komentarze: 71, w dziale opowiadań: 66, opowiadania: 40
komentarze: 71, w dziale opowiadań: 66, opowiadania: 40
Mam dużo uwag, ale wypiszę dwie, moim zdaniem najbardziej przydatne.
Pierwsza bardzo prosta: potrzeba o wiele więcej akapitów (dwa, albo i trzy razy więcej niż obecnie). Zwarte bloki tekstu trudno się czyta, zwłaszcza na tym portalu.
Druga, trochę bardziej skomplikowana: dynamika akcji leży, bo nie dość, że korzystasz z długich zdań, to jeszcze przetykasz je opisami odczuć/przemyśleń bohatera. Proponowałbym drastycznie skrócić zdania i pozbyć się wszystkiego co zbędne. Oczywiście, jest wiele szkół opisu fantastycznej młócki (najciekawiej do tematu podszedł chyba Glen Cook, który mimo, że posiadał doświadczenie z boju i pisał o przygodach najemników, bitek nie opisywał prawie wcale), więc twoje podejście też może znaleźć grono fanów.
Efektowny, ale i efekciarski tekst. Zabawy słowami są ekstra, ale najlepiej wychodzą kiedy dodatkowo wyrażają treść, a tej jest tutaj raczej niewiele. Sama koncepcja opisania ambiwalentnych odczuć związanych z byciem porzuconym przez wieloletnią partnerkę jest ciekawa i ładnie wypadła w absurdalnym wydaniu, ale przydałaby się puenta lepsza od “to tylko sen” (o ile dobrze ją odczytałem).
Poruszyła mnie ta historia. Nie tylko stanowi kreatywne nawiązanie do autentycznych faktów z życia znanego pisarza Dicka, który to o chorobie syna dowiedział się z różowego kosmicznego/boskiego promienia, ale jeszcze robi to w obrazowy, nietuzinkowy, przepełniony ciepłem sposób, właściwy dla narracji bliskiej osobie dziecięcej. Finał, w którym przytłoczona prozą życia bohaterka wyrzeka się myślenia magicznego, by sprostać wyzwaniom dorosłości jest słodko-gorzki, idealnie podsumowując wszystkie wątki.
Ciekawie napisany szort. Szyk przestawny i zdania przeważnie proste robią interesującą robotę. Sam pomysł, jak to z pomysłami bazującymi na anegdotach bywa, niezbyt porywający. Fantastyczność tekstu ratuje demoniczna otoczka, ale zabrakło diabelsko interesującego finału.
Najgorszą częścią jest wstawka o żonie. Nie tylko zmieniasz postać, za którą podąża narrator (co w krótkich tekstach jest ryzykowne samo w sobie), to jeszcze robisz to bez powodu, bo cały ten fragment niewiele wnosi.
@Krzysztof Kapibara
zdania są w moim odczuciu zbyt rozciągnięte, a metafory wybijają z rytmu.
W pełni uprawniona krytyka. Na pewno dałoby się tę historyjkę spisać i czyściej, i bardziej rytmicznie. Niestety nie jestem sobie w stanie odmówić ani długich zdań, ani dziwacznych metafor ;)
Myślę, że przydałoby się tekst poddać becie, przez publikacją.
Oj, nie. Nie lubię bet. Nie dość, że zamieniają pisanie w aktywność zbiorową, to jeszcze za bardzo przypominają mi pracę z grupami fokusowymi, żebym czuł się z nimi komfortowo. Nie to, żebym kwestionował wartość bet, zwłaszcza przy pisaniu czegoś dla czytelników.
@Hesket
Napisałeś “skok morderczyni z parapetu”, podczas gdy żadna morderczyni z parapetu nie zeskoczyła. Nie wypowiadam się za Ciebie, tylko do Ciebie. Czy chciałbyś żebym w miły i uprzejmy sposób wyjaśnił Ci różnicę?
@marzan
Każdy użytkownik może rozumieć tekst jak chce i potrafi, ale jeżeli na podstawie swojego zrozumienia formułuje krytykę, to tak krytyka również podlega krytyce. Strawność formy jest dopasowana do strawności oryginalnego komentarza i wybrałem ją dotkliwie gryząc się w język. To napisawszy, szanuję i twoją prośbę i twoją chęć pilnowania żeby portal był miłym i bezpiecznym miejscem. Postaram się do niej zastosować. Wyjaśnij mi jeszcze tylko, bo staram się przyswoić panującą tutaj etykietę, czy takie komentarze jak Hesketa dobrze się w nią wpisują? Jedna linijka komentarza, wrzucona trzy minuty po publikacji tekstu, deprecjonująca wartość utworu bez podania merytorycznych argumentów jest w porządku?
UnaBombę, już tradycyjnie, przepraszam za zaśmiecanie komentarzy offtopem.
@edytka
Trzynaście minut, nie trzy. Starość nie radość.
Najpierw tytuł. Bliźniaczki. Śpieszę donieść, że istnieje przynajmniej sześć powieści i przynajmniej dziesięć filmów o identycznym tytule. Niezbyt to natchnione.
Dalej styl. Mieszasz rejestry. Jest trochę potocznie, trochę literacko, często w pojedynczych zdaniach (przykładowo “Mogliśmy pogadać na różne tematy, także te, które jak dotąd pomijałem z uwagi na wrażliwość mojej dziewczyny”). To gryzie po oczach. Przy narracji pierwszoosobowej poszedłbym w nieskrępowaną potoczność, nie wszystko musi być ładne i wymuskane.
Jeszcze dalej, bloki tekstu. Przydałoby się więcej akapitów, to szczegół, ale daje miejsce na oddech.
Na koniec, łyżka miodu. Sam pomysł jest niezły. Wewnętrzna walka bohatera między pozostaniem przy obecnej dziewczynie, a porzuceniem jej na rzecz jej lepszego wariantu to przyzwoity materiał na historię.
@Hesket
Źle zrozumiałeś zakończenie. Czyli, że nie było zbyt dosłowne, tylko nie wystarczająco dosłowne.
@UnaBomba
Kolejny ładny tytuł. W scenie picia kawy bardzo sprawnie uchwyciłaś i alienację bohaterki, i jej rezygnację. Myślę, że tag horror jest nieadekwatny, o tyle, że elementy fantastyczne nie straszą, a wręcz przeciwnie, służą do zbudowania “szczęśliwego” zakończenia.
Twoje historie nie są ani dziwne, ani brudne. Są ludzkie i niepolukrowane, ale to ich największa zaleta. Żyjemy w kraju gdzie przynajmniej co dziesiąta osoba ma problemy z alkoholizmem albo ryzykownym spożyciem. Takie teksty, jak twoje, są ważne. Melendur88 napisał, że niewiele się zmieniło w twoich tekstach na przestrzeni lat. I o ile ma racje co do stylu, to najważniejsza różnica, ta w konstrukcji psychicznej głównych bohaterek, jest kolosalna. I tej różnicy Ci szczerze i gorąco gratuluję.
Jeżeli miałbym coś doradzać, to bardziej śmiałe otworzenie się na fantastyczne formy i fabuły (oczywiście jeżeli chcesz pisać fantastykę, a nie obyczaj).
Najpierw paląca sprawa tytułu. Dlaczego po angielsku? Dałoby się to jeszcze od biedy wybronić, gdyby protagonistka była tłumaczką, ale tutaj jest to zupełnie od czapy. Tym bardziej, że masz masę doskonałych polskich odpowiedników do wyboru: “spacerując z ćmami” albo “spaceruj z ćmami” brzmiałoby o wiele lepiej od “walk with moths”.
Ładnie, szybko i sprawnie budujesz klimat. Forma lirycznego monologu jest ciekawa i tutaj sprawdza się doskonale (nie jestem przekonany co do rozbijania wszystkiego na akapity i wyśrodkowania, ale mam wrażenie, że zabytkowy edytor mógł tu trochę zawinić), ale w dłuższej formie będzie ryzykowna.
Jeżeli tutaj mamy do czynienia tylko z prologiem, to jak długa jest całość? Pytam, bo bardzo trudno merytorycznie krytykować i chwalić krótki fragment. Nie chcę Cię jednak w ciemno zachęcać do publikowania całości, bo przy bardzo długim tekście może być trudno o czytelników.
@Robert Raks
Cieszę się, że lektura była przyjemna. Cieszę się też, że użyłeś zwrotu “idee fixe”, którego używanie było idee fixe mojego ulubionego autora z młodości. Nostalgia nigdy się nie kończy ;)
rozumiem, że to nowe konto? Co się stało z poprzednimi opowiadaniami?
Brajt raczy wiedzieć. Stare konto jest zablokowane, można się do niego doklikać, ale nie ma przypisanych tekstów. Podejrzewam, że opowiadania i szorty wciąż gdzieś tam są, ale nie da się do nich dostać w konwencjonalny sposób. Da się pewnie korzystając z historycznych snapów portalu, ale nie zachęcam do takiej archeologii, bo nowych i ciekawych tekstów jest i tak bez liku.
@khomaniac
Wydaje mi się, że można byłoby skrócić w kilku miejscach i wyszłoby to tekstowi na dobre.
Na pewno by się dało i raczej na pewno wyszłoby to na dobre, ale chciałem sobie pofolgować. O ile pisanie jest całkiem zabawne, o tyle poprawianie już o wiele mniej, więc ograniczam je do minimum (tutaj nawet złamałem świętą zasadę odleżyn, i wrzuciłem tekst zaraz po napisaniu).
Czekam na dalsze opowiadania, ale póki co jestem bardziej fanem Twoich 10/10 komentarzy! :3
Doskonale się składa, bo komentuje się o wiele łatwiej ;)
@Ślimak Zagłady
Cześć, Jerry! Ślimak wpełza i rozgląda się po łaciatym pobojowisku…
Cześć Ślimaku! Mam nadzieję, że jest tu równie malowniczo, co na zboczu.
Myślę, że oceniasz tekst trochę surowo, nazywając go “wymęczonym i męczącym”,
Tekst jest trochę wymęczony, przynajmniej, choć nie koniecznie tylko, w tym sensie, że dałoby się go spisać i krócej i czyściej. A że kilkoro czytelników zmęczyło się lekturą, to nie wypada kwestionować ich odczuć. Na szczęście jestem wielkim orędownikiem robienia rzeczy wystarczająco dobrze, a nie idealnie, więc taki stan rzeczy w ogóle mi nie przeszkadza.
Może gdyby pojawił się jakiś kontrmodel, barwne porównanie z kimś, kto pozwala sobie na zachowania spontaniczne?
Może. W założeniach, taką funkcję miały pełnić interakcje w domu, gdzie toczy się zwyczajne życie, szejch mówi normalnie, a Malik częściowo traci kontrolę nad nogami. Dałoby się tu wpisać kogoś spontanicznego, podkomendnego, który nie posłuchał rozkazu, albo szamana, ale wtedy kontrast między pozą a spontanicznością stłumiłby ten między pozą, a chwilowym jej porzuceniem.
Zwróciłem uwagę na trocheiczny początek wybijający rytm marszu (“Sierżant Malik Awad Alla szedł przez wioskę, każdym krokiem”…), ładny zabieg, pewnie byłby wyraźniejszy, gdyby rozciągnął się nieco dłużej.
Ha. Ciekawe. Od lat pracuję nad rytmem, pierwszy akapit przepisywałem ze trzy razy, aż zaczął mi pasować, ale robiłem to na czuja, więc tracheiczność wyszła mi psim swędem. Teraz aż mnie kusi, żeby napisać coś ze świadomą kontrolą sylab, ale raczej przekroczyłoby to moje możliwości (a na pewno uszczupliło wątłe siły).
Pisownia małą literą zaskakująca, ale może zrobiłeś to celowo, żeby zasugerować, że bohater jest jakimś synkretycznym politeistą uznającym Allaha za jednego z bogów?
Bardziej po to, żeby zasugerować, że cała gadka nie ma wiele wspólnego z wiarą.
Miał być “tombak” czy to jakaś inna, nieznana mi substancja?
Toombak to odmiana używki uwielbianej przez naszego prezydenta.
Z tego, co czytałem, obecnie już w Afryce dużo łatwiej o telefony z dostępem do Internetu niż o komputery. Oczywiście przytaczam to jako ciekawostkę, nie wadę tekstu, bo może jest on osadzony trochę w przeszłości, może jakieś specyficzne miejscowe realia.
Słuszna uwaga. Z tego co czytałem w trakcie robienia riserczu (bardzo pobieżnego) to problem jest nie tyle ze sprzętem, co z dostępem do Internetu. W niektórych rejonach Sudanu królują Starlinki, a te jakoś naturalnie parują mi się z komputerami, niż z telefonami. Telefony byłyb pewnie bardziej realistyczne.
@ostam
Przeczytałem ze względu na bardzo obrazowy tytuł :)
Doskonale! Od dekad forsuję tezę, że tytuł jest najważniejszym elementem utworu ;)
Widzę, że na starcie sierżant wchodzi do wioski, w której mieszkańcy są do niego wrogo nastawieni. Ale po co? Nie ma żadnych powodów, żeby mu kibicować, nie ma żadnych powodów, żeby kibicować mieszkańcom, no idzie sobie jakiś gościu, tylko w dziwny sposób.
Słusznie. Bazowałem na tym, że głównym motorem napędzającym czytelnika w pierwszych akapitach będzie ciekawość co do tego, po co sierżant tam idzie. Można było rozpisać emocjonalne stawki na początku. Wyszłoby z tego inne opowiadanie, może lepsze, może gorsze.
Miałem lekką nadzieję na jakąś tajemnicę, ale tajemnica, gdy już wyjaśniła się na samym końcu, nie zmieniła w żaden sposób postrzegania wcześniejszej części tekstu. Równie dobrze krowy mogli zrzucać kosmici i na nic by to nie wpłynęło.
To akurat przypisuję sobie na plus. Puenty odwracające fabułę o sto osiemdziesiąt stopni bywają widowiskowe, ale mnie już przede wszystkim drażnią.
Tu chyba nie ma sprzeczności. Może lepiej “i”?
Słusznie. Tam było coś jeszcze, zostało wycięte, ale ale pozostało.
Często w tekście miałem wrażenie, że określenia/metafory są trochę niezręczne. Tutaj przyczepię się na przykładzie. Najbardziej naturalnie brzmiałoby po prostu “gdy się gwałtownie zatrzymał”. Ale ok, chcemy mieć absurdalną stylizację. Problem polega na tym, że nawet przy tej stylizacji “wytracił impet” mi nie pasuje. Wcześniej mieliśmy opisy, że sierżant idzie bardzo dostojnie, ale lekko i zgrabnie, więc nie było tam masy do “zatrzymywania z impetem” ;) Może nie pomaga, że na starcie poza metaforami za wiele się nie dzieje.
To już zabawa w skojarzenia. Mnie gwałtowne wytracanie impetu przywodzi na myśl widowiskową kraksę: meteoru z planetą chociażby. I o taką nietypową i nienaturalną gwałtowność mi chodziło. Masz rację, że ta fraza zgrzyta, ale zgrzyta mniej więcej tak, jak chciałem żeby zgrzytała.
No, tego, nie wiem czy to jedno zdanie zasługuje na taką krytykę, ale może się do czegoś przyda :P
Merytoryczna krytyka zawsze jest interesująca i inspirująca.
@tlok303
Świetnie, że komentujesz! Im więcej, tym lepiej. Wyłapywanie tego, co się podoba, a co nie, w cudzych tekstach bardzo pomaga przy pisaniu własnych.
To zdanie mnie zastanowiło. Czy nie powinno być oddechu. W Google przyznaje mi rację.
“Szejch zdążył otrzeć twarz z krwi, ale nie wyrównać oddech.”
Dobre oko. Z tym zdaniem jest coś zdecydowanie nie tak i ze trzy razy zastanowiłem się, czy go nie przepisać. Problem jest taki, że “zdążył wyrównać oddech” ale już “nie zdążył wyrównać oddechu”, “nie wyrównać oddech” może być nawet poprawne (nie mam pojęcia), ale jest nienaturalnie niezgrabne.
@MichaelBullfinch
Miło że wpadłeś! Wątpię, żebym opublikował tego szorta, gdyby nie pokusa żeby przyczynić się do sklecenie afrykańskiego dyptyku.
Chociaż ciężko mi inaczej go traktować niż eksperyment formy
Och, a tak bardzo się starałem, żeby nie cudować :)
Czemu “internet” z wielkiej?
Internet to nazwa własna. W tym przypadku, zdecydowałem się na wariant z wielką literą, żeby podkreślić, że w Sudanie to duża sprawa.
@marzan
Słuszne uwagi, ale, bo przecież nie byłbym sobą gdybym nie miał jakiegoś ale, to że obaj panowie urządzają przedstawienie wydaje się łatwe do przewidzenia. Jeden, jak sam zauważyłeś, jest chodzącą pozą. Drugi korzysta z rekwizytów i rozpoczyna interakcje od podawania się za bożego wybrańca. Nie chciałem wpadać w przesadny komizm. Ich zachowania są niby humorystycznie przerysowane… Tyle, że jak obejrzeć sobie interakcje i zachowania najzupełniej realnych przywódców (i to nie wiosek czy oddziałów paramilitarnych), to można dojść do wniosku, że Malik i schejch są sztucznie stonowani i nudni ;)
Intryga z krowami jest jak najbardziej przekombinowana. Właściwie cała fabuła, a szczególnie jej puenta jest czymś między niemądrym żartem a zmyłką.
@jeroh
Myślę, że: “Tytuł zerżnięty z Szarknado, ale w przeciwieństwie do Szarknada: zupełnie bez zębów” byłoby odpowiednio uszczypliwe.
Cieszę się, że spodobał Ci się pomysł. Byłem prawie pewien, że zardzewiałem. Przy okazji, historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami: deszczem mięsa w Kentucky sprzed stu pięćdziesięciu lat. Tyle, że tam winni byli nie naukowcy-renegaci, a rzygające sępy.
@silver_advent
Kopę lat silver :) Akurat mam pod ręką Elementarz Falskiego (z 57 roku!). “Ala ma kota” nie dorasta do pięt “Można orać konikiem. Ale jest lepiej i prędzej, i lżej orać traktorem”.
W ogóle zapomniałem o tekście, o którym wspomniałeś! Bardzo miło, że o nim pamiętasz. To chyba jedno z najmilszych literackich doświadczeń, jakich przyszło mi doznać. Brrr, aż się przesłodziłem. Mam tylko nadzieję, że tekst nie wyszedł mi proroczy.
Co do sensowności wyciągania popkornu… Nostalgia i kryzys wieku średniego skłoniły mnie do otworzenia folderu z pomysłami na opowiadania i szorty. Okazuje się, że trochę mi ich zostało do realizacji. W dodatku okazało się, że rozpisywanie ich wciąż daje mi sporo frajdy. Zobaczymy czy wszechświat pozwoli.
@CZARNA2
Miło Cię widzieć, do twoich uwag odniosę się z przyjemnością. Taniec miecza to rodzaj tradycyjnego tańca Sudańskiego. Co do opisywania tego, jak chodzą chore zwierzęta w rui, to właściwie powtórka z naszej poprzedniej wymiany zdań, tyle że zamieniamy się rolami. Nie cierpię zbędnych opisów i wychodzę z założenia, że czytelnik nie potrzebuje wiedzieć, co mam w głowie (bo odbiór tekstu i tak bardziej zależy od tego, co w głowie ma czytelnik). Jakiekolwiek ruchy wyobrazisz sobie czytając hasło “chore zwierzęta w rui” będzie właściwe. Po prawdziwe, nie musisz nawet sobie tego wyobrażać i możesz potraktować to wyłącznie jako figurę stylistyczną służącą charakteryzacji głównego bohatera. Albo jako nielogiczną metaforę.
@lugosi
Sprawiłeś mi wiele radości. Warto było opublikować tę historyjkę dla samego twojego komentarza. “Piszesz przeciętnie” i “zdania są schematyczne” to najwyższe pochwały, dla kogoś, kto przez większość życia walczył z tendencjami do barokowych zdań złożonych w szyku przestawnym i udziwniania. Fakt, że moje słowa z komentarzy poruszyły Cię na tyle, żebyś wbrew sobie przebrnął przez słowa opowiadania, to już czereśnia na torcie.
@OldGuard
Dziękuję, za wytknięcie ortów i ekscesów z nie. Nigdy nie potrafiłem pojąć reguł stawiania przecinków i zapisów dialogów i nawet już nie próbuję, twoje uwagi są więc tym cenniejsze. Poprawki naniosę, choć chyba dopiero po łikendzie.
Ciekawość to pierwszy stopień do literackiego piekła. Dłuższe formy piszę o wiele, wiele gorzej. Namiętnie, bo grafomanem jestem już chyba nawet w ujęciu klinicznym, ale gorzej. Ale zapamiętam sobie twoje zainteresowanie, i jak zdarzy mi się napisać i wrzucić jakieś opowiadanie, to potem będę się pod nim bronił pisząc, że OldGuard mi kazała!
@bruce
Przecinki poprawię, wierząc Ci na słowo. Nad powtórzeniami się zastanowię, bo, z jednej strony, nie wszystkie są zamierzone, ale z drugiej, lubię powtarzać powtórzenia.
Humor! Nie cierpię humoru. Spróbuj napisać horror albo dramat psychologiczny, jak wszędzie wciska Ci się ten przeklęty humor ;)
@melendur88
Dzięki za oficjalne powitanie, ale wstydliwa prawda jest taka, że debiut na tym forum miałem już jakieś piętnaście lat temu. Doceniam jednak gest!
Co logicznych dziur, z reguły staram się je łapać i łatać na bieżąco. Tutaj nie trzymałem rygoru, bo już główne założenie historyjki jest wielką logiczną dziurą. To napisawszy, samodzielne wchodzenie do wioski jest do wybronienia. Raz, że Siły Szybkiego Wsparcia to nie jest regularne wojsko, dwa że wioska znajduje się na terenach przez Siły kontrolowane i nie dysponuje własną milicją, trzy że niestandardowa sytuacja wymagała niestandardowego podejścia. W sumie, pewnie powinienem coś z tego zasygnalizować, ale nie chciałem ani rozpychać tekstu ekspozycją, ani rozwadniać absurdu wyjaśnieniami.
Nie potrafiłbym rozpisać tej historii w dłuższej wersji: materiału ledwo starczyło na szorta, a i to wymęczonego i męczącego.
Słynne ostatnie słowa!
@MichaelBullfinch
Zabawna sprawa. Wczoraj skończyłem pisać szorta, o sto znaków krótszego od twojego, także osadzonego w Afryce. Może go wrzucę, choćby po to, żeby udowodnić, że świat jest pełen intrygujących zbiegów okoliczności.
Językowo bez zarzutów. Bardzo plastyczne. Świetnie operujesz dźwiękami. Trochę zbyt schematyczne, żeby było świetne, ale osadzając akcję w Afryce wcisnąłeś w mit bohatera tyle świeżości, ile się dało.
Przaśnie jak u wąsatego wuja na grillu. Co nie znaczy oczywiście, że złe. Ludzie podobno lubią i wujów i grillowanie. Prawdziwy problem polega na epickim przegadaniu tematu (co samo w sobie jest dość imponujące). Historia mogłaby wyjść całkiem nieźle, bo sprawnie operujesz językiem, gdyby rozpisać ją nie na trzydzieści, a na kilka tysięcy znaków. Czytając czułem się jakbym siedział na tym nieszczęsnym grillu, sączył letniego Żubra i przez dwie godziny słuchał jednego dowcipu.
Mocno wahałem się, jak skomentować tego szorta i nawet teraz, w trakcie komentowania, nie jestem przekonany czy moja opinia będzie miała jakąkolwiek wartość.
Przede wszystkim: opisy przemocy, a zwłaszcza przemocy seksualnej, w literaturze to wyższa szkoła jazdy. Kojarzę tylko jednego pisarza (Richarda Morgana), który się w tym specjalizuje, a i jemu wychodzi to zaledwie jako, tako. Tobie epatowanie przemocą nie wyszło źle, jest “shock value”, ale powinieneś mieć świadomość, że obrazowe opisy gwałtów i rozrywania dzieci drastycznie ograniczą bazę czytelników. Jeżeli piszesz przede wszystkim dla siebie – to nie problem. Jeżeli piszesz dla innych, możesz rozważyć stonowanie i skrócenie co bardziej makabrycznych fragmentów.
Druga ważna sprawa: to jest jeden wielki infodump. Całkiem zgrabnie napisany, dobrze zakamuflowany, ale proporcje deklaratywnej ekspozycji do budowania świata przedstawionego scenami jest bardzo niekorzystna. Uratowałeś tekst przeskokiem narracji w ostatnim akapicie, ale problem pozostaje. Rozumiem chęć przedstawienia czytelnikowi autorskiego świata (całkiem chyba przyzwoitego, ale fantasy to nie mój konik) ale walenie go blokami wyjaśnień nie jest najlepszym sposobem, żeby to zrobić.
Masz świat, masz interesująco zapowiadającą się bohaterkę ( i tu ogromne brawa za odwagę, bo sensowne pisanie nastoletnich dziewcząt, kiedy samemu nie było się nastoletnią dziewczyną to wyczyn). Potrzebujesz dobrej, zwartej i najlepiej zamkniętej historii do opowiedzenia.
@edytka
A tak, słowniczek. Ryzykowna sprawa. Kiedy widzę słowniczek, zawsze spodziewam się, że autor nie ogarnia w opowiadanie historii, bo najwyraźniej nie potrafi zawrzeć w niej wszystkich istotnych faktów. Na szczęście nie dodałeś mapy. Na widok map zaczynam powarkiwać i toczyć pianę z ust.
Na razie przeczytałem tytuł. Obiecuję przeczytać resztę i wysilić się na konstruktywną krytykę, ale ten tytuł, jasna cholera… Michale, tytuł jest jedną z najważniejszych części utworu. Kosmiczny Lidl to nie jest dobry tytuł. Wyższa Forma Konsumpcjonizmu z Panem Twardowskim w Tle jeszcze ujdzie, ale i ona jest co najmniej równie pretensjonalna, jak ja. Dlaczego nie sama Wyższa Forma Konsumpcjonizmu, na wszystko co święte?
Bardzo ciekawe. Poetycki strumień świadomości. Zbyt liryczny, żebym mógł uchwycić zamierzony sens, ale to w niczym nie przeszkadza, bo tekst jest na tyle otwarty, że każdy może sam zdecydować czego szort dotyczy.
Pierwsze zdanie do remontu i rozbicia na mniejsze. Kilka karkołomnych metafor (”ile sił w międzyplanetarnym pyle”, “taka właśnie sekwencja połamanych wibracji w czasoprzestrzeni”) okazjonalne drobne potknięcia (”szybko mielę słowa i w ogóle nimi nie przebieram” – w nich, nie nimi; brak kropki na końcu). Ale i tak jest dobrze.
@CZARNA2
Zrozumiałem wszystko! Nawet wprost napisałem, że moja krytyka jest zupełnie do niczego! Owszem, nadmiar słów jest dla mnie problemem, ale teraz widzę wyraźnie, że w przypadku twojej twórczości to tylko i wyłącznie mój problem. Nie znam się i tyle. Z całą pewnością nie chciałem kwestionować twojego literackiego doświadczenia (nie to żeby w byciu początkującą autorką było coś nie tak).
Ta herbatka, kiedyś można było tam publikować prozę i wiersze. Były regularnie zbierane i wydawane jako ebooki. Bardzo miłe miejsce! Sporo ludzi, którzy publikowali tutaj, wrzucało teksty, zwłaszcza te mniej fantastyczne, też tam. Sama Helena zresztą lubiła coś tutaj skrobnąć.
Nie masz za bardzo co poprawiać (może poza wąsem, o którym wspomniał już jeroh). Na pewno znajdą się jakieś błędy interpunkcyjne, ale w ich sprawie nie śmiałbym się wypowiadać.
Rozumiem założenia oparcia całej historii na puencie, ba, w pełni takie założenia popieram, bo nie ma nic gorszego od szortów bez puenty (no, może zgniłe jabłka). Tyle, że najlepiej by było, gdyby historia stała na własnych nogach i broniła się nawet bez finałowego twistu. W przeciwnym razie puenta jest naciągana.
Spaliłeś tego szorta tym, że kosmici mówią i myślą jak ludzie, obawiam się. Poza tym, dlaczego kosmici nie są w stanie powstrzymać ludzi? Skoro byli w stanie ich uwięzić, czy tam odizolować, to nie powinni mieć problemów z utrzymaniem tego stanu rzeczy.
Tekst obyczajowy. Przyzwoity, ale że jesteśmy na portalu o fantastyce, to wspomnę, że dało się z niego zrobić horror – wystarczyłoby, żeby matka nie przyjęła pokornie zarzutów. Oczywiście, postawiłoby to wydźwięk opowiadania na głowie, więc nie dziwię się, że nie miałaś ochoty iść w tę fabularną stronę.
Prosiłaś o uwagi techniczne: nie mam żadnych istotnych, szort jest napisany dobrze. Czasami niepotrzebnie zmiękczasz i rozmywasz znaczenia: “jakieś miasto”, “jakby ją obudziła”, “plecie trochę trzy po trzy”, ale to nie dość, że szczegóły, to jeszcze rzecz gustu.
Kolejny udany tekst, ale popieram zastrzeżenie Finkli: brak fantastyki jest dyskwalifkujący, jeżeli chcemy trzymać się portalowych reguł. I nie, UFO nie ratuje sytuacji :P Kiedyś obyczajowe teksty można było publikować na Herbatce u Heleny, ale Helena przeszła na emeryturę… Może ktoś inny będzie wiedział, czy w sieci funkcjonuje coś, gdzie szorty bez fantastyki byłby bardziej u siebie.
Świetna, choć subtelna puenta!
@CZARNA2
Jeżeli mnożysz słowa świadomie, to nie ma problemu, a cała moja krytyka jest o kant kuli rozbić. Wspomniałem o tym, że używasz zbyt wielu słów nie tylko z wrodzonej złośliwości. Przede wszystkim dlatego, że początkujący autorzy często nawet nie wiedzą, że ich utwory cierpią na przymiotnikozę, dopóki ktoś im tego nie wytknie.
Powodzenia z kolejnymi tekstami!
@Bruce, Hesket
Wybaczcie, ale nie odniosę się merytorycznie do waszych wypowiedzi, bo i tak już wyjątkowo nieelegancko uprowadziłem dyskusję pod opowiadaniem, za co UnaBombę przepraszam. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą wymianą zdań na temat zasadności krytykowanie krytyki, to chętnie będę ją kontynuował gdzie indziej.
@Hesket
Pomysł wziął się stąd, że powtórzenia są konsekwentne, wpisują się w założenia narracyjne (narracja bliska postaciom) oraz budują rytm opowieści. Nawet jeżeli nie są zamierzone, nie są usterką stylistyczną. Skoro już włączyłeś się do dyskusji, napisz proszę czy według Ciebie tekst byłby lepszy, gdyby naszpikować go synonimami.
@Bruce
Mój zarzut pod Domem dotyczył struktury opowiadania i mnożenia lokacji, nie stylistyki tekstu. Nie ty jedna wskazujesz autorce nadmiar powtórzeń, bo wytknięcie komuś powtórzeń to jeden z najniżej wiszących owoców krytyki literackiej, w dodatku modny tutaj od co najmniej dziesięciu lat. Żeby była ścisłość, broń boże nie twierdzę, że powtórzenia mają Ci się podobać. Ale pisząc, że coś jest stylistyczną usterką, której lepiej unikać kiedy ewidentnie nią nie jest i robiąc to z pozycji autorytetu (na której niewątpliwie na tym forum jesteś) robisz krzywdę i autorom, i czytelnikom.
Dawno nie mnie tu nie było Bruce, ale wątpię żeby przez ten czas oceny czy kliki nabrały na wartości. Co dopiero oceny i kliki jakiegoś randoma, jak ja :)
Używasz za dużo słów. O wiele za dużo. Skróciłbym go o połowę. Nie chodzi nawet o to, że nie wszystko wymaga określenia i opisu, ale o to, że cała dynamika opowieści grzęźnie. Dajmy na to takie zdanie:
“Smród jaki go otaczał był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru”.
Piszesz, ze smród był nie do opisania, a potem go opisujesz. Wspominasz, że otaczał protagonistę, ale to wiemy, bo narracja podąża za protagonistą od początku. Tworzysz kuriozalny zbitek “duchota ziemistego odoru”, który nie ma sensu, bo odór to przecież smród.
Interesujące. Przede wszystkim, kolejny ładny tytuł. Historia dość banalna, ale sensownie, dynamicznie i niepokojąco poprowadzona.
To trzeci twój szort jaki przeczytałem i widzę, że masz ulubioną tematykę i własny, solidnie wyrobiony styl. O ile nie chcę kwestionować opinii innych, o tyle nie będę się krępować przy wyrażeniu własnej: niekonwencjonalność formy wychodzi twoim opowieściom na dobre. Nie każdy czytelnik potrzebuje infodumpów i standardowej struktury narracji. Niektórzy lubią mniej standardowe formy.
Nieźle, naprawdę nieźle. Masz talent do horroru, a to według mnie najtrudniejszy podgatunek fantastyki. W przeciwieństwie do przedpiśczyń zrozumiałem o co chodzi, chociaż myślę, że miałem ułatwione zadanie, bo czytałem poprzedniego twojego szorta – warto wspomnieć, że są powiązane. Mam tylko jedną uwagę: Apgar była kobietą.
@bruce
Zamierzone powtórzenia nie są usterkami stylistycznymi (skąd w ogóle taki pomysł?), nie psuj początkującym stylu (zwłaszcza, że jest dobry i pasuje do konwencji).
Ja ustawię się w opozycji do CZARNEJ2 i napiszę, że mnie tekst nie wydał się ciekawy (co niekoniecznie jest wadą tekstu), za to powtórzenia mi nie przeszkadzają (większość z nich sprawia wrażenie zamierzonych środków stylistycznych i bez względu na to czy były zamierzone czy nie, budują pewien rytm).
Językowo nie jest źle, narracja ma swoją dynamikę i styl, ale momentami udziwniasz.
“męczyła najprostsze z zadań matematycznych, jakie mógł sobie wyobrazić.” – przekombinowane, podejrzewam, że najprostsze zadanie matematyczne jakie ludzie mogą sobie wyobrazić to 1+1
“robi mnie w konia dla zabawy czy jest literalnie głupia” – literalnie użyte w myślach w takim kontekście wypada sztucznie
“siadając na ogólnej kanapie” – ogólna kanapa implikuje istnienie kanapy szczegółowej i spędziłem właśnie trzy minuty na wyobrażaniu sobie szczegółowo takiego szczególnego mebla
“Uwielbiała je wykonywać” – wykonywanie zajęcia kolorowania jest niezgrabne
“W dzieciach zakochał się dopiero po czasie. Teraz mógłby chodzić za nimi krok w krok i pilnować wykorzystania ich, oczywiście niebagatelnego, potencjału” – to nie jest źle napisane, ale jak ktoś ma dużo czarnych myśli, to może się niefortunnie kojarzyć
Całkiem zgrabne! Trochę zbyt słodkie jak na mój gust i bardziej podobałby mi się finał idący w inną stronę, ale dobrze wykorzystałeś klasyczny motyw żałoby i nie godzenia się ze stratą. Ładnie to wybrzmiewa na tematycznych kontrastach.
@khomaniac
Byłaby całkiem oryginalna, gdyby została sensownie rozwinięta, a nie stanowiła przypis do oklepanego wątku zbrojnego buntu robotów. Gdyby dajmy na to, sztuczne inteligencje konsekwentnie zza kulis manipulowały ludźmi, wychowując nowe pokolenia do depopulacji i zmiany w hierarchii dominujących gatunków, pierwszy biłbym brawo.
Pominę kwestię oryginalności motywu buntu sztucznych inteligencji, który skończył się nie tyle na Kill’em All, co na I Have No Mouth And I Must Screem (ponad pół wieku temu!). Ten szort ma dwa ogromne problemy.
Pierwszy to fakt, że jest jednym infodumpem. Tak się zwyczajnie nie pisze krótkich form. Historia powinna się rozgrywać na oczach czytelnika, nie sprowadzać się do listownego podsumowania.
Drugi to skrajna, naiwna antropomorfizacja sztucznych inteligencji, którą doprowadziłeś do groteskowej formy monologu Bondowskiego złola.
Językowo i warsztatowo jest w porządku, ale cała koncepcja nadaje się do gruntownej przeróbki.
@StaryScislaka
Jeżeli myślisz o tworzeniu, albo już tworzysz, cykl historii pisany podobnym językiem, to powinieneś też poświęcić chwilę na zastanowienie się czy piszesz je dla siebie, czy pod czytelników. Jeżeli dla siebie to doskonale i tak trzymać. Jeżeli pod czytelników, to proponowałbym stonowanie stylizacji, bo bez tego o czytelników będzie zwyczajnie trudno. I nie to, że namawiam do masakrowania dzieła żeby pochlebić plebejskim gustom. Nie cierpię kiedy autorzy to robią, ale też i rozumiem, że czasami nie da się inaczej.
Jak to nie horror? Wszystko, co propaguje zbrodniczą tendencję do podawania placków ziemniaczanych na słodko to horror!
A poważniej, to udany, mroczny i sprawnie napisany tekst, jak na rzecz o dziecięcej traumie przystało. Trochę za długi, mnożenie kolejnych Złych Miejsc W Domu niewiele wnosi, a przytępia puentę. Coś mi też zgrzyta w rytmie, mam wrażenie że dynamiczna i trochę niekonsekwentna zmiana proporcji między zdaniami złożonymi a prostymi, ale mogę pleść androny.
@marzan
Oczywiście masz rację, co do gustów i guścików. Nie cierpię fragmentów i pojedynczych scen, ale sam pomysł na rozłożenie dłuższej historii na kilka mniejszych, niezależnych form zamkniętych jest dość interesujący. Trzymam kciuki i powodzenia!
O cholera. O ja cię. Udany eksperyment (aczkolwiek mignęło mi słowo ”naukowcy”, gryzące się dość zajadle z innymi słowami), ale jego efekt jest mało strawny. Może gdyby nie zawierał tylu nazw własnych i opowiadał ciekawszą historię, byłby bardziej zjadliwy. Tak czy inaczej, brawa za literacką odwagę.
Pięknie napisany szort. Jak standardowo nie przepadam za liryczną epiką, tak tutaj nie mogłem się oderwać od lektury. Tekst po mistrzowsku oddziałuje na zmysły.
Żeby nie było, że wyłącznie lukruję: realizacja jest może i świetna, ale sam pomysł jest kliszowaty.
Niecierpliwie czekam na kolejne teksty. Jeżeli osadzisz akcję któregoś z nich na Górce Miłości albo w parku Grabiszyńskim czy Południowym to przeczytam go ze trzy razy, a może i rodzinę zmuszę do lektury ;)
Bardzo solidny szort! Przede wszystkim: doskonale trzyma tempo narracyjne (powtórzenia robią wspaniałą robotę w wyrażaniu znużenia głównego bohatera), mimo naukowości słownictwa i kilku zgrabnie okrojonych infodumpów. Świetna charakteryzacja postaci, subtelna i nie rozwlekła.
Przyczepię się tylko do jednej rzeczy, zresztą tej samej do której przyczepiłem się w innym twoim szorcie: do wtórności samego pomysłu i puenty (bo i pomysł i puenta są bardzo podobne w obu). Mam wrażenie, że dałoby się z tego tematu wycisnąć odrobinę więcej, ale to już takie czepialstwo wynikające li wyłącznie z moich czytelniczych preferencji.
Myślę, że zamiast quizów, bardziej przydałaby się puenta. Ładnie napisany fragmencik, ale nie zainteresował mnie tylko stylem ( interesującym, ale też niestety nie w moim stylu).
Zgadzam się z twoją opinią Koala75, ale na ile jesteśmy się w stanie powstrzymać przed analizowaniem tego czy tekst został napisany przez AI? Nie wiem jak inni, ale ja dożyłem czasów, że każdą internetową interakcję zaczynam od mimowolnego zastanawiania się czy mam do czynienia z botem. Najgorzej, że podejrzliwością najmocniej oberwą autorzy przeciętnych, bezpiecznych utworów, a tych jest przecież najwięcej. Szkoda, że cyberpunkowa dystopia idzie w tę stronę. O wiele bardziej wolałbym wszczepy.
#EDYTKA
Zmusiłem mojego drogiego ChataGPT w myślącej wersji 5.4 do generowania pomysłów na szorty z mocną puentą. Trochę żałuję. Na początku generował kliszowate pomysły i dorabiał do nich niespójne logicznie fabuły. Po pół godzinie wytykania mu błędów i precyzowania oczekiwań zaczął, trochę niestety, wymyślać rzeczy z sensem. Nic przełomowego, ale solidne fabularne koncepty. Niektóre całkiem oryginalne. Pisałem szorty w oparciu o słabsze. Najgorzej, że teraz mnie kusi, żeby z kilku wygenerowanych “pomysłów” skorzystać.
@Jim
Bardzo ciekawy pomysł, spróbuję go wdrożyć i oczywiście podzielę się wynikami. Tymczasem jednak dręczy mnie jedna wątpliwość, jeżeli faktycznie głównym ograniczeniem jest okno kontekstu, to już teraz AI powinno poradzić sobie z wygenerowaniem szorta przyzwoitej jakości ( co zresztą sam napisałeś w poprzednim komentarzu). Tyle, że nie widuję takich tekstów (albo nie wiem, że je widuję). Czy nie jest przypadkiem tak, że o ile kontekstu starcza na napisanie spójnej krótkiej formy, to nie wystarcza go już na to, żeby AI potrafiło utrzymać uwagę na informacjach niezbędnych do zaserwowania czegoś przyzwoitej jakości? Bo, na chłopski rozum, potrzebnych do tego informacji jest od groma. Mam wątpliwości, czy komercyjnie dostępne AI jest na tą chwilę w stanie wygenerować choćby dobry pomysł na szorta, a co dopiero opartego na tym pomyśle szorta. To też sobie przetestuję w wolnej chwili. Dzięki za inspiracje.
@Jim
Na ile szacujesz różnicę w “zajętości kontekstu” (napisałbym liczbie tokenów, ale że nie znam się zupełnie, to nie chcę udawać, że jest inaczej) między analizą podanego tekstu, a generowaniem tekstu o tej samej długości? Pamiętam, że jeszcze kilka miesięcy temu GPT miał problem z utrzymaniem kontekstu przy analizie tekstów dłuższych niż 10k znaków i halucynował sobie w najlepsze. Dzisiaj bez problemu łykał teksty na kilkadziesiąt k znaków i potrafił je bezbłędnie streścić. Może dałoby się wyliczyć, jakiej długości historię teraźniejsze modele powinny móc udźwignąć i na odpowiednio krótkiej formie sprawdzić empirycznie czy AI wygryzie nas z hobby?
@silver_advent
Ciekawe, że o tym wspominasz, bo AI poprowadziło fabułę w zupełnie inną niż ja stronę. O wiele bardziej humanistyczną, skoncentrowaną na emocjach i introspekcjach. Nie podałem mu scenopisu, tylko zalążek fabuły, założenia narracyjne i docelową liczbę znaków, więc miało dużo swobody.
Ale cóż, gawiedź woli walki osiłków na miecze i strzały z lasera. Zawsze tak było, od czasów gladiatorów.
Ekstra się składa, że to napisałeś. Bo moje AI w jednej ze scen napisało to:
Tłum zbiegł się oglądać widowisko, bo ludzie od zarania dziejów kochają trzy rzeczy: egzekucje, pożary i obietnice niemożliwego.
Inspirująca dyskusja. Obecnie AI raczej nie wypluje solidnego opowiadania na podstawie prostego prompta. Ale gdyby go odpowiednio nakarmić, wytresować i podpowiedzieć dobry pomysł, ze scenopisem? Chyba przeprowadzę eksperyment. Nakarmię GPT tysiącami znaków moich opowiadań, a potem poproszę go o wygenerowanie “nowego” opowiadania w oparciu o pomysł już zrealizowany, ale nie udostępniony. Nie jestem wcale taki pewien, że opowiadanie GPT będzie gorsze, ani, że będzie łatwe do zidentyfikowania jako wygenerowane algorytmem.
#EDYTUNIA
Eksperyment przeprowadzony. ChatGPT doskonale poradził sobie z analizą tekstów i wskazaniu łączących ich charakterystyk, ale replikowanie ich w trakcie generowania opowiadania wyszło mu już tak sobie. Inna sprawa, że byłbym w stanie z tego algorytmowego tekstu zrobić coś solidnego w dwie godziny. Napisanie tego samego od podstaw zajęłoby mi dziesięć razy tyle. Ciekawe, ile osób już tak robi: podaje AI pomysły, czeka chwilę, a potem szlifuje output.
Przeczytane, i to bez przykrości. Tekst, jak na debiutanckie teksty przystało, ma niedociągnięcia. Największym z nich jest to, że nie opowiada pełnej historii, przedstawia pojedynczą scenę. Drugim, charakterystycznym dla początkujących autorów, jest niezręczna, czasami niekonsekwentna stylizacja. Wyrażenia takie jak “każdy z mebli wysadzany był po kątach lśniącym jak pole zbożowe złotem”, “Castiel za to przypominał swoim lotem nieopierzonego jeszcze ptaka; gibał się w tę i we w tę” czy “Naprawienie tej nędzy zajmie ci jedno, a może siedemdziesiąt siedem podejść” wywołają raczej uśmiechy, niż wciągną czytelnika w klimat opowieści.
Są oczywiście też plusy! Masz dobre ucho do dialogów, rozmowa aniołów brzmiała całkiem naturalnie (mimo stylizacji). Bardzo sensownie poprowadziłeś narrację, w dobrym tempie, przeskakując między wypowiedziami bohaterów, a opisami ich zachowań. W dodatku uniknąłeś infodumpów!
Pisz dalej, baw się dobrze, i słuchaj tylko tych rad i uwag, które wydadzą Ci się sensowne!
#EDYTKA
Zapomniałem o najważniejszym, o tytule! Twój jest niezły, bo wyszedłeś poza oklepany zestaw “rzeczownik przydawka”, ale jest wewnętrznie sprzeczny. Sala nie może być pusta, jeżeli trzepoczą w niej skrzydła (chyba, że nie są podpięte do żadnej istoty). Sam “Trzepot Skrzydeł” byłby o niebo lepszy.
@melendur88
Skoro nie cierpiałeś i nie cierpisz, to po co je czytasz?:)
Przeczytałem tego jednego, jedynego. Po co? Z jednej strony, chciałem sprawdzić czy moje uprzedzenia wytrzymają konfrontację z rzeczywistością. Z drugiej, mam pewien sentyment do cyberpunkowych historii na tym portalu, więc trudno mi było przejść obojętnie obok tekstu z “cyber” i w tytule, i w ksywie autora.
eksperyment. Mogłoby być ale nie jest też tak znowu . Lubię zabawy słowami, a teraz zorientowałem się, że zabawy brakiem słów także.
Dobry, odważny tekst na bardzo niewygodny temat. Cieszę się, że temat przestaje być tabu. Nie ma zdaje się wiarygodnych źródeł, ale tysiąc lat temu uczono mnie, że od jednego do trzech procent populacji ma skłonności do pedofili. Wystarczająco dużo, żeby nie chować głowy w piasek i udawać, że temat nas nie dotyczy.
To, o czym się prawie nigdy nie wspomina w kontekście pedofilii, jako zaburzenia psychicznego to fakt, że tak zaburzeni ludzie nie wybrali sobie preferencji seksualnych i nie mają kontroli nad tym, kto ich pociąga. Myślę, że to, jak protagonista próbuje kontrolować coś nad czym nie ma kontroli czysto rozbrzmiało w twoim szorcie.
@CyberNoir
Nawet w Cyberpunku 2077 od CDprojektu nie wykańcza się kilkudziesięciu przeciwników w lokacji, co najwyżej kilkunastu. Żeby pokazać wyższość przeszkolenia wojskowego wystarczyłoby, żeby Nathaniel przemielił kilku. Inna sprawa, że w realiach Cyberpunku 2077 ważna jest nie tyle liczba przeciwników, co ich jakość (bo wszczepy).
Słowem wstępu: nie cierpiałem fanfików. To, że żadnego nigdy nie przeczytałem, zupełnie mi nie przeszkadzało. Przeczytałem "Zanim istniał wybór" i nadal nie cierpię fanfików, tyle że teraz już z konkretnych powodów.
Jasne, można się przyczepić, że trafiają się chybione metafory i powtórzenia. Pewnie, niezniszczalny protagonista koszący wrogów setkami to stara klisza. Nie to jest tutaj najgorsze. Najgorsze jest to, że gdyby autor wykreował własny świat przedstawiony, zamiast korzystać z już wymyślonego przez innych, to mógłby się teraz być może rozpływać w zachwytach nad solidnym kawałem cyberpunkowej prozy.
@CyberNoir
Nie daj się zniechęcić marudną krytyką! Jestem dzisiaj wyjątkowo melodramatyczny a cyberpunk to mój czuły punkt ;)
Jest bardzo w porządku, może trochę zbyt slapstikowe, ale tylko ociupinkę. Nawet się uśmiechnąłem półgębkiem, mimo że ponury ze mnie typ. Myślę, że gdyby ściąć z tego tak ze 2, 3k znaków i skończyć na “Szlochanie ucichło” puenta wybrzmiałaby trochę dźwięczniej i wdzięczniej, ale to już takie moje czepialstwo.
Mam dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że jest źle. Dobra jest taka, że debiut mógł być o wiele, wiele gorszy.
Doceniam pomysł na analogowe loty kosmiczne. Nie jest to może super oryginalne, ale ciekawe rozwiązanie, którym konsekwentnie nadałeś prostej historii dodatkowego smaku. Niestety, opowiadanie pełne jest błędów i niedoróbek typowych dla początkujących pisarzy. Postaram się wskazać te, które mnie najbardziej ubodły, na przykładach.
zbędne infodumpy światotwórcze – nie masz ich dużo, ale za to już w pierwszym zdaniu
“Inżynier Głowacki wraz z technikami kończył pakowanie drewnianej skrzyni w ładowni Artemisa-3, lekkiego frachtowca, na stacji Aurora w układzie Patoz-3 w trzecim sektorze galaktyki.”
korzystanie z niepotrzebnych słów – trochę tego masz, ale nie jest to ciężka przymiotnikoza
“swoje notatki; charakterystyczny, wysoki pisk, który zadzwonił w uszach; czerwona żarówka ostrzegawcza; Nagle w skrzyni rozległ się huk” itd. itp.
za długie i za krótkie opisy – czasem opisujesz wydarzenia zbyt wyczerpująco, a czasem kompresujesz je do jednego zdania. To nie jest błąd, ale zbyt częste zmiany tempa narracji mogą wybić czytelnika z rytmu (mnie wybijają).
“Urządzenie kroczyło korytarzem statku, stawiając pewne, wykalkulowane kroki. Po tym jak dotarło do ładowni z jego brzucha wysunęły się jakieś cztery, podłużne, bordowe, kawałki materiału, które spadły na ziemię. Maszyna położyła się w skrzyni a następnie zamknęła za sobą wieko. Głowacki podszedł do obiektów pozostawionych na podłodze i okazało się, że zostawił plomby Syndykatu. Inżynier popatrzył na kapitana, pokazując znalezisko, a ten kiwnął tylko głową w stronę kontenera. Technicy pomogli przybić wieko z powrotem, a inżynier usunął pozostałości starych plomb i starannie przykleił nowe. “i następujące zaraz po nim “ Trzy dni później, lot dobiegał końca. “
dialogi niedopasowane do postaci i wydarzeń (za wyjątkiem robota!) – tutaj aż się prosi o wykorzystanie żargonu kosmicznych marynarzy, czy nadanie dość nijakim postaciom charakteru za pomocą różnych stylów wypowiedzi. I znowu, nie jest to błąd, ale przy rozmowach prowadzonych przez kilka postaci, mnie uważny czytelnik łatwo się pogubi (tak, to znowu o mnie).
Ale całe opowiadanie zasadza się na tym, że właśnie nie opłacało się zabierać związków do domu :P Czepiam się oczywiście, ale nie złośliwie. Mnie takie rzeczy naprawdę przeszkadzają. Oczywiście, to tylko i wyłącznie mój problem.
To solidny debiut. Na ambicje, mam nadzieję, przyjdzie jeszcze czas ;) Pozdrawiam!
@khomaniac
Przepraszam i z pokorą uznaję wyższość twojej ekspertyzy w temacie. Tyle, że wciąż nie kupuję fabuły, jako coś poza pretekstem dla oklepanego finału. Wytłumaczenie, że musiał wziąć związki do domu, bo zaczynał urlop wydaje się naciągane. Nikt inny w instytucie nie pracuje? Nie ma kurierów? Nie da się poświęcić dodatkowej godziny na zabranie związków z instytutu, skoro i tak trzeba poświęcić początek urlopu na ich dostarczanie? I dla ścisłości, nie twierdzę, że zabieranie pracy do domu bo ktoś idzie na urlop nie jest możliwe, tylko że dobrze by było je czytelniej umotywować, bo na tym wisi wiarygodność świata przedstawionego.
A co drugiego dna, to dobrze, że jest, tylko że “może to tylko narkotyczna wizja” też nie grzeszy oryginalnością ;)
Od czegoś trzeba zacząć :)
Szanuję ukłon, czy raczej dygnięcie, w stronę hard-sf, ale nie kupuję zawiązania fabuły. Doktor prowadzi badania nad nową, nieznaną substancją. Załóżmy nawet, że może zabrać ją do domu z laboratorium (bardzo w to wątpię, ale załóżmy). Dlaczego miałby ją zabierać do domu? Wątpię, żeby jakikolwiek profesjonalista zrobił to bez powodu, bo to zbędne ryzyko (oczywiście, rezerwuję sobie prawo do wycofania tej opinii i przeproszenia za gadanie głupot, gdyby ktoś uświadomił mi, że to powszechna praktyka).
Ta dziura logiczna byłaby jeszcze do przeskoczenia, gdyby wynagradzała ją jakaś dobra puenta. Transformacja w potwora po spożyciu substancji, choć przyzwoita i zawsze w modzie, jest wałkowana w fantastyce od 150 lat.
@Finn Katera
Cała przyjemność po mojej stronie. Nie bierz sobie mojego marudzenia do serca ZA BARDZO. To twoje opowiadanie i dopóki tobie się podoba, wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Brawo! Zawsze ceniłem autorów, którzy bronią swoich tekstów. Doceniam też biegłość w dyskretnym szydzeniu. Pozostaje mi tylko schować krytykę do kapelusza i życzyć samych literackich sukcesów :)
Nie przejmuj się opiniami tomaszag i reg, możliwe że za bardzo wzięli sobie do serca mądrości Cyphera. Satyra jest doskonale widoczna i nie trzeba ślęczeć z nosem w serwisach informacyjnych, żeby wiedzieć do kogo i czego się odnosi.
Może nawet odrobinę zbyt widoczna. Na pewno za długa. Przy tym wszystkim zabawna, choć na rzeczy i osoby zupełnie nie zabawne, choć niestety do przesady zabawowe. Wyszło Ci coś między Pratchettem, a Adamsem, tyle że z ostrzejszym pazurem.
Językowo jest bardzo dobrze, ale konstruujesz za długie zdania. Kropki są ważne. Dużo kropek. Teksty oddychają kropkami. Przykład pierwszy z brzegu:
“Dochodzenie w sprawie mojej śmierci jest, według ostatniego komunikatu Rady Zjednoczonych Kręgów, "w toku, kompleksowe i priorytetowe", co w praktyce oznacza, że powołano podkomisję, która zbiera się w każdy trzeci wtorek miesiąca, z wyłączeniem miesięcy letnich, świąt państwowych oraz wtorków, które subiektywnie wydają się nieodpowiednie.”
propozycja korekty, żeby pokazać o co mi chodzi:
“Dochodzenie w sprawie mojej śmierci jest, według ostatniego komunikatu Rady Zjednoczonych Kręgów, "w toku, kompleksowe i priorytetowe". W praktyce oznacza to, że powołano podkomisję, która zbiera się w każdy trzeci wtorek miesiąca. Z wyłączeniem miesięcy letnich oraz świąt państwowych. A także wtorków, które subiektywnie wydają się nieodpowiednie.”
Prawie słyszę cichy, nienarzucający się szelest K20 wirujących w tańcu po blatu stołu pokrytym egzotycznym płótnem importowanym z Krsaa’mi, krainy na północ od Zragiii’ra…
A poważnie: to nie jest szort, tylko scenka z infodumpem. Szort musi mieć puentę, a “Jeśli szukasz cudu!” ma fabuły co najwyżej na wprowadzenie. Potrzebujesz historii do opowiedzenia, same postaci i rekwizyty nie wystarczą.
Językowo bez tragedii. Kilka niefortunnych zdań i niedoróbek logicznych:
“Za młodu, przez niefortunny wypadek, straciłem jedną rękę, co bardzo utrudniało mi życie” – to wpada w komizm.
“Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych.“ – szlaki handlowe są z reguły oblegane przez podróżnych
“Ubrana była w ludzką skórę, pozszywaną w coś na kształt sukni” – coś na kształt sukni to suknia
“U pasa miała zawieszone różnego rodzaju ampułki z częściami ciała oraz kości – nie wszystkie ludzkie.” – narrator nie ma skąd wiedzieć, czy ludzkie czy nie
“Dziwił fakt braku lamp czy jakiegokolwiek źródła światła.” – jako że akcja rozgrywa się w dzień, to dziwił chyba tych mieszkańców, którym trzeba tłumaczyć, że brak ręki utrudnia życie
To ładnie, konsekwentnie napisane opowiadanie o dążeniu do wolności. Tyle, że tematyka kłóci się i z formą, i z treścią. I jednej i drugiej brakuje polotu, odrobiny szaleństwa, które wyróżniłyby opowiadanie na tle innych, wałkowanych od tysięcy lat historii. Wszystko tutaj jest bezpieczne, wpisane w uznany schemat i przewidywalne.
Tym nie mniej, doskonała robota, jak na debiut! Warsztat masz pierwszorzędny.
Przede wszystkim, mam wątpliwości czy “Ostatnia, która pamięta” to opowiadanie. Raczej zbiór scenek wyrwanych z większej całości. Jako, że brak tu światotwórstwa i trudno się rozeznać kto jest kim, a co dopiero co i po co robi, nie będę oceniał fabuły.
Językowo jest przeważnie porządku. Jeżeli to AI, to warto samodzielnie replikować ten styl w opisach: oszczędny i klarowny. Nie do końca działa to w przypadku dialogów, wybrzmiewają sztucznie i na jedno kopyto. Prostą sztuczką na obejście tego mankamentu jest dopisanie postaciom manieryzmów językowych: ulubionych słów czy zwrotów, skłonności do wulgaryzmów, ulubionej długości wypowiedzi itp.
Kiedy byłem młody, jakiś tysiąc lat temu, w trakcie egzaminu na prawo jazdy zahaczyłem o krawężnik i wymusiłem pierwszeństwo na TIRze. Usłyszałem wtedy, że “nie panuję nad pojazdem”. Obecnie muszę z przykrością stwierdzić, że ty nie panujesz nad językiem. Treść twojego opowiadania jest stłamszona kwiecistością i niezgrabnością stylu.
Kilka szczególnie wykoślawionych zdań:
“Z nich łatał dach i to z nich wykonał oręż, mający mu teraz posłużyć najlepiej, jak tylko zdoła”
“Albo spadnie z Góry, a jego ciało, obmywane odwiecznym Deszczem, leżeć tam będzie w nieskończonej samotności, w towarzystwie wody, mchów, nielicznych krzewów oraz pisków mew – jedynych gości, niekiedy rozbijających się o strome brzegi, których ciała dawały mu pożywienie.”
“Patrzył głęboko w tańczący leniwie płomień, widząc żar oraz ciepło wypełniające go”
“Ruszył nią do przodu oraz ku górze, z impetem.”
W dodatku, pierwszy akapit wywołał u mnie zwarcie mózgu. Piszesz, że Rebil stał w oknie od godziny, a zaraz potem, że nie czekał. Jakby nie czekał, to by nie stał przez godzinę w oknie, jak sądzę.
Nie oceniam warstwy fabularnej, bo w przypadku fragmentu mijałoby się to z celem. Ale widzę tu dwa problemy.
Większy to niedopasowanie stylu narracji do charakteru narratora. Narrator jest żołnierzem, a rzeczywistość opisuje jak początkujący pisarz. To gryzie w oczy. Oczywiście, dałoby się to to uwiarygodnić robiąc z żołnierza także pisarza amatora, ale w takiej formie ten tekst nigdy nie będzie dobry.
Mniejszy problem wynika z nadmiaru słów. Niepotrzebnie dookreślasz rzeczy, opisujesz szczegóły i gubisz tempo. Przykładowo pierwsze zdania można bez strat przerobić z:
“Krople lodowatego deszczu uderzały wściekle pokrywę kombinezonu, parując niemal w momencie kontaktu. Wyciągnąłem przed siebie rękę i przez chwilę obserwowałem rozwiewające się obłoki gazu. Wyglądałem jakbym się dymił. Szaro-granatowe maskowanie skafandra tylko potęgowało ten efekt. “
na:
“Krople deszczu uderzały w kombinezon, parując w momencie kontaktu. Wyciągnąłem rękę i obserwowałem obłoki gazu. Wyglądałem jakbym się dymił. Szaro-grantowe maskowanie skafandra potęgowało efekt.”
Bardzo ładnie, zmysłowo napisana rzecz, ale trudno mi było podążać za skojarzeniami narratora. Łączenie śmierci niemalże sześćdziesięciolatka z traumą wynikającą ze śmierci dziecka jest ambitne, ale trochę karkołomne. Dostrzegam chyba zamysł – każdy jest czyimś dzieckiem, a aktor dziecięcy dobrze pasuje do podkreślenia tego faktu. Możliwe, że jestem za mało subtelny żeby go w pełni docenić.
Z przyjemnością poczytam twoje dłuższe utwory.