komentarze: 425, w dziale opowiadań: 335, opowiadania: 161
komentarze: 425, w dziale opowiadań: 335, opowiadania: 161
Hej, bardzo ciekawy szort. Fajnie wpleciona historia. Dobrze napisane. Wciągające. Lubię, gdy daje się czytelnikowi możliwość użycia wyobraźni i zdecydowanie w którą stronę w jego głowie potoczy sie historia. Tu to zagrało. Widzę, że już w bibliotece. Gratuluję, chętnie sam bym kliknął.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej, bardzo przyjemny szorcik. Dobrze, że mam uczulenie na orzechy, bo jeszcze by mi wpadło do głowy takie ich rozłupywanie. Ciekawe jakie upiory jeszcze lekarz przyjmował!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Maćku. Dziękuję bardzo, cieszę się, że szort Ci się spodobał!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Bardjaskier: Najlepszy przyjaciel człowieka
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej,
Ciekawa wizja, przykry to będzie świat jak się ziści. Ksiądz zacinający się na transmisji z pogrzebu – ciekawie to wyszło.
Bardzo przyjemny, intrygujący szort. Z przyjemnością dobijam do biblioteki.
Pozdrawiam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Mocna inspiracja Kingiem wyczuwalna i nie jest to wcale zarzut. Wciągające opowiadanie. Może nie jakoś bardzo strasznie, ale inne walory tekstu nadrobiły. Przede wszystkim bardzo ładnie napisane, nie zauważyłem żadnych zgrzytów.
Jak już przedmówcy wspomnieli – zaskoczenie nie zagrało do końca. Mi niestety też. Ale to jak pokazałaś te patologie, jaki udało Ci się stworzyć klimat, zasługuje na pochwałę. Gratuluję dobrego tekstu. No i kotek zawsze na plus!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Maćku. Naprawdę trzymający w napięciu szort. Cieszę się, że udało mi się w końcu tu dotrzeć i przeczytać. Zasłużone nominacje, powodzenia przy piórkach. Kawał dobrej roboty. Świetny nastrój.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
płynnie wchłonąłem całość za jednym przysiadem.
Wybaczcie, ale po Weirdzarro mam już chyba coś nie tak z mózgiem i zastanowiła mnie ta część zdania XD
No mi też się nie wydaje, że to pastisz. Przecież poza luźnym sposobem opowiadania, bohater traktuje te wydarzenia śmiertelnie na serio. Ogólnie stawka emocjonalna bohaterów jest dość mocna. Nie ma to znamion parodii. Horror kosmiczny – ok. Czy bardzo straszny? No nie. Ale nie musi być. Dla mnie to nawet bliżej weird niż pastisz. Inspiracje gatunkowe są oczywiste, ale tekst nie imituje konkretnego autora ani nie gra satyrą. Traktuje swoją historię śmiertelnie serio, a to pastiszowi przeczy w moim odczuciu. Może ja po prostu lubię ten klimat Lovecrafta, temu mnie to szybciej złapało.
You cannot petition the Lord with prayer!
Gratulacje dla wszystkich, mega dużo frajdy dostarczyły mi opka w tym konkursie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ja powstrzymałam się tylko dlatego, że zaserwowałeś tragiczne obrazki i nie chciałam, żeby emocje wpływały na moją obiektywność.
Całkowicie zrozumiałe Marszawo!
Trzymam kciuki za piórko! :)
Dzięki za trzymacie kciuków i chęć nominacji! 
MichaelBullfinch – masz rację, moje uwagi są czysto subiektywne, co oczywiście działa na korzyść tekstu :)
Ale mają swoje podstawy Bardzie, jakby nie było krótko piszę, takie uwagi są ważne, bo muszę też brać pod uwagę jak odbierze to czytelnik, a nie tylko jak widzę to ja.
Bardzo proszę, Michaelu. Cieszę się razem z Tobą i życzę by podobne odczucia były Twoim częstym udziałem, choć, jak zauważyłam, nic nie dorówna wrażeniom doznanym przy pierwszej nominacji.
Powodzenia!
Z pewnością reg! Dzięki jeszcze raz, cieszę się, że zawsze mogę liczyć na to, że mnie odwiedzisz!
You cannot petition the Lord with prayer!
Skoro się Loża gremialnie coming outuje, to przyznam, że będę na TAK. :-)
Finklo, no to tym bardziej myślę, że zbyt ofensywnie odebrałem Twój pierwszy komentarz. Wybacz. Dzięki wielki za TAK-a, to dla mnie niesamowicie miłe uczucie! :D
Hej Bardzie,
Podoba mi się pęd opowieści i wprowadzanie informacji, w trakcie biegu bohaterów, ale równocześnie mam wrażenie, że tego biegu jest zbyt dużo, a wynika to tylko z tego, że jeszcze czegoś nam nie powiedziałeś o świecie. Więc przyciął bym tekst tu i tam :)
Hmm, rozumiem zarzut, nie wiem, czy zaufasz mi na słowo, czy nie, ale zupełnie tak to nie wyglądało z mojej strony, jak pisałem. Betujący mi świadkami, bo znają tekst przed zmianami, że żadna scena nie była dopisana na siłę, żeby zrobic przestrzeń na opisywanie świata. Ale z drugiej strony co to zmienia, według Ciebie wypadałoby odchudzić, uczciwy zarzut. Subiektywny, ale uczciwy.
Finał jest przejmujący, choć tyle razy zwracasz uwagę na maskę i mundur, że przewidziałem taki przebieg wydarzeń, co wcale nie przeszkodziło mi dobrze się bawić na końcówce ( jeśli mogę tak napisać ;P) – bo może jednak się mylę i wszystko skończy się dobrze.
Tak, pozwolę sobie wkleić część odpowiedzi, jaką na podobną opinię zamieściłem Robertowi Raksowi, bo całkowicie rozumiem, że komentarzy jest zbyt wiele i są zbyt długie, żebyś je wszystkie czytał: “I faktycznie, to nie było pomyślane jako twist czy zaskoczenie. Bardziej jako coś w rodzaju powolnego domykania pułapki, gdzie czytelnik widzi nadciągającą katastrofę i ma nadzieję, że jednak się nie wydarzy. Bardziej tragedia niż plot twist”.
Więc napięcie, budowanie klimatu by walnąć z grubej rury na koniec wyszło super – i jeszcze trzecia perspektywą na koniec, ładnie to sobie wymyśliłeś:)
Dzięki!
No ale, jest też zgrzyt. Mam wrażenie, że za łatwo to poszło – przecież "nie" po hiszpańsku jest całkiem sugestywne, a była w umówionym miejscu. Czy nie przeszło jej przez myśl, że to może być mąż…? I czemu chłop nie ściągnął maski wcześniej, czemu wyskoczył na widok pudełka – nie przeszło mu przez myśl, że właśnie jego widok w mundurze może pchnąć żonę do ostateczności…? No i te pigułki, pojawiają się nagle, może gdybyś wspominał o nich wcześniej – że je ma, że nie zawaha się ich użyć, że każdy Polak mógł je dostać na wypadek pojmania przez Meksykanów… Zmierzam do tego, że wszystkie zabiegi okoliczności są bardzo wygodne ( dla autora) by tak zakończyć historię:).
“Nie” po hiszpańsku jest sugestywne, ale zauważ, że krzyknął, gdy zobaczył tabletki w rękach żony. Jak sama ona mówi: “Wiedziałam, co robią kobietom. Wiedziałam, co robią dzieciom. Wiedziałam, że nie dam się wziąć żywcem. Że nie dam im jego. Moje palce odnalazły pudełeczko w kieszeni.”, więc zakładam, że kartelowiec też nie chciałby, żeby wzięła tabletki, bo miałby bardzo złe plany wobec niej i mógłby krzyknąć “nie”. Do tego była w totalnym strachu, już nic nie było logiczne.
Chłop nie ściągnął maski wcześniej, bo przecież po pierwsze nie wiedział czy nie ma jakiś patroli na konstrukcji, a po drugie była stopiona do twarzy. Myślę też, że biorąc pod uwagę, że żona wspomniała potem, że od początku była przeciwna kapsułkom, gdy rząd je rozdawał, mężczyźnie nawet nie przyszło do głowy, że mogłaby je użyć. Nie chciałem poruszać tematu wcześniej, bo jak sam trafnie zauważyłeś, mundur i maska i tak już trochę zdradzały możliwe zakończenie, chciałem chociaż jeden element zostawić jako zaskoczenie.
Wszystkie uwagi natomiast rozumiem, są to rzeczywiście kwestie sporne, które powtarzają się w komentarzach. Ja jednak będę uporczywie stał przy swoim, że te nie do końca mądre decyzje, podejmowane w tak krytycznych, stresogennych warunkach, są bardziej wiarygodne, niż mogłyby być decyzje mądre.
Opowiadanie bardzo mi się podobało ale widziałbym kilka mocnych cięć w środku historii i wrzucił coś co może zapowiadać tragedię ( i tak, to sugerujesz więc czemu by nie) czyli coś więcej o tabletkach i determinacji kobiety.
Bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. Uwagi uznaję za subiektywne, ale to nie znaczy, że nie są słuszne. Z pewnością o tym pomyślę na przyszłość.
No nic, mam dużo czasu by jeszcze pomyśleć o opowiadaniu :). Na razie gratuluję dobrego tekstu ( Tatuaż z krwii, też mi się bardzo podobał, więc idziesz w dobrym kierunku :)) i pozdrawiam :)
Oczywiście, samo to, że Loża będzie myśleć nad czymś, co stworzyłem, jest dla mnie wielkim osiągnięciem! Dzięki za dobre słowo, dokładne czytanie i ważną opinię!
Michaelu, ja także nosiłam się z zamiarem odwiedzenia nominowalni i niniejszym informuję, że zamiar został donoszony jest należycie dojrzały, więc idę oddać głos. :)
O, kurczę. Ale mi miło. Nie otrzymać od Ciebie “wykonanie pozostawia wiele do życzenia”, to już sukces. A dostać nominację… cudo! Dziękuję bardzo reg!
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Dlatego zaczęłam trochę odkręcać. Mnie chodziło o to, że wojna jest debilna. Tekst o jej debilizmie jest w porządku. Przepraszam, nie chciałam, żebyś tak to odebrał.
Jasne Finklo, nie jestem obrażony, spokojnie. Po to są dyskusje i komentarze, żeby takie coś sobie tłumaczyć. Dzięki wielkie za wyjaśnienie.
Skoro Cezar już ujawnił swoje zamiary i opowiadanie jest już tak czy siak nominowane, to nie mam co się już ukrywać. Też myślałam o nominacji, ale chciałam zachować sekret do podsumowania pierwszego dnia miesiąca :)
O Ty chochliku, hahaha! Dzięki wielkie Holly! To naprawdę przemiłe czytać takie wpisy.
Gratulacje, Michealu, jak najbardziej zasłużona nominacja i trzymam kciuki za Piórko!
Aww
Pozdrawiam Was serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ave!
Kawał dobrego tekstu napisałeś. Koncepcja “zniknięcia” wszystkich mocarstw, jako podstawa świata przedstawionego wypadła naprawdę elegancko. Jest zagrożenie z kosmosu, więc bogaci dają dyla, a reszta niech sobie radzi. No i ta reszta zaczyna brutalną walkę o zasoby.
Dziękuję bardzo!
Czy napaść Meksyku na Polskę jest bezsensowna? Przenosząc do naszych realiów, z pewnością, ale w Twoim świecie nie jest to takie jasne. Nasz kraj przedstawiasz jako największą siłę w Europie (czyli cały Zachód uciekł?), więc napaść może mieć znaczenie strategiczne. Tylko, że to jest historia (tragiczna) poszukujących się małżonków i ich dziecka, więc kwestie taktyczne mają dla mnie marginalne znaczenie.
O, to, to! Cieszę się, że to widzisz i tak odebrałeś.
Dobrą robotę zrobiła pierwszoosobowa narracja prowadzona z perspektywy każdego z małżonków. Tutaj ogromne wyrazy uznania dla Ciebie, bo naprawdę umiejętnie oddałeś ich emocje, tę atmosferę pędu, zaszczucia. Podczas lektury miałem przed oczami migawki z opisywanych przez Ciebie wydarzeń, a to wielka sztuka.
Nie masz pojęcia jak mi miło, to naprawdę wielki komplement, którym sprawiłeś mi wiele przyjemności!
Pod względem językowym na niczym się nie potykałem i całość wypadła naprawdę przyzwoicie.
:D !
Dziękuję Ci za naprawdę przyjemną lekturę. Z mojej strony leci nominacja do piórka.
Wow, to pierwszy raz kiedy moje opowiadanie będzie walczyć o piórko, bardzo Ci dziękuję. Jest to dla mnie wielki zaszczyt. Sama nominacja jest dla mnie powodem do olbrzymiej radości!
Serdecznie Cię pozdrawiam, dzięki za tak ciepły odbiór!
You cannot petition the Lord with prayer!
Nie są, bo chociażby jest wtrąceniem.
“Chociażby” nie daje się usunąć bez zmiany sensu, więc nie wydaje mi się, że jest wtrąceniem, tylko modyfikuje rdzeń informacji. Aż sprawdziłem w internecie, żeby użyć tych ładnych stwierdzeń, bo nie chcę sie kierować tylko na intuicję haha! No ale Ty decydujesz, luźna uwaga.
Eee… Ale kto miał zareagować, skoro wszyscy w okolicy oprócz Elżbiety i Kazimierza umarli?
Hmm. Racja. Zwracam honor, może za daleko wybiegłem myślami, ale to dobrze, bo Twoje opowiadanie naprawdę spowodowało, że wszedłem w ten świat i zadawałem pytania.
Dopisałam też do opowiadania, że minęły dwa lata od tragicznych wydarzeń.
Tak, tak, jednak mimo to przeszło mi to przez myśl jak czytałem. Ale tak jak mówię, jest to wytłumaczone, nie traktuj tego jako zarzut.
Może, może. Dzięki za trzymanie kciuków!
Zawsze!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Aha. Ja odniosłam wrażenie, że słowo “debilizm” bardzo Cię ubodło. Ale skoro obydwoje się zgadzamy, że ta wojna nie miała sensu, to chyba nie ma tematu.
Ubodło pod tym kątem, że nie za bardzo rozumiem w jaki sposób to, ze wojna w tym opowiadaniu jest debilna jak każda inna, psuje opowiadanie. Odebrałem to jako duży zarzut do tekstu, tak jakby jedną z głównych rzeczy, jaka chcę przedstawić, że wojna nie ma sensu, a ludzie są zmuszeni ginąć za decyzje innych, Ty odbierasz jako argument, że wymyślona opowieść przeze mnie jest debilna. Że mój pomysł na świat jest debilny. Może za ostro to przyjąłem, ale przyznasz, że troszkę tak to zabrzmiało.
Kwestia, jak bardzo te większe kraje się przeniosły, wygląda na bardzo ciekawą. Bo przecież nie wykroiły “swojego” kawałka tortu aż do jądra Ziemi
Celowo tego nie doprecyzowałem, bo nie uważam, żeby to było do końca potrzebne. Raczej skłaniam się ku temu, że to była teleportacja ludzi, surowców, zapasów i infrastruktury. Tak, żeby po prostu zacząć “nowe zycie” na Erebos, czymkolwiek Erebos jest.
Nie wiem, czy Księżyc by coś takiego przetrzymał. A jeśli zabrały tylko wierzchnią warstwę gruntu, do wszystkie rudy zrobiły się łatwiej dostępne o tę warstwę i dla pozostałych surowców powinno zostać po kokardki.
Nie zabrały gruntu, tyle mogę zdradzić. Weź pod uwagę, że Polska stała na czele całej Nowej Europy, nie jest powiedziane dokąd sięga jej dominacja. Mamy Ukrainę, Norwegię, Wielką Brytanię i część Rosji, która na ten moment tez mogła być pod władaniem Polski, bo nic nie wiemy o tym jak sobie radzą kraje azjatyckie i jakie w ogóle zostały na planecie. To jest naprawdę masa surowców, a mając kieszenie czasoprzestrzenne Meksykańce pewnie stwierdzili, że łatwiej, posłużyć się paskudną naturą ludzi i po prostu odebrać siłą.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej!
No, spora dawka opowieści, ale tym lepiej, nie kończy się za szybko!
Na wstępie chcę przeprosić, że usterki nie są wypisane po kolei, perfidnie zacięła mi się strona, zapomniałem skopiować komentarza przed odświeżeniem i bezczelnie mi się wszystko usunęło, co wypisywałem na bieżąco. Przez to starałem się znaleźć w tekście to co wypisałem w trakcie czytania. Jeszcze z dwie/trzy rzeczy więcej rzuciły mi się w oczy, gdzieś w głębi tekstu, ale wybacz, nie potrafię ich już znaleźć, te z początku łatwiej wyszukać.
No, ale momenty, które mi zgrzytnęły, może sie przyda:
Zamierzała wymienić własnoręcznie zrobioną tunikę na, chociażby, pół korca żyta, albo wór soczewicy… i wracać do siebie. Służba Bogu nie była jedyną przyczyną jej pustelniczego życia.
Wydaje mi się, że przecinki przed i po “chociażby” są zbędne.
to jest, spalenie na stosie
Też mi się wydaje, że przecinek zbędny.
Krzyki radości, pięści w górze.
A może: Rozległy się krzyki radości, pięści poszły w górę?
Elżbietę ogarnął nieprzyjemny żar, zimny i gorący jednocześnie.
Nie odbierz jako czepialstwo, ale dziwny ten opis. Żar jakoś mi się gryzie z uczuciem “zimna”.
Wróciła do gospody najszybciej, a jednocześnie najciszej jak potrafiła
Nie powinno być przecinka przed “jak”?
Chcą spalić ptaka?
Czas. Raczej “chcieli”.
Do nosa eremitki dotarł swąd spalenizny; już wręcz kopała ludzi, chciała tylko dotrzeć do stosu,
Ciężko mi to sobie wyobrazić, pcha się i kopie ludzi. Wiem o co Ci chodzi, ale wyszło trochę jak w Asterixie i Obelixie, że ludzie fruwali od jej kopnięć jak wypiła eliksir haha!
No, Holly, bardzo mocny tekst. Najbardziej kupiła mnie pierwsza część – głód, miasto, tłum i proces Ignisa są świetnie zbudowane i wiarygodne. Czuć paranoję średniowiecza i to, jak łatwo ludzie w strachu szukają winnego. Relacja Elżbiety z feniksm działa dla mnie głównie symbolicznie i w tej warstwie jest naprawdę poruszająca.
Mam jednak wrażenie, że im bliżej końca, tym symbol zaczyna wygrywać z logika świata. Drzewo z popiołów Ignisa jest mocnym znakiem, ale fabularnie az prosi się o konsekwencje – brak reakcji Kościoła, brak konfliktow wokół takiego cudu trochę zaskakuje, zwłaszcza po wcześniejszej religijnej histerii. Podobnie odbudowa świata następuje bardzo szybko, jakby po apokalipsie od razu wróciła normalność. To akurat tłumaczyłaś w komentarzu, więc uznaję za wytłumaczone.
Kazimierz to ciekawa postać, tylko jego trauma znika chyba zbyt gładko – rozumiem sens metaforyczny, ale jako czytelnik chcialbym choć jednego zgrzytu, który przypomni, co on naprawdę dźwiga.
Mimo tych rzeczy świetnie mi się to czytało. Taka trochę przypowieść. Zdecydowanie zasłużony klik do biblioteki. Gratuluję opowiadania, to naprawdę kawał dobrze wykonanej roboty. Jeszcze z pewnością kiedyś coś Twojego opublikują w NF, masz talent, trzymam kciuki!
Serdecznie pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Finklo,
Wynika głównie z moich osobistych przekonań – wszystkie wojny uważam za głupie (no, dobrze, obronna jest w porządku). Czyli ostatecznie mogę uznać bitwę po Grunwaldem za sensowną, a resztę już raczej nie. Twojej polsko-meksykańskiej też nie. Przepraszam.
Innymi słowy – nie przekonasz mnie, że ta wojna ma sens. Szkoda czasu.
Może nie wybrzmiało za pierwszy razem, pozwolę sobie powtórzyć:
Bezsensowne śmierci.
Jak cała wojna, wydaje mi się, że o tym, między innymi, było to opowiadanie.
Przecież ja dosłownie o tym mówiłem. Ja też uważam się za pacyfistę, uważam wszelkie wojny za złe, głupie i żadna nie jest dla mnie zrozumiała i głównie to skłoniło mnie do napisania tego tekstu. A argumenty pisałem z punktu patrzenia Meksyku w moim opowiadaniu, to oni tak uważali i widocznie był to dla nich wystarczający powód.
Jeśli punkt wyjścia jest taki, że każda wojna poza stricte obronną jest z definicji bezsensowna, to tu faktycznie nie ma przestrzeni, żebyśmy się spotkali na poziomie czy ta wojna ma sens. Bo ta historia nie próbuje dowodzić, że ona ma sens. Wręcz przeciwnie.
To, co opisuję, to nie jest wojna racjonalna, opłacalna czy moralnie uzasadniona. To jest wojna, która wydarza się mimo tego, że nie powinna. Czy Meksyk mógł wydobywac surowce gdzie indziej? Na logikę ciężko, bo inne kraje zużyły większość do produkcji stabilizatorów większych niż kontrukcja w opowiadaniu, żeby przenieść całe Państwa.
Widziałam tylko czubki olbrzymich metalowych konstrukcji jakieś dwa kilometry dalej. Ale pewnie nawet one były maleńkie przy stabilizatorach tuneli czasoprzestrzennych, które przeniosły zdradzieckie mocarstwa z dala od końca świata.
Więc Meksyk bił się o surowce na terenach państw, które zostały. Nie wiemy tez dokładnie o jakie metale chodzi, to jest przyszłość, może o coś co dopiero odkryto, albo po prostu z całej Ameryki już pozbierali co sie da i teraz idą dalej. Ale historia ludzkości – i ta prawdziwa, i ta opowiedziana – pokazuje, że państwa bardzo rzadko wybierają rozwiązania optymalne, a bardzo często wybierają rozwiązania szybkie, agresywne i krótkowzroczne. Zwłaszcza wtedy, gdy stawką jest bycie po tej stronie, która przetrwa, mając asteroidę, która leci Ci za plecami. Myślę, że większość wojen, które miały naprawdę miejsce na świecie, była dwa razy durniejsza niż ta, mimo, że jak zaznaczam, każda jest bezsensowna.
Dlatego ta wojna w opowiadaniu nie jest ani rozsądna, ani nie jest warta swojej ceny. I dokładnie taka miała być. Bo dla bohaterów tej historii nie liczy się globalny bilans strat i zysków, tylko to, że ktoś zdecydował za nich, a oni muszą żyć (albo ginąć) w konsekwencjach tej decyzji. I to chciałem przekazać.
Rozgadałem się, zamiast napisać po prostu, że nie czuję potrzeby Cię przekonywać, że wojna ma sens, bo w moim tekście ona go nie ma, ale tak już mam, wybacz haha!
Pozdrawiam!
EDIT: Jeszcze to:
Nie mam pojęcia, jak wygląda ta kieszonkowa logistyka, ale żołnierzom trzeba dostarczać amunicji, sprzętu, żarcia, lekarstw, mundurów… Nie przegrzeją się te tunele?
Ja też nie wiem, powtórzę, to były pierwsze godziny wojny. Nie wiemy też ile tych stabilizatorów mieli, myślę, że sporo. Jeśli kiedyś napiszę drugą część to może się dowiemy czy się nie przegrzeją, tu nie miałem na to przestrzeni, bo wojna ledwo się zaczęła.
You cannot petition the Lord with prayer!
Holly,
Aha, bo umarli chyba w tych samych pozach i dlatego mi się pomieszało
Tak, tylko jeden miał rozszarpany brzuch, a drugi był postrzelony w klatkę, taka mała różnica haha!
Dziękuję za wyjaśnienie, aczkolwiek nie jestem pewna, czy dla innych to też jest takie zrozumiałe samo przez się, ale chyba tak, skoro raczej nikt inny o tym nie wspominał.
Może dodam jakieś jedno zdanie, żeby było to jaśniejsze. Pomyślę nad tym.
Dzięki jeszcze raz!
Finklo,
Dzięki za komentarz i za to, że mimo wszystko “czytało się dobrze” – to akurat zawsze cieszy. Mam jednak wrażenie, że większość uwag wynika z jakiejś osobistej interpretacji, a nie tego, co rzeczywiście jest w tekście. Postaram się odnieść, ale pozwalając sobie na odrobinę uszczypliwości za słowo “debilizm”, najchętniej zaprosiłbym Cię po prostu do ponownego przeczytania, tym razem uważniej. XD
No, ale dobra, po kolei:
Bezsensowne śmierci.
Jak cała wojna, wydaje mi się, że o tym, między innymi, było to opowiadanie.
Facet nie powinien jej się pokazywać w masce. Miał przecież wszystkie dane: jak on wygląda, gdzie dokładnie ona jest, że ona ma kapsułki… OK, w nerwach mógł o tym nie pomyśleć. Ale powinien. I mógłby z daleka wrzeszczeć jej imię i nazwisko – nazwy własne są nieprzetłumaczalne. Albo śpiewać ich ulubioną piosenkę.
To nie jest kwestia “powinien / nie powinien”, tylko sekund, paniki i automatycznych odruchów, które w tym świecie są pokazane bardzo wyraźnie. On nie postanawia pokazać się w masce – on wpada na platformę w biegu, w stresie, z maską stopioną do twarzy, z automatycznym tłumaczeniem mowy i nie spodziewał się, ze kobieta by kiedykolwiek tych kapsułek uzyła (sama mówi potem, że się nie zgadzała nawet z ich rozdawaniem). Gdy widzi kapsułki, przestaje kalkulować, bo czas liczy się już w sekundach. I wtedy właśnie dochodzi do tragedii. Krzyczy – ale maska zamienia to w hiszpański rozkaz. To nie jest błąd bohatera “na chłodno”, tylko dokładnie ta sytuacja, w której racjonalne rozwiązania przestają być dostępne, przy takim stresie. To co piszesz brzmi sensownie z perspektywy czytelnika analizującego scenę po fakcie.
Krzyczenie imienia, nazwiska czy – tym bardziej – śpiewanie piosenek (które by się już tłumaczyły na hiszpański) w takim miejscu byłoby czystym samobójstwem, zanim w ogóle dotarłby do niej wzrokiem. On działa cicho, bo musi działać cicho. Przecież on widział GPS żony, ale tam mógł być każdy, to była strefa wojny, jak można się drzeć dookoła, jak obok mogą być jeszcze jakieś patrole?
Wojna z Meksykiem. Dlaczego akurat z nami? W komentarzach piszesz, że Meksyk został pierwszą gospodarką, a my drugą. OK, ale warto w takim momencie tłuc się o hegemonię z kimś na antypodach? Debilizm, IMO.
Dziwi mnie, że z Twojej klawiatury padła ta opinia, ale okej, przyjrzyjmy się. W opowiadaniu nie ma wojny Polska kontra Meksyk, “bo tak”. Jest bardzo jasno powiedziane, że mowa o Meksyku działającym w porozumieniu z kartelami, czyli strukturami, które od dekad dysponują realnym, ciężkim sprzętem wojskowym i doświadczeniem bojowym:
Od kiedy Meksyk, w porozumieniu z kartelami, wyrósł na największą siłę po drugiej stronie globu, nie chodziło już o terytorium, tylko o zasoby. Energię. Metale. Wszystko, co dałoby szansę zbudować coś większego niż ich „kieszenie przestrzenne”
To nie jest konflikt ideologiczny ani geograficzny, tylko wojna o zasoby w świecie po ucieczce dawnych mocarstw, żeby też uciec. A określanie tego jako “debilizm” ignoruje połowę tego, co zostało zawarte w tłumaczeniu świata, jak i to, że kartele w rzeczywistości nierzadko dysponują arsenałem przewyższającym niejedno państwo. Pomijając fakt, że jest to jasno wytłumaczone już w pierwszym rozdziale.
I dlaczego nam tak kiepsko idzie? Druga gospodarka i nic nie możemy zrobić z najeźdźcą? Mimo znajomości terenu? Bo te walki wyglądały na powtórkę z Powstania Warszawskiego – słabo zorganizowane, ale cholernie dzielne dzieciaki.
Tu również opowiadanue mówi wprost, że: Polsce szło bardzo dobrze wcześniej (zdobyła dominację nad całą Europą), atak był niespodziewany, a przewaga Meksyku wynika z technologii, do której Polska nie ma dostępu.
Nawet zacytuję:
„Polska była silna, bardzo silna. Najsilniejsza w Europie. Ale Meksyk był… nieobliczalny.”
„Tunele czasoprzestrzenne nie dawały czasu na reakcję.”
„Każdy tunel, który otwierali Meksykanie, był jak chirurgiczne cięcie w tkance miasta.”
To, co widzimy w opowiadaniu, to pierwsze godziny ataku, mały wycinek wojny, chaos po teleportacyjnym blitzkriegu. To nie jest całościowy obraz konfliktu ani bilans sił, tylko moment zaskoczenia, w którym nawet najsilniejsze państwo wygląda bezradnie. To nie znaczy, że “nic nie może zrobić”, tylko że tu i teraz nie ma jeszcze czasu na reakcję. A co jak za godzinę wjedzie tam czeski batalion pod władzą Nowej Europy i zrobi kartelowcom kuku?
Mnie też zdziwiło, że maska automatycznie tłumaczy na hiszpański. Może dopisz jakiś komentarz o najemnikach walczących w tej armii?
To przemyślę, może rzeczywiście warto jakoś to jaśniej zaznaczyć, żeby nie było wątpliwości.
Dzięki za przeczytanie i komentarz.
Pozdrawiam Was serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Marszawa!
Bardzo mi miło po Twoim komentarzu! Cieszę się, że Ci się podobało!
Cóż, mogłam się domyślić takiego zakończenia, skoro w przedmowie zaserwowałeś Baczyńskiego.
Tak, to było trochę zamierzone, byłem ciekawy kto pierwszy tak to odbierze, już bruce pierwsza zauważyła, ale miała przewagę, że była w becie. Ale cieszę się, że nie było dla Ciebie przewidywalne.
. Ogółem bardzo fajnie to wyszło i historia wciągnęła mnie od pierwszych zdań.
Dziękuję! 
Jedyne czego bym się przyczepiła, to dlaczego, do jasnej anielki, wyznaczyli sobie za punkt spotkania jakąś przemysłową konstrukcję, która roiła się od Meksykanów? Powinni się umówić w jakimś lesie, choć pewnie w Warszawie nie ma lasów… No to w parku! Albo w jakimś niepozornym, małym garażu. :D Rozumiem jeśli wróg pojawił się tam przypadkowo, ale skoro to miejsce miało potencjał do stania się placówką obserwacyjną, to nie powinno być ich planem B.
Uczciwy zarzut, dlatego się odniosę najlepiej jak potrafię. Po pierwsze w „normalnym” świecie miałabyś oczywiście rację – las, park, garaż nawet brzmią rozsądniej niż wielka przemysłowa konstrukcja.
Tylko że właśnie o to mi chodziło, żeby to nie był normalny świat ani normalne myślenie. Plan B nie powstawał w momencie inwazji, tylko dużo wcześniej, jeszcze w czasach procedur, map ewakuacyjnych i przekonania, że wojsko polskie nad wszystkim panuje (czyli punkt 12-C powinien być uzbrojony po zęby przez Polaków, a wyszło, jak wyszło). Zauważ, że oni nie mieli jeszcze nawet pijęcia jak naprawdę działają kieszenie czasoprzestrzenne. Taka konstrukcja miała wtedy kilka zalet: była solidna, znana i łatwa do opisania jednym punktem na mapie. Czyli coś, co w głowie żołnierza i jego żony wydaje się „bezpieczne systemowo”, nawet jeśli nie brzmi romantycznie haha.
Druga rzecz: oni nie planowali się tam ukrywać na długo. To nie miała być kryjówka ani azyl, tylko punkt kontaktowy – miejsce, gdzie da się dotrzeć różnymi trasami, nawet w chaosie, i skąd potem można się ewakuować dalej. Park czy garaż są super, dopóki miasto jeszcze działa jak miasto. Niepozorne miejsca, przestają być niepozorne, bo każda otwarta przestrzeń nastawia Cię na ryzyko odkrycia. A co do garażu, to jednak oni musieli z różnych punktów spotkać się w jednym, w miarę logicznym i po drodze. Poza tym nie dowiadujemy się co było dalsza częścią planu B. Można się domyślać, że to nie było tylko spotkanie, zeby się przytulali na metalu, tam musiał być jakiś głębszy zamysł.
No i jest jeszcze trzecia, najbardziej brutalna odpowiedź: Plan B okazał się złym planem.
Klika do biblioteki już oddałam. Poczytam na dniach jeszcze raz i pomyślę nad klikiem piórkowym :)
To naprawdę bardzo miłe, wiele dla mnie znaczy. Samo to, że o tym myślisz, jest dla mnie wielkim sukcesem!
Poprawki oczywiście naniosę, tylko pozwolę sobie to zrobić jutro, bo dzisiaj już ledwo żyję, ale zgadzam się z nimi.
Bardzo Ci dziękuje za ten komentarz i to, że zawsze wpadasz poczytać!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Wciągnęło mnie szybciej, niż się spodziewałem. Na początku myślałem, że zwykły poniedziałek, zmęczony ojciec, dziecko, małżeństwo, a potem nagle robi się bardzo nie okej i nawet nie wiem, w którym momencie. Ten klimat powolnego osuwania się w koszmar skojarzył mi się z Cmentarz zwierząt (czy jak tam się to pisało z błędami) – szczerze, nie wiem dlaczego, jakoś miałem to w głowie czytając, mam nadzieje, że to nie jakaś ujma.
Chociaż widzę, że w komentarzach ludzie porównują z “Mgłą”, po namysle fakt, jeszcze lepiej pasuje, ale byłem blisko!
Najbardziej siadła mi relacja ojciec–syn, bo przez nią cała groza jest dużo cięższa emocjonalnie.
Solidne, niepokojące opowiadanie.
Pozdrawiam i daję fantomowego klika!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hmm. Ciekawe. Najpierw odebrałem to jako żart i kpina z poezji, ale z ciekawości wygooglowałem sobie tytuł. Nadal nie jestem pewien, ale czy tu chodzi o to, że narrator nawet kiedy próbuje widzieć świat jasno i prosto, umysł go oszukuje? Albo o jakąś próbę naprawy czegoś, czego nie da się naprawić? No, nie sądziłem, że te raptem dziesięć słów zatrzyma mnie na dłużej.
Pozdrawiam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej reg,
Michaelu, tym razem bez entuzjazm
Mnóstwo tutaj się dzieje, wydarzenia niemal nie nadążają następować po sobie, ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że oglądam występ kabaretowy, a za kabaretem to ja raczej nie przepadam.
Jasne, rozumiem. To też taki typ tekstu, który nie podejdzie każdemu. Tym bardziej dziękuję, że wytrwałaś do końca! Ogólnie dzięki, że zawsze mogę liczyć, że wpadniesz poczytać, to bardzo miłe!
Te spacje to dalszy ciąg próby edycji na telefonie, gdzie wydawało mi się, że spacji brakuje. Było to wypominane w becie, ale widocznie nie każdą zauważyłem. Dziękuję za łapankę, przeczytanie i komentarz!
Pozdrawiam Cię serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Przecież to ten żołnierz, co uratował jej życie i nie rozpoznała go?
Oj nie, nie, nie. Żołnierz, który ją uratował, został zabity przez głównego bohatera przecież. To był „jakiś tam” żołnierz.
W jaki sposób płacz może bronić?
Oj, tu się mocno nie zgodzę. Płacz to obrona dziecka. Jak nawet mówi internet: „płacz jest kluczowym biologicznym i psychologicznym mechanizmem obronnym oraz przetrwania dziecka”
Przez te gify nie mogłem się skupić haha XD.
Uwielbiam ten efekt, gdy pisarz pisze na tyle plastycznie, że automatycznie w głowie odtwarza mi się film i widzę wyraźnie każdy kadr. Coś wspaniałego.
Cudny komplement, bardzo mi miło!
Jeśli chodzi o wady, to było za dużo powtórzeń. Kilka razy powtarzałeś, że bohater przebrał się za wroga, że plan B to jedyna opcja, a że mocarstwa uciekły, powtarzałeś na tyle często, że chyba zacznę ten fakt śpiewać jak piosenkę. Zwracaj na to uwagę w przyszłości: unikaj powtórzeń i nadmiernego tłumaczenia, trochę więcej wiary w inteligencję i skupienie czytelnika.
Hmm. Może racja. Przyjrzę się temu.
Grubszych błędów fabularnych czy logicznych nie zauważyłam, poza jednym: żona żołnierza też chyba musiała być żołnierką (panią żołnierz? Ech, te feminatywy), bo przeciętna kobieta raczej nie dałaby rady przebiec tylu kilometrów z dzieckiem na plecach, a potem jeszcze wchodzić na górę przez kilka pięter…
Whaaaaat? Wiesz, dyskusje na temat tego co matka potrafi, a tym bardziej, jeśli musi obronić swoje dziecko, to naprawdę częsty temat. Żona nie była żołnierzem, ale wydaje mi się, że nawet nie musiała być jakoś niesamowicie wysportowana, żeby tego dokonać. Histeryczna siła, czyli nienaturalny wyrzut adrenaliny, myślę, że pozwoliłby jej na dużo więcej.
Choć przez chwilę przemknęła mi myśl, że kobieta z dzieckiem mogliby spróbować zwrócić kapsułki… Ale domyślam się, że zostały tak zaprojektowane, by szybko zabić, żeby wróg nie mógł torturować ofiary czy coś.
Tak, tak – tu akurat pomoc Zakapiora, najpierw pisałem o tabletkach, ale kapsułki przegryzasz i płyn działa dużo szybciej.
Usunęłabym ostatni rozdział. Po pierwsze dlatego, że dziecko wcześniej ani razu się nie odzywało przez całą historię i ten monolog wewnętrzny wyszedł dość nienaturalnie, jakby ten rozdział został wepchnięty na siłę. Po drugie: wzruszeń w tej końcówce jest tak wiele, że monolog dziecka przekracza już tę emocjonalną granicę i sięga w stronę absurdu. Rozpacz męża i żony jest wystarczająca.
Hmm. Tego się nie spodziewałem XD
Dla mnie ten rozdział jest czymś w rodzaju anty-puentу. Po całej wojnie, decyzjach dorosłych, ideologiach i technologiach chciałem oddać głos komuś, kto nie rozumie absolutnie nic z tego świata – i właśnie dlatego jego perspektywa jest najbardziej bolesna. Rozumiem o co Ci chodzi, ale zamysł dodania tego rozdziału był zupełnie inny, na własną odpowiedzialność zostawiam haha.
cały tekst wypadł zdecydowanie pozytywnie. Plastyczne opisy, umiejętność wczucia się w losy bohaterów i ładnie dopięty związek przyczynowo-skutkowy, który w sumie jest jednocześnie swoistą klamrą (bo przecież założenie munduru wroga przyczyniło się do szekspirowskiej tragedii) sprawiają, że nie pozostaje mi nic innego jak pochwalić i kliknąć do Biblioteki.
Dzięki wielkie, bardzo się cieszę, że Ci się podobało!
Poprawki zaraz wprowadzę, miło mi za taką opinię!
Pozdrawiam serdecznie!
EDIT:
Jeszcze to
A to jest dla mnie niezrozumiałe. Skoro maska jest urządzeniem zaprojektowanym przez hiszpańskojęzycznych, to po co ma zaprogramowaną automatyczną opcję tłumaczenia na hiszpański?
Nowa Europa zakłada, że w armii jest wiele narodowości, bo Polska zajęła niektóre Państwa. Meksyk w porozumieniu z kartelami też bawi się w ekspansje, oczywiście nie jest to powiedziane dosłownie, ale skoro atakuje drugi największy kraj w zbudowanym świecie, to jest to dla mnie w miarę logiczne. Kartele sięgają też wielu Państw Ameryki Południowej, między innymi portugalskojęzycznej Brazylii. Takie maski, tłumaczące każdy język w czasie rzeczywistym, to moja wizja takiego obrotu spraw.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej betweenthelines, witamy serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej betweenthelines,
Właśnie widziałem, że przywitałaś się w wątku powitalnym, miło Cię gościć. Tym bardziej jest to dla mnie zaszczyt, ze swój pierwszy komentarz zamieściłaś pod moim opowiadaniem!
To przemiły wpis, naprawdę sprawiłaś mi nim wiele radości, cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i to tak bardzo!
Zwróciłaś uwagę na wiele rzeczy, które chciałem zawrzeć w opowiadaniu, więc czuję, że misja została w pewnym stopniu dobrze wykonana.
Tekst jest dojrzały, emocjonalnie angażujący i długo pozostający w pamięci czytelnika.
To jeden z najlepszych komplementów jakie zdarzyło mi się przeczytać, bardzo Ci za niego dziękuję.
Serdecznie Cię pozdrawiam i mam nadzieję, że będę Cię gościć częściej!
You cannot petition the Lord with prayer!
Jasne Robercie, chciałem tylko wytłumaczyć swój punkt widzenia, bo wszystkie części Twojego komentarza miały jakieś trafne spostrzeżenia.
atak Meksyku na Polskę jest początkowo zaskakujący, ale – jak pisałem wcześniej – to pomysł ciekawy, oryginalny i w pełni go kupuję. Nie spotkałem się dotąd ani w literaturze, ani w filmie z wizją wojny z Meksykiem toczącej się na ulicach Warszawy. Być może jesteś pierwszą osobą, która na to wpadła – ciekawe…
Hmm. No rzeczywiście nie widziałem czegoś takiego, pomysł ten wpadł mi do głowy już dawno temu, ale czułem, że nie jestem na to gotowy. Nie wiem czy teraz byłem, ale spróbowałem. Cieszę się, że uważasz go za oryginalny, to zawsze miłe.
przeczuwałem, czy też byłem pewien, że tak to się skończy, choć miałem jeszcze nadzieję. Jeśli taki był Twój zamiar, to się udał.
O, tym bardziej się cieszę, że udało się spełnić założenie!
Dzięki jeszcze raz za fajną dyskusję i wnikliwy komentarz. To znaczy dla mnie więcej niż kliki!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Zakapiorze,
Dzięki jeszcze raz za bardzo przydatne uwagi w becie i za pozytywny odbiór. To była wielka pomoc! Co do zakończenia, widzę to tak samo.
beeeecki,
Jasne, ja się nie wykłócam, chciałem przybliżyć tylko jak ja to widzę. Odbieram Twój komentarz jako pozytywny i bardzo Ci za niego dziękuję. Nad książką nigdy nie myślałem, ale może, może…
Robercie,
Dzięki wielkie za tak uważną lekturę i życzliwy komentarz – serio, to jeden z tych komentarzy, po których człowiek ma poczucie, że ktoś naprawdę wszedł w tekst, a nie tylko go “przeleciał wzrokiem”.
Ponieważ akcja dzieje się w Warszawie, naturalnie narzuciło mi się skojarzenie z powstaniem warszawskim oraz przebieganiem od barykady do barykady pod ostrzałem
Bardzo trafne jest skojarzenie z przebieganiem od barykady do barykady – dokładnie o takie poczucie osaczenia i chaosu mi chodziło.
Początkowo jest to zaskakujące („jak to, Meksyk nas napadł? Prędzej USA albo Chiny, ale Meksyk!?
Finalnie nie wiemy jakie Państwa uciekły na Erebos, ale Chyny i USA padają, stąd też przetasowanie sił.
Fajnie też, że podwójna perspektywa zadziałała i że sama prostota celu, „dotrzeć na miejsce”, nie przeszkadzała, tylko raczej pozwalała skupić się na emocjach. Zresztą było to zamierzone, zamysłem było, żeby dwie historie biegły równolegle, czyli stopniowe pokazywanie świata, odkrywanie co się wydarzyło, że mocarstwa zniknęły, ze reszta ludności ma do nich tak wielki żal, że nastała tak na pierwszy rzut oka nielogiczna wojna, bo Polska-Meksyk spotykało się raczej co najwyżej na MŚ w piłkę nożną. Druga historia to wątek główny. W mojej opinii nie mogła być zbyt zawiła i wielowątkowa, bo byłoby to za dużo na opowiadanie przy tak rozbudowanej wizji świata, którą jednak trzeba sobie w pojedynczych sytuacjach zlepiać w głowie.
Co do zakończenia – pewnie masz rację, że od momentu założenia munduru i szczególnie po „przyklejeniu się” maski można się domyślać, dokąd to zmierza. Chociaż nie spodziewałem się, że aż tak przewidywalne jak opisałeś. I faktycznie, to nie było pomyślane jako twist czy zaskoczenie. Bardziej jako coś w rodzaju powolnego domykania pułapki, gdzie czytelnik widzi nadciągającą katastrofę i ma nadzieję, że jednak się nie wydarzy. Bardziej tragedia niż plot twist. Ostatnio widzę, że każdy oczekuje plot twistów, im dziwniejszy, tym lepiej oceniany. Ja też lubię je robić, ale w moim odczuciu czasem warto postawić na klasyczne, ale mocne domknięcie. Więc postawiłem na zakończenie, myślę, mocne i tragiczne, ale odbierające czytelnikowi jakąkolwiek wiarę, którą pewnie miał przez czas czytania, że wszystko jakoś się ułoży.
Najwięcej się zastanawiam po Twoim komentarzu właśnie nad Rozdziałem X, o którym piszesz. Masz absolutnie rację, że fabularnie nie wnosi on nowej informacji i że IX i X dałoby się scalić w jeden rozdział z jednej perspektywy. Rozdział X był jednak bardzo świadomym wyborem – zależało mi na tym, żeby na chwilę odebrać czytelnikowi wiedzę, którą już ma, i wrzucić go w głowę matki dokładnie w tym samym momencie, bez tej „przewagi”, jaką daje perspektywa męża. Chciałem, żeby jej decyzja wybrzmiała jako coś absolutnie odruchowego, wynikającego z miłości i strachu, a nie jako tragiczne nieporozumienie, które my już rozumiemy, jeśli dobrze tłumaczę, bo mam problem w tym momencie opisać, co myślę. To była też jedna z myśli opowiadania. Ta perspektywa, to jak z różnych punktów siedzenia widzimy cos innego. Mężczyzna widzi ukochaną żonę, sam podkreśla, że musi ściągnąc maskę, a tu nagle jest ona scalona ze skórą, widzi, że sekundy uciekają, a żona sięga po tabletki. Zaczyna się panika i cały rozum pryska. Popatrz też na młodego Polaka. Z jednej strony jest widziany jako bohater, ratuje żonę. Dosłownie chwilę potem trafia na kogoś, kto w normalnych warunkach całowałby go za ratunek żony po stopach, a ten w tym chaosie go zabija. A finalnie też ratuje i mężowi życie, bo ma przedmiot, który mu pomaga się wydostać i dotrzeć do żony. Bardzo w rozdziale X, nieistotnym dla fabuły chciałem właśnie podkreślić perspektywę, no i oczywiście dodać emocji tej tragedii, wiadomo, klimat.
Dla mnie emocjonalnie ten rozdział był ważny. Kolejna rzecz którą chciałem zawrzeć w opowiadaniu jako myśl przewodnią to nadzieja. Zauważ, że mogła połknąć kapsułkę już wcześniej, pod kontenerem. Nie mogła wiedzieć, że zostanie uratowana, sytuacja była podobna jak na końcu. Ale ta nadzieja pchała ją, żeby wierzyć do końca, że mąż przyjdzie. Więc ten X rozdział był też takim brutalnym odebraniem jej tego w sposób ostateczny, przynajmniej tak długo, aż nie zrozumiała, co takiego zrobiła i jak bardzo się pomyliła, czym wracamy do perspektywy.
Jeszcze raz dzięki za komentarz i za bardzo uważne czytanie.
reg,
Wrogi mundur okazał się „bronią obosieczną” – owszem, pozwolił bohaterowi dotrzeć do celu, ale stał się też powodem śmierci najbliższych.
Dokładnie tak. Dziękuję Ci za opinię i tak pozytywny odbiór. Poprawki naturalnie wprowadziłem, cieszę się, że jest ich tak mało! To bardzo cieszy, szczególnie porównując z poprzednimi tekstami!
Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Lepiej bym tego bruce nie ujął. Dzięki za uzupełnienie wytłumaczeń, bo właśnie podobnie to widzę.
Gonię resztkami sił
Jeszcze wiele opowiadań przed nami!
Pozdrawiam! 
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Dawidzie,
Cieszę się, że opowiadanie tak przypadło Ci do gustu. Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Witam beeeecki!
Dlaczego oni tu do niego strzelają? Przecież ma ich mundur, nie?
Pewnie to za mało (bo sam myślałem o tym pisząc), ale żołnierze ewidentnie gonili młodego Polaka, wyłonili się dwieście metrów dalej i zaczęli strzelać do jakiegoś celu, raczej nie widząc dokładnie do kogo z takiej odległości. Zakładali, że do tego, kogo gonili. Weź pod uwagę, że celowo używam stwierdzenia “kartelowcy”. Większość z nich to nie są porządnie wyszkoleni żołnierze w przeciwieństwie do głównego bohatera. Najpierw robią, poźniej myślą.
Z drugiej, trochę naciągana, jak się połączy fakty, tragedia wypada dość banalnie, tak jakbyś bardzo chciał do niej doprowadzić, ale nie miał lepszego pomysłu jak to zrobić. Bohater zapomina, że ma maskę, szarżuje na żonę w tej masce i nie może jej zdjąć – po prostu trochę takich głupich decyzji, które mogły mieć miejsce, ale nie muszą mnie w pełni przekonywać.
Hmm. Szczerze, nie chciałem na siłę do tego doprowadzić. Na takie zakończenie wpadłem pisząc, drogą eliminacji wyrzucając inne, w moim mniemaniu mniej ciekawe.
Bohater nie zapomina, że ma maskę, tylko nie potrafi jej ściągnąć.
Co do głupich decyzji, to jest to sedno opowiadania. Bohaterowie są w ciągłym pościgu, a dookoła jest wojna. Do tego strach, emocje. Tak głupie decyzje, są w moim odczuciu bardziej wiarygodne, niż mądre. Wszystko działo się bardzo szybko. Ja tak sobie wyobrażam wojnę, ten chaos, masę błędnych decyzji, emocje, strach. Ale to tylko moja wizja.
Na plus – narracja prowadzona dwuosobowo i nagłe przejście na trzecią perspektywę na końcu. No znasz się na budowaniu klimatu, oj znasz.
Bardzo dziękuję, to wielki komplement, miło mi!
Całość wypada trochę jakbyś chciał za pomocą tej tragicznej, ale generalnie prostej opowieści przedstawić świat. Wyobrażam sobie to jako prolog do powieści postapo. Wybrzmiałoby to mocno, znakomicie. Natomiast jako samodzielny tekst, jest po prostu niezłe.
No i masz Ci los, naprawdę sporo pozmieniałem, żeby jednak bardziej wybrzmiała historia, a mniej próba światotwórstwa. Ale jeśli tak uważasz, znaczy, że nie do końca się udało. To ważna uwaga.
I z ciekawości – dopasowujesz obrazy Mamy do tekstów, czy może one są inspiracją? Oczywiście malunek otoczony Twoją opowieścią wypada kapitalnie!
Wszystko zależy. Akurat w tym wypadku miałem pomysł na opowiadanie już długo przed dopasowaniem obrazu, ale stwierdziłem, że przejrzę jej pracę i ten pasował idealnie. Ale bywa różnie.
Dziękuję Ci bardzo za opinię i klika, mam nadzieję, że następnym razem trafię w Twoje gusta bardziej. Obiecuję, że będę się starał!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Tekst przejmujący i – jak mawiam często – chwytający za serce tak, że aż boli. :) To ja dziękuję za tyle wzruszeń przy jego lekturze. :)
Mam nadzieję, że nie boli za bardzo, jesteś nam tu wszystkim potrzebna! Haha
Dziękuję za tak pozytywny odbiór.
Powtórzę jeszcze, bo – przepraszam najmocniej, pisałam tylko podczas bety – nieustannie zachwycam się dodawanymi ilustracjami – obraz Mamy jest rewelacyjny! :)
Dzięki wielkie! 
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Wielkie dzięki bruce. Za pomoc w becie, za pozytywny komentarz i podwójny klik.
Wszystko to naprawdę wiele dla mnie znaczy!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej,
Część, za którą dostałeś piórko czytałem, jak jeszcze nie miałem tu nawet konta, czytałem incognito i łączyłem chęć spróbowania napisania czegoś, ze strachem, że będę beznadziejny. Bardzo dobrze ją wspominam, zrobiła na mnie wrażenie, chociaż nie pamiętam dokładnie wszystkiego.
Czytałem “Solaris” jakieś dziesięć lat temu, a dziwnym trafem znowu mam to skojarzenie. (to już drugi raz w tym miesiącu!) Nie w sensie fabuły, tylko klimatu. Tej ciągłej niepewności, czy to, co bohater widzi i przeżywa, dzieje się naprawdę, czy jest mu pokazywane przez coś, czego nie da się ogarnąć rozumem. Tylko u Ciebie jest zdecydowanie brutalniej.
Solidnie napisane. Fajnie działa niepewność, kto jest prawdziwy, co jest iluzją. Całkiem wciągające. Ale pod koniec czytania jednak czegoś mi brakowało, sam nie wiem czego. To naprawdę dobre opowiadanie, ale jednak z przykrością stwierdzam, że nie zrobiło na mnie tego wrażenia co poprzednia część. Mimo to klik widmo się zdecydowanie należy, bo niestety z realnym się spóźniłem.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Adexx Dajcie nam odejść…
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej,
Ciekawe opowiadanie, trochę zbiór różnych scen, co jest interesującym zabiegiem. No wyobraźnię to masz potężną. Wizja świata jaką przedstawiasz, jest obrzydliwa, brudna i makabryczna. Nie jestem przekonany, czy wszystko dobrze zrozumiałem, tekst jest napisany dość tajemniczo i wymaga skupienia, ale bardzo mi się podobał, a sam świat jaki wykreowałeś zostanie w głowie, jak się spodziewam, na dłużej. Zakończenie intrygujące. Zasłużony klik biblioteczny.
Momenty, które mi zgrzytnęły, może się przyda:
Nie wiedziałem już, czy naprawdę coś słyszye, czy po prostu oszalałem.
Literówka.
Obok stał inny martwy – nekrobot z taczką, czekający na urobek
W moim odczuciu dziwne miejsce na półpauzę.
Jak ja skończyłem… – wył w myślach, unosząc kilof ponad głowę.
Uderzenie. Głuchy dźwięk. Ostrze wgryzło się w skałę. Jeszcze niedawno był naukowcem. Teraz…
Obiecywali, że tego nie zrobią. Że nie pójdą dalej.
– Ej… ty tam – rozległ się męski głos.
Nie wiedziałem już, czy naprawdę coś słyszye, czy po prostu oszalałem.
Możliwe, że nie do końca zrozumiałem ten fragment, ale mam wrażenie, że mieszasz pierwszą z trzecią osobą. Szczególnie, że dalej używasz znowu trzeciej osoby:
O tym, co by było, gdyby nigdy nie rozwinął nekrobotyki. Był jednym z najlepszych ekspertów w tej dziedzinie. Czy to on zgotował wszystkim taki los?
– Nie myśl za dużo. I nie śnij! – krzyk wyrwał go z rozmyślań.
– DAWAJ! – ryknął tłum.
– ROZERWIJ GO!
Często stosujesz wielkie litery do zapisu wykrzyczeń. Nie uważam, żeby było to konieczne, szczególnie w takim natężeniu jest to wręcz komiksowe. W tekście jest sporo takich dialogów.
ŁUP!
Dźwięk kukułki piszesz małymi literami i kursywą. Późniejsze onomatopeje wielkimi literami bez kursywy. Trochę niekonsekwentnie, to tylko moje zdanie, ale myślę, że lepiej wygląda w pierwszej formie i jest wtedy poprawne.
Tak właśnie wyglądało życie młodzieży w sieci. Gdy odkryli, że nie muszą już robić głupot sami – że ktoś inny może wykonać je za nich – rozpoczął się potworny wyścig absurdu.
Nekro-TikTok. Im głupiej, tym lepiej.
Ciekawa wizja. Fajne.
Mieszkania puchły od ciszy i cuchnęły zgnilizną, jakby samo powietrze zaczęło gnić wraz z nimi.
Może podkreślające, ale ja odbieram jednak jako powtórzenie. Ogólnie nagromadziło Ci się tej zgnilizny w tekście. Fakt, robi klimat, obrzydza, turpizm pełną parą – ale tej zgnilizny jest według mnie troszkę za dużo, piętrzy się praktycznie w każdym akapicie, luźna uwaga: może przemyśl, czy nie można w kilku miejscach jej zastąpić czymś równie obrzydliwym, oddającym klimat.
Na koniec jeszcze polecę oddzielić dodatkowymi enterami gwiazdki rozdzielające rozdziały. Dla czytelności.
Serdecznie pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
GalicyjskiZakapior – Czarna Haoma
You cannot petition the Lord with prayer!
GalicyjskiZakapior – Czarna Haoma
You cannot petition the Lord with prayer!
Pobetowo:
Świetny, trzymający w napięciu tekst. Wyraźny klimat Lovecrafta, który uwielbiam. Świetna narracja głównego bohatera, okraszona potocznym językiem, robi z niego postać wiarygodną i żywą. Von Gierek, za którego czynem drzemie tajemnica. Córka, która z delikatnej, śmiertelnie chorej postaci w tle, z powodu niesamowitych zdarzeń, nagle staje się kimś, kto może unicestwić świat. Sam Bóg, który mógłby być kuzynem Cthulhu.
Świetne zakończenie, wielki konflikt dwóch stron, gdzie obie są pewne swojego zwycięstwa. Genialnie, lekko napisane, a mimo tej lekkości dreszczyk pozostaje. Opowiadani wciąga, już zauważyłem po Twoich komentarzach, że lubisz jak akcja zaczyna się szybko, bez zbędnego przeciągania – potwierdzasz to rzeczywiście w swoich tekstach, brawa za konsekwentność.
Więc bez przeciągania, podwójny klik. Dzięki za zaufanie i zaproszenie do bety.
Pozdrawiam serdecznie.
You cannot petition the Lord with prayer!
śniąca,
Dziękuję za przeczytanie i opinię, cieszę się, że podobał Ci się początek i przykro mi, że opowiadanie nie utrzymało poziomu, jeśli tak uważasz.
Nie rozumiem, dlaczego Seung-min miał trzymać rękę Joon-sika po tym, jak ten już nie żył.
Może mało doprecyzowałem, ale zamysł był taki, że Ji-ho chciał lepiej widzieć znaki. W opowiadaniu wyszło jakby miał trzymać ją cały czas, a nie o to mi chodziło. Słuszna uwaga.
W czasie pojedynku książę jest ranny w ramię, a później poczuł pieczenie w dłoni i rana na dłoni się otworzyła – nie zgrywa mi się to.
Fakt. Też do poprawki.
Czytałam komentarze, w których próbowałeś wytłumaczyć kwestię zachowania ludzi w wiosce i wskazałeś inspirację. To jednak odległa kultura i podejrzewam, że niezbyt dobrze znana, więc dla znacznej części czytelników obca. A bez tej znajomości w tej części opowiadania brak jest logiki. To przez to obniżyłam u siebie ocenę tego opowiadania.
Tego natomiast nie rozumiem i będę bronił jak lew. Już pomijając fakt, że wioska, która była inspiracją istnieje i wcale nie jest tak mało znana, to przecież mamy do czynienia z jakimiś totalnymi fanatykami. Brakiem logiki jest ich zachowanie, ale logiczne jest tatuowanie się kurzą krwią i wierzenie w jej magiczną moc? To się może nie podobać i przyjmuje z pokorą, ale nadal nie wiem, czemu to ich zachowanie ma obowiązek być oparte na naszej logice, ludzi wychowanych w Europie, szczególnie, że całe opowiadanie bazuje na obcych kulturach i zwyczajach. Zarzutem może być, że tekst sam siebie nie broni, przyjmuję, mieszkańcy wioski chyba nie byli na tyle ciekawi, na ile chciałem ich przedstawić, ale (proszę nie odbierz tego jako wykłócanie się) nie rozumiem zarzutu, że wszystko trzeba tłumaczyć. Nie uważam, że każde zachowanie bohaterów, szczególnie jakiejś bandy dziwaków, musi być naturalne i logiczne.
Tarnino,
Za dużo znaków, jak chcesz dalej wytykać błędy, musisz narysować mapę XD!
Dziękuję Ci za tak dokładne prześledzenie tekstu. Nie masz pojęcia ile można się z tego nauczyć. Nie będę odpowiadał na każdy techniczny problem opowiadania, bo sam muszę to najpierw zrozumieć. Moją odpowiedzią jest to, że może po prostu jeszcze nie mam takiego warsztatu (zresztą takiego jak Ty nigdy mieć nie będę). Tylko tyle, i aż tyle. Obiecuję, że postaram się wynieść z tych uwag jak najwięcej i wszystkie dokładnie prześledzę, żeby nauczyć się z tego ile się da na moje kolejne opowiadania. Szkolę się na bieżąco, jeszcze kilka miesięcy temu tłumaczyłaś mi jak pisać dialogi, więc śmiem twierdzić, że jakiś postęp czynię, mam nadzieję, że po skrupulatnym sprawdzeniu wszystkich Twoich odniesień nauczę się jeszcze więcej.
Ale, ale…
Nie rozumiem czemu tak uporczywie chcesz zamknąć to opowiadanie w jakimś konkretnym gatunku. To nie można ich łączyć? Opowiadanie zawsze musi mieć jasno określone czy jest to tragedia, komedia, czy erotyk? Bo jak rozbijasz to na czynniki pierwsze to masz wiele racji w tym, dlaczego nie jest to jedno, czy drugie, najbliżej do tragedii, ale dalej nie itd. Ale co z tego? Wyjaśnij mi proszę, bo naprawdę tego nie rozumiem, a chciałbym, czemu tak ważne jest, żeby opowiadanie miało jasno postawione granice, a nie można balansować na kilku różnych gatunkach.
Ale zaraz. Co ten potwór symbolizuje? Oczywiste, może zbyt łatwe byłoby, gdyby reprezentował żal. Nie wydaje mi się jednak, żeby o to chodziło. Jeżeli reprezentuje cokolwiek, to raczej samego księcia – przecież dziękuje za to, że został zabity
Gumiho jest demonem, który zjada serca mężczyzn. Miał tu kilka zadań, po pierwsze chciałem jakoś pokazać, że pomimo tej obsesji na punkcie żony, książę zachował resztki umysłu, dlatego zorientował się dość szybko, że coś jest nie tak. Po drugie nie będę Cię zwodził i udawał, że Gumiho reprezentowała coś mądrego, a Ty nie zrozumiałaś. Po prostu mi pasowała, bo rzeczywiście w legendach koreańskich potrafiła przyjmować postać ukochanej. A ostatnie “dziękuję”, było już, gdy zobaczył znowu twarz ukochanej, to mogło być tylko w głowie księcia, jakaś mara, a może potwór sobie pogrywał na koniec, skoro potem się śmiał, a może książę tak bardzo chciał to usłyszeć, a może zapowiadało to, że odnajdzie żonę? Do interpretacji czytelnika.
Ale nie. Nie zmądrzał. Hipokryzja jest hołdem, który występek oddaje cnocie, ale książę w filozoficznej (albo zwykłej) baśni postąpiłby zgodnie z odkrytą przez siebie mądrością (a proces odkrywania tej mądrości byłby troszkę bardziej widoczny). Hipokrytą może być tylko książę komiczny (z którym oczywiście nie mamy tu do czynienia) albo tragiczny.
Odpowiem Ci fragmentem Twojego komentarza pod opowiadaniem HollyHell, mam nadzieję, że się nie obrazisz: “Hipokryzja, jak mówią mądrzy ludzie, to hołd, który występek oddaje cnocie. A samo to, że ktoś postępuje jakoś, nie oznacza, że nie widzi wad takiego postępowania i nie należy go słuchać, kiedy je odradza […] Autor piszący bardzo mądrze wcale nie musi dorastać do tej mądrości, nie piszemy bowiem tak zupełnie od zera i własnymi siłami”.
To jest sedno problemu, książę rozumiał. On wiedział, że to wszystko to szaleństwo, ale nie obchodziło go to za wiele, bo to była jedyna droga, która dawała choćby cień szansy na uratowanie żony. Hipokryta? Oczywiście, ale raczej świadomy. Chciał nauczyć czegoś dzieciaka, żeby ten nie popełnił tych samych błędów, których książę był świadomy, ale nie potrafił się powstrzymać, żeby ich nie popełnić. Bez wahania skoczył w przepaść tylko za jakiś procent szansy, żeby uratować ukochaną. Jego zachowanie było zaślepione wręcz chorobliwą miłością i poczuciem niesprawiedliwości otrzymanej od bogów. Ta droga była skazana na samobójstwo od początku do końca i wiedział o tym, po prostu przed śmiercią chciał zrobić wszystko co mógł z zamysłem “a co, jeśli się uda…”. I mogę tak pisać i pisać, ale fakt broniący Twoją tezę jest jeden i niepodważalny – trzeba to było umiejętniej przedstawić, a widocznie tego mi zabrakło. Dobre chęci to za mało.
. Jest ważną postacią. Pytanie – dlaczego? Gdyby nie to i gdyby nie komentarz o jego "wielkiej dojrzałości" postępowanie Seung-mina byłoby mniej podejrzane – przez pół tekstu myślałam, że to on, taki teatralnie niewinny, jest czymś w rodzaju gumiho, potworem kuszącym księcia do złego przez podtrzymywanie jego złudzeń.
Ale zapominasz, że to dalej był dwunastoletni chłopiec. Tak, napisałem zamiast “był dojrzały” to “przewyższał wielu dorosłych dojrzałością”. To był chyba błąd. Natomiast dojrzałość dwunastolatka to co innego niż dojrzałość czterdziestolatka. Dojrzały czterdziestolatek dobrze zarządza pieniędzmi, uczuciami, dba o rodzinę, wie czego chce od życia i inne rzeczy, które nie przychodzą mi do głowy, oby przyszły do czasu aż sam będę miał czterdzieści lat. XD
Dojrzały dwunastolatek nie musi być od razu jakimś mędrcem. Dalej popełnia dziecięce błędy jak nieopatrzne wypaplanie księciu o ludziach z tatuażami z kurzej krwi, szczególnie jak za wszelką cenę chciał nawiązać z nim jakiś dialog, żeby go pocieszyć. Tak samo nawet dojrzały dwunastolatek może być zapatrzony w kogoś jak w bohatera. Paź miał Ji-ho, kogoś kto go akceptował, był mu bliski, dorosły, dobrze władał mieczem itd. Teraz pewnie by tak patrzył na Ronaldo, czy innego Messiego, ale to nadal nie odejmuje mu dojrzałości. Jednak miał przemyślenia np. o zabiciu zdrajcy, żalu, o pomocy księciu, uratował mu życie, do tego to były sytuacje ekstremalne, po prostu był mądry chłopcem jak na swój wiek.
A jest to plus nie tylko wielki, ale i rzadko spotykany (ja przynajmniej spotykam go rzadko). Opis jest trudny! Nie twierdzę, że Twoje opisy osiągnęły doskonałość (szczegóły za chwilę), ale twierdzę, że mają na to widoki, a już teraz są obrazowe i porywające wyobraźnię. Na tyle porywające, że odbiorca może nie zwrócić uwagi na wady tekstu. Może Ci się wydawać, że to dobrze – i czasami faktycznie, takie opisy uratują tekst. Ale – tak, jak najlepszy aktor nie uratuje filmu, kiedy scenarzysta forsę wziął i poszedł w tango z garderobianą, tak najlepsze opisy nie uratują tekstu, który nie wie, czy jest filozoficzną baśnią, przygodówką, czy może horrorem, nie ma spójnej fabuły, a jego bohaterowie postępują mało rozsądnie. To, że odbiorca nie wie, dlaczego tekst go męczy, nie zmienia faktu, że go męczy.
Pomimo tego “ale”, jest to jeden z najlepszych komplementów jakie otrzymałem. Bardzo mi miło po tej opinii, szczególnie, że padła z Twojej klawiatury!
Co do reszty musiałbym się głębiej zastanowić i to przeanalizować, pozwolisz, że zrobię to na dniach.
Oczywiście co do uwag technicznych nie będę wchodził w polemikę, nie miałbym odwagi. Po prostu przestudiuję na spokojnie.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za tak obszerny komentarz, to zaszczyt móc się tyle od Was tutaj uczyć.
Ambush,
bardzo dziękuję za pozytywny komentarz, miło mi!
Marszawo,
Ha! Nie wypaplałam, choć byłam blisko! :D
Szacun!
I tak sobie myślę… musisz częściej podróżować skoro wtedy wpadasz na takie świetne pomysły. :D
Na szczęście między innymi na tym polega moja praca, myślę, że jeszcze nie jeden raz wciągnę podróże do moich opowiadań!
Dzięki!
You cannot petition the Lord with prayer!
Marszawa oszukałaś! Jak prosiłem o betowanie, powiedziałaś, że szkoda, że nie będziesz uczestniczyć w konkursie, bo nie zdążysz napisać. A nie dość, że zdążyłaś w dodatkowym terminie, to jeszcze wygrałaś! Serdeczne gratulacje, to jest naprawdę świetne opowiadanie!
You cannot petition the Lord with prayer!
bruce 
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej bruce!
Bardzo się cieszę, że opowiadanie Ci się podobało. To był naprawdę świetny konkurs.
HollyHell
Akuku, to ja! XD
Cieszę się, że tak bardzo Ci się podobało. Twój tekst był też wyśmienity, bardzo dobrze się przy nim bawiłem, chociaż akurat w tym przypadku spodziewałem się, że to Ty haha. Zaczynam myśleć, że zrobiłem sobie krzywdę ostatnim opowiadaniem. Oprócz przygód Kuśki zawsze pisałem teksty dość smutne, z naciskiem na trudne decyzje, często mocno tragiczne. Po tym jak wszyscy w wątku z odgadywaniem przypisywali mi tylko teksty z humorem, tym bardziej zrozumiałem, że trzeba wrócić do tego, co lubię pisać najbardziej, a Wiktora zostawić na czas, kiedy będę chciał się pośmiać. Fakt też, że za wiele tekstów tu nie mam, może temu komedia się tak skojarzyła ze mną. A ten tekst to laurka dla podróży do Korei, jaką odbyłem niedawno. Już wtedy wiedziałem, że coś o tym napiszę, konkurs był do tego niezłą okazją.
Pozdrawiam Was serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Serdeczne gratulacje wszystkim. To był naprawdę emocjonujący konkurs i cieszę się, że mogłem brać w nim udział!
You cannot petition the Lord with prayer!
Wszystko jasne, dzięki za odpowiedzi.
You cannot petition the Lord with prayer!
Żebym dobrze zrozumiał, bo to pierwszy raz kiedy będę dyżurował: od kolejnego piątku mam przeczytać minimum 50% tekstów z wszystkich piątków w styczniu?
You cannot petition the Lord with prayer!
Oczywiście też wszystkiego nie czytałem i niewątpliwie miał wiele słabszych pism czy wierszy. Niemniej właśnie przy lekturze Miłosza wielokrotnie zwracałem uwagę na to, jak w zdaniach nawet na całkiem pospolity temat potrafił zagrać elegancją języka, doborem konstrukcji gramatycznej, subtelnymi niedopowiedzeniami. Kałnoberże jak przetłumaczyć? Chyba: Brzozowa Góra. Spójrz na niemiecką mapę sztabową z czasu pierwszej wojny: to jest dolina Niewiaży, samo serce Litwy.
I z całego serca Tobie i nam wszystkim życzę, żebyś ten poziom osiągnął. Wydaje mi się, że jak trafisz na TEN pomysł, to przy swoim warsztacie, będziesz już wiedział co z nim zrobić. A jestem pewien, że przyjdzie on nieoczekiwanie i wyrwie nas wszystkim z butów!
Powodzenia w konkursie, bo zapomniałem tego wcześniej dodać. Niesłychane jak wspaniałe opowiadania przyniósł ten konkurs, do teraz jestem w szoku.
Pozdrawiam, wcale nie mniej uporczywie!
You cannot petition the Lord with prayer!
(i może kontynuację Nasz Babilon)
O właśnie! To, to!
You cannot petition the Lord with prayer!
Na początek: doceniam i jest dla mnie bardzo miłe, że włożyłeś określoną ilość pracy w poszukiwanie sensu i przekazu mojej opowiastki.
To ja dziękuję, że napisałeś coś, co zatrzymało mnie na dłużej.
dodałbym może, iż jedna z wersji Olka zostaje odrzucona, ale pozostałe zbliżają się ku sobie, czyli właśnie lepiej rozumie swoje potrzeby i uczy się ich regulacji, żeby się na przykład nie miotał taki niezdecydowany między lękiem a potrzebą kontroli.
Fakt, nie opinia.
AP bardzo ciekawie wskazał zarówno podobieństwa, jak i różnice względem Czarnoksiężnika z krainy Oz
Tak, to bardzo celne porównanie, niestety było mi dane się nad nim zastanowić dopiero po przeczytaniu komentarza AP, sam na to nie wpadłem czytając. Ja byłem bliżej porównania do Lema, nie wiem czy to przez samą plażę i inny świat, ale nie opuszczało mnie skojarzenie do “Solaris”. W “Solaris” też zaczynało się dość hmm… groteskowo, dziwnie? A historia szła dalej w stronę dość poważnych refleksji. Nie wiem czy dobrze to tłumaczę.
Chętnie jeszcze w przyszłości popróbuję wykorzystać matematykę w kreacji światów fantastycznych.
Gorąco Cię zachęcam.
A potem zaglądam do takiego Miłosza i widzę, że prawie od ręki formułował zdania przekraczające urodą cokolwiek, co zdarzyło mi się popełnić.
Hmm. Myślisz, że tak od ręki? Zgadzam się, że sam warsztat nie wystarczy, żeby porwać czytelnika. Nikt też nie mówi, że w każdym tekście musi być przebłysk geniuszu. Nie czytałem wszystkiego od Miłosza, ale śmiem wątpić, że wszystko co napisał on, czy inne wielkie nazwiska, było genialne. Jestem głęboko przekonany, że nie jeden jeszcze raz nas zaskoczysz wspaniałym tekstem, czy wierszem.
a tu jest głównym motorem wydarzeń, przez co czytelnik może łatwo odgadywać: to on we własnej dobrodusznej osobie z nadwagą zaprojektował przygodę Olków, czyli nie przyjdzie na nich żadna straszna trwoga. Jeżeli kilkoro Przedmówców podnosiło, że nie przejęli się losem postaci, to jest to częściowe wyjaśnienie.
Otóż to.
Serdecznie pozdrawiam raz jeszcze!
You cannot petition the Lord with prayer!
Sajmon15: Azyl
You cannot petition the Lord with prayer!
Świetny tekst. Tyle metafor, tyle różnych znaczeń, tyle dziwności. Z początku myślałem, ze większość opowiadań w tym konkursie będzie czysto komediowych, ale Twoje jest kolejnym które zatrzymuje na dłużej z myślami. Świetny pomysł na hasło konkursowe, jak i na całą historię. Cały czas zastanawiałem się w którą stronę skręcisz z tym co chcesz powiedzieć, no lepiej się wybrać chyba nie dało. Podwójny klik ode mnie.
Serdecznie pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
AP – Domator
You cannot petition the Lord with prayer!
Nie znam się na bizarro, ale jeśli miałbym sobie ten gatunek jakoś wyobrazić, to myślę, że właśnie wizja Twojego opowiadania zostanie mi w głowie. Odjechany pomysł, po kilku pierwszych akapitach, nawet jakby na długie godziny zamknęli mnie w pokoju i kazali zgadnąć, jak potoczyła się dalej ta historia, w życiu nie byłbym nawet blisko odgadnięcia. Genialne. Humor i dziwność – wiadomo, ale to uczucie niepokoju pod koniec – no cudo. Świetnie mi się to czytało, pamiętam, że chyba już kiedyś sięgałeś po absurd w swoich opowiadaniach, ale to jest zupełnie inny poziom. Warsztatowo nic mi nie zgrzytnęło, co jest kolejnym powodem, żeby sięgnąć po…
…podwójnego klika.
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Gratulacje!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ambush: Sektor siódmy (+16)
You cannot petition the Lord with prayer!
Moment, który mi zgrzytnął, może się przyda:
Od dłuższej chwili tarł nerwowo siwe resztki włosów na głowie.
Na komendzie plotkowano, że kiedyś miał ksywę Kudłaty, ale wytarł sobie fryzurę na naradach.
Ja odbieram jako powtórzenie, ale nie jestem pewien.
Mocne, szkoda, że Ci, którym powinno dać do myślenia, pewnie nie przeczytają. Chcę wierzyć, że nie ma wśród nas na NF nikogo, kto mógłby skrzywdzić jakiekolwiek zwierzę.
Klikam i pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Totalnie szalone, momentami obrzydliwe, ale wciąga niemiłosiernie. Momentami szokuje, słusznie Holly poradziła, żeby określić jako +16, bo jest rzeczywiście niegrzeczne. Ale ja myślę, że to zaleta, mi siadło. Podobały mi się opisy, całkiem obrazowe. Mocne postacie, które zapadają w pamięć. Myślę, że wystarczająco dziwne. Powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ślimak Zagłady: I szli po zagiętej plaży
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej!
Jestem bliski komentarza Barda, historia mnie pochłonęła, była ciekawa, ale też nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć na pytanie gdzie tak naprawdę zmierzałeś prowadząc bohatera/bohaterów. I wcale nie jest to wada.
Stwierdziłem, że troszkę nad tym pomyślę, zanim napiszę komentarz, ale po kilku godzinach i ponownym przeczytaniu jestem w tym samym miejscu. Odebrałem przekaz jako szukanie samego siebie, odkrycie pewnych rzeczy w sobie, zaakceptowanie ich i odrzucenie, ponieważ były przeszkodą w zrozumieniu i pójściu dalej. Nie wiem czy jest to słuszne odczytanie historii.
Nie jestem dobry z matematyki, nie jest to moja mocna strona, ale nie będę kłamał – akurat w tym opowiadaniu podobała mi się ta wstawka. Nadała ciekawego klimatu, dość dla mnie nowego, może dlatego, że nie czytam za często takich rzeczy. Może powinienem.
Nie ma tu dużo akcji, ale nie czyniło to opowiadania nudnym, właśnie to jego najmocniejsza część, potrafisz sprawnie zainteresować czytelnika wszystkim co jest obok rzeczywistej akcji – światem, zagadką dla czytelnika, psychologią i wcześniej wspomnianą matematyką.
Domyślam się, że opowiadanie zostanie mi w głowie na dłużej.
Tekst oczywiście genialnie napisany.
Jedyny minus jaki widzę (czysto subiektywny) to to, że w moim mniemaniu Święty Mikołaj odbiera trochę powagi już z początku. Dla mnie ciekawiej byłoby, gdyby był inny czynnik zsyłający na tajemniczą plażę. Ale tak jak mówię, to czysto subiektywna opinia, może mam jakiś prywatny problem do Świętego Mikołaja, dla mnie pasuje on do miłych komediowych tekstów świątecznych, a nie do odszukiwania samego siebie. Chociaż może pożałuję tego co piszę, jak za rok pod choinką nie będzie prezentów za karę!
Serdecznie Cię pozdrawiam, dzięki za kawał dobrego opowiadania, szczególnie, że to chyba pierwszy tekst, jaki od Ciebie czytam (poza poezją). Będę musiał w końcu nadrobić resztę. Na klika się nie załapałem, ale do nominacji jeszcze zdążę, więc pędzę.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Anet. Dzięki za przeczytanie!
You cannot petition the Lord with prayer!
freki: Pomarańczowy wódz
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej freki:
Momenty, które mi zgrzytnęły, może się przyda:
Zamiast tego zaszyłem się świątyni ognia.
Uciekło “w”.
– Ale nim zajmiemy się tą niesłychanie ważną sprawą… nie, lista Mruka musi poczekać, wielu naszych wrogów jest na tej liście, naprawdę wielu, ale to musi poczekać…
Spodziewam się, że to powtórzenie podkreślające, ale jednak zatrzymało mnie na sekundkę, może warto przemyśleć.
– Ale nim zajmiemy się tą niesłychanie ważną sprawą… nie, lista Mruka musi poczekać, wielu naszych wrogów jest na tej liście, naprawdę wielu, ale to musi poczekać… nasze pokojowe działania trzeba rozszerzyć, bo na tym złym świecie jest naprawdę wielu innych ludzi, których trzeba obdarować pokojem. Naprawdę wielu.
j.w.
Z jednej strony bardzo zawiłe, ale muszę przyznać, że zainteresowało mnie. Niektóre fragmenty i porównania całkiem bystre. Niby cały szort jest swojego rodzaju infodumpem, ale na tyle ciekawie to przedstawiłeś, wplatając w to interesującego narratora, że nie przeszkadzało mi to. Myślę, że przekazałeś co miałeś zamiar przekazać, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jest to tak logiczne, więc dobra robota. Ciekawie użyte hasło konkursowe. Zarzutem na pewno może być to, że jest sporo informacji w bardzo krótkim tekście, który ma potencjał na rozwinięcie, ale z drugiej strony kto wie czy przedłużanie by nie spowodowało efektu odwrotnego. Klikam do biblioteki.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
JolkaK: Noc komety
You cannot petition the Lord with prayer!
Super szorcik, bardzo klimatyczny. Zanim zacząłem czytać skorzystałem z okazji, że akurat leci muzyka i szybko przełączyłem na Budkę Suflera. Teraz mi będzie chodzić po głowie kolejne dwa dni, wielkie dzięki! haha.
Klikam i pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Marszawa – Cmentarne syreny
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Marszawo!
Pięknie napisane, to po pierwsze. Po drugie bardzo ciekawe. Bardzo podobają mi się Twoje metafory i sposób prowadzenia narracji. Trzej Janowie raczej już nigdy nic nie ukradną!
Nie ma to jak umrzeć dwa razy!
Oczywiście klikam i życzę powodzenia w konkursie!
Momenty, które mi zgrzytnęły, może się przyda:
W końcu triumfalnie uniósł buty wraz z wystającym kawałkiem gnijącej piszczeli. – Pożyczyłem mu na ślub kuzyna i złodziej nie oddał! – prychnął.
Wyciągnął nadgniłą stopę wraz z kawałkiem piszczeli i wrzucił do trumny.
Celowe powtórzenie podkreślające?
– Opowiedz nam coś – westchnęła Jadwinia. – Taka tu cisza… Tak ładnie zawsze opowiadasz.
Chwilę wcześniej Jadwinia była głucha jak pień, a teraz chce słuchać historii. Chyba, że sama sobie dopowiada to, czego nie dosłyszy! :D
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
O, wow. A myślałem, że ja czasem piszę zbyt purpurowo!
Chociaż przyznaję, że ma to swój klimat. Natomiast muszę się zgodzić, że gubi się tu trochę fabuła. Sam nie wiem co czuję, niby mnie dość wciągnęło, ale też zmęczyło. Tekst ma swoje zalety, ale ciężko przez niego przebrnąć. Mimo to życzę powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Trochę creepy ten obrazek mapy. Pasuje to do tekstu, który jest przygnębiająco smutny, ale mocny, poruszający ważny temat. Bardzo emocjonalne opowiadanie, nie będę ukrywał, że mnie ruszyło. Pomysł z koszmarami – genialny. Powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
O, Szatan! Uwielbiałem tę lekturę!
Miłe, lekkie opowiadanko, podobało mi się. Czy zagadki idą za łatwo? Hmm, a musiały być piekielnie trudne? Chyba nie taki był zamysł.
Powodzenia w konkursie.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Sama historia może nie odkrywcza, ale fajna i przyjemna. Też mam bardziej skojarzenie ze scenariuszem RPG, niż opowiadaniem. To by tłumaczyło dlaczego opisy są dość hmm.. nie do końca pełne?
Klimacik natomiast jest, opowiadanie sprawiło mi przyjemność, taki powrót do starego, klasycznego fantasy, rodem z Władcy Pierścieni. Powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Świetny, zabawny tekst. Nie dziwię się, że został zgłoszony do piórka. Dialogi genialne! Ja to czekam na jakąś kolejną część, mam nadzieję, że Autor się pokusi.
Powodzenia w konkursie, naprawdę bawiłem się przednio!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Anonim – Rozdarcie na Platynie
You cannot petition the Lord with prayer!
Rzeczywiście brak fantastyki, ale ja lubię pirackie klimaty. Klasyka. Krew się leje, jest ciekawie. Trochę brakuje jednak w tym zakończeniu, czemu nie rysowałeś mapy, żeby dodać sobie znaków, których moim zdaniem jeszcze trochę by się przydało?
Ale to tyle marudzenia, opowiadanie mi się podobało. Można poczuć ten klimat. Daję kliczka. Życzę powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam serdecznie.
You cannot petition the Lord with prayer!
Wow, nie spodziewałem się, że ktoś mnie będzie nominował. Bardzo dziękuję, ale rezygnuję.
You cannot petition the Lord with prayer!
To co tu zaistniało to próba odebrania Autorce satysfakcji z otrzymania piórka. I nie jest ważne, czy świadomie, czy nie. Nie daj Boże zapamięta swoje zwycięstwo jako kontrowersyjne, a nie powinna. Holly całkowicie “legalnie” otrzymała swoją nagrodę, tak jak i inni miesiąc w miesiąc.
Jeśli już ktoś ma pretensje, czy rozterki, można napisać do Loży na priv, a nie na forum, żeby nie psuć humoru Autorce, która słusznie się cieszy, bo zasłużyła.
Na chillku Holly, myślę, że mało tu jest osób, które podzielają zdanie Pana marudy, niszczyciela zabawy. Opijaj!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Mógłbym skopiować komentarz Barda. Takie same wrażenia, szczególnie głos jak z Siekiery – ciągle o tym myślałem słuchając. Brawa!
You cannot petition the Lord with prayer!
Też mam taką nadzieję, bo musiałby pracować sam, a pewnie by go to jeszcze bardziej wkurzyło XD
You cannot petition the Lord with prayer!
Dzięki Bardzie! Cieszę się, że udało mi się sprawić Ci uśmiech!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ave!
O wow, szkoda, że nie załapałem się na tę zabawę z komentarzami. Ale bardzo mi miło, że Marszawa wybrała mój tekst i zaprosiła Cię do niego, to naprawdę budujące!
Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i dobrze spędziłeś przy nim czas, to dużo dla mnie znaczy! Szczególnie, że uwielbiam spędzać czas przy Twoich.
Trochę zbyt szybko przechodzisz do taśmowego mordowania kolejnych członków rodziny przez co czytelnik ma trochę zbyt mało czasu na utożsamienie się z narratorem
To był dość częsty zarzut, biję się w pierś, bo po czasie rozumiem, że jest to prawda.
Trochę zastanawia, dlaczego w ogóle narrator został uczestnikiem gry, ale rozumiem, że nie jest to najważniejsze w przedstawionej historii.
Nie chciałem na siłę wymyślać, bo wyszedłem z założenia, że sam narrator nie ma pojęcia skąd się tam wziął.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za odwiedziny!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Robert,
Muszę przyznać, że bardzo mi siedzi tematyka, którą ostatnio poruszasz. Widać, że Ci to leży i super, czekam na kolejne wizje przyszłości, szczególnie, że problem, który opisujesz tutaj jest rzeczywiście większy niż by się mogło wydawać. Psy, koty, czy inne zwierzaki są cudowne i są świetnym dopełnieniem rodziny. Natomiast nie wolno zapominać, że są dopełnieniem, a nie zastępstwem dziecka. I tu nie chodzi o to, żeby zmuszać ludzi do rodzenia dzieci, zupełnie nie. Ale o tą zmianę psychologiczną, gdzie ludzie tak sobie tłumaczą, że spełniają się w 100% jako matka/ojciec, bo maja psiecko. A jakkolwiek ktoś mocno by w to nie wierzył – nie jest to to samo.
Super pomysł z perfekcyjnym twistem.
Pozdrawiam serdecznie.
You cannot petition the Lord with prayer!
Dużo absurdu, rzeczywiście nie wszystko mi siadło, ale ogólnie uważam, że ciekawe opowiadanie. Humor daje radę, ale troszkę fabuła mnie nie porwała, jak mam być szczery. Trochę mnie Anonimie zbiłxś z tropu, bo po samym tytule miałem pewne podejrzenia kto napisał, teraz już taki pewien nie jestem. No cóż… powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Bardzo ładnie napisany tekst. Czytało się płynnie i nic mi nie zgrzytało. Nie jest to może moja bajka, ale pomysł naprawdę ciekawy i byłem w szoku, że aż tak się wciągnąłem, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie zagadnienia naukowe były mi znane. Powodzenia w konkursie.
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Nastrojowe i ciężkie opowiadanie. Ale świetne. Najbardziej podobało mi się zakończenie, naprawdę świetnie to wymyśliłxś. Powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
No nie będę ukrywał, że ciężka to była przeprawa. Szkoda, że nie poprawiłeś błędów wskazanych przez poprzedników, a i innych, które się pojawiają i niestety psują odbiór tekstu. Nie wiem czy nie zrozumiałem, bo tekst ma też usterki logiczne, czy dlatego, ze jest na tyle dużo błędów, że nie mogłem się skupić. Sama baśniowa forma mi się podoba, ale to by było niestety na tyle. Powodzenia w konkursie i dalszym pisaniu!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Gratulacje Holly! Wspaniała wiadomość! 
You cannot petition the Lord with prayer!
Ambush
Bardjaskier
Beeeecki
Cezary_Cezary
Finkla
Galicyjski Zakapior
Dogsdumpling
HollyHell91
JolkaK
Sajmon15
Ślimak Zagłady
Zygfryd89
You cannot petition the Lord with prayer!
Dziękuję bruce 
You cannot petition the Lord with prayer!
Wybaczcie, że tak późno, Holly nie mogła później, ja nie mogłem wcześniej, chociaż i tak miałem wstawić dopiero po 17 i jakoś tak wyszło.
Zaraz usunę wcześniejszy komentarz, wybacz Bardzie, miałem, że tak powiem urlop i nie zaglądałem na stronę.
Staram się też przeczytać wszystko co wstawialiście na kalendarz, każda praca jest niesamowita.
A Ciebie Holly rozumiem, coś mi się wydaje, że pierwszego stycznia przypomni mi się Twój szort. Niestety. W gliwickim parku zawsze jest pełno śmieci po sylwestrze, aż szkoda gadać.
Mam nadzieję, że chociaż trochę Tobie i reszcie poprawię humorki moim Zrzędkiem.
You cannot petition the Lord with prayer!
BIAŁY TERROR
W fabryce zabawek znów było za głośno. Dzwonki brzęczały, maszyny buczały, a młode elfy śpiewały kolędy z takim entuzjazmem, że aż bolały uszy. Zrzędek siedział przy swoim stole, składając drewnianego renifera po raz czterdziesty siódmy tego dnia. Kręgosłup mu trzeszczał, brodę miał siwą, a cierpliwość krótszą niż lista prezentów dla niegrzecznych dzieci.
– Cud, radość, magia… – mruknął pod nosem. – Jasne. Spróbujcie robić zabawki przez sto pięćdziesiąt lat.
Gdy rozległ się dźwięk przerwy, Zrzędek wstał, zarzucił płaszcz i wyszedł na dziedziniec. Śnieg skrzypiał pod butami, a z kominów unosił się zapach pierników. Zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i spojrzał w niebo.
Wtedy dostał śnieżką prosto w ucho.
– Co jest do… – warknął, rozglądając się.
Nikogo. Cisza.
Kolejna śnieżka trafiła go w ramię. Trzecia w plecy. Czwarta w czapkę.
– Bardzo śmieszne – syknął.
Nagle zza skrzyń, sań i bałwanów wyskoczyły elfy rechocząc jak stado reniferów po grzańcu. Były ich dziesiątki. Uzbrojone po zęby w śnieżki. Bitwa wybuchła natychmiast.
Zrzędek nie myślał. Działał. Schylał się, rzucał, obracał. Jego ręce pracowały jak karabin maszynowy. Jedna śnieżka, druga, trzecia – trafienie, trafienie, trafienie. Elfy padały w śmiechu na śnieg.
– Od tylu lat nikt mnie nie pokonał – mruczał, celując z precyzją snajpera. – Przypomnę wam, dlaczego mam przezwisko „Biały Terror”.
W końcu dziedziniec ucichł. Zrzędek stał sam, zadyszany, cały w śniegu. Rozejrzał się… i uśmiechnął.
– Dobra – mruknął, ciągle trzymając papieros w ustach. – Jutro znowu znienawidzę tę robotę. Ale dziś są święta.
Założył czapkę i dodał pod nosem:
– Jedyny czas w roku, kiedy mogę kogoś bezkarnie obić śnieżką i nadal nazywa się to „magią”.
You cannot petition the Lord with prayer!
Anonim – Bernina Express
You cannot petition the Lord with prayer!
Też spodziewałem się bardziej Agathy Christie, a poszłaś w inną stronę, co oczywiście jest na plus, w końcu to “Nowa Fantastyka”. Całość myślę, że bardzo udana. Też nie kupuje wszystkiego, chyba jestem gruboskórny jak Bard. Natomiast nie psuło mi to całości odbioru. Bohaterka ciekawa. Wciągające. Tekst ładnie napisany. Nic tylko pogratulować i życzyć powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam serdecznie i dobijam do biblioteki!
You cannot petition the Lord with prayer!
Anonim – Sto lat samotności i… czekania
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej, bardzo dobrze się czytało, fajne potworki! Podoba mi się też ciekawy styl rysunku. Klikam!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej Sagitt,
Dzięki za ciepłe słowa!
Ciekawi mnie tylko rozwój projektu P.I.W.S.K.O.
Może kiedyś jeszcze do niego wrócę! :D
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Zgadzam się, że trochę ucięte w najlepszym momencie. Szkoda, że nie poprowadziłeś tego dalej. Mimo wszystko całkiem ciekawy pomysł, czytało się dobrze. Powodzenia w konkursie. Klik.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Moim zdaniem to miało tylko zabrzmieć groźnie, bo przecież się nie przyzna, że się jej podobało. Ale to tylko ja to tak odczytałem, może po prostu jestem jakiś dziwny.
You cannot petition the Lord with prayer!
Edytowałem, bo to nie był filmik tylko Hentajec. Ale no widocznie Ewka potrzebowała aż godzinę.
You cannot petition the Lord with prayer!
Ja obstawiam, że jednak Ewka odnalazła to co pokazywała koleżanka i dobrze się przy tym bawiła. XD
You cannot petition the Lord with prayer!
Myślę, że Ewka robiła coś zupełnie innego Finklo hahaha!
Fajne!
You cannot petition the Lord with prayer!