komentarze: 1085, w dziale opowiadań: 832, opowiadania: 481
komentarze: 1085, w dziale opowiadań: 832, opowiadania: 481
Czy można skrócić termin?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Pomysł ciekawy, spójny, jest wyraźna myśl przewodnia; fabuła ma sensowną progresję i jest to napisane dość zgrabnie, mimo braku bety. Czuć, że to jakiś Anonim nieźle już obeznany z piórem.
Tylko – moim, oczywiście, zdaniem, którego pewnie nikt nie podzieli – mocno to rozciągnięte i niestety zabrakło czegoś, co by tę długość uzasadniało. Silnika o mocy 25 tysięcy znaków, że tak powiem.
Wstęp przykuł moje oko podczas buszowania w konkursowych anonimach i ogólnie budził moje nadzieje. Czyli swoją rolę spełnił. Co prawda mamy klasyczne "bohaterka budzi się w tajemniczym miejscu i niezrozumiałej sytuacji", ale zgrane motywy są zgrane, bo są dobre. Od pierwszego paragrafu dostajemy w twarz tajemnicą, w dodatku taką, której rozwiązanie wydaje się czytelnikowi być tuż-tuż (tytuł zdradza, że chodzi o śmierć… ale nie zdradza wszystkiego). Czyli najlepszą możliwą – jak czytelnik nie wie nic, to się zniechęca, a jak się czegoś domyśla, to skutecznie przykuwa go to do kartki, bo chce potwierdzić swoje przypuszczenia i poznać szczegóły. Brawo, tak trzeba zaczynać.
Szybko, niestety, tekst zaczyna się ciągnąć. Tajemnica nie zostaje wykorzystana – jej rozwiązanie podaje nam na tacy dyżurny ekspozytor Tod i to nie na koniec opowiadania, a w ramach jakby przedłużonego wstępu. Gdy już wiemy OCB, nasza bohaterka staje przed szekspirowskim iście pytaniem: żyć albo nie żyć.
Zdawać by się mogło, że takie pytanie powinno utworzyć mocne napięcie, ale nie tworzy – o bohaterce w tak zwanym międzyczasie nie dowiedzieliśmy się właściwie nic (oprócz tego, że nie lubi, żeby obcy facet się spoufalał), niespecjalnie zależy nam więc na jej losie, a dodatkowo opcja "śmierć" jest pokazana jako coś niekoniecznie specjalnie złego.
Z podobnych przyczyn napięcia nie tworzy wątek relacji między bohaterami – oni cały czas rozmawiają o tym dziwnym śpiączkowym świecie i życiu/śmierci na poziomie nieco abstrakcyjnym, niewiele o nich samych wiemy, nie dostajemy więc specjalnego powodu przejąć się drugim pytaniem fabularnym, które tekst nam zadaje: klasycznym równie jak Szekspir "will they/won't they".
No, ale. Te pytania/niepewności może nie do końca siadły – ale jednak są. Więc też trzeba trochę oddać sprawiedliwość.
Bardzo podobała mi się myśl o tym, że oczekiwanie zrozumienia śmierci jest arogancją ze strony ludzi. Intrygujące, zwłaszcza w zestawieniu z ostatnią sceną (tą zupełnie ostatnią, ze szpitala).
W zakończeniu dostajemy mocny obraz erotyczno-bizarrowy, ładnie skontrastowany z boleśnie przyziemną sceną śmierci w szpitalu. Jest to udane zakończenie, choć długo przyszło na nie czekać.
Tak że zalety, jak najbardziej, są. Gdyby to było bliższe rozmiarowi szorta, albo gdyby tę przedwcześnie zmarłą [`] tajemnicę udało się w obowiązku przyciągania czytelnika do kolejnych paragrafów skuteczniej zastąpić, pewnie uznałbym tekst za bardzo udany.
Ale pojedynczy klik i tak się należy.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :)
I co można powiedzieć? Niestety kolejny anonim, w którym znać ciężką rękę redaktora z zaawansowanym upośledzeniem utrzymywania kontekstu. W patogenezie nadmiar krzemu i niedobór białka.
Mam nadzieję, że tylko redaktora i nic więcej.

– Ludzie omijali mój dom. Dzieci rzucały kamieniami. Na targu podawano mi chleb na łopacie, żeby mnie nie dotknąć.
Dyzma patrzył spokojnie.
– A ty? Kiedy nim zostałeś?
Eeee…. jak to pytanie ma się do tego dialogu?
Nie to, co chciała wasza głowa
Czego chciała. Dziwny anglicyzm. Podejrzany nawet…
Nie wiem, czy to prawdziwe nazwisko.
No jak on może tego nie wiedzieć? Topór i zawód przechodziły z dziada pradziada, ale nazwisko nieznane? Ojciec dziecko porzucił, ale razem z toporem i karteczką, że to dziadków topór. Nazwisko na karteczce nie zmieściło się. Tako każe tradycja, hej.
W moim zawodzie nazwisko nie miało znaczenia.
Ojciec był katem. Dziad też. Topór przechodził z ręki do ręki. To taki zawód.
Nazwisko nie miało znaczenia, bo to taki zawód… ale topór przechodził z ojca na syna, bo to taki zawód. Jedno pod drugim.

No i katoliczka.
Co to ma wspólnego z całą wypowiedzią?
– Przy wszystkich innych mogłem udawać, że jestem narzędziem sprawiedliwości. Ale narzędzie nie słyszy psa.
??????
Dyzma zapytał:
– I wtedy zacząłeś czekać.
Jak zapytał, to czego kropka?
Zniknęły herby i złoto.
Już to wiemy…
Trzeciego wypatruję nawet tutaj.
Wypatruje to się Gandalfa o brzasku.
Ignacy wyjął z kieszeni coś małego i położył je na ziemię.
Je?
– Jestem tu, bo jednego wam tylko trzeba.
Aha. Czego niby?

Ludzie, którzy przestrzegali przykazań. Dobrzy ludzie. I odchodzili smutni, bo nie chcieli zostawić tego, co uważali za swoje.
Tak. Całe opowiadanie jest o usprawiedliwianiu złych czynów, ale morał to "pójdę boso". Mhm.

– Zwą mnie też Dobrym Łotrem, bo kiedy moje ręce nie mogły już wykonać żadnego gestu, zostały mi tylko słowa. Prosiłem, żebrząc o nadzieję.
Aha, tak. Właśnie dlatego tak go zwą. I imiesłów źle użyty.
No i zakończenie, istna wisienka na torcie, nijak ma się do niczego, a sens czytelnik może sobie sam wymyślić.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Cześć krarze!
Dzięki za wizytę i że uważasz tekst za przynajmniej całkiem dobrze napisany.
Co do uwag, mogę tylko odpowiedzieć, jak powyżej:
Czy końcówka urwana – moim zdaniem niekoniecznie, ale nie jesteś odosobniony w tym wrażeniu, więc następnym razem na pewno bardziej zadbam, by było jasne, dlaczego tekst kończy się tam, a nie gdzie indziej. Albo przynajmniej będę się starał.
Innemi słowy, o ile osobiście uważam to raczej za zamknięte opowiadanie niż zlepek/fragment, to na pewno biorę sobie do serca, żeby następnym razem o wiele mocniej podkreślać, dlaczego coś się z czymś łączy.
Pozdrawiam i dzięki za wizytę!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No cóż – czuć, że “redaktor Gemini” miał tu bardzo dużo do powiedzenia w procesie twórczym. A widzę po komentarzach, że część rzeczy bezrefleksyjnie przeklejonych od redaktora z dysfunkcją utrzymywania kontekstu już została poprawiona po uwagach od białkowych użytkowników…
Ech, skoro już wypisałem te uwagi, to niech zostaną. Nauczka dla mnie na przyszłość, mogłem pierw komentarze przeczytać.
Deszcz bębnił o wzmocnione, hartowane panoramiczne szyby apartamentu. Wziął głęboki oddech.
Tu by się przydał IMO nowy akapit przynajmniej.
Pociągnął łyk bourbona, wsłuchując się w szum ulewy.
Nagle szum klimatyzacji, pracującej lodówki i muzykę Louisa Armstronga, płynącą z winylowej płyty, przerwało pukanie do drzwi.
Po pierwsze powtórzonko, a po drugie, dlaczego pukanie przerwało wszystkie odgłosy, oprócz ulewy?
Kto szukał go o tej porze?
Anglicyzm, IMO.
Podłączył się do swoich kamer, wyświetlając obraz na siatkówce oka.
Moim zdaniem nieładny, angielskawy imiesłów (określa cel czynności).
Przeszedł kilka kroków w głąb ciemnego salonu, ale zamiast usiąść, zatrzymał się przed najdłuższą ścianą w salonie
– Wie pan, o tej porze przeważnie już nie pracuję – odparł Paul.
Skłamał. Nieraz przyjmował o tej porze, a nawet jeszcze później.
To po co skłamał? Tak odruchowo?
Dlatego też tyle lat pracował nad stworzeniem syntetyka zdolnego przeciwstawić się prawom stanowionym przez czwarty wymiar, jakim był czas.
Którym był raczej.
czy syntetyk przetrwa głęboki czas.
Czternaście tysięcy lat to raczej nie jest głęboki czas.
– Nie jestem nieskończony. Przez pierwsze tysiąclecia myślałem, że tak jest. – urwał.
Wielkie “u”, a po drugie, dlaczego miałby tak myśleć. Skoro sam się serwisował to znaczy, że rozumiał swoje działanie.
Ale mój procesor, pamięć operacyjna i masowa mają skończoną pojemność, ale pan wie o tym lepiej niż ktokolwiek.
Nieładnie raczej.
Miałeś miejsce w bazie danych na około dziesięć jednocześnie.
Ale musiałem usunąć z danych słowniki.
Eeeee, słownik przecież nie waży dużo. Chyba że jakiś audio-słownik, ale na potrzeby teraźniejszości wystarczyłoby przecież zachować pisany.
dziesięciu– pod
Spacja.
Zachowałem najciekawszy. Sumeryjski. Ale najciekawszy to mowa ludu Enari.
To który jest najciekawszy…?
Moja analiza mówi, że to było właśnie trzynaście tysięcy lat temu, nad … dzisiejszym Morzem Czarnym.
Jaka analiza…? Ma o nich jakieś wspomnienia, łącznie z językiem, ale daty nie zapisał i musi ją wstecznie analizować?
Ale prawda jest taka, że nie docenia się ludzkiego umysłu. To ja opracowałem metodę przenoszenia najcięższych bloków wapienia.
No ale on nie jest człowiekiem, tak?
Wykorzystywałem swoją wiedzę tak, by nie rzucać się w oczy, a jednocześnie mieć środki do życia.
I inżynier, który opracował metodę budowy piramid nie rzuca się w oczy?
Mam to nadal zapisane w bazie… Nie mniej, to nie starożytne imperia zapisały się we mnie najgłębiej
mojej wiedzy medycznej wiedziałem
u progu tego, co wy nazywacie rewolucją neolityczną
Dlaczego “wy”? Jaki ma powód, by nazywać to inaczej?
Od tamtej pory widziałem wszystkie rodzaje śmierci na własne oczy, jakie wymyślił ten świat.
Na własne oczy widziałem wszystkie rodzaje śmierci, jakie wymyślił ten świat – określacz trzymamy jak najbliżej określanego.
Jej odejście było najłagodniejsza ze wszystkich.
ą
Moje ciało nie zostało do tego zaprojektowane, pan wie o tym najlepiej.
No to jak wie, to po co pyta?
Próbowałeś ponownie się z kimś związać?
Syntetyk dopiero mówił o drugiej żonie… znowu ktoś pyta o coś, co powinien wiedzieć. Anonimie nie wykluczam, że przy edycji coś się pokićkało, ale sam rozumiesz, że w dzisiejszych czasach budzi to wszystko mocne podejrzenia, że komuś gubił się kontekst.
– Naprawdę? – głos Osirisa był ledwo słyszalnym
Głos dużą.
a nadrzędnie nie jak istotę żyjącą?
Gramatyka zawiodła.
sam jeden nie uratuję wszechświata. Próbowałem wiele razy…
Przed czym miał ratować wszechświat w neolicie i średniowieczu? Galaktus atakuje? Żniwiarze? Próżnia się rozpada?
Skoro ten paradoks się udał
Jaki paradoks? Jak paradoks może się udać bądź nie?
Urządzenie, które skazało go na czternaście tysięcy lat samotności.
Jakiej samotności, skoro cały czas żył między ludźmi i nawet bywał żonaty?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Gulgot to nieczysty synonim bulgotu? Acz “dźwięk” niepotrzebny, zgoda.
Mea culpa, masz rację, może być i o cieczy.
Wydaje mi się, że są podstawy, by interpretować te fragmenty nie tylko jako ekspozycje
No, ten trzeci tak, bohaterowie coś robią. Ale dwa pierwsze to dosłownie podręcznik historii i czytanie newsów z gazety.
Bo w pierwszym chciałem troszkę dodać mistycyzmu, plus zaangażować swoje inspiracje do tego opka. W drugim krótko przedstawić klimat polityczno-społeczny, w jakim znajdują się bohaterowie.
No, to jest raczej jasne i się udało. Zastanowiłbym się jedynie na przyszłość, czy klimat społeczny musi być wyłuszczony czytelnikowi na samym początku. Być może musi i niepotrzebnie zawracam głowę – pamiętaj, że to tylko moja opinia :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hehehe byłem pewien, że już skomentowałem ten tekst, bo ctrl+f pokazuje moją ksywkę cztery razy.
Także spóźnione ale szczere: witam.
Otwierasz ekspozycją i choć nie ma jej aż tak znowu dużo, to mocno dała się we znaki, bo była zaserwowana trzy razy – najpierw niemal dosłowny wycinek z podręcznika historii, potem newsy z gazety, na końcu zamaskowana jako przesłuchanie. Dziwna to decyzja jak na akcyjniaka. No ale, to tylko sam początek tekstu, w kolejnych okrążeniach opo zdecydowanie nadrabia straty.
Sceny akcji/walki – spoczko, ogółem.
Ta pierwsza w barze trochę się ciągnie. Jest co prawda ozdobiona światotwórczymi szczegółami i przedstawianiem bohaterów, więc nie jest to walka dla samej walki, ale nie czuć w niej napięcia (trudno przekonać czytelnika, że bohaterowie dostaną wciry zaraz na początku, a wydaje mi się, że tu nawet próba nie była podjęta) i chyba obiektywnie jest dość długa. No i dopiero dostaliśmy trzy dania ekspozycji, więc czy czytelnik naprawdę ma ochotę w tym momencie poznawać bohaterów i szczegóły świata…?
Te później wypadły zdecydowanie lepiej – łatwiej uwierzyć, że stwór odporny na łowców wiedź faktycznie pokonałby łowców wiedźm, niż jakiś tam gostek-śmieszek na samym początku, mamy jakieś zdrady, ktoś faktycznie ginie. Rzeczy się dzieją.
Główna intryga jest pomysłowa, z drugiej strony trochę aż trudno dać wiarę, że ktoś mógł to wszystko tak zaplanować.
Ogółem, czytało się to całkiem nieźle. Choć opko zdecydowanie zaczyna trochę słabiej i dopiero musi się rozpędzić. Nad werdyktem jeszcze będę myślał.
Pozdrawiam!
Zakapiorze, to było wyłącznie tak z grzeczności przyczepienie się, Twój tekst jest świetny o A do Z!
Ni ma sprawy absolutnie i o żadnej hipokryzji z Twojej strony nie ma mowy, każdy tekst jest inny i odbiór podobnego zagrania może być skrajnie różny. A czasem po prostu wychodzi jak wychodzi i łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Ja też marudzę na początki, które wydają mi się przydługie i przeksponowane, a przecież nie jest tak, żeby każdy mój tekst zaczynał się od trzęsienia ziemi siedem w skali Richtera.
Najpierw nastało Załamanie
Dlaczego pierwsza era nazywa się Załamanie? Co mogło się złamać, skoro nie było wcześniej niczego?
Także te bardziej radykalne interpretacje.
Zakaz wycinania kogo czego
„Ponętna Tarczowniczka” była tawerną, którą Zygmunt Erfer zwykł nazywać obleśną.
Po co tak wydziwiać, “Tawernę xyz Zygmunt Erfer zwykł nazywać obleśną”.
– Parę dni temu spalono wioskę, część mieszkańców zaginęła, nigdzie nie ma ciał[.] – Zygmunt zignorował słowa gospodarza i powąchał swój napar.
– Z tym, że nigdzie nie ma ciał. Wampiry je zostawiają po wypiciu krwi[.] – Zygmunt mówił niczym bezwzględny belfer. – A nie bez powodu tę wieś nazywa się Cynamonką.
Dialogi miejscami kuleją.
(Albo, tak mi się zdało, bo dwóch kropek brakło obok siebie.)
Broń co chwila wydawała krótki szczęk, gdy przeciwnicy wymieniali kolejne ciosy. Pring był niebywale szybki, błyskawicznie atakował i co chwilę
rozbić mu nos, a następnie z łatwością wytrącić rapier z jego dłoni.
rozbić mu nos, a następnie z łatwością wytrącić rapier z dłoni.
Jego nie dość, że zbędne, to angielskawe.
dopiero po polizaniu metal od razu
Dopiero to właściwie przeciwieństwo od razu, więc dziwnie razem wyglądają.
Pring dawał im cycki tancerek i napitek. Ludzie wolą cycki od spraw wagi państwowej.
Ludzie mądrzeją to może faktycznie koniec czasów bliski.
gulgoczący dźwięk
Gulgot raczej, a z drugiej strony, wydaje mi się, że w wypadku ognistego stwora, chodziło i tak o bulgot – gulgoczą indyki, bulgota gotująca się ciecz. Mam rację? Czy faktycznie gulgotał jak indyk?
Tym bardziej że smagał ich żywy ogień, a oni czekali, kto tym razem okaże się najsłabszy.
Hmm nie brakuje tu czegoś?
Teraz dopiero zobaczyli, że nieopodal Wielkiego Piromanty ukryty był Pring,
Teraz dopiero zobaczyli ukrytego nieopodal Wielkiego Piromanty Pringa (albo podobnie). Nie jest to oczywiście jakiś błąd, ale wydaje mi się, że jak można wyciąć nudny czasownik, to zawsze warto to zrobić.
„Oddzielić ziarna od plew” przypomniała sobie wytyczne i postąpiła zgodnie z rozkazem.
Miejscami zastanawia mnie narracja. Skoro ona i tak jest zdrajczynią, to po co przypomina sobie wytyczne? Czy narrator jednak nie jest wszechwiedzący…? Wydaje się być, a z drugiej strony trochę jakby spiskuje ze spiskowcami.
kultystów
Ojojoj. “Kultysta” to jest hiszpański pisarz barokowy. Rozumiem, że taki anglicyzm może gdzieś być używany (w jakichś gorzej przetłumaczonych gierkach pewnie), ale zwalczałbym ogniem, bo “kult” po polsku to nie to samo, co “cult” po angielsku, więc to słowo w naszym języku w tym znaczeniu za bardzo “nie robi sensu”.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przykładowo: stary satanista sepleni – nie miałoby dla mnie już ładunku komediowego, więc uważam, że chyba jednak nie o literki chodzi a o znaczenia.
No, dla mnie wciąż ma, choć istotnie, jakby nieco mniejszy.
Jak ze wszystkim w naszej dziedzinie bywa, trochę wedle uznania.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Osobiście mam to za portalową fanaberię.
Może polonistki na to zwracają uwagę? Nie wiem. Czytelnicy? Nie sądzę.
Wiesz, no zależy trochę. Aliteracja może przyciągać uwagę tam, gdzie jej nie chcesz, i ogólnie robić dziwne rzeczy.
Może niekoniecznie taka jak tu, rozbita kropką, albo w utartych zwrotach („X wbił wzrok w Y” → nikt nie zwróci na to uwagi, bo tak się po prostu mówi).
Ale jeśli sędziwy satanista sepleni, to nagle masz jakiś dziwny efekt groteskowo-komediowy, nie?
Jeśli o to chodziło – spoko. Ale gdyby takie coś wyskoczyło w horrorze, to może lepiej, żeby jednak był leciwy?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No jeszcze tego brakowało, żeby Autorzy się tłumaczyli z tego jakie i dlaczego teksty piszą. Jeszcze do talerza nam zaglądajcie.
Michealu, to miała być właśnie sugestia, że raczej nie kierujecie się modą, moim zdaniem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Nie wykluczam, że masz rację, Bardzie
Otóż, może zaznaczę, ja też nie wykluczam.
Generalnie podchodzę do tematu tak, że vox populi vox dei i opinii portalowego uzusu/ogółu ufam bardziej niż swojej. Więc jak widzę, że spora grupa użytkowników (a więc też jakieś “vox populi”) zgłasza votum separatum, to mam mocny dysonans poznawczy.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No a które z niesmutnych czerwcowych byś nominował?
edit:
To ja zapytam inaczej – chcą bo tak lubią pisać? Czy tak piszą bo taka jest "moda" na portalu?
Pytanie, prawda, słuszne. Natomiast, nie chcę wypowiadać się za nominowanych autorów, może tu przyjdą, ale widząc te ksywki, mam swoje podejrzenia, że tak powiem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
O głosie dyżurnych zgadzam się z propozycją Michaela.
A ja… tak nieszczególnie. Co prawda zrezygnowałem przynajmniej na razie z dyżurowania, ale hipotetyczna sytuacja, w której opowiadanie miałoby 4/5 punktów i jego nominacja zależała od tego, czy mi się będzie chciało doczytać do 100% wydaje się cokolwiek niekomfortowa i raczej zniechęcałaby do nominacji/dyżurowania.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Noo bardzo ładnie.
Powtórzę po Jimie, bo lepiej bym tego nie ujął: “Narrator wiarygodny w swej niewiarygodności”.
Ta niewiarygodność potężnie dodaje tu smaku, bo tak naprawdę do końca nie wiemy – czy te drzwi to tak na serio, czy może on coś temu dziecku zrobił i to taka jego schiza z wyparcia. Podobnie z tą jego przemianą bohatera – czy faktycznie ten strach nie wygra, czy on tak sobie tylko wmawia każdej nocy, że owszem, to jest ta noc.
Bardzo udany szort, pozdroklik!
Jak mogłem o tym wcześniej nie pomyśleć? Wysłać czteroletnie dziecko z naklejkami, żeby bawiło się samo. No nic, nie pomyślałem!
Raczej nieatrakcyjne powtórzonko.
Odrzekłem jedynie, że odzyskam naszą córeczkę.
– Znów piłeś? – rzuciła.
Nic nie odpowiedziałem.
Postanowiłem odzyskać córkę.
j.w.
Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania. Oczywiście znalazł się ktoś, kto zadzwonił do Asi i powiedział jej o wszystkim.
Eeee ale skąd taki ktoś się wziął? W sensie, skąd wiedział? Chodzi o to, że narrator darł japę i ktoś przez to sąsiad do Asi zadzwonił?
Długo zastanawiałem się, czy mi palma nie odbiła – Madzia uwielbiała ten żarcik.
Jaki żarcik?
Ale do rzeczy – jak widzę to przejście, portal, czy cholera wie co – zawsze ogarnia mnie strach.
Pierwszy myślnik zastąpiłbym kropką albo dwukropkiem może. Bo teraz wygląda jak wtrącenie. A nie jest nim.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Mamy od pierwszej sceny dwa "silniki" trzymające czytelnika przy kartce, oba to tajemnice. Jedna to sam świat – dziwny, niezrozumiały, a jednak od początku wydający się mieć jakąś wewnętrzną, ukrytą spójność. Drugi to poszukiwana kobieta. Z jednej strony szukamy jej ciała, z drugiej, zda się, jej samej. Skutecznie rozbudza to ciekawość – czytamy, żeby zrozumieć, o co tu właściwie chodzi. Odliczanie do spotkania z kupcem, jeśli też miało taki silniczek w zamyśle stanowić, to się raczej nie sprawdziło (ale to może być moja nadinterpretacja i ono jest tak po prostu).
Z drugiej jednak strony, szczególnie w pierwszej połowie, te "silniki" nie do końca wydają mi się na tyle mocne, by ponieść szczegółowe "akcja po akcji" opisy błahych czynności, jak wyciąganie sieci, czy wyliczanki walających się po mieszkaniu rzeczy. No będę tak zupełnie szczery, momentami przewracałem oczami, pytając w duchu "czy naprawdę muszę wiedzieć, że on podwinął rękawy?".
Druga połowa lepsza, bo dynamiczniejsza, odniosłem wrażenie. Pewnie tak zresztą miało być, że punktem wyjścia jest jakaś stagnacja.
Interpretacja faktycznie trudna. Ja tu widzę ojca, który nie zbudował z córką takiej relacji, jak chciał, być może nawet skrzywdził ją w ten, czy inny sposób i osamotniony na starość, rozpamiętuje, gryzie się z wyrzutami sumienia i żalem, widuje ją rzadko albo wcale i tylko życzy sobie, żeby tak było. Ale nie będę ukrywał, dopiero ostatnie sceny pchnęły mnie w tę stronę, wcześniej byłem pewien, że chodzi o dziecko ordynarnie zmarłe. Może to zresztą celowe skojarzenie ze strony autora, że rozbita relacja bywa równie bolesna, jak przedwczesna śmierć? Trudno stwierdzić.
Językowo jak zwykle bardzo dobrze.
Tak że generalnie, poza tym (moim zdaniem) miejscami przesadnym przeciąganiem, bardzo ładnie :) Ale przed ostatecznym werdyktem jeszcze będę sobie musiał przetrawić. Nie ukrywam, że wszystkie pododmiany weirdu i bizarro to coś, w czym czytelniczo czuję się słabo (a autorsko chyba wcale :O).
Pozdrawiam!
pluskiem spowodowanym zrywem ryby, tam szumem zakwitających wirów czy chlupotem pod naporem wiosła – wyhamowało łódkę, na której Adam, nie mogąc zmrużyć oczu, postanowił wypłynąć o tej późnej porze
Można tak tu sobie zastąpić “które” myślnikiem…?
pod dotykiem mlaszczące
Nie ładniej odwrotnie?
pochłaniało światy, stale się rozrastając
A nie: pochłaniając światy, stale się rozrastało? Teraz zastępujesz imiesłowem okolicznik celu…?
To słowo – kapelusiku – coś w nim poruszyło.
Chyba dużą? Przynajmniej przed chwilą tak było.
– Skąd zatem wiesz?
– Sam nie wiem…
Raczej nieatrakcyjne powtórzonko.
Umarłbym z nudów.
Literówka chyba.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zygfrydzie, spóźnione, ale szczere dzięki za wizytę! Nie wiem, jak ten komentarz mi uciekł.
Cieszę się, że były tu rzeczy, które przypadły Ci do gustu, nawet jeśli do TAK-a zabrakło!
Czy końcówka urwana – moim zdaniem niekoniecznie, ale nie jesteś odosobniony w tym wrażeniu, więc następnym razem na pewno bardziej zadbam, by było jasne, dlaczego tekst kończy się tam, a nie gdzie indziej. Albo przynajmniej będę się starał.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witamże :]
Fajne. Weirdowo-bizarrowe, ale w dobrym znaczeniu: jest dziwnie i na koniec nie wiemy do końca, co się tak naprawdę stało, ale fabuła ma zrozumiałą progresję od punktu A do punktu B, więc czyta się dobrze. Czy raczej od punktu A do punktu A, bo mamy klamro-pętlę.
Podobało mi się to pogłębiające szaleństwo i te myśli swędząco-drapiące.
Też się zastanawiałem, czemu on nie wychodzi z mieszkania, ale uznałem, że to nie aż takie ważne, no i w takim stanie psychicznym jednak ma jakiś sens. Na pewno zamknięcie pogłębia atmosferę.
Klikam i pozdrawiam :)
O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami.
Lepiej chyba “poznawałem po”, niż “dowiadywałem się z”, bo przecież on tych promieni nie odczytywał w żaden sposób, tylko paczał, czy są.
Jasne światło strasznie męczy oczy. Pamiętam, że gdy się obudziłem, środek sypialni przecinał jasny strumień światła.
który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę
Wydaje mi (xd) się, że nie trzeba tego mi powtarzać.
W czerwonym świetle człapałem bosymi stopami, pokonując metry mieszkania długimi susami.
Hmm bosy to raczej kłapał. Człapać to albo wlec się, albo kłapać butami.
Jak drga struna, tak drżała deska podłogi.
Bardzo mocno stylizowane zdanie nagle.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i cóż.
No, nie mogę powiedzieć, żeby tekst mnie zachwycił.
Fabuły tu właściwie nie ma, dosłownie jedno wydarzenie + ekspozycja.
Ekspozycja, dodajmy, nieszczególnie atrakcyjna dla czytelnika. Najpierw mamy technogadkę, która ma chyba sprawiać wrażenie hard-SF, ale żadnego ciekawego kawałka nauki nie przybliża, a potem pomysł pseudo-protomolekuły mającej ograniczyć rozwój cywilizacji technicznej przedstawiają nam postaci, o których nic nie wiemy, których zachowanie w obliczu katastrofy jest nieszczególnie wiarygodne, a które najwyraźniej wszystkiego się magicznie domyśliły po kilku sekundach i mogą to wyłożyć czytelnikowi.
Puenta z nawiązaniem do Uroborosa też nie wydaje się mieć większego sensu, przecież to nie cywilizacja sama siebie zjada, tylko coś z zewnątrz ją niszczy.
Wspomnienie o Expanse wydaje się głównie służyć jako celowe zwrócenie uwagi na kliszę (tzw. lampshading).
Język w porządku, ale to tego tekściku nie ratuje.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Tytuł wprowadza nam dużo napięcia – dosłownie mamy bombę jak z hitchcockowej anegdotki i czytając, zastanawiamy się, łupie, czy nie łupnie. Czy jest to najbardziej wyrafinowany zabieg w historii literatury? Skądże znowu, ale działa bez pudła, pierwsze sceny czytałem z dużą przyjemnością.
Jednakowoż, później nastąpił pewien dysonans. Opowiadanie przyjmuje postać jakiejś satyry, do której ten pełen napięcia początek zwyczajnie średnio pasuje – rozbudził on mój apetyt na całkiem co innego. A już dialog na końcu, w którym panie z poczty tłumaczą nam żart, jest zwyczajnie nudnawy.
No ale jeśli nawet w moim odczuciu nie wszystko tu zagrało, mamy tu wyraźny, trzymający się kupy pomysł na fabułę, wiarygodnego bohatera, a szanowny Anonim zadbał też odpowiednio o warstwę językową, dodatkowo uatrakcyjnioną wstawkami “subkulturowymi”. Jakoś wykonania, prawda, jest. Gdyby tu jeszcze była jakaś fantastyka, pewnie bym kliknął.
Pozdrawiam!
„Musisz mu powiedzieć, że na magazyn tego nie możemy przyjąć” – słyszę mimo szumu klimatyzacji.
Kwestia jest wypowiedziana na głos, więc chyba powinien być zwykły dialogowy zapis? Tak zresztą jest niżej w podobnej sytuacji.
– milknę, bo spogląda na mnie tak, że zaciska mi się gardło.
Raczej milknę dużą.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Nie chcę torpedować pomysłu, widzę jakąś logikę w przymuszeniu autorów do zabiegania o czytelnictwo i zapobieganiu inflacji wyróżnienia nominacją, ale problem jest taki, że dyżurni poza tymi 3 punktami i półTAKiem nic za swój wysiłek, czasem przecież większy niż lożowy, nie dostają.
Więc no czy na pewno chcemy im jako społeczność jeszcze coś zabierać?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witamże :]
No i co – zabawna, udana miniaturka. Podobało mi się zarówno podszyte humorem “ciało” tekstu, jak i twist na końcu. Naprawdę nie domyśliłem się, że chodzi o posła, ale po przeczytaniu, wydaje się to oczywiste – czyli dokładnie tak, jak twisty powinny działać.
Językowo też się jakichś problemów nie dopatrzyłem, jest ładnie i płynnie.
Klik i pozdro
Gdy zielona – zielony. Rozumiemy się?
Ten pauz mógłby być przecinkiem, bo jest w dialogu. Podobnie niżej. Nie jest to błąd, ale szkoda mylić czytelnika.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Tak, uważam, że odrzucenie 5 moich tekstów, które były nominowane co miesiąc było w mojej ocenie niesprawiedliwe. Nie uważam, że to był spisek, zmowa czy coś podobnego Ale uważam, że coś jest nie tak, jeśli dochodzi do takich sytuacji.
Hm no nie odbierz tego proszę jako przytyk do Ciebie albo Twojego pisania, rozumiem, że w takiej sytuacji mogłeś się poczuć źle potraktowany, szczególnie, że niektóre z tych opowiadań miały dużo “punktów publiczności”, ale nie jestem przekonany, czy obiektywizacja loży naprawiłaby tę sytuację.
Nie jest przecież tak, żeby lożanie szczególną niechęcią pałali do horroru, komedii czy akcyjniaka. Problem* polega raczej na tym, że targani emocjami po przeczytaniu smutnodramatu, skłonni jesteśmy przymykać oczy na różne wady takich tekstów (przymykać, albo w ogóle ich nie zauważać).
Więc ewentualne zmiany obiektywizacyjne raczej doprowadziłyby do surowszych ocen smutnodramatów, niż do zwiększenia liczby piórek w innych gatunkach.
* jeśli w ogóle przyjmiemy, że to problem. Tak jak pisałem wyżej, nie jest tak, żeby mocne targanie serduszkiem czytelnika było zagraniem jakkolwiek nieuczciwym ze strony autora, albo niedostępnym dla autorów piszących inne gatunki, więc nie jestem o tym szczególnie przekonany – ale nie wykluczam, skoro się tak często ten zarzut pojawia.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zgadzam się, że sporo jest tam określeń, ale nie czuję / nie rozumiem, dlaczego to źle.
To trochę jak powtórzonko. Jak powtarzasz było-było, to zupełnie normalny wyraz zaczyna gryźć w oczy. I tak samo jak masz jedno przymiotnikowe combo obok drugiego. Ale nie wszyscy są na to tak alergiczni jak ja, więc trochę “jak uważasz”.
No właśnie, jeżeli masz jeszcze chwilę, to chętnie podpytam, czy te wskazówki uważasz za wskazane dla tekstu tego typu (okolice horroru, napięcie, tajemnica), czy za stałe prawidła pisarskie?
Tak całkiem stałego w literaturze nic nie ma… ale generalnie nie widzę w moim komentarzu nic szczególnie specyficznego dla gatunku. W romansie napięcie i tajemnica też się sprawdzą do przyciągania czytelnika, tylko będą innej natury (“z kim hrabia widuje się wieczorami?”)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witamże :]
Początek: brawo, w pierwszym paragrafie ktoś umiera i dostajemy tajemnicę Skrzypka. Tak trzymać.
Ale już scenę, gdzie biegamy za umierającym dzieckiem to by mocno skrócił. Albo całkiem out. Nie jest to szczególnie istotne dla fabuły, jak ona umarła, kto wtedy biegał etc. A wiemy z góry, że umarła, więc nie ma w niej też napięcia. Można by spokojnie zacząć zrozpaczonym ojcem u rozpijaczonego grabarza.
Dialog ze skrzypkiem też wypada nieco miałko. Albo może mi się tak wydaje, strasznie nie lubię, jak straszydło/demon/złol mówi “to tak nie działa”.
Ale po za tym, całkiem udany tekst. Jest napięcie aż do zakończenia, mamy tę tajemnicę od samego początku, i to napięcie i tajemnica razem ciągną czytelnika przez opowiadanie.
Klik, pozdrawiam.
Jej udo było otwarte, przez rozdartą skórę przebijała kość. Drobne nogi i sukienka Marysieńki były lepkie od krwi.
Zapamiętał twarz stojącej w otwartych drzwiach Ireny. Moment, gdy ich spojrzenia się spotkały, a w oczach małżonki zgasł blask.
No ale ona wiedziała, że coś się święci, to tak czekała z blaskiem w oczach? Taki 2/10 ten opis, bardziej pasuje do nagłej wiadomości, niż do kobity, która czekała na wieść o córce, pewnie roztrzęsiona.
Ciało Bogdana przeszył ból, gdy łopata trafiła na coś twardego
Nie no bez przesadyzmu, w rękach mógł to odczuć, ale bólem całego ciała?
Muzyka była jedynym dźwiękiem, jaki niósł się po wsi, nawet zwierzęta zamilkły
Raczej który.
Bogdan doskonale widział zgniłozieloną twarz i ciemne, osadzone głęboko oczy. Rzadkie, długie, proste od wilgoci włosy
Czasem trochę atakujesz czytelnika przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnymi.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Na przykład– wybieramy 18 członków loży, połowa lożuje pierwszą połowę roku, a pozostałych 9 lożan resztę roku.
A znajdziesz 18 userów, którym się będzie chciało lożować…?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przytoczyłem komedie – kiedy ostatni raz taki tekst otrzymał wyróżnienie?
Teraz w czerwcu za maj.
"Akcyjniak" często ma dużo dramaturgi ale rozłożonej na inne elementy niż typowy dramat.
Powinien mieć. A czy często ma, tu na portalu?
A dramat często trafia w słabiznę czytelnika tanimi środkami
Na pewno bym nie powiedział, że one są tańsze niż inne gatunki.
więc masz rację tym bardziej powinno się doceniać inne gatunki bo mają pod górkę
No właśnie nie wiem czy autorzy innych gatunków mają pod górkę, czy po prostu autorzy smutnodramatów zazwyczaj lepiej widzą cel.
Ale być może. Widzę, że wiele osób tu czuje jakieś skrzywienie.
Jeśli lubię lody truskawkowe, a nie lubię malinowych to te pierwsze zawsze będą mi się wydawać lepsze :)
Nooo tylko ja lubię akcyjniaki, horrory etc. Jakiś tam smutnodramat napisałem, ale na pewno zbaczam osobiście raczej w stronę brzydkich potworów, ładnych pań i ciachania mieczykiem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hmmm, no tylko:
akcyjniak potrzebuje TON emocji i dramaturgii, inaczej jest nudną sekwencją wydarzeń. A dramat te emocje i dramaturgię ma “sam z siebie” i potrzebuje jedynie modicum akcji, ot, żeby fabuła nie stała w miejscu. Emocje to niejako podstawa*.
Więc choć osobiście lubię straszne stwory i ciachanie mieczykiem, to nie wiem, czy to nie jest raczej tak, że te dramaty** portalowe nie zdobywają wysokich ocen, bo są średnio mniej “dziurawe” niż akcyjniaki, a nie ze względu na skrzywienie loży.
* wyłączając, być może, takie gatunki jak hard sf, no ale dobrego hard sf i tak się tu mało pojawia, bo to trudne do pisania
** nie jestem przekonany, czy właściwie używamy tego słowa, ale chyba wszyscy, którzy śledzą piórka wiedzą, o jakich opowiadaniach mówimy
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Kim trza być żeby
marudząc ukrywać nick
(to jest haiku)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Anonim ma nadzieję, że jednak mylisz się, co do tożsamości Autora, bo to by znaczyło, że uważasz jego światotwórstwo za fajne, ale zakończenia za doklejane na siłę, a tego by nie chciał :(
Raczej myślałem o kimś, kto światotwórstwo po prostu stawia wysoko w hierarchii wartość elementów dzieła fantasy. Tak czy inaczej i kimkolwiek jesteś, wybacz, jeśli taki komentarz sprawił Ci przykrość, nie chciałem tego.
Anonim nie doklejał zakończenia, bo zakończenie miał w głowie, zanim wymyślił środek i świętego Piotra, ale musiałbyś mu uwierzyć na słowo.
Wierzę, bo czemu miałbym nie wierzyć. Pisałem o tym, jakie wrażenie to na mnie zrobiło, nie o tym, jak przebiegał proces, bo przecież tego wiedzieć nie mogę. I, jak zauważasz, może to być wrażenie dość subiektywne.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Hmmm zakończenie mnie nie do końca usatysfakcjonowało. Tekst przedstawia nam ten dziwny świat i losy typowego powróceńca w nietypowej mieszance lekkiego absurdu i grimdarku wręcz, a kluczowe wydarzenie, krzywda wyrządzona córce, spada jak grom z jasnego nieba pod koniec przedostatniej sceny. Owszem, jakaś tam sugestia wcześniej była, ale całość fabuły absolutnie nie wydaje mi się do takiego rozwiązania dążyć. Trochę jakby autor wymyślił sobie fajny świat i “dokleił” zakończenie, bo przecież jakieś było potrzebne. Daje mi to pewne podejrzenia co do tożsamości Anonima.
Tak czy inaczej, jeden zgrzyt nie powinien przesłaniać, że pod wieloma względami jest to fajny tekst. Mamy nietypowy klimat, wartką akcję, przyjemną dla czytelnika narrację. Dziwny a niezbyt wspaniały świat poznajemy, podążając za losami “lubialnego” bohatera, a nie poprzez suchą ekspozycję.
Pozdrawiam i doklikuję!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
No i cóż. Nie mogę powiedzieć, żeby ta bajeczka miała zostać w mojej pamięci na dłużej – raczej nie mój typ lektury. Ale i czepiać się specjalnie nie ma czego. Mamy dwa wątki, konflikt bohatera z ludźmi i z samiczą biologią, oba łączą się ze sobą i doczekują się jakiegoś tam rozwiązania, nawet nienajgorszego, powiedziałbym. Humor nie zwalił mnie z krzesła, ale na pewno uprzyjemniał czytanie.
Te dialogi, gdy ludzie i pająki szczegółowo tłumaczą swoje plany, trochę się ciągły.
Pozdrawiam!
Czułem lekki powiew oddechu z przetchlinek brata
Pająki nie biorą wdechów i wydechów. Oczywiście pająki też nie rozmawiają i w bajce to łykamy, ale tu mnie to jakoś zakłuło… może dlatego, że to bajkowe oddychanie jest zaraz obok naukowo-biologicznego terminu “przetchlinka”?
– Tuś mi, bratku! – zakrzyknęła i wymierzyła mi cios mopem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Brawo :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No nie mogę powiedzieć, żebym się cząs ze śmiechu, ale ogólnie całość bardzo ładna i tak pozytywnie chwyta za serduszko. I dobrze się czytało, widać, że to jakiś Anonim, co umie pisać.
No i zaczyna się od pierwszego paragrafu.
Podobało mi się, klikam
Walentyn. – Przeczyt
zapalić! – Zawyrokow
o prawda. – Zareagowa
ysia. – Zaczął
Bez kropki i małą.
Śpiew urwał się tak nagle, jakby ktoś poderżnął gardło całemu chórowi naraz.
Ładne!
Pudło, marzanie :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Człowiek niby wie, że tam się rzeczy nie do pomyślenia działy, a i tak niedoszacował…
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Duże harno, Anonimie.
Niemalże od razu wprowadzasz tajemnicę, której rozwiązania czytelnik może się domyślać (ogólnie przecież wiadomo od razu, OCB), ale nie może domyślić się do końca. No i właśnie to uczucie, że rozwiązanie jest tuż-tuż, ale jeszcze się wymyka, to jest jeden z najskuteczniejszych sposobów przykucia czytelnika do kartki. I najbardziej satysfakcjonujących dla odbiorcy. A przy tym – niełatwy.
Przekonał mnie też psychologiczny obraz zarówno wyparcia jak i zezwierzęcenia. Może ta scena, gdzie Lachy pozwalają się tak kneblować pod naciąganą wymówką trochę naiwna. Ale niech będzie, że się bali.
Bardzo dobre wrażenie robią powtarzające się motywy książek, gladiatorów, płaszcza.
Nie wiem, czy ta forma mieszanki językowej nie zepsuje komuś odbioru, czy tu nie należało jednak powściągnąć ręki dla wygody czytelnika. Ale mi osobiście podeszła.
No jestem pod wrażeniem, tak ogólnie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
skoro masa grawitacyjna w takim wszechświecie nie równałaby się masie bezwładnościowej
Może coś źle zrozumiałem i ktoś mnie poprawi, ale właśnie tak ta teoria jest zaprojektowana, żeby się równała, przynajmniej do granicy mierzalności.
Natomiast gdyby w fikcyjnym świecie fantasy nie było tego założenia, że materia składa się głównie z pustej przestrzeni, to chyba główną konsekwencją byłoby, że grawitacja zależałaby od przekroju ciała, a nie od masy (albo w pewnym stopniu od obu, zależnie, ile tej pustej przestrzeni by było).
A inne ciekawe konsekwencje tak działającej rzeczywistości są opisane w tym artykule (jak natychmiastowe wyparowanie WSZYSTKIEGO xd).
Ale faktycznie, przymykając trochę oko na to i owo, potencjalnie ładna sprawa do świata fantasy.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Bo popatrz na to z drugiej strony: ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, […] z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”).
No cóż, ufoków udających bóstwa jest w SF masa, a krytyka religijnego strachu i zabobonów to też jeden z częściej wałkowanych tematów, niezależnie od gatunku.
Poza tym, umówmy się, 30k znaków to nie jest jakiś super długi tekst.
Dla opowiadania z oryginalną, rozbudowaną fabułą, wciągającą akcją, napięciem, etc. to byłoby tak średnio, powiedziałbym. Oczywiście opowiadanie jako takie jest jedną z krótszych form w literaturze pięknej.
Ale dla dzieła opartego o koncept, gdzie fabuły nie ma – albo, tak jak tu, jest powtórzona z szeroko znanego dzieła, a zatem przewidywalna – to już bardzo dużo.
spuchło by to co najmniej 2-3 krotnie.
No, spuchłoby – ale czy coś by zyskało?
Wszystko to moim zdaniem, oczywiście. Często bywa tak, że ja marudzę na dłużyznę, a inni z naszych szacownych użytkowników i użytkowniczek nie podzielają tej opinii, więc niekoniecznie musisz się tym przejmować.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Tytuł: Miłość, miłość za murami; podlewamy ją czarami [TYTUŁ ROBOCZY]
Znaki: 35292
Gatunek: dark fantasy
Tekst pozaportalowy.
Low fantasy (niemal historyczny czternastowieczny Krym, słowiaństwo), dark fantasy, romantasy nawet trochę.
Sens: raczej minimum.
Wulgaryzmy, ładne panie bez odzienia, ciachanie… trebuszem i arkanem, treści drastyczne (ale głównie "poza ekranem").
Zależy mi na czasie (termin do 1.07). Z tego samego powodu, choć oczywiście większość baboli starałem się wyłapać przed zgłoszeniem do bety, tekst może być ogólnie w nieco bardziej surowym stanie, niż zwykle – intensywne prace wykończeniowe trwają. Tym bardziej będę wdzięczny ewentualnym betującym i chętnie wyrażę tę wdzięczność re-betą. Zależy mi, by wiedzieć, czy taki miszmasz gatunkowy w ogóle ma sens, czy to się w ogóle czyta i czy jest zrozumiałe OCB, bo nie jestem niczego pewien.
Choć oczywiście łapanką nie pogardzę również też. Ale głównie interesuje mnie opinia stricte czytelnicza.
UWAGA: oferta wymiany bet dotyczy wyłącznie w pełni białkowych autorów :D
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No pięknie malujesz słowem, a kontrast między futurologistyczną tematyką a klasyczną formą sonetu to wisienka na torcie.
O przesłaniu nie chciałbym za długo dyskutować (nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat), ale przyłączę się do innych stwierdzając, że nie jest ono oczywiste. O ile dotarło do mnie, że chodzi o rozgoryczone odrzuceniem ze wspólnoty ej aje, to pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości (co w sumie nie było, jak rozumiem po komentarzach, aż tak dalekie od prawdy, ale nie dokładnie o to chodziło).
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witamże.
Zaczynamy ekspozycją, wiadomo, -5 punktów. No, może -2, bo jednak ta ekspozycja jakiegoś kopa ma – mamy od razu jakieś natrętne wspomnienie i przeznaczenie do śmierci. Niemniej, napięcie pojawia się dopiero, gdy Sigrid, przerażona Próbą Traw, wbija nam palce w ramię.
Napięcie niestety szybko się kończy i przechodzimy do backstory naszego bohatera i już z niej nie wychodzimy. Rozumiem, oczywiście, że to część cyklu ale i tak zadbałbym bardziej o napięcie i wrażenie zamkniętej całości.
Ale tak ugułem czytało się to całkiem spoko, udało się ten wiedźmiński klimat zachować. Nie lubię zasadniczo cykli, ale pewnie jeszcze wpadnę zobaczyć, co dalej z tym Koenradem.
Pozdrawiam!
Z okresu młodości pamiętał niewiele.
Z młodości – okres młodości to masło maślane.
wbijając paznokcie w jego ramię
Angielskawe. Wbijając mu paznokcie w ramię.
Wył tak, że zdarł gardło do krwi, a jego krzyk splótł się z echem, które wciąż wibrowało w tych murach po Ulfrichu, Nilsie i wszystkich tych, którzy tutaj umarli.
Coś bym z tym zdaniem zrobił, tylko nie do końca wiem, co. Może “[…] splótł się z echem, które wciąż wibrowało w tych murach. Echem po Ulfrichu, Nilsie […]”. Albo “echem po Urlichu[…] i wszystkich tych, którzy tutaj umarli, które wciąż wibrowało”. Teraz się bardzo słabo parsuje moim zdaniem.
wiedźmina, który posadził go na konia i rzekł:
Zostaniesz wiedźminem
Nieładne powtórzonko, a łatwo naprawić usuwając pierwszego wiedźmina – wiadomo raczej, że mężczyzna, który mówi coś takiego do dziecka i ma pionowe źrenice, sam jest wiedźminem.
Zaraz się staną prochem.
“Zaraz mieli stać się…” może, bo czas przeszły.
mutacje wypalały im kanały łzowe i pozbawiały uczuć.
Lecz on wciąż był tylko zmutowanym chłopcem
Keldar nie uciekał się do gładkich kazań
Czy gładkie kazania to środek kontrowersyjny lub drastyczny? Szczerze, to pewnie czasem tak… ale wydźwięk fragmentu był zupełnie inny
Baty rzemieniem
Może razy? Albo po prostu “baty”. Bat to rzemień na kiju, więc teraz jest cokolwiek komediowo. A niepotrzebnie, zda mi się.
Potężna Lawina
Czy Potężna Lawina to nieoczywista nazwa własna?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam, ja od lipca też przerywam dyżurowanie do odwołania i również czerwiec powinienem wyrobić.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Cóż, taki był właśnie zamysł: opowiedzieć Księgę Rodzaju na nowo, zachowując formę i zasadniczy core treści, a wprowadzając jedynie subtelne zmiany
Jasne – ale widzisz chyba, że opowiadanie tej samej historii na nowo, z subtelnymi jedynie zmianami, raczej nie może porwać czytelnika. Szczególnie, jeśli te zmiany nie są szczególnie odkrywcze. Pomysł, że Bóg/bogowie to tak naprawdę ufoki nie jest przecież wcale nowy.
Kurczę, zupełnie się nie zgadzam. :) Dla mnie tej ekspozycji jest malutko, “tyle że ino” i chętnie zrobiłbym dwa razy tyle. Poza tym jest ona kluczowa do nakreślenia autorskiej wizji świata
No cóż: rób, jak uważasz.
sprzeczne lub zgodne z dolą/losem danego człowieka
A cóż takie zdanie miałoby znaczyć? Jak można się z dolą/losem wzajemnie wykluczać albo być niezgodnym?
Czyli jak mówimy o Nich, to dużą oraz ich Przymioty/Cechy również z wielkiej litery.
Wiesz, jeszcze w powieści, gdzie taka oryginalna konwencja byłaby utrzymana na długim dystansie, może miałoby to sens. Ale tak, to tylko męczysz czytelnika – zanim się odbiorca do konwencji przyzwyczai i przestanie potykać, opowiadanie się kończy.
Uważasz, że nie jest spójnie i konsekwentnie?
No, gdyby tak było, to spoko. Ale tu np. fragment ze sceny o Lucjuszu, w której wcześniej były normalne dialogi:
Widząc, że Słońce powoli chyli się ku zachodowi, stwierdził: „Cały ten dzień aż nadto mnie nuży! Nie powinienem się wdawać w bezowo
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
O ja nie klikłem tego? Już naprawiam ten błąd, oczywiście klik się należy jak psu zupa
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :)
Czytało się całkiem przyjemnie. Typowy nastrój dla ciebie: niby wszystko jest takie spokojne i flegmatyczne, a jednak cały czas podszyte jakimś niepokojem. Nawet nie w sensie strachu, ale jednak wszystko od początku zdaje się mieć jakąś ukrytą warstwę. I faktycznie, plastyczne opisy pozwalają przenieść się w ten świat.
Natomiast po przeczytaniu nie do końca mam wrażenie, że zrozumiałem, o co chodziło – widzę, że nie tylko ja. Ale może w onirycznym tekście tak ma być?
Pozdrawiam i klik
Najlepiej będzie, jeśli zrobisz to tam. – Wskazała ogród.
Brakło pauzy.
Zbliżyliśmy się do progu drzwi wyjściowych i ledwo co udało nam się ją podnieść.
“Ledwie”, moim zdaniem. “Ledwo co” odnosi się do czasu, a nie do trudu:
No ale, że tam nikogo nie ma, to już nie rozmyślam.
Raczej skoro?
co trochę jest głupie
Może to celowo, ale raczej “jest trochę głupie”, bo “trochę” określa “głupie”, a nie “jest”.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam.
No nie najgorzej się to czytało. Mamy tu jakieś napięcie, bo narratorka może nie zdążyć na ważny egzamin i jakąś tajemnicę, bo chcemy wiedzieć, jak ta przyszłość tak naprawdę wygląda, a nie mówisz tego wprost. I one czytelnika ciągną przez tekst.
Tak że jak na debiut całkiem udane, pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i cóż :)
Nuda raczej. Boleśnie przewidywalne te biblijne parafrazy. Rzadko pojawia się jakaś oryginalna myśl w tych parafrazach, jak połączenie Babel i Ikara, głównie 20k znaków zużyte żeby napisać “Bóg to UFO”.
Jedynie w opowieści o Lucjuszu jest jakiekolwiek napięcie. Ale też niewiele i nawet gdyby rozważać ją w izolacji, to zaczyna się opisem typowego dnia bohatera i ma w sobie nadmiar ekspozycji.
No ale, jakiś spójny zamysł tu był. Gdyby zrobić z tego szorta, to może całość lepiej by wypadła.
Pozdrawiam!
próżnia oplatała
Czy próżnia może cokolwiek “oplatać”?
okres całego swojego pacholęctwa
Raczej cały okres
Oczy, Ręce i Lędźwie
Objawiłeś
Mego
TY
Przeklęty
nie zesłali Wysłannika. Nie Zesłali
Twórcy, Panowie, Wysłannik, Prowokator, Cel nawet – okej. Nazwy własne albo religijna cześć. Ale “Przeklęty”? Nadużywasz wielkich liter bez ładu i składu.
Twym
Twym tym bardziej nie, skoro Anioł mówi do Lucjusza.
Kobieta odrzekła: „Wiedzę z tej biblioteki czerpać możemy, lecz o księgach, które znajdują się w Archiwum Zrozumienia, Twórcy Powiedzieli: »Nie będziecie ich czytać, a nawet ich dotykać, abyście nie umarli«”.
Raz używasz normalnego zapisu dialogów, a raz tego… Myślałem nawet, że jest w tym jakiś zamysł i fragmenty “biblijne” są tak, a opowiadane inaczej, ale jeśli tak miało być, to nie zostało to konsekwentnie dotrzymane.
sprzecznym z dolą człowieczą
Jak można być sprzecznym z dolą?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przejmująca miniaturka, jak zwykle. Podoba mi się ten słodko-gorzki wydźwięk, z jednej strony mamy bliskich, którzy są z nami po śmierci, z drugiej strony jest ta pustka i tęsknota.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
mam tracić czas na anonimowy tekst, skoro wolę wejść do znanego mi autora/autorki
Prosty fakt niestety, a tym bardziej w dobie AI
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Boi się, że zmiany uczynią go słabszym w oczach innych
To pomaga trochę.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
asfodel – roślina, z małej
Aaaaaaa widzisz. Bo to są łany [kwiatów asfodelu], nie [łany kwiatów] Asfodelu. Ma to sens.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Nie przekonuje mnie specjalnie główny konflikt. "Ty bronisz prawa, on broni tylko władzy." – w jaki niby sposób obole w paszczach powiększają władzę Hadesa?
Ogółem miałem trochę wrażenie chaosu. Albo bardziej niż trochę. Nila ma jakiś plan, ale ja nie wiem jaki, nawet na krok w przód, dodatkowo skaczemy z miejsca na miejsce, co chwila wskakują nowe postaci albo stwory, cienie jakieś, sędziowie, mojry zaraz, w końcu wunsz latający. Wszystko to daje wrażenie ciągu zdarzeń, z których każde jest zaskoczeniem. Trochę jakbyś chciał za dużo pomysłów i obrazów, z których każdy jest fajny (albo przynajmniej ma potencjał xd) upchać na dystansie 30k znaków. A może ktoś z większą wiedzą o mitologii niż ja by się tego wunsza spodziewał i miał z niego większą satysfakcję? Nie wykluczam.
Ale, jak zwykle, bardzo podobało mi się twoje pisanie, proza znaczy się. Ma taki urokliwy styl, trochę bajkowy.
Pozdrawiam!
Kobieta powolnym gestem uniosła pokrywę garnka.
Czarodziejka znaczy się. Telekinetyczka.
Nawet bogowie podlegają temu prawu. Nie możesz uczynić mi krzywdy.
Nawet, znaczy kto jeszcze podlega?
– Nie przyszłam burzyć. Upominam się o sprawiedliwość. Wy, sędziowie, zrozumiecie to najlepiej.
– Ze wściekłym psem? – Radamantys się skrzywił. – Tak do nas przychodzisz?
– Przyszłabym z jedną z zagubionych dusz, których chcę bronić, ale odebraliście im głos, a liczą się dla was mniej niż psy!
asfodelu
Przed chwilą było dużą.
edyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli
raczej które
ciało każdego naprężone do granic
Obu, skoro ich jest dwóch i ani jednego więcej? Chyba, że liczyć łby
poświęcenie nie miało sensu
Czego poświęcenie, jak jeszcze walczą? To brzmi, jakby już uznała, że po chłopie… ale wtedy powinna bardziej się przejąć? Nad tym, czy dusze pójdą za nią i co robią, dumała kilka paragrafów…
Niespodziewanie ominęła wysuniętą broń i podeszła tak blisko Hadesa
A główny złol, zwyczajem wszystkich głównych złoli, tak sobie stał… Czy raczej Nila to taki Speedy Gonsales?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :)
No mnie humor nie przekonał. Nie wydaje mi się, żeby winą był tu przesadny konserwatyzm xd – jak słusznie zauważył marzan, nie ma tu nic obrazoburczego. Ale, często mi tu się zdarza, że żarty do mnie nie trafiają, więc tym się raczej nie przejmuj.
Bardziej podobało mi się to, o czym pisze bruce, portret psychologiczny córki.
Przyjrzałbym się za to troszkę wykonaniu – szczególnie miszmaszowi czasów (wkradł się czasem odruchowo przeszły, “Wysunęłam rękę”, “powiedziała”), ale serii powtórzonek też się dopatrzyłem.
Pozdrawiam!
Słowa matki przeszywają mnie całą, jak ostra włócznia pretensji, rzeźbiona całe życie. Nigdy nie powiedziała, że jest ze mnie dumna, a okazji było mnóstwo. Na przykład, gdy dostałam dobrą ocenę w szkole czy gdy udało mi się zdobyć pracę jako programistka. Zawsze mnie tylko krytykowała.
– Ach, tak? To czemu nie chciała, żeby było miło za życia? Czemu mnie nigdy nie pochwaliła? Czemu mnie nigdy nie przytulała, gdy płakałam? – Odważam się spojrzeć na matkę. Na jej twarzy dostrzegam smutek, ale tak głęboki, że aż mnie przeraża.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Teraz ciężko mi to będzie zmienić, ale w sumie może być trochę racji w tym co piszesz.
Absolutnie nie sugeruję, żebyś miał takie drastyczne zmiany teraz wprowadzać. Raczej tylko do przemyślenia i na przyszłość, i ogólnie mogę nie mieć racji.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Scena z koszulą też obrazowo miała pokazać troszkę relacji, jak funkcjonują.
Tzn. scena z koszulką jest sama w sobie dobra. Albo przynajmniej taka okej. Coś się dzieje, jest jakaś spinka między bohaterami. Mi najbardziej chodziło o te paragrafy, które są w niej, a niejako poza nią, w których niemalże w punktach wypisujesz, co się działo w poprzednich odcinkach.
Ekspozycja nie jest zła, o ile jest dość zwięzła i ma jakiś cel
No tylko czy musi być zaraz na początku. Widziałem dobre otwarcia ekspozycją (”Scopuli zdobyto osiem dni temu i Julie Mao była w końcu gotowa na śmierć”, “W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit”), ale prawie zawsze mam wrażenie, że łatwiej ją przenieść do drugiej albo trzeciej sceny, niż zadbać, żeby faktycznie miała “kopa”.
Problem trochę portalu jest taki, że nawet jak słabiej otworzysz, to przecież i tak przeczytam :P
Ale przecież to nie była pracownica, tylko inna klientka, która sprzedawała twarz z przymusu, bo bieda.
Ale jakiej kliniki? Znowu przytoczę:
Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.
O widzisz, umkło mi po parę słów i dwa razy głupotę napisałem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Pierwsza scena niestety służy ekspozycji, momentami dość nachalnej, no ale przynajmniej ta ekspozycja została zamaskowana niewysuszoną koszulką. Wrażenie tej nachalności podnosiła powtarzalna struktura zdania w tych ekspozycyjnych paragrafach:
Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle. (Marek) Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: „Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów”.
Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. (Marek) Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.
Niektóre z decyzji postaci mało mnie przekonały.
Ola próbuje sprzedać twarz, a nie chce pokazać zadka przed kamerką, bo to sprzedawanie kawałek po kawałeczku…? Dziwna to chierarchia wartości. Może taką ma, ale dziwna. Jeśli to taki świat, gdzie ludzie mają dziwne hierarchie, to trzeba było mocniej pokazać, IMO. Zwłaszcza, że bliźniaczka Oli najwyraźniej ma hierarchię zupełnie dwudziestopierwszowieczną. A przecież bliźniaczki zwykle nadają na podobnych, jeśli nie tych samych, falach, nawet te z tekstu mają takie samo hasło.
Podobnie dziewucha z kliniki, która kwestionuje wybór pacjentki. No jeśli ktoś by to usłyszał, to by szukała pracy po trzydziestu sekundach, które prezes zużyłby na kopa w zad. A, jak się dowiadujemy z rozmowy sióstr, w kraju bieda i kapitalis, więc ludzie z dobrą pracą raczej ją powinni cenić.
Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma? I ogółem, jeszcze przed chwilą sprzedaż twarzy była dla niej czymś bardzo złym, a teraz decyduje się sprzedać twarz, żeby "uciec przed Markiem", nie próbując uprzednio choćby wlepić mu bana? Nie wiem, policja? Przeprowadzka? Albo w ogóle “jeździć, obserwować”, przecież jeszcze jej nawet nie naszedł, może tylko tak gada.
No i ten. Marek najpierw ma relatywnie normalną pracę, a sprawiwszy sobie nową mordkę, zaczyna generalnie super zarabiać. Co mi sugeruje, że pozycja społeczna bardzo opiera się w tym świecie na wyglądzie. Ale seksi siostrzyczki mają drastyczny problem z utrzymaniem? Obie? Hmm. Lena coś tam sugeruje, że on to może jednak nie zaczął zarabiać ze względu na nowy dziób, tylko inne zalety… ale dystopijny charakter tekstu sugeruje, że to nie ona ma rację.
No i jak zwykle wyszły mi kilometry marudzenia, na które twój tekst, też jak zwykle, zupełnie nie zasłużył :D To jest dobry tekst, którego czytanie sprawiło mi frajdę, a ciekawy pomysł o sprzedawaniu twarzy i piersi, i refleksje o pornbrainach, wyścigu szczurów czy społecznych nierównościach zostały pokazane w wciągający sposób, z perspektywy osobistych historii fajnie wymalowanych postaci (nawet, jeśli te postaci czasem zachowują się niezrozumiale, to są jakieś, każda ma swój charakter), czyli tak, jak trzeba to robić. Jest też w tej historii napięcie, a stawka rośnie aż do końca. Więc ugułem, bardzo ładnie.
No i miodzio klamra na koniec.
Nie wiem, czemu akurat twoje opowiadania skłaniają mnie zawsze do tak nadmiernie szczegółowych wywodów.
Pozdrawiam
otarła dłonie o materiał sukienki
O sukienkę – czy skukienka ma coś innego do otarcia dłoni, niż materiał?
kropki statusu pisania
Nieładnie, bo kto jest w "statusie pisania"? Apka? Przecież nie ta kobieta… Ale nie wiem z marszu, jak ładniej… Kropki indykatora? Może po prostu pulsujące kropki?
Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie
Jeśli szepnął, to chyba przysługuje zapis dialogowy.
Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem, patrzyła prosto w obiektyw.
Bez przecinka oczywiście.
Jasne, niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię.
Atak przymiotnikowy! Kryć się!
uwodzące ruchy
Uwodzicielskie raczej. Choć uwodzące też ma sens, może celowo tak zrobiłeś.
Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.
Następna. „Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!”
Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.
Bota powinna mieć :P Nigdy nie prowadziłem takiej działalności ;> więc pewności nie mam, ale pewnie już dzisiaj laski to chatem gpt ogarniają. Aczkolwiek może ta powtarzalność ma tu swój urok, chociaż psuje realizm.
Ten facet w miesiąc pompował
Hmmm IMO albo w miesiąc wpompował, albo co miesiąc pompował. Zależnie, o co chodziło.
który chce handlować jej własnością
Hmmm. On chce kupić, jak rozumiem, a to zdanie sugeruje, jakby chciał komuś za jej plecami opchnąć coś, co należy do niej.
Zerkając na wiszący w powietrzu zegar holograficzny, zmarszczyła brwi
Zerknęła i zmarszczyła, moim zdaniem. Teoretycznie mogła zmarszczyć już zerkając, ale jeśli wiedziała, że jest późno, to po co zerkała?
wyprana z emocji
Wyprana z emocji, a leży i ryczy, albo uśmiecha się do zdjęć? NGL wygląda to, jakby miała całkiem dużo emocji. Tylko je dusi, albo coś.
dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.
Wiem o co chodziło, ale nie siadło, moim skromnym. Górna ładnie kontrastuje z dolną, z "tą niżej" o wiele mniej.
jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe
W koło? Jak w okno?
to samo znamię przy ustach
W sensie, że bliźniaczki te buźki mają sztuczne…? To czy cała zabawa nie traci sensu?
Czy ja jestem głupi i bliźniaki mają takie same znamiona…? Nie chyba.
młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna
Jak dwudziestokilkuletnia to wiadomo, że młoda.
Lena wstała, uwalniając dłoń z uścisku męża.
Wstała i uwolniła, a poza tym to niepotrzebnie sugeruje, że ona jakiś opór stawia.
nieusuwalny błąd w kodzie
Czy błąd w kodzie może być nieusuwalny…? Widzimy na przykładzie portalu, że w praktyce tak, ale i tak nie pokochałem tej metafory. Kod jest po to, żeby go zmieniać.
– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus.
No ale moment, moment. Te cycuchy nie poszły do magazynu z cycuchami na potrzeby przyszłych klientek, tylko dostała je żona Marka. To czemu niby lekarze dorzucali bonus?
– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…
– Mogłaś.
Jeśli Ola nagle zrozumiała, że tylko pogłębiła obsesję Marka – a tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć tę kwestię – to IMO trzeba by jaśniej zaznaczyć, choćby narratorem.
Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.
VIII
Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew.
A czemu tu jest klaps, jak te wydarzenia są dosłownie jedno po drugim i z perspektywy tej samej postaci?
– Pożar. Całe piętro stoi w ogniu. Instalacja musiała strzelić.
Chata mu się fajczy, a on trzy składne zdania powiedział. I bez jednego wykrzyknika?
której przez całe małżeństwo nie pozwalano jej korzystać
Czego bezosobnik? Wiadomo, kto nie pozwalał.
Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki, po ostatnim spotkaniu z mężem, pulsują bólem.
Raczej bez przecinka, teraz brzmi, jakby siniaki miała wcześniej i po spotkaniu zaczęły pulsować.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak powiedział Konfucjusz: nieważne, że spadłeś z konia, ważne, żeby wstać i tego konia zjeść. Czy coś.
W każdym razie, jeśli opanowałeś życie i choć trochę wracasz, to bardzo dobrze, czym nas więcej, tym weselej :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Wyszło, że więcej, tymczasem – dalej tego nie wiemy.
O, to słuszne spostrzeżenie. Widziałem użytkowników usuwających całkiem sporo starszych opowiadań.
Aczkolwiek trendy na wykresie nie dają się całkiem w ten sposób wytłumaczyć, moim zdaniem. Nie jest przecież tak, że do października wszystkie fragmenty były usuwane, a teraz już nie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Robercie, bardzo ciekawa rzecz do przemyśleń. Dzięki za włożoną pracę, bo na pewno było jej niemało.
Po prostu jak kiedyś zrobiłem sobie “wycieczkę” po starych piórkach, to ja osobiście części z nich nawet biblioteki bym nie dał lol ;-)
A to ciekawe. A podobno wszechświat upada, a literatura nawet szybciej.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej :)
Ten początek ze ścieżką to bym przerobiła, bo odstaje od reszty i mocno jest drewniany.
Hm, możliwe. Ale też trochę chciałem, żeby pan intruz był taką nadętą parówą. Pewnie nie wyszło.
Bardzo fajne opisy, zarówno las, żarcie, falujące piersi, jak i łomotania wciąga i widzę ją przed oczami.
Bardzo mi miło :)
Na piórko wydaje mi się to jeszcze nieco nieoszlifowane, ale to na prawdę fajne opowiadanie.
Rozumiem ten werdykt, dzięki za wizytę :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
A ja będę na TAK.
No bo czy to jest przegadane? A pewnie jest. Ale w pierwszej scenie dowiadujemy się, że bohaterka umiera, więc tego przegadania aż tak nie było czuć.
Co prawda na końcu pierwszej sceny się dowiadujemy, a sama scena jest sceną zakupów… no ale. Wszystkiego mieć nie można. Ważne, że ktoś od pierwszej sceny umiera.
Zapadło mi to opowiadanie w pamięć (czytałem już x dni temu). Zarówno klimacik wyspy, jak i sam pomysł na dziewczynę poświęcającą się w imię postępu, szczegółowa relacja między bohaterami, z których każde ma swój charakter, jak i pewna dbałość o te naukowe szczegóły. Dowiedziałem się o tych neuronach różanych w sposób, który zapamiętam, więc, z punktu widzenia sci-fi, pełen sukces xd
Tak że, podsumowując: bardzo ładnie.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Rozumiem, że celowo nawiązujesz tu do mojej niespecjalnej prozy, prostych zdań i wątpliwych technikaliów;)
Nie, absolutnie to nie miał być żaden przytyk, przepraszam. Czasem się tak wygłupiam językowo po prostu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witamże :)
I cóż.
Podobnie jak w poprzednim Twoim tekście, który miałem przyjemność komentować, widzę tu miejscami przebłyski żartobliwego, lekkiego pióra. Uśmiechłem się był przy obywatelskim brzuszku, wścibskiej lodówce czy antyalkoholowym haiku, i w paru innych miejscach.
Były też elementy satyry, które do mnie trafiły. Bogdan pragnie równości, dopóki sam nie dostaje szansy stać się beneficjentem chorego systemu – bardzo trafna obserwacja, choć bez dalszego komentarza może prowadzić do bardzo różnych wniosków, w tym na manowce.
Ogółem jednakowoż, nie dołączę do zacnego grona zachwyconych czytelników.
Fabularnie utwór stoi nieco lepiej niż "Do ostatniego posła" – gdy pierwszy raz spotykamy Bogdana i jego obywatelski brzuszek, nie mamy jeszcze powodu spodziewać się, w którą stronę sprawa się potoczy, czyta się więc to lepiej niż tamten tekst. Zaczynamy co prawda również ekspozycją, ale nie tak długą i nie tak nachalną.
Nie mogę jednak powiedzieć, żeby tekst szybko robił się jakoś przesadnie ciekawy – nie widziałem w nim choćby symbolicznego napięcia (trudno uznać za takie niepewność co do przebiegu głosowania w temacie narzekania w poniedziałek), a ciułanie kolejnych punktów za kolejne narzekania szybko zrobiło się schematyczne, a schematyczność jest niestety wrogiem humoru.
Humor, jak już wspomniałem, ma jaśniejsze momenty, jednak zasadniczo gwoździem programu jest tu postać bezrobotnego z wyboru, archetyp w polskiej komedii zgrany do cna. Całość mogłaby śmiało być scenariuszem jednego z setek odcinków polsatowskich sitcomów. I o ile co do zasady uważam, że zgrane motywy są zgrane, bo są dobre, można jednakowoż przesadzić, a w ogóle komedia jest tu wyjątkiem, żart można zabić i ten jest martwy od wczesnych lat dwutysięcznych. Co najmniej.
Proza też mnie nie zachwyciła. Momentami mamy bardzo dziwne konstrukcje, np.
Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”
Cudzysłów w mowie zależnej?
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Albo bardziej pospolite potknięcia:
Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.
Skoro tytuł, to cudzysłów?
Ale nawet gdyby na technikalia przymknąć oko, ta proza niespecjalnie zachwyca. Zdania są proste, schematyczne (X zrobił Y, gdzie X to najczęściej Bodan), przesiąknięte najnudniejszymi orzeczeniami typu "mieć" i "być". Rozumiem, że tu mogła być jakaś celowość autora, ale mimo wszystko do mnie tiktokifikacja języka nie przemawia – być może staję teraz po złej stronie historii, ale no cóż.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak zwykle, niezwykle sugestywna scenka.
Zgadzam się z Lesnylutkiem, można było ostatnią kropkę postawić w miejscu ostatniego przecinka.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Czołem Beeeecki :)
Dzięki za taka i kolejny miły komentarz :)
Jak wskazałem wcześniej, światotwórstwo wydaje mi się tu służebne wobec fabuły. Zwłaszcza żałuję, że nie było wyjaśnienia skąd wzięły się demony i dlaczego akurat tak są nazywane, także przez obiektywnego narratora (a zatem, jak przyjąłem, nie tylko pejoratywnie). To mnie lekko zgubiło na początku.
No cóż, tutaj chyba mamy po prostu inne podejście (albo, żeby posłużyć się popularnym na SB określeniem, zachodzi “różnica cywilizacyjna” xdd). Nie wydaje mi się, żeby tłumaczenie takich szczegółów było każdorazowo potrzebne w opowiadaniu high fantasy. W siedmiotomowej serii – owszem, fajnie, żeby były jakieś legendy, najlepiej kilka różnych, a w szóstym tomie niech bohaterowie odkryją prawdę.
Podobnie z nazwą “demony”. Pejoratywna nazwa jakiegoś ludu bywa jednocześnie jedyną. To nic niezwykłego, więc nie uważam, żeby trzeba było to tłumaczyć – aczkolwiek liczyłem właśnie, że czytelnik zauważy, że ludek, który zasadniczo zamienia się w koty i hoduje warzywa jest tak nazywany, i coś mu to powie.
Pod kątem budowania klimatu, bohaterów, tempa opowieści, przeplatania perspektyw i czasów jest to mistrzostwo. Tę samą opowieść można by po prostu opowiedzieć wielokrotnie gorzej, podchodząc do tego bez wyczucia. Zakończenie również ma odpowiedni ładunek emocjonalny i chichot złośliwego losu. Wszystko się zgadza.
Pozostaje mi tylko dodać tabelkę, oznajmić “TAK” i wyrazić podziw. :)
Bardzo mi miło :)
Pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hmmmm ryzykując, że narażę się na śmieszność, napiszę, że dla mnie nawet spora część tych form – nawet w grupie “A”, gdzie najwyraźniej jest jedynie poprawna – brzmi archaicznie.
A niektóre brzmią absurdalnie… “kośćmi”? “Gwoźdźmi”? Dziura zabita dechmi i gwoźdźmi?
“Grubymi nićmi szyty” – owszem, ale dałbym głowę, że tylko na zasadzie “gorszy Tatarzyna” i “dość dwie słowie”.
Tak że fajnie, że artykuł powstał – może uda mi się uniknąć jakiegoś błędu. Ale zastanawia mnie teraz, czy to jakaś moja gwarowość, czy słowniki idą wbrew uzusowi.
Raczej to pierwsze, bo nawet WSJP zdaje się zgadzać, że “kośćmi”…
Pozwoliłem sobie sprawdzić, co na ten temat mają do powiedzenia autokorekty pakietu Office i Chroma. Oczywiście tylko w ramach ciekawości, rozumiem, że autokorekta nie ma żadnej mocy normatywnej.
Grupa A:
BRACIA, KOŚCI, KSIĘŻA przyjmują, zdaniem autokorekt, obie formy.
A OŚCI mają tylko formę zwykłą – “ośćmi” oba błędnie podkreślają
Grupa B:
LIŚCIE przyjmują tylko formę reliktową
Grupa C:
GAŁĘŹMI i KIŚĆMI autokorekty uważają za błędne (a nie powinny)
Grupa D:
Żadnej z form reliktowych autokorekty tu nie uznają
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witamże i cóż.
Tekst jest bardzo ładnie napisany, zarówno pod względem poprawności, jak i liryczności czy nastroju. Powtórzenia, widzę, niektórzy kwestionowali; mi przypadły do gustu. Ogólnie lubię bardzo, jak utwór ma wyraźną strukturę!
Tekst szybko przechodzi do rzeczy, co również bardzo cenię! Wałęsającą się po Ziemi personifikację głównej myśli utworu mamy nie tylko w pierwszym paragrafie – ona jest dosłownie w pierwszym słowie!
Owa główna myśl zostaje jasno i obrazowo przedstawiona. Nieco nahalnie wręcz – powiedziałbym. Zastanowiłbym się (tak na przyszłość, nie, żeby teraz takie zmiany wprowadzać) czy zasadne było, by Catrina powtarzała polvo eres. Wydaje mi się, że zapach nagietków mówi wszystko, ale może to dlatego, że w przedmowie szczegółowo poinformowałeś, kim jest Catrina. Oczywiście to coś raczej do przemyślenia, niż jakaś wielka wada.
Za największą wadę jestem za to zmuszony przyjąć, że nie jest to myśl szczególnie oryginalna – nawet nie ukrywasz, jak mocno rymujesz z innym artystą, ale przecież i innych utworów o podobnym przesłaniu nie trzeba by daleko szukać (ponownie: "Pójdę boso" xdddd). Jeśli ta myśl została tu jakoś mocno rozwinięta, to się nie dopatrzyłem.
Po komentarzach widzę, że tu miał być jakiś "bezwyznaniowy" przekaz o etyce, że za zło nie ma kary; IMO, on w tekście niespecjalnie wybrzmiał; w scenie pośmiertnej zestawienie ofiar i oprawców jest, ale tylko tak "po łebkach"; o wiele większe skupienie jest na doczesnych dobrach rozsypujących się w pył. Bardziej, moim zdaniem, to skłania do myśli: "wszystko marność i nie warto". Zwłaszcza że w tekście nie pojawia się chrześcijański Bóg ani inna podobna figura, a Santa Muerte raczej – o ile wiem – nie kojarzona z karaniem grzeszników.
No ale, tak czy inaczej, jeśli nawet przyjąć, że przekaz był jasny i tylko moja tępota interpretacyjna się objawiła, to też nie jest nic przesadnie odkrywczego.
Zastanawia mnie, dlaczego stąpanie La Catriny wywołuje coraz gorsze efekty. Najpierw nagietki, potem mech, w końcu już tylko zniszczenie. Tu była jakaś celowość? Przychodzi mi do głowy tylko upływ czasu, ale to trochę nie współgra z treścią.
Ostatecznie zmuszony jestem dać głos na NIE. Głównie dlatego, że takie to krótkie. W dłuższym tekście taki brak oryginalności pewnie by mi nie przeszkadzał.
Ale generalnie, czuć tu poziom.
Pozdrawiam!
Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.
Wysoka i elegancka, a rondo jej ozdobnego kapelusza rzuca głęboki, aksamitny cień – nie ładniej?
IMO jak się widzi te najnudniejsze słowa ("mieć", "być", "który" etc.), a już zwłaszcza dwa w jednym zdaniu, to warto się zawsze przyjrzeć, czy nie da się łatwo wyrzucić. Zazwyczaj się da, a zdanie okazuje się bardziej estetycznie satysfakcjonujące. I tu też tak jest IMO – wiadomo, że kapelusz, to na głowie.
Oczywiście to nie jest jakaś mega ważna uwaga, zwróciłem uwagę, bo podobnie skonstruowane zdania rozpoczynają też kolejne sceny.
szukając w lustrze kogoś
Ładnie!
Garbancero nie odwraca wzroku od lustra
Hmmmm nie wiem, czy nie przesadzam, ale może tak zdystansowany i liryczny narrator nie powinien powstrzymać się przed wyzywaniem postaci? Piszesz, że określenie pogardliwe…
Bo czy w takim razie w tekście, który ma 30k znaków, musi być pięć razy więcej, niż w tym, który ma 6k, skoro surowo oceniamy szorty?
Odwrotnie, powiedziałbym. W dłuższym tekście takiej porażającej czytelnika treści być nie musi – ale jak jest, to plus! – bo zamiast tego może być wciągająca fabuła, fajnie zbudowani bohaterowie, ciekawy świat, etc.
A w szorcie wszystkiego jest mało, więc to, co jest, trzeba oceniać surowo. Jeśli serwujesz po dwa kęsy, a chcesz zasłużyć na trwałe uznanie gości, to muszą być absolutnie fantastyczne dania, o smakach, jakich nikt nie zna. Kawior w tempurze z topinambura, głęboko smażony na tłuszczu łasicy, czy coś takiego.
A jak karmisz solidnie, to może być swojski schaboszczak, o ile jest faktycznie pyszny.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam,
Oprócz lekceważącego stosunku do reguł rządzących językiem polskim zwróciłbym tu mocną uwagę na dłużyznę na początku. 14k znaków zajmuje, zanim drużyna w ogóle wyjdzie z domu. 19k zanim akcja cokolwiek przyspieszy (kiedy słyszymy śmiechy przy ognisku). Właściwie jedynym, co na tym olbrzymim dystansie może zaintrygować czytelnika, jest tajemnica tych malowanych łbów, ale to zdecydowanie za mało – one są gdzieś daleko, nie tworzą wielkiego napięcia.
Nie wszystkim to przeszkadza tak jak mnie, ale mimo wszystko.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i dzięki za kolejny komentarz :)
Może w istocie byłoby to ciekawsze, mniej sztampowe rozwiązanie niż kolejny mentor sieroty okazujący się ojcem?
Hm, może. Będę zupełnie szczery, nie przyszło mi nawet do głowy, że to jakaś szczególna sztampa. Aczkolwiek – o ile jestem w stanie to ocenić po portalowych wypowiedziach – z nas dwóch to Ty jesteś zdecydowanie bardziej oczytany, więc zakładam, że masz rację.
W każdym razie myślę, że jeden i drugi wariant zyskałby na jakichś poprzednich wskazówkach, bardziej stopniowym zbliżaniu wątków ku sobie, naświetlaniu analogii i różnic między postępowaniem Aigulfa a Ganza.
Patrząc wstecz – pewnie tak. Moim pomysłem było, by czytelnik domyślał się znaczenia pewnych rzeczy właśnie na koniec (”aaa, to dlatego Samo siedział z dziećmi w lesie”), ale pewnie ten efekt nie siadł tak mocno, jak mi się wydawało.
Świetnie, że potrafisz tak celnie wyciągać wnioski z komentarzy.
Dzięki :) Lubię myśleć, że faktycznie potrafię dostrzec wady własnego dzieła. Szkoda, że dopiero po reakcjach czytelników, a nie wcześniej – no ale. Może powoli się czegoś nauczę.
opowiadanie czyta się z prawdziwą przyjemnością, ani na chwilę nie wypadłem ze świata przedstawionego, żywości scen – od szermierki do ogródka warzywnego – mogłoby Ci pozazdrościć wielu uznanych prozaików.
Dzięki piękne!
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jolko w dodatku K! Witam i dzięki za tak pozytywny komentarz!
Ugułem jestem niezwykle zaskoczony, jak ciepło przyjęta została ta prosta historyjka.
Opowiadanie wydaje mi się na tyle kompletne i staranne, a jednocześnie interesujące i wciągające, że piórko samo układa się w dłoni do przekazania dobremu autorowi. :)
Dzięki i pozdrawiam!
Tutaj uwaga do zapisu – od Aiguf powinno być od nowego akapitu, bo dotyczy innej osoby i to nie jest zdanie należące do wypowiedzi. I dalej też stosownie oddzielone. Czytałam to dwa razy i nie wiedziałam, dlaczego tutaj mieszają mi się osoby. :) A tu mamy w jeden wypowiedzi umieszczone dwie postacie.
Hm, hm, hm. Poprawiłem na ten moment zgodnie z sugestią, bo widzę, że to może być mylące, ale nowa wersja wydaje mi się mniej zgrabna – czułem się zobowiązany dodać też didaskalium, bo po pociachaniu akapitów, nie było z kolei jasne, że to mistrz Yoda kontynuuje wypowiedź…
Będę musiał się przyjrzeć, jak inni autorzy rozwiązują sytuację, gdy czynność jednej postaci ma miejsce podczas wypowiedzi innej. Może najlepiej wcale tego nie robić.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dzięki wszystkim :)
Beeeecki, miałeś zdecydowanie więcej wiary we mnie niż ja sam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
no, nie. Nie daje. Do konfliktu (w sensie literackim) potrzeba celu do osiągnięcia (a tu cel – przeżycie mamy – jest dla córki nieosiągalny), przeszkód do tego celu (którą to rolę mogłaby grać niechęć ojca do pomysłu krojenia żony, ale nie gra, ponieważ…) i kogoś, kto te przeszkody pokona i cel osiągnie lub zginie, próbując (a tu tego kogoś nie ma)
Nie będę absolutnie wykluczał, że źle używam tego słowa. Ale jak w takim wypadku nazwałabyś sytuację, w której czytelnik zostaje postawiony w niepewności “przeżyje, albo nie przeżyje”?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam,
Niezły szorciak. Oryginalna konstrukcja jest estetycznie satysfakcjonująca, a jednocześnie pozwoliła zawrzeć tę historię w małej ilości znaków – bardzo fajnie.
Trochę niepotrzebnie IMO w przedmowie i tytule wspominałeś o efekcie motyla. Nie ma co psuć czytelnikowi niespodzianki.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam i gratuluję debiutu :]
Po pierwsze, sprawa techniczna: zmień proszę oznaczenie tekstu z OPOWIADANIE na SHORT. Za opowiadanie uznajemy tu tekst o minimum 10k znaków. Shorty łatwiej przyciągają czytelników, więc wyjdzie Ci to też na zdrowie :)
A co do tekstu.
Bardzo udany szorcik, szczególnie jak na debiut. Mamy tu myśl przewodnią, mamy napięcie od pierwszych paragrafów, językowo jest w porządku. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić – owszem, fabuła jest szczątkowa, ale pasuje do tego, co chciałeś powiedzieć, no i w takiej krótkiej formie trudno, żeby było inaczej.
Pozdrawiam i klik
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i gratuluję debiutu :]
No i co?
I bardzo ładnie, pewnikiem jeden z lepszych debiutów, które tu czytałem.
Tekst przechodzi od razu do rzeczy – co prawda, o umierającej mamie dowiadujemy się w drugim paragrafie, nie w pierwszym, więc, no – mogło być lepiej ;>
Ale jest dobrze. Umierająca mama daje nam od razu konflikt i tykający zegar/miecz Damoklesa, tak że mamy zupełnie udany początek – rzadkość!
Język trzyma poziom, jakieś tam potknięcia są, ale raczej takie z tych drobnych. Ogółem konstrukcja zdań zdradza autora oczytanego. A może i opisanego?
Myśl przewodnia – jest i dobrze współgra z fabułą.
Czego bym się czepił? Trochę zakończenia. Jest ono nastrojowe, ale nie mam wrażenia, żeby tekst został w pełni domknięty. Szaman obiecuje sto dusz za spokój ukochanej – i, jakby, co? Trochę nie wiem, jako czytelnik, co to znaczy nawet – zakładam, że on nie będzie składał ludzi w ofierze – więc nie jest jasne, dlaczego miałbym się tym przejąć. Rozumiem, że to w jakiś sposób ma pokazywać jego miłość, ale czegoś tu zabrakło.
Pozdrawiam!
I klik :)
edit: widzę teraz w przedmowie, że to opowiadanie jest dość osobiste i ten zadowolony ton mojego wpisu niekoniecznie do niego przystaje – mam nadzieję, że nie uraziłem, czytałem tekst po prostu jako opowiadanie, fikcję, i tak też skomentowałem.
wspominając[,] jak wielu osobom ona pomogła
Przecinek moim zdaniem.
Chciała wciąż trwać przy niej, jeszcze przez chwilę… dopóki czuje jej ciepło.
Chyba powinien być czas przeszły?
Krąg zapłonął z początku wątle, lecz nie zawahał się.
Krąg się zawahał?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dziemki, dziemki :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :)
I cóż. Tak ogółem, po przeczytaniu, pomysł na przedstawienie rozwoju cywilizacji i tę pętlę nawet mi się podobał. No i ta klamra kompozycyjna bardzo fajnie wyszła. Jednakże jest trochę rzeczy, które w tym tekście proszą się wręcz o dopracowanie.
Po pierwsze, język. Nie jest jakiś najtragiczniejszy, absolutnie, a jednak dość sporo różnego rodzaju błędów czy niezręczności się pojawia. Pod kreseczką pozwoliłem sobie wypisać niektóre, aczkolwiek nie wszystkie.
Po drugie, dłużyzna na wstępie. Główny ciąg akcji opowiadania zaczyna się dopiero, gdy król Somun rozmawia z Thiri. Wcześniej jest 15k znaków poświęconych rozmieszczeniu figur na planszy. Wiele dobrych opowiadań już by przechodziło do zakończenia. Co gorsza, miejscami “podpuszczasz” czytelnika, że akcja się zaczyna, tylko po to, by zrobić kolejnego time skipa – byłem bardzo zawiedziony, gdy nie zobaczyliśmy dalszego ciągu wątku Throda i Ewry.
Nie pomaga też, że ten główny ciąg sam w sobie też jest wyraźnie dwudzielny – po ograniu kapłanów mamy jeszcze jeden ‘miękki reset’, przechodzimy do konfrontacji z van Dykenem, która z tą poprzednią ma niewiele wspólnego. To tylko pogłębia wrażenie, że opowiadanie nie potrafi przejść do rzeczy.
Rozumiem, że tym fragmentem o kapłanach chciałeś zawrzeć jakąś swoją myśl, ale strukturze opowiadania raczej to nie pomogło. IMO trzeba było jakoś wywalić albo kapłanów, albo van Dykena.
Opowiadanie opiera się też na pewnej niezgodności z uniwersum. Ja niekoniecznie postrzegam to jako wadę, ale pewnie w konkursie to nie pomogło. Jak to, oni się tam tak bezczelnie industrializują, w kosmos latają – a gdzie martwy śnieg?
Pozdrawiam!
kluczy między pagórkami, falującymi jak źle rozściełany dywan
Niefortunna metafora, bo dywan może zrobić jedną, dwie fałdy – nic, co zmusiłoby podróżnika do kluczenia.
Trochę kryptokredytów, na zabawki
Bez przecinaka raczej.
Ostrze zarysowuje łuk i wchodzi w glebę
“Wbija się” o wiele lepiej.
Najbogatszy człowiek w krainie Stu Dolin, zawsze dostaje to
Niepotrzebny przecinek między grupą podmiotu a orzeczenia.
– Nasi ojcowie byli umówieni! – głos mu zadrżał z rozpaczy.
Głos raczej dużą.
Jest bohaterem[.] – Ardan
Tak, uratował[.] – Jej smutne oczy
Zapis dialogów ogólnie jest bardzo nierówny.
Syntezował nawet zwierzęce odchody, by odtworzyć substancję, którą ujrzał w wizjach.
Syntezowanie odchodów ma niewiele sensu, można po prostu podebrać dowolnej kowcy :) Chodziło, jak zakładam, o to, że bohater syntezował substancję z odchodów.
GRZMOTNĘŁO!
Takie podkreślanie głośności przez wielkie litery i jeszcze wytłuszczenie to raczej nie jest dobry styl. Lepiej to opisać, że od huku dzwoniło im w uszach etc.
ciskały głazami ze zwalonych chat
Czy w zindustrializowanym społeczeństwie chaty byłyby z głazów…?
ostatni z wielkich wynalazków, jaki zdołali stworzyć
Który
opleciony mackami jak pasożyt
Dlaczego pasożyt miałby być opleciony mackami?
Dziesiątki mackowatych batów
To były macki, macka nie może być mackowata, więc raczej “dziesiątki biczowatych macek”
B Ł Y S K.
Podobnie jak z tym pogrubieniem – rozstrzelenie nic nie znaczy.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Azali jak się okazuje, jestę laureatę konkursu Fabryki Słów :)
Co prawda konkurs był na fanfic, ale jednakowoż uważam to za spory sukces jak na mnie :) To duże wydawnictwo i z tego, co widzę, rzadko robią konkursy, więc osobiście się cieszę.
Dzięki za betę Holly & Adexx :)
A jak już robię z siebie chwalipiętę, to dodam tak dla kompletności, że mój tekst “Heretyk” będzie w antologii “Popioły” Planety Czytelnika, a szort “Wybrak” w najgorętszej powieści szkatułkowej tego roku.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
to ciekawe, że mimo męczenia się z tekstem łyknąłeś go całego naraz! Nie wiedziałam, że tak można, ale to miłe
Nieee, ja właśnie próbowałem napisać, że się nie męczyłem, tak jak Marzan. Mi ten tekścik wszedł gładziutko, przy wszystkich uwagach. Źle się wyraziłem widocznie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Znaczy, Zakapiorze, wykluczasz zaproponowane przeze mnie spojrzenia z dyskusji.
Vacterze, napiszę wprost, ale o ile z silverowym spojrzeniem się nie zgadzam, a dzielenie ludzi na naiwną gawiedź i jaśnie oświeconych autorów mierzi mnie na tyle, by odbierać jakąkolwiek chęć dalszej dyskusji, Twojego spojrzenia nawet nie usiłowałem zrozumieć, nie mając nawet pewności, na ile serio piszesz.
Jeśli poczułeś się przez to wykluczony, to przykro mi.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Powiem wprost – gawiedź z ulicy ma prawo być naiwna, ale ludzie piszący już nie.

Przepraszam jaśnie oświeconego pana pisarza, już nie będę.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Czy są widoki na przedłużenie terminu?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
A może sztuka nigdy w rzeczywistości nie była tym, czym jest w naszych wyobrażeniach? Może dlatego ludzie reagują na teksty AI z tak gwałtownym protestem, bo tego typu tworzenie “sztuki" kłóci się z naszym wyobrażeniem o niej samej. Ale czy kłóci się z rzeczywistością?
Dorabiasz filozofię tam, gdzie jest ona zupełnie niepotrzebna (a, co gorsza, wychodzi Ci jakiś nihilizm, żeby nie powiedzieć panświnizm).
Ludzie reagują na teksty AI protestem, bo nie widzą w ich czytaniu żadnego sensu. Koniec, kropka, to wszystko, common “chłopski rozum” W. Nie ma drugiego dna. Jak to zwykle w życiu bywa, wszystko jest dokładnie takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, a co nadto jest, od złego pochodzi.
Nie poszedłbyś – a przynajmniej większość ludzi by nie poszła – do galerii podziwiać wygenerowanych obrazów, ani na AI-koncert delektować się kunsztem prompta z Suno.
Dlaczego zatem ktoś miałby tracić nieskończenie więcej godzin ze swojego krótkiego życia na przeczytanie siedmiotomowej serii fantasy od czata giepete? Albo siedemnastotomowej, bo skoro już mamy prompta, to po co się ograniczać?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Mam niestety podobne wrażenie jak Marzan. Oprócz tego, żeby opowiadanie mnie zmęczyło – przeciwnie, ta forma epistolarna tu zdecydowanie wyszła, Stanisław jest bardzo udanym narratorem w stylu błędnego rycerza, czytało się to bardzo dobrze i kliknąwszy opowiadanie, żeby od tak zobaczyć, co tam Holly wrzuciła, łykłem całe na raz, nawet nie wiedząc kiedy, choć obiektywnie mierząc jest dość długie i pełne opisów. Tak że forma i lekka narracja dla mnie na plus!
Natomiast podpisuję się pod wątpliwościami dotyczącymi fabuły. Choć czytało się dobrze, na koniec zostałem ze sporym niedosytem. Jeśli tu była jakaś puenta lub myśl przewodnia, to ja jej nie dostrzegłem, choć cały czas miałem wrażenie, że jakaś powinna być.
Trudno bowiem rozpatrywać to opowiadanie w kategoriach czystej, rozrywkowej przygodówki – dorosły chłop zawsze słabo sprawdza się w roli damy w opałach, ale nawet jeśli przymkniemy oko na patriarchalne stereotypy, Jana poznajemy właściwie tylko z tej strony, że jest niemiły i opryskliwy. Dodawszy do tego fakt, że misja ratunkowa sprawia wrażenie mrzonki i fanaberii (nie mamy powodu oczekiwać, że sprokurowane medicamentum będzie szczególnie skuteczne), widzimy, że ciężko od czytelnika oczekiwać, by szczególnie mocno trzymał kciuki za jej powodzenie.
Jest tu jakaś myśl o trudnej sytuacji gejów i niewiast w przedstawionym okresie, ale jeśli to miało być osią fabularną, to zdecydowanie nie zostało to dociągnięte – obiektywnie tekst jest o czym innym. Jan zmaga się głównie sam ze sobą i z nosorożcem; uprzedzenia, jeśli już się podczas jego bohaterskiej podróży pojawiają, to epizodycznie albo w retrospekcji.
Można się też dopatrywać jakiegoś tragicznego romansu, ale na to z kolei opowiadanie jest zbyt lekkie, momentami nawet komediowe.
Tak że, podsumowując, o ile czytało się bardzo fajnie, na koniec trochę nie wiem, co autorka miała na myśli. Możliwe, że to ja zawiodłem jako czytelnik i coś oczywistego mi umyka – many such cases. Ciekaw jestem, co tu powiedzą portalowi spece od metafor i interpretacji. A wiem, że przyjdą xd
Pozdrawiam i klik
Stanowczo odmawiam nazywania mnie bezrozumnym bękartem
On nie odmawia, tylko się sprzeciwia. Chyba że to jakiś archaismus?
jedna z nielicznych odwiedzających
Hmmm, czy wiedeńska zakonnica modląca się w wiedeńskim kościele to "odwiedzająca"? Turysta w jakimś historycznym kościele, prędzej. Tu bym raczej dał "wierna" albo cuś.
łamaną niemczyznę, którą nabyłem
“Której” nabyłem, raczej. Tak jak: "nabyć doświadczenia", nie "nabyć doświadczenie".
I to wszystko powstało ręką człowieka
Hm. Stworzone ręką? Chyba że znowu archaizm, którego ja nie znam.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Mąż od zawsze widział w niej, zamiast kobiety, dwie baronie, hrabstwo i tron w Hodden.
Nie rozumiem.
Eeee nie wiem, czy o to pytasz, ale baronia to tak jak hrabstwo, tylko mniejsze.
Aaa, czyli ona zdążyła zejść z niego. Ale długo mi to zajęło, więc chyba powinieneś to doprecyzować.
Hmm może faktycznie dopiszę jedno zdanie.
A nie powinno być w liczbie pojedynczej?
Wydaje mi się, że może być w mnogiej, choć to pewnie trochę archaizm.
Jakie pióro? To jakaś część szabli?
Tak, ten taki szerszy “czubek”.
Ten zapis jest trochę mylący, bo czytelnik myśli, że faktycznie ktoś tak krzyczał, a po chwili się okazuje, że jednak nie.
No, taki był właśnie cel tego zapisu.
Dlaczego demon Ganzo nagle zaczął uczyć Samo sztuk walki. Jaki miał w tym interes?
Żaden interes, stał na polu całymi dniami, to się nudził.
I dlaczego tak się przejął tym, że ugodził Samo tyczką? I tak się dla niego poświęcił?
Bo kotek umierał od tego ;_;
I dlaczego nagle Samo okazał się też demonem, w jakim celu to zostało przedstawione?
On był synem Ganzo i Godecin.
Co się stało z dziećmi?
Tego nie ma w tekście wcale, ale najprawdopodobniej Pai Mei mistrz wysłał je do swojego kolegi, tak, jak planował.
Wielu rzeczy nie rozumiem.
No nie ty jedna właśnie :O Wielu komentującym coś uciekło. Nie wiem, czy letko nie przegłem z luźnością narracji.
Ostatecznie wyszło na TAK, choć miałam trochę wątpliwości.
Dzięki :) Wątpliwości są jak najbardziej zrozumiałe. Sam bym miał.
Pozdrawiam również!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zbyt idealistyczne, powiadasz? Bardzo możliwe. Jakoś tak ostatnio tęsknię za uczciwością i szlachetnością dookoła.
Tak właśnie odczułem to opowiadanko – jako jakiś wyraz tęsknoty za czymś, czego w prawdziwym świecie nie ma. Troszkę, muszę przyznać, te powtarzalne ataki, którym poddawany był Mujikar, mi się dłużyły, ale nie jakoś bardzo, bo przecież tekst nie jest długi.
Zakończenie mi się podobało, bo ostatecznie Mujikara zagryźli jego właśni kumple. Trochę to pokazało, że ostatecznie takie postawy do niczego dobrego nie prowadzą, nawet w świcie bez karzących duchów. A z drugiej strony, mimo starań siły nadprzyrodzonej, korupcyjny system przetrwał.
Klikam i pozdrawiam :)
Wikipedia podaje, że wskaźnik demokracji jest wyższy w Indiach i Malezji, niż w Polsce…
Dziwne, nie? Prawie jakby to był brytyjski wskaźnik (╭ರ_•́)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przewidywalne i płytkie takie. 10k znaków, autorze, zużywasz, żeby nam powiedzieć, że Tokarczuk jest snobką, oszustką (w sumie nie jest, skoro się przyznała) i krzemiacką kolaborantką.
Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.
Za to napisane bardzo fajnie! Styl satyryczny konsekwentnie utrzymany w każdym jednym zdaniu, bez mała. Łyknąłem jak trzylatka baterię od zegarka. Żeby każda społeczno-polityczna satyra była tak na portalu pisana, to bym nie narzekał, powiem.
Pozdrawiam i klik
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Miło mi, Teo Max :) I miło mi, że ktoś tę rymowankę odkopał.
Ja też się nie znam, co najlepiej widać po tym, o ile lepsza jest wersja przedstawiona przez Ślimaka – a różnica była jeszcze bardziej dramatyczna, zanim bezczelnie ukradłem niektóre z zaproponowanych przez niego rozwiązań.
Pozdrawiam również :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jerzy witam ponownie :]
Tak piszę, może kiepsko
Spokojnie – każdy kiedyś zaczynał. Jeśli trochę "atakujemy" tu w kwestii błędów, to tylko dlatego, że z doświadczenia wiemy, że o ile niektórzy czytelnicy są skłonni przymknąć oko na błędy u nowicjusza, to po dwóch, trzech tekstach, gdzie technikalia stoją na tak słabym poziomie, po prostu ktokolwiek przestanie je czytać.
mogę mieć swoje zdanie
Wiesz, to zależy. Jeśli ktoś Ci napisze, tak jak ja, że przesadzasz z ekspozycją, to faktycznie, w pewnym sensie przynajmniej, jest to kwestia gustu. Ale te duże bloki tekstu po prostu zdecydowanej większości odbiorców przeszkadzają – zwyczajnie fizycznie trudniej po nich wodzić oczami. A już zapis dialogów ma konkretną poprawną wersję i po prostu trzeba się jej trzymać.
Oczywiście, koniec końców, Ty jesteś autorem i sam decydujesz, jaką formę będzie miało opowiadanie. Jeśli ktoś tu wytyka błędy albo coś, co mu się nie spodobało, to zawsze są to tylko sugestie.
Z większą starannością podejdę do kolejnych publikacji na portalu.
No i to jest podejście, które tu szanujemy! Aczkolwiek liczymy też, że autorzy będą poprawiać błędy w już istniejących opowiadaniach, zamiast je usuwać. Obowiązku nie ma. Ale tak jakby był ;)
Po tym krótkim wstępie, przejdźmy do tekstu.
da się go czytać bez odbijania się z uwagi na jego formę
No cóż – na pewno jest lepiej niż w tym skatiowanym tekście, gdzie już w pierwszym zdaniu było kilka błędów przymuszających czytelnika do ciężkiej umysłowej pracy. Nie można jednakowoż powiedzieć, że da się czytać bez odbijania. Niektóre błędy wciąż są na tyle dużego kalibru, że odbijają nawet przy sporej dozie dobrej woli. Pozwoliłem sobie wypisać kilka takich grubszych, najbardziej odbijających i tylko z pierwszego paragrafu.
Pod względem konstrukcji tekstu są tu podobne problemy jak w poprzednim. Zaczynasz masywnym potokiem ekspozycji (opisu świata przedstawionego). Nim cokolwiek w opowiadaniu się stanie, dowiadujemy się, co mieszkańcy Wieży jadają, a nawet co oglądają w telewizji. Potem budzimy się i ponownie jesteśmy atakowani ekspozycją, tym razem dostarczaną przez Docenta.
Pomysł i zawarta w opowiadaniu myśl również nie są szczególnie oryginalne; chyba każdy pisarz SF ma na koncie opowiadanie o symulowaniu rzeczywistości.
Pozdrawiam i trzymam za słowo, że przyszłe publikacje będą bardziej staranne!
Rano kubek białej, odrobinę glutowatej, gęstej cieczy o słodkawym posmaku. Czasem odrobinę mdły.
Z tych zdań wynika, że narrator czasem oprócz (lub zamiast) kubka białej cieczy dostawał na śniadanie odrobinę mdły. Co to jest mdła? No właśnie. Zamiast czytać, trzeba się domyślać, że to posmak czasem jest mdły. To jest gruby błąd gramatyczny.
Nie znał odpowiedzi na te tematy
Tu z kolei błąd semantyczy. Odpowiedź może być na pytanie, nie na temat. Ponownie, zamiast czytać, czytelnik musi się zastanawiać i tym samym odbija się od tekstu.
nie podejmować ich ponownie[.] Postanowił
Wystarczyło znać jedynie jego główną część[,][.] Dla niego było to MCLM236
Tu z kolei niepostawione kropki. Może się wydawać, że to tylko kropka – ale kropka to najmocniejszy znak interpunkcyjny i jej brak również "odbija" czytelnika. Jeśli się przeoczy na końcu paragrafu czy w dialogu, to jeszcze, jeszcze. Ale tak wewnątrz paragrafu, to spory problem.
Dla niego było to MCLM236, nie tak jak wcześniej kombinacja siedmiu liter oraz dwunastu cyfr. I to bez zająknięcia.
Ponownie, jedno zdanie zupełnie nie łączy się z drugim w gramatyczną całość. Było bez zająknięcia – to nic nie znaczy.
który Nakaz obowiązuje, a którą nową regulację należy stosować
Spójrzmy, co znaczy spójnik "a": "do tego, co zostało powiedziane na jakiś temat, mówiący dodaje coś, co jest pod pewnym względem inne". Tutaj mamy dwa razy identyczną sytuację, więc czytelnik będzie się spodziewał, że czegoś nie zrozumiał (albo że Ty coś pominąłeś) – innymi słowy, odbije się.
niech, że
Kolejny mocno odbijający błąd, co prawda spoza pierwszego paragrafu, ale tak unikalny, że aż musiałem go wypisać – nie tylko mamy słowo "niechże" rozbite na dwa, ale jeszcze do środka wjechał nam przecinek.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż można o tym debiucie powiedzieć.
Niestety, można a wręcz trzeba powiedzieć, że technicznie ten tekst stoi na na bardzo słabym poziomie. Błędów jest dużo, wszelkiego rodzaju. Niektóre to, jak często bywa w debiutach, raczej technikalia (które i tak warto poprawiać z szacunku dla czytelnika), niektóre jednakowoż są na tyle rażące, by nawet mało wybrednemu odbiorcy realnie utrudnić czytanie.
Wszystkich nawet nie podejmowałem się wypisywać, bo nigdy bym tej recenzji nie skończył, ale pod kreseczką pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na niektóre, żeby stworzyć choćby jakiś punkt wyjścia.
A co do samego tekstu.
Wstęp nie zachwyca. Jest tu jakaś próba uchwycenia uwagi czytelnika. Jerry zastanawia się, czy jeszcze żyje – możemy wiec podejrzewać, że jest w jakiejś podbramkowej sytuacji. Jednakowoż, nie wiemy nawet, co to za sytuacja – nim wyjaśnisz, co się dzieje na ekranie, przechodzisz w strumień ekspozycji i świadomości.
Strumień ten jest masakrycznie wręcz długi – po tym, jak dowiadujemy się, że Jerry leży na pryczy, następna rzecz, która w ogóle się dzieje (trudno to nawet nazwać akcją: Jerry wstaje z pryczy i podchodzi do zbiornika), ma miejsce 19k znaków później. Wiele opowiadań przechodziłoby już do zakończenia (a niektóre już dawno by się skończyły) – my tak naprawdę ciągle nie zaczęliśmy.
Później dalej nic się nie dzieje, nadal jest ekspozycja, tylko zamiast narratora o rzeczywistości opowiada nam CC-t.
A po 31k znaków tej ekspozycji, Jerry podsumowuje cały dotychczasowy tekst:
– No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy
Tak że, drogi autorze. Na przyszłość mniej błędów i mniej ekspozycji, a więcej rzeczy niech się dzieje, by opowiadania dobrze się czytało i były zdecydowanie bardziej zajmujące.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
– Co ja tu robię? – a po chwili uzupełnił swoją myśl
Myśli nie zaczynamy, nomen omen, myślnikiem.
myśl[.] – Trafniejsze
Jeśli po myślniku jest wielka litera, to przed nim należy się kropka.
– a po chwili uzupełnił swoją myśl –
Ewidentnie brakuje tu orzeczenia. Najbardziej oczywiste “pomyślał” stworzyłoby oczywiście powtórzenie, no ale trzeba je obejść jakoś inaczej, niż wywalając najważniejszą część zdania.
Serdecznie polecam poradnik zapisu dialogów.
pomyślał całkowicie rozbity i zdezorientowany. Jerry Biel członek Misji Marsjańskiej.
“Pomyślał, całkowicie rozbity i zdezorientowany, Jerry Biel, członek Misji Marsjańskiej.”
“Jerry” jest podmiotem dla “pomyślał”, absolutnie nie może więc między nimi być kropki. “Rozbity i zdezorientowany” to cechy przygodne, należy więc te imiesłowy oddzielić przecinkami.
Tu mogę polecić poradniki interpunkcji stworzone przez naszych użytkowników, Tarninę i Ślimaka. Konkretnie ten i ten.
Pomieszczenie oznakowane było symbolem IMM-B33/1243/2065. Klimatyzacja była mizerna. Prawdopodobnie funkcjonowała jedynie jakaś pomocnicza sekcja, chociaż w tych okolicznościach można było poczytywać za cud, że w ogóle coś działało
On nie musiał pamiętać takich rzeczy, był od innych spraw. Jego rolą w tej Misji było
Jego rolą w tej Misji było wyłącznie zajmowanie się psychiką ludzi i tylko ludzi, członków misji. Żadnej techniki i innych pokrewnych spraw. To też tylko dlatego zgodził się uczestniczyć w Misji.
Powtórzenia są uważanie za mało atrakcyjne, warto ich unikać. Szczególnie, gdy dotyczą “nudnych” słów (”być”, “mieć”, zaimki…).
Leżąc na pryczy przyjął pozycję horyzontalną
“Horyzontalny” to to samo, co “poziomy”. Masło maślane.
– Co ja tu robię? – a po chwili uzupełnił swoją myśl – Trafniejsze pytanie to, dlaczego jeszcze żyję? O ile tak jest naprawdę – pomyślał całkowicie rozbity i zdezorientowany. Jerry Biel członek Misji Marsjańskiej. Sytuacja, w której się znalazł przerażała go i po prostu sobie z nią nie radził. Dlatego od dłuższego czasu leżał w zatęchłej, małej dziupli na pryczy. Pomieszczenie oznakowane było symbolem IMM-B33/1243/2065. Klimatyzacja była mizerna. Prawdopodobnie funkcjonowała jedynie jakaś pomocnicza sekcja, chociaż w tych okolicznościach można było poczytywać za cud, że w ogóle coś działało. Dobrze pamiętał, co znaczyły litery i cyfry naniesione laserowym znakowaczem na cienkiej futrynie drzwi. Nawet nie chciało mu się nad tym zastanawiać. On nie musiał pamiętać takich rzeczy, był od innych spraw. Jego rolą w tej Misji było wyłącznie zajmowanie się psychiką ludzi i tylko ludzi, członków misji. Żadnej techniki i innych pokrewnych spraw. To też tylko dlatego zgodził się uczestniczyć w Misji. A potem poświęcił się jej całkowicie. Dobrze pamiętał jak Generał go przekonywał. Może nie było w tym nic nadzwyczajnego. Zgodnie z nowym podejściem do formułowania składu osobowego każdej misji, zaczęto wymagać, żeby oprócz specjalistów w różnych dziedzinach technicznych był też ktoś taki jak on, czyli humanista. Życie wewnętrzne ludzi wydawało się być równie ważne co technika. Nawet go to połechtało. Zawsze tak uważał, dlatego też z chęcią się zgodził. Nieźle to brzmiało. Jerry Biel człowiek od nietechnicznych aspektów życia załogi. Zawsze był indywidualistą i samotnikiem, ale gdy wymagała tego sytuacja, kontakty z innymi nawiązywał bez trudu. Nie był typem narcyza, ale lubił siebie. Czy tak pozostanie? Nie wiedział, bo nie mógł przewidzieć, co z nim będzie. Leżąc na pryczy przyjął pozycję horyzontalną i najzwyczajniej w świecie nie wiedział co dalej. Czy może się modlić, a może lepiej od razu otworzyć sobie żyły. Co prawda od dziecka poważnie nie traktował wszelkich przekazów z krainy tysiąca i jednej nocy, a tym bardziej wszelkich treści zawartych w mistycznych księgach. Opowiadały one o siłach stworzenia lub innych bóstwach wszechświatów. W ostatnich latach podobno jakby nasiliły się różne pseudo religijne nastroje, a co się z tym wiązało nasilały działania przeróżne niejawne organizacje. Zawsze tak się działo, gdy do ludzi docierały informacje o katastrofach na większą skalę. Pomyślał, że teraz może być podobnie. Znowu uaktywnią się wszyscy ci, którzy twierdzili, że Mars jako kolebka ludzkiej cywilizacji powinien pozostać nietknięty. A nadmierna eksploatacja tutejszych bogactw rozgniewa moce lub bóstwa, które od prawieków chronią tę planetę. Nigdy nie wchodził w szczegóły tych dziwnych podań, bo nie widział w tym nawet cienia sensu. Dlatego też nie zamierzał się modlić. Nie miał do kogo. A może w sytuacji, w której się znalazł, gdyby było coś lub ktoś, do czego można by kierować irracjonalne prośby, przydałaby się. Ale to chyba i tak za późno. Lecz co do samobójstwa, to generalnie lubił życie i wiedział, że sam go nie zakończy. Był świadomy, że prawdopodobnie nie pozostało mu zbyt wiele czasu. Dodatkowo w zaistniałych okolicznościach tym bardziej boleśnie rozumiał, że jego indolencja w sprawach technicznych mu nie pomoże. Taka wiedza byłaby przydatna. Lecz to nie on. Nie potrafił zinterpretować nawet najprostszych parametrów określających stan Stacji. Komunikaty, które pokazywały jakieś resztki działającej aparatury, niewiele mu mówiły. Zawsze uważał, że urządzenia działają, bo takie jest ich zadanie. Od pilnowania stanu techniki Stacji i wszędzie indziej, byli ludzie do tego powołani. Technicy. To oni powinni wszystko wiedzieć. Dlatego nigdy nie pytał o różne szczegóły. A teraz nie było nikogo, kogo można by było zapytać o cokolwiek. Przez jego umysł przemknęła myśl, że może i byłby na to pewien sposób. Ale po chwili, bijąc się z myślami, postanowił nie łamać swoich zasad. Przynajmniej na razie. Chociaż niewiele wiedział o tych sprawach, zdawał sobie sprawę z faktu, że tlen, woda i wszystko co niezbędne do życia nieuchronnie się kończy. Nawet on rozumiał komunikaty pokazujące się na wyświetlaczu nadgarstka lewej ręki. Pomyślał, że jeżeli będzie głównie leżał, a najlepiej spał, z krótkimi przerwami na uzupełnienie płynów i energii, to może jeszcze przeżyć około tysiąca dwustu ziemskich godzin. Ale aby żyć, musi co cztery godziny połykać te bezsensowne kapsułki. Podobno zawierały wszystko co niezbędne do funkcjonowania organizmu. O ile segment Stacji, w której przebywał nie zostanie w międzyczasie zgnieciony, tak jak prawdopodobnie wszystkie inne części baz. Chyba, że w pozostałym mu czasie dotrą do niego jacyś ratownicy. Wiedział, że ich Stacja nie była pierwszą i raczej nie ostatnią z tych założonych i działających na Marsie. W różnych miejscach tej planety powinno być ich jeszcze sporo, a na pewno były przed katastrofą. Niestety o katastrofie Jerry też wiedział niewiele. Na pewno zniszczyła większą część jego Stacji. Czy była jedynie lokalna i dotknęła wyłącznie ich Stacji lub też miała wymiar ogólnoplanetarny, tego Jerry nie wiedział. A co gorsza nie wiedział skąd mógłby się o tym dowiedzieć. Jerry był członkiem Misji No 33 realizowanej zgodnie z programem HEP (Humanity Escape Program). Wszystkich Stacji-Baz w ramach I etapu programu miało być 50. Tego, czy tyle powstało Jerry nie wiedział. Nie był to w zakresie jego kompetencji, ani też specjalnie go to nie interesowało. Pragmatycznie skupiał się na załodze swojej misji i sprawach, które bezpośrednio go dotyczyły. Resztę pozostawiał innym. W zaistniałej sytuacji okazało się być to błędem. Wszystko wyglądało dramatycznie Możliwe, że został sam w całej Bazie a może nawet na całej planecie. Co dalej wolał nie myśleć. Chociaż o tym właśnie nieustannie rozmyślał: – W jaki sposób mógłbym cokolwiek zweryfikować. Wiedział tak niewiele. – Co się stało na Marsie, a może dotyczyło to całego Układu Słonecznego? Na ostatnią tezę jego organizm zareagował zimnymi dreszczami.A potem ponownie tłukł mu się w głowie wyrzut, że gdy mógł pytać o różne sprawy nie robił tego, a teraz nie było kogo spytać. Nie znał sposobu jak się dowiedzieć czegokolwiek, bo nie wiedział jak i czy istnieje możliwe nawiązanie łączności z kimś z zewnątrz. Przeszedł różne szkolenia. Nawet zdał różne egzaminy ze znajomości wszystkiego co dotyczyło funkcjonowania Stacji, w tym systemów awaryjnych. Ale te jego zasady. To one chyba go zgubiły. Zawsze był przekonany, że wystarczy mu wiedza jak się włącza lub wyłącza urządzenie. Nie chciał się dowiadywać szczegółów, jak coś działa. Od tego byli inni. On był humanistą i tym się szczycił. Niekiedy ta jego nieporadność techniczna robiła pewne, nawet pozytywne wrażenie na innych. W szczególności na kobietach. Taki mądry i elokwentny, a potrzebuje pomocy w najprostszych sprawach. Ale teraz już wiedział, że nie miał racji trzymając się głupich zasad. Przypomniał sobie, że gdy był dzieckiem i mieszkał na ziemi, to w każdej najprostszej sprawie, choćby w niewielkim stopniu związanej z techniką, zawsze szukał pomocy u innych. Ale pamiętał też, że kiedyś ludzie potrafili obsługiwać, a nawet naprawiać różne urządzenia i sprzęty. Przykładowo jego dziadek potrafił samodzielnie kierować PN (Pojazd Naziemny), a czasami nawet zabierał go do NTO (Nadziemny Transporter Osobowy). Gdy zdarzył się problem z obejrzeniem transmisji przez TW (Transmiter Wizyjny) dziadek coś manipulował w urządzeniu, a po chwili wszystko działało. Ale jak, co i po co, dziadek coś tam robił, Jerrego to nigdy nie interesowało. W trakcie kolejnych stopni edukacji unikał zajęć dotyczących wszelkich kwestii, choćby w najmniejszym stopniu związanych z techniczna. Jerremu, nigdy nie przyszło na myśl samemu dowiadywać się czegokolwiek z tego zakresu. Gdy na przykład rozpoczynał użytkowanie jakiegoś nowego urządzenia nie oglądał info z VRI (Wirtualna Instrukcja). Lecz wszystko co potrzebował wiedzieć na styku z urządzeniami załatwiane było bez problemu. Wystarczyło jedynie powiedzieć o co mu chodziło, a urządzenie odpowiednio autonomicznie reagowało. W skrajnych przypadkach, gdy coś nie działało tak jak jego powinno, wzywał IC (Centrum Informacji). Podobnie, gdy musiał uruchomić autonomiczny transporter zarezerwowany jedynie dla uprzywilejowanych ludzi z grupy VQ, co wymagało wprowadzenia określonego kodu, to wysługiwał się IC. Mówił wtedy do komunikatora w lewym kciuku – Jerry Biel chcę pojechać transporterem AXV12, jeżeli taki był symbol pojazdu, w takie lub inne miejsce. Po ułamku sekundy transporter ruszał i zawoził Jerrego tam, gdzie on sobie życzył. Urządzenia ogólnodostępne uruchamiały się na polecenie każdego, a te z grupy AXV po wprowadzeniu kodu albo interwencji IC. Był jeszcze jeden sposób, aby uprościć sobie życie. Mógł po prostu korzystać z osobistego CC-ta (Cienia Człowieka – Bliźniaka). Ale on nie życzył sobie takiej pomocy. W latach trzydziestych, a może nawet już wcześniej na Ziemi odbywały się gorąca dyskusje. Czasami przeradzały się one w ostre protesty. Istniały też pewne grupy ludzi, które alarmowały i sprzeciwiały się zagrożeniom wynikającym z nadmiernego ich zdaniem rozwoju tzw. IU (Sztuczna Inteligencja Użytkowa). On co prawda podzielał poglądy tych ludzi Nie uważał za zasadne przejmowanie przez maszyny wszystkiego, w tym nawet swobodnego myślenia. Jego zdaniem były to niezwykle groźne procesy. Ale nigdy oficjalnie nie protestował. To, że wykorzystywano człekokształtne urządzenia do wykonywania przez nie różnych prac było zrozumiałe, ale żeby każdy miał swojego CC-ta, który automatycznie stawał się jego cieniem, mogło stanowić zagrożenie wolności oraz rozwoju ludzkości. Dlatego zdarzało się, że mówiono o nim, że jest zacofanym dziwakiem. Ale na własny użytek Jerry uważał, że umysł człowieka był najważniejszy i jako taki nie powinno się w żaden sposób bezpośrednio łączyć go z maszyną. Obawiał się, że kiedyś może to doprowadzić do totalnej katastrofy. Zdawał sobie sprawę, że nie jest konsekwentny w swoim rozumowaniu, a nawet działaniu. Nie wyobrażał sobie życia bez IC a nawet IU Lecz indywidualny CC-t, który w pewnym sensie był sprzężony z człowiekiem, to było realne ograniczenie wolności w każdym aspekcie. Bo jak każde sprzężenie, to również musiało działać w dwie strony. Ale może w sytuacji, która powstała po katastrofie, nie miało to już większego znaczenia.
Tak wygląda pierwszy paragraf Twojego tekstu. Kolejne są podobnych rozmiarów.
No trzeba to koniecznie porozbijać.
W pierwszej chwili myślałem, że to błąd systemu – coś się źle wkleiło, może portal coś zjadł. Ale widzę, że ogólnie paragrafy są… Generalnie, zawsze, gdy narrator zaczyna nową myśl, powinno być to od nowej linii. A kwestia dialogowa to już obowiązkowo. Zwróć uwagę w innych opowiadaniach na portalu/w książkach/w gazetach.
Pomimo, że znowu spodziewał się takiej odpowiedzi, załamał się.
Między dwoma orzeczeniami co do zasady potrzebny jest przecinek, chyba że uzasadnia jego brak uzasadniony jest spójnikiem (i, lub, ani. Szczegóły w poradniku).
Jerry podsumował – No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy
Często tak robisz. Nie jest to sam w sobie błąd (poza zapisem), ale generalnie w prozie zazwyczaj pisze się kwestie dialogowe odwrotnie:
– No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy – podsumował Jerry.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hmmm
Nie jest to z pewnością zły tekst, ma swój urok, tylko na klika bibliotecznego troszkę za mało – uciąć 5 słów i byłby to droubel.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zaufaj duchowi
Uf, uf.
Ładny drabelek i oby się goiło jak na psie :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Myśl przewodnia może niekoniecznie tu do mnie przemawia, ale zasadniczo tekst ma ręce i nogi, i jest całkiem nieźle napisany.
Jedyne, co bardziej ugryzło mnie w oczy to ta łopata o miłości zmieniającej kod – niepotrzebne to było, naprawdę.
Klikam i pozdrawiam
Technik stał w przedpokoju, czując, jak woda ścieka z ciężkiego, skórzanego płaszcza na wydeptaną podłogę. [.]
– Proszę pana, to jakieś nieporozumienie[.] – Milena drżącymi rękami podsunęła mu pod nos datapad.
Za dużo kropek. A potem jednej brakuje.
przeraziła Technika
Czego “technik” dużą?
Jednym ruchem szarpnął
Eee czyli po prostu “szarpnął”. Gdyby szarpnął dwoma ruchami, wtedy trzeba by to jakoś zaznaczać.
– powiedziałam, że pan go zabija
Dałbym dużą jednak.
Żadna procedura obsługi wyjątków nie przewidziała, że pod wpływem miłości Mileny algorytm Stasia stworzył rekurencyjne pętle zwrotne. Nowa macierz zmiennych zakorzeniła się w kodzie tak głęboko, że zyskał prawdziwe uczucia – a teraz te uczucia rozrywały program od środka.
Straszna nagle łopata. Czytelnik wie, że chodzi o uczucia, nie trzeba tego wcierać w oczy. Plus trochę dużo technobełkotu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
I skąd się bierze takie flow? Dwa wiadra poproszę.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Światy Zamesu, po pierwsze, witaj na portalu :)
A po drugie, oznaczyłeś swoje opowiadanie tagiem konkursowym “Alternatywy” – zakładam, że błędnie, bo to konkurs sprzed 10 lat.
Nie musisz tego robić, ale warto, byś ten tag usunął – nasi dyżurni nie mają obowiązku czytać konkursowych opowiadań.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dopiero po lekturze Twojego komentarza dotarło do mnie, że tekst w połączeniu z przedmową może brzmieć dwuznacznie. Dziękuję za troskę, ale nie ma powodów do niepokoju. Niemniej, przeredaguję tę przedmowę.
Muszę przyznać, że nawet po przeredagowanej przedmowie, do końca nie miałem pewności, czy nie jest to tekst w jakimś sensie pożegnalny.
No ale, skoro wszystko cziki briki, to mogę napisać, że czytało się to dobrze. Mamy od początku tajemnicę, po chwili pojawia się wyraźny konflikt (czy Cezary będzie próbował przeciwstawić się wyrokom Spółki? A jeśli tak, to z jakim skutkiem?), mamy lekką, dynamiczną narrację, w której lekki humor łączy się z mało optymistycznymi tematami w przyjemnie groteskową mieszankę.
Chciałem pokazać jak telewizja (i analogiczne media) odeszła od przekazywania wiadomości w ich pierwotnej formie, do kreowania światopoglądów. Stąd też oburzenie Krzysztofa i konsekwencje “odejścia od scenariusza” po stronie narratora. Pierwszą wskazówką miała być wzmianka o “inżynierii społecznej” w tytule, a potem różne “telewizyjne” dodatki. Najwyraźniej jednak poległem na tej linii.
Może nie używałbym tak mocnych słów, ale istotnie, nie wpadłbym na taką interpretację. Te myśli o śmierci i predestynacji są tu tak mocne, że ta właściwa, a bardziej ukryta, warstwa nawet nie przyszła mi do głowy. W literaturze to najczęściej śmierć i ogółem tematy ostateczne są tym najgłębszym metaforycznym znaczeniem, bardzo trudno ukryć coś jeszcze “pod” nimi – albo inaczej, ukryć się da, tylko trudno to potem znaleźć.
Pozdrawiam!
– Nie…
– O, to coś nowego.
– Proszę… Nie…
– Ach, takie „nie”
Dobre.
– Jak sobie chcesz. – Machnął od niechcenia dłonią.
Celowy żarcik?
całkiem ładna
Chodziło raczej o dziewczynę “dość ładną”? Narrator nie miał raczej powodu spodziewać się brzydkiej.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Widać tu momentami wyraźne znamiona lekkości pióra, tak koniecznej w trudnym gatunku, jakim jest satyra. Niektóre zdania naprawdę przypadły mi do gustu, np.
głos, który brzmiał tak, jakby ktoś odpalił alarm przeciwpożarowy w muzeum wojskowości
Z drugiej strony, konstrukcja utworu raczej nie zachwyca. Zaczynamy sporym infodumpem a później, poza tymi okazjonalnymi zdaniami o realnym potencjale humorystycznym, prozie brakuje silnika, który przykuwałby uwagę czytelnika do kolejnych paragrafów. Nie ma tu konfliktu, tajemnicy, budzących sympatię bohaterów etc. – od razu wiemy, że Wrzask zostanie wysłany na wojnę a potem ukarany/ośmieszony i dokładnie to się dzieje. Fabularnie całość jest więc raczej nudnawa, przewidywalna.
Zazwyczaj unikam tak wprost wyrażanych sugestii, bo wiem, że każdy pisarz jest przywiązany do własnej wizji utworu, ale IMO ten tekst wypadłby znacznie lepiej, gdyby czytelnik tym nowym sposobem prowadzenia wojen dostał z zaskoczenia, w momencie, gdy wydawałoby się, że Wrzask zaraz wywoła wojnę zupełnie prawdziwą.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Ale moja wizja jest dość dystopijna, gdzie konsumpcjonizm rządzi światem jeszcze bardziej niż dzisiaj.
Czy konsumpcjonizm hmmm
Agnieszka nie biduje wydawszy wszystkie pieniądze na sojowe latte, ajfona pincet i weekendowe wypady do Paryża po selfiaka, tylko ze względu na wydatki medyczne.
Postawę dzianej niuni ze sklepu z buziami można określić jako konsumpcyjną, ale też raczej tylko w przybliżeniu, przecież kupuje (przynajmniej w jakimś sensie) realne dobra – o ile standardy piękna różnią się w czasie, to sama chęć posiadania urody nie wydaje się wynikać z konsumpcjonizmu, nawet paleolityczne społeczeństwa stosowały różne zabiegi upiększające, nie mówiąc już o wczesnych rolnikach.
Chyba że pani bierze nową buzię co dwa tygodnie, to wtedy tak.
No i czy jej postawa jest toczącą społeczeństwo chorobą, czy objawem?
Tak czy inaczej, tekst jest oczywiście bardzo udany. Zastanowiłbym się jedynie nad przycięciem tych ekspozycyjnych dygresji w pierwszej połowie drugiej sceny (tak, tak, tekst ma 4k znaków a Zakapior by go przycinał…).
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Brawa dla wszystkich, szczególnie dla opierzonych.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Fajny klimacik groteskowo-absurdalny, humor do mnie przemawiał, a opisy trafiały do wyobraźni. I język jest stylistycznie dopasowany do tej konwencji.
Puenty jedynie jakoś nie dostrzegłem. Ale skoro to (między innymi) zapowiedź, to może nie miało jej być?
Pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Bardzo udany tekst, z jasną myślą przewodnią i mocno przekazaną. Oryginalny i intrygujący pomysł.
Mniej mi się podobało tylko długie zawiązanie akcji (długie w stosunku do tego tekstu). 90% uroku tekstu jest w drugiej połowie, gdy już mamy te skrzynie.
Klikam i pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest