Profil użytkownika


komentarze: 1519, w dziale opowiadań: 1169, opowiadania: 419

Ostatnie sto komentarzy

Żeby wszystko było jasne. Sprawdziłam i według cyferek skomentować mnóstwo opowiadań muszą autorzy:

Yednorożca – 29850 znaków

Patelni – 25029 znaków

Bezdusznych – 29871 znaków

Oktagonu – 29131 znaków

Dziwnych rzeczy – 29998 znaków

Będę czytał… – 25118 znaków

 

Wszystkie powyższe przekroczyły 25 tysięcy znaków, więc na pohybel im niech się biorą do czytania i poczują oddech jury kostuchy na plecach. 

Gdybym się gdzieś pomyliła, przeoczyła, zapomniała, proszę o jasne sygnały dymne, dźwiękowe lub świetlne. 

Jury pozdrawia śmiertelnie! 

 

 

Powiedz koleżance, żeby chwilę poczekała, bo jury musi policzyć te procenty… Trzeba odjąć opko uczestnika od pozostałych, a potem coś wypić i zjeść w Walhalli, potem zastanowić się jak to się robiło, to wymaga mini uczty u Hadesa, a potem jeszcze obliczyć średnią prędkość czytania i komentowania w stosunku do ilości dni przyszłych… tu potrzebna będzie rekonwalescencja w raju, czy też na Olimpie, jeszcze nie wiemy… Zmęczyłam się… 

Także ten… zaraz napiszemy.

Pozdrawiamy koleżankę! :D

Iii… zamykamy pulę konkursową! Ostatni uczestnik zmieścił się cztery minuty przed końcem czasu!!! To dopiero jest hazard!

Teraz jury udaje się na wielomiesięczne obrady, by pić i jeść  pochylać się nad tekstami z należytą starannością. :)

A tymczasem… został ostatni dzień wrzucania tekstów – do 23.59 możecie jeszcze dodać swoje wypociny piękne opowieści o różnych obliczach śmierci. Czekamy! :)

Witaj, Kronosie!

Jestem z natury mało techniczna, mam problemy z prostym liczeniem, a tu taki tekst zaserwowałeś, że trzeba się nieźle skupić! Tym bardziej z przyjemnością piszę, że dobrze się czytało! 

Pomysł może nienowy, tajemniczy artefakt był już nieraz bohaterem opowiadań i filmów, ale fabuła jest poprowadzona sprawnie, a język tak dobrany, by nawet laik zrozumiał, mniej więcej, o co chodzi. Trochę technicznego żargonu dla fanów sci-fi nie szkodzi i nie przeszkadza. 

Jest nieco niedociągnięć w kreacji postaci drugoplanowych, ale bohater wyszedł całkiem porządny i przekonujący, choć jego walka z Maxem, już mniej. Obie panie przydałoby się nieco poprawić…

Tekst, w mojej opinii, jest lepszy od pierwszego, lepiej skonstruowany, ciekawiej poprowadzony. 

Lekkie piórkowe wahanie, ale raczej będę na tak, bo tekst jest porządny. 

Pozdrawiam serdecznie! :) 

Hej, zacznę od czepialstwa, żeby mieć z głowy, coś tam zasugerować, choć nie wszystko wypisywałam, bo dużo było:

 

powłócząc nogami, w stronę barłogu

bez przecinka

 

w końcu skonać

źle zestawione słowa

 

 

– Hej, dzieciaki! – zawołał mężczyzna – co tam u was słychać? Grzeczne byłyście?

– Dzień dobry, panie Alvinie. Byliśmy grzeczni – dzieciaki odpowiedziały chórem.

 

Zły zapis dialogów. 

 

W murze, pomiędzy krzewami, widniała dziura, Dash starannie zasłoniła ją liśćmi. Rozejrzawszy się uważnie, przeszła na drugą stronę.

Logika tu mi siada. Najpierw zasłoniła liśćmi dziurę a potem przeszła na drugą stronę…

 

Wiatr wciąż nie odegnał chmur, nie mogły zobaczyć gwiazd.

Dwa różne podmioty w jednym zdaniu, gdy poprzednie zdanie nie sugeruje niczego. 

 

Miasteczko było już uśpione koloniści na Gon zwykle kładli się wcześnie.

Przecinek

 

tak krucha, jakby jej kości zrobiono z kruchego ciasta

powtórzenie

 

Ranek zaczął się cichym szmerem przelotnego deszczu, zaraz jednak przestało padać i zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce: zrazu ostrożnie, potem coraz odważniej, kiedy wiatr odgonił chmury: przejaśniło się po raz pierwszy od kilku tygodni.

Czemu taki zapis? Mam na myśli dwukropki. 

 

Gdzieniegdzie grokh otrzepał wilgotne futerko.

Lepiej: otrzepywał

 

Wszyscy siedzieli w Sali Spotkań na ustawionych w równe rzędy krzesłach. Lekcje zostały odwołane.Usłyszeli brzęczenie. Zobaczyły ciemny kształt na niebie – rósł, zbliżając się do wzgórza.

To „wszyscy” trochę wybija z rytmu – znaczy kto? 

No i niekonsekwentne końcówki męsko i żeńskoosobowe.

 

 

Zrozumiała, że się boi, a do tego nikt jej nie przygotował.

Strach. Badała to nowe uczucie z pewną dozą ciekawości. Nigdy dotąd nie czuła strachu.

Chyba jednak czuła…

To Dash fascynowało i przerażało jednocześnie.

Dash podeszła do androida, ze wszystkich sił próbując stłumić lęk.

Świadomość tego, co zamierza zrobić, uderzyła w Dash boleśnie: kiedy zabierze jajo, corrax umrze. Ona go zabije. Żal ścisnął jej gardło, przełknęła ślinę, by nie płakać. Powtarzała sobie, że corrax i tak by zginął. Corrax składa tylko jedno jajo w życiu i umiera zaraz potem.

Dlaczego tak pomyślała? Powtarzasz wcześniej, że umiera po złożeniu jaja…

 

Tylko babcia patrzyła dziwnie.

Może podejrzliwie albo pytająco, albo jeszcze inaczej. Bo dziwnie nie mówi nam nic. 

 

– No właśnie. Jest pani za nie odpowiedzialna, jak pani sama mówi i nie dopilnowała pani jednego z nich. Doszło do naruszenia.  

– Naruszenia?

– Odkryliśmy, że jedno z twoich, jak sama mówisz, dzieci spotykało się przez jakiś czas potajemnie z jedną z dziewczynek z osady.

 

Kiedy przeszły na „ty”?

 

Dash się sądziła, że zobaczy Ilę jeszcze raz, ale pozwolono im na pożegnanie.

Coś tu się potegowało… 

 

Dobra, więcej nie pisałam, ale przecinki wymagają przejrzenia tekstu, podobnie dialogi. 

Pilnuj logiki, bo ona jest bardzo ważna. 

 

Stworzyłaś, Pusiu, ciekawy świat, gdzie nie tylko mamy nowy porządek świata po śmierci Ziemi, ale nowe rodzaje istnień – roboty z ludzkimi mózgami, ludzi, którzy umierają i żyją dalej, dzieci hodowane przez roboty… no, dzieje się, Przyjemne światotwórstwo, gdzie rośliny i zwierzęta udało Ci się przekonująco powołać do życia. Odkrywasz ten świat czytelnikowi powoli, nie pozwalając, by dowiedział się wszystkiego od razu. Super. 

A jednak wyziera z tego obrazu nowej, innej ludzkości, jakaś beznadzieja, marazm, kompletny brak sprawczości. Bohaterami są dzieci, które nic nie mogą, nauczycielka, która też jest bierna, nawet roboty podkręcają tą atmosferę  nieuchronności zdarzeń. To bardzo osłabia lekturę tekstu. 

Część, która dotyczy Iii, można by spokojnie skrócić, bez szkody dla tekstu, zwłaszcza, że jest on dość obszerny. Jej problemy z kolegami i koleżankami z klasy nie wydają się aż tak istotne. 

Wielki plus za pomysłowość i kreację świata, ładunek emocjonalny również stoi na wysokim poziomie, minus za wykonanie i dobór bohaterów oraz poprowadzenie fabuły. 

Tym razem, Pusiu, będę na nie, ale myślę, że następne teksty w Twoim wykonaniu przyjemnie mnie zaskoczą. :)

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

No, dobra, zaczęłam korekty tekstów od tego, choć odwiedziłaś jeszcze dwa inne ostatnio. Dobrnę tam. Obiecuję! 

Tarnino, sposób, w jaki wgryzasz się w tekst, jest tak niezwykły, że po jakimś czasie zaczynam się zastanawiać, co ja w ogóle chciałam napisać. :)

Poprawiłam, jak umiałam i jak rozumiałam, odpuściłam tylko to o drzewach, bo zbyt dużo bym tam musiała zmieniać, a nie wiem, czy sens, i tak już deliryczny, nie zagubiłby się.

Stawały się dębem, bo słowo dąb niosło w sobie informację o wszystkim, czego potrzebowało drzewo, by dębem zostać.

Raz, to nie były drzewa, tylko jakieś zalążki, a "drzewo" to kategoria, genus, dla dębu (species). Nie konkretna rzecz, to znaczy, byt nie może być "po prostu drzewem", jak zwierzę nie może być po prostu ssakiem, musi być ssakiem jakiegoś gatunku. Albowiem jeśli istnieją uniwersalia, to nie są tego rodzaju, żeby można je było szturchać palcem, a jeśli nie istnieją, to tym bardziej. Dwa, jak następnym razem polecisz pić z Arystotelesem, to mogę się zabrać? XD Bo właśnie odkryłaś arystotelesowską koncepcję duszy :D tylko w sposób totalnie psychodeliczny.

Prawdę mówiąc, ledwo rozumiem, o co Ci chodzi! :)

Ale zapraszam, jak najbardziej, picie z Arystotelesem było o tyle interesujące, że w ogóle go nie pamiętam… ależ to musiała być impreza! :D

Serdecznie dziękuję Ci za wszystkie uwagi, są bezcenne! 

Polecam się! 

Hej, wpadłam poczytać, a tu taki interesujący tekst! 

Nietuzinkowo napisany, w narracji pierwszoosobowej, która łatwa nie jest, zwłaszcza, gdy bohater taki negatywny i nie wzbudza sympatii. 

Sama historia prosta, fabuła nieskomplikowana, trzy osoby dramatu. Właściwie to jedna, bo tamte służą jedynie jako tło. 

Trochę czepiania: 

Muszę przyznać, dopełniły klimatu.

Albo: Muszę przyznać – dopełniły klimatu.

Albo: Muszę przyznać, że dopełniły klimatu. 

 

Dzieci z przedszkola jeszcze przez długi czas opowiadałyby o tym spotkaniu, ale życie miało inne plany.

Przecież i tak opowiadałyby, więc dla mnie to zdanie do wywalenia. 

 

Krzyki dziecka oznaczają, że wszystko jest w porządku.

No nie. Raczej odwrotne zdanie jest prawdziwe – że cisza niepokoi. Ale krzyki wcale nie oznaczają, że wszystko jest w porządku. Zwłaszcza, gdy dziecko idzie samo bawić się naklejkami…

 

Ta wściekłość o brak naklejki, to niezłe przegięcie…

 

– Co robisz?! – warknąłem, przeciskając się przez drzwi.

Dlaczego się przeciskał? Nie mógł wejść?

 

– Co robisz?! – warknąłem, przeciskając się przez drzwi.

Dopiero wtedy zauważyłem, że wciąż ściskam w dłoni to cholerne piwo.

Blisko siebie podobne słowa. 

 

Nieźle się ta przestrzeń tam zakrzywia… na 30 cm ściany mamy 70 cm drzwi…

 

Rozumiem, że facet wciąż pijany, że dziwne rzeczy się dzieją, ale czytelnikowi z pewnością chwilami ciężko zaakceptować to, co jest opisane. 

Mimo wszystko tekst jest pomysłowy (też skojarzył mi się z “Zaginionym pokojem”) i naprawdę szkoda, że nie pociągnąłeś trochę tego wątku drzwi. Byłoby jeszcze ciekawiej. 

Piórkowo będę na tak, głównie z powodu ciekawego podejścia do tematu i dosyć dobrze zarysowanego portretu psychologicznego bohatera, co przy takiej ilości znaków jest niemałym osiągnięciem. Otoczka tajemnicy kończąca tekst też dobrze mu robi. Opowiadanie zostaje w głowie. 

 

Pozdrawiam! :)

Obecnie ustaliliśmy, że opka przyjmujemy do 9 sierpnia, chyba, że coś się znowu zrypie… Potem wjedziemy traktorami  zastanowimy się stosowną chwilę, komu ze śmiercią najbardziej do twarzy. :) 

Właśnie na stronie głównej ktoś przestał być anonimowy…. hmmm, idę na obrady jury…

Nie wrzucaj, bo przestaniesz być anonimowa, jeśli trafisz do biblioteki. Można potem dodać – po konkursie… jeśli portal będzie działał… :D

Mam tylko nadzieję, że temat konkursu nie został potraktowany przez portal dosłownie i nie zejdzie nam tu śmiercią nienaturalną i fantastyczną na brak opek do oddychania. 

Tak, oczywiście. Przesuwamy. Od momentu, gdy pierwsze nowe opowiadanie pojawi się w wątku konkursowym, będzie jeszcze tydzień. Czyli przesuwamy, aż nie ruszy z kopyta, albo piszczeli… 

Zgadywanki można tutaj! :)

A termin, coż, jak to termin, patrzymy czy jest z gumy, czy kredowy… damy znać, jakie wyniki oględzin…

Ciśnięcie powinno być stałe i uporczywe, żebyśmy wiedzieli, że Wam zależy… 

A z wątkiem zgadywanek ciężko, nie udaje się go stworzyć… podejrzewamy wpływ tajemniczej migracji smoków zombie na pośmiertną rzeczywistość i promieniowanie szczątkowe ofiar wampirzych kłów. 

Tarnino, dzięki za odwiedziny! Wgryzę się w te anglicyzmy! Tak to jest, gdy zbyt długo gadam po angielsku, kalki same się tworzą… :) Ale wypielę je niczym perz z pomidorów! :) Dziękuję! :)

Hej, marzanie, współautorze nieistniejącego opka, które wspólnie sknociliśmy! :) :) 

 

Porządny tekst biblioteczny, Twoje historie są niesamowite, wyobraźnia szaleje, a bohaterowie nie nudzą i mają ciekawe przygody, To u Ciebie już norma, więc człowiek (chociaż troll i elf również) oczekuje najwyższych lotów. Ty się po prostu nie nadajesz na jakąś niższą półkę!!!

Dlatego to opko uważam za nieco słabsze. Piórkowo. Oczywiście, jako kontynuacja broni się na spokojnie, ale przyznam, że nie czytałam części poprzedniej, tylko tą pierwszą, i może dlatego chwilami się gubiłam. Czyli jako samodzielny tekst opowiadanie ma pewne luki, które w czytaniu przeszkadzają. 

 

– Eir, jesteś moją przyjaciółką? – rzuciła jeszcze w drzwiach.

Nie zaczęła od powitania. Nie sprawdziła, czy kobieta jest w domu. Czuła to.

– Usiądź. Napij się ziół.

Ostatni raz przestąpiła próg cztery lata temu. Wszystko wyglądało podobnie, nawet puste posłanie obok paleniska. Spojrzała na szamankę. Gdzieniegdzie przybyło zmarszczek, lecz twarz wciąż miała piękną.

To początek tekstu, wprowadzenie, i nie spełnia dobrze swej roli. Mnie to zatrzymało na tyle, że czytałam trzy razy. Tekst jest na tyle zagmatwany, że dla mnie wymaga wygładzenia. 

 

Wywiodą wszystkich zagubionych do podziemi Północy – miejsca, gdzie już nikt nie odbierze im pamięci, a duszom z Asfodelu wrócą wspomnienia. Powiedziała im również o cierpieniu, którego dusze uniknęły, napiwszy się wody z Lete. O żalu utraty ziemskiego życia i tęsknocie za tymi, których kochali. Mimo to nikt się nie wycofał.

Tutaj również miałam podobne odczucia. Zagmatwania. Trochę jakbyś powycinał część tekstu. Cierpienie, którego dusze uniknęły, żal utraty ziemskiego życia – powiedziała im o tym? Wiem, że to bardzo subiektywne, ale naprawdę czułam się zagubiona, niczym dusze Asfodelu – i czemu oni byli zagubieni? 

 

– Tym chciał, żebyś był, prawda?

W pierwszej chwili Tym wydał się imieniem…  Tak, żebyś wiedział, bo oczywiście rozumiem, co miałeś na myśli. 

 

Kiedy Hades dotarł w pobliże Nili, liczył już ponad dwadzieścia rzędów, wszystkie wzmocnione nićmi Mojr.

Brzmi, jakby Hades liczył dwadzieścia rzędów. 

 

Przeszkadzały mi częste przeskoki w fabule. Przykład. W jeden chwili Nila idzie do Elizjum, jeszcze tam nie weszła, w drugiej już przemawia. 

 

Domyślała się, że w Elizjum nie pójdzie jej tak łatwo. Wybrańcy mieli wszystko, czego pragnęli, zatem czemu mieliby opuścić wygodne lokum i pójść ramię w ramię z cieniami? W dodatku musiała tam wejść sama – czy dla herosów i mędrców nie będzie jedynie zagubioną duszą?

Zaczęła mówić o tych, którzy czekają na ratunek, lecz nie mają bohaterów, szukają przewodników, lecz zew pustki wiedzie ich głębiej w krainę obłędu. Z początku mieszkańcy Elizjum byli zajęci swymi sprawami i zerkali na nią jak na szaloną.

No, ale dosyć czepiania. Zwłaszcza, że opowieść ciekawa. Co do kontynuacji, to myślę, że już wystarczy. Albo zrób z tego książkę i wtedy szalej na całego, albo temat już zostaw, bo będzie coraz mniej czytelników, którzy przeczytają wszystkie i nie ogarną niuansów. Ale, jak już wspomniałam, to bardzo subiektywna opinia, więc może nie słuchaj… 

Piórkowo będę na nie. Jeśli potrzebujesz więcej wyjaśnień w tej kwestii, daj znać a przybędę na rudym koniu, by wskaźnikiem jeszcze Cię pomęczyć. :) 

Pozdrawiam i czekam na coś pachnącego świeżością bułeczek z piekarni o poranku. :) 

Hej, Holly!

Ależ interesującą formę sobie wybrałaś! Te listy robią robotę. Czułam, jakbym czytała faktycznie listy dalekiego wujka znalezione na strychu. 

Sama fabuła całkiem dobra, byłam zainteresowana, co będzie dalej, opowiadanie pisane w stylu podróżniczym, więc nieco wynudziły mnie opisy miejsc, ale to taki drobiazg. Prawdę mówiąc cały czas czekałam, aż bohater dojedzie wreszcie na miejsce. :) 

Taki typ tekstu kojarzy mi się  bardzo z zamieszczanymi czasem w Nowej Fantastyce starymi opowiadaniami “z lamusa” snutymi w formie gawędy – niespiesznie, niczym wspomnienia w pamiętniku. Mają one swoją specyficzną atmosferę i tego się od nich oczekuje – minimalna ilość dialogów, dużo opisów, lecz ciekawa warstwa fabularna. 

Mnie się podobało. Pewnie, że nie wszystko jest dopieszczone, ale dobrze się to czyta. 

Moi przedpiścy napisali już tyle, że nie będę się czepiać warstwy językowej. Jedynie to: 

 

Nazajutrz statek do Cypru rusza o świcie.

Dla mnie pierwszy wyraz niczego nie wnosi – do wywalenia. :) 

 

Stylizacja mi nie przeszkadzała – dawała nieco poczucia, że jestem w innej epoce, dawno temu. 

Logika gdzieniegdzie szwankuje, np. Co się stało z resztą jednorożca, gdy jego róg przebił dziewczynę? Dlaczego Stanisław zabawia się w podróżnika odkrywcę, gdy jego ukochany umiera? Przekonanie o cudownym leku jest niby silnie podkreślone, ale nie przekonuje mnie w momencie, gdy ten drugi prosi, by przyjechał się pożegnać. Jeden z kochanków choruje, drugi nie… hmmm.  

Piórkowo będę na nie, ale to dobry tekst biblioteczny i fajnie, że został nominowany. 

Pozdrawiam serdecznie! :)

Hej, beeeecki! 

Opowiadanie zacne, przygodówka jak się patrzy, dużo akcji, dużo krwi, jest twist, jest szalony religijny przywódca i siły porządku. Dobrze się czytało, a bohaterowie podeszli. Tylko Gerwina jakaś taka nijaka – pojawia się nagle i znika nagle, jakby stworzona tylko po to, by ją ten umarlak ubił. Brak jej osobowości.

Dobył krótkiego tasaka i kciukiem poruszył wmontowany weń cyngiel. Z niewielkiej rurki w rękojeści polała się oleista ciecz, a z mechanizmu broni zaczęła ciurkiem lecieć świszcząca para.

Nie mogę sobie tego wyobrazić. Tasak ma cyngiel, rurkę i mechanizm… Co to za tasak? :D

Wyjaśniasz to później, widzę. Ale i tak ten opis zatrzymuje.

 

Potwór popatrzył na nich zrośniętymi oczodołami, przez które zdawał się widzieć.

Zrośnięte oczodoły? Dziury po oczach, wgłębienia w czaszce? Zrośnięte? Moja wyobraźnia szwankuje.  Może ogólnie mam kiepską… :D

Podoba mi się zgrabny podział na rozdziały z odpowiednimi fragmentami, które same w sobie pchają tekst do przodu i nieco zapowiadają, co się będzie działo. Niby drobiazg a cieszy. 

Światotwórstwo również interesujące – mamy wprowadzenie, umiejscowienie akcji w jakimś szerszym horyzoncie, podbudowę świata. 

Trochę jednak psuje ten efekt nagromadzenie różności – jest tu właściwie wszystko – fantasy, steampunk, średniowiecze i dwudziesty wiek, siły nieczyste, narkotyk, chemiczne mikstury, pistolety, rapiery, inkantacje, speluny, komisariat, kultyści i komisarz, biegająca wokół tego wszystkiego bestia, która raz rzuca się na ludzi i jest niepokonana, a raz patrzy i czeka. No, dużo upchnięte w jednym opku. Wprowadza to nieco chaosu, choć wciąż jest to dobra lektura. 

Dałeś mi niezłą zagwozdkę, bo tekst mi się podobał, choć miałam wrażenie, że za dużo tu grzybków. barszczu. Ostatecznie jednak wychodzi mi, że będę na nie, choć piszę to z niezwykłą przykrością. Ilość nominacji wskazuje już, że to tekst, który się podoba i który się dobrze czyta, jednak dla mnie tym razem ciut zabrakło.

Pozdrawiam cieplutko i czekam na następne teksty. :)

 

Michaelu, dzięki za wyjaśnienie, rozumiem, że takie sceny, jak przedstawiłeś, są możliwe, niestety, mój umysł je odrzuca i cóż tu mogę poradzić… :D

Co nie zmienia faktu, że opko fajne! :)

Witaj ponownie, Michaelu! 

Znając już nieco Twoich tekstów, wiedziałam czego się spodziewać. Czegoś ciekawego! Ale gdy spojrzałam na ilość znaków, to cicho jęknęłam w duchu. I wiesz co? Nie było czuć tej ilości, bo w tekst wchodzi się jak w masło i to takie lekko podgrzane słoneczkiem. :)

Historia przejmująca i przygnębiająca. Ale cóż zrobić, taki świat stworzyłeś. Trzeba przyznać, że bez lektury “Szwów” pewnie wydawałby się bardziej świeży, ale jako rozwinięcie też się broni. 

Trochę się poczepiam, ale wiesz, to subiektywne bardzo jest…

 

Znał każdy materiał na pamięć. Nadia_True. Dwadzieścia trzy lata. Naturalna twarz.

Nie wiem, czy „materiał” jest tutaj dobrym określeniem… informacje? Czy chodziło o materiały filmowe? Wtedy nie wybrzmiało…

 

Dalej nie znalazłam kupca na moją twarz.

– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!

Zaraz, zaraz. To są wypowiedzi tej samej osoby umieszczone w niewielkim odstępie. Więc ona chce sprzedać twarz, ale oskarża siostrę, że się sprzedaje? Yyyy… 

Tak. To mi w trakcie lektury nie leżało. Ta pierwsza scena z siostrami. Jedna drugiej zarzuca w zasadzie to samo, a nie są tak głupie, by nie widzieć zależności. Chyba, że są… Potem to już w następnych scenach jest powtarzane i podkreślane, przerzucają się oskarżeniami, ale w tej pierwszej szczególnie to razi. Jedna jest bogata, druga biedna i na tym kontraście opiera się w dużej mierze relacja między nimi… można to było trochę bardziej podkręcić… zwłaszcza, że to bliźniaczki. 

 

Nowa twarz zrobiła z niego człowieka sukcesu. Nie widział powodu, dla którego nie miałaby zrobić tego samego z jego małżeństwem.

Coś tu nie zagrało w konstrukcji zdania. Zatrzymało mnie. Ale może przesadzam. 

 

I już. Reszta leżała, język w porządku, warsztat masz przecież dobry. 

Teraz sama historia. Dobra. Pomysł już w tamtym szorcie był dobry. Myślę, że byłby z tego dobry kryminał dystopijny, gdybyś się bardziej rozpisał. Trochę wkurzała mnie bierność Leny, ale doszłam do wniosku, że takie postacie istnieją w naszym świecie, więc czemu nie w Twoim. Jej ukryte psychopatyczne skłonności dodają smaczku na końcu. Opowieść przekonała mnie, choć niektóre zachowania bohaterów irytowały. 

Tekst jest na wysokim poziomie i w mojej opinii zasługuje na piórko. Będę na tak.

Pozdrawiam serdecznie. :) 

I czekam na następne opka. :)

Cześć prosiaczku!

Ponieważ Twoje teksty zwykle trafiają do nominacji piórkowych (jak Ty to robisz?) to gdy wspomniałeś o Pozszywanym, od razu pomyślałam, że na pewno przeczytam, bo przecież zjawi się, gdzie trzeba. I proszę! :) 

Cała ta moja opinia jest oczywiście bardzo subiektywna, więc wiesz… bierz poprawkę. :D

Tekst jest nierówny. Tak jakby klawiatura musiała się rozgrzać, by właściwe słowa zaczęły zajmować swoje miejsca. Początek gorszy, nieco kuleje stylistycznie, potem, jakby ktoś naoliwiał maszynę, jest lepiej i lepiej. 

Parę przykładów, które mnie zatrzymały (chociaż może niepotrzebnie się czepiam):

 

Wieczorami woda szemrała, obleczona woalem mgiełki marszczyła się i drżała, momentami bulgotała głośno niemal jak we włączonym czajniku. Pod osłoną nocy zdawała się ożywać, tu pluskiem spowodowanym zrywem ryby, tam szumem zakwitających wirów czy chlupotem pod naporem wiosła – wyhamowało łódkę, na której Adam, nie mogąc zmrużyć oczu, postanowił wypłynąć o tej późnej porze.

 

Dużo podobnych czasowników, czasem rymujących się, melodia tekstu trochę na tym cierpi. Drugie zdanie ma jakiś błąd podmiotów, zaczyna się o wodzie a kończy na łódce i Adamie. Co wyhamowało łódkę? Chlupot czy woda? Niejasne. 

 

Kiedy przecięła taflę, sieć wydała jeszcze inny dźwięk – cichej nadziei.

Mamy pierwszą wzmiankę o sieci, a piszesz, jakby była wspomniana już wcześniej. Jaki dźwięk wydała wcześniej? 

 

Pomimo zniekształconych rysów twarzy Adam zdołał szybko ocenić, że będzie musiał zawieźć je na przeciwległy brzeg.

Zawieźć rysy twarzy? Jeżeli nawiązujesz do poprzedniego zdania, to mowa o kobiecie, czyli raczej „ją”. 

 

Jak nóż skrobiący rybę, światło dnia wyłuskiwało je z ciemności.

 

Ładnie brzmi, ale jak się nad tym zastanowić, to nie bardzo działa na moją wyobraźnię – nóż skrobiący rybę przecież niczego nie odkrywa tylko bardziej oczyszcza, wygładza… Hmm. 

 

Wzdychała, jakby chciała w płucach pomieścić całą niezwykłość świata.

 

Ładne! 

 

wyłowił trzy kolejne nieboszczyki.

Raczej: trzech kolejnych nieboszczyków. 

 

Piersią niewiasty targnął dziki szloch. Nie mogła wiedzieć, dlaczego spotkanie z Adamem tak bardzo ją wzruszyło.

Czy nie miało być po prostu: nie wiedziała?

 

Dobra mamy za sobą warstwę językową. Czasami tam coś nie bangla, ale ogólnie jest ok, Twój styl pisania jest bardzo obrazowy przecież. Umiejętnie wprowadzasz czytelnika w nastrój, wciągasz w świat, który wymyśliłeś, na tyle przekonująco, że staje się rzeczywisty. To Twój największy atut. A w tym opowiadaniu dochodzi jeszcze wielopoziomowość narracji. Fakt, jest wiele niedopowiedzeń, są niejasności, ale tak płynnie przechodzisz pomiędzy różnymi znaczeniami, że czytelnik czuje się zagubiony między wspomnieniami, rzeczywistością, pragnieniami i wreszcie zagadką, której nie rozwiązujesz. I, zadziwiająco, mnie to nie przeszkadzało. Płynęłam z tą opowieścią tam, gdzie mnie prowadziła i zaciekawiona i zaintrygowana – nie utonęłam. :) 

Zakończenie trochę mi nie pasowało. Trochę. I poszli w dal, trzymając się za ręce. Hmmm. Ale to drobiazg. 

Brawo za słowotwórstwo. Naprawdę. 

Myślałam nad tym piórkiem trochę. Bo językowo nie jest idealnie, bo nierówno, bo fabuła. Ale koniec końców, skupiłam się na odbiorze, na wieloznaczności tego, co pokazałeś, bo stworzyłeś miasto, które jest organizmem, które wrosło w świat, ale które jest jednocześnie chore i skrzywione, które jest zlepione z kawałków, jak dusza bohatera, porozrywana i sklejona, chora. 

Przekonałeś mnie. Będę na tak. 

Pozdrawiam cieplutko. 

Gratulacje dla wszystkich nominowanych. To są bardzo dobre opka! :)

Ślimaku, limeryk fajny, jak zawsze limeryki, choć właściwie bez fantastyki. Natomiast następne już sugerują znacznie więcej, niż jest napisane! Dla mnie najlepsza wersja to fantasy. :) 

Pan Kratzek, dobra dynamika w jednym zdaniu, dużo treści, może mało fantastycznej, nieco zagubiłam się w gumkach zgubionych i chmurce, ale wyobraźnia coś tam podpowiedziała. :)

Właśnie, co będzie następne???

Tarnino, przecinek poprawiony, z Twoich drugi i czwarty najlepsiejsze! :)

marzanie, dzięki za zwrócenie uwagi,  już się pochylam nad bliskością słów… (ładnie to brzmi… :D)

Koalo, lubię Twój grawilot, i ten czas inaczej płynący… takie proste!

– Przepraszam, naprawdę, no, działo się, jakby ci to wytłumaczyć, hm, lepiej nie, może tylko zapytam: zimnokrwistość ci nie przeszkadza, prawda, kochanie? 

 

– Panie profesorze, nie przyszłam wczoraj, ale chciałam dogłębnie zbadać temat, no i okazało się, że przemiana w zombie jest nieodwracalna i ostateczna… 

 

Widełek nie wydłużymy, bo jury są leniwe i nie chce im się czytać grubasów. Jest nieco w nagrodę za komentarze, ale to chyba wszystko, jeśli chodzi o naszą pracowitość…  :)

Michaelu, 

jesteś niesamowity, z tym Twoim tworzeniem zgrabnych, nastrojowych tekstów, które czyta się z przyjemnością! Nie wspomnę o ilości opowiadań, bo patrzę z zazdrością i czytam z radością! :) 

“La muerte…” jest poetycka, wciąga w tą meksykańską rzeczywistość z całą mocą. Bardzo podobała mi się “taneczność” śmierci i pewien rytm, który nadawała zdaniom, można powiedzieć nawet –  muzyczność. 

Językowo spoko, ale prawdę mówiąc tym razem, nie przyglądałam się zbytnio – czyli musiało być dobrze! :) 

Jechaliśmy z mężem dwa dni samochodem do Włoch i czytałam opowiadania na głos, żeby podróż minęła nam przyjemniej. I powiem Ci, że kiedy czyta się na głos, zupełnie inne rzeczy wychodzą na wierzch. Na przykład powtórzenia. Było za dużo takich samych. Aż się prosiło, żeby zmienić za każdym razem jakiś drobny szczegół, co zrobiłeś przy zdaniach początkowych fragmentów. Ostatnie zdanie, wg mnie, też należało tak potraktować. Bo za trzecim razem, było już zbyt przewidywalne i nużąco identyczne. Albo jeszcze inaczej. Zacząć jeden fragment właśnie od nagietków… Nie straciłoby na melodyjności, ani na treści, ale zyskało na odbiorze. 

Jedwab i łachman mają ten sam splot – ładne! :)

Ostateczny jak zachód słońca – też!

Piórkowo będę na nie – głównie przez okrutną przewidywalność tekstu i niewielką ilość ciekawej treści. Czyli główny zarzut jest fabularny… 

Reszta jak zawsze, dobry poziom, wrażenia estetyczne bardzo dobre. Ty, Michaelu, potrafisz! :) 

P.S. Mężowi się podobało! :) 

P.S. Z króciakami jest ciężko – sama dobrze to wiem! :) Ale warto je pisać, dla zbudowania atmosfery, dla poetyki, nawet gdy mało tam treści. Ja osobiście bardzo lubię takie pisać i czytać. Są po prostu, najzwyczajniej, fajne. A że na piórka to za mało? A co tam! :D

Pozdrawiam serdecznie i cieplutko! :)

Wow! Tarnino, Ty to znajdziesz zawsze tyle baboli, że gdyby można było je jeść, świat nie znałby głodu… :D 

Usiądę na spokojnie do tego nieco później, bo właśnie się pakujemy na wyjazd, ale już widzę, że Twoja wizyta tutaj była baaardzo potrzebna! :D 

Dżungla Meinonga, hmmm, co to? Wygooglam sobie później! 

Dzięki wielkie! :) Wdzięcznam! :)

Hej! 

Jestem wielbicielką humoru w fantastyce, jednak dość wybredną. Tutaj absolutnie mi podeszło, trafiło i zatopiło. Odświeżające i lekkie, a jednocześnie nie pozbawione głębszych treści! Sama historia Bogdana jest niełatwa, bardzo socjologiczna, ale też zaskakująco sam system okazuje się nad wyraz elastyczny i potrafi sam siebie zlikwidować. Fascynujące. 

Ponieważ tekst narzekaniem stoi, a tu brakuje w komentarzach, to nadrabiam:

 

– To nie wspiera funkcji przywódczych.

– Ale wspiera Bogdana.

Cudne. 

Kurczę, miało być narzekanie…

 

– Na niedanie się kupić.

Zmieniłabym. Bardzo niezgrabne. Do czego to zmierza, pytam się? Waga głosu wysoka, zaznaczam. Cały jeden. 

I już. 

Doceniajmy teksty z humorem, tak prędko odchodzą…

Dla mnie piórko, jak nic, ale nie wiem, czy waga głosu będzie wystarczająca. Będę na tak, może system się nie zawali. :)

Pozdrawiam! 

Wszystkim nie dogodzisz! :D Ale to jest piękne w czytelnictwie, że odbiór tekstu jest bardzo indywidualny i zawsze będzie ktoś kto się zachwyci! 

Postaram się, oczywiście, zajrzeć do nowego opowiadania, jak znam Twoje teksty, to pewnie też będzie nominowane! :) Dobrze piszesz! :)

Do następnego! :) 

Hej, Prosiaczku! 

Ciekawe opowiadanie, choć przyznam szczerze, że na początku się wynudziłam. Potem już było lepiej, historia wciągnęła i czytało się dobrze. Jednak ta szczegółowość opisu każdego detalu, ruchu, gestu sprawiła, że chwilami wymiękałam. Uważam, że kilka niewielkich cięć nie zaszkodziłoby klimatowi opowiadania. 

Niemniej opowiadanie jest z pewnością biblioteczne i dobrze, że zostało nominowane. Doceniam kreację świata, która nie odbiega daleko w przyszłość – przynajmniej takie mam wrażenie. Bardzo plastycznie przedstawiasz wyspę, choć był moment, że zastanawiałam się, czy to na pewno ta sama wyspa – przy bohaterce wyglądała na suchą, wietrzną i piaszczystą, natomiast Pavel przyjechał w duszne tropiki. Potem to wrażenie znika, ale wiadomo, przecież wyspy mogą być duże i mieć różnorodny krajobraz. 

Neurony dzikiej róży – nie wiedziałam co to jest, wybijało mnie z rytmu czytania, w końcu wyguglowałam, to termin na tyle specjalistyczny, że czytelnik raczej nie będzie wiedział o co chodzi – jak ja. :D Chociaż skoro ja sięgnęłam po wyjaśnienie, może inni też tak zrobią. :)

Trochę czepiania i luźnych sugestii: 

te najbardziej warte zapamiętania zapisując w postaci filmów

Aliteracja, którą można by łatwo zastąpić, np: …najbardziej interesujące zapisując…

 

Pierwszy etap eksperymentu polegał na uczeniu się przez inteligencję jej umysłu.

Coś tu z szykiem nie zadziałało, w każdym razie źle się czyta. Może: W pierwszym etapie eksperymentu inteligencja uczyła się umysłu Nel. (bo to “jej” może wskazywać na samą inteligencję)

 

Auto pełne karaluchów, szary android kurier, upadek ze zbocza, i ta drobna dziewczyna o przenikliwym spojrzeniu; było w nim coś nieuchwytnego.

Trochę tu nie działa “było w nim” – bo może dotyczyć auta, androida, upadku, oraz spojrzenia. Może “w którym” ale nie upieram się… :)

 

Przypomniała sobie siarczyście wymierzony cios w policzek, a wyobrażenie było tak silne, że odwróciła twarz do szyby, żeby kierowca nie dostrzegł łez. Spojrzała przez opuszczoną szybę, rozległa przestrzeń wyspy pozwoliła, aby myśli się rozproszyły i osłabły, porwane wiatrem, roztopione słońcem.

Powtórzenie

 

Pavel stał na samoobsługowym stoisku z owocami i z apetytem zajadał morelę

stał przy 

 

Na szczęście nie musieli korzystać ze starego stanowiska z taśmą, które działało pod nieobecność zwykłych bramek skanujących. Przeszli przez nie, pieniądze z kont zostały pobrane – z rachunku Nel jedynie za sok aloesowy – i znaleźli się pod prażącym słońcem.

Nieobecność bramek sugeruje, że pojawiają się i znikają… 

 

Złość i pogarda skumulowały się w oczach, podkrążonych, dziewczynce przypominających moczary pełne krokodyli. Czasem, wymierzając karę, szarpnął ją za włosy.

Szyk jest zły. Źle się to czyta. Może: …skumulowały się w podkrążonych oczach, przypominających dziewczynce….

Drugie zdanie jest z czapki, albo do wywalenia, albo od nowego akapitu, wówczas, wzmocnione, ma inny wydźwięk. I lepiej “szarpał”. 

 

że jaskinia tworzy ich – głosów – powidoki

Czy to nie echo po prostu? Opis jest skomplikowany, ale wyraźnie wskazuje na echo… :)

 

Podsumowując: piórkowo będę na nie, dla mnie to było zbyt rozwleczone, jednak w pełni doceniam dobrą fabułę, wykreowany świat i interesujące relacje z bohaterami. Piszesz ciekawie, więc z przyjemnością do Ciebie wracam, żeby sprawdzić, co nowego wymyśliłeś! :)

Pozdrawiam serdecznie! 

No właśnie ta historia jest prosta na pierwszy rzut oka, ale ma wiele warstw, napomknięć, czasów i to sprawia, że zostaje się z ciekawą historią w głowie. Przeczytałam to dwa razy, by się upewnić, że mi się podoba! :D 

Z tymi wypowiedziami to dla mnie też masakra, jeśli chodzi o zapis, ale zerknęłam teraz i dla mnie jest dużo bardziej czytelnie. 

Dużo weny życzę! :)

.

Zakapiorze, w dodatku Galicyjski! :) Twoje opowiadanie jest ciekawe! 

Demony zamieniające się w zwierzęta, ukryty w lesie ogród warzywny, wraz z osadą, król przegrywający pojedynek, no, dzieje się! Sama historia zaskakująca, do końca nie wiedziałam, o co chodzi chłopcu, gdy powtarzał: dzisiaj, to musi być dzisiaj. 

Jest trochę niedopowiedzeń, niejasności, ale nic z tego nie przeszkadzało mi w lekturze. 

Bardzo podoba mi się język, którym opowiadasz historię, dobrze operujesz opisami, sceny walki, na przykład, są jasne, łatwe do wyobrażenia. 

Parę drobiazgów, ale naprawdę niewielkich: 

byłby niewyobrażalnym wręcz zaskoczeniem

Nie leży mi “niewyobrażalne zaskoczenie” – zaskoczenie to zaskoczenie, może być spore, ale czy niewyobrażalne? 

 

Rozległ się suchy trzask, jakby ktoś strzelił z bicza. Dobiegał zza pleców przybysza.

Trzask rozległ się “raz” (dokonany), więc, dla mnie, w następnym zdaniu powinno być “dobiegł” 

 

dźwięk bicza

Trochę niezgrabnie to brzmi. Może “świst”?

 

– „Mistrzu”? – zdziwił się starzec, gładząc palcami długą, śnieżnobiałą brodę. Aigulf przewrócił oczami. Nie znosił, gdy ktoś zmieniał się bezgłośnie, głównie dlatego, że sam nigdy nie opanował tej sztuki. – Czym zasłużyłem, byś zaszczycał mnie takim tytułem? Czy to z moich nauk wywnioskowałeś, że zasadnym jest zabijać za pieniądze i sypiać z ludzkimi żonami? Jeśli tak, to słusznie postąpiłeś, opuszczając klan. Chylę czoła przed twoim rozsądkiem. – Powiedziawszy te słowa, ukłonił się głęboko

Tutaj uwaga do zapisu – od Aiguf powinno być od nowego akapitu, bo dotyczy innej osoby i to nie jest zdanie należące do wypowiedzi. I dalej też stosownie oddzielone. Czytałam to dwa razy i nie wiedziałam, dlaczego tutaj mieszają mi się osoby. :) A tu mamy w jeden wypowiedzi umieszczone dwie postacie. 

 

Sam widzisz, że uwagi są naprawdę kosmetyczne! Językowo jest bardzo dobrze. Chylę czoła przed Twoim warsztatem i, nie mniej ważną, wyobraźnią. 

Opowiadanie wydaje mi się na tyle kompletne i staranne, a jednocześnie interesujące i wciągające, że piórko samo układa się w dłoni do przekazania dobremu autorowi. :) 

Pozdrawiam serdecznie! :)

jfrydr, może się zaczynać oczywiście przed śmiercią, Ambush jeszcze pewnie potwierdzi, ale myślę, że spoko. :)

Robercie, wydaje mi się, że Śmierć, jako stojąca na granicy światów i pomagająca w przekroczeniu tejże, bez zmarłych nie istnieje, więc jak właściwie może wystąpić bez zmarłego? Hę? :D :D  No i komu będzie wtedy z nią “do twarzy”? 

Michaelu, główne i najważniejsze kryterium, to takie, że akcja ma się dziać po śmierci. Niekoniecznie Twojej, czy narratora… ale jednak po drugiej stronie rzeczywistości. :) Choć może to, oczywiście wpływać na naszą… jak z tymi kurami… :D :D :D 

Jury  się postara, ale nie obiecuje, zwłaszcza że samba to trudny taniec, a kury mają jeszcze nieprzećwiczone! :)

Hej, Michaelu!

Dałam radę dzisiaj! 

 

Przeczytałam – no, interesująco jest! 

– Mamo! Zdobyłam pieniądze! Będziesz miała operację!

W końcu zebrała kwotę, która mogła kobiecie uratować życie.

 

Te dwa zdania powtarzają informację. Jeżeli Twoim celem było napisać krótko, ale treściwie, to spokojnie jedno można by wywalić. 

 

Matka otworzyła usta, a niedowierzanie rozszerzyło oczy. Nagle upuściła kubek. Ceramika roztrzaskała się o podłogę, rozlewając brunatną kawę po panelach.

 

Następstwo faktów. Jeżeli już niedowierzanie rozszerzyło oczy, to nie upuściła kubka nagle. Dla mnie, „nagle” do wywalenia. W następnym zdaniu, słowo „brunatna” jest również wg mnie, niepotrzebne – czytelnik wie, jaki kolor ma kawa. Jeśli już, to podkreśliłabym może, że podłoga była np. jasna. 

 

„Idealna linia żuchwy, wzrok silnej kobiety”.

Pomijam już fakt, że oczy są jednak osobne od skóry twarzy, ale druga część zdania mnie zatrzymała. Wzrok można mieć dobry, sokoli itp. Silne jest spojrzenie (jak uczy Tarnina). :) I nie wiem, czy spojrzenie silnej kobiety to jest coś przypisane do oczu, czy do charakteru osoby. Trzeba by się nad tym zastanowić. 

 

Agnieszka pamiętała jeszcze lata, gdy kobiety pompowały usta, wygładzały zmarszczki i wstrzykiwały silikon gdzie popadnie. Wtedy myślała, że świat osiągnął szczyt próżności.

 

Z tego zdania wynika, że czasy opisywanie przez Ciebie, nie są odległe od naszych – Agnieszka jest jeszcze młoda – ratuje mamę przecież i ma ładną skórę twarzy – sprawia to, że kupowanie twarzy ma krótki okres, by stać się nowością i zaistnieć jako pełnoprawny rynek, co lekko zawiesza moją wiarę w opisywane wydarzenia. Może bez tych zdań, oczywiście wg mnie, czytelnik mógłby sobie wyobrażać jakikolwiek odległy okres, w którym dzieją się wydarzenia i wydałoby się to o wiele bardziej wiarygodne. 

 

Ostatnia część jest najlepiej napisana. Nieprzegadana. Idealna. Pokazujesz a nie opisujesz. To by się przydało w części środkowej. 

 

Zastanowiłam się chwilę nad takim światem, jaki opisujesz. Kontrowersyjny. Nie tylko przez makabryczne przeszczepy twarzy powodowane chęcią ulepszenia swojego wyglądu. Wyobraziłam sobie konsekwencje. Ciągła zmiana twarzy. My, ludzie, rozpoznajemy innych po twarzy, reszta jest mniej istotna. Rysy twarzy to rzecz, którą nasz mózg zapamiętuje, nawet, gdy nie pamiętamy imienia, czy nawet kim jest ta osoba. 

Skąd ja ją znam? Często się zastanawiam. Bo jej twarz mówi mi, że znam. 

Teraz, odbierając tą cechę człowiekowi, ten znak rozpoznawczy, odbieramy też możliwość rozpoznania. Tak, to ta sama osoba, ale nie poznajemy jej. Czy taki świat jest możliwy? Czy aktorka może zmienić twarz i być dalej Tą aktorką? Jak bardzo społeczeństwo jest w stanie zaakceptować takie zmiany? A może nie jest w stanie? Czy kobieta o innej twarzy, jest jeszcze moją żoną, czy obcą mi osobą? 

Wydaje mi się, że takie zmiany w społeczeństwie wymagają więcej niż jednego pokolenia, a mówimy tu o jakiś 20/30 latach. 

Czasami im więcej informacji podajemy, tym bardziej musimy pilnować, by się spinały w całość. 

 

Tekst, oczywiście, napisany na dobrym poziomie, ale niczego innego nie spodziewałam się po Tobie, Michaelu.  :)

Nie muszę już klikać, ale tekst z pewnością biblioteczny. Podobało mi się! :) 

Pozdrawiam cieplutko! :) 

 

No i mamy maj! 

Fajna okładka! 

Przejmująca mamuna u pana Vargasa pokazuje nasz ludzki świat i jego przewrotną odpowiedź na mity i zabobony, gdzie odmieńca/dziecko można obić, a nawet trzeba, żeby prawdziwy potomek mógł wrócić do rodziców. 

Artykuł o matematyce w służbie komunikacji interesujący, podobnie „Wirujący śmietnik”, choć ten drugi bardziej zostaje w głowie – my to jednak flejtuchy jesteśmy!

 

Pan Jemielniak, jak zwykle ciekawie, zostało w głowie zdanie: technologie komunikacyjne obiecują bliskość a często wzmacniają samotność. 

 

By żyć, wciąż biegnę – porządny kawałek fantastyki. Świat i warunki w nim panujące wymyślone na tyle ciekawie, że zostają w głowie na dłużej, fabuła interesująca, no, po prostu czytałam z przyjemnością i nie mogłam się oderwać. Przyczepiłabym się jedynie do lekkiej niestaranności redakcyjnej: na stronie 23/24 Sandra staje się Samantą na 24 brak kropki, parę razy powtórzone są niepotrzebnie informacje ogólne. Ale to drobiazgi, które nie psują lektury. 

 

Nowa ścieżka – sympatyczne. 

 

Korsarka morza i traw – może moje oczekiwania były zbyt wygórowane, ale nie dostrzegłam tego „czegoś”, co wyróżniałoby opowiadanie. Jest tu interesujący świat, to na pewno, dobrze napisana bohaterka, kur skradł moją sympatię. Ale to wszystko. 

 

Przedmowa do niefortunnych… – nie dało się tego czytać

 

Żyjąc na skraju mroku – Ciekawy świat, trzeba przyznać, że na początku wracałam do opisów, bo nie mogłam tego zwizualizować: jak to, dziura w dziurze? Czyli wszystko jest niżej? Na pewno? Dobra. Jak już jakoś sobie to wyobraziłam i zaczęła się fajna fabuła, to się skończyła jakoś tak nijako. Hm. 

 

Pechowy felczer i kierowniczka stacji – znowu interesująca rzeczywistość – barka, strefa mroku i słońca, meduzy. Przyjemnie wchodziło się w skórę bohatera i jego problemów. I ta podwójna osobowość! Podobało mi się! :)

 

Jesienna piosenka -podobało mi się. Codzienność rodzinna ładnie wpleciona w świat, który może niedługo nadejść – takie opowiadanie – ostrzeżenie.  Gdzieś z tyłu głowy miałam pytanie, co się właściwie stało, co przechyliło szalę na naszą niekorzyść. Ale może być przecież tak, że nic się nie stało, po prostu nie zauważyliśmy, że jest już za późno, by coś uratować. Uzależnienie od AI też symptomatyczne dla nadchodzących lat (przynajmniej tak mi się wydaje). 

 

Pozdrawiam! :)

Mam niejasne wrażenie, że narratorem jest skóra… Co sugerowałby tytuł… Fajna scenka, napisana całkiem dobrze. Najważniejsze, że w tak krótkim tekście udało Ci się stworzyć jakiś klimat i to całkiem przejmujący. :)

Pozdrowienia! :)

Dziękuję, Zygfrydzie! 

Doceniam Twoją decyzję, zwłaszcza że, jak napisałeś, wolisz dłuższe formy. 

Bardzo się cieszę! :) 

(Faktycznie piszesz krótko i na temat!) :)

Nowa Fantastyka