Hej,
przemogłem się i przeczytałem. Te kilka pierwszych zdań odrzuca, po co czytać coś, co nie chce być czytane? Nie wiem, ale przeczytałem, nie wiem w sumie po co… Być może to gra, w którą dałem się wciągnąć, z własnej przekory, wpadając w sidła makabrycznego pajaca, który również ze mnie uczynił_ błazna.
Czy ten wysiłek, przebrnięcie przez tekst jakkolwiek się opłacało? Nie wiem. Jakiś ładunek emocji ta historia niesie, jakiś obraz świata. Czuję tutaj rzeczywiście rękę Morteciusza, klimat trochę jak z jego piórkowego Nigdy nie chciałam zwykłego życia . I chyba właśnie dlatego przeczytałem ten tekst, bo ogólnie lubię Morteciusza i doceniam jego twórczość.
Mimo wszystko, mimo tych zapewnień w komentarzach, to trochę jednak czuję, że ten “chuj w dupę” to jakby dla tej konserwatywnej części portalu, być może administrtacji. Na pohybel zastałemu i epigońskiemu światu. I źle się z tym czuję, uważam, że to jest okropne. A gdyby, osobo, która napisałaś ten tekst, Twój ojciec czy matka to czytali? To im też chuj w dupę? Maska anonima Cię chroni tak, ojciec i matka nigdy się nie dowiedzą? Być może…
Ale wracając do sedna – nie znajduję tutaj tego super czynnika, czegoś wow, co by mnie zachwyciło, obrzydziło, otworzyło mi oczy. Widzę sporo nawiązań do pop kultury, próbę stworzenia niebinarnej narracji, która IMHO rozbija się o dialogi i wybija jak szambo w zepsutej kanalizacji szowinizmem w stylu “chuj ci w dupę czytelniku”. A może to nie szowinizm, może to wręcz coś odwrotnego, może niektórzy tak sobie życzą miłego dnia czy coś… Pewnie za bardzo uczepiłem się tego zwrotu, wg mnie jest on totalnie nie potrzebny.
Jest też trochę nawiązań do popkultury, całość mocno przypomina mi historię Dextera, tylko bohater_ jest jak_ tak_… bezpłciowy.
Podsumowując – napisane dość ciekawie, fabularnie nuda (ale może to taki cel, bo życie samo w sobie jest lub bywa, nudne i bez sensu), ludożerstwo to ziew (może miało zbulwersować, ale nie trafiło do mnie). Nie żałuję tej poświęconej chwili. Więc chyba jednak pozytywnie, choć niesmak pozostał.
Kilka mniejszych i nieco większych pierdół i czepialstwa:
– Nie. Nie, Rye, to nie będzie takie proste. Chcę wyjaśnień. Chcę wiedzieć, dlaczego…
– Dlaczego uciekł_m?
Dialog ma to do siebie, że stanowi odwzorowanie rozmowy. Nie kupuję tego pustego miejsca, to prostacki wybieg omijający niewdzięczność polskiego języka. Netflix Amazon w tłumaczeniach dialogów w“Falloucie”, a wcześniej Dukaj w “Perfekcyjnej niedoskonałości” używali rodzaju nijakiego w pierwszej osobie (byłoby więc ”uciekłom”). Pewnie inni też próbowali na inne sposoby. Jeżeli zekranizują Twoje wspaniałe opowiadanie, to co powie osoba grająca Rye?
A dalej:
– Wiem, że potrafię być małym chujem. – Nie mam najmniejszej ochoty na przeprowadzanie tej rozmowy akurat teraz, na parkingu przed szkołą, więc Gale musi zadowolić się ogólnikami. Musi mi zaufać, chociaż raz. Tej nocy wszystko się skończy. – Masz prawo mi nie wierzyć. Ale minęło pięć lat, jestem już innym człowiekiem.
Czyli jednak osoba płci męskiej? Bo nie “głupią pizdą”. Czy idziemy w narrację rozpowszechnianą m. in. przez mojego wuefistę, że “baby to chuje”?
Chyba nadszedł czas, żeby wytłumaczyć ci, czytelniku, o co w tym wszystkim chodzi.
Dlaczego “czytelniku”, a nie “czytelniczko”, albo “czytel_____”? O cho chodzi z tą grą w płcie, że raz to jest okej, a raz masz to (notabene!) w dupie?
Nasz tata był typowym autochtonem i przedstawicielem swojej klasy: w tygodniu pracował po dwanaście godzin dziennie, wieczorami majsterkował w szopie, a weekendy spędzał w pubie.
Wszyscy typowi autochtoni mieszkają w gotyckich zamkach na wzgórzach z kutymi ogrodzeniami zdobionymi w metalower zawijasy? Chyba typowy robotnik również nie romansuje z dziedziczką fortuny i nie robi jej dzieciaka? Czegoś mi tutaj brakuje, elementy równania nie dają wyniku.
Wszyscy nosili maski: ptaki, wilki i jeden jeleń o wspaniałym, majestatycznym porożu
Jak w Squid Game.
Płuca spoczywają na białym obrusie jak mięsiste motyle o martwych skrzydłach. Wątroba i serce, największe przysmaki, trafiają do ręcznie malowanych miseczek, które zostaną przekazane pani domu. Chciwe usta wpijają się w twoje wargi i odgryzają język. Czyjeś zęby kąsają cię w policzek, jakby i jego chciały cię pozbawić. Palce w oczach, dłubiące, grzebiące, gmerające w czaszce, ciekawskie jak uczniak poddający żabę sekcji zwłok na zajęciach biologii. Palce na twoich ramionach i klatce piersiowej. Jęki zachwytu, gdy kolejne sploty jelit opuszczają jamę brzuszną i przesuwają się nad twoją twarzą, przekazywane z rąk do rąk ku pani domu, która siedzi u szczytu stołu i patrzy na wszystko niemrugającymi oczami.
Chcesz mnie oceniać? Zacznij od tego: wiem, jak smakuje mój ojciec.
Jedzą surowe mięso? Czy to zdrowe? A z drugiej strony – czy nie ma ryzyka, że zawartość jelit pęknie i zabryzga dywan? I będzie wszędzie śmierdzieć. W sumie czy oni jedzą, czy bawią się jedzeniem? Nie wiem jaki miał być cel tej sceny, ale dla mnie jest jakaś taka naiwna.
A ja nic nie wiedział_m, nic nie mogł_m powiedzieć.
Następne klarowne wspomnienia to sala szpitalna, psycholożka w beżowym żakiecie, tysiące pytań i przerażająca, wciągająca mnie w paranoiczne poczucie zagubienia otchłań amnezji post-traumatycznej.
To z kolei mocno przypomina mi Dextera. W sumie, jeśli mnie pamięć nie myli, serialowy Dexter rówenież rozmawiał ze swoim ojcem, prawda?
To nie twoja wina, powtarzali w kółko beżowa psycholożka, Gale i rzesze innych, bezimiennych, pozbawionych twarzy ludzi, którzy przez kolejne miesiące przewijali się przez nasz dom.
Chwila, chwila, osoba miała 12 lat, prawda? I zeżarła swojego ojca? W wieku 12 lat, to nie powiedziałbym, że tak zupełnie niewinnie wszystko się wydarzyło. Wiesz, że od 13 roku osoba nabywa ograniczoną zdolność do czynności prawnych?
Dexter miał kilka lat, kiedy uczestniczył w masakrze swojej rodziny.
– Rye – mówi łagodnie Junie. – Rozmawiałam z twoją siostrą. To nie była twoja wina…
– Czyżby? Miał_m dwanaście lat. W tym wieku dzieci z reguły już wiedzą, że zjadanie innych ludzi nie należy do akceptowalnych zachowań przy stole.
Dokładnie. Rzekłbym, że zjadanie własnego ojca szczególnie. Zwłaszcza, kiedy nie jest się koszmarnie głodnym.
normalność widuję tylko w serialach Netflixa.
W którym serialu Netflixa jest normalnie? Podasz tytuł?
– Rye… – Junie, z niepokojem w oczach, próbuje się wtrącić. – Myślę, że…
– Chuj kogo obchodzi, co sobie myślisz – wypalam. – Niech zgadnę, twój tatuś był dentystą, a mamusia co niedzielę gotowała ci obiadki? Posłali cię na fajne studia, które skończyłaś śpiewająco i z pochwałą za nadzwyczajną empatię, prawda? Bo jesteś takim dobrym, uczynnym dzieckiem, że normalnie powinnaś pomagać ludziom, nie? Co ty wiesz o byciu przywiązaną do kaloryfera, co? Co ty wiesz o nacinaniu swojej skóry, żeby… – Zaciskam zęby, by słowa nie zaczęły się ze mnie wylewać niekontrolowaną powodzią. Potem zwracam się z powrotem do grupy: – Nie znajdziecie tu pomocy, biedne gnoje. Wydaje wam się, że wystarczy bardzo, bardzo chcieć i nie myśleć za dużo, a pewnego dnia wszystko wróci do normy. Ale to tak nie działa. Kiedy siedzicie w nocy na zimnych kafelkach łazienki, rozcinając sobie brzuch, a wasz martwy ojciec szepcze wam do ucha, że powinniście się zabić, nie wystarczy bardzo, bardzo chcieć. Uciekajcie ile wlezie, ale i tak nie uciekniecie. Do końca życia. Nie ma ucieczki. Będziecie się bać, będziecie nienawidzić siebie, będziecie marzyć o tym, żeby w końcu zebrać się na odwagę i ze sobą skończyć. Ale brak wam, kurwa, jaj. Prawda?
– Rye! – Junie zrywa się na nogi, z wyrazem paniki na twarzy.
Przecież to jest chleb powszedni terapeutów, jaka panika w oczach? Kto uwierzy w prawdziwość tej sceny? Bo ja nie wierzę. Po co tworzyć takie papierowe postacie, żeby podkreślić “niesamowitą tragedię” bohater_? Żeby podkreślić bezsensowność terapii?
– Junie do mnie napisała.
– O? A co takiego?
– Prosi, żebym cię więcej nie przywoziła. Ze względu na dobro pozostałych członków grupy. Rye, coś ty…
Tia, prawdziwa terapeutka, 100% profeska. IMHO to spotkanie dobrze poszło, lepiej wykrzyczeć swoje żale i bolączki niż je kisić, gdybym był terapeutą ucieszyłbym się z takiego obrotu spraw i zaprosił serdecznie na kolejne spotkanie.
Wydziedziczyli ją, tylko letnią rezydencję dziadka mogła zatrzymać, bo zapisał ją w testamencie specjalnie dla matki, lata przed jej mezaliansem.
Dlaczego dziadek miał letnią rezydencję w najbardziej wschodnim miejscu? Czy to tylko dla fabuły?
Pozdrawiam!
Che mi sento di morir