Profil użytkownika


komentarze: 390, w dziale opowiadań: 328, opowiadania: 140

Ostatnie sto komentarzy

marzanie

wybacz, że chwilę kazałem czekać na odpowiedź.

Początek naprawdę dobrze napisany – oryginalna mitologia, dobrze dobrany język postaci i styl opisu. Wprowadzenia jest ani za dużo, ani za mało – wszystko było jasne i mogłem zagłębić się w lekturze reszty.

O widzisz, to znaczy, że drobne przepisanie się powiodło, cieszę się.

Doceniam ładne budowanie świata, które bardzo zachęca do poznawania go. Takie opowieści mogę czytać bez zmęczenia, a po zakończeniu żałuję, że poznałem tylko taki mały fragment uniwersum.

Również bardzo cieszy.

– jaskółki bardzo rzadko gniazdują na drzewach, a tutaj osłony przed drapieżnikami są na drzewach.

Prawda. Jaskółki wynikają z tego, że uparłem się na te ptaki ostatnio. Napisałem inny tekst, gdzie odgrywały ważną rolę, ale nie podobał mi się za bardzo i nie wrzuciłem go na Portal. Więc to moja nieuzasadniona jaskółofilia stoi za tym delikatnym brakiem logiki. 

– lisy i rysie rozszarpujące jaskółki w kolczastym zagajniku – trochę to przesadzone, w dodatku rysie są większe i same by się podrapały, lis może byłby zachęcony martwymi jaskółkami i bardziej pasuje. Może żbiki zamiast rysi? Są zwinniejsze.

Słuszna uwaga. 

(element graficzny, bo przecież musi pojawić się w każdym komentarzu)

debata (@Mleko) :: Wykop.pl

 

– noc pokazana jako domena drapieżników i coś, co budzi strach. Jest to niekonsekwencja w całym zamierzeniu opowiadania, ponieważ strach przed nocą jest typowo “cywilizacyjny”. Człowiek po prostu lepiej sobie radzi za dnia, ale jeśli żyje zgodnie z naturą, noc nie jest straszna. Mirtisi, którzy przez całą resztę opowiadania byli odmienni od typowych ludzi (i bardzo mi się to podobało) zostali w tym jednym miejscu sprowadzeni do poziomu współczesnego człowieka. Może gdyby mocniej zaakcentować w opowiadaniu, że noc jest rodzajem “tabu” i bohaterka celowo zmusza mirtisa do snu, żeby czegoś nie odkrył, nie odebrałbym tego jako problem.

O – bardzo dobra uwaga. Zapamiętam to sobie, bo mirtisi powrócą na pewno, a ich związek z naturą i harmonią jest właściwie ich najistotniejszą częścią. Trudno się odczłowieczyć jako autor/narrator, ale takie uwagi pomagają, dzięki!

Być może jest to kwestia odbiorcy, po prostu często śpię nocą w lesie i kiedy słyszę po raz setny “a nie strach tak w lesie spać” wprawia mnie to w zażenowanie. Miasto jest niebezpieczne nocą, nie las.

To w ogóle jest sprawa, o której nie myślałem. Nie mam przesadnego doświadczenia w tym zakresie, bo jestem mocnym mieszczuchem. Ale chyba masz rację, bo sam nie lubię bardzo centrum np. Krakowa, tak już w godzinach nocnych. A natura daje jednak nocą nieograniczony spokój.

– nie do końca załapałem, czy Bielka zwyczajowo morduje nocą losowe ptaki, czy akurat uparła się na te jaskółki, żeby pokazać, że na świecie musi panować równowaga: skoro Helsten dokonał ingerencji i sztucznie zwiększył szanse jaskółek na przeżycie, ona musi je wszystkie wymordować. Czy jeśli Helsten zacznie hodować owce w zagrodzie (przykład), ona też wyssie z nich krew, ponieważ sztucznie zwiększył szanse owiec na przeżycie i ochronił je przed wilkami? Na ile bohaterka jest w tym działaniu sprawcza (ma wolną wolę i czyni tak, ponieważ czuje, że musi przywrócić równowagę), a na ile jest narzędziem (siła wyższa używa jej, by przywrócić równowagę). Zakończenie wskazuje na pierwszy wariant.

Poruszyłeś gwóźdź programu. Na jaskółki Bielka uparła się przez Helstena, który zwiększył ich szanse na przeżycie, dokładnie jak napisałeś. Gdyby zaczął hodować owce, być może także Bielka miałaby z tym problem. Jeśli chodzi o balans między wolną wolą datelvy, a “siłą wyższą”, powiedziałbym, że coś pomiędzy, ze skłonieniem się ku temu drugiemu. Są one istotami i mają swoją wolę. Jednak Bielka, choć nie jest jakąś spaczoną istotą (a zupełnie spaczone datelvy to wgl jest potencjał), niewątpliwie nie widziała nic złego w tym co zrobiła. Być może nawet sprawiło jej to przyjemność, tak jak Helstenowi pomoc ptakom. Może trafnym porównaniem byłoby takie freudowskie sprowadzenie tego do popędów, które w tym wypadku u datelv są jeszcze mocniejsze, wręcz wyłączające do pewnego stopnia możliwość ich oceny moralnej. 

Opowiadanie byłoby ciekawym fragmentem większej całości, w której ludzie (lub potomkowie mirtisów) prowadzą wyniszczającą wojnę z datelvami, a zarzewie konfliktu bierze się właśnie z tej sceny.

O tyle mogę Cię rozczarować, że ludzie będą funkcjonować obok mirtisów, jako rasa do nich bardzo podobna, ale myśląca zupełnie inaczej, a przede wszystkim żyjąca “bardziej”, ze względu na ograniczony czas na świecie. 

Natomiast kwestia konfliktu – mam takie zamysły w głowie i może się to pojawi. 

Całość wynika z tego, że datelvy znakomicie, w ocenie przeciętnej istoty żywej, funkcjonują w stanie natury. Tam faktycznie mogą być jednostkami nimfo-elementarnymi z bajek dla dzieci. Jednak w zwarciu z zagospodarowaniem tego stanu w jedną lub drugą stronę, pojawia się ich bezwzględna strona, a przy tym potężna moc. Liczę, że uda mi się to pokazać w jakimś tekście.

 

Ostatecznie, mam też wrażenie, że mogłem ten tekst uczynić dłuższym, ale okazało się to dopiero po jego skróceniu i poprawkach. Wtedy lepiej mógłbym pewne rzeczy opisać, dopisać kilka scen. 

 

Niemniej, twój odbiór tekstu mnie cieszy i doceniam bardzo merytoryczność twojego komentarza. Takie opinie naprawdę pomagają :).

 

Pozdrowionka!

W myśl "bylejaka z cukrem", mi można przypisać każdy dzień, choć pewnie najbardziej poniedziałek ;)

bruce

jak zawsze subtelnie wpleciona w życie fantastyka. Tak myślę, że gdyby kiedyś kosmicie pokazać ludzkość wyłącznie poprzez Twoje teksty, to mieliby piękne mniemanie o nas :)

Cezary laugh

Lord Of The Rings – frodo-sam: I cannot allow you before Théoden king…

 

Meanwhile pokrzywy:

the wind under your wings – THE LORD OF THE RINGS: The Two Towers (2002) +…

 

 

Kurdebele, dlaczego ja teraz takie pomysły na odpowiadanie roślinne wymyślam :)

A to prawda, Ambush, dzięki, że czuwasz. Ja trochę nie podbijałem, bo się zastanawiałem na ile podołam, ale no… Podbijam!

To jest tylko opinia jednego człowieka. Komuś innemu mogłoby się to bardziej spodobać. Nigdy nie wiesz. Dlatego trzeba pisać tak, jak ma się ochotę i już :)

Albo aż jednego człowieka wink

 

Czuj się doceniona, amen!

 

To czekamy na następne konkursy :)

Powtórzę się spod swojego tekstu – znakomity konkurs, od A do Z profesjonalnie przeprowadzony i wzbudzający wiele entuzjazmu, mimo, że termin był przecież długi. Były rozmowy w wątku konkursowym, dyskusje w komentarzach, sporo tekstów i potężna t a b e l k a :). Także brawa dla Jurorki, czapki z głów.

 

Przeczytałem większość tekstów konkursowych, fascynujące, jak z innej strony ujmowały tematykę. Każdy pełen nowej refleksji, nowych wrażeń. Gratulację wszystkim!

 

I wreszcie gratulacje dla Zwycięzców! O tekście Marzana już pisałem i na becie i w komentarzu – dla mnie to opowiadanie kompletne i znakomite, cieszę się, że zwyciężyło. Być może jeden z lepszych tekstów, który czytałem na Portalu (w mojej skromnej opinii). Z kolei opowiadania Finkli i Marszawy pozostawiły we mnie tak wiele obrazów i przemyśleń, że jeszcze długo będę je wspominał. Zasłużone podium i brawa dla Was!

 

Do zobaczenia w kolejnych konkursach!

Holly!

Zacznijmy od najważniejszego – wielkie dzięki za ten konkurs! Od początku wzbudził on sporo entuzjazmu na Portalu i mam wrażenie, że ochota to utrzymywała się przez cały czas jego trwania. Wyszło parę dobrych tekstów, w tym zwycięski Marzana (a szkoda, że tego piórka za to nie dostał!). 

Przyjęłaś na siebie cały ciężar oceny opowiadań i… świetna jest ta tabelka! 

Jednym słowem, nic tylko czekać aż przygotujesz jakiś kolejny konkurs, do czego szczerze zachęcam, bo ten wyszedł znakomicie.

 

Co do mojej pozycji konkursowej.

Cieszę się, że w ramach wrzucenia odświeżonego tekstu usunąłem kilka błędów, które wskazałaś. Mój skaner jednak też jeszcze jakoś działa.

Odnośnie cytatu, który przytoczyłaś – lubię, czasami niesłusznie, uczynić tekst pompatycznym, tak aby refleksja sięgała jednak daleko. To nie zawsze pasuje, ale chyba po prostu pisanie wydaje się najlepszym środkiem ekspresji takich przemyśleń :).

Co do jakości tekstu, sam sobie lekko strzeliłem w stopę, bo zachciałem wdrażać własne uniwersum, co troszkę ogranicza. W pełni byłem tego świadom, co więcej jestem poruszony pozytywnym odbiorem. Tym bardziej wynik “8” w pomysłowości mnie cieszy. 

 

No i cusz… jeszcze raz dzięki i wielkie pozdrowienia!

Ave 2xCezarze, chwała i sława!

Bardzo cieszy mnie, że tekst się spodobał, bo ujęcie trochę mitologiczne stanowiło pewien eksperyment. Tym fajniej, że to akurat doceniłeś.

Końcówka wyszła trochę na ostro, ale tak musiało być.

Ja to tak nie umiem, żeby było tylko dobrze albo tylko niedobrze, gdybym miał powiedzieć, co cenię w tekstach najbardziej to niejednoznaczność (…).

W kwestii natury Natury (taki zapis celowy), posłużę się cytatem: "bo to zła kobieta była" ;)

No i jednym zdaniem spuentował cały tekst ;)

Ale teraz to nie będę obiektywy oceniając, bo mnie wczoraj pokrzywy poparzyły :)

 

Dzięki i pozdrowionka!

Ogólnie to nie żeby to kogoś interesowało na tym etapie, ale mimo wszystko donoszę, że tekst został lekko zmodyfikowany, zgodnie z zapowiedzią. Zapewne 99% Użyszkodników, którzy mieli go przeczytać już to zrobiło, ale co tam.

 

Bo zdaje się, że pozostawienie grafiki przez Jurorkę oznacza, że mogę sobie zedytować laugh

 

Pozdrowionka dla wszystkich

Czołem Reg!

A jakoś mi się miło zrobiło po Twoim komentarzu, dziękuję bardzo. Ucieszyło mnie, że Ci się spodobało.

mi się zdaje, że życie… → mnie się zdaje, że życie

mnie czy mi? tobie czy ci? – Słownik języka polskiego PWN

Dla mnie się wydaje, że masz rację cheeky

w których ptaki mogły porobić sobie gniazdka. → A może: …w których ptaki mogły uwić sobie gniazdka.

Wyszły braki w zasobie słownictwa…

Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło się w powietrzu… → Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło w powietrzu

A widzisz, całe życie używałem nieprawidłowego “majaczyć” w nieodpowiednim kontekście. Dziękuję.

 

Poprawki naniesione!

Pozdrawiam!

W pewnych aspektach widać go także w “Diunie” – źli Harkonnenowie kąpią się w ropie i wszystko industrializują na potęgę. Ale nie powinni zadzierać z potęgą pustyni…

O bardzo dobry przykład, w sumie jeszcze lepszy, bo tam fanatyzm pustynny ma swoje różne oblicza.

Dobrze, że widać siłę roślin. O to chodziło. My naprawdę nie przeżylibyśmy bez nich.

I to chyba tak lub inaczej wybrzmiewa w każdym tekście konkursowym :)

 

Owszem, wiele komentarzy i podtrzymywanie dyskusji pod tekstem to mój znak firmowy. 

Otóż wiem, podziwiam i staram się podpatrywać ;)

A jaki masz stosunek do Feruuma?

Tutaj chyba negatywny, bo jednak niemiło postanowił swoim wyznawcom nakazać napaść na inne bóstwo. Nie widzę większej idei poza żądzą władzy i potęgi. Z tymi żołnierzami to może nawet nie jest kwestia brania ich strony, ale opisałaś ich cierpienie na tyle przekonująco, że duża część mojego przejęcia tekstem dotyczy współczucia dla nich. Bolą mnie kolejne ciosy dla armii i świadomość, że będzie tylko gorzej. A btw tutaj śródtytuły dodają klimatu.

Hmmm. To miała być potyczka dwóch bogów. Tak się złożyło, że roślin i żelaza. W sumie, od roślin do natury jest bardzo blisko.

Tutaj również masz rację. Niemniej częsty schemat, rywalizacja industrializmu z przyrodą, ot jakieś elfy z lasu i buchające ogniem kotły tego, czy innego Mordoru lub Isengardu :). Chcąc nie chcąc ten schemat podświadomie widzę. 

Ja tam konkwistadorów nigdy nie lubiłam, ale Aztekowie też nie byli miłymi ludzikami, których chętnie zaprosiłoby się na grilla.

Hihi, może jednych i drugich nie na grilla. Chociaż, tak dla zgody, kto wie? Każdy dostałby po karkówce i by się odechciało mordowania bez celu. Ew. sojowe zastępstwa, by nie było sporu.

Chciałam w tym tekście pokazać potęgę roślin, różne sposoby, w jakie mogą nam zaszkodzić. Kolce też są w roślinnym arsenale i żal było wykreślać tę pozycję.

To w pełni się udało, faktycznie aspektów uprzykrzania życia jest aż tyle, że mi się żal tych żołdaków zrobiło. A kolce, no fakt, klasyka. Kolce muszą być.

Acz oczywiście rozumiem, że odstępstwo od wcześniejszej narracji może się nie podobać.

Tak jak o tym mówisz, to rozumiem, oczywiście.

Akceptuję! Przyjmijmy, że nie wszystko musi być złożonym systemem powiązanych pojęć laugh

Finklo,

już wiele zostało powiedziane, bo, jak zawsze, zręcznie moderujesz dyskusją w komentarzach, ale skromne dwa grosze ode mnie.

Przede wszystkim, satysfakcjonujące klasyczne fantasy. Nic dodać, nic ująć.

 

Po drugie, a tu się wyróżnię od innych komentujących, a co, ja kibicowałem żołnierzom, co jest efektem obrazowo opisanego przez Ciebie mozołu i trudu oraz cierpienia. Już pal sześć ich motywację, po prostu współczułem im jako ludziom. Druga strona monety w tym jest taka, że oprócz przedstawienia tego wątku w sposób prosty, jako rywalizacji natury z żelazem, wykreowała mi się też inna wizja – armii jako konkwistadorów, odkrywców, poskramiaczy. I o ile nie kojarzy nam się to dobrze, to jednak też ludzie tacy posiadają w sobie coś ciekawego, co sprawiło, że działali. Ofc, efekty często są straszliwe, ale nie zawsze. Zresztą nie o ocenę etyczną mi chodzi, a o fenomen psychologiczny, który jest ciekawy. 

Rozgadałem się :)

 

Żeby zupełnie gołosłownym nie być, dwa fragmenty, które mi mniej pasują:

W końcu wróg nadszedł. Obrońcy walczyli zawzięcie i ofiarnie. Pułapki w przeważającej większości zadziałały zgodnie z oczekiwaniami. To wszystko jednak nie powstrzymało natarcia, bo napastników było bardzo wielu. Zbyt wielu.

Bardzo krótkie w stosunku do opisu przygotowań kapłanów i akolitów. 

Wojacy nie mogli wiedzieć, że to Florea stała za łowieckimi instynktami drapieżników. Wprawdzie władała tylko roślinami, ale potrafiła sprawić, że ze zwierzęcych legowisk wyrosną setki kolców, które nie pozwolą stworzeniom spać. Późniejsze pokierowanie ich we właściwe miejsca przy pomocy wiatru, zapachów i ziół miękko ścielących się pod łapy tylko w jedną stronę było już równie łatwe jak rozwijanie kwietnych pączków na wiosnę.

Rozumiem to przełamanie narracji, bo jakoś trzeba było wyjaśnić skąd te zwierzęta, ale mimo to nie pasuje mi nagłe wspomnienie o czymś spoza perspektywy żołnierzy. Niepotrzebnie uderza w klimat “ale co się dzieje, my nic nie rozumiemy, straszne to, bo nie wiemy o co chodzi”.

 

Ale to tak na potrzeby udowodnienia, że czytałem ze zrozumieniem. Naprawdę dobrze napisane. 

 

Gratuluję i pozdrawiam!

Anet, dziękuję pięknie!

 

Pytanie techniczne, czy 

Sympatyczne > Przyjemnie się czytało ?

czy raczej

Przyjemnie się czytało < Sympatyczne ?

a może wręcz

Przyjemnie się czytało = Sympatycznie ?

:)

Niewątpliwie oba przynoszą radość, lecz warto rozsądzić, by autor potraktować to mógł jako rekomendację do działania w danym kierunku.

A przeczytać serię Twoich komentarzy pod różnymi tekstami jest zarówno przyjemne, jak i sympatyczne i krzepiące :)

Pozdrawiam cieplutko!

Witam Jurorkę i przepraszam, że samozwańczo targnąłem się na poletko grafik do tekstów!

Marszawo, bardzo dobry tekst, spójny, z przesłaniem, niby krótki, a jednak wiele się dzieje i sporo myśli w nim zamknęłaś. Tytułowe sformułowanie Królowa Renet niesamowicie klimatyczne. 

Pozdrawiam i powodzenia!

Czołem Jolu!

– Nie znam odpowiedzi na to pytanie – przyznał robot klasy M/poziom trzeci. – Herbata jako roślina nie posiada moralności. 

O patrz, ja o tym całe opko konkursowe napisałem, a Ty w jednym zdaniu wyjaśniłaś temat :)

Zatrzymali się. Unieśli kaptury. Nie posiadali twarzy, jedynie przydymione wiśniowe światło emanowało nienachalnie z głów. Spojrzeli z wnętrza swoich dusz, bo nie mieli oczu.

Może zwyczajny opis, ale dla mnie jest kapitalny. Wyobrażam to sobie jako bardzo niesamowite. “Przydymione wiśniowe światło” – nie wpadłbym sam, ale widzę to oczami wyobraźni i jest piękne.

 

Przejmujące opowiadanie (a miało być drabble ;p). Przede wszystkim, chciałbym docenić to, że każdy tekst potrafisz napisać w sposób nieoczywisty, bardzo wyjątkowy. Do tego zręcznie posługujesz się naprawdę estetycznym, artystycznym językiem. Największy mój zachwyt powyżej. Niektórzy potraktują to jako oniryzm, ale mi nie do końca aż tak to wybrzmiewa. Bardziej widzę w tym artystyczny środek przekazu.

Jedyna moja wątpliwość jest co do głównej roli rośliny w tekście, ale to nie mój problem ;p.

 

Wtedy zobaczyli spaloną planetę, a gdy zobaczyli ją oczami duszy, to znaleźli się jednocześnie tam i zostali tu. Pochwycili zeschnięte słowa i rozrzucili. I gdy, niczym ziarna, dotknęły spalonej ziemi, każde otrzymało mikrokroplę herbaty z kubka. I stawały się tym, czym były kiedyś, dawno temu, tysiące, miliony lat przed spaleniem planety. Stawały się dębem, bo słowo dąb niosło w sobie informację o wszystkim, czego potrzebowało drzewo, by dębem zostać. Stawały się różą, bo róża wiedziała, jak ma wyglądać i jak rosnąć. Mak wiedział, jak kwitnąć, jaśmin jak pachnieć, każde słowo było pełną informacją, czym jest, a czym nie. Oset kłuł, pokrzywa parzyła, bluszcz wił się tam, gdzie go nie chcieli. Słowa ożyły. 

Co do tego fragmentu, bo do niego Przedmówcy się odnoszą licznie – uważam, że jest ciekawy. Może przez to, że mój tekst konkursowy pisałem z perspektywy światotwórczej, to tak na to patrzę.

Przyjmując, że mamy nicość, pożogę, coś musi się jakoś zacząć. Jakoś podejrzanie często zaczyna się od słowa (ew. “Słowa”). Albo od nazwania, bo wtedy coś zaczyna mieć dla nas znaczenie. Dostrzegam to w tym fragmencie.

Także ja traktuję to na plus, niesie w sobie dużo refleksji na temat rzeczywistości i jej powstania. 

 

Klikam (chyba nie potrzebujesz, ale że Wielkich Skrybów od paru dni nie ma i kto tam wie, ile komu naklikano, to mi wolno).

Do piórka też kliknę, bo zaimponowałaś tym tekstem.

 

Pozdrawiam!

Informuję, że tekst zaktualizowałem, pod wpływem w miarę zgodnej opinii wszystkich, że początek się dłuży. Natomiast zostawiam na razie wersję bez zmian i wrzucę nową dopiero po tym, jak tekst przeczyta Holly, aby być uczciwym co do treści opublikowanej w terminie konkursu.

Tak czy inaczej – dziękuję Wszystkim za uwagi :)

Tarnino, bynajmniej nie lekceważę!

Co zapisane w excelu, będzie zapisane w Niebie

Tabela punktacji, ho ho, profesjonalnie. Czyli będzie: "no ale już wpisałam w exela"? :p

Hej TaTojota!

Świat jest dwubiegunowy, a ich pochodnymi są szarości. I nie jest to przypadek, bo poznanie ma związek z empirią. Ta zaś kataloguje wszystko pomiędzy plusem i minusem. W tym sensie, wszystko zostało już poznane. Nawet to, co dopiero odkryjemy.

Nie wiem właśnie, czy świat jest dwubiegunowy, czy raczej jego postrzeganie przez nas takie jest. Z drugiej strony, świat jest taki jak go nazwiemy i na ile go poznaliśmy? Gryząc to właśnie od strony „pozaludzkiej”, na co pozwala nam literatura, zwłaszcza fantastyczna, ale i powiedzmy, natchniona, jak m.in. w Księdze Rodzaju lub wspomnianym przez Ciebie Silmarillionie, mamy świat bez skategoryzowania ludzkiego, a zatem także i siatki naszej siatki pojęciowej. Co choćby sprowadza się do tej kwestii, którą podniosłeś co do metafory. Jednak z tego jak coś ocenimy, nie koniecznie można wnioskować, że coś takie jest, choć fakt – nie ma nikogo innego, kto oceni to odmiennie od nas. Trochę jednak taka Gilotyna Hume’a.

Dlatego trudno będzie wymyślić trzecią drogę. A nawet jeśli się uda, to kto Cię zrozumie?

Wątpię, by mi się udało wytworzyć coś niezrozumiałego :). Odkrywczości sobie przypisywał nie będę, to raczej kawałek przeciętnego rzemiosła literackiego. Jak pisał o sobie kiedyś Feliks Kres: Byłem uczniem, potem czeladnikiem, teraz, po dwudziestu latach, mam już własny warsztacik. Gdybym był krawcem, to na ścianie domu wisiałby szyld o treści „Krawiectwo lekkie. Feliks W. Kres”.

Z tym, że ja to może etap przed uczniem i do szyldu mi daleko laugh

jednak zrezygnowałbym z metafory. Przynajmniej w takiej formie, jaka jest w tekście. Owszem, ona jest potrzebna, ale w niebanalnej formie. Stosujesz kliszę, w miejscu, w którym chodzi o oryginalność. Zatem: Stwórz metaforę godną Mordoru!

Dobre, dobre z tym Mordorem. 

Odnośnie opisu – może masz rację. Poczułem rzucone wezwanie i rękawicę podejmuję, chcąc wymyślić coś nowego. Silmarillion na półce jest, więc słuszna sugestia, by tam sobie sięgnąć.  

There will be no dawn for men

 

Pozdrawiam!

Witaj TaTojto!

Bardzo dziękuję za ciekawy i rozbudowany komentarz.

Początek trąci patosem, ale, jak rozumiem, jest to celowy zabieg, by domknąć wątki fabularne. I trochę wprowadzić w błąd czytelnika. Podczas stworzenia bogowie ustalają, że świat ma być piękny (cokolwiek to znaczy) oraz harmonijny (kryterium bardziej policzalne). Jest to sugestia, że ma być DOBRY. Nic bardziej mylnego. Co prawda harmonijny nie do końca oznacza „w równowadze”, no ale, co tam! Niech będzie. Skoro świat musi być harmonijny, to co trzeba stworzyć aby zrównoważyć dobro?

ZUOOO!

I tak, i nie. Jak już, gdzieś chyba wyżej napisałem (co normalne, nie oczekuję, że czytelnik oprócz tekstu będzie czytał pozostałe komentarze, chętnie zresztą rozwinę myśl), w założeniu moim – autora – Bielka nie ma być przejawem zła. Tzn. ma być raczej pokazaniem, że natura jest dzika i nie kieruje się wytycznymi dobro-zło, a już na pewno nie będzie się sama według tych kryteriów oceniać.

Z drugiej strony, masz rację – my, istoty żywe/rozumne, możemy to ocenić jako coś złego. I teraz jeszcze to wszystko wymieszać w ożywione aspekty przyrody i robi się zagmatwanie etyczne :)

Ale w pełni zgadzam się, że w naszym ogólnym mniemaniu przyroda (zwierzątka, zieleninka, drzewka, ptaszki) automatycznie są dobre, dopóki nie wjeżdża postapo i zmutowane pnącza. Tymczasem, nie musi tak być. Te same ćwierkające ptaszki mogą obdziobywać, zwierzątka zabijać itp. I nie ma w tym nic złego, ani dobrego. Jest to jakaś równowaga, harmonia, której my, samoświadomi z wolną wolą, nie do końca musimy rozumieć, bo umyka naszym kryteriom. 

Kącik filozoficzny wyszedł ;)

Hmm… Nie do końca rozumiem. Przecież oni są „Przed początkiem wszystkiego (…)”, wiec tworzenie jakichkolwiek porównań nie ma sensu, bo istnieje tyle, co NIC. W NIC nie ma słońca, tym bardziej jego wschodów i zachodów.

Bardzo trzeźwa uwaga, myślałem o tym podczas pisania. Równocześnie metafora, jako środek stylistyczny skierowana jest do czytelnika – ma mu pomóc zrozumieć, ogarnąć, zwłaszcza to, czego nie widział i nie zna. Dlatego pozwoliłem sobie na takie uproszczenie dla odbioru, estetyki. Twoje spostrzeżenie, jak najbardziej słuszne, ale zostawiam.

W końcu istnienia nie takich rzeczy, już dawno temu, udowodnili naukowcy radzieccy.

Trzeba by się Gryzoka Pospolitego spytać. On ma wtyki w Gryzońskich Partiach Robotniczych :)

ŚWIETNE OBRAZKI, gratuluję autorowi/ce.

Zatem gratulacje dla sztucznej inteligencji, czy też mojej naturalnej głupoty, która zaprzęgła ją do pracy :)

 

Dzięki za podzielenie się ciekawymi uwagami!

Jolu

dziękuję za wpadnięcie i szóstego klika, doceniam go równie laugh

Jedynie zbyt szybko się kończy. Mam wrażenie urwania fabuły

Cóż, postaram się, żeby było więcej w przyszłości, skoro dało się to przeczytać :)

Dobrze się czytało, podobał mi się opis Bielki i ilustracje i taka sielankowość całości.

Bardzo mnie to cieszy, bo był to pewien eksperyment

Ambush

bardzo dziękuję!

Wciągnąłeś mnie i będę szukać kolejnych opowiadań, ale po wakacjach ;)

Cieszy mocno, postaram się nie zawieść laugh

Pozdrawiam!

Czołem Finklo,

bardzo miło Cię gościć! (niezależnie od wątpliwości natury filozoficznej, czy użytkownik jest gospodarzem pod własnym tekstem)

Interesujący tekst. Brutalność końcówki mnie zaskoczyła, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że tak jest dobrze, a wcześniej były jakieś przebłyski przyszłości. 

W sumie to jest chyba dokładnie efekt, który chciałem osiągnąć. Troszkę podsunąć, ale jednak nie wprost. Tym bardziej cieszy, że uznałaś, że tak jest dobrze :). Mam nadzieję, że mimo pewnej prostoty przekazu, wzbudza przemyślenia.

Faktycznie, wolno się rozkręca z tym mitologicznym wstępem.

A jeszcze sobie w wolnej chwili pomyślę, czy wszystko tam jest potrzebne.

Obrazki świetne i pięknie ilustrują metamorfozę bohaterki.

Cieszy :). Nie żebym miał w tym jakiś wielki wkład (tym bardziej doceniam, jak ktoś sam ilustruje, Hesket na przykład).

 

Fajnie, że wpadłaś ;)

Pozdrawiam!

panów, to my piłą ryzali

Dlategoż mi słodko wybrzmiało “Pan Zakapior” ;)

 

Koalo,

dziękuję za misiowe odwiedziny, cieszę się, że tekst się spodobał. Faktycznie wydźwięk może smutnawy, ale jak się człek uprze to i pozytywny wydźwięk z niego wyciągnie ;)

Pozdrawiam!

No, pała z biologii XD

Może dwóję na szynach? Bo w sumie to miałem na myśli, że jest częścią tej nowej roślinki. Faktycznie jest nową ofc :)

Aż mi się przypomniało, jak w liceum z biologii wychodziło mi równe 3.00, a nauczycielka dała mi 2 na semestr, nie mając nawet osobistego uprzedzenia, bo nawet nie wiedziała kim jestem. Zaskakująco trudno było ją przekonać, że powinno to jednak wyjść inaczej…

 

Niemniej trzymam kciuki za drabbla lub niedrabbla Jolki :)

Dobła wieczór, to po kolei, dla każdego coś miłego, skoro każdy pofatygował się dla mnie :)

 

Zakapiorze

Niech wybrzmi publicznie – dziękuję za solidną betę! Każdemu życzę takich kompleksowych poprawek, przede wszystkim co do fabuły (wiem, że czasami Użytkownicy narzekają, że ktoś zrobi łapankę ortów i przecinków, a do fabuły się nie odniesie – to ja Pana Zakapiora polecam).

Nie wiem, czy jest jakaś nazwa na taki zabieg, w którym czytelnik się czegoś spodziewa i w zakończeniu jego oczekiwania zostają spełnione, ale w zaskakujący/przekraczający oczekiwania sposób, ale jest to dobry zabieg yes

Również nie mam pojęcia, ale jestem święcie przekonany, że Tarnina zna co najmniej dwa fachowe pojęcia na taki zabieg :)

 

bruce heart

 

AP

witaj, dzięki za wpadnięcie, zawsze cieszy :)

Trochę takie odwrócenie ról. Natura potrafi być okrutna, ale o wynalezienie bezinteresownego zła obwinia się przeważnie ludzi.

Dokładnie tak. Wydaje mi się, że jednak podświadomie natura/przyroda zawsze kojarzy się z dobrem etycznym (czymkolwiek by nie było), ot choćby w klasycznym tolkienowskim ujęciu zły, zindustrializowany Mordor vs. dobre, zielone Shire/Lorien/nawet taki Rohan. Przykłady można mnożyć, choć w postapo pewnie zdarzą się sytuacje odwrotne, gdzie technologia wybawia przed zdziczałą przyrodą.

Nie przypisuję sobie odkrycia Ameryki oczywiście, ale zaobserwowawszy powyższą tendencję do czynienia z natury protagonisty w fantasy zmusiłem się, żeby to jakoś literacko obrobić. Bo przecież kwiatek nie robi fotosyntezy dlatego, że jest ona dobra lub zła. On ją robi, bo tak jest stworzony, żeby przeżyć.

Dzięki za klik :)

 

Marszawo,

opowiadanie ma nieco biblijny klimat, ale napisałeś je po swojemu, tworząc interesujący świat i barwnych bohaterów. Masz przyjemny styl pisania, przez co całość czyta się lekko i z zainteresowaniem. Samo zakończenie mnie nie zaskoczyło, bo Bielka od początku wydawała mi się podejrzana.

Cieszę się bardzo, że uznałaś tekst za przyjemny :). Faktycznie wartkość lub głębia psychologiczna przytępione są nieco konwencją mityczną i swoistą klamrą w tym zakresie. 

A że Bielka od początku podejrzana, well w sumie tak to już bywa z tymi roślinkami, że coś kombinują skrycie. Ja z moim kwiatkiem od roku prowadzimy grę kto kogo zabije pierwszy i o dziwo jeszcze nie wygrałem :)

 

Świat stanie się piękny tylko wtedy, gdy istoty go zamieszkujące będą rozumne i emocjonalne.

Heh. Naiwniaki. :D

Ot przykład świata ciekawego bez istot rozumnych:

rock scene – everything everywhere all at once on Make a GIF

 

Dodał coś od siebie?

Bardziej mi pasuje “co swoje”. Wiem, że nie jest to perełka językowa, ale tak brzmi bardziej prosto? Takie, “a chłop dodał, co dodać i tak musiał”. Może to bez sensu, ale mi pasuje :)

Poza tym się zgadzam z uwagami, dziękuję za nie. No i za klika. Fajnie mieć klika. Dobry klik.

 

Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam, dziękuję za wizyty i ciekawe spostrzeżenia. Jeśli macie wciąż jakieś, to zapraszam oczywiście dalej :). Może uda się odpowiedzieć niezbiorczym tasiemcem.

Adexxie

bardzo dziękuję za Twóją opinię i klika. Przede wszystkim cieszy, że udało się ukazać dwie twarze natury. Fakt, tekst mógłby śmiało być na 80k znaków, z większą ilością wydarzeń i podbudowanym napięciem. Ale też taka specyfika tekstów portalowych, że trzeba się bardziej sprężyć i zmieścić pomysł w jakimś sensownym przedziale. Mam zresztą całkiem sporo “opowiadań” zdecydowanie za długich na Portal :)

 

bruce

bardzo dziękuję za Twoje wsparcie, doceniam to.

Cieszy także, że tekst się spodobał, bo ma pewne eksperymenty w stosunku do mojego bazowego stylu.

 

No i fajnie, że obrazki Wam się podobają :) 

Pozdrawiam Was serdecznie!

Mam nadzieję, że wszystko dobrze i zrozumiale wytłumaczyłam.

Jak najbardziej :)

Tak jak mówiłem – wszystko pasuje do konwencji fantasy.

Czołem!

Karczma w Lendergardzie słynęła na cały kraj ze swojego jadła i napitku, tak więc nikogo nie dziwił fakt, że panował tu tłok. Jednak żaden tłok nie mógł się równać z tym przy ławie, na której siedział wysoki, młody blondyn o niebieskich oczach

tłok-tłok. Rozumiem, że to porównanie, ale still powtórzenie i chyba jednak nie uzasadnione środkiem stylistycznym. 

Słońce już zachodziło, ale wychodzący mężczyźni od razu spostrzegli,

Nie wiem, czy nie użyłbym innego słowa, celem uniknięcia w jednym zdaniu zachodziło-wychodzili.

Wiedźma z Bagien!

Hyhy Jozin z Bazin, przepraszam :)

Ivan Mladek – Jozin z Bazin on Make a GIF

 

Z zamyślenia wyrwał ją stukot kopyt. Zza wzgórza wyłonił się wysoki jeździec szybko zmierzający ku niej. Gdy się zbliżył, zobaczyła połyskującą zbroję i długie blond włosy. Wyglądał na równie zaskoczonego jak ona.

– Zorin? – zapytał cicho.

– Gryndil… – powiedziała smutno.

Nic się nie zmienił przez te trzy lata… Choć nie, jego oczy… Jego oczy wyglądały smutniej, doroślej. Brakowało w nich tej wesołej iskry, którą tak wtedy polubiła. Spojrzał na nią nerwowo:

– Wyglądasz na bardzo zmęczoną. Chodź, zabiorę cię do Pinearu. Mam tam przyjaciół.

To spotkanie jest dla mnie troszkę nienaturalne. Widzieli się raz w życiu (?). Jak mogą się tak od razu pamiętać i oferować pomoc? Jakby spędzili tą noc w inny sposób (powiedzmy), to może jeszcze, ale tak to jest to odrobinę naciągane.

Pół roku spędziła ćwicząc się w walce u starego rycerza. Na swój pierwszy miecz zbierała długo. Chciała być gotowa. W przerwach jeździła jednak opiekować się chorymi. Skądś musiała brać pieniądze, ale była o wiele ostrożniejsza. Zdarzyło się, że pewnego wieczora znalazła się na przedmieściach Lendergardu. Zmęczona postanowiła zajść do karczmy pod lasem. Już z daleka usłyszała podniesiony męski głos. Cicho zajrzała przez okienko. Zobaczyła go. To była ta chwila. Jej czas. Czas zemsty. Zdecydowanie pchnęła drzwi. Wzrok wszystkich skupił się na niej.

I to też mnie zastanawia. Dlaczego zielarka za najlepszy sposób zbicia rycerza uważa walkę mieczem? Nie mogła go otruć albo zaszlachtować jak spał? Zakładam, że sposobów jest sporo, a ten, który wybrała, chyba najgorszy dla niej. Ale no epicki za to :)

 

Wątek rośliny mógłby być bardziej wyeksponowany, ale to Szanownej Jurorce oceniać.

 

Poza tym… kurde fajne klasyczniutkie fantasy. Miło się czytało. Narzekania powyżej, to tylko takie o gadania/zapytania. Dobry tekścik.

 

Pozdrawiam!

Tak technicznie, to nasionko jest częścią rośliny (?). Jakby organem, tak jak jakaś nerka alboco :). 

Ale tak literacko, to przyjąłbym, że nasionko jest jakąś zapowiedzią/nadzieją roślinki. Np. wojna o nasionko, jest tak naprawdę wojną o przyszłą roślinkę. Nie idą te wszystkie króle i rycerze toczyć epickie boje po to, żeby mieć tylko nasionko :). Więc chyba git.

 

Moim skromnym zdaniem.

Jestem zaskoczony, że nikt wcześniej nie wyłapał “stróżek”, bo już kilka osób się przez tekst przebiło wcześniej. Literówki to podstępne bestie są.

Bestie są to, oj tak. A ja wyłapałem to tylko dlatego, że sam niedawno machnąłem podobny błąd, który wytknęła niezawodna Regulatorzy :).

Co do samego zakończenia, starałem się, żeby było jednak czymś bardziej słodko-gorzkim. Bohaterka zjednoczy się z ukochanym, ale w drodze do niego zupełnie zatraciła się w żalu

Jasne, to wybrzmiało. Moje wrażenie z happy endem było o tyle dominujące, że po prostu spodziewałem się w pełni martwego końca drogi, gorzkiej ironii i żalu. Niemniej, nostalgia i utrata są wyraźnie zaakcentowane. Swoboda interpretacyjna też na pewno jest.

 

Pozdrawiam!

Czołem!

Kluczyła już w sięgającej do pasa gęstniejącej Trawie, która zapraszała coraz śmielej, jak nieprzebyta toń zachęcająca do kolejnego kroku w głębinę Morza.

Tutaj zastanawiam się nad składnią. To “już” miało chyba wskazywać, że trawa robi się coraz wyższa. Czy w takim razie może, “Kluczyła w sięgającej już do pasa, gęstniejącej Trawie”?

ostatnie stróżki potu na czole

Strużki potu, zakładam :)

Po raz pierwszy od wejścia na Morze poczuła, jak ogarnia ją strach.

Trochę mi nie pasuje, bo wcześniej piszesz:

Dostrzegła, że kolorowa chusta leży na wysokich, nieruchomych źdźbłach, cierpliwie wyczekując powrotu właścicielki. Mathair sparaliżował strach.

Może najpierw “obawa”, bo to chyba stadium przed “strachem”?

 

Satysfakcjonujący tekst. Momentami mam wrażenie powtarzasz refleksje, lekko parafrazując swoje poprzednie zdania, ale to też buduje klimat, a wykorzystany język jest ładny, opisy poetyckie. Z kolei miłym zaskoczeniem dla mnie, spodziewającego się zakończenia, które zadrwi z wysiłku bohaterki, jest dobry happy end. Dobrze, że Trawy doceniły jej odwagę. Jakoś to takie zgodne z naturą i przyrodą. 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

Czołem chalberczyk,

ach, miło tak, jak ktoś wróci do dawnego tekstu. Jeśli absurd do Ciebie trafił, to wysoce mnie to cieszy. Ot, nie zawsze człowiek musi pisać fantasy : )

Dzięki za odwiedziny i za klika!

chalberczyk,

Ha! Chyba jesteś jedynym czytelnikiem, który nie narzeka na fabułę, że dziurawa :)

Oczywiście, nie jest to opowiadanie pełne akcji, strzelanin i pościgów, ale mam wrażenie, że opowiadasz dokładnie tyle historii ile chcesz, by czytelnik resztę zapełnił swoim domysłem, swoją refleksją. Więc mi pasuje :)

Tytuł (roboczy – jestem otwarty na sugestie): Zaskoczenie

Długość: 16592 na ten moment

Gatunek: fantasy, z elementami dark

 

Opowiadanie na roślinny konkurs Holly, od razu przepraszam, że narzucam betującym krótki termin (do 1 sierpnia trza wrzucić).

Tekst z mojego świata fantasy, który już parę razy zaprezentowałem na Portalu, ale tym razem od innej, naturalnej strony. Będę wdzięczny za każdą uwagę co do pomysły, fabuły, języka (ehh błędów), refleksji.  Chętnie odwdzięczę się betą.

Adexxie, dzięki za wizytę! Nie uważam się za wysoce oryginalnego twórcę, więc podwójnie cieszy, że to doceniłeś.

A, przecież jeszcze są “Kwitnące trawy” XD

Oo celnie. Choć tam już epicka fabuła napisana, nie wiem, czy można doepicczyć :)

Chociaż tam chyba triumf antagonistów w tekście…

Ale fajny konkurs i ale fajny długi termin :)

Te moje niegdysiejsze słowa się bardzo źle zestarzały, zwłaszcza in fine…

 

Ale dam radę, prawda? Prawda … ?

https://www.youtube.com/watch?v=6vYgPvrFFTo 

Skoro Ranko Ukulele to biedronki ludojady by pasowały, ale tu kurka wodna nie roślinki…

 

Cieszy mnie Twoja radość :). Jest zasłużona, bo tekst naprawdę ciekawy!

Czołem!

Intrygujący tekst, oparty na ciekawym pomyśle takiego trochę one-room. Przede wszystkim urzekłeś mnie głównym bohaterem – narracja pierwszoosobowa (której normalnie nie lubię) tutaj pasuje znakomicie. Fakt, że nie wiemy czym jest bohater znakomicie wpływa na fabułę, jego niezrozumienie dla świata ludzi jest konsekwentnie i dobrze poprowadzone. Mam tu tylko podobne przemyślenie co Zakapior – dziwne, że potrafi mówić po ludzku. Może mógłby rozumieć Rel przez dotyk? Nie wiemy, czym jest, zatem musielibyśmy to kupić, jako jego cechę, umiejętność. A z tą mową, jest lekki zgrzyt.

 

Ale to nie przeszkadza, fabularnie i refleksyjnie opku niewiele brakuje.

Dlatego rolą mą jest klikać i życzyć powodzenia w konkursie!

Czołem Chalberczyk!

W końcu dotarłem do “Przyjaciółki lipy”! 

 

Przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu pisarskiego, jaki okazałaś w tym tekście. Język, zdania, opisy – piękne to i jak znakomicie wykorzystane do nostalgicznego nastroju opowiadania. Szacunek.

 

Fabularnie jest w porządku, opowieść jest satysfakcjonująca, spokojna, płynie sobie wolno. Mam trochę odczucie przypowieści (zlepek scen, symbolizm), a jednak wybija się też psychologia postaci. 

 

Ciekawy sposób uchwycenia rośliny. Jednak wprost myśląc o konkursie, widziałem oczyma wyobraźni ożywione rośliny, magiczne kwiaty, wywary, mroczne pnącza, a tu proszę – inne i jakie oryginalne podejście.

 

Gratuluję, w konkursie ściskam kciuki. A piórko prędzej, czy później przyfrunie :)

Pozdrawiam!

A odnośnie fabuły, w mojej wizji miał to być prolog do większej historii, którą tam sobie powoli tworzę. Chciałem rzucić kilka okruszków, które zachęciłyby potencjalnego czytelnika do dalszej lektury. Jeśli uważasz, że nie do końca mi wyszło, to trudno. Przynajmniej się starałem.

Właściwie jako prolog, to mogłoby to funkcjonować dość nieźle. Na pewno zachęciłoby mnie do czytania dalej w myśl schematu: prolog z mocnym i odległym wydarzeniem, a pierwszy rozdział gdzieś spokojny, powolny. W taki sposób, by się udało, a niestety bardzo trudno napisać prolog tak, by sam się dobrze bronił.

 

Pozdrawiam!

Czołem!

Garść przemyśleń:

Kruki zataczały koła na tle krwawiącego nieba. Ich donośny skrzek brzmiał jak szyderstwo wobec tych, którym los odmówił łaski. Tamard otworzył oczy – jedno zalane krwią, drugie ledwie śledzące ruch ptasich sylwetek. Ból w piersi i nodze był tak dojmujący, że ciało nie reagowało na rozkazy umysłu. Każdy oddech przypominał wbicie ostrza, każda myśl – krzyk duszy błagającej o litość. Nie miał siły wstać, choć wiedział, że musi.

To pierwszy akapit, więc musi chwycić. Opis bólu, który odczuwa bohater od razu na mnie działa. Ale zdanie  Ich donośny skrzek brzmiał jak szyderstwo wobec tych, którym los odmówił łaski musiałem przeczytać dwa razy, by zrozumieć, a to drugie zdanie tekstu (!). Nie wykluczam, że ja jest niekumaty, ale może nie szalałbym w pierwszy akapicie z tak doniosłymi metaforami. Tak samo to każda myśl – krzyk duszy błagającej o litość. Sądzę, że za dużo tego.

Jeden z kruków opadł niżej. Dziobem smagnął powietrze tuż przed jego twarzą, jakby testował, czy dusza wojownika jest już gotowa do odejścia z walkiriami do domu Złotego Ojca.

Nie, nie teraz, nie tak – pomyślał w panice.

Przecinek przed “czy” i “pomyślał w panice” bez italiki?

Wokół leżeli towarzysze z dywizji:

Czy dywizja to odpowiednio klimatyczne stwierdzenie? Może oddział? Kojarzę dywizje jako najwcześniej XVIII-wieczne pojęcia, mniej odpowiednie dla klasycznego fantasy.

 

Zaimkozę wskazała już Reg, więc tylko to popieram – zdecydowanie należy zredukować ich ilość. Polecam ctrl-f wszystkie “jego”, “ich”, “mu” itp. i rozważenie, czy w każdym miejscu są potrzebne. Albo postawienie krytycznego pytania, czy umieszczenie zaimka cokolwiek dodało.

 

Trudno mi również ocenić świat stworzony, bo i niewiele o nim wiemy. Stąd też przyczepiam się do “dywizji”, a może to wynika ze świata.

 

Natomiast chyba Twoim celem był klimat i narastające napięcie. To się w mojej ocenie udało, z każdym zdaniem czytało się lepiej i z większą ekscytacją. Także ode mnie spory plusik za klimat. 

 

Minusik za fabułę, bo nie wybrzmiało do końca kto, gdzie i dlaczego. Nieznajomy, czarnoksiężnik, ork ze szklanymi oczami, wszystko nie połączyło się w satysfakcjonujący sposób. A może miało się łączyć, ale nie osiągnęło tego efektu u mnie.

 

Trzymam kciuki za dalsze teksty!

Pozdrawiam!

Cześć!

Tekst traktuję jako baśń, bo konwencja wyraźnie na to wskazuje. Momentami mam wrażenie zbytniego przegadania, co jest wypadkową długich wypowiedzi bohaterów i narratora, opisów oraz dość pompatycznego języka. Mimo to, każdym z tych elementów operujesz zgrabnie, co należy pochwalić. 

Docenić należy też pomysł i jego przedstawienie – niedynamiczne, spokojne, wskazujące na narastającą od zaistniałej sytuacji zgniliznę. 

Nie mogę się jednak wyzbyć wrażenia, że troszkę dynamiczności można by dodać – jeśli nie dialogami, to opisami, wydarzeniami. 

 

Tekst jednak oceniam jako niezły, gratuluję.

Pozdrawiam serdecznie!

 

Cześć!

– Potrzebuję trzy, góra cztery miesiące, by pozamykać sprawy. Więcej nie chcę, ale muszę wiedzieć na pewno, że tyle przeżyję i ani miesiąca krócej, ani dłużej.

Mam wątpliwość logiczną, czy może być trzy, góra cztery miesiące i ani miesiąca krócej, ani dłużej. Tzn trzy-cztery z założenia dają jakiś luz. Ale w sumie to wypowiedź, więc bohater zapewne mógł tak sobie powiedzieć.

 

Ogólnie tekst napisany dobrze. Pomysł może nie jest odkrywczy, ale osobiście zafascynowała mnie motywacja bohatera i nie mogłem jej rozgryźć, choć chciałem. Wyjaśnienie – niejednoznaczne, nieoczywiste, otwarte, również przyniosło mi satysfakcję. To chyba najważniejsze w tym tekście i moim zdaniem w pełni się udało.

Lekką wątpliwość nasuwa mi druga część. Rozumiem, że zmiana narracji na opisową jest owocem przemiany bohatera w drzewo, ale mimo to nie mogę się wyzbyć wrażenia kroniki. A może tak właśnie ma być? 

 

Niemniej, dobre opko, intrygujące, skłaniające do refleksji. Najpierw pomyślałem sobie “kurczę, tytuł taki nieintrygujący, może dałoby się go rozwinąć, by zachęcał mocniej”, ale po przeczytaniu nie mam wątpliwości, że tytuł jest znakomicie dobrany do przesłania.

Klikam, pozdrawiam i trzymam kciuki w konkursie!

Czołem bruce!

Jak zawsze wyciągasz świetną historię i wplatasz w nią subtelnie fantastykę – czytało się bardzo dobrze. 

Momentami mam wrażenie troszeczkę, że tekst wpada w kronikę, ale z drugiej strony jakoś trzeba było to czytelnikowi wyjaśnić. Niemniej, kolejna intrygująca historia zyskała swoją fantastyczną szatę dzięki Tobie. I to należy docenić i kliknąć!

Chciałabym jednocześnie uspokoić, że zamieszczam tę propozycję, napisaną jakiś czas temu i na tym na razie pauzuję, więc przynudzać zbytnio już nie będę, obiecuję.

Cóż to za złowieszcza deklaracja? Pokaż tych, których przynudzasz, to ich poświęcimy na ołtarzu Bogini Literatury :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Ave Cezarze, chwała i sława!

Bardzo przyjemny tekst, odjechany, a jednak uparcie logiczny. Dzieje się dużo, a przecież tekst nie jest spuchnięty. Uśmiechnąć się też można. A zabieg z głównym bohaterem ciekawy.

Zlecenie polega na dokonaniu czynności prawnej na rzecz dającego zlecenie. Tutaj mamy analogię np. do świadczenia stałej pomocy prawnej. Mefisto ma podejmować różne działania zmierzające do apokalipsy ;)

Poprę, bo też mi się wydaje, że pakiet i złożoność czynności Mefistofelesa wykracza poza klasyczne zlecenie. Ale do rozstrzygnięcia sądowego, właściwość chyba sądu ostatecznego, no chyba, że się umówili na SR w Olsztynie.

Problem polega na tym, że 95% zawieranych w Polsce umów zlecenie, to wcale nie jest zlecenie w rozumieniu kodeksu cywilnego, a nieudolna próba ominięcia kodeksu pracy xD

Tzw. “wysokiej klasy fachowcy zatrudnieni na umowę o dzieło” :)

 

Chyba to klikać można jeszcze, to ja klikam mocno.

Pozdrawiam!

Hej!

Tym razem zupełnie normalny tekścik :). Hmm… może nawet nieco zbyt klasyczny, przez co przewidywalny. Ale Vacter kiedyś celnie zwrócił uwagę, że krasnoludy to taki dość ugruntowany schemat w fantasy i trudno z nich coś nowego zrobić i w mojej ocenie ma rację.

Fajny tekścik, dla mnie największy plus za ironię w narracji – uśmiechłem się poważnie i to kilkakrotnie.

Pozdrawiam i czekam na dalsze losy Danu :)

Zygfrydzie

bardzo cieszy mnie Twoja opinia :). 

Aż do końcówki nie domyśliłem się, że chodzi o tego Twardowskiego :) Brawo ja.

Brawo Ty! Przynajmniej jest ktoś, dla kogo wszystko nie było jasne od początku, a to i dobrze :)

Udanie gra na wzbudzenie w czytelniku niesprawiedliwości,

Ten efekt również chciałem osiągnąć, cieszę się, że go dostrzegłeś.

 

Dzięki za wpadnięcie, pozdrawiam serdecznie!

Emperor jest już mniej komunistyczny. No chyba, że NAAAAAASZ Emperor laugh

Cześć,

Zadziwiające jak

Przecinek?

Przepuściłem go i patrzyłem jak

Przecinek przed jak?

Opakowanie było lekko zagięte i kod nie chciał zadziałać.

No i któż tego nie doświadczył. Dramatyczne przeżycie.

Oddaliłem się, udawałem, że coś poprawiam na jednej z półek, ciągle go obserwując. Oceniałem wygląd mężczyzny. Człowiek się nie postarzał, tylko zarósł. Jego ruchy były znacznie wolniejsze niż przed laty. W końcu udało mu się skończyć i wyszedł ze sklepu.

Akapit trochę nie po polsku napisany.

 

Ogólnie to ciekawy, krótki tekst, skłaniający do otwartej, niejednostronnej refleksji. 

I dobrze :)

JPolsky bardzo dziękuję za wpadnięcie i pozytywną recenzję. Jak mam być szczery, to Twój odbiór tego tekstu jest w 100% tym co chciałem osiągnąć. To znaczy oczywistości są, ale celem jest klimat i narastająca groza/uczucie zagmatwania. Bardzo się cieszę, że tak to odebrałeś :)

 

ośmiornico

Twój komentarz również bardzo mnie cieszy – pozytywnie oceniasz to na czym mi najbardziej zależało w tekście. 

trochę naciągany wydawał mi się motyw obowiązywania cyrografu, który został podpisany bez pełnej świadomości jego treści, ale uważam, że autor może nadać swojemu diabłu własne zasady.

I dokładnie tak jest :). Zagmatwanie i nieoczywistość jest też diabelskim narzędziem, zwłaszcza wobec prostoty duszyczek. Zapewne, gdyby miał kusić wielkich jaśnie panów, to by przybrał formę prostej, głupiutkiej dzieweczki albo nierozgarniętego parobka. Na każdego coś się znajdzie :)

 

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za Wasze cenne opinie!

Cześć Kolekcjonerze,

tekst bardzo dynamiczny, do czego przyczyniają się krótkie zdania. Jest to zabieg obosieczny, bo o ile akcja jest wartka, o tyle wkrada się dużo chaosu. Momentami zbyt dużo. Przez to trudno też czasem dostrzec powiązanie między częściami. 

Nie można jednak odmówić kreatywności oraz pomysłu. Klimat wiszenia głównego bohatera i jego umęczenia wydał mi się wiarygodny. Jednak scena kulminacyjna… cóż, miałem wrażenie, że nie była dość podbudowana, ale może też czegoś nie wychwyciłem. Ogólnie, dużo się działo i nie wiem, czy aż nie za dużo. Przez to mniej przywiązałem się do konkretnych pomysłów, które były niezłe.

Niemniej, tekst oceniam jako udany.

Pozdrawiam!

Cześć,

opko może nie jest przesadnie odkrywcze, ale ma pomysł, który jest bardzo sensownie zrealizowany. Historia ma narastający klimat, a do tego ciekawe, nieoczywiste zakończenie.

Emocje głównej bohaterki są troszkę spłycone, bo dość szybko przechodzi ze stanu w stan, refleksje w tym zakresie są proste, ale z drugiej strony jestem w stanie uwierzyć w lekką diabelską manipulację. Na pewno nie jest to coś nieprzekonującego.

Dobry tekst.

Powodzenia w konkursie życzę i pozdrawiam!

Pobetowo wbijam!

Niech świat wie, co na becie mówiłem. Opowiadanie jest napisane bardzo poprawnie, spójnie realizuje pomysł, ale przede wszystkim i tak po ludzku – cholernie dobrze się je czyta. Tekst w sumie nie jest długi, a kipi z niego masa pomysłów. 

Im dalej w opko, tym więcej skrótowości i opisowości, ale dzięki temu udanie zamykasz opowieść. Wciąż najbardziej podoba mi się pierwszy fragment z Paladinem, oj jak to się czyta, klimat świetny! 

Hm, typowy tom to 500.000 znaków. 7 tomów to 3.500.000 znaków. Da się ogarnąć ;)

Wrzuć na betę I tom :))

Stwierdziłem, że wolę bohaterkę pytającą, niż wojującą, i stąd słabsze zakończenie. Gdyby przywódcy mocarstw byli grzeczniejsi, kiedy kończyłem pisać, może Matylda zostałaby wyzwolicielką planety. Ale nie byli. Więc jeśli powstanie kiedyś kontynuacja, to otworzy ją okropna rzeź, po której bohaterkę zaczną nękać niewygodne pytania, niczym ślimak drążący cukinię.

W sumie pisałem na becie – dla mnie to jest dość życiowe zakończenie. Niecukierkowe (niecukiniowe hehe). Nie robiące ideałów, tylko wprowadzające puentę, która prowadzi bohaterkę do uznania, że wybicie potworów to super pomysł. Piękny byłby świat, w którym w każdej bestii każdy bohater potrafiłby dostrzec coś dobrego. Ale to dopiero fantastyka by była. Ja w fantasy potrzebuję kreatywnego świata, ale spójnej i realnej psychologii i decyzyjności bohaterów. Twoje zakończenie takie właśnie jest.

Jak anonsowałem, tekst biblioteczny, konkursowo udany (choć Szanownej Jurorce to sądzić według jej sumienia) oraz zasługujący na nominację piórkową.

Pozdrawiam i trzymam kciuki za dalsze świetne teksty!

Finklo, Regulatorzy – chyba naniosłem wszystkie wasze poprawki.

 

Finklo, 

Ciekawe ujęcie legendy. Czy pan miał prawo do dusz poddanych? Czy diabeł honorowałby taką umowę? W końcu to nie grzechy chłopów, tylko pana…

Diabeł to mi się zawsze przy Twardowskim wydawał bardzo w myśl “umów należy utrzymywać”. A że kruczki małymi literkami i haczyki – cóż. Dlatego też chciałem podkreślić, jak ważne dla niego jest podpisanie dokumentu.

W ogóle jest to zawsze taka ciekawa perspektywa, gdy diabeł nie ma naturalnej wyższości nad człowiekiem, musi uciekać się do bardzo ludzkich sztuczek. A że Twardowski przeważnie go podle wykorzystywał, to chciałem, aby diabłu też coś się dostało. Choćby ogarek :). 

A co do prawa do dusz… cóż, tytuł nie wziął się bez powodu. 

 

Regulatorzy,

 

bardzo dziękuję, że wpadłaś i wychwyciłaś co niedobre.

Czytało się nieźle, choć wykonanie mogło być lepsze.

Odbieram to całkiem pozytywnie :). Niebetowane więc wszystkie szydła mej niedoskonałości wyszły z worka.

 

Pozdrowionka!

Zakapiorze,

Tekst jest bardzo oryginalny i (co nie dziwi) napisany bardzo poprawnie językowo. 

Przeplatywanie historii, kultur, czasów za pomocą jednego motywu nie jest niby niczym nowym, ale ująłeś to bardzo ciekawie, przedstawiając różne perspektywy. 

Mój osobisty zgrzyt jest z czasem teraźniejszym narracji, ale to moje uprzedzenie, niczym nieuzasadnione. 

Ponadto, zastanawiam się, czy Twoim celem było zostawienie czytelnikowi interpretacji tego co się dzieje, czy jednak chciałeś, abym jakąś konkretną refleksję miał. Ponieważ, zdecydowanie wybrzmiewa mi to drugie. Mamy tu bowiem ludzkie tragedie, ale też takie człowieczeństwo w pełnej swojej krasie, dobre i złe, jednoczące się jednym motywem. Czy jest to zatem po prostu magiczny mechanizm? A może schronienie dla utrapionych? Świat, do którego tylko młodzi mają wejście? Wydaje mi się, że nie ma jednej odpowiedzi.

Lektura bardzo przyjemna, pozdrawiam!

Ambush

Pulchny brunet o urodzie księgowego mafii

:))))

Ugh, ale ogólnie to tekst mocny, robiący wrażenie. Interpretacja konkursowego zadania na poziomie. Podoba mi się bardzo wyrazista postać bohaterki, jest bardzo z krwi i kości. Trochę zostawiłaś do dopowiedzenia czytelnikowi, ale czy to źle?

Pozdrawiam!

Dziękuję Ambush. W takim razie wszystko jasne, czekam na dzień od Versus i postaram się ku chwale Portalu działać :)

W sumie nie mam stuprocentowej pewności jak to działa, ale coś mnie skrobie w głowie, że mógłbym się zgłosić na dyżurnego :)

Brawa, szczególnie dla Zakapiora za dublet tak szybko!

Chalberczyk – once more dziękuję za wpadniecie pod dawny już tekst! Dobrze, że bohaterowie jako tako wyszli, bo to opowieść o nich, jakby album z ich życia. Słusznie przedmówcy zauważyli, że fabuły to tu raczej nie ma. Może bardziej kartka z pamiętnika dziejów…? A do tych postaci historycznych mam akurat wielką słabość :). Pozdrawiam!

Jejku, Chalberczyk, bardzo mi miło, że zrobiłaś archeologię mojego tekstu! (Choć chyba mój staż nie taki długi, by nazwać to "archeologią" w pełni). Cieszę się, że poruszyło, bo i mnie wtedy cała sytuacja, którą hmm… parafrazuję, jakoś poruszyła. Bez tragedii, bez entuzjazmu, ale że choć to pozornie nic wielkiego, to że stało się coś ważnego. Bardzo dziękuję za wpadniecie i pozdrawiam!!!

Drodzy, wybaczcie odpisanie po czasie i to jeszcze z telefonu, więc bez ładu i składu. Robercie – bardzo miło, że wpadłeś, dziękuję za pochlebne słowa, miło mi :) (tu robię entera, ale jestem święcie przekonany, że na telefonie mi się nie zrobi) Finklo, miło, że wpadłaś, jak zawsze ciepło Cię witam :) Zadałaś ciekawe pytania i jako pierwsza tak wyraźnie zwróciłaś uwagę na moje nawiązanie do legendy. Myślę, że już na lepszym sprzęcie się do tych pytań odniosę. Jeżu, jak mogłem z tymi ubraniami, kompromitacja, znakomicie, że to wyłapałaś, zresztą stróżkę też:)))) Pozdrowionka!

Cześć

najpierw kilka poprawek (sugestii)

dopiero gdy nogi chłopaka zaczęły drętwieć od bezruchu.

Może “gdy nogi chłopaka zaczęły już drętwieć od bezruchu”. Dopiero brzmi tak, jakby kapłan czekał z wejściem, aż nogi chłopaka zaczną drętwieć. 

Nie był w stanie się poruszyć, gdy mężczyzna podszedł bliżej, ani wtedy, gdy położył lodowatą dłoń na jego głowie. Nie krzyknął, gdy ten wbił mu w skórę nieobcięte paznokcie. Ale jednak coś zrobił. Gdy kapłan zaczął szeptać zaklęcia w obcym języku, chłopak zemdlał.

To chodzi o to, że coś zrobił, bo zemdlał? Troszkę nie rozumiem tego jednego zdania.

W zasadzie brakiem szacunku mogło być w jego oczach wszystko, a karą było ciężkie bicie, z reguły do krwi i zakończone kopniakami po głowie i brzuchu.

Powtórzenie do uniknięcia chyba.

służąca przyniosła mu wczoraj odzienie jego młodszego brata

Zaimek zbędny.

 

Niezły tekst – dobrze się czyta, spójna, krótka historia z dobrze zbudowanym klimatem. Napięcie narastające w głównym bohaterze widoczne.

Nie do końca jest jasne co właściwie się wydarzyło w kaplicy, ale mrok lubi mieć swoją tajemnicę, kupuję to.

 

Pozdrawiam!

Cześć!

Zręcznie napisane, z morałem i sensem. Ma ręce i nogi, trochę vibe bajki. Przyjemnie się czytało, szacunek.

Pozdrawiam!

Czołem!

Obietnicę spełniać zaczynam – czytam teksty.

Rozczarowania odczuwać nie mogę. Przeważnie u siebie mam problem z kreowaniem sensowej fabuły, raczej przedstawiam scenki. Ty w krótkim tekście opisałaś tyle, że ho! Podziwiam! 

Ale momentami przez to mam wrażenie, że to trochę opis, brakuje dialogów lub budowania napięcia, czy zbudowania bohaterów. Ale, przekaz jest dobry, emocje też się pojawiają, a światotwórstwo jest przyjemne. Dobry pomysł, dobra realizacja.

Mieszkała w północnej twierdzy, poza którą rozciągały się samotne stepy i nienazwane krainy. Niekiedy słyszała opowieści, że tam właśnie toczy się wiekuista walka dobra ze złem, światłości z czernią, a tętent kawalerii potępionych słychać w nocy nawet w czworakach u służby, ale nie była pewna, czy chce w to wierzyć.

Lublin? :))))

 

Pozdrawiam!

chalberczyk

Aj, nie warto, są w większości o Lublinie. :)

Mogło być znacznie gorzej ;)))

czeke

Oczywiście, w tym tekście żadnego zaskoczenia nie ma, pełna zgoda. Chodziło o klimat, bardzo cieszy mnie Twój pozytywny odbiór tego aspektu. Dzięki :)

ASie

wybacz że mam takie skojarzenia;

A cóż ja mam wybaczać? :) Przyszedłeś, zostawiłeś sensowną opinię i jeszcze klikiem do biblioteki dobiłeś.

Brzmienie może faktycznie być współczesne, nie mam aż tak szerokiej wiedzy na temat wiejskiego życia w tym okresie, by to wybrzmiało solidnie wiarygodnie pod tym względem. Poniekąd wysłużyłem się historią jako tłem, a inspiracja brała się z hybrydy kilku utworów muzycznych i literackich (Kaczmarski, Rej).

Ale bardzo cieszy, że stylizacji Ci się podoba :)

 

Pozdrawiam Was serdecznie

Ambush

Niereformowalny dla mnie za nowoczesny, nie pasuje do klimatu całości.

Prawda, nowomowa się wkradła.

Według mnie rozcieńczoną jak kto/co wódka. 

A to i prawda.

Wolałabym z 20% mniej. 

Konkret – noted.

Bardzo dziękuję za odwiedziny i podzielenie się opinią. Tekst nie w pełni w moim stylu, dlatego dobrze, że dało się przeczytać bez zgrzytania zębami :)

 

Dywizjo Pancera

a to zdrowia życzyć trzeba! W końcu szlachetne zdrowie… A u Autora jedynie antagoniści alergiczni :)

 

bruce

wątpliwości co do tamtych wątpliwości właśnie

Incepcja :)

 

chalberczyku (wciąż mam jakąś wątpliwość, czy ja to tak powinienem odmieniać – daj znać jak najlepiej smiley),

 

Bardzo miły komentarz z Twojej strony. Budujące to :)

Wcale nie za długie.

Przeciwnie.

Co Czytelnik to opinia i to jest właśnie piękne :). O tyle dobrze, że nie wiem, czy potrafiłbym skrócić.

Dobór słów przemyślany prócz jednego wyrażenia (Ambush już zwróciła na to uwagę), feudalizm niereformowalny jest anachronizmem, a nawet jakby nie był, to wybija z rytmu, wyrywa czytelnika ze świata przedstawionego. Bardziej pasuje tu jakaś metafora gospodarska, np. uparty jak głupie cielę etc.

Celna sugestia, faktycznie niepotrzebne mruganie okiem do Czytelnika.

Oczywiście bardzo dziękuję za odwiedziny, klik i ogólnie poprawę humoru w piątek trzynastego :)

Obiecuję też w końcu wpaść do Twoich tekstów – teraz miałem okres pisania, więc czytania było mniej, ale zabiorę się za to chętnie!

 

Wszystkich pozdrawiam bardzo serdecznie!

bruce,

fajnie, że drążysz temat :).

Moim zdaniem ten celownik brzmi tam źle.

“Ja nie wiem, co te chłopy porobiły, ale bab nie powinno się tłuc. Nie ekonomowie.”

Rozumiem to tak, że 

 

zdanie nr 1: kobiet nie należy bić

zdanie nr 2: na pewno nie ekonomowie powinni je bić.

W mianowniku, że kto? co? bije baby? – nie ekonomowie biją baby.

Bo przy brzmieniu “Nie ekonomom” brzmi to jakoś jakby było niezwiązane ze zdaniem poprzednim. Może po prostu nie do powinności, a do czynności się odnoszę, nie wiem, czy to poprawnie.

 

Ale,

Jednak, kiedy teraz myślę, już sama nie wiem… 

Niech to nas zjednoczy, skoro i ja nie wiem :)

Ogólnie to ciekawa kwestia.

 

Jurora szanownego pancernego witam i o zdrowie pytam :)

Buy Cat Armor Online In India – Etsy India

 

MichaelBullfinchu

cześć i czołem! Dziękuję za opinię, przytyk i pochwała zawsze najbardziej wiarygodne są w parze :). Zresztą z tym zarzutem przegadania nie zamierzam walczyć, bo on ma swoje uzasadnione podłoże. Niemniej, cieszy, że uważasz tekst za udany.

 

Pozdrawiam!

Dawidzie!

Przypomniał mi się “Potop” jedyną książkę jaką przeczytałem przygotowując się do matury i właśnie z potopu była matura :))))))

Czasem to trzeba mieć szczęście i mu dopomóc :)

Dzięki za komentarz i opinię, cieszy pozytywny odbiór!

 

Galicyjski Zakapiorze!

Dzięki za wizytę i zwrócenie uwagi na oczywisty błąd.

Hmmm no nie jest to złe opowiadanie, aczkolwiek muszę napisać szczerze, wydało mi się bardzo przegadane. Mamy 30k znaków, a akcję tak naprawdę można streścić w kilku zdaniach, i postacie też nie są jakoś szczególnie rozbudowane. Część tych znaków realnie służy budowaniu klimatu i napięcia, ale spora część to (w moim odczuciu) zbytnia szczegółowość.

Dobrze to rozszyfrowałeś, koncentracja była na klimacie, postaci są proste celowo. Pierwotnie był zamysł, aby było ich więcej i miały bardziej dynamiczne relacje między sobą, ale nie spinało się to limitowo, a zależało mi na cierpliwym zbudowaniu klimatu. 

Dziękuję za klika i dobrą, merytoryczną opinię o tekście!

 

Czołem bruce,

witam serdecznie i dziękuję za komentarz i rzetelne poprawki tekstu. Tym razem nie betowałem, a widzę z generatora błędów wylosowały się literówki (i interpunkcja z urzędu) :). Znakomicie, że je wychwyciłaś, bo psują klimat, który z mozołem staram budować.

Nie ekonomowie. – tu tylko dopytam, czy nie miało być bez „e”?: Nie ekonomowi.

Do tego się tylko odniosę, bo reszta bezdyskusyjna. Zostawiam tak, ponieważ Jan odnosi się do tego komu wolno bić żonę. Tj. “Bab nie powinno się tłuc. Mogą to robić mężowie, nie ekonomowie”. Stąd taka forma, choć wcześniej Jan mówi “ekonomy”, to jednak raz na czas, jako światłemu, uda się mu trafić z odmianą. 

Przepiękna stylizacja języka

Zaskoczenie nr 1, bo zakładałem, że stylizacja będzie pierwszym zarzutem, że nieudana i niezupełna.

Świetny horror, do końca trzymający w napięciu 

Zaskoczenie nr 2, że uznajesz to za horror, co schlebia zbudowanemu klimatowi. Nie stosowałem takiego tagu, bo nie uważam, bym w morzu znakomitych horrorów na Portalu, potrafił choćby w części zrobić taki klimat grozy. Dlatego miło, że jednak tę grozę choć trochę czuć.

i ukazujący prawdziwą ludzką naturę

Tu zaskoczenie mniejsze, pragmatyzm ludzki miał być pewną puentą. Pierwotnie zakończenie brzmiało nawet “Jan strzelił celnie i żył długo i szczęśliwie”, ale zrezygnowałem z tej igraszki z bajkowym zakończeniem.

 

Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam!

Czołem Dywizjo Pancerna!

Dziękuję za miłe słowa i komentarz.

pozytywne zakończenie jest pocieszające.

Wzięło mnie tym razem na przynajmniej trochę szczęśliwe zakończenie. Bo ponurość i smutek chyba są niewiarygodne, jeśli nie wydarzy się nic dobrego :)

Cieszy, że podoba się już drugie opko z tegoż świata, następne w swoim czasie nadejdą :)

Pozdrawiam!

a także późniejsze spory w sądzie… :)

Był taki case w Stanach, nie tak dawno, 2019 chyba – facet przeżył śmierć kliniczną i wniósł o to, że w takim razie odsiedział już dożywocie, bo przecież umarł :). Ale sądy tego nie kupiły, z tego co pamiętam.

Czołem!

Uhhh… ale tu się dzieje. Ostatnio pisałem, że mi zaimponowałeś ilością treści w krótkim tekście, teraz również, ale nie wiem, czy trochę nie przegiąłeś :)

Niemniej, pomysł aż kipi i widać, że wiedziałeś co chcesz osiągnąć, a zaryzykuję stwierdzenie, że pisząc miałeś dobrą zabawę. Inspiracja ropuchowa super, kiedyś też próbowałem zaprząc ją do fantasy, ale śmiem twierdzić, że Tobie dużo lepiej to wyszło.

Natomiast na następnego Danu poproszę ciut mniej abstrakcyjnego absurdu, bo od nadmiaru głowa rozboleć może, a bardcorowa playlista tworzyć się wszak dalej musi :)

Pozdrawiam!

Czołem!

Nie jest to tekst dynamiczny, ale zakładam, że i taki był Twój cel. Schemat opowiadania odwiedziny mnicha – noc/sen moim zdaniem jest dobry. Brakuje mi jakiegoś zaakcentowania puenty i jeszcze wzmocnienia wątku rośliny, ale może zepsułoby to efekt.

Ciekawe nawiązanie do relacji między krzywdą ludzką, a przyrodą, w której przyroda pełni rolę takiego brutalnego Robin Hooda, bezlitośnie odpowiadającego na krzywdy.

Ogólnie to podobało się, kawałek dobrego, klasycznego fantasy.

Pozdrawiam!

bruce, jak zawsze wyciągasz i nadajesz fabuły intrygującej historii. Tutaj akurat nie mam pewności, czy chciałaś pójść w absurd, grozę, czy intrygę (podstęp), a chyba trochę za mało znaków, by ująć wszystkie, w związku z czym klimat trochę skacze i w żadne z powyższych wczuć mi się trudno. Niemniej, jest zręcznie (co oczywiste w Twoim wypadku) napisane i ciekawe, subtelna fantastyka, ładna taka :). Cieszę się, że przeczytałem.

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka