komentarze: 49, w dziale opowiadań: 44, opowiadania: 28
komentarze: 49, w dziale opowiadań: 44, opowiadania: 28
@CZARNA2
Zrozumiałem wszystko! Nawet wprost napisałem, że moja krytyka jest zupełnie do niczego! Owszem, nadmiar słów jest dla mnie problemem, ale teraz widzę wyraźnie, że w przypadku twojej twórczości to tylko i wyłącznie mój problem. Nie znam się i tyle. Z całą pewnością nie chciałem kwestionować twojego literackiego doświadczenia (nie to żeby w byciu początkującą autorką było coś nie tak).
Ta herbatka, kiedyś można było tam publikować prozę i wiersze. Były regularnie zbierane i wydawane jako ebooki. Bardzo miłe miejsce! Sporo ludzi, którzy publikowali tutaj, wrzucało teksty, zwłaszcza te mniej fantastyczne, też tam. Sama Helena zresztą lubiła coś tutaj skrobnąć.
Nie masz za bardzo co poprawiać (może poza wąsem, o którym wspomniał już jeroh). Na pewno znajdą się jakieś błędy interpunkcyjne, ale w ich sprawie nie śmiałbym się wypowiadać.
Rozumiem założenia oparcia całej historii na puencie, ba, w pełni takie założenia popieram, bo nie ma nic gorszego od szortów bez puenty (no, może zgniłe jabłka). Tyle, że najlepiej by było, gdyby historia stała na własnych nogach i broniła się nawet bez finałowego twistu. W przeciwnym razie puenta jest naciągana.
Spaliłeś tego szorta tym, że kosmici mówią i myślą jak ludzie, obawiam się. Poza tym, dlaczego kosmici nie są w stanie powstrzymać ludzi? Skoro byli w stanie ich uwięzić, czy tam odizolować, to nie powinni mieć problemów z utrzymaniem tego stanu rzeczy.
Tekst obyczajowy. Przyzwoity, ale że jesteśmy na portalu o fantastyce, to wspomnę, że dało się z niego zrobić horror – wystarczyłoby, żeby matka nie przyjęła pokornie zarzutów. Oczywiście, postawiłoby to wydźwięk opowiadania na głowie, więc nie dziwię się, że nie miałaś ochoty iść w tę fabularną stronę.
Prosiłaś o uwagi techniczne: nie mam żadnych istotnych, szort jest napisany dobrze. Czasami niepotrzebnie zmiękczasz i rozmywasz znaczenia: “jakieś miasto”, “jakby ją obudziła”, “plecie trochę trzy po trzy”, ale to nie dość, że szczegóły, to jeszcze rzecz gustu.
Kolejny udany tekst, ale popieram zastrzeżenie Finkli: brak fantastyki jest dyskwalifkujący, jeżeli chcemy trzymać się portalowych reguł. I nie, UFO nie ratuje sytuacji :P Kiedyś obyczajowe teksty można było publikować na Herbatce u Heleny, ale Helena przeszła na emeryturę… Może ktoś inny będzie wiedział, czy w sieci funkcjonuje coś, gdzie szorty bez fantastyki byłby bardziej u siebie.
Świetna, choć subtelna puenta!
@CZARNA2
Jeżeli mnożysz słowa świadomie, to nie ma problemu, a cała moja krytyka jest o kant kuli rozbić. Wspomniałem o tym, że używasz zbyt wielu słów nie tylko z wrodzonej złośliwości. Przede wszystkim dlatego, że początkujący autorzy często nawet nie wiedzą, że ich utwory cierpią na przymiotnikozę, dopóki ktoś im tego nie wytknie.
Powodzenia z kolejnymi tekstami!
@Bruce, Hesket
Wybaczcie, ale nie odniosę się merytorycznie do waszych wypowiedzi, bo i tak już wyjątkowo nieelegancko uprowadziłem dyskusję pod opowiadaniem, za co UnaBombę przepraszam. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą wymianą zdań na temat zasadności krytykowanie krytyki, to chętnie będę ją kontynuował gdzie indziej.
@Hesket
Pomysł wziął się stąd, że powtórzenia są konsekwentne, wpisują się w założenia narracyjne (narracja bliska postaciom) oraz budują rytm opowieści. Nawet jeżeli nie są zamierzone, nie są usterką stylistyczną. Skoro już włączyłeś się do dyskusji, napisz proszę czy według Ciebie tekst byłby lepszy, gdyby naszpikować go synonimami.
@Bruce
Mój zarzut pod Domem dotyczył struktury opowiadania i mnożenia lokacji, nie stylistyki tekstu. Nie ty jedna wskazujesz autorce nadmiar powtórzeń, bo wytknięcie komuś powtórzeń to jeden z najniżej wiszących owoców krytyki literackiej, w dodatku modny tutaj od co najmniej dziesięciu lat. Żeby była ścisłość, broń boże nie twierdzę, że powtórzenia mają Ci się podobać. Ale pisząc, że coś jest stylistyczną usterką, której lepiej unikać kiedy ewidentnie nią nie jest i robiąc to z pozycji autorytetu (na której niewątpliwie na tym forum jesteś) robisz krzywdę i autorom, i czytelnikom.
Dawno nie mnie tu nie było Bruce, ale wątpię żeby przez ten czas oceny czy kliki nabrały na wartości. Co dopiero oceny i kliki jakiegoś randoma, jak ja :)
Używasz za dużo słów. O wiele za dużo. Skróciłbym go o połowę. Nie chodzi nawet o to, że nie wszystko wymaga określenia i opisu, ale o to, że cała dynamika opowieści grzęźnie. Dajmy na to takie zdanie:
“Smród jaki go otaczał był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru”.
Piszesz, ze smród był nie do opisania, a potem go opisujesz. Wspominasz, że otaczał protagonistę, ale to wiemy, bo narracja podąża za protagonistą od początku. Tworzysz kuriozalny zbitek “duchota ziemistego odoru”, który nie ma sensu, bo odór to przecież smród.
Interesujące. Przede wszystkim, kolejny ładny tytuł. Historia dość banalna, ale sensownie, dynamicznie i niepokojąco poprowadzona.
To trzeci twój szort jaki przeczytałem i widzę, że masz ulubioną tematykę i własny, solidnie wyrobiony styl. O ile nie chcę kwestionować opinii innych, o tyle nie będę się krępować przy wyrażeniu własnej: niekonwencjonalność formy wychodzi twoim opowieściom na dobre. Nie każdy czytelnik potrzebuje infodumpów i standardowej struktury narracji. Niektórzy lubią mniej standardowe formy.
Nieźle, naprawdę nieźle. Masz talent do horroru, a to według mnie najtrudniejszy podgatunek fantastyki. W przeciwieństwie do przedpiśczyń zrozumiałem o co chodzi, chociaż myślę, że miałem ułatwione zadanie, bo czytałem poprzedniego twojego szorta – warto wspomnieć, że są powiązane. Mam tylko jedną uwagę: Apgar była kobietą.
@bruce
Zamierzone powtórzenia nie są usterkami stylistycznymi (skąd w ogóle taki pomysł?), nie psuj początkującym stylu (zwłaszcza, że jest dobry i pasuje do konwencji).
Ja ustawię się w opozycji do CZARNEJ2 i napiszę, że mnie tekst nie wydał się ciekawy (co niekoniecznie jest wadą tekstu), za to powtórzenia mi nie przeszkadzają (większość z nich sprawia wrażenie zamierzonych środków stylistycznych i bez względu na to czy były zamierzone czy nie, budują pewien rytm).
Językowo nie jest źle, narracja ma swoją dynamikę i styl, ale momentami udziwniasz.
“męczyła najprostsze z zadań matematycznych, jakie mógł sobie wyobrazić.” – przekombinowane, podejrzewam, że najprostsze zadanie matematyczne jakie ludzie mogą sobie wyobrazić to 1+1
“robi mnie w konia dla zabawy czy jest literalnie głupia” – literalnie użyte w myślach w takim kontekście wypada sztucznie
“siadając na ogólnej kanapie” – ogólna kanapa implikuje istnienie kanapy szczegółowej i spędziłem właśnie trzy minuty na wyobrażaniu sobie szczegółowo takiego szczególnego mebla
“Uwielbiała je wykonywać” – wykonywanie zajęcia kolorowania jest niezgrabne
“W dzieciach zakochał się dopiero po czasie. Teraz mógłby chodzić za nimi krok w krok i pilnować wykorzystania ich, oczywiście niebagatelnego, potencjału” – to nie jest źle napisane, ale jak ktoś ma dużo czarnych myśli, to może się niefortunnie kojarzyć
Całkiem zgrabne! Trochę zbyt słodkie jak na mój gust i bardziej podobałby mi się finał idący w inną stronę, ale dobrze wykorzystałeś klasyczny motyw żałoby i nie godzenia się ze stratą. Ładnie to wybrzmiewa na tematycznych kontrastach.
@khomaniac
Byłaby całkiem oryginalna, gdyby została sensownie rozwinięta, a nie stanowiła przypis do oklepanego wątku zbrojnego buntu robotów. Gdyby dajmy na to, sztuczne inteligencje konsekwentnie zza kulis manipulowały ludźmi, wychowując nowe pokolenia do depopulacji i zmiany w hierarchii dominujących gatunków, pierwszy biłbym brawo.
Pominę kwestię oryginalności motywu buntu sztucznych inteligencji, który skończył się nie tyle na Kill’em All, co na I Have No Mouth And I Must Screem (ponad pół wieku temu!). Ten szort ma dwa ogromne problemy.
Pierwszy to fakt, że jest jednym infodumpem. Tak się zwyczajnie nie pisze krótkich form. Historia powinna się rozgrywać na oczach czytelnika, nie sprowadzać się do listownego podsumowania.
Drugi to skrajna, naiwna antropomorfizacja sztucznych inteligencji, którą doprowadziłeś do groteskowej formy monologu Bondowskiego złola.
Językowo i warsztatowo jest w porządku, ale cała koncepcja nadaje się do gruntownej przeróbki.
@StaryScislaka
Jeżeli myślisz o tworzeniu, albo już tworzysz, cykl historii pisany podobnym językiem, to powinieneś też poświęcić chwilę na zastanowienie się czy piszesz je dla siebie, czy pod czytelników. Jeżeli dla siebie to doskonale i tak trzymać. Jeżeli pod czytelników, to proponowałbym stonowanie stylizacji, bo bez tego o czytelników będzie zwyczajnie trudno. I nie to, że namawiam do masakrowania dzieła żeby pochlebić plebejskim gustom. Nie cierpię kiedy autorzy to robią, ale też i rozumiem, że czasami nie da się inaczej.
Jak to nie horror? Wszystko, co propaguje zbrodniczą tendencję do podawania placków ziemniaczanych na słodko to horror!
A poważniej, to udany, mroczny i sprawnie napisany tekst, jak na rzecz o dziecięcej traumie przystało. Trochę za długi, mnożenie kolejnych Złych Miejsc W Domu niewiele wnosi, a przytępia puentę. Coś mi też zgrzyta w rytmie, mam wrażenie że dynamiczna i trochę niekonsekwentna zmiana proporcji między zdaniami złożonymi a prostymi, ale mogę pleść androny.
@marzan
Oczywiście masz rację, co do gustów i guścików. Nie cierpię fragmentów i pojedynczych scen, ale sam pomysł na rozłożenie dłuższej historii na kilka mniejszych, niezależnych form zamkniętych jest dość interesujący. Trzymam kciuki i powodzenia!
O cholera. O ja cię. Udany eksperyment (aczkolwiek mignęło mi słowo ”naukowcy”, gryzące się dość zajadle z innymi słowami), ale jego efekt jest mało strawny. Może gdyby nie zawierał tylu nazw własnych i opowiadał ciekawszą historię, byłby bardziej zjadliwy. Tak czy inaczej, brawa za literacką odwagę.
Pięknie napisany szort. Jak standardowo nie przepadam za liryczną epiką, tak tutaj nie mogłem się oderwać od lektury. Tekst po mistrzowsku oddziałuje na zmysły.
Żeby nie było, że wyłącznie lukruję: realizacja jest może i świetna, ale sam pomysł jest kliszowaty.
Niecierpliwie czekam na kolejne teksty. Jeżeli osadzisz akcję któregoś z nich na Górce Miłości albo w parku Grabiszyńskim czy Południowym to przeczytam go ze trzy razy, a może i rodzinę zmuszę do lektury ;)
Bardzo solidny szort! Przede wszystkim: doskonale trzyma tempo narracyjne (powtórzenia robią wspaniałą robotę w wyrażaniu znużenia głównego bohatera), mimo naukowości słownictwa i kilku zgrabnie okrojonych infodumpów. Świetna charakteryzacja postaci, subtelna i nie rozwlekła.
Przyczepię się tylko do jednej rzeczy, zresztą tej samej do której przyczepiłem się w innym twoim szorcie: do wtórności samego pomysłu i puenty (bo i pomysł i puenta są bardzo podobne w obu). Mam wrażenie, że dałoby się z tego tematu wycisnąć odrobinę więcej, ale to już takie czepialstwo wynikające li wyłącznie z moich czytelniczych preferencji.
Myślę, że zamiast quizów, bardziej przydałaby się puenta. Ładnie napisany fragmencik, ale nie zainteresował mnie tylko stylem ( interesującym, ale też niestety nie w moim stylu).
Zgadzam się z twoją opinią Koala75, ale na ile jesteśmy się w stanie powstrzymać przed analizowaniem tego czy tekst został napisany przez AI? Nie wiem jak inni, ale ja dożyłem czasów, że każdą internetową interakcję zaczynam od mimowolnego zastanawiania się czy mam do czynienia z botem. Najgorzej, że podejrzliwością najmocniej oberwą autorzy przeciętnych, bezpiecznych utworów, a tych jest przecież najwięcej. Szkoda, że cyberpunkowa dystopia idzie w tę stronę. O wiele bardziej wolałbym wszczepy.
#EDYTKA
Zmusiłem mojego drogiego ChataGPT w myślącej wersji 5.4 do generowania pomysłów na szorty z mocną puentą. Trochę żałuję. Na początku generował kliszowate pomysły i dorabiał do nich niespójne logicznie fabuły. Po pół godzinie wytykania mu błędów i precyzowania oczekiwań zaczął, trochę niestety, wymyślać rzeczy z sensem. Nic przełomowego, ale solidne fabularne koncepty. Niektóre całkiem oryginalne. Pisałem szorty w oparciu o słabsze. Najgorzej, że teraz mnie kusi, żeby z kilku wygenerowanych “pomysłów” skorzystać.
@Jim
Bardzo ciekawy pomysł, spróbuję go wdrożyć i oczywiście podzielę się wynikami. Tymczasem jednak dręczy mnie jedna wątpliwość, jeżeli faktycznie głównym ograniczeniem jest okno kontekstu, to już teraz AI powinno poradzić sobie z wygenerowaniem szorta przyzwoitej jakości ( co zresztą sam napisałeś w poprzednim komentarzu). Tyle, że nie widuję takich tekstów (albo nie wiem, że je widuję). Czy nie jest przypadkiem tak, że o ile kontekstu starcza na napisanie spójnej krótkiej formy, to nie wystarcza go już na to, żeby AI potrafiło utrzymać uwagę na informacjach niezbędnych do zaserwowania czegoś przyzwoitej jakości? Bo, na chłopski rozum, potrzebnych do tego informacji jest od groma. Mam wątpliwości, czy komercyjnie dostępne AI jest na tą chwilę w stanie wygenerować choćby dobry pomysł na szorta, a co dopiero opartego na tym pomyśle szorta. To też sobie przetestuję w wolnej chwili. Dzięki za inspiracje.
@Jim
Na ile szacujesz różnicę w “zajętości kontekstu” (napisałbym liczbie tokenów, ale że nie znam się zupełnie, to nie chcę udawać, że jest inaczej) między analizą podanego tekstu, a generowaniem tekstu o tej samej długości? Pamiętam, że jeszcze kilka miesięcy temu GPT miał problem z utrzymaniem kontekstu przy analizie tekstów dłuższych niż 10k znaków i halucynował sobie w najlepsze. Dzisiaj bez problemu łykał teksty na kilkadziesiąt k znaków i potrafił je bezbłędnie streścić. Może dałoby się wyliczyć, jakiej długości historię teraźniejsze modele powinny móc udźwignąć i na odpowiednio krótkiej formie sprawdzić empirycznie czy AI wygryzie nas z hobby?
@silver_advent
Ciekawe, że o tym wspominasz, bo AI poprowadziło fabułę w zupełnie inną niż ja stronę. O wiele bardziej humanistyczną, skoncentrowaną na emocjach i introspekcjach. Nie podałem mu scenopisu, tylko zalążek fabuły, założenia narracyjne i docelową liczbę znaków, więc miało dużo swobody.
Ale cóż, gawiedź woli walki osiłków na miecze i strzały z lasera. Zawsze tak było, od czasów gladiatorów.
Ekstra się składa, że to napisałeś. Bo moje AI w jednej ze scen napisało to:
Tłum zbiegł się oglądać widowisko, bo ludzie od zarania dziejów kochają trzy rzeczy: egzekucje, pożary i obietnice niemożliwego.
Inspirująca dyskusja. Obecnie AI raczej nie wypluje solidnego opowiadania na podstawie prostego prompta. Ale gdyby go odpowiednio nakarmić, wytresować i podpowiedzieć dobry pomysł, ze scenopisem? Chyba przeprowadzę eksperyment. Nakarmię GPT tysiącami znaków moich opowiadań, a potem poproszę go o wygenerowanie “nowego” opowiadania w oparciu o pomysł już zrealizowany, ale nie udostępniony. Nie jestem wcale taki pewien, że opowiadanie GPT będzie gorsze, ani, że będzie łatwe do zidentyfikowania jako wygenerowane algorytmem.
#EDYTUNIA
Eksperyment przeprowadzony. ChatGPT doskonale poradził sobie z analizą tekstów i wskazaniu łączących ich charakterystyk, ale replikowanie ich w trakcie generowania opowiadania wyszło mu już tak sobie. Inna sprawa, że byłbym w stanie z tego algorytmowego tekstu zrobić coś solidnego w dwie godziny. Napisanie tego samego od podstaw zajęłoby mi dziesięć razy tyle. Ciekawe, ile osób już tak robi: podaje AI pomysły, czeka chwilę, a potem szlifuje output.
Przeczytane, i to bez przykrości. Tekst, jak na debiutanckie teksty przystało, ma niedociągnięcia. Największym z nich jest to, że nie opowiada pełnej historii, przedstawia pojedynczą scenę. Drugim, charakterystycznym dla początkujących autorów, jest niezręczna, czasami niekonsekwentna stylizacja. Wyrażenia takie jak “każdy z mebli wysadzany był po kątach lśniącym jak pole zbożowe złotem”, “Castiel za to przypominał swoim lotem nieopierzonego jeszcze ptaka; gibał się w tę i we w tę” czy “Naprawienie tej nędzy zajmie ci jedno, a może siedemdziesiąt siedem podejść” wywołają raczej uśmiechy, niż wciągną czytelnika w klimat opowieści.
Są oczywiście też plusy! Masz dobre ucho do dialogów, rozmowa aniołów brzmiała całkiem naturalnie (mimo stylizacji). Bardzo sensownie poprowadziłeś narrację, w dobrym tempie, przeskakując między wypowiedziami bohaterów, a opisami ich zachowań. W dodatku uniknąłeś infodumpów!
Pisz dalej, baw się dobrze, i słuchaj tylko tych rad i uwag, które wydadzą Ci się sensowne!
#EDYTKA
Zapomniałem o najważniejszym, o tytule! Twój jest niezły, bo wyszedłeś poza oklepany zestaw “rzeczownik przydawka”, ale jest wewnętrznie sprzeczny. Sala nie może być pusta, jeżeli trzepoczą w niej skrzydła (chyba, że nie są podpięte do żadnej istoty). Sam “Trzepot Skrzydeł” byłby o niebo lepszy.
@melendur88
Skoro nie cierpiałeś i nie cierpisz, to po co je czytasz?:)
Przeczytałem tego jednego, jedynego. Po co? Z jednej strony, chciałem sprawdzić czy moje uprzedzenia wytrzymają konfrontację z rzeczywistością. Z drugiej, mam pewien sentyment do cyberpunkowych historii na tym portalu, więc trudno mi było przejść obojętnie obok tekstu z “cyber” i w tytule, i w ksywie autora.
eksperyment. Mogłoby być ale nie jest też tak znowu . Lubię zabawy słowami, a teraz zorientowałem się, że zabawy brakiem słów także.
Dobry, odważny tekst na bardzo niewygodny temat. Cieszę się, że temat przestaje być tabu. Nie ma zdaje się wiarygodnych źródeł, ale tysiąc lat temu uczono mnie, że od jednego do trzech procent populacji ma skłonności do pedofili. Wystarczająco dużo, żeby nie chować głowy w piasek i udawać, że temat nas nie dotyczy.
To, o czym się prawie nigdy nie wspomina w kontekście pedofilii, jako zaburzenia psychicznego to fakt, że tak zaburzeni ludzie nie wybrali sobie preferencji seksualnych i nie mają kontroli nad tym, kto ich pociąga. Myślę, że to, jak protagonista próbuje kontrolować coś nad czym nie ma kontroli czysto rozbrzmiało w twoim szorcie.
@CyberNoir
Nawet w Cyberpunku 2077 od CDprojektu nie wykańcza się kilkudziesięciu przeciwników w lokacji, co najwyżej kilkunastu. Żeby pokazać wyższość przeszkolenia wojskowego wystarczyłoby, żeby Nathaniel przemielił kilku. Inna sprawa, że w realiach Cyberpunku 2077 ważna jest nie tyle liczba przeciwników, co ich jakość (bo wszczepy).
Słowem wstępu: nie cierpiałem fanfików. To, że żadnego nigdy nie przeczytałem, zupełnie mi nie przeszkadzało. Przeczytałem "Zanim istniał wybór" i nadal nie cierpię fanfików, tyle że teraz już z konkretnych powodów.
Jasne, można się przyczepić, że trafiają się chybione metafory i powtórzenia. Pewnie, niezniszczalny protagonista koszący wrogów setkami to stara klisza. Nie to jest tutaj najgorsze. Najgorsze jest to, że gdyby autor wykreował własny świat przedstawiony, zamiast korzystać z już wymyślonego przez innych, to mógłby się teraz być może rozpływać w zachwytach nad solidnym kawałem cyberpunkowej prozy.
@CyberNoir
Nie daj się zniechęcić marudną krytyką! Jestem dzisiaj wyjątkowo melodramatyczny a cyberpunk to mój czuły punkt ;)
Jest bardzo w porządku, może trochę zbyt slapstikowe, ale tylko ociupinkę. Nawet się uśmiechnąłem półgębkiem, mimo że ponury ze mnie typ. Myślę, że gdyby ściąć z tego tak ze 2, 3k znaków i skończyć na “Szlochanie ucichło” puenta wybrzmiałaby trochę dźwięczniej i wdzięczniej, ale to już takie moje czepialstwo.
Mam dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że jest źle. Dobra jest taka, że debiut mógł być o wiele, wiele gorszy.
Doceniam pomysł na analogowe loty kosmiczne. Nie jest to może super oryginalne, ale ciekawe rozwiązanie, którym konsekwentnie nadałeś prostej historii dodatkowego smaku. Niestety, opowiadanie pełne jest błędów i niedoróbek typowych dla początkujących pisarzy. Postaram się wskazać te, które mnie najbardziej ubodły, na przykładach.
zbędne infodumpy światotwórcze – nie masz ich dużo, ale za to już w pierwszym zdaniu
“Inżynier Głowacki wraz z technikami kończył pakowanie drewnianej skrzyni w ładowni Artemisa-3, lekkiego frachtowca, na stacji Aurora w układzie Patoz-3 w trzecim sektorze galaktyki.”
korzystanie z niepotrzebnych słów – trochę tego masz, ale nie jest to ciężka przymiotnikoza
“swoje notatki; charakterystyczny, wysoki pisk, który zadzwonił w uszach; czerwona żarówka ostrzegawcza; Nagle w skrzyni rozległ się huk” itd. itp.
za długie i za krótkie opisy – czasem opisujesz wydarzenia zbyt wyczerpująco, a czasem kompresujesz je do jednego zdania. To nie jest błąd, ale zbyt częste zmiany tempa narracji mogą wybić czytelnika z rytmu (mnie wybijają).
“Urządzenie kroczyło korytarzem statku, stawiając pewne, wykalkulowane kroki. Po tym jak dotarło do ładowni z jego brzucha wysunęły się jakieś cztery, podłużne, bordowe, kawałki materiału, które spadły na ziemię. Maszyna położyła się w skrzyni a następnie zamknęła za sobą wieko. Głowacki podszedł do obiektów pozostawionych na podłodze i okazało się, że zostawił plomby Syndykatu. Inżynier popatrzył na kapitana, pokazując znalezisko, a ten kiwnął tylko głową w stronę kontenera. Technicy pomogli przybić wieko z powrotem, a inżynier usunął pozostałości starych plomb i starannie przykleił nowe. “i następujące zaraz po nim “ Trzy dni później, lot dobiegał końca. “
dialogi niedopasowane do postaci i wydarzeń (za wyjątkiem robota!) – tutaj aż się prosi o wykorzystanie żargonu kosmicznych marynarzy, czy nadanie dość nijakim postaciom charakteru za pomocą różnych stylów wypowiedzi. I znowu, nie jest to błąd, ale przy rozmowach prowadzonych przez kilka postaci, mnie uważny czytelnik łatwo się pogubi (tak, to znowu o mnie).
Ale całe opowiadanie zasadza się na tym, że właśnie nie opłacało się zabierać związków do domu :P Czepiam się oczywiście, ale nie złośliwie. Mnie takie rzeczy naprawdę przeszkadzają. Oczywiście, to tylko i wyłącznie mój problem.
To solidny debiut. Na ambicje, mam nadzieję, przyjdzie jeszcze czas ;) Pozdrawiam!
@khomaniac
Przepraszam i z pokorą uznaję wyższość twojej ekspertyzy w temacie. Tyle, że wciąż nie kupuję fabuły, jako coś poza pretekstem dla oklepanego finału. Wytłumaczenie, że musiał wziąć związki do domu, bo zaczynał urlop wydaje się naciągane. Nikt inny w instytucie nie pracuje? Nie ma kurierów? Nie da się poświęcić dodatkowej godziny na zabranie związków z instytutu, skoro i tak trzeba poświęcić początek urlopu na ich dostarczanie? I dla ścisłości, nie twierdzę, że zabieranie pracy do domu bo ktoś idzie na urlop nie jest możliwe, tylko że dobrze by było je czytelniej umotywować, bo na tym wisi wiarygodność świata przedstawionego.
A co drugiego dna, to dobrze, że jest, tylko że “może to tylko narkotyczna wizja” też nie grzeszy oryginalnością ;)
Od czegoś trzeba zacząć :)
Szanuję ukłon, czy raczej dygnięcie, w stronę hard-sf, ale nie kupuję zawiązania fabuły. Doktor prowadzi badania nad nową, nieznaną substancją. Załóżmy nawet, że może zabrać ją do domu z laboratorium (bardzo w to wątpię, ale załóżmy). Dlaczego miałby ją zabierać do domu? Wątpię, żeby jakikolwiek profesjonalista zrobił to bez powodu, bo to zbędne ryzyko (oczywiście, rezerwuję sobie prawo do wycofania tej opinii i przeproszenia za gadanie głupot, gdyby ktoś uświadomił mi, że to powszechna praktyka).
Ta dziura logiczna byłaby jeszcze do przeskoczenia, gdyby wynagradzała ją jakaś dobra puenta. Transformacja w potwora po spożyciu substancji, choć przyzwoita i zawsze w modzie, jest wałkowana w fantastyce od 150 lat.
@Finn Katera
Cała przyjemność po mojej stronie. Nie bierz sobie mojego marudzenia do serca ZA BARDZO. To twoje opowiadanie i dopóki tobie się podoba, wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Brawo! Zawsze ceniłem autorów, którzy bronią swoich tekstów. Doceniam też biegłość w dyskretnym szydzeniu. Pozostaje mi tylko schować krytykę do kapelusza i życzyć samych literackich sukcesów :)
Nie przejmuj się opiniami tomaszag i reg, możliwe że za bardzo wzięli sobie do serca mądrości Cyphera. Satyra jest doskonale widoczna i nie trzeba ślęczeć z nosem w serwisach informacyjnych, żeby wiedzieć do kogo i czego się odnosi.
Może nawet odrobinę zbyt widoczna. Na pewno za długa. Przy tym wszystkim zabawna, choć na rzeczy i osoby zupełnie nie zabawne, choć niestety do przesady zabawowe. Wyszło Ci coś między Pratchettem, a Adamsem, tyle że z ostrzejszym pazurem.
Językowo jest bardzo dobrze, ale konstruujesz za długie zdania. Kropki są ważne. Dużo kropek. Teksty oddychają kropkami. Przykład pierwszy z brzegu:
“Dochodzenie w sprawie mojej śmierci jest, według ostatniego komunikatu Rady Zjednoczonych Kręgów, "w toku, kompleksowe i priorytetowe", co w praktyce oznacza, że powołano podkomisję, która zbiera się w każdy trzeci wtorek miesiąca, z wyłączeniem miesięcy letnich, świąt państwowych oraz wtorków, które subiektywnie wydają się nieodpowiednie.”
propozycja korekty, żeby pokazać o co mi chodzi:
“Dochodzenie w sprawie mojej śmierci jest, według ostatniego komunikatu Rady Zjednoczonych Kręgów, "w toku, kompleksowe i priorytetowe". W praktyce oznacza to, że powołano podkomisję, która zbiera się w każdy trzeci wtorek miesiąca. Z wyłączeniem miesięcy letnich oraz świąt państwowych. A także wtorków, które subiektywnie wydają się nieodpowiednie.”
Prawie słyszę cichy, nienarzucający się szelest K20 wirujących w tańcu po blatu stołu pokrytym egzotycznym płótnem importowanym z Krsaa’mi, krainy na północ od Zragiii’ra…
A poważnie: to nie jest szort, tylko scenka z infodumpem. Szort musi mieć puentę, a “Jeśli szukasz cudu!” ma fabuły co najwyżej na wprowadzenie. Potrzebujesz historii do opowiedzenia, same postaci i rekwizyty nie wystarczą.
Językowo bez tragedii. Kilka niefortunnych zdań i niedoróbek logicznych:
“Za młodu, przez niefortunny wypadek, straciłem jedną rękę, co bardzo utrudniało mi życie” – to wpada w komizm.
“Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych.“ – szlaki handlowe są z reguły oblegane przez podróżnych
“Ubrana była w ludzką skórę, pozszywaną w coś na kształt sukni” – coś na kształt sukni to suknia
“U pasa miała zawieszone różnego rodzaju ampułki z częściami ciała oraz kości – nie wszystkie ludzkie.” – narrator nie ma skąd wiedzieć, czy ludzkie czy nie
“Dziwił fakt braku lamp czy jakiegokolwiek źródła światła.” – jako że akcja rozgrywa się w dzień, to dziwił chyba tych mieszkańców, którym trzeba tłumaczyć, że brak ręki utrudnia życie
To ładnie, konsekwentnie napisane opowiadanie o dążeniu do wolności. Tyle, że tematyka kłóci się i z formą, i z treścią. I jednej i drugiej brakuje polotu, odrobiny szaleństwa, które wyróżniłyby opowiadanie na tle innych, wałkowanych od tysięcy lat historii. Wszystko tutaj jest bezpieczne, wpisane w uznany schemat i przewidywalne.
Tym nie mniej, doskonała robota, jak na debiut! Warsztat masz pierwszorzędny.
Przede wszystkim, mam wątpliwości czy “Ostatnia, która pamięta” to opowiadanie. Raczej zbiór scenek wyrwanych z większej całości. Jako, że brak tu światotwórstwa i trudno się rozeznać kto jest kim, a co dopiero co i po co robi, nie będę oceniał fabuły.
Językowo jest przeważnie porządku. Jeżeli to AI, to warto samodzielnie replikować ten styl w opisach: oszczędny i klarowny. Nie do końca działa to w przypadku dialogów, wybrzmiewają sztucznie i na jedno kopyto. Prostą sztuczką na obejście tego mankamentu jest dopisanie postaciom manieryzmów językowych: ulubionych słów czy zwrotów, skłonności do wulgaryzmów, ulubionej długości wypowiedzi itp.
Kiedy byłem młody, jakiś tysiąc lat temu, w trakcie egzaminu na prawo jazdy zahaczyłem o krawężnik i wymusiłem pierwszeństwo na TIRze. Usłyszałem wtedy, że “nie panuję nad pojazdem”. Obecnie muszę z przykrością stwierdzić, że ty nie panujesz nad językiem. Treść twojego opowiadania jest stłamszona kwiecistością i niezgrabnością stylu.
Kilka szczególnie wykoślawionych zdań:
“Z nich łatał dach i to z nich wykonał oręż, mający mu teraz posłużyć najlepiej, jak tylko zdoła”
“Albo spadnie z Góry, a jego ciało, obmywane odwiecznym Deszczem, leżeć tam będzie w nieskończonej samotności, w towarzystwie wody, mchów, nielicznych krzewów oraz pisków mew – jedynych gości, niekiedy rozbijających się o strome brzegi, których ciała dawały mu pożywienie.”
“Patrzył głęboko w tańczący leniwie płomień, widząc żar oraz ciepło wypełniające go”
“Ruszył nią do przodu oraz ku górze, z impetem.”
W dodatku, pierwszy akapit wywołał u mnie zwarcie mózgu. Piszesz, że Rebil stał w oknie od godziny, a zaraz potem, że nie czekał. Jakby nie czekał, to by nie stał przez godzinę w oknie, jak sądzę.
Nie oceniam warstwy fabularnej, bo w przypadku fragmentu mijałoby się to z celem. Ale widzę tu dwa problemy.
Większy to niedopasowanie stylu narracji do charakteru narratora. Narrator jest żołnierzem, a rzeczywistość opisuje jak początkujący pisarz. To gryzie w oczy. Oczywiście, dałoby się to to uwiarygodnić robiąc z żołnierza także pisarza amatora, ale w takiej formie ten tekst nigdy nie będzie dobry.
Mniejszy problem wynika z nadmiaru słów. Niepotrzebnie dookreślasz rzeczy, opisujesz szczegóły i gubisz tempo. Przykładowo pierwsze zdania można bez strat przerobić z:
“Krople lodowatego deszczu uderzały wściekle pokrywę kombinezonu, parując niemal w momencie kontaktu. Wyciągnąłem przed siebie rękę i przez chwilę obserwowałem rozwiewające się obłoki gazu. Wyglądałem jakbym się dymił. Szaro-granatowe maskowanie skafandra tylko potęgowało ten efekt. “
na:
“Krople deszczu uderzały w kombinezon, parując w momencie kontaktu. Wyciągnąłem rękę i obserwowałem obłoki gazu. Wyglądałem jakbym się dymił. Szaro-grantowe maskowanie skafandra potęgowało efekt.”
Bardzo ładnie, zmysłowo napisana rzecz, ale trudno mi było podążać za skojarzeniami narratora. Łączenie śmierci niemalże sześćdziesięciolatka z traumą wynikającą ze śmierci dziecka jest ambitne, ale trochę karkołomne. Dostrzegam chyba zamysł – każdy jest czyimś dzieckiem, a aktor dziecięcy dobrze pasuje do podkreślenia tego faktu. Możliwe, że jestem za mało subtelny żeby go w pełni docenić.
Z przyjemnością poczytam twoje dłuższe utwory.