w_baskerville
Jeszcze raz dziękuję ci za te wszystkie rady. Ostatnie dwa dni spędziłem na ich przeglądanie i wdrażanie. Generalnie czuję, że bardzo dużo mi uświadomiłaś rzeczy, o których nie wiedziałem wcześniej, za co będę ci na zawsze wdzięczny. Tekst po poprawkach też czyta się lepiej (chociaż dopiero za jakiś czas przeczytam go jeszcze raz od zera, żeby spojrzeć na świeżo).
W paru przypadkach, tak jak uprzedziłem, się nie zgadzam, opisałem je niżej, jakbyś chciała ze mną podyskutować, na co jestem otwarty!
Wszystkie kwestie, do których się nie odniosłem, poprawiłem w ten czy inny sposób.
Jeżeli recenzujesz/korektujesz (dziwne słowo) zawodowo teksty, to z chęcią bym został Twoim klientem, nie żartowałem z tym 
Nie można ocenić czegoś albo kogoś „od góry go dołu”. Można kogoś obrzucić taksującym spojrzeniem.
Nie mogę się zgodzić, że nie można ocenić czegoś od góry do dołu. Ale po głębszej analizie, uznałem, że lepiej będzie pasować “taksować od stóp do głów”, jako bardziej powszechny związek frazeologiczny.
Stan ciuchów bohatera świadczy pośrednio o jego nieciekawej sytuacji życiowej, jest ważny, ale „buty, które niejedno już przeszły” (sic!) darowałabym sobie, podobnie jak postrzępioną koszulę (?) czy tam inny kubraczek. Wystarczyłoby dobitnie stwierdzić, że przyodziewek Sabriela był lichy/znoszony/nędzny.
Ha, nie zaważyłem gry słów przy butach, ale teraz niestety mi się spodobała. Mimo to usunąłem, nie chcę komizmu w tym momencie.
Co do reszty, skrócenie tego za bardzo by zubożyło cały tekst. Jedno słowo zamiast 2 zdań opisu wydaje się radykalne, show don’t tell! Poza tym w Verdis kolor ubrania miewa znaczenie, co oczywiście nie widać w tym tekście, ale staram się trzymać jednego zbioru zasad i siać ziarno.
– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?
Przekombinowałeś. Powtórzenia, jeśli są zamierzone, nie są grzechem. Mogłeś zapisać tę wypowiedź dużo prościej: – Czy już sprzedawał pan coś u nas? – Słowo „pan” w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga. Przy okazji ujęty w cudzysłów „pan” w partii dialogowej, nie zdumiewałby tak, jak teraz zdumiewa!
Nie mogę się zgodzić, przerwanie w trakcie dialogu dodaję pauzę, którą wyobrażam sobie, że staruszek faktycznie zrobił, musząc wypowiedzieć “pan” do Sabriela. Przeniesienie komentarza narratora na koniec osłabia ten efekt w moim odczuciu.
Co do “pan“ masz rację, że to zaskakuje. Myślałem nad kursywą, ale potem zdałem sobie sprawę, że nie każda platforma ma takie bajery. Jak w przyszłości będę przeklejał gdzieś tekst, to wolałem mieć pewniejszą formę podkreślenia dziwności słowa.
Pierwsze zdanie – wypowiedź lichwiarza – brzmi kiepsko i nienaturalnie. Przemyśl go.
Tu się totalnie nie mogę zgodzić. To agent, udający lichwiarza, w świecie, gdzie ludzie są bardziej rzeczami. określenie go jako ‘osobnik’ już trochę zdradza, że hej – to jest ktoś, kto nie zważa na ludzi.
Zamieniłabym niedawno na kiedyś, bo mało prawdopodobne jest, aby gość w styranych przez lata użytkowania ciuchach „niedawno” dysponował taką kasą, że obrzucał żonę cennymi precjozami. No, chyba, że wydał w tym celu wieloletnie oszczędności. Oczywiście, Sabriel ściemniał, ale musiał to robić przekonująco – łysol powiedział przecież: „Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś”, więc nie można gościa rozczarować.
Ta prosta zmiana sprawiałaby, że reszta zdania nie miałaby sensu. Linią obrony Sabriela jest: kupiłem łańcuch [niedawno, za oszczędności], ale za dużo wydałem i teraz od razu zastawiam.
Dodatkowym argumentem jest, że ‘kiedyś’ sugerowałoby znoszony łańcuszek, a on, pochodząc z mocy Sabriela, nie miałby śladów użytkowania.
Jego wzrok rozmył się na chwilę, gdy spojrzał na naręczny terminal.
Po pierwsze czyj wzrok?
Tu toczy się dialog, była kolej lombardzisty na wypowiedź, więc wydawało mi się to naturalne, że nie trzeba precyzować o kogo chodzi. Ale narracja faktycznie jest od strony Sabriela. Masz rację, że to jest skomplikowane.
Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło.
Nie ma co aż tak oszczędzać na informacjach. Ich nadmiar szkodzi, ale i niedobór nie pomaga. Przecież to informacja, która wyświetliła się na ekranie/którą odczytał z ekranu sprawiła demonicznemu dziadkowi satysfakcję, po co sztucznie tworzyć zbędne tajemnice.
Jednocześnie jej treść nie wniesie nic do historii, to zapewne jakiś rozkaz działania, wdrożenia operacji w życie. IMO nie wymaga rozwinięcia, ufam czytelnikowi!
Następstwo zdarzeń podejrzane: wszak najpierw Sabriel został zaskoczony nietypowym przebiegiem przesłuchania prowadzonego przez lichwiarza, a dopiero potem poczuł się tym zagrożony tak mocno, że aż zastygł z wrażenia/zamarł w bezruchu/zesztywniał z wrażenia.
Najpierw zastygł zbity z tropu, potem połączył fakty i poczuł zagrożenie.
Pewna Groźna nuta, jaką można było wyczuć//jaka zabrzmiała//w ostatnim zdaniu lichwiarza [przecinek] nadal unosiła się cały czas w powietrzu. Zaczerwieniona z emocji do tej pory skóra twarz niedoszłego (raczej potencjalnego, a nie niedoszłego, bo w końcu sfinalizował interes) zastawcy stała się teraz śnieżnobiała. (po co ta śnieżnobiała poezja, skoro istnieje konkretna nazwa) pobladła.
Nie mogę się zgodzić, że potencjalny wchodzi tu w grę. Jesteśmy w momencie historii, gdzie niedoszły sugeruje, że deal jest niemożliwy do osiągnięcia, potencjalny, że nadal toczą się negocjacje. Inna sprawa, że potem stał się po prostu producentem, nie zastawcą. nie miał już możliwości odkupienia, więc niedoszły IMO pasuje.
Tak samo pobladła, zostawiam śnieżnobiała, to do mnie bardziej przemawia.
W kącikach jego oczu pojawiły się łzy.
Wydawało mi się, że kreujesz silnego bohatera, przed którym respekt czuło nawet szemrane, bandyckie towarzystwo, a tu nagle okazuje się, że gość ma ochotę zaszlochać, rozbeczeć się i pewnie obsmarkać. Dla mnie to niekonsekwencja, ale może taka jest twoja koncepcja, więc OK.
Hahaha, Sabriel nie jest bossem! Jest rosłym mężczyzną, który zwykle nie musi się przejmować o swoje bezpieczeństwo, bo są łatwiejsze cele. A to różnica! Postarałem się lepiej to podkreślić w poprzednim akapicie.
Na blat lady wyciągnął teraz grubą teczkę z dokumentami. Na jej wierzchu widniały oficjalne pieczęcie rządu.
Wyciągnąć coś można np. Z szuflady, ale NA blacie kładziemy/stawiamy/umieszczamy itp. Błędny przyimek.
Trochę przerobiłem, ale generalnie słusznie zidentyfikowałaś, że chciałem, żeby to brzmiało jako wyciągną z szuflady i położył na blacie, bo w przeciwnym razie te dokumenty pojawiłyby się znikąd.
I cóż my za myśl mamy, tak w skrócie? Ano taką, że złole pojadą po kasie gościowi, pomimo że tenże gość wiedział, że może paść trupem! Logika jakby odfrunęła, nieprawdaż?
Naaah, nie doceniasz chciwości ludzkiej! Po pierwsze, wiedział, że będzie renegocjować, a nie chciał negocjować stawki jedynie częstotliwość (nie odzywał się, mimo iż tempo mogło go zabić). Po drugie to tylko “może” go zabić. Ludzie palą trzy paczki fajek dziennie, bo daje im to satysfakcję, mimo iż tempo może ich zabić. Co z tego, że 3 paczki to 60% szans na zachorowanie na raka płuc (liczba z podsumowania google AI, nie sugerujcie się nią, nie sprawdziłem!).
Prestidigitator