Profil użytkownika


komentarze: 4175, w dziale opowiadań: 1969, opowiadania: 942

Ostatnie sto komentarzy

KOMENTARZ W PREZENCIE

 

Przybywam z polecenia Jolki. Przyznam, że ani na weirdzie, ani na bizarro się nie znam, więc nie mam pojęcia, czy wyszło tu dobrze, czy niedobrze. 

Sam pomysł na pokazanie hipokryzji mieszkańców i niemalże boską karę uważam za fajny. Jego wykonanie mogłoby być lepsze – pomijając drobiazgi edytorskie, wszystko jest podane bardzo wprost. W weirdzie symbolika powinna mieć chyba ciut większe znaczenie. 

Erotyka, jak dla mnie, ani nie przesadnie pikantna, ani nie bizzarowo-dziwna. Powiedziałbym, że jest wręcz raczej grzecznie, zważając, jakie treści potrafią trendować aktualnie w literaturze np. dark romance. 

Finał ze sklepem zoologicznym taki dość od czapy. Nie bez sensu, bo motyw morski się przewija przez cały tekst, ale no, dziwny. W końcu to weird. 

Po lekturze zostaję raczej skonsternowany. Czytało się płynnie, ale to zupełnie nie mój klimat. 

Powodzenia w konkursie. ;)

Widzę, że to tekst piórkowy, więc teoretycznie wbrew zasadom, ale że jest starszy i nie ma jakiejś zawrotnej liczby komentarzy, to myślę, że może być :) Dopisałam do listy. 

Omg oczywiście nie doczytałem takiej zasady. ._.

Ale jak może zostać, to cieszę się, bo to fajne opko było. 

Czy możliwe, by dwoje pomyleńców miało identyczne urojenia?

W sumie to tak, pacjenci z urojeniami są dość monotematyczni. Co prawda dominują treści religijne, ale kto zabroni widzieć wszystkim żółtą diablicę? :>

 

Owinąłem lewą dłoń krawędzią koszuli, żeby krople krwi nie znaczyły mojej drogi jak okruszki chleba, i w tak zaimprowizowanym temblaku pobiegłem w głąb korytarza.

Opatrunku. Temblak służy do zaopatrzenia złamania, a tutaj mowa raczej o ranie.

 

Witaj, Zakapiorze! Bardzo interesujące opowiadanie. Jest tu bogato od elementów, które, choć z pozoru nieprzystające, tworzą egzotycznie ciekawe połączenie. PRL z Lovecraftem? Proszę bardzo. Ja tu na poziomie narracji dostrzegam też przebłyski z Dostojewskiego, choć może nadinterpretuję.

Historia jest ładnie napisana, jej struktura sprawia, że czyta się dalej, by poznać kolejne sekrety, tutaj dobry pomysł z podzieleniem opowieści na dwie ramy czasowe. Gdy pozornie wszystko się już wyjaśniło, po dezintegracji Anuszki, nadal nie było wiadomo, jakim cudem Romek przeżył i jak wrócił do ludzkiej postaci.

Odrobinę jestem rozczarowany finałowym rozwiązaniem z reporterką. Okazała się, jak rozumiem, jakąś szmuglerką/złodziejką, a liczyłem na podchwycenie rzuconej mimochodem wskazówki z początku, że niby ustrój się zmienił, ale nigdy nie wiadomo, gdzie spotka się bezpiekę.

Bardzo dobre opowiadanie, życzę powodzenia w konkursie i dalszej twórczości.

Wiecie co, no założyłem, że orki to jednak nie są takie tłuki, że gdy widzą smukłego typka ze szpiczastymi uszami, to biorą go za swojego, zwalistego i z zakutym łbem. Elf od orka tak zasadniczo się powinien różnić, że do głowy mi nie przyszło, że orki mogłyby adoptować elfa i nie ogarnąć że jest elfem. ;D

Niedawno schwytaliśmy naprzykrzające się nam od jakiegoś czasu bestie.

Wstawki takie jak ta jedynie zaśmiecają narrację, bo dodają znaków, a nic nie wnoszą. Spokojnie można wywalić.

 

Mieliśmy pilnować te ohydztwa aż do świtu.

Tych ohydztw.

 

W dodatku, przy okazji ostatniego polowania[-,] niektóre zbiegły, a ich nagły powrót – dość prawdopodobny, zważywszy, że [+bo] wciąż byliśmy na ich terytorium[+,] mógł skończyć się tragicznie.

Strasznie skomplikowane zdanie, w ogóle niepłynne i mało czytelne.

 

Perspektywa spokojnej nocy była więc wyjątkowo mglista.

Lepszy efekt można osiągnąć, rezygnując z epitetu, a zamiast tego wykorzystując celny czasownik, w miejsce nijakiego “być”. Np. “Perspektywa nocy malowała się mglisto”.

 

Pośpiesznie, lecz niechętnie udałem się wraz z innymi wyznaczonymi do pełnienia służby w stronę klatek.

Show, don’t tell. → Powoli zbiegłem wraz z innymi (…). No i pozbywamy się nijakiego “udawać się”.

 

Byłem pełen podziwu dla ich postawy, szczególnie zważywszy na fakt, że bezpośrednie starcia z nikczemnym gatunkiem schwytanych stworów zazwyczaj kończyły się druzgocącą porażką.

Użyłeś czterech epitetów obok siebie, przez co żaden nie wybrzmiał. Zazwyczaj lepiej jest wybrać jeden-dwa, ale takie, żeby zostały z czytelnikiem, niosły jakiś ciężar. Nie mówię, że używanie epitetów należy całkowicie wyplenić, ale ich nadużywanie rozwadnia tekst.

 

Jednak po ostatnim triumfie w powietrzu unosiła się – nieprzystająca wręcz do sytuacji – aura beztroskiej nonszalancji.

Beztroska i nonszalancja to synonimy, więc imo mamy tu pleonazm.

 

w końcu głupiec ostatni przyzna, że jest głupcem, a ponoć wśród orków takowych nie ma.

Nie ma głupców wśród orków, a akapit wcześniej pada, że głupota cechuje orków?

 

Nie powiedziałbym, że zaczynałem się nudzić, bo ten stan towarzyszył mi niemalże od początku. Mógłbym natomiast powiedzieć, że wtedy nastąpiło jego epicentrum.

Apogeum?

 

Siedziałem więc tak – pełen lęków, w objęciach nocy i niepokoju – starając się czuwać. Powieki stawały się nieznośnie ciężkie, ale wtedy usłyszałem szepty dobiegające z klatki, które momentalnie pozbyły się tego ciężaru.

Momentalnie mnie otrzeźwiły? Nie ma co kombinować.

 

– Po raz kolejny zdumiewa mnie ich głupota – zaczął jeden z więźniów. – Ich znachor nie potrafi nawet rozróżnić człowieka od elfa.

 

– Mimo wszystko, sam fakt naszej niewoli i niemożności ucieczki jest trochę upokarzający, nie sądzisz?

Ależ nienaturalnie to brzmi, gość mówi jak narrator.

 

– Spokojnie, chłopcze – kontynuował głos.

Nie mógł kontynuować, bo dopiero zaczął gadać. Niech więc w didaskaliach padnie jakaś wariacja “powiedział”.

 

Witaj, Etenie!

Technicznie jest wyboiście, ale wszystko to rzeczy do wyklepania i pewnego obycia się z pisaniem. Podobało mi się subtelne, stopniowe wyjawianie kolejnych elementów, które stopniowo zmieniały perspektywę patrzenia na tę historię. Opowiadanie jest króciutkie, a takich momentów było trzy albo cztery, co, nie ukrywam, wypada satysfakcjonująco.

Niestety nie zrozumiałem, co się stało w finale. Myślałem, że główny bohater to jakiś mieszaniec orka i elfa, ale jaki był jego los, pozostało dla mnie zagadką.

 

O, jaki uroczy konkurs! Posadziłem na balkonie stokrotki afrykańskie, które, jak się okazuje, noszą cudowną nazwę rodzajową Osteospermum. ;D Pozostaje tylko czekać na natchnienie!

Autor tego felietonu dał się ponieść nostalgii, rozumiem.

Czy fantastyka jest już u kresu, już zaraz upadnie, wszystko to marność? Absolutnie nie. Tak dzisiaj, jak i x lat temu, są wydawane zarówno wartościowe, skłaniające do myślenia książki, jak i te lżejsze, wyłącznie rozrywkowe. Czy teraz wydaje się więcej rozrywkowych? Wydaje się, bo wydaje się więcej w ogóle. Myślę, że jest to kwestia dostosowania swojej bańki informacyjnej by skalibrować ją na interesujące siebie treści, np. skłaniające do przemyśleń, a nie na promocję kolejnych sag romantasy, z którymi algorytm nas kojarzy, bo napisaliśmy pod romantasowymi postami już tuziny elaboratów o upadku fantastyki. Social media niestety karmią się negatywnymi emocjami, bo te generują ruch.

Podobnie jest przecież z filmami. Dawniej było tylko kino i dwa kanały w telewizji. Teraz kanałów jest multum, kino jakoś przędzie, ale serwisów streamingowych jest drugie multum i dostęp do rozrywki jest na żądanie. Stąd rozrywka jest dużo bardziej różnorodna, także ta infantylna, ale to nie oznacza, że innej rozrywki nie ma. Bo jest.

Nic nie upada, wszystko płynie, to my się starzejemy.

Co liczy się jako zdanie do wykorzystania z piosenki? Niektóre nie mają znaków interpunkcyjnych; chodzi o wers? Kto ustala granice wersów? ;D

Zaklepię Urszula – Latawce, dmuchawce, zobaczymy co z tego wyjdzie. Chodzi o piosenkę “Dmuchawce, latawce, wiatr”? Nie znalazłem innej, z nazwą “Latawce, dmuchawce”…

Porządnie napisane, mało co zgrzytało. Humor początkowo dobrze wyważony, z czasem poziom absurdu zaczął przekraczać akceptowalne przeze mnie poziomy i zrobiło się nieco chaotycznie. Ogółem jednak – zacna lektura.

Powodzenia w konkursie!

Całkiem zgrabne, parę gagów wywołało mój uśmiech. Sądzę, że początki kolejnych fragmentów są nieco przegadane ekspozycją, dużo szybciej można by przejść do żartowania.

Bard z jaskrą i dziewki portowe to moi faworyci tutaj. <3

Powodzenia w konkursie!

Pytanie: ile przeżyje mężczyzna bez możliwości sikania? Zakładając, że liczymy od momentu, że gość czuje, że chce mu się lać, a tu nie da rady :/

 

Pojemność ludzkiego pęcherza to około pół litra, skrajnie może się rozciągnąć nawet w okolicę litra. Zdrowy mężczyzna oddaje w ciągu doby od 1,5 do 2,5 litra moczu, stąd łatwo wywnioskować, że do przepełnienia doszłoby w krócej niż dobę. W pewnym momencie przepełniony pęcherz napierałby na zwieracze tak bardzo, że jakieś popuszczanie tego moczu by pewnie wystąpiło (tym wcześniej, im więcej płynów się przyjmie, im mniej się wypoci czy wytranspiruje przy gorączce, itd. – stany te mogą wpływać także na ilość moczu, np. człowiek błąkający się po pustyni, bez dostępu do wody pitnej, fizjologicznie rozwinie oligurię czyli skąpomocz i do 1,5l moczu się nawet nie zbliży, ale to nadal nie będzie mniej niż pół litra moczu, bo wartości mniejsze grożą uszkodzeniem nerek i śmiercią).

Jednorazowe wstrzymanie moczu, bo ktoś ma taki kaprys, raczej nie wiąże się z powikłaniami, ale zatrzymanie moczu z powodu np przerostu prostaty (czyli bez możliwości wysikania się mimo prób), niesie nawet zagrożenie życia poprzez sepsę czy ostrą niewydolność nerek.

KOMENTARZ W PREZENCIE

 

Dla większości Wolnych Miast inwazje, pożary, zamieszki i mordy rytualne to wydarzenia, które mogłyby wypełnić grafik katastrof na co najmniej kilka lat. Dla Tisidal to był czwartek, po prostu czwartek.

To właśnie dlatego komendant Straży Elodorius Tupperbin czuł, jakby świat właśnie walił mu się na głowę.

Pod jego nogami leżało dekapitowane ciało denata, który trzymał w dłoni własną głowę. Obok znajdowały się drugie zwłoki.

Pierwszy akapit to bardzo zgrabne, przykuwające uwagę rozpoczęcie. Mam zastrzeżenie do drugiego akapitu – jeżeli w Tisidal jest tak okropnie na co dzień, to dlaczego komendantowi straży (jak mniemam: w Tisidal) świat wali się na głowę, skoro, można by powiedzieć, dla niego to dzień jak co dzień?

 

Wokół układał się stosik przedmiotów tak mocno do siebie nie pasujących, że aż oczy łzawiły – kostka półprzezroczystego mydła, rękawiczka, cała szyba, długa na cztery metry poręcz i tors posągu, który, po dokładnych oględzinach sierżanta Spoonera, zidentyfikowano jako należący do kobiety.

Układał się w czasie rzeczywistym, na oczach sierżanta? Czy raczej inne orzeczenie powinno zostać tutaj użyte?

 

W mieście bezprawia, którym było Tisidal, dziewięć na dziesięć przypadków [+czego?] można było zaliczyć do porachunków lokalnych gangów.

 

To oznaczało, że nawet nie trzeba pisać protokołu, bo na posterunku niedługo zjawi się ktoś z grubym mieszkiem – lub mieszek został wręczony [+komu?] odpowiednio wcześnie.

 

– A czemu to miałyby być porachunki, a nie na przykład kłótnia małżeńska? – spytał Elod.

Bo dosłownie akapit wyżej stoi, że 9 przypadków na 10 to porachunki gangów, więc skoro to sprawa tak oczywista, to statystyka powinna być mieszkańcom znana i takie pytanie raczej by nie padło. Swoją drogą też poprzednia wypowiedź „mi to wygląda na porachunki gangów” wygląda w tym kontekście drętwo, ekspozycyjnie – lepiej wypadłoby np. utyskiwanie Spoonera, że znowu go wezwano do porachunków gangów i tym samym przerwano mu coś tam.

 

– Przez poręcz. Może trup miał za kogoś poręczyć,

Czy to celowe?

 

– Spooner, on trzyma własną głowę w ręku. To nie mogło być samobójstwo.

– Ale skąd wiemy, że głowa i ciało należą w ogóle do jednej osoby?

Hm. Fakt, że ciało i głowa mogą należeć do różnych osób przecież też nie przemawia za samobójstwem.

 

Czasem zdarzało się, że jedna czy druga osoba potrząsała mieszkiem po to, by śledztwo trafiło na złe tory, albo żeby w ogóle na tory nie trafiało. Z drugiej strony ratusz nagradzał jedynie strażników, którzy faktycznie jakieś sprawy rozwiązywali. Jeśli więc Elod mówił, że nie za to im płacą, to chodziło mu o to, że z tego trupa kasy nie będzie. Ale próbować warto.

Skoro korupcja jest tak silnie rozwinięta w mieście i Spooner ma mocne przesłanki twierdzić, że Elod dostał łapówkę, by umorzyć śledztwo, to co ma znaczyć „Ale próbować warto”? Bezpośredni przełożony zamierza sabotować śledztwo, być może je zamknąć, bo dostał w łapę, a ratusz nie zapłaci bez rozwiązania sprawy, do którego nie dojdzie z powodów jak wyżej. To co próbować zamierza Spooner?

 

Rzecz w tym, że te muzealne wihajstry bywają nieprzewidywalne,

Zapożyczenie z niemieckiego, nie pasuje do konwencji, zamieniłbym na bardziej uniwersalny synonim.

 

Czuć od niego było świeżością, co jest rzadkością

Aliteracja.

 

Czuć od niego było świeżością, co jest rzadkością w Tisidal, a także silnymi środkami, które wywabiają plamy razem z materiałem. Jego właściciel, drobny człowieczek, którego dłonie były aż do łokci upstrzone kredowobiałymi plamami,

 

Jak złapał się za to [+po?]mydło to mu powiedziałem…

 

– … trzydzieści srebrnych groszy za kostkę, więc z łaski swej odłóż to na miejsce[+,] Simmer.

 

Muzeum wyglądało jak mały, otoczony fosą zameczek ze strzelistymi basztami. Nic dziwnego, wszak był kiedyś letnią rezydencją samego króla.

Pozbywanie się własności do takich budynków i oddawanie ich społeczeństwu to raczej domena ustrojów, z których monarchia zniknęła lub została w nich zmarginalizowana. W quasi-średniowiecznym settingu taki budynek miałby zbyt wielką wartość, by po prostu zamieniać go w muzeum. Inna sprawa, że muzeum wymagałoby kilku sal i magazynu, a letnia królewska rezydencja jednak wiązałaby się z olbrzymią ilością pomieszczeń.

 

Golemy parowe poruszyły się niespokojnie na dźwięk nazwy. Elod wolał go nie drażnić.

Ich?

 

Rozumiem, a czy artefakt ma jakieś skutki uboczne?

A czy korzystanie z artefaktu wywołuje jakieś skutki uboczne?

Wiem, że to wypowiedź postaci, ale wygląda dość pokracznie, przy czym ten bohater nie wypowiadał się dotąd w taki sposób.

 

– Rozumiem, a czy artefakt ma jakieś skutki uboczne?

– Sama w sobie nie, ale obłożyliśmy ją glifami strażniczymi, które nasi wczorajsi goście raczyli zdetonować.

Tu chodzi o, zgodnie z rodzajem zaimków, poręcz, czy o, zgodnie z kontekstem rozmowy, kostur i zaimki powinny być męskie?

 

Niewiele myśląc[+,] dali nura między szeroko rozstawionymi nogami maszyny

 

Nie oglądając się, pobiegł przed siebie. Trzeba było jak najprędzej się stąd wydostać. Dobiegł do schodów, złapał za poręcz

 

Niczego nie rozumiem[+,] szefie.

 

Cześć, Fladrifie! Niezobowiązująca była to historyjka, początkowo poprowadzona dość sztampowo, choć muszę przyznać, że rozwiązanie intrygi wywinęło się schematom i dało satysfakcję. Pojawiający się znienacka, nienachalny humor dodał wydarzeniom przyjemnego smaczku, ale jego poziom mimo wszystko wypadł nierówno, choć z przewagą żartów trafionych.

Główne postaci nieciekawe, takie klasyczne plot devices, które raczej nie popychają fabuły do przodu, ale są przez nią poniewierane, by pokazać kolejne sceny. Z drugiej strony postaci drugoplanowe odebrałem jako bardziej intrygujące, sami złodzieje także wypadli bardziej interesująco od pary strażników prowadzących śledztwo. W ogóle dwie, dynamicznie się zmieniające chronologie, nadały opowiadaniu wartkości, dzięki której czytanie zrobiło się prawdziwie przyjemne.

Podsumowując, bawiłem się całkiem fajnie podczas lektury tekstu, choć kolebiący się początek tego nie zapowiadał. Pozdrawiam!

Kakofonia dźwięków huczała mi w głowie. Za nic nie chciała zamilknąć. Pisk opon, huk rozbijanych straganów i paniczne krzyki. Potem strzały, więcej krzyków. Jeszcze później szloch i zawodzenie, przecięte ostrym sygnałem karetki.

Na mokre ulice opadł żałobny całun mgły. Jutro miasto obudzi się inne.

Jako że początek, wręcz pierwsze zdanie, powinno być wymuskane, łapać czytelnika za mordę i zmusić do czytania dalej, zastanowiłbym się nad kolejnością akapitów tutaj. Zdania otwierające drugi z nich są intrygujące i plastycznie, do tego zwięźle nakreślają scenografię. Natomiast otwierający akapit w tym momencie jest dość rozwodniony, mało w nim konkretu i imo spokojnie treść w nim zawartą dałoby radę upchnąć gdzieś dalej.

 

Zamroczony alkoholem zasnę na kanapie, jak tylko przekroczę próg kawalarki.

A zabawna chociaż ta kawalarka? ;D

 

Przy wejściu przywitały mnie kiczowate szkielety celujące we mnie szyderczo kościstymi, plastikowymi paluchami. Kilka tandetnych lampionów ze sztucznych dyń zdobiło stoliki. Równie sztuczne pajęczyny smętnie zwisały z półek tu i ówdzie.

Osiem epitetów w trzech zdaniach to o wiele za dużo. Rozwadniasz w ten sposób przekaz, ozdób jest tak dużo, że nie wiadomo, na którą zwrócić uwagę, więc nie zwraca się uwagi na żadną. Lepszym pomysłem byłoby zdecydować się na mniej określeń, ale celniejszych.

 

Mój wzrok bezwiednie powędrował za wzrokiem starego, dobrego kumpla, beznadziejnego[+,] jak widać[+,] barmana.

choć pierwszy raz widziałem ją na oczy.

Dobrze, że nie na uszy. :>

 

Miała ciemne oczy. W tym świetle jej tęczówki były prawie czarne.

Wykorzystałem moje przedostatnie pytanie.

Hmm… Przedostatnie było pytanie “skąd znasz moje imię”, więc to powinno być ostatnie.

 

 

Jest zwięźle i konkretnie, szorta odebrałem jako poprawnego, ale nic ponad to. Niestety można się zorientować, co tu się święci całkiem szybko, więc zabrakło mi bardziej odjechanego twistu na koniec. Przewidywalność fabularną ratuje natomiast klimat, który, uważam, udało się zorientować porządnie, głównie detalami (cynamon!).

Tekst odbieram jako całkiem dobrą wprawkę i jestem ciekaw, w którą stronę rozwinie się Twoja twórczość. Pozdrawiam i powodzenia!

Z poślizgiem, bo jakoś mi umknęły te ogłoszenia, ale

 

gratulacja!

heart

Cios w wątrobę to instant zgon (no może nie taki super instant że na miejscu, ale wątroba jest bardzo ukrwiona i wykrwawienie się nastąpi szybko).

Rana której szukasz, powinna unikać tętnic i dużych naczyń, bo im większe naczynie, tym szybciej się wykrwawi. Żeby krew sączyła się spokojnie, a nie tryskała, musi zostać przebita żyła.

Rana pozwalająca uciec, to raczej kończyny górne lub dolne; dźgnięcie w korpus, brzuch, oprócz krwawienia z rozerwania naczynia, zazwyczaj pociągnie tez jakieś inne powikłanie, typu przebicie płuca, przebicie jelita, uszkodzenie wątroby czy śledziony – i to są sytuacje, w których nie bardzo jest się w stanie uciekać. Natomiast leżeć, dogorywać, coś tam jeszcze bohatersko uczynić – da radę. ;D

Krasnoludki z wszystkich miast

Urządziły na Nowej Fantastyce zjazd

Program zjazdu był taki:

Po pierwsze, gdzie zimują lożowskie TAKi?

Po drugie, czy ogłoszenia srebrnych piórek są dosyć długie?

Po trzecie, wyników się nigdy nie dowiecie.

Po czwarte, co zrobić, by drzwi do publikacji zostały otwarte??

Gratulacje! Niby sezon ogórkowy, a wygląda na to, że trafiła się trufla! ;D

Swego czasu bardzo uwiódł mnie Sztokholm i szerzej Szwecja, do tego stopnia, że popełniłem nawet opowiadanie z akcją dziejącą się właśnie tam. Fotki są moje prywatne autentyczne robione cegłofonem. ;D

 

W ostatnim czasie jestem natomiast urzeczony Maltą, tak historią, jak i architekturą, i pomysł, żeby to przekuć w jakiś utwór kiełkuje i dojrzewa (oryginalnie chciałem coś stworzyć na Geofantastykę organizowaną przez Finklę 100 lat temu, ale wtedy się nie udało, może to i dobrze).

Z portalowych kolejowych opek to bezwzględnie trzeba się zapoznać z “Donnerwetter”. Nie jestem pewien tylko, czy nadal jest dostępny na stronie. :<

10-0 :o

Gratulacje, Staruchu, dołączasz do bardzo zacnego grona z takim wynikiem głosowania. :>

Hej, Darconie, miło Cię widzieć! Z wieloma uwagami mogę się zgodzić. Chciałbym wrócić do regularniejszego pisania i ten szorcik jest jedną z pierwszych prób po przerwie. Wierzę, że będzie tylko lepiej! Pozdrawiam!

 

Cesarzowo Mordoru, fajnie że wpadłaś i cieszę się, że miło się czytało. Wierzę, że komplet informacji nt. konfliktu czy świata nie jest konieczny do wychwycenia pewnych emocji, które odczuwają bohaterowie. Trudno by to było też IMO upchnąć w 1000 słów, by miało ręce i nogi. Również pozdrawiam!

Łakniemy szczegółów jak kania dżdżu! Jakichkolwiek!

Witaj, Elasie! Fajnie, że ogólnie się podobało. Co do niejasności w dialogach – przyjmuję na klatę. To sama końcówka tekstu, czyli miejsce, gdzie można co nieco wyklepać.

 

Pusiu, odbieram Twój komentarz jako komplement nieoczywisty, ale jaki miły! heart

Nie wiem, czy ktoś już się posilił na tego suchara, ale i tak spróbuję! No cóż, aż chciałoby się rzec – historia z jajem (no dobra, de facto bez jaja). ;D

Czytałem bez przykrości. Ten szort bazuje na utartych schematach, część odświeża, jak choćby rybkę, ale ogólnie nie zaskakuje w żaden sposób, stąd najpewniej nie zapadnie mi w pamięci.

Niemniej w paru miejscach wywołuje uśmiech, stąd uważam, że warto przeczytać.

Cześć, Matteo!

Fajnie, że fajnie. Jakkolwiek większej całości żadnej nie ma, to tak, koncept był taki, by zaprezentować obrazek pewnej zastanej rzeczywistości, ze sporym bogactwem inwentarza, a nie takie gołe nic, główny konflikt i tyle. Co, na tysiącu słów nie można poszaleć? ;D

Hej, Eldil, dzięki za komentarz! Schlebia mi porównanie do X-menów, bo to jedyny wytwór marvela, który toleruję, ale znam tylko kreskówkę z FoxKids, spin-off z Toonami i kilka filmów, ale nie pamiętam takiego motywu, prawdę mówiąc. Pięćdziesięciu lat komiksów nie mam czasu ani siły nadrabiać. ;D

 

Witam Nestora Rodu w skromnych progach, cieszę się, że wciągnęło!

 

 

czyż nie każdy (polski) lekarz pragnie tego samego: zutylizować wszystkich pacjentów?

pomidor

 

Witaj, Reg! Bardzo miło mi Cię gościć i cieszę się, że się podobało!

Piersi niezwłocznie zamieniam na pierś, natomiast model statku, jako że był futurystyczny i lewitujący, uważam, że mógł wierzgnąć, korzystając z trzeciego znaczenia w linku, który zamieściłaś.

Pozdrawiam serdecznie!

Bardzo interesujący pomysł na wątek fantastyczny. Paranoja sączy się powoli lecz ustawicznie i prowadzi do satysfakcjonującego finału – ostatnie zdanie bardzo zgrabne!

Choć początek ciut przegadany, to podobało mi się.

Do Alma Mater zajrzę jedynie na jej rytualne spalenie, na które się aktualnie niestety nie zanosi. :>

O, podobało mi się. Fajny klimat gawędy, niestety na temat realiów niezbyt fajnych. Mentalność homo sovieticus oddana przerażająco prawdopodobnie. Liczyłem w sumie na bardziej poważny twist na końcu, ale płaskoziemstwo dodało tej historii orientalnego, absurdalnego sznytu. ;D

Podobało mi się!

Starzy ludzie ze starej osady, której nie odnalazła na mapie podczas samotnej wędrówki po górskich bezdrożach. Kościstymi palcami wskazali odległą dolinę, ledwie widoczną wnękę między dwoma zalesionymi szczytami.

Zaśmiała się głośno z ich dobrotliwych słów, a po cichudrewnianych chat bez talerzy satelitarnych oraz kabli, z faktu, że nie posiadali samochodów ani motocykli, lodówek i laptopów.

IMO fatalny wstęp. :/

 

Dalej jest już lepiej i jakkolwiek czytałem bez przykrości, to obawiam się, że ten szorcik nie zapadnie mi w pamięci. Lubię wątki obyczajowe i dramaty w każdej ilości, ale ten tutaj był taki typowy, nijak nie zaskakujący. Do tego wątek mgły zaciekawił mnie, choć pozostał mętny, więc w sumie wyszedł taki średniak, jak na Zanaisowe standardy. :<

Łooo.

Przyjemne steampunkowe realia, intensywna rozmowa żołnierza z naukowcem, zakończona zgonem – to niespodziewane, ale tym lepiej dla sceny. Tytułowy motyw fantastycznie upiorny i świetnie użyty w zakończeniu. Moje zastrzeżenia budzi jedynie sposób zaproponowany przez profesora – wielkie niepokonane machiny zniszczenia nie powinny mieć tak trywialnej wady konstrukcyjnej. Jakby nie potrzeba profesora by odkryć coś takiego, a z drugiej strony projektant maszyny powinien przewidzieć tak oczywistą ułomność.

Niemniej czytało mi się bardzo przyjemnie.

Po ciekawym rozpoczęciu następuje dość nużąca część budowania Boga. Już myślałem, że będę rozczarowany, ale końcówka mnie usatysfakcjonowała. Zwłaszcza rozmowa z pielęgniarką, chyba najjaśniejszy punkt tego tekstu.

Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choć szorcik skromny w metrażu, to spokojnie można by go przyciąć i to dość drastycznie. :>

Hej, Czarku Czarku, dzięki za komentarz, miło że się spodobało.

 

Hm, faktycznie, przypominam sobie ten odcinek dra House’a. Pewien zrąb konfliktu rzeczywiście mógł być inspiracją. Ech, człowiek myśli, że wymyślił coś w miarę fajnego, a tu się okazuje, że wszystko już było. :P

Doskonały szorcik, Tucholko!

Czy gdybym chciał zacytować fragmenty, które najbardziej mi się spodobały, musiałbym zacytować połowę tego opowiadania? Być może.

Humor jest tutaj w punkt, do mnie przynajmniej trafia. Kryje się pod nim komentarz do współczesności, która niejako wymusza, by każdy miał opinię o wszystkim. Osobiście cenię, gdy mogę sobie pozwolić na brak opinii w jakiejś sprawie i cieszę się, że bohaterowie też docenili taki stan rzeczy (gdy już go utracili :<).

Błyskotliwy, bardzo dobry tekst. Będę polecać po wszystkich wsiach!

Panie Barbarzyńco, witam serdecznie! Na medycynie się jako tako znam, to z tego korzystam. :>

 

Ach, Sonata niby sypnęła dziegciem szczodrze i od serca, ale miodek jaki się polał wspaniały! heart

Co do nadmiaru wydarzeń – hm. Prawdę mówiąc, myślałem, że jest zbyt skromnie. Twoja opinia będzie dla mnie zaczynem do rozmyślań, dziękuję Ci za nią!

 

Misiu, dziękuję za życzenia!

 

Reinee, witaj! Miło mi, że coś się jednak spodobało. Przyznam, że faktycznie zakończeniu przydałoby się kilka dodatkowych zdań, by mogło lepiej wybrzmieć. Będę mądrzejszy na przyszłość!

Jako taka gawęda o fizyce raczej przeleciała gdzieś obok mnie, ale wyłaniająca się sugestia, że galaktyka jest olbrzymim, myślącym mózgiem? Jest w tej wizji rozmach i coś niesamowitego.

Podobało mi się także przepoczwarzanie głównego bohatera w coraz to nowsze, coraz mniej ludzkie formy. Być może aż tak długie przeskoki czasowe powinny generować bardziej odjechane realia zastanych światów, ale wiem, 1000 słów… :P

Podobało mi się.

Jeśli je stać, to przecież obie mogą przejść procedurę stymulacji i wytworzyć zarodki, a potem zdać się na los przy implantacji. Czy to moralnie właściwe i legalne, to inna sprawa, ale jesteśmy pod opowiadaniem fantastycznym. :>

Tytułowy smutek jest tutaj obrazowo zarysowany, choć mam wrażenie, że ponieważ brak jakiejś obiektywnej jego przyczyny, lamenty bohaterki nie uderzyły mnie jakoś szczególnie.

Wytłumaczenie zjawiska nieznaną chorobą to fajny twist, ale dlaczego choroba ujawniała się akurat po śmierci przodka?

Plusik za niepotraktowanie wątku LGBT powierzchownie. :>

Jeśli zawodowy filozof wyjściowo okazał się filozoficznym zombie, to czymże okazalibyśmy się my, prostaczki? ;D

Zawsze miło spotkać kolejnego członka Klubu Solipsystów. Cieszę się, że dałeś znak życia, Szyszkowy, bo choć tematyka Twoich opek bardzo mija się z moimi gustami, tak z jakiegoś powodu chętnie do nich zaglądam.

Pozdrowienia!

Dzień dobry.

Coś się zalęgło pod morzem tudzież miastem, przegapiło podwieczorek i zaczęło tupać nóżką? Ach, biedni ludzie…

Sposób narracji ciekawie kontrastuje z epoką, w której dzieje się akcja. Taka mieszanka imo wypada całkiem świeżo. Spodobała mi się też kreacja syreny.

Porządny szort, Barbarianie Cataphrakcie!

Dzięki za błyskawiczne podliczenie, Wilku.

 

Witaj, Zebulonalessandro! Miło, że się podoba.

Z tym napięciem to wstyd… ;_; Jeśli tekst załapie się dalej, to ten fragment pierwszy poleci w redakcji. Póki co, zostawię, jak jest, żeby być fair względem innych uczestników.

Cześć, Cezary, Cezary! ;D

Przeczytałem fragment otwierający i uważam, że jest tak błyskotliwie napisany, że trudno byłoby to zrobić lepiej. Po prostu musiałem przeczytać dalej tę historię, tak się powinno to robić.

A historia leciutka, budząca uśmiech, zwłaszcza, gdy dociera, jak subtelnie łamana jest tutaj logika rzeczywistego świata, jednak jak przy tym spójny jest powstały obraz. Dodatkowo odniesienia do Małego Księcia nadają historii głębi i dodatkowy kontekst.

Bawiłem się doskonale. Mam nadzieję, że wielu czytelników tu zajrzy, bo naprawdę warto!

 

Bardzie, musiałbyś dodać Ninedin jako betującą (a ona musiałaby to zaakceptować). Kopię roboczą widzi tylko autor, chyba, że przekształci ją w betę.

Nie śpijcie, bo was przegłosują! ;D

 

None

Arnubis

BarbarianCataphract

Ślimak Zagłady

Irka_luz

Finkla

Golodh

Krokus

wilk-zimowy Shanti

Oidrin

Krar85

stn

Gratulacje!

Gravel w ramach warna powinna nie mieć możliwości zrezygnować z kolejnego roku lożingowania. :3

Mam troszkę więcej słów niż 300, ale mam nadzieję, że wybaczycie.

 

“Najdroższy”

 

Śpisz tak spokojnie. Nadal z tą miną wkurzonego, kiedyś chłopca, teraz już mężczyzny. Wiem, to tylko maska. Twój sposób, by sobie radzić. Nie sądzę, by znowu cię bolało, bo nie wyrażałbyś niezadowolenia; narzekałbyś, że po prostu nie masz już na to siły. Leki w końcu działają. Więc śpisz. Widzę, że odpoczywasz.

              Nasze wnuki z wrzaskiem ekscytacji przebiegają pod oknem, bo pędzą właśnie na ślizgawkę lub znowu okładają się śniegiem. Z wysokiego parteru ich sylwetki są dla mnie niewidoczne. Widzę za to dokładnie grube jak pnie wiekowych dębów sznury, które opuszczają ich ciała przez potylicę i nienachalnie znikają gdzieś pośród chmur.

              To linie życia. Sama je tak nazwałam. Zaczęłam je widzieć niedługo po twojej diagnozie, czyli niecały rok temu; na pewno już po ostatnich świętach. Gdy zadzieram głowę i widzę niepozorny kabelek łączący twe ciało z sama nie wiem czym, to serce mi pęka. Za wcześnie. Nie zasługujesz. Nikt nie zasługuje.

              – Znowu rozmyślasz – twój głos rozdziera sączącą się w tle kolędę i krótko przewiercasz mnie wzrokiem, który mimo miesięcy trudów nie stracił na bystrości. – A nie ma nad czym. Naprawdę.

              Peszę się niczym trzpiotka, bo czytasz we mnie jak w otwartej księdze. Bo nigdy nie powiedziałam ci, co widzę, choć zdajesz się rozumieć, co czuję. Nie, tu nie ma wątpliwości. Ty doskonale rozumiesz.

              – Masz rację – mówię. – Czasem to silniejsze ode mnie.

              Siadasz i wkurzoną minę burzy grymas. Opanowujesz go szybko.

              – Być może nie zbudujemy już razem zbyt wiele. – Łapiesz mnie za dłonie. – Ale mieliśmy dobre życie. Ten magiczny czas co roku był dla nas wyjątkowy, nie psujmy tego, proszę. Te wigilie u twoich rodziców, sylwestry u mojego brata. Zakrapiane pasterki, uszka z własnoręcznie zbieranymi grzybami, roraty o świcie, czułe pocałunki nocami…

              Oczy mi się szklą.

              – Jeśli to ma być nasz ostatni taki grudzień – ciągniesz, – to przeżyjmy go najintensywniej, jak tylko się da. Niech następne pokolenia patrzą i się uczą.

              Wzruszenie odbiera mi głos. Próbuję odwrócić głowę, ale nieporadnie skręcam nią tylko i ją zadzieram.

              – Dasz sobie radę – szepczesz, gdy gorącym uściskiem otulasz mocniej me dłonie.

              A ja zerkam pod sufit. Twoja wątła linia mimo wszystko jakoś się trzyma, ale towarzyszy jej moja – rachityczna nić targana powiewami wiatru przeznaczenia. Mogąca w każdej chwili się zerwać. I zabrać z tego ciała wszystko, co we mnie żywe.

              Przez tyle miesięcy milczałam, bo byłam pewna, że wieść o tym, co potrafię i co przypuszczam, jedynie pogorszy twój stan. Dlatego nie dźgnę cię w plecy tymi informacjami. Nie teraz, gdy potrzebujesz jedynie mojego wsparcia.

              – Wesołych świąt, najdroższy. Ten ostatni raz.

Nowa Fantastyka