- Opowiadanie: wisielec - Joanna i pasikonik

Joanna i pasikonik

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Joanna i pasikonik

Dziewczynka siedziała u stóp pasikonika. Skrzyżowała nogi, jak uczono ją w przedszkolu. Zasłuchana w serenadę, wpatrywała się w zielonego owada szeroko otwartymi oczami. Czas mijał niepostrzeżenie.

Po raz pierwszy usłyszała go nocą, w przeddzień zakończenia roku szkolnego. Leżała na łóżku. Nie mogła spać, gdyż rankiem miała wcielić się w rolę syrenki w szkolnym przedstawieniu. Wtem do jej uszu dotarło wibrujące ćwierkanie. Wygrzebała się z różowej pościeli i wyjrzała przez okno.

Dom stał z dala od szosy, pośrodku trawiastego pola na skraju lasu. Przed linią drzew koncertował pasikonik. Jego smukłe nogi były długie jak brzozy, a głową sięgał wyżej spadzistego dachu.

Dziewczynka otworzyła usta ze zdumienia. Piękny owad pocierał o siebie tylnymi kończynami, mówiąc:

– Trrk! Trrk!

Musiała obejrzeć go z bliska. Zerknęła na drzwi do pokoju, ozdobione plakatem z uskrzydlonymi czarodziejkami. Zagryzła wargę, a jej buzię przeciął grymas rozdrażnienia. Wiedziała, że idąc do drzwi frontowych, obudzi tatusia. Tatuś zawsze spał na kanapie i oglądał telewizję do późna. Był jak smok, którego należało unikać podczas nocnych eskapad do kuchennej szafki z cukierkami. Nie było szans przemknąć się niepostrzeżenie na ganek, bo na drzwiach wisiały indyjskie dzwoneczki.

– Trrk! Trrk! – Pasikonik przypomniał o swojej obecności.

Dziewczynka weszła na stołek i ze stęknięciem otworzyła okno. Przełożyła nogę przez parapet i zeskoczyła na trawę. Ruszyła ku skrajowi lasu, zbliżając się do niesamowitego gościa. Przeciąg wyszarpnął na zewnątrz rąbek koronkowej firanki.

Zatrzymała się rzut kamieniem od ogromnego owada i nasłuchiwała wydawanych przez niego odgłosów.

– Trrk! Trrk! – Melodia była przejmująca. Dziewczynka czuła, jak wibrujący dźwięk smyra ją w gardło.

– Nazywam się Joasia – przedstawiła się grzecznie. – A ty bardzo pięknie śpiewasz i jesteś strasznie ładny. Chciałabym zabrać cię do szkoły.

– Trrk! Trrk! – odpowiedział uprzejmie pasikonik.

Słuchała jak zaczarowana, lecz wreszcie przemarzła i zrobiła się senna.

– Muszę iść – wyznała ze smutkiem. – Rano będę syrenką, wiesz? Robimy akademię na Sali Gimnastycznej i mama pożyczyła dla mnie prawdziwy strój z teatru. Przyjdziesz jutro pod okno?

– Trrk! Trrk! – potwierdził owadzi wirtuoz.

Odwiedzał ją co wieczór. Na samotny dom kładł się wówczas patykowaty cień, wydłużony niskim kątem padania promieni zachodzącego słońca. Joasia pokazywała pasikonikowi swoje zabawki, plakaty i kolekcję karteczek z nadrukowanymi postaciami z kreskówek.

– Myślisz, że warto wymienić Simbę na Esmeraldę? Wtedy miałabym już wszystkie księżniczki poza Ariel, a z Króla Lwa i tak kompletu nie uzbieram.

– Trrk! Trrk! – odpowiadał przyjaciel. Dziewczynka była zadowolona z jego rad.

Czasami żaliła się na wredne koleżanki i głupich rodziców.

– One wszędzie chodzą razem i teraz Gosia wcale się do mnie nie odzywa i przesiadła się ode mnie na polskim, i teraz to już tylko na przyrodzie siedzimy we dwie.

Spojrzenie paciorkowatych oczu pasikonika było mądre i cierpliwe.

– Ty zawsze masz dla mnie czas, a na przykład tatuś to ciągle pracuje. A jak jest w domu to ogląda telewizor albo kłóci się z mamą. Tylko z tobą można normalnie porozmawiać. Jesteś dla mnie dobry. Nie to, co mama. Krzyczy i wpycha mi brokuł do jedzenia, a ja przecież nie mogę glutenu, bo mam alergię. Ty też powinieneś się zbadać, bo jak masz nietolerancję, to można od tego umrzeć, wiesz? Co ty w ogóle jesz? Chyba jakieś muchy albo glizdy, nie?

– Trrk! Trrk! – zdradził pasikonik.

Pewnego dnia Joasia dostała karę od rodziców. Dziewczynka wiedziała, że to już koniec i czas zacząć samodzielne życie. Pójdzie do swojego przyjaciela i wspólnie ustalą, co dalej. Spakowała wszystko, co potrzebne na długą drogę. Wzięła dwie bułki z jagodami, płatki czekoladowe, przytulankę, koc, pastę do zębów, grzebień i, oczywiście, telefon z ładowarką. Zabrała też wszystkie oszczędności.

Wyszła przez okno, jak wiele razy wcześniej. Zapomniała butów, ale to nie szkodzi – mokra trawa przyjemnie łaskotała w stopy. W myślach układała treść gorzkiego listu, jaki planowała wysłać rodzicom zza granicy.

– Teraz pójdziemy razem, wiesz? Jestem dorosła i mogę sama decydować o życiu.

– Trrk – zgodził się pasikonik.

Złapał dziewczynkę żuwaczkami i z chrzęstem złamał kręgosłup. Prędkim ruchem głowy podrzucił ją do paszczy i zgryzł kilkoma ruchami szczęk. Drzewa zaszeleściły, gdy wskoczył w las długim susem.

Koniec

Komentarze

Hmm.

 

Zasadniczy błąd: pasikonik i świerszcz to dwa odmienne gatunki, mimo że oba grają.

 

Makabreska o toksycznej rodzinie i samobójstwie per procura? Bardzo przygnębiający tekst, prawdę mówiąc, ale coś w sobie ma. Sztampowe zakończenie zyskuje przez ten przygnębiający samobójczy element, jak sobie uświadomić, że zanim ona nie podjęła decyzji, to świerszcz jej nie zjadał…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lubię takie teksty. Poziom dziwności jak dla mnie odpowiedni, pomysł nawet niezły, a zakończenie mi się podobało chyba właśnie z tego powodu, który przywołała Drakaina. 

Niektóre fragmenty mi się nie podobały. Na przykład ten:

Jego smukłe nogi były długie jak brzozy

Nie przepadam za podobnymi porównaniami, źle mi się kojarzą. 

Ogólnie tekst na plus.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Czy ja wiem… Zakończenie, owszem, odrobinę zaskoczyło, spodziewałem się podobnego, ale nie aż tak drastycznego.

 

“– Trrk. – zgodził się pasikonik.” – Nie powinno być pierwszej kropki.

Nie jestem do końca pewny w tych dwóch przypadkach:

“Nie to, co mama” 

“wspólnie ustalą, co dalej”

Intuicja podpowiada mi, że nie powinno tu być przecinków. Mogę się mylić, niech mnie ktoś zweryfikuje.

 

Ogólnie odczucie zupełnie neutralne. Nie jestem fanem tego typu opowiadań, ale też nie specjalnie mam na co ponarzekać.

In a perfect world man like me would not exist. But this is not a perfect world.

Poruszające, absurdalno-makabryczne… Groteskowe… Dziwne… Z zaskakującym, mocnym zakończeniem. Ogólnie mi się podobało :)

Tylko Drakaina ma oczywiście rację z tym pasikonikiem i świerszczem – to bym poprawiła.

 

Tak czy inaczej, jestem zadowolona z lektury – klikam :)

Dziekuję za uwagę oraz uwagi!

 

Wiem, że świerszcz i pasikonik to co innego. Wizualnie bardziej pasował mi tu pasikonik, a brzmieniowo – świerszcz. Dlatego zostawilem taką epilepsję. Pomyślę, jak to uprzątnąć.

Porównanie z brzozą rzeczywiście słabe.

Spodobała mi się miniaturka o przyjaźni dziewczynki z pasikonikiem, a zakończenie, choć dramatyczne,  chyba nie mogło być inne.

 

Dziew­czyn­ka sie­dzia­ła u stóp świersz­cza. […] wpa­try­wa­ła się w zie­lo­ne­go owada sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi. –> Świerszcze nie są zielone.

 

Ro­bi­my aka­de­mię na Sali Gim­na­stycz­nej i mama po­ży­czy­ła dla mnie praw­dzi­wy strój z te­atru. –> Dlaczego wielkie litery?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziewczynka siedziała u stóp świerszcza. […] wpatrywała się w zielonego owada szeroko otwartymi oczami. –> Świerszcze nie są zielone.

Słusznie, oczywiście. Muszę niestety zrobić z niego pasikonika, chociaż świerszcz lepiej brzmi.

 

Robimy akademię na Sali Gimnastycznej i mama pożyczyła dla mnie prawdziwy strój z teatru. –> Dlaczego wielkie litery?

Bo dla dziewczynki to nazwa własna. ;)

Bo dla dziewczynki to nazwa własna. ;)

Ale dziewczynka to mówi. Czy ona mówi wielkimi literami?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadza się. Przyjąłem taką stylizację. Nazwy własne wymawia się inaczej, niż rodzajowe. Dla dziewczynki jest to miejsce szczególne i uroczyste. Sądzisz, że powinienem to zmienić?

Nie, skoro tak to sobie wymyśliłeś, niech tak zostanie. Szczególnie że nawet usłyszałam tę dumę w głosie dziewczynki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właśnie to miałem na myśli! Bardzo jestem zadowolony z tego komentarza.

I mnie jest niezmiernie miło. Mam nadzieję napisać pod Twoimi opowiadaniami jeszcze wiele komentarzy, z których będziesz zadowolony. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Nie jestem pewna, co o tym myśleć.

Chyba potraktować pasikonika jakoś symbolicznie, bo przecież dorośli by się zorientowali, że wieczorami wielkie bydlę przesiaduje pod lasem. Młodzież wracająca z browarka wystraszyłaby się aż do wytrzeźwienia. Tylko dzieci nie wiedzą, co jest niemożliwe albo niebezpieczne, więc łykają wszystko. Czyli raczej metafora. A wtedy znika fantastyka. No, nic to.

Dziewczynka jednak dość naiwna jak na osóbkę już chodzącą do szkoły. Szczególnie ten zestaw zabranych przedmiotów mnie zdziwił i przekonanie o własnej dorosłości.

Babska logika rządzi!

Zestaw spakowanych przedmiotów jest dobrany nieprzypadkowo. Zwróć uwagę na poniższy fragment, bo mówi o dojrzałości bohaterki.

Zapomniała butów, ale to nie szkodzi – mokra trawa przyjemnie łaskotała w stopy.

Dziecko jest głupie, a noc ciemna i pełna strachów.

No właśnie – trochę za głupie, jak na co najmniej siedmioletnie. I za bardzo zostawione bez opieki jak na tak nieporadne.

Babska logika rządzi!

Twoja pierwsza myśl była słuszna i ten szorcik niekoniecznie trzeba interpretować literalnie.

Jest tu pomysł, intrygujący w swej formie i wykonaniu. Sceny przyjaźni i brutalne zakończenie nieźle współgrają. Czyli podsumowując – na plus ten koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wciągające. Mamy tu brutalność pierwotnych bajek, ale można też doszukać się typowych dla nich nauk moralnych (jakby ktoś chciał ich szukać :) ). Podobało mi się

Zaraz po pierwszych zdaniach pomyślałem, że bydlę ją zeżre. Dlatego końcowka w pierwszym momencie tak jakby zawiodła, ale po przemyśleniu – wszystko gra, jest tak jak miało być. I rzeczywiście, jest tu coś z bajek, a i jakąś naukę wyciągnąć można. Trochę obawiałem się, że pójdziesz w popularne, moralizatorskie rejony – alkoholizm, molestowanie, czy inne patologie – ale na szczęście to nie nastąpiło i dzięki temu tekst zachował zdecydowanie ciekawszy charakter i niejednoznaczną wymowę.

Słowem – udany szort.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Moja ambicja była taka, żeby wejść w konwencję bajki i przywołać klimat właściwy braciom Grimm. Cieszą mnie powyższe komentarze, bo wynika z nich, że moja intencja została odczytana właściwie. ;)

Przeczytałem, było przyjemnie. Nie szałowo, więc za kilka dni historia dziewczynki i monstrualnego owada pewnie rozpłynie się gdzieś w odmętach zapomnienia, ale było naprawdę sympatycznie.

Od strony technicznej, nie zauważyłem błędów, ale patrząc po skąpych komentarzach poprzedników widzę, że też potknięć nie było prawie wcale. Za to duże gratulacje! Podobało mi się bardzo w jaki sposób przedstawiłeś “rozmowy” dziewczynki z owadem, gdzie każde Trrk miało inne znaczenie. Drobny smaczek, a cieszy.

Dobrze poprowadzona historia, od momentu poznania bohaterów, przez rozwój ich przyjaźni, aż po brutalny finał. Ten dał trochę za małego kopa. Napięcie nie urosło wystarczająco, by przywalić człowiekowi w twarz, ale to tylko moje marudzenie.

Niemniej jednak, jako że klimat był, była fantastyka i wdzięcznie skomponowane do kupy słowa, to sądzę, że to już czas na przeprowadzkę do biblioteki :)

Przyciągnął mnie tytuł – prosty i ładny jednocześnie. Sam tekst też mi się spodobał, udało Ci się zbudować wyrazisty i całkiem oryginalny klimat. Niby mamy spokojną, delikatną baśń, ale czytelnikowi cały czas towarzyszy niepokój, przeczucie, że to nie może się dobrze skończyć. Zresztą już sama obecność pasikonika wprowadza jakąś grozę, nawet gdyby nie był tak wielki. Dobry szort.

Nowa Fantastyka