Profil użytkownika


komentarze: 899, w dziale opowiadań: 760, opowiadania: 236

Ostatnie sto komentarzy

Chwalone gorzej rośnie :P

 

Zdecydowałem się zaklikać – czasem robię to w pewnym odstępie od przeczytania, bo wtedy wiem, czy historia została mi w pamięci. Ta została ze względu na ładnie opisany motyw tęczy, jej znaczenie i niektóre scenki – perełki. Choć z tymi dziećmi które były-niebyły nadal czuję się jak po wyjściu z seansu Mulholland Drive :)

Przyznam, że również odpadłem, choć próbowałem.

Nie mam się z kim utożsamić. Długie opisy, budowane jeszcze dłuższymi zdaniami tylko na początku budują klimat. Później zaczynają nużyć. Wielu bohaterów, wiele wątków, może i z potencjałem by być ciekawymi, ale podanych w zupełnie płaski sposób.

 

Z jednej strony mam wrażenie, że to rozległy, dopracowany świat. Z drugiej potrzebuję bohatera-przewodnika, z którym mogę go zwiedzać. Potrzebuję też czuć emocje, bo nie jestem czytelniczą krową i nie jem tylko fabularnej trawy.

 

 

Witaj, Autorko,

To już drugi szort Twojego autorstwa w jednym dniu :)

W tym podobał mi się nastrój i specyficzny styl. Oboje mówią-myślą prostym językiem, który dobrze przemawia do czytelnika.

Odrzuciła mnie sztampowość bohaterów. Żadne z nich nie kryje zagadki, którą chciałbym poznać. Może tacy mieli być, płytcy, ale w takim razie całość sprowadza się do równie płytkiej relacji z morderstwa. Poprzednio przeczytany szort zapamiętam, o tym raczej zapomnę za jakiś czas.

P.S. Autorko, możesz jeszcze zdradzić, czy w zamyśle Pan zginął uderzony w głowę przez sąsiada-psychopatę, który wcześniej w piwnicy zamordował własną córkę, a to, co ich obu zżera (Pana poniekąd już po drodze w zaświaty) , jest sumieniem – czy może wyobrażałaś sobie tę scenkę inaczej przy pisaniu? :)

Witam!

 

Najpierw uczucia po przeczytaniu: znacznie mocniej działała na mnie część pierwsza niż druga. Choć jestem facetem, to porównania do porodu były zrozumiałe i czyniły tekst nietuzinkowym. Nawet bez tego byłby zajmujący, piszesz w sposób pozwalający się wczuć w bohaterkę (przynajmniej na tyle, na ile mogę :) ).

Celowe powtórzenia w zapisie myśli w części pierwszej mi nie przeszkadzają (to nawiązanie do wcześniejszej gorącej dyskusji), jeśli podkreślają pewne treści.

Przeszkadzają mi zdania-potworki gramatyczne:

Zostało piętnaście minut do najbliższego autobusu jadącego w możliwie najdalszą stąd trasą. Ale ja do niej nie dojadę.  

Co innego wypowiedź bohatera. Może zamawiać tą szynkę. Ale w zapisie myśli przeszkadza, ponieważ w tych zdaniach wali się albo gramatyka, albo logika. Gdyby bohaterka cały czas miała problem z logiką myśli, uznałbym to za jej cechę i może polubił taką, jaka jest. Ale w tym miejscu jest ewidentna wada, i jak widzę nie została poprawiona, co zwyczajnie mnie drażni.

Nie znaczy to, że nagle zapomnę o wszystkich myślach, które wywołałaś, Autorko, i w głowie zostanie mi to zdanie zamiast odczuć. O usterkach się zapomina, wrażenia pamięta. Tylko takie usterki mogą decydować o tym, czy trafiasz do szerszego kręgu czytelników, czy nie.

 

W drugiej części w ogóle nie szukałem usterek gramatycznych i logicznych, ponieważ jest (w moim odczuciu) bardziej zapisem wewnętrznej wypowiedzi niż opisem treści myśli. Przemyślenia bohatera są na tyle płytkie, że bezpośrednio można je zapisywać w formie monologu – tak to odebrałem. Gość mówi to, co myśli, nie ma żadnych innych “warstw”.

 

W tej części też była wada (logiczna) w momencie, kiedy coś uderza go w głowę. Nie wiedziałem, czy jest na schodach, czy zszedł na dół (potem chwyta się tralek, więc sugeruje to wchodzenie po schodach, ale w taki razie kiedy po nich zszedł?). Jest to miejsce, w którym wyobraźnia strajkuje, co psuje mi cały efekt imersji w historię. Jak reklama wyświetlona w trakcie filmu :) 

 

Może tak miało być, jest pewnie już trochę upojony, przegapia pewne rzeczy – ale dotąd opowiadał, jak na niego, dość składnie, a tu wszystko się rozjeżdża. 

 

Był to jedyny taki moment, potem już do końca nie miałem problemów.

 

Jako całość dobre i angażujące. “Kupiłem” anonimowego stwora zżerającego nogi, który równie dobrze może być boską karą, wytworem chorej wyobraźni, jak i personifikacją zła. Jest zagadką ukrytą w ciemności i może tam pozostać.

Ze snu wyrwało go nerwowe trzepotanie w żołądku

Metafora udana, ale niektórzy czytelnicy mogą pytać, czy nietoperz wlazł mu do gardła :)

 

stos popękanych, bezużytecznych skorup.

Nie jestem pewien, czy pękają tak, że na zewnątrz zostaje cienka skorupa, czy jednak na kawałki/bryły.

 

Podeszła i stanęła obok niego, otulając się szczelniej wełnianym pledem

Lepiej: otuliwszy się pledem. Dobry imiesłów to martwy imiesłów devil

 

Jeszcze wrócę w wolnym czasie, wehikuł czasu by się przydał :)

Uniosła wzrok; na jej ustach wykwitł ledwo zauważalny uśmiech triumfu

Wiemy, na czyich ustach, na jego raczej nie ;)

 

. Obserwacja numer jeden: integralność strukturalna nie istnieje

Lubię ich nerd-talk, ale integralność strukturalna to kalka z angielskiego, w dodatku “nie istnieje” brzmi, jakby nie było jej w ogóle we wszechświecie.

 

Trochę zanieczyszczony, ale w wysokiej koncentracji,

Kolejna kalka. Ładniej: ale bardzo zagęszczony.

 

Choć w szkole lubił chemię organiczną, lata bez kontaktu z nią zatarły umiejętność kojarzenia faktów

Reakcja wytwarzania ługu to akurat bodajże chemia nieorganiczna, choć ostatnie reformy w oświacie mogły wszystko zmienić devil.

Poza tym zdolność kojarzenia nie bierze się z lekcji chemii, to umiejętność ogólna.

 

 

Dziękuję za dobre słówko!

Wydaje mi się, że cała historia zyskuje dużo jako element uniwersum. A to jest budowane bardzo szeroko i ma mnóstwo otwartych wątków. Rozumiem, że bracia-niebracia jeszcze się pojawią, odegrają ważną rolę, może tam historia wybrzmi do końca. Wymaga to jednak czytelnika, który “ogarnia” wszystkie opowiadania i fragmenty. Nie jest to złe, sam piszę serie, tylko warto od czasu do czasu dać też czytelnikom zamkniętą historię, bo mogą się pogubić :) 

Zacznę do tego, i nie jest to poprawka językowa :)

 

– Piękna historia. I straszna – szepnęła Agnieszka, obracając w palcach mokrą wiklinę.

 

To pierwszy moment, który nie zabrzmiał naturalnie. Dlaczego? Bo po przeczytaniu historii w głowie tłukły mi się dwa pytania: co się stało z dziećmi, i co się później stało z tęczowymi braćmi? I mam wrażenie, że nie tylko ja mam ochotę je zadać (Finklo, właśnie zostałaś bratnią… eee, siostrzaną duszą w komentarzach). Dlaczego Agnieszka o to nie pyta, czy się kryguje przed staruszką, a może to taki typ staruszki, której trzeba słuchać, a nie zadawać pytania, bo jeszcze krzywo spojrzy?

 

Nie dowiadujemy się, dlaczego zaginęły dzieci, czy ma to coś wspólnego z tęczą, czy nie, czy są to zjawiska skorelowane, zamierzony przejaw działania złośliwej siły, czy tez może zbieg okoliczności (który nie zabrzmi zbyt przekonująco, mamy niewyjaśnione zaginięcie i błyskawiczną przemianę tęczową).

Dobrze, dzieci mogły zginąć/zaginąć na wiele sposobów. Obecnie też ludzie znikają, i pomimo wykorzystania śmigłowców i dronów nie udaje się ich znaleźć. Kiedyś spałem w lesie, nagle przyjechała policja, pytali, czy nie widziałem starszego pana. Śledziłem potem doniesienia, po prostu zniknął.

Zatem może i jest bardziej naturalnie pod względem przypadkowości świata, ale nie pod względem spójności fabuły. Opowiadanie daje zagadkę, ale potem do niej nie wraca.

Opowiadania zwykle mają coś pokazać, mają jakąś myśl przewodnią. Porzucone wątki powodują, że czytelnik się gubi. W książce porzucone wątki nie rażą, bo reszta fabuły to rekompensuje. Tutaj musiałem się przerzucić z dzieci do odrzucenia społecznego, które też nie jest opisane do końca. Dobrze, dają im miejsce do życia na leśnej polanie, ale wątek się urywa. 

A dwa niedokończone wątki na niecałe 9000 znaków to dla mnie za dużo laugh

 

Podobał mi się za to dobór słów i opisy. Dialog w zakończeniu, choć niczego nie rozwiązał, też brzmiał dobrze.

W tekście jest masa powtórzeń. Te same słowa powtarzają się w sąsiednich zdaniach. Gdyby nie one, to styl byłby świetny. Na razie tak mnie rozpraszają, że trudno jest wyłapywać inne rzeczy.

HollyHell, Ty to masz oko do słówek (albo ja powinienem już powiększyć fonty :) )

 

To o tym, co ciekawsze, bo resztę wprowadziłem.

 

– Myślałem, że tylko ozdoba

Musi zostać, ponieważ poprawka doprowadza do aliteracji i powtórzenia, a z poprzednimi zdaniami wypowiedź przy odczytaniu brzmi jak terkotanie zębatek. Jest fragmentem wypowiedzi bohatera, więc reguły są nieco swobodniejsze, można posługiwać się językiem potocznym.

 

Charon nie ma spodni (ale ma drąg), ehm. Może mieć płaszcz podróżny (zgodnie z niektórymi wyobrażeniami), więc w nim jest kieszeń. Płaszcz dodany. Jakby miał sobie gmerać przy pasku, żeby włożyć tam monetę, byłoby jeszcze bardziej dwuznacznie, niż już jest.

A “tyczka” mniej Ci się kojarzy? laugh

 

To jeszcze o bólu i zmęczeniu. Niestety (albo właśnie dobrze) mitologia to nie Pismo Święte, nie ma jednej wersji. Jest ewolucja i różne opowieści z różnych epok, a potem oczywiście nowożytne opisy, książki, filmy, gry…

Trzymałem się tego, że bogowie nie czują zmęczenia stałym wysiłkiem. Nie czują też głodu i nie załatwiają potrzeb fizjologicznych. Mają ograniczoną siłę.

Mogą być znużeni i bezsilni wobec sytuacji (to nie to samo, co fizyczne zmęczenie), co przekłada się na ich ruchy i gesty.

Czują ból (np. w Illiadzie Afrodytę można zranić i przy tym krzyczy. Nie, nie drągiem :P ). Mam wrażenie, że w mitach ważniejszy jest przy tym aspekt frustracji i przegranej, niż fizycznego bólu, ponieważ są nieśmiertelni, więc ból jest przejściowy.

Krwawią na złoto, co już wiemy z dyskusji. Odniesione rany też bolą.

Mój Charon się poskładał po upadku niczym Terminator, Hefajstos nie miał tyle szczęścia i był kulawy.

Gdyby nie czuli bólu, nie mogliby być karani fizycznie (ten wątek będzie powracał w serii). 

 

Mitologia nie jest spójna, ma dziury fabularne i logiczne. I dobrze, bo jest tam miejsce na interpretacje.

 

No i oczywiście dziękuję za wszystkie miłe słowa! Najbardziej mnie wzrusza, kiedy bohaterowie wzruszają czytelnika :)

 

Koniec ze wzruszeniem, zakasuję rękawy i do roboty.

Zwykła, niefantastyczna zmiana pory roku, czy nuklearna zima i opustoszałe bunkry?

I ryknęły trąby anielskie, zawył Fenrir a Allah zaklaskał, bowiem Finkla dostrzegła!

Marszawo, ten kocur to już wygląda jak sędzia, nawet w tle jest fragment ławy. Czyżby sędzia dał się porwać emocjom i wyskoczył na środek sali?

Zawsze zaczynam od uwag językowych, ale nie tym razem. Równie dobrze mógłbym poprawiać obraz abstrakcjonisty z poradnikiem “malarstwo dla opornych” w ręku, albo usuwać losowe fragmenty kodu w programie i oczekiwać, że całość dalej będzie działać.

 

Przeczytałem pierwszy akapit. To było trochę jak włożenie stopy do jeziora, zanim da się nura. I podobnie jak nad jeziorem poczułem, że przeszywa mnie dreszcz, więc najlepiej jest wskoczyć od razu, przepłynąć całe, i wyjść po drugiej stronie. Bo w tym opowiadaniu nie da się zanurzyć troszkę. Albo trzeba wysłać zasady logiki tudzież stylu na wakacje i pójść na całość, albo się odpadnie w pierwszym akapicie i tak będzie w kolejnych.

Od strony przekazywanych emocji, możliwości wczucia się w bohatera, zobaczenia świata w bardzo krzywym zwierciadle jest super. Niektóre metafory są porywające, jakby grały na czułych strunach (albo drażniły mroczne myśli, które każdy piszący i czytający zapewne ma w sobie). Efekt zanurzenia jest pełny, ale…

Ale dlaczego, u licha, w tym jeziorze jest tyle zdań-wodorostów, które owijają się wokół nóg i rąk? Są z innej bajki nie tylko pod względem treści, ale również stylu. Domyśliłem się, że to ma sugerować obłęd. I byłoby nieźle, gdyby nie rozśmieszały. Ale niektóre zawierały efekt komiczny. Z jednej strony podkreślało to absurd, z drugiej strony – absurd można było osiągnąć również inaczej, takie miałem wrażenie.

 

Podsumowując – nie ma jezior idealnych, to było super, o wodorostach zapomnę, resztą się cieszyłem i to zapamiętam.

 

Ten wiersz też jest kolejny… ładny. I prowokujący, by czytać go więcej niż raz, może wyłapie się kolejny ukryty sens?

Ładna gra słów z baziami. I ładny dobór słów, bo “przytaknął” ma w sobie “tik-tak” zegara, albo takt :) Ładna zabawa tempem i długością wersów, przy “ciszy” naprawdę wszystko zwalnia i jest mało słów.

 

Jedyna metafora, która mi zazgrzytała, to ten próg zmarzliny. Może jeszcze muszę się dokładniej wczytać w słówka. A może wiersz nie musi być perfekcyjny.

 

Przypomnieli mi się perscy tkacze dywanów. W każdym dziele rozmyślnie robili niewielki błąd, ponieważ tylko Allah jest doskonały.

 

I tylko Finkla znów napisze, że nie ma fantastyki laugh

Pijesz do jakichś konkretnych miliarderów? ;-)

Zaraz lobby forumowych miliarderów mnie zatłucze za potwarz :)

Są tacy, którzy już budują statki kosmiczne, ale to była tylko aluzja, panie M., proszę nie przysyłać gości w czarnych okularach i garniakach!

Ale zapewne i tak wcisnęli swoje dzieci, czy coś.

Miliarderzy cichcem zbudowali swój statek i polecieli tam tydzień wcześniej, żeby oznaczyć działki pod deweloperkę.

a wzrok co chwilę przenosił się na zegarek

To niezręczne, bo wzrok to zmysł i o ile stosowanie go jako synonim “spojrzenia” ujdzie, to można dojść do wniosku, że zmysł/spojrzenie żyły własnym życiem i gdzieś samowolnie biegały.

 

Wszyscy, w tym Piotr, postąpili za nim, wkraczając do sali spotkań.

Wszyscy pozostali pośpiesznie weszli/wślizgnęli się za nim do sali spotkań.

 

Przywitano ją wzgardliwymi spojrzeniami, których tak bał się Piotr.

Logiczniej: Przywitano ją wzgardliwymi spojrzeniami, których wcześniej tak bał się Piotr.

 

Piotr był jednak zbyt zajęty ostatnimi poprawkami swojego referatu i konsultacjami konsultowaniem się w jego sprawie z siedzącymi obok członkami zespołu.

i średnicę oscylującą w okolicach pięciu tysięcy czterystu kilometrów.

Fizyk/astronom tak nie powie, bo oscylacje to dla niego ruch drgający.

 

Nic już nie miało sensu, jeśli kiedykolwiek miało.

Druga część to skrót myślowy, może lepiej: Nic już nie miało sensu, jeśli go w ogóle kiedykolwiek miało.

 

Niegdyś biała kafelkowa podłoga wyraźnie sugerowała, że powstała na początku wieku.

Chyba niezamierzony efekt animizacji/personifikacji podłogi :)

 

Od tej dudniącej w głowie myśli wyrwało go dopiero zimne powietrze, które lunęło na niego, gdy otworzono drzwi.

Deszcz może lunąć, powietrze raczej nie. Poza tym oderwało jest lepszym wyborem.

 

Pięć metrów od siebie zobaczył rozpędzony bezgłośny samochód elektryczny hamujący z piskiem kół

Logika się zawaliła

 

Nie miał już siły na taki trud

Trochę masło maślane?

 

Piotr usiadł, z całych sił starając się nie opaść na miękką poduszkę.

Niezgrabne. Propozycja: Piotr usiadł, wygrawszy walkę z grawitacją, która ściągała go z powrotem na miękką poduszkę. Albo coś w tym stylu.

 

Owszem, postawiono już tych kilku samarytaninów zdradzających prawdę o nadchodzącej apokalipsie pod ścianą i wsadzić kulę w łeb, nawet transmitowano to w telewizji

Nie zgadza się gramatyka.

 

Astronomia, z małymi wyjątkami, przestała się liczyć. Liczy się tylko aktualizowanie położenia Przybyszów i analiza księżyców galileuszowych.

No dobra, tego nie kupię jako czytelnik. Gdybym miał pieczątkę “Bullshit” to bym ją przybił w tym miejscu :)

 

Otworzył kuchenną szafkę i skrzywił się, widząc pająka wijącego sieć między spróchniałym drewnem i kartonem z owsianką.

Dobry imiesłów to martwy imiesłów :)

 

Piotr chwycił butelkę, stuknął szyjką o murek, w reakcji na co kapsel odpadł.

Końcówka zdanie niezgrabna…

 

… za to całość opowiadania naprawdę dobrze się czyta. Jest interesujące i angażuje. Czytelnik czeka na to, co będzie na końcu, więc zwraca uwagę na zachowanie bohatera i jego emocje, nawet na wronę. Podobało mi się nawiązanie do obrazu.

Gryzoku, gdyby Lem w Twoim wieku tak pisał (na początku miałem skojarzenia z wczesnymi opowiadaniami), to ciekawe, do czego by doszedł? I na początku kariery na pewno nie miał takich ciekawych zakończeń :)

 

 

 

 

To tak zbiorczo:

 

Lugosi, wprowadziłem w końcu drobną poprawkę – wstęgę boskiej krwi. Nie jest to dobre miejsce, żeby pisać o ichorze, ponieważ bohater ma być w tej scenie tak ludzki, jak tylko się da. Więc czytelnik, który siedzi “głębiej” w mitologii wyobrazi sobie, że jest złota – tylko że jest już z tym oswojony, więc nie zaburza odbioru zasadniczego sensu.A reszta pewnie skupiłaby się na słowie “ichor”, a nie na tym, co ważne. A scenka ze skaleczeniem i tak pewnie się pojawi :)

 

JolkoK, większość uwaga udało mi się wprowadzić, choć część mi nie przeszkadzała :) .

Ten dialog z “powodem” jest uściślony, bo operował na skrótach myślowych. Jemu chodzi o przeznaczenie, jej również, tylko w innym sensie. Słowo “przeznaczenie” byłoby jednak zbyt poważne dla dziewczynki – choć akurat to, że je powtórzy za Charonem, jest prawdopodobne. Więc teraz dodałem słówko tu i ówdzie.

Najtrudniej wbrew pozorom miałem z najkrótszym, czyli z “parą”. Zgadzam się, że jest to wieloznaczne (i tu jest słabość), ale równocześnie “para” budzi skojarzenie z dwójką osób, która jest blisko. I takie skojarzenie miała budzić. Nie wiem, czy inni czytelnicy też widzą stado kobiet, może na tym forum dążymy do uściślania wypowiedzi i dokładności, więc zdecydowałem się uwzględnić uwagę, ale mam poczucie, że jest tam potrzebne jeszcze inne, trzecie słowo, które nie ma żadnej z dotychczasowych wad. Bo dwie kobiety brzmią bardzo oschle.

Zdanie, które tak Ci nie pasowało, po prostu skróciłem. Jest to fragment wrażeń bohaterki, więc rzeczywiście metafora z końca słabiej do niej pasuje. Potrzebowałem jednak opisać konkretne odczucie, zatem reszta została, bez metafory też działa.

 

A co do bohaterki – ona jest najpierw “zamrożona”, zarejestrowała dramatyczne zdarzenia, lecz ich nie przeżyła. Pokazanie innym i sobie samej, jak dobrze sobie radzi, jest sposobem na zasłonięcie uczuć, które i tak w niej drzemią. Rozklejenie się w sposób gwałtowny jest jak najbardziej naturalne, można tylko się cieszyć, że miała przy sobie kogoś, kto jej słuchał (choć z niechcianymi przerwami).

Nila jest rozchwiana. Wpada z entuzjazmu w rozpacz. Jest dzieckiem, które musiało zrobić coś, czego niektórzy dorośli się boją. Każde takie zdarzenie zostawia bliznę do końca życia. Jest to mój pomysł na bohaterkę, nie tylko w tym opowiadaniu, ale również w kolejnych. Nila będzie błądzić i wpadać w skrajności.

W zastępstwie Charona, który wyprowadza właśnie psa na spacer, muszę bronić bohaterki laugh

 

P.S A przewoźnik i przewodnik – zależy od wersji mitologii, czasem miał obie funkcje. Ale tu jest głównie przewoźnikiem, masz rację.

Bruce, pomysłowe przypomnienie tajemniczej śmierci!

 

Miałem ochotę napisać, że ta zakodowana informacja to potykacz dla LLM, żeby im się zagotowały procesory przy rozszyfrowywaniu, ale potem zauważyłem, że chyba jednak nie… AI po wielu nieudanych próbach wyprodukuje zmyśloną odpowiedź, żebyśmy byli zadowoleni :)

 

OldGuard, porównując sprawę kobiety z Isdal z dość spokojną śmiercią Webba stwierdzam, że albo humor Obcych się wyostrzył, albo byli tak sfrustrowani współpracą z inżynierem, że musieli odreagować.

Lugosi, co do krwi masz rację, gdybym jednak napisał “złotą wstęgę” część czytelników mogłaby się pogubić. Akurat w tym momencie akcja przyspiesza, więc też trudno jest wstawić dygresję o kolorze krwi. Upływ krwi prawie zawsze wiąże się z bólem, niezależnie od jej koloru, i stąd jest “krwawa wstęga”. Ma pokazać, że choć jej istotą boską cierpi, ale nie boi się ponosić tego cierpienia, bo w dziewczynce odnalazł sens istnienia inny niż tylko wożenie dusz między punktem A i B.

Myślałem o tym, i bez większego wysiłku można spróbować zamienić to na “wstęgę krwi” – czy wtedy mniej kojarzy się z barwą? Inny sposób na obejście problemu to skaleczyć Charona wcześniej, kiedy akcja jest spokojna, tam pokazać kolor krwi, a wtedy w tej scenie może już być złota wstęga. Dodatkowa scenka wymaga jednak zamknięcia konkursu i nominacji.

W jednym z kolejnych opowiadań Charon będzie krwawił, więc jest to istotna uwaga co do sposobu opisywania!

 

Dziękuję za cierpliwość przy czytaniu :) i za miły komentarz!

 

Dodam, że podobał mi się opis samego kuszenia. Często w opowiadaniach diabeł uderza mocno i w pierwszej chwili, kiedy bohater go spotyka. Tutaj smycz jest dużo dłuższa, bohater może wybierać, oddalić się, ale i tak sam wraca. Rozwój historii opiera się na jego wyborach i podatności na kuszenie. Zadajesz ważne pytanie, czy zło jest w człowieku i zewnętrzne wydarzenia je wyzwalają, czy człowiek jest dobry, ale świat zewnętrzny go łamie. Przynajmniej tak to odczytałem.

Pozdrawiam wieczorową porą!

 

Często brakuje mi kontaktu z synem.

Mam wrażenie, że można wyrzucić “często”, skoro w kolejnym zdaniu jest to opisane – miałem wrażenie powtórzenia podobnej treści. Szczególnie, że brak kontaktu nie jest opisany jako chwilowy, ale ogólny – więc jest cały czas.

 

Drugie powtórzenie w tym stylu dotyczy “przyjaciółki” głównego bohatera, dwa razy piszesz, że spełnia jego potrzeby i już za pierwszym razem czytelnik może domyślać się, jakie. Moim zdaniem lepiej byłoby “pokaż” zamiast “opisz” przy tym drugim razie. Ponieważ konkurs trwa, pewnie trudno byłoby to ruszyć… więc chyba będę musiał polubić zamiast wytykać :)

 

Podobał mi się język. Jest dopracowany i pasuje do całej historii, buduje nastrój, a przy całej tej stylizacji całość dobrze się czyta.

Opis stopniowego upadku trochę przypomniał mi Twoje opowiadanie z konkursu o roślinach – tam również historia dąży w wybranym kierunku, nie zwiedza bocznych ścieżek, jest opisana “jak po sznurku”. Z jednej strony jest to klarowne i bardzo dobrze się czyta, nie sposób się zgubić. Z drugiej brakowało mi nieco emocjonalnego “trzepnięcia”. Bo historia ma szansę uderzać mocno czytelnika.

Po namyśle stwierdziłem, że nie jest to wada. Schodzimy wraz z bohaterem schodek po schodku do piekła, a na każdym tak przyzwyczajamy się do zła, że przestajemy go zauważać, a rzeczy, które na początku opowiadania by nas uderzyły i przeraziły, po prostu czytamy jako kolejny opis dnia powszedniego bohatera. Widziane w ten sposób ma to złowieszczy urok, a przede wszystkim sens i jest zamierzonym efektem (jest, prawda? :) ).

Za językowy i stylistyczny efekt wow klik błyskawiczny!

 

 

Tym bardziej, że i tak wszyscy prędzej czy później stawią się nad brzegiem Styksu

Porzucił sprawy królestwa i odtrącił słowa doradców.

Gdyby Hades słuchał mądrych doradców, jak Ty, pewnie lepiej by na tym wyszedł. Ale ja nie miałbym o czym pisać :) Na razie jest zimnym draniem i zaślepionym draniem, bez tego opka nie byłoby wiadomo, co dzieje się za kulisami kolejnych.No i jak długo można być draniem?

Kwestia, przed którą bramą, nabierze znaczenia.

Witam,

 

Prawa pacha boli, jakbym od rana wisiała z ramieniem przewieszonym ponad napiętym jak struna telefonicznym kablem,

Trochę mało zgrabne, ja czytałem dwa razy, zanim załapałem. Tzn rozumiem sens, mogę sobie nawet to wyobrazić, ale trudno się czyta.

 

Niewidzącym wzrokiem patrzy gdzieś ponad moją głową w okno.

Tutaj też miałem wątpliwości. Można to spróbować obejść, np. “Zamiast na mnie, kieruje spojrzenie na okno, lecz źrenice są nieruchome”

 

To teraz o całości: czytałem z ciekawością. Część pierwsza jest realistyczna (poza snem), ale porusza kilka ważnych kwestii – kryzys wiary, powołania, odczuwanie zbliżającej się śmierci, przemijanie. Podobało mi się to, że czytałem o losach konkretnych ludzi, wyborach i ich konsekwencjach.

W drugiej części fabuła jest szczątkowa, za to jest jedno długie objaśnienie koncepcji Pervity. Akurat brak fabuły mnie nie raził, odebrałem to jako stan “zawieszenia”, symbol tego, że świadomość bohaterki trafia do świata bez wrażeń, a jedynym źródłem bodźców jest rozmowa z samą sobą.

Pierwsza część zadaje pytanie, czy bóg (lub Bóg) istnieje, druga odpowiada, że zapewne nie (tak to odebrałem), choć kwestia ta nie jest adresowana wprost. Na pewno, i to bardzo konkretnie, jest opisana kwestia zachowania świadomości po śmierci i reinkarnacji. Zupełnie nie wracają kwestie wiary. Przez to czułem, że dwa fragmenty łączy tylko historia bohaterki i jej fizyczna lub pół-fizyczna obecność, a nie próba nawiązania do dyskusji z pierwszej części Inie licząc owego “życia po śmierci)..

Językowo bardzo płynnie, od strony rozumowej angażujące, tylko emocje nie znalazły punktu zaczepienia, bo o ile w pierwszej części trochę się ich pojawia (choć schodzą na drugi plan), to pod tym względem druga część wydawała mi się zupełnie płaska. Jednak nie mogę od każdego opowiadania oczekiwać roller coastera, to jest inteligentne, nastrojowe i spokojne, i takie historie również są potrzebne (nie tylko mieszkańcom hospicjum laugh).

Gdyby takiego zamachu na domowników dokonał kot, to bym się nie zdziwiła. Ale pies? :P

Cóż, zamień mu kubek na patyk i będzie wypisz wymaluj:

Przeczytałem z ciekawością. Mimowolnie poszukiwałem wspólnych wątków z mitologią germańską/nordycką i antyczną. Językowo jest tu potrzebny specjalista od stylizacji, więc się nie podejmuję :)

 

Gdyby cały cykl miał więcej czytelników, pewnie i komentarzy pod tym tekstem byłoby więcej!

Jerry_Gainer, nie we wszystkie gusta trafię, a szorty niestety chyba takie są: albo czytelnikowi podpasuje, albo zupełnie nie. W dłuższych formach łatwiej jest znaleźć fragmenty, które nam się podobają, nawet jeśli całość jest średnio “strawna” – czyli optymista zawsze znajdzie tam coś dla siebie. A szort musi mieć jeden wątek, jeden styl.

Pointa, czyli reperkusje wprowadzenia szczurów, skutki podróży Persefony i rozwinięcie koncepcji Hadesa jako zimnego drania, produkują się obecnie w dłuższych formach. Taka jest z kolei złośliwość cyklu ;)

Kto z entropią walczy,

ten od czasu ginie,

jego jest władczynią,

starczy, że nań skinie.

Lecz w walce z entką

jest pociecha tycia,

bo bez tych starań

nie byłoby życia!

Na ten poradnik o koniach miałem już pomysł w zeszłym roku, ale masz rację – czas, i jeszcze raz czas… bo chciałem to zrobić porządnie, skonsultować z zaprzyjaźnionymi stajniami, a tam też nie mają czasu, i tak zostaje sam pomysł (jak zwykle, ech…).

W fantasy konie są dość często spotykanym elementem laugh

Reg, akurat z tym zdaniem też się męczyłem i to druga wersja, więc dziękuję za podpowiedź! 

Finn Katera, dziękuję za wizytę i dobre słówko!

Ale dużo tych opowiadań się pojawia!

 

Czarny, wielki kocur siedział na schodzie i mruczał cicho, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło.

A czasem nie na schodku?

 

Dym gryzł w oczy, przymknął więc na chwilę powieki, aby się przed nim ochronić

Minimalizm sugeruje, że ostatniej części zdania można się pozbyć.

 

Witek rejestrował to wszystko kątem oka, gdy szedł szybkim krokiem w stronę drzwi balkonowych.

Moim zdaniem w pomieszczeniach objętych pożarem i zadymionych nie da się iść szybkim krokiem. Można próbować biec w pochyleniu albo w przysiadzie, biec/pełznąć na czworaka. I nie powiedziało mi tego AI, tylko kiedyś pies wywalił w nocy cały zapas opału na rozgrzaną kozę, bo chciał wyciągnąć sobie z nudów patyk, więc jeszcze pamiętam, jak wyglądało poruszanie się po domu.

 

Gdy przedzierał się przez nie wśród dymu, nie przyglądał się wnętrzom zbyt dokładnie, ale od razu zauważył, że teraz było to zupełnie inne miejsce zastawione zupełnie innymi meblami.

Językowo poprawnie, ale budzi skojarzenia “pałacowe”. W przewodnikach pisze się o gotyckich albo barokowych wnętrzach, ale w odniesieniu do małego mieszkania raczej użyłbym “wnętrzu”.

 

Potknął się w progu o czarnego kota i część zawartości wylał na chodnik. I na te nieszczęsne buty.

– Kurwa!

Witek w pierwszym odruchu chciał się odsunąć od starca, ale zauważył, że dziewczyna patrzy na nich badawczo. Schylił się więc, pomógł podnieść wiadro i przytrzymał za ucho, dopóki tamten nie złapał go pewniej.

Zawiesiłem się, bo nie napisałaś, że upuścił wiadro, tylko że część zawartości się wylała. Poza tym, hm, pomaga staruszkowi tylko dlatego, że patrzy na niego nastolatka? No dobrze, z koncepcją bohatera się nie sprzeczam :)

 

 Przez sekundę jej twarz była twarzą zmęczonego lekarza, który nie potrzebuje kolejnego problemu

Widzę dwa problemy; powtórzenie i potencjalną kalkę językową. Może prościej: przez sekundę wyglądała na zmęczoną lekarkę, która nie potrzebuje kolejnego problemu? Wyczuwam, że chcesz skupić się na twarzy, ale próby w rodzaju “przez sekundę w rysach lekarki widać było jedynie zmęczenie i chęć uniknięcia problemu” też nie są jakoś szczególnie zgrabniejsze.

 

Spojrzał na nich z góry, powoli przesuwając wzrok od stóp do głów

Minimalistycznie można zamienić końcówkę na “i powoli zlustrował od stóp do głów”

 

który przyklejał się do człowieka razem z białą opaską na ramieniu.

Wcześniej już masz “na ramieniu”, więc tutaj brzmi nadmiarowo. To ładne zdanie i warto je dopieścić :)

któremu dużo dano i mało zabrało.

Chyba “zabrano” na końcu?

 

Całość bardzo ładna. Ładne zdania, metafory, dobór słów. Bardzo dobrze opisywana mimika twarzy i ruchy bohaterów, naprawdę przyjemnie było zgadywać, co czują. Dobrze utrzymany nastrój części “historycznej”. Wzruszające zakończenie. Jury niech dyskutuje nad wykorzystaniem obrazu, ale według mnie trafione, a tytuł jest metaforą treści i vice versa.

 

 

 

 

Entuzjazm jest wreszcie entuzjazmem, a ten fragment, w którym był “efekt łopaty”, teraz też jest lżejszy.

Czekam teraz na efekt rozpalenia wielkiego ognia nad bardzo mokrymi cegłami. Ponieważ może być widowiskowy i głośny, również interpretacja miejscowych będzie ciekawa :)

 

Przybywam, ale bez morderczych zamiarów :)

 

skazać palcem zło, wgryzające się w tkankę naszych społeczności i rozrastające w nich jak guz rakowy

Powinno być w niej, skoro to tkanka

 

Można by więc tę notatkę nazwać moim „listem morderczym”.

Ilekroć patrzę na ten cudzysłów, mam ochotę go zakatrupić. Ojej, miało być bez zbrodni…

 

Gdy drzwi zamknęły się za ostatnim kolegą, zrozumiałem, jak czuła się małżonka patriarchy Lota,

Zarżnąć i zakopać gdzieś głęboko drugie się, a jak zamienić na co, śledczy się pogubią.

 

niczym Wąż na drzewie poznania

Wielka litera dyskusyjna, ponoć używa się jej, kiedy jest to synonim Szatana (również z wielkiej). W tym zestawieniu jest podwójnie trudno, bo drzewo poznania z kolei zapisuje się małą literą, ale wąż jest chyba równorzędny z drzewem… w każdym razie do przemyślenia, może ktoś inny to rozpracuje :)

 

Niestety, nie wydaje mi się, żeby podzielała też twój rozsądek.

Huknąłbym “też” czymś ciężkim, zawinął do worka i wrzucił do rzeki.

 

z anielską (zapewne w pełni dosłownie) cierpliwością

Niezgrabne. A co robimy z niezgrabnymi sformułowaniami, które są zakałą opowiadania, no co?

Wiem, że to ma grać z wcześniejszym określeniem rynsztoka, więc musi być “dosłownie”, ale w jakie potworne towarzystwo wpadło…

 

Ale to twój problem i będziesz musiał sam to sobie z nią wyjaśnić, Tim

Hm, to w końcu sobie czy z nią? Sobie po cichu zawlókłbym w jakiś ciemny kąt opowiadania i tam rozpuścił w kwasie, nikt nie zauważy, co najwyżej będzie plama.

 

Szatańsko dobra historia, w niewielkim tekście zmieściła się całkiem zgrabna akcja. Dobrze się czyta, wciąga od samego początku i nie odpuszcza, a równocześnie jest (jak na kaliber opisywanych czynów) lekkie i nie epatuje grozą, tylko przedstawia krótko i konkretnie.

 

Klik, i to nie był dźwięk odwiedzionego kurka.

 

 

 

 

 

 

Z piętą i łydką można w sumie rozróżniać w opowiadaniu. Bo jak na konia pędzi bizon, to chyba nie chodzi już o to, żeby go dopieszczać, tylko zmusić do ruchu, siła wyższa :) Ale nie wiem, czy nie wypadałoby wtedy zwrócić uwagi również innym słowem, np. pary “spiął łydką” i “uderzył piętą”.

Czasem myślę, że na forum jest tyle osób o różnorodnych zainteresowaniach, że można stworzyć takie mini-poradniki do danego tematu, np opisywanie koni, czołgów, samolotów, średniowiecznego uzbrojenia itp. – specjalne wersje dla osób piszących :)

W opowiadaniu Oldguard o Diuku Gabuarze nawet nie robiłem reality check przy klaczy, bo tam całość jest pisana z przymrużeniem oka. W tym opowiadaniu jest na serio, a wszelkie dopracowane szczegóły z “tła” są zawsze miłe dla czytelnika.

beeeecki, cieszy to bardzo, bo nie jestem ekspertem od szortów. Szkoda, że skończyły się tygodniowe wyzwania, bo tam mogłem potrenować. Muszę też rozczarować z objętością, bo już teraz widzę, że cykl będzie wpadał w skrajności: albo krótko, albo długo, przez co najmniej cztery “u”.

To jest strategia: widzę, że powstaje coś, czego większość czytelników nawet nie ruszy ze względu na objętość. Więc skoro zamierzam tak przeczołgać czytelników, muszę ich również przekonać, że warto.

Berigu, również cieszę się z wizyty. Cykl skupia się na Charonie i Nili (pierwszego znają wszyscy, a druga pojawiła się w opowiadaniu “Rzeka”). Uniwersum nie byłoby jednak pełne bez drugiego planu – już to widzę w komentarzach: marzanie, znów bohater nie ma motywacji, robi coś, bo mu kazałeś. A motywacje pochodzą często z drugiego planu, z tła. Chcę, żeby pierdnięcie w jednym opowiadaniu miało konsekwencje we wszystkich innych (dobra, to metafora, o pierdnięciach nie będę pisał).

khomaniac, także dziękuję. W sumie dobrze, że jeszcze nie wiadomo (w pełni), do czego dążę, bo nie byłoby niespodzianek :) Zadawanie zagadek czytelnikom jest trudne, bo opowiadania bez zagadek są płytkie, a te z trudnymi zagadkami mało zrozumiałe. Więc pewnie jeszcze nieraz przekroczę granice w jedną albo drugą stronę.

Melendurze, Rybaku, cieszę się z wizyty (i motywacji, żeby zakasać rękawy i brnąć dalej)

 

Ślimaku, miło widzieć – jak zwykle z fragmentem poezji, w dodatku tym razem z ciekawym spojrzeniem na relację tej dwójki.

 

Spieszę z wyjaśnieniami – żeby wpasować wszystkie elementy i jeszcze ułożyć to w ciąg opowiadań, muszę czasem uciekać się do pomocy boskiej. Stąd szczur pojawia się znacznie wcześniej, niż powinien. A jednak można spekulować, że był powiązany z zarazami znacznie wcześniej.

O ile wcześniej? Akcja “Rzeki” dzieje się w mocno nieokreślonym czasie, kiedy jeszcze istniała cywilizacja grecka, a już kwitło osadnictwo w Skandynawii, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z okienkiem czasowym dojść nawet do czasów rzymskich. Z tego okresu jest mnóstwo dowodów na kontakty handlowe, w tym nawet monet (co stanowi jeden z wątków “Rzeki”).

Podczas zbierania informacji do kolejnych części musiałem jednak zdecydować się na konkretny okres, i już dokonałem takiego wyboru – zdradzę tylko, że zdecydował pewien motyw z mitologii etruskiej. Musiałem też zdecydować się na wersje imion bogów (są greckie), co ostatecznie zawęziło wybór.

 

Teraz żmudne poszukiwanie “szczurzych” zaraz z tego okresu: niektórzy podobno dopatrywali się dżumy w Zarazie Ateńskiej (wojna peloponeska, oblężenie przez Spartan). Przejrzałem te sensacje, różne argumenty naukowe i moim zdaniem to się nie klei. Za to znalazłem dwa inne wątki:

 

Księga Samuela (cytat wg Biblii Tysiąclecia)

 

Odpowiedzieli: «Jeśli macie odesłać Arkę Boga izraelskiego, nie odsyłajcie jej z niczym. Koniecznie trzeba dołączyć do niej dar pokutny. Wtedy wyzdrowiejecie i dowiecie się, dlaczego nie odstępuje od was Jego ręka». 4 Zapytali się: «Jakiż dar mamy złożyć?» Odpowiedzieli: «Według liczby władców filistyńskich pięć guzów złotych i pięć myszy złotych, ta sama bowiem plaga dotknęła was, jak i waszych władców. 5 Sporządźcie podobizny guzów i podobizny myszy, które niszczą kraj, a oddajcie cześć Bogu Izraela; może odejmie rękę swą od was, od bogów waszych i od waszego kraju

Sporo badaczy skłania się ku tezie dżumy, na co wskazują guzy. Myszy i szczura nie rozróżniano słownie, Grecy również nie mieli osobnego określenia na szczura (edycja: w omawianym okresie).

 

Drugi, pośredni trop to Apollo Władca Myszy. Bóg miał zarówno moc zsyłania zaraz, jak i ochrony zbiorów przed gryzoniami. Apollo zsyła zarazę na wojska greckie przy oblężeniu Troi. Moim zdaniem nie jest to aż tak wyraźne, jak tekst z Biblii, i troszkę “naciągane”.

 

Podsumowując, ponieważ jakieś poszlaki były, a Hades jest bogiem, co przesuwa nieco margines prawdopodobieństwa – pozwoliłem sobie wprowadzić szczury do gry nieco wcześniej, niż najbardziej znane zapiski historyczne. Przy rozsianym osadnictwie i małej gęstości zaludnienia zaraza w Skandynawii (bo do niej odnosi się rzeka lodu) mogła wybuchnąć lokalnie i wygasnąć w naturalnym sposób zimą, kiedy utrudniony był transport.

 

Zaraza stanowi punkt wyjścia kolejnej części, ale tam wstęp w postaci opisu relacji Persefony i Hadesa zupełnie by nie pasował. Nie lubię wprowadzać bohatera, który potem niewiele robi w opowieści, a tak stałoby się z Persefoną. Tutaj jest na środku sceny i ma szort dla siebie.

 

 

Dziękuję za komentarze!

Czarna2 wygrała betę!

(dźwięk fanfar)

Mam tylko prośbę o wysłanie wcześniej wiadomości, że czeka mnie zadanie bojowe, gdybym nie wystawiał nosa znad własnej pisaniny.

 

Cieszę się, że ktoś tu zajrzał i pogłówkował.

Oldguard, bardzo ładne rozpisanie wszystkich rzek!

 

Ale równocześnie się martwię, że gdzieś tam w poczekalni leżą inne, lepsze teksty, którym też należy się uwaga, więc koniec TWA i do roboty :)

Rafaelu, jestem ciekawy Prozerpiny. Cóż, powroty do mitologicznych korzeni są ciekawe :)

Witam (albo raczej witom),

 

Sytuacja wymagała skradania się.

To trochę niezgrabne. Czyta się jak objaśnienie czytelnikowi. Użyłbym innego słowa zamiast “skradania się”.

 

jeszcze kręcili się

Przestawiłbym “się” o wyraz wcześniej – znajdą się tacy, którzy będą tutaj szukać rusycyzmów.

 

– W takim rozie tutej się pożygnamy.

Zgodnie ze wcześniejszą stylizacją wiarygodniej zabrzmiałoby “pożygnomy”. W dodatku budzi zabawniejsze skojarzenia fonetyczne.

 

Taka, co ni wiadomo, co za zakrytem się kryja

Zakrytem, czy może zakryntem?

 

Przyznam, że ostatnio musiałem wybierać opowiadania, które skomentuję, bo czas nie z gumy, a chciałem zajrzeć do jak największej ilości konkursowych. Tak się staram robić, jeśli piszę coś na konkurs, komentuję pozostałych uczestników. Więc to jako jedyne przeczytałem dla przyjemności, bez krztyny obowiązku.

I się nie zawiodłem. To była czysta przyjemność. Bardzo ładny styl, bardzo “mój" humor, świetne nawiązanie do Don Kichota, genialne przejścia między punktami widzenia i płynne zmiany miecza w kijek.

Śmiałem się i cieszyłem jednocześnie. Dziękuję za miły poranek.

A polikom se, kto mi zobroni?

Mięśnie rwały, ale ten poranek zapowiadał zmianę.

Początek zdania wymaga przypomnienia sobie, co było w poprzednim rozdziale. Dodałbym na wszelki wypadek coś w stylu “nadal rwały”, skoro odnosimy się do zmiany.

 

Żar trawił je dobę

Dodałbym “całą dobę”, tak brzmi mało ciekawie.

 

Tafla wygładziła się, odsłaniając gęsty osad.

Warto jest przestawiać “się” przed czasownik, o ile nie zaburza to sensu i brzmienia, ponieważ kończenie części zdania na “się” niektórzy odczytują jako rusycyzm.

 

– Reakcja przebiegła podręcznikowo – mówiła z entuzjazmem. – Wynik pozytywny. Hipoteza zweryfikowana. Możemy myśleć o aplikacji polowej.

Jeśli z entuzjazmem, to wykrzyknik. A najlepiej pierwsze zdanie uczynić naprawdę entuzjastycznym – chyba że bohaterka ma właśnie taki charakter, używa języka podręcznikowego (z tego co pamiętam z poprzednich części, często tak robi). Jeśli to zamierzony efekt, to może pójść w kierunku lekkiego Aspergera, taki żeński doktor House albo Bones? 

 

Praca ruszyła rytmicznie, wprowadzając ich w trans

Trochę niezgrabne to zdanie, ale na szybko nie mam pomysłu, jak je zmienić.

 

Pchnął kolejną porcję gliny w ramę, jakby miażdżył w niej własny żal.

Z zakończeniem miałem problem. Po pierwsze, to efekt “łopaty” – nakładanie czytelnikowi do głowy tego, co powinien poczuć. Po drugie, poprzedzającą scenkę przeczytałem, ale nie udało mi się w nią wczuć, więc tutaj żal odebrałem jako sztuczny. Gdybym lepiej wczuł się w scenkę, to zdanie byłoby jej skwitowaniem, i nie byłoby efektu łopaty.

 

Zanim ruszył do lasu, poczuł jej dłoń na ramieniu. – Zaczekaj. Skoro zamierzasz spalić tyle drewna, wykorzystajmy to.

Dialog od nowej linijki. Czytelnik będzie się tutaj potykał. Tak, może się domyślić, że ona to mówi, ale didaskalia zaczynają się od niego. Dobrze jest zachować płynność czytania. Nowa linijka oznacza dla czytelnika, żeby wzmógł czujność, brak nowej linijki nakazuje raczej wiązać kwestię z podmiotem didaskaliów.

 

 

 

 

Dobre opowiadanie – nie wypada napisać, że po becie jeszcze lepsze, ale zyskało na płynności, a zachowało oryginalną treść.

Podobało mi się to, jak działa na wyobraźnię. Nie mam problemu, żeby przenieść się w przedstawiony świat, a to w opowiadaniach bardzo lubię.

Zagadka kobiety, odwrócony chronologicznie układ, te elementy zachęcają do dalszego czytania – chcemy się dowiedzieć, jak do tego doszło, kim ona jest.

Dobry pomysł, sprawna realizacja, widać dbałość o to, żeby tekst był lepszy… czego chcieć więcej? Może więcej klików, ja dokładam swój :)

Ręka dzierżąca miecz się trzęsie tak, że płomień przelatuje mi przed twarzą.

Bardziej naturalnie brzmi mi “trzęsie się”.

Hm, a może “drży”? Załatwiony problem brzmienia, szyku i siękozy :)

P.S. Biblijna “stopka” w komentarzach wywołuje uśmiech ilekroć ją czytam, aczkolwiek jest również nutka niepokoju – lud jako ostatnie spożył nietoperze, a potem tekst się urywa. Czyżby aluzja do pandemii?

Beeeecki, i ja się cieszę, że mogłem pomóc (a przy okazji przeczytałem dobre opowiadanie). I broń… Zamyśle, nie tupię teraz nóżką i nie sprawdzam, czy wszystko wprowadzone czy nie. bo przecież każdy ma swój gust. I w świecie też jest dużo rzeczy, które mnie drażnią, i drażnić będą, kiedy przyjdzie wiosna (pyłki). A jednak nie chcę zmieniać całego świata, co najwyżej wyrżnąć i wypalić delikatnie przesunąć rzeczy, o które się potykam :)

Dobrze, że opowiadanie już opublikowane, bo opek konkursowych dużo, a wszystkich nie obskoczę, choćbym chciał. I jeszcze wrąbałem się w pisanie sequela Rzeki, miało być krótko, a wychodzi jak zawsze, czyli machina fabularna się rozkręciła i rządzi twórcą. Więc miotam się między swoim pisaniem a komentarzami, potem będzie mi głupio, że kogoś z pozostałych konkursowiczów pominąłem.

zapadła cisza. W rajskim kraju, którego mieszkańcy dzielili się na chóry, nigdy dotychczas nie zapadło takie milczenie.

Dziwacznie brzmi wtrącenie “którego mieszkańcy dzielili się na chóry”. Tylko mnie rozpraszało.

 

– Co zamierzamy zrobić? – sprostował Lucyfer. –

Skoro sprostował, to czy nadal pytał?

 

do którego się zmuszam, naruszając minimalnie siłę woli, która niczym to strome zbocze, kruszy się, im dłużej maszeruję.

Źle to brzmi, tzn. sensu można się domyślać, ale słowo rozmija się ze znaczeniem (moim zdaniem). Naruszając po trochu, po kawałku, albo w ogóle rozwinąć metaforę, np. Każdy krok jest wysiłkiem, do którego się zmuszam, choć czuję, że siła woli pęka i kruszy się ziarno po ziarnie, niczym ta krawędź przepaści. Albo coś w tym stylu.

 

Przenikał go strach przed konsekwencjami każdej decyzji.

Paraliżował byłoby obrazowe.

 

W dłoni poczuł ciężar i zobaczył, że trzyma miecz o złotej rękojeści i srebrnym ostrzu, które płonęło żywym, jasnym ogniem, wieńcząc sztych, w taki sposób jakby to nie stal, a płomień przeznaczony był do zadawania ciosów.

Długie zdanie, co samo w sobie nie jest grzechem :) ale to “w taki sposób” mnie rozdrażniło, przez nie całość jest mało płynna. Bez niego będzie chociaż ładna metafora, a teraz brzmi jak próba uładzenia metafory. Mam też problem z gramatyką, “wieńcząc sztych” formalnie odnosi się do ostrza, a nie do ognia, ale ostrze nie może wieńczyć sztychu (który jest zakończeniem ostrza) tylko ogień może je wieńczyć.

 

Nie znamy takich konstrukcji, nawet archaniołowie, którzy widzieliśmy Zamysł.

Proponuję dodać “my” po nawet, bo bez tego mam wrażenie rozjechania się logiki albo gramatyki. Początek jest ogólny i odnosi się do wszystkich aniołów, a druga część do szczególnej grupy.

 

Zastanawiam się, jak zaszturmować wejście. Rozważam, czy w trakcie nie zabraknie mi sił i silnej woli.

Użycie “zastanawiam” i “rozważam” zwalnia tempo do śli… przepraszam, do żółwiego. To kulminacja i nie wypada robić takich rzeczy czytelnikowi, to jakby wyświetlić reklamy w najciekawszym momencie!

 

wystawieni są na działania tego złego miejsca.

Unikałbym jak ognia :) takich słów w opowiadaniu, w którym dopiero powstaje piekło, a koncepcja zła nie jest jeszcze (zapewne) w pełni zdefiniowana. To jedno słowo zepsuło mi całą scenę. Słowo “zło” powinno wkroczyć w opowiadaniu w odpowiedniej oprawie, a nie pojawić się w przypadkowym miejscu jako określenie miejsca. I to jeszcze dwuznaczne, bo miejsce nie jest złe moralnie (choć w sumie opisujesz piekło, więc czemu nie? ).

 

w ostatnim momencie skacze, rozwija zwiędnięte skrzydła i próbuje przeskoczyć na bezpieczny grunt.

a płomień ześlizguje się na jego ciało, odrzucając go w tył, krzyczącego z bólu.

Metafora czy dosłownie ześlizguje? Trudno jest mi sobie wyobrazić to ostatnie.

 

Wpatrzony samotnie w płomienie i wsłuchany w huk burz, czekał, czy przyjdzie mu zrozumieć prawdę, czy też na wieczność pozostanie mu jedynie służba.

A on nie miał czasem służyć człowiekowi? Bo zachowuje się jak weteran wojenny z PTSD. W ostatnich, najważniejszych słowach opowiadania widzimy go bezużytecznego – patrzy i czeka. O tym, co robi dla ludzi, których wybrał, nie ma ani słowa.

 

Uff, to koniec łapanek.

 

Wrażenia ogólne: dobra kompozycja i klimat. Tak jak napisałem wcześniej, fragmenty kursywą świetnie budują nastrój, napięcie i zagadkę. Przeplatający się wątek wyprawy na skraj piekła i poszukiwania zamysłów Zamysłu to dobry pomysł – sama wyprawa to bardzo ciemna fantasy, a czerń jest dobrze widoczna na tle bieli. Pomysł również ciekawy, unikanie nazwania Boga doskonałe. Świetnie można wyczuć, że jest bytem z zupełnie innej kategorii, niż reszta towarzystwa.

Ciekawe i wciągające. Błagam o wypolerowanie, bo świetnie się czytało, efekt imersji doskonały, ale potykacze wybijały z rytmu.

 

 

 

 

 

Niektórzy z nas kaszlą od nieświeżego powietrza.

Raczej oczywiste, skoro spalenizna pojawia się w poprzednim zdaniu, w dodatku to nieświeże powietrze zepsuło cały nastrój. Urwałbym po “kaszlą”. Proste i dobitne.

 

Skoro mowa o nastroju, to wprowadzenie jest doskonałe: intrygujące, dobitne, a poza tym mówi czytelnikowi, jaki to rodzaj opowiadania – co w dobie czytania na kolanie w komórce bardzo się przydaje (ale oczywiście nie pochwalam takiego czytania :) )

 

Jego oczy chłonęły otoczenie, a widok poruszał go do głębi.

Go, go go, ale ale ale… to chyba nie ta bajka :) Drugiego go można się pozbyć bez szkody dla zdania.

 

ale zawsze w doskonałej harmonii.

W harmonii z czym, względem kogo? Ze sobą samym, czy wszyscy stanowili doskonałą harmonię?

 

przyznał Michał, sam mający tendencję do poważnienia, gdy inni się weselili.

Sam chciałbym mieć pomysł na poprawę tego zdania. Na razie tylko czuję, że coś mnie w nim drażni.

 

Zaśmiali się i popili słodkie rajskie wino.

Jeśli nie wypijają całości, a niepoliczalną część, poprawnie jest słodkiego rajskiego wina

 

Zataczają dziwne kręgi, nagle spadając, niczym martwe, by w ostatnim momencie rozpostrzeć skrzydła i równo poszybować.

Spadając sugeruje jednoczesność, co jest trudne do połączenia z wyrazem nagle (jednorazowe). Całe zdanie jest zrozumiałe i ładne, ale… dobry imiesłów to martwy imiesłów devil

 

Fragmenty kursywą są świetne i trzeba w nich uważać na każde słówko :)

 

Michał miał wrażenie mierzenia

Niezamierzona aliteracja.

 

, ale był sam. Wkoło tylko lekka jasność.

W drugim zdaniu czasownik poległ w walce z byłozą, przez co jest kalekie. Trudno, wojna trwa, muszą być ofiary :)

 

Michał znów był w swoim ciele i duchu, otoczony gwieździstym niebem i zielenią, leżąc pod owocującą jabłonią.

Dobry imiesłów to jaki imiesłów? Dobra, ten wyraża jednoczesność, więc teoretycznie ma rację bytu. Ale i tak ilekroć czytam to zdanie, brzmi źle.

 

Wrócę z uwagami do drugiej połówki. Wolę dokładnie i w porcjach, niż raz ale na kolanie :)

Będzie lepiej?

A “bezdomni” często mają serce dla zwierząt. Masz rację. :)

O, tak, znacząco lepiej!

Twój szort zrodził pomysł na opowiadanie o kosmicie, który ranny ląduje na ziemi, ale z racji pokracznego wyglądu nikt nie chce mu pomóc – aż trafia na bezdomnych, którzy biorą go za zwierzątko i otaczają opieką.

Raczej już było, ale da się napisać i śmiesznie i wzruszająco.

Witam!

 

Dzięki za przeczytanie i za dobre słowo!

Co do szybkiej ewolucji zarówno Charona, jak i Nili, to zwracał mi już na to uwagę m.in. Outta Sewer. Pomysł na poprawienie w niewielkiej ilości znaków mam, ale po pierwsze konkurs, więc nie mogę ruszyć, a teraz jeszcze nominowanie, więc też trudno ruszyć, bo jedni przeczytają starą wersję, a inni nową. Ale to tym całym zamieszaniu pewnie wstawię scenkę z “krokiem wstecz” w relacji bohaterów.

Wyjący Wilk nie potrzebował powodu dla którego śledził Celeba

Indianin może się włóczyć i być wścibskim, bo taki jest z charakteru. Jako czytelnik to kupuję i nie potrzebuję tłumaczeń. Howgh!

Każdej nocy zegar wybijał dwunastą i w jego dźwiękach budziły się wszelkiej maści dziwy, twory oraz inne wizje artystyczne.

Ta wyliczanka trochę niezgrabnie wyszła.

 

Wśród cieni, w miejscu prawie niewidocznym, wisiała ona:

Trudno jest mi to sobie wyobrazić. Cieni czego? Poza tym w muzeach dzieła zwykle są eksponowane. 

 

Od tej chwili jej życie zmieniło się.

Zamieniłbym kolejność, niektórych “się” na końcu drażni jako rusycyzm.

 

Najbardziej jednak pragnęła obstawy o pałkach, które trzeszczały mocą i nie wymagały „powiększenia”.

Zawiesiłem się na tym zdaniu.

 

Dama wiedziała, że tamta nie dogryzała jej ze złośliwości, ale ona również miała swoje granice.

Dość niezgrabne zdanie. Można się domyślić sensu, ale tylko domyślić.

 

– Czyli babka miała rację – bursztynowe oczy rozwarły się w szoku.

Zapis dialogu – rozwieranie oczu nie jest “paszczowe”, Bursztynowe oczy (…) i trzeba zakończyć kwestię dialogową wybranym znakiem.

 

Chwyciła jego rękę i pociągnęła go do góry. Zaskoczony Łukasz podążył za nią z niewinnością cielęcia.

Pierwsze zdanie nie jest jasne. Bohaterka ma nadludzkie zdolności, więc przy pierwszym czytaniu wyobraziłem sobie, że unosi go do góry, jak anioł.

 

Jest ulotna, ciesząca się chwilą.

Zgrabniej: jest ulotna, cieszy się chwilą.

 

Jednak zbliżając się ku końcowi, obrazy przybierały coraz bardziej na sile, przywołując śmiech, zabawę i zapach skoszonej trawy.

Rozumiem sens zdania, ale początek bardzo źle brzmi. Np. “Jednak im bliżej byłem końca, tym mocniejsze/wyraźniejsze stawały się obrazy (…)

 

Podobała mi się koncepcja opowiadania i cała historia. Początek wydaje się sztampowy, ale im dalej, tym lepiej. Dobry pomysł z fragmentem sagi/mitu, wplecionym w całość. Tutaj naprawdę zrobiło się ciekawie. Oboje doznają przemiany, dojrzewają. Sporo ambitnych treści przemyconych w zabawny sposób.

Huśtawka między rubasznością a refleksją na początku mi przeszkadzała, ale w połowie opowiadania zauważyłem, że nadaje również tekstowi lekkości i dystansu. Ciekawe opowiadanie, które zapamiętam!

 

 

Pewnego dnia jednak dostał z centrali wiadomość o portalu do domu, z mieszkającymi tam trzema kotami.

Na tym zdaniu się potykam.

 

A resztę przyjemnie się czytało, choć podświadomie czekałem na ostrzejsze zakończenie :)

Schroniska to jedna strona, slumsy, śpiący na dworcach i w podartych namiotach, studzienkach i jamach to druga… Ale niektórzy “bezdomni” – myląca nazwa, bo dom mają, tylko nie taki “oficjalny” często przygarniają zwierzęta.Nie wybrzydzają, czy to pies, czy kot – takie miałem skojarzenie.

Zauważyłem, że opowiadanko jest w większości ekspozycją, mało zostaje miejsca na fabułę.

Kary wałach wyczuł obecność Mormona. Szarpnął łbem. Bill dopiero usłyszał.

Lubię minimalizm, ale tutaj się gubię.

 

– Dziękuję. Nazywam się Bill Thornton. Jadę z Laramie.

Z kolei tutaj naturalniej będzie samo “Bill Thornton”

 

Wybacz, ale to zajęcie traktuję na tyle poważnie, że nic innego nie jest w stanie zajmować mi myśli

Końcówka zdania pokraczna i źle się czyta.

 

Spiął konia piętami. Srokacz ruszył galopem

Jak wyżej. Może lepiej nie wchodzić w szczegóły, czym spiął konia. Poza tym koń to nie samochód, strzałów ze sprzęgła nie lubi. Bezpieczniej jest napisać “przeszedł do galopu” – sugestia, że zrobił kilka kroków stępem albo kłusem. Technicznie może wystartować galopem, ale jak dotąd ten koń jest opisywany dość flegmatycznie.

Jeśli chcesz opisać taki błyskawiczny start konia, można wcześniej dać znać, że wierzchowiec jest bardzo niespokojny, przestępuje z nogi na nogę, szeroko otwiera oczy i nozdrza, strzyże uszami, drży, wyciąga głowę i szyję, jednym słowem jest na granicy spłoszenia, a kiedy dostaje impuls od jeźdźca, zrywa się do biegu.

 

Jeździec wczepił dłonie w końską grzywę.

A po jakiego grzyba? Żeby go bolało, czy żeby koń w końcu go zrzucił za całokształt obsługi? laugh

 

– Wciąż mam obraz Lecącego Jastrzębia.

Intencje zrozumiałe, wykonanie mniej. “Wciąż widzę Lecącego Jastrzębia” nie jest czasem prostsze?

 

Dał podejść szczeniakowi. Kary drgnął, gdy Czejen wsadził rękę w juki. Bill zawinął lejcami i zdzielił gówniarza przez głowę, aż indycze pióro zleciało na ziemię. Młody Czejen, masując głowę, wrócił do reszty dzieci, witany śmiechem i drwinami.

On ma sakwy przednie? Bo odnośnie juków za siodłem nie jest to wykonalne. Wodze nie są tak długie.

 

A całość dobrze się czytała, wątek o przeżyciu żałoby i pogodzeniu się z utratą ładnie opisany. Upiór, który karmi się cierpieniem był zarówno straszny (czyli udany) jak i wystarczająco “głęboki” by zainteresować, a nie tylko być kolejnym straszakiem, który wyskakuje z krzaków. Inteligentne horrory lubię.

 

 

Wyjący Wilk puścił lejce. Srokacz w ciemności zrobił jeszcze parę kroków. Stanął i pochylił łeb. Jeszcze nie skubał trawy, czekał, co zrobi Czejen. Indianin znieruchomiał w siodle, wtedy koń zacząć jeść. Jeździec nasłuchiwał – wiatr ostrzegał, nie wiedział tylko przed czym.

Pierwszy wystrzał obudził Czejena. Złapał i ściągnął lejce.

Lejce są w bryczce. Przy jeździe wierzchem są wodze. I raczej się je luzuje, a nie zupełnie puszcza. I czy czekanie ma pokazać ich zgranie? Bo większość koni jednak zajmie się żarciem w takiej sytuacji, chyba że Indianin tak je leje batem, że się boją.

 

Wyjący Wilk spiął konia piętą.

No dobra. Teraz już wiadomo, dlaczego koń się tak go boi. Nie zachęcamy konia do szybszego poruszania się piętą, jeśli go lubimy. Łydką!

 

Wiatr coś niósł ze sobą. To nie był kojot czy wilk.

Mocne wiatry tam wieją, jeśli rzucają kojotami. Czy może chodziło o wycie kojota czy wilka? W kolejnych zdaniach jest wytłumaczone, że chodzi o dźwięk, ale w takim zestawieniu brzmi to komicznie.

 

Bill szukał go dwie noce, nim zorientował się, że nożownik wrócił i schował na starej farmie.

Schował się na starej farmie czy schował tam coś innego?

 

– Dzięki, doktorze.

Moim zdaniem “doktorze” można pominąć.

 

– Zaczekaj. – Burmistrz spojrzał na medyka. – Zostawisz nas samych.

Bardziej naturalne byłoby ze znakiem zapytania, albo “zostaw nas samych”. Na razie brzmi jak “Jedi-talk” :)

 

Spierzchnięte wargi poruszały się

“się” na końcu drażni niektórych. Ładniej: Spierzchnięte wargi wciąż się poruszały.

 

Wrócę jeszcze, bo dziś już pora za późna na łapanie słówek, a widzę, że opowiadanie się pierzy, więc jednak warto je dokładnie przejrzeć :)

 

Stara(?) Gwardio,

(chyba wdzięczniejsze byłoby tłumaczenie “Wierna Gwardio”, ale nie jest dosłowne).

 

Każde uproszczenie tekstu mnie cieszy. Zaraz wprowadzę.

 

Jeszcze bardziej raduje mnie to, że bohaterowie i ich interakcja zabrzmiała wiarygodnie. Choć, jak już niektórzy zauważyli, mogłaby być pełniejsza. Zbieram te uwagi, zbieram…

Przyznam, że tej dwójce nie potrafię odpuścić, ale wcale nie jest łatwo dopisać dalszy ciąg. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Więc muszą być tacy sami, ale zupełnie inni.

Ooo, miło, że zajrzałaś, nie czułaś się niczym archeolog przy odkopywaniu opowiadanka? :)

Ciekawe, że akurat tego, bo jednocześnie jest wprawką, ale też i najbardziej osobiste. Zwykle jestem dość “przezroczysty”.

No i zbiegło się z myślami o powrocie do “Australii”, która Australią jest i nie jest. Więc podwójnie miło.

Rozłupał proste gałęzie na deski i związał ciasno w dwie ramki bez dna.

Czy on nie oddał siekiery? Czym rozłupał?

 

Ciosanie desek (prostych) z gałęzi to wredna czynność, która zajmuje masę czasu. Pracuję dużo z drewnem, zarówno nowoczesnymi narzędziami, jak i prymitywnymi

 

Zrobienie wystarczającej ilości form zajęłoby cały dzień. Więc powinien być opis tego, jak cały dzień siedzą i strugają foremki do cegieł.

Nie wspomnę o tym, że AI narysowało równiutkie deski jak z marketu budowlanego. Nie i jeszcze raz nie :)

 

A co do cegieł: polecam posłuchać, jak trudne jest ich wytwarzanie i wypalanie. Muszą długo schnąć przed wypalaniem.

 

https://www.youtube.com/watch?v=mzJoImT__xc

https://www.youtube.com/watch?v=e1bmfrWZlzI

Tomek się przebrał za kobietę, żeby ratować Helenę. Jak widzę tajemnica wyszła mi za duża ;)

Co do Heleny to ona jest właśnie na granicy nastolatki, którą była kiedy ją porwał hrabia i dwustulatki, bo taki ma wiek metrykalny ;)

Czytelnicy, ćwiczcie uważność! Trzeba zapamiętać, kto nucił o Troi. To akurat mi się podobało, lubię takie małe zagadki w tekście.

Od dziś zakaz czytania opowiadań w tramwaju albo pod stołem na spotkaniu rady nadzorczej!

O Tobie mówię! I o Tobie też, myślisz, że nie widzę?

To teraz kawa/herbata, wygodny fotel, nastrojowa muzyka, laptop z dużym ekranem i za karę czytamy jeszcze raz!

 

Co? Ona jest nastolatką? A miała chociaż 18 jak…

… no i masz pomysł na kolejne opowiadanie, ze złośliwym księdzem i prawnikiem, ten ostatni oczywiście reprezentuje mroczne interesy hrabiego :)

To i ja uzupełnię braki w klikach bibliotecznych. Po przeczytaniu wielu opowiadań to nadal pamiętam!

się poczuła. Poczułam, że ktoś nareszcie mnie rozumie.

Powtórzenie i stylizacja się rwie

 

zwykłą stal by wnet w niwecz obrócili. Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął zwykłym żelazem tam, kędy pancerza bestie nie miały

Stal i żelazo to nie to samo, poza tym jest powtórzenie “zwykły”. Usunąłbym drugie, będzie bez szkody dla treści, a zdanie zyska na płynności.

 

– Nie, Nawojko. Ja w tym świecie, choć pięknym i memu podobnym, zawsze intruzem pozostanę. To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. Dziecka , którego nadal nie odnalazłem. Znam ja mocodawców tych, co tutaj ubiliśmy. To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć je muszę… I z nim do swego świata powrócić. Ty masz swoje powołanie. I marzenia swoje. 

Logika mi się tutaj rozjechała. Skoro szuka dziecka, to powinien szukać dalej. Gość trochę posiedział w wiosce, wytłukł kilku orków, a teraz się zabiera, jak to miało go przybliżyć do celu?

 

postać historyczną, pierwszą polską studentkę, która w XV wieku w męskim przebraniu podjęła studia na Akademii Krakowskiej, przecierając szlaki dla milionów kobiet.

Podjęła to czynność jednorazowa, przecieranie to raczej proces ciągły, więc przynajmniej moim zdaniem imiesłów tutaj zgrzyta. Jako że nie jestem zawodowym zabójcą imiesłowów, tylko językowym włóczęgą, może ktoś bardziej doświadczony w boju się wypowie?

Z drugiej strony to jest cytat z Radia Zet, więc nie powinienem się czepiać, bo muza przyzwoita, ale czasem jako coś tam palną… laugh

 

Złapał go szybko, pośpiesznie chowając z powrotem pod materiał.

Ale temu imiesłowowi nie daruję! Może prościej: Złapał go i pośpiesznie schował z powrotem pod materiał.

 

usłyszała cichy szept,

Szept by wystarczył

 

bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Rozumiem intencje, ale przy pierwszym czytaniu można odnieść wrażenie, że medalion ożył i równocześnie z wsuwaniem się wracał – czy taki był zamierzony efekt?

 

Cała historia – ciekawa. Medalion wywołał skojarzenia z Wiedźminem. Przeczytałem i ani trochę się nie nudziłem. Szkoda, że nie rozwiązał się wątek poszukiwań dziecka – a może nie byłem uważnym czytelnikiem?

 

Stylizacja – jednocześnie podobało mi się jej użycie i czapki z głów za wysiłek, ale czasem jedno współczesne sformułowanie albo współczesny szyk rozwalał cały efekt. Takich “wpadek” nie było jednak dużo. Poza tym domyślam się, jaka to droga przez mękę, więc jako czytelnik nie narzekam, tylko cieszę się z tych zdań, które się udały, a jest ich mnóstwo!

I zasłużony klik do biblioteki!

A ja, naiwny, wziąłem się za jakieś bety i swoje opowiadanko, bo myślałem, że Cezarego sobie kiedyś  wieczorem na spokojnie przeczytam… a tu widać, że trzeba kochać opowiadanka, tak szybko odchodzą laugh

 

Przypomniała mi się historia o budowniczym łodzi, z czasów wikingów. Thorberg Skafhogg obserwował budowę łodzi dla króla Norwegii, ale sam nie brał w niej udziału. Kiedy kadłub był już prawie gotowy, w nocy pociął go toporem. Szkutnik stanął przed obliczem rozwścieczonego króla i powiedział, że konstrukcja miała wady, a sam może poprawić łódź.

 

Tylko, do licha, pozwólcie chociaż trochę dłużej nacieszyć się opowiadaniem, zanim go porąbiecie!

 

 

Melendurze, cieszę się, że się dobrze czytało. Starałem się zachować styl słodko-gorzki z odrobiną dystansu względem samego siebie (który czasem nazywają humorem, a niektórzy ironią) – bo wtedy jest jak w życiu, czasem strasznie, czasem smutno, a czasem wesoło.

 

A warsztatowo orzem jak możem, pomaga betowanie i komentowanie innych opowiadań, do czego zachęcam wszystkich. Jak się zauważy, że u kogoś zdanie “nie brzmi” to potem rzadziej pisze się podobne u siebie – choćby dlatego, że głupio wyjść na hipokrytę :)

Diabeł-transwestyta zrobił mi dzień.

Jak czytam Wasze uwagi, to zauważam, że chyba muszę przeczytać opowiadanie jeszcze raz.

Możecie twierdzić inaczej, ale nie dam sie przekonać :P

Jak się zrobi cieplej, trzeba będzie zrobić nowy odcinek zrobić Mythbusters: Uciszanie Franka laugh

Potem w opowiadaniu jest napisane, że on szamoce się pod wodą, więc wcale tak cicho i sprawnie nie jest. Cios w brzuch pod wodą wytworzy mniej hałasu, ale nie będę się sprzeczał.

Nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby utopić malca, starałbym się odebrać mu możliwość jęczenia/płaczu. Gdyby mi się nie udało, trudno. Nie jest to warte życia. Rozumiem, że fikcyjny bohater myśli inaczej i tak został stworzony. Skupia się potem na walce o życie, znika malec, znika Kasia, zostają zredukowani do topielców, choć pośrednio lub bezpośrednio jest odpowiedzialny za ich śmierć. Trauma dusi wszystko to, co powinien czuć. Refleksja przychodzi znacznie później, czy samobójstwo zadośćuczyniło ich śmierci – nie, ale przynajmniej dało mu ukojenie.

Jak tak będziecie wydłużać w nieskończoność, to może zdążę wrzucić pozakonkursowy sequel.

Zakapiorze, zacny obrazek, ale zależy, jacy bogowie się uśmiechają i jak się uśmiechają. Na przykład taka Kali uśmiecha się całkiem uroczo:

 

Czy mam się bać, że ktoś programem sprawdzającym “wykryje” zbieżność z jednym ze stylów AI?

Bardziej bym się martwił, że ktoś może nakazać AI napisać kolejne krótkie opowiadanie w stylu “Koali75”.

To jeszcze taki mały akcent co do opisów ubrań – przez przypadek na wikipedii natknąłem się na fragment Sagi o Eryku Rudym. Tłumaczenie angielskie opisu wieszczki:

 

Now, when she came in the evening, accompanied by the man who had been sent to meet her, she was dressed in such wise that she had a blue mantle over her, with strings for the neck, and it was inlaid with gems quite down to the skirt. On her neck she had glass beads. On her head she had a black hood of lambskin, lined with ermine. A staff she had in her hand, with a knob thereon; it was ornamented with brass, and inlaid with gems round about the knob. Around her she wore a girdle of soft hair, and therein was a large skin-bag, in which she kept the talismans needful to her in her wisdom. She wore hairy calf-skin shoes on her feet, with long and strong-looking thongs to them, and great knobs of latten at the ends. On her hands she had gloves of ermine-skin, and they were white and hairy within.

 

Jak widać, Wikingom nie przeszkadzały rozwlekłe opisy garderoby. Albo usypiali w połowie laugh

Po przeczytaniu ogarnęła mnie paranoja.

Teraz, zanim napiszę recenzję, będę musiał sprawdzać, czy opowiadania nie napisała AI? I co, jeśli opowiadanie mi się spodoba? To jest coś nie tak z moim AI? Poleciałem na popkulturę czy pop-papkę, a może AI przypadkowo udało się stworzyć coś, co trafiło w mój gust? A może po prostu miałem gorszy wieczór, szukałem czegoś co pobudzi lub ukoi zmysły, a AI akurat trafiło w potrzeby?

No dobra, inny przykład. Potrzebuję imienia dla wczesnoskandynawskiej wieszczki, która nawet nie jest wieszczką, bo polskie określenie nie jest dokładnym odpowiednikiem jej funkcji. Mam sięgnąć do oryginalnych sag, czy poprosić AI o listę wraz z rozwinięciem znaczeń? Pierwsze to tydzień zabawy, drugie to około pół godziny, ponieważ niestety za każdym razem muszę prosić szanowne AI o źródło, a następnie je weryfikować (więc i tak czeka mnie czytanie tekstów, tylko już wybranych). Czyli używam AI jako wyszukiwarki, tylko gdzie przebiega cienka granica między wyszukiwaniem a kopiowaniem? Wiem, że przez wyszukanie odpowiednich imion czy dobranie technikaliów opowiadanie będzie lepsze, poprawniejsze, AI staje się takim pomocnikiem detektywa. A może czepialstwo czytelników o wszystkie detale de facto wymusza korzystanie z AI, by cokolwiek napisać w rozsądnym czasie?

W drugą stronę – przy sprawdzaniu technikaliów w opowiadaniu też zdarzało mi się używać AI. W ostatnim opowiadaniu konkursowym Outta Sewer ludzie zostają rozczłonkowani po ataku wielkokalibrowymi pociskami. Dzięki AI mogłem szybko sprawdzić, że taki efekt jest realistyczny, na skutek powstania różnic ciśnienia i rozproszeniu energii przy hamowaniu pocisku. Znów zweryfikowałem AI, zaglądając do źródła nie-AI, a nawet szukając zdjęć ofiar, ale samo skorzystanie z AI znacznie przyśpieszyło proces recenzji.

– Franek, stój! – Kazik przerwał rwący strumień słowotoku, kładąc palec wskazujący na ustach dziecka. – Tyle gadasz, że ja się zastanawiam, kiedy oddech bierzesz pomiędzy słowami…

Czytelnik się zorientuje, że przerwał słowotok, wystarczy stwierdzenie o położeniu palca.

 

Moczyła stopy w łagodnym nurcie płynącej w tym miejscu dnem płytkiego jaru rzeczki,

Nieco za dużo określeń. Zdanie-potykacz

 

ponieważ wybuch bomby, która spadła kilkanaście metrów za jego plecami, rzucił nim naprzód i obalił w trawę.

Oczywiste, że wybuch rzucił nim w opisywanym kierunku.

 

Kazik poczuł pod ręką, jak klatka Franka unosi się gwałtownie, płuca wypełnia powietrze. Zrozumiał, co zaraz się stanie.

Zamieniłbym klatka na żebra. W poprzednich akapitach masz wiele “steampunkowych” opisów, i słowo “klatka” budzi niejasne skojarzenia. Wyobraźnia tak szybko nie przestawia się z egzoszkieletów na organikę :)

 

ponieważ nie wiedział jakiego traktowania może oczekiwać ze strony żołnierzy pilnujących drugiej strony.

Zdanie wielokrotnie złożone, brakowało mi przecinka

 

A wrażenia ogólne: rewelacyjne. Opowiadanie zbudowane przede wszystkim na atmosferze. Akcję da się streścić w kilku zdaniach, ale liczy się sposób jej opowiedzenia, a ten jest świetny. Powolne tempo w czasie teraźniejszym, fatum ciążące nad bohaterem, opisy mgieł, niepokój, śmierć, którą można wyczytać już spomiędzy wierszy w pierwszych fragmentach, a im dalej, tym bardziej staje się oczywista.

Dla mnie było to opowiadanie, w którym wiem, co się stanie (w czasie teraźniejszym, w retrospekcji nie do końca), a mimo to pozwalam się wciągać opowieści. 

Bardzo ładnie napisane sceny w obu czasach. Dobrze użyte metafory, świetne nawiązanie do obrazu. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha przeczytawszy zdanie o Lete, właśnie teraz o niej piszę, jakże uniwersalny wątek.

To opowiadanie pozwala zanurzyć się w świat jak w muliste wody rzeki, a potem płynąć, czy tego chcemy czy nie.

 

Ale gwoli ścisłości dodam, że bohater nie musiał topić malca. Mógł go uderzyć w splot słoneczny, nawet złamać mu żebra. Uderzyć pięścią w szczękę, ogłuszyć. Mniejsze zło. Rozumiem jednak, że było to potrzebne do zbudowania dalszych scen, a bohater jest oszołomiony atakiem i nie działa racjonalnie. Więc… nie jest to najbardziej prawdopodobny wariant, ale mogło się tak stać, jako czytelnik nie będę protestował.

 

Materiał i do biblioteki, i moim zdaniem do piórka.

Tomek to takie trochę popychadło – trochę mi przypominał Tatę Świnki Pepy :)

Bardzie, mam wrażenie, że gdyby ktoś spróbował napisać opowiadanie, w którym bohaterka się tak zachowuje, przekonałby się, co naprawdę znaczy “epicka furia” laugh

Poczuł chęć, by rzucić w kąt szczotkę, pobiec na dół i tulić ukochaną, ale wiedział, że gniewu.

Hm, ten gniew zjadł ostatnią część zdania. Gniew jest zły. Wysyłajcie kwiatki, nie bomby :)

 

– Mam wyrzuty sumienia, że nie porzuciłem Marcela. Jestem z tobą taki szczęśliwy, a on tam łyka kurz zamknięty w tym ptaszydle. 

Ma wyrzuty sumienia, że go nie porzucił, czy może dlatego, że go zostawił na pastwę czarów? Zmieniłbym zaprzeczenie na twierdzenie, będzie prościej.

 

Anastazja już chodziła, gdy rana zagoiła się,

Przestawiłbym “się” o jeden wyraz wcześniej.

 

Dzięki becie poznałem dwa opowiadania. Mam wrażenie, że warto przeczytać pierwsze, żeby w pełni zrozumieć drugie – cóż, takie są serie, coś o tym wiem :) Jako całość tworzą spójny świat, i choć bohaterowie tym razem tacy nie “moi”, to czyta się całkiem dobrze. 

Tarnino, obrazkami przypominasz mi bohaterów z dzieciństwa. Aż nie wiem, czy dobrze się do tego przyznawać :) 

 

To teraz z innej beczki i dotyczące stylu: opowiadanie ma dwójkę wiodących bohaterów. Pomysł kompozycyjny jest taki, by fragmenty pisane z punktu widzenia młodszego z nich (a w zasadzie młodszej, nastolatka) były pisane narracją pierwszoosobową, a fragmenty dotyczące starszego w trzeciej osobie – ale to nie wszystko. Ponieważ pierwsza bohaterka ma naście lat, dla niej liczy się głównie tu i teraz. Pierwsza osoba odzwierciedla emocje i sporo przemyśleń “w głowie” bohaterki. Z kolei starszy bohater jest znacznie bardziej wyważony i “wycofany”, można powiedzieć, że czas dla niego płynie nieco inaczej.

I tu zasadnicze pytanie: czy użycie czasu teraźniejszego dla młodszej bohaterki, a przeszłego dla starszego bohatera będzie głównie drażnić czytelnika, czy może być ciekawe? Takich przełączeń czasu byłoby kilka (między scenami), ale na końcu, kiedy się spotkają w jednej scenie, zapewne musiałbym robić przejścia między akapitami (dwa punkty widzenia).

Stał i analizował konstrukcję.

– To nie może być trudne. Głowa w kratę.

Wsunął głowę w otwór. Oparł konstrukcję na ramionach.

Powtórzenia. To “analizował konstrukcję” nie brzmi jakoś szczególnie dobrze. Tzn. jest zrozumiałe, ale można to napisać ładniej…

 

– Musimy rozłożyć siłę ciągnącą na jak największą powierzchnię ciała, by nie pokaleczyć skóry. Próbował się wyprostować; nogi drżały, gdy trzymał belkę na ramionach. – O rany! Czuję się jakbym wyciskał ciężary.

Brak rozdzielenia didaskaliów od kwestii dialogowej.

 

– Chwaliłaś się, że wyciskałaś ponad tonę. No to proszę! Panie przodem. – Szerokim gestem wskazał radło. – Oto okazja, byś mogła się popisać.

Skoro coś pokazuje szerokim gestem, to jakoś musiał wcześniej zdjąć z siebie “chomąto”.

 

Gdy przyprowadził krowę, wspólnie nałożyli jej jarzmo. Zirytowane zwierzę cofało się i kręciło łbem, mucząc rozpaczliwie.

Z trudem doprowadzili ją do ugoru.

Powtórzenia.

 

Konopne powrozy napięły się gwałtownie, wydając suchy, niepokojący trzask naprężanych włókien

Drugie określenie – naprężanych włókien – jest zbędne i prowadzi do powtórzenia.

 

krzyknął, szarpiąc się z wibrującym drewnem

Przy słowie “wibrujący” mam skojarzenia ze śpiewem, głosem, ewentualnie z kamertonem albo metalowym prętem, nie czymś drewnianym i sztywnym.

 

Po wyczerpującej szarpaninie słaniali się z wycieńczenia.

Chyba niezamierzona aliteracja.

 

– Nazad! Krasula! Nastąp się! – krzyknął.

Pochwyciła pewnie powróz. – Idziemy!

W drugiej kwestii nie wiadomo, kto pochwycił powróz. 

 

Przybrali ostentacyjnie luźne pozy, szczerząc zęby w drwiących uśmiechach. Grad głosów tłukł w przybyszów.

– O, patrzcie, patrzcie! – zawołał ktoś potężnym basem – Oni Krowę do orki zaprzęgli! – Krowa i baba do cielaków i mleka, a nie do orki! – krzyknął ktoś z tłumu.

– Głupie, głupie obcy! – odpowiedział ostry, kobiecy głos. – Wołu od krowy nie odróżniają! Wołem się orze! Krowę się doi! – fala drwin nie ustawała.

Jak wiadomo, chłop orze jako może. Dla mnie scena była nieco naciągana. Jakbym na wiosce zaczął orać krową zamiast Ursusem, nikt by mi złego słowa nie powiedział. Jakoś nie wierzę, że Słowianie są bardziej złośliwi niż współcześni mieszkańcy wsi. Mieszkają w trudnych warunkach i muszą sobie radzić.

Podobne sceny pojawiają się w filmach, opowiadaniach i książkach. Czasem mam wrażenie, że są wprowadzane na siłę, żeby związać odbiorcę z bohaterami. Czytelnik ma kibicować naszym dzielnym rolnikom. W sumie zadanie osiągnięte, ale całość pisana grubą kreską jak na mój gust :)

 

w jego oczach wezbrał wstyd.

To metafora, ale tekst nie jest prozą poetycką, więc trochę razi

 

Opiekunka spojrzała na Gniewka. Słowa wbijały się w niego niczym małe kolce. Podeszła do chłopca i objęła go ramieniem. – Nie ten gospodarz, co językiem miele, ale ten, co na ugorze chleb znajduje!

Tutaj bardzo się pogubiłem, osób jest sporo, warto napisać wyraźnie, kto to mówi.

 

Angażował całą masę ciała, by utrzymać ostrze;

Niezgrabnie to brzmi, trochę jak nowomowa, a trochę jak kalka z angielskiego

 

Zrobiła coś dziwnego – przejechała po nim językiem, a potem splunęła z grymasem.

W poprzednich odcinkach chorowali od wody, tutaj kobieta liże kamień, który jest cały w ziemi . Dość niekonsekwentne. Warto uściślić, że polizała świeży przełom, a nie zewnętrzną powierzchnię. Oboje mają brudne ręce.

Poza tym zamieniłbym obrazek na dowolny inny. Ten ma podtekst seksualny. AI zdążyła się nauczyć, że chcemy “atrakcyjnych” obrazków, cokolwiek to znaczy :)

 

Kucała przy dziecku; jego oczy płonęły obłędem.

Kucała sugeruje wielokrotne powtórzenie czynności.

 

Odetchnął głęboko; ulga zalała mu płuca.

Kolejna metafora trochę nie na miejscu.

 

Całość czytała się nieźle, moim zdaniem dobre zakończenie. Jest trochę śmiechu, trochę znoju, trochę wierzeń i zabobonów. Strach Gniewka nieco groteskowy, ale w poprzednich fragmentach też reagował gwałtownie, więc traktuję to jako zamierzoną cechę postaci.

To chyba wymaga rozwinięcia postaci dziewczynki,

chalbarczyk, trochę czytasz w moich myślach, dlatego chcę ją zrobić nastolatką – żeby miała swoje przemyślenia. Taką nastolatką typową i nietypową, typową bo czuje, że nie pasuje do świata, nietypową bo naprawdę do niego nie pasuje. I bardzo szuka lustra w postaci drugiej nastoletniej osoby, ale jedynym lustrem, które doskonale zrozumie jej zawieszenie między światem żywych i umarłych może być wcielenie największego wroga – więcej nie będę spoilerował :)

 

Berigu, cieszę się, że się podobało!

A te spacje są niesforne, bo mógłbym przysiąc, że wstawiałem je tam dodatkowo! A skoro ich tam nie ma… Cerbuś, jak mogłeś zeżreć spacje?! Niedobry pies! Przykuję cię łańcuchami w kolejnym opowiadaniu, zobaczysz!

Dawidzie, miło Cię widzieć!

Tak, masz rację, wyszło trochę “łzawo”, ale chciałem skupić się na relacji, co odbyło się kosztem akcji. Jeśli powstanie sequel, obiecuję poprawę – może nie będzie to scenariusz do kolejnej gry z Kratosem, ale jakaś fizyczna konfrontacja nastąpi :)

chalbarczyk, jestem zawsze ciekawy odbioru postaci – również w kontekście tego, na którą warto postawić i przerzucić ciężar podejmowanych wyborów. Charon ma również potencjał komediowy i jeśli zdarzy się konkurs na opowiadanie o miłości nie z tej ziemi, Charon może powrócić nawet bez Nili, albo z drugoplanową Nilą, która podsyła mu kolejne “kandydatki” (hm, ciekawe skąd je bierze i w jaki sposób? ). Jednak niezależnie od takich radosnych wybryków literackich mam ochotę rozwinąć ich historię “na poważnie” jako pary równorzędnych bohaterów, i przy okazji wejść głębiej w symbolikę i mitologię.

chalbarczyk, dziękuję za miłe słowa!

Wasze wszystkie wpisy zaowocowały pomysłem na kontynuację, ale tym razem nieco mocniejszą. To opowiadanie wprowadza bohaterkę, jest zwarte i koncentruje się na relacji Charon-Nila. A jednak Kraina Podziemi nie ma jednej rzeki, tylko pięć, z których każda w zasadzie daje temat na opowiadanie i ma swoją symbolikę (moją faworytką jest Lete). Od strony mitologii nordyckiej również mamy rzekę, i to “jęczącą”. Jest niewykorzystany wątek konfrontacji z Hadesem, o którym wspominał Ślimak, oraz tęsknota za akcją Beeeeckiego. Wszystko to da się zmieścić w opowiadaniu z bohaterką, która z dziewczynki zmieniła się w nastolatkę, ale zachowała ponadprzeciętną wrażliwość. Zatem jeśli tylko czas pozwoli…

Całą krainę otaczały wznoszące stromo ku granatowemu niebu masywne skały.

Siękozy nie leczymy przez amputację laugh Wnoszące się, ewentualnie wyrastające

 

W głębi jednej z dolin, przy jeziorze o wodach w kolorze szmaragdu

Bardzo to zawikłane. Nie prościej przy szmaragdowym jeziorze?

 

Domy były niewielkie, zbudowane z ciemnych kamieni i gliny, połyskujących przy każdym ruchu światła.

Zamieniłbym gliny z ciemnych kamieni kolejnością, będzie wiadomo, do czego odnosi się reszta.

 

Przed nią rozciągała się przestrzeń tak ogromna, że mogła być nieskończona

Takie zdanie-ozdobnik, tylko wydłuża czytanie

 

a decyzja zapłonęła w niej tak mocno, że temperatura ciała wzrosła do poziomu, który przez dłuższą chwilę był nie do zniesienia.

Ta fizyka w środku zdania skutecznie psuje nastrój. W sumie jestem fizykiem więc powinienem chwalić fizykę, ale nie tutaj! 

 

Zamknęła oczy, wsłuchała w siebie, w żar, który ją palił i pozwoliła prowadzić instynktowi.

Chyba wsłuchana? A na końcu zdania czegoś brakuje. Ech, znowu leczenie siękozy brutalnymi metodami :)

 

a łzy spłynęły po jej policzkach

Łzy spłynęły jej po policzkach. Odwrotnie to anglicyzm.

 

Każdy ślad nadziei, żar węgla, opiekuńczy gest w stronę Płomienia, przyciągał ich

Zastanowiłbym się nad rodzajnikiem, może przyciągał je – demony?

 

Iskra zaświeciła i przemieniła w Płomień

Ale co przemieniła w płomień? Się czy coś innego?

 

ak i ona musiała znaleźć miejsce, w którym ich światło nie zgaśnie. Podróż była konieczna, by przeistoczyć Płomień w Ignaris.

Za to drugie zdanie nie jest ani trochę konieczne, czytelnik już to wie (chyba że przysypia, ale to jego problem :) )

 

Towarzyszące emocje były pożywką dla demona, nie opuszczał na krok, jak cień, którego nie sposób zgubić

Nie czuję ani trochę emocji, poza tym to ogólnik. Jakie emocje? Nazwij je! Jak chcesz, żebym się bał, to mnie wystrasz. Chcę poczuć te emocje!

 

Próbowały to przerwać, chcąc zagłuszyć szept.

Będąc młodą lekarką… Imiesłów użyty tak, że się na nim potknąłem.

 

Próbowały to przerwać, chcąc zagłuszyć szept. Jednak każdy powtórzony wers, każde słowo pełne troski osłabiały go coraz bardziej i zmuszały do ia

Chochlik niczym demon potrafi być bezlitosny :)

 

Demon przeciągnął łapami po ziemi, wyrzucając kamienie spod pazurów w powietrze. Niebo pociemniało, rzucając wokoło gęsty mrok.

Powtórzenia.

 

Kształt zaczął rozmywać kontury,

Zrozumiałe, ale mało zgrabne

 

Chłodne powietrze wypełnione fetorem osłabiało oddech

Może utrudniało?

 

Spędzili kilkanaście dni na rozmowach i wzajemnych odkryciach

Brzmi jak streszczenie. A gdzie chemia między nimi? Wcześniej ni stąd, ni zowąd postanawia się nią opiekować, i od tej pory żyją długo i szczęśliwie, Takie uczucie zero-jedynkowe, jest albo go nie ma. A gdzie budowanie, dynamika, gdzie są wszystkie błędy i wejścia w ślepe uliczki? Jeśli oboje są “po przejściach” to powinno to przypominać gody jeży, a nie dwa pluszaki :)

 

Mówił o chwilach zwątpienia i niebezpieczeństwach, jakie przeżył, a także o cenie, jaką płacił za każdy dzień spędzony w walce. Seraphine wchłaniała słowa, czując przyjemny spokój.

On jej serwuje thriller, ona czuje przyjemny spokój, czytelnicza czerwona lampka się zapaliła i nie chce zgasnąć. Tzn. podejrzewam, o co chodzi, ona chce po prostu słuchać o czymkolwiek i odczuwać przyjemność z samej jego obecności, a wcale się nie skupia na treści… ale można to napisać inaczej!

 

Płomień wygiął się lekko, obejmując obie dłonie ciepłem, decydując, że nadszedł czas zaufania i wspólnego wsparcia.

Mam wrażenie, że zapewniasz czytelnika i nazywasz, zamiast pokazać. Pierwsza część zdania jest super, przy drugiej poczułem się, jakbyś chciała mi nałożyć uczucia łopatą do głowy :)

 

Ufff, to teraz wrażenia ogólne:

 

– Ładne i oryginalne kołysanki. Bardzo lubię takie wstawki w prozie.

– Oryginalna koncepcja świata i solidne budowanie rzeczywistości, czuć wyobraźnię przez duże W

– Plastyczne opisy, zachęcają wyobraźnię do pracy

– Straszne demony (choć chwilami kojarzyły mi się ze średniowiecznymi obrazami)

– Pozytywne zakończenie

– Bardzo ładny obrazek

 

Przy zakończeniu miałem wrażenie “cukierkowości” całości. Bohaterowie są idealnie dopasowani, nie mają wad, nie kłócą się, są poddawani jedynie zewnętrznym próbom, które oczywiście tylko umacniają ich związek. Mały Książę oswajał liska, Ty od razu wiążesz mu kokardki na ogonku :)

 

Zalet jest znacznie więcej niż wad, więc czemu nie kliknąć?

 

 

 

 

 

 

Jest i strasznie, i śmiesznie, czyli tak jak lubię. Opowiadanie ma dystans wobec samego siebie, dobrze się czyta, i choć gag/strach jest powtarzany, to i tak byłem ciekawy, co stanie się dalej. Dla mnie dowód, że dobry autor nie potrzebuje wiele, żeby przyciągnąć uwagę czytelnika. Dobrze się bawiłem i miałem poczucie, że taka “lekkość” towarzyszyła również pisaniu (choć może się mylę i tekst powstawał w pocie czoła :) ).

Jest nawet morał – dotrzymywać obietnic!

Dziękuję za nowe wizyty, rewizyty i nominacje (dla mnie ważne, że się dobrze czyta, a pierze zostawmy do śpiworów i poduszek, skoro zimy takie srogie).

AP, podczas pisania zerknąłem na kilka opisów i sposób przedstawiania Charona był różny, od troskliwego przewodnika dusz do gbura w dziurawych łachmanach, więc starałem się osiągnąć kompromis. Dlaczego akurat Nila zdołała go poruszyć? Może ze względu na swój szczególny urok, a może opowiadanie powinno przedstawiać szczególną chwilę, kiedy coś w życiu bohaterów się zmienia?

Dzięki Twoim wątpliwościom mam pomysł na kontynuację, w której Nila wyswata Charona. On nigdy nie przeżył romantycznej miłości. Skoro dałem mu przyjaźń, to czemu nie pójść dalej?

A stół ofiarny to nawiązanie do święta Høstblót, równonocy jesiennej – podziękowania za dary lata i przygotowania na nadejście zimy. W opowiadaniu bohaterka czuje ciepło słońca i to ono ją “rozmraża”. Milcząco założyłem, że ustawili stół z darami tak, by w dniu równonocy słońce rozświetliło go po wschodzie. Przewoźnik zwraca Nilę ludziom i światu żywych, więc logiczne wydawało mi się, że położy ją tam, gdzie pada słońce – czyli na wyróżnionym miejscu, w centrum ich uwagi.

Gryzoku, dziękuję za przeczytanie i dobre słowo!

Regulatorzy, już wprowadzone, dziękuję za czujność i cieszę się, że lektura sprawiła przyjemność!

betweenthelines, takie wpisy bardzo motywują do pisania tak, żeby zostawało w głowie!

Już sam fakt jej istnienia zdradzał, że nie był to świat podobny naszemu. Wokół kosmicznego giganta nie krążyły planety, jak nakazuje porządek znanych systemów, lecz jedna jedyna Wyspa – ogromna, milcząca, sunąca po pierścieniach planety niczym sen przesuwający się po granicy jawy i snu

Rozumiem, co Autor ma na myśli, ale nie jest to zapisane zgrabnie. Po pierwsze, samo istnienie gwiazdy nie determinuje niczego. Gwiazda jak gwiazda, sam autor nie poświęca jej więcej opisu, ważne to, co kręci się wokół niej. 

“sunąca po pierścieniach planety” brzmi co najmniej dziwnie, skoro nie ma tam planet. Są za to powtórzenia.

 

Zwano ją Lawendowym Morzem. Gdziekolwiek sięgnął wzrok, falowały morza roślin o odcieniu królewskiej lawendy

Mam wrażenie, że dwa razy przeczytałem to samo.

 

nie licząc śpiących dusz, drzemiących w parkach utkanych z odcieni snu

Słowo “parkach” ma wiele znaczeń – chodzi o taki park z drzewami i ławeczkami?

 

Mimo wieku pozostawała młodą lisicą o mlecznobiałym futrze,

Znów rozumiem, co Autor chciał napisać, ale znów brzmi to jakoś niezgrabnie

 

z monoklem i perfekcyjnie skrojonym garniturze.

Czegoś brakuje

 

Już czekał z piórem uwięzionym w skrzydle

Znów wieloznaczność. W skrzydłach są naturalnie pióra. Czy chodzi o wieczne pióro, czy wyjmował jedno do pisania?

 

– Jaki odcień dziś dla tego człeka – zapytała Adnewall, głosem miękkim, ale pełnym skupienia.

A znak zapytania?

 

 

Takich językowych “potykaczy” jest więcej i mam wrażenie, że tekst dużo był zyskał, gdyby porządnie przeczytać każdy akapit na głos i zastanowić się, czy na pewno wszystko jest zrozumiałe.

 

To teraz o pozytywach – bo szorstkość językowa nie przesłania wyobraźni, a ta na pewno jest mocną stroną opowiadania. Oryginalny pomysł na świat i bohaterów. Opowiadanie przyciągnęło mnie do siebie i szybko zanurzyłem się w przedstawiony świat. Przyznam, że lepiej bawiłem się w pierwszej połowie, kiedy wszystko było zaskakujące, a ja byłem pod wrażeniem koncepcji. W drugiej połówce zauważyłem trochę zgrzytów logicznych, słabo wykorzystanych wątków jak rodzina Marzeny i zesłany na nich koszmar, który nie brzmiał wcale jak koszmar. Niezależnie od tego całość czytała się dobrze. Podobał mi się nastrój – rzeczywiście oniryczny, pełen nostalgii, może zbyt nachalnie powracający do wątku śmierci. Wyzierający spomiędzy wierszy smutek, który przenika czytelnika. Na pewno nie jest to tekst, obok którego przeszedłem obojętnie.

Metafory zasługują na oddzielną ocenę. Jedne są trafione i budują nastrój, inne były dla mnie zbyt odległe od pierwotnego znaczenia. Myślę, że to kwestia gustu, wiele określeń ociera się o poezję, a odbiór prozy poetyckiej u różnych czytelników będzie różny. Podobała mi się oryginalność i szukanie nowych sposobów opisu – kto nie próbuje, ten się nie rozwija :)

Obrazki moim zdaniem powinny mieć ten sam styl. Drażniły mnie nie same obrazki, tylko różnice stylu między nimi, np. na początku jest japoński lis, a później już bardziej “europejski”, nawet dzwonek ma inny. Dwa razy występuje ten sam kruk, raz z lisicą, a raz solo – to już przesada. A kobietę w szpitalu mogę sobie wyobrazić. 

Pozdrawiam!

 

 

Tu potrzeba historyka.

Może opowiadanie o procentomachii? Księstwo Procenta Wielkiego wysyła armię niezwyciężonych Odsetków do walki z rebelią Promili.

Anna nie była zdecydowana, czy obraz jej się podoba, czy nie. Przyjrzała mu się bez zainteresowania.

Dalej w tekście przymknąłbym oko na siękozę, ale kiedy zaczynam czytać, nie jestem jeszcze zaangażowany w historię.

 

Postawiła go pod ścianą, nie wiedząc, co z nim zrobić.

Niby było to jednoczesne, bo jednocześnie stawiała i nie wiedziała, ale mimo wszystko trochę mi zgrzytało.

 

Wschodnia Polska zawsze była mniej zamożna i z małymi perspektywami.

Trąci nowomową.  

który zamiast burzyć się i bulgotać

Użyłaś określeń zwyczajowo przypisanych do wrzątku

 

 

głośny i hałaśliwy jak zwykle.

Dwa grzybki w barszcz

 

Wyjazd do Truskawca uważała za prowincjonalną rozrywkę.

wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi

Nie brzmi dobrze

 

zawieszona między krzykiem wiatru a bezsłownym brzegiem jeziora.

Bezsłownym, czyli jakim? Pierwsza metafora zagrała, ale na drugiej się zupełnie wykoleiłem

podnieść rękę, aby pomasować skronie, ale ręka okazała się zbyt ciężka

Na wszystkich palcach błyszczały pierścienie

nie chcesz zostać żoną naszego chana?

Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.

Wybrała spory kamień i wróciła do dziewczyny. Po kilku uderzeniach oczka pękły

Gdyby miała dwa kamienie, pękłyby pewnie szybciej.

 

– Ale ja nie umiem jeździć konno!

– Nauczę cię.

Ałtyn pomogła jej usadzić się w siodle. Konia Anny przywiązała do swojego, a sama wprawnie chwyciła wodze, ścisnęła wierzchowca piętami po bokach i ruszyły.

Zapomniały o pogoni, bo niezmierzona przestrzeń zapierała dech w piersiach

Wątpię, czy Anna podczas pierwszej przejażdżki na koniu mogłaby o czymkolwiek zapomnieć, zaczynając od bolącego tyłka, a kończąc na plecach. Wsadzasz bohaterkę po raz pierwszy na konia i od razu zabierasz ją na całodzienny rajd przez step. Niestety jest to bullshit. Może warto wspomnieć, że kiedyś, jako dziecko jeździła konno, żeby wybrnąć z problemu?

 

Wszystko było tak intensywne, że Anna z rozczarowaniem zauważyła, że w porównaniu jej własne życie wypada bezbarwnie i nijako.

Nie kupuję tego. Porównanie widoków z jednego dnia z całym życiem? Poza tym pierwsze określenie jest po prostu puste: intensywne, czyli jakie? Jestem czytelnikiem, zaczaruj mnie! Muszę czuć to samo, co bohaterka, żeby uwierzyć w drugą część zdania!

 

W nocy wszystkie wody zamarzły,

Dziwnie to brzmi

 

Kirgizi mają szybkie konie, a sami potrafią nie jeść przez kilka dni, trzymając się pewnie w siodle i nie pozwalając, by trop zaginął. Później, głodni jak wilki, pożerają barany i piją do nieprzytomności.

Nie martwię się o jeźdźców, tylko o konie. I dlaczego niby nie jedzą, bo tak? Oni mieli jakieś “przekąski” na drogę: kurut (suszone zsiadłe mleko), suszone mięso, w tym koninę. Poza tym dziewczyny uciekały raptem dwa dni, Anna słabo jeździła konno, dogonienie ich nie było wyzwaniem. Ten akapit wydaje się takim strzałem z armaty do muchy.

 

Związali całą we łzach Ałtyn, chociaż z szacunkiem, jaki się jej należał.

Początek nie brzmi dobrze.

 

 

To teraz wrażenia ogólne: historia wciąga i dobrze się ją czyta, poza niewielkimi potykaczami. Jest nawiązaniem do obrazu, jest też określone przesłanie, któremu podporządkowana jest fabuła. Odczytałem odpowiadanie jako opowieść o wyzwoleniu, o ucieczce od wygodnego, ale szarego życia, ale również od zakłamania Bohaterka uczy się wybierać to, co chce robić, opuszcza strefę komfortu. Kompozycyjnie bardzo spójne i warte biblioteki. Do tego ładne i plastyczne opisy.

Dziękuję za wszystkie odwiedziny!

Finklo, spora część mitów jest płytka w sferze emocji, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by sposób opowiadania o bohaterach dostosować do naszych, rozbudowanych potrzeb.

Gdybym, zgodnie z sugestią Ślimaka Zagłady, wprowadził konfrontację z Hadesem, zapewne kontrast między “przebudzonym” emocjonalnie Charonem a bezwzględnym i “betonowym” władcą Podziemi byłby zapewne jeszcze wyraźniejszy. Analogia do koncepcji limbo jest rzeczywiście ciekawa. Czy samo “limbo”, wszystko jedno czy patrum, czy puerorum, nie jest czasem mało estetyczną “łatą” użytą do zasłonięcia pewnych dziur logicznych w doktrynie kościoła? I czy owe dziury nie wynikają czasem z nadmiernej chęci “wydzielania” boskiej łaski? Problemy związane z podziałem duszy na lepsze i gorsze, trudnościami w określeniu granic pomiędzy wybranymi a potępionymi wydają się dość uniwersalne (a może wynikają z bezkrytycznego “skopiowania” koncepcji podziału na piekło/Tartar, niebo/Elizjum, czyściec/Pola Asfodelowe i właśnie tego nieszczęsnego limbo (dusza bez chrztu/dusza bez obola?).

 

Galicyjski Zakapiorze, czy w ogóle moneta mogłaby się tam znaleźć przypadkowo… mam wrażenie, że Charon musiałby albo posunąć się do oszustwa, albo kradzieży. W obecnej wersji zachowuje pozory. Sprawdzałem, czy w sztuce antycznej występowały podobizny bliźniąt syjamskich, i owszem, były. Temat bliźniąt syjamskich wzbudził zainteresowanie badaczy, bo dobrze świadczy o poziomie ówczesnej opieki medycznej. Nie próbowano ich rozdzielać, przynajmniej z tego okresu nie ma wzmianek.

Czy Charon mógłby się przeciwstawić? Mity wspominają o tym, że został ukarany za przewiezienie Herkulesa i spędził rok zakuty w łańcuchy. Skutki można sobie wyobrazić – były opłakane głównie dla Hadesa. Wspomina się, że Charon obawiał się ponownego ukarania, jednak brakuje tu logiki. Zakuty w łańcuchy Charon po prostu nie wykonywał obowiązku, więc nie widzę powodów, żeby bardzo cierpiał.

Paradoksem jest to, że Charon wcześniej nie miał nikogo bliskiego, więc możliwości karania go były ograniczone. Relacja z dziewczynką powoduje, że ma znacznie więcej do stracenia. To ciekawy wątek, można go rozegrać na wielu płaszczyznach.

Robert Raks – dziękuję za przeczytanie i dobre słowo,

Koalo75– również dziękuję za wizytę!

HollyHell91 – zima nie odpuszcza, więc smocze płomienie są zawsze mile widziane! 

AP – dzięki za bystre oko, chochliki wyłapane!

beeeecki,

 

Cieszę się z takiego postrzegania tekstu z kilku powodów.

 

Ładnie wychwyciłeś kwestię Nili, która rozmyślnie jest trochę przesadzona. Wynika to z sytuacji: dziewczynka została rozdzielona z Przewoźnikiem. Boi się go stracić, przecież niedawno straciła rodziców. Boi się zostać sama. Zatem to, co mówi, jest owocem emocji. Ludzie, którzy rzekomo się nią przejmują, tak naprawdę nie pozwalają jej dostrzec przyjaciela. Bohaterka wpada w panikę i stąd właśnie takie słowa.

Z podobnego względu dalej pojawiają się słowa kobiety, które gaszą ten “pożar”. 

 

A co do postawienia na emocje, dialogi i opisy zamiast akcji – kiedy czytałem o konkursie, znalazłem wzmiankę o odnośnikach do opowiadań przy obrazach. Wyobraziłem sobie, że obrazy mogą oglądać różni ludzie, niekoniecznie oswojeni z wielowątkową fabułą albo fantastyką w ogóle. Chciałem napisać coś prostego, w czym może się odnaleźć wielu różnych czytelników.

Outta Sewer:

W relacji Charon-Nila istotnie jest wyłącznie progres, a dla zachowania realizmu mógłby się pojawić regres, zarówno w odniesieniu do dziewczynki, jak i do Przewoźnika. Mogę sobie wyobrazić, że dziewczynka odchodzi, bo Przewoźnik jest zbyt “chłodny”, a z kolei Charon ucieka przed zaangażowaniem, które jest dla niego trudnym uczuciem. Wystarczy, że Przewoźnik zostanie na jakiś czas na drugim brzegu – to byłaby wartościowa psychologicznie scena, w której bohater dokonuje sabotażu relacji. Wie, że dziewczynka czeka, ale wcale nie wsiada do łodzi. A kiedy decyduje się wreszcie przepłynąć Styks, jej nie ma. Tłumaczy sobie, że to bardzo dobrze, że przecież nie mógł jej pomóc, ale i tak nie daje mu to spokoju. Zabiera pasażerów, jednak ich słowa i przeżycia są jedynie bladym echem Nili… a kiedy zawraca, dziewczynka niespodziewanie pojawia się na brzegu, i czeka na niego jakby nic się nie stało. Czytelnik domyśli się, że gdzieś poza sceną również stoczyła walkę z samą sobą.

Zdarza mi się wracać do opowiadań już po konkursie, więc nie jest wykluczone, że i to doczeka się kiedyś “odkurzenia”.

 

A co do wykorzystania heroiny w innej historii, to pierwotnie opowiadanie miało nieco inne zakończenie, w którym losy Nili są opowiadane przez Skalda. W końcu w trakcie bety uznaliśmy, że takie zakończenie jest zbyt złożone. Niemniej saga o kobiecie, która nie boi się ciemności i śmierci może być ciekawa. Ze swoim charakterem Nila może łatwo “rozbroić” dowolnego arcyłotra i jeśli nadarzy się pasujący temat konkursowy, nie omieszkam tego wykorzystać.

 

Marszawo, ten kot mógłby z powodzeniem pojawić się na ogromnym telebimie miasta przyszłości, bo jego mina sugeruje, że widzi wszystko lub nawet jeszcze więcej :)

BardzieJaskrze,

Mogę się tylko cieszyć, że historia się podobała. Pisanie dialogów, w których bohaterowie zadają mało wygodne pytania sprawia mi dużo przyjemności, zwiększa dynamikę i wiarygodność, a przede wszystkim czasem sam zapędzam się w kozi róg i potem dumam przez godzinę, czy odpowiedź w ogóle istnieje :)

Outta Sewer:

Dużo trafnych uwag “kosmetycznych”, z których sporo wprowadziłem. Łatwiej napisać, co zostanie – “na Cerbera”, bo jednak postaci zaludniających podziemny świat jest jak na lekarstwo. Cerber to niekoniecznie pies Charona, każdy ma swój rewir. Cerber jest potworem i znajduje się w dalszej linii pokrewieństwa w stosunku do pierwotnych bóstw, Charon jest ich bezpośrednim synem. Czy Charon spotykał Cerbera? W zależności od wersji mitologii, w niektórych Charon był nie tylko Przewoźnikiem, ale i Przewodnikiem, więc pewnie odprowadzał dusze pod same drzwi.

Tutaj “na Cerbera” ma funkcję “Do licha”, więc może czasem podgryzł już flisakowi nogawki?

Co do blasku, to doszło zdanie wprowadzające blask, aczkolwiek liczę na kolejne uwagi czytelników, ponieważ mogę ostatecznie domknąć temat blasku w dialogu u łódce. Blask jest sprawką Nyks i pokazuje, że noc to nie tylko ciemność (Erebus).

Wiosenne wiosło było zabawną literówką, choć gwoli ścisłości, bohater ciągnie za drzewce wiosła.

A co do “odpowiedzi” to w trzech akapitach miałem potwornie dużo powtórzeń tego słowa. Stąd musiałem operować synonimami, a jako że jestem fizykiem, to rozwiązanie brzmi dla mnie podobnie do odpowiedzi. Ech, to skrzywienie zawodowe… Teraz trochę udało się przestawić i nie powinno być problemu.

A kropka i przecinek są jak pchełki, zaraz zerknę czy je znajdę wśród słownego futerka.

Betweenthelines, cieszę się, że wzbudziłem emocje, właśnie po to sam sięgam po opowiadania, żeby coś przeżyć. W dodatku niczym Przewoźnik jesteśmy skazani na drugą osobę, która napisze coś, co nas zaskoczy albo pobudzi do myślenia. Pisanie to wymiana, jak się za długo pływa w swoich myślach, to robi się ponuro :)

 

P.S. Uff, umęczyłem się z tym blaskiem, bo wprowadzenie go było w całości, tylko stosunkowo daleko w tekście. Teraz blask jest na samym początku, żeby czytelnik potem nie protestował, że wyobrażał sobie, że jest tam zupełnie ciemno. Niby mała kosmetyczna zmiana, a pięć zdań z różnych części tekstu musiało wymienić się między sobą słówkami, żeby nie było powtórzeń.

MichaeluBullfinch, również dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Ciekawi mnie to, że na notatkach przypiętych do ściany są słowa, ale księga jest pusta. Czyżby “glitch” na okularach był dodatkowym źródłem i filtrem UV do odczytywania ukrytych treści? W dodatku jeszcze ten zwój z pieczęcią… mam nadzieję, że to nie jest królewski spis tortur dla nieudolnych twórców laugh

Dziękuję za wizyty!

 

Dalekopatrzący: dziękuję za docenienie warsztatu, a co do pomysłu, to… większość z nas ma indoeuropejskie korzenie, a w każdej opowieści i w każdym bohaterze znajdziemy element tych najstarszych historii. Może nitka, wielokrotnie wypruwana i wplatana na nowo jest wyświechtana, ale czasem lubię wracać do właśnie takich baaaardzo starych motywów. Zasługują, żeby się nimi bawić, a nie tylko oglądać przez szybę gabloty ;)

Bruce: miło Cię widzieć jako jurorkę, a dzielny mistrz sztuk walki wygląda na zrelaksowanego – wreszcie w konkursie może spokojnie czytać, a nie walczyć z językowymi bandziorami w każdym akapicie :)

Ona ładnie rysuje i nie jest przemądrzała. Jest ok. Zrobi obrazki, ja je opiszę.

Przestawiłbym to o zdanie wcześniej. Będzie bardziej naturalnie: najpierw stwierdzenie, że jest ok, potem rozwinięcie, że ładnie rysuje i nie jest przemądrzała.

 

Szukałem nad-pointy lub pod-pointy, zaglądałem pod każdy wyraz, ryłem, ale nie znalazłem. Chyba będę musiał zadowolić się morałem, że AI potrafiła w tekstach odczytać te potrzeby, o których my zapomnieliśmy.

Albo że pozyskuje armię małych wojowników, którzy od tej pory będą jej ślepo ufać. A kiedy przyjdzie czas… Smoku, smoku, nie stój z boku, siadaj za sterami mechanicznej bestii i spal wszystko na swej drodze devil

O, to był ten robaczek, którego szukałem pod kamykami ;)

Naprawdę mocne otwarcie opowiadania! We wcześniejszych Twoich historiach zwykle odczuwałem przesyt opisów codziennych czynności po tym, jak zawiązała się akcja. Tutaj miało to jednak pewien dyskretny urok, kontrastowało z morderstwem.

Przeniesienie bohatera do zamku-hotelu też mnie zaciekawiło. Pojawia się zupełnie inne miejsce, które rządzi się swoimi prawami.

W zasadzie cały środek opowiadania to budowanie świata. Mamy gospodynię – pajęczycę (epizodycznie, ale ciekawy pomysł). Są wampiry – tutaj zdecydowanie “siadło” tempo, ponieważ są opisane, ale w zasadzie nie widać ich w działaniu. Poczułem się trochę jak dziecko, które przyszło do zoo, ale wybieg niedźwiedzia był pusty. Walka wilkołaków ratuje sytuację, jest opisana dość sprawnie i znów przyciąga do tekstu. Połów w lawie to znów raczej opis świata, brakowało intensywniejszej akcji, na którą była okazja – wyobraź sobie łódkę, która jest żaroodporna, ale mocna ryba może ją przecież przewrócić, co stanowi śmiertelne zagrożenie (no właśnie, czy tam można umrzeć?). Jest potencjał, ale w ogóle nie wykorzystany.

Po tym wszystkim dochodzimy do finału, który niestety jest zupełnie płaski. Nie ma żadnej kulminacji, żadnej zagadki, napięcia. Pojawia się zwrot akcji – to dobrze! – ale mało zaskakujący. Jak zauważyli Przedpiścy, w zasadzie fabuła się urywa bez żadnego rozwiązania. Bardzo brakuje morału, pointy, czegokolwiek, co zagościłoby w myślach czytelnika dłużej niż na czas czytania tekstu.

Przez chwilę miałem nadzieję, że przeteleportuje ich do Nieba (Archanioł Michał może traktować to miejsce jako swój “dom”) lub w jakieś miejsce, które nawiąże do historii o morderstwach. Zamiast tego mamy jaszczury, czyli jest otwarcie kompletnie nowego świata w finale, tylko po to, by za chwilę go opuścić.

 

Ogólnie: całość jest napisana sprawnie, czyta się dość płynnie, logika nie razi (lub nieścisłości można tłumaczyć specyfiką wymyślonego świata). Miałem problem z przeskokiem z poziomu “American Psycho” do “Rodziny Addamsów”, ale jestem to w stanie wybaczyć :)

Cieszę się, że robisz postępy i bierzesz udział w konkursach. Każdy ma inny Everest!

 

Zaczynali jednak rozumieć, dlaczego miejscowi lekceważyli szarą zasłonę kłębiącą się pod dachem, zanim uciekła przez niewielki otwór.

Zdanie mocno “przekombinowane”. Skoro przeszkadzał im dym, to dlaczego zaczynali rozumieć? Rozumiem (albo nie) intencje: miejscowi woleli się krztusić, ale mieć ciepło w domu, czy o to chodziło?

 

i strach przed płomieniem liżącym darniowy strop

Nie przesadzajmy, wysokość ogniska reguluje operator ogniska. Jeśli zamierza usnąć, może dobrać wielkość opału i dystans między opałem tak, by paliło się wolno i nisko. Operatorzy, którym nie wyszło, nie przekazywali dalej genów laugh

 

Słaby głos tętnił determinacją.

Zbyt ryzykowna metafora jak dla mnie.

 

Zamiast zwykłej higieny szukała utraconej godności.

Słowo “zwykłej” nic nie wnosi poza tym, że rozprasza

 

Choroba zostawiła w nich tylko wydrążone skorupy

Metafora metaforą, ale logika tutaj poległa. Choroba podrzuciła im jakieś wydrążone skorupy do środka?

 

Skóra pod ubraniem lepiła się od zaschniętego potu, swędziała i błagała o wodę.

Zrzucili przepocone, brudne ubrania

Co akapit ładujesz czytelnikowi do głowy, że się spocili i byli brudni. Takie przypominanie jest irytujące i odnosi skutek przeciwny do zamierzonego.

 

Każda sprana plama oznaczała małe zwycięstwo – odzyskanie choćby okrucha kontroli nad własnym losem.

Domyślam się, jaki efekt Autor chciał osiągnąć – pokazać, że pranie było heroicznym wysiłkiem. Moim zdaniem osiągnął efekt przeciwny, tzn. sztucznego patosu.

 

Czekali, aż warzywa rozgotują się.

Takie zakończenie zdania jest traktowane jako rusycyzm, wystarczy przestawić “się”. Co i tak nie sprawi, że czytelnik odzyska apetyt: rozgotowane, bleee

 

Tak. A my jesteśmy obcy. Nasze brzuchy nie znały tej wody. Muszą się dopiero z nią… zapoznać. 

Gniewko zamilkł, wpatrując się w ogień. Ta myśl wydała mu się zupełnie nowa i dziwaczna.

Nie uwierzę, że mieszkańcom wioski ta zasada była obca. Umiejętność odróżniania wody pitnej od pitnej-tylko-raz była dość podstawowa. Rodzice go nie uczyli, którą wodę warto pić, a którą nie? Skoro umarli, może nie, nagroda Darwina murowana :)

 

Sposób na wydarcie jej wody pozostawał niepojęty.

To jakaś wioska przeklęta pod względem technologicznym. Ok, trzeba przyznać, że Słowianie istotnie pod względem pozyskiwania wody byli na początku leniwi i stosunkowo późno zaczęli osiedlać się w miejscach pozbawionych źródła lub potoku, gdzie musieli wybudować studnie. Czy to znaczy, że sama idea budowy studni była im obca? Nie sądzę. Wystarczy wykopać głębszy dołek w wilgotnej ziemi i widać rezultaty. Gniewko jest dzieckiem. Czyżby już zapomniał, jak się taplał w błocie (bo wiele zabawek chyba nie miał)?

 

Więc? Jaki masz plan

Brakuje znaku zapytania

 

Pierwsza kulka, z samej gliny, popękała. Druga, z gliny, piasku i trawy, wygląda na całą, ale spójrz… – wziął kulkę i z łatwością skruszył ją w palcach. – A trzecia… powstała z gliny i piasku. zyskała twardość kamienia.

Nie mam siły szukać w poprzednich opowiadaniach, ale wydaje mi się, że kulka z trawą nie miała piachu.

 

odwzajemniła się szerokim, szczerym uśmiechem, który na chwilę przywrócił jej dawną twarz.

Intencje zrozumiałe, wykonanie językowo trochę gorsze.

 

Z inwentarza żywego mamy krowę, sześć kur, dwie świnie i trzy kozy…

W tamtych czasach dość zamożna rodzina.

 

Chłopiec wpatrywał się w nią z przerażeniem. – Siki? Na jedzenie?

Akurat tę zasadę ludzkość znała od tysięcy lat. Pominę Rzymian, którzy moczem bielili togi i zęby, a w miastach celowo rozdzielano urynały i latryny. Nie róbmy ze Słowian idiotów. Już i tak ucierpieli w tej serii :)

 

Chłopiec skrzywił się z obrzydzeniem; wizja Matki Natury raczącej się uryną odcisnęła wyraźny ślad na jego twarzy.

Na wszelki wypadek, gdyby czytelnik nie zauważył wcześniejszego zdania o sikach.

 

Mój drogi, już zaprzyjaźniłeś się z łopatą, musisz przekopać ten kawałek a to zielsko wrzuć w bruzdy.

“Zaraz, zaraz, ale dopiero co chorowałem, ledwo żyję, trochę empatii, kobieto!”

“Jestem Agnieszka Zrodzona z Burzy, z krwi starej Valyrii. Wezmę to, co mi się należy!”

 

– Krowa jako ciągnik… – spojrzała na zwierzę. – No dobrze. Ale uprzedzam: debiutuję w tej roli.

Ojej, to tak można? Ale na Instagramie tego nie było!

 

Widziała przed sobą nasiona wyglądające obco i prymitywnie – formy sprzed wieków selekcji – lecz kryjące w sobie tę samą chemię.

Zdanie zbyt zagmatwane, czytelnik może tonąć w domysłach, do czego odnosi się ta chemia… co nie wnosi wiele do akcji, a tylko wybija z rytmu.

 

Rozcieńczymy to w stosunku 10:1 i

Unikamy takiego zapisu!

 

Podszedł do zagonu i z największą ostrożnością rozlewał „Złoty deszcz” na świeżo zasiane grządki.

Wszyscy zalecają, żeby odstawić na dobę, a dopiero potem podlewać.

Zamiast prowadzić walkę ponad siły z przekopywaniem pola pokrzywy, mogli wydobyć muł znad brzegu rzeki (przy okazji, zapewne, obrażając wszystkich mitologicznych mieszkańców tejże). Ułożyć na wpół spróchniałe kłody wzdłuż siebie na tym polu pokrzyw. Potem wsypać muł między kłody, nieco zmieszać z leśną ściółką żeby nie był tłusty, i mają samo-nawożący się system na około 5-10 lat, dopóki nie rozłożą się kłody. Pokrzywy i tak zgniją pod spodem., warzywa sięgną do nich korzeniami.

No i brakuje im płotu antyzwierzowego, trochę obawiam się o zbiory w kolejnym rozdziale, chyba że to taka rozmyślna pułapka na kuraki/dziki :)

Śnieg skrzypiał na zamarzniętym jeziorze – nie wiem o co chodzi z tąpnięciem ale zdanie chyba i tak jest przekombinowane.

Bardzie, to akurat dobry opis – jeśli nie szło tamtędy jeszcze cięższe zwierzę, pod ciężarem człowieka w tafli powstają pęknięcia/rysy, ale nie załamuje się jako całość. Tzn. można po niej iść, ale cały czas słyszysz niepokojące dźwięki. Czasem brzmi tak, jakby stłuc szybę, czasem jakby uderzyć młotem w napiętą linę, a na dużym jeziorze jak grzmot. Zdarza się, że pęknięcie biegnie od miejsca stąpnięcia do obu brzegów, co jest dość spektakularne, a dodatkowo echo odbija się zwykle od ściany lasu.

Na węższych rzekach zdarza się, że pod taflą lodu wytwarza się pustka powietrzna. W trakcie ostrej zimy poziom wody się obniża, więc często tafla lodowa pozostaje rozparta między brzegami (i bardzo naprężona) a nurt traci z nią kontakt i płynie w pewnej odległości od lodu. Na bagnach i mokradłach również występuje podobne zjawisko, tafla “wisi” na kępach i pniakach. W trakcie przeprawy opada się czasem o kilka cm w dół, ale razem z całą taflą.

Potem nastąpiła ciemność i wszystko się zmieniło.

Oprócz jednej rzeczy: od ludzi trzeba trzymać się z daleka

Czyli wcześniej ludzi też trzeba było unikać?

 

Sanie, które się zatrzymały, ciężko było poruszyć.

Da się to opisać zgrabniej. Np. “Raz zatrzymane sanie ciężko było ponownie wprawić w ruch”.

 

jako ledwie widoczny, jaśniejszy okrąg.

Okrąg to linia (na obwodzie koła/tarczy)

 

Chyba jest jeden – wyszeptałam, patrząc za oddalającym się ojcem

Może: chyba jest sam/chyba jest tylko jeden

 

Dostał ją od dziadka, gdy skończył dziesięć lat.

Kim był dziadek? Gangsterem? Spróbuj zrobić coś takiego legalnie :D

 

– A co z nim? – Wskazałam ręką na wilka.

– Natura zrobi, co trzeba.

Zaraz, zaraz, a skóry? Mięso? Mogli chociaż zjeść wątrobę na miejscu!

 

Krew osiadła na pniach, spływając powoli niczym żywica.

Dyskusyjne użycie imiesłowu. Ogólnie cały tekst przejrzałbym pod kątem imiesłowów, nie wszędzie wyrażają jednoczesność.

 

wbijając się pod ubranie, przebijając skórę. Drobne gałązki wbijały

 

Całość opowiedziana zgrabnie. Jest bohaterka, z którą czytelnik może się utożsamić, narracja pierwszoosobowa pozwala pokazać uczucia i przemyślenia, czyli dobrze wykorzystana forma. Czy występuje zwrot akcji… w pewnym sensie tak, może nie przygryzałem paznokci w oczekiwaniu na rozwiązanie intrygi, ale koniec stara się dostarczyć wyjaśnienie początku – bunt sił przyrody wobec ludzi.

Wizerunek Leszego ewoluował przez wieki, tutaj użyto wersji “nowoczesnej” – leśniczy. Wolałbym wersję wcześniejszą, słowiańską, ale to tylko moje widzimisię.

Czy było aż tak krwawo? Chyba nie, wszystkie drastyczne opisy są skupione w jednej scenie, czyli szybko i po krzyku.

 

 

 

Taka zagwozdka dialogowa:

 

– Czy wygraliśmy? – dobiegł go nagle tubalny głos.

 

Niby paszczowe, bo “głos”, ale “dobiegł” opisuje to, że ktoś coś usłyszał.

Mile widziane cytaty z książek. 

 

Na razie znalazłem coś takiego:

 

Do szkoły prawie biegł, ciągnąc za sobą trajkoczącą Olę.

– Ty się lecz. To się nazywa jak ta choroba.

– Jaka choroba? (…)

-To się nazywa jakaś mania– dobiegł go głos Oli.

-Słuchaj! Manię to masz ty! I znam nawet na nią świetne lekarstwo. Klapsopiryna. Jak ci zaraz przyłożę w tyłek, to zobaczysz!

Małgorzata Karolina Piekarska, Tropiciele

Językowo jest trochę usterek, ale na razie wpadam z szybką wizytą, więc wrażenia ogólne:

 

– świat jest oryginalny, choć chwilami zadawałem sobie pytanie “dlaczego właśnie tak”. Skoro dla mieszkańców miasta las i jego mieszkańcy byli solą w oku, dlaczego wcześniej nie zrobili tam “porządków”? Dlaczego Bonny wybija wszystkich w schronisku akurat w trakcie pościgu za główną bohaterką?

– ciekawa koncepcja ludzi-zegarów, wpływających na postrzeganie czasu. Szkoda, że nie było więcej przykładów.

– N jak narcyz od początku intryguje. Choć dla naukowców opowiadanie ma drugie dno, na uczelni trzeba być zaliczonym do liczby N lub “wymiksować” się z tego szacownego grona. Za każdym razem uśmiechałem się przy tej dwuznaczności, przez co opowiadanie sprawiało mi podwójną radość.

– Marysia chwilami jest równie dziecinna, jak jej imię. Tak miało być? Czy empaci w tym świecie to zawsze takie dorosłe dzieci? Czy ma to symbolizować naiwność i czystość intencji?

– Bohater ma strzelbę, ale ani razu jej nie używa. To najbardziej dosłowne złamanie zasady Strzelby Czechowa, jakie przeczytałem laugh

 

Moim zdaniem bohater dostał dokładnie to, czego chciał.

 

Nie kłócili się o to, czy deska sedesowa ma być otwarta czy zamknięta i czy gotować w mikrofali. Nigdy nie doszli do tego etapu i nie dojdą.

Był zafascynowany ciałem (ubraniami?) i dostał ciało. Moim zdaniem zakończenie bardzo do tego pasuje. Bohater jest ogarnięty obsesją. Owszem, opiekuje się nią jak chorym zwierzątkiem, może łudzi się, że powstanie między nimi uczucie, tylko że ani on, ani bohaterka nie są na nie gotowi. Stąd mamy cichy dramat.

Czy ubrania podkreślają powierzchowność, czy są manierą Autorki? Pierwsza wersja ciekawsza, ale staram się nie oceniać pochopnie :)

Nowa Fantastyka