komentarze: 838, w dziale opowiadań: 664, opowiadania: 382
komentarze: 838, w dziale opowiadań: 664, opowiadania: 382
No witam :]
Pierwsza część bardzo ładna, chociaż nie ma fantastyki. Smutna, ale ładna – obrazowa scenka, napisana naturalnym, barwnym językiem, są “lubialni”, wiarygodni bohaterowie, są bardzo osobiste przeżycia, jest nawet konflikt, scenka nawet coś próbuje czytelnikowi powiedzieć. Takie rzeczy chce się czytać. Osobiście próbowałbym jeszcze podbić stawkę – nie miałem poczucia, że od decyzji narratorki specjalnie wiele zależy, więc nie czekałem na nią z wstrzymanym oddechem, no ale to już szczegół, zasadniczo brawo :)
Druga część natomiast mocno taka sobie. Jest to właściwie wyzuty z fabuły, lekko zakamuflowany jako dialog wykład na temat jakiejś tam koncepcji religijnej-filozoficznej.
Pozdrawiam i klik – za tę pierwszą część
wszystko-uśmierzająca
Hmmmm moim zdaniem bez “-“. Jak wszystkowiedząca, wszystkowidząca…
– C h o r y c h[.] – Włodek przerywa mi zdecydowanie.
Kropka. A nie wiem, czy nie wolałbym tu “ – zdecydowanie przerywa mi Włodek” lub podobnie, przerwał jej bowiem właśnie wypowiadając swoją kwestię.
Żal mi mojego latania,
pobliżu moich zmaltretowanych żył
przyjąć ten o s t a t n i m ó j
Parę mojów bym wywalił.
– Zaraz wszystko ogarniesz.
Zrozumiesz.
uczuć ciebie spotkało
Cię.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę, Ambush!
Szkoda, że znowu zamotałem z motywacjami :< Ale fajnie, że czytało się z przyjemnością ![]()
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.
Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji.

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…
Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.
Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Same figle teoretycznie można by pokazać, ale to już by była za duża zmiana w stosunku do pierwotnego tekstu, IMO. A zresztą i tak nie chcę, żeby narrator otwartym tekstem wyrąbał, co i jak wyczyniał z dziewczyną.
A nieee, ja nie sugerowałem, żeby to faktycznie robić, zdziwiłem się tylko że może coś nie doczytałem w regulaminie i czy zaraz mnie Michael nie zdyskwalifikuje. Ale faktycznie, reguła, żeby za bardzo nie zmieniać, była.
Tak akademicko pytam, bo konkurs się skończył, więc na razie nic nie będę zmieniać.
Akademicko odpowiem, że mógłby np. być chory cały czas, a po rozmowie z elementem fantastycznym mogło mu się nagle nasilić.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Tym razem fantastyka jest dość subtelna
Najlepiej.
Bardzo mi się tu proza podobała. Fajnie wystylizowana, tak że czuć tego bohatera, ten klimat, a nie za mocno, żeby się czytelnik nie męczył. Płynie się przez ten tekst.
Ujawnienie się szejtana zaskakuje, ale ma pełen sens, czyli tak, jak powinno być.
Bardzo ładna klamra, gdy ochrana przenosi się do cerkwi. Taka wymowna a naturalna.
Ogółem mi się bardzo.
Chorobę Paszeńki bym sugerował jakoś inaczej rozegrać, bo teraz tak spada z nieba i wygląda na bardzo “wygodną” dla Autorki. No akurat wtedy zachorzał i akurat oszczędności się skończyły. Później można inaczej na tę scenę spojrzeć, ale nie jest wcale oczywiste, że element fantastyczny maczał w tym palce. Po za tym pierwsze wrażenie robi się raz.
Pokazanie, co dokładnie Dima robi z Maszą. Raczej nie, bez względu na regulamin konkursu.
Eeee w regulaminie chyba nic nie było? Nawet wprost było, że może być erotyka.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
TheGuru, betweenthelines, dzięki za miłe opinie ![]()
Od samego początku czuć napięcie a ciekawość, co tak naprawdę się wydarzyło narasta z każdym kolejnym zdaniem.
Liczyłem na to, bo jeśli czytelnik się nie domyśli, że musi chodzić o coś innego, to zostaje z tego tekstu “Dziwny, nieznany świat”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Umiesz wciągnąć czytelnika w poszukiwanie odpowiedzi na temat przedstawionego świata. Ciężko oderwać się od kolejnych akapitów, bo człowiek zwyczajnie musi wiedzieć, co to ta n-osoba i co robi ten instytut.
Troszkę bym ten tekst poprzycinał, o głównym konflikcie między Bonny a Marysią dowiadujemy się po 16k znaków, a niektóre sceny, jak tę z łażeniem po szkle, całkiem odczułem jako “przerywniki”.
Po przeczytaniu mam nieodparte wrażenie, że zawarta tu metafora nie do końca do mnie dotarła, niestety na psychologii znam się słabo :<
Językowo jest oczywiście bardzo dobrze, jakieś drobne rzeczy czasem się pojawiały.
Pozdrawiam
– Macie coś dla mnie? Coście przynieśli?
Nie miała oczu ani nosa.
głowy czerwonych czujnikach stanowiących oczy.
Może “pełniących funkcję” albo coś takiego.
Za zakrętem znaleźli latający dysk. Damian włączył zsynchronizowaną z siatkówką aplikację i opłacił przelot.
Po przemyśleniu ta scena ma sens – dzisiaj przecież też hulajnogi leżą byle gdzie – ale w pierwszej chwili źle ją odebrałem… Jeśli bohaterowie uciekają przed głównym złolem tak wygodnie umiejscowionym latającym talerzem, to może warto gdzieś wcześniej wspomnieć, że takie rzeczy są pospolite w świecie przedstawionym…?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Misiu, nie ma sprawy i dzięki ![]()
Finklo, istotnie, ciekawa koincydencja.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A wszystko to działo się niedaleko Salem? ;-)
Salem to Maseczjusets, więc no tak ani blisko, ani całkiem daleko ;->
Ładne wstawienie fantastyki w ostatniej chwili. Bo zgrabnie nas wkręciłeś i nie spodziewaliśmy, że to w takiej sytuacji bohater widział nauczycielkę.
O to chodziło. Ale też liczyłem, że czytelnik będzie choć trochę podejrzewał, że to nie może być takie proste :)
Ciekawe – to już drugi czytany dzisiaj tekst do tego obrazu.
No po dwa teksty mają być, więc już masz spokój :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Bardzo dobre opowiadanie – nieprzegadane, nieprzepoetyzowane, napisane ładnym, czystym językiem. Czyta się je z przyjemnością i chce się dojść do samego końca.
Bardzo mi miło!
Może zastąpić ojca wielebnym? Aż do kolejnego wystąpienia w opowiadaniu byłem przekonany, że chodzi o rodzonego ojca bohatera.
W sumie ma to sens, protestanci to chyba nawet nie lubią zwrotu “ojcze”.
Koledzy (podobnie jak czytelnik) raczej podejrzewają „ekscytującą” scenę erotyczną, a nie satanistyczne rytuały. Chyba że celowo chcesz tym zdaniem zasiać wątpliwość u czytelnika, że może to nie chodziło o seks w tym lesie?
No narrator cały czas wie, że chodziło o wiedźmo-satanizm.
Czytając, chciałem mieć wrażenie, że to XIX wiek. Z tego powodu słowa takie jak gazrurka, rolety czy Glock wyrywały mnie z tych pionierskich klimatów. Ale to kwestia mojej wyobraźni.
Hm, no może powinienem jakoś wcześniej i mocniej nakierować na odpowiedni czas czytelnika.
To opowiadanie jest świetnym materiałem na studencką etiudę filmową – bardzo obrazowo piszesz Zakapiorze. Sceny same układają się w kadry.
Dzięki i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Beeeecki!
Dzięki za ciepłe słowa i za pomoc w becie!
E, e, e! A Władimirówna chociażby nie było trzecioosobowa? A to kawał dobrego tekstu jest!
A to się ślepej kawce trafiło ziarno.
Dzięki i pozdrawiam!
Cześć Hesket
Bardzo dobrze, sprawnie napisane opowiadanie, językowo bez zarzutu.
Dziękuję :)
Rozumiem, że na potrzeby tekstu, zastosowałeś formę listu, choć jak na kogoś, kto dopuści się wszystkich okropieństw, które zapowiada, jest kimś wyjątkowo opanowanym.
Może faktycznie. Ale też on właśnie po to pisze, między innymi, żeby się opanować i ruszyć z giwerą na potworę już na pewniaka.
Pozdrawiam i dzięki!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Wena, Entropia… dużo dziwnych pań Cię odwiedza…
Rytmu tu chyba nie ma, ale w sumie taki urok tej rymowanki – entropijny.
Czasem żałuję, niestety,
Nie będzie ze mnie poety.
Jak kura jest ptakiem,
Tak pozostanę rymakiem.
Świetne xd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam.
Bardzo ładna proza tu jest. Ale taka naprawdę git, że człowiek ma ochotę siąść i właśnie tak pisać, jak to jest napisane… tylko niekoniecznie potrafi. Szapoba.
Dlatego te uwagi pod kreseczką są dość czepliwe: jak całość jest tak odpicowana, to taki duch, który “trwa”, choć najwyraźniej jest efemerydą, kłuje w oczy – potraktuj proszę to, że się czepiłem czegoś takiego, jako komplement, a nie jako złośliwość!
Oprócz tego jest tu metafora. Metafora, moim zdaniem, bardzo piękna. Fajnie, że tekst chce coś powiedzieć. Ale mocno przekombinowana i niestety niepodparta równie mocną fabułą, która zachęcałaby do dumania nad tą metaforą.
Starzec walczy, żeby ostatni raz popłynąć, choć to trudne i wie, że umrze, bo pływanie po morzu to to, co kochał za życia – tyle zrozumiałem przy czytaniu. No ale do takiej metafory potrzebujemy starca, morza i ciężkiej łódki, ostatecznie kamienistej plaży, choć i ona zda mi się nadmiarowa – a te wszystkie rzeczy naokoło? W najlepszym wypadku są to kolejne elementy metafory, każdy trudniejszy do odczytania niż poprzedni. W najgorszym – szum, który utrudnia odczytanie choćby tej głównej osi.
Pod kreseczką jak zwykle rzeczy, które mi przyszły do głowy przy czytaniu.
Pozdrawiam!
Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.
Co może oznaczać niestarzejąca się rutyna? Zwłaszcza, jeśli autor zdanie wcześniej zauważa, że te rutynowe czynności idą starcu wolno (w domyśle, a przynajmniej w naszej bezlitosnej rzeczywistości: coraz wolniej).
Pomyślał, że może latarnie wcale nie wskazują lądu. Może jedynie przypominają, by nie stawać w miejscu.
Latarnie wskazują ląd – od tego one są, od tego są one – cała ich symbolika w kulturze na tym właśnie się opiera, gdyby miały robić coś innego, to trzeba to mocniej osadzić w tekście.
W półmroku trwała łódź.
Trwała kilka kroków dalej
w jego spojrzeniu osiadł cień dumy.
morze przestało oddawać tych, których wzięło.
Przekombinowane słownictwo w paru miejscach.
Morze nie “wzięło” kogoś, kto sam wypłynął i wrócił do domu. “Morze wzięło” można by mówić o tych właśnie, co wypłynęli, ale nie wrócili.
Zjawa, która się na chwilę pojawiła zdecydowanie nie “trwa”.
Cień “osiąść” to też moim zdaniem tak nie bardzo, szczególnie “cień” metaforyczny, a jeśli, to nie w czymś, tylko na czymś.
Łódka, gdyby “trwała na przekór czemuś” to być może, ale tak po prostu, to też nie bardzo.
Elektronika wygasła
Hmm “pogasła” raczej.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Bardzo ładny szort, pomysł jest trafny, opisy plastyczne (te kartki mokre
) metafora przemijania wybrzmiewa, ale nie jest przesadnie nachalna.
Ogólnie nie mam tu nic złego do powiedzenia, podobał mi się ten tekst, ale to jest taki pojedynczy kąsek, na TAKa troszkę za mało w moim odczuciu.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jednak moim skromnym zdaniem korzystniej by to wybrzmiało, gdyby zasugerowano czytelnikowi już na początku, że znajduje się tam, gdzie się znajduje.
Hmmm wydaje mi się, że to nie może być jasno powiedziane na początku, bo czytelnik się zasugeruje, że to są wszystko opowieści szaleńca.
Ale rozumiem, o co ci chodzi – takie zaskoczenie znienacka na końcu też może czytelnika wytrącić z równowagi.
Może gdyby on na początku powiedział coś w stylu “A więc to było tak, doktorze Stivenson…”, żeby się całość spięła, a żeby nie było jasne, że to psychiatryk?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Podkreślę zatem wyraźnie, że humor jest tu doskonały i absolutnie nie traktuję go jako wady, a nawet wręcz przeciwnie. :) Jestem od niepamiętnych czasów wielbicielką horrorów i zamieszczone w nich żarty odbieram zdecydowanie jako przysłowiową “wyższą półkę”. :)
W dużej mierze się z Tobą zgadzam (no, może nie w tym, że mój humor jest doskonały. Ale dzięki za to :) ). Sam lubię, kiedy narrator i postaci wykazują się poczuciem humoru, ironia i ogólnie elokwencją, nawet w horrorze i nawet kosztem jakiegoś realizmu.
Aczkolwiek widzę też, po pewnym namyśle, że kogoś może to wytrącać z imersji. Żarcik, choćby sprytnie wpleciony w narrację, może niepotrzebnie przypominać o istnieniu autora – a w pewnym sensie, im sprytniej wpleciony, tym bardziej może przypominać.
No tak, ale wcześniej już była ta czerń, więc jak nowa czerń mogła przysłonić starą czerń? ;p
No zabrał łapę na chwilę.
Ja też nie jestem specjalistką od horrorów, to tylko moja opinia. Może w taki sposób się robi suspens, a dont noł. Dla mnie to bardzo spowalniało akcję, ale może inni kochają właśnie taką szczegółowość.
Nie no – ja absolutnie widzę, dlaczego to mogło się nie podobać. Bard też na podobną sprawę zwracał uwagę, a może i na tę samą, tylko innymi słowy.
W cudzysłowie obłąkanego.
Mhm, czyli w sensie sam fakt, że on opowiada to komuś od początku i jest to ujawnione z zaskoczenia na koniec Ci się nie podoba?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło, George. Dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Marzanie,
Powinno być w niej, skoro to tkanka
Ale społeczności są “nich”?
Ilekroć patrzę na ten cudzysłów, mam ochotę go zakatrupić.
A czemu…? Wydaje mię się on całkiem poprawny, a skoro jest to stylizowane na list, to nie ma przyczyny go unikać.
Chyba?
Być może?
Zarżnąć i zakopać gdzieś głęboko drugie się, a jak zamienić na co, śledczy się pogubią.
Azali zażynam.
Wielka litera dyskusyjna, ponoć używa się jej, kiedy jest to synonim Szatana
O to właśnie mi chodziło.
drzewo poznania z kolei zapisuje się małą literą
Też mi intuicja mówi, że dużą, ale jak sprawdzałem, to wyszło, że można tak i tak, a o wiele częstsze widziałem małą. Więc tak zostawiłem. Mimo, że jest obok Węża z dużej.
Wiem, że to ma grać z wcześniejszym określeniem rynsztoka, więc musi być “dosłownie”, ale w jakie potworne towarzystwo wpadło…
Hmm, może coś poradzę.
Szatańsko dobra historia, w niewielkim tekście zmieściła się całkiem zgrabna akcja. Dobrze się czyta, wciąga od samego początku i nie odpuszcza, a równocześnie jest (jak na kaliber opisywanych czynów) lekkie i nie epatuje grozą, tylko przedstawia krótko i konkretnie.
Klik, i to nie był dźwięk odwiedzionego kurka.
Bardzo mi miło :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Melendurze,
Bardzo pomysłowa narracja, ty jesteś mega dobry w pisaniu w pierwszej osobie.
Dzięki. Kiedyś nauczę się trzecią

Nieoczywiste nawiązanie do obrazu, ale i tak fajny pomysł na opko. Klik zasłużony!
A no, trochę nieoczywiste… ale to już sobie szanowne jurki dyskutują, ja zrobiłem, co mogłem xd
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej OldGuard :)
Imię też powinno być odmienione – Joego
Zmieniam, bo najwyraźniej masz rację – aczkolwiek dla czystości sumienia zaznaczę, że w moim odczuciu ta poprawna odmiana nie ma zbyt wiele sensu i “Dżoł” powinien odmieniać się jak “Andrew” czy “Claire”.
W przyszłości chyba tego imienia po prostu nie będę używał, skoro jest tak obciążone…
Mocno napisane opowiadanie, które najlepiej działa właśnie przez to, czego nie mówi wprost. Ciekawe nawiązanie do obrazu, mało oczywiste, a jednak mnie “kupuje”. To w ogóle moje pierwsze spotkanie z Twoimi tekstami, z pewnością muszę nadrobić inne.
Bardzo mi miło :)
bruce, witam szanowną i rymującą jurorkę!
Holly, smoka też witam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No hej :D
W jaki sposób mógł zauważyć łapę, skoro na korytarzu była tylko, cytując: jednolita czerń?
Hmmm chodziło o to, że ta czerń to była łapa zasłaniająca judasza i tym razem zdążył ją na chwilę zobaczyć.
Czemu ja z małej?
Ten wielokropek tam był tylko jako takie zawieszenie głosu pomyślany. Dałbym myślnik normalnie, ale nie chciałem, bo dialog. Chyba tak można?
Przecież dosłownie przed chwilą to postanowił. Czemu postanowił o tym jeszcze raz?
Za pierwszym razem on nie postanowił, tylko ironicznie gadał, że postanowił :P
Przecież to oczywiste, że lepiej jest wylądować w areszcie niż w łapskach pajęczego demona.
Ale on nie wie nawet, czy ten demon go goni. A jeśli by go gonił, to przecież może go dopaść w areszcie. Wydaje mi się, że po przejechaniu x kilometrów całkiem logiczne, że mózg zaczyna z powrotem myśleć.
Gdybyś na samym początku dał jakąkolwiek wskazówkę, że jest to opowieść obłąkanego, opowiadanie zyskałoby ładną i logiczną klamrę.
Noo… tylko to nie jest opowieść obłąkanego :P
Moim zdaniem zacząłeś za dużo tłumaczyć, racjonalizować i szczegółowo omawiać taktykę obronną bohatera. Przedstawiłeś wszystkie za i przeciw, co Paweł powinien zrobić, a czego nie, a to brutalnie zniszczyło napięcie, które na początku było wyśmienicie zbudowane.
Możesz mieć całkowitą rację.
Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest napisane wyśmienitym językiem, przez tekst się po prostu płynie.
Bardzo mi miło :)
Moim zdaniem zacząłeś za dużo tłumaczyć, racjonalizować i szczegółowo omawiać taktykę obronną bohatera.
Przemyślałabym jednak na przyszłość skuteczniejsze odsiewanie zbędnych szczegółów, które spowalniają fabułę, zwłaszcza w tego typu opowiadaniach, gdzie napięcie i akcja są najważniejsze.
Na pewno wezmę to pod uwagę. Tutaj chciałem mieć taki efekt że on nie wie do końca, jak bardzo ma się bać – ostatecznie do przedostatniej sceny ten stwór nic mu nie robi, tylko sobie stuka. Całkiem możliwe, że to nie wyszło do końca (albo wcale), albo że pomysł jest ogólnie zły i trzeba bohatera straszyć mimo wszystko.
Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje wyśmienite teksty!
Pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
I cóż.
Opowiadanie stoi metaforą, chciałaś nam coś powiedzieć. I dobrze, autor powinien mieć coś ważnego a ciekawego do powiedzenia. Niestety, tej metafory nie udało się podeprzeć solidną, wciągającą fabułą.
Stawka jest tu zupełnie niezrozumiała – ruszamy w wyczerpującą podróż, by znaleźć miejsce, w którym nasze “światło nie zgaśnie”. Dlaczego miałoby zgasnąć tam, gdzie jesteśmy? Czy zgaśniemy, jeśli nie znajdziemy miejsca na czas? Po czym poznać odpowiednie miejsce? Podobnie zagrożenia – demony idą za nami, straszą i wysysają energię… ale można je przegonić kołysanką, więc po co pozwalaliśmy im sobie z nami pogrywać przez tyle paragrafów? No i zakończenie – narratorka znajduje partnera. I spoko, tylko to się nijak ma do fabuły – czy właśnie po to szliśmy? Długa i wyczerpująca wędrówka jest w tym świecie typową metodą znajdowania miłości? Wyglądało to na dość przypadkowe spotkanie.
Rozumiem, że chciałaś być w konwencji baśniowo-przypowieścio-metaforycznej, że to miało być takie ciepłe słowo dla samotnych rodziców i wciągająca fabuła niekoniecznie była celem, ale IMO w takim wypadku trzeba było ten tekst drastycznie skrócić (spójrz na klasyków gatunku – baśnie, bajki, parabole i przypowieści to według naszych standardów szorty i to takie raczej krótkie).
Tak że TAKa nie będę mógł przyznać, ale na pewno czekam na kolejne teksty!
Pozdrawiam :)
Ciepło, jakie od niej biło
Raczej “które”
Od teraz wszystkie kroki przez dolinę Cindery zostały rytuałem strażniczej troski,
Raczej “stały się”
Sześć łap wyrwało w powietrzu, uderzając o ziemię z hukiem.
Co wyrwało?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
I cóż, ciężko mi się tu merytorycznie wypowiadać, po pierwsze jako samcowi beta, po drugie bo mam słabość do fantastyki o aniołkach, pewnie jeszcze od czasów Siewcy Wiatru.
Mi się podobało. Niby historia znana, ale do końca zastanawiałem się, jaki będzie finał. Fajnie, że udało się ukrócić te bardziej przeciągłe sceny.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Co to za archiwum połączone jedynie z podziemnym parkingiem? :D No, ale przyjmuję na wiarę, z całą resztą, że to nie było ważne archiwum…
Hmm wydaje mi się normalne, że archiwum jest w najgorszym pomieszczeniu w całym budynku, poza składzikiem na miotły może…
Tego po prostu nie znam – czy zamknięcie licznika oznacza jakąś dużą prędkość? Nie spotkałam się z tym określeniem…
Tak. Wydawało mi się, że to popularne określenie.
Tobie właściwie się udało – to jest dobry tekst, od którego nie można się oderwać.
Miło mi :)
Mam jednak wrażenie, że już to czytałam, w innych opowiadaniach z innymi rekwizytami.
Być może. Chciałbym myśleć, że ze dwie oryginalne rzeczy tu są, ale jak pisałem wyżej, marzył mi się prosty straszak.
Piórkowo będę na nie i będę czekać na przełamujące schematy teksty, którymi na pewno nas jeszcze uraczysz. Biorąc pod uwagę, jak piszesz, nie będę czekać długo!
Też mam taką nadzieję :)
Pozdrawiam i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo fajnie się to czyta, jest ładna stylizacja i konsekwentnie utrzymana – “serowata masa” mi się tylko nie podobała w ustach Słowackiego, i gdy boginka sama siebie nazywa “duchem kultu plemiennego”, jakby była kolonialnym religioznawcą, a nie duchem właśnie. Ale to oczywiście drobnostki – jest momentami humorek, troszkę nawet takiej niegrzeczności. Wszystko solidnie osadzone w historii i nawet jakąś wiedzę udało się czytelnikowi przekazać.
Pojedynek na rymy z mumią jedynie wydał mi się… hm, przesadą.
Piórko bardzo zasłużone, brawo.
Pozdrawiam.
Eksperyment, tak nasycony dialogami, że gdybym miał go pisać ponownie, to chyba w formie dramatu.
Nie zgadzam się z tym wnioskiem, a powiem więcej – po przeczytaniu mam wrażenie, że we własnej prozie powinienem o wiele częściej używać “intensywnego” dialogu.
Wyskoczył z dyliżansu – owionęło go wieczorne powietrze – zachwiał się.
Dziwnie wyglądają mi te myślniki. Jestem, oczywiście, zmuszony przyjąć, że wolno ich tu użyć zamiast kropek czy przecinków – zarówno ze względu na osobę autora, jak i moje własne rozumienie relacji między przecinkiem a myślnikiem – ale mimo wszystko, wydają mi się one strasznie dziwnie… Tak się robi?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zachwyciły mnie tu opisy, są takie szczegółowe i trafne:
Specjaliści nie mogli znaleźć śladów ani jednego raptownego uderzenia – żadnych dziur i zarysowań na wierzchu, tylko w środku. Jak wyraził się znajomy technik z komendy wojewódzkiej – „to wygląda, jakby olbrzym podniósł samochód, wytrząsnął ludzi, wydłubał siedzenia i zmiażdżył go w garści”.
Są tak dobre, że ach.
Akcja za to momentami wydała mi się mało przekonująca. Nie chodzi oczywiście o naturalnie absurdalny pociąg, tylko o bohatera: dzieją się rzeczy dość niezwykłe, a aspirant jest zupełnie niewzruszony. Natomiast nieoczywisty wniosek, że pociąg zrobiony jest z ludzi, akceptuje niemal od razu – czyżby ten pan miał jakieś doświadczenia w Archiwum X albo innym paranormalnym wydziale? Wydawał się zwykłym aspirantem.
Czytało się dobrze – koniec dopadł mnie zupełnie z zaskoczenia.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek czytało się bardzo fajnie, niestety potem opowiadanie strasznie zwolniło, a finalnie dużo wątków zostało nierozwiązanych.
Gdy matka podaje dziecku gorzkie krople, już wiemy, że mamy do czynienia z jakąś mniej lub bardziej alegoryczną chorobą i reszta opowiadania wydała się po prostu przesadnym uszczegółowieniem tej alegorii – być może symboliczne znaczenie którejś sceny między podaniem lekarstwa a spotkaniem z uzdrowicielem mi umknęło, ale odczułem je jako zupełnie zbędne.
Pozdrawiam i klik – widzę, że dużo błędów tu było, ale zostały w większości poprawione, w obecnym stanie poza tym, że jedna połowa jest nudniejsza, czyta się to całkiem-całkiem
Kiedy podeszły bliżej[,] ruszył ręką tak
Przecinek, bo dwa orzeczenia.
Chłopiec nigdy wcześniej jej nie widział, a znał wszystkie dzieci w wiosce.
Moim zdaniem lepiej: “Chłopiec znał wszystkie dzieci w wiosce, ale jej nigdy wcześniej nie widział”. Żeby nacisk był na tę informację, która faktycznie jest zaskakująca.
Bardzo się ucieszył, kiedy malec otworzył oczy.
Poszukałbym jakiegoś mocniejszego określenia, nie wiem, choćby wyświechtane kamień spadł mu z serca.
Leżąc w uścisku[,] zasnęli.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
To mniejsze za to poluzowane i chyba zaraz wypadnie.
Dziś gorący dzień, mimo, że słońce nie pali.
Jedna, dwie, trzy figurki czerwonych już formują pierwszy szereg oddziału.
W tej scenie są pomieszane czasy z jakiegoś powodu.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Fajny i przewrotny pomysł – za to, że wstydzili się córki, karą jeszcze większy wstyd. Pasuje tak bardzo, że aż dziw, że to na kanwie historycznych wydarzeń – gdybym nie wiedział, to bym pomyślał, że to jakaś przypowieść.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dobrze, że święci nadążają za duchem czasu, szkoda, że mimo wszystko nie nadążają z odwiedzinami :O
Mój patron nie wpada, ale może to i lepiej, kto wie, co miałby do powiedzenia…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo ładnie napisana scenka. Jak zwykle szkoda że takie krótkie.
Może nie ma fantastyki, ale klimat jest taki, jakby była.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Podobały mi się fragmenty w onirycznej atmosferze i topienie dzieciaka z tchórzostwa, ewentualnie z konieczności – bardzo emocjonalne. Szybko ujawniasz istnienie mgły, ale tłumaczysz sprawę stopniowo i w oparciu o pobudzające wyobraźnię scenki, więc fajnie się to czyta.
Nie podobało mi się tylko, jak ta maszyna krocząca wkroczyła – w sensie, ona sama w sobie jest okej, ale nie miałem (chyba że coś przegapiłem…?) wcześniej powodu podejrzewać, że jesteśmy w jakimś steampunku, czy tam dieselpunku, więc strasznie wytrąciła mnie z rytmu.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Hmm początek mi się podobał, takie opowiadanie z uroczymi scenkami z życia codziennego, ale z suspęsem, bo jest ta dziura i ona wisi nad nami, jak miecz Damoklesa, i stopniowo wyjaśniasz jej pochodzenie – dawkujesz czytelnikowi informacje.
Sama końcówka (jak diabeł się pojawia i mówi głosami) była dla mnie raczej niezrozumiała – podejrzewam, że to dlatego, że nie czytałem poprzedniej części. W któryś dzień przysiądę i może wtedy zrozumiem.
Pozdrawiam
Cześć skarbie
Przecinek, gdyż wołacz.
Odsunęła go. [--] To ważna sprawa!
Myślnik tu zjadło?
Wina Tomka w całej tej sprawie była niezaprzeczalna, choć równocześnie ściągając im na głowę kłopoty, nie zrobił nic złego.
Nie gra mi to zdanie – ściągając kłopoty oczywiście zrobił coś złego, chodzi raczej o to, że zrobił to niezamierzenie, niechcący, w dobrej intencji, mógł nie mieć wyjścia, czy coś (nie wiem jeszcze xd, czytam).
Oddech stare
Starej
mego dawnego pana[,] hrabiego Michała Siemionowicza Woroncewa[,] wielkiego maga cesarstwa
Wydaje mi się że tu są potrzebne przecinki, ale nie umiem tego uzasadnić.
wrzasnęła[,] biorąc się pod boki
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
iechętnie. – A jak ogród.
Pytajnik.
HR– ach
Bez spacji.
. zielo
Wielka litera.
Nie bacząc na obecność mężczyzny[,] zrzuciła z siebie odzienie i wskoczyła do wody.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ślimaku,
nie wiem, jak udało mi się zupełnie przegapić Twój – jak zwykle treściwy – komentarz!
Przy okazji, akurat w ostatnich tygodniach przeczytałem o pierwszym znaczącym postępie w leczeniu przyczynowym pląsawicy Huntingtona – ciekaw byłbym, czy też Ci się to obiło o uszy i jakoś zainspirowało, czy zbieżność jest przypadkowa.
Zupełnie przypadkowa, utylitarnie chciałem choroby, która jest genetyczna i zabija dość pewnie, ale dopiero w pewnym wieku.
Jest też przewidywalna, naprawdę od początku można odgadnąć, że terapia ichorem bogów nie posłuży córeczce najlepiej i pomoże ich sprowadzić.
Hm, tak o tym nie myślałem, ale pewnie racja.
Najwyraźniej obmyśliłeś to jako sygnał, że ci przedwieczni bogowie wpływają na jego myśli, ale umieszczenie takiego dysonansu tak wcześnie w toku fabuły może być niefortunnym zabiegiem.
Trochę tak, ale też po prostu niezbyt to wyszło, nie ma co doszukiwać się usprawiedliwień.
Oprócz zbędnych przecinków przed “albo” najbardziej rzucającym się w oczy błędem jest traktowanie “Araratu” jako nazwy rodzaju żeńskiego.
To prawda, ale też celowa decyzja z mojej strony. Nie wiem, w mojej głowie “zbocze Araratu ożywało” i “szydzący Ararat” zwyczajnie nie brzmi tak dobrze. Może dlatego, że “góra” jest żeńska? Może to wpływ angielszczyzny (u nich mówienie “she” o rzeczach, które są “it” jest czasem eleganckie i staromodne)?
Nie mam tak naprawdę pojęcia, natomiast mój zmysł estetyczny kazał mi to tak zostawić i liczyć, że czytelnik przymknie oko i uzna to za manierę narratora.
Wymienione wątpliwości konstrukcyjne przeważają mój głos na stronę NIE, zauważę jednak, że robi na mnie bardzo dobre wrażenie, jak umiesz zająć czytelnika losami bohaterów, i postaram się z tego czerpać naukę. Dziękuję za możliwość lektury i pozdrawiam!
Jak zwykle nawet pomimo głosu na NIE bardzo mi miło i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Okno kontekstu jest za małe, by pomieścić powieść. By popamiętać kto z kim jak i dlaczego.
A nie dochodzi też kwestia rozmiaru zbioru uczącego?
LLM-y potrzebowały zjeść właściwie cały internet, żeby zrozumieć składnię i gramatykę, czy dobrych powieści napisano na tyle, żeby kiedykolwiek opanowały, jak w utworze takiej długości tworzyć suspens/wiarygodnych bohaterów/etc?
Wydaje mi się okiem lejka, że będzie do tego potrzeba dalece doskonalszego modelu (choć pewnie w końcu taki musi powstać).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Trzeba pisać a tu za godzinę wychodzi StS2.
Jak żyć :(
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć Ślimaku!
Przeczytałem z przyjemnością, prawie jednym tchem, aż musiałem się upewnić, czy to naprawdę ponad 25 tysięcy znaków.
Cieszy mnie to szczerze!
Wiedziałem, że niebezpieczeństwo Pawła jakoś w lesie doścignie, ale nie wpadłem na to rozwiązanie, taki bystry pomysł z całą pewnością zasługiwał na realizację w formie opowiadania.
Nieskromnie, być może, przyznam, że podzielam tę opinię. Jak skojarzyło mi się otwarcie oczu z otwarciem drzwi to wiedziałem, że coś musi powstać.
Jak już wiesz, pod kątem głosowań piórkowych jestem dość wybredny, staram się, żeby tę nagrodę otrzymywały utwory rzeczywiście “najlepsze na Portalu”, wyjątkowo dobre, jeżeli nie wybitne
Tak trzeba! Jedyną (a przynajmniej dalece najważniejszą) wartością piórka jest tak naprawdę to, że trudno je dostać. Trochę jak z pieniądzem fiducjarnym.
Gdybym miał pomóc ulepszyć tekst, pewnie proponowałbym położyć większy nacisk na metaforyczne odniesienie tej fabuły do typowych doświadczeń życiowych trwania w uporze
Wydaje mi się, że nadając jakiekolwiek dające się odczytać metaforyczne znaczenie niepotrzebnie przypomniałbym czytelnikowi o istnieniu autora – pisałem już, z lepszym lub gorszym skutkiem, teksty o metaforycznym znaczeniu, mądrzejszym lub głupszym, ale tym razem chciałem głównie, żeby czytelnik przy następnej przelotnej interakcji z nieznajomym na ciemnym parkingu być może przypomniał sobie na chwilę o tekście.
Aczkolwiek pomyślę o tym jeszcze, jeśli nie na rzecz tego tekstu, to przyszłych – być może ta dychotomia jest tylko w mojej głowie, bo czy taki Władca Pierścieni zyskałby na imersji, gdyby wywalić głębokie metaforyczne znaczenia?
Niepowtórzona partykuła pytajna.
Brak odrębnych orzeczeń.
Ach, powinienem już naprawdę do tej pory zapamiętać te reguły.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czuć klimat i jest tu parę fajnych opisów, może momentami przesadnych, ale fajnych, np:
Trzask zdeptanej gałązki, który usłyszał, był niczym okrzyk bojowy stu wojów szarżujących na wroga.
Ten trzask niczym okrzyk mi się bardzo podobał.
I językowo ogólnie jest spoko.
Natomiast nie mogę niestety powiedzieć, żeby fabuła mnie specjalnie urzekła. Idziemy, zabijamy wiedźmę, właściwie tyle. Po drodze są może jakieś muldy, ale zakrętów ani rozwidleń w naszej podróży bohatera nie ma – prosta linia z punktu A do punktu B.
O postaciach wiemy absolutne minimum. Ciężko nawet sympatyzować z głównym bohaterem, skoro zamiast Praojca zabija mu córkę. Potencjalnie fajne motywy, jak pogarda Praojca dla śmiertelników, nie zostały przybliżone – zapewnia nas o nich narrator.
Dobrze, że opowiadanie dostało się do biblioteki, bo pewna jakość jest tu utrzymana, ale nie mogę niestety powiedzieć, żebym miał je na dłużej zapamiętać.
Pozdrawiam i powodzenia w konkursie
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Oczywiście nie otwarcia – bo to by się kłóciło z końcówką – ale jakiegoś innego działania, które by złamało powtarzalność scen :).
Opowiadanie i tak jest świetne :). Ale może moja uwaga przyda się na przyszłość :)
Uwaga jest oczywiście w dużej mierze słuszna, jest tu pewna powtarzalność. Wydawało mi się, że każda próba konfrontacji pogorszyłaby sprawę, “urok” kobiety z parkingu jest po części właśnie w tym, że trudno się z nią skonfrontować (albo przynajmniej taki był zamiar xdd).
Ale absolutnie nie wykluczam, że po prostu nie myślałem nad tym dostatecznie długo.
Cieszę się, że się podobało, pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Niezmiernie mi miło, bruce :) Cieszę się, że opowiadanie zapada w pamięć.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, witam :)
przyznam, że trochę się bałam… ale i wyśmienicie bawiłam!
Czyli pełen sukces :D
Podoba mi się jak początkowo narrator jest taki… delikatny (?). Używa zwrotów jak: “dziesiątki igiełek”, “cichutko, na paluszkach”,
OMG, chyba mi własna maniera językowa znowu przeciekła do opowiadania… ale jakby co, to tak specjalnie.
Spóźniłam się na klika, ale z przyjemnością nominuję, bo chociaż horrory zazwyczaj mnie nie wciągają, tutaj szybko się wkręciłam w tę historię.
Bardzo mi miło, pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czuć klimat i bardzo podobało mi się bardzo kilka opisów, jak że “głowę wyciągnął jak wilk łapiący trop”, no miodzio, samo się wyobraża.
Ponownie taki spokojny horror, przywodził mi na myśl ten tekst z wodnikiem (nie pamiętam tytułu, sorry).
Mormoni byli bardzo przerażający, zatłukli kobity a w wyrazie jeszcze większego okrucieństwa, jemu pozwolili żyć… a potem jeszcze udają, że wszystko spoko, bo to Hyrum im kazał.
Natomiast konfrontacje ze stworem trochę mniej przemówiły do mnie.
Bila zostawia, bo nie ma w sobie żalu – może i nie ma, ale w tekście nie wyłapałem takich sugestii, więc trochę miałem wrażenie, że to spadło z nieba. Odczułem, że Bill jest zmęczony życiem, ale to jakby nie to samo, co nie mieć żadnego bólu i żalu.
A Wyjącego Wilka też zostawił, bo zadeklarował, że jest gotów na śmierć? To już lepiej wypadło, bo znamy jakieś tło, ale no nie było napięcia w tej scenie, on to po prostu zadeklarował i to wystarczyło.
Pozdrawiam i klik
Niedaleko od obozu znalazł skalpy w płytkim dole, rozkopanym przez kojoty.
Kojoty zadały sobie trud rozkopania dołu i nie zjadły skalpów?
Celeba
Nie jest to pewnie jakoś giga ważne, ale czemu “Celeb” zamiast “Caleb”?
Teraz biały człowiek był jeszcze ciekawszy, gdy już wszystko stracił.
Moim zdaniem lepiej “Teraz, gdy już wszystko stracił, […]”, żeby określenie było bliżej określanego.
wskazał palcem mężczyznę.
Wskazał mężczyznę palcem – wiemy, że “mężczyznę” jeszcze zanim zdanie się rozpocznie, bo Celeb jest w poprzednim zdaniu, więc nacisk powinien być na “palcu”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za rady Michaelu i Reg ![]()
Skoro tylko bąknął, wykrzyknik jest zbędny.
Prawda!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jakbyście zapisali coś takiego:
Jeden z marynarzy splunął przez ramię, bąknął:
– A, pies to trącał, stówa to stówa! – I pobiegł wodować łódź.
Gryzie mnie w oczy wielka litera po myślniku, bo to jest w pewnym sensie jedno zdanie. Ale z drugiej strony część po myślniku to nie są didaskalia.
Może nie powinno się tak pisać? Ale powiedziane na głos brzmi to zupełnie normalnie…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż. Widziałem dużo gorsze debiuty. Pomysł ma ręce i nogi. Konstrukcja fabuły też. Po krótkim szybko przechodzisz do sugestii o istnieniu jakiegoś podejrzanego stwora. Mamy aspekt tajemnicy – nie popadasz w przesadną ekspozycję ani na temat stwora (może ciut dialogiem w szpitalu), ani na temat tego, czym tak naprawdę zajmuje się Erwin – dzięki temu chce się czytać. Opis przygotowań jest ciut przydługi, ale generalnie wiemy już, że coś jest na rzeczy, jest więc w nim napięcie. Ja bym to osobiście jeszcze poprzycinał, ale naprawdę nie jest źle.
Fajna szczególnie scena ze szczurami – dynamiczna, przemawia do wyobraźni.
Epilog nieco niezrozumiały – skąd Erwin miał wiedzieć, że ktoś Marka zamknął w kanale?
Językowo, że tak powiem, jest pole do poprawy. Pole może nie grunwaldzkie, ale spore. Widziałem na pewno debiuty z gorszym językiem, ale na pewno jest to natężenie błędów przeszkadzające w płynnym czytaniu. Pozwoliłem sobie kilka nieśmiałych uwag wypisać pod kreseczką.
Pozdrawiam!
Techniczna kwestia: masz tabulatory na początku każdego akapitu, co gorsza w niektórych miejscach pomylone ze spacjami, więc się rozjeżdżają akapity miejscami – ale nawet gdyby zawsze były tabulatory, to nie powinno się robić wcięć białymi znakami, niezależnie czy wysyłasz tekst na portal, czy gdzieś do druku.
Do jego budzącego się zmysłu słuchu, dotarł werbel tysięcy kropli uderzających o parapet.
Fragment ciemnego korytarza, sprawiał wrażenie ukrytej obecności.
Z kaptura narzuconego na głowę, kapały co chwilę krople.
Przez chwilę, chowający się w kanale mężczyzna pomyślał
Bez tych przecinków – niejednorodnych części jednego zdania (np. orzeczenia i dopełnienia/podmiotu/przydawki) co do zasady się nie rozdziela.
oś ci drzwi pomazał. – odparł zupełni
Bez kropki.
onego Pan Bóg strzeże[.] – [W]skazał ręką jego lewy ba
Kropka i dużą. Polecam poradnik fantazmatów, bo błędów w zapisie dialogów jest więcej.
po cichu się jąkać[,] szukając słów
Rozmyślał przez chwilę[,] przyglądając się nieregularnym kształtom.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy (np. “szukając”).
W każdym razie ani ty[,] ani ja
Przecinek przed drugim “ani”.
Wszedł do drugiego pomieszczenia siadając przy biurku.
Wszedł i usiadł – nie da się wejść, siadając. A przynajmniej wymagałoby to rzadkich zdolności ekwilibrystycznych xd
Nachylił się do bramy, łapiąc za jej dół
Tu podobnie – nachylił się i złapał, albo nachylił się, żeby złapać. Imiesłowem wyrażamy czynności równoległe, ewentualnie przyczynę/sposób.
Sięgnął do kieszeni, wyjmując tazer i widząc
Sięgnął, wyjął i zobaczył. Albo coś jak “Sięgnął do kieszeni i – wyjmując tazer – zobaczył”.
Skoczył na ścianę, przyczepiając się do niej
To trochę mniej rażące, ale też lepiej byłoby “skoczył i przyczepił się”.
przelewała się woda z ulic i nieczystości
Przelewały się.
Uspokojony analizą[,] zasnął.
Raczej przecinek, bo “uspokojony analizą” to równoważnik, a nie podmiot tutaj.
Była stara i zardzewiała, ale najwyraźniej spełniała swoją funkcję. Uruchomił szlifierkę i po kilku sekundach zdjął przecięte zabezpieczenie.
Hmm… wydaje mi się, że takie sięganie od razu po szlifierę jest tu trochę nienaturalne. Starą kłódkę na się zazwyczaj załatwić na wiele cichszych, szybszych i wygodniejszych sposobów.
obrzydliwą, artystyczną kompozycję
IMO bez przecinka.
Coś poruszyło się ponownie, wchodząc na ułamek sekundy w światło. Nie poruszył się ani o milimetr.
bo w tym środowisku – oczy – mogły jedynie przeszkadzać.
Taką parą myślników wydziela się wtrącenie, co tu nie ma żadnego uzasadnienia. Ewentualnie “bo – w tym środowisku – oczy mogły jedynie przeszkadzać, ale też wydaje mi się to zbędne.
Erwin[,] oszołomiony upadkiem[,] leżał
Był spokojny o trop, który choć parował, wiedział, że jest świeży
Gramatyka tu zawiodła – brzmi jakby to trop wiedział, że jest świeży.
Wpadł na kratę i podniósł ją szybko do góry, a następnie zanurkował pod nią, opuścił za sobą i schował głębiej.
Schował się, nie kratę (czasem można opuścić “się”, ale nie tu).
Kiedy już poszli kilkanaście minut później
Raczej “kilkanaście minut później, kiedy już poszli”.
Nie zwrócił na to uwagi.
Jeśli bohater na coś nie zwrócił uwagi, to czemu narrator nam to opisuje?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No bardzo mroczne. Pewnie niewiele rzeczy wywołuje takie ciarki jak śmierć łóżeczkowa, szczególnie jak ktoś jest rodzicem, albo ma mocno młodsze rodzeństwo – kto nie miał maleństwa w domu, nie zrozumie, jakie to nerwy.
Akcent na końcu z powracającą karuzelką miodzio :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż, jak to z debiutami bywa, nie mogę powiedzieć, by ten mnie szczególnie zachwycił.
Całość jest strasznie przegadana. Jedna trzecia opowiadania mija, zanim cokolwiek zacznie się dziać – wcześniej mamy jakiś opis typowego dnia rycerzy, podczas którego oni eksponują czytelnikowi sytuację geopolityczną fikcyjnego świata i wzajemne relacje. Szczegóły jednego i drugiego okazują się ostatecznie bez znaczenia. Podobna dłużyzna wkrada się też już po ucieczce z wioski.
Generalnie pomysł miał tu ręce i nogi – rycerze natykają się na nekromancję, która powinna nie istnieć: fajnie! – ale był to pomysł na 10k, może 15k znaków, który został strasznie rozwodniony ekspozycją i długimi opisami błahych czynności.
Język też jeszcze wymaga pracy. Widzę, że sporo błędów zostało poprawionych, ale wciąż wiele zdań miało dziwną konstrukcję, która nie pomagała w płynnym czytaniu. Więcej w uwagach pod kreseczką.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy!
i jeden z najlepszych pikinierów na Ziemiach Zdobytych
Pikinierzy zazwyczaj walczą w szyku, czy da się więc w rozsądny sposób wyłonić najlepszego? Czy w tym świecie występują pojedynki na piki/turnieje?
Szybko potrafi podjąć decyzję, żeby nikt nie dobrał mu się do tyłka.
Czy faktycznie taką decyzję podejmuje…? Może coś w stylu “potrafi szybko podejmować decyzje, więc trudno dobrać mu się do tyłka”?
swoje rzeczy i ruszajmy[.] – Thamus wydał
Zabrakło kropki.
Antol zaoferował się, że pójdzie poszukać kogoś na tyłach karczmy, kto mógłby zająć się ich wierzchowcami.
Uwaga ogólna o szyku: określnik powinien być jak najbliżej tego, co określa. Czyli w tym wypadku “[…] pójdzie poszukać na tyłach karczmy kogoś, kto mógłby zająć się ich wierzchowcami.” – “na tyłach” przy “szukaniu” i “kogoś” przy “kto mógłby”.
Ta zaprowadziła ich do niezajętego stołu, który stał w jednym z kątów karczmy.
Również taka ogólna uwaga: warto zbędne słowa i zwroty z prozy wycinać. Wiadomo, że stół stoi – gdyby robił cokolwiek innego, byłoby to cokolwiek dziwne. Zatem lepiej “niezajętego stołu w jednym z kątów”.
Jeśli piszesz wprost coś tak oczywistego, wybijasz czytelnika z rytmu – czytelnik zaczyna się zastanawiać, dlaczego to takie ważne, że stół stoi – czy inne są poprzewracane?
Thamus odepchnął barkiem wierzgającego się wroga
Wierzgać, nie wierzgać się.
stanie[.] – [Ż]ołnierz natychmiastowo wyczuł
– No dobrze[.] – Thamus
Kropka i wielka litera.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Miło mi, że klimat się podobał :)
A modlitwa, no cóż, ona jest taka z przekąsem nieco. Nawet jak podmiot się modli, to przecież sam do siebie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Raczej lepiej jest scenę pisać z jednego punktu widzenia. Można zrobić jak Tarnina sugeruje, albo rozbić scenę na dwie i przeskoczyć z jednej głowy do drugiej w odpowiednim momencie.
Albo nic nie robić, być może da się to opowiedzieć z jednej perspektywy?
Natomiast pomysł z czasami jak najbardziej, są precedensy na podobne mechanizmy (teraz np. czytam Projekt “Hail Mary” i tam są retrospekcje w czasie przeszłym, a główna akcja w teraźniejszym).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Finkla!
Przyjemny horrorek.
Miło mi :)
Ciekawiło mnie, co by się stało, gdyby bohater otworzył jakoś na wczesnym etapie. W końcu umów należy dotrzymywać, więc może nic złego…
Szczerze? Sam nie wiem.
Dlaczego tytuł małą literą?
Koncepcja była taka, żeby wyglądał na wycięty ze środka zdania i czytelnik się zastanawiał, co “gdzie akurat nie patrzysz”. Czy komukolwiek to przyszło do głowy, nie wiem xd
Dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Może, ale co jeśli się pomylisz?
Nie twierdzę, że zamierzam to faktycznie robić, przynajmniej na razie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bierze pod uwagę chociażby komentarze.
Tak i sam fakt, że opko jest w internecie też bierze pod uwagę. Ale można mu kazać, żeby nie brał.
Będę sprawdzał jakieś opko co jakiś czas, jak nie zapomnę. Nie wykluczam, że masz rację.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A jeśli tak, to jak to weryfikować (bo detektory nie są żadnym wyznacznikiem).
Czy ja wiem… nie eksperymentowałem z tym jakoś bardzo dużo, ale najnowszy Grok (z opcją “think harder”, żeby faktycznie był najnowszy) zdaje się rozpoznawać teksty AI dość trafnie. Zakładam, że jak zaraz wjedzie Grok 4.20, to będzie w tym jeszcze lepszy.
Zapytałem teraz o tekst, o którym rozmawiacie, mój ostatni i świeżo wygenerowane innym modelem opowiadanie – zakładając, że macie rację co do tekstu, którego nazwy nie wymienię, żeby nie nakręcać spirali nienawiści, to trafił wszystkie trzy.
AI to sprawa gustu. Jeśli ktoś chce czytać teksty AI to nich czyta. Jeśli ktoś chce publikować teksty wygenerowane to ok, tylko nich napisze, że – pomysł mój, teks AI.
Zgadzam się, że takie teksty powinny być oznaczane (jeśli kiedyś byłaby taka techniczna możliwość). Piętnowane, powiedziałbym nawet.
Aczkolwiek też trzeba uważać bardzo z takimi oskarżeniami… widziałem kiedyś na nosleep jak pod całkiem dobrym tekstem wysrali się na autora, że to AI, bo lusterka w ciężarówce odbijały nie te koła, które powinny, czy coś podobnego… tak że w paranoję też łatwo popaść
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej TheGuru, dzięki za wizytę!
używasz też wyświechtanych zwrotów co psuje odbiór
Hmm przyznam, że nigdy specjalnie nie zastanawiałem się nad tym, czy moje zwroty są często używane. Będę musiał zacząć zwracać uwagę.
Pozdrawiam!
Hej Draeke6!
Miło mi że się podobało.
Sam pomysł – oryginalny do cna (chyba!)
Czy ja wiem…? Na pewno koncepcja stwora, który objawia się głównie odgłosami nie jest niczym nowym, podobnie jak bohater prześladowany przez “złe” aż do utraty zmysłów. A domaganie się wpuszczenia to już klasyka – motyw pewnie jeszcze ze starożytnych mitów wampirycznych, a jeśli nawet nie, to w popkulturze obecny od jej zarania.
Chciałbym myśleć, że udało się te rzeczy w oryginalny sposób połączyć.
Pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam L.Keller :) Miło mi, że się podobało
Jedną z największych zalet opowiadania jest moim zdaniem sposób narracji.
Cieszę się :)
Jeśli musiałabym się czegoś doczepić, to mam wrażenie, że znalazło się kilka przesadnie rozbudowanych zdań, ale możliwe, że to tylko moje odczucia.
Nie wykluczam, na pewno zdarza mi się rozpędzić nad miarę. Szkoda, że nie wskazałaś, o które na przykład chodzi, może dałbym radę je pociachać.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
Debiutu, który można określić jako relatywnie udany. Dostaliśmy przekonującą, dystopijną opowieść o dziewczynie, która marzy, by być w innym miejscu. Ma to ręce i nogi, skłania do jakichś refleksji, czytelnik może się utożsamiać z narratorką. Przedstawiony świat jest ciekawy. Nawet wzruszyć się można. I klamra kompozycyjna jest. Ogółem tekst ma zalety. Była to satysfakcjonująca i ciekawa lektura.
Natomiast.
Tekst wolno się rozkręca. Pierwsze dwie sceny to ekspozycja. Ekspozycja co prawda przedstawiona w formie pobudzających wyobraźnię, dystopijnych scenek, a nie bezczelnego infodumpu, więc za to plus, ale ekspozycja mimo wszystko. Jako że stanowią one niemal 1/3 tekstu, osobiście uważam że to zdecydowanie zbyt dużo, część czytelników pewnie po tej drugiej scenie odpadnie.
Po drugie, o ile sprawy czysto techniczne jak interpunkcja czy zapis dialogów są tu na poziomie, to wiele zdań wydało mi się dość dziwnych. Czasem były to błędy, a czasem bardziej uznaniowe sprawy, jak daleko idące – a w moim odczucie zbędne i wybijające z rytmu – metonimie. Fajnie, gdyby te błędy udało się poprawić, bo mógłbym z czystym sumieniem wtedy polecić opowiadanie do Biblioteki.
Pozdrawiam!
tarczy słonecznej nie można było poczuć na skórze
Tarczy to raczej nigdy nie można poczuć na skórze, hmmm. Promienie, ciepło. Nawet słońce bardziej bym tu widział zamiast tej tarczy.
Zero procent bakterii.
Mierzenie bakterii w procentach jest cokolwiek dziwne – bo jak można by ustalić sto procent? Bakterii zawsze może być więcej.
Rozejrzała się czujnie
Dlaczego czujnie, skoro tylko szuka wzrokiem kolegów, a nie jakiegoś niebezpieczeństwa?
Wyznaczony dla nich teren na to przedpołudnie
Raczej “wyznaczony dla nich na to przedpołudnie teren”, bo “na to przedpołudnie” określa “wyznaczony”, nie powinno więc być za “terenem”. Moim skromnym.
Czekała go utylizacja w pobliskim zakładzie i wyfrunie pod postacią dymu ku górze
“Wyfrunięcie” raczej?
Kantyna, którą im przydzielono na stałe, wypełniał już tłum ludzi.
Kantynę?
blisko składziku dla brudnych pudełek i kubków.
Moim zdaniem lepiej “przy” składziku, albo “obok”.
skutecznie odstraszał inne zawody.
Raczej przedstawicieli zawodu.
A może kwas pozbawił ich już niektórych tonów zapachowych?
To zdanie sugeruje, że czyściciele (częściowo) stracili zapach, a chodzi o przecież o węch.
spędzał, naznaczony rzędem cyfr
Raczej nieuzasadniony przecinek.
choć do użycia mieli tylko i wyłącznie ten sam, wściekle żółty, kwas.
Mogli używać albo używali.
Uświadomiła sobie, że siedząc przy lotnikach, jej uniform wyróżnia się aż zbyt dobrze
Jeśli używasz imiesłowu, to podmiot musi być ten sam – w obecnej formie zdanie znaczy, że uniform siedział.
Gdy nawet tej osłony przed zimnem mu odmówiono, odsłonięto przed oczyma widzów całą jego obłudę i grzech.
Odczułem to jako powtórzonko.
Budynek poborowy stanowił dziwną mieszaninę społeczeństwa.
Ludzie w budynku raczej.
już powtarzać danych z czytnika, który specjalista już
Mięśnie[,] nienawykłe do takiego wysiłku i naprężenia, zdawały się rwać jak cienkie nitki.
Albo dwa przecinki, albo (chyba?) żadnego.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Szkoda, że nie opublikowałeś na konkurs “weirdzarro” – tekst wpasowałby się idealnie.
To o taki weird chodziło w tamtym konkursie? To ja chyba nie zrozumiałem założeń…
Przez moment miałem wrażenie, że użyjesz motywu ze starej pasty, że bohater widzi zupełną ciemność przez judasza, bo bestia ma jednolicie czarne oczy i tak naprawdę patrzą w wizjer w tym samym momencie. Jak byłem dzieciakiem pamiętam, że ta historia mnie bardzo przestraszyła.
Tam chyba czerwone były :D
Fantomowy klik, zastanowię się jeszcze nad nominacją, bo zrobiło na mnie może nie aż takie wrażenie jak “Czarna Haoma”, ale bardzo dobre.
Cieszy mnie choćby fantomowy :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Hmm był tu fajny pomysł – kontrast pomiędzy “żyjącymi na smoku” ludźmi, a Lumineri, którzy cenią wspólnotę i tradycję.
Niestety, czytając odczułem spory nadmiar światotwórstwa w stosunku do fabuły – większość tekstu upływa nam na poznawaniu szczegółów kultury Lumineri, które może mają znaczenie dla budowanego świata, ale dla tego konkretnego tekstu liczyło się tak naprawdę tylko to, że podchodzą do wspólnoty inaczej, niż ludzie.
Pozdrawiam
Dźwigałam plecak, który wydawał się mnie przerastać – drobną, zakapturzoną postacią w ogromnym świecie.
Hmm miało być “drobną postać”? Chyba tu gramatyka zawiodła, ale nie jestem pewien, jak miało to zdanie wyglądać.
Rozdarł noc ryk
Noc rozdarł ryk albo ryk rozdarł noc.
Uparcie stawiałam krok za krokiem, podążając za rodziną.
Wydaje mi się, że lepiej byłoby “Uparcie stawiając […], podążałam” – bo imiesłów, jeśli już występuje w roli okolicznika, powinien zastępować sposób albo przyczynę.
Dotąd podróżni korzystali z run nawigacyjnych wyrytych w zboczach gór otaczających wielką otchłań, lecz stąd ich nie było widać.
Raczej “zazwyczaj” niż “dotąd”? Przecież nic się nie zmieniło, tylko narratorka tymczasowo tych run nie widzi.
gorąca para wodna. To mogło oznaczać tylko jedno – niedaleko musiało znajdować się źródło wody.
modliłam się, by to zwyczajna, ciepła woda –
Ucięło orzeczenie?
Pisząc swój dziennik jestem już stara i pewnie umrę w towarzystwie swojej nowej prawdziwej rodziny powiem tylko jedno
Na końcu zabrakło kropki albo dwukropka. I raczej “gdy piszę swój dziennik, jestem już stara”. Przed “powiem” też powinno coś być, przecinek albo nawet kropka.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ciekawy pomysł z pisaniem na czas… może kiedyś spróbuję.
Tekst ma ręce i nogi, i dobrze się czyta. Zastosowałeś wiele barwnych wyrażeń, które pobudzają wyobraźnię. Widziałem tu sporo słabszych debiutów i ogółem – podobało mi się.
Nie wiem, czy przekonuje mnie to podwójne zakończenie – o ile sam pomysł ma jakiś potencjał, to w sumie w obu dzieje się to samo, maestro zostaje ukarany, tylko ciut inaczej. Różnica między jedną linią czasu a drugą nie jest na tyle duża, by była to ciekawa alternatywa – miałem nieodparte wrażenie, że drugi raz czytam to samo.
Pozdrawiam!
Gdy usłyszał ten promienisty, niebywały motyw[,] zrodzony ręką jego ucznia, rozkwitło w nim coś mrocznego.
Niepotrzebny przecinek, a poza tym “zrodzony ręką”, hmm…
dokończyła to, na co sam by się nie odważył
Czemu “dokończyła”, skoro on nie zaczął?
marsylskie mydło
Raczej “mydło marsylskie”, bo to przydawka klasyfikująca (marsylskie to rodzaj/typ mydła, a nie jego cecha).
Zawył przerażony.
Raczej z przecinkiem.
– Proszę pana? Czy wszystko w porządku? – niski głos lokaja dźwięczał niepokojem jak rozstrojony kontrabas.
Jeśli “głos dźwięczał” a nie “dźwięczał głos”, to duża litera po myślniku.
A gdyby kara przyszła inaczej…
Nie jest to chyba błąd, ale widziałbym tu raczej pytajnik. Albo “…?”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ładnie napisana, klasyczna miniaturka z twistem… tylko nazwa miejscowości i tytuł tego twista trochę zdradzają.
Choć nie wiem, czy dało się ten pomysł zrealizować lepiej – gdyby napisać, że spędza wakacje np. w Gnojnicy, to cała rzecz trochę straciłaby sens, hmm…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ciekawa rzecz. Łączy w sobie takiego typowego “sympatycznego” szorta o rysowaniu i wyobraźni z dającą się odczuć grozą. I ten kontrast działa.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, Reg :)
A najbardziej podoba mi się, ze potwora jest tak niewiele, w dodatku niewiele mówi, jednak stwarza aurę nad wyraz paskudnej grozy.
Cieszy mnie taka opinia, bo właśnie taki mniej więcej efekt miałem na myśli. Podzielam popularną chyba opinię, że najlepszy potwór to taki, którego mało widać i na tym założeniu tekst jest w dużej mierze oparty.
Usterki oczywiście poprawiłem i za wskazanie dziękuję
Zaskoczyła mnie w pierwszej chwili pisownia słowa “gówniarzeria”… ale w sumie oczywiste, że pisze się to jak “gówniarz” a nie jak “menażeria”.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
choć może się mylę i tekst powstawał w pocie czoła :)
W pocie to może nie, ale męka twórcza trochę była obecna. Trudno pisać o potworze, którego widać tylko kawałek, który w kółko gada to samo i z którym bohater nie może się w żaden sposób skonfrontować… ale jakby w tym właśnie była cała rzecz.
i tak byłem ciekawy, co stanie się dale
Cieszy mnie to :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Nie pozwalają nam pisać “wziąść”, a potem wymyślają takie rzeczy…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Świetnie zbudowane napięcie, od zwyczajnego zatrzaśnięcia drzwi do zupełnego szaleństwa.
Finału zupełnie się nie spodziewałam, a jego brutalność i hmm konsekwencja jest prawdziwą wisienką na torcie.
Taki właśnie był plan, żeby zacząć z niczego i skończyć wysokim “C”.
Dziękuję za wizytę, cieszę się, że się podobało i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Zygfrydzie :]
nie odebrałem go jako pastisz, ale taki właśnie nieco trącący myszką tradycyjny tekst grozy, który bardziej stawia na atmosferę niż na przerażenie
Do piórka nieco brakło, ale oceniam pozytywnie.
Cieszy mnie to bardzo.
Zastanowiło mnie to trochę, gdyż rumosz to materiał nieobtoczony (skruszona skała, ewentualnie transportowana w dół zbocza przez stoczenie/osunięcie), a żwir przeważnie obtoczony (w górach musiałby być pochodzenia rzecznego, a więc transportowany w wodzie), występowanie obu tych osadów w jednej warstwie wydaje mi się mało prawdopodobne, chyba że jeden leżał na drugim.
Przyznam się szczerze, że nie wnikałem w to aż tak głęboko. Widać, że masz dużą wiedzę o górach. Ale czytam teraz, że może też być żwir polodowcowy…?
Dzięki za wizytę i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Ponieważ w języku polskim skoro biłem, piłem, i kupię to ewidentnie ja, więc używamy tylko do wyjątkowego wzmocnienia.
Hm no ale o to tu chodziło. Narrator sugeruje: ja nie robiłem takich rzeczy (ale inni, być może, je robią i mogą sobie w ten sposób napytać biedy).
Nie wiem czy ta personifikacja lamp ma jakieś znaczenie dla reszty tekstu, ale brzmi dziwacznie. Jakby lodówka zdecydowała się schłodzić mięso.
Nie ma, lubię trochę personifikować, ale może faktycznie przegiąłem z tym zdecydowaniem xd Zmienię.
Horror najstraszniejszy, ze strasznych bo zwyczajny.
Dziękuję bardzo. Taki był zamysł :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Twoich tekstów jeszcze nie skomentowałem bo niestety bardzo szybko dostajesz plusy

Natomiast uważam, że tekst byłby znacznie lepszy gdybyś napisał go jednak w formie narracyjnej.
Właśnie nie chciał mi ten tekst wyjść w 3os. Po części pewnie dlatego, że jakoś się nie mogę nauczyć pisać w 3os, mimo prób usilnych, ale też teraz ma taki vibe “found-footage”, który tu chyba był trochę potrzebny.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Robercie :)
Tobie jednak się udało. Bardzo dobry pomysł na fabułę i sprawne wykonanie. Doceniam, że wybrałeś drogę bez krwi, flaków i innych ekstremalnych atrakcji. Budowanie strachu poprzez niedopowiedzenia i niepewność to skuteczny zabieg.
Bardzo mi miło :0
Podobnie jak Bruce zauważyłem w tekście kilka drobnych „humorków”. Nie wiem, czy to celowy zabieg, czy wyszło mimochodem (stawiam na to pierwsze). Dla mnie to jedyny drobny minus. Nawet lekki uśmiech w opowiadaniu grozy potrafi rozładować starannie budowane napięcie.
Hmmm wezmę to sobie do serca. Starałem się tu ograniczyć dowcip i zostawić tylko trochę, ale może faktycznie trzeba by go całkiem wyciąć.
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Przeczytałem jednym haustem, świetny tekst z bardzo dobrym wyczuciem tempa i stopniowaniem dramaturgii. Również klikam.
Dzięki za wizytę, kronos i cieszy mnie taka opinia :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No tak, ale w tym przypadku wierzę bohaterowi.
No, bo on mówi prawdę, tylko doktóry mu nie wierzą :)
bruce,
Baaardzo dobry horror. ;) Piszesz tak, że musimy wczuć się w rolę głównego bohatera, uciekać z nim i podobnie myśleć, nie ma innej opcji. :)
Bardzo mi miło :) Pozdrawiam również
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Tego mi było trzeba. Często gęsto zaglądam do horrorów i tu miałem straszka, co jest zjawiskiem u mnie rzadkim. Najlepsze wrażenie było za pierwszym razem.
Bardzo mi miło :)
Przypomniał mi się też Palec, S. Kinga.
Nie czytałem, ale zerknę.
Troszkę zepusłeś to końcówką, bo chłop wylądował w psychiatryku, dlatego możesz mieć zażalenia w postaci pt. gdzie tu fantastyka, jeśli pacjent był chory
Hmmm raczej typowym motywem w horrorze jest, że nikt bohaterowi nie wierzy i ląduje on w psychiatryku, przynajmniej tymczasowo.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam również
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Ambush, dzięki za wizytę :)
Historia trzyma w napięciu, choć zmagania z bogami są taką skalą, że w sumie niszczą emocje.
Hmm, to jest bardzo słuszna uwaga. Kogo obchodzi że oni się tam gdzieś strzelają, skoro zaraz przyleci kosmiczny bebok i wszystkich zje :D
Nie pomyślałem o tym.
JolkaK, również dzięki za re-wizytę.
Czekam z niecierpliwością na następne teksty i równie interesujące rozwiązania fabularne.
Teksty na pewno się pojawia, ale czy będą równie interesujące, to się dopiero okaże niestety :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Pewnie nie powinienem pytać, ale co się stało?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dziękuję, reg. Chodziło mi głównie o rodzaj, ale faktycznie, wielka litera też się należy.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Pytanie trochę głupie być może: czy można napisać coś w stylu:
Moje słońce pokiwała głową i wyszła.
Czy raczej powinien być rodzaj nijaki? Rodzaj nijaki w mojej głowie brzmi jakby narrator sobie żartował, ale nie jestem pewien…
“Słońce” to oczywiście żona/córka/kochanka/osoba w każdym razie płci żeńskiej.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No i cóż, udany szort. Metafora życia jako zjazdu bardzo trafiona i przemawia do czytelnika, a w pierwszej chwili, gdy się pojawia, również przyjemnie zaskakuje – spodziewałem się, że tekst będzie całkiem o czymś innym.
Fantastyki rzeczywiście tu nie widzę (może realizm magiczny???). Ale inni klikali to chyba i ja mogę.
Pozdrawiam!
Stok nie jest już idealny, a moje nogi są zmęczone.
Powtórzonko, chociaż takie nieco cwane, bo czasownik bardzo nieregularny.
Podobne nosiła moja pierwsza dziewczyna, którą uczyłem jeździć.
Hmm “Moja pierwsza dziewczyna, gdy uczyłem ją jeździć, miała na sobie podobne” coś takiego może? Chyba że faktycznie chodzi o jedną z wielu dziewczyn, ale pierwszą, którą uczył jeździć, ale i wtedy to ciut niezgrabne zdanie…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Bardzo ładne, wzruszające i słodko-gorzkie. Oniryczne. A momentami ponure. Dużo emocji się tu udało pokazać, ogółem, i to piękną prozą. Zakończenie zaskakuje, a jednocześnie ma sens.
Do obrazu chyba też pasuje, choć on jest jakby w jaśniejszych barwach. Ale to już zmartwienie szanownych jurków.
Motyw z bliźniaczkami syjamskimi mi tu trochę nie pasował, odczułem to jako kombinowanie niekoniecznie pasujące do konwencji. Wolałbym już chyba, żeby operator łodzi znalazł monetę całkiem przypadkowo.
Kilkam i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż, jak to z debiutami bywa, nie mogę powiedzieć, żeby ów debiut mnie zachwycił.
Po pierwsze jest tu całkiem sporo błędów. Niektóre, choć z pewnością nie wszystkie, pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką. Spora część z nich to techniczne usterki (”-“ zamiast “–” w dialogach), mimo wszystko utrudnia to czytanie.
Fabuła też nie zmiotła mnie z planszy. Pomysł, że tajemnicza maszyna zamiast niszczyć statek, naprawia go, jest fajny, natomiast nie udało się zbudować poczucia zagrożenia potrzebnego, żeby taki twist zadziałał – żadne z zaprezentowanych zagrożeń nie jest szczególnie bezpośrednie (zbaczamy z kursu i co? Umrzemy od tego? Nie możemy skręcić albo nadać S.O.S? A jeśli faktycznie umrzemy – to kiedy? Za rok?), dodatkowo czytelnik niewiele wie o postaciach, są one tylko nazwiskami, nie ma więc szczególnej motywacji, by przejmować się ich losem.
Zakończenie jest zaskakujące, ale niestety kompletnie dla mnie niezrozumiałe – na czym miałby niby polegać ten eksperyment? Puszczamy robota naprawczego samopas i właściwie po co? Żeby zobaczyć, jak zareaguje załoga? Zabiliśmy stado ludzi, żeby sprawdzić, czy robot jest straszny?
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
4 sektora
Liczebniki w beletrystyce zapisujemy zazwyczaj słownie: czwartego sektora.
W doku obok, kilkudziesięciu przemęczonych górników z 4 sektora, właśnie wysiadało z transportowca.
Oba przecinki niepotrzebne.
-Ostrożnie z tym towarem! – krzyknął naukowiec do inżyniera. – To wrażliwe elementy półprzewodnikowe!
Na początku wypowiedzi powinna być półpauza (–), a po niej spacja (prawdopodobnie zresztą nie pozmieniało Ci się w edytorze właśnie dlatego, że tych spacji nie ma). Ten błąd jest w każdej wypowiedzi zasadniczo.
rozkazał kapitan[,] zerkając na swoje notatki.
Przecinek między “rozkazał” a “zerkając”.
Idąc korytarzem[,] wpatrywał się w zielone linie na wypukłym ekranie[,] próbując znaleźć źródło zakłócenia.
Tak samo. Imiesłów przysłówkowy tworzy równoważnik zdania, więc musi być wydzielony przecinkami.
Dodatkowo ten drugi imiesłów (”próbując”) określa tu cel czynności, czego się nie powinno robić imiesłowem. Proponowałbym całe zdanie zmienić: “Szedł korytarzem i wpatrując się w zielone linie na wypukłym ekranie, próbował znaleźć źródło zakłócenia”, albo jakoś tak.
odpowiedział Głowacki[,] wzdychając
Przecinek, ponownie gdyż imiesłów. A najlepiej “westchnął Głowacki”.
Głowacki wpatrywał się w skrzynie[,] rozważając możliwe wyjścia z tej sytuacji.
powiedziała Rutkowska[,] wyciągając łom z pobliskiej szafki.
Niestety spełniła się jego największa obawa, kiedy okazało się, że sygnał pochodzi z ładowni.
To jest trochę wedle uznania, ale tu nie chodzi o konkretny moment/czas, więc zamiast “kiedy” dałbym po prostu myślnik.
Coś wykombinuje.
Literówka.
Urządzenie powoli ruszyło w stronę szafy. Kapitan próbował nieudolnie zasłonić się drzwiami szafy.
Nagle cały statek zadrżał i zgasło światło. Po chwili w ładowni zapaliło się czerwone światło.
Powtórzeń warto unikać.
asteroidy. – zaniepokoił się
Skoro małą, to bez kropki.
a zamiast twarzy, miał czarną
Nieuzasadniony przecinek.
poinformowało urządzenie[,] po czym zrobiło mocny zamach całym ciałem[,] co spowodowało odrzucenie inżyniera do drzwi sterowni
Przecinki między orzeczeniami.
Urządzenie otworzyło lewą ręką drzwi szafy, za którymi schował się drżący kapitan.
Nie jest to zasadniczo błąd, ale IMO lepiej “chował” – on się schował przed chwilą, teraz się chowa.
Po wylądowaniu kapitan okazał wojskowym zezwolenie i list przewozowy, a technicz z Głowackim na czele.
Coś tu się skićkało.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zdecydowanie jako fragment.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż można powiedzieć o tym debiucie. Dramatu nie ma – widziałem gorsze debiuty, w tym własny – ale cudów też nie.
Prosiłeś bez litości, więc napiszę wprost, że jako kryminał opowiadanie kompletnie zawodzi. Już przedmowa wyjawia tajemnicę, ale nawet udając na moment, że przedmowy nie ma i analizując sam tekst, wszystko staje się jasne podczas rozmowy z czarnej skrzynki – a do końca jeszcze 22k znaków, w których niewiele się dzieje, głównie jest to przesadnie szczegółowa ekspozycja.
Rozważania na temat odczuwania czasu przez zmigrowaną świadomość mogłyby tu trochę ratować sytuację, ale nie było ich tak znowu dużo – materiał raczej na szorta, niż pełnoskalowe opowiadanie. No i zwyczajnie nie są przedstawione w sposób na tyle wciągający, by mogły zastąpić tajemnicę jako silnik tekstu – fakty, że świadomość może trwać w uśpieniu dowolnie długo, albo że może sobie wczytać serial z netfliksa są przedstawione, ale nie mają jakichś specjalnych konsekwencji dla fabuły.
Pomysł, żeby te świadomości odpalić dopiero po ustaniu biologicznej aktywności na planecie jest cokolwiek daleko idący, ale intrygujący – pewnie najmocniejszy punkt opowiadania.
Dla fabuły to nie tylko wygodne, ale wręcz konieczne.
Hmm gdyby bogol zwyczajnie skoczył z mostu efekt byłby ten sam, a może udałoby się poprowadzić śledztwo w jakiś bardziej satysfakcjonujący dla czytelnika sposób, bo nie byłoby tych czarnych skrzynek nieszczęsnych.
Myślę, że klika można tu dać – tekst mimo wszystko ma ręce i nogi, a język jest bardziej niż w porządku, co przy takim zestawie bet nawet nie dziwi.
Pozdrawiam!
znajdującym się za salonem dla VIP, powietrze było suche jak w dyżurce komisariatu latem. Winowajcą był wyż
Letka byłoza, a “znajdować się” zaraz obok jeszcze pogarsza sprawę.
Był wtedy około czterystu stóp nad ziemią.
A czego w stopach?
Wtorek, 21 listopada 2034, 12:23
To jest bardzo “wedle uznania”, ale IMO datowanie kolejnych scen zazwyczaj bardziej szkodzi niż pomaga. Zwłaszcza że potem następuje zwykła narracja, tekst nie jest stylizowany na jakieś notatki służbowe, pamiętnik, czy coś, nie można więc powiedzieć, że buduje to realizm/klimat/cokolwiek. O wiele lepiej napisać “dwa dni później”, wtedy czytelnik przynajmniej nie musi się cofać, żeby zrozumieć, ile czasu minęło. Albo po prostu zaznaczyć nową scenę, wtedy czytelnik wie, że nie ma to w tym momencie znaczenia.
Ostatnią data ma sens, bo tam jest stylizacja.
ziemskie jądro
A po co wydziwiać, “jądro ziemi”.
– eArth zostało trwale zintegrowane z globalną ewidencją ludności Ziemi – wyjaśniał Zaremba. – Dopiero, gdy przez dwieście kolejnych lat nie zostaną odnotowane ani jedne nowe narodziny…
Hmmm a skąd pomysł, że system ewidencji będzie działać “aż do końca”? Ludzie jako gatunek mogliby spokojnie przetrwać upadek cywilizacji technicznej.
eArth musiałby mieć własny system ewidencji i to jakiś niewyobrażalny, graniczący z wszechwiedzą.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Czekam również na papier :]
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Też mam słabość do fantastyki o aniołkach. Pewnie jeszcze po Siewcy wiatru mi zostało.
No i ten tekst tutaj też jest całkiem udany. Jest lekki humor, trochę wątków obyczajowych, ale nieprzesadnie ckliwych.
Faktycznie można było troszkę w końcówce nieco więcej wyjaśnić, bo mimo że jakieś domknięcie jest, sprawia wrażenie uciętej – szczególnie mnie zdziwiło, że nie wiemy, co z tą mocą Lange.
Pozdrawiam i klik
Delikatne pukanie rozległo się przytłumionym dźwiękiem w malutkiej celi.
Hmmm wydaje mi się, że raczej przytłumiony dźwięk delikatnego pukania się rozległ?
ale nie, wszyscy tylko narzekają,
poczłapał z powrotem, mając nadzieję, że gdzieś po drodze pęknie mu głowa albo serce, które nieustannie bolą.
Nie może dopuścić, żeby cokolwiek zauważyli. Zerwał się na nogi, rozglądając po celi.
Miejscami są czasy pomieszane.
Kiedy jednak głównodowodzącym Ratownictwa Anielskiego został Michał, spotkanie z Szefem graniczyło z cudem.
Od kiedy
Na święta,.
Akita inu
Akita małą, tak samo jak owczarek, husky etc.
Ogolony i wyszorowany[,] usiadł na stołku
Raczej przecinek, bo to jest (podobno) zasadniczo równoważnik zdania.
ci się przebrać. – Zaoferowała Amelia
Bez kropki i małą.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i chciałem troszkę uzasadnić swój głos, bo z poprzednim komentarzem może on nieco nie współgrać.
Otóż, podtrzymuję oczywiście, nie mam wiele złego do powiedzenia o tym tekście, to jest fajny szort – natomiast wydaje mi się, że jeśli tekst ma 8k znaków, to “fajne i nie mam zarzutów” nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla wyróżnienia. Siłą rzeczy nie ma tu ani rozbudowanych bohaterów, ani misternie skleconej fabuły, które mógłbym docenić, jest też zwyczajnie mniej miejsca, by popełnić jakiś dyskwalifikujący błąd. Tak króciutki tekst musiałby kompletnie zmieść mnie z planszy, żeby zasłużyć na TAKa.
Tak że z takiego prozaicznego powodu leci NIE.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, przybyłem sobie odświeżyć na potrzeby głosowania.
Ta suchość relacji, choć zapewniasz, że była celowa, mimo wszystko zdecydowanie psuła zabawę w wielu miejscach – żeby rozerwany odbyt cieszył koneserów gore, nie wystarczy zapewnić, że jest rozerwany, trzeba mu poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Innym zarzutem może być tu pewien brak oryginalności – kosmiczne pasożyty to jednak klasyk, nie sposób nie dostrzegać tu analogii choćby z "Obcym", a powieść pana Liu trafiła wręcz do tytułu.
Z drugiej strony nie sposób nie docenić połączenia różnych aspektów horroru w spójną całość – mamy tu aspekt "globalny" (inwazję) i "intymny" (wszystko dzieje się w domu/rodzinie), hipotezę ciemnego lasu, mamy body horror, mamy kontrolę umysłów, pandemiczne lęki, mamy gore, mamy elementy home invasion. I one wszystkie się nie gryzą, nie są wrzucone do jednego wora bezmyślnie, tworzą spójną całość i fabułę pozbawioną dziur.
Tak że z pewnym wahaniem, ale leci TAK.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Niezmiennie bardzo mi miło, bruce :)
Czy Autor jest winny temu, że pewne wątki można odnosić do jakichś-tam, bardzo luźnych skojarzeń? :)
Trochę tak, te skojarzenia są przecież nieprzypadkowe.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki Bardzie :]
A jeszcze irytacja była w przypadkach tych panów tym większa, że zamiast odłożyć lekturę, brnęłam dalej i się męczyłam, bo chciałam zrozumieć, czemu tyle osób tak lubi ich dzieła i czemu są tak szanowani w środowisku pisarskim i czytelniczym. Gdzie jest ten geniusz, ta legenda, czy ja jestem za głupia, żeby to dostrzec? Najwidoczniej tak :P
Wiesz, Holly, Lovecraft to trochę jak Wells: dzisiaj jego dzieła jak najbardziej mogą kogoś nudzić, ale w dużej mierze dlatego, że miał olbrzymi wpływ na własny gatunek i ciężko w nich dostrzec świeżość.
W wypadku Lovecrafta efekt jest tym mocniejszy, że jakby poza tą pomysłowością, która przyczyniła się do trwałego poszerzenia paradygmatu horroru, jego pisanie faktycznie jest mocno takie sobie (żeby nie używać mocniejszych słów). Więc jeśli samo Ktulu wielkie przedwieczne nie jest dla Ciebie wystarczającą zaletą… no, to właściwie innych zalet tam nie ma :)
Tak czy siak, proszę nie myśleć, że zagłosowałam na NIE, jedynie ze względu na skojarzenie z twórczością tych panów. Po prostu podejrzewam, że z tego powodu tekst mógł do mnie nie trafić.
Nie chcę się kłócić z Twoim odczuciem na temat Twojej oceny, ale pod innymi moimi opowiadaniami opartymi o równie lovecraftowskie motywy, jak Diablica i Widokówka, zostawiałaś bardzo pozytywne komentarze.
Więc no o ile absolutnie nie musisz się tłumaczyć ze swojej oceny – dla mnie nawet “nie podobało mi się i już” jest OK, a już taka tabelka to ohoho – to raczej nie zagrało tu coś innego.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Pewnie ktoś mądrzejszy się wypowie, ale w korpusie zawsze jest małą. Tak też sugeruje szyk (”dobiegł głos”, nie “głos dobiegł”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A wiesz, że chyba muszę zmienić tytuł bo nie wiedziałem, że jest też powieść, ale to na marginesie :).
Mało, że ona jest – hipoteza ciemnego lasu została nazwana właśnie na cześć tej powieści :P
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam no i cóż.
Bardzo ładnie napisana scenka, zarówno pod względem języka jak i szczegółowych opisów tego, co tam się w głowie księżniczki dzieje.
Gdybym mógł coś nieśmiało zasugerować, to w moim odczuciu tekst byłby jeszcze smakowitszy, gdyby na początku był jakiś lekki foreshadowing (jak to jest po naszemu??) tego twista.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hah, spodziewałem się. Wiem, że lubisz jak więcej się dzieje, przyjmuję to całkowicie.
Wiesz, nie musi się tak dosłownie dziać – choć tak, lubię, jak są lawiny, lasery, pościgi i wybuchy – ale jakiś silnik przymuszający czytelnika do przekręcania kolejnych stron moim zdaniem jest potrzebny. Jeśli nie akcja to napięcie, tajemnica, charyzmatyczny bohater, humor, kwiecista proza, erotyka nawet.
Jasne: piszesz, że celowałeś trochę w przypowieść, a w przypowieści taki silnik niekoniecznie jest potrzebny, bo nie chodzi o czytanie z wypiekami na twarzy, tylko o to, co autor miał do powiedzenia – i spoko, taka wola autora. Wypowiadając się o tekście, staram się brać pod uwagę konwencję. Ale gdybyś poczytał klasyków gatunku, co oczywiście polecam, to z pewnością zauważyłbyś, że przypowieści to zazwyczaj utwory drastycznie wręcz krótsze od tego.
Tutaj najsprawniejszym silnikiem była tajemnica, ale w moim odczuciu ten silnik całości nie uciągnął – może to wina tego, co sam czytam (nie spodziewałem się ufoka, ale od razu oczywistym wydało mi się, że do księdza mówi coś innego niż Bóg, więc nie była to dla mnie tajemnica szczególnie atrakcyjna), ale też tajemnica nie podparta jakąś stawką nie jest silnikiem bardzo mocnym – jeśli od rozwiązania tajemnicy zależy los ludzi, na których ani mi, ani narratorowi nie zależy, to czemu mam się tą tajemnicą przejąć jako czytelnik?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Opowiadanie z pewnością ma zalety. Tajemnica została zaserwowana wyjątkowo umiejętnie, szybko nabieramy poczucia, że coś jest nie tak, że najdrobniejsze rzeczy mogą mieć znaczenie. Cały czas podejrzewamy, że we wszystkim jest drugie dno i/lub alegoryczne znaczenie. No i proza jest zwyczajnie piękna.
Zakończenie mnie nieco zawiodło. Mimo powyższych zalet (a w części – właśnie przez nie) jest to tekst dość trudny w odbiorze, oczekiwałbym więc jako czytelnik rozwiązania tajemnicy w sposób bardziej satysfakcjonujący, niż odpowiedź zapisana na kartce papieru (która jest akurat czipem, ale to nieważne) i zaserwowana bohaterowi.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Pierwszym, co uderza, jest jak wolno opowiadanie się rozkręca. 9k znaków zajmuje przedstawienie sytuacji, co – biorąc pod uwagę, że nie jest to sytuacja szczególnie skomplikowana, a sam tekst jest raczej krótki – w mojej ocenie jest bardzo długim dystansem. Sytuację nieco ratuje niebezpieczna sytuacja, której narrator doświadcza w tym wstępie, ale tylko nieco, bo w sumie sprawa się szybko rozwiązuje i zostajemy z rozszarpaną ręką.
Drugim słabszym punktem jest pewna prostota. Fabuła zmierza od punktu A do punktu B niemalże po geodezyjnej. Fakt, że Sergio jest potworem, specjalnie nie zaskakuje – mało tego, jest dokładnie tym rodzajem potwora, którego możemy się spodziewać. Złola umiera w męczarniach, można się rozejść. Jakieś tam rozważania o relatywizmie moralnym po drodze są, ale szczerze, to bym je wyciął.
Mimo tego, poza tym przydługim wstępem, jest to bardzo przyjemne opowiadanie. Mamy nastrój, mamy przekonującego bohatera, mamy narastające napięcie. Postać Sergio została napisana w sposób bardzo przemawiający do wyobraźni, w duecie z wyjącymi ghulami tworzą cudownie niepokojącą atmosferę. Zakończenie z wyjściem z ciała też się jak najbardziej udało.
Pozdrawiam!
polerowanego przez tysiące ulew kamienia
A gdyby: wypolerowanego tysiącem ulew?
Kilka słów rzuconych we właściwe ucho sprawiło, że więzienne kraty stanęły dla niego otworem.
“Stanęły otworem” to raczej “przed nim” niż “dla niego”.
W pojęciu moralności ludzkiej jesteś potworem, Dax.
Hmm raczej “według” albo “z punktu widzenia”…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No mnie niestety nie urzekło. Głównie z takiej prozaicznej przyczyny, że jest to test raczej nudnawy.
Dużo wydarzeń jest streszczonych/zrelacjonowanych/brakuje w nich emocji: wiemy, że miasto wyje alarmami, ale nie widzimy dramatu powodzian z bliska. Podobnie gdy mamy scenę zwątpienia – czciciele Złotego Cielca to ludzie bezimienni, odchodzą to odeszli, ani narrator się tym nie przejmuje, ani czytelnik nie ma powodu. Wierni też są bezimienną masą, więc gdy ich wiara rośnie, też nie mam specjalnego powodu się tym jarać, że tak pozwolę sobie na młodzieżowe słowo. Ogółem cały potop mało dramatyczny – świat się topi już trzeci rozdział, a my nadal idziemy pieszo?
Później się robi bardziej dramatycznie, ale nadal nurt wciąga “kogoś”. Albo “młodego mężczyznę”.
Jasne: można powiedzieć, że nasz Neomojżesz traktował swoją trzódkę jak bezimienne owce i to ma jak najbardziej sens – no ale jakby sens nie ratuje sytuacji.
Zakończenie jest jakby spoko, doceniam nagły i sprytnie wpleciony zwrot w stronę kompozycji ramowej, ale z drugiej strony ufok wyłuszcza nam interpretację całej historii, co chyba nie było potrzebne. Ogółem wydaje się, że pomysł był trafiony, tylko treść pierwszych pięciu rozdziałów (w sensie: scena po scenie, jakie wydarzenia powinny tam się pojawić, żeby pokazać co było do pokazania, a żeby lektura wciągała) trzeba było mocniej przemyśleć.
Pozdrawiam!
utopię waszą utopię
Bardzo mnie rozprasza ten żart językowy. Mam wrażenie po pierwszym rozdziale, że moje myśli powinny iść w stronę gniewnego boga/szalonej sekty/etc, ale nie mogą, bo co ta za gniewny bóg, który się posługuje takim humorem. Może się jeszcze okaże, że to ma sens, ale na razie :/
Werset 2: O tych, którzy poszli, i tych, którzy zawrócili
To w sumie nie jest takie istotne, ale to są ewidentnie rozdziały, a nie wersety.
Znacznie mniej. Wiele osób nie zdecydowało się w ostatniej chwili.
Zgrabniej by wyszło, że w “ostatniej chwili zrezygnowało”.
jednego miejsca, które wyglądało jak jedna
Co jakiś czas obiekt pulsował, delikatnie zmieniając barwę.
Może jakiś guru imiesłowów mnie poprawi, ale raczej pulsował i delikatnie zmieniał barwę.
kobieta, trzymająca na kolanach psa.
Czy nie zgrabniej “kobieta z psem na kolanach”?
sprawdzał równowagę, karał za nieuwagę.
Rym i to nieładny.
Dwunastu wokół mnie – i ja pośród nich. Liczba była domknięta. Pasterz i jego owce. Nowy Noe i jego lud.
Noe akurat miał siedmioro towarzyszy, więc to się trochę sypie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jest zupełnie normalne, że teksty konkursowe dostają się do biblioteki – to osobny proces (przynajmniej zazwyczaj, np. pamiętam, że Bruno Siak uzależniał przejście tekstu do kolejnego etapu od dostania się do biblioteki).
Nie mierzyłem tego, oczywiście, ale jestem prawie pewien, że dzieje się to szybciej niż zwykle – jurorzy ze zrozumiałych względów nie chcą ich klikać przed ogłoszeniem wyników, ale teksty konkursowe często cieszą się zainteresowaniem ze strony innych uczestników konkursu.
I temu tekstu też kliknę, skoro brakujące entery zostały dodane :]
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ciekawy i niecodzienny pomysł, zdecydowanie obraz został dobrze wykorzystany, natomiast niestety ten brak poprawek dał się odczuć. Szczególnie w pierwszej części powtarzalna struktura zdań kłuła w zęby (był/była to…).
Pozdrawiam!
podobnych podium
podiach
Były różnej płci, choć to określenie było tu nieprecyzyjne.
Nagimi ciałami o idealnych, gładkich proporcjach, pozbawionymi znaków szczególnych.
Jak to zdanie ma się do poprzedniego? Tu chyba coś ucięło?
Elara przytuliła zająca mocniej. – A czy… czy się na mnie gniewają, że żyję?
szybkością jej „zużycia”. – Twoja szarość jest nier
Brakło enterów.
Nie było to w protokole.
Nie było tego
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i co. Widziałem duużo gorsze debiuty. Kilka zdań było dziwnych (wybacz, zapomniałem wypisać), ale ogólnie język jest w porządku. Pomysł ma ręce i nogi. Bohaterowie są raczej wiarygodni. Nie jest źle.
Główny zarzut do tego opowiadania mam taki, że jest nudnawe. Aż do ostatniego rozdziału wszystkie interesujące rzeczy dzieją się “poza kamerą”. Zabójca już zabił, my sobie tam oglądamy obrazy, mamy wizje ale dla narratorki te wizje wydają się niemal codziennością, nagranie sobie oglądamy, wspominamy poprzednie sprawy i poprzedniego partnera, niby dochodzimy do wniosku, ze to nie mogło być samobójstwo, no ale to było tak naprawdę wiadomo od początku. Nawet scena pocałunku to nie jest ten pierwszy, ekscytujący pocałunek, tylko takie szybkie buzi i narratorka nam opowiada, jak to się bardzo zbliżyła z Tobiasem – kurde, akurat kiedy czytelnik nie patrzył.
Fakt, że łatwo się domyślić, że Tobias = Thomas paradoksalnie trochę ratuje opowiadanie, bo dzięki temu mamy jakieś poczucie zagrożenia.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Nie znoszę Lovecrafta i Grabińskiego. Pewnie dla wielu osób, szczególnie dla silvera, zabrzmi to jak herezja, ale cóż, ja też mam to w nosie :)
Nie przesadzałbym, że od razu herezja. Jakieś małe nagięcie doktrynalne najwyżej :)
Jestem jednak pewna, że jeszcze nieraz mnie zachwycisz swoimi przyszłymi tekstami.
Też mam taką nadzieję, ale jakby to powiedzieć, obecnie mam w piekarniku właśnie głównie horrory z dziwną konwencją xddd
Tak czy inaczej, dzięki za kolejną wizytę i głos, Holly!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki