komentarze: 946, w dziale opowiadań: 754, opowiadania: 437
komentarze: 946, w dziale opowiadań: 754, opowiadania: 437
I skąd się bierze takie flow? Dwa wiadra poproszę.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Światy Zamesu, po pierwsze, witaj na portalu :)
A po drugie, oznaczyłeś swoje opowiadanie tagiem konkursowym “Alternatywy” – zakładam, że błędnie, bo to konkurs sprzed 10 lat.
Nie musisz tego robić, ale warto, byś ten tag usunął – nasi dyżurni nie mają obowiązku czytać konkursowych opowiadań.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dopiero po lekturze Twojego komentarza dotarło do mnie, że tekst w połączeniu z przedmową może brzmieć dwuznacznie. Dziękuję za troskę, ale nie ma powodów do niepokoju. Niemniej, przeredaguję tę przedmowę.
Muszę przyznać, że nawet po przeredagowanej przedmowie, do końca nie miałem pewności, czy nie jest to tekst w jakimś sensie pożegnalny.
No ale, skoro wszystko cziki briki, to mogę napisać, że czytało się to dobrze. Mamy od początku tajemnicę, po chwili pojawia się wyraźny konflikt (czy Cezary będzie próbował przeciwstawić się wyrokom Spółki? A jeśli tak, to z jakim skutkiem?), mamy lekką, dynamiczną narrację, w której lekki humor łączy się z mało optymistycznymi tematami w przyjemnie groteskową mieszankę.
Chciałem pokazać jak telewizja (i analogiczne media) odeszła od przekazywania wiadomości w ich pierwotnej formie, do kreowania światopoglądów. Stąd też oburzenie Krzysztofa i konsekwencje “odejścia od scenariusza” po stronie narratora. Pierwszą wskazówką miała być wzmianka o “inżynierii społecznej” w tytule, a potem różne “telewizyjne” dodatki. Najwyraźniej jednak poległem na tej linii.
Może nie używałbym tak mocnych słów, ale istotnie, nie wpadłbym na taką interpretację. Te myśli o śmierci i predestynacji są tu tak mocne, że ta właściwa, a bardziej ukryta, warstwa nawet nie przyszła mi do głowy. W literaturze to najczęściej śmierć i ogółem tematy ostateczne są tym najgłębszym metaforycznym znaczeniem, bardzo trudno ukryć coś jeszcze “pod” nimi – albo inaczej, ukryć się da, tylko trudno to potem znaleźć.
Pozdrawiam!
– Nie…
– O, to coś nowego.
– Proszę… Nie…
– Ach, takie „nie”
Dobre.
– Jak sobie chcesz. – Machnął od niechcenia dłonią.
Celowy żarcik?
całkiem ładna
Chodziło raczej o dziewczynę “dość ładną”? Narrator nie miał raczej powodu spodziewać się brzydkiej.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Widać tu momentami wyraźne znamiona lekkości pióra, tak koniecznej w trudnym gatunku, jakim jest satyra. Niektóre zdania naprawdę przypadły mi do gustu, np.
głos, który brzmiał tak, jakby ktoś odpalił alarm przeciwpożarowy w muzeum wojskowości
Z drugiej strony, konstrukcja utworu raczej nie zachwyca. Zaczynamy sporym infodumpem a później, poza tymi okazjonalnymi zdaniami o realnym potencjale humorystycznym, prozie brakuje silnika, który przykuwałby uwagę czytelnika do kolejnych paragrafów. Nie ma tu konfliktu, tajemnicy, budzących sympatię bohaterów etc. – od razu wiemy, że Wrzask zostanie wysłany na wojnę a potem ukarany/ośmieszony i dokładnie to się dzieje. Fabularnie całość jest więc raczej nudnawa, przewidywalna.
Zazwyczaj unikam tak wprost wyrażanych sugestii, bo wiem, że każdy pisarz jest przywiązany do własnej wizji utworu, ale IMO ten tekst wypadłby znacznie lepiej, gdyby czytelnik tym nowym sposobem prowadzenia wojen dostał z zaskoczenia, w momencie, gdy wydawałoby się, że Wrzask zaraz wywoła wojnę zupełnie prawdziwą.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ale moja wizja jest dość dystopijna, gdzie konsumpcjonizm rządzi światem jeszcze bardziej niż dzisiaj.
Czy konsumpcjonizm hmmm
Agnieszka nie biduje wydawszy wszystkie pieniądze na sojowe latte, ajfona pincet i weekendowe wypady do Paryża po selfiaka, tylko ze względu na wydatki medyczne.
Postawę dzianej niuni ze sklepu z buziami można określić jako konsumpcyjną, ale też raczej tylko w przybliżeniu, przecież kupuje (przynajmniej w jakimś sensie) realne dobra – o ile standardy piękna różnią się w czasie, to sama chęć posiadania urody nie wydaje się wynikać z konsumpcjonizmu, nawet paleolityczne społeczeństwa stosowały różne zabiegi upiększające, nie mówiąc już o wczesnych rolnikach.
Chyba że pani bierze nową buzię co dwa tygodnie, to wtedy tak.
No i czy jej postawa jest toczącą społeczeństwo chorobą, czy objawem?
Tak czy inaczej, tekst jest oczywiście bardzo udany. Zastanowiłbym się jedynie nad przycięciem tych ekspozycyjnych dygresji w pierwszej połowie drugiej sceny (tak, tak, tekst ma 4k znaków a Zakapior by go przycinał…).
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa dla wszystkich, szczególnie dla opierzonych.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Fajny klimacik groteskowo-absurdalny, humor do mnie przemawiał, a opisy trafiały do wyobraźni. I język jest stylistycznie dopasowany do tej konwencji.
Puenty jedynie jakoś nie dostrzegłem. Ale skoro to (między innymi) zapowiedź, to może nie miało jej być?
Pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo udany tekst, z jasną myślą przewodnią i mocno przekazaną. Oryginalny i intrygujący pomysł.
Mniej mi się podobało tylko długie zawiązanie akcji (długie w stosunku do tego tekstu). 90% uroku tekstu jest w drugiej połowie, gdy już mamy te skrzynie.
Klikam i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dobrze napisany, skondensowany opis, jak rozumiem jakiegoś opętania. Albo może walki z samą sobą?
Tak czy inaczej, to tak mikroskopijna rzecz, że ciężko ją uznać nawet za pełnoprawnego szorta. Ale jako taka jednostrzałowa wprawka/scenka, można jak najbardziej uznać za udaną.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Na wstępie czytelnik dostaje w łeb martwym tatą i lekami popijanymi whiskey, więc choć do właściwego zawiązania akcji trochę mija, czyta się ten tekst dobrze od pierwszego paragrafu.
Czuć tu ten nastrój, który pamiętam z poprzednich Twoich opowiadań – niby jest spokojnie, flegmatycznie wręcz, a czuć, że coś jest nie tak. Jeszcze zanim pokaże się wiewiór w garniaku, coś wisi w powietrzu.
Podobnie jak Michaelowi, brakuje mi tu mocno jakichś motywacji Stefana albo wiedzy, co tak naprawdę zaszło – utrudnia to zrozumienie zakończenia. Gdybym nie przeczytał komentarzy, to do końca myślałbym, że wiewiór to jakiś złośliwy byt, który zamordował obydwoje od tak, bo lubi mordować.
Ale aż do tego zakończenia było całkiem przyjemnie.
Pozdrawiam!
– Spokojnie[,] chłopczyku.
Przecinek, bo wołacz.
Ale zadanie, jakie musimy wykonać
Raczej które.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, Gardomirze, i gratuluję tutejszego debiutu!
No i cóż, widziałem słabsze debiuty, ale nie mogę niestety powiedzieć, żeby ten mnie zachwycił.
Po pierwsze, proza jest dość upstrzona błędami każdego właściwie rodzaju. Niektóre, choć zdecydowanie nie wszystkie, pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką.
Po drugie – i to jest większy problem, bo błędy można przecież poprawić – fabuła też nie należy do szałowych. Jesteśmy gdzieś, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Nie wiadomo też w zasadzie kim jesteśmy i co się dzieje. Ktoś nam wrzuca list pod szparą – nadal nie wiemy, kto i czego może od nas chcieć, choć minęła już połowa tekstu. Ciężko takie coś czytać z zainteresowaniem – czytelnik musi mieć cokolwiek, o co mógłby się oprzeć.
Jest tu oryginalna i intrygująca myśl przewodnia o języku i to się chwali… ale tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaka i czy wartościowa. Język oparty o logikę co do zasady nie byłby przeszkodą w wygłaszaniu kłamstw, można przecież z powodzeniem zapisywać zdania fałszywe posługując się symbolami logiki.
Tak czy inaczej, pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
świeciła nad nią, oświetlając
Niezbyt zgrabne.
Mrok dookoła ustępował światłu lumisfery.
Już wiemy o tym, przed chwileczką było.
– W ruch! – wykrzyczała.
Wypowiedź bohaterki powinna być w osobnym paragrafie.
⁃ Czy nas słyszycie?
Powinna tu zamiast dywizu być półpauza, albo pauza (dłuższa kreska). Ten błąd się powtarza właściwie w każdej kwestii dialogowej później. Najprawdopodobniej kwestia ustawień edytora.
przewracał się w wietrze
Raczej “na wietrze”.
Podlatując do zniszczonego statku Wędrowczyni, wyłonił się z jego zgliszczy Dzwonnik.
Podlatując do statku, wyłonił się z jego (statku) zgliszczy…? Coś zawiodło w tym zdaniu, ale ciężko powiedzieć, o co tak naprawdę chodziło i jak powinno ono wyglądać.
statek otoczony był pływającymi ciałami ludzi. Z dzwonów na wiszących skałach wyleciał statek powietrzny. Podlatując do zniszczonego statku
Moduł lewitujący przy jej potylicy zawierał zakres wszelkich informacji o tym świecie, bezpośrednio przerzucając informacje do jej umysłu.
Warto unikać takich powtórzeń.
prawideł – to mówiąc, Dzwonnik machnął
Kropka i duże “T”. Polecam poradnik zapisu dialogów, bo właściwie w każdej kwestii dialogowej jest jakiś błąd, a łatwo ich unikać, gdy już się wie OCB.
Wędrowczyni podpłynęła do czerwonego światła[,] przyglądając się ciału starej kobiety pływającej po wodzie na brzuchu.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy (”przyglądając”).
Gdy nachyliła się by przyjrzeć się jej twarzy[,] moduł wiszący nad potylicą kobiety poszybował do potylicy Wędrowczyni
Przecinek między dwoma orzeczeniami (przyjrzeć i poszybował).
obrót odśrodkowy
??
grawitacyjnym ciągiem
Przyciąganiem. Ciąg może mieć silnik.
Widzimy, że Wędrowczyni nie przystaje do naszych logicznych standardów. Teraz to bez znaczenia, nauczysz się niebawem. Wpuszczam Cię, Wędrowcze, do mojego miasta – obserwuj i absorbuj. My znamy podstawy twojej cywilizacji, ty nie znasz podstaw naszej. – to mówiąc, eskorta przygotowała Wędrowca
Pomijając powtórzenia, raz ona jest Wędrowczynią, a raz Wędrowcem(?).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
I cóż, Gryzoku. Pomysł istotnie nie jest szczególnie oryginalny, nawet dosłownie używasz orwellowskiego słowa “myślozbrodnia”. Wrażenie wtórności pogłębia – sam w sobie uroczy! – retrofuturystyczny klimat tekstu. Nawet, gdyby ktoś chciał udawać, że nie opierasz się tu mocno na klasykach SF z czasów powojennych i zimnej wojny, nie dałoby się tego zrobić. Podejrzewam, że dokładnie to chciałeś osiągnąć, więc absolutnie nie musisz tego postrzegać jako jakiejś wielkiej wady, ale nie ukrywam, że większość tekstu nie zapadnie mi w pamięć.
Z innych rzeczy, klasyczne marudzenie, opowiadanie wolno się rozkręca. Pierwsze 13k znaków to właściwie ekspozycja, lekko jedynie przypudrowana. Dosłownie oglądamy sobie dzień z życia bohatera i dopóki na ekranie nie pojawia się K-821, nie mamy powodu nawet uważać, że będzie to dzień o jakimkolwiek szczególnym znaczeniu.
Na plus na pewno proza i narracja. Widać u ciebie mocny postęp, czyta się to bardzo dobrze, jak już człowiek przebrnie przez ten opis zwykłego dnia. Może jedynie te rzucane letką ręką ku*wy psują dobre wrażenie.
No i zakończenie bardzo udane. Teraz Państwo daje takiemu szansę na odkupienie, a ten i tak zdycha. To może zapaść w pamięć, a owszem, jak najbardziej :)
Tak że a) krócej (a przynajmniej szybciej do rzeczy) i b) więcej takich mocnych, oryginalnych myśli i szybko zaczną się sypać piórka.
Na razie klikam do biblio, z pełnym przekonaniem.
Pozdrawiam :)
dopiero co przycięta broda nie szpeciła gładkich policzków
Ee jeśli miał brodę, nawet przyciętą, to skąd miał gładkie policzki?
wyjąkał, a w uszach zadudniły mu ostrzeżenia przyjaciela[,] potrząsnął głową i dokończył
Rozbiłbym na dwa zdania.
Pod kopuła cyrk
Literóweczka
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Spokojnie, jesteśmy tu normalni i nie przejmujemy się parytetami.
Jasne, ale moim zdaniem jednakowoż warto, żeby kobieta w przygodówce była, jeśli się tylko zmieści. Nie bez powodu bohater zazwyczaj ratuje królewnę a nie króla.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, Cezary, i dzięki za tak pozytywną opinię :)
Ale największy ukłon należy Ci się za rewelacyjnie poprowadzoną narrację. Pod względem lekkości czytania to najlepszy Twój tekst, jaki dotychczas mialem przyjemność czytać.
Dzięki, dzięki. Cieszy mnie taka opinia, bo bardzo się skupiam na tym, żeby było czytalnie.
no może poza Lady Godecin, która jest głównie rekwizytem
A no racja i w sumie szkoda, bo nie ma w opowiadaniu żadnej szczególnie rozwiniętej postaci kobiecej. Ale brakło mi już miejsca po prostu.
Dzięki za rewelacyjną lekturę!
To ja dziękuję za wizytę :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Reg :)
Jakże dobrze czytało się tę opowieść!
W połowie nie tak dobrze, jak takie komentarze!
Gęsto jest tu od wydarzeń, ale poszczególne wątki splatają się w wiarygodna całość i choć nie od początku wszystko zdawało mi się jasne, to doczytawszy do końca nie miałam już początkowego wrażenia zagubienia, albowiem wszystko powiązało się w logiczną i zrozumiałą historię. W dodatku wielce zajmującą i szalenie przystępnie napisaną! :)
Jak wyżej, bardzo mi miło :) Taki tu był troszkę plan, żeby czytelnik się zastanawiał, o co chodzi aż do końca.
Zakapiorze, wiem, że to Twój świat i możesz go urządzić jak chcesz, ale choć mogłeś wybierać wśród wielu warzyw, zdecydowałeś się akurat na te, których obecność w świecie fantasy budzi mój sprzeciw.
Reg, Twój sprzeciw jest w dużej mierze słuszny. Zapatrzony w wyobraźni na demona siadającego na wielkiej dyni, nie pomyślałem nawet o tym… Pozmieniam, choć będzie mnie to kosztowało posadzenie Ganzo na pieńku, bo wśród jarzyn Starego Świata nie ma odpowiednio dużych, by na nich siadać.
Chyba że jakaś gigantyczna kapusta hmm
Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą ktoś ma na sobie to ubranie.
Oczywiście, i co gorsza, jestem prawie pewien, że już mi to pisałaś :(
Dziękuję za wskazane błędy, oczywiście niezwłocznie poprawiam. Łącznie z dyniami :)
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
odnosiły się do tego, że on chciał w końcu pokazać Ganzo kim jest, a nie, że w końcu chce go chociaż raz uderzyć, bo takie zadanie mu dał Ganzo przy ich pierwszym spotkaniu
Ach, widzę teraz, że to mogło być mylące.
Może zmienię tamto zdanie na “wytrzymaj choć z rundę” hmmm
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Dzięki za tak obszerny i miły komentarz!
Luźna narracja, Twoja popisówa, która jak zwykle wyszła super.
Cieszy mnie taka uwaga, bo opko jest w 3os, która wychodzi mi słabiej, a przynajmniej mocniej męczy przy pisaniu.
Nie do końca rozumiem zarzutów o tym, że historia jest niedopowiedziana, jak dla mnie wszystko się spina.
Wydaje mi się, że spora część właśnie czytelników nie wyłapała wszystkiego. Ta sugestia, że Ganzo to Aigulf a Samo jest jego synem jest dość jasna, moim zdaniem, ale pojawia się w emocjonalnym momencie – dosłownie kotek umiera! – i czytelnika niekoniecznie akurat wtedy interesuje, kogo tam Ganzo szturchał jak był młodszy. Lekcja na przyszłość dla mnie jest tu chyba taka, żeby taką kluczową sugestię powtórzyć w spokojniejszej chwili.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to przemiana Samo wyszła tak… hm… no troszkę z niczego.
Pomysł był taki, że on chciał tacie po prostu pokazać, kim jest. Ale znowu, sugestie mogły być za słabe.
hm, ciężko uwierzyć, że nie trzasnął go w kinol chociaż raz, mając odjechany kij.
Myślę, że on go tam parę razy lutnął, ale faktycznie mogłem pokazać to “na ekranie”.
Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej betweenthelines,
Tekst bardziej przypomina mi fragment dobrej książki fantasy niż typowe opowiadanie.
Nie jesteś odosobniona w tym wrażeniu, co mnie smuci, bo projektowałem go jako opowiadanie :(
Momentami tylko trochę męczyły mnie bardzo rozbudowane opisy, szczególnie w scenach walki, bo czasem gubiłam tempo.
No troszkę mogłem z nimi przesadzić. Jednym z założeń, które miałem pisząc ten tekst, było dużo scen walki – mogłem letko przegiąć.
Ale serio, dawno żadne fantasy nie zrobiło na mnie takiego wrażenia klimatem i postaciami – z tego tytułu pokuszę się o nominację.
omg dzięki :O
Pozdrawiam również :)
Hej Melendur :)
– Pokaż się, demonie! – wrzasnął i błyskawicznym, ćwiczonym tysiące razy ruchem dobył miecza.
– „Demonie”? – Głos zdawał się rozbawiony.
Demon dość ciężko zamienić, wiem , ale zabawię się w typowego łapacza.
Hm, łatwo zmienić – potworze, poczwaro etc. Ale akurat tutaj Ganzo powtarza po rozmówcy (nawet dałem cudzysłów :O choć niektórzy kręcą nosem na cudzysłów w dialogu), więc nie byłoby sensu.
Dobre opowiadanie, ciekawe zakończenie. Interesujace, wygląda trochę jakbyś pomieszał klimatem pewno opowiadanie jednej ostatnio dość reklamującejs ię autorki mi po instagramie (Cienie Zefirionu) i Warhammera(tego prawdziego, fantasy a nie to cholerne 40k którym się wszyscy tak podniecają :P) , bo te demony trochę mi na myśl przyszły mutantów chaosu :) Co prawda tutaj były kotołaki (jeśli dobrze zrozumiałem) ale i tak mi się tak skojarzyło.
Hmm nie znam ani tej autorki, ani Warhammera prawdziwie fantasy… z WH mam w kolejce do przeczytania Horus Heresy, ale jakoś za pierwszym strzałem mi nie podeszło.
Cieszę się, że się podobało. Istotnie, tak z grubsza demony są kotołakami, choć pisząc, miałem w głowie raczej japońskie duchy typu bakedanuki (oryginalnie Ganzo zamieniał się w jenota, ale pomyślałem, że jaśniej będzie, jeśli mistrz będzie się zamieniał w coś innego, a syn Ganzo – w to samo).
Solidne fantasy, fabuła dość interesująca, klasyczna i bez fajerwerków, ale sie dobrze czyta i szczerze – pomyślę nad nominacją, bo naprawdę dobry tekst. Mi nie wiele trzeba :) Awanturnicze fantasy, to jest to co lubię. Zarzuty o fragmenty akurat mi nie przeszkadzają. Czytało się dobrze i nie mam poczucia, że coś nie dopowiedziane.
Dzięki, dzięki :)
a jak sie nic nie pokaże lepszego, to masz nominację
Ale w sensie, że nominujesz jedno najlepsze w miesiącu?
Pozdrawiam!
Hej Finkla :)
Ciekawa historia, kilka fajnych pomysłów.
Chyba najbardziej spodobały mi się dzwony tej religii, ich wyraźny wpływ na bohaterów. Widzę tu potencjał.
Bardzo mi miło :) Ale motyw z dzwonami płoszącymi nienaturalne istoty jest przecież nienowy, nawet u Konopnickiej Ubożęta pierzchały do borów na ich głos. Nie mogę za niego przyjąć żadnych pochwał.
Nie zorientowałam się, że kochanek damy (jeśli to było zabójstwo na zlecenie, to rzeczywiście facet podszedł do zadania z fantazją) i późniejszy żbik szkolący chłopaka to jedna istota. Nawet wydawało mi się, że wątek pojedynku z księciem jest bardzo słabo powiązany z resztą tekstu.
Ale zorientowałaś się w ostatniej scenie, czy dopiero po komentarzach? Jeśli w ostatniej scenie, to tak miało być. Jeśli nie, to widocznie za słabo zaznaczyłem…
Faktycznie, mogłeś szczelniej domknąć opowieść. Co z dziećmi? Mam nadzieję, że świeżo objawiony demon nie pozwoli zrobić im krzywdy.
No pewnie mogłem, aczkolwiek szczerze powiem, sprawę dzieci uważałem za raczej zamkniętą. Nie widzimy tego na ekranie, ale przecież mistrz Yoda zapowiada, że wyśle je do zaufanego człowieka. Chyba nie doceniłem, jak bardzo czytelnicy przejmą się losem sierotek :)
Dzięki za wizytę i za pozytywną opinię :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło, bruce :) Taka nominacja po namyśle cieszy nawet podwójnie :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Dzięki za miłą opinię.
demony są dobre, Jasny Bóg jest zły
Hmmm czy demony są w tym świecie dobre? Nie wszystkie i nie zawsze.
A Jasny Bóg? Jego pewnie wcale nie ma…
Jednak brakuje mi wyjaśnienia jego nagłej przemiany. Czy tak mocno podziałała na niego rozmowa ze starcem?
Między jednym wątkiem a drugim mija dobrze ponad dekada, więc to mało nagła przemiana – to po prostu człowiek (czy tam nieludź) na dwóch różnych etapach życia.
Rozumiem, że też był demonem, ale czemu przemiana nastąpiła akurat w momencie, kiedy leciała w niego tyczka?
Brawura i brak wyobraźni ;) Innemi słowy nieszczęśliwy wypadek po prostu.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Heeeej :)
Prowadzisz narrację w chyba moim ulubionym stylu – z nutą ironii i drwiny (jak dla mnie mogłoby być tego śmiało więcej), tak nieco przebijając czwartą ścianę, ale na tyle, by przez “lufcik” nie uleciał klimat.
Miło mi:)
Szef mi bardzo nie pasuje do klimatu. Herszt? Przywódca? Albo po prostu opiekun? Zresztą później użyłeś herszt.
Hm, no tylko słowa “herszt” używa inna osoba. Tu jest specjalnie “szef”, bo właśnie “herszt” w ustach bidnej sieroty dzieciaczka wydało mi się zbyt dystyngowane. Pomyślę.
Tzn. ogólnie obracanie się w pojedynku w 90% przypadków będzie głupie.
No, tak, stąd “jeśli już”.
Troszeczkę mam wątpliwości co do światotwórstwa, bo ostatecznie nie wyjaśniłeś do końca, czym i dlaczego są “demony” (…) choćby zarysu doktryny, która kryje się za Jasnym Bogiem (i czy to właśnie to generuje konflikt).
Hm, może faktycznie. Choć wydaje mi się, że uzasadnianie tych uprzedzeń nie jest koniecznie potrzebne. Uprzedzenia to niejako domyślny stan na styku dwóch wyraźnie różnych grup.
Z ciekawości, te światy na potrzeby opowiadań mają jakąś wspólną genezę, jakoś się łączą, czy za każdym razem siadasz od nowa i wymyślasz nazwy, konflikty itp.?
Hmm generalnie to większość moich tekstów dzieje się w “naszym” świecie, do tej pory przynajmniej, ale jak już robię high fantasy, to tak, od nowa za każdym razem.
To jest pewna zaleta szczególnej formy, jaką jest opowiadanie high fantasy, że można sobie ten świat wymyślić jak pasuje pod fabułę :P
Klikam bibliotecznie, zobaczymy czy coś więcej mnie najdzie, bo nie ukrywam, że mam słabość do takich tekstów i stylu fantasy/dark (ach, nieodżałowany Feliks Kres – westchnięcie mimowolne).
Dzięki serdeczne i pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Opowiadanie to, jest jakby wprowadzeniem, wstępem do wydarzeń, które opisuję w powyższym projekcie.
No cóż, przedstawiony tekst może być jakby wprowadzeniem i wstępem, ciężko go jednakowoż uznać za kompletne opowiadanie. Istota być może umiera, ale poza tym żaden z wątków nie jest zamknięty. Moim zdaniem bardziej szczere byłoby oznaczenie tekstu jako “fragment”.
Ciekaw jestem, czy moja propozycja jest na tyle ciekawa, by na jej kanwie budować dalszą fabułę.
Ciężko stwierdzić tak naprawdę. Jak już zauważył AdamKB, raczej trudno dopatrzeć się tu czegoś szczególnie oryginalnego. Mamy “coś” czego wszyscy bardzo chcą.
Z drugiej strony, jak najbardziej może z takiego początku wyjść bardzo zajmująca historia – zgrane motywy są zgrane właśnie dlatego, że są dobre. Tak że wszystko zależy tak naprawdę od tego, jak poprowadzisz resztę.
Pozdrawiam!
Wysoka i niezwykle chuda istota o ciemnym kolorze skóry i kobiecych rysach twarzy wciąż uparcie biegła przez pokryty gorącym piaskiem ląd.
Taka nawałnica przymiotników i przysłówków odprzymiotnikowych nie robi dobrego wrażenia. Zwłaszcza, gdy od niej zaczynasz. Warto zadbać o większą różnorodność w opisach.
Nie było też wody, którą mogłaby pić. Była sama.
Powtórzonko.
– Jesteśmy tego pewni. – Zapewnił stanowczo
Bez kropki, a “zapewnił” małą.
– To wciąż nie wyjaśnia tego, że kamień jest kluczem! – Odrzekł zniecierpliwiony mężczyzna z cygarem.
Tu podobnie, “odrzekł” małą. Polecam poradnik fantazmatów tu
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Ślimaku :)
To akurat jest jeszcze widoczne w temacie z pomocą językową, już dość blisko szczytu wątku. Niemniej według https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Koncowki-osobowe-czasu-przeszlego;22808.html jest to rozwiązanie dopuszczalne w zdaniach złożonych z tożsamym podmiotem. Przy zmienionym podmiocie, jak tutaj, moim zdaniem brzmi dziwnie albo potocznie, może jest w ogóle błędne.
O widzisz – dokładnie ta porada mi się pamiętała, ale nie umiałem jej znaleźć. Postaram się już zapamiętać, że podmiot ma być tożsamy.
Co do samego opowiadania, sceny są, jak zawsze u Ciebie, dobrze odmalowane, łatwe do przedstawienia sobie w wyobraźni, to naprawdę mocna strona Twojego pisarstwa.
Bardzo mi miło :)
czy oddanie życia za młodego adepta było dopełnieniem pokuty Aigulfa, czy też Samo ma być jego nowym wcieleniem, oczyszczonym czarami mistrza? Utwór wydałby mi się lepszy, gdyby coś wcześniej zapowiadało takie rozwiązanie, ale może w istocie przeoczyłem jakieś cenne wskazówki.
Jakieś tam wskazówki chyba były, a ogólnie mogę bez ściemy napisać, że chciałem, żeby tu sobie czytelnik coś dośpiewał… ale po pierwsze, to mogła być zła decyzja, a po drugie, na pewno bardziej skupiałem się na machaniu kijkiem i mieczykiem. Może za bardzo.
Doroszewski podaje “pobratymca” jako formę dawną i rzadką w stosunku do “pobratymiec”, SJP PWN wcale.
Jestem równie zaskoczony, co pisownią słowa “przypłacić”. Może bardziej. Na moje usprawiedliwienie, WSJP podaje tę formę, więc chyba jest jednak ciągle w użyciu. Tak czy inaczej, zmienię na tę poprawną.
Pozdrawiam i dziękuję!
Witam Hesket :)
Nie należę do wielkich fanów fantasy, ale to opowiadanie jest tak dobrze napisane, że wpadłem w nie, jak śliwka w kompot. Jedyne, co mi się dłużyło, to opisy walki, ale to kwestia gustu. To wcale nie oznacza, że coś jest źle. Widzę, że znasz się na tym. Tak sobie myślę, że może walczysz gdzieś na miecze :-)
Bardzo mi miło. Rozumiem całkowicie, sam się czasem ślizgam oczami po opisach walk, a tu, choć każda była raczej krótka, było ich sporo.
Walczyłem w swoim czasie, ale głównie bez sprzętu :)
Lubię do Ciebie zaglądać, bo poruszasz się w różnych klimatach, nie ograniczając do jednego gatunku.
Dzięki. Istotnie staram się próbować różnych rzeczy.
Pozdrawiam i dzięki za tak pozytywną opinię!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Bruce, dzięki za wizytę :)
Czy dobrze rozumiem, że Ganzo to Aigulf? I – że wydarzenia w lesie są późniejsze względem tych w Hodden? Wspomnienie imienia kochanki mi to podpowiedziało, lecz – czy słusznie? :)
Tak, tak :)
Bardzo dobra opowieść, ale – jakby urwana, niedokończona. Pozostaje pytanie – co dalej z dziećmi? Co dalej z ich przywódcą? Czy mistrz zrealizował swoje plany? Potęgujesz długo napięcie, sygnalizujesz sporo wydarzeń z przeszłości, lecz później nagle przyspieszasz i urywasz mnóstwo niedokończonych wątków. :)
Cieszę się, że opowieść się podobała. Co do niedokończenia, moim osobistym zdaniem jest dość kompletna, ale być może faktycznie zostawiłem za dużo partii do dośpiewania dla czytelnika i nie jest to jasne, dlaczego kończy się akurat tam :(
Dzięki za wizytę, miłe słowa, klika i wskazane błędy :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Fajni bohaterowie się udali, przede wszystkim. Każdy ma jakąś tam swoją cechę, którą udało się przedstawić, nie popadając w dłużyznę, choć jest ich sporo. Bardzo wiarygodne było to, jak nakręcili się nawzajem do wyprawy, by potem stracić rezon, gdy przyszło co do czego.
Czuć tu pewien potencjał pisarski, niektóre zdania są naprawdę z rodzaju tych, które dobrze się czyta i w kilku słowach malują obraz w umyśle czytelnika:
A mimo to, uczucie bycia obserwowaną cały czas wgryzało jej się w kark i pełzło po plecach jak wielki, włochaty pająk.
Cholerne dzieciaki, potem o takich się słyszy w gazetach i wieczornych wiadomościach, pomyślała, ale nie zwróciła im uwagi. Nie od tego była, żeby ją zwracać.
Aczkolwiek jednakowoż, tak w ogólności proza wymaga jeszcze wiele pracy. Wiele zdań jest przesadnie długich, pojawiają się błędy i nieładne powtórzenia. Część wypisałem pod kreseczką, ale zdecydowanie nie wszystko.
O ile bohaterowie budzili moją sympatię, odczułem pewne braki w akcji, szczególnie jak na tekst reklamowany jako horror. W wielu scenach mówimy o tym, co może się stać złego (braknie im wody, przyjdzie burza, zobaczą zwłoki, ojojoj, co to będzie?). To nie tworzy mocnego napięcia. Zamiast rozważać hipotetyczne scenariusze, lepiej bohaterów w te sytuacje wrzucić – niech ta burza ich faktycznie złapie, a co. Nie ma co oszczędzać bohaterów.
Zakończenie, gdy już przejdziemy przez tę całą podróż, podczas której niewiele się dzieje i spotkamy Szewca, jest raczej udane.
Pozdrawiam!
rozpłynął się w powietrze
Raczej “w powietrzu”.
Dzieci niepewnie rozglądały się po klasie, kiedy wychowawczyni wraz z dyrektorem szkoły wyglądali, jakby mieli zacząć kolejną pogadankę na temat tego, jak niegrzeczna jest ich klasa, jak słabo się uczy, czy na jeszcze inny temat, który stanie się sensacją na kolejne kilka dni.
Rozbijałbym takie masywne zdania, zwłaszcza, kiedy tak jak tu można to zrobić bez szkody. “Dzieci niepewnie rozglądały się po klasie. Wychowawczyni wraz z dyrektorem […]”. Czytelnik bez trudu domyśli się, że te rzeczy dzieją się w tym samym momencie, nawet bez słowa “kiedy”.
Jeden z waszych kolegów, nie wrócił do domu w poniedziałek
Nieuzasadniony przecinek między podmiotem (jeden z kolegów) a orzeczeniem (nie wrócił).
czy nie macie żadnych informacji, dotyczących jego zniknięcia
którą tego wieczoru, było jej dane zobaczyć
Z plecakami i latarkami, wyglądały jakby szykowały się na ucieczkę z domu.
Również bez przecinka, nie ma potrzeby rozdzielania niejednorodnych części zdania.
myśl, że to oni zamierzają go odnaleźć napawał go gniewem
Napawała.
złoji
Złoi.
z tych myśli, przed strachem, że któraś się spełni.
Ze strachu.
Stefcio zagwizdał[,] widząc to i świecąc im latarką prosto w oczy.
Przecinek, bo imiesłów.
w dół takiego leja po śliskim błocie, aż na sam dół.
na temat tego, jak niegrzeczna jest ich klasa, jak słabo się uczy, czy na jeszcze inny temat
jaką czuł na myśl o przygodzie, jaką było poszukiwanie kolegi.
Powtórzonka.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
To teraz część “ogólna”: opowiadanie dobrze się czyta, jest wciągające, podobał mi się zabieg ze spleceniem z pozoru różnych wątków, ponieważ angażuje on czytelnika – cały czas czekamy na wyjaśnienie zagadki. Samo wyjaśnienie jest ciekawe i satysfakcjonujące, świat kotów-ogrodników oryginalny (dobrze, że nie psów ogrodnika XD). Ciekawe pomysły, dobre wykonanie,
Bardzo mi miło :) To splecenie było główną ideą stojącą za powstaniem tej historyjki, więc fajnie, jeśli ktoś uważa, że to wyszło.
trochę brakowało wyraźnej pointy – no niby jest zakończenie o tajemniczym zielu, ale czułem się, jakby przeczytał wycinek historii, a nie całość.
Hmm wydawało mi się, że jakaś tam puenta była, ale może powinienem ją bardziej wetrzeć w oczy czytelnikowi. Na pewno, patrząc wstecz, jakoś bardzo się na niej nie skupiałem, więc widzę jak najbardziej, dlaczego taka uwaga mogła się pojawić.
Zgrabne opisy fechtunku i walki, lepsze niż u Sapka, tu mogłem sobie wszystko dokładnie wyobrazić, a nie zastanawiać się jakim cudem coś się udało bohaterowi.
Dzięki, dzięki :)
Pozdrawiam
Masło maślane? Uczęszczana.
Hmmmm… faktycznie dziwnie to brzmi, ale nie mam pewności, że samo “uczęszczana” zostanie odpowiednio odczytane. Zmienię na “często używana” albo coś.
Trudno wyczuć., czy powtórzenie zamierzone czy nie. W każdym razie zauważone ;)
Zamierzone, dla efektu. Czy efekt wyszedł efektywny, trudno mi oceniać :O
zwykle mówi się z nim pójść, rzadko z nim chodzić
Hmm no tylko “pójść” to znaczy raz. Może “tam chodzić” będzie jaśniejsze.
a wy byście skończyły w burdelu lub a was by wzięli do burdelu (bardziej naturalne)
Po szybkim googlu nie widzę niczego, co by faktycznie zezwalało na pominięcie drugiego “byście”, więc Ci zaufam. Aczkolwiek coś z tyłu głowy mówi mi, że wolno tak robić hmm
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i cóż :]
Czuję się, niestety, osobą kompletnie nieadekwatną do oceny tego tekstu.
Twoja proza, jak już wielokrotnie pisałem, jest bardzo dobra. Tak dobra, że nie umiem nawet wskazać palcem, co mi się tak w niej podoba.
O wiele większą trudność mam z treścią. Tekst jest trudny – choć przyjemny! – w odbiorze i jeśli coś mi zgrzyta, to niemalże niemożliwym jest dla mnie stwierdzić, czy to autor czegoś nie dociągnął, czy to moja tępota się objawia.
Motyw zestawienia powodzi i nierówności społecznych zaklikał mi w głowie nagle, niejako post factum, gdy zaczęła się ta gadka o głodzie. Odczułem to jako niemal łopatologiczne nakierowanie czytelnika na właściwą interpretację, niezupełnie przystające do poetyckiego piękna całości. Z drugiej strony, gdyby nie to, to nigdy bym się nie domyślił OCB, choć zdarzało mi się teksty o nierównościach popełnić. Samo zestawienie jest co najmniej interesujące.
Z drugiej strony mamy tu wstawki osobiste, Maćka, muzykę, dźwięki. Maćka rozumiem, wydaje mi się, on osobiście żywiołu doświadczył (współczuję, mnie, odpukać, nawet podkarpackie powodzie 2010r ominęły). Ale muzyka, która się co chwilę przewija? Nie umiem sobie jej z całością połączyć. Nie wykluczam, że to taka maniera autora po prostu. Jeśli, to trochę zaciemnia tekst.
Na pewno to jest piękny tekst. Jeśli kręcę nosem to tylko dlatego, że będąc zmuszony do piórkowej oceny tak krótkiego tekstu, muszę od niego oczekiwać niemalże perfekcji.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
AnnaBullfinch, to ja dziękuję za tak udany konkurs. Cieszę się niezmiernie, jeśli opowiadanie się podobało.
Pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Opowiadanie ma spójną konstrukcję, nawet z klamrą. Jest osnute na konkretnej myśli przewodniej.
Główną atrakcją tekstu jest nastrój. Udało się zbudować to poczucie straty i to drżenie o los dziecka. Doceniam też dbałość o detale (niteczka).
Fabuła, jak już inni pisali jest szczątkowa – to jest szort (choć technicznie ponad limitem), impresja, tekst, który stoi niemal wyłącznie nastrojem i emocjami. Nie jest to koniecznie coś złego, a jednak TAKa za taki "okruch" ciężko byłoby przyznać.
Co mi się osobiście najmniej podobało, a wręcz drażniło, to te "ociekające tajemniczością" zdania wygłaszane przez bohaterów. Np:
Dziwne miejsca często pamiętają najwięcej.
Kto słyszy siebie drugi raz, ten nie jest już w tym samym miejscu, co za pierwszym razem
Jest ich w tekście całkiem sporo. Gdyby było jedno, dwa, to można czytelnika skłonić do pomedytowania nad takim koanem. Ale w zbyt dużej częstotliwości tworzą wrażenie, jakby autorka na siłę chciała być tajemnicza – na czym tekst trochę cierpi, z tajemnicą nie można na siłę, tajemnice łatwo się płoszą.
Pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Proza opowiadania komentarza raczej nie wymaga, jest och, ach po prostu:
Wyglądała młodziej, jakby śmierć, stojąca już w progu, zaczęła ją powoli retuszować, przywracając rysy, które Romain pamiętał z dzieciństwa.
No chciałbym tak umieć.
Opowiadanie zaczyna się niemal dowsłownie od trzęsienia ziemi, czyli tak jak powinno być. Kometa dodatkowo wprowadza nam klasyczny tykający zegar i miecz Damoklesa, więc ogółem wstęp jest tip top, tekst od pierwszych paragrafów wciąga jak wciągnik.
Perfekcyjnie od początku do końca udało się zbudować nastrój marności i beznadziejności, rezygnacji może, i to on jest główną atrakcją opowiadania. Jednocześnie w dosadny acz nienachalny sposób przekazujesz czytelnikowi jakieś tam przemyślenia na temat życia i codzienności – wiadomo raczej, że ta kometa nie jest dosłowną kometą.
Tak obiektywnie, to pewnie najsłabszą stroną tekstu jest pewien brak oryginalności pomysłu, ale szczerze, wcale mnie to nie bolało przy czytaniu.
Bardziej subiektywnie czepiłbym się sekwencji między otrzymaniem listu a wyjściem na bal. Niemal dosłownie polega ona na tym, że zabijamy czas do wieczora. Nawet, gdy zabijamy oprócz czasu własną matkę, cała scena przebiega dokładnie tak, jak czytelnik spodziewa się, że przebiegnie, gdy zaczyna ją czytać. IMO warto by tam jednak jakiś konflikt wcisnąć, choćby jakiś najprostszy, żeby się wzrok czytelnikowi nie ślizgał po paragrafach – ta wciągalność wyraźnie spada w scenach II i III. Ale to też nie jest jakieś mega ważne, te sceny nie są strasznie długie, a wyraźnie zbudowany nastrój jakichś tam wrażeń czytelnikowi ciągle dostarcza.
Ogółem, bardzo udany tekścior.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Opowiadanie odbieram jako połączenie przygodówki z dark romance.
Pierwsze, co rzuca się w oczy: zaczynamy akcją i dopiero potem przechodzimy do ekspozycji. Bardzo dobrze, nie przynudzić na początku to połowa sukcesu. Ten fragment ekspozycji w drugiej scenie jest ciut przydługi, ale poza tym szczegóły świata przedstawionego są serwowane nienachalnie, w łatwych do przeżucia kęsach, więc ogólnie ten balans między akcją a ekspozycją/światotwórstwem wypada bardzo korzystnie.
Proza jest bardzo ładna, bez błędów i płynnie się czyta.
Bardzo podobały mi się motywy fantastyczne – narkotyk łączący użytkownika z upiornym bóstwem miodzio, giganci z dżungli zwalczający kolonialne złodziejstwo również. Jest oryginalnie i ciekawie, ale bez przesadnych udziwnień, które utrudniałyby obcowanie z tekstem.
A z rzeczy, które mi się (nieco) mniej podobały.
Po pierwsze, bohaterowie. Wera zaczyna jako postać groteskowo niemalże brutalna i chaotyczna, by po "nawiązaniu relacji" z Markiem stać się grzeczną kicią, która może coś tam powarkuje, ale już raczej tylko symbolicznie. Takie przejście raczej odejmuje jej uroku, niezależnie od tego, z której strony spojrzymy. Co gorsza, ponieważ inicjatywa nie wyszła od Marka, jemu to uroku nie dodaje, więc bilans jest ujemny. Oboje bardzo nadrabiają w drugiej połowie opowiadania i ostatecznie nie wypadają źle.
Po drugie, główny element fantastyczny boga Arghora. O ile w izolacji, jak pisałem, sam motyw bardzo przypadł mi do gustu, o tyle nie mam wrażenia, że tworzył spójną całość z historią albo doczekał się satysfakcjonującego domknięcia. Niemal równie dobrze można by tchnienie zastąpić zwykłym narkotykiem, a wyznawców zwykłymi dzikusami i odegrać tę samą historię między Werą a Markiem, a dżunglą. Nie wykluczam, że coś mi bardzo umyka, ale po przeczytaniu odebrałem Arghora jako raczej rozwadniający fabułę ozdobnik.
Jednakowoż aczkolwiek, oba te wspomniane "minusy" nie mają jakiejś wielkiej wagi. Ogółem czytanie tego tekstu sprawiło mi dużą przyjemność.
Pozdrawiam
Jej paznokcie wpiły się Markowi w przedramię, jakby w odwecie.
– T-ty skurwysynu… – Jej oddech stał się nierówny.
Marek objął ją, gdy ciało zaczęło dygotać w konwulsjach.
Jednego jeja można by wywalić.
– Jak długo? – zapytał, niemal nie zdradzając uczuć.
Czy to nie jest anglicyzm i nie ładniej byłoby "od jak dawna"? Mogę nie mieć racji.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Powiedzieli złotokrwisty, bo zobaczyli złotą krew, a nie, że już wcześniej sie z czymś takim spotkali. A słowo Chrysaim po prostu wymyślili, bo bohater sie przecież nie miał zamiaru przedstawić.
Jest to, że tak powiem w cudzysłowiu, “możliwa” interpretacja tamtego fragmentu, bo narrator mówi, że “słowo brzmi jak z dawnych legend”, a nie, że “jest z dawnych legend”, ale obawiam się, że jednak dalece nie oczywista.
Ale mam wrażenie, że została mi też dopięta pewna łatka po moich poprzednich tekstach.
Może trochę, choć też przecież sam zapowiadasz przypowieść w przedmowie. Ale IMO przede wszystkim po wyłapaniu kilku symbolicznych znaczeń czytelnik automatycznie będzie doszukiwał się kolejnych.
Ogólnie zastanowiłbym się jak to zmienić
IMO wystarczyłoby zmienić wypowiedź starca, ale jak jesteś zadowolony, to oczywiście nie zmieniaj.
Dzięki, Zakapiorze. Mógłbym dosłownie skopiować i wkleić to, co pisałem Ślimakowi. Takie obszerne opinie, głębokie wejście w mój tekst i analiza, która z pewnością pozytywnie wpłynie na moje przyszłe opowiadania jest na wagę złota, a nawet nie musiałem nikogo rozszarpywać, żeby ją otrzymać. Jestem mega wdzięczny. Jestem przekonany, że to kolejny taki komentarz, którego pozytywne skutki będzie się dało odczuć w moich kolejnych tekstach!
Nie ma sprawy po to tu jesteśmy i miło mi :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Tak po pierwsze primo zanim przejdziemy do merituum: gdzie tu widzisz dark fantasy? Nie jest to ani fantasy z elementami horroru, ani antyteza fantasy heroicznego, więc chyba masz jakiś trzeci sposób rozumienia tego terminu? Z ciekawości pytam, nie jest to oczywiście żaden zarzut wobec tekstu, nie ma obowiązku bycia dark fantasy, pytam tylko z ciekawości na temat samego terminu 'dark fantasy', który jak widać można rozumieć bardzo różnie :P
Próbowałem już wysłać dwa teksty do redakcji, póki co cisza.
Drugie primo: nie mam żadnych dojść do redakcji, no ale tak na chłopski rozum jeśli chodzi o prozę polską, pismo jest obecnie nadal "zapchane" wyróżnieniami z konkursu i raczej ciężej się dostać niż normalnie, jeśli to w ogóle obecnie możliwe. Więc jakby nie zachodziłbym w głowę nad tą ciszą. (Zapchane w duuużym cudzysłowiu oczywiście, to są dobre teksty i zasługują by tam być ofc).
I przechodząc wreszcie do samego tekstu.
Językowo jest bardzo dobrze, nie aż tak zachwycająco jak w "Plaży z kamienia", ale poza jedną czy drugą przekombinowaną metaforą (pod kreseczką) nie miałem się czego czepiać i szybowałem wręcz przez tekst.
Początek mamy rodem z klasycznego opowiadania fantasy (mamy "lubialną" bohaterkę w podbramkowej sytuacji (susza), mamy tajemnicę fantastyczną™ złotokrwistego). Szybko jednak – i, nie ma wątpliwości, zupełnie celowo – skręcasz mocno w przypowieść. I to mi nastręcza problemów w ostatecznej ocenie.
Jak już rozmawialiśmy pod którymś poprzednim Twoim tekstem, moim skromnym przypowieść zwyczajnie powinna być krótka i do rzeczy. Każdy paragraf i każdy kolejny symbol to ryzyko, że czytelnik zgubi się w metaforach, albo – co gorsza! – znudzi.
Znudzić się tu, oczywiście, nie dało. Tekst rozkręca się z zadowalającą prędkością i nawet, gdy staje się już jasne, że losy Sery i susza tak naprawdę nie mają kluczowego znaczenia, ciągle w każdej scenie, albo przynajmniej w zdecydowanej większości, jakiś konflikt jest. A to mamy męża Sery, którego zachowanie jest niepewne, a to wojaka-żołdaka, który przyjeżdża i miesza, i też nie wiadomo, co zrobi, a to cesarza, a to głosowanie. Dodatkowo kolejne sceny są zazwyczaj bardzo satysfakcjonującym logicznym następstwem poprzednich (Chrystusaim daje wieśniakom złoto i leczy chłopaka -> wieśniacy idą na targ i kłapią dziobem -> plotki się rozchodzą -> przyjeżdża wojak, który słyszał plotki -> wojak woła kajzera). Tak że pod względem frajdy z czytania i konstrukcji fabuły jest co najmniej dobrze.
Pojawia się natomiast ten drugi problem – metafora przedstawiona w tak rozbudowany sposób po prostu przestaje być czytelna. I nie jest to nawet kwestią umiejętności autora (które są, jak widać, wysokie), ani tępoty czytelnika (która jest, w wypadku tego czytelnika, równie wysoka), tylko zwyczajnej natury rzeczy. Czytelnik nigdy żadnego symbolu nie odczyta w 100% tak, jak autor sobie to wymyślił i im więcej tych symboli stoi jeden na drugim, tym bardziej te kwantowe niepewności nakładają się na siebie, niechybnie prowadząc sporą część odbiorców na manowce.
Ponownie polecam zwrócić uwagę analityczno-krytycznym okiem, jak przypowieści traktują klasycy gatunku. Nawet te nieporównanie prostsze od Twoich niemal zawsze publikowane są z komentarzem umożliwiającym właściwy odbiór (biblijny przykład Mt 25, natychmiast po przypowieściach jest komentarz, bo inaczej nijak nie dałoby się ich zrozumieć nawet mając trzydzieści lat doświadczenia w studiach ksiąg proroczych).
Tutaj rolę takiego komentarza pełni kara boża spotykająca na końcu wieśniaków, ale jest to komentarz raczej niewystarczający (jeśli ktoś uważał, że polać cesarzowi a Chrysaim, uzurpujący sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci, został słusznie rozkułaczony, to po przeczytaniu "i wszyscy oni umarli, a jednego to nawet baba zostawiła" raczej nie zrozumie, dlaczego nie miał racji), a co gorsza, jak widzimy po dyskusji w komentarzach (tych na portalu), również nieszczególnie atrakcyjny dla czytelnika (wyjątek z tego ciągu bardzo satysfakcjonujących następstw, o których pisałem wyżej). Kara ex machina, można by powiedzieć, nieco na wyrost, ale tylko nieco.
Tak, że tak. Jako przypowieść, moim zdaniem, ten tekst trochę zawodzi. Ale jako tekst, ten tekst się broni i to broni się dość mocno. Więc jeszcze sobie to przemyślę, ale jako że koneserem przypowieści i tak nie jestem, skłaniam się obecnie ku TAKowi.
Pozdrawiam!
Tarin, mąż Sery, przepchnął się przez tłum jako pierwszy.
To zdanie, jeśli się mu tak za długo przyglądać, jest strasznie dziwne :P Tłum się grzecznie równiutko ustawiał, po czym Tarin sie przepchnął i wtedy się inni zaczęli przepychać…? Jeśli, to bym to dokładniej opisał.
Powolnym gestem przeciągnął długim paznokciem po skórze przedramienia.
Moim zdaniem po prostu "powoli", albo "powolnym ruchem". Gest to ruch, który służy przekazaniu komunikatu.
tak ostrożnie, jakby trzymał pęk wyschniętej słomy, który lada chwila mógł się rozsypać.
Hmmmm jeśli trzymasz pęk słomy, żeby się nie rozsypał, to raczej trzymasz go mocno, z całych sił, a nie ostrożnie?
– Czym ty jesteś?
– Nie pojmiesz odpowiedzi.
To prości wieśniacy od razu wiedzieli, czym jest złotokrwisty, a kajzerowski żołnierz nie dość, że nie wie, to nie pojmie? Mała dziura fabularna IMO.
– Nie możesz przywrócić życia, nie oddając czegoś równie cennego –
Eeee ale starzec dosłownie chwilę temu się poświęcił uznając życie dziecka za cenniejsze od własnego…?
Zupełnie nie. Tu chodzi o świadomość. Nie wiek.
A no widzisz. Tylko starzec zdaje się mówić co innego (on już się naorał, a młody dopiero będzie orał). Tak jak pisałem powyżej – każdy dodatkowy symbol zaciemnia obraz i nie da się tego obejść.
Wróciliście na jedyną drogę, jaka wam przysługuje.
Moim zdaniem "która".
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Otwierasz w tekście wątek za wątkiem, rzucasz okruszki i detale świata przedstawionego, i może nawet te pootwierane wątki i detale są ciekawe a klimat spaceoperowo-korporacyjny daje się odczuć, więc lektura nawet była przyjemna, ale potem to wszystko zostawiasz – wątki są niepodomykane, nawet te dotyczące tytułowego artefaktu, a detale okazują się bez znaczenia, nawet jeśli na ich opis zużyłeś całe paragrafy. Tekst w moim odczuciu składa się właściwie z niewystrzelonych strzelb Czechowa i ekspozycji. Gdyby nie to, że zabijasz dwóch głównych bohaterów, w ogóle nie miałbym wrażenia, że przeczytałem kompletną historię. Raczej pierwszy rozdział powieści, albo coś podobnego.
W komentarzach widzę, że planowana jest kontynuacja – no więc widzę, że moje wrażenia nie były całkowicie błędne i mogę się zgodzić jak najbardziej, że jest tu potencjał na kontynuację, i nie wykluczam, że po przeczytaniu całości spojrzałbym na tekst cieplejszym okiem, ale widząc tylko to, co mam przed sobą, nie będę tu mógł dać TAK-a.
Pozdrawiam!
uśmiech[,] odsłaniając małe, nierówne zęby
Przecinek, moim zdaniem, gdyż imiesłów przysłówkowy.
wyidealizowany sześcian
Raczej “idealny” po prostu, “idealizować” odnosi się do wyobrażenia o czymś.
Przy zgaszonym świetle znikał w ciemności, tak, jak zwyczajne metale.
…tudzież wszystko inne?
Marię parzącą matę
Literówka – chyba? "Matchę"? Albo "mate" jeśli chodziło o yerbę?
zastanawiał się[,] jak w serwisie wyjaśni przyczynę starcia się diamentów
Przecinek między "zastanawiał" a "wyjaśni".
Kiedy ruszył, poczuł ulgę. Skierował pojazd do platformy C-16.
Eee on może wysłać SMS na marsa, ale do Bena już nie?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm…wirtualny zdaję się ale i tak dziękuję :) Liczy sie intencja.
A tak – chciałem kliknąć, ale wyszło, że masz już pięć. Chyba że mi strona się buguje? Nie mam tego knefla w każdym razie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Pierwsza scena bardzo mi się podobała. Jest napięcie, jest bardzo udana jakcja i atrakcyjne owej akcji opisy – te pęta utkane z czystej woli, no miodzio. Atmosfera troszeczkę jak w gierce, te wszystkie światełka spod spalonej na węgiel skóry i tak dalej, ale w moich oczach to żadna wada. Czytając, zastanawiałem się, komu tak naprawdę powinienem kibicować i jak to się wszystko skończy.
Druga połówka niestety dużo słabiej. Odczułem ją jako teaser jakiejś dalszej historii, niestety ów teaser nie został podparty ani akcją, ani konfliktem, ani no niczym, co by przyciągało do kolejnych paragrafów, więc był raczej nudnawy. Być może ta dalsza historia okaże się ciekawsza – pokazałeś w tym tekście, że umiesz ciekawie pisać! – ale analizując tekst jako samodzielne opowiadanie (a tak go przedstawiasz w przedmowie), ta druga połówka się nie broni.
Pozdrawiam!
Pomiędzy pęknięciami na knykciach i przedramionach sączyło się
Raczej z pęknięć?
My też nie chcemy walki[.] – [J]eden
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Hmmm ładnie napisane, zabawne i pomysłowe. Tylko trochę się zasiedziało. Najmocniejszy momentem opowiadania jest, gdy tytułowy ksiądz okazuje się Fujitsu Santo Subito, a potem jest jeszcze ta scena z ministrantem, która nie dosięga poziomem humoru do poprzedniej części opowiadania i nie wprowadza tak naprawdę niczego nowego – moim zdaniem trzeba było to skończyć na wysokim “C”.
Pozdrawiam i klik
że we wsi, do starzejącego się proboszcza
Nie wydaje mi się, żeby ten przecinek był uzasadniony.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No sympatyczna historyjka. Widzę tu połączenie bajki o syrence, mitu amazonek… i przypowieści o dobrym Samarytaninie, bo przecież Wars zostaje nagrodzony właśnie za życzliwość okazaną nieznajomej w potrzebie.
Bardzo mi się podobało mi się domknięcie baji zasugerowaniem, że postaci z niej można spotkać współcześnie. Dobra bajka czy baśń właśnie to powinna robić, trochę “wykraczać” z kartki do naszego świata, żeby zostać z czytelnikiem.
Nie wiem, czy nie jest przesadą pisanie o rzymskim podboju Grecji jako o zniszczeniu – ale może nie mam racji i ktoś mnie poprawi, a nawet jeśli mam, to nie jest jakaś ważna uwaga.
Również życzę udanej majówki, pozdrawiam i klikam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jak zwykle bardzo ładnie napisany tekst, aczkolwiek tym razem nieco hermetyczny – wydaje mi się, że trzeba mieć wrażliwość na muzykę zdecydowanie większą od mojej, żeby go właściwie odebrać.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Dobrze bawiłem się przy czytaniu – język jest ładny, tekst trzyma klimat, akcja idzie do przodu i nie zamula (może tak ciut, ciut począteczek można by przyspieszyć).
Jedynie zakończenie zostawia pewien niedosyt, moim zdaniem – jest zbyt zamknięte jak na horror. Po przeczytaniu takiego tekstu powinienem oglądać się za siebie widząc dachowca, ale nie będę tego robił, bo tekst zostawia wrażenie, że sprawa dotyczy konkretnego kota z konkretnego domu.
Pozdrawiam i klik
przyjaciółmi wpadających
Wpadającymi
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję tutejszego debiutu :]
Debiutu, który można określić jako całkiem udany. Tekst zdecydowanie trzyma klimat, językowo też jest całkiem nieźle, są udane sceny akcji.
Nie wiem tylko, czy określiłbym go jako ‘samodzielny’ fragment. Co prawda spotkanie bohaterki ze złolami zostaje zamknięte, ale nie wiemy tak naprawdę, jak to się stało. Dla mnie to jest jednak fragment, choć taki faktycznie na krawędzi.
Odczułem też lekki nadmiar ekspozycji w stosunku do fabuły, ale jako że tekst jest fragmentem powieści, to raczej nie jest specjalna wada – jest to ewidentnie tekst pisany tempem ‘powieściowym’.
Pozdrawiam!
Wielki, włochaty odyniec[,] ryjący w śniegu.
Przecinek, moim zadaniem – odyniec może przestać ryć w śniegu w każdej chwili, więc to cecha przygodna.
Elementarzystka
Rozumiem, że to słowo jest wynalazkiem autora, ale po polsku ‘elementarzystka’ musi kojarzyć się raczej z elementarzem, niż z żywiołami.
którzy przeżyli rzeź[,] jaka miała miejsce prawie dwadzieścia lat temu.
Przecinek + nie ‘jaka’, tylko ‘która’ (albo najlepiej “rzeź sprzed dwudziestu lat” czy coś, żeby nie było powtórzonka.
wystrzeliły z posadzki, łapiąc go za kostki
Raczej wystrzeliły i złapały, bo przecież nie zrobiły tego jednocześnie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Padłam!
Ale to całkiem na poważnie było :)
Pozdrawiam również
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Szkoda, Bardzie.
Dzięki za te parę miesięcy współpracy ![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa dla opierzonych i nominowanych :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Jesteś dla siebie zbyt surowy. Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą.
Hmmm nie jestem tam jakoś specjalnie surowy dla siebie, po prostu uznałem, że pani z obrazu, gdyby się na ten przykład okazała ciocią Michaela albo kimś takim, mogłoby być przykro, że została zinterpretowana jako satanistyczno-mordercza wiedźma z ciągotami do młodszych chłopców :O
Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą. W krótkiej formie i bez zbędnego gadulstwa udało Ci się zmieścić ciekawą historię, która nie sprawia wrażenia skróconej czy niedopracowanej. Ba! Nawet udało Ci się mnie na koniec oszukać!
Bardzo mi miło!
Dzięki za konkurs i za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jak zwykle pięknie napisany tekst. I przejmujący.
Ciekawie udało się tu połączyć pozornie całkiem różne emocjonalne aspekty – z jednej strony mamy słuchacza tak wciągniętego w muzykę, że na moment jest kimś innym, z drugiej dostajemy niedocenionego twórcę.
Myślę, że lepszym przykładem mógłby być utwór Papaoutai, pana Stromae – Francuzi płaczą, reszta świata się bawi w najlepsze. Ale i nie zawsze inny język musi to zaburzać, wystarczy wziąć legendarne “Whisky” Dżemu.
Albo pójdę boso xdd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No fajny tekst. Od początku czujemy, że z przemianą kotka coś po prostu musi pójść nie tak, a pozornie lekki ton tylko potęguje to wrażenie. Przedstawienie toksycznej relacji mocno tu przemawia.
Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to albo bym to opowiadanie ciut skrócił, albo przemyślał decyzję o małomówności Grafita – jesteśmy przez 50k znaków z jedną bohaterką i właściwie cały czas w tej samej sytuacji (choć oczywiście atmosfera cały czas się zagęszcza), co w pewnych momentach trochę nużyło.
Pod kreseczką kilka uwag językowych.
Pozdrawiam i klik z przekonaniem :)
Tyle że Grafitowi ani widziało się ją jeść
Raczej ‘jej jeść’.
brak głosu Grafita to jej poczucie bezpieczeństwa, że nie będzie sama.
Raczej “dawał” jej poczucie, niż nim był.
który ją owładnął
Owładnąć kim/czym, czyli tutaj ‘nią’.
Ja boję się o nią. Ja boję się jej
W polszczyźnie takie ‘ja’ raczej się pomija, chyba że mówiący bardzo chce podkreślić, że chodzi właśnie o niego (’ja, ja i nikt inny’) co tu raczej nie ma miejsca.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam prosiaczku :)
Dzięki za pozytywną opinię, zawsze cieszy, kiedy słusznie doceniany autor wpadnie i napisze coś takiego![]()
Pomysł sam w sobie uważam za nieodkrywczy
Zgadzam się w dużej mierze, jak pisałem powyżej, marzył mi się taki prosty straszak :)
Pozdrawiam również i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek udany: było czuć napięcie. Najpierw pożar i pani na balkonie, potem nagle przenosimy się w czasie i jeszcze trafiamy do pełnej Niemców kamienicy. Ten początek rozbudził moje nadzieje, nie ukrywam.
Niestety, potem dostaliśmy od losu przewodniczkę-ekspozytorkę i to napięcie bardzo opadło, a co gorsza nasz bohater, który od tego momentu pozwala się jej prowadzić (momentami dosłownie za rączkę), zupełnie stracił proaktywność, która była jego właściwie jedyną lubialną cechą.
Opowiadanie przechodzi w taki pokaz slajdów z getta, który sam w sobie nie byłby nawet zły, jako że scenki trafiają do wyobraźni, ale po takim wysokooktanowym zawiązaniu akcji wydawał się raczej nudnawy.
Bardzo doceniam to dopasowanie “zewnętrznych” i “wewnętrznych” przeżyć bohatera. W sporej mierze zgadzam się z przedstawionymi przez Ślimaka zastrzeżeniami co do myśli przewodniej, którą czytelnik może tu odczytać, ale z punktu widzenia kompozycji bardzo doceniam jej wplecenie.
Pozdrawiam!
wypowiedzenie brzmiało jak przysługa. A potem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć
Z językowych spraw tylko takie nieoczywiste powtórzonko zwróciło moją uwagę. Poza tym jest bardzo ładnie 
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Mam podobne wrażenia do Barda.
Samo “jądro” tego opowiadania, pomysł na przenoszenie świadomości umierających do wirtualnej przestrzeni procesowanej przez mózg żyjącej osoby, jest dobry, a okraszony trudną relacją ojca i syna mógł śmiało stać się bardzo dobry.
Niestety zostało to wszystko bardzo rozwodnione szczegółowymi opisami różnych dziwnych zachowań ucztujących. Rozwodnione do tego stopnia, że te ciekawe elementy są niejako potraktowane po łebkach – tajemnicę wyjaśniają nam “zewnętrzne” fragmenty tekstu, a tej relacji ojca z synem mamy jedynie ogólny obraz.
Nie wykluczam, że wszystkie incydenty na tej uczcie mają jakieś głębokie symboliczne znaczenia, ale mi ono raczej umyka. Miałem w głowie jedynie jakiś ogólny obraz skrajnego konsumpcjonizmu i rozpasania, co ma sens, bo przecież kim trzeba być żeby “wepchać” się do głowy dziecka/bratanka/chrześniaka/whatever żeby tam sobie żyć w pałacyku, ale raczej nie uzasadniałoby tylu znaków.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i cóż.
Będę miał spory problem z piórkową oceną tego opowiadania. Na pewno mamy tu zalety: język nie zawodzi, (może poza tymi pojedynczymi zdaniami jak to o fizyce, o którym już inni wspominali), fabuła jest spójna i z przekazem “na czasie”, spostrzeżenia autora przemawiają do czytelnika (przynajmniej do mnie) a przyjęta konwencja została konsekwentnie zrealizowana.
Z drugiej strony, co również inni wspominali, opowiadanie jest raczej trudne w odbiorze. I nie jestem specjalnie przekonany, że ta trudność jest dostatecznie uzasadniona. Tekst o syntetyku, którego heroiczna acz kontrowersyjna decyzja doprowadza do takich a nie innych zmian społecznych można by chyba sklecić bez męczących czytelnika technicznych szczegółów w opisie awarii, jak i bez 20k znaków dialogów o fikcyjnej polityce – a przynajmniej można by te elementy nieco przyciąć.
Pozdrawiam!
– Procedura wymaga ewakuacji – zaczął 847R – w przypadku przekroczenia–
Kropka na końcu zamiast myślnika?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Chodzi mi o pozę. Jeśli wygina się plecy w łuk, to daje się ręce do tyłu, a nie podnosi do góry. Inaczej się człowiek wywali.
Hmm może ja już stary dziad jestem i nie umiem aż tak pleców wygiąć xd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Opowiadanie ma zalety. Wiele zalet. Sympatyczna bohaterka świetnie współgra z tajemnicą – czytelnik bardzo chce wiedzieć, co oni tak naprawdę zamierzają tej małej zrobić. Przedstawiasz też barwną i przekonującą wizję dystopijnej teraźniejszościprzyszłości. O tym, że bardzo dobry warsztat to chyba nawet nie warto wspominać.
Jedyny problem jaki miałem z tym opowiadaniem to pewne przegadanie. Fabuła, choć podobała mi się, porusza emocje na kilka sposobów i na pewno zapadnie mi w pamięć, jest raczej prosta, a rozciągnęła się aż na 40k znaków. Szczególnie raziło to na początku – pierwsza ćwiartka opowiadania to właściwie ekspozycja i niezbyt wyróżniające się z tłumu zawiązanie akcji.
Bardzo dobry tekst, tak podsumowując.
Pozdrawiam!
budowały je te same, wielkie umysły
Bez tego przecinka?
Nie mieli niczego więcej do zaoferowania prócz szklanki wody
Ciachnąłbym
Jednak dzisiaj urok osobisty go zawiódł.
Tego dnia? Wtedy?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Nagle czas teraźniejszy się wkradł.
A to celowo, tak samo jak w zakończeniu – ona się dalej tak nazywa w momencie, gdy on pisze.
Wygląda to w mojej głowie groteskowo. Kto tak robi?
Nie wiem… wyznawcy szatana?
Nie wydaje mi się też, że szef pokazałby dane poufne pracownikowi, tylko dlatego, że ten ma jakieś delulu. Z perspektywy szefa oczywiście.
Bardzo słuszna uwaga, nie pomyślałem nawet o tym… z drugiej strony, to jest chameryczka i nie taka całkiem współczesna, to chyba nie jest takie całkiem niewiarygodne, że nie mają takiej obsesji na punkcie prywatności, jak my dzisiaj w cywilizowanych krajach.
Nie wydaje mi się, żeby zabójstwo Mary było konieczne. Co by się stało, gdyby jej nie zabił? Co zrobiłaby nauczycielka? Nie znamy stawki ani konsekwencji niespełnienia obietnicy.
Hmm myślę, że możemy się przynajmniej domyślać – narrator x czasu spędził pod wpływem uroku czarownicy, na pewno nie chciałby tego powtarzać, a tym bardziej, żeby takie coś spotkało jego dzieci.
Aczkolwiek przyjmuję, że to może być wszystko zdecydowanie za bardzo niedopowiedziane.
Jest tylko jeden, mały problem. Nie widzę w ogóle nawiązania do obrazu :p Na dziele pani Anny widzimy kobietę, która poprawia sobie włosy, nie przypomina mi to unoszenia rąk w ekstazie. No i nie ma pleców wygiętych w łuk.
Nooo trochę nagłem rzeczywistość obrazu, nie zaprzeczam :D Ta kobieta na obrazie tak złowrogo łypie za siebie – ten szczegół mnie natchnął.
Poza tym zacny szorciak i horrorek.
Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!
Dzięki również i pozdrawiam! Bardzo dobry to był konkurs!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Nie mogę niestety powiedzieć, żeby tekst mnie szczególnie porwał. Z jednej strony mamy tu jakąś satyrę społeczną, zarówno na nieuleczalnie bezrobotnych jak i na przedsiębiorców, sól tej ziemi, z drugiej groteskowy horror, trochę w stylu FNAF(?).
Wydaje mi się, że to aspekty, które trudno połączyć – jeśli narrator jest przedstawiony jako karykatura bezrobotnego, to potem czytelnikowi ciężko przejąć się jego losami.
Co do wykonania, najbardziej rzucały się w oczy błędnie zapisane dialogi.
Pozdrawiam!
– Śmiało, panie Mirku. – zachęcał Pan Zdrapka.
Bez pierwszej kropeczki.
dym, lub para
Bez przecinka
– To Pikuś. – wyjaśnił Grochota
Bez kropki
przeziębił na zakładzie. – powiedział Artur Grochota
Bez kropki
– Panie Mirku. – zwrócił się do mnie Grochota
Proszę włożyć rękawiczki. – powiedziawszy to wyszedł z pomieszczenia.
Bez kropek. Ten błąd się jeszcze w paru miejscach powtarza.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Samo "jądro" opowiadania, cały ten oniryczny spiel o umierajacym gościu i śmierci spełniającej marzenia, jest naprawdę spoko i przedstawiony w naturalny sposób, obrazowo, bez walenia czytelnika łopatą po łbie. Język też mi bardzo odpowiadał – jakieś tam drobnostki mi się może rzuciły w oczy, ale zasadniczo mocno czuć, że autor wie, co robi z piórem i ogółem w takim długim tekście przecież nie sposób uniknąć potknięć.
No i właśnie. Płynnie przechodzimy do słabszych stron. Apro popo wspomnianej długości.
To jest pomysł na szorta (no, może takiego szorta plus size) rozciągnięty do rozmiaru 17 stron. Spora część scenek w opowiadaniu to jakieś dziwne karykatury, które wcale nie pchają akcji do przodu. Może i miały na celu kontrastowanie z jego poważną częścią, ale w porównaniu z nią zwyczajnie wypadają bardzo blado i związek między jednym a drugim wydaje się raczej nikły. Apostołowie są pomysłowi i zabawni… za pierwszym razem. Moherki i rąsia pod kołderką – ani razu. Nie wiem, czy to miał być ten turpizm, dla mnie to są żarty zgrane, a nawet gdyby były świeże, to zapisane w przesadnej ilości znaków.
Co gorsza, ta najmniej ciekawa i najnudniejsza część jest na samym początku (stawkę akcji poznajemy po 13k znaków) – bezpardonowo napiszę, że gdybym trafił na ten tekst losowo w poczekalni, to bym go olał, przeczytawszy kilka pierwszych stron, bo nie wiedziałbym nawet, że on zmierza do czegoś więcej niż żarty o moherowych beretach. Nie wykluczam wcale, że zanim opko dostało nominację, właśnie tak zrobiłem i teraz nie pamiętam. A szkoda by było ten tekst olać, bo po przeczytaniu całości zostawia niezłe wrażenie. Tak że nie warto zostawiać najlepszego na koniec.
Pozdrawiam!
Mętna lura poleciała strumieniem;
"Lura" to raczej kawa/herbata.
Słowa – pyknęła – to tylko słaby manifest tego, czego ludzie naprawdę pragną
Zwodniczy może? Dlaczego słaby?
Jego pięść uderzyła w twarz mężczyzny
Raczej mężczyznę w twarz…?
znak rozpoczętej burdy pomiędzy zastawą.
"Rozpoczętej między zastawą burdy" – chyba że to talerze się biją…?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Witam :]
Mocny i udany tekst. Miałem już pisać, że ciut przefilozofowany, ale puenta nadaje nowego spojrzenia na wszystko, co przed nią! Brawo.
Pozdrawiam i klik
Pamiętam, że kiedyś nie miałem z tym problemu, a teraz mam koszmary.
Powtórzonko.
– Czemu tak cholernie boję się latać[?] – wyszeptał.
Dałbym tu jednak pytajnik, albo choć wielokropek
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam
Życie z kotem to nie przelewki… ładny, zabawny szorciak.
Klikam :)
Pies przebiegł przez przedpokój[,] zawodząc.
Przecinek, albo nawet “Pies, zawodząc, przebiegł[..]” – skoro imiesłów przysłówkowy, to może lepiej wygląda bliżej czasownika…? W każdym razie przecinek chyba na pewno.
krzyknął[,] wskakując
Tu też.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Kolejne poetyckie i humanistyczne do głębi SF – mało kto takie rzeczy pisze, a tutaj na portalu to raczej nikt. Mi się bardzo.
Zgadzam się z marzanem, że ten jeden fragment jest trochę łopatą – on (fragment, nie marzan) pewnie nawet w innym tekście by się tak nie wyróżniał, ale Twoja proza jest tak poetycka, że tę jedną jedyną łopatę czuć.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Przeczytałem i cóż – napisany jest ten szorciak bardzo ładnie, niestety jako chamidło ostatnie ze wsi o malarstwie mam pojęcie zerowe, więc nie mogę szczerze napisać, żeby lektura specjalnie mnie bawiła – do samej puenty nie podejrzewałem nawet, o co tak naprawdę może chodzić :(
Oczywiście to nieironicznie wyłącznie moja wina – podejrzewam, że ktoś bardziej ukulturniony, kto skojarzyłby choć jeden obraz, miałby sporą frajdę z czytania!
Pozdrawiam i klik, bo choć nie okazałem się odpowiednim odbiorcą, czuć tu jakość![]()
Capirote górują
Capirotes, skoro górują? Nie wiem, czy są jakieś reguły, które kierują liczbą mnogą w zagranicznych słowach hmm…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Michael :)
Po pierwsze dzięki za organizację fajnego konkursu!
Co na plus – zdecydowanie narracja. Chwaliłem to w Twoich poprzednich tekstach, chwalę i tutaj. Prowadzisz opowieść luźno, narrator opowiada w sposób ludzki, a jednak wydarzenia są wciągające, mroczne. Mimo że udało Ci się zręcznie wpleść trochę humoru, to tekst dalej miał w sobie ten mrok i tajemnicę.
Językowo świetnie, nie będę się tu rozpisywał, na niczym się nie potykałem.
Historia wciągająca, przeczytałem szybciutko i nawet nie zauważyłem kiedy się skończyła. Dałem się porwać wyznaniom bohatera i jego historii.
Dzięki, dzięki :)
No ale właśnie, zanim zauważyłem, tekst się skończył, czegoś mi brakowało. W kategoriach szorta byłbym zachwycony, ale jednak to opowiadanie, które miało jeszcze wiele przestrzeni na doprecyzowanie.
No tu się nie do końca mogę zgodzić, jak już tu komuś pisałem, moim zdaniem ten tekst musiał kończyć się raczej szybko, bo opierał się na małym oszustwie wobec czytelnika, a ów znacznie łatwiej wybaczy takie oszustwo, jeśli był oszukiwany przez 8k znaków, a nie przez 80k :)
Ewentualnie bym się zgodził, że opieranie opowiadania na takim oszustwie jest niekoniecznie najlepszym pomysłem
No ale wena czasem nie sługa :)
Dzięki również i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zasadniczo bardzo ładny szorciak. Językowo nie zauważyłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić, tematyka jest intrygująca a opisy przemawiają do wyobraźni.
Troszkę mi zgrzytło przejście z części pierwszej do drugiej – czytając, chciałem wiedzieć, co to z tym mężem, a okazuje się, że żadnego męża nigdy nie było(?).
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam bruce :)
Żadnych grzechów językowych nie
pamiętamdostrzegłam… :))
:O
Zaledwie 11278 znaków, a – ileż treści! :) Świetny pomysł, świetne również jego wykonanie. :) Ten przybity narrator, ta mroczna historia sprzed lat, ucieczka, trauma, strach i przekonanie o konieczności dokonania zbrodni…
Bardzo mi miło :) Starałem się “ściskać” bo taka puenta, jak tu jest, raczej nie działa na dłuższym dystansie.
Przy okazji składam serdeczne życzenia: Zdrowych, Pogodnych i Wesołych Świąt dla Ciebie oraz Twoich Bliskich. :)
Wzajemne życzenia i dzięki za pomoc w organizacji udanego konkursu!
Pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa dla zwycięzców i równie wielkie dla szanownego grona organizatorskiego – piękny to był konkurs!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Aktywność pisaczy i czytaczy budzi podziw!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
W pierwszym podejściu słuchałem tekstu jako audio i kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje, więc w połowie drogi musiałem odpuścić i zacząć od nowa, tym razem czytając.
Jest gdzieś wersja audio dostępna?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ziemia była głodna ludzi, bo to był czas kiedy niesamowite ilości ludzi zginęło w wojnach lub z głodu.
Ach. Ma to sens, ok.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ładne i faktycznie czuć ten zuluski klimacik. Jak zwykle u Ciebie, były tu opisy, które naprawdę przypadły mi do gustu, np.
Isibaya zamilkła, jakby bydło wyczuło oddech drapieżcy. Wiatr przestał poruszać trawami, a cykady ucięły swoją pieśń w połowie frazy. Świat wstrzymał oddech, bojąc się wypuścić powietrze. Potem przyszło zimno – ciche i lepkie, jak trupia dłoń.
Nieironicznie och, ach.
Zakończenie nieco mniej mnie przekonało. Pokonaliśmy stwora, bo zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy tarczą a nie włócznią i przodkowie spojrzeli na nas łaskawie – to byłoby naprawdę spoko, gdybyśmy wcześniej zobaczyli narratora jako włócznię (tj. w trakcie bitwy jako surowego dowódcę, albo po niej, jak bezwzględnie rozlicza się z pokonanymi – zakładam, ze o coś takiego chodziło z włócznią?). Niestety, on nas tylko zapewnia o tym w prologu, więc nie wybrzmiewa to tak mocno, jak powinno.
Pozdrawiam!
krótka włócznia o szerokim ostrzu, służąca do walki wręcz
Każda włócznia służy do walki wręcz – gdyby nie służyła, to byłaby oszczepem. Wiem, wiem, musiałem :P
Lud Zwide skruszał pod ciężarem tarcz z krowiej skóry
Mmmmm może pod naporem? Mogę nie mieć racji, ale tarcza ze skóry nie jest chyba tak ciężka, żeby to wyrażenie ładnie grało. One zdaje się nawet nie mają drewna pod tą skórą, tylko są garbowane na sztywno?
czas, gdy ziemia była głodna ludzi, a człowiek łaknął ziemi bardziej niż deszczu.
Nawet po wyguglaniu czym było Mfecane, nie jestem pewien, o co mogło chodzić w tym wyrażeniu. Że ludzie walczyli o ziemię i tak się wytłukli, że tej ziemi nie miał kto uprawiać?
przysiągł, że śmierć go nie zatrzyma, by mnie zgładzić.
Gramatyka tu zawiodła. “Śmierć nie powstrzyma go przed zgładzeniem mnie”. Albo coś podobnego.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, dziecko rzuciło się naprzód z siłą dorosłego lwa. Palce, twarde jak szpony, zacisnęły się na mojej krtani, a z gardła wydobył się ryk, przeszywający całą wioskę. W świetle ogniska zobaczyłem, jak pod jego skórą wiją się czarne żyły, układając w znaki, które widziałem tylko raz – na tarczy zabitego przeze mnie wodza.
Letka siękoza.
Dłoń sama odszukała rękojeść.
Hmmm czy można powiedzieć, że drzewce włóczni (bo zakładam, że taką broń chwycił zuluski wódz) to rękojeść? Ręki bym se uciąć nie dał, ale dla mnie rękojeść ma miecz albo pistolet.
Ciało zwiotczało natychmiast, wypuszczając moją szyję
Zwiotczało i wypuściło. Ewentualnie wiotczejąc, wypuściło (…?).
sekundę
Czy zuluski wódz, który przed chwilą opowiadał nam o Mfecane i Amdalozi użyłby takiej białasko-kolonialnej jednostki czasu?
szeptem rozpoznało moje imię
Jak można coś rozpoznać szeptem?
Przez moment słyszałem głosy – tupot tysięcy stóp, uderzenia włóczni o tarcze i pieśń trwającą wieki przed moim narodzeniem.
Hm hm hm. Przydałoby się jakieś określenie przy tych głosach. Głosy przeszłości? Albo “przodkowie mówili do mnie tupotem tysiecy stóp”?
Taki bezprzymiotnikowy “głos” dziwnie wygląda na określenie tupotu, w każdym razie.
Jej próg wymuszał pokłon na każdym. Wrogu – by odsłonił szyję. Tych, którzy przed nikim nie ugięli karku – by wreszcie schylili czoło z szacunkiem.
Hmmm nie jestem przekonany, że gramatyka pozwala pominąć “na” przed “wrogu” i “tych”. Ale może ktoś mnie poprawi.
obrastała je skóra zwisająca płatami, niczym truchło bydła porzucone na słońcu
Skóra zwisająca to raczej “niczym z truchła”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Kolejny ładny i ciekawy drabel. Aż ciężko uwierzyć, że mogła nie rozumieć, czemu na nią gwizdają.
Zwykle są mega drętwe.
Ćwiczyć zawsze trzeba, ale co najmniej w kilku ostatnich tekstach dialogi były dobre ![]()
Pozdrwiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
Hm i co mógłbym napisać o tym debiucie. Właściwie nie wiem, co. Na pewno widziałem tu dużo gorsze debiuty – był tu jakiś pomysł i język też nie jest zły. Z drugiej strony, stosunek fabuły do marudzenia głównego bohatera jest tu bardzo niski, przynajmniej jak na mój gust, więc nie mogę powiedzieć, żeby opowiadanie mnie specjalnie urzekło.
Ciekawi mnie w sumie, co inni powiedzą – nie wykluczam, że ten styl do kogoś bardziej przemówi.
Pozdrawiam!
Dlaczego nie sprawdziłem statku przed odlotem? Ok, muszę ustalić swoją pozycję i obrać nowy kurs – niespiesznie zbliżył się do urządzeń pomiarowych, gdy jego oczom ukazał się dziwny blask, coś jakby neon.
Po pierwsze zapis dialogów (kropka przed myślnikiem i “niespiesznie” dużą”.
Po drugie albo “niespiesznie zbliżał”, albo odwrotnie (Gdy jego oczom ukazał się blask, zbliżył się do urządzeń). Teraz następstwo jest niejasne.
Kilkuetapowa autoryzacja naszej prośby? Co to w ogóle znaczy? To jak wypisywanie się z siłowni! – Czy jest pan absolutnie pewien, że nie zależy panu na zdrowiu i dobrej figurze?
– Jestem doradcą zakupowym i mam zadbać o to, aby pan coś kupił – to, na co oczywiście ma pan ochotę
Unikałbym myślników w środku kwestii dialogowej, tam, gdzie z powodzeniem można użyć kropki, przecinka, czy dwukropka. One nie są chyba nielegalne, ale na pewno mylą czytelnika.
Ściągnął nas tak jak zrobili to ostatnio.
Ściągną.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A czy scena, w której bohaterka leży bezbronna, a Charon rozprawia się z zagrożeniem byłaby bardziej spójna dla fabuły i logiki?
Scena w kulminacji niekoniecznie ma retrospektywny wpływ na to, co było wcześniej. Raczej powinno być wcześniej jasne, że ona sobie bez niego nie poradzi – jeśli mamy sprawczą damę, która osobiście pokona złola, to powinna jej grozić śmierć zaraz potem. Wtedy czytelnik zaciekle kibicowałby płynącej odsieczy.
Tak to widzę przynajmniej. Mogę, oczywiście, nie mieć racji.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
I dlaczego gil trzyma kałamarz na palecie? W dodatku brudnej? To musi coś znaczyć

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
I mordka gila raz jest rozdziawiona a raz zamyślona.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Sauron jest rzeczywiście za kulisami, i to daleko. Ale on nie jest z tych (na razie) którzy jak Zeus walą bezpośrednio gromem. Jeszcze nie.
Chodziło mi w tej metaforze wyłącznie o bardziej figuratywnego Saurona – stawkę/zagrożenie, a niekoniecznie głównego złola.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No i cóż.
Wyjątkowo będę krytyczny.
Bo mógłbym – zupełnie szczerze! – pochwalić ładną jak zwykle prozę, barwne opisy, ciekawe światotwórstwo, "lubialnych" bohaterów, fantastycznie napisaną scenę walki i inne rzeczy, które mogą się tu podobać. Są tu rzeczy, które mogą się podobać a wręcz zauroczyć i chyba nie muszę chyba podkreślać, że mam o Twoim pisaniu zdanie zdecydowanie lepsze, niż o własnym.
Ale czuję się zmuszony mocno przyczepić do fabuły. Bo cóż – tak długi tekst (letko licząc mamy tu z 45 stron) nienaganną prozą, ciekawym światotwórstwem i sympatycznymi, wiarygodnymi bohaterami moim zdaniem stać nie może. Znaczy, pewnie jakieś “cozy fiction” by mogło, ale nie przygodówka.
Brakuje mi tu kompletnie stawki. Niby powstrzymujemy epidemię, ale jakby co? Mam się przejąć epidemią, skoro jej ofiary normalnie sobie łódki budują i ścigają się ze Spartanami, i tylko szkoda, że browarka nie stało? W sumie to problem stary jak świat, typowy dla historii, w której wiemy za dużo o naturze bogów i pozagrobia – zagrożenia nie wydają się dostatecznie groźne. Oczywiście zaświaty to nie Szenron, który nam wszystkich przywróci do życia, ale podobną rolę spełniają.
W drugim wątku podobnie. Płyniemy na poszukiwanie Nili… ale Nila nie wydaje się szczególnie potrzebować naszej pomocy. Też w sumie problem typowy, tym razem dla fikcji z ostatnich dekad: wątek Charona to klasyczna "dama w opałach", ale owa dama – zamiast siedzieć bezradnie w wieży, najlepiej z nożem głównego złola na gardełku, i czekać ratunku, jak to drzewiej bywało – wydaje się tak silną i sprawczą postacią, że w wątku bohatera napięcia próżno szukać.
Tak że podsumowując, mamy tu Władcę Pierścieni, tylko w historii brakuje Saurona, który od początku wisi nad światem jak miecz Damoklesa, a dodatkowo oprócz perspektywy Frodo mamy perspektywę Gwaihira – a Gwaihir, na sam koniec, nawet nie okazał się specjalnie potrzebny.
Przyczepić też można by się do logiki postępowania Hadesa – czemu wysłał z misją akurat Iksjona, który miał wszelkie powody, żeby go nienawidzić? – ale to już jakby mniej ważne.
Pozdrawiam!
I klikam, oczywiście, bo mimo tego, że czułem potrzebę czepienia się fabuły, klik tu się oczywiście należy jak trzygłowemu psu zupa.
Zwykle jej krok był pewny
Czy pasuje tu “zwykle”, skoro ona wyjeżdża raz do roku? Można pewnie powiedzieć, że jako nieśmiertelny widzi to inaczej hmmm
w rysach bogini dojrzał tylko odrazę i lęk
W rysach jako w wyrazie twarzy? Daleko idąca metonimia.
Z+drowych nie musiała zaś długo przekonywać.
Literówczka… bym napisał, ale nie jest litera przecież. Znakóweczka?
choć określenie było to bardzo
To określenie było, albo określenie to było.
– Sam byłem ciekawy, dlaczego właśnie ty – mężczyzna odwraca do mnie twarz, białka oczu błyskają odbiciem pożogi.
Jeśli ta mała jest celowo, to “odwraca do mnie twarz mężczyzna”. No ale to by było mocno kontrowersyjne.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hmmm ładna, jak zwykle, proza i ciekawy pomysł. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć o takim maluszku.
Jako zwiastun na pewno spełnia rolę, bo chciałbym teraz wiedzieć, kim była ta osoba, której Hades nie mógł ukarać i będę musiał przeczytać kolejną część. W sumie i tak zamierzałem to zrobić :P Ale mimo wszystko.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Fajne, pod wieloma względami. Czuć klimacik.
Jest tu niezły pomysł i sporo urzekających opisów (”szyderstwo natury, która radowała się z faktu, iż kolejna dusza pozwoliła się spętać w zielone wici Witherthorn Dell”), choć czasem metonimie zdają mi się iść za daleko (”atrament biegł” – być może, gdyby opisywać akt pisania, ale o słowach, które już są na kartce…?)
Zabrakło mi tu takiego miecza Damoklesa/tykającego zegara. Tzn, on trochę był, ale bardzo niejasny – nie było jasne, czy roślinki chcą jakąś wymierną krzywdę zrobić narratorce, czy tylko zatrzymać ją na miejscu (ojciec autora notatek “nigdy nie wyjechał”, to nie jest aż ostatecznie aż tak straszny los, żebym miał obgryzać paznokcie przejęty przyszłością narratorki).
Pozdrawiam i klik
Dojrzała omszałe znaki wyryte w cembrowinie
Wolałbym znaki w omszałej cembrowinie – raczej nie jest przecież tak, że mech selektywnie porasta znaki.
mi, i wieczorem
Bez przecinka IMO
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Proza jak zwykle przednia. Bardzo ładny, nostalgiczny tekst – pamiętam takie festyny współorganizowane przez OSP :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ciekawa historyjka, bruce.
Artykuł o tym panu na wikipedii jest niemożebnie wielki jak na śmierć jednej osoby, widać, że wielu ludzi próbowało zgłębić temat.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo sympatyczny tekścik, jak zwykle :)
Niestety dzisiaj tytuł już nieaktualny, a szkoda :(
Nie przejmując się, figurę miałam przecież niezłą i mowa mi wróciła, powiedziałam
Tu troszkę gramatyka zawiodła.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę i za miłą opinię, L.Keller :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę i za tak miłą opinię, Zygfrydzie ![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dziękuję za wyróżnienie :)
Gratuluję współopierzonym i współnominowanym ![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Świat, który ukazałeś – i to zaledwie w 11 k znk – żyje, oddycha, da się go dotknąć. To nie jakieś wydmuszki czy kartonowe dekoracje – rzeczywiście można sobie dośpiewać całą resztę. Wszak z książek i filmów wiele “wiemy” o takiej właśnie amerykańskiej prowincji – nie trzeba więc tego opisywać drobiazgowo, wystarczy rzucony gdzieniegdzie szczegół, by sobie “dorysować” w myśli całą resztę.
Dzięki :)
Podoba mi się też sposób narracji. To nie pierwszy Twój tekst, który czytam i przyznać muszę, że opowiadać umiesz. Forma przekazu – czyli list (przyszłego) mordercy – też bardzo tu pasuje. By proza epistolarna była strawna, wymaga to nie lada dbałości o szczegóły i wysiłku, a Tobie zdaje się to wychodzić bez trudu.
Nie że “bez trudu”, ale na pewno takie pisanie idzie mi lżej niż bardziej klasyczne formy narracji.
Więc jeśli mam uwagi, to w skrócie – że trochę to za krótko i za szybko, że nie pozwoliłeś do końca rozsmakować się w tekście – dobrze napisanym i dobrze zakończonym. Od dłuższego już czasu nie jestem miłośnikiem dobrych, mocnych, krótkich puent (może to starość?) wolę, gdy to nieco dłużej wybrzmiewa – więc sama końcówka pozostawia mnie z lekkim niedosytem – ale jedynie lekkim. Z dwa zdania więcej wystarczyłyby by uciszyć moje marudzenie :)
Starałem się świadomie nie przedłużać, bo jak zauważyłeś, zakończenie zmienia spojrzenie na całość. Tekst jest oparty więc na oszustwie/niedomówieniu ze strony narratora – wydaje mi się, że czytelnik chętniej to “łyknie” w krótszym tekście. Ale może faktycznie można było pociągnąć jeszcze trochę.
Tak jak pisałem wcześniej – kliknąłbym, ale już tego nie potrzebujesz.
Będę obserwował Twoje przyszłe teksty, bo te, które dotąd czytałem są na dobrym poziomie i warto do nich wracać.
Dzięki i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Udało się mnie zainteresować na początku – był mocny, emocjonalny akcent z życia bohaterki, w dodatku nie do końca jasny, żeby czytelnikowi chciało się czytać dalej, i lekko zarysowany został świat przedstawiony, czyli wszystko tak, jak trzeba. Książkowo, można powiedzieć, najpierw akcja, potem ekspozycja. Spodziewałem się wiele po tym początku.
Niestety, zanim tekst dochodzi z powrotem do bransolet lśniących na przedramionach Mojmiry w blasku kupalnego ogniska, mija prawie całe opowiadanie (22k znaków). To w moim odczuciu o wiele za dużo jak na treść, która została przedstawiona – eksponujesz bardzo dużo szczegółów świata przedstawionego, które rozwadniają tekst, a nie mają jakiegoś wielkiego znaczenia dla fabuły. Jest w tej środkowej części jakiś taki urzekający klimacik, są naprawdę fajnie zbudowane bohaterki, ale zdecydowanie moim zdaniem jest przydługa.
No i zakończenie, niestety, najsłabsza część. Jest nie tyle otwarte, co kompletnie urwane. Sytuacja jest raczej niejasna (Mojmira ma dziecko, być może z bogiem, ale tak naprawdę – kto wie, może z myśliwym, a jeśli nawet z bogiem, to z którym?), nie mamy też żadnych sugestii, jak owa sytuacja czy jej możliwe warianty miałaby wpływać na dalsze życie narratorki czy samej Mojmiry.
Tak że są tu spore zalety. Ale są też spore wady.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Przede wszystkim 30k znaków to nie jest to według naszych standardów szort, byłoby dobrze, gdybyś zmieniła oznaczenie na OPOWIADANIE.
Po drugie warto oznaczyć wulgaryzmy, niektórzy użytkownicy bardzo ich nie lubią 
A co do samego tekstu:
Po pierwsze, wolno się rozkręca. Najpierw Ekspozytorzy Obserwatorzy robią nam wykład o bytach wampirycznych, potem dowiadujemy się o o szczegółach kontaktów Laury z jej AI – nie jest to jednak szczególnie pasjonujące przedstawienie, bo dostajemy je w formie relacji i niemal od początku wiemy, jak się skończy.
Śledztwo prowadzone przez narratora też jakoś nie zachwyca – dostajemy “prasówkę” z różnych medialnych doniesień o AI z ostatnich lat, a potem bohater domyśla się, że za wszystkim stoją starożytne demony na podstawie nazwy pliku…? Nie ma tu historii z napięciem, są raczej kolejno przedstawiane przez narratora szczegóły z przeszłości.
Także podsumowując, był tu całkiem niezły pomysł na pomieszanie różnych lęków – starożytnych wampirycznych i tych całkiem współczesnych pandemiczno-technologiczno-izolacyjnych – w spójną całość, ale pod względem konstrukcji fabuły raczej nie udało się tego dowieźć.
Pozdrawiam
za życia zębami się już rodzili
Z zębami raczej.
Odłamem równie niepokojącym jest zjawisko ludzi dobrowolnie oddających swoje życie. Samobójców, których ilość wzrosła w tym czasie. Wieści szły też z dalekiego Wschodu o trupach w chińskich szatach
Czasy skaczą, to po pierwsze, po drugie “Daleki Wschód” raczej wielkimi.
Intuicja kronikarska[,] jaką nas Stwórca obdarzył,
“Którą” i przecinek.
Terapeutka zasugerował
Literówka.
Zaleciła opisać[,] co robiłem
zanim zostać miały udostępnione
Zanim miały zostać udostępnione – “udostępnione” określa “zostać”, więc powinno być obok niego.
Polibude
ę
Wtedy zacząłem zbierać materiały. Wpadłem w czarną dziurę… Doszedłem do ściany.
Bardzo mylący opis, bo “wpaść w czarną dziurę” i “dojść do ściany” gdy mówimy o zbieraniu materiałów właściwie oznacza zupełnie przeciwne rzeczy.
depresje
ę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No jest tu trochę ładnego języka i swego rodzaju wizji – tekst jest spójny i o czymś – co rokuje nadzieje na przyszłość :)
Szkoda, że takie i krótkie i bez fantastyki.
Pozdrawiam
Podkradał ojcu balon z winem, upijał się nim i zasypiał z głową na klawiaturze. Przyłapany następnego dnia nie ponosił konsekwencji.
“Balony” raczej, bo przecież nie podkradał ciągle tego samego?
zobaczył w tej, jakże intymnej chwili.
Bez przecinka
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek moim zdaniem do poprzycinania mocno. Opowiadanie ma 25k znaków, pierwsze 8k zajmuje szczegółowe nakreślenie tła historycznego, a z głównego ciągu fabuły dowiadujemy się zatenczas tyle, że narrator widział na polu bitwy magów, uciekł i się tuła. IMO jeśli już chcesz takie szczegóły historyczne podawać, to trzeba to robić później, jak już czytelnik jest wciągnięty w fabułę.
Ogółem pomysł na rycerza-dezertera spod Warny, któremu się lovecraftowskie monstra objawiają, zrodzone być może z magii, a być może z wypartych wyrzutów sumienia, jest spoko ![]()
Momentami nie przekonywało mnie zachowanie bohatera. Narrator mówi nam, że nie chciałby natknąć się na kupca, później nawet, że chętnie by go zadźgał – ale kładzie się spać w miejscu, gdzie tamten mógł szukać schronienia? Gdy saraceński mag-satanista mówi nam, że przez krąg może przestąpić tylko rycerz o czystym sercu, tak po prostu dajemy temu wiarę?
Pozdrawiam!
Gdy bracia miła w wierze ginął w imię Chrystusa!
mili bracia w wierze giną?
krzecijany
Chrześcijanie czasem są pisani tak, a czasem normalnie.
nie śmiałą zniknąć
śmiała?
jeno z rzezi katoli walecznych
“Papistów” może. Katol to (chyba) współczesne słowo?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Bardzo dobre opowiadanie – w nieco ponad 11k znaków zawarłeś więcej, niż wielu autorów z biedą mieści w 40, a to oznacza, że umiejętność kompozycji tekstu masz na naprawdę wysokim poziomie.
Bardzo mi miło :)
I kiedy normalnie taki zabieg odbieram jako oszustwo, próbę nabicia mnie w butelkę niedopowiedzeniami, tak tutaj…
Takk, wiem że zawadzałem tutaj niebezpiecznie o “Dziwny, wspaniały świat”.
Napisz coś w podobnym stylu, ale z rozwiniętą fabułą, a potem mi o tym powiedz – wpadnę na pewno.
OK jak mi się taka sztuka uda, to dam znać :)
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć Reg :)
Bardzo szczególne skojarzenia wywołał u Ciebie „Akt”,
Pierwsze moje skojarzenie było o wiele bardziej sympatyczne… niestety nie zmieściło mi się pod drakońskim limitem 40k znaków :(
A najbardziej podoba mi się, że nic tutaj nie zostało powiedziane/ pokazane wprost i właśnie doznanie niewyjaśnionej niesamowitości zrobiło na mnie wielkie wrażenie, i towarzyszyło mi do końca.
Miło mi :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Zgadzam się z marzanem, doboru słów można się z tego tekstu uczyć. Wieś tętniła szeptem
Jest za to sporo dialogów nie zaczętych od nowego akapitu.
Podejrzewam, że wątki są niepodomykane, bo w tekście najważniejsze miało być jakieś przenośno-polityczne znaczenie (tęcza, która zamienia babę w chłopa?), ale ja niestety jestem słaby w metafory, więc nie wiem, co dokładnie chciałeś powiedzieć.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ogólnie opko podobało mi się, fajnie wystylizowane, nie za długie i z dobitną końcówką.
Cieszy mnie taka opinia, starałem się nie przedłużać, bo unikanie mówienia o czymś wprost w końcu traci wiarygodność.
Potrzebne tu słowo “zupełnie”? Albo “podobne” albo “identyczne”. Ale rozumiem, że to element stylizacji.
Wydaje mi się, że można go tu użyć:
Dlaczego polskie “liceum” a nie “high school”, ale chwilę później “bass” zamiast “okoń”?
Bass to nie okoń i jeśli jest jakaś tradycja “uswojszcznia” bassa jako okonia, to ja jej nie znam… Jak robiłem “risercz” to widziałem, że popularną nazwą tej ryby w polszczyźnie jest albo “bas” albo “bass”. Ręki sobie, oczywiście, uciąć nie dam…
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czytało się to całkiem fajnie, jest sporo akcji i szybko przechodzisz do rzeczy.
Nie mogłem się jednak momentami pozbyć wrażenia lekkich niejasności, zawadzających nawet o naciągnięcia. Np. po co Garios prowadził ich do wioski, skoro wiedział, że tam siedzą ludożercy? Po co ludożercy tak naprawdę trzymali Gariosa? Czy niezbyt to wygodne fabularnie, że zginęła w walce akurat ludożercza starszyzna?
Pozdrawiam i klik
– Piękne marzenie, Izmirze. Niestety, niewiele pięknych kobiet gustuje w niskich, krępych i łysiejących
kontynuować naszą misję.
Naszej misji, raczej, bo wcześniej jest przeczenie.
Sześciu oprychów obserwujących bacznie walkę, warknęło chórem.
Bez przecinka.
Halfdan był jednak dobrym szermierzem
Dopiero było mówione, że bardzo dobrze włada rapierem, nie ma sensu powtarzać IMO.
Czarny Egzekutor schował miecz
Ale tak chowa miecz, jak tylu przeciwników jeszcze stoi? Bo co, bo oni się tak boją, że ten drugi ich wszystkich zasztyletuje natychmiast?
Może “opuścił” zamiast “schował” od razu?
Widziałem na własne oczy, umiejętności walki tego Farena.
Bez przecinka.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Storm :)
Fajna, klimatyczna opowieść. Podobało mi się subtelne przedstawienie grozy, a nie rzucanie flakami oraz straszakami w czytelnika, ten zabieg stworzył fajną, gęstą atmosferę niepokoju.
Miło mi :)
Faktycznie nieco przywodzą na myśl purytański vibe rejonów Massachusetts mimo że akcja dzieje się w Pennswylwanii.
No wydawało mi się, że Pensylwania to będzie podobny vibe, ale jak po komentarzach poczytałem, to chyba niekoniecznie.
Dzięki i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jest tu parę ciekawych pomysłów, niestety dobre wrażenie bardzo psuje ten przydługi obchód po szpitalu.
Diomo wydaje się być ciekawą istotą – zasadniczo w porządku, ale ma swój pogląd na świat i żaden szef nie będzie mu podskakiwał. Mogłabym się z kimś takim utożsamić.
Tu się bardzo zgadzam z Finklą. Udany bohater.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Pierwsza część bardzo ładna, chociaż nie ma fantastyki. Smutna, ale ładna – obrazowa scenka, napisana naturalnym, barwnym językiem, są “lubialni”, wiarygodni bohaterowie, są bardzo osobiste przeżycia, jest nawet konflikt, scenka nawet coś próbuje czytelnikowi powiedzieć. Takie rzeczy chce się czytać. Osobiście próbowałbym jeszcze podbić stawkę – nie miałem poczucia, że od decyzji narratorki specjalnie wiele zależy, więc nie czekałem na nią z wstrzymanym oddechem, no ale to już szczegół, zasadniczo brawo :)
Druga część natomiast mocno taka sobie. Jest to właściwie wyzuty z fabuły, lekko zakamuflowany jako dialog wykład na temat jakiejś tam koncepcji religijnej-filozoficznej.
Pozdrawiam i klik – za tę pierwszą część
wszystko-uśmierzająca
Hmmmm moim zdaniem bez “-“. Jak wszystkowiedząca, wszystkowidząca…
– C h o r y c h[.] – Włodek przerywa mi zdecydowanie.
Kropka. A nie wiem, czy nie wolałbym tu “ – zdecydowanie przerywa mi Włodek” lub podobnie, przerwał jej bowiem właśnie wypowiadając swoją kwestię.
Żal mi mojego latania,
pobliżu moich zmaltretowanych żył
przyjąć ten o s t a t n i m ó j
Parę mojów bym wywalił.
– Zaraz wszystko ogarniesz.
Zrozumiesz.
uczuć ciebie spotkało
Cię.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę, Ambush!
Szkoda, że znowu zamotałem z motywacjami :< Ale fajnie, że czytało się z przyjemnością ![]()
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.
Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji.

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…
Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.
Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki