Moją dziewczynę, Emi, uważałem za największe błogosławieństwo losu, aż do momentu przybycia jej siostry bliźniaczki. Ani od dawna przebywała za granicą, ale w końcu postanowiła wrócić do ojczyzny i być może zostać już tutaj na stałe. Chciała na pewien czas zamieszkać z nami, w naszym małym przytulnym gniazdku. Wcześniej nie miałem okazji poznać jej osobiście. Choć słyszałem opowieści o tym, jak bardzo są do siebie podobne, nie wierzyłem w te zapewnienia. A jednak okazały się prawdą.
Początkowo Ani wydawała mi się zbyt bezpośrednia i lekko grubiańska. Nie była tak miła i poukładana jak Emi. Śmiała się często bez powodu lub rzucała sarkastyczne uwagi w moim kierunku, co trochę mnie drażniło. Po kilku dniach jednak przyzwyczaiłem się do tego i sam zacząłem ją przedrzeźniać. W końcu odniosłem wrażenie, że w jej towarzystwie czuję się znacznie swobodniej. Mogliśmy pogadać na różne tematy, także te, które jak dotąd pomijałem z uwagi na wrażliwość mojej dziewczyny. Ani nie miała takich oporów. Rubaszne żarty po prostu się jej trzymały. Gdy Emi nakrywała nas na rozmowie, robiła się nerwowa. W sumie nic dziwnego, z nią nigdy nie miałem aż tak luźnych pogawędek. W końcu jednak praca tak ją pochłonęła, że przestała się przejmować, co robimy, kiedy jej nie ma w domu.
Siostry często pożyczały sobie ubrania, przez co wyłapanie, która jest która, stanowiło dla mnie nie lada zagwozdkę. Dręczyła mnie obawa, iż pewnego dnia zostanę zmuszony zapytać Emi, czy to na pewno ona, dlatego wolałem, by Ani jak najszybciej wyjechała. Czułem się niekomfortowo, kiedy spoglądała na mnie, a ja w jej oczach widziałem moją ukochaną. Dopiero gdy zaczynała coś mówić, odkrywałem, że to na pewno nie Emi, ona używała nieco innych konstrukcji zdań i specyficznych słówek. Do tego miała przerwę między przednimi zębami, dzięki której w ostateczności mogłem się uratować, ale stanowiła ona istotny defekt, którego jej siostra nie miała. I chyba od momentu, gdy zdałem sobie z tego sprawę, moje dotychczasowe poglądy na relacje zaczęły się zmieniać.
Wyobrażałem sobie, jak by to było, gdybym związał się z Ani. Nie powinienem był tak myśleć, ale najwięcej wątpliwości nachodziło mnie wieczorami, które często spędzałem tylko z nią, gdy jej siostra pracowała do późna. Nie mogłem znieść tego, że robota tak ją pochłania, że nie ma już kompletnie czasu dla mnie. Czasem nawet w niedziele nie odpuszczała, twierdząc że musi wyrobić jakąś normę, żeby dostać premię. Na co jej te wszystkie pieniądze? Ja też zarabiałem i nie musiała uganiać się za karierą, lecz pewne cechy jej charakteru nie pozwalały odpuszczać. Zostawałem sam z Ani, czy tego chciałem, czy nie. Coraz bardziej się do siebie zbliżaliśmy. Początkowo próbowałem to powstrzymać, uważając takie postępowanie za niewłaściwe, ale potem coś się zmieniło. Dużo rozmawialiśmy na różne tematy, a z Emi kontaktowałem się głównie przez internetowy komunikator. Przekazywała mi wyłącznie suche informacje na temat swojej pracy i tego, że znów musi zostać dłużej, bo coś jej wypadło. Irytowało mnie to, ale jej siostra szybko kierowała moje myśli w innym kierunku. W stronę jej ciała, tak powabnego jak to Emi, z kilkoma drobnymi różnicami, subtelnymi detalami, które sprawiały, że zaczynała mi się coraz bardziej podobać. Na domiar złego czułem z jej strony coraz silniejszą presję na kontakt fizyczny. Gdy przechodziła obok mnie ubrana jedynie w obcisły podkoszulek i majteczki, nie potrafiłem się powstrzymać, żeby nie spojrzeć w jej kierunku. Czysty odruch, ale potem karciłem się w duchu, że jej zgrabny tyłek tak bardzo mnie podnieca.
– Kiedy wyjeżdżasz? – zapytałem ją w końcu.
– Może nigdy? – odparła. – Chciałbyś tego?
– Żebyś została z nami? To trochę niezręczne.
– Żebym została z tobą, to miałam na myśli.
– A Emi?
– Ona sobie poradzi sama. A ja nie.
Już miałem wspomnieć, żeby tak nie mówiła, bo przecież to jej siostra, ale wtedy mnie pocałowała. A potem, jak gdyby nigdy nic, wstała i poszła do kuchni, przyrządzić coś do jedzenia. Przy okazji zostawiła też trochę dla mnie. Nie protestowałem, smakowały mi jej potrawy. Znała się na tym, za granicą pracowała właśnie w gastronomii. Nie skomentowałem całusa, aż do nocy gawędziliśmy luźno i graliśmy w planszówki.
Następnego dnia Emi w ogóle nie wróciła do domu. Nie mogłem się do niej dodzwonić, ale Ani mnie uspokajała.
– Nie przejmuj się. Mówiła mi, że teraz ma gorszy okres, jeszcze więcej pracy niż zwykle.
– Przecież coś by mi napisała…
– Ona już cię nie kocha. Rozmawiałyśmy na ten temat. Chciała, żebym się tobą zaopiekowała.
Zabrzmiało to dziwnie w jej ustach. Nie wierzyłem, żeby tak faktycznie było. Postanowiłem odwiedzić Emi w pracy, ale szybko uświadomiłem sobie, że nie będzie to łatwe. Zgubiłem się na terenie ogromnej korporacji, a kiedy znalazłem recepcję, kobieta za ladą oznajmiła mi, że niestety nie może mnie wpuścić na wyższe poziomy, gdyż nie należę do grona pracowników. Nie interesowało jej nic poza tym, nie zamierzała nikogo informować o moim przybyciu.
– A jeśli coś jej się stało? – zapytałem Ani, gdy wróciłem zrezygnowany do mieszkania.
– Nie przejmuj się.
– Przecież to moja dziewczyna.
– Już nie – powiedziała, a mnie przeszył dreszcz. Na szyi Ani dostrzegłem naszyjnik, który kiedyś podarowałem Emi.
– To nie należy do ciebie – wygarnąłem jej.
– Już tak.
Zaśmiała się. Dostrzegłem przerwę między zębami, tak charakterystyczną tylko dla jednej osoby.
– Emi, czy to ty? – zapytałem zdezorientowany, ale ona nie odpowiedziała. Cały czas chichotała. Niczego już nie byłem pewny. Bliźniaczki stały się jedną osobą.
Witaj. :)
Sprawy techniczne i sugestie oraz wątpliwości do przemyślenia:
W sumie nic dziwnego, z nią nigdy nie miałem aż tak luźnych pogawędek. – czy ta aliteracja celowa?
W sumie nic dziwnego, z nią nigdy nie miałem aż tak luźnych pogawędek. W końcu jednak praca tak ją pochłonęła, że przestała się przejmować, co robimy, kiedy jej nie ma w domu.– powtórzenia?
Siostry często pożyczały sobie ubrania, przez co wyłapanie, która jest która, (zbędny przecinek?) stanowiło dla mnie nie lada zagwozdkę. Dręczyła mnie obawa, iż pewnego dnia zostanę zmuszony zapytać Emi, czy to na pewno ona, dlatego wolałem, by Ani jak najszybciej wyjechała. Czułem się niekomfortowo, kiedy spoglądała na mnie, a ja w jej oczach widziałem moją ukochaną. – powtórzenia?
Dopiero (przecinek?) gdy zaczynała coś mówić, odkrywałem, że to na pewno nie Emi, ona używała nieco innych konstrukcji zdań i specyficznych słówek.
Do tego miała przerwę między przednimi zębami, dzięki której w ostateczności mogłem się uratować, ale stanowiła ona istotny defekt, którego jej siostra nie miała. – powtórzenia?
Wyobrażałem sobie, jak by to było, gdybym związał się z Ani. Nie powinienem był tak myśleć, ale najwięcej wątpliwości nachodziło mnie wieczorami, które często spędzałem tylko z nią, gdy jej siostra pracowała do późna. – i tu?
Na co jej te wszystkie pieniądze? Ja też zarabiałem i nie musiała uganiać się za karierą, lecz pewne cechy jej charakteru nie pozwalały odpuszczać. – i tu?
Przekazywała mi wyłącznie suche informacje na temat swojej pracy i tego, że znów musi zostać dłużej, bo coś jej wypadło. Irytowało mnie to, ale jej siostra szybko kierowała moje myśli w innym kierunku. W stronę jej ciała, tak powabnego jak to Emi, z kilkoma drobnymi różnicami, subtelnymi detalami, które sprawiały, że zaczynała mi się coraz bardziej podobać. Na domiar złego czułem z jej strony coraz silniejszą presję na kontakt fizyczny. Gdy przechodziła obok mnie (przecinek?) ubrana jedynie w obcisły podkoszulek i majteczki, nie potrafiłem się powstrzymać, żeby nie spojrzeć w jej kierunku. Czysty odruch, ale potem karciłem się w duchu, że jej zgrabny tyłek tak bardzo mnie podnieca. – i tu?
Irytowało mnie to, ale jej siostra szybko kierowała moje myśli w innym kierunku. – stylistyczny?
Trochę bizarro, trochę horror, thriller i obyczajówka w jednym. :) Przydałoby się nieco więcej (np. elementów horroru), lecz może to celowe niedomówienia i minimalizm. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Moje uszanowanie!
w naszym małym przytulnym gniazdku.
Przecinek zjedzony.
A jednak okazały się prawdą.
Krótsza forma mi tutaj jakoś nie gra. Dołożyłbym “one być”.
Dobrze się czytało, nawet z jakimś tam napięciem, mimo krótkości. Podoba mi się maniera, z jaką budujesz zdania. Co do fabułki, to rozumiem zamysł (a przynajmniej taką mam nadzieję), ale mam wątpliwości, czy zakończenie tutaj spracowało. Ani jest zarysowana tendencyjnie, ze wskazaniem na potencjalną antagonistkę, co przy tym zakończeniu, jakie dostaliśmy, rodzi pewne problemy. Dobra, załóżmy, że bliźniaczki stały się jedną osobą. Mogło do tego dojść w różnych konfiguracjach transcendencji, ale tekst wyraźnie wskazuje nam, że inicjatorką tej draki była jednostronnie Ani. I z tego wynika właśnie garść dziur, których nie sposób przykryć wymówkami o niedomówieniach czy interpretacji. Emi zaprasza siostrę, co wskazuje nam, że są w dobrych stosunkach. Cóż, w końcu bliźniaczki. Dlaczego Ani chciałaby narzucić siostrze fuzję dusz? To trochę niegrzeczne. Nikt nie zauważył też zniknięcia Emi, mimo iż, piastuje znaczące stanowisko. No i po co Ani miałaby się łączyć z siostrą w jedną osobę? Im nas więcej, tym weselej.
Podsumowując, za dużo spraw, za mało kaw. A tłumacząc na polski; za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Same niedopowiedzenia, które się pojawiły, mimo iż, dziwne, nie są same w sobie złe, jednak forma szorta nie pozwoliła im należycie wybrzmieć, dojrzeć, i rozkwitnąć. Problem tutaj to nie to, co jest, a to, czego brakuje. Kontynuacja w której Ani-Emi znika, a facet próbuje odkryć tę całą czarną magię, mogłaby odkupić Twoje grzechy.
Pozdrawiam, i czekam na “Bliźniaczki Bis”.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Aj, waj, liczyłem na to, że pójdzie to bardziej w strefy mroku i leśnego gąszczu. Nocą przy drodze, w świetle samochodwych reflektorów, świat wygląda groteskowo, szczególnie, gdy niesposób połączyć szpary między zębami, bo ortodonta drogi, i jeszcze dziury w nawierzchni bitumicznej :-)
Zaskoczyłeś jak zwykle.
Pozdrawiam
Klik!
Cześć,
ciekawy pomysł, ale momentami się rozjeżdża.
Początkowo próbowałem to powstrzymać, uważając takie postępowanie za niewłaściwe, ale potem coś się zmieniło.
Ale wcześniej mamy
Po kilku dniach jednak przyzwyczaiłem się do tego i sam zacząłem ją przedrzeźniać. W końcu odniosłem wrażenie, że w jej towarzystwie czuję się znacznie swobodniej.
więc dość szybko przeszedł od neutralności do sympatii.
Zgubiłem się na terenie ogromnej korporacji, a kiedy znalazłem recepcję, kobieta za ladą oznajmiła mi, że niestety nie może mnie wpuścić na wyższe poziomy
Hmm, recepcja zazwyczaj jest zaraz przy wejściu, więc natknął by się na nią szybko. Dwa, że zwiedzał tylko jeden poziom, więc też chyba trudno się zgubić.
Jak na początku, pomysł ciekawy, ale nie do końca zagrał mi w tej formie. Cały tekst to praktycznie tell (not show) i po drodze wkrada się kilka kwestii, o które można się potknąć. Nie jestem też pewna zakończenia.
Dręczyła mnie obawa, iż pewnego dnia zostanę zmuszony zapytać Emi, czy to na pewno ona, dlatego wolałem, by Ani jak najszybciej wyjechała. Czułem się niekomfortowo, kiedy spoglądała na mnie, a ja w jej oczach widziałem moją ukochaną. Dopiero gdy zaczynała coś mówić, odkrywałem, że to na pewno nie Emi, ona używała nieco innych konstrukcji zdań i specyficznych słówek. Do tego miała przerwę między przednimi zębami, dzięki której w ostateczności mogłem się uratować, ale stanowiła ona istotny defekt, którego jej siostra nie miała. I chyba od momentu, gdy zdałem sobie z tego sprawę, moje dotychczasowe poglądy na relacje zaczęły się zmieniać.
Przy pierwszym czytaniu tego fragmentu byłam przekonana, że to Ani ma szparę między zębami, ale wtedy zakończenie nie ma sensu. Jest więc w tym trochę chaosu.
Według mnie mamy tu bardziej do czynienia z doppelgangerem niż ze scaleniem dwóch osób, ponieważ gdyby siostry faktycznie stały się jedną osobą, ktoś z pracowników korporacji prędko zauważyłby zniknięcie Emi.
Być może się mylę i siostry mimo scalenia mogły przebywać w dwóch miejscach naraz. Wersja ze złym sobowtórem bardziej mi się podoba, choć może nie być właściwą interperetacją.
Fajny szorcik, podobał mi się. Bardzo w Twoim stylu, pozornie zwyczajna sytuacja przeradzająca się w weird/bizarro/horror.
Trochę za dużo „mnie”, ale poza tym spoko.
Kurczę, tekst powstawał trochę w bólach po kilkumiesięcznej przerwie w pisaniu, ale muszę się za niego zabrać i doszlifować.
Storm, no i w punkt, pomysł wpadł mi do głowy po tym jak poczytałem o koncepcji unheimlich Freuda, i tam właśnie była mowa także o sobowtórach, a potem pomyślałem sobie, co by było, gdyby…
To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...
Cześć, całkiem fajna historia. Znalazłem dwa potencjalne błędy.
Ani [tu dałbym przecinek] od dawna przebywała za granicą,
Nie wierzyłem, żeby tak faktycznie było. [tu bym przerzucił do następnego akapitu, bo zmienia się scena, czas itp.] Postanowiłem odwiedzić Emi w pracy, ale szybko uświadomiłem sobie, że nie będzie to łatwe.
Poza tym myślałem, że to tylko mi się zdawało, a jednak z tekstu wcześniej źle zrozumiałem, że to Ani ma przerwę w zębach, bo to Emi, więc może to być trochę niezrozumiałe.
Pańszczyzna odrobiona idę poprawiać swoje :)
OK, jest jakaś historia, ale jak dla mnie za słabo wyeksponowałeś element fantastyczny. Bo może po prostu jedna bliźniaczka zniknęła, jedna zabiła drugą albo robiły sobie jaja z faceta, ściśle współpracując…
Babska logika rządzi!