Profil użytkownika


komentarze: 58, w dziale opowiadań: 54, opowiadania: 37

Ostatnie sto komentarzy

Hej,

opowiadanie podobało mi się ( jak chyba każde spod Twojej klawiatury, które miałem okazję czytać :)). Stylizacja nie męczy, wręcz powoduje, że czyta się przyjemnie i pomaga zagłębić w historię. Fajnie pokazana ewolucja bohaterki: z pasjonatki botaniką sama się nią staje. Zakończenie jest mroczne i przewrotne.

Cześć, 

super short. Napięcie towarzyszyło mi prze prawie całą lekturę, czytało się to niesamowicie sprawnie, a sama historia jest bardzo ciekawa. Fajnie, że wycieczka była inspiracją do napisania tego opowiadania :)

Cześć Jerry, 

przyznam, że z niecierpliwością wyczekiwałem Twojego tekstu. Jak na osobę, która prawie do każdego tekstu ma zarzuty, sam piszesz przeciętnie. Przez bardzo długi czas przeglądając komentarze, zastanawiałem się czy jesteś wybitnym literaturoznawcą, czy też najzwyklejszym trollem internetowym.

Występują powtórzenia, zdania są schematyczne, a sama historia od samego początku nie porywa. Tekst posiada luki logiczne oraz nielogiczne metafory. Osobiście short mnie nie porwał, wręcz czytałem go na siłę, ale się poświeciłem z w/w przyczyny :)

To ja widzę to tak: jest 4 jury, każdy z was może dać 1,2,3,4 pkt na opowiadanie.

Bordowy → dyskwalifikacja

Czerwony → 1 pkt

Zielony → 2 pkt

Granatowy → 3pkt

Złoty → 4pkt 

I jest to oczywiście punktacja od Ciebie :D

Piórka w kałamarzu są mylące, ale myślę, że nie mają większego wpływu ( pojawiają się 3 kolory złoty, srerbeny i brudny srebrny/brązowy? xD) i jest to raczej błąd AI. 

Hej,

pomysł na opowiadanie ciekawy, bardzo przygodowy. Niestety od początku się gubiłem.

W trzecim akapicie opisujesz bohaterów, a dopiero później przedstawiasz ich z imienia. Szczerze mówiąc przy późniejszym czytaniu gubiłem się kto jest kim. Blondynek, wąsacz, czarnowłosy. Opowiadanie zyskałoby na czytelności, gdybyś posługiwała się imionami.

Od pierwszego akapitu miałem wrażenie, że narracja jest trzecioosobowa ograniczona i głównym bohaterem jest Digo. Później następuje headhopping (wymienię poniżej) i osobiście nie byłem się w stanie zżyć z bohaterami. Według mnie opowiadanie wypadłoby o wiele lepiej, gdybyś “siedziała” w głowie jednego bohatera na jedną scenę. 

Dialogi bohaterów, choć są sympatyczni, brzmią bardzo podobnie i brak didaskaliów utrudniał rozpoznanie kto co mówi.

Poniżej sugestie, które są sugestiami. Olej lub zaaplikuj :D

Na czele tej czwórki szedł blondynek, bardzo krótko obcięty, tuż za nim podążał masywny czarnowłosy młodzieniaszek, a trzecim był modnie ostrzyżony chłopaczek z delikatnym jeszcze wąsem ukrywającym zajęczą wargę. Pochód zamykał najstarszy z nich, bliznowaty ze śladami po ospie, Digo. Wszyscy mieli kocie oczy.

Młodzieniaszek/chłopaczek → taki trochę rym częstochowski.

Kilka miesięcy statkiem tylko po to, żeby dostać się do jakiejś dziury zwanej Port Jackson. Po drodze minęli małą wyspę, na której przebywali młodzi chłopcy, tak jak oni, i Port Arthur, który z obozu drwalskiego przeistoczono w największą kolonię karną. Głównym celem było „zmienić łotrów w uczciwych ludzi”.

“Tak jak oni” → nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale Digo jest opiekunem/ nauczycielem, więc jest starszy?

Ruben wzruszył ramionami, mając wrażenie, że kawałek jedzenia nadal tkwi w zębie. Czas było sięgnąć po drastyczniejsze środki.

headhopping

W tak zmiennych warunkach nieumiejętne i lekkomyślne postępowanie może mieć fatalne skutki.

Można usunąć, poprzedni akapit jasno nakreśla zagrożenie.

Ruben spętał konie, wrócił szybko do ogienka i przysiadł obok Feta, kuląc się z zimna. Temperatura spadała bardzo szybko i wiedźmin podejrzewał, że w nocy może być nawet zero stopni.

Ogniska?

Siedliście i szepczecie jak para zakochanych gołąbeczek.

Gołąbków

Ruben odczekał, aż Digo zniknie między trawami i szepnął.

Kiedy Digo wstał i poszedł? Można zrobić z tego kolejną scenę.

Nasz przynęta poszła za potrzebą – uśmiechnął się paskudnie blondynek.

Zjadło „a”.

Digo grzmotnął o ziemię jak długi i wił się po niej niczym robak nabity na haczyk, to cząc przy tym pianę z ust.

Spacja

– Trzeba go spalić – powiedział spokojnie i beznamiętnie masywny wiedźmin.

Wystarczy beznamiętnie

Musieli wziąć towarzysza ze sobą, z nadzieją, że szybko znajdą odpowiednie miejsce i warunki, albowiem ciepło nie pozwalały, go wozić.

Pozwalało. Zdanie również jest trochę niezgrabne.

Rubenowi nie trzeba było powtarzać, rozchlastał rękę zmarłego aż do łokcia, co nie było zadaniem łatwym.

Można rozbić → Rubenowi nie trzeba było tego powtarzać dwa razy. Z trudem rozchlastał rękę zmarłego aż do łokcia.

„Wskazówki, które zostawił Digo, doprowadziły ich i z mniejszymi lub większymi problemami, dotarli na zawody.”

Wskazówki, które zostawił Digo, doprowadziły ich z mniejszymi lub większymi problemami, aż w końcu dotarli na zawody.

– Są już chyba wszyscy – mruknął Sken, przyglądając się, w jakiej ilości przybyli Koty.

Przybyły

Cześć!

Zaczynasz tworzyć bardzo fajne uniwersum, do którego chce się wracać. Z chęcią przeczytałbym całość jako powieść. :)

PS Mit o Korze jest jednym z moich ulubionych (przegrywa z Orfeuszem i Eurydyką).

Jak najbardziej masz rację :) Riordan opisywał krwawienie bogów jako złote smugi, płynne złoto etc., ale tak jak napisałeś: czytelnik nie miał czasu na zastanawianie się nad kolorem :) Dodatkowo, tylko ja się przyczepiłem do tej nieścisłości, więc proszę zignorować :P

“wstęga krwi” dalej będzie mi się kojarzyć z czerwonym. Może po prostu wstęgę ichoru? 

Cześć, do Twojego tekstu wcześniej podchodziłem dwa razy i dwa razy się poddawałem, bo ktoś zawracał mi głowę. Nie chciałem go czytać w przerwach, na kolanie – od pierwszego akapitu zapowiada się dobra historia.

Tak jak ktoś wspomniał w pierwszym komentarzu – motyw jest często wykorzystywany, ale Ty ograłeś go na swój sposób. Dziewczynka co prawda podchodzi do śmierci z nadmiernym entuzjazmem, ale w tym tkwi cały jej urok. W żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało.

Charon w tekście przywiązuje się bardzo szybko do Nili, ale też jako czytelnicy nie widzimy tego, co jest pomiędzy. Wierzę, że naświetliłeś te najważniejsze momenty, a te mniej dalej gdzieś tam istnieją i kiedyś je poznamy :) W końcu czas przy brzegu Styksu biegnie inaczej.

Sprzeczka o kolor łodzi szczerze mnie rozbawiła i pokusiłem się nawet o cichy chichot. Jedynie co jest dla mnie niejasne, to:

„Ciało nabierało prędkości, zostawiając za sobą krwawą wstęgę”.

Charon jest istotą boską, potomkiem bogów, więc w jego żyłach powinien płynąć ichor, który jest złoty. „Krwawa” kojarzy mi się z czerwonym, chyba że w domyśle i czymś oczywistym miało być, że szlaczek pozostawiany przez jego ciało jest złoty. Jeżeli tak, to z góry przepraszam :)

Tekst czytało się wyśmienicie i z niecierpliwością czekam na kolejne z serii :)

Akurat wszedłem na portal i zobaczyłem Twoje opowiadanie. Kliknąłem, chciałem dodać do kolejki, ale jak zobaczyłem ilość słów, to stwierdziłem, że od razu przeczytam :D

Cześć, 

nie wiem czy taki był zamysł, ale te bloki tekstu mnie zmęczyły. Oznaczyłeś opowiadanie jako uczestniczące w konkursie, a nie ma ani tytułu, ani obrazu, ani wspomnienia o samej szanownej autorce.

Osobiście było mi się ciężko skupić, ale też przedstawiasz portret osoby chorej, ogarniętej obsesją – może taki właśnie był twój zamysł. Początek czytałem z zainteresowaniem, które z każdym kolejnym zdaniem malało.

Dziękuję Outta Sewer, tak też zrobię :D

Ja również nie lubię tematyki wojennej, ale podałaś ją w taki sposób, że chciało się czytać. Na początku lekko się zatrzymałem, jednak później szło gładko jak po maśle :)

Witek jest melepetą życiową. I nie chodzi tutaj o to, że mu się nie powodzi. Po prostu narzeka i to strasznie dużo. Gdy nagle postanawia wbiec w ogień, pojawił się pierwszy zgrzyt, ale bardzo ładnie to ograłaś. Pomimo tego, że narzeka, to postanawia się zmienić i zrobić coś, co nie pasuje do jego charakteru. I tutaj mamy pierwsze złamanie bohatera.

Kolejnym zgrzytem jest Miriam. Dziewczyna spotyka obcego mężczyznę na ulicy i postanawia mu pomóc. I znowu: ładnie to ograłaś. Jest wojna, jest getto. Ludzie sobie pomagają, bo sami mogą tej pomocy potrzebować jutro.

Przechodzimy do sceny, gdzie Witek stoi na mostku z Miriam. Jest tutaj drugie przełamanie bohatera.

Przez całe życie mylił dyskomfort z cierpieniem. Zwolnienie z pracy, kosz od dziewczyny, rodzina, która go nie rozumiała – całe to starannie skatalogowane nieszczęście, które nosił ze sobą jak wór kamieni, było tylko niepokojem człowieka, któremu dużo dano i mało zabrało. Tu, na wysokości kilku metrów, ten wór po prostu zniknął.

W kilku zdaniach podsumowałaś społeczeństwo. W dzisiejszych czasach problemy zawodowe, zdrady, brak wystarczających funduszy na tak bardzo kuszący konsumpcjonizm są dla dużej części ludzi katastrofą. Bo jak to tak? Nie mogę mieć nowego iPhone’a? I Ty pokazujesz, co tak naprawdę tą katastrofą jest lub było. Szczególnie teraz, gdy przyszłość wydaje się niespokojna.

Chociaż jest to opowiadanie o ciężkiej tematyce, to udało Ci się mnie wzruszyć. Pierwszy moment, gdy łezka poczuła bunt i chciała się wydostać, to moment, gdy Miriam, mimo tego, że może uciec z getta, postanawia zostać dla mamy.

Drugiego momentu się nie spodziewałem. Witek zabiera zdjęcie ze spalonego mieszkania i oddaje staruszce. I tutaj znowu zakręciła się łezka.

Super opowiadanie i gratulacje!

regulatorzy jak zawsze chylę czoła :) Cieszę się, że opowiadanie było na tyle interesujące, że nie przerwałaś czytania i podzieliłaś się uwagami, które są dla mnie niezwykle cenne. 

Dziękuję za łapankę !

Outta Sewer Siema! To ja może zacznę od końca :D

Dzięki za podzielenie się tym tekstem. 

To ja dziękuję za tak obszerny komentarz.

Gorzej Ci wyszła postać Łukasza, bo to, że umiera i chce jeszcze pożyć to nieco za mało – w Twoim opowiadaniu, pomimo, że pełni on rolę postaci pierwszoplanowej, przez całą lekturę miałem wrażenie, jakby był postacią tła. 

Jest to dla mnie bardzo celna uwaga. :) Mam tendencję do przegadywania i nie potrafię jeszcze w odpowiedni sposób ciąć tekstu. Jak grafomańsko piszę książkę, to mam czas na rozbudowanie postaci, pokazanie świata i wrzucenie wszystkich pomysłów, które mnie bawią. Opowiadanie rządzi się trochę innymi prawami i dalej się tego uczę.

Poświęciłeś też trochę miejsca motywom, które nie popchnęły fabuły do przodu, za to dodały kolorytu przedstawionej opowieści – chodzi mi tutaj o motyw z tańcem Japonki na przykład. Równie dobrze mogłoby go nie być, bo jego brak nie zaszkodziłby opowiadanej historii, a mimo to, nie był zupełnie bezcelowy, bo pozwolił Ci na dopełnienie (nomen omen :)) obrazu Skarbu Narodowego.

I też przechodziło mi przez głowę, żeby go wyciąć, ale najzwyczajniej było mi szkoda :D

Mam nadzieję, że żadna moherowa babcia nie przeczyta tego opowiadania, bo jeśli to zrobi, to za pijusów i zbereźników apostołów ani chybi poprosić Świętą Panienkę o zagrzybienie Ci mieszkania. I oby tylko mieszkania, naaah mean? ;)

Oby! Na grzyba to jeszcze tabletki i maści kupię. Gorzej, jak zadzwoni do Ojca Prezesa – nie obejrzę się, a przyjedzie zgraja w mercedesie od bezdomnego.

Dziękuję za wytknięcie błędów językowych :) 

Jednak jedno – źle to brzmi. Spojrzenie zamkniętych powiek – nie ma czegoś takiego, bo zamknięte powieki nie posyłają spojrzeń. Podkreślone mówi mi coś takiego: jedno spojrzenie zamkniętych powiek sprawiało, że serca najtwardszych mężczyzn galopowały, w czym nie pomagały rzęsy. Wiem, co chcesz powiedzieć, ale w tej formie ten fragment nie ma sensu. 

Gdy pierwszy raz zobaczyłem „Senne przestworza”, to pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to właśnie te zamknięte oczy. Na nich zbudowałem koncept całego opowiadania – po prostu wiedziałem, że muszą być zamknięte. Wiem, że „spojrzenie zamkniętych powiek” jest mylące, ale też nie miałem pomysłu, jak inaczej to określić.

To, co mi się tutaj nie spina to kilka informacji: niemożność usunięcia obrazu, który wgryzł się w ścianę, sprawiłoby, że ów obraz stałby się supersławny.

I obraz jest sławny. Starałem się zasygnalizować to w dialogu Damiana: „To jest ten obraz, co zsyła klątwy na ludzi?”. Dlatego też jest otoczony barierkami i pilnowany przez ochroniarza z „powiększoną pałką”. Jeżeli chodzi o sny, to pojawiały się przebłyski z jego podróży z Damą – takie mini flashbacki, które nie wskazywały jasno gdzie, jak, kiedy oraz z kim dokładnie. Rozumiem, że może być to nieścisłe, dlatego też jest to dla mnie kolejna celna uwaga. :)

Aha, no i nie wzruszyłem się ani przez moment, jak niektórzy komentujący. Ale to nic złego, bo nawet jeśli celowałeś w ten efekt, to przecież pewnie zakładałeś, że znajdą się takie nieczułe dziady jak ja, które pozostaną emocjonalnie obojętne :)

Następnym razem postaram się bardziej :D

Jeszcze raz bardzo dziękuję!

 

 

Koala75 dziękuję! :)

Cześć,

czytało się to niesamowicie – od pierwszego słowa nie można się oderwać. Poruszyłeś tematykę wykorzystywania dzieci, kontroli społeczeństwa oraz jego upadku i pokazałeś, jak świat może wyglądać, jeżeli wszystko runie.

Niesamowicie poruszyła mnie scena, w której Floriana spogląda na Chiarę i wspomina, że jest ona wykorzystywana seksualnie, a co gorsza – traktuje to jako coś normalnego. Relacja z rodzicami jest skomplikowana: z jednej strony chcą lepszego życia dla dziecka, z drugiej są chciwi – o ile można tak nazwać pragnienie wyrwania się z biedy. Niestety wygrywa to drugie i to łamie czytelnika, bo niby rozumiesz ich motywy, ale wcale tego nie chcesz.

Zastanowiła mnie również relacja z robotem. Pokazuje ona, jak AI może zmienić nasze życie: będziemy mu bezgranicznie ufać i oczekiwać pocieszenia, a w zamian otrzymamy manipulację.

 

Nie mogę kliknąć, ale jeżeli dobrze rozumiem, to mogę je nominować do najlepszego opowiadania, co też uczynię :)

PS. Żałuję, że w konkursie jest limit znaków. Z chęcią przeczytałbym więcej.

Bardzo fajna personifikacja :) Tekst w bardzo plastyczny sposób mówi o przemijaniu oraz o marzeniach, które każdy z nas posiada i ich nie realizuje. Dotyka i daje do myślenia.

Mój człowiek nie nauczył mnie sięgać po marzenia. Jasne, miał ich wiele, karmił się przez lata pięknymi wizjami, ale żadna nie ujrzała nigdy światła dziennego. → jest to bardzo głębokie.

Marszawa witam uprzejmie kolejnego członka jury :)

Cześć, bardzo fajne opowiadanie. Początek trochę mi się dłużył, ale wraz z biegiem opowiadania historia stawała się coraz ciekawsza. Bardzo ładnie pokazany dualizm: Michał wybiera miłość do człowieka, nie bacząc na jego niedoskonałości, a Lucyfer wybiera nienawiść w imię ochrony Zamysłu.

Powodzenia w konkursie! :)

regulatorzy dziękuję za komentarz i wskazówki, już je wprowadzam :)

Robert Raks dziękuję :)

OldGuard dzięki za klik!

marzan, dziękuję za wskazanie błędów, których w życiu bym sam nie zauważył – pokazuje to, jak wiele się jeszcze muszę nauczyć :). Co do rubaszności, sam się zastanawiałem, czy jej nie zmniejszyć, ale dla mnie wzruszenie wybrzmiewa lepiej, gdy wcześniej jest śmiech.

 

Trudno jest mi to sobie wyobrazić. Cieni czego? Poza tym w muzeach dzieła zwykle są eksponowane. 

Chciałem podkreślić, że obraz wisiał na uboczu: niepodziwiany, porzucony, zapomniany przez kustoszy.

 

OldGuard, anegdota zacna :D Ja kiedyś czytałem, jak młodzi chłopcy w San Francisco, znudzeni podziwianiem, postanowili przetestować zwiedzających. Położyli okulary na podłodze i obserwowali, jak wokół nich zbiera się grupa ludzi dyskutujących nad „sztuką”. Dziękuję bardzo za klika, a zgłoszenia w życiu bym się nie spodziewał :D Zapis dialogów pieczołowicie przestudiuję.

To nie powinno już zadziałać jako życzenie?

Koncept jest taki, że musi wypowiedzieć “życzę sobie”. Sam to przeoczyłem przy pierwszym życzeniu, dlatego też jest to bardzo mylące.

Czy nie powinien być ostrożniejszy w wymawianiu życzeń? Poza tym nie dostał tego, co chciał – dostał kasyno, nie koncert. Chyba że kluczowe jest “zagram losowi na nosie”, ale moje pierwsze skojarzenie w tym zdaniu to był jakiś festiwal muzyczny, nie hazard

“zagram losowi na nosie” jest kluczowe. Później Dama zabiera go do Muzeum, gdzie jest spełnione życzenie dotyczące muzyki.

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję za wskazanie błędów. Jutro na spokojnie przysiądę i wszystko poprawię, teraz niestety muszę robić krokiety na imprezę. 

 

Piekielne te małe fasolki! Super opowiadanie – pełne ciepła i humoru. Czytając je, aż miałem ochotę znaleźć wehikuł czasu, wrócić się dziesięć lat wstecz i znowu usłyszeć to słodkie, a po którymś razie irytujące: „A co to?”.

W jaki sposób przychodzą na świat dzieci? Na pewno to dla was jasne, tego nie wiedzą tylko przedszkolaki i prawicowcy.  → kocham

 

Wiecie, w jaki sposób ludzie się w sobie zakochują? Na pewno to dla was jasne, tego nie wiedzą tylko przedszkolaki i zacietrzewione feministki.​ → kocham jeszcze bardziej

 

MichaelBullfinch Dzień dobry :)

melendur88 dzięki za budujący komentarz i cieszę się, że siadło :D Również życzę powodzenia!

Cześć,

na plus pomysł i dialogi :)

Też dam rady od siebie: czytaj tekst na głos, poprawia on rytmikę. Tam gdzie się zacinasz, to znaczy, że coś nie gra. Czytaj dużo, pisz jeszcze więcej. Analizuj teksty swoich ulubionych autorów, zastanawiaj się co Ci się spodobało w danym zdaniu. Patrz na szyk i jak płynie melodia zdania.

Z książek, które mogę Ci polecić na start:

“O pisaniu. Na chłodno” Mroza. Język ma bardzo przystępny i opowiada o tych samych bolączkach, co myślę, że spotykają każdego.

“Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy” Joanny Wrycza-Bekier. Dowiesz się czego unikać w konstrukcji zdań oraz jak je budować, żeby nie nudziły czytelnika.

I najważniejsze: nie poddawaj się!

Siema :D

Stary, powiem ci, że czarujesz mnie tym stylizowaniem języka. Płynie, leci, miło się słucha. Opowiadanie bardzo ciekawe. Czytałem w pracy i wręcz się irytowałem, gdy ktoś wyrywał mnie z immersji. Pierwsza połowa opowiadana przez Nawojkę podobał mi się o wiele bardziej, było tam coś magicznego – czułem się jakbym siedział w kuchni u babci i słuchał jej historii. Oczywiście w nowocześniejszym języku. Z resztą Twoja poprzednia stylizacja budziła we mnie podobne uczucia :D

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Pozdrawiam!

Berig, dzięki za odwiedziny :D Przyznam szczerze, że przed publikacją powyższego opowiadania nie czytałem twojego. Nie chciałem zakłócać swojej wizji :D Jeżeli chodzi o motyw opowiadań, to myślę, że sam obraz nas naprowadził. Im dłużej go analizowałem, tym bardziej ciągnęło mnie w tym kierunku. „Senne przestworza” mają w sobie coś takiego, co skłania do rozważania nad śmiercią. Jest bardzo melancholijny, ale też daje pewne ukojenie. Dlatego też w obu opowiadaniach śmierć nie jest końcem, a początkiem nowej drogi :) Dzięki bardzo za wyłapanie literówek. Poprawię je, jak w końcu wrócę do domu :D

Bruce, dzień dobry, kłaniam się nisko :)

CZARNA2, cieszę się, że się pojawiła :D Długo zastanawiałem się, czy historia wybrzmi tak, jak powinna, i czy rubaszność nie przyćmi wrażliwości Damy.

Chalbarczyk, dziękuję za odwiedziny, klik oraz wyłapanie „krzywienia się”. Przejrzę i poprawię, jak tylko będę miał czas. Cieszę się, że historia Ciebie zainteresowała :)

Witam konkursowego brata! :)

Opowiadanie spodobało mi się, nawet bardzo. Pierwsza część, dotycząca umierania, jest napisana bardzo obrazowo – czuje się pogodzenie bohaterki ze śmiercią. Mały zgrzyt: nie rozumiem, dlaczego ksiądz był ważniejszy od „Kubełka” (swoją drogą, bardzo podoba mi się to zdrobnienie).

Bardzo ładnie opisałeś omamy i wolność od bólu. Mniej więcej właśnie tak sam bym to sobie wyobraził.

Przeskok, choć zapowiedziany, jest bardzo nagły. Na chwilę wybiło mnie to z rytmu, ale zaraz znowu zagłębiłem się w historię. Pokazałeś „życie” po śmierci w wyjątkowy sposób, dający do myślenia. Termin „Pervity” nieco mnie wyrzucał, ale tak już jest ze słowotwórstwem. Nawet teraz wyszukałem to słowo w przeglądarce i pojawiła mi się strona z filmami 18+! :D

Spodobał mi się również koncept tego, że dusza nie ma płci. Nie widzę w tym żadnego narzucania ideologii. :)

Opowiadanie zdecydowanie zasługuje na trafienie do biblioteki i kliknąłbym, gdybym mógł.

 

– Ale co ci szkodzi? Przecież jeżeli Bóg nie istnieje, to nie poniesiesz żadnej konsekwencji z powodu przyjęcia sakramentu, a jeżeli istnieje, to dajesz nam szansę spotkać się po tamtej stronie… – Kuba gestykuluje z przekonaniem. Jest pełen uniesienia. → jest to trafne podkreślenie hipokryzji kleru i wiary :)

Cześć, mega przyjemnie się to czytało. Humor pasuje, tempo pasuje, wszystko pasuje :D Również bardzo podobała mi się stylizacja nieszczęsnego Diuka.

Pytanie tylko, co biedna kobyłka zrobi, jak na romanse najdzie go ochota?

Sedno problemu :D Ale… wprowadzasz słowiański klimat, który teraz leci na dużej fali. Rynek polski jest zalewany chłamem zza granicy – wszędzie silne, niepokorne kobiety szukające miłości życia. Najlepiej przystojnej, bogatej i z dzyndzlem, który biologicznie jest niemożliwy. Osobiście się tym przejadłem.

Potrafisz pisać teksty humorystyczne – Belzebub – więc może warto gdzieś to tam połączyć. Nie musi być takie samo jak powyżej, ale trochę szkoda marnować świat :)

 

Siemka,

na wstępie nie zgodzę się z tym, że samotne matki nie są poruszane w opinii publicznej. Żyjemy w coraz bardziej wyizolowanym społeczeństwie, gdzie relacje umierają, zastępowane dopaminą z SM. Zgodzę się jednak, że motyw samotnej matki jest rzadko poruszany w literaturze :)

Co do tekstu jest on bardzo ładny, wzruszający. Melancholia wyziera z każdego zdania. Bardzo spodobała mi się antropomorfizacja lęku samotnej matki – coś z czego niby człowiek zdaje sobie sprawę, ale nie do końca. Twój tekst pozwolił mi na głębsze spojrzenie.

Jeżeli chodzi o zdania i rytm, to chylę czoła :) Bynajmniej nie jest to tekst, który wygląda jak “AI”.

Pozdrawiam

Dzień dobry, pani Bukietowa!

Opowiadanie mnie nie porwało; pod koniec wręcz musiałem czytać kilka razy, żeby zrozumieć, o co chodzi. Tomek przywozi Gośkę, jest kąpiel, ta wskakuje do dołu – dalej nie wiem po co. Fajerwerki, dym, kobiety cofają się przerażone, podczas gdy jedna nadal jest w dole z kompostownika. Myślę, że zdecydowanie lepiej by mi się to czytało, gdybym znał poprzednią część.

Jeżeli chodzi o język, jest on przystępny i zrozumiały. Sceny są spójne i wynikają jedna z drugiej, więc nie miałem problemu z odnalezieniem się w historii, za wyjątkiem końcówki. Zdania piszesz bardzo ładnie, ale pojawiają się literówki, powtórzenia oraz – moim zdaniem – niezgrabne sformułowania. Choćby poniższe:

Kobieta gryzła wnętrze policzka i stukała palcami wskazującymi o siebie. → Skojarzyło mi się to z nastolatką, która robi „UwU”, a nie z dojrzałą, zamyśloną kobietą.

Mam nadzieję, że uwagi będą pomocne, a nie „łamiące pióro”. Widzę talent i bardzo ładny warsztat, ale dzielę się spostrzeżeniami, które przeszkadzały mi w odbiorze tekstu.

Pozdrawiam!

betweenthelines, bardzo dziękuję za odwiedziny :). Niezmiernie cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu i dostrzegłaś różnorodność Damy. Co do akcji, to masz rację – za dużo obrazów pojawiało mi się w głowie i wszystkie chciałem upchnąć w jednym opowiadaniu. Wyszło, jak wyszło – pokazuje mi to, jak wiele się jeszcze muszę nauczyć :D

ostam, dziękuję za komentarz i celne uwagi :). Jeżeli chodzi o moce Damy, starałem się zasygnalizować je wcześniej. Lustro jest portalem, przez który może przechodzić w dowolne miejsce świata. Możliwość zmiany ubioru została zasygnalizowana w momencie poprawy po pierwszym powrocie do muzeum, a jeżeli chodzi o taniec Japonki, to na wstępie było zaznaczone, że Muzeum Narodowe jest jedną wielką imprezą po zmroku. Rozumiem jednak, że nie wybrzmiało to w taki sposób, jaki bym chciał. Jeżeli chodzi o Damiana, to jest to wnuk Łukasza – chłopaka, którego życzenia spełniała Dama. Literówkę już poprawiam.

Hej, super opowiadanie. Humor bardzo mi podszedł, a rozmowa handlowa jest baaaaaardzo naturalna :D Co prawda przez pierwsze akapity myślałem, że użył zestawu do powiększenia czego innego, później, że glonojad miał służyć jako kurtyzana w wersji akwarystycznej, a na końcu taka niespodzianka. Biedna Pusia. 

CZARNA2 zachęcam cieplutko :) Mogłaby nawiązać relację z basiorem – uwięzionym księciem piekieł? – i ratować świat.

Tak już abstrahując od treści opowiadania, to mam wrażenie, że twój warsztat się poprawił :) Jest bardziej zwięzły, angażujący.

bruce, a ja się zgadzam z CZARNA2 – piszesz pięknie, klimatycznie. Jak taka gaduła z Ciebie, to poproszę o to gadulstwo w opowiadaniu devil

Tekst, choć krótki, jest naprawdę inspirujący. 

Hej! W Bieszczadach, wstyd przyznać, nigdy nie byłem. Po Twoim tekście będzie to chyba kolejny kierunek na zbliżające się wakacje.

 

Dzięki za przywołanie lata – tego ciepłego, leniwego, sielankowego i polskiego.

Cześć, kolejny bardzo fajny tekst z potencjałem na dłuższą formę (przy zmianie zakończenia oczywiście). Powiem ci, że z chęcią przeczytałbym książkę w tym uniwersum :) 

Hej, tak jak wyżej, jest za duża liczba bohaterów i człowiek się gubi w tej historii. Brak didaskaliów też robi swoją robotę.

Siemka, bardzo ładne opowiadanie. Miejscami troszeczkę przydługie, ale koncept super. W jednym momencie nawet się troszeczkę wzruszyłem.

To, do czego mogę się przyczepić, to nadmiarowość słowa „jakby”, choćby w zdaniu: „rodzina jakby o niej zapomniała” – to „jakby” jest niepotrzebne. Rodzina o niej zapomniała.

 

Cześć Jolu, piękny, melancholijny tekst:) Najbardziej spodobały mi się te dwa zdania:

Zapomniał, że ludzie słyszą, ale nie słuchają. Rozumieją, ale nie akceptują. 

Takie proste, a zarazem takie głębokie.

Gratuluję.

Cześć, historia ciekawa, chętnie poczytałbym więcej. Jedynie do czego mogę się przyczepić to wielkie bloki tekstu. Rozumiem zamysł, ale osobiście gubiłem się i musiałem wracać. Jak najbardziej jest to tylko moje odczucie, ale pomyślałem, że napiszę :).

Bardzo fajny pomysł. Końcówka niespodziewana, przewrotna i pozostawiająca uśmiech na twarzy. 

Dziękuję bardzo za komentarze :) 

bruce Oko jest wewnętrznym awatarem Budynku, taką jego emanacją, która dostaje ręce i nogi ( w jego przypadku fundamenty i ściany nośne). Belzebub żyje we mnie już od ponad pół roku, tylko w przeciwieństwie do CZARNA2 jest władcą kiełbasy i suchej krakowskiej, a nie piekieł :D Dziękuję bardzo za klik.

melendur88 dziękuję bardzo za klik i ten cudowny komentarz :D Pratchett jest jednym z moich największych idoli i to porównanie jest miodem na moje uszy, czy tam też poszarpane pióro. Gratuluję i bardzo się cieszę, że w końcu możesz klikać :)

MichaelBullfinch masz w 100% rację i dziękuję za celną uwagę. Wrzucałem pod wpływem chwili, bez żadnego pomyślunku i efekt jest jaki jest.

Storm tak jak wyżej i dziękuje za informację zwrotną. We mnie historia żyje, jest częścią czegoś większego nad czym obecnie pracuję i ja ją widzę przed oczami, ale zapominam to “widzenie” przelać na papier. Dziękuję za info zwrotne. 

CZARNA2 najważniejsze, że priorytety ma zachowane, jeszcze biedak by nam zdechł :D

Pierwszy akapit nawiązanie do Mroza? :) Duże nagromadzenie wulgaryzmów. Jak rozumiem, taki był zamysł, niestety mnie wyrzucał z immersji. Tak jak napisałeś – tekst dosyć ciężki, ale ciekawy. Nie rozumiem jednak, dlaczego bohater “miał nadzieję” znaleźć lusterko we własnym plecaku. Co prawda jest przepastny, ale nie dorównuje rangą kobiecej torebce :)

Hej, przyjemnie i szybko się czytało . Zderzenie sacrum z profanum zawsze działa. Taka mała ciekawostka: w jednym z uniwersów, które piszę, również występuje Belzebub, aczkolwiek u mnie jest on słodkim, zmutowanym psiakiem.

Ślepota mnie dopadła i nie wyłapałem. W przypadku Leszka było to celowe, jako kreacja postaci. Co do Sosnowca, to dziękuję za zwrócenie uwagi i jak najbardziej masz rację, co do możliwości wymyślenia innej nazwy. Co do aliteracji, to czysty przypadek. I odpowiadając na pytanie: jestem z Wrocławia :)

Czytając pierwszą część miałem wrażenie, jakbym siedział przy ognisku i słuchał opowieści toczonej przez dziadka ( oczywiście w języku znacznie lżejszym :D ). Cudowny, gawędziarski styl. 

Bardzo dziękuję za merytoryczny i budujący komentarz! Ten pomysł jest i pewnie kiedyś się wyklaruje na “papierze”, ale narazie jest to forma ćwiczenia i chciałem sprawdzić czy humor chwyta oraz nie jest zbyt groteskowy.

Bardzo przyjemny tekst, nie mogłem się oderwać. Chociaż krótki, to bardzo głęboki. Personifikacja chomika jako metafora błędnego cyklu daje naprawdę do myślenia. 

Tak, wiem, że poleciałem tanim romansem :D Dziękuję bardzo za konstruktywną krytykę !

Hej, miło się to czytało. Bardzo fajnie zbudowałaś duszną atmosferę tekstu oraz niechęć “plebsu” do głównego bohatera. Jedyne, czego mi zabrakło, to rozwinięcia sceny wygnania ciemności. Jest ona bardzo skrótowa. Przez większość tekstu dążysz do epickiej walki, a dostajemy kilka zdań.

No i oczywiście wszystkiego jest za mało – poproszę więcej! laugh

Już zmieniam, dziękuję bardzo laugh Jak najbardziej postaram się w odwrotnej kolejności wink

Nowa Fantastyka