komentarze: 1373, w dziale opowiadań: 1077, opowiadania: 374
komentarze: 1373, w dziale opowiadań: 1077, opowiadania: 374
barniuszu, tak tylko nadmienię, że 10k do limit dolny, więc napisz nieco więcej. :)
Hej!
Jestem wielbicielką humoru w fantastyce, jednak dość wybredną. Tutaj absolutnie mi podeszło, trafiło i zatopiło. Odświeżające i lekkie, a jednocześnie nie pozbawione głębszych treści! Sama historia Bogdana jest niełatwa, bardzo socjologiczna, ale też zaskakująco sam system okazuje się nad wyraz elastyczny i potrafi sam siebie zlikwidować. Fascynujące.
Ponieważ tekst narzekaniem stoi, a tu brakuje w komentarzach, to nadrabiam:
– To nie wspiera funkcji przywódczych.
– Ale wspiera Bogdana.
Cudne.
Kurczę, miało być narzekanie…
– Na niedanie się kupić.
Zmieniłabym. Bardzo niezgrabne. Do czego to zmierza, pytam się? Waga głosu wysoka, zaznaczam. Cały jeden.
I już.
Doceniajmy teksty z humorem, tak prędko odchodzą…
Dla mnie piórko, jak nic, ale nie wiem, czy waga głosu będzie wystarczająca. Będę na tak, może system się nie zawali. :)
Pozdrawiam!
Wszystkim nie dogodzisz! :D Ale to jest piękne w czytelnictwie, że odbiór tekstu jest bardzo indywidualny i zawsze będzie ktoś kto się zachwyci!
Postaram się, oczywiście, zajrzeć do nowego opowiadania, jak znam Twoje teksty, to pewnie też będzie nominowane! :) Dobrze piszesz! :)
Do następnego! :)
Hej, Prosiaczku!
Ciekawe opowiadanie, choć przyznam szczerze, że na początku się wynudziłam. Potem już było lepiej, historia wciągnęła i czytało się dobrze. Jednak ta szczegółowość opisu każdego detalu, ruchu, gestu sprawiła, że chwilami wymiękałam. Uważam, że kilka niewielkich cięć nie zaszkodziłoby klimatowi opowiadania.
Niemniej opowiadanie jest z pewnością biblioteczne i dobrze, że zostało nominowane. Doceniam kreację świata, która nie odbiega daleko w przyszłość – przynajmniej takie mam wrażenie. Bardzo plastycznie przedstawiasz wyspę, choć był moment, że zastanawiałam się, czy to na pewno ta sama wyspa – przy bohaterce wyglądała na suchą, wietrzną i piaszczystą, natomiast Pavel przyjechał w duszne tropiki. Potem to wrażenie znika, ale wiadomo, przecież wyspy mogą być duże i mieć różnorodny krajobraz.
Neurony dzikiej róży – nie wiedziałam co to jest, wybijało mnie z rytmu czytania, w końcu wyguglowałam, to termin na tyle specjalistyczny, że czytelnik raczej nie będzie wiedział o co chodzi – jak ja. :D Chociaż skoro ja sięgnęłam po wyjaśnienie, może inni też tak zrobią. :)
Trochę czepiania i luźnych sugestii:
te najbardziej warte zapamiętania zapisując w postaci filmów
Aliteracja, którą można by łatwo zastąpić, np: …najbardziej interesujące zapisując…
Pierwszy etap eksperymentu polegał na uczeniu się przez inteligencję jej umysłu.
Coś tu z szykiem nie zadziałało, w każdym razie źle się czyta. Może: W pierwszym etapie eksperymentu inteligencja uczyła się umysłu Nel. (bo to “jej” może wskazywać na samą inteligencję)
Auto pełne karaluchów, szary android kurier, upadek ze zbocza, i ta drobna dziewczyna o przenikliwym spojrzeniu; było w nim coś nieuchwytnego.
Trochę tu nie działa “było w nim” – bo może dotyczyć auta, androida, upadku, oraz spojrzenia. Może “w którym” ale nie upieram się… :)
Przypomniała sobie siarczyście wymierzony cios w policzek, a wyobrażenie było tak silne, że odwróciła twarz do szyby, żeby kierowca nie dostrzegł łez. Spojrzała przez opuszczoną szybę, rozległa przestrzeń wyspy pozwoliła, aby myśli się rozproszyły i osłabły, porwane wiatrem, roztopione słońcem.
Powtórzenie
Pavel stał na samoobsługowym stoisku z owocami i z apetytem zajadał morelę
stał przy
Na szczęście nie musieli korzystać ze starego stanowiska z taśmą, które działało pod nieobecność zwykłych bramek skanujących. Przeszli przez nie, pieniądze z kont zostały pobrane – z rachunku Nel jedynie za sok aloesowy – i znaleźli się pod prażącym słońcem.
Nieobecność bramek sugeruje, że pojawiają się i znikają…
Złość i pogarda skumulowały się w oczach, podkrążonych, dziewczynce przypominających moczary pełne krokodyli. Czasem, wymierzając karę, szarpnął ją za włosy.
Szyk jest zły. Źle się to czyta. Może: …skumulowały się w podkrążonych oczach, przypominających dziewczynce….
Drugie zdanie jest z czapki, albo do wywalenia, albo od nowego akapitu, wówczas, wzmocnione, ma inny wydźwięk. I lepiej “szarpał”.
że jaskinia tworzy ich – głosów – powidoki
Czy to nie echo po prostu? Opis jest skomplikowany, ale wyraźnie wskazuje na echo… :)
Podsumowując: piórkowo będę na nie, dla mnie to było zbyt rozwleczone, jednak w pełni doceniam dobrą fabułę, wykreowany świat i interesujące relacje z bohaterami. Piszesz ciekawie, więc z przyjemnością do Ciebie wracam, żeby sprawdzić, co nowego wymyśliłeś! :)
Pozdrawiam serdecznie!
No właśnie ta historia jest prosta na pierwszy rzut oka, ale ma wiele warstw, napomknięć, czasów i to sprawia, że zostaje się z ciekawą historią w głowie. Przeczytałam to dwa razy, by się upewnić, że mi się podoba! :D
Z tymi wypowiedziami to dla mnie też masakra, jeśli chodzi o zapis, ale zerknęłam teraz i dla mnie jest dużo bardziej czytelnie.
Dużo weny życzę! :)
.
Zakapiorze, w dodatku Galicyjski! :) Twoje opowiadanie jest ciekawe!
Demony zamieniające się w zwierzęta, ukryty w lesie ogród warzywny, wraz z osadą, król przegrywający pojedynek, no, dzieje się! Sama historia zaskakująca, do końca nie wiedziałam, o co chodzi chłopcu, gdy powtarzał: dzisiaj, to musi być dzisiaj.
Jest trochę niedopowiedzeń, niejasności, ale nic z tego nie przeszkadzało mi w lekturze.
Bardzo podoba mi się język, którym opowiadasz historię, dobrze operujesz opisami, sceny walki, na przykład, są jasne, łatwe do wyobrażenia.
Parę drobiazgów, ale naprawdę niewielkich:
byłby niewyobrażalnym wręcz zaskoczeniem
Nie leży mi “niewyobrażalne zaskoczenie” – zaskoczenie to zaskoczenie, może być spore, ale czy niewyobrażalne?
Rozległ się suchy trzask, jakby ktoś strzelił z bicza. Dobiegał zza pleców przybysza.
Trzask rozległ się “raz” (dokonany), więc, dla mnie, w następnym zdaniu powinno być “dobiegł”
dźwięk bicza
Trochę niezgrabnie to brzmi. Może “świst”?
– „Mistrzu”? – zdziwił się starzec, gładząc palcami długą, śnieżnobiałą brodę. Aigulf przewrócił oczami. Nie znosił, gdy ktoś zmieniał się bezgłośnie, głównie dlatego, że sam nigdy nie opanował tej sztuki. – Czym zasłużyłem, byś zaszczycał mnie takim tytułem? Czy to z moich nauk wywnioskowałeś, że zasadnym jest zabijać za pieniądze i sypiać z ludzkimi żonami? Jeśli tak, to słusznie postąpiłeś, opuszczając klan. Chylę czoła przed twoim rozsądkiem. – Powiedziawszy te słowa, ukłonił się głęboko
Tutaj uwaga do zapisu – od Aiguf powinno być od nowego akapitu, bo dotyczy innej osoby i to nie jest zdanie należące do wypowiedzi. I dalej też stosownie oddzielone. Czytałam to dwa razy i nie wiedziałam, dlaczego tutaj mieszają mi się osoby. :) A tu mamy w jeden wypowiedzi umieszczone dwie postacie.
Sam widzisz, że uwagi są naprawdę kosmetyczne! Językowo jest bardzo dobrze. Chylę czoła przed Twoim warsztatem i, nie mniej ważną, wyobraźnią.
Opowiadanie wydaje mi się na tyle kompletne i staranne, a jednocześnie interesujące i wciągające, że piórko samo układa się w dłoni do przekazania dobremu autorowi. :)
Pozdrawiam serdecznie! :)
jfrydr, może się zaczynać oczywiście przed śmiercią, Ambush jeszcze pewnie potwierdzi, ale myślę, że spoko. :)
O, to jest pomysł! Śmierć narcyz!
Robercie, wydaje mi się, że Śmierć, jako stojąca na granicy światów i pomagająca w przekroczeniu tejże, bez zmarłych nie istnieje, więc jak właściwie może wystąpić bez zmarłego? Hę? :D :D No i komu będzie wtedy z nią “do twarzy”?
Michaelu, główne i najważniejsze kryterium, to takie, że akcja ma się dziać po śmierci. Niekoniecznie Twojej, czy narratora… ale jednak po drugiej stronie rzeczywistości. :) Choć może to, oczywiście wpływać na naszą… jak z tymi kurami… :D :D :D
Jury się postara, ale nie obiecuje, zwłaszcza że samba to trudny taniec, a kury mają jeszcze nieprzećwiczone! :)
Hej, Michaelu!
Dałam radę dzisiaj!
Przeczytałam – no, interesująco jest!
– Mamo! Zdobyłam pieniądze! Będziesz miała operację!
W końcu zebrała kwotę, która mogła kobiecie uratować życie.
Te dwa zdania powtarzają informację. Jeżeli Twoim celem było napisać krótko, ale treściwie, to spokojnie jedno można by wywalić.
Matka otworzyła usta, a niedowierzanie rozszerzyło oczy. Nagle upuściła kubek. Ceramika roztrzaskała się o podłogę, rozlewając brunatną kawę po panelach.
Następstwo faktów. Jeżeli już niedowierzanie rozszerzyło oczy, to nie upuściła kubka nagle. Dla mnie, „nagle” do wywalenia. W następnym zdaniu, słowo „brunatna” jest również wg mnie, niepotrzebne – czytelnik wie, jaki kolor ma kawa. Jeśli już, to podkreśliłabym może, że podłoga była np. jasna.
„Idealna linia żuchwy, wzrok silnej kobiety”.
Pomijam już fakt, że oczy są jednak osobne od skóry twarzy, ale druga część zdania mnie zatrzymała. Wzrok można mieć dobry, sokoli itp. Silne jest spojrzenie (jak uczy Tarnina). :) I nie wiem, czy spojrzenie silnej kobiety to jest coś przypisane do oczu, czy do charakteru osoby. Trzeba by się nad tym zastanowić.
Agnieszka pamiętała jeszcze lata, gdy kobiety pompowały usta, wygładzały zmarszczki i wstrzykiwały silikon gdzie popadnie. Wtedy myślała, że świat osiągnął szczyt próżności.
Z tego zdania wynika, że czasy opisywanie przez Ciebie, nie są odległe od naszych – Agnieszka jest jeszcze młoda – ratuje mamę przecież i ma ładną skórę twarzy – sprawia to, że kupowanie twarzy ma krótki okres, by stać się nowością i zaistnieć jako pełnoprawny rynek, co lekko zawiesza moją wiarę w opisywane wydarzenia. Może bez tych zdań, oczywiście wg mnie, czytelnik mógłby sobie wyobrażać jakikolwiek odległy okres, w którym dzieją się wydarzenia i wydałoby się to o wiele bardziej wiarygodne.
Ostatnia część jest najlepiej napisana. Nieprzegadana. Idealna. Pokazujesz a nie opisujesz. To by się przydało w części środkowej.
Zastanowiłam się chwilę nad takim światem, jaki opisujesz. Kontrowersyjny. Nie tylko przez makabryczne przeszczepy twarzy powodowane chęcią ulepszenia swojego wyglądu. Wyobraziłam sobie konsekwencje. Ciągła zmiana twarzy. My, ludzie, rozpoznajemy innych po twarzy, reszta jest mniej istotna. Rysy twarzy to rzecz, którą nasz mózg zapamiętuje, nawet, gdy nie pamiętamy imienia, czy nawet kim jest ta osoba.
Skąd ja ją znam? Często się zastanawiam. Bo jej twarz mówi mi, że znam.
Teraz, odbierając tą cechę człowiekowi, ten znak rozpoznawczy, odbieramy też możliwość rozpoznania. Tak, to ta sama osoba, ale nie poznajemy jej. Czy taki świat jest możliwy? Czy aktorka może zmienić twarz i być dalej Tą aktorką? Jak bardzo społeczeństwo jest w stanie zaakceptować takie zmiany? A może nie jest w stanie? Czy kobieta o innej twarzy, jest jeszcze moją żoną, czy obcą mi osobą?
Wydaje mi się, że takie zmiany w społeczeństwie wymagają więcej niż jednego pokolenia, a mówimy tu o jakiś 20/30 latach.
Czasami im więcej informacji podajemy, tym bardziej musimy pilnować, by się spinały w całość.
Tekst, oczywiście, napisany na dobrym poziomie, ale niczego innego nie spodziewałam się po Tobie, Michaelu. :)
Nie muszę już klikać, ale tekst z pewnością biblioteczny. Podobało mi się! :)
Pozdrawiam cieplutko! :)
No i mamy maj!
Fajna okładka!
Przejmująca mamuna u pana Vargasa pokazuje nasz ludzki świat i jego przewrotną odpowiedź na mity i zabobony, gdzie odmieńca/dziecko można obić, a nawet trzeba, żeby prawdziwy potomek mógł wrócić do rodziców.
Artykuł o matematyce w służbie komunikacji interesujący, podobnie „Wirujący śmietnik”, choć ten drugi bardziej zostaje w głowie – my to jednak flejtuchy jesteśmy!
Pan Jemielniak, jak zwykle ciekawie, zostało w głowie zdanie: technologie komunikacyjne obiecują bliskość a często wzmacniają samotność.
By żyć, wciąż biegnę – porządny kawałek fantastyki. Świat i warunki w nim panujące wymyślone na tyle ciekawie, że zostają w głowie na dłużej, fabuła interesująca, no, po prostu czytałam z przyjemnością i nie mogłam się oderwać. Przyczepiłabym się jedynie do lekkiej niestaranności redakcyjnej: na stronie 23/24 Sandra staje się Samantą na 24 brak kropki, parę razy powtórzone są niepotrzebnie informacje ogólne. Ale to drobiazgi, które nie psują lektury.
Nowa ścieżka – sympatyczne.
Korsarka morza i traw – może moje oczekiwania były zbyt wygórowane, ale nie dostrzegłam tego „czegoś”, co wyróżniałoby opowiadanie. Jest tu interesujący świat, to na pewno, dobrze napisana bohaterka, kur skradł moją sympatię. Ale to wszystko.
Przedmowa do niefortunnych… – nie dało się tego czytać
Żyjąc na skraju mroku – Ciekawy świat, trzeba przyznać, że na początku wracałam do opisów, bo nie mogłam tego zwizualizować: jak to, dziura w dziurze? Czyli wszystko jest niżej? Na pewno? Dobra. Jak już jakoś sobie to wyobraziłam i zaczęła się fajna fabuła, to się skończyła jakoś tak nijako. Hm.
Pechowy felczer i kierowniczka stacji – znowu interesująca rzeczywistość – barka, strefa mroku i słońca, meduzy. Przyjemnie wchodziło się w skórę bohatera i jego problemów. I ta podwójna osobowość! Podobało mi się! :)
Jesienna piosenka -podobało mi się. Codzienność rodzinna ładnie wpleciona w świat, który może niedługo nadejść – takie opowiadanie – ostrzeżenie. Gdzieś z tyłu głowy miałam pytanie, co się właściwie stało, co przechyliło szalę na naszą niekorzyść. Ale może być przecież tak, że nic się nie stało, po prostu nie zauważyliśmy, że jest już za późno, by coś uratować. Uzależnienie od AI też symptomatyczne dla nadchodzących lat (przynajmniej tak mi się wydaje).
Pozdrawiam! :)
Mam niejasne wrażenie, że narratorem jest skóra… Co sugerowałby tytuł… Fajna scenka, napisana całkiem dobrze. Najważniejsze, że w tak krótkim tekście udało Ci się stworzyć jakiś klimat i to całkiem przejmujący. :)
Pozdrowienia! :)
Cudne! :)
Gratulacje! :)
Gratuluję serdecznie i piórkowym autorom i nominowanym! To były dobre opka! :)
Dziękuję, Zygfrydzie!
Doceniam Twoją decyzję, zwłaszcza że, jak napisałeś, wolisz dłuższe formy.
Bardzo się cieszę! :)
(Faktycznie piszesz krótko i na temat!) :)
Hej, dziękuję wszystkim za niezwykle ciekawe analizy tekstu! Dzięki nominacji otrzymałam cenne komentarze!
I oto chodzi!
Wdzięcznam! :)
Pozdrawiam wszystkich! :)
Marzanie, dziękuję za tak miłe komplementy!
Tak, zawsze traktuję wyzwanie jak wyzwanie, a więc wczytuję się dokładnie, co mam napisać – dla mnie to są darmowe ćwiczenia pisarskie, zwłaszcza że dostaję zawsze małą informację zwrotną, czy się udało. Czasem piszę je z ochotą, czasem się zmuszam, ale staram się pisać. :)
Dlatego, dla mnie, TheGuru, był wprawdzie w temacie, ale zadania nie wykonał. :) Sorry!
Nie zmienia to faktu, że ten kawałek był dobrze napisany i czytało się przyjemnie! Ten byk!!! Super!
Zatrzymało mnie czasem, np. takie coś:
Biała piana pryskała z pyska.
Czy będzie wyzwanie “wszystko na p”? :D
marzan napisał niemal opowiadanko, więc dużo się tam działo, szarańcza, no no, niezły pomysł.
I co to znaczy, że opowiadania powinny pisać zrozpaczone księżniczki?! No, się pytam, no! Narażasz się!
Założenia, które autor sam wymyślił, spełnił. Długie trochę, ale dobre – było i wesoło i rozkosznie. I na koniec zagadkowo! :)
Właśnie, tak sobie przypomniałam, że kiedyś przy wyzwaniach było podkreślane, żeby pisać krótko (np. 10 zdań, albo 100 słów, albo wręcz jednym zdaniem), bo łatwiej komentować i wspierać się w takich krótkich wprawkach. Może by do tego wrócić? Taka sugestia tylko. Mnie to pasowało… jak widać. :D :D
Hej!
Na razie nie czytałam innych, by się nie sugerować! Ale nadrobię! :)
Ogrodnik Bazyl zbierał się już od dawna, by podejść do księżniczki, jednak zawsze brakowało mu śmiałości. Dzisiaj jednak miał niefortunne spotkanie z pokrzywami, co tak popsuło mu humor, że gdy zobaczył króla z córką w ogrodzie, nie zawahał się ani chwili. Jak już mnie i tak swędzi, to niech już będzie. Raz kozie śmierć!, pomyślał.
Odczekał tylko, by król nieco się oddalił podziwiać swoje ulubione pomidory i zagadał do ukochanej od tak dawna Dziadumiły, kryjąc się w pobliskiej tui.
– Pani – skłonił się nieznacznie, bo w krzaku było to trudne. – Za każdym razem, gdy cię widzę… – Tu przerwał, bo król nieco się zbliżył. – …moje warzywa pragną cię jak słońca.
– Tuja gada do mnie o warzywach! – zdumiała się księżniczka. – Coś takiego!
– To ja, twój wierny ogrodnik – wyszeptał Bazyl.
– Och, wyłaź z krzaka, bo papcio pomyśli, że rozmawiam z iglakiem!
– Racja! Dziadumiło, twa roztropność…
– Och, przestań! Porozmawiajmy lepiej o tych warzywach na grządkach, potrzebują ponoć słońca… – księżniczka zasłoniła twarz wachlarzem i mrugnęła do ogrodnika.
– Noo, jeszcze jak! – Rzucił się na kolana, by wskazać marchew. – Bez słońca, pani, nic nie urośnie! Ta marchew, widzisz, jest mała, bo rośnie w cieniu, ale ta widuje słońce swoich snów i zobacz, jaka jędrna, soczysta i twarda! – wykrzyknął, wyciągając warzywo i pokazując dumnie pokaźny korzeń.
– Czy wszystkie marchwie są takie… duże? – zainteresowała się Dziadumiła, pochylając nad ogrodnikiem.
Bazyl poczerwieniał i podrapał tam, gdzie pokrzywy dotarły a słońce nie zdążyło.
– To zależy, pani. Trzeba o taką marchew dbać! Tą, na przykład, należałoby otrzepać z ziemi – podał jej roślinę drżącymi rękoma.
– Czy tak? – Dziadumiła zaczęła delikatnie usuwać piach z marchewki.
– Bardziej stanowczo, pani, bardziej stanowczo. – Bazyl spocił się nieco, ale dzielnie trwał na kolanach.
Księżniczkę pochłonęło oczyszczanie warzywa.
– Sucha jakaś ta marchew. Twarda, ale sucha – stwierdziła zaróżowiona.
– Może potrzebny jej pomidor – nieśmiało zaproponował ogrodnik, ocierając pot z czoła. – Pomidory są takie wilgotne.
– Och – jęknęła Dziadumiła.
– Ja bym wolał marchew z groszkiem – wtrącił się niespodzianie król, który właśnie podszedł. – Ale pomidory uwielbiam i też nie pogardzę.
Bazyl zerwał się na nogi jak oparzony, choć wcale nie pokrzywami.
Marchew wypadła księżniczce z rąk i Alergiusz zdziwiony zobaczył, że córka oddycha jakoś nienormalnie, więc zaprowadził ją czym prędzej do zamku.
Ogrodnik westchnął, bo wiedział, że tyle miłości na razie musi mu wystarczyć.
Ślimaku, tak uzasadniłeś dostatecznie swoje zdanie piórkowe – Twój wcześniejszy komentarz już dobrze to przedstawił, a ten uzupełnił.
Być może faktycznie zabrakło podparcia dla decyzji bohaterki, choć wydaje mi się że tekst, choć może zbyt zdawkowo, to jednak odpowiada na pytanie – utrata człowieczeństwa zdaje się być ceną ulepszeń i to utrata stopniowa lecz nieodwracalna. Nie jest to więc kwestia “aparatu słuchowego” i zwykłego braku komunikacji, lecz utraty rozumienia i odczuwania emocji. I tak bohaterka przed “upgradem” i bohater po “upgradzie” nie są w stanie się porozumieć. Ale zgodzę się, że mogło to nie wybrzmieć należycie.
Bardzo cenię sobie Twoje komentarze i aż tak bardzo się nie różnią te “zwyczajne” od tych “piórkowych” – zawsze jest to rzeczowa analiza. Ale mogę się mylić. :D
Pozdrawiam serdecznie! :)
Wróciłam tylko dla jasności napisać, że tym razem na nie. Komentowałam już, ale dzisiaj zerknęłam jeszcze raz, dla pewności. I powiem Ci, że pierwsza część opka jest wspaniała! Za nią masz moje wirtualne piórko! Od momentu pojawienia się żołnierza nieco mi siada, ale to już pisałam Ci dlaczego.
Podziwiam Twoją zdolność tworzenia takich opowiadań. Mam cichą nadzieję, że inni zagłosują na tak, bo to że mi nie podeszło, nie znaczy, że to piórko nie powinno do Ciebie trafić. Na szczęście lożan jest więcej, a ja, taka nieco rozdarta, życzę Ci jak najlepiej!
Pozdrawiam cieplutko! Pisz jak najwięcej, proszę! :)
jeroh, wracam na chwilkę, bo komentarz już był, ale muszę zagłosować piórkowo.
Przyznam, że wahałam się tutaj, bo, jak już pisałam wcześniej, wiele rzeczy mi się podoba i tekst jest porządny. Z pewnością na bibliotekę i nominację!
Z samym piórkiem jednak tym razem jeszcze się wstrzymam i będę na nie. Parę spraw tu nie wybrzmiało, parę zostało niedopowiedzianych, ktoś tam już słusznie napisał, że większa opowieść przysłużyłaby się bohaterom i tej mnogości tematów, które gdzieś tam zaznaczyłeś, a na które nie było już potem miejsca. Zakończenie rozwala nieco całość, bo dla mnie (subiektywnie) nie wybrzmiało tam nic, poza tym, że bohaterowie nie żyją. I że zażywali narkotyk.
Ale to ja. Inni mogą mieć zupełnie inne odczucia.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na następne teksty! :)
Hej, Holly, przyjrzę się jeszcze wspomnianym przez Ciebie miejscom i poprawię. Dzięki za łapankę! Wyjaśnienie, którego szukasz jest w dwóch ostatnich zdaniach tekstu. Ludzkość po porostu jako całość przechodzi przemianę, a bohaterka jest jedną z ostatnich, która się na to nie zdecydowała.
Pozdrawiam równie serdecznie i przyjmuję “Nie” na klatę, jak przystało na dzielną autorkę! :)
Michaelu, dziękuję podwójnie, bo byłeś pierwszy, który go docenił! :) Jakkolwiek tam wyjdzie, to cieszę się, że tak niewielki tekst doszedł tak daleko, jak nominacja.
Tarnino, niewiele wiem o filozofii, jakieś podstawy o Platonie itp. ale Ciemna Strona Mocy, to jest to! Można by to nazwać filozofią użytkową! :D
Ha! Zadałam Ci ćwieka, pisząc szorta! :D Tak się zagina beeeeckiego! :D Tabelka obróci się w proch z niemożności przetworzenia zbyt małej ilości danych!!! Dobre! :D
A tak na poważnie. Doceniam, że mimo niewielkiego tekstu, podchodzisz do niego z szacunkiem. Jakkolwiek Ci tam wyjdzie z piórkiem, i tak doceniam.
Zdaję sobie sprawę, że jest tu mało, choć na moje usprawiedliwienie dodam, że próbowałam ugnieść tam jak najwięcej – przemianę bohatera, jej stopniowość, wpływ tej przemiany na relacje z drugim człowiekiem, drugiego człowieka, zasięg ogólnoludzki zmian i inne tego typu rzeczy. :) Ale nie twierdzę, że wszystko mi wyszło. I że to wystarczy na piórko.
Czekam na werdykt i tabelkę! :)
Hej, Grzesiu, cieszę się, że wpadłeś! Bardzo dokładnie opisałeś sytuację przedstawioną w tekście. I dosyć trafnie. Dlaczego dziewczyna nie ma imienia? Myślę, że nie było ono dla mnie tak ważne, jak jej relacja z bohaterem – jej wypowiedzi ukazują nam bardziej bohatera niż ją samą. Chociaż na końcu jej uczucia wychodzą na plan pierwszy, to wciąż ważniejsze jest, że jest żoną, niż jak ma na imię. Ale, oczywiście imię mogło się pojawić, i nic pewnie by się nie stało. Choć Tarnina już stwierdziła, że nie ma tu ani jednego zbędnego słowa (to jedno usunęłam), więc myślę, że tak jest dobrze.
Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam znowu! :)
Wow, tutaj pełno talentów! Wiedziałam, że warto siedzieć na tym portalu! Jak nie wyjdzie z pisaniem, to pójdę na lekcje gry do Maćka, albo do Holly! :D
Wracając do tekstu, już tak tylko z podsumowaniem. Enigmatyczność ma swoje plusy i minusy. Dodaje uroku tekstowi i zmusza czytelnika do wysiłku, ale również może powodować niejasności i w efekcie zniechęcenie tekstem. A ten jest wybitnie lokalny, znajomość historii powodzi bardzo się tu przydaje. Czy ktoś nie znający tych wydarzeń odnalazłby się w tej historii? Być może. Ale zapewne na innym poziomie.
Najbardziej doceniam w Twoim tekście jego lakoniczność. Jest nieprzegadany i dzięki temu świeży w odbiorze.
Jak już wcześniej pisałam, to dobre opowiadanie, wykonane porządnie. Cieszę się, że zostało nominowane! Natomiast z piórkiem jeszcze się wstrzymam tym razem i będę na nie.
Pozdrawiam cieplutko i czekam na następne! :)
Hej, witaj droga Międzywierszami!
Ciekawy tekst nam przedstawiłaś! Dobrze się czytało, a to już jest połowa sukcesu!
Lubię takie opka, gdzie nastrój rządzi, a treść dopełnia resztę i sprawia, że się nie nudzimy. To jakbyś prowadziła nas za rękę przez baśń, ale za każdym zakrętem, mimo dramatyzmu opowieści, powtarzałabyś: spójrz, jakie to mimo wszystko piękne. Takie miałam wrażenia po lekturze, które sprawiły, że pomyślałam: Wow, dobry tekst!
Pozostałe plusy:
Przemyślana konstrukcja tekstu – widać staranną kompozycję.
Wielowarstwowość – można doszukać się wielu smaczków – nitka na ręku, kruk przewodnik, który, o dziwo, wiedzie też ku zagładzie, zapętlona rzeczywistość zaświatów.
Bohaterka – zbudowana niezwykle przekonująco, język dostosowany do wieku, zachowanie pasujące do małej dziewczynki.
Trochę czepiania:
Drzewa zaczęły rzednąć, ustępując miejsca cichej, otwartej przestrzeni. Dziewczynka wyszła na polanę. Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.
Powtórzenie. Ostatnia część – na przestrzeń dookoła – jest niepotrzebna – wiadomo, gdzie drzewo rzuca cień.
Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej. Trwała w jednym, niekończącym się dniu, jakby świat stanął w miejscu.
Błąd logiczny – trasa trwała w jednym dniu? Czy dziewczynka?
Dziewczynka miała pięć lat.
To zdanie pojawia się niemal w połowie opka. Takie rzeczy raczej na początku. Wywaliłabym, bo to jest niepotrzebna informacja, wystarczy że wiemy, że jest mała. Trochę też to zdanie wybija z nastrojowej opowieści – jest zbyt przyziemne. Ale to oczywiście tylko sugestia.
że coś w nich było dziwnego
Szyk. Że było w nich coś dziwnego
Zwierzę nie zareagowało. Spojrzenie trwało nieprzerwanie.
Niefortunne sformułowanie. Nagła zmiana podmiotu i to “trwanie nieprzerwanie” mi nie pasuje.
Źdźbła ustępowały krokom
Wcześniej gdzieś masz: “Trawy uginały się pod stopami”. I to jest o wiele lepsze zdanie. Źdźbła mogą ustępować stopom lub nogom, ale nie krokom. Krok to ruch, lub odległość, ale nie fizyczna rzecz.
Minusy:
Część metafor jest przedobrzona, ale to moi przedpiścy już wypisali znaczną większość. Po prostu stają się nieczytelne. Przy tak obrazowym tekście to niekiedy zatrzymuje.
Fabuła – właściwie szczątkowa. To niemal impresja o odchodzeniu, stracie, wspomnieniach. Niewiele się tam dzieje, ale rozumiem, że wcale nie miało się dużo dziać.
Temat jest stary jak świat a fantastyka służy tu jedynie do podkreślenia dramatyzmu przeżyć, opisu odczuć, więc pełni funkcję służebną.
Zakończenie jest gdzieś pomiędzy. To znaczy z jednej strony mamy piękną klamrę w postaci guzika i zguby, z drugiej strony mamy tylko klamrę w postaci guzika i zguby! :D Wiem, masło maślane, ale rozpacz matki jest tam (powinna być w domyśle) nieproporcjonalna emocjonalnie to Twojego opisu, oczywiście moim, subiektywnym zdaniem.
Jestem w ogromnym rozkroku, pomiędzy tak i nie dla tego tekstu, dlatego, że, jak sama widzisz, ma on wiele bardzo dobrych rzeczy, ale również trochę mu brakuje.
Niemniej uważam, że dobrze, że dostał nominację, bo trafiłam tu i go przeczytałam!:D
I na tą nominację, czyli dostrzeżenie jego dobrego potencjału, w pełni zasługiwał.
Na piórko chyba jednak jeszcze nie.
:)
Pozdrawiam cieplutko i czekam na następne, pełne emocji opowiadania! :)
Tym razem wybiórczo, bo zaległości w czytaniu takie, że siedzę jeszcze w kwietniu:
Pan Jemielniak bardzo ciekawie pisze o cyfrowych bliźniakach i konsekwencjach istnienia takowych, które, o dziwo, wcale nie są fajne. Pojawia się też problem tożsamości obu egzystujących modeli – oryginału i kopii, ich przystawalności i decydowania o jednym w oparciu o drugiego. Temat być może na większy artykuł.
Tam, gdzie zmrok zapada szybciej – fragment powieści pana Chmielarza, jest zagadka, tajemnica, pogmatwane sprawy, czytało się dobrze, ale bez zachwytu. Może dlatego, że fragment…
Jak zrobić niespodziankę wszechwiedzącemu, pana Janusza. Zbiorek opowiadań, które, dla mnie zrobiły ten numer! Wspaniały przykład krótkiej prozy, gęstej, pełnej znaczeń, czasem humorystycznej, czasem nie. Uczta dla zmysłów. Bardzo kojarzyły mi się te teksty z „Niewidzialnymi miastami” Italo Calvino, z opowiadaniem obrazami, w których znaczenia są czasem ukryte głęboko, a czasem podane na tacy. Piękny przykład prozy do smakowania po kilka razy.
Kalijuga. Projekt „sziwa”, dwójki twórców (Henry Lion Oldi) zamyka trylogię i to zamyka ją w dobrym stylu, wznosząc się wysoko i fabularnie i obrazowo. Przyjemność lektury ta sama, co przy poprzednich częściach. Nie lubię wojennych opek, ale ten łyknęłam bez popijania.
Pałac zakrzywionego zwierciadła (Momir Iseni) – baśń niosąca nas daleko w zakrzywione przestrzenie, niezmierzone perspektywy i zakamarki wyobraźni. Już by było wystarczająco ciekawie, ale autor dokłada jeszcze ucisk ludu, architekturę, oraz ciekawą charakterystykę bohaterów, którzy odkrywają w trakcie tej podróży przez życie, że wcale nie są tacy, jak im się wydawało, i ci najbliżsi też nie. Trochę o nas samych, mam wrażenie.
Rafał Kosik o głupocie – też dobre!
Alicja Jonasz i Berig, dziękuję pięknie za odwiedziny i miły komentarz! Cieszę się, że przypadło do gustu! :)
Tarnino!!!!
Uwielbiam kury!
Jak zwykle potrafisz wyłuskać najbardziej ukryte podstępne błędy i wytknąć im ich błędność!
Dziękuję! Część już poprawiłam, nad resztą myślę, nad pozostałą resztą się zastanawiam – Twoje “Hm” jest tak wieloznaczne… :D
Czy Ty mnie pochwaliłaś? Wow! Idę się czegoś napić! :D
Wiem, wiem, nie powinnam, ale odrobina szaleństwa dobrze mi zrobi.
Troll niekarmiony, to troll zły… Ale troll, który je, to troll, który brudzi… hm
:D
Pozdrawiam majowo! :)
P.S. “Firefly” też uwielbiam! :)
Teo Max, witaj, cieszę się, że wpadłaś! Coś w tym jest – opowiadajmy historie, może nam też się uda! :) :) :)
Robercie, super, że podeszło! Sprawdzę ten serial przy okazji, bo zaintrygowałeś mnie! :)
melendurze, ależ oczywiście! :D
Finkla, tak, ale my pierwsi wymrzemy…
No tak, jest coś o prompterze, są widzowie, scenarzysta, ale powiem szczerze, że umyka mi ta głębsza warstwa…
marzanie, licencję wydaję, jak najbardziej, ale tylko w piąty czwartek miesiąca. Także ten… :D I wiesz, to była taka rozmarzona Śmierć, bardziej przyjaciel, w Twojej wyobraźni to taki horror się robi… :D
Finklo, tematów pewnie mu nie zabraknie, Ziemia jest niesamowita pod tym względem. Jednego życia za mało… Naprowadzanie było, niczym na lotnisku! :D
Czaruś2, wróciłeś! Tęskniłam za bliźniakami, czułam się ostatnio jak jedna trzecia siebie!
Bardzo się cieszę, że jesteś z powrotem!
Tekst, jak zwykle u Ciebie (Was), na poziomie. Czytałam z przyjemnością. Wprawdzie o umieraniu i wypaleniu, ale Ty to potrafisz opowiadać takie rzeczy, więc wciągnęło.
Małe drobiazgi:
-Natrętny dźwięk nie ustawał.
Co to jest to na początku?
z rozdziawionymi oczami
To specjalnie, czy przez przypadek? :D Wyobraziłam to sobie! :D
urwałem, gdy dotarł do mnie sen wypowiadanych słów.
Literówka, choć taka poetycka
W opowiadaniu raz masz spółkę a raz Spółkę – celowo?
Nie widziałeś, co powiedzieć?
Literówka, choć znowu nie taka bez sensu :)
Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej! Nie znikaj!
Idę klikać!
Pozdrawiam majowo!
SNDWLKR, pewnie wielu obchodzi setkę, ale on jest jeden! :) Bardzo go lubię! :)
beeeecki, bo to była Śmierć, która lubiła jego opowieści i przygody! :) Dziękuję! :)
melendur88, jak to na więcej Cię nie stać???
Anet wyznacza tu pewne standardy, wiadomo, ale trzeba się wznosić ponad ideały, powiadam Wam! :) :) :)
(Tu proroczo głęboki głos opada i wraca do zwykłego) Pozdrawiam! :)
P.S. Właśnie, licencja… Gdzie jest Koala?
Hej, OldGuard, dzięki! Czy to znaczy, że droubble ma 200 słów? Chyba jeszcze nigdy nie popełniłam… :) Może czas najwyższy? Pomyślę…
Ślimaku, to prawda, zwłaszcza, że to jeden z niewielu ludzi, który zrobił tyle dobrego, pokazując nam jak jest pięknie na Ziemi. Oby żył jak najdłużej! I niech kosmici kłaniają mu się, jeśli dojdzie już do tego! :D
Zaimek poprawiony, dzięki! :)
Lesnylutek, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się, że było przyjemnie! :)
Poprawione. Dzisiaj tak sobie pomyślałam, że on ma jakiś układ ze Śmiercią…. :D
O, masz rację. Coś się nie wkleiło… zaraz poprawię. Dzięki! :)
Hej, ciekawe opowiadanie, w dodatku osadzone w dość dobrze opisanym świecie, gdzie przemyt wszedł na inne tory, niż te znane nam dzisiaj.
Czytało się dosyć dobrze, choć gdzieś w pierwszej połowie nieco zmęczyły mnie opisy. Poszłabym bardziej w ukazanie świata przez akcję – “show, don’t tell”
Sama fabuła spoko, jest interesująco, sensownie, jest ładna klamra – widać, że było to przemyślane. Językowo też jest dobrze. Nic, tylko pisać dalej! :)
Drobne usterki, które można by poprawić:
Charyzmatyczny lider prawicowej frakcji senator Jack B. Norton kończył właśnie pierwszy dziś kieliszek Don Perignon leżąc w marmurowym jacuzzi.
Przecinek przed leżąc
U ułamku sekundy zdecydowały, że mogą je spełnić.
Literówka na początku
Było ciasne, wymagało remontu i dość drogie,
Szyk: Było ciasne i dość drogie, wymagało remontu.
Zawaliłeś, a te kilka dni o których mówiłam niczego nie zmieni.
przecinek przed “o których”
utkwiły w jego pamięci blokując pożądaną przez Baijiu i jego klientów treść.
przecinek przed “blokując”
Tak jak pisałam – to są drobiazgi.
Całość wywarła na mnie dobre wrażenie, a lektura była na tyle przyjemna, że idę klikać do biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie! :)
Grzesiu_W, bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłeś, a tym bardziej, że Ci się podobało! Transhumanizm to ciężki temat…
Pozdrawiam serdecznie! :)
O, jest lepiej! Fajnie! :)
melendur88, niczego przecież nie ukradłeś – Twoje jest zupełnie inne!
A można sobie przecież wybrać czy list czy raport… :D No i nastrój też zupełnie inny, bardziej osobisty. Ciekawe, że pomysł wyzwania jest od Ciebie, a masz chyba najwięcej przeżyć osobistych, których mieliśmy unikać! :D :D :D :D
Ale kawałek wyszedł Ci bardzo ciekawy! Tylko na końcu miałam wątpliwości z tą informacją od dowódcy bazy: skoro była gwałtowna dekompresja, to bohater zdążył z tym listem? Czy wcześniej go pisał/mówił, bo coś przeczuwał? No i to zmartwychwstanie! Przez chwilę zastanawiałam się, czy AI wkręca resztę, czy to naprawdę?! Dałeś do myślenia, zostawiając parę niewiadomych! :)
P.S. Super, że moje ubawiło! Czekam na relację z wieczornego czytania! :D :)
Ja uderzę w rodzinę! :D
Artemis24
Wiadomość
do: Trąbalska Maria, Ziemia
od: Trąbalski Słoń, Księżyc
Treść:
Mamo. Żyję. Pierwszy dzień za mną. Księżyc wygląda ładniej z Ziemi, więc nie masz czego żałować. Dużo tu skał, piachu i dziur. Rano wyszedłem na zewnątrz. Przez wagę nie mogłem sobie poskakać po powierzchni tyle co inni, ale Kogut skakał za dużo i odleciał, więc z dwojga złego… Miałaś rację z tym skafandrem – dodatkowa przestrzeń na uszy, sprawiła, że czułem się komfortowo. Pobrałem próbki tego materiału, co to nie wiedzą, skąd się wziął. Nic nadzwyczajnego, taki srebrny proszek, co błyszczy. Urządzenie, które mierzy promieniowanie wyszło poza skalę, ale gruba skóra ratuje mi… skórę. Ha! To i skafander.
W czasie pobierania próbek potwierdziłem wcześniejsze przypuszczenia. Księżyc nie zawiera w swoim składzie sera. Twarogu też nie. Żadnej postaci nabiału nie znalazłem. Może na Marsie…
Po południu pojechaliśmy na ciemną stronę. Strasznie. Znalazłem więcej tego proszku, tyle, że tu błyszczał na złoto. Zebrałem próbki i wtedy przyskakał Osioł Zdradziecki, wiesz, ten co wkręcił się bokiem w naszą misję, i rzucił się na Żyrafę z tasakiem to kruszenia skały księżycowej. Tylko, że Żyrafa była głową po jasnej stronie, a po ciemnej tylko od grdyki w dół, więc widziała go już z daleka. Kopnęła go w ten tasak od razu i poleciał po równoległej daleko w ciemność, tasak razem z osłem, ale wtedy zaplątał jej się w skafandrze podajnik tlenu, gdzieś na trzecim szyjnym i zaczęła się dusić. Trąbiłem co sił, żeby zawołać Uszatka, ale wiesz, Mamo, nie zmienili nadajnika i był za daleko od nosa. No i Żyrafa zaczęła się robić taka fioletowa, więc owinąłem trąbę wokół jej szyi i ciągnąłem co sił. Dobrze, że na Księżycu lekka była – tylko jej nogi powiewały, tak prędko gnałem. Już prawie byłem przy łaziku, gdy spadł Kogut, co to wcześniej za bardzo skakał, wpił się pazurami w mój skafander i przedziurawił go na wylot. Mamo, cóż to był za dzień! W ostatniej chwili wciągnąłem Żyrafę i Koguta do łazika, sam dałem radę wejść z resztką powietrza i zamknąć właz. Byliśmy uratowani, ale wtedy nadleciał po równoległej Osioł Zdradziecki i zanim Uszatek ruszył, przebił nam przedni wizjer kopytem. Wszyscy, na szczęście, nabraliśmy powietrza w płuca i na wdechu pojechaliśmy do bazy. Powiem już krótko, że się udało, no bo siedzę i piszę, a tu już za mną Kogut czeka w kolejce.
Jeszcze tylko dwadzieścia dni i już wracamy.
Buziaki! I nakarm Jerrego!
Twój Słonik.
marzanie, przygodówka kosmiczna pełną parą, przedstawiona w suchych relacjach a i tak robi wrażenie i wciąga!
TheGuru, dobre – podoba mi się pomysł i wykonanie – niby takie techniczne, ale wszystko tam jest. Cudne!
Hej, nie ma wątpliwości, że tekst jest bardzo dobry! Niewiele (wg mnie) zabrakło. Może inni będą mieli inne zdanie… :)
Jeżeli naczynie, to “nieco mniejsze”
Chodziło mi o próbki w formie sześcianu, które były nieco mniejsze od znaleziska (naczynie zawierało te próbki).
To tym bardziej powinno być “mniejsze” a nie “mniejszy”. Tak jak teraz jest, to wygląda, że odnosić może się to jedynie do sześcianu, jednak w czytaniu nie pasuje do głównej treści zdania.
Oczywiście nie musisz poprawiać, jeśli uważasz, że tak jest dobrze. Każdy odczyt jest bardzo subiektywny, a to przede wszystkim Twój tekst!
Czekam na następne opowiadania! :)
Wracam!
Tylko na chwilkę, komentarz już był, obiecałam, że pomyślę na piórkiem, a obietnic należy dotrzymywać. :)
Łączenie znanych wątków po nowemu często przynosi dobre wyniki. Tak było też w tym przypadku. Katastrofa złagodzona romantycznością – taki koniec świata wydaje się… nieco mniej straszny.
Będę na tak, uważam, że ten tekst na to zasługuje.
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w dalszym pisaniu! :)
Hej, odwiedziłam nie tylko Twoje opko, ale również Tytana i to za jednym zamachem! :D
Dobrze napisany tekst. Podobał mi się początek, sceny opisane są porządnie, bohaterowie są “jacyś”, dialogi dużo o nich mówią, a jednocześnie sprawiają, że akcja posuwa się do przodu. Udało Ci się uniknąć przegadania, podajesz tyle informacji ile trzeba, nie nużąc czytelnika zbytecznymi szczegółami, co poprawia odbiór. Końcówka trochę gorsza, epilog nie wyjaśnia wątków, gdzieś mi tam mignęło, że zamierzasz pisać dalej i to może rozwiąże sprawę niedosytu, który czułam na końcu. Epilog zamyka wprawdzie historię samej stacji, ale na tym, niestety, poprzestaje. :)
Trochę czepiania:
Lśnił tęczowym blaskiem, gdy spojrzeć pod kątem.
Lśnił tęczowym blaskiem, gdy spojrzało się pod kątem.
Ben wysunął szufladę i wyjął z niej długie, przezroczyste naczynie z kolekcją metalowych próbek, również w formie przypominającej sześcian, ale nieco mniejszy.
Jeżeli naczynie, to “nieco mniejsze”
Zbliżał każdą
jednąbryłkę do znaleziska szukając podobieństwa.
Wywaliłabym
Benjamin Linqvist, lat czterdzieści dwa. Urodzony na terenie Zjednoczonych Krajów Nordyckich, rejon STKHLM metro, mieszkał w stu różnych miejscach na Ziemi, pracował całe życie jako geolog, praktyk i teoretyk, żeby w wieku czterdziestu lat podpisać kontrakt z MaSoHe i polecieć na Tytana.
Jeżeli to jest notatka informacyjna to sformułowanie “mieszkał w stu różnych miejscach” jest mało służbowe i nie pasuje do stylu suchej informacji.
Splótł palce, odwrócił dłonie do zewnątrz i wyprostował ramiona.
odwrócił dłonie na zewnątrz lub do wewnątrz
Dużo dobrego się tu dzieje – fajnie zbudowałeś fabułę z trzech perspektyw, światotwórstwo również interesujące, gdzieś w tle wojna, korporacje, planety, itp. Bohaterowie też na plus.
Zabrakło jednak zamknięcia, które powinno charakteryzować opowiadanie, poczucia, że tekst jest całością i niczego już nie trzeba dopisywać. Piórkowo jest bardzo blisko, ale tym razem jednak nie. Mam nadzieję, że następnym razem! :)
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pisaniu! :)
Storm, dzięki wielkie za podzielenie się odczuciami! Jeśli zdołałam Cię skierować ku przemyśleniom, to robota faktycznie zrobiona! Bardzo się cieszę! :)
Ambush, wspaniale, że Ci się podobało! Wciąż (od czasu do czasu stawiam sama sobie takie zadanie) próbuję przekazać dużo treści w małej ilości znaków, by historia rozgrywała się bardziej w głowie czytelnika niż na papierze. Łatwe nie jest, bo można popaść w niezrozumienie. Tym bardziej cieszę się i doceniam, że tutaj podeszło! :)
My również dziękujemy! Przyjemnie się pisało do Twoich obrazów! :)
Holly, dziękuję ślicznie za łapankę i komentarz jurorski! Wezmę sobie uwagi do serca! :)
AnnaBullfinch, ja również dziękuję, przede wszystkim za podzielenie się swoją twórczością. To wspaniałe, gdy z jednej sztuki wyrasta inna… :)
Pozdrawiam wiosennie! :)
Jeżeli to wersja “show, don’t tell”, to poszła w niespodziewanym kierunku! :D
To ja może jednak trochę pogadam!
Zobaczyłam go pochylonego pod drzewem, z włócznią gotową do rzutu, wzrokiem utkwionym w krzaczorach.
– Hej, słyszysz mnie? Hej, tu jestem! Pomocy! Zgubiłam się! No, co tak patrzysz? Masz coś do picia? Co tak machasz rękoma? Widzisz suchą trawę? O, taką! No, to tu w ustach mam tak sucho! A w brzuchu pusto! Zobacz, jaki wklęsły! Co ty tak machasz? Pić mi się chce! Sucho, jak to próchno suche, tu mam, w buzi! Pić! Gul, gul, gul, z butelki, bym się napiła! Co ty krzyczysz? Na mnie krzyczysz? Gdzie mnie ciągniesz? Zostaw moją rękę! Porąbany jakiś! Że co? Że w tych krzakach coś jest? Ej, coś tam się rusza, faktycznie. Żebym tylko cię rozumiała! No, co z tymi krzakami, bo pić mi się chce… Rany, to lew! Prawdziwy lew! Gdzie uciekasz, poczekaj! Aaaa…
Na portalu fantastycznym nie prostych odpowiedzi i normalnych autorów… wszyscy tylko udają, że są ludźmi, także ten…. wątek szachowy, powiadasz? Hmmm :D
:D
Jolka, czy to Ty?
Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.
Holly, wydało się! :D Teraz już wszyscy wiedzą, że Ty to ja a ja to Ty! A mówiłam, żeby się pilnować. Tak, mamy dwie głowy, ale jedno ciało (ponętne, oczywiście) i wieczorami możemy dzięki temu same ze sobą grać w bierki.
:D

Proszę bardzo. Tak mi się przypomniało, że tytuł na początku przeczytałam “Fledźma”. I to mnie zaciekawiło! :D Nigdy nie wiadomo, dlaczego czytelnik do Ciebie przyjdzie! :D :D :D
jeroh, tak od razu do nieba? :D
Tarnino, tak mocno wydaje mu się, że tu rządzi, że dostał skrzydełek… :) A on przecież przy AUTORZE to malutki jest… :D :D :D
Super! :)
Hej, cóż za miła lektura o niemiłej tematyce! :)
Bardzo dobrze mi się czytało, ten typ humoru mi podchodzi. :)
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Rzucił się do biurka jak wojownik do walki i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.
Czegoś tu chyba zabrakło.
Wirtualny kliczek! :)
Pozdrawiam serdecznie! :)
Serdecznie gratulacje! Zawsze uważałam samą nominację za duże wyróżnienie i tak też było w tym przypadku – wszystkie nominowane opka były dobre! :)
Bardzie, przeczytałam uważnie (nawet chciało mi się wypisać uwagi), a przeskoki mi nie przeszkadzały. Tak jak już pisałam, pomysł mi się podobał – w tym również pomysł na przeskoki.
Myślę, że czas już na tym zakończyć, bo do niczego to nie prowadzi.
Tarnina, nie spiesz się, przymrozki idą… :D
jeroh, hej, super, że wpadłeś i że się spodobało! :)
Bardzo się cieszę! Narratora trzymam teraz w złotej klatce i karmię nektarem. :D
“Grę” ogarnęłam, ale wiesz, Conan to taki niemal archetyp bohatera… :) Już on by ubrał gołą ledzię… i chodnik skruszył…
Hej, wracam, bo widzę, że zajrzałeś do mojego komentarza.
Nie, z Twojego komentarza to nie wynika. Większość spraw które wymieniłaś moim zdaniem są nieuzasadnione
Tym bardziej wracam.
Sam dobrze wiesz, że wszystkie sugestie językowo – warsztatowe, są jedynie sugestiami i Twoja wola, czy z nich skorzystasz, czy nie. Nic na siłę. Jeżeli uważasz, że Twoje rozwiązanie jest lepsze – w porządku. Ja wskazuję tylko sprawy, które mnie zatrzymały w czytaniu, ale nie oczekuję, że zawsze mam rację. Jak z Czejenami.
Odniosłam wrażenie, że Twoje odpowiedzi są na granicy grzeczności. “To nie czytanka dla dzieci, nie chce mi się nawet tłumaczyć”. Nie musisz, po prostu napisz, że tak chcesz zostawić. I już.
Część moich sugestii powtórzyła się w innych komentarzach. Poświęcam czas na czytanie, tak jak i ty, nie po to, by “czepiać się na siłę”. Chyba wszyscy jesteśmy tu w podobnym celu – by poprawić swój warsztat. Również poprzez czytanie tekstów innych.
Rozumiem, że nie rozumiałeś, dlaczego byłam na nie.
Już potem zajęłam się czytaniem, ale sporo jest językowych nieścisłości i chaosu warsztatowego. Chwilami czytelnik gubi się w historii, potem odnajduje na nowo. Przejrzałabym jeszcze opko pod tym kątem.
Generalnie za pomysł i opowieść – chwała i sława. Za wykonanie – bura.
Tylko tyle i aż tyle. Piórkowe opowiadanie nie powinno być tak niestarannie napisane. Wspaniały pomysł, dobrze przemyślana fabuła, ale ja bym to jeszcze szlifowała. Tak niewiele zabrakło.
Przykro mi, że nie cieszą Cię nominacje, bo to najlepszy dowód odbioru czytelników i pochwała Twoich opowiadań.
Loża jest jaka jest – sam w niej jesteś. :)
Pozdrawiam.
Conan?
Hej, Morderco, wracam! :)
Hmm? Nie widzę, ale może źle patrzę :D. Któryś konkretny fragment nie zagrał, czy po prostu jest tego za dużo?
Już tłumaczę. Przejrzałam na szybko początek:
Przez otwór po wybitym oknie wpadały ostatnie promienie zachodzącego słońca.
Słońce już skryło się za ścianą odległego lasu, srebrnej wstęgi rzeki prawie nie było widać spod ciężkiego oparu mgły. Nocne zimne i wilgotne powietrze przykrywało ruiny, jakby układając je do snu.
płaski dach budynku tonący w gęstniejącym mroku po drugiej stronie osiedlowej uliczki.
Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok.
Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca.
Nie wiem, czy dobrze widać, ale słońce jakby wraca, czasowo się to nie zgadza, zwłaszcza że akcja idzie jednak do przodu, mijają minuty, pojawia się mrok, nocne powietrze, a tu nagle blask. Czytając miałam wrażenie, że coś mi tu nie gra, bo wyobraźnia podpowiadała ciemności, a tu oślepia mnie jeszcze słońce.
Mam nadzieję, że trochę się rozjaśniło… (nomen omen) :D Jeśli nie, to daj znać.
Super, że poszedłeś w korektę, to ja idę klikać! :)
Pozdrawiam serdecznie! :)
W sensie, że skacowane zdziczałe chodniki wespół z gołą ledzią?
Trzeba coś z tym zrobić… to napaść na zwykłego obywatela w biały dzień, lub w czarną noc. Człowiek nie zna dnia ani godziny…
Chodniki to jakieś agresywne ostatnio są…
Hej, krótkie ale treściwe.
Bardzo dobry początek, tworzy fajną atmosferę, dobrze wprowadza w nieznany świat.
Trochę jest niekonsekwencji – mamy zachód słońca, potem nocne powietrze, a potem bohater ogląda coś w promieniach zachodzącego słońca – generalnie noc przeplata się ze zmierzchem i słońcem. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem.
Trochę czepiania:
Ale drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. To też wiedział.
Wywaliłabym ostatnie zdanie. To tylko sugestia, bo to żaden błąd, jedynie myślę, że zdanie jest niepotrzebne.
Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały.
To nie jest dobre zdanie.
Opko zasługuje, wg mnie na bibliotekę, więc gdy poprawisz babola, chętnie kliknę. :)
Przyjmuję wyjaśnienie, bo faktycznie, mógł szybkim krokiem zejść z wieży… :D. mimo to ten myślnik zatrzymuje. :D Trudny jest los autorów! :D
Pozdrawiam serdecznie! :)
I jak było? Opowiadajcie!
Czarna2, dzięki za wizytę i. komentarz, cieszę się, że podeszło!
Tarnino, cóż Cię wczoraj obtłukło okrutnie, że szukasz wytchnienia? Znajdź jakiegoś kota i przyłóż to bolących miejsc…
Wielkie dzięki za łapankę, jak zwykle w Twoim wykonaniu – perfekcyjną. Potrzebowałam tego! Miałam przerwę w pisaniu, próbowałam coś skrobnąć wczoraj, nic nie szło, ciężko jakoś, drętwo, a tu nagle, do pionu, trzeba to poprawić… i od razu mózg mi się zresetował. Może to jakieś masochistyczne, ale działa! :D
Autorzy nie mają lekko, to prawda, ale narratorzy to dopiero mają przerąbane…
Anakin mi tu klęka, naprawdę nie trzeba było, uprzedzam jednak, że to się kończy przejściem na ciemną stronę mocy. Także ten… :D
Polecam się na przyszłość! :)
Tak, Jola, mój nick nie jest zbyt wyszukany! :D
Hej, nie wiedziałam, jak Reg ma na imię! :)
Tytuł jest dla mnie w porządku, nie zmieniałabym. :)
Hej, cieszę się, że wpadłam, bo ciekawie się czytało.
Dobrze wykonane światotwórstwo sprawiło, że całkiem wiarygodnie wygląda coś, co wydało mi się alternatywną rzeczywistością.
Wątek “nienawidzili się i kochali” też przysłużył się na plus, dodał dynamiki.
Małe czepianko:
Wszyscy napastnicy popędzili na także już biegnących łowców niebofretek, których – nie wiadomo, w jaki sposób – giganci zawsze potrafili rozpoznać.
Byli w dżungli a byli w stanie biec, niczym po polanie w lesie, hmmm, dżungla jest dość gęsto zarośnięta… Wspominasz tylko o ścieżce, więc wyobraźnia mnie tu zawiodła. W dodatku wygląda, że jedni pędzą na drugich, później zaś że jedni uciekają, drudzy gonią…
Po zejściu z wieży – szybkim krokiem udał się do opiekuna arsenału.
Czemu tu jest ten myślnik?
Bardzo dobre opowiadanie, warsztat na wysokim poziomie. Dziękuję za przyjemną lekturę!
Klika już nie potrzebujesz, ale wirtualnie daję! :)
Hej, Maćku, zajrzałam i nie żałuję!
Nastrojowe, dobrze zbudowane i nieprzegadane opko. Były wprawdzie momenty, które mnie zatrzymywały, ale wiesz jak to jest z subiektywnym odczytywaniem, każdy rozumie trochę coś innego… Niemniej to jest bardzo dobry tekst!
Trochę czepiania:
Niektórzy mówią na niego Edward, ale on sam rzadko go używa.
Trochę źle zbudowane zdanie, różne podmioty i rozłazi się to używanie.
Pałac Hollendrów stoi niedaleko Wzgórza przy Wilczej – wystarczająco blisko, żeby widzieć jego linię nad drzewami, i wystarczająco daleko, żeby udawać, że to nie to samo miejsce. Jest dokładnie taki, jak powinien być: wystarczająco stary, żeby robić wrażenie, i wystarczająco odnowiony, żeby nie przypominać o przeszłości.
To musiałam przeczytać kilka razy. Czyją linię można widzieć nad drzewami? Pałacu, czy wzgórza? Bo jeśli bohater jest w pałacu, to widzi linię wzgórza. Czy bohater jest w pałacu, czy oglądamy go z daleka? Bo wygląda jakby była to ekspozycja z daleka – pałac stoi blisko, ale nie na tle, żeby stopić się ze wzgórzem. Jednak potem okazuje się, że bohater wychodzi z pałacu… Namieszałam, ale chciałam wyjaśnić, o co mi chodzi. Jeśli niewystarczająco, to daj znać. :)
Klikam do biblioteki! :)
Michaelu, tak, myślę, że nawet bez Twoich wyjaśnień, te różnice zauważałam, niektóre oczywiste, niektóre polegające jedynie na innym rozłożeniu akcentów. Jednak, jak sam przyznałeś, główny ton pozostaje i nieco przyćmiewa Twoje ciekawe próby stworzenia innej, nowej postaci. Dla mnie zbyt wiele się pokrywa z pierwowzorem, by to, co jest inne wybrzmiało porządnie. Ale to tylko moje spojrzenie, myślę, że wiele osób nie będzie tak na to patrzyło. Bo to dobre opko!
Pozdrawiam serdecznie! :)
Hej, Michaelu, jeszcze wracam, doprecyzować nieco:
To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie.
To ma sens względem tego co się dzieje. Vorian nie widzi swojego życia bez żony. Bez niej nie ma nic, czyli będzie musiał żyć w ciągłym bólu. Woli umrzeć niż żyć bez niej. Więc jak ona przeżyje to nawet jak umrze, nie będzie musiał żyć w bólu. Nie wiem czy dobrze tłumaczę :D
Chodziło mi tylko o to, że potrzebujemy kogoś do życia z nim, a nie odwrotnie. Nie widzi swojego życia bez żony? Ale i tak nie widzi, skoro chce umrzeć… To mi się nie zgadza. On nie woli umrzeć niż żyć bez niej. On woli umrzeć, by ona żyła. A to zupełnie co innego. Potrzeba bycia z kimś nie ma z tym nic wspólnego. Bo przecież jeśli umrze, to z nią nie będzie.
Ale to już bardzo podchodzi pod czepialstwo, więc, oczywiście, jeśli Tobie tak pasuje, to to jest najważniejsze. Po prostu mnie to zatrzymało.
The Guru, można, teoretycznie, wysłać tekst do redakcji, odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać… :D
The Guru – niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku. Gdzieś tu był taki poradnik dla autorów chyba… pod zakładką Redakcja.
Michaelu – kolejny dobry tekst, tylko pogratulować, bo idziesz jak burza.
Tekst, jak zwykle, starannie opracowany, dobrze się to czyta. Kompozycja bez zarzutu. Warsztat dobry. Najbardziej chyba przeszkadzało mi, że tajemniczy gość był tak podobny do Chrystusa, że nawet elementy fantastyczne nie zatarły tego wrażenia. W związku z tym od początku wiedziałam, czym to się skończy. Podzielenie na wiernych i niewiernych, Herod/Piłat, wszystko inaczej upakowane, ale bardzo wtórne.
Nie jest to wielki zarzut, ale jednak sprawia, że nie ma efektu “wow”. Co nie umniejsza faktu, że opowiadanie stoi na wysokim poziomie. Faktycznie zaczęłabym wysyłać co nieco do redakcji. :)
Małe spostrzeżenia:
– Dlaczego chcesz to zrobić, Vorianie?
– Bo jej potrzebuję! Bez niej nie mam nic! – wykrzyczał żołnierz.
To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie.
– Mówisz, że wybierają – powiedział Kaelion spokojnie. – Powiedz mi tylko… jak bardzo dobrowolna jest decyzja człowieka, który patrzy na umierające dziecko?
W spojrzeniu Kaeliona coś na moment drgnęło.
Czy na pewno w ostatnim zdaniu miało być to imię?
Pozdrawiam serdecznie i gratuluję dobrego opka!
marzanie, zrobiło się metaforycznie i poważnie – czy to Ty? Wybrzmiewa zemstą okrutną! I wywal tego trolla z piwnicy! :D
OldGuard – ale bez kminku to nie to samo! :D
Oczywiście! Ten portal jest właśnie po to! Klikasz “edytuj” u góry i pracujesz nad tekstem. Komentujący wręcz oczekują, że skorzystasz z ich sugestii, bądź napiszesz, czemu one Ci nie leżą. To Twój tekst, więc możesz go zmieniać ile chcesz, dodawać, wycinać, poprawiać.
Wyjątkiem jest sytuacja, gdy bierzesz udział w jakimś tutejszym konkursie, wówczas zazwyczaj wprowadza się poprawki kosmetyczne (przecinki, szyk zdania) bez dużej zmiany treści – z tym czekamy do rozstrzygnięcia konkursu.
Także poprawiaj do woli – to jest dobrze widziane.
Zajrzyj też czasem do innych tekstów i coś skomentuj – nawet jeśli to tylko będzie krótkie “podobało mi się” – poprawiamy się tu nawzajem, robimy czasem pracę redaktora i cieszymy się, gdy ktoś przeczyta i skomentuje, bo tak możemy pracować nad warsztatem. Sama też tak tu zaczynałam i powiem Ci, że ogromnie dużo się nauczyłam i mam wrażenie, że piszę teraz dużo lepiej.
Powodzenia w pisaniu! :)
Hej, OldGuard, wpadam sobie na chwilkę, a tu takie cudeńko! :)
Pyszna lektura, potrafisz przytrzymać czytelnika przy tekście! :)
Przez pierwszą połowę miałam wciąż przed oczami film “Tylko nie patrz w górę”. Trochę o czym innym, wiadomo, ale katastroficzność też była tam tylko pretekstem do przyjrzenia się ludzkości. Potem pomyślałam, że to trochę tak, jak ktoś dowiaduje się, że umie i zostało mu dwa dni życia, tylko tutaj dotyczy to wszystkich. I ta perspektywa powala również dlatego, że nie będzie nikogo, kto będzie nas pamiętał, nikogo kto będzie dalej żył, i chyba wówczas tym trudniej jest odejść. Bo nawet, jeśli jest coś po drugiej stronie, to po tej już nic nie będzie.
Twój tekst to katastrofa złagodzona mitem Romea i Julii, miłości ponad wszystko, której wprawdzie nie ma w tekście, ale istnieje przez samo przywołanie imion. Miłości, która się nie zdarzyła, choć tyle razy mogła. Jest w tym coś bardzo prawdziwego, jakaś istota naszego życia, jej sedno.
Ciekawe, że tak bardzo opowiadanie wchodzi nam pod skórę.
Co oczywiście świadczy o jego niezaprzeczalnej wartości. Klikam dwoma łapkami!
Pozdrawiam wiosennie i idę myśleć nad piórkiem! :)
Hej, witaj! :)
Przeczytałam z zainteresowaniem. Całkiem dobrze napisane. To nie jest opowiadanie, a raczej scenka, która daje apetyt na więcej. Jak na tak niewielki tekst, udało Ci się przemycić całkiem sporo informacji o świecie, w którym dzieje się akcja, o bohaterze i przybyszu. To dobrze wróży kolejnym tekstom!. Sprawne dialogi, które dobrze się czyta. Do pełnego opowiadania zabrakło dobrej kompozycji całości, nieco zbyt mało się dzieje. Ale to nie szkodzi. W końcu to szort.
Parę drobiazgów, które znalazłam, do przemyślenia:
Chłopak zeskoczył z rumaka i uwolnił go od ciężaru sakw przytroczonych do siodła, a zwierzę na moment zbliżyło łeb do piersi jeźdźca, łasząc się jak źrebię. Poklepał go i pozwolił się zabrać za skubanie soczystych łodyg.
Pozwolił się zabrać brzmi jakby dotyczyło to bohatera. Lepiej: pozwolił mu skubać soczyste łodygi.
Mimo podenerwowania poczuł narastający głód.
Zabrakło wcześniej informacji dlaczego był podenerwowany, więc tutaj to zastanawia: jakiego podenerwowania?
– Lecisz na Północ? – zainteresował się Jan. – Pytam z powodu akcentu.
Błąd logiczny. Zwykle gdy pytamy, z powodu akcentu, to raczej skąd lecisz, a nie dokąd. A najlepiej skąd pochodzisz. No bo co za znaczenie ma, dokąd?
Ucieka? – pomyślał chłopak.
Myśli dobrze jest zapisywać kursywą, żeby odróżnić od dialogów.
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pisaniu! :)
Wersja dla posłańca:
Umarł król! Niech żyje król! Uciekajcie!
Wersja do kronik:
Dziesiątego dnia po przesileniu wiosennym, syn władcy ogłosił, że papcio jest chory. Wiadomym wszystkim było, że chłopak potajemnie podtruwa rodziciela, by szybciej władzę przejąć, ale, jako że papcio okrutnym królem był i ucisk społeczny stosował, nikt mu specjalnie (królewiczowi znaczy) nie przeszkadzał. Jednakowoż dnia jedenastego p.p.w. okazało się, że zamek najechała banda trolli z pobliskich gór. Władca nasz zbyt chory na decydowanie o losach królestwa nakazał, by wszystkim zajął się ukochany syn, któren to, niczym dziewica przed Kupałą, na niczym się nie znał. Dnia dwunastego p.p.w. trolle były wyciągnęły synalka z najgłębszej piwnicy, króla z łoża śmierci i obu z solą i kminkiem spożyli na kolację. Część z nich, zatruta trucizną, która to wciąż w ciele króla buzowała, zmarła śmiercią trollów, to jest rozpadli się na kawałeczki, niczym kamloty. Największy troll ogłosił się królem dnia trzynastego p.p.w. i z kamlotów zbudował większy tron, bo ludzki był za mały, po czym wydał ucztę.
Już dwudziestego dnia p.p.w. wiadomym się stało dla mieszkańców kraju, że nowy król lubi ludzi, ale nie tak, jak oni by chcieli i z nakazu kilku żyjących jeszcze osobników rozsyłam posłańcami wiadomość do królestw ościennych, radząc ucieczkę za siódmą górę. Tam ponoć jest spokojniej.
marzanie, zgadzam się z Tobą, że pojechałeś za daleko, krótka wersja nie jest krótka, nie jest relacją, w ogóle nie jest… :D Co nie zmienia faktu, że smakowite to wszystko…
Holly, ta Dziadumiła to jest… no… podobało mi się podejście do wyzwania!
Finkla, w samo sedno!
OldGuard, dobre i porządne
tomaszg, dobra robota, o to chodziło, oprócz ostatniego zdania (na pewno trafili…) :D ale kto by się tam przejmował :D
Prestidigitator, o, jaki fajny pomysł na telegramy – już bardziej skrótowej formy chyba wymyślić nie można!
Wrócę, mam nadzieję, że z własną odsłoną. :)
Nie karmić trolli!
Ja tam protestuję! Tak dla zasady! Rumia to część Małego Trójmiasta Kaszubskiego (Rumia, Reda, Wejherowo), które przylega do Trójmiasta właściwego (Gdańsk, Gdynia, Sopot) i tworzy prężną aglomerację. Nie wiem ile nas tu mieszka, ale pewnie sporo.
Znalezienie się poza kółkiem sprawiło, że moje pisarskie zdolności spadły o dwa poziomy, więc proszę tego więcej nie robić! I nigdy, ale to nigdy, nie piszcie “Rumi” przez dwa “ii”!
Przepraszam, ale agresja mi wzrasta, gdy ktoś mnie stawia poza “Kółkiem”!
Nie ma za co! :D Polecam się na przyszłość! Wyczuwam rozmieszczenie trolli przez skórę. :D
Bardzo. Klik już tylko wirtualny. Czekam na więcej. :D
Nie! Tam przecież siedzi troll! :D
Ależ proszę! To Twoja zasługa! :)
Ślimaku – czyli mogę oficjalnie reklamować swoje opka “Najlepsze na sen!” :D
Dzięki za wyjaśnienie – zasugerowanie takich możliwości rzeczywiście wzbogaciłoby tekst!
Reg – że przemiana nastąpi szybko! :D Już lepiej nie schodź nigdzie! :D
Hej, przeczytałam tekst j jakiś czas temu a dzisiaj po raz drugi, bo zapamiętałam niejakie rozdwojenie jaźni (mojej).
Tekst z pewnością jest dobrze napisany, umiesz operować językiem i to, co dla mnie nieosiągalne, zarówno językiem techniki, jak i polityki. Kreślisz przekonująco obrazy, które dla technicznego laika są jasne i czytelne. Scena otwierająca, pełna napięcia i emocji, jest jak z filmu – akcja idzie do przodu w tempie. Potem mamy zwolnienie, kiosk, nieco opisów. Też fajnie. Potem polityka. Tu już ciężko. Jakieś osoby, syntetyk, zanim pojęłam kto jest kim, scena się skończyła. Zastanawiałam się, czy Marszałek to nazwisko, czy funkcja, stosowana zamiennie z nazwiskiem. W końcu wyszło, że funkcja, ale nie doszłam, czy tożsama z którymś nazwiskiem. W każdym razie zostało poczucie zagubienia.
Dalej mamy głosowanie, scena ładnie zbudowana w drzwiach wejściowych i końcowy, dość suchy opis działań syntetyka, samotnego już i zamykający wszystko kiosk.
Dobra kompozycja, staranna. Jednak zawartość jest niejednorodna. Dobry początek, ale zmiana na perspektywę polityczną sprawia, że zmienia się również ciężar odczytu dla czytelnika – roboty mają mieć głos, bo ktoś myśli, że są więcej niż robotami. Temat wałkowany już nieraz, ale tutaj, może przez beznamiętne przedstawienie pracy syntetyka na końcu, tracę zainteresowania nim, nie kibicuję mu. Myślę raczej o ludziach w porcie pozbawionych pracy.
To oczywiście subiektywne – jak zawsze przy czytaniu – ale tak właśnie było w moim przypadku. Uznałam, że warto, byś wiedział, że taki odbiór powstał, że zabrakło mi nieco więcej emocjonalnej więzi z syntetykiem, by mu współczuć.
Trochę czepiania:
tej sekwencji nie będzie się już dało zatrzymać.
Zmieniłabym na: tej sekwencji nie da się już zatrzymać
Tylko przy rdzeniu wiedział, że jest.
Dlaczego tylko przy rdzeniu wiedział, że jest? Przy kiosku już nie? Trochę mi tu umknęło…
Stał bez korekty ciężaru, bez gestu równoważenia, którym ciało odpowiada na grawitację.
Zatrzymało mnie to nieco. Wiem, o co chodzi, o pokazanie braku zewnętrznych oznak człowieczeństwa, jednak sformułowanie “gest równoważenia, którym ciało odpowiada na grawitację”, hmmm, jest dziwne. Może dobre, nie mnie to oceniać, ale wybija z czytania.
I Darnił mówi: oto twarz waszej krzywdy. Skłamał co do twarzy. Ale wskazał twarz, która jest przed ludźmi każdego dnia.
Mamy powtórzenia, trochę dużo. Może: skłamał co do twarzy, wskazując tę, która….
Palcami lewej ręki musnęła górną kieszeń marynarki. Cofnęła stopę, jakby dotknęła czegoś gorącego. Zatrzymała się w miejscu.
To również mnie zatrzymało – cofnęła stopę, bo dotknęła palcami czegoś gorącego, czy stopą? Dotykamy palcami, a stopa rzadko jest bez obuwia, żeby poczuć/dotknąć czegoś…
Hala, którą kiedyś obsługiwało dwunastu syntetyków, potrzebowała teraz tylko jednego.
Dałam tu to zdanie, ale to dotyczy całego fragmentu. Cała polityczna debata sprawiła, że pomyślałam o ludziach w tym całym układzie, a bezosobowe niemal pokazanie “bohatera” w ostatnim fragmencie sprawiło, że zabrakło mi sympatii dla niego. Bo w sumie ludzie nie są pewni, czy syntetycy czują. Sami syntetycy nie są pewni. Gdy więc czytam, że zamiast dwunastu jest tylko jeden, to przyjmuję to jako suchy fakt, ok, naprawili wszystko, teraz samo działa, z opisu wynika, że działa lepiej, koniec z prowizorką. Czyli dobrze! Kurczę, chyba nie o to chodziło, żebym to tak odczytywała!
Mam nadzieję, że to tylko ja, taka nieczuła! Ale tego mi tu zabrakło.
Piórkowo na nie, ale doceniam wartość opowiadania i słuszną nominację.
Pozdrawiam wiosennie! :)
Ponieważ komentarz już był, to wracam tylko na chwilkę, napisać, że piórkowo będę na tak.
Pozdrawiam wiosennie! :)