją barkiem, kilka razy musiała przeciskać się przez tłum rozkrzyczanych przy straganach handlarzy. 

O, właśnie o to mi chodziło z tym tłumem. Trzeba tylko trochę wygładzić: Zwolniła, przygarbiła się. Kilka razy ktoś trącił ją barkiem, kilka razy musiała się przeciskać przez tłum rozkrzyczanych handlarzy.

Udało jej się zwędzić przy okazji sakiewkę.

Szyk zdania wskazuje, że najważniejsza jest tu sakiewka. Naturalniej wypadłoby: Przy okazji udało jej się zwędzić sakiewkę.

Ryzyko było duże, ale głupiec sam się o to prosił, trzymając ją zawieszoną tylko na cienkim, lnianym sznurku. Schowała ją do kieszeni nie zwalniając kroku, kupiec zaś nawet się nie zorientował.

Komentarze spowalniają akcję, a przecież się spieszymy. Szybciej i dynamiczniej: Wisiała na sznureczku, tylko rwać. Nel schowała ją do kieszeni, nie zwalniając kroku, a kupiec nic nie zauważył.

Skierowała się w stronę wąskiej uliczki, która wyprowadzi ją z placu

Kalka z angielskiego. Ruszyła w stronę uliczki prowadzącej do magazynów.

– Straaaaaż! Złodziej!!! Straż! – Nel odwróciła się przeszyta strachem, ale nikt jej nie próbował pochwycić.

Kulawa metafora i nadmierny patos, poza tym zdanie o Nel nie jest didascale do tej wypowiedzi i powinno być w osobnej linijce: W Nel ścisnęło się serce. Odwróciła się.

Narastająca wrzawa dobiegała z drugiego końca placu. Wiedziała, że nie powinna, ale ruszyła tak jak wszyscy w tamtą stronę.

Tnij (ona się spieszy…): Wrzawa wybuchła na drugim końcu placu. Nel dała sie ponieść tłumowi.

Krzyki się wzmagały, złapano już sprawcę.

To rozbuduj, to mi nic nie mówi.

Cała zbladła, gdy poznała podniesiony głos besztający nieudolnych strażników. To był Rajca Kulme, najniebezpieczniejszy człowiek w całym Udu. Ktoś kto może dosłownie wszystko.

"Rajca" to nie imię, więc nie powinno być dużą literą, po "ktoś" powinien być przecinek, i to nie głos jest rajcą.

 Nel pomyślała, że tylko skończony kretyn spróbowałby go oskubać, a później go dostrzegła.

Zaimki nie mogą bez ostrzeżenia zmieniać desygnatu. Bo wychodzi na to, że Nel dostrzegła rajcę.

U stóp bogato odzianego urzędnika leżał chłopiec, miał dziwnie wykręconą prawą rękę, z głowy sączyła się strużka krwi.

Albo: U stóp bogato odzianego urzędnika leżał chłopiec. Miał dziwnie wykręconą prawą rękę, z głowy ciekła strużka krwi. Albo: U stóp bogato odzianego urzędnika leżał chłopiec z dziwnie wykręconą prawą ręką i strużką krwi cieknącą z głowy.

Ludzie zaczęli się niechętnie rozchodzić

Zasadniczo wyrazy, które się łączą, powinny być możliwie blisko siebie (są wyjątki, ale tak ogólnie): Ludzie niechętnie zaczęli się rozchodzić.

tylko Nel stała w miejscu przerażona, łzy napłynęły jej do oczu.

Zamiast przecinka dałabym kropkę.

Wiedziała, że to jej wina, to ona kazała mu iść na targ.

Aha, kompleks winy. Trochę klisza…

Wszyscy wiedzą, że już lepiej po prostu palnąć się w pusty łeb.

Mmm, "palnąć sobie w łeb" to zastrzelić się – a "palnąć się w łeb" to zrobić tak:

I w ten sposób niezamierzenie powstaje komizm…

– Och Ran…

Tu powinien być przecinek, a kwestię dajemy od nowej linijki.

ciągnęli chłopaka w stronę więzienia

Przed chwilą go nieśli do więzienia. Nie nadużywaj tego "w stronę", daje wrażenie pretensji do bycia Wielkim Autorem :)

gdy ich spojrzenia przecięły się na krótki moment

Gdy ich spojrzenia na moment się spotkały. Spojrzenie to nie promień lasera, a moment z zasady jest krótki.

Poznał ją, łapał już ją przecież kilka razy, kilka razy po wymierzeniu kary wypuszczał. Czasem nawet było mu szkoda jej i innych dzieciaków. 

Ciachnij, wszystko to już zostało objaśnione.

Teraz tylko kiwnięciem głowy kazał jej się stąd wynosić

Hmm. Może: Teraz tylko kiwnął głową.

Nie pamiętała w jaki sposób przebyła resztę drogi.

Przecinek po "nie pamiętała", ale cokolwiek kliszowate to.

Chciało jej się płakać. Czuła się taka bezradna.

Łopatologiczne.

Chodź, wszyscy są przerażeni.

Chłopie, ja (jeszcze…) mieszkam pod dachem i nikt mnie nie ściga, a nie powiedziałabym wprost, że jestem przerażona, nawet, kiedy akurat jestem. Dlaczego? Bo się nauczyłam, że to nic nie daje, oprócz okazji do kopnięcia mnie w tyłek. Ludzie nie mówią wprost o swoich uczuciach. Musisz je pokazywać trochę z boku, przez działania (słowami łatwo kłamać – zachowaniem trudniej). Tutaj dobrze wypada maluch spiesznie ciągnący Nel do reszty, żeby coś zrobiła. 

pociągnął w kierunku starych, połamanych drzwi

Skreślaj wszystkie "stare" – pokaż mi te drzwi. Jak one wyglądają? Wiszą na jednej zawiasie? Obłażą z farby? Brakuje w nich desek? Wybierz jakiś szczegół.

Część magazynu którą zajmowali była w bardzo złym stanie

Zbędne zapewnianie – nie musisz tłumaczyć, że to ruina, jeśli opiszesz ruinę.

dach był częściowo zerwany, a w ścianach były dziury.

I co z tego wynika? Hmm? Kałuże na podłodze, coś tu rośnie, tam coś zgniło – pokaż to miejsce, a nie zapewniaj, że nie spełnia standardów mieszkaniowych. Dziury w ceglanych ścianach też nie powstają same z siebie (rośliny, wilgoć, coś nie tak z gruntem pod spodem, rozpad cegieł – ale to trwa) – wykorzystaj to. 

Oprócz nich w magazynach gnieździło się kilkunastu miejscowych rzezimieszków i pomniejszych bandytów (ci poważniejsi żyli w bogatszych dzielnicach). I tak mieli szczęście, że pozwalali im tu mieszkać, chociaż okradali ich ze wszystkiego co udawało im się zgromadzić.

Klisze. Dlaczego dzieciaki się nie wyniosą? Gramatycznie – uważaj, który podmiot pasuje do którego czasownika (kto miał szczęście, że kto mu pozwala tu mieszkać?) i na aspekt czasownika (jeśli "okradali" to "udało", jeśli "udawało" i nie chcesz zmieniać struktury zdania, musi być "rabowali"). No i – przecinki: Oprócz nich w magazynach gnieździło się kilkunastu rzezimieszków, którzy okradali ich ze wszystkiego, co udało im się zgromadzić.

– Nel? A gdzie jest Ran? – zapytał jeszcze, prowadząc ją w stronę stłoczonej w kącie grupy.

Oni tam sobie nawet jakichś koców nie zawieszą? Nie zrobią ścianek z gałęzi? Zdaniu przydałby się podmiot (znaczy, nie domyślny).

Rana już nie ma – powiedziała, obejmując go ramieniem. – Ale niech to zostanie na razie między nami, dobrze? – Chłopak pokiwał głową.

Niech to na razie zostanie między nami. Ale nie jestem przekonana – to są dzieci ulicy, jeszcze w świecie pseudośredniowiecznym (prawda?). Powinny być oswojone ze śmiercią.

Dzieciaki otaczały leżące na brudnym kocu nieruchome ciało; Juki leżał z otwartymi oczami, wszystkie kończyny miał powykręcane w nienaturalny sposób, dłonie zaciśnięte w małe piąstki a w uszach zaschniętą krew.

Dzieciaki otaczały leżące na brudnym kocu nieruchome ciało. Juki leżał z otwartymi oczami, ręce i nogi miał nienaturalnie powykręcane, dłonie zaciśnięte w piąstki, a w uszach zaschniętą krew.

Nel patrzyła na niego w milczeniu, dzieciaki zaś na nią.

Hmm. Może tutaj powtórzenie byłoby lepsze: Nel patrzyła na niego w milczeniu, a dzieciaki patrzyły na nią.

Rzuciła stojącej najbliżej dziewczynie skradzioną sakiewkę. Nawet nie sprawdziła co jest w środku; nie musiała. Ufała jej.

Ufała sakiewce? Rzuciła sakiewkę dziewczynie, która stała najbliżej. Nawet nie sprawdziła, co jest w środku.

czegoś w co

Przecinek: czegoś, w co.

Chłopak rzucił się na poszukiwania

Nie znam takiego idiomu. Można ruszyć na poszukiwania.

Nel przyklękła przy zwłokach, zamknęła trupowi oczy i pogłaskała po zimnej twarzy. W tym właśnie momencie coś przykuło uwagę dziewczyny. Prawa dłoń Jukiego zaciskała się na czymś. Na czymś małym, ale widziała to wyraźnie. Spomiędzy palców przebijał się pomarańczowy kolor.

Tniemy (i – dobór słów wskazuje na uczucia bohaterki, a organizacja opisu idzie od tego, co widać pierwsze – wypróbowałam to zaciskanie pięści na miarce i na kawałku rzemienia, które ze sobą noszę): Nel przyklękła, zamknęła zmarłemu oczy i pogłaskała po zimnej twarzy. Nagle zauważyła pomarańczowy błysk przebijający przez palce zaciśniętej pięści Jukiego.

Spróbowała rozewrzeć zaciśnięte, sztywne palce, ale nie dała rady.

Uwaga, powtórzenia: Spróbowała rozewrzeć sztywną dłoń, ale nie dała rady.

Chłopak podbiegł i razem z nią szarpał i siłował się z zaciśniętą pięścią

Nie bardzo wiem, jak by to miało wyglądać.

Udało im się w końcu, mały przedmiot wypadł z trzymającej go ręki i potoczył się po deskach. Mienił się w wpadającym do środka słońcu różnymi kolorami. Był pomarańczowy, zielony, by za chwilę świecić czerwienią i fioletem

Ciach: Udało im się w końcu. Przedmiot potoczył się po deskach, migocąc w promieniach słońca pomarańczem, szmaragdową zielenią, czerwienią, fioletem. (Deskach?)

Stali jak zaczarowani wpatrując się w drogocenny kamień.

Ciach: Patrzyli jak zaczarowani.

Popatrzyli na siebie, po czym dziewczyna schyliła się i podniosła kryształ.

Nie każdy kamień jest kryształem ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Mineraloid ): Spojrzeli po sobie, a potem dziewczyna podniosła klejnot. 

Zdziwiła się, bo był ciepły, niemalże gorący, pomimo tego, że przeleżał w zimnej dłoni przez wiele godzin.

Pokaż to zdziwienie. I nie "pomimo tego", tylko "mimo to", a tutaj najlepiej "chociaż".

Słyszysz co do ciebie mówię?

Słyszysz, co do ciebie mówię?

Przecież możemy mieć za to tyle jedzenia, że już nigdy nie będziemy głodni Nel! 

Nienaturalne zdanie: Przecież dostaniemy za to tyle jedzenia, że już nigdy nie będziemy głodni, Nel!

Chodź, musimy to przegadać. 

Obgadać chyba? I myślnik po wypowiedzi jest niepotrzebny – daj po prostu nową linijkę.

Pociągnęła chłopaka w stronę zbitej z kilku desek małej ławki.

Bo nie mogą usiąść na ziemi? Skąd się tam wzięła ławka? Jakieś stare, połamane regały, tak, ale ławka w magazynie?

Jak zacznie cuchnąć to grabarze wywleką truchło i spalą gdzieś za miastem.

Nie wiem, jak to faktycznie załatwiano, ale coś mi się zdaje, że nie tak. Jak zacznie cuchnąć, to grabarze wywloką truchło i spalą gdzieś za miastem. 

Ben nie miał dziś czasu dla siebie. 

A kiedy miał? Skąd to zastrzeżenie?

poszedł chociaż nie chciał zostawiać Nel samej.

Zdanie złożone podrzędnie, musi być przecinek: poszedł, chociaż nie chciał zostawiać Nel samej.

Bał się, że ucieknie, gdy już się go pozbędzie.

Tylko, że przed chwilą jej ufał. Auri sacra fames, jasne, ale byłoby dobrze to trochę przygotować.

Mimo to spełnił jej polecenie i pobiegł bez zbędnej zwłoki.

Tnij – wszystko to już wiemy, wystarczy potwierdzenie: Ale pobiegł.

W tym samym czasie Nel wspięła się po starej drabinie na niezawalony fragment dachu i usiadła okrakiem na szczycie.

Tymczasem Nel wspięła się po rozchwianej drabinie na kalenicę i usiadła na niej okrakiem.

Wyjęła z kieszeni drogocenny brylant, a może szmaragd albo diament; nie wiedziała czym on właściwie jest, skąd miała to niby wiedzieć.

Tnij: Wyjęła z kieszeni drogocenny brylant, a może szmaragd albo diament, skąd niby miała wiedzieć.

Był ciągle ciepły.

Przysłówek raczej przed czasownikiem, chociaż tak też nie brzmi to najlepiej: Ciągle był ciepły.

popatrzyła przez niego na zachodzące słońce

Już? Przed chwilą było południe.

Był taki piękny, chociaż teraz nie była w stanie określić jego barwy.

A dlaczego niedookreśloność barwy ma wykluczać piękno?

– Jak ty trafiłeś w ręce Jukiego, co? – zapytała, nie spuszczając z kamienia wzroku. – Jak cię sprzedać? – Wiedziała, że to nie będzie proste. Była na to za krótka. Będzie musiała pójść do Snyd’a.

Tnij (apostrof nie jest tu potrzebny): – Jak ty trafiłeś w ręce Jukiego, co? Jak cię sprzedać? – Będzie musiała pójść do Snyda.

Przynajmniej jej nie pobije i nie odbierze kruszcu siłą. 

Kruszec to metal. Albo ruda. Nie kamień szlachetny. https://wsjp.pl/haslo/podglad/90635/kruszec 

wystawiła twarz do słońca, łapiąc ostatnie tego dnia ciepłe promienie

Lepiej: żeby złapać.

Była okropnie zmęczona, w końcu dzisiaj wydarzyło się tak dużo.

Ale widzieliśmy to wszystko i nie musisz nam tego tłumaczyć.

Zapomniała! Jak mogła zapomnieć!

… serio?

Chociaż nie chciała, obrazy same pojawiały się pod przymkniętymi powiekami. Popłynęły łzy.

Zerwała się z miejsca, ześlizgnęła sprawnie na brzeg dachu i zeskoczyła; budynek nie był wcale wysoki. Wylądowała bezpiecznie, robiła to już dziesiątki razy. Tylko za pierwszym się troszkę poobijała. Teraz sprawnie niczym kot, odbiła się od ziemi i rzuciła biegiem w stronę miasta

Im bardziej się usprawiedliwiasz i tłumaczysz, tym bardziej czytelnik węszy szczura. Jak w życiu: Zerwała się z miejsca, ześliznęła na brzeg dachu i zeskoczyła; budynek nie był wcale wysoki. Ledwo dotknęła ziemi, już gnała w stronę miasta

Ogarnięta strachem i narastającą paniką nie zauważyła, że ktoś podąża jej śladem.

Długie, przegadane zdanie, nazywające jedną emocję dwa razy: Nie wiedziała, że ktoś biegnie za nią.

Egzekucja przyciągnęła morze gapiów;

Mieszana metafora – co przyciąga morze? Chyba tylko Księżyc.

Gdy wybiegła z wąskiej uliczki na plac, kat zakładał pętle na szyję zapłakanego Rana.

Pętlę. I zakładał ją Ranowi. Nie bardzo wierzę, żeby ktoś robił takie cyrki dla jednego złodziejaszka, ale niech tam.

Chłopiec ręce miał skrępowane, podobnie nogi.

Nie widzę uzasadnienia dla udziwniania szyku: Chłopiec miał skrępowane ręce i nogi.

Gdy przekładali linę przez bloczek a później przywiązali do konia

Przecinek i niezgodne aspekty (i zdecydowanie za dużo ceregieli): Gdy przekładali linę przez bloczek, a później przywiązywali do konia.

na rajców będących tu raczej z obowiązku niż dla przyjemności

Lepiej: na rajców, przybyłych raczej z obowiązku niż dla przyjemności.

Byli na tym placu sami, tylko ona i Ran. Patrzyli na siebie załzawionymi oczami, pełni żalu i nienawiści do przeklętego losu.

Serio, tutaj to przesadzasz.

bloczek zaskrzypiał a ciało skazańca poderwała do góry brutalna siła

Jak również złośliwe przyspieszenie i szyderczy moment pędu. Ale serio. Po co? Po co takie cyrki? Powieszenie polega na tym, że skazaniec dusi się pod wpływem grawitacji, albo spada i pęka mu rdzeń kręgowy. Na grzyba tu koń? Po "zaskrzypiał" powinien być przecinek (zdanie podrzędnie złożone).

Nel zamarła na chwilę, a później przerażona widokiem drgającego ciała cofnęła się jeden krok, drugi, trzeci… 

Które widziała – poprzez tłum?

Totalnie zaskoczona 

Zbędne, bo oczywiste.

gdy dziewczyna zaczęła się szarpać dostała w twarz otwartą dłonią.

Zdanie podrzędnie złożone: gdy dziewczyna zaczęła się szarpać, dostała w twarz otwartą dłonią.

nie wiem o co

Nie wiem, o co.

Kolejne uderzenie było mocniejsze, celne. Nel upadła na ziemię, miała rozciętą wargę.

Poprzednie też było celne…: Kolejne uderzenie było mocniejsze. Nel upadła na ziemię z rozciętą wargą.

Pierwszy kopniak spadł na żebra dziewczyny paląc bólem, po nim kolejne.

Pokręcona budowa zdania i niespójne metafory. Nie wiem, jak to poprawić.

Gdzie on jest mała suko!

Brak przecinka. Skąd facetka wie, że to Nel ma kamień? Czemu nie może po prostu go odkupić?

Zdjęła z siebie płaszcz

Zbędny zaimek.

Przeszła nie więcej niż sto kroków, usłyszała krótki świst, trzask, po czym zwaliła się nieprzytomna na ziemię.

Dotąd widzieliśmy rzeczy z punktu widzenia Nel, a nie tej miłej pani. Jeśli narrator jest wszechwiedzący, dobrze, ale wyglądał na ograniczonego.

Spróbowała się podnieść, ale ostry ból przeszył całe jej ciało, opadła z powrotem na łóżko.

Łóżko? Skoro jesteśmy gdzie indziej, to przydałoby się rozdzielić sceny choćby pustą linijką, bo tak czytelnik się gubi.

Rozejrzała się przytomniej; była w jakimś domu, na stole paliły się świece, żebra miała obwiązane bandażem.

Rozejrzała się. Była w jakimś domu, na stole paliły się świece, żebra miała obwiązane bandażem.

rzekł mężczyzna szczerząc do niej bielutkie zęby

Przecinek: rzekł mężczyzna, szczerząc do niej bielutkie zęby.

– Snyd – odparła

Czy zaraz odparła… to nie szermierka słowna.

Poczekaj Ben

Poczekaj, Ben.

Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej, a w oczach miał dziwny błysk.

Można to powiązać: Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej, a w oczach zamigotało mu dziwne światełko.

Podekscytowany Ben opowiedział wydarzenia ostatnich godzin. O tym jak wraz z dzieciakami wrócili do magazynu, ale jej tam nie zastali. Bał się, że nawiała, opowiedział więc wszystko Inie, i we dwoje ruszyli na poszukiwania.

Tnij: Podekscytowany Ben opowiedział, jak wszyscy wrócili do magazynu, ale jej tam nie zastali. Bał się, że nawiała, opowiedział więc wszystko Inie, i we dwoje ruszyli na poszukiwania.

Na egzekucje dotarli w tym samym momencie, w którym Nel została napadnięta.

Mało naturalne zdanie. W sumie – dlaczego nie pozwolisz Benowi mówić za siebie? To by budowało postać.

patrzyli bezradnie jak kobieta biję Nel, później zawija w płaszcz i bierze ze sobą

Tnij: patrzyli bezradnie, jak kobieta bije Nel a potem zabiera ją ze sobą.

Ukryci czekali aż ich wyminie

Czekali, aż.

ogarnąć dzieciaki

Nowoczesne stwierdzenie.

wyszła z pokoju, a później w noc

Zeugma.

Snyd wyprowadził z pokoju Bena, gasząc po drodze świece.

Szyk wskazuje, że mógłby wyprowadzić kogoś innego (a poza tym dosłownie dwa zdania temu młody odmówił ruszenia się z miejsca – ?): Snyd wyprowadził Bena z pokoju, gasząc po drodze świece.

obok niego miedziany nocnik, w razie potrzeby; nie z dobroci serca, bynajmniej. 

I zaznaczasz to, ponieważ?

Także pierwszy raz miał sny, i to te z tych lepszych, nie mających nic wspólnego z szarą rzeczywistością. 

Po raz pierwszy miał sny, i to zupełnie niepodobne do szarej rzeczywistości.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nieee, dlaczego? Ja chcę piratów!

Niedługo sama wyruszę na morze, kurza melodia… Ipso facto et manu militari!

Eee, nie rozumieć?

Dwie rzeczy, które ona próbuje zrobić, są jedną rzeczą. W sumie.

To może: Kłujący ból przeszywa mi skroń. ?

Hmmmm…

Więc jak to opisać patrząc od wewnątrz?

A czy ja łażę po skansenach… :D

Widzę ceglany, zamknięty sufit zamiast dymnika w krytym strzechą dachu. ?

"Zamknięty" nie bardzo, ale poza tym… hmmm. Poszukaj architekta.

 W sensie, że ktoś mógłby sobie wyobrazić okno oparte o ścianę na przykład?

XD Nie, ale traktujesz okno jako element umeblowania :D

A poświata?

A czemu nie.

Trochę to komentarz.

Nie rozumiem.

Bohaterka jakby opisywała swoje zachowanie z perspektywy, hmm, czasu? Jakby z zewnątrz.

No ale jeśli jest tylko polana i las i nic więcej, to chyba nie tak trudno to dostrzec?

Niby nie, ale jeśli to jest przecinka otaczająca wieżę… albo sąsiadująca z wieżą… hmmm.

Polanę od dziedzińca oddziela wysoka brama, która wygląda na zamkniętą.

Okej, tylko zamkniętość bramy w sensie "nie jest otwarta" to i ja widzę :D

Oj, no nie była aż tak wysoko przecież…. ;p

Kurczę, faktycznie! Nie wiemy, jak wysoko ona jest… i czy to w ogóle jest wieża… mmmm, "Wasze twarze, o siostry moje"? W sumie jest to tekst w ten deseń…

Dlaczegóż?

Albowiem jeśli wirują, to trwa. Niby można przyjąć, że wirowanie trwa, tylko bohaterka dopiero teraz, nagle je zauważa, ale…

Porada z bety, żeby określić wiek.

Dobra, ale w jakim celu?

I already said that!

Przecież szaleństwo nie równa się głupocie, wręcz przeciwnie. Chyba że miałaś coś jeszcze innego na myśli.

Nie, absolutnie nie równa się głupocie – ale jeśli ktoś jest zdenerwowany, to trudniej mu myśleć. A ona chyba jest.

Ta była już mocna zużyta :)

Nawet w bajkach wszystko się sypie XD

Niektóre koty potrafią wydawać z siebie iście posolone dźwięki :O

Łooo, to mam za mało doświadczeń z kotami :D

Pytałam kiedyś o to w wątku “Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań“, wróciłam tam do naszej rozmowy i nadal nie rozumiem, czemu tu musi być spojrzenie.

Ponieważ: 

Odpowiem, że czepiam się bezmyślnego nadużywania "wzroku" w tych niespecyficznych dla niego znaczeniach, które przynależą "spojrzeniu".

To jest właśnie to niespecyficzne.

A co mają głosy do wilkołaków?

Etap najbardziej dalekosiężnych hipotez, czyli Tarnina usiłuje rozwiązać tekst :D

Mniej więcej o to mi chodziło jak w tym gifie.

XD

Uniósł ogromną łapę zakończoną szponami przypominającymi zęby wideł.

O, i tak jest jasno.

A Ty byś nie zaufała aniołowi? ;p

Nie, dopóki nie mam pewności, że to nie anioł upadły :P

Co to jest KSeF?

To jest zło. Permanentna inwigilacja. I zniszczy nas wszystkich. I tak dalej. https://ksef.podatki.gov.pl/pytania-i-odpowiedzi-ksef-20 (strona oficjalna, gdzie oczywiście są same superlatywy, ech).

True. I jaki świetny przykład.

Philip Dick wiedział, co mówi ;)

No i dobra, już nie będę delikatna! Wjeżdżam na ostro ;p

Teraz Cię rozumiem ;p

^^

(Kotek! XD)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

yes

Powoli poprawiam tekst, ale nie chcę zmieniać zbyt dużo. Wolę napisać mniej niż więcej.

Niestety, doskonałego tekstu nie ma. Kiedyś trzeba przestać poprawiać i iść dalej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

przymrozki idą… :D

Oj tam, ludzie biegają w krótkich szortach (brrr!) laugh

Narratora trzymam teraz w złotej klatce i karmię nektarem. :D

Jest pszczółką? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dziewięcioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się kasztanowiec. 

Mmmm, to nie jest literatura. Nie musisz, a nawet nie powinieneś wymieniać kolejnych rzeczy, które zrobiła Kasia, o ile te rzeczy są zwyczajne i nie mają szczególnego wpływu na całą historię. 

Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do już trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona. 

I to też nie jest literatura – jeśli wygląd i ulubione zajęcia Kasi są istotne, powinniśmy się o tym dowiedzieć z dialogu albo jej zachowania. A, i: chodziła już do trzeciej klasy (ale to też nie jest istotne).

Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym.

Brak wynikania między częściami zdania – można je spokojnie rozdzielić. "Swój" jest zbędne – po angielsku musimy zaznaczać, że to był jej komputer, w polszczyźnie się tego domyślamy. "Zdążyła" sugeruje pośpiech – ale zachowanie bohaterki nie, uważaj na takie zgrzyty. Uważaj też na powtarzające się dźwięki (włączyć-połączyła) – przeszkadzają.

Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową. 

A może po prostu: Sprawdziła pocztę.

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”.

Mam nadzieję, że to nie będzie smrodek dydaktyczny o bezpieczeństwie w sieci… Co konkretnie zainteresowało Kasię na tyle, że nie wrzuciła maila od razu do spamu? "Ariel" kojarzy się ludziom raczej z proszkiem do prania, choć miałam kolegę, który miał tak na imię (ale go nie używał). Czemu Kasia nie uznała, że to reklama proszku?

Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, lubiły i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki. 

Coś tu znikło ("lubiły"? Co lubiły? nie miało być "grach, które lubiły"?), ale zdanie jest bardzo ą-ę i nienaturalne, wręcz krzyczy "narrator nie ma pojęcia o dziewczynkach i nie chce mieć".

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. 

Mógłbyś to pokazać. Co Kasia myśli? Wejdź w jej głowę. Odegraj scenkę.

Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość.

Niezbyt ładne zdanie. Wersja trochę konwencjonalna, ale sprawdzona: Ale ciekawość przeważyła.

Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze. 

Literówka. 

Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy: 

… to klasyczny łańcuszek. Nikt na nie nie odpisuje. Czy to znaczy, że bohaterka Twojego opowiadania nie może? Nie. Ale musi po temu mieć DOBRY powód, a Kasia go nie ma. I właściwie – czemu "kpiąco"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/40980/kpiacy 

Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź: 

To mail czy czat?

“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” – zapytała przytomnie Kasia. 

Niezbyt przytomnie, bo nie zaoferował jej żadnej pomocy. "Swoją" można wyciąć, p. wyżej.

Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.

I zapewniam cię o tym tak usilnie, bo absolutnie mam jak najlepsze intencje. Serio. https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/SuspiciouslySpecificDenial/RealLife 

“Mama mówi mi, żebym nie ufała obcym.”

Naturalniej: Mama mi mówi; albo: mama mi powtarza.

“Nie mogę ci powiedzieć.” 

A jak ma dostarczyć te kwiatki?

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła z domu do pracy. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. 

A mogłeś wprowadzić Gucia np. liżącego Kasię po nosie na dzień dobry… Wtedy od razu coś byśmy do niego poczuli, a tak? Jest etykietką, abstrakcją. To śmierć dla tekstu. Czy ciocia Klara ma znaczenie? A zaniedbanie rodzicielskie? I czy Kasia nie będzie musiała zapłacić za badania? I właściwie dlaczego uwierzyła "tajemniczemu nieznajomemu"?

 “To nic ryzykownego” – pomyślała. – “Tylko to sprawdzę.” 

Myślniki zbędne.

Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska. 

Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia, chętnie zbadała pieska. (Będzie mniej chętna, kiedy nie dostanie za to pieniędzy). Czy imię pani weterynarz jest istotne? Czy jej entuzjazm dla pracy jest istotny? Czy nie możesz tego pokazać?

– Skąd to wiesz? 

Nie wie, tylko podejrzewa. Postaw się na miejscu Julii – dziewięciolatka przychodzi i ze śmiertelną powagą wygłasza takie zdanie. Jak postąpi ktoś dorosły? Będzie się śmiał, może pocieszał, opędzał od dzieciaka – różnie. A Julia robi to, czego oczekuje od niej autor, nie to, co ma sens w tej sytuacji.

Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek.

I to należało pokazać. Kasia nie wyprowadza go rano? Może dobrym początkiem tej historii byłaby scenka, w której usiłuje wyciągnąć psa z domu, a on leży i skomle? Wtedy byłoby widać, że coś jest nie tak.

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić.

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie. – Kobieta uśmiechnęła się pobłażliwie. – Ale musisz za to zapłacić.

Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze! 

Jak jedno wynika z drugiego? I trzeciego? Zaniedbanie ze strony rodziców to nośny temat, ale już się zbliżamy do końca, więc pewnie nic z nim nie zrobisz.

mina pani Julii była nietęga

Hmmm.

Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi. 

Tak od razu? Oj, nie wydaje mi się.

Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

Tak, jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

“Po prostu testuję swój program. Chcę, by był coraz lepszy.” 

Okeej, rozumiem, że komputer spontanicznie rozwinął osobowość, ale ani nie odpowiedział, po co mu kwiatki (po co?) ani skąd wiedział, na co psina jest chora, ani w ogóle… jest to dość osobliwy sposób zawierania znajomości. A i Kasia dokonuje cokolwiek osobliwego skoku logicznego.

Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.” 

“Aha!” 

Pokaż mi dziecko, które z entuzjazmem reaguje na takie dictum…

Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał

Dlaczego?

kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jakiś żart albo dziwny sen. 

I znów – dlaczego? 

 

No, niestety, ale nie jest to opowiadanie, tylko wypracowanie szkolne.

 

Niby ma fabułę – komputer Kasi ożywa i mówi jej coś ważnego, dzięki czemu Kasia może ocalić to, co dla niej ważne (Gucia), ale:

* nic z tego nie wynika (ani inwazja SI, ani ulepszenie świata przez SI, ani przyjaźń Kasi z tą SI…)

* Kasia nie staje przed żadnymi trudnościami – nawet nie wiedziała o problemie, dopóki SI jej nie powiedziała (co gorsza, my też nie wiedzieliśmy – ale po kolei), a jego rozwiązanie nie wymagało od niej zauważalnego wysiłku ani zmierzenia się z dylematem (na przykład: gwizdnąć mamie forsę z torebki, czy ryzykować, że Gucio jednak jest chory), nawet wysiłku poznawczego

* o istnieniu Gucia w ogóle dowiedzieliśmy się dopiero po tym, jak komputer przestrzegł Kasię – Kasia nie ma, na ile wiemy, żadnego powodu uwierzyć "nieznajomemu", a to psychologicznie niewiarygodne

* SI też nie ma sprecyzowanej motywacji – chce się doskonalić, ale czemu tak? co uważa za doskonalenie?

 

Fabuła powinna się składać ze zdarzeń powiązanych między sobą przyczynowo. I najlepiej, żeby to wskazywało na jakiś temat, jakąś myśl. Powiesz, że to trudne. Nie. To jest piekielnie trudne. Ale konieczne. Na tym polega pisanie.

 

Poza tym nie pokazujesz niczego, nie odmalowujesz żadnych scenek, a tylko streszczasz, co się stało, podając masę niepotrzebnych szczegółów o badmintonie czy cioci Klarze. Za dużo abstrakcji, za mało konkretu. Żadnych uczuć ani kolorów. Porównaj:

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/w-pustyni-i-w-puszczy.html 

– Wiesz, Nel – mówił Staś Tarkowski do swojej przyjaciółki, małej Angielki – wczoraj przyszli zabtie (policjanci) i aresztowali żonę dozorcy Smaina i jej troje dzieci – tę Fatmę, która już kilka razy przychodziła do biura do twojego ojca i do mego.

A mała, podobna do ślicznego obrazka Nel podniosła swe zielonawe oczy na Stasia i zapytała na wpół ze zdziwieniem, a na wpół ze strachem:

– Wzięli ją do więzienia?

– Nie, ale nie pozwolili jej wyjechać do Sudanu i przyjechał urzędnik, który jej będzie pilnował, by ani krokiem nie wyruszyła z Port-Saidu.

– Dlaczego?

Staś, który kończył rok czternasty i który swą ośmioletnią towarzyszkę kochał bardzo, ale uważał za zupełne dziecko, rzekł z miną wielce zarozumiałą:

– Jak dojdziesz do mego wieku, to będziesz wiedziała wszystko, co się dzieje nie tylko wzdłuż kanału, od Port-Saidu do Suezu, ale i w całym Egipcie.

Tutaj mamy ekspozycję podaną wprost, ale przynajmniej w dialogu – ludzie rozmawiają o wydarzeniach i przez to, co i jak mówią, pokazują swój charakter. Ich wiek jest istotny dla dalszej fabuły, podobnie wszystko, o czym mówią.

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-demon-ruchu.html 

Błyskawiczny „Continental” w drodze z Paryża do Madrytu pędził co sił w tłokach. Pora była już późna, śródnocna, czas słotny, deszczowy. Mokre bicze dżdżu chłostały oświetlone jasno szyby i rozbryzgiwały się na szkle w łzawe różańce kropel. Skąpane w ulewie kadłuby wagonów, połyskując pod światło przydrożnych latarń niby wilgotne pancerze, wyrzygiwały rynnami pluszczącą wodę. Od czarnych ich ciał szedł w przestrzeń głuchy postęk, zmieszany rozhowor kół, potrącających się zderzaków, tratowanych bez litości szyn. Zapamiętały w biegu łańcuch wozów budził w ciszy nocy uśpione echa, wywabiał zamarłe po lasach głosy, cucił drzemiące stawy. Podnosiły się jakieś ciężkie, senne powieki, otwierały w przerażeniu jakieś duże oczy i tak trwały w momentalnym wylęku. A pociąg mknął dalej w wichurze wiatru, w tańcu jesiennym liści, wlokąc za sobą wydłużoną tuleję wirów wstrząśniętego powietrza, leniwo wieszających się na tyłach dymów, kopciu i sadzy, pędził dalej bez tchu, rzucając poza siebie krwawe wspomnienie iskier i węglowych odmiotów…

A tutaj mamy przemawiający do wyobraźni opis. Zwróć uwagę, że autor opisuje nie techniczne szczegóły pociągu, ale to, jak ten pociąg jest postrzegany (a może jak autor chce, żebyśmy go postrzegali).

 

Literatura ma działać na wyobraźnię. Na umysł działa potem, za pośrednictwem wyobraźni, a wyobraźnia jest, jak twierdzili scholastycy, zmysłem (to samo mówili o powiązanej z nią pamięci). Dlatego czytelnik potrzebuje konkretów – porównań, nie etykietek. Etykietki i abstrakty są dobre do rozprawy matematycznej (a i to nie zawsze – nasze myślenie jest zakotwiczone w konkrecie i nie trzeba się przeciw temu buntować, tylko inteligentnie wykorzystać). Szczególnie uczucia bohaterki wobec psa, "nieznajomego" i rodziców warto odmalować.

 

Ale – nie mówię, że nic z tego nie będzie. Mówię tylko, że musisz sporo popracować, zanim zobaczysz jakieś wyniki.

Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.

Tak, tylko warkoczyki się splata. Ale znów, fryzura bohaterki nie ma nic wspólnego ani z SI, ani z jej psem.

Trochę za poważne myślenie jak na dziecko. Tzn na pewno wiedziała, że różni ludzie są w sieci ale czy by się tym niepokoiła, aż tak bardzo?

Zdecydowanie za poważne.

Możliwe, że Ty i Czarna będziecie jednymi z ostatnich, którzy piszą odręcznie.

Przepraszam, ja piszę ręcznie. Komputer rozprasza.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Narzędziem dla wtajemniczonych, teorią służącą do łatania równań tam, gdzie rzeczywistość odmawiała współpracy.

Eeee… no, nie. To duże zagadnienie z filozofii matematyki (czy równania opisują rzeczywistość i jak to jest możliwe), ale… nie. Rzeczywistość jest po prostu trochę bardziej skomplikowana niż ciało liczb rzeczywistych… (Czy możemy wyróżnić "purpurę naukową"?) (A urojoną nazwał tę jednostkę podobno Kartezjusz, a może Euler. W każdym razie parę lat temu.)

Nikt nie przypuszczał, że ujrzymy jej ślady poza stronami podręczników.

… purpura. W zasadzie żadnej liczby nie oglądamy, jeśli nie zostanie zapisana, a czym są "ślady liczby", jeden Cthulhu wie.

A jednak… zawsze tam były. 

Purpura lekko angielska – po polsku zaimek (w angielszczyźnie nieodzowny) jest nie tyle zbędny, co mylący. No, bo gdzie jest "tam"? O jakie miejsce chodzi?

W danych z laboratoriów – traktowanych przez dekady jak tło, szum, drobne odchylenia – czekały cierpliwie, aż ktoś nauczy się patrzeć głębiej.

Eeee… masz na myśli – co właściwie? (I czy to nie laboratoria są tu traktowane jako szum? Gramatycznie, znaczy?) Kariera naukowa porzuciła mnie dawno, ale jeszcze pamiętam, że nie wszystkie dane pomiarowe uznaje się za istotne. Jasne, czasem błędnie. Czasem rozdzielczość przyrządów jest po prostu za mała. Ale błąd gruby, szum i te de jednak istnieją.

To zaczęło się jak zwykły eksperyment. Najpierw pojawiły się subtelne pajęczyny powiązań – świetliste linie łączące impulsy neuronalne w struktury zbyt regularne, by mogły być dziełem przypadku.

… Eksperyment to zaplanowane działanie służące potwierdzeniu (albo obaleniu) jakiejś hipotezy (niekoniecznie naukowej, niedawno celowo "popsułam" JPK, żeby zobaczyć, czy da się zaimportować – nie dało się, hipoteza straciła na wiarygodności). Co ma do "pajęczyn powiązań", które łączą "impulsy" w "struktury" (w jaki sposób, u Boga Ojca, połączyć impulsy – fotony albo elektrony, albo w ogóle fale – w trwałe, stabilne struktury?), nie wiem. Rozważań o przypadku nawet nie chcę zaczynać, bo utkniemy na cały dzień.

W samym centrum każdej z tych pajęczyn Sieci, niezmiennie, pojawiała się nowa, nieznana dotąd zmienna.

Mmmm, instrumentacja zgłoskowa czy przypadek? Podejrzewam jednak przypadek, bo "zmienna" to mierzona albo obliczana wartość (w sensie matematycznym), a nie coś, co się "pojawia". Znaczy, można np. odkryć sposób mierzenia temperatury (zrobiono to jakoś pod koniec Średniowiecza, jeśli dobrze pamiętam), ale to nie czyni samego zjawiska zmienną, tylko pozwala je opisać matematycznie. Za pomocą zmiennych.

Gdy „i" porządkowało warstwę abstrakcji, tak Pierwiastek Ja porządkował warstwę impulsów.

Nie mam pojęcia, co próbujesz powiedzieć. Nawet gramatycznie części tego zdania się nie łączą: "gdy" nijak się ma do "tak".

Ale Pierwiastek Ja nie był tylko martwą liczbą.

Pitagoras wierzył również, że jedzenie bobu jest zbrodnią. Ekhm. Przepraszam. Już przestaję. Liczby ogólnie nie należą do kategorii bytów, które mogłyby być żywe – chociażby reagować nie bardzo mogą, bo nic na nie nie oddziałuje, są poza porządkiem przyczynowym, a co dopiero mówić o spontanicznej aktywności czy bardziej materialnym odżywianiu.

Za każdym razem, gdy badany odczuwał gwałtowny lęk, Sieć powiązań tego punktu zacieśniała się – linie drżały, napięte do granic wytrzymałości.

Dobra, czyli chodzi o to, że każdy człowiek ma w środku (albo gdzieś?) taką siatkę, która się napina, kiedy on się boi. Może i ma. Ale co to ma wspólnego z jednostką urojoną?

rezonans stawał się chaotyczny

Nie jestem fizykiem, ale coś mi tu nie ryksztosuje. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rezonans (Poza tym dotąd nie było mowy o rezonansie i drganiach, tylko o napięciu nici pajęczyny).

wszystkie nici kierowały się ku centrum

Jak? Skoro wszystkie one wychodzą z centrum, to w pewnym sensie są na nie skierowane już przez to. Chodzi o to, że się ruszają w tamtą stronę? Naciągają? 

drgał, jakby pogrążając się w żałobie

Jedyne drgania, które mogą jakkolwiek powiązać z żałobą, to drgania ramion przy płaczu. Ale czy o to Ci chodzi? Nie wiem.

Im silniejsze było uczucie, tym gwałtowniej zmieniał się wykres.

Jaki wykres? Co jest wykreślane?

Patrzymy na duszę. Nie w sensie poetyckim. W sensie obiektywnym – matematycznym.

Dusza. To. Nie. Metafora. Argh. Obiektywność nie wyczerpuje się w matematyce, a jaźń w uczuciach (w przedkartezjańskiej metafizyce uczucia przychodzą z ciała, tak w ogóle). Argh.

Określiliśmy je Więziami.

Nazwaliśmy. "Określić" to nie tyle nazwać, ile opisać.

W przeciwieństwie do grawitacji czy magnetyzmu, połączenie nie było po prostu silniejsze z bliska – ono zmieniało naturę.

Zwłaszcza na tle naukowej purpury – bardzo niezręczne zdanie. Oddziaływanie nie tyle potężniało ze zmniejszaniem się odległości, ile zmieniało naturę.

Im dalej badani byli od siebie, tym dłuższa i słabsza była Więź.

Tak przestrzennie? Poza tym nie widzę tu zmiany jakościowej, tylko ilościową, więc trochę przeczysz sam sobie.

Ale gdy byli blisko – na dystans kilku metrów – Więź kurczyła się, gwałtownie skracała, stając się niewiarygodnie gęsta, skondensowana.

Ale gdy byli blisko, kilka metrów od siebie. Dalej nie wiem. Czy ta więź jest abstrakcją, czy zwykłą gumką?

Wtedy zdarzył się incydent z badanym 04.

Hmmm.

Podczas testu przeciążeniowego jego serce stanęło.

Angielskawe. A komisja etyki czeka za drzwiami: Podczas testu przeciążeniowego doszło do zatrzymania akcji serca.

 Obserwowaliśmy to na monitorach. W momencie ustania funkcji życiowych jego Pierwiastek Ja – centralny, kotwiczący punkt – zamiast powoli zgasnąć, po prostu pękł, natychmiast znikając z Sieci.

Tak po prostu się gapiliśmy, jak człowiek umiera. Byle… mieli jakąś hipotezę do potwierdzenia? Hipotezę, że kiedy ktoś umiera, to… "gaśnie" w nim jednostka urojona? Hę?

 

A poza tym – pękł i natychmiast zniknął. Takie zastosowanie imiesłowu jest angielskie.

Więzi, które miał – zarówno te wewnętrzne, jak i te łączące go z nami w pomieszczeniu – pozostały.

Więzi, te wewnętrzne, jak i te łączące go z nami w pomieszczeniu, pozostały. Przed chwilą "więzi" były między ludźmi, a teraz nagle są… nie między ludźmi?

wibrującym w strukturze, której on sam już nie wypełniał

?

Im głębiej spoglądaliśmy w sieć, tym bardziej przestawała być tylko wykresem.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wykres 

na monitorze pojawiła się nowa linia rezonansu, którą można było odczytać

Każdą można, bo obraz na monitorze jest zapisem zjawiska rezonansu. Ale chyba chodzi o to, że linia ułożyła się w litery. Hmm.

Zapadł strach

…? Strach może paść na kogoś, zapaść może cisza. https://wsjp.pl/haslo/podglad/24549/strach/4510630/stan-psychiczny 

systemy gasły

Systemy ani nie są źródłem światła (może wtórnie) ani nie są żywe, więc nie bardzo mogą gasnąć.

przez ekran przemknęło ostatnie, resztkowa linia wykresu

Literówka, albo dwie.

Samotna wibracja , która jakby uformowała kolejne, ostatnie słowo:

Zbędna spacja.

…Lyra…

 

Chyba miałam się wzruszyć, ale, no, nie wyszło. Facet został uśmiercony przez szalonych naukowców, co u mnie wywołuje raczej gniew, choć niezbyt mocny, bo sytuacja jest abstrakcyjna i mętna, nie tylko dzięki nadużyciu "mądrych" słów, które nie czynią tekstu science fiction, bo z obecnym (ani przeszłym) stanem nauki ma on niewiele wspólnego.

I cóż. Nie wiem, co powiedzieć, więc lepiej zmilczę.

sam pomysł porównania liczby urojonej “i” do duszy “ja” jest interesujący.

Pomysł, że wszystko jest liczbą, datuje się na ok. 500 lat przed naszą erą i zapewne da się z niego zrobić literaturę – ale do tego trzeba być Geniuszem. A gra słów (pun, or play on words) nie jest dowodem metafizycznym. 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zbyt uporządkowany, by był dziełem natury.

A może: Zbyt uporządkowany jak na dzieło natury. (?)

Ciąg impulsów układał się w wyraźnie intencjonalną strukturę. Nie było wątpliwości – ktoś go nadał. Problem w tym, że nikt nie miał pojęcia, co oznacza.

Kurtyzana, teraz nie wiem, czy używasz słowa "intencjonalny" poprawnie… https://filozofuj.eu/pojecie-dnia-31-intencjonalnosc/ (Angielskie "intentional" oznacza także "celowy", ale to by tu nie pasowało).

Podziały polityczne, kulturowe i religijne zeszły na dalszy plan.

I nastała rodenbergowska utopia XD

Wysiłek, koszty i nakłady energii nie miały znaczenia.

W sumie wszystkie trzy stanowią wysiłek, ale co tam.

Ustalono wspólną godzinę odczytu.

?

Globalne wydarzenie

Ale to jest gruby anglicyzm.

 

Tynf za żart :)

Na końcu “przypomniała sobie”, że mieszka w bloku i czy ewentualnie może umieścić fotowoltaikę na balkonie :P

XD

Też już mam 100% pewność :)

Aż się boję sprawdzać podejrzenie…

 

ETA: Ale sprawdziłam i hipotezę obaliłam. Uff :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

cóż Cię wczoraj obtłukło okrutnie

… chodnik :D

i od razu mózg mi się zresetował. Może to jakieś masochistyczne, ale działa! :D 

Kurtyzana, a mnie to nikt tak nie zrobi :D

uprzedzam jednak, że to się kończy przejściem na ciemną stronę mocy

Jestem go bliska. Jeszcze trochę KSeFu i…

Polecam się na przyszłość! :)

Wzajemnie! laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

cokolwiek teraz zaczynam pisać, nie jest wystarczająco dobre!

Welcome to my world… (piraci znów wylądowali w koszu). heart

Próbuję rozgonić resztki snu i wrócić na jawę.

Hmmm. Nie za dużo tego dobrego?

Nie jest to łatwe, gdy coś chce mi rozłupać czaszkę od środka.

Hmmmmmmm.

ostra błyskawica bólu przeszywa mi skroń

Melodramat.

sienniku? Pryczy?

 

https://wsjp.pl/haslo/podglad/76298/siennik 

https://wsjp.pl/haslo/podglad/125473/prycza 

Wpatruję się w ceglany sufit zamiast w dymnik i słomiany dach.

Skonsultuj się z architektem. Dach w każdym razie jest kryty strzechą (słomianą), a nie słomiany.

Odwracam powoli głowę w prawą stronę

Lepiej: Powoli odwracam głowę.

Między skromnymi meblami i pryczą jest też okno, przez które wpadają promienie zachodzącego słońca.

Okno bardziej w ścianie…

próbując w magiczny sposób odgonić ból

Jeśli ona jest magiczką, to dobrze, ale jeśli tak tylko komentuje swoje postępowanie, to ironia… może tu być na miejscu. Na razie trudno orzec.

 długą, luźną tunikę

Nie wiem, czy nie przestawiłabym przymiotników.

Przykładam delikatnie stopę do podłogi, pozwalając się jej przyzwyczaić do zimna.

Ostrożnie stawiam stopę na podłodze i czekam, aż przywyknie do zimna.

Jest zwykłe, proste, bez błony czy chociaż okiennic.

Lepiej: chociażby. Praktyczność podobnego okna pozostawiamy jako ćwiczenie dla czytelnika.

Ciemny, gęsty las rozciąga się po horyzont, za nim znika powoli krwawe słońce.

Hmmmm.

Czerwona łuna ścieląca się na czubkach drzew jest czarująca.

…? Rozumiem nagłą zmianę nastroju pod wpływem pięknych okoliczności przyrody, ale czy łuna może się ścielić? https://wsjp.pl/haslo/podglad/111227/luna/5262962/na-niebie Odblask, może?

Zamieram.

Hmmmmmm… 

Dopiero po chwili kieruję wzrok w inne miejsca.

Trochę to komentarz.

Przed lasem dostrzegam niewielką polanę.

Hmmm. Sęk w tym, że z wysoka raczej nie widać rzeczy niewielkich… Spójrz tutaj: https://wyjazdowo.com/latarnia-morska-gdansk-nowy-port/ 

Pod samą wieżą znajduje się brama, która jest zamknięta.

A tego bohaterka żadną miarą zobaczyć nie może. Chyba że się wychyli, a i to niekoniecznie.

Między nią a wieżą widzę niemal pusty dziedziniec, na którym stoi jedynie jakiś zdezelowany wóz, a na nim nieco słomy.

Tniemy: Między nią a wieżą widzę dziedziniec, na którym stoi tylko zdezelowany wóz, a na nim nieco słomy. (Dziołcha ma wzrok jak orły, sokoły… a może to ja ślepowron. Anyway).

Zachwyt widokiem ustępuje przerażeniu.

"Widokiem" tylko psuje rytm, jeszcze pamiętam, co czytałam przed chwilą (mimo poszukiwań zdjęć z wieży).

Czuję suchość w gardle, niewidzialny ciężar przygniata pierś.

Nagle drzwi i ściany wirują

Zaczynają wirować.

Ból głowy powraca z podwójną siłą.

Kliniczne to.

w całym dwudziestoletnim życiu

Hmmm.

Czuję zbliżający się wraz ze zmierzchem chłód. 

Nadal melodramat.

Spoglądam na pryczę. Leży na niej worek wypełniony słomą.

Czyli jednak i prycza, i siennik?

Słoma z pewnością mnie dotkliwie podrapie, ale jakoś to zniosę.

Słoma z pewnością dotkliwie mnie podrapie, ale jakoś to zniosę. Dziwnie ą-ę, jak na stan psychiczny bohaterki. A porządną tkaninę, dobrze zszytą, nie tak łatwo rozpruć.

Brzuch zabulgotał głośno, jakby z pretensją.

A przed chwilą narracja była w czasie teraźniejszym?

Ten dziwny dźwięk trwał tylko chwilę, ale zdążył mnie oszołomić.

…?

Tak jakby mój ruch miał znów sprowokować ten osobliwy krzyk.

Przecież rozpoznała, że to zwierzę ryczy?

Pamiętam kota, który wydawał upiorne dźwięki.

Kota? Niektóre ptaki potrafią naśladować szeroką gamę dźwięków, ale kot?

Gdy z trudem przełamuję strach, by się poruszyć

?

spojrzeniem do jedzenia

Rym.

Przez chwilę mgła zasnuwa mi widok

Lepiej: Na chwilę mgła zasnuwa mi oczy.

Gdy odkładam już opróżnioną miskę na posadzkę

Lepiej miskę odstawić, a "już" można wyciąć.

 Nie rozprasza jej światło dnia czy pochodni.

Tak, wierzę, że jest ciemno.

mój wzrok

Spojrzenie…

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce, jakby chciały sięgnąć moich stóp. 

Mieszana metafora – promienie jednocześnie są wodą i czymś żywym.

Nieraz prowadziłam ze sobą dialog, lecz teraz głosy brzmią prawdziwiej niż zwykle.

Hmmmm…? (Domyślam się, że mamy tu do czynienia z… godzillołactwem? zwykły wilkołak by takich zniszczeń nie narobił…)

Czuję delikatny powiew wiatru, który muska twarz, włosy, szyję.

A może łagodny?

Nawet uratowałam go przed szatanem.

I nie powiązała tego drobnego faktu z, chociażby, mściwością czarta?

stosu siana

Stogu.

Usta ułożyły się w koszmarny, trójkątny uśmiech.

… przepraszam… trudne dzieciństwo…

łapę zakończoną dłuższymi niż u wideł szponami

Hmm. Czy widły mają szpony… Czy może jednak: łapę zakończoną dłuższymi niż zęby wideł szponami?

Wyraźnie, jakby usiadł na moim ramieniu.

Jakby usiadł mi na ramieniu.

Gdy człowiek umiera z rąk anioła, trafia do nieba.

… i ona w to uwierzyła? (Powiedziała ta, której bohater próbuje rozgrywać piratów…)

Skowyt był nieznośny dla ucha.

Nie mógł być nieznośny dla oka…

Nie, moje dziecko. Razem go uratujemy.

Oczy męża rozszerzyły się

Mmmm. Kliniczne.

Przyjedzie na białym koniu, uwolni mnie i pojedziemy daleko, daleko od wszystkich, od tych, którzy wyśmiewali mnie i moje wizje, daleko hen, za horyzont…

Aha. To zmienia postać rzeczy.

Czuję okropny smród siarki. Jest obezwładniający.

Skompresowałabym: Czuję obezwładniający smród siarki.

 

Okeeej… nie jest to szczególnie nowy pomysł, chociaż z takim do niego podejściem dotąd się nie spotkałam. Chociaż właściwie autentyczną wariatkę albo by wykorzystali jako wieszczkę (są takie sekty zwłaszcza na wschodzie) albo zamknęli gdzieś o chlebie i wodzie, zamiast marnować wieżę. Chyba. Nie do końca wiem, na jakim poziomie związków z rzeczywistością jest bohaterka… może na tym, do którego ja się zbliżam (jeszcze miesiąc KSeFu i jedno przerobienie piratów od zera i przysięgam, że komuś stanie się krzywda). 

No, po prostu – hmm.

Dam 100 zł temu kto napisze tekst o dawnej wsi gdzie, mąż się nie upijał i był miły dla żony ;P

Ja dołożę drugie i czapeczkę szydełkową.

To właśnie jest fajne w tekście, że jej odbiło ;)

Mental illness is not funny.

Czyli jak – powoli, ostrożnie? Słowo “delikatnie” bywa nadużywane.

Nareszcie ktoś mnie rozumie ^^

Dość dziwnie to brzmi :)

Kłaczek? :D

Sporo czarnego humoru

… znów mi wcisnęło śmiechoguzik?

Co osoba to opinia ;p

Tak mawiali już starożytni Rzymianie XD (serio!)

No przecież to więzienie, a nie szpital, o co chodzi :D

O chlebie i wodzie, ot co :P

Ale serio, tak się mówi poprawnie?

Serio. Ale nazwa wyspy chyba nie ma z tym nic wspólnego.

słyszę kroki Tarniny, są coraz szybsze!

No, jestem, jestem, o co chodzi? XD

Bo klepisko to chyba może być tylko na parterze, prawda?

Tak, bo to ubita ziemia. Wyżej muszą być jakieś konstrukcje, ale spytaj architekta.

Ale, yyy, gdzie tu jest czarny humor? ;p

Uff, kamień z serca (na odcisk :P)

Nie, ale mam takie wrażenie, że jak zastygamy to możemy być też oszołomieni.

I zastygnięcie o tym właśnie świadczy, więc nie ma co tego dublować :P

może obecnie brzmi dziwnie bo mało używa się konstrukcji tego typu

Pewnie tak.

w dodatku brzmi to jak kalka z angielskiego

Powtarzam. Mówię. Trąbię… Argh. :P

Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. 

Właśnie licho wie…

Nie za współczesne aby?

https://wsjp.pl/haslo/podglad/32859/cholerny 

CHRONOLOGIZACJA: 1841, Adam Rogalski, Słownik rossyjsko-polski, t. 2, polona.pl

Zależy, jak bardzo średniowiecznie ma być ;P

Od pierwszych zdań czuć dezorientację bohaterki i ten stan chyba mi się udzielił.

Hmmm… W sumie…

w ogóle wyobraziłem sobie tutaj blokadę morską weny, w jakimś fantastycznym wymiarze, i przełamujące ją rajdery wyładowane natchnieniem

Fajny obraz :D

nie mam natomiast poczucia, bym uzyskał lepszy niż dotychczas wgląd w życie wewnętrzne osoby dotkniętej psychozą

Ja też nie. Troszkę ta psychoza… hollywoodzka.

Po napełnieniu zawartość wylewamy przez okno, w zależności od względnego poziomu znudzenia i kultury osobistej krzycząc “Uwaga tam na dole!” lub czając się na dozorcę.

I nie upuszczamy wiadra…

Gdyby nakręcono film na podstawie tego tekstu, wszystko widzielibyśmy. I wieżę, i anioła, i diabła…

Ekhm. To, że coś widzimy, nie oznacza, że to istnieje…

Ajajaj, ale to już jest za długie zdanie, zwłaszcza w formie szorta.

Dlaczego?

Nie wiem też, dlaczego to jest kalka z angielskiego, aż tak nie znam dobrze tego języka i nie czytam książek w nim. Może powinnam zacząć?

Warto zacząć, a przyczyną może być coraz większe niechlujstwo mediów. Czasami mam ochotę jednego z drugim redaktora udusić i powołać się na niepoczytalność.

Szczerze nie wiem, czy należy aż tak dbać o zgodność z biologią, czy to jest ważniejsze niż stworzenie odpowiedniego obrazu w głowie czytelnika… temat warty dyskusji.

Płuca są konwencjonalne. A usta też pasują, i w dodatku nie utarły się, więc tu pasują lepiej, skoro ma być dziwnie.

To musisz mieć jakąś grubą skórę, bo mnie nieraz podrapała dotkliwie :O

Zamiast ziarnka grochu trzeba podkładać dynię :P

no moim zdaniem do zakwalifikowania do fantastyki wystarczą obrazy tworzące się w głowie pod wpływem psychozy

Niekoniecznie, bo psychotycy istnieją.

A, ok, czyli nie usuwać całkiem zaimków, tylko nie używać dzierżawczych. Noted!

Używać, ale nie angielską modą :P

Z powodu naszego racjonalnego myślenia? 

Hmm?

Czasami zaimek można też całkiem usunąć, ale to już subtelniejsza kwestia stylistyczna, Tarnina ma w tym lepsze wyczucie od mojego.

blush

No tak, uderzył mi w twarz brzmi okropnie ;p

I nie miałoby sensu :)

Dobrze, że w nie nie weszłam… ;-)

Oj, tak :D

lekki foreshadowing (jak to jest po naszemu??)

Zapowiedź, prefiguracja, antycypacja (to ostatnie zapomniałam i musiałam sprawdzić).

Opis przypomina mi nieco anhedonię, spłaszczoną uczuciowość.

Mmmm, bez przesady. Po prostu zmęczenie.

Czyli podzieliłam czytelników na dwa obozy :)

Wiesz, są ludzie, którym się ten zabieg podoba – i są tacy, którym nie :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

Mam nadzieję, że miłe i lekkie, bo nadal jestem obtłuczona po wczorajszym…

Ranek był rześki, odświeżające powietrze, jeszcze nieogrzane słońcem, już wibrowało od budzących się pszczół, much i ptasich trelów.

Hę. Na pewno rozdzieliłabym na dwa (na pierwszym przecinku), ale w ogóle daje się tu zauważyć pewną wybujałość. I budzące się trele (?).

Mało mnie to, jako narratora, obeszło, ale autor chciał zbudować atmosferę. 

https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true 

Wrzycimłot rozprostował członki, przeciągając się i ziewając, pacnął ogonem kilka razy o ziemię

Co było jednoczesne z czym?

słoneczko ogrzało wiosenny dzień

Hmmm. Czy dzień można ogrzać?

Nie słoneczka, lecz rzeźnika, rzecz jasna. 

:D

krzyknął krasnolud kpiąco

A nie można tego kpienia jakoś w wypowiedź włożyć? Albo w ogóle wyciąć, bo Jasnygwint zaraz i tak o nim wspomni?

Wtedy właśnie dzień zaczął się wydawać idealny.

Hmmmmmmmmmmmmmm…

wsłuchał w dźwięki natury i przeraźliwie fałszującego parobka nucącego w rzeźni

Dźwięki parobka, czyli może tak: wsłuchał w dźwięki natury i przeraźliwie fałszywe nucenia parobka.

Tutaj już stanowczo odmawiam, jako narrator, dalszej oceny stanu psychicznego bohaterów, to ciągłe domniemywanie mnie męczy.

:) "Już" można wyciąć.

Drogą zbliżał się karczmarz Grogun i jego pomocnica Niezabudka

Było ich dwoje, więc się zbliżali.

usłyszał, jak kłócą się między sobą

Usłyszał, jak się kłócą.

uchylił jedno oko

Uchylił ewentualnie powiekę, ale oko raczej otworzył.

czy zawiedziony przerwanym odpoczynkiem

Błąd kategorialny: zawiedziony, że przerywa mu się odpoczynek.

Grogunie, nie musi być po mojemu, ale musi być porządnie!

Czy wiesz Wrzycimłocie, co on ma na myśli, mówiąc „niezbyt często”?! – krzyknęła Niezabudka i zamachała rękoma w sprawiedliwym oburzeniu. 

Czy wiesz, Wrzycimłocie, co on ma na myśli, mówiąc „niezbyt często”?! – krzyknęła Niezabudka i zamachała rękoma w słusznym oburzeniu. 

odburknął Wrzycimłot nierad

Przecinek: odburknął Wrzycimłot, nierad.

Oczywiście, nikt nie pyta narratora, czyją stronę on chciałby trzymać. Przecież autor by się zmęczył. 

Ja wiem, ale nie powiem. Podroczę się, a co! 

yes

a teraz, co?

A co to za przecinek? Kwestii piwowarskich nie komentuję, bo się nie znam.

Na zmarnowanie poszły – powtarzał Grogun. 

Tak w kółko?

autor się po prostu nie wysilił

Nikt nie docenia autorów…

Już nie muszę pisać, co czuła, prawda? Dobry jestem!

XD Ale to autor pisze ;)

nazwałeś

Ale to Niezabudka jest adresatką tej wypowiedzi :)

pierś unosiła się w sprawiedliwym oburzeniu

Oburzenie, jako się rzekło, raczej słuszne.

warkocze podskakiwały w rytm ruchów głowy

…?

Właśnie dowiedziałem się

Właśnie się dowiedziałem.

Oszukano mnie.

cheeky

Wrzycimłot pojechał z Niezabudką do stolicy i nic dobrego z tego nie wynikło. Ha!

 

Ale za to jak sympatycznie się czytało :D Czyli nawet z braku pomysłu można zrobić pomysł…

laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zawsze miło pomóc smiley

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka