Profil użytkownika


komentarze: 1058, w dziale opowiadań: 904, opowiadania: 451

Ostatnie sto komentarzy

Hej!

Pomyślałam sobie, że mój komentarz mógł nie wypaść entuzjastycznie, dlatego dopisuję.

Twoje opowiadanie najbardziej mi się podobało wśród konkursowych, pomijając oczywiście redakcyjne i stylistyczne potknięcia, nad czym boleję.

Byłam zaskoczona narracyjnym rozmachem i lekkością wprowadzenia bohaterów, ich wzajemnej relacji. Bardzo chętnie przeczytam Twoje inne opowiadania :)

Cześć Marszawo!

Naprawdę budujący komentarz! Nic przyjemniejszego nie mogło mnie spotkać, niż fakt, że opowiadanie zainspirowało Cię do fotograficznej podróży do Kirgizji!

Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Droga Bruce

Dziękuję za wyłapanie błędów! A przede wszystkim za to, że doceniłaś zakończenie :) Chyba tylko Tobie się spodobało! Opowiadanie kończy się w miejscu, gdzie zaczyna się nowa historia, więc obiecuje następne przygody… Jeszcze raz dzięki za miłe słowa!

I ja życzę Tobie Wesołych Świąt!!!

 

 

Cześć Larsie!

Opowiadanie zrobiło na mnie duże wrażenie i żałuję, że nie zostało przed publikacją wygładzone i poprawione. Jest to poważna opowieść o przyjaźni i zdradzie. Bohaterowie znajdują się w namiastce normalnego świata, co dobrze oddajesz klimatem pustej rzeczywistości. 

Rozumiem, że jest to Twoje pierwsze tutaj opowiadanie. Mnie się podobało.

Pozdrawiam!

Cześć Melendurze!

Doceniam wykorzystanie historii (a może Historii), bo to jakby opowiedzieć ją na nowo, w sposób bardzo osobisty. Postacie i miejsca nabierają wtedy rumieńców :)

Mam natomiast takie uwagi co do formy: pierwsza część jest generalnie monologiem, co wyhamowuje dynamikę. Dużo jest akcji, jest tu przecież inwazja, wybuchy etc, ale ponieważ znamy ją z drugiej ręki, oglądamy wszystko jakby w oddaleniu.

Pierwszoosobowa narracja pozwala też na dialogi, które dałyby tu wyraźne interakcje między bohaterami. Mogłoby się to sprawdzić również w stylizacji językowej przeniesionej do dialogów.

Zgrabne przejście między czasami :)

Pozdrawiam!

 

 

Cześć Gryzoku!

Opowiadanie ma równe tempo, co mi się spodobało, ponieważ naprawdę dobrze się czyta. 

Przejmująca interpretacja “Ostatniego światła”. Och, jak to dobrze, że to tylko obowiązkowa fantastyka!

Bohater żywy i plastyczny, a widok umierającego Słońca rozrywa serce.

Dobre opowiadanie.

Klikam i pozdrawiam!

 

 

Dzięki Storm, że wpadłeś! Ilość fantastyki w tej wersji historii to trochę kwestia gustu :)

Pozdrawiam!

Hej!

Piękne opowiadanie, pasujące klimatem i szczegółami do obrazu. 

Jasne jest, że rzecz dzieje się w Raju, ponieważ drzewa w tym samym czasie kwitną i mają owoce. Dodatkowe opisy dobrze budują tło :)

Najbardziej ze wszystkiego zaskoczyła mnie postać Michała, chyba mogę napisać, że takiego charakteru archanioła to się nie spodziewałam! I tak się zastanawiam, czy to możliwe, żeby tak jak Michał znać całość, całą prawdę, ostateczny cel wszechświata i rodzaju ludzkiego i jednocześnie nie być świadomym swojej decyzji? Wydaje się, że jego opowiedzenie się za ludźmi jest dziełem przypadku, a to jest uzasadnione tylko wtedy, gdy nie zrozumiał Zamysłu… Jest jakaś w nim sprzeczność, to znaczy w Michale. 

To jest bohater, który nie przeszedł żadnej metanoi, a tkwi w zawieszeniu. Rozumiem, że taki był Zzamysł, ale mimo wszystko, chciałoby się, żeby historia bardziej napawała nadzieją, a Michał okazał się bardziej zdecydowany :)

 

Uwagi:

ostateczny aspekt,

logicznie to nie ma sensu, rozumiem, że chodziło o ostateczny cel, wszechogarniającą pełnię oraz pankosmiczny aspekt wszechrzeczy :)

 

Klikam i pozdrawiam!!!

 

 

Ale dla Ciebie jest wręcz odwrotnie.

Nie traktuj moich uwag jako krytyki, w żadnym razie! Po prostu zdało mi się, że tak subtelnie i plastycznie zbudowany klimat pozostał niewykorzystany, bo jakby zabrakło wydarzeń, historii, które by ten anturaż ukształtował i w ten sposób stał się jeszcze bardziej znaczący.

Cześć Michaelu!

Opowiadanie jednego aktora – tak mogę w skrócie to określić. Wykreowałeś spójny, lekko intrygujący klimat, który mógłby stać się tłem dla jakiejś fabuły, wartkiej akcji, metanoi bohaterów… ale poprzestałeś na “scenografii”. Trudno wczuć się w bohatera, ponieważ to, co dotyczy jego życia potraktowałeś bardzo skrótowo, wręcz niechętnie :)

Nie można natomiast odmówić opowiadaniu walorów językowych.

Pozdrawiam!

Hej!

Naprawdę ładnie wyjaśnione szczegóły obrazu, jak np. zamknięte oczy. Dużo się dzieje, spór prawdziwej i podrzędnej sztuki jest ciekawym tłem dla fabuły. Mieszasz śmiech i łzy, kpinę i powagę – ale w dobrych proporcjach.

Zauważyłam kilka stylistycznych potknięć, ale nie przeszkadzają tak bardzo w czytaniu.

Dama, spoglądając za oddalającym się człowiekiem, czuła, jak jej usta wykrzywia mimowolny uśmiech.

Z kontekstu wynika, że Dama uśmiecha się naturalnie i szczerze, więc wykrzywianie się nie pasuje. Zresztą, powtarzasz w kilku miejscach to słowo. O trzy razy za dużo :)

Przeczytałam z zainteresowaniem

Klik i pozdrawiam!

Cześć Ambush!

Wszystko pięknie, ale kto wskoczył do dziury??? Końcówka dla mnie zbyt enigmatyczna i trochę pourywana, więc trudno mi było śledzić akcję. Marcel wyskakuje jak diabeł z pudełka i nie pomaga, że był zaistniał w poprzednim opowiadaniu :) Zdziwiły mnie postacie. Są bardziej zwyczajne, zajęte codziennymi sprawami, takie l u d z k i e , niż w innych twoich opowiadaniach.

Pomysł i klimat są fajne.

Pozdrawiam :)

Cześć between!

Interesujący pomysł i dobra ilustracja obrazu – to na plus. Mam uwagi co do konstrukcji.

Mieszają się tu dwie konwencje, kryminału i horroru. Kryminał jakby jest w cieniu, kogoś przesłuchują, ale tych przesłuchań nie pokazujesz, nie ma zbyt wielu tropów, nie intrygujesz zagadką. Lepiej na pewno wyszedł ciężki klimat horroru, napięcie, które rośnie, obłęd bohaterki. 

Imię bohaterki poznajemy dopiero w IV rozdz. (chyba że wcześniej mi umknęło)

Straszność, chłód, opanowanie malarza śmierci – dobrze oddane.

Ogólnie uważam, że opowiadanie jest udane, choć na przyszłość można przemyśleć, jaki gatunek najbardziej Ci pasuje :)

Pozdrawiam!

 

Cześć Outta!

Cieszę się, że historia Ci się spodobała!

Widziałem tutaj zarzuty, że fantastyka jest ledwo zarysowana

Dla mnie polski Lwów to wystarczająca fantastyka :) Rzeczywistość, która się nigdy nie ziści.

Bardzo fajnie wyszła Ci też przemiana bohaterki pod wpływem wydarzeń

To zdanie dużo dla mnie znaczy, bo czasem przemiana moich bohaterek w innych opowiadaniach wywołuje w komentarzach mieszane odczucia :)

Pozdrawiam!

Cześć Koalo!

Zabawne i przyjemne. 

Fantaści jako ostatnia publikacyjna deska ratunku :) No kto by pomyślał!

Cześć regulatorzy!

Zastanawiałam się, czy opowiadanie Ci się spodoba, więc cieszę się z tego przychylnego odbioru!

I tylko szkoda, że fantastyka w opowiadaniu sprowadza się do snów i omamów po wypiciu kumysu.

A może bohaterka została naprawdę przeniesiona na dalekie stepy Azji dzięki obrazowi?

 

Rzeczy, które wymieniłaś i wcześniej wzięłam pod uwagę.

Głośnyhałaśliwy to synonimy, znaczą to samo. To, co jest hałaśliwe, jest głośne z definicji.

 

Synonimy mają podobne znaczenie, nie zawsze to samo. Być hałaśliwym to zachowywać się hałaśliwie, np. stukać garnkami, być głośnym to mówić głośno. W tej scenie pasuje wymienić oba.

 

Akylaj ułożyła usta. → Na czym polega ułożenie ust?

Akapit wyżej stoi, że układała usta do uśmiechu (w domyśle sztucznego).

 

Poprawki wprowadzam. Dzięki!!!

 

 

 

Dzięki Finklo! Dla mnie babcia z wnukiem to całkiem naturalna rzecz, sama znam kilku, dla których dziadkowie przeprowadzili się do innego miasta, żeby ich kontrolować mieć nad nimi pieczę :)

Pozdrawiam!

Hej bruce!

Znów nieco historii :) Rodzina jak wyjęta z obrazka!

Hej!

Zabawne i trochę prawdziwe. 2 słowa chyba musisz odesłać donikąd :)

 jako pary rów­no­rzęd­nych bo­ha­te­rów,

To chyba wymaga rozwinięcia postaci dziewczynki, bo narrację prowadzisz z punku widzenia Charona, więc bohaterka pozostaje dla czytelnika enigmatyczna. Jej uczucia znamy “na chłodno”, z drugiej ręki, z jej wspomnień, których nie jest za wiele. Jest tu jakaś dysproporcja między bohaterami. Niemniej czekam na następne ich przygody :)

 

marzan

Dla mnie niewątpliwie głównym bohaterem jest Charon, jest plastyczniejszy i wielowymiarowy (na akcję nie mogę narzekać). Inne o nim historie? Jak najbardziej!

Cześć marzanie!

Udało Ci się słowami odmalować nastrój obrazu, pustkę i samotność Przewoźnika, intensywność życia nadbrzeżnych drzew, zimowy podmuch śmierci. 

Plastyczne, ładnie napisane opowiadanie. Przeczytałam z wielką przyjemnością.

Pozdrawiam!

Cześć melendur!

zgadzam się z przedmówcami, w szczególności z uwagami beeckiego dotączącego NPC.

Podłamaliście mnie z beeckim, bo zasięgnęłam języka i okazało się, że NPC to postać bez charakteru. Aj.

Pozdrawiam :)

Cześć Berig!

Również poczułem się zagubiony w czasie.

To mój błąd, że nie dość wyraźnie zaznaczyłam, że czasy są współczesne (mniej więcej lata 80.), więc to niemożliwe, żeby Lwów był polski. 

Z tego powodu pozostał pewien niedosyt – chętnie dowiedziałbym się, jakie konsekwencje przyniesie azjatycka wyprawa Anny.

Już postanowiłam sobie, że postaram się nie urywać tak następnych historii.

Pozdrawiam!

 

Dzięki Ambush ::))

Hej prosiaczek!

Dzięki za odwiedziny i pokrzepiający komentarz :)

Pozdrawiam!

Cześć Gryzok!

Syrdaria? ;)

Może by gdzieś wpleść Amudarię, żeby był komplet?

Sprytna uwaga :) Rzeczywiście, imię kobiety to nazwa rzeki.

Umieściłam w opisie, że to hist.alternatywna, żeby nikt nie miał wątpliwości :)

Pozdrawiam!

Hej Beeeecki!

nie pomagasz czytelnikowi go zrozumieć.

A już myślałam, że tutaj mi się udało, że wszystko jest – jakby to ująć – czarno na białym :)

 

Czasami po łebkach traktujesz bohaterów i ich motywacje.

To prawda. Jeśli by dać pełniejsze i wyrazistsze postacie poboczne, to chyba musiałabym pomyśleć o większej skali opowiadania, napisać coś dłuższego i poważnego. Ale wtedy forma by się rozwlekła, bo należałoby opisać codzienność każdego z bohaterów. Tak myślę.

Pomyślę nad koralikiem :)

Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się wrażeniami!

OldGuard

oczywiście, weźmiesz sobie z tego, co chcesz

Dzięki za uwagi! Próbuję je przemyśleć w kontekście całości.

Cześć Dawidzie!

Piszesz jasno, bez zawijasów i ozdobników. Tak z tego co pamiętam wyglądają chyba wszystkie Twoje teksty i zawsze mi się ten styl podobał. Ale to nie znaczy, że nie ma w tym emocji albo głębi. Tak jak tutaj: jakże straszna jest przyjaźń morderców, ich spędzanie czasu razem! 

Nie jestem wielkim zwolennikiem twistów i nie szukam ich w opowiadaniach. Raczej sensu lub sprawiedliwości. Zakończenie pozwoliło mi zakrzyknąć “Dobrze im tak!”, więc uważam je za wielce udane :)

Uwagi:

Brakuje przecinków, ale nie tak dużo.

Klikam i pozdrawiam!

, to nie miałby najmniejszych szans,

Ach, szkoda więc, że nie miał po swojej stronie sił natury! Choćby i zamieci! Wtedy byłoby bardziej sprawiedliwie :)

 

Hej AP!

Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem

Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Spróbuję coś zmienić w pisaniu :)

Akurat tutaj celowo dużo skróciłam, ponieważ rozwinięte zakończenie wymagałoby powrotu do Lwowa, dialogów miedzy bohaterami, wyjaśnień dla czytelnika, a nie chciałam, aby zbladł poryw, którego bohaterka doświadczyła, a który stał się dla niej motywacją.

Lubię te Twoje opowieści, czerpiące z historii pogranicza.

Bardzo mi miło, że takie tło Ci się spodobało!

Dzięki za odwiedziny! I pozdrawiam!

Cześć Ślimaku!

Po prostu strasznie czekam na twój tekst, jestem niezmiernie ciekawa, jaką dasz interpretację obrazowi!

Na początku wspomnę, że uczę się przecinków z Twoich komentarzy, nie jest perfekcyjnie, ale widać postęp :)

wpadłem w końcu na to, że chyba umieszczasz tekst w latach 60.–70. w alternatywnej rzeczywistości, w której III Rzesza i ZSRR szybko upadły, a kontynuacja II RP prosperuje

Właśnie tak! Wpisawszy w opis “historia alternatywna”, uznałam, że to całkowicie wystarczy i już wszystko będzie jasne :) Polski Lwów, nie jako nieistniejący przedmiot sentymentu, ale normalne miasto – bardzo mnie pociągała ta idea.

(swoją drogą osobliwe imię, ale skoro u nas mogła się zdarzyć Wisława…).

Cha, cha! Dałam kobiecie imię rzeki, bo to takie przyjemne “wodniste imię” jak pisał Makuszyński :)

Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.

Chciałam zastosować zgrabną amplifikację, ale widać nikomu się nie podoba, ech…

 

Co do zakończenia, zdecydowałam pozostawić je trochę enigmatyczne i za krótkie, żeby wyjaśnienia i sucha logika nie zburzyły onirycznego i poetyckiego klimatu podróży bohaterek. Ale zdaję sobie sprawę, że to mankament tego tekstu.

Bardzo Ci dziękuję za wszystkie uwagi i inspiracje!

Zbieram się i idę poprawiać wg Twoich wskazówek :)

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć OldGuard!

Twoje sugestie dotyczą stylu, więc trudno mi się do nich tak rzetelnie odnieść. Ale.

ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…

Ponieważ to jest dialog, więc musi naśladować mowę z jej nielogiczną konstrukcją i powtórzeniami, ponieważ tak naturalnie mówimy. Tak samo tutaj:

Ten obraz, możesz go sprzedać mojej babce.

 

Tzn postać z lustra? Znaczy się wiem, że tak, przeskok jest dość nagły, a to, że odbicie nagle gada, nie budzi w pierwszej Annie żadnego zdziwienia

Druga Anna to hipostaza, wewnętrzne ja, z którym bohaterka rozmawia, czyli rozmawia sama ze sobą.

Dzięki za przeczytanie i podzielenie się uwagami!

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć Storm!

W stylu patetycznym, bardzo słusznie, utrzymane opowiadanie o walce, honorze i konieczności.

Podobały mi się metafory, które wprowadzają trochę poetyckiej głębi i wrażliwości.

Zastanawiam się, czy taka walka między bogami i człowiekiem nie powinna być straszniejsza, gwałtowniejsza, angażująca całą naturę, łącznie z górami, rzekami i drzewami?

Przeczytałam z przyjemnością.

Pozdrawiam!

Hej marzan!

Porównanie widoków z jednego dnia z całym życiem?

Zwróciłeś uwagę na to, nad czym się zastanawiałam. Z jednej strony chciało mi się opisać wewnętrzną podróż bohaterki, z drugiej bałam się rozwlekać i psychologizować :)

 

który zamiast burzyć się i bulgotać

Górskie potoki zawsze bulgocą, chociaż są lodowate :)

 

głośny i hałaśliwy jak zwykle.

Synonimy nie mają identycznego znaczenia, tylko podobne. Można je użyć w formie wzmocnienia. Wydaje mi się, że po to jest bogactwo słów.

Nie martwię się o jeźdźców, tylko o konie. I dlaczego niby nie jedzą, bo tak?

Nie jedzą, żeby być szybciej, ale doczytałam się, że również po to, by jeść później do nieprzytomności i nic nie robić :)

 

Odczytałem odpowiadanie jako opowieść o wyzwoleniu, o ucieczce od wygodnego, ale szarego życia, ale również od zakłamania Bohaterka uczy się wybierać to, co chce robić,

Cieszę się, że opowiadanie przemówiło tym do Ciebie. 

 

Kompozycyjnie bardzo spójne

Dzięki za tak miły komplement!!!

Pozdrawiam!!!

 

Cześć Hesket!

Dzięki za wyłapanie niedociągnięć.

Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty. ---> powtórzenie.

Powtórzenie celowe, czyli amplifikacja.

buzował ogień

Wydaje mi się, że buzował bardzo często odnosi się do ognia.

Końcówka sprawia wrażenie urwanej, jakbyś chciała nagle zakończyć. 

Rzeczywiście tak, bo fabularnie później zaczyna się już nowa opowieść :)

Dzięki za przeczytanie i klika!

I pozdrawiam!

 

 

Cześć Kronosie!

Dużo pytań postawiłeś, na niektóre odpowiedź jest w opowiadaniu, a na niektóre odpowiedzi nie znam :)

Kim jest umyślny

umyślny to posłaniec

 

Motywy i cele szamana są bardzo niejasne

Motywy szamana są zawsze i wszędzie takie same: władza, kasa, która daje władzę i niewolnicy zamiast ludzi.

Czy sobór to budynek?

Sobór to pospolite słowo.

 

Chełm to ciekawe miasto. Niestety, nigdy tam nie byłem ale muszę to zmienić. 

Myślę, że nie będziesz żałował :)

 

Rzeczywiście, Oświecony kłamie i manipuluje, więc mogła wkraść się niejasność w jego działania :)

 

Dzięki za uwagi!!! Może uda mi się coś ulepszyć.

Pozdrawiam!

 

 

 

Faktycznie Darmness pojawiło się już kilka razy i chyba zasłużyło na nieco lepszy opis.

Ponieważ akcja rozgrywa się w dzielnicy portowej (tak zrozumiałam), więc aż się prosi, żeby wrzucić opis miejsca i tym samym zbudować klimat opowieści. 

Ale to są już takie detale :)

Pozdrawiam!!!

Cześć beeeecki!

Język nie nadąża za uczuciami, odczuciami, wspomnieniami – czasami jest niezgrabny, nieperfekcyjny i spontaniczny, co w komentarzach szczegółowo zostało wyłuszczone :) Ale to nie przeszkadza. Intensywność uczuć, które zawarłeś w szorcie, pozwala zjeżdżać z góry na sam dół razem z bohaterem.

 

Hej!

Znajomi bohaterowie i znajome miasto z jego wciąż tym samym bogiem – powoli buduje się we mnie przywiązanie do tego miejsca :) Więc pozwolę sobie znów pomarudzić: nie narzekałabym, gdybyś dał więcej opisów, jak miasto wygląda, żeby utworzył się w głowie obraz tego miejsca.

Bardzo intrygująca i wciągająca fabuła, bohaterowie plastyczni, chociaż dzieci bardziej, a detektyw z kompanią trochę mniej. A może po prostu elfy mają być takie lekko sztywne :)

Przecież los nie mógł być aż tak bezczelnie brutalny, by także w zaświatach pastwić się nad Zavlą.

Czy los zazwyczaj nie jest bezczelnie okrutny?

 

Tytuł jest super :)

Zastanawiam się, czy Zavla nauczy się wreszcie czytać. A może w ogóle jej to nie będzie potrzebne?

Pozdrawiam serdecznie!!!

TKII

Dzięki za pozytywny komentarz!!!

Storm

odro­bi­nę wy­ja­śnień,

Starałam się ograniczyć informacje, żeby zachować równowagę :) ale może następnym razem przemyślę gruntownie proporcje.

melendur

Temat prze­ni­kań cza­sów, po­dró­ży i hi­sto­rycz­nych opek bar­dzo sobie cenię

Miło mi, że znalazł się Czytelnik, któremu podoba się taki gatunek :)

 

Pozdrawiam wszystkich!

Ale też po to przybyłem na Portal, by ktoś zechciał je czytać z zaufaniem do ich jakości.

Podobają mi się Twoje opowiadania, chociaż niektórych gatunków nie jestem fanem :)

Tu spodziewałam się raczej klasycznego kryminału z rzetelną, drobiazgową pracą detektywa, a historia skręciła w coś o wiele bardziej ciężkiego i niepokojącego. Tym bardziej zaskakuje, że motyle, wiewiórki i biblioteki nic a nic klimatu noir nie zapowiadają.

Pozdrawiam serdecznie!

 

Cześć Beeeecki!

Jest to oryginalny dreszczowiec, chociaż początek tego nie zapowiada, ale w miarę rozwoju wydarzeń napięcie gęstnieje. Fajnie wplotłeś, co myślą sobie potwory. Bezbłędnie to wyszło!

Uwagi, co do słów:

Krążyła po saloniku w nocnym stroju

nocny strój ma swoją nazwę :)) można tak: Krążyła po saloniku w dezabilu.

 

Jest też znak zapytania pod adresem balansu.

Nieprzyjaźń, a nawet wrogość, nie wykluczają balansu.

O ile się nic ostatnio nie zmieniło, balans to tyczka linoskoczka. Pewnie lada chwila zmieni znaczenie, ale dla mnie wciąż w znaczeniu równowagi brzmi kolokwialnie.

 

Ogółem, dobrze się czytało, i śledztwo mnie wciągnęło. Jakby było więcej opisów bohaterek, biblioteki (zwłaszcza biblioteki z tą roślinnością), dworu i ogrodu – nie narzekałabym :)

 

Pozdrawiam!!!

 

 

 

 

Cześć AP!

Charyzmatyczny szarlatan 

Dobrze to ująłeś!

Bardzo mi miło, że trafiło opowiadanie o Chełmie w Twoje gusta :)

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć regulatorzy!

Wiem, że niezbyt lubisz taki gatunek, więc doceniam Twoje skrupulatne uwagi :) Czasami powtórzenia rzeczywiście celowe. Innych spróbuję się pozbyć.

Dzięki za przeczytanie i wytłuszczenie błędów!!!

 

Cześć Bardjaskier!

 

Ten oświecony, który wszystkich omamił, co to za jeden i czemu go wpuścili.

Bo takich, którzy mamią ludzi, zazwyczaj wpuszczają, a jak się wreszcie ludzie zorientują, że to sekta, to jest już za późno…

Starałam się zostawić jeden wątek spisku oświeconego, i do niego też wątek Helenki pasuje, bo to ta sama sekciarska działalność, ale widać rozpierzchł mi się. Historia spalenia Chełma wydała mi się dosyć prosta, niepotrzebująca zbytnich wyjaśnień, więc może stąd wyszło zbyt skrótowo.

Dzięki za uwagi i klika :)

 

Cześć!

W takiej krótkiej, ale intensywnej scenie bohater rysuje się bardzo wyraźnie, jego ambicja i zasady. To zachęca do przeczytania również następnych przygód :)

Warsztatowo można by poprawić powtórzenia, które wynikają z tego, że mówisz kto teraz co robi, np. hybryda chwyciła, hybryda zmieniła… etc.

Pozdrawiam!

 

Nie sztuka zarobić złoto, jak to mówią, sztuka je wydać.

Nie ma wątpliwości, że została tu przekroczona granica. Tylko zastanawiam się, gdzie. Czy przy “tłuszczy elfickiej”? Czy gdy”nogi spojrzały”? Czy może przy “orkogedonie’? :)

Zabawne, przyjemnie napisane i rozweselające. Można z bohaterem się utożsamić. Jak najbardziej.

Pozdrawiam :)

 

Cześć Finklo!

Nie obraziłabym się za więcej wyjaśnień.

Chyba jeszcze raz przemyślę strategię objaśnień historycznych :)

Dzięki, że wpadłaś!

Pozdrawiam!

Cześć Czarna2!

Jest w opowiadaniu niepokojący klimat zimowego lasu, przeczucie czegoś strasznego i nieznanego. Do tego dobrze pasuje fabuła, choć bardzo krótka i uproszczona. 

Uwagi:

Zgadzam się z Beeeeckim, że jeśli narratorem jest bohaterka, to nie pomyśli o ojcu “mężczyzna”, to brzmi bardzo sztucznie 

– Zaczekaj. – Zatrzymałam go. – Szkoda marnować kuli. Może… może go uwolnijmy?

Mężczyzna prychnął, ale opuścił broń.

Zabrakło mi podkreślenia motywacji bohaterki, dlaczego wyszła w nocy z namiotu? Z ciekawości? Z litości? 

Jest to niejasne.

Ogółem, można byłoby poprawić to i owo, ale sama historia, a zwłaszcza klimat horroru są interesujące. Zwierzęta zimowe na plus :)

Pozdrawiam!

 

 

Cześć Beeeecki!

Nie chciałam wszystkiego w szczegółach wyjaśniać, żeby nie robić dłużyzn, ale widać wkradł się chaos niestety :)

Tym bardziej mi miło, że uznałeś opowiadanie za niezłe. Dzięki za pokrzepiający komentarz!

I ja pozdrawiam!

Cześć!

Ciekawy pomysł i dobrze się czyta, czasami tylko przeszkadzają zawikłane zdania, co pokazał już marzan. Ale prócz tego brak jest bohatera. Może będzie później, ale warto, by czytelnik miał na kim oko zawiesić od początku. Bez wyraźnego bohatera wygląda tekst jak kronika wydarzeń.

Drugi mankament to dosyć powierzchowna i skrótowa scena zamachu na Arcyksięcia, nie wiadomo, czy trafił, czy nie trafił. Można byłoby zmienić ją tak, aby była bardziej klarowna.

Pozdrawiam!

Cześć!

Wybór obrazu nie zapowiada takiej historii, zaskoczyłeś mnie zupełnie :) Z jednej strony stworzyłeś prosty świat z niewidocznym na powierzchni totalitaryzmem, a z drugiej bohatera, który prawie się przystosował… Angażująca opowieść.

Gdzieś po drodze chyba brakuje fragmentu zdania, ale teraz nie mogę znaleźć.

Pozdrawiam!

Cześć Jolka!

Bardzo sugestywnie odmalowałaś słowami nastrój obrazu. Jeśli jakaś historia miała się zdarzyć w tamtym świecie z obrazu, to chyba tylko ta.

Znów w Twoim opowiadaniu pojawia się morze, wybrzeże, przybrzeżne zwierzęta i roślinność :) Zawsze dużą przyjemność sprawia mi przeniesienie się w taki krajobraz. Jednocześnie Twój ocean przypomniał mi Solaris Lema, tę zagadkową i niepokojącą świadomość fal.

Co do zagadkowości, opowiadanie jest krótkie i bardzo enigmatyczne, dużo pozostawiasz domysłom czytelnika. Ale to chyba koszt, który trzeba ponieść, jeśli chce się utrzymać taki poetycki, niejednoznaczny nastrój.

Pozdrawiam!

Cześć Hesket!

Bezbłędny dreszczowiec! Duszny klimat drogi, która się nie kończy plus utrata kolorów – naprawdę dobry szort. Nawet szkoda, że nie dłuższe opowiadanie :)

Pozdrawiam!

Podpisuję się pod Dawidem. Czy ktoś mógłby powiedzieć, j a k wstawia się obrazek???

 

 

To kiedy coś opu­bli­ku­jesz? ;)

He, he… 

Po prostu wyglądam oknem, a weny jak nie ma, tak nie ma :)

 

Cześć AS!

Obrazowy, metaforyczny i chwytający za serce. 

Klikam i Pozdrawiam!

Cześć Adexx!

Udany moralitet. W sumie mógłby być dłuższy, bo umiejętnie wykreowałeś interesującego bohatera. Jestem ciekawa, jak mu poszło w następnych zadaniach :)

Językowo poprawnie, tylko to:

Musimy iść, zaraz przyjdzie zdać zadanie.

Niezgrabnie brzmi. Może: “Musimy iść, bo za chwilę przybiegnie z raportem…”

 

Klikam do biblioteki i pozdrawiam!

Cześć Ambush!

Krótkie, ale wyraziste. Zaciera się granica między prawdą a fantazją.

Dobrze się czytało. Pozdrawiam!

Cześć Anaksymandrze!

Spodobała mi się ta w pół baśń, w pół przypowieść. Ma dwie części, które różnią się tempem i sposobem prowadzenia narracji. Chyba bardziej odpowiada mi ta pierwsza, gdy rzecz dzieje się w karczmie. Wszystko jest tam bardziej realne i plastyczne. Natomiast poszukiwanie jeziora to sztampowa opowieść drogi, niewiele w niej emocji. 

Japoński anturaż niezbyt nachalny. Wyrastanie zła z pola – pomysłowe.

Jeśli chodzi o stronę techniczną opowiadania, to są tu powtórzenia i niekiedy przecinki źle stoją – ale da się to wygładzić.

Przeczytałam z przyjemnością. Pozdrawiam!

 

Bardziej wygląda jak aforyzm niż wiersz. Ale może nie było w systemie takiej kategorii…

Cześć!

Rzuciły mi się w oczy:

 

Usiadła na miękkiej, mokrej od rosy trawie i czekała [przecinek] aż biegnący za nią z widłami ludzie dotrą do granicy.

Dziewczyna długo trwała nad martwym ciałem. Była załamana. W końcu wstała, by wykopać grób.

Wydaje mi się, że “trwała” potrzebuje jakiegoś dopełnienia, z kontekstu wynika, że siedziała na ziemi (bo potem wstała). Czy nie chodziło o to, że siedziała przy ciele albo pochylała się z bólem nad martwym ciałem?

 

Gdy skończyła, nie wiedziała [przecinek] co ze sobą począć i gdzie iść.

– Mi osobiście świadkowie nie przeszkadzają

– Mnie osobiście…

Była właśnie po nieudanej próbie leczenia blisko jej rodzinnych stron.

Zdanie chyba zbyt skrótowe, bo niezrozumiałe. 

 

Wykorzystujesz klasyczne toposy poświęcenia, niesprawiedliwości i zemsty, przez co opowiadanie nabiera głębi. Warsztat jest całkiem dobry, niekiedy tylko zdania są niezbyt zgrabne, ale da się je łatwo ulepszyć.

Przeczytałam z zainteresowaniem.

Pozdrawiam!

 

ale mam wrażenie, że opowiadasz dokładnie tyle historii ile chcesz,

Miło mi to słyszeć, bo już miałam wątpliwości, czy taka konwencja i zostawienie pewnych niedopowiedzeń ma sens :)

Cześć AP!

Intrygujący, dający wiele literackich możliwości pomysł przemiany dendrologa w drzewo. Językowo dobre opowiadanie.

Najbardziej jednak rzucającym się w oczy mankamentem jest brak spójności. Tekst jest podzielony na dwie części, “ludzką” i “drzewną”, ale nie ma między nimi przejścia ani mostu. Być może z tego powodu, że metamorfoza bohatera jest opisana skrótowo i szybko. Charakter bohatera trochę się nie klei. Z jednej strony odciął się od rodziny, z drugiej ma jakieś wyrzuty sumienia… Przygotowanie do wszczepienia nasionka jest nieproporcjonalnie długie w stosunku do opisu kilku tysięcy lat potem. No i pojawienie się nowego gatunku mieszkańców Ziemi – potraktowane zdawkowo.

Motywacje bohatera są niejasne, więc zabrakło napięcia i niepewności, które w takim opowiadaniu dobrze pasują.

Tym niemniej, sama historia wciąga.

Pozdrawiam!

Cześć beeeecki!

 

a głównodowodzący przeraził się na samą myśl co ma czynić.

a głównodowodzący przeraził się na samą myśl[przecinek] co ma czynić.

 

Jest tu klimat oryginalnego “Puchatka”, ale wyciągasz z niego nieubłagane konsekwencje. Wyprawa wojskowa jest senna i niezorganizowana, Krzyś staje się mitycznym bóstwem, Puchatek egocentrycznym władcą.

Nieprzybycie nieprzyjaciela jest zaś wstrząsające.

Przeczytałam z przyjemnością!!!

I klikam do biblioteki oczywiście :)

 

 

 

Cześć beeeecki!

 

Fabularnie jest w porządku

Ha! Chyba jesteś jedynym czytelnikiem, który nie narzeka na fabułę, że dziurawa :)

Cieszę się, że Ci się spodobało. Dzięki, że wpadłeś!!!

Cześć Ramshiri!

Dzięki za miłe słowa!

No i mało w tym fantastyki.

Ee, trochę jest :)

Pozdrawiam!

Cześć Zygfryd!

Rzeczywiście, fabuła się nie klei, ale taki to był zamysł. Pozwolić czytelnikowi, aby doświadczenia i może pragnienia odniósł do swojego życia, a nie bohaterek.

Dzięki, że wpadłeś i pozdrawiam!

 

Cześć Cezary!

Do momentu “zgody” drzewa na ścięcie obawiałem się o nieco zbyt małą ilość fantastyki w fantastyce, ale myślę, że tyle wystarczy.

Uff! :)

Miło mi, że mimo luk (zamierzonych) w fabule nie oceniasz opowiadania źle. Można umieścić w tekście i podawać bardzo różne wytłumaczenia motywacji, a to podróży bohaterek, a to obstalunku ikony, od fiaska małżeństwa, ucieczki od przemocy – po ucieczkę od szarości i pragnienie czegoś niebezpiecznego. Wydaje mi się jednak, że nie jest to potrzebne, bo opowiadanie ma przekazać przede wszystkim doświadczenie tego, co ponadnaturalne. Wszystkie detale są przypadkowe.

Ale rozumiem, że dla Ciebie takie skrótowe potraktowanie wątku nie jest takie fajne :)

Pozdrawiam!

Cześć DyingPoet!

Jest tu ładna melodia wiersza, nastrój smutny z kroplą nadziei, podmiot liryczny, który nie rozrywa szat nad swym życiem, a szuka jakiejś jedności i sensu.

Podobało mi się, pozdrawiam!

Cześć Ślimaku!

tak że nie jest żadnym problemem wyjechanie z postsowieckiego miasteczka i znalezienie się na sienkiewiczowskim stepie?

To jedna z możliwości. Taka konwencja pozwoliłaby na snucie długiej opowieści, w której realności się nakładają, a może wypływają jedna z drugiej. Idealna dla motywu podróży :) Wydaje mi się, że posłużył się nią Brzechwa w Podróżach Pana Kleksa.

Dzięki Ślimaku za inspiracje :)

Pozdrawiam!

Cześć Ślimaku!

Rzeczywiście, czytelnik poszukujący twardych faktów i akcji na pewno odejdzie stąd niezadowolony. Ale będę obstawać, że ukonkretnienie, a więc dodanie historii życia bohaterek, zdefiniowanie czasu, spięcie wszystkiego w realia konkretnej epoki – zepsułoby treść. Podróż jest podróżą wymarzoną, niejako idealną, zatem wyrzuciłam wszystko, co by ją uniemożliwiło. Brak dwudziestowiecznych stepów (uważam to za defekt naszych czasów) i siedemnastowieczną niewykonalność tej podróży.

Wszystkie natomiast możliwe czasy zbiegają się w pracowni ikonografa, ponieważ procedura ikonograficzna w wieku dwudziestym i siedemnastym są identyczne!

Dzięki za podzielenie się uwagami. W tym opowiadaniu wielkich zmian nie da się wprowadzić, ale w następnym pomyślę o dostatecznej ilości cennych konkretów :)

Pozdrawiam serdecznie!

 

Cześć Ślimaku!

podróż wozem konnym po bezkresnym opustoszałym stepie jak w Trylogii,

Owszem, podróżowano wozem w Trylogii, ale również – jeśli mnie pamięć nie myli – w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce, a na Ukrainie jeszcze w dziewięćdziesiątych. Czytałeś opowiadanie, szukając w nim konkretów i szczegółów, ale takie bezpieczne dla czytelnika umiejscowienia akcji w konkretnym czasie i konkretnym miejscu wcale nie sprawią, że uczucia targające bohaterami staną się bardziej zrozumiałe. A nawet, uważam, odciągałyby uwagę od uczuciowej przemiany i bohaterek, i czytelnika :)

 

posługuje się kliszami jak ofiara współczesnej psychoanalizy

Myślę, że nie trzeba być uwikłanym we freudyzm, aby doświadczyć dorosłego życia, kontrolowanego przez rodziców. Są to doświadczenia uniwersalne i do tego powszechnego rozumienia się odwołałam. Tak samo całkowicie zrozumiałe jest poszukiwanie sensu życia przez kobietę, której dzieci są już dorosłe i nie wie, co dalej ze sobą robić. Jest to na tyle oczywiste, że umieszczenie wyjaśnienia w tekście – byłoby mało subtelne i trochę prymitywne.

Pleonazmy w tekście zamierzyłam, chociaż mogły ostatecznie nie wyjść, jak powinny były :)

Dziękuję Ci Ślimaku za wnikliwy komentarz.

Pozdrawiam!

 

 

Cześć Ananke!

Słusznie dostrzegłaś, że jest rochę nudno, że nie ma fabuły i treści. Taka jest koncepcja opowiadania. Nie chodzi o to, aby wciągnąć czytelnika w wir zdarzeń, a nawet historie bohaterek (ich losy, ich życia są na dalszym planie), ale aby przekazać doświadczenie. Czyli chciałam, aby czytelnik bardziej się delektował niż ekscytował. Jeśli ktoś chce wartkiej akcji – to nie jest ta opowieść.

Pytasz, dlaczego lipa jest magiczna. Odpowiedź kryje się wewnątrz ikonografii. Zasady są takie, że każdy etap pisania ikony jest poddany surowym regułom, które umożliwią powstanie świętości i doskonałości. W tym procesie bierze udział też drzewo i deski. Deska traci naturalność, a staje się częścią tego, co ponadnaturalne. Wydaje mi się, że w opowiadaniu dobrze to pokazałam.

Pozdrawiam!

Jest fajny klimat, dosyć realistyczny bohater, chociaż jak dla mnie, brakuje tu jego głębszej motywacji. Nie wiem, dlaczego się pcha na to poddasze. Przecież miał wracać do mamy…

Koniec rzeczywiście nie zaskakuje :)

Przyjemny, deszczowy szorcik. Pozdrawiam!

Cześć regulatorzy!

Rzeczywiście, niektóre sformułowania w Twojej wersji lepiej brzmią, poprawiłam.

Gdzie i kiedy chłopcy nauczyli się spawać?

Opisuję w opowiadaniu system totalitarny, a w takim, weźmy na przykład Chiny czy Koreę, praca dzieci jest czymś oczywistym. Nikt się ich nie pyta, gdzie się nauczyli pracować.

Zbędna spacja po wielokropku.

Tego nie wiedziałam, dzięki za wyłapane błędy!

Pozdrawiam!

Cześć Gryzoku!

Doceniam misję uświadamiania. Totalitaryzm ubrany w anturaż klatki z chomikiem – fajne :)

Mam też sugestię do przemyślenia:

Jeśli jest się wewnątrz systemu, jest się wyznawcą socjalizmu – to nie ma z tego systemu wyjścia. A to znaczy, że nie jest możliwe, aby w ten sposób partia rozliczała się z przeszłością, aby walczyła o prawa robotników-chomików, aby im współczuła. Partia może tylko wyprostowywać i naprawiać błędy, które sama stworzyła, aby socjalizm uczynić jeszcze lepszym.

Na poparcie, znalazłam w necie to:

“W 1956 roku, na XX Zjeździe KPZR, Chruszczow wygłosił tajny referat, w którym skrytykował kult jednostki i zbrodnie popełnione za rządów Stalina. Okres stalinowski był określany jako czas "błędów i wypaczeń". Ale krytyka Stalina w KPZR miała swoje granice i nie obejmowała kwestionowania podstawowych założeń komunizmu i władzy partii. Była to raczej próba naprawy systemu”.

Pozdrawiam :)

 

Cześć!

Nastrój wprowadzony przez pierwszą część – groteski i żartu – szybko znika. Myśli, świat widziany oczami ulicznego artysty, nabierają innego odcienia. Nawet wkrada się tu klimat poetyckiej prozy Schulza, na przykład tutaj:

słoneczne dni-dziczki, składające się na drugie, nikomu niepotrzebne lato

:)

Ciekawy eksperyment z konwencjami.

Pozdrawiam!

 

Nowa Fantastyka