Profil użytkownika


komentarze: 1392, w dziale opowiadań: 1226, opowiadania: 361

Ostatnie sto komentarzy

Witam!

 

Gdyby opowiadanie nie zostało zgłoszone na konkurs, zastanawiałbym się dłużej nad interpretacją wyprawy. Konkurs zepchnął nieco moje przemyślenia w stronę śmierci – istotnie, jest kilka szczegółów, które mogą wskazywać na to, że bohater przenosi się na tamten świat, jeśli nie jest w nim od samego początku.

Wzmianka o trzech mężczyznach, którzy odwiedzili żonę podróżnika pod jego nieobecność i trup pod koniec zasugerowały mi, że Brocke szukał mordercy żony – zaś okultystyczne znaki, że chce go “ożywić” choćby po to, by dokonać symbolicznej zemsty lub “rozliczenia”. Czy w tym celu dotarł do zaświatów w przenośni czy dosłownie –nie wyczułem, choć przejście przez Patelnię jest dla mnie przenośnią śmierci. To zdanie odczytałem jako małą podpowiedź:

– Idź dalej – powiedział Brocke, kładąc mu rękę na ramieniu. – A zobaczysz rzeczy, których oczy żywych nigdy jeszcze nie widziały.

 

Znalazłem kilka potykaczy logicznych, takich jak cykady – żyją na roślinach, więc jeśli je słyszeli, to minęli oazę lub przynajmniej miejsce, gdzie można było się dokopać do wody. Do tego ruchome piaski, które powstają w miejscu, gdzie piasek jest nasączony wodą – owszem, można w nich utknąć, ale wystarczy taki piasek odcisnąć i ma się co pić. Warto sprawdzić na wikipedii lub w słowniku znaczenie (inaczej kurzawka).

W serialu “Pogromcy mitów” sprawdzano kiedyś, czy można utonąć w kurzawce albo zanurzyć się po szyję – polecam.

Nazwy miejsc były zupełnie od czapki, a wyskakujący nagle Zuberec wybił mnie zupełnie z rytmu.

 

Językowo drażniło mnie kilka drobiazgów.

 

Już w drugim zdaniu jest jukowy worek – chyba jutowy?

 

Gdy ruszył się, by się podnieść

Są miejsca z sięlozą – to przykład. Wystarczy zamienić “się podnieść” na “wstać”, a najlepiej obejść inaczej całość, bo przecież musiał wykonać ruch.

 

Krzemień, dla którego oszukiwanie oszustów i zarabianie na wariatach stanowiło główne źródło utrzymania, 

Do historii zawitał również ten sympatyczny stworek: 

Adorable Totoro GIFs – Find & Share on GIPHY

– Czemuż to? – zapytał Brocke, teatralnie udając urażonego podobnymi oskarżeniami.

– Gdyby przez tę pustynię dało się przejść, to już dawno ktoś by to zrobił – parsknął pan Ryba. – To miesiąc na wielbłądach. Nie weźmiesz pan ze sobą tyle wody. Pomijam już, że nie ma siły, żebyś to cholerne bydlę zmusił do pójścia w głąb dalej niż dziesięć mil, próbowałem. Piechotą to będzie ponad dwa. Ja widzę, że pan masz podejrzanych pomagierów, co to ni wody, ni jadła, ale nasza trójka to już inna historia. Życie panu niemiłe?

Nie mam nic przeciwko manierom językowym postaci w dialogu, co indywidualizuje wypowiadane kwestie, ale “to” używa również Brocke.

 

Siedział oparty o pustynny głaz

Czyli jaki? Pustynny jest krajobraz, nie głaz. Czy pies na pustyni od razu jest pustynny?

 

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony niezłe budowanie klimatu, kolejne fragmenty ładnie oddają trudy podróży, zagubienie, zawieszenie między życiem a śmiercią, z coraz silniejszym wskazaniem śmierć. Z drugiej ilość niewyjaśnionych zagadek “wokół” osi fabuły czasem przytłaczała. Obraz dość smutny, oniryczny i zagmatwany. Do czytania bardziej sercem niż rozumem.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam, Ślimaku!

 

ale skąd wiedzieliby, że ofiarą będzie akurat ta kapłanka, a nie inni ich krewni i znajomi?

 

Miasto było wyludnione – w jednym miejscu kryje się wzmianka o nietypowej ciszy. Istotnie, cięcia opisów do limitu zredukowały cały opis właściwie do dwóch zdań, a obserwatorem jest stary pies, więc czytelnik może łatwo to przeoczyć. Opis, który potrafi czytelnikowi jednoznacznie stwierdzić, że w mieście jest tylko kapłanka i pies, byłby sporo dłuższy. Chyba łatwiej rozbudować dialog Hadesa, który jest bardziej “wszechwiedzący” i dopytuje się kapłanki, gdzie się wszyscy podziali – uczynię to w wolnej chwilii ;)

 

Dziękuję za kliknięcie i dobre słowo. Istotnie, przygoda Nili ładniej (i bardziej spójnie dla czytelnika) wyglądałaby w zestawieniu wszystkich opowiadań, czytanych w ciągu – taki zbiorek tematyczny. Do tegoż brakuje jeszcze jednego elementu, w którym w sposób pełniejszy opisana jest np. rola Nili w wiosce i rozmowy z umarłymi (tutaj jedynie wspominane), takowa część, usytuowana między poprzednimi a bieżącą, pewnie pojawi się w swoim czasie, domykając serię.

 

Na forum przydałaby się funkcjonalność tworzenia wirtualnych zbiorków, wielu autorów ma serie, które rozrzucone są trudne do znalezienia.

 

Z drugiej strony wszystkie historie Nili mogą stanowić “szkielet” książki (po odpowiednim rozbudowaniu), lecz w takim wypadku należałoby przed wydaniem usunąć je z forum, przy okazji wysławszy wszystkim betującym prezent w postaci wydrukowanego egzemplarza – na razie nie mam takiego zamiaru, niech jeszcze nacieszą czyjeś oczy, zanim znikną gdzieś w czeluściach biblioteki.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Bałem się nieco “moralizatorskiego” opowiadania, które na końcu nakłada czytelnikowi do łebka to, co oczywiste. A jednak wyszła historia całkiem nieoczywista, ani czarna, ani biała, tylko szara, a czytelnik może sam wyciągnąć z niej określone przesłanie.

Więc subiektywnie historia mi się podobała – duch, który najpierw pragnie zemsty, potem się waha, potem pragnie uratować nieszczęśliwca, ale wcale mu się to nie udaje. Podobnie z Ocharem – na początku nie lubimy go ani trochę, a na końcu może nie jest aniołem, ale jest po prostu jednym z grzeszników, jak każdy inny. Nie jest wcale arcyłotrem i udało Ci się, narratorze, wzbudzić w czytelniku nić sympatii – choć można się spierać, czy to “sympathy for the devil” – raczej nie.

Pozdrawiam i do biblioteki jak najbardziej!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam!

 

Po prostu przedmiot zawieszony w próżni

Próżnia jednak kojarzy mi się z brakiem atmosfery i przestrzenią międzyplanetarną, nie krainą pająków.

 

stworzenia występowały tu milionami.

Niezgrabne stylistycznie.

 

Wszystkie wyglądały identycznie. Włochate insekty – tak bym je opisał.

Pająk to nie insekt, choć to zdanie bohatera, więc może być subiektywne.

 

przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen dziur.

Nie tylko ser, ale i masło maślane.

 

Matka wyłączyła procesy myślowe. Przez wieki doświadczeń nauczyła się, że rozumność nie gwarantuje przetrwania

Hm, a jak je później włączy, skoro nie myśli? Czyli najważniejsza istota w tym świecie popełniła egzystencjalne sepuku, a my dowiadujemy się tego ot, tak, przy okazji? No i całość systemu nadal działa, hm, to po co była ta zabawa?

 

Ciało było dziwnie przezroczyste

Skoro jeszcze nie wiemy, że wypowiada się bohater, czytelnik nie wie również, o czyje ciało chodzi.

 

Zobaczyłem dwoje młodych ludzi – mężczyznę i kobietę (…) Mężczyzna zdawał się być zagubiony, mały… wyglądał jak ktoś, kto przeszedł już wiele, targany życiem, dla którego przyszłość nie gwarantowała poprawy.

To taki młody-sterany życiem, czy w średnim wieku? Końcówka zdania to (wybacz, Anonimie) pustosłowie. Nie potrafię przypisać konkretnych znaczeń ani wyobrażeń ani do jednej, ani do drugiej frazy.

 

– A gdyby świnie miały skrzydła, to by szybowały w przestworzach – przerwał głos Matyr.

– Oburzający komentarz.

Nie tak oburzający, a to oburzenie nakładane łopatą czytelnikowi do łebka.

 

Mężczyzna siedział w fotelu, w pięknym, bogatym mieszkaniu. Wokół krzątał się inny mężczyzna.

– Kochanie? Może zjemy na mieście?

Siedząc w fotelu, zamyślony i zagubiony w meandrach własnych myśli, miałem dziwne poczucie, że czegoś nie pamiętam. Posiadałem wszystko, co mogłem sobie zażyczyć: piękny dom, partnera, z którym byłem już wiele lat, dobrą pracę. A jednak wciąż czułem niedosyt… Chciałem więcej…

Usłyszałem dziwny odgłos westchnięcia, w którym pobrzmiewała dezaprobata. Powietrze przesycone było goryczą…

Ten fragment nie pasuje do innych – co najwyżej do pierwszego, kiedy inny mężczyzna uśmiecha się do bohatera. Czy jest to zatem alternatywna wersja jego życia?

Na końcu znów pustosłowie, chyba że ktoś wpuścił tam gaz musztardowy ;)

 

Usterek jest troszkę więcej. Co do “wrażeń ogólnych”:

Kojarzyło się z filmem “Matrix”. Bardzo podobny koncept, tylko biologiczny. Sam opis roju jest interesujący i uważam, że sprawnie zrealizowany mógłby przebić pierwowzór – mamy kasty ustRoju, każda ze swoją funkcją. System jest otwarty i pozyskuje energię (poprzez nowych zmarłych), więc nie stoi w sprzeczności z zasadami termodynamiki. 

Pomysł więc ciekawy, ale nie innowacyjny, więc wczytywałem się w szczegóły, ale nie czułem zaskoczenia.

Do tego dyskusje o życiu, myśleniu, świadomej egzystencji i filozofii – moim zdaniem doklejone nieco na siłę. Aż prosiło się o to, żeby czytelnikowi właśnie takie pytania rodziły się w głowie – niestety, tutaj Anonim robi całą pracę za czytelnika, albo właśnie nie robi – tylko wskazuje, i to wytłuszczoną czcionką: tutaj, czytelniku, masz sens życia, a tutaj, że istotą człowieczeństwa jest wieczne zdziwienie.

Czułem się jak zawinięty w kokon i karmiony przez rurkę.

 

Przeczytałem bez większych problemów, ale czy coś z tego zapamiętam? Koncepcję pajęczego roju pewnie tak, ale przemyślenia o życiu już chyba nie, ponieważ nie powstały w mojej głowie, tylko zostały podane. Trochę to wszystko udziwnione. Powinienem się utożsamić z bohaterem, bo trochę się przeżyło, ale jakoś nie potrafiłem i dość obojętnie śledziłem jego losy. Podobnie jak bohater na końcu mam poczucie, że czegoś zabrakło :/

 

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Regulatorzy,

 

Jestem wdzięczny za wizytę (i drobne poprawki) mimo upału!

 

Tak chyba jest z forum, kreujemy coraz to nowe światy, i zawsze “świeży” motyw mocniej działa na wyobraźnię, a zamknięte całości robią większe wrażenie niż cykle opowiadań.

 

Jest to ważny głos, w którą stronę iść – bo nęcił mnie powrót do świata magicznych cukinii, Matyldy i smoka, ale któż teraz będzie pamiętał, skąd wzięła się zadziorna bohaterka i że warzywa w nocy potrafią się przemienić w wojowników – więc zostaje znów żmudna ekspozycja na 10k znaków, i tylko 20k na historię, bo opowiadania powyżej 30k czyta mało osób.

 

Chyba łatwiej jednak pisać takie historie w książkach i zbiorkach, a na forum publikować zupełnie nowe koncepty, najlepiej zamknięte wyraźną klamrą kompozycyjną, żeby nie kusiły do repety :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

SI w dalszym ciągu myli znaczenie wyrazów – ciekawe, na jakich tekstach się uczył, może z prasy brukowej albo wypowiedziach polityków… ale historia nie jest tak mdła, jak w poprzednich modelach. Widzę problemy z czasami, narratorem, stylem – a jednak pointa jakaś jest, i to z kocurkiem. Czyżby SI wiedziała, że Tarnina będzie to czytać? Szczwana bestia :)

Testowo wrzuciłem w google zapytania i zauważyłem, że w takich zabawach językowych SI “głupieje” – na razie im trudniejsze zadanie, tym łatwiej rozróżnić SI i człowieka.

 

Czyli róbmy ambitne wyzwania! :D

To ciekawy test, możemy powtórzyć go za pół roku. Melendurze, zachowaj gdzieś zapytania, żeby można było zadać podobne!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

gdzie wedle legendy zatopiony jest Maluch

 

W rzece Łebie był kiedyś samochód (VW Golf bodajże), ale dało się go minąć kajakiem. Pamiętam za to, że raz napotkałem zator lodówkowy – stara chłodziarka wbita między drzewa zagradzała drogę. Musiałem ją zepchnąć dalej. W sumie była tak wielka, że mógłbym się przesiąść XD.

W okolicy Warszawy w rzekach wielkości Raduni też zdarzały się samochody, więc coś w tym jest. Ale tam przeważnie topiły się zimą, kiedy ktoś jeździł po lodzie, i potem latem wystawał dach.

A w samym mieście krążą legendy o czołgu zatopionym w jeziorku. Jakoś nie wierzę, że czołg akurat forsował jeziorko, kiedy wokół było dużo miejsca. Ludzie lubią legendy.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Z tymi larwami – tak istotnie jest, masz rację. Widuję te osy koło domu, rzeczywiście zaczepiają pajączki, ale te szybko odskakują. Na stercie drewna trwa nieustanna walka.

Pomysł na Obcego nie wziął się tak z czapki – choć twórcy wykorzystali wiele naszych lęków. Tam są aż dwa odniesienia – do larwy, która wykluwa się ze środka i do samego pająka (twarzołap).

W opowiadaniu fajnie przedstawiłeś punkt widzenia pająka – sam bohater jest nieco antropomorficzny, co ułatwia nam śledzenie akcji i zrozumienie, co się dzieje. Pewnie trudniej byłoby zmienić perspektywą na bliższą pajęczym zmyłom, na przykład wyczuwanie wibracji. Podobno kątniki widzą słabo, a polegają głównie na dotyku (również drganiach powietrza) i zapachu. Byłoby to bliższe biologii, ale zrujnowało dynamikę scen, więc rozumiem :)

Jeśli ktoś nie lubi kątników, można je grzecznie wypraszać zapachem, nie kapciem :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Jest za gorąco, żeby łapać usterki językowe :/

Ale mimo temperatury czytało się dobrze. Lekkie i zabawne, nawet nie odczułem tych ponad 25k znaków – chciałem wiedzieć, co będzie dalej. Plus ładne zakończenie.

Kiedyś pozwoliłem samicy krzyżaka mieszkać w kuchni. Dzielnie łapała muchy, ale zimą się zestarzała. Pająki to jedne z niewielu zwierząt, u których dobrze zbadano zwierzęcy odpowiednik choroby Alzheimera, ponieważ widać to po strukturze sieci. Pożegnałem staruszkę z honorami, kiedy odeszła, bo zamiast spirali rysowała Picassa i muchy się nie łapały.

Biblioteka za pomysł i realizację.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

To jeszcze dodam, że scena kopania grobu była opisana bardzo trafnie. Nie kopię wprawdzie grobów :) , ale zdarza mi się wykopywać inne rzeczy, również głębokie, w glinie i z kamieniami, więc ujęła mnie plastyczność opisu i oddanie czynności słowami. W literaturze jest mało wzorców i doceniam wysiłek twórczy!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

To rzeka Radunia. Jedna z lepszych rzek na kajak (kiedyś).

Jest zasilana przez jeziora, na których można popłynąć w kółko, tzn. wrócić do punktu wyjścia z jednym przeniesieniem kajaka. Mam wolny kajak (pneumatyczny) i musiałem  być na wodzie około piątej rano, żeby zdążyć zrobić kółko przed zmierzchem. Dodam że kiedyś była to atrakcja, teraz przenoska jest zagrodzona przez dwie prywatne posesje, a jeden z kluczowych kanałów zarośnięty sitowiem. Po prostu ludzie zrobili się wygodni i nikt nie pływa tak długo. Na Litwie są podobne szlaki i tam można spotkać mnóstwo ludzi, w tym Polaków. Trochę szkoda.

W Raduni są ryby, nie wiem jak w Pruszczu. Nie dopływałem tam nigdy, bo musiałbym spakować kajak do PKS, żeby wrócić do miejsca startu.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

fabułę bardziej dotyczącą bohatera

 

Właśnie, skoro inspiracja twórczością Lema, to taki Pirx by się przydał. Pirx był refleksyjny i potrafił zbudować napięcie, nawet jeśli występował solo. A czytelnik potrzebuje “przewodnika”, kogoś, z kim się utożsami.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam,

 

Chwyciłem nóż i ostrożnie wsunąłem go w szczelinę, delikatnie podważając.

Tu mam wątpliwości z imiesłowem (ktoś już nazwał mnie pierwszym łowcą imiesłowów, ale bez przesady ;) ) – w pierwszych dwóch członach jest czas dokonany, w ostatnim imiesłów odnosi się do czynności niedokonanej. Albo trzeba zmienić na wsuwałem, albo na podważywszy

 

jak deszcz iskier sypie się na suchy mech, aż ten zatlił się z cichym syknięciem.

Pierwsze można zamienić na opada zamiast sypie się

Łodygi skręcały się z trzaskiem, a pokryte czarnymi plamami liście zwijały się,

Tutaj nie mam na razie pomysłu

 

Ze wsi zaczął się ciągnąć odgłos dzwonów.

Opcjonalnie w ramach walki z siękozą można zmienić na Od wsi rozbrzmiewały dzwony

 

położyła dłoń na moim ramieniu.

Położyła mi dłoń na ramieniu (polska składnia zamiast angielskiej)

 

Krążyła między koronami sosen, a jej śpiew niósł się po całym borze.

Już było jej w poprzednim zdaniu. Tu można usunąć.

 

położyła głowę na moim ramieniu

położyła mi głowę na ramieniu

 

Była osadzona na nowym, jesionowym stylisku. Drewno było wygładzone i pokryte bejcą.

Może: Była osadzona na nowym, jesionowym stylisku, wygładzonym i pokrytym bejcą.

 

Całość ładna, choć rwane opisy (wydaje mi się, że oddają chaos myśli bohatera) wymagają skupienia przy odbiorze. Nie zawsze jest jasne, gdzie jesteśmy i co się stało – w moim odbiorze to również efekt “rozedrgania”, kiedy trafił do wioski.

Bardzo starannie napisane opisy. Wdzięcznie stworzona relacja bohatera z Mirellą, świetna “chemia” tej dwójki, dobre dialogi i opis interakcji.

 

Hm, widzę tu głębszą myśl, i to nie nakładaną łopatą. Ładne odniesienia do mniej znanej mitologii, w tym celtycki byk (choć to chyba bardziej pierwotny, indoeuropejski motyw).

 

Moim zdaniem to jedno z lepszych opowiadań w miesiącu, warte podwójnego klikania.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tak SI w darmowej wersji radziło sobie z wyzwaniem tygodniowym – miały być historyjki bez litery “a” w tekście. Chciałem porównać wytwór z moim tekstem, więc nakazałem napisać utwór na około 4000 znaków, ze szczurem, krukiem i inkwizytorem.

Oto rezultat:

 

“Mroczny inkwizytor kroczy przez gęsty dym. Wokół płonie potężny ogień. Cichy szczur mknie przez mroczny loch. Siwy kruk krąży wysoko pod sufitem. Wielki smok drzemie wśród złotych monet. Jego zielone łuski lśnią w mroku. Inkwizytor niesie ciężki, ostry miecz. Ten wiekowy duch chce krwi. Szczur gryzie gruby sznur. Kruk widzi cel i głośno krzyczy. Smok budzi się z głębokiego snu. Groźny potwór unosi wielki łeb. Wielki ryk tłucze grube mury. Zimny podmuch wieje przez puste wieże. Inkwizytor wie, że musi być silny. Jego serce bije mocno. Wróg zionie wielkim płomieniem. Błysk niszczy ciemność. Sprytny szczur mknie pod wielki mur. Kruk leci prosto w dym. Ostre ostrze tnie łuski bestii. Krwisty płyn cieknie w złoto. Smok wyje z wielkiego bólu. Ciężki miecz tnie łeb bestii. Potwór gubi siły i powoli ginie. Mrok gęstnieje w grobowcu. Inkwizytor triumfuje wśród kości. Szczur, kruk i inkwizytor stoją dumni. Bój dobiegł kresu. Noc przynosi spokój i chłód.”

 

Według SI to jest około 4000 znaków XD

Może lepsze, płatne wersję potrafią lepiej. Dodam, że to czwarta wersja, wcześniej zawsze używał litery “a” i musiałem go informować, że musi spróbować jeszcze raz.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

OOO, masz rację, Barniuszu. I to w ostatnim wersie!

Hm, trudno to ominąć, ale zaraz coś wymyślę.

Może to bój ostatni, bo niedługo ktoś wpisze polecenie w SI i tam nie będzie pomyłek…

Ani zabawy z trzecią wersją tego samego zdania :)

Napiszę do Melendura, on ma dostęp do wersji premium SI, zobaczymy z ciekawości, jak sobie z tym poradzą – tylko nie będziemy śmiecić na tym wątku chyba

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część IV

 

– Giń, przebrzydłe smoczysko! – krzyknął Wyrwiząb. Był już tuż, tuż, lecz ugrzęzł w żużlu i nie sięgnął smoczycy toporem. Pieklił się więc niemożebnie, grożąc przy tym orężem.

– Mój ci on!

– Nie twój, to przecież mój druh! – oburzył się Zenon. – Szczurze Grzegorzu, wróćże, przecież życie ci miłe!

– W istocie, miłe będzie życie u boku smoczycy – rzekł Grzegorz, przytuliwszy się lubieżnie do tęczowych łusek. – Ze smoczego stołu uszczknie się to i owo…

– Mieliśmy zdobyć rękę księżniczki, czyżbyś z żądzy rozum zgubił?

– Jestem księżniczką, złym urokiem w bestię przemienioną! – rzekło urocze smoczę, wypluwszy uprzednio spomiędzy zębów szczątki rycerzy. – Kto mi serce powierzy, urok ów zdejmie.

– Hej, ejże, co ze mną? Królewską córkę chcę przecież! – rzekł gniewnie Wyrwiząb.

– To jest ubicie bestii w przenośni – dobyło się ze smoczych ust. – Przecież smoczycy już nie będzie.

– Dowód przynieść muszę! – rzekł inkwizytor.

– Smoczych zębów w bród, mleczne, ledwo co wyrżnęły mi się kły.

– Czyżby nieletnie smoczę? – Skrzywił się Zenon, łypiąc przy tym kruczym okiem.

– Czyżby niewygodny widz i szpicel? – rzekło urocze smocze dziewczątko i jednym ruchem szczęk pochłonęło rozmówcę.

Wniosek: nie ufaj wierz subtelnemu kobiecemu pięknu, szczególnie jeśli jesteś krukiem.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Kiedy napisałeś o pajęczaku, od razu przyszedł mi pomysł na niesporczaki (Tardigrada). Są to jedne z niewielu zwierząt, które wytrzymują próżnię i promieniowanie kosmiczne, a po powrocie do bardziej sprzyjających warunków znów mogą normalnie funkcjonować i się rozmnażać. Bez problemu przetrwają opisywaną podróż. Może to jest pomysł na “ubarwienie” opowiadania, a przy tym zainteresowanie czytelników tymi mało znanymi stworzonkami? One są jak wyjęte z SF :)

Podobnie jak poprzednio: unikanie powtórzeń tych samych informacji w kolejnych zdaniach sprawi, że znajdziesz więcej czytelników. Wiele osób czyta opowiadania “na kolanie” i szybko zniechęca się do nadmiarowych słów.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Hm, każdy wyciąga z opowiadania coś innego. Jeśli Ty wyciągnąłeś rozrywkę, a szukałeś na przykład opowieści o tym, że walka o słuszną sprawę może zmienić świat, a tego nie znalazłeś – dobre i to :)

Od zarania dziejów były różne historie – jedne bawiły, inne podnosiły na duchu lub smuciły. Ale celem było zawsze porwać czytelnika ;)

Pozdrawiam!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ładne. Dobre, obrazowe porównania, działają na wyobraźnię, bez zbytnich udziwnień

 

Zamiana goiła twe rany na goiła ci rany może usunąć problem, o którym wspominał barniusz, do tego szyk będzie bardziej swojski. Ale w poezji każde słówko ma znaczenie, więc sam zdecyduj.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Taki post “systemowy” – a może stworzyć internetową tabelkę, który użyszkodnik zna się na którym zagadnieniu, oczywiście zagadnieniami – i jak ktoś ma wątpliwości, to może uderzać bezpośrednio?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część III

 

U wylotu dziury kręciło się już kilku rycerzy, i to dosłownie. Chodzili w kółko, porzuciwszy oręż, niektórzy również zbroje. Dwóch zdążyło już zdjąć bieliznę i włóczyli się przed wejściem zupełnie nagusieńcy. Otwór co chwilę się różowił.

Wyrwiząb śledził spojrzeniem odczyty dozymetru.

– To cholerstwo promienieje subtelnym kobiecym pięknem – orzekł. – Rycerze mutują w smoczą wyżerkę. Szczęście, że jestem już odporny, co wtorek grilluję młode wiedźmy.

– I nic o tym nie wiemy? – zrzędził Grzegorz.

– Hm, wy się nie boicie? – wątpił Wyrwiząb.

– Wykłułem już tyle pięknych oczu, nie bierze mnie – stwierdził Zenon.

– O żesz w mordę, te łuski tęczkowe, brzuszek rozkoszny, szpony purpurowe… – Szczur już kroczył w stronę otworu.

– Stój, Grzegorzu! – krzyknął Zenon, lecz było zbyt późno. – Unieś topór, Wyrwizębie! Grzegorz nie może skończyć w smoczym brzuszysku!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Noce są chłodne, rozumiem nocną aktywność.

Nie wszyscy siedzą, jak ja, w miejscu nazywanym przez miejscowych “Zimna dziura” (oficjalna nazwa pobliskiego przystanku autobusowego XD) i bimbają sobie na upały

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Współczuję Tarninie, kiedy będzie poprawiać nasze wypociny bez “a” – czasem tak nagięte, że aż trzeszczy XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część II

 

– Ciężkie twe brzuszysko niezmiernie, Grzegorzu!

– Nie jęcz, Zenonie, tylko leć wyżej! Kto rzekł, że koźlę w młodości bez trudu unosił?

– Będziesz zrzędził po próżnicy, to wnet ze szponów wypuszczę! Szczęście, że otwór w ziemi ogromny już widzę, niechybnie to smocze legowisko.

– Ktoś ku niemu lezie, zerknijże!

– Nie ktoś, tylko Wyrwiząb, królewski egzekutor i inkwizytor!

– Czyżbyś mówił o źródle jeszcze ciepłych posiłków, Zenonie?

– Mógłby wreszcie spostrzec, że nie liczy się ilość, lecz gust. Tłuczone żywcem gorzknieje.

– Co, jeśli pierwszy dorwie bestię? Lądujmy i rozmówmy się z nim!

Kruk obniżył lot, niby niechcący trzepnął szczurem o dorodne głogi, po czym z impetem wrył się w błocko u stóp Wyrwizęba.

– Dokądże to, dobroczyńco? – rzekł szczur, wypluwszy uprzednio błoto.

– Przejść się, bo co? – mruknął Wyrwiząb.

– Z toporem?

– Codzienne ćwiczenie czyni mistrzem!

– Nie idziesz przypadkiem do bestii?

– Może idę, i co z tego?

– To, że możemy ci pomóc, dobroczyńco.

– Sprytny jesteś, szczurze, lecz król tylko jednemu rękę oferuje.

– Wyrwizębie, pozwól, że się wtrącę – rzekł kruk – księżniczki zwykle są dwurękie. Chodzi ci specyficznie o rękę, czy może o inne wdzięki? Mógłbyś więc cieszyć się urodą jednorękiej księżniczki, kiedy my chętnie przytulimy drugą rękę. I czy nie jesteś mistrzem w dzieleniu członków?

Wyrwiząb prychnął, westchnął i skrobnął się toporem po łysinie.

– Spróbujcie tylko mnie okpić, to oskóruję i obiorę z piórek!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Zainspirowaliście mnie krukiem. Aliteracje zamierzone XD. Może będą kolejne części.

 

P.S. Jak ktoś dopisze kolejną część Zenona, też się nie obrażę. Byle nie powstały dwie jednocześnie, bo będzie bifurkacja opowieści :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część I

 

– Zenonie, zerknijże, coś do kory w nocy przybili!

Kruk przeciągnął się i łypnął groźnie, lecz w końcu sfrunął i przycupnął przy pniu.

„Kto bestię ubije, ten rękę księżniczki zdobędzie”

– Bujdy i gryzmoły! – zezłościł się Zenon. – Bo co to jest, niby smok?

– Smok, nie smok, ręki księżniczki żem jeszcze nie przeżuł – rzekł szczur Grzegorz.

– Przecież ledwie tydzień temu żeśmy w książęcym brzuchu ucztę mieli, nie pomnisz? Z bitwy chyżo uszedł, lecz w pień głową huknął, pechowiec.

– Książę księżniczce nie równy!

– We łbie ci się przewróciło. Ze smokiem się chcesz bić?

– Szczurze życie krótsze niż twoje, kruku. O czymże wnukom powiem? Przeżyć i przeżuć w pełni, oto me motto!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam!

 

Moim zdaniem z tekstu można usunąć 50% objętości, jeśli nie więcej. Często występują w nim powtórzenia oraz objaśnienia czegoś, co zostało już wytłumaczone w poprzednim zdaniu. Jeśli dostaję kilka razy to samo, szybko się zniechęcam ze względu na objętość tekstu, nie zawartość.

Fabuła nawiązuje do Solaris, ale sposób prezentacji nie angażuje czytelnika. Po prostu nie czuję napięcia fabularnego. Są opisy, jest powolna akcja, którą dodatkowo rozbija “encyklopedyczny” sposób prezentacji.

Wyczuwam tęsknotę za “starą szkołą” SF, ale świat poszedł naprzód, potrzeby i wymagania czytelników się zmieniły. Warto tchnąć w tekst trochę uczucia, może chociaż jakieś dylematy moralne – niby tutaj są zarysowane, ale słabo.

Szczerze: kreacja świata ładna i spójna, ale trochę się wynudziłem. Gdybym dostał rak napisaną książkę, przebrnąłbym tylko przez pierwszy rozdział.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tomaszu,

 

Hm, wiele strzałów i chyba niewiele trafień w moje poczucie tego, co w wyzwaniu miało być – ale może inni się wypowiedzą :)

 

W sumie ostatnie ma potencjał:

 

Do nieba idą małe aniołki, które urodziły się i od razu umarły. A co jeżeli trzeba je tam w nieskończoność lulać i przewijac? Albo co jak musimy co dzień spotykać tych, którzy tutaj ulegli nagłemu spaleniu przy swojej śmierci?

 

Gdyby nie to, że dla niektórych lulanie i przewijanie jest rajem. A dla pisarza horrorów taki spacer wśród nadpalonych znajomych jest inspiracją!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Anonimie – co do upływu czasu, można to jakoś pokazać – np. jej wydaje się, że to chwila, ale Dmytro wchodzi na tle zachodzącego słońca, choć przed chwilą było południe. Dociekliwy czytelnik zauważy, że jedno i drugie cierpienie było długie, a niedociekliwy tylko wrzuci to w oniryczną wizję świata.

Rozumiem jednocześnie duże napięcie fabularne sceny, która musi być dynamiczna, więc wszelkie objaśnienia “rozwalą” tempo – zatem można to uznać za konieczne poświęcenie logiki i zostawić tak, jak jest. Czasem tak bywa, nie da się wszystkiego napisać.

Odetchnąłem z ulgą, bo tekst ciężki, więc musi mieć stosownie świadomego autora, co cieszy :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witamy na forum!

 

Tutaj znajdziesz wątek powitalny:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/56842845

 

Co do tekstu, to warto go sformatować, obecnie to jeden zwarty blok. Trzeba wydzielić dialogi i akapity.

Sama opowieść grozy w porządku, czyli straszy, napięcie narasta, wracanie do wypartych z pamięci szczegółów to dobry zabieg – czytelnik jest ciekawy, co się naprawdę stało, na początku wzbudzasz niepokój, który intryguje. Pod tym względem jest dobrze.

Czytelnik obeznany z gatunkiem przewiduje fabułę i zakończenie, pod tym względem nie jest odkrywczo, ale nie jest również źle.Tzn. nie zjeżyłaś mi włosów na głowie, ale też się nie nudziłem. jak na pierwszą historię obiecująco. Pisz dalej. Tylko formatuj :)

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witaj Anonimie,

 

nie cyrtoliła,

nie certoliła

 

że umarłem i że zmartwychwstając, trafiłem do cudzego ciała.

Ładniej: że umarłem i że zmartwychwstawszy, trafiłem do cudzego ciała.

 

Słodki, cieniutki głosik rozległ się w mojej czaszce.

Można próbować przerobić składnię na bardziej “polską”: rozbrzmiał mi w czaszce

 

ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody.

jak oblany wiadrem zimnej wody – załatwia problem nagromadzenia “moja” i “mnie”

 

Z tłumu wynurzył się chłop jak dąb, czerwony na twarzy, z czapką gniecioną w dłoniach.

Koniec zdania brzmi mało naturalnie. może: który wielkimi grabami międlił czapkę. Albo coś podobnego

 

a w piersi waliło nam serce.

Szyk kładzie nacisk na serce, co nie jest odkrywcze. Trzeba położyć nacisk na waliło.

 

To wrażenia ogólne: całość bardzo zabawna. Jest wiele “perełek” i rozśmieszaczy, gdybym miał je wypisać, pewnie zajęłyby w okienku pełen ekran laptopa. Jednocześnie akcja jest sprawnie poprowadzona, początek nie nudzi i zachęca do lektury, a potem jest już tylko lepiej. Pomysł z ciałem Marysi jest świetny, podobnie jak rzekomy cud i reakcja parafian. W tym całym szaleństwie jest też dumanie nad tym, żeby wykorzystać okazje, które daje życie, i to podane w sposób mało nachalny. Koniec tylko ładnie domyka całość, jest nawet drugi, mały zwrot akcji.

 

Styl bardzo przyjemny w czytaniu. Coś jak u Zakapiora, ale nie będę na razie zgadywał. Stylizacja Mariana też dobra i wzbudza wesołość.

 

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Uff, a ja naiwny myślałem, że opowiadanie na “H” ma wysoki próg wejścia :) A tu od razu atakuje miks językowy.

 

Przyznam, że, jeśli już uda się wejść w historię, ten wołyński Dzień Świstaka daje dużo przyjemności. A w zasadzie nieprzyjemności, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Bo z każdym obrotem pętli narasta napięcie, świat ewoluuje od oswojonego do dzikiego, a niepokojące jest to, że ta dzika część jest realna, a ta oswojona jest iluzją z zaświatów.

Podobało mi się to, że tekst naprawdę potrafi budzić emocje. Z każdym razem odsłania nowy, przerażający fragment. Osnowa fantastyczna nie jest przy tym nachalna i sztuczna, po prostu pozwala odtworzyć historię kolejny raz, żeby dodać szczegóły.

Nastrój, niepokój, sposób prowadzenia, struktura mnie ujęły. Ciekawy tekst.

 

Językowo nie da się sprawdzić, bo to ryzykowny miks i do sprawdzania raczej jest potrzebny Ukrainiec. Aczkolwiek tutaj:

 

– Do pobaczenia – odpowiedziałam po naszemu, nadal uśmiechając.

 

mam wątpliwość, ponieważ w ukraińskim, tak jak w polskim “królują” formy zwrotne, tylko doklejane na końcu czasownika, a tekst zmienia wiele czasowników zwrotnych na “ucięte” – tak jak tutaj, z czasownika powstał imiesłów. Wydało mi się to sztuczne.

 

Do biblioteki jak najbardziej. W tym konkursie jest wiele eksperymentów językowych i ten również wydaje się adekwatny do przedstawienia historii, choć – jak zaznaczyłem – zdecydowanie powinien to skomentować Ukrainiec.

 

P.S. Użycie już w pierwszym obrocie pętli przedmiotów z pozoru “od czapy”, które stopniowo zyskują znaczenie i okazują się “krzywym zwierciadłem” rzeczywistości również mnie ujęło – zauważył to już Zakapior, tylko potwierdzam. Dobry zabieg, bo przykuwa uwagę czytelnika.

 

P.S.2 Co do procesu skórowania – skóra człowieka jest silnie zrośnięta z powięzią. U zwierząt futerkowych jest zupełnie inaczej. W dodatku skóra ludzka się rwie przy uszkodzeniach.

Zatem proponowałbym skonsultowanie tego z osobą o wykształceniu medycznym. Moim skromnym zdaniem proces ten nie zajmie kilku minut, ale jest to tylko moje zdanie. Proces skórowania, nie konsultacji XD.

Przeprowadzenie owego researchu zostawiam sumieniu Anonima . Oceniałem tym razem wartość artystyczną, nie bullshity.

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Anonimie,

 

Pisane tak charakterystycznym dla Ciebie stylem, że trudno od pierwszych wersów nie zauważyć ;)

 

Miałem wrażenie, że każda historia mogłaby nieść ze sobą coś szczególnego. Bohaterowie sami ograniczają wypowiedź, kiedy robi się interesująco, a przecież zwykle robi to prezenterka. Wędrujemy przez epoki i widzimy wyraźny podział na niebo i piekło, poza tym zestawiłeś chrześcijański koncept z reinkarnacją.

Podobało mi się, że opowiadanie dąży konsekwentnie do finału. Jest zaskakująca pointa.

Zastanawia mnie tylko, co właściwie nie podoba się mnichom – czy właśnie dodanie owej reinkarnacji, która burzy im koncepcję, czy w ogóle sam pomysł, że osoba żywa może mówić o zaświatach. Elementy mistycyzmu występują w wielu wyznaniach i nie są aż tak ostro tępione. Byłem ciekawy, czy nie podoba im się również początek (do momentu spotkania z aniołem/diabłem) czy tylko druga część.

 

W stylu największy problem miałem z powtórzeniami i tłumaczeniem tego, co już zostało napisane.

 

Pozdrawiam! 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Przybywam!

 

Wczorajszego popołudnia na ulicy Dietla w Krakowie miał miejsce tragiczny wypadek. Kierowca, będący pod wpływem alkoholu, zboczył ze swojego pasa, wjeżdżając na chodnik. Potrącił ze skutkiem śmiertelnym ośmioletnią dziewczynkę. Sam również zginął na miejscu. Wstępnie, według ustaleń naszej redakcji, bezpośrednim powodem zgonu okazał się metalowy pręt, który po wjechaniu pojazdu w rusztowanie firmy budowlanej remontującej kamienicę, wbił się w głowę sprawcy wypadku.

 

Wczorajszego popołudnia na ulicy Dietla w Krakowie miał miejsce tragiczny wypadek. Kierowca, będący pod wpływem alkoholu, zboczył ze swojego pasa i wjechał na chodnik. Potrącił ze skutkiem śmiertelnym ośmioletnią dziewczynkę. Sam  zginął na miejscu, doznawszy urazu czaszki o element rusztowania.

 

Po pierwsze, upolowałem kolejny imiesłów w dzisiejszym dniu (czuję się prawie jak Messi na Mundialu, albo Wiedźmin na cmentarzysku zombie, tylko już nie pamiętam, ile ich ubiłem).

 

Po drugie, wybacz, Anonimie, ale to najgorszy zapis relacji, który tu czytałem (ever). Jak można osadzić takiego potworka w całkiem niezłym tekście? Starałem się przepisać, najgorzej było z elementem twistu fabularnego – w relacji nie może być tak drastycznych opisów jak głowa przebita prętem, ale z drugiej strony jest to potrzebne do rozwiązania zagadki, czyli reinkarnacji kierowcy.

 

Odruchowo robię głupotę, zaciskając szczękę na jej bucie, ciągnąc za nogę. Szybko jednak zdaję sobie z tego sprawę i w pośpiechu lustruję to małe pomieszczenie.

Drugie upiorne miejsce. Uwierz mi, przy redakcji przydałby się tag “horror”. 

 

Instynktownie zaciskam zęby na bucie i ciągnę za nogę. Szybko zauważam, że tak jej nie uwolnię – Klaudia kaszle jeszcze bardziej. Pośpiesznie rozglądam się po pomieszczeniu.

 

Gdzieś zauważałem jeszcze jakieś “spowalniacze”, ale nie mogę wyręczać innych tropicieli słówek, bo się rozleniwią devil

 

Podobała mi się historia opowiadana przez psa. Może dlatego, że jeśli przechodzę przez wieś, zwykle przychodzą do mnie wszystkie psy i merdają ogonkami, a jeśli w okolicy zgubi się pies, jest spora szansa, że znajdzie się właśnie u mnie. Nie muszę zatem mieć swojego psa, ale trzymam torbę z karmą na wszelki wypadek :)

Podobało mi się również to, że uwzględniłeś hierarchię zmysłów pieska – wzrok nie jest na pierwszym miejscu.

I podobało mi się to, że nie przeczytałem komentarza Bruce przed czytaniem, bo nie miałbym przyjemności zgadywania.

 

Anonimie, na koniec sugerowałbym wywalić ten HUK, ponieważ:

a) Reg się załamie,

b) wszyscy będą wiedzieli, kto to napisał XD.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

P.S. Bruce, nie martw się, Ciebie wilczek nie będzie żarł. Bo to jest takie… sarkastyczne. Przynajmniej moim zdaniem. A jak jest sarkazm, i zrozumie się go wprost, to tak wychodzi.

A zresztą, niech Anonim sam wytłumaczy :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ma kopa i efekt “Wow”.

 

Rytm i rymy i tak sprawdzi Ślimak.

 

Ja uśmiechnąłem się od ucha do ucha, choć ten uśmieszek taki trochę cyniczny. Bo można się uśmiechać, jak nie piszą o tobie XD

 

Anonimie, sprawiłeś mi ogromną radość swoją twórczością. I niech Fenrir zeżre Tor chroni tych, którym nie sprawia radości :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam!

 

Brodę miał skołtunioną, wtarte w nią resztki starego jedzenia,

Hm, coś mi tu nie brzmi.

Kiedy srebrny krzyż spoczął na mojej piersi,

Można zmienić składnię na mniej “angielską” – nie zawsze brzmi to lepiej, więc musisz zdecydować:

 

Kiedy srebrny krzyż spoczął mi na piersi,

 

Ciasne pętle powodowały rany na fioletowej skórze, ale nie krwawiłem

Mało naturalne. Lepiej: Ciasne pętle raniły fioletową skórę, ale nie krwawiłem

 

Pchnął gwałtownie nóż, prosto między moje żebra.

Wiadomo, czyje

 

Adept zamarł w progu, rzucając torbę na ziemię.

Jeśli zamarł, to nie rzucając, tylko rzuciwszy. Ha, wiedziałem, że jakiś imiesłów ubiję!

 

Wrażenia ogólne: świetne opowiadanie. Wartka akcja upchnięta wzorowo w niewielkiej objętości. Ciekawy, choć zasugerowany zwrot akcji – taki miękki twist, ale i tak dobrze się bawiłem. Naturalne dialogi, ciekawa kreacja świata. Do tego wzruszające zakończenie. W zasadzie idealne proporcje wszystkiego ;)

 

Jakby forum działało sprawniej, to by było w jeden dzień przeklikane do biblioteki. Nieco w tym pomogę :)

 

 

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Myślę, że każdy z nas ma inne podejście do pisania i inne fundamenty, na który stoi, stąd różne opinie.

 

Mnie chyba najlepiej streszcza coś, co napisałem kiedyś w komentarzu Holly:

 

Opowiadanie jest jak relacja z czytelnikiem. Wystarczy jedno fałszywe słowo, a staniesz się w jego oczach graczem, nie partnerem. Chcę widzieć w tym, co piszesz, czarodziejkę, nie iluzjonistkę.

 

Jeśli opowiadanie ma warstwę realną i fantastyczną, to w realnej wszystko ma być dopięte na ostatni guziczek, a w fantastycznej mogą sobie latać duchy i bóg wie co.

Przypomniało mi się, jak kiedyś Holly dostała głos na “nie” w piórkach m.in. za to, że u niej bohaterowie podpisywali akt kupna domu ze sobą, bez notariusza – a rzeczywistość tak nie działa. 

Oj, ta Holly mi po głowie chodzi :P

 

Jeśli opko ma warstwę fantastyczną, ale “Wiedźminowską”, to sprawdzam fizykę w scenach walki, w których nie używają magii, jakąś podstawową medycynę, oczywiście psychologię bohaterów, ale to wszystko. Jeśli świat jest zupełnie od czapki, to nie ma co go sprawdzać technicznie.

Jeśli widzę kategorię absurd, to tylko sprawdzam przecinki, bo nawet psychologii się nie da XD

Jeśli widzę twarde SF, to sprawdzam wszystko, co się da. A jeśli widzę space operę, tylko psychologię postaci.

 

Dla mnie pisarz jest detektywem, ale w ramach gatunku, w którym aktualnie pisze. Tutaj określiłem gatunek zgrubnie jako realizm magiczny i tak go sprawdzałem.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Melendurze, jest to ciekawe spostrzeżenie SI o dwóch przeciwstawnych efektach, które jednak nijak nie ma się do obserwacji praktycznych ekip ratowniczych. Im dłużej ofiara była uwięziona, tym trudniej było ją wyciągnąć. Nie trzeba bić się na modele SI, tylko napisać do TOPR (tam jest najwięcej akcji, bo jaskinie są długie i mają sporo zacisków), co polecam czynić. 

Na hasło “piszę opowiadanie i mam kilka pytań” zwykle są w stanie odpowiedzieć, chyba że jest długi weekend ;)

Swego czasu obracałem się w tym środowisku i słyszałem dużo o akcjach ratowniczych – był to ulubiony temat rozmów, bo łatwo było przyciągnąć uwagę :) Również od osób, które w nich uczestniczyły i same wyciągały ludzi. Sporo chodziłem po jaskiniach, do tej pory wala mi się gdzieś legitymacja speleoklubu, tylko składki już nieopłacone XD

 

Wracając do meritum: celem nie jest wytknięcie komuś błędów, tylko nie powielanie bullshitów. Nasze słowa są czytane i działają na wyobraźnię kolejnych osób. Jaskinie występują w wielu opowiadaniach i często opisywane są po prostu źle. Więc nie wojuję tutaj z anonimką, tylko z tym, żeby opis miał coś wspólnego z rzeczywistością. A opowiadanie zaczyna się od nawiązania w przedmowie do konkretu.

 

Zauważ, że w pierwszym wpisie w ogóle nie wojowałem z tym, że bohaterka mogła go ugryźć – tylko z tym, że przez kalosz będzie jej trudno :) Cytuję:

weszli tam zupełnie bez sprzętu, w krótkich butach, i mogła mu się wgryźć w łydkę

Ale jeśli w drugim wpisie wciska mi się bullshit o tym, że bohaterka błyskawicznie chudnie, mam prawo stwierdzić, że jest to bullshit.

 

W sumie mogę sobie odpuścić. W dobie SI i tak wiemy, jak coś działa, bo SI nam powie. Więc piszmy sobie o jaskiniach takich, jak na filmach z Disney+.

 

P.S. Odnośników tym razem nie podaję, załączam obrazek. Niech Claude zweryfikuje. I to mój ostatni post odnośnie technikaliów.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Anonimie, rozczaruję Cię, ale w absolutnej ciemności nie widać nic. Receptor musi otrzymać foton, żeby ten go wzbudził. Nie ma fotonu – nic nie widzisz. Fizyka, medycyna, nie będę się powoływał na własne doświadczenia. Wybacz, ale to po prostu nie zadziała. W scence, w której prawie dostała kopniak butem podobnie – ona nie zobaczy buta. Trzeba ją opisać w ten sposób, że rzeczywiście ją kopnął.Jeśli to była jego pasja, oboje są w kaskach, więc tylko poczuje, że coś ją uderzyło.

 

Jeśli powołujesz się na badania – cytuj odnośniki. Chętnie podejmę polemikę również z autorami owych, jest tam zwykle corresponding author. Nie wiem, kto przepuścił taki badawczy bullshit przez recenzję.

 

Teza o tym, że chudną, to również bullshit. W ciągu 92 godzin nie nastąpi zauważalne chudnięcie. Pojawią się za to obrzęki, które utrudnią wyciągnięcie. Jest zatem odwrotnie do tego, co piszesz.

Poczytaj, proszę to:

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12139709/

Oraz sprawdź hasła:

Zastój żylny i limfatyczny

zespół ciasnoty przedziałów powięziowych

 

Uciśnięte tkanki puchną i osobę jest coraz trudniej wyciągnąć. Pojawiają się stany zapalne, w mięśniach wydzielą toksyny, co może nawet prowadzić do ich uszkodzenia.

I nie piszę tego ze złośliwości, czy z chęci pokazania, że lepiej zrobiłem search. W sumie nie musiałem go robić, wystarczą mi opowieści ludzi, których znałem. Zresztą jednego wieczora rozmawiałem z gościem w bazie, drugiego zapłakana rodzina przyjechała po jego rzeczy – takie doświadczenia też bywały.

 

Nie, Anonimie, nie wyjaśniłaś, tylko zagmatwałaś jeszcze bardziej, bo wyjaśnienie mnoży kolejne błędne tezy.

 

Może skupmy się na wątku psychologicznym, bo tam jest problem. Jaskinia to tylko dekoracja, większość czytelników tego nie zauważy.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ambush, wybacz, ale ten stockowy obrazek pocięty liniami trochę mnie razi. Ktoś go tak oznaczył, żeby za niego zapłacić, więc wklejanie go, hm…

Wiem, że jesteś w Jury i niby nie warto się narażać, ale szczerość tym razem zwyciężyła

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Przybywam!

 

Początek wciągnął, ponieważ sporo czasu spędziłem przeciskając się przez jaskinie.

Latarki, które dawały tak niewiele światła, zgasły, grzebiąc nas w ciemności. Było to tak dawno temu, że mogłam już zauważyć ciemniejszy zarys stopy Karola.

Logika: jak mogła zauważyć zarys stopy, skoro jest w jaskini? Skoro nie ma źródła światła, nic nie widać. Pomijam to, że z zewnątrz jest kalosz, który trudno opisać jako stopę.

 

– Na pewno nas szukają. – Usłyszałam zapewnienie z przodu

To jeden z tych dyskusyjnych zapisów dialogu, podobny do “Gdzie jesteś? – doszedł do mnie głos”. Jak widzisz, startuję didaskalia małą literą, bo choć mowa o słuchu, to słychać mowę. Kiedyś nawet dawałem do tego odnośniki słownikowe i przykłady z książek w komentarzu.

 

Ciężkie skały natychmiast na mnie naparły, ściskając boleśnie, powodując gwałtowne dudnienie w uszach i jasne plamy przed oczami.

Ciężar czujemy, kiedy coś chcemy unieść, albo kiedy coś ruchomego nas zgniata. Tutaj bohaterka jest wewnątrz nieruchomego górotworu. Reszta opisu brzmi w miarę dobrze (początek omdlenia), ale ten początek nie jest dobry. “Twarde skały” nie kłóci się z logiką.

 

Walczyłam o oddech, połykając łapczywie krótkie, zatęchłe hausty.

Dlaczego zatęchłe? Zatęchłe są nory i piwnice, ze względu na pleśń. Każda jaskinia pachnie inaczej, ale rzadko jest to typowa stęchlizna – chyba że coś tam zdechło, albo przez szczeliny wpadły liście i humus. Wtedy istotnie jest to zapach rozkładu, ale nie pakowałbym wszystkich zapachów do jednego worka.

 

spływała słaba strużka wody. Zlizałam ją łapczywie, zdzierając język, smakując szorstką powierzchnię skały.

Bohaterka ma delikatny język, nie pamiętam, żebym miał wrażenie zdzierania przy zlizywaniu wody ze skał. Tam, gdzie cały czas po nich cieknie, pojawia się taki śliski nalot (z minerałów, w Polsce zwykle wapień), więc nie są aż tak szorstkie. Ale niech zostanie, dodaje dramatyzmu :)

 

Efekt był taki, że ugrzęzłam jeszcze bardziej.

– I co? – Usłyszałam z ciemności.

– Utknęłam jeszcze bardziej.

Dialog powtarza wcześniejszy opis. Czyli opis nie jest potrzebny.

 

Prychnął zły i wierzgnął nogą, prawie trafiając mnie w twarz.

Prychnął ze złości

 

– Przez dziewięćdziesiąt dwie godziny była całkowicie odcięta od jakichkolwiek bodźców. Nie wiemy, jak to wpłynęło na jej psychikę. Na pewno nie obejdzie się bez psychologa, może psychiatry.

Niewiele wpłynęło. Znacznie większe znaczenie ma tu trauma wynikająca z samego wypadku i na nią położyłbym nacisk. Odcięcie od bodźców w sytuacji, w której bohaterka jest głodna, odwodniona i sama traci świadomość przynosi tylko ulgę. Psycholog będzie potrzebny, ale raczej by pomóc dziewczynie poradzić sobie z tym, co się zdarzyło, niż z tym, że była pozbawiona bodźców.

 

– Chyba przyznasz mi rację, że nie był ciebie wart – odparł Kania.

Milczałam, nie mogąc się nie zgodzić, to jednak nie usprawiedliwiało zjedzenia go.

Tutaj nagle się dowiadujemy, że bohaterka zjadła chłopaka. Nie jest to zaakcentowane i wyskakuje jak królik z kapelusza. Owszem, czytelnik może czegoś podejrzewać po tych scenach wgryzania się, ale tutaj brzmi to jak twist bez twistu.

 

Końcówka mnie rozczarowała. Szczególnie, że na tym etapie już walczyłem z logiką wcześniejszych scenek – skoro była uwięziona i nie mogła się ruszyć, czy mogła go zjeść dosłownie? A jeśli w przenośni, w zaświatach, jaki jest sens tekstu o skosztowaniu ludzkiego mięsa?

Technicznie, żeby dobrać mu się do nogi, musiałaby się przegryźć przez kalosz. Nie wspominam o tym, że w głębszych jaskiniach raczej nosi się kombinezon z cordury lub PVC. Ok, załóżmy, że weszli tam zupełnie bez sprzętu, w krótkich butach, i mogła mu się wgryźć w łydkę… Robi się to zagmatwane. No i jaki problem w tym, że na wpółprzytomna kobieta zjadła kawałek już martwego partnera? Jesteśmy ssakami wszystkożernymi, nie ufoludkami, staramy się sobie jakoś radzić :)

 

Początek, mimo kilku drobiazgów, brzmiał obiecująco. Była w nim jakaś psychologia – choć tekst, który rzuca chłopak, żeby ona się ruszyła, jest tak żałosny i skrajny, że z psychologicznego punktu widzenia też bardzo to razi. Najpierw jest opanowany i wspierający, później nagle miesza ją z błotem (i to dosłownie :) ). Żeby to było wiarygodne, oczekiwałbym pokazania, jak stopniowo się załamuje – brakowało mi stadium pośredniego. Teksty o gotowaniu i seksie są bardzo sztampowe – oczywiście mogły się pojawić, ale oczekiwałbym czegoś jeszcze.

 

Więc, hm, historia miała potencjał. To bardzo odległe skojarzenie, ale w tekście https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34983 też odniosłem podobne wrażenie – dopóki nie pojawił się diabeł, całość jeszcze brzmiała, ale wraz z nim coś się załamało (we mnie czytelniczo). Tutaj było podobnie. Diabeł jest slapstickowy i nachalny, jak wycięty z komiksu. A powinien być subtelną wątpliwością, robakiem, który stopniowo drąży myśli.

 

Dzięki za temat jaskiniowy, który jest mi bliski, konsekwencje psychiczne sytuacji też brzmiały ciekawie, nawet gdyby rzeczywiście zjadła mu kawałek łydki. Zaświaty do momentu pojawienia się diabła były ciekawe, głód jest pierwotnym instynktem.

 

Pozdrawiam!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tekst z solidną podbudową.

 

Nie jestem fanem rozgrywek politycznych i historii, które rozgrywają się w gabinetach, więc początek mnie znużył. Potem było już lepiej, choć na akcję musiałem czekać do ostatniego fragmentu.

 

To, czego mi brakowało w rozmowach, to wzmianki o życiu osobistym. Rozumiem, że to Niemcy, że wszystko chodzi jak w zegarku, ale kiedy spotykają się politycy, uprawiają również small talk i zdarza im się wplatać luźniejsze tematy. Problem chybna w tym, że mało jest tutaj scenek dialogu jeden na jeden, a jeśli są, to mało w nich miejsca na takie kwestie.

Bohaterowie są “posągowi”, nie widać w nich ludzkich elementów. Brakowało mi też w dialogach różnicowania między bohaterami, wprowadzenia ulubionych powiedzonek, naleciałości, manier językowych.

 

Poza tym marudzeniem powyżej, to dobra historia i dobrze napisana, więc z chęcią kliknę bibliotekę!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O rany, takie dobre, a nikt tego nie klikał?

 

Fakt, jakaś bariera wejścia jest, bo od początku jest nieco szorstko, a język potoczny – tylko jak się przebrnie przez ten wstęp, to trudno się oderwać.

 

Historia w sam raz – angażująca czytelnika, ale nie zagmatwana. Zagadki fabularne sprawiają przyjemność, końcowy podwójny zwrot jest pomysłowy (na szczęście nie czytałem komentarzy). Sugestywna wizja świata, dobry efekt imersji – zważywszy, że z takim narratorem jest się trudno utożsamić, jest to karkołomne wyzwanie, ale wyszło świetnie. Język narracji też jest elementem świata.

 

Bawiłem się bardzo dobrze. Widać dużo pracy włożone w opowiadanie.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

O, dzięki, zawsze w okresie konkursów widać, jaki jest deficyt czytelników, a nadmiar piszących :D

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Wpadł w obejście jak burza, nie mogąc ustać w miejscu.

Kolejny imiesłów do odstrzału, bo niezgrabnie to brzmi. Czasownik dokonany w pierwszym członie i jednoczesność dość dyskusyjna.

 

Wpadł w obejście jak burza i jeszcze długo nie mógł ustać w miejscu.

 

dzieciaki przytuliły się do jej spódnicy

Można spróbować tutaj słowiański szyk: dzieciaki przytuliły się jej do spódnicy

 

Stanimir, odłożył cegłę, którą sprawdzał, jak schnie

Zrozumiałe, ale niezgrabne i ma problemy z interpunkcją

 

Stanimir odłożył cegłę, której dotąd uważnie się przyglądał, by samemu się przekonać, jak schnie

 

Niestety wychodzą takie “potworki”, druga opcja to opisać to inaczej. 

 

Agnieszka skinęła głową, z wdzięcznością przyjmując dar.

Niby poprawnie, ale można zamienić na “przyjąwszy”, bo wcześniej jest dużo powtarzalnych struktur z imiesłowami

 

Taczka sama dźwiga większość ładunku, wy tylko prowadzicie.”

Cudzysłów się dokleił

 

Leszek skradał się dookoła kucającego Gniewka.

Kucającego wiele razy czy przykucniętego?

 

Ładne zakończenie, zachęca do dalszego czytania. Z pozoru trudna decyzja, bo oczywiście trzeba Mściwoja “przygarnąć” i tak mówi bezstronny obserwator, ale Robert nie ma takiego dystansu. W każdym razie czytelnicy będą czekać na ciąg dalszy. Mściwój, rozwinięty fizycznie ale nieśmiały (zgaduję, że brak akceptacji ze strony ojca) byłby dobrym sprzymierzeńcem Gniewka – to pewien archetyp bohatera, który nie zdaje sobie sprawy z własnej siły i często występuje w prozie. Ja w serii “Żaba” miałem siłacza Orteka, który dodatkowo był nieco upośledzony w postrzeganiu świata, zatrzymał się na etapie małego chłopca.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Odnośnie pytania: w opowiadaniu język bohatera oscyluje między codziennością a metaforą:

 

Przychodzę do ciebie od kilku miesięcy, zacząłem na poprzednią jesień. Pamiętam, pomyślałem, że ładnie ci orzechy wokół grobu naspadały.

 

To jest przykład fragmentu, w którym są kolokwializmy, składnia i gramatyka nieco kuleje, i co powie na to Tarnina? A jednak nie zaznaczałem tego jako błąd, tylko próbę zapisania myśli takich, jakimi są, łącznie z niedoskonałością gramatyczną.

 

Są też mniejsze grzeszki:

 

Mnie uchroniły, w sensie.

 

Metafory graniczące z kolokwializmem też:

 

Potrafię znormalizować się w głowie

 

Czy mi to przeszkadza? Kiedyś już napisałem i się tego trzymam: nie przeszkadza mi maniera pisarska, która definiuje styl, o ile mieści się w granicach poprawności. Tutaj się nie mieści (ewidentnie jest to “jazda bo bandzie”), ale też mi nie przeszkadza, ponieważ od początku widzę, że jest cechą tego opowiadania.

Ujmę to tak: gdybym miał przeczytać całą książkę tak napisaną, miałbym mieszane uczucia. Tutaj jest mały, zamknięty utwór, w którym owe kolokwializmy wydają się tak nienaruszalną częścią, że poprawianie ich nie ma sensu. Widzę w tym zamysł artystyczny, każde zdanie jest dla mnie zrozumiałe, mimo owych zgrzytów z poprawnością. Ma to swój urok.

To jeszcze jedno porównanie: jeśli opowiadanie ma tag “absurd” to nie będę rygorystycznie sprawdzał logiki (choć mogę sprawdzać technikalia).

 

Jeszcze przytoczę najładniejszy fragment:

 

Nie zbliżającymi się do ognia, aby przez brak jakiegokolwiek czucia nie spalić się w płomieniach. Prawie nie rozmawiającymi, z obawy przed tematem, który musiałby się pojawić. Nie od razu to zrozumiałem, trochę jakby z początku to podświadomość mi podpowiadała. Dopiero potem zastanowiłem się nad tym nieco bardziej. Temat, który byłby nieunikniony, byłby jednocześnie tabu. Jak wyznanie uczuć przez parę kochanków, z których każde ma własną rodzinę. Tylko gorszym. Oj, znacznie gorszym.

 

Jeśli ceną za przeczytanie tego są zgrzyty gramatyczno-składniowe i kolokwializmy – tak, chętnie ją zapłacę XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witam!

 

Zaraz po nich zniknęli fpogromcy.

 

Coś się rozjechało albo zlało?

 

Na zewnątrz to wcale, nie jestem szalony.

Dziwnie się czyta z tym przecinkiem.

 

zastanowiłem się nad tym nieco bardziej

Kolokwialne. Lepszy związek frazeologiczny to głębiej – od analogii do “po głębszym zastanowieniu”

 

Napisane w pięknym, nastrojowym stylu. Podobała mi się i treść, i sposób budowania zdań. Dużo wzruszających momentów, realistyczne zdziwienie bohatera światem. W trakcie lektury wczuwałem się w narratora – co, biorąc pod uwagę jego opłakany stan, jest osiągnięciem – i jednocześnie wymogiem do imersji w przedstawiony świat.

Tekst ma szansę zostać w głowie na dłużej, niedopowiedzenia tylko zachęcają do zadawania sobie pytań. Czyta się i głową i sercem, czyli wywołuje uczucia, i nie jest to bynajmniej znużenie :)

Kliknąłem, ale wydaje mi się, że dużo klików może doprowadzić do ujawnienia autora, kiedyś było to dyskutowane – musiałbym wrócić do jednego z poprzednich konkursów.

Gratulacje za bardzo udany tekst!

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Cóż, po za poprawkami nie będę ingerować w treść, bo z tego co kojarzę, to niedozwolone,

 

Moim zdaniem trzeba (w dozwolonych ramach) uwypuklić to, że bohater jest mordercą. To jest zasadniczy problem, nie dekoracje w postaci Hadesu czy Helheim.

Z komentarzy wynika, że część czytelników tego nie łapie – dlaczego bohater chce odejść w pustkę.

 

W moim odbiorze jest to najważniejszy element tekstu, który odróżnia go od czystych zabaw słowem – tutaj kryje się przesłanie. To dobry efekt – zaczynamy śmiesznie, kończymy w zadumie. Tylko trzeba go uwypuklić.

Więc na Twoim miejscu, Anonimie, skupiłbym się na tym – żeby wybrzmiało przesłanie, bez zbytniej zmiany akcji. 

Nie odpowiadam za Jury, ale przebudowanie zdań o morderstwie tak, żeby wybrzmiały, nie jest chyba ingerencją w treść – bo treść już tam jest, tylko słabo widoczna.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Po przeczytaniu tytułu myślałem, że będzie samo Diyu, bo tam dusza była dokładnie “trzepana” za wszystkie grzeszki – i było chyba dość biurokratycznie :)

Z racji serii o Nili muszę być na bieżąco w temacie zaświatów XD

Hm, można było dorzucić Easter Eggi – np,. wzmiankę, że któraś z urzędniczek znika na szkolenie w Diyu, i już zorientowany czytelnik by się uradował, a niezorientowany może zainteresował słówkiem. To, że zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+ nie znaczy, że musimy się zawsze ograniczać. Można to napisać tak, że dla Disneyowca jest to po prostu jakiś ozdobnik, tak zwany “abażur”, który nie przeszkadza mu rozumieć fabuły, a taki co przekopuje mitologie będzie miał przyjemność.

Rzeczywiście wszystkich wątków nie da się wrzucić w opowiadanie, które ma bawić czytelnika i jego cel jest zupełnie inny. Nie chodzi przecież o to, żeby opowiadanie się zgadzało dokładnie z mitologią, tylko o zabawę dla czytelnika – ale z drugiej strony ważne, żeby ten nie poczuł, że porusza się wśród dekoracji z kartonu ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

i w ogóle:(

 

W ogóle ani trochę nie odstajesz, ale od klimatu tak. Ale właśnie od tego są wyzwania, żeby próbować i szybko mieć odpowiedź.

No i wyzwania są od tego, że jak się spadnie z konia… czy mam kontynuować? :P

Przecież nie jest nigdzie napisane, że ma się jedną próbę!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Guru,

 

Pierwsze, co zauważyłem, to eksperyment z formą – bardzo krótkie linie. Mam spostrzeżenie, że nadawało to tempo czytaniu, wymagało jednak oswojenia się ze sposobem zapisu. Zapewne niektórzy czytelnicy, którzy widzieli już niejedną zabawę w literaturze zupełnie się tym nie przejmą, a nawet ucieszą z odmiany. Można natomiast nie trafić w czyjeś gusta – więc od razu wycinamy część odbiorców, tylko ze względu na formę. Czy warto? Hm, przewrotnie napiszę, że czasem warto, by pisanie było różnorodne.

Podobał mi się końcowy twist, w którym bohater staje się “wysłannikiem” głodu. Napięcie narastało stopniowo, co wciągało mnie w opowieść.

Wybijały mnie niektóre słówka, i to jest chyba ważne spostrzeżenie – przy takim rozbiciu tekstu na linie również wszystko dobrze widać, więc wszelkie niezgrabności stylistyczne od razu wypływają na wierzch. 

 

Miał więcej niż wszyscy razem

Miał więcej, niż wszyscy we wsi razem wzięci

 

Bogumiła słyszała częściej zgrzyt żaren niż własne myśli.

To kobieta, ma rozdzielną uwagę. Mielenie zboża nie przeszkadza chyba aż tak bardzo w myśleniu.

Zadowolenie było w mlaskaniu, w cieple izby, w ciężkości brzuchów.

Takie poetyckie, ale niektórzy czytelnicy się pogubią

 

– Jeszcze – uśmiechnął się Bogdan.

Albo przerobić na “gębowe”, albo wielką literą i zmienić szyk, albo jako wtrącenie dialogowe i bez kropki

 

Śnieg był głęboki. Zniknęły w nim. Nie poszedł za nimi.

Powtórzenie “nim”, poza tym “zniknęły” sugeruje, że zapadły się w śnieg całkowicie. Bydło by po prostu nie chciało wtedy iść. Chyba że wyżarły sobie tunel, ale to raczej komiczny efekt.

 

Teo

 

Miłe to, ale nie bałem się ani trochę. To chyba wersja dla rezydentów domu spokojnej starości, gdzie połowa jest już po zawale i serduszko nie może szybciej zabić :)

Rozkręca się bardzo powoli, w zasadzie czytelnik rozumie to, że zakłócali ciszę już na początku, ale potem dowiaduje się wszystkiego ze szczegółami. Po tak długim wstępie, który w zasadzie prezentuje stałą wartość “napięcia fabularnego” oczekiwałem czegoś bardzo mocnego, a dostałem coś, co tylko potencjalnie wieje grozą – jak woda po gotowaniu parówek :P

Gdybym miał napisać w skrócie, to, eee, ma potencjał :)

Widzę, że sięgasz do wspomnień. Dzieciństwo to kopalnia horrorów. Wystarczy je ożywić :) 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Na razie bez łapanki językowej – na którą przyjdzie czas, bo miejscami było “szorstko”.

 

Koncepcja mi się spodobała – zabawnie, ale miejscami pojawiała się i groza.

Moment, w którym bohater przypomina sobie, że jest mordercą, wydawał mi nieco zagmatwany:

 

Na tę myśl chwycił się nadgarstka, gdzie jeszcze kilka godzin temu jej pomalowane, sztuczne pazury wbiły mu się pod skórę. 

Nigdy od niej nie uciekniesz, ani tu, ani tam.

– Cicho.

Od chwili gdy was zostawił, nie zrobiłeś nic. Dałeś jej miotać sobą wedle uznania, i co teraz? Morderco.

– CICHO!

 

To kulminacja całości, więc moim zdaniem nie powinno być tutaj wieloznaczności, jak we fragmencie, który wyróżniłem. Czytelnik na podstawie tego zdania ma się domyślić, co się stało, ale ja się gubiłem. Powinno być mocno i wyraźnie.

 

Z uwag technicznych:

 

Brakowało mi islamu – drugiej religii świata:

https://www.infoans.org/pl/dzialy/warto-wiedziec/item/25574-religie-na-swiecie

Tam też są odpowiedniki nieba i piekła – Sura 56, można sprawdzić na:

https://mzr.pl/koran/

 

I chińskich zaświatów, przez które muszą przebrnąć wszystkie dusze, żeby się oczyścić:

https://china-underground.com/2011/04/27/the-eighteen-layers-of-chinese-hell/

 

No dobra, uznajmy, że przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.

 

W wersji greckiej bohater bez monety będzie się błąkał 100 lat nad Kokytos, co samo w sobie jest rodzajem piekła, bo to rzeka lamentu. Potem trafi pod sąd – w tym przypadku przed oblicze Eaka, bo on odpowiada za Europę. Nie wiemy, za co zabił, czy kogoś bronił, czy jest po prostu psychopatą. Psychopata trafiłby do Tartaru i tam wiecznie cierpiał.

 

W wersji nordyckiej w opowiadaniu zupełnie pominięta jest w opowiadaniu struktura zaświatów – pojawia się tylko Walhalla. Nordyckie zaświaty miały również Folkvangr – Pole Dusz, do którego trafiałą polowa “bohaterów”. Miejscem rządziła Freja. 

Neutralna dusza po prostu wiodłaby nudne życie pod czujnym okiem Hel.

Morderca – zależnie od wersji mitologii – zostałby od razu pożarty przez Nidhogga i unicestwiony, albo (w późniejszych wersjach) cierpiał męki w piekle. Trzeba pamiętać, że okresie, kiedy została spisana, mitologia nordycka była już pod wpływem chrześcijaństwa, ale również wcześniejszych naleciałości rzymskich.

Z Eddy Poetyckiej, tłumaczenie Apolonii Załuskiej:

„Widziała salę od słońca daleką,

Na trupim brzegu, drzwi na północ patrzą;

Jadu krople padają otworami dachu,

Z grzbietów wężowych pleciona ta sala.

Widziała tam brodzących w nurtach rzek bystrych

Mężów krzywoprzysiężnych i morderców wilczych

I tych, co żonę cudzą ułudą uwiedli;

Tam Nidhögg wysysał ciała zmarłych…”

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Gdyby Wenusjanki i Marsjanie tak wdzięcznie do siebie pisali, może rzadziej sięgaliby po broń masowego rażenia, w tym pociski soniczne, portale do odległych krain oraz hibernację wieczorną.

 

Jak już zauważyli czytelnicy, mimo reprymendy w słowach jest sporo ciepła, a sarkazm nie przechodzi w złośliwość.

 

Zatem, droga Ziemianko, rada starszych mej rasy zdecydowała przekazać Ci amulet kliku, z zaleceniem, by co najmniej raz w tygodniu ułożyć dla niego opowieść. Amulet bez opowieści śniedzieje, aż w końcu chowa się ze wstydu pod szafą w oczekiwaniu na lepszego właściciela, więc dbaj o niego :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Witaj, Anonimie!

 

Czytało się dobrze, choć wymagało skupienia by powiązać scenki. Trudno mówić za innych, ale mam wrażenie, że próg wejścia w rzeczywistość jest wysoki, więc mogą się pojawić pytania “ale o co chodzi?”.

Ja starałem się wyłączyć sprawdzacza literówek i składni, wtedy pomogło (za drugim czytaniem) – kiedy wczułem się w nastrój, pozwoliłem treści zagościć w myślach, a samym myślom trochę błądzić po odniesieniach kulturowych, znaczenie scenek stało się w miarę jasne. Brawo za ambicje i pomysł.

Dobre budowanie świata, poznajemy go zarówno oczami technika, sprowadzonego de facto do roli więźnia, jak i w dialogu z posłańcem z Kalos. Dwa punkty widzenia, dwie różne metody opisania, podobała mi się taka ekspozycja.

Dialogi na wiele osób zawsze są trudne, ale ten brzmiał w miarę dobrze. Gdyby posłaniec miał w wypowiedziach jakąś formę grzecznościową na początku, łatwiej byłoby go wyróżnić, bo przecież pozostałe głosy to w gruncie rzeczy jedno i nie ma tam znaczenia, kto mówi.

Koncepcja harfiarza też ciekawa.

 

Zalatywało Jim-em, ale na razie zbyt mało poszlak, nie będę zgadywał.

 

Polecam jeszcze raz przeczesać tekst, trafiają się babolki takie jak ten:

 

Tam, gdzie krzyżowały się ich niezliczona ilość – na pępicy.

Odmiana?

 

Mimo drobiazgów napisane naprawdę porządnym językiem.

Polecam dodać oznaczenie 18+ ze względu na scenkę pobierania nasienia – w sumie jest tag erotyka, ale nie zaszkodzi. 

Mam wątpliwość logiczną, czy nasienie techników miało wartość, skoro pracowali w takich warunkach.

 

Pozdrawiam!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Z tym ŁUP i podobnymi – hm, gdyby to była cecha charakterystyczna całej serii, chyba bym przywykł. Taka maniera pisarska, przestaje drażnić po dwóch rozdziałach, po czterech już jej nie zauważasz ;)

Gdyby dać komiksowe ilustracje w dużej ilości, może formuła light novel – kto wie? Dobry sposób, żeby się wyróżnić. W Polsce nie jest chyba popularne.

Mam na myśli to, że fanfiki o Wiedźminie to mocno obsadzony obszar, trudno się przebić.

 

Całość stylowo dość szorstka, edytor jeszcze miałby trochę roboty. Pod względem pomysłów bardzo dobra.

 

To będzie trudna decyzja – przebijać się z Koenradem czy spisać go na straty i stworzyć własny, odjechany świat. Teraz jest czas na takie odjechanie, takie mam przeczucie – uniwersum, które tworzy zupełnie nowe zasady gry, może wciągnąć czytelników.

 

Taka Diuna to fabryka dziur logicznych i technicznych, a jaka modna :)

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tu też dialog do poprawy. Kropka po mamo, odruchowo z dużej. 

 

Można dyskutować. Przywitać (słownie) to czynność gębowa. Przywitać (w ogóle) – do interpretacji. Więc to chyba ciężki przypadek.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Nostalgiczne i nastrojowe. 

W tekście jest sporo pogody… ducha :) Prowadzi czytelnika przez cały proces przejścia w zaświaty i zamiany w ducha z wdziękiem. Jest sporo wzruszeń, miłe, rodzinne scenki – a jednocześnie uniknąłeś patosu. Czyli łezka się kręci, ale nie jest wyciskana z odbiorcy.

Na razie nie robiłem łapanki językowej, ale zwróciłbym uwagę na imiesłowy. Większość jest użyta poprawie, ale błysnęły mi takie, które nie wydają się wyrażać jednoczesności, a przynajmniej wyobrażenie sobie, że jedna czynność towarzyszyła drugiej wymaga pewnej ekwilibrystyki. Jest też trochę powtórzeń. Wcale nie przeszkadzało mi to w odbiorze, tekst czyta się gładko, a niedoskonałości zauważałem przy okazji, a nie wywalałem się na nich.

Przykłady:

zaczął wyłamywać parasole. Ludzie zaczęli w pośpiechu

szepnęła Śmierć do jego ucha

Anglicyzm składniowy(death whispered in his ear)– lepiej: szepnęła mu Śmierć do ucha

 

odruchowo spróbował się przywitać, ale żaden dźwięk nie wydostał się z jego ust.

Siękoza (na szczęście na to się nie umiera XD) . Wydostał się można zmienić na wyszedł – żaden dźwięk nie wyszedł mu z ust. Może być też “opuścił”, ale wtedy trzeba niestety mieć tę angielskawą składnię “nie opuścił jego ust”, ponieważ sam czasownik jest wieloznaczny.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

To pomaga trochę. 

 

A uwagi czytelników jeszcze bardziej XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

bo ostatnio mam skłonność do przedłużania.

 

Zamiast z tym walczyć, zacznij książki pisać XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Przy okazji wyklarowałem (mam nadzieję) pełniej oś konfliktu w dialogu: teraz jest:

 

Nie widzisz, że Hades dawno się pogubił? Ty bronisz prawa, on zaś broni tylko władzy. Boi się, że zmiany uczynią go słabszym w oczach innych, że utraci kontrolę nad tym światem, który kiedyś przejął siłą! Nie on stworzył Podziemia, lecz traktuje je jak swą własność. Zamiast nagradzać, wyznacza kary – czymże zawinił Charon, kiedy Herkules zmusił go siłą do przewiezienia przez Styks? Słyszałeś też o mnie, prawda?

 

W mitologii między Hadesem a Erebusem i Nyks nie było otwartego konfliktu, jednak warto zauważyć, że Hades ukarał Charona za incydent z przewiezieniem Herkulesa, a nie powinien tego robić. Podobnie w poprzedniej części starał się ukarać Przewoźnika za niesubordynację i przewiezienie Nili, nasyłając na dziewczynę Iksjona.

Próba ukarania Charona w mitologii, o ile dobrze pamiętam, skończyła się średnio dla Hadesa, bo powstała kolejka dusz. To musiało go irytować.

Ukryte animozje między starszymi bóstwami a pokoleniem “władców” to ciekawy punkt zaczepienia i może go wykorzystam. Z punktu widzenia Charona Hades może być “okupantem”, ale Przewoźnik cierpliwie znosił to przez tysiąclecia. 

 

Czyli kwestia dialogowa Nili niemożebnie się wydłużyła, ale może będzie wiadomo, o co chodzi :D

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Zakapiorze, miło Cie widzieć, siadaj więc i poczęstuj się kąskiem literackim :)

 

Nawet, znaczy kto jeszcze podlega?

 

Gospodarz i gość nie mogli czynić sobie krzywdy, dopóki byli w domu gospodarza. Symbolem uznania za gościa było zasiadanie do stołu lub przyjęty poczęstunek – stąd Hermes staje się gościem przez łakomstwo. Prawo istniało w tradycji greckiej, a przez “nawet” kapłanka przypomina Hermesowi, że dotyczy zarówno śmiertelników jak i bogów (poniekąd jest nadane przez bogów, więc sami muszą go przestrzegać). Hermes był zabiegany i mogło mu się wydawać, że to tylko obyczaj śmiertelników.

 

Czarodziejka znaczy się. Telekinetyczka.

 

A to racja, ruchem jest lepsze :P

 

asfodelu

Przed chwilą było dużą.

 

asfodel – roślina, z małej

Pola Asfodelowe – część królestwa, wielką literą

Asfodel – skrócona nazwa części królestwa – uznałem, że sędziowie i inni mieszkańcy Hadesu przez tyle wieków musieli wykazać lenistwo językowe i skracać nazwę

 

Czego poświęcenie, jak jeszcze walczą? To brzmi, jakby już uznała, że po chłopie

 

Wie, że obaj odniosą rany. To taki klasyk mitologii, są nieśmiertelni, ale ich boli, nie męczą się, ale mają ograniczoną siłę. Więc przejmuje się Charonem akurat tyle, ile trzeba – nie łka, że Cerber go zeżre, ani nie macha ręką: niech się trochę potarmoszą, przecież nic im to nie robi.

Hm, może napiszę to jaśniej, że chodzi o cierpienie i ból, nie o zagładę

 

A główny złol, zwyczajem wszystkich głównych złoli, tak sobie stał…

 

Trochę tak “filmowo” to wyszło, bo istotnie główne złole w finale zwykle stoją jak kołki i słuchają,. co im chce powiedzieć bohater, zamiast się go pozbyć – a trochę więcej realizmu by się przydało. Dodanie dynamiki Nili pomoże w tym miejscu, bo atrybutem Hadesa nie jest szybkość.

 

Ogólnie Hades mógł użyć kynee (czapki-niewidki, Hełmu Ciemności) i rozpędzić towarzystwo. Muszę kiedyś uzupełnić serię o część, w której są wyjaśnione losy czapki :P

 

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

jfrydr,

 

Dzięki za przeczytanie!

 

Istotnie, przypadków zwycięskich starć śmiertelników z bogami w mitologii nie ma wiele – jest casus Diomedesa, który ranił Aresa włócznią. Między innymi z tego względu bohaterka nie walczy bezpośrednio, ma za plecami rzeszę dusz. Pod względem sprytu czy umiejętności przekonywania bogowie i śmiertelnicy aż tak bardzo się nie różnili.

W opowiadaniu Hades zostaje wprawdzie złowiony w sieć z chust wdów, ale później wraca – pułapka zapewne tylko go spowolniła. Gdyby nie chęć zmieszczenia się w limicie znaków, mógłbym wyjaśnić to w kwestii dialogowej. W świątyni nie jest na swoim terenie, tylko Afrodyty, jest zatem pretekst do osłabienia boskiej mocy.

Rzeczywiście Hadesa nie ma za wiele – scena łapania Hermesa w pułapkę zjadła dużo znaków, gdyby nie to, Hades miałby trochę większy udział w fabule, mógłby również budzić większą grozę.

Poniekąd poprawię się w “Rzece Nienawiści” – w przygotowaniu – gdzie Hades występuje zarówno w boskiej postaci, jak i wciela się w śmiertelnika, tam występuje w połowie dotąd napisanych scenek.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ta część wyszła mi najbardziej “Finklowa”, bo starannie unikałem fizycznych konfrontacji, a jeśli zdarzyła się przemoc, nie była premiowana fabularnie. Poza tym w trakcie pisania myślałem o Twojej wersji Hermesa jako rozkosznego brzdąca – wtedy był bardzo sprytny, u mnie już nieco się rozleniwił i przyzwyczaił do boskiej mocy, więc czas było utrzeć mu nosa. Pewnie zapamiętał lekcję.

W serii nastąpił moment, w którym Hades traci rolę antagonisty – kto wie, może i w nim obudzi się boski rozsądek. Do kontynuacji potrzebny jest kolejny arcywróg albo zło bezpostaciowe :)

 

O Lokim muszę najpierw poczytać, bo o ile Hel można próbować sytuować gdzieś we wspólnych tradycjach indoeuropejskich, to z owym bohaterem mam na razie trudność. Poza tym mitologią nordycka, którą znamy, zapożyczyła wiele z greckiej, a obuwie Lokiego to wypisz wymaluj sandały Hermesa.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

trzeba dać napis, że dozwolone od lat 18

 

Dałem, ale z innych powodów, a do ZUS-u nawet nie doszliśmy. Aż strach zaglądać do wątku :P

 

Bardzie, twist z rękawiczką jest naprawdę satysfakcjonujący. Dawno nie czytałem tak wdzięcznego horroru, który wciąga czytelnika, a nie tylko go straszy. Jest tajemniczo, uroczo i klimatycznie!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ostrzegam, jest ostro.

 

– Xello, kochana, a jak te twoje dwunogi? Wiesz, wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś porzucił tak pocieszne zwierzątka, wsadził do metalowej puszki i rzucił w przestrzeń. Bestialstwo!

– One są po prostu rozkoszne! Wiesz, wczoraj robiły liny z kory drzew, które im posadziłam na wybiegu. A teraz obwiązały się nimi w tym przewężeniu pod kulką, i dyndają sobie na gałęziach, uwierzysz? Zupełnie jak my w święto Arbnaka, wtedy, jak skończyłyśmy szkołę! No i znów zmieniły kolor, teraz są sine, mają nawet takie marmurkowe wzorki. Wysyłam ci zdjęcie!

– Oo, cudne! I widzę, że już je trochę podtuczyłaś! Jak je znalazłaś, były takie chudziutkie! Dobrze o nie dbasz!

– Wiesz, przyznam, że w zeszłym ephiku miałam chwilę zwątpienia. Ten mniejszy dwunóg złapał pasożyta.

– No co ty?

– Na początku byłam zadowolona, że mu brzuszek rośnie. Ale potem zrobił się za wielki, aż się biedne stworzonko chwiało na tych dwóch nóżkach. No i oba były jakieś takie pobudzone… pamiętasz, jak przykładałyśmy macki do szyby, żeby poczuć drgania powietrza, które one wytwarzają?

– Tak, to było niesamowite, jak koncert…

– Też je uwielbiałam, a nagle zrobiły się jakieś takie gwałtowne, mocne, ale bez rytmu. Przeczuwałam, że coś jest nie tak. I wyobraź sobie, ledwie przedwczoraj, patrzę na tego z wybrzuszeniem, a mu się coś w środku rusza. I wtedy wszystko zrozumiałam: musiał się zarazić już dawno, bo przecież nie na wybiegu. Larwa często zmienia zachowanie żywiciela, zanim go rozerwie od środka, nieraz to oglądałyśmy…

– Kochana, nie przypominaj mi tego, niby projekcje przyrodnicze, a prawdziwy horror! I co zrobiłaś, poleciałaś do weterynarza?

– Wiesz, one kiepsko znoszą podróże, a bałam się, że to draństwo z niego wyjdzie. Odłowiłam dwunoga i sama wyjęłam macką.

– No co ty, nie brzydziłaś się?

– Żebyś wiedziała jak! To coś przyrosło do żywiciela taką długą wicią, czerpało z niego pokarm… okropne. Od razu spuściłam do kanalizacji. A dwunóg jeszcze trochę chorował, ale potem oba się uspokoiły, znów zaczęły ten swój koncert. A teraz sprawiły mi taką radość ze zmianą barw!

– Gdzie je znalazłaś? Zaraz pod mgławicą? Wiesz, może sama się tam wybiorę?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Trochę widać, że tekst był przycinany i nie mogłeś poszaleć ze szczegółami.

Ale kluczowe odwołania do mitów musiałem zachować, więc z nasycenia nimi jestem zadowolony :)

 

Czy Hel nie była córką Lokiego? Bo odnoszę wrażenie, że Nila jest córką jakiegoś Greka.

Napisałem w przedmowie, że jeśli czytelników będzie to ciekawić, dojdę i do Lokiego. Jeśli zerkniesz na inne dzieci Lokiego, raczej są to “boskie bestie” w greckim rozumieniu niż boskie istoty jak Charon – więc mam punkt zaczepienia. No i prawdziwa Hel jest naprawdę wpół martwa, więc zamierzam spleść te dwa wątki.

Czy jesteś tą zainteresowaną czytelniczką, dla której mam skrobnąć kolejną część? ;)

 

Jak one to zgrały w czasie?

Też o tym myślałem – na szczęście obie społeczności znały się na kalendarzu. Zakładam, że kapłanka Afrodyty ogłosiła Spartanom, że “już czas” wyruszyć do ostatniego boju. Nila zaś musiała ogryźć wszystkie paznokcie z nerwów, że w drodze powrotnej napotka sztormy. Praktyczniej byłoby otruć się w Grecji, ale czego nie robi się z sentymentu ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Około 25% znaków jest zbędne – z własnego doświadczenia. Więc z 40k można bez problemu zredukować do 30k. Tekst tylko na tym zyskuje.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Po zapowiedziach spodziewałem się nie wiadomo czego, a tutaj, hm, trochę ostrzej niż zwykle, ale nie jest obrazoburczo ani perwersyjnie.

Dobrze opisałaś postaci – szybko je sobie wyobraziłem, co później pomagało w odbiorze. Dialog dynamiczny, czyta się gładko, pojawiają się emocje. Od początku wpleciony czarny humor, ale było też miejsce na zastanowienie – taki śmieszno-straszny klimat okraszony psychologią mi się spodobał.

Każdy bohater jest inny i ma specyficzne zachowania. Można było bardziej zróżnicować język i wpleść naleciałości, ale i tak jest nieźle.

Bardzo teatralny tekst, łatwo to wystawić na scenie bez większych przeróbek.

Kliknąć do biblioteki też łatwo – choć wolę klikać debiutantów niż takie wygi jak Ty :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Każdy trzask gałązki pod stopą brzmiał jak krzyk.

 

Hm, sztuczny patos. Na każdy trzask gałązki pod stopą aż podskakiwała – lub coś podobnego

 

Stała mała i zagubiona, wszystko, co wiedziała o kierunkach, przestało działać.

Przez chwilę stała sparaliżowana. Chciała zawrócić. Pragnęła zawrócić i biec, aż zobaczy osadę.

Powtórzenia. Dlatego lubię konkursy, bo tam początkowo piszę na załóżmy 40k, a potem obieram do 30k – uczy, czego można się pozbyć :)

 

Wzięła głęboki, drżący oddech i zmusiła się do spokoju

Niezgrabne, ale na razie nie mam pomysłu, jak to naprawić. Do spokoju nie można się zmusić.

 

Spojrzała na delikatny spad terenu. Logika mówiła jej, że strumień powinien płynąć w dół zbocza

Wydawało się jej, że teren nieco opada, więc zgodnie z logiką strumień powinien płynąć w dół zbocza.

Dalej niezgrabne, ale trochę lepsze niż oryginał :)

 

Miejsce emanowało spokojem, który kontrastował z grozą otaczającej puszczy.

Opisywanie zamiast pokazywania. Można usunąć.

 

powiedział Stanimir, zrzucając urobek przy wiacie. Masz rację, sprzedaję czas.

Brakuje rozpoczęcia kwestii dialogowej

 

Przez rozcięcie skóry wyszła kobieta.

Przez rozcięcie w skórach wyszła kobieta – rozcięcie skóry rozprasza czytelnika, bo budzi skojarzenia z raną

 

Podróżowaliśmy z kupcami, ale oni zostali napadnięci przez zbójów i uciekaliśmy w nieznane aż dotarliśmy tutaj.

Zdanie – infodump. Może rozdzielić?

 

Całość ciekawa, głównie przez wyprawę do Jagody. To ona pobudzała do czytania. Zawsze wplecenie czegoś wcześniej nieznanego ożywia historię – było też trochę napięcia przy drodze przez las.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Na szybko: auja pochodzi od tego:

 

https://en.wiktionary.org/wiki/%E1%9A%A8%E1%9A%A2%E1%9B%83%E1%9A%A8

 

(nawet forum ma problem z linkiem ze względu na zapis w wikipedii – można też wyszukać po prostu auja.

Czytałem, że ten wyraz istotnie zlał się fonetycznie z “wyspą”, więc możliwe są różnice w interpretacji. Auja to przychylność, powodzenie, w tym nadane przez bogów. Więc to osoba, której bogowie życzą szczęścia w zmaganiach z wiatrem.

Trzymałem się zasady, że imię jest ściśle związane z osobą i jej atrybutami.

Imię istniało w staronordyckim: https://en.wiktionary.org/wiki/Eyvindr#Old_Norse

 

Bardzo cieszy, że rozszyfrowałeś, i że wyłapujesz takie niuanse – po to wplatałem wszystkie fragmenty w tekst, żeby entuzjaści rekonstrukcji językowych mieli coś dla siebie.

 A pomoc w rekonstrukcjach zawsze się przyda!

 

Zrezygnowałem z Garmr, ponieważ bohaterowie wołają pieska – i w takich praktycznych zastosowaniach końcówka r i tak zanikłaby z lenistwa (albo pośpiechu). Ale masz rację, poza dialogiem mogłoby być Garmr. 

U mnie Garm jest wilczurem, bo zostawiłem sobie furtkę na to, że Fenrir jest jego kuzynem (wiąże ich krew) – Garm może przywołać Fenrira, a nawet sprawić, że ten zerwie łańcuchy. Czy to kiedyś wykorzystam – zobaczymy :)

 

Jeszcze raz dziękuję za wizytę, bardzo to miłe!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ślimaku – cieszy Twe uczestnictwo! 

Ale żeby od razu horror, przecież to miły wilkołak jest, nie wolno tylko głaskać pod włos ;)

 

Podobało mi się krzywe zwierciadło w Sci-fi (czyżby inspiracja obrazkiem z kolejnego wyzwania) i mieszanie gatunków w fantasy – wbite w tak krótką formę dają dobry efekt.

 

Limeryk zaś wzorowy pod względem rytmu i rymu… i tyle :P Radość miałem bardziej z zerkania, jak wpasowałeś zgrabny wierszyk w limit, więc to taki limeryk dla piszących.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Podobała mi się koncepcja świata. Pewne elementy kojarzyły mi się z Hunger Games (Igrzyska Śmierci), ale magiczny poker jest oryginalnym rozwiązaniem – choć karty pojawiały się już przecież w przygodach Alicji.

Jest przesłanie o spełnianiu ambicji rodziców, o przelewaniu swoich ambicji na dzieci

Miałem problem z urwanym zakończeniem – aż prosi się, żeby dodać zgrabną pointę lub po prostu kontynuować opowieść. Otworzyłaś wiele wątków, ale ich nie zamknęłaś. 

Językowo trochę przeszkadzały mi zaimki osobowe i dzierżawcze – zamiast “moja matka” można w wielu miejscach napisać po prostu “matka”. Występują po prostu za często i zwalniają tempo czytania.

 

Powyższe kwękanie nie zmieni tego, że całość jest oryginalna i dobrze napisana! Jest ciekawa fabuła, charakterystyczni bohaterowie, niecodzienny świat. Czytałem z przyjemnością.

 

Pozdrawiam!

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ja się podpinam pod pytanie o uprawnienia do latania grawilotem. I czy obejmują wysztkie galaktyki, czy tylko naszą?

 

A na grawilot z przyczepą potrzeba innej kategorii?

 

Jak zauważyłem na wątku wyzwań, partnerce jakoś umknęła kwestia czarownicy. Nawet nie spytała, kim jest i jak ją poznał. Więc ta gadka o podróży jednak spełniła zadanie :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ale z tym, żeby Cię wspierać, czy z Matyldą XD

 

Hm, jest taki etap, kiedy chcesz pisać lepiej niż inni. I jest kolejny, kiedy widzisz, że wcale nie chodzi o to, żeby być lepszym, tylko o to, żeby znaleźć niszę i czytelników, a z innymi piszącymi siadać wieczorem w mesie i radzić, co zrobić, żeby statek nie utonął, i dowiózł nas w jednym kawałku dokądkolwiek :)

 

A z ambicjami – no cóż, jak wypływać, to nie do Pucka, tylko na Morze Barentsa (bo tam są moje ulubione foczki, widziałem kiedyś stadko ^ ^). Wiem że Puck da się zrealizować i odhaczyć, ale ja jestem z tych, co wolą pod górkę :)

 

Znowu daję marynistycznie porównania, wiem, a bliżej mi do gór niż do morza :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

JolkoK,  ładne, choć w obu powiało chłodem (a w drugim nawet trupim chłodem) – w pierwszym są dwa “może” blisko siebie.

Nawet w pojedynczych zdaniach czuć lekkość stylu ;)

 

Koalo, aż się prosi o podwójną pointę – może wyśle go po więcej grawilotów, byle różowych? Poza tym nawet nie zapytała, jaka wiedźma i jak ją poznał – czyżby cała gadka o Xterre miała odwrócić uwagę? ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Michaelu, dziękuję za przeczytanie!

 

Każda część wychodzi mi nieco inaczej. Patrząc na to z perspektywy już napisanych tekstów, Rzeka Mieczy est płytsza niż reszta i nastawiona na zabawę, również konwencjami. Rzeka Lamentu wyszła mi zaangażowana społecznie i dość zwarta. Z kolei Rzeka Nienawiści, którą muszę wreszcie skończyć, ale wcale mi to nie idzie, jest mroczna i wielowątkowa. Nie wiem, czy nie rozdzielę jej na dwie oddzielne historie. Na razie i tak chcę trochę odetchnąć od uniwersum, świeże pomysły zawsze pomagają przy powrotach.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Cieszę się ogromnie, że dobraliście się do Matyldy, bo ciąg dalszy chodzi mi po głowie i tupie coraz głośniej. Nie wiem jeszcze, czy napisać książkową historię i co jakiś czas towarzyszące jej opowiadania – może tak będzie rozsądnie. Nie jest to łatwe kompozycyjnie, bo książka to zamknięta, spójna całość i opowiadanie też powinno być w miarę zamknięte.

Cukinie są odjechane w koncepcie i przez to światotwórcze, muszę tylko uważać, żeby nie spłycić tego efektu w kontynuacji i nie próbować wyjaśniać niezwykłości przez kombinację elementów znanych czytelnikowi z kanonu fantasy. Więc gdzieś u podstaw przedstawionego świata będzie ludzka chciwość i pragnienie władzy, przeświadczenie o wyższości i wiara w to, że magię da się okiełznać, a z drugiej strony chciałbym opisać świat, który raz powołany do życia ewoluuje poza ludzką kontrolą i zrozumieniem, a każdy stwór ma w nim rację bytu i potrzeby. Nawet aszraki.

Tarnino, właściwie przy każdej uwadze miałem pomysł, co zrobić, więc z radością je wprowadzę. Jesteś niezastąpiona! Nie wiem, jak Cię wspierać, żebyś miała cierpliwość dalej robić na portalu to, co robisz teraz, ale liczę na to, że upomnisz się, kiedy przyjdzie czas :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Wilgoć rzeki i zimne kamyki pod stopami wyrwały ich ze snu.

 

Intencja jest zrozumiała, ale oni nie lunatykują, tylko muszą się rozbudzić – czyli “sprawiły, że na dobre się rozbudzili”

 

Agnieszka przykucnęła, zasłaniając usta dłonią

Jeśli intencją było pokazanie, że Agnieszka przykucnęła, (jednocześnie) zasłaniając usta dłonią – imiesłów jest na miejscu.

 

głos jej się załamał, a oczy wypełniły się łzami.

a do oczu nabiegły łzy – unikamy drugiego “się”

Przełykali mdłą brukiew, wpatrując się w misy, wciąż widząc zmarnowanego leszcza.

Warrior GIFs | Tenor

Nadchodzą imiesłowy!

 

W drugim członie jest dobrze, ale imiesłów w ostatnim członie źle brzmi w zestawieniu z wcześniejszym. Można np: lecz w myślach wciąż widzieli zmarnowanego leszcza

 

– To prawda… – przyznał cieśla, drapiąc się po głowie.

Czyli mówił i jednocześnie się drapał?

 

Agnieszka uśmiechnęła się szeroko z ulgą.

To podwójne określenie nie brzmi dobrze

 

Mówią, że rzuca uroki na każdego, kto mąci jej spokój.

Jeśli na końcu da się szyk “kto jej mąci spokój” można uzyskać bardziej “swojskie” brzmienie

 

Dziewczynka zaśmiała się.

Z kolei tutaj warto przestawić “się” przed czasownik – obecnie składnia jest trochę “wschodnia”, choć nadal poprawna – ale przecież warto dbać o styl :)

 

Zatrzymała się, kręcąc głową na boki.

Brzmi jakby owo kręcenie było hamulcem ;)

 

Zrobiła się mała i zagubiona w świecie

Raczej poczuła się mała i zagubiona.

 

Jeszcze wrócę!

 

 

 

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ja już wybrałem sobie ulubiony fragment:

 

Niekiedy nawet zostawiają mi rękopisy, których, przyznam szczerze, nigdy nie czytuję. Trzymam je przez pewien czas u siebie, a potem odpisuję, że niby pomysł jest nawet dość interesujący, ale trzeba staranniej popracować nad rozwojem akcji i zwrócić większą uwagę na język i styl. Muszę przecież chociaż trochę dbać o swoją popularność.

 

Ciekawe, czy to Loża przeczyta XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Z jednej strony – miło, że napisałeś coś, co wymaga wysiłku w interpretacji. Trzeba albo rozszyfrowywać każdy wers, albo zdać się na intuicję i napisać, co czuje się po przeczytaniu całości.

 

Ślimak zrobił pierwsze, ja zabiorę się za drugie: czułem nienawiść i pogardę. Chęć rozdeptania tego, w czym widzi się zło. Ci, którzy tknęli SI, są straconym pokoleniem.

 

Odpowiem cytatem z popkultury:

 

Strach to ciemna strona Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia. Czuję w tobie wielki strach…

 

Sonet podżega do nienawiści i potęguje rozłam. Ci, którzy nienawidzą SI, chwycą za pochodnie i widły. Ci, którzy korzystają z SI, tylko uśmiechną się z równą pogardą. Utwór jest zaangażowany, więc i komentarz taki będzie: to nie moja bajka.

 

Jeśli ktoś błądzi, podaj mu rękę, albo cierpliwie zaczekaj, aż ją wyciągnie. Inaczej z krzaków wypełznie kiedyś bestia.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Drogi Autorze,

 

Przedmowa zapowiada szumnie dobrą historię, a w treści znajduje się nudna scenka poszukiwania księgi, która zabrała Ci 6700 znaków.

Jest to oszukiwanie czytelnika, więc nie zamierzam marnować czasu na kolejne komentarze Twoich dzieł. To nie jest Temu, jeśli reklamujesz odkurzacz, a wysyłasz czytelnikowi zmiotkę do podłogi, reakcja będzie tylko jedna.

Najpierw naucz się szczerości, to będzie można komentować pisanie.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Melancholio z trzema kropkami (ale pomysłowy nick!), dziękuję za przeczytanie! Również pozdrawiam!

 

Bruce, do aliteracji masz czujne oko! Jedna musiała zostać, bo nie było dobrych synonimów, resztę połatałem.

No… taka bajka z morałem dla greckich dzieci wyszła, trochę mało Charona tym razem. Cieszę się, że wyszli sympatyczni, no i wreszcie mogła się do niego przytulić ;)

 

Nul, ten fragment to akurat ciekawy pomysł na monolog bohaterki, która jest wewnętrznie rozbita i mamrocze, może nawet wpada w obłęd. Osiąga się efekt powtarzanej mantry, a całość brzmi niepokojąco. Cóż, jest to dobra inspiracja. Jeśli kiedyś Nila rzeczywiście straci pół twarzy, to obiecuję jej dać taki monolog!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ładnie opisana ciągłość pokoleń i to, że bliscy wciąż żyją w nas. Wzruszający koniec, całość bardzo ciepła, ale i zastanawiająca.

Motywuje, żeby żyć tak, żeby nas zapamiętano!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

nul,

 

Cieszę się, że dobrze się czytało!

Tak miało być! Bo ona nie tłumaczy imienia, tylko dodaje, jaką miała funkcję.

A samo Halbadaudo jest o tyle wdzięczne, że – mimo tych wszystkich rekonstrukcji – jest dla nas zrozumiałe, o ile ktoś miał do czynienia z niemieckim i angielskim.

W pierwszej wersji miałem to zapisane tak:

Halbadaudo. Półżywa, półmartwa. Mówczyni umarłych.

 

Jest to klarowniejsze dla czytelnika, ale mniej naturalne w dialogu, bo zakładamy, że oboje mówią w protogermańskim :)

 

Gdyby chodziło o mówczynię zmarłych, raczej Daudakwedo

https://en.wiktionary.org/wiki/Reconstruction:Proto-Germanic/kwed%C3%B4

https://en.wiktionary.org/wiki/Reconstruction:Proto-Germanic/daudaz

 

Jak napiszecie, że w mojej pierwotnej wersji czyta się płynniej, mogę wrócić! M.in. tam usuwałem znaki do limitu 30k :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Po dziadku spodziewałem się czegoś oryginalnego – Stalowego Jeża Brzechwy albo chociaż Trurla i Klapaucjusza. A tu Wiedźmin, wszędzie Wiedźmin, nasz towar eksportowy :/

 

Całość przyjemna w odbiorze mimo tego ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dzięki. W długich opowiadaniach brakuje na razie III części – Rzeki Nienawiści, która jest największa objętościowo, a Nila jest nastolatką u progu przejścia w kobiecość. Jeszcze się pisze. Rzeka Lamentu to IV część długich opowiadań.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Teo, skrót myślowy – purpura w moim rozumieniu to m.in.:

– zbyt wiele patosu

– zbyt wiele lania łez

– metafory nieadekwatne do sytuacji

– odwoływanie się do uczuć, kiedy nie jest to potrzebne

– teatralność gestów i słów

– rozwlekłe i uwznioślone opisy, które mają porwać czytelnika, ale odnoszą przeciwny skutek – po prostu jest dziwnie.

 

No, jakbyś weszła do pokoju, a tam wszystko jest purpurowe – niby na początku jesteś zaskoczona, jak ładnie wystrojone, ale potem to męczy.

 

Codziennie:

– Lubię, kiedy jesteś obok, i wszystkie małe rzeczy, które dla mnie robisz

Lirycznie (chyba :) ):

– Lubię czuć, że jesteś blisko, i te cudowne drobiazgi, które potrafisz wyczarować

Purpurowo:

– Kiedy tylko się zbliżysz, znika cała reszta świata, jesteś światłem i cieniem zarazem, a ja drżę w niecierpliwym oczekiwaniu na cuda, które przede mną objawisz

 

Granica purpury przebiega chyba u każdego inaczej. SI jest mistrzynią w generowaniu purpury.

 

A miałem na myśli to, że jeśli kwestie postaci lub opisy ocierają się o prozę poetycką w miejscach, w których nie powinny, to szybko mogą stać się purpurą. Więc jak się pisze wzniośle, trzeba bardzo uważać.

Łatwiej jest siekać potwory :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Hard SF z jednorożcami surprise czytałbym namiętnie.

 

Tylko, ptysie miętowe, teraz na ten temat musi napisać więcej niż jedna osoba, żeby było zgadywanie. W połączeniu z motywem śmierci widzę zatem, że nadciągają jednorożce apokalipsy. Już słyszę ich tętent.. Może to ostatni konkurs na forum, kto wie?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Teo, dzięki. Piszę dla czytelników, nie ku swojemu zadowoleniu, więc cieszę się, że ma to sens.

Z liryką jest trudno, bo łatwo jest wjechać w purpurę. A wtedy Tarnina wcale nie głaszcze po łebku :P

 

 

Holly, dziękuję za uwagi – będę wprowadzał!

 

Rzeczywiście tego niesmaku jest za dużo. Ech, te moje maniery pisarskie. W dodatku jak się skrzywił, to wiadomo, że nie z radości :)

 

Dobrze, że nie lamentujesz nad opowiadaniem :P Cieszę, się, że się w miarę podobało, a wątpliwości będę rozwiewał dokładając słówka tam, gdzie zwróciłaś uwagę. Jak nie jest w konkursie, jest łatwiej.

 

Jedna uwaga co do sędziów: królowie Radamantys, Eak i Minos musieli wysłuchać każdą duszę, tak to działało. Jak znajdowali na to czas – nie mam pojęcia, bo po takim wybuchu wulkanu musieli mieć wielką kolejkę, prawda? 

Nie, wcale nie, bo nieszczęśnicy pogrzebani przez katastrofy naturalne też nie mieli oboli! W ogóle nie trafiali pod sąd, tylko na dzień dobry Hades fundował im “ścieżkę zdrowia” nad Kokytos. I to jest niesprawiedliwość, która boli Nilę, bo dusze bez obola miały się błąkać i cierpieć, zanim łaskawie trafiły po stu latach pod sąd.

W mojej wersji byłem jeszcze bardziej okrutny, bo w “Rzece” Charon sugeruje, że to bujda dla uspokojenia śmiertelników i błąkają się wiecznie.

 

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak zrozumiałaś tekst – bo Ty najszybciej znajdujesz u mnie dziury logiczne! Trochę się bałem składając te mitologiczne puzzle, że będzie zawikłane.

 

Dodam, że ten wątek zawdzięczam uwadze Ślimaka Zagłady do pierwszego opowiadania na temat chrześcijańskiego limbo, które powiela ten nieszczęsny schemat.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

– Gniewko – Robert przerwał ciszę.

Masz dar wstawiania dyskusyjnych form już w pierwszej linii:) Tutaj zapisałbym – przerwał ciszę Robert, ponieważ “przerwał ciszę” ma takie samo znaczenie jak “doszedł go głos” – odnosi się do czynności mówienia.

 

Tam widział ostatnio kuropatwy. Wtedy przyniósł tylko jedną. Od tamtej pory dużo ćwiczył

Podnosimy poprzeczkę stylistyczną: mamy tutaj grupę zdań o bardzo powtarzalnym schemacie składniowym, co brzmi monotonnie. Można to urozmaicić ;)

 

Drogę zagrodził mu tłum

Wyobraźnia czytelnika ma problem – lepiej “banda/grupa młokosów/dziatwy” zamiast tłum

 

warknął, wskazując podbródkiem na zaciśniętą pięść.

Robert z Agnieszką weszli w zagrodę Stanimira

Wejść do zagrody – obecna forma sugeruje, że są olbrzymami i ją stratowali :)

 

Stanimir z synem tkwili pochyleni nad grubymi tarcicami.

Niepoliczalna.Nad grubą tarcicą lub nad kawałkami grubej tarcicy. Poza tym formalnie tarcica bierze się od “przetrzeć/przecierać” – czyli przeciąć wzdłuż słojów. Trzeba sprawdzić, czy w tym okresie deski były przecierane (tzw. piła kanadyjska czy jej odpowiedniki) czy ciosane.

Nie ma obecnie nie-gwarowego odpowiednika ciosanego drewna – zaniknął on wraz z upowszechnieniem się pił. Po prostu deska. Gruby, ciosany element to płaz.

 

Wiotkie ciało chwiało się, tracąc równowagę przy każdym kroku.

Niby poprawne użycie imiesłowu, ale ładniej będzie bez imiesłowu: Chwiała się jak wiotkie drzewko i traciła równowagę przy każdym kroku.

 

wpatrzona w nicość.

Wpatrzona gdzieś w dal – nicość to sztuczny dramatyzm

 

 

– Krew? – Wargi ledwo sformułowały dźwięk.

Ten sam problem co na początku – opisuje czynność mówienia.

 

Obok siedział ciężko dyszący Gniewko.

Nie, żebym nie lubił imiesłowów i ich pochodnych. A jednak jak zdybię taką paskudę jak tu, to bym jej łebek ukręcił (beeeecki gdzieś tam nazwał mnie Pierwszym Łowcą, ale Tarnina jest okrutniejsza :P )

Obok siedział Gniewko i ciężko dyszał.

 

– Mów prawdę – Robert zniżył głos

Podobnie odnosi się do mówienia.

 

– Przydałby się taki ogier w obejściu i… łożnicy! – palnęła Zorza machając do Agnieszki.

Widzę tu zwiastun pokus dla bohatera. Byłoby to dobre spięcie wcześniejszych scen z tą i następnymi, ale wprowadza wyzwania dla relacji Robert-Agnieszka.

 

Odwróciła się na pięcie, szybko uchodząc w stronę swojego obejścia.

Tu jest monstrum do ubiciadevil, bo mamy czynność dokonaną, a potem następującą po niej, a nie równoczesną. I szybko czmychnęła w stronę swego obejścia

 

Gniewko zsunął się prosto w jego ramiona

Inna wersja składni: Zsunął mu się prosto w ramiona – lepiej pasuje do słowiańskich klimatów.

 

Skóra rzemień pacnęła z mokrym mlaśnięciem.

Coś nie tak z odmianą

 

Chwycił procę, wbijając palce głęboko w błoto. Napiął ją między dłoniami.

Gwałtownym szarpnięciem zrzucił szlam z rzemieni.

To jest kulminacja i musisz napisać, kto chwycił procę. Scena jest napięta i nie ma miejsca na błędy w wyobrażeniu. Jakby to Robert wystrzelił błocko, to byłaby tam bijatyka.

 

– Słuchaj uważnie. – Wyostrzyła ton

Też paszczowe :)

 

– Zrobisz łuk dla Gniewka… dałbym mu go w darze.

Stanimir pokręcił powoli głową, cmoknął. – Myślodarze… Inna rzecz zrobić wóz czy wrota, a inna łuk. Trzeba czuć drewno, wiedzieć, w którą stronę giąć. Byle cieśla tego nie potrafi.

 

W praktyce Stanimir może zrobić prosty, leszczynowy łuk (drożej jesion albo wiąz), żeby chłopak miał się czym bawić. Nie byłoby wskazane, żeby się uczył na cisowym. I tak nie miałby rozwiniętej muskulatury i pamięci ciała żeby go napiąć.

Archeologia z terenu Wysp Brytyjskich wskazuje na powodzenia takiego wariantu treningu – tam przecież królował “longbow”

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Wspomniane uwagi natury inżynierskiej mi nie przeszkadzały. Dla gigantycznego karalucha w niskim mieszkaniu przejście z pomieszczenia do pomieszczenia to przecież bieg przez niskie płotki. Ma sześć odnóży.

 

Horror w starym stylu. W scenie, w której syn jej w łazience zauważyłem, że opisujesz nogi jako autonomiczną część bohatera i tam się zatrzymałem, ale poza tym w miarę płynnie. Robię dziś dzień bez łapanek językowych i może dobrze :)

 

Chętnie doklikam, bo uwagi lektora reklam przeplatane z akcją są zabiegiem wartym uwiecznienia ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Na razie nie szukałem niedoskonałości językowych – ale może nie są one tak istotne, bo czytało się gładko.

 

Wrażenia ogólne miałem dobre. Tekst jest sprawnie poprowadzony, fabuła wciąga, mamy charakterystycznych bohaterów. Ładnie opisałeś klimat, szybko można się w niego wczuć, wyobrazić sobie przedstawiony świat. Jest bardzo “filmowy” i osoba obdarzona wyobraźnią przeżywa każdą scenę, co doceniłem.

 

Przeszkadzało mi nadmierne objaśnianie tego, co czują bohaterowie. Pojawia się w zasadzie w każdym fragmencie. Nie odczuwałem tego jako efektu “łopaty”, ale raczej niewiary w czytelnika, jakbyś chciał dawać mu do zrozumienia, że dobrze odczytał to, co napisałeś. Byłem więc prowadzony za rączkę i się nie gubiłem, ale nie miałem też miejsca na własna interpretację – bo zrobiłeś to za mnie. Miałem wrażenie teatralności – w sumie lubię teatr, widz domyśla się, do czego zmierza wątek, a i tak ogląda to z przyjemnością. Więc była to przyjemność, ale zabrakło mi “wow” :)

 

Tekst ma dużą siłę przebicia, traktuje o ważnych sprawach. Jedzie gładko po szynach i do mnie trafił – ale nie zawiązał myśli w supełek ani nie sprawił, że będę się zastanawiał przez resztę dnia, co się stało z bohaterami. Biblioteka tak, nominacja – czemu nie, bo poziom jest wysoki.

A jednak mam nadzieję, że kiedyś napiszesz coś takiego, że powali mnie na kolana. takie katharsis– bo za takimi tekstami tęsknię. Każdym tekstem pokazujesz, że możesz. Więc jeśli będę tylko chwalił i pisał, że jest dobrze, może nie sięgniesz do “bardzo dobrze”.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Jasne, że się da!

 

Już raz mnie podpuściliście z cukiniami. Drugi raz się nie dam wrobić.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Guru, brawo za formę rymowaną – oryginalne!

Mam jednak wrażenie, że dla niektórych tłumaczenie może wymagać… tłumaczenia. Bo pointę rozszyfrowywałem na kilka sposobów.

 

Tarnino, dałaś poczwórną frajdę czytającym !

 

Pierwsze – ma podwójne dno, pod warunkiem, że wypowiada to kobieta.

Drugie – bezwzględnie śmieszne, świetna inspiracja do opowiadania.

Trzecie i czwarte – cała Ty, pomysł i sarkazm. Nie, nie piszę, że składasz się tylko z pomysłów i sarkazmów :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ja poproszę jednorożca :D

 

A chciałem dla niepoznaki napisać twarde SF. No dobra, bohater może się naćpać, jednorożec to bogata symbolika, również freudowska XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Nowa Fantastyka