komentarze: 430, w dziale opowiadań: 391, opowiadania: 148
komentarze: 430, w dziale opowiadań: 391, opowiadania: 148
Hej!
Ciekawy pomysł umieszczony w wiarygodnie zbudowanym świecie. Osobiście widzę tu komentarz nawet nie tyle do technologii, co do prawa (oczywiście nieodłącznie związanego z technologią). Z każdym kolejnym zakazem używania technologii, nadzwyczajne ludzkie zdolności stają się coraz cenniejsze. Aż na końcu tej drogi otrzymujemy Diunę ;)
Z jednej strony wydawało mi się, że żaden kraj nie może zbanować AI, bo drugi wykorzysta to, żeby wyprzedzić go gospodarczo. Z drugiej strony kulturę może by to nawet uratowało. Wciąż ciekawe, że w tym świecie to Chińczycy opowiedzieli się po stronie wolności słowa.
Mimo ciekawych przemyśleń muszę jednak przyznać, że czytało mi się ciężko, głównie ze względu na natłok opisów i strumień szczegółowych informacji. Spróbuję pokazać to na trzech poziomach.
A, no i długość moich uwag na ogół skaluje się z potencjałem, jaki widzę. Duża część to moje osobiste odczucia, więc mam tylko nadzieję, że się do czegoś przydadzą ;)
1. O większości rzeczy dowiadujemy się właściwie tylko dlatego, że mówi nam o nich narrator. Gdyby zostawić to, co bohaterowie widzą/robią, dużo tekstu by zniknęło. Raczej trudno jest coś takiego napisać w interesujący sposób.
2. Było kilka fragmentów, gdzie pojawiała się tajemnica/napięcie, ale tekst od razu mi wszystko wyjaśniał. Najlepiej widać to chyba na tym akapicie:
Ale opiekę zastąpiły inne korzyści. Jego sposób na życie wymagał częstego podróżowania między wrogimi gospodarczo krajami, bo Lee trudnił się przemytem. Swojego towaru nie przewoził jednak w walizce ani nie zaszywał w ubraniu, nie potrzebował go połykać, żeby przewieźć go w żołądku. Jego kontrabandą były nowości filmowe, które przewoził w swoim wyćwiczonym do tego mózgu.
który wyjaśnia, jak filmy były szmuglowane. Domyśliłem się tego podczas opisu filmu, także na tym etapie czułem się trochę, jakby ktoś zaczął mi tłumaczyć żart :P No a nawet jakby ktoś się nie domyślił z opisu seansu, to scena z wyciągania wspomnień w Chinach raczej nie zostawia wątpliwości.
3. Często zdania były aż ciężkie od przymiotników. Pomijając to, że nie wszystkie te szczegóły są istotne dla tego świata, często dałoby się pokazać bardziej obrazowo. To jest bardzo osobista kwestia i pewnie zdania na ten temat będą podzielone, ale tutaj kilka przykładów, które mnie ugryzły:
Maya Lark – gwiazda kina, telewizji i modelka, sięgnęła właśnie po ciemnozieloną pękatą butelkę stojącą wysoko na półce.
Czy musimy to wszystko wiedzieć, zwłaszcza po początkowym info-dumpie?
Jack spojrzał na najwyżej dwucentymetrowy, trudny do dostrzeżenia obrazek ważki tuż pod jej pępkiem.
Raczej oczywiste, jeśli dwucentymetrowy
Maya pocałowała go jeszcze na pożegnanie, a jej jasne, długie, jeszcze mokre włosy tańczyły na potężnym wietrze spod łopat wirnika.
Powiedziałbym, że zamiast takiego słowa można pokazać, jak ten wiatr oddziałuje na wszystko dookoła, ale dokładnie to robisz w kolejnych zdaniach :)
Hao Wang zatrzasnął drzwi swojego Dogde Vipera z 1999 roku. Kowbojskie buty zastukały o podłogę podziemnego garażu wieżowca w nowoczesnej dzielnicy Shenzen.
Typowy info dump, czy musimy dowiadywać się tego wszystkiego na przestrzeni dwóch zdań?
Wszystkie elektroniczne rzeczy zostawił w depozycie. Przytknął swoją VIP-owską kartę do czujnika, bramka otworzyła się a migające znaki na podłodze zaprowadziły go do wyciszonej kabiny.
Nie mówię, że trzeba to wszystko przerobić, ale można by pokazać, jak bohater próbuje sprawdzić telefon i go nie znajduje, albo po wejściu do kabiny cichną głosy innych ludzi, itp.
Z innych kwestii technicznych:
Czuł się wspaniale, zadowolony i zrelaksowany, ale nie za sprawą wybornego alkoholu, lecz towarzystwa[,+] jakim cieszył się mniej więcej od pół godziny.
Prawie cała wynurzyła się z wody, a Jack mógł chwilę popatrzeć jak jej mokra skóra lśni w słońcu[,+] wpadającym przez szklany sufit.
Imiesłowy przymiotnikowe (robiącym, robiącą, robiącego) piszemy bez przecinka, jeśli dookreślają, o jaki opisywany obiekt chodzi.
Np. w stadzie flamingów “spojrzał na flaminga zajadającego się orzechami”, ale w klatce z jednym flamingiem “spojrzał na flaminga, zajadającego się orzechami” (nie wiem skąd ten przykład :P).
Po dwudziestu minutach Maya mogła wreszcie przejść do właściwego powodu, który kazał jej tak pilnie spotkać się z Jackiem.
Wcześniej wszystkie opisy były z perspektywy Jacka, a tu nagle wchodzimy do głowy Mai.
Ale cóż, nie ma wyboru[,+] jeśli swoją polityczną karierę zbudował się na strachu wyborców przed tym, że AI zabierze im pracę.
Dwa zdania, więc rozdzielamy
Prawie doświadczyła tego na sobie, kiedy AI zaczęła generować filmy bez najmniejszego udziału aktorów, a wytwórnie negocjowały jakieś grosze z[+a+] wykorzystanie samego prawa do wizerunku.
Nastoletni bunt nie skończył się nawet teraz, kiedy Hao był już dwudziestoośmiolatkiem po jednej najbardziej prestiżowych uczelni[,+] ani po tym[,+] jak ojciec bardzo pomógł mu w zdobyciu lukratywnej posady.
Maya siedzi przy ognisku koło wigwamu i szyje skóry zwierząt igłą z rybiej ości. A sam Hao jako dzielny myśliwy z łukiem przewieszonym przez ramię wraca z polowania ciągnąc jakieś zabite zwierzę na saniach zrobionych z gałęzi.
Bardzo polecam film Setki Bobrów XD
Czerwone plamki bardzo odróżniały się od bladej skóry, włosy koloru… wg Lee nijakiego
według
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
To spisek podziemnej organizacji kapibar.
Brzmi to… niezbyt groźnie, prawdę mówiąc :P
Nigdy nie widziałem transformatora z dźwignią i ciężko jest mi sobie wyobrazić, jaki ta dźwignia miałaby mieć cel (Nie wiesz, co to transformator, prawda? XD).
Chyba wiem, ale niekoniecznie użyłem tej wiedzy podczas pisania ;)
Pozdrawiam i tym razem znikam trochę wolniej.
Też poooozdraaaawiaaam, nie za szybko, żebyś miał czas spokojnie zniknąć :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Paradoksalnie, mimo że większość mojego sf jest raczej bliskiego zasięgu, z cyberpunkiem nie miałem za dużo do czynienia. Tym chętniej dla odmiany przeczytam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Kapibaro!
Akurat dzisiaj dostałem też komentarz pod innym starym tekstem. Czy to spisek :P
Chyba nigdzie w komentarzach tego nie napisałem, więc w ramach ciekawostki mogę dorzucić, że tekst powstał na podstawie ćwiczenia z wykładu: https://www.youtube.com/watch?v=blehVIDyuXk
Konkretniej na podstawie ćwiczenia powstał pierwszy fragment. Potem dopisałem drugi według podobnego schematu, a potem już dałem sobie więcej wolności.
Najbardziej spodobał mi się doktor.
Doktor jest bezpośrednio inspirowany pewnym moim znajomym ;)
Pozdra…
Znikam.
wiam. Kurde, nie zdążyłem ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Zawsze miło dostać komentarz, w szczególności w najmniej spodziewanym miejscu :)
Chcę zobaczyć od czego zaczynali, mieć punkt odniesienia dla siebie.
Super podejście, chociaż pamiętaj, że największym wrogiem szczęścia jest zazdrość ;) Nawet patrząc na osoby pod tym tekstem. Ambush w momencie pisania tego komentarza nie była jeszcze w loży (i nie wiem, czy ktoś się spodziewał, że kiedyś będzie), Bard zdążył się w niej znaleźć i zrezygnować.
Bard w ogóle jest tutaj dobrym przykładem, bo początki były ciężkie, zbierał baty pod każdym opowiadaniem, a teraz, po latach ciężkiej pracy, forum zastanawia się, czy jego teksty nie są za dobre jak na portal :P
Tych początkowych jednak nie zobaczysz, bo wszystkie pousuwał ;)
W wolnej chwili zerknę na debiut :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Grzesiek_W!
Bardzo mi miło, że zajrzałeś do tego starszego już tekstu. Jest on o tyle ciekawy, że w momencie publikacji był dużo bardziej fantastyczny niż teraz. Kto wie, czy ChatGPT 7 albo inny Grok jako AI influencer nie wystartuje w turnieju szachowym, po czym wymknie się twórcom spod kontroli…
Chociaż do tej pory firmy bardzo dobrze radzą sobie z takimi kwiatkami modeli i, według mnie, bardzo dobrze. Osobiście skłaniam się raczej do tego, że skoro ludzi już mamy, to zamiast ich zastępować, można zrobić coś nowego, lepszego w dziedzinach, z którymi ludzie sobie aż tak dobrze nie radzą ;)
Na pewno na każdego jakoś ten temat wpływa i będzie wpływał coraz silniej, więc cieszę się, że losy bohatera i jego zmagania cię zainteresowały.
Zastanawia mnie za to trochę, w jaki sposób z całego portalu zawędrowałeś akurat tutaj :)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Bo nie wiedział, ile mu to zajmie ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Ekhm. Krążą słuchy, że pisanie tych dwóch zdań zajęło autorowi dużo więcej, niż chciałby przyznać :P
Na szczęście portal jest archaiczny ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Mógłbym czytać klasykę, ale czytam drabble na Nowej Fantastyce ;) Całkiem zresztą zgrabne, chociaż polityka też nie należy do moich ulubionych tematów, głównie przez to, że dużo się o niej mówi, a ona mało słucha :P
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Z tego rozumiem, bohaterka podczas seansów próbuje przyzwać duchy, po czym, ku jej wielkiemu zaskoczeniu, duchy przychodzą. Czyli trzeba było nie komercjalizować wierzeń. Albo nie jeść grzybków ;)
Z uwag: przez króciutkie sceny i częste skoki w czasie bez żadnego wyraźnego oddzielenia, czasem czułem się zdezorientowany co do czasu/miejsca wydarzeń. (Chyba) nic mi nie uciekło, ale uczucie dezorientacji zostało.
Językowo bez fajerwerków, ale zaskakująco płynnie. Kilka uwag:
– A-Andrzejek? – pisnęłam cienko. – To ty tam się tłuczesz?
To ty się tam tłuczesz
Zasady z “się” są trochę skomplikowane, ale na ogół powinno być w zdaniu raczej wcześniej niż później (chociaż, poza niektórymi wyjątkami, nie na początku).
Drzwi otworzyły się raptownie, aż podskoczyłam na wersalce[,+] nie wierząc w to, co się dzieje.
Oddzielamy imiesłowy przysłówkowe (robiąc, zrobiwszy).
Bardzom się natrudził, żeby tu do panny się przedostać.
żeby się tu do panny przedostać.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Już myślałem, że tekst pójdzie w stronę “najgorszymi oszustami stają się niesłusznie oskarżeni”, ale tutaj nie dość, że główny bohater zdobył się na wybaczenie, to jeszcze armia dzików przybyła wymierzyć sprawiedliwość ;)
Fabuła nie jest może najbardziej odkrywcza na świecie, ale zgrabnie poprowadzona. Przeszkadzało mi głównie lekkie przegadania. Może i tekst mówi o ludzkich zwyczajach, ale profesja Janusza czy wystrój mieszkania Tomka raczej nie wpływają na historię.
Widać to też na poziomie językowym. Tutaj kilka fragmentów, gdzie całość albo pogrubione fragmenty są raczej oczywiste i nie wymagają opisu:
– Skaranie boskie z tymi dzikami! Znowu cały trawnik zryty! Grażyna, spójrz no tylko!
Janusz wyglądał przez okno i pienił się na widok trawnika, zdewastowanego po raz kolejny przez stado dzików. Niemal co noc ta sama historia.
Grażyna szykowała się do przypomnienia Januszowi ostatnich wyjść nad Wisłę, więc wolał szybko zmienić temat:
– Nie wdawajmy się w szczegóły! – Janusza zaczęła irytować ta rozmowa.
Pan Tomek był małomównym gościem i raczej nie odzywał się bez potrzeby.
Grant`sa
O ile to nie jest jakiś specjalny obcy język albo część nazwy własnej, to raczej chodziło ten apostrof: ‘
Ogółem tekst napisany porządnie, więc nie widzę przeszkód do klikania. Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Tekst pokazuje, co miał pokazywać i robi to całkiem zgrabnie. Co najwyżej wstęp dużo spojleruje ;)
Rzadko metafory w tekście mnie przekonują. Tutaj w najgorszym wypadku mi nie przeszkadzały (może dlatego, że wiele było króciutkich, wplecionych w zdania), a sporo mi się nawet podobało. Głównie te związane z zegarkiem: porównanie kroku śmierci do tykania i “skradzione minuty”.
Z kwestii technicznych:
Strażnik nie odpowiada, tylko przygniata dłoń chłopaka butem.
Chowa zegarek do kieszeni, jakby to on wyznaczał czas między tymi murami.
Chyba się zły podmiot przykleił.
Żaden przedmiot, który przyniosła reszta zebranych[,+] się nie ostał.
Domknięcie wtrącenia.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej! Mega pomysł na meta drabble, chociaż trochę oszukane, bo mówiły obie strony :P
Raczej wszystkie dialogi zaczynałbym z wielkiej litery. Jak chcesz podkreślić, że to nie człowiek mówi, możesz kursywą.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Jakoś tak to wygląda w każdym dialogu, w którym tylko jedna strona jest zainteresowana fizyką ;) Chociaż kot ma dużo lepsze teksty. Może sobie pożyczę :P
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Wydaje mi się, że dużo przyjemności sprawia ci tworzenie i opisywanie świata. Zajęcie to samo w sobie jest niestety ciekawe tylko dla tworzącego, no chyba że opis jest jakoś niesamowicie oryginalny.
Myślę jednak, że księżycowy klimat i opisy bazy dużo lepiej wypadłyby, gdyby były wplecione w historię. Np. opis szklarni mógłby towarzyszyć jakiejś akcji, która się tam dzieje, dzięki czemu dodawałby realizmu, a nie męczył.
Także czekam na bardziej rozbudowane przygody w równie rozbudowanym świecie i życzę jak najwięcej radości z pisania :)
Z kwestii technicznych:
W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni.
Ciągle szli i cienie nie są permanentne, więc raczej “powstawało”.
– Musimy wracać. Kończy nam się tlen[.+] – Michael położył rękę na ramieniu Sandry.
Nie ma czynności gębowej, więc kropka. W razie czego Ambush podlinkowała już poradnik do zapisu dialogów.
Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni[,+] i z kawy pitej w kubkach
Bez przecinka pieczywo pochodzi z chłodni i z kawy.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Pierwsza część jako zniekształcone wspomnienie ma sens.
Drugą z tego co widzę zrozumiałem zgodnie z założeniami, po prostu świat, w którym nic nie ma sensu, a wydarzenia się nie łączą, mnie bardzo szybko męczy, nawet w takim króciutkim tekście. Tak samo rola kruka do mnie dotarła, ale nie dała powodów do zainteresowania ;) Tak jakby tekst pozwalał czytelnikowi wstawić swoje poczucie straty i rozważania na temat śmierci, ale sam nic o nich nie mówił.
Na szczęście jestem tu w zdecydowanej mniejszości, reszcie się ewidentnie podobało, więc tylko sygnalizuję wrażenia z trochę innej perspektywy :)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
CZARNA2 – 364 dni Belzebuba – Dzień 58
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Wcześniejszych części nie czytałem, więc nie wiem, skąd Belzebub wziął się u Haliny. Fajny ten diabeł, który pilnuje zamiast kusić. Chyba że to przyspieszona, sympatyczna kara za grzechy ;)
Ostało się trochę literówek i przecinkologii:
Belzebub wygrzewał się na leniwie na brzegu drewnianego stołu, a futrzana łapka dyndała pomiędzy szczeblami.
Nadmiarowe.
Otworzył oko[,+] słysząc człapanie Balbiny, która ciężko dysząc[,+] skryła się w cieniu.
Imiesłowy przysłówkowe (robiąc, zrobiwszy itp.) oddzielamy przecinkiem. Być może jeszcze powinien być przecinek po “która”, ale to już sam nie jestem pewien.
Belzebub, nie mógł jej już dosięgnąć.
Bez przecinka.
Krówki, ciągutki, żelki i trupki…Wiesz które?
Zabrakło spacji.
– Tęsknie za domem, za gorącem z pieców
Płynnością metalu, który wije się jak srebrna rzeka[,+] spływając leniwie wzdłuż korytka
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Misiu! Pewien pomysł na opowiadanie już się kreuje. Wędruch siedzi w cieple i próbuje mnie przekonać, że mógłby w nim wystąpić ;) Zobaczymy, jak czas pozwoli i czy inne teksty nie wcisną się pierwsze :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Przed wysłaniem przeczytałem swój komentarz i doszedłem do wniosku, że chyba nie jestem docelowym czytelnikiem, a do tego się nieprzyzwoicie rozpisałem :P Niemniej wysyłam i mam nadzieję, że się do czegoś przyda ;)
Zaczęło się nie do końca zrozumiale, ale na pewno interesująco. Mamy tajemniczy/magiczny las, mamy matkę, która kogoś straciła, mamy córkę, która nagle ląduje w magicznym/sennym miasteczku. Mamy dziwnych ludzi, którzy jej nie zauważają, poplątane drogi, gadającego kruka. Opowiadanie stawia dużo pytań, po czym… się kończy ;)
To znaczy wiemy, że dziewczynka umarła, ale sporo rzeczy pozostaje niewyjaśnionych.
Przede wszystkim nadal nie wiem, gdzie umiejscowić pierwszy człon tekstu. Matka mówi o tym, że kogoś straciła. Na początku podejrzewałem, że chodzi o córkę. Że matka umarła wkrótce po niej, ale z jakiegoś powodu jako jedyna zachowała wspomnienia.
Potem jednak w komentarzach przeczytałem, że kruk jest czarny w rzeczywistości, czyli całość musi się dziać przed śmiercią córki. Czyli strata dotyczy kogoś innego (ojca?), a że ten ktoś nie pojawia się w tekście, to nieszczególnie mnie interesuje.
I jakkolwiek otwarte zakończenia potrafią być bardzo ciekawe, to tutaj niestety nie miałem poczucia, że na podstawie charakteru bohaterów mogę próbować domyślać się, jaką dalej podjęli by decyzję, albo że na podstawie zaprezentowanej historii mogę snuć domysły, dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej. Bardziej, że nie jestem pewien, co przeczytałem.
Jak widać, relacja matki z córką nie chwyciła mnie za serce. Zwalam to całkowicie na siebie, myślę, że tekst przedstawia relację bardzo dobrze, po prostu tematyka do mnie aż tak nie trafia. Mimo to mam wrażenie, że naprawdę niewiele zabrakło, żeby całość mi się naprawdę podobała.
Chodzi konkretniej o środkową część, w której dziewczynka błąka się po zaświatach. Ten fragment zawiera właściwie ciągiem opis nie nawiązujących do niczego wydarzeń. Dziewczynka nie może znaleźć drogi, bo logika senna. Ludzie nie zwracają na nią uwagi, bo logika senna. Dziewczynka nagle może znaleźć drogę – bo logika senna. Dialog z krukiem, może i filozoficzny, też niestety nie łączy się z resztą opowiadania w żaden inny sposób, niż przez samą obecność kruka.
Senność sceny zarejestrowałem bardzo szybko. Gdyby ten fragment był dwa razy krótszy albo gdyby kruk mówił co innego, raczej nie wypłynęłoby to na odbiór.
Podejrzewam, że gdyby ten fragment wprowadzał cokolwiek – dodatkowe szczegóły relacji dziecka z matką, jakąś jej skłonność do zabawy liśćmi, żeby potem wyjaśniło się, czemu wpada do jeziora, jakąś filozoficzną podbudówkę inną niż “wszystko przemija” to całość odebrałbym dużo lepiej.
Ciemne i błyszczące oczy[,-] uważnie obserwowały dwie postacie.
Nie rozdzielamy podmiotu od orzeczenia.
Kobieta westchnęła przez krótką chwilę, niepewna odpowiedzi.
Albo nadmiarowe, albo “wzdychała”.
Oddychała nieregularnie, a oczy zaszły łzami szybciej niż padła odpowiedź.
Człon oczywisty, widzimy, że nie było odpowiedzi.
Pytanie trafiło w miejsce, którego nie dotykano od dawna.
Może “dotykała”?
a każdy zakręt przypominał poprzedni na tyle, by trudno [+było+] zapamiętać różnicę.
Dziewczynka miała pięć lat. Na ramiona opadały jasne włosy, lekko splątane od wiatru, który jako jedyny wędrował razem z nią.
Spodziewałbym się, że opis będzie, jak pierwszy raz widzimy dziewczynkę.
Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej.
“Choć” sugeruje sprzeczność, której tu chyba nie ma.
Różowa, przemoczona sukienka z widocznym śladem po urwanym guziku[,-] oblepiała drobne ciało.
Może ktoś mądrzejszy jeszcze się wypowie, ale wydaje mi się, że nawet jeśli po podmiocie występuje mnóstwo jego określeń, to nadal nie rozdzielamy go od orzeczenia.
Trwała w jednym, niekończącym się dniu, jakby świat stanął w miejscu.
Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek.
Coś tu się nie zgadza ;)
Nie usłyszała plusku, a tafla wody, pozostała nienaturalnie nieruchoma.
Może nienaturalnie spokojna?
Ludzie mijani po drodze pozostawali obecni jedynie częściowo, ich spojrzenia przesuwały się obok Lili, nie zatrzymując na niej uwagi.
Do przemyślania, co gdyby to zdanie brzmiało: “Ludzie mijani po drodze byli nieobecni. Ich spojrzenia przesuwały się obok Lili”.
Normalnie nie zwracałbym aż takiej uwagi, ale widzę, że tekst jest całościowo bardzo sensownie napisany, a do tego bawisz się metaforami i porównaniami, to może cię zainteresuje ;)
Często mam wrażenie, że któryś z członów opisów się powtarza (tutaj: ich spojrzenia przesuwały się obok Lili – nie zatrzymując na niej uwagi).
Tak samo część wyrażeń dla mnie jest trochę przekombinowanych/na granicy zrozumienia. Czasem wybór stylistyczny, czasem nie jestem pewien, czy coś wnoszą.
Bez wahania ruszyła w stronę[,-] wskazywaną przez myśli.
Nie chodzi o jakąś stronę, która przypadkiem była wskazywana przez myśli, tylko o tę konkretną, więc bez przecinka.
Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.
Człon oczywisty.
Zwierzę nie zareagowało. Jedynie spojrzenie trwało nieprzerwanie.
W odróżnieniu od czego?
Spojrzenie ptaka pozostawało spokojne. […]
– Kto mówi, choć nie powinien już mówić, ten tylko powtarza echo własnego odejścia – odpowiedział.
W szczególności z krukiem, trochę mi się Slay The Princess przypomniało ;)
Zwierzę poruszyło delikatnie skrzydłami. Jednym, pewnym ruchem przeskoczył na ramię dziewczynki.
Przeskoczyło/zeskoczyło.
Obecność ptaka stała się czymś, co w końcu było rzeczywiste.
?
☙☙☙
Jakoś dopiero teraz zwróciłem uwagę. Ładne :) Ciekawe, że portal od tego nie spłonął.
Generalnie komentarze tego typu piszę, jak widać, że ktoś pisząc wie co robi, ale coś mnie w tym pisaniu irytuje, więc mam cichą egoistyczną nadzieję, że irytujący czynnik zniknie ;) Mam nadzieję, że nie wymęczyłem za bardzo.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Najpierw historyczne drabble Bruce, teraz twój short… Za niedługo trzeba będzie w przedmowie oznaczać: wulgaryzmy, przemoc, wartość edukacyjna :P
Jak nie, to i tak jestem głuchy na krytykę:)
I to bez konieczności umierania, robienia pod siebie i targów o duszę? Niesprawiedliwe ;)
Opowiadanie, chyba Ci się podobało, tak przynajmniej odczytuje Twój komentarz ;)
Dużo bardziej niż mniej :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Eem, o malarzu nigdy nie słyszałem, obrazów tym bardziej nie widziałem, więc odbiór mógł być trochę zaburzony. Właściwie czytało się całkiem nieźle. Bardzo obrazowe opisy, czas teraźniejszy też fajnie tu wypada.
Wraz z czytaniem zastanawiałem się, jak się te wszystkie scenki połączą, po czym w charakterze odpowiedzi dostałem encyklopedią w twarz :P Ale przynajmniej trochę ciekawych rzeczy zostało po uderzeniu ;)
Z kwestii technicznych:
Język ściąga z warg lepką ciecz. Ból, zimno, nawet ciemność zaczynają znikać. Tak jak i on – pomału.
Poprzednie zdanie jest o bólu, poprzednie o języku, poprzednie o Arrietcie, a poprzednie o bohaterze, i nie jestem pewien, do którego odnosi się “on”.
Lekarz, tak jak pacjent, jest głuchy na skargi.
Pacjent jest głuchy na skargi? Chyba nikt mu się na nic nie skarżył.
Edit: no dobra, doczytałem ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Wynurzam się po drugiej stronie Wikipedii i ze zdziwieniem stwierdzam, że chyba się czegoś nauczyłem ;)
Wiara i obecność męczennika (bardzo zgrabnie wyciągniętego z nazwy ogni) wyjaśniają absurdalny spokój w komunikacie pilota ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
W dodatku zaczynałem w epoce, kiedy grono betonowych profesorów dbało o to, żeby język naukowy był bardzo martwy i sztuczny
Z moich dość ograniczonych kontaktów beton może się pokruszył, ale nie zniknął, a nawet gdzieniegdzie wystają ostre krawędzie ;) Tym bardziej za każdym razem cieszy, jak ktoś ze środowiska naukowego (albo w ogóle urzędowego/prawniczego) walczy, żeby tekst był zrozumiały :)
Bo rany niewiele zmienią, skoro w mitologii obaj bohaterowie są nieśmiertelni.
Faktycznie nieśmiertelność bohaterów nie pomaga na poczucie zagrożenia. Ale nawet gdyby ich w oczy poszczypało albo łódka zaczęła przeciekać (a nie tylko grozić, że zacznie) to już by pewnie pomogło.
Konkursu żadnego nie mamy, w opowiadaniu można grzebać do woli, więc pewnie w wolnej chwili to zrobię, bo rzeczywiście poprawi dramatyzm!
Cieszę się, że się przydało i gratuluję wytrwałości! Raz w życiu napisałem coś powyżej 70k znaków, po czym miałem przydługi kryzys motywacyjny, że pisanie krótszych opowiadań nie ma już sensu, a na dłuższe nie mam czasu… A tu został jeszcze zapał na poprawki ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Marzan – Charon i Nila: Rzeka mieczy
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Marzan – Charon i Nila: Rzeka mieczy
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Pisane przy tym podkładzie muzycznym.
Zastanawiałem się, czy chodzi o Heilunga albo Wardrunę, no i się nie zawiodłem ;)
Na początku zaznaczę, że nie czytałem poprzednich części, a cała moja wiedza o mitologii Nordyckiej sprowadza się do tego, co przesiąknęło z popkultury, oraz do tego albumu, który bardzo (bardzo) polecam, a po przesłuchaniu którego trochę sobie doczytałem, żeby zrozumieć, co tam się dzieje.
Wyjątkowo nieznajomość poprzednich części mi nie przeszkadzała. To znaczy nie wątpię, że znajomość by pomogła, ale nigdy nie miałem wrażenia, że mi czegoś brakuje. Może nie ma tu pokazanej całej wcześniejszej relacji Charona i Nili, ale krótkie retrospekcje i to, jak Charon się o nią martwi, pozwoliły mi wywnioskować wszystko, czego potrzebowałem.
Główną zaletą tekstu według mnie jest budowanie napięcia tajemnicą. Mamy dużo niewyjaśnionych elementów – postać goniąca nil, pustka w truciźnie, cel wyprawy w obu wątkach. A że całość jest oparta na mitologii, to mogłem próbować sobie to wszystko samemu poukładać. Rozwiązania nie były może super rewolucyjne, ale były na tyle solidne, żeby nie rozczarować, a zabawę w układanie miałem świetną.
Tylko co do pustki w truciźnie nie rozumiem, skąd ona się wzięła. Na początku wszyscy reagują na nią ogromnym zaskoczeniem, ale potem jakby znika i pojawia się dopiero, jak Nila skacze z Iksjonem w rzeki, gdzie pojawia się odniesie do ognia i lodu jak w rzekach. Aż wygląda to trochę, że pustka w truciźnie pojawia się tylko po to, żeby Nila z tą trucizną mogła wskoczyć do rzeki. Chyba że to jakieś mitologiczne nawiązanie, którego nie wyłapałem.
Nie wiem też, dlaczego podczas spływu Cerber nagle przestał pomagać i zaczął się cieszyć. Zobaczył coś w tej rzece? W ogóle w tej scenie widzę strasznie dużo zagrożenia, a bohaterom włos z głowy nie spada. Jakby im trochę tej trującej wody wypaliło skórę, albo skały troszkę poharatały, to napięcie, a może i realizm, by wzrosły. I to bez większej przeróbki fabularnej ;)
Nie mógłbym też nie skomentować nieprzebranej kreatywności w interakcjach Charona z Cerberem ;) Tego duetu w takiej konfiguracji na pewno się nie spodziewałem, a wypadł niezmiernie zabawnie i sympatycznie, nie przekraczając cienkiej granicy, gdzie psułoby to imersję.
Z przykrością informuję, że komentarzowi towarzyszyła przydługa łapanka, która niestety odpłynęła Styksem wraz z przypadkowym zamknięciem karty :( Może trzeba te dłuższe komentarze pisać w jakimś edytorze? No serio już właściwy komentarz na końcu pisałem XD
Jako namiastkę powiem, że język jest bardzo obrazowy i nieprzesadzony, wyobraźnia miała nad czym pracować :)
Bardzo spodobało mi się też do zdanie:
– Rzeka – mówi chrapliwym, zdartym głosem – ona nas ochroni.
W kontekście Styksu, śmierci, wszystkich dotychczasowych i przyszłych wydarzeń – aż mnie ciary przeszły :)
Wielokrotnie wybijały mnie takie opisy od strony biernego przedmiotu:
Odetchnął i z niedowierzaniem oglądał pojemnik, który spoczywał w drżących palcach.
Tutaj przykład. Ja, myśląc o tym zdaniu, napisałbym raczej “oglądał pojemnik, który trzymał”. Może to moja preferencja, ale od tej strony łatwiej mi się to parsuje. Kilka razy były też takie skoki osoba – przedmiot – osoba w jednym zdaniu, które też dezorientowały.
Brakowało też trochę przecinków, jakiś jeden był nawet nadmiarowy. Mi w mocniejszym ogarnięciu interpunkcji bardzo pomógł kiedyś ortograf.pl (co do którego chyba były na portalu jakieś kontrowersje przez brak informacji o zasadach użycia, ale od tamtego czasu na oko pojawiła się tolerancja nawet na poprawianie tekstów LLMami, więc myślę, że biedny ortograf ujdzie :P). Czasami wypluwa głupoty, ale zawsze do swoich sugestii podaje uzasadnienie, więc najwyżej można sprawdzić tę zasadę i samemu zweryfikować.
Pozdrawiam. Nie jestem pewien, czy pierwszy klik jeszcze potrzebny, więc dorzucę drugiego :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Przeczytałem ze względu na bardzo obrazowy tytuł :)
W tekście jest sporo fajnych pomysłów. Dziwna mania głównego bohatera, jej umiejscowienie w realiach (kilka razy zapachniało Paragrafem 22). Sam pomysł na katastrofę też ciekawy. Tylko zabrakło mi jakiejś historii, która sprawiłaby, że mnie te wszystkie pomysły zainteresują.
Widzę, że na starcie sierżant wchodzi do wioski, w której mieszkańcy są do niego wrogo nastawieni. Ale po co? Nie ma żadnych powodów, żeby mu kibicować, nie ma żadnych powodów, żeby kibicować mieszkańcom, no idzie sobie jakiś gościu, tylko w dziwny sposób. Miałem lekką nadzieję na jakąś tajemnicę, ale tajemnica, gdy już wyjaśniła się na samym końcu, nie zmieniła w żaden sposób postrzegania wcześniejszej części tekstu. Równie dobrze krowy mogli zrzucać kosmici i na nic by to nie wpłynęło.
Samo zakończenie pomysłowe :) Chociaż znowu pewnie mocniej by wybrzmiało, gdyby kończyło jakiś mocniej zarysowany wątek.
Z kwestii technicznych:
Szedł szybko, ale lekko.
Tu chyba nie ma sprzeczności. Może lepiej “i”?
Wystarczyło odwracać się ku każdemu z mijanych mieszkańców, żeby objąć wzrokiem całą okolicę.
Chyba nie rozumiem.
Poły munduru zafurkotały, gdy gwałtownie wytracił impet.
Często w tekście miałem wrażenie, że określenia/metafory są trochę niezręczne. Tutaj przyczepię się na przykładzie. Najbardziej naturalnie brzmiałoby po prostu “gdy się gwałtownie zatrzymał”. Ale ok, chcemy mieć absurdalną stylizację. Problem polega na tym, że nawet przy tej stylizacji “wytracił impet” mi nie pasuje. Wcześniej mieliśmy opisy, że sierżant idzie bardzo dostojnie, ale lekko i zgrabnie, więc nie było tam masy do “zatrzymywania z impetem” ;) Może nie pomaga, że na starcie poza metaforami za wiele się nie dzieje.
No, tego, nie wiem czy to jedno zdanie zasługuje na taką krytykę, ale może się do czegoś przyda :P
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Tylko nie spodziewałam się, że trzeba będzie nagle zmobilizować siły i pisać coś z sensem, a bez błędów.
Tragiczne skutki uzależnienia od Nowej Fantastyki ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Jim
Cieszę się, że nie tylko ja dostrzegam tu potencjał piórkowy :)
Teraz tylko pozostaje nam trwać w nadziei, że po ogłoszeniu wyników dyżurni w jury nominują wszystko z góry na dół i uzupełnią braki ;)
A czy nominowaliśmy z tych samych powodów niestety nie zdążyłem przeczytać (co najwyżej zauważyć, że jest co). Jak życie pozwoli, spróbuję nadrobić.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
OldGuard – Most Westchnień
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Ale to jest fajnie zbudowana historia! Bohater niby z problemami, ale przynajmniej idzie z nimi na zderzenie i gdy przychodzi co do czego, to zabiera się do działania.
Sceny w przedwojennej Warszawie zaczynają się dość spokojnie, ale szybko eskaluj. Strzał i powrót do teraźniejszości bardzo fajnie wypadł jako punkt kulminacyjny. Niby Witek w końcu ponosi konsekwencje “bycia z innego świata” i biegania po mieście za przypadkową dziewczyną, niby w końcu Miriam nie udaje się go uratować (i urywa się ich znajomość), a tu jednak ma okazję pożyć jeszcze trochę i pokazać efekty wynikającej z tego zmiany charakteru ;) A że powrót był spodziewany, to nie było efektu deus ex machina.
Całość fajnie łączy żywą akcję, dość poważne tło historyczne, sensownie podbudowaną przemianę bohatera i ten specyficzny klimat wokół osób, na które przypadkowo wpadamy w ważnym momencie i znowu spotykamy dopiero, jak już dawno zostały kimś zupełnie innym.
Z kwestii technicznych:
Rozpanoszył się po pokoju, obejmował zwiewnymi ramionami meble, które pamiętały jeszcze czasy PRL-u[,+] i lizał tapety w wyblakłe kwiaty.
Z tego co się orientuję domknięcie zdania podrzędnego.
To niemożliwe”
Chyba miała być kropka.
Ciemne, mądre oczy kogoś, kto widział zbyt wiele w [?zbyt?] krótkim czasie.
Miriam prychnęła cicho, ale nic nie powiedziała.
Tu chyba nie ma sprzeczności, może “i”?
Oprócz tego bardzo często miałem wrażenie, że opisy zawierają oczywiste/nadmiarowe segmenty. Nie zawsze da się je bezpośrednio wyciąć, ale podczas czytania gryzło mnie, że czytam coś, co już wiem albo bym się bez problemu domyślił. Kilka przykładów:
Powietrze na zewnątrz było inne niż pamiętał ze swoich czasów.
Witek przestał liczyć ulice po piątej, którą minęli, bo szli dłużej, niż się spodziewał.
Z końcówką tutaj do tego nie jestem w ogóle pewien, o co chodziło.
Drewniane deski uginały się lekko pod stopami, a barierka była wytarta w tych miejscach, gdzie ludzie chwytali ją najczęściej.
Parę metrów dalej zobaczył Miriam, a jej twarz wyrażała emocje, które sam odczuwał – niepewność i strach.
Nie klikam, bo po pierwsze już za późno, po drugie bez piórka lub bodajże członkostwa loży nie da się klikać i trzeba pisać, a po trzecie w klikarni, do której się udaję, pisać muszą nawet lożanie ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Ktoś na tych zmianach mody musi zyskiwać, a tu mamy niezłego kandydata. Anioły za to mogłyby nosić odblaski albo wysyłać sygnały dymne, bo trochę trudno je znaleźć.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Czyli sprawcą tego, że ludzie co kilka lat wymieniają całą garderobę, jest sam diabeł? Podejrzewałem, że coś jest na rzeczy, ale nie aż tak ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
A co do drzwi, to w tym przypadku efekt jest odmienny. Wychodząc drzwiami znajdujesz się na korytarzu, a oknem w kostnicy.
Niby tak, ale…
Każde działanie jest bezcelowe, bo nic nie znaczy w tym raz puszczonym w ruch mechanizmie. Miotam się wewnątrz, bo choćbym podjął jakąkolwiek inicjatywę, to ta przepada w chaosie. Nic nie znaczy.
Skoro to wszystko nic nie znaczy, to skok z okna jest tak samo bezsensowny jak dalsze życie. A skoro tak, to równie dobrze można żyć ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Acz do bicia żony przygotowałam podkład – najpierw uznał, że powinna być mu wdzięczna za to, że nie musi leżeć na torach i za wyższe zarobki. Do tego doszedł brak porządnych rozmów.
No właśnie. Był podkład, więc wszystko się spinało i emocje dało się wyobrazić, mimo braku wylewności :)
Ooo, w tekstach konkurencji obraz bywa użyty sprytniej i mocniej związany z tekstem – odgrywa istotną rolę w fabule.
Nie czytałem za dużo tekstów konkursowych, ale do tej pory nawet jeśli obraz fizycznie znajdował się w opowiadaniu i odgrywał tam istotną rolę, to gdyby samą grafikę z opowiadania usunąć, aż tyle treści by nie ubyło, bo zawartość obrazu i tak była dobrze opisana (nie że to koniecznie źle). Tutaj jednak obraz dodaje coś, co bezpośrednio opisane nie jest.
Widać ten diabeł wolał spokojne, długofalowe omotywanie, a nie szybki cyrograf i do następnego projektu.
Teraz myślę o wszystkich miłych ludziach w moim życiu, czy przypadkiem na starcie nie przypominali diabła. Niektórzy może i tak, ale przynajmniej żaden nie pojawił się z laseczką z główką z kości słoniowej ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Ciekawe, że diabła zawsze udaje się oszukać (a to on miał być tym od nieczystych zagrywek). Tutaj udało się wykiwać jednocześnie anioła ;)
Całość bardzo sympatyczna :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Bill po drodze zabrał wiadro i mopa.
Czyżby źródłem wszystkich lęków było napięcie między pracą a wykształceniem? ;)
Skoro zabrał się do pokonywania lęków, to równie dobrze mógł wziąć na cel nie okno, a drzwi. Efekt nie aż tak odmienny ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Czytając opowiadanie, miałem wrażenie, że obserwuję wydarzenia jakby z lotu ptaka. Często nie ma szczegółowych opisów wydarzeń, tylko “mijały miesiące” i miesiące mijają ;) Do tego bohater bardzo szybko akceptuje każdą nową sytuację. Czasem, jak na przykład w przypadku bicia żony, akceptuje ją jeszcze zanim nastąpi i nie prezentuje towarzyszących mu emocji w żaden wyraźny sposób.
Normalnie wiele z tych rzeczy zaliczyłbym jako wadę, ale tu czytało mi się bardzo przyjemnie. Prawdopodobnie dlatego, że pod spodem przemiany charakteru były bardzo spójne i logicznie ułożone, a a wydarzenia szły wartko do przodu, więc podczas lektury miałem frajdę z odtwarzania tego, co dzieje się w głowie bohatera na podstawie częściowych informacji.
Ugryzło mnie to tylko na końcu. Niby Dymitr nagle robi się wylewny, ale ta wylewność też jest taka trochę oddalona, info dumpowa i pewnie bardziej przemówiłoby do mnie pokazanie żalu za synem w jakiejś mniej oczywistej scence.
Bardzo podobało mi się użycie obrazu. Nie jest wrzucony na początku/na końcu tylko jako inspiracja, ale przynajmniej mi przesunął obraz świata w stronę trochę bardziej zurbanizowaną, pod ściślejszą kontrolą. Bardziej w stronę historii alternatywnej.
(Chwila, czy to kolejny raz, kiedy Finkla jako jedyna przeczytała regulamin i zobaczyła, że są punkty za wykorzystanie obrazu)?
Od razu znać było kogoś ważnego: ciemnoszary surdut, kamizelka w czarno-czerwone wzorki, a tak misterne, że oczy bolały patrzeć, cylinder, safjanowe rękawiczki, złota dywizka, w dłoni laseczka z główką z kości słoniowej…
Jak to przeczytałem, to pomyślałem, że brzmi to trochę jak opis diabła, ale potem był taki miły, że jednak zwątpiłem ;)
Serce ścisnęło mi się z żalu – w nawie nie zobaczyłem ani jednego prawosławnego chrześcijanina.
To za to brzmi mi trochę, jakby w nawie był jakiś rzymski katolik albo muzułmanin :P
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
P.S. Biblijna “stopka” w komentarzach wywołuje uśmiech ilekroć ją czytam, aczkolwiek jest również nutka niepokoju – lud jako ostatnie spożył nietoperze, a potem tekst się urywa. Czyżby aluzja do pandemii?
Otóż nie, jest to parafraza tejże sceny:
https://www.youtube.com/watch?v=xOrgLj9lOwk
Ja też myślałem, że stopka jest biblijna. Chociaż w Monty Pythonie nawiązanie było zdecydowanie biblijne, więc po prostu udowodniliśmy przechodniość nawiązań albo coś w tym stylu ;)
Sporo moich uwag stylistycznych nie wynika typowo ze złamania jakiś zasad, tylko bardziej zwracam uwagę że “jak to czytałem, to spodziewałem się czegoś trochę innego i mnie to wybiło”. Ale jako takie są raczej do przemyślenia niż koniecznie do korekty. Cieszę się, że sporo się przydało :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Nie omieszkam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
A potem jeszcze wszyscy próbują mi wmówić, że to ja sam sobie rzucałem…
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hm, a może “drży”? Załatwiony problem brzmienia, szyku i siękozy :)
3 w 1 i to prawie za darmo :)
Teraz widzę też, że przez moje nieco dłuższe czytanie i dumanie nad tekstem, wystąpiły anomalie czasoprzestrzenne i część uwag zdążyła się zdezaktualizować ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Nie inaczej, albowiem teksty powinny toczyć się gładko i takoż płynąć, a nie potykać się o to, co ciężkie. ;)
Zawsze taki jest plan. Toczy się gładko, tylko nagle ktoś podstawia wyboistą drogę ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Beeeecki: Raport z dnia potępienia
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Opowiadanie bardzo dobrze wprowadza w klimat. Same opisy zarówno raju, jak i piekła, są bardzo obrazowe, chociaż najbardziej spodobały mi się spotkania z Zamysłem. Czuć tę niepojętość (i jednocześnie moc, bo niezrozumiały jest przez swój ogrom) i płynące z tego wątpliwości.
Postacie archaniołów świetnie pokazują różne odpowiedzi na konfrontację z absolutem.
Jeśli chodzi o napięcie, to pojawiło się już na samym starcie, bo znałem zakończenie. Wiedziałem, że na Lucyfera trzeba uważać, a reszcie kibicować, nawet jeśli nie idzie im najlepiej. Lubię takie historie, bo nawet, jeśli zakończenie jest znane, to sposobów, które do niego prowadzą, da się wymyślić bardzo dużo. Może szatan oszuka archaniołów w jakiś kreatywny sposób? Może archaniołowie przypadkiem wpadną w jakieś “polityczne” układy? Może któryś z bohaterów okaże się za słaby i dopiero jakieś ciekawe wydarzenia wyciągną go z tej słabości?
No i tutaj pojawia się problem, bo historia przebiegła w bardzo standardowy, spodziewany sposób. Michał dał radę dotrzeć do celu “bo w sumie kocha ludzi”, bez żadnych głębszych przemyśleń. I jakkolwiek w kontekście aniołów i tematyki ma to sens, to historia na tym traci.
Mimo to napisane naprawdę zgrabnie i czytało się przyjemnie do samego końca, a ostatnia scena z samotnością Michała wybrzmiała wystarczająco, żeby przysłonić rozczarowanie brakiem twista ;)
Trochę technikaliów do przemyślenia:
Michał czuł, że choć podpieranie filara podczas balu nie przynosi chluby, to jednak nie musi się tego wstydzić. Było mu wspaniale na uboczu, gdzie mógł jeść słodkie winogrona i po prostu patrzeć.
[…]
Bal trwał tu nieustannie, a wraz z nim muzyka, stanowiąca wieczyste tło. W jej rytm włączali się wszyscy, nie z przymusu, a z naturalnej potrzeby. Każdy tańczył i śpiewał po swojemu, ale zawsze w doskonałej harmonii.
Chyba jednak nie wszyscy.
Było mu wspaniale na uboczu,
Nawet Michał ze swojej pozycji na uboczu, podświadomie wodził za nią wzrokiem.
Między jednym a drugim jest trochę odstępu, ale wyrażenie jest dość specyficzne, więc trochę mnie ukłuło jako powtórzenie.
– Inny aspekt Zamysłu, inne piękno – powiedział i pokazał bliżej narzutkę lampy. – To wciąż to samo światło, ale zachwyca odmiennie, nie sądzisz?
Brzmi to, jakby przysunął lampę bliżej, ale z tego co rozumiem, lampa lata gdzieś w oddali i otaczają ją tłumy. Może po prostu “powiedział, wskazując”?
– Dobrze wiesz, że nie potrafiłbym jej odczuwać. – Michał nie słynął z poczucia humoru.
– Wiem, że istnieją, tak. Ale ich nie rozumiem – przyznał Michał, sam mający tendencję do poważnienia, gdy inni się weselili.
Może lepiej to jakoś pokazać w wypowiedzi, niż stwierdzać w ten sposób?
– Cóż. Obcy jest nam czas, ale i tak zrozumienie nie przychodzi od razu – odparł mentorsko Lucyfer, przyjaźnie klepiąc brata po ramieniu. – Obawiam się, że brak zrozumienia może zaszkodzić Zamysłowi. Musimy poznać prawdę, Michale, o sobie i o człowieku.
– Musimy służyć. Zamysłowi i człowiekowi – przypomniał Michał.
Lucyfer rzucił mu krótkie spojrzenie, w którym wygasające rozczarowanie ustąpiło miłości do brata.
– Spróbuj to przypomnieć swemu bratu!
Powtórzenie. Pewnie nie wybiłoby się aż tak, gdyby określenie było wcześniej używane w tekście.
Pokazano mu ostateczny aspekt, który nieograniczony wzrok Michała pochłonął w całości i na zawsze zapisał jako uczucie.
Ze zdania nie wiadomo, co zostało pochłonięte (nieograniczony wzrok Michała czy aspekt).
Ktoś podlatuje, chcąc się rozejrzeć, lecz wieje mocny wiatr, a dym jest gęsty jak smoła.
Brzmi, jakby autor trochę na siłę chciał ukryć tożsamość tego kogoś ;) Naturalnie pasowałoby tu jakieś bardziej konkretne określenie, np. jeden z X.
Wokół jego latarni koncentrowała się cała śmietanka archanielska. Nawet Gabriel, aspirujący do przewodnika innych, pokornie ustępował miejsca bratu, słuchając zaangażowany.
“Innych” nadmiarowe, bo przewodnik musi być kogoś, chociaż samo “przewodnika” też mi nie leży.
W rajskim kraju, którego mieszkańcy dzielili się na chóry, nigdy dotychczas nie zapadło takie milczenie.
Chyba nie z podziału wynikało, że normalnie było głośno.
Ciąży mi zbroja i nieużywane, opuchnięte skrzydła.
Czy skrzydła ciążą od nieużywania?
Każdy krok jest wysiłkiem, do którego się zmuszam, naruszając minimalnie siłę woli, która[,+] niczym to strome zbocze, kruszy się, im dłużej maszeruję.
Z tego co się orientuję “niczym strome zbocze” jest niezależnym wtrąceniem, więc przecinek z obu stron.
Po wycięciu wtrącenia lepiej widać jeszcze jeden problem:
naruszając minimalnie siłę woli, która kruszy się, im dłużej maszeruję.
“Im dłużej” wymaga jakiegoś procesu, który nasila się/słabnie wraz z tym, jak coś się dzieje. Np. “kruszy się coraz bardziej, im dłużej maszeruję”.
Chociaż może ogółem lepiej byłoby to zdanie odrobinę uprościć albo rozbić.
Wiedział, że istnieje nienawiść tak silna, że słaby człowiek może się jej nie oprzeć.
Brzmi trochę, jakby człowiek miał zdolność "nie opierania się”. Może “słaby człowiek nie da rady się jej oprzeć”?
Jest słaby i upadnie, prędzej[,-] czy później musi się to stać.
Bez przecinka.
zobaczył, że trzyma miecz o złotej rękojeści i srebrnym ostrzu, które płonęło żywym, jasnym ogniem, wieńcząc sztych, w taki sposób jakby to nie stal, a płomień przeznaczony był do zadawania ciosów.
Z tego co rozumiem chodzi o to, że miecz wygląda jak płomień (którym można zadawać ciosy). Układ zdania sugeruje, jakby miecz składał się ze stali i płomienia, ale ciosy należało zadawać akurat płomieniem.
Z płaskiej pustyni na samym skraju zbocza wystają czarne iglice niczym szpice wbite w nieboskłon, powstrzymujące konstrukcję przed osunięciem się w otchłań.
Ładne :)
Zastanawiam się, jak zaszturmować wejście.
Chyba nie ma takiego słowa. Po prostu “szturmować”, chociaż bardziej pasuje mi tu np. “sforsować”.
Czekamy, przyglądam się temu smętnemu pochodowi.
Może lepiej kropka, żeby zasygnalizować zmianę podmiotu.
Ręka dzierżąca miecz się trzęsie tak, że płomień przelatuje mi przed twarzą.
Bardziej naturalnie brzmi mi “trzęsie się”.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej regulatorzy!
Co do temperatury opowieści, pod kołdrą też najcieplej jest w zimę, a w domu najbardziej sucho jest w czasie deszczu, bo jest do czego porównywać ;)
Myślę, że nawet jeśli Wędruch jest spokrewniony z którymś z prawdziwych zwierząt, to służy im za nieco większego kuzyna.
“Ciężko” zostało wyrzucone i, z racji swojego ciężaru, zapadło się głęboko w śnieg. Mam nadzieję, że kolejny tekst się o nie nie potknie ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Świat, w którym anieli pracodawca walczy o to, żeby anioł pracował akurat u niego, jest ciekawym motywem i dałoby się w tym świecie opowiedzieć wiele ciekawych historii. Ten tekst całkiem zgrabnie wprowadza nas do tego świata, ale samej historii jest niewiele.
Nie chodzi tu nawet o długość tekstu i ilość wydarzeń – na portalu jest dużo shortów, które w tylu znakach opowiadają zamkniętą historię – tylko o brak zakończenia/puenty. Mamy problem aniołów rezygnujących ze stanowiska i z tym problemem nic się nie dzieje. Można by uznać, że właśnie to jest zakończenie/przesłanie tekstu, że anioły tak jak ludzie nie są w stanie same sobie poradzić. Tylko że zakończenia w stylu “bohater jest bezsilny, nie jest w stanie nic zrobić” pozostawiają wszystkie wątki nierozwiązane i ciężko sprawić, żeby dobrze się je czytało.
Jedna rada portalowa. Pamiętaj, że swój tekst możesz, a nawet powinieneś, edytować. Np. dostałeś całą łapankę od Outty. Jak zrobisz poprawki, to nie dość, że wszyscy kolejni czytelnicy dostaną lepszego szorta, to jeszcze sam dużo się nauczysz przy poprawkach. Nie jest to może tak przyjemne, jak pisanie nowego opowiadania, ale pozwala nauczyć się dużo szybciej.
Przynajmniej te podwójne entery między akapitami mógłbyś poprawić ;)
Ostatecznie wizja skłoniła mnie do myślenia, a językowo nie było tragedii (a nawet jak na debiut według mnie całkiem nieźle), więc ostatecznie przyjemnie się czytało :)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Krzysztof Kapibara!
Co do wyglądu Wędrucha teorii było wiele. Ostatni oficjalny komunikat sygnalizuje coś w okolicach ryjówki. Chociaż patrząc na spokój i generalnie pozytywne podejście, może to daleki krewny kapibary? ;)
Cieszę, że opowiadanie wyszło interesujące. Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej Wędruch pasuje mi do innej planowanej historii, ale ona potrzebuje jeszcze dużo czasu, żeby się skrystalizować. Tak czy siak jest nadzieja, że stworek jeszcze się pojawi :)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Marek musiał się nieźle zdziwić po takim czasie. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zdążył się przeprowadzić ;)
Może gdyby Kotop zaczął tłumaczyć ludziom z psiego i kociego, to sytuacja zwierząt by się poprawiła i w końcu schroniska nie byłyby potrzebne.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Na początku w tytule przeczytałem “prawdę” i – prawdę mówiąc – też miało to trochę sensu ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Sam początek dla mnie bardzo zagmatwany. Jednocześnie próbowałem poukładać w głowie świat i poradzić sobie ze skokami perspektywy. Do tego w scenie w mieście po przeskoku nagle pojawia się trzech bohaterów, w tym burmistrz, który już chyba potem nie wraca i może dałoby się go jakoś zastąpić.
Potem zmiany perspektywy wypadały już zdecydowanie na plus. W kilku momentach miałem frajdę ze składania wszystkiego w całość. Dobrze wypadło dawkowanie informacji co do upiora i bohaterów. Zastanowiło mnie trochę, że od początku wiemy, kto stoi za zbrodnią, ale wygląda na to, że dzięki temu tłumaczenia Mormonów i Indian stały się jeszcze ciekawsze.
Najciekawsze w tekście były dla mnie spotkania upiora z ofiarami. Może dziwnie to zabrzmi, ale dla mnie były o tyle satysfakcjonujące, że wymierzały sprawiedliwość. Mormoni, którzy mieli dużo za uszami, poddawali się i to oni byli przejmowani. Za to praworządny szeryf, któremu wszyscy utrudniają życie, i niesłusznie oskarżony Indianin po prostu nie zgadzają się na kapitulację, więc duch nie może nic im zrobić.
Znowu, gdybyśmy nie znali sprawcy początkowego ataku, pewnie tak dobrze by to nie wyszło.
Końcówki sam bym raczej nie zrozumiał. Podczas czytania myślałem, że Caleba wyrzucili za paktowanie z duchami albo coś w tym stylu i nie trafił na miejsce kontaktu przypadkiem ;)
Kilka uwag technicznych:
Bill szukał go dwie noce, nim zorientował się, że nożownik wrócił i schował [się] na starej farmie.
Obrazy wrócił[y] – zobaczył kobiety tulące dzieci, dziewczęta zasłaniające oczy córek.
– Bluźniłeś słowem i czynem. Nie zostawiłeś mi wyboru, Celebie. – Hyrum wyciągnął rękę i wskazał mężczyznę palcem . – Ale, że swe plugawe postępki postanowiłeś ubrać w szaty mormońskie, zasłaniałeś się naukami Josepha Smitha(13), tego nie mogłem ci wybaczyć. Musiałem cię ukarać dla dobra całej wspólnoty.
“Ale” sugeruje, jakby miała być jakaś sprzeczność z poprzednim zdaniem, a chyba nie ma.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
MichaelBullfinch
Głosuję na szopa pracza!
Tak naprawdę najbardziej pomocnym i magicznym zwierzęciem jest zwykły szczur, tylko jako ludzkość nie zasłużyliśmy na to, żeby tego doświadczyć ;)
Kolega przypomniał mi też o istnieniu ryjówki, która podejrzanie dobrze pasuje.
OldGuard
Miałoby sens :)
Bardzie
Może w twojej głowie Wędruch się z czymś zderzył… :P
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Przyznaję, że moja pamięć ma problemy z imionami również w realu i imiona bohaterów z reguły szybko wypadają mi z głowy po przeczytaniu. Tutaj imię sprawdziłem na potrzeby komentarza. Sprawdziłem źle, oczywiście chodziło o Łukasza. Sorry za zamieszanie.
Przejrzałem tekst jeszcze raz i wprawdzie ciągle wprowadzenie mocy jest dla mnie trochę słabo zaznaczone, to chyba nie na tym polega problem, bo też historia skupia się bardziej na ludziach i ich emocjach niż na tworzeniu skomplikowanego systemu magii.
Po głębszym zastanowieniu i przespaniu się z tekstem myślę, że może tym elementem wprowadzanym na bieżąco, który mnie ciągle zaskakiwał, był plan bohaterów. Rzadko miałem poczucie, że wiem, jaki będzie następny krok bohaterów (a więcej kroków w ogóle), albo że chociaż mogę się tego domyślać. Skoro nie wiedziałem, jaki bohaterowie mają plan, to ciężko mi było mu kibicować ;)
A może po prostu z tekstem jest wszystko w porządku, tylko klimat osobiście do mnie nie przemówił :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Bardzie
W mojej znacznie milszej wersji stwora określił bym go jako coś między wydrą a kretem, tylko na dwóch łapach i z dłuższym pyszczkiem :)
W mojej głowie pyszczek był długi, z noskiem na końcu, żeby było, czym węszyć ;)
MichaelBullfinch
Zawsze fajnie jest posłuchać, co kto sobie wyobrażał. Tutaj można by z tego jeszcze zrobić zamaskowaną ankietę, jakie leśne zwierzę wygląda, jakby miało być magiczne i pomocne ;)
Hej OldGuard!
Przecinek wstawiłem. W ogóle pierwszą intuicję miałem taką, żeby go tam wstawić. Potem zacząłem się zastanawiać. Raz trafiałem na wersję z przecinkiem, innym razem, że przecinkiem oddzielamy całą frazę “potem gdy”. Jeśli jest jakaś zasada, która rozwiązuje te wątpliwości, chętnie ją poznam ;)
Generalnie notatki do tekstu zaczynają się od “Coś ciepłego” ;) Temperatura trochę obniżyła się od oryginalnego zamysłu, ale mimo wszystko szkoda byłoby zrobić Wędruchowi większą krzywdę.
Pozdrawiam i dzięki za klika :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Faktycznie trochę zbyt realistyczny jak na Muminki ;)
Mi wyszedł bardziej ołówkowy:

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Opowiadanie fajnie się rozkręciło. Historia o śmierci uwięzionej w obrazie za rozdawanie marzeń jest ciekawa sama w sobie – w końcu śmierć nie byłaby taka przerażająca, gdyby nie to, że musimy zabrać te wszystkie marzenia do grobu. Kara ze spełnianiem życzeń również wydaje się adekwatna.
Uwolnienie śmierci było pomysłowe, chociaż takie kombinowanie kojarzy mi się trochę z “życzę sobie nieskończonych życzeń” ;) Tak samo odwrócenie motywu, w którym to śmierć zabija ofiary z miłości, do ofiary, która wykorzystuje śmierć do skończenia rozłąki, wyszło bardzo fajnie.
Początek tekstu za to trochę mi się dłużył i nie czułem w nim żadnego napięcia. Nie odczułem, dlaczego miałbym się przejmować zniszczeniem obrazu Damy. Samą postać zacząłem mocniej rozumieć jak mocniej zawiązała się jej znajomość z Damianem, a w pełni dopiero podczas wyjaśniania jej historii.
Do tego niby obraz się niszczy, ale jedyne co stoi na przeszkodzie Damy do tego, żeby ochronić swoje istnienie, to spełnianie życzeń Damiana. Spełnianie życzeń, oprócz malutkiego kryzysu na samym starcie, idzie bezproblemowo i w żadnym momencie nie miałem wrażenia, że może się nie udać.
Losem Damiana zacząłem się przejmować dopiero jak dał w pysk amerykanowi w Las Vegas.
Tekst był też dla mnie w wielu miejscach dezorientujący. Większość scen, żeby popchnąć fabułę do przodu, wprowadzały zupełnie nowy element świata. Nie miałem wrażenie, że bohaterowie sprytnie wykorzystują otoczenie albo ich moce, tylko że te moce pojawiają się w razie potrzeby.
Damian chce zobaczyć świat? Ok, Dama może go teleportować.
Dama jest źle ubrana? Może sobie stworzyć ubranie.
Potrzebny jest taniec? Okazuje się, że Japonka jest świetną tancerką.
Kilka rzeczy, które dobrze, że były niewyjaśnione (dlaczego Dama musi spełniać życzenia?) utonęły w tym potoku wprowadzanych nowości i potraktowałem je po prostu jako element świata. Gdyby przez cały tekst mnie to wyraźniej zastanawiało, to pewnie końcówka wypadłaby jeszcze lepiej.
Lubię zmiany perspektywy w opowiadaniach i ta tutaj też mi się spodobała.
Z kwestii językowych:
– Dziękuję – otrzepała szaty. W her głowie pojawił się plan.
Prawdopodobnie literówka
– Wy, ludzie, widzicie tylko to, co chcecie zobaczyć, a magia załatwia całą elektronikę, pokazując nudny obraz martwego muzeum.
Końcówka wynika z reszty zdania.
Ciężko mocniej oceniać język przez stylizację. Osobiście mnie nie porwała, ale też na ogół nie przeszkadzała w czytaniu.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Nikodem_Podstawski – Maszyna do modyfikacji języka
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Eksperyment bardzo… Cechą eksperymentu jest kreatywność ;) Gdy problem się wyjaśnił, aż przeczytałem jeszcze raz początek, żeby sprawdzić, czy faktycznie nie ma przymiotników. Skoro “przymiotnik” nie jest przymiotnikiem, to może chociaż nazwa przetrwała, żeby była wiadomo, za co skazać delikwenta ;)
Z technikaliów:
Działała nadzwyczaj prosto, zwyczajnie wymazując słowo i jego znaczenie z użytku za pomocą fal… No, tych… Ech. Nieważne, działała. Tak czy tak, wszyscy o części mowy zapominali, tak jakby nigdy nie istniała.
To brzmi, jakby słowo i część mowy to było to samo. (Widzę, że nie mnie pierwszego to ugryzło). Nie mam nic przeciwko, żeby maszyna wymazywała jedno i drugie, tylko bym o tym napisał. Np. “zwyczajnie wymazując słowo lub całą część mowy” i coś podobnego w dalszych zdaniach.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Berig!
Cieszę się, że tekst (mimo zimy) również dla ciebie okazał się ciepły :)
Czy nie naturalniej brzmiałoby tu „łatwo potknąć się na lodzie”?
Ano brzmiałoby naturalniej ;)
Dzięki za lekturę i pozdrawiam.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Faktycznie, skoro Wędruch się za bardzo nie przejmuje, to czemu miałby to robić czytelnik. Dobrze, że perspektywa okazała się zaraźliwa ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej beeeecki!
Każda spontaniczna muminkowatość w komentarzach zwiększa uśmiech na twarzy autora :) Chociaż muszę przyznać, że jestem trochę zdziwiony. W końcu tekst zawiera coś na granicy sceny walki, która do muminków raczej nie pasuje (chyba że do tej abominacji).
Wygląda na to, że początek był wystarczająco bajkowy, żeby złagodzić końcówkę.
Co do uwag, to zawsze mam problem z umiejscowieniem “się” w dłuższych zdaniach, ale tutaj mi nawet brzmi, więc to chyba kwestia gustu. Tak samo ze stanięciem. Jakby ktoś jeszcze narzekał, to podmienię ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Na wiele funkcjonalności technologii nie narzekam i nie chciałbym się rozstawać. Niestety cały świat uparł się, żeby nierozerwalnie połączyć je z funkcjonalnościami, których nie chcę widzieć na oczy, więc jednak Bieszczady kuszą ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej MichaelBullfinch!
Pomysł na stworka zaczął się od tego, że zobaczyłem grafikę bandurek (bandurków?) w Bestiariuszu Słowiańskim. Nie widzę w internecie książkowej grafiki, są same brzydkie ;)
Tylko o ile grafika mi się spodobała, o tyle same bandurki nie bardzo. Zwodzenie pijaków na manowce nie jest ani zbyt pomysłowe, ani sympatyczne.
W mojej znacznie milszej wersji stwora określił bym go jako coś między wydrą a kretem, tylko na dwóch łapach i z dłuższym pyszczkiem :)
W tekście myślę, że niedopowiedzenie tylko dodaje uroku.
Cześć Ambush!
Fajnie, że udało się zainteresować. Wędruch chętnie podzieliłby się swoją historią, ale gdzieś mu uciekła ;)
Hej khomaniac!
Zawsze chciałem napisać coś w typowej muminkowo-baśniowej konwencji. Tutaj wydaje mi się, że jest jeszcze daleko, ale jeśli opowieść była na tyle ciepła, żeby skojarzyć się z muminkami, to nie pozostaje mi nic, tylko się cieszyć :)
Dzięki wszystkim za lekturę i kliki!
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Bardzie!
Trzeba było trochę smaru, ale w końcu maszyna pisarska ruszyła ;)
Podczas nieobecności nabrałem niesamowitej zdolności potrzymania tekstu przez jakiś czas i pozastanawiania się nad językiem (chociaż jest ryzyko, że jeszcze znowu ją stracę) :P Cieszę się, że zabieg się spodobał.
Będę pamiętał o Wędruchu, gdy następnym razem któryś z moich bohaterów będzie przedzierał się przez zimowy las. Albo może stworek w końcu przypomni sobie, skąd się wziął, i postanowi o tym opowiedzieć ;)
Dzięki za klika i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Świetne pytanie! Rozważanie takich dylematów to wyśmienite ćwiczenie intelektualne i wyraz dojrzałości. Spróbujmy rozpracować to krok po kroku:
– rzucenie wszystkiego i wyjechanie w Bieszczady – przerwa od elektroniki każdemu dobrze zrobi,
– utopienie telefonu w jeziorze – drastyczny krok – chociaż pomocny, jeśli akurat nie potrzebujesz kontaktu ze światem,
- anulowanie abonamentu internetowego – nie tylko pozwala się odprężyć – prowadzi też do oszczędności.
Wprawdzie tak drastyczne środki mogą poprawić Twoje samopoczucie – zastanów się jednak, czy na pewno chcesz posuwać się aż tak daleko. Jeśli chcesz, zaproponuję Ci prostsze rozwiązania, które również przyniosą ulgę, a nie spowodują utraty kontaktu z portalem Nowej Fantastyki.
;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Ambush: Ogród i pozostałe kłopoty
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Ambush!
Opowiadanie było w dużej mierze rodzinno-spokojne, a mimo to utrzymywało uwagę. Fajnie wypadła chronologia z flashbackami.
Mam wrażenie, że udało się zbudować fajne postacie, których dużo cech nie przekładało się silnie na historię. Takie trochę zgrabne wprowadzenie bohaterów, z którymi aż prosiłoby się, żeby powstało coś więcej ;)
Sporo wzmianek zaciekawiło mnie co do wcześniejszej części, może zerknę w wolnej chwili. Podejrzewam jednak, że przeczytanie jej wcześniej dałoby ogółem lepszy efekt ;)
Kilka uwag co do spójności:
Pod ziemią coś zaburczało niskim basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr.
Z domu wybiegła Helena w bieliźnie i zawinięta w ręcznik, odmłodzona Gośka.
– Tomuś, coś ty najlepszego narobił?!
Pomiędzy tymi akapitami coś się chyba wydarzyło. Z opisu wyżej wynika, że kobiety siedzą w balii w ogródku, a jedna z nich skacze do dziury.
Jak mogą w takim razie wybiec z domu?
I dlaczego potem z dziury wychodzi Tomek, który jedyne, co robi w tej scenie, to przynosi balię, a potem jest o coś obwiniany?
Nie znalazłem też momentu, w którym dwugłowy potwór zmienia się z powrotem w dwie osoby.
Drobnica:
Miało wiele czerwonych odnóży i dwie głowy, którymi kołysało gwałtownie na boi i wyło.
Mądra żona opowiedziała mu już, jak to było dawno temu z miastem zwaną Troją.
– Takich cudów nie da się zrobić! – odparła z =e złośliwym uśmiechem.
I dziwnie dużo enterów na końcu ;)
Generalnie bardzo zgrabnie napisane, klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Jeśli imię Liu i azjatyckie pochodzenie nie nawiązują do tytuły, to liczba zbiegów okoliczności jest całkiem imponująca ;) Za to nie nazwałbym tego w żadnym razie fanfikiem, co najwyżej przeniesieniem pomysłu do zupełnie innego i całkiem ciekawego kontekstu.
Dobrze wrócić :) Też mam nadzieję, że na dłużej, nawet jeśli nie aż tak intensywnie. Nie powiem, że konkurs nie kusi, chociaż bez nagłego ataku inspiracji raczej będzie ciężko w tym terminie ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Małe sprostowanie – jeśli czytasz na tyle szybko, że nie zapamiętujesz imienia postaci (Erwin) to zapewne dlatego potem są spore problemy z odnalezieniem sensu w zdaniu.
Imię postaci zapamiętałem. Po prostu postawienie go na początku zdania mało kosztuje i rozwiewa wątpliwości co do podmiotu ;)
otóż jest to jasno w jednym, krótkim fragmencie na początku powiedziane.
Tutaj moja wina. Chociaż to chyba bardziej kwestia pory i zmęczenia niż prędkości czytania.
Co do zbrojowni i zachowania potwora – w żadnym razie nie mówię, że tekst jest nielogiczny albo niespójny. Tylko że nawet jeśli coś się logicznie perfekcyjnie spina, to nie znaczy jeszcze, że jest ciekawe. Np. wywiad w szpitalu ma dużo sensu, ale co z tego, jeśli psuje napięcie.
Właściwie to nie pamiętam sam kiedy ostatnio czytałem, albo oglądałem coś co mnie wystraszyło.
Trochę dziwne zdanie z ust autora horroru ;)
tutaj moje pytanie do Ciebie Ostam: czy wolałbyś czytać coś mówiącego więcej wprost, czy mniej? Pozostawianie wielu luk, niedopowiedzeń, ale jednocześnie rzucanie poszlak, czy bardziej lecieć przez fabułę byleby do końca?
To już jest głównie pytanie do ciebie i o to, co chcesz napisać. Rzucanie poszlak tworzy napięcie w oczekiwaniu na coś. Ze scenami akcji można pójść w przeróżne strony. Tutaj zabolało mnie głównie to, że od sceny ze szpitalem napięcie już tylko spada, a nie rośnie.
awsze wydawało mi się, że każdy chce delektować się obrazami płynącymi z liter, a na tym forum po raz kolejny mam dowód na to, że ludzie zbyt dużo chyba już przeczytali i bardziej z powodu jakiejś misji/nałogu pochłaniają kolejne teksty.
Zdarzają się teksty, w których delektuję się obrazami, chociaż zdecydowana większość z nich to klasyka literatury. Z mojego doświadczenia napisanie opowiadania z imponującą warstwą językową jest dużo trudniejsze od stworzenia wciągającej akcji albo pomysłowego świata. Nie jest to jednak w żadnym razie niemożliwe, po prostu wymaga dużo pracy i świadomego podejścia.
Dawno nie było mnie na portalu i potrafię sobie na szybko przypomnieć czegoś godnego polecenia ze względu na język, może ktoś inny poratuje ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Historia bardzo wiarygodna, zarówno pod względem relacji, jak i szczegółów związanych z narzędziami i wyposażeniem domu.
Najstraszniejszym fragmentem dla mnie był zdecydowanie ten z perspektywy syna, gdzie jako czytelnik dobrze wiedziałem, czego Kevin nie powinien robić, ale nie miałem pewności, jakie dokładnie będą konsekwencje.
Normalnie nie jestem zbyt dużym fanem postaci, które przez wiele prób nie potrafią się zebrać, żeby coś zrobić (dużo niepewnego krążenia wokół żony), ale tutaj ojciec we wszystkich innych sytuacjach był na tyle kompetentny, że i tak go polubiłem i byłem w stanie wybaczyć chwile słabości.
W książkach Cixina Liu kosmici stosowali różne metody eksterminacji, w zależności od tego, na co dana rasa była odporna. Tam wybór dotyczył raczej położenia planety względem gwiazdy i innych kosmicznych obiektów, ale dobór właściwego sposobu na paraliż psychologiczno-logistyczny też brzmi ciekawie ;)
Na początku myślałem, że motyw paranoika, który naprawdę jest jedyną racjonalną osobą, będzie trochę bardziej wykorzystany. Niemniej różnych wykorzystanych motywów było pod dostatkiem i fajnie się czytało.
A w nocy Liu wychodziła z pokoju Kevina. Tom słyszał jej bose stopy na kafelkach, a następnie – jak je w kuchni.
Nie żaden błąd, tylko drobna uwaga co do odbioru. Na etapie “a następnie – jak je”, spodziewałem się, że dalej chodzi o stopy, i zaraz będzie “podnosi” albo coś w tym stylu.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Zaczęło się całkiem nieźle. Mamy tajemnicę, główny bohater jako jedyny rozumie, co się dzieje. Nie zdradzasz czytelnikowi, o co chodzi, tylko obserwujemy zbieranie sprzętu i nerwowo wypalane papierosy.
Bohater też ze swoim klimatem. Niby wysportowany, kontakty ze służbami, fałszywe tożsamości, ale widać, że robi coś nowego na własną rękę i zapowiada się, że może mieć problemy.
Czar pryska na etapie sceny ze szpitalem, gdzie dowiadujemy się sporo o potworze i mi nie wydał się on ani trochę przerażający. Zwykły robotnik, który niczego się nie spodziewał, dał radę uciec, a Eryk bierze ze sobą całą zbrojownię.
Podczas samej akcji w kanałach tak samo Eryk widzi bestię zawczasu i nie odnosi żadnych obrażeń, więc nie miałem o kogo się martwić.
Kilka uwag technicznych:
Zwierzę, które go zaatakowało, rozcięło mu pazurami ramię. Przewieziony już z rosnącą gorączką do Szpitala im. Biegańskiego, został pozszywany, nafaszerowany lekami i przesłuchany przez policję. Stało się to sto sześćdziesiąt metrów od wejścia.
Pozszywanie i przesłuchanie?
Ten odcinek był węższy od poprzedniego. Dostawał zadyszki.
Odcinek? Ogółem jest trochę miejsc, gdzie można by wrzucić imię bohatera, żeby uniknąć dwuznaczności.
Przeczytałem jeszcze dyskusję z komentarzy wyżej. Kilka słów wyjaśnienia. Kiedy czytam taki fragment, to mam z tyłu głowy ten odcinek, wyobrażam go sobie, po czym próbuję sobie wyobrazić, jak dyszy. Szybko orientuję się, że oczywiście to nie odcinek dyszał, ale wybiło mnie to z wyobraźni i muszę na nowo zanurzać się w opowieść.
Młoda asystentka na oddziale zakaźnym w Szpitalu Biegańskiego siedziała w oknie izby przyjęć. […] Karolina, a przynajmniej takie imię widniało na plakietce, zaczęła czytać treść w środku.
Scena zaczęła się z perspektywy asystentki (z jej perspektywy jest cały opis gościa), ale przy zdaniu z plakietką punkt widzenia skacze na inspektora i po chwili znowu wraca.
Wyjął z bagażnika torbę i zszedł po stromych ścianach.
Rozumiem, że chodziło o wspinanie? Trochę mnie zaskoczyło tak rzucone mimochodem.
Były grube i mimo dekad trwania w wilgoci potrzeba było dużej siły, aby je ruszyć. Chwilę rozważał różne opcje. Kiedy przestał, położył torbę obok lewej ściany.
Czasem się gubię, może przez trochę nieprecyzyjne słowa. “Rozważał opcje”: przyczyny wygięcia prętów czy plany działania? “Przestał” też trochę nienaturalne do rozważań – może doszedł/nie doszedł do żadnych wniosków, wpadł na pomysł, stwierdził, że nic nie wymyśli?
Rozpoczął wędrówkę ostrza w dół i w lewo.
Tutaj też raczej cięcie/zamach/uderzenie/rąbnięcie.
1996
Nie znam się wystarczająco, żeby stwierdzić, czy coś z technologii sugeruje rok głównej akcji, ale nie jestem pewien, czy 1996 jest wcześniej, czy później. Ze sceny wnioskuję, że wcześniej, ale chwilę mnie to zastanawiało ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Okno było nisko, więc wolałem, żeby przypadkowy przechodzień miał co najwyżej nabitego guza, a nie doznał porażenia ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Witam jury. Widzę, że udało się złapać już wszystkich i teraz będziecie musieli to czytać ;)
Feniks, miło mi że opowiadanie spodobało Ci się na tyle, żebyś złamał swoje zwyczaje, chociaż trochę dziwi mnie niechęć do komentowania tekstów konkursowych, bo wiele z nich jest naprawdę dobrych.
Co do krytyki, nie przypominam sobie, żebym w życiu oglądał film post-apo (serio :P) i ogółem z filmami jest mi jakoś nie po drodze. Umiem sobie wyobrazić, że zaczerpnąłem trochę motywów z gier fabularnych w podobnej scenerii, więc stąd mogły się przyplątać uproszczenia, do których (jak zgaduję) nawiązujesz. Może przeczytanie większej ilości książek by pomogło, może dokształcenie się co do realiów i trochę więcej myślenia załatwiłoby sprawę. Na pisanie niestety nie miałem za dużo czasu, ale jak tylko warunki pozwolą, następnym razem bardziej się przyłożę.
Regulatorzy, tekst niestety przekombinowałem, więc nie spodziewałem się, że przypadnie Ci do gustu. Nie mogę powiedzieć, żeby święta w tekście nie były istotne, ale faktycznie nie ma ich za dużo. Na pewno inspiracja była świąteczna.
Amperogodzinę przelałem do wiaderka i wyrzuciłem.
HolyHell
– On jest z nich wszystkich najgorszy. Biada temu, kto spotka go nieprzygotowany…
– Babciu? Babciu! Ratunku! Pomocy!
?
No, tego, potem miało się wyjaśnić ;)
→ Zdrowy rozsądek kazał jak najszybciej się oddalić.
Od jakiegoś czasu walczę ze stawianiem “się” po czasownikach, ale tutaj przedobrzyłem z cofaniem.
Hm. Brzmi nienaturalnie. Nagle ktoś wyrasta jak spod ziemi, oznajmia bohaterowi, że zamierza go porwać, a ten pyta ile czasu to zajmie? Dziwne.
Przyznaję, że pytanie istnieje głównie po to, żeby duch mógł na nie odpowiedzieć, ale jak się nad tym zastanawiałem, to człowiek, który od dłuższego czasu nie mówił, a teraz zobaczył ducha, który uratował mu życie, prawdopodobnie powiedziałby coś równie przypadkowego.
Zaraz
jużgo tu nie będzie!
Racja :)
– Nie. Moja chwila będzie zdecydowanie
zadługa.
Tutaj za to zmienia się znaczenie. Określenie “długa” nie jest samo w sobie negatywne, a “za długa” już tak.
No nie wiem, nic nie poczułam w sumie. Żadnego napięcia, strachu, rozbawienia, nadziei, rozczarowania. A chyba nie o to chodzi…?
Powstawanie tych uczuć ciągle jest dla mnie w dużej mierze tajemniczym procesem. W szczególności w takim limicie znaków potrafię raczej przedstawić pomysł niż wprowadzić angażujących bohaterów i wsadzić ich na emocjonalny rollercoaster. Mogę co najwyżej liczyć na to, że pomysł będzie dla kogoś interesujący.
Zakończenie jest też urwane, i w sumie nie wiem o co w tym wszystkim chodzi.
To, że pomysłu nie udało się nawet czytelnie przestawić, jest innym problemem, do czego odniosłem się już wyżej.
Plusy: pomysł na opowiadanie jest dobry i warsztat też masz nienajgorszy, schludnie piszesz, co dla mnie jest bardzo ważne. Jednak ostatecznie nie chwyciło mnie.
Miło, że warstwa techniczna dała radę. Będę się starał ;)
Tak czy owak, życzę wszystkiego dobrego i powodzenia nie tylko w konkursie!
Powodzenia również!
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za lekturę :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Błogosławieni, którzy nie chybiają, albowiem Ziemia pozostanie ich własnością – trochę przydługie, więc w żadnym razie nie czuj się zmuszona ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej!
Główną zaletą opowiadania są mocne, pomysłowe obrazy. Nie mogę powiedzieć, żeby tekst trzymał w napięciu i kolejne problemy pojawiają się raczej z własnej inicjatywy niż ze względu na skomplikowane następstwa fabularne, ale wydaje mi się, że taki był cel i tylko dokłada to do absurdu i czarnego humoru.
Nie wiem, czy to celowy zabieg, i nawet nie umiem do końca wyjaśnić, skąd się to bierze, ale coś w języku nie pozwala mi brać tego tekstu jakkolwiek na poważnie. Spróbuję podać przykład:
Chwycił żołnierza obiema dłońmi i rozerwał jak kartkę papieru. Bryzgnęła krew i flaki. Widok ten lekko oprzytomnił dowódcę, który zaczął strzelać w kierunku potwora.
Sytuacja sama w sobie jest dość absurdalna, ale połączenie zdań spójnikiem “który” wprowadza atmosferę opisu zwykłych działań, a nie akcji. Dla porównania:
Chwycił żołnierza obiema dłońmi i rozerwał jak kartkę papieru. Bryzgnęła krew i flaki. Widok ten
lekkooprzytomnił dowódcę. Zaczął strzelać w kierunku potwora.
Tutaj sytuacja ciągle jest nietypowo, ale mam poczucie, że ktoś ze sobą walczy, a nie że słucham kawału. Zdanie trzeba by przeredagować, żeby to dobrze brzmiało, ale mam nadzieję, że widać, o co mi chodzi.
Analogicznie:
Ale nie dokończył, gdyż jego słowa zagłuszył dźwięk rozlatującej się ściany.
Być może po prostu ja mam z takim pisaniem nietypowe skojarzenia, ale na wszelki wypadek daję znać.
Kilka innych uwag/spostrzeżeń:
– To[,-] co teraz?
Nie widzę powodu, żeby stawiać tu przecinek. Ogółem przecinków jest tu raczej za dużo, niż za mało.
– Zrobimy bigos! – Cały wręcz tryskał entuzjazmem. – Zupełnie jak u[,-] świętej pamięci[,] babci!
Tutaj nie widzę powodu, żeby było wtrącenie. Nawet nie wiem, jak miałbym to przeczytać ;)
Rad nierad ruszył w kierunku drzwi.
Rad nierad Radek wyruszył po radioaktywny rad XD
Wielkie, pokryte ropniami[,-] łapsko
Kojarzę z poprzedniego opowiadania i przewija się też tutaj: oddzielamy przecinkami określenia, ale nie wyraz określany, np. ogromny, czerwony, milutki (tu nie ma przecinka) pies.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Bardzie!
Napięcie wynikające z tego, że wiem więcej od bohatera, było odczuwalne i całość czytało się przyjemnie. Dzisiaj bez pełnej łapanki, ale przecinków było tym razem tylko odrobinę mniej, niż powinno ;)
Podczas lektury zadawałem sobie pytania:
Czy mikołaj to naprawdę Mikołaj? Nie.
Co zrobił Mikołaj? Odciął głowę matce Kevina (chyba).
Dlaczego Mikołaj cieszy się na spotkanie z Kevinem i pyta go, czy był grzecznym chłopcem? Nie wiadomo.
I jakkolwiek pewnie znajdzie się jakieś psychologiczne uzasadnienie, to fabularnie poczułem tutaj niedosyt. Zastanawiałem się, czy zaraz będzie odkryta jakaś dodatkowa motywacja Mikołaja albo czy to zachowanie będzie jeszcze do czegoś wykorzystane, a zostałem z wrażeniem, że pojawiło się tam tylko po to, żeby przygotować dialog w końcówce. Jak dla mnie tekst mógłby być troszkę krótszy albo troszkę dłuższy.
Sam dialog za to zacny :)
W kilku miejscach zmieniłbym kropki na przecinki albo na odwrót:
Oparł ręce o szybę, wyglądając przez okno, przy budzie panował spokój.
Proponuję kropkę, bo teraz wygląda, jakby wyglądanie przez okno i panowanie spokoju miały ze sobą coś wspólnego.
Pomyślał, że pies znowu się zerwał, chopak przylgnął do okna, próbując dojrzeć zwierzę.
Tu też nie ma bezpośredniego związku, a dziwnie wygląda, jeśli w każdym członie zmienia się wykonawca czynności.
Przypomniał sobie, że przecież to noc wigilijna. Więc oczywiste było, do kogo mogły należeć pozostawione w śniegu ślady
Jeśli nie ma dobrego powodu, lepiej nie oddzielać członów po obu stronach “więc” kropką.
Otworzył drzwi i zatrzymał się w progu. Mikołaj stał pod latarnią, wypuszczając białe obłoki.
Ja też nie byłem pewien, czy chodzi o oddech czy papierosa.
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Anet, miło słyszeć ;)
Finkla, celna uwaga. Nawet nie zorientowałem się, że zrobiłem zakończenie z gatunku “a potem okazało się, że to wszystko nie miało sensu”.
Z opowiadania nie wynika, że przeszłość i przyszłość są nieistotne. W końcu przemiana Amira nastąpiła dzięki spotkaniu dwóch pierwszych duchów. Bliżej byłbym do tego, że analiza przeszłości i rozmyślania nad przyszłością mają praktyczne zastosowanie tylko wtedy, gdy pozwalają nam lepiej działać tu i teraz.
Oczywiście to ciągle jest uproszczenie. Chociażby wiele opowiadań nie powstałoby, gdyby nie “bezużyteczne” rozważania ;) Mam nadzieję, że bajkowość babcinej opowieści uzasadnia morał.
Golodh, teraz autor będzie się zastanawiał, która z postaci w opowiadaniu jest Mikołajem ;)
Irka_luz, twoja interpretacja jest spójna, może nawet bardziej od tekstu ;) Fragmenty z babcią i resztą historii mogą też być odseparowane czasowo.
NaN, miło mi, że przyjemnie się czytało.
Motyw wykorzystałem bezpośrednio (chociaż do dzisiaj nie wiem, co mi strzeliło do głowy, jak go wybierałem :P), za to osobiście bałem się, czy temat świąt nie będzie za mało wyraźny. Do konkurencji jeszcze nie zaglądałem.
Uwaga o budowaniu klimatu dała mi do myślenia. Rzeczywiście świat przedstawiony rządzi się postapokaliptycznymi zasadami, ale nie ma w nim żadnych tematycznych ozdobników.
Dzięki za lekturę i klika, również życzę powodzenia :)
JolkaK, dzięki za ciepłe słowa :) Lubię przeróbki bajek i klasycznych historii, więc dobrze było w końcu napisać taką samemu. Nad zakończeniem będę myślał. Dzięki za klika ;)
JPolsky, miło mi, że opowiadanie przypadło ci do gustu i udało ci się je rozszyfrować. Idealny tekst byłby zrozumiały dla każdego, a po zastanowieniu zyskiwał jeszcze więcej. Długa droga przede mną ;)
Więcej czasu na zastanowienie (i betę) na pewno wyszłoby tekstowi na dobre. Gdybyś pokazał przykład wspomnianego przeskoku w narracji, byłbym wdzięczny. Wydaje mi się, że rozumiem, o co ci chodzi, ale nie jestem pewien.
Dziękuję wszystkim za uwagi pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Dziękuję wszystkim za tak liczne przybycie. Wygląda na to, że (znowu) udało mi się napisać opowiadanie, którego nie da się bezproblemowo zrozumieć. W następnym będzie lepiej, tym razem na serio ;)
Ambush
Miło, że wpadłaś. Fragment z babcią miał za zadanie wprowadzić kilka elementów świata i sprawić, że czytelnik będzie próbował odgadnąć tożsamość wnuczka, przy czym, miałem nadzieję, będzie się przynajmniej trochę bawił ;) Poza tym masz rację, z perspektywy historii i budowania napięcia nic się tam nie dzieje.
Nie chcę tłumaczyć się z końcówki, bo tylko bym się pogrążył. Nie udało mi się przekazać, moja strata ;) Co najwyżej zgodzę się z niektórymi komentującymi.
Golodh
Super :)
BosmanMat
Cieszę się, że przynajmniej warstwa językowa przypadła Ci do gustu. Nie pomyślałem wcześniej, że porównanie bohatera do bałwana w fantastycznym tekście świątecznym może mieć nieprzewidziane skutki uboczne ;) Ciężko powiedzieć, czy Amir był człowiekiem, ale w zamyśle na pewno nie był bałwanem.
Wyjaśnień jest zdecydowanie za mało albo w ogóle treść istnieje tylko w mojej głowie. Dziękuję za użyczenie kubła zimnej wody sąsiadowi w potrzebie ;) Mam nadzieję, że rozczarowanie nie było zbyt duże.
Bardjaskier
Rozmawialiśmy już kiedyś o niedopowiedzeniach i staram się z nimi walczyć, ale ciągle raz na jakiś czas dzieje się coś takiego ;) Za to w tym przypadku:
Jeśli dobrze odczytałem Twoje myśli to, duch teraźniejszości nie jest zapowiadany, bo to teraźniejszość, Amir doświadcza go w tej właśnie chwili
dokładnie o to chodziło :)
Cieszę się, że kreowanie świata dobrze wypadło. Z jednej strony ciągnie mnie do pisania takich poszarpanych tekstów, z drugiej nie wpływa to za dobrze na fabułę. Dzięki za klika :)
Młody pisarz
Tak się kończy pisanie tekstów na ostatni moment. Wielkie dzięki za łapankę, wszystkie poprawki wprowadziłem.
Jeśli chodzi o interpretację, nie jestem pewien, czy sam umiałbym ją precyzyjnie ubrać w słowa, za to Bardowi się udało ;) Ogółem raz na jakiś czas łapię się na tym, że mam pomysł, opisuję go zgodnie z zamierzeniami, po czym okazuje się, że pomysł miał sens tylko dla mnie.
SNDWLKR
Przepraszam za zdołowanie, chociaż w głębi ducha uśmiecham się, że się udało ;)
Interpretacja tożsamości wnuczka jest trafiona. Wina za niezrozumiałe zakończenie spada w całości na moje barki, chociaż problem wyjątkowo może być z pomysłem, a nie z wykonaniem.
Powodzenia w walce z wytwórnią :)
cezary_cezary
Miałem już pewną koncepcję, ale zestawiłem ze sobą dwa fragmenty…



Chodziło o nieco inne znaczenia “prawdy”. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej.
Interpretacja, mimo zamieszania, jest zgodna z zamysłem :) Fajnie, że językowo czytało się bez większych zgrzytów. O średnich i małych w razie czego chętnie usłyszę ;)
Również życzę powodzenia, za niedługo wpadnę z komentarzem.
Młody pisarz
A może to babcia jest ostatnim duchem? ;P
Jako duch nie potrzebuje snu, co wyjaśnia, skąd ma tyle czasu na gotowanie ;)
Dziękuję wszystkim za lekturę i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Strzelają do mnie ostatnio ze wszystkich stron, także nie miałem nawet czasu skomentować poprzednich tekstów (mam nadzieję, że w końcu nadrobię, na razie powiem tylko, że się podobały), ale udało się coś napisać :-)
Jedenasty grudnia
W kuchni było ciemno, tylko dwie świece adwentowe wyganiały mrok ze stołu. Na krześle siedział grudzień i odprowadzał wzrokiem dziesiątego. Gdy zegar wybił północ, wszedł jedenasty.
– To niesprawiedliwe – rzucił od progu.
– Co? – Grudzień westchnął. Nie dość, że dostawy śniegu znowu nawalały, musiał się użerać z podopiecznymi.
– W grudniu są mikołajki, Wigilia, święta, ale nic z tego nie dzieje się jedenastego. Przychodzę sobie na świat i wszyscy mnie ignorują.
– Przecież większość dni w roku jest normalna.
– Ale teraz ludzie są tak zabiegani, że nawet nie zwracają uwagi na datę, jak się podpisują. Głupi okres przedświąteczny. Gdybym był jakimś piątym lutego, nie miałbym takich problemów.
– I co ja ci na to poradzę?
– Nie wiem. Jesteś przecież potężnym miesiącem, początkiem zimy. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale masz natychmiast sprawić, że ludzie mnie zapamiętają!
– Idź do diabła.
Jedenasty fuknął, tupnął, odwrócił się na pięcie i wybiegł z kuchni. Grudzień zmroziło. Bez jedenastego nie będzie mógł przyjść dwunasty. Miesiąc lubił swojego imiennika, ale nie to było największym problemem. Bez dwunastego nie przyjdzie trzynasty, potem czternasty, aż w końcu zabraknie świąt!
Grudzień wybiegł z kuchni za zbuntowaną datą i odetchnął z ulgą. Jedenasty wpadł prosto w zastawiony przez panią Anię kalendarz adwentowy.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Pomysł brzmi dobrze, z dwoma ale ;)
– Ale pierwsze: jeśli ktoś w danym roku pisze wiele tekstów nominowanych do piórka, to coś mi się wydaje, że w końcu to piórko dostaje, a przynajmniej nie kojarzę, żeby ktoś był w ten sposób pokrzywdzony.
– Ale drugie: nie wiem, czy zmiana nie wymagałaby nowej wersji portalu, bo z tego co się orientuję, piórko da się przypisać tylko do opowiadania, a nie autora, ale tu musiałaby się wypowiedzieć administracja.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Czy tytułowe nawiązanie do nicków zamierzone? :P
Jak uda się wygrać konkurs znaleźć chwilę to przeczytam.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Nie jestem przekonana, że Rose wiedziała w parku, że babka ma zdolności. To ją dopiero zaciekawiło i dlatego za nią poszła, a później zwyczajnie się speszyła.
W parku może jeszcze nie, ale jeśli po tym fragmencie:
Rose poczuła, że napięcie zaczęło narastać […pominięty fragment też istotny, nie chę przeklejać całości…] Zbita z tropu zrozumiała, że wokół starszej pani panował dziwny spokój, który udzielał się innym, ale za każdym razem, gdy się od niej oddalała, powracało nieustępliwe rozdrażnienie. Postanowiła podążyć za babką. Nie miała zamiaru jej śledzić, chciała tylko odpocząć od ciągłego napięcia.”
dalej nie zdaje sobie z tego sprawy, to trochę mi zgrzyta, bo jako czytelnik czuję się, jakby zostało mi to już powiedziane trzy razy za dużo ;)
Resztę uwag rozumiem, a tam, gdzie bym się niezgodził, widzę, że to głównie kwestia gustu. Opowiadanie dobrze realizuje postawione przez autorkę cele. Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
M.G.Zanadra: Topielica czuje bluesa
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej M.G.Zanadra!
Tekst jest w miarę dokładnym przeciwieństwem tego, co sam piszę, więc uwagi należy traktować z przymrużeniem oka ;)
Wstęp był napisany… odważnym stylem. Momentami jak dla mnie trochę za bardzo odważnym (kilka przykładów, których zupełnie nie umiałem strawić, wypisałem niżej). Nie jestem pewien, jaki był cel tego zabiegu, w szczególności, że później wszystko wraca do normy, ale pytam raczej z ciekawości, niż sugeruję zmianę.
Fabularnie wszystko ładnie się spina i z siebie wynika. Jedyne, gdzie miałem wątpliwości co do spójności, to gdy Rose wybiega z domu, porzucając dziecko w wannie. Piszesz, że mąż odprowadza kobietę wzrokiem i przejmuje na siebie odpowiedzialność za wyciąganie dziecka, czyli zarejestrował i wyjście żony, i problem z dzieckiem, ale żadnego nie skomentował. Potem, gdy Rose wraca od Szeptuchy, świat przypomina sobie, że akcje powinny mieć konsekwencje i mąż robi się zły :P
Oczywiście nie jest to do końca nierealistyczne, można powiedzieć, że chwilowo był w szoku, albo że obserwujemy historię z perspektywy żony, a ona nie miałaby czasu przyglądać się reakcjom męża, ale mnie osobiście ugryzło.
Kolejna wątpliwość, która nie jest może wadą samą w sobie, ale mi przeszkadzała, to niezdecydowanie bohaterki. Jest ono o tyle problematyczne, że jako czytelnik z reguły wiedziałem, co powinna teraz zrobić, a ona sama też powinna wiedzieć, tylko z jakiegoś powodu tego nie robiła. Np. tajemnicza kobieta sprawia, że Rose czuje się dobrze? Rose ustaliła już, że muszą to być jej magiczne zdolności i poszła za kobietą do sklepu? I teraz chce zrezygnować? Rozumiem, że mogła się przestraszyć itd., po prostu jako czytelnik wiedziałem, że i tak w końcu tam wejdzie.
Nie mogę za to powiedzieć, żeby całość była przewidywalna. O ile staruszka musiała mieć jakieś znaczenia, ptak również, to same znaczenia nie były z góry ujawnione i kilka elementów jak np. kościół mnie zaskoczyły, mimo że teoretycznie zostały wcześniej wprowadzone.
Na koniec odniosę się jeszcze do opisów emocji. Obraz wewnętrznych zmagań bohaterki był przejrzyście namalowany i na ogół umiałem bez problemu w niego uwierzyć, sam bym tak nie umiał, ale czasem wydawał mi się trochę naiwny/podany za bardzo wprost. Jeśli tylko się da, dobrze jest nie tyle opisywać emocje, co reakcje lub czyny bohatera, które o tym świadczą (niżej wypisałem fragment z “bezbrzeżną falą miłości”), chociaż w tekście było też kilka miejsc, gdzie obok siebie stało tyle różnych zwrotów pokazujących reakcje i stany, że sama ilość była przytłaczająca ;)
Zbutwiałe drewno pomostu pękło, powodując natychmiastowe zapadnięcie się ciała w otchłań wody.
Nie wiem, czy to “się” powinno tu być. Nie mówię, że nie powinno, tylko nie wiem. Może jak ktoś inny też się zastanowi, dojdziemy do czegoś ciekawego ;)
Nie mogła dłużej powstrzymywać odruchu zaczerpnięcia powietrza, jednak w spanikowane usta nabrała jedynie wody[,+] smakującej zgnilizną i mułem.
Określenie prawdopodobnie nie jest konieczne do rozpoznania, o jaką wodę chodzi, więc z przecinkiem.
Przymknęła oczy. Przestały piec. Nawet smak zgnilizny się rozmył.
Brzmi trochę, jakby smak zgnilizny rozmył się przez zamknięcie oczu.
Szerokie ramiona wyciągnęły śliską dłoń.
Może to kwestia gustu, ale dla mnie brzmi bardzo naokoło. Może “topielec wyciągnął dłoń”/”topielec podał ramię”?
– Będziesz moją panią!
Dobiegło ją stłumione żądanie, choć nie spostrzegła ruchu nabrzmiałych warg.
Może zmienić na didaskalia?
Uniosła się ociężale i narzuciła już poplamiony mlekiem sweter.
O mleku słyszymy po raz pierwszy, więc zastanowiłbym się, czy nie usunąć “już”.
– Czemu się drzesz? – warknęła. – Zapewne znowu jesteś głodna, co?
Może lepiej “Pewnie”?
– Widziałaś moją niebieską koszulę? – krzyknął z drugiego pokoju zagubiony małżonek.
– Chcesz to zrobić za mnie? – ironizowała. – Chętnie się zamienię! Ciekawe, czy miło ci będzie znosić ciągłe wycieki mleka i pogryzione sutki!
Pogrubione fragmenty wynikają z treści dialogów.
Wydawał się być oswojony, bo podskakiwał tuż obok Rose
Zbędne “być”.
a cudowny papierek, którym opakowane było dumne słowo – macierzyństwo – już nie zdawał się wcale połyskiwać złotem
Nie dam głowy, ale może lepiej “już wcale nie zdawał się połyskiwać złotem”?
Czuła zmęczenie, ciągły stres i bezradność
Nie wiem, czy można czuć ciągły stres, bardziej “być ciągle zestresowanym” albo po prostu “czuć stres”.
Czuła zmęczenie, ciągły stres i bezradność, i nadal nie nadciągała fala miłości, która miała zalać matczyne serce tuż po porodzie.
A może: “czuła zmęczenie, ciągły stres i bezradność, a fala miłości, która miała zalać matczyne serce tuż po porodzie, nie nadciągała”?
Jest gramatycznie trochę zręczniej i zdanie nie spojleruje na starcie, o co chodzi.
Spocone dłonie osuszała, trąc nimi o nogawki spodni
Może lepiej “Osuszała spocone dłonie”?
Rose poczuła, że napięcie znów zaczęło narastać, przez co dreszcz przebiegł po jej ciele i zjeżył włosy.
Czy spójnik konieczny?
W końcu babka była na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze chwilę wcześniej rozwścieczona kobieta[,-] nie zdecydowała się jej zaatakować.
I tak[,-] przeszły razem przez cały park i placyk pod kościołem.
Można się zastanowić, czy nie usunąć “I” albo całego “I tak”.
Na półkach pełno było kolorowych fiolek, różnokształtnych flaszek, słoiczków i mis z zasuszonymi płazami, a pod sufitem zwisały bukiety ziół
“Zwisać” można tylko “z czegoś”, pod sufitem mogły “wisieć”.
Wypełniał je dym z kadzidełek, który nieco drapał w gardle.
przyznała Rose z orgastyczną ulgą w głosie, którą przestała odczuwać, gdy babka puściła rękę
W pierwszym fragmencie trochę niefortunnie ustawione zdanie, w drugim nie wiem, czy to już nie błąd, chociaż nie dam głowy.
a przez falujące w powietrzu korale[,-] można było dostrzec, jak dobiera w pęczek różne zioła z tych[,-] zawieszonych pod sufitem
Wygięte z bólu usta[,-] zastępował szyderczy uśmiech
A to wszystko wydawało się [
być] wrogie i podłe
a Depsin uznała, że nie widzi sensu i nie ma ochoty[,-] wykłócać się o wyższą zapłatę z najwidoczniej niekompetentną dziewuchą.
Nagle jakby wyrosła przed nią wychudzona dziewczyna o wielkich oczach bez powiek i z uśmiechem ciągnącym się, dosłownie, od jednego do drugiego ucha.
Czy “jakby” konieczne? Bardziej typowym połączeniem jest co najwyżej “wyrosła jak spod ziemi”.
Nie mogła zrozumieć[,+] jak to możliwe, że wylądowała na kanapie starej szeptuchy.
Z tego co się orientuję, mamy zdanie składowe “jak to (jest) możliwe”.
W końcu spłynął na matkę bezmiar miłości.
Hmm… bardziej bezpośrednia się już chyba nie dało :D
Dopycham do biblioteki i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Spuścić byki z pastwiska, a namnożą się w tekście!
Przynajmniej widać, że autorka przyniosła smaczną trawę ;)
Faktycznie, w tekście jest znacznie więcej niedociągnięć niż wydawało mi się na pierwszy rzut oka i zdecydowanie nie należą one wyłącznie do technikaliów.
Strzelałbym, że opowiadanie było pisane “na żywo” z co najwyżej bardzo luźnym zarysem wydarzeń. Nie wiem, czy trafiłem, ale czasem pomaga wypisanie sobie akcji krok po kroku i sprawdzenie, czy wszystko z siebie wynika albo co do jakiego wątku należy. Oczywiście nie jest to jedyna słuszna metoda, a do tego nie zawsze działa, ale zrobienie takiego planu nawet po zakończeniu pisania powinno pomóc złapać nieścisłości.
Czuć, że opowiadanie żyje, tylko jakby w kilku miejscach to życie przejęło kontrolę :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Outta!
Nie wiem, czy jesteś odosobniony, bo wątek chaotycznej akcji się przewijał, tylko jednym przeszkadzał bardziej, drugim mniej. Zanotowałem w “rzeczach do poprawy”. Dzięki za uwagi i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się pod przyjemniejszym dla Ciebie tekstem :)
Hej Anet! Fajnie, że przyjemnie się czytało. [Odpędzanie myśli, że Anet może kłamać].
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Persefona!
Ciekawy świat podany nie wprost utrzymuje ciekawość i każe czytelnikowi na bieżąco składać podawane informacje w całość. Jak dla mnie nigdzie nie przesadziłaś, całość była do zrozumienia i udało się to osiągnąć bez większych info dumpów.
Pomysłowe uniwersum, wyraźni bohaterowie i w całkiem zgrabny język (tylko określeń trochę za dużo) pozwoliły mi się przenieść na miejsce akcji i poczuć klimat.
Historia za to wydaje się trochę przypadkowa. Na początku mamy Dorranę, która martwi się o swoje przetrwanie i maszynę. Z jej perspektywy obserwujemy starcie z Prześladowcą. Maszyna jest niszczona, bo coś jakoś ją zainfekowało i może mieć to jakiś związek z potworem, który w końcu zostawia karawanę w spokoju, bo coś z jakiegoś powodu zostało zastrzelone. Niezbyt satysfakcjonujące zakończenie wątku. Tutaj wątpliwości techniczne:
– Niech działowy wyceluje w sektor na trzy, sześć, piętnaście na północny-zachód.
Sahura przez chwilę patrzył, jak osłabiona kobieta znów unosi ramiona i wzmacnia barierę dookoła karawany. Prześladowca zaskowyczał.
– Wycelowane.
Tesmoteta wycelował i strzelił.
Prześladowca nie uniósł jednego palca. Łypał.
Czy te fragmenty są ze sobą jakoś związane? Skoro było wycelowane, to tesmoteta nie musiał celować. Skoro tesmoteta strzelał osobiście, to chyba z pistoletu w prześladowcę przed nim, ale reakcja prześladowcy na to nie wskazuje.
Poza tym nagłe przeniesienie perspektywy na Sahurę w zakończeniu spełnia rolę pod tym względem, że byłem już na tyle przywiązany do karawany, żeby zrobiło mi się nieco przykro przez jego poświęcenie (jeśli to było poświęcenie, bo właśnie poświęcił dwóch opętańców, żeby ocalić własne życie), ale wątek z Dorraną jest urywany bez żadnej zapowiedzi. Wprowadza to nieco zamieszania.
Świat był na tyle egzotyczny, że na część nieścisłości w fabule zwróciłem uwagę dopiero po chwili myślenia, bo musiałem sobie całość poukładać. Czy to dobrze, czy źle, ciężko ocenić ;)
Masywny, stalowy stwór, niosący część zapasów, znów wydał z siebie złowieszczy ryk i przystanął.
Skoro już stał w miejscu, nie mógł znowu przystanąć.
Dorrana przełknąła nerwowo ślinę[,+] nim odpowiedziała.
Zdanie podrzędne.
– Postój niemożliwy. Komunikat do całej karawany: natychmiast zatrzymać się.
Rozumiem, że postój nie był “postojem” tylko przygotowaniem do bitwy, ale dziwnie to wygląda koło siebie.
To była jego pierwsza wyprawa: młodzieńczy entuzjazm wobec nieznanego topniał w oczach.
wobec nieznanego topniał w oczach → topniał w oczach wobec nieznanego
Entuzjazm sam w sobie raczej nie był wobec nieznanego.
Rozmówczyni zaśmiała się szczekliwie.
Trochę niefortunne określenie.
– Żadnego „ale”, Sten. Muszkiety.
– Tak.
Chłopak spróbował zasalutować, lecz wyszło z tego tylko nerwowe dygnięcie z drżącą dłonią, przyłożoną w okolicach skroni.
Można się zastanowić, czy “– Tak.” konieczne.
Odprowadziła młodzieńca wzrokiem i kulejąc, doczłapała [-się-] do włazu wyjściowego.
Nadmiarowe “się”.
Operatorka otworzyła właz i wcisnęła guzik[,-] wysuwający drabinę.
Określenie “wysuwający drabinę” jest nam potrzebne do zidentyfikowania guzika, więc bez przecinka.
Przytrzymajcie to, chłopaki, bo coś czuję, że schodząc z tym na ramieniu, odstrzelę sobie dupę.
Na broni z reguły są blokady, które trzeba odbezpieczyć, żeby strzelać. Między innymi właśnie po to, żeby takich problemów nie było.
– M-hm. Prędzej mój stary chlać przestanie.
Nie jestem ekspertem, ale prawdopodobnie “Mhm”.
W samym środku stanęła ta[,-] należąca do tesmotety Sahury.
Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale bez przecinka ;)
Po chwili gwałtownie podszedł do linii
Paradoksalnie takie określenia często sprawiają, że dłużej się czyta i akcja wybrzmiewa mniej “gwałtownie” niż bez określeń.
Dorrana miała wrażenie, że huk wystrzałów zmiażdży jej głowę. Operatorka czuła też… ucisk.
Jeśli nic nie mylę (dużo nazw własnych), w drugim zdaniu wystarczy podmiot domyślny.
Żołądek skręcił jej się w supeł,
a kobietao mało co nie zwymiotowała.
Tu tak samo.
Chłopak skulił się w sobie[,+] widząc spojrzenie ciemnych oczu, skrytych za złotą maską.
Przecinek przed imiesłowem przysłówkowym.
– Da się ocalić zapasy? – zapytał Sahura.
– Niezbyt. Zainfekowało całe żarcie. Oczyścimy tylko Krocionoga.
– Nie. Później wysadzimy. Przesuńcie go tylko na skraj bariery i opuście pokład. Sprawdźcie potem jedynkę.
Wymowna cisza na linii.
– Na pewno? Stracimy połowę zapasów – powiedział niepewnie dowódca oddziału.
Skoro żarcia w krocionogu nie da się ocalić, bo jest zainfekowane, to wysadzając krocionoga raczej nic nie stracą.
Dłonie[,-] najpierw pokryły się zgorzelinowymi oparzeniami.
– Póki co, czysto szefie.
Póki co czysto, szefie.
Zebrani ludzie wyglądali jak stado owiec[,-] czekających na rzeź.
Jak wyżej, nie chodzi o jakiekolwiek owce, które przy okazji czekają na rzeź, tylko konkretnie owce czekające na rzeź.
Trzymała dłonie w górze, stale podtrzymując barierę.
Określenie raczej niepotrzebne.
Wyglądała lepiej, tylko skroń przyprószona czymś ciemnym i pulsującym.
tylko skroń przyprószoną miała czymś ciemnym i pulsującym.
albo:
tylko skroń przyprószona była czymś ciemnym i pulsującym.
jęknął Sten, odwracając głowę tak, byleby tylko nie zauważać Prześladowcy
widzieć
Mi lepiej brzmiałoby też “żeby” zamiast “byleby”, ale to już chyba tylko preferencja.
– Nie dotrzemy do polis – szepnął dowódca oddziału[,-] sprawdzającego krocionogi po skończonej robocie. Tylko jedna maszyna była zainfekowana.
Ostatnie zdanie wygląda, jakby też miało być dialogiem.
Skoro tylko jedna maszyna była zainfekowana, to w czym problem?
Sahura posłał mu tak wymowne spojrzenie, że rozmówca aż przeprosił.
Znowu ten rozmówca ;)
Pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Bardzie!
Wracam po becie i portalowej przerwie z bardziej fabularnym komentarzem. Podobało mi się, że jako czytelnik mogłem przewidywać poczynania wilka, przez co napięcie rosło w oczekiwaniu na katastrofę, ale jednocześnie całość nie była na tyle przewidywalna, żebym się w którymkolwiek momencie nudził. Dodatkowy plus za efekt “co u licha” przy wilku wygryzającym dziecko, książkom ostatnio udaje się to bardzo rzadko.
Trochę szkoda, że wszystkich informacji o historii wilka dowiadujemy się w nieco info-dumpowy sposób. Mi osobiście nie przeszkadzały też zmiany perspektywy, ale nie licząc chwilowej użyteczności dla przedstawienia fabuły nie było w nich żadnego zauważalnego klucza, więc umiem sobie wyobrazić, dlaczego ktoś mógłby się pogubić.
– Pachoł syna włodarza. Kjell
Jeszcze brakło kropki, może chochlik portalowy ukradł przy edycji.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Nie znam się na poezji, ale “na czuja” wyszło bardzo płynnie, tylko w trzeciej strofie coś zazgrzytało. Zastanawiałem się, czy podmiana robotów na ludzi nie nastąpiła niepostrzeżenie gdzieś po drodze. Zakończenie spodziewane, ale wykonanie sprawiło, że puenta i tak wybrzmiała :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Są, zarówno zdanie o ciszy, jak i pytanie do prokuratora są wypowiadane przez Sędziego. Nadprogramowy enter mi się wcisnął i stąd zamieszanie ;)
Chodziło mi o to, że nie są didaskaliami do wypowiedzi, za którą stały. Ale w jednej linijce już działa :)
W kilku miejscach pozwoliłem sobie na nieco łopatologiczne tłumaczenie procedury
Chodziło nie tyle o tłumaczenie procedury, co żartu. Chociaż tutaj może faktycznie lepiej zostawić, skoro nawiązujesz do tego w końcówce (czego w momencie pisania uwag nie wiedziałem, a potem jakoś mi umknęło).
Czy przeskakując do końcówki XIX wieku dokonalibyśmy prewencyjnej egzekucji na małym Adolfie? Przecież w tym momencie on był jeszcze zupełnie niewinny…
Małego można by odsunąć od polityki albo zapewnić lepsze wychowanie. Dużego… zależy jak liczyć bilans strat i zysków.
Doskonałym tego przykładem niech będzie tzw. eksperyment więzienny Zimbardo.
Ciekawe, nie słyszałem. Symulacje (może nie tak drastyczne) w ogóle są ciekawym tematem, w szczególności w szeroko pojętej edukacji.
Tak na marginesie jeszcze. W (mam nadzieję niedługiej) przyszłości planuję napisać opowiadanie, które będzie osadzone fabularnie pomiędzy wydarzeniami z opka o fast foodach, a niniejszym.
Powodzenia :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
3 * CP * (LUL – LULKITPP)
Gdzie:
CP – Cena piwa
LUL – Liczba Uratowanych Ludzi
LULKITPP – Liczba Uratowanych Ludzi Którzy I Tak Poszliby Pić
Czyli zero, bo jak niby człowiek kończy przywiązany do torów?
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Gdyby bycie palantem było przestępstwem, wszyscy byśmy siedzieli :D
Na szczęście bycie palantem szkodzi głównie nam, więc zasłonilibyśmy się poświęceniem i szczytnymi ideałami.
Takie choćby eksperymenty myślowe…
Motorniczy ma pierścień niewidzialności, pozwalający mu bezkarnie rozjeżdżać ludzi przywiązanych do torów. Zakładając, że pociąg jeździ w każdy piątek, policz, ilu ludzi uratuje teoria Zenona w 2024 roku.
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Z perspektywy w-miarę-świeżynki, na pewno nie będę na kogoś głosował, jeśli przez dziewięć miesięcy swojej portalowej obecności ani razu go nie widziałem.
Jeśli mój jedyny kontakt z daną osobą polegał na tym, że zobaczyłem tylko kilka jej komentarzy z okazji głosowań piórkowych, szanse też nie są zbyt duże (chyba że komentarze zrobiły na mnie wystarczające wrażenie).
Poza tym aktywność nie jest dla mnie jedynym kryterium, a nawet wolałbym osobę doświadczoną od aktywnej, po prostu nie uśmiecha mi się głosowanie na kogoś, kogo nie udało mi się organicznie poznać.
Jeśli ktoś twierdzi, że w ten sposób pominę w głosowaniu kogoś bardzo istotnego, może mi podesłać listę nicków do sprawdzenia ;)
W sumie, ciekawa jestem, jak wyglądałby lożowski komentarz Anet… Fajne i przyjemnie się czytało? ;-)
Przyjemna lektura, podobało mi się, wszystko fajne, piórkowo na NIE ;)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
cezary_cezary – Rasowy sąd, czyli rzecz o przydatności społecznej elfów, krasnoludów i niziołków
Bardjaskier – Żołnierze fortuny: Śnieg i krew
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej Cezary!
Na starcie powiem, że jestem raczej z tych, którzy w przedmowie piszą mniej niż więcej, ale to tylko kwestia gustu ;)
Tu prokurator zrobił dłuższą pauzę w celu zaczerpnięcia powietrza.
XD
I wreszcie po trzecie, o fakt, że samo ich istnienie stanowi wyraz plugawej, promowanej na zachodzie[,-] ideologii multikulti.
Wydaje mi się, że “promowanej na zachodzie” nie jest wtrąceniem, tylko jednym z określeń “ideologii multikulti”, więc oddzielamy je tylko od innych określeń, nie od określanego członu.
– Cisza na sali rozpraw! – Gdy oskarżeni ucichli, zwrócił się w kierunku prokuratora i zapytał:
To prawdopodobnie nie są didaskalia do tego dialogu, więc lepiej od nowej linijki, zwłaszcza, że kolejny dialog jest od nowej.
– Oczywiście, należy mieć na względzie, że wyrok zostanie wykonany natychmiastowo. Tym samym, w ocenie sądu, składanie wniosku o uzasadnienie jawi się jako bezcelowe. – Sędzia zaśmiał się paskudnie.
Jak dla mnie wyjaśnienie całkowicie zbędne, ale balans między zostawianiem czytelnikowi rzeczy do domyślenia a mówieniem wszystkiego wprost jest trudny do utrzymania i nie jestem najlepszą osobą do dawania rad w tej kwestii :P
Skandował głośno: „potwór”, „morderca”, „gwałciciel”. Sędzia ocknął się zlany potem. Serce biło mu tak mocno, jakby chciało uciec z klatki piersiowej. Dlaczego niby miałbym być gwałcicielem?, pomyślał.
– To naprawdę fascynujące, ale ja pytałem o udział niziołków w wypracowywaniu produktu krajowego brutto – odpowiedział prokurator z wyraźnym znużeniem. – Dlaczego jest taki niski?
;)
Tylko tym razem nie chciałbym żadnego śmieszka. – Ponownie skierował pogardliwe spojrzenie na leżącego na podłodze martwego krasnoluda.
Czy dopisek konieczny?
Cholera, a jeżeli to nie wystarczy?, pomyślał ze zgrozą, a następnie zaklął paskudnie pod nosem.
Tu też można się zastanowić.
Nie zdążył wszystkiego przetworzyć w głowie (?), a już został gwałtownie postawiony do pionu przez dwóch rosłych policjantów.
Może “sobie dobrze poukładać”/”przemyśleć”?
Opowiadanie wielokrotnie uśmiechnęło (w wypisanych miejscach i nie tylko).
Zastanawiałem się, dokąd całość będzie zmierzała. Napięcie rosło w wątku z obawami sędziego, aż skojarzyło mi się ze Zbrodnią I kara, nie byłem tylko pewien, jakie będzie zakończenie. Podwójny twist pod tym względem spełnił swoją rolę.
Być może kiedyś będziemy testowali ludzi w taki sposób, chociaż lepiej byłoby to pewnie wprowadzić w postaci dorocznej kontroli, żeby tych złośliwych zamykać zapobiegawczo. Aż się zacząłem zastanawiać, co by się stało, gdyby pomysł wprowadzić na początku historii, a nie na końcu.
Brakowało mi trochę większego znaczenia wydarzeń na sali sądowej. Oczywiście stanowią one tło dla wszystkich innych wydarzeń i zamykasz w nich mnóstwo świetnego humoru, ale cały postęp fabularny, nie licząc końcówki, odbywa się w mieszkaniu sędziego. Tam poznajemy też istotną część jego charakteru, razem z obawami i motywacjami. Na sali obrad jest po prostu zły.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
11.12, gdyby ktoś chciał się dołączyć, to zapraszam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Gratulacje i dzięki za konkurs, bawiłem się dobrze, może nawet trochę za bardzo :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Aż sobie stronę przybliżyłem, żeby za dużo na raz nie zobaczyć, napięcie sięgnęło zenitu… Dołączam do poczekalni :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead