komentarze: 1007, w dziale opowiadań: 789, opowiadania: 456
komentarze: 1007, w dziale opowiadań: 789, opowiadania: 456
Teraz ciężko mi to będzie zmienić, ale w sumie może być trochę racji w tym co piszesz.
Absolutnie nie sugeruję, żebyś miał takie drastyczne zmiany teraz wprowadzać. Raczej tylko do przemyślenia i na przyszłość, i ogólnie mogę nie mieć racji.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Scena z koszulą też obrazowo miała pokazać troszkę relacji, jak funkcjonują.
Tzn. scena z koszulką jest sama w sobie dobra. Albo przynajmniej taka okej. Coś się dzieje, jest jakaś spinka między bohaterami. Mi najbardziej chodziło o te paragrafy, które są w niej, a niejako poza nią, w których niemalże w punktach wypisujesz, co się działo w poprzednich odcinkach.
Ekspozycja nie jest zła, o ile jest dość zwięzła i ma jakiś cel
No tylko czy musi być zaraz na początku. Widziałem dobre otwarcia ekspozycją (”Scopuli zdobyto osiem dni temu i Julie Mao była w końcu gotowa na śmierć”, “W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit”), ale prawie zawsze mam wrażenie, że łatwiej ją przenieść do drugiej albo trzeciej sceny, niż zadbać, żeby faktycznie miała “kopa”.
Problem trochę portalu jest taki, że nawet jak słabiej otworzysz, to przecież i tak przeczytam :P
Ale przecież to nie była pracownica, tylko inna klientka, która sprzedawała twarz z przymusu, bo bieda.
Ale jakiej kliniki? Znowu przytoczę:
Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.
O widzisz, umkło mi po parę słów i dwa razy głupotę napisałem.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Pierwsza scena niestety służy ekspozycji, momentami dość nachalnej, no ale przynajmniej ta ekspozycja została zamaskowana niewysuszoną koszulką. Wrażenie tej nachalności podnosiła powtarzalna struktura zdania w tych ekspozycyjnych paragrafach:
Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle. (Marek) Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: „Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów”.
Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. (Marek) Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.
Niektóre z decyzji postaci mało mnie przekonały.
Ola próbuje sprzedać twarz, a nie chce pokazać zadka przed kamerką, bo to sprzedawanie kawałek po kawałeczku…? Dziwna to chierarchia wartości. Może taką ma, ale dziwna. Jeśli to taki świat, gdzie ludzie mają dziwne hierarchie, to trzeba było mocniej pokazać, IMO. Zwłaszcza, że bliźniaczka Oli najwyraźniej ma hierarchię zupełnie dwudziestopierwszowieczną. A przecież bliźniaczki zwykle nadają na podobnych, jeśli nie tych samych, falach, nawet te z tekstu mają takie samo hasło.
Podobnie dziewucha z kliniki, która kwestionuje wybór pacjentki. No jeśli ktoś by to usłyszał, to by szukała pracy po trzydziestu sekundach, które prezes zużyłby na kopa w zad. A, jak się dowiadujemy z rozmowy sióstr, w kraju bieda i kapitalis, więc ludzie z dobrą pracą raczej ją powinni cenić.
Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma? I ogółem, jeszcze przed chwilą sprzedaż twarzy była dla niej czymś bardzo złym, a teraz decyduje się sprzedać twarz, żeby "uciec przed Markiem", nie próbując uprzednio choćby wlepić mu bana? Nie wiem, policja? Przeprowadzka? Albo w ogóle “jeździć, obserwować”, przecież jeszcze jej nawet nie naszedł, może tylko tak gada.
No i ten. Marek najpierw ma relatywnie normalną pracę, a sprawiwszy sobie nową mordkę, zaczyna generalnie super zarabiać. Co mi sugeruje, że pozycja społeczna bardzo opiera się w tym świecie na wyglądzie. Ale seksi siostrzyczki mają drastyczny problem z utrzymaniem? Obie? Hmm. Lena coś tam sugeruje, że on to może jednak nie zaczął zarabiać ze względu na nowy dziób, tylko inne zalety… ale dystopijny charakter tekstu sugeruje, że to nie ona ma rację.
No i jak zwykle wyszły mi kilometry marudzenia, na które twój tekst, też jak zwykle, zupełnie nie zasłużył :D To jest dobry tekst, którego czytanie sprawiło mi frajdę, a ciekawy pomysł o sprzedawaniu twarzy i piersi, i refleksje o pornbrainach, wyścigu szczurów czy społecznych nierównościach zostały pokazane w wciągający sposób, z perspektywy osobistych historii fajnie wymalowanych postaci (nawet, jeśli te postaci czasem zachowują się niezrozumiale, to są jakieś, każda ma swój charakter), czyli tak, jak trzeba to robić. Jest też w tej historii napięcie, a stawka rośnie aż do końca. Więc ugułem, bardzo ładnie.
No i miodzio klamra na koniec.
Nie wiem, czemu akurat twoje opowiadania skłaniają mnie zawsze do tak nadmiernie szczegółowych wywodów.
Pozdrawiam
otarła dłonie o materiał sukienki
O sukienkę – czy skukienka ma coś innego do otarcia dłoni, niż materiał?
kropki statusu pisania
Nieładnie, bo kto jest w "statusie pisania"? Apka? Przecież nie ta kobieta… Ale nie wiem z marszu, jak ładniej… Kropki indykatora? Może po prostu pulsujące kropki?
Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie
Jeśli szepnął, to chyba przysługuje zapis dialogowy.
Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem, patrzyła prosto w obiektyw.
Bez przecinka oczywiście.
Jasne, niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię.
Atak przymiotnikowy! Kryć się!
uwodzące ruchy
Uwodzicielskie raczej. Choć uwodzące też ma sens, może celowo tak zrobiłeś.
Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.
Następna. „Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!”
Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.
Bota powinna mieć :P Nigdy nie prowadziłem takiej działalności ;> więc pewności nie mam, ale pewnie już dzisiaj laski to chatem gpt ogarniają. Aczkolwiek może ta powtarzalność ma tu swój urok, chociaż psuje realizm.
Ten facet w miesiąc pompował
Hmmm IMO albo w miesiąc wpompował, albo co miesiąc pompował. Zależnie, o co chodziło.
który chce handlować jej własnością
Hmmm. On chce kupić, jak rozumiem, a to zdanie sugeruje, jakby chciał komuś za jej plecami opchnąć coś, co należy do niej.
Zerkając na wiszący w powietrzu zegar holograficzny, zmarszczyła brwi
Zerknęła i zmarszczyła, moim zdaniem. Teoretycznie mogła zmarszczyć już zerkając, ale jeśli wiedziała, że jest późno, to po co zerkała?
wyprana z emocji
Wyprana z emocji, a leży i ryczy, albo uśmiecha się do zdjęć? NGL wygląda to, jakby miała całkiem dużo emocji. Tylko je dusi, albo coś.
dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.
Wiem o co chodziło, ale nie siadło, moim skromnym. Górna ładnie kontrastuje z dolną, z "tą niżej" o wiele mniej.
jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe
W koło? Jak w okno?
to samo znamię przy ustach
W sensie, że bliźniaczki te buźki mają sztuczne…? To czy cała zabawa nie traci sensu?
Czy ja jestem głupi i bliźniaki mają takie same znamiona…? Nie chyba.
młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna
Jak dwudziestokilkuletnia to wiadomo, że młoda.
Lena wstała, uwalniając dłoń z uścisku męża.
Wstała i uwolniła, a poza tym to niepotrzebnie sugeruje, że ona jakiś opór stawia.
nieusuwalny błąd w kodzie
Czy błąd w kodzie może być nieusuwalny…? Widzimy na przykładzie portalu, że w praktyce tak, ale i tak nie pokochałem tej metafory. Kod jest po to, żeby go zmieniać.
– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus.
No ale moment, moment. Te cycuchy nie poszły do magazynu z cycuchami na potrzeby przyszłych klientek, tylko dostała je żona Marka. To czemu niby lekarze dorzucali bonus?
– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…
– Mogłaś.
Jeśli Ola nagle zrozumiała, że tylko pogłębiła obsesję Marka – a tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć tę kwestię – to IMO trzeba by jaśniej zaznaczyć, choćby narratorem.
Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.
VIII
Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew.
A czemu tu jest klaps, jak te wydarzenia są dosłownie jedno po drugim i z perspektywy tej samej postaci?
– Pożar. Całe piętro stoi w ogniu. Instalacja musiała strzelić.
Chata mu się fajczy, a on trzy składne zdania powiedział. I bez jednego wykrzyknika?
której przez całe małżeństwo nie pozwalano jej korzystać
Czego bezosobnik? Wiadomo, kto nie pozwalał.
Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki, po ostatnim spotkaniu z mężem, pulsują bólem.
Raczej bez przecinka, teraz brzmi, jakby siniaki miała wcześniej i po spotkaniu zaczęły pulsować.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak powiedział Konfucjusz: nieważne, że spadłeś z konia, ważne, żeby wstać i tego konia zjeść. Czy coś.
W każdym razie, jeśli opanowałeś życie i choć trochę wracasz, to bardzo dobrze, czym nas więcej, tym weselej :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Wyszło, że więcej, tymczasem – dalej tego nie wiemy.
O, to słuszne spostrzeżenie. Widziałem użytkowników usuwających całkiem sporo starszych opowiadań.
Aczkolwiek trendy na wykresie nie dają się całkiem w ten sposób wytłumaczyć, moim zdaniem. Nie jest przecież tak, że do października wszystkie fragmenty były usuwane, a teraz już nie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Robercie, bardzo ciekawa rzecz do przemyśleń. Dzięki za włożoną pracę, bo na pewno było jej niemało.
Po prostu jak kiedyś zrobiłem sobie “wycieczkę” po starych piórkach, to ja osobiście części z nich nawet biblioteki bym nie dał lol ;-)
A to ciekawe. A podobno wszechświat upada, a literatura nawet szybciej.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej :)
Ten początek ze ścieżką to bym przerobiła, bo odstaje od reszty i mocno jest drewniany.
Hm, możliwe. Ale też trochę chciałem, żeby pan intruz był taką nadętą parówą. Pewnie nie wyszło.
Bardzo fajne opisy, zarówno las, żarcie, falujące piersi, jak i łomotania wciąga i widzę ją przed oczami.
Bardzo mi miło :)
Na piórko wydaje mi się to jeszcze nieco nieoszlifowane, ale to na prawdę fajne opowiadanie.
Rozumiem ten werdykt, dzięki za wizytę :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
A ja będę na TAK.
No bo czy to jest przegadane? A pewnie jest. Ale w pierwszej scenie dowiadujemy się, że bohaterka umiera, więc tego przegadania aż tak nie było czuć.
Co prawda na końcu pierwszej sceny się dowiadujemy, a sama scena jest sceną zakupów… no ale. Wszystkiego mieć nie można. Ważne, że ktoś od pierwszej sceny umiera.
Zapadło mi to opowiadanie w pamięć (czytałem już x dni temu). Zarówno klimacik wyspy, jak i sam pomysł na dziewczynę poświęcającą się w imię postępu, szczegółowa relacja między bohaterami, z których każde ma swój charakter, jak i pewna dbałość o te naukowe szczegóły. Dowiedziałem się o tych neuronach różanych w sposób, który zapamiętam, więc, z punktu widzenia sci-fi, pełen sukces xd
Tak że, podsumowując: bardzo ładnie.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Rozumiem, że celowo nawiązujesz tu do mojej niespecjalnej prozy, prostych zdań i wątpliwych technikaliów;)
Nie, absolutnie to nie miał być żaden przytyk, przepraszam. Czasem się tak wygłupiam językowo po prostu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witamże :)
I cóż.
Podobnie jak w poprzednim Twoim tekście, który miałem przyjemność komentować, widzę tu miejscami przebłyski żartobliwego, lekkiego pióra. Uśmiechłem się był przy obywatelskim brzuszku, wścibskiej lodówce czy antyalkoholowym haiku, i w paru innych miejscach.
Były też elementy satyry, które do mnie trafiły. Bogdan pragnie równości, dopóki sam nie dostaje szansy stać się beneficjentem chorego systemu – bardzo trafna obserwacja, choć bez dalszego komentarza może prowadzić do bardzo różnych wniosków, w tym na manowce.
Ogółem jednakowoż, nie dołączę do zacnego grona zachwyconych czytelników.
Fabularnie utwór stoi nieco lepiej niż "Do ostatniego posła" – gdy pierwszy raz spotykamy Bogdana i jego obywatelski brzuszek, nie mamy jeszcze powodu spodziewać się, w którą stronę sprawa się potoczy, czyta się więc to lepiej niż tamten tekst. Zaczynamy co prawda również ekspozycją, ale nie tak długą i nie tak nachalną.
Nie mogę jednak powiedzieć, żeby tekst szybko robił się jakoś przesadnie ciekawy – nie widziałem w nim choćby symbolicznego napięcia (trudno uznać za takie niepewność co do przebiegu głosowania w temacie narzekania w poniedziałek), a ciułanie kolejnych punktów za kolejne narzekania szybko zrobiło się schematyczne, a schematyczność jest niestety wrogiem humoru.
Humor, jak już wspomniałem, ma jaśniejsze momenty, jednak zasadniczo gwoździem programu jest tu postać bezrobotnego z wyboru, archetyp w polskiej komedii zgrany do cna. Całość mogłaby śmiało być scenariuszem jednego z setek odcinków polsatowskich sitcomów. I o ile co do zasady uważam, że zgrane motywy są zgrane, bo są dobre, można jednakowoż przesadzić, a w ogóle komedia jest tu wyjątkiem, żart można zabić i ten jest martwy od wczesnych lat dwutysięcznych. Co najmniej.
Proza też mnie nie zachwyciła. Momentami mamy bardzo dziwne konstrukcje, np.
Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”
Cudzysłów w mowie zależnej?
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Albo bardziej pospolite potknięcia:
Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.
Skoro tytuł, to cudzysłów?
Ale nawet gdyby na technikalia przymknąć oko, ta proza niespecjalnie zachwyca. Zdania są proste, schematyczne (X zrobił Y, gdzie X to najczęściej Bodan), przesiąknięte najnudniejszymi orzeczeniami typu "mieć" i "być". Rozumiem, że tu mogła być jakaś celowość autora, ale mimo wszystko do mnie tiktokifikacja języka nie przemawia – być może staję teraz po złej stronie historii, ale no cóż.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak zwykle, niezwykle sugestywna scenka.
Zgadzam się z Lesnylutkiem, można było ostatnią kropkę postawić w miejscu ostatniego przecinka.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Czołem Beeeecki :)
Dzięki za taka i kolejny miły komentarz :)
Jak wskazałem wcześniej, światotwórstwo wydaje mi się tu służebne wobec fabuły. Zwłaszcza żałuję, że nie było wyjaśnienia skąd wzięły się demony i dlaczego akurat tak są nazywane, także przez obiektywnego narratora (a zatem, jak przyjąłem, nie tylko pejoratywnie). To mnie lekko zgubiło na początku.
No cóż, tutaj chyba mamy po prostu inne podejście (albo, żeby posłużyć się popularnym na SB określeniem, zachodzi “różnica cywilizacyjna” xdd). Nie wydaje mi się, żeby tłumaczenie takich szczegółów było każdorazowo potrzebne w opowiadaniu high fantasy. W siedmiotomowej serii – owszem, fajnie, żeby były jakieś legendy, najlepiej kilka różnych, a w szóstym tomie niech bohaterowie odkryją prawdę.
Podobnie z nazwą “demony”. Pejoratywna nazwa jakiegoś ludu bywa jednocześnie jedyną. To nic niezwykłego, więc nie uważam, żeby trzeba było to tłumaczyć – aczkolwiek liczyłem właśnie, że czytelnik zauważy, że ludek, który zasadniczo zamienia się w koty i hoduje warzywa jest tak nazywany, i coś mu to powie.
Pod kątem budowania klimatu, bohaterów, tempa opowieści, przeplatania perspektyw i czasów jest to mistrzostwo. Tę samą opowieść można by po prostu opowiedzieć wielokrotnie gorzej, podchodząc do tego bez wyczucia. Zakończenie również ma odpowiedni ładunek emocjonalny i chichot złośliwego losu. Wszystko się zgadza.
Pozostaje mi tylko dodać tabelkę, oznajmić “TAK” i wyrazić podziw. :)
Bardzo mi miło :)
Pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hmmmm ryzykując, że narażę się na śmieszność, napiszę, że dla mnie nawet spora część tych form – nawet w grupie “A”, gdzie najwyraźniej jest jedynie poprawna – brzmi archaicznie.
A niektóre brzmią absurdalnie… “kośćmi”? “Gwoźdźmi”? Dziura zabita dechmi i gwoźdźmi?
“Grubymi nićmi szyty” – owszem, ale dałbym głowę, że tylko na zasadzie “gorszy Tatarzyna” i “dość dwie słowie”.
Tak że fajnie, że artykuł powstał – może uda mi się uniknąć jakiegoś błędu. Ale zastanawia mnie teraz, czy to jakaś moja gwarowość, czy słowniki idą wbrew uzusowi.
Raczej to pierwsze, bo nawet WSJP zdaje się zgadzać, że “kośćmi”…
Pozwoliłem sobie sprawdzić, co na ten temat mają do powiedzenia autokorekty pakietu Office i Chroma. Oczywiście tylko w ramach ciekawości, rozumiem, że autokorekta nie ma żadnej mocy normatywnej.
Grupa A:
BRACIA, KOŚCI, KSIĘŻA przyjmują, zdaniem autokorekt, obie formy.
A OŚCI mają tylko formę zwykłą – “ośćmi” oba błędnie podkreślają
Grupa B:
LIŚCIE przyjmują tylko formę reliktową
Grupa C:
GAŁĘŹMI i KIŚĆMI autokorekty uważają za błędne (a nie powinny)
Grupa D:
Żadnej z form reliktowych autokorekty tu nie uznają
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witamże i cóż.
Tekst jest bardzo ładnie napisany, zarówno pod względem poprawności, jak i liryczności czy nastroju. Powtórzenia, widzę, niektórzy kwestionowali; mi przypadły do gustu. Ogólnie lubię bardzo, jak utwór ma wyraźną strukturę!
Tekst szybko przechodzi do rzeczy, co również bardzo cenię! Wałęsającą się po Ziemi personifikację głównej myśli utworu mamy nie tylko w pierwszym paragrafie – ona jest dosłownie w pierwszym słowie!
Owa główna myśl zostaje jasno i obrazowo przedstawiona. Nieco nahalnie wręcz – powiedziałbym. Zastanowiłbym się (tak na przyszłość, nie, żeby teraz takie zmiany wprowadzać) czy zasadne było, by Catrina powtarzała polvo eres. Wydaje mi się, że zapach nagietków mówi wszystko, ale może to dlatego, że w przedmowie szczegółowo poinformowałeś, kim jest Catrina. Oczywiście to coś raczej do przemyślenia, niż jakaś wielka wada.
Za największą wadę jestem za to zmuszony przyjąć, że nie jest to myśl szczególnie oryginalna – nawet nie ukrywasz, jak mocno rymujesz z innym artystą, ale przecież i innych utworów o podobnym przesłaniu nie trzeba by daleko szukać (ponownie: "Pójdę boso" xdddd). Jeśli ta myśl została tu jakoś mocno rozwinięta, to się nie dopatrzyłem.
Po komentarzach widzę, że tu miał być jakiś "bezwyznaniowy" przekaz o etyce, że za zło nie ma kary; IMO, on w tekście niespecjalnie wybrzmiał; w scenie pośmiertnej zestawienie ofiar i oprawców jest, ale tylko tak "po łebkach"; o wiele większe skupienie jest na doczesnych dobrach rozsypujących się w pył. Bardziej, moim zdaniem, to skłania do myśli: "wszystko marność i nie warto". Zwłaszcza że w tekście nie pojawia się chrześcijański Bóg ani inna podobna figura, a Santa Muerte raczej – o ile wiem – nie kojarzona z karaniem grzeszników.
No ale, tak czy inaczej, jeśli nawet przyjąć, że przekaz był jasny i tylko moja tępota interpretacyjna się objawiła, to też nie jest nic przesadnie odkrywczego.
Zastanawia mnie, dlaczego stąpanie La Catriny wywołuje coraz gorsze efekty. Najpierw nagietki, potem mech, w końcu już tylko zniszczenie. Tu była jakaś celowość? Przychodzi mi do głowy tylko upływ czasu, ale to trochę nie współgra z treścią.
Ostatecznie zmuszony jestem dać głos na NIE. Głównie dlatego, że takie to krótkie. W dłuższym tekście taki brak oryginalności pewnie by mi nie przeszkadzał.
Ale generalnie, czuć tu poziom.
Pozdrawiam!
Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.
Wysoka i elegancka, a rondo jej ozdobnego kapelusza rzuca głęboki, aksamitny cień – nie ładniej?
IMO jak się widzi te najnudniejsze słowa ("mieć", "być", "który" etc.), a już zwłaszcza dwa w jednym zdaniu, to warto się zawsze przyjrzeć, czy nie da się łatwo wyrzucić. Zazwyczaj się da, a zdanie okazuje się bardziej estetycznie satysfakcjonujące. I tu też tak jest IMO – wiadomo, że kapelusz, to na głowie.
Oczywiście to nie jest jakaś mega ważna uwaga, zwróciłem uwagę, bo podobnie skonstruowane zdania rozpoczynają też kolejne sceny.
szukając w lustrze kogoś
Ładnie!
Garbancero nie odwraca wzroku od lustra
Hmmmm nie wiem, czy nie przesadzam, ale może tak zdystansowany i liryczny narrator nie powinien powstrzymać się przed wyzywaniem postaci? Piszesz, że określenie pogardliwe…
Bo czy w takim razie w tekście, który ma 30k znaków, musi być pięć razy więcej, niż w tym, który ma 6k, skoro surowo oceniamy szorty?
Odwrotnie, powiedziałbym. W dłuższym tekście takiej porażającej czytelnika treści być nie musi – ale jak jest, to plus! – bo zamiast tego może być wciągająca fabuła, fajnie zbudowani bohaterowie, ciekawy świat, etc.
A w szorcie wszystkiego jest mało, więc to, co jest, trzeba oceniać surowo. Jeśli serwujesz po dwa kęsy, a chcesz zasłużyć na trwałe uznanie gości, to muszą być absolutnie fantastyczne dania, o smakach, jakich nikt nie zna. Kawior w tempurze z topinambura, głęboko smażony na tłuszczu łasicy, czy coś takiego.
A jak karmisz solidnie, to może być swojski schaboszczak, o ile jest faktycznie pyszny.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam,
Oprócz lekceważącego stosunku do reguł rządzących językiem polskim zwróciłbym tu mocną uwagę na dłużyznę na początku. 14k znaków zajmuje, zanim drużyna w ogóle wyjdzie z domu. 19k zanim akcja cokolwiek przyspieszy (kiedy słyszymy śmiechy przy ognisku). Właściwie jedynym, co na tym olbrzymim dystansie może zaintrygować czytelnika, jest tajemnica tych malowanych łbów, ale to zdecydowanie za mało – one są gdzieś daleko, nie tworzą wielkiego napięcia.
Nie wszystkim to przeszkadza tak jak mnie, ale mimo wszystko.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i dzięki za kolejny komentarz :)
Może w istocie byłoby to ciekawsze, mniej sztampowe rozwiązanie niż kolejny mentor sieroty okazujący się ojcem?
Hm, może. Będę zupełnie szczery, nie przyszło mi nawet do głowy, że to jakaś szczególna sztampa. Aczkolwiek – o ile jestem w stanie to ocenić po portalowych wypowiedziach – z nas dwóch to Ty jesteś zdecydowanie bardziej oczytany, więc zakładam, że masz rację.
W każdym razie myślę, że jeden i drugi wariant zyskałby na jakichś poprzednich wskazówkach, bardziej stopniowym zbliżaniu wątków ku sobie, naświetlaniu analogii i różnic między postępowaniem Aigulfa a Ganza.
Patrząc wstecz – pewnie tak. Moim pomysłem było, by czytelnik domyślał się znaczenia pewnych rzeczy właśnie na koniec (”aaa, to dlatego Samo siedział z dziećmi w lesie”), ale pewnie ten efekt nie siadł tak mocno, jak mi się wydawało.
Świetnie, że potrafisz tak celnie wyciągać wnioski z komentarzy.
Dzięki :) Lubię myśleć, że faktycznie potrafię dostrzec wady własnego dzieła. Szkoda, że dopiero po reakcjach czytelników, a nie wcześniej – no ale. Może powoli się czegoś nauczę.
opowiadanie czyta się z prawdziwą przyjemnością, ani na chwilę nie wypadłem ze świata przedstawionego, żywości scen – od szermierki do ogródka warzywnego – mogłoby Ci pozazdrościć wielu uznanych prozaików.
Dzięki piękne!
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jolko w dodatku K! Witam i dzięki za tak pozytywny komentarz!
Ugułem jestem niezwykle zaskoczony, jak ciepło przyjęta została ta prosta historyjka.
Opowiadanie wydaje mi się na tyle kompletne i staranne, a jednocześnie interesujące i wciągające, że piórko samo układa się w dłoni do przekazania dobremu autorowi. :)
Dzięki i pozdrawiam!
Tutaj uwaga do zapisu – od Aiguf powinno być od nowego akapitu, bo dotyczy innej osoby i to nie jest zdanie należące do wypowiedzi. I dalej też stosownie oddzielone. Czytałam to dwa razy i nie wiedziałam, dlaczego tutaj mieszają mi się osoby. :) A tu mamy w jeden wypowiedzi umieszczone dwie postacie.
Hm, hm, hm. Poprawiłem na ten moment zgodnie z sugestią, bo widzę, że to może być mylące, ale nowa wersja wydaje mi się mniej zgrabna – czułem się zobowiązany dodać też didaskalium, bo po pociachaniu akapitów, nie było z kolei jasne, że to mistrz Yoda kontynuuje wypowiedź…
Będę musiał się przyjrzeć, jak inni autorzy rozwiązują sytuację, gdy czynność jednej postaci ma miejsce podczas wypowiedzi innej. Może najlepiej wcale tego nie robić.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dzięki wszystkim :)
Beeeecki, miałeś zdecydowanie więcej wiary we mnie niż ja sam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
no, nie. Nie daje. Do konfliktu (w sensie literackim) potrzeba celu do osiągnięcia (a tu cel – przeżycie mamy – jest dla córki nieosiągalny), przeszkód do tego celu (którą to rolę mogłaby grać niechęć ojca do pomysłu krojenia żony, ale nie gra, ponieważ…) i kogoś, kto te przeszkody pokona i cel osiągnie lub zginie, próbując (a tu tego kogoś nie ma)
Nie będę absolutnie wykluczał, że źle używam tego słowa. Ale jak w takim wypadku nazwałabyś sytuację, w której czytelnik zostaje postawiony w niepewności “przeżyje, albo nie przeżyje”?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam,
Niezły szorciak. Oryginalna konstrukcja jest estetycznie satysfakcjonująca, a jednocześnie pozwoliła zawrzeć tę historię w małej ilości znaków – bardzo fajnie.
Trochę niepotrzebnie IMO w przedmowie i tytule wspominałeś o efekcie motyla. Nie ma co psuć czytelnikowi niespodzianki.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam i gratuluję debiutu :]
Po pierwsze, sprawa techniczna: zmień proszę oznaczenie tekstu z OPOWIADANIE na SHORT. Za opowiadanie uznajemy tu tekst o minimum 10k znaków. Shorty łatwiej przyciągają czytelników, więc wyjdzie Ci to też na zdrowie :)
A co do tekstu.
Bardzo udany szorcik, szczególnie jak na debiut. Mamy tu myśl przewodnią, mamy napięcie od pierwszych paragrafów, językowo jest w porządku. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić – owszem, fabuła jest szczątkowa, ale pasuje do tego, co chciałeś powiedzieć, no i w takiej krótkiej formie trudno, żeby było inaczej.
Pozdrawiam i klik
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i gratuluję debiutu :]
No i co?
I bardzo ładnie, pewnikiem jeden z lepszych debiutów, które tu czytałem.
Tekst przechodzi od razu do rzeczy – co prawda, o umierającej mamie dowiadujemy się w drugim paragrafie, nie w pierwszym, więc, no – mogło być lepiej ;>
Ale jest dobrze. Umierająca mama daje nam od razu konflikt i tykający zegar/miecz Damoklesa, tak że mamy zupełnie udany początek – rzadkość!
Język trzyma poziom, jakieś tam potknięcia są, ale raczej takie z tych drobnych. Ogółem konstrukcja zdań zdradza autora oczytanego. A może i opisanego?
Myśl przewodnia – jest i dobrze współgra z fabułą.
Czego bym się czepił? Trochę zakończenia. Jest ono nastrojowe, ale nie mam wrażenia, żeby tekst został w pełni domknięty. Szaman obiecuje sto dusz za spokój ukochanej – i, jakby, co? Trochę nie wiem, jako czytelnik, co to znaczy nawet – zakładam, że on nie będzie składał ludzi w ofierze – więc nie jest jasne, dlaczego miałbym się tym przejąć. Rozumiem, że to w jakiś sposób ma pokazywać jego miłość, ale czegoś tu zabrakło.
Pozdrawiam!
I klik :)
edit: widzę teraz w przedmowie, że to opowiadanie jest dość osobiste i ten zadowolony ton mojego wpisu niekoniecznie do niego przystaje – mam nadzieję, że nie uraziłem, czytałem tekst po prostu jako opowiadanie, fikcję, i tak też skomentowałem.
wspominając[,] jak wielu osobom ona pomogła
Przecinek moim zdaniem.
Chciała wciąż trwać przy niej, jeszcze przez chwilę… dopóki czuje jej ciepło.
Chyba powinien być czas przeszły?
Krąg zapłonął z początku wątle, lecz nie zawahał się.
Krąg się zawahał?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dziemki, dziemki :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :)
I cóż. Tak ogółem, po przeczytaniu, pomysł na przedstawienie rozwoju cywilizacji i tę pętlę nawet mi się podobał. No i ta klamra kompozycyjna bardzo fajnie wyszła. Jednakże jest trochę rzeczy, które w tym tekście proszą się wręcz o dopracowanie.
Po pierwsze, język. Nie jest jakiś najtragiczniejszy, absolutnie, a jednak dość sporo różnego rodzaju błędów czy niezręczności się pojawia. Pod kreseczką pozwoliłem sobie wypisać niektóre, aczkolwiek nie wszystkie.
Po drugie, dłużyzna na wstępie. Główny ciąg akcji opowiadania zaczyna się dopiero, gdy król Somun rozmawia z Thiri. Wcześniej jest 15k znaków poświęconych rozmieszczeniu figur na planszy. Wiele dobrych opowiadań już by przechodziło do zakończenia. Co gorsza, miejscami “podpuszczasz” czytelnika, że akcja się zaczyna, tylko po to, by zrobić kolejnego time skipa – byłem bardzo zawiedziony, gdy nie zobaczyliśmy dalszego ciągu wątku Throda i Ewry.
Nie pomaga też, że ten główny ciąg sam w sobie też jest wyraźnie dwudzielny – po ograniu kapłanów mamy jeszcze jeden ‘miękki reset’, przechodzimy do konfrontacji z van Dykenem, która z tą poprzednią ma niewiele wspólnego. To tylko pogłębia wrażenie, że opowiadanie nie potrafi przejść do rzeczy.
Rozumiem, że tym fragmentem o kapłanach chciałeś zawrzeć jakąś swoją myśl, ale strukturze opowiadania raczej to nie pomogło. IMO trzeba było jakoś wywalić albo kapłanów, albo van Dykena.
Opowiadanie opiera się też na pewnej niezgodności z uniwersum. Ja niekoniecznie postrzegam to jako wadę, ale pewnie w konkursie to nie pomogło. Jak to, oni się tam tak bezczelnie industrializują, w kosmos latają – a gdzie martwy śnieg?
Pozdrawiam!
kluczy między pagórkami, falującymi jak źle rozściełany dywan
Niefortunna metafora, bo dywan może zrobić jedną, dwie fałdy – nic, co zmusiłoby podróżnika do kluczenia.
Trochę kryptokredytów, na zabawki
Bez przecinaka raczej.
Ostrze zarysowuje łuk i wchodzi w glebę
“Wbija się” o wiele lepiej.
Najbogatszy człowiek w krainie Stu Dolin, zawsze dostaje to
Niepotrzebny przecinek między grupą podmiotu a orzeczenia.
– Nasi ojcowie byli umówieni! – głos mu zadrżał z rozpaczy.
Głos raczej dużą.
Jest bohaterem[.] – Ardan
Tak, uratował[.] – Jej smutne oczy
Zapis dialogów ogólnie jest bardzo nierówny.
Syntezował nawet zwierzęce odchody, by odtworzyć substancję, którą ujrzał w wizjach.
Syntezowanie odchodów ma niewiele sensu, można po prostu podebrać dowolnej kowcy :) Chodziło, jak zakładam, o to, że bohater syntezował substancję z odchodów.
GRZMOTNĘŁO!
Takie podkreślanie głośności przez wielkie litery i jeszcze wytłuszczenie to raczej nie jest dobry styl. Lepiej to opisać, że od huku dzwoniło im w uszach etc.
ciskały głazami ze zwalonych chat
Czy w zindustrializowanym społeczeństwie chaty byłyby z głazów…?
ostatni z wielkich wynalazków, jaki zdołali stworzyć
Który
opleciony mackami jak pasożyt
Dlaczego pasożyt miałby być opleciony mackami?
Dziesiątki mackowatych batów
To były macki, macka nie może być mackowata, więc raczej “dziesiątki biczowatych macek”
B Ł Y S K.
Podobnie jak z tym pogrubieniem – rozstrzelenie nic nie znaczy.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Azali jak się okazuje, jestę laureatę konkursu Fabryki Słów :)
Co prawda konkurs był na fanfic, ale jednakowoż uważam to za spory sukces jak na mnie :) To duże wydawnictwo i z tego, co widzę, rzadko robią konkursy, więc osobiście się cieszę.
Dzięki za betę Holly & Adexx :)
A jak już robię z siebie chwalipiętę, to dodam tak dla kompletności, że mój tekst “Heretyk” będzie w antologii “Popioły” Planety Czytelnika, a szort “Wybrak” w najgorętszej powieści szkatułkowej tego roku.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
to ciekawe, że mimo męczenia się z tekstem łyknąłeś go całego naraz! Nie wiedziałam, że tak można, ale to miłe
Nieee, ja właśnie próbowałem napisać, że się nie męczyłem, tak jak Marzan. Mi ten tekścik wszedł gładziutko, przy wszystkich uwagach. Źle się wyraziłem widocznie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Znaczy, Zakapiorze, wykluczasz zaproponowane przeze mnie spojrzenia z dyskusji.
Vacterze, napiszę wprost, ale o ile z silverowym spojrzeniem się nie zgadzam, a dzielenie ludzi na naiwną gawiedź i jaśnie oświeconych autorów mierzi mnie na tyle, by odbierać jakąkolwiek chęć dalszej dyskusji, Twojego spojrzenia nawet nie usiłowałem zrozumieć, nie mając nawet pewności, na ile serio piszesz.
Jeśli poczułeś się przez to wykluczony, to przykro mi.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Powiem wprost – gawiedź z ulicy ma prawo być naiwna, ale ludzie piszący już nie.

Przepraszam jaśnie oświeconego pana pisarza, już nie będę.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Czy są widoki na przedłużenie terminu?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
A może sztuka nigdy w rzeczywistości nie była tym, czym jest w naszych wyobrażeniach? Może dlatego ludzie reagują na teksty AI z tak gwałtownym protestem, bo tego typu tworzenie “sztuki" kłóci się z naszym wyobrażeniem o niej samej. Ale czy kłóci się z rzeczywistością?
Dorabiasz filozofię tam, gdzie jest ona zupełnie niepotrzebna (a, co gorsza, wychodzi Ci jakiś nihilizm, żeby nie powiedzieć panświnizm).
Ludzie reagują na teksty AI protestem, bo nie widzą w ich czytaniu żadnego sensu. Koniec, kropka, to wszystko, common “chłopski rozum” W. Nie ma drugiego dna. Jak to zwykle w życiu bywa, wszystko jest dokładnie takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, a co nadto jest, od złego pochodzi.
Nie poszedłbyś – a przynajmniej większość ludzi by nie poszła – do galerii podziwiać wygenerowanych obrazów, ani na AI-koncert delektować się kunsztem prompta z Suno.
Dlaczego zatem ktoś miałby tracić nieskończenie więcej godzin ze swojego krótkiego życia na przeczytanie siedmiotomowej serii fantasy od czata giepete? Albo siedemnastotomowej, bo skoro już mamy prompta, to po co się ograniczać?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Mam niestety podobne wrażenie jak Marzan. Oprócz tego, żeby opowiadanie mnie zmęczyło – przeciwnie, ta forma epistolarna tu zdecydowanie wyszła, Stanisław jest bardzo udanym narratorem w stylu błędnego rycerza, czytało się to bardzo dobrze i kliknąwszy opowiadanie, żeby od tak zobaczyć, co tam Holly wrzuciła, łykłem całe na raz, nawet nie wiedząc kiedy, choć obiektywnie mierząc jest dość długie i pełne opisów. Tak że forma i lekka narracja dla mnie na plus!
Natomiast podpisuję się pod wątpliwościami dotyczącymi fabuły. Choć czytało się dobrze, na koniec zostałem ze sporym niedosytem. Jeśli tu była jakaś puenta lub myśl przewodnia, to ja jej nie dostrzegłem, choć cały czas miałem wrażenie, że jakaś powinna być.
Trudno bowiem rozpatrywać to opowiadanie w kategoriach czystej, rozrywkowej przygodówki – dorosły chłop zawsze słabo sprawdza się w roli damy w opałach, ale nawet jeśli przymkniemy oko na patriarchalne stereotypy, Jana poznajemy właściwie tylko z tej strony, że jest niemiły i opryskliwy. Dodawszy do tego fakt, że misja ratunkowa sprawia wrażenie mrzonki i fanaberii (nie mamy powodu oczekiwać, że sprokurowane medicamentum będzie szczególnie skuteczne), widzimy, że ciężko od czytelnika oczekiwać, by szczególnie mocno trzymał kciuki za jej powodzenie.
Jest tu jakaś myśl o trudnej sytuacji gejów i niewiast w przedstawionym okresie, ale jeśli to miało być osią fabularną, to zdecydowanie nie zostało to dociągnięte – obiektywnie tekst jest o czym innym. Jan zmaga się głównie sam ze sobą i z nosorożcem; uprzedzenia, jeśli już się podczas jego bohaterskiej podróży pojawiają, to epizodycznie albo w retrospekcji.
Można się też dopatrywać jakiegoś tragicznego romansu, ale na to z kolei opowiadanie jest zbyt lekkie, momentami nawet komediowe.
Tak że, podsumowując, o ile czytało się bardzo fajnie, na koniec trochę nie wiem, co autorka miała na myśli. Możliwe, że to ja zawiodłem jako czytelnik i coś oczywistego mi umyka – many such cases. Ciekaw jestem, co tu powiedzą portalowi spece od metafor i interpretacji. A wiem, że przyjdą xd
Pozdrawiam i klik
Stanowczo odmawiam nazywania mnie bezrozumnym bękartem
On nie odmawia, tylko się sprzeciwia. Chyba że to jakiś archaismus?
jedna z nielicznych odwiedzających
Hmmm, czy wiedeńska zakonnica modląca się w wiedeńskim kościele to "odwiedzająca"? Turysta w jakimś historycznym kościele, prędzej. Tu bym raczej dał "wierna" albo cuś.
łamaną niemczyznę, którą nabyłem
“Której” nabyłem, raczej. Tak jak: "nabyć doświadczenia", nie "nabyć doświadczenie".
I to wszystko powstało ręką człowieka
Hm. Stworzone ręką? Chyba że znowu archaizm, którego ja nie znam.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Mąż od zawsze widział w niej, zamiast kobiety, dwie baronie, hrabstwo i tron w Hodden.
Nie rozumiem.
Eeee nie wiem, czy o to pytasz, ale baronia to tak jak hrabstwo, tylko mniejsze.
Aaa, czyli ona zdążyła zejść z niego. Ale długo mi to zajęło, więc chyba powinieneś to doprecyzować.
Hmm może faktycznie dopiszę jedno zdanie.
A nie powinno być w liczbie pojedynczej?
Wydaje mi się, że może być w mnogiej, choć to pewnie trochę archaizm.
Jakie pióro? To jakaś część szabli?
Tak, ten taki szerszy “czubek”.
Ten zapis jest trochę mylący, bo czytelnik myśli, że faktycznie ktoś tak krzyczał, a po chwili się okazuje, że jednak nie.
No, taki był właśnie cel tego zapisu.
Dlaczego demon Ganzo nagle zaczął uczyć Samo sztuk walki. Jaki miał w tym interes?
Żaden interes, stał na polu całymi dniami, to się nudził.
I dlaczego tak się przejął tym, że ugodził Samo tyczką? I tak się dla niego poświęcił?
Bo kotek umierał od tego ;_;
I dlaczego nagle Samo okazał się też demonem, w jakim celu to zostało przedstawione?
On był synem Ganzo i Godecin.
Co się stało z dziećmi?
Tego nie ma w tekście wcale, ale najprawdopodobniej Pai Mei mistrz wysłał je do swojego kolegi, tak, jak planował.
Wielu rzeczy nie rozumiem.
No nie ty jedna właśnie :O Wielu komentującym coś uciekło. Nie wiem, czy letko nie przegłem z luźnością narracji.
Ostatecznie wyszło na TAK, choć miałam trochę wątpliwości.
Dzięki :) Wątpliwości są jak najbardziej zrozumiałe. Sam bym miał.
Pozdrawiam również!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zbyt idealistyczne, powiadasz? Bardzo możliwe. Jakoś tak ostatnio tęsknię za uczciwością i szlachetnością dookoła.
Tak właśnie odczułem to opowiadanko – jako jakiś wyraz tęsknoty za czymś, czego w prawdziwym świecie nie ma. Troszkę, muszę przyznać, te powtarzalne ataki, którym poddawany był Mujikar, mi się dłużyły, ale nie jakoś bardzo, bo przecież tekst nie jest długi.
Zakończenie mi się podobało, bo ostatecznie Mujikara zagryźli jego właśni kumple. Trochę to pokazało, że ostatecznie takie postawy do niczego dobrego nie prowadzą, nawet w świcie bez karzących duchów. A z drugiej strony, mimo starań siły nadprzyrodzonej, korupcyjny system przetrwał.
Klikam i pozdrawiam :)
Wikipedia podaje, że wskaźnik demokracji jest wyższy w Indiach i Malezji, niż w Polsce…
Dziwne, nie? Prawie jakby to był brytyjski wskaźnik (╭ರ_•́)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Przewidywalne i płytkie takie. 10k znaków, autorze, zużywasz, żeby nam powiedzieć, że Tokarczuk jest snobką, oszustką (w sumie nie jest, skoro się przyznała) i krzemiacką kolaborantką.
Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.
Za to napisane bardzo fajnie! Styl satyryczny konsekwentnie utrzymany w każdym jednym zdaniu, bez mała. Łyknąłem jak trzylatka baterię od zegarka. Żeby każda społeczno-polityczna satyra była tak na portalu pisana, to bym nie narzekał, powiem.
Pozdrawiam i klik
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Miło mi, Teo Max :) I miło mi, że ktoś tę rymowankę odkopał.
Ja też się nie znam, co najlepiej widać po tym, o ile lepsza jest wersja przedstawiona przez Ślimaka – a różnica była jeszcze bardziej dramatyczna, zanim bezczelnie ukradłem niektóre z zaproponowanych przez niego rozwiązań.
Pozdrawiam również :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jerzy witam ponownie :]
Tak piszę, może kiepsko
Spokojnie – każdy kiedyś zaczynał. Jeśli trochę "atakujemy" tu w kwestii błędów, to tylko dlatego, że z doświadczenia wiemy, że o ile niektórzy czytelnicy są skłonni przymknąć oko na błędy u nowicjusza, to po dwóch, trzech tekstach, gdzie technikalia stoją na tak słabym poziomie, po prostu ktokolwiek przestanie je czytać.
mogę mieć swoje zdanie
Wiesz, to zależy. Jeśli ktoś Ci napisze, tak jak ja, że przesadzasz z ekspozycją, to faktycznie, w pewnym sensie przynajmniej, jest to kwestia gustu. Ale te duże bloki tekstu po prostu zdecydowanej większości odbiorców przeszkadzają – zwyczajnie fizycznie trudniej po nich wodzić oczami. A już zapis dialogów ma konkretną poprawną wersję i po prostu trzeba się jej trzymać.
Oczywiście, koniec końców, Ty jesteś autorem i sam decydujesz, jaką formę będzie miało opowiadanie. Jeśli ktoś tu wytyka błędy albo coś, co mu się nie spodobało, to zawsze są to tylko sugestie.
Z większą starannością podejdę do kolejnych publikacji na portalu.
No i to jest podejście, które tu szanujemy! Aczkolwiek liczymy też, że autorzy będą poprawiać błędy w już istniejących opowiadaniach, zamiast je usuwać. Obowiązku nie ma. Ale tak jakby był ;)
Po tym krótkim wstępie, przejdźmy do tekstu.
da się go czytać bez odbijania się z uwagi na jego formę
No cóż – na pewno jest lepiej niż w tym skatiowanym tekście, gdzie już w pierwszym zdaniu było kilka błędów przymuszających czytelnika do ciężkiej umysłowej pracy. Nie można jednakowoż powiedzieć, że da się czytać bez odbijania. Niektóre błędy wciąż są na tyle dużego kalibru, że odbijają nawet przy sporej dozie dobrej woli. Pozwoliłem sobie wypisać kilka takich grubszych, najbardziej odbijających i tylko z pierwszego paragrafu.
Pod względem konstrukcji tekstu są tu podobne problemy jak w poprzednim. Zaczynasz masywnym potokiem ekspozycji (opisu świata przedstawionego). Nim cokolwiek w opowiadaniu się stanie, dowiadujemy się, co mieszkańcy Wieży jadają, a nawet co oglądają w telewizji. Potem budzimy się i ponownie jesteśmy atakowani ekspozycją, tym razem dostarczaną przez Docenta.
Pomysł i zawarta w opowiadaniu myśl również nie są szczególnie oryginalne; chyba każdy pisarz SF ma na koncie opowiadanie o symulowaniu rzeczywistości.
Pozdrawiam i trzymam za słowo, że przyszłe publikacje będą bardziej staranne!
Rano kubek białej, odrobinę glutowatej, gęstej cieczy o słodkawym posmaku. Czasem odrobinę mdły.
Z tych zdań wynika, że narrator czasem oprócz (lub zamiast) kubka białej cieczy dostawał na śniadanie odrobinę mdły. Co to jest mdła? No właśnie. Zamiast czytać, trzeba się domyślać, że to posmak czasem jest mdły. To jest gruby błąd gramatyczny.
Nie znał odpowiedzi na te tematy
Tu z kolei błąd semantyczy. Odpowiedź może być na pytanie, nie na temat. Ponownie, zamiast czytać, czytelnik musi się zastanawiać i tym samym odbija się od tekstu.
nie podejmować ich ponownie[.] Postanowił
Wystarczyło znać jedynie jego główną część[,][.] Dla niego było to MCLM236
Tu z kolei niepostawione kropki. Może się wydawać, że to tylko kropka – ale kropka to najmocniejszy znak interpunkcyjny i jej brak również "odbija" czytelnika. Jeśli się przeoczy na końcu paragrafu czy w dialogu, to jeszcze, jeszcze. Ale tak wewnątrz paragrafu, to spory problem.
Dla niego było to MCLM236, nie tak jak wcześniej kombinacja siedmiu liter oraz dwunastu cyfr. I to bez zająknięcia.
Ponownie, jedno zdanie zupełnie nie łączy się z drugim w gramatyczną całość. Było bez zająknięcia – to nic nie znaczy.
który Nakaz obowiązuje, a którą nową regulację należy stosować
Spójrzmy, co znaczy spójnik "a": "do tego, co zostało powiedziane na jakiś temat, mówiący dodaje coś, co jest pod pewnym względem inne". Tutaj mamy dwa razy identyczną sytuację, więc czytelnik będzie się spodziewał, że czegoś nie zrozumiał (albo że Ty coś pominąłeś) – innymi słowy, odbije się.
niech, że
Kolejny mocno odbijający błąd, co prawda spoza pierwszego paragrafu, ale tak unikalny, że aż musiałem go wypisać – nie tylko mamy słowo "niechże" rozbite na dwa, ale jeszcze do środka wjechał nam przecinek.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż można o tym debiucie powiedzieć.
Niestety, można a wręcz trzeba powiedzieć, że technicznie ten tekst stoi na na bardzo słabym poziomie. Błędów jest dużo, wszelkiego rodzaju. Niektóre to, jak często bywa w debiutach, raczej technikalia (które i tak warto poprawiać z szacunku dla czytelnika), niektóre jednakowoż są na tyle rażące, by nawet mało wybrednemu odbiorcy realnie utrudnić czytanie.
Wszystkich nawet nie podejmowałem się wypisywać, bo nigdy bym tej recenzji nie skończył, ale pod kreseczką pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na niektóre, żeby stworzyć choćby jakiś punkt wyjścia.
A co do samego tekstu.
Wstęp nie zachwyca. Jest tu jakaś próba uchwycenia uwagi czytelnika. Jerry zastanawia się, czy jeszcze żyje – możemy wiec podejrzewać, że jest w jakiejś podbramkowej sytuacji. Jednakowoż, nie wiemy nawet, co to za sytuacja – nim wyjaśnisz, co się dzieje na ekranie, przechodzisz w strumień ekspozycji i świadomości.
Strumień ten jest masakrycznie wręcz długi – po tym, jak dowiadujemy się, że Jerry leży na pryczy, następna rzecz, która w ogóle się dzieje (trudno to nawet nazwać akcją: Jerry wstaje z pryczy i podchodzi do zbiornika), ma miejsce 19k znaków później. Wiele opowiadań przechodziłoby już do zakończenia (a niektóre już dawno by się skończyły) – my tak naprawdę ciągle nie zaczęliśmy.
Później dalej nic się nie dzieje, nadal jest ekspozycja, tylko zamiast narratora o rzeczywistości opowiada nam CC-t.
A po 31k znaków tej ekspozycji, Jerry podsumowuje cały dotychczasowy tekst:
– No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy
Tak że, drogi autorze. Na przyszłość mniej błędów i mniej ekspozycji, a więcej rzeczy niech się dzieje, by opowiadania dobrze się czytało i były zdecydowanie bardziej zajmujące.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
– Co ja tu robię? – a po chwili uzupełnił swoją myśl
Myśli nie zaczynamy, nomen omen, myślnikiem.
myśl[.] – Trafniejsze
Jeśli po myślniku jest wielka litera, to przed nim należy się kropka.
– a po chwili uzupełnił swoją myśl –
Ewidentnie brakuje tu orzeczenia. Najbardziej oczywiste “pomyślał” stworzyłoby oczywiście powtórzenie, no ale trzeba je obejść jakoś inaczej, niż wywalając najważniejszą część zdania.
Serdecznie polecam poradnik zapisu dialogów.
pomyślał całkowicie rozbity i zdezorientowany. Jerry Biel członek Misji Marsjańskiej.
“Pomyślał, całkowicie rozbity i zdezorientowany, Jerry Biel, członek Misji Marsjańskiej.”
“Jerry” jest podmiotem dla “pomyślał”, absolutnie nie może więc między nimi być kropki. “Rozbity i zdezorientowany” to cechy przygodne, należy więc te imiesłowy oddzielić przecinkami.
Tu mogę polecić poradniki interpunkcji stworzone przez naszych użytkowników, Tarninę i Ślimaka. Konkretnie ten i ten.
Pomieszczenie oznakowane było symbolem IMM-B33/1243/2065. Klimatyzacja była mizerna. Prawdopodobnie funkcjonowała jedynie jakaś pomocnicza sekcja, chociaż w tych okolicznościach można było poczytywać za cud, że w ogóle coś działało
On nie musiał pamiętać takich rzeczy, był od innych spraw. Jego rolą w tej Misji było
Jego rolą w tej Misji było wyłącznie zajmowanie się psychiką ludzi i tylko ludzi, członków misji. Żadnej techniki i innych pokrewnych spraw. To też tylko dlatego zgodził się uczestniczyć w Misji.
Powtórzenia są uważanie za mało atrakcyjne, warto ich unikać. Szczególnie, gdy dotyczą “nudnych” słów (”być”, “mieć”, zaimki…).
Leżąc na pryczy przyjął pozycję horyzontalną
“Horyzontalny” to to samo, co “poziomy”. Masło maślane.
– Co ja tu robię? – a po chwili uzupełnił swoją myśl – Trafniejsze pytanie to, dlaczego jeszcze żyję? O ile tak jest naprawdę – pomyślał całkowicie rozbity i zdezorientowany. Jerry Biel członek Misji Marsjańskiej. Sytuacja, w której się znalazł przerażała go i po prostu sobie z nią nie radził. Dlatego od dłuższego czasu leżał w zatęchłej, małej dziupli na pryczy. Pomieszczenie oznakowane było symbolem IMM-B33/1243/2065. Klimatyzacja była mizerna. Prawdopodobnie funkcjonowała jedynie jakaś pomocnicza sekcja, chociaż w tych okolicznościach można było poczytywać za cud, że w ogóle coś działało. Dobrze pamiętał, co znaczyły litery i cyfry naniesione laserowym znakowaczem na cienkiej futrynie drzwi. Nawet nie chciało mu się nad tym zastanawiać. On nie musiał pamiętać takich rzeczy, był od innych spraw. Jego rolą w tej Misji było wyłącznie zajmowanie się psychiką ludzi i tylko ludzi, członków misji. Żadnej techniki i innych pokrewnych spraw. To też tylko dlatego zgodził się uczestniczyć w Misji. A potem poświęcił się jej całkowicie. Dobrze pamiętał jak Generał go przekonywał. Może nie było w tym nic nadzwyczajnego. Zgodnie z nowym podejściem do formułowania składu osobowego każdej misji, zaczęto wymagać, żeby oprócz specjalistów w różnych dziedzinach technicznych był też ktoś taki jak on, czyli humanista. Życie wewnętrzne ludzi wydawało się być równie ważne co technika. Nawet go to połechtało. Zawsze tak uważał, dlatego też z chęcią się zgodził. Nieźle to brzmiało. Jerry Biel człowiek od nietechnicznych aspektów życia załogi. Zawsze był indywidualistą i samotnikiem, ale gdy wymagała tego sytuacja, kontakty z innymi nawiązywał bez trudu. Nie był typem narcyza, ale lubił siebie. Czy tak pozostanie? Nie wiedział, bo nie mógł przewidzieć, co z nim będzie. Leżąc na pryczy przyjął pozycję horyzontalną i najzwyczajniej w świecie nie wiedział co dalej. Czy może się modlić, a może lepiej od razu otworzyć sobie żyły. Co prawda od dziecka poważnie nie traktował wszelkich przekazów z krainy tysiąca i jednej nocy, a tym bardziej wszelkich treści zawartych w mistycznych księgach. Opowiadały one o siłach stworzenia lub innych bóstwach wszechświatów. W ostatnich latach podobno jakby nasiliły się różne pseudo religijne nastroje, a co się z tym wiązało nasilały działania przeróżne niejawne organizacje. Zawsze tak się działo, gdy do ludzi docierały informacje o katastrofach na większą skalę. Pomyślał, że teraz może być podobnie. Znowu uaktywnią się wszyscy ci, którzy twierdzili, że Mars jako kolebka ludzkiej cywilizacji powinien pozostać nietknięty. A nadmierna eksploatacja tutejszych bogactw rozgniewa moce lub bóstwa, które od prawieków chronią tę planetę. Nigdy nie wchodził w szczegóły tych dziwnych podań, bo nie widział w tym nawet cienia sensu. Dlatego też nie zamierzał się modlić. Nie miał do kogo. A może w sytuacji, w której się znalazł, gdyby było coś lub ktoś, do czego można by kierować irracjonalne prośby, przydałaby się. Ale to chyba i tak za późno. Lecz co do samobójstwa, to generalnie lubił życie i wiedział, że sam go nie zakończy. Był świadomy, że prawdopodobnie nie pozostało mu zbyt wiele czasu. Dodatkowo w zaistniałych okolicznościach tym bardziej boleśnie rozumiał, że jego indolencja w sprawach technicznych mu nie pomoże. Taka wiedza byłaby przydatna. Lecz to nie on. Nie potrafił zinterpretować nawet najprostszych parametrów określających stan Stacji. Komunikaty, które pokazywały jakieś resztki działającej aparatury, niewiele mu mówiły. Zawsze uważał, że urządzenia działają, bo takie jest ich zadanie. Od pilnowania stanu techniki Stacji i wszędzie indziej, byli ludzie do tego powołani. Technicy. To oni powinni wszystko wiedzieć. Dlatego nigdy nie pytał o różne szczegóły. A teraz nie było nikogo, kogo można by było zapytać o cokolwiek. Przez jego umysł przemknęła myśl, że może i byłby na to pewien sposób. Ale po chwili, bijąc się z myślami, postanowił nie łamać swoich zasad. Przynajmniej na razie. Chociaż niewiele wiedział o tych sprawach, zdawał sobie sprawę z faktu, że tlen, woda i wszystko co niezbędne do życia nieuchronnie się kończy. Nawet on rozumiał komunikaty pokazujące się na wyświetlaczu nadgarstka lewej ręki. Pomyślał, że jeżeli będzie głównie leżał, a najlepiej spał, z krótkimi przerwami na uzupełnienie płynów i energii, to może jeszcze przeżyć około tysiąca dwustu ziemskich godzin. Ale aby żyć, musi co cztery godziny połykać te bezsensowne kapsułki. Podobno zawierały wszystko co niezbędne do funkcjonowania organizmu. O ile segment Stacji, w której przebywał nie zostanie w międzyczasie zgnieciony, tak jak prawdopodobnie wszystkie inne części baz. Chyba, że w pozostałym mu czasie dotrą do niego jacyś ratownicy. Wiedział, że ich Stacja nie była pierwszą i raczej nie ostatnią z tych założonych i działających na Marsie. W różnych miejscach tej planety powinno być ich jeszcze sporo, a na pewno były przed katastrofą. Niestety o katastrofie Jerry też wiedział niewiele. Na pewno zniszczyła większą część jego Stacji. Czy była jedynie lokalna i dotknęła wyłącznie ich Stacji lub też miała wymiar ogólnoplanetarny, tego Jerry nie wiedział. A co gorsza nie wiedział skąd mógłby się o tym dowiedzieć. Jerry był członkiem Misji No 33 realizowanej zgodnie z programem HEP (Humanity Escape Program). Wszystkich Stacji-Baz w ramach I etapu programu miało być 50. Tego, czy tyle powstało Jerry nie wiedział. Nie był to w zakresie jego kompetencji, ani też specjalnie go to nie interesowało. Pragmatycznie skupiał się na załodze swojej misji i sprawach, które bezpośrednio go dotyczyły. Resztę pozostawiał innym. W zaistniałej sytuacji okazało się być to błędem. Wszystko wyglądało dramatycznie Możliwe, że został sam w całej Bazie a może nawet na całej planecie. Co dalej wolał nie myśleć. Chociaż o tym właśnie nieustannie rozmyślał: – W jaki sposób mógłbym cokolwiek zweryfikować. Wiedział tak niewiele. – Co się stało na Marsie, a może dotyczyło to całego Układu Słonecznego? Na ostatnią tezę jego organizm zareagował zimnymi dreszczami.A potem ponownie tłukł mu się w głowie wyrzut, że gdy mógł pytać o różne sprawy nie robił tego, a teraz nie było kogo spytać. Nie znał sposobu jak się dowiedzieć czegokolwiek, bo nie wiedział jak i czy istnieje możliwe nawiązanie łączności z kimś z zewnątrz. Przeszedł różne szkolenia. Nawet zdał różne egzaminy ze znajomości wszystkiego co dotyczyło funkcjonowania Stacji, w tym systemów awaryjnych. Ale te jego zasady. To one chyba go zgubiły. Zawsze był przekonany, że wystarczy mu wiedza jak się włącza lub wyłącza urządzenie. Nie chciał się dowiadywać szczegółów, jak coś działa. Od tego byli inni. On był humanistą i tym się szczycił. Niekiedy ta jego nieporadność techniczna robiła pewne, nawet pozytywne wrażenie na innych. W szczególności na kobietach. Taki mądry i elokwentny, a potrzebuje pomocy w najprostszych sprawach. Ale teraz już wiedział, że nie miał racji trzymając się głupich zasad. Przypomniał sobie, że gdy był dzieckiem i mieszkał na ziemi, to w każdej najprostszej sprawie, choćby w niewielkim stopniu związanej z techniką, zawsze szukał pomocy u innych. Ale pamiętał też, że kiedyś ludzie potrafili obsługiwać, a nawet naprawiać różne urządzenia i sprzęty. Przykładowo jego dziadek potrafił samodzielnie kierować PN (Pojazd Naziemny), a czasami nawet zabierał go do NTO (Nadziemny Transporter Osobowy). Gdy zdarzył się problem z obejrzeniem transmisji przez TW (Transmiter Wizyjny) dziadek coś manipulował w urządzeniu, a po chwili wszystko działało. Ale jak, co i po co, dziadek coś tam robił, Jerrego to nigdy nie interesowało. W trakcie kolejnych stopni edukacji unikał zajęć dotyczących wszelkich kwestii, choćby w najmniejszym stopniu związanych z techniczna. Jerremu, nigdy nie przyszło na myśl samemu dowiadywać się czegokolwiek z tego zakresu. Gdy na przykład rozpoczynał użytkowanie jakiegoś nowego urządzenia nie oglądał info z VRI (Wirtualna Instrukcja). Lecz wszystko co potrzebował wiedzieć na styku z urządzeniami załatwiane było bez problemu. Wystarczyło jedynie powiedzieć o co mu chodziło, a urządzenie odpowiednio autonomicznie reagowało. W skrajnych przypadkach, gdy coś nie działało tak jak jego powinno, wzywał IC (Centrum Informacji). Podobnie, gdy musiał uruchomić autonomiczny transporter zarezerwowany jedynie dla uprzywilejowanych ludzi z grupy VQ, co wymagało wprowadzenia określonego kodu, to wysługiwał się IC. Mówił wtedy do komunikatora w lewym kciuku – Jerry Biel chcę pojechać transporterem AXV12, jeżeli taki był symbol pojazdu, w takie lub inne miejsce. Po ułamku sekundy transporter ruszał i zawoził Jerrego tam, gdzie on sobie życzył. Urządzenia ogólnodostępne uruchamiały się na polecenie każdego, a te z grupy AXV po wprowadzeniu kodu albo interwencji IC. Był jeszcze jeden sposób, aby uprościć sobie życie. Mógł po prostu korzystać z osobistego CC-ta (Cienia Człowieka – Bliźniaka). Ale on nie życzył sobie takiej pomocy. W latach trzydziestych, a może nawet już wcześniej na Ziemi odbywały się gorąca dyskusje. Czasami przeradzały się one w ostre protesty. Istniały też pewne grupy ludzi, które alarmowały i sprzeciwiały się zagrożeniom wynikającym z nadmiernego ich zdaniem rozwoju tzw. IU (Sztuczna Inteligencja Użytkowa). On co prawda podzielał poglądy tych ludzi Nie uważał za zasadne przejmowanie przez maszyny wszystkiego, w tym nawet swobodnego myślenia. Jego zdaniem były to niezwykle groźne procesy. Ale nigdy oficjalnie nie protestował. To, że wykorzystywano człekokształtne urządzenia do wykonywania przez nie różnych prac było zrozumiałe, ale żeby każdy miał swojego CC-ta, który automatycznie stawał się jego cieniem, mogło stanowić zagrożenie wolności oraz rozwoju ludzkości. Dlatego zdarzało się, że mówiono o nim, że jest zacofanym dziwakiem. Ale na własny użytek Jerry uważał, że umysł człowieka był najważniejszy i jako taki nie powinno się w żaden sposób bezpośrednio łączyć go z maszyną. Obawiał się, że kiedyś może to doprowadzić do totalnej katastrofy. Zdawał sobie sprawę, że nie jest konsekwentny w swoim rozumowaniu, a nawet działaniu. Nie wyobrażał sobie życia bez IC a nawet IU Lecz indywidualny CC-t, który w pewnym sensie był sprzężony z człowiekiem, to było realne ograniczenie wolności w każdym aspekcie. Bo jak każde sprzężenie, to również musiało działać w dwie strony. Ale może w sytuacji, która powstała po katastrofie, nie miało to już większego znaczenia.
Tak wygląda pierwszy paragraf Twojego tekstu. Kolejne są podobnych rozmiarów.
No trzeba to koniecznie porozbijać.
W pierwszej chwili myślałem, że to błąd systemu – coś się źle wkleiło, może portal coś zjadł. Ale widzę, że ogólnie paragrafy są… Generalnie, zawsze, gdy narrator zaczyna nową myśl, powinno być to od nowej linii. A kwestia dialogowa to już obowiązkowo. Zwróć uwagę w innych opowiadaniach na portalu/w książkach/w gazetach.
Pomimo, że znowu spodziewał się takiej odpowiedzi, załamał się.
Między dwoma orzeczeniami co do zasady potrzebny jest przecinek, chyba że uzasadnia jego brak uzasadniony jest spójnikiem (i, lub, ani. Szczegóły w poradniku).
Jerry podsumował – No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy
Często tak robisz. Nie jest to sam w sobie błąd (poza zapisem), ale generalnie w prozie zazwyczaj pisze się kwestie dialogowe odwrotnie:
– No tak, czyli w dalszym ciągu niczego nie wiemy – podsumował Jerry.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hmmm
Nie jest to z pewnością zły tekst, ma swój urok, tylko na klika bibliotecznego troszkę za mało – uciąć 5 słów i byłby to droubel.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Zaufaj duchowi
Uf, uf.
Ładny drabelek i oby się goiło jak na psie :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Myśl przewodnia może niekoniecznie tu do mnie przemawia, ale zasadniczo tekst ma ręce i nogi, i jest całkiem nieźle napisany.
Jedyne, co bardziej ugryzło mnie w oczy to ta łopata o miłości zmieniającej kod – niepotrzebne to było, naprawdę.
Klikam i pozdrawiam
Technik stał w przedpokoju, czując, jak woda ścieka z ciężkiego, skórzanego płaszcza na wydeptaną podłogę. [.]
– Proszę pana, to jakieś nieporozumienie[.] – Milena drżącymi rękami podsunęła mu pod nos datapad.
Za dużo kropek. A potem jednej brakuje.
przeraziła Technika
Czego “technik” dużą?
Jednym ruchem szarpnął
Eee czyli po prostu “szarpnął”. Gdyby szarpnął dwoma ruchami, wtedy trzeba by to jakoś zaznaczać.
– powiedziałam, że pan go zabija
Dałbym dużą jednak.
Żadna procedura obsługi wyjątków nie przewidziała, że pod wpływem miłości Mileny algorytm Stasia stworzył rekurencyjne pętle zwrotne. Nowa macierz zmiennych zakorzeniła się w kodzie tak głęboko, że zyskał prawdziwe uczucia – a teraz te uczucia rozrywały program od środka.
Straszna nagle łopata. Czytelnik wie, że chodzi o uczucia, nie trzeba tego wcierać w oczy. Plus trochę dużo technobełkotu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
I skąd się bierze takie flow? Dwa wiadra poproszę.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Światy Zamesu, po pierwsze, witaj na portalu :)
A po drugie, oznaczyłeś swoje opowiadanie tagiem konkursowym “Alternatywy” – zakładam, że błędnie, bo to konkurs sprzed 10 lat.
Nie musisz tego robić, ale warto, byś ten tag usunął – nasi dyżurni nie mają obowiązku czytać konkursowych opowiadań.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dopiero po lekturze Twojego komentarza dotarło do mnie, że tekst w połączeniu z przedmową może brzmieć dwuznacznie. Dziękuję za troskę, ale nie ma powodów do niepokoju. Niemniej, przeredaguję tę przedmowę.
Muszę przyznać, że nawet po przeredagowanej przedmowie, do końca nie miałem pewności, czy nie jest to tekst w jakimś sensie pożegnalny.
No ale, skoro wszystko cziki briki, to mogę napisać, że czytało się to dobrze. Mamy od początku tajemnicę, po chwili pojawia się wyraźny konflikt (czy Cezary będzie próbował przeciwstawić się wyrokom Spółki? A jeśli tak, to z jakim skutkiem?), mamy lekką, dynamiczną narrację, w której lekki humor łączy się z mało optymistycznymi tematami w przyjemnie groteskową mieszankę.
Chciałem pokazać jak telewizja (i analogiczne media) odeszła od przekazywania wiadomości w ich pierwotnej formie, do kreowania światopoglądów. Stąd też oburzenie Krzysztofa i konsekwencje “odejścia od scenariusza” po stronie narratora. Pierwszą wskazówką miała być wzmianka o “inżynierii społecznej” w tytule, a potem różne “telewizyjne” dodatki. Najwyraźniej jednak poległem na tej linii.
Może nie używałbym tak mocnych słów, ale istotnie, nie wpadłbym na taką interpretację. Te myśli o śmierci i predestynacji są tu tak mocne, że ta właściwa, a bardziej ukryta, warstwa nawet nie przyszła mi do głowy. W literaturze to najczęściej śmierć i ogółem tematy ostateczne są tym najgłębszym metaforycznym znaczeniem, bardzo trudno ukryć coś jeszcze “pod” nimi – albo inaczej, ukryć się da, tylko trudno to potem znaleźć.
Pozdrawiam!
– Nie…
– O, to coś nowego.
– Proszę… Nie…
– Ach, takie „nie”
Dobre.
– Jak sobie chcesz. – Machnął od niechcenia dłonią.
Celowy żarcik?
całkiem ładna
Chodziło raczej o dziewczynę “dość ładną”? Narrator nie miał raczej powodu spodziewać się brzydkiej.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Widać tu momentami wyraźne znamiona lekkości pióra, tak koniecznej w trudnym gatunku, jakim jest satyra. Niektóre zdania naprawdę przypadły mi do gustu, np.
głos, który brzmiał tak, jakby ktoś odpalił alarm przeciwpożarowy w muzeum wojskowości
Z drugiej strony, konstrukcja utworu raczej nie zachwyca. Zaczynamy sporym infodumpem a później, poza tymi okazjonalnymi zdaniami o realnym potencjale humorystycznym, prozie brakuje silnika, który przykuwałby uwagę czytelnika do kolejnych paragrafów. Nie ma tu konfliktu, tajemnicy, budzących sympatię bohaterów etc. – od razu wiemy, że Wrzask zostanie wysłany na wojnę a potem ukarany/ośmieszony i dokładnie to się dzieje. Fabularnie całość jest więc raczej nudnawa, przewidywalna.
Zazwyczaj unikam tak wprost wyrażanych sugestii, bo wiem, że każdy pisarz jest przywiązany do własnej wizji utworu, ale IMO ten tekst wypadłby znacznie lepiej, gdyby czytelnik tym nowym sposobem prowadzenia wojen dostał z zaskoczenia, w momencie, gdy wydawałoby się, że Wrzask zaraz wywoła wojnę zupełnie prawdziwą.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Ale moja wizja jest dość dystopijna, gdzie konsumpcjonizm rządzi światem jeszcze bardziej niż dzisiaj.
Czy konsumpcjonizm hmmm
Agnieszka nie biduje wydawszy wszystkie pieniądze na sojowe latte, ajfona pincet i weekendowe wypady do Paryża po selfiaka, tylko ze względu na wydatki medyczne.
Postawę dzianej niuni ze sklepu z buziami można określić jako konsumpcyjną, ale też raczej tylko w przybliżeniu, przecież kupuje (przynajmniej w jakimś sensie) realne dobra – o ile standardy piękna różnią się w czasie, to sama chęć posiadania urody nie wydaje się wynikać z konsumpcjonizmu, nawet paleolityczne społeczeństwa stosowały różne zabiegi upiększające, nie mówiąc już o wczesnych rolnikach.
Chyba że pani bierze nową buzię co dwa tygodnie, to wtedy tak.
No i czy jej postawa jest toczącą społeczeństwo chorobą, czy objawem?
Tak czy inaczej, tekst jest oczywiście bardzo udany. Zastanowiłbym się jedynie nad przycięciem tych ekspozycyjnych dygresji w pierwszej połowie drugiej sceny (tak, tak, tekst ma 4k znaków a Zakapior by go przycinał…).
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Brawa dla wszystkich, szczególnie dla opierzonych.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Fajny klimacik groteskowo-absurdalny, humor do mnie przemawiał, a opisy trafiały do wyobraźni. I język jest stylistycznie dopasowany do tej konwencji.
Puenty jedynie jakoś nie dostrzegłem. Ale skoro to (między innymi) zapowiedź, to może nie miało jej być?
Pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Bardzo udany tekst, z jasną myślą przewodnią i mocno przekazaną. Oryginalny i intrygujący pomysł.
Mniej mi się podobało tylko długie zawiązanie akcji (długie w stosunku do tego tekstu). 90% uroku tekstu jest w drugiej połowie, gdy już mamy te skrzynie.
Klikam i pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Dobrze napisany, skondensowany opis, jak rozumiem jakiegoś opętania. Albo może walki z samą sobą?
Tak czy inaczej, to tak mikroskopijna rzecz, że ciężko ją uznać nawet za pełnoprawnego szorta. Ale jako taka jednostrzałowa wprawka/scenka, można jak najbardziej uznać za udaną.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Na wstępie czytelnik dostaje w łeb martwym tatą i lekami popijanymi whiskey, więc choć do właściwego zawiązania akcji trochę mija, czyta się ten tekst dobrze od pierwszego paragrafu.
Czuć tu ten nastrój, który pamiętam z poprzednich Twoich opowiadań – niby jest spokojnie, flegmatycznie wręcz, a czuć, że coś jest nie tak. Jeszcze zanim pokaże się wiewiór w garniaku, coś wisi w powietrzu.
Podobnie jak Michaelowi, brakuje mi tu mocno jakichś motywacji Stefana albo wiedzy, co tak naprawdę zaszło – utrudnia to zrozumienie zakończenia. Gdybym nie przeczytał komentarzy, to do końca myślałbym, że wiewiór to jakiś złośliwy byt, który zamordował obydwoje od tak, bo lubi mordować.
Ale aż do tego zakończenia było całkiem przyjemnie.
Pozdrawiam!
– Spokojnie[,] chłopczyku.
Przecinek, bo wołacz.
Ale zadanie, jakie musimy wykonać
Raczej które.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam, Gardomirze, i gratuluję tutejszego debiutu!
No i cóż, widziałem słabsze debiuty, ale nie mogę niestety powiedzieć, żeby ten mnie zachwycił.
Po pierwsze, proza jest dość upstrzona błędami każdego właściwie rodzaju. Niektóre, choć zdecydowanie nie wszystkie, pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką.
Po drugie – i to jest większy problem, bo błędy można przecież poprawić – fabuła też nie należy do szałowych. Jesteśmy gdzieś, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Nie wiadomo też w zasadzie kim jesteśmy i co się dzieje. Ktoś nam wrzuca list pod szparą – nadal nie wiemy, kto i czego może od nas chcieć, choć minęła już połowa tekstu. Ciężko takie coś czytać z zainteresowaniem – czytelnik musi mieć cokolwiek, o co mógłby się oprzeć.
Jest tu oryginalna i intrygująca myśl przewodnia o języku i to się chwali… ale tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaka i czy wartościowa. Język oparty o logikę co do zasady nie byłby przeszkodą w wygłaszaniu kłamstw, można przecież z powodzeniem zapisywać zdania fałszywe posługując się symbolami logiki.
Tak czy inaczej, pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
świeciła nad nią, oświetlając
Niezbyt zgrabne.
Mrok dookoła ustępował światłu lumisfery.
Już wiemy o tym, przed chwileczką było.
– W ruch! – wykrzyczała.
Wypowiedź bohaterki powinna być w osobnym paragrafie.
⁃ Czy nas słyszycie?
Powinna tu zamiast dywizu być półpauza, albo pauza (dłuższa kreska). Ten błąd się powtarza właściwie w każdej kwestii dialogowej później. Najprawdopodobniej kwestia ustawień edytora.
przewracał się w wietrze
Raczej “na wietrze”.
Podlatując do zniszczonego statku Wędrowczyni, wyłonił się z jego zgliszczy Dzwonnik.
Podlatując do statku, wyłonił się z jego (statku) zgliszczy…? Coś zawiodło w tym zdaniu, ale ciężko powiedzieć, o co tak naprawdę chodziło i jak powinno ono wyglądać.
statek otoczony był pływającymi ciałami ludzi. Z dzwonów na wiszących skałach wyleciał statek powietrzny. Podlatując do zniszczonego statku
Moduł lewitujący przy jej potylicy zawierał zakres wszelkich informacji o tym świecie, bezpośrednio przerzucając informacje do jej umysłu.
Warto unikać takich powtórzeń.
prawideł – to mówiąc, Dzwonnik machnął
Kropka i duże “T”. Polecam poradnik zapisu dialogów, bo właściwie w każdej kwestii dialogowej jest jakiś błąd, a łatwo ich unikać, gdy już się wie OCB.
Wędrowczyni podpłynęła do czerwonego światła[,] przyglądając się ciału starej kobiety pływającej po wodzie na brzuchu.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy (”przyglądając”).
Gdy nachyliła się by przyjrzeć się jej twarzy[,] moduł wiszący nad potylicą kobiety poszybował do potylicy Wędrowczyni
Przecinek między dwoma orzeczeniami (przyjrzeć i poszybował).
obrót odśrodkowy
??
grawitacyjnym ciągiem
Przyciąganiem. Ciąg może mieć silnik.
Widzimy, że Wędrowczyni nie przystaje do naszych logicznych standardów. Teraz to bez znaczenia, nauczysz się niebawem. Wpuszczam Cię, Wędrowcze, do mojego miasta – obserwuj i absorbuj. My znamy podstawy twojej cywilizacji, ty nie znasz podstaw naszej. – to mówiąc, eskorta przygotowała Wędrowca
Pomijając powtórzenia, raz ona jest Wędrowczynią, a raz Wędrowcem(?).
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
I cóż, Gryzoku. Pomysł istotnie nie jest szczególnie oryginalny, nawet dosłownie używasz orwellowskiego słowa “myślozbrodnia”. Wrażenie wtórności pogłębia – sam w sobie uroczy! – retrofuturystyczny klimat tekstu. Nawet, gdyby ktoś chciał udawać, że nie opierasz się tu mocno na klasykach SF z czasów powojennych i zimnej wojny, nie dałoby się tego zrobić. Podejrzewam, że dokładnie to chciałeś osiągnąć, więc absolutnie nie musisz tego postrzegać jako jakiejś wielkiej wady, ale nie ukrywam, że większość tekstu nie zapadnie mi w pamięć.
Z innych rzeczy, klasyczne marudzenie, opowiadanie wolno się rozkręca. Pierwsze 13k znaków to właściwie ekspozycja, lekko jedynie przypudrowana. Dosłownie oglądamy sobie dzień z życia bohatera i dopóki na ekranie nie pojawia się K-821, nie mamy powodu nawet uważać, że będzie to dzień o jakimkolwiek szczególnym znaczeniu.
Na plus na pewno proza i narracja. Widać u ciebie mocny postęp, czyta się to bardzo dobrze, jak już człowiek przebrnie przez ten opis zwykłego dnia. Może jedynie te rzucane letką ręką ku*wy psują dobre wrażenie.
No i zakończenie bardzo udane. Teraz Państwo daje takiemu szansę na odkupienie, a ten i tak zdycha. To może zapaść w pamięć, a owszem, jak najbardziej :)
Tak że a) krócej (a przynajmniej szybciej do rzeczy) i b) więcej takich mocnych, oryginalnych myśli i szybko zaczną się sypać piórka.
Na razie klikam do biblio, z pełnym przekonaniem.
Pozdrawiam :)
dopiero co przycięta broda nie szpeciła gładkich policzków
Ee jeśli miał brodę, nawet przyciętą, to skąd miał gładkie policzki?
wyjąkał, a w uszach zadudniły mu ostrzeżenia przyjaciela[,] potrząsnął głową i dokończył
Rozbiłbym na dwa zdania.
Pod kopuła cyrk
Literóweczka
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Spokojnie, jesteśmy tu normalni i nie przejmujemy się parytetami.
Jasne, ale moim zdaniem jednakowoż warto, żeby kobieta w przygodówce była, jeśli się tylko zmieści. Nie bez powodu bohater zazwyczaj ratuje królewnę a nie króla.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam, Cezary, i dzięki za tak pozytywną opinię :)
Ale największy ukłon należy Ci się za rewelacyjnie poprowadzoną narrację. Pod względem lekkości czytania to najlepszy Twój tekst, jaki dotychczas mialem przyjemność czytać.
Dzięki, dzięki. Cieszy mnie taka opinia, bo bardzo się skupiam na tym, żeby było czytalnie.
no może poza Lady Godecin, która jest głównie rekwizytem
A no racja i w sumie szkoda, bo nie ma w opowiadaniu żadnej szczególnie rozwiniętej postaci kobiecej. Ale brakło mi już miejsca po prostu.
Dzięki za rewelacyjną lekturę!
To ja dziękuję za wizytę :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam Reg :)
Jakże dobrze czytało się tę opowieść!
W połowie nie tak dobrze, jak takie komentarze!
Gęsto jest tu od wydarzeń, ale poszczególne wątki splatają się w wiarygodna całość i choć nie od początku wszystko zdawało mi się jasne, to doczytawszy do końca nie miałam już początkowego wrażenia zagubienia, albowiem wszystko powiązało się w logiczną i zrozumiałą historię. W dodatku wielce zajmującą i szalenie przystępnie napisaną! :)
Jak wyżej, bardzo mi miło :) Taki tu był troszkę plan, żeby czytelnik się zastanawiał, o co chodzi aż do końca.
Zakapiorze, wiem, że to Twój świat i możesz go urządzić jak chcesz, ale choć mogłeś wybierać wśród wielu warzyw, zdecydowałeś się akurat na te, których obecność w świecie fantasy budzi mój sprzeciw.
Reg, Twój sprzeciw jest w dużej mierze słuszny. Zapatrzony w wyobraźni na demona siadającego na wielkiej dyni, nie pomyślałem nawet o tym… Pozmieniam, choć będzie mnie to kosztowało posadzenie Ganzo na pieńku, bo wśród jarzyn Starego Świata nie ma odpowiednio dużych, by na nich siadać.
Chyba że jakaś gigantyczna kapusta hmm
Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą ktoś ma na sobie to ubranie.
Oczywiście, i co gorsza, jestem prawie pewien, że już mi to pisałaś :(
Dziękuję za wskazane błędy, oczywiście niezwłocznie poprawiam. Łącznie z dyniami :)
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
odnosiły się do tego, że on chciał w końcu pokazać Ganzo kim jest, a nie, że w końcu chce go chociaż raz uderzyć, bo takie zadanie mu dał Ganzo przy ich pierwszym spotkaniu
Ach, widzę teraz, że to mogło być mylące.
Może zmienię tamto zdanie na “wytrzymaj choć z rundę” hmmm
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Dzięki za tak obszerny i miły komentarz!
Luźna narracja, Twoja popisówa, która jak zwykle wyszła super.
Cieszy mnie taka uwaga, bo opko jest w 3os, która wychodzi mi słabiej, a przynajmniej mocniej męczy przy pisaniu.
Nie do końca rozumiem zarzutów o tym, że historia jest niedopowiedziana, jak dla mnie wszystko się spina.
Wydaje mi się, że spora część właśnie czytelników nie wyłapała wszystkiego. Ta sugestia, że Ganzo to Aigulf a Samo jest jego synem jest dość jasna, moim zdaniem, ale pojawia się w emocjonalnym momencie – dosłownie kotek umiera! – i czytelnika niekoniecznie akurat wtedy interesuje, kogo tam Ganzo szturchał jak był młodszy. Lekcja na przyszłość dla mnie jest tu chyba taka, żeby taką kluczową sugestię powtórzyć w spokojniejszej chwili.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to przemiana Samo wyszła tak… hm… no troszkę z niczego.
Pomysł był taki, że on chciał tacie po prostu pokazać, kim jest. Ale znowu, sugestie mogły być za słabe.
hm, ciężko uwierzyć, że nie trzasnął go w kinol chociaż raz, mając odjechany kij.
Myślę, że on go tam parę razy lutnął, ale faktycznie mogłem pokazać to “na ekranie”.
Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej betweenthelines,
Tekst bardziej przypomina mi fragment dobrej książki fantasy niż typowe opowiadanie.
Nie jesteś odosobniona w tym wrażeniu, co mnie smuci, bo projektowałem go jako opowiadanie :(
Momentami tylko trochę męczyły mnie bardzo rozbudowane opisy, szczególnie w scenach walki, bo czasem gubiłam tempo.
No troszkę mogłem z nimi przesadzić. Jednym z założeń, które miałem pisząc ten tekst, było dużo scen walki – mogłem letko przegiąć.
Ale serio, dawno żadne fantasy nie zrobiło na mnie takiego wrażenia klimatem i postaciami – z tego tytułu pokuszę się o nominację.
omg dzięki :O
Pozdrawiam również :)
Hej Melendur :)
– Pokaż się, demonie! – wrzasnął i błyskawicznym, ćwiczonym tysiące razy ruchem dobył miecza.
– „Demonie”? – Głos zdawał się rozbawiony.
Demon dość ciężko zamienić, wiem , ale zabawię się w typowego łapacza.
Hm, łatwo zmienić – potworze, poczwaro etc. Ale akurat tutaj Ganzo powtarza po rozmówcy (nawet dałem cudzysłów :O choć niektórzy kręcą nosem na cudzysłów w dialogu), więc nie byłoby sensu.
Dobre opowiadanie, ciekawe zakończenie. Interesujace, wygląda trochę jakbyś pomieszał klimatem pewno opowiadanie jednej ostatnio dość reklamującejs ię autorki mi po instagramie (Cienie Zefirionu) i Warhammera(tego prawdziego, fantasy a nie to cholerne 40k którym się wszyscy tak podniecają :P) , bo te demony trochę mi na myśl przyszły mutantów chaosu :) Co prawda tutaj były kotołaki (jeśli dobrze zrozumiałem) ale i tak mi się tak skojarzyło.
Hmm nie znam ani tej autorki, ani Warhammera prawdziwie fantasy… z WH mam w kolejce do przeczytania Horus Heresy, ale jakoś za pierwszym strzałem mi nie podeszło.
Cieszę się, że się podobało. Istotnie, tak z grubsza demony są kotołakami, choć pisząc, miałem w głowie raczej japońskie duchy typu bakedanuki (oryginalnie Ganzo zamieniał się w jenota, ale pomyślałem, że jaśniej będzie, jeśli mistrz będzie się zamieniał w coś innego, a syn Ganzo – w to samo).
Solidne fantasy, fabuła dość interesująca, klasyczna i bez fajerwerków, ale sie dobrze czyta i szczerze – pomyślę nad nominacją, bo naprawdę dobry tekst. Mi nie wiele trzeba :) Awanturnicze fantasy, to jest to co lubię. Zarzuty o fragmenty akurat mi nie przeszkadzają. Czytało się dobrze i nie mam poczucia, że coś nie dopowiedziane.
Dzięki, dzięki :)
a jak sie nic nie pokaże lepszego, to masz nominację
Ale w sensie, że nominujesz jedno najlepsze w miesiącu?
Pozdrawiam!
Hej Finkla :)
Ciekawa historia, kilka fajnych pomysłów.
Chyba najbardziej spodobały mi się dzwony tej religii, ich wyraźny wpływ na bohaterów. Widzę tu potencjał.
Bardzo mi miło :) Ale motyw z dzwonami płoszącymi nienaturalne istoty jest przecież nienowy, nawet u Konopnickiej Ubożęta pierzchały do borów na ich głos. Nie mogę za niego przyjąć żadnych pochwał.
Nie zorientowałam się, że kochanek damy (jeśli to było zabójstwo na zlecenie, to rzeczywiście facet podszedł do zadania z fantazją) i późniejszy żbik szkolący chłopaka to jedna istota. Nawet wydawało mi się, że wątek pojedynku z księciem jest bardzo słabo powiązany z resztą tekstu.
Ale zorientowałaś się w ostatniej scenie, czy dopiero po komentarzach? Jeśli w ostatniej scenie, to tak miało być. Jeśli nie, to widocznie za słabo zaznaczyłem…
Faktycznie, mogłeś szczelniej domknąć opowieść. Co z dziećmi? Mam nadzieję, że świeżo objawiony demon nie pozwoli zrobić im krzywdy.
No pewnie mogłem, aczkolwiek szczerze powiem, sprawę dzieci uważałem za raczej zamkniętą. Nie widzimy tego na ekranie, ale przecież mistrz Yoda zapowiada, że wyśle je do zaufanego człowieka. Chyba nie doceniłem, jak bardzo czytelnicy przejmą się losem sierotek :)
Dzięki za wizytę i za pozytywną opinię :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Bardzo mi miło, bruce :) Taka nominacja po namyśle cieszy nawet podwójnie :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej :)
Dzięki za miłą opinię.
demony są dobre, Jasny Bóg jest zły
Hmmm czy demony są w tym świecie dobre? Nie wszystkie i nie zawsze.
A Jasny Bóg? Jego pewnie wcale nie ma…
Jednak brakuje mi wyjaśnienia jego nagłej przemiany. Czy tak mocno podziałała na niego rozmowa ze starcem?
Między jednym wątkiem a drugim mija dobrze ponad dekada, więc to mało nagła przemiana – to po prostu człowiek (czy tam nieludź) na dwóch różnych etapach życia.
Rozumiem, że też był demonem, ale czemu przemiana nastąpiła akurat w momencie, kiedy leciała w niego tyczka?
Brawura i brak wyobraźni ;) Innemi słowy nieszczęśliwy wypadek po prostu.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Heeeej :)
Prowadzisz narrację w chyba moim ulubionym stylu – z nutą ironii i drwiny (jak dla mnie mogłoby być tego śmiało więcej), tak nieco przebijając czwartą ścianę, ale na tyle, by przez “lufcik” nie uleciał klimat.
Miło mi:)
Szef mi bardzo nie pasuje do klimatu. Herszt? Przywódca? Albo po prostu opiekun? Zresztą później użyłeś herszt.
Hm, no tylko słowa “herszt” używa inna osoba. Tu jest specjalnie “szef”, bo właśnie “herszt” w ustach bidnej sieroty dzieciaczka wydało mi się zbyt dystyngowane. Pomyślę.
Tzn. ogólnie obracanie się w pojedynku w 90% przypadków będzie głupie.
No, tak, stąd “jeśli już”.
Troszeczkę mam wątpliwości co do światotwórstwa, bo ostatecznie nie wyjaśniłeś do końca, czym i dlaczego są “demony” (…) choćby zarysu doktryny, która kryje się za Jasnym Bogiem (i czy to właśnie to generuje konflikt).
Hm, może faktycznie. Choć wydaje mi się, że uzasadnianie tych uprzedzeń nie jest koniecznie potrzebne. Uprzedzenia to niejako domyślny stan na styku dwóch wyraźnie różnych grup.
Z ciekawości, te światy na potrzeby opowiadań mają jakąś wspólną genezę, jakoś się łączą, czy za każdym razem siadasz od nowa i wymyślasz nazwy, konflikty itp.?
Hmm generalnie to większość moich tekstów dzieje się w “naszym” świecie, do tej pory przynajmniej, ale jak już robię high fantasy, to tak, od nowa za każdym razem.
To jest pewna zaleta szczególnej formy, jaką jest opowiadanie high fantasy, że można sobie ten świat wymyślić jak pasuje pod fabułę :P
Klikam bibliotecznie, zobaczymy czy coś więcej mnie najdzie, bo nie ukrywam, że mam słabość do takich tekstów i stylu fantasy/dark (ach, nieodżałowany Feliks Kres – westchnięcie mimowolne).
Dzięki serdeczne i pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Opowiadanie to, jest jakby wprowadzeniem, wstępem do wydarzeń, które opisuję w powyższym projekcie.
No cóż, przedstawiony tekst może być jakby wprowadzeniem i wstępem, ciężko go jednakowoż uznać za kompletne opowiadanie. Istota być może umiera, ale poza tym żaden z wątków nie jest zamknięty. Moim zdaniem bardziej szczere byłoby oznaczenie tekstu jako “fragment”.
Ciekaw jestem, czy moja propozycja jest na tyle ciekawa, by na jej kanwie budować dalszą fabułę.
Ciężko stwierdzić tak naprawdę. Jak już zauważył AdamKB, raczej trudno dopatrzeć się tu czegoś szczególnie oryginalnego. Mamy “coś” czego wszyscy bardzo chcą.
Z drugiej strony, jak najbardziej może z takiego początku wyjść bardzo zajmująca historia – zgrane motywy są zgrane właśnie dlatego, że są dobre. Tak że wszystko zależy tak naprawdę od tego, jak poprowadzisz resztę.
Pozdrawiam!
Wysoka i niezwykle chuda istota o ciemnym kolorze skóry i kobiecych rysach twarzy wciąż uparcie biegła przez pokryty gorącym piaskiem ląd.
Taka nawałnica przymiotników i przysłówków odprzymiotnikowych nie robi dobrego wrażenia. Zwłaszcza, gdy od niej zaczynasz. Warto zadbać o większą różnorodność w opisach.
Nie było też wody, którą mogłaby pić. Była sama.
Powtórzonko.
– Jesteśmy tego pewni. – Zapewnił stanowczo
Bez kropki, a “zapewnił” małą.
– To wciąż nie wyjaśnia tego, że kamień jest kluczem! – Odrzekł zniecierpliwiony mężczyzna z cygarem.
Tu podobnie, “odrzekł” małą. Polecam poradnik fantazmatów tu
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam Ślimaku :)
To akurat jest jeszcze widoczne w temacie z pomocą językową, już dość blisko szczytu wątku. Niemniej według https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Koncowki-osobowe-czasu-przeszlego;22808.html jest to rozwiązanie dopuszczalne w zdaniach złożonych z tożsamym podmiotem. Przy zmienionym podmiocie, jak tutaj, moim zdaniem brzmi dziwnie albo potocznie, może jest w ogóle błędne.
O widzisz – dokładnie ta porada mi się pamiętała, ale nie umiałem jej znaleźć. Postaram się już zapamiętać, że podmiot ma być tożsamy.
Co do samego opowiadania, sceny są, jak zawsze u Ciebie, dobrze odmalowane, łatwe do przedstawienia sobie w wyobraźni, to naprawdę mocna strona Twojego pisarstwa.
Bardzo mi miło :)
czy oddanie życia za młodego adepta było dopełnieniem pokuty Aigulfa, czy też Samo ma być jego nowym wcieleniem, oczyszczonym czarami mistrza? Utwór wydałby mi się lepszy, gdyby coś wcześniej zapowiadało takie rozwiązanie, ale może w istocie przeoczyłem jakieś cenne wskazówki.
Jakieś tam wskazówki chyba były, a ogólnie mogę bez ściemy napisać, że chciałem, żeby tu sobie czytelnik coś dośpiewał… ale po pierwsze, to mogła być zła decyzja, a po drugie, na pewno bardziej skupiałem się na machaniu kijkiem i mieczykiem. Może za bardzo.
Doroszewski podaje “pobratymca” jako formę dawną i rzadką w stosunku do “pobratymiec”, SJP PWN wcale.
Jestem równie zaskoczony, co pisownią słowa “przypłacić”. Może bardziej. Na moje usprawiedliwienie, WSJP podaje tę formę, więc chyba jest jednak ciągle w użyciu. Tak czy inaczej, zmienię na tę poprawną.
Pozdrawiam i dziękuję!
Witam Hesket :)
Nie należę do wielkich fanów fantasy, ale to opowiadanie jest tak dobrze napisane, że wpadłem w nie, jak śliwka w kompot. Jedyne, co mi się dłużyło, to opisy walki, ale to kwestia gustu. To wcale nie oznacza, że coś jest źle. Widzę, że znasz się na tym. Tak sobie myślę, że może walczysz gdzieś na miecze :-)
Bardzo mi miło. Rozumiem całkowicie, sam się czasem ślizgam oczami po opisach walk, a tu, choć każda była raczej krótka, było ich sporo.
Walczyłem w swoim czasie, ale głównie bez sprzętu :)
Lubię do Ciebie zaglądać, bo poruszasz się w różnych klimatach, nie ograniczając do jednego gatunku.
Dzięki. Istotnie staram się próbować różnych rzeczy.
Pozdrawiam i dzięki za tak pozytywną opinię!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej Bruce, dzięki za wizytę :)
Czy dobrze rozumiem, że Ganzo to Aigulf? I – że wydarzenia w lesie są późniejsze względem tych w Hodden? Wspomnienie imienia kochanki mi to podpowiedziało, lecz – czy słusznie? :)
Tak, tak :)
Bardzo dobra opowieść, ale – jakby urwana, niedokończona. Pozostaje pytanie – co dalej z dziećmi? Co dalej z ich przywódcą? Czy mistrz zrealizował swoje plany? Potęgujesz długo napięcie, sygnalizujesz sporo wydarzeń z przeszłości, lecz później nagle przyspieszasz i urywasz mnóstwo niedokończonych wątków. :)
Cieszę się, że opowieść się podobała. Co do niedokończenia, moim osobistym zdaniem jest dość kompletna, ale być może faktycznie zostawiłem za dużo partii do dośpiewania dla czytelnika i nie jest to jasne, dlaczego kończy się akurat tam :(
Dzięki za wizytę, miłe słowa, klika i wskazane błędy :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Fajni bohaterowie się udali, przede wszystkim. Każdy ma jakąś tam swoją cechę, którą udało się przedstawić, nie popadając w dłużyznę, choć jest ich sporo. Bardzo wiarygodne było to, jak nakręcili się nawzajem do wyprawy, by potem stracić rezon, gdy przyszło co do czego.
Czuć tu pewien potencjał pisarski, niektóre zdania są naprawdę z rodzaju tych, które dobrze się czyta i w kilku słowach malują obraz w umyśle czytelnika:
A mimo to, uczucie bycia obserwowaną cały czas wgryzało jej się w kark i pełzło po plecach jak wielki, włochaty pająk.
Cholerne dzieciaki, potem o takich się słyszy w gazetach i wieczornych wiadomościach, pomyślała, ale nie zwróciła im uwagi. Nie od tego była, żeby ją zwracać.
Aczkolwiek jednakowoż, tak w ogólności proza wymaga jeszcze wiele pracy. Wiele zdań jest przesadnie długich, pojawiają się błędy i nieładne powtórzenia. Część wypisałem pod kreseczką, ale zdecydowanie nie wszystko.
O ile bohaterowie budzili moją sympatię, odczułem pewne braki w akcji, szczególnie jak na tekst reklamowany jako horror. W wielu scenach mówimy o tym, co może się stać złego (braknie im wody, przyjdzie burza, zobaczą zwłoki, ojojoj, co to będzie?). To nie tworzy mocnego napięcia. Zamiast rozważać hipotetyczne scenariusze, lepiej bohaterów w te sytuacje wrzucić – niech ta burza ich faktycznie złapie, a co. Nie ma co oszczędzać bohaterów.
Zakończenie, gdy już przejdziemy przez tę całą podróż, podczas której niewiele się dzieje i spotkamy Szewca, jest raczej udane.
Pozdrawiam!
rozpłynął się w powietrze
Raczej “w powietrzu”.
Dzieci niepewnie rozglądały się po klasie, kiedy wychowawczyni wraz z dyrektorem szkoły wyglądali, jakby mieli zacząć kolejną pogadankę na temat tego, jak niegrzeczna jest ich klasa, jak słabo się uczy, czy na jeszcze inny temat, który stanie się sensacją na kolejne kilka dni.
Rozbijałbym takie masywne zdania, zwłaszcza, kiedy tak jak tu można to zrobić bez szkody. “Dzieci niepewnie rozglądały się po klasie. Wychowawczyni wraz z dyrektorem […]”. Czytelnik bez trudu domyśli się, że te rzeczy dzieją się w tym samym momencie, nawet bez słowa “kiedy”.
Jeden z waszych kolegów, nie wrócił do domu w poniedziałek
Nieuzasadniony przecinek między podmiotem (jeden z kolegów) a orzeczeniem (nie wrócił).
czy nie macie żadnych informacji, dotyczących jego zniknięcia
którą tego wieczoru, było jej dane zobaczyć
Z plecakami i latarkami, wyglądały jakby szykowały się na ucieczkę z domu.
Również bez przecinka, nie ma potrzeby rozdzielania niejednorodnych części zdania.
myśl, że to oni zamierzają go odnaleźć napawał go gniewem
Napawała.
złoji
Złoi.
z tych myśli, przed strachem, że któraś się spełni.
Ze strachu.
Stefcio zagwizdał[,] widząc to i świecąc im latarką prosto w oczy.
Przecinek, bo imiesłów.
w dół takiego leja po śliskim błocie, aż na sam dół.
na temat tego, jak niegrzeczna jest ich klasa, jak słabo się uczy, czy na jeszcze inny temat
jaką czuł na myśl o przygodzie, jaką było poszukiwanie kolegi.
Powtórzonka.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
To teraz część “ogólna”: opowiadanie dobrze się czyta, jest wciągające, podobał mi się zabieg ze spleceniem z pozoru różnych wątków, ponieważ angażuje on czytelnika – cały czas czekamy na wyjaśnienie zagadki. Samo wyjaśnienie jest ciekawe i satysfakcjonujące, świat kotów-ogrodników oryginalny (dobrze, że nie psów ogrodnika XD). Ciekawe pomysły, dobre wykonanie,
Bardzo mi miło :) To splecenie było główną ideą stojącą za powstaniem tej historyjki, więc fajnie, jeśli ktoś uważa, że to wyszło.
trochę brakowało wyraźnej pointy – no niby jest zakończenie o tajemniczym zielu, ale czułem się, jakby przeczytał wycinek historii, a nie całość.
Hmm wydawało mi się, że jakaś tam puenta była, ale może powinienem ją bardziej wetrzeć w oczy czytelnikowi. Na pewno, patrząc wstecz, jakoś bardzo się na niej nie skupiałem, więc widzę jak najbardziej, dlaczego taka uwaga mogła się pojawić.
Zgrabne opisy fechtunku i walki, lepsze niż u Sapka, tu mogłem sobie wszystko dokładnie wyobrazić, a nie zastanawiać się jakim cudem coś się udało bohaterowi.
Dzięki, dzięki :)
Pozdrawiam
Masło maślane? Uczęszczana.
Hmmmm… faktycznie dziwnie to brzmi, ale nie mam pewności, że samo “uczęszczana” zostanie odpowiednio odczytane. Zmienię na “często używana” albo coś.
Trudno wyczuć., czy powtórzenie zamierzone czy nie. W każdym razie zauważone ;)
Zamierzone, dla efektu. Czy efekt wyszedł efektywny, trudno mi oceniać :O
zwykle mówi się z nim pójść, rzadko z nim chodzić
Hmm no tylko “pójść” to znaczy raz. Może “tam chodzić” będzie jaśniejsze.
a wy byście skończyły w burdelu lub a was by wzięli do burdelu (bardziej naturalne)
Po szybkim googlu nie widzę niczego, co by faktycznie zezwalało na pominięcie drugiego “byście”, więc Ci zaufam. Aczkolwiek coś z tyłu głowy mówi mi, że wolno tak robić hmm
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i cóż :]
Czuję się, niestety, osobą kompletnie nieadekwatną do oceny tego tekstu.
Twoja proza, jak już wielokrotnie pisałem, jest bardzo dobra. Tak dobra, że nie umiem nawet wskazać palcem, co mi się tak w niej podoba.
O wiele większą trudność mam z treścią. Tekst jest trudny – choć przyjemny! – w odbiorze i jeśli coś mi zgrzyta, to niemalże niemożliwym jest dla mnie stwierdzić, czy to autor czegoś nie dociągnął, czy to moja tępota się objawia.
Motyw zestawienia powodzi i nierówności społecznych zaklikał mi w głowie nagle, niejako post factum, gdy zaczęła się ta gadka o głodzie. Odczułem to jako niemal łopatologiczne nakierowanie czytelnika na właściwą interpretację, niezupełnie przystające do poetyckiego piękna całości. Z drugiej strony, gdyby nie to, to nigdy bym się nie domyślił OCB, choć zdarzało mi się teksty o nierównościach popełnić. Samo zestawienie jest co najmniej interesujące.
Z drugiej strony mamy tu wstawki osobiste, Maćka, muzykę, dźwięki. Maćka rozumiem, wydaje mi się, on osobiście żywiołu doświadczył (współczuję, mnie, odpukać, nawet podkarpackie powodzie 2010r ominęły). Ale muzyka, która się co chwilę przewija? Nie umiem sobie jej z całością połączyć. Nie wykluczam, że to taka maniera autora po prostu. Jeśli, to trochę zaciemnia tekst.
Na pewno to jest piękny tekst. Jeśli kręcę nosem to tylko dlatego, że będąc zmuszony do piórkowej oceny tak krótkiego tekstu, muszę od niego oczekiwać niemalże perfekcji.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
AnnaBullfinch, to ja dziękuję za tak udany konkurs. Cieszę się niezmiernie, jeśli opowiadanie się podobało.
Pozdrawiam również!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Opowiadanie ma spójną konstrukcję, nawet z klamrą. Jest osnute na konkretnej myśli przewodniej.
Główną atrakcją tekstu jest nastrój. Udało się zbudować to poczucie straty i to drżenie o los dziecka. Doceniam też dbałość o detale (niteczka).
Fabuła, jak już inni pisali jest szczątkowa – to jest szort (choć technicznie ponad limitem), impresja, tekst, który stoi niemal wyłącznie nastrojem i emocjami. Nie jest to koniecznie coś złego, a jednak TAKa za taki "okruch" ciężko byłoby przyznać.
Co mi się osobiście najmniej podobało, a wręcz drażniło, to te "ociekające tajemniczością" zdania wygłaszane przez bohaterów. Np:
Dziwne miejsca często pamiętają najwięcej.
Kto słyszy siebie drugi raz, ten nie jest już w tym samym miejscu, co za pierwszym razem
Jest ich w tekście całkiem sporo. Gdyby było jedno, dwa, to można czytelnika skłonić do pomedytowania nad takim koanem. Ale w zbyt dużej częstotliwości tworzą wrażenie, jakby autorka na siłę chciała być tajemnicza – na czym tekst trochę cierpi, z tajemnicą nie można na siłę, tajemnice łatwo się płoszą.
Pozdrawiam :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Proza opowiadania komentarza raczej nie wymaga, jest och, ach po prostu:
Wyglądała młodziej, jakby śmierć, stojąca już w progu, zaczęła ją powoli retuszować, przywracając rysy, które Romain pamiętał z dzieciństwa.
No chciałbym tak umieć.
Opowiadanie zaczyna się niemal dowsłownie od trzęsienia ziemi, czyli tak jak powinno być. Kometa dodatkowo wprowadza nam klasyczny tykający zegar i miecz Damoklesa, więc ogółem wstęp jest tip top, tekst od pierwszych paragrafów wciąga jak wciągnik.
Perfekcyjnie od początku do końca udało się zbudować nastrój marności i beznadziejności, rezygnacji może, i to on jest główną atrakcją opowiadania. Jednocześnie w dosadny acz nienachalny sposób przekazujesz czytelnikowi jakieś tam przemyślenia na temat życia i codzienności – wiadomo raczej, że ta kometa nie jest dosłowną kometą.
Tak obiektywnie, to pewnie najsłabszą stroną tekstu jest pewien brak oryginalności pomysłu, ale szczerze, wcale mnie to nie bolało przy czytaniu.
Bardziej subiektywnie czepiłbym się sekwencji między otrzymaniem listu a wyjściem na bal. Niemal dosłownie polega ona na tym, że zabijamy czas do wieczora. Nawet, gdy zabijamy oprócz czasu własną matkę, cała scena przebiega dokładnie tak, jak czytelnik spodziewa się, że przebiegnie, gdy zaczyna ją czytać. IMO warto by tam jednak jakiś konflikt wcisnąć, choćby jakiś najprostszy, żeby się wzrok czytelnikowi nie ślizgał po paragrafach – ta wciągalność wyraźnie spada w scenach II i III. Ale to też nie jest jakieś mega ważne, te sceny nie są strasznie długie, a wyraźnie zbudowany nastrój jakichś tam wrażeń czytelnikowi ciągle dostarcza.
Ogółem, bardzo udany tekścior.
Pozdrawiam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Opowiadanie odbieram jako połączenie przygodówki z dark romance.
Pierwsze, co rzuca się w oczy: zaczynamy akcją i dopiero potem przechodzimy do ekspozycji. Bardzo dobrze, nie przynudzić na początku to połowa sukcesu. Ten fragment ekspozycji w drugiej scenie jest ciut przydługi, ale poza tym szczegóły świata przedstawionego są serwowane nienachalnie, w łatwych do przeżucia kęsach, więc ogólnie ten balans między akcją a ekspozycją/światotwórstwem wypada bardzo korzystnie.
Proza jest bardzo ładna, bez błędów i płynnie się czyta.
Bardzo podobały mi się motywy fantastyczne – narkotyk łączący użytkownika z upiornym bóstwem miodzio, giganci z dżungli zwalczający kolonialne złodziejstwo również. Jest oryginalnie i ciekawie, ale bez przesadnych udziwnień, które utrudniałyby obcowanie z tekstem.
A z rzeczy, które mi się (nieco) mniej podobały.
Po pierwsze, bohaterowie. Wera zaczyna jako postać groteskowo niemalże brutalna i chaotyczna, by po "nawiązaniu relacji" z Markiem stać się grzeczną kicią, która może coś tam powarkuje, ale już raczej tylko symbolicznie. Takie przejście raczej odejmuje jej uroku, niezależnie od tego, z której strony spojrzymy. Co gorsza, ponieważ inicjatywa nie wyszła od Marka, jemu to uroku nie dodaje, więc bilans jest ujemny. Oboje bardzo nadrabiają w drugiej połowie opowiadania i ostatecznie nie wypadają źle.
Po drugie, główny element fantastyczny boga Arghora. O ile w izolacji, jak pisałem, sam motyw bardzo przypadł mi do gustu, o tyle nie mam wrażenia, że tworzył spójną całość z historią albo doczekał się satysfakcjonującego domknięcia. Niemal równie dobrze można by tchnienie zastąpić zwykłym narkotykiem, a wyznawców zwykłymi dzikusami i odegrać tę samą historię między Werą a Markiem, a dżunglą. Nie wykluczam, że coś mi bardzo umyka, ale po przeczytaniu odebrałem Arghora jako raczej rozwadniający fabułę ozdobnik.
Jednakowoż aczkolwiek, oba te wspomniane "minusy" nie mają jakiejś wielkiej wagi. Ogółem czytanie tego tekstu sprawiło mi dużą przyjemność.
Pozdrawiam
Jej paznokcie wpiły się Markowi w przedramię, jakby w odwecie.
– T-ty skurwysynu… – Jej oddech stał się nierówny.
Marek objął ją, gdy ciało zaczęło dygotać w konwulsjach.
Jednego jeja można by wywalić.
– Jak długo? – zapytał, niemal nie zdradzając uczuć.
Czy to nie jest anglicyzm i nie ładniej byłoby "od jak dawna"? Mogę nie mieć racji.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Powiedzieli złotokrwisty, bo zobaczyli złotą krew, a nie, że już wcześniej sie z czymś takim spotkali. A słowo Chrysaim po prostu wymyślili, bo bohater sie przecież nie miał zamiaru przedstawić.
Jest to, że tak powiem w cudzysłowiu, “możliwa” interpretacja tamtego fragmentu, bo narrator mówi, że “słowo brzmi jak z dawnych legend”, a nie, że “jest z dawnych legend”, ale obawiam się, że jednak dalece nie oczywista.
Ale mam wrażenie, że została mi też dopięta pewna łatka po moich poprzednich tekstach.
Może trochę, choć też przecież sam zapowiadasz przypowieść w przedmowie. Ale IMO przede wszystkim po wyłapaniu kilku symbolicznych znaczeń czytelnik automatycznie będzie doszukiwał się kolejnych.
Ogólnie zastanowiłbym się jak to zmienić
IMO wystarczyłoby zmienić wypowiedź starca, ale jak jesteś zadowolony, to oczywiście nie zmieniaj.
Dzięki, Zakapiorze. Mógłbym dosłownie skopiować i wkleić to, co pisałem Ślimakowi. Takie obszerne opinie, głębokie wejście w mój tekst i analiza, która z pewnością pozytywnie wpłynie na moje przyszłe opowiadania jest na wagę złota, a nawet nie musiałem nikogo rozszarpywać, żeby ją otrzymać. Jestem mega wdzięczny. Jestem przekonany, że to kolejny taki komentarz, którego pozytywne skutki będzie się dało odczuć w moich kolejnych tekstach!
Nie ma sprawy po to tu jesteśmy i miło mi :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Tak po pierwsze primo zanim przejdziemy do merituum: gdzie tu widzisz dark fantasy? Nie jest to ani fantasy z elementami horroru, ani antyteza fantasy heroicznego, więc chyba masz jakiś trzeci sposób rozumienia tego terminu? Z ciekawości pytam, nie jest to oczywiście żaden zarzut wobec tekstu, nie ma obowiązku bycia dark fantasy, pytam tylko z ciekawości na temat samego terminu 'dark fantasy', który jak widać można rozumieć bardzo różnie :P
Próbowałem już wysłać dwa teksty do redakcji, póki co cisza.
Drugie primo: nie mam żadnych dojść do redakcji, no ale tak na chłopski rozum jeśli chodzi o prozę polską, pismo jest obecnie nadal "zapchane" wyróżnieniami z konkursu i raczej ciężej się dostać niż normalnie, jeśli to w ogóle obecnie możliwe. Więc jakby nie zachodziłbym w głowę nad tą ciszą. (Zapchane w duuużym cudzysłowiu oczywiście, to są dobre teksty i zasługują by tam być ofc).
I przechodząc wreszcie do samego tekstu.
Językowo jest bardzo dobrze, nie aż tak zachwycająco jak w "Plaży z kamienia", ale poza jedną czy drugą przekombinowaną metaforą (pod kreseczką) nie miałem się czego czepiać i szybowałem wręcz przez tekst.
Początek mamy rodem z klasycznego opowiadania fantasy (mamy "lubialną" bohaterkę w podbramkowej sytuacji (susza), mamy tajemnicę fantastyczną™ złotokrwistego). Szybko jednak – i, nie ma wątpliwości, zupełnie celowo – skręcasz mocno w przypowieść. I to mi nastręcza problemów w ostatecznej ocenie.
Jak już rozmawialiśmy pod którymś poprzednim Twoim tekstem, moim skromnym przypowieść zwyczajnie powinna być krótka i do rzeczy. Każdy paragraf i każdy kolejny symbol to ryzyko, że czytelnik zgubi się w metaforach, albo – co gorsza! – znudzi.
Znudzić się tu, oczywiście, nie dało. Tekst rozkręca się z zadowalającą prędkością i nawet, gdy staje się już jasne, że losy Sery i susza tak naprawdę nie mają kluczowego znaczenia, ciągle w każdej scenie, albo przynajmniej w zdecydowanej większości, jakiś konflikt jest. A to mamy męża Sery, którego zachowanie jest niepewne, a to wojaka-żołdaka, który przyjeżdża i miesza, i też nie wiadomo, co zrobi, a to cesarza, a to głosowanie. Dodatkowo kolejne sceny są zazwyczaj bardzo satysfakcjonującym logicznym następstwem poprzednich (Chrystusaim daje wieśniakom złoto i leczy chłopaka -> wieśniacy idą na targ i kłapią dziobem -> plotki się rozchodzą -> przyjeżdża wojak, który słyszał plotki -> wojak woła kajzera). Tak że pod względem frajdy z czytania i konstrukcji fabuły jest co najmniej dobrze.
Pojawia się natomiast ten drugi problem – metafora przedstawiona w tak rozbudowany sposób po prostu przestaje być czytelna. I nie jest to nawet kwestią umiejętności autora (które są, jak widać, wysokie), ani tępoty czytelnika (która jest, w wypadku tego czytelnika, równie wysoka), tylko zwyczajnej natury rzeczy. Czytelnik nigdy żadnego symbolu nie odczyta w 100% tak, jak autor sobie to wymyślił i im więcej tych symboli stoi jeden na drugim, tym bardziej te kwantowe niepewności nakładają się na siebie, niechybnie prowadząc sporą część odbiorców na manowce.
Ponownie polecam zwrócić uwagę analityczno-krytycznym okiem, jak przypowieści traktują klasycy gatunku. Nawet te nieporównanie prostsze od Twoich niemal zawsze publikowane są z komentarzem umożliwiającym właściwy odbiór (biblijny przykład Mt 25, natychmiast po przypowieściach jest komentarz, bo inaczej nijak nie dałoby się ich zrozumieć nawet mając trzydzieści lat doświadczenia w studiach ksiąg proroczych).
Tutaj rolę takiego komentarza pełni kara boża spotykająca na końcu wieśniaków, ale jest to komentarz raczej niewystarczający (jeśli ktoś uważał, że polać cesarzowi a Chrysaim, uzurpujący sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci, został słusznie rozkułaczony, to po przeczytaniu "i wszyscy oni umarli, a jednego to nawet baba zostawiła" raczej nie zrozumie, dlaczego nie miał racji), a co gorsza, jak widzimy po dyskusji w komentarzach (tych na portalu), również nieszczególnie atrakcyjny dla czytelnika (wyjątek z tego ciągu bardzo satysfakcjonujących następstw, o których pisałem wyżej). Kara ex machina, można by powiedzieć, nieco na wyrost, ale tylko nieco.
Tak, że tak. Jako przypowieść, moim zdaniem, ten tekst trochę zawodzi. Ale jako tekst, ten tekst się broni i to broni się dość mocno. Więc jeszcze sobie to przemyślę, ale jako że koneserem przypowieści i tak nie jestem, skłaniam się obecnie ku TAKowi.
Pozdrawiam!
Tarin, mąż Sery, przepchnął się przez tłum jako pierwszy.
To zdanie, jeśli się mu tak za długo przyglądać, jest strasznie dziwne :P Tłum się grzecznie równiutko ustawiał, po czym Tarin sie przepchnął i wtedy się inni zaczęli przepychać…? Jeśli, to bym to dokładniej opisał.
Powolnym gestem przeciągnął długim paznokciem po skórze przedramienia.
Moim zdaniem po prostu "powoli", albo "powolnym ruchem". Gest to ruch, który służy przekazaniu komunikatu.
tak ostrożnie, jakby trzymał pęk wyschniętej słomy, który lada chwila mógł się rozsypać.
Hmmmm jeśli trzymasz pęk słomy, żeby się nie rozsypał, to raczej trzymasz go mocno, z całych sił, a nie ostrożnie?
– Czym ty jesteś?
– Nie pojmiesz odpowiedzi.
To prości wieśniacy od razu wiedzieli, czym jest złotokrwisty, a kajzerowski żołnierz nie dość, że nie wie, to nie pojmie? Mała dziura fabularna IMO.
– Nie możesz przywrócić życia, nie oddając czegoś równie cennego –
Eeee ale starzec dosłownie chwilę temu się poświęcił uznając życie dziecka za cenniejsze od własnego…?
Zupełnie nie. Tu chodzi o świadomość. Nie wiek.
A no widzisz. Tylko starzec zdaje się mówić co innego (on już się naorał, a młody dopiero będzie orał). Tak jak pisałem powyżej – każdy dodatkowy symbol zaciemnia obraz i nie da się tego obejść.
Wróciliście na jedyną drogę, jaka wam przysługuje.
Moim zdaniem "która".
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Otwierasz w tekście wątek za wątkiem, rzucasz okruszki i detale świata przedstawionego, i może nawet te pootwierane wątki i detale są ciekawe a klimat spaceoperowo-korporacyjny daje się odczuć, więc lektura nawet była przyjemna, ale potem to wszystko zostawiasz – wątki są niepodomykane, nawet te dotyczące tytułowego artefaktu, a detale okazują się bez znaczenia, nawet jeśli na ich opis zużyłeś całe paragrafy. Tekst w moim odczuciu składa się właściwie z niewystrzelonych strzelb Czechowa i ekspozycji. Gdyby nie to, że zabijasz dwóch głównych bohaterów, w ogóle nie miałbym wrażenia, że przeczytałem kompletną historię. Raczej pierwszy rozdział powieści, albo coś podobnego.
W komentarzach widzę, że planowana jest kontynuacja – no więc widzę, że moje wrażenia nie były całkowicie błędne i mogę się zgodzić jak najbardziej, że jest tu potencjał na kontynuację, i nie wykluczam, że po przeczytaniu całości spojrzałbym na tekst cieplejszym okiem, ale widząc tylko to, co mam przed sobą, nie będę tu mógł dać TAK-a.
Pozdrawiam!
uśmiech[,] odsłaniając małe, nierówne zęby
Przecinek, moim zdaniem, gdyż imiesłów przysłówkowy.
wyidealizowany sześcian
Raczej “idealny” po prostu, “idealizować” odnosi się do wyobrażenia o czymś.
Przy zgaszonym świetle znikał w ciemności, tak, jak zwyczajne metale.
…tudzież wszystko inne?
Marię parzącą matę
Literówka – chyba? "Matchę"? Albo "mate" jeśli chodziło o yerbę?
zastanawiał się[,] jak w serwisie wyjaśni przyczynę starcia się diamentów
Przecinek między "zastanawiał" a "wyjaśni".
Kiedy ruszył, poczuł ulgę. Skierował pojazd do platformy C-16.
Eee on może wysłać SMS na marsa, ale do Bena już nie?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hm…wirtualny zdaję się ale i tak dziękuję :) Liczy sie intencja.
A tak – chciałem kliknąć, ale wyszło, że masz już pięć. Chyba że mi strona się buguje? Nie mam tego knefla w każdym razie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Pierwsza scena bardzo mi się podobała. Jest napięcie, jest bardzo udana jakcja i atrakcyjne owej akcji opisy – te pęta utkane z czystej woli, no miodzio. Atmosfera troszeczkę jak w gierce, te wszystkie światełka spod spalonej na węgiel skóry i tak dalej, ale w moich oczach to żadna wada. Czytając, zastanawiałem się, komu tak naprawdę powinienem kibicować i jak to się wszystko skończy.
Druga połówka niestety dużo słabiej. Odczułem ją jako teaser jakiejś dalszej historii, niestety ów teaser nie został podparty ani akcją, ani konfliktem, ani no niczym, co by przyciągało do kolejnych paragrafów, więc był raczej nudnawy. Być może ta dalsza historia okaże się ciekawsza – pokazałeś w tym tekście, że umiesz ciekawie pisać! – ale analizując tekst jako samodzielne opowiadanie (a tak go przedstawiasz w przedmowie), ta druga połówka się nie broni.
Pozdrawiam!
Pomiędzy pęknięciami na knykciach i przedramionach sączyło się
Raczej z pęknięć?
My też nie chcemy walki[.] – [J]eden
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Hmmm ładnie napisane, zabawne i pomysłowe. Tylko trochę się zasiedziało. Najmocniejszy momentem opowiadania jest, gdy tytułowy ksiądz okazuje się Fujitsu Santo Subito, a potem jest jeszcze ta scena z ministrantem, która nie dosięga poziomem humoru do poprzedniej części opowiadania i nie wprowadza tak naprawdę niczego nowego – moim zdaniem trzeba było to skończyć na wysokim “C”.
Pozdrawiam i klik
że we wsi, do starzejącego się proboszcza
Nie wydaje mi się, żeby ten przecinek był uzasadniony.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
No sympatyczna historyjka. Widzę tu połączenie bajki o syrence, mitu amazonek… i przypowieści o dobrym Samarytaninie, bo przecież Wars zostaje nagrodzony właśnie za życzliwość okazaną nieznajomej w potrzebie.
Bardzo mi się podobało mi się domknięcie baji zasugerowaniem, że postaci z niej można spotkać współcześnie. Dobra bajka czy baśń właśnie to powinna robić, trochę “wykraczać” z kartki do naszego świata, żeby zostać z czytelnikiem.
Nie wiem, czy nie jest przesadą pisanie o rzymskim podboju Grecji jako o zniszczeniu – ale może nie mam racji i ktoś mnie poprawi, a nawet jeśli mam, to nie jest jakaś ważna uwaga.
Również życzę udanej majówki, pozdrawiam i klikam
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak zwykle bardzo ładnie napisany tekst, aczkolwiek tym razem nieco hermetyczny – wydaje mi się, że trzeba mieć wrażliwość na muzykę zdecydowanie większą od mojej, żeby go właściwie odebrać.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Dobrze bawiłem się przy czytaniu – język jest ładny, tekst trzyma klimat, akcja idzie do przodu i nie zamula (może tak ciut, ciut począteczek można by przyspieszyć).
Jedynie zakończenie zostawia pewien niedosyt, moim zdaniem – jest zbyt zamknięte jak na horror. Po przeczytaniu takiego tekstu powinienem oglądać się za siebie widząc dachowca, ale nie będę tego robił, bo tekst zostawia wrażenie, że sprawa dotyczy konkretnego kota z konkretnego domu.
Pozdrawiam i klik
przyjaciółmi wpadających
Wpadającymi
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i gratuluję tutejszego debiutu :]
Debiutu, który można określić jako całkiem udany. Tekst zdecydowanie trzyma klimat, językowo też jest całkiem nieźle, są udane sceny akcji.
Nie wiem tylko, czy określiłbym go jako ‘samodzielny’ fragment. Co prawda spotkanie bohaterki ze złolami zostaje zamknięte, ale nie wiemy tak naprawdę, jak to się stało. Dla mnie to jest jednak fragment, choć taki faktycznie na krawędzi.
Odczułem też lekki nadmiar ekspozycji w stosunku do fabuły, ale jako że tekst jest fragmentem powieści, to raczej nie jest specjalna wada – jest to ewidentnie tekst pisany tempem ‘powieściowym’.
Pozdrawiam!
Wielki, włochaty odyniec[,] ryjący w śniegu.
Przecinek, moim zadaniem – odyniec może przestać ryć w śniegu w każdej chwili, więc to cecha przygodna.
Elementarzystka
Rozumiem, że to słowo jest wynalazkiem autora, ale po polsku ‘elementarzystka’ musi kojarzyć się raczej z elementarzem, niż z żywiołami.
którzy przeżyli rzeź[,] jaka miała miejsce prawie dwadzieścia lat temu.
Przecinek + nie ‘jaka’, tylko ‘która’ (albo najlepiej “rzeź sprzed dwudziestu lat” czy coś, żeby nie było powtórzonka.
wystrzeliły z posadzki, łapiąc go za kostki
Raczej wystrzeliły i złapały, bo przecież nie zrobiły tego jednocześnie.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Padłam!
Ale to całkiem na poważnie było :)
Pozdrawiam również
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Szkoda, Bardzie.
Dzięki za te parę miesięcy współpracy ![]()
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Brawa dla opierzonych i nominowanych :)
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Jesteś dla siebie zbyt surowy. Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą.
Hmmm nie jestem tam jakoś specjalnie surowy dla siebie, po prostu uznałem, że pani z obrazu, gdyby się na ten przykład okazała ciocią Michaela albo kimś takim, mogłoby być przykro, że została zinterpretowana jako satanistyczno-mordercza wiedźma z ciągotami do młodszych chłopców :O
Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą. W krótkiej formie i bez zbędnego gadulstwa udało Ci się zmieścić ciekawą historię, która nie sprawia wrażenia skróconej czy niedopracowanej. Ba! Nawet udało Ci się mnie na koniec oszukać!
Bardzo mi miło!
Dzięki za konkurs i za wizytę i pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Jak zwykle pięknie napisany tekst. I przejmujący.
Ciekawie udało się tu połączyć pozornie całkiem różne emocjonalne aspekty – z jednej strony mamy słuchacza tak wciągniętego w muzykę, że na moment jest kimś innym, z drugiej dostajemy niedocenionego twórcę.
Myślę, że lepszym przykładem mógłby być utwór Papaoutai, pana Stromae – Francuzi płaczą, reszta świata się bawi w najlepsze. Ale i nie zawsze inny język musi to zaburzać, wystarczy wziąć legendarne “Whisky” Dżemu.
Albo pójdę boso xdd
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
No fajny tekst. Od początku czujemy, że z przemianą kotka coś po prostu musi pójść nie tak, a pozornie lekki ton tylko potęguje to wrażenie. Przedstawienie toksycznej relacji mocno tu przemawia.
Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to albo bym to opowiadanie ciut skrócił, albo przemyślał decyzję o małomówności Grafita – jesteśmy przez 50k znaków z jedną bohaterką i właściwie cały czas w tej samej sytuacji (choć oczywiście atmosfera cały czas się zagęszcza), co w pewnych momentach trochę nużyło.
Pod kreseczką kilka uwag językowych.
Pozdrawiam i klik z przekonaniem :)
Tyle że Grafitowi ani widziało się ją jeść
Raczej ‘jej jeść’.
brak głosu Grafita to jej poczucie bezpieczeństwa, że nie będzie sama.
Raczej “dawał” jej poczucie, niż nim był.
który ją owładnął
Owładnąć kim/czym, czyli tutaj ‘nią’.
Ja boję się o nią. Ja boję się jej
W polszczyźnie takie ‘ja’ raczej się pomija, chyba że mówiący bardzo chce podkreślić, że chodzi właśnie o niego (’ja, ja i nikt inny’) co tu raczej nie ma miejsca.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam prosiaczku :)
Dzięki za pozytywną opinię, zawsze cieszy, kiedy słusznie doceniany autor wpadnie i napisze coś takiego![]()
Pomysł sam w sobie uważam za nieodkrywczy
Zgadzam się w dużej mierze, jak pisałem powyżej, marzył mi się taki prosty straszak :)
Pozdrawiam również i dzięki za wizytę!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Początek udany: było czuć napięcie. Najpierw pożar i pani na balkonie, potem nagle przenosimy się w czasie i jeszcze trafiamy do pełnej Niemców kamienicy. Ten początek rozbudził moje nadzieje, nie ukrywam.
Niestety, potem dostaliśmy od losu przewodniczkę-ekspozytorkę i to napięcie bardzo opadło, a co gorsza nasz bohater, który od tego momentu pozwala się jej prowadzić (momentami dosłownie za rączkę), zupełnie stracił proaktywność, która była jego właściwie jedyną lubialną cechą.
Opowiadanie przechodzi w taki pokaz slajdów z getta, który sam w sobie nie byłby nawet zły, jako że scenki trafiają do wyobraźni, ale po takim wysokooktanowym zawiązaniu akcji wydawał się raczej nudnawy.
Bardzo doceniam to dopasowanie “zewnętrznych” i “wewnętrznych” przeżyć bohatera. W sporej mierze zgadzam się z przedstawionymi przez Ślimaka zastrzeżeniami co do myśli przewodniej, którą czytelnik może tu odczytać, ale z punktu widzenia kompozycji bardzo doceniam jej wplecenie.
Pozdrawiam!
wypowiedzenie brzmiało jak przysługa. A potem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć
Z językowych spraw tylko takie nieoczywiste powtórzonko zwróciło moją uwagę. Poza tym jest bardzo ładnie 
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Mam podobne wrażenia do Barda.
Samo “jądro” tego opowiadania, pomysł na przenoszenie świadomości umierających do wirtualnej przestrzeni procesowanej przez mózg żyjącej osoby, jest dobry, a okraszony trudną relacją ojca i syna mógł śmiało stać się bardzo dobry.
Niestety zostało to wszystko bardzo rozwodnione szczegółowymi opisami różnych dziwnych zachowań ucztujących. Rozwodnione do tego stopnia, że te ciekawe elementy są niejako potraktowane po łebkach – tajemnicę wyjaśniają nam “zewnętrzne” fragmenty tekstu, a tej relacji ojca z synem mamy jedynie ogólny obraz.
Nie wykluczam, że wszystkie incydenty na tej uczcie mają jakieś głębokie symboliczne znaczenia, ale mi ono raczej umyka. Miałem w głowie jedynie jakiś ogólny obraz skrajnego konsumpcjonizmu i rozpasania, co ma sens, bo przecież kim trzeba być żeby “wepchać” się do głowy dziecka/bratanka/chrześniaka/whatever żeby tam sobie żyć w pałacyku, ale raczej nie uzasadniałoby tylu znaków.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam i cóż.
Będę miał spory problem z piórkową oceną tego opowiadania. Na pewno mamy tu zalety: język nie zawodzi, (może poza tymi pojedynczymi zdaniami jak to o fizyce, o którym już inni wspominali), fabuła jest spójna i z przekazem “na czasie”, spostrzeżenia autora przemawiają do czytelnika (przynajmniej do mnie) a przyjęta konwencja została konsekwentnie zrealizowana.
Z drugiej strony, co również inni wspominali, opowiadanie jest raczej trudne w odbiorze. I nie jestem specjalnie przekonany, że ta trudność jest dostatecznie uzasadniona. Tekst o syntetyku, którego heroiczna acz kontrowersyjna decyzja doprowadza do takich a nie innych zmian społecznych można by chyba sklecić bez męczących czytelnika technicznych szczegółów w opisie awarii, jak i bez 20k znaków dialogów o fikcyjnej polityce – a przynajmniej można by te elementy nieco przyciąć.
Pozdrawiam!
– Procedura wymaga ewakuacji – zaczął 847R – w przypadku przekroczenia–
Kropka na końcu zamiast myślnika?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Chodzi mi o pozę. Jeśli wygina się plecy w łuk, to daje się ręce do tyłu, a nie podnosi do góry. Inaczej się człowiek wywali.
Hmm może ja już stary dziad jestem i nie umiem aż tak pleców wygiąć xd
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Opowiadanie ma zalety. Wiele zalet. Sympatyczna bohaterka świetnie współgra z tajemnicą – czytelnik bardzo chce wiedzieć, co oni tak naprawdę zamierzają tej małej zrobić. Przedstawiasz też barwną i przekonującą wizję dystopijnej teraźniejszościprzyszłości. O tym, że bardzo dobry warsztat to chyba nawet nie warto wspominać.
Jedyny problem jaki miałem z tym opowiadaniem to pewne przegadanie. Fabuła, choć podobała mi się, porusza emocje na kilka sposobów i na pewno zapadnie mi w pamięć, jest raczej prosta, a rozciągnęła się aż na 40k znaków. Szczególnie raziło to na początku – pierwsza ćwiartka opowiadania to właściwie ekspozycja i niezbyt wyróżniające się z tłumu zawiązanie akcji.
Bardzo dobry tekst, tak podsumowując.
Pozdrawiam!
budowały je te same, wielkie umysły
Bez tego przecinka?
Nie mieli niczego więcej do zaoferowania prócz szklanki wody
Ciachnąłbym
Jednak dzisiaj urok osobisty go zawiódł.
Tego dnia? Wtedy?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Nagle czas teraźniejszy się wkradł.
A to celowo, tak samo jak w zakończeniu – ona się dalej tak nazywa w momencie, gdy on pisze.
Wygląda to w mojej głowie groteskowo. Kto tak robi?
Nie wiem… wyznawcy szatana?
Nie wydaje mi się też, że szef pokazałby dane poufne pracownikowi, tylko dlatego, że ten ma jakieś delulu. Z perspektywy szefa oczywiście.
Bardzo słuszna uwaga, nie pomyślałem nawet o tym… z drugiej strony, to jest chameryczka i nie taka całkiem współczesna, to chyba nie jest takie całkiem niewiarygodne, że nie mają takiej obsesji na punkcie prywatności, jak my dzisiaj w cywilizowanych krajach.
Nie wydaje mi się, żeby zabójstwo Mary było konieczne. Co by się stało, gdyby jej nie zabił? Co zrobiłaby nauczycielka? Nie znamy stawki ani konsekwencji niespełnienia obietnicy.
Hmm myślę, że możemy się przynajmniej domyślać – narrator x czasu spędził pod wpływem uroku czarownicy, na pewno nie chciałby tego powtarzać, a tym bardziej, żeby takie coś spotkało jego dzieci.
Aczkolwiek przyjmuję, że to może być wszystko zdecydowanie za bardzo niedopowiedziane.
Jest tylko jeden, mały problem. Nie widzę w ogóle nawiązania do obrazu :p Na dziele pani Anny widzimy kobietę, która poprawia sobie włosy, nie przypomina mi to unoszenia rąk w ekstazie. No i nie ma pleców wygiętych w łuk.
Nooo trochę nagłem rzeczywistość obrazu, nie zaprzeczam :D Ta kobieta na obrazie tak złowrogo łypie za siebie – ten szczegół mnie natchnął.
Poza tym zacny szorciak i horrorek.
Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!
Dzięki również i pozdrawiam! Bardzo dobry to był konkurs!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Nie mogę niestety powiedzieć, żeby tekst mnie szczególnie porwał. Z jednej strony mamy tu jakąś satyrę społeczną, zarówno na nieuleczalnie bezrobotnych jak i na przedsiębiorców, sól tej ziemi, z drugiej groteskowy horror, trochę w stylu FNAF(?).
Wydaje mi się, że to aspekty, które trudno połączyć – jeśli narrator jest przedstawiony jako karykatura bezrobotnego, to potem czytelnikowi ciężko przejąć się jego losami.
Co do wykonania, najbardziej rzucały się w oczy błędnie zapisane dialogi.
Pozdrawiam!
– Śmiało, panie Mirku. – zachęcał Pan Zdrapka.
Bez pierwszej kropeczki.
dym, lub para
Bez przecinka
– To Pikuś. – wyjaśnił Grochota
Bez kropki
przeziębił na zakładzie. – powiedział Artur Grochota
Bez kropki
– Panie Mirku. – zwrócił się do mnie Grochota
Proszę włożyć rękawiczki. – powiedziawszy to wyszedł z pomieszczenia.
Bez kropek. Ten błąd się jeszcze w paru miejscach powtarza.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Samo "jądro" opowiadania, cały ten oniryczny spiel o umierajacym gościu i śmierci spełniającej marzenia, jest naprawdę spoko i przedstawiony w naturalny sposób, obrazowo, bez walenia czytelnika łopatą po łbie. Język też mi bardzo odpowiadał – jakieś tam drobnostki mi się może rzuciły w oczy, ale zasadniczo mocno czuć, że autor wie, co robi z piórem i ogółem w takim długim tekście przecież nie sposób uniknąć potknięć.
No i właśnie. Płynnie przechodzimy do słabszych stron. Apro popo wspomnianej długości.
To jest pomysł na szorta (no, może takiego szorta plus size) rozciągnięty do rozmiaru 17 stron. Spora część scenek w opowiadaniu to jakieś dziwne karykatury, które wcale nie pchają akcji do przodu. Może i miały na celu kontrastowanie z jego poważną częścią, ale w porównaniu z nią zwyczajnie wypadają bardzo blado i związek między jednym a drugim wydaje się raczej nikły. Apostołowie są pomysłowi i zabawni… za pierwszym razem. Moherki i rąsia pod kołderką – ani razu. Nie wiem, czy to miał być ten turpizm, dla mnie to są żarty zgrane, a nawet gdyby były świeże, to zapisane w przesadnej ilości znaków.
Co gorsza, ta najmniej ciekawa i najnudniejsza część jest na samym początku (stawkę akcji poznajemy po 13k znaków) – bezpardonowo napiszę, że gdybym trafił na ten tekst losowo w poczekalni, to bym go olał, przeczytawszy kilka pierwszych stron, bo nie wiedziałbym nawet, że on zmierza do czegoś więcej niż żarty o moherowych beretach. Nie wykluczam wcale, że zanim opko dostało nominację, właśnie tak zrobiłem i teraz nie pamiętam. A szkoda by było ten tekst olać, bo po przeczytaniu całości zostawia niezłe wrażenie. Tak że nie warto zostawiać najlepszego na koniec.
Pozdrawiam!
Mętna lura poleciała strumieniem;
"Lura" to raczej kawa/herbata.
Słowa – pyknęła – to tylko słaby manifest tego, czego ludzie naprawdę pragną
Zwodniczy może? Dlaczego słaby?
Jego pięść uderzyła w twarz mężczyzny
Raczej mężczyznę w twarz…?
znak rozpoczętej burdy pomiędzy zastawą.
"Rozpoczętej między zastawą burdy" – chyba że to talerze się biją…?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :]
Witam :]
Mocny i udany tekst. Miałem już pisać, że ciut przefilozofowany, ale puenta nadaje nowego spojrzenia na wszystko, co przed nią! Brawo.
Pozdrawiam i klik
Pamiętam, że kiedyś nie miałem z tym problemu, a teraz mam koszmary.
Powtórzonko.
– Czemu tak cholernie boję się latać[?] – wyszeptał.
Dałbym tu jednak pytajnik, albo choć wielokropek
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam
Życie z kotem to nie przelewki… ładny, zabawny szorciak.
Klikam :)
Pies przebiegł przez przedpokój[,] zawodząc.
Przecinek, albo nawet “Pies, zawodząc, przebiegł[..]” – skoro imiesłów przysłówkowy, to może lepiej wygląda bliżej czasownika…? W każdym razie przecinek chyba na pewno.
krzyknął[,] wskakując
Tu też.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Witam :)
Kolejne poetyckie i humanistyczne do głębi SF – mało kto takie rzeczy pisze, a tutaj na portalu to raczej nikt. Mi się bardzo.
Zgadzam się z marzanem, że ten jeden fragment jest trochę łopatą – on (fragment, nie marzan) pewnie nawet w innym tekście by się tak nie wyróżniał, ale Twoja proza jest tak poetycka, że tę jedną jedyną łopatę czuć.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
No witam :]
Przeczytałem i cóż – napisany jest ten szorciak bardzo ładnie, niestety jako chamidło ostatnie ze wsi o malarstwie mam pojęcie zerowe, więc nie mogę szczerze napisać, żeby lektura specjalnie mnie bawiła – do samej puenty nie podejrzewałem nawet, o co tak naprawdę może chodzić :(
Oczywiście to nieironicznie wyłącznie moja wina – podejrzewam, że ktoś bardziej ukulturniony, kto skojarzyłby choć jeden obraz, miałby sporą frajdę z czytania!
Pozdrawiam i klik, bo choć nie okazałem się odpowiednim odbiorcą, czuć tu jakość![]()
Capirote górują
Capirotes, skoro górują? Nie wiem, czy są jakieś reguły, które kierują liczbą mnogą w zagranicznych słowach hmm…
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest