komentarze: 21, w dziale opowiadań: 21, opowiadania: 13
komentarze: 21, w dziale opowiadań: 21, opowiadania: 13
Ooo, będzie o czym myśleć przy kulaniu pralinek ????
Una, on ma pancerz fabularny z mitologii, ma leżeć przed bramą, pilnować i czasem warczeć, to będzie mógł to robić.
Tylko to
marzan, uspokoiłeś mnie
ufff ;P teraz mogę czekać spokojnie.
Dzięki za komentarze. Wprowadziłam poprawki :)
marzan,
zwróciłeś uwagę na dwie kwestie, nad którymi się zastanawiałam.
Przemyślenia o mężu i zmianę postrzegania dorzuciłam już po napisaniu tekstu. Uznałam, że będzie to bardziej naturalne i w sumie logiczne. Mam czasem tendencję do odczłowieczania postaci.
I ten abażur… Tak mi jakoś mało wyszło brutalności, nie chciałam przegiąć. Pomyślałam, co zrobić z tą kobietą leżącą na stole operacyjnym, potem o skórze, Edzie Gainie. A potem wyszedł z tego ostatni fragment i tak to :)
jeroh,
Wyszło spontanicznie z tym matriarchatem, ale myślę, że coś w tym jest ;)
Poczułam się jak na spacerze w galerii sztuki
piękne, dziękuję 
marzan,
Ned Stark? Mam teraz bardzo złe przeczucia 
Tak to jest. Człowiek się przywiąże, rozczuli, a potem ciach. I jak tu być zdrowymi normalnym 
Cześć :)
W poprzedniej części najbardziej wciągnął mnie wątek Charona i Cerbera. Rozmowa o skrzyni – złoto. Przyznaję, że wątek Nili trochę zignorowałam. Ale tutaj…
Jakbym słyszała własną córkę i wieczne “a dlaczego”, “a co potem”
Nieraz przydałby mi się taki ratunek od Hermesa
Są dwie opowieści na forum, na których kolejne części czekam: Pomornik oczywiście, no i Charon :)
Zrozumiałam to tak:
alkoholik na dnie, rodzina go nienawidzi. Po kolejnej “przygodzie” postanawia szukać pomocy u psychoterapeuty.
Bardzo brakuje przecinków, a to trochę utrudniało mi czytanie.
jak wściekły żbik
tu nie powinno być “byk”?
Będąc na takim dnie, powinien szukać detoksu. Psychoterapeuta w tej przepitej głowie? Wątpię, że facet umiałby to słowo wystukać.
Powodzenia i pozdrawiam :)
Przeczytałam wszystkie części. Z niecierpliwością czekam na następne. Czuję się, jak w dawnych serialach, kiedy trzeba było czekać tydzień na kolejny odcinek. Pewnie, że chętniej łyknęłabym wszystko od razu, ale z drugiej strony takie budowanie napięcia to dopiero sztuka :)
bruce,
Szczerze współczuję doświadczeń i poniesionej straty.
tlok 303 i bruce,
Pozwolicie, że odpiszę wam wspólnie, bo konsensus będzie taki sam. Zawsze każda sytuacja ma dwie strony. Naturalnie jako świadek, przedmiot, ofiara lub oprawca widzę swoją jedną. Jeśli decyduję się na stworzenie z tego tekstu, to tylko ja wybieram punkt widzenia. To nie jest wrzucanie do jednego wora, bo nigdzie nie twierdzę, że dokładnie wszyscy postępują w taki, a nie inny sposób. Oczywiście, że alkoholik przeszedł długą drogę na dno, ale ja nie będę się nad tym pochylać. Pochylę się nad jego dziećmi, rodziną. Ale nie będę od wszystkiego.
Dalej, nie sposób nie docenić tych bohaterów, który czuwają np. przy chorych partnerach. To piękne i szlachetne, ale ja wybieram pisanie o innej stronie takich sytuacji.
Sama przeszłam niemało, bo i wychodzenie ze współuzależnienia, i chorobę, i śmierć na moich rękach. Nie przepadam za tym, gdy ktoś próbuje mnie podziwiać i wmawia mi, jaka muszę być silna itd. Co mi po tym. Było, minęło, żyję swoim życiem. Jedyne, co mnie bolało, to wybiórczość. Łatwo jest kogoś głaskać po głowie, gdy mu się mówi, że jest tak silny, taki dzielny. Ale kiedy ten ktoś próbuje szczerze powiedzieć o swoich realiach, o tym, że dziś w nocy zmywał krew z podłogi, o tym, że znowu połamał paznokcie, wyciągając 100kilogramowego chłopa z toalety, o tym, że to wszystko po prostu śmierdzi i wtedy wcale nie jest się dzielnym, bo chce się płakać, to już nie ma tego czułego głaskania. To już widać w oczach obrzydzenie, szok, strach, albo co najgorsze – litość.
Piszę o tych brzydkich stronach, bo kiedyś sama potrzebowałam poczucia, że nie tylko ja w tym siedziałam, nie tylko mnie to brzydziło. Wtedy nie wiedziałam, że nie wszyscy są tacy bohaterscy i cierpliwi. Myślałam, że tylko ze mną jest coś nie tak.
jerry i Hesket,
morderczyni nie rzuciła się z parapetu, tylko się powiesiła. Proszę, przenieście kłótnię gdzieś indziej.
Dziękuję za komentarze.
Już kiedyś pisałam – wiem, że moje teksty są niekomfortowe, brudne, nie dają jako takiej przyjemności. Są dziwne. Ale jeśli przeczyta to choć jedna osoba z pewnymi doświadczeniami i poczuje trochę ulgi, satysfakcji, nawet takiej chorej, to ja już będę zadowolona.
Cokolwiek napisałam, w jakiś sposób bazowałam na swoich własnych doświadczeniach. Jako dwudziestoparolatka miałam takie, a nie inne. Teraz jestem starsza, umiem już obserwować otoczenie nie tylko przez pryzmat własnych doświadczeń. Jest łatwiej, jest przyjemniej, ale nie wyrzeknę się tego brutalnego realizmu, bo już wiem, że on tam jest.
Słyszę albo czytam czasem takie “peany” o kolejnej niezwykle silnej kobiecie, która wyrwała się z patologicznego związku; starszym bracie, który adoptował młodsze rodzeństwo; żonie, która trwała przy ciężko chorym mężu itd. To wszystko wygląda pięknie, poetycko, bohatersko. I takie oczywiście jest. Ale ta szara rzeczywistość bohaterów również zasługuje na uwagę – być może wyłącznie dla nich samych. Ta silna kobieta niejednokrotnie zmywała wymiociny, starszy brat wył z bezsilności, kiedy trzeba było opakowanie parówek podzielić na cztery osoby, a czuwająca przy mężu żona marzyła o jego nagłej śmierci, bo miała dość smrodu pieluch i zabrudzonych podkładów. O tym nie myśli się przyjemnie, ale dla niektórych to jest codzienność.
Mam nadzieję, że w miarę składnie wyraziłam swoje stanowisko :)
Dzięki, bruce, za komentarz.
Wprowadziłam poprawki, usunęłam powtórzenia, niektóre rzeczywiście strasznie niezgrabne :)
Co do Brygidy – od momentu otrzymania zaproszenia i rozmowy z lustrem wszystkie jej zachowania były irracjonalne. Zamknęła się w swojej samotności na cztery spusty, a nie widziała, że na każdym etapie tego szaleństwa pomogłaby jej rozmowa, być może spowiedź. Ewentualnie zwyczajny zdrowy rozsądek.
Zaczęłam od doświadczonej, zamkniętej od lat w klasztorze zakonnicy przy oknie życia. Potem sama mnie tak jakoś poprowadziła w to szaleństwo :)
Postaram się aktywniej dyskutować z Komentatorami :)
Pozdrawiam ;)
HollyHell91
Jedzie sobie tramwajem. Tak po prostu, jakby nigdy nic. Skurwiel.
– Głupi pies! – wyzywa mądre zwierzę.
Te dwa fragmenty mnie totalnie kupiły. Na koniec wyobraziłam sobie, że skurwiel potknął się i wywalił na swój nonszalancki ryj.
melendur88
Jestem teraz na świeżo po przeczytaniu twojego tekstu, ale wydaje mi się, że zostanie ze mną na dłużej. Taki klimat lubię. Dziękuję.
CZARNA2
To było przepiękne. Cała moja słowiańska dusza i wszyscy na mnie wytatuowani bogowie krzyczą, że tam był ten gaj :)
Nie jestem pewna, czy wszyscy wiedzą, co to jest lepka
przy kuchniach kaflowych było to takie siedzisko, może półka. W każdym razie było ciepłe i na tym się siedziało 
Zostało już niewiele małych sklepików osiedlowych, ale te, które jeszcze działają, mają swój klimat. Skrzynki z warzywami, kasza na wagę, zapach świeżego kopru i kiszona kapusta w beczkach. Przed świętami kolejka wychodzi na zewnątrz sklepiku. W takich właśnie okolicznościach spotkałam Babuleńkę.
Sprawiała wrażenie wątłej i delikatnej. Chudzinka, na szczupłych nóżkach. Może półtora metra wzrostu. Brązowy płaszczyk, torebka na ramieniu. W dłoni trzymała zwiniętą chusteczkę, którą ocierała co chwila spływające łzy. Ale spokojnie, nie płakała. To od słońca i wiatru. Kapelusz miał już lata świetności za sobą, a mimo to wciąż dodawał jej tej ponadczasowej klasy. Najpiękniejszą Babuleńka miała jednak twarz. Poorana zmarszczkami, bladziutka, ale w oczach miała takie ciepło i dobro. Stała sobie spokojnie i czekała na swoją kolej. Widać w niej było tę wyuczoną przez lata cierpliwość. Pewnie z takim samym spokojem otulała swoje wnuczki grubą pierzyną. Kroiła im ogromne pajdy świeżego chleba. I oczywiście zawsze im oddawała piętki. Pytała, na co mają ochotę i tłumaczyła ich matce, że to wcale nie jest rozpieszczanie. Robiła im placki ziemniaczane z cukrem, tłuczone ziemniaki podsmażane ze skwarkami ze słoniny. Piekła podpłomyki na kominie. W zimne dni kazała wnuczkom siadać na lepce, żeby się zagrzały. Herbata od niej była tak słodka, że aż gęsta. Piekła sernik z rodzynkami, a te rodzynki to nawet były smaczne. Umiała przygotować twaróg w tetrowej pielusze i z niego później najlepsze na świecie naleśniki z serem. Babuleńka na pewno miała gdzieś odłożone z emerytury po dziesięć złotych dla każdego ze swoich wnucząt. A w Wielką Sobotę przyjdzie do niej któraś z wnuczek po koszyczek i zaniesie go do poświęcenia. Kiedy wróci do domu z zakupów, pewnie zrobi sobie herbatę i usiądzie w fotelu przy ławie. Włączy sobie serial i będzie cierpliwie czekała, aż ktoś ją odwiedzi. Na kredensie poustawiała zdjęcia wszystkich swoich dzieci i wnuków. Nad nimi oczywiście zawisł obraz z papieżem, za którym zaczepione zostały gałązki brzozy z ostatniej procesji na Boże Ciało.
Kiedy tak patrzyłam na Babuleńkę, usłyszałam dość głośny dzwonek telefonu. O dziwo, to właśnie ona wyjęła z torebki całkiem nowoczesnego smartfona. Poczułam się jak zbudzona z odrętwienia.
– Halo! Mówiłam ci, stara kurwo, że masz już do mnie nie dzwonić. Nic ci nie przepiszę.
Wkładając smartfona do torebki, jeszcze powiedziała:
– A jebał was wszystkich pies.
marzan, dziękuję za komentarz i spieszę z wyjaśnieniem 
W szorcie “W tym Domu mieszka zło” pojawił się ten sam bohater. Ten tu z obgryzionymi nogami to ojciec dziewczynki, która z tamtego domu wyszła. Ona bała się tego, co siedzi pod schodami. Wyobrażała sobie włochatą łapę, która ją tam wciąga.
Dobra, zaryzykuję…
To, co tam siedzi, długo było dla mnie zagadką. Czy to faktycznie jakiś potwór, czy diabeł, czy personifikacja sumienia, czy może jakiś opiekuńczy, acz dość brutalny duch tej dziewczynki. Może to jakaś pierwotna siła, która sprawia, że ta wieś jest tak przeklęta. A może z drugiej strony – zepsucie moralne sprawiło, że taki potwór powstał. Tworzyłam kolejne krótkie historie z mieszkańcami tej jednej wsi (nazwałam ją Długie Pole) i gdzieś z tyłu zawsze był cień tej stwory. Kiedyś oglądałam z córką film dokumentalny o wilkach i wtedy tak pomyślałam, że potwór spod schodów pełni taką funkcję tam jak wilki w swoim środowisku naturalnym – usuwanie słabych jednostek, oczyszczanie, a dzięki temu tworzenie silnej populacji.
Nie chcę zanadto popłynąć. Niech ten potwór zostanie na razie tam w cieniu. Myślę, że naturalnie sam, prędzej czy później, się przedstawi.
Bardzo doceniam techniczne uwagi. Po kilku latach przerwy staram się na nowo coś tworzyć, więc czytam wszystko i biorę pod uwagę.
CZARNA2, dziękuję za komentarz i zrozumienie 
Jeszcze co do realizmu.
“To ja biorę tę słoninę” – wiecie, jak długo walczyłam z tymi kilkoma słowami? Żeby było realistycznie, powinnam napisać “tą słoninę”, bo żaden pijaczek spod sklepu nie powiedziałby tego poprawnie.
Jaka dyskusja :)
Powtórzenia są celowe. Kiedy narratorem jest stary pijak, trudno wymagać mnogości synonimów. Moim celem był realizm, a nie poprawność techniczna i stylistyczna. Zwrot “czy coś” musi być. Kiedyś pracowałam w takim małym, wiejskim sklepiku. Nasłuchałam się tych pijaczków. W sumie to lubiłam ich podsłuchiwać, bo mieli właśnie takie zwroty “czy coś”, “tego panie tego” itd. :)
Wiecie, ja zdaję sobie sprawę z tego, że te teksty są dziwne, nieprzyjemne. Będą się podobać wąskiemu gronu. Biorę to na klatę. Nie sprawiają mi przykrości negatywne komentarze. Wierzę natomiast, że jest pewna grupa ludzi po określonych doświadczeniach, która zrozumie te teksty, zna ten świat i dla której ten brzydki realizm będzie zrozumiały i w jakiś sposób satysfakcjonujący.
Druga rzecz, te wszystkie szorty, które tu wrzucam, pisałam jakieś 5 lat temu. Nie zmieniam ich, choć korci mnie, żeby coś tam poprawić. Potem miałam długą przerwę. Od niedawna znów próbuję dopisywać bohaterów tej jednej wsi, ale trudniej mi utrzymać formę tych krótkich, brutalnych zdań, a zaczynam mocniej przejmować się stylistyką. To jest męczące, bo czuję, jakbym szarpała się sama ze sobą. Być może po prostu inaczej już zarządzam swoimi emocjami.
Dziękuję za komentarze :)
Cześć Hesket
Tak Bogiem a prawdą, zaznaczając “horror”, sama miałam dość mieszane uczucia.
Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)
maciekzolnowski, niestety nie rodzina ;) dziękuję za komentarz :)
Wciągnęło mnie do tego momentu: “Wpatrywałem się ekran, na którym zobaczyłem coś, co do tej pory śni mi się po nocach…” Wolałabym nie wiedzieć, że Mirek przetrwa te 5 dni. Trochę mi brakowało na koniec tej zagadki. Poza tym przyjemny rytm, dobrze się czyta :)
Dziękuję, bruce, za komentarz i celne uwagi. Technicznie widzę te niedociągnięcia związane z użyciem czasów. Natomiast małe i wielkie litery były celowe. To byli CI Ludzie, a dla głosu z głośnika to byli tylko szarzy ludzie, zwykła masa. Szara istota natomiast stała się Istotą. Wcześniej należała też do szarej masy.
W każdym razie przesłaniem szorta miał być bunt wobec elitaryzmu, próżności i krótkowzroczności.
Stresuje mnie poddawanie się ocenie, ale mam jeszcze w zanadrzu parę mrocznych tekstów :)