- Opowiadanie: rybak - Józek Gąsienica-Zbyrcy vs. Cthulhu

Józek Gąsienica-Zbyrcy vs. Cthulhu

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Józek Gąsienica-Zbyrcy vs. Cthulhu

 

Cthul­hu rosło. Za­rod­nik Pra­isto­ty rzu­co­ny tu ostat­nim spa­zmem lo­dow­ca, od ty­siąc­le­ci ssał wnętrz­no­ści Ziemi, pasąc się energią prze­sy­ła­ną sie­cią geo­man­tycz­ną do naj­sil­niej­sze­go w Eu­ro­pie miej­sca mocy, na samym dnie ta­trzań­skie­go Mor­skie­go Oka. Sku­mu­lo­wa­na po­tę­ga co pe­wien czas wpra­wia­ła wie­lo­to­no­we ciel­sko w drże­nie. Jezioro męt­nia­ło wów­czas i zna­czy­ły je drob­ne zmarszcz­ki.

Mi­lio­ny mi­kro­sko­pij­nych kap­suł roz­rod­czych po­kry­wa­ły wi­ją­ce się nie­ustan­nie macki po­two­ra. Kiedy przyj­dzie czas, wy­nu­rzy się z głębi i roz­sie­je za­rod­ni­ki. Wy­star­czy że ze­tkną się z ludz­ką skórą, a za­war­ta w nich in­for­ma­cja ge­ne­tycz­na prze­kształ­ci dwu­noż­ne ofia­ry w kopie Pra­isto­ty, mno­żą­ce się w po­stę­pie geo­me­trycz­nym.

– Moja bę­dzie ta pla­ne­ta, jesz­cze tylko kilka dni, go­dzin, minut – pod je­zior­nym lu­strem pęcz­nia­ła myśl pełna nie­na­wi­ści i nie­ludz­kiej woli. – Trze­ba tylko przed­tem zjeść coś kon­kret­ne­go. Wło­cha­tej ba­ra­ni­ny Cthul­hu miało dość, po ostat­niej owiecz­ce wciąż mu się od­bi­ja­ło weł­nia­ny­mi kłacz­ka­mi…

– Heej, Ma­ry­na, pó­dzies haw ku mnie! – zawołał juhas Józek Gą­sie­ni­ca-Zbyr­cy, zbie­ga­ją­cy z osy­pi­ska po po­łu­dnio­wej stro­nie Mor­skie­go. Zmierz­cha­ło.

– Po co ci ja? – sie­dzą­ce nad pół­noc­nym brze­giem re­zo­lut­ne dziew­czę tylko się ro­ze­śmia­ło, plo­tąc z zagrożonego wyginięciem kwie­cia gu­stow­ny wia­nu­szek. – Na­przód schytaj ba­ran­ka, co ci się stracił!

– Jego cheba jus wilcy zje­dli, a tyś popod ręką – Józek ino wy­wi­nął z werwą ciu­paż­ką i ru­szył pędem ku niej, okrą­ża­jąc je­zio­ro. Lecz kiedy był nie­da­le­ko, na po­wierzch­ni Mor­skie­go po­ja­wił się wir, wy­nu­rzy­ła się gi­gan­tycz­na macka, po­chwy­ci­ła dziew­czy­nę i z gło­śnym cmok­nię­ciem znik­nę­ła pod wodą.

Józek zba­ra­niał. Co praw­da na krót­ko.

– Łozes ty po­kra­ko za­tra­co­na, kru­ca­ fuks, jus ja ci dam! – wrza­snął i bez na­my­słu sko­czył w wy­gła­dza­ją­cą się toń. Cóż się tam dalej dzia­ło, trud­no po­wie­dzieć.  Ale wy­glą­da­ło groź­nie. W końcu Józek wy­pły­nął i zło­żył na tra­wie nie­przy­tom­ną Ma­ry­nę. Wkrót­ce po­wró­ci­ła do zmy­słów, co jej wy­baw­ca so­len­nie i od razu na miej­scu wy­ko­rzy­stał. Hej!

Mło­dzi żyli długo, mieli gro­mad­kę dzie­ci­sków, i tak to się wie­dzie pod Ka­spro­wym od dwu­wie­cza aż po dziś dzień. Cthul­hu po wbi­ciu mu przez Józka w rzyć dłu­ga­śnej sie­kier­ki, zde­chło w bo­le­ściach, jego plu­ga­we szcząt­ki z cza­sem ze­żar­ły pstrą­gi. Jed­nak kilka za­rod­ni­ków prze­trwa­ło i przy­war­ło za­rów­no do skóry Józka jak i jego Ma­ry­ny. A oni bez­wied­nie prze­ka­za­li po­tom­kom ze­mstę ubi­tej masz­ka­ry.

Na razie pełne prze­mie­nie­nie się w kopie Cthul­hu blo­ku­je wśród gó­ral­skie­go ludu spo­ży­wa­na prze­zeń po­wszech­nie i ob­fi­cie oko­wi­ta – je­dy­ne we Wszech­świe­cie w miarę sku­tecz­ne an­ti­do­tum na geny Pra­isto­ty. Jed­nak nawet jeśli wciąż w ludz­kiej po­sta­ci – pod­ha­lań­ski szczep Cthul­hu nie próż­nu­je: od stu z górą lat chci­wie, bez umia­ru gro­ma­dzi za­pa­sy mocy na coraz bliż­szy krwa­wy Dzień Prze­po­czwa­rze­nia. Że­ro­wa­nie roz­po­czy­na co roku je­sie­nią. Ob­dzie­ra ce­prów ze skóry jesz­cze w miarę bez­bo­le­śnie: pasąc się ży­wio­łem, który na Ziemi ma siłę za­iste naj­więk­szą: ich dut­ka­mi.

Koniec

Komentarze

Cthulhu, szort numer dwa. Ale ten jakoś trafił w mój gust. Puenta sympatyczne, początek niezły. Gwarę ciężko mi oceniać, ale trochę mi utrudniała czytanie – chyba oznacza to, że wiarygodna ;)

Podsumowując: niezły tekst, choć bez jakiś szczególnych fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Moje pieniądze postawiłam na Cthulhu, a że nie jestem pewna, kto w końcu wygrał, wstrzymam się z zakładem do chwili wyjścia Przedwiecznego na ląd. Forma i humor mnie specjalnie nie urzekły, a akcja gna zbytnio szybko jak na tak krótki tekst. Zakończenie ma pazura i jest właściwie przeciwieństwem humorzastej całości, także nie wiem, co o nim sądzić.

Jednym słowem, nie ma co z góralem zadzierać, bo i sam Cthulhu takiemu nie da rady ;) 

Całkiem sympatyczna opowiastka z ciekawą końcówką. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A mnie jakoś nie podeszło. Może dlatego, że akcji jest do połowy tekstu, a potem tylko wyjaśnienia. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Toń jeziora mętniała wówczas i znaczyły je drobne zmarszczki.

W tym zdaniu podmiotem jest toń – znaczyły ją.

Wystarczy[+,] że zetkną się z ludzką skórą, a zawarta w nich informacja genetyczna przekształci dwunożne ofiary w kopie Praistoty, mnożące się w postępie geometrycznym.

Fajne :)

To Cthulhu jest rodzaju nijakiego? Zawsze myśłałam, że to facet.

Fajnie powyginanie starej ośmiorniczki, żeby pasowała do Tatr. Jak to dobrze, że antidotum góralom nie zabraknie…

Babska logika rządzi!

Anet, dzięki, poprawiłem. O konkursie przeczytałem kwadrans po 15., szorcik machnąłem w przelocie, rozbawił mnie nagły pomysł i tylko dlatego:). Cieszę się, że czytalne, na co dzień popełniam kolubryny.

 

Hmmm. Zgodzę się z Bemik. Z drobnym zastrzeżeniem. Początek to wyjaśnienia, potem jest nieco akcji i znów wyjaśnienia. W sumie sama akcja też dostaje dziwnego kopa do przodu po wynurzeniu się macki. Potem zaraz się kończy i mamy streszczenie fabuły zamiast fabuły.

Poprzedni szort z Cthulhu w roli głównej mimo że wulgarny, to jakoś lepiej był skomponowany.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Finklo

Gdyby C. było rodzaju męskiego, implikowałoby to nieuchronnie sytuację, że gdzieś musiałaby też żyć druga, ew. trzecia (czwarta?) płeć onego (o niezły temat na shorta – zaloty Cthulhu i późniejsze życie rodzinne C.) . A skoro już Cthulhu “facet” jest aż tak złowieszczy i up..dliwy jak w klasyce, to strach się bać nawet myśleć – jakaż przerażająca musiałaby być p a n i Cthulhu. Zwłaszcza w czasie gdy panie, nawet C. gotują osiem zup, bo tak!

Łomatko! Lovencraft wymięka, ja też wymiękłem, dlatego Cthulhu kanonicznie MUSI być bezpłciowe!

OK, coś w tych argumentach jest. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam bez przykrości, ale i bez szczególnych wrażeń. Pewnie dlatego, że Cthulhu nie jest moją ulubioną istotą, a jego obecność w Morskim Oku opiera się wyobraźni. ;)

 

Zmierz­cha­lo. –> Literówka.

 

re­zo­lut­ne dziew­czę tylko się ro­ze­śmia­ło, plo­tąc z pod­gór­skie­go kwie­cia gu­stow­ny wia­nu­szek. –> Skoro rzecz się dzieje w sercu gór, to i kwiatki chyba powinny być górskie, nie podgórskie.

 

– Łozes ty po­kra­ko za­tra­co­na, kru­ca­fuks, jus ja ci dam! –> – Łozes ty po­kra­ko za­tra­co­na, kru­ca fuks, jus ja ci dam!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, dzięki, już poprawiam

 

OK, Rybaku. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie podoba mi się kontrast pomiędzy zastosowaną przez Ciebie formą w pierwszych dwóch akapitach a resztą. Nie wiem, czy było to zamierzone, ale mi do gustu nie przypadło. Tekst jako całość też większego wrażenia na mnie nie zrobił. Jakiś tam wstęp, trochę akcji i zakończenie. Ot, nic wielkiego. 

Gwary nie oceniam, bo się nie znam, ale gładko szło, więc chyba jest dobrze :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Powiem więcej – coś Małego!;)

 

W tekście podobają mi się dwie rzeczy: poczucie humoru i brak happy endu. Gratuluję!

"– Łozes ty pokrako zatracona, kruca fuks, jus ja ci dam! – wrzasnął i bez namysłu skoczył w wygładzającą się toń. Cóż się tam dalej działo, trudno powiedzieć.  Ale wyglądało groźnie. W końcu Józek wypłynął i złożył na trawie nieprzytomną Marynę. Wkrótce powróciła do zmysłów, co jej wybawca solennie i od razu na miejscu wykorzystał. Hej!" – ten akapit robi tekst, pal licho całą resztę :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nowa Fantastyka