Profil użytkownika


komentarze: 677, w dziale opowiadań: 539, opowiadania: 318

Ostatnie sto komentarzy

Witam i cóż, 

 

zgadzam się mniej-więcej z szanownym gronem przedpiśców. Opowiadanie ma zalety, jak barwne opisy czy przekonujący bohaterowie, i generalnie czyta się płynnie

 

Natomiast odpowiedź na zagadkę zostaje bohaterce po prostu dostarczona z zewnątrz, co nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem tajemnicy, mimo – a w pewnym sensie zwłaszcza – że bohaterce chodził po głowie ten sam pomysł.

 

Pozdrawiam!

 


Okolice wzgórza otaczała poranna mgiełka

Czy mgiełka faktycznie mogła otaczać okolicę? Czyli w samej okolicy jej nie było, tylko dookoła?

 

Budynek wzniesiono z dbałością o estetykę i proporcje, zakłócane nieco przez pnące się po ścianach pędy bluszczu i wiciokrzewu.

Hmmm to zdanie może brzmieć jakby wzniesiono budynek z dbałością o zakłócane proporcje. Rozbiłbym. Chyba że właśnie o to chodziło i mirtisi uwzględniali zakłócające rośliny już budując, ale wtedy wyraźniej bym to zaznaczył :)

 

Spod ich przykrycia wyglądały, miejscami wyblakłe, złote i srebrne zdobienia.

Pierwszy przecinek (chyba?) zbędny, między orzeczeniem a przydawką.

 

– głos kobiety był spokojny i ciepły.

Moim zdaniem głos dużą, bo “był” to nie jest czasownik oznaczający mówienie. A i szyk niewłaściwy dla didaskaliów.

 

Detektyw Królewska Fryss, śledcza Tylis, śledcza Fireth.

Okej, może ta uwaga jest głupia, ale dopiero kilka paragrafów niżej zrozumiałem, że ona kolejno mówi o trzech osobach – moja pierwsza myśl była taka, że Tylis i Fireth to miejsca, a “śledcza Tylis” i “śledcza Fireth” to kolejne stanowiska/tytuły pani Fryss.

 

Kobieta miała odmienną urodę od elfek, choć pozornie niczym się nie różniła.

Hm hm hm. Skoro miała odmienną urodę, to się różniła – co może stwarzać pozory, jeśli nie wygląd? Może coś w stylu “miała odmienną od elfek urodę, choć nie były to oczywiste różnice”? Albo “na pierwszy rzut oka ciężko było dostrzec, ale miała odmienną od elfek urodę”?

 

Wylądowała cicho na blacie, ocierając pyszczek i wąsiki

Raczej “otarła”, bo ten imiesłów sugeruje, że już w momencie lądowania ocierała – a domyślam się, że zrobiła to zaraz potem.

 

podbiegła do koleżanki, odwracając ją na bok.

Podobnież. Podbiegła i odwróciła.

 

orkowskim czarnoksiężnikiem

Hm “orczym” może? Orkowym? Nie śmiałbym przesądzać o poprawności w wypadku takiego słowa, ale takiej formy jeszcze nie widziałem

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Cześć JolkaK :)

 

Z pewnością interesująca lektura, która wciągnęła mnie w całości. Dobry warsztat. :)

Miło mi :)

 

Najsłabiej wypadł Gierke, córka gdzieś zaraz za nim, ale główny bohater jest wspaniale napisany – przekonujący, pełen wewnętrznych spięć, narracja pierwszoosobowa z pewnością mu pomogła. Wyobraziłam go sobie i wydał się prawdziwy. Ludzki.

Cieszy mnie, że wydał się ludzki, bo jak widać budzi on nieco kontrowersji :) Na pewno faktem autentycznym jest, że inne postacie wypadły słabiej.

 

Zastanawiam się, gdyby usunąć ostatnią część po gwiazdkach, czy nie byłoby mocniej.

Hm, być może. Był moment, że tak się to opowiadanie kończyło, ale marzyła mi się klamra.

 

Pozdrawiam i dzięki!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Również mi się podobało, urocze i zabawne, ale doprawione taką odrobiną dreszczyku.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

No udało się tę atmosferę horroru stworzyć, co autentycznie doceniam, bo mi to nigdy nie wychodzi. Niektóre opisy mi się bardzo podobały, jak te sylaby rozżarzone – ktoś by pewnie kręcił nosem, że to purpura, ale purpura to też ważny kolor.

 

Z drugiej strony, standardowe marudzenie: opowiadanie wolno się rozkręca. Po 17k znaków obudziliśmy się i łazimy sobie po tym budynku i w sumie jedyną rzeczą, która się stała, było, że coś tam się gdzieś przewróciło, a największym bezpośrednim zagrożeniem wydaje się, że pokaleczony bohater nażre się aspiryny, która rozrzedzi mu krew i się wykrwawi. Wiadomo, że w takim typowym horrorze trzeba trochę poświęcić na budowanie nastroju, ale to już połowa tekstu.

 

Jak rzeczy już zaczną się wreszcie dziać, to może nawet są straszne, zwłaszcza ten pies bezzębny zrobił na mnie wrażenie, ale zupełnie nie wiemy o co chodzi, nie mamy nawet specjalnych powodów czegoś podejrzewać i bohater w końcu umiera, w niemalże przypadkowy sposób. Przez to wszystkie przedstawione wydarzenia wydają się równie przypadkowe, pozbawione celu i raczej nie zostaną na długo w mojej pamięci.

 

Pozdrawiam!


Nie było żadnej różnicy między otwartymi a zamkniętymi powiekami – ciemność była tak gęsta

jaki zostawia po sobie normalny kac

Hmm kac nie zostawia po sobie bólu głowy, ból głowy jest w trakcie kaca, zostawia go po sobie zakrapiana impreza albo coś podobnego.

 

Jedynym dźwiękami

Jedynym dźwiękiem albo jedynymi dźwiękami

 

Kiedy inni już płakali on gryzł kolejną

Przecinak między płakali a gryzł.

 

wisiał wielki żyrandol, kryształowy, ale kilka jego ramion było pogiętych i kilku kryształów brakowało. Okna były wysokie, łukowate, z ciężkimi zasłonami, które teraz łopotały na wietrze. Jedna szyba była rozbita, stąd ten świst.

Musi iść w dół

A czemu nagle czas teraźniejszy?

 

Szkoda tylko, że ze wszystkich osób które znał musiała przypomnieć mu się akurat ta bezwzględna, zimna, wyrachowana…

Przecinak między znał a musiała.

 

Stąpnął bosą stopą prosto na coś ostrego. Rozległo się głośne, wyraźny chrupnięcie szkła pod nogą.

Skoro stopą, to wiemy, że pod nogą. Ciach.

 

!!!!

Raczej więcej niż trzech wykrzykników się nie stawia.

 

-Kurwa…-powiedział i wyjrzał przez okno.

Spacje zjadło i dywizy wstawiło zamiast myślników.

 

W budynku obok, świeciło się delikatne światło

Raczej nieuzasadniony przecinek między okolicznikiem a orzeczeniem.

 

Ręce rozłożone na boki, jakby w geście błogosławieństwa. Twarz spokojna, oczy zamknięte.

Moim zdaniem jeśli prowadzisz cały czas narrację pełnymi zdaniami, to takie bezpardonowe przejście w równoważniki nie brzmi najlepiej.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Melendurze88, do udziału w nominacjach potrzebujesz 50-tki tu:

 

(tj. 50 skomentowanych opowiadań)

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hmm ładnie napisana scenka, ale po przeczytaniu nie wiem, czy tu chodziło o pełzający bunt AI (tyle robotów i żaden nie umiał zrobić manewru Heimlicha? Czuć sabotażem), czy raczej o to, że marność i wszystko marność.

 

– Merlin zaraz dołączył.Poprawiła się Claudia.

Literówka, bez kropki i małą.

 

Tyle lat ma Claudię.

Hm hm od tylu? I czas przeszły?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Zaletami tekstu są klimat postapo i główny bohater, którego przeżycia “zewnętrzne” dość trafnie łączą się z “wewnętrznymi” (jak to napisał melendur, facet wracający do sprawczości).

 

Główną wadą niestety strona warsztatowa. Wszystkich przecinków i błędów zapisu dialogów nie wypisywałem, bo widzę, że jakieś zakolejkowane poprawki czekają, ale pozwoliłem sobie pod kreseczką wskazać garść innych niezręczności.

 

Zupełnie zabrakło mi tu też emocji, stawki czy napięcia. Gdy walczymy ze stworem, stwór jest zablokowany kamieniami i najpierw można sobie od niego po prostu pójść, a potem strzelamy sobie do niego jak do tarczy – w żadnym momencie nie czułem, że bohaterom coś grozi. Od strony przeżyć bohatera podobnie – Greg próbuje odzyskać sprawczość, stać się na powrót wartościowym facetem, ale co będzie, jeśli tej sprawczości nie odzyska?

Mamy wzmiankę, że gdyby stwór się wydostał, to rozniósłby osadę, ale raczej to nie wybrzmiało.

 

Pozdrawiam

 


kilkunastoletniej dziewczynki

Kilkunastoletnia to raczej nie dziewczynka.

 

szklance, wykonanej z grubego kanciastego szkła

“Wykonanej” jest tu zupełnie zbędne, a kanciaste nie jest szkło, tylko szklanki. “Po kanciastej szklance z grubego szkła”.

 

Mieszkaniec osady Bereck, ojciec dwunastoletniej córki,

A po co tak wydziwiać, skoro wiemy, że to Greg?

 

rozrzucone klocki domina pod horyzontem

Raczej “rozrzucone pod horyzontem klocki domina”.

 

sto dolarów, identyfikator i rzucił skórzany przedmiot na ziemię

Hm hm hm ja bym dał “sto dolarów i identyfikator, i rzucił skórzany[…]”. Albo “po czym” zamiast drugiego “i”. Teraz wygląda jakby po “i” miało iść dalej wyliczenie, a nie idzie.

 

shotgun’a

Shotguna. Albo strzelby.

 

Na końcu groty zobaczył opancerzonego stwora z głową i czterema odnóżami wystającymi z otworu uniemożliwiającego wydostanie się.

To zdanie radziłbym rozbić na dwa, jedno opisujące stwora, a drugie mówiące o tym, że stwór utkwił w dziurze. Teraz jest raczej niezrozumiałe, bo jak czytelnik przeczyta “stwora z głową i czterema odnóżami wystającymi z otworu” to pierwsza myśl jest taka, że to stwór ma otwór, z którego wystają odnóża.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

SNDWLKR,

 

nie ma za co przepraszać, nie podobało się to się nie podobało, taka opinia też jest cenna.

 

Dzięki za wizytę!

 


bruce, myślę też, że jak już miał się komu wreszcie wygadać, to się zwyczajnie “nakręcił” :)

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam i gratuluję debiutu!

 

Generalnie byłby to bardzo udany szort, szczególnie jak na debiut – jest pomysł, ma to ręce i nogi, wciąga, bo od razu możemy podejrzewać, że coś pójdzie źle. Język jest całkiem ładny, a to zdanie wręcz mnie urzekło:

 

Jednocześnie był wyzwalający jak skok do wody, z której nigdy nie musiał się wynurzać.

 

Niestety, jak szanowni przedpiścy zauważyli, interpunkcja dość mocno kuleje.

 

Pozdrawiam!


– Niech mnie tylko zobaczy ten stary pierdziel! – pomstował w myślach, kracząc nieprzerwanie.

Jeśli w myślach, to ta pierwsza pauza niepotrzebna. Polecam poradnik

 

Magia to nie zabawka, trzeba z nią uważać. – modulował

Skoro jest kropka, to po kropce raczej wielka litera.

 

To, że udało mu się przemienić w kruka za pierwszym podejściem(,) nie dziwiło go wcale.

Po raz ostatni odepchnął mocno powietrze(,) używając do tego całej rozpiętości swych skrzydeł.

Przeciek, bo imiesłów przysłówkowy.

 

rzygać mu się chciało(,) gdy kolejny raz słyszał o tych głąbach

– Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza! – zakrakał z zadowoleniem widząc zbliżający się cel swojej nocnej eskapady.

Skoro zakrakał na głos, to powinno być w nowym paragrafie.

 

wyskoczył(,) wybijając się z balustrady

Nagle usłyszał przeciągły skrzek, który zmroził całe jego ciało(,) wyrywając go z rozmarzenia.

Kiedy ucichł całkowicie, a serce maga przestało walić jak oszalałe(,) zdał sobie sprawę jak bardzo był przestraszony.

Przecinki.

 

– Dobra młody, spocznij. – powiedział starszy z mężczyzn(,) zatrzymując się na środku alejki.

– Dobra młody, spocznij[.] – powiedział starszy z mężczyzn zatrzymując się na środku alejki.

– Tak jest[.] – wydyszał młodzieniec. Nie kryjąc ulgi odłożył wiadra z farbami i pędzle, a następnie ściągnął z barków drabinę, którą oparł o pobliską ścianę. – Jaki jest plan, szefie?

– Zaczynamy od tej uliczki młody[.] – odpowiedział jego przełożony. – Pamiętaj żeby niczego nie pominąć, bo stary się wścieknie. Cholerni gówniarze i ich bazgroły…

Bez tych wszystkich kropek (ponownie polecam poradnik).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam i gratuluję debiutu :]

 

No i cóż. Jak to z debiutami czasem bywa, nie mogę powiedzieć, by debiut zachwycał.

 

Po pierwsze, język wymaga wiele pracy. Jest tu sporo niezgrabnych zdań i dużo błędów, każdego właściwie rodzaju. Niektóre z nich przy pewnej dozie dobrej woli można uznać za potknięcia czy technikalia – choć i takie należy poprawiać – ale niektóre utrudnią czytanie nawet mało wybrednemu odbiorcy, bo czytelnik musi się właściwie domyślać, o co autorowi chodziło – jak to “czy gdyby” już w pierwszym zdaniu. Część wypisałem pod kreseczką, ale zdecydowanie nie wszystkie.

 

Fabuła też nie powala. 15k znaków mija, zanim Erdeł w ogóle rozpocznie swoją podróż bohatera. Ten czas upływa nam zasadniczo na przedstawieniu sytuacji. Sama wyprawa, gdy już się rozpocznie, składa się głównie z epizodów tak pozbawionych znaczenia, że sam zdecydowałeś się je streścić. Jak coś masz streszczać, to lepiej całkiem wywalić, chyba że jest konieczne do zrozumienia czegoś innego.

 

Z plusów intrygująca tajemnica głosów i rozczulające nawiązanie przyjaźni z Juchytą. Zakończenie też jest OK, choć nieco niezrozumiałe.

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!


Czy gdyby

Samo gdyby. “Czy gdyby” nijak nie pasuje do zdania po przecinku.

 

przez zażenowanie.

Z zażenowania.

 

pozostała reszta

Pleonazm. Skoro “reszta”, to wiadomo, że “pozostała”.

 

wypustnicą a

Przed takim “a” przecinek.

 

wszystko. – Zakomunikował

Bez kropki i mała litera po myślniku.

 

Wyjątkowo mu się poszczęściło, ponieważ rozebranie, obejrzenie i ponowne złożenie całego mechanizmu, zajęło mu jedynie osiemnaście godzin.

Bez przecinka przed zajęło (jest między podmiotem, a orzeczeniem).

 

szybki czas

Raczej “krótki czas”.

 

Jak się okazało, nie był to „przesiewnik”, nad którym ślęczał od wieczora do nocy, ani wiatraki, które oglądał od południa do wieczora. Powodem zmartwień było to, co sprawdził jako pierwsze (zajęło mu to od poranka do południa). Problemem mechanizmu, okazał się być „podmuchomównik”. Więc właściwie rozbieranie całej reszty mechanizmu było niepotrzebne, jednak Nauch zawsze wolał się upewnić, że dowie się o każdej istniejącej niedogodności.

Cztery zdania z “być”. Takie powtarzanie uchodzi za wadę stylistyczną. Szczególnie w wypadku właśnie tego czasownika.

Był jednak zbyt skromny, używając słowa „czegoś”. Jako geniusz, przeklęty był całkowitym przekonaniem i wiedzą na temat tego, CZEGO, potrzebował do poprawnego działania machiny.

Niestety na Słuchowiskach nie było możliwości pójścia do sklepu

I znów.

 

zamiennika? – Myślał głośno

Skoro myślał na głos, to małą literą. Polecam poradnik Fantazmatów link

 

I gdy tak rozważał. Już nie siedząc, a spacerując z kąta w kąt. U drzwi jego domostwa rozbrzmiało głośne pukanie.

Skoro “i gdy”, to raczej powinno być zdanie złożone, czyli przecinki zamiast kropek.

 

W tych czasach[,] normalnym było to, że ktoś nie miał kończyn, lub miał ich wręcz za dużo.

Nieuzasadniony przecinek.

 

Dwa lata temu[,] niewielka grupa wędrujących, zajrzała do jego domu.

I tu.

 

potrząsnął główką, w sposób uznawany za przyznawanie racji.

Czyli “pokiwał”, albo “kiwnął”.

 

Zainspirowany tą, wspólnotą doświadczeń

Przecinek nieuzasadniony.

 

Dowód tej ciekawości, wyraził po poznaniu

I tu.

 

Natomiast druga część, zbudowana była na świadomości

I tu, znowu między podmiotem a orzeczeniem.

 

Podróż w pierwszą stronę, zajmie ci dobre dwa lata!

jej nogi, były wyższe

J.w.

 

wierzyć opowieścią nomadów

“Opowieściom”.

 

są głosy tych którzy już stamtąd nie wrócili.

Przecinek przed “którzy”.

 

Ale pójście tam jest nie do wykonania.

Po co tak wydziwiasz? “Nie da się tam dotrzeć”.

 

Drugi rok jego podróży przyniósł mu większe ukojenie.

“Jego” zbędne. Wiemy, o czyją podróż chodzi.

 

próbował zaplątać Juchytę za pomocą swoich strun

Jeśli “zaplątać” to raczej “w swoje struny”. Jeśli “za pomocą” to szukałbym innego czasownika, jak “unieruchomić”.

 

Jego głowa krzyczała coś na nich, jednak przez zerwanie wszystkich swoich połączeń gardłowych, nie mogli jej usłyszeć.

Pomijając połączenia gardłowe i zbędne “jego”, “swoich” w tym zdaniu oznacza, że to Juchyta i Erdeł mieli je pozrywane.

 

myśli ,a

Literówka (spacja po przecinku).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Fajne. Dziwne, ale w tej dziwności niepozbawione sensu i konstrukcji, więc mimo pewnej awersji do gatunków opartych na dziwności czytałem z przyjemnością – dużo takich tekstów w tym konkursie powstało. No i jest tajemnica, która stopniowo się wyjaśnia, więc wciąga czytelnika.

 

Kojarzyło mi się trochę z pierwszym sezonem “American Horror Story”, tylko tam zamiast szafy podobną rolę spełniał cały dom.

 

Pozdrawiam!

 


Później już nie wracali do tego, jak rozumiałem – drażliwego tematu.

Moim zdaniem albo dwa przecinki, albo dwa myślniki.

 

mrok przepadał

Chodziło o zapadał?

 

, a one też zamknęły się na wieczność, zabierając ze sobą klucz.

W sensie, że klucz był po wewnętrznej stronie drzwi? Bo jeśli dziewczynki go wzięły, to chyba trzeba by to zdanie inaczej zapisać. Nie zrozumiałem tego zdania.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Wpadam z rewizytą i widzę cała seria, myślę zacznę od części pierwszej. No i cóż mogę powiedzieć, piórko jak najbardziej zasłużone, myślę, że Ślimak trafnie podsumował: “znacznie łatwiej naprawić takie wady niż podrobić takie zalety.”

 

Tekst wciąga jak wciągnik, bo od razu zostajemy potraktowani tajemnicą, która wyjaśnia się stopniowo, możemy się szybko różnych rzeczy domyślać, ale tak naprawdę nie wiemy nic, więc chcemy się dowiedzieć. Dodatkowo udało się zbudować unikalny klimat.

 

Pozdrawiam!

 


Z językowych rzeczy ostały się jedynie jakieś niewielkie potknięcia, np.

 

nie wynikało, co konkretnie się stało

Nieładny rym.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bardziej satyrę na bazie horroru, jeżeli już.

Przyjmując, że to jednak była satyra, jestem usatysfakcjonowany lekturą.

Satyry nie miałem na myśli, więc jeśli tak to odbierasz, to zawiodłem. Raczej celowałem w coś takiego, jak pisał Bard: historię z okolic Lovecrafta, ale którą opowiada chłop nabuzowany jak kowboj i na skraju utraty rozumu. Może to był zły pomysł. A może nie do końca dźwigłem.

 

Dzięki za wizytę, pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No bardzo dobry szorciak. Udała się ta puenta, tekst potrafił jednocześnie rozbawić i skłonić do jakiejś refleksji.

Takie wywrócenie całości na głowie to trochę zgrany moty i czasem potrafi zepsuć tekst, tutaj to wyszło bo tematy genetycznego projektowania dzieci i spadającej dzietności jednak w pewien sposób się łączą, a jednak ta groteska projektowania psieci jest na tyle mocna, by autentycznie zaskoczyć.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Nie czytałem poprzednich części, ale skoro ta jest pierwsza w kolejności pisania, to zakładam, że nie jest to potrzebne do zrozumienia. No i raczej nie było.

 

No i cóż, mamy tu solidny horror, w którym się mieszają elementy różnych podgatunków, trochę ufoków, trochę krwi, trochę body horroru, trochę pandemicznych lęków, trochę apokalipsy. Ale udało się to złożyć w całość, która ma sens i straszy. Zwłaszcza scena, gdy robak konsumuje rączkę dzieciaka zza zablokowanych drzwi.

 

Nie do końca rozumiem decyzję o zrobieniu z Liu takiej nieprzyjemnej osoby. Nie jest to jakby wada tekstu, ale wydaje mi się, że gdyby była milusia i perfekcyjna, to czytelnik bardziej by się przejął jej losami.

 

Z minusów taka trochę sucha narracja. W “Hodowcach Dusz” to lepiej wyszło.

 

Pozdrawiam :)


Tom nie musiał znać się na elektryce, by zauważyć, że wszystkie zabezpieczenia są ściągnięte, a bezpieczniki od mieszkań ktoś wyciągnął.

Odczułem to jako powtórzonko.

 

Dlatego, bo ktoś mógłby je zauważyć.

Dlatego że i bez przecinaka.

 

światło oświetlało

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej :)

 

Podoba mi się narracja z pierwszej osoby – bo wyszła ci dobrze, a to nieczęsto się zdarza:)

Kurcze a mi właśnie w trzeciej osobie nic nigdy nie chce wyjść :<

 

kowboj w czasie spędu bydła

:D No o coś takiego chodziło, choć nie wpadłbym na to określenie.

 

chyba zbędne, wolałbym gdyby stwór został bardziej tajemniczy, co mogłoby nadać więcej grozy w finałowej rozmowie z generałem :) 

Możesz mieć rację. Chciałem skończyć na końcu świata z opóźnionym zapłonem, ale nie wykluczam, że gdyby zostawić więcej niedopowiedzeń, byłoby lepiej.

 

Pozdrawiam i dzięki za wizytę!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej Finkla,

 

Dodałabym trochę przerw w tekście. Niby większość z tego to jedna scena, bo przesłuchiwany opowiada, ale tak dla higieny psychicznej jakiś oddech od czasu do czasu by się przydał.

Hmm słuszna uwaga pewnie dało się coś wyciąć i wstawić jakąś spokojną scenę.

 

Fajne jest to, że pytania o córkę pod koniec nabierają całkiem innego sensu.

Miło mi. Lubię klamry.

 

Dzięki za wizytę i pozdrawiam!


Darcon,

 

no muszę przyznać lekko mnie zaskoczyłeś. Że to jest bardziej przygodówka z tematyką cosmic horror niż taki prawdziwy horror, pewnie tak, albo że mam nieraz problemy z pewnym realizmem, to na pewno. Ale że pastisz, to bym nie pomyślał :D

 

Tak czy inaczej dzięki za komentarz, postaram się wziąć sobie do serca jak wszystkie.

 

Pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hm hm hm.

 

Mamy tu przejmujące i przekonujące opisy niełatwego życia podczas średniowiecznych plag i trudnej relacji zakonnicy z własną wiarą i przekonaniami – tak to odbieram po przeczytaniu, ale przyznam bez bicia, że w trakcie czytania miałem niejaką trudność domyślić się, co to za historia i dokąd ten tekst może zmierzać. Początek zdawał się sugerować, że będzie o miłości do zwierząt, potem zdawało się, że chodzi o te plagi, dopiero jak się nasi bohaterowie zaczęli się ten-tego, zaczęło mi się to spinać.

Nie wiem też, nawet po przeczytaniu, czym miał być ten feniks – bo zakładam, że miał coś symbolizować. Może inni czytelnicy będą bardziej domyślni.

 

Natomiast czytało się fajnie, bo udało Ci się sprawić, bym przejął się losami bohaterki zmagającej sie z wieloma trudnościami – pierwsze, co robi Elżbieta, to niemalże dosłownie “ratuje kotka”. Niby standardowy chwyt, ale fakt, że kotek był feniksem skutecznie odwrócił moją uwagę od tego, że to książkowy numer. Także brawo xd

 

Pozdrawiam

 


 

wtedy zauważyła ludzi tłoczących się na rynku, ustawionych w okręgu wokół czegoś na środku. Zaciekawiona podeszła bliżej.

W pewnym momencie zatrzymała się

Wtedy między głowami gapiów dostrzegła jakiś ruch.

Lecz wtedy znów przypomniał jej się widok biednego,

który właśnie ukazał się jej oczom.

Taka luźna uwaga nie wiem, czy z sensem: dużo używasz określeń czasu jak “wtedy” w takich miejscach, gdzie można by je bez szkody powycinać, bo wiadomo, że wydarzenia następują jedne po drugich. Może gdyby nie to, że w jednym miejscu były zaraz koło siebie, to bym nie zwrócił uwagi.

Mieszkając poza miastem(,) rzadziej miewała styczność z taką bezwzględnością

Hmm przecinek bo imiesłów przysłówkowy?

 

nie mają duszy

Hmm jeśli to katolicka zakonnica, albo jakiegoś z grubsza pokrewnego wyznania, to jej zdaniem powinny mieć.

 

mokry materiał leżący na ławie, wciągnęła go szybko na siebie. Po wdzianiu równie mokrego płaszcza

dotknąć umęczone zwierzę

Po dotknąć nie powinno być dopełniacza?

 

na tyle gęsty, by odnieść wrażenie opieki roztaczanej przez naturę, lecz nie na tyle gęsty

Wywaliłbym przynajmniej “gęsty” w drugiej instancji.

 

Wtedy też zauważyła, że ptakowi przybyło o wiele więcej piór, niż gdy zabrała go spod stosu.

Hmm moim zdaniem “zauważyła, że ptak ma o wiele więcej piór, niż” albo “ptakowi przybyło piór. Miał ich więcej, niż gdy”. Obecna forma sugeruje, że ptakowi przybywało piór w trakcie zabierania, a chyba nie o to chodzi.

 

Przypomniała sobie czasy klasztorne i długie wieczory spędzone w skryptorium, przepisując lub po prostu czytając opasłe księgi obite cielęcą skórą.

Hmm moim zdaniem ładniej “spędzone w skryptorium na przepisywaniu […]”, a nie wykluczam nawet, że ten imiesłów jest tutaj błędny.

 

Rozum. Świadomość. Duszę…?

Nie bluźnij, upomniała się w myślach.

Jak wyżej. Zakładając cały czas, że to katolicka zakonnica – nie mam na razie powodu przypuszczać inaczej – nie powinna mieć problemu ze stwierdzeniem, że zwierzęta mają świadomość i duszę (choć inną, niż ludzka), a przypisywanie im rozumu trudno nazwać bluźnierstwem.

 

Tutaj jest drogocenny surkot

Nie dam sobie ręki uciąć, ale to chyba angielskawe. Może “mam”?

 

lekki ciężar

Może raczej niewielki?

 

Po chwili oczy zaszły całkowitą mgłą.

Hm hm hm raczej całkowicie zaszły, niż całkowitą mgłą.

 

I wtedy już wiedziała, że z samym brzaskiem zabije feniksa, jak tylko się rozjaśni.

Zabije feniksa samym brzaskiem, jak tylko się rozjaśni. Teraz brzmi jakby feniks miał się rozjaśniać, co przy innym typie pierzastego przyjaciele może i by przeszło, ale akurat feniks mógłby się rozjaśnić :D

 

Piaskowiec i wapień był dobrze

Były.

 

wyłuskane z sensu

ładne określenie

 

płacze rzewnymi łzami, zachłystuje się wręcz bezradnością, to już nie ma ratunku dla nikogo.

A czemu czas teraźniejszy?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej, hej :)

 

Fabuła też mi się spodobała, choć zastanawiam się, dlaczego główny bohater nie opłacił ekipy, która towarzyszyłaby mu podczas tej podróży. Skoro był bogaczem, to chyba żaden problem?

Im więcej marines tym trudniej się ukryć przed oczyma amerykańskiej bazy (która, ciekawostka, naprawdę stoi na górze Ararat. Nie sugeruję, że pilnują przedwiecznego ufoka, ani nawet Arki Przymierza, ale czegoś jednak pilnują…).

 

Na koniec fajna klamra wyjaśniająca, skąd Teksańczyk znalazł się w bazie wojskowej. Sama wypowiedź dziewczyny wydaje mi się nieco za długa i zbyt informacyjna.

Hmm może. Zwłaszcza, że wcześniej jest przytyk do złoczyńskich monologów xd Pomyślę.

 

Ha! Dlatego nie odgadłam, że Widokówka jest Twoja. :D Wydaje mi się, że cechą charakterystyczną w Twoich opowiadaniach są akcenty, które kojarzą się albo z ZSRR albo DDR :D Zajcew. Władymirówna. Lebensraum. A teraz von Gierke.

Hmm w Widokówce też jest historyjka o tatarskiej brance xd

 

Dzięki za wizytę i pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam Holly :)

 

Ja akurat wiem, co to znaczy, ale niektórzy mogą pomyśleć, że pornogwiazda siedzi na broni… :p Nie każdy zna angielski, zwłaszcza dojrzalsi czytelnicy. No i nie daj Boże opko odwiedzi krwiożercza Tarnina… :P

Pornogwiazda siedząca na strzelbie to może jeszcze bardziej ‘Murica, niż pornogwiazda na bocznym siedzeniu :D A tak serio pewnie masz rację. Zmieniam, choć z żalem.

 

Aaa, ten dryas to jest określenie czasu. Ale trochę mi to zajęło.

No to jest określenie raczej mało znane, poza “specyficznymi” kręgami. Z drugiej strony, jeśli je wywalę i zastąpię wszędzie “dwanaście tysięcy lat temu” to stracę bezpośrednie nawiązania do pewnych szurskich niezwykle ciekawych teorii.

 

Przecież angielski to jest ich ojczysty język. Usunęłabym to zdanie.

Jak ktoś jest z Teksasu i nazywa się Reyes, to niekoniecznie. Ale może faktycznie szkoda ryzykować, że ktoś się potknie, nie ma to w sumie żadnego znaczenia, że on jest latynosem. Wywalam.

 

Trochę jest dla mnie niejasne, dlaczego Andrew zabrał ze sobą Emilię. Wyprawa w poszukiwaniu Atlantydy nie brzmi jak beztroska wycieczka turystyczna. I to jeszcze z obcym chłopem, który, jak się szybko okazało, po prostu ją zabił.

Hmm to ona się uparła, że nie puści go samego z obcym dziadem. Nie wydaje mi się to przesadnie nieuzasadnione, wiesz, niektóre kobity potrafią stawiać na swoim. Jest o tym wspomniane, ale podkreślę to bardziej, żeby było jaśniej.

 

W jaki sposób takie monstrum miałoby przejść przez korytarz, skoro sam Andrew ledwo się tam zmieścił?

Zamysł był taki, że ta bariera z wąskim korytarzem powstała później, gdy monstrum już było na miejscu, właśnie po to, żeby się czasem nie wyczołgało. Może to powinno być w tekście, ale w sumie żadna z postaci o tym nie wie, mogą tylko podejrzewać, hmmm

Trochę dużo tej juchy. Poza tym to słowo brzmi prymitywnie. Do boskiej bardziej pasuje mi krew niż jucha.

Hmm pozmieniam.

 

Ale również – a dla mnie: przede wszystkim

→ Ale również – a przede wszystkim dla mnie

Hmm a to mi się wydaje w porządku. Andrew mówi, że dla niego leki były głównym wątkiem, a nie pobocznym.

 

Ponad 32 tys. znaków, a dosłownie przeleciałam przez tekst, co potwierdza Twój wybitny warsztat.

Główny bohater ma ciekawą, nietypową motywację odnalezienia Atlantydy, tudzież świątyni: jego celem nie jest skarb, Graal czy Arka, lecz lek. Tutaj mi zaimponowałeś.

Dziękuję pięknie!

 

Pozdrawiam i dzięki za wizytę!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No kolejna bardzo niepokojąca wizja. Ten brud i makabrę faktycznie daje się tu odczuć. Postać staruszki pobudza wyobraźnię i ładnie łączy kolejne scenki.

 

Na szczęście póki co nekrobotyka to raczej ciekawostka – używanie martwych pająków jako chwytaków na pewno może pobudzać wyobraźnię i rodzić pytania, z drugiej strony nie różni się jakoś zasadniczo od wykorzystania przysłowiowej oślej szczęki do obicia paszczy drugiemu australopitekowi. Używaliśmy ciał zwierząt jako narzędzi od zawsze, właściwie gdy jeszcze sami byliśmy zwierzętami.

 

Jedyne, co mnie nie przekonało, to dosłowność boskiej kary spuszczonej na naruszającą porządek rzeczy ludzkość – odniosłem wrażenie, jakby epidemia była aktem woli personifikacji śmierci, a chyba przestroga mocniej by wybrzmiała, gdyby źródłem epidemii były patogeny rozwijające się w gnijących ciałach nekrobotów. Albo przynajmniej była jakaś sugestia, że mogła ona mieć fizyczne źródło.

 

Pozdrawiam i klikam (w zaufaniu, że poprawisz pomieszaną narrację w tej jednej scenie)


Człowiek nie poprzestał na insektach.

Pająki to nie insekty.

 

Ekspansja kosmosu stanęła pod znakiem zapytania.

Hmmm ekspansja w kosmos raczej, ekspansja kosmosu to jakby kosmos ekspandował (co kosmos, owszem, robi, ale raczej nie o to tu chodziło).

 

niezdolny wydać z siebie choćby dźwięk.

Dźwięku, bo przeczenie.

 

wyłem w myślach, unosząc kilof ponad głowę.

krzyk wyrwał go z rozmyślań.

Tu masz pomieszane narracje pierwszoosobową i trzecioosobową.

 

zwłoki splecione z cechami ludzkimi i zwierzęcymi

Raczej “zwłoki ze splecionymi cechami ludzkimi i zwierzęcymi”, albo “zwłoki, w których splatały się cechy […]”. Teraz wychodzi, że zwłoki splatały się z cechami. A szczerze, to nie wiem, czy całkiem tego słowa “splatać” czymś innym nie zastąpić, raczej jest niezrozumiałe.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hesket, dzięki za tak jednoznacznie pozytywną opinię :)

 

bruce, mogło i tak być :) Chciałem tu zostawić pewną wątpliwość, jednak ze wskazaniem na zewnętrzne inspiracje przynajmniej części działań profesora.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No bardzo ładne, nastrojowe sci-fi. Atmosfera tego dogorywającego statku pokoleniowego daje się mocno odczuć. Tajemnicze kwiaty intrygują, sytuację wyjaśniasz po troszku, więc chce się to czytać. Zakończenie, w którym Paula tak zwyczajnie umiera kopie mocno, bo spodziewałem się jednak czegoś innego.

 

Bardzo, bardzo ładnie.

 

Klikam i pozdrawiam

Niespokojne oddechy, jęki, westchnienia zakłócają nocną ciszę. Inni też mają koszmary. ,,Ale przynajmniej śpią”, myślisz sobie, czekając na rozpoczęcie dziennej zmiany. Kolejny dzień. Kolejny krok w stronę przepaści.

A czego czas teraźniejszy i druga osoba?

 

od lat chyba na stacji nikt się nie uśmiechał

Chyba od lat, moim zdaniem, ale nie umiem tego dobrze uzasadnić.

 

Jednak tamten ziemski las wyglądał bardzo mizernie: zmarniałe drzewa, niszczone przez choroby i kwaśne deszcze, niebo zasnute mgłą, wyschnięta ściółka.

To… wyglądało zupełnie inaczej.

profesorze, niech pan wstanie!

profesor wyjątkowo był trzeźwy.

Wielką.

Może to dlatego, że mieli to we krwi?

Dwuznaczne ciut.

 

Nie wiem, czy to tak specjalnie? Czy się źle wkleiło?

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam pobetniczo i powtarzam:

 

Jest bardzo fajnie – klimatyczne postapo, szybko do rzeczy, dużo akcji i z dobrze zbudowanym suspensem. Mogę być skrzywiony, bo gatunek mi podchodzi, ale mi się bardzo podobało.

 

Zakończenie o tym, że nie ściągnął maski osobiście nie wydało mi się niewiarygodne – ponownie, jako samiec beta tego opowiadania mogę być skrzywiony, ale chaos i nieszczęścia w takiej sytuacji wydają się uzasadnione, a dodatkowo było to zwiastowane, więc moim zdaniem to zakończenie zagrało.

 

 

Pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Jeśli Ciemiężyciel miał zdolności zawładnięcia umysłem, to nie wybrzmiało to dość przekonująco.

Domyślam się, że był opętany, ale podobnie jak beeeecki, uważam, ze nie wybrzmiało to dostatecznie.

Ech, a mi się wydawało, że ta sugestia już jest i tak o wiele zbyt mocna. Chciałem, żeby jednak była tu wątpliwość. Może to była zła decyzja.

 

Dzięki wam za wizytę, mam nadzieję, że następny tekst spodoba się bardziej!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Okazuje się, że cosmic horror to zupełnie nie moja bajka.

Możliwe, ale nie wykluczałbym też, że ten mój jest po prostu cienki :D

 

Tak czy inaczej, szkoda że się nie spodobało, ale jak zwykle dzięki za przeczytanie i wskazane błędy.

 

Czy tu aby nie miało być: …mając ból przekłutych gigantycznymi gwoździami członków.

Ach, oczywiście, gwara mnie dopadła.

 

Pozdrawiam :)

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam i przybywam nadrobić zwycięskie opowiadanie :D Także gratulacje!

 

Hm hm hm momentami całość wydawała mi się nieco naciągana, jakby historia była zaprojektowana do pokazania pewnych zjawisk i problemów. Co samo w sobie nie musi być czymś złym, konwencja jak każda inna, ale gdy historia zapowiada się na porządny kryminał, a potem wskakuje nam taki Vigo, który w zależności od potrzeb fabuły albo pokazuje dogłębną wiedzę na temat portali, albo nie umie nawet takiego portalu odpalić, jednak trochę gryzie to w oczy.

 

Natomiast poza tym skrętem od Agathy Christie do społecznego komentarza, jest to bardzo udany tekst. Czytałem z autentycznym zainteresowaniem i zostałem jak zwykle uraczony bardzo ładną prozą. Pokazujesz sprawę za pośrednictwem akcji, nie wpadając w jakieś infodumpy.

 

Pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Wstęp wydał mi się nieco przydługi, ale ogólnie tekst bardzo przypadł mi do gustu. Zdecydowanie ciarki mogą przejść po plecach, zwłaszcza jak ktoś nie lubi pająków.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Michael

 

dzięki za miłą opinię, pomoc w becie i kliki.

 

Opowiadani wciąga, już zauważyłem po Twoich komentarzach, że lubisz jak akcja zaczyna się szybko, bez zbędnego przeciągania – potwierdzasz to rzeczywiście w swoich tekstach, brawa za konsekwentność. 

Istotnie, mocno wierzę, że opowiadanie powinno się zaczynać razem z akcją, a jeśli trzeba coś wytłumaczyć, lepiej to zrobić gdzieś w międzyczasie. Wydaje mi się wręcz, że wskazane jest, żeby czytelnik wszystkiego nie wiedział od razu, bo wtedy czyta, żeby się dowiedzieć xd

 

Pozdrawiam :)

 

Adexx,

 

dzięki za miłą opinię i klika. Oczywiście, Lovecraft był tu dużą inspiracją, choć też pod pewnymi względami jest to tekst bardzo odległy od jego twórczości.

 

 

bruce,

 

Dziękuję za miłą opinię i za oba kliki.

 

Jednak – tak sobie myślę – możliwe, iż to celowy zabieg, aby zmusić nas, czytelników, do samodzielnego dopowiedzenia sobie owej szokującej historii? :)

Zabieg, owszem, celowy, choć nie byłem do końca pewny tak otwartego zakończenia i nie chodziło o to, żeby czytelnik sobie coś dopowiadał. Chciałem skończyć w momencie, gdy zguba jest już pewna, ale jeszcze nie nastała – wydaje mi się to zgodne z formułą gatunku. Cthulhu śpi, kiedyś się obudzi i zrobi nam duże kuku, ale na razie śpi.

 

Za wskazane potknięcia dziękuję, nie jestem pewien jedynie przecinków po “ale” i przy “gdy”, doczytam sobie.

 

Bogowie, którzy rządzili tą planetą, zanim Bluźnierca uwięził ich pod górami?

W nim jest takie niewypowiedziane pytanie. Wydaje mi się, że tak można, ale może to faktycznie błąd hm…

 

Zerwałem się z kolan i wyrwałem z kabury Sigsauera. – tu dopytam, bo się nie znam, przepraszam – czy nie powinien być pisany rozłącznie: „Sig Sauer”?

A wiesz, jak się tak zacząłem zastanawiać… to nie mam pojęcia. Firma faktycznie nazywa się SIG Sauer, ale jako potoczna nazwa jednego egzemplarza mi to nie wygląda… Zmienię na Berettę, nie będzie problemów xd

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Cześć Śniąca :]

 

Jak na horror, to jest zbyt lekko napisane. Styl i zastosowane metafory oddalają od horroru. Nie jest to jednak zarzut sam w sobie, bo nie było wymogu tego gatunku.

No to jest taki horror, wiesz, inny :D Obyczajowo-tkliwy.

 

Jednej rzeczy mi jednak zabrakło – ile czau minęło od zniknięcia Moniki do Wielkiego Dnia? To mnie trochę uwiera, bo rodzi kolejne pytania w zależności od odpowiedzi ;)

Słuszna uwaga. Minęło “raczej dużo” czasu, ale mogłem to bardziej zaznaczyć.

 

Dzięki i pozdrawiam!

Cześć Tarnina :]

 

całkiem wysoko zawiesiłeś poprzeczkę. Spokojny, psychologiczny horror, spójny, językowo przyzwoity (są błędy – ale to raczej potknięcia typu dziwny szyk czy "Pierwsza Komunia" napisana małymi literami), rozwijający się powoli i – aż do końca – ukrywający niewypowiedziane Zło we mgle.

Dziękuję :0

 

Mimo to czegoś mi tu brak. Może to końcówka, w której Zło staje się wypowiedziane, tak rozczarowuje? Może pewna (choć ukryta przez perspektywę powietrzną) jednowymiarowość bohaterki, która w zasadzie chce już tylko umrzeć? Trudno orzec.

Hmmm może oba po trochu.

 

Za wskazane potknięcia serdecznie dziękuję, poprawię i będę analizował, szczególnie anglicyzmy składniowe.

 

imiesłów przysłówkowy współczesny, jak sama nazwa wskazuje, oznacza, że czynności są wykonywane równocześnie – nic nie mówi o ich powiązaniu przyczynowym

Kurde, wiedziałem o tej regule :(

 

oba oznajmujące (jeśli spędzę, to wezmą) albo oba przypuszczające (gdybym spędziła, to wzięłyby)

Nie wiedziałem, że tryby muszą być zgodne. Postaram się zapamiętać.

 

Jedynie w kwestii purpury chciałem się nieco wziąć w obronę, celowo przypurpurzyłem miejscami bardziej niż zwykle, jako że narratorka jest artystką i wydawało mi się, że mogłaby tak zrobić. Aczkolwiek nie wykluczam oczywiście, że mogła być to zła decyzja.

 

Plik z wyszczególnieniem wszystkich pogubionych przecinków przyślę Ci chętnie na dowolnie wskazany adres e-mail.

Dziękuję, chętnie skorzystam :)

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bruce, dziękuję już nie anonimowo za tak miłą opinię, no i za udział w organizacji udanego konkursu!

 

 

Kolejne – za ciekawą historię o rzeczce, która autentycznie istnieje. :)

Hmmm rzeczka o takiej nazwie może i istnieje – już teraz nie pamiętam, czy się posilałem google maps celem inspiracji – natomiast zmuszony jestem ze smutkiem wyjaśnić, że historia o siusiającej dziewczynie została zmyślona :( (podobnie jak wszelka geografia zresztą).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Brawa dla wszystkich i dla grona jurorskiego, trzeba przyznać, że konkurs pięknie obrodził!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hm, no mnie tym razem specjalnie nie przekonało.

 

W pierwszym momencie gdy na tapet wjeżdża korzeń ma to swój szokujący urok, ale nie dostrzegłem tu żadnego napięcia, ani intrygującej tajemnicy, ani bohaterka niespecjalnie zdobyła moją sympatię, więc kolejne opisy epizodów z życia Kaliny, dendroerotycznych i innego rodzaju, raczej mnie nie wciągnęły.

Dopiero gdy figowiec podniósł rękę na bonsai, nabrałem wrażenia, że ta historia jednak dokądś zmierza.

Nie wykluczam, że ta fabuła jest lepsza, niż mi się wydaje i tylko ten dendroerotyzm skutecznie odwracał od niej moją uwagę. Pewnie pisząc coś takiego spodziewałeś się, że nie do każdego trafi.

 

Z zalet udane zakończenie i jak zwykle nieprzeciętna proza.

 

Pozdrawiam i klikam, bo za samą jakość klik tu się należy, nawet jeśli mi nie podeszło

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bardzo ładnie napisana scenka, mimo że momentami wchodzi w pewną abstrakcję, to opisy bardzo przemawiają do wyobraźni.

 

Miałem narzekać na studnię, ale widzę, że ktoś już wypełnił ten obywatelski obowiązek, to nie będę.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Ta puenta bardzo ratuje tego szorta. Bez niej to by był kolejny “Dziwny, wspaniały świat”, a tak wyszła nawet zgrabna miniaturka z przekazem.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No mam podobne uczucia jak Ambush, bawił mnie ten tekst a może nie powinien.

 

Ale tak czy inaczej, jest to dobry szort, z kompletną historią, wyraźnym i oryginalnym pomysłem, jak zawsze bardzo ładnie napisany, z przemawiającymi do wyobraźni opisami.

 

Pozdrawiam

 

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam pobetniczo.

 

Mocny szort, trafiający do wyobraźni, zwłaszcza ostatnia scena. Niestety – jak już zauważyła bruce – raczej nie trafi tam, gdzie powinien. Pocieszam się, że tej przemocy wobec piesków wydaje się raczej coraz mniej, niż więcej.

 

Bardzo fajnie tu kontrastuje ta brutalność z infantylną (w dobrym znaczeniu tego słowa) ideą, że aniołki nie mogą niczego odmówić dziewczynce, bo nazbierała groszku za dobre uczynki.

 

Koty nie są gorsze od psów.

No nie wiem, nie wiem. Katować kotka oczywiście nie wolno, i ogólnie kotki bywają fajne, ale pies to jednak stworzenie doskonałe :) Pies > kot > człowiek.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Też bym powiedział, że raczej czarna komedia, niż bizarro, ale to i lepiej. Taki lekko groteskowy humor mi się podoba. No i jak zwykle bardzo ładnie napisane.

 

Troszkę by można kręcić nosem na fabułę, mało się tu dzieje w sumie, ale dla miniaturki (tak to odbieram, choć technicznie jest powyżej limitu szortowego) to nie jest wielka wada.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hm, niby rozumiem, że miało być trochę obrzydliwie, ale i tak wydaje mi się, że gdyby tę wulgarność przykręcić o dwa oczka, to tekst by na tym zyskał.

 

Ale tak, czy inaczej, jest to udany szort, z kompletną historią i pobudzający wyobraźnię, także klikam i pozdrawiam.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Zabawne opowiadanie z sympatycznymi bohaterami. Aczkolwiek zabawniej byłoby, gdyby to elf-snajper miał na imię Simo :]

 

Ukryłeś plan elfów przed czytelnikiem, wydaje mi się, że ciekawiej byłoby znać choć jego zarys. W takiej baśniowej konwencji nie umiałem sobie nawet wyobrazić wszystkich rzeczy, które mogłyby pójść nie tak, więc nie czułem tu napięcia. Ale może w takiej świątecznej opowiastce nie musiało go być?

 

Pozdrawiam i klik


wypłaty, jakimi były słoje,

“Którymi”, moim zdaniem. Albo “których rolę pełniły”.

 

– Jesteś pewien, żeby to zrobić?

Hmm “że chcesz to zrobić”?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Do pewnego momentu opowiadanie bardzo mi się podobało – taka groteskowa historyjka, trochę śmieszna, trochę straszna, trochę śliska. Postacie burmistrza i burdelmamy są przerysowane, ale nie za bardzo, tak właśnie akurat.

 

W końcówce, gdy trafiamy do basenu cierpień i rozkoszy, ta dziwność mnie nieco przerastała. Aczkolwiek rozumiem, że miało być dziwnie, bo to taki konkurs.

 

Pozdrawiam


Burmistrz, profesor Adam Josef Evergreen III(,) podążał na spotkanie, na które wcale nie chciał się udać.

Ja bym tu dał przecinek, ale podobno widzę wtrącenia tam, gdzie ich nie ma, to mogę nie mieć racji.

 

wyże,

j, jak mniemam.

 

Kozlovsy

Kozlovsky, chyba, po botem jest “Kozlovskich”.

 

w ,

Spacja.

 

-Kim-ber-ly!

Dywiz zamiast myślnika.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Widać, że produkty branży jubilerskiej nie cieszyły się wzięciem.

Czy ja wiem. One są z punktu widzenia fabuły z grubsza wymienialne, więc w sumie można by ich wynik zsumować.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

A systemów idealnych na tej ziemi nie ma i być nie może.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Zgadzam się z Finklą, ten tekst “czuć” typową pastą, szczególnie tę ekspozycję na początku. Co oczywiście nie jest niczym złym.

 

Ogólnie mi się całkiem podobało, mroczny klimat i napięcie dają się odczuć.

 

pamięć o niemieckich osadnikach, istocie, o której pamięć

Raczej niecelowe powtórzonko?

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Mocny tekst i jak zwykle świetna proza. Jednocześnie pełna barwnych metafor i boleśnie dosłowna.

 

Nie ma tu niestety fantastyki, no ale widocznie nie musiało być.

 

Pozdrawiam i doklikuję

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

W końcu to GZ. Wysoka półka, wie, co mówi. Ja na przykład tego nie wyłapałem.

Otóż właśnie może za niska półka, bo ja za to tych odniesień kulturowych słowa “tekstylia” absolutnie nie wyłapałem (dlatego zaznaczyłem w pierwszym poście, że może czegoś nie rozumiem – spodziewałem się, oczywiście, że Ślimak zna dosłowne znaczenie słowa “tekstylia”).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Bardzo przejmujący i plastyczny opis zmagań i doświadczeń chorobliwie otyłej osoby. Podobało mi się szczególnie, że bohaterka budzi jednocześnie współczucie i odrazę. Pomysł jest oryginalny i dobrze wykorzystany, a to podstawa udanego szorta.

 

Fantastyka jest i jest istotna dla fabuły, można by się zastanawiać, czy przetrwałaby starcie z brzytwą Lema, ale w sumie po co?

 

– Jesteś bestią, paskudną i obrzydliwą bestią, a nie człowiekiem

Ta “bestia” w opozycji do człowieka wydaje mi się angielskawa. Wolałbym chyba albo “potwora”, albo “zwierzę”. “Bestia” po polsku to coś dzikiego i groźnego, co nie pasuje raczej do otyłej osoby. Aczkolwiek mogę nie mieć racji.

 

Klikam i pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Brawa!

 

Możesz też napisać… Tylko nie wiem do kogo :D, czemu jeszcze nie jest przypięte:)

Arbinus sugerował ostatnio jeśli dobrze pamiętam, żeby napisać że piórka są nieprzypięte i zgłosić taki komentarz. Pewnie wtedy maila dostaje jako mod czy coś.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

 

Ciekawie wypadło to połączenie matematyki i psychologii. Hiperboliczna plaża na pewno mocno przemówiła do mojej wyobraźni – znalezienie drogi, w sytuacji, gdy geometria “wpycha” nam pod nogi niemalże nieskończone przestrzenie wydaje się przerażająco beznadziejnym wyzwaniem, ale przy systematycznym podejściu w końcu się udaje.

 

Jedyne, co mniej mnie tu przekonuje, to postać Alicji. Pojawia się znikąd i mówi akurat to, co jest potrzebne fabule – ale jeśli coś zaszkodziłoby fabule, to “reguły” zabraniają jej tłumaczyć. To nawet pewnie ma sens z tego psychologicznego punktu widzenia, że Olek/Olki muszą sami pokonać przeszkodę, żeby coś z tego mieć, ale odebrałem to jako bardzo “wygodne”.

Może w takiej konwencji to jest OK, dla mnie wszelkie bizarry to zawsze trudny orzech w odbiorze.

 

Pozdrawiam

 

leżeli na ręcznikach, w parawanach, z książkami, torebkami, walizeczkami nawet – ale nigdzie nie było widać choćby śladu tekstyliów.

Może czegoś nie rozumiem, a może się czepiam bez sensu i przesadnie, ale czy ręczniki, parawany i torebki nie są zazwyczaj z tekstyliów?

 

która na pytanie o obwód w talii musiałaby odpowiedzieć „z biustem czy bez?”

 :D

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dzięki za rozbudowany i merytoryczny komentarz!

 

To, co mocno mi zgrzyta w postaci Ratka, to jego kompletny brak planu ucieczki. Jak na kogoś, kto był w stanie przyczynić się do powstania powstania i kogoś, kto przez lata udawał przyjaźń w stosunku do Lamii i podległość i wdzięczność wobec kniazia, kogoś, kto wszedł w układ z przemytnikami, to głupota w przeprowadzeniu ucieczki (kompletne zdanie się na los i łut szczęścia) poraża. 

Jest to uwaga, która mnie w pierwszej chwili zaskoczyła, ale po dogłębnej analizie, nie mogę się z nią jakoś mocno nie zgadzać :O

 

Mam wrażenie, że przynajmniej w kilku miejscach oprzecinkowujesz określenia (co prawda złożone z kilku słów), które dopowiedzeniami nie są, albo są na zasadzie “jak się uprzeć, to niech już będzie”. Przeszkadzało mi to w czytaniu. 

Hmm nie mogę tego wykluczyć. Spróbuję coś podczytać w temacie, bo wtrącenia rozpoznaję raczej “na czuja”.

 

Edytka. Tak jeszcze tylko dodam, że miejsce akcji tekstu skojarzyło mi się z Petersburgiem. 

Miałem w głowie raczej jakąś mieszankę Rusi/WKL i Transylwanii, doprawioną anachronizmami, ale Petersburg też może być :)

 

Pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam i świąteczny komentarz :]

Santa Claus GIFs | Tenor

Nie wiem, czy to bizarro, bo się nie znam na tak egzotycznych konstrukcjach, natomiast na pewno jest to szort zabawny, przeuroczy i napisany przyjemnie lekkim piórem, że tylko wspomnę słówko “przypaćkać”, które się tam wszystkim – słusznie! – spodobało.

 

Bardzo doceniam, że w tak krótkim utworze udało się zmieścić rosnące napięcie – zaczynamy od pomidorka i płynnie przechodzimy właściwie do walki o przetrwanie cywilizacji. Brawo.

 

Przyczepić nie ma się bardzo do czego, jedynie w jednym miejscu rzuciła mi się w oczy letka siękoza:

Gdy go wyciągałem z błocka, wydawał się taki bezbronny i śliczny. Teraz zmieniał się na moich oczach. Skóra stawała się błyszcząca, macki i głowoodnóża mnożyły się, a zgrzytanie stało się jeszcze bardziej zgrzytliwe. 

 

Pozdrawiam i kliknąłbym oczywiście, ale już naklikane

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No jest to trochę zawiłe, ale czytało się dobrze i generalnie mi się podobało.

 

Dobrze zagrało to przechodzenie między liniami.

 

Ta sugestia o paragrafówce trochę niedociągnięta, moim zdaniem, gdyby nie tytuł nigdy bym nie wpadł na taką interpretację tekstu.

 

Oddanie telefonu jakiemuś bylekomu faktycznie może wydawać się mało wiarygodne. Może jakieś zdanie więcej komentarza od narratora by się przydało. Z drugiej strony utrata telefonu to nie koniec świata, ludzie telefonami stoliki/krzesła w restauracjach zajmują i cziki briki.

 

Klikam i pozdrawiam

 

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Czytając, nie mogłem się oderwać, zastanawiając się, do czego to wszystko zmierza. Bardzo sprawnie napisane, a dziwność narastała, stopniowo pobudzając zainteresowanie.

 

Na koniec zostałem z “o co tu tak naprawdę chodziło?”, no ale chyba tak miało być.

 

Jedynie ta scena z porno mi niespecjalnie pasowała, w sensie jest taka jakby wyjęta z głównego ciągu, jakby istniała tylko dla dowcipu o gardle, ale nie wszystko tu rozumiem, to może nie mam racji.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No miałem za pamięci przyjść z klikiem, a widzę, że już nie trzeba – i dobrze, bo jest to udany tekst. Bardzo dołująca wizja i, co gorsza, jest to wizja nie przyszłości, a teraźniejszości – ludzie co prawda jeszcze są w stanie sami kłapać szczęką, ale to są techniczne szczegóły.

 

Głównym zgrzytem był tu dla mnie nadmiar ekspozycji, ale widzę, że standardowo nikomu innemu to nie przeszkadza :)

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Zabawne i bardzo ładnie napisane. Do mnie narracja w formie przesłuchania jak najbardziej trafia. Podoba misię pomysł na burdel i brudne sprawki w misiolandii, taki ładny kontrast.

 

Fabuła trochę do mnie mniej trafia momentami (czemu te misice zrobiły zbiorowe harakiri?), ale ja mam często problem z odbiorem absurdów i bizarrów, więc to raczej nie wina fabuły, tylko moja.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Tatuaż z kurzej krwi – Galicyjski Zakapior

Nie wiem, czy znowu nie robię fopa, ale to nie ja, nawet mój komentarz tam jest :)

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Zgadzam się z Bardem, że “Czy osoba…” wygląda na CC – sam długaśny tytuł na to wskazuje.

To skoro polemika nie jest faux pas, to ja zgłaszam votum separatum – to raczej nie może być Cezary, bo Cezary już pisał na nie-konkurs.

 

Może beeecki, on niedawno robił długi tytuł też, chyba się zaraził

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bardzo ładnie napisane, fantastyczna atmosfera i dużo napięcia.

 

Nie do końca zrozumiałem, czym są te kolorowe cosie. Mam wrażenie, że one mają coś reprezentować, hmm.

 

Klikał nie będę… bo już oba liczniki na full zapełnione. I słusznie.

 

Bardzo dobry tekst.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Czy polemizacja z typami przedstawionymi przez innych użytkowników uchodzi za faux pas?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

“Największe złoże marsjanitu w Układzie Słonecznym” – Finkla, kiedyś się pytała o coś podobnego

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam.

 

Mamy tu ekspozycję na ekspozycji, o skutkach kosmicznej bitwy, której nie widzieliśmy i kosmicznym imperium, które też jest w przeszłości…

Gdy wreszcie przez nią przebrniemy i coś zaczyna się dziać, jest nawet fajnie – ale niemal natychmiast pojawia się napis “KONIEC”. Co gorsza, poprzedzające go zakończenie jest otwarte, więc mam wrażenie, jakbym nie przeczytał stanowiącego spójną całość opowiadania, a wstęp do większej historii.

 

Tak że no klimat kosmicznych najemników i gadających łbów ma potencjał, chętnie bym się dowiedział, co było dalej, ale jako opowiadania niestety nie mogę tego tekstu specjalnie pochwalić.

 

Pozdrawiam

 


 W korytarzu było ciemno, jeśli nie liczyć jednej migającej sufitowej lampy i świateł kilku latarek[,] wolno przeczesujących przestrzeń w dalszej części pomieszczenia.

Moim zdaniem przecinek, albowiem imiesłów opisuje cechę przygodną.

 

W tle buczała odsłonięta, pokładowa stacja transformatorowa

A tu bym nie dawał, stacja jest “pokładowa” z natury, “odsłonięta” tylko przygodnie.

 

zwrócił się do niego Logan[,] przykucając przy nim

Przecinek (imiesłów przysłówkowy) + powtórzonko.

 

Podnosząc się[,] płynnym ruchem ściągnął spust.

dodał[,] odsłaniając umięśnione ramię z tatuażem w kształcie hieny

Tu podobnie.

 

To był dobry strzał[,] Benitez

Za chwilę[,] Beni

Tu wołacze.

 

 – Kapitanie. Sierżancie. – ratownik skłonił lekko głowę na znak, że oczekuje rozkazów.

dogadamy albo… – kapitan zawiesił głos.

“Ratownik” i “kapitan” dużą. Błędów w dialogach jest więcej, polecam https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/, jeśli jeszcze nie znasz, Anonimie.

 

ba wiem co to jest–

Brakło spacji.

 

 – Nie tylko. Widzicie te symbole, o tu. To jest jakby kompas. Nie wiecie, co to kompas – zauważył spojrzawszy na twarze rozmówców. – To jest jakby taki automatyczny nawigator. Oprócz informacji, które pomagają w zwykłej nawigacji, tu jest jakby coś zapisane.

Powtórzonko.

 

Dużo większego niż to[.] – Dowódca pomachał sierżantowi przed oczami bransoletą.

Kropka moim zdaniem.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam i bardzo ładny gawron :)

 

Opowiadanie wolno się rozkręca. Na początku dowiadujemy się o różnych epizodach z życia bohatera, ale nie mamy powodów podejrzewać, że któryś z nich ma szczególne znaczenie, a wręcz wydaje się, że niektóre nie mają, bo np. praca w antykwariacie zaraz się kończy.

 

Gdy już zaczyna się główny ciąg akcji, nadal niewiele się dzieje – na tyle, że słowo “akcja” można by bez mała wziąć w cudzysłów – ale tekst nabiera specyficznego flegmatyczno-ponurego uroku. Ciężko mi to nawet opisać, ale czytało się fajnie, jakby za chwilę miało się coś stać, ale uparcie stać się nie chciało. Nadal nie wiemy, do czego opowiadanie zmierza i które z wydarzeń tak naprawdę są istotne, ale coś jakby wisi w powietrzu.

 

Zakończenie mi się najbardziej podobało, jest tu jakaś mądrość o ulotności i przemijaniu, i dostajemy wreszcie ten gong, na który się zanosiło. Choć z drugiej strony nie do końca je zrozumiałem. Czym była ta cała przystań? W końcu nie wiem i, co gorsza, nawet się specjalnie nie domyślam.

 

Tak że ostatecznie tekst budzi mieszane uczucia. Ale na klika zasługuje z pewnością.

 

Pozdrawiam


nieszczególny brak empatii

Hmm…

 

 Przystań “

Bez tych spacji raczej

 

 – Pracy

Kropka.

 

, bo w ogóle nie było tutaj zasięgu.

Może mnie ktoś poprawi, ale jeśli piszemy w czasie przeszłym, to chyba “tam”?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam.

 

Natężenie błędów jest tu wysokie i – co gorsza – nierzadko są to błędy z rodzaju tych, które realnie utrudniają zrozumienie tekstu nawet mało wybrednemu odbiorcy (np. pozbawione sensu kropki, przecinki między podmiotem a orzeczeniem). Dziwi mnie to trochę, bo jeśli dobrze pamiętam poprzednie Twoje teksty, to choć błędów nie brakowało, to nie było aż tak źle.

 

Pod względem fabularnym jest lepiej, choć gdybym napisał, że dobrze, to bym skłamał. Tajemniczy guru i kobieta ze snów mnie zaintrygowały i sprawiły, że mimo błędów chciałem czytać dalej, a sam pomysł, że podświadomość ujawnia bohaterowi wyparte z pamięci wydarzenia jest niezły, nawet jeśli nieprzesadnie oryginalny. Całość niestety nie zagrała. Aż do momentu, w którym nagły napad bólu głowy ujawnia bohaterowi prawdę, nie mieliśmy powodu podejrzewać, że jest to opowiadanie o wypartym poczuciu winy. Nie pomaga też długa, pozbawiona interesującej akcji ekspozycja na początku. Możliwe, że do lepszego odbioru tego tekstu znowu brakuje mi intymnej znajomości jakiegoś azjatyckiego kodu kulturowego, nie wiem :)

 

Pozdrawiam


Szedł ulicą(,) rozglądając się dookoła, było zimno i padał deszcz ze śniegiem.

Imiesłów przysłówkowy trzeba oddzielać przecinkiem, wyjąwszy słowo “wyjąwszy”.

 

Firma w której od piętnastu lat pracuje

A czemu nagle jesteśmy w czasie teraźniejszym?

 

Ośmioosobowa ekipa z Polski miała co robić, od stabilnego umiejscowienia w podłożu,  wprowadzeniu odpowiednich programów do przeszkoleniu pracowników

Tutaj gramatyka zawiodła, ale nie jestem pewien, jak to zdanie miało brzmieć.

 

W Indiach, prawie cały czas panował, niemiłosierny upał.

Bez przecinków.

 

W Indiach, prawie cały czas panował, niemiłosierny upał. Na hali produkcyjnej panował zaduch

Powtórzonko

 

Michała bardzo zaciekawiła hinduska kultura, ale życie w tym klimacie na dłuższą metę[,] było dla niego niemożliwe.

Przecinek wjechał między podmiot a orzeczenie (życie było).

 

Rzuciła przed siebie, tenisową piłeczkę.

A tu między orzeczenie a dopełnienie (rzuciła piłeczkę).

 

Kiedy dotarł do ulicy Dębowej, gdzie mieściła się kamienica w której mieszkał. Zauważył kobietę w żółtym, nieprzemakalnym płaszczu.

Dlaczego to są dwa zdania?

 

Kręcił się koło niej, średniej wielkości pies również, zapewne wyszła z nim na spacer.

??

 

– To wszystko[?] – zapytała.

Pytajnik

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam.

 

Tekst warsztatowo stoi na dobrym poziomie, jest też niemała dawka humoru, który czasem jest całkiem bystry, więc przy czytaniu bawiłem się nieźle. Ogólnie jest to udany tekst.

 

Zabrakło mi tu czegoś w rodzaju stawki, która by faktycznie przykuła mnie do lektury i nadała całości “kopa”. Jedyną stawką rozgrywki jest tu bowiem awans na wyklętego i wcale nie miałem wrażenia, żeby sam Kuśka jakoś rozpaczliwie tego awansu pragnął, więc czytając nie miałem tego kluczowego wrażenia, że koniecznie muszę się dowiedzieć, co jest na następnej kartce.

 

Druga uwaga, dialogi ze świętym. Rozumiem, że trochę o to chodziło, że piekielna drużyna nie miała dobrych argumentów, ale za każdym razem, gdy próbowali przekonać Klaudiusza do powrotu, wypadali tak nieporadnie, że aż nienaturalnie. Musisz, no bo musisz, no. Niestety robiło to takie wrażenie, jakby sam autor nie wiedział, co włożyć w usta bohaterów.

 

Klikam, bo mimo tych uwag kliczek się tu bardzo należy, i pozdrawiam


– Dokładnie tak[.] – Klaudiusz uśmiechnął się szerzej. – I to jest cudowne.

Jeśli jest jedna kropka, to druga też musi być, tak mi się wydaje przynajmniej.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

No, właśnie zrozumiałam, że stany kwantowe są informacją o rzeczach, nie samymi rzeczami, a tę informację równie dobrze można wysłać tradycyjnie.

Chodzi właśnie o to – jeśli dobrze rozumiem – że nie można tego zrobić, bo musiałabyś najpierw ten stan znać. A nie możesz go znać, bo musiałabyś go najpierw zmierzyć, czego zrobić nie można, bo on się od mierzenia zapada do 0 albo 1.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Tytuł: Noc na Wybrzeżu Żagli [TYTUŁ ROBOCZY]

Długość: 27k

Gatunek: hmm horror z wątkiem miłosno-romeojuliowym?

 

Tekst jest pozaportalowy, na konkurs zewnętrzny, ale jak komuś będzie chciało się zerknąć, to mogę odwdzięczyć się re-betą :)

Konkurs dotyczy uniwersum Pana Lodowego Ogrodu i tekst zakłada znajomość tego uniwersum przynajmniej jako taką, w razie czego mogę coś wyjaśnić.

 

Więcej fanfików nie zamierzam w życiu pisać, bo to jakaś męka niemożebna jest, tak że unikalna okazja xdd

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bardzo ładny język (widać od pierwszych paragrafów, że to pisał ktoś, kto potrafi to robić), i bardzo intrygujący pomysł, natomiast trochę mało się tu dzieje.

Mam wrażenie, że opowiadanie byłoby ciekawsze, gdyby to Josie była POV-em, bo teraz wyszło trochę tak, że my sobie najpierw jemy jajka a potem siedzimy w ciemności, a Josie najpierw rozwiązuje zagadkę, a potem przychodzi i tłumaczy nam, co nas ominęło.

 

Tak czy inaczej, za pomysł, wykonanie, dbałość o szczegóły etc. kliczek się tu należy bez dyskusji.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Podobne mam wrażenia jak szanowne grono przedpiśców i przedpiszczyń. Ostatecznie całkiem zgrabna historia i przedstawiona w ciekawej formie, ale momentami szło się pogubić. Szczególnie na początku, zanim się zorientowałem, że świat przedstawiony po prostu bardzo odbiega od realnego i rządzi się dziwnymi prawami.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Do mnie absurdy mało trafiają, ale ten mi się wydał udany i całkiem zabawny. Szczególnie żart o rzyganiu był świetny yes

 

Pozdrawiam

 

Twarz Tatarzyna, o odcieni zleżałego moczu

Zgłaszam rasis xdd

 

żeby się, nie daj Boże, nie spocić

Przecinki chyba(?)

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Miło mi, że dobrze się czytało.

 

Szkoda, że nie spodobało Ci się zakończenie. Kiedyś pewnie uda mi się napisać tekst z dobrym zakończeniem, ale jak tak patrzę w to co mam obecnie w Wordzie zaczęte, to…

a man with a beard is holding a sword and saying `` but it is not this day ! ''

 

 

Dziękuję za klika, choć będzie on jedynie symboliczny – a może dziękuję tym bardziej :)

 

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

– Czy po wykryciu asteroidy na tyle wielkiej, żeby zniszczyć Ziemię, jest taka możliwość, żebyśmy mieli około 10 lat na reakcję, jako Ziemianie. Internet podpowiada, że teoretycznie nawet i więcej, ale chciałbym wiedzieć, czy jest to wiarygodne.

Tak.

 

Czy pomysł, który narodził mi się w głowie, a dokładnie: “masowa teleportacja kwantowa, zdolna przenieść całe państwa wraz z ludnością, armią, infrastrukturą i surowcami” jest jakkolwiek wiarygodny,

Na ile rozumiem, kwantowa teleportacja przenosi tylko stan obiektu a nie sam obiekt, więc żadnych surowców ani niczego użytecznego przenieść nie da, albo przynajmniej nie ma to żadnego praktycznego sensu – żeby kwantowo teleportować toster, musiałbyś wszystkie cząsteczki potrzebne do zrobienia tostera mieć i tak na miejscu, więc nieskończenie taniej i łatwiej byłoby zrobić nowy toster.

 

Można ewentualnie rozmyślać o zasadności kwantowej teleportacji ludzi, gdybyśmy przyjęli że przeniesienie stanu kwantowego całego człowieka przenosi jego świadomość/jaźń/duszę, ale to już turboabstrakcja, metafizyka, grube rozkminy i pełna fikcja, więc tylko od autora zależy, czy to ma sens.

 

Czy teleportowanie żołnierzy w konkretne miejsce musi zakładać port teleportacyjny w miejscu, gdzie żołnierze “wylądują”, czy da się to jakoś obejść? 

Jeśli mówimy o kwantowej teleportacji, to tak, coś musiałoby tych żołnierzy “poskładać” na miejscu i przechowywać niezliczoną ilość splątanych cząsteczek w ogóle pozwalających na kwantową teleportację.

 

Co jeszcze ważne, kwantowa teleportacja z “portu A” do “portu B” odbywałaby się z prędkością światła, więc ona tak naprawdę z teleportacją niewiele ma wspólnego.

 

Jeśli chciałbyś faktycznie ewakuować cały kraj razem z zasobami, to raczej powinieneś celować w jakieś tunele czasoprzestrzenne. Choć też do końca ciężko mi sobie wyobrazić, jak miałoby to działać – ale tunele czasoprzestrzenne mają tę zaletę w porównaniu z kwantową teleportacją, że są hipotetyczne, więc w sumie mogą działać mniej więcej tak, jak fabuła potrzebuje xd

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :)

 

na początek to ja przeproszę, że jako dyżurny (co prawda nie na ten dzień) nie zdążyłem tu dać klika piórkowego – moim zdaniem tekst na to zasługuje. Na szczęście masz już na czym latać!

Miło mi i nie ma za co przepraszać, nie chcę dewaluować piórek, ale komentarze są równie cenne.

 

Świetnie budujesz klimat doborem słów. Ta metafora dla mnie jest mistrzowska.

A to akurat nie jest metafora, tylko staroangielska jednostka długości (barleycorn) :D

 

Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem tego jak regularnie jesteś w stanie zaserwować ok. 40tys-znakowce o tak wielkiej jakości. Widać powtarzalność stylu, ale zawsze zaskoczysz fabułą, stworzysz nowy świat, raz przyprószysz trochę humoru, a raz trochę grozy. Wszystko bardzo poprawnym językiem i starannie dobranym słownictwem. Może nie wszystkie teksty trafią 100% w mój gust, ale każdy czyta się znakomicie. 

Dziękuję pięknie i pozdrawiam yes

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Brawa dla opierzonych i podziękowania dla Loży za stuprocentową frekwencję komentatorską yes

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

bruce,

 

Przejmujące, pełne nadziei, bohaterstwa i waleczności. :) Takie mocno patriotyczne. :) Przy lekturze mimowolnie nasuwała mi się “Reduta Ordona” oraz “Sowiński w okopach Woli”. :)

Dziękuję pięknie, choć oczywiście rymowanka nie zasłużyła, by być jednym tchem z tymi dziełami wymieniana :)

 

Ślimaku,

 

Sięgnąłeś tutaj po ciekawe rozwiązanie, nie jestem pewien, na ile świadomie. Zwykle rymy męskie są wcięte, to znaczy zawierające je wersy skraca się o jedną sylabę w stosunku do żeńskich, ponieważ niezmiennikiem ma być pozycja ostatniego akcentu (np. “oto dziś dzień krwi i chwały, / oby dniem wskrzeszenia był”). Zastosowanie rymów męskich niewciętych przenosi nas w bardzo dawne etapy rozwoju języka poetyckiego, co pasuje do tematyki, a zarazem utrzymałeś trzy akcenty w każdym wersie, dzięki czemu nie brzmi to rażąco dla współczesnego ucha.

Sięgnąłem nieświadomie, a liczbę akcentów utrzymałem też metodą prób i błędów “aż brzmiało dobrze” :) Znasz może jakąś dobrą książkę, gdzie można poczytać o tym, że męskie rymy należy wcinać i tym podobnych metodach poezji?

 

bruce & Ślimaku,

to okropnie odbiega od stylistyki reszty tekstu i nader trudno to poprawić. Chyba już wolałbym napisać “stlał”

Zastanawiałam się jeszcze nad: “Pierzchł tam” zamiast: “lecz zwiał”, ale brzmi niezbyt… :)

Hmmm mi się ten wers strasznie podobał, ale chyba widzę po namyśle, o co Wam chodzi. Zmienię na “dobry Bóg odwrócił twarz” albo coś takiego, tylko doliczę się akcentów, skoro już wiem, że warto je liczyć.

 

może powinien być politeistyczny i małą literą, chyba że trafiliśmy na wyznawcę kultu Mitry

Właśnie chciałem, żeby był mono, bo poli mógłby niepotrzebnie sugerować dosłowność.

 

Finklo,

Ładne, ponure, ale ładne.

I po co komu wojny?

Cieszę się, że ładne. A wojny, cóż, najlepsze są te na papierze.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Maćku, Twój luźny, gawędziarski styl prozy w połączeniu z plastycznymi opisami jest absolutną inspiracją. Nawet we fragmentach, gdzie niby niewiele się dzieje, wciąga to niemożebnie.

 

Pozdrawiam i klik

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Przy czytaniu wydało mi się nienaturalne, że Adam tak nagle wszedł w tryb całkowitego gbura. W jakimś stopniu jest to uzasadnione tym wszystkim, o czym dowiadujemy się później, ale przydałby się to przejście jakoś “wycieniować”.

 

Poza tym jednym zgrzytem, całkiem udane opowiadanie. Podobało mi się, jak stopniowo dowiadywaliśmy się coraz więcej o przeszłości tej rodziny.

 

Klikam i pozdrawiam


Miała wrażenie, że już tu była, ale to niemożliwe.

Tu chyba brakuje orzeczenia po przecinku?

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Mało się jakby dzieje w tym tekście. W pierwszej scenie napięcie jest właściwie tylko w momencie, gdy jeszcze nie wiemy, czy przy ogniu zaszedł nas wróg czy przyjaciel, a poza tym sama ekspozycja. Potem spóźniamy się na kolację, za co nikt nas nawet nie okrzyczał, i natychmiast wracamy do ekspozycji.

Co gorsza, cała ta ekspozycja niewiele wyjaśnia, więc trochę zostajemy z niczym – mam zdecydowanie wrażenie, jakbym przeczytał fragment, wstęp wręcz, a nie całe opowiadanie.

 

Z plusów: napisane jest to całkiem zgrabnie. Jakieś tam enterów i kropek tu i ówdzie brakowało, ale język jest bardzo w porządku.

 

Pozdrawiam


Przy okazji spotkasz paru dawnych znajomych – ciekaw jestem ich reakcji, gdy Cię zobaczą.

Ja bym zastąpił ten myślnik kropką. Nie jest to błąd, z tego co wiem, ale w dialogu warto unikać mylących myślników.

 

i butlach z winem. Davrel, który w ciągu dnia zjadł jedynie skromny posiłek z resztek zapasów, poczuł, jak jego żołądek ściska się z głodu. Gdy usiadł obok Markusa, Helena podsunęła mu kubek z ciemnoczerwonym winem.

Wino Dawnych Królów

Winoza lekka.

 

Markus również się roześmiał, potrząsając głową. – To był oczywiście pomysł Dariona. On zawsze pierwszy wpadał na zwariowane rzeczy. Ryzykant, od urodzenia.

Corrin odchrząknął, nie mogąc powstrzymać ciekawości. – Ale jak to się stało, że tam wszedłeś? – zap

Enterów brakło przy niektórych wypowiedziach.

 

– To niemożliwe – wyszeptała Helena, zniżając głos. – jeszcze nikt kto wszedł do lasu nie wrócił stamtąd żywy.

Jeśli jest kropka, to “jeszcze” wielką.

 

W tym momencie Davrel zawahał się na sekundę.

To “w tym momencie” niczemu tu nie służy. Wiadomo, że w tym.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam :]

 

Nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał, że opowiadanie wolno się zaczyna. Po 6k znaków dopiero wychodzimy z domu. Po 10k pogadaliśmy sobie z marynarzem. Nie wiemy jeszcze, czy z tą kurzą krwią to nie jest jedna wielka ściema (a ekspozytor Seung-min sugerował nam, że może tak być), więc nie czuć jeszcze, jaka jest stawka rozgrywki.

 

No ale kończąc marudzenie, jest to bardzo ładnie napisane opowiadanie, z klimatem i wciągające. Zakończenie jest jednocześnie zaskakujące i oczywiste od samego początku, czyli tak jak powinno być.

 

Klikam i pozdrawiam


– Ja… ja tylko powtarzam, co słyszałem. Nie powinienem mówić… 

Hmm on ewidentnie przylazł powiedzieć księciu o duchach i tatuażach, więc czemu nagle miałby tak pękać?

 

Nie witają tam nikogo, kto pachnie światem ludzi.

Może: “Nikt, kto pachnie światem ludzi, nie jest tam mile widziany”? Obecna wersja to IMO brzydki anglicyzm.

 

z powrotem. – Joon-sik nachylił się do księcia i dodał – zaprowadzę

Zaprowadzę chyba wielką, skoro wcześniej jest kropka? I nie wiem, czy jeszcze dwukropka bym nie dał.

 

to jedyna osoba, która jest na tyle potężna

Może “to jedyna osoba na tyle potężna”

 

Co się z tobą stało, książę, czy twój żal do reszty odebrał ci rozum?

Czy żal kogoś innego mógłby to zrobić?

 

Seung-min z trudem trzymał bezwładne ramię zdrajcy

Jeśli bezwładne to dlaczego z trudem? Chyba nie jest szczególnie wątłym dwunastolatkiem, skoro właśnie kogoś zadźgał kijem.

 

ile godzin minęło na studiowaniu niezrozumiałych symboli

Może “minęło im”, albo “ile godzin spędzili”?

 

To łza pierwszej kury, tej, z której jako pierwszej spuściłem krew dla ludu.

Powtórzonko?

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

To ja podrzucam tutaj TAK w głosowaniu piórkowym.

Dziemkuję pięknie :)

 

I ta szarość Ratka bardzo się składa z niejasnością motywacji – w końcu prawdziwy złol w historii nie powinien streszczać całego swego planu, a finalnie i tak wszystko jest jasne. Na pewno dałoby się to wyjaśnić bardziej klarownie i dla łatwości odbioru radziłabym na to w kolejnych tekstach zwrócić większą uwagę, bo myślę że ze swoim spojrzeniem mogę być w mniejszości.

Tak. Wydaje mi się, że na wielu poziomach ta niejasność robi sens, ale na pewno będę na to zwracał uwagę.

 

A totalnie “o gustach dyskutując”, zawsze miło mi przeczytać dark fantasy, które jest faktycznie dark. Bez upiększeń, za to z zębami, krwią, mordami i postaciami, które okazują się potworami. 

A tak. Najgorzej, jak coś się zapowiada na dark a bohaterowie są tak naprawdę rycerzami o gołębich sercach i białych koniach, tylko udawali zimnych drani przez pierwsze dwa rozdziały.

 

Dzięki i pozdrawiam :]

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Nastrojowe i nawet sprawnie napisane, natomiast fabularnie niespecjalnie mnie urzekło. Na początku niewiele wiemy co i jak, więc nie wiadomo, jakie są stawki i do czego cała historia może prowadzić, a gdy już pojawia się jako takie zrozumienie świata przedstawionego i można się losami bohaterów przejąć, opowiadanie się od razu kończy.

Zakończenie mi się podobało.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Cezarze, jeśli bawiłeś się bardzo dobrze, to mimo NIEta Twoja opinia bardzo mnie cieszy, bo jak zaznaczyłem w przemowie, taki tylko cel mi przyświecał przy pisaniu :)

 

Natomiast krytykę co do niejasnych motywacji, jak już pisałem wyżej, na pewno zapamiętam na przyszłość.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

"był owinięty wytartą, postrzępioną ruaną" jest zrozumiała? (Bez pomocy wyszukiwarki!)

Bez wyszukiwarki nie wiedziałem, a po użyciu wyszukiwarki pierwsze, co wyskoczyło to… słowniki angielsko-polski i hiszpańsko-polski.

Tak że raczej nie obstawiałbym, że to jest bardzo zrozumiałe słowo.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Skoro już robili reformę, to mogli przynajmniej wywalić “ch”, “rz” i “ó”…

 

Ile osobogodzin rocznie kosztuje naszą gospodarkę utrzymanie tych reliktów? :O

 

A przecież kruszyna chleba, podniesiona z ziemi przez uszanowanie, pod nazwą “hleba” równie by pachniała…

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Nowa Fantastyka