Profil użytkownika


komentarze: 997, w dziale opowiadań: 797, opowiadania: 254

Ostatnie sto komentarzy

Dzięki za docenienie mojego tekstu. 

Gratulacje dla współopierzonych i wszystkich nominowanych!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej zygfrydzie, dzięki za komentarz i opinię. Całkowicie rozumiem, sam byłem zaskoczony nominacją. Dzięki za odwiedziny. 

Pozdrawiam! 

You cannot petition the Lord with prayer!

Pozdrawiam Jolu!

Dzięki za rozmowę!

 

Hej zygfrydzie,

Dzięki za miłe słowo. Co do drogi to chyba nie zauważasz kluczowej rzeczy. Specjalnie nie ma za wielu opisów miejsc gdzie są. Sami w wielu miejscach już nie wiedzą. Kosmici kontrolowali potopem, więc to kosmici zdecydowali gdzie będzie arka i gdzie ją znajdą. Możliwe, że nawet kręcili się w kółko. I to było celowe, bo przecież ich badali, więc to oni stwierdzili, że wystarczająco przeszli, żeby w końcu dostać się do arki. Widocznie chcieli zobaczyć ilu odpadnie. To nie była droga od punktu A do punktu B tylko klasycznie religijne poszukiwanie azylu dzięki wierze i znakom od Boga. Podejście techniczne do szukania arki nie miało sensu, bo ona mogła się zmaterializować minutę przed tym jak tam byli.

Co do kosmitów jako istot dość ludzkich – praktycznie nie ma o nich żadnych informacji. Testowali ziemską religijność, decyzyjność, podążanie za autorytetem, strach, wiarę, nawet to jak przekazujemy informacje kolejnym pokoleniom. Szczerze nie widziałem już tu dużego pola manewru na pokazanie ich lepiej, żeby nie odbierać tajemniczości. Ale w tym wypadku może masz trochę racji. 

Dzięki za komentarz!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej, super, że już to wyjaśniłeś wcześniej – postaram się przejrzeć dyskusję i komentarze – ale to potwierdza tylko, że zabrakło tego w tekście. Czyli nie tylko ja miałam pytania, które potrzebowały wyjaśnień.

No zależy jak do tego podchodzisz. Czy dobry tekst charakteryzuje, że każdy czytelnik od razu go zrozumie? Nie mówię, że ten jest dobry, nie mnie to oceniać, jednak znalazły się osoby, które ogarnęły wszystko od razu, a i takie, które po lekkim naprowadzeniu przyznały, że odpowiedzi rzeczywiście były w tekście, po prostu tego nie zauważyły. 

Opowiadanie z założenia miało być trudne w odbiorze, ale skrupulatnie pracowałem nad tym, żeby odpowiedzi były w tekście, więc nie zgodzę się, że “zabrakło tego w tekście”. Po prostu je ukryłem i był to zabieg celowy. Muszę być w zgodzie ze sobą i nawet jak wielu sie to nie spodobało, a mają do tego prawo, to ja jestem zadowolony, bo wiem, że odpowiedzi są, a tekst został odczytany na różne sposoby – tak jak zakładałem.

Główny temat jaki chciałem poruszyć to manipulacje w słowie pisanym na przestrzeni lat (nie tylko religia, ale też historia itd.) – więc skoro chciałem, żeby czytelnik wczuł się i pomyślał nad tym, czy niektóre wydarzenia, które odbieramy za fakty, mogą być manipulacją i trudno do tego dojść, to poszedłem za ciosem i napisałem tekst trudny w odbiorze, gdzie – tak jak nakazywał temat i refleksja – nie wiadomo gdzie są manipulacje i trzeba czytać uważnie. Chyba pasuje to do siebie. 

Rozumiem opinię i wrażenia, ale uważam, że nie zawsze trzeba wszystko podawać na tacy, szczególnie kiedy temat tego wymaga.

To taka luźna rozmowa, proszę nie odbierz tego jakbym Cię atakował, szczególnie, że jestem bardzo wdzięczny za rozbudowany komentarz i miłe słowa!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

. Nie chcę za każdym razem ryzykować, że źle zinterpretuję zasady panujące na tym forum, dlatego postaram się wycofać z wchodzenia w polemiki, pisania komentarzy czy publikowania swoich tekstów.

Po tym jak jasno, grzecznie i ładnie Ci to bruce wytłumaczyła dziwię się, że dalej tak negatywnie odbierasz działanie Lożan zgodnie z regulaminem. A zarówno JolkaK jak i Ambush to osoby w Loży, czyli ich obowiązkiem jest decyzja w sprawach piórkowych. Wykonywały tylko swoje zadanie. 

Nie pozostaje mi nic innego jak współczuć, że aż tak emocjonalnie do tego podchodzisz, bo moim skromnym zdaniem – zupełnie nic złego się tu nie zadziało. Chyba powinieneś się cieszyć, że Twój tekst uzyskał nominację do Piórka, bo sama nominacja to już naprawdę dużo. Ocena “nie” nie oznacza, że tekst jest słaby. 

Chciałbym tylko zaznaczyć, że jako jury zupełnie nie obchodzi nas w tym wypadku ocena Lożan, tak jak napisała bruce, opowiadania nominowane są inaczej oceniane, bo między innymi nie ocenia sie tam interpretacji obrazu, a w konkursie ma ona bardzo istotne znaczenie. Więc tym również bym się nie przejmował. 

Może warto troszkę wrzucić na luz, jesteśmy tutaj, żeby się bawić, doskonalić i dzielić naszym wspólnym hobby. O co ta cała drama? XD

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Jolu,

Opowiadanie czytałam w odstępach dwa razy, żeby dobrze mi wszystko wybrzmiało. Przy powtórnej lekturze dużo spraw wybrzmiało lepiej, metafory dotarły do mózgu, który lepiej docenił konstrukcję fabuły i kreację bohaterów. Nominacja w pełni zasłużona. :) 

Dziękuję za miłe słowa i bardzo szanuję jak ktoś przeczyta drugi raz, gdy czuje, że nie wyłapał wszystkiego. Dzięki!

Ksiądz to właśnie przewodnik, za którym idą “owieczki”. I właśnie kiedy idzie, to idą za nim, kiedy się zatrzymuje, to oni też.

Raczej chodziło o to, że zdał sobie sprawę, że ufają mu i patrzą jak na mesjasza. Jakby już nie musieli myśleć, bo on myśli za nich.

Spodnie powinny nasiąknąć wcześniej, więc drugie zdanie powinno być gdzieś wcześniej. Gdy woda sięgała go kolan, na przykład. 

Co innego jak nasiąkały i były po prostu mokre, a co innego, gdy pełne wody. 

Niejasne. Zwłaszcza, że kończące. Skończył historię na granicy, czyli wolno pytać, czy nie? I o co pytać? Wiem, że miało to być takie otwarte do przemyśleń, ale ja czuję się zagubiona i nie wiem, co właściwie chciałeś powiedzieć. Jaka granica i jakie pytania? 

No za którą nie może pozostawić już żadnych poszlak, że nie jest nowym Noe. Czyli historia się kończy na ostatnim wersecie. Resztę ksiądz zataja, a może i w reszcie manipulował. 

Historia jest ciekawie prowadzona, lecz siada nieco w momencie odnalezienia gołębia. Nagromadzenie metafor i odniesień sprawia, że lektura jest bardzo przyjemna, podnosi znacząco poziom opowiadania. Jednak nie do końca przekonuje mnie druga część łącznie z zakończeniem. To prowadzenie owieczek na rzeź, czy też na obserwację, połączone z religijnymi odniesieniami ociera się o groteskę. Obcy porywający ludzi. Czy to oni sprowadzili potop?

Dużo pytań, jeśli masz ochotę, serdecznie zapraszam Cię do komentarzy, szczególnie tych, które wymieniłem z betweenthelines Bardem. Mam nadzieję, że nie uznasz tego za niegrzeczne, ale tam jest powiedziane wszystko co chciałem przekazać i wytłumaczone. Nie chciałbym po prostu przeklejać wszystkiego. Mam nadzieję, że się skusisz, bo mam wrażenie, że jednak jeszcze Ci coś umknęło. Z jednej strony to moja wina, mogłem jaśniej, ale z drugiej strony chciałem, żeby było to trudne opowiadanie, żeby ludzie mogli mieć różne interpretacje. To założenie się spełniło w pełni, jestem bardzo zadowolony dyskusją i odkrywaniem przez ludzi wszystkiego co tu zawarłem i całej konstrukcji ramowej. To dla mnie dużo ważniejsze niż Piórko, więc jestem zadowolony!

Żeby było jasne – to jest dobre opowiadanie – w pełni zasługuje na nominację – ale tym razem będę na nie, bo po prostu nie do końca mnie przekonało.

Jasne Jolu, dziękuję za miłe słowa. Mam nadzieję, że w końcu Cię przekonam. Mówią, że do trzech razy sztuka, ale może do czterech!

Pozostaję natomiast w nieustającym podziwie dla Twoich możliwości warsztatowych, poziomu twórczości i gładkości pisania. Czekam na następne wartościowe teksty! :)

Dziękuję bardzo. To bardzo miłe słowa!

Dziękuję za poprawki, postaram się usiąść do nich wieczorem!

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Jolu,

Opowiadanko piękne i nastrojowe. To chcę, żeby wybrzmiało na samym początku! :)

Dziękuję bardzo. Poprawki również bardzo doceniam, chociaż muszę przyznać, że nie z wszystkich skorzystam. Tekst celowo jest napisany poetycko i tajemniczo. Nie każda “techniczna poprawka” będzie tu przez to działać, przynajmniej ja tak uważam. 

Niegdyś na ganku obserwował dym z fajki, płynący na wietrze.

Chyba lepiej “płynący z wiatrem”

Przecież to odbiera poetyki. Opisuje kierunek, a nie ulotność. Chciałem się bardziej skupić na samym zjawisku dymu w przestrzeni, coś na zasadzie “liście tanczące na wietrze”. “Z wiatrem” w moim odczuciu skupia się na kierunku w którym dym się porusza, brzmi technicznie, a tu chodzi o to jak dym właśnie “tańczy”, “pływa”. 

Zatrzymało mnie to zdanie – jego budowa. Jeżeli już nie chcesz nic zmieniać, to może chociaż szyk: Z tafli patrzyła zmęczona lecz nie obca twarz. 

To samo, odbieranie poetyki. 

To mi nie gra. Żar się osadza? Można wysypać, pozbyć się, ale osadzić? Hmmm

Hmm. Może strząsnął? Wysypać i pozbyć się brzydko brzmi, ale fakt – osadził to chyba złe słowo.

Jeżeli osiadł to “na spojrzeniu” a jeżeli w jego spojrzeniu, to “pojawił się”. 

Zupełnie się nie zgadzam, znowu techniczny język, to nie taki tekst. Osadzenie się dumy wewnątrz spojrzenia daje poczucie, że to uczucie jest trwałe i głębokie. Na logikę coś osiada na czymś – ok. Ale tutaj spojrzenie nie jest czymś fizycznym tylko hmm… stanem emocjonalnym? Głębią? Słowo “osiadł” oddaje cieżar tej dumy, która nie tylko się pojawiła, ale “zostaje w srodku” wzroku ojca. Gdybym napisał “na spojrzeniu”, brzmiałoby to tak, jakby duma była jakąś zewnętrzną warstwą, nalotem na gałce ocznej – co brzmi według mnie wręcz dziwnie, a już na sto procent nie poetycko.

Skąd tu się wzięło drewno?  Mamy krew, mamy sznur, mięśnie, rany na dłoniach, gdzie jest drewno?

Fakt, musi to być pozostałość po jakiejś wcześniejszej zmianie. 

Zastanawiam się, dlaczego w tym fragmencie bohater zwraca się w rodzaju żeńskim do morza? 

Ukochana – rodzaj żeński. On mówi do morza jak do kobiety.

Aj. Nie leży mi bardzo. Stary nawyk sugeruje, że przywiązywał kotwicę do nogi często.

No, bo przywiązywał często. W tym świecie jest to stary marynarski nawyk. Ale racja, chyba lepiej by brzmiało, jakby zmienić kolejność zdań.

Tego nie zrozumiałam. Wszystkie inne metafory i ogólne stwierdzenia (nawet to z” rutyną”) jakoś do mnie przemówiły i zostawiły dobre wrażenie, oprócz tego. Nie łapię. Ale to ja. Może inni mają inaczej. :)

Pozwolę sobie przekleić odpowiedź do innego komentarza, gdzie to pytanie już padło:

A teraz popatrz. Tak, masz rację. Natomiast kto powiedział, że to zdanie dosłowne? Albo, że ja tak w ogóle twierdzę? Przecież to jest myśl bohatera, nie fakt na temat świata. Tym bardziej naszego świata. I to myśl, która moim zdaniem pasuje do calej drogi bohatera. Jest kulminacją tej drogi. Przecież on nie wykłada psychologii tylko sobie filozofuje. A już swoja drogą – to zdanie bezpośrednio nawiązuje do początkowego “Wiedział, że to dziś. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Dlatego, że nic już nie miało się wydarzyć.” I o to w nim chodziło. W końcu znalazł kierunek. Nie chodziło mi o taką dosłowną samotność tylko… hmm… egzystencjonalną pustkę? Bo jednak żył w miasteczku, wśród ludzi. Oczywiście można czuć się samotnym wśród ludzi, nie uwierzysz, ale coś o tym wiem. Czuł się sam, bez celu, bez nikogo. Ta samotność to tutaj brak tego sensu, żeby ruszyć naprzód – nie było dla kogo, został odcięty od tego co kochał, a traktował morze jak ukochaną. 

Czytało się  z przyjemnością, to warsztat wysokich lotów, konstrukcja fabuły, sposób podania przeżyć głównego bohatera, nastrój – bardzo dobre. 

Dzięki Jolu, to bardzo miłe słowa. Cieszą mnie!

Czego zabrakło – bardzo mało fantastyki

Fakt, nie ma jej za dużo. Mgła, cofnięcie się cywilizacji przez brak elektroniki, są jeszcze duchy i lewitująca łódź (chociaż tu nie wiemy czy jest to tylko wrażenie starca czy prawda).

Natomiast nie chciałem na siłę dodawać jej więcej, bo wtedy zawsze kończy się źle. Poza tym ja wiem, że portal nazywa się “Fantastyka”, ale nigdy nie rozumiałem czemu jest tu taki nacisk, żeby było jej dużo. Zazwyczaj mam w swoich tekstach sporo fantastyki, ale czasem fajnie napisać coś, gdzie nie gra ona pierwszych skrzypiec, ale nadal jest to fantastyka.

Prostota fabuły, mimo że dobrze skonstruowanej, też skłania mnie, po naprawdę wielkim zastanowieniu, żeby jednak piórkowo być na nie. Doceniam wszystkie elementy tego tekstu, ale jednak ciut jeszcze mi zabrakło.

Jasne, ja nie spodziewałem się nawet nominacji, więc nie mam zamiaru się spierać z decyzją. Dzięki za dobry odbiór tekstu!

Widząc jednak, jak piszesz, myślę, że już wkrótce nie będę miała żadnych wątpliwości!

Dziękuję za te słowa, będę się starał!

Poprawek dokonam wieczorem na spokojnie!

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie. Szkoda, że nie wszyscy się wyrobili, ale rozumiemy – takie życie laugh Jednocześnie zachęcamy wszystkich, którzy zaczęli a nie zdążyli, żeby wrzucili teksty w przyszłości. Niech Wasz trud się nie zmarnuje!

Wyniki postaramy się ogłosić jak najszybciej, mimo takiej ilości tekstów, sprawnie nam idzie czytanie, więc oczekujcie w najbliższej przyszłości. 

Uspokajam tych, którzy nie dostali jeszcze gilokomentarza ode mnie. Lekkie usterki techniczne, spokojnie, opowiadania są czytane i podziwiane.

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…

Okej, rozumiem, wolałem dopytać. Nie będę się z tym kłócił, bo rzeczywiście czasem za dużo chcę powiedzieć.

Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.

Znaczy ja oddzielam interpretację od tego co chcę powiedzieć. Możliwe, że niesłusznie. Te dwie poboczne interpretacje raczej traktowałem pisząc, jak ciekawostkę dla czytelnika. Byłem ciekawy, czy ktoś zrozumie dzięki temu tekst inaczej niż w najłatwiejszy sposób, czyli, że plaża niszczy łódź, na tym etapie już wie, że stanie się to czego się mógł spodziewać i nie zawraca tylko mimo to płynie i umiera. Dodałem niedopowiedzenia, żeby ktoś mógł to inaczej zrozumieć i się tym podzielić w komentarzu, ja bardzo lubię czytać takie teksty gdzie jestem pewien co się stało, a nagle mam takie “ej, ale co jak to było inaczej”. Ale rozumiem, że może to za dużo już.

Chciałem powiedzieć to co odczytała większość. Ambush pięknie napisała “znalazłam w nim tę samą niezgodę na bezradność i walkę mimo świadomości nieuchronnej porażki”. Chciałem żeby było emocjonalnie, żeby mu współczuć ale jednocześnie rozumieć. Ta wola walki, dążenie do celu za wszelką cenę, wybór itd. Myślę, że to wybrzmiało, tylko mnogość interpretacji może rzeczywiście mogła momentami zagubić, a nie poprawić walory tekstu. W każdym razie dzięki, to cenna uwaga, wezmę to pod uwagę w kolejnych tekstach.

Sorki, że odpisuję tak dziwacznie, ale na telefonie ciężko :D

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Ambush!

Dałam Ci taka za Utopię wasza utopię i teraz się zastanawiam, czy nie odebrać;) 

Kto daje i odbiera… haha!

Tamten tekst był porządnie napisany i z głębią, ale ten porwał mnie, ukołysał i utopił. 

Bardzo się cieszę z całości tego zdania. Oba teksty miały inne cele i mam nadzieję, że w obu udało mi się je spełnić. Dzięki!

Skojarzył mi się ze Stary człowiek i morze, znalazłam w nim tę samą niezgodę na bezradność i walkę mimo świadomości nieuchronnej porażki. 

Tak, dodając tekst byłem pewien, że to porównanie będzie padać dość często. Myliłem się, ale zgadzam się, że jest tu dość podobny wydźwięk. Starego człowieka i morze lubiłem już od czasów podstawówki, więc jest to miłe skojarzenie!

O nic się nie potknęłam, od pierwszego zdania płynęłam, wzruszałam się i współodczuwałam. 

Piękne opowiadanie. 

Dziękuję za te słowa, to bardzo miłe. Cieszę się, że opowiadanie tak do Ciebie trafiło!

Piórkowo będę na TAK.

Dzięki!

 

Hej Finklo,

Sorry, Winnetou, ale w tym przypadku będę na NIE.

Wiesz, żeby się upewnić, że razem z Beeeeckim zajmiemy to biorące miejsce na listach. ;-)

Haha, poczekaj, poczekaj XD

A tak serio – już dyskutowaliśmy, mam nadzieję, że to wystarczy do uzasadnienia. Jeśli nie, pytaj, coś tam z siebie wyduszę

Oczywiście, że wystarczy. Możemy inaczej odbierać niektóre rzeczy, ale jak najbardziej szanuję Twoją opinię i ma ona swoje uzasadnienie. Mam nadzieję, że kolejnym razem uda mi się do Ciebie trafić opowiadaniem! laugh

 

Hej prosiaczku,

Łał, jestem pod dużym wrażeniem. Nie czytam wszystkich tekstów na portalu, a jak coś mi się nie podoba, to raczej nie komentuję. Tu muszę zostawić ślad. Niezwykle nastrojowe opowiadanie. Czułem schyłek dni starca, czułem jego oddech… Chylę czoła.

O kurczę, bardzo miłe słowa. Serdecznie dziękuję!

Dziękuję też za próbę nominacji, liczy się tak samo jak te na czas. Dzięki wielkie!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam Zakapiorze,

Wybacz, że tyle czasu bez odpowiedzi, ale ostatnio nie byłem w stanie być aktywnym. Pora to zmienić.

Bardzo ładna proza tu jest. Ale taka naprawdę git, że człowiek ma ochotę siąść i właśnie tak pisać, jak to jest napisane… tylko niekoniecznie potrafi. Szapoba.

Dzięki wielkie, to miłe słowa – szczególnie od kogoś kogo język zawsze robi na mnie wrażenie!

potraktuj proszę to, że się czepiłem czegoś takiego, jako komplement, a nie jako złośliwość!

Tym bardziej dzięki.

Oprócz tego jest tu metafora. Metafora, moim zdaniem, bardzo piękna. Fajnie, że tekst chce coś powiedzieć. Ale mocno przekombinowana i niestety niepodparta równie mocną fabułą, która zachęcałaby do dumania nad tą metaforą.

Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.

A co do fabuły to zdaję sobie sprawę, że nie jest to nie wiadomo co. Tekst miał być spokojny, emocjonalny, metaforyczny. Taka fabuła pasowała mi do mojej wizji na ten obraz. No ale to już chyba kwestia gustu, zdążyłeś już chyba zauważyć, że ja lubię tak czasem. Ale rozumiem o co Ci chodzi.

No ale do takiej metafory potrzebujemy starca, morza i ciężkiej łódki, ostatecznie kamienistej plaży, choć i ona zda mi się nadmiarowa – a te wszystkie rzeczy naokoło?

Hmm. Plaża to chyba najważniejszy element tego opowiadania. I dosłownie i metaforycznie. To ona zniszczyła łódkę i przypieczętowała jego śmierć, bo ja dalej się nie zgadzam, że on od początku szedł na pewną śmierć. To był moment tej największej próby, nie zawrócił. Szedł zobaczyć morze, choćby miał umrzeć – był na to gotowy. Ale to nie znaczy, że szedł się zabić. Ta śmierć nie była jego celem, raczej skutkiem ubocznym na który machnął ręką na zasadzie “no trudno”. 

Nie wiem o które rzeczy naokoło pytasz. Ale bruce fajnie podzieliła się ze swoją interpretacją, która jest bardzo bliska mojej drugiej interpretacji. Więc tak, mgła była potrzebna w każdej wersji. No i kolejną interpretacją miało być to, że łódź wcale nie lewitowała, a po prostu umarł z wysiłku, a reszta to już jego przedśmiertne wizje. 

Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji. Każda wtedy porusza troszkę inne rzeczy metaforycznie, ale… nadal ostatni akt wolności, dążenie do spełnienia ostatniego marzenia, wybranie miejsca odejścia uważam za tą dla mnie najważniejszą. Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.

 

Dzięki za komentarz i miłe słowo na temat języka!

Za uwagi też dziękuję, do poprawek postaram się usiąść wieczorkiem.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Mamy 1 NIEta i 8 TAKów, więc ogólna ocena jest oczywista.

Wow, ale jazda. Dzięki wielkie! Bardzo mi miło, że tekst aż tak bardzo do Ciebie trafił!

Dzięki! Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nie mogę powiedzieć, żebym poczuł się stuprocentowo przekonany, ale być może masz rację, że Twoja wizja tej decyzji jest prawdopodobna. Pewnie dałoby się tam dopisać coś, dzięki czemu łatwiej uwierzyłbym, że Twój ksiądz widział tylko dwie skrajne opcje i nie było go stać na subtelniejszy przekaz, ale nie wiem, czy to dobra porada (czy poprawiłoby to odbiór w oczach przeciętnego czytelnika, a nie tylko moich).

Otóż to, zadawałem sobie wiele pytań pisząc. Wyobraziłem sobie człowieka (o określonych cechach jak mój ksiądz) zamkniętego z problemem jaki jest w tej historii. Starałem się mieć na uwadze tych ludzi, którzy krzyczą zza ściany, chęć bycia wielkim, przyszłe pokolenia i w co będą wierzyć. A dodatkowo ksiądz przecież nie przestał wierzyć w Boga, kosmici jasno dali do zrozumienia, że naśladowali to w co wierzyli ludzie od tysiącleci. Mógł stwierdzić też, że dla dobra wiary trzeba pokazać historię właśnie w ten sposób, bo inaczej ludzie poddadzą pod wątpliwość też wcześniejsze Pisma. Tu jest tak dużo zależnych, że ciężko stwierdzić jak człowiek mógł się zachować, ale ja byłem najbliższy mojej wersji, wczuwając się w księdza. 

Czy rozwinięcie poprawiłoby przekaz? Mozliwe. Postawiłem na celowe ograniczenie informacji, żeby właśnie tak wiele interpretacji powstało i żeby zainspirować do przemyśleń. Mam nadzieje, że była to dobra decyzja.

Ogółem wczuwanie się w kogoś, kto myśli mniej lub płycej ode mnie, nigdy nie było moją mocną stroną, jeżeli Tobie będzie się to regularnie i wiarygodnie udawało, to naturalnie stanowi poważny atut twórczy.

Bardzo się staram, ale fakt, to chyba obiektywnie nie jest najłatwiejszy proces. Mam nadzieję, że będzie się to udawało i w przyszłych tekstach. Bo naturalnie chcę wierzyć, że ja zachowałbym się zupełnie inaczej, ale chciałem celowo pokazać księdza jako człowieka słabego, bardziej przeciętnego, żeby był moim zdaniem bardziej wiarygodny. To nie jest historia o nieomylnym bohaterze, zresztą po tych kilku tekstach już pewnie zdążyłeś zauważyć, że nie przepadam za takimi. Staram się, żeby moi bohaterowie byli bardziej żywi niż idealni.

Dzięki za ciekawą dyskusję Ślimaku. Bardzo ciekawe podejście do tematu, które z pewnością zostanie mi w głowie przy wyborach w kolejnych tekstach.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Rozumiem, że postawienie imiennika w roli głównej ma jakiś potencjał na rehabilitację za mą haniebną opinię pod Twoją “Plażą(…)”? laugh

Haha, a niby nie podlizujesz się jurorowi! Mam Cię!

Wszystko się okaże, czy skończy Szanowny Pan dobrze, czy jak Lucyfer – strącony na ostatnie miejsce!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nie widzę tylko, dlaczego w Twoim przekonaniu, w sytuacji opisanej w tekście, ma to być alternatywa nie do pogodzenia. Dlaczego główny bohater nie mógłby podjąć próby ułożenia przekazu w taki sposób, żeby wyjść na bohatera, a jednocześnie zamieścić mniej lub bardziej zakamuflowaną przestrogę przed swoimi błędami.

Bo musiałbym założyć, że stworzyłem bohatera wystarczająco przebiegłego lub zmotywowanego, który by na to wpadł. A moim zdaniem ksiądz nie przejawia podczas swojej historii znaków wielkiej inteligencji. Motywację może i tak, ale ona pryska, kiedy dowiaduje się o podstępie.

Wydaje mi się, że jeśli już zdecydował, że przedstawi się w roli kogoś wielkiego, nowego Noego, to poszedł po całości. Postawił wszystko na jedną kartę, na siebie. Nie jestem z tego dumny, że tak uważam, ale boję się, że właśnie w ten sposób działa większość ludzi postawionych pod ścianą. Szczególnie jak za tą ścianą każdy wyzywa go od oszustów i Judaszy, myślę, że chciał zrobić wszystko, żeby nikt się o tym nie dowiedział. To obraz słabego człowieka.

Ja rozumiem o co Ci chodzi Ślimaku, ale muszę być szczery, ja po prostu wpadłem na taką wizję decyzji człowieka oszukanego, a który chciał być Mojżeszem. Mimo że Twoja jest również realna, możliwe nawet, że bardziej, to ja to widzę w ten sposób jaki opisałem.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Pobetowo:

Opowiadanie ma wiele zalet, ale też, moim zdaniem, troszkę wad. 

Miałeś pomysł, bohaterowie są żywi, można ich lubić, mogą wkurzać, ale nie można Ci odmówić, że są jacyś.

Fajnie, że dajesz pstryczka komuś, kto źle traktuje chorych – mimo, że pod koniec Golenia wychodzi z tego cało, miejmy nadzieję, że się zmienił.

Opisujesz akcję całkiem realnie, można się wczuć, a nawet wciągnąc.

Ale..

Tak jak mówiłem podczas bety. Moim zdaniem mamy tu kolaż kilku ciekawych pomysłów, ale czegoś w tej historii brakuje. Jakbyś nie miał konkretnego pomysłu gdzie chcesz prowadzić tę historię. Jakiejś wyrazistej puenty. Kilka wątków zdaje się być porzucona.

Ale podsumowując – chętnie polecę tekst do biblioteki, bo mimo marudzenia, nie jest to tekst zły. Dzięki za zaufanie w becie.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

To nie budziło moich wątpliwości, może co najwyżej napisałem o tym zbyt skrótowo (“nie przejmował się najbardziej tym, czego potrzebują ludzie, lecz tym, żeby samego siebie nie ukazać w nazbyt złym świetle”). Jednak wyraźnie go to dotknęło, że padł ofiarą podstępu i poprowadził swoich wyznawców w pułapkę, wobec czego trudno mi zrozumieć, dlaczego (w Twoim zamyśle) nie starał się spisać historii tak, żeby zarazem przedstawić się jako bohater i ostrzec przed podobnymi manipulacjami.

Tak, tak Ślimaku, ja chciałem tylko rozwinąć myśl i przyznać się, że rzeczywiście miałem to w głowie. Tu mamy różne podejście do sprawy. Pisanie trwało kilka godzin, to jednak jest trochę czasu do namysłu co się chce przekazać. Teraz stoimy na rozdrożu, czy ktoś wybrałby, żeby przekazać prawdę, bo dotknął go podstęp, czy jednak pomija to, bo ma okazję, żeby stać się ikoną dla nowego świata. Nie twierdzę, że moja wersja jest najbardziej prawdopodobna i jedyna, z pewnością jest ich kilka. Ale postawiłem na taką, jaką czułem i jaka pasowała do tego co chciałem przekazać. To była moja odpowiedź do zdania “Reasumując, próba kreacji przegranego, który nie walczy o zachowanie swojej wersji historii, lecz jeszcze pomaga zwycięzcom pisać ich wersję, jest na pewno ambitna, ale nie wiem, czy uniwersalna albo nawet prawdopodobna.” Bo rozumiem Twoje podejście, ale moim zdaniem jest więcej niż bardzo prawdopodobna, znając ludzi. A ludzie, którzy posmakowali chociaż trochę władzy, czy przewodzenia – myslę, że tym bardziej są na to narażeni. 

Gdybym twierdził, że Twoje opowiadanie jest tak samo udane czy w jakimś sensie porównywalne, to rzeczywiście byłby gigantyczny komplement, wręcz pochlebstwo; prawdę jednak mówiąc, moje skojarzenie wypłynęło głównie z wątku powodzi

Oj, ja jestem święcie przekonany, że moje opowiadanie nie dorasta mu do pięt. Ale bardzo miło mi się zrobiło, że wywołało takie skojarzenie. Tylko tyle. I aż tyle.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Ślimaku,

Z Twoich opowiadań, które dotychczas poznałem, to spodobało mi się wyraźnie najbardziej.

Bardzo mi miło!

Przeczytałem je jakiś czas temu, wczoraj przeczytałem ponownie, pomyślałem, poczytałem komentarze

Dziękuję za dokładne wejście w tekst i przemyślenie sprawy. Bardzo to doceniam.

ednak to nie tłumaczy wystarczająco, dlaczego postanowił uwiecznić i kontynuować manipulację, której sam był ofiarą i narzędziem. Poza tym mamy świadomość, że kosmici od początku wpływali bezpośrednio na jego myśli, co też utrudnia porównywanie postępowania tej postaci z typowym ludzkim. Reasumując, próba kreacji przegranego, który nie walczy o zachowanie swojej wersji historii, lecz jeszcze pomaga zwycięzcom pisać ich wersję, jest na pewno ambitna, ale nie wiem, czy uniwersalna albo nawet prawdopodobna.

To może ja napiszę jak to widziałem pisząc, a czy wyszło to już pozostawiam Tobie i reszcie czytelników. Oszukany ksiądz, do pewnego stopnia manipulowany, mógłby opisać całą prawdę, a kosmici dali mu taką możliwość (co było kolejną częścią ich badań). Nie wypadłby przecież w tej historii na aż takiego Judasza jak twierdzili ludzie na arce, po prostu na oszukanego. Ale właśnie tu wchodzi jedna, prosta rzecz w którą chciałem uderzyć. Ludzka próżność i wieczna próba przedstawienia siebie w jak najlepszym świetle. W historii do momentu “Oto słowo Boże”, czyli to co spisał ksiądz, nasz bohater jest bohaterem. W tej wersji ma rację (bo do tego momentu nie ma słowa o kosmitach). Jest nowym Noe, Mojżeszem, przewodnikiem. Kimś o kim będą mówić po odrodzeniu Ziemi, bo można przypuszczać, że zakładał, że właśnie spisuje nową część Pisma, nową Ewangelię, co wskazuje sama nazwa “Ewangelia według Ocalonego”. Więc powód był taki, że zrobił to dla własnych celów, ale specjalnie nie napisałem tego wprost, bo nikt się nigdy do takich rzeczy nie przyznaje, nawet przed samym sobą, a jednak opowiadanie jest pisane z pierwszej osoby, dlatego tym bardziej nie mogłem zawrzeć w nim przyznania. Łatwiej było mu w myślach zwalić to na kosmitów niż na własną słabość i chęć bycia wielkim, choćby miał żywy z tej arki nigdy nie wyjść. Może proste, ale miałem jakąś wewnętrzną potrzebę tak skończyć to opowiadanie. Bo w mojej opinii, która może oczywiście być tylko przypuszczeniem, takich ludzi w naszej realnej historii było dużo więcej, a prawdy nigdy nie poznamy. 

No i do końca nie wiemy ile manipulacji w pierwszych rozdziałach tak naprawdę było, ile ksiądz nazmyślał. Może wcale gałązki oliwnej na gołębiu nie widział, ale jeszcze bardziej chciał podbić swoją rolę Noego dla przyszłych pokoleń? Kto wie.

Drugie główne zagadnienie to losy ludzkie w obliczu katastrofy i wpływ wiary. Wskazywano Ci już, że pójście gatunkowo w kierunku przypowieści utrudniło czytelnikom przejęcie się tymi losami postaci, co na dłuższą metę może osłabiać odbiór tekstu.

Tak, to przyjmuję całkowicie. Tak bardzo skupiłem się na założeniach tekstu i postaci samego księdza, że ten aspekt wypadł blado. Bałem się też, że jeśli włożę za dużo o innych bohaterach, albo tym bardziej odejdę od przypowieści, klimat i wydźwięk nie oddadzą tego co chciałem przekazać. Nie jestem w stanie stwierdzić czy popełniłem tu błąd, czy jednak wyszłoby gorzej gdybym napisał inaczej. Z pewnością będę miał to na uwadze w przyszłości.

Wielcy liderzy ruchów społecznych i religijnych bywali znani raczej z tego, że w tłumie, który porywali za sobą, potrafili każdemu poświęcić czas i uwagę, przemówić kilkoma słowami do jego najgłębszych tęsknot i obaw.

Tu się zgadzam całkowicie. Czytając wiele o sektach, które notabene są dla mnie interesującym zjawiskiem, wiem, że sposób działania liderów jest taki jak opisujesz. Tu oczywiście nie mamy do czynienia z jasnym wyrokiem, że jest to sekta, więc pozwoliłem sobie na inne prawa, ale rozumiem o co Ci chodzi. Postawiłem na przeskoki czasowe z początku: “Z biegiem dni, tygodni zacząłem mówić wprost. Ludzie słuchali.” . Starałem się też zgrabnie to poprowadzić przez tłumaczenie, że on tylko nazywa lęk, który już w nich jest itd. Później postawiłem już na strach przed śmiercią i karą boską, w którą uwierzyli na przestrzeni tych tygodni i na podstawie tego co widzą przed sobą, czyli coraz większą powódź. Jestem głęboko przekonany, że mogłem to poprowadzić w tej części lepiej, ale przyznam się, że po prostu nie chciałem przeciągać opowiadania i myślałem, że tyle wystarczy w tej kwestii – zapewne błędnie.

Jeżeli Twoi kosmici traktują ten przypadek jako wyczerpujące studium roli religii w życiu człowieka, to znaczy, że mało jeszcze zrozumieli naturę ludzką i mogą się bardzo zdziwić: trudno mi powiedzieć, na ile warto byłoby to rozwinąć w tekście.

No chciałem, żeby to jak ksiądz spisze historię było kolejną znaczącą próbą według kosmitów. Sam ksiądz był bardziej narzędziem na czas trwania podróży, wtedy badani byli ludzie, czy pójdą za nim i uwierzą, a badanie lidera zaczęło sie za zamkniętymi drzwiami arki. Nie wiem czy to wystarczające, mam nadzieję. Ale ciekawa uwaga.

Podoba mi się, jak starałeś się tutaj zawrzeć wiele sensów i przemyśleń w zwartej konstrukcji. Wprawdzie po lekturze został mi w głowie mętlik pytań i wątpliwości, a nie jasne wnioski, ale też to doceniam, że inspirujesz do rozważań zamiast podawać arbitralne odpowiedzi

Bardzo mi miło Ślimaku, taki był zamysł, cieszę się, że to wyszło. Cieszę się tez, że opowiadanie skłoniło do wielu dyskusji, niektórzy odbierali jako uderzenie w wiarę, inni wręcz odwrotnie, jako zachęcanie do niej, jeszcze inni pomiędzy. Kilka osób zmieniło swoje patrzenie po dyskusji, kilka samo zgadło o co mi chodziło, kilka zostało przy swoim stanowisku, co też jest super. Jestem bardzo zadowolony z efektów okołotekstowych.

Zgodzę się, że komiczny tytuł słabo pasuje do zawartości, jednak mam wrażenie, że może to pomóc w lepszym zapamiętaniu opowiadania.

Nie chciałem być też hipokrytą. Wpadłem na pomysł słuchając tego utworu. Ta fraza jest częścią tekstu i bardzo mi się spodobała. Nie zamierzałem udawać, że jest moja, po prostu wykorzystałem ją w, mam nadzieję, ciekawy sposób. Ale tak, był to też lekki chwyt marketingowy, spodziewałem się, że zachęci ludzi do czytania i bardziej zapadnie w głowie, a to jednak ważne.

Sto lat samotności

Muszę się w końcu za to wziąć, tyle razy słyszałem o tym, a niestety nie miałem przyjemności przeczytać. 

oraz wspaniałe opowiadanie Huellego Winniczki, kałuże, deszcz,

Tak, o mój Boże, tak. Czytałem to już dawno, ale nie masz pojęcie jaką przyjemność sprawiłeś mi tym porównaniem i samym przypomnieniem o tym opowiadaniu! Wspaniały komplement!

Jak widać, wrażenia mam bardzo zróżnicowane i decyzja piórkowa będzie tutaj trudna, na pewno nie wykluczam.

Rozumiem. Samo to, że się zastanawiasz, jest dla mnie sukcesem, bardzo mi miło.

Błędy poprawię, wszystkie słusznie wypunktowane. 

Dziękuję za ciekawy komentarz i za głębokie wejście w mój tekst. To chyba cieszy najbardziej!

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby ktoś zdecydował się pomóc LarsFordenowi. Widziałem, że niektórzy mieli po nawet pięciu betujących, nie chciałbym, żeby Lars został sam, tylko dlatego, że jest nowy na portalu. Będę zobowiązany, jeśli każdy uczestnik konkursu znajdzie partnera do betowania, o ile takiego potrzebuje.

A Tobie Larsie polecam zapytać też na Shoutboxie, może tam więcej osób zauważy. Oferta re-bety oraz komentowanie opowiadań reszty użytkowników też pewnie zachęci potencjalnego betującego.

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za spam.

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, czy nazwa “projektor synaptyczny” wystarczająco tłumaczyłaby urządzenie, które pozwalałoby przenosić wyobraźnie człowieka na hologramy? W skrócie mamy teatr w przyszłości. Jeden człowiek odpowiada za całe przedstawienie. Podłączają mu sprzęt i za pomocą wyobraźni i tego właśnie urządzenia jego wyobrażony spektakl przechodzi bezpośrednio z głowy na scenę. Zamiast aktorów mamy hologramy postaci, które sobie wyobraził, co pozwala zmieniać ich wygląd i scenerię w mgnieniu oka.

Szukałem długo w necie i projektor synaptyczny zdaje się pasować najbardziej, mimo, że to fikcyjne stwierdzenie wyszperałem bardziej w kategorii gier komputerowych.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej, pobetowo:

Znowu udało Ci się wpleść swoją wiedzę do krótkiej scenki. Jak wspominałem w becie, troszkę mało tu moim zdaniem fabuły, ale tekst napisany bardzo sprawnie, a mutacje zawsze straszne. 

Bardzo fajna ta powtarzalność słów “nakropić, nanieść”.

Polecam do biblioteki i pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Krzysztofie Kapibaro,

Bardzo mi miło, że Ci się podobało, no i, że było poruszająco. Dialogi specjalnie próbowałem utrzymać w klimacie całego opowiadania, co pewnie mogło niekiedy zabrzmieć nienaturalnie, więc rozumiem opinię. 

Dziękuję za miły komentarz.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Jolu,

Dwóch staruchów na tej samej plaży, jeden zmienia się w obcego, drugi wypływa w ostatnią podróż, a to wszystko pod tą samą wieżą/latarnią. Czegóż chcieć więcej?

Dokładnie tak! Starcy plażowi wymiatają!

Wrócę jeszcze z komentarzem, na razie przeżywam szok turystyczny, bo parawanów nikt nie postawił! :) 

Haha! Czekam! Wypoczywaj!

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Dopiero po chwili zauważyła Jerry’emu

Chyba nie ten przypadek.

Słońce zanurzyło się jak torebka herbaty, plamiąc niebo rozmytym brązem.

Piękne!

Prześladowca chce, żebym okazała emocje, pomyślała.

Nie ładniej myśli kursywą?

 

Miałem jakieś dziwne skojarzenie z Arcane, czytając. Jakby Zajdel pisał scenariusz Arcane laugh

O ile jestem wielkim zwolennikiem niedopowiedzeń, tak tutaj jest kilka kwestii i zasad świata, które chętnie bym głębiej poznał. Swoją drogą chyba coś mi umknęło, ale co spowodowało bezpośrednią śmierć Jerrego? Mam wrażenie, że coś istotnego pominąłem.

Ciekawie przedstawiasz kolejny świat, Zegarnica bardzo pomysłowa. Przeskoki między bohaterami bardzo udane, czytałem szczerze zaciekawiony! Potrafisz fantastycznie w światotwórstwo i klimat.

Miałem jednak wrażenie, że dziwna jest kolejność drogi bohaterów:

Bonnie – wychodzi → schronisko → chatka Zegarnicy → Damian i Marysia

Damian i Marysia – chatka Zegarnicy → schronisko → Bonnie

Tak jakby szli zupełnie odwrotnie, a jednak się spotkali. Coś pominąłem, czegoś nie zrozumiałem, czy coś tu nie gra? Fakt, że czytałem trochę zmęczony, więc mogłem coś pominąć przypadkiem, wybacz za pytania.

Postacie wiarygodne, każda ma swoje znaczenie, super napisani bohaterowie. Zegarnica zaintrygowała mnie najbardziej.

Końcówka genialna, bardzo mi się podobała. Zaserwowałeś naprawdę porządny świat, klimat, akcję i całkiem ciekawą symbolikę. Bardzo mi się podobało. Chętnie dołożę pół-TAKa do głosowania piórkowego.

No i oczywiście klikam, nie rozumiem czemu nie jest to jeszcze w bibliotece.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

– Stała tu od dawna? – spytałam, starając się ocenić, czy dozorcę coś ominęło.

A nie: dozorcy coś nie umknęło

Biernik (kogo?co?): dozorcę. Ominęło kogo? – Dozorcę.

Chyba w zaprzeczeniu byłby dopełniacz, jeśli się nie mylę.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej prosiaczku, bardzo mi miło, że wpadłeś.

Ojciec niezdejmujący maski tuż przed spotkaniem z żoną i dzieckiem zirytował mnie najpierw, wydało mi się to nielogiczne, ale – jak słusznie zauważyła bruce, której komentarz przeczytałem już po zapoznaniu się z Twoim opowiadaniem – na wojnie ludzie robią różne rzeczy, i koniec końców tę “niedorzeczność” poczułem jako rzecz wiarygodną.

Szczerze jest to interpretacja dokładnia taka o jaką mi chodziło. To miało najpierw zirytować. Zakończeń miałem napisanych kilka i to wydało mi się najbardziej naturalne i najlepsze. Bo mimo pierwszego wrażenia właśnie naturalne. Dzięki, że jednak postanowiłeś dać mu szansę po komentarzach!

Wiem, że nie można mieć wszystkiego, ale brakowało mi trochę tła. Chciałbym dowiedzieć się więcej o bohaterach, żeby móc bardziej poczuć ten rozgrywający się dramat. Niekoniecznie w formie opisów ich przeszłości, na przykład tego, jak wyglądało ich życie wcześniej, ale, powiedzmy, w formie krótkich akapitów albo nawet zdań pokazujących bardziej, jacy ci bohaterowie są. Wtedy końcówka w moich oczach wybrzmiałaby mocniej niż fabularyzowany reportaż. Z drugiej strony ten nie portret a szkic osobowościowy dobrze koresponduje z treścią opowiadania. Na wojnie ludzie są anonimowi, znamy głównie statystyki.

Tak, rozumiem to. Ale jednak był to zabieg celowy, żeby przenieść uwagę na inne rzeczy. Dlatego też nawet nie nadałem imion bohaterom. Z drugiej strony tekst wyszedł też bardzo długi. Ale rozumiem o co Ci chodzi, ja mam jakąś manię do robienia niewiadomych, muszę nad tym popracować.

Poza tym zawiesiłeś umiejętnie moją niewiarę, z łatwością uwierzyłem w wykreowaną przez Ciebie rzeczywistość. To dobre opowiadanie, prezycyjne, ze świetnym rytmem, jestem zatem ukontentowany. :-)

Dzięki wielkie. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało!

 

Pozdrawiam! 

You cannot petition the Lord with prayer!

Też myślę, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, na piśmie jednak zawsze łatwiej o nieporozumienia niż w rozmowie na żywo.

Oczywiście, że łatwiej. Ale się udało i to najważniejsze! 

Uważam, że należy się skrupulatnie wystrzegać negatywnych odniesień do osoby autora zamiast do komentowanego tekstu, moją rolą nie jest dawanie komukolwiek “pstryczków w nos”, dlatego Twój pierwotny odbiór mojego wpisu wprawił mnie w duże zakłopotanie. 

Tak, też tak uważam. Nie chciałem wprawić Cię w zakłopotanie moim odbiorem komentarza.

Postaram się zaglądać do Twoich kolejnych opowiadań, zresztą w kolejce czeka jeszcze jedno z nominacji, a komentarze na pewno będę uważnie analizował przed wysłaniem.

Dzięki wielkie. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw Twojej interpretacji pod tamtym tekstem!

 

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Faktem pozostaje jednak, że odebrałeś moją wypowiedź jako podły atak osobisty, gdy przy minimalnym założeniu dobrej woli dałoby się chyba wyrozumieć ten sens, który teraz doprecyzowuję. Nawet jeżeli twierdzisz, że nie poczułeś się dotknięty, to mój komentarz – gdyby Twoja interpretacja była słuszna – rażąco przekraczałby standardy dialogu, których oczekuję od siebie i innych.

Hmm, przeczytałem co napisałem i rzeczywiście zabrzmiało jakbym się obruszył, ale nie taki był zamiar. Fakt, odebrałem to jako lekki pstryczek w nos, ale nic bardzo personalnego. Interpretacja tego co napisałeś mogła być błędna, ale moim zdaniem dało się ją tak odczytać.

Szczególnie, że Ty możesz mieć takie zdanie, że nie powinno wchodzić w takie rzeczy bez doświadczeń życiowych, ma to sens. Widzisz mój wiek, który od razu wpasowuje się w teorię, że nie powinienem takich doświadczeń jeszcze mieć. Dlatego błędnie odebrałem jako pstryczek w nos od starszego kolegi, nic więcej. Być może gdyby tym pstryczkiem był, byłby nawet zasłużony.

 Szczególnie, że w życiu bym nie zakładał, że chciałbyś dokonać ataku personalnego, a tym bardziej podłego, chyba troszkę podkoloryzowany osąd :D To tyle, broń Boże się nie obraziłem i nie zakładałem złych zamiarów. Myślę, że się dogadaliśmy i, że jeszcze wiele ciekawych dyskusji będziemy prowadzić Ślimaku.

Wyraziłem ogólny sąd o pewnej technice narracyjnej, absolutnie nie napisałem nic, co w moim zamiarze miałoby się odnosić do Ciebie jako osoby. Wyjaśniłem, dlaczego uważam ją za ryzykowną; mogę dodać, choć przecież wynikało to w domyśle z poprzedniego wpisu, że sam nie mam odwagi jej używać, bo moje doświadczenia nie są dostatecznie bogate, żeby od niechcenia wmasowywać czytelnikowi prawdy życiowe. Na pytanie, czy Twoje doświadczenia są, musiałbyś sobie odpowiedzieć sam, ja przecież prawie nic o Tobie nie wiem i nie mam najmniejszego prawa się o tym wypowiadać. Świadomie posłużyłem się stopniowaniem, napisałem, że łatwo o “żenujące wpadki”, ale wskazane niefortunne zdanie jest co najwyżej “potknięciem”.

Tak, tak. Ja się zgadzam, że to technika trudna i może być mieczem obosiecznym. Natomiast to fakt, że mam odwagę ją stosować i chciałbym w przyszłości. Muszę się nauczyć dobrze to wyważyć, żeby nie przesadzić, albo właśnie nie wejść w temat na który doświadczeń nie mam. Raczej w tekstach które piszę poruszam się tylko w tematyce o której jakieś pojęcie mam, albo przynajmniej dużo o czymś myślałem (pomijając teksty które tej techniki narracyjnej nie stosują). Oczywiście na temat starości nie wiem nic, ale tu bardziej stawiałem na ten ostatni akt wolności. Mam nadzieję, że w przyszłych tekstach uda mi się nie wpaść we własną pułapkę i zawsze z zaciekawieniem czekam na Twoją opinię.

Pozdrawiam serdecznie, co złego to nie ja!

Tytuł jest wieloaspektowy, wielowymiarowy, metaforyczny, baaardzo treściwy w swej formie oraz znaczeniu. :) Nie pokazuje bohatera, nic o nim nie mówi wprost. Za to – jak wiele – świetnie w zakamuflowanej symbolice. :)

Dziękuję bruce, to bardzo cieszy jak ktoś tak głęboko wchodzi w tekst, a nawet w tytuł! heart

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Ślimaku,

Bardzo ładny język, naprawdę mało do czego miałem ochotę się przyczepić (może podkreślenie “pytania wyczerpały się same” uważam za niefortunne, bo i tak nijak nie mogłyby się wyczerpać z cudzą pomocą).

Nie będę ukrywał, że taka opinia to dla mnie wielki sukces. Tekst powstał w głównej mierze po to, żeby szkolić warsztat, zobaczyć, czy idzie to jakoś do przodu. Dzięki za te słowa, to dla mnie duży komplement, szczególnie od Ciebie.

Natomiast od razu powiem, że fabuła wydaje mi się tutaj zbyt szczątkowa, żeby myśleć o tym opowiadaniu w kategoriach piórkowych.

Nie mam zamiaru tego bronić. To, że opowiadanie zdobyło nominację jest dla mnie szokiem. Oczywiście bardzo, ale to bardzo mi miło. Natomiast rozumiem opinię, że nie jest piórkowe, nie mam zamiaru się z tym kłócić. Wszystkie dyskusje jakie prowadziłem wcześniej i starałem się je bronić były dlatego, że jestem mimo wszystko z opowiadania dumny i miałem na to jakąś wizję. Ale czy zasługuje na Piórko? Tutaj bym nie był taki pewien, więc bez bicia przyjmuję opinię NIE.

Widać, że masz odwagę próbować przekazywać głębokie prawdy w lapidarnych, naturalnie wplatanych w narrację zdaniach (“Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem”), co – kiedy się udaje – znamionuje literaturę wysokich lotów.

Ano mam. Przynajmniej staram się. Cieszę się, że zdanie Ci się podobało.

Piszę jednak, że wymaga to odwagi, bo kiedy autor nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych i lotności sformułowań, zbyt łatwo przy tym o żenujące wpadki.

To też fakt, nie zawsze się uda. Ale próbuję, do odważnych świat należy. Chciałbym ten sposób narracji doskonalić, bez prób się nie uda. Po to tu jesteśmy, żeby się uczyć. Czy to źle i czy takie “wpadki” są żenujące? No ja tak nie uważam. Największy mędrzec raz za czas potrafi wyjść na głupca. A ze mnie żaden mędrzec, więc pewnie częściej się zdarzy. Nie uważam, żeby powinno być mi wstyd, bo czasem przedobrzę jakieś zdanie, albo źle przeleję na “papier” to co myślę. 

Uważam za równie odważne zakładanie, że ktoś nie ma prawdziwie bogatych doświadczeń życiowych na podstawie kilku zdań. Nie twierdzę, że nie masz racji, może nie mam, może i ciężko mieć w wieku 27 lat. Ale zakładasz to na jakiejś podstawie, która chyba nie do końca jest adekwatna. Po prostu jakieś zdanie nie wyszło i tyle, lotność sformułowań staram się ćwiczyć.

Tutaj za takie potknięcie uznałbym “Pomyślał, że samotność nie polega na braku ludzi. Samotność to brak kierunku” – przecież izolacja społeczna i poczucie bezcelowości czy bezsensu życia to dwa zupełnie różne braki!

A teraz popatrz. Tak, masz rację. Natomiast kto powiedział, że to zdanie dosłowne? Albo, że ja tak w ogóle twierdzę? Przecież to jest myśl bohatera, nie fakt na temat świata. Tym bardziej naszego świata. I to myśl, która moim zdaniem pasuje do calej drogi bohatera. Jest kulminacją tej drogi. Przecież on nie wykłada psychologii tylko sobie filozofuje. A już swoja drogą – to zdanie bezpośrednio nawiązuje do początkowego “Wiedział, że to dziś. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Dlatego, że nic już nie miało się wydarzyć.” I o to w nim chodziło. W końcu znalazł kierunek. Nie chodziło mi o taką dosłowną samotność tylko… hmm… egzystencjonalną pustkę? Bo jednak żył w miasteczku, wśród ludzi. Oczywiście można czuć się samotnym wśród ludzi, nie uwierzysz, ale coś o tym wiem. Czuł się sam, bez celu, bez nikogo. Ta samotność to tutaj brak tego sensu, żeby ruszyć naprzód – nie było dla kogo, został odcięty od tego co kochał, a traktował morze jak ukochaną. 

Oczywiście – można to było zapisać lepiej, rozumiem zarzut. I jest pewnie zasadny. Ale czy świadczy o czymkolwiek o mnie i moich doświadczeniach? Hmm.

Z drugiej strony rozumiem i w dużej mierze przyjmuję zastrzeżenia Finkli, że tekst zbliża się nieprzyjemnie do romantyzowania samobójstwa.

No tutaj się nie zgadzam i wytłumaczyłem wcześniej czemu, więc pozwolę sobie po prostu przyjąć, że mamy inne wizje tego.

Przecież to zupełnie nie tak. Co innego wiedzieć, że możesz nie wrócić, a co innego nie mieć szansy na przeżycie.

Brak szansy na przeżycie (oczywiście w sensie dosłownym, nie metaforycznym) zaistniał dopiero po zdezelowaniu łodzi na kamieniach. I wtedy to już przerodziło się w dążenie do celu, spełnienia marzenia za wszelką cenę. Ale czy sama wyprawa taka była? Tu bym się kłócił.

Jeżeli temat Cię bliżej interesuje, pewnie powinieneś poczytać Władysława Cywińskiego, który realizował właśnie tę filozofię i nienajgorzej pisał.

Nie wiem czy interesuje, bo dalej nie uważam, żebym romantyzował samobójstwo, ale dziękuję za polecenie – z chęcią zerknę, bo nie czytałem nic od tego Autora.

 

Kolejny raz powtórzę, że nie próbuje się wykłócać, zacząłeś bardzo interesujący temat Ślimaku. I mimo, że nie z każdym zdaniem w Twoim komentarzu się zgadzam i uważam te za odważne (laugh), nie czuję sie jakkolwiek urażony i wierzę, że też takiego zamiaru nie miałeś. 

Jeszcze raz dziękuję za pochwalenie języka, to dla mnie wielki komplement! I za szczery komentarz!

Pozdrawiam serdecznie!

 

AP,

Bohater poczuł, że jego czas się kończy. Umierał. Zamiast śmierci w łóżku wybrał się na ostatnią wyprawę w morze. Wysiłek związany z ciągnięciem łodzi mógł się przyczynić do wcześniejszego odejścia, ale to już inna sprawa. To ciągniecie łodzi było umieraniem, a moment, kiedy „ciężar zniknął” ten proces zakończył. Bohater nie popełnił samobójstwa. O tylko wybrał miejsce odejścia.

Otóż to. Mogło się skończyć lepiej. A może się skończyło i tak dobrze, bo interpretacja bruce była w mojej głowie jako jedna z niewiadomych, które chciałem wrzucić, więc cieszę się, że się nią podzieliła. Ale tak, całkowicie się z Tobą zgadzam. Dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nie traktuj moich uwag jako krytyki, w żadnym razie!

Spokojnie, super, że napisałaś co myślisz. Dlatego też napisałem “I super, fascynuje mnie jak można różnie to odbierać.” Naprawdę tak uważam. I rozumiem zarzut.

Dzięki wielkie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej chalbarczyk,

Wykreowałeś spójny, lekko intrygujący klimat, który mógłby stać się tłem dla jakiejś fabuły, wartkiej akcji, metanoi bohaterów… ale poprzestałeś na “scenografii”.

Hmm. Tekst miał mieć inne zadanie niż wartka akcja itd. Fabuła wydaje mi się, że jest. Po prostu to ten typ tekstu, który stawia na melancholię, uczucia bohatera i emocje. Może masz rację, że można stworzyć z tego coś większego, ale cel miałem inny. Kto wie, może kiedyś do tego wrócę!

Trudno wczuć się w bohatera, ponieważ to, co dotyczy jego życia potraktowałeś bardzo skrótowo, wręcz niechętnie :)

No i masz Ci los. Wiele komentujących mówi, że mogło idealnie się wczuć w bohatera, pewnie właśnie dzięki temu, że celowo i przemyślanie dobierałem rzeczy, które pokażę. Ale dla Ciebie jest wręcz odwrotnie. I super, fascynuje mnie jak można różnie to odbierać. Rozumiem opinię, ma swoje uzasadnienie, mam nadzieję, że jeszcze do Ciebie trafię jakimś tekstem!

Nie można natomiast odmówić opowiadaniu walorów językowych.

Dziękuję bardzo!

 

Dzięki za komentarz i szczerą opinię.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

O kurczę, to trochę mu odjąłem haha!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło laugh

Powiem Ci, że myślałem, że to łatwiejsze. Co chwilę AI zapomina zeszłych obrazków, zmienia mi gila, zmienia kolory na obrazku… A co najlepsze, niektórych obrazów nie potrafi przetworzyć. Chciał Gil się w AI bawić to ma XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Powinien być jakiś alert, gdy ktoś nas wspomina w komentarzach laugh

(nowa wersjo Portalu, sczytuj, co piszę)

Dokładnie!

Jest w którymś Shrecku taka scena, gdy kot mówi: “Dokładnie o tym samym pomyślałem… Wkrótce nasze umysły staną się jedną całością” i zaciera ręce. To ja robię to teraz. 

XD!

Piosenek Lao Che jest dla nas jeszcze wiele, choć akurat ten tekst to bardziej dla mnie “Pielgrzym” T-love ;).

W sumie racja z tym Pielgrzymem, ale w głowie miałem co innego. Opowiadanie powstało, bo po wyjściu z wystawy Mamy, gdy wracałem samochodem, playlista wylosowała Nightwish – The Islander. Klimat obrazu i sceny, które zapamiętałem z teledysku (a oglądałem go lata temu), do tego przyjemny ton piosenki zaowocowały w opowiadanie.

A co do Lao Che to mam nadzieję, że doczekam się jakiegoś Twojego inspirowanego tekstu! Bardzo wyczekuję.

Może powinniśmy w takim razie z Michaelem grać w duecie i wtedy taki tekst zostałby ze wszystkimi na zawsze, po wieki wieków :)

O, razem mielibyśmy wszystko. Chociaż nie chcę, żeby źle to zabrzmiało po moim ostatnim “ptysiu miętowy” XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Chodziło mi o to, czego patronem jest Maciej.

A nie przypadkiem alkoholików? Jakoś tak mi się kojarzy.

Antoni jest od rzeczy zagubionych, prawda?

Prawda.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hah, fajne! Gorzej jak się nauczy brzydkiego słówka i podkopie nasze kompetencje XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej melendur88,

Moim zdaniem to jest opowieść o sprawczości, o człowieku, który na własnych zasadach dyktuje warunki ostateczności.

Jak najbardziej się zgadzam.

Podoba mi się to zawieszenie między człowiekiem a naturą, nie zawsze trzeba wymyślać światy od nowa, czasem wystarczy wypełnić luki.

O, bardzo ładnie napisane!

Zgrzyt leży w jednym, drobnym detalu, który dla niektórych moim zdaniem mógł zrujnować poetykę przejścia. Chodzi o tę nieszczęsną kotwicę u nogi. Budujesz oniryczny klimat, łódź zaczyna lewitować, duchy kiwają głowami, morze czeka jak ukochana… a potem bohater wiąże sobie żelastwo do nogi, żeby ciało nie wypłynęło.

Hmm. Może i jest w tym jakaś racja, ale wynika bardziej z mojego niedopracowania przekazu tego czynu. On sobie ją przywiązał, żeby gdyby coś się stało, ciało nie dryfowało. Mieli taki zwyczaj w moim świecie. Dlatego jest zdanie zaraz po przywiązaniu kotwicy: “Stary nawyk”. Tak robili marynarze w mojej historii, miała to być taka ciekawostka ze świata w zamyśle, nie spodziewałem się, że spowoduje nieścisłości. No nic, kolejna lekcja dla mnie.

To jest tak brutalnie dosłowne, tak mocno zakotwiczone (nomen omen) w fizyczności i realizmie, że zabija całą wypracowaną wcześniej magię. Dla niektórych. Bo dla mnie osobiście nie.

Hmm. Rzeczywiście ciężko określić jak już staram się spojrzeć z drugiej strony. No ale ja nadal jestem w tej drugiej grupie, jak Ty i bruce, więc już trudno. Wezmę pod uwagę na przyszłość.

Dzięki za komentarz i miłe słowo!

 

Popieram wniosek końcowy – dla mnie: także nie. :) 

bruce heart

 

Pozdrawiam Was!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Spoko, nie odbieram tej dyskusji jako wykłócania. Raczej jako chęć podejrzenia, jak działają mózgi innych ludzi

Otóż to.

A zawsze wchodzę, bo Ty czytasz moje teksty.

Jak Kuba Bogu i tak dalej. Więc ja wchodzę, bo Ty wchodzisz i tak w kółko. I każdy zadowolony.

No. Jeśli każdy się dobrze czuje z własnymi reakcjami, to jest pięknie, a ludzie żyją długo i szczęśliwie. :-)

Tak jest!

Pozdrawiam! laugh

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej!

Nadrabiam tekst i nie byłem świadomy nawet, że tak super opowiadanie przegapiłem.

Przede wszystkim światotwórstwo zasługuje na wielką pochwałę. Bardzo interesujące.

Świetny język, pięknie budujesz zdania. 

Tekst nie jest łatwy, dwa razy musiałem wracać, bo miałem wrażenie, że czegoś nie zrozumiałem. Ale nie jest to wada, opowiadanie ma drugie dno, którego odkrywanie sprawiało mi wiele przyjemności. Z pewnością nikt nie odmówi Ci kreatywności.

Jedyne co mi zgrzyta to lekka nierówność. Były fragmenty, które mi się ciągnęły, żeby zaraz wejść w bardziej interesujące. I jest to z zasady normalne, ale w tym wypadku chyba było tych mniej ciekawych zbyt duzo.

Co nie zmienia faktu, że to świetny tekst, przeczytałem z ciekawością i z pewnością będę obserwował Twoje kolejne teksty.

Jeszcze raz gratuluję Piórka i pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Zawsze fajnie jest posłuchać, co kto sobie wyobrażał. Tutaj można by z tego jeszcze zrobić zamaskowaną ankietę, jakie leśne zwierzę wygląda, jakby miało być magiczne i pomocne ;)

Głosuję na szopa pracza!

You cannot petition the Lord with prayer!

. Po prostu czytam, czuję wrażenie, dech mi zapiera, jestem oczarowana i autentycznie zauroczona (obojętne – to może być melodramat, ale i komedia czy horror, byle “dał się poczuć”), czasem myślę nad treścią nieco dłużej i zapomnieć nie umiem

Całkowicie rozumiem bruce, może nie mam tak aż tak często, ale zdarza się. 

Po prostu w moim odczuciu dany tekst zasługuje na klik lub dwa, bo wywołał we mnie piorunujące – niezwykle trudne do opisania oraz sformułowania w kilku celnych i idealnie stworzonych zdaniach – wrażenie i… tak po prostu jest.

I chyba na tym to polega! Zresztą przyznam się, że wielu tekstów bym nie przeczytał, gdybym nie zobaczył, że nominowałaś. Nawet jeśli nie tekst nie otrzymał finalnie nominacji to zyskał dzięki temu czytelnika. I to przecież też się ceni, a jestem głęboko przekonany, że nie jestem jedynym, który się zainteresował jakimś opkiem dzięki Tobie.

Skoro pamiętam go długo (a czytam przecież sporo), mam pewność, że klikałam nie bez powodu. :) 

Tak, mam podobnie. Czasem poczekam chwilę i kliknę podwójnie po czasie. Ale nie uważam żebyś musiała się z jakiegokolwiek klika tłumaczyć. Mi też zdarzyło się nominować tekst, którego nie kliknął nikt inny, ale tak czułem i już. Do każdego trafia co innego. I to jest super.

Tak, jestem logiczna. Prawie zawsze. To rzutuje na mój odbiór sztuki. Architektura jest logiczna, obrazy na ogół dają radę, ale z muzyką jest cienko. No, marsze wojskowe z żywym rytmem podnoszą tętno.

Finklo i super. W wielu kwestiach Ci to z pewnością pomaga. 

Odbieram teksty całkiem inaczej niż Ty, Michaelu. I uważam, że tak jest fajnie.

To jest świetne. Myślę, że nie muszę kolejny raz powtarzać, że moje dyskusje z Tobą są dla mnie po prostu ciekawe i nie mają charakteru wykłócania się. Ja szanuję to w jaki sposób odbierasz teksty, fajnie jest podzielić się zupełnie odmiennymi stanowiskami. Z racji, że ja raczej wchodzę w swoich tekstach w jakieś dziwaczne refleksje, które chodzą mi po głowie, lubię też niedopowiedzenia i metafory – pewnie wiele moich tekstów do Ciebie nie trafi i całkowicie to rozumiem. Ale tym bardziej szanuję, że zawsze wchodzisz przeczytać i dzielisz się wrażeniami, a jakby tego było mało jeszcze podyskutujesz ze mną o tym.

Za to nie umiem w emocje. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Z moją logiką jest mi świetnie. :-)

A mi z moim podejściem. Oby do kolejnej dyskusji! 

 

Pozdrawiam Was heart

You cannot petition the Lord with prayer!

I to jest piękne, każdy to widzi inaczej. Nawet AI haha.

Ja czasami sobie tak myślę właśnie, że wymyślając bohatera/świat mam jasną wizję w głowie. Ale potem ktoś czyta i widzi ich przecież zupełnie inaczej. A ile czytelników – tyle wersji. Jest to na swój sposób fascynujące.

You cannot petition the Lord with prayer!

Ten fragment w moim odczuciu pokazuje, że nie chodzi o samobójstwo. Bo – skoro bohater wraca? Przecież dotąd żył, jak zatem może wracać do zabicia się i ostatecznego odejścia? 

Chodzi i nie chodzi. Chciałem właśnie dać troszkę niewiadomą. Oczywiście, że w dosłownej wersji bohater jest świadomy o swojej nieuniknionej śmierci, przynajmniej po tym jak łódź nie jest już sprawna po szorowaniu o kamienie. Ale chwilę wcześniej były duchy, łódź lewitowała. Do tego dałem wskazówkę na początku tekstu, że ci co wypływają, nie wracają i nikt nie wie co się z nimi dzieje. Więc może właśnie to się stało. Cieszę się, że tak zinterpretowałaś tekst. 

Głównie skupiałem się na warstwie jego ostatniego aktu wolności, poświęcenia za to, żeby ostatni raz zrobić to co kochał, ale byłem ciekawy czy ktoś odbierze koniec metaforycznie, bo kilka poszlak ku temu jest. Więc miło mi bruce, że poszłaś w tę stronę.

Mgła jest swego rodzaju portalem. :) Tak to odczytałam. :)

No właśnie, taki miał być sens metaforyczny, ale widziałem, że nikt tego tak nie odebrał, więc uznałem, że trudno. Bo on był gotowy na śmierć gdyby nie wyszło, samo wypłynięcie i spotkanie morza było dla niego tak ważne, że był w stanie zaryzykować. Ale nie wiedział czemu ludzie nie wracają jak wypłyną. Stwierdził, że to idealny dzień, żeby to sprawdzić, bo jak sam stwoerdził, tu już nic więcej go nie czeka. Czy zginął w wybrany przez siebie sposób, czy było coś dalej za mgłą? Kto wie, stąd ostatnie zdanie. Dzięki bruce, że wyłapałaś zamiary Autora, bo już prawie to porzuciłem i stwierdziłem, że skoro nikt tak nie odczytuje to poległem. A tak długo jak opko i tak się podobało to machnąłem ręką.

You cannot petition the Lord with prayer!

Rozumiem Twój tok rozumowania i on jest logiczny, tylko że właśnie zbyt logiczny. Mam wrażenie, że jeszcze niejeden raz podyskutujemy o tym. Ty odbierasz teksty na logikę, jak równanie, zresztą sama użyłaś tego porównania ostatnio. Ja chyba trochę iaczej. Patrzysz na to kategoriami, że bohater podejmuje decyzję wyłącznie w kategorii “czy przeżyję”. A dla mnie ten tekst w ogóle nie działa w takiej logice.

Gdyby chodzilo o samobójstwo, to bohater nie ciągnąłby łodzi przez pół miasteczka, nie walczyłby z kazdym krokiem, nie miałby tych wszystkich rozmów z duchami itd. Poszedłby na najbliższy klif albo do lasu i sprawa byłaby załatwiona w dwóch akapitach. Cała ta droga nie ma sensu w historii o samobójstwie – ma sens w historii o powrocie do czegos, co było całym jego życiem.

Dla mnie to nie jest “dzisiaj umrę”, tylko “dzisiaj jeszcze raz zrobię to, kim byłem całe życie”. To zasadnicza róznica. Śmierć jest skutkiem, ale nie celem.

Trochę jak z bardzo starymi alpinistami, którzy jeszcze raz idą w góry. Każdy z nich wie, że może nie wrócić. Gdyby patrzeć wyłącznie Twoją logiką “czy jest szansa przeżyć”, to większość takich historii też należałoby uznać za formę samobójstwa. 

A dla mnie to raczej ostatni moment, kiedy człowiek może zrobić coś, co naprawdę jest jego.

Dlatego w tym tekście ważniejsza od śmierci jest droga: ciągnięcie łodzi, latarnia, duchy, morze jako ukochana.

A żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, przywiązał sobie kotwicę do nogi.

No nie, łódź podziurawiła się na kamieniach, przywiązał kotwicę, żeby ciało nie dryfowało. Po prostu nie zawrócił, bo wtedy całe poświęcenie poszłoby na marne. 

A gdyby szedł powiesić się na gałęzi dębu, uznalibyśmy, że to ostatni spacer do lasu, bo chce się ostatni raz pohuśtać?

Wtedy już maciekzolnowski musiałby opisać pięknie jak bardzo kochał góry i lasy i wybrał się w ostatnią wyprawę, bo było to dla niego całe życie. Strasznie spłycasz.

Dlaczego? Jeśli duchy chciałyby, żeby do nich dołączył, to nie. A czy duchy mogą używać siły wobec żywych?

Ale one w żadnym momencie nie dały znać, że chcą żeby do nich dołączył. On wiedział, że tak może się stać, a droga okazala się jeszcze cięższa niż się spodziewał. Przecież mówi w jednym miejscu, że powinien zawrócić, ale nie zawraca. Bo tak bardzo chce osiągnąć swój cel, tak bardzo chce dosięgnąć tego marzenia, że jest w stanie się poświęcić.

No i na ogół ryzykuje się po to, żeby coś tam osiągnąć – zgarnąć pulę w kasynie albo rosyjskiej ruletce, zarobić kupę kasy jako gangster i mieć lachony na kiwnięcie palcem

No, a myśle, że cel bohatera był piękniejszy niż kasa i lachony.

Nie widzę, żeby Twój bohater miał jakiś cel inny niż “wypłynę, bo tak”.

Hmm. No to nie wiem co więcej napisać, jeśli tak to postrzegasz. Ale zapewniam, że chodziło o coś innego.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Finklo,

Opisałeś samobójstwo (bo dla mnie to głównie o tym jest to opowiadanie) w ładny sposób, a z tym jakoś nie mogę się zgodzić. To wydaje mi się głęboko niewłaściwe. Oczywiście, to nie jest skala “Cierpień młodego Wertera”, ale i tak.

Jasne, szanuję opinię, ale powiem szczerze, że nie rozumiem, skąd bierze się takie odczytanie tekstu (a wiesz, że lubię sobie podyskutowac, to sobie pozwolę odpowiedzieć dłużej). Bo kończy się śmiercią bohatera? Tylko że dla mnie to nie jest opowiadanie o samobójstwie. Przynajmniej nie o po prostu samobójstwie. Gdyby nim było, to zaczynałoby się zupełnie inaczej. Na ostatnim rozdziale. Ale po to były wszystkie wcześniej, żeby nakreślić jego cel, jego motywację, poświęcenie, ostatni krzyk wolności, tęsknotę, bezsilność.

Ja patrzę na to raczej jak na historię o ostatnim akcie wolności. O człowieku, ktory przez całe życie miał jeden kierunek – morze – a kiedy świat się zmienił i odebrał mu wszystko, nawet możliwość plywania, postanowił jeszcze raz pójść swoją drogą, choćby miała być ostateczna.

Podróż przez miasteczko, te rozmowy z rodzicami i przyjacielem, ciągnięcie łodzi przez kamienie. On nie idzie umrzeć. On idzie jeszcze raz popłynąć. Śmierć jest tylko konsekwencją tego wyboru, nie jego celem. Okej – świadomą konsekwencją, ale jednak. Dlatego matka mu mówi, żeby wrócił, że już się napływał, a on, że jeszcze nie dziś. Dlatego ojciec był dumny mimo wszystko, dlatego przyjaciel pytał, czy jest na tyle odważny i czy jest gotowy popłynąć jeszcze raz. Przecież gdyby on po prostu szedł się zabić, to duchy zmarłych powinny go chyba na siłę odciągać, nie?

Gdyby sprowadzić to tylko do samobójstwa, to równie dobrze można by powiedzieć, że każda historia o kimś, kto świadomie podejmuje ryzyko w imię czegoś ważnego (nawet tylko dla niego), jest o samobójstwie. A dla mnie to raczej opowieść o tym, że czasem ostatnią rzeczą, jaką człowiek może jeszcze zrobić, jest pójść tam, gdzie naprawdę chce.

Miło mi, że pochwaliłaś warsztat, mam nadzieję, że idzie to jakoś do przodu.

Spoko, mogę dołączyć do Beeeeckiego na ostatnim miejscu, nie ma sprawy. :-)

Proszę bardzo cwaniaczki haha! A tak serio to czekam na Wasze teksty i się doczekać nie mogę, właśnie dlatego nie lubię przedłużania! XD

 

Dzięki, że wpadłaś i za szczery komentarz.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, bardzo się cieszę, że mogłam się przydać. :)

Jak zawsze reg!

Wracam po przemyśleniach. Werdykt? Nominacja jak najbardziej zasłużona. Lecę z tym!

O! Dziękuję bardzo betweenthelines. To bardzo miłe, szczególnie to, że opowiadanie zostało Ci w głowie na dłużej, to największy komplement! laugh

4/5 w głosach, ajajaj! broken heart Ale nie spodziewałem się żadnego, więc tym bardziej cieszy!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo proszę, Michaelu. Pod tak porządnym opowiadaniem można zostawiać tylko miłe słowa i słowa pełne uznania. 

Dziękuję! heart

Wszystkie powiedzonka wzięły się stąd, że kiedyś ktoś coś powiedział, ktoś inny zapisał, a jeszcze ktoś powtórzył komuś kolejnemu i tak to poszło w świat, i tak się rozpowszechniło, że dziś już niewielu z nas ma pojęcie skąd się powiedzenie wzięło. :)

Racja. No cóż, cieszę się, że nauczyłem się kolejnej rzeczy. Zmienię to jakoś w tekście, muszę się jeszcze zastanowić jak.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej reg,

Dziękuję Ci za tak miłe słowa. Bardzo się cieszę, że opowiadanie trafiło do Ciebie. 

I chciałoby się, aby każdy mógł zdecydować, kiedy zabrać fotografię i wsiąść do swojej łodzi.

Tak, ostatnio naszła mnie taka właśnie myśl, jestem zadowolony, że udało mi się ją wiarygodnie przedstawić.

Nie wiem, Michaelu, czy wiesz, skąd się wzięło to powiedzenie i czy na pewno pasuje do Twojego opowiadania: https://nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe/TO_BY_BYLO_NA_TYLE

O kurczę, codziennie się czegoś uczymy. Nie miałem pojęcia, myślałem, że tak się po prostu mówi. Zastanowię się nad tym jeszcze.

 

Bardzo dziękuję za poprawki, naturalnie zostały wprowadzone.

Serdecznie pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

– A kto ma się zająć małą?! – Burmistrz wrzeszczał już od jakiegoś czasu.

Wrzeszczał gębowe, a burmistrz z małej, więc w tym wypadku też z małej.

„Chwała mężowi, co z Jehową

rozmawiał,

Jezus go namaścił prorokiem, widzącym.

Błogosławionym będzie imię

jego,

Czczone przez wiernych na wieki”. (4)

To kwestia gustu, ja bym zapisał kursywą. Ładniej wygląda. Szczególnie, że używasz kursywy dalej.

Jestem tym, który żywi się cierpieniem.

Starszy zobaczył, jak twarz Celeba zsuwa się z głowy, a pod nią Drogę Mleczną, gwiazdy i planety. Twarz zaczęła płonąć żywym ogniem, gdy palce mężczyzny w cylindrze weszły pod skórę.

Fajne!

Bill nie widział innego kierunku, w którym mógł się udać wojownik. Szeryf miał tylko nadzieję, że nie rozminął się z nim gdzieś po drodze.

Wiemy, że to szeryf, mam wrażenie, że już gdzieś wcześniej też niepotrzebnie podkreślasz podmiot.

1870 raczej nie używali Jahwe, z tego co wyczytałem to ten spór jest chyba dość świeży:).

Zgadza się. Nie używali z pewnością.

 

No, no. Zaskoczyłeś. Western jak się patrzy. Bardzo dobrze opisany świat, przynajmniej takie odniosłem wrażenie, bo nie znam się na westernach i wierzę we wszystko jak leci. Ale szanując ogrom pracy przy researchu myślę, że sporo poświęciłeś czasu na wierne oddanie klimatu i ciekawostek.

Co do fabuły – bardzo mi się podobało. Wielowątkowość, ale też dokładne, krok po kroku, odkrywanie świata zaowocowało. Może trochę bym odchudził początkową scenę z burmistrzem, ale to takie marudzenie, ogólnie wyszło super. Czytałem szczerze zainteresowany, a im dalej – tym bardziej.

Przeskoki rozdziałów – tu miałem z początku większy problem. Po przeczytaniu połowy, byłem przekonany, że napiszę komentarz, że troszkę przesadzone, że troszkę nieczytelne i potargane. Ale kurczę, doczytałem do końca i jakoś nie mogę na to narzekać. To chyba wynik tego skrupulatnego odkrywania tajemnic świata i fabuły, powoli, ale rzetelnie. Finalnie kupiłem to, trochę jak scenariusz filmowy. Nie stosujesz zbędnych metafor zakrywających czytelność, tylko tam, gdzie ich potrzeba. Przez to jest brudno, ostro – czułem się jakbym tam był. Brakowało mi tylko kilku wielkich kaktusów na drodze, albo tej kulki zasuwającej przy wietrze przez drogę, wtedy już bym myślał, że oglądam film haha.

Myślę, że jakby każdy rozdział odpowiednie rozbudować i jeszcze dodać kilka wątków to miałbyś materiał na książkę.

Doczepię się troszkę gatunku. Nie bardzo widzę tu horror, ale możliwe, że się nie znam. Klasyczny kryminał westernowy z elementami fantastyki, ewentualnie thriller. Ale dziwny duch z drogą mleczną na pysku to chyba jeszcze nie horror? Nie krytykuję, dobrze wiesz, że ja nie dość, że mam problem w okreslaniu gatunków, to jeszcze nie jest to dla mnie ważne do jakiego worka się coś wrzuci, ale tak stwierdziłem, że dopiszę luźne wrażenia.

Szacunek za legendę w przedmowie.

Podsumowując – bardzo udane opowiadanie. Zaskoczyłeś czymś nowym. Ciekawe jakiego asa jeszcze masz w rękawie. 

Z przyjemnością polecę do biblioteki, a i zostawię nominację. Myślę, że Loża powinna się przyjrzeć Twojemu westernowemu pomysłowi. 

Pozdrawiam serdecznie.

 

EDIT: A, no i końcówka genialna.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej,

Niestety mam podobne wrażenia. Jako kryminał niestety nie dowozi.

Ale nie jest to tekst zły. Szczególnie jak na debiut, z pewnością lepszy niż większość debiutów.

Szkoda, że nie postawiłeś na szorta, pomysł nie jest zły, ale troszkę mi się dłużyło.

Widzę, że naniosłeś poprawki, to dobrze świadczy, nie potykałem się o nic czytając.

Za pomysł i całkiem przyzwoite wykonanie należy się klik.

Gratuluję pierwszego opowiadania w bibliotece i oby tak dalej. 

Pozdrawiam, doklikuję i powodzenia z kolejnymi tekstami!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam pobetowo.

Bardzo ciekawy, humorystyczny tekst. Uśmiałem się.

Niby szkoda Pusi, ale ofiary muszą być, kiedy igra się z małymi zestawami.

Fajne, ciekawe zakończenie i wręcz niebywałe umiejętności bohaterki, żeby reklamację zamienić na sprzedaż kolejnego produktu. Aż dziwne, że miała problem z premią. Ciekawa poszlaka w postaci zestawu dyslektyka.

Z chęcią polecę do biblioteki.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nikt nie oddał honorów temu, który miał być może rację.Za chwilę jej ekipa otrzyma rozkaz posprzątania sali

Tu Ci spacja poleciała razem z bohaterką, trzeba ją przywrócić na miejsce :D

 

Gratuluję udanego debiutu. Lepszego niż większość debiutów. Bez wątpienia tekst jest dobry, poprawnie napisany, chociaż widziałem, że buldożer już przejechał przez tekst i naniosłaś szybko poprawki, co dobrze o Tobie świadczy.

Fajna refleksja, cenię to sobie w tekstach. Opowiadanie jest spokojne, prowadzone dość wolno. Przekładasz klimat nad akcję, ja akurat to lubię, chociaż momentami potrzeba czegoś, co chwyci uwagę czytelnika i nie puści do końca. Tutaj tego troszkę zabrakło. Były momenty bardzo ciekawe, ale było też troszkę nudniejszych.

Sam pomysł na świat udany, bohaterka jest żywa, daje się lubić. Kibicowałem jej.

Zakończenie super, dobrze, że nie poszłaś w “dobre” zakończenie historii, gorzkie idealnie się wpasowało.

 

Podsumowując jest kilka rzeczy nad którymi warto popracować, ale tekst z pewnością należy do udanych, czego serdecznie gratuluję. Oby tak dalej. Pisz, komentuj, a i inni będą czytać Twoje teksty. 

Z przyjemnością doklikuję do biblioteki i pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Aj te dzikie dziki. Przyjemne – jak zawsze.

Podobno gile też są super! :D

Fantomowy kliczek, pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Lubię Twoje absurdy, po czasie nawet doceniam ten dziwny sposób kończenia tekstów. Udany szort.

Fantomowy klik, pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Sam też zapytam o coś z innej beczki.

Zabieram się za szorta dziejącego się w realiach afrykańskiej wioski. Miałem przyjemność taką zwiedzić i zapamiętałem wiele ciekawych słówek, które teraz uporczywie staram się odszukać w internecie, brzmią świetnie. Chciałbym użyć kilku (zapisane mam dwanaście) w tekście i zrobić legendę, coś na wzór tego co zrobiłem w “Tatuażu z kurzej krwi”, jeśli ktoś czytał.

Z racji, że jest to szort, boję się, że przedobrze i natłok afrykańskich słówek (Zulu) może męczyć. Mam już wstęp i zarówno słowo “wódz” jak i “wioska”, stojące obok siebie, zapisałem po afrykańsku. Mi się podoba, ale ja wiem co te słówka znaczą i nie muszę spoglądać w legendę, czytelnik zapewne będzie musiał przerywać, to może dekoncentrować. 

Myślicie, żeby eksperymentować, czy jednak ograniczyć się do 4-5 słówek na przestrzeni całego tekstu, które są niezbędne dla klimatu?

You cannot petition the Lord with prayer!

Jakbyście zapisali coś takiego:

A to nie jest tak, że część “I pobiegł wodować łódź” to kontynuacja zdania “… bąknął:”, przez co gryzie się ta wielka litera? W sumie ciekawa sprawa.

Ja osobiście po prostu bym zapisał coś w stylu:

– A, pies to trącał, stówa to stówa!

Pobiegł wodować łódź.

Albo jeszcze inaczej:

– A, pies to trącał, stówa to stówa! –bąknął marynarz, splunął przez ramię i pobiegł wodować łódź.

 

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Rozumiem. Mamy odmienne podejście do obu podpunktów, ale całkowicie rozumiem. Są to logiczne argumenty. Dzięki!

You cannot petition the Lord with prayer!

Potwierdzam słowa Szanownego beeeeckiego. Był pierwszym, który zawracał głowę o przedłużenie zamiast pisać i chwalić się swoim dziełem laugh XD

No ale przekonaliście Jury, protest uwzględniony na szczęście bez obalenia rządu.

 

Powodzenia wszystkim!

You cannot petition the Lord with prayer!

Przede wszystkim zabrakło mi fantastyki.

Odbieram tekst raczej jako metaforę niż prawdziwą fantastykę.

A ja przy tej okazji zapytam, bo szczerze nie wiem, a jest to ciekawe. Czy przy takiej kompozycji ramowej, gdzie dwie historie idą równolegle (rzeczywista historia i równolegle idąca pełna metafora) nie liczy się to jako pełnoprawny świat fantasy?

Bo według mnie jeśli odpiąć metaforę to świat tutaj broni się jako pełnoprawne fantasy. 

Nie uderzam w Twoją opinię Finkla, ale jestem szczerze ciekawy jak to działa. 

Dlaczego urodzenie iskry boli?

Dlaczego trzeba wszystko tłumaczyć, to kolejny ciekawy dla mnie temat. Już to gdzieś poruszałem, ale ja nigdy nie rozumiałem dlaczego tak źle postrzegane są niedopowiedzenia. Może i to służy metaforze, ale na przykład ja tak tego nie odebrałem. Ale może to ja po prostu lubię niedopowiedzenia.

 

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Bardzie,

A po co te brzydkie "swe"

Hmm, racja.

Ładne samobójstwo. Nie tylko ładnie napisane, ale ładne ogólnie. Jak się zabić to tylko tak jak bohater :)

Dziękuje bardzo za miłe słowa. Zgadzam się – jak już, to jak bohater.

Klimatem opowiadanie podobne jest do zjazdu od beeeeckiego

Tam porównywałeś do Utopii, tu do Zjazdu haha, chyba z beeeeckim kręcimy się w kółko! XD

a zauważyłeś, że beeeecki to zbilizenie twarzy kolesia z awatara chalbarczyk

Szczerze to nie zauważyłem, ciekawe! Chociaż na tych awatarach to ledwo co widać.

Kurcze dużo jest na portalu opowiadań, które poruszają temat przemijania.

To fakt, popularne to ostatnio. No ale jakoś mnie naszło, nie byłem w stanie tego opanować!

Ale Twoje i beeeeckiego zapamiętam na dłużej:)

To bardzo miłe słowa i największy dla mnie komplement. Dzięki!

 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za klika i miłe słowa!

You cannot petition the Lord with prayer!

Robercie dzięki za przypomnienie, bo napisałem ogłoszenie na Banku obrazów, a powinienem też tutaj. A więc:

 

Oficjalnie przedłużamy termin konkursu o tydzień, czyli do 14 marca (włącznie). 

 

Proszę o uszanowanie terminu ostatecznego, żadne kolejne prośby nie wpłyną na przedłużenie terminu o nawet jeden dzień dłużej.

 

Przypominamy też, że obraz Echo stali jest do wzięcia, zapraszamy chętnego, odważnego.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej,

Nie miałem przyjemności wcześniej czytać Twoich tekstów, ale ten bardzo mi się podobał. 

Wyobrażam sobie Wędrucha jako słodką myszopodobną istotę, jestem ciekawy jak wygląda w Twojej głowie.

Ciekawy, tajemniczy tekst. Lubię takie. Podobał mi się motyw latarni. 

Nasuwa się wiele pytań, mam nadzieję, że kiedyś przeczytam więcej o Wędruchu. 

Klikam i pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Uuu, no jest mrocznie.

Świetny zabieg z wręczeniem śmierci atrybutu – szczególnie takiego – bo dziecięce przedmioty, użyte w konkretnych warunkach, są tym bardziej straszne.

Przejmujący tekst, ładnie napisany.

Pozdrawiam i nieustannie proszę o więcej!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Ładnie opisana ostatnia wyprawa bohatera. Wysiłek i duchy przeszłości. Odejście na własnych warunkach.

Dziękuję AP. Bardzo mi miło, że opowiadanie do Ciebie trafiło.

Rozumiem, że dla równowagi opublikujesz jakiś tekst pod każdy obraz. 

Do kilku obrazów z konkursu wrzucałem już w przeszłości teksty. Nawet ostatnie “Pod maską” było inspirowane obrazem “Echo stali”. Niestety nie jestem w stanie napisać do wszystkich, ale mam nadzieję, że nie jest to źle odbierane, że wybrałem konkretny obraz do którego chciałem coś napisać odkąd tylko mama mi go pierwszy raz pokazała, bo zrobił na mnie duże wrażenie.

Dzięki za miły komentarz i klika.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

We wcze­śniej­szych ko­men­ta­rzach po­wie­dzia­no już wszyst­ko. Dodam tylko, że pod­nio­słeś bar­dzo po­przecz­kę.

Bar­dzo mi miło Koalo, że tak uwa­żasz. Dzię­ku­ję.

Nie mo­głeś po­cze­kać z pu­bli­ka­cją? Prze­cież pięk­ne są tek­sty w kon­kur­sie.

Tek­sty w kon­kur­sie są piękn. Na­praw­dę za­chwy­cam się, że tylu uczest­ni­ków się zgło­si­ło, to dla mnie za­szczyt. Nie cze­ka­łem z pu­bli­ka­cją, bo za nie­dłu­go wy­jeż­dżam i w naj­bliż­szym cza­sie nie będę miał czasu na pi­sa­nie. 

Nie wiem jak od­bie­rać Twój ko­men­tarz, uwa­żasz, że nie po­wi­nie­nem wrzu­cać tego tek­stu? 

Chcia­łem w nim po­dzię­ko­wać i wy­ra­zić sza­cu­nek do wszyst­kich pi­szą­cych, po­dzię­ko­wać im za trud jaki wkła­da­ją. Mam na­dzie­ję, że tak bę­dzie też przez resz­tę zro­zu­mia­ny.

Opowiadanie oczywiście nie bierze udziału w konkursie.

 

Po­zdra­wiam Cię ser­decz­nie.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Storm,

Bardzo dobry, poetycki tekst, świetnie pasujący do obrazu.

Dzięki, bardzo mi miło!

Rzeczywiście nieco podobny pod względem klimatu do „Stalowoszarego oceanu” JolkiK, lecz to nie wada. Im więcej artystycznych dusz na tym szarym świecie, tym lepiej ;>

Właśnie inspirację miałem zupełnie inną, a rzeczywiście szczególnie wstęp jest podobny. Dlatego zaznaczyłem w przedmowie, bo też odniosłem takie wrażenie jak juz przeczytałem.

No i najwyraźniej spełnił swą rolę, bo faktycznie skłania do refleksji oraz dumania.

Bardzo się cieszę!

Dziękuję za komentarz i miłe słowo!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Robercie,

Napisałeś kolejny ładny kawałek. Gratuluję.

Dziękuję!

Mam wrażenie, że warsztatowo każde Twoje opowiadanie jest lepsze od poprzedniego.

Bardzo mi miło. Bardzo mi zależało, żeby na tym etapie głównie szkolić warsztat, cieszę się, że progres jest zauważalny!

 

Dzięki za klika i miły komentarz.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Oficjalnie przedłużamy termin konkursu o tydzień, czyli do 14 marca (włącznie). 

 

Proszę o uszanowanie terminu ostatecznego, żadne kolejne prośby nie wpłyną na przedłużenie terminu o nawet jeden dzień dłużej.

 

Przypominamy też, że obraz Echo stali jest do wzięcia, zapraszamy chętnego, odważnego.

 

PS. Szacun OS, czekamy na Twoje opowiadanie!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Cóż, sam się niedawno przekonałem, pisząc bardzo ostrożnie, że pewien tekst ma znamiona mocnego wspierania się AI, że takie komentarze nie tylko nie mają sensu, ale też mogą być kontrproduktywne. Autorka napisała, że zrobiłem jej bardzo dużą przykrość tym podejrzeniem i że po prostu ma taki styl, a bardzo się starała pisząc ten tekst.

Zrobiło mi się conajmniej głupio, tym bardziej, że zaraz znalazło się też parę innych osób, które stwierdziły, że mój komentarz był co najmniej nieelegancki – po zastanowieniu przeedytowałem go i zostawiłem tylko tyle, że maniera językowa tekstu mi się nie podoba.

No właśnie dlatego reagowałem wtedy Jimie i mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Sporo ludzi w dzisiejszych czasach, przez swoją pracę, szczególnie na początku pisania, ma takie zaciągnięcia, bo żyjemy w czasach mediów społecznościowych. Dziewczyna napisała, że w pracy zawodowo między innymi odpisuje na komentarze, ja to kupuję, a betując jej kolejne opowiadanie tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że AI nie używa. 

Jestem przeciwnikiem kopiuj wklej z AI i załamałbym się jakby ktoś mi zarzucił takie oszustwo, bo ciężej jest się bronić przed czymś czego się nie zrobiło, niż zrobiło.

Ja po prostu zacząłeś zauważać pewien paradoks. Ostatnio to częsty temat na naszym forum. Często jest to zarzucane. Ja nigdy nie korzystam z AI przy pisaniu, chyba, że czasem wyszukam synonim jakiegoś słowa, ale nawet nie można tego nazwać pomocą AI, bo najczęściej wpisuję w wyszukiwarkę i wychodzi słownik synonimów. Ale przez wzgląd na ilość zarzutów na forum, trzy razy czytałem mój nowych tekst przed wrzuceniem, czy przypadkiem ktoś mi nie zarzuci korzystania z AI, tak jak innym. I nagle tak usiadłem, zatrzymałem się i myślę “cholera, przecież ty chłopie z tego nie korzystałeś, czemu to sprawdzasz”. To naprawdę zaczyna się robić paranoja.

Sam widziałem kilka ewidentnie napisanych i bezmyślnie wklejonych tekstów przez AI. Ale nigdy nie mam 100% pewności, więc nie komentuję i tyle. Nie wracam też do takich autorów. Uważam, że najgorszą karą dla takich osób jest brak zainteresowania ich tekstami. Bo najczęściej są to ludzie, którzy sami nie potrafią ocenić czy to brzmi normalnie co udostępniają, więc niech siedzą i myślą czemu nikt nie komentuje.

You cannot petition the Lord with prayer!

W takim razie mamy obraz last minute do wzięcia. Ktoś chętny na „Echo stali”?

 

Co do przedłużenia damy znać.

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej kronos,

Piękny, melancholijny, malarski tekst. Zmaganie się z łodzią odczytuję jako zmaganie się z ostatnimi dniami życia. Koniec ma być decyzją starca, a nie przypadkiem, ma być morzem, miejscem, które go definiowało. 

Bardzo dziękuję. Tak, jest to główna interpretacja jaką miałem w głowie pisząc. Cieszę się, że udało mi się przelać na „papier” to o czym myślałem.

Nieco zabrało fantastyki (mgła to za mało moim zdaniem, albo nie zrozumiałem jej roli).

Fakt, nie ma jej za dużo. Mgła, cofnięcie się cywilizacji przez brak elektroniki, są jeszcze duchy i lewitująca łódź (chociaż tu nie wiemy czy jest to tylko wrażenie starca czy prawda).

Ale rozumiem, zgadzam się. Natomiast nie chciałem na siłę dodawać jej więcej, bo wtedy zawsze kończy się źle haha.

 

Dziękuję za miłe słowo, klika i propozycje poprawek (spojrzę na to jak będę miał dostęp do laptopa, z telefonu nienawidzę poprawiać).

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

SNDWLKR, czy oficjalnie się wycofujesz, czy jeszcze chcesz spróbować. Bo nie wiem, czy ogłaszać obraz last minute do wzięcia?

 

Co do przedłużenia – rozmowy trwają, postaramy się jutro dać znać oficjalnie. 

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Wszystkiego co najlepsze Koalo!

Ostatnio miałem przyjemność zobaczyć koale na żywo. Doprawdy miłe i przyjemne, od razu pomyślałem o Tobie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo ciekawie pokazana historia z domieszką fantastyki. W końcu się doczekałem. Brawa Anonimie! 

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej khomaniac,

Po przeczytaniu tego opowiadania Twoja rada z bety dla mnie – żeby czytać teksty na forum – nabrała większego ciężaru ;)

Cieszę się, że udało mi się Cię przekonać. Czytaj, komentuj, pisz – to naprawdę fajna społeczność, gdzie każdy uczy się wiele od siebie.

Piękne, wrażliwe, zmysłowe.

Dziękuję bardzo!

Wspaniale współgra z obrazem! To już chyba dzieła nierozłączne.

Dzięki, to bardzo miłe słowa!

 

Dodałeś świetne profilowe, chyba jedno z lepszych jakie widziałem, mega!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

No witam beeeecki,

Z jednej strony fajne zdanie, z drugiej zastanawiam się, czy ma sens. Bo rutyna z założenia jest “zasiedziana”.

No właśnie. A człowiek nie. 

“lecz” jest przeciwstawne, a zmęczenie nie jest przeciwnością obcości.

Twarz była zmęczona, więc się trochę zmieniła (w domyślę często w lustro nie patrzy, goli się na ten szczególny dzień), ale mimo to nie była obca.

Nie trafił do mnie jakoś szczególnie z przesłaniem, może dlatego, że niewiele się w nim dzieje, a tę melodię już znam i nie wiem, czy chcę do niej tańczyć :)

No miał to być tekst bardziej melancholijny, emocjonalny, nie z akcją. 

Bardzo szczegółowe opisy służą klimatowi i to na pewno się sprawdza, ale zabrakło jakiejś ciekawej historii, takiej jaką opowiedziałeś w Utopii albo w Masce, gdzie do prostolinijności fabularnej miałem pewne zastrzeżenia, ale jednak intrygująca opowieść miała miejsce.

Rozumiem. Założenia tekstu po prostu były inne, chociaż myślałem, że ostatni dzień starca i jego starania są w miarę ciekawe. No nic, spokojnie, może uda mi się kolejnym tekstem za jakiś czas Cię zainteresować!

Trochę dla mnie za wiele sztuki dla sztuki (nie będzie, że się Jurorowi podlizuję laugh).

Oż Ty! No i cyk, spadasz na ostatnie miejsce w tabeli nawet przed wstawieniem tekstu! haha XD

Dobrze, że mówisz co myślisz, po co mi słodzenie, jeśli nie jest ono szczere. 

Niemniej, sztuki na poziomie wysokim i zapewne korelującym z przełożeniem tego, co może nam opowiedzieć obraz na literki.

Dzięki!

Nie porwało przesadnie, ale zakładam, że wcale nie miałeś takiego zamysłu, by świat do góry nogami obrócić tym tekstem.

Bardziej chciałem się sprawdzić bez bety i po prostu stworzyć nastrojowy tekst, lubię takie. Czasem trzeba się wyciszyć, zresztą sam wiesz, Twój ostatni szort był chyba takim wyciszeniem, chociaż faktycznie pisałeś wtedy, że to nie Twoja bajka. :D

A lektura była kojąca, przyjemna. Może po prostu na konkurs obrazowy sporo jest tekstów o takim wydźwięku i już mi spowszedniał taki artyzm.

Cieszę się, że mimo wszystko lektura była kojąca i przyjemna. No fakt, ostatnio było trochę “spokojnych” tekstów, ale cóż poradzę, że w tym akurat wpasowuję się w modę. Przyszedł pomysł to trzeba kuć żelazo, bo jeszcze ucieknie!

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

To o taki weird chodziło w tamtym konkursie? To ja chyba nie zrozumiałem założeń…

Mam wrażenie, że nie rozumiałem założeń konkursu od początku, a teraz nie rozumiem ich jeszcze bardziej po czasie. Ale teksty mi się podobały :D

Tam chyba czerwone były :D

Tak, tak. Po prostu jakoś miałem to skojarzenie czytając.

 

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka