Mama. :)
komentarze: 14944, w dziale opowiadań: 11622, opowiadania: 3055
Mama. :)
komentarze: 14944, w dziale opowiadań: 11622, opowiadania: 3055
A to Ty, Jimie, stworzyłeś? :)
Pecunia non olet

Skąd tu taki komentarz Loży NF?
Pecunia non olet


Pecunia non olet
Maćku, witaj; bardzo mi miło, że – jak piszesz – moja skromna rymowanka o średniowiecznej bitwie i zgubnych skutkach noszenia przez Francuzów polskich ciżemek zainspirowała Cię do napisania tego tekstu, lecz nie znajduję tutaj odniesienia, wybacz, chyba po prostu jestem za głupia… Czy chodziło o zawód? Wyuczony i wykonywany?
Z technikaliów rzuciły mi się w oczy (te sugestie są zawsze jedynie do przemyślenia):
– No to zostaje Strawiński.
– Został zaproszony jako konsultant i natychmiast stwierdził, że wszystko jest zbyt harmonijne. – powtórzenie (być może celowe)?
– Stasiu, uprząśniczko ty moja. Przeceniasz moje wpływy. – i tu?
– No nie wiem, czy wiesz, ale pod koniec życia pracowałem nad systemem harmonicznym i kompozytorskim, wyrosłym z wieloletniej mojej praktyki. – i tutaj?
– Teraz rozumiem, dlaczego poprosiłeś Arányi, by zagrała tematy ludowe. – czy tu nie powinno być: d’Arányi?
– Twój papcio, (ten przecinek o wyraz wcześniej?) Wilhelmie, bez obrazy, już za życia brzmiał anachronicznie.
– Najważniejsza jest synteza sztuk, cyruliku-pesarończyku. – tu nie znalazłam (tylko na innym portalu literackim, wraz z całym tym opowiadaniem), co to znaczy?
– A (przecinek?) co tam barok.
No (przecinek?) nie ważne zresztą… – ortograf?
– Niech mi pan powie jeszcze, że gry pan na organach i jest głuchy. – dopytam: na pewno ma tu być to „gry”?
W odniesieniu do całości i mowy o tylu kompozytorach, zdanie:
– Najważniejsza jest kolacja
nasuwa mi oczywiście na myśl genialny spektakl TVP pt. „Kolacja na cztery ręce”, oglądany przed laty, w którym wystąpili – jako wybitni kompozytorzy – znakomici: Gajos oraz Wilhelmi; miło było znowu odświeżyć sobie tę sztukę (poniżej kadr z YT):
Nadal mam bardzo poważne obawy, że nie do końca piszesz, Maćku, jak Ty zawsze nam tu pisałeś… Tylko nie wiem, czemu…
To “pójście na stronę”, “do sreraju”… 
Pozdrawiam serdecznie.
Edit, nie wiem, czy mój komentarz jest widoczny. Widzę natomiast, że po poniższych dyskusjach kompozycja tekstu uległa zmianie. :)
Pecunia non olet
Zaszczyt to dla mnie, Maćku. :) A tytuł – wiadomo – od razu kojarzy się z kultowym już dziś filmem i parą genialnych aktorów. 
To ja dziękuję, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Każdy powinien doceniać Twoje starania. :) Zależy Ci na Portalu oraz na zaangażowaniu Autorów i za to uściski. 

Pecunia non olet
BRAWA już teraz dla Ciebie, HollyHell91! 
![]()

Nie musisz, a się starasz. Nawet ja odpuszczam, bo zawieszanie Portalu mnie mega zniechęca (o innych rzeczach nie wspomnę
). A Ty, w tak niepewnym czasie, z optymizmem i cudowną energią: szukasz, urozmaicasz, fundujesz znowu nagrody, podajesz wskazówki, do tego jeszcze umożliwiasz zamianę, dodajesz nowe propozycje, reagujesz szybko na każde zapytanie czy wątpliwość, starasz się BARDZO, aby zachęcić Autorów. PODZIW I SZACUNEK DLA CIEBIE! 

Nie każdy by tak umiał (ja – nie
), nie każdemu by się nawet chciało (mnie – nie
).
BRAWA, HollyHell91! 
![]()
Pecunia non olet
Eldilu, dziękuję za poświęcony – nomen, omen – czas i za Twoją opinię. :)
Ja jestem w 100% pewny, że nie wszystko zrozumiałem, ale i tak mi się podoba
![]()
(Już nawet postać w tekście wie, dlaczego zaproszono, a ja dalej nie
Ktoś podpowie?).
Wyjaśnienie kryje ten fragment:
– Niedokonany, huncwot jeden! – wyparował nagle rozzłoszczony Staruszek, nad podziw dziarsko ścigający i okładający laską jakiegoś łobuza, uciekającego w podskokach tuż obok wejścia do mojego nowego mieszkania. – I, jeżeli nie przyciśniesz go skutecznie, jak trzeba, panie Ważny… – spojrzał wymownie na moje umięśnione ciało, ledwo mieszczące się w garniturze, po czym kontynuował pościg, wołając na koniec: – …to co dzień będą te same fanaberie!
W Domu Czasów władzę sprawował obecnie Czas Niedokonany, zatem nic nie mogło dokonać się do końca, ostatecznie, na stałe: ciągle biegano, jeżdżono, chodzono itp. :) Zaproszony do apartamentowca Czas Ważny miał nareszcie to wszystko uporządkować. :) Ponieważ nosił takie nazwisko, miał nieograniczone możliwości, bo jako “ważny”, mógł narzucić swoją wolę każdemu. :) W dodatku jego muskulatura mogła zdziałać cuda, choćby tylko jako argument “ważności”. :)
Hmmm… Widzę, że tagi: absurd i groteska niewiele dają. Może wkleję tam jeszcze “bizarro”? :)
Pozdrawiam serdecznie. 
Pecunia non olet
Serdeczne podziękowania, Michaelu. 
Konstrukcja jest prościuteńka i sporo rymów częstochowskich, ale cieszy mnie, że mogłam zainteresować Czytelników tym mało znanym skrawkiem historii. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
RogerzeRedeye, dziękuję i pozdrawiam Cię, jak zawsze, bardzo serdecznie. :)
Pecunia non olet
Przyznam, że – jak zresztą wiele innych kwestii, choćby poprawny zapis dialogu – aliteracje poznałam dopiero tutaj. Zaskoczyłeś kolejny raz, Ślimaku Zagłady, bo sądziłam, że są one ogólnie uznawane za zbędne czy wręcz szkodliwe dla każdego tekstu, nawet wiersza. :)
Tamta dyskusja, niepotrzebna wcale, uświadomiła mi, żeby inaczej podchodzić do zbyt krytycznych uwag, skierowanych konkretnie do mnie, bagatelizując je i puszczając mimo uszu, o czym ciągle jeszcze na tym Portalu zapominam. :)
Drugą wersję chętnie pochwycę i pozmieniam, serdecznie Ci dziękuję! 
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Pewnie tak, Unfallu. :)
Pozdrawiam, dzięki. 
Pecunia non olet
AP, to prawda, wszak Polacy nie gęsi i też Francuzów uczyli. 
Ślimaku Zagłady, jak zawsze: ukłony za świetne porady i za życzliwe ustosunkowanie się do tak skromnej rymowanki. :)
Wszystko chętnie zastosuję, tylko pierwszą propozycję – jeśli wolno – może nieco zmienię, by uniknąć aliteracji (oby tylko Jim tego nie czytał, bo znowu mi się oberwie
):
Czubki ciżem, co naprzód wystają wybitnie,
Wydają się przyczyną niepowodzeń w bitwie! – Zdają się być…
W drugim przypadku bardziej podoba mi się druga propozycja, o tchórzach, ale muszę uniknąć powtórzeń (nam, nam, nas). :)
Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo dziękuję. 
Pecunia non olet
Dziękuję. :) Trzymam kciuki i pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Ja do poetyckości pasuje jak łysy do grzebienia, ale rymowanki – bardzo lubię.
RobercieZ, ja widzę na FB. I są tam też nasi Autorzy, z Portalu, którzy wydają kolejne książki. :) Mają swoje wieczorki, czasem proponują nawet nabywanie ich książek na jakieś cele charytatywne; bywa, że spotykają się w większym gronie, zachęcając Czytelników. :) Spotkałam ich też na stronach FB, poświęconych pisaniu. :) Może tam? :)
Pecunia non olet
Loginie1, przyznaję, że o tej bitwie też nie wiedziałam; wszystko dzięki Robakowi163 – aby poddać w wątpliwość owe ciżemki, musiałam sprawdzić, czy aby nie mają innych znaczeń. :) No i pojawiła się, całkiem niespodziewanie, żartobliwa ciekawostka, jak to przeszkadzały ich wydłużone czubki francuskim rycerzom, kiedy pierzchali przed Turkami. :)
Melendurze88, dzięki za miłe słowa. :)
Ja do poetyckości pasuje jak łysy do grzebienia, ale rymowanki – bardzo lubię.
Mam to samo. :) Uwielbiam poezję, lecz nade wszystko rymowanki, które sama sklecam od dziecka. :)
Maćku, swego czasu tu pisałam takie ciekawostki, ubrane w fantastykę, lecz sporo pousuwałam, aby zrobić miejsce dla nowych. :) Rymowanki układam szybko. :) Wielka szkoda, że nie tworzę tak samo ambitniejszych dzieł poetyckich. :)
Dziękuję Wam za tak sympatyczne wpisy oraz za Wasz czas, pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Dziękuję za wyrozumiałość i za miłe słowa. :)
Wolałabym oczywiście posiadać jakąś wiedzę w tym zakresie, ale nie posiadam. :)
Pecunia non olet
Witaj, Kronosie.maximusie. :)
Te ciżemki były jednak bardzo zdradliwe… :))
Tu – w ramach ciekawostki – Marek Kondrat, debiutujący w wieku 11 lat w “Historii żółtej ciżemki” (źródło: canalplus.com):
Pozdrawiam serdecznie. 
Pecunia non olet
O, nie, to ja przepraszam; niestety, często wspominam, że zawsze wypisuję fragmenty, które podczas lektury mnie zatrzymują “na czuja”; czasem staram się je sprawdzać w necie, lecz zazwyczaj po prostu tylko daję znać, że coś mi “zgrzyta”. ;)
Pozdrawiam, dzięki. 
Pecunia non olet
Ścieżką zbliżali się trzech żołnierzy i dowódca. – tu ewidentnie posypała się składnia
Jeszcze tutaj, bo nie jest to przykład z podmiotem szeregowym i wtedy “zbliżało się nie pasuje”? Nad tym akurat długo myślałem, więc byłbym wdzięczny za odpowiedź.
Mnie to zgrzyta; przepraszam Cię bardzo, ale nie jestem pewna, nie mam wprawdzie żadnej wiedzy fachowej w tej materii, jednak wydaje mi się, że lepiej by brzmiały opcje:
Ścieżką zbliżało się trzech żołnierzy i dowódca.
Ścieżką zbliżali się trzej żołnierze i dowódca.
Ścieżką zbliżali się trzej żołnierze, a (wraz) z nimi dowódca.
Ścieżką zbliżało się trzech żołnierzy z dowódcą.
(????)
Może poczekaj jeszcze na zdanie kogoś mądrzejszego ode mnie? :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Jasne, dobrze, wszystko ok, to tylko do przemyślenia. :) Szanuję zawsze zdanie Autora, bo to On najlepiej zna swój tekst. :)
Bardzo mi się podobało. :) Ciężka atmosfera i ten specyficzny klimat mają tu znakomite uzasadnienie. :)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Mnie to cieszy! Lekcje w takim wydaniu bardzo na plus ;)

Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym tylko w podobnych ciekawostkach wykładać zawsze historię. A tu nieustanne: kucie, kucie, kucie… :)
Pecunia non olet
Młody pisarz: Dotknięcie chłodu
Pecunia non olet
Witaj. :)
Przybywam niejako z rewizytą. :)
Każda poniższa sugestia oraz wątpliwość co do strony technicznej jest tylko do przemyślenia:
Czasami pewne zdania wydają mi się jeszcze jakby niedoszlifowane, nieco dziwnie brzmiące, może wymagające jedynie przestawienia wyrazów lub zmiany szyku (?); np.:
Bał się, że doskonale wie, co zaszło.
– A ojciec? – zapytał, próbując się złapać resztek nadziei.
W wiosce zostało ilu dojrzałych mężczyzn?
– Jedynie mniej więcej.
W ciemnościach kształtów zaczęła nabierać ludzka sylwetka.
Ich macie się pilnować i rozkazów słuchać.
Może wcale nie potrzeba jej wiele, by zebrać kolejną setkę żołnierzy, której tym razem uda się dopaść wioski.
Inne sprawy, które zatrzymały mnie przy czytaniu:
Tylko (przecinek albo myślnik?) co z tego?
Zrobiliśmy, co mogliśmy. – tu niechcący stworzyła się rymowanka
Nie wiem (przecinek?) jak do tego doszło, ale pewnie któryś musiał się przekraść z boku.
Jakby przekutych szpikulcem… – może lepiej: przebitych? – do przemyślenia
Może (przecinek?) gdyby był bardziej uważny…
A zresztą, kto miałby zagwarantować, że po przetrwania resztki lata, a potem jesieni, najazdy ustaną? – literówka?
– Jak to (przecinek, myślnik albo dwukropek?) nie wiesz?
– Nie chciałam go wypuścić, odgrodziłam od drzwi… On się tak bardzo zmienił. – Pokręciła głową.(brak spacji?) – Kim teraz jest?
Sprawdził jeszcze raz (przecinek?) czy wszystko z łukiem w porządku (i tu?) i wtulił brodę w ziemię.
Jar zagryzł wargę i sięgnął do kołczanu. Wzrokiem próbował odnaleźć właściciela czerwonego pióropuszu. Nie było go w rozpadającym się szeregu ani wśród leżących na ścieżce ciał. Musiał uciec. Gdzie? – dokąd? – nie mam pewności, sorry, do przemyślenia
– Jesień może być trudna, zresztą gdzie pójdziemy? – tu podobnie?
Ścieżką zbliżali się trzech żołnierzy i dowódca. – tu ewidentnie posypała się składnia
Mężczyzna krzyknął, chwytając się za bok, z którego ciekła wąska strużka krew. – i tu?
Zrobili może czterdzieści kroków, gdy dotarł do nich alarmujący krzyk z miejsca, który opuścili. – literówka?
Polę obok wioski stało się jednym wielkim cmentarzem, który rozrastał się szybko. – i tu?
Tylko (przecinek?) co teraz?
Tylko, co (i tu?) gdyby straciła ostatniego syna?
Za mało emocji Jara po usłyszeniu o śmierci ojca. Zaginięcie brata też jest dziwnie zapomniane: matka woła wieczorem, a potem uśmiechają się, on zdrowieje, ona mu pomaga, karmi, opiekuje się, To wygląda nieco nienaturalnie. Trzeba tam podopisywać trochę o tym, jak się/co czuli bez Sarena.
Bardzo dobrze potęgujesz napięcie. Od samego początku czuje się grozę, przerażającą sytuację wioski, niechybny atak ze strony wrogów i podobne, następne. To oczekiwanie na nieuniknione wisi w powietrzu. Świetnie oddałeś ten klimat. :)
Opisy walk – mega realistyczne, brawa! :)
Ogromnie przypadł mi do gustu pomysł na – tak ich sobie nazwałam – „zlodowaciałych”. :) Bardzo dobry sposób walki. :) Sądziłam, że przy śmierci ojca atakowały jakieś stwory, a tu takie zaskoczenie. ;) Zdumiało mnie, że nie są oni niepokonani, ale i tak – świetni. :)
Zakończeniem dałeś nadzieję. ;) Może jednak ich nie wykończą? :)
Klik, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
I ja dziękuję. :)
Czytałam, zachęcona w HP przez Finklę. :)
Każda sugestia – zawsze tylko do przemyślenia. :)
I ja mam tu spory problem z odnajdywaniem i sortowaniem opinii. :)
Pozdrawiam ciepło. 
Pecunia non olet
HollyHell91, serdeczne dzięki, poprawiam natychmiast. 
Moja mania przecinkowa znowu dała znać o sobie… 
![]()
Cieszę się z takiej opinii, jestem mega wdzięczna, choć to zawsze jedynie luźny pomysł na przedstawienie ciekawego skrawka historii. :) Ja jedynie dodałam cząstkę od siebie, tym razem zainspirowana nieznanym mi wcześniej obrazem. :)
Twoja interpretacja bardzo mi się podoba! ![]()

Konkurs Michaela zgromadził tak niepowtarzalne Dzieła-Unikaty, że – gdzie mi tam do nich? Zaszczytem było czytać, a – tym bardziej – jurorować. :)
Pozdrawiam ciepło. 
Pecunia non olet
Pomysłów kilka już mam, ale nic nie obiecuję!

![]()
Pecunia non olet
Nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem, ale i tak misię podobało :)
Młody Pisarzu, cieszę się bardzo i dziękuję. :)
Ależ przyjemne! Nikopolis jest mi szczególnie bliskie, bo długi czas przez układ cyfr w dacie bitwy miałem zapamiętany kod do bramki :)
Dobry pomysł, Beeeecki:) W dodatku miasto o tej nazwie założył także w Grecji, w Epirze, Oktawian August, upamiętniając pokonanie Marka Antoniusza.
I znowu: wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.
(czemu wydawało mi się wcześniej, że to Ave, Cezar tu pisał? 
)
Poniedziałkowa lekcja historii zaliczona! I to w jakim stylu
OldGuard, mam nadzieję, że mi wybaczycie, okrutna belfrzyca ze mnie, katuję Was nawet w wakacje. 


Miło mi, dziękuję, Galicyjski Zakapiorze, choć wiem, że to prosty wierszyk. ;)
Bardzo fajnie całość wyszła. Te gryfy jedynie w pierwszej sekundzie wydały mi się niepotrzebne, ale zaraz załapałem, że chciałaś mieć element fantastyczny.
Istotnie, miałam jeszcze do wyboru: lwy oraz koguty, ewentualnie lamparty. W heraldyce francuskiej mało jest zwierzaków, a tym bardziej istot baśniowych i mitologicznych. :)
Pozdrawiam Was i bardzo dziękuję za poświęcony czas. 
Pecunia non olet
I ja bardzo dziękuję, o, szykuje się trzecia część, suuuuper! 
![]()
Pecunia non olet
HollyHell91, dziękuję Ci bardzo. 
Robaku163, o żadnej wpadce czy błędzie mowy nie ma, tak przecież mogłeś określić umownie każde buty, w znaczeniu symbolicznym. :)
W sumie rzeczywiście powinnam nieco więcej wyjaśnić. :)
Drabble Robaka163 wspominał o ciżemkach. :) Te buty, ogromnie popularne w średniowieczu, często były nazywane “polskimi”. Podczas bitwy z Turkami w 1396 roku, rozgrywającej się pod wspomnianą miejscowością Nikopolis, rycerze francuscy mieli je na nogach. Byli na tyle butni i pewni siebie, że – jak głosi legenda – powtarzali, iż zdołają nawet swoimi kopiami utrzymać niebo, gdyby spadało na ziemię. :) Choć przybyli na pomoc władcy Węgier, przyszłemu cesarzowi, a wtedy jeszcze królowi, Zygmuntowi Luksemburczykowi, nie zamierzali mu się podporządkowywać, traktując go z góry i nie zgadzając się na walkę u boku jego wojsk, gdyż uznawali to za upokarzającą zniewagę. Przekonani o tym, że są niezwyciężeni, ruszyli do walki sami, bez pomocniczego wsparcia, i Turcy bez trudu ich pokonali. Uciekając, Francuzi musieli porozdzierać czubki swych butów, ponieważ kształt ciżemek uniemożliwiał im szybką ucieczkę. Bitwę ostatecznie wygrali Turcy, zajmując ogromne obszary Europy; był to koniec krucjaty antytureckiej. :)
Pozdrawiam Was. 
Pecunia non olet
cezary_cezary: Dworek w prezencie dla żony, czyli krótka historia o poświęceniu…
dyżurna
Pecunia non olet
cezary_cezary: Dworek w prezencie dla żony, czyli krótka historia o poświęceniu…
Pecunia non olet
Witaj, Ave, Cezarze! :)
Miło poznać dalsze losy tak sympatycznego bohatera. :)
Z technikaliów czasem wpadły mi w oczy powtórzenia, być może celowe, np.:
Gdy skończyła, odłożyła rekwizyt na miejsce i oboje zamarliśmy w oczekiwaniu. Oczekiwałem rozbłysków światła, materializacji demonów czy innych poczwar, kakofonii dźwięków, tymczasem nie wydarzyło się zupełnie nic. (…)
Nadzorca przybytku cierpliwie tłumaczył meandry subskrypcyjnego piekiełka, a ja jedynie kiwałem bezmyślnie głową, gdyż całą moją uwagę zaprzątał w tym momencie tłum ludzi wykonujących jakieś wygibasy przy urządzeniach wykonanych z kamienia i metalu, a także cała chmara portrecistów. (…)
Jestem zupełnie normalny, wręcz przeciętny i myślę, że właśnie to mnie wyróżnia z tłumu.
Urzędas otaksował mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym na jego twarzy pojawiło się coś, co u normalnej osoby nazwałbym uśmiechem. Następnie skinął głową i gestem zaprosił mnie do środka.
Nie oglądałem się za siebie, tylko mknąłem, na złamanie karku. – tu mam wątpliwość co do ostatniego przecinka (?)
Kaprysy żony przypomniały mi kultową bajkę o Rybaku i Złotej Rybce. :) Tamta małżonka też domagała się pałaców! :)
Opowieść stoi humorem i to najważniejsza jego cecha. :) Podajesz każdą scenę tak świetnie opracowaną, tak kapitalnie dobraną wtrąceniami, przykładami, nawiązaniami oraz groteskowymi przemyśleniami bohatera, że Czytelnik mimowolnie ciągle się śmieje. :)
Zabrakło mi nieco dokończenia – wykonania woli żony. Może jednak o to chodziło – o skupienie uwagi na poszukiwaniu tego, co było na wyciągniecie ręki. :) To nie oryginalność, lecz normalność uchodzi dziś za dziwactwo. ;) Bardzo fajna puenta, brawa! :)
Kliczek podwójny, skoro jeszcze mam tę moc, bo istotnie brakuje nam tu zdecydowanie tekstów lekkich, celnych w delikatnej krytyce i prawdziwie żartobliwych. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
O, nie, nie, rymowanka zawiera wyłącznie częstochowszczyznę, klepię ją po prostu – jak to ja – z samej inspiracji ciekawą historią, natomiast przy drabble trzeba się naprawdę sporo namęczyć, aby wyszedł idealny, a taki właśnie napisałeś. ;)
Dziękuję za miłe słowa, ale to tylko zwykła, prościuteńka rymowanka. :)
Bardziej staram się, swoim zwyczajem, zachęcić do sięgnięcia ku kartom historii i poczytania o tym, czy też innym, wydarzeniu z przeszłości. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Drabble napisać jest niezmiernie trudno, zatem gratulacje. :)
Pecunia non olet
Dziękuję Wam serdecznie, Cytryno, Michaelu. 
To bardzo skromna opowiastka, powstała – jaki zwykle u mnie – po przypadkowym znalezieniu ciekawostki w necie. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet

Nie zmienia to faktu, że zainspirowałeś mnie do napisania wierszyka. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
bruce, a Los człowieka pamiętasz?
Zapomniałam, teraz mi przypomniałeś. Też super. Dzięki. 
Pecunia non olet
Witaj. :)
Wydaje mi się, że w Przedmowie lepiej dodać link do wspomnianego opowiadania, ponieważ – znając je – łatwiej zrozumieć, o kim piszesz tutaj. :)
“Ciżmy” nieco mi nie pasują do wyobrażanie “buciorów” Nini, miażdżących kości, ale ok – to Twoja wizja. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Witaj. :)
Pomysłowe. :)
Jeśli spiżowy Golem pójdzie dalej tropem Machiavellego, państwo czeka prawdziwa rzeź, zgodnie z poglądem owego słynnego pisarza społecznego, filozofa i prawnika:
„Krzywdy należy wyrządzać wszystkie naraz, aby krócej doznawane, mniej okaleczały; dobro wyświadczać należy po trochu, aby smak jego lepiej został odczuty”.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet

Dziękuję, Regulatorzy. 
Pecunia non olet
Nie, Bruce, mnie nie jest przykro, Autor ma prawo do zmiany decyzji, nawet jeśli nam się to nie bardzo podoba.
Racja. 
Mimo to czuję smutek.
Pecunia non olet
I ja bardzo dziękuję; wyraz “przestworza” w tym kontekście rozumiem; pozdrawiam serdecznie i życzę Ci powodzenia.
Pecunia non olet
Witaj. :)
Widzę rejestrację dawno temu, zatem – choć dostrzegłam ten jedyny Twój tekst na Portalu – nie podaję już Poradników, na których namiary przekazuję zawsze Nowicjuszom. :)
Sprawy techniczne i pojawiające się w związku z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia) dotyczą nade wszystko sporej ilości powtórzeń, czyli błędów stylistycznych – w didaskaliach i dialogach masz często te same wyrazy oraz imiona, stojące niedaleko siebie w tekście, np.:
– Ta, mądrzejszy! Ciekawe z której strony… – zaśmiał się młody mężczyzna. – Na spokojnie, Vark. Mamy jeszcze czas. Zbierzmy jeszcze kilka tych robaków.
– Tylko się nie rozpędzaj, bo oświetlimy całą jaskinię i nas wywalą – zaśmiał się Vark.
– Dobra, chyba wystarczy.
Aron potrząsnął dużym słojem pełnym świecących owadów, które zaczęły brzęczeć od nagłego ruchu. Popatrzył przed siebie, a na horyzoncie pojawiały się pierwsze oznaki świtu.
– Ruchy, Aron, znowu wpadniemy w kłopoty za to, że tak późno wracamy.
Mężczyźni szli szybkim krokiem przez gęstą i wilgotną od rosy trawę oraz zielone krzewy.
– Patrz, Vark. Tu jeszcze lata tyle tego, że żal ich nie łapać – zamruczał pod nosem Aron.
– Jutro też jest noc – zaśmiał się Vark. (…)
– Dzięki, Pat – uśmiechnął się Vark.
Strażnik spojrzał na nich, potem na rozjaśniające się niebo.
– Kung was już szuka.
Aron zaklął.
– Niech zgadnę. Szole?
– Wszystkie trzy.
Aron odwrócił powoli głowę.
– Nie patrz na mnie. Sam je wyczyścisz. – uśmiechnął się z grymasem Vark.
Obaj wślizgnęli się przez szczelinę. Aron z szerokim uśmiechem, dumnie prezentował wszystkim wielki słój, w którym brzęczały dziesiątki świecących, latających owadów. (…)
– No, dobra, tylko dwie szole. Wykazaliście się chłopaki – poklepał ich po ramieniu Kung – ale kara was i tak nie minie. Reguły są po to, by ich przestrzegać.
– Trzymaj, Pat. Tylko go znowu nie rozbij, bo znowu je będziemy musieli wyłapywać!
– Pamiętacie, gdzie są wiadra i szmaty?
– Spokojnie, Kung. Zadbam o to, by Aron miał czym pracować – zaintonował Vark. (…)
Komnata była przestrzenna, na środku stało duże, masywne drewniane biurko, a na nim leżała sterta papierowych dokumentów. Obok dokumentów stał wysoki, wąski słój pełen świetlików. Za biurkiem stał wysoki regał, na którym również było pełno arkuszy, bardziej lub mniej poukładanych.
– Dobrze, coraz lepiej wam idzie z tymi szolami. Może was na stałe tam przydzielę… (…)
Minęło już kilka godzin, a droga mijała im dość wesoło. (…)
Aron pędził jak szalony, ale jak mu się dziwić. U Erbowników jedzenie było niezwykle aromatyczne, pomyślał Vark.
– Patrz! To już ich teren! Widzisz te pola zielska, Vark?
– Chyba i ślepy by to zauważył, Aron… (…)
Z początku były niskie i muskały go po piszczelach.
Cholera, to te parzące chwasty, zaklął w myślach. Arona już nie było widać, więc był zdany na siebie. Rośliny były coraz wyższe, gęstsze i widział coraz mniej. Wokół słyszał szum traw i… nic więcej, co było bardzo podejrzane. (…)
Widać było tylko pustkę i przerażenie w jego oczach. Powietrze było już zdecydowanie rzadsze.
Trzeba także poprawić zapis dialogów, ponieważ miejscami jest niepoprawny, np.:
– Nie patrz na mnie. Sam je wyczyścisz. – uśmiechnął się z grymasem Vark. (…)
– A jaki jest haczyk, Kung? Rozumiem, że coś musi być, skoro dowiadujemy się o tej misji bezpośrednio od Ciebie. (…)
– Kung następnym razem niech sam ciągnie ten cholerny węgiel – Aron otarł pot z czoła, zaciskając ręce na linie.
– Jeszcze jakieś dwie godziny i będziemy u Erbowników. Tam się zatrzymamy. Tęsknię już za ich zupą ziołową… – oblizał wargi Vark. (…)
– Ostatni musi się tłumaczyć, dlaczego chcemy u nich spędzić dzień! – w tym momencie Aron zaczął pędzić przed siebie. (…)
– Wiem, też to czuję. Rozdzielamy się? Ja idę dookoła góry, a Ty zbadaj pola ziół. (…)
– Skąd Ty to wiesz, Vark?
– Bo w przeciwieństwie do Ciebie, analizuję tropy. (…)
– A jak Twoje szukanie śladów? Znalazłeś coś po drodze, Vark? (…)
– Damy radę. Zawsze dajemy. – uśmiechnął się Aron. (…)
Czasem poprawy wymaga interpunkcja, np.:
Wykazaliście się chłopaki – poklepał ich po ramieniu Kung – ale kara was i tak nie minie. (…)
Ruszajmy do Kunga, bo jak nas zaprosił do siebie to na pewno to coś ważnego. (…)
– Poczekaj wariacie! (…)
– Zamknij się idioto! Nie wiadomo czy to coś nie jest tutaj! (…)
– Coście za jedni! Czego tu szukacie! (…)
Podobnie – zapis myśli bohaterów, np.:
Dopiero co wróciliśmy, a ten już chce biec dalej, pomyślał Vark. (…)
Aron pędził jak szalony, ale jak mu się dziwić. U Erbowników jedzenie było niezwykle aromatyczne, pomyślał Vark. (…)
Vark skinął głową. Aron skradał się po cichu. Cholera, zapomniałem, że on pod tą maską głupka jest zabójcą, pomyślał Vark. (…)
Vark podążył za Aronem i położyli dzieci na łożach. W komnacie pachniało suszonymi ziołami. Pachnie jak na tej polanie, pomyślał Vark. Mężczyzna zaczął osłuchiwać dzieci.
Zdarzają się błędy gramatyczne, np.:
Podeszedł bliżej.
(Vark z głową przy ziemi tropił ślady, które prowadziły w stronę sadu.
Dziwne, uciekały od osady, pomyślał. Coś musiało nadejść od strony osady.
Idąc w stronę sadu zarośla rzedniały i mocny zapach halucynogennych ziół ustawał. (…) Mijali drzewa w sadzie i wśród gęstwin zarośli wybiegli na polanę. (…))
W stronę sad prowadziły ślady stóp, a na drzewach były bruzdy po czymś ostrym.
Jeżeli strażnicy nie wrócą, nie będziemy mieli komu pilnować osady.
Stwór zaszarożował prosto w niego.
Między poszczególnymi częściami masz bardzo nierówne odstępy. Trzeba to także poprawić, ujednolicić.
Mnóstwo ciekawego fantasy, dramatyczna walka, sporo krwi, ofiary, potwór, fajna para bohaterów, którym niestety się nie udało… Bardzo dobry pomysł, lecz niestety błędów jest nazbyt dużo. Trzeba jeszcze podszlifować koniecznie całą opowieść pod kątem językowym. Ja zdołałam wypisać tylko przykłady usterek.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
I ja dziękuję, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Istotnie, Bruce. Widać Maciek uznał, że tekst nie zasługuje na publikację.
Przykra sprawa, Regulatorzy. 
Pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Hmmm… O ile dobrze widzę, pierwszej propozycji już na Portalu nie ma… 
Pecunia non olet
gRalfy: Wizyta z Przestworzy
Pecunia non olet
Witaj. :)
Sprawy techniczne i nasuwające się przy okazji czytania sugestie oraz wątpliwości (tylko do przeanalizowania):
Czy “przestworza” w tytule celowo wielką literą?
Dół pola widzenia wypełniała Ziemia, na której noc stopniowo ustępowała przed słonecznym blaskiem. Samo słońce jaśniało tuż nad ziemskim widnokręgiem, a jego promienie odbijały się od niezliczonych stacji kosmicznych, teleskopów, systemów orbitalnych różnego przeznaczenia oraz mniejszych i większych satelitów, wypełniając okolicę setkami tańczących, różnokolorowych świateł. – mam wątpliwość – skoro akcja dzieje się w kosmosie i „Ziemia” jest zapisana wielką literą, czemu „S/słońce” jest małą?
Po tysiącach lat nieustannych wojen (przecinek?) wyniszczających gatunek ludzki i hamujących jego rozwój (i tu?) wyglądało na to, że człowiek nareszcie się czegoś nauczył.
Wyścig kosmiczny (i tutaj?) będący do tej pory kolejnym polem rywalizacji mocarstw (i tu też?) na dobre przekształcił się w pokojową współpracę wszystkich narodów.
Westchnął trochę teatralnie, gdyż (i tu?) wyłączając spartańskie wyposażenie sypialni (i tu?) na orbitującym wokół Ziemi krążowniku planetarnym żyło się całkiem wygodnie.
– Czy porucznik Verhoeven znajduje się obecnie przy swojej konsoli?
– Oczywiście, kapitanie Dokken, właśnie kończy pisać raport ze swojego dyżuru. – powtórzenie?
Zresztą (przecinek?) sam zobacz.
Zresztą sami by to już pewnie dawno dostrzegli.
– Nie jestem tego taki pewien. – powtórzenia?
Nadal nie potrafimy jej całkowicie zeskanować, ale przynajmniej wiemy już co nieco o jej fizycznych właściwościach. – i tu?
Ta informacja oznaczała, że wojsko na serio potraktowało ich obserwacje. Maszyny tego typu były wyjątkowo drogie w eksploatacji, nie mówiąc już o politycznym uzasadnieniu ich użycia. – i tutaj?
Wciąż oczekujemy na dostawę nowych baterii do modułu sanitarnego, a przecież nie możemy odciąć wody na całym okręcie. Całą zmianę musiałem zawiadywać przekierowywaniem mocy z pozostałych modułów, co jak sama wiesz nie jest wcale łatwe, bo każdy chciałby jak najwięcej dla siebie. – i tu?
Całą zmianę musiałem zawiadywać przekierowywaniem mocy z pozostałych modułów, co (przecinek?) jak sama wiesz (i tu?) nie jest wcale łatwe, bo każdy chciałby jak najwięcej dla siebie.
Rita stuknęła palcem w ekran (i tutaj?) powiększając fragment tekstu.
Dopiero (i tutaj?) gdy zbliży do nas na mniej niż sto milionów kilometrów, będziemy mogli go dokładniej obejrzeć.
Henry zrobił kilka kroków po niewielkim pomieszczeniu (i tu?) rozmasowując mięśnie zesztywniałe od wielogodzinnego wpatrywania się w monitor.
Zdjęcia z wszystkich dostępnych teleskopów, parametry fizyczne, rzecz jasna tylko te, które udało nam się zmierzyć, modele wspomagane sztuczną inteligencją oraz przypuszczenia czołowych naukowców świata. – literówka? – ze?
Podejrzewał, że nawet gdyby niebo spadało jej na głowę, jej analityczny umysł w skupieniu analizowałby każdy możliwy scenariusz. – powtórzenie?
Każdy amatorski teleskop na świecie jest teraz skierowany w tym samym kierunku, co ten tutaj. Podejrzewam, że nikt z mieszkańców naszej planety nie myśli w tej chwili o niczym innym. A przyznanie się do naszej bezradności tylko spotęguje katastroficzne nastroje.
– Paniki i tak nie powstrzymamy, Henry, nie taka jest nasza rola. Mamy do dyspozycji wyłącznie nasze technologie. – i tutaj?
– No i co, udało ci się nad wszystko ogarnąć? – składniowy?
Jeśli anomalia byłaby przykładowo fragmentem materii, na przykład pozostałością po wybuchu supernowej, już dawno rozpadła by się na pojedyncze cząsteczki, a nasz kolega nieprzerwanie utrzymuje swój kształt od momentu, kiedy zarejestrowaliśmy jego obecność. – ortograficzny?
Tak, ludzkość od zawsze marzyła o tym, by spotkać życie pozaziemskie, a to pragnienie jeszcze nasiliło się w ostatnich dziesięcioleciach, kiedy człowiek zbliżał się go gwiazd w coraz szybszym tempie. – literówka?
Prędkość (może myślnik albo dwukropek?) dwieście dwanaście tysięcy kilometrów na godzinę, pozostały zapas paliwa (i tu podobnie?) siedemdziesiąt osiem procent.
– Przy zachowaniu obecnej prędkości (i tu chyba także?) około osiemnastu minut – odezwał się głos gdzieś z głębi sali.
Tak (przecinek?) jakby właśnie spełniało się coś, czego małe dzieci lękają się po nocach, czytając do poduszki opowiadania science-fiction.
Co się (i tu?) do cholery (i tu?) stało?!
– Na to wygląda. – Na czoło kapitana wystąpił zimny pot. – A raczej pochłonęło całą dawkę i nam zwróciło, być może dokładając coś od siebie. – Dalsze słowa ugrzęzły mu gardle. Mógł jedynie bezsilnie patrzeć na zagładę swojego domu. – literówka?
Odważny thriller katastroficzny SF, bardzo realistycznie ukazujący kolejne etapy pochłaniania przez anomalię Ziemi wraz z jej mieszkańcami. :) Fabuła wciąga i do końca jest nieprzewidywalna. :) Świetne opisy każdego zjawiska, każdej zmiany oraz zachowania bohaterów.
Klik, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Cytryna: Poza zestawem
Pecunia non olet
Witaj. :)
Sugestie oraz wątpliwości co do technikaliów (zawsze – tylko do przemyślenia):
Spojrzał na rozciągającą się po prawej stronie wyrwę, w której codziennie, według określonego z góry schematu (przecinek?) spędzał osiem ziemskich godzin.
Odgarnął z czoła mokre włosy od potu. – składniowy?; może tak? – Odgarnął z czoła mokre od potu włosy.
Czy ta spacja między akapitami potrzebna?:
Znalazł tam znak ostrzegawczy i komunikat na tablecie:
“Bar zamknięty do odwołania. Drogi M-X następny znajduje się na trasie S w tamtejszym punkcie zero. Niecałe dwa kilometry na północ”.
Drogi M-X (przecinek?) następny znajduje się na trasie S w tamtejszym punkcie zero.
Mlecznobiały (i tu?) okrągły budynek z literą “S” u szczytu.
Zaopatrzeni w solidne stroje mieli, (ten przesunąć o wyraz wcześniej?) czym oddychać, a stroje amortyzowały część grawitacji.
Sprzedawca patrzył na niego z napięciem. Jego czoło przypominało aluminiową, pofałdowaną tackę do grilla. Popatrzyli sobie w oczy. – powtórzenie?
Minęła godzina i Konrad opuścił bar energicznym krokiem. Minęła godzina i Konrad opuścił bar energicznym krokiem. – czy celowe to powtórzenie? – on nie dostał tego jedzenia?
Klik za pomysł na świat, bardzo ludzkiego bohatera i proponowane, kosmiczne frykasy. :)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
I ja bardzo dziękuję. :) I życzę powodzenia w dalszym pisaniu, Maćku. :)
To dobrze, że AI nie wszystko może podrobić, to daje nadzieję Pisarzom oraz Czytelnikom. ![]()
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Ba! Ileż tu by trzeba wyrazów zastąpić, Maćku! :)
Nie zastępuj, jak bizarro, to bizarro, skoro taki był Twój zamiar, zostaw. :)
Pecunia non olet
Zgoda: nie każdy lubi bizarro. ![]()
Pecunia non olet
Ale za to – ileż tu się dzieje! :) Im więcej tekstu, tym więcej usterek może się wkraść – norma. :) Każdy z nas tak ma. :)
Na spokojnie sobie to pouzupełniaj. :)
Pozdrawiam, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Wszystko jasne. :)
Tekst jest tak realistyczny, że człowiek teraz będzie bał się nie tylko snu, ale i jaśminu. 
To ja bardzo dziękuję, trzymam kciuki i życzę powodzenia. :)
Pozdrawiam ciepło. :)
Pecunia non olet
Witaj. :)
Ten fragment jest naprawdę przeogromny – ponad 90 tysięcy znaków! :)
Przebiegłam szybko oczami i widzę niekonsekwencję w zapisie stanowiska:
Wielki Kanclerz Lucius Serenno przekonał radę królewską, by zwołała armię.
– Wielkiego kanclerza, Luciusa Serenno.
Czasem brak przecinka, np.:
Ale kanclerz ma swoje sposoby (TU?) by przekonać nawet najbardziej opornych przeciwników…
– Wiesz (TU?) co oznacza śmierć Vestingsa? – spytał w końcu.
Ma wszelkie prawo (TU?) by być nieufnym – oznajmiła Vereena.
Pierwszy raz (TU?) odkąd otworzyła mu drzwi, jej ramiona minimalnie się rozluźniły.
Ale nie (TU?) żeby kogoś zabić.
Świadomość, że jest poszukiwany (TU?) nie pozwoliła mu jednak długo cieszyć się spokojem.
Tym razem uśmiech, który pojawił się na twarzy jego towarzyszki (TU?) był szczery.
Po chwili, (ten przenieść dwa wyrazy dalej?) do ogniska przy którym stali podszedł starszy mężczyzna o brudnej, pooranej głębokimi zmarszczkami twarzy.
Gdy już miał wyjść z przeciwnej strony ulicy, (ten z kolei przenieść przed „z”?) ponownie usłyszał głosy żołnierzy.
Bywa, że są powtórzenia, np.:
Ranek w gospodzie Pod Różowym Prosiakiem pachniał świeżo pieczonym chlebem i ziołami, które Katheryne hojnie dodała do jajecznicy. Od wizyty w domu Campbellów minęły dwa ciche dni, podczas których Davrel poznawał Karthalion. (…)
Wieczory natomiast mijały mu na rozmowach z gospodynią i krótkich lekcjach szermierki, których udzielał podekscytowanemu Nickowi. Tego dnia siedział przy śniadaniu, a w dłoni trzymał pożółkłą kartkę papieru, na której podane były miejsce i czas spotkania z sir Bartholomew Hoppem. (…)
Jej sylwetka – smukła, ale z krągłościami, których trudno było nie zauważyć, zdecydowanie przyciągała wzrok. Nie była może zbyt urodziwa z twarzy, ale w całym jej wyglądzie było coś pociągającego. (…)
– Po co go tu przyprowadziłaś? – burknął, wskazując brodą na przybysza. – Nie potrzebujemy tu tych z góry. (…)
Kobieta była już przy oknie. Jej ruchy były lekkie, niemal taneczne.
Przy okazji dopytam – czy na pewno imię jest nieodmienne?:
Tego dnia siedział przy śniadaniu, a w dłoni trzymał pożółkłą kartkę papieru, na której podane były miejsce i czas spotkania z sir Bartholomew Hoppem.
Starzec rozchylił usta, jakby zamierzał coś powiedzieć, po czym zatrzasnął je z powrotem, kiwnął głową i odszedł. – tu z kolei dopytam, czy na pewno miał być: „zatrząsnął usta”?
Masz też niestety błędy rzeczowe przy zapisie imienia jednej z bohaterek (w sumie ponad 30):
– Chodź – szepnęła Verenna.
Spojrzał na Vereenę.
Sięgnął po księgę, ale w tej samej chwili Vereena gwałtownie się poruszyła.
Przejrzyj jeszcze starannie dialogi, bo zdarzają się usterki w ich zapisie, np.:
– Przyjacielem Coleen. Muszę z nią porozmawiać. – odparł Davrel. – Natychmiast.
Tu dostrzegłam literówkę:
Za chwile powinien je znieść – wyszeptała w końcu właścicielka Rumianego Prosiaka.
Kolejna literówka spowodowała już błąd ortograficzny, więc pod tym katem przejrzyj jeszcze całość:
Poprawił pas i skierował kroki to jedynego miejsca, które w tej sytuacji było w stanie dać mu możliwość bezpiecznego wydostania się z miasta.
Akcja, jak widzę, rozkręca się, fabuła ma coraz więcej wątków. :) Oset i jego właściwości bardzo dobrze wplecione do niej, podobnie, jak walka i pościg za zamaskowaną asasynką. :)
Fajne ilustracje. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Witaj. :)
Zakończenie powala na kolana tragizmem. To jest największy problem – gdzie jest granica? Wykonywanie rozkazu a sumienie. Ogromny dylemat.
Zawarłaś MASĘ treści w takim niewielkim drabbelku, szacun! ![]()

Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
I ja dziękuję, pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Jasne, to zawsze Twoja decyzja, pozdrawiam i również dziękuję. :)
Pecunia non olet
Robak163: "Napisz Opowiadanie"
Pecunia non olet
Maćku, nie chcę Cię zlewać. Martwi mnie, co i jak piszesz. 
Pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Witaj. :)
Gratuluję debiutu (już w dniu rejestracji!) i zachęcam do zapoznania się z działem Publicystka, gdzie są – pomocne nam wszystkim – PORADNIKI, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, językowe, dialogowe, myślowe, interpunkcyjne, ortograficzne itp. :)
Poniższe sugestie i wątpliwości odnośnie strony technicznej są zawsze jedynie do przemyślenia – to Ty, jako Autor, podejmujesz ostateczną decyzję, wprowadzając poprawki.
W Twoim opowiadaniu na pewno trzeba poprawić dialogi; przykłady:
– Janicka – ordynator spojrzał na lekarkę. – Co o tym myślisz? (…)
– Co to ma być? Jakiś kult? – zmrużył oczy Kaczmarek. (…)
– To jest niedorzeczne – odezwał się w końcu młody rezydent – Chcecie powiedzieć, że mamy wypisać pacjentów i pozwolić im budować jakąś sektę w Konstancinie? Przecież to złamanie wszelkich procedur! (…)
– Nie mają wyjścia, Jakub – Janicka spojrzała mi prosto w oczy. – W Kancelarii Prezydenta leży już przygotowane, zamknięte w sejfie orędzie do narodu z oficjalnymi ostrzeżeniami. (…)
Pojawiają się też usterki interpunkcyjne, np.:
"Napisz Opowiadanie" – czy celowo taki zapis tytułu?
Biała, delikatna jedwabna sukienka układa się na niej idealnie, niemal świecąc w ciemności.
W drodze powrotnej, każdy dźwięk brzmiał w mojej głowie jak uderzenie wojskowej podeszwy o panele.
Nini zatrzymała się przy ścianie, z której mroku wyłoniła się wielka, surowa tablica z ciemnego drewna. Wisiały na niej setki kartek z czego tylko dwie były zapisane równym, komputerowym pismem. Szarpnęła smyczą, zmuszając mnie do uniesienia głowy i przeczytania tekstu.
Kup obrączkę i wygraweruj na niej „robak NINI”, nie wolno ci jej ściągać
Ustanów ołtarz i bij pokłony do momentu wyczerpania, aż zaśniesz
Przeczytałem to, a w moim żołądku lodowaty strach zwinął się w ciasny supeł.
Są i usterki ortograficzne, np.:
„Ziemia wasza jest pełna pyłu, a pycha ludzka plami przestrzeń. Przeto nakazuję wam: przykryjcie to, co szare i obrzydliwe, bielą czystą jak pierwszy śnieg na szczytach Halla-san. Kto dopuści, by plama skaziła materiał wydany na Moją chwałę albo kto zaniedba obmycia miejsca, na którym stoję, będzie patrzał we śnie, jak dławią go własne nieczystości. Rano wstanie bez języka, by nie mógł plamić świata mową swoją. Albowiem biel jest Moją własnością, a wy jesteście jedynie stróżami Jej czystości”. – skoro „biel” piszesz ciągle małą literą, czemu na końcu zaimek „jej”, odnoszący się do owej „bieli”, zapisałeś wielką literą? – Czytelnicy nie wiedzą, jak ostatecznie zamierzałeś to zapisać, co niepotrzebnie tworzy błędy ortograficzne (…)
Artur wyszedł na przód.
Są i usterki logiczne, np.:
Pies drgnął, zapałał cicho przez sen i wtulił nos w pluszowego misia. – szukam w necie znaczenia:
„Słownik języka polskiego PWN
Zapałać:
«doznać bardzo silnych, gwałtownych uczuć»”.
Magda weszła do pokoju z patelnią i talerzem, z którego unosił się zapach smażonej cebulki i szczypiorku.
– Zrobiłam ci twoją ulubioną, na boczku – powiedziała z miękkim uśmiechem. Postawiła talerz na skraju stołu, a potem nachyliła się i pogładziła Artura po karku, rozmasowując lekko spięte mięśnie. – a co z patelnią?
Artur klęczał na samym przedzie, wprost na brudnym, zimnym betonie. – co to znaczy: „klęczeć wprost na betonie”?
Zamknąłem drzwi wejściowe na wszystkie trzy zamki i przekręciłem łańcuch. – jak on w/przy drzwiach „przekręcił łańcuch”?
Zdarzają się powtórzenia, czyli usterki stylistyczne, np.:
Był późny wieczór. Artur ostatnio praktycznie cały dzień przebywał poza domem. To była jedyna chwila, którą na spokojnie mogli spędzić razem, a mimo to nie był zbyt rozmowny. (…)
– To przez to dłubanie po godzinach. Człowiek się zmęczy przy kanale, napracuje rękami, to i głowa inaczej pracuje. (…)
Mnie samego za gówniarza rodzice ciągali na lekcje pianina i skrzypiec, ale bez talentu i zapału była to dla mnie wyłącznie męczarnia. Z Kacprem było zupełnie inaczej – spędzaliśmy razem wieczory, ślęcząc nad nutami, a w nim była prawdziwa, nieprzymuszona iskra. Patrząc na niego, czułem po prostu dumę, jakby był z mojej własnej krwi.
– No dobra, jakoś sobie poradzimy, będę tęsknić – westchnęła Amanda, podchodząc do mnie. Stanęła na palcach i pocałowała mnie w usta. – Będziemy w niedzielę wieczorem. (…)
Kiedy wszedł do jej sali, leżała zwinięta w kłębek w najciemniejszym kącie, pod łóżkiem. Nie reagowała na imię. Gdy podano jej jedzenie na tacy, zrzuciła je na podłogę i zaczęła zlizywać papkę bezpośrednio z kafelków, bez użycia rąk. W jej oczach nie było obłędu, jaki ordynator oglądał przez trzydzieści lat kariery. (…)
Pochyla się nade mną, a jej twarz znajduje się centymetry od mojej. Bierze głęboki, powolny wdech. Wącha mnie. Przesuwa nosem wzdłuż mojej szyi i linii żuchwy, jak drapieżnik sprawdzający ofiarę. Nagle jej smukła dłoń dotyka mojego policzka. Gładzi mnie. To delikatny, aksamitny gest, który całkowicie mnie dezorientuje. (…)
W drodze powrotnej, każdy dźwięk brzmiał w mojej głowie jak uderzenie wojskowej podeszwy o panele. Jeden. Drugi. Stopa za stopą. Ludzie wokół mnie wydawali się nierealni, jakby byli tylko statystami w moim prywatnym koszmarze. Jeszcze wczoraj wszystko wydawało się idealne. Po spotkaniach załatwiłem instruktora dla młodego, Amanda bezpiecznie dojechała do rodzinnego domu. Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, jej pełen energii i autentycznej radości głos przekonał mnie co do moich uczuć. Jeden głupi sen sparaliżował moją percepcję i sprawił, że wszystko zostało okryte pierwotnym strachem. (…)
Zanim zdążyłem cokolwiek zrozumieć, Nini zamachnęła się nogą, a ciężka podeszwa runęła prosto na mój kark. Tresura trwała dalej… Obudziłem się gwałtownie. Był blady świt. Siedziałem na łóżku, a moje ciało odmawiało posłuszeństwa – całe trzęsło się w potwornych, niekontrolowanych dreszczach i drgawkach. Poduszka i pościel były całkowicie mokre od mojego własnego potu. Minęła zaledwie jedna noc, a moja psychika była już na skraju całkowitego złamania.(…)
– Myślisz, że o tym nie myślałem? – odezwał się cicho, niemal szeptem, który przerażał bardziej niż krzyk.(…)
Strażacy musieli użyć siły – trzech potężnych facetów chwyciło go za ramiona, próbując podnieść, ale on wił się, warczał i kłapał zębami, próbując ich ugryźć. (…)
Jeśli chcecie uratować tych, którzy jeszcze potrafią mówić… wypiszcie ich stąd. Przywieźcie ich do naszego pałacu. (…)
– Jeśli ten człowiek, Artur, ma rację…, jeśli ci ludzie w tym pałacu znaleźli jedyny sposób na zatrzymanie tej degradacji, to trzymanie pacjentów w naszych izolatkach jest dla nich wyrokiem śmierci. (…)
Nagle zamarła. W sterylnym, zamkniętym wnętrzu jej auta, prosto z kratek nawiewu, buchnęła potężna, dusząca, magnetyczna fala luksusowych, jaśminowych perfum. Janicka poczuła, jak jej serce zamiera, a na karku stają jej wszystkie włosy.(…)
Na samym środku podjazdu stał Artur. Przed nim stała niska kobieta w pogniecionym lekarskim fartuchu i z głęboko podkrążonymi oczami.
Niesamowity pomysł na fabułę, trzymającą do końca w napięciu. Ogromnie spodobało mi się Twoje opowiadanie. :) Świetny horror! Co więcej – kończący się nie happy endem, lecz – dramatycznym pogrążeniem Ziemi w uległości wobec “Niej”. :)
Sama uwielbiam jaśmin, miałam go w rodzinnym ogrodzie mnóstwo, lecz słyszałam, że wielu ludzi ma poważne uczulenie i zapada na groźne choroby już nawet po powąchaniu jego aromatu, bo rzeczywiście jest niezwykle intensywny. :)
Postać samej Nini, wielokrotnie opisywana ze wszystkimi detalami, tak mocno i trwale wryła się w pamięć, że w sumie widzi się “Ją” ciągle. :)
Podpis na końcu – przerażający, też robi niezłą robotę! :)
Jak na debit – WIELKIE BRAWA! :)
Klik do Biblioteki, zdecydowałam także dać szansę i nominuję opowiadanie do Piórka, pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia. :)
Pecunia non olet
Witaj. :)
Faktycznie absurdu tutaj sporo, taki – nomen, omen – wisielczy humor… :))
Pomysłowe. ![]()
Zatrzymało mnie to powtórzenie, być może celowe:
Przyszedł do mnie dzisiaj alert RCB. Przeczytałem. Oto, co stwierdzał: “wszyscy zginiemy”.
Niezbyt to była dla mnie dobra wiadomość, gdyż ginięcia w planach nie miałem.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Unfall: Co za dzień!
Pecunia non olet
Witaj. :)
Niezwykle udany wiersz, z mnóstwem humoru i ciekawymi rymami oraz rytmem. :) Jest genialny pomysł, jest także morał! :)
Czasem zatrzymał mnie brak przecinka, kiedy zazwyczaj w innych miejscach go stawiałeś, np. tu po pierwszym wersie:
Wszystko trzęsie się i buczy
a rakieta coraz wyżej.
Bywało, że zatrzymywała mnie też niezgodność czasów, być może celowa, np.:
Gdy usłyszał, jakąż dniówkę
korporacja proponuje,
zdjął z wiecznego pióra skuwkę
i umowę podpisuje.
(…)
Więc do pracy się z zapałem
zabrał i przez kilka godzin
zapoznaje z materiałem,
już wie, o co tutaj chodzi.
Pozdrawiam serdecznie, klik. :)
Pecunia non olet
Zjawiam się jako dyżurna i witam, Maćku. :)
Mam nadzieję na kolejną piękną opowieść o muzyce i wędrowaniu, z których jesteś tu znany. :)
W Twoim szorcie pojawiają się nietypowe wtrącenia oraz ich dziwaczna kolejność, jakbyś stylizował jego treść na jakiś konkretny czas/epokę, choć z drugiej strony odnosiłam ciągle wrażenie, że rzecz dzieje się obecnie, a Ty dałeś tag: “współczesność”; przykłady:
I tak też się stało: poruszałem się, zmieniając co chwila środek lokomocji, jako duch bardziej niźli śmiertelnik.
I pewnie tkwiłbym tak dłużej, zatopiony w lazurze absolutu, gdyby nie fakt, iż migotać poczęły na czymś na wzór horyzontu wstążeczki – czerwone wstążeczki bez początku i końca.
Chciałem coś mówić i gdzieś biec, uciekać, ale wszystkie me członki znieruchomiały i zastygły.
Niepytany przez nikogo ruszyłem nieśpiesznie ku rogatkom miasta, miażdżąc wozu kołami jakieś smrodliwe ścierwo – przydrożną padlinę.
Tuż przed miastem dokonałem ablucji najszlachetniejszym spośród onych piasków, co zdobią oblicze ziemi, tej ziemi. A piasek był złotem pustyni i pustyni w nim nie ujrzałem, jeno perłę.
Tutaj niejasnym wydał mi się fragment:
I pewnie tkwiłbym tak dłużej, zatopiony w lazurze absolutu, gdyby nie fakt, iż migotać poczęły na czymś na wzór horyzontu wstążeczki – czerwone wstążeczki bez początku i końca. Te wstążeczki zdążały w jednym kierunku, a wszystko to razem wyglądało niczym wyścig do jakiejś nieistniejącej mety wirtualnej. Po chwili zorientowałem się, że nie były wstążeczkami, lecz tętnicami czegoś ogromnego, co leżało pod pustynią i najwyraźniej właśnie zaczynało oddychać. Ziemia unosiła się i opadała. Przy każdym jej oddechu czerwone żyły zaciskały się mocniej na mojej szyi. Najdziwniejsze było jednak to, że gdzieś z dołu dochodził uprzejmy głos:
– Proszę się nie martwić. To tylko procedura.
Zaatakował mnie brak powietrza, gwałtowny, bolesny. Spostrzegłem, że wstążki wiją się wciąż gęściej i gęściej wokół szyi. I że zaczynają mnie osaczać w śmiertelnym uścisku. Panika! Duszę się! – wstążeczki wiły się po całej pustyni, nie miały początku ani końca, jak zatem nagle znalazły się na jego gardle?
W chwili postoju, w niemal czterdziestostopniowym żarze, podziwiałem metalowy poster z widniejącym napisem: „La Caca”.
Hmmm…. szukam w necie znaczenia.
Zapewniałeś w Przedmowie, że nie będzie o odchodach, jak mam to zatem rozumieć?


Jest masa powtórzeń, np.:
Vivat miasto, którego nazwa, tak melodyjna i dźwięczna, nie wymaga na końcu żadnego znaku zapytania, vivat miasto, którego nazwa grzmi jak rozkaz, nie pytanie. Niepytany przez nikogo ruszyłem nieśpiesznie ku rogatkom miasta, miażdżąc wozu kołami jakieś smrodliwe ścierwo – przydrożną padlinę. (…)
I wtedy, nie wiedzieć czemu, przypomniało mi się nagle to migotliwe szczęście, którego echo zdawało się roztaczać na całą wieczność – krótkie, ulotne szczęście, którego niepodobna utrwalić, a tym bardziej zaplanować, wyjące szczęście, które przywodzi na myśl radosne wspomnienie czasów mego dzieciństwa: z pewnością nikomu nieobce jest takie nieuzasadnione westchnienie, co najczulszą strunę duszy pobudza i, karmiąc się niedookreśleniem, przeobraża się rychło w beznadziejnie namiętną tęsknotę, pozbawioną celu i przedmiotu… (…)
Vivat miasto, którego nazwa, tak melodyjna i dźwięczna, nie wymaga na końcu żadnego znaku zapytania, vivat miasto, którego nazwa grzmi jak rozkaz, nie pytanie. – czy naprawdę dla Ciebie, Maćku, tak Znanego i Cenionego Muzyka oraz Kompozytora, tak bardzo Wrażliwego Faceta, „Kupa” ma melodyjną i dźwięczną nazwę? 
Hmmm… I znowu jakaś „maleńka”? Którą w dodatku jest…. Bóg? A Ty siedziałeś na jego/jej kolanach? I po co to przekleństwo na końcu?
Przykro mi, Maćku, nie wiem, co jest, ale ja nadal czekam na Twoje własne, całkowicie i stuprocentowo Twoje teksty o muzyce i jej pięknie, niepowtarzalności, wartościach. I o urokliwych wędrówkach. Czemu piszesz takie rzeczy? Co się stało? To nie są Twoje, tak typowe dla Ciebie i Twojego Talentu, teksty! 

Pozdrawiam serdecznie. :) Życzę Ci powodzenia. :)
Pecunia non olet
Powodzenia, Galicyjski Zakapiorze, witamy Ave, Cezara! 
Pecunia non olet
Brawa dla Wszystkich! ![]()
Pecunia non olet
Również dziękuję i trzymam kciuki za “super hit”. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
NomadFromNowhere: Wieża szaleńców
Pecunia non olet
Witaj. :)
Obrazowy, przepełniony fantastyką tekst, który moim skromnym zdaniem były świetnym do rockowego utworu muzycznego. :)
Pozdrawiam serdecznie, klik. :)
Pecunia non olet
Gratuluję. ![]()
Pecunia non olet


Pecunia non olet
Bardzo to miłe, serdeczne dzięki, ale zdecydowanie przeceniasz moje propozycje. :)
Pecunia non olet
Melyo, Kurojatko, BRAWA! ![]()
Pecunia non olet
Bardzo wielkie dzięki, tyle miłych słów… 

A dzisiejsza audycja-niespodzianka – genialna! 
Pecunia non olet
Przy jubileuszu zazwyczaj pisze się: “Sto lat”, jednak audycji z TAKIM stażem przecież nie wypada… :)
Stąd moje życzenia pięćsetki. 

Pecunia non olet


Pecunia non olet

Cudny, Tarnino. :)
Pecunia non olet
Jubileusz! Gratulacje!
Pięciuset lat zatem życzę audycji! 

Pecunia non olet
Szanowna Domino, przemyśl to sobie, każda sugestia jest jedynie wątpliwością, być może niektóre powtórzenia miały w zamyśle służyć podkreśleniu wymowy zdań. :)
I ja dziękuję, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Kły Wampira, pamiętaj, że każdy z nas pisze i publikuje dla Czytelników. Popraw na spokojnie wskazane przez Regulatorzy błędy doceniając, że poświęciła swój czas. Jest to ogromnie Szanowana na Portalu Osobowość o wszechstronnej wiedzy. Dzięki Jej pomocnym wskazówkom potrafię obecnie wyłapać w swoich tekstach wiele usterek językowych. Też tu kiedyś debiutowałam, jak każdy. :)
Mam was wszystkich w czterech literach…
To niezbyt kulturalne. Czego oczekujesz? Fałszywego poklasku? Każdy poprawia błędy.
Pecunia non olet
Powodzenia, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet

![]()
Pecunia non olet
Witam serdecznie i gratuluję debiutu. :)
Zachęcam – w dziale Publicystyka znajdziesz – pomocne nam wszystkim – PORADNIKI, w tym: Drakainy dla Nowicjuszy, językowe, ortograficzne, interpunkcyjne, dialogowe, myślowe itp. :)
O pewne kwestie czy niejasne zdania można zawsze dopytać w HP. :)
Zachęcam również do zajrzenia i skomentowania innych opowiadań. :)
Skoro poprzedni Czytelnicy wskazali, że Przedmowa to wręcz streszczenie opowiadania, ja ją pominę.:)
Sprawy technikaliów i nasuwające się sugestie oraz wątpliwości – zawsze są one tylko do przemyślenia:
Wielka detektywka Joanna musiała podłożyć pod krzesło kilka woluminów swojej asystentki Marii, żeby zrównać się wzrokiem ze Wspaniałą Czarownicą Południa. – składniowy? – nieco dziwnie mi to zabrzmiało, jakby Maria była powieścią w odcinkach/tomach; może dopisać tam: „należących do” lub coś podobnego?
Jej analityczny umysł z łatwością doszedł do wniosku, że jej asystentka te książki bezczelnie zajumała, żeby opchnąć je w świecie śmiertelników jakimś zapalonym sekciarzom. – powtórzenie?
Z początku Joanna podejrzewała, że chce go po prostu zwolnić, z różnych powodów – i wcale nie dlatego, że był rudy – ale okazywało się, że awansował go na opiekuna swojej córeczki, Kasi. – i tu?
Ja się nią zajmę, bo (przecinek?) o ile pamiętam, nikt nie uwolnił Gerwazego.
Ale nie licz na to, że coś ci zapłacę. Nie mam na to pieniędzy. – powtórzenie?
A może sprzedał ostatnią parę pegazów, za jedną, pojedynczą paczkę i nie miał czym wrócić do domu? – zbędny pierwszy przecinek?
Joanna myślała, że Wspaniała Czarownica chce jej wielkodusznie pożyczyć swoje pantofle, ale zaczęła wątpić, gdy ta zaczęła prowadzić ją w stronę Góry Przymierza. – powtórzenie?
Wspaniała Czarownica rzuciła jakieś zaklęcie – najprawdopodobniej rozpłynięcie iluzji – bo oczom Joanny ukazała się wielka grota. Jej umysł pracował na większych obrotach niż zwykle, ale nic logicznego i sensownego nie przychodziło jej do głowy. – i tu?
Do tej pory, detektywka widziała w Nowym Świecie tylko jednego smoka pasażerskiego. – zbędny przecinek?
Jednak, w przeciwieństwie do kuzyna, ten chyba lubił zmyślać. No, chyba, że faktycznie żył kiedyś w innym świecie, został potrącony przez ciężarówkę, odrodził się w ciele wielkiego gada, zachowując resztki wspomnień. – powtórzenie?
Kto go tam wie. – mam wątpliwość, czy to nie zdanie pytające (?) – do przemyślenia
Może odnajdzie tu jakieś plastry. – tu podobnie?
Może kiedyś wypuszczą ją z powrotem do świata śmiertelników. – i tu?
Stanęła przy kasie i (przecinek?) biorąc się pod boki, spytała kasjerki: (…)
Tu widzę pewną niekonsekwencję w zapisie tego samego sformułowania (z przecinkiem w środku lub bez), zatem warto ten zapis ujednolicić:
Joanna, pytając: „Dlaczego…?”, miała raczej na myśli, „Dlaczego Główny Czarodziej Oskar ostatnie chwile przed swoim zaginięciem spędzał w kantorku z Gerwazym?”, ale brak zrozumienia Magdaleny dla prywatności woźnego też był w pewien sposób satysfakcjonującą odpowiedzią.
Po krótkiej rozmowie z Gerwazym, przerywanej jedynie jego pełnymi bólu jękami – chociaż czasem brzmiał zupełnie tak, jakby mu się to podobało – wielka detektywka wiedziała już, że Główny Czarodziej Oskar odwiedził kantorek, by odbyć z zamkowym woźnym jakąś ważną rozmowę.
– Główny Czarodziej, Oskar?
Widząc jej zmieszanie, Jaśnie Oświecona Magdalena postanowiła zmienić zapytanie.
– Był tu (przecinek? – dalej jest jeszcze podobnie) czy nie? – dwukropek zamiast kropki na końcu poprzedniego zdania?
Nie dlatego, że były tam lody waniliowe – choć, oczywiście, pewnie były, w końcu to sklep – ani nie dlatego, że było to podejrzane miejsce – chociaż, być może, było, bo ubóstwo potrafi prowadzić do napadów na takie przybytki. – powtórzenia?
Joanna stwierdziła, że życie jest jej bardzo niemiłe, skoro skończyła w takim miejscu, Oskar najwyraźniej już dawno pogodził się z tym faktem, a co kierowało Magdaleną (przecinek?) tylko czcigodna Aurelia raczyła wiedzieć.
– Tylko udaję – odpowiedział zły władca dudniącym basem. – Ten tutaj młokos mnie wskrzesił.
– Chciałem tylko powiedzieć – odezwał się Gerwazy, wstając z klęczek spod tronu. – powtórzenie?
– Kobieto. Skąd ja mam mieć fundusze? Dopiero co wstałem z martwych. Myślisz, że zdążyłem się dorobić myjąc witraże? – czy celowo pierwsze zdanie jednowyrazowe?
– Przecież on pana zamknie w lochu o chlebie i wodzie!
– Przecież mówię, myślę, że może być lepiej. – powtórzenie?
– Przecież mówię, (dwukropek zamiast przecinka?) myślę, że może być lepiej.
Humoru z pewnością jest tutaj bardzo, bardzo dużo. :) Pomysł na opowieść pełną żartobliwych wtrąceń, szybkich zwrotów akcji i absurdu zasługuje na pochwałę. :) Styl masz tak lekki i tak łatwo trafiasz w wyobraźnię Czytelników, że miejscami miałam wrażenie poznawania kolejnych odsłon przezabawnej baśni/bajki – jest czarownica, jest czarodziej, jest nawet latający smok i pegazy. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszym pisaniu. :)
Pecunia non olet
Ożywione zwierzaki, to dopiero! :)
W jakim sensie “ożywione”? Każde zwierzę, które nie jest martwe, jest żywe.
Bolly, chodzi o ożywienie fantastyczne. :) Ok, dopiszę, żeby nie tłumaczyć ponownie… :)
Pozdrawiam. :)))
Pecunia non olet
To ja bardzo dziękuję. :)
Każda sugestie jest tylko do przemyślenia. :)
Fakt, w takich momentach przy filmie zwykle zasłaniałam oczy i patrzyłam przez pace dłoni. 

Bardzo dobry pomysł na scenerię oraz stwory. ![]()
Powodzenia, pozdrowionka. 
Pecunia non olet
Po prostu to mój dzień dyżuru (jeszcze). :)
Niemniej, dzięki, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Witaj. :)
Tak fantastycznie ożywione zwierzaki, to dopiero! :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Dziękuję. :)
Na spokojnie, wszyscy popełniamy błędy. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
krzkot1988: Listy z Przełęczy Trzech Pagód
Pecunia non olet
Witam, witam serdecznie, Krzkocie1988. :)
Sprawy techniczne i sugestie (do przemyślenia):
Frank dołączył do Jima, opartego o framugę na progu ich baraku. „Ich” oznaczało Amerykanów, którzy w ramach „specjalnego traktowania” otrzymali jedną wspólną, śmierdzącą gównem psią budę, tak, by Japońce mogły mieć ich wszystkich nieustannie na oku. Jim nie miał pojęcia czemu, ale chyba Cesarska Armia miała ich za jakichś szczególnych wichrzycieli. – powtórzenia?
W pewnym momencie, raptownie wyskoczyła do przodu, zaskakując tym obu żołnierzy. – zbędny pierwszy przecinek?
Reakcja oprawcy idącego z przodu była zbyt wolna i pojmana kobieta zdołała zacisnąć zęby na jego dłoni. Japończyk wykrzyknął jakieś przekleństwo w swoim języku, po czym z całej siły smagnął ją otwartą dłonią w policzek. – powtórzenie?
No chyba (przecinek?) że masz plan(i tu?) jak w pojedynkę udupić całą Cesarską Armię, wtedy zamieniam się w słuch.
Skoro (i tu?) żeby przetrwać, musimy stać się kimś zupełnie innym niż jesteśmy, czy to my przetrwamy, czy tylko ten ktoś?
Zapadła cisza, podczas której dwójka Japończyków podniosła półprzytomną kobietę i pociągnęła ją dalej w kierunku pręgierza. Tam przywiązali ją do drewnianego słupa i zakneblowali strzępem szmaty. Ten, którego ugryzła, na odchodne splunął jej w twarz, głośno przy tym charcząc. – powtórzenia?
Dzięki swojej przedsiębiorczej naturze i uśmiechowi chłopaka z plakatu, Holger już dawno zaprowadził w obozie własne porządki. Takie, które pozwalały mu cieszyć się namiastką swobody, dobrobytu, a nawet niechętnego szacunku ze strony strażników. Układ w swej istocie był prosty. On prowadził handel ze swoimi kontaktami w kontrolowanej przez marionetkowy rząd w Rangunie lokalnej milicji. – i tu?
Nie doczekawszy się żadnej reakcji z jej strony, delikatnie położył dłoń na jej ramieniu i potrząsnął lekko. Powieki Azjatki wystrzeliły w górę niczym na sprężynach. Spojrzenia jej i Jamesa spotkały się jedynie na ułamek sekundy, jednak wystarczyło to, by mężczyznę przebiegł zimny dreszcz. – i tutaj?
Mówią, że od dawna sprawiała tu kłopoty. A przecież jesteśmy tu, by rozwiązywać problemy birmańskich przyjaciół, tak (przecinek?) czy nie? – i tu?
Nie chce powiedzieć (przecinek?) czemu.
Pewne było jednak, że w najbliższych dniach tę ewidentnie chorą kobietę czekał los nie do pozazdroszczenia. Nie był to jednak jego problem, a swoich miał już pod dostatkiem. – powtórzenie?
Amerykanin wcisnął się w lukę pomiędzy piętrzącą się za wychodkami stertą śmieci, (zbędny przecinek?) a wewnętrznym ogrodzeniem, oddzielającym teren wydzielony dla jeńców od tego przeznaczonego dla strażników.
– Czemu sami nie wyślecie tych listów – drążył wciąż sceptyczny Jim – albo nie wyślecie z nimi jakiegoś szpiega. Macie chyba szpiegów, nie? – czy pierwsze zdanie wypowiedzi też nie jest pytające?
– Z tego (przecinek?) co wiem – powiedział w końcu – treść tych listów jest bardzo… delikatnej natury.
Z tymi myślami (przecinek?) kotłującymi się w głowie, dotarł w końcu do chaty, stanowiącej niezbyt suwerenne terytorium Stanów Zjednoczonych.
Holger spojrzał przelotnie po ledwie widocznych twarzach swoich amerykańskich towarzyszy. Odpowiedziały mu ledwo dostrzegalne skinięcia. – powt./styl?
Celność zdezorientowanych, ledwie rozbudzonych żołnierzy była ujmą na honorze Cesarskiej Armii, jednak mimo to kilka pocisków dosięgło cielska stwora. Taki przynajmniej wniosek można było wysnuć na podstawie lekkiego zachwiania i kroku wstecz, jaki wykonało demoniczne monstrum. – i tu?
Prędkość (przecinek?) z jaką maszkara zadawała ciosy szponami (i tutaj?) była oszałamiająca.
Przedziwny wojownik bronił się metodycznie, a w jego ruchach widoczne były wyćwiczone schematy. Tymczasem nacierający stwór opętany był szałem, a jego jedyną intencją była chęć zdarcia z przeciwnika szyderczej maski. – powtórzenia?
Jeszcze przed chwilą żył w poukładanym świecie, gdzie wszystko miało swoje miejsce i wytłumaczenie. Owszem, świat ten ostatnimi czasy schodził na psy, ale wciąż wydarzenia miały określoną przyczynę i skutek. – i tu też?
Tym bardziej wdzięczny jestem panu, za dostarczenie mi nieuszkodzonej kopii. – zbędny przecinek?
Wieści o tym, że generał Aung San zamierza nas zdradzić i przejść na stronę aliantów (przecinek?) są doprawdy niepokojące.
– Widzi pan te kły? – wskazał na długie, ostre jak brzytwa pary zębów. – Należały niegdyś do dzieci pani Maung. – błędny zapis dialogu?
Ale jestem pewien, że to wciąż nie wszystko. Wkrótce poznam wszystkie sekrety belu i osiągnę nieśmiertelność!
– Z całym szacunkiem, generale – odparł Jim – ale po co mówić o tym mnie? Wszystko to brzmi (przecinek?) jak nieco przydługa ekspozycja antagonisty w powieści grozy. – powtórzenia?
Dopiero (przecinek?) gdy generał wyszarpał stąd jego wciąż pulsującą wątrobę, wrzasnął dziko i padł na ziemię.
– Dzięki pani Maung odkryłem dziś – oznajmił, mówiąc powoli i unikając trudnych słów – że zęby to tylko połowa tajemnicy. Liczy się, w co je wbijasz.
Generał-major Tanagawa uniósł nieco zasłaniającą twarz maskę i zatopił zęby w wątrobie swojego podwładnego. – powtórzenie?
Tanagawa w ostatniej, desperackiej próbie starał się jeszcze zdjąć przeklętą maskę, jednak ta wydawała się już zrośnięta z jego twarzą, wieńcząc jego transformację w krwiożerczego demona. – i to kolejne?
Nooo… pojechałeś z tą fabułą… Już nie wiedziałam, co straszniejsze: wygląd demona, kły na masce, czy spożywana wątroba oraz konsumowani rozstrzelani zdrajcy… Na szczęście oszczędziłeś głównego bohatera. :) Uff! :)
Klik podwójny, powodzenia, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Cześć, Zielony_Rycerzu. :)
Też wydawało mi się, że kojarzę Twój login, lecz tekstów nie znalazłam. :) Jeśli jakiś skomentowałam w przeszłości, tym milej. :) Szkoda, że żaden tu już nie widnieje. ;)
Istotą mojej wypowiedzi nie była “głębia postaci”.
Aaa…, to najwidoczniej źle odczytałam ten fragment:
Takie podejście odbiera innym postaciom głębi, sprowadza je do wyrazicieli głupich, fałszywych poglądów. Odbiera żywotności światu, bo Marden albo korzysta z wiedzy autor, albo autor działa na jego korzyść.
Poza tym dobry krytyk (czy takim jestem, nie mnie oceniać), nie oznacza dobrego pisarza. Nie wiem, skąd takie przekonanie. To są, moim zdaniem, dwie odrębne dziedziny.
Sądzę, że – jeśli ktoś pisze – powinien (starać się), aby w swoich dziełach zawierać to, czego zabrakło mu u innych. :)
Pozdrawiam Was serdecznie i także dziękuję za dyskusję. :)
Pecunia non olet
Zielony_Rycerzu pozwolę sobie na wtrącenie.
Zmuszasz mnie więc tym samym, jako czytelnika do przyjęcia pewnej wizji świata, a jeśli ja nie chciałbym jej przyjąć, to musiałbym poprawiać twój tekst, na co zawsze będziesz miał argument, że to twój tekst, twój świat i kto, jak nie ty, wiesz lepiej, jak on działa. I to jest słuszny argument, pozostawia jednak mnie, jako czytelnika, bez wyjścia.
Każdy ma oczywiście własne podejście do przykładowego tekstu i to należy uszanować, z powyższym jednak nie mogę się zgodzić. :) Dlaczego miałbyś zmieniać/poprawiać opowieść Młodego Pisarza? Pokaż na przykładzie swojego, jak tworzyć głębię postaci. :) Sama chętnie skorzystam z takiej rady. :) Szukam na Portalu, lecz nie widzę Twoich dzieł, mogących posłużyć nam za wzorcowy przykład. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Człowiek czyta własny tekst mnóstwo razy, a ciągle zostają oczywiste błędy ^^
Oczywista oczywistość – każdy z nas ma ten sam problem, zapewniam. :) Najtrudniej znaleźć usterki we własnych tekstach. ;)
Poza tym – to zawsze tylko sugestie, do przemyślenia. :) Np. powtórzenia mogą służyć podkreśleniu wymowy zdań – przemyśl to jeszcze. :)
To Ty jako Autor podejmujesz ostateczną decyzję. :)
Pozdrawiam serdecznie i również dziękuję. :)
Pecunia non olet
Szanowna Bruce, czytanie Twoich fachowych uwag – zawsze przedstawianych z szacunkiem i empatią – to czysta przyjemność. Wciąż mam problem z aliteracjami, które notorycznie przeoczam w swoich tekstach. Tym bardziej dziękuję, że zwracasz na nie uwagę.
Zygi, serdecznie dziękuję za tyle miłych słów; od pewnego czasu aliteracje pozostawiam już w sferze domniemywań. :)
Pecunia non olet
Dawidek: Las Bez Powrotu
Pecunia non olet