Bardzo podoba mi się wykorzystanie zapachów. Opowiadanie od razu robi się bardziej lepkie, dające się bardziej poczuć. Ciekawie prowadzisz dialogi. Nie tłumaczą bezpośrednio wszystkiego.
To co z czasem zaczęło mi przeszkadzać, to nadmiar określeń. Niemal wszystko musi być jakieś. A nie zawsze jest to potrzebne.
Dla przykładu:
Moje ciało zapłonęło piekącym bólem. Woda była przeszywająco lodowata. Nie mogłem złapać tchu; szczęki zacisnęły się jak imadło. Przez chwilę nie czułem nic oprócz przeraźliwego zimna. Zaraz potem przyszła niespodziewana ulga
W mojej ocenie “piekącym”, “przeszywająco”, “przeraźliwego” można wyciąć, a w odbiorze i tak nie tracisz charakteru odczucia.
Tutaj:
Po chwili ojciec zawołał mnie po imieniu. Co znowu? – pomyślałem zirytowany.
Usunąłbym "po chwili"(powtórzenie) i "po imieniu"(moim zdaniem niepotrzebnie wydłuża tekst)
Świetnie ukazałeś emocje, które żywi Jonas do Mirelli. Mimo, że niewiele o nich jest napisane, to od samego początku wiadomo, co on do niej czuje. Dzięki temu scena, której nie opisujesz, a dzieje się w głowie czytelnika gdzieś pomiędzy : "Zaczęła rozplatać warkocz" a "Gdy wracaliśmy…" wybrzmiewa lepiej niż gdyby była opisana.
Później to co stało się z tarwosem odbieram jakoby szamotał się od zadanych ran.
Niestety, to co dzieje się później w tekście jest dla mnie bardzo niezrozumiałe. Zaczynając od ciała z toporem (przydałoby się jaśniejsze określenie, że to jest ciało ojca, bo dopiero pod koniec staje się to jasne, a tutaj mi to przeszkadza w odbiorze).
Później nie odpowiadają mi te urwane fragmenty. Rozumiem, że to są retrospekcje, ale kompletnie nie wiem, o co w nich chodzi. Czytając to czuję tylko jedno: wszystko dzieje się szybko, ale właściwie to nie wiem, co się dzieje.
Na koniec opisujesz ciała po kolei i wychodzi na to, że Mirella nie żyje, albo Jonas tylko ma takie urojenie… W każdym razie pogubiłem się w tym.
Hmmm… Mniej więcej do połowy tekst bardzo mi się podobał, ale to co dzieje się później, sprawia, że go nie rozumiem i wręcz czuję irytację z tego powodu. Może to swego rodzaju zabieg artystyczny, ale mnie on przeszkadza. Jedno nie ulega jednak wątpliwości: początek jest bardzo przyjemny, klimatyczny i lepki.