Profil użytkownika


komentarze: 1305, w dziale opowiadań: 1026, opowiadania: 361

Ostatnie sto komentarzy

Holly, dziękuję ślicznie za łapankę i komentarz jurorski! Wezmę sobie uwagi do serca! :)

AnnaBullfinch, ja również dziękuję, przede wszystkim  za podzielenie się swoją twórczością. To wspaniałe, gdy z jednej sztuki wyrasta inna… :) 

Pozdrawiam wiosennie! :)

Jeżeli to wersja “show, don’t tell”, to poszła w niespodziewanym kierunku! :D 

To ja może jednak trochę pogadam! 

 

Zobaczyłam go pochylonego pod drzewem, z włócznią gotową do rzutu, wzrokiem utkwionym w krzaczorach. 

– Hej, słyszysz mnie? Hej, tu jestem! Pomocy! Zgubiłam się! No, co tak patrzysz? Masz coś do picia? Co tak machasz rękoma? Widzisz suchą trawę? O, taką! No, to tu w ustach mam tak sucho! A w brzuchu pusto! Zobacz, jaki wklęsły! Co ty tak machasz? Pić mi się chce! Sucho, jak to próchno suche, tu mam, w buzi! Pić! Gul, gul, gul, z butelki, bym się napiła! Co ty krzyczysz? Na mnie krzyczysz? Gdzie mnie ciągniesz? Zostaw moją rękę! Porąbany jakiś! Że co? Że w tych krzakach coś jest? Ej, coś tam się rusza, faktycznie. Żebym tylko cię rozumiała! No, co z tymi krzakami, bo pić mi się chce… Rany, to lew! Prawdziwy lew! Gdzie uciekasz, poczekaj! Aaaa…

Na portalu fantastycznym nie prostych odpowiedzi i normalnych autorów… wszyscy tylko udają, że są ludźmi, także ten…. wątek szachowy, powiadasz? Hmmm :D

:D

Jolka, czy to Ty? laugh

Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.

Holly, wydało się! :D Teraz już wszyscy wiedzą, że Ty to ja a ja to Ty! A mówiłam, żeby się pilnować. Tak, mamy dwie głowy, ale jedno ciało (ponętne, oczywiście) i wieczorami możemy dzięki temu same ze sobą grać w bierki. 

:D

Proszę bardzo. Tak mi się przypomniało, że tytuł na początku przeczytałam “Fledźma”. I to mnie zaciekawiło! :D Nigdy nie wiadomo, dlaczego czytelnik do Ciebie przyjdzie! :D :D :D

Hej, cóż za miła lektura o niemiłej tematyce! :) 

Bardzo dobrze mi się czytało, ten typ humoru mi podchodzi. :)

 

z wściekłym zatrwożeniem spojrzał

No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D 

Rzucił się do biurka jak wojownik do walki i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.

Czegoś tu chyba zabrakło.

Wirtualny kliczek! :) 

Pozdrawiam serdecznie! :)

Serdecznie gratulacje! Zawsze uważałam samą nominację za duże wyróżnienie i tak też było w tym przypadku – wszystkie nominowane opka były dobre! :)

Bardzie, przeczytałam uważnie (nawet chciało mi się wypisać uwagi), a przeskoki mi nie przeszkadzały. Tak jak już pisałam, pomysł mi się podobał – w tym również pomysł na przeskoki. 

Myślę, że czas już na tym zakończyć, bo do niczego to nie prowadzi. 

Tarnina, nie spiesz się, przymrozki idą… :D

jeroh, hej, super, że wpadłeś i że się spodobało! :) 

Bardzo się cieszę! Narratora trzymam teraz w złotej klatce i karmię nektarem. :D

Hej, wracam, bo widzę, że zajrzałeś do mojego komentarza. 

Nie, z Twojego komentarza to nie wynika. Większość spraw które wymieniłaś moim zdaniem są nieuzasadnione 

Tym bardziej wracam. 

Sam dobrze wiesz, że wszystkie sugestie językowo – warsztatowe, są jedynie sugestiami i Twoja wola, czy z nich skorzystasz, czy nie. Nic na siłę. Jeżeli uważasz, że Twoje rozwiązanie jest lepsze – w porządku. Ja wskazuję tylko sprawy, które mnie zatrzymały w czytaniu, ale nie oczekuję, że zawsze mam rację. Jak z Czejenami. 

Odniosłam wrażenie, że Twoje odpowiedzi są na granicy grzeczności.  “To nie czytanka dla dzieci, nie chce mi się nawet tłumaczyć”. Nie musisz, po prostu napisz, że tak chcesz zostawić. I już. 

Część moich sugestii powtórzyła się w innych komentarzach. Poświęcam czas na czytanie, tak jak i ty, nie po to, by “czepiać się na siłę”. Chyba wszyscy jesteśmy tu w podobnym celu – by poprawić swój warsztat. Również poprzez czytanie tekstów innych. 

Rozumiem, że nie rozumiałeś, dlaczego byłam na nie. 

 

Już potem zajęłam się czytaniem, ale sporo jest językowych nieścisłości i chaosu warsztatowego. Chwilami czytelnik gubi się w historii, potem odnajduje na nowo. Przejrzałabym jeszcze opko pod tym kątem. 

Generalnie za pomysł i opowieść – chwała i sława. Za wykonanie – bura. 

Tylko tyle i aż tyle. Piórkowe opowiadanie nie powinno być tak niestarannie napisane. Wspaniały pomysł, dobrze przemyślana fabuła, ale ja bym to jeszcze szlifowała. Tak niewiele zabrakło. 

Przykro mi, że nie cieszą Cię nominacje, bo to najlepszy dowód odbioru czytelników i pochwała Twoich opowiadań. 

Loża jest jaka jest – sam w niej jesteś. :)

Pozdrawiam. 

 

Hej, Morderco, wracam! :)

 

Hmm? Nie widzę, ale może źle patrzę :D. Któryś konkretny fragment nie zagrał, czy po prostu jest tego za dużo?

Już tłumaczę. Przejrzałam na szybko początek: 

Przez otwór po wybitym oknie wpadały ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Słońce już skryło się za ścianą odległego lasu, srebrnej wstęgi rzeki prawie nie było widać spod ciężkiego oparu mgły. Nocne zimne i wilgotne powietrze przykrywało ruiny, jakby układając je do snu.

płaski dach budynku tonący w gęstniejącym mroku po drugiej stronie osiedlowej uliczki.

Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok.

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca.

Nie wiem, czy dobrze widać, ale słońce jakby wraca, czasowo się to nie zgadza, zwłaszcza że akcja idzie jednak do przodu, mijają minuty, pojawia się mrok, nocne powietrze, a tu nagle  blask. Czytając miałam wrażenie, że coś mi tu nie gra, bo wyobraźnia podpowiadała ciemności, a tu oślepia mnie jeszcze słońce. 

Mam nadzieję, że trochę się rozjaśniło… (nomen omen) :D Jeśli nie, to daj znać. 

Super, że poszedłeś w korektę, to ja idę klikać! :) 

Pozdrawiam serdecznie! :) 

 

Hej, krótkie ale treściwe. 

Bardzo dobry początek, tworzy fajną atmosferę, dobrze wprowadza w nieznany świat. 

Trochę jest niekonsekwencji – mamy zachód słońca, potem nocne powietrze, a potem bohater ogląda coś w promieniach zachodzącego słońca – generalnie noc przeplata się ze zmierzchem i słońcem. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem. 

Trochę czepiania:

Ale drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. To też wiedział.

Wywaliłabym ostatnie zdanie.  To tylko sugestia, bo to żaden błąd, jedynie myślę, że zdanie jest niepotrzebne. 

 

Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały.

To nie jest dobre zdanie. 

 

Opko zasługuje, wg mnie na bibliotekę, więc gdy poprawisz babola, chętnie kliknę. :)

 

Przyjmuję wyjaśnienie, bo faktycznie, mógł szybkim krokiem zejść z wieży… :D. mimo to ten myślnik zatrzymuje. :D Trudny jest los autorów! :D 

Pozdrawiam serdecznie! :)

Czarna2, dzięki za wizytę i. komentarz, cieszę się, że podeszło!

Tarnino, cóż Cię wczoraj obtłukło okrutnie, że szukasz wytchnienia? Znajdź jakiegoś kota i przyłóż to bolących miejsc…

Wielkie dzięki za łapankę, jak zwykle w Twoim wykonaniu – perfekcyjną. Potrzebowałam tego! Miałam przerwę w pisaniu, próbowałam coś skrobnąć wczoraj, nic nie szło, ciężko jakoś, drętwo, a tu nagle, do pionu, trzeba to poprawić… i od razu mózg mi się zresetował. Może to jakieś masochistyczne, ale działa! :D 

Autorzy nie mają lekko, to prawda, ale narratorzy to dopiero mają przerąbane… 

Anakin mi tu klęka, naprawdę nie trzeba było, uprzedzam jednak, że to się kończy przejściem na ciemną stronę mocy. Także ten… :D

Polecam się na przyszłość! :)

 

Hej, cieszę się, że wpadłam, bo ciekawie się czytało. 

Dobrze wykonane światotwórstwo sprawiło, że całkiem wiarygodnie wygląda coś, co wydało mi się alternatywną rzeczywistością. 

Wątek “nienawidzili się i kochali” też przysłużył się na plus, dodał dynamiki. 

Małe czepianko:

Wszyscy napastnicy popędzili na także już biegnących łowców niebofretek, których – nie wiadomo, w jaki sposób – giganci zawsze potrafili rozpoznać. 

Byli w dżungli a byli w stanie biec, niczym po polanie w lesie, hmmm, dżungla jest dość gęsto zarośnięta… Wspominasz tylko o ścieżce, więc wyobraźnia mnie tu zawiodła. W dodatku wygląda, że jedni pędzą na drugich, później zaś że jedni uciekają, drudzy gonią…

 

Po zejściu z wieży – szybkim krokiem udał się do opiekuna arsenału.

Czemu tu jest ten myślnik? 

 

Bardzo dobre opowiadanie, warsztat na wysokim poziomie. Dziękuję za przyjemną lekturę! 

Klika już nie potrzebujesz, ale wirtualnie daję! :)

Hej, Maćku, zajrzałam i nie żałuję! 

Nastrojowe, dobrze zbudowane i nieprzegadane opko. Były wprawdzie momenty, które mnie zatrzymywały, ale wiesz jak to jest z subiektywnym odczytywaniem, każdy rozumie trochę coś innego… Niemniej to jest bardzo dobry tekst! 

Trochę czepiania:

Niektórzy mówią na niego Edward, ale on sam rzadko go używa.

Trochę źle zbudowane zdanie, różne podmioty i rozłazi się to używanie. 

 

Pałac Hollendrów stoi niedaleko Wzgórza przy Wilczej – wystarczająco blisko, żeby widzieć jego linię nad drzewami, i wystarczająco daleko, żeby udawać, że to nie to samo miejsce. Jest dokładnie taki, jak powinien być: wystarczająco stary, żeby robić wrażenie, i wystarczająco odnowiony, żeby nie przypominać o przeszłości.

To musiałam przeczytać kilka razy. Czyją linię można widzieć nad drzewami? Pałacu, czy wzgórza? Bo jeśli bohater jest w pałacu, to widzi linię wzgórza. Czy bohater jest w pałacu, czy oglądamy go z daleka? Bo wygląda jakby była to ekspozycja z daleka – pałac stoi blisko, ale nie na tle, żeby stopić się ze wzgórzem. Jednak potem okazuje się, że bohater wychodzi z pałacu… Namieszałam, ale chciałam wyjaśnić, o co mi chodzi. Jeśli niewystarczająco, to daj znać. :) 

Klikam do biblioteki! :)

Michaelu, tak, myślę, że nawet bez Twoich wyjaśnień, te różnice zauważałam, niektóre oczywiste, niektóre polegające jedynie na innym rozłożeniu akcentów. Jednak, jak sam przyznałeś, główny ton pozostaje i nieco przyćmiewa Twoje ciekawe próby stworzenia innej, nowej postaci. Dla mnie zbyt wiele się pokrywa z pierwowzorem, by to, co jest inne wybrzmiało porządnie. Ale to tylko moje spojrzenie, myślę, że wiele osób nie będzie tak na to patrzyło. Bo to dobre opko!

Pozdrawiam serdecznie! :) 

Hej, Michaelu, jeszcze wracam, doprecyzować nieco:

 

To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie. 

To ma sens względem tego co się dzieje. Vorian nie widzi swojego życia bez żony. Bez niej nie ma nic, czyli będzie musiał żyć w ciągłym bólu. Woli umrzeć niż żyć bez niej. Więc jak ona przeżyje to nawet jak umrze, nie będzie musiał żyć w bólu. Nie wiem czy dobrze tłumaczę :D

Chodziło mi tylko o to, że potrzebujemy kogoś do życia z nim, a nie odwrotnie. Nie widzi swojego życia bez żony? Ale i tak nie widzi, skoro chce umrzeć… To mi się nie zgadza. On nie woli umrzeć niż żyć bez niej. On woli umrzeć, by ona żyła. A to zupełnie co innego. Potrzeba bycia z kimś nie ma z tym nic wspólnego. Bo przecież jeśli umrze, to z nią nie będzie.  

Ale to już bardzo podchodzi pod czepialstwo, więc, oczywiście, jeśli Tobie tak pasuje, to to jest najważniejsze. Po prostu mnie to zatrzymało. 

 

The Guru, można, teoretycznie, wysłać tekst do redakcji, odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać… :D

 

The Guru – niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku. Gdzieś tu był taki poradnik dla autorów chyba… pod zakładką Redakcja. 

Michaelu – kolejny dobry tekst, tylko pogratulować, bo idziesz jak burza. 

Tekst, jak zwykle, starannie opracowany, dobrze się to czyta. Kompozycja bez zarzutu. Warsztat dobry. Najbardziej chyba przeszkadzało mi, że tajemniczy gość był tak podobny do Chrystusa, że nawet elementy fantastyczne nie zatarły tego wrażenia. W związku z tym od początku wiedziałam, czym to się skończy. Podzielenie na wiernych i niewiernych, Herod/Piłat, wszystko inaczej upakowane, ale bardzo wtórne.

Nie jest to wielki zarzut, ale jednak sprawia, że nie ma efektu “wow”. Co nie umniejsza faktu, że opowiadanie stoi na wysokim poziomie. Faktycznie zaczęłabym wysyłać co nieco do redakcji. :) 

Małe spostrzeżenia: 

 

– Dlaczego chcesz to zrobić, Vorianie?

– Bo jej potrzebuję! Bez niej nie mam nic! – wykrzyczał żołnierz.

To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie. 

 

 

– Mówisz, że wybierają – powiedział Kaelion spokojnie. – Powiedz mi tylko… jak bardzo dobrowolna jest decyzja człowieka, który patrzy na umierające dziecko?

W spojrzeniu Kaeliona coś na moment drgnęło.

Czy na pewno w ostatnim zdaniu miało być to imię? 

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję dobrego opka! 

 

Oczywiście! Ten portal jest właśnie po to! Klikasz “edytuj” u góry i pracujesz nad tekstem. Komentujący wręcz oczekują, że skorzystasz z ich sugestii, bądź napiszesz, czemu one Ci nie leżą. To Twój tekst, więc możesz go zmieniać ile chcesz, dodawać, wycinać, poprawiać. 

Wyjątkiem jest sytuacja, gdy bierzesz udział w jakimś tutejszym konkursie, wówczas zazwyczaj wprowadza się poprawki kosmetyczne (przecinki, szyk zdania) bez dużej zmiany treści – z tym czekamy do rozstrzygnięcia konkursu. 

Także poprawiaj do woli – to jest dobrze widziane. 

Zajrzyj też czasem do innych tekstów i coś skomentuj – nawet jeśli to tylko będzie krótkie “podobało mi się” – poprawiamy się tu nawzajem, robimy czasem pracę redaktora i cieszymy się, gdy ktoś przeczyta i skomentuje, bo tak możemy pracować nad warsztatem. Sama też tak tu zaczynałam i powiem Ci, że ogromnie dużo się nauczyłam i mam wrażenie, że piszę teraz dużo lepiej. 

Powodzenia w pisaniu! :)

Hej, OldGuard, wpadam sobie na chwilkę, a tu takie cudeńko! :)

Pyszna lektura, potrafisz przytrzymać czytelnika przy tekście! :)

Przez pierwszą połowę miałam wciąż przed oczami film “Tylko nie patrz w górę”. Trochę o czym innym, wiadomo, ale katastroficzność też była tam tylko pretekstem do przyjrzenia się ludzkości. Potem pomyślałam, że to trochę tak, jak ktoś dowiaduje się, że umie i zostało mu dwa dni życia, tylko tutaj dotyczy to wszystkich. I ta perspektywa powala również dlatego, że nie będzie nikogo, kto będzie nas pamiętał, nikogo kto będzie dalej żył, i chyba wówczas tym trudniej jest odejść. Bo nawet, jeśli jest coś po drugiej stronie, to po tej już nic nie będzie. 

Twój tekst to katastrofa złagodzona mitem Romea i Julii, miłości ponad wszystko, której wprawdzie nie ma w tekście, ale istnieje przez samo przywołanie imion. Miłości, która się nie zdarzyła, choć tyle razy mogła. Jest w tym coś bardzo prawdziwego, jakaś istota naszego życia, jej sedno. 

Ciekawe, że tak bardzo opowiadanie wchodzi nam pod skórę. 

Co oczywiście świadczy o jego niezaprzeczalnej wartości. Klikam dwoma łapkami! 

Pozdrawiam wiosennie i idę myśleć nad piórkiem! :)

Hej, witaj! :)

Przeczytałam z zainteresowaniem. Całkiem dobrze napisane. To nie jest opowiadanie, a raczej scenka, która daje apetyt na więcej. Jak na tak niewielki tekst, udało Ci się przemycić całkiem sporo informacji o świecie, w którym dzieje się akcja, o bohaterze i przybyszu. To dobrze wróży kolejnym tekstom!. Sprawne dialogi, które dobrze się czyta. Do pełnego opowiadania zabrakło dobrej kompozycji całości, nieco zbyt mało się dzieje. Ale to nie szkodzi. W końcu to szort. 

 

Parę drobiazgów, które znalazłam, do przemyślenia: 

Chłopak zeskoczył z rumaka i uwolnił go od ciężaru sakw przytroczonych do siodła, a zwierzę na moment zbliżyło łeb do piersi jeźdźca, łasząc się jak źrebię. Poklepał go i pozwolił się zabrać za skubanie soczystych łodyg.

Pozwolił się zabrać brzmi jakby dotyczyło to bohatera. Lepiej: pozwolił mu skubać soczyste łodygi. 

Mimo podenerwowania poczuł narastający głód.​

Zabrakło wcześniej informacji dlaczego był podenerwowany, więc tutaj to zastanawia: jakiego podenerwowania?

 

– Lecisz na Północ? – zainteresował się Jan. – Pytam z powodu akcentu.

Błąd logiczny. Zwykle gdy pytamy, z powodu akcentu, to raczej skąd lecisz, a nie dokąd. A najlepiej skąd pochodzisz. No bo co za znaczenie ma, dokąd? 

 

Ucieka? – pomyślał chłopak.​

Myśli dobrze jest zapisywać kursywą, żeby odróżnić od dialogów. 

 

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pisaniu! :)

Wersja dla posłańca:

Umarł król! Niech żyje król! Uciekajcie!

 

Wersja do kronik:

Dziesiątego dnia po przesileniu wiosennym, syn władcy ogłosił, że papcio jest chory. Wiadomym wszystkim było, że chłopak potajemnie podtruwa rodziciela, by szybciej władzę przejąć, ale, jako że papcio okrutnym królem był i ucisk społeczny stosował, nikt mu specjalnie (królewiczowi znaczy) nie przeszkadzał. Jednakowoż dnia jedenastego p.p.w. okazało się, że zamek najechała banda trolli z pobliskich gór. Władca nasz zbyt chory na decydowanie o losach królestwa nakazał, by wszystkim zajął się ukochany syn, któren to, niczym dziewica przed Kupałą, na niczym się nie znał. Dnia dwunastego p.p.w. trolle były wyciągnęły synalka z najgłębszej piwnicy, króla z łoża śmierci i obu z solą i kminkiem spożyli na kolację. Część z nich, zatruta trucizną, która to wciąż w ciele króla buzowała, zmarła śmiercią trollów, to jest rozpadli się na kawałeczki, niczym kamloty. Największy troll ogłosił się królem dnia trzynastego p.p.w. i z kamlotów zbudował większy tron, bo ludzki był za mały, po czym wydał ucztę. 

Już dwudziestego dnia p.p.w. wiadomym się stało dla mieszkańców kraju, że nowy król lubi ludzi, ale nie tak, jak oni by chcieli i z nakazu kilku żyjących jeszcze osobników rozsyłam posłańcami wiadomość do królestw ościennych, radząc ucieczkę za siódmą górę. Tam ponoć jest spokojniej. 

marzanie, zgadzam się z Tobą, że pojechałeś za daleko, krótka wersja nie jest krótka, nie jest relacją, w ogóle nie jest… :D Co nie zmienia faktu, że smakowite to wszystko… 

Holly, ta Dziadumiła to jest… no… podobało mi się podejście do wyzwania!

Finkla, w samo sedno! 

OldGuard, dobre i porządne

tomaszg, dobra robota, o to chodziło, oprócz ostatniego zdania (na pewno trafili…) :D ale kto by się tam przejmował :D

Prestidigitator, o, jaki fajny pomysł na telegramy – już bardziej skrótowej formy chyba wymyślić nie można! 

Wrócę, mam nadzieję, że z własną odsłoną. :) 

Ja tam protestuję! Tak dla zasady! Rumia to część Małego Trójmiasta Kaszubskiego (Rumia, Reda, Wejherowo), które przylega do Trójmiasta właściwego (Gdańsk, Gdynia, Sopot) i tworzy prężną aglomerację. Nie wiem ile nas tu mieszka, ale pewnie sporo.

Znalezienie się poza kółkiem sprawiło, że moje pisarskie zdolności spadły o dwa poziomy, więc proszę tego więcej nie robić! I nigdy, ale to nigdy, nie piszcie “Rumi” przez dwa “ii”! 

Przepraszam, ale agresja mi wzrasta, gdy ktoś mnie stawia poza “Kółkiem”!

 

Nie ma za co! :D Polecam się na przyszłość! Wyczuwam rozmieszczenie trolli przez skórę. :D

Ślimaku – czyli mogę oficjalnie reklamować swoje opka “Najlepsze na sen!” :D

Dzięki za wyjaśnienie – zasugerowanie takich możliwości rzeczywiście wzbogaciłoby tekst! 

Reg – że przemiana nastąpi szybko! :D Już lepiej nie schodź nigdzie! :D

Hej, przeczytałam tekst j jakiś czas temu a dzisiaj po raz drugi, bo zapamiętałam niejakie rozdwojenie jaźni (mojej). 

Tekst z pewnością jest dobrze napisany, umiesz operować językiem i to, co dla mnie nieosiągalne, zarówno językiem techniki, jak i polityki. Kreślisz przekonująco obrazy, które dla technicznego laika są jasne i czytelne. Scena otwierająca, pełna napięcia i emocji, jest jak z filmu – akcja idzie do przodu w tempie. Potem mamy zwolnienie, kiosk, nieco opisów. Też fajnie. Potem polityka. Tu już ciężko. Jakieś osoby, syntetyk, zanim pojęłam kto jest kim, scena się skończyła. Zastanawiałam się, czy Marszałek to nazwisko, czy funkcja, stosowana zamiennie z nazwiskiem. W końcu wyszło, że funkcja, ale nie doszłam, czy tożsama z którymś nazwiskiem. W każdym razie zostało poczucie zagubienia. 

Dalej mamy głosowanie, scena ładnie zbudowana w drzwiach wejściowych i końcowy, dość suchy opis działań syntetyka, samotnego już i zamykający wszystko kiosk. 

Dobra kompozycja, staranna. Jednak zawartość jest niejednorodna. Dobry początek, ale zmiana na perspektywę polityczną sprawia, że zmienia się również ciężar odczytu dla czytelnika – roboty mają mieć głos, bo ktoś myśli, że są więcej niż robotami. Temat wałkowany już nieraz, ale tutaj, może przez beznamiętne przedstawienie pracy syntetyka na końcu, tracę zainteresowania nim, nie kibicuję mu. Myślę raczej o ludziach w porcie pozbawionych pracy. 

To oczywiście subiektywne – jak zawsze przy czytaniu – ale tak właśnie było w moim przypadku. Uznałam, że warto, byś wiedział, że taki odbiór powstał, że zabrakło mi nieco więcej emocjonalnej więzi z syntetykiem, by mu współczuć. 

Trochę czepiania: 

 

tej sekwencji nie będzie się już dało zatrzymać.

Zmieniłabym na: tej sekwencji nie da się już zatrzymać

 

Tylko przy rdzeniu wiedział, że jest.

Dlaczego tylko przy rdzeniu wiedział, że jest? Przy kiosku już nie? Trochę mi tu umknęło…

 

Stał bez korekty ciężaru, bez gestu równoważenia, którym ciało odpowiada na grawitację.

Zatrzymało mnie to nieco. Wiem, o co chodzi, o pokazanie braku zewnętrznych oznak człowieczeństwa, jednak sformułowanie “gest równoważenia, którym ciało odpowiada na grawitację”, hmmm, jest dziwne. Może dobre, nie mnie to oceniać, ale wybija z czytania. 

 

I Darnił mówi: oto twarz waszej krzywdy. Skłamał co do twarzy. Ale wskazał twarz, która jest przed ludźmi każdego dnia.

Mamy powtórzenia, trochę dużo. Może: skłamał co do twarzy, wskazując tę, która….

Palcami lewej ręki musnęła górną kieszeń marynarki. Cofnęła stopę, jakby dotknęła czegoś gorącego. Zatrzymała się w miejscu.

To również mnie zatrzymało – cofnęła stopę, bo dotknęła palcami czegoś gorącego, czy stopą? Dotykamy palcami, a stopa rzadko jest bez obuwia, żeby poczuć/dotknąć czegoś…

 

Hala, którą kiedyś obsługiwało dwunastu syntetyków, potrzebowała teraz tylko jednego.

Dałam tu to zdanie, ale to dotyczy całego fragmentu. Cała polityczna debata sprawiła, że pomyślałam o ludziach w tym całym układzie, a bezosobowe niemal pokazanie “bohatera” w ostatnim fragmencie sprawiło, że zabrakło mi sympatii dla niego. Bo w sumie ludzie nie są pewni, czy syntetycy czują. Sami syntetycy nie są pewni. Gdy więc czytam, że zamiast dwunastu jest tylko jeden, to przyjmuję to jako suchy fakt, ok, naprawili wszystko, teraz samo działa, z opisu wynika, że działa lepiej, koniec z prowizorką. Czyli dobrze! Kurczę, chyba nie o to chodziło, żebym to tak odczytywała! 

Mam nadzieję, że to tylko ja, taka nieczuła! Ale tego mi tu zabrakło. 

Piórkowo na nie, ale doceniam wartość opowiadania i słuszną nominację. 

Pozdrawiam wiosennie! :) 

Ponieważ komentarz już był, to wracam tylko na chwilkę, napisać, że piórkowo będę na tak. 

Pozdrawiam wiosennie! :) 

Hej, prosiaczku!

Interesująca lektura! To już kolejny Twój tekst, który mam przyjemność czytać i widzę, że zawsze starasz się dać nam ciekawy pomysł i opakować go w warsztat na dobrym poziomie. 

Tym razem dajesz nam okruchy informacji, przemycane w fantastycznym świecie wykreowanym całkowicie w głowie jednego człowieka. Doceniam fakt, że odsłaniasz powoli, co tak naprawdę się dzieje, zarówno w postaci listów agencji, jak i zachowań i przemyśleń bohaterów. Twoja umiejętność pisania wchodzi tu na wyżyny. Gorzej jest z logiką całości. Brakuje takich zasadniczych elementów, jak motywacje głównego bohatera. Dlaczego on przyjmuje tylu lokatorów do swojej głowy, narażając własne życie? To mnie chyba najbardziej zastanawiało.

Ciężka relacja z ojcem dodaje kolorytu i głębi całej treści, dobre posunięcie. Jego wygnanie do lasu też obrazowo przedstawia jakieś mentalne odrzucenie, wręcz ostracyzm. Z całej tej, trudnej do zniesienia grupy, to ojciec zostanie banitą. Skoro mógł zesłać ojca, czemu nie wygnał reszty, gdy tak żle już z nim było? W ogóle końcowa scena, przejmująca, znowu zawraca czytelnika do pytania: dlaczego on to zrobił? 

Opowiadanie z pewnością zasługujące na nominację, lecz moim zdaniem wymagające jeszcze kilku uzupełnień, które wyjaśniłyby nieco kwestii dotyczących bohatera. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że czasami celowe zostawienie niedopowiedzeń może działać na korzyść tekstu, bo zmusza czytelnika do zadawania pytań. 

Gratuluję świetnego opka, któremu, w mojej opinii, niewiele brakuje. Tym razem nie, ale może następne? :)

Pozdrawiam serdecznie! :)

Hej, wracam jeszcze tylko na chwilę, bo skomentowałam już wcześniej i mam nadzieję, że z komentarza jasno wynika, że tym razem nie. Co absolutnie nie umniejsza wartości samego tekstu. :)

Pozdrawiam wiosennie! :) 

Reg, nie mów hop… to może się zdarzyć całkiem szybko…

regulatorzy, cieszę się, że zajrzałaś! :) To, co piszesz, to prawda, taka przyszłość przeraża, ale pewnie jak przyjdzie, to już zaakceptujemy – jak wszystko, co do tej pory nas, ludzkość, spotkało. Taka choćby AI…

bruce, hej, ja też z przecinkami nigdy nie wiem… :D Ale ciesze się, że pomysł się podobał! :) Buziaczki dla Ciebie i dla czujnej Finkli

beeeecki, hej, mocno spóźnione odwiedziny pod Twoim opkiem, ale cieszę się, że obowiązki mnie zmusiły! W innym wypadku mogłoby przejść mi koło nosa dobre opowiadanie. :)

Ja bardzo lubię, jak coś jest ładnie napisane. Drażnią mnie niedobre zdania i w ogóle brak staranności – może dlatego, że sama z tym walczę… :D

Twój tekst jest napisany pięknie. Części pisane kursywą dają nastrój i tworzą klimat, części pozostałe pchają opko do przodu. I jest tam piękny, staranny język. Temat, który sobie wybrałeś, biblijny, niby poruszany już wielokrotnie, tutaj wydawał się na tyle ciekawie przedstawiony, że moje zainteresowanie nie spadało. 

Dla mnie wystarczająco dużo się działo – nie za wiele, tyle by opowiedzieć historię, ale delektować się też światem przedstawionym.

Takie teksty, jak ten,  poruszają mnie na tyle, że zostają w pamięci.  

Michał jest jakiś, całkiem ludzki, odczuwa i przeżywa, Lucyfer na początku zyskuje moja sympatię, ale ponieważ znam tą historię, to czytam to z podejrzliwością – brat, pełen miłości, taki fajny? I jedyny zarzut, jaki bym tu dała, to właśnie ten, że nie potrafiłam zaufać Twojemu przedstawieniu Lucyfera na początku, tylko dlatego, że znam zakończenie. 

Co nie przeszkadzało mi uznać, że ten tekst jest piórkowy. :)

Pozdrawiam wiosennie! :)

 

marzanie, myślę, że masz rację, gdyby odwrócić sytuację, efekt byłby zapewne mocniejszy. Chociaż z drugiej strony, to właśnie kobietą i jej emocjami można pokazać – nie pisząc – poczucie osamotnienia, źle podjętych decyzji, itp. Chociaż z drugiej strony – czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Hmmmm. Do przemyślenia.

międzysłowami, hej, cieszę się, że wyszło, miało trochę zamieszać w głowie i wywołać niepokój, więc dobrze. Dzięki za lekturę i komentarz! :)

maciekzolnowski, super, że wpadłeś! Ekonomia górą! Mniej słów, więcej treści! Tak, o to mi chodziło – minimalizm, który jest w stanie cos przekazać. Super, że się podobało! Dzięki za ocenę! Łopatę już nieco poprawiłam, ale pewnie już tak zostawię, bo jednak jest mi tam potrzebna… 

Pozdrawiam kwietniowo! 

Hej, ciekawa opowieść, zwłaszcza że poruszająca mało znane mi tematy. 

Dobrze się czytało, choć wiele tu opowieści w opowieści, to całkiem dobrze są rozlokowane. Był moment, gdzieś na końcu, gdy zastanawiałam się, czy to rok wcześniej, czy teraz, ale po uważniejszej lekturze odnalazłam się. 

Nieprzekonująca jest pojawiająca się nagle zazdrość bohaterki, tak przecież wpatrzonej wcześniej w koleżankę. Jej motywacja od tego momentu wydaje się niespójna. 

Zakończenie, otwarte, z zagadką, nie przekonało mnie. Może dlatego, że od otwartego zakończenia oczekujemy, że zmusi czytelnika do przemyśleń, a tu zwyczajnie nie wiemy i się nie dowiemy, choćby nie wiem, jak myśleć.  :)

Tekst ma duży potencjał, jeśli poprawisz usterki i może dopiszesz nieco o relacjach między bohaterkami to będzie dobre opko. Dużo dobrego już Ci tu wypisano, warto pochylić się nad tym. :) 

Trochę też ode mnie: 

Samboja mocna przytuliła córkę. 

Literówka

 

– Właśnie, zapomniałabym! – Samboja odsunęła się od córki równie nagle, co przed chwilą ją przytuliła.

Nieco niezgrabne sformułowanie, zmieniłabym

 

3. Rok wcześniej.

 

Mamy tu boga Roka, więc lepiej by było, gdyby była tu inna miara czasu, albo po prostu wcześniej…

Zastanawiałam się też nad tym podziałem na rozdziały, czy to było takie konieczne, ale szanuję wolę autora… :)

 

Nikt już jednak nie pamiętał podczas Kupały o jej pierwotnym panu i to nie podobało się jego dwóm samozwańczym kapłankom.

Trochę wybija z czytania to: o jej pierwotnym panu – pierwsze, co przyszło mi na myśl: jej, czyli czyim?  Potem dopiero dotarło, że pewnie Kupały, ale skoro podajesz to tu jako nazwę święta, to to jej mi nie pasuje…

 

Według niej, złote bransolety, które były symbolem jej małżeństwa z Rokiem, zostały gdzieś ukryte i kiedy odnalezione, mają stanowić klucz do odnowienia przymierza z bogiem. 

kiedy zostaną odnalezione, będą stanowić… czy coś w tym rodzaju

 

Pozdrawiam wiosennie! :)

Edit: Piórkowo jeszcze nie, ale było blisko! :)

Hej, wpadłam poczytać i trafiłam w sam środek Warszawy! :)

Porządnie napisane. Dobra kompozycja, ciekawa fabuła. Warsztatowo też całkiem dobrze. Temat nie mój, getto, wojna, za dzieciaka miałam tego przesyt i teraz mi nie leży. Ale to nie jest wada, to subiektywne odczucie. 

Podoba mi się Twój sposób prowadzenia narracji – to się czyta z przyjemnością! Opisy, tempo akcji, leżą całkiem dobrze. Emocje są. Brak natomiast czegoś nowego, czegoś, czego nie pamiętałabym z filmów wojennych, które kiedyś leciały bez przerwy w TV. Lub z lektur. Sam twist z przemieszczeniem w czasie to trochę dla mnie za mało. Miejmy nadzieję, że inni spojrzą na to inaczej. :) 

Dużo tu dobrego. Klik, chociaż wirtualny, należy się. 

 

Małe uwagi:

 

 

Dym gryzł w oczy, przymknął więc na chwilę powieki i zobaczył ten obrazek – przerażona staruszka siedząca na parapecie.

 

Wcześniej siedziała na balkonie…

 

To niemożliwe”

Ten cudzysłów na końcu jakiś dziwny… :D

 

Nagle dotarło do niego, gdzie jest. Albo próbowało dotrzeć i przebić się przez zapętloną myśl to niemożliwe.

To się źle czyta. Zatrzymało mnie: próbowało dotrzeć. Co próbowało? To, co dotarło? Chyba nie jest dobrze… No i na końcu chyba dwukropek przed “to”…

 

Pozdrawiam wiosennie i sennie i czekam na następne opka! :) 

Jimie – zawsze można głębiej i dalej, bez końca, aż nikt nie zrozumie, o co nam chodzi… :D

Ślimaku – mam nadzieję, że sen przychodzi do Ciebie w innych porach, skoro w środku nocy czytasz opka! Cieszę się, że ładne!

Zdaję sobie sprawę, że temat nienowy, ale wiesz, jak pojawia się pomysł, to się nie myśli, czy to już było, tylko klepie literki na klawiaturze, żeby nie uciekło. :) Bardzo ciekawe rozwiązanie proponujesz – faktycznie, gdyby przechodzili przemianę wspólnie, pewnie nie rozdzieliłoby to ich tak bardzo. Cohen jest świetny, jeśli chodzi o atmosferę, on to potrafi. 

Robercie – Dziękuję za odwiedziny i symbolikę – zawsze w cenie! Cieszę się, że się podobało!

Pozdrawiam wiosennie i sennie!

Hej, lugosi, niezłą historię tu przedstawiłeś!

 

Pomysł wydaje się ciekawy, jest tym, co trzymało moje zainteresowanie w trakcie czytania. Wyobraźni Ci nie brakuje! Drugą, bardzo pozytywną cechą opka jest kreacja wyrazistych bohaterów – Damy i Japonki. Miały swój pazur i zostawały w pamięci. Trochę gorzej z bohaterem, ale nie można mieć wszystkiego! :D

Co mi nie podeszło to wykonanie i niektóre elementy fabuły. Tekstowi zabrakło staranności i spójności. Czasami nie wiadomo dlaczego coś się dzieje, a to psuje odbiór. Logika jest ważna! Trochę tu zgadzam się ze Ślimakiem. 

 

Przedpiścy już zajęli się większością usterek. Nie wiem, czy akurat to było omawiane, ale mnie zatrzymało jakoś szczególnie. 

Od czasu do czasu wspomnienia pojawiały się w mojej głowie, ale brałem je za zwykłe omamy senne. Jednak zbliżając się ku końcowi, obrazy przybierały coraz bardziej na sile, przywołując śmiech, zabawę i zapach skoszonej trawy. Gdy dzisiaj otworzyłem oczy, byłem pewny dwóch rzeczy: Dama była prawdziwa oraz że dzisiaj umrę.

Pierwsze zdanie naszpikowane imiesłowami i tracące logikę – obrazy zbliżając się przybierały na sile przywołując. No, nie. Tu, na portalu, nauczyłam się, że za dużo imiesłowów wprowadza chaos. 

Drugie zdanie -t o wyliczenie jest niezgrabne i źle brzmi, może – że Dama była prawdziwa, oraz że dzisiaj umrę. Lub coś w tym stylu. 

To, oczywiście, Twoje opko i zrobisz, jak uważasz. 

Podsumowując – jest dobry potencjał, jest dobry pomysł, a wykonanie będzie się tylko poprawiać! Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze mnóstwo fajnych tekstów! Tym razem nie, jednak czekam na następne! 

Pozdrawiam serdecznie! :)

 

No właśnie, Jimie, czy gdy usunę “łopatę”, to będzie widać, że sam bohater się gubi? Zastanawiam się nad tym. Coś mi w głowie kiełkuje, jak pokazać to inaczej, jeszcze pomyślę. Bardzo ciekawe, o czym piszesz, o tej możliwej dwoistości, religijnej i cyberpunkowej, to o wiele głębsze, niż to, o czym myślałam, pisząc tekst. Kusi. 

Dziękuję Ci za podzielenie się. Przemyślę. :)

 

Pytanie też, jak bardzo mogłaby wpłynąć na taką decyzję presja otoczenia – bo wszyscy są lepsi, bo sąsiedzi już to przeszli, bo moda – oprócz oczywistej chęci życia… Coś jak moda na większy telewizor, czy nowszy samochód, komótkę… Jak daleko mogłoby to pójść…

Berig, o, fajnie, że podeszło, kolor unerwienia to zastąpienie innym składnikiem krwi w obiegu, co teoretycznie piwinno zmienić kolor naczynek, miejsca najbardziej unerwione są bardziej wybarwione, przynajmniej tak mi się wydaje… ale miże głupoty gadam… ???? Dxięki za odwiedziny…

Zakapiorze, bardzo się cieszę, że tak uważasz, że humanistyczne… Nad łopatą myślę intensywnie, może skrócę, może zostawię, bo potrzebne mi tam nieco informacji… pozdrowionka!

Hej, bardzie, super, że zajrzałeś! Rozumowanie jak najbardziej poprawne! Odczuwanie, cxy współodczuwanie to intergalne elementy człowieczeństwa. Choć z drugiej strony ponoć nawet roślinki czują… Pozdrowienia świąteczne!

Hej, Czarna, fajne! :D Ale mi się dobrze czytało! Tak, są liczne niedociągnięcia interpunkcyjne, inni już to słusznie wypisali, więc czuję się zwolniona z obowiązku. Kocur cudny, a: Co to jest? Stolik nocny. –  wspaniałe! Mój rodzaj humoru, więc klikam! :)

Pozdrowionka! :)

Hesket, hej, dzięki za odwiedziny! Masz rację, też wyrzuciłabym ‘pomału’ :D Zaraz to zrobię! :) 

Dzięki za klika! :) Wdzięcznam! :) 

Dobrze oddana atmosfera domowej rutyny, powrotów z pracy, a to sprawia, że późniejsza absurdalno-fantastyczna sytuacja ładnie kontrastuje. Szort zaskakuje. 

Pozdrawiam cieplutko! :)

Hej, Bardzie, ciekawy szorcik! Obrazowy. 

Masz ostatnio niezwykłe pomysły i one fajnie przekładają się na to, co nam pokazujesz. Przyjemnie odwiedzać Twoje opka. 

Kompozycję rozumiem, taką porwaną, ale przyznam, że nagromadzenie krótkich zdań w którymś momencie zmęczyło. One straciły swą moc, gdzieś w połowie, bo było ich zbyt dużo. Ale to subiektywne odczucie, innym mogło nie przeszkadzać. 

 

Arrieta wychodzi, w ciszy.

Bez przecinka. 

 

Pozdrawiam cieplutko i klikam. (Potrzebujesz w ogóle jeszcze?)

OldGuard, hej, dzięki za wizytę, cieszę się, że podeszło! Muszę przeczytać Azyl, bo nie znam! :)

marzanie, bardzo się cieszę, że uważasz, że mam mocne pióro, ale chyba jeszcze nie… :D Pomyślę nad tym fragmentem, chociaż to nie miała być łopata, tylko raczej pokazanie, czym staje się bohater w tych kilku słowach, jaki jest jego tok myślenia. Ale może masz rację… a może nie. Pomyślę. Dzięki za tą uwagę! :) 

Michael, ide zaraz szukać tego Azylu, bo zaintrygowaliście mnie! Bardzo się cieszę, że się spodobało. Będę myśleć też nad tym fragmentem, bo ty odczytałeś go, tak jak chciałam, żeby zabrzmiał, więc teraz nie wiem…  hm. Dzięki wielkie za chęć nominacji, to zaszczyt dla takiego małego opka! :) 

melendur88, fajnie, że wpadłeś! Azyl zaczyna brzmieć, jak matryca… :D Cieszę się, że mimo że nie Twoje klimaty to zdecydowałeś się na klika – bardzo jestem wdzięczna! I to nie jest tak, że Twój głos jest jakiś mniej ważny! Skąd Ci to przyszło do głowy? Ja doceniam, że poświęciłeś Twój czas na zajrzenie tu i podzielenie się opinią! I to bardzo! Bo to spojrzenie czytelnika! No i fragment sporny zyskał zwolennika! :D 

OneTwo, hej, cieszę się, że działa, to najważniejsze. Zacznę chyba prowadzić tabelkę – głosy za i przeciw wypowiedzi bohatera. :) 

Dziękuję wszystkim i pozdrawiam niemal świątecznie! :)

Bruce, Michaelu, Maraszawo, wielkie dzięki za komentarze, łapanki i osobiste przemyślenia! Każda z tych rzeczy niezmiernie przydatna i pomocna. Uważam, że praca nad warsztatem nigdy się nie kończy (trochę jak w malarstwie), a nic pod tym względem nie przebije zadań konkursowych. Dlatego chętnie biorę udział, gdy tylko mogę. Pochylę się z uwagą nad poprawkami.

Michealu, faktycznie, Solaris gdzieś tam pobrzmiewało mi w tle, gdy pisałam.

Cieszę się, że był klimat, bo nie zawsze wiem, czy on jest tylko w mojej głowie, czy wylał się również tekstowo. 

Przepiękny konkurs, porządne jury, czegóż chcieć więcej?! :D 

Bardzo dziękuję! :) 

Dobra robota! Tyle opowiadań to tyleż pracy! Gratulacje dla nagrodzonych! :) Przyłączam się do opinii, że teksty były na wysokim poziomie! Powinniśmy zacząć wydawać czasopismo: “Konkursy portalowe NF” z opkami  – to by była niezła konkurencja na rynku! :) 

Gratulacje dla zwycięzców…  podejrzewam, że reszta jury już dawno wącha kwiatki od spodu, tylko jeszcze nie mam dowodów… to było krwawe głosowanie, jak niebo w piekle… Także ten… niech żyje! 

Lugosi, hej, fajne obserwacje, chyba dokładnie tak miało wyglądać to ćwiczenie – jedyne co mi przeszkadzało, to brak dobrego powiązania dźwięków z obrazami – jeszcze syrena przeciwbombowa i maluch – spoko, ale już na przykład dziewczyna z pączkiem – czemu krzyczy? :)

No, nikt nie mówił, że było źle! Tylko, że teraz jest lepiej… :D Zaczęłam się głęboko zastanawiać, gdy spytałaś o pieszczoty… odpowiedź, która pieści, hmmm, rozmarzyłam się…  nie rozwijaj na trzeźwo, bo to już nie będzie to samo… dałaś radę za pierwszym razem! :)

Hej, zaglądam, zaglądam, a tu takie ciekawe opko! 

Takie, jak lubię! Nieprzegadane, niezbyt długie, a jak dobrze się czyta! :)

Spodobała mi się zarówno tematyka, jak i rozwiązania fabularne! Wyszło smakowicie! 

 

Trochę czepiania:

Prawdziwy strach nie nadchodzi z zewnątrz. To zemsta, która powstała z grobu.

Czas. Cały ten fragment jest osadzony w jednym czasie. Aż się prosi, żeby tak zostało. Trzeba ujednolicić. 

 

Chata była niska i duszna, jak wszystkie w umuzi. Jej próg wymuszał pokłon na każdym. Wrogu – by odsłonił szyję. Tych, którzy przed nikim nie ugięli karku – by wreszcie schylili czoło z szacunkiem.

To brzmi okropnie. Naprawdę. Zwłaszcza że otoczone estetycznymi rozwiązaniami z prawa i z z lewa. Może bez kropki, a może coś innego, ale nie tak, jak jest teraz. 

 

Twoja staranność w pisaniu opowiadań imponuje mi niesamowicie, zwłaszcza, że tworzysz niestrudzenie – moje lenistwo każe mi ostatnio tylko czytać. Ale, gdy czytam takie opko, to od razu chce mi się coś skrobnąć! :)

Bibliotekę już masz, ale wirtualnego klika ode mnie również, bo zacny to kawałek zaiste! :)

 

Ooo, beeeecki, fajne! Jest nastrój! I ten deszcz! Słyszę szum deszczu! :) 

pozbawione cennego nasmarowania przez wodę – brzmi jakby woda smarowała… tak miało być?

Opis szalonego podróżnika/wędrowca sam jest szalony – długa peleryna, kurtka i kask i jeszcze sakwa. Podoba mi się! :)

marzanie, bardzie, beeecki, dzięki za wskazania i opinie, zaraz coś tam wyedytuję i poprawię. Trochę na szybko pisałam i proszę! No, ale po to tu piszemy! :)

Hej, Finkla! 

Jak miło przeczytać coś takiego!

Przypominają się czasy, gdy literatura była piękna, sama z siebie, nie potrzebowała fajerwerków i ozdobników!

Bardzo dobrze się czytało! Odkrywanie kolejnych etapów przemiany bohatera, połączone z powolnym odsłanianiem natury Leonida było bardzo przyjemne. Dla mnie fantastyki w sam raz. 

 

Trochę czepiania, choć przecież zrobisz, jak uważasz! :)

 

Serce ścisnęło mi się z żalu – w nawie nie zobaczyłem ani jednego prawosławnego chrześcijanina.

Trochę brzmi jakby byli tam inni, nie prawosławni. Może po prostu ani jednego wiernego?

 

Długie godziny siedziałem na twardej ławce w wagonie, wśród tłumu ludzi przygniecionych codziennymi troskami.

Dobre zdanie. Bardzo mi się podoba. Takie… nieprzegadane a pokazuje co trzeba! 

 

– Chodźmy do szynku – ukazał laseczką na pobliską kamieniczkę, pod którą kłębił się tłumek spragnionych mieszczan i chłopów z okolicznych wiosek – porozmawiamy przy gorzałce jak mężczyzna z mężczyzną.

Kropka po „wiosek” i dużą literą „Porozmawiajmy”. Tak myślę…

 

Na hagiografiach ujrzałem mnóstwo dopisków ołówkiem na marginesach.

Szyk mi nie leży. „Na hagiografiach, na marginesach, ujrzałem mnóstwo dopisków ołówkiem.” Albo jakoś inaczej… na marginesach hagiografii… 

 

Pojazd wygodny, konie silne i wypoczęte, wiorsty mijały niepostrzeżenie jak oddechy.

Wspaniale piszesz!

 

niechlubne tradycji opriczniny,

tak miało być, czy „tradycje”?

 

Finklo, przypadło mi do gustu Twoje opowiadanie bardzo. Sama się zastanawiam dlaczego, bo lubię być w opkach zaskakiwana, lubię wartką akcję, lubię dużo absurdu, a tu nic z tego nie ma. Myślę, że czasem trzeba takiego wyciszenia w czytaniu, jakie dostałam u Ciebie, niespiesznej fabuły, zmierzającej do końca z nieubłaganym, przewidywalnym zakończeniem. Uważam, że tekst się broni na wielu poziomach i dzisiaj mnie po prostu przekonał. 

Dziękuję za lekturę i gratuluję tekstu! :)

Holly – brrr, ależ przygoda! W krótkiej formie udało Ci się zawrzeć krótkie opowiadanie! Ile tu się dzieje! Oczywiście zabrakło mi zemsty, słodkiej i kojącej niespokojnego ducha, ale to już by było zbyt długie! :)  

 

UnaBomba – super opis! Przypomniałaś wszystkie fajne rzeczy z dzieciństwa! Koniec mnie rozwalił, bo oczekiwałam jakiejś fantastycznej volty, a tu taka niespodzianka! :D Ale czytało się dobrze! Babuleńka stanęła mi przed oczami, jak żywa! :)

To ja też! :)

 

 

Nie po raz pierwszy zwróciłam uwagę na kobietę z kurą. W kawiarence, gdzie stoliki stały na zewnątrz cały rok, zajmowała zawsze miejsce dalej od drzwi. Obserwowałam ją z ciepłego wnętrza i zastanawiałam się, jak udaje jej się nie marznąć. Była nawet dość elegancko ubrana, choć nieco staroświecko. Szaroniebieski płaszczyk był schludny a kapelusik z woalką i granatowym kwiatkiem zabawny. Piła kawę w jakiś taki niespieszny, dystyngowany sposób. Gdy padało, miała ze sobą parasolkę w chabry. No i kurę. 

Dzisiaj pogoda dopisała, kobieta w kapeluszu jak zwykle usiadła przy stoliku z gorącą kawą. Ptak siedział jej na kolanach. Lekko rozbawiona zauważyłam, że kura też popija z filiżanki, małymi łykami wprowadzając do dzioba parujący napój. Przyjrzałam się lepiej i zdumiona dostrzegłam, że poruszenia dzioba kury i ust kobiety układają się w następujące po sobie sekwencje. One ze sobą rozmawiały!

Z dalszej obserwacji wywnioskowałam, że ptak zrobił się napastliwy a nieszczęsna dama się broni. Kura stała już na stole i podskakiwała agresywnie w stronę swej pani. Wstałam, gotowa przyjść z pomocą komuś, kogo przecież nie znałam, ale jednak darzyłam sympatią. Zanim jednak wyszłam na zewnątrz i podeszłam do stolika, kobieta zdołała obezwładnić kurę, wsadzić ją do torebki i zasunąć zamek. 

– Wszystko w porządku? – spytałam, bo zobaczyłam ślady po dziobie na jej twarzy. 

– Och i tak mi pani nie uwierzy! – wykrzyknęła dama w przekrzywionym kapeluszu. 

– Ależ proszę tak nie mówić! Co się stało? – dopytywałam się, coraz bardziej zaciekawiona. 

Odstawiła torebkę dwa stoliki dalej, tak jakby nie chciała, by kura ją słyszała. 

– To obcy, który zamieszkał w ciele ptaka. Żąda kofeiny, bo to trzyma go przy życiu. Jednak udaje mi się go oszukać. 

– Jak?

– Zamawiam bezkofeinową! -wykrzyknęła dumnie kobieta, po czym trwożnie obejrzała się na torebkę. 

– Muszę już iść. Do widzenia – dodała już po cichu i oddaliła się. 

Kura próbowała się uwolnić. Niestety, bez powodzenia. Nikt już zapewne nie zainteresuje się, że jest trzymana wbrew swej woli przez międzygalaktyczną księżniczkę, która dała jej świadomość i rozkazała zabawiać, strasząc istoty ludzkie. Życie jest okrutne!

Hej, witaj! :)

Przeczytałam z zainteresowaniem i, prawdę mówiąc, mam mieszane uczucia.

Z jednej strony mam pewność, że to jest dobrze napisane opowiadanie, główna bohaterka nakreślona wiarygodnie i z polotem, jej motywacje bardzo dobrze pasują do dwunastoletniej dziewczynki. Fabuła jest logiczna, konstrukcja świata również. Kuleje nieco psychologia postaci drugoplanowych, czyli rodziców, ich zachowanie nie jest spójne. Trochę też zagubiłam się w opisach przemiany zdrowotnej bohaterki, nie do końca załapałam, czy ona traci wzrok, czy się zmienia cała, dopiero wykład końcowy sprawę rozjaśnił. Całkowita bezużyteczność tej przemiany dla bohaterki (korzystać mają z tego kosmonauci przecież) uderza najbardziej. Jedziesz po emocjach, ukazując rozwarstwienia społeczne, niesprawiedliwość i wykorzystywanie niewiedzy, lecz wiadomo, że o to chodzi – o wciągnięcie czytelnika w przeżywanie. Gdzieś tam rozrzucasz jakieś iskierki nadziei – dziewczynka ma iść do szkoły, dostaje swój pokój – lecz niesmak straconego zdrowia i strzaskanych marzeń pozostaje. Docierasz do odbiorcy na kilku poziomach – to bardzo na plus.

Minusem jest przewidywalna fabuła. I tu zastanawiam się jak duży to minus. Bo czytając, wiedziałam jak to się skończy. No więc zostaje jazda po emocjach, przecież finał znam. Trochę to odbiera radochy z lektury, a trochę pozwala skupić się na losach – już przesądzonych – dziewczynki. Pewnie dla niektórych nie będzie to problemem, a może nawet stać się atutem, ale mnie trochę uwierało. 

Odczyt jest zawsze subiektywny. Trudno oderwać od tego jakąkolwiek ocenę. Doceniam niezmiernie wspaniały warsztat, który przebija z tekstu, obrazowość świata, który wykreowałeś, sądzę, że zasłużenie trafił do biblioteki i otrzymał nominację – to po prostu dobry tekst. Gratuluję! Wydaje mi się jednak, że nieco jeszcze mu brakuje do piórka. Niewiele, ale jednak. 

Pozdrawiam serdecznie i czekam na następne, na pewno jeszcze lepsze teksty! :) 

 

Hej, Bardzie, a ja ponownie zaglądam do Ciebie, bo zawsze coś ciekawego można znaleźć! 

Interesujące opowiadanie, atmosfera westernu, tajemniczy duch, cylinder, jak zawsze Twoja wyobraźnia zaszalała i pozwoliła Ci stworzyć coś ciekawego. 

Trochę się poczepiam, bo potykałam się w trakcie czytania:

 

Jeszcze nie skubał trawy, czekał, co zrobi Czejen. Indianin znieruchomiał w siodle, wtedy koń zacząć jeść.Jeździec nasłuchiwał – wiatr ostrzegał, nie wiedział tylko przed czym.

A wcześniej się ruszał? Trochę mi to zgrzyta, może lepiej by było napisać, że gdy nie wyczuł żadnego ruchu dopiero zaczął jeść. No i w ostatnim zdaniu – brzmi, jakby wiatr nie wiedział przed czym ostrzega. Tak miało być?

 

Pierwszy wystrzał obudził Czejena.

To on spał? Bo było, że nasłuchiwał…

 

Wrzaski zastąpiły okrzyki. Kanonadę strzelb – pojedyncze wystrzały z rewolwerów.

Co zastąpiło co? Wrzaski okrzyki czy na odwrót. W następnym zdaniu już jest ok, ale w pierwszym można odczytać dwojako. 

 

Przebiegł na drugą stronę ulicy, obok kowala wszedł na werandę sklepu z narzędziami.

 

Obok osoby czy pracowni kowala? Niejasne. Jest też zbyt wiele informacji na jednym tchu. Może pomogłoby rozbicie tego przecinkiem lub spójnikiem – że przebiegł obok kowala i wszedł….

 

Jeśli popełniono zbrodnię, muszę to zgłosić do Cheyenne.

Wcześniej pisałeś spolszczone „Czejen”. Dobrze by było ujednolicić. 

 

– Obawiam się, że burmistrz ma rację – Bill uprzedził gotowego do riposty doktora. – Czy dziecko coś powiedziało?

Kropka po „rację”.

 

– Kolano? – zapytał doktor

– Tak, będzie mnie rwać aż do śmierci.

– Miałeś szczęście, że jej nie straciłeś. Nim wyjedziesz, dam ci coś na nią.

Mowa o kolanie – więc rodzaj nijaki, czy też męskoosobowy.

 

Jednoczęściowa bielizna – kalesony z rękawami

Eee. Wyobraziłam to sobie – śmieszne! Nie da rady jakoś inaczej tego opisać?

 

Kary wałach wyczuł obecność mormona. Szarpnął łbem. Bill dopiero usłyszał.

Konie wyczuwają obecność mormonów? Czy po prostu czują człowieka. Ostatnie zdanie niezgrabne. Wywaliłabym.

 

– Witaj, gdziekolwiek jesteś. Ciemno tu jak w dupie

Przecież było ognisko… On go nie widział?

 

– „Choćby mnie zabił, przecież Mu ufać będę”(9) – powiedział Celeb i przyłożył dłoń. – Przyjdź do mnie.

Brakuje informacji, gdzie przyłożył dłoń. 

 

Mężczyzna wierzchem dłoni pogłaskał policzek Celeba. Uniósł głowę. Pod cylindrem były gwiazdy, planety i komety przecinające nieboskłon.

– Piękne – powiedział.

Kto to powiedział? 

 

W nocy źle spał. Nie z powodu nogi, ale migreny. Tak długo cierpiał na bóle głowy, że gdy ustały, obudził się nagle.

Źle spał z powodu migreny, ale potem piszesz, że cierpiał na te bóle przewlekle, więc od migren (które miał wciąż) ważniejszy staje się tu jej brak, który go budzi… Trochę miesza się tu czas teraźniejszy snu z czymś, co trwa w czasie długo… 

 

– Nie interesują nas święte miejsca Lakotów, białe kobiety i ich dzieci. Wkrótce ruszam dalej w stronę gór.

Czy nie miało być „ruszamy”?

 

Już potem zajęłam się czytaniem, ale sporo jest językowych nieścisłości i chaosu warsztatowego. Chwilami czytelnik gubi się w historii, potem odnajduje na nowo. PRzejrzałabym jeszcze opko pod tym kątem. 

Generalnie za pomysł i opowieść – chwała i sława. Za wykonanie – bura. 

Kurczę, umiesz snuć opowieści. Klik wirtualny (bo już nie potrzebujesz) za to!

Pozdrawiam cieplutko! 

Hej, bardzo przyjemna lektura, mimo że temat nieprzyjemny. To jeden z tych tekstów, w których następuje zderzenie czytelnika z ponurą rzeczywistością a jednocześnie doświadcza się obcowania z dobrym warsztatem, dopracowaną fabułą i pięknym językiem. 

Trochę subiektywnego czepiania:

 

Ludzie obok których malec przebiega twarze mają posępne, skupione, na niejednej malują się strach i niepewność.

 

Zmieniłabym szyk, bo mamy dwa różne podmioty i trochę to zdanie zatrzymuje. Np.: Twarze ludzi, obok których przebiega malec, są posępne, skupione, na niejednej malują się strach i niepewność. 

Nawet jeżeli nic nie zmienisz, to koniecznie wstaw wówczas przecinek po ludziach. 

 

Ta ledwo odrosła od ziemi płowowłosa iskierka żywotności wydaje się być nie na miejscu; jej radość w mijanych ludziach budzi niechęć, jakby swoim zachowaniem dziecko celowo drwiło z ich nieszczęścia, naigrywało się z przeszłego, teraźniejszego i przyszłego bólu.

Jej radość budzi niechęć w mijanych ludziach. Teraz brzmi, jakby radość siedziała w mijanych ludziach. 

 

. Odwrócił głowę i zobaczył coś, o czym dotąd tylko słyszał, raz widział na zdjęciu w dzienniku, ale mimo to powątpiewał by coś takiego mogło istnieć:

Zdjęcie w dzienniku. Hmm. Lniane koszule, giezła, a tu zdjęcie w dzienniku. Ok, mamy Mechy, mamy fantastykę, ale imho dziennik to już przesada – o wiele lepsza byłaby po prostu gazeta, pismo, może nawet wojenna broszura. Codzienne wydania są przecież  domeną wielkich miast. 

Sam szyk zdania trochę zatrzymuje, można by nad nim pomyśleć. 

 

 Wynurzył głowę – był tuż przy brzegu, gęsty las ciemniał nad nim w ostatnich godzinach nocy.

Fajne. Prosty opis, ale tak obrazowy, że zobaczyłam tę scenę. Po raz których dochodzę do wniosku, że  prostsze opisy czasem lepiej przemawiają, niż te rozwlekłe, do których, niestety, mam słabość. 

 

Trochę rozumiem o czym pisała Old Guard – o tej obecności mgły nad rzeką, tej specjalnej tylko pod koniec lata – podczas gdy mgła nad rzeką jest bardzo często – to trochę nie wybrzmiało. Dlatego na końcu, przez chwilę nie chwyciło, o co chodzi z ostatnim zdaniem. To bardzo drobny zarzut – po prostu daję Ci znać o moich odczuciach. 

Tekst jest porządny. Tak po prostu. Wciąga, pochłania czytelnika. Myślę, że na wielu płaszczyznach – staranność jest widoczna, obrazowość opisów, klarowność. Dla mnie opko zasługuje na nominację. “Ostani oddech lata” to piękny tekst.

Pozdrawiam serdecznie! 

:D :D :D Dobry pomysł! Gorzej z wykonaniem, bo ja się narobię, a kto to potem kupi??? :D Ale rzecz do przemyślenia! :) 

jamesmas, witam serdecznie i dziękuję na ciekawy komentarz! :) Bardzo się cieszę z takiego odczytania tekstu! To bardzo bliskie temu, co chciałam osiągnąć. Pewnie dużo racji jest w tym, co piszesz o skali świata – faktycznie można by było nieco dodać. Może po konkursie coś pokombinuję. Dziękuję za odwiedziny! 

Robert Raks, hej, fajnie, że wpadłeś! Cieszę się, że się spodobało i chwytam pozdroklika, nie ma co sobie odmawiać, nawet symbolicznego! A może tym bardziej? :D

Pozdrawiam wiosennie! :)

Gratuluję gorąco wszystkim! Teksty były naprawdę dobre! Loża miała co robić, a to dobrze świadczy o kondycji tego portalu! Piszcie dalej wspaniałe teksty! :) 

Bocianie, dziękuję za miłe odwiedziny! Tak, to była tak wprawka literacka, trochę zabawa dialogami, teraz widzę, że nieco zagmatwana, ale wciąż się uczę! :) Pewnie w tej chwili napisałabym to już inaczej… Kobieta nie tyle jest zahibernowana, co próbuje wymazać ze swoich snów kogoś bliskiego, na obcej planecie, z dala od Ziemi. Ale Twoja interpretacja też ciekawa… 

Pozdrawiam!

Myślę, że w tym przypadku nie jest ważne jakie są te emocje, ale jak potrafisz je opisać. I to doceniam! :) 

A mnie się podobało! Faktycznie, są duże bloki tekstu – coś tam bym rozdzieliła, owszem, są błędy najróżniejszego sortu, ale generalnie liczy się historia. I tu mnie przekonałeś, czytało się dobrze, Wciągnęło mnie. Fabuła może nie jest skomplikowana, ale ogrom emocji, który udało Ci się przekazać jest poruszający. Idę klikać do biblioteki! :) 

Pozdrówka wiosenne! :)

O to ciekawe, nie znam Gautiera, a tu proszę, okazuje się, że pisał opowiadania fantastyczne! Dzięki za informację! :)

Super, że chcesz poprawiać! Z pewnością będzie dużo lepiej! :)

Pozdrawiam cieplutko! :)

Witam serdecznie!

Nie miałam jeszcze przyjemności czytać Twoich opowiadań! Witaj na portalu! :) 

Najpierw trochę się poprzyczepiam:

 

Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się, aby przygotować śniadanie, dla siebie i męża Jacka (,) lekko łysiejącego bruneta(.) są bułki z jajkami na twardo, a dla i ich pięcioletniej córeczki Kasi mleko z chrupkami.

 

Przecinek po Jacku i rozdzieliłabym to na dwa zdania – kropka po „bruneta”. Wkradło się też niepotrzebne „i” przed „ich. 

 

Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem oraz ich córka pałaszuje śniadanie, bo zostało im mało czasu do wyjścia.

Ponieważ wszyscy jedzą, powinno być „pałaszują”. 

 

Rodzice spieszą się do pracy, ona jest głównym kucharzem w restauracji i lubi narzucać swoją wolę innym, on jest pilotem promu kosmicznego w prywatnej firmie, poddaje się woli żony bez słowa sprzeciwu, natomiast pociecha przebywa w przedszkolu. Wszyscy odchodzą od stołu, rodzice ubierają się do wyjścia, ona w brązowy komplet, a on na sportowo, natomiast pociecha wzięła lalkę

i bawi się nią.

 

Sformułowanie „pociecha przebywa w przedszkolu” nie pasuje, bo przecież dopiero wychodzą. Myślę, że raczej chodziło Ci o „chodzi do przedszkola”. Ostatnie zdanie jest zbyt szczegółowe i nie wnosi nic do opowiadania, zastanowiłabym się nad usunięciem go. Na końcu coś tam się zadziało z enterem. 

 

– Ubieraj się w trymiga – zniecierpliwiona matka wydała polecenie dziecku, a do męża – Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła Monika. – Ja zrobię zakupy.

 

Zapis dialogów znajdziesz w poradniku na tym portalu – bardzo przydatne narzędzie.  Wejdź do działu Publicystyka i tam w poradniki – warto pozaglądać do nich – zwłaszcza Drakainy. Albo w Hyde Parku. Pobuszuj. Tam jest dużo przydatnych informacji. 

Konsekwencja czasów – do tej pory piszesz w czasie teraźniejszym, więc tu też powinno być „wydaje polecenie”. 

 

Szef w garniturze siedzi za biurkiem pogrążony w lekturze dokumentu, w tyle  znajduje się duże okno, za którym rozpościera się panorama miasta, w końcu podnosi wzrok, mrugając oczami z przemęczenia zza okularów.

 

To zdanie należałoby poprawić – szyk się gubi – mamy szefa, potem okno, panorama miasta, wzrok który podnosi – dużo się dzieje i nie po kolei. Albo wyrzucić opis okna, albo najpierw opis gabinetu, w osobnym zdaniu, a potem szefa i tego, co robi. 

 

zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie rotacji tamtejszej załogi na nowych

Dokonanie rotacji zamieniłabym na „dokonanie wymiany”

 

Poszedł w wyznaczone miejsce, przywitał się ze współpracownikiem Tomkiem, poznał dwóch pasażerów, potem przebrali się wszyscy w kombinezony. Pasażerowie są zajęci swoimi przyjemnościami. Jeden maczapeczką z daszkiem oraz torbę posiadającą przypinki i słucha muzyki ze słuchawek.

Mamy znowu przeskok w użyciu czasu przeszłego i teraźniejszego, trzeba to ujednolicić.

 

Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawili się na wykonywanie swoich obowiązków.

Tutaj podobnie. Dwa czasy. 

 

Dobrze. Dalej już nie idę. Trzeba opowiadanie przejrzeć jeszcze uważnie i poprawić zapis dialogów, szyk w zdaniach, czasy. 

Dobrze jest przeczytać własne opowiadanie kilka razy w odstępie kilku dni – jest szansa, że dużo się wyłapie. Jest tu też miejsce – betalista – gdzie użytkownicy portalu pomagają poprawić opowiadanie, fajne miejsce do nauki warsztatu pisarskiego na własnych tekstach. 

Teraz fabuła – masz ciekawy pomysł na opowiadanie, zamiana genów w czasie podróży. Dobry pomysł to podstawa! Teraz tylko trzeba zadbać o wykonanie. Kompozycja wydaje się poprawna – mamy rodzinę, każdy idzie do pracy, następuje nieoczekiwana zmiana, potem rozwiązywanie problemu i szczęśliwe zakończenie. Brakuje tylko dobrego wykonania – trzeba niektóre sprawy zaakcentować bardziej, inne mniej – pominąć opisy ubrań, ale skupić się np. na zmianie zachowania bohatera po powrocie do domy, żeby czytelnik czuł napięcie i odczuł, że to ważny moment. 

Generalnie nie jest źle, recepta jest właściwie jedna – pisać, poprawiać, pisać, poprawiać. Wracać do tekstu, szlifować. Czytać teksty innych i komentować, a wtedy przyjdą też do Ciebie. Wszyscy tu tak działamy.  Też tu zaczynałam swoje pisanie i polecam gorąco! 

W tekstach innych zwracać uwagę, co się podoba i dlaczego. 

Nie zniechęcać się! Pisz, publikuj, czytaj. 

Powodzenia w pisaniu i do zobaczenia pod następnym opkiem! :) 

 

P.S. Dlaczego taki tytuł? :)

Pozdrawiam! :)

 

 

 

Nowa Fantastyka