komentarze: 1088, w dziale opowiadań: 931, opowiadania: 469
komentarze: 1088, w dziale opowiadań: 931, opowiadania: 469
Hej!
Krótka scenka, tak naprawdę to tylko jeden gest i jedna myśl, ale przecież zawiera w sobie całą historię życia bohatera. Przywodzi na myśl bezlitosny, biblijny sarkazm, rzucony w stronę rzeźbionych bóstw.
Bardzo harmonijny tekst :)
Wiersz zaangażowany. Broni człowieka przed dehumanizowaniem, bije na alarm. Karci. A jednak. Przebija przez wersy taki biologiczny materializm… Bo co, jeśli wiersze i opowiadania nie pisze mózg, a dusza?
Gwoli uczciwości, zaznacz wulgaryzmy.
Pozdrawiam :)
Hesket: Ogród Elizy
Cześć Hesket!
Znów w Twoim opowiadaniu pojawia się plastyczna, żywa przyroda, opisy są niewymuszone i bardzo naturalne. Całkowicie się zanurzyłam w Twój świat z ogrodem, Alojzym, Elizą i skrzynią. Bardzo przyjemnie mi się czytało!
O! Hesket! Nowy obrazek! :)
Też jestem staroświecka :)
Tak jest gładko napisane, ta apologia ej ai, że argumenty wydają się bez zarzutu… , ale gdy się wgryźć, to nie wiem, z jakiego powodu ktoś, kto chce pisać i sprawia mu to przyjemność, miałby nie-pisać?
Bardzie
Zabawne i pomysłowe :)
marzanie
Słodkie i filuterne :)
Teo
Twarde SF :)
Stał na ganku. Ręce nawykłe do żelaza teraz drżały. Barwinek oplótł kolumienki, podtrzymujące lichy daszek i splątany zwisał spod okapu. Dom się zapadł, wypaczył.
Ile mnie nie było? Rok? Dwa?
Opanował drżenie i zastukał. Wewnątrz zaszurały kroki. W progu stał chłopiec, który spoglądał nieufnie spod jasnej grzywki.
– Mieszkałem tu kiedyś… wiesz, gdzie jest moja Pene? Może wyjechała?
Chłopiec pokręcił głową.
– Zawołaj kogoś, sam zapytam.
Chłopiec odwrócił się i zniknął w głębi. Wojownik ruszył za nim. Znajome skrzypienie podłóg zaprowadziło go do jadalnego. Wszystko było podobne do tego, co pamiętał, a jednak dziwnie obce. Do pokoju weszła kobieta w czarnej sukni, o bladej, niegdyś bardzo pięknej twarzy. Patrzyła niewidzącym wzrokiem, przytrzymując się ścian.
Z piersi wyrwał mu się krzyk.
- Pene! To ja!
– Ktoś ty?!
Przestraszona cofnęła się i skuliła.
– To ja, Janis. Powiedz, że mnie nie zapomniałaś!
Podbiegł i chwycił ją w ramiona. Była wychudzona i mizerna.
– To już dziesięć lat! Każdy by zapomniał!
Wyrwała mu się.
– Dziesięć?
Wojownik stał osłupiały. Milczał.
Sięgnął za pazuchę i wyjął szklany flakonik ze złotym płynem. Włożył go w ręce kobiety.
– To woda życia. Wyleczy ci oczy. Weź ją, a potem… potem żyj bez żalu – szepnął.
TheGuru
Plastyczne, wciągające opowiadanko, a jednak pozostawia czytelnika z niedosytem. Brakuje tego fantastycznego momentu, w którym bohater musiałby czegoś się o życiu dowiedzieć… Bo nie wzbudza sympatii, stary oszust.
Ślimaku
Wciąż nie straciłam nadziei na Twoje opowiadanie do obrazu “Jesień” :))
Teo!
Ale ja naprawdę trafiłem za to, czego wziąłem.
Nie wiem, czy to celowa niezgrabność? … za to, co wziąłem?
Bardzo wymownie oddałaś niejednoznaczną relację złodzieja i kota. Kot jest tak intrygujący, że mogłoby być go więcej :)
Zrozumiałam, że bohater siedzi w tiurmie, w takim razie kumpel do picia chyba jest tylko jego imaginacją?
Bardzo przyjemnie się czytało!
Cześć Ślimaku!
Zdziwiła mnie pisownia “cyganka” małą literą,
Już poprawione :)
Twoje opowiadanko:
Świetny klimat bazaru, gdzie przewijają się najróżniejsze typy. I do tego ze średniowiecznymi książkami w tle! Elegancki, wysmakowany cenny przedmiot pokazuje, że rzecz dzieje się naprawdę w wysokich sferach :) Bardzo mi się podoba!
Nie będę narzekać, że za krótkie, bo jeszcześ gotów skrócić :)
Bard
odwieczny problem pisarza gdzie ciąć
Cha cha, to prawda!
Cześć Bardzie!
Tym trochę mnie bohaterka irytowała ale może i celowo…
Trochę nie wzięłam pod uwagę, że bohaterka może wydać się w tym otoczeniu mało sympatyczna, bo zależało mi, aby oddać beznadzieję peerelu i przytłaczający klimat. Cieszę się, że pod koniec wróciła do łask :)
Co do Twojego tekstu:
Pomysłowe i do tego z morałem :)
Czasami zatrzymywałam się na niektórych zdaniach, bo ich konstrukcja była trochę karkołomna.
Prowadzisz nas przez taki ekscytujący targ gdzieś w odległej galaktyce, ale w ogóle nie dajesz się nacieszyć asortymentem :) Zabrakło mi chociaż jednego spojrzenia na towary na straganach i alienów :)
Pozdrawiam!
Cześć Czesiu!
Dostrzeżone:
Słowa dalej same popłynęły z ust. Wyrzucał z siebie całą narosłą w nim złość i frustrację. Przy ławach zaległa cisza.
Słowa dalej same popłynęły z ust. Wyrzucał z siebie całą narosłą w nim złość i frustrację. W karczmie zaległa cisza.
mierząc w Perle wzrokiem.
mierząc Perlego wzrokiem
Gdy tylko ich minął, puścił się biegiem w kierunku chatki.
Bohaterowie chatę nazwaliby po prostu domem.
Wykład Linnei na temat, jak funkcjonuje świat – niestety nie brzmi to dobrze. Czy na pewno czytelnikowi są potrzebne te informacje?
Interpunkcja LEŻY.
Ogólnie:
Jeśli nie liczyć błędów, które można łatwo poprawić, to jest to całkiem dobre opowiadanie. Moja główna uwaga dotyczy sposobu przedstawiania wydarzeń. Wszystko jest takie samo, o jednakowym stopniu intensywności, żadna retrospekcja ani introspekcja nie rozbija monotonnego przedstawienia kolejnych scen. Chronologicznie ułożone nazbyt przypominają film i sposób narracji filmowej.
Zachęcam do poprawienia błędów, aby czytelnikom przyjemnie się czytało!
Pozdrawiam!
Hesket: Gdzie jest moje serce?
Hej Hesket!
Bardzo Ci się udał ten szorcik!
Klik!
Matka obwieszona siatkami przeciskała się uparcie przez tłum ludzi, a ja próbowałam jej nie zgubić. W powietrzu było czuć nieprzyjemny zapach śledzi i kiszonej kapusty, zmieszany z papierosowym dymem. Wszyscy potrącali siebie nawzajem, jakby chcieli tymi szturchańcami zemścić się za przytłaczającą codzienność.
– Trzymaj!
Wręczyła mi torbę z mąką. Jej ucha wrzynały się w dłonie i wyrywały rękę, a ja ruszyłam zbolała dalej.
Konie u wozów jadły obrok, chłopi sprzedawali ziemniaki, marchew i wszystkie inne skarby z ziemi. A kobiety jesienne kwiaty powiązane w bukiety, jaja i mleko. Czasem trafiła się oskubana już kurka lub kaczka.
Wyobrażałam sobie, że to targ w Bucharze, gdzie sprzedaje się pachnące słońcem egzotyczne owoce, daktyle i rodzynki. Kupcy zachwalają zamorskie wino, a w złotych klatkach tańczą piękne niewolnice, pobrzękując złotymi dzwoneczkami przy nodze.
Moja koleżanka z ławki jeździła zeszłego lata do Samarkandy, bo jej partyjny ojciec dostał wycieczkę do Związku Radzieckiego. Przywiozła stamtąd albumy i zdjęcia niecodziennych krain, a we mnie niestety zaszczepiła zazdrość. Chciałam i ja doświadczać ekscytacji nowymi miejscami, ludźmi o ciemnej skórze i dziwnie brzmiącymi językami. Chciałam biegać po białych stopniach pałaców sułtana i zakochać się w wojowniku o olśniewającym uśmiechu. Gdy tak beztrosko przemierzałam bucharskie wąskie uliczki, nagle wyrosła przede mną Cyganka.
Diabli nadali!
Rozejrzałam się za matką, ale zniknęła już w ciżbie ludzkiej.
– Powróżę! Pani! Powróżę!
Każdy wie, że Cyganek nie można zdenerwować. Niechętnie więc wyciągnęłam brzęczące monety.
– Tylko tyle mam.
Cyganka zacmokała, co chyba znaczyło, że ujdzie. Chwyciła mnie za rękę i brudnym paluchem jęła wodzić po wewnętrznych liniach dłoni.
– Pani! Miłości gorącej, ognistej to chyba nie znajdziesz. Przyjaźni dozgonnej… aj, aj – znów zacmokała, teraz jednak z troską – nie widzę.
Nie dość, że dzień zmarnowany na targu, to jeszcze ta Cyganka!
– Ale, hola, hola! Przecie to gościniec. A gdzież on się kończy? – próbowała dostrzec coś na ręce – Może idzie nawet dookoła świata?
Wyrwałam się jej gwałtownie i wbiłam w tłum.
– Pani! A niech pani nie zgubi drogi powrotnej! Po ziemi i wśród gwiazd! – wołała za mną, ale byłam już daleko.
Z ulgą ruszyłam do wyjścia. Ale jak na złość przy płocie kątem oka dostrzegłam coś kolorowego. Przyciągnęły mnie powystawiane różnobarwne gliniane dzbany, foremki na babki, talerze, gwizdki w kształcie koguta i dzwonki. Obok na krześle ktoś siedział skurczony. Dziadek wydawał się spać. Aha, garncarz.
Na dużych półmiskach wymalowane były całe historie o pannach młodych, o strażakach, o babkach, bocianach i pastuszkach. Zapomniałam, że mąka jest ciężka, a matka na pewno czeka zła jak osa.
Wzięłam do ręki niewielki płaski przedmiot z uchem.
Dziadek się poruszył i coś zamamrotał.
– Co to?
– Czarodziejska lampa.
Spojrzałam podejrzliwie. Gliniana lampka oliwna była skromna i na pewno całkowicie pozbawiona wszelkiej magii.
– Lampa Aladyna to nie jest – mruknęłam rozczarowana.
– Bo ty się znasz na czarodziejskich lampach! – Żachnął się.
Spróbowałam potrzeć ją rękawem.
– Nie pocieraj! Tak to nie działa.
– Mówiłam, że nie jest czarodziejska. – Wzruszyłam ramionami.
– Lampę się zapala. Jak chcesz, aby spełniło się życzenie, to trzeba ją zapalić.
– Phi, to głupie.
– Jak nie masz marzeń, to nawet lampa Aladyna ci nie pomoże. – Machnął ręką pogardliwie.
Ale przecież ja mam marzenia!
– Przyznajcie się, dziadku, że to bujda.
– Ach, to weźże ją sobie i daj mi święty spokój!
Dziadek wtulił głowę w ramiona i ponownie zapadł w drzemkę.
A ja stałam jak słup soli z lampą oliwną w ręce. Bo przecież mając taką lampę nie mogę sobie życzyć czegokolwiek, co mi ślina na język przyniesie. Oczywiście nie wierzę w żadne lampy Aladynów, ale gdyby rzeczywiście była czarodziejska, to byłby poważny kłopot.
Epilog
W domu matka była zbyt zmęczona, żeby mieć do mnie pretensje, a ja skrobiąc marchewkę zastanawiałam się nad życzeniem. Winiłam swoją głupotę, że nie spytałam dziadka, ile ich spełnia lampa. Jedno? Trzy? Przecież wszystkich moich życzeń i tak nie zrealizuje… Hmm, najlepiej byłoby więc, żeby komuna upadła, bo wtedy moje marzenia stałyby się możliwe. Ale chyba raczej nie mogę liczyć, że lampa da radę to spełnić, prawda? Och nie! Jeszcze cała siatka ziemniaków do obrania!
Tarnina
Ale nie wiem, kto to może być.

Nie chciałam dawać zbyt dużo wskazówek :) Ale myślałam, że może skrzydła, Biblia i kula wystarczą :)
Bartkowski.robert

Bytije w starocerkiewnym to księga Genesis, w której aniołowie i cheruby pojawiają się tu i ówdzie. Glob to atrybut archaniołów, więc dobrze zgadłeś :) Archanioł z nieskromnym zadowoleniem lubi czytać o sobie i jeszcze podkreśla co zgrabniejsze sformułowania.
Cześć Mehiko!
Wartkie, lekkie, ale nie pozbawione głębszych wątków religijnych opowiadanie. Ciekawy obraz Mazowsza!
Styl z zawijasami i ornamentami, lecz przykuwasz czytelnika intrygującą fabułą! Migracja smoków wprowadziła nawet klimat delikatnej nostalgii.
Klik!
Hej!
Zgrabnie napisany szorcik, rozmowa między bohaterem a trupem mogłaby się potoczyć i rozwinąć w coś dłuższego, bo fajnie się zapowiada. Jednak sprowadzenie fabuły do omamów sennych zawsze rozczarowuje czytelnika i nie jest inaczej w tym przypadku :)
Może przemyślisz zakończenie :)
Pozdrawiam!
marzan
Gryszka oczywiście odda skrzydła, bo już wie, kto mieszka w tym pokoju i nie chce, broń Boże, narazić się na jego gniew :)
– Ja ci dam, łobuzie!
Gryszka w biegu z przestrachem obejrzał się za siebie. Baciuszka wygrażał mu kijem, ale zadyszany zostawał z tyłu. Chłopak kluczył między klasztornymi budynkami, dzwonnicami i drewutniami. Teren był rozległy, więc miał nadzieję zgubić prześladowcę. Nawet jednej bułki mu szkoda! – myślał rozgorączkowany.
Kątem oka zobaczył otwarte okno, wychodzące na przyjemny kawałek ogrodu, gdzie kwitł jaśmin, pąsowe róże i czarny bez. Nie namyślając się, rzucił się naprzód tratując kwitnące krzewy i wskoczył do pomieszczenia. Przez chwilę zamarł przyklejony do posadzki. Nadsłuchiwał w napięciu, jednak wszędzie panowała cisza. Pozwolił sobie na westchnienie ulgi.
Pokój był wysoki jak w zamku, a jego sufit ginął w mroku. Na środku stał pulpit wyłożony aksamitem, a na nim wielkich rozmiarów księga. Zaciekawiony podszedł bliżej.
Bytije – przeczytał. Niektóre zdania były podkreślone czerwonym atramentem. Gryszka wzruszył ramionami. Te mnichy nic nie robią, tylko czytają i modlą się! Odwrócił się z niechęcią.
Nagle powiał wiatr, przynosząc słodki zapach jaśminu, a w powietrzu zatańczyły świetliste refleksy i złote iskry. Podążył za nimi, próbując je schwytać, ale na próżno. Wymykały mu się, wodząc go to tu, to tam. W końcu znalazł się w dalekim kącie tej ogromnej sali, a przed sobą na stole ujrzał dużą szklaną kulę, która rzucała blask, niczym nieziemska latarnia. Wewnątrz widać było zamknięte w niej miasta i ludzi, wozy, konie i koguty, szewców, przekupki i stajennych. Byli nawet niewielcy mnisi, co dzwonili na jutrznię ciężkim dzwonem, który w kuli wyglądał jak mały dzwoneczek.
Cały świat! – Grysza był wstrząśnięty. A on, Gryszka? Czy jest tam? Zaczął szukać siebie w tym mikrokosmosie. Jakiś chłopak, do Gryszy bardzo podobny, ze skrzydłami wznosił się ku chmurom, a na twarzy miał uśmiech szczęścia.
A skąd u mnie skrzydła?
Rozejrzał się uważnie. Są. Oparte o piec, pewnie zostawione na chwilę przez właściciela tego mieszkania. Grysza przymierzył skrzydła. Leżały jak ulał.
Tylko raz – pomyślał – tylko raz polecę.
I uśmiechnął się.
Hej!
Sympatyczne, treściwe i poruszające :)
Pozdrawiam!!!
Cześć Alicjo!
Bardzo ciepły, klimatyczny szorcik. Forma w sam raz na krótką historię o aniele.
Pierwsza część jest mało zgrabna, powaga miesza się z żartem, jakbyś nie mogła się zdecydować, w którą stronę ma to iść.
Druga i trzecia część ładnie napisane.
Wciągasz czytelnika w swój świat :)
Pozdrawiam!
Dziękuję za miłe słowa i artystyczną inspirację do napisania tego opowiadania!!!
Pozdrawiam serdecznie!!!
bohaterka nie chce się na taki układ zgodzić.
Jej bezkompromisowość przedstawiłeś bardzo jasno, w ogóle wydaje mi się, że ta część jest warsztatowo bardzo dobra i postawy bohaterów są klarowne.
Świadomość po śmierci, ale już pozbawiona indywidualności, byłaby taką namiastką życia boskiego, a może dalekim jego widmem, coś na kształt dusz, które błąkają się w Hadesie, ale są tylko cieniem.
I ja pozdrawiam!
Berigu!
Bohaterka wcześniej wierzyła, że Bóg jest, a teraz nie wierzy. Ponieważ wiara to nie uczucia, chwilowe, które przychodzą i odchodzą bez powodu, trzeba uznać, że wiara to decyzja. Nawet jeśli bohaterka przestając wierzyć, nie zdawała sobie sprawy z tego, że podejmuje jednak decyzję.
Tak to widzę.
Jeśli więc Boga nie ma i nie ma też boskiej transcendencji, to jedynym sposobem na jakiś rodzaj nieśmiertelności jest naturalna cecha świadomości, która trwa, chociaż biologia się zmienia i dąży do dezintegracji i koniec końców śmierci. Odczytałam ten fragment jako wybór przez bohaterkę drogi bez Boga, mającą prowadzić mimo wszystko do wiecznego i niezmiennego istnienia.
Muszę powiedzieć, że poruszyło mnie Twoje opowiadanie. Jak widać, nie potrzeba apokalipsy, aby słowa mogły potrząsnąć czytelnikiem :)
Cześć Powalinczyku!
Uwagi:
Cofnął dłoń, patrząc na nią z obrzydzeniem i fascynacją.
Czyli jak?
To są sprzeczne odczucia, nie do końca wiem, co miałeś na myśli.
Zamiast patrzeć wzrokiem, spojrzał ciepłem.
Rozumiem ideę ognia spalającego od wewnątrz, ale zbyt częste używanie tego motywu wprowadza efekt przeciwny do zamierzonego. To zdanie brzmi dziwnie.
Ork odwrócił się powoli.
To bohater jest orkiem???
Warto taką informację dać na początku, bo później wprowadza zamieszanie.
Oddaj się w nasze ręce, a damy ci spokój. Uciszymy ten ogień.
Może chodziło o:
Oddaj się w nasze ręce, a zaznasz pokoju.
Oddaj się w nasze ręce, a ofiarujemy ci pokój. Uciszymy ten ogień.
Świat Sevraka wywrócił się na drugą stronę.
Świat wywrócony na drugą stronę to świat przenicowany :)
Ale popełnili błąd. Zaatakowali zimnem kogoś, kto w środku płonął wrzącą lawą.
Trudno mi uwierzyć, że inkwizytorzy byli tak mało rozgarnięci :)
emanowała od niego aura czystej, nieokiełznanej precyzji.
Często wydaje mi się, że słowa stoją w Twoim opowiadaniu nie na miejscu, czy to celowe? Nieokiełznana precyzja jest sprzecznością, trudno mi zdecydować, czy chcesz powiedzieć, że był bardzo precyzyjny, czy że był wybujały i rozbuchany?
Nadużywasz słowa efemeryczny, co etymologicznie znaczy jednodniowy, to znaczy krótkotrwały.
Napisałeś opowiadanie w stylu podniosłym, do czego pasuje walka na śmierć i życie, temat wiecznego unicestwienia i powstania z martwych. Ładnie opisałeś wewnętrzne bulgotanie ognia w bohaterze, interesujący motyw z przywołaniem wojownika z jego kości.
Do przemyślenia jest, czy zawsze chcesz zostawiać tak szczegółowe kolory na wszystkim :)
Pomysł jest dobry, ale ginie w szczegółach. Opowiadanie by zyskało, jeśli je uprościć, a postaciom nadać głębi. Nawet inkwizytorom.
Pozdrawiam!
Cześć between!
Oniryczny nastrój opowiadania jest tutaj atutem, ale jest też mankamentem. Klimat błąkania się, niepewności, snu i niewyraźnej rzeczywistości daje tło pod historię i wciąga. Ale równocześnie przeważa i przytłacza, bo wszystko, jak we mgle, traci swą konkretność, również postacie i wydarzenia.
Uwaga:
Studnia tkwiła pośrodku, kamienna i stara, z krawędzią poszarpaną przez czas.
Krawędź studni ma swoją nazwę, bo to cembrowina.
Pozdrawiam!
Cześć Berigu!
Z jednej strony jest to ładnie napisane opowiadanie, gdzie wewnętrzny monolog bohaterki, jej uczucia, relacje między przyjaciółmi pokazałeś lekko i naturalnie, a także, nie bez dobrego warsztatu językowego. Z drugiej, poruszasz ukrywany w dzisiejszych czasach problem śmierci i umierania. To robi na czytelniku wrażenie, wytrąca go z samozadowolenia i stawia mu niewygodne pytania. Dlatego taki rodzaj traktatu eschatologicznego o sprawach ostatecznych, w który przemienia się ta historia, nie razi, a przeciwnie – tworzy klimat poważny i wzniosły. Ponieważ dialog ze świadomością z drugiej części jest konsekwencją decyzji, którą bohaterka podjęła wcześniej, że Boga nie ma albo że ona sama dla siebie będzie Bogiem, to jest on całkiem na miejscu.
Chociaż nie zgadzam się z puentą Twojego opowiadania, to nie przeszkadza, abym napisała słowa pochwały :)
Pozdrawiam!
Cześć Nikodemie!
Może rytm czasami i szwankuje, ale język jest ładny.
Pozdrawiam!
Hej!
Najważniejsze, że dobrze się kończy :)
Pozdrawiam!
Cześć beeeecki!
Zły, przewrotny dentysta!
Jego miłość do alchemii całkiem dobrze oddana. Wydaje mi się jednak, że jest za krótkie opowiadanie, aby wygrać wszystkie niuanse, mianowicie, wykształcenie dentysty i jego wysokie mniemanie o sobie, okrucieństwo naukowca, rycerskie ideały – chętnie o tym bym przeczytała więcej. Tylko problemy z uzębieniem wiedźmy całkiem zrozumiałe – a to z powodu szerszego kontekstu opowiadanego uniwersum :)
Pozdrawiam!
Cześć Caernie!
Bardzo mi miło, że ta kirgiska historia z magicznym obrazem Ci się spodobała!
Dzięki za lekturę i komentarz. To sama przyjemność dla autora, gdy czytelnik zanurzy się wszystkimi zmysłami w opowiedziany świat.
Pozdrawiam!!!
Cześć Ślimaku!
Przeczytać Twój tekst – to będzie przygoda! Nawet jeśli obraz “zostanie potraktowany pretekstowo” :)
W miarę kolejnych uwag na ten temat coraz bardziej przekonuję się do pierwotnej konstrukcji zdania – powtórzone “była” kładzie dramatyczny nacisk
Same amplifikacje nie są złe, język polski wzdryga się przed powtórzeniami, ale czy zawsze słusznie?
Pozdrawiam!!!
Michaelu wybacz!!! Rzeczywiście miałam wrócić z odpowiedzią, ale coś mi umknęło i gdzieś mi się Twój komentarz zagubił w przewijaniu!
Chcę od razu powiedzieć, że to był najmilszy konkurs, w jakim brałam udział. Obrazy pani Anny, prócz walorów malarskich, są literacko inspirujące, mają w sobie dużo przestrzeni, ma się wrażenie, że można oddychać przy nich pełną piersią. Ten oddech właśnie urzekł mnie w obrazie “Jesień” i opowiadanie już się “samo” pisało :)
Niezmiernie ciekawy był również przegląd, jak różnie obrazy zostały zinterpretowane, a osobiście niezmiernie żałuję, że Ślimakowi nie udało się opublikować swojego opowiadania do “Jesieni”.
Słowem, dziękuję za konkurs!!! Rozumiem, że na następny to chyba trzeba sporo poczekać, bo wpłynęło dużo tekstów i jurorzy mieli ręce pełne roboty i pewnie się lekko zmęczyli :)
Proszę, przekaż pani Annie wyrazy mojego szczerego zachwytu, zwłaszcza dla pejzaży!
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć Holly!
Bardzo Ci dziękuję za miły komentarz! Naprawdę słoneczniej mi się robi na duszy, gdy wiem, że opowiadanie spodobało Ci się z powodów pozytywnych :)
Przedmowy najpierw nie miałam w planach, ale dodałam, bo się okazało, że niejasny jest czas i miejsce akcji, a spontanicznie sugeruje ono Lwów przedwojenny.
Oczywiście nie polecam Ci czytać tego opowiadania
Oczywiście, że zajrzę do Twego opowiadania :)
Pozdrawiam serdecznie!!!
Hej!
Pomyślałam sobie, że mój komentarz mógł nie wypaść entuzjastycznie, dlatego dopisuję.
Twoje opowiadanie najbardziej mi się podobało wśród konkursowych, pomijając oczywiście redakcyjne i stylistyczne potknięcia, nad czym boleję.
Byłam zaskoczona narracyjnym rozmachem i lekkością wprowadzenia bohaterów, ich wzajemnej relacji. Bardzo chętnie przeczytam Twoje inne opowiadania :)
Cześć Marszawo!
Naprawdę budujący komentarz! Nic przyjemniejszego nie mogło mnie spotkać, niż fakt, że opowiadanie zainspirowało Cię do fotograficznej podróży do Kirgizji!
Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Droga Bruce!
Dziękuję za wyłapanie błędów! A przede wszystkim za to, że doceniłaś zakończenie :) Chyba tylko Tobie się spodobało! Opowiadanie kończy się w miejscu, gdzie zaczyna się nowa historia, więc obiecuje następne przygody… Jeszcze raz dzięki za miłe słowa!
I ja życzę Tobie Wesołych Świąt!!!
Cześć Larsie!
Opowiadanie zrobiło na mnie duże wrażenie i żałuję, że nie zostało przed publikacją wygładzone i poprawione. Jest to poważna opowieść o przyjaźni i zdradzie. Bohaterowie znajdują się w namiastce normalnego świata, co dobrze oddajesz klimatem pustej rzeczywistości.
Rozumiem, że jest to Twoje pierwsze tutaj opowiadanie. Mnie się podobało.
Pozdrawiam!
Cześć Melendurze!
Doceniam wykorzystanie historii (a może Historii), bo to jakby opowiedzieć ją na nowo, w sposób bardzo osobisty. Postacie i miejsca nabierają wtedy rumieńców :)
Mam natomiast takie uwagi co do formy: pierwsza część jest generalnie monologiem, co wyhamowuje dynamikę. Dużo jest akcji, jest tu przecież inwazja, wybuchy etc, ale ponieważ znamy ją z drugiej ręki, oglądamy wszystko jakby w oddaleniu.
Pierwszoosobowa narracja pozwala też na dialogi, które dałyby tu wyraźne interakcje między bohaterami. Mogłoby się to sprawdzić również w stylizacji językowej przeniesionej do dialogów.
Zgrabne przejście między czasami :)
Pozdrawiam!
Cześć Gryzoku!
Opowiadanie ma równe tempo, co mi się spodobało, ponieważ naprawdę dobrze się czyta.
Przejmująca interpretacja “Ostatniego światła”. Och, jak to dobrze, że to tylko obowiązkowa fantastyka!
Bohater żywy i plastyczny, a widok umierającego Słońca rozrywa serce.
Dobre opowiadanie.
Klikam i pozdrawiam!
Dzięki Storm, że wpadłeś! Ilość fantastyki w tej wersji historii to trochę kwestia gustu :)
Pozdrawiam!
Hej!
Piękne opowiadanie, pasujące klimatem i szczegółami do obrazu.
Jasne jest, że rzecz dzieje się w Raju, ponieważ drzewa w tym samym czasie kwitną i mają owoce. Dodatkowe opisy dobrze budują tło :)
Najbardziej ze wszystkiego zaskoczyła mnie postać Michała, chyba mogę napisać, że takiego charakteru archanioła to się nie spodziewałam! I tak się zastanawiam, czy to możliwe, żeby tak jak Michał znać całość, całą prawdę, ostateczny cel wszechświata i rodzaju ludzkiego i jednocześnie nie być świadomym swojej decyzji? Wydaje się, że jego opowiedzenie się za ludźmi jest dziełem przypadku, a to jest uzasadnione tylko wtedy, gdy nie zrozumiał Zamysłu… Jest jakaś w nim sprzeczność, to znaczy w Michale.
To jest bohater, który nie przeszedł żadnej metanoi, a tkwi w zawieszeniu. Rozumiem, że taki był Zzamysł, ale mimo wszystko, chciałoby się, żeby historia bardziej napawała nadzieją, a Michał okazał się bardziej zdecydowany :)
Uwagi:
ostateczny aspekt,
logicznie to nie ma sensu, rozumiem, że chodziło o ostateczny cel, wszechogarniającą pełnię oraz pankosmiczny aspekt wszechrzeczy :)
Klikam i pozdrawiam!!!
Ale dla Ciebie jest wręcz odwrotnie.
Nie traktuj moich uwag jako krytyki, w żadnym razie! Po prostu zdało mi się, że tak subtelnie i plastycznie zbudowany klimat pozostał niewykorzystany, bo jakby zabrakło wydarzeń, historii, które by ten anturaż ukształtował i w ten sposób stał się jeszcze bardziej znaczący.
Cześć Michaelu!
Opowiadanie jednego aktora – tak mogę w skrócie to określić. Wykreowałeś spójny, lekko intrygujący klimat, który mógłby stać się tłem dla jakiejś fabuły, wartkiej akcji, metanoi bohaterów… ale poprzestałeś na “scenografii”. Trudno wczuć się w bohatera, ponieważ to, co dotyczy jego życia potraktowałeś bardzo skrótowo, wręcz niechętnie :)
Nie można natomiast odmówić opowiadaniu walorów językowych.
Pozdrawiam!
Hej!
Naprawdę ładnie wyjaśnione szczegóły obrazu, jak np. zamknięte oczy. Dużo się dzieje, spór prawdziwej i podrzędnej sztuki jest ciekawym tłem dla fabuły. Mieszasz śmiech i łzy, kpinę i powagę – ale w dobrych proporcjach.
Zauważyłam kilka stylistycznych potknięć, ale nie przeszkadzają tak bardzo w czytaniu.
Dama, spoglądając za oddalającym się człowiekiem, czuła, jak jej usta wykrzywia mimowolny uśmiech.
Z kontekstu wynika, że Dama uśmiecha się naturalnie i szczerze, więc wykrzywianie się nie pasuje. Zresztą, powtarzasz w kilku miejscach to słowo. O trzy razy za dużo :)
Przeczytałam z zainteresowaniem
Klik i pozdrawiam!
Cześć Ambush!
Wszystko pięknie, ale kto wskoczył do dziury??? Końcówka dla mnie zbyt enigmatyczna i trochę pourywana, więc trudno mi było śledzić akcję. Marcel wyskakuje jak diabeł z pudełka i nie pomaga, że był zaistniał w poprzednim opowiadaniu :) Zdziwiły mnie postacie. Są bardziej zwyczajne, zajęte codziennymi sprawami, takie l u d z k i e , niż w innych twoich opowiadaniach.
Pomysł i klimat są fajne.
Pozdrawiam :)
Cześć between!
Interesujący pomysł i dobra ilustracja obrazu – to na plus. Mam uwagi co do konstrukcji.
Mieszają się tu dwie konwencje, kryminału i horroru. Kryminał jakby jest w cieniu, kogoś przesłuchują, ale tych przesłuchań nie pokazujesz, nie ma zbyt wielu tropów, nie intrygujesz zagadką. Lepiej na pewno wyszedł ciężki klimat horroru, napięcie, które rośnie, obłęd bohaterki.
Imię bohaterki poznajemy dopiero w IV rozdz. (chyba że wcześniej mi umknęło)
Straszność, chłód, opanowanie malarza śmierci – dobrze oddane.
Ogólnie uważam, że opowiadanie jest udane, choć na przyszłość można przemyśleć, jaki gatunek najbardziej Ci pasuje :)
Pozdrawiam!
Cześć Outta!
Cieszę się, że historia Ci się spodobała!
Widziałem tutaj zarzuty, że fantastyka jest ledwo zarysowana
Dla mnie polski Lwów to wystarczająca fantastyka :) Rzeczywistość, która się nigdy nie ziści.
Bardzo fajnie wyszła Ci też przemiana bohaterki pod wpływem wydarzeń
To zdanie dużo dla mnie znaczy, bo czasem przemiana moich bohaterek w innych opowiadaniach wywołuje w komentarzach mieszane odczucia :)
Pozdrawiam!
Cześć Koalo!
Zabawne i przyjemne.
Fantaści jako ostatnia publikacyjna deska ratunku :) No kto by pomyślał!
Cześć regulatorzy!
Zastanawiałam się, czy opowiadanie Ci się spodoba, więc cieszę się z tego przychylnego odbioru!
I tylko szkoda, że fantastyka w opowiadaniu sprowadza się do snów i omamów po wypiciu kumysu.
A może bohaterka została naprawdę przeniesiona na dalekie stepy Azji dzięki obrazowi?
Rzeczy, które wymieniłaś i wcześniej wzięłam pod uwagę.
Głośny i hałaśliwy to synonimy, znaczą to samo. To, co jest hałaśliwe, jest głośne z definicji.
Synonimy mają podobne znaczenie, nie zawsze to samo. Być hałaśliwym to zachowywać się hałaśliwie, np. stukać garnkami, być głośnym to mówić głośno. W tej scenie pasuje wymienić oba.
Akylaj ułożyła usta. → Na czym polega ułożenie ust?
Akapit wyżej stoi, że układała usta do uśmiechu (w domyśle sztucznego).
Poprawki wprowadzam. Dzięki!!!
Dzięki Finklo! Dla mnie babcia z wnukiem to całkiem naturalna rzecz, sama znam kilku, dla których dziadkowie przeprowadzili się do innego miasta, żeby ich kontrolować mieć nad nimi pieczę :)
Pozdrawiam!
Hej bruce!
Znów nieco historii :) Rodzina jak wyjęta z obrazka!
Hej!
Zabawne i trochę prawdziwe. 2 słowa chyba musisz odesłać donikąd :)
jako pary równorzędnych bohaterów,
To chyba wymaga rozwinięcia postaci dziewczynki, bo narrację prowadzisz z punku widzenia Charona, więc bohaterka pozostaje dla czytelnika enigmatyczna. Jej uczucia znamy “na chłodno”, z drugiej ręki, z jej wspomnień, których nie jest za wiele. Jest tu jakaś dysproporcja między bohaterami. Niemniej czekam na następne ich przygody :)
marzan
Dla mnie niewątpliwie głównym bohaterem jest Charon, jest plastyczniejszy i wielowymiarowy (na akcję nie mogę narzekać). Inne o nim historie? Jak najbardziej!
Cześć marzanie!
Udało Ci się słowami odmalować nastrój obrazu, pustkę i samotność Przewoźnika, intensywność życia nadbrzeżnych drzew, zimowy podmuch śmierci.
Plastyczne, ładnie napisane opowiadanie. Przeczytałam z wielką przyjemnością.
Pozdrawiam!
Cześć melendur!
zgadzam się z przedmówcami, w szczególności z uwagami beeckiego dotączącego NPC.
Podłamaliście mnie z beeckim, bo zasięgnęłam języka i okazało się, że NPC to postać bez charakteru. Aj.
Pozdrawiam :)
Cześć Berig!
Również poczułem się zagubiony w czasie.
To mój błąd, że nie dość wyraźnie zaznaczyłam, że czasy są współczesne (mniej więcej lata 80.), więc to niemożliwe, żeby Lwów był polski.
Z tego powodu pozostał pewien niedosyt – chętnie dowiedziałbym się, jakie konsekwencje przyniesie azjatycka wyprawa Anny.
Już postanowiłam sobie, że postaram się nie urywać tak następnych historii.
Pozdrawiam!
Dzięki Ambush ::))
Hej prosiaczek!
Dzięki za odwiedziny i pokrzepiający komentarz :)
Pozdrawiam!
Cześć Gryzok!
Syrdaria? ;)
Może by gdzieś wpleść Amudarię, żeby był komplet?
Sprytna uwaga :) Rzeczywiście, imię kobiety to nazwa rzeki.
Umieściłam w opisie, że to hist.alternatywna, żeby nikt nie miał wątpliwości :)
Pozdrawiam!
Hej Beeeecki!
nie pomagasz czytelnikowi go zrozumieć.
A już myślałam, że tutaj mi się udało, że wszystko jest – jakby to ująć – czarno na białym :)
Czasami po łebkach traktujesz bohaterów i ich motywacje.
To prawda. Jeśli by dać pełniejsze i wyrazistsze postacie poboczne, to chyba musiałabym pomyśleć o większej skali opowiadania, napisać coś dłuższego i poważnego. Ale wtedy forma by się rozwlekła, bo należałoby opisać codzienność każdego z bohaterów. Tak myślę.
Pomyślę nad koralikiem :)
Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się wrażeniami!
OldGuard
oczywiście, weźmiesz sobie z tego, co chcesz
Dzięki za uwagi! Próbuję je przemyśleć w kontekście całości.
AP

Cześć Dawidzie!
Piszesz jasno, bez zawijasów i ozdobników. Tak z tego co pamiętam wyglądają chyba wszystkie Twoje teksty i zawsze mi się ten styl podobał. Ale to nie znaczy, że nie ma w tym emocji albo głębi. Tak jak tutaj: jakże straszna jest przyjaźń morderców, ich spędzanie czasu razem!
Nie jestem wielkim zwolennikiem twistów i nie szukam ich w opowiadaniach. Raczej sensu lub sprawiedliwości. Zakończenie pozwoliło mi zakrzyknąć “Dobrze im tak!”, więc uważam je za wielce udane :)
Uwagi:
Brakuje przecinków, ale nie tak dużo.
Klikam i pozdrawiam!
, to nie miałby najmniejszych szans,
Ach, szkoda więc, że nie miał po swojej stronie sił natury! Choćby i zamieci! Wtedy byłoby bardziej sprawiedliwie :)
Hej AP!
Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem
Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Spróbuję coś zmienić w pisaniu :)
Akurat tutaj celowo dużo skróciłam, ponieważ rozwinięte zakończenie wymagałoby powrotu do Lwowa, dialogów miedzy bohaterami, wyjaśnień dla czytelnika, a nie chciałam, aby zbladł poryw, którego bohaterka doświadczyła, a który stał się dla niej motywacją.
Lubię te Twoje opowieści, czerpiące z historii pogranicza.
Bardzo mi miło, że takie tło Ci się spodobało!
Dzięki za odwiedziny! I pozdrawiam!
Cześć Ślimaku!
Po prostu strasznie czekam na twój tekst, jestem niezmiernie ciekawa, jaką dasz interpretację obrazowi!
Na początku wspomnę, że uczę się przecinków z Twoich komentarzy, nie jest perfekcyjnie, ale widać postęp :)
wpadłem w końcu na to, że chyba umieszczasz tekst w latach 60.–70. w alternatywnej rzeczywistości, w której III Rzesza i ZSRR szybko upadły, a kontynuacja II RP prosperuje
Właśnie tak! Wpisawszy w opis “historia alternatywna”, uznałam, że to całkowicie wystarczy i już wszystko będzie jasne :) Polski Lwów, nie jako nieistniejący przedmiot sentymentu, ale normalne miasto – bardzo mnie pociągała ta idea.
(swoją drogą osobliwe imię, ale skoro u nas mogła się zdarzyć Wisława…).
Cha, cha! Dałam kobiecie imię rzeki, bo to takie przyjemne “wodniste imię” jak pisał Makuszyński :)
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.
Chciałam zastosować zgrabną amplifikację, ale widać nikomu się nie podoba, ech…
Co do zakończenia, zdecydowałam pozostawić je trochę enigmatyczne i za krótkie, żeby wyjaśnienia i sucha logika nie zburzyły onirycznego i poetyckiego klimatu podróży bohaterek. Ale zdaję sobie sprawę, że to mankament tego tekstu.
Bardzo Ci dziękuję za wszystkie uwagi i inspiracje!
Zbieram się i idę poprawiać wg Twoich wskazówek :)
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć OldGuard!
Twoje sugestie dotyczą stylu, więc trudno mi się do nich tak rzetelnie odnieść. Ale.
ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…
Ponieważ to jest dialog, więc musi naśladować mowę z jej nielogiczną konstrukcją i powtórzeniami, ponieważ tak naturalnie mówimy. Tak samo tutaj:
Ten obraz, możesz
gosprzedać mojej babce.
Tzn postać z lustra? Znaczy się wiem, że tak, przeskok jest dość nagły, a to, że odbicie nagle gada, nie budzi w pierwszej Annie żadnego zdziwienia
Druga Anna to hipostaza, wewnętrzne ja, z którym bohaterka rozmawia, czyli rozmawia sama ze sobą.
Dzięki za przeczytanie i podzielenie się uwagami!
Pozdrawiam serdecznie!
Dzięki Koalo za przeczytanie!
Cześć Storm!
W stylu patetycznym, bardzo słusznie, utrzymane opowiadanie o walce, honorze i konieczności.
Podobały mi się metafory, które wprowadzają trochę poetyckiej głębi i wrażliwości.
Zastanawiam się, czy taka walka między bogami i człowiekiem nie powinna być straszniejsza, gwałtowniejsza, angażująca całą naturę, łącznie z górami, rzekami i drzewami?
Przeczytałam z przyjemnością.
Pozdrawiam!
Hej marzan!
Porównanie widoków z jednego dnia z całym życiem?
Zwróciłeś uwagę na to, nad czym się zastanawiałam. Z jednej strony chciało mi się opisać wewnętrzną podróż bohaterki, z drugiej bałam się rozwlekać i psychologizować :)
który zamiast burzyć się i bulgotać
Górskie potoki zawsze bulgocą, chociaż są lodowate :)
głośny i hałaśliwy jak zwykle.
Synonimy nie mają identycznego znaczenia, tylko podobne. Można je użyć w formie wzmocnienia. Wydaje mi się, że po to jest bogactwo słów.
Nie martwię się o jeźdźców, tylko o konie. I dlaczego niby nie jedzą, bo tak?
Nie jedzą, żeby być szybciej, ale doczytałam się, że również po to, by jeść później do nieprzytomności i nic nie robić :)
Odczytałem odpowiadanie jako opowieść o wyzwoleniu, o ucieczce od wygodnego, ale szarego życia, ale również od zakłamania Bohaterka uczy się wybierać to, co chce robić,
Cieszę się, że opowiadanie przemówiło tym do Ciebie.
Kompozycyjnie bardzo spójne
Dzięki za tak miły komplement!!!
Pozdrawiam!!!
Cześć Hesket!
Dzięki za wyłapanie niedociągnięć.
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty. ---> powtórzenie.
Powtórzenie celowe, czyli amplifikacja.
buzował ogień
Wydaje mi się, że buzował bardzo często odnosi się do ognia.
Końcówka sprawia wrażenie urwanej, jakbyś chciała nagle zakończyć.
Rzeczywiście tak, bo fabularnie później zaczyna się już nowa opowieść :)
Dzięki za przeczytanie i klika!
I pozdrawiam!
Cześć betweenthelines!
Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!
Cześć Kronosie!
Dużo pytań postawiłeś, na niektóre odpowiedź jest w opowiadaniu, a na niektóre odpowiedzi nie znam :)
Kim jest umyślny
umyślny to posłaniec
Motywy i cele szamana są bardzo niejasne
Motywy szamana są zawsze i wszędzie takie same: władza, kasa, która daje władzę i niewolnicy zamiast ludzi.
Czy sobór to budynek?
Sobór to pospolite słowo.
Chełm to ciekawe miasto. Niestety, nigdy tam nie byłem ale muszę to zmienić.
Myślę, że nie będziesz żałował :)
Rzeczywiście, Oświecony kłamie i manipuluje, więc mogła wkraść się niejasność w jego działania :)
Dzięki za uwagi!!! Może uda mi się coś ulepszyć.
Pozdrawiam!
Faktycznie Darmness pojawiło się już kilka razy i chyba zasłużyło na nieco lepszy opis.
Ponieważ akcja rozgrywa się w dzielnicy portowej (tak zrozumiałam), więc aż się prosi, żeby wrzucić opis miejsca i tym samym zbudować klimat opowieści.
Ale to są już takie detale :)
Pozdrawiam!!!
Cześć beeeecki!
Język nie nadąża za uczuciami, odczuciami, wspomnieniami – czasami jest niezgrabny, nieperfekcyjny i spontaniczny, co w komentarzach szczegółowo zostało wyłuszczone :) Ale to nie przeszkadza. Intensywność uczuć, które zawarłeś w szorcie, pozwala zjeżdżać z góry na sam dół razem z bohaterem.
Hej!
Znajomi bohaterowie i znajome miasto z jego wciąż tym samym bogiem – powoli buduje się we mnie przywiązanie do tego miejsca :) Więc pozwolę sobie znów pomarudzić: nie narzekałabym, gdybyś dał więcej opisów, jak miasto wygląda, żeby utworzył się w głowie obraz tego miejsca.
Bardzo intrygująca i wciągająca fabuła, bohaterowie plastyczni, chociaż dzieci bardziej, a detektyw z kompanią trochę mniej. A może po prostu elfy mają być takie lekko sztywne :)
Przecież los nie mógł być aż tak bezczelnie brutalny, by także w zaświatach pastwić się nad Zavlą.
Czy los zazwyczaj nie jest bezczelnie okrutny?
Tytuł jest super :)
Zastanawiam się, czy Zavla nauczy się wreszcie czytać. A może w ogóle jej to nie będzie potrzebne?
Pozdrawiam serdecznie!!!
TKII
Dzięki za pozytywny komentarz!!!
Storm
odrobinę wyjaśnień,
Starałam się ograniczyć informacje, żeby zachować równowagę :) ale może następnym razem przemyślę gruntownie proporcje.
melendur
Temat przenikań czasów, podróży i historycznych opek bardzo sobie cenię
Miło mi, że znalazł się Czytelnik, któremu podoba się taki gatunek :)
Pozdrawiam wszystkich!
Dzięki Anet!!!
Ale też po to przybyłem na Portal, by ktoś zechciał je czytać z zaufaniem do ich jakości.
Podobają mi się Twoje opowiadania, chociaż niektórych gatunków nie jestem fanem :)
Tu spodziewałam się raczej klasycznego kryminału z rzetelną, drobiazgową pracą detektywa, a historia skręciła w coś o wiele bardziej ciężkiego i niepokojącego. Tym bardziej zaskakuje, że motyle, wiewiórki i biblioteki nic a nic klimatu noir nie zapowiadają.
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć Robercie!
Dzięki za miły komentarz i klika :)
I ja pozdrawiam!!!
Cześć Beeeecki!
Jest to oryginalny dreszczowiec, chociaż początek tego nie zapowiada, ale w miarę rozwoju wydarzeń napięcie gęstnieje. Fajnie wplotłeś, co myślą sobie potwory. Bezbłędnie to wyszło!
Uwagi, co do słów:
Krążyła po saloniku w nocnym stroju
nocny strój ma swoją nazwę :)) można tak: Krążyła po saloniku w dezabilu.
Jest też znak zapytania pod adresem balansu.
Nieprzyjaźń, a nawet wrogość, nie wykluczają balansu.
O ile się nic ostatnio nie zmieniło, balans to tyczka linoskoczka. Pewnie lada chwila zmieni znaczenie, ale dla mnie wciąż w znaczeniu równowagi brzmi kolokwialnie.
Ogółem, dobrze się czytało, i śledztwo mnie wciągnęło. Jakby było więcej opisów bohaterek, biblioteki (zwłaszcza biblioteki z tą roślinnością), dworu i ogrodu – nie narzekałabym :)
Pozdrawiam!!!
Cześć AP!
Charyzmatyczny szarlatan
Dobrze to ująłeś!
Bardzo mi miło, że trafiło opowiadanie o Chełmie w Twoje gusta :)
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć regulatorzy!
Wiem, że niezbyt lubisz taki gatunek, więc doceniam Twoje skrupulatne uwagi :) Czasami powtórzenia rzeczywiście celowe. Innych spróbuję się pozbyć.
Dzięki za przeczytanie i wytłuszczenie błędów!!!
Cześć Bardjaskier!
Ten oświecony, który wszystkich omamił, co to za jeden i czemu go wpuścili.
Bo takich, którzy mamią ludzi, zazwyczaj wpuszczają, a jak się wreszcie ludzie zorientują, że to sekta, to jest już za późno…
Starałam się zostawić jeden wątek spisku oświeconego, i do niego też wątek Helenki pasuje, bo to ta sama sekciarska działalność, ale widać rozpierzchł mi się. Historia spalenia Chełma wydała mi się dosyć prosta, niepotrzebująca zbytnich wyjaśnień, więc może stąd wyszło zbyt skrótowo.
Dzięki za uwagi i klika :)
Cześć!
W takiej krótkiej, ale intensywnej scenie bohater rysuje się bardzo wyraźnie, jego ambicja i zasady. To zachęca do przeczytania również następnych przygód :)
Warsztatowo można by poprawić powtórzenia, które wynikają z tego, że mówisz kto teraz co robi, np. hybryda chwyciła, hybryda zmieniła… etc.
Pozdrawiam!
Nie sztuka zarobić złoto, jak to mówią, sztuka je wydać.
Nie ma wątpliwości, że została tu przekroczona granica. Tylko zastanawiam się, gdzie. Czy przy “tłuszczy elfickiej”? Czy gdy”nogi spojrzały”? Czy może przy “orkogedonie’? :)
Zabawne, przyjemnie napisane i rozweselające. Można z bohaterem się utożsamić. Jak najbardziej.
Pozdrawiam :)
Cześć Finklo!
Nie obraziłabym się za więcej wyjaśnień.
Chyba jeszcze raz przemyślę strategię objaśnień historycznych :)
Dzięki, że wpadłaś!
Pozdrawiam!
Cześć Beeeecki!
Nadrabiam zaległości w czytaniu Twoich opowiadań :)
I już w pierwszym zdaniu widzę: ceromancja! Błyskotliwe i sprytne!!!
Uśmiałam się serdecznie.
Bardzo sympatyczny, ze sztuką napisany szorcik!
Cześć Czarna2!
Jest w opowiadaniu niepokojący klimat zimowego lasu, przeczucie czegoś strasznego i nieznanego. Do tego dobrze pasuje fabuła, choć bardzo krótka i uproszczona.
Uwagi:
Zgadzam się z Beeeeckim, że jeśli narratorem jest bohaterka, to nie pomyśli o ojcu “mężczyzna”, to brzmi bardzo sztucznie
– Zaczekaj. – Zatrzymałam go. – Szkoda marnować kuli. Może… może go uwolnijmy?
Mężczyzna prychnął, ale opuścił broń.
Zabrakło mi podkreślenia motywacji bohaterki, dlaczego wyszła w nocy z namiotu? Z ciekawości? Z litości?
Jest to niejasne.
Ogółem, można byłoby poprawić to i owo, ale sama historia, a zwłaszcza klimat horroru są interesujące. Zwierzęta zimowe na plus :)
Pozdrawiam!
Cześć Beeeecki!
Nie chciałam wszystkiego w szczegółach wyjaśniać, żeby nie robić dłużyzn, ale widać wkradł się chaos niestety :)
Tym bardziej mi miło, że uznałeś opowiadanie za niezłe. Dzięki za pokrzepiający komentarz!
I ja pozdrawiam!
Cześć!
Ciekawy pomysł i dobrze się czyta, czasami tylko przeszkadzają zawikłane zdania, co pokazał już marzan. Ale prócz tego brak jest bohatera. Może będzie później, ale warto, by czytelnik miał na kim oko zawiesić od początku. Bez wyraźnego bohatera wygląda tekst jak kronika wydarzeń.
Drugi mankament to dosyć powierzchowna i skrótowa scena zamachu na Arcyksięcia, nie wiadomo, czy trafił, czy nie trafił. Można byłoby zmienić ją tak, aby była bardziej klarowna.
Pozdrawiam!