komentarze: 349, w dziale opowiadań: 297, opowiadania: 125
komentarze: 349, w dziale opowiadań: 297, opowiadania: 125
Łatwiej powiedzieć niż zrobić :D
Znów masz rację. Jest to tym trudniejsze, im dłuższy tekst usiłujemy napisać.
ja mam skłonność do brnięcia w zupełnie zbędne szczegóły i gubienia historii, na przykład. Każdy jest inny ^^
Ja nie jestem w stanie wskazać żadnego obszaru, który nie sprawiałby mi takich czy innych trudności 
Są nawet takie gotowe checklisty scen.
To znaczy? Cóż to jest?
Tego są całe tony w internecie. Mnie osobiście nie pomogły, ale warto rzucić okiem:
Ja wyznaję teorię kotwiczek, musisz rzucić tyle, żeby scena się trzymała (nie twierdzę, że sam robię to dobrze :)) to może być światło, zapach, ząb, który właśnie zaczął boleć, wystający korzeń, cokolwiek co przychodzi do głowy. Na przykład gdy przeczytałem o Średnim Chorążym, od razu przyszedł mi do głowy ten paluch. Kotwice muszą dawać tyle informacji lub wrażeń, żeby czytelnik nie czuł się zagubiony.
>Są nawet takie gotowe checklisty scen.
Co nie znaczy, że akurat Tobie będą pasowały… z pisaniem jest jak z życiem. Każda rada może się okazać zła.
Święta prawda, aczkolwiek warto się zapoznać… Z naszych ponad 80 miliardów neuronów zbierze się grupa, która na pewno wybierze to, co nam odpowiada.
Gdyby dodać przed akapitem dać zdanie o Danielu, który coś robi, szturcha ją, obejmuje, drapie się, dłubie w nosie, cokolwiek.
> Czy ja wiem? To ona zagaja rozmowę.
Ona zaczyna rozmowę, ale to do kogo mówi dowiadujemy się dopiero w didaskaliach i na tym etapie w senie bierze udział już trójka osób. Gdyby dać najpierw jakąś mini interakcję, opis, cokolwiek scena byłaby czytelniejsza. Można powiedzieć, że celem tego byłoby danie Danielowi ‘funny hat’, wtedy czytelnik nie będzie czuł się zagubiony.
Są nawet takie gotowe checklisty scen.
Gdy wprowadzasz postać: Średni Chorąży, aż prosi się dodać zdanie, np: że wszystko miał średnie, z wyjątkiem jednego palca, który urósł mu o pół cala gdy wsadził go do żelu dla roślin i odtąd ciągle trzyma go na spuście każdej broni.
Szczerze – wspaniały cytat. Trochę żal mi… głowę ściska, że nie przyszła mi wtedy do głowy podobna pikanteria, i nie zarysowałem postaci Średniego Chorążego nieco bardziej z pazurem.
Co do samego tytułu postaci – jest to po prostu stopień w hierarchii tejże frakcji, taki, powiedzmy, dowódca dywizji. Ale przyznam, twoja wersja podoba mi się bardziej.
Zorientowałem się, że chodzi o stopień wojskowy
, ale ciekawy opis go nie wyklucza. Można to przecież oprzeć na grze słów.
Pozdrawiam serdecznie!
Witaj Robercie,
Przeczytałem tekst i postanowiłem podzielić się wrażeniami, być może okażą się dla Ciebie pomocne.
Fabuła jest ciekawa, a język żywy.
Czyta się płynnie, jednak wymaga to uważności. Chwilami miałem wrażenie, jakby brakowało mocniejszego nakreślenia obrazu, który pozwoliłby w pełni zanurzyć się w opowieści.
To bardzo trudna sztuka i sam mam z tym problemy, ale spróbuję wyjaśnić, co mam na myśli, na przykładzie początku opowiadania:
– Dygam, dygam, ciągle dygam! Na manowcach skrzynie dźwigam! – śpiewał Dziad, tanecznym krokiem szurając po piachach kanionu. Kościste ręce rozwiewały przepastne warstwy lnianej szaty. – Idę, idę, idę sobie! Dokąd, dokąd, któż mi powie? Siup, siup, piach nam w dziób! Kto nie kopie, będzie trup!
Mamy absurdalną piosenkę, prostą informację miejscu i opis postaci Dziada.
Gdybyś po jego wypowiedzi dał tutaj zadnie, które jest dalej w tekście: o dźwięku, wracającym po odbiciu od pionowych ścian kanionu? To dużo lepiej zbudowałoby obraz niż proste stwierdzenie.
Siedząca na błotniku pyłotraka Liwia patrzyła na starca czule.
– Popatrz – szepnęła do Daniela. – Przynajmniej on się dobrze bawi.
– Co z nim?
Gdyby dodać przed akapitem dać zdanie o Danielu, który coś robi, szturcha ją, obejmuje, drapie się, dłubie w nosie, cokolwiek. Tutaj pomogłoby też zdanie np. co przypominał pyłotrak.
W obecnej formie dialogowi Daniela z Liwią brakuje nieco osadzenia.
Sam dialog jest dobry, są fajne przerywniki, np:
Daniel zagryzł wargi. Czasem dobrze jest milczeć, zwłaszcza, gdy Dziad daje recital pod gwiazdami.
– Słucham? – Średni Chorąży Jan Spinel oderwał się od czyszczenia rewolweru.
Gdy wprowadzasz postać: Średni Chorąży, aż prosi się dodać zdanie, np: że wszystko miał średnie, z wyjątkiem jednego palca, który urósł mu o pół cala gdy wsadził go do żelu dla roślin i odtąd ciągle trzyma go na spuście każdej broni.
Pozdrawiam Serdecznie
Do dzisiejszego dnia mamy w naszym kraju wiele miejscowości Zawada, które pełniły ważną rolę w systemie obrony granic.
> O, a to ciekawe. Zgłębię temat!
Najciekawszym takim systemem był stworzony przez Alfreda Wielkiego w Wessexsie (Anglii) w IX wieku system burhów dla ochrony przed najazdami wikingów. Zresztą zawsze granica to jest cała sieć umocnień. Ładnym przykładem jest Monteriggioni zbudowane przez Sienę dla ochrony przed atakiem Florencji. Piękne miejsce, warto odwiedzić po drodze do Sieny. Niemal cała zabudowa mieści się wewnątrz średniowiecznych murów.
Trudno jest tak przedstawić “haczyk”, by zacząć taką historię i nie znudzić tych czytelników, którzy nie są miłośnikami wojskowości
Fakt, nie pomyślałem o tym, ale sądzę, że wyszedłeś z tego obronną ręką:D
– Żadnych ognisk w zasięgu wzroku, ale to nic nie znaczy. Jesteście żołnierzami pogranicza, zawsze musicie być gotowi na wojnę. Tutaj zresztą często coś się dzieje.
Myślę, że jest o wiele lepiej, choć jeszcze bym nad tym pomyślał. A to ostatnie zdanie, zmieniłbym na “tutaj wiecznie coś się dzieje”. Wypada potoczniej, a przez to naturalniej.
Faktycznie brzmi lepiej.
Tutaj na razie obserwujemy gromadzenie zapasów (jest wiosna), do wojny mamy jeszcze trochę czasu, stąd ćwiczenia. Wynika to też z faktu, że mamy tutaj młodych rekrutów, dla których każde ćwiczenia są na wagę złota.
Ano, chyba, że tak. Odczytałem to wszystko bardziej, jakby od inwazji dzieliły nas dni, wręcz godziny. Jeśli jest jeszcze czas, to ćwiczenia są w porządku.
Wprowadziłem więcej wskazówek w tekście, że to raczej perspektywa miesięcy niż dni, żeby wszystko było klarowne.
Jeszcze raz dziękuję za cenne wskazówki i Pozdrawiam Serdecznie!
Witaj Robercie,
Bardzo dziękuję za komentarz i spieszę z odpowiedzią :)
Podoba mi się ufortyfikowany/obstawiony brzeg rzeki, jako miejsce akcji, i oparte o niego przygotowania do wojny. Zwiady, przeprawy, toczenie zapasów, obserwacja brodów i mostów oraz wyczekiwanie, aż przeciwnik w końcu ruszy przez przeprawy. Bardzo to wszystko klimatyczne, poprawne historycznie, ale też szczególnie bliskie mojemu sercu, gdyż jako ogromny miłośnik historii, również historii moich rodzinnych Kujaw (z Torunia nie jestem, tylko w nim studiuję), o podobnych scenach czytałem parenaście razy. Wisła przez stulecia była granicą między najpierw Księstwem Kujawskim, później zjednoczoną Polską, a Państwem Zakonu Krzyżackiego. Inwazje krzyżackie wielokrotnie spadały przez rzekę na Kujawy, palono całe wsie i miasta, profanowano groby książąt we Włocławku, wyżynano ludność. Region był dla Krzyżaków niczym teraz Gaza dla Żydów, toteż infrastruktura obronna, ale też wywiadowcza i zaczepna, rozwijała się prężnie po naszej stronie Wisły. I myślę, że twoja historia, po wyłączeniu elementów fantastycznych i zmianie imion, mogła by z powodzeniem przedstawić wiernie jakiś północnokujawski epizod z tamtych czasów.
Trafnie wytypowałeś inspiracje. Na południu cała sprawa wyglądała podobnie, być może z nieco mniejszą intensywnością. Do dzisiejszego dnia mamy w naszym kraju wiele miejscowości Zawada, które pełniły ważną rolę w systemie obrony granic.
Co bardzo mnie cieszy to, że koncept oceniłeś jako wiarygodny. Trudno jest tak przedstawić “haczyk”, by zacząć taką historię i nie znudzić tych czytelników, którzy nie są miłośnikami wojskowości.
W tle mamy obozowe, żołnierskie życie i parę fajnych scenek, aczkolwiek są one przedstawione dość chaotycznie, podobnie jest z wprowadzeniem nowych bohaterów. Trochę zawodzi płynność między tymi scenami, przez co rzeczy/motywy reprezentowane przez dane wydarzenie, nie do końca wybrzmiewają i nie są klarowne.
Dzięki za cenną wskazówkę. Popatrzę jeszcze na płynność przejścia poszczególnych scen.
Odnośnie świata przedstawionego, nie uraczyłeś nas niczym specjalnym; jest tego mało, a to co jest, nie jest zbytnio oryginalne. Ale też nie jest złe. Co innego z bohaterami, bo mimo, że o nich również niewiele wiemy, to przedstawiłeś ich w tak zgrabny sposób, że można poczuć klimat danej postaci, wyobrazić sobie jej anturaż, i zrozumieć motywacje, a także nawet pewną duchową głębię. A, a propos jeszcze światotwórstwa – nie twierdzę, że Twoje uniwersum jest słabe, broń Boże, ale po prostu nie dane mi było jeszcze odczuć, że jest ono dobre. Przesłanki do potencjału widzę, to jest pewne.
Tutaj faktycznie świata nie ma zbyt dużo, ale to prawdopodobnie wynik “szkoły” Sandersona, gdzie świat pojawia się wolno i poznajemy razem z postaciami. Nie twierdzę oczywiście, że zrobiłem to dobrze, ale bardzo się starałem.
Idąc dalej będzie kilka oryginalnych elementów, ale fantasy to zawsze opowieść o postaciach bardziej niż o świecie.
Zakończenie trochę namieszało mi w głowie;
– Żadnych ognisk w zasięgu wzroku, ale to nic nie znaczy. Tutaj często coś się dzieje.
Co to znaczy? Czy to niefortunny dobór słów z Twojej strony, czy Arenil okłamał podkomendych? Przecież z sosny widzieli arrackie przygotowania na drugim brzegu.
Tutaj chciałem pokazać, że jako oficer nie reaguje ani przesadną paniką, ani zbytnią pewnością siebie. Być może zgrabniej byłoby dodać jedno zdanie(?):
– Żadnych ognisk w zasięgu wzroku, ale to nic nie znaczy. Jesteście żołnierzami pogranicza, zawsze musicie być gotowi na wojnę. Tutaj zresztą często coś się dzieje.
Umocowanie akcji jest raczej średniowieczne, a to wszystko stylizowane jest na obecną wojskowość. Zwłaszcza tutaj mnie to uderzyło. Nie mamy przecież do czynienia z nowoczesną machiną wojenną, rotacją formacji na froncie, i harmonogramem działań. A tutaj co widzimy? Sytuacja, w której za rzeką wróg przerzuca odziały do inwazji, a kapitan zwiadu planuje ćwiczenia w lasku dla podkomendnych, przywodzą na myśl nowoczesne pojmowanie frontu i jego tyłów. Wiem, oczywiście, że w średniowieczu ćwiczenia były, ale na pewno nikt nie zarządzałby ich na miejscu Arenila. W sytuacji, w jakieś się znalazł, z historycznego punktu widzenia, miałby do zrobienia ze piętnaście innych rzeczy, i każdy z nich byłaby lepsza, niż ćwiczenia.
Jako punkt odniesienia przyjąłem XV wiek, czyli okres kiedy zaczynała kształtować się nowoczesna europejska wojskowość. W kwestii stopni wojskowych, liczebności jednostek ich roli, itp przyjąłem wiele uproszczeń. Zrobiłem to, by ułatwić odbiór. Jest to zresztą typowy zabieg w fantasy, a przykład w Malazańskiej Księdze Poległych mamy nowoczesny system drużyn.
Tutaj na razie obserwujemy gromadzenie zapasów (jest wiosna), do wojny mamy jeszcze trochę czasu, stąd ćwiczenia. Wynika to też z faktu, że mamy tutaj młodych rekrutów, dla których każde ćwiczenia są na wagę złota. Trzeci powód to mentalność Arenila, który mimo napięcia jest skupiony na tym, by robić swoje.
Jednostkę, w której służą bohaterowie, porównałbym do jednostek obrony potocznej, które stacjonowały na wschodnich kresach Rzeczypospolitej (wiem, że to dopiero od drugiej połowy XV wieku).
Jeszcze raz dziękuję za merytoryczny komentarz.
Serdecznie pozdrawiam!
Tytuł : Żołnierska opowieść
Znaki: 23k
Gatunek: fantasy, ciężar gatunkowy: średni (nie jest to typowe dark fantasy)
Tagi: bohater, dramat, high fantasy, magia, przyjaźń, wojna, wojsko
To fragment projektu na nabór zewnętrzny, więc na forum się nie ukaże.
Tekst nie jest świeży, ponieważ cennymi uwagami podzielił się już kolega beeeecki. Pomyślałem jednak, że warto, aby druga para oczu spojrzała na to po zmianach.
Chodzi raczej o rozważania fabularne niż o łapankę językową. Mogę odwdzięczyć się pomocą z fabułą.
Witaj beeeecki,
Czyta się płynnie. Momentami bawi, a jako całość nie nudzi.
Wrotki (lub łyżwy) faktycznie odjeżdżają.
Masz dobre pióro do lekkich tekstów.
Duuuży plus za odwołanie do “Sound of Silence” S&G! (Witaj, ciemności, moja przyjaciółko.)
Czytałem w trybie szybkiego czytelnika (ze względu na dobicie projektami) więc żadnych sugestii poprawek 
Serdecznie pozdrawiam.
Witaj Finklo,
Dzięki za odwiedziny i komentarz.
Wydaje mi się, że konkursowe szaty zostały wciśnięte trochę na siłę. To jasne, że jak się chce udawać kogoś innego, to zakłada się nietypowe ubrania. Ale porzekadło o szatach przytaczane przy każdej okazji brzmiało sztucznie.
Od szat zaczął się cały pomysł na fabułę, więc zostały jako swego rodzaju kamienie milowe. Pewnie powinienem je lepiej zamaskować. Szaty może nie są sednem, ale na pewno symbolem przemiany Aganesa z medyka w księcia (a w tle mamy cały czas człowieka z traumą), więc chciałem to mocniej zaakcentować. Nila ginie za księcia, tyle że fałszywego, więc ginie za szaty, czy to coś zmienia? Dla Xanti Aganes jest jej księciem, nawet bez szat. Dla Tairy liczą się tylko szaty. Ulf nienawidzi niezależenie od szat, ale może dać upust żądzy, dopiero gdy ich zabraknie. Tak to sobie obmyślałem planując fabułę…
Podobało mi się, jak starannie opracowali plan, łącznie z jakąś wersją szczepionki. Acz ostatniego etapu docierania na miejsce nie potraktowali porządnie.
Jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętną tzw. operację specjalną to i tak nie najgorzej im poszło 
Serdecznie Pozdrawiam.
Gratulacje i życzenia determinacji w niesieniu literackiego kagańca kaganka jasności!
Ambush: Sektor siódmy (+16)
Ja tak pobetowo.
Poprawki do ostatniej sceny bardzo na plus. Wyszedł fajny szorcik. Jest humor, absurd, emocjonalna ostatnia scena (chyba najmocniej przemówi do psiarzy). Budzi się refleksja o przemocy…
Dobry tekst na czas zimy, kiedy bariery między światami są ponoć najsłabsze…
Pozdrowienia.
Ambush
Anet
beeeecki
Bardjaskier
cezary_cezary
dogsdumpling
Finkla
Galicyjski Zakapior
Hesket
HollyHell91
Outta Sewer
Ślimak Zagłady
Witaj Finklo,
Czytało się dobrze. Fabuła wciąga, jest mitologia, intryga, smaczki (wino i planszówki).
Czego mi trochę zabrakło, to gniew Eleni. Wszak nie masz na świecie bardziej złowrogiego żywiołu nad gniew odrzuconej kobiety! (np. prośba do bogini o zrobienie z konarem wiarołomnego kochanka tego, co stało się z drzewem na polanie
)
Pozdrawiam.
Bardzo dziękuję za odwiedziny i opinię. Faktycznie początek jest wolniejszy, ale podczas pisania nie znalazłem lepszego sposobu na wprowadzenie czytelnika w klimat.
Przeczytałam do drugich gwiazdek i nie wciągnęło. Za mało widocznej fantastyki, ot jacyś źli ludzie ścigają chłopaczka po sawannie. Jeszcze nie wiadomo, o co chodzi, ale już dużo nazw własnych.
dzban wypełniony oliwą zmieszaną z alkoholem
Czy oliwa daje się wymieszać z alkoholem?
Witaj, Finkla,
Dzięki za komentarz. Opowiadanie faktycznie nie rozkręca się szybko, ale zapewniam że jest w nim duuużo fantastyki.
Czy oliwa daje się wymieszać z alkoholem?
W czystej postaci oczywiście nie, ale wystarczy dodać np. sproszkowanej kory i odrobinę mydła, które spełnią rolę emulgatora. W ten sposób możemy stworzyć stabilną mieszaninę, która w dodatku nie będzie zbyt szybko parowała.
Pozdrawiam serdecznie!
Witaj Anet,
Rzeczywiście przynosisz radość 
To wielka radość, kiedy ktoś odwiedza tekst po dłuższym czasie od publikacji. Dzięki za odwiedziny.
Pozdrawiam Serdecznie.
Bruce – Kordiał
Witaj Bruce,
Kawałek dobrego pisarskiego rzemiosła. Widać porządne zakotwiczenie w historii.
Tym razem dialogi ciut lepsze, choć ponownie jest wrażenie czytania żywotu świętego.
Podwójny plus za odniesienie do Konrada Wallendroda, do którego mam wielki sentyment.
Na minus warstwa fabularna.
Serdecznie Pozdrawiam!
Jacek B., syn Andrzeja, niekarany. Informatyk z dziada pradziada niemal.
Witam kolegę po fachu 
Pozdrawiam Serdecznie
Piotrze
wielkie dzięki za betę i celne sugestie, życzę każdemu takich betujących ;)
Dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że mogłem pomóc.
Serdecznie Pozdrawiam
Witaj beeeecki,
Wpadam tak pobetowo. Wprowadzone zmiany zdecydowanie na plus. Powstała historia z lekkim dystansem, pasuje do klimatu piosenki Lecha Janerki. Cytaty ładnie wtopione w fabułę. Krasnolud w roli skrzyżowania myśliciela i strażnika (rowerzysty) budzi dużo sympatii.
Pozdrawiam serdecznie i doklikuję!
Bardjaskier – Widmo z przeszłości
Witaj Bardzie,
Całość prezentuje się dobrze.
Nie ma grozy, ale jest ciekawość fabularna i dreszczyk niepokoju, wolę to, niż fruwające wnętrzności.
Wszystko ładnie połączone i opowiedziane. Opisy dobre.
Fajny klimat małej miejscowości.
Czyta się płynnie i be zacięć.
Na minus:
– początek moim zadaniem lepiej wprowadził by w klimat opowieści, gdyby był z punktu widzenia jednego z głównych bohaterów.
– w scenie “finału” Marka mogłoby być więcej emocji, szczególnie że jest tu fajny pomysł na indukowane ustanie funkcji życiowych.
– ostatni paragraf mało wnosi do historii, jak dla mnie powinien być wcześniej a całość ładnie kończy akapit pożegnania:
Żegnaj Młody, dobrze było cię zobaczyć.
Do sprawdzenia:
Stał w szczerym polu niedaleko wapiennej skały przypominająca dłoń z wyciągniętym ku niebu palcem.
końcówka?
bo w Markowych zaraz sprzedawca odniósłby rodzicą.
?
– To nie częstuję – odpowiedział Robert, który miał już dość przesiadywania w starym domu.
To nie częstuj
Otwartych ust, ale nie wyszedł z nich najmniejszy dźwięk.
?
Serdecznie pozdrawiam!
Skoro coś jest dopuszczalne, nie można tego negować. :) Nikt tu nie poddaje w wątpliwość, że masz rację co do zdecydowanej większości schronów, skoro jednak nawet Wikipedia podaje, że mogły takie się zdarzyć, to wykluczyć ich całkowicie nie sposób. :) Nie dyskutujemy tu, czy były żelbetonowe (bo to oczywista oczywistość i w tekście nigdzie nie ma mowy o tym, że takich nie było), lecz – czy mogły być inne. Net mówi, że mogły. :)
@Bruce, Rozwiązanie zaproponowane przez Ambush:
Jak ceglany pył w piwnicznym schronie sypała się na nią wojna.
jest dobre, bo oddaje typowe realia i zachowuje emocje.
Ok, ok, Piotrze_jbk, czyli jednak mogły się zdarzyć. W tekście nie ma konkretnej wskazówki, jest tylko ogólnie powiedziane. :)
@Bruce, Mniej więcej tak prawdopodobne, jak to, że jestem przedstawicielem marsjańskiej cywilizacji pragnącej przejąć kontrolę nad ziemską prozą fantastyczną 
Schronów z żelbetu będę bronił do upadłego, bo na tym polu mieliśmy się czym pochwalić (nawet po obejrzeniu zdjęcia bodyguardy z ostatniego posta).
Co do schronu, technicznie może i tak, ale ludzie, którzy tam się chowali uważali, że są w schronie.
Poza tym bunkier Anielewicza też był piwnicą.
@Ambush Bunkier Anielewicza był budowlą improwizowaną, powstałą już w czasie wojny z dostępnych materiałów. Nie można porównywać go ze schronami budowanymi w czasie pokoju. Uważam, że powinniśmy w naszych tekstach starać się dbać o szczegóły historyczne, stąd moja uwaga.
Było dużo milicji i wojska, tylko często bano się ich bardziej niż bandytów. Pamiętaj, że KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego) zabijał osoby podejrzane, nie wchodząc w zbędne szczegóły.
To byłby bardziej wyjątek niż reguła. Z punktu widzenia wspomnień dziadków, mieszkających w wiosce na obszarze woj małopolskiego to była ulga. Choć oczywiście największą ulgą było odejście czerwonoarmistów, którzy kradli najwięcej.
Co do Alicji w ostatnich scenach, to chciałam podkreślić, że ona od dłuższego czasu słyszała niebożątka i z nim współodczuwała.
UWAGA SPOILER!
No i dziewczyna powożąca dwoma wisielcami, na pewno nie była już jedynie nieśmiałą miłośniczką Homera;) A poza tym jaki twist!! ;D
Dla mnie nie było to oczywiste, więc moje wrażenie było negatywne.
Całość tekstu się broni i nie wszystko musi się wszystkim podobać, dlatego kliknąłem.
Nie znam się za bardzo, ale Wikipedia podaje, że schrony – w razie konieczności – budowano także z cegieł.
@Bruce, Tyle że takie ceglane schrony budowano tylko gdy nie było żelbetu, dobrym przykładem jest bunkier Anielewicza.
Co do ludzkiej ostrożności, to zainspirowała mnie historia lasu w okolicach Przeworska, gdzie wiele rodzin zajmowało się taką hmm… turystyką. Podobno na trasie Kraków – Kielce też były miejscowości, gdzie powracający z wojny wchodzili i ślad po nich ginął.
Po wojnie było dużo wojska i policji. Fabuła się tu spina, na tym etapie nie ma sensu przerabiać, tylko realizm trzeszczy.
Z dużą ilością postaci, to niestety jak chcesz sobie urządzić rzeź, to musi być sporo osób;) Myślę, że to raczej moje manka
menty warsztatowe, że ten tłum jest chaotyczny, a nie opanowany.
Warsztat jest dobry, możesz pomyśleć czy każdy ma wystarczająco charakterystyczny “funny hat”.
Nie musi być wielkiej masakry, żeby było straszno, ja bym zredukował. A jeśli leje się za dużo krwi mija efekt grozy, chyba że to film reżysera na T, który lejącą się krew kocha.
Co do schronów, to moi dziadkowie mówili o schronach w piwnicach. Oczywiście to nie były profesjonalne schrony, ale kiedy szedł front, to tam się mieszkańcy chronili. W kamienicy w której mieszkałam były takie schrony.
To były zwyczajne piwnice, schron to inne zwierze i z innego materiału, dlatego zwróciłem że powinno tam być słowo piwnica :)
A czemu śmierć Mietka niesmaczna. Bo ja tego nie czuję?
Bo jest niepotrzebna i psuje obraz całość, szczególnie Alicji, ten sam efekty byłby gdyby powiedziała że “nie pasuje do odyseji i powinien już iść”
Ambush: Odyseja Niebożątek
Witaj, Ambush,
Plusy:
Fabuła na poziomie taktycznym jest sprawnie pospinana, opisy i atmosfera dobre.
Język, płynność, tempo
Rola poezji i jej końcowy triumf – bardzo na plus.
Alicja
Jeśli wyłączy się „opcję weryfikacji realizmu”, historia ładnie niesie.
Minusy:
Wielki zgrzyt: intryga z drogą przez las to – jak dla mnie – „pięta achillesowa”. Nie będę się rozpisywał, ale ludzie, którzy przeżyli okupację, w życiu by tego nie kupili.
Za dużo postaci – to utrudnia odbiór i obniża siłę oddziaływania.
Scena śmierci Mietka jest, moim zdaniem, zwyczajnie niesmaczna.
Mały zgrzyt:
Jak ceglany pył w schronie sypała się na nią wojna.
W tym zdaniu są dwa błędy
Schrony były budowane wyłącznie z żelbetonu i tam nie sypie się ceglany pył. Tyle że takich schronów w Warszawie prawie nie było, tylko w niektórych instytucjach i fabrykach.
Powinna być piwnica lub rów przeciwlotniczy.
Ogólnie jest dobrze.
Serdecznie pozdrawiam!
Bruce, Bardzo zacny szorcik,
Pomysł na przypomnienie postaci pani Anny to strzał w dziesiątkę!
Wspaniałe zakończenie i przesłanie.
(Przy okazji refleksja: pomimo krzywdzących stereotypów, wśród cór Albionu bywają piękne kobiety – mam tu na myśli panią Annę przed przemianą)
Plusy ujemne: rozumiem że stylistyka baśni, tekst trochę hagiograficzny i w ogóle, ale…
Odejdź przeklęty demonie, nie nachodź mnie więcej! Nigdy nie będę twoja! Jestem oddaną żoną i matką, niosę pomoc potrzebującym i tylko temu się poświęcam! Precz!
musisz popracować nad naturalnością dialogów! Tak komunikują się tylko portrety świętych, a my tutaj chcemy pisać o w miarę żywych ludziach… (piszę z życzliwości, żeby mnie ktoś za to nie rozstrzelał)
Na koniec refleksja druga:
Hormon wzrostu, który spowodował zniekształcenie twarzy pani Anny, pełni w mózgu jedną z najważniejszych ról w ochronie przez degeneracją, a jego deficyt sprawia, że z wiekiem jesteśmy w stanie pisać coraz mniej stron na dzień…
Serdecznie pozdrawiam!
Witaj Bruce,
Tekst sprawnie napisany. Biorąc uwagę treść, jestem zaskoczony że dotrwałem do końca. Jak dla mnie, to bardziej udane podejście do horroru od tekstu o mumiach.
Faktycznie chwyta za serce, ale:
– kolory tekstu to: czarny, czarny, a na sam koniec jeszcze dokładka czarnego, brakuje mi tutaj odcieni szarości, również wśród wyidealizowanych ofiar.
– pomimo bardzo ciężkiej treść, nie bałem, ani nie dziwiłem się wcale, zamierzchłe czasu były zwyczajnie duużo bardziej brutalne.
Serdecznie pozdrawiam!
Gratulacje!
Witaj, Bruce,
Bardzo sympatyczna zabawa słowem z całym mnóstwem kulturowych odniesień.
Czyta się płynnie i nie nudzi, mimo że to właściwie ciągły dialog (choć gdyby nieco skrócić tekst by zyskał, bo grzybków faktycznie jest mnóstwo). Teraz rozumiem, dlaczego mówisz, że możesz pisać dialogi bez końca.
W rodzimej polityce kwestia bliźniaków jest mocno kontrowersyjna – ujmując to łagodnie – ale na szczęście tu mamy Rzym (nie karczmę).
Po pierwszym dialogu lwica-lew od razu znać silne, kobiece pióro… 
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj, Koalo,
To bardzo sympatyczny tekst, szczególnie dla starszych przedstawicieli forumowej społeczności.
Miło, że przypomniałeś nieco starsze dobranocki.
Dodatkowy plus za użycie tak popularnego w moim pokoleniu imienia postaci zaczynającego się na „P”.
Serdecznie Pozdrawiam!
Trzeba zawiązać komitet w celu zmiany awataru bruce na młodą Honoratę :)
@Jim
Absolutnie się zgadzam! (Pamiętam, że w poradniku Tarniny było, żeby nie używać „absolutnie” ale tutaj pasuje
)
W przypadku zdjęcia @bruce sprawdza się jeszcze jedno powiedzenie:
„Jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów.”
Przy czym, zdjęcie Anioła naszego forum warte jest znacznie, znacznie więcej słów…
Serdecznie pozdrawiam!
W życiu nie powiedziałbym, że można z takimi emocjami wspominać motocykl…
@bruce, Śliczna młoda niewiasta! Zgadzam się z Jimem: anioł, jak malowany! Twój avatar w tej sytuacji okazuje się być nieco mylący 
MordercaBezSerca – Honorata
Witaj MordercoPatrzącyWSerca,
Fajny tekst, z dobrze przekazanym ładunkiem emocjonalnym. Bardziej listopadowy niż kwietniowy. Przyznam, że spodziewałem się małego zwrotu akcji i Honorata okaże się androidem… (może jakiś starszy model, dlatego koledzy się śmieją).
Brakło mi trochę ciała na szkielecie fabuły, który ma przecież potencjał, żeby rozwinąć i pokazać więcej ich emocji, relacji, dialogów. Ale to byłoby już opowiadanie, nie szort…
Czytałem z przyjemnością.
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj, Bruce,
Choć wariacje baśniowe to nie mój ulubiony typ fabuły, to całość wygląda bardzo pozytywnie. Czytało się płynnie, a momentami z uśmiechem. Z utworów The Stranglers polecam Ci też Midnight Summer Dream, szczególnie dłuższą, ośmiominutową wersję.
Jak zwykle, gratulacje za imponującą wydajność w tworzeniu tekstów (nawet jeśli wspomaganą szufladą)!
Pozdrawiam ciepło!
Witaj GOCHAW,
Muszę powiedzieć, że tekst jest nieco zbyt mocny, nawet biorąc pod uwagę moje ciężkie standardy…
Historia nieskomplikowana, sprawnie opowiedziana, aczkolwiek kiedy skończyłem czytać, nie byłem pewien, że chcę o niej pamiętać.
“Keep up the good work”.
Serdecznie (niemrocznie) pozdrawiam!
marzan - Żaba IV: Valar morghulis
Witaj Marzanie,
Fabuła trzyma się raźno i baardzo dużo się dzieje, nie zgubiłem się jednak w żadnym miejscu, humor dobry. Opisy nigdzie mi nie trzeszczą.
Na plus wielki wąż, z ładną grafiką, która wprowadza w klimat.
Mam mieszane uczucia co do ‘podwójnego zakończenia’.
Z praktycznych rzeczy, akapit: ‘Im bliżej byliśmy zamku..’ podzielił bym na dwa, na telefonie naprawdę źle się to czyta.
Do zajrzenia:
Co, mam mu powiedzieć, że ta żabka będzie sobie skakać?” => „Co? Mam mu powiedzieć, że ta żabka będzie sobie skakać?”
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj Bruce,
Co mi się podobało:
Pomysł, humor, język.
Co mi przeszkadzało:
Wprowadzasz lekkie ujęcie historii alternatywnej, ale robisz to połowicznie. Zostawiasz śmierć Laookona i końcową apokalipsę miasta. Ja widziałbym to tak, że na końcu okazuje się, że to jakaś kosmiczna inscenizacja. Dla mnie, rzeczywista krew zestawiona z humorystycznym absurdem się gryzie i psuje cały efekt.
Zobacz jak zrobiła to grupa Monty Pythona, tu wszystko do siebie pasuje, wszystko jest w podobnym tonie absurdalne:
Monty Python– The Wooden Rabbit
https://www.youtube.com/watch?v=T2PdyxMtiYM
Momentami dialogi, pomimo tego że w sumie fajne, to w zbyt dużej ilości zaczynają nużyć. Przydałyby się jakieś urozmaicacze fabularne.
Całość na plus, pod względem humoru lepiej niż w Canossie.
Serdecznie Pozdrawiam!
Gratulacje! Piękne otoczenie książki, aż chce się czytać![]()
Witaj GOCHAW,
Bardzo sympatyczny tekst, aczkolwiek bardzo taki… kobiecy.
Złe słowa to przemoc. Kobieta nie powinna na nie pozwalać.
Oczywiście że tak, można by tylko debatować, czy odgryzienie głowy i pożarcie reszty ciała jest adekwatną nań odpowiedzią
. Wy coś macie z tym odgryzaniem głów, z któregoś tekstu Ambush mocno zapisał mi się w pamięci opisany humorystycznie epizod odgryzania głowy przez smoka (męskiej, a jakże).
Na szczęście w naturze tak brutalnie kończy się, o ile dobrze pamiętam, maksymalnie co trzeci epizod współżycia – inaczej modliszki już dawno by wyginęły. A mają się chyba całkiem nieźle, bo w zeszłym roku po raz pierwszy zauważyłem w ogrodzie wielkiego osobnika (nie mam na myśli żony, oczywiście
).
Serdecznie Pozdrawiam!
Brawa! 
Bruce: Latarniacy
Witaj, Bruce,
Fabuła spina się w zgrabną całość i czyta gładko, choć miłośnika typowego fantasy aż tak nie uwodzi.
Bardzo dobry opis początkowy – angażuje wszystkie zmysły.
Na przyszłość zwróć uwagę, by bardziej pokazywać reguły rządzące kreowaną rzeczywistością (wiem, że to niełatwe!). Ekspozycja typu "as you know, Bob" momentami jest nieco męcząca.
Na plus: Język i odwołanie do cylindrów dla stałych bywalców.
Ogólnie solidny kawałek fantastyki i, jak zwykle, brawa za wydajność w tworzeniu nowych tekstów.
Serdecznie pozdrawiam!
Witaj Bruce,
Brawa za fajny koncept. Czyta się dobrze i płynnie, co jest zaskakujące dla tekstu, który jest po trosze opowiadaniem i pomocą dydaktyczną :)
Mam duży sentyment do malarstwa Hieronima Boscha i co ciekawe, widziałem więcej niż jedną okładkę książki fantasy, jeśli nie wprost zaczerpniętą z jego malarstwa, to silnie jego twórczością zainspirowaną. Coś więc twórców fantastyki przyciąga w jego spojrzeniu na świat.
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj mr.maras,
O samym tekście nie powiem nic nowego, jest bardzo dobry, widać włożoną w niego pracę i pasję.
Nie grywałem za bardzo w takie gry, wolałem HoMM czy Baldurs Gate :)
Te dwa tytuły są głównym powodem mojego komentarza, ponieważ u mnie również znajdują się bardzo wysoko na liście gier wszech czasów – przy czym HOMM zajmuje pierwsze miejsce.
Pozwolę sobie użyć hybrydy języka Anglów i Sasów (z dodatkami):
Greetings to a fellow Hero of Might and Magic!
Witaj Finklo,
Muszę się przyznać, że kiedy zacząłem czytać pomysł mnie nie porwał, ale:
W miarę zagłębiania się w treść było coraz lepiej. Narracja ładnie płynie, język jest lekki, dobrze komponuje się z fabułą. Główny słodziak bardzo sympatycznie opisany.
Dla mnie najlepsze było zakończenie, takie z przymrużeniem oka.
Zdecydowanie powinno znaleźć się w bibliotece.
Pozdrawiam Serdecznie
Inne dzieje, dalsze losy, to już poza treścią utworu, to już nie na konkurs. :)
Bruce, Ja myślałem właśnie o całkowicie nowej, rozszerzonej wersji. Tekst na konkurs musi oczywiście stosować się do jego specyfikacji.
Tyle, że stworzenie takiego tekstu nie będzie dla Ciebie łatwe, bo to zupełnie inna estetyka. Być może faktycznie gra nie jest warta świeczki, a ciężkie gatunkowo teksty powinno zostawić się “smutasom i malkontentom” (jak ładnie ujął Outta Sewer
), do których sam ochotniczo się zaliczam 
Pozdrawiam Serdecznie!
Bruce: Zaimek
Witaj, Bruce,
Na plus:
Całość jest niezwykle poruszająca, nawet w obecnej formie fabularnej.
Sam rdzeń fabularny wyrasta wysoko ponad to, co zwykle czytujemy na forum!
Na minus:
Opowiadanie aż prosi się o dłuższą wersję – zakończenie to, moim zdaniem, jego najsłabsza część. Stworzenie tak obszernego tekstu będzie wymagało mnóstwa potu i łez, ale z całego serca zachęcam Cię, byś podjęła tę próbę.
Baśniowy język opisu i dialogów nie sprawdził się tu tak dobrze, jak w Twoich lżejszych tekstach.
Dialogi wymagają dopracowania, by brzmiały bardziej naturalnie – powinny być mniej dosłowne.
Więcej powinno być pokazywania emocji, a mniej ich opisywania.
Więcej odcieni szarości, w tym momencie mamy w opowiadaniu tylko skrajnie dobre lub złe postacie.
Podsumowując:
Podsumowując uważam ten tekst, obok Cylindrolandii, za obdarzony największym potencjałem, by stworzyć coś większego o interesującej fabule.
Do biblioteki powinien trafić już choćby za sam rdzeń fabularny!
Ładne pokazanie emocji:
Patrycja otwarła usta, zająknęła się i łzy napłynęły jej do oczu.
– Tylko spokojnie. – Dyrektorka uścisnęła jej dłoń. – Znamy się przecież od lat, jest
Serdecznie pozdrawiam!
Witaj Koalo,
Bardzo fajny pomysł i sam tekst sympatyczny.
Strefa pytań:
– Dzięki niej mamy najwięcej skojarzonych par i nasze „Szczęśliwe Związki” stały się najpopularniejsze w regionie. Algorytm dopasowania zgłaszających się działa bezbłędnie. Połowę personelu mogę zwolnić – podekscytowany Marco mówił coraz głośniej.
Czy ten dialog jest dobrze zapisany, bo ‘podekscytowany’ to nie jest czasownik paszczowy.
A może to, że mówi Marco dać już w didaskaliach pierwszej linii?
Gdy zobaczył reklamę AI, kojarzącej pary i wykorzystującej do tego specjalny algorytm, postanowił zainwestować i kupił dostęp (na wyłączność) do tego urządzenia.
AI nie ma osobnych algorytmów do różnych zastosowań i nikt by tak wąskiego zastosowania nie reklamował! Może zgrabniej będzie tak:
Gdy zobaczył reklamę AI, od razu dostrzegł możliwość jej wykorzystania do kojarzenia par. Postanowił zainwestować i wykupił odpowiednią licencję.
Niewątpliwie zasługę w tym miało świetne wino, którego pełną butelkę zgodnie opustoszyli.
opróżnili ?
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj GOCHAW,
Tekst bardzo ładnie maluje obraz, wprowadza czytelnika w nastrój. Może warto byłoby to wykorzystać w jakimś opowiadaniu…
Serdecznie Pozdrawiam!
Bruce,
Widząc autora, zachodzę w głowę jak zdołałaś napisałaś tak długie opowiadanie równolegle publikując nowe teksty? Kreatywność godna podziwu!
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj GOCHAW,
Piszesz o miłości pięknie i interesująco, czyta się z przyjemnością. Im silniejsze jest światło miłości, tym głębszy rzuca cień, a Ty postanowiłaś go opisać. Nie mogę się doczekać, aż wyjdziesz na tę jasną stronę i zaczniesz o niej pisać.
Serdecznie Pozdrawiam!
To zwykły spam reklamowy dodany przez jakiegoś bota AI. Do usunięcia jak najszybciej.
Gorzej, jeżeli rdzeń fabuły w ogóle nie chce rosnąć, aż zostanie kilka godzin do terminu oddania tekstu. Oprócz tego problemu to zupełnie dobra taktyka, chociaż publikując teksty pozakonkursowo, zwykle trudniej otrzymać informacje zwrotne, które pomogą się dalej rozwijać.
Zbyt duże pomysły to także problem, zapewniam
Jak to mówią? W życiu, jak nie urok to… zawsze coś.
Z mojego doświadczenia wynika, że publikując pozakonkursowo, również otrzymuje się wartościowy feedback, ale że mniej, to fakt.
To zastanawiające, że taka miła i łagodna Bruce lubuje się w takich złolach!;)
Tak, to wielce zastanawiająca fascynacja, akurat tą postacią… Dobrze, że jesteśmy mili dla Bruce, nie wiadomo co dzieje się z tymi, którzy nie są…
Witaj Bruce,
Czytało się gładko. Bardzo ładny kawałek prozy historycznej, z nieco złowieszczym powiewem fantastyki.
Swoją drogą Lukusta, która ponoć zaczęła karierę od otrucia męża alkoholika, to wybitnie ciemna persona czasów początków cesarstwa.
Rozumiem sentyment autorki, wszak trucizna od zawsze uważana była za kobiecy oręż, czego liczne przykłady znajdziemy w literaturze.
Piękna końcówka, taka Krakowska, choć napisana ze Śląska, ech 
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj, Piotrze_jbk:
Bardzo dobrze, że w ogólności wyszło płynnie i przyjemnie. Źle, że zbyt dobrze widać wpływ limitu i terminu – gdy mówisz, że tekst “sam się w sobie nie mieści”, zakończenie ma ubogie – to tłumaczenie się takimi czynnikami zewnętrznymi ostatecznie nie poprawia jego jakości.
Anonimie, Ja zauważyłem, ponieważ znam symptomy z własnego opowiadania
A to że pomysł pasuje do nieco większego tekstu, cóż, bardzo trudno idealnie skroić pomysł na odpowiedni limit słów.
Ja stosuję odmienną taktykę: tworzę rdzeń fabuły, oceniam jego walory, pozwalam mu rosnąć, a jeśli gotowy tekst wyjdzie większy niż limit, trudno. Nagrodą jest samo stworzenie dobrej opowieści.
Niezłe, niezłe :D z potencjałem ;) (Nie obiecuję, że nie ukradnę).
Tarnino, Cieszę się że pomysł się spodobał
Tu od razu gdy przeczytałem scenę, widziałem ją inaczej.
Serdecznie Pozdrawiam!
Słusznie prawisz! (W innych językach też.)
Dla pierwszej korekty ładną analogią jest scena w filmie Żywot Briana, w której nasz bohater usiłuje napisać farbą na murze: “rzymianie idźcie do domu”
Witaj, Anonimie,
Czytało się płynnie i z przyjemnością, choć pod koniec tempo stopniowo rośnie (choć tragedii nie ma). Ogólnie odnoszę wrażenie, że z powodu limitu opowiadanie straciło kilka członków.
Postacie są fajne, interakcje i dialogi naturalne, a opisy w porządku.
W zakończeniu dostajemy mniej, niż obiecuje tekst – tu chyba znów zadziałały limit i termin.
Humor: Jest i jest fajny, szczególnie na początku, ale osią tekstu jest przygoda, i to ona gra tu pierwsze skrzypce. Pod konkurs powinno być mniej przygody, a więcej humoru.
Tylko jeden zgrzyt:
"Pan zamierza cumować fregatę?" – Kaśka wykazuje zadziwiającą wiedzę marynistyczną. Po mojemu górska kobieta powinna opowiadać górskie żarty, np.:
"Pan żeś chciał smoczycę górską do skały przykuć, żeby pofiglować?" – zakpiła, unosząc brew.
Niewykorzystany potencjał:
Zawodowy bohater mógłby nosić kodeks związku i np. odeprzeć atak potwora, cytując odpowiedni paragraf, zamiast machać ostrzem.
W sumie całość jest bardzo fajna!
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj, Anonimie,
Zajrzałem, skuszony liczbą komentarzy, i przeczytałem tekst. (Na szczęście najpierw przeczytałem opowiadanie, a dopiero później przejrzałem komentarze
).
To przyzwoite opowiadanie – czyta się płynnie, a pomysł z niewielką zmianą historii jest ciekawy, (faktycznie, Henryk V krwi nam napsuł) choć zwykle zmiana jednego z jej wektorów powoduje tyle reperkusji, że stan wyjściowy rzadko przypomina zamierzony…
Jedyny humor, jaki zauważyłem, to chichot historii.
Anonimie, jeszcze słowo wsparcia – ubieranie myśli w słowa w języku polskim to sztuka trudniejsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka, co i mnie dopadło.
Serdecznie pozdrawiam!
Rzeczywiście, jak tak sobie myślę, mogłam bardziej zaangażować postacie i bohaterkę, ale z drugiej strony bałam się, że wątek się rozdrobni na szereg dygresji. No cóż, to chyba kwestia moich braków w pisaniu :)
To na forum jest piękne, że jak kilka par oczu przeczyta, to każda zauważy coś innego. A brakami się nie przejmuj, każdy jakieś ma 
Pozdrawiam Serdecznie!
chalbarczyk – Strój dla dziewczyny
Witaj chalbarczyku,
Czytałem już wcześniej, choć z racji wrodzonej nieśmiałości (a raczej przytłoczenia życiem) nie zamieściłem komentarza. Ponieważ jednak chciałbym doklikać, komentarz być musi.
Plusy dodatnie:
Czyta się płynnie, dobre opisy, ciekawy pomysł, interesujące postacie i ich interakcje, a także intrygujący świat.
Plusy ujemne (
), powiedzmy lekko ujemne:
Przedstawienie świata jest dość dziurawe – mamy jeszcze sporo miejsca do limitu, a historia mogłaby na tym zyskać.
Dla mnie mało było tutaj również emocjonalnego spoiwa, które mocniej zaangażowałoby czytelnika w historię, wykraczając poza współczucie dla Julitki.
Serdecznie pozdrawiam!
Witam PoBetowo,
Moim zdaniem tekst jest dobry. Czyta się płynnie, na pewno nie nudzi.
Na plus: ciekawy pomysł, przypomnienie postaci jednego z najwybitniejszych bizantyjskich dowódców, jest humor.
Są sympatyczne odniesienia, do jego relacji z żoną, do Chwały Rzymu, historii pisanej w różnych wersjach.
Plus za usunięcie wulgaryzmów, które wydawały mi się w takim tekście nie na miejscu.
Minusem był dla mnie momentami zbyt potoczny język i nieco pretekstowa fabuła, ale po przemyśleniu myślę, że wynika to w dużej mierze z różnicy pokoleniowej – jestem przedstawicielem średniego pokolenia na forum, a Beeeecki to młody wilk 
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj Gochaw,
Ja tylko chciałem powiedzieć, że pierwsze cztery wersy są ślicznie powiedziane i rezonują nawet w duszy umysłu raczej ścisłego, reszta mniej, ale zgrzytów nie ma.
Mało słów, przekazuje duży ładunek emocjonalny.
Pojawiło się u mnie skojarzenie z sagą Brandona Sandersona “Z mgły zrodzony”, tam mgła odgrywa ogromną rolę. Czyżby inspiracja?
Serdecznie Pozdrowienia!
Witaj Koalo,
Bardzo sympatyczna rymowanka na piątkowy poranek. Bez pretensji do wielkiej formy wyrażone co w duszy zagrało.
Jest refleksja i uśmiech, aż chce się użyć przymiotnika “misiowe”, który kiedyś widziałem w recenzji jednej z Twoich prac.
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj Bruce,
Koncept jest świetny, w przypadku niektórych, wybitnych jednostek wydaje się, że Bogowie musieli w jakiś szczególny sposób mieć nad nimi pieczę!
Bardzo dobrze się czytało, nie zauważyłem zgrzytów.
Śliczna nazwa Bóstwa: Pan Wschodzącego Słońca.
Przy okazji tak ciekawego tekstu o wybitnym potomku Nipponu, polecam książkę "Kamikadze, Boski Wiatr" Bohdana Arcta, niedawno odświeżoną w formie audiobooka. To historia lotnika, która wspaniale ukazuje różnice kulturowe pomiędzy Europą i Japonią.
Serdecznie Pozdrawiam!
marzan – Żaba III: Tombraider
Witaj marzanie,
Jak się zapowiadałem, tak i jestem
Sekcja pokłonów i braw:
Świetny humor, bardzo dobre opisy, tempo wszystko jest.
Dobra chemia między Edanem a Irtil.
Językowo jest świetnie!
Fabuła jest dostosowana ciężarem gatunkowym, znak od bogini bardzo dobry, a z podbudową byłaby rewelacja.
Wiedzę wielki potencjał dla stworzenia większej historii!!!
Magia!
Sekcja marudzenia:
To że pov char to Edan dowiadujemy się po 3500 znakach, jak dla mnie to za późno.
Już kiedyś przeczytałem pierwsze pół strony bo chciałem doklikać do biblioteki, ale odpadłem.
Serdecznie pozdrawiam!
PS. Pytania które mogą pomóc przy pracy nad większymi projektami:
Czy mamy konflikt wewnętrzny?
Czego pragnie Edan (oprócz bycia z Irtil i przeczekania)?
Jak zmieni się Status Quo świata na koniec historii?
Jak/czy zmienili się bohaterowie?
Kiedy dzieje się coś ważnego, czy bohater działa, czy tylko daje się prowadzić innym postaciom lub zbiegom okoliczności?
Decyzje powinny mieć konsekwencje – dobre lub złe – i wpływać na dalszy bieg wydarzeń, czy mają?
W przypadku lekkiej fabuły warto zapoznać się z książkami M Mordki, u niego mamy lekkie fantasy pożenione dobrymi stawkami i konfliktem wewnętrznym głównego bohatera (i to wszystko pomimo faktu, że sam rdzeń fabuły to taka sztampa, że aż głowa boli!).
PS2. Przeczytałem tekst najuważniej jak tylko potrafię i oto efekt:
Usłyszałem westchnięcie. Otworzyłem oczy.
>> Usłyszałem westchnięcie i otworzyłem oczy.
Dwa krótkie zdania obok siebie nie brzmią dobrze, przeczytaj na głos.
Z przerwanego snu pamiętałem tylko walkę z olbrzymem, który chciał wdeptać mnie w ziemię owłosioną stopą.
Krócej: Z przerwanego snu pamiętałem tylko walkę z olbrzymem, który chciał mnie zmiażdżyć owłosioną stopą.
Brzęknęła miska, którą ktoś zapomniał zabrać z podłogi.
To byłby pierwszy szałas pasterski posiadający podłogę :)
Brzęknęła miska, zostawiona na ziemi.
Ortek zerwał się z posłania. Ponieważ jego głowa sięgała wyżej niż powała, wyrżnął w nią z całej siły.
Tempo:
Ortek zerwał się na równe nogi i z impetem wyrżnął głową w powałę.
Jak widzę młot i kowadło, to nie wkładam między nie paluchów.
Przeczytaj na głos, usłyszysz różnicę:
Jak widzę młot i kowadło, to nie pakuję tam paluchów.
On coś jadł ostatnio? – wtrącił Beht – Bo ten niedźwiedź podejrzany jakiś, że się tak za nami włóczy.
Kropka po wtrącił Beht
Chwilę później gniewny pomruk niedźwiedzia przybrał tak na sile, że nawet ja go usłyszałem.
Zgrabniej:
Chwilę później gniewny pomruk niedźwiedzia tak przybrał na sile, że nawet ja go usłyszałem.
Dopiero teraz zauważyłem, jak dużo ich jest. Skąd się wzięły? Z chmury?
Zgrabniej:
Dopiero teraz zauważyłem, ile ich jest. Skąd się wzięły? Z chmury?
Otwór było wystarczająco duży, by zmieściły się w nim konie.
Ort, Zła forma:
Otwór był wystarczająco duży, by zmieściły się w nim konie.
Oparłem się plecami o lód. Ciało Irtil spowił biały rozbłysk.
Precyzja opisu:
Oparłem się plecami o lód. Irtil otoczył biały rozbłysk.
Edan, to ja chciałem rzec coś dobrego!
Po co archaizm?:
Edan, to ja chciałem powiedzieć coś dobrego!
Zawinąłem ją w futra.
Bardziej elegancko:
Owinąłem ją w futra.
Efekty ich działania zdawały się tak ulotne, że równie dobrze mogły polegać na mamieniu zmysłów
prościej:
Efekty ich działania były tak ulotne, że równie dobrze mogły być tylko złudzeniem
Pod jej brodą, wspartą na splecionych palcach zauważyłam błyszczący przedmiot.
Brak przecinka przed: zauważyłam błyszczący
Futro, którym owinęłam stopę, ześlizgnęło się z oszronionego kamienia.
Bardziej elegancko:
Futro, którym owinęłam stopę, zsunęło się z oszronionego kamienia.
Zebrałam rzeźbione stołki, drewniane figury roślin i plecione kosze. Rzuciłam je do ognia.
Naraz to rzuciła?
Zbierałam rzeźbione stołki, drewniane figury roślin i plecione kosze, a potem wrzucałam je w ogień.
Zupełnie, jakby kamizelka miała wewnętrzne źródło energii!
Tu chyba bez przecinka?
Słowa wypowiadały usta Irtil, ale ton nie pasował do niej.
Można prościej:
Słowa wyszły z ust Irtil, ale ton do niej nie pasował.
wyszczerzył jeszcze raz kły
jeszcze raz wyszczerzył kły
To była recepta na nieśmiertelność!
Mniej medycznie:
To była tajemnica nieśmiertelności!
Ambush, Bardzo dziękuję za dobre i szczere słowo. Staram się posługiwać lepszą polszczyzną, ale po 25 latach pisania dokumentacji i korespondencji po angielsku, jest to trudniejsze niż myślałem. Muszę więc nadrabiać “krwią, potem i łzami” ;)
A jeśli chodzi o konstruowanie fabuły, to moja sieć neuronowa zaczyna sama doplatać boczne nici, gdy tylko powstaje szkielet 
Bardzo dziękuję za zaproszenie, ale mam aktualny zakaz uczestniczenia w konkursach wydany przez najwyższą władzę (to żona, oczywiście)! Ale gdy tylko ogarnę historię o Mirze, na pewno będę z powrotem.
Marzanie,
Jeszcze raz dziękuję za doszlifowanie tekstu. Przepraszam, że nie rozwinąłem wątku próby wykorzystania przez ambitnego kasztelana błotnej gorączki do obalenia króla, ale ten wątek po prostu się nie zmieścił (wyciąłem go razem z wyprawą na bagna), a gdybym zaczął rozpisywać to nigdy bym opowiadania nie skończył i byłoby jak z konkursem Tarniny, powstałaby mała powieść.
Twoje obserwacje są bardzo trafne zarówno w kwestii fabuły, świata, jak i limitów!
Aganes to bohater który nie przewija się w innych projektach, ponieważ ‘Szaty Księcia Wyspy Kości’ dotyczą okresu dużo przed epoką w której umieściłem inne teksty.
Za to o dziejach Erealle jest cały duży projekt.
Serdecznie Was Pozdrawiam!
Nie spodobało mi się to, że na początku opowiadania pojawiają się sugestie intryg, a zakończenie w zasadzie jest liniowe i przewidywalne. A ja, durny, trzymałem w pamięci te wszystkie niuanse kto na kogo krzywo spojrzał, żeby potem wykazać się, że uważnie przebrnąłem te prawie 80000 znaków, i co z tego mam ? XD
Reszta mi się podobała, dziękuję za ciekawie spędzony czas. Na bibliotekę zasługuje jak najbardziej, może uda się doszlifować to i owo?
Dzięki za recenzję! Przykro mi, że zakończenie rozczarowało. Umieszczałem różne ślady tu i tam, żeby była niepewność jak cała opowieść się zakończy. Oczywiście w duchu kibicowałem Aganesowi, żeby misja się udała. Od beta-czytelników zwykle dostałem lepszą ocenę zakończenia niż początku.
Jeśli los pozwoli, kiedyś wrócę do opowiadania i napiszę wersję rozszerzoną. Umieszczę tam, wyciętą z tej wersji, wyprawę na bagna, skąd przywożą błoto i szale, a to ponad 10k znaków i pewnie rozwinę wątek relacji pomiędzy Aganesem i Xanti.
Serdecznie Pozdrawiam!
Kilka wyjaśnień:
Choć łańcuch był ciężki, w jego dłoniach był jak naturalne przedłużenie ramion. Ćwiczenia z toporami bardzo wzmocniły jego ramiona.
Powtórzenie, drugie zdanie brzmi jak tłumaczenie dla nieuważnego czytelnika. Ogólnie drewniane topory nie brzmiały dla mnie wiarygodnie jako obiekt ćwiczeń, podobnie jak same ćwiczenia. Nie lepiej było kazać mu coś nosić? Wodę ze studni chociażby?
>> Usunąłem powtórzenie był.
Ulf kazał mu ćwiczyć z toporami bo mógł Aganesa upokarzać w ich trakcie, tej przyjemności nie dałoby mu noszenie przez Aganesa wody ze studni. To wynika z charakteru Ulfa, a nie dostał od Tairy dokładnych instrukcji jak mają wyglądać ćwiczenia. A przypomnienie to też pokazanie, że sam Ulf sprowadził na siebie zły los.
Zatrujemy studnie. Pola posypiemy solą i posiejemy na nich ziele demonów, żeby przez pokolenia żadna roślina tu nie wyrosła. Musimy spalić też to drzewo. Na koniec odpłyniemy z tej przeklętej przez Cztery Twarze wyspy.
Akcent dark fantasy, trochę przeholowany. Bohater trochę dokłada sobie wysiłku z drzewem. Skąd weźmie ziele demonów? Przez to scena nie zabrzmiała wiarygodnie. Jest już tak pewny siebie, czy może boi się, że za chwilę może zginąć?
>> Ta scena jest naturalną konsekwencją przeżyć Aganesa na wyspie. Ziele demonów jest często używane, co częściowo wynika z wypowiedzi Aganesa, więc z całą pewnością u piratów się znajdzie. Jest pewny siebie, bo wszyscy w folwarku już chorują i ma u boku Nalith, która musi być silna jeśli zabiła czterech piratów i zdołała wrócić na wyspę. A drzewo chce spalić bo to święte miejsce piratów, gdzie dokonywali egzekucji, więc ma znaczenie symboliczne.
Potem ujął szorstką dłoń Xanti, uniósł ją delikatnie i pocałował.
– Czy chciałabyś zostać moją żoną?
Gdybyś wplótł we wcześniejszych fragmentach opowiadania kilka zdań budujących chemię między nimi, przywitałbym ten fragment z radością, jako element love story. A tak zabrzmiał dość neutralnie.
>> Wskazówki były, ale na „pełną chemię” nie ma już miejsca, bo musi być poniżej limitu 80k znaków
P.S. technikalia: skoro wynaleziono już kusze, a kraj miał problem z wytrenowaniem żołnierzy, dlaczego nie skorzystano z tej możliwości? O ile pamiętam, kusze zyskały popularność nie tylko jako odpowiedź na coraz grubsze pancerze, ale również ze względu na sporo krótszy czas przygotowania żołnierzy do walki. Łuk wymaga lat ćwiczeń, kusza siły do naciągania.
>> Ta broń jest zwyczajnie za droga, bo kupowana w Cesarstwie, a Erealle za biedne. Do tego samą bronią miotającą, nawet najlepszą, wojny się nie wygra, ale to dyskusja na inny wątek. Scena z rekrutami miała pokazać desperację władcy.
No tak, rozumiem, Piotrze. :) Humaniści podchodzą do tego nieco inaczej. :)
Różnimy się i uzupełniamy, każdy coś od siebie daje, jak to w naturze…
Interpretacja Marzana faktycznie ciekawa, ale ma mocne podstawy w treści wiersza.
Pozdrawiam Serdecznie!
Z uwag ogólnych: dotarłem do połowy, ale na razie opowiadanie dobrze napisane. Raczej dla uważnego czytelnika, który potrafi zapamiętać wiele postaci i śledzić liczne intrygi, zawiązywane w trakcie fabuły. Czytanie wymaga skupienia, ale daje przyjemność. Językowo świetne, choć mam wrażenie, że dialogi na początku zostały lepiej “wyczesane” niż te w środku.
Ciąg dalszy komentarza nastąpi, pozdrawiam!
Witaj Marzanie,
Jestem wdzięczny za wizytę, wnikliwe zapoznanie się z treścią i recenzję. Ulepszyłem wskazane fragmenty z wyjątkiem kilku, ale poniżej dodałem komentarz wyjaśniający dlaczego.
Dopracowanie strony językowej tekstu to wynik wielkiej pomocy Ambush, Bruce, Regulatorzy.
Recenzja wszystkich opowiadań konkursowych to ambitne zadanie, szacun!
Na pewno udam się z rewizytą i mam nadzieję, że również uda mi się pomóc.
Serdecznie Pozdrawiam!
Nosił jedwabną, niebieską tunikę z długimi rękawami, jej mankiety zdobiły złote hafty splecionych pędów winorośli.
Forma “nosił” jest poprawne, ale u mnie wzbudziło skojarzenia ze zwyczajem, czynnością powtarzaną wcześniej wielokrotnie. Może “Miał na sobie”?
>> „Na” jest w następnym zdaniu więc nie brzmiałoby dobrze, zrobiłem tak:
Był ubrany w jedwabną, niebieską tunikę z długimi rękawami, jej mankiety zdobiły złote hafty splecionych pędów winorośli.
Nawet na pokładzie Białego Dębu przytwierdzono wiele skrzyń.
Zrozumiałe i poprawne, ale czy “do pokładu” nie byłoby zgrabniejsze?
>> 'Na pokładzie' najlepiej oddaje tutaj istotę tego, jak to naprawdę wygląda. Dodatkowy ładunek da się mocować do wszystkiego: masztu, nadbudówek, nadburcia, nie tylko pokładu.
Najpierw wolno posuwali się w górę Weleriny, walcząc z nurtem równinnej rzeki. Jednak gdy znaleźli się na Długim Jeziorze, prędkość od razu wzrosła, a gdy poniosła ich Sangarina wypływająca z północnego krańca jeziora, przyspieszyli jeszcze bardziej.
Tutaj nie mam uwag, ale zaciekawiło mnie jezioro o dwóch ujściach – musiało być rzeczywiście ogromne, żeby wypływały z niego dwie żeglowne rzeki. Bardzo rzadko tak się zdarza (choć pamiętam z kajaka takie kuriozum ;) )
>> Bardzo przenikliwa obserwacja! To nie jest całkiem naturalne jezioro. Jest o tym więcej w innej opowieści ze świata Czterech Twarzy (można powiedzieć że posłużyłem się gotowcem wymyślonym dla innego tekstu)
– Bo twoimi krokami kieruje jakaś potężna motywacja. Polecenie władcy, próba udowodnienia czegoś? A może to podróż ostatniej szansy, by uniknąć bankructwa lub wykupić z niewoli piratów kogoś bliskiego?
Tak szybkie rozszyfrowanie bohatera przez nieznajomego nie zabrzmiało naturalnie na tym etapie opowiadania. Albo powinno wzbudzić zbyt wielki niepokój głównego bohatera, albo oznaczać zdolności kapitana do czytania w myślach.
>> Trafna obserwacja, trzeba wyjaśnić, zmieniłem tak:
– Obserwowałem, jak desperacko szukasz transportu. Myślę, że twoimi krokami kieruje jakaś potężna motywacja. Polecenie władcy, próba udowodnienia czegoś? A może to podróż ostatniej szansy, by uniknąć bankructwa lub wykupić z niewoli piratów kogoś bliskiego?
przekonuje mnie idea życia tak, żeby zawsze można było popatrzeć na swoje życie bez wstydu.
Gramatycznie wszystko ok (jest powtórzenie, ale trudne do obejścia), ale jakoś nie pasowało mi do postaci.
>> Aganes mówi to, co nawrócony pirat chce usłyszeć, ponieważ mu nie ufa. Nie mówi całej prawdy o sobie, bo jego główną motywacją jest, żeby, po śmierci, mógł spojrzeć bez wstydu w oczy żonie, a nie sobie.
Oni uczą się walczyć od dziecka” – pomyślał z goryczą.
Gorycz jest widoczna w tekście, nawet czytając to wieczorem (a jestem skowronkiem, nie sową :) ) ją czuję, więc moim zdaniem można wyrzucić “z goryczą”
>> Wiem, że ta gorycz tutaj jest szuflowana łopatą, ale potrzebujemy uderzenia łopaty, żeby wyjaśnić dlaczego król tak łatwo godzi się na ryzykowny plan, dla mniej przenikliwych czytelników.
Piotrze, sądzę, że tu chodzi o taki poryw, symboliczna ekspansja, niczym rwąca rzeka, tyle że to uczucie. I wrzuceni w nią nie potrafią tego opanować, ulegają, płyną z nurtem, poddają się, w głównej mierze – bo chcą, bo im się to podoba. :)
Bruce. Ja absolutnie rozumiem argumenty (pojąłem już za pierwszym razem
) i na poziomie argumentów, zgadzam się z wyjaśnieniem. Tutaj moja indywidualna percepcja zwyczajnie odmawia współpracy na poziomie wywołania emocji przez słowa. Jestem typowym umysłem ścisłym, więc to, że w ogóle wiersz do mnie przemawia świadczy, że jest dobrze napisany i przystępny.
Pozdrawiam Serdecznie!
Cezary,
Tobie również dziękuję za odwiedziny! Dzięki, że zwróciłeś uwagę na końcówkę, wkradł mi się chochlik, którego już wyeliminowałem ;)
Chochliki zwalczamy bezlitośnie!
Czytało się płynnie. Pomysł OK, humor jest, fajne postacie, interakcje między nimi, dobrze zarysowana chemia w relacjach małżeńskich.
Najbardziej przypadł mi do gustu sposób zaprezentowania programistów mężodroidów jako zombie z pustymi oczodołami, toczone przez robaki. Jako przedstawiciel tej trudnej i społecznie ważnej profesji czuję się doceniony tak pozytywnym odbiorem.
Niekoniecznie poszedłbym tutaj w niedookreślone zakończenie i mam wrażenie, że tekst skorzystałby na rozwinięciu wątku trzeszczących trybików, ale to decyzja autora i więcej marudzić nie będę.
Pozdrawiam serdecznie i życzę pełni mocy (wy)twórczych!
Witaj Cezary,
Tekst bardzo fajny.
Tak na szybko w kwestii formalnej:
Zofia zamknęła drzwi i uruchomiła męża.
– Nie uwierzysz, co mi się śniło… – zaczął Piotr.
– Z pewnością – potwierdziła, po czym wpuściła męża do mieszkania.
Nie do końca ogarniam to przestrzennie.
Pozdrawiam Serdecznie!
Wydaje mi się, Piotrze, że tu “ekspansja” miała podkreślić moc, siłę, nieuchronność, fakt, że jej ofiary muszą się poddać, nie mają wyjścia, są bezradne wobec takiej siły. :) Taka miłość bez granic, silna, ekspresyjna, szalona, wielokierunkowa, mocna, zniewalająca. Tak to zakończenie odebrałam. :)
Bruce, OK ok, dzięki za wyjaśnienie, aczkolwiek (mimo wiosny za oknem!) moje obwody logiczne w dalszym ciągu odmawiają współpracy ze słowem ‘ekspansja’ w odniesieniu do miłości. 
Serdecznie pozdrawiam!
Witaj GOCHAW,
Nastrój, rytm, słownictwo wszystko ładnie się układa i jeśli porusza strunę w sercu takiego poetyckiego sceptyka jak ja, to znaczy że wiersz jest dobry!
Jednak, jak zwykle w życiu bywa, jest i szczypta soli, ostatnia linia:
“całkowita ekspansja”
Być może po prostu nie trafia do mnie sens tych słów, ale dla mnie kontrastuje z resztą tekstu, ekspansja jest zimnym słowem, którym opisujemy państwa nie ludzi.
Mnie to zazgrzytało, próbowałem czytać kilka razy, żeby oswoić, jednak wciąż zgrzyta.
To co mi się nasuwa to:
“całkowite pomieszanie”
pomieszanie kojarzy się z prostymi czynnościami, np. mieszania herbaty (są tak którzy słodzą
)
Serdecznie Pozdrawiam!
Witaj Mario,
Polecam poradnik dla osób zaczynających przygodę z portalem:
“poradnik dla nowych użytkowników wg Drakainy”
Z własnego doświadczenia wiem, że warto się z nim zapoznać.
Pozdrawiam Serdecznie
piotr_jbk – Lubię Twoje komentarze, bo zawsze piszesz szczerze. To niezwykle cenię.
Oczywiście, że Tarnina napisałaby inaczej, ona jest niedościgniona w pisaniu.
Poprawki naniosę, uwagę biorę sobie do serca na przyszłość.
GOCHAW, Bardzo mnie to cieszy
Być może moje marudzenie pomoże uruchomić jakiś extra trybik Twojej sieci neuronowej, w trakcie tworzenia następnego opowiadania, z korzyścią dla Ciebie i czytelników.
Tarnino,
Nie, nie sformułowałabym tego lepiej XD Coś podejrzanie mili jesteście ostatnio XD
Piszemy, co myślimy, a jeśli przy tym miło, to chyba tym lepiej
Zapewniam, że nie mam żadnych niecnych intencji.
Pozdrawiam Serdecznie!
Bardzo proszę, Piotrze. Jest mi niezmiernie miło, że mogłam się przydać. :)
Regulatorzy, Lubię i cenię Twoje poprawki. Bardzo pomagają w doskonaleniu trudnej sztuki ubierania myśli w słowa… Do tego czasem przypominają, że nie można “ubierać” szat, nawet książęcych 
Pozdrawiam Serdecznie!
GOCHAW – Intelektualistka na plażowym szla(g)ku
GOCHAW – Kirlianowskie oczy
Witaj GOCHAW,
Jak zwykle żeby nie przynudzać będzie w punktach. Jak zwykle podkreślam, że przytoczone opinie są subiektywne i bez owijania w bawełnę, bo uważam że w takiej formie nie wykorzystałaś ani Swojego potencjału, ani fabuły.
Piszę bez czytania innych komentarzy, więc jeśli będę zbyt krytyczny, nie strzelaj!
Na plus:
Pomysł, pomysł!
Język i sposób opowiadania, Twoje teksty czyta się płynnie i z przyjemnością!
Dobrze przemyślana opisywana zdolność.
Opisany wygląd głównego bohatera
Jest dużo wewnętrznego konfliktu.
Świetne ostatnie zdanie!
Fajny wstęp
Na minus:
– Realizm – to z newsem w Tv trzeba zmienić, newsy tak nie wyglądają (może wywiad z żoną gościa bez aury?)
– Tu nudzisz:
Miłosz wszedł do mieszkania. Postawił przy stole w kuchni zakupy, otworzył lodówkę i nalał sobie szklankę piwa. Usiadł. Myśli kotłowały mu się w głowie
‘Miłosz wszedł do mieszkania. Odstawił zakupy i usiadł ze szklanką zimnego piwa. Myśli kotłowały mu się w głowie’ – Tarnina sformułowałaby to lepiej, ale nie musisz opisywać otwierania lodówki, bo to nie ma dla czytelnika znaczenia.
– Bohater wydaje mi się pasywny, powinien mieć więcej inicjatywy.
– nie kupuję motywacji głównego bohatera: ‘chcę żeby świat dał mi spokój bo?’ Tu mogłabyś pokazać że chciał zrobić coś dobrego (lub złego), ale coś więcej niż przemyślenia! Może na przykładzie sceny, gdzie próbuje uratować kogoś, kto wyrusza w długą trasę, a Miłosz wie że zginie. np. ten ktoś wymyśla mu od wariatów?
– “Tym, że widzi aury, z nikim do tej pory się nie podzielił” – a powinien bo to byłoby ciekawe, może z Martyną?
Brak wyjaśnienia transferu świadomości dziadka bez aury.
Brak rozwiązania konfliktu dziadka bez aury z głównym bohaterem (ich pierwsza rozmowa nie zapowiada nic niezwykłego, a powinna tam pojawić się czytelna wskazówka że będzie między postaciami coś.
Ostatnie zdanie jest światełkiem w tunelu, ale to za mało.
Pokazałaś naprawdę fajną fabułę, włożyłaś w nią dużo pracy i niestety niewiele z nią robisz.
Sekcja ‘na minus’ jest dłuższa bo musiały pojawić się wyjaśnienia, nie oznacza to że minusy przeważają!
Do biblioteki oczywiście powinno trafić!
Serdecznie Pozdrawiam!
Regulatorzy, Dziękuję za wizytę i korektę!
Lekcja pokory językowej jest zawsze mile widziana, szczególnie w momencie, gdy w autorze zaczyna kiełkować nadzieja, że więcej usterek nie ma…
Swoją drogą mam nadzieję, że widać choćby niewielki postęp w porównaniu do pierwszego opowiadania na forum z zeszłego roku.
Wprowadziłem, tylko kilka zmian wymaga komentarza:
…pod rozłożystymi konarami dębu stała równa linia grobów. → Nie bardzo umiem zobaczyć stojącą linię.
Proponuję: …pod rozłożystymi konarami dębu w równej linia widniały groby.
>> Ruszył dalej, spod rozłożystych konarów dębu wyłoniła się równa linia grobów.
…bo kiedy zrobi się ciężko, każdy potrzebuje myśli, która poprowadzi go dalej! → …bo kiedy pojawią się trudności, każdy potrzebuje myśli, która poprowadzi go dalej!
>> tutaj potrzebujemy czegoś bardziej sugestywnego, może tak:
– A ty, chłopcze, będziesz potrzebował lepszego powodu, bo gdy przychodzą najtrudniejsze chwile, wtedy każdy potrzebuje myśli, która poprowadzi go dalej!
Rano Xanti pomagała ubrać książęce szaty. → W co i dlaczego Xanti pomagała ubrać szaty???
Odzież, w tym szaty, można włożyć, przywdziać, odziać się w nie, wystroić się w nie, ubrać się w nie, ale odzieży, w tym szat, nie można ubrać!!!
Za ubieranie szat grozi sroga kara – trzy godziny klęczenia na grochu w kącie, z twarzą zwróconą ku ścianie i z rękami w górze!
Proponuję: Rano Xanti pomagała Aganesowi przywdziać książęce szaty.
>> Teraz przypomniałem sobie że Tarnina pisała o tym w poradniku… Wnoszę o łagodny wymiar kary.
…po godzinie drzwi się otworzyły i zobaczył w nich zadowoloną z siebie twarz Ulfa. → Czy dobrze rozumiem, że twarz Ulfa zrobiła coś, z czego była zadowolona?
A może miało być: …po godzinie drzwi się otworzyły i zobaczył w nich Ulfa z twarzą wyrażającą zadowolenie.
>>Uprościłem: Aganes odetchnął z ulgą, gdy po godzinie drzwi się otworzyły i zobaczył w nich zadowoloną twarz Ulfa.
Dziękuję i Serdecznie Pozdrawiam!
Wielkie dzięki, Piotrze, oglądałam kilka horrorów “Mgła”, zatem wiem, że to znakomity temat, ale pozostawiam Pomysłodawcy. :)
Może kogoś zainspiruje, ja nie jestem w stanie przerobić nawet połowy pomysłów…
Pozdrawiam Serdecznie!