Profil użytkownika


komentarze: 1056, w dziale opowiadań: 850, opowiadania: 336

Ostatnie sto komentarzy

Nie ma w tym nic dziwnego – mężczyźni z natury są bardziej pewni siebie, toteż częściej zdobywają się na odwagę, by pokazać światu swoje dzieła. Kobiety z kolei częściej analizują i się zastanawiają, czy jest sens w ogóle cokolwiek publikować. 

To ja chyba jestem kobietą XD

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Robercie!

Czapki z głów!

Świetny pomysł.

Dla mnie najciekawsze chyba nagłe okresy wzmożonych publikacji tekstów danego rodzaju. Sam miałem wrażenie, że są niespodziewane wzrosty wierszy, a potem np. fragmentów. To drugie oczywiście wynikać może z tego, że niektórzy autorzy publikują po rozdziale powieści co tydzień i nabijają statystykę. Ale może oznaczać to, że jest jakieś sprzężenie – np. publikujemy więcej wierszy a zatem więcej autorów jest chętnych, by się przełamać/odważyć w tej formie. Podobnie z drabblami – mam wrażenie, że m.in. pisząca powyżej Old Guard skutecznie rozruszała tę formę ostatnimi czasy. I to już prawie jak z korkiem na autostradzie – jeden zwolni, następny stanie i cyk, korek zrobiony :)

 

Bardzo interesujące są też inne wyniki, choćby odsetek piórek i biblioteki. Fajnie też, że poddałeś to analizie i chyba w zakresie mniejszego wzrostu biblioteki względem ilości tekstów podzielam Twoją hipotezę. Tutaj należałoby się zastanowić w takim razie, czy nie zwiększyć liczby dyżurnych.

 

No i wreszcie, ogromnie ciekawa kwestia z konkursami (zgadzam się z tezą OldGuard, ostatni konkurs i piórka na nim bardzo to pokazały). Niby to człowiek czuł, ale jak zobaczył, to dopiero go oświeciło.

 

Także Użytkownicy wszystkich stanów, startować w konkursach, biblioteka i piórka czekają (autoreklama obecnego “Ze śmiercią im do twarzy”)!

 

Robercie, jeszcze raz, szacunek!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

@beeeecki, mnie również miło. Ja dopiero od niedawna jestem na portalu. Dzielę się moimi opiniami, ale nie bierz tego jako wyrocznię. Sam nie jestem jakimś znawcą. ;)

Ale dodałeś bardzo wartościowe uwagi, nie umniejszaj sobie! Wiadomo, nikt nie ma prawdy objawionej, ale rozmowa ubogaca :).

Widzę w opisie, że prezentujesz swój świat fantasy, postaram się wpaść pod teksty, bo bardzo cenię takie inicjatywy. Sam właśnie staram się to choć trochę robić, choć to właśnie nie ten świat z tekstu :)

No tak mi się wydaje naturalnie. Ja bym to raczej widział jako jedna scena.

Okok rozumiem. Możliwe, że przy skrócaniu to przejście lekko utraciła sens.

W kwestii walk, moje wrażenie nie wynika z powtarzalności sformułowań, tylko z poczucia, że np w pierwszej walce mam przed oczami nagłą akcję, która trzyma w napięciu krótko, a tu tekst leci i leci i mam poczucie, że ta krótka, nagła bitka powinna się szybko skończyć, a wygląda na długo przygotowywaną batalię.

A widzisz, wydawało mi się, że akurat, że krótkich zdań jest dosyć, aby utrzymać napięcie w walce. Następnym razem pewnie to jeszcze podkręcę, choć raczej w ogóle odejdę od opisów walk, bo najwyraźniej nie do końca są dobrze odbierane, gdy zbyt szczegółowe.

Dałbym coś z większą dynamiką, w stylu: “Nagle huk. Krew trysnęła z pochwyconego niczym tarcza oprycha. Padł bez życia na posadzkę. Z lufy pistoletu unosił się dym.”

 

Skojarzyło mi się z Redutą Ordona hyhy:

Tu blask, – dym, – chwila cicho – i huk jak stu gromów!

Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:

Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone

Toczyły się na kołach; lonty zapalone

Nie trafiły do swoich panew. 

(…)

 

Rozważę Twoje uwagi w kontekście tego tekstu, a na pewno sobie zapamiętam przy kolejnych, dzięki! ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Zakapiorze!

Zastanawiałem się, czy nie nominować lożowsko po pierwszej lekturze, ale po co by to było, skoro i tak rozbiłeś bank.

Nie oceniałem jeszcze tak wielu tekstów piórkowo, ale i tak miałem już dylematy, zakładam, że innym również się zdarzały. A tutaj przyjemnie, żadnych wątpliwości nie mam.

Jak wskazałem wcześniej, światotwórstwo wydaje mi się tu służebne wobec fabuły. Zwłaszcza żałuję, że nie było wyjaśnienia skąd wzięły się demony i dlaczego akurat tak są nazywane, także przez obiektywnego narratora (a zatem, jak przyjąłem, nie tylko pejoratywnie). To mnie lekko zgubiło na początku.

Język nie jest jakiś szalenie wybity (tzn. jest bezbłędnie, jak to u Ciebie, po prostu akurat nie ten aspekt czyni ten tekst świetnym).

Nie zmienia to faktu, że to szukanie dziury w całym.

Pod kątem budowania klimatu, bohaterów, tempa opowieści, przeplatania perspektyw i czasów jest to mistrzostwo. Tę samą opowieść można by po prostu opowiedzieć wielokrotnie gorzej, podchodząc do tego bez wyczucia. Zakończenie również ma odpowiedni ładunek emocjonalny i chichot złośliwego losu. Wszystko się zgadza.

Pozostaje mi tylko dodać tabelkę, oznajmić “TAK” i wyrazić podziw. :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

marzanie,

ja lubię też cegiełkę (a tam, 40k znaków od razu cegiełka!) w komentarzach sporządzić, więc odniosę i naniosę wieczorkiem :)

Ale cieszę się bardzo, że przybyłeś i to w dwóch częściach :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem jfrydr!

Chyba nie mieliśmy przyjemności, zatem bardzo mi miło!

Widać, że pomysł na opowiadanie był bardzo rozbudowany. Mam wrażenie, że wydarzenia w nim opisane są elementem większej historii. Klimat jest bardzo ciekawy i dobrze go czuć.

O tyle interesujące spostrzeżenie, że akurat ten tekst nie jest częścią uniwersum, które mam opracowane, tylko raczej pojedynczym strzałem. Inna sprawa, że lubię światotwórstwo, czasami gorzej z osadzaniem w stworzonym świecie jakichś wydarzeń :).

Fabuła ma zarysowany ciekawie kształt, ale trudno mi zrozumieć niektóre cięcia i przejścia do kolejnej sceny (szczególnie Przenoszenie na pomnik).

W sensie, że w tym miejscu po prostu nie dawałbyś podrozdziału?

Trochę to tak filmowo wyszło, z takim tąpnięciem w kulminacyjnej scenie. Pomysł trochę wziąłem od Sandersona i “Zrodzonego z mgły”, gdzie w kulminacji I tomu też jest takie szastanie perspektywami.

Ale nie wykluczam, że zrobiłem to nieudolnie.

Od samego początku widać, że nakreślasz kilka punktów widzenia (m.in. łowcy, piromanta, Pring). Problemem dla mnie było to, że dopiero w okolicy ¾ tekstu połapałem się w tym kto jest kim. Wydaje mi się, że tak wiele postaci się przewijało, że trudno było ustalić, kto co robi. Ponadto trudno jest przebić się przez wolny początek.

Możliwe. Zaznaczasz parę ciekawych kwestii. Faktycznie, mam tendencję do mnożenia perspektyw i bohaterów – spaczenie z pisania dłuższych form, źle się czuję przyklejony do jednego bohatera. Z tym wiąże się też czasami powolne rozkręcanie fabuły, a może raczej rozpoczęcie od tąpnięcia, a potem uspokojenie. Czasami wypadnie to lepiej, czasami gorzej, ale to niewątpliwie cenne spostrzeżenia.

To, co zwraca uwagę, to nadmierne dopowiadanie tego, co albo już pokazałeś, albo można było dookreślić w dialogu. Krócej.

Prawda. Za mało Wam, Czytelnikom, ufam, że zrozumiecie, a Wy jesteście sprytne bestie i przeważnie ogarniacie o co chodzi :)

Opisy walk: Tutaj mam takie dziwne wrażenie, że tekst czyta się i czyta, a sama akcja, o której piszesz powinna trwać znacznie krócej. Trochę tak jakby pomiędzy jednym sparowanym ciosem, a wyprowadzoną fintą bohater miał czas na przemyślenia. Wydaje mi się również, że opisy walk powinny mieć znacznie ograniczoną ilość przymiotników (Najbardziej zwrócił moją uwagę ekwilibrystyczny zwód – to bardzo wybija i niepotrzebnie wydłuża tekst)

Usprawiedliwiając betujących, to “ekwilibrystyczny” zostawiłem mimo ich uwag. Jakoś czułem się z nim związany.

Co do walk, do pewnego stopnia w wymienianiu ciosów jest powtarzalność, a dynamika zależy już chyba od wyobraźni – albo myślimy o walce jako całości, albo o poszczególnych ruchach. Chciałem tutaj dać, przynajmniej trochę, wyraz tym sekwencjom ruchów. Ale oczywiście, napisałbym “wymieniali ciosy” i przeszedł od razu do finty i wyszłoby podobnie jeśli chodzi o sens.

Mam wrażenie, że fragment Niech drżą ci, którzy wieszczą jego koniec, był napisany najlepiej. Bardzo obrazowo i ciekawie.

Sprawdza się, że kamera z perspektywy złola to zawsze najlepsze ujęcia :)

Podsumowując, podoba mi się pomysł na fabułę. Mam wrażenie, że tekst spokojnie można znacznie odchudzić. To uwydatniłoby bardzo ciekawą fabułę.

Można, tu pełna zgoda. Acz nie wiem, czy bym chciał, bo i tak odchudzenia tu trochę było i dalej żal mi niektórych wstawek, które usunąłem. Mój narrator przeważnie bywa rozwlekły, bo chcę, aby choć trochę komentował rzeczywistość. Tutaj akurat zgryźliwość narracji trochę wyciąłem, żeby nie zmęczyć.

 

Dzięki wielkie za bardzo ciekawe uwagi i podzielenie się przemyśleniami!

 

Czołem Georgu!

dziękuję bardzo za wizytę!

Dotrwałem do końca i całkiem fajnie to upichciłeś.

Dzięki za miłe słowo, tym bardziej, jeśli to nie Twoje klimaty!

 

Fajne uwagi, widać, że się wczytałeś, co doceniam. Nie wszystko zastosowałem, nie wszędzie mi pasowało, czasem dodałem coś po swojemu. Ale generalnie klimatyczne poprawki :)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ach ach, zebrało się Was i fajnie :)

Troszeczkę rozbiję odpowiedzi, bo każdy z Was napisał dłużej i super :)

Michaelu,

przede wszystkim dziękuję Ci za betę i przeogromne wsparcie w procesie twórczym.

No to chyba czas na Gila, co?

Kusi, żeby zapytać, czy masz katar, ale nie zapytam, bo wypada być miłym dla betujących.

A mi się opisy walk podobały, bo mimo że było ich wiele, to były ciekawe i dość oryginalne. Momentami też humorystyczne. Nie wiem czy poprawnie nazywam pewne elementy steampunkiem, ale jednak takie odnosiłem wrażenie, że się wkradały, podobało mi się to.

No właśnie ja też się niespecjalnie znam i nie będę udawał, że z inżynierią mam coś wspólnego. Ale chciałem, aby nie zalatywało to aurą pełni średniowiecza, po prostu w takim klimacie już minimalnie przemysłowym kwestie przemijania wybrzmiewają nieco lepiej, bo też na gruncie cywilizacyjnym.

Co skądinąd aktualne w dobie AI.

Bohaterowie to z pewnością duży plus. Mają swoje wyraźne charaktery. Ingrid była lekko irytująca, ale taka miała być, wyszła dobrze. Pring też potrafił mnie wkurzyć już tym pyskowaniem bezczelnym, ale odbieram go jako najlepszą postać, złożoną. Zygmunt super. Ginerwa, Gertruda, czy jak jej było, troszkę narzędzie, ale jednak jej znaczenie jest dość symboliczne i dobrze dopełnia refleksję

Cóż, nie każdy może wybrzmieć w 40-tysięczniku. Ktoś zniknie, aby błysnąć mógł ktoś i cieszę się, że uznałeś to właśnie za symboliczne dopełnienie.

No i jeśli o refleksji mowa. Podobał mi się zabieg, że prawie od początku wiemy jaka ta refleksja mniej więcej jest. I ona ciągnęła się przez całe opowiadanie, nie pozwalałeś o niej zapomnieć, ale też nie była nachalna. Refleksja ciekawa i w sumie dość złożona, bo zakrawa też o ignorancję ludzi. Zakończenie oczywiście sprawnie ją domknęło. Ciekawe i podobało mi się.

Hmmm… Trochę tak jest z przemijaniem, że wiemy, że ma ono miejsce, że coś się kończy. W sensie ta nuta nieuniknioności jest chyba immanentną częścią nostalgii wynikającej ze zmian i upływu czasu.

Luźna narracja, zdecydowanie na plus. Były momenty, że troszkę szarżowałeś z tym, ale w ogólnym rozrachunku oceniam bardzo pozytywnie.

Właśnie ja to ostatecznie wcale bym nie oceniał aż tak luźno, hyhy. W sensie wyszła chyba jakaś mieszanka high z dark fantasy, a w tej pierwszej to luz bywa specyficzny, jak brytyjskie żarciki Tolkiena w LOTRze.

Światotwórstwo – bardzo dobrze odnajdywałem się w tym świecie, jest brudny, zakłamany, pełen intryg, dziwnych broni i jeszcze dziwniejszych ludzi. Bardzo na plus.

:)

Piromanta – nie polubiliśmy się, to już wiesz. Dużo zmian wprowadziłeś, które oceniam na plus. Jest taki jaki chciałeś, ale też dodałeś mu tego mroku. Wyszedł okej, spełnia ważną funkcję. Ale mimowolnie dalej uznaję go za postać najsłabszą, bez wyraźnego charakteru.

Ażeście się uparli, że złol to musi być jakiś mocarny :). WP nie miał wypaść komicznie, prześmiewczo, ale żaden tak z niego mocarz. Dość, że ostatecznie zabija go laluś z półświatka. Oczywiście, WP posiada umiejętności niebezpieczne, ale jednak łowcy wiedźm dokładnie w tym świecie po to istnieją, by coś takiego zwalczać. Zresztą generalnie, zawsze łowcy wiedźm po to istnieją, chyba, że któryś z nich dorabia na zmywaku, to wtedy zwalcza inne potwory :)

Za minus dalej uznaję wyznawców, są dekoracją, padają jak muchy. Ale to może być subiektywne, bo wyobrażałem sobie ich jako obóz na bagnie z Gothica XD

Idźże z tym Bagnem do tekstu Murina88 :)

Bestia dobrze wyszła, a proces zabijania jej był dość angażujący. Fajna były też te przejścia z traktowania jej jako paskudnego potwora, do mówienia o niej jak o dziecku przez Piromantę, ma to troszkę nastrój jak Voldemort i Nagini.

O, to fajne spostrzeżenie (akurat ostatnio oglądałem ponownie całego HP). Niekoniecznie zakładałem, by ich relacja wzbudzała współczucie, acz na końcu faktycznie była to tylko ofiara WP, spaczona jego wpływem, a na samym końcu bezbronna.

No potwór jako taki miał w założeniu WP służyć “dobrym” celom, tj. być złem, które zwalcza zło.

To też może w kontekście tego, co napisałem powyżej do Finkli, że nie ma w tym tekście refleksji na temat stosowanej przemocy – właściwie trochę jest, bo zdaje się wybrzmiewa pytanie, czy zło (subiektywnie rozumiane, bo tu złem byłaby zmiana cywilizacyjna) należy zwalczać złem (jedna skrajność), czy raczej dobrem – np. czystą narracją ideową o “nowych, dobrych czasach” (druga skrajność). No i pośrodku tego ląduje tytułowa szarość.

Minusem bym jeszcze określił potraktowanie po macoszemu opisów spalonej wioski, za szybko Zygmunt wskoczył na głowę Piromancie, ale to już obgadaliśmy, jednak jestem zmuszony uwzględnić.

A tam wskoczył na głowę. Nawet jak wskoczył, to w samoobronie, bo do niego strzelali! :)

Fajne dialogi, refleksja na plus, światotwórstwo, postacie. Bardzo mi siadło. Ogólnie ostatnio mam ochotę na takie dłuższe teksty fantasy, z fajnym światem, więc trafiłeś w dobry moment. 

Ach, ach. Cieszę się bardzo, zwłaszcza, że tekst faktycznie niekrótki. Tym bardziej szacunek, że chciało Ci się nad nim trochę popracować.

Jak dobrze wiesz, po pewnym wahaniu, ale nominuję. Powodzenia w głosowaniu, nic lepszego, niż wystawić Cię na żer Loży. Może to tak mogę się mścić? 

Czy idąc tą logiką, Ty te swoje piórka otrzymujesz w jakichś niecnych celach? Knujesz w podziemnej bazie jak zniszczyć świat esencją z piórka? :)

 

Ponownie, jestem bardzo wdzięczny.

 

Pozdrowionka!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

To już pobetowo, więc krócej.

 

Masz tutaj niezły pomysł, do którego dobrze dobrałeś postacie. Bohaterowie pasują do gęstniejącej atmosfery, co dobrze buduje napięcie. Tutaj właściwie trudno mi mieć uwagę do obranej strategii.

Kluczem, w mojej skromnej ocenie, będzie na przyszłość praca nad tempem i rytmem, bo “wybijaczy” jest trochę i niepotrzebnie psują efekt.

 

Tak czy inaczej, duszny klimat małej miejscowości atakującej wielkomiejskiego przybysza mrocznym sekretem zasługuje moim zdaniem na klika – choć polecam nanieść poprawi od reg, pewnie odpadnie wtedy trochę “wybijaczy” ;).

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Chyba mogę się podpisać w pełni pod wypowiedziami reg.

Jako osoba, która nigdy się niczego nie domyśla w tekstach, jestem wdzięczny, że pod koniec wyjaśniłeś.

Ciekawe ujęcie z tą formą języka.

 

Pozdrawiam, klikam!

 

PS: pozostaje tylko zapytać, dlaczego be rysunku? ;)

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Lekką incepcję zafundowałeś!

Ale czytało się bardzo dobrze, fajnie zbudowane napięcie i kreatywny pomysł.

Klikam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Reg dzięki za miłe słowa! heart

Bywa, że pisarz sam rzuca sobie kłody pod nogi i potem się na nich potyka. :)

Och, to prawda. Może nawet i pisarz jest głównym rzucającym sobie kłody pod nogi.

Widać nie mogłeś, bo pewnie coś stanęło na przeszkodzie. :)

Mogła to być głupota :)

 

A klik cieszy tym bardziej, że nie do końca Twój klimat, dziękuję :)

 

Prestidigitatorze,

witam serdecznie, dzięki za wizytę!

Dobre wyczucie walki, fajne opisy, dobrze się czytało. Zdecydowanie wysoka jakość :) 

No to cieszy bardzo, bo tutaj troszkę taki eksperyment z rozbudowanymi opisami walki.

Trochę słaby przeciwnik, groźny jedynie wizualnie, ale rozumiem, że skupienie opowieści jest na odcieniach szarości bohaterów, antagoniści są bardziej narzędziem lub katalizatorem. 

Celne spostrzeżenie, ale ze względu na ostatni wątek nie traktuję tego jako zarzutu, a co więcej, ogromnie mnie ta uwaga ucieszyła. Taki był plan, antagonista miał dać pewne pole do popisu fabule, ale nie chodziło o to, aby tworzyć wrażenie, że to “ten jeden, który na pewno zniszczy cały świat”. Właściwie Wielki Piromanta to stary gość, któremu nie odpowiadały zmieniające się realia, więc poszedł postraszyć kilka wiosek. Raczej zagrożenie lokalne niż globalne.

Natomiast ważne, aby w tym wszystkim wybrzmiała mimo wszystko jakaś stawka.

Mam jedną uwagę od czytacza, subiektywną, bo jakżeby inaczej:

To “go” w środku, strasznie mnie jakoś skonfundowało. Musiałem trzy razy przeczytać zdanie, żeby je zrozumieć. Jest takie jakieś niespodziewane w tym miejscu. A to był słaby moment, środek walki, aby się zatrzymać.

 

Podjąłem się próby zmiany. Nie jest dobrze wybijać z rytmu w trakcie akcji :)

 

Swoją drogą, nie zauważyłem wcześniej, bardzo elegancka “stopka” pod komentarzami laugh

 

Finklo,

miło, że wpadłaś i dotrwałaś do końca, mimo że zmęczona, choć oczywiście przykro mi, że nie siadło.

Ale w sumie znając Twoje podejście do przemocy i konfliktu mogłem się takiej opinii spodziewać – nie mówię, że stronisz od nich w swoich tekstach, ale raczej czemuś one służą, często sprawiedliwości. A ja tym razem postawiłem właściwie odwrotnie – przemoc, śmierć, podstęp są elementami przykrej lub nie tytułowej szarości. Właściwie co najwyżej służą przetrwaniu.

A z opisami walk, to jak pisałem reg wyżej, w pełni rozumiem, ale swego czasu sporo opisywałem walki, na Portalu jeszcze nigdy tego nie robiłem, więc chciałem się sprawdzić, a także wybadać odbiór.

I powoli zaczyna się kształtować przewaga w negatywnej ocenie tak rozłożonych proporcji :)

 

Serdecznie Was Wszystkich pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Kronosie,

dzięki za wizytę!

Czas Równowagi, po erze Rozliczeń brzmi troche jak postmodernistyczny “koniec historii” Fukuyamy, po piętnastu wiekach bolesnego kształtowania się współczesnej cywilizacji Zachodniej.

A to ciekawe skojarzenie. W sumie chyba zawsze te zapowiedzi “ostateczności” źle się starzeją. Z samym Fukuyamą lubię wywiady już jakiś czas po “Końcu historii”, gdzie już trudno było udawać, że jego przepowiednie spełniły się wprost. Ciekawy, mądry facet, szkoda jak się go czasem interpretuje przez pryzmat “a się pomylił”.

Tto podobieństwo Pringa i Ingrid, które zbyt późno dostrzega Zygmunt było dla mnie sporym zaskoczeniem, choć muszę przyznać, że moje zawieszenie niewiary nieco zachwiało się – byłem przekonany, że Zygmunt i Ingrid znają się i ufają sobie od lat, a tu taki “coming out”.

No właśnie tutaj próbowałem jakoś zbalansować – w pierwszych wersjach było znacznie więcej podpowiedzi, potem je przyciąłem. Na pewno nie chciałem, by twist był zbyt oczywisty. Faktycznie, być może samej zażyłości Ingrid i Zygmunta nie ma wiele, choć pewnie szacunek można wywnioskować z jej wypowiedzi.

Dobry, przygodowy tekst, czytałem z przyjemnością i polecam do biblioteki!

Oj to jest najlepsze, co mogłem usłyszeć – dokładnie chciałem, aby po prostu był to przyjemny akcyjniak.

Dzięki!

 

Witam serdecznie bruce!

jak zawsze bardzo się cieszę z Twojej wizyty!

Żebym nie zapomniała, bo często mi to umyka – dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów. :)

To mój pierwszy raz, obiecuję, że nie zostanie ze mną raczej, tu po prostu pasowało momentami :)

 

Błędy chyba po części poprawione, niewykluczone też, że zrobiłem to przy korekcie od niezawodnej reg. Zresztą obie jesteście niezawodne heart

Mocno zaskoczyłeś zwrotami akcji. :) To rodzeństwo – szok! :)) Świetne opisy walk, przekomarzań między bohaterami, religijnych obrzędów oraz przemian różnistych postaci i zjawisk nadprzyrodzonych, no i – co przecież najważniejsze – mnóstwo fantastyki. ;) Arcyciekawy świat z jego tajemnicami, regułami, praktykami… :)

Dzięki heart

Świat w sumie “stworzył się sam” po mocniejszym zaczerpnięciu z inspiracji wskazanych w przedmowie. Cieszę się, że wyszło no i że nie spaliłem twista!

Kliczek podwójny, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)

Ojoj, dziękuję!

Edit – osobne brawa za świetnie dobrany, przewrotny tytuł. :)

 

I tu również dziękuję! Choć wiadomo, Król Tytułów, a właściwie Cezar Tytułów, jest jeden laugh

 

Czołem Heskecie!

bardzo się cieszę, że wpadłeś!

Tak, dawniej zboża były bardzo wysokie. Dzisiejsze odmiany maksymalnie sięgają metra.

A no właśnie tak mi się zdawało, że gdzieś to czytałem, przyznam się szczerze, że nie sprawdziłem źródła, ale poszedłem za intuicją. Poza tym, no cóż… jakoś trzeba buszować w zbożu :)

 tylko… wyjustuj proszę tekst. I nie, to nawet nie chodzi o to, że źle się czyta, tylko graficznie będzie cacy :-)

Jeeeeennnyy!!! Popędziłem to zrobić w pierwszej kolejności, jejku.

 

Zakładam, że tego nie zauważyłem, bo w pracy sporo piszę, a mamy odgórnie przyjętą formatkę, która nie jest wyjustowana. I wszyscy się z tego lekko podśmiechujemy, ale człowiek robi od kilku lat w jednej firmie i jak widać wchodzi to w krew podświadomie :)

Dlatego, że to opowiadanie imo warte jest biblioteki. Szacun z mojej strony również za budowanie świetnych, wiarygodnych postaci. 

Dziękuję! Naprawdę, bardzo mnie to cieszy, bo w procesie tworzenia to idzie zwątpić we wszystko po drodze!

Wolę strachy nie tak bardzo dosadne jak potwory, które można zobaczyć, ale rozumiem całkowicie charakter opowieści, gdzie potwór ma być potworem. 

Cóż, aby był łowca wiedźm/potworów musi być wiedźma lub potwór :)

Dziękuję Ci za miło spędzony czas ;-)

Klik

Dzięki śliczne, naprawdę dużo radości sprawił mi Twój wpis!

 

Reg,

bardzo się cieszę, że wpadłaś, no i że poświęciłaś swój czas, by poprawić mój tekst heart

Ech, Beeeecki, choć całkiem zajmująco opisałeś swój świat i toczącą się w nim intrygę, to szczerze wyznam, że lektura mocno mnie zmęczyła, bo – jak na mój gust – zbyt wiele tu było potyczek i walki. A potwory, choć przemawiają do wyobraźni, jakoś nie zdołały mnie przestraszyć.

Potwory to mam wrażenie mają to do siebie, że są mało straszne przeważnie. Trywialnie mógłbym nawet powiedzieć, że bardziej przerażający bywają ludzie.

A jeśli chodzi o nadmiar walki, cóż chciałem tym razem to umieścić, ale rozumiem, że nie każdemu się to spodoba. Pierwszy raz dałem tego aż tyle, więc też chciałem zebrać opinie. Pozostaje mi mieć nadzieję, że następnym razem uda się zbalansować i trafić w Twoje gusta :)

Natomiast finał odsłaniający związki rodzinne bohaterów, mocno zaskoczył.

No i proszę! Myślałem, że nie umiem w twisty zupełnie i chcąc nie chcąc zdradzam się po drodze :)

Dodam jeszcze, że we fragmentach, w których występowała Gerwina, ciągle czytałam Ginewra. :)

O to jak Michael na becie! A akurat chodziło mi o imię o podłożu bardziej germańskim.

Wykonanie, nad czym ubolewam, pozostawia sporo do życzenia.

I wielce się cieszę, że postanowiłaś to zmienić, a ja postaram się czegoś nauczyć! Faktycznie, tym razem sporo, cóż zatem więcej się nauczę!

Na swoje usprawiedliwienie, część wynika oczywiście z wielokrotnego przepisywania tekstu, zwłaszcza jego skracania.

chwila bez starszego kolegi była zbyt ciężka do zniesienia. → …chwila bez starszego kolegi była zbyt trudna do zniesienia.

Ajajaj, tego to się już mogłem nauczyć.

zapach, który inni nazwaliby swądem… → …zapach, który inni nazwaliby swędem

A nie jest możliwe przez “ą”? 

https://pl.wiktionary.org/wiki/sw%C4%85d

Wiem, że wikisłownik to średnie źródło wiarygodnej wiedzy, więc się nie upieram.

Jeden z czcicieli wyrwał się z transu i zamrugał oczami. → Czy dookreślenie jest konieczne? Czy mógł zamrugać inaczej, nie oczami?

Tego też mógłbym się już nauczyć, ale cóż…

jego twarz znalazła się zaraz przed cnym obliczem Uśmiechniętego Księcia. → Obawiam się, że o Uśmiechniętym Księciu można powiedzieć wszystko, ale nie to, że był cny.

A tak wiem, to miała być bezczelna ironia narratora.

Ingrid zatrzymała się w półkroku.Ingrid zatrzymała się w pół kroku.

https://sjp.pl/p%C3%B3%C5%82krok

Nie ma półkroku?

 

Jak zawsze, Twój komentarz mnie ucieszył, rozbawił wytykając moją głupotę i wyedukował, miejmy nadzieję. Mam nadzieję, że wszystko naniosłem heart 

 

Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam i dziękuję!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Holly, ja również na razie bez komputera, dziękuję Ci ślicznie za betę, naprawdę sporo udało mi się dzięki Twoim uwagom poprawić, tak że sam jestem bardziej zadowolony z tego tekstu. No i cóż, na razie pozdrawiam z pięknej Rzeppospolitej!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Brawo Zakapiorze! Szczerze powiedziawszy, wiedząc, że brałeś udział w konkursie FS z ciekawością czekałem na wyniki, mając przekonanie, że będziesz wśród wyróżnionych. Gratulacje!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

To przybywam ponownie z Rzeppospolitej z mymi przemyśleniami laugh

 

Jak już napisałem, forma w pełni mi siadła. Epistolarność ma taką ciekawą cechę odsłaniania tylko części i to subiektywnego oglądu na wydarzenia. Pozwala się zżyć z piszącym, bo chcąc nie chcąc, jego perspektywa jest jedyną, jaką znamy. Stąd też dość naturalnym jest, że narracja nie zwraca uwagi na inne postaci, jeśli autor listu o nich nie myśli tak bardzo. A Stanisław wydaje się człowiekiem misji, “zafiksowanym” na celu. Kolejne miejsca, Sigrida-dziewica, kolejne osoby, są dla niego “tikiem” na kartce, na której napisane jest “Jak uratować Jana?”. Tym ciekawiej, że Stanisław wypada także na osobę wrażliwą, ma bardzo ciekawe spojrzenie na świat i role społeczne. Taki wewnętrzny konflikt w nim jest bardzo napędzający dla fabuły. Ostatecznie wielkiego starcia tych dwóch nie było, ale poniekąd tłumaczy to jego zachowania. A dzięki niemu też inne refleksje wypadają nienachalnie, wynikają z, jak się zdaje, szczerej życzliwości.

 

Do tego, ponownie ukazujesz średniowiecze w ciekawy sposób. W “Ale nas zbaw od złego” było trochę klasycznego mroku, ponurości, choć nie demonizowanej. Tutaj ten świat żyje, tętni kolorami, zapachami i osobami, zaczarowanymi stworzeniami i jak je znaleźć. Fajnie, że ugryzłaś to od takiej strony.

 

Wydarzenia są z założenia obarczone tym, że poznajemy je z listu Stanisława w formie retrospektywnej. No po prostu nie dałoby się tego zrobić inaczej, bo Stanisław nie jest Ritą Skeeter, że ma pióro zapisujące na bieżąco. Chcąc nie chcą ma to choć trochę przemyślane, a przecież i tak pisze w emocjach. Dlatego, owszem, w stosunku do akcyjniaka wydarzenia wypadają bladziej, ale no nie oczekiwałem pościgów i wybuchów od listów.

W tym kontekście najsłabiej wypadł dla mnie Szatan, bo jego rola jest epizodyczna. I o ile “nieobecność” Sigridy kupuję, o tyle on jakoś tak się pojawił i zniknął. Ale też wyjaśniłaś, dlaczego paktu z diabłem nie było już na początku, więc rozumiem. Część moich przemyśleń na jego temat Przedpiścy zapisali mądrzej niż ja bym potrafił.

Zostaje pytanie o dialogi, które słusznie postawił melendur, didaskalia niekoniecznie występowałyby w liście. Ale też uważam, że do pewnego stopnia można iść na kompromis z Autorką, która chce nam coś opowiedzieć spójnie i w całości. Czysto teoretycznie Stanisław zapewne nie byłby w stanie zacytować żadnej wypowiedzi dokładnie.

 

Wreszcie wydźwięk całej opowieści i jej zakończenie – osobiście to, obok obrazowości, spodobało mi się najbardziej. Zastosowałaś motyw podróży, który z założenia narzuca, że bohater ma dojść z pkt A do pkt B, zarówno w wędrówce jak i w osiągnięciu celu. I w tym kontekście podoba mi się otwarte zakończenie. Jednak przesądzenie o tym, że Jan nie żyje, stanowiłoby gorzkie domknięcie (takie lubię, nic do nich nie mam). Ale otwarcie pozostawia pełne możliwości interpretacyjne, a czytelnik sam może domyślić sobie reakcję Stanisława – zarówno na powodzenie misji jak i niepowodzenie. Wcale nie odebrałem tego zakończenia jako jednoznacznie zamkniętego, głównie przez to, że nie wiemy, jak zachowa się Stanisław po otrzymaniu pozytywnej lub negatywnej informacji.

 

Ostatecznie, naprawdę udany tekst. Nie każdemu siądzie forma, pewnie mniejszej ilości odbiorców niż klasyczna opowieść. Ale w dalszym ciągu uważam, że zdaje egzamin.

Nie jest to tekst bez wad, ale jest JAKIŚ i jest O CZYMŚ. Przeczytanie go coś wnosi, nie pozostawia mnie obojętnym, a na niedociągnięcia jestem skory przymknąć oko wobec mocnych stron. A właściwie taki jest główny cel pisania.

 

Pozdrawiam heart

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Wrócę z szerszym przemyśleniem, pieczołowicie ewoluującym na becie.

Zostawię tu jeno gratulacje za udźwignięcie naprawdę trudnej formy. Dawno nie czytałem tak dobrej formy epistolarnej.

To jest dziennik podróży i wypada on świetnie – opisy miejsc, ich doświadczanie, wygląd, atmosfera, zapach. No klimat.

 

I’ll be back.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Josepha można było porównać do pierwiastka promieniotwórczego. Rozpadał się, niczego nie tracąc i wysyłał dobrą energię każdemu kto chciał ją przyjąć. Uśmiechnął się i upił nieco dżinu.

Oo niezłe, bardzo niezłe.

 

Zawahała się, spojrzała w głąb, po czym ostrożnie wczołgała się.

To zdanie jest pewnym przykładem, co można poprawić tak ogólnie – powtórzenie “się”. Do tego “się” unikamy jak ognia na końcu zdań i zdań podrzędnych – wyglądają fatalnie, psują akcent zdania i tempo. Zdanie powyżej jest również przeczasownikowane, zbyt obfite, za dużo na raz.

 

 

Słabo, w mojej ocenie, wypadły dialogi – dość nienaturalne, takie jak wypowiedzi NPCków w grze. Doceniam, że część była stylizowana, to akurat fajnie.

Fabuła – widać w niej jakiś zamysł, ale jest dość pospieszna i chaotyczna. Jak dla mnie mało uwagi poświęciłeś na zbudowanie konkretnych scen. Ogólnie dość mało ekspozycji było. Na plus za to klimat afrykański, zbudowałeś go zręcznie kilkoma elementami.

Sama intryga jest prosta, więc wielkiego wyjaśniania nie wymaga, ale może nieco subtelności, zbudowania większej grozy. Ale zagubienie skandynawskiej naukowczyni w brutalnym świecie wypadło satysfakcjonująco.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Murinie!

Fajnie, że tekst pojawił się na Forum, bo lektura ponownie dawała satysfakcję. Napięcie, klimat i intrygujący pomysł są, czasami popracowałbym nad tempem, bo momentami wybijasz z rytmu, a to przy dark fantasy ważne.

Dzięki temu tekstowi Zielona Góra już zawsze mi się kojarzy z winnicami i winem, choć nigdy w niej nie byłem.

Dziękuję również za docenienie w przedmiowie :).

Co do usterek, nie wypowiadam się, bo rozmawialiśmy oni. Komentarz niezawodnej Reg powyżej jest dokładnie tym, o czym mówiłem – można mnóstwo dobrego wyciągnąć dzięki publikacji na forum.

Ogólnie uważam, że ten tekst wypada lepiej, gdy ktoś zna cokolwiek z Twojego świata (tak, wiem, wciąż mam zaległości, ale też nie bez powodu zachęcam do publikacji historii pobocznych na Portalu, bo uwagi są uniwersalne, a czasami moje uwagi byłyby powtarzalne bądź schematyczne). W dalszym ciągu zachęcam do publikowania krótkich historii z Twojego uniwersum i wykorzystanie tego jako treningu do książki.

 

Pozdrawiam serdecznie!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Finklo!

tekst w Twoim stylu, miło, że dodałaś sprawiedliwości do brutalnej politycznej gry kacyków. Duch trochę zło złem zwalcza, ale cóż, może tak trzeba. Może dlatego jest Duchem Sprawiedliwości.

Narastające gnębienie niesprawiedliwego również dość charakterystyczne dla Twoich tekstów, przypomniało mi się gaj Florei, tam też postępowało gnębienie i trzebienie agresorów.

I jak zawsze lektura satysfakcjonująca, nawet moralnie!

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Ciekawe ujęcie związku przyczynowo-skutkowego, technika wpleciona w życie i historię. Bardzo dobry pomysł tym przerywnikiem “albowiem”.

No i ciut zabawne, co doceniam :)

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem ponownie,

Finkla troszkę mnie już zdradziła laugh – mój lakoniczny komentarz na plus był zapowiedzią nominacji do piórka.

Być może ten tekst ma wady, wynikające z przyjętej konwencji, ale w mojej ocenie w pełni zasługuje na ocenę Lożan, ponieważ operując w przyjętych ramach wycisnąłeś 110%. Przy okazji po prostu trafiłeś w mój gust i jestem wobec tego trochę bezbronny :)

Co ma największą wartość moim zdaniem, to wybrany sposób rozwoju fabuły. Jak napisałem wyżej, dla mnie to odwrócona sytuacja kafkowska, w której bohater czego nie zrobi, to zadziała na jego korzyść. To samo z siebie dawałoby do myślenia, ale ulepszyłeś schemat o zrzeczenie się (świadome bądź nie) przez bohatera swoich korzyści. A na końcu zafundowałeś puentę, która nie tylko mówi “narzekacz będzie zawsze narzekaczem”, ale moim zdaniem ma też lekki wydźwięk odwrotnego nawrócenia – w międzyczasie można było przecież stwierdzić, że bohater ma mimo wszystko cne intencje moralne. Bardzo dobrze i nieoczywiście wyszło.

To jedno. Dalej, spodobała mi się przyjęte tempo narracji, szybkie, ale bardzo spójne ze sposobem prezentacji świata.

Odnośnie struktury tekstu, zastosowałeś sporo nowych akapitów i zdań od nowej linijki – to również się w mojej ocenie sprawdziło, nadaje takiego klimatu relacji z wydarzeń.

Do tego wyposażyłeś narratora w cięty język i zaserwowałeś sporo zabawnych nazw własnych.

Swoich prywatnych punktów z tabeli nie daję jedynie za klimat, ponieważ nie ma aż tak narastającego napięcia.

 

To wszystko skłoniło mnie, aby tekst nominować do piórka i tym samym być na TAK. Gratuluję!

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Cześć! Ależ to dobre! Ciekawa jakby sytuacja kafkowska, bohater niejako skazał się na sukces, a potem rozczarował nagłym pęknięciem balonika. Masa kapitalnych cytatów, ironia, nazwy własne. Połknąłem tekst z ogromną przyjemnością. Lem też myślę się nie obraził za wspomnienie w przedmowie. Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Alicjo, gratuluję kolejnego tekstu w bibliotece! Czujność przy pisaniu wskazana, ale mimo najwyższej uważności wszyscy popełniamy błędy. Jakbyś kiedyś miała wątpliwości, to zawsze można przed publikacją poddać tekst betowaniu :). Po koleżeńsku tylko nadmienię, że warto czytać i komentować teksty innych użytkowników i zachować jakąś zdrową proporcję między tym, a publikowaniem własnych opowiadań. Wtedy, najprościej rzecz ujmując, więcej Czytelników zawita do Twoich tekstów. Ty będziesz miała więcej czytelników, a czytelnicy przyjemną lekturę. Win-win ;). Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Pozazdrościć takiego ducha. Muszę chyba swój wzrok wytężać w poszukiwaniu własnego. Wszystkiego dobrego dla oczu!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem dogs ;)

Dzięki za odwiedziny i opinię.

 

W dużej mierze rozumiem Twoje obiekcje.

Zakładałem, że będzie grupa odbiorców, do której tekst przemówi właśnie tym niedopowiedzeniem, pozwoli im rozwinąć wyobraźnię za użyciem opisów i druga grupa, do której to nie przemówi. Podjąłem to ryzyko i przyjmuję jego konsekwencję.

Natomiast, gdybym miał napisać ten tekst na nowo, zrobiłbym to podobnie – nie poszedłbym w wyjaśnianie, bo utraciłbym klimat. Być może jest to rezultatem niewystarczających umiejętności, nie wykluczam, że komuś udałoby się to połączyć.

Wyjątkowo, bo przeważnie tego unikam, wolałem operować na obrazach, symbolach i emocjach, doznaniach psychologicznych postaci niż na klarownym przedstawieniu świata. 

Stąd też nie odpowiadam na Twoje pytania – zrozumiałem zresztą, że mają one wymiar pytań retoryczno-krytycznych :) (być może błędnie). Wynikają one z tego, że nie spodobał Ci się, nomen omen laugh, zamysł na ten tekst. W pełni to szanuję i dziękuję, że wskazałaś te wady, na pewno to wykorzystam, bo ostatnio sporo się zmagam z logiką i spójnością swoich opowiadań. Ale tutaj zupełnie nie na tym położyłem akcent.

Ogólnie miałam wrażenie, że ten tekst ma sens tylko wtedy, gdy czyta się go jako retelling znanej i obecnej w kulturze opowieści i to wiedza zewnętrzna pozwala (do pewnego stopnia) śledzić fabułę, ignorować luki i nieścisłości.

O właśnie tu jest clue – moim zdaniem to nie są nieścisłości, acz, jak wyżej, rozumiem, że w Twojej ocenie za takie uchodzą. Kwestia konwencji.

A ja bym chciała przeczytać tekst, który sam z siebie się broni, a warstwa retellingu jest jego dodatkowym atutem, a nie elementem bez którego tekst się sypie.

I to też w punkt – chciałaś przeczytać coś innego, ja zaoferowałem coś takiego :). Po prostu nasze drogi się rozminęły.

Wiadomo, bez woli Czytelnika, tekst nie może mieć dla niego sensu, więc nie będę Cię zachęcał do innego spojrzenia na opowiadanie, bo wkalkulowałem również taki odbiór, jest zrozumiały. Do takiego a nie innego skonstruowania tekstu przekonał mnie motyw konkursu, zresztą względnie doceniony przez Jurorów.

Nie mam żadnego żalu o werdykt piórkowy, uczciwie go uzasadniłaś, dziękuję.

 

No i pozdrawiam serdeczniutko!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Cześć Zakapiorze

ostatnio kiepsko mi wychodzi odpisywanie na komentarze.

 

Dzięki za docenienie. Fakt, puenta niewyrazista, może nawet powinna być mocniejsza w tak krótkim i prostym tekście.

 

A cóż… zapowiedź na szczęście nie ma daty przydatności względem tekstu zapowiadanego :)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem! Piszę z telefonu więc krótko. Bardzo klimatyczny tekst i dobrze napisany, brawo. Fajnie popracowałaś nad detalami Pomysł również niezgorszy. Klikam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem! Krótko, bo z telefonu. Przykry tekst, ale dobrze poprowadzony. Chłodnia to idealna scena dla takiego spektaklu. Cóż "w przyszłości nie będziemy się starzeć!" *meanwhile przyszłość*. Zastanawia mnie tylko "wzrok silnej kobiety" w reklamie, bo o ile linia oczodołów to element twarzy, o tyle same oczy chyba nie (?). W sensie bardziej zrozumiałem, że to sprzedaż takiej maski, jeśli razem z oczami i wszystkim to robi się makabrycznie… Tak, czy inaczej, pomysł zacny ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Gratuluję! OldGuard – zmiotłaś głosowanie z planszy! Wow! Michaelu – cóż ja mam zrobić byś nie dostał piórka? Ja tylko chcę Cię chronić przed sławą. Oczywiście ogromnie Ci gratuluję, jesteś debeściak. Nominowanym również gratki, to były naprawdę dobre teksty.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Tarnino!

Miło, że wpadłaś, tym milej, że, jak zawsze (co milusińskości nie umniejsza), zamieściłaś tak obszerny komentarz, na który odpowiem bardziej szczegółowo, gdy czas nadejdzie (powołuję się tu na prawo braku TARDIS!).

 

Niemniej

… co ja właśnie (wczoraj, tylko nie zdążyłam wkleić komentarza) przeczytałam? XD

Miałaś się uhahać podczas czytania. A sądząc po komentarzu, mimo mej nieudolności językowej i Twej krzywdy z nią związanej, się uhahałaś, więc my job here is done (maybe not good enough, but still done).

 

Już teraz podziękuję za wizytę, a co laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem RR-rze! Proste w formie, głębokie w przesłaniu. Plus jak na taki drabbelik to dobrze podbudowany klimat tego OIOMu. Choć ostatecznie wydźwięk dla mnie jednak smutny, bo nadzieja choć ostatnia, to jednak umiera…

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Reg ❤️

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Zakapiorze!

Prowadzisz narrację w chyba moim ulubionym stylu – z nutą ironii i drwiny (jak dla mnie mogłoby być tego śmiało więcej), tak nieco przebijając czwartą ścianę, ale na tyle, by przez “lufcik” nie uleciał klimat.

– Słuchamy się Samo, bo jest szefem. Kropka. Bez niego my umarlibyśmy z głodu, a wy byście skończyły w burdelu

Szef mi bardzo nie pasuje do klimatu. Herszt? Przywódca? Albo po prostu opiekun? Zresztą później użyłeś herszt.

– … jeśli już się obracasz, powinieneś najpierw zablokować przeciwnikowi uzbrojoną rękę – odezwał się głos za ich plecami.

Tzn. ogólnie obracanie się w pojedynku w 90% przypadków będzie głupie.

 

Klimat, jak zawsze u Ciebie, znakomity. Postaci wyraziste, z krwi i kości i prawdziwymi dylematami. Troszeczkę mam wątpliwości co do światotwórstwa, bo ostatecznie nie wyjaśniłeś do końca, czym i dlaczego są “demony”, na czym polega podział świata na dwa lub choćby zarysu doktryny, która kryje się za Jasnym Bogiem (i czy to właśnie to generuje konflikt). Nie pogardziłbym mieć 5k znaków więcej, ale się tego dowiedzieć, umiejętnie wplatasz informacje w akcję i dialogi, więc na pewno dałbyś radę. A tak to mam jednak wrażenie wielu białych plam w świecie i przez to też trochę w fabule/postaciach.

 

Niemniej, imponującym jest to, jak kolejny raz serwujesz przyjemną lekturę. Z ciekawości, te światy na potrzeby opowiadań mają jakąś wspólną genezę, jakoś się łączą, czy za każdym razem siadasz od nowa i wymyślasz nazwy, konflikty itp.?

 

Klamra kompozycyjna satysfakcjonująca i gorzka (takie lubię, są w mojej ocenie wiarygodniejsze), sposób opowieści w dwóch czasach i narracjach też dobry.

 

Klikam bibliotecznie, zobaczymy czy coś więcej mnie najdzie, bo nie ukrywam, że mam słabość do takich tekstów i stylu fantasy/dark (ach, nieodżałowany Feliks Kres – westchnięcie mimowolne).

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Było warto, ogromne brawa dla betweenthelines za taką akcję i dla Michaela (że dał się wrobić). Powodzenia Wam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem ponownie Maćku!

Tak wypadło, że skomentowałem ten tekst już wcześniej, a w trakcie okazało się, że będę go musiał ocenić piórkowo.

Stąd krócej, ponieważ podpisuję się pod tym, co napisałem uprzednio – tekst zainwestował w klimat, podarował sobie miejscami fabułę. Momentami przez to zaciera się przesłanie, choć, jak się zdaje, pozostawiasz je w pełni nam, poza tym aspektem, gdzie tekst naturalnie jest osobisty.

Ale klimat pozostał… :)

 

Natomiast w ocenie piórkowej będę na NIE.

(tabela w 100% nie oddaje oceny takiego tekstu, gdy po prostu niektórych atrybutów nie sposób mi ocenić, ale myślę, że trochę porządkuje, a tam gdzie nie do końca pojąłem, daję uczciwe, neutralne 0)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Jestem!

No to już odpowiedziałem na tekst, dziękuję, do widzenia.

Jak na niecały czterotysięcznik, trzymałem go nieprzyzwoicie długo zakolejkowanego i pewnie trzymałbym dalej, gdyby nie wyszło głosowanie piórkowe, a zdarzyło się ono. Hańba mi.

 

Bardzo plastycznie przedstawiasz emocje (nie tylko tutaj, ale dość szczególnie wypadło to w takiej formie). Obrazy (nomen omen), które serwujesz są poruszające, a co najciekawsze, nie potrzebujesz do tego wielu słów.

Moje wrażenie jest troszkę, jakbyś ułożyła puzzle, bo słowa umieściłaś obok siebie w satysfakcjonującym układzie i przyjemnie jest oglądać cały obrazek. Niegodna metafora, ale cóż.

Efekt w każdym razie jest świetny, bo emocje odczuwamy, nie zawsze potrzebują wielu słów.

 

Choć mam wrażenie, że tylko o emocjach, i może o relacji, jest ten tekst. Na filozoficzne dno chyba trochę za mało. Chociaż… jak to Vacter zatytułował raz felieton “Filozofia nie jest nauką. Nie jest nawet niczym.” laugh

 

Przy okazji zrobiłaś mi kuku, bo moja tabelka do oceny tekstów piórkowych średnio nadaje się do oceny czterotysięcznika. Próbowałem, mogę się rezultatem podzielić, ale nie jest on dla mnie satysfakcjonujący.

 

Zresztą na ten moment nie potrafię jeszcze powiedzieć jak zagłosuję. Przemyślę to, bo nie chcę robić prostego “NIE, bo za krótkie”. Zbyt wiele razy (raczej zawodowo niż hobbystycznie) spędziłem dużo więcej czasu próbując napisać coś zwięźlej.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Kronosie!

Arthur nie odpowiedział, tylko się rozłączył. Srinivas skrzywił się z niesmakiem. Jak zawsze po kontakcie z Hemmerem, zbierało mu się na wymioty. Wszedł do łazienki i długo mył ręce.

„Żuk przewrócony do góry nogami”. Miquel liczył na przegrzanie robota. Oleg nie miał pojęcia o obsłudze tego typu sond i przez chwilę wydawało się, że sabotaż Miquela ma szansę na powodzenie.

To jakoś niezgrabnie napisane + powtórzenie.

 

Od razu mówię, że na razie przedstawiam opinię “na czysto”, bez lektury komentarzy powyżej.

 

Zacznę od plusów, bo jest ich dużo więcej.

 

Punktem wyjścia – nie umiem w sci-fi, nie jest to moja literatura i słabo doceniam rozwiązania techniczne, technologiczne i ich sens. Niewiele też czytam sci-fi, więc niewielkie mam doświadczenie do oceny. Stąd patrzę też przez pryzmat, czy tekst mnie zaciekawił, a fabuła się spinała mimo tych subiektywnych problemów z własnym niedokształceniem literackim (taki efekt wywiera na mnie m.in. Diuna, za każdym razem, gdy ją czytam – po prostu całość dogrywa się w kapitalny i klimatyczny sposób, mimo że nie jestem fanem szerokich opisów działania filtraka).

Pod tym kątem Twój tekst oceniam bardzo pozytywnie. Fabuła jest wartka, technologia zdaje się mieć swoje uzasadnienia i sens, a do tego nie jest wprowadzana sztuka dla sztuki, tylko zgrabnie wtłoczona w wydarzenia.

Do tego dodałeś wyrazistych, mięsistych bohaterów i aurą klimatu wokół nich. No lejtenant jest kapitalny! Daje mi lekko klimat komisarzy (komisarów) z Warhammera 40k, nie wiem, dlaczego (nie tylko przez wschodniość pomysłu laugh). Ale jest świetny.

Język również mi się podobał, narracja jest płynna, czyta się to szybko i przyjemnie, a każdy bohater ma swój styl mówienia – zdecydowanie na plus.

Podobają mi się również śródtytuły i sensownie poprowadzone przejścia narracyjne, w których dobrze dodałeś światotwórstwo – u każdego bohatera pokazując inny wycinek.

Do tego zakończenie – słodko-gorzkie, choć sądziłem, że lejtenant przez przypadek natrafi na wyrzucony artefakt i będzie jeszcze bardziej gorzko. Masz w sobie więcej sprawiedliwości niż ja :)

 

No i wszystko pięknie, tylko ten artefakt nieszczęsny…

Dlaczegóż oś całego tekstu nie została nam ujawniona? Rozumiem, być może wola kontynuacji w innym tekście, ale to psuje efekt końcowy (za który, jak zobaczysz poniżej, i tak daję Ci punkt). Czy nie mogło być “sceny po napisach”, gdzie wierchuszka korporacyjna zbiera się na zarządzie z naukowcami i analizują konsekwencje nieznalezienia artefaktu, zdradzając, choćby odrobinkę, czym on jest i do czego służy? Pasowałaby mi taka scena, a nadałaby całości dodatkowej stawki (więc może też prolog spełniłby tę funkcję?). Dlatego dostaniesz aż -1 w tabeli poniżej za pomysł, bo przy “zwyczajnie” rozwiniętym światotwórstwie (być może tu kłania się moje niedocenianie rozwiązań natury inżyniersko-naukowej – kajam się, jeśli tak jest, ale nic nie poradzę) uczynienie tytułowego przedmiotu absolutnym anonimem to rozwiązanie rozczarowujące. Nie chcę wnikać w Twoją wizję, bo się cholera sprawdziła zacnie, ale moim zdaniem ta “scena po napisach” rozwiązałaby 75% problemu, który z tym mam, a Ciebie nie kosztowałaby wiele. Ale ponownie, Tyś autor i Twoje jest prawo do decydowania – tak żebyś nie odebrał tego jako moje narzucanie się laugh.

Natomiast, aby nie wrzucić do jednego wora całego światotwórstwa przez jeden nieszczęsny artefakt, doceniam spójność świata i pomysłów na wykorzystanie technologii – jest tego dużo, nie jest może ogromnie pomysłowe, ale za to “trzyma się”.

 

Niemniej, urzekłeś mnie i przez całe czytanie myślałem sobie “jestem na TAK”. Abstrahując od wyżej wskazanych przeze mnie plusów, ma to też ten swój subiektywny aspekt oceny. Po prostu mi się to opko bardzo podobało, tak Muza zadecydowała.

Stąd jestem na TAK.

(co jest tym bardziej imponujące, że bezczelnie dałem Ci -1 przy fabule)

 

Dzięki za lekturę i pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czy mógłbym coś więcej zrobić z tymi postaciami, wątkami i światem?

Nad światem, to myślę, że jest dobrze, ponieważ ma wiele ciekawych elementów, acz zgodzę się z Twoją intuicją, być może zbyt wiele zostało w głowie. Na pewno jest to obfity tekst, gdzie trzeba zachowywać skupienie.

Jeśli chodzi o przeskoki tempa, to właśnie ta szybkość niektórych opisów. Długo mówią o zasadzce, czy o granatach, ich ostateczne wykorzystanie jest krótkie. I jasne, można zostawiać część spraw dla wyobraźni czytelnika, ale myślę, że jest tego nieco za dużo. Ja np. zacząłem się cofać do poprzednich kwestii i zastanawiać, a to przeszkodziło mi w czytaniu jednym tchem, co chciałem robić ze względu na akcję.

Bohaterowie wypadli dla mnie względnie wiarygodni psychicznie, ich burzliwa relacja to bardzo mocna strona tekstu.

Ale to tylko moja opinia, czy sugestia. Zwłaszcza, że całość wypadła naprawdę nieźle, po prostu dla mnie nie-piórkowo.

tak sobie kreślę prowizorycznie – więcej o geografii, polityce i doktorze G. (powinienem zmienić nazwisko “Goldo” na mniej kłopotliwe), który wiedziałby coś o Arghorze i jego świecie

O to, to.

Twoje stwierdzenie, że wyszłoby świetnie, jest na wyrost. Ale dzięki za wiarę we mnie i pokrzepiające słowa.

E tam, no widać przecież, że masz duuużo pomysłów tutaj i z sensem je przedstawiłeś. Spokojnie pociągnąłbyś dalej :)

Grafika z tablicą super :)

Dzięki!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Robercie, myślałem, ale wydaje mi się, że w odbiorze byłoby to bardziej skomplikowane, choć masz rację, ostateczny wynik byłby logiczny. Za to suma wag daje szczęśliwą trzynastkę, a odbiór literatury bywa nielogiczny. :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Mega ładna tabelka i pomysłowa, dość uczciwa punktacja. O ile ja jestem wielkim przeciwnikiem oceniania wedle punktów i sztywnych ram, to muszę przyznać, że całkiem fajnie to obmyśliłeś. Wizualnie też idealnie pasuje, szacun. 

Dzięki. Ot takie narzędzie pomocnicze, ale przyznam, że ułatwia ocenianie. Zobaczymy, czy wytrwam w jej stosowaniu.

No cóż. Zemsta dopięta. Ale spokojnie haha. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa XD

Kto powiedział, że ja powiedziałem? laugh

A zawsze jest jeszcze Finkla. I po cóż Ci był ten konkurs…

 

A patrząc tylko na ten rok – zaliczasz nominację (czasem więcej), co miesiąc. Więc nie raz się jeszcze spotkamy w głosowaniu, ponieważ trzymasz bardzo wysoki poziom i utrzymujesz ciekawy kierunek w każdym tekście.

Więc może ja to wszystko z zazdrości czynię? laugh

 

Trzymam kciuki i pozdrowionka!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Też mi się tak wydaje, tym bardziej, że to luźne kryteria, mają tylko pomagać mi i Wam.

Ale humor nie wyklucza przesłania, ba przecież nawet często je podbija, tym bardziej czarny humor. 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ooo marzanie, aleś do dobrze wymyślił z tym białym Nazgulem, królem katów!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem jerohu!

Nie mieliśmy przyjemności, zatem miło mi laugh

 

Na szczęście nie jestem włoskim dzieckiem :)

 

Z początku miałem wrażenie, że jest sporo zaimków i różnorodnych zamienników dla nazywania bohaterów, ale po przeanalizowaniu – było to moje błędne wrażenie. Językowo nie zatrzymało mnie nigdzie w sumie.

– Jasne, proszę pani – wycedził. – Granaty. Tydzień.

Zgrzyt dialogowy, bo wcześniej mówił do niej per ty – ale zakładam, że to grzeczna złośliwość.

Marek wzruszył ramionami. Rozsądne podejrzenie. W końcu to z inicjatywy tego niepozornego potentata

Zastanawiam się, czy niepozorny potentat to nie oksymoron. Z drugiej strony stosujesz to parokrotnie, więc zakładam, że to taka celowa zabawa. Całkiem fajne.

 

Jednak czytelnik, jeśli przekonują go wizje Wery, powinien uznać, że akurat głównych bohaterów bóg gigantów do siebie ściągnął. Miałem nadzieję, że pokazałem tę możliwość wystarczająco wyraźnie. Ale cóż.

To moim zdaniem jest okay, pojąłem za pierwszym razem, była “podbudówka” pod taki wniosek.

 

Ehhh…

Jeśli chodzi piórkowo, to trudne się wylosowało laugh

 

Na pewno dobrze, że tekst dostał nominację, bo inaczej pewnie bym go przeoczył, a szkoda.

Zrobiłeś na mnie bardzo dobre wrażenie światotwórstwem, a to “parametr”, który naprawdę cenię. Mnóstwo elementów tu upchałeś, bardzo kreatywnie, choć mam wrażenie, że wymagałoby powieści, by opisać je spójnie. Stąd trudno ocenić akurat spójność – po prostu nie wiadomo, jak to wszystko się spina w całość. Natomiast opisy są wiarygodne technicznie, widać, że masz pojęcie o czym piszesz (jak dla laika). 

Mam wrażenie, że niektóre sceny dzieją się bardzo długo, jak dialogi i przemyślenia, a z kolei akcja, którą planują streszcza się do dwóch zdań. Ma to swój urok, bo podkreśla, w mojej ocenie, że to opowieść o bohaterach (oraz ich burzliwej relacji), którzy psychologicznie wypadają bardzo ciekawie. Natomiast przez to wydaje mi się, że tempo jest nierówne, miałem wrażenie w paru scenach “O, to już? Tak po prostu?”. Długo planują, a potem coś dzieje się tak szybko. Sensowe w przypadku emocji i nagłych porywów namiętności, ale przy planowaniu strategicznym, procesach? Hm…

Do tego sporo jest wątków: kompania, intryga potentata, narkotyk leczniczy, bóstwo, giganci, bohaterowie, a w tle jeszcze rewolucje. Ponownie, nie wiem czy ilość nie nadaje się bardziej na powieść niż 40 tys. znaków. Nie chodzi o to, że zrobiłeś to źle, ale raczej, że chętnie dowiedziałbym się więcej :).

Spodobały mi się śródtytuły, przejścia narracyjne i myśli bohaterów. Nadały tekstowi głębi ponad opowiadanie wyłącznie militarne.

 

Piórkowo jednak będę na NIE.

(0 naturalnie nie jest parametrem negatywnym, nie oznacza, że coś wybijało mnie z rytmu, ale po prostu oceniam daną kwestię jako niepiórkową – zresztą tabelka jest tylko pomocniczym narzędziem)

 

Paradoksalnie, gdyby tekst miał 70 tys. znaków, być może byłbym na tak, bo stawiam, że świetnie byś to rozwinął. A tutaj, każdy element jest niezły, niektóre nawet bardzo (zwłaszcza to światotwórstwo, to bardzo cenię – powtarzam się laugh), ale całość nie wybrzmiała dla mnie piórkowo.

 

Powodzonka życzę w dalszych tekstach, Portal zdecydowanie potrzebuje ciekawych, kreatywnych światów :)

 

Pozdrawiam i dzięki za lekturę!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ale za to mój następca vel poprzednik może opisać bitwę!

Całość przypomina na razie książkę, którą bawił się szczeniak i losowo wyrywał kartki – bo kota z Cheshire o takie zabawy nie podejrzewam ;)

A to trochę prawda ;). Można potem zrobić wyzwanie z uzupełnianiem luk w tej historii laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Wtrącę się ze swoją oceną.

Michaelu,

byłem betującym, czytającym, a po drodze wyszło, że zostałem też oceniającym.

I to okazało się baaardzo trudne.

 

Swoją ocenę już poniekąd wyraziłem na becie, także w zakresie tego, co mi się mniej podoba.

Z drugiej strony, nieuczciwym byłoby podejście wyłącznie z perspektywy porównawczej do Twoich poprzednich tekstów.

 

Będę na NIE

 

Przeważa chyba jednak mocno moralizatorski wydźwięk i nie nawet całego tekstu, ale końcówki. Ona jest dla mnie jakaś taka zbyt “cukierkowa”, zbyt mało w niej głębi, by uznać ją za wybitną, a z kolei nawet nie wiem, czy nie ujmuje mi ona głębi, która powstała wcześniej – przy rozmowie cesarza z Chrysaimem. Tam są wątpliwości i dialog mimo wszystko na argumenty.

Ta końcówka już bardziej manicheistycznie wskazuje dobro i zło. Ślimak Zagłady nazwał to lepiej niż ja potrafię, a bardzo trafnie:

Pewnym zarzutem będzie natomiast to, jak ta scena rzutuje na drugi wiodący wątek, czyli spór między prorokiem a cesarzem. Otóż niesprawiedliwa śmierć Chrysaima i nadnaturalna kara spadająca na mieszkańców wioski, w połączeniu z przypowieściową konwencją, moim zdaniem bardzo silnie skłaniają do tego, by przyjąć jego i Sery rację również w tym sporze za rację autorską i ważne przesłanie całości. Tymczasem mniemam, że chciałeś raczej skłonić czytelnika do samodzielnych przemyśleń i że w obrębie naszych standardów cywilizacyjnych trudno przyjąć takie stanowisko bez zastrzeżeń. W istocie jeżeli nie zgadzamy się na przeszczepianie od dobrowolnych dawców niezbędnych im do życia narządów, to również cud wywołujący zbliżone skutki powinniśmy uznać za nieakceptowalny, a udostępniającą lub afirmującą go religię – za demoniczną.

Mam wrażenie, że w tym jednym miejscu niezupełnie mnie zrozumiałeś, może będziesz chciał zerknąć jeszcze raz na poprzedni komentarz. Pisałem, iż domyślam się, że pragnąłeś osiągnąć właśnie taki efekt, jaki tu opisujesz, starałem się jednak pokazać, dlaczego w mojej opinii Ci ten efekt nie wyszedł i tekst nakierowuje czytelnika na interpretację inną niż zaplanowana przez autora.

Pod tym drugim się zwłaszcza podpiszę – końcówka o wydźwięku mocno nazywającym dobro i zło, trochę osłabia refleksję ze wcześniejszej rozmowy o rządzie dusz, niejednoznaczną z argumentami po obu stronach.

Powiedzenie, że “zepsuło” mi to efekt końcowy byłoby nieuczciwe, ponieważ odpowiada to również za spójność tekstu, ale chyba po prostu go osłabiło.

Nie zmienia to faktu, że przypowieścią posługujesz się bardzo sprawnie pod kątem języka, stylu i tempa narracji. Tabelka oczywiście robocza :)

 

No i sprawdziło się, że moja obecność w Loży to żadna dobra informacja dla Ciebie laugh

Ale myślę, że jeszcze niejedno, nawet w tym roku, dostaniesz, bo poziom tekstów jest imponujący.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

OldGuard

Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Gratulacje!

No zobaczymy, czy to ku Waszej korzyści, ale dziękuję :)

 

tabelki lubię bardzo, bardzo ^^ fajnie, że pojawia się kolejna :) I wydaje mi się, że zdobycie z nią “TAKa” będzie jeszcze trudniejsze niż u HH91, bo więcej zmiennych.

Oj ja tylko wyglądam na takiego poważnego zza tego fryderykowego awatarka, chętnie bym wszystkim dawał TAKi, stąd to sobie lekko ujednoliciłem, by wyróżniać te teksty, które naprawdę mi zaimponują w paru elementach. Ale pozostaje to mocno subiektywne i jak zechcę kogoś wyróżnić, to sobie poradzę i z tabelką ;). Po prostu łatwiej tak przekazywać werdykt.

Jako że widzę tę tabelkę pierwszy raz, to dopytam o szczegóły (niekoniecznie w kontekście mojego tekstu, ale ogólnie). Całość wydaje się dość jasna, zastanawia mnie tylko kwestia struktury tekstu, bo w tej trzystopniowej skali ocen, co różni tekst dobry od bardzo dobrego? 

Strukturę rozumiem jako ułożenie tekstu, chronologię i sposób prezentowania historii. Wiele razy spotkałem się z ciekawymi zabiegami w tym zakresie, intrygująco rozłożonymi akapitami, klimatycznymi śródtytułami albo bardzo porządnie zastosowaną zmianą narracji lub chronologii. Nawet proste rozwiązania, jak np. powtórzenie zdania na początku każdego akapitu – tak jest w “Echo” MordercyBezSerca, spodobał mi się ten zabieg (tak sobie przypomniałem). Uważam, że taki element nie tylko wynikający z treści, ale też formy, wpływa na odbiór, stąd chciałem go wyłowić z worka “Klimat”.

Może pokrętnie, ale tak sobie wymyśliłem.

 

a może po prostu opowiadań w ten deseń wydaje się być dużo na Portalu ostatnio.

tzn jakich? :)

 

Bardzo emocjonalnych :)

Ale to żaden zarzut ani klasyfikowanie, tym bardziej, że Ty akurat piszesz bardzo zróżnicowanie.

 

bruce

dziękuję za docenienie, zobaczymy, czy w niej wytrwam ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Biały królik popatrzył z niesmakiem na rozlewającą się po kamieniach krew. Z natury był pacyfistą, ale Jaśnie Oświecony Sauron Kier wybrał go do tak morderczej misji, w której, swoją drogą, sam zleceniodawca chyba poważnie się pogubił. Królik odczuwał dyskomfort, lecz nie zamierzał oceniać – zwłaszcza skorego do autodestrukcji stwórcy – choć może powinien?

Podniósł wzrok i poprawił rozbite w bitwie okulary. Niestety nie pomogło, skutek walki nadal był widoczny – stały przed nim dwie uzbrojone we wszystkie moce wyobraźni Alicje.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

A to się włączę i może jeszcze zagmatwam, a może wyprostuję ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Tak się w międzyczasie stało, że przypadł mi obowiązek oddania głosu.

Wypowiedziałem się już powyżej.

Nie jest to w 100% mój tekst, a może po prostu opowiadań w ten deseń wydaje się być dużo na Portalu ostatnio. Dlatego zakończenie nie zrobiło na mnie efektu wow.

Nic mi nie przeszkadzało (bez -1), sporo było po prostu dobre (0), ale przeważyły elementy naprawdę porządne (1).

Trudno mi nie być na TAK :)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ave Cezarze!

Lange nich gesehen!

Z zadumą przyglądałem się fotografiom, które opowiadały o rzeczach, o których najlepiej zapomnieć.

Celowo powtarzasz które-których w pierwszym zdaniu?

Starość pachnie źle, a mi to zwyczajnie przeszkadza. Czy z tego powodu jestem z automatu złym człowiekiem? Możliwe, że zwyczajnie otacza mnie zbyt wielu ludzi młodych albo takich, którzy chcieliby być młodzi.

Powtórzonko?

 

Bardzo ciekawy tekst, trochę skojarzył się z Raportem Mniejszości, jeśli chodzi o refleksję na temat nieuniknioności.

Końcówka niepokojąca…

Ale czy znowu dziwnie? Hmm…

 

Odnośnie ukrytej tajemnicy – zastanawia mnie zacytowany przez Ciebie powyżej fragment oraz wspomniane “szumy”. Wskazują jednak na jakieś zautomatyzowanie bohatera albo jego działalności. Tym bardziej, że na końcu jest ów niewidoczny prompter. Ale przyznam, że nie potrafię tego rozgryźć do końca. Ale też ostatnio średnio mi w ogóle wychodzi rozgryzanie :)

 

No ciekawe, ciekawe, a przy okazji wierne Twojemu stylowi, że tak pozwolę sobie powiedzieć.

 

Fajnie, że napisałeś, pozostań chociaż na orbicie Portalu, bo któż będzie teksty opakowywał takimi pięknymi tytułami? laugh

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

melendurze, a masz licencję od Anetlaugh

Koala się zawsze powołuje, że ma, stąd pytam cheeky

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Michaelu,

Fajny masz ten cykl tekstów :)

Mają swój niepowtarzalny klimat, taki zbiór podkręconych fantastycznie baśni i legend.

Zastanawiam się tylko, czy nie wypadłoby jeszcze równiej, gdyby jednak wśród opisanych historii był też ktoś “niewinny” albo chociaż biedny. Bo tak to jest dość moralizatorsko (żeby nie było, to nie przeszkadza w takiej historii, morał jest ok), a równo przecież nie oznacza zawsze sprawiedliwie. A u Ciebie wyszło właśnie sprawiedliwie. I może dobrze, taką tylko refleksję zostawiam.

 

Pozdrawiam!

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

W sumie nieźle wypadło, pod kątem horroru nie mam uwag, napięcie, opisy, klimat, wszystko gra. Trochę brak mi mocniejszej klamry, by to była historia, a nie scenka, więc zgodzę się z przedpiścami – tak otwarte zakończenie sugeruje, jakby to miał być wstęp do kontynuacji.

 

Pozdrawiam!

 

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Przybrał ton starego znajomego, choć widzieli się w życiu może ze trzy razy, i to zazwyczaj przelotem, przy jedynym we wsi sklepie.

Nie wiem, czy można się widywać “zazwyczaj” przy “ze trzech razach” :). Bo to wskazuje na kilka razy, a tu trudno o zasadę, od której ma być wyjątek.

Przybrał ton starego znajomego, choć widzieli się w życiu może ze trzy razy, i to zazwyczaj przelotem, przy jedynym we wsi sklepie. Agnieszka zacisnęła dłoń na krawędzi koszyka. Miała potworną ochotę trzasnąć go w tę nalaną, czerwoną mordę albo przynajmniej rozmazać na niej kolejnego zbuka. Niestety, zapas „pocisków” malał w zastraszającym tempie. Czuła, że niedługo będzie musiała sięgnąć po środki perswazji o zupełnie innym kalibrze. Mężczyzna nie opuszczał kryjówki. Wyczuwał niebezpieczeństwo, instynktownie kuląc się za okazałym pniem sosny. Co jakiś czas wychylał tylko spoconą gębę, by kontynuować „negocjacje”, które zaledwie godzinę temu zlecił mu telefonicznie dyrektor. Rola rozjemcy wyjątkowo mu nie leżała. Wolałby teraz siedzieć z pilarzami na zwalonym pniu i raczyć się bimbrem Walenciaka, jak to miał w zwyczaju robić niemal codziennie.

Dla mnie nieintuicyjne jest w tym akapicie przejście narracyjne. Tzn. zmieniasz perspektywę między leśniczym, a Agnieszką i to troszkę gubi, utrudnia wyklarować jasne spojrzenie jednej z postaci ba sytuację.

 

Szczerze mówiąc, to jest to kawał dobrego wstępu. Jakby to był prolog jakiejś dłuższej opowieści, to świetnie spełniałby swoją funkcję. Krótko, ale zbudowałaś bohaterów i stronnictwa o jasnych celach, z dużą nutą grozy i tzw. “klimatem”. Szkoda, że takie urwane.

Ale jeśli to miała być próbna scena, to jest to próba dobra.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ale zgrabny pomysł! I taka fajna ta Śmierć, jak u Prachetta (tylko tam był “ten Śmierć”).

W ogóle to bardzo ładne, że Śmierć się wstrzymywała ze względu na zachwyt sir Davidem z powodu jego miłości do świata natury. Naprawdę ładne.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Eeee… czy jest na sali fizyk? :D

Powinna być rubryka przy rejestracji profilu “zawód wyuczony”, tak jak w sądzie do świadka jest pytanie. I wtedy każdy by wiedział z czym do kogo.

Może mam zespół Sandersona (nieumiejętność pisania krótko) a może nie mam za grosz talentu. You decide.

A to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie. U kogoś w komentarzu pisałem kiedyś, że mi Sanderson nie siadł właśnie przez to, że jest zbyt dobrze napisany XD. Tzn. zbyt dokładnie facet wszystko przemyślał w swoich książkach i strasznie przeciążony wstawałem od nich, nie kwestionując jego kunsztu pisarskiego, zwłaszcza w kontekście światotwórstwa, po prostu takie przeładowanie odczuwałem, jakby mi wolną wolę odbierał. Ale może z kolei ja jestem za głupi.

You decide.

(teraz możemy wzajemnie zadecydować na swoją korzyść i barterkiem się rozliczymy yay)

https://klasyfikacje.gofin.pl/pkd/15,2,1469,malowanie-i-szklenie.html 

43.34.Z Malowanie i szklenie Ulubiona_emotka_Baila. Ponadto ( https://psz.praca.gov.pl/rynek-pracy/bazy-danych/klasyfikacja-zawodow-i-specjalnosci/wyszukiwarka-opisow-zawodow ) kody 713102 i 713101 ^^

No ale nie osobne, bo ich ze szklarzami dali. A są tacy co mają swoje osobne :)

TARDIS pilnie kupię lub wydzierżawię.

W sumie, dlaczego ja tego nie dałem do bingo. A to co ten facet powiedział, to mądre całkiem jest i takie trochę aktualne.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

betweenthelines

późnej odpowiedzi nie mogę wybaczyć, bo i nie ma czego. Zwłaszcza, gdy miałem tekst zakolejkowany przez długi czas…

 

Jeśli chodzi o “uwagi” (sugestie, bo bruce to bardzo słusznie podkreśla zawsze) – to moja opinia. Dlatego też dałem poziom piórkowy w “spójności”, bo to, co zaproponowałaś ma sens w takim kształcie. Po prostu do mnie nie trafiło aż tak bardzo. Dla kogoś innego ten walor oniryczny będzie znakomity, dla mnie jest po prostu “okay”. Ale bynajmniej żaden to błąd, do mnie nawet oniryzm Schulza nie trafia.

Ale naprawdę doceniam komentarz, bo nawet tam, gdzie się nie zgadzam, fajnie zobaczyć, które elementy działają na czytelnika inaczej, niż zakładałam. 

No i właśnie laugh

A ja doceniam, że doceniasz.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Krzysztofie!

Rozumiem, że nie wciągnęło, bo i nie bardzo ma co tu wciągać. Coś “większego” będzie w “większych” tekstach, jeśli kiedy Wena da je napisać :)

Mimo wszystko, fajnie, że odebrałeś tekst pozytywnie.

Dzięki za wizytę i pozdrawiam!

 

Tarnino!

Może jakiś dungeonpunkowy mech? XD

Kurna, gdyby tylko teksty powstawały tak łatwo jak pomysły no…

Tzn. powstałaby niezła hiperinflacja tekstów…

Spoko, ja niepaląca :P

XD. Są jeszcze niepalący, praktykujący laugh

A to w Twoim zamyśle znaczy coś konkretnego, czy po prostu fajnie brzmi? XD "Stabilizowanie" to powstrzymywanie rozkładu, termicznego w tym przypadku, np. skrobia stabilizuje termicznie witaminę C. Czy spowalnianie stygnięcia jest w ogóle możliwe? Hmm, nie wiem. Kombinowałabym z pojemnością cieplną, ale właśnie z fizyki miałam regularnie same pały :)

Pewnie też bym miał, gdyby się ona nie skończyła na gimnazjum (na przekór tego, że ¾ moich babć i dziadków było fizykami) laugh

Raczej miałem na myśli jakąś izolację, która spowalnia utratę ciepła. Tzn. w sumie przyczynia się to do zwiększenia pojemności cieplnej układu… czy jakoś tak.

Ale obecnie nie piszę nic… znaczy, próbuję, tylko nie wychodzi… znaczy, no…

crying

Napisz jakiegoś szorta, tam się nie można za bardzo zakićkać (nie mogę polecać drabbli, gdy sam ich nie piszę, bo to nieuczciwa reklama by była). Poza tym, piszesz teksty w komentarzach, co chyba każdy docenia lub doceniać powinien (tak wiem, gilotyna Hume’a, czy coś takiego).

No, przecież, że istnieje.

Osobnego PKD nie mają. Ale no, na pewno są dość dystynktywni, by mieć standardy branżowe (jak palenie petów w czyichś mieszkaniach).

 

Teraz mogę już pomajówkowo pozdrowić – jak ten czas leci w dobrym towarzystwie

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Jest i tabelka! Portal okazuje się nie trawi plików .png, nie wiedziałem.

 

To pierwszy raz, więc spieszę z wyjaśnieniem: 

-1 to sytuacja, gdy dana kategoria przeszkadzała mi w odbiorze, kolidowała z innymi

0 to sytuacja, gdy uważam, że tekst w danej przestrzeni jest dobry, solidny, zapewne biblioteczny, ale nie piórkowy

1 to w mojej ocenie poziom piórkowy w danej kategorii

 

Pozdrawiam

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Finklo, nie wiem, czy bym się wypłacił :)

Popróbuję wieczorkiem jeszcze, pewnie kwestia rozdzielczości. 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Miała zadebiutować moja tabelka, ale na razie Portal nie chce jej wrzucić :(((((. Postaram się to jakoś naprawić i wrócić z nią za jakiś czas.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem betweenthelines!

Nie do końca pasują mi takie metafory – moim zdaniem po prostu niewiele wnoszą:

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Ciężka i spokojna, jakby należała do tego miejsca od zawsze.

Gęsty i cichy, prawdziwszy od wszystkiego wokół

To oczywiście moja preferencja, komuś innemu doda to klimatu.

Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej.

“choć” jest spójnikiem wskazującym na brak skutku lub kontrast – tutaj moim zdaniem ich nie ma, z powtarzania się wręcz wynika, że nie prowadziła dalej.

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała mamę i gdzie właściwie jest.

Podmiotem dorozumianym tego zdania została droga.

Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek

Nie lepiej “prowadziła”?

– Padał brokatowy deszcz? – pisnęła.

Nie wiem, czy użyłbym akurat “pisnęła”.

 

Czasami w sposób specyficzny unikasz zaimków, np.:

Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek

Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Pióra miały chłodny, mleczny odcień.

Rozumiem, ale tutaj akurat mi ich brakuje. Przez to podmiot jest taki bezosobowy.

który polana doskonale pamiętała.

Osobiście nie lubię tego typu ożywiania.

 

– Kto mówi, choć nie powinien już mówić, ten tylko powtarza echo własnego odejścia – odpowiedział.

Troszkę przekombinowane.

– Znowu mówisz dziwnie i nic nie rozumiem. – Zmarszczyła brwi.

Okay, to tłumaczy powyższe.

Towarzysz usiadł wygodnie, szukając kierunku, w którym powinni ruszyć.

Towarzysz jest już nacechowany – dlaczego kruk nagle został towarzyszem?

– Kto raz zgubił drogę do kogoś, ten nie znajduje jej, nawet gdy bardzo szuka – zaskrzeczał.

A to ładne.

 

To teraz do rzeczy.

Jest to tekst ładny. Jeśli chodzi o ocenę emocjonalności, chyba podpisałbym się pod opinią marzana, z nutką większego krytycyzmu. Może na mój gust jest tu za dużo formy, a za mało treści? Trudno mi było wejść w tę emocjonalność cały czas będąc w mocnym oniryzmie. Dlatego też nie każda kwestia poruszała odpowiednie struny, ale to też zapewne związane jest z osobistym bagażem życiowym.

Na końcu pozostało jednak ze mną bardzo mocne pytanie: “o czym był ten tekst?” W mojej ocenie albo to samo dałoby się przekazać krócej, albo dłużej. Osobiście wolałbym dłużej, bo potrafisz dokładniej opisywać świat i tworzyć fabułę, pamiętam to choćby po “Kołysance Strażniczki”.

Natomiast kolejny raz potwierdzasz, że piszesz ładnie. Choć faktycznie musisz czasem uważać na te metafory, bo my Cię tu już znamy i lubimy, wiemy, że to Twoje, zresztą niezłe, środki artystycznego wyrazu, ale na zewnątrz one trochę trącą AI – to nie oskarżenie, masz pecha, że LLM-y podpięły się bardziej pod Twój styl laugh.

 

A podsumowując, co do tej emocjonalności, to nie wiem, czy najbardziej nie podobała mi się w “Malarzu Śmierci”. Tam nakręciłaś do mocnej metafory fabułę i splotłaś je udanie ze sobą.

Ale każdy odbierze inaczej.

Będziemy głosować piórkowo, czyż nie? (gratki za nominację!)

Na razie jednak będę na NIE. 

Pozdrawiam serdecznie!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ach, no widzisz OldGuard, ja nie drabblowiec, nie wziąłem pod uwagę, że tak liczymy znaki :)

A tak serio to miesięcznie wystukuję 150-200k zzs albo i więcej, taka praca, więc średnio byłaby książka co kwartał :)

Wiesz co, ja też sporo stukam, ale tym bardziej pisanie własne mnie później męczy. A co gorsza, żargon roboczy wplata się w twórczość… Nie mówiąc, że oczy wysiadają. Ale tą 5:55 mnie nie kupiłaś ;p

A co do publikowania, to tempo będzie spadać zdecydowanie, bo od “powrotu” na forum od zera napisałam tylko “Most Weschnień”. Cała reszta to drugie życie + rozwinięcie czegoś, co siedziało w wirtualnej szufladzie (ślady tego można znaleźć nawet tutaj – w jednym moim opku sprzed paru lat :P). Ale w tej szufladzie widać już dno i za chwilę nie będzie z czego czerpać :P

Poradzisz sobie ;). A fajnie, że jednak szuflada się nam pokazała, bo wiele tam dobra siedziało.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Stara Gwardio!

Na dźwięk tego imienia, stojąca obok kobiecina trwożnie się przeżegnała.

To zdanie mi trochę nie pasuje na gazetę.

Nie zdradziłam się ani jednym słowem.

Wywaliłbym “jednym”.

Władze milczą, lecz śledczy drżą na widok ran, bo pomimo braku widocznych cięć, w ciele ofiary nie ostała się ani jedna kropla krwi.

Zmieniłbym na “mimo”, ponieważ “bo-po” brzmi niefajnie. Zrezygnowałbym też z “lecz” bo to nie przeciwstawne. 

 

Ciekawa konstrukcja tekstu, wyróżniająca. A lektura przyjemna.

Zazdroszczę częstotliwości publikowania :)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Witaj bruce! To bardzo ciekawe ujęcie, wydaje mi się jedno z kreatywniejszych w Twoim wykonaniu (ostatnim czasem). Przeważnie fantastykę wplatujesz subtelnie, tutaj jest ona pełną parą, dobrze wyszła z perspektywy Zawy. I podpisuję się, że mogłabyś napisać coś dłuższego – czekamy! :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ja też słów nie zliczyłem, ale śmiechłem. Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Kronosie!

Dzięki za wizytę, cieszy mnie, że się spodobało, ot taki skromny tekścik :). Cóż, los przybyszy… Nie będą musieli myć zębów zapewne do końca życia…

Dzięki, pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Tarnino,

Jakbyś hostował, to by mnie znienacka nie wywalał XD

Chyba, że byłbym uprzedzony…

Czasami niby tak się robi, ale…

Dlatego wciąż myślę, ale skłaniam się do zostawienia “Magistra”. Może w imię “nic nie zmieniajmy, to na pewno będzie lepiej” XD

Magia rozwiąże wszystkie problemy XD

Staram się, by aż tak nie było.

Ale… well… YES

Aż się chce powiedzieć: mega! XD

Megi Mega Maggi Bitewnej… tytuły na opowiadania tworzą się same.

O to chodzi, że ja nie rozumiem :D

Odkryłem. Przez podmiot wątpliwy.

Eeee… jak bardzo masz ochotę na długą rozmowę o filozofii przyrody? ;)

Tzn mogłoby się to obrócić w monolog, ale też zapewne byłabyś lepszą rozmówczynią dla samej siebie w tej materii. Niemniej, jeśli w tym miejscu chcesz dać jakiś statement, to jestem otwarty (tylko nie pal bulli od papieża, bo to już było kiedyś laugh).

Niemniej, o ile widzę magię jako naturalne wsparcie dla alchemii (patrz: możliwość osiągnięcia lepszego środowiska termicznego lub ciśnieniowego bez rozwiniętego sprzętu ala XIX wiek), o tyle wydaje mi się, że jest różnica między ślęczącym na substancjach chemikiem, a ciskającym fireball’e czarodziejem, choć ten drugi również może uprawiać magię jako naukę, zresztą wyłącznie tak bym to widział. Konkurencję, o której wspomniałem, rozumiałbym bardziej tak, jak rywalizować ze sobą może wydział chemii i wydział fizyki jednej uczelni.

… wtf. Substancję, która ma dużą pojemność cieplną, może, ale i tak – wut?

Confusion about the "Language" gag in Age Of Ultron : r/marvelstudios

 

Sorry laugh

Nie no, ok. Po prostu zastanawiałem się nad czymś, co stabilizuje termicznie.

W sumie trochę coś takiego napisałam… http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20395 (dawno i głupiutkie, ale było, ech…)

Wpadnę :). Przynajmniej głupiutkie pisałaś dawno, a nie obecnie. Nie każdy ma taki przywilej…

Fajne, tylko trzeba umieć je stosować ^^

No i jak to ma GalicyjskiZakapior napisane: “Dlaczemu nasz język jest taki ciężki”

I tę sentencję należy wypisywać złotymi zgłoskami na każdej ścianie :)

Na ścianach na pewno – branży budowlano-wykończeniowej również się przyda. Bazując na moim doświadczeniu ostatnich dni, dla branży malarzy wnętrz (uznając, że ona istnieje) również XD.

To wolnym będziesz, bo kto poległ wolnym już ;D

Tak, a

choćby Portal użytkownikom kazał wstać: już dusza

Użytkownika, tam raz pierwszy, Portalu nie słusza

laugh

 

Pozdrowionka na majóweczkę!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Zgadza się, że to był znakomity konkurs! Intertekstualność i przenikanie się słowa (pisanego i śpiewanego) i obrazu są dla mnie znakomitą inspiracją do tworzenia, a tym bardziej takie obrazy – pełne symboliki i emocji.

Dzięki za podzielenie się z nami i taką otwartość. Wyszło z tego wspaniałe święto sztuki w każdej formie laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ja się jeszcze wtrącę odnośnie cesarza. Ale się wtrącający zrobiłem.

 

Dodam, że w dobie AI , nie wiemy co jest pracą twórczą, czy nie. Też warto moim zdaniem w tej kwestii zaostrzyć pewne rzeczy, żeby ludzie się bardziej postarali.

Sam uważam, że piórka to zaszczyt i sama nominacja jest już nobilitacją.

O tym już rozmawialiśmy. W mojej ocenie w dalszym ciągu, przy naszej skali, lepiej dać piórko utworowi mocno ejajizowanemu niż nie dać świetnemu ludzkiemu. Nie ma właściwie żadnego ryzyka w realiach portalu związanego z AI, poza naruszeniem dobrego smaku – a jak ktoś jest burak i przypisuje sobie autorstwo generacjom AI, no to jego problem.

Ja to zrozumiałem inaczej – bo odnośnie wiarygodności takiego rex ambulans to pełna zgoda z melendurem, dla mnie też by to zgrzytało.

Tylko ja zinterpretowałem tę scenę inaczej – przyjechała osoba tytułująca się “cesarzem”, ale właściwie nie wiemy jakim imperium rządząca. W historii przypadków “cesarzy”, którzy rządzili niewielkimi państwami było sporo (końcówka Bizancjum, jeszcze bardziej Komneński Trapezunt, wielokrotne przypadki w Chinach, Haiti, Bułgaria). Więc tu dla mnie cesarz był właśnie kimś takim – tytuł ma, ale niekoniecznie imperium na cały kontynent. A w skali jego państwa mała osada z prorokiem uzdrowicielem to jednak sensacja godna władcy “Cesarza zachodniego skrawka pustyni”.

A na to nałożona kalka z przypowieści, gdzie rozmiar państw nie ma aż takiego znaczenia, bo liczy się symbol.

Ale to tak w ramach dyskusji, nawet nie “niezgadzania się”.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Dzięki Reg heart

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Fajne, fajne. Przeczytałem wszystkie.

marzan urzekł mnie najbardziej, bo wszystko ze świata gumisiów się pojawiło. Ale chyba jednak odebrałem pesymistycznie zakończenie.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Reg,

osobno, żeby nie zniknęło.

Cieszę się, że wpadłaś, dziękuję za korekty.

Historyjka tyleż zabawna, co absurdalna.

Takaż i miała być :)

Czytało się nieźle choć muszę zauważyć, że to z pewnością nie jest szczyt Twoich możliwości.

Zdecydowanie, nie chciałbym, żeby ten tekst uznać za mój szczyt, bo i już o wiele lepsze teksty pisałem tutaj i mam nadzieję napisać.

Poczekam na tekst, który wzbudzi we mnie prawdziwy entuzjazm, a przypuszczam, że to nie będzie długie czekanie. ;)

Ehh, zobaczymy z tym czekaniem, bo o ile pierwsza połowa jest napisana, to druga czeka. A tu zaraz mogą dojść obowiązki administracyjne na Portalu no i zobaczymy… Ale postaram się, skoro czekasz laugh

 

Dziękuję!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Tarnino

ciąg dalszy:

BHP! XD

Czy byłabyś zatem usatysfakcjonowana, gdyby puentą był incydent BHP? Bo w takim razie powinien kiedyś taki tekst powstać (może Twój? laugh).

Chcę wiedzieć, na czym polega magia osobowa? :D

W zamyśle – dotyczy ingerencji w organizmy, przede wszystkim myślące i mogące wpływać na ich tok myślenia (niekoniecznie substancje, bardziej wpływ magią na chemię i fizykę organizmu oraz ich przełożenie na proces myślowy i wolicjonalny). Tak to sobie wymyśliłem, ale trochę na gruncie tego, że w tym świecie prowadzę autorskie RPG, gdzie potrzebna była klasyfikacja zaklęć.

Imiesłowy! Wdzierając się do środka, zgasiły; albo wdarłszy się do środka, zgasiły.

Ale mnie inni biją za imiesłowy. Że ponoć niefajne one.

Bardziej doświadczalny, ale chodzi tu o przestraszenie profana, więc.

A tak! Profan, fajne słowo. Profan bufan hyhy

Magister zdawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu. (… czemu ta forma drga?)

Troszku zmieniłem, bo byłaby aliteracja. Drżenie to może nieodpowiednie słowo na zaciskanie się formy, ale nie wiem, czy ruch brzmi lepiej.

To on jest zaintrygowany, nie jego spojrzenie, a tempo chłodzenia trudno zwiększać, bo prawa fizyki. Chociaż mamy tu magię…

Magia to moim zdaniem dobry katalizator. Oczywiście nie na rympał i nie wszędzie.

Dziewczyna bez zęba na przedzie? XD

Finally! Kolejny tekst z tą bohaterką i mamy wyłapane skromne nawiązanie! Brawo!

??? Dzięki liczbie foteli komplety pozostaną na miejscu? O to chodzi?

Że dzięki fotelom komplety zębów zostaną na miejscu, bo można nośniki tychże, czyli dwóch nieboraków, skutecznie zatrzymać. O to.

Okeeej, dziwne to jest :D Ale całkiem do śmiechu. Jeśli ktoś lubi szalonych alchemików, a ja lubię ;)

Striggerowałem Cię tym tagiem “alchemia”? Cieszę się :)

… nie? Dlaczego nie lejemy wody do kwasu? Bo pryska nie ta ciecz, którą lejemy, ale ta, do której lejemy. Proste. Zwłaszcza, że wiele kwasów miesza się z wodą egzotermicznie i może nawet zawrzeć, co zwiększa pryskanie.

No właśnie tyle to pamiętałem :)

Ludzie, przestańcie chwalić, jak się nie znacie, bo będę niemiła :P

Nie bądź! Złość piękności szkodzi! Ja mogę się kajać, jeśli trzeba (już trochę się pokajałem).

jest namawianie niedoświadczonych, żeby nalali wody do łaźni olejowej. NIGDY TEGO NIE RÓBCIE, TO GROZI POPARZENIAMI! (Wybacz głośność, ale komunikat ważny).

PODBIJAM WAŻNY KOMUNIKAT!

To było spytać :D

Aleśmy się jeszcze nie spisali pod moimi tekstami akurat. Teraz żebyśmy to zrobili, to Cię kiedyś poproszę o betę. Zresztą tu niebetowałem i akurat złośliwie przyszłaś no… laugh

Na polibudzie mówiło się "z laborek" :)

Orek et laborek XD

… sklepy? Pamiętam firmę budującą planety i retrofrenologa (bardzo mi się podoba ^^), ale sklepu międzygalaktycznego nijak :D

Kurczę, postaram się znaleźć, ale teraz mam książki w pudłach remontowych. Było coś takiego.

Okej, tylko jak to ma działać? Skoro się przesypał, to już się nie sypie, czyli nic się nie rusza… może klepsydra się kiwa na ośce i trąca dzwoneczek? Ale to nie zapiszczy… chyba zostaje Ci magiczna mysz :D

A na razie mi się odechciało kombinować nad taką pierdółką, ale może wrócę.

Eeeech… ale grunt, żeby napisać…

No właśnie Tarnino… Wiesz, że jak napiszesz tekst o tytule TARDIS, będziesz wtedy miała TARDIS?

Ale wytworzyć go w świecie fantasy też nie tak łatwo. Produkcja suchego lodu wymaga zrozumienia pewnych elementarnych praw fizyki, które odkryto jakoś w XVII czy XVIII wieku. Ciekły azot otrzymali Wróblewski z Olszewskim pod koniec XIX. Nie wystarczy Ci zwykły lód z solą?

To akurat wiem (brawo dla mnie). Dlatego ciekłego azotu nie chciałem angażować. Ale suchy lód – 

Ale najpierw trzeba było dwutlenek węgla skroplić, a do tego potrzeba ciśnienia 5 atmosfer https://en.wikipedia.org/wiki/Dry_ice#History (ciekawostki ^^)

No właśnie. Ale to nie jest niemożliwe przy magii pozwalającej operować na ciśnieniu i temperaturze (a zatem także aparaturze lepiej wytworzonej) bardziej współczesnych niż wskazywałyby czasy ala średniowiecza.

Bo chodzi o trwałą cechę? Ale może być tak i tak, bo narracja jest w sumie w czasie przeszłym.

A takżem myślał właśnie :)

 

No i fajnie, przeżyłem!

Dzięki Tarnino, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ahhhhhh Tarnino

The War on Addons in Raids continues – General Discussion – World of Warcraft Forums

 

Bardzo się cieszę, mogąc Cię wreszcie gościć u siebie (nie, nie hostuję serwera).

Generalnie mógłbym za Bohdanem Chmielnicki powiedzieć po prostu tak:

Dobre. Bardzo dobre. Ale my napiszemy tak:

Hmmmmm… imanie z uściskiem jakoś nie tenteges…

I już w pierwszym zdaniu padło słynne hmmmm. Legenda laugh

Klasa. Ale raczej dym kadzidełek, nie dam też głowy za to oplatanie.

Jak o tym pomyślę, to sufit, choćby i kasetonowy, trudno jest opleść. Zmusiłaś mnie do krytycznego myślenia, niefajnie ;p

A "magister" to tytuł zawodowy lub naukowy, ale nie imię ("dla przyjaciół – Megi" XD) i ma być małą literą.

To oczywiście wiem. Jeśli w tym momencie założyłaś, że tytułuję się “Magistrem” (Megi to faktycznie XD) całe życie, to uspokajam – nie. Tutaj chciałem to zastosować jako swego rodzaju nazwę własną, czy też “imię” – pewnie znasz na to lepszą nazwę. Być może mogłem w związku z tym nie wprowadzać imienia i nazwiska i wtedy wielka litera przeszłaby łagodniej. Zastanowię się.

Źle się parsuje, nie tylko dlatego, że aparatura nijak nie przypomina żadnej, którą widziałam (zob. tu: https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Distillation_apparatus normalnie "Mały bimbrownik") :P fiolka to taka mała buteleczka, a kolba to ta taka duża i dziwnokształtna. Najlepsze, co mogę zrobić (zakładając, że szkło borokrzemianowe zostało wynalezione, bo magia – i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):

Ja się przyznam, że być może niewiele widziałem, a fakt, nie chciałbym swoich braków wiedzy zawsze tłumaczyć magią. Twoja propozycja ma sens, a przy procesach, w których potrzebne jest odpowiednie środowisko termiczne lub ciśnienie, widzę działającą magię, która pozwala kształtować materię nieco sprawniej niż czyniono to w odpowiednich czasach w naszej rzeczywistości. Zresztą żaden to nowy pomysł, bo fantasy tego typu jest dość :).

i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):

A bo miał tytuł szlachecki, to mu od razu wolno.

Stół laboratoryjny już się nie zmieścił? XD (Elfy też podlegają BHP!) A swoją drogą, na czym on tę kolbę podgrzewa? Bo lampka spirytusowa daje bogate możliwości skopania czegoś, nie, żebym podpowiadała ;)

Że Bezpieczeństwo Hamuje Pracę? Poza tym prywatny zakład na przedmieściach, zapewne JDG, któż się przejmie, jak chłop się zabije? A jak zabije pacjenta… cóż, kto się przejmie? XD

A czym podgrzewa, zakładam, że ogniem z paliwem na bazie żywicy i pewnie alkoholu. W formie palnika z knotem i otworami powietrznymi? Tak to sobie widziałem, może i miałoby to zdolność podgrzania o jakie mi chodzi.

Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.

Zacna sugestia, kradnę. Choć z tą wodą do kwasu to miał być taki trochę śmieszek no…

Szyk sugeruje, że najważniejszy jest tu fotel: Tymczasem intruz zdążył położyć na fotelu coś.

Bo fotel jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej pracującego w biurze :).

Muszę pisać za każdym razem, że masz rację? Przecież i tak to wiesz laugh

XD To może maggi bitewnej? XD

Kurna, sprawiałaś, że pomyślałem o memie, którego nie mogę znaleźć. To jest dopiero zbrodnia.

Mogę tylko powiedzieć:

*gdy twoi komentujący nie przestają opowiadać dowcipów*:

A Guide to Laughing on the Internet ???? | by Alena Deleña | Medium

 

I nawiązując ww., można by wtedy zrobić Megi Maggi Bitewnej! laugh

??? W sumie tylko osłabiałoby efekt żartu, nawet, gdyby było poprawne.

A tu nie rozumiem. Poza tym, że szyk jest kopnięty, a podmiot wątpliwy, to zgoda.

Ciąg dalszy też mi pasuje, choć rozumiem, że może być nieprecyzyjny. Natomiast zważywszy, że chemia operuje na substancjach, wydaje się uzasadnionym, że magia, która, już nie wnikając w taki, czy inny system, który mam w głowie, operuje bardziej na energii, więc o ile mogą się uzupełniać, to mogą też konkurować jako formy uprawiania nauki. Powiedzmy.

Mącisz. „Klient” zaczął chwytać narzędzia leżące na otwartym sekretarzyku. Jakby obmacywał żonę Magistra! A imię jej Alchemia.

Tu się nie do końca zgodzę. Bardziej pasuje mi moja wersja, choć ją lekko zmieniłem.

I wszystko pękło i oblało cały warsztat, koniec :P

Amen laugh. Ale przy odpowiednim zahartowaniu nie musiałoby pęknąć. Ale woda już nie wrze, nie wrzyj i Ty, Tarnino :)

? Gdzie fiolka (mała szklana buteleczka) ma regulator? Chodzi Ci o pipetę? Naczynie z kranikiem? I kilka kropel czego?

Bardziej chodziło mi o substancję, która spowolni stygnięcie, np. parafinę.

… w ustach. Wyjątkowo surrealistycznie jest słyszeć, jak (mniemany) naoczny świadek zabójstwa dokonanego być może w obronie koniecznej opowiada o "buzi" ofiary, jakby był osiemdziesięcioletnią babcią, a ofiara jego wnusiem, i podobne wrażenie mam tutaj. Jasne, humor tekstu jak na razie opiera się na kontrastach, ale bez przesady.

Zgoda. Myślałem o tym, ale “usta” kojarzyłem z wargami. No cóż.

? jaka wajcha i od kiedy wajcha jest taka uczynna?

Nigdy nie spotkałaś uczynnej wajchy? laugh

Ciąg za wajchę! – Jeja.pl

 

W tym miejscu czyniona jest kropka. Wrócę z dalszą częścią odpowiedzi, natenczas Morfeusz wzywa.

Ale już teraz – tradycyjne, polskie dziękuję :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Kurojatka:  Gospoda nad Wietrzną

 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34784 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Tośmy się spisali równolegle :)

Ten fragment to małe przedstawienie świata.

To moim zdaniem średnio wyszło – jeśli oceniamy samodzielny tekst. W powieści siadłoby bardziej, bo doszłyby następne puzzelki.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Wpadłem ze względu na osobę Autora :)

 

Jestem trochę w rozkroku jeśli chodzi o ten tekst. Przede wszystkim mi się podobał. I jako rozdział w powieści, gdzie zaraz zaczyna się mocna akcja, wypadłoby świetnie.

Nie powiem, że jest to tekst przegadany, bo w mojej ocenie dobrze piszesz dialogi. Płyną ładnie, dobrze się splatają, humor w nich jest naturalny, niesztuczny.

Ale poza nadzianiem się na – nomen omen – nadziak, niewiele się tu wydarzyło. Szkoda, bo dialog był świetną podbudówką i nakręcił duszny klimat. Ale zakończenie było rozczarowujące. Stąd mam jakieś wrażenie, że mimo, iż mi się podobał, to nie powinien. No i co tu poradzić!

A pamiętałem, że Alfida nie żyje.

Więc trochę zabrakło takiego worldbuildingu i akcji. Ale ten świat wydaje się ciekawy, taki “brudny”, z krwi i kości – i wiem, że jest cała seria na ten temat i wiem, że jej jeszcze nie przeczytałem, choć chcę. No laugh

 

Dobrze prowadzisz narrację, opisy, dialogi, humor, wszystko się spina. W mojej ocenie trzeba tylko troszkę lepiej Czytelnikowi sprzedać świat, może więcej pokazać i połączyć, przemycić zgrabnie informacje (w dialogach wypada nieźle, ale niewystarczająco), zwłaszcza o postaciach.

 

Ale no, dobrze się to czyta, kliknę Bibliotekę, bo też napisałeś całkiem spory fragment stylizacją i wyszło to nieźle.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem, witam w naszej Społeczności!

Trudno mi ocenić tekst, bo nie wiem, gdzie coś było Twoim zamysłem, a gdzie jest jednak błędem. Trudno to zrozumieć, ale zapewne lepiej taki eksperyment stosować do scenki niż czegoś dłuższego. Jak próbować, to w takiej formie.

Przebrnąłem, ale pod opinią Adama powyżej się podpiszę.

Natomiast plus za twist na końcu, to akurat nieźle wyszło.

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem!

Zastrzegę, że sci-fi to nie moja bajka, może nie wszystko docenię albo wyłapię nieścisłość techniczną.

A wszystko co poniżej to moje sugestie i opinie – bynajmniej nie prawda objawiona, bo żaden ze mnie ekspert. Tak sobie rzucam, co moim zdaniem mogłoby ulepszyć tekst :)

Przybywam z komentarzem na żywo!

 

Sandra i Michael w ciężkich kombinezonach próżniowych z dużymi butlami tlenowymi na plecach penetrowali księżycową jaskinię, powstałą w lawowym tunelu starożytnego wulkanu. 

Pierwsze zdanko, więc szczególnie na warsztat. Bardzo dużo tu przymiotników. Moim zdaniem troszkę za dużo.

Uwidaczniało kamienne ściany, zwaliska kamieni i ciasny korytarz, w którym z trudem mieściło się dwoje odkrywców. W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni. 

Powtórzonko. Również dużo przymiotników. Zaczynam podejrzewać, że coś może być na rzeczy ;)

Toporkami para odłupywała kawałki księżycowych skał do badań. Geologowie szukali ciekawych znalezisk, rudy i minerałów. W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi. Oprócz toporka, młoteczka mieli też wiertarkę i inne narzędzia. 

Powtórzonko. Jak również tzw. “infodump”

– Musimy wracać. Kończy nam się tlen – Michael położył rękę na ramieniu Sandry. Wskazał migającą na żółto kontrolkę na jej kombinezonie. 

Zasady zapisów dialogów sobie sprawdź. Gdy nie ma odgłosu paszczowego to dajemy kropkę na końcu wypowiedzi.

Na zewnątrz stał ich księżycowy pojazd o dużych, grubych kołach, przystosowanych do trudnego terenu, z wzmocnioną konstrukcją. 

Znów przymiotniki.

Wsiedli do niego, przypięli się pasami do foteli i pojechali w stronę bazy na Morzu Spokoju, odległej o trzy kilometry od jaskini. Tam będą mogli odpocząć, a potem dokładnie obejrzeć cenne znaleziska. Koła grzęzły w pyle, podskakiwały na nierównościach. Zostawiały ślady w pyle. Amortyzatory pojazdu łagodziły wstrząsy. 

To jest dość słaby akapit. Nagle wchodzi czas teraźniejszy, nie wiem dlaczego.

 

Nie dam rady jechać z takim skanerem przez cały tekst, więc uwagi możesz też śmiało stosować w dalszych częściach ;)

 

 Tylko oni dwoje mieszkali w tej bazie. Kolejna placówka naukowa była oddalona o wiele kilometrów. Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie. Antena znajdowała się na dachu kompleksu. Ich baza nazwała się Orfeusz – 4. Poza nimi znajdowały się wewnątrz budowli, składającej się z kilku modułów mieszkalnych, naukowych, magazynów wyposażenia, narzędzi i chłodni z zapasami żywności, tylko komputery i roboty. Energii dostarczały im głównie panele słoneczne, które trzeba było często odkurzać z pyłu. Mieszkanie naukowców zostało wyposażone w systemy wytwarzania tlenu i wody, oczyszczania powietrza. Na betonowej płycie obok kompleksu stał na metalowych podporach lądownik, który mógł ich zabrać na statek kosmiczny, krążący po orbicie Księżyca. Silnik lądownika pozwalał na łatwe oderwanie się od powierzchni naturalnego satelity Ziemi. 

Znów bardzo brutalny infodump. W części drugiej stosujesz też sporo krótkich zdań do przekazywania informacji lub opisów – w tych wypadkach raczej sprawdzają się dłuższe, krótsze są do akcji.

Długi pobyt poza Ziemią odbija się na ludzkim zdrowiu, ale już za trzy ziemskie miesiące mieli ich zastąpić nowi naukowcy. Dostaną urlopy, odpoczną, wrócą do formy. Zamieszkają znowu wśród ludzi, w wielkim mieście. 

Przykro będzie się rozstawać ze sobą. Na Księżycu zakochali się w sobie, mimo że na Ziemi zostawili innych partnerów. Będą się na pewno kontaktowali Internetowo i wspominali pobyt na srebrnym globie. 

Ponownie przerzut na czasów.

Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni i z kawy pitej w kubkach z logo ich bazy, w laboratorium geologicznym pochylili się nad kryształem znalezionym dziś w jaskini. 

Wszystko, co w części drugiej jest do tego fragmentu, właściwie nie wnosiło nic do fabuły – trzeba te fakty jakoś przemycać zręczniej, bo to był taki klasyczny przykład nienaturalnie brzmiącego informowania Czytelników. Być może w powieści jeszcze by to się broniło, ale na 10k znaków to bardzo obciążające dla skąpej fabuły.

Michael czuwał trwożnie przy przyjaciółce. Na razie nie alarmował Centrum Kontroli misji na Ziemi. To nic nie da. 

Znów te czasy.

– Zobaczyłam dziwne miasto. Znajdowało się na planecie krążącej wokół wielkiego, czerwonego słońca, setki lat świetlnych stąd. Jego budowle przypominały gigantyczne, piętrowe kopce termitów w różnych kolorach, o wysokości setek metrów, z wieloma małymi otworami wejściowymi lub wentylacyjnymi. Zostały zbudowane z jakiejś syntetycznej, bardzo twardej substancji o chropowatej strukturze. Między budynkami rosły dziwne rośliny, podobne do kryształów. Być może kwarcowych. Odbijały światło półprzezroczystymi wypustkami o różnych kształtach i barwach, rozszczepiały go tęczowo. 

Oj nie brzmi to jak naturalna wypowiedź.

– Nie wiem, co mogło być przyczyną zagłady istot z tego miasta. Jakaś straszliwa choroba zakaźna? Może dobrowolnie albo przymusowo opuściły swój świat na statkach kosmicznych i przeniosły się gdzieś indziej, do jeszcze bardziej odległego układu gwiezdnego lub nawet do innej galaktyki? Albo wymarły, bo osiągnęły kres możliwości swojego rozwoju? 

W każdym razie ich miasto pozostanie na zawsze opuszczone. Jest już tylko martwym reliktem przeszłości. Świadectwem istnienia wspaniałej cywilizacji. 

Jest to trochę dziwne, że z przebłysku wizji zaczynają nagle wysnuwać takie wnioski. Tutaj przydałby się właśnie większy worldbuilding i zgrabne przemycanie faktów.

 

Kurczę, nie wiem o czym był ten tekst. Za mało się w nim działo. Zaczątek fabuły jest, ale jeśli masz ciąg dalszy, to znacznie lepiej – w mojej ocenie – byłoby to spiąć w jeden tekst, ten przyciąć i zrobić z niego wstęp. Po prostu mało fabuły, a dane fakty życia na Księżycu nie były aż tak ciekawie zaserwowane lub wyjątkowo kreatywne, by mnie samodzielnie przekonać.

Na plus – zdaje się, że dość poprawnie napisane, błędy są raczej wynikające z taktyki narracyjnej niż z istotnych wad w posługiwaniu się językiem.

Chyba chcesz nam opowiedzieć ciekawą opowieść kosmiczną sci-fi. Po przedmowie sądząc, może mieć taki klimat “klasyka”, eksploracja, inne światy, inne cywilizacje. I fajnie! Trzymam kciuki! To może się dobrze czytać! Ale zachęcam, abyś dawał nam więcej fabuły, akcji. Nawet jeśli zrobisz to gorzej, bo nie czujesz się w tym pewnie, to dalej będzie wciągało.

I zachęcam do betowania! Jeśli nikt się nie zgłasza, to ślij zaproszenia do bety, do mnie możesz.

 

Pozdrawiam i powodzenia życzę!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Michaelu, Melendurze,

jeśli się mogę wtrącić w Waszą rozmowę, to choć nikt nie pytał, powiem, co myślę.

Jako użytkownik, stwierdziłbym, że model jedna nominacja na miesiąc jest dobry i sensowny.

Dla dyżurnego, powiedziałbym, że nie, bo funkcją dyżurnego jest wyłapywać opowiadania, które dobrze, aby Loża oceniła. Moim zdaniem dobrą robotę tu robi bruce, która często pisze, że nominuje po to, by Loża popatrzyła i przeczytała. Dzięki niej sporo autorów dostało nominację i dodatkowe komentarze.

Też tak jest, że teksty nie raz dostają nominacje kaskadowo – patrzymy w wątek nominacyjny i czytamy to, co nominowali inni. Przez to czasami perełki albo po prostu dobre teksty przepadają. Więc stąd, moje zdanie, dyżurny śmiało może i warto, aby nominował więcej niż jeden tekst. Nie z założeniem, że jest najlepszy, ale z założeniem, aby zwrócić uwagę na coś niezłego.

Acz sam biję się w pierś, że nominacji dyżurnych nie daję tak wiele, a w ogóle bardzo rzadko jestem pierwszym, który nominuje dany tekst.

Ale to subiektywne, więc nie krytykuję podejścia, zwłaszcza, że z dyżurnymi nie jest już tak krytycznie, fajnie zresztą, że się pozgłaszaliście ostatnio.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ja to chciałem żartować, że jesteście jedną osobą, co tak dobrze prowadzi dwa konta, że nikt się nie połapał dotychczas, ale dwie głowy powiadasz… No jest to zdecydowanie bardziej przekonujące i wiarygodne, zwłaszcza argument z bierkami mnie kupił.

To teraz czekam aż zagracie (same) ze sobą w wątku szachowym laugh

 

A tak ogólnie to śmiechłem bardzo, więc dziękuję angel

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Teraz to się zastanawiam, czy opisywanie mojego pokazywania jest dopuszczalne w formie słownej, czy mam nagrać film…

Ale skoro uderzyłaś w uniwersum Gumisiów, to może coś w ten deseń wypadałoby pociągnąć ;)

 

I’ll be back. Probably…

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Dybry dybry Holly (może powinienem odpowiadać: “czołym”?) 

dziękuję za wizytę.

Po tytule od razu zgadłam, że chodzi o kontynuację Płomiennej harmonii :)

Dokładnie takich ludzi nam trzeba :)

Ale kto miałby się tego spodziewać? Kasetony? Chyba trochę przesadzona ta personifikacja.

Raczej był podmiot nieokreślony, ale zmienię.

poinformował z taką egzaltacją, jakby wygłaszał trzystustronicowy traktat o właściwościach zdrowotnych spożywania szyszek jodłowych.

 

Za długie i w ogóle…

Nigdy nie jadłaś szyszek? Jakoś to zmienię, żeby nie wyszło na tanie silenie się na humor.

Nie potrafię połączyć w głowie wściekłego zatrwożenia.

z wściekłym zatrwożeniem spojrzał

No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D 

Jolka, czy to Ty? laugh

Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.

I czemu nagle czas teraźniejszy?

Tu zgoda.

Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?

A tu nie :) – wydaje mi się, że może tak mówić, bo zwraca się do jednej osoby, ale opisuje czynność, w której ta osoba brała udział z kimś innym. Natomiast “wybacz” jest już wtrętem do rozmowy z tą konkretną osobą. Dla mnie to ma ręce i nogi.

nie musi tu być zaimek się?

Musi.

Czyli Fryss już nie będzie seplenić? :O

Tak wyszło. Niech ma dziewczyna coś dobrego z życia.

Zacny szorcik, milordzie.

Dziękuję, milady :)

Doceniam jak zwykle u Ciebie odczuwalny humor i kwiecisty język (choć czasem było zbyt kwieciście). Wirtualny klik leci.

Teraz taki kwitnący okres mamy, to i kwiaty są.

 

Dzięki!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

A, nie dodałem, że duży plus za tytuł i “Gemini-Santo-Subito 4.0” laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

melendur88: Modelowy ksiądz

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem melendurze!

Parę kwestii, co rzuciły mi się w oczy. Mogą być nietrafione, bom trochę zmęczon.

Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników.

We wsi nadciągnęły posiłki? Do wsi lub ze wsi raczej.

Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników. Podobno jeden z nich, wiernie cytuje matkę – jest wręcz modelowy. Że mądrze opowiada i życiowy jest.

Życiowy ksiądz ?

Nadmierna spacja przez pytajnikiem.

Tak wo­gó­le

Celowo?

Wolałbym, żeby w mojej obecnej, nieco ponurej sytuacji ( przecinek?) uśmiechała się ta młoda panna.

Moja mama wierzy w taką ewidencję dobrych uczynków, choć ja nigdy nie miałem do niego zaufania.

Podmiotem jest ewidencja, więc raczej “do niej”. Tylko wtedy wyjdzie, że do matki, więc rozważyłbym przemodelowanie zdania.

– No… nie mam kalkulatora. Ale licząc 52 tygodnie w roku przez jedenaście lat… 

Raczej liczebniki słownie, wszystkie.

Po prostu nie chce być sam.

Chcę?

Ale…nie doszło do, że tak to ujmę…finalizacji transakcji.

Spacje po wielokropkach?

Tego było już za wiele. Ten dźwięk wentylatora wzbudził we mnie podejrzenie, które tylko we mnie narastało.

Nie zaczynałbym dwóch zdań z rzędu od “tego” i “ten”.

Czytałem gdzieś o tym modelu jakiś czas temu, jak testowali to w jakiejś bananowej parafii w Warszawie

Wiem, że to styl narracji, ale mi jednak przeszkadza.

No tak, po za księżmi, to ministrantów też powoli brakuje.

poza?

ważne.Nurkuję pod ławki, szukając tej cholernej baterii. Nie ma.

Spacja po kropce.

Ale…Najpierw zrestartuję tego robota

Spacja po wielokropku.

Przepraszam. Modelowy ksiądz. I moja własna matka się na to nabrała. 

Wibruje mój smartfon.

Gdybym miał oceniać tylko pomysł, to jest to super. Tzn. spójność + idea + przesłanie.

Natomiast do mnie osobiście nie do końca trafił styl. Nie czytało mi się płynnie, tempo troszkę skakało. Ta narracja pierwszoosobowa była tu konieczna, ale jakoś mi nie “siadła”. Zaimków się napatoczyło bardzo dużo, choć to pewnie też celowo.

Klimat w porządku, oddałeś taką małą społeczność i jej mentalność. Dało się wyobrazić ten kościół.

 

No i sakramentalne pytanie – gdzie tu fantastyka? Nie no, jest. Subtelna, ale jest.

 

Na pewno nieoczywisty tekst, miałeś rację, że “coś innego”.

 

Doklikam, zastanów się tylko nad tymi kwestiami powyżej.

Chyba, że klika Ci nie trzeba, to cóż…

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No i ja się pytam, gdzie jest mój dzień ustawowo wolny od pracy w takie święto? Przeznaczyłbym na świętowanie…

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Powiem tak, jak na to, że suchy lód znany był już w naszym XIX wieku, to mi pasuje. Jakkolwiek mój świat ma w sobie elementy stricte średniowieczne, tak jednak alchemia i nauka, zwłaszcza elficka, ma sens być trochę do przodu, tym bardziej w zakresie fizyki substancji. Na tyle, na ile się w tym orientuję, suchy lód wymaga sprężania i rozprężania CO2, a taki proces można wesprzeć magią o dokładnie takim działaniu :)

Zapewne obrażam teraz elementarną fizykę gazów, ale poruszamy się w okolicach moich maksymalnych zdolności w tym zakresie ;p.

 

No i dymi zacnie… laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czołem Zygfrydzie,

Opowiadania o aniołach nie należą, według mnie, do zbyt ekscytujących czy kreatywnych, ale Twój tekst na tle gatunku naprawdę wyróżnia się na plus.

Zgodzę się z pierwszą częścią, ale już chyba każdy miał swoje anielskie opowiadanie, też chciałem mieć :). A druga część bardzo mnie cieszy, bo też niekoniecznie aż tak łatwo tym motywem się przebić.

Oceniam bardzo pozytywnie, choć do piórka brakło mi bardziej angażującej historii, szczególnie w pierwszej połowie opowiadania.

Rozumiem, ten zarzut ma podstawy, by być “dealbreakerem”. Trochę brak przez to takiego efektu opadniętej szczęki po przeczytaniu, ale też nie zawsze byłby on taki naturalny.

Niemniej, dzięki za opinię i lekturę!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Jimie, naturalnie masz rację, tak sobie tylko bezczelnie zażartowałem! Sam byłem nominowany pierwszy raz i jest to bardzo przyjemne wyróżnienie, pełna zgoda!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

bruce

cóż, dlatego jesteś Królową Przecinków!

Jolu,

niezbadane są ścieżki Czytelników, ale grunt to sprowadzić ich do swojego tekstu, choćby przypadkiem!

Finklo,

no może nie masz “delulu management” w stopce, ale wiesz…

Lód. No, ciekły azot słabo pasuje do fantasy. Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie? Albo jakiś termin z mitologii, gdzie w piekle jest bardzo zimno. W nordyckiej mieli sporo lodu.

Marzan się zna na mitologiach! Ale suchy lód (napisałem najpierw “suchy lud” XD) może dałby rady, ciepłe to to nie jest, a jak fajnie dymi.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Proszę mnie tu jeszcze do Loży nie wciskać, bo potem nie dostanę takiego fajnego oficjalnego ogłoszenia i będzie, że jaki Dymitr Samozwaniec. Poczekajmy na ogłoszenia parafialne a potem będzie robiona czystka.

“Cienias, zhejtowanie, jednorożec z feniksem”surprise. A gdzie oznaczenie wulgaryzmów? laugh

bruce, to jest bardzo mocny kandydat na zdanie, z którego najbardziej się zaśmiałem w tym tygodniu!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Gloria victis et gloria victores. I brawa dla Loży, bo sporo pracy było!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Reg, oczywiście o to mi chodziło, choć jeszcze jest kwestia nowej wersji Portalu ewentualnie. Na pewno nie chodziło mi o "widły i pochodnie" ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Bardzie, zmartwiłeś mnie tą informacją. Jeśli nie Ty się nadawałeś na Lożanina, to nie wiem… Mam jednak nadzieję, że szybko wszystkie wizje się zgrają, a Ty wrócisz do lożowania.

Pocieszające, że zostaniesz w komentarzach i tekstach, bo myślę, że wszyscy potrzebujemy takiego Wirtuoza Horrorów i Nie Tylko. Dzięki Tobie między innymi Portal jest tak fajnym miejscem, przynajmniej w mojej ocenie.

Dzięki za dotychczasową pracę w Loży (choć, nie wnikając w powody rezygnacji, liczę, że wrócisz jak najszybciej)!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Z pewnym poślizgiem, ale jestem.

 

Maćku,

dziękuję za bardzo miłe słowa! Faktycznie, w fantasy czuję się raczej najlepiej, a skoro napisałeś “groteskowo-mroczny”, to już w ogóle miód na moje uszy!

 

Michaelu,

Piszczenie mechanizmu? Nie lepiej skrzypienie, czy coś?

Raczej widziałem to jako informację, że piasek się przesypał. Coś, jak czajnik z kurkiem, tylko może nie wyjaśniłem jak to działa.

Bardzo zabawny, wciągający tekst. Miałem przez chwilę wizję doktora Dundersztyca XD

Ten to dopiero był Magister laugh

Dziobaka jeszcze nie było, ale nigdy nie wiadomo, gdzie się chowa.

Nienawidzę dentystów, czytając czułem ten specyficzny zapach, a dyskomfort towarzyszył mi, mimo że się uśmiałem i zainteresowałem. Czyli klimat na plus.

Amen. Tzn ja akurat “nie nienawidzę”, bo doświadczenia mam, mimo że spore, to pozytywne, ale no specyficzność takich osób jest niewątpliwa.

Ale najbardziej to jestem ciekaw tego, co dopiero ma się wydarzyć, skoro mówisz, że szort jest zapowiedzią kolejnej części. W takim razie czekam :D

Zaczynam się skłaniać do zmiany priorytetów z “po pierwsze zapowiedź, po drugie motywacja dla mnie, by to w końcu napisać”, na “po pierwsze motywacja dla mnie, by to w końcu napisać, po drugie zapowiedź” :). Ale tak. Będzie ciąg dalszy.

Dzięki śliczne za wizytę i kliczek!

 

Finklo,

Fajna, bo nietypowa, tematyka. A przy tym bliska każdemu…

A dokładnie tak, taki był zamysł. Zęby jednakowoż ma prawie każdy.

Rzeczywiście, w tym może być coś z Pratchetta. Nie przesadnie dużo, ale jednak.

Czytało się przyjemnie.

Też nie uważam, że bardzo dużo, może czasem pewien sposób ironizowania. Absurdu raczej mniej.

Ale ważyć czy warzyć?

Ooooo ale wyłapała… Że tak powiem, “teraz już rozumiem, dlaczego to Pani jest szefem” laugh

schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.

To zdanie wydaje się urwane. O jakiej temperaturze – ciekłego azotu?

Kurczę no miałem ten ciekły azot z tyłu głowy, ale nie wiem, czy on tak pasuje do fantasy. Ale Jolka, też zwróciła na to uwagę, więc coś być musi. Myślałem o suchym lodzie, który może nie schłodzi tak od razu, ale też ma tak do -80 jeśli dobrze pamiętam.

 

Jolu (vel “Jolku” ;) ),

dzięki za wizytę, cieszę się, że podeszło! 

z wściekłym zatrwożeniem spojrzał

 

No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D 

Widziałem to tak, że, o ile wcześniej gościa raczej ignorował, o tyle tutaj po przejął się jego działaniem, co spowodowało gniew. Zresztą, gniew i strach chodzą w parze, często gniewem zasłaniamy swój strach. Chyba… :)

Czegoś tu chyba zabrakło.

A no tak, prawda. Lekko zmieniłem :)

Dzięki wielkie!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Nie jestem pewien, czy na razie miałbym siły na kolejną wierszowaną partię, ale nie wątpię, że my dwaj też prędzej czy później znajdziemy okazję do gry.

Och, tym byłbym bardzo zadowolony, choć nie spodziewałbym się długiej partii – zarówno ze względu na moje zdolności szachowe jak i rymowane :)

 

Jeszcze jedna myśl mnie naszła na temat wyboru Caro-Kann i ataku w wariancie “advance” (jeśli dobrze kojarzę) – że taki dobór, względnie stabilnego, czasami długiego debiutu (życia?) jest intrygujący przy takim przeciwniku i stanowi ciekawą kontrę dla klasycznych przymiotów Śmierci. Co też skądinąd tłumaczy jej formę ataku na strukturę Caro-Kann.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Właśnie wiem, zbieram się do tych wyzwań, bo są kuszące wielce i się nie mogę dozbierać. Jednak dla mnie optymalniejsze byłyby wyzwania dwutygodniowe, bo na razie nadążam jeno ze śledzeniem Waszych wpisów :(

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Czekam zatem na resztę, którą jak piszesz: „niedługo mam w planach wrzucić” – zapowiada się obiecująco. 

Ugh, poczułem tą presję… Ale dziękuję za wiarę! heart

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Nowa Fantastyka