komentarze: 826, w dziale opowiadań: 654, opowiadania: 265
komentarze: 826, w dziale opowiadań: 654, opowiadania: 265
O witaj Czarna2!
Raz uda mi się odpowiedzieć na bieżąco!
Dziękuję za docenienie, celnie uchwyciłaś główną myśl, która mi przyświecała, to znaczy dodanie pewnych elementów do historii z jasnym schematem.
I tylko taka mała kwestia, ponieważ muszę się do czegoś przyczepić. Michał do buntu aniołów, był zwykłym aniołem. dopiero po tym został wyniesiony do roli archanioła.
A to właśnie nie jest takie oczywiste. Żaden ze mnie ekspert od nauki Kościoła, zresztą archanioły to grupa wspólna wielu religiom, więc generalnie nauk religijnych, ale nie ma chyba jednolitej doktryny kto jest i jak się stał archaniołem. W katolicyzmie przyjęci są obecnie Gabriel, Rafał i Michał właśnie, pozostali przemilczeni. I oczywiście nie ma informacji jakoby Lucyfer był archaniołem, bo nie był. Nikt, chyba od Pseudo-Dionizego, przez Tomasza z Akwinu, po sobory współczesne tej wiedzy nie ujednolicił, żeby nie było, że czczone są duchy (dawniej w kontekście “nie jak u pogan”).
Faktycznie był ten pogląd, że Michał został przyjęty w miejsce Lucyfera, ale nie mam pewności, czy jest to najpowszechniej uznane.
W każdym razie, z przyczyn literackich chciałem ich uczynić równymi sobie braćmi :)
Dzięki wielkie, również za wirtualnego klika i pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Pobetowo.
Bardzo klimatyczny tekst, krótki, a trzyma w napięciu. Fajnie tworzysz bohaterowi złudny azyl bezpiecznego życia i rozwalasz go brutalnie pojawieniem się Ruth. Jej postać jest świetnie wyeksponowana jako demoniczna. Połączenie erotyzmu z upiornością oraz brutalnością wychodzi w punkt. Checklista horroru odhacza się pięknie.
Bardzo pomysłowa narracja, ty jesteś mega dobry w pisaniu w pierwszej osobie.
Dzięki. Kiedyś nauczę się trzecią
E, e, e! A Władimirówna chociażby nie było trzecioosobowa? A to kawał dobrego tekstu jest!
Klika Ci chyba nie trza już, ale fantomowego wystawiam jak najbardziej – nie dlatego, że beta, tylko dlatego, że to naprawdę dobry tekst, a równocześnie zgrabnie napisany.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kuuurna, że Ty bruce jeszcze znajdziesz czas żeby wpaść, choć jurorujesz…
No i niech mi ktoś jeszcze powie, że nie jesteś Dobrym Duchem Portalu.
Tzn. jest jedna osoba, która tak mówi i jesteś to Ty 
Pozdrawiam Cię serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
SNDWLKR
Heh, chciałem wreszcie użyć sformułowania ,,podwójny klik”, ale nie było mi to dane. ;(
Robert Raks ma fajne “pozdroklik”, co nie wymaga obu klików 
Co do oryginalności, nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem tekst z diabłami i aniołami, w którym diabły byłyby faktycznie złe, a anioły faktycznie dobre. Ciekawych czasów dożyliśmy, że taki ,,naturalny” w sumie układ stanowi ciekawą odmianę, ale tak jest. :)
Jestem święcie przekonany, że Tarnina zna jakieś mądre sformułowanie na takie zjawisko :). Acz faktycznie, zakładam, że to pewnie kwestia różnych podejść do literackiej oryginalności i tego ile razy powtórzone odejście od schematu staje się schematem.
Berigu
dzięki za wpadnięcie!
Dla mnie najciekawsze w tym opowiadaniu jest pytanie, do którego mnie doprowadziło.
Przyjmujemy niemal bezrefleksyjnie, że rola aniołów jest wobec człowieka służebna, bo taki jest religijny porządek. A przecież wcale nie jest oczywiste, dlaczego byt wyższy miałby służyć istocie słabszej, omylnej i od siebie odmiennej. Nigdy się nad tym naprawdę nie zastanawiałem. Jaka jest motywacja Michała?
No i widzisz, to jest piękne i potwierdza moją tezę, że tekstom dużo więcej dodaje mądry Czytelnik niż autor. Bo stawiasz ciekawe pytanie krytyczne, odbiegające od schematu anioł-sługa najlepiej bezrefleksyjny. A z kolei np. SNDWLKR powyżej dostrzega właśnie klasyczny dualizm. Oczywiście, inne elementy tekstu, ale ciekawe, że w jednym miejscu widzisz przełamanie schematu.
Natomiast się zgodzę, tekst miał nadać Michałowi trochę zwykłych rozterek, z którymi każda istota myśląca musi się zmagać. Coś mu przecież w głowie musi siedzieć.
Twój tekst, beeeecki, skłonił mnie do myślenia.
W sporej części moich tekstów wprost mam zawarte zdanie, które wyraża, że myślenie to niebezpieczna czynność. Teraz nie wiem, czy na powyższe należy napisać “przepraszam” czy “dziękuję”
.
ostamie
Ja też myślałem, że stopka jest biblijna. Chociaż w Monty Pythonie nawiązanie było zdecydowanie biblijne, więc po prostu udowodniliśmy przechodniość nawiązań albo coś w tym stylu ;)
Użyłeś pojęcia fachowego.

Sporo moich uwag stylistycznych nie wynika typowo ze złamania jakiś zasad, tylko bardziej zwracam uwagę że “jak to czytałem, to spodziewałem się czegoś trochę innego i mnie to wybiło”.
No i fajno :). Dzięki Tobie czytający później mają ładniejszy tekst. To się nazywa prometeizm.
Bardzie,
jak czytam jakiś tekst to od razu patrzę na niego, jak na przyszłego nominata do piórka. Nie potrafię już chyba inaczej :).
Jako Lożownik, to chyba nie tak źle. Przynajmniej dla Autorów ;)
Moje teksty to fabuła, a filozofowanie zostawiam poetom ;). No i ten tekst jest taki trochę poetycki – głównie przy fragmentach pisanych kursywą.
No i moje normalnie też, staram się nie wchodzić na ten lód, bo każdy Czytelnik ma swoją głowę do filozofowania, a moim zadanie ładować znaki jako paliwo pod to myślenie. Ale ten obrazowy motyw mnie skłonił. Na razie chyba odstawię filozofowanie i wrócę do swojego fantasy :)
No i nie wiem co Ci mam napisać :D. Sama wyprawa była nudna ;D. Bohaterowie przewidywalni bo wiemy jak to się skończy. Ale warstwa filozoficzna ciekawa. Tylko, że ja jestem kiepskim myślicielem :P
E, co to za bard, co jest słabym myślicielem :). Na pewno nie Ty.
Spróbuję wrócić do tekstu jak będę miał lepszy dzień i zabawię się w filozofa :). To chyba najlepsze wyjście.
Zapraszam :)
A na razie nawet klika nie mogę Ci dać bo już masz komplet :).
A popatrz jak SNDWLKR dobrze rozwiązał podobny dylemat hehe. Oczywiście żarcik.
Pozdrawiam i do zobaczenia :)
Witaj OldGuard
dzięki za wizytę i korekty!
Przeszkadzało mi dość mocno to, że dosłownie każda wypowiedź w dialogu z Lucyferem (w zasadzie w każdym przypadku, gdy jest rozmowa między tą dwójką) jest obudowana jakimiś didaskaliami. Trochę to psuje rytm i przynajmniej część można by usunąć bez szkody dla tekstu.
Rozumiem, już mi nawet na to kiedyś zwracała uwagę, bodaj Asylum. Mam jakieś zgrzyty z ostrym podejściem do didaskaliów, może kwestia słabego wyczucia z mojej strony. Bo potem, gdy je usuwam, Czytelnicy zgłaszają zagubienie. Czyli to wszystko wina Czytelników. Natomiast na pewno już odważniej wykaszam proste “powiedział X”. W dwóch miejscach usunąłem, w paru jeszcze rozważę, dzięki za zwrócenie na to uwagi.
Może da się przeredagować chociaż to podkreślone zdanie, bo tych “nie” nazbierało się sporo w krótkim odstępie
Oczywiście, że się da, fragment był lekko pokraczny.
Powtórzenie zamierzone?
Nie 
Tytuł sugerował bardziej militarny, treściwy styl, dostaliśmy poetyckość. I w nią potrafisz, bo bardzo ładnie operujesz słowem.
Niekoniecznie się zgadzam, bo naprawdę u bardzo wielu osób na Portalu widzę pod tym względem ogromną jakość, plastyczność (to nie przez fałszywą skromność, choć tej mi nie brak). Mi nie przychodzi to naturalnie, taka narracja jest dla mnie trudna (nie mówiąc już o narracji pierwszoosobowej w czasie teraźniejszym ugh). Stąd Twoja opinia naprawdę nie jest dla mnie oczywista, ale dziękuję.
Jeśli w coś uważam, że umiem, to w tytuły za to :)
Do tego w moim odczuciu dodatkowym atutem w tym konkursie jest, gdy opowiadanie wykorzystuje nie tylko sam obraz, ale i jego tytuł.
Widziałem, że Outta Sewer też tak zrobił w swoim, uważam, że faktycznie to niezły pomysł. Czasami tytuł to zupełnie drugi świat do interpretacji obrazu.
Niestety mimo tych niewątpliwych plusów, trochę mi się to jednak dłużyło i nudziło od pewnego momentu – może przez to, że temat znany, więc zbliżając się do końca, nie mogłam się spodziewać jakiegokolwiek zaskoczenia.
A to jest dla mnie w pełni zrozumiała opinia. Nie wiem właściwie, czy mam się jak przed obronić przed takim zarzutem. Brak umiejętności, by o obrazie, z natury trochę statycznym, opowiedzieć coś zarówno artystycznie jak i dynamicznie, jak choćby robił to Kaczmarski. Ostał mi się jeno artyzm, ale spokojnie, dynamikę raczej miewam w innych tekstach :).
Bardzo dziękuję za wpis!
I ogólnie dziękuję, obiecuję innym Autorom konkursowym, że czytać będę się starał jak najwięcej! Wiosna, wiosna (ach to ty), to jednak wymagająca jest czasowo :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Od wyroku Jurorów odwołanie nawet do Sądu Ostatecznego nie przysługuje, jasna sprawa 
Ja również pozdrawiam!
(a co, może to nie będzie już podlizywanie się)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Rafael Sanki, “Teatr cieni”
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34537
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Pobetowo wbijam!
Tekst ma wyraźne, nawet zaryzykowałbym, że sztywno odmienne części. Początek jest inny niż środek, końcówka to już w ogóle inna.
A jednak to spiąłeś i dzięki temu opowiedziałeś historię nieco inaczej, tworząc kilka różnych klimatów, które subtelnie się łączą. Nie jest to typowy styl narracyjny i fajnie!
Oczywiście to kwestia zupełnie subiektywnego odbioru i dla innych czytelników to wcale nie musi stanowić problemu.
Z tą kwestią się wciąż lekko zgadzam z Caernem. Choć mi w tym tekście stylizacja nie była potrzebna, więc może momentami jest jej wręcz zbyt wiele?
Drugi fragment z nawoływaniem wciąż uważam za najlepszy, aż czuję ciarki jak to czytam. Przeplatanie się obietnicy, pokusy, mroku, magiczności, przygody. Świetny pomysł, żeby taki fragment umieścić.
Powodzenia w konkursie!
I klik oczywiście.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kurczę marzanie, takie to krótkie, a treści tyle. Po tym się poznaje Autora przez duże “A”. Masz też zdolność do wciągania Czytelnika w kontynuacje i wymyślanie “światów” na bazie opowiadań.
Szacunek za cały background tego opowiadania, a jeszcze większy za to, że nie miałeś parcia, by wyrazić go objętością.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
I deweloperki ciąg dalszy, Zakapiorze, Heskecie, SNDWLKR (nie podejmę się robić wołacza
), Rafaelu, jak również Jurorze, któryś już skazał mnie na ostatnie miejsce 
Zakapiorze,
przede wszystkim dziękuję za betę – ten specyficzny klimat był najważniejszy, a dzięki Wam udało się go ochronić przed zbędnymi wstawkami.
“samiec beta”
– śmiechłem bardzo!
Heskecie,
widzisz, ostamowi też się spodobała ta delikatność, a tego się nie spodziewałem. Próbowałem to jakoś zrobić w subtelny sposób, bo też nie chciałem stworzyć tekstu o charakterze religijnym – z wielu przyczyn, ale przede wszystkim dlatego, by każdy mógł odnaleźć w nim coś dla siebie, nawet pomijając ten pierwiastek metafizyczności. A dzięki temu, można to też rozumieć jako prywatne doświadczenie Michała.
Dzięki wielkie za opinię i klika (i ocenę – jakże to dumnie wygląda :) )
SNDWLKR,
toś mnie zaskoczył tą nominacją, ale i wielce ucieszył! Czyli najlepiej żebyś nigdy nie zdążał na klikanie, bo zostanie Ci tylko nominacja? 
Chwała ci za to, że nie użyłeś tagu ,,angel fantasy”, bo przy całej mojej miłości do prozy pani Kossakowskiej zwykle unikam tego gatunku jak ognia – a przegapiłbym przez to świetny tekst.
A był taki mój szalony pomysł, by ten tag wykorzystać, ale no pasowałby on jak pięść do oka, taka prawda. O dziwo nie ma tagu “anioły”. Ale dobrze wyszło!
Tylko że diabeł to nie jest ,,postać”, którą należy rehabilitować, ale symbol/personifikacja Zła, którą czytelnik ma potępić.
Dokładnie tak. Pod Lucyfera każdy sobie może podstawić swoje własne zło, nie musi być to jedno jedyne objawione, ale ma być to zło absolutne, z którym kompromis kusi, ale nie powinien mieć miejsca. Choć oczywiście można to interpretować inaczej.
Dlatego bardzo mi się podoba w sumie prosty zabieg, jaki tu wykorzystałeś – tym razem Lucyfer jest twardogłowym służbistą, a idealistyczny Michał stanowi jego przeciwieństwo. W tej chwili to przejaw szalonej oryginalności. :D
No to jest takie odwrócenie, czy szalenie oryginalne? Może, cieszę się, że tak sądzisz. Faktycznie, Lucyfer często jest obrazowany np. jako ten kreatywny, którego odmienności nie może zaakceptować idealny układ. Ot, choćby u Tolkiena Melkor w melodii świata zaczyna śpiewać swoją własną – tam clue akurat jest w jego zepsutej motywacji.
wieństwo. W tej chwili to przejaw szalonej oryginalności. :D
Kosmologia też jest ciekawa, z abstrakcyjnym Bogiem i tak dalej. Na twoim miejscu pewnie poświęciłbym więcej miejsca konstrukcji świata (apokryfy to niewyczerpany skarbiec inspiracji), ale ja fetyszyzuję mitologię i lubię plastyczne opisy. :)
To prawda, ale też nie każdemu taki rozwój narracji mógłby pasować, a nie chciałem tutaj zrobić czegoś mocno narzucającego się. A tak chyba jest zostawiona dobra furtka, by te absoluty sobie po swojemu zdefiniować albo po prostu w Michale zobaczyć jednostkę z własnymi dylematami.
Dzięki wielkie za ciekawy wpis!
Panie Michaelu!
Jakżem ja chciał w końcu dostać tego gila pod swoim tekstem!
Rozumiem, że postawienie imiennika w roli głównej ma jakiś potencjał na rehabilitację za mą haniebną opinię pod Twoją “Plażą(…)”? 
Oczywiście jest to pytanie do odpowiedzi po zakończeniu konkursu. Wciąż czekam na moje ostatnie miejsce obok Finkli 
(ażeby wątpliwości uniknąć, wszystkich zaniepokojonych informuję, że powyższe to tylko bezczelne żarty są)
Rafaelu!
Bardzo się cieszę, że znalazłeś chwilę! Ja swoich chwil szukam i szukać będę :). Życie to jednak brutalna bestia jest.
Sam obraz w pierwszym kontakcie przywodził na myśl twierdze Pandemonium i świat Sanktuarium z serii gier Diablo, a tekst wcale mnie z tego skojarzenia nie wybił, bo i realia i postacie i wizja piekła pokrywały się z blizzardowskimi;)

Wszystkich serdeczniutko pozdrawiam!
(Mam nadzieję, że nikt mi nie umknął, ale sprawdzałem, słowo honoru! Jak coś, to mnie upominać proszę!)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
To postaram się po kolei, jeden blok dla Pana Marzana i Pana Ostama 
marzanie
które mnie drażnią, i drażnić będą, kiedy przyjdzie wiosna (pyłki)
A zatem wspólny nasz wróg!

I jeszcze wrąbałem się w pisanie sequela Rzeki, miało być krótko, a wychodzi jak zawsze, czyli machina fabularna się rozkręciła i rządzi twórcą.
To swoją drogą imponujące, żeś wziął i napisał sequela zanim niektórzy zdążyli bazowe opowiadanie napisać… Jak również przerażające :)
P.S. Biblijna “stopka” w komentarzach wywołuje uśmiech ilekroć ją czytam, aczkolwiek jest również nutka niepokoju – lud jako ostatnie spożył nietoperze, a potem tekst się urywa. Czyżby aluzja do pandemii?
Otóż nie, jest to parafraza tejże sceny:
https://www.youtube.com/watch?v=xOrgLj9lOwk
A tu urywa się na nietoperzach :). Ale Twoja interpretacja jest czymś nowym, a to wielka zaleta każdej interpretacji!
Ostamie!
chociaż najbardziej spodobały mi się spotkania z Zamysłem. Czuć tę niepojętość (i jednocześnie moc, bo niezrozumiały jest przez swój ogrom) i płynące z tego wątpliwości.
Postacie archaniołów świetnie pokazują różne odpowiedzi na konfrontację z absolutem.
Komplement nie do końca spodziewany, ponieważ miałem obawę, co do takiej, subtelnej prezentacji, bez fanfar. Cieszę się :)
No i tutaj pojawia się problem, bo historia przebiegła w bardzo standardowy, spodziewany sposób. Michał dał radę dotrzeć do celu “bo w sumie kocha ludzi”, bez żadnych głębszych przemyśleń. I jakkolwiek w kontekście aniołów i tematyki ma to sens, to historia na tym traci.
Widzisz, jakbym sobie wypisał wcześniej takie ładne pytania jak Ty powyżej, to pewnie bym na coś wpadł. Faktycznie, mogłem to zmodyfikować, choćby lekko, a nie że “stało się, bo się stało, zaprawdę, zaprawdę”. Tutaj kwestia rozłożenia akcentów – poszły bardziej w opisy, klimat, mniej w fabułę. Ale fakt, dałoby się coś przemycić.
Mimo to napisane naprawdę zgrabnie i czytało się przyjemnie do samego końca, a ostatnia scena z samotnością Michała wybrzmiała wystarczająco, żeby przysłonić rozczarowanie brakiem twista ;)
Amen 
Chyba jednak nie wszyscy.
Tak, ale zdaje się, że właśnie wybrzmiewa kontra typowi wszyscy vs. odmienny Michał.
Może lepiej to jakoś pokazać w wypowiedzi, niż stwierdzać w ten sposób?
Ba, nawet jest to trochę pokazane. Ma to sformułowanie w sobie coś z biblijnej bezpośredniości, stąd zostawię.
Czy skrzydła ciążą od nieużywania?
W mojej ocenie w tym zdaniu są dwa określniki: opuchnięte i nieużywane. Opuchnąć mogły także od warunków panujących wokół twierdzy. A przez to mogły też i ciążyć, nawet jeśli nie wprost fizycznie (choć też), to psychicznie.
Z tego co rozumiem chodzi o to, że miecz wygląda jak płomień (którym można zadawać ciosy). Układ zdania sugeruje, jakby miecz składał się ze stali i płomienia, ale ciosy należało zadawać akurat płomieniem.
Miecz składa się ze stali, którą “powleka” płomień. Uderzyć można stalą, ale ogień dodaje siły rażenia. Troszeczkę poprawiłem.
Z płaskiej pustyni na samym skraju zbocza wystają czarne iglice niczym szpice wbite w nieboskłon, powstrzymujące konstrukcję przed osunięciem się w otchłań.
Ładne :)
Nieskromnie powiem, że też mi się to zdanie podobało, więc miło, że moja narcystyczność ma w sobie choć nutkę obiektywizmu :)
Hm, a może “drży”? Załatwiony problem brzmienia, szyku i siękozy :)
3 w 1 i to prawie za darmo :)
marzanie, ostamie, pełna zgoda z Wami, drżę przed Waszym majestatem :)
Teraz widzę też, że przez moje nieco dłuższe czytanie i dumanie nad tekstem, wystąpiły anomalie czasoprzestrzenne i część uwag zdążyła się zdezaktualizować ;)
Nic nie szkodzi i tak dałeś wiele celnych uwag, za które dziękuję i które w większości naniosłem. Bardzo się cieszę, że tak wnikliwie pochyliłeś się nad opowiadaniem i przedstawiłeś swoje przemyślenia. Naprawdę – dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Drodzy, dziękuję za wszelkie komentarze, kliki i nominacje!
Do wszystkiego dokładnie odniosę się na dniach, jak czasu magicznie przybędzie 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ach jeszcze dogrywka, marzanie
(troszeczkę sobie zrobiłem prywatną fabrykę komentarzy, ale chcę jeszcze fragmenty Twojego wpisu docenić)
zapadła cisza. W rajskim kraju, którego mieszkańcy dzielili się na chóry, nigdy dotychczas nie zapadło takie milczenie.
Dziwacznie brzmi wtrącenie “którego mieszkańcy dzielili się na chóry”. Tylko mnie rozpraszało.
Tutaj wtrącenie zmieniłem, ale zostawiłem. Bo chciałem podkreślić, dlaczego cisza jest tak nienaturalna – teraz bardziej wprost, bo chóry mogły tego jednoznacznie nie eksponować.
Fragmenty kursywą są świetne i trzeba w nich uważać na każde słówko :)
To. Absolutnie bezbłędnie rozszyfrowałeś jaki był mój cel, co więcej, sporo pomogłeś poprawić.
Dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
marzanie, mój marzanie!
Przede wszystkim bardzo dziękuję za Twój złożony wpis. Widać, że wgryzłeś się w ten tekst, być może bardziej niż on na to zasługiwał. Ale w ten sposób nadałeś mu też dużo znaczenia. W ogóle to jest piękne, jak Czytelnicy dodają kolorytu opowiadaniom, odkrywają (nomen omen) nowe aspekty.
Łapanka właściwie bez moich uwag, wdrożyłem. Równocześnie nieraz się uśmiechnąłem i ucieszyłem (rym niecelowy, ale niech pozostanie).
Źle to brzmi, tzn. sensu można się domyślać, ale słowo rozmija się ze znaczeniem (moim zdaniem). Naruszając po trochu, po kawałku, albo w ogóle rozwinąć metaforę, np. Każdy krok jest wysiłkiem, do którego się zmuszam, choć czuję, że siła woli pęka i kruszy się ziarno po ziarnie, niczym ta krawędź przepaści. Albo coś w tym stylu.
Długie zdanie, co samo w sobie nie jest grzechem :) ale to “w taki sposób” mnie rozdrażniło, przez nie całość jest mało płynna. Bez niego będzie chociaż ładna metafora, a teraz brzmi jak próba uładzenia metafory. Mam też problem z gramatyką, “wieńcząc sztych” formalnie odnosi się do ostrza, a nie do ognia, ale ostrze nie może wieńczyć sztychu (który jest zakończeniem ostrza) tylko ogień może je wieńczyć.
Użycie “zastanawiam” i “rozważam” zwalnia tempo do śli… przepraszam, do żółwiego. To kulminacja i nie wypada robić takich rzeczy czytelnikowi, to jakby wyświetlić reklamy w najciekawszym momencie!
Unikałbym jak ognia :) takich słów w opowiadaniu, w którym dopiero powstaje piekło, a koncepcja zła nie jest jeszcze (zapewne) w pełni zdefiniowana. To jedno słowo zepsuło mi całą scenę. Słowo “zło” powinno wkroczyć w opowiadaniu w odpowiedniej oprawie, a nie pojawić się w przypadkowym miejscu jako określenie miejsca. I to jeszcze dwuznaczne, bo miejsce nie jest złe moralnie (choć w sumie opisujesz piekło, więc czemu nie? ).
Te na przykład bardzo celne, co więcej, mocno w duchu tekstu. Podwójnie przydatne zatem.
a płomień ześlizguje się na jego ciało, odrzucając go w tył, krzyczącego z bólu.
Metafora czy dosłownie ześlizguje? Trudno jest mi sobie wyobrazić to ostatnie.
To chyba jedyne, czego nie zastosowałem. Widzę to tak, że Lucyfer otrzymuje cios, miecz go uderza, a równocześnie płomienie z ostrza “przepełzają” na jego ciało. Może nazbyt magiczne, ale któż w raju im każe trzymać się jakiejkolwiek fizyki i chemii? :)
Wpatrzony samotnie w płomienie i wsłuchany w huk burz, czekał, czy przyjdzie mu zrozumieć prawdę, czy też na wieczność pozostanie mu jedynie służba.
A on nie miał czasem służyć człowiekowi? Bo zachowuje się jak weteran wojenny z PTSD. W ostatnich, najważniejszych słowach opowiadania widzimy go bezużytecznego – patrzy i czeka. O tym, co robi dla ludzi, których wybrał, nie ma ani słowa.
Amen. Słuszne. Dodałem: “Zawsze pozostawał na zawołanie, gdy należało zetrzeć się z Lucyferem w walce o człowieka.”
Bo to zdecydowanie podkreśla jego dramat, a równocześnie oddanie służbie, plus w chrześcijaństwie jest to raczej postać aktywna, a nie bierna, więc powinno pasować.
Wrażenia ogólne: dobra kompozycja i klimat. Tak jak napisałem wcześniej, fragmenty kursywą świetnie budują nastrój, napięcie i zagadkę. Przeplatający się wątek wyprawy na skraj piekła i poszukiwania zamysłów Zamysłu to dobry pomysł – sama wyprawa to bardzo ciemna fantasy, a czerń jest dobrze widoczna na tle bieli. Pomysł również ciekawy, unikanie nazwania Boga doskonałe. Świetnie można wyczuć, że jest bytem z zupełnie innej kategorii, niż reszta towarzystwa.
Ciekawe i wciągające. Błagam o wypolerowanie, bo świetnie się czytało, efekt imersji doskonały, ale potykacze wybijały z rytmu.
I have polished my Polish!
Fragmenty kursywą zdecydowanie są najważniejsze. Dzięki betującym, zostały one skrócone, by nie były rozwlekłe.
Z tym Bogiem vel. Zamysłem, to też napisałem powyżej, odpowiadając chalbarczyk. Chciałem nieco to zmienić, bo trudno mi było wczuć się w psychologię archanioła wobec spersonifikowanego Boga. A czyniąc z tego bardziej “coś”, niż “kogoś”, wydawało mi się to bardziej wiarygodne, także dla aniołów, którzy mają go bronić. Nie chcę sprowadzić istoty przedwiecznej do cennego wazonu, którego trzeba pilnować przed zbiciem, ale odrobinka tego nie zaszkodzi, by dodać kolorytu bohaterowi.
Natomiast zdecydowanie najbardziej cieszy mnie to, że spodobał Ci się sposób “ugryzienia” obrazu. Bo nie ukrywam, że czytając już parę tekstów, byłem pod sporym wrażeniem nie tylko fabuły, ale i dostosowania techniki i sam chciałem spróbować.
Naprawdę, dużą przyjemność sprawił mi Twój komentarz. Dziękuję 
Za klika również!
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
To zrobimy tak:
melendurze,
To wydaje się nie standardowe :) Sam u Koenrada to staram się stosować w najnowszej opce którą tam męczę od dłuższego czasu i nie mogę wyjść bo wpadł konkurs ;)
No cóż za bezczelny konkurs :)
Szczególnie wygląda to ciekawie, gdy kobiecą siłę pokazują mężczyźni, a nie kobiety. Nie dlatego , że są gorsze. Ale dlatego, że lepiej jest to dla mojego męskiego oka/ucha tłumaczone i opakowane. Ale to jest subiektywna opinia nie poparta żądną głębszą analizą jak niektórzy tutaj na tym forum, a zwykłą intuicją opartą na paru dziełkach.
Hmm, a ja akurat wcale nie wiem. W sensie nawet jako autor, ale też czytelnik. Jest to wyzwanie, bo jednak oczywiście każdy jest inny, ale pewne elementy wynikające z płci mocno wpływają na psychikę i zachowania bohaterów. Ot choćby, bohaterka kobieca powinna czasami mieć miesiączkę i związane z tym dolegliwości, ale nie wiem jak to jest i nie chciałbym tego poruszać, udając, że potrafię to dobrze oddać (a ponownie, pewnie u każdej bohaterki powinno to wyglądać inaczej). Oczywiście, wiarygodność mocno nie cierpi na takich detalach, choć pewnie wiele można zyskać, choćby na autentyczności. Albo wymyślić świat z elfami, gdzie elfki biologicznie nie mają miesiączki :)
O, a to jest ciekawe stwierdzenie i właśnie coś co mnie najbardziej zainteresowało. Przeważnie “Dobrzy” są uznawani za nudnych. A ty właśnie tutaj fajnie do przedstawiłeś. To jest ciekawe stwierdzenie.
Cóż, odwieczne prawo złola do bycia ciekawym. Bo kto by chciał czytać, o tym, że wszystkim żyje się dobrze i zwyczajnie? Złol dodaje epickości i z naszego codziennego życia możemy odlecieć w literackie zmagania na poziomie.
Ogółem jest parę schematów bohaterów. Michała tutaj fajnie opakowałeś i jak wspominam, to najwieksza zaleta tego opowiadania :)
Amen. Dziękuję!
bruce
witam serdecznie, piękny ten Pan Bruce ma sweterek 
lugosi
dziękuję bardzo, cieszy mnie taka opinia, bo wiem, że fabularnie to opowiadanie może nie porywać. Ale uznałem, że trzeba do tematu obrazowego podejść nieco inaczej, spróbować wyeksponować obraz i temu się poświęciłem, dlatego słowa, że wszystko działa sporo dla mnie znaczą.
A jak już napisane, to teraz w końcu mogę nadrabiać lekturę pozostałych tekstów konkursowych :)
chalbarczyk,
dzień dobry, dzień dobry!
Piękne opowiadanie, pasujące klimatem i szczegółami do obrazu.
Jasne jest, że rzecz dzieje się w Raju, ponieważ drzewa w tym samym czasie kwitną i mają owoce. Dodatkowe opisy dobrze budują tło :)
Bogu niech będą dzięki! Naprawdę o to tym wszystkim chodziło, a jak czasami czytam piękne, płynne i plastyczne opisy na Portalu, w tym Twojego autorstwa, to aż mnie zazdrość bierze, że ja tak nie umiem. Więc opisywanie, a tylko taki miałem pomysł na ekspozycję obrazu, było kluczem i jeśli wyszło, to ogromnie się cieszę!
Najbardziej ze wszystkiego zaskoczyła mnie postać Michała, chyba mogę napisać, że takiego charakteru archanioła to się nie spodziewałam! I tak się zastanawiam, czy to możliwe, żeby tak jak Michał znać całość, całą prawdę, ostateczny cel wszechświata i rodzaju ludzkiego i jednocześnie nie być świadomym swojej decyzji? Wydaje się, że jego opowiedzenie się za ludźmi jest dziełem przypadku, a to jest uzasadnione tylko wtedy, gdy nie zrozumiał Zamysłu… Jest jakaś w nim sprzeczność, to znaczy w Michale.
To jest bohater, który nie przeszedł żadnej metanoi, a tkwi w zawieszeniu. Rozumiem, że taki był
Zzamysł, ale mimo wszystko, chciałoby się, żeby historia bardziej napawała nadzieją, a Michał okazał się bardziej zdecydowany :)
Dobrze to wychwyciłaś. Tu jest istota odmienności mojej historii. Nie chciałem i nie potrzebowałem w tej literackiej powieści wszechwładnego boga vel. Boga w postaci. Tj. spersonifikowanego. Stąd “Zamysł”, który jest czymś pomiędzy zjawiskiem, osobą, a przedmiotem(?). Bo jakoś łatwiej mi w tym wyobrazić sobie wątpliwości Michała i właśnie – brak oddania sprawie. On podejmuje decyzję, ale jej nie rozumie. Pozostaje jednak wierny, mimo to, że choć nie jest w pełni świadomy dlaczego. Wydaje mi się, że to trochę odpowiada naszemu ziemskiemu poszukiwaniu Prawdy przez wielkie “P”, nieważne jak rozumianej i utożsamianej.
I takiego Michała chciałem :)
logicznie to nie ma sensu, rozumiem, że chodziło o ostateczny cel, wszechogarniającą pełnię oraz pankosmiczny aspekt wszechrzeczy :)
Tak. Stąd zostawię, bo wydaje się, że w tym tekście “aspekt” otrzymał po prostu własną, lekko odmienną definicję. Trochę jak “Zamysł”, ale już nie będę pisał “Aspekt”, bo zaraz wszystko byłoby wielką literą.
Bardzo Ci dziękuję za przeciekawą uwagę i za klika!
Wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Primo: chyba Ci cofnęło formatowanie (taką mam nadzieję, że to nie celowo). Spróbuj edytować i poprawić, żeby jednak były te “entery”, bo w takiej formie nie da się tego przeczytać, choćby treść była wspaniała. Dialogi, akapity itp.
Secundo: niepotrzebnie oznaczyłeś nieaktywny konkurs sprzed dawna. Bieżące konkursy masz w sekcji HydePark. A tagi dodaje się w innym polu, co zresztą zrobiłeś dobrze. Więc usuń proszę to oznaczenie konkursowe.
Popraw te kwestie proszę, zwłaszcza pierwszą i będę czytał :)
Ogólnie, odsyłam do sekcji Hyde Park, by zapoznać się z funkcjonowaniem Portalu i naszym wspaniałym środowiskiem.
Natenczas, pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Melendurze,
Po pierwsze primo, dziękuję za pomoc na becie. Cenną pomoc.
Po drugie primo, cieszę się szczególnie z tego, że przypadła Ci do gustu taka interpretacja znanego motywu wsparta obrazem. Bo jeśli coś ma być siłą tego opowiadania, to zdecydowanie ta faza.
Po trzecie primo – ultimo, tak też jak pisałem na becie, Michał zawsze wydawał mi się takim “ślepym bagnetem”. Historię “dobrych” dostawaliśmy już w sumie z perspektywy ludzi, o aniołach zapominamy, poza strącanym Lucyferem w wielu aspektach tego strącenia.
A zakończenie faktycznie trudno było zrobić z twistem. Tzn można było, Lucyfer mógł wygrać, a twierdza być nowym centrum hierarchii astralnej ostatnio samodzielnym (CHAOS), ale aż taki obrazoburczy nie jestem.
Jeszcze raz dziękuję bardzo za pomoc, no i teraz też za klika i ciekawą opinię!
Na marginesie: zauważyłem, że moi główni męscy bohaterowie to zawsze są takie rozterkowe pierdoły, podczas gdy główne kobiece bohaterki zawsze mają silny charakter. Muszę chyba przełamać ten schemat :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nie mówiłem tego wcześniej, zresztą Holly ma podobnie, fajny pomysł macie na te obrazki w AI :) Podobają się :)
Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło 
@beeecki!
Kurde, twoje recenzje są dla mnie jednymi z wazniejszych tutaj na portalu :) (top 6) :)
Jak zawsze bardzo miło mi to słyszeć. Top 6, czyli jeszcze z potencjałem na rozwój ;)
Stylizację, owszem no umiem, bo DP się grało, no na historii ten okres jakoś lubiłem, no i Sapkowskiego/Komudę się również pochłaniało w dużej ilości. Zaznaczam, że ciągle szukam tego swojego stylu :) Dużo znaczy dla mnie ta opinia, ogromnie dzięki. Zwłaszcza, że żaden tekst w życiu tak mnie nie wymęczył :)
Potrafię się domyślić. Efekt stylistyczny jest świetny.
Edit: No i beeeeckis ;)
Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad 
*uśmiech w stronę Ambush*
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Powinien być jakiś alert, gdy ktoś nas wspomina w komentarzach 
(nowa wersjo Portalu, sczytuj, co piszę)
(a zauważyłeś, że beeeecki to zbilizenie twarzy kolesia z awatara chalbarczyk ;))
Kurczę za małe są te miniaturki żebym ja wiedział, że u chalbarczyk też jest Fryderyk. Ale może jest, musiałaby ona rozstrzygnąć :). Ale miło byłoby nie być jedyną ukrytą opcją prusacką (w dodatku z Galicji).
Tam porównywałeś do Utopii, tu do Zjazdu haha, chyba z beeeeckim kręcimy się w kółko! XD
Jest w którymś Shrecku taka scena, gdy kot mówi: “Dokładnie o tym samym pomyślałem… Wkrótce nasze umysły staną się jedną całością” i zaciera ręce. To ja robię to teraz.
Piosenek Lao Che jest dla nas jeszcze wiele, choć akurat ten tekst to bardziej dla mnie “Pielgrzym” T-love ;).
Ale Twoje i beeeeckiego zapamiętam na dłużej:). Dorzucam klika i pozdrawiam :)
Bo na przykład to jest bardzo miłe również dla mnie, bardzie 
Może powinniśmy w takim razie z Michaelem grać w duecie i wtedy taki tekst zostałby ze wszystkimi na zawsze, po wieki wieków :)
Spoko, mogę dołączyć do Beeeeckiego na ostatnim miejscu, nie ma sprawy. :-)
Byłoby fajnie mieć miejsce ex aequo z Tobą, Finklo. A to byłaby dobra szansa na to 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
melendur88 – z miłości do nauki
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Melendurze,
powiem tak – może Tobie trzeba zabronić pisania normalnym językiem?
Potrafisz w stylizację i to bardzo. Stawiasz sobie wysoko poprzeczkę, dokonując istotnej ingerencji w szyk, słownictwo i melodię zdań. I tę poprzeczkę traktujesz, jak Kozakiewicz.
Do tego gawęda, też świetnie w to umiesz. Narracja Ci się nie zacina. Momentami może rzutuje to w innych tekstach, bo masz tendencję do przedłużania wypowiedzi, co ingeruje w fabułę i akcję. Ale tutaj tego nie ma, bo to właśnie gawęda.
I punkty za wplecenie swojego uniwersum (tzn. uniwersum Sapkowskiego, ale w Twoim wydaniu).
Co może mniej mi wybrzmiało w tekście to jakieś szczególne pochylenie się nad obrazem. Ok, użyłeś go, ale to tyle.
Historię Nawojki akurat znałem, dostała fajne, nowe wydanie od Ciebie.
Klik w pełni zasłużony!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
O rany… Beeeecki. Jak ty ze zwykłego wyjazdu w góry zrobiłeś taką nostalgiczną podróż?
O rany… Marszawo, tak po prostu wyszło! 
Nigdy nie jeździłam na nartach, ale byłam na tym stoku razem z narratorem i mijałam tych ludzi w kolorowych kurtkach. Choć w mojej głowie miały inne kolory.
Właśnie ciekawe, że sporo tu nie-narciarzy, a jednak w miarę trafia. Poczytuję to sobie za sukces :). Kolory kurtek trochę z mego życia wzięte już akurat.
Uwielbiam takie teksty, gdzie jakąś zwykłą scenką jesteśmy sprowokowani do przemyśleń o przemijaniu, zmianach w naszym życiu i tym, że nawet jeśli wrócimy w dane miejsce, to już nie będzie to samo.
Ale z tym, że “to już nie będzie to samo”, to szczera prawda. Taki dreszczyk ostateczności potrafi zaatakować w losowych momentach. Jutro wymieniam umywalkę i już trzeci raz myślę, że to ostatni raz, gdy myję ręce w obecnej 
Były tam jakieś zwroty, które mnie na sekundę zatrzymywały, ale machałam ręką i zjeżdżałam dalej. To akurat jeden z tych tekstów, który wcale nie musi być perfekcyjny, a i tak się go zapamięta.

I jeszcze dostałem swojego własnego Ryana Reynoldsa… Piękne.
Idę sobie puścić Into My Arms Nicka Cave’a i Cię nominować.
Słuchać dobrej muzyki, jak najbardziej! Nominować? Czy ja wiem, czy to taki nominowalny tekst… coś lepszego i bardziej mojego mam nadzieję kiedyś napisać. Ale nominacja mnie oczywiście ogromnie cieszy, to bardzo miłe! Choć nie wiem, czy chcę dobić do głosowania i witać tu wszystkich Lożan 
Bardzo Ci dziękuję za miłą wizytę i pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Brawo! Takich, nawet krótkotrwałych, powrotów do pisania to pozazdrościć :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Każda spontaniczna muminkowatość w komentarzach zwiększa uśmiech na twarzy autora :) Chociaż muszę przyznać, że jestem trochę zdziwiony. W końcu tekst zawiera coś na granicy sceny walki, która do muminków raczej nie pasuje (chyba że do tej abominacji).
Wygląda na to, że początek był wystarczająco bajkowy, żeby złagodzić końcówkę.
Dla mnie to chyba kwestia głównego bohatera i dostosowania narracji i poglądu na świat do niego. Bo on wydaje się tym nie przejmować tak jak człowiek, tylko na swój, Wędruchowy sposób. I to wypada bardzo sympatycznie :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
All in all, piszemy dla przyjemności i tak samo czytamy (co nie wyklucza, że są tu teksty na imponującym poziomie). Tej przyjemności AI nam nie odbierze, bo jak wyżej – dobry tekst AI też da przyjemność, a fałszywego splendoru dla autora pod pseudonimem nie ma aż tak wiele znowu.
A odnośnie wyżej wspomnianego savoir vivre portalowego, to zakładam, że w ramach niego też należy utrzymać zwracanie uwagi na podejrzenie AI. Czytałem tekst, który Cię zainspirował OldGuard, wydaje mi się, że to była bardzo sensowna uwaga i porada dla autora. Czytałem też tekst, pod którym napisał swój komentarz Jim, po czym się z niego po dżentelmeńsku wycofał. Tam autorka, debiutująca, poczuła się urażona, ale finalnie chyba niesmaku nie ma, bo Jim zachował kawał klasy. I chyba to jest najlepsza puenta.
A jeszcze w toku tej dyskusji sobie myślę, taka uwaga może być też cenna, by autor był świadom, że choć nie używa AI, to jakieś elementy go do niej upodabniają.
Choć w dalszym ciągu, ja to chyba będę wolnorynkowo traktował – gdy coś wyda mi się AI, niekoniecznie będę komentował/dalej czytał. Stresu chyba wiele to nie przysporzy na razie.
Jak Anet to pisze, to ja czytam to tak – "Spoko opowiadanie, jak wiele innych na portalu" :). A jak pisze, że nie podobało, to już jest grubo ;)
Koala ma licencję, to może wie, jak się tego używa :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
No ba, polecaj :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
ostam – Niepamięć Wędrucha
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34532
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nie czytam innych komentarzy przed napisaniem swojego, widzę, że moja muminkowa refleksja nie była oryginalna, ale przysięgam, że wyszła sama ze mnie! Tym lepiej świadczy to o osiągnięciu celu! :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem ostamie!
Łapki jeszcze się do końca nie obudziły, ale warstwa śniegu nie była gruba i po chwili stanął w jodłowym zagajniku.
To zdanie jest dla mnie lekko karkołomne – w pierwszej części mniej pasuje mi składnia, wolałbym “Łapki jeszcze do końca się nie obudziły”, a w drugiej nie jestem fanem czasownika “stanąć” w kontekście przekopania się przez śnieg na powierzchnię. Ale to jakieś moje preferencje.
Tyle z uwag, bo potem sympatyczność tekstu zdecydowanie przeważyła nad szczegółowym wnikaniem w technikalia. Ależ to jest fajny tekst! Taki trochę “muminkowy”. Aż chciałbym zobaczyć do tego ilustracje, myślę, że byłyby niezwykle klimatyczne.
Klikam również, bo natchnęło mnie bardzo pozytywnym nastrojem! Dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Hej Maćku!
Tym razem poprosiłbym więcej fantastyki :). Jakoś bardziej trafiają do mnie Twoje historie angażujące góry i naturę, choć ta też niczego sobie.
Z drugiej strony, co do tej fantastyki, potrafisz naprawdę zgrabnie kilkoma zdaniami nadać ducha miejscu/krajobrazowi. Takie tętniące są Twoje opisy. Jest to jakaś forma fantastyki, bo wręcz ociera się o uosobienie :)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tytuł: Raport z dnia potępienia
Znaki: 23 293
Gatunek: ssaki trudno powiedzieć
Tekst na konkurs obrazowy. Byłbym bardzo wdzięczny za łapankę i opinię o tekście, bo do jakości technicznej i warsztatowej pozostają wątpliwości autora, choć autor generalnie lubi mieć wątpliwości.
Z przyjemnością się odwdzięczę (tylko wtedy prośba o zaproszenie do bety).

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
!!! JAKO PIERWSZY UDERZĘ W DZWON O PRZEDŁUŻENIE TERMINU !!!
khem, khem. Jam to pierwszy uderzył, Dnia Pańskiego 27 stycznia pisząc:
Michaelu, a jakie opóźnienie przewidujemy? :)

I sprawdziło się! W tej branży zawsze są poślizgi (idę sobie odhaczyć w bingo)
A Jurorom za szlachetną decyzję cześć i chwała!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Obawiam się, że ściganie tekstów AI może doprowadzić do spaleniu na stosie niewinnych ;).
Ja się zgadzam z bardem. Szczerze powiedziawszy, to najbardziej ucierpieć mogą na tym osoby, których styl pisania jest zbliżony do różnego rodzaju modeli AI. Po prostu tak piszą, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Osobiście nie zamierzam tego autorom wytykać – jeśli wyczuję, że coś jest na rzeczy, to najwyżej nie wrócę. Dopóki tekst wygenerowany nie dostanie Piórka / nie wygra konkursu, to chyba problemu nie ma – jeśli czyta się dobrze, to czytelnik i tak jest do przodu o lekturę, a jeśli źle, to nie sięgnie ponownie po tego autora.
Dobre wychowanie nakazywałoby oznaczać, jeśli ktoś tekst generuje albo chociaż być otwartym na rozmowę w komentarzach, ale, jak to powiedział prof. Bartoszewski mawiał: “Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.”
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
No i ja się pytam, dlaczego zaczęły Twoje teksty wpadać tak rzadko? Kto inny mi pokaże, że nasz świat i nasza historia już jest fantastyczna – w piękny lub przerażający sposób?
Kto inny wyciągnie na światło dzienne coś tak ciekawego i nada temu fantastyczne życie?
No tak, bluźnierstwa i przekleństwa mogłyby odwrócić od Ciebie wszelkie podejrzenia. Tylko czy będziesz umiała je napisać…? :)
Masz słuszność, Regulatorzy. :) To dla mnie największe wyzwanie.

Skojarzyło mi się 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
To moja bolączka od zawsze – każde opko mogłoby zostać rozwinięte, nad czym muszę popracować ewidentnie, ale czasami wydaje mi się, że główna myśl tekstu lepiej wybrzmiewa w krótkiej formie. Dlatego też lubię drabble i pochodne.
Oczywiście, to chyba mniej lub bardziej problem każdego :). Ale lepiej spłodzić sensownego szorta, niż nie dać światu wielkiego opowiadania, tak sądzę.
Tu po prostu wymyśliłaś prosty, a świetny pomysł i odczułem, że to pomysł tak niezły, że bardzo fajne opko, by wyszło (albo bajka Disney’a, też byłby klimat
).
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Michaelu!
Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.
Z jednej strony fajne zdanie, z drugiej zastanawiam się, czy ma sens. Bo rutyna z założenia jest “zasiedziana”.
Podszedł do lustra. Z tafli patrzyła twarz zmęczona, lecz nie obca.
“lecz” jest przeciwstawne, a zmęczenie nie jest przeciwnością obcości.
Zbyt wiele razy naprawiana, by nie wydawać się tylko wspomnieniem minionych dni.
Tego zdania nie rozumiem.
Ostatecznie, tekst jest bardzo klimatyczny, to na pewno. Nie trafił do mnie jakoś szczególnie z przesłaniem, może dlatego, że niewiele się w nim dzieje, a tę melodię już znam i nie wiem, czy chcę do niej tańczyć :). Bardzo szczegółowe opisy służą klimatowi i to na pewno się sprawdza, ale zabrakło jakiejś ciekawej historii, takiej jaką opowiedziałeś w Utopii albo w Masce, gdzie do prostolinijności fabularnej miałem pewne zastrzeżenia, ale jednak intrygująca opowieść miała miejsce.
Trochę dla mnie za wiele sztuki dla sztuki (nie będzie, że się Jurorowi podlizuję
). Niemniej, sztuki na poziomie wysokim i zapewne korelującym z przełożeniem tego, co może nam opowiedzieć obraz na literki.
Nie porwało przesadnie, ale zakładam, że wcale nie miałeś takiego zamysłu, by świat do góry nogami obrócić tym tekstem. A lektura była kojąca, przyjemna. Może po prostu na konkurs obrazowy sporo jest tekstów o takim wydźwięku i już mi spowszedniał taki artyzm.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem OldGuard!
Ciekawy pomysł, od pierwszych zdań mi się spodobał. Na tyle, że liczyłem faktycznie na coś mocnego w trakcie tego dnia, jakieś przygody albo poruszające spotkanie, jeszcze jakaś eksploracja świata cienia, kreatywne rozwiązania. Okazało się spokojnie i bez szaleństwa, ale cóż, taki trafił się cieniowi człowiek, u innego pewnie byłoby więcej, pościgi, wybuchy itp. :). Niezłe uzasadnienie z przywiązaniem do charakteru człowieka. Zresztą na kilku ekscytujących szaleńców przebijających się do narracji zawsze przypada sporo zwyczajnych ludzi i nic w tym złego. Podoba mi się ta refleksja.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem betweenthelines
dzięki za wpadnięcie, ja właśnie wracam z komentarza pod Twoim tekstem 
I tak jak u Ciebie napisałem, taki styl pisania, jak w powyższym szorcie, nie do końca jest dla mnie. Tym bardziej się cieszę, że coś w nim zawarłem, co porusza.
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines: Kołysanki Strażniczki
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines: Kołysanki Strażniczki
dyżurny
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!!
Przeważnie lubię się przyczepić do początku/pierwszego zdania. Moim zdaniem to często jest klucz, nastraja czytelnika do całego tekstu, a czasem zadecyduje o tym, czy ktoś przeczyta dalej.
I tym początkiem utrafiłaś w moje gusty. Brawo!
W miejscach, gdzie znajdywały ujście, tworzyły gorące jeziora, znad których unosiła się para, dzięki niej kraina mogła oddychać i nie płonęła od własnego żaru.
“dzięki którym” może?
Ciepło, jakie od niej biło, miało lekko pomarańczowy odcień, świeży, jeszcze nie splamiony cierpieniem ani stratą.
Rozumiem metaforyczność, ale ciepło jednak nie ma odcienia. Podobnych zarzutów, co do metafor może miałbym i kilka. Poza tym, trudno pod kątem techniki mi się przyczepić, ale są w tym lepsi ode mnie 
Żeby nie było tak wspaniale, to jednak mogłaś oszczędzić trochę nazw własnych na raz. W drugiej części zacząłem się gubić, przez do demon przez pewien czas pozostał dla mnie niezrozumiały. Jakby to był wstęp do książki, to rozumiem, ale to jednak krótki tekst.
Natomiast to na marginesie, bo tekst mi się naprawdę spodobał. Po przedmowie miałem lekką obawę, bo zdecydowanie bardziej wolę fantasy niż fantastykę wplecioną w rzeczywistość (troszeczkę mi jej za dużo – niczego nie ujmując wspaniałym jej twórcom) – tak sam tworzę i takie wolę czytać, a fantasty wcale nie ma tak wiele na Portalu. Tutaj dostałem pełnoprawną fantasy, która równocześnie jest poruszającą metaforą, pokazującą wieloaspektowo zagadnienie z naszej rzeczywistości. Dodatkowo wykorzystałaś jeszcze motyw kuszenia ala biblijny. Aż trochę brakowało trzeciej próby.
Rozumiem, że zakończenie dopina metaforę, szczerze, nie jestem sobie w stanie wyobrazić innego, lecz mimo to podskórnie oczekiwałem czegoś bardziej wyrazistego. Tutaj wszystko wydarzyło się spokojnie, w powolnym tonie wędrówki.
Ma ten tekst w sobie efekt wow. Zapewne bardziej poruszy rodziców (którym nie jestem), ale i do mnie trafił. Z przedmowy widać, że Twoim zamiarem była złożona metafora, ale przy okazji zrobiłaś kawał ciekawego światotwórstwa. Aż chciałem więcej i momentami brakowało mi rozwinięcia “mechaniki świata”, choć miałem w pamięci, że tekst lekko paraboliczny.
Moim zdaniem nawet lepiej niż w poprzednim opowiadaniu.
Jest dużo lepiej, choć tamto też było niczego sobie.
Moim zdaniem nawet lepiej niż w poprzednim opowiadaniu. Gratuluję. Z niecierpliwością czekam na kolejne.
Trochę strach pomyśleć, dokąd to zajdzie :)
Ostatecznie, trochę miotam się w ocenie, czy ten tekst swoją jakością sam na siebie nie zastawia pułapki. Ale jest to może po prostu półka, której nie mam narzędzi ocenić, więc niech uczynią to przeznaczeni do tego. Betujący są dyżurnymi, więc i tak już łaskawie wystawili Cię na żer Lożan przy nominacji piórkowej, dołożę swojego dyżurnego półTAKa (i bibliotekę również, choć możesz już jej nie potrzebować).
(na marginesie, patrz jaki sukces, drugi (?) tekst, a już masz tyle nominacji, to o czymś świadczy, gratuluję!)
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Melendurze
Choć my z OldGuard napisaliśmy szorty 
Ale rzeczywiście zaostatniliśmy Portal.
Ale tym lepiej, że nas więcej, bo jak wiadomo przed wyruszeniem na wyprawę należy zebrać drużynę itp. 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tak, świadomie zastosowałem tę formę. Chciałem przetestować , czy taki zabieg będzie ciekawy, czy nie pasujący do sytuacji, w pełni świadom byłem takich reakcji :) Bardzo ryzykowne, wiem, co Robert w becie sygnalizował, że różnie to może być odebrane ;)
Wiesz co, to nie jest tak, że zastosowałeś nielegalny zabieg. U F. Kresa (jestem nieobiektywnym fanem) bardzo często stosowane są listy streszczające. Ostatnio czytałem “Katedrę” Bena Hopkinsa, również mnóstwo listów, czasami streszczających i kilka lat, a lektura znakomita.
Po prostu w Twoim tekście źle to siadło w połączeniu z przedialogowaniem ekspozycji, fabuły i intrygi.
Dopiero uwagi @CZARNEJ2, lektura Joe Abercombiego trochę mi pomogła znaleść jak to opisywać. Ten tekst powstwawał po moim debiucie który nie był najlepszy, ale nie chciało mi się już tego wszystkiego zmieniać.
Joe Abercrombie to mi się kojarzy z mocną bezpośredniością, ale tylko kiedyś liznąłem. Mi dla scen walki najwięcej dał Bernard Cornwell (ale to nie fantastyka) od wczesnego średniowiecza, do wojny stuletniej, facet świetnie oddaje pole bitwy (chyba – bo osobiście nie wiem i nie byłem na polu btiwy). Myślę, że na pewno możesz iść śmiało w stronę nieco większej brutalności w tych walkach, ale wiadomo – nie każdemu to pasuje. Zresztą, taki mądry jestem, a upubliczniłem na razie jedynie walki magiczne w swoim wykonaniu :)
Choć jeszcze – im później “wiedźmińskość” rozwiązuje problem, tym moim zdaniem lepiej. Albo jeśli wcale go nie rozwiązuje, a wymaga siły, wytrzymałości lub sprytu bohatera.
Pracuje jeszcze nad tym. Napewno chcę żeby był znacznie bardziej rozmowny niż Geralt, pokręcony trochę, z pozoru cyniczny, ale mający jednak w sercu zasady, których się trzyma. Szukam jeszcze dialogów tak, żeby był gadatliwy, a żeby nie przedobrzyć.
I tu jest moim zdaniem sedno. Jakbym miał coś doradzać (kim jestem żeby to robić? to naturalnie tak po koleżeńsku i z mojej skromnej perspektywy) to nad wyrazistością Koendrada bym przysiadł. Bo nawet w tekstach Sapkowskiego, jedne lepsze, drugie gorsze, nie każdy wciąga tak samo, ale ten Geralt to ciągnie. A przecież on sam nie jest wcale niezwykle wyrazisty, ale ma taki styl bycia, że jakoś dobrze się to czyta (przeważnie). Więc dobrze, jak dla serii tekstów jest bohater, na którym mogę polegać jako czytelnik. Napiszesz dwa teksty wiedźmińskie, w jednym fabuła i intryga mi siądą, że hoho, w drugim mniej i w tym właśnie satysfakcję da mi to, że “no dobra, fabuła taka se, ale przynajmniej chciałem Koendrada i dostałem Koendrada takiego jakem chciał”. Jeśli rozumiesz co mam na myśli :)
Na Portalu oczywiście trzeba uważać z fragmentami, ale da się odrębne przygody o tym samym bohaterze napisać. Czasami się powtórzysz z opisem, ale czy to źle, jeśli jest dobre?
Bardzo ci dziekuję za te uwagi, jedne z cenniejszych jakie tutaj spotykam :) I za poświęcenie czasu na czytanie tej opki :)
Cóż, bardzo mi miło jeśli tak uważasz, takie słowa cieszą czasem bardziej niż pochlebne recenzje własnego tekstu.
Trzymam kciuki za dalsze opka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
chalbarczyk, Orle pióro
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
maciekzolnowski – Hej, sokoły o świcie
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34499
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Maćku,
nie wiem dlaczego, ale zawsze wrzucasz w mój dyżur i nie mogę udowodnić, że nie potrzebuję dyżuru, by sięgać po Twoje teksty 
Niemniej, znakomicie zbudowane napięcie. Oj czuje się tego niedźwiedzia. Może nawet chciałoby się scenę przechodzenia obok niego dłuższą, podkręconą, ale i tak wybrzmiewa.
Ja fantastykę / magiczność dostrzegam w relacji natura-człowiek-melodia. Może nawet bardziej “magiczność” niż “fantastykę”. I bardzo mi to pasuje!
Pozdrawiam i klikam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem chalbarczyk!
Przyjrzała mu się bez zainteresowania. Na obrazie nie było żadnej postaci, żadnego budynku, tylko jakiś górzysty krajobraz. Jaka to może być pora roku?
Czy ta refleksja nie jest nielogiczna? Przecież pierwsza myśl o obrazie, który ma przedstawiać porę roku, to raczej krajobraz, często górzysty.
wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi.
Coś tu ze składnią poszło na bakier. “na ścianach wisiały wełniane kilimy oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi”?
– Jak na to popatrzeć, to rzeczywiście Timur jest przystojny i wszystkie dziewczyny do niego wzdychają, ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić
To jednak naturalniej wypadłoby jako myśl. Na wypowiedź jest bardzo nienaturalne.
Tam przywiązali złotym łańcuszkiem za nogę do słupa pośrodku.
Rozumiem zamysł, ale czy łańcuszek na pewno by wystarczył?
Jestem pod wrażeniem, po raz kolejny, jak zręcznie przeplatasz fantastykę i oniryczność z tradycją i kulturą pogranicza Polski, Ukrainy, teraz nawet dalej na wschód. Widać, że poruszasz się po tym bardzo sprawnie, masz mnóstwo faktów, a to czyni opisy plastycznymi. Miejsc w Twoich tekstach doświadcza się wszystkimi zmysłami.
Myślę, że tomik takich opowiadań czytany podczas podróży w takich okolicach dostarczałby znakomitych emocji, trochę jak Schulzowski Drohobycz (choć osobiście nie jestem fanem, ale magiczność doceniam).
Czasami po łebkach traktujesz bohaterów i ich motywacje. A można to łatwo ograć paroma zdaniami – bo akurat tutaj sobie poradziłaś z Anną na samym początku, choć można było podbudować jej zmęczenie Lwowem, potrzebę wyrwania się i alternatywę, którą dla wizji dużego miasta dał jej step. A na pewno tego tylko zabrakło mi u Timura, był mocnym “NPC” w tym tekście.
I druga rzecz, to mechanizm magiczności. To samo, co w “Mieście pogranicza”, nie pomagasz czytelnikowi go zrozumieć. I myślę, że dlatego fabuła wydaje się zbyt szybka, choć to wcale nie tego kwestia, a tego, że nie wiemy jak przenosimy się między scenami. Metaforycznie mówiąc, przydałoby się troszkę magicznego koralika Karolci – coś prostego i wiem jak to działa, a że dostarcza niezwykłych przygód i przeżyć, to właśnie na tym mogę się skupić. Nie mówię, aby brutalnie wszystko upraszczać, ale może odrobinkę? Dać czytelnikowi jakiś punkt zaczepienia? Takie moje przemyślenie 
Bo aż mi szkoda, że ten niepowtarzalny klimat momentami ucieka przez niezrozumienie.
Pozdrawiam i klikam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Zapowiedziałem, że do Twojego “ostatniego” wpadnę, oto wpadam :)
Powierzchnia jeziora drżała leniwie, a tuż pod nią coś się poruszało, niewidoczne z brzegu
Jakoś dziwnie brzmi taka kolejność. Może “niewidoczne z brzegu” jako wtrącenie przed “coś się poruszało”?
Z każdym uderzeniem serca nabierałam pewności, że jeśli zrobię jeszcze jeden krok, zrozumiem wszystko, co chciałby mi przekazać.
Dobre zdanie.
Była lodowata, lecz jej zimno nie zatrzymywało się na skórze, ale wpełzało dużo głębiej.
Czy to “lecz” jest tutaj właściwe? Wskazuje raczej na przeciwstawność, a nie większą niż przeciętna intensywność.
I wtedy zrozumiałam, że już od miesięcy zbyt długo wpatrywałam się w otchłań beznadziei, więc ta musiała w końcu odwzajemnić spojrzenie.
Też dobre zdanie.
Bardzo plastyczny tekstu, da się go poczuć. Dość wiarygodnie oddaje też pokusę, której ulega człowiek zmęczony bladym, nieudanym, codziennym życiem, co prowadzi go do zguby. Na końcu bohaterka wydaje się żałować, nie chce umierać, choć przecież rozumiała, że bardzo się naraża wchodząc do jeziora. Spodziewałem się z jej strony nihilistycznego oddania się śmierci, a tu jednak wola życia – dużo lepiej wypadło wybrane przez Ciebie rozwiązanie, dostarczyło dramaturgii.
Pozdrawiam z teamu “Ostatnich” :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Melendurze!
Wybacz, szczegółowej łapanki nie robię, zbyt długie.
Na wstępie – faktycznie, nieźle poruszasz się po świecie AS.
Chyba nawet zbyt nieźle przy wybranej przez Ciebie formie prezentacji wydarzeń w tym tekście.
A forma ta jest bardzo przegadana. Ale bardzo bardzo. Zobacz, dałeś nam tak naprawdę serię rozmów o bohaterach i uniwersum. Niewiele więcej. Mojego rozczarowania tym, że główną akcję streściłeś listem, nie naprawiły spinające się pomysły fabularne.
Tak dużo ekspozycji w postaci dialogów, wypada blado, bo Koendrad nie jest typem rozmówcy, który mówi tak, by porywać. Dialogi musiałby być lepsze i naturalniejsze, by w takiej formie było to wciągające.
Rzuciło mi się w oczy trochę powtórzeń. Także jeśli chodzi o schemat opisywania – np. pomieszczeń za pomocą zapachów. Warto by to lekko zróżnicować. Choć ogólnie opisy niezłe.
Walka – nie znam się może dobrze.
Pierwszy ogar skoczył. Zanim zdążył opaść, świsnęły dwie strzały. Jedna trafiła go w oko, druga wbiła się głęboko w gardło. Bestia zwaliła się na ziemię z głuchym łoskotem.
Ale dwie strzały w trakcie jednego skoku? Wiem, że łucznictwo to szybka sztuka, ale nie aż tak, nawet przy technice z szybkim strzałem.
A poza tym walki w sumie nie było. Tam gdzie budowałeś napięcie (gabinet czarodziejki, karczma), nie dałeś mi satysfakcjonującego rozwiązania tego napięcia.
Wicekanclerz Mathiass Morra przykręcił nam kurek z subwencjami, a dywidendę na poczet „Nowego Ładu” zatrzymał, zostawiając jeno pergaminowe promesy bez pokrycia.
Czyżby w Mircie ludzie mieli zapie*dalać za miskę ryżu?
Rozbawiło, nie powiem.
Ogólnie – widzę mocny zarys pokrętnej, ciekawej intrygi. Ale czuję, jakby dano mi prolog do dużej historii, a nie historię. Zresztą nawet prolog musi mieć coś więcej niż rozmowy. Tutaj tego zabrakło, przez co trudno było mi się wciągnąć. Nie ważne, czy na początku, czy na końcu, czy w środku, czy dla nowego czytelnika, czy dla wiernego fana – musisz troszeczkę bardziej rozpieścić czytającego (w końcu to najgorsze bestie są).
Krótsze formy z zarysowaną walką z potworem wypadły moim zdaniem nieco lepiej w Twoim wykonaniu. Chciałbym jednak sceny z napięciem, akcję, pożądliwą namiętność, wypruwane flaki. Nawet w dialogu, by był on aktywny, coś się podczas niego działo.
Albo Koendrad musiałby być nieco ciekawszym rozmówcą. Bardziej z wyrazem.
A tak, wszystko umierało w zarodku.
No nic, nie porwało mnie, ale w końcu te 72 tys. znaków przeczytałem, a to sporo i raczej takich nie czytuję (a to nie mój dyżur), więc nie jest źle. Jestem tylko ciekaw, czy świadomie wybrałeś taką formę prezentacji, która po prostu mi “nie siadła”, czy jednak wyszło to mniej celowo.
Pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Mnie troszeczkę kłuje nieregularność sylabowa i rymy z tym samym rdzeniem, tak jak to napisał Ślimak. Ale cóż, ma być to pewnie krótka fraszeczka, być może skomponowana w uniwersum przez kogoś nieumiejętnego. I w sumie dobrze odgrywa tę rolę :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Brawooooo! 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Znów tasiemocowo będzie. Dużo Was, fajnie :)
bruce 
Holly,
Teraz będzie mi dane przeżyć to wspaniałe doświadczenie ostatni raz.
Taka propozycja, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest najlepsza. Trudne się wylosowało.
Zmieniłem, chociaż odczucie mam podobne. Problem taki, że poczucie uczucia byłoby powtórzeniem :). Twoja sugestia nie jest zła, dzięki!
Arkadio,
dziękuję za wizytę i poruszający wpis. Twoja sugestia odnośnie przedostatniego zdania jest ciekawie umotywowana i mnie przekonała. Wykorzystałem ją
. Najlepsze utwory piszemy sami w swoich głowach, a te publikowane mają tylko coś w nas obudzić. Bardzo się cieszę, że tak się stało, naprawdę.
Pozdrawiam serdecznie!
TheGuru
to ich świat
czyj?
Wokół mnie tylko góry, to ich świat.
Gór? Zaimek raczej konieczny, ale wyjaśnia.
Zimne powietrze wyciska z oczu łzy i
nie jestem narciarzem. pęd wyciska łzy w goglach?
Odczuwam niewiarygodny respekt, gdy ktoś znajdzie taki błąd logiczny. Co prawda ja mam takie gogle, że oba są możliwe na raz, ale faktycznie nie każdy musi to znać.
najwięcej czerpię z Waszych komentarzy
Komentujący są solą ziemi, zdecydowanie!
Dziękuję Ci ślicznie i pozdrawiam!
OldGuard
aa dzień dobry!
zajrzałam, bo mam jakąś dziwną słabość do “ostatni” w tytule i dwa z moim szortów są tego najlepszym dowodem :P
Podążasz za ostatecznością :). Zajrzę wkrótce do Twoich “ostatnich”!
ostatni raz poczuję ukochaną emocję.
Zgrzyt
Wspólny umysł z Holly? :) Po takim napiętnowaniu “emocji” faktycznie obraziła się ona i wyszła z tego tekstu :).
Nie jeżdżę na nartach, więc nie wiem, czy takie są standardy, ale wydawało mi się, że skręty to się pali na imprezach, nie zjeżdżając ze stoku ;)
Wykonuje się skręty, tak jak samochodem. Oczywiście, konstrukcja może jest lekko zabawna, ale ją zostawię. Cóż złego, że się ktoś dodatkowo uśmiechnie :)
Ma gość niezłe płuca ^^
Dla poziomu mojego zaśmiania w tym momencie warto było to napisać i warto jest o zostawić. XD!
Któreż to, bo to moje okolice? :)
Beskid Niski, Magura i okolice. Ale jak wiadomo w Polsce praktycznie 90% powierzchni można nazwać Jakimś Beskidem.
Ostatnio przeczytałam podobne w “Buszującym w zbożu” i tam też je sobie zaznaczyłam
Bardzo dawno temu czytałem. A że teraz, no cóż, jestem inny, to może wypada odświeżyć.
Druga połowa tekstu podobała mi się znacznie bardziej niż pierwsza. Zrobiło się tak sentymentalnie i metafizycznie, a to tematy, które bardzo mi leżą. Tak że w ogólnym rozrachunku przyjemne czytadło :)
Czyli zgodnie z klasykiem: “Spokojnie, zaraz się rozkręci” :).
Dziękuję Ci bardzo za wpadnięcie i opinię. I fajnie, że wróciłaś!
Czołem chalbarczyk!
Język nie nadąża za uczuciami, odczuciami, wspomnieniami – czasami jest niezgrabny, nieperfekcyjny i spontaniczny, co w komentarzach szczegółowo zostało wyłuszczone :)
Bo dokładnie taki był ten tekst. Nagły, szybki, napisany w przypływie emocji.
Ale to nie przeszkadza. Intensywność uczuć, które zawarłeś w szorcie, pozwala zjeżdżać z góry na sam dół razem z bohaterem.

Dzięki wielkie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Cześć chalbarczyk!
Znajomi bohaterowie i znajome miasto z jego wciąż tym samym bogiem – powoli buduje się we mnie przywiązanie do tego miejsca :)
I dobrze! 
Więc pozwolę sobie znów pomarudzić
I jeszcze lepiej! 
nie narzekałabym, gdybyś dał więcej opisów, jak miasto wygląda, żeby utworzył się w głowie obraz tego miejsca.
Faktycznie Darmness pojawiło się już kilka razy i chyba zasłużyło na nieco lepszy opis. Na razie rzeczywiście jest po prostu “miastem”. Ale jak już zostali zarysowani bohaterowie, może uda się docisnąć troszkę więcej opisów przestrzeni, dzięki za tę sugestię :)
Bardzo intrygująca i wciągająca fabuła, bohaterowie plastyczni, chociaż dzieci bardziej, a detektyw z kompanią trochę mniej. A może po prostu elfy mają być takie lekko sztywne :)
Detektyw dostała swoje potem opko, więc nie może narzekać. Tutaj faktycznie chodzi o Zavlę, Fryss stanowi urozmaicenie, ale na pewno nie jest “tą główną”.
Czy los zazwyczaj nie jest bezczelnie okrutny?
Oczywiście, że jest – zmienione, słuszna sugestia :)
Tytuł jest super :)

Zastanawiam się, czy Zavla nauczy się wreszcie czytać. A może w ogóle jej to nie będzie potrzebne?
Myślę, że nawet jakby było, to Zavla dla zasady nie chciałaby. Zbyt upodobniłoby to ją to ludzi, których nie lubi :). Niektórzy w ramach buntu nastoletniego piją alkohol, inni nie chcą uczyć się czytać. A niektórzy pozostają w buncie nastoletnim całe życie 
Dzięki śliczne i pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Robercie, dzięki! Skoro ktoś wyłapał, to znaczy, że warto było :). A przy okazji, to akurat zgodzę się w tym z przedmówcami – haishi dałeś zalążek czegoś, co może być faktycznie SF, a nie tylko je udawać (co częste).
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bruce
Tak to odbieram. Każdy z nas może mieć taki “swój wspomnieniowy zjazd”, niekoniecznie na nartach. :)
Tak, zdecydowanie taki był mój zamysł! Zresztą, cóż zjazd zawsze nas w końcu doprowadzi na dół, gdzieś “stok” się kończy. Ale to jak zjedziemy, zależy już tylko od nas :)
Zakapiorze!
Powtórzonko, chociaż takie nieco cwane, bo czasownik bardzo nieregularny.
Prawda to, ale nie wiem, czy nie zostawię, bo nawet takie “prostackie” powtórzenie ma tu sens.
Hmm “Moja pierwsza dziewczyna, gdy uczyłem ją jeździć, miała na sobie podobne” coś takiego może? Chyba że faktycznie chodzi o jedną z wielu dziewczyn, ale pierwszą, którą uczył jeździć, ale i wtedy to ciut niezgrabne zdanie…
Słusznie, zupełnie niepotrzebne kobieciarstwo wyszło przez to :)
Dzięki wielkie za wizytę i opinię! (i za klika)
Guten Tag, Frau Holly!
To raczej nie jest błąd, ale w mojej głowie lepiej by wybrzmiał taki zapis:
→ Wokół mnie tylko góry – to ich świat, do którego wykupiłem czasowy wstęp.
Muszę jeszcze dojrzeć do myślników w zdaniach. Czynię to powoli, stad na razie zostanie przecinek.
Teraz da mi on ostatnią, ukochaną emocję.
Hm. Brzmi dziwnie, nienaturalnie.
Chciałabym zaproponować coś innego, ale nie potrafię, bo nie rozumiem w sumie tego zdania.
“Teraz, dzięki temu, ostatni raz poczuję ukochaną emocję.”
A tak?
Chodziło o to, że dzięki wykupionemu dostępowi bohater ostatni raz w sezonie poczuje upragnione emocje związane ze zjazdem na nartach. Że ostatni raz, wynika to z wcześniejszego wskazania, że to końcówka wyjazdu.
Ruszam powoli, delektując się pierwszym skrętem.
Oj rozbawiło.
ale ja mknę coraz szybciej, mniej krawędziuję.
Ekskjuz mi? ;p
Co to za dziwny twór?
Hm, no jest takie słowo, ale brzmi straasznie
Nieeee. Może w moim kręgu, ale tak się naprawdę mówi, a też zależało mi minimalnie na nomenklaturze narciarskiej. Będę bronił krawędziowania!
Purpurowo dość.
Czasami musi być :). Każdy sobie czasem poczuje purpurowo emocję.
Pojawiają się myśli.Wrócę za rok?Totalnie zbędne. Domyślamy się, że to myśli.
Totalnie słusznie.
Pierwszy wątek: zjazd jako metafora życia, podsumowanie wszystkich znajomości i relacji.
Drugi wątek: nostalgia za czasami minionymi, nieistniejącymi już znajomościami i zdarzeniami.
Trzeci wątek: przemijanie, niemożność cieszenia się chwilą, bycia głową tu i teraz, a nie w przyszłości czy przeszłości.
Dobrze to wylistowałaś. Oczywiście niemożnością jest, by było to wyodrębnione, bo właśnie o to chodzi, że strumień myśli płynie i gładko się zmienia. No i reset na końcu :)
Dużo jak na szort! Ale nie czuję się przytłoczona, wręcz przeciwnie. I to jest dowód na to, że pisarsko rozwijasz się przerażająco szybko, warsztat jest wyśmienity.
Nie chcem przerażać! Strach to mała śmierć, jak pisał Herbert!!! Acz miło, choć nie wiem, czy to rozwój, czy poszerzanie repertuaru :)
Kliknęłabym z przyjemnością, ale się spóźniłam.

Dzięki i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Zdecydowanie przyjemniej się na to patrzy. Aczkolwiek ja końcówki wciąż nie łapię na tyle, by mnie to satysfakcjonowało. Ale to może być moja wyjątkowa ułomność, bynajmniej nie wykluczam 
Dodam jeszcze, że mamy na Portalu takie coś jak “betalistę”. Polecam sobie w Hyde Parku doczytać, bo to bardzo przyjazna rzecz dla poprawy tekstów przed publikacją :)
Powodzenia!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Marzanie,
rozumiem. Dla mnie ta nagła emocjonalność Nili była o tyle zaskakująca, że wcześniej wydawała się niemal stoicka – nie rozpaczała po śmierci rodziców i nie płakała nad swoim losem. Oczywiście, mogło coś w niej pęknąć, ale jakoś nie przemawiało to do mnie, nie uzasadniało przełamania jej silnej woli. Ale to oczywiście szczegół, schemat jej postaci jest solidny, a taki przypływ emocji można po prostu zrzucić na cel przesłania. Poza tym jest dzieckiem.
Chciałem napisać coś prostego, w czym może się odnaleźć wielu różnych czytelników.
Też mądra motywacja. Jeszcze swojego nie pisałem, więc się odrobinkę zainspiruję :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
marzan – Rzeka
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Marzanie,
czytałem jednym tchem. Ostatecznie mam dwojakie przemyślenia.
Z jednej strony przedstawiłeś w sumie niewiele fabuły, a wszystko jest dość przewidywalne.
Z drugiej, ewidentnie bardziej postawiłeś na styl niż na pomysł.
I się obroniłeś!
To po prostu dobrze się czyta, a lektura satysfakcjonuje. Taki styl “Małego Księcia” troszeczkę. Wszyscy bohaterowie są dobrzy i mądrzy, choć wiążą ich pęta ich rzeczywistości.
Jedyne, co mnie zatrzymało, to ta reakcja dziewczynki na końcu:
– Nie! Mam… tylko jego, a on… tylko mnie! – Nila na przemian łkała i szczękała zębami z zimna.
Nie odczułem aż takiej zażyłości tej dwójki. Owszem ona była i była silna, ale aż tak, by formułować stwierdzenie “mam tylko jego, a on tylko mnie”? Tego nie odczułem dostatecznie, stąd akurat ta emocjonalność wydała się nieco sztuczna.
Niemniej, opisy – szacunek. Piękne. Fabuła – nieduża, ale sensowna. Przesłanie – proste, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Bohaterowie – dość wyraziści, by byli ciekawi.
Na koniec jeszcze refleksja i pytanie. Czy taki styl dobrałeś celowo do konkursu malarskiego? Bo mam wrażenie, że akurat fabuły w Twoich tekstach zawsze było sporo, a tutaj postawiłeś na inne walory – wydaje mi się, że właśnie bardziej “obrazowe”. Bo to opowiadanie jest bardzo “obrazowe”.
Pozdrawiam, klikam i powodzenia w konkursie życzę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Zakapior zakapiorzył już powyżej, zatem u mnie krócej.
Faktycznie popraw ten zapis dialogów na półpauzy zamiast dywizów i daj spacje przed, usuń kropki, gdzie nie potrzebne. W sekcji “Hyde Park” znajdziesz serię poradników, które są ogromnie przydatne w zakresie dialogów i innych. Polecam skorzystać.
Masz sporo powtórzeń czasowników. Warto to zmienić. Polecam czytanie na głos, łatwiej wyłapać.
Podobnie zaimki, nie wszystkie są potrzebne. Dobrze zadać sobie pytania, czy dany zaimek, zwłaszcza dzierżawczy, faktycznie coś wnosi.
Historia jest o czymś, to na plus. Równocześnie jednak nie wiemy do końca, o czym, brakuje jednoznacznego wyjaśnienia. Jakiś eksperyment, jakieś poświęcenie materiału ludzkiego. Wszystko jakieś, ale nigdzie nie wiem, co to dokładnie znaczy. Niedopowiedzenia są super, ale nie mogą być większością.
Storytelling też trochę kuleje, bo masz miejsca, gdzie zdecydowanie należałoby podbudować napięcie, zrobić krótsze zdania, wpleść mroczne szczegóły.
No i liczebniki. Zapisujemy słownie.
Gratuluję debiutu, fajnie, że przybyłeś na Portal. Czytaj, pisz i korzystaj!
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Fajna bajka, choć bardzo klasyczna. Właściwie wszystko jest przewidywalne, ale wykonanie na tyle solidne, że czyta się nieźle. Niczym nie odstępuje znanym i czytanym bajkom.
W komnacie małej księżniczki na poczesnym miejscu na kominku siedziały obok siebie dwie drewniane lalki
Może “nad kominkiem”? Żeby uniknąć na-na.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Znowu będzie tasiemiec…
A se nie nabiję komentarzy własnych pod tekstem 
Michaelu,
To żaden błąd, ale zastanowiło mnie. W końcu nie płacimy górze, żeby móc z niej zjechać, tylko ludziom, którzy sobie roszczą do niej prawa. Podumałem chwileczkę.
Stąpasz po cienkim lodzie urażenia góralskiej dumy. Tyrolskiej zapewne również.
Niemniej, ciekawie dumasz. Zbyt krótki tekst, by jeszcze taką refleksję dodać. Choć może to właśnie jest takie skłaniające do przemyśleń w górach? Że one nigdy nie będą nasze, choćbyśmy hotel na szczycie postawili?
Fajne! Metaforyczne.
Yay, moja zmyślna koncepcja się sprawdziła. To była jedna z tych metafor, że jak wymyślisz, to puścić nie chcesz :)
Metaforyczny tekst, dobrze napisany. Troszkę jakby oniryczny. Emocjonalny. Trafiłeś w moje gusta idealnie, można się zatrzymać i chwilkę podumać.
Oniryczny :). Nie sądziłem, że kiedykolwiek mój tekst zostanie tak nazwany, ale to celne.
Dziękuję Ci bardzo
. Klików nigdy za wiele, zachowam sobie, oddam do banku, może się rozmnożą na lokacie?
bruce,
Szanowny Autorze – efekt jest genialny!
Daleko idące słowa, ale niezmiernie mnie cieszące
. Dziękuję!
Reg, bardzie,
Beeeecki, jak zwykle miło mi, że mogłam się przydać, a przy okazji ucieszyć Barda.
Jestem ucieszony, potwierdzam :)
Amen! 
Pewnie tak, tyle że ja byłam zdumiona, że pokazałeś wiele migawek z życia, a przecież taki zjazd nie trwa zbyt długo. :)
A niedługo to czasem całkiem sporo, jak na nasze zabiegane życia :)
Koalo, dziękuję! Dobrej się licencji domisiowałeś!
Finklo, też mi się tak pierwotnie wydawało, że bardziej wyszła metafora, zwłaszcza, że przeważnie ładuję klasycznym fantasy, a tu żadnego elfa czy orka.
I wolałabym wędrówkę jako metaforę życia – przy zjeździe jest cały czas w dół, a w życiu niekoniecznie.
Heh, prawda. Ale “wędrówką jedną życie jest człowieka” to już taki oklepany przez lepszych ode mnie motyw :). Chyba, że wędrówka w butach narciarskich, ale byłaby to metafora bardzo ciężkiego życia.
Bolly,
bardzo się cieszę, że nie umniejsza. Jest chyba na tyle, by być akceptowalnym portalowo, a cóż, refleksjami też dzielić się trzeba. Dzięki!
Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Maćku,
kurczę, tak krótko, a tak dużo. Doceniam odwagę poruszenia tego tematu. Nie wiem, czy wiernie oddałeś, to co dzieje się w głowie ludzkiej, pociągając za najniższe instynkty, które ma każdy. Być może. Powiedziałbym, że “bardzo ciekawe”, ale nie wydają się to właściwe słowa.
Po prostu nie wiem, czy lepiej mówić, rozmawiać, czy lepiej zostawić choć w pewnym zakresie milczenie wobec strasznych krzywd.
Nie podejmę się oceny.
Co do biblioteki, tak jak przedmówcy.
Ale jeszcze raz, odważny tekst. Z mojej strony ważny, ale nie mnie to oceniać.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
I przepraszam za zbiorczego tasiemca powyżej, ale każdy sobie wyodrębni bez problemu 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ojejku, ale Was tu przybyło. Super 
bruce 
bardzie
Ostatnio poprawiam swoje stare opowiadania, może znowu je wrzucę na portal, i poprawianie czyiś opowiadań bardzo mi pomaga w krytycznym spojrzeniu na własne teksty – więc też mam w tym interes ;)
Ooo fajnie! To będzie ciekawe. Interesujące podejście, choć ja to chyba zawsze najwięcej uczę się z komentarzy Reg pod moimi tekstami 
Dzięki wielkie!
No i płynnie przechodząc,
Reg
Ostatni raz wyjechałem na szczyt. Wokół mnie rozpościera się mroźny, alpejski krajobraz ośnieżonych gór. → Czy zaimek jest konieczny? Skoro wiemy, kto wjechał na szczyt, to wiadomo, wokół kogo rozpościera się krajobraz.
Prawda to. Bard będzie szczęśliwy, wypadło kolejne “mnie” :)
Wszystko racja, poprawiłem.
Beeeecki, nie mam pojęcia o jeździe na nartach, ale „Ostatni zjazd” dał mi pewne pojęcie o sprawie. Nie przypuszczałam, że podczas jazdy można dostrzec taki szmat przeszłości i tak fajnie o wszystkim opowiedzieć.
Tak jak napisałem do bruce, myślę, że każdy ma kilka takich czynności, które przeżywa w sposób wyjątkowy, przy których głębsza refleksja przychodzi jakby naturalnie. Czasami tylko nie myślimy, żeby to opisać. Tutaj wszystko naprawdę powstało podczas zjazdów (choć nie tylko ostatniego – tę dramaturgię dodałem
).
Dziękuję za odwiedziny!
Maćku
taki trochę faktycznie tekst w Twoim stylu mi wyszedł, tym fajniej, że wpadłeś :). I tym bardziej mnie cieszy Twoja opinia, bo na takim pisaniu znasz się znakomicie. Dzięki!
Berigu
cieszę się, że tak to odebrałeś. I tym lepiej, skoro jesteś jeszcze przed, zazdroszczę! Chyba każdemu w głowie coś przygrywa podczas zjeżdżania
. Dzięki za odwiedziny! (i miłego wyjazdu, gdy on nastąpi!)
melendurze
hehe właściwie Twoje oczekiwania są pochwałą dla moich innych tekstów, więc dziękuję. To oczywiście bardziej pojedynczy wyskok w stronę takich nostalgicznych rozważań, fantasy jest domniemane i podstawowe, proszę się nie martwić!
Cóż, czasem człowiek po prostu się zamyśli, z dala od wszystkich elfów, orków, wiedźminów i tak dalej… Rzadko, ale bywa :)
Nostalgia pisania przez przedstawicieli płci męskiej też potrafią być ciekawe, bo się uczuć domyśla z wydźwięku zdań , a nie dostajemy ich na tacy i to jest ok :]
A i to ciekawe spostrzeżenie. Męska nostalgia wiadomo specyficzna, faktycznie wprost nie wypada wszystkiego mówić, a przecież też się zastanawiamy, rozważamy, wspominamy. Ale potrzebujemy jakiejś metafory, by to przedstawić. Interesujące :)
Dzięki za wizytę i klika!
Wszystkim Wam bardzo dziękuję! Humor przed powrotem do roboty poprawiony 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Droga Reg,
poprawki naturalnie wprowadziłem – bardzo dziękuję, z żadną się nie kłócę, niewątpliwie poprawiają opko. Co więcej, nawet poprawki, które były w zdaniach nawiązujących do piosenek, wyszły lepiej, także podwójne gratulacje :).
No i jak zawsze się czegoś nauczę. “Feeria” fajne słowo.
Ogromnie się cieszę tak pozytywną opinią od Ciebie. Jeśli tekst poprawił dzień, to spełnił swój cel i jestem z tego bardzo zadowolony 
Mnóstwo tu absurdu, niecodziennych zdarzeń, zaskakujących zwrotów akcji i doskonałej jakości humoru, więc jestem pewna, że ta opowieść zaprzątnie mi pamięć na dłużej.
Lubię bardzo dostawać takie komentarze, dają mnóstwo satysfakcji. Naprawdę!
Dziękuję Ci bardzo i serdeczniutko pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ambush
Przez moment myślałam, że całość zakończy się wypadkiem i to będzie ten ostatni zjazd.
Myślałem o tym, ale mogłoby lekko skierować w stronę komizmu, a tego chciałem uniknąć.
Moje dzieci marudzą, że nie byłyśmy w tym roku na nartach, chyba dam im to do przeczytania, niech mają swój sezon!;)
Hahah, z jednej strony byłbym zaszczycony, z drugiej, nie wiem, czy chcę się stać takim narzędziem rodzicielskiej represji :). Choć wbrew tekstowi sezon jeszcze nie skończony, pisane raczej dlatego, że karnet skończył mi się przedwczoraj 
Dzięki śliczne za wizytę!
bruce
jest mi ogromnie miło, że tekst tak do Ciebie przemówił, tym bardziej, jeśli nie masz doświadczenia narciarskiego. Choć pod narty zapewne można podstawić dowolną aktywność, która daje poczucie wyzwolenia z codzienności. Tutaj akurat to miałem na bieżąco, pisząc na świeżo po powrocie z wyjazdu.
Zresztą to chyba pierwszy mój tekst bardziej od strony emocjonalnej niż wyobraźni fantastycznej jako takiej.
Powinnam zachichotać teraz niekulturalnie, wręcz złośliwie, bo u nas ferie dopiero się zaczęły, lecz tego nie zrobię. :)))
No cóż, jakoś to przeżyję
. Wasze ferie zanoszą się zatem mroźne, ale za to prawdziwie zimowe. Jako ciekawostkę dodam, że w Austrii śniegu było mało, a temperatury zdecydowanie wyższe niż u nas.
Podwójny kliczek, powodzenia, pozdrawiam serdecznie. :)
Yay! To chyba moje pierwsze w historii zgłoszenie nominacyjne! Szczerze, to zupełnie się tego nie spodziewałem, ale cieszy :)
Poprawki oczywiście naniosłem.
Bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
bardzie
cieszę się, że wpadłeś i bardzo dziękuję, że tak szczegółowo pochyliłeś się nad, w sumie skromnym, opkiem. Nie do wszystkie odnoszę się poniżej wprost, ale to w większości dlatego, że po prostu przyjąłem Twoją sugestię.
W tekście jest trochę za dużo “się” i “mi” postaram się to wyłapać :)
Nie wrzuciłem w zaimkomierz i tak to się kończy :)
Nie wiem czy na finiszu jak skończy zjazd, czy chodzi o to, że to finisz jego zjazdów dzisiaj. To “na finiszu” bym usunął.
Tutaj zmieniłem – chodzi o to, że, po ludzku, głupio jest złamać nogę na ostatnich skrętach wyjazdu narciarskiego :)
Stok jest coraz bardziej stromy ale nie zwalniam. – Wiemy, że stok jest stromy więc będzie szybko zjeżdżał ale dorzucasz, że mknie ( co już podkreśla prędkość), za chwilę, że szybciej. W drugim zdaniu, że nie używa krawędzi do hamowania ale i tak jeszcze dowalasz, że się rozpędza :D. Wiem już. Można to uprościć.
Zgoda.

Acz aliteracja wyszła fajno moim zdaniem.
Zastawiłbym albo “kątem oka” albo “przez gogle” i jeśli kątem oka to chyba z boku już jest niepotrzebne.
Zostawiam kątem oka i przez gogle, bo oba podkreślają ulotność i ułomność takiego spojrzenia, ale usuwam “z boku”.
Przywodzi na myśl tatę, który wszystkiego mnie nauczył. Jego cierpliwość, wiedza i poświęcony czas zbierają teraz plon w postaci
mojegoeleganckiego zjazdu.
Długo się wahałem, czy będzie jasne, że chodzi o ten zjazd tu i teraz. Ale w sumie napisałem “teraz”, więc mnie przekonałeś.
A też lubię :) Into My Arms Nicka Cave’a. Musiałem sobie odświeżyć ale za to odkopałem Loverman, o mamo jaki ten kawałek jest dobry :). I pewnie już wiesz, że w Nicku cenię sobie te bardziej mroczne kawałki, choć Into My Arms nic nie brakuje :)
Właśnie dzięki tym mrocznym, te bardziej spokojne wchodzą jeszcze lepiej! Gość zresztą ma niezwykły głos: raz potrafi być ultrademoniczny, a w innym kawałku kojący.
Może -Nie mam zamiaru zwalniać, ale kilkuosobowa grupa stoi w poprzek – blokuje czysty przejazd.
I słuszne to.
Nie przed każdym jednak świat się rozstępuje.
Fajne porównanie ale może – Nie przed każdym świat ustępuje
Wiem, że się uparłem na tę metaforę z Mojżeszem, ale jak ją wymyśliłem, to nie mogłem odpuścić. A dla pełnej mojżeszowości chciałbym zostawić “rozstępuje”.
Zniesmaczenie zostawiam za sobą, staram się cieszyć.
Coś bym tu zmienił. “ Próbuję znów cieszyć się jazdą”
A widzisz, miałem tak pierwotnie, potem zmieniłem. Masz rację, wraca taka wersja.
Już jutro przyjdzie znowu szarość, wieczne niedosięganie do ideału. Frustracja. Smutek. Rozgoryczenie.
Jutro znów przyjdzie szarość, wieczne niedosięganie do ideału – frustracja, smutek, rozgoryczenie.
A taki zapis coś zmienia? Bo szczerze podoba mi się z równoważnikami, gdzie kropka daje większą pauzę niż dywiz.
Pozna swój błąd po moim nagłym hamowaniu krawędzią.
Nie wiem czy warto psuć obraz bohatera taką wredną zagrywką. No i “swój”. Ja bym usunął to zdanie. Albo Odwdzięczę się nagłym hamowaniem/ zajeżdżając drogę. Zdecydowanie bym usunął :P
Bardziej chodziło mi o oddanie tego uczucia. Bo właściwie ta komunikacja przebiega niewerbalnie, słyszysz czyjeś hamowanie już po zajechaniu drogi. Więc nie chodzi o rewanżyzm, ale o świadomość, która przychodzi z opóźnieniem. Delikatnie zmieniłem, może teraz jest jaśniej.
To końcówka. Końcówka końcówki. Następnego zjazdu nie będzie.
To koniec – następnego zjazdu nie będzie. – chyba brzmi mocniej bez powtórzeń.
A widzisz, dla mnie odwrotnie. Pozwolę sobie w tym jednym miejscu zostawić powtórzenie jako zabieg “artystyczny”. Dodatkowo podkreśla, że zbliżamy się do “końca końca”, tak po churchillowsku to ujmując :)
Gubię się pomiędzy bezlitosną potrzebą docenienia trwającego momentu, a próbą nadania tej chwili jakiejś większej, metafizycznej wartości.
A to jest bardzo fajne :)
Trafiłeś, bo chyba z tego zdania jestem najbardziej zadowolony.
Tu mam problem. Najpierw ciał wykonuje wyuczone ruchy i przezwycięża muldy ale za chwilę traci kontrolę. Następnie wchodzi zamieszanie w głowie – ale porównanie do muzyki jest zbyt nagłe, wcześniej nic o tym nie było. I na koniec czuje, że upadnie i nie może nic z tym zrobić ale co z podświadomie wyuczonymi ruchami, już nie działają. Ja bym to uprościł.
Prawda, troszeczkę zmieniłem, ale inaczej. Wątek melodii by wcześniej przy Cave’ie, ale dodałem też jedno zdanko. Do pewnego stopnia chciałbym to zostawić w takiej formie, bo odpowiada mojemu własnemu uczuciu, gdy nagle, brzydko mówiąc, w trakcie jazdy wszystko zaczyna się pieprzyć i na raz gra mi kilka utworów w głowie :)
Rozglądam się po stoku. Nie ma na nim nikogo. Grupy, dziewczyny, przyjaciela, dziadków. Taty. To mój stok i mój zjazd.
Rozglądam się po stoku – jest pusty. Nie ma grupy ludzi na półce, dziewczyny, przyjaciela. Taty. Ten stok i zjazd – są moje.
Jw. w zakresie pauz i powtórzeń. Generalnie zgadzam się, żeby ich nie było, ale tutaj też chciałbym zostawić.
Wymieniasz od najmniej ważnych – i prawidłowo dziewczyna jest niżej niż przyjaciel ;D
Pierwsza dziewczyna! Zresztą takowej nigdy nie uczyłem jeździć :). Obecna jest oczywiście najważniejsza (tym bardziej, że jej to będę podlinkowywał, więc niech wie, że jest najważniejsza!
).
By dokończyć ostatni zjazd.
ostatnią trasę?
Zostawiam “zjazd”, bo jestem ciężko uzależniony od klamr kompozycyjnych, więc chciałbym zachować harmonię z tytułem i początkiem.
Noiśmy dobrnęli, chyba wszystko. Bardzo dziękuję, doceniam, że tak się w to wgryzłeś!
Bardzo fajny pomysł na przedstawienie, życia w postaci zjazdu na nartach. Nie tylko poznajemy bohatera ale szort ma mocny metafizyczny sznyt :)
Cieszę się :)
Podoba mi się – chyba zostałeś natchnięty “Utopię waszą utopię” czuć tu podobny klimat :).
A może podświadomie trochę, zwłaszcza, że Utopię betowałem i nawet któryś komentarz przy niej pisałem wyjeżdżając gondolką :)
Dalekopatrzacy
bardzo mnie ucieszyła Twoja opinia, “świetne” to już bardzo mocne słowo :). To ja dziękuję za odwiedziny!
Serdecznie pozdrawiam Was wszystkich!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jasne, rozumiem. Tym bardziej się cieszę, że uznałaś lekturę za satysfakcjonującą :)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Witaj chalbarczyk!
Ponownie, jest mi niezmiernie miło, że takim ciągiem czytasz moje teksty. Jest to laurka dla mnie jako autora, na którą nie wiem, czy zasłużyłem. Ale też po to przybyłem na Portal, by ktoś zechciał je czytać z zaufaniem do ich jakości. Dlatego doceniam bardzo 
Bezbłędnie to wyszło!

nocny strój ma swoją nazwę :)) można tak: Krążyła po saloniku w dezabilu.
No i wprowadzone! Piękne słowo.
O ile się nic ostatnio nie zmieniło, balans to tyczka linoskoczka. Pewnie lada chwila zmieni znaczenie, ale dla mnie wciąż w znaczeniu równowagi brzmi kolokwialnie.
Słuszna uwaga. Jeśli dobrze sprawdziłem, to faktycznie w rzeczowniku oznacza to wyłącznie tyczkę.
Jakby było więcej opisów bohaterek, biblioteki (zwłaszcza biblioteki z tą roślinnością), dworu i ogrodu – nie narzekałabym :)
Jak to się mawia, “noted” Droga Czytelniczko
. Tworząc dalsze teksty ze świata mam na uwadze, co się podoba i czego więcej trza! Dobrze, że mówisz!
Dziękuję serdecznie i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
dawidiq150 - Hotel dla złych
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Dawidzie vel. Towarzyszu Obrazu (bo wybraliśmy ten sam)!
Mam nieco odwrotne wrażenia niż Storm :)
Tekst jest najlepszym, jaki czytałem w Twoim wykonaniu. Jeśli chodzi o pomysł, spójność elementów, kreatywność i logiczność. Wszystko gra i jest naprawdę ciekawe. Pomysł z hotelem dla typów spod czarnej gwiazdy – proste, ale sensowne. Kuba Rozpruwacz, też oczywisty bywalec takiego przybytku. I bardzo dobry początek, od razu w środku akcji.
Klasycznie dla Ciebie dużą część opowiadania zajmuje oprowadzanie bohatera przez “lokalsa”. Nie jest to złe, choć nie porywa. Wydaje mi się, że też niepotrzebnie rozwijasz każdy opis – część z nich nie ma żadnego znaczenia, a przestrzeń, którą na nie poświęcasz, można wykorzystać przy rozbudowaniu innych – dla klimatu, klamr kompozycyjnych itp. Fabularnie też w sumie niewiele się dzieje. Mnie twist na końcu nie urzekł, bo nie wiem, co on miał oznaczać. Nie miał dla mnie żadnego głębszego przesłania, poza tym, że diabelscy inżynierowie popełnili błąd. Można to było rozwinąć w stronę jednak jakiejś sprawiedliwości i kary, której się nie spodziewali.
Natomiast kolejny raz muszę przyznać, że masz świetną wyobraźnię i łatwość w jej prezentacji.
W tekście masz trochę niedociągnięć np. zaklną, choć, braki przecinkowe. Redakcyjnie jest trochę do poprawy, może ktoś Ci to fajnie wylistuje, ja niestety nie dam rady.
Jednym słowem – brawo, nieźle wykorzystany obraz, wątpię, bym ja zrobił to podobnie kreatywnie, choć, co ciekawe, mam pod pewnym kątem zbliżony pomysł.
Klikam, pozdrawiam i trzymam kciuki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
chalbarczyk
właściwie, to chyba najlepszą weryfikację mi robisz, czytając pod rząd teksty. I sama okoliczność, że Cię to nie odrzuca, jest sporym wyróżnieniem.
No i oczywiście cieszę się, że się podobało! Miało być lekko i z humorkiem, a że przesłanie jakieś wyszło… no zawsze takie coś wcisnę :)
Bardzo sympatyczny, ze sztuką napisany szorcik!
Och, jeszcze “ze sztuką”, to już naprawdę miłe słowo!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Dzień dobry chalbarczyk,
hurmem ruszyłaś na me teksty, co tylko mi chlubę przynosi :)
Nie sztuka zarobić złoto, jak to mówią, sztuka je wydać.
O to, to!
Można z bohaterem się utożsamić. Jak najbardziej.
Właśnie tak mi przeważnie, po kafkowsku wychodzi, że wśród absurdu postawić należy bohatera racjonalnego. Chyba kontrastowo podkręca on absurd, czy coś takiego, nie jestem ekspertem :)
Bardzo dziękuję za wizytę i dobre słowo!
Michaelu,
Zzuj bucik i zstąp na fotele 
Rad jestem, że trafiło do Ciebie.
Też miałem takie myśli, że robisz niezłą parodię Tolkiena.
A najlepsze to, że ja naprawdę tego Tolkiena nie miałem w głowie! To znaczy oczywiście, jako jakiś kanon high fantasy, owszem. Szczerze, to ten tekst zaczął się od tego, że miało być pół orka oraz połączenie 42 z “Autostopem przez galaktykę” oraz 44 z “Dziadów” (więc wyszło to pierwsze plus średnia z tych drugich).
Wyśmienicie mi się czytało, akurat na wieczór, żeby humor był jeszcze lepszy!
Błędów żadnych nie wyłapałem, ale też nie szukałem za specjalnie, dałem się porwać absurdowi.

A mimo, że z zamysłu chcę zawrzeć w nich jakąś refleksję to pod koniec dnia wychodzi, że po prostu tak dobrze się bawiłem, że zapomniałem o tym haha!
Ja mam jakiś wewnętrzny przymus wkładania głębszych refleksji nawet do humoru. Pewnie zbyt silne wychowanie na Monty Pythonie, bo oni zawsze przemycali całkiem głębokie myśli pod absurdalnym humorem. Stąd jakieś rozmyślanie o naturze ewolucji społecznej, kapitalizmu i przeznaczenia.
Nie widzę przeszkód, żeby postawić na komedię w konkursie, chociaż rzeczywiście, wybrałeś obraz, który ciężko zinterpretować w komediowy sposób. Do odważnych świat należy!
Oj myślę, że nie będzie przesadnego humoru, jeśli nie odstąpię od pierwotnego pomysłu. Humorystyczne będzie co najwyżej moje staranie, by zdążyć w terminie.
Fantomowy klik!
No i czy to nie jest kapitalny tytuł na jakiś tekst? ;)
Dzięki za odwiedziny!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem bardzie!
Opowiadanie kojarzyło mi się z “Grą Endera”, choć opisy misji są jak z “Gwiezdnych Wojen”.
No i po co ja mam pisać komentarz, skoro marzan tak celnie ujął to co chciałem powiedzieć? 
Ale próbując napisać coś od siebie: początek nieco się dłużył, ale to jak w każdym filmie wojskowym w stylu: konstruowanie ekipy i kariery + misje + ostateczna misja. Momentami gubiły mnie liczne przeskoki. Jakby nie patrzeć, opowiedziałeś bardzo dużo, więc drobne niedopowiedzenia musiały się wkraść.
Że do takiego tekstu zaprzęgłeś akurat ten obraz… ciekawe.
Jak wyżej wskazano, widać do czego to zmierza od pewnego momentu – to chyba, Mistrzu Horrorów, zostało z Twojego klasycznego gatunku, gdzie świadomość i nieuniknioność potęgują strach i napięcie. I tutaj nie widzę z tym problemu, dla mnie to właśnie jest intrygujące – bohater wie o klątwie, ale mimo to tak kończy.
Jak zawsze, czytało się pysznie.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Mam mieszane doznania po lekturze, ale (spoiler) zdecydowanie przeważają te pozytywne.
Jest to tekst nafaszerowany wręcz artystycznym zapisem. Momentami wypada to kapitalnie, Twoje opisy są plastyczne i zgrywają się w płynny opis wydarzeń, przedmiotów, osób i myśli. Pięknie to płynie. Co podoba mi się mniej, to powtórzenia, które widać, że stosujesz celowo. Czasami bym je przeżył, ale jest ich dla mnie za dużo. Aczkolwiek, być może kogoś innego urzekną w pełni, to subiektywne.
Stosujesz też sporo nazw własnych – ale – robisz to zręcznie i nie przeszkadza mi to wcale. Ale mogłoby męczyć na dłuższą metę.
Fabuła jest nieprzesadnie wyrazista, ale pasuje to do stylu i języka. Być może w dłuższej wersji by to przeszkadzało.
Operujesz właściwie prostym schematem: postać w formalnym porządku, który akceptuje – przełom – poznanie nowego – rozwiązanie. Przy czym wybrałeś niezły finał, spinający wszystko. Do tego pomysł jest naprawdę oryginalny.
Jednym słowem: gratuluję!
Nie zdziwię się, jeśli opowiadanie zostanie bardzo wysoko ocenione konkursowo.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za fascynującą lekturę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
No dobra, jam młody, to dla mnie Tyś jest wzorem 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Sto komentarzy, uhuhu, no toś Michaelu dyskusję zrobił. Ale to najlepsza laurka dla tekstu o takiej tematyce. I to mnie bardzo przekonuje – owocna dyskusja na becie, jeszcze bardziej płodna tutaj, oznacza, że tekst nie tylko pobudza, ale też zmusza wręcz, by się wypowiedzieć, bo przecież nie zawsze tak rozlegle rozmawiamy, nawet gdy tekst nam siądzie.
To mnie ostatecznie przekonuje, żeby tego półTAKa dać
.
Naprawdę brawo, myślałem, że tylko Finkla ma takie zdolności wyciskania komentarzy :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
MichaelBullfinch: Utopię waszą utopię
dyżurny
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
chalbarczyk – Miasto pogranicza
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem chalbarczyk!
Miło Cię widzieć po przerwie!
Tekst bardzo mnie wciągnął, jest oryginalny i bazuje na przeciekawym pomyśle. Dwa światy, z dwóch epok, oddzielone tajemniczą bramą. Skojarzyło mi się z “Gwiezdnym Pyłem”, ale też trochę z Murem Berlińskim. Do tego super klimat bohaterów i wartości, którymi się kierują oraz dobre wykorzystanie historii.
Natomiast sama opowieść fabularna, choć trzyma w napięciu, to jest trochę chaotyczna. Dużo się dzieje na raz i trudno to sobie jednoznacznie połączyć. Ostatecznie mam wątpliwość, dlaczego ludzie przenikali przez bramę? To byli agenci Oświeconego? Jakoś mi to umknęło. Stąd pewien problem mam z tym tekstem.
Niemniej, dobrze się to czytało. Łapanki nie zrobiłem, w kilku miejscach może bym się zastanowił, ale ogólnie napisane bardzo poprawnie. Kilkam
Pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Czarna2!
To oznaczało, że mogliśmy zobaczyć niebezpieczeństwo z daleka, ale również widziano i nas.
Chyba albo “również”, albo “i nas”. Jedno i drugie wskazuje na porównanie.
Po kilku próbach udało się.
Lepiej nie kończyć zdań na “się”.
Mężczyzna prychnął, ale opuścił broń.
Dziwne jest nagle powiedzenie o ojcu “mężczyzna”. Generalnie lepiej unikać mnożenia określaczy.
Wypełzłam z namiotu, cały czas zastanawiając się nad losem wilka. Po cichu zasunęłam zamek namiotu i ruszyłam w stronę miejsca, gdzie znaleźliśmy basiora.
Powtórzonko.
Co do tekstu, to mam pewien zgrzyt. Z jednej strony narracja i fabuła wydają mi się dość rustykalne. Chciałbym więcej, dla klimatu, dla napięcia, dla fabuły. Z drugiej, to krótki tekst, a przekazałaś całkiem spójną historię, budując punkt kulminacyjny. Zabrakło mi trochę większych emocji głównej bohaterki, pomogłyby. Absolutnie nie jestem też fanem w kilku miejscach nagłego czasu teraźniejszego. Dla mnie to jednak albo albo, chyba, że coś jest wyraźnie wypowiedzią lub myślą.
Niemniej, interpretacja obrazu ciekawa.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Melendurze!
Zapowiedziałem, oto jestem.
Karczma „Zimorodek” nie była przybytkiem dla byle kogo, a już na pewno nie dla kogoś, komu z dziurawych butów wystawała słoma, a w sakiewce niepodzielnie rządziła pustka.
Czy to trochę nie nadmiar, jak na pierwsze zdanie?
Utrzymywał się aromat pieczonej gęsi, zamorskiego cynamonu i twardej waluty, która w Novigradzie miała woń szczególnie intensywną, jakoby sam fakt jej posiadania nobilitował posiadacza skuteczniej niźli tarcza herbowa, choćby i nadana przez samego króla Vizimira w chwili wyjątkowej, a rzadkiej u monarchów łaskawości.
Gdzie się utrzymywał aromat? W sakiewce? Może jednak “w środku”?
na wpół zjedzony pasztet z zajęcy, z którego Pankratz wydłubywał co smaczniejsze kąski
Dla mnie tu jest niestrawnie dużo “z”. Trudno mi to przeczytać.
Mieszka tu niedaleko, w jednym z zaułków, tam gdzie rybi smród wciska się pod powieki.
Na tym etapie mogę już śmiało powiedzieć, że gawęda i ironia narratora jest smaczna (widać inspirację AS), ale ten fragment jest dziwny → jak wciskał się smród, to do nozdrzy.
Radomir zwijał się w błocie, trzymając się za krocze z wyrazem twarzy sugerującym, iż właśnie przewartościował swe priorytety życiowe. Radomir niestety nadal był oporny, więc wiedźmin uznał, że czas zmienić taktykę.
Powtórzenie?
Skrzyniarz poleciał w tył, rąbnął o kamienną ścianę składu z siłą, która winna skruszyć człekokształtnym stworom kości, ale ta bestia, nie posiadała kośćca w ludzkim rozumieniu.
Pokraczne zdanie. “(…), ale bestia najwyraźniej takowych nie posiadała” i chyba prościej?
Przechodząc do fabuły, muszę na wstępie zgodzić się z Tobą:
Jest to opowiadanie fanowskie ze wszystkimi wadami i zaletami tego typu opowidań.
W tekście widać mocno elementy fan-fika. I dla mnie to wada. Nie chodzi tu nawet o zapożyczenia, ale o to, że mało wyjaśniasz i rozbudowujesz w tekście poza fabułą. Jest to ryzykowne o tyle, że też dla poznania charakteru Koendrada musimy czytać pozostałe opka, a to nosi znamiona fragmentu. Uważam, że elementy rozwoju postaci, opisu działania magii, opisów miejsc mógłbyś umieszczać więcej w każdym opowiadaniu. Nawet jeśli będą to powtórzenia z poprzednimi tekstami. Wymyślisz sposób, by zrobić to nie w 100% tak samo.
Co do samej fabuły, to schemat wiedźmin – potwór zawsze działa, a tutaj dodatkowo go urozmaiciłeś. Bo na potworze się nie kończy, dodałeś nam sekcję zwłok, wątek młodego chłopaka oraz opowieść retrospekcyjną. Jak na te 17k znaków to dużo dodatków. Fajnie. Na minus, jakoś szybko mi przeszło samo zadanie, znalezienie skrzyni i jej pokonanie. Liczyłem konieczność większego heroizmu wiedźmińskiego. Ale chłop walczył ze skrzynią, może nie dało się inaczej :).
Na końcu trzeba docenić sprawne posługiwanie się stylizacją językową. Nie przeszkadza w odbiorze, widać, że umiesz to robić.
Podsumowując, mam sporo wątpliwości, co do tego akurat tekstu. Czuję w nim braki, niedosyt, że chciałbym przewrócić stronę i poznać kolejną przygodę, gdzie wyjaśnią się czarne plamy. Dobrze, żeby w kolejnych tekstach troszkę nad tym popracować. Z drugiej strony, jesteś konsekwentny w światotwórstwie i dokonujesz świadomego wyboru w takim pisaniu. Podoba mi się to. Tym bardziej, że ja w części swoich tekstów robię podobnie, bo mam ten swój wielki świat i przedstawiam go w krótkich wyrywkach. Tak pisząc, prawie zawsze wypadniemy gorzej niż samodzielny, spójny i kapitalnie napisany tekst, bez obciążenia “wolą pokazania uniwersum”. To trochę ciągnie pomysły w dół, ale nie o to chodzi przy “dzieleniu się twórczością”. Chcesz pokazać świat, robisz to nieźle, zdradzając też istotne kompetencje narracyjne.
Dlatego uważam, że prezentujący własne światy, powinni się wspierać. Ergo masz tego klika :)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
melendur88: Ostatni Gryf | Skrzyniarz
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Marszawo,
Heh, dobre skojarzenie! Ja tu akurat nawiązałam do Twojego nicku. :D
Ooo Tyyy! To jam sobie zasłużył na własne, prywatne powitanie????? Teraz to jak jakaś szycha się czuję 
Czołem betweenthelines,
fajnie, że wpadasz, dziękuję!
Wszystko o czym napisałaś bardzo mnie cieszy. Ostatecznie w końcu radość z czytania jest celem każdego autora. A jak “trzymało do końca” to już w ogóle.
Teraz będzie tylko dylemat przed następnym opkiem, czy trzymać tę konwencję, czy raczej tak jak w poprzednich tekstach hyhy. Chyba Michael mnie uratuje swoim konkursem, zmuszając do napisania po prostu na konkurs.
Pozdrawiam serdeczniutko!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bruce,
a to tam było
“– przecież ja nie jestem idiota.
– to się tylko pana zdaje” ? 
Bo to sobie zapamiętałem. Bodaj “Inkasent”, czyż nie?
Marszawo,

(ja przepraszam, ale mam tak jednoznaczne skojarzenie z tym przeciągniętym “dzień dobry”
)
Lubię te Twoje zabwne wstawki, takie jak: Wielki Synoptyk, wysiadywanie pradawnych głazów, uczeń „Czarek-Marek” i pojednawcze natarcie. :D
Marszawo droga, ja dla takich, jak Ty, je dodaję
. W sensie takich, co je zauważą. A że nie wszystko można zauważyć, to dodaję ich dużo. Może zbyt dużo.
Na samym początku było jeszcze pakowanie Świętej Nici w słoiki dla studentów, ale potem wypadło.
Przepłynęłam przez ten tekst, nawet nie zastanawiając się czy mogłabym się do czegoś przyczepić! :)
Jejku, bardzo mi miło!
Dziękuję! 
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
HollyHell91: Księżniczka zamknięta w wieży
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Holly,
ja już pobetowo, więc krótko.
Miałaś pomysł i udanie go wykonałaś. Wybrałaś intrygujący problem z przeszłości, w dodatku trafnie dobrałaś do niego narrację i sposób przedstawienia świata. Z pewnością tekst mógłby być dłuższy, a wtedy uniknąłby wielu zarzutów, bo miałby czas, żeby wszystko rozbudować.
Ale to miał być szort i tę decyzję należy uszanować.
Cóż powiedzieć, jeśli tak wygląda przełamanie niemocy, to strach się bać, jak wygląda owa moc. Choć w sumie chyba wiemy, patrząc po dwóch ostatnich miesiącach :)
Pozdrawiam serdeczniutko (klikam ofkors)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bruce,
czekamy na powrót Królowej!
Anet,
Dziękuję 
Finklo,
Nie zapinaj wrotek, jest dobrze, jak jest.
Czasem trzeba. Ale postaram się miewać odpięte :).
IMO, udatnie drzesz łacha z wysokiej fantasy. Palce lizać.
Pewien paradoks, bo jak coś piszę, to pewnie w okolicach high fantasy. Ale z siebie to też lubię się śmiać. Może nawet najbardziej.
Misię, i chcę więcej takiego nabijania z tworów Tolkiena.
Misię, że Cisię. Zamówienie przyjęte, termin realizacji: nieznany.
Dzięki za dobre słowo!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines
Podszlifuję swoje umiejętności z zakresu fantastyki i cóż, może znowu coś mojego pomęczy wasze oczy
I super!
Cóż, cieszy mnie, że uwagi uznałaś za przydatne. A tekstowi poświęciłem czas, bo było warto i tak czułem od pierwszych zdań :)
Masz rację, metafora z krwią w żyłach mogła zabrzmieć nielogicznie. W moim zamyśle chodziło o coś bardziej wizualnego niż biologicznego, oczywiście w kwestii samego obrazu, napis na płótnie był czerwony, a nadmiar farby powoli po nim spływał, jak krew wypływająca z rany i przesuwająca się po skórze. Chciałam podkreślić kolor i sposób w jaki ta farba się porusza. Natomiast, co do samej bohaterki, miało wybrzmieć, że patrząc na obraz zaczyna czuć jak w jej ciele przepływa krew. Dwa szczegóły wcisnęłam w jednej metaforze, trochę to przekombinowałam i zamiast napięcia wyszła nieczytelność.
A do tego się odniosę, bo ciekawe. Ja kiedyś byłem użytkownikiem lotnych metafor na wszystko. Ostatnio się przemianowałem na bardziej realistyczne środki stylistyczne u siebie, choć z lubością dostrzegam je w tekstach innych. Więc, nie, metafora nie zawsze musi być zgodna z jakąś tam rzeczywistością. Powiedziałbym, że dla mnie “plastyczność” ma największą wartość.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
też tak uważam. To nie ma znaczenia dla opowiadania. Tekst jest alegoryczny, balansuje między przypowieścią, mitem a „prawdziwą” historią. Droga jest tu raczej pretekstem do wykruszenia się „słabszych jednostek”, a miasto – mam wrażenie – potęguje samą powódź. Bardziej wymowna wydaje mi się ulica z wodą do pasa niż rozlewisko na polach i łąkach.
Odnosząc się w sumie do Wszystkich, ale korzystając z fragmentu Roberta.
Masz rację, Robercie. Nie ma to znaczenia dla celu tekstu. Ale jednak już przy pierwszej lekturze zastanawia, zwraca uwagę. A właśnie nie powinno. Powinno być elementem tła, o którym właściwie nie myślę, bo to opowieść niemal paraboliczna.
Michaelu, ja może jeszcze podsumuję swoje stanowisko z bety. Tak mam lekki problem z tą wędrówką nie wiadomo przez co. Moim zdaniem dałoby się to ograć prostym konkretem, informacją. Rozumiem, dlaczego unikasz ich jak ognia (mi np. nie brakuje imion współpodróżników). Niemniej, widzisz, niepotrzebnie o tym rozmawiamy, bo tekst jest o czym innym. To znaczy, że za bardzo się wybija (i przepraszam, że jeszcze dobitniej nie podkreśliłem tego przy becie!)
Ale ogólnie, fajna dyskusja o tym 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jak dobrze jednak być dyżurnym i mieć to swoje skromne 0,5 TAK-a, któremu wartości nawet nominacja Lożanina odjąć nie może 
Nie no, a oczywiście, pewnie każdy punkt nominacyjny, nawet wobec nominacji Lożowej jest fajny. Myślę, że nawet bardzo (akurat tu nie mam doświadczenia). I dobrze, niech Loża ocenia, a ja będę sobie jeszcze myślał, co z tym moim 0,5 (*dramatyczna muzyka w tle*).
Pozdrawiam wszystkich serdeczniutko!
W ogóle, teraz zobaczyłem to dopiero:
beeeecki,
Mój ptysiu miętowy!

(zaznaczam nieobeznanym, że nie uprawiamy tu relacji romantycznej, tylko bawimy się tekstem piosenki, która była inspiracją tekstu XD)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Primo – super, że debiutujesz (od razu spoiler – robiąc to solidnym tekstem!)
Secudno, imponująco mądre wejście na Portal – pierwej poznanie zasad, komentowanie, potem tekst debiutujący. Proste, ale przerasta większość, w tym kiedyś przerosło mnie. Naprawdę sensowne zachowanie.
To jedziemy z lekturą:
Nieoficjalnie – sprawdzać to, czego nie dało się zapisać w raporcie.
Nie rozumiem, co to znaczy.
Nie mówił tego z przekonaniem kogoś, kto zamyka sprawę. Raczej jak ktoś porządkujący fakty.
Mocno zainfekowane zaimkami. Spokojnie można bez “tego”.
Spojrzałam na portret. Twarz na płótnie tonęła w rozmytym, białym tle – częściowo zatarta, jakby ktoś w ostatniej chwili próbował ją wymazać. Oczy zasłonięte grzywką, jakby śmierć rzeczywiście nie mogła znaleźć tam spojrzenia, którego szukała.
Powtórzonko.
Wtedy płótno zadrżało pod moimi palcami krótko i nerwowo. Cofnęłam rękę odruchowo. Serce przyspieszyło, ostrzegając przed przekroczeniem niewidzialnej granicy.
Jakieś to takie kanciaste. W pierwszym zdaniu nie rozumiem, dlaczego przymiotniki na końcu. Mogą być w osobnym zdaniu, ale nie na końcu. W trzecim zbyt niejasna jest dla mnie “nieprzekraczalna granica”.
samotne, ciche, ich śmierć uznano za samobójstwo.
Brakuje mi jakiegoś spójnika tutaj.
Nie udało się jednak dowieść, że nie były to samobójstwa. Dowody mówiły jedno, a my mówiliśmy drugie, lecz nasze przekonania nie miały wystarczającej wagi, by dalej prowadzić śledztwo.
Powtórzonko?
Mój ówczesny partner patrzył
Aliteracja?
Nie potrafił pojąć, jak można tak mocno odczuwać obecność śmierci.
Nie do końca rozumiem zdanie.
Moje wizje przy poprzednich portretach były martwe. Pozbawione napięcia. Jak zapis czegoś, co już się wydarzyło i nie miało prawa się zmienić.
Ponownie lekko mętne sformułowanie. Martwe wizje? Także dalej – czy detektywi mają wizje?
Słowa płynęły po powierzchni jak krew w żyłach, powoli rozlewając się i pulsując w rytmie serca, które czułam w sobie.
Nie wiem, czy to jest najtrafniejsza metafora. Czy na płótnie farba może płynąć, jak krew w żyłach? Czy w żyłach krew się rozlewa?
Patrzyłam, jak grzywka zaczyna rozpuszczać się w bieli, każde następne słowo, które padło, wymazywało część jej istnienia.
Część istnienia grzywki? Czy jak? Może po prostu “jej część”?
Wiedziałam, że śledztwo wkrótce zostanie zamknięte, a sprawa odnotowana jako samobójstwo.
Już wcześniej mówisz, że zamknięto śledztwo.
– Tessa – powiedział nagle. – Zawsze fascynowało mnie, jak potrafisz słuchać sztuki. Obrazy mówią, ale tylko nieliczni potrafią je zrozumieć. Ty nie tylko patrzysz. Ty pozwalasz im żyć.
A hmm… że ona naprawdę je słyszy? No ciekawe i pomysłowe. Tylko nie rozumiałem tego do tej pory.
Ogólnie to mam problem z główną bohaterką, praktycznie jej nie zbudowałaś. Nic o niej nie wiemy, odbieramy ją przez fabułę, ale to Tobias głównie mówi. Ich relacja romantyczna wydaje mi się bardzo nagła, nie wynikała z wcześniejszych wydarzeń. Nagłość może mieć miejsce (zwłaszcza w miłości), ale powinna mieć jakieś ugruntowanie w bohaterce.
Jak rozumiem, śledztwo formalnie zamknięto, a oni robią wszystko po godzinach. Brakuje mi informacji, że mają w związku z tym jakieś przeszkody. Jak również informacji, że próbują przekazać komuś wiedzę o niecodzienności obrazu, ale są zbywani i nikt im nie ufa.
Fabuła jest bardzo pomysłowa, mocno artystyczna i ciekawa. Ubrana jest też w nienajgorsze szaty kryminału (brawo, to trudne!). Momentami dla mnie zbyt mętna, trudna do zrozumienia, a jednocześnie nie zachęcająca, by godzić się na uproszczenie interpretacyjne (wskazałem kilka trudnych dla mnie zdań – ni to metafory, ni inne środki, którymi chcesz mi coś przekazać – zostaję po nich z taką samą niewiedzą, jak przed nimi). Było dla mnie nieco zbyt wiele niedomówień.
Postaci były też zbyt mało wyraziste, by pomogły mi dokonać uzupełnień interpretacją.
Ale to tak sobie gadam. Ogólnie, ten tekst jest dobry. Jeśli to debiut nie tylko tu, ale ogólnie, to naprawdę widać pracę i trud autorski. I widać też, że się do tego nadajesz. Możesz pisać teksty nietuzinkowe, oryginalne, wciągające fabularnie, a jednocześnie mające w sobie sporo artyzmu rodem z fantasy. Trzymam kciuki za dalsze opowiadanka, nie obawiaj się ich pisać, bo ewidentnie masz smykałkę (ocenili to powyżej lepsi ode mnie. I nie, nie mówię tego każdemu debiutantowi, pomimo, że mam tendencję do bycia miłym).
Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki w konkursie! Jako że to konkurs po części malarski, to Twoje, intrygujące, ujęcie, ma moim zdaniem spory potencjał!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines, ale wymogi nominacji na piórko są lżejsze niż do Biblioteki. Wystarczy miesiąc stażu bodaj (niech mnie ktoś poprawi lub potwierdzi)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Hyhy, fajne i tytuł znakomity!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Bruce, nie wolno tak mówić o swoich tekstach! Swoją drogą, dlaczego ostatnio ich nie ma?! Smuteczek. A historia jest piękna, wpajanie jej łopatą to oczywista zbrodnia na sztuce :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ambush, bardzo mnie to cieszy. Pierścienia powiadasz… :). Tulup, jakie piękne słowo! Dzięki za pomoc z opowiadaniem!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bruce
melduję, poprawki naniesiono! Jesteś Mistrzynią! Przecinki to chyba w Twoich żyłach pływają!
Z każdym dniem w osadzie nasilało się także średnie niewyspanie na elfa. – jak rozumiem jest to żartobliwe określenie, może zatem dać w cudzysłów?
Cały ten tekst jest żartobliwy, więc da radę bez ;)
pojawiały się ponownie, w tym samym miejscu pod tęczą. – i tu?
Tu zostawiam, bo ma podkreślać.
Jak to jest, że do misji pojednawczych zawsze wysyła się najbardziej tępych zabijaków. – czy to nie zdanie pytające?
Psułby mi tu pytajnik.
Czy garczek to nie synonim garnczka? Chyba jest. Kubuś Puchatek nie miał garczka?
– Cóż począć, cóż mamy począć – zastanawiali się mędrcy, siedząc w półkolu na runicznych kamieniach. – czy oni nie zadali pytania?
Tak samo, psułby mi pytajnik.
Bardzo dziękuję, mam nadzieję, że naniesione wszystko, bo robię to trochę na szybko (jutro cały dzień w drodze).
Jako dziecko dwojga magistrów-inżynierów, za żadne skarby świata bym nie chciała podążać Ich śladem i zdawać takich trudnych egzaminów, jakie Oni musieli w latach 50/60-tych. :) Teraz jednak to często po prostu wymóg czasów – część uczelni najzwyczajniej w świecie zamiast licencjata daje tytuł inżyniera. :)
Ale, przynajmniej po Twoich tekstach, wydaje mi się, że dobrze na tym wyszłaś, bo chyba lubisz swoje zajęcie i pasje :)
Czołem Piotrze,
Czytałem w trybie szybkiego czytelnika (ze względu na dobicie projektami) więc żadnych sugestii poprawek
Tym bardziej doceniam, że zdecydowałeś się poświęcić czas właśnie na mój tekst. Naprawdę :). Życzę, by projekty poskromiono, niczym niegodziwych antagonistów.
Duuuży plus za odwołanie do “Sound of Silence” S&G! (Witaj, ciemności, moja przyjaciółko.)
No tak się starałem sporo odwołań zrobić. Fajnie, że wychwyciłeś :)
Masz dobre pióro do lekkich tekstów.
Bardzo dziękuję. Cieszy 
Pozdrawiam!!!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Drodzy!
marzanie
jak to się mówi ładnie po polsku, lange nicht gesehen!
Dobrze, że zwabił Cię tytuł, mój bezczelny chwyt marketingowy zatem działa!
Dziękuję Ci za tak pozytywną opinię! Nie wiem, co chciałem tym tekstem powiedzieć o życiu, chyba wszystko i nic, ale dojrzewał we mnie jakiś już czas.
A do tego jeszcze zwroty akcji… lub akcja z samych zwrotów
Ależ zręcznie ujęte!
Moment, w którym przepołowiony ork dzieli się historią swojego życia, to moim zdaniem wisienka na torcie.
A że bywalcy biblioteki nie są molami i samym papierem nie żyją, tort zdecydowanie tam się przyda!
A to już w ogóle świetne sformułowanie i jakże dla mnie korzystne.
Bardzo się cieszę, że dobrze się bawiłeś i dzięki za tak pozytywny komentarz i klik!
bruce
bardzo dziękuję za łapankę, troszku się tego zebrało. Odniosę się chętnie do niektórych potem, bo część powtórzeń, czy sformułowań jest bardziej niż mniej celowa. Niemniej, jestem wdzięczny za poprawki i jak najszybciej je naniosę.
No i fajnie, że tekst się spodobał. Wiadomo, że jest on w trakcie konkursu, więc pewnie atencja będzie mniejsza, plus no, nie każdemu spodoba się odklejenie. Ale ostatnio świat wydaje mi się absurdalny :)
Dziękuję Ci bardzo 
melendurze88
dziękuję Ci za odwiedziny i pozytywną opinię. Cóż, o ile w poprzednich tekstach zdecydowanie wrotki były zapięte, tak tutaj zebrały się wszystkie moje cudaczne refleksje, prowadzące do odpięcia wrotek :). Miło, że i jedno i drugie jest dla Ciebie strawnym.
I bardzo dobrze, że masz już moc klików (dla mnie podwójnie dobrze), bo dużo się udzielasz!
Pozdrawiam!
PS:
A z elfim vs elfickim – o ile oba są poprawne w mojej ocenie, o tyle drugi jest raczej zwykły, traktuję to jako “ludzki”. A elfi ma dla mnie bardziej wydźwięk takiej gawędy, jak “człeczy”. I po prostu mi pasuje :)
A sądzę, bruce, że gdybyś była inżynierem, to znakomitym i kreatywnym. Ale zapewne lepiej dla wszechświata, że wybrałaś inne role :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
MichaelBullfinch: Utopię waszą utopię
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Michaelu,
pobetowo więc krótko.
Przyjemnością było rozmawiać na becie i przyjemnością jest czytać ten tekst. Świetnie osiągasz cel, który sobie zamierzyłeś, a dodatkowo pozostawiasz wiele do interpretacji czytelnikom. No i Lao Che 
Cóż, ostatnio wypuszczasz seryjnie teksty bardzo dobre, sądzę, że piórko wisi w powietrzu 
Klikam oczywiście, czy nominuję piórkowo – zastanowię się jeszcze.
Pozdrowienia!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Też podbiję, bo może zadziała – oznacz proszę jako "fragment". Kwestia transparentności i uczciwości dla czytających.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...