komentarze: 163, w dziale opowiadań: 163, opowiadania: 134
komentarze: 163, w dziale opowiadań: 163, opowiadania: 134
Wszyscy posłuchali posłusznie. Nawet matka, choć szła powoli, jakby niepewna czy robi właściwie.
Ja bym nie rozdzielał tych dwóch zdań kropką, raczej przecinkiem.
– Zawołał przyjaciół:
– Kleur! Mauritu! Krekson! Do mnie!
Tu się coś pokićkało.
Zapewne okłamywała nawet samą siebie przed sobą.
bez ostatnich dwóch słów.
Rogan oddalił się zafascynowanej grupy.
?
– Powinnam była to rozpoznać – jej głos był pełen wyrzutów sumienia.
– Powinnam była to rozpoznać. – Jej głos był pełen wyrzutów sumienia. – Chyba tak.
– Jeśli będziesz mnie szukać – powiedział Rogan do Picadora – znajdziesz mnie w grodzie Doog. Do kopalni nie idź. Ani nigdy, jeśli możesz tego uniknąć.
Ani nigdy?
Pisz dalej, nie przestawaj.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Pointa świetna.
Ja bym wywalił ten fragment: Nie umie także w żaden sposób modulować głosu
Kilka chwil zajęło mi zrozumienie o co chodzi. Wiem, że to rozwali całą druga część pierwszego akapitu ;)
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Popieram TomDer. Zrób z tego coś większego.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
No ok.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
TomDer
Co do drugiego zdania, wyobraziłem sobie tę scenę i mi wyszło, że wchodzi Granda.
Co do pierwszego zdania, to ja osobiście bardzo lubię takie zabawy składnią. Super, że zrobiłeś to specjalnie.
Gdybym miał tyle mocy to bym Ci dał punk do biblioteki.
– Ja nie chcę – powiedziała cicho Granda.
I wtedy Karol też jakby się zawahał. Bo on nigdy nie wiedział czego chce.
Genialne.
– Nigdzie nie idę… – powiedziała kopia, ale wtedy bosmani przebrani za portierów chwycili ją mocno za ręce. Szarpanie nic nie pomogło.
nie lepiej: “przebrani portierzy”?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
[robi cierpką minę]
– Nie zrozumiałem tekstu? A czego tu nie można zrozumieć?
Przypomniał mi się inny wiersz.
(fragment, Pierwszy hipotyk Różyckiego.
Jeżeli to jest kara, ja od tamtej pory próbuję
ją wypełnić, małą pustą bańkę. I wrzucam
w siebie napotkane sprawy, ludzi, samochody,
domy i całe miasta, biorę to do siebie.
Jeżeli jest to darem, ja chciałbym go zwrócić.
Wypluć już tę pastylkę, w której mieszka nicość,
ale jej nie ma wśród słów, które codziennie,
i stąd te krzyki nocne, i stąd te polucje.
– Nie dokazuj – prycha ironicznie.
[Rozsypuje kwiaty polskie po ścieżkach męki pisania]
a mojego tekstu co wisi na betaliscie to nikt nie chce pobetować, pies z kulawa noga nie zerkanie.
Też mam dla Cię piosnkę bruce
https://www.youtube.com/watch?v=UcjVLhn0Rno
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Keep going
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Czytam dalej…
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja się nie znam ale czy taka składania to powinna być:
Karol usłyszał nagle słowa wydobyte z potoku słów Romualda, których nie słuchał.
Albo to:
Najpierw jednak Granda.
I wtedy Granda weszła.
Powtórzenie. ja bym napisał: I wtedy weszła.
Milcze już z uwagami bo jak pisałem nie znam się.
Opowiadanie super no i pomysł przegenialny.
Bravo.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetny pomysł. super mi się czytało.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Tyle w tym magii co w przerzucaniu pilotem kanałów telewizora.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Veni, vidi i jest super.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi tez się podobało, pomysł i wykonanie świetne.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Bardzo świetne opowiadanie.
Za wyjątkiem pierwszych 3 lub 4 rozdziałów które są makabrycznie słabe.
Są bezdyskusyjnie słabe albowiem składają się z kalek i kodów kulturowych oklepanych niemiłosiernie. Nuda i nuda, symulakry do potęgi.
Wczuję się w jedną z postaci Twojego opowiadania, wiesz tą od przeklinania. i tak:
– Pinćset – Sięgnęła do kieszeni. Powiódł łapczywym wzrokiem za jej dłonią.
– Miljon dwieście – zarechotał.
Kurwa, naprawdę musiał powieść “łapczywie” nie mógł innaczej?
No i kurwa oczywiście musiał “zarechotać” no kurwa musiał, bo jakby nie zarechotał, to byś chyba pękła.
Zajebałaś to prawie genialne opowiadanie.
Jeszcze raz podkreślę że przeklinanie w moim komentarzu jest nawiązaniem do opowiadania w sensie do Rut.
No i ta naiwna dychotomia. W tej scenie dziewczyna “dobra “chłop” zły. Dziecinna dialektyka dobra i zła. Zwłaszcza jeśli chce się być psim sędzią. może powinien być psi kat (skoro narrator już wyrok wydał)
Reszta jest bardzo fajna, wciągająca i w ogóle super. Jak pozbędziesz się tych nudziarskich archetypów to kupię Twoją powieść.
Nie gniewaj się na mnie.
Aaaa no i wywal to ostatnie zdanie.
Jest banalne. A banał źle się kontrastuje ze świetnym pomysłem na opowiadanie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetnie postaci. Z chęcią poznał bym Rogana i Gustava bliżej.
Dawaj kolejne rozdziały.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetnie napisane.
Tylko jak to skomentować? Oto jest pytanie.
To miała być wprawka literacka czy opowiadanie “społeczne”?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Choć nie gustuje w absurdach ( życie wszak ich zawsze dostarcza mnogo) to mi się podobało. Trzymam kciuki konkursowe.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Popieram moich przedpostowców z całą siłą.
(po pierwszej kawie)
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja bym dał do biblioteki.
Super
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetne opowiadanie. Lubię takie PRL– owe klimaty. Długo się zastanawiałem co mi nie gra. Moim prywatnym zdaniem laika to za dużo tu jest krótkich zdań.
Wyciągnął przed siebie ręce, próbując zorientować się w przestrzeni, ale nawet ich nie widział. Miał wrażenie, że tonie w zbiorniku z melasą. Do jego nogi przypłynęła walizka. Unosiła się swobodnie na powierzchni, obijając się o niego. Kiedy wysmarkał z nosa resztki cieczy olśniło go: to była smoła. Ciepła, ale nie wrząca. Brodził w niej po łydki. Przypomniał sobie o plecaku, który czas miał na sobie. Przemoczony materiał ciągnął go w dół, próbując utopić. Wyjął aparat i wcisnął guzik. Na ułamek sekundy ciemność zrobiła krok do tyłu, odsłaniając wąską piwnicę. Wyglądała jak ta z jego szkoły podstawowej. Typowa “tysiąclatka”. Zawsze w kotłowni można było znaleźć woźnego, męczącego flaszkę Wyborowej. Ściany pomalowane do połowy na paskudny odcień zieleni.
W pewnej chwili poczułem jakbym czytał telegram w takim rytmie: am Pam, pam, pam. Pam, pam, pam.
Ale opowiadanie super.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ciężkie ;)
Ja się nie znam wiec moje uwagi to tylko moje uwagi i nic ponadto.
Oczywiście. Mogę spytać, w czym konkretnie pan gustuje? Może gęsty, lokalny lager? A może import z Latarni? Pełna egzotyka z południa, a nawet wschodu!
Hieronim wszedł w połowie wywodu.
– Nie możesz spytać – rzucił na odchodnym.
Ja bym chciał usłyszeć: Nie możesz.
2. Kolejny dzień. Dzień za dniem, jak sztachety w płocie – każda inna, wszystkie takie same. – super, fajne, ładne.
Na a końcówkę z tym taserem to bym zmienił. Jak dostaniesz taserem to nie dasz rady nic złapć. Wierz mi.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetny ,świetny.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Super, czytało się świetnie.
Tylko to raczej pomysł na całą powieść a nie na opowiadanie.
(Chyba)
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Dziękuję bardzo za uśmiech.
Samo opowiadanie mi się nie podobało (ale to kwestia osobnicza, po prostu nie lubię bajek).
Zabawne wydało mi się wrzucenie opowiadania o pisaniu fantastyki na forum o fantastyce. To była taka matanarracja. Taki Pilch do potęgi.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi się podobało tylko nie wiem czy do końca zrozumiałem.
Muszę nad tym pomyśleć.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zazdroszczę 
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Świetne dialogi.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja tylko napiszę, że przeczytałem.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Pomysł z lodówką genialny. :) Zrobił całość. A mi wieczór. Idę do lodówki :)
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
A mi się podobało. Ładnie napisane i ciekawi.
Na początku trochę się pogubiłem z tym powietrzem atmosferycznym ale to wina zbyt uważnego czytania.
zgadzam się z Bartkowski.robert. Też z chęcią poczytam Twoje inne opowiadania.
Super.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Dla mnie takie pomiędzy średnie a ok.
Nie lubię gdy narrator zwraca się do mnie. Wiem, że taki był zamiar – breaking the fourth wall, ale nie lubię.
Nie przepadam też szczególnie za ironią. Ale to cecha osobnicza. Obiektywnie patrząc ironia celna.
Za to końcówka świetna. Trafiła do mnie. Taka… ładna. Gratuluję.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja bym wywalił kilka słów:
płatków (przydatne słowo dla poetów, od razu wiadomo że to wiersz, bez płatków jak wiadomo wiersza nie ma i nie będzie),
krukami (nevermore),
skowyt wilków (no daj spokój, nie da się bardziej infantylnie? Ahh nie da sie bo były “płatki”),
mgła, (od razu zrobiło się tajemniczo)
w świetle księżyca, (jeszcze tajemczniej)
knieje (knieje, płatki kto by się poznał, grunt że jest plus 120% do poetyckości)
Końcówka ratuje, ale nie powala.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Chryste Panie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Fajnie napisane. Naprawdę ładnie.
Klawisze poruszały się w górę i w dół – rytmicznie, precyzyjnie, ale z furią, jak palce-młoteczki dziecka w szale
Ta “furia” to tu mi po raz pierwszy w sercu coś drgnęło.
Jak dla mnie jednak za dużo tych muzycznych metafor i nawiązań.
No i sam pomysł na fabułę, taki trochę sztampowy.
Ale pisanie świetne, takie z serca i rzetelne.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi się podobało. Miejscami było nawet śmieszne. Taka trochę Cyberiada. Tylko, że u Lema zawsze wiedziałem o co chodzi.
Wstęp mi się nie podobał. Tak dwie pierwsze strony. Jakbyś chciał za szybko i za dużo na raz. Zanim zacząłem się wczuwać już mi przydzwoniłeś pierwszym dialogiem. Zanim się zorientowałem leciałeś już na złamanie karku. Potem na szczęście było wolniej.
Nie szalał bym z powtórzeniami o których pisał ibidem Zakapior – niektóre były całkiem fajne i zgrabne.
Reasumując ogólnie na plus i fajnie.
Dzięki za miłą lekturę.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Nie udało mi się wzruszyć Pendrive. Ogólnie ładnie napisane, fajne didaskalia (przeszyć hardym wzrokiem jest super). Ale nie poczułem żadnego moralnego drgnięcia. A może jestem zmęczony? Zatem idę już na dziś z mojego ulubionego portalu.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
I cóż ja mogę powiedzieć?! I co powinienem napisać?
Mój Acanie, Interlokutorze wszakoż.
Stul Twój mniemam giętki językowo w mojej opinie pozornie jeno.
Raczej doszukiwał bym się zapędów grafomańskich iście. A już zwracanie się do czytelnika bezpośrednio a fujj mój panie, toż to żart jakowyś chyba. I tych pojęć mieszkanie,metrażu z autobilem.
Już kończę, podkreślę sympatii do narracji takowej żadnej nie mam.
albo takiego poczucia humoru..
Inne wszakże Pana pisania z chęcią a i owszem.
(z opinii mojej nie miarkuj waść zbyt wiele, bieguniasta ona: fajne – niefajne. Inne są tu eksperta im ucha przychylaj.
Dan z miasta dnia 20 februarisa roku od narodzenia Syna Bożego 2020. Dany na opatrzenie Kosmicznego Sarmaty, mając baczenie na pilność i chęć sławnego Barsaby.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Katia72 opowiadanie bardzo ładnie i zgrabnie napisane. Ale…
Ale mi się nie podobało. Po przeczytaniu odszedłem od kompa i podjadając frytki w kuchni zamyśliłem się dlaczego. Odpowiedź przyszła w czasie podjadania buraczków z obiadu (leżały obok frytek):
Otóż opowiadanie to, to film “Dystryk 9” zamknięty w 10k znaków (z tego co pamiętam taki był limit w konkursie) Odnoszę zatem wrażenie, że podjęłaś się niemożliwego. bo niemożliwym jest opisanie tranasformacji właśnie w takiej ilości znaków by oddać jej pełnię, lub choć obudzić głębsze emocje.
Nie chcę być miała mnie za krytykanta wiec dodam, iz chciałbym tak umieć pisać jak ty.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
celna uwaga
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Opowiadanie na pewno jest fajne. Wyzwłośliwianie się na grupie zawodowej pewnie też jest fajne. Tylko ja niestety nie chce tego czytać wiec przerwałem dość prędko. Mam nadzieję, że nie będziesz krzyw na to.
Niemniej z tego co przeczytałem:
Bardzo fajnie konstrukcyjnie.. krótkie akapity i szybkie pointy, zabawnie i z humorem.
Mam wątpliwości co do zapisu of kors – znaczy w 22 wieku będzie to już polskie słowo?
Pozdrawiam
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Dawno się tak pięknie nie zaczytałem. Mnóstwo smaczków, intrygujący pomysł i wykonanie bardzo rzetelne. Przyznam, że po przeczytaniu wstępniaka chciałem wyłączyć i nawet to zrobiłem. Ale na szczęście wróciłem i nie żałuje.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Całkiem porządnie napisane. Mi siew podobało.. narracja ciekawa no i jest pomysł na opowiadania. Kilka smaczków “Neoserce” itp.
Przeczytane i jestem za. :)
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zgadzam się z Mytrixem. Musisz popracować nad tekstem. Rozumiem pokusę by dać emocjom popłynąć, sam często z tym walczę. Jednak czytelnik (prawie każdy) nie tego oczekuje.
Nadaj temu co napisałeś dobrą formę.
Trzymam kciuki.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja też muszę przyznać, że czytało mi się bardzo przyjemnie. Narracja bardzo porządna przypadła mi do gustu. Tak mi trochę niezręcznie biorąc pod uwagę wpisy moich przedczytaczy, ale ja też nie przepadam za tym rodzajem humoru.
Na temat interpunkcji się nie wypowiadam bo sie nie znam :)
Ogólnie super i.. czekam na więcej.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ładnie i sprawnie napisana bajka. Nie przepadam za takimi historiami, ale przynam, że narracja mnie zachwyciła i dobór słów. Nawet mnie trochę wciągnęło. Ładnie opisany dziecięcy świat. W jednej chwili miałem zgrzyt (kwestia drobnej wagi) Jak chłopcy zaczęli się bawić w Grognaka (przed wejściem w las) to na 100% pokłócili by się który jest Grognakiem :)
Ogólnie świetne.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
To Doom 1?
Pomysł fajny. Na plus, sporo akcji. Jak napisał ibidem Piotr Wałkówski jest to pomysł na scenę, ale nie na odrębne opowiadanie.
Choć lubię zapisy w nawiasach to nie wiem czy kwesta tłumika, akurat tutaj, wymaga nawiasu. :).
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
to było super maciekzolnowski, naprawde dobre. Ładne.. wrażliwe i z zadumą, śmierć wiewiórki ładnie oddała niepojętość i niedefiniowalność świata. I te włoskie skrzypce.
“gdzie jestes kochanie” – piękny ironiczny dystans.
Oby tak dalej.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
A dodatkowo w czasie ich bytności, napełniane były czasem satysfakcją i dumą, gdy jakiś ludzki wielkolud cmoknął nad zegarem dziwiąc się, że chodzi bez nakręcania.
coś tu jest nie tak :)
Bardzo piękna bajka i refleksyjna. Zaczytałem się w niej, co mi się tutaj zdarza nieczęsto.
Czekam na więcej.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zawsze miał słabość do toporów przedkładając tę oręż nad inną
Dziwnie brzmi.
Pożegnał się z Przemysławem obejmując jego głowę okoloną zlepionymi krwią długimi płowymi włosami i z mocno bijącym od targających nim emocji sercem ruszył szukać Zofii i małego Jakubka, który był największą jego radością.
Co tu mówić, trzeba zmienić :)
W spalonym grodziszczu nie było niczego co nadawałoby się do zjedzenia, a bliżej nie chciał szukać pomocy.
Znaczy bliżej czego?
Wystarczyła jedna nieopatrznie nadepnięta gałązka….
Chyba w tym zdaniu przekombinowałeś, zwłaszcza to “nadepnięta”.
Zanim nałożył ją na cięciwę, zanim naciągnął łuk, to zdobycz zniknęła w pobliskich krzakach. Zadowolony z udanego polowania ruszył po zająca, ale uprzedził go Jakub, który podbiegł pierwszy i chwyciwszy zdobycz za uszy pociągnął w stronę swojego opiekuna.
Wrzuciłem to zdanie nie bez przyczyn, pomijając już niepotrzebne “to”, wystarczy zdobycz. To odnoszę wrażenie, że tak piszesz: A potem pojechali zdobyli zamek, i zabili smoka który strzegł skarbu i potem był ślub.
Dla mnie narracja kuleje i wszystko jest do wymiany.
Zapis dialogów. To tak specjalnie robisz bez półpauz?
Ogólnie opowiadanie ciekawe i wciągą, jestem pewien, że “nakręcisz” kolejne części. Z chęcią przeczytam. Tematyka historyczna – mnie bardzo miła.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi się podobało. Tylko niewiele zrozumiałem. Świetny pomysł na opowiadanie.
Ale.
W dialogach się gubiłem. Skąd się wzięła Marlena? Itp. Wydaj mi się, że tekst wymaga wyjaśnienia pewnych kwestii. Mam nadzieję, że to zrobisz bo odnoszę wrażenie, że nie przelałeś na papier tego co widziałeś w głowie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Fajne opowiadanie, ładnie napisane i przyjemnie się czyta. Na prawdę, ładna narracja.
Niemniej…
Trochę za długie, albo znacznie za krótkie.
Może tylko ja tak mam, że jak za długo czytam i nie wiem o co chodzi to mi się nudzi. I prawie już przerwałem i prawie zacząłem przewijać. Ale solennie sobie postanowiłem, że nie będę tak robił. No i nie zawiodłem się, było dobrze. Ale jakbym zapłacił za to, to bym sie zirytował. Ergo. Dodaj: starcie moralne (np w powozie) albo wywal kasjerkę.
Serdecznie pozdrawiam i było dobrze.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Wszyscy po prostu przyjęli ten fakt jako oczywistą prawdę. Nikt poza mną nie zauważył jakiejkolwiek zmiany.
Albo jedno albo drugie :) Wierzaj, czytałem to frazę z 10 razy żeby wychwycić sens.
Ale odnoszę wrażenie, że chyba trochę zabrakło CI pomysłu na końcówkę, albo ja nie jestem zbyt przenikliwy.
Gdzieś już czytałem podobne opowiadanie, albo kiedyś napisałem podobne?
nie pomne teraz.
Podobała mi się narracja. Spokojna i leniwa.
Keep going!
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Nie będzie mnie przez 3 dni, piszcie komentarze, ćwiczcie! potem będę zamieszczał różne moje opowiadania do skomentowania
Dobry Boże!
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Sam nie wiem co powiedzieć, niby fajne.. niby ciekawe, język wartki, niby wszystko okej ale zaskoczenia nie było. Mimo to podobało mi się.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Takie pojechane trochę i zakręcone, mocno obyczajowe. Szczęsciem dla mnie niewielkie dawki moralizatorstwa. Ale nie porwało mnie. Za mało akcji. Zawsze dwa po lewej.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Nie odgadłem zamiaru :(
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Wielokrotnie sam podejmowały próby opisania kolorów. Jak tematu na którym literatura niezbyt się koncentruje (ludzie którzy płaczą kolorowymi łzami, a te z kolei stanowią walutę itp). Próby te pozostały w mojej głowie, bo nie mam na tyle zdolności pisarskich, by prób mych nie można było określić jako infantylne. Myślę, że kolory pozostaną domeną malarstwa.
Zgadzam się z rosabelle. Zbyt szerokie pole intrpretacyjne, które kojarzy mi się z dyskusją z barze gdzie każdy z rozmówców zaczyna od “ale”.
Nie zostawił listu, nie wygłosił manifestu.
W powieści “Kamień na kamieniu” brat powracający z tułaczki życia przestał (odmówił) mówić. Wielostronicowe próby zachęcenia go do mówienia spełzły na niczym. Konsekwentnie do ostatnie strony nie powiedział słowa. On nie wygłosił manifestu, jednocześnie jest najpotężniejszym i najbardziej doniosłym w polskiej literaturze manifestem smutku i beznadziei. Oczywiście rozmiar tekstu nie pozwala na tak doniosłe “wybrzmienie”, niemniej jeśli chciałeś mi przekazać, że życie jest szare to
ja to wiem.
Każdy wie (nawet dziecko)
Więc po co to napisałeś?
Po co?
W jakim celu?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Naprawdę bardzo ładne i wdzięczne opowiadanie. Choć sam pomysł niezbyt ciekawy to narracja nadrabia. Czytałem z uśmiechem.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
No i gdzie jest drugie oko?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
No nie wiem. Trochę zreferowałeś to opowiadanie. Miejscami widać było, ze ci się spieszy. Sam pomysł jak dla mnie oryginalnością nie powala a w swoje subiektywne odczucia określił bym jako ciężkie westchnienie i wyrozumiałość dla młodości.
Przecinki to nawet ja widzę, że jest źle więc jest źle.
to nie wilki, ani nie niedźwiedzie.
To nie wilki ani niedźwiedzie jedno zaprzeczenie w zupełności wystarczy.
W końcu, gdzieś pomiędzy gałęziami zobaczył blask tafli jeziora.
Zaczynanie zdania od “W końcu” to jakiś dramat. Jakbyś nie wiedział co napisać.
Arcydzieło to to nie jest.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi się bardzo spodobał pomysł, do tego napisany zabawnie i nienachalnie. Czytałem z uśmiechem
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ja się Maćku nie rozpiszę. Bo choć przepadam za Twoim pisaniem, tym razem zawiodłem się srodze. Albowiem nie przepadam za tak poprowadzoną narracją (którą zowę krotochwilną) i czytać jej nie mogę bo mnie męczy przepotwornie. Dlatego po drugiej * (istniejącej domyślnie) dałem pass.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Nie wiem o co chodzi. Zarzuciłem sobie czytanie pobieżne, począłem czytać raz jeszcze z wynikiem jak pierwotny. Kompletnie nie wiem o co chodzi w tym teście. Jeżeli Twoim celem było stworzenie szyfru to gratuluję, udało się.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Ale o co chodzi? Czy to opowiadanie ma jakąś pointe? Czy on mi umknęła? Że jesteśmy igraszką w rękach bogów?
Całość raczej mało oryginalna.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Nie mam zdania.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Dawid wiedział, że jest wielki i że może być jeszcze większy, że jego arcydzielny koncert tylko czeka
Co to jest arcydzileny koncert?
Mnie też nie porwało, nawet byłem lekko znudzony. Nie czuje takiego pisania.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
To miała być prosta misja: lądujemy, prowadzimy zwierzaki na tereny żerowe, a potem spokojnie wracamy na sawannę.
i dlatego przeprowadzono kilkumiesięczne szkolenie?
Jasne, tylko… po co to? Powiesz mi w końcu, co nam grozi, czy dowiem się dopiero, gdy znajdę się w brzuchu tutejszego odpowiednika yeti?
za długie zdanie z tym Yeti..
Następnie założyła na plecy łuk
chyba za plecy? Mam łuk bloczkowy. Nie wyobrażam sobie poruszania sie z łukiem na plecach lub jazdy wierzchem, łuk przeszkadza we wszystkim, i co krok uderza wierzchowca.
– Spójrz w niebo – odezwał się niespodziewanie pasterz. – Teraz mi wierzysz, że Laniakea to księżyc?
ona po tym szkoleniu nie wiedziała czy leci na księżyc czy planetę?
zresztą skoro już poszło do druku to i tak bez znaczenia, daruje sobie zatem kolejne uwagi.
Bardzo ładne opowiadanie. Podobało mi się.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
On był wybrańcem… Wyznaczonym do zatrzymania inwazji Niepodzielnych. Księga, sny, gwiazdy… Objawiły mi to. Widziałem jego znamię… To wszystko wiedziałem, zanim obudzili się ci, którzy mieli spać przez wieki.
Naprawdę? Co to jakaś Belgariada dwa? Oryginalnością nie powalasz.
– Czigodny, kogo namaścisz na Czempiona?
Sędzia wyprostował się i spojrzał w bok.
– Siebie.
Ładne
Pojawiły się kolejne postacie. Mężczyźni oraz kobiety. Osoby odziane na biało, bądź też okryte pozłacanymi płytowymi zbrojami. Każda z tych istot emanowała jasną aurą.
To zlot Majarów?
Zanim odpłynął do krainy snu, poczuł delikatny dotyk czyjeś dłoni na swojej twarzy
Mithrandirze…
Opowiedz bliżej jak wygląda walka berdyszami w pomieszczeniu? Bo jak sam sobie to wyobrażam to składam się ze śmiechu. Widzę: strącane drzewcami wazony, zaplątane w drzewca firany, zamaszyste zamachy i strażników którzy nawzajem ścinają sobie głowy. Dobrze pojąłem?
Sędzia dostrzegł, iż nie jest to jedynie prosta iluzja.
– Zakrzywienie rzeczywistości – stwierdził Mędrzec. – Widzę, iż w Toros uprawia się magię na wielką skalę.
Ładne
Ogólnie jest okej. Może coś z tego będzie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
mimo że mało to adekwatne do prawdziwego stanu rzeczy.
do prawdziwego stanu rzeczy? I tako prawi człek wykształcony?????
Drogi Bei Qiun
Nawet nie spróbowałem przebrnąć przez całość. Bardzo lubię historyczną fantasy. Narracja jest przeprowadzona fajnie. Żałuję, że dałeś tylko infodump. Gdyby było coś dalej. Gdyby to było powieść to tak, mógłbym się zanurzyć A tak mam sobie tylko smaku narobić? Nie, nie i nie. Widać, że włożyłeś ogrom pracy, doceniam. Wrzucając to tutaj w takiej formie wyrzuciłeś asa na blotkę.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zgadzam się z regulatorzy. Pomysł naprawdę bardzo fajny.
Osobiście poczytał bym coś bardziej optymistycznego.
Coś takiego – na wskroś – współczesnego.
Nowoczesnego ale też takiego jak z czasów Sarmacji.
Więcej szabel, bitew, manewrów i zwrotów akcji.
Opisałeś grozę prorokowanej przyszłości
Ale gdzie tu fantastyka codzienności?
Pierwszy jednak przyznam, że pomysł doskonały
Zręcznie opisałeś świat cały, w detale bogaty
Spójny, zwarty, ciemny trochę . Wysiłek niemały
włożyłeś – przyznaję. Bez zbędnej w emocje zatraty.
Pointa wydaje się zdecydowanie mało pointowa
Nic nie czułem, nie rozbolała mnie od niej głowa.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Sterowanie ręczne, awaryjne, mechaniczne? Dużo tych sterowań. Jako awiacyjny ignorant domagam się wytłumaczenia co to jest sterowanie mechaniczne.
To nic nie dało i kapitan dopiero teraz zaczął się mocno pocić…
Koleś ma nerwy ze stali: płonie silnik, kontrolki migają, sterowanie nie działa a zaczyna się pocić dopiero teraz.
Ciekawe, ale nie porywające. Dobre, ale nie przesadnie.
Krytyka współczesnych czasów, że telefony są złe. Było to już setki razy, a będzie tysiące. Prorokanizm i Delfizm znów.
Bardzo dużo drobnych błędów. Nie chciało Ci się ich poprawiać? Przeczytać tekstu przed opublikowaniem? Domagam się szacunku dla mojego czasu.
Po kilku sekundach samolot niknął
Komputery były wolny, ale działały
Pomysł bardzo dobry .
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Co prawda byli osoby którzy jadły trupie mięso,
były osoby
Te potwory nie były jednaka
jednak
Życie w Weibergu obfitowała więc
obfitowało
Dlatego postanowiłem rzucić jedynej wielkiej
rzucić wyzwanie?
Przeczytałeś to przed “wrzuceniem” na forum?
Pomysł bardzo fajny, do samego końca czekałem na rozwiązanie. Podobało mi się. No i długie w sam raz.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Jakiś bezzębny Szkot stoi z mopem i zaczyna nim ją ścierać.
nim ją to zabieg literacki?
Przecież my tutaj wszyscy bezgranicznie sobie ufamy, no nie?
Kontrola to najwyższa forma zaufania ;)
Bardzo zgrabne opowiadanie. Szczęśliwie dość rozsądne rozmiarowo. Tak, że zabawa słowem nie zdążyła zmęczyć. Jak dla mnie bardzo pozytywnie. Krytyka “przełożonych” lekko (podkreślam lekko) infantylna i trąci komunałem.
Jestem pod wrażeniem. Uśmiechnąłem się kilka razy.
Ole!
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Drakaino. Raz już próbowałem wpisać swoje uwagi do tego opowiadania ale nawał pracy spowodował, że nie dałem rady kliknąć “Gotowe” Zatem powielam:
Przebierze się w zakupionym niedawno apartamencie w centrum miasta, dokąd wprawdzie nie zamierzał się przeprowadzać, ale przechowywał tam sporo rzeczy przydatnych w niespodziewanych przygodach, w jakie wplątywała go współpraca z biurem cesarskiego inspektora do spraw specjalnych.
Strasznie długie to i skomplikowane zdanie.
Następnego dnia w samo południe czekała go wizyta w atelier nestora malarstwa, pana Horacego Verneta.
Aż kusi, żeby taką ilość literek “r” przeczytać z francuska, albowiem po polsku mimo trzykrotnych prób na głos nie udało mi się tego wypowiedzieć poprawnie. :)
Przekonany, że broń nie będzie mu potrzebna, odbezpieczył ja i zostawił w kieszeni,
Taki mały zgrzyt.
Zgadzam się z Darconem, jest lekko przegadane. Podobnie z tym układaniem się w sensowną całość. Oczywiście wiem co miałaś na myśli.
Niemniej opowiadanie bardzo fajne, przyjemnie się je czytało, choć rozwiązanie zagadki przyszło trochę zbyt szybko. Rozumiesz, że słabo się czyta gdy już wiesz w tkwi szkopuł.
Zdecydowanie wolę gdy akcja dzieje się w Paryżu niż w Londynie.
Tak, te dzieci na końcu. Piękne. :)
Dziękuję, za to opowiadanie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Na początku byłem zaciekawiony. Ale po pewnym czasie zacząłem się nudzić. W połowie zacząłem przewijać tekst i zetknąłem na koniec by zobaczyć jaka była odpowiedz. Ładnie napisane i starannie. Mogło by się spodobać ale mi się nie spodobalo. Sam nie wiem czemu.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Początkujący zwiadowca marzy o sukcesie i o tym że zamelduje o tym jako pierwszy. Na ostatniej prostej nie mógł przyspieszyć jeszcze bardziej bo biegł równomiernie. Więc tylko przyspieszył. I tak 8h w zbroi płytowej? – to jest dopiero fantastyka. Pełna płyta i halabarda. Wyobraz sobie walkę w takim stroju. Aha i ściągnij tarcze z pleców w pełnej płycie i trzymając halabardę ????. Czy na widok biegnącego strażnicy nie powinni wymierzyć w niego broń? Zamiast krzyżować je jak w filmie z lat 60-tych? Wyobraz sobie pole widzenie a Strażnika w helmie. Byle chłop z widłami ich załatwi. Sam dwóch. I naprawdę komendant radzi się nowicjusza? Gdy to czytałem to czułem się jak w jednej z tych gier gdzie małe dziewczynko-mangi biegają z mieczami dwa razy większymi niż one sam. Zmień to albo Twoja grupa docelowa będzie 13-15 lat.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Czelendż akcepted.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Smutne. A ja nie lubię smutnych. Myślę że większość tu obecnych ma go nadmiar. Anyway pierwszy drable który mi się w miarę spodobał. A już myślałem że drable to głupia idea. Dawaj te wampiry.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi opowiadanie się podobało. Potraktowałem jerwczej jako zabawę forma. Nie mam uwag moralnych co do bohatera. Nie uważam go za antypatycznym. Scena jak on że łzami w oczach przy córce słodka. Miejscami telenowela, wszystko trzyma się ładnie konwencji. Jeśli to była zabawa forma to gratki. Jeśli nie to dramat i rozpacz.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
PawelM z tego że piszę na telefonie nie będę wskazywał poszczególnych błędów a jest ich bez liku. Sam pomysł nie jest zbyt oryginalny dodatkowo idea porywania naszych kobiet w celu zapłodnienia jest smieszno-straszna. To ma być główny wątek? Brakuje opisów. Nie wiem jak wyglądają bohaterowie poza jednym co ma brodę. Na tym odcinku jest dramatycznie źle Nie wiem w jaki h czasach się to dzieje. Raz strzały raz wlocznie. Nie wiem czemu nie ma broni. Nic nie tłumaczysz. Ja mam się domyślać o co chodzi jak kto wygląda bo Tobie nie chciało się tego napisać? Nie czułem emocji gdy opisywales strzelaninę. Nuda. No i zapomniał broni. Weeeź. Proszę Cię, naprawdę? W takim świecie zapomnieć broni. Wiem że potrzebowałeś uzasadnić jego bierność podczas zapładniania ale to był najinfantylniejszy punkt tego opowiadania. Na plus. Nie ma dluzyzn.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Jak ma debiut to bardzo ładnie. Regulatorzy wytknęła już błędy więc nie będę się czepiam. Powiem tylko że temat oklepany i raczej nudny. Opisy przyrody omijałem.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
No to czuła wielką dziurę czy nic nie czula żadnej zmiany? Bo nie czaję co czuła lub nie. A nie czegoś co ludzie nazywają nostalgia. A ona jak to nazywa? On był zbyt urodziwy. Urodziwy? Urodziwy?! Naprawdę podziurkowala go spinka jak ser? Pomimo obdarcia z godnością nie zatraciła w tym wszystkim siebie. Rozumiem że nigdy nie miała w sobie godności? Co to za spinki? Chyba jakieś sztylety mordercze. Rozdzierający ból otępiały jej zmysły ale było w porządku. Upadłem i poddałem się.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zgadzam się z opiniami Thargone w całości. Nie czułem napięcia wyboru. Ogólnie porządnie napisane ale szału nie ma.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
– Nie – odparła szybko. – To znaczy, mam program, ale nie jest aktywny, to znaczy, nie aktywowałam, bo ja go nie chcę.
– Nie chce pani? – zdziwiło się blond dziewczę.
– No. Nie chcę.
– Ale… Jak to?
– Tak to.
Mało wiarygodne by ekspedientka się zdziwiła. Myślę, ze wszelkie wymysły klientów, ma już za sobą. Rozumiem co chciałeś pokazać ale tu to jest o jeden most za daleko.
Jedno z lepszych opowiadań jakie ostatnio czytałem. Nie wiem po co był fragment rodzinnej kolacji. to coś wniosło?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Zdecydowanie mi się podobało. Jestem zdecydowanie za, zdecydowanie gratuluje i dziękuję za to opowiadanie.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Drakaina już napisała co trzeba i nawet nie ma za bardzo co dodawać, jednak mimo wszystko:
Burza wydawała się cichnąć, ale deszcz z rzęsistego, zmienił się w irytującą mżawkę.
Dlaczego w tym zdanie jest słowo “ale”? Nie mogę odgadnąć.
– Panie! Będziemy musieli to gdzieś przeczekać i możemy wstać z samego rana, i wtedy popędzić do pańskiego druha.
i i i ihhaaaaaaaa (wybacz)
Przypowiastka taka sobie, może być, szału nie ma, takie tam. Zło ukarane, itp. Jakby wywalić brzydkie słowa to można by to poczytać dzieciom do snu.
Ja zacznę od końca i dotrę gdzie Drakaina skończyła co by był komplet.
Pokonując otumanienie głodem, przemoknięciem i zimnem,
Otumanienie przemoknięciem?
Pokonując otumanienie od głodu. Zziębnięty i przemoczony…..
ujrzał dziwnie znajomą twarz
Dlaczego dziwnie znajomą? Na czym ta dziwna znajomość polega? Rozumiem, jest tak fraza. Dla mnie to fraza-pułapka.
Jan podniósł się z trudem i nie mogąc utrzymać się nad ziemią, uderzył w błoto, wywołując ogromny plusk.
Nawet nie wiem jaką zmianę zasugerować. Absurd goni absurd. Plusk to takie małe coś, jak kamyk w wodę. Nie istnieje ogromny plusk/ Tam miało być, “nie mogąc utrzymać się na nogach”?
Lokaj Jana na odchodnym poradził mu, aby zajął się jakąś fizyczną pracą, aby mieć z czego żyć. Wściekły Jan pogonił mężczyznę, wracając do swojego ulubionego fotela, który jako jedyny ostał się z finansowej czystki.
Co wniosła do opowiadania rada lokaja? Po co to przeczytałem? Ta finansowa czystka była by fajna gdyby to było opowiadania na pograniczu groteski/humoreski. Masz wyobraźnię. Ale brakuje Ci cierpliwości w pisaniu: Napisz. Odstaw na min 2 tygodnie. Przeczytaj, popraw, potem popraw, potem popraw. potem odstaw, Popraw i daj do betowania.
Mijały dni, tygodnie, miesiące, a stan Jana nie ulegał poprawie. Jego majątek topniał
w zastraszającym tempie. Żeby mógł spłacać kolejne raty, musiał przyjść czas na ukochane porcelanowe kolekcje i antyczne meble, które z prawdziwym rozgoryczeniem, sprzedawał za bezcen.
Żeby spłacać kolejne raty z prawdziwym rozgoryczeniem sprzedawał za bezcen porcelanowe kolekcje….
Tu przestane pisać bo:
Jan rzucił się na urzędnika z pięściami. Lokaj, stojący za drzwiami, chcąc ratować sytuację, wpadł do salonu, by ratować swojego możnowładcę.
Nie wiem, nie znam się. To dla żartu wrzuciłeś? Taki wic?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Wyjustuj, żeby to dało się czytać!!!!!!!!
Była prostą farmerką, tak jak reszta rodziny
Reszta rodziny była prostą farmerką?
a Płonący Miecz spoczywał pod jego szponami.
ładne
Jego ochronny naszyjnik z Niebieskim Szkłem drgał i świecił słabym blaskiem.
Gdyś przebrał się za brodatego krasnoluda i walnął mnie dwuręcznym młotem bojowym prosto w głowę byłbyś tak samo subtelny jak to zdanie.
Anwill spuścił wzrok i owinął się szczelniej płaszczem z foczej skóry.
Dlaczego Anwill spuścił wzrok? Nie rozumiem.
która świeciła nad prastarą Świątynią i mieszkającymi w niej półlegendarnymi istotami.
Opisz tę swiątynię i te istoty bo chce je zobaczyć. Bo dla mnie to na razie fioletowe ludziki z pięcioma łapkami skaczące w rytmie pływów magnetycznych robiąc “piiii, piiii”.
Anwill był najmłodszym i zarazem jednym z najzdolniejszych członków ekspedycji zorganizowanej przez cesarza Aelara z Alaven. Silny, bystry i zwinny jako pierwszy odnalazł Starożytną Księgę Roemii – artefakt owiany legendami, spisany ponad tysiąc lat temu przed upadkiem Imperium, zawierający wiedzę całego świata, i ukryty w czeluściach Frayckiej Świątyni.
Anvill to ten drobny blondynek w okularach? Ten co stoi obok burty i własnie zwymiotował na swoją tajemniczą mapę? Czy ten drugi taki szczupły wysoki, w czupryna gęstych czarnych kręconych włosów przez co przypominał drzewo z gniazdem na głowie?
Bez opisu nie ma powieści. Opisy, opisy, opisy.
Ćwicz opisy, opiusj to co się dzieje. Opisuj co czujesz, co czują, co widzą co sobie wyobrażają.
Opisuj: drzewa, krainy, statki, maszty.
Wytatuuj sobie słowo opis na przedramieniu.
Opisy, opisy i jeszcze raz milion opisów.
Meroda z Kamiennego Portu. Grubego i łysiejącego mężczyzny, który tak jak reszta załogi był małomówny i ponury. Majtkowie chodzili jak cienie i czasem mruczeli coś po Sklavińsku.
I cała załoga była małomówna i ponura i mruczała po Sklavińsku? Nawet jeden się nie uśmiechnął? Tak troszeczkę, samymi oczami? Nikt nie narzekał zasypiając w koi?
Gdybym chciał poszukać alegorii ukrzyżowania literatury, to zdanie o tych majtkach co mruczą było by idealne. Jednak do zmartwychwstania będziesz potrzebował więcej niż trzy dni.
Był dobrze urodzonym, silnym i zadbanym mężczyzną w średnim wieku, ubranym w typowy strój eksploratora; brązowa koszula, spodnie, wysokie buty, oraz płaszcz z foczej skóry, gdyż na północy kontynentu panował przenikliwy mróz.
spodnie? nietypowy strój ekploratora to balowa suknia? (znajdz jakas nazwe dla eksploratora bo nie pasuje do highfantasy.) Już wiem do czego służy płaszcz z foczej skóry. Nie ma co powtarzać.
A eksploratorzy mają więcej brązowych koszul? Wszystkie są brązowe? No bo np jak mu się podrze brązowa a będzie miał niebieską to co wtedy?
Widział w chłopaku dar, którego nikt inny nie dostrzegał, przez pryzmat jego niskiego urodzenia.
Widział w nim dar przez pryzmat niskiego urodzenia czy nikt go nie dostrzegał przez prymat niskiego urodzenia? Nie mogę dociec.
Niech ich dusze zaznają spokoju w Gwiazdozbiorze.
Ładne.
Dostałeś się tylko dlatego, że schudłeś. Możesz mieć nawet najlepsze wyniki z teorii, ale musisz być odpowiednio sprawny. Chociaż dalej brakuje ci do perfekcji.
Do perfekcji czego?
Kilka z nich padło od strzał Oweina i Anwilla.
A skąd się wziął drugi łuk?
Anwill wydał z siebie zduszony jęk i zaczął strzelać na oślep
Tzn raz w prawo, raz w lewo, raz w górę i dół?
Było ich już mało, jednak wciąż dużo, by zabić ich oboje.
Dlaczego było ich mało? Kto je zabił? Poza tym czy te bestie są takie straszne? Trzech niedorostków wybiło całe ich stado, to co zrobiło by trzech mężnych wojów uzbrojonych i przygotowanych? (z amuletami) Siekli by te stwory tysiącami. Nie czaje tego.
– Ta księga do was nie należy – wycharczał eksplorator, kiedy zaczął dusić mężczyzne. – Musi wrócić do swego domu. Tylko tam będzie bezpieczna.
Co to za ludzie, skąd się tam wzięli? O co chodzi?
Literówki i błędy to już nie wspomnę.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Dla mnie bardzo ok. Nie ma fantastyki minus. Gra słów duży plus.
Jechał z nią tak długo, że skończyło mu się paliwo.
Zmienił bym to. Jasno wskazuje, że jechał aż skończyło mu się paliwo. Wynika, że skończyło mu się w momencie gdy wjechał na stację. To detal ale..
Ogólnie super.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Sam nie wiem co powiedzieć. Ładnie napisane, miejscami nawet trochę zabawnie. Jednak bez pomysłu. liczyłem na jakieś zaskoczenie, dziwny zwrot akcji, słowem na “coś”. A tam było nic. motyw że diabeł nie jest zły został niemiłośniernie wyświechtany przez serial “Lucyfer”. A ty Arnubisie dałeś nam to samo. Ale podkreślę narracja ładnie poprowadzono i miejscami “śmieszno”.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
wyglądała jak elfka.
Tak mi to nie pasuje. Ładne harmonijne zdanie, zakończone zbyt krótką metafora. Jak dla mnie balans w zdaniu “leży” może: wyglądała jak elfka lub leśna driada.
innych szkół w bliskiej okolicy nie było.
to jak bliska zagranica. Niby blisko a daleko. Zdecydowanie po prostu: najbliższej.
jedynie Pawełek zdawał się patrzeć na wszystko praktycznie.
tak zapamiętałem jaki jest Pawełek, nie musisz tego co chwilę podkreślać.
Najwazniejsze
literówka, no i nie wiem czy tam dalej powinien być średnik, raczej dwukropek.
co do przecinkologii mam obawy ale poczekajmy na specjalistów.
Jako powieść dla dzieci, może być.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
ok. bib.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Odpuściłem po 10 linijkach. Nie moja bajka. Z filozofów wole Wittgensteina.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
neohispanzy, międzyplanetranym
fajne
Minusy:
Kaplan zbyt szybko się przyznaje,
zla korpo –
To czego, kurwa, ode mnie chcesz?! Naprawdę po tak długiej rozmowie nie domyślił się? No więc jak, Kapłanie? Dogadamy się, czy mam spierdalać w podskokach do najbliższego posterunku międzyplanetarnych, którzy przyślą tu swój niewielki oddział?
Oczywiście w tym czasie kapłan ucieknie albo krzyknie na kolegów z baru by go zabili.
Niby wszystko jest tak jak powinno być ale nic nie jest okej. Postacie bohaterowie nudni, banalni, przewidywalni. I zgadzam się z Finkla, najciekawszy był sykacz.
Wszystkie postacie jakby z plakatu reklamowego. Płaskie, bez życia, nudne.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Bardzo ładnie napisane Opowiadanie. Zgrabnie podzielony na “rozdziały”. Choć przyznam, że mnie nie wciągnęło. Może tajemnicy była zbyt czytelna? Zbyt szybko odkryta, nie wiem.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Bracken. Ja ledwo przebrnąłem przez tekst i gdyby miał z tysiąc znaków więcej chyba bym nie dał rady. Rozumiem, że jako wprawka literacka fabuła i pomysł są raczej drugorzędne.
Jak widziałem regulatorzy naniosła już stosowne poprawki to ja dodam od siebie:
jakby wielki wąż dusiciel boa
trochę za dużo.
Niech się pan rozchmurzy.
Czy to właściwa emocja po informacji o ozdrowieniu i zaskoczeniu?
W tym momencie poczułem się gorzej, bo przypomniałem sobie, że nie zostało mi wiele życia.
Takie to dziwne. Zbyt oschłe i reporterskie. Może tak: Poczułem się gorzej. Wróciły myśli…..
Przeżył pan poważny atak i mam ważne informacje dotyczące przebiegu choroby.
Poważny, ważne. Powtórzenie. Napisał bym tak:
Przeżył pan poważny atak
Reakcja.
Mam tez dobre wieści….
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Podpisuję się pod tym co zostało wyżej napisane. Choć sam pomysł dobry to jednak takie poczucie humoru jest zupełnie mi obce. Choć zazwyczaj w tekstach staram się odnaleźć jakieś pozytywy to w tym jednak nie potrafię. Czuję tylko zażenowanie. Zgaduje, że to było napisane bo chciałaś/eś coś/kogoś strolować?
Famalhaut B to zdaje się Marko Kloos “Ewakuacja”?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Mi się bardzo podobało. Gdybym mógł dać klik do biblioteki to bym dał.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Bardzo fajne. Na prawdę się uśmiałem. Zaczynając miałem trochę obaw, ale każde słowo skutecznie je wszystkie rozwiało. Gratuluje. Dla mnie super.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
Darcon:
bardzo dziękuję. za klik do biblioteki – sprawił mi mnóstwo radości.
mąki, kasze, cukier, alkohol , kisiel, zupka chińska, kawa, makaron. grzyby jarzyny, ryby,
Tak Tyberiusz został mało uwiarygodniony. Z tekstu usunąłem większość fragmentów dotyczących “przemyśleń Tyberiusza” który wciąż szuka dla siebie usprawiedliwień – co czyni go mniej “złym” i bardziej wiarygodnym, mniej “płaskim.” Za cenę wartkości akcji, źle to zbalansowałem.
To wszystko co pisałem w komentarzach jest już opisane.
rybak:
Tym wszystkim wszyscy się bardzo martwią i nie wiedzą co zrobić. Trzeba odpowiedniej ilości “staruszków” by społecznośc mogła przetrwać. Staruszek – rolnik jest na wagę złota. Jak i kowal, ale na bogów skąd wziąć bednarza? Tybek ma pełne ręce roboty.
Pietrek Lecter:
zgadzam się co do Tyberiusza, nie miał być taką zła postacią, zrobił to co uznał za konieczne by przetrwać.
Arnubis
czy jest twardzielem?
W tak krótkim opowiadania trzykrotnie salwował się ucieczką, oddał jakiejś Pani połowę zapasów. (jej zapasów). Zaczął walczyć zmuszony okolicznościami.
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze
rybak:
nie, nie wiedzialem. Będziemy sadzić ziemniaki ?
Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze