Profil użytkownika

maciekzolnowski@wp.pl  


komentarze: 1826, w dziale opowiadań: 1811, opowiadania: 416

Ostatnie sto komentarzy

Ja również przyłączam się do gratulacji. Udany debiut.

AS, a znasz to?

– Dlaczego wspinasz się na szczyty?

– Ponieważ istnieją.

George Mallory

 

Tam góra, tam góra, tam góra… Wszędzie nie będę.

Michał Pater

 

I jeszcze na marginesie perełki AS-a:

Szczyty to poezja, cała reszta – proza.

Maciek Żołnowski

 

Coś w tym jest. Poezja jest czymś bardzo technicznym; z mojej pozycji – za wysokie progi; za to proza jawi się jako coś, co dostępne jest zwykłym śmiertelnikom. Chyba. 

I jeszcze drugi fragment, skoro jesteśmy przy Kingu; ja tak pisać nie umiem:

 Biegnij, cykorze! – zawołałem i walnąłem go w plecy. – Nie mogę! Spadnę! – Biegnij szybciej! – Oooooo, kurwa! Jednak pobiegł szybciej, zmykający strach na wróble o opalonych plecach, z kołnierzykiem koszuli zwisającym i dyndającym tuż nad pośladkami. Widziałem pot występujący mu między łopatkami, tworzący wielkie krople. Widziałem wgłębienie u podstawy jego czaszki. Mięśnie kurczyły się i rozluźniały, kurczyły się i rozluźniały, kurczyły i rozluźniały. Jego kręgosłup uwidaczniał się szeregiem wypukłości, z których każda rzucała własny półksiężycowaty cień – widziałem, jak zbliżają się do siebie, im bliżej były karku. Wciąż trzymał swoje koce, a ja też niosłem moje. Stopy Verna dudniły po podkładach. Prawie nie trafił w kolejny, gwałtownie zamachał rękami, a ja znów klepnąłem go w plecy, ponaglając do biegu. 

historia wydała mi się opowiedziana szalenie oszczędnie, by nie rzec, skrótowo.

Reg, pewnie masz rację, ale z drugiej strony… opowiedziałem, co opowiedzieć chciałem. Fajnie byłoby umieć “lać wodę”, tak jak King (w filmie ta scena trwa sekundę, w książce wlecze się przez kilka stron – mowa o spotkaniu chłopców-bohaterów opowiadania z pociągiem):

 

Wszystkie bodźce odbierałem ze zwiększoną siłą, jakby jakieś źródło zasiliło elektryczne obwody mojego mózgu, zwiększając napięcie ze stu dziesięciu do dwustu dwudziestu woltów. Gdzieś opodal słyszałem przelatujący samolot i zdążyłem pomyśleć, że chciałbym w nim być, siedząc w fotelu przy oknie z colą w ręku i leniwie gapiąc się na lśniącą wstęgę rzeki o nie znanej mi nazwie. Widziałem każdą najmniejszą drzazgę i szczelinę w nasmołowanym podkładzie, na którym przykucnąłem. A kątem oka widziałem samą szynę, lśniącą oślepiającym blaskiem i moją zaciśniętą na niej dłoń. Drżenie tej szyny tak silnie przechodziło w moją dłoń, że kiedy ją odjąłem, nadal drżała, poruszana uderzającymi raz po raz impulsami zakończeń nerwowych, mrowiąc tak, jak zdrętwiała ręka czy noga, kiedy wraca jej czucie. Czułem ślinę w ustach, drażniącą, kwaśną i gęstniejącą wokół dziąseł. A najgorsze, nie wiadomo czemu, najokropniejsze z tego wszystkiego było to, że jeszcze nie słyszałem pociągu i nie wiedziałem, czy pędzi na mnie z tyłu, czy z przodu, ani jak jest blisko. Był niewidzialny. Nierealny, nie licząc tej drgającej szyny. Tylko to zapowiadało jego niechybne przybycie. W oczach stanął mi obraz Raya Browera, straszliwie okaleczonego i odrzuconego do rowu jak rozdarty worek. Dołączymy do niego, Vern i ja, a przynajmniej ja. Wprosiliśmy się na własny pogrzeb. Ta ostatnia myśl wyrwała mnie z odrętwienia i zerwałem się na równe nogi. Dla ewentualnego widza zapewne wyglądałem jak diabeł wyskakujący z pudelka, ale ja miałem wrażenie, że poruszam się wolno jak pod wodą, powoli unosząc się w stawiającej opór głębinie. Jednak w końcu wynurzyłem się na powierzchnię. – Pociąg! – wrzasnąłem. 

Dzięki za miłe słowa i kliknięcie, Hesket. Może nieważne, co zostało napisane, ważne jak. A może liczy się i to, i to. Grzebanie kotów, piesków, ptaków w dzieciństwie było tym, co domagało się stworzenia opowiastki. O tym jeszcze nie pisałem. A co do małej lub wielkiej litery w odniesieniu do cmentarza, to moim zdaniem jest okej. Natomiast Ziemia Święta to region na Bliskim Wschodzie, obejmujący przede wszystkim Izrael i terytoria palestyńskie, ale także części Jordanii i Libanu. 

Dzięki za kliknięcie i miłe słowa, Bruce. Pewnie, gdyby to napisał ktoś inny, doznałbym szoku i uznałbym opowiadanie za lekko obrzydliwe. Odciętych, gadających palców unikam jak ognia. Ale ponieważ sam to napisałem, zdążyłem się przemóc i oswoić. Serdeczności! :)

Witaj, Irka_Luz,

 

ależ ja Ciebie dawno nie widziałem / nie czytałem. Miło, że się pojawiłaś i skomentowałaś. Cieszę się.

Fajne, tylko fantastyki brak.

Ano brak. Zastanawiam się, czy nie warto rozbudować wątku tego kosmity. Na razie jest tylko to:

– Ta, akurat – drwił ósmoklasista. – A zresztą nawet gdyby tak było, nie dowiedzielibyśmy się o tym, nie? Milicja, wojsko i tajniacy zadbaliby o to, byśmy się o niczym nie dowiedzieli, o leśnej obławie, przeczesywaniu okolic rzeki Osobłogi i w ogóle. Zresztą co niby miałby robić ten twój ufoludek po choćby i nawet udanej ucieczce, no co!? Bez swoich, bez możliwości powrotu na Planetę X…

Pozdrawiam :)

M

Trzymaj się ciepło i zdrowo i nie upadaj więcej, głowy nie rozbijaj. 

O!? Czy naprawdę uważasz, że chciałabym zbyt wiele?

To lekki, rozrywkowy tekst, choć może zbyt krótki, zbyt mało rozbudowany. Nie da się ukryć, że “Archipelag GUŁag” toto nie jest. Żaden palec w historii nie ma, nie odgrywa aż takiego znaczenia, no chyba, że jest to palec boży. ;-)

Ese-sha, dzięki; mimo, że do pewnego stopnia krytyczny, Twój komentarz sprawił mi radość. 

Możesz stworzyć coś fantastycznego, jeśli tylko znajdziesz w sobie całą, skończoną historię, którą będziesz chciał przekazać.

Brakuje chęci, czasem też i pomysłu. 1. Muzyka, którą się param, jest sztuką zazdrosną i zabiera mi czas. 2. Czas mi zabiera także łażenie to tu, to tam… bez większego calu zresztą (8-20 km dziennie). 3. Beletrystyka nie pociąga mnie aż tak bardzo jak na przykład Ciebie. Nie umiem pisać o stosunkach międzyludzkich ani tworzyć bohaterów. Potrafię za to wspominać i ubarwiać swoje przeżycia. Może właśnie z tych wspomnień bierze się u mnie klimat? 

Chwyciwszy palec, chciałabym dostać całą rękę…

Reg, oczekujesz zbyt wiele. Ale cieszę się, że przeczytałaś i skomentowałaś. I za to dziękuję. :-)

 

Miałbyś niezły początek dłuższej opowieści…

Dzięki za miłe słowa. 

 

Napisałabym “nicnierobienie”.

Dokładnie tak powinno być. Dla mnie to niemałe zaskoczenie, jeśli mam być szczery. Dzięki.

Jeszcze kilka lat temu tego drabbelka nikt by nie zrozumiał, ale czasy się zmieniły i powstał problem. Człowiek znowu zabawił się w Pana Boga. Sza-la-la, zabawa trwa!

Nie czuj się głupio, reklama dźwignią… sztuki. ;)

Wielorasowce są mądrzejsze.

Na pewno. Dzięki za polecenie.

A jak napiszesz coś jeszcze o zwierzątkach, to ja to na pewno przeczytam, bo czujesz temat. Nie bez kozery masz taki nick, a nie inny. :-) 

 

Twoje komentarze zawsze dobrze się czyta, bo są pozytywne, napisane przez osobę niezwykle życzliwą. Dzięki, Bruce. :-)

Dzięki raz jeszcze za polecenie. Przeczytałem i nie żałuję. Może kupię sobie pieska, mój odszedł rok temu i pozostały smutek i pustka. :(

Dzięki za polecenie “Ratownika”, Misiu. Przeczytam na pewno. :) 

Dla świętego spokoju pozostaje anonimem do 11 września.

Wysyp anonimów ostatnio. Taki wartościowy i dobrze naskrobany tekst nie powinien być anonimem. Tak uważam. 

A tak, “postawił”, przepraszam. Płcie mi się czasem kaszanią po kaszance. 

Edit: Oto jak ciężko jest być perfekcjonistą i jak ciężko żyje się ludziom ze wspomnianymi. 

 

– No cóż, drogo tutaj macie. Chyba jednak zrezygnuję.

– Teraz już pan nie może. Złożyłem zamówienie w kuchni. Przygotowują potrawy.

To jest tak absurdalne, że chyba aż prawdziwie, mogło wydarzyć się naprawdę. Naprawdę tak uważam, a zawsze uważam, co wyrażam. 

Nie chciałbym być kelnerem w Twojej “Musze”. Tyle Ci powiem. Cierpliwość nie jest moją cnotą. Ale poczuciek humoru Ci dopisuje. Ten tekst zdaje się śmiać sam z siebie, i z Ciebie, a także ze mnie. W ogóle jest fajnie, dziwnie i wesoło. Piątka to za mało. Szóstka też. 

Melduję się u Mistrza Fanthomasa na nocnym czytaniu. 

Bolly postawił Ci “pałę”. Pierwszy raz widzę taką ocenę na tym forum. Sensacja! ;)

A co do anonimowości… Nie jest mi potrzebna, ale nie przeceniając swojego pisania, nie chciałbym, by nick przesadnie to dzieło kaszaniaste “wybielił”.

Ja patrzę, a tu zacny pan AdamKB albo, dajmy na to, nasza kochana Finkla. Nie no, bez takich. To już faktycznie lepiej zostań, kimkolwiek jesteś, tym anonimowym Anonimem (Onanimem, he, he, przejęzyczyłem się, taaa). 

 

Dobrze jest, Misiu. Masz talent do szortów. Jeśli piszesz szorty i Ci wychodzą, to się ich trzymaj. Ja tak robię. Z naturą, jak sam mówisz, nie ma co walczyć. :)

 

He, “porzygu” mówisz? Lubię to słowo. Używam często w zdaniach typu: “nacieszyć się do porzygu”. Porzygu. Lubię. Tak już mam. ;)

Natomiast możesz mieć słuszność, że nasz Portal nie spełnia Twoich oczekiwań.

I Ty, i Bruce macie rację. Możesz zapodać tekst na opowi.pl. Tam łykają wszystko, co ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Ja osobiście lubię opowi.pl, bo lubię anarchię. Opowi.pl otwiera umysł na różne, czasem wulgarne, czasem tylko obrzydliwe eksperymenty. Natomiast u nas na “Nowej” jest tak, że tworzymy swego rodzaju rodzinę, a w rodzinie (np. przy rodzicach, dzieciach) nie rozmawia się o wszystkim. 

 

Pozwól, że jeszcze tylko spytam. Ta anonimowość jest Ci do czegoś potrzebna?

Piękne, po prostu muzyka dla mych uszu. Sam mieszkałem przez parę lat na Śląsku, a konkretnie w Beskidzie Śl. i sentyment pozostał. Ale uwaga: Ty znasz śląską gadkę od małego, i dobrze, a Grabiński uczył się kaszubskiego już jako dorosły i zaczynał od zera. No i się nauczył, zdolny człowiek.

Ot, wspólny grób im załatwił, skoro chcieli sobie razem poleżeć.

A to dobre. Poczucie humoru to Ty masz, a humor z bizarro w parze idzie, wiadomo. Czytam dalej.

Księżyc wyszedł zza chmur, więc już z daleka dostrzegli fragment toru największego rollercoastera.

Może powinno być tak: Księżyc wyszedł zza chmur, więc już z daleka mogli dostrzec fragment toru… Albo: Księżyc wyszedł zza chmur, co pozwoliło (albo: w efekcie czego mogli) dostrzec fragment toru…

 

Napracowałeś się i to widać. Mam problem nie z tekstem, ale z sobą. Bo co ja właściwie wolę? Typową creepypastę czy opowiadanie surrealistyczne, mocno “odjechane”? Wydaje mi się, że wolę jednak pastę, nastrojową, mroczną, w której krew się leje, ale jednak pastę. Mimo wszystko ode mnie masz piątkę. Wydaje mi się, i to jest na plus, że mógłby powstać na podstawie Twego dzieła niezły, klimatyczny, mroczny film. 

Serdecznie pozdrawiam i jako kolega, i jako fan “Nocnego radia”. MZ:)  

Bo ja się na niczym naprawdę nie znam…

Podobno na niczym, tak sama twierdzisz, ale ja w to nie wierzę. ;)

 

 Ciężka lektura.

No widzisz, Adexx, a miała być lekka, krótka i lekka lektura, ot, wiejska rodzajowa scenka po prostu. 

Ja również dziękuję. Ja tego mimo wszystko nie rozumiem, może za głupi jestem, a tutaj dostrzegam jakąś babską logikę (bez obrazy). Skoro funkcjonuje zapis NIK-u i tylko NIK-u, to czemu np. PRL-u zapisujemy i jako peerelu, i jako właśnie PRL-u? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Witaj Reg.

Dzięki, że zawsze tu jesteś i nas pilnujesz. :) 

Pozwól, że o coś spytam, o zapis skrótu NIK. Powinno być więc “dziadek pracuje w NIK-u” czy “dziadek pracuje w niku”?

Z góry dziękuję, pozdrawiam serdecznie

MZ

 

Tak tylko głośno myślę… A co było, gdybyś Outta napisał dwie wersje tego opowiadania: jedną po polsku (bez śląskich wstawek) i drugą z dialogami właśnie po śląsku? Grabiński tak zrobił z kaszubskim w “Klasztorze i morzu”, więc wzorzec jest. 

Cześć Outta,

 

dziękuję Ci za tak obszerny komentarz i miłe słowa. Cieszę się, że odkryłeś magię między słowami i doceniasz kwiecisty styl. Tym razem stylizowałem, starałem się stylizować Stachurę. 

Również dziękuję za polecenie filmu z Zamachowskim. Dziwne, ale nie znam, nigdy wcześniej nie oglądałem. Dziś nadrobię ów brak.

 

3-maj się ciepło!

MZ

Dzięki wielkie, Outta. Jak to się ostatnio przyjęło mówić, zrobiłeś mi dzień, a nawet tydzień. 

Echa czasów, kiedy słowami się nie opisywało, tylko malowało – malowało świat, który nas otacza, wypełniało puste przestrzenie sobą, lecz zostawiało też miejsce dla innych, by w tych wolnych miejscach odbiorca mógł umieścić kawałki siebie.

O, to, to, to… Malowanie słowiem. O to tu chodzi. Strzeliłeś mi największy komplement, jaki tylko mógłbym sobie wymarzyć. Raz jeszcze bardzo, bardzo dziękuję. :))

Powiem Ci, że zakochałem się w tym Twoim opowiadaniu. Jest w nim wszystko, co lubię i cenię: bogate fachowe słownictwo, wątki dziecięce, topos kolei, motyw czarnego lasu. Pięknie, po prostu pięknie to sobie wymyśliłeś i pięknie, wprost brawurowo zrealizowałeś. Właśnie tak powinno się pisać opowiadania. Tyle peanów ode mnie. Kurde, dlaczego “Ślepy tor” nie wszedł do biblioteki NF, się pytam?

Audiobook też niczego sobie. Polecam posłuchać. Outta (Kuba), mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że podlinkuję:  www.youtube.com/watch?v=Ch_xgaAZMV4  .

 

Słucham i czytam, czytam i słucham. Moje klimaty! Kiedy piszesz o stacji, mnie przychodzi na myśl, wizualizuje się stacja w Racławicach Śląskich. I jak w tej piosence Janerki, pięknie jest. 

Edit: Kojarzę “Suspirię”, ale całości nie zaliczyłem; czas to naprawić, może nawet dzisiaj. Zachęciłeś mnie. Thanks! :)

 

GS ma rację. Nie obraź się – początek trzeba dopracować. 

Płakała. Łzy spływały ciurkiem po jej nagim ciele. Smuciło ją jedynie to, że zniszczyłem jej torebkę. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.

Płakała. Łzy spływały ciurkiem po jej nagim ciele. Smuciło ją, że zniszczyłem torebkę. Wtedy widzieliśmy się po raz ostatni. 

– Cześć, chciałbym wsadzić mojego twardego przyjaciela w szparę między twoimi nogami (…)

Oczywiście tak nie przebiegała ta rozmowa…

Usłyszałem odgłosy wypróżniania, pierdziała tak głośno, a jednocześnie tak delikatnie, że aż łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Kobieta-ideał.

 

Kurde! Dlaczego to jest takie dobre? No dlaczego!? Tryskasz czarnym humorem, mistrzu krótkiej formy. Nie wiem, czemu tekst ma tak mało komentarzy? Powinno być inaczej. Ale spokojnie; są tacy, którzy znają się na prawdziwym pięknie, np. ja (oczywiście żartuję). :) Niech żyje Fanthomas! Niech żyje bizarro!

Ktoś nawet pokusił się o to, żeby splunąć w ich kierunku. Możliwe, że byłem to ja.

Cały Fanthomas. Jakie to fajne!

 

Ogólnie: bardzo dobrze. Faktycznie jesteś mistrzem krótkiej formy, ale to już wiesz. Zawsze Twoje szorty czytam z uwagą i uśmiechem na ustach, no właśnie: uśmiechem. Tym razem powiało pesymizmem i smutkiem. Czyżby coś się w Tobie, jako twórcy, zmieniało? Jakaś ewolucja stylu, te sprawy? Dziękuję i pozdrawiam!

Cześć, już się cieszę na deser w postaci “Szczurów” (okej, dziwnie to zabrzmiało), ale to po powrocie ze spaceru po lesie (codzienna rutyna). Wrócę tu z dłuższym komentarzem. Tymczasem serdecznie pozdrawiam! MZ

Edit: Muszę jedną rzecz dopisać… Stosujesz zmienne tempo narracji. Początek jest leniwy, końcówka przyspiesza. Mnie to nie przeszkadza, bo niby gdzie jest napisane, że tak nie można? Można. Swoją drogą… w baśniach tempo bywa zawrotne (przykład: bohater poznał księżniczkę zaklętą w coś tam, odczarował ją, mieli dużo dzieci, żyli długo i szczęśliwie, koniec). Ciekawe, jak wyglądałby “Złocień”, gdybyś przyjął konwencję baśni i odcioł się od naszych czasów? 

Dzięki za ten zgrabny szorcik. Ma wiele atutów, o których była już mowa, ale też coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Pokazuje mianowicie rozdźwięk między naszymi czasami (wyszukiwarka Googla, Internet) a światem baśni (tym, co istnieje gdzieś poza czasem, za lasami, za górami). Człowiek współczesny odmagicznił świat. Może to wina tego, że jako gatunek staliśmy się okropnie hałaśliwi, bo emitujemy fale elektromagnetyczne, akustyczne i wszelkie inne? Może, przez choćby komórki, nie jesteśmy już w stanie dostrzegać tego, co dostrzegali nasi przodkowie: krasnali, duchów, różnych upiorów? Dziękuję raz jeszcze za danie mi do myślenia i serdecznie pozdrawiam! MZ

Cześć Finkla,

 

cieszę się, że choć pomysł przypadł Ci do gustu. 

Gdyby losowo pozmieniać fragmenty – czy coś by się zmieniło?

Nie, ale starałem się nie odkrywać kard tak od razu, no bo niby skąd my to wiemy, że narratorem jest krasnal? Z przedmowy, ale także i z samego tekstu, choć wiemy to nie od razu. 

 

Dzięki i pozdrawiam!

M

Dzięki, Marszawa, za ciepłe słowa i polecenie tekstu jako bibliotecznego. :)

Jednak od kilku lat już w tam nie mieszkam, więc  trudno mi stwierdzić czy międzyczasie zbytnio się rozpleniły. 

Oj, rozpleniły się, rozpleniły krasnale. 

Wyczuwam Twoje luźne pióro i gawędziarski ton. Fajnie się to czyta.

Cieszę się. Właściwie nie musiałem się nawet jakoś bardzo starać, to życie napisało cały ten zbiór anegdot. 

 

Pozdrawiam również!

MZ

Pozostaje mi życzyć Ci stałej obecności Pani Weny…

Wielkie dzięki. Nie wiem, czy jest to Pani Wena czy też rodzaj małego radyjka w głowie, które wystarczy tylko odpowiednio nastroić? Lubię wyobrażać sobie takowy odbiornik, wiesz? W każdym razie raz jeszcze bardzo dziękuję Ci za Twoje łapanki. Głupi ten, kto ich nie docenia. ;) 

Wozimy ważnych oficjeli, mających taki kaprys, gości z zagranicy, polityków nielubiących latać, słynnych pisarzy poszukujących weny i tak dalej.

Ja poszukuję teraz weny, taki pociąg bardzo by mi się przydał. ;)

Dziękuję i za to, bo było zabawnie i czytało się naprawdę fajnie.

To ja dziękuję za Twoją pracę (łapankę). Muszę Ci się do czegoś przyznać. Moje życie składa się z rytuałów. Jednym z nich jest rytuał poprawiania błędów wskazanych przez Ciebie, na co przeznaczam z reguły cały dzień, siadam z kubkiem kawy i pozbywam się z tekstu usterek. Jest też czas na pisanie – rytuał zbierania nowych pomysłów i samego pisania, co zajmuje sporo czasu, niekiedy nawet kilka dni. Ten rytuał podoba mi się nieco mniej, choć też jest ważny (no ba) i też go lubię. Podsumowując, można powiedzieć, że stałaś się oto kapłanką mojej małej pisarskiej religii (z kawą w charakterze wody święconej). Czekam na to powtarzające się misterium całymi nieraz miesiącami. Dziękuję więc raz jeszcze!

Cześć Hesket,

 

radość mi sprawiłeś swoim wpisem, jako grajek nie jestem tu sam. 

“Nie jest to łatwy grosz – powiedziałbym nawet, że bardzo trudny”. Pełna zgoda, jest to niełatwy kawałek chleba, ale czasem, jak się zastanawiam nad pracami, jakie wykonywałem, a wykonywałem różne, to dochodzę do wniosku, że ogólnie nie ma zajęć w 100%-tach łatwych i przyjemnych, po prostu nie ma. 

“Podobał mi się szczególnie fragment z rozmową z sąsiadem, kiedy skrzypce nazywa gitarą”. Już nawet nie liczę, ile razy skrzypce zostały nazwane przez dyletantów gitarą. ;)

“Opowiadanie jest dobrze napisane (…) Udaję się do klikarni i pozdrawiam”. Bardzo mi miło. 

 

Dziękuję i również pozdrawiam,

Maciek:)

#AP

Hej, AP. Dzięki za miłe słowa. Sprawdzę sobie, co napisałeś o krasnoludku. Również pozdrawiam. :) 

 

#Reg

Poprawiłem i teraz z szorta zrobiło się opowiadanko. Brakuje tu co prawda jakiegoś rozwoju, jakiejś historii, no nie wiem, łuku przemiany bohatera, ale za to są anegdotki i jest wesoło, a o to mi chodziło. Są też nade wszystko rozmowy z życia wzięte. Polecam serdecznie i z góry dziękuję za przeczytanie. 

Gratuluję ilości komentarzy! Tekst ważny dla pisarzy (i tych, co pisarzami chcieliby zostać). Każde słowo, nie tylko “kocham”, z czasem blednie, jak gdyby kurczy się, traci na znaczeniu. Może się też zmieniać sens słowa. Tak to już jest. Wiem, pesymista ze mnie, ale czytało się dobrze. Intrygująca ta Twoja bohaterka-Ukrainka, rzekomo służąca. Pozdrawiam i dziękuję. MZ

No pisać to Ty potrafisz, ale to już wiesz. Jest i humor, i groteska, i erotyka… jest nawet odrobina horroru. Wszystko, co lubię. Dziękuję! :)

Fan, jesteś w formie. Tyle Ci powiem. Humor, absurd plus własny styl. Czego chcieć więcej? Zazdroszczę Ci tego opka.  

Masz może w planach publikację na portalu NF “Melodii ciała”? Ludzie mieliby fun, Fan. :)

Beeeecki, to dopiero pomysł na dobry horror ta trypofobia. Zaprawdę, ludzie cierpią na lęki, o których się filozofom nie śniło. 

A ja myślałem, że tylko rewolucja pożera własne dzieci, a tu masz: wynalazek (no dobra, dziura nie jest wynalazkiem, ale to tylko taki skrót myślowy)… wynalazek połyka wynalazcę, a raczej twórcę dziur (dziurotwórcę?). 

Nie ma sprawy, marudzenia nigdy za wiele, w końcu chodzi o to, by było (czytało się) lepiej, dzięki za Twoje krytyczne słowa. 

Graham Masterton – Ekskluzywny wywiad dla MysteryTV [2016]

YT, 12:30 wywiadu z mistrzem. Radzi, by nie pisać o zombie, wampirach, wilkołakach itp., ale o czymś zupełnie nowym i niewyeksploatowanym. Interesujące. A może pisać, ale w sposób inny, odmienny, dokładnie tak, jak napisałeś w swoich “Pytaniach”. O co, jak o co, ale o Twoją moc twórczą jestem, Koalo, wyjątkowo spokojny. Pozdrawiam! :)

O, jest Fan, jest impreza. No to siadamy i czytamy. ;)

 

Edit: Z tym Collegium Romanum to rewelka. Pozdrawiam serdecznie. 

Dzięki, Adexx. Groza mnie pociąga, siedzę i wymyślam coś bardziej horrorowatego. Różnież pozdrawiam!

Nie ma sprawy, Reg. Ale za miłe słowa bardzo, ale to bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie! :)

 

PS. Szkoda, że nie znalazłaś błędów. U mnie w domu jest święto, kiedy mogę siedzieć i nanosić poprawki. Cały dzień przeznaczam na to i nie muszę robić nic innego. Miast przeznaczyć 10 min. na poprawki, przeznaczam cały boży dzień, a dopiero dnia następnego zabieram się za nowe rzeczy. To rodzaj rytuału. Tym razem zostałem go pozbawiony. :((

Pięknie dziękuję, Marszawa. I ja pozdrawiam Krzyki!

Masz swobodny styl pisania, miejscami potoczny, co nadaje tekstowi naturalności i luzu.

To komplement. No i super, cieszę się, że tak uważasz. 

jak na horror jest tutaj zbyt komediowo…

Polecam w takim razie starą wersję zatytułowaną “Taxi” (tytuł nieco bardziej polski i nie kojarzy się z tym słynnym filmem made in USA). Wersja jest nieco bardziej mroczna i, jakby to powiedzieć, poważna, taka bez robienia sobie jaj. :)

 

Serdecznie pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję (oczywiście skorzystam z Twoich wskazówek)! MZ

Galicyjski, dzięki Ci za szybką łapankę. Cieszę się, że dobrze wchodzi ten mój tekst. Pozdrawiam również. :)

Dzięki wielkie, Ambush. Trzeba się liczyć ze zdaniem kogoś, kto: 1) jest z Krakowa, 2) ma panią Hiacyntę ustawioną jako zdjęcie profilowe. ;) Masz rację: zabrakło horroru w horrorze. Ale że wyszło trochę tak, że “wywołało uśmiech na (…) twarzy”, to nawet dobrze. Jest coś takiego, jak horror komediowy i ja go niekiedy uprawiam. Zresztą nic dziwnego, że powiało wesołością, skoro – cytując siebie – o choćby tutaj padły takie a nie inne słowa:  

Boże, jeszcze nigdy nie byłem trupem! Co trzeba robić? Co robią trupy, prócz tego, że nic nie robią, tylko ewentualnie gniją i straszą? I jak to właściwie jest być zimnym, sztywnym, sinym… no po prostu martwym?!

Zacząłem wrzeszczeć, przeklinać, a nawet śpiewać, a ona nic.

Taksówkarz – jak to dumnie brzmi.

Ze trzy razy poleciała wiązanka bluzgów i, gdyby ktoś stał tuż obok, mógłby się poczuć jak widz pani Barbary – gwiazdy Internetu.

Boże, ty wszystko widzisz z góry i wszystko wiesz. I wiesz, że nie ma takiej dziedziny, na której normalny, średnio wykształcony taksówkarz by się nie znał, a jeśli nawet zdarzyłoby się, że jakimś dziwnym trafem by się jednak nie znał, to jest na tyle osłuchany w ludzkiej mowie składającej się ze zwierzeń i działających na wyobraźnię niedomówień, że i tak zawsze ma coś do powiedzenia, czyż nie?

Nie, nie trzeba było odbierać drużyny harcerskiej z cmentarza, i to na szczęście”. Chrząknąłem lekko zmieszany, bowiem zdałem sobie sprawę, że być może lekko się zagalopowałem, no ale nic.

Nieładnie jest cytować samego siebie, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. 

Fajnie, że horror, fajnie, że fragment większej całości. I fajnie, że – jak poprawisz babole (patrz: komentarz Bruce) – to będzie się dobrze czytało, bo pisać umiesz. Powodzenia! Pozdrawiam, MZ:)

Cześć Finkla, dzięki za przeczytanie i sklecenie kilku słów. Masz rację, o Murzynce i jedzeniu już czytałaś. Powtórzyłem się po prostu. 

Dzięki, Koalo! Im człowiek starszy, tym czasu coraz mniej. Nie chcę sobie nawet wyobrażać co będzie, jak stuknie mi 60-tka albo 70-tak (o ile w ogóle dożyję). Pozadrawiam. MZ:)

A wiesz, że to jest dla mnie przyjemność, to całe pisanie. Pisanie i czytanie, bo aby coś napisać, trzeba wpierw coś przeczytać, czegoś posłuchać (audiobook). Niestety łapię się ostatnio na tym, że po znalezieniu pewnego kanały z creepypastami nie robię nic innego, jak słucham strasznych opowieści z tego właśnie kanału pochodzących. Problem polega na tym, że historyjki z mego ulubionego YT (chodzi mi tu konkretnie o Zaułek Kruka) tworzy sztuczna inteligencja. Tak, dokładnie, sztuczna inteligencja. A ja nie słucham, nie czytam niczego innego. No dramat po prostu! Ale nic to, cieszmy się latem i wakacjami. Może jeszcze wróci się do książek pisanych przez ludzi dla ludzi. ;)

Reg, Chalbarczyk, dzięki za miłe słowa. Nawiązanie do Schulza celowe. Jest trochę baboli do poprawienia, więc biorę się do roboty. :)

Dzięki, Reg. Poprawione.

Bardzo mi miło, że się podobało, Marzanie. Dziękuję pięknie. 

Mnie osobiście do gustu przypadł szort trzeci, bo porusza dwie ważne sprawy: 1) “nie żyjemy po to, by jeść; jemy, by żyć”, 2) brak wspólnego mianownika, wspólnego kontekstu kulturowego w rzeczywistości multikulti. 

 

Elo! Kurcze, może trzeba było jeszcze bardziej “pojechać po bandzie” i popuścić wodzę fantazji. Miast pisać “obywatele”, operować “obywatelami Chomikostanu”, miast rolnicy, robotnicy, mogliby być agrochomicy i szuflochomicy. No nie wiem, postawiłbym na słowotwórstwo. Ale ogólnie nie jest źle, stylizacja jak się patrzy, czegoś jednak zabrakło. Pozdrawiam!

To zdecydowanie pomysł na coś dłuższego, choć wczuć się w osobę wychowującą się bez ojca z pewnością nie jest łatwo; ja nie podołałbym raczej; pozdrawiam, Koalo, serdecznie, MZ.:)

Hola. Nawet nie wiesz, Tarnino, jaką radość sprawiłaś mi swoim wpisem. Postaram się poprawić usterki, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, że się pojawiłaś, że chciało Ci się w ogóle mnie czytać. Okej, dość słodzenia, ale jedno muszę napisać: emotka wypasiona! Więcej takich proszę! :)

Nowa Fantastyka