- Opowiadanie: AlterEgo - Pelegrynacje Cedryka Potężnego

Pelegrynacje Cedryka Potężnego

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Cień Burzy

Oceny

Pelegrynacje Cedryka Potężnego

 

 

Pelegrynacje Cedryka Potężnego

 

Cetryk Mocny, wielki mag i jeszcze większy czarodziej, szedł sobie zupełnie sam i bez niczyjej pomocy. Słońce świeciło, spaliwszy równinę, było ciepło, bo to był czerwiec. Miał czarne włosy, czarną brodę i czarne wąsy, na na głowie miał magiczną czapkę, żeby mógł być niewidzialny, ale tylko, jak powiedział zaklęcie. Bo był największą czarownicą królestwa i mógł sobie wyczarować, co tylko chciał. Na przykład napoje chłodzące. Raz wyczarował sobie konia, ale wyszedł mu bardzo narowisty okaz flory, który od razu mu stanął, dęba i okrutnie zrzucił Cedryka z tułowia. Potem uciekł w ciemną dal, wierzgawszy kopytami z tupotem. Od tego czasu szedł sam, na nogach.

Nagle zrobiło się gorąco, bo to przecież był lipiec. A więc Cerdyk wypowiedział magiczne zaklęcie i wyczarował sobie karczmę, taką przy drodze, co w niej członki wypraw stają. Weszedł do sieni, wytarł nogi, bo straszne błoto na polu było, bo lało okrutnie i popatrzył, a tam na środku, na stołkach, krzesełkach i ławkach siedzą same krasnoludy. No to strasznie się przestraszył i poczuł wielką grozę i pomyślał, że pewnie coś przekręcił, znaczy jakieś słowo w magicznym zaklęciu, bo karczma miała być pusta, a nie z krasnoludkami, najwyżej miała być jakaś dziwka służbowa, żeby sobie ją wy chędożył. Ale że już weszedł, to się spytał gromkim głosem bez ani trochę bojaźni, chociaż bał się bezwzględnie:

-Dobre krasnoludy, jest tu ktoś, kto obsłuży strudzonego wędrowca z dalekich krain?

Wszystkie krasnoludy złapały topory, bo okropnie nie lubiły obcych i poleciały na Cedryka. Więc Cerdyk wypowiedział magiczne zaklęcie dla swojej czapki i ona zadziałała, to znaczy był teraz całkiem niewidzialny i poszedł sobie dalej.

Ale ciągle mu było gorąco, bo słońce mocno świeciło. Potem nagle zrobił się wieczór i słońce się schowało za górami. No to CetrykMocny postanowił, że wyczaruje sobie grotę, żeby przespać się w jaskini, z samym sobą. No to powiedział zaklęcie i cyk – Ziemia się zaczęła się rozstępować, góra zaczęła się trząść i raptem się zrobiła jaskinia. Nagle ze środka wylazł przeogromny, przeokrutny smok, zionąwszy ogniskiem. Cedryk znowu poczuł straszną grozę, jeszcze straszniejszą niż wcześniej w życiu. Zwłaszcza, że później, potem, jak już było jasno, bo zrobił się dzień, smok od razu go zobaczył.

-Wypierdalaj-powiedział smok.

-Ratunku-powiedziała księżniczka szlachetnego przyrodzenia, ubrana tylko w bieliznę, która wyleciała z jaskini za smokiem.

-Zrobię dobrze-powiedział Cetryk. Trzeba uratować księżniczkę. Tak pomyślał i powiedział znowu zaklęcie na niewidzialność, ale nie zadziałało, bo zapomniał czapkę w karczmie. Więc wyczarował sobie miecz i zaczął walić smoka.

Straszliwa to była walka. Wkoło latało mięso, skóra i kości, łuski i oczodoły, krew sikała do nieba, aż wreszcie Cedryk Mocny odciął jemu szyję i jego głowa potoczyła się po urwisku prostopadle do przepaści.

Wtedy księżniczka rozdarła szaty w rozpaczy a z jej gałek ocznych wylały się fontanny szlochu.

-Zabiłeś mego lubego, zbóju!-powiedziała.-Przez ciebie już zawsze będę dziewicą!

-Ja mogę zrobić że przestaniesz być dziewicą-powiedział Cetryk.

-Ha ha ha ha-powiedziała księżniczka, brechtając się normalnie jak stary chłop.

Certyk pomyślał, że jak się tak po wiejsku brechta, to nie może być księżniczką szlachetnego przyrodzenia. Ale jemu w sumie to było wszystko równolegle, byle tylko kogoś o chędożyć i zrzucić klątwę.

-Chyba że jarają Cię tylko smoki-powiedział Cedryk.

-Tak-powiedziała księżniczka i rozkraczywszy na brzegu przepaści, wiatr rozwiewał jej podarte z rozpaczy suknie.

Potem na znak protestacyjny i przeogromnej miłości do smoka, a także z obrzydzenia do przemocy i nienawiści do Cedryka, który niespodziewanie zamordował jej zupełnie niewinnego ukochanego, zanim ten pozbawił ją dziedzictwa, dzięki czemu już zawsze będzie dziewicą, bo w to był jedyny smok w całym królestwie, który gustował w dziewicach, skoczyła.

Cerdyk nie wsunął miecza, bo nie miał pochwy i zajrzał w przepaść, ale zobaczył nic. Odarł łzy z oków i opróżnił nozdrza, pogardliwie charkając do przepaści. Pojmował, że jego pelegrynacja będzie trwać bez końca i to, z winy straszliwej klątwy bo, oto znowu kolejny raz będzie musiał użyć sobie ręką. I gdy tak robił nad przepaścią, usłyszał tupanie konia. To jego magiczny koń, tamten ów, który mu kiedyś uciekł, wracał po okrążeniu całego królestwa, a przebiegłszy koło Cedryka i zarżawszy, zrobił przeciąg, i ten wiatr wepchnął go do przepaści.

Tak zginął Cerdyl Potężny, największy mag kurlestwa, nie odczyniając klątwy.

 

Koniec

Komentarze

He– he.

-Ha ha ha ha-powiedziała księżniczka, brechtając się normalnie jak stary chłop.

 

Obśmiałem się srasznie niczym smok. Dobre!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Malownicza bardzo i nader bogata w niezwykłe wydarzenia jest ta opisana przez Ciebie wędrówka pelargonii czy innych nacji Cedryka, co był magiem i umiał magiować różne rzeczy, nie zawsze jak się okazało przydatne i na czasie. Ale to drobiazg, bo nie przeszkodziło mi widzieć jak chwacko począł sobie z krasnoludkami i choć nie dokończył to poszedł dalej, ale już bez czapki. Co było potem, nie wspomnę, żeby nie streszczać się zamiast opowieści, a jak kto ciekawy, to niech sobie przeczyta sam albo i w towarzystwie, jak takie znajdzie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przykro mi, ale opowiadanie niczym mnie nie ujęło, nie wspominając o jakimś większym rozbawieniu. Typowe cechy grafomańSkie są niewątpliwie obecne, ale nic ponadto. Humor erotyczny dość przyciężkawy. Jedyny wyjątek w miejscu, gdzie piszesz, że Cedryk nie miał pochwy – tu się uśmiechnęłam.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Widać zajawki parodiowatości w tym grafomaństwie, niemniej lektura dostarczyła mi radości. Niektóre rzeczy wydały mi się zbędne – jak choćby wypierdalanie i brechtanie jak stary chłop, bo żaden szanujący się grafoman by tak nie napisał; grafomani podchodzą do swojej twórczości z nabożną czcią i powagą. Ale co się pośmiałam, to moje ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hej, stokrotnie dzięki za przeczytanie i komentarze!

 

@Joseheim, odnośnie “wypierdalania”, to napotkałam w jakimś tekście stwierdzenie, że facet w karczmie “gapił się na księcia, jakby mu chciał wpierdolić” i powyższe jest hołdem złożonym kunsztowi tego autora :-)

Cóż, literatura krąży czasem bardzo krętymi i nieprzewidywalnymi ścieżkami ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Co za wzruszająca ziemię opowieść i iście tragicznie skoczna :D

F.S

A ja się śmiałam w głos i mi się podobało. I ten straszny koń, co od razu staje, i inne rzeczy. Łącznie z dziewiczym dziedzictwem księżniczki szlachetnego przyrodzenia.

Babska logika rządzi!

Hej :)

Wielkie dzięki za nowe komentarze!

Ja se aż kliknę. Podobało mi się bo i bardzo do tego. Trochę mocno zboczone, co jest fajne ale chore jak fajna laska chora na trypla.

Już pierwsze zdanie mi się spodobało, a potem było tylko lepiej.

Uśmiechałem się przez cały czas, momentami, nawet ryłem ze smiechu, ale po tym fragmencie po prostu padłem:

i zaczął walić smoka.

Nie wiem, dlaczego.

 A i hołd godny, godnemu zdaniu i zdania tegoż autorowi złożon został.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@CieńBurzy:

 Nie wiesz dlaczego? Zapewne padłeś porażony heroizmem tytanicznej walki, maestrią archetypicznego zmagania dobra ze złem, albo przynajmniej kunsztem w jaki został przedstawiony ów epicki z gruntu pojedynek. :)

Pozdrawiam, cieszę się, że udało mi się Cię rozbawić, albowiem taki właśnie był mój zamysł :)

A moim zdaniem to udana Grafomania. Nikt nie powiedział, że żaden grafoman nigdy nie napisał tekstu humorystycznego. Nie wydaje mi się, by tekst był parodią, a słowa takie jak “wypierdalaj” jak najbardziej w tekstach początkujących się zdarzają, szczególnie w takiej konwencji. No więc podobało mi się :)

 

EDIT: Zresztą, ten typ humoru właśnie bardzo dobrze wpisuje się w grafomańskie próby, które dane mi było widzieć w przeszłości :)

Nowa Fantastyka