komentarze: 17, w dziale opowiadań: 17, opowiadania: 8
komentarze: 17, w dziale opowiadań: 17, opowiadania: 8
Smutne, ale dobre. Są emocje. I odkrywanie nowej, zaświatowej rzeczywistości. Wciągnęło (kurczę, dobrze, że nie pod wodę!)
Gratuluję!
No, to przed nami kolejny, tytułowy wręcz problem. Jeśli Asterrianie mają przeludnienie, to pewnie szukają miejsca do kolonizacji i nieoczekiwana wizyta Ziemianina przypomniała im ten kierunek. Rozważana interwencja z powodów humanitarnych otrzymuje kolejną motywację. Świeży małżonkowie otrzymują propozycję wyjazdu w podróż poślubną na Ziemię, gdzie mają rozejrzeć się w miejscowych warunkach i przygotować grunt pod inwazję. Dla ułatwienia misji mają lądować w Indiach, gdzie Eve ma odegrać rolę bóstwa, a jej mąż kapłana-proroka, zapowiadającego rychły powrót bogów. W Delhi entuzjazm, bo oto mamy naoczne potwierdzenie prawdziwości religii hinduistycznej. Konsternacja w obozie monoteistów. Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi łączą siły w zgodnej próbie zdyskredytowania Eve jako bogini i zdemaskowania hinduskiej “prowokacji”. Świat staje na krawędzi wojny, bo Delhi zapowiada, że będzie bronić bogini jak niepodległości – no i czeka na dalszą pomoc z nieba. Tymczasem grupa agentów, przeszkolonych przez CIA, Mosad i Hezbollah, podejmuje karkołomną próbę porwania Eve…
Pozdrawiam!:)
Jakby tak się przyjrzeć, to z punktu widzenia kota, zamkniętego w pudełku, Schroedinger też znajduje się w superpozycji – dopóki kot nie wyjdzie z pudełka nie ma pewności, czy jego pan żyje, czy nie?
Regulatorzy,
jak nie zachwyca, skoro zachwyca?:) Wszak autor “Literata” wielkim Autorem był!:)
A poważnie – dzięki za merytoryczne wskazówki językowe.
Skądinąd ciekawe, że opowieść o autorze, którego dzieło przeszło bez echa, sama również nie wzbudza zainteresowania. Może by tak realne komentarze czytelnicze dołączyć do samego tekstu. Opatrzyć go krytycznym wstępem i przypisami? Czy zwiększyłoby to jego zasięg? Hmm…, wolę nie wyciągać wniosków:)
Dobrego dnia!
Robercie,
no tak, oczywiście! Dałem się podpuścić upodobaniu do opowiadania o własnych dziełach! Dobre!:)
Swoją drogą, pytanie jak traktować sprawy religijne – jako fantastykę, czy nie? Bo dla mnie rzeczywistość nadprzyrodzona jest jak najbardziej rzeczywista (w ujęciu chrześcijańskim), więc można by uznać, że pod fantastykę nie podpada, w przeciwieństwie do smoków, wróżek itp. wytworów wyobraźni. Z drugiej wszak, wykracza poza tzw. przyziemną codzienność. Hmm… do przemyślenia.
Z pozdrowieniami! Dobrego dnia!
Betweenthelines,
dzięki za komentarz! Miło mi, że tekst Ci się spodobał.
No tak, szkoła uczy przetrwania…
Pozdrawiam!:)
Robercie,
dzięki za przeczytanie i wszystkie uwagi. W rzeczy samej, bohaterem jest tytułowy Autor (księgowy), a tematem – pokusa diabelska. Księgowy pisze książkę o niewydarzonym literacie (Giermku), który zapragnął kariery pisarskiej nie mając po temu talentu. Z “pomocą” przychodzi diabeł, z czego ateista Giermek nie zdaje sobie sprawy – a raczej nie chce zdawać sobie sprawy, bo coś mu jednak mówi o tym. Diabeł pobiera opłatę w postaci stopniowego niszczenia życia Giermka (na razie doczesnego i rodzinnego zarazem), ale kariera się rozwija. W pewnym momencie wskutek modlitwy wstawienniczej diabeł musi ustąpić, Giermek traci talent, popada w rozpacz etc. W celi więziennej zostaje uświadomiony o prawdziwym stanie rzeczy i przyczynie swego talentu. Gdy już ma się nawrócić, diabeł kontratakuje i powoduje odesłanie go do innego zakładu, gdzie znów literat jest wystawiony na pokusę.
Po czym Autor-księgowy, napisawszy taką umoralniającą powieść, skoro ta okazuje się wydawniczą klapą, sam zostaje wystawiony na analogiczną pokusę.
Pozdrawiam i dobrego dnia!:)
Odechciewa się wyjazdów na wieś!
Dzięki za wciągające opowiadanie!
Przypomina się trochę Lafertowska Makownica z diabolicznym kotem jako dziedzicem i panem na włościach. Chociaż tamten przynajmniej starał się być miły, a ten tutaj to od początku szwarccharakter.
Pozdrawiam!
Witaj Bruce!
Jak zwykle dziękuję za przeczytanie tekstu i fachowe uwagi. Kilka poprawek (ściślej biorąc, dwie – Stefan by rzekł “dwie poprawce”) już wprowadziłem, ale że dzisiaj niedziela, więc nie chcąc brać przykładu z tytułowego Autora, zostawię resztę do dnia roboczego:)
Pozdrawiam serdecznie!
A po kilku latach synek zapyta:
– Tatusiu, a dlaczego ty masz dwie ręce, a mama cztery?
– Bo pracuje dwa razy więcej niż ja.
– Dziewczyny zawsze tak mają?
– Oczywiście.
– Kurczę, dobrze że jestem chłopakiem.
A po kilku wiekach:
Na sympozjum naukowym stwierdzono, że nieoczekiwane połączenie ras, do jakiego doszło wskutek pojawienia się Ziemianina na Asterr doprowadziło do powstania nowej, trzeciej rasy, w której przedstawicieli obu płci można odróżnić po liczbie rąk – mężczyźni mają jedną parę, kobiety dwie (dlatego faktycznie są trudne do odróżnienia od kobiet starej rasy asterskiej).
Jeszcze później – wysłano na Ziemię misję, oczywiście złożoną z samych mężczyzn trzeciej rasy, żeby nie rzucali się za bardzo w oczy. Jeden z nich postanowił zostać. Urodziła mu się córka – z czterema rękami. Wszyscy wstrząśnięci okropną mutacją. Tylko ojciec zachowywał niezmącony niczym spokój.
– W naszej rodzinie to norma – rzekł.
Pozdrawiam i dzięki za fajny tekst!:)
Cieszą mnie konkretne wskazówki, bo wydaje się, że pisać każdy może, a tu proszę – łatwo się potknąć!:)
Żeby jednak Mszę pisać obligatoryjnie jako mszę, to aż nie mogłem uwierzyć i musiałem sprawdzić w SJP. I faktycznie. Anglicy mają tu – zdaje się – więcej wyczucia.
Muszę też przyznać, że po pierwszych komentarzach zacząłem zwracać uwagę na zapisy dialogów w powieści, którą akurat czytałem…
Z pozdrowieniami!
Dzięki za przeczytanie, komentarz i poprawki. Przysiądę do nich:)
Z pozdrowieniami!
Cześć!
Dzięki za pozytywny komentarz i klik:)
Tak, chłopakom zamiana nie wyszła, mimo dobrych chęci obu. Jaś sądził, że wszystko zostanie po staremu, tylko straci Gnoma, który wróci do siebie. Nie spodziewał się żadnych negatywnych konsekwencji. Gnom z kolei wiedział, że osoba obciążona winą nie może wrócić do Skrzaciego Lasu. Przeniesienie kary wygnania na Jasia wydawało mu się dobrym rozwiązaniem, umożliwiającym powrót do domu. Zaklęcie działało skutecznie: winny zostaje, niewinny wraca. Prostoduszny Jaś nie mógł jednak zostać obciążony winą Gnoma i w efekcie zaklęcie odesłało do Skrzaciego Lasu Jasia, a winnego Gnoma pozostawiło w naszym świecie, dając mu tylko wygląd Jasia. Zyskał tyle, że nie musiał kryć się za szafą i przyjął na siebie rolę Jasia. Poniekąd obaj zyskali, choć nie to i nie tak, jak to sobie wyobrażali.
Pozdrawiam!
Drodzy,
dziękuję Wam za przeczytanie tekstu, jego życzliwe przyjęcie, no i wszelkie uwagi i poprawki stylistyczne. Wezmę je pod uwagę i doszlifuję opowieść w tzw. wolnej chwili (hmm…, kiedyż ona przyjdzie?).
Tymczasem gwoli wyjaśnienia – faktycznie, Gnomowi nie udało się skrócić czasu wygnania i dobroduszny Jaś zastąpił go w Skrzacim Lesie, a on sam pod postacią Jasia pozostał w naszym świecie. Nie poszło po ich myśli, ale generalnie żaden nie mógł zbytnio narzekać.
Pozdrawiam!
Świetne! W punkt, chciałoby się rzec. Przypomina mi się historia z komputerem Głęboka Myśl i odpowiedzią na sens istnienia…
Pozdrawiam!
Okazuje się, że z pisaniem opowiadania jest jak z budową domu – łatwiej postawić nowy, niż wyremontować stary
Mam nadzieję, że w obecnym kształcie jest do przyjęcia.
A propos Mszy – zostawiłbym wielką literą z uwagi na rangę “wydarzenia”, jeśli tak to można nazwać.
Z pozdrowieniami!
Dziękuję wszystkim za Wasze komentarze i sam fakt przeczytania opowiadania:) Powstało jakiś czas temu w wordzie i zostało przeklejone na stronę w całości razem z tytułem i “Końcem”; darujcie błędy nowicjatu. Inne rady oczywiście do przemyślenia.
Co do księdza, to będę go bronić, bo w sytuacji zagrożenia ze strony siły nadprzyrodzonej trzeba odwołać się do pomocy innej, dobrej siły nadprzyrodzonej; diagnostyczne zabawki rodem z tego świata przydały się do wykluczenia przyczyny naturalnej, ale nie zwalczą demona. Tytułowy Paszczak szczęśliwie dla siebie unika konfrontacji, w której musiałby ulec (tu podwójna rola wody jako aktywatora [woda zwykła] i niszczyciela [woda święcona]).
To chyba tyle na teraz. Z pozdrowieniami!
PS No i chłopak musiał zginąć – choć samemu było mi go szkoda – bo to, co siedziało w Paszczaku, było naprawdę złe i niebezpieczne, mimo że kryło się pod przyjemną i niewinnie wyglądającą osłoną.