Profil użytkownika

The next Monday, when the fathers were all back at work, we kids were playing in a field. One kid says to me, “See that bird? What kind of bird is that?” I say, “I haven’t the slightest idea what kind of a bird it is.” He says, “It’s a brown-throated thrush. Your father doesn’t teach you anything!”

But it was the opposite. He had already taught me: “See that bird?” he said. “It’s a Spencer’s warbler.” (I knew he didn’t know the real name.) “Well, in Italian, it’s a chutto lapittida. In Portuguese, it’s a bom da peida. In Chinese, it’s a chung-long-tah, and in Japanese, it’s a katano tekeda. You can know the name in all the languages of the world, but when you’re finished, you’ll know absolutely nothing whatever about the bird [...] So let’s look at the bird and see what it’s doing—that’s what counts.”

                                   —R.P. Feynman


komentarze: 2544, w dziale opowiadań: 1642, opowiadania: 771

Ostatnie sto komentarzy

Gratulacje dla wszystkich, największe dla opierzonych :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Michaelu, za odniesienie się do różnych elementów opowiadania i wyraźne wskazanie, co przypadło Ci do gustu, a co nie.

Szkoda, że niedosyt, ale oczywiście cieszę się, że wciągnęło. Jesteś kolejną osobą, która chciałaby przeczytać o tym świecie więcej, w związku z czym nie wykluczam, że do niego wrócę.

 

kończysz dość szybką sceną wizji i ich – śmierci? Nowej drogi życia pod opieką Boga olbrzymów? Oszustwem Boga, który tylko ich wyprowadzał w pułapkę?

Widzisz więcej niż jedną możliwość, hurra. To mi się podoba. Uczciwie przyznam: sam nie brałem pod uwagę, że Arghor może oszukiwać Werę, a chyba powinienem, bo taka interpretacja jest całkiem logiczna.

Jeśli chodzi o "The 100" – nie oglądałem, więc nie wiem, co powiedzieć. Jednak rozumiem, że to po prostu luźne skojarzenie.

 

Piórko, jak widzę, już masz, i to więcej niż jedno, ale życzę kolejnych :) Pozdrawiam.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Heh, mam słabość do tej piosenki, niedawno ją nawet śpiewałam na koncercie, zrobiłam się teraz bardzo emocjonalna. Sprytny zabieg! laugh

Fajnie :)

 

Dziwny zapis.

A nie lepiej tak?

→ Giganci, lamparty, jadowite węże, pasożyty… W dżungli nieustannie należało się mieć na baczności.

Duża litera psułaby mi płynność, ale rozważę wywalenie zamiast półpauzy wielokropka. Bo wyliczenie bez spójnika i tak sugeruje, że nie wszystko zostało wymienione.

 

Do fragmentu z "bowiem" już się odnosiłem. Ponadto:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/bowiem-natomiast-zas;12205.html

 Nadal jednak kwestia gustu, jak to już bywa z szykiem.

 

Kto tak mówi? Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś do kogoś się zwracał, używając nazwy zawodu. Chyba że ironicznie.

Według mnie to nie musi być ironiczne. Na pewno jest ciut nietypowe, ale po części o to chodzi. Wydaje się dobre do określenia kontekstu: "trafiłeś tu, by pomagać jako specjalista, pamiętaj". Poza tym ani formalne, ani nazbyt poufałe, raz używane przez Werę z nutką uznania, raz może rzeczywiście ironii. Ogólnie biorąc, uważam, że pasuje do rysowanych okoliczności.

 

mówiła potem z uśmiechem (uśmiechem występnym i złośliwym!)

Mnie się bardziej podoba z powtórzeniem.

 

Brzmi nienaturalnie, brak dopełnienia.

Można też napisać zamilkł, które nie wymaga dopełnienia.

Ale nie bez drobnej zmiany sensu. "Zmilczeć" to trochę więcej niż "milczeć"/"zamilknąć", to także wykonać pewien wysiłek, żeby się nie odezwać. I też nie wymaga dopełnienia.

https://sjp.pwn.pl/doroszewski/zmilcze%C4%87;5530780.html

 

Brzmi nienaturalnie, kto tak myśli/mówi? Może jakiś trójboista albo fizjoterapeuta ale matematyk?

“Goldo spodziewał się również, że Wyszogrodczanin wesprze społeczność fortu wiedzą – choćby nawet ograniczoną – z zakresu inżynierii lądowej oraz medycyny, a także jako chemik amator”.

 

Za długo brzmi to zdanie i nierytmicznie, wiemy też już, że giganci mają pazury.

OK, wsłucham się jeszcze raz.

 

Pfff. Tak jakby wykrwawiająca się i pilnie potrzebująca leczenia kobieta nie była wystarczającym kontrargumentem :P

Sądzę, że właśnie do tego Marek się odnosił, myśląc “to nie jest najlepszy moment”, ale kto go tam wie ;)

 

Albo narkotyk, albo amputujemy rękę. → Albo narkotyk albo amputujemy rękę.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-a-powtorzone-spojniki;12441.html

 

Nie rozumiem. Myślałam, że rzuciła tym granatem, skoro dżungla płonęła. To od czego w takim razie dżungla zapłonęła?

“Giganci byli blisko. Wielu zginęło, niemniej kilkunastu przetrwało wybuchy zastawionych przez niego pułapek i właśnie zaczynał tracić nadzieję, że wyjdzie z opresji cało. Dżungla wokół płonęła, a mimo to prześladowcy się nie wycofywali”.

 

 właściwie czemu bohaterowie zginęli w tak bezsensowny sposób?

A może wcale nie zginęli? Arghor mówił, że chce zabrać Marka do swojego królestwa (które niekoniecznie znajduje się w zaświatach). Wera uznała, że granat jest źródłem energii potrzebnym do przeniesienia.

Ale wiem – całą tę alternatywę powinienem pokazać wyraźniej.

 

Oczywiste usterki już naprawiłem.

Dzięki za łapankę, podzielenie się odczuciami i opinią. I za tabelkę ;) Również pozdrawiam.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@GalicyjskiZakapior

 

Cześć.

 

Wskazane jeje mimo wszystko zostawię (czytelność).

Potencjalny anglicyzm też niech już sobie będzie.

 

Wera zaczyna jako postać groteskowo niemalże brutalna i chaotyczna

Miała być brutalna w rozsądnych granicach. "Córka porządku" chaotyczna? To jakieś herezje ;) Ale widzę, o co Ci chodzi tutaj i później, gdy odnosisz się do związku głównych bohaterów. Tak czy inaczej, cieszę się, że Marek i Wera "nadrabiają w drugiej połowie". Zwłaszcza że na pewnym etapie pisania zdecydowałem się uczynić z ich relacji wiodący element oraz napęd fabuły. Dzięki za opinię i uwagi w tej kwestii.

 

Sprawa Arghora: rozumiem wątpliwości i niepełne zadowolenie. Cokolwiek by mówić, bóg gigantów przydał mi się do otworzenia drugich drzwi. Tych, o których wspominałem w poprzednich komentarzach. Chciałem, żeby alternatywne wyjście na końcu – przez część komentujących, co prawda, i tak uznane za zbyt niewyraźne – było ugruntowane.

 

oba te wspomniane "minusy" nie mają jakiejś wielkiej wagi. Ogółem czytanie tego tekstu sprawiło mi dużą przyjemność.

 

Pozdrawiam

Bardzo się cieszę! I również pozdrawiam.

 

 

@beeeecki

 

Dzięki za doprecyzowanie i generalnie za budujący feedback.

 

 

@JolkaK

 

Teraz znam również Twoją interpretację zakończenia. Dzięki, pozdrawiam!  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie mam nic przeciwko klasycznym puentom, ale drabelki ich pozbawione też bywają dobre. Ten jest tego przykładem. Jeśli o mnie chodzi, to nawet doceniam, że nie wcisnąłeś go na siłę w popularny schemat. Kwestia względna, jak najbardziej. Udany tytuł!  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cześć, beeeecki, wzajemnie!

Dzięki za obszerną wypowiedź.

Ważne spostrzeżenia na temat dynamiki i tempa, wcześniej tak szczegółowo się nie zastanawiałem nad proporcjami.

Cieszę się, że widzisz te drugie drzwi (podbudówkę).

Czy mógłbym coś więcej zrobić z tymi postaciami, wątkami i światem? Pewne rzeczy pozostały w mojej głowie, być może za dużo. W każdym razie sam nie wiem, jakby to wyglądało w 70 tys. znaków. Byłoby pewnie – tak sobie kreślę prowizorycznie – więcej o geografii, polityce i doktorze G. (powinienem zmienić nazwisko “Goldo” na mniej kłopotliwe), który wiedziałby coś o Arghorze i jego świecie. Gdybym uznał, że udźwignę wyzwanie i że efekt dodatkowej pracy wyda się czytelnikowi bardziej spójny, a przy tym całość będzie nieprzeciągnięta, pewnie bym kontynuował. Twoje stwierdzenie, że wyszłoby świetnie, jest na wyrost. Ale dzięki za wiarę we mnie i pokrzepiające słowa.

Grafika z tablicą super :)

Pozdrawiam!  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Świetnie, teraz mam dodatkową uwagę :) Proponuję, żebyś zmieniła w drugim zdaniu “jasna” na “blada”. Przy komecie rzecz bardziej rzuca się w oczy, ale tu od początku coś nie grało: “była widoczna już od tygodnia. Najpierw jako jasna plama”. Blask powinien przecież rosnąć stopniowo, najpierw obiekt byłby na granicy percepcji. Akurat kometa potrafi gwałtownie się powiększyć i pojaśnieć, dopóki jednak jest małą plamą, pozostaje słaba.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dlaczego? Wyszli, nie wrócili, są dowody walki, co najmniej jeden odrzucony pistolet. Uwzględnij też, co było wcześniej: “dziś ponownie straciliśmy patrol! Tylko karabiny zostały. I ślady”. Co mogli pomyśleć żołnierze? I nie mówię, że wszyscy zaginieni szli do Arghora. Jednak czytelnik, jeśli przekonują go wizje Wery, powinien uznać, że akurat głównych bohaterów bóg gigantów do siebie ściągnął. Miałem nadzieję, że pokazałem tę możliwość wystarczająco wyraźnie. Ale cóż.

Dzięki, Finklo, za wypowiedzenie się w temacie. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mignęło mi, że może ich Arghor przygarnął

Przynajmniej mignęło. Więcej danych. Dzięki.

 

A szkoda, już miałem wizję, jak w hipotetycznej rozbudowanej wersji używa słowa rafinada zamiast wyrafinowaniekolacjonować zamiast wieczerzaćsamotrzeć zamiast samodzielnie, logarytm na oznaczenie wyciora

Ciekawa wizja. Chociaż sprawę komplikuje fakt, że oni tam się porozumiewają po neołacinie.

 

Gdybyś chciał traktować to drugie czy spójnikowo jako “lub”

Chyba kwestia interpretacji. Dla mnie, tak czy inaczej, drugie “czy” jest tutaj wykładnikiem alternatywy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cześć, Ślimaku.

Od lat nie grałem w tenisa, pewnie dlatego ostatnio niczego sobie nie naciągnąłem. Futbol – straszna jatka, ale przeciążenia mniejsze. Forma z "e" wydawała mi się lekko nacechowana archaicznie. Dlatego wybrałem tę z "y", niemniej Twoje wątpliwości uzasadnione: widzę, że w 2003 roku ekspert pisał, że słownikarze dopiero niedawno ją uznali.

 

Co za maledetto miszmasz. Zastanawiam się, czy aby nie jest to zbyt ściśnięty pomysł, świat na miarę powieści wtłoczony w opowiadanie

Wychodzi na to, że zrobił się większy melanż, niż chciałem. Planowałem po prostu małe "przesunięcie" względem naszej historii. Co by było, gdybym rozwinął opowiadanie? Na pewno – tak jak sugerujesz – próbowałbym przekonać większość czytelników do tego, że przeklęty miszmasz coś wnosi. Oprócz egzotyki do tła. W którymś z alternatywnych światów by się udało.

 

Jako przygodówkę czyta się to ciekawie, jednak zakończenie pozostawia zawód (…) Jeżeli w tym z kolei szukać głębszego przesłania, to chyba nie tego oczywistego, że (…)

Jeśli ktoś naprawdę znajdzie głębokie przesłanie, będę mile zaskoczony. O odbiór zakończenia się obawiałem. Niezależnie od Twojej jego oceny: mam wątpliwość, czy widać dwuznaczność końcówki. To znaczy, że los bohaterów nie jest przesądzony. W sumie nikt jeszcze nie wysłał mi jasnego sygnału.

 

Nobliwi?

Poprawione. Wina moja, nie doktora.

 

wydaje mi się, że jako męskie nazwisko niesłowiańskie na -o powinno odmieniać się męskotematowo

Słusznie. Nie wiem, skąd mi się wziął żeński wzór. (Od Matejki? Ale to był Polak). Na upartego mógłbym tego wzoru bronić, wcale jednak nie zamierzam. Najchętniej bym nie odmieniał nazwiska "Goldo" w ogóle. Postąpiłbym zgodnie z dość rozpowszechnionym, nie tylko wśród komentatorów sportowych, zwyczajem, który wydaje się bardzo praktyczny. Tylko że niektórzy lingwiści stanowczo głoszą konieczność deklinowania i polskich, i obcych nazwisk na -o, w związku z czym przekonanie, że należy je odmieniać, chyba obecnie dominuje. Pewnie też dlatego w Wikipedii mamy aksjomatyki Zermela(-Fraenkla) i Peana. Chociaż wcześniej w żadnym podręczniku ani encyklopedii z taką fleksją wymienionych nazwisk się nie spotkałem.

 

Dziękuję za rozbudowany komentarz i cenne uwagi.

 

Pozdrawiam ślimaczo!

Również pozdrawiam. W szczególności życzę szybkiego wyleczenia się z tenisowej kontuzji.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Kometa nadałaby się lepiej także ze względu na komę, której rozmiar może być różny i różnie postrzegany oraz definiowany. Do komety trudniej by mi się było przyczepić ;) Ale nie zamierzam Cię usilnie nakłaniać do modyfikacji. Tym bardziej do dodawania technicznych szczegółów.

chociaż psuje mi to ładne zdanie :( :P

Znam ten ból. Czasem zresztą zdanie nie jest ani ładne, ani brzydkie, po prostu pasuje. Zmieniasz je i nagle cały akapit ci nie brzmi.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Spokojna apokalipsa?

Z jednej strony wzmożona religijność, z drugiej bal – życie chwilą, zabawa. Zupełnie jak w relacjach z wieku czarnej śmierci. Mamy w tle odrobinę widoków niecodziennych i gwałtownych. Dodatkowo dowiadujemy się o zaniedbanej relacji bohatera z siostrą i stajemy się świadkami eutanazji. Te dwa wątki przywodzą mi na myśl dramat obyczajowy, a nawet kryminał noir – podobne problemy rodzinne miewają w książkach melancholijni detektywi.

Mimo wszystko rzeczywiście jest dość spokojnie i zwyczajnie.

Motyw zwyczajnego końca świata – lubię. Kojarzy mi się z "Ostatnią nocą przed końcem świata" Bradbury'ego i trochę z wierszem Miłosza. To dobre skojarzenia. Kiedy pisałem drugi akapit komentarza, przypadkiem pojawiło się jeszcze jedno – “Melancholia” von Triera.

Pochwał Ci już wystarczy ;) Przyznam tylko, że opowiadanie pomyślałaś i napisałaś jak należy.

 

Szczegóły techniczne.

1. Zgadzam się ze Ślimakiem, że najsensowniejszym scenariuszem jest tu kometa długookresowa. Cóż, niech będzie, że tym razem zamiast komety z Obłoku Oorta przyleciał “zwykły kamień”. Prawdopodobieństwo jednak nurkuje. Inna rzecz, że Twoja asteroida jest najwyraźniej monstrualnych rozmiarów, co wynika już z pierwszego zdania "Balu…". Jeżeli tydzień przed zderzeniem obiekt widać jako plamkę, to nawet przy niezwykle małej prędkości względnej musi on być większy od Ceres. Łatwo policzyć: 10 km/s (ciut poniżej dopuszczalnego minimum) ­­– rozmiar Ceres, 55 km/s (wartość najbardziej prawdopodobna) – przerasta Marsa. To bardziej planeta. Weź pod uwagę, że asteroida wielkości “dinobójczyni” przestałaby być dla gołego oka punktem dopiero w okolicach orbity geostacjonarnej. Mniej niż godzinę przed zderzeniem.

2. Fala uderzeniowa nie zapowiada się żadnym powiewem, do momentu dotarcia impulsu powietrze jest niezmącone.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przyjemne i wesołe. Spodobała mi się postać narratora, bo twórczy i taki gorliwy, nawet jeśli trochę za bardzo się buntuje. Nie pozwól mu się szantażować ;) Reszta bohaterów też daje radę.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aż tyle wad zobaczyłeś? No trudno. Przynajmniej mam się nad czym zastanawiać.   

Zdziwiła mnie "ściana tekstu". Bardziej się obawiałem, że ktoś uzna, że opowiadanie biegnie za szybko i przydałoby się więcej ciut dłuższych akapitów (jak wskazany). Niekoniecznie retrospektywnych. Choć taki mały infodump w odpowiednim miejscu to chyba nie grzech.

Pokazywanie ważna rzecz, niemniej to nie jest tak, że bohater (POV) musi zawsze milczeć wewnętrznie na temat tego, co czuje. Tak uważam, ale przyjmuję do wiadomości, że masz inne zapatrywanie na sprawę.

Dziękuję za przeczytanie i opinię.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rozumiem, więc głównym kłopotem pozostaje kontrast. Dla dokładniejszych rachunków powinieneś uwzględnić fazę Ziemi na Wenus, fazę Wenus na Ziemi (częściowo to zrobiłeś, ale zwiększy się też jasność sierpa, co oznacza wkład do kontrastu), a oprócz tego ekstynkcję atmosferyczną, szczególnie że rozważany obiekt znajduje się nisko nad horyzontem.

Tylko podrzucam myśli, sam oceń, czy warto się męczyć. Osobiście zdałbym się na “literaturę przedmiotu”.   

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zgadzam się, że jest tu bardziej bajkowo niż naukowo. Cztery ręce to z pewnością przydatna rzecz, tak samo jak cztery nogi z kabaretu ;) Sympatyczne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ślimaku, mnie zaciekawiłeś, chociaż nie aż tak bardzo, żebym kliknął w linki. Ładnie się zagłębiłeś w problem. Rozumowanie co do jasności (wielkości) wydaje się bez zarzutu.

Jest jedna rzecz, której chyba nie wziąłeś pod uwagę. Pomyśl o Merkurym. Obserwowałeś go kiedyś? Wcale nie tak łatwo go zobaczyć.

Wenus w okolicach nowiu znajduje się w niewielkiej odległości kątowej od Słońca. Warunki do jej obserwacji nie mogą być wtedy dobre, bo wschodzi tuż przed nastaniem dnia albo zachodzi tuż po jego zakończeniu. Jest zbyt jasno. Sądzę, że na tym właśnie polega podstawowy kłopot. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hej, cieszę się, że wpadłam

Hej, Jolu, ja też, miło, że wpadłaś.

Zgadza się, to alternatywa, a w każdym razie świat z historią podobną do naszego. Co prawda wpis Finkli pokazuje, że interpretacje da się tu wykombinować różne. Tak czy inaczej, po namyśle dodałem odpowiednie oznaczenie. Choć niespodzianki mają swój urok, Czytelnicy – zdaje się – mimo wszystko wolą wiedzieć, dokąd trafią.

Jeśli chodzi o wątpliwości dotyczące pierwszej sceny, mógłbym powyjaśniać to i owo. Odpuszczę. W końcu chodzi nie o to, co zamierzyłem, tylko o to, co widzi odbiorca, więc przyjmuję na klatę, że mogłem rzeczoną potyczkę opisać lepiej i wyraźniej. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

Czemu tu jest ten myślnik?

Dla jednoznaczności i ze względów intonacyjnych, co się wiąże.

Rzucę linkiem:

https://sjp.pwn.pl/zasady/409-93-13-u%C5%BCycie-my%C5%9Blnika-dla-unikni%C4%99cia-dwuznaczno%C5%9Bci;629832.html

 

Dziękuję za podzielenie się odczuciami i wirtualną konkluzję :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cześć, OldGuard, dziękuję za przeczytanie, podzielenie się uwagami, wrażeniami i za klik.

Czy ten potrójny wykrzyknik jest konieczny?

Pewnie nie, ale pasował mi tutaj. I tak początkowo w scenie otwarcia występował w dwóch miejscach, potem się jednego przypadku pozbyłem.

Olbrzym uderzył Kovacsa w pierś nieuzbrojoną ręką, bez wielkiego impetu. Mimo to stary łowca poleciał do tyłu, a bezużyteczny karabin wypadł mu z rąk

Poprawione.

Może lepiej przenieść bowiem za “poznał”

Można by. Części zdania byłyby ładnie posegregowane, ale rytm by się skomplikował. Podobne przeploty to nic zdrożnego IMO.

W takich zbitkach (dwóch albo trzech, trzech albo czterech) mam zawsze problem, bo są to na tyle nieduże liczby, że widać od razu ilu ich jest. Wydaję mi się, że więcej sensu ma to przy większej liczbie.

Masz rację. Będę się usprawiedliwiał, że jeśli wrogowie wychodzą gdzieś spomiędzy drzew, POV, który nie stoi blisko opisywanego starcia, może mieć wątpliwości. Niewykluczone też, że referuje, co wcześniej odnotował w chaosie. Jednak – hm. Chyba po prostu ich trochę rozmnożę.

Często stosujesz wielokropek, licznik pokazuje 40-kilka. Czasem jest to uzasadnione, ale rzuca się mocno w oczy i nie jestem pewna, czy zawsze warto.

Całkiem sporo, więc przeanalizuję.

Tu jest literówka czy jemu plącze się tak język?

Nie widzę :/ Ślepnę?

 

Dzięki za łapankę.

Jesteś kolejną osobą, która wspomina o trudnym wejściu. Muszę to poważnej wziąć pod uwagę. Oczywiście cieszę się, że lektura satysfakcjonująca.

Pozdrawiam :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Melendurze, dziękuję, że choć to nie do końca Twoje klimaty, poświęciłeś mojemu opowiadaniu uwagę, dzięki też za kliknięcie :) Dobrze wiedzieć, że nie odkleiłeś się od tekstu jak niektóre obecne w nim wizje od codzienności. I że uważasz zakończenie za satysfakcjonujące, a świat za fajny. Życzę sukcesów w rozwijaniu własnych historii! Uniwersów również, to znaczy kiedy już skończysz z serią o Koenradzie.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Na środku pieniek, a na nim wbita siekiera.

 Niby wiem, o co chodzi, ale drugie “na” nie koresponduje mi z wbitą siekierą.

Jestem jeszcze za słaba, by ją bronić.

By jej bronić albo by ją obronić.

Światło przenikające przez przerwy między deskami oświetla

Poszukałbym synonimu światła.

Mama mówi, że to dobre miejsce na słoiki, bo ciemno i zimno.

Ciemne i zimne?

 

Happy end? Krwawe. Takie trochę heroic fantasy – wojowniczka z toporem pokonuje tego złego ;)

Czytało się dobrze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ponury i trudny temat. Siła Ameneh Bahrami – niezwykła.

Zgrabnie napisane. Udany tytuł, dobry pomysł z Hammurabim, ciekawie użyłaś elementów narracji drugoosobowej.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Och, uwagi względem zapisu dialogów. Akurat to. Dopiero co poteoretyzowałem o dialogach pod tekstem Anonima i chwilowo czuję przesyt tematem, więc zrezygnuję z dyskusji. Mam wątpliwości, jednak obiecuję, że jeszcze się zastanowię, zwłaszcza skoro to propozycje poprawek od Boskiej Korektorki ;) Zaskakuje mnie, ale też raduje oczywiście, że nie wypatrzyłaś nic więcej. Chociaż jakoś tak dziwnie nie mieć przynajmniej paru literówek do poprawienia po Twojej wizycie.

Dziękuję za przeczytanie i cieszę się, że z czasem wciągnęło i mogłaś się skupić na tym, co najważniejsze. Za kliki, naturalnie, również jestem wdzięczny.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

wydaje mi się, że zdań: (…) nie można traktować równoważnie

To weźmy coś prostszego.

Konsul się ucieszył: “jest dobrze”.

– Jest dobrze – ucieszył się konsul.

Pierwszy komunikat można zapisać inaczej, z dużą literą w środku, a nawet – tak jak wspomniałeś – w dwóch wierszach i z pauzą dialogową, ale to nieważne. Z punktu widzenia syntaksy oba wypowiedzenia są zdaniami złożonymi, w drugim składowe zamieniono miejscami. Mniejsza o to, co tu jest narracją, a co wypowiedzią. Kolejność słów wynika po prostu z reguł składni i zależy też od tego, czy zdanie złożone rozbijemy czy nie.

Rozbijam:

– Jest dobrze. – Konsul się ucieszył.

To również poprawny zapis, tylko znaczenie nieco się przesunęło i – ponieważ drugie zdanie jest teraz izolowane – zmienił się szyk.

U podstaw całego tego cyrku leżą reguły składni, które wszyscy intuicyjnie ogarniamy. Przynajmniej te najważniejsze.

 

Coś w tym jest, prawda?

 

OK, chyba wystarczy, nie chcę tu brnąć za głęboko w las gramatyki. Jeszcze zabłądzę. W razie czego mamy odpowiednie wątki w HP.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

We wszystkich przytoczonych przykładach masz inwersję, która wskazuje, że autor/tłumacz traktuje “zamyślił się” jako czasownik mówienia. Inna sprawa, czy słusznie. Zróbmy test – odwróćmy kolejność składowych w wypowiedzeniu:

Konsul zamyślił się: “Myślicie, że po śmierci Dure Hoyt automatycznie zostanie papieżem?”

Czy to dobrze wygląda (abstrahując od powtórzenia)? Lepiej by było “zamyślił się głośno”, ale załóżmy, że to taki skrót.

Jeżeli w swoim fragmencie potraktowałeś myślenie w ten sposób, czyli jako myślenie-mówienie, wtedy OK. Po prostu sądziłem, że miała to być czynność następująca po wypowiedzi. Omawiany ciąg słów i wątpliwy status “zamyślił” jako czasownika gębowego sprawiają, że taka właśnie interpretacja się narzuca (mnie w każdym razie). Jednak i Twojej można bronić.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Anonimie, Marzanie.

Niegębowe wtrącenie pisane od małej litery jest wątpliwym rozwiązaniem. Nieortodoksyjnym, powiedzmy. Patrzcie tutaj:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/narracja-w-dialogu;16941.html

A podlinkowany wcześniej przypadek z “usłyszał” to inne zagadnienie. “Zamyślił się, patrząc w sufit” dzieje się po wypowiadanych słowach, a nie synchronicznie/równolegle do nich.

 

Wróćcie może za… – Zamyślił się, patrząc w sufit. – Za pięćset lat.

Taki zapis nie budzi wątpliwości, a nie zmienia dynamiki IMO.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

I pechowo dla Grzesia raczej nie będzie tak skora jak on do ekshibicjonistycznego ekscesu ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Według rodziców, lubisz obserwować rakiety.

Bez przecinka.

 

– Pobrałam odrobinę krwi, aby komputer zbadał jej skład twojej, a także zsekwencjonował twoje DNA

Niedobitek.

 

Russo niezdarnie kucnęła obok wzbudzając do stukotu plastikowe stawy.

Zabrakło przecinka przed imiesłowowym równoważnikiem zdania.

Może lepiej “pobudzając” lub “doprowadzając”? Ale nie upieram się.

 

Myślał sobie, że mimo opinii dziwaczki, z tej Rakiety była całkiem ładna dziewczyna.

była ---> jest (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nast%C4%99pstwo_czas%C3%B3w)

 

mimo opinii dziwaczki, z tej Rakiety była całkiem ładna dziewczyna.

Mimo głośnych protestów ojca, Aurelia wpuściła do ambulatorium tylko Florę.

Podkreślone wyrażenia to okoliczniki, więc przecinki do wyrzucenia.

 

 

Doceniam plastyczność opisów oraz wiarygodność postaci, zwłaszcza głównej bohaterki. Porównywanie do “Zbrodni i kary” byłoby przesadą (Jimie, wiem, tylko rzuciłeś skojarzeniem, nie porównywałeś, nic nie imputuję), jak tu zresztą przykładać powieściowy wzorzec do opowiadania, niemniej są w “Gdy zostanę lepszym człowiekiem” świetne szkice psychologiczne. Nawet jeśli rozumiem wątpliwości i zastrzeżenia niektórych komentatorów, muszę powiedzieć, że dla mnie wszystkie dramatis personae wyszły prawdziwie.

I jeszcze – bardzo podobało mi się zakończenie. Ponieważ mogło być gorsze dla Floriany.

 

Gdybym miał wyrazić czymś zdziwienie, to sąsiedztwem kosmodromu i spalarni. Dym stanowi problem dla optyki (np. lidary). Kwaśny wyziew – dla wszystkich chyba urządzeń portu, dlatego że powoduje korozję metali, a więc też układów elektronicznych, i nie jest obojętny dla innych materiałów. I już muszę wysilać wyobraźnię, żeby niewiara pozostała na wieszaku, wymyślać jakieś systemy chroniące wrażliwe obszary oraz zastanawiać się, dlaczego jednak tej spalarni nie przeniesiono. Bo tak byłoby, wydaje się, ekonomiczniej.

Tyle, jeśli chodzi o czepialstwo, tak naprawdę to drobiazg z drugiego planu.

 

W każdym razie jestem pod dużym wrażeniem. Aha, i uważam, że opowiadanie zostało znakomicie dograne do obrazu.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Drubel inspirowany autentycznym wydarzeniem.

Niech zgadnę: autentycznie odwiedzili Cię znajomi z Proximy ;)

niestety, gdy dorastają, większość ma umysły “wygładzone” przez otoczenie. :(

Nie żebym nie rozumiał tęsknoty za wiekiem niewinności, ale ciekawe, co by na to powiedział Prosiaczek z “Władcy much” :>

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

To jednak trochę niestosowne, że dzieci mają większe brody niż maharadża ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

– Kto to powiedział? – Zmarszczył brwi Pierwszy Głos Świata.

---> “Pierwszy Głos Świata zmarszczył brwi”.

Inwersja traci rację bytu, skoro didaskalia nie są kontynuacją zdania rozpoczętego kwestią dialogową, co byłoby zasygnalizowane przez małą literę po półpauzie (literę słusznie nieobecną – brak czynności “odpaszczowej”).

 

Maharadża daje lekcję światu, Bruce czytelnikom ;) Znaczy – pouczające :)

Głosy nieco bajkowe (wystarczający element fantastyczny ;)), bo politycy lubią owijać w bawełnę. Ale rozumiem, że Ty je odwinęłaś specjalnie, żeby pokazać, co uczestnicy dyskusji naprawdę myślą. I jak tu nie lubić maharadży Jama Saheba Digvijaya Sinhjiego z Nawanagaru.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Muzyka, która niejako odrywa słuchacza od ciała, to chyba dość powszechne doświadczenie, ale żeby dzięki niej transmigrować w ten sposób… Uznaję więc element fantastyczny, nawet jeśli można rzecz czytać również niedosłownie.

Podobało mi się. Ładne, liryczne, kontemplacyjne. Prawie jak wiersz, więc nie dziwię się, że Finkla, która nigdy nie ukrywała swojego nastawienia do poezji, kręci głową ;)  

w pisaniu chodzi o to samo: umiejętność odpuszczenia, uznania, że niedoskonałość bywa częścią całości

Zgadzam się z Prestidigitatorem. Utwór, w którym “wszystko lśni”, nic nie jest zbędne, a każdy przedmiot znajduje się na swoim miejscu to niekoniecznie ideał. Zresztą w sztuce nie ma (na szczęście) jednego, najlepszego wzorca, do którego wszyscy powinni równać. Różni mądrzy ludzie mają różne szczegółowe teorie dotyczące pisania dobrej prozy, począwszy od tego, jak należy konstruować zdania, a skończywszy na tym, jak budować fabularną strukturę. Ja sam lubię czasem czytać zawikłane wizje, w których nie ma prostego porządku konstrukcyjnego, rytm oraz szyk zdań nieco się chwieją i generalnie – zasady ze szkolnych podręczników i poradników dobrego pisania są łamane. Wizje te miewają – paradoksalnie? – więcej życia, mięsa i generalnie autentyzmu niż te tworzone “przepisowo”.

Oczywiście, że klikam do biblioteki.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rzeczywiście rozbrajające.

Z solą istotnie jest problem, chyba że równo posypana i nie pcha się pod bose stopy, bo to już dyskomfort. Natomiast ładnie narysowany pentagram, czemu nie, mógłby pasować do wystroju.   

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rozbawiło :) Szczególnie piknik i elegancki nadajnik.

Astronauci sprytnie wybrnęli yes

Imiona kosmitów – trafione.

A puenta mi się bardzo.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, wszystko jasne :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

nie zrozumiałem

Również nie jestem pewien, czy zrozumiałem, ale zdawało mi się, że magini i AI to ta sama postać. Z kolei Gemini to oczywiście AI od Google'a.

 

Nie znałem tego. Imponujące! :)

Kultowa gra :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

MAginI Gemini? ;)

Bardzo przyjemny szort.

Coś mi się przypomniało:

https://www.youtube.com/watch?v=utrxk5_PeEY

Ciekawe, czy ktoś pamięta :)

EDIT:

Aha, zapomniałem dodać jedną rzecz.

Mam nadzieję, że blokada działa i magiczni pozostaną jednak tacy, jak dotychczas.

Też mam taką nadzieję.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@bruce

„Nie wierzcie w szczęście, tylko w taktykę i porządek!” (brak tu jakiegoś znaku interpunkcyjnego – nie wiem, jaki chciałeś zamieścić – albo części zdania?)

Skorzystałem z opcji polecanej między innymi tutaj:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zbieg-znakow-interpunkcyjnych-po-raz-kolejny;19427.html

 

Chwyciła go za kołnierz, przyciągając jego twarz do swojej. – powtórzenie

Zgoda, że "go" i "jego" lekko współbrzmią, nawet jeśli to różne przypadki zaimka "on". Czasem zostawiam takie w naturalny sposób pojawiające się koincydencje, zwłaszcza gdy trudno się ich pozbyć bez naruszenia płynności i rytmu, i pewnej naturalności właśnie. Albo bez powtórki imienia postaci. Przy czym w narracji typu POV mnożenie i dowolne, niekontekstowe stosowanie różnych oznaczeń (określeń) bohaterów jest czymś, czego wolę nie praktykować. Choć też nie zawsze da się tego uniknąć. Anglicy mają łatwiej: wprowadzają POV-a imieniem na początku dłuższego ustępu, a potem już odnoszą się do niego zaimkami. One w ichnich tekstach są znacznie bardziej przezroczyste niż w polskich i w dodatku nie zaczepiają się o rozmaite przedmioty (kwestia referencji zaimka), które co do zasady mają tam inny rodzaj gramatyczny niż ludzie.

 

Miały to być artefakty stworzone przez ludzi, którzy byli tutaj nie tylko przed Homo sapiens i Homo giganteus, lecz nawet przed dżunglą. – powtórzenie?

Tego nie widziałem. Będę się musiał zastanowić, jak to najlepiej przerobić.

Dziękuję za kliki :)

 

@Finkla

Tytuł, oczywiście, kojarzył mi się z “Aleją gwiazd”.

I to jest, rzecz jasna, właściwe skojarzenie.

 

Czy sugestia, że bóg lubi matematyków, jest świadoma? ;-)

Tak, myślę, że większość bogów ich lubi. Co prawda, są i tacy, którzy matematyków nienawidzą, na przykład bogowie chaosu raczej nie przepadają za nimi. Mogą najwyżej lubić Mandelbrota i innych “chaosytów”. Albo i nie, bo oni jednak też w bałaganie znajdują porządek ;)

 

to historia alternatywna, czy daleka przyszłość?

Świat alternatywny. Przyczyną zmiany historii mogłoby być na przykład pojawienie się gości z innej alternatywy (giganci?), na zasadzie efektu motyla, albo inne wydarzenie, o którym wcale nie wspomniałem.

Togi noszone rzadziej niż kiedyś, ale nadal obecne. Racja, że pewnych rzeczy nie pokazałem wyraźnie.

 

Bruce, Finklo, dziękuję Wam obu. Piszecie tyle przydatnych komentarzy. Jesteście niestrudzone :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mnie się podobało przede wszystkim jako literatura akcji. Prezentacja postaci, dialogi, opisy, budowanie napięcia, walka – wszystko dobre, wyważone i na swoim miejscu. Od strony researchu też nie widzę braków. Odrobina fantastyki na początku i na końcu oraz nawiązanie do historycznego tsunami korzystnie przyprawia opowiadanie, nadając mu subtelny posmak. Fabuła raczej prosta, ale w końcu to krótka forma i – tak czy inaczej – tekst zdecydowanie jest ponadprzeciętny. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nastrój jest, emocje są, czyta się dobrze, z komentarzy i samego tekstu wnoszę, że włożyłeś sporo serca i wysiłku w tworzenie własnych historii osadzonych w świecie Sapkowskiego. Efekt – godny uwagi.

 

Mógłbyś staranniej dobierać słowa, bo nie zawsze się zazębiają i odpowiednio komponują.

Przykłady:

człowiek o wielkich ambicjach, który chciał odtworzyć chwałę szkoły.

Przywrócić?

Spojrzenie, w którym nie było ciepła, a jedynie zimna analiza, kalkulacja i coś, co przy dużej dozie wyobraźni można by nazwać ciekawością badacza pochylonego nad rzadkim okazem żuka.

Zbyt dookoła, wysilone, niezręczne.

Moc słuchała go z łatwością

Zapewne manipulował nią z łatwością, ale czy – tak w ogóle – można słuchać kogoś z łatwością? Można słuchać chętnie, karnie, bez oporu, to na pewno.

Żółte ślepia bestii przeszywały go surowym osądem, jakby go oceniały

Warto by się pozbyć go-go. Jeśli “przeszywały osądem”, to wiadomo, że oceniały (i to nie jakby).

Szorstkim ruchem grzbietu dłoni potarł twarz

Jak dla mnie – przekombinowane. Dlaczego nie po prostu “grzbietem dłoni”?

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

– Mamy niewielki problem. Wszystkie cztery silniki przestały działać. Staramy się je ponownie uruchomić. Mam nadzieję, że nie są państwo zaniepokojeni.

Ja bym odpowiedział:

– Ach, taki drobiazg? Oczywiście, że nie! ;)

 

Naprawdę byłby taki szczery? Nie wydaje się to roztropne.

 

“Nań” to ściągnięte “na niego” i odnosi się do rzeczownika w rodzaju męskim. Zamień “korbę” na “kołowrót” i wszystko będzie w porządku. Chociaż ktoś mógłby pomyśleć, że chodzi o biskupa. Hm.

 

Cóż, ładne drabelki. Można się z nich dowiedzieć czegoś o historii awarii lotnicznych, dawnych biskupach i o elektryczności. W dodatku dołączyłaś zdjęcia! :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rozumiem, czyli ten króciak jest oparty na doświadczeniach Autorki. Ha, zawsze to wiedziałem, z czajnikami nie ma żartów. No dobrze, nie zawsze, ale od czasu, kiedy jako dziecko spaliłem firankę, bawiąc się grzałką. A grzałka to właściwie taki czajnik elektryczny, tylko nieobudowany. W każdym razie niezły zwrot akcji.

Sympatyczny szort, nawet jeśli trochę straszny.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Funkcjonuje już wyrażenie “leje jak z Cerbera”. Teraz – dzięki Tobie, Marzanie – pojawi się pewnie nowy frazeologizm. Będzie można nie tylko otwierać puszkę Pandory, ale również opróżniać wiaderko Cerbera, i to nawet jednocześnie. Kiedy ktoś przeprowadzi taką operację, od razu będzie wiadomo, że wszyscy mamy prze… chlapane.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Schodząc z góry, widziałam na wyspie moją torbę. Dobiegłam do niej, ale kiedy tylko zbliżyłam dłoń, zamieniła się w kupkę piasku.

Skórę mieli chyba w ciemnozielonym kolorze, ale przy każdym ruchu zmieniała swój odcień.

Czułam, że łzy spływały mi do uszu.

Spływają.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Nast%C4%99pstwo_czas%C3%B3w

 

Matriarchat gorszy niż patriarchat? ;) Dobra, to jest mocne, można nawet powiedzieć, że sięga pod skórę.

Fantasy chyba nie, bardziej horror.       

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

To zdanie mnie zastanowiło. Czy nie powinno być oddechu. W Google przyznaje mi rację.

“Szejch zdążył otrzeć twarz z krwi, ale nie wyrównać oddech.”

Nie powinno. “Zjadł rybę, ale nie jabłko”, mimo że: “nie zjadł jabłka”. Inaczej byłoby, gdyby powtórzyć “zdążył”.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znowu wynotowałem małe niedociągnięcia.

 

Po przeprawie przez labirynt mulistych łach i starorzeczy pełnych zatęchłej wody i cuchnących, martwych osadów, ten widok dodał Przewoźnikowi otuchy.

Ostatni przecinek – bezzasadny.

 

Te blizny to ślady mąk w Tartarze!

Captain Obvious. Natomiast jeśli chodzi o tożsamość męczennika, na początku, kiedy wszedł na scenę, pomyślałem jedynie o Prometeuszu, jak Ślimak, szybko jednak zwątpiłem w ten strzał.

 

– Cerber, przygotuje się!

Literówka.

 

stopy ślizgają się po śliskiej, mokrej korze

Proponuję zamianę “śliskiej” na inne określenie.

 

a czasem muszę pilnować, by sam nie odgryzł języka

Nie wiem, czy to przez nadgorliwą walkę z zaimkozą czy zwykłą nieuwagę. W każdym razie czegoś tutaj brakuje.

 

Wydaje się, że strażniczka nie ujdzie ciosu, lecz ta w ostatniej chwili uskakuje w bok

Tu z kolei zaimka bym się pozbył albo zastąpił go innym: ona.

 

włócznia ze świstem rozcina smugi dymu.

Ląduje na moście tuż przed wrogiem. Chwyta włócznię obiema dłońmi

“Ląduje na moście tuż przed wrogiem” znajduje się w nowym akapicie, co w pewnym stopniu nakierowuje nas na właściwy podmiot. Można więc się kłócić, na ile to przeszkadza w gładkim odbiorze i czy popełniłeś błąd. Jednak warto chyba pomyśleć nad mniej dyskusyjnym rozwiązaniem.

 

patrzy ze zdumieniem na drzewce[-,] wystające z ciała. Przez moment się chwieje i zatacza w stronę krawędzi mostu. Lecz kiedy już ma runąć w otchłań poniżej, niespodziewanie potrząsa głową, jak by obudził się ze snu

Pozbyłbym się przecinka po “drzewce”.

Coś Ci się rozdzieliło niepotrzebnie.

 

Bliźniaczka również płynęła warto

Literówka.

 

Nachylenie luk na tyle złagodniało, że mógł biec zamiast iść

Łuku? Przecinek przed “zamiast”.

 

Przybycie trójgłowego psa wcale nie zmieniło sytuacji, a tylko wzmogło wesołość.

Czyją wesołość?

 

zapukam do ich drzwi z żywiołem, który Olimp zmieni w popiół

Który zmieni Olimp w popiół.

 

a ja tylko stękami i prycham. Na widok mojego zmarszczonego nosa tylko się śmieje.

 – Jeśli tylko szarpiesz lub pchasz, mierzysz się z przeciwnikiem siłą.

 

Wierzę w to, co powiedziałam Przewodnikowi

Przewoźnikowi?

 

– Widzę, że jesteś oszołomiona. To właśnie wada słów: przekazują zbyt wiele zbyt szybko.

A tutaj nie ma usterki. To po prostu dobre :)

 

 

Całe szczęście, że ojciec Nili znał aikido.   

Trzymasz poziom. Ładnie jest, krajobrazy – dynamiczna rzeka, płonący las, most z korzeni Drzewa – tworzą nastrojowe tło. Postaci barwne, fabuła zaciekawia. Napięcie dramatyczne pewnie rzeczywiście mogłoby być większe, ale nie można powiedzieć, że zupełnie go brakuje. Czyli – nadal mi się podoba.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jeszcze parę drobiazgów do poprawy znalazłem:

Wielka, żółta tarcza wnosiła się właśnie ponad ośnieżony grzbiet

Literówka.

 

Przewoźnik usadowił się wygodniej na ławce i pociągnął za drzewce

mocniej chwycił za drzewce

Powinno być “drzewca” (liczba mnoga; chyba dobrze zrozumiałem, że są dwa wiosła).

 

Głos, który wydobył się z gardła[+,] był zbyt cichy

Brakuje przecinka.

 

Co do wstęgi – dobrze, że była tylko wstęga i nie została po Charonie krwawa (złota) miazga. Ciekawe, czy by się zregenerował. Górska wyprawa bohatera okazała się dosyć emocjonująca.

Cieszy mnie bardzo, że wszystko szczęśliwie się dla Nili ułożyło. Smutny, łzawy koniec – to byłaby zbyt prosta droga.

Poza tym nic nowego nie napiszę. Ładne i porusza, zdania płyną jak trzeba, opisy udane. Tak, podobało mi się. Piórko zasłużone.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dobrze malujesz słowem, króciak jest klimatyczny. Prawie jak obrazy w Twoim konkursie ;) Ten rodzaj egzotyki kojarzy mi się z niektórymi tekstami Resnicka, w szczególności opowiadaniami z Kirinyagi, a także z książkami Wilbura Smitha. Cóż, ci dwaj również pisali o Zulusach/Nguni – między innymi.

To drugie z rzędu czytane przeze mnie opowiadanie, w którym cykady śpiewają. Skłaniałbym się ku tezie, że one grają. Jednak to kwestia przenośni. I powiedzmy sobie, że metafory generalnie wychodzą Ci dobrze.

 

Tylko pod koniec zatrzymały mnie na chwilę dwa fragmenty:

Głowa stwora zaczęła się obracać. Powoli, coraz dalej, przekraczając granice kości i ścięgien.

Jakoś mi się to nie układa. Ruchu mogą nie ograniczać / nie zatrzymać ścięgna ani kości, ale tak dziwnie rzecz formułować… Mocno wątpliwe. Może lepiej coś ze zrywaniem i łamaniem?

Wyszeptał głosem, który nie należał do żadnego ze znanych światów.

Chodzi po prostu o głos z zaświatów / innego świata / nie z tego świata. A bohater chyba zna jeden, ten, w którym żyją ludzie? Tak czy owak, po co nagle mnożyć byty?

Do przemyślenia.

 

Jeszcze taki drobiazg:

Nie szedłem tam jako wódz, przed którym drżą wrogowie, a jako syn szukający drogi w mroku.

Potocznie ujdzie, niemniej jednak…

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nie-x-a-y;9515.html

 

W każdym razie gratuluję nadzwyczaj udanego szorta.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Macleod zalał gorącą wodą torebkę czarnej herbaty.

Ty piąty raz nam fundujesz gorącą kąpiel.

There can be only one. Chyba że herbata mówi też za torbekę albo torebka też za herbatę. Ale to… naciągane.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cieszę się, że Jerry nie pisze gorzej niż Gary. Pomysłowe, nietuzinkowe, wykonane z inwencją i pazurem. Osobliwa sytuacja okazała się mieć racjonalne (nawet jeśli trochę zwariowane) wyjaśnienie, i to w momencie, gdy już się spodziewałem jakichś kosmitów albo magii. Ale to właśnie dobrze.

Dodałbym jeszcze jedną lub dwie uszczypliwe uwagi, żebyś nie poczuł się zbyt komfortowo i miał motywację do rośnięcia wyżej ponad poziomy, tylko że akurat nic nie przychodzi mi do głowy.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

problemem teleportacji nie jest siła Coiriolisa

Ano. W omawianym przypadku siła Coriolisa nieznacznie zmieni tor lotu teleportera, ale trajektoria nie jest tu meritum.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ze wszystkich uwag tej jednej nie rozumiem. Przecież mamy wprowadzone zdanie podrzędne. 

Masz rację, tutaj coś mi się przywidziało :)

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

ziemia chełpliwie ją wchłaniała

Ziemia była zarozumiała, chciała pokazać “co to nie ja”? Dziwne. Chodziło o chłeptanie?

 

zatrzymała się na wierzchołku i oderwała w dół

Trochę redundantne, dookreślenie miałoby sens, gdyby oderwała się w bok lub do góry.

 

Z ciemnego końca bunkra wyłoniła się postać: odziana w białą szatą z kapturem na głowie

Literówka.

Rozumiem, że dwukropek ma zwiększać efekt dramatyczny, ale nie czuję istotniej różnicy. Lepiej bez. Poza tym kto miał kaptur, postać czy szata, a może to szata miała głowę (niestety, tak sugerują reguły składni). W zasadzie wystarczy przecinek po “szatę”, choć ja bym przerobił całe zdanie.

 

Drzewa pięły się ku górze, splatając przestrzeń siatką powykręcanych gałęzi, a tuż pod nimi wyrastały niskie świerki.

Bez sensu.

Prędzej:

Drzewa pięły się ku górze, oplatając przestrzeń siatką powykręcanych gałęzi

Jakiś sens ma, ale dalej od rzeczy.

Wypełniając przestrzeń?

Albo w ogóle bez przestrzeni:

Drzewa pięły się ku górze, ich powykręcane gałęzie splatały się w gęstą sieć

(Nie czuj się zobowiązany do wykorzystania moich przykładów).

 

Szlag by to… straciłem… sygnał telepatyczny… z placówką!

Połączenie telepatyczne?

 

To było na tyle głupie, że zakrawało o coś więcej niż niekompetencję

Zakrawało na lub ocierało się o.

 

Nie była pewna, czy to kwestia zmęczenia, czy w jego mózgu właśnie rodzi się kolejna szalona hipoteza

Zbędny przecinek przed drugim czy.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-przed-czy;24585.html

 

Już otwierała usta, by mu odpyskować

Skoro zamierzała pokazać, że jest dowódcą, to raczej nie chciała mu odpyskować (jakby była osobą o niższym statusie), ale go obsztorcować.

 

Zabierał mnie ze sobą po całych Niemczech

Nie brzmi to poprawnie. Targał/ciągał mnie po? Choć to trochę zmienia sens. Zabierał mnie na wędrówki po?

 

Jeśli uda nam się… – zmarszczyła nos – po tym, jak uda nam się dotrzeć do celu

Jeśli uda nam się… – Zmarszczyła nos. – Po tym, jak uda nam się dotrzeć do celu

 

mówiłeś, że z bratem trafiliście gdzie?

Dokąd.

 

zanurzył kły w ramieniu Grety. Wrzasnęła, próbując się wyrwać, sięgnęła do pasa z nożami. Wyszarpnęła jeden i krótkim pchnięciem zanurzyła

Synonim by się przydał.

 

zakreśliła ręką ten sam ruch

Wykonała. Zakreślić mogła kształt, linię, figurę.

 

niebieskie światło odkryło ciemność i biegnącą sylwetkę

Raczej: rozproszyło ciemność, ujawniło sylwetkę.

 

wśród poczerniałych krzewów, wrzucono dwa kolejne truchła

Między poczerniałe krzewy rzuciło?

 

– Brawo, kapralu – stwierdziła.

Wybrałbym inny czasownik. Nawet jeśli część językoznawców akceptuje używanie “stwierdzać” w szerszym sensie (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/slownik-stwierdza-ze;11377.html), tutaj to słowo już całkiem mi nie pasuje.

 

Przypominał bawoła

Bawołu.

https://obcyjezykpolski.pl/rogi-bawolu-mieso-z-wolu/

Zmień przypadek, jeśli Ci nie współgra. Wyglądał jak bawół?

 

Kopyta – wielkie jak ludzka głowa – wtapiały się w glebę, dominowały ją każdym stąpnięciem

Bez sensu. I brzmi jak bezrefleksyjna próba przełożenia obcego zwrotu.

 

co by się wydarzyło w takim scenariuszu. W teleportacji z równika na biegun.

Wpatrzyli się w pirokinetyka.

– Wyrzuciłoby teleportera z ogromną prędkością… na zachód? – Greta przygryzła paznokieć. – Nie. Na wschód!

(…)

– W rzeczy samej.

Mogłoby go wyrzucić na południe na biegunie północnym i na północ na południowym. Innych możliwości tam nie ma. Jeśli wymagasz od bohaterów jakichś błyskotliwych komentarzy, to któryś może zauważyć, że prostopadle do wyjściowego południka.

 

nadając grupie tempa.

Dziwnie brzmi. Napisałbym: wyznaczając/ustalając tempo.

 

Postanowili dotrzeć tam na pieszo

Albo pieszo, albo na piechotę.

 

W ogromnych oczodołach bił czerwony blask

Raczej z nich niż w nich.

 

W ciężkim huku rozrywanych drzew przedzierał się jakiś inny dźwięk

Raczej przez niż w.

 

Czy może kryli się gdzieś tu jeszcze jacyś ocaleli?

Ocalali.

 

wskazał na kobietę w kucyku

Z kucykiem.

 

Poderwijcie z ziemi, co tylko zdołacie, kamienie, gruzy.

Zbędny pierwszy przecinek.

 

Greta postąpiła naprzód.

Trochę masło maślane.

 

Spencer bawił się z demonem w kotka i myszkę, chociaż może to określenie było trochę nad wyraz, bo wyglądało na to, że ten walczy w tej chwili o życie.

Na wyrost.

Który ten?

 

Z daleka wyglądało to jak jakieś szarlataństwo

Jak jakaś szarlataneria. Albo jak szarlataneria po prostu, żeby nie powtarzać “jak”.

 

Aż wreszcie uderzył o ziemię. I wtedy staw trachnął.

Trzasnął?

 

potem nabierał prędkość

Prędkości.

 

W głębi mięsa jątrzącego się świeżą krwią

https://sjp.pwn.pl/sjp/jatrzyc-sie;2467638.html

 

Jedna [ręka] nadziała się na tkanki demona

Coś Ci się odwróciło tutaj. Wbiła się albo zagłębiła w.

 

przynajmniej zakotwiła się stabilnie

Raczej zakotwiczyła.

 

a wtedy posoka trysnęła z tak ogromną siłą. Gretą szarpnęło

Bez tak?

 

Krew uderzyła jak rwąca rzeka, poderwała ciałem

Poderwała ciało.

 

Spojrzała z ulgą na śmierć giganta.

Na umierającego albo martwego.

 

Wstał bez żadnego komentarza, zmierzył krótko Gretę, po czym przeniósł spojrzenie na stojącego obok Gregory’ego Flicka

Krótko zmierzył Gretę wzrokiem.

 

Dziękuję, pani porucznik. – powiedział.

Niepotrzebna kropka się przybłąkała.

 

Za to, że odmówiłem objęcia kolejnego oddziału specjalnego?

Objęcia dowództwa nad kolejnym oddziałem specjalnym, jak podejrzewam.

 

nowej placówce w Frankfurcie

We Frankfurcie.

 

zmienił moją twarz w jakiegoś szpetnego kartofla

W jakiś szpetny kartofel.

 

okłamywanie o prawdziwym celu misji?

Okłamywanie na temat prawdziwego celu misji.

 

 

Dostrzegłem też drobniejsze rzeczy, ale bardziej subiektywne. W szczególności masz trochę przekombinowanych zdań. Na przykład:

Oto stało przed nim babsko młodsze o dwie dekady, jeszcze przed trzydziestką, z absurdalnym irokezem na głowie i gębą wykolczykowaną tak bardzo, że wystarczyło przyłożyć magnes, by nie mogło się ruszyć chociażby o pół metra.

 

Korekta ma tu co robić – wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Mimo to opowiadanie jest napisane ze swadą i wyczuciem tempa – czyta się je dobrze i płynnie.

Ładnie nakreśliłeś postaci, intrygująca jest ta przypadłość psychiczna Grety.

Dzieje się.

Generalnie – podobobało mi się.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Młody pisarzu – dziękuję. Skryty, Tobie też, co prawda z niebagatelnym poślizgiem.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OldGuard, tak naprawdę to kiedyś komentowałem Twój pojedynek z Zanaisem :) Nie jest dziwne, że nie pamiętasz, sam musiałem się upewnić.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Właściwie – wszystko zostało napisane wyżej, nie mam nic do dodania. Bardzo dobry, nastrojowy szort. Znakomity pomysł.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Chwilami styl i figury wydawały mi się wysilone lub lekko parodystyczne. Na przykład: "Wieczór zdążył już pokryć pola i schować słońce za horyzont". Czy personifikowany wieczór jest w stanie robić takie rzeczy? Być może, jeśli się uprzeć. Ta metafora jednak mnie nie przekonuje. "Patrzyła na nią z tak nieludzką przenikliwością, iż kobieta straciła rachubę czasu". Tego też nie kupuję. Powinnaś trochę dokładniej przedstawić proces prowadzący do utraty poczucia czasu, jeżeli treść tego zdania ma przemówić do czytelnika. Nie wiem, może na przykład napisać coś o zapadaniu się w "otchłań oczu ptaka". “Wpatrzona w sufit, gdzie pająk utkał w nocy sieć”. Mało precyzyjne i brzmi z lekka potocznie, nie pasuje moim zdaniem do XIX-wiecznej prozy, której autorzy dbali o szczegóły. "[P]od którym pająk rozsnuł w nocy sieć"?

Do wygładzenia i dopracowania. Tak czy owak, do pewnego stopnia udało Ci się stworzyć lovecraftowski nastrój.

Zaskoczenia nie ma, bo i pewnie być nie miało. Natomiast końcówka jest, uważam, dobrze rozegrana emocjonalnie. Trafia.

 

Jeszcze kilka rzeczy, które wyłapałem.

Odkrycie wzbudziło weń ciekawość i skierowało wprost do biblioteki

Ściągniętych zaimków z -ń używa się w odniesieniu do rodzaju męskiego. Co więcej, występują tylko w dwóch przypadkach gramatycznych (w dopełniaczu i bierniku).

https://obcyjezykpolski.pl/uderzyc-wen-patrzec-nan/

Harold chorował już wtedy na umyśle

Ktoś może być chory na umyśle (potoczne). Chorować na umyśle to, o ile mój mnie nie zawodzi, niepoprawna składnia. Później używasz gdzieś czasownika “słabować”. Tutaj też by pasowało.

Każdy korzeń wiedział, gdzie spałem, co jadłem, czym żem się zajmował

http://filologpolski.blogspot.com/2014/02/zem-zes-zesmy-zescie.html

Z każdą kreską, którą kreśliła

Nie brzmi to najlepiej.

Bethy poczuła, jak chłód bijący z dna, muska jej twarz

Bez drugiego przecinka.

Dojrzała omszałe znaki wyryte w cembrowinie, co urągały wszelkiej ludzkiej mowie

Jak znaki mogą urągać mowie? Pomieszanie sensów.

znaki (…) ni to zapisane w angielszczyźnie, ni w łacinie

To też brzmi nielogicznie. Angielszczyznę i łacinę zapisuje się takimi czy innymi znakami, nie odwrotnie. Mniejsza o to, że w zasadzie tymi samymi.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Coś takiego znalazłem.

https://dobryslownik.pl/kompendium-regul-jezykowych/regula/614/

“Pięciu doktorów i trzy pielęgniarki wyjechało?/wyjechały?/wyjechali? na wakacje. Zapewne wybralibyśmy wyjechali, w imię nadrzędnej zasady (…)

Co ciekawe, w przestawionym szyku zapewne dopuścilibyśmy też Trzy pielęgniarki i pięciu doktorów wyjechało na wakacje“.

Inna liczba i rodzaj jednego ze składników. Niemniej Twój wybór jest “zapewne dopuszczalny” :)

 

Bardjaskier:

muszę dołożyć nutkę goryczy, bo tekst z podobną puentą napisał kiedyś Jim, tylko tam dzieci bawiły się w wannie

Finkla:

Cóż, wszystko już było…

 

Ano. Jeśli jednak już przypominać, co było, to należy się cofnąć co najmniej do “Atramentu” Brzechwy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wtedy napatoczył się organizator – gruby Zenek z wąsem, który wyglądał, jakby sam go sobie wyhodował dla efektu dramatycznego

A nie wyhodował?

Stał na skraju boiska, gawędził z łysym wuefistą – tym, co rzucał dzieciakom piłkę i szedł na piwo

No dobra, takiego wuefistę też miałem, i to nawet w stolycy, ale na szczęście dopiero od piątej klasy. Ci zaangażowani jednak byli lepsi.

Ktoś powie – byłoza, trzy zdania z rzędu mają “był-“. Jeśli jednak podczas czytania odbiorca się wciąga i nie widzi, to się nie liczy, o. A ja tę byłozę zidentyfikowałem dopiero później, po dokładnym przeskanowaniu. Więc jak dla mnie – może zostać ;)

Nostalgiczne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pozostałe publikowałem tak dawno? Rzeczywiście! Tempus fugit. Był jeszcze konkursowy zbiór limeryków z 21 r. Schowałem go do kopii roboczych. Niestety, razem z komentarzami, inaczej się nie da, co czasem rodzi spięcia. Na pewno wiesz. To dwa.

Zatem, Ślimaku, komentowałeś wszystko, co publikowałem, od kiedy tu jesteś :) Nie kontynuujmy offtopu. Jeśli coś, jeśli na przykład chcesz tamte stare wpisy, możemy przejść na priv.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jak rozumiem, czytałeś “Namiestnika” niedługo po publikacji

Zgadza się i nagle źle się z tym poczułem, że nie skomentowałem, a Ty pod moimi drobnymi rzeczami zawsze coś piszesz. Wiszę Ci chyba więcej niż ten jeden wpis. Chociaż prawda, że głupio tak czysto transakcyjnie patrzeć na recenzje i dyskusje o pisaniu. Twoje teksty są godne uwagi, po prostu warto je czytać, a w związku z tym zasługują na komentarze od odbiorców tak czy inaczej.

Coś tam jeszcze Twojego czytałem i prędzej czy później skreślę w odpowiednim miejscu parę słów.

Pozdrawiam :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie wiem w sumie, czy to sympatyczne czy raczej straszne, zwłaszcza że źle się kończy. W każdym razie przyjemnie się czytało i nawet suspens był.

A cały układ Alfa Centauri i kilku innych sąsiadów zniknęło

Stworzyłaś naprawdę problematyczny podmiot szeregowy. Jak uzgodniłaś orzeczenie? Intuicyjnie? Sprawdziłaś, co na to słowniki poprawnościowe? Ja nie sprawdzałem, ale moim zdaniem każde orzeczenie przeszłe będzie tu brzmieć dziwnie. Rozważyłbym przeformułowanie.

Ogólne wytyczne:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/orzeczenie-przy-tzw-podmiocie-szeregowym;10444.html

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

– Zegar na wieży bije jedénastą…

Taki mały niuans, ale bardzo spodobało mi się e kreskowane. Aha, znalazłem przez “Ctrl+F”, że ostatecznie ktoś (Ananke) zwrócił uwagę na ów detal. Kiedy dawno temu czytałem “Namiestnika”, sprawdzałem nawet, czy w pierwszych wydaniach “Kordiana” nie występował zapis z e pochyłym. Nie potwierdziło się. Uznałem więc, że to albo dialekt Marka (teraz wiem, że taki właśnie był Twój zamysł), albo sam alternatywny Słowacki pisał trochę inaczej.

Co do fabuły – pamiętam, że początek niezwykle mi się podobał, zapowiadało się świetnie. W pociągu zaczęło być trochę gorzej. Bez przerwy coś się działo, aż za dużo i trochę nazbyt chaotycznie, jak dla mnie – wiem, halucynacje, ale mimo wszystko odczuwałem przesyt i niedosyt jednocześnie. I koniec nie bardzo rejestruję jako koniec, średnio się to spina, opowiadanie robi wrażenie urwanego. Czyli kompozycyjnie najwyżej tak sobie.

Dialekt bohatera – finezja, zarys sytuacji politycznej – bardzo ładnie. Z postaci (oprócz Maróka [edit: oho, nabrałem się :)], rzecz jasna) pamiętam cesarzową i nimfę, scena z pierwszą udała się doskonale, z tą drugą już nie – za szybko to szło, relacja Marka i nimfy powinna się rozwijać wolniej, przeczytałem jakby wiele scen upchanych w jednej.

O grozie nic nie powiem, nie pamiętam tego typu poruszeń, gdy czytałem, więc jeśli się pojawiły, to nieznaczne. Tylko że na mnie horror działa w stopniu ograniczonym.

Tak czy inaczej, było ciekawie, nawet w “zbyt szybkim” pociągu i absolutnie, Ślimaku, nie żałuję czasu poświęconego na przeczytanie Twojego opowiadania.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mamy tu typowy szorciak z przewrotką typu “to nie to, co się wydaje na pierwszy rzut oka”. Całkiem przyjemnie się czytało. Niektórzy zmieściliby tę treść w stusłówku, ale tak też jest dobrze.

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

diablik tak się ubrał specjalnie

Co za prowokator (diablik, ale Koala trochę też) :>

śpiewany przez – nomen, omen – Macieja Kossowskiego

A tu to mnie zaskoczyłaś znajomością niszowych tekstów :) Nadal szkoda, że nie Michał.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zgrabne i chytre jak Agatka. Próba bezprawnego przejęcia własności niematerialnej, a dziewczyna nieźle wybrnęła z tego kryzysu metafizycznego. Podoba mi się miecz świetlny, Michał w moim opku (nie polecam ;)) też taki posiadał. Co do diabła mam jedną małą wątpliwość:

bluzka

«górna część ubrania kobiet lub dzieci»

(za SJP PWN)

Ale może to tak specjalnie.

Też się cieszę, że jutro sobota :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tylko drobna uwaga: pod względem szyku jest nietypowo. Niektórzy pewnie powiedzą, że błędnie, bo taką kolejność rzadko się w literaturze spotyka.

Standardowo przysłówek i rozwinięty przysłówek (tu: kusząco / niemal kusząco) w didaskaliach kończących zdanie zaczęte kwestią dialogową umieszcza się po czasowniku. Czyli np.:

– Wieczorny zastrzyk – informuje niemal kusząco pielęgniarka.

– Wieczorny zastrzyk – informuje pielęgniarka niemal kusząco.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zgadzam się ze Ślimakiem i z Finklą.

– Znam cię? – nie dawałam za wygraną.

– Znam cię? – Nie dawałam za wygraną.

Obie wersje są poprawne. Odpowiadają mniej więcej następującym sformułowaniom w mowie zależnej:

Nie dawałam za wygraną, zapytując, czy go znam.

Nie dawałam za wygraną. Zapytałam, czy go znam.

Różnica w zasadzie zaniedbywalna, ale w pierwszym przypadku niedawanie za wygraną jest z wypowiadanymi słowami ściślej związane. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niektórzy głupcy zaczynają nawet od “dawno, dawno temu”. A wystarczyłoby “temu”. “Temu w galaktyce” – to najlepszy początek dla opowieści science fantasy.

Poważnie i ad meritum: choć to współcześnie bardzo rzadka praktyka, wolno. Żaden przepis nie zabrania.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Taka smutna dobranocka…

Niezłe.

Mam niejasne wrażenie, że podlinkowaną animację kiedyś już widziałem.

 

Klimatem skojarzyło mi się nawet ze “Starością aksolotla” Dukaja i filmikiem promocyjnym do tejże: https://www.youtube.com/watch?v=kFHMb_9Pr2s

Powieść, która pokazuje, że – nawiązując do wpisu Tarniny – może być i fabuła, i logos, i mocna impresja.

Poza tym odlegle ze “Światem bez ludzi”:

https://www.filmweb.pl/film/%C5%9Awiat+bez+ludzi-2008-483118

To był jednak dokument, bez tego niemal intymnego kontaktu z ludzkimi szczątkami i bez robotów.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A Bohr już siodła motocykl Gamowa…

 

W podręczniku do fizyki dla klas ósmych był kiedyś wiersz Gamowa. Tego od "Pana Tompkinsa w Krainie Czarów", teorii alfa-beta-gamma (pierwotna nukleosynteza) i kilku innych rzeczy. Także od rozważań na temat napędu jądrowego dla statków kosmicznych – jakże spójnie z co poniektórymi wpisami wyżej :)

 

Pamiętam, że zaczynał się tak:

Ten urodziwy brytyjski lord,

Znany nam Ernest Rutherford,

Poczciwy swój farmerski ród

Z Nowej Zelandii prosto wiódł.

 

A kończył tak:

Gamow! To już jest koniec świata,

Bohrowi tego dawać grata!

 

Teraz w Internecie nie znalazłem tłumaczenia, trafiłem za to na oryginał:

 

…that handsome, hearty British lord

We knew as Ernest Rutherford.

New Zealand's farmer's son by birth,

He never lost the touch of earth;

His booming voice and jolly roar

Could penetrate the thickest door,

But if to anger he inclined

You should have heard him speak his mind

In living language of the land

That anyone could understand!

 

One day George Gamow, as his guest

By Rutherford was so addressed

At tea in honour of Niels Bohr

(Of whom you may have heard before).

The men talked golf, and cricket too;

The ladies gushed, as ladies do,

About a blouse, a sash, a shawl --

And Bohr grew weary of it all.

"Gamow," he said, "I see below

Your motorcycle. You will show

Me how it works? Come on, let's run!

This party isn't any fun."

 

So to the motorcycle Bohr,

With Gamow running after, tore.

Gamow explained the this and that

And Bohr, who on the saddle sat,

Took off to skim along the Backs,

A threat to humans, beasts and hacks,

But though he started full and strong

He didn't sit it out for long.

No less than fifty yards ahead

He killed the engine dead

And turning wildly as he slowed

Stopped traffic up and down Queen's Road.

While Gamow rushing to the fore,

Was doing what he could for Bohr

Who should like Jove himself appear

But Rutherford. In Gamow's ear

He thundered: "Gamow! If once more

You give that buggy to Niels Bohr

To snarl up traffic with, or wreck,

I swear I'll break your bloody neck.”

 

https://web.pa.msu.edu/people/edmunds/Bohr_Gamow_Motorcycle/bohr_gamow_rutherford_poem.txt

Jak dla mnie po prostu piękne :) Puenta zgrabniejsza niż w tłumaczeniu (choć bez końca świata).  

 

A teraz na osłodę, streszczenie tego mojego opowiadania sprzed trzydziestu lat

Skojarzyło mi się z innym tekstem sprzed około trzydziestu lat, Kwarantanną Egana, może dlatego, że ani Twojego opowiadania, ani tej powieści nie znam, o obu tylko czytałem ;) To też a propos końców świata, Bohra z jego kopenhaską interpretacją, a propos kolapsów, koherencji i dekoherencji w fizyce oraz w komentarzach. Nie żebym coś miał przeciwko dygresjom i przetrwaniu świata.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo wilcze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

z japońskimi strasznościami

Swoją drogą Muminki to nic innego, jak japońskie straszności :)

“Muminki się cieszą, gdy kogoś powieszą”, wszyscy tak śpiewali.

 

Był jeszcze Wodnik Szuwarek, a także Żwirek i Muchomorek. I Jozin z Bazin. A nie, czekaj…

Sympatyczny szorcik, szkoda, że nie holo :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finkla chwali poezję, koniec świata. Nawet jeśli ogólnie pod Twój gust, spodziewałem się choć jednego gorzkiego słowa, tak dla równowagi. A tu – rozczarowanie ;)

Klikałabym oburącz

Jak wąż boa. Biorąc pod uwagę kontekst, musiałem to napisać.

 

Dziękuję :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Koalo :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

AP – dziękuję za komentarz :)

Pełna lektura byłaby nader mozolna ze względów, powiedzmy, kaligraficznych, ale wrażenie niesamowite

Rzeczywiście, Ślimaku.

przypuszczam, że parędziesiąt lat temu uznano by to za bardziej nieprawdopodobny postęp niż podróże międzygwiezdne

Traktuję to jako hiperbolę, to znaczy – ja bym nie uznał, ale prawda, że życie nas zaskakuje.

Co do przecinków, pracujemy pomału z Tarniną i Ananke nad drugą częścią fantastycznego poradnika interpunkcyjnego (dla średnio zaawansowanych, po opublikowanej już przez Tarninę Interpunkcji dla początkujących). Pomyślałem, że ma to szanse Cię zaciekawić.

To zaproszenie do projektu? Wierzę, że udział w nim Waszego Wybitnego Trio wystarczy, by ów fantastyczny poradnik był fantastyczny ;) Twoje komentarze w podlinkowanym wątku upewniają mnie, że ja już nie jestem w projekcie potrzebny. Ale będę oberwował!

 

 

Co do podróży międzygwiezdnych –

AP, Jimie – widzę, że Ślimak otworzył małą puszkę Pandory ;) Niezła dygresja.

Więc pewnie, przed erą podróży międzygwiezdnych byśmy się doczekali prawdziwych gwiezdnych wojen

Dostrzegam potencjał na cały cykl SF :)

 

Były jeszcze wiechecie Forwarda-Landisa (Starwisp).

Rozwiązanie eleganckie – wielofunkcyjne siateczki nanorurek jako żagle, komputery i instumentaria w jednym, a antena tańsza niż wspomniana flotylla laserów. Jednak problemów technicznych nawet więcej niż w przypadku Starshota czy Starlighta.

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

jeżeli nie czujesz potrzeby umieszczenia tego przecinka, właściwie nie ma powodu nalegać.

Uff. Również dziękuję za linki i dyskusję. Ten z Poradni przydatny i z piękną puentą, a pierwsze wydanie PT też chętnie sobie poprzeglądam.

Widzicie to przekreślenie przy “zbożem”?

Tylko co tam jest przekreślone? o_0 Domyślam się, ale… W każdym razie dzięki, Jimie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wiersz oczywiście kojarzę :) Dziękuję, Adamie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka