Hej, beeeecki!
Opowiadanie jest solidnie zrobione, ale muszę przyznać, że zachwytu nie odczułem. Historia jest znana i opowiedziana względnie przewidywalnie. Stosunkowo świeżym i trafnym pomysłem jest wprawdzie to odwrócenie ról, w którym Lucyfer okazuje się niemal biurokratą buntującym się przez to, że chciał trzymać się regulacji ściślej od szefa, a inni archaniołowie potrafią zawierzyć ciepłym uczuciom, mają “serce po właściwej stronie”. Jednak wydaje mi się to za mało, żeby utwór pogłębił moje rozumienie emocji i wyborów i zapadł mi w pamięć na dłużej. Nie jest dla mnie jasne, na ile Zamysł był bohaterom ujawniony i dlaczego, bo gdyby znali go dość dobrze, to chyba musieliby rozumieć od początku, że wybór między nim a służbą człowiekowi to fałszywa dychotomia. Sporo obiecywałem sobie po zdaniu “Obcy jest nam czas, ale i tak zrozumienie nie przychodzi od razu”, ale niestety w dalszej części archaniołowie żyją i rozumują jak inne istoty związane czasem, moim zdaniem nie udało Ci się znaleźć przekonującego pomysłu na naturę osoby będącej obok czy ponad nim. Z tych względów w głosowaniu piórkowym będę na NIE.
Jednak pozytywne skojarzenie to za mało, by odpowiednio docenić tekst.
Pod względem warsztatowym i językowym jest wspaniale. W sumie to nie miałam czego poprawiać. Oczywiście Tarnina by coś znalazła, ale gdzie mi do Tarniny. Dla mnie było w porządku.
Nie spodziewałem się, aby kiedyś usłyszeć od kogoś, kogo uważam za spory autorytet językowy, że jest “wspaniale”. Miło 
A że Tarnina w każdym zdaniu znalazłaby tu niedoskonałość, cóż… nie wątpię
(i czekam Tarnino!)
Ooo, mnie również miło, aczkolwiek samą siebie nigdy bym tak nie określiła. Z pewnością autorytetami językowymi są reg, Tarnina i Ślimak. Nie ma już więcej miejsca w Świętej Trójcy Językowej :)
Hyhy. To to teraz ciekawe jak się do tego owa Trójca odniesie. Cóż, Melendur zaraźliwie skutecznie posługuje się tym swoim “top 6”/”top 5”, więc może chociaż tam pozwolisz się umieścić? 
I jak tu się odnieść… Mnie również bardzo miło, acz nie chciałbym stawiać się w jednym rzędzie z Tarniną i Reg, nawet jeżeli czasami trochę lepiej znam literę zasad, to One mają znacznie lepiej opanowane tajniki stylistyki, umiejętność i śmiałość wytykania rozwiązań formalnie poprawnych, ale słabych redakcyjnie, a więc pomagania w rozwoju na tym stopniu, który dzieli wyrobników od artystów języka. Są też inni Użytkownicy wyróżniający się świetną polszczyzną, może mniej się udzielający, wspomnę tylko przykładowo Ninedin i Jeroha. Tutaj warsztat językowy nie wydał mi się “wspaniały”, miejscami wyraźnie się potykałem przy lekturze (piszę o pierwszym wrażeniu, jeszcze sprzed sprawdzenia komentarzy, nie chodzi mi o to, żeby coś Wam koniecznie udowadniać). Na pewno nie wyszukam niedoskonałości tak skutecznie jak Tarnina (która, jestem pewien, wniosłaby tu też wiele cennych uwag natury teologicznej), ale postaram się trochę pomóc…
Jest nienaturalnie silny, a nosi w sobie zapowiedź czegoś jeszcze mocniejszego.
Lepiej “niesie”, podmuch jest czymś jednokrotnym.
Podmuch mija, a pogoda się uspokaja.
Nie dawałbym spójnika “a”, tu nie ma rozłączności składniowo-logicznej, podmuch jest częścią pogody.
Była osią, wokół której krążyli wszyscy goście, tak, jak Ziemia i inne planety krążyły wokół Słońca.
“Tak” oddzielamy przecinkiem z jednej strony (tu raczej przed), bo albo uzupełnia zdanie poprzedzające (wtedy zwykle pada na nie akcent zdaniowy), albo dookreśla znaczenie spójnika.
Nawet Michał ze swojej pozycji, podświadomie wodził za nią wzrokiem.
Bez przecinka między grupą podmiotu a orzeczenia.
przeźroczystą
Lepiej “przezroczystą”, choć obie formy są już dopuszczone.
tłumów białych szat.
Mocno barokowa synekdocha, może “tłumów w białych szatach” lub np. “gęstwiny, zawiei białych szat”.
zauważył Michał, wskazując latarnię, którą przysłonięto niewielką, granatową narzutką, przypominającą rozgwieżdżone niebo.
Dwa imiesłowy “ąc” w jednym zdaniu to zawsze drobna niezręczność.
– Inny aspekt Zamysłu, inne piękno – powiedział i pokazał narzutkę lampy.
Przed chwilą wskazywał ją Michał, więc może jakieś “także”.
przyznał Michał, samemu mając tendencję do poważnienia, gdy inni się weselili.
Chyba lepiej “który sam miał”.
Lucyfer rzucił mu krótkie spojrzenie, w którym wygasające rozczarowanie ustąpiło miłości.
– Spróbuj to przypomnieć swemu bratu! – rzucił Lucyfer, wskazując wybijającego się ponad chór Gabriela, który mocną arią zakończył śpiew.
Zdecydowany nadmiar imiesłowów.
Ktoś dostrzega mroczne cienie, szybujące ponad nami. Wrony? Kruki? Zataczają dziwne kręgi
Ładny fragment.
Takie miały miejsce tylko na początku, a wtedy to Michał i jego bracia byli gośćmi.
Wyrzuciłbym “to”, jest trochę zawieszone w próżni bez wskazania, kto teraz jest gościem.
Teraz jako gospodarze swojej wolnej woli, odczuwali jedynie subtelne przypływy obecności Zamysłu.
“Jako gospodarze swojej wolnej woli” to niewyraźne wtrącenie, wydzielić przecinkami obustronnie lub wcale.
Jak zawsze, towarzyszyło temu jednakowe uczucie samotności.
Jednakowe z czym?
Michał nie potrafił pojąć, dlaczego je odczuwa.
Odczuwa uczucie?
Wobec Zamysłu Michał miał wrażenie konfrontacji z samym sobą i doznawania druzgocącej porażki. Próbując zbierać się po kolejnych ciosach, otrzymywał następne.
Wyrzuciłbym “doznawania” i “kolejnych”, nic nie wnoszą i rozwlekają zdanie.
Sięganie do tego wspomnienia przyprawiało go o drżenie.
Konglomerat czasowników odrzeczownikowych.
Stał przed Zamysłem, którego znał jedynie ostateczny aspekt.
Nie jest dla mnie jasne, w jakim sensie używasz (ponownie) wyrażenia “ostateczny aspekt”.
„Mnie też”, chciał odpowiedzieć Michał, ale milczał.
Gabriel tylko czekał na te pytania.
Na razie to było jedno pytanie.
Czeluść nie ma dna, a z jej głębi zieje jedynie czerń i unosi się duszący dym.
Usunąłbym “jedynie”.
Zbocze jest pionowe i pełne ostrych skał tak, że nie sposób zejść.
Zgodnie z wcześniejszą uwagą: albo przesunąłbym przecinek przed “tak”, albo samo “tak” dał wcześniej w toku zdania dla naturalności szyku, bo w tej pozycji trudno je zaakcentować.
Nawet Gabriel, aspirujący do roli przewodnika i lidera
słuchając zaangażowany.
Lepiej “słuchając z zaangażowaniem” lub “słuchał zaangażowany”.
że człowiek odwróci się od nas?
Bardziej naturalny szyk: “że człowiek się od nas odwróci”.
Uważam, że człowiek swoim przyszłym, a pewnym, nieposłuszeństwem, może zniweczyć zbawienie
Bez dwóch ostatnich przecinków. “A pewnym” to nie jest wtrącenie, gdyż “przyszłym” i “pewnym” wspólnie określają nieposłuszeństwo. A przecinek przed “może” stałby po prostu między grupą podmiotu a orzeczenia.
Niech każdy z was dojdzie do własnego, bo czasu jest niewiele.
Czas miał im być obcy…
Mam wrażenie, że ścieżka przed nami staje się coraz węższa.
Przed chwilą było “coraz gęstszy”.
Michał gnuśniał z każdym dniem coraz bardziej.
Nie do końca pasuje mi to do znaczenia słowa “gnuśnieć” (https://sjp.pwn.pl/doroszewski/gnu%C5%9Bnie%C4%87;5430840).
Wiedział, że istnieje nienawiść tak silna, że słaby człowiek nie da rady się jej oprzeć.
Zdaje się, że przyczyną biblijnego upadku nie do końca była nienawiść… Może ogólniej “uczucia tak silne”?
Nie spodziewał się, aby sam Zamysł akceptował upadek.
Michał zamrugał, znów będąc w swoim ciele.
“Będąc” moim zdaniem niepotrzebne.
Płonie coraz bardziej
Może “coraz silniej”?
parząc moją dłoń.
Parząc mi dłoń.
iglice niczym szpice
Dziwny przypadkowy rym.
mrocznych wrót do twierdzy.
Zbędne “do”.
od lepkiej mgły, po płomienną rzekę.
Bez przecinka, te wyrażenia przyimkowe wspólnie definiują zakres.
Wyglądają na równie wyniszczonych, jak my
Też niepotrzebny przecinek przed takim jednowyrazowym porównaniem.
skoro dłużej wystawieni są na działania tego obcego miejsca. Ich skrzydła wydają się zwiędnięte
Lepiej jedno “działanie” i “zwiędłe”.
Wytężam wzrok i widzę wśród wrzącej przemocy wizję ogrodu
To już chyba nadmiar, cały ten fragment nie ma takich cech organizacji poetyckiej, żeby warto było stosować aliterację.
Miecz sam składa się do ciosu, a ja mu nie oponuję.
Zbędne “mu”.
gdy ten, w ostatnim momencie skacze, rozwija zwiędnięte skrzydła
Bez pierwszego przecinka. Zwiędłe.
odrzucając go w tył, krzyczącego z bólu.
Może po prostu “odrzuca”.
które odliczano do dnia nastania ostatecznego aspektu.
Powtórzę, że wyrażenie “ostateczny aspekt” wydaje się bardzo niejasne.
W środku zastał pustkę wielkich pomieszczeń, których mimo miłości do Zamysłu i jeszcze większej nienawiści do ludzi, Lucyfer nie był w stanie wypełnić.
“Mimo miłości… do ludzi” to niewyraźne wtrącenie, przecinki obustronnie lub wcale.
Również pozdrawiam wiosennie i ślimaczo!