Profil użytkownika

Na co dzień pracuję jako lekarz na podkarpackiej wsi. Wieczorami zaś zagłębiam się w świat Aggemunthu, który rozwijam już od kilku lat, pisząc osadzoną w nim powieść.

Piszę fantastykę o rysie duchowym i symbolicznym, łącząc klasyczne motywy fantasy z elementami szamanizmu, wierzeń pierwotnych oraz refleksją nad granicami życia i śmierci.


komentarze: 83, w dziale opowiadań: 74, opowiadania: 28

Ostatnie sto komentarzy

@kronos.maximus

Bardzo dziękuję za przeczytanie i opinie. Cieszę się, że opowiadanie się spodobało i wywołało emocje. :) Pozdrawiam

@Bruce, aż przykro czytać twój komentarz, w którym wybrzmiewa żal i rozgoryczenie tym wszystkim. Silver_advent słusznie pisze:

 

…masz oczy, umiesz czytać (i pisać, całkiem nieźle!), masz dużo wrażliwości i wyczucia, więc jeśli tekst uważasz za dobry, to kwestia jego autorstwa jest zupełnie drugorzędna.

Podpisuję się pod tym. A w dodatku powiem, że twoje opinie pod moimi tekstami sprawiły mi przyjemność i wskazały rzeczy do poprawy. Aliteracje dobrze, że wskazujesz. Ja ich nawet nie zauważam u siebie. Ostatnio nawet jedną poprawiłem (po twoim komentarzu), później przemyślałem i stwierdziłem, że jednak ją zostawię – w końcu tylko zapytałaś czy jest celowa. 

Co do AI… jest to narzędzie, które trudno rozpoznać i myślę, że oceniając tekst nie ma takiej potrzeby. Jednak każdy korzystający z modeli językowych autor powinien się zastanowić, czy to jego tekst czy tekst AI. Bo publikowanie czegoś, co wymyślił program, to tylko kopiowanie, a nie tworzenie.

@Marszawa

Cześć! Dziękuję bardzo, że poświęciłaś czas na moje opowiadanie.

Jak spojrzałem teraz na ten tekst, faktycznie wydaje się niepotrzebne to cięcie. Dzięki za uwagę – zmodyfikowałem. 

Cieszę się, że historia Cię zaciekawiła. Nie jest to prolog, ale fakt, w opowiadaniu wykorzystuje bohaterów tworzonej przeze mnie powieści. Akcja opowiadania toczy się natomiast wcześniej. 

Jeśli przypadło Ci do gustu opowiadanie, zapraszam również do wcześniejszego opowiadania pt. “Nie śmierci się lękam”. Oba są swoistymi rozważaniami nad problemami śmierci i oba osadzone są w tym samym świecie. 

…nieumiejętna pomoc, która może powodować więcej szkód niż pożytku, a może odmowa pomocy? W obliczu choroby dziecka, pewnie większość z nas byłaby jak matka Cedrika, która pełna nadziei błagała o ratunek. :(

W opowiadaniu starałem się ukazać zarówno dramat matki umierającego dziecka, jak i dramat zielarki(lekarza), który chciałby pomóc i podejmuje rozpaczliwą(choć błędną) decyzję o próbie leczenia choroby, której nie rozumie… choroby, którą zrozumie dopiero kiedyś, po długiej drodze i zgłębianiu wiedzy. Bo de facto, z medycznego punktu widzenia, początkowe objawy sugerują chorobę psychiczną, ale z czasem okazuje się, że to inna choroba.

Dziękuję za kliczek i pozdrawiam serdecznie.

Bardzo przyjemna interpretacja legendy o Warsie i Sawie:) Trochę liczyłem, że może okaże się, że historia się zakończy inaczej niż w oryginale ;) Przyjemnie się czytało. Gratulacje

Przyjemnie się czyta. Najbardziej mi się jednak podoba to, co tekst pozostawia po sobie -przemyślenia nad tym, że dla jednej osoby coś może być niemal Chrystusem, a dla innego zwyczajną przeszkodą.

Cześć! Gratuluję debiutu!

Nie jestem fanem SF, dlatego trudno mi było zacząć czytać i początek mnie nie przekonywał, ale później się zagłębiłem w świat i daje poczucie, że chcę czytać dalej, więc fajnie.

Trochę moim zdaniem za dużo ekspozycji, i zbyt mocno tłumaczysz świat. Mam wrażenie, że czasami dzieje się coś w taki sposób, bo tak autor zaplanował.

Ale ogólnie przyjemne opowiadanie ;)

pozdrawiam

@zygfryd89

Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego opowiadania. Cieszę się, że choć nie lubisz opowieści o szamanach, to mój tekst w twoich oczach wypadł nieźle.

Starałem się pisać tak, by opowiadanie stanowiło oddzielną całość, choć korzystałem z bohaterów stworzonej przeze mnie powieści, dlatego pewnie czuć, że historia jest szersza. 

Pozdrawiam ;)

MisEnthropy dziękuję za poświęcenie czasu na moje opowiadanie. Bardzo się cieszę, że się podobało. Zapraszam do innych moich opowiadań, może w trochę innym stylu, bardziej fantasy, ale również o śmierci. Pozdrawiam 

Cześć, ja nie jestem zbyt długo na forum ale to, co chciałbym w tym wątku zasugerować, to zmianę, która sprawi, że ocena 1-6 będzie anonimowa. Mam wrażenie, że jest to zbyt rzadko wykorzystywany sposób oceny opowiadania, a mógłby już na wstępie zachęcić ludzi do czytania. Problem w tym że obecnie nikt nie chce dawać ocen innych niż 5 albo 6, aby nie zrazić do siebie innych czytelników. Przez to mechanizm ten jest całkowicie nieprzydatny. Zmieniłbym też skalę np na 1-10 aby nie kojarzyło się tak bardzo z ocenami w szkole. 

 

W kwestii niewspółmierności ocen opowiadań nieznanych i dobrze znanych na forum osób: jako osoba, która na forum jest od niedawna, muszę przyznać, że faktycznie jest to zauważalne, ze teksty osób bardziej znanych są częściej komentowane i wyżej oceniane niż teksty osób, których nick nie jest jeszcze rozpoznawany. I tu uważam, że dyżurni robią wielką robotę, za co sam jestem wdzięczny. 

@Hesket

Dzięki za poświęcony czas i opinię. Żałuję że nie przypadło Ci do gustu opowiadanie. Starałem się opisać emocje jakie towarzyszą członkom rodziny po stracie. Najwyraźniej inaczej stawiamy granice między szczerością emocji a ckliwością, ale dzięki że zwróciłeś na to uwagę. 

Podoba mi się tekst! Co prawda, na początku nie mogę się wyzbyć pytania: skoro mają system który zaświeci lampkę, to po co człowiek do kliknięcia przycisku? Wystarczy połączyć czerwoną lampkę z czerwonym przyciskiem, a zieloną z zielonym, ale na końcu satyra na “prawdziwego patriotę” – znakomita :) 

W wierszu czuć frustrację i niezadowolenie z tego jak Anonim odbiera funkcjonowanie forum. 

Myślę, że część przemyśleń nie jest całkowicie wyssana z palca, ale może jednak trochę zbyt mocno uderza w innych uczestników…?

@regulatorzy

Bardzo dziękuję za poświęcenie czasu na moje opowiadanie. Cieszę się , że Cię poruszyło. Oczywiście, sugerowane poprawki wprowadziłem. Myślę, że jak zawsze, podnoszą one jakość opowiadania ;) Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.

Hmmm… przyjemny tekst o sąsiedzie z UFO ;) Bardzo mi się podoba styl wypowiedzi. Szczerze powiedziawszy, sposób narracji bardzo przypomina jedno z opowiadań konkursowych ;) ciekawe czy dobrze obstawiam ;)

No powiem szczerze… Kawał dobrego opowiadania. Trochę przypomina mi Ojca Chrzestnego, trochę American Gangster, ale w takim środkowoamerykańskim wydaniu. Meksykańce, księgi, magia. Może trochę zalatuje rytuałami Vodou. 

Narracja bardzo dobrze poprowadzona. Niemal mam poczucie jakbym słuchał głównego bohatera i czuł jego roztrzepotanie. 

Ta zmiana narracji pod koniec opowiadania jest bardzo ciekawa. Odbieram to trochę jakby ten dziadek Diament magią przejął ciało głównego bohatera i wcześniej zgrywał się przed policją, a później jednak zmiana narracji pokazuje jego oblicze… ale to tylko moja interpretacja.

Tekst świetny. 

Wciąga… Muszę przyznać, że jak nie lubię horrorów, to ten mnie przekonuje. 

To co uważam za wyjątkowo dobre, to przekazanie czytelnikowi poczucia ciasnoty. Osobiście mam klaustrofobię i powiem szczerze, czytając to opowiadanie czułem niepokój związany z tym uciskiem skał.

Nie przypadła mi jednak do gustu kwestia pożerania ciał, ale pewnie dlatego, że nie jestem fanem horrorów.

Język jest przyjemny. Nie zwalnia, nie zgrzyta. Trzyma w napięciu

Ciekawie ukazujesz jaki Karol okazał się w obliczu śmierci. Szkoda, że trochę nie pociągnęłaś/pociągnąłeś tematu, bo teraz nie wiemy, czy on taki faktycznie był, czy lęk przed śmiercią wypaczył jego naturalne reakcje. Mam na myśli: Czy zwykle w życiu kamuflował się, a teraz wyszło jaki był na prawdę, czy może w życiu był na prawdę w porządku, ale odwodnienie, lęk, głód wywołały u niego te myśli i słowa. Mnie by tu pasowało jeszcze jakieś dopowiedzenie z jego strony, gdzie zdradza, że teraz nie musi się już z tym kryć itp. 

 

Kim jest Kania? Czy to jakiś duch który nawiedził i opętał Beatę, czy może jej drugie ja, skrywane dotychczas?

Świetnie że zostawiasz niepewność co do tego, czy Beata umarła, tylko jeśli umarła, to czy ona mogła zjadać kolejną osobę? To mi trochę zgrzyta, ale jak już wspomniałem nie rozumiem horrorów. ;)

Ogólnie tekst mi się bardzo spodobał. Gratulacje

Sam pomysł ukazania poprzez narrację zmiany percepcji jest moim zdaniem świetny i nie neguję go. Uważam wręcz, że pokazuje, że autor rozumie mechanizmy zachodzące w umyśle osoby poddanej stresowi. Nie uważam, żeby należało to likwidować. Ale w moim odbiorze narracja rozpada się za bardzo. Do tego stopnia, że czytając to, tracę poczucie zrozumienia historii. 

Jeśli miałbym osobiście coś doradzić, to trochę złagodziłbym skrajności narracji, nie dlatego, że rozpad percepcji bohatera jest zbyt duży, tylko dlatego, że doprowadza to do utraty zrozumienia fabuły. Ograniczyłbym częściowo określenia na początku i zmniejszył ilość retrospekcji oraz dookreśliłbym w tekście, że to są flesze w umyśle. W końcowym fragmencie, w moim odbiorze “ciepłe usta” nie wystarczają, bym nie odniósł wrażenia, że ona umarła. 

Po dłuższym przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że początek tekstu tak bardzo mnie zainteresował, że utrata zrozumienia dalszej części tekstu doprowadziła mnie do irytacji i poczucia utraty ciekawej historii. To chyba dobry znak.

Hmmm… cóż, to już niestety fikcja literacka ;) Być może poniosło mnie w kreowaniu go na kapryśnego ducha, który ma władzę nad duszami. Najwyraźniej trochę za bardzo naciągnąłem charakter Barona Samedi na potrzeby opowiadania. Mimo to, bardzo się cieszę, że sprowokowałem do poczytania na ten temat.

Starając się jeszcze obronić może przedstawiony przeze mnie obraz, Baron Samedi sugeruje, że bez ofiary Nekharona, dusza Noemi będzie się tułać po najpodlejszych zakątkach zaświatów, ale nie odmawia przejścia jej na tamten świat. ;) 

@AP

czesc, dzięki że przeczytałeś. Cieszę się, że tekst się spodobał. W kwestii przesłania… cóż, pisząc opowiadanie chciałem ukazać to, że niekiedy wobec śmierci i cierpienia związanego z próbą niepewnego leczenia, warto uszanować wolę chorego, który wybiera spokój śmierci niż heroiczną walkę, często wtedy gdy stajemy w obliczu decyzji sprzecznej z uczuciami bliskich, którym ciężko się pogodzić z odchodzeniem ukochanej osoby. Nierzadko przy podejmowaniu decyzji nachodzą nas wątpliwości, czy chory nie zmienił zdania, ale wtedy już trudno jest go zapytać. Decyzja nigdy nie jest prosta. 

Kwestia stu dusz – to jest faktycznie problem, o którym wspominałem, że pisząc opowiadanie, nie wziąłem pod uwagę tego, że czytelnik nie zna świata, który dla mnie jest zrozumiały. To faktycznie problematyczna niedoskonałość.

Dlaczego targ? Targ jest o spokój duszy dla Noemi po śmierci. 

Bardzo podoba mi się wykorzystanie zapachów. Opowiadanie od razu robi się bardziej lepkie, dające się bardziej poczuć. Ciekawie prowadzisz dialogi. Nie tłumaczą bezpośrednio wszystkiego. 

To co z czasem zaczęło mi przeszkadzać, to nadmiar określeń. Niemal wszystko musi być jakieś. A nie zawsze jest to potrzebne.

Dla przykładu:

 

 Moje ciało zapłonęło piekącym bólem. Woda była przeszywająco lodowata. Nie mogłem złapać tchu; szczęki zacisnęły się jak imadło. Przez chwilę nie czułem nic oprócz przeraźliwego zimna. Zaraz potem przyszła niespodziewana ulga

W mojej ocenie “piekącym”, “przeszywająco”, “przeraźliwego” można wyciąć, a w odbiorze i tak nie tracisz charakteru odczucia.

Tutaj:

 

Po chwili ojciec zawołał mnie po imieniu. Co znowu? – pomyślałem zirytowany.

Usunąłbym "po chwili"(powtórzenie) i "po imieniu"(moim zdaniem niepotrzebnie wydłuża tekst)

 

Świetnie ukazałeś emocje, które żywi Jonas do Mirelli. Mimo, że niewiele o nich jest napisane, to od samego początku wiadomo, co on do niej czuje. Dzięki temu scena, której nie opisujesz, a dzieje się w głowie czytelnika gdzieś pomiędzy : "Zaczęła rozplatać warkocz" a "Gdy wracaliśmy…" wybrzmiewa lepiej niż gdyby była opisana.

Później to co stało się z tarwosem odbieram jakoby szamotał się od zadanych ran.

 

Niestety, to co dzieje się później w tekście jest dla mnie bardzo niezrozumiałe. Zaczynając od ciała z toporem (przydałoby się jaśniejsze określenie, że to jest ciało ojca, bo dopiero pod koniec staje się to jasne, a tutaj mi to przeszkadza w odbiorze).

Później nie odpowiadają mi te urwane fragmenty. Rozumiem, że to są retrospekcje, ale kompletnie nie wiem, o co w nich chodzi. Czytając to czuję tylko jedno: wszystko dzieje się szybko, ale właściwie to nie wiem, co się dzieje.

Na koniec opisujesz ciała po kolei i wychodzi na to, że Mirella nie żyje, albo Jonas tylko ma takie urojenie… W każdym razie pogubiłem się w tym.

 

Hmmm… Mniej więcej do połowy tekst bardzo mi się podobał, ale to co dzieje się później, sprawia, że go nie rozumiem i wręcz czuję irytację z tego powodu. Może to swego rodzaju zabieg artystyczny, ale mnie on przeszkadza. Jedno nie ulega jednak wątpliwości: początek jest bardzo przyjemny, klimatyczny i lepki. 

@akaluza  

Witaj na forum! Ja również jestem tutaj od niedawna, ale szczerze powiedziawszy, jedną rzecz zauważyłem prawie od razu, więc wolę się tym z tobą podzielić, abyś uniknął przykrości. 

Każdy, kto publikuje, chciałby otrzymać jak największy feedback – to nie ulega wątpliwości. Sęk w tym, że na forum ludzie będą czytali twoje teksty, jeśli sami otrzymają od ciebie opinie na temat ich twórczości. Tak to już działa. Zatem jeśli chcesz, aby ktoś czytał to, co napiszesz, czytaj i ty. W przeciwnym razie twoje teksty powiszą kilka dni na pierwszej stronie poczekalni, a później znikną w jej odmętach, a ty będziesz sfrustrowany, że świat nawet nie docenił czegoś, co było tego warte.

podobno najlepsi kucharze rzadko jedzą w restauracjach – po prostu wolą własną kuchnię. Z pisaniem mam podobnie. ;)

To może wyobraź sobie, co by było, gdyby na świecie istnieli tylko tacy kucharze. Kto by jadał w twojej restaruracji? ;) 

 

pozdrawiam serdecznie. ;)

 

Czy dobrze rozumiem, że teksty w ramach konkursu można wrzucać do 24.07? 

@beeeecki

Dzięki, że przeczytałeś. Dzięki za feedback ;)

 

To mnie wybiło z rytmu niewiedzy i bezradności głównego bohatera. Nic nie widzi, jedynie słyszy, skąd u licha wie, że ona przeżuwa drugie śniadanie?

Wybiło cię ta jedna linijka, czy cały aspekt tego, że narrator mówi więcej niż główny bohater może doświadczyć?

Może coś takiego byłoby lepsze? Co sądzisz?

 

– Yyy, nie… – odparła niewyraźnie kobieta, jakby właśnie przeżuwała drugie śniadanie.

 

 

Podczas pisania tekstu chciałem przede wszystkim ukazać emocjonalny aspekt różnego podejścia do śmierci umierającego, jego żony, matki, dziecka, które go nie poznało i dziecka, z którym zdążył się zżyć.

@Finkla

Mówię o bólu, który widzę u ludzi, z którymi pracuję. Własny ból dużo ciężej jest wyrzucić z siebie. Trudniej ubrać właściwie w słowa. 

Podoba mi się tekst. Na początku nie mogę zrozumieć, gdzie na prawdę jesteśmy, później zaczynam mniej więcej rozumieć, a puenta sprawia, że nagle wszystko staje się jasne. 

Ale prawda… goryczy nie sposób nie poczuć.

@Finkla

Dziękuję, że zajrzałaś i przeczytałaś. Na konkurs wybrałem coś innego – może mniej smętnego, ale zobaczymy, jak zostanie odebrane ;) 

Tak, to żywi bardzo przeżywają czyjąś śmierć. Zmarli jakoś się nie skarżą…

Bardziej myślę o tym, ile tego cierpienia jest w samej śmierci, a ile w bólu po utracie kogoś, który czasem zostaje przez wiele wiele lat… Ten tekst powstał, bo musiałem to z siebie wylać.

@Ambush

Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego opowiadania. Miało iść na konkurs, ale stwierdziłem, że chyba zbyt długo przed śmiercią się zaczyna, dlatego na konkurs postanowiłem napisać coś innego. To natomiast dokończyłem i chciałem się nim podzielić.

Dziękuję za sugestie poprawek – Oczywiście zastosowałem się do nich.

Pozdrawiam

 

@marzan

Bardzo dziękuje za poświęcenie czasu i przeczytanie. Cieszę się, że odnalazłeś pogodę ducha w tym opowiadaniu. Chciałem ukazać to, że nam ludziom przywykłym do praw tego świata, trudno jest pogodzić się ze śmiercią, a ona sama jest straszniejsza dla tych, którzy pozostają przy życiu niż dla samego umierającego. Więc tak na prawdę miało być smutną historią, która pokrzepi serca osób, tęskniących za kimś, kto już umarł.

Dziękuję za sugestie poprawek – zastosowałem się do nich.

Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam.

@Grzesiek_W 

Bardzo dziękuję za poświęcenie czasu i opinię.

Pierwsze sceny celowo przerysowałem w kwestii spowszednienia w oczach anestezjologa i chirurga stanów, które dla zwykłego człowieka, będącego po drugiej stronie, są wręcz końcem świata. Późniejsze sceny odnoszą się głównie do cierpienia z którym spotykają się ci , którzy pozostali na tym świecie. To często boli nawet bardziej niż śmierć. 

 

Medyczny research to każdy z Google może i zrobi, ale ten spokój, oswojenie ze śmiercią to już zupełnie inna sprawa.

Faktycznie staram się rzetelnie oddać medyczny aspekt. Bardzo się cieszę, że to doceniasz. 

Dziękuję i pozdrawiam

Fabuła jest bardzo wciągająca. Czytając, czułem, że chcę wiedzieć, co było dalej. Wydaje mi się, że jak na opowiadanie, to bohaterów było ciut zbyt wielu, bo czasami się gubiłem kto skąd się wziął, ale nie aż tak, by odbierało przyjemność z czytania.

Początek widać bardzo dopracowany, później mam wrażenie, że wiele miejsc dałoby się zrobić ostrzej. 

To, co mi nie podeszło to to, że tak łatwo Nila sięgnęła boga. Oczekiwałbym od postaci takiej jak Hades potęgi, która jest nie do naruszenia przez bohaterów. Trochę też za mało widzę Hadesa(nie jest zbyt obficie przedstawiony w tekście). Po przeczytaniu nie mam wrażenia żeby był bogiem tylko jakimś herosem.

Klimat tekstu bardzo ciekawy. Podoba mi się szczególnie początek, gdzie w małej ilości słów czuć atmosferę.

pozdrawiam

Smutne, ale piękne. Od pierwszych zdań czuć tęsknotę za ukochaną osobą, która odeszła. Nie wiem, czy tak rzeczywiście jest, ale tekst jest tak bardzo przekonujący, jakby był napisany z autopsji. Gratulacje.

Tekst, co nie ulega wątpliwości, kontrowersyjny, ale pomysł bardzo dobry, może czasami ciut za dużo “tell”, ale mimo to mam poczucie, że przysłuchując się rozmowie przy niedzielnej kawusi, osobiście siedzę przy tym stole razem z bohaterami.

@Akkptkt– ka

Dziękuję za poświecenie czasu na moje opowiadanie i cieszę się, że się spodobało. 

Skąd dolał? Nie zauważyłem butelki. Brakuje opisu, więc wyobraziłem sobie, jak wyciąga ją z barku Nekharona i się z nią rozkłada, kładąc na stole swoje podkute buciory…

@nul dodałem butelkę :) Dzięki za dobre słowo.

 

@Tarnina problem “co tłumaczyć, a czego nie” jak już ustaliliśmy jest tutaj głównym moim problemem i nie zamierzam tego kwestionować. Masz rację.

Swoim tekstem jednak chcę skłonić do poszperania trochę na ten temat, bo, jak to dobrze zobrazowałaś gifem, w naszej kulturze istnieje bardzo słabe poczucie czym jest Vodou i jak bardzo różni się ono od znanego z popkultury voodoo. Przede wszystkim Vodou to wiara synkretyczna – połączenie katolicyzmu i wierzeń afrykańskich, ale co dla mnie było najciekawsze, jest to wiara monoteistyczna, bo Loa, jakkolwiek są bardzo charakterystyczne, nie są bogami, a jedynie pośrednikami pomiędzy ludźmi a Bondye – odpowiednikiem znanego z naszej kultury Boga.

@Melancholia…

Cieszę się, że opowiadanie przypadło do gustu. To dla mnie ważne, że poczucie tajemnicy w twoim odbiorze jest odpowiednio wyważone. :)

 

@nul

Super, że niedopowiedzenia nie są w nadmiarze ;) Najbardziej mi jednak miło, że chętnie przeczytasz następne opowiadania.

Same opowiadania są czymś trochę obok głównej historii, którą piszę, gdzie motyw Vodou jest mocno zaznaczony, choć nie jest to główny temat mojej powieści. Wybrzmiewa jednak jako najbardziej charakterystyczny jej element.

Tutaj problemem jest trochę też to, że nie chcę powtarzać tych opisów postaci, które już zawarłem w powieści, dlatego nie opisuje wyglądu duchów. Chyba jednak powinienem, bo już jako kolejna osoba zwracasz mi uwagę na to, że piszę o czymś, co jest dla mnie oczywiste (bo zostało opisane w powieści), a przecież czytelnik opowiadania nie ma tej wiedzy. Muszę nad tym popracować. Postaram się zmodyfikować ten akapit tak, by choć trochę pozwalał zobaczyć duchy… Ale musze to jeszcze przemyśleć jak to zrobić ;)

Co do manbo i oungana… długo mi chodziła taka myśl po głowie, ale dla większości czytelników byłaby kompletnie niezrozumiała. Zawieram w haitańskim zwrocie “manbo”, ale w narracji już używam bardziej zrozumiałego “szamanka”.

Cieszę się, że klimat przypadł Ci do gustu. Dziękuję za komentarz i poświęcony czas.

 

EDIT:   @nul, Edytowałem tekst dodając opis duchów, by były ukazane bardziej obrazowo. Mam nadzieję, że niczego tym nie zepsułem ;)

Nie lubię horrorów, ale ten ma w sobie coś ciekawego. 

Na początku się wydaje, że mamy do czynienia z opowieścią o zgryźliwym starcu, od którego syn chce chce przejąć majątek. Bo to akurat już czuć na początku ich rozmowy. Później jednak dzieje się coś tak absurdalnego i jednocześnie przerażającego, że nie można przestać czytać. Trzyma w napięciu. 

Świetnie napisane. Nic nie spowalnia. Tekst wciąga bardzo. Tylko nie zrozumiałem przesłania. 

@George Hornwood 

Bardzo dobrze się to czyta. Ciężko się wręcz oderwać. Do końca trzyma w napięciu. Gratulacje!

 

Niestety nie zrozumiałem, kim jest leżący na podłodze mężczyzna, a kim pisarz.

Traktuję to raczej jako fantastyczną wizję porzucenia swojego dawnego ja(któremu brakuje pewności siebie) na rzecz osiągnięcia poziomu pisarstwa akceptowanego przez wydawnictwo i dającego autorowi swoistą pewność siebie.

@Akkptkt– ka 

Bardzo dziękuję, że poświęciłaś czas na moje opowiadanie. Zapraszam również na wcześniejsze opowiadanie pt “Nie śmierci się lękam”.

Cieszę się, że tekst przypadł do gustu. Piszę od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz sprawdzam jak odbierają to inni. Dlatego każda opinia jest dla mnie bardzo ważna.

pozdrawiam

@beeeecki, mnie również miło. Ja dopiero od niedawna jestem na portalu. Dzielę się moimi opiniami, ale nie bierz tego jako wyrocznię. Sam nie jestem jakimś znawcą. ;)

W sensie, że w tym miejscu po prostu nie dawałbyś podrozdziału?

No tak mi się wydaje naturalnie. Ja bym to raczej widział jako jedna scena.

 

W kwestii walk, moje wrażenie nie wynika z powtarzalności sformułowań, tylko z poczucia, że np w pierwszej walce mam przed oczami nagłą akcję, która trzyma w napięciu krótko, a tu tekst leci i leci i mam poczucie, że ta krótka, nagła bitka powinna się szybko skończyć, a wygląda na długo przygotowywaną batalię.

Wydaje mi się, że walki opisujesz zbyt dokładnie, a wystarczyło dać np

Rozległ się huk, kula z pistoletu trafiła w ramię łotra, którego Ingrid użyła jako tarczy. Potem pchnęła jęczącego rannego na strzelca.

Dałbym coś z większą dynamiką, w stylu: “Nagle huk. Krew trysnęła z pochwyconego niczym tarcza oprycha. Padł bez życia na posadzkę. Z lufy pistoletu unosił się dym.”

 

Zygmunt ułamek sekundy siedział w bezruchu, ale gdy ktoś chciał mu przyłożyć pałką w głowę, błyskawicznie uchylił się i oblał przeciwnika gorącą herbatą, następnie zwinnym ruchem dobył pałasza.

Tu coś takiego np. “Zygmunt zastygł na moment w bezruchu. W ułamku sekundy uchylił się przed pędzącą w jego głowę pałką, oblewając wrzątkiem wroga. Dobył pałasza.”

 

 

Widać, że pomysł na opowiadanie był bardzo rozbudowany. Mam wrażenie, że wydarzenia w nim opisane są elementem większej historii. Klimat jest bardzo ciekawy i dobrze go czuć.

Fabuła ma zarysowany ciekawie kształt, ale trudno mi zrozumieć niektóre cięcia i przejścia do kolejnej sceny (szczególnie Przenoszenie na pomnik).

Od samego początku widać, że nakreślasz kilka punktów widzenia (m.in. łowcy, piromanta, Pring). Problemem dla mnie było to, że dopiero w okolicy ¾ tekstu połapałem się w tym kto jest kim. Wydaje mi się, że tak wiele postaci się przewijało, że trudno było ustalić, kto co robi. Ponadto trudno jest przebić się przez wolny początek.

To, co zwraca uwagę, to nadmierne dopowiadanie tego, co albo już pokazałeś, albo można było dookreślić w dialogu. Krócej.

Opisy walk: Tutaj mam takie dziwne wrażenie, że tekst czyta się i czyta, a sama akcja, o której piszesz powinna trwać znacznie krócej. Trochę tak jakby pomiędzy jednym sparowanym ciosem, a wyprowadzoną fintą bohater miał czas na przemyślenia. Wydaje mi się również, że opisy walk powinny mieć znacznie ograniczoną ilość przymiotników (Najbardziej zwrócił moją uwagę ekwilibrystyczny zwód – to bardzo wybija i niepotrzebnie wydłuża tekst)

 Mam wrażenie, że fragment Niech drżą ci, którzy wieszczą jego koniec, był napisany najlepiej. Bardzo obrazowo i ciekawie.

Podsumowując, podoba mi się pomysł na fabułę. Mam wrażenie, że tekst spokojnie można znacznie odchudzić. To uwydatniłoby bardzo ciekawą fabułę.

pozdrawiam

No tak… konkurs. Ja niby wstępnie mam już napisane opowiadanie na konkurs, ale jeszcze się waham jakie opowiadanie będzie lepsze: poważniejsze przemyślenia na temat tego, co po śmierci, czy bardziej twórcza, fantastyczna opowieść o zaświatach.

 

@Finkla

Jfrydrze, prosta sprawa: Ty czytasz moje teksty, ja czytam Twoje.

A no właśnie… nadal czekam na twój tekst o zaświatach ;) 

@Finkla

dziekuje że przeczytałaś moje opowiadanie. 

bardzo się cieszę, że czytało się dobrze. 

Fakt trudno jest mi wyzbyć się poczucia głębi postaci, którą tworzyłem przy pisaniu powieści. Niestety kolejny raz wychodzi na to, ze pewien aspekt Nekharona jest ukryty. Wiem, ze to wada opowiadania, ale pozwolę sobie wyjaśnić:  Relacja Mbali, Nekharona i Noemi (z wcześniejszego opowiadania) jest bardzo skomplikowana. Nekharon jest szamanem, który ze względu na swoje obowiązki, nie może być przy swojej rodzinie.  Przez to przybywa do chaty wtedy, gdy komuś musi pomóc.

 

@Grzesiek_W

Hmmm… no ciekawie. Dzięki za sugestie. Na razie jednak zostanę przy nawiasach. Wydają mi się wprowadzać najmniejszą wątpliwość, czym te słowa są.

 Idę od razu, żeby potem nie zapomnieć. :)

;) 

 

…mam nadzieję, że grono to powiększy się i nie będą to tylko kolejni pacjenci Mbali.

Bohaterów mam wielu w zanadrzu, a świat rozrósł mi się mocno, więc może w następnym opowiadaniu skupię się na czymś mniej zaświatowym, a bardziej aggemunthowym :) 

 

Jeszcze raz dziękuję.

@regulatorzy

Dziękuję, że poświęciłaś czas na moje kolejne opowiadanie. Dziękuję za wyłapanie błędów. Poprawiłem wszystko. Muszę przyznać, że wyobraziłem sobie to, co sam napisałem, dopiero po tym jak to wychwyciłaś:

wymamrotał mężczyzna, odsłaniając oczy, które do tej pory szczelnie zasłaniał zaciśniętymi pięściami. → Czy matka ściskała dłoń syna zwiniętą w pięść i leżącą na oczach?

Mam nadzieję, że taka zmiana rozwiązuje ten problem:

wymamrotał mężczyzna, odsuwając zaciśniętą pięść od oka. Jego źrenice były nierówne. Prawa szeroka, jakby niewidząca.  → Drugą rękę ściskała matka. ;)

 

 

Choć ta historia stanowi zamkniętą całość, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jednocześnie jest kolejną częścią napisanego przez Ciebie „serialu”.

Hmmm… Czy to źle? Opowiadania, które piszę, osadzam w tym samym świecie i korzystam z tych samych bohaterów. Tutaj faktycznie jest pewne powiązanie czasowe, między tymi opowiadaniami i zastanawiałem się nawet, czy nie usunąć pierwszego akapitu. Chciałem jednak podkreślić to, że Mbali stosunkowo niedawno zaczęła sama leczyć.

 

Wprowadziłem też zmiany w kwestii tłumaczenia zwrotów w haitańskim. Dałem je w nawiasy, po zwrocie. Czy takie rozwiązanie jest do przyjęcia? 

 

Hmmm… teraz mam zagwozdkę, bo ciekawie brzmi twoja wersja, tylko w sumie zależałoby mi na dosłownym tłumaczeniu.

A gdyby dać:

 

Jak takie przedstawienie tłumaczenia by wyglądało? Na pewno nie trzeba wtedy scrollować na sam dół i z powrotem.

Mbali założyła maskę i wykrzyczała przygotowane według księgi słowa:

– Damballah! Vini geri nonm sa a! (Damballah! Przyjdź uzdrowić tego mężczyznę!)

– Papa Legba! Louvri baryè ant mond yo! Jou a rive. Mond lespri yo dwe resevwa yon nouvo manbo!(Papa Legba! Otwórz bramę między światami! Nadszedł dzień. Świat duchów musi przyjąć nową szamankę.)

Naraz obezwładniający trzask rozerwał niebo, a pośród mgieł rytualnego kręgu, zjawił się Legba. U jego boku stanął Loko, cichy i dostojny. W głębi, pośród mroku, majaczyła zaś sylwetka Damballaha, strażnika porządku i tajemnic świata.

– Se pou Loko beni chemen li! Se pou Damballah temwaye nan non li!(Niech Loko pobłogosławi jej drogę! Niech Damballah zaświadczy o jej imieniu!) – dodał po chwili szaman.

Ok teraz już rozumiem. 

Fakt, może być tak, że za mało tłumaczę i przedstawiam postacie, ponieważ w mojej głowie są one rozbudowane i zdążyłem je już opisać w tworzonej równolegle powieści.

Tu może pojawiać się problem z moim wewnętrznym brakiem potrzeby szerszego przedstawienia w opowiadaniu charakteru postaci. 

Dzięki za zwrócenie uwagi.

@ TEO MAX 

Dzieki za poświecenie czasu. 

Hmmm… filmu nie kojarzę. Tytuł nadałem w związku z tematem rozważań nad którymi myślałem pisząc opowiadanie.

W kwestii mgły, poniekąd mój zamysł był taki, by pozostawić trochę tajemnicy i nie dopowiadać wszystkiego. Rozumiem, że to utrudniało czytanie? Czy może język, konstrukcja zdań?

@Grzesiek_W

Dziękuję za poświęcenie czasu na moje opowiadanie, cieszę się, że cię zaciekawiłem. Gwoli wyjaśnienia, Ojciec jest szamanem, nie duchem. zapraszam również do wcześniejszego opowiadania w podobnym klimacie pt “Nie śmierci się lękam”. 

Właśnie też się zastanawiałem jak inaczej rozwiązać te tłumaczenie – nie chcę likwidować haitańskich zapisów,  bez tłumaczenia ciężko by było zrozumieć. 

Chętnie wysłucham sugestii jak to wygodniej zawrzeć w tekście opowiadania.

W każdym razie tekst, który czytałam, bardzo niewiele mówi o samej Noemi, na pewno za mało, żeby cokolwiek wnosić o decyzji, którą mogłaby podjąć w tej sytuacji.

Mam nadzieję, że dodana scena rozwiązuje problem braku jasnego uzasadnienia woli Noemi.

 

Swoją drogą, zdecydowanie wolę mniej tłumaczyć, a więcej zostawić wyobraźni, choć być może, tak jak piszesz, droga do tego, by czytelnik odebrał to tak, jak to jawi się w mojej głowie, jest długa i wyboista. 

A zatem liczę, że doświadczenie autorzenia będzie się stawać moim udziałem z każdym opublikowanym tekstem. 

Bardzo przyjemne opowiadanie. Zanim doczytałem do końca, czułem się jakbym sam siedział na ławeczce w parku i bez presji czasu obserwował otaczający świat. Później rzeźba… ciekawie kończy opowiadanie. Gratulacje

Krótkie, ale w tym jego siła.

Na początku trudno jest zrozumieć kim jest kobieta, ale później wszystko się wyjaśnia.

Zakończenie mocne, ale wypowiedź ojca mogłaby być oszczędniejsza, ostrzejsza. To by dodało grozy.

Bardzo mi się podoba! Gratulacje ;)

@Tarnino,

 

Po pierwsze, bardzo dziękuję za przeczytanie i dogłębne przeanalizowanie tekstu. Oczywiście, jak to dobitnie nakreśliłaś, nie jestem zbytnio doświadczony jako autor. Rozumiem, że mój styl pisania nie przypadł Ci do gustu. Cóż, nie każdy musi lubić to samo… Chyba ;)

 

Przeanalizowałem Twoje sugestie i zdecydowaną większość poprawiłem. Nie wszystkie.

Najważniejsze, za co dziękuję, poza technikaliami, to kwestia woli Noemi i stu dusz.

Faktycznie zdecydowałem się dodać jeszcze jedną mikroretrospekcję, która ma lepiej uzasadnić dlaczego to właśnie Nekharon uszanował wolę Noemi, a nie tylko nie chciał jej pomóc. Wcześniej liczyłem na to, że czytelnik zrozumie to po tych słowach : “Nie… – odparła cicho, gładząc jego dłoń. – Lękam się bycia ciężarem. Lękam się cierpienia i kalectwa. Ale nie, śmierci się nie boję.” 

Kwestia stu dusz: Zdecydowałem nie zmieniać tego drastycznie, nad czym się zastanawiałem, ale spróbowałem wygładzić, żeby nie wyglądało jak targowanie się na bazarze.

 

Nie ukrywam, że ton niektórych uwag wydał mi się niepotrzebnie zaczepny, ale w wielu miejscach ich treść uznaję za przydatną.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję za pomoc.

@Silimaure

Bardzo dziękuję za przeczytanie tekstu i przeanalizowanie go. Cieszę się, że przesłanie, które staram się zawrzeć wybrzmiewa z taką mocą, jak chciałem. 

Miło mi słyszeć, że tekst jest odbierany jako głębokie przemyślenie, a nie tylko fabułę o szamanie i zielarce.

W kwestii bagiennych wilków, mgły jak mleko i tańca nad jeziorem: Podobnie jak po uwagach GalicyjskiegoZakapiora, teraz dostrzegam, że opowiadanie powinno być bardziej czytelne dla osoby nieznającej świata, w którym toczy się historia. Tak – mój błąd. 

Jeszcze raz dziękuję za feedback ;)

@GalicyjskiZakapior

Bardzo dziękuję za poświęcenie czasu na moje opowiadanie. Twoje słowa są dla mnie bardzo ważne, bo od ok 2 lat piszę powieść i fakt, poświęciłem sporo czasu na wejście w temat, a jednocześnie dopiero teraz zagłębiłem się w portal Nowej Fantastyki i publikuję coś, by poznać reakcję ludzi. 

Nie da się ukryć, że warsztat mam jeszcze do dopracowania – mam tego świadomość i tym chętniej zbieram odzew i wytykanie błędów.

W kwestii zakończenia: I tu uderzyłeś w problem, który trochę zbagatelizowałem. Otóż, opowiadanie jest zagłębione w świecie, w którym ja siedzę od dawna i w nim zrozumiała jest ta cena. Nie dopilnowałem tego, by osoba nieznająca Aggemunthu zrozumiała to. 

W kwestii osobistego aspektu opowiadania: Twojej wypowiedzi nie traktowałbym jako coś, co miałoby mnie urazić, nawet gdyby dotyczyło to śmierci bliskiej mi osoby. Jednak w codziennym życiu stykam się często z chorobą, śmiercią i właśnie wyjątkowość postawy jednej osoby była motorem napędowym do napisania tego opowiadania.

Dziękuję z klik ;)

 

edit: Błędy poprawiłem.

@JolkaK, dzięki. Mam ciekawy pomysł, ale wydarzenia sprzed śmierci zbyt mocno zarysowują klimat, żeby je wyciąć.

Czy to, że akcja ma się dziać po spotkaniu z kostuchą lub ewentualnie w jej trakcie, wyklucza opowiadanie, które zaczyna się jeszcze przed śmiercią? Czy też początek, który doprowadził do śmierci wchodzi w grę?

@Finkla

O zaświatach? W jakimś konkretnym stylu? Ja uwielbiam pisać o zaświatach w takim kreolskim stylu… Vodou, szamanizm itp. Ciekaw jestem jak opiszesz ten mistycyzm zaświatów… Czekam zatem z niecierpliwością na kolejne twoje opowiadanie. ;)

Świetne opowiadanie. Na początku trochę ciężko wbić się w rytm tych długich zdań, ale z czasem przestało mi to przeszkadzać, a buduje to świetny klimat. Przenosi w inny świat.

Nie rozumiem, dlaczego tekst jest podzielony na 2 części.

Ja bym pomyślał o zmianie ostatniego akapitu na coś w stylu humorystycznej puenty:

”Żyli później… jak to w małżeństwie, raz w radości a raz w smutku. Czasem tylko Zdobysław, siedząc na progu swego dworu, spoglądał ku Narwi i zastanawiał się: Dlaczego się kur*% nie dałem pożreć…?”

Cześć, przyjemnie się czyta. Myślę, że jak niemal każdy wyżej stwierdzę: Przydałby się taki duch. ;) Gdy czytam opowiadanie po raz drugi, rzuca mi się w oczy cień nadziei dla osób wierzących, że może kiedyś ktoś ten cały burdel wyprostuje. ;) 

Ciekawy tekst. Podoba mi się motyw sprzeciwu wobec walk zwierząt, które są wynaturzeniem (podczas gdy walki ludzi uchodzą za normę), ale wydaje mi się, że gdyby zostało więcej niedopowiedzeń i tekst skończyłby się na momencie, gdy ten sprzeciw wybrzmiewa… wtedy w głowie czytelnika powstałby mocniejszy obraz i przemyślenie w stylu: do jakich absurdów ten świat się zapędził.

Cześć. Tematyka nordycka zawsze brzmi intrygująco. Wydaje mi się jednak, że tekst jest znacznie przeciążony encyklopedycznie. Pierwsza połowa to długie opisy, gdzie nie ma żadnej akcji, co strasznie spowalnia czytanie.

 

Dziękuję. To mega miłe słyszeć takie słowa. :)  Szczególnie, po prawie dwóch latach pisania książki z przychodzącymi do głowy wątpliwościami czy to wszystko ma jakiś sens ;)

Dzięki ;)

Cześć, zarejestrowałem się chyba z 3 miesiące temu, ale dopiero kilka dni temu postanowiłem napisać i wrzucić tutaj opowiadanie. Jestem pozytywnie zaskoczony merytorycznymi komentarzami, które pomagają w pracy nad tekstem.

  Aż chce się pisać kolejne opowiadania ;) Traktuję to jednak jako oderwanie od głównego wątku drugiego już tomu powieści, którą piszę w tym samym świecie – Aggemunth. To dość ciężki,  melancholijny świat, łączący klasyczne fantasy z tematami religii, śmierci, szamanizmu i elementami vodou.

Od zawsze lubiłem fantastykę, która jest czymś więcej niż tylko przygodą. Dla mnie to sposób opowiadania o człowieku, jego wyborach i próba zmierzenia się z pytaniami, które stawia życie. Własne pisanie traktuję podobnie – jako sposób porządkowania myśli i obserwacji dotyczących świata.

Nie przedłużając, witam wszystkich serdecznie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się wrzucić kolejne opowiadania.

@regulatorzy

Serdecznie dziękuję za zagłębienie się w moje opowiadanie, poświęcenie czasu i wskazanie uchybień. Poprawiłem je w tekście. Nie wszystkie ad litteram, ale mam nadzieję, że już nie razi w oczy ;)

Bardzo się cieszę, że spodobał Ci się opis związku Noemi i Nekharona. Mam nadzieję, że nie wyszło zbyt ckliwie. Miło słyszeć, że tragedia, którą przeżywa Mbali brzmi wiarygodnie. Liczę na to, że wahanie Nekharona i jego zmiana decyzji również nie wydaje się sztuczna. 

Wątek Papy Legby, Barona Samedi i w ogóle Vodou, bardzo mnie ciekawi i często z niego korzystam.

 

Włączenie do opowieści postaci Papy Legby ubarwiło ją i przeniosło mnie w inny świat.

– zrobiłaś mi dzień tymi słowami.

Ciekawa interpretacja zaburzeń odbioru rzeczywistości spowodowanej bólem. Ostatnie 2 akapity zmieniają wszystko. ;)

@bruce 

Dziękuję serdecznie za pochylenie się nad tekstem.

Po przejrzeniu poradnika dialogowego, zmodyfikowałem zapis. Mam nadzieję, że teraz już jest poprawnie. ;)

W kwestii zaimków: Przejrzałem tekst i zmniejszyłem ich ilość. Nie jestem pewien czy w wystarczającym stopniu, ale nie chciałbym też za bardzo modyfikować konstrukcji całego tekstu.

Pozostałe, wskazane błędy poprawiłem.

Geneza opowieści jest dla mnie faktycznie wyjątkowa, ponieważ w mojej codziennej pracy wiejskiego lekarza, często mam do czynienia ze śmiercią. Rzadko jednak spotykam osoby, które potrafią w ostatnich chwilach zgodzić się na cierpienie i prosić o godną śmierć w domu, wśród bliskich. Czy geneza jest smutna? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, ale z pewnością dotyka głęboko.

Cieszę się, że świat Aggemunthu przypadł do gustu. Nie jest to świat, który jest prosty i przyjemny, a często wręcz duszny i przygnębiający, ale daje mi możliwość wylania z siebie tego, co leży na sercu. To połączenie elfów, krasnoludów i ludzi oraz magii klasycznej, z elementami Vodou i szamanizmu, okraszone intrygami politycznymi i religijnymi, z niewielkim dodatkiem klasycznych już smoków.

“klik do Biblioteki” – czy dobrze rozumiem, ze powinno mi się pokazać 1 pkt do biblioteki?

 

@ Teo Max Dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie.

Nowa Fantastyka