komentarze: 896, w dziale opowiadań: 713, opowiadania: 411
komentarze: 896, w dziale opowiadań: 713, opowiadania: 411
Witam :]
Jesteś dla siebie zbyt surowy. Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą.
Hmmm nie jestem tam jakoś specjalnie surowy dla siebie, po prostu uznałem, że pani z obrazu, gdyby się na ten przykład okazała ciocią Michaela albo kimś takim, mogłoby być przykro, że została zinterpretowana jako satanistyczno-mordercza wiedźma z ciągotami do młodszych chłopców :O
Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą. W krótkiej formie i bez zbędnego gadulstwa udało Ci się zmieścić ciekawą historię, która nie sprawia wrażenia skróconej czy niedopracowanej. Ba! Nawet udało Ci się mnie na koniec oszukać!
Bardzo mi miło!
Dzięki za konkurs i za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jak zwykle pięknie napisany tekst. I przejmujący.
Ciekawie udało się tu połączyć pozornie całkiem różne emocjonalne aspekty – z jednej strony mamy słuchacza tak wciągniętego w muzykę, że na moment jest kimś innym, z drugiej dostajemy niedocenionego twórcę.
Myślę, że lepszym przykładem mógłby być utwór Papaoutai, pana Stromae – Francuzi płaczą, reszta świata się bawi w najlepsze. Ale i nie zawsze inny język musi to zaburzać, wystarczy wziąć legendarne “Whisky” Dżemu.
Albo pójdę boso xdd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No fajny tekst. Od początku czujemy, że z przemianą kotka coś po prostu musi pójść nie tak, a pozornie lekki ton tylko potęguje to wrażenie. Przedstawienie toksycznej relacji mocno tu przemawia.
Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to albo bym to opowiadanie ciut skrócił, albo przemyślał decyzję o małomówności Grafita – jesteśmy przez 50k znaków z jedną bohaterką i właściwie cały czas w tej samej sytuacji (choć oczywiście atmosfera cały czas się zagęszcza), co w pewnych momentach trochę nużyło.
Pod kreseczką kilka uwag językowych.
Pozdrawiam i klik z przekonaniem :)
Tyle że Grafitowi ani widziało się ją jeść
Raczej ‘jej jeść’.
brak głosu Grafita to jej poczucie bezpieczeństwa, że nie będzie sama.
Raczej “dawał” jej poczucie, niż nim był.
który ją owładnął
Owładnąć kim/czym, czyli tutaj ‘nią’.
Ja boję się o nią. Ja boję się jej
W polszczyźnie takie ‘ja’ raczej się pomija, chyba że mówiący bardzo chce podkreślić, że chodzi właśnie o niego (’ja, ja i nikt inny’) co tu raczej nie ma miejsca.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam prosiaczku :)
Dzięki za pozytywną opinię, zawsze cieszy, kiedy słusznie doceniany autor wpadnie i napisze coś takiego![]()
Pomysł sam w sobie uważam za nieodkrywczy
Zgadzam się w dużej mierze, jak pisałem powyżej, marzył mi się taki prosty straszak :)
Pozdrawiam również i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek udany: było czuć napięcie. Najpierw pożar i pani na balkonie, potem nagle przenosimy się w czasie i jeszcze trafiamy do pełnej Niemców kamienicy. Ten początek rozbudził moje nadzieje, nie ukrywam.
Niestety, potem dostaliśmy od losu przewodniczkę-ekspozytorkę i to napięcie bardzo opadło, a co gorsza nasz bohater, który od tego momentu pozwala się jej prowadzić (momentami dosłownie za rączkę), zupełnie stracił proaktywność, która była jego właściwie jedyną lubialną cechą.
Opowiadanie przechodzi w taki pokaz slajdów z getta, który sam w sobie nie byłby nawet zły, jako że scenki trafiają do wyobraźni, ale po takim wysokooktanowym zawiązaniu akcji wydawał się raczej nudnawy.
Bardzo doceniam to dopasowanie “zewnętrznych” i “wewnętrznych” przeżyć bohatera. W sporej mierze zgadzam się z przedstawionymi przez Ślimaka zastrzeżeniami co do myśli przewodniej, którą czytelnik może tu odczytać, ale z punktu widzenia kompozycji bardzo doceniam jej wplecenie.
Pozdrawiam!
wypowiedzenie brzmiało jak przysługa. A potem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć
Z językowych spraw tylko takie nieoczywiste powtórzonko zwróciło moją uwagę. Poza tym jest bardzo ładnie 
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Mam podobne wrażenia do Barda.
Samo “jądro” tego opowiadania, pomysł na przenoszenie świadomości umierających do wirtualnej przestrzeni procesowanej przez mózg żyjącej osoby, jest dobry, a okraszony trudną relacją ojca i syna mógł śmiało stać się bardzo dobry.
Niestety zostało to wszystko bardzo rozwodnione szczegółowymi opisami różnych dziwnych zachowań ucztujących. Rozwodnione do tego stopnia, że te ciekawe elementy są niejako potraktowane po łebkach – tajemnicę wyjaśniają nam “zewnętrzne” fragmenty tekstu, a tej relacji ojca z synem mamy jedynie ogólny obraz.
Nie wykluczam, że wszystkie incydenty na tej uczcie mają jakieś głębokie symboliczne znaczenia, ale mi ono raczej umyka. Miałem w głowie jedynie jakiś ogólny obraz skrajnego konsumpcjonizmu i rozpasania, co ma sens, bo przecież kim trzeba być żeby “wepchać” się do głowy dziecka/bratanka/chrześniaka/whatever żeby tam sobie żyć w pałacyku, ale raczej nie uzasadniałoby tylu znaków.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i cóż.
Będę miał spory problem z piórkową oceną tego opowiadania. Na pewno mamy tu zalety: język nie zawodzi, (może poza tymi pojedynczymi zdaniami jak to o fizyce, o którym już inni wspominali), fabuła jest spójna i z przekazem “na czasie”, spostrzeżenia autora przemawiają do czytelnika (przynajmniej do mnie) a przyjęta konwencja została konsekwentnie zrealizowana.
Z drugiej strony, co również inni wspominali, opowiadanie jest raczej trudne w odbiorze. I nie jestem specjalnie przekonany, że ta trudność jest dostatecznie uzasadniona. Tekst o syntetyku, którego heroiczna acz kontrowersyjna decyzja doprowadza do takich a nie innych zmian społecznych można by chyba sklecić bez męczących czytelnika technicznych szczegółów w opisie awarii, jak i bez 20k znaków dialogów o fikcyjnej polityce – a przynajmniej można by te elementy nieco przyciąć.
Pozdrawiam!
– Procedura wymaga ewakuacji – zaczął 847R – w przypadku przekroczenia–
Kropka na końcu zamiast myślnika?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Chodzi mi o pozę. Jeśli wygina się plecy w łuk, to daje się ręce do tyłu, a nie podnosi do góry. Inaczej się człowiek wywali.
Hmm może ja już stary dziad jestem i nie umiem aż tak pleców wygiąć xd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Opowiadanie ma zalety. Wiele zalet. Sympatyczna bohaterka świetnie współgra z tajemnicą – czytelnik bardzo chce wiedzieć, co oni tak naprawdę zamierzają tej małej zrobić. Przedstawiasz też barwną i przekonującą wizję dystopijnej teraźniejszościprzyszłości. O tym, że bardzo dobry warsztat to chyba nawet nie warto wspominać.
Jedyny problem jaki miałem z tym opowiadaniem to pewne przegadanie. Fabuła, choć podobała mi się, porusza emocje na kilka sposobów i na pewno zapadnie mi w pamięć, jest raczej prosta, a rozciągnęła się aż na 40k znaków. Szczególnie raziło to na początku – pierwsza ćwiartka opowiadania to właściwie ekspozycja i niezbyt wyróżniające się z tłumu zawiązanie akcji.
Bardzo dobry tekst, tak podsumowując.
Pozdrawiam!
budowały je te same, wielkie umysły
Bez tego przecinka?
Nie mieli niczego więcej do zaoferowania prócz szklanki wody
Ciachnąłbym
Jednak dzisiaj urok osobisty go zawiódł.
Tego dnia? Wtedy?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Nagle czas teraźniejszy się wkradł.
A to celowo, tak samo jak w zakończeniu – ona się dalej tak nazywa w momencie, gdy on pisze.
Wygląda to w mojej głowie groteskowo. Kto tak robi?
Nie wiem… wyznawcy szatana?
Nie wydaje mi się też, że szef pokazałby dane poufne pracownikowi, tylko dlatego, że ten ma jakieś delulu. Z perspektywy szefa oczywiście.
Bardzo słuszna uwaga, nie pomyślałem nawet o tym… z drugiej strony, to jest chameryczka i nie taka całkiem współczesna, to chyba nie jest takie całkiem niewiarygodne, że nie mają takiej obsesji na punkcie prywatności, jak my dzisiaj w cywilizowanych krajach.
Nie wydaje mi się, żeby zabójstwo Mary było konieczne. Co by się stało, gdyby jej nie zabił? Co zrobiłaby nauczycielka? Nie znamy stawki ani konsekwencji niespełnienia obietnicy.
Hmm myślę, że możemy się przynajmniej domyślać – narrator x czasu spędził pod wpływem uroku czarownicy, na pewno nie chciałby tego powtarzać, a tym bardziej, żeby takie coś spotkało jego dzieci.
Aczkolwiek przyjmuję, że to może być wszystko zdecydowanie za bardzo niedopowiedziane.
Jest tylko jeden, mały problem. Nie widzę w ogóle nawiązania do obrazu :p Na dziele pani Anny widzimy kobietę, która poprawia sobie włosy, nie przypomina mi to unoszenia rąk w ekstazie. No i nie ma pleców wygiętych w łuk.
Nooo trochę nagłem rzeczywistość obrazu, nie zaprzeczam :D Ta kobieta na obrazie tak złowrogo łypie za siebie – ten szczegół mnie natchnął.
Poza tym zacny szorciak i horrorek.
Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!
Dzięki również i pozdrawiam! Bardzo dobry to był konkurs!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Nie mogę niestety powiedzieć, żeby tekst mnie szczególnie porwał. Z jednej strony mamy tu jakąś satyrę społeczną, zarówno na nieuleczalnie bezrobotnych jak i na przedsiębiorców, sól tej ziemi, z drugiej groteskowy horror, trochę w stylu FNAF(?).
Wydaje mi się, że to aspekty, które trudno połączyć – jeśli narrator jest przedstawiony jako karykatura bezrobotnego, to potem czytelnikowi ciężko przejąć się jego losami.
Co do wykonania, najbardziej rzucały się w oczy błędnie zapisane dialogi.
Pozdrawiam!
– Śmiało, panie Mirku. – zachęcał Pan Zdrapka.
Bez pierwszej kropeczki.
dym, lub para
Bez przecinka
– To Pikuś. – wyjaśnił Grochota
Bez kropki
przeziębił na zakładzie. – powiedział Artur Grochota
Bez kropki
– Panie Mirku. – zwrócił się do mnie Grochota
Proszę włożyć rękawiczki. – powiedziawszy to wyszedł z pomieszczenia.
Bez kropek. Ten błąd się jeszcze w paru miejscach powtarza.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Samo "jądro" opowiadania, cały ten oniryczny spiel o umierajacym gościu i śmierci spełniającej marzenia, jest naprawdę spoko i przedstawiony w naturalny sposób, obrazowo, bez walenia czytelnika łopatą po łbie. Język też mi bardzo odpowiadał – jakieś tam drobnostki mi się może rzuciły w oczy, ale zasadniczo mocno czuć, że autor wie, co robi z piórem i ogółem w takim długim tekście przecież nie sposób uniknąć potknięć.
No i właśnie. Płynnie przechodzimy do słabszych stron. Apro popo wspomnianej długości.
To jest pomysł na szorta (no, może takiego szorta plus size) rozciągnięty do rozmiaru 17 stron. Spora część scenek w opowiadaniu to jakieś dziwne karykatury, które wcale nie pchają akcji do przodu. Może i miały na celu kontrastowanie z jego poważną częścią, ale w porównaniu z nią zwyczajnie wypadają bardzo blado i związek między jednym a drugim wydaje się raczej nikły. Apostołowie są pomysłowi i zabawni… za pierwszym razem. Moherki i rąsia pod kołderką – ani razu. Nie wiem, czy to miał być ten turpizm, dla mnie to są żarty zgrane, a nawet gdyby były świeże, to zapisane w przesadnej ilości znaków.
Co gorsza, ta najmniej ciekawa i najnudniejsza część jest na samym początku (stawkę akcji poznajemy po 13k znaków) – bezpardonowo napiszę, że gdybym trafił na ten tekst losowo w poczekalni, to bym go olał, przeczytawszy kilka pierwszych stron, bo nie wiedziałbym nawet, że on zmierza do czegoś więcej niż żarty o moherowych beretach. Nie wykluczam wcale, że zanim opko dostało nominację, właśnie tak zrobiłem i teraz nie pamiętam. A szkoda by było ten tekst olać, bo po przeczytaniu całości zostawia niezłe wrażenie. Tak że nie warto zostawiać najlepszego na koniec.
Pozdrawiam!
Mętna lura poleciała strumieniem;
"Lura" to raczej kawa/herbata.
Słowa – pyknęła – to tylko słaby manifest tego, czego ludzie naprawdę pragną
Zwodniczy może? Dlaczego słaby?
Jego pięść uderzyła w twarz mężczyzny
Raczej mężczyznę w twarz…?
znak rozpoczętej burdy pomiędzy zastawą.
"Rozpoczętej między zastawą burdy" – chyba że to talerze się biją…?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Witam :]
Mocny i udany tekst. Miałem już pisać, że ciut przefilozofowany, ale puenta nadaje nowego spojrzenia na wszystko, co przed nią! Brawo.
Pozdrawiam i klik
Pamiętam, że kiedyś nie miałem z tym problemu, a teraz mam koszmary.
Powtórzonko.
– Czemu tak cholernie boję się latać[?] – wyszeptał.
Dałbym tu jednak pytajnik, albo choć wielokropek
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam
Życie z kotem to nie przelewki… ładny, zabawny szorciak.
Klikam :)
Pies przebiegł przez przedpokój[,] zawodząc.
Przecinek, albo nawet “Pies, zawodząc, przebiegł[..]” – skoro imiesłów przysłówkowy, to może lepiej wygląda bliżej czasownika…? W każdym razie przecinek chyba na pewno.
krzyknął[,] wskakując
Tu też.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Kolejne poetyckie i humanistyczne do głębi SF – mało kto takie rzeczy pisze, a tutaj na portalu to raczej nikt. Mi się bardzo.
Zgadzam się z marzanem, że ten jeden fragment jest trochę łopatą – on (fragment, nie marzan) pewnie nawet w innym tekście by się tak nie wyróżniał, ale Twoja proza jest tak poetycka, że tę jedną jedyną łopatę czuć.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Przeczytałem i cóż – napisany jest ten szorciak bardzo ładnie, niestety jako chamidło ostatnie ze wsi o malarstwie mam pojęcie zerowe, więc nie mogę szczerze napisać, żeby lektura specjalnie mnie bawiła – do samej puenty nie podejrzewałem nawet, o co tak naprawdę może chodzić :(
Oczywiście to nieironicznie wyłącznie moja wina – podejrzewam, że ktoś bardziej ukulturniony, kto skojarzyłby choć jeden obraz, miałby sporą frajdę z czytania!
Pozdrawiam i klik, bo choć nie okazałem się odpowiednim odbiorcą, czuć tu jakość![]()
Capirote górują
Capirotes, skoro górują? Nie wiem, czy są jakieś reguły, które kierują liczbą mnogą w zagranicznych słowach hmm…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Michael :)
Po pierwsze dzięki za organizację fajnego konkursu!
Co na plus – zdecydowanie narracja. Chwaliłem to w Twoich poprzednich tekstach, chwalę i tutaj. Prowadzisz opowieść luźno, narrator opowiada w sposób ludzki, a jednak wydarzenia są wciągające, mroczne. Mimo że udało Ci się zręcznie wpleść trochę humoru, to tekst dalej miał w sobie ten mrok i tajemnicę.
Językowo świetnie, nie będę się tu rozpisywał, na niczym się nie potykałem.
Historia wciągająca, przeczytałem szybciutko i nawet nie zauważyłem kiedy się skończyła. Dałem się porwać wyznaniom bohatera i jego historii.
Dzięki, dzięki :)
No ale właśnie, zanim zauważyłem, tekst się skończył, czegoś mi brakowało. W kategoriach szorta byłbym zachwycony, ale jednak to opowiadanie, które miało jeszcze wiele przestrzeni na doprecyzowanie.
No tu się nie do końca mogę zgodzić, jak już tu komuś pisałem, moim zdaniem ten tekst musiał kończyć się raczej szybko, bo opierał się na małym oszustwie wobec czytelnika, a ów znacznie łatwiej wybaczy takie oszustwo, jeśli był oszukiwany przez 8k znaków, a nie przez 80k :)
Ewentualnie bym się zgodził, że opieranie opowiadania na takim oszustwie jest niekoniecznie najlepszym pomysłem
No ale wena czasem nie sługa :)
Dzięki również i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zasadniczo bardzo ładny szorciak. Językowo nie zauważyłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić, tematyka jest intrygująca a opisy przemawiają do wyobraźni.
Troszkę mi zgrzytło przejście z części pierwszej do drugiej – czytając, chciałem wiedzieć, co to z tym mężem, a okazuje się, że żadnego męża nigdy nie było(?).
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam bruce :)
Żadnych grzechów językowych nie
pamiętamdostrzegłam… :))
:O
Zaledwie 11278 znaków, a – ileż treści! :) Świetny pomysł, świetne również jego wykonanie. :) Ten przybity narrator, ta mroczna historia sprzed lat, ucieczka, trauma, strach i przekonanie o konieczności dokonania zbrodni…
Bardzo mi miło :) Starałem się “ściskać” bo taka puenta, jak tu jest, raczej nie działa na dłuższym dystansie.
Przy okazji składam serdeczne życzenia: Zdrowych, Pogodnych i Wesołych Świąt dla Ciebie oraz Twoich Bliskich. :)
Wzajemne życzenia i dzięki za pomoc w organizacji udanego konkursu!
Pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa dla zwycięzców i równie wielkie dla szanownego grona organizatorskiego – piękny to był konkurs!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Aktywność pisaczy i czytaczy budzi podziw!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
W pierwszym podejściu słuchałem tekstu jako audio i kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje, więc w połowie drogi musiałem odpuścić i zacząć od nowa, tym razem czytając.
Jest gdzieś wersja audio dostępna?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ziemia była głodna ludzi, bo to był czas kiedy niesamowite ilości ludzi zginęło w wojnach lub z głodu.
Ach. Ma to sens, ok.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ładne i faktycznie czuć ten zuluski klimacik. Jak zwykle u Ciebie, były tu opisy, które naprawdę przypadły mi do gustu, np.
Isibaya zamilkła, jakby bydło wyczuło oddech drapieżcy. Wiatr przestał poruszać trawami, a cykady ucięły swoją pieśń w połowie frazy. Świat wstrzymał oddech, bojąc się wypuścić powietrze. Potem przyszło zimno – ciche i lepkie, jak trupia dłoń.
Nieironicznie och, ach.
Zakończenie nieco mniej mnie przekonało. Pokonaliśmy stwora, bo zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy tarczą a nie włócznią i przodkowie spojrzeli na nas łaskawie – to byłoby naprawdę spoko, gdybyśmy wcześniej zobaczyli narratora jako włócznię (tj. w trakcie bitwy jako surowego dowódcę, albo po niej, jak bezwzględnie rozlicza się z pokonanymi – zakładam, ze o coś takiego chodziło z włócznią?). Niestety, on nas tylko zapewnia o tym w prologu, więc nie wybrzmiewa to tak mocno, jak powinno.
Pozdrawiam!
krótka włócznia o szerokim ostrzu, służąca do walki wręcz
Każda włócznia służy do walki wręcz – gdyby nie służyła, to byłaby oszczepem. Wiem, wiem, musiałem :P
Lud Zwide skruszał pod ciężarem tarcz z krowiej skóry
Mmmmm może pod naporem? Mogę nie mieć racji, ale tarcza ze skóry nie jest chyba tak ciężka, żeby to wyrażenie ładnie grało. One zdaje się nawet nie mają drewna pod tą skórą, tylko są garbowane na sztywno?
czas, gdy ziemia była głodna ludzi, a człowiek łaknął ziemi bardziej niż deszczu.
Nawet po wyguglaniu czym było Mfecane, nie jestem pewien, o co mogło chodzić w tym wyrażeniu. Że ludzie walczyli o ziemię i tak się wytłukli, że tej ziemi nie miał kto uprawiać?
przysiągł, że śmierć go nie zatrzyma, by mnie zgładzić.
Gramatyka tu zawiodła. “Śmierć nie powstrzyma go przed zgładzeniem mnie”. Albo coś podobnego.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, dziecko rzuciło się naprzód z siłą dorosłego lwa. Palce, twarde jak szpony, zacisnęły się na mojej krtani, a z gardła wydobył się ryk, przeszywający całą wioskę. W świetle ogniska zobaczyłem, jak pod jego skórą wiją się czarne żyły, układając w znaki, które widziałem tylko raz – na tarczy zabitego przeze mnie wodza.
Letka siękoza.
Dłoń sama odszukała rękojeść.
Hmmm czy można powiedzieć, że drzewce włóczni (bo zakładam, że taką broń chwycił zuluski wódz) to rękojeść? Ręki bym se uciąć nie dał, ale dla mnie rękojeść ma miecz albo pistolet.
Ciało zwiotczało natychmiast, wypuszczając moją szyję
Zwiotczało i wypuściło. Ewentualnie wiotczejąc, wypuściło (…?).
sekundę
Czy zuluski wódz, który przed chwilą opowiadał nam o Mfecane i Amdalozi użyłby takiej białasko-kolonialnej jednostki czasu?
szeptem rozpoznało moje imię
Jak można coś rozpoznać szeptem?
Przez moment słyszałem głosy – tupot tysięcy stóp, uderzenia włóczni o tarcze i pieśń trwającą wieki przed moim narodzeniem.
Hm hm hm. Przydałoby się jakieś określenie przy tych głosach. Głosy przeszłości? Albo “przodkowie mówili do mnie tupotem tysiecy stóp”?
Taki bezprzymiotnikowy “głos” dziwnie wygląda na określenie tupotu, w każdym razie.
Jej próg wymuszał pokłon na każdym. Wrogu – by odsłonił szyję. Tych, którzy przed nikim nie ugięli karku – by wreszcie schylili czoło z szacunkiem.
Hmmm nie jestem przekonany, że gramatyka pozwala pominąć “na” przed “wrogu” i “tych”. Ale może ktoś mnie poprawi.
obrastała je skóra zwisająca płatami, niczym truchło bydła porzucone na słońcu
Skóra zwisająca to raczej “niczym z truchła”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Kolejny ładny i ciekawy drabel. Aż ciężko uwierzyć, że mogła nie rozumieć, czemu na nią gwizdają.
Zwykle są mega drętwe.
Ćwiczyć zawsze trzeba, ale co najmniej w kilku ostatnich tekstach dialogi były dobre ![]()
Pozdrwiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
Hm i co mógłbym napisać o tym debiucie. Właściwie nie wiem, co. Na pewno widziałem tu dużo gorsze debiuty – był tu jakiś pomysł i język też nie jest zły. Z drugiej strony, stosunek fabuły do marudzenia głównego bohatera jest tu bardzo niski, przynajmniej jak na mój gust, więc nie mogę powiedzieć, żeby opowiadanie mnie specjalnie urzekło.
Ciekawi mnie w sumie, co inni powiedzą – nie wykluczam, że ten styl do kogoś bardziej przemówi.
Pozdrawiam!
Dlaczego nie sprawdziłem statku przed odlotem? Ok, muszę ustalić swoją pozycję i obrać nowy kurs – niespiesznie zbliżył się do urządzeń pomiarowych, gdy jego oczom ukazał się dziwny blask, coś jakby neon.
Po pierwsze zapis dialogów (kropka przed myślnikiem i “niespiesznie” dużą”.
Po drugie albo “niespiesznie zbliżał”, albo odwrotnie (Gdy jego oczom ukazał się blask, zbliżył się do urządzeń). Teraz następstwo jest niejasne.
Kilkuetapowa autoryzacja naszej prośby? Co to w ogóle znaczy? To jak wypisywanie się z siłowni! – Czy jest pan absolutnie pewien, że nie zależy panu na zdrowiu i dobrej figurze?
– Jestem doradcą zakupowym i mam zadbać o to, aby pan coś kupił – to, na co oczywiście ma pan ochotę
Unikałbym myślników w środku kwestii dialogowej, tam, gdzie z powodzeniem można użyć kropki, przecinka, czy dwukropka. One nie są chyba nielegalne, ale na pewno mylą czytelnika.
Ściągnął nas tak jak zrobili to ostatnio.
Ściągną.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A czy scena, w której bohaterka leży bezbronna, a Charon rozprawia się z zagrożeniem byłaby bardziej spójna dla fabuły i logiki?
Scena w kulminacji niekoniecznie ma retrospektywny wpływ na to, co było wcześniej. Raczej powinno być wcześniej jasne, że ona sobie bez niego nie poradzi – jeśli mamy sprawczą damę, która osobiście pokona złola, to powinna jej grozić śmierć zaraz potem. Wtedy czytelnik zaciekle kibicowałby płynącej odsieczy.
Tak to widzę przynajmniej. Mogę, oczywiście, nie mieć racji.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
I dlaczego gil trzyma kałamarz na palecie? W dodatku brudnej? To musi coś znaczyć

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
I mordka gila raz jest rozdziawiona a raz zamyślona.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Sauron jest rzeczywiście za kulisami, i to daleko. Ale on nie jest z tych (na razie) którzy jak Zeus walą bezpośrednio gromem. Jeszcze nie.
Chodziło mi w tej metaforze wyłącznie o bardziej figuratywnego Saurona – stawkę/zagrożenie, a niekoniecznie głównego złola.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No i cóż.
Wyjątkowo będę krytyczny.
Bo mógłbym – zupełnie szczerze! – pochwalić ładną jak zwykle prozę, barwne opisy, ciekawe światotwórstwo, "lubialnych" bohaterów, fantastycznie napisaną scenę walki i inne rzeczy, które mogą się tu podobać. Są tu rzeczy, które mogą się podobać a wręcz zauroczyć i chyba nie muszę chyba podkreślać, że mam o Twoim pisaniu zdanie zdecydowanie lepsze, niż o własnym.
Ale czuję się zmuszony mocno przyczepić do fabuły. Bo cóż – tak długi tekst (letko licząc mamy tu z 45 stron) nienaganną prozą, ciekawym światotwórstwem i sympatycznymi, wiarygodnymi bohaterami moim zdaniem stać nie może. Znaczy, pewnie jakieś “cozy fiction” by mogło, ale nie przygodówka.
Brakuje mi tu kompletnie stawki. Niby powstrzymujemy epidemię, ale jakby co? Mam się przejąć epidemią, skoro jej ofiary normalnie sobie łódki budują i ścigają się ze Spartanami, i tylko szkoda, że browarka nie stało? W sumie to problem stary jak świat, typowy dla historii, w której wiemy za dużo o naturze bogów i pozagrobia – zagrożenia nie wydają się dostatecznie groźne. Oczywiście zaświaty to nie Szenron, który nam wszystkich przywróci do życia, ale podobną rolę spełniają.
W drugim wątku podobnie. Płyniemy na poszukiwanie Nili… ale Nila nie wydaje się szczególnie potrzebować naszej pomocy. Też w sumie problem typowy, tym razem dla fikcji z ostatnich dekad: wątek Charona to klasyczna "dama w opałach", ale owa dama – zamiast siedzieć bezradnie w wieży, najlepiej z nożem głównego złola na gardełku, i czekać ratunku, jak to drzewiej bywało – wydaje się tak silną i sprawczą postacią, że w wątku bohatera napięcia próżno szukać.
Tak że podsumowując, mamy tu Władcę Pierścieni, tylko w historii brakuje Saurona, który od początku wisi nad światem jak miecz Damoklesa, a dodatkowo oprócz perspektywy Frodo mamy perspektywę Gwaihira – a Gwaihir, na sam koniec, nawet nie okazał się specjalnie potrzebny.
Przyczepić też można by się do logiki postępowania Hadesa – czemu wysłał z misją akurat Iksjona, który miał wszelkie powody, żeby go nienawidzić? – ale to już jakby mniej ważne.
Pozdrawiam!
I klikam, oczywiście, bo mimo tego, że czułem potrzebę czepienia się fabuły, klik tu się oczywiście należy jak trzygłowemu psu zupa.
Zwykle jej krok był pewny
Czy pasuje tu “zwykle”, skoro ona wyjeżdża raz do roku? Można pewnie powiedzieć, że jako nieśmiertelny widzi to inaczej hmmm
w rysach bogini dojrzał tylko odrazę i lęk
W rysach jako w wyrazie twarzy? Daleko idąca metonimia.
Z+drowych nie musiała zaś długo przekonywać.
Literówczka… bym napisał, ale nie jest litera przecież. Znakóweczka?
choć określenie było to bardzo
To określenie było, albo określenie to było.
– Sam byłem ciekawy, dlaczego właśnie ty – mężczyzna odwraca do mnie twarz, białka oczu błyskają odbiciem pożogi.
Jeśli ta mała jest celowo, to “odwraca do mnie twarz mężczyzna”. No ale to by było mocno kontrowersyjne.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hmmm ładna, jak zwykle, proza i ciekawy pomysł. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć o takim maluszku.
Jako zwiastun na pewno spełnia rolę, bo chciałbym teraz wiedzieć, kim była ta osoba, której Hades nie mógł ukarać i będę musiał przeczytać kolejną część. W sumie i tak zamierzałem to zrobić :P Ale mimo wszystko.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Fajne, pod wieloma względami. Czuć klimacik.
Jest tu niezły pomysł i sporo urzekających opisów (”szyderstwo natury, która radowała się z faktu, iż kolejna dusza pozwoliła się spętać w zielone wici Witherthorn Dell”), choć czasem metonimie zdają mi się iść za daleko (”atrament biegł” – być może, gdyby opisywać akt pisania, ale o słowach, które już są na kartce…?)
Zabrakło mi tu takiego miecza Damoklesa/tykającego zegara. Tzn, on trochę był, ale bardzo niejasny – nie było jasne, czy roślinki chcą jakąś wymierną krzywdę zrobić narratorce, czy tylko zatrzymać ją na miejscu (ojciec autora notatek “nigdy nie wyjechał”, to nie jest aż ostatecznie aż tak straszny los, żebym miał obgryzać paznokcie przejęty przyszłością narratorki).
Pozdrawiam i klik
Dojrzała omszałe znaki wyryte w cembrowinie
Wolałbym znaki w omszałej cembrowinie – raczej nie jest przecież tak, że mech selektywnie porasta znaki.
mi, i wieczorem
Bez przecinka IMO
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Proza jak zwykle przednia. Bardzo ładny, nostalgiczny tekst – pamiętam takie festyny współorganizowane przez OSP :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ciekawa historyjka, bruce.
Artykuł o tym panu na wikipedii jest niemożebnie wielki jak na śmierć jednej osoby, widać, że wielu ludzi próbowało zgłębić temat.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo sympatyczny tekścik, jak zwykle :)
Niestety dzisiaj tytuł już nieaktualny, a szkoda :(
Nie przejmując się, figurę miałam przecież niezłą i mowa mi wróciła, powiedziałam
Tu troszkę gramatyka zawiodła.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę i za miłą opinię, L.Keller :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę i za tak miłą opinię, Zygfrydzie ![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dziękuję za wyróżnienie :)
Gratuluję współopierzonym i współnominowanym ![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Świat, który ukazałeś – i to zaledwie w 11 k znk – żyje, oddycha, da się go dotknąć. To nie jakieś wydmuszki czy kartonowe dekoracje – rzeczywiście można sobie dośpiewać całą resztę. Wszak z książek i filmów wiele “wiemy” o takiej właśnie amerykańskiej prowincji – nie trzeba więc tego opisywać drobiazgowo, wystarczy rzucony gdzieniegdzie szczegół, by sobie “dorysować” w myśli całą resztę.
Dzięki :)
Podoba mi się też sposób narracji. To nie pierwszy Twój tekst, który czytam i przyznać muszę, że opowiadać umiesz. Forma przekazu – czyli list (przyszłego) mordercy – też bardzo tu pasuje. By proza epistolarna była strawna, wymaga to nie lada dbałości o szczegóły i wysiłku, a Tobie zdaje się to wychodzić bez trudu.
Nie że “bez trudu”, ale na pewno takie pisanie idzie mi lżej niż bardziej klasyczne formy narracji.
Więc jeśli mam uwagi, to w skrócie – że trochę to za krótko i za szybko, że nie pozwoliłeś do końca rozsmakować się w tekście – dobrze napisanym i dobrze zakończonym. Od dłuższego już czasu nie jestem miłośnikiem dobrych, mocnych, krótkich puent (może to starość?) wolę, gdy to nieco dłużej wybrzmiewa – więc sama końcówka pozostawia mnie z lekkim niedosytem – ale jedynie lekkim. Z dwa zdania więcej wystarczyłyby by uciszyć moje marudzenie :)
Starałem się świadomie nie przedłużać, bo jak zauważyłeś, zakończenie zmienia spojrzenie na całość. Tekst jest oparty więc na oszustwie/niedomówieniu ze strony narratora – wydaje mi się, że czytelnik chętniej to “łyknie” w krótszym tekście. Ale może faktycznie można było pociągnąć jeszcze trochę.
Tak jak pisałem wcześniej – kliknąłbym, ale już tego nie potrzebujesz.
Będę obserwował Twoje przyszłe teksty, bo te, które dotąd czytałem są na dobrym poziomie i warto do nich wracać.
Dzięki i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Udało się mnie zainteresować na początku – był mocny, emocjonalny akcent z życia bohaterki, w dodatku nie do końca jasny, żeby czytelnikowi chciało się czytać dalej, i lekko zarysowany został świat przedstawiony, czyli wszystko tak, jak trzeba. Książkowo, można powiedzieć, najpierw akcja, potem ekspozycja. Spodziewałem się wiele po tym początku.
Niestety, zanim tekst dochodzi z powrotem do bransolet lśniących na przedramionach Mojmiry w blasku kupalnego ogniska, mija prawie całe opowiadanie (22k znaków). To w moim odczuciu o wiele za dużo jak na treść, która została przedstawiona – eksponujesz bardzo dużo szczegółów świata przedstawionego, które rozwadniają tekst, a nie mają jakiegoś wielkiego znaczenia dla fabuły. Jest w tej środkowej części jakiś taki urzekający klimacik, są naprawdę fajnie zbudowane bohaterki, ale zdecydowanie moim zdaniem jest przydługa.
No i zakończenie, niestety, najsłabsza część. Jest nie tyle otwarte, co kompletnie urwane. Sytuacja jest raczej niejasna (Mojmira ma dziecko, być może z bogiem, ale tak naprawdę – kto wie, może z myśliwym, a jeśli nawet z bogiem, to z którym?), nie mamy też żadnych sugestii, jak owa sytuacja czy jej możliwe warianty miałaby wpływać na dalsze życie narratorki czy samej Mojmiry.
Tak że są tu spore zalety. Ale są też spore wady.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Przede wszystkim 30k znaków to nie jest to według naszych standardów szort, byłoby dobrze, gdybyś zmieniła oznaczenie na OPOWIADANIE.
Po drugie warto oznaczyć wulgaryzmy, niektórzy użytkownicy bardzo ich nie lubią 
A co do samego tekstu:
Po pierwsze, wolno się rozkręca. Najpierw Ekspozytorzy Obserwatorzy robią nam wykład o bytach wampirycznych, potem dowiadujemy się o o szczegółach kontaktów Laury z jej AI – nie jest to jednak szczególnie pasjonujące przedstawienie, bo dostajemy je w formie relacji i niemal od początku wiemy, jak się skończy.
Śledztwo prowadzone przez narratora też jakoś nie zachwyca – dostajemy “prasówkę” z różnych medialnych doniesień o AI z ostatnich lat, a potem bohater domyśla się, że za wszystkim stoją starożytne demony na podstawie nazwy pliku…? Nie ma tu historii z napięciem, są raczej kolejno przedstawiane przez narratora szczegóły z przeszłości.
Także podsumowując, był tu całkiem niezły pomysł na pomieszanie różnych lęków – starożytnych wampirycznych i tych całkiem współczesnych pandemiczno-technologiczno-izolacyjnych – w spójną całość, ale pod względem konstrukcji fabuły raczej nie udało się tego dowieźć.
Pozdrawiam
za życia zębami się już rodzili
Z zębami raczej.
Odłamem równie niepokojącym jest zjawisko ludzi dobrowolnie oddających swoje życie. Samobójców, których ilość wzrosła w tym czasie. Wieści szły też z dalekiego Wschodu o trupach w chińskich szatach
Czasy skaczą, to po pierwsze, po drugie “Daleki Wschód” raczej wielkimi.
Intuicja kronikarska[,] jaką nas Stwórca obdarzył,
“Którą” i przecinek.
Terapeutka zasugerował
Literówka.
Zaleciła opisać[,] co robiłem
zanim zostać miały udostępnione
Zanim miały zostać udostępnione – “udostępnione” określa “zostać”, więc powinno być obok niego.
Polibude
ę
Wtedy zacząłem zbierać materiały. Wpadłem w czarną dziurę… Doszedłem do ściany.
Bardzo mylący opis, bo “wpaść w czarną dziurę” i “dojść do ściany” gdy mówimy o zbieraniu materiałów właściwie oznacza zupełnie przeciwne rzeczy.
depresje
ę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No jest tu trochę ładnego języka i swego rodzaju wizji – tekst jest spójny i o czymś – co rokuje nadzieje na przyszłość :)
Szkoda, że takie i krótkie i bez fantastyki.
Pozdrawiam
Podkradał ojcu balon z winem, upijał się nim i zasypiał z głową na klawiaturze. Przyłapany następnego dnia nie ponosił konsekwencji.
“Balony” raczej, bo przecież nie podkradał ciągle tego samego?
zobaczył w tej, jakże intymnej chwili.
Bez przecinka
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek moim zdaniem do poprzycinania mocno. Opowiadanie ma 25k znaków, pierwsze 8k zajmuje szczegółowe nakreślenie tła historycznego, a z głównego ciągu fabuły dowiadujemy się zatenczas tyle, że narrator widział na polu bitwy magów, uciekł i się tuła. IMO jeśli już chcesz takie szczegóły historyczne podawać, to trzeba to robić później, jak już czytelnik jest wciągnięty w fabułę.
Ogółem pomysł na rycerza-dezertera spod Warny, któremu się lovecraftowskie monstra objawiają, zrodzone być może z magii, a być może z wypartych wyrzutów sumienia, jest spoko ![]()
Momentami nie przekonywało mnie zachowanie bohatera. Narrator mówi nam, że nie chciałby natknąć się na kupca, później nawet, że chętnie by go zadźgał – ale kładzie się spać w miejscu, gdzie tamten mógł szukać schronienia? Gdy saraceński mag-satanista mówi nam, że przez krąg może przestąpić tylko rycerz o czystym sercu, tak po prostu dajemy temu wiarę?
Pozdrawiam!
Gdy bracia miła w wierze ginął w imię Chrystusa!
mili bracia w wierze giną?
krzecijany
Chrześcijanie czasem są pisani tak, a czasem normalnie.
nie śmiałą zniknąć
śmiała?
jeno z rzezi katoli walecznych
“Papistów” może. Katol to (chyba) współczesne słowo?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Bardzo dobre opowiadanie – w nieco ponad 11k znaków zawarłeś więcej, niż wielu autorów z biedą mieści w 40, a to oznacza, że umiejętność kompozycji tekstu masz na naprawdę wysokim poziomie.
Bardzo mi miło :)
I kiedy normalnie taki zabieg odbieram jako oszustwo, próbę nabicia mnie w butelkę niedopowiedzeniami, tak tutaj…
Takk, wiem że zawadzałem tutaj niebezpiecznie o “Dziwny, wspaniały świat”.
Napisz coś w podobnym stylu, ale z rozwiniętą fabułą, a potem mi o tym powiedz – wpadnę na pewno.
OK jak mi się taka sztuka uda, to dam znać :)
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć Reg :)
Bardzo szczególne skojarzenia wywołał u Ciebie „Akt”,
Pierwsze moje skojarzenie było o wiele bardziej sympatyczne… niestety nie zmieściło mi się pod drakońskim limitem 40k znaków :(
A najbardziej podoba mi się, że nic tutaj nie zostało powiedziane/ pokazane wprost i właśnie doznanie niewyjaśnionej niesamowitości zrobiło na mnie wielkie wrażenie, i towarzyszyło mi do końca.
Miło mi :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Zgadzam się z marzanem, doboru słów można się z tego tekstu uczyć. Wieś tętniła szeptem
Jest za to sporo dialogów nie zaczętych od nowego akapitu.
Podejrzewam, że wątki są niepodomykane, bo w tekście najważniejsze miało być jakieś przenośno-polityczne znaczenie (tęcza, która zamienia babę w chłopa?), ale ja niestety jestem słaby w metafory, więc nie wiem, co dokładnie chciałeś powiedzieć.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Ogólnie opko podobało mi się, fajnie wystylizowane, nie za długie i z dobitną końcówką.
Cieszy mnie taka opinia, starałem się nie przedłużać, bo unikanie mówienia o czymś wprost w końcu traci wiarygodność.
Potrzebne tu słowo “zupełnie”? Albo “podobne” albo “identyczne”. Ale rozumiem, że to element stylizacji.
Wydaje mi się, że można go tu użyć:
Dlaczego polskie “liceum” a nie “high school”, ale chwilę później “bass” zamiast “okoń”?
Bass to nie okoń i jeśli jest jakaś tradycja “uswojszcznia” bassa jako okonia, to ja jej nie znam… Jak robiłem “risercz” to widziałem, że popularną nazwą tej ryby w polszczyźnie jest albo “bas” albo “bass”. Ręki sobie, oczywiście, uciąć nie dam…
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czytało się to całkiem fajnie, jest sporo akcji i szybko przechodzisz do rzeczy.
Nie mogłem się jednak momentami pozbyć wrażenia lekkich niejasności, zawadzających nawet o naciągnięcia. Np. po co Garios prowadził ich do wioski, skoro wiedział, że tam siedzą ludożercy? Po co ludożercy tak naprawdę trzymali Gariosa? Czy niezbyt to wygodne fabularnie, że zginęła w walce akurat ludożercza starszyzna?
Pozdrawiam i klik
– Piękne marzenie, Izmirze. Niestety, niewiele pięknych kobiet gustuje w niskich, krępych i łysiejących
kontynuować naszą misję.
Naszej misji, raczej, bo wcześniej jest przeczenie.
Sześciu oprychów obserwujących bacznie walkę, warknęło chórem.
Bez przecinka.
Halfdan był jednak dobrym szermierzem
Dopiero było mówione, że bardzo dobrze włada rapierem, nie ma sensu powtarzać IMO.
Czarny Egzekutor schował miecz
Ale tak chowa miecz, jak tylu przeciwników jeszcze stoi? Bo co, bo oni się tak boją, że ten drugi ich wszystkich zasztyletuje natychmiast?
Może “opuścił” zamiast “schował” od razu?
Widziałem na własne oczy, umiejętności walki tego Farena.
Bez przecinka.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Storm :)
Fajna, klimatyczna opowieść. Podobało mi się subtelne przedstawienie grozy, a nie rzucanie flakami oraz straszakami w czytelnika, ten zabieg stworzył fajną, gęstą atmosferę niepokoju.
Miło mi :)
Faktycznie nieco przywodzą na myśl purytański vibe rejonów Massachusetts mimo że akcja dzieje się w Pennswylwanii.
No wydawało mi się, że Pensylwania to będzie podobny vibe, ale jak po komentarzach poczytałem, to chyba niekoniecznie.
Dzięki i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jest tu parę ciekawych pomysłów, niestety dobre wrażenie bardzo psuje ten przydługi obchód po szpitalu.
Diomo wydaje się być ciekawą istotą – zasadniczo w porządku, ale ma swój pogląd na świat i żaden szef nie będzie mu podskakiwał. Mogłabym się z kimś takim utożsamić.
Tu się bardzo zgadzam z Finklą. Udany bohater.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam :]
Pierwsza część bardzo ładna, chociaż nie ma fantastyki. Smutna, ale ładna – obrazowa scenka, napisana naturalnym, barwnym językiem, są “lubialni”, wiarygodni bohaterowie, są bardzo osobiste przeżycia, jest nawet konflikt, scenka nawet coś próbuje czytelnikowi powiedzieć. Takie rzeczy chce się czytać. Osobiście próbowałbym jeszcze podbić stawkę – nie miałem poczucia, że od decyzji narratorki specjalnie wiele zależy, więc nie czekałem na nią z wstrzymanym oddechem, no ale to już szczegół, zasadniczo brawo :)
Druga część natomiast mocno taka sobie. Jest to właściwie wyzuty z fabuły, lekko zakamuflowany jako dialog wykład na temat jakiejś tam koncepcji religijnej-filozoficznej.
Pozdrawiam i klik – za tę pierwszą część
wszystko-uśmierzająca
Hmmmm moim zdaniem bez “-“. Jak wszystkowiedząca, wszystkowidząca…
– C h o r y c h[.] – Włodek przerywa mi zdecydowanie.
Kropka. A nie wiem, czy nie wolałbym tu “ – zdecydowanie przerywa mi Włodek” lub podobnie, przerwał jej bowiem właśnie wypowiadając swoją kwestię.
Żal mi mojego latania,
pobliżu moich zmaltretowanych żył
przyjąć ten o s t a t n i m ó j
Parę mojów bym wywalił.
– Zaraz wszystko ogarniesz.
Zrozumiesz.
uczuć ciebie spotkało
Cię.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za wizytę, Ambush!
Szkoda, że znowu zamotałem z motywacjami :< Ale fajnie, że czytało się z przyjemnością ![]()
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Przekombinowana? Masz na myśli te wszystkie rzeczy, które poruszasz w dalszej części komentarza? Nie do końca rozumiem. Proszę rozwiń jeśli możesz.
Czyli ja to widziałem tak, że starzec umiera na plaży albo umiera na łodzi albo nie umiera wcale. W zależności od interpretacji.

No otóż właśnie, same wydarzenia można interpretować na różne sposoby i czytelnik ma z tego wyłuskać trzy różne metafory. Jest grubo. A nie tknęliśmy nawet duchów i spaceru po mieście…
Czy jest to przekombinowane? Możliwe, ale znasz moją słabość do takich zawijasów.
Słabość znam, tylko właśnie: mam wrażenie – być może mylne – że to nie miał być tekst wyłącznie nastrojowo-poetycki (w tych kategoriach jest to świetny tekst! chcę podkreślić), ale że tym tekstem chciałeś znowu coś powiedzieć i przez takie kombinacje (wybacz, że nie mam lepszego słowa!), w moim odczuciu, niekoniecznie ten przekaz wybrzmiewa.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Same figle teoretycznie można by pokazać, ale to już by była za duża zmiana w stosunku do pierwotnego tekstu, IMO. A zresztą i tak nie chcę, żeby narrator otwartym tekstem wyrąbał, co i jak wyczyniał z dziewczyną.
A nieee, ja nie sugerowałem, żeby to faktycznie robić, zdziwiłem się tylko że może coś nie doczytałem w regulaminie i czy zaraz mnie Michael nie zdyskwalifikuje. Ale faktycznie, reguła, żeby za bardzo nie zmieniać, była.
Tak akademicko pytam, bo konkurs się skończył, więc na razie nic nie będę zmieniać.
Akademicko odpowiem, że mógłby np. być chory cały czas, a po rozmowie z elementem fantastycznym mogło mu się nagle nasilić.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Tym razem fantastyka jest dość subtelna
Najlepiej.
Bardzo mi się tu proza podobała. Fajnie wystylizowana, tak że czuć tego bohatera, ten klimat, a nie za mocno, żeby się czytelnik nie męczył. Płynie się przez ten tekst.
Ujawnienie się szejtana zaskakuje, ale ma pełen sens, czyli tak, jak powinno być.
Bardzo ładna klamra, gdy ochrana przenosi się do cerkwi. Taka wymowna a naturalna.
Ogółem mi się bardzo.
Chorobę Paszeńki bym sugerował jakoś inaczej rozegrać, bo teraz tak spada z nieba i wygląda na bardzo “wygodną” dla Autorki. No akurat wtedy zachorzał i akurat oszczędności się skończyły. Później można inaczej na tę scenę spojrzeć, ale nie jest wcale oczywiste, że element fantastyczny maczał w tym palce. Po za tym pierwsze wrażenie robi się raz.
Pokazanie, co dokładnie Dima robi z Maszą. Raczej nie, bez względu na regulamin konkursu.
Eeee w regulaminie chyba nic nie było? Nawet wprost było, że może być erotyka.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
TheGuru, betweenthelines, dzięki za miłe opinie ![]()
Od samego początku czuć napięcie a ciekawość, co tak naprawdę się wydarzyło narasta z każdym kolejnym zdaniem.
Liczyłem na to, bo jeśli czytelnik się nie domyśli, że musi chodzić o coś innego, to zostaje z tego tekstu “Dziwny, nieznany świat”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Umiesz wciągnąć czytelnika w poszukiwanie odpowiedzi na temat przedstawionego świata. Ciężko oderwać się od kolejnych akapitów, bo człowiek zwyczajnie musi wiedzieć, co to ta n-osoba i co robi ten instytut.
Troszkę bym ten tekst poprzycinał, o głównym konflikcie między Bonny a Marysią dowiadujemy się po 16k znaków, a niektóre sceny, jak tę z łażeniem po szkle, całkiem odczułem jako “przerywniki”.
Po przeczytaniu mam nieodparte wrażenie, że zawarta tu metafora nie do końca do mnie dotarła, niestety na psychologii znam się słabo :<
Językowo jest oczywiście bardzo dobrze, jakieś drobne rzeczy czasem się pojawiały.
Pozdrawiam
– Macie coś dla mnie? Coście przynieśli?
Nie miała oczu ani nosa.
głowy czerwonych czujnikach stanowiących oczy.
Może “pełniących funkcję” albo coś takiego.
Za zakrętem znaleźli latający dysk. Damian włączył zsynchronizowaną z siatkówką aplikację i opłacił przelot.
Po przemyśleniu ta scena ma sens – dzisiaj przecież też hulajnogi leżą byle gdzie – ale w pierwszej chwili źle ją odebrałem… Jeśli bohaterowie uciekają przed głównym złolem tak wygodnie umiejscowionym latającym talerzem, to może warto gdzieś wcześniej wspomnieć, że takie rzeczy są pospolite w świecie przedstawionym…?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Misiu, nie ma sprawy i dzięki ![]()
Finklo, istotnie, ciekawa koincydencja.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A wszystko to działo się niedaleko Salem? ;-)
Salem to Maseczjusets, więc no tak ani blisko, ani całkiem daleko ;->
Ładne wstawienie fantastyki w ostatniej chwili. Bo zgrabnie nas wkręciłeś i nie spodziewaliśmy, że to w takiej sytuacji bohater widział nauczycielkę.
O to chodziło. Ale też liczyłem, że czytelnik będzie choć trochę podejrzewał, że to nie może być takie proste :)
Ciekawe – to już drugi czytany dzisiaj tekst do tego obrazu.
No po dwa teksty mają być, więc już masz spokój :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Bardzo dobre opowiadanie – nieprzegadane, nieprzepoetyzowane, napisane ładnym, czystym językiem. Czyta się je z przyjemnością i chce się dojść do samego końca.
Bardzo mi miło!
Może zastąpić ojca wielebnym? Aż do kolejnego wystąpienia w opowiadaniu byłem przekonany, że chodzi o rodzonego ojca bohatera.
W sumie ma to sens, protestanci to chyba nawet nie lubią zwrotu “ojcze”.
Koledzy (podobnie jak czytelnik) raczej podejrzewają „ekscytującą” scenę erotyczną, a nie satanistyczne rytuały. Chyba że celowo chcesz tym zdaniem zasiać wątpliwość u czytelnika, że może to nie chodziło o seks w tym lesie?
No narrator cały czas wie, że chodziło o wiedźmo-satanizm.
Czytając, chciałem mieć wrażenie, że to XIX wiek. Z tego powodu słowa takie jak gazrurka, rolety czy Glock wyrywały mnie z tych pionierskich klimatów. Ale to kwestia mojej wyobraźni.
Hm, no może powinienem jakoś wcześniej i mocniej nakierować na odpowiedni czas czytelnika.
To opowiadanie jest świetnym materiałem na studencką etiudę filmową – bardzo obrazowo piszesz Zakapiorze. Sceny same układają się w kadry.
Dzięki i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Beeeecki!
Dzięki za ciepłe słowa i za pomoc w becie!
E, e, e! A Władimirówna chociażby nie było trzecioosobowa? A to kawał dobrego tekstu jest!
A to się ślepej kawce trafiło ziarno.
Dzięki i pozdrawiam!
Cześć Hesket
Bardzo dobrze, sprawnie napisane opowiadanie, językowo bez zarzutu.
Dziękuję :)
Rozumiem, że na potrzeby tekstu, zastosowałeś formę listu, choć jak na kogoś, kto dopuści się wszystkich okropieństw, które zapowiada, jest kimś wyjątkowo opanowanym.
Może faktycznie. Ale też on właśnie po to pisze, między innymi, żeby się opanować i ruszyć z giwerą na potworę już na pewniaka.
Pozdrawiam i dzięki!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Wena, Entropia… dużo dziwnych pań Cię odwiedza…
Rytmu tu chyba nie ma, ale w sumie taki urok tej rymowanki – entropijny.
Czasem żałuję, niestety,
Nie będzie ze mnie poety.
Jak kura jest ptakiem,
Tak pozostanę rymakiem.
Świetne xd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam.
Bardzo ładna proza tu jest. Ale taka naprawdę git, że człowiek ma ochotę siąść i właśnie tak pisać, jak to jest napisane… tylko niekoniecznie potrafi. Szapoba.
Dlatego te uwagi pod kreseczką są dość czepliwe: jak całość jest tak odpicowana, to taki duch, który “trwa”, choć najwyraźniej jest efemerydą, kłuje w oczy – potraktuj proszę to, że się czepiłem czegoś takiego, jako komplement, a nie jako złośliwość!
Oprócz tego jest tu metafora. Metafora, moim zdaniem, bardzo piękna. Fajnie, że tekst chce coś powiedzieć. Ale mocno przekombinowana i niestety niepodparta równie mocną fabułą, która zachęcałaby do dumania nad tą metaforą.
Starzec walczy, żeby ostatni raz popłynąć, choć to trudne i wie, że umrze, bo pływanie po morzu to to, co kochał za życia – tyle zrozumiałem przy czytaniu. No ale do takiej metafory potrzebujemy starca, morza i ciężkiej łódki, ostatecznie kamienistej plaży, choć i ona zda mi się nadmiarowa – a te wszystkie rzeczy naokoło? W najlepszym wypadku są to kolejne elementy metafory, każdy trudniejszy do odczytania niż poprzedni. W najgorszym – szum, który utrudnia odczytanie choćby tej głównej osi.
Pod kreseczką jak zwykle rzeczy, które mi przyszły do głowy przy czytaniu.
Pozdrawiam!
Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.
Co może oznaczać niestarzejąca się rutyna? Zwłaszcza, jeśli autor zdanie wcześniej zauważa, że te rutynowe czynności idą starcu wolno (w domyśle, a przynajmniej w naszej bezlitosnej rzeczywistości: coraz wolniej).
Pomyślał, że może latarnie wcale nie wskazują lądu. Może jedynie przypominają, by nie stawać w miejscu.
Latarnie wskazują ląd – od tego one są, od tego są one – cała ich symbolika w kulturze na tym właśnie się opiera, gdyby miały robić coś innego, to trzeba to mocniej osadzić w tekście.
W półmroku trwała łódź.
Trwała kilka kroków dalej
w jego spojrzeniu osiadł cień dumy.
morze przestało oddawać tych, których wzięło.
Przekombinowane słownictwo w paru miejscach.
Morze nie “wzięło” kogoś, kto sam wypłynął i wrócił do domu. “Morze wzięło” można by mówić o tych właśnie, co wypłynęli, ale nie wrócili.
Zjawa, która się na chwilę pojawiła zdecydowanie nie “trwa”.
Cień “osiąść” to też moim zdaniem tak nie bardzo, szczególnie “cień” metaforyczny, a jeśli, to nie w czymś, tylko na czymś.
Łódka, gdyby “trwała na przekór czemuś” to być może, ale tak po prostu, to też nie bardzo.
Elektronika wygasła
Hmm “pogasła” raczej.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Bardzo ładny szort, pomysł jest trafny, opisy plastyczne (te kartki mokre
) metafora przemijania wybrzmiewa, ale nie jest przesadnie nachalna.
Ogólnie nie mam tu nic złego do powiedzenia, podobał mi się ten tekst, ale to jest taki pojedynczy kąsek, na TAKa troszkę za mało w moim odczuciu.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jednak moim skromnym zdaniem korzystniej by to wybrzmiało, gdyby zasugerowano czytelnikowi już na początku, że znajduje się tam, gdzie się znajduje.
Hmmm wydaje mi się, że to nie może być jasno powiedziane na początku, bo czytelnik się zasugeruje, że to są wszystko opowieści szaleńca.
Ale rozumiem, o co ci chodzi – takie zaskoczenie znienacka na końcu też może czytelnika wytrącić z równowagi.
Może gdyby on na początku powiedział coś w stylu “A więc to było tak, doktorze Stivenson…”, żeby się całość spięła, a żeby nie było jasne, że to psychiatryk?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Podkreślę zatem wyraźnie, że humor jest tu doskonały i absolutnie nie traktuję go jako wady, a nawet wręcz przeciwnie. :) Jestem od niepamiętnych czasów wielbicielką horrorów i zamieszczone w nich żarty odbieram zdecydowanie jako przysłowiową “wyższą półkę”. :)
W dużej mierze się z Tobą zgadzam (no, może nie w tym, że mój humor jest doskonały. Ale dzięki za to :) ). Sam lubię, kiedy narrator i postaci wykazują się poczuciem humoru, ironia i ogólnie elokwencją, nawet w horrorze i nawet kosztem jakiegoś realizmu.
Aczkolwiek widzę też, po pewnym namyśle, że kogoś może to wytrącać z imersji. Żarcik, choćby sprytnie wpleciony w narrację, może niepotrzebnie przypominać o istnieniu autora – a w pewnym sensie, im sprytniej wpleciony, tym bardziej może przypominać.
No tak, ale wcześniej już była ta czerń, więc jak nowa czerń mogła przysłonić starą czerń? ;p
No zabrał łapę na chwilę.
Ja też nie jestem specjalistką od horrorów, to tylko moja opinia. Może w taki sposób się robi suspens, a dont noł. Dla mnie to bardzo spowalniało akcję, ale może inni kochają właśnie taką szczegółowość.
Nie no – ja absolutnie widzę, dlaczego to mogło się nie podobać. Bard też na podobną sprawę zwracał uwagę, a może i na tę samą, tylko innymi słowy.
W cudzysłowie obłąkanego.
Mhm, czyli w sensie sam fakt, że on opowiada to komuś od początku i jest to ujawnione z zaskoczenia na koniec Ci się nie podoba?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło, George. Dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Marzanie,
Powinno być w niej, skoro to tkanka
Ale społeczności są “nich”?
Ilekroć patrzę na ten cudzysłów, mam ochotę go zakatrupić.
A czemu…? Wydaje mię się on całkiem poprawny, a skoro jest to stylizowane na list, to nie ma przyczyny go unikać.
Chyba?
Być może?
Zarżnąć i zakopać gdzieś głęboko drugie się, a jak zamienić na co, śledczy się pogubią.
Azali zażynam.
Wielka litera dyskusyjna, ponoć używa się jej, kiedy jest to synonim Szatana
O to właśnie mi chodziło.
drzewo poznania z kolei zapisuje się małą literą
Też mi intuicja mówi, że dużą, ale jak sprawdzałem, to wyszło, że można tak i tak, a o wiele częstsze widziałem małą. Więc tak zostawiłem. Mimo, że jest obok Węża z dużej.
Wiem, że to ma grać z wcześniejszym określeniem rynsztoka, więc musi być “dosłownie”, ale w jakie potworne towarzystwo wpadło…
Hmm, może coś poradzę.
Szatańsko dobra historia, w niewielkim tekście zmieściła się całkiem zgrabna akcja. Dobrze się czyta, wciąga od samego początku i nie odpuszcza, a równocześnie jest (jak na kaliber opisywanych czynów) lekkie i nie epatuje grozą, tylko przedstawia krótko i konkretnie.
Klik, i to nie był dźwięk odwiedzionego kurka.
Bardzo mi miło :)
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Melendurze,
Bardzo pomysłowa narracja, ty jesteś mega dobry w pisaniu w pierwszej osobie.
Dzięki. Kiedyś nauczę się trzecią

Nieoczywiste nawiązanie do obrazu, ale i tak fajny pomysł na opko. Klik zasłużony!
A no, trochę nieoczywiste… ale to już sobie szanowne jurki dyskutują, ja zrobiłem, co mogłem xd
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej OldGuard :)
Imię też powinno być odmienione – Joego
Zmieniam, bo najwyraźniej masz rację – aczkolwiek dla czystości sumienia zaznaczę, że w moim odczuciu ta poprawna odmiana nie ma zbyt wiele sensu i “Dżoł” powinien odmieniać się jak “Andrew” czy “Claire”.
W przyszłości chyba tego imienia po prostu nie będę używał, skoro jest tak obciążone…
Mocno napisane opowiadanie, które najlepiej działa właśnie przez to, czego nie mówi wprost. Ciekawe nawiązanie do obrazu, mało oczywiste, a jednak mnie “kupuje”. To w ogóle moje pierwsze spotkanie z Twoimi tekstami, z pewnością muszę nadrobić inne.
Bardzo mi miło :)
bruce, witam szanowną i rymującą jurorkę!
Holly, smoka też witam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No hej :D
W jaki sposób mógł zauważyć łapę, skoro na korytarzu była tylko, cytując: jednolita czerń?
Hmmm chodziło o to, że ta czerń to była łapa zasłaniająca judasza i tym razem zdążył ją na chwilę zobaczyć.
Czemu ja z małej?
Ten wielokropek tam był tylko jako takie zawieszenie głosu pomyślany. Dałbym myślnik normalnie, ale nie chciałem, bo dialog. Chyba tak można?
Przecież dosłownie przed chwilą to postanowił. Czemu postanowił o tym jeszcze raz?
Za pierwszym razem on nie postanowił, tylko ironicznie gadał, że postanowił :P
Przecież to oczywiste, że lepiej jest wylądować w areszcie niż w łapskach pajęczego demona.
Ale on nie wie nawet, czy ten demon go goni. A jeśli by go gonił, to przecież może go dopaść w areszcie. Wydaje mi się, że po przejechaniu x kilometrów całkiem logiczne, że mózg zaczyna z powrotem myśleć.
Gdybyś na samym początku dał jakąkolwiek wskazówkę, że jest to opowieść obłąkanego, opowiadanie zyskałoby ładną i logiczną klamrę.
Noo… tylko to nie jest opowieść obłąkanego :P
Moim zdaniem zacząłeś za dużo tłumaczyć, racjonalizować i szczegółowo omawiać taktykę obronną bohatera. Przedstawiłeś wszystkie za i przeciw, co Paweł powinien zrobić, a czego nie, a to brutalnie zniszczyło napięcie, które na początku było wyśmienicie zbudowane.
Możesz mieć całkowitą rację.
Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest napisane wyśmienitym językiem, przez tekst się po prostu płynie.
Bardzo mi miło :)
Moim zdaniem zacząłeś za dużo tłumaczyć, racjonalizować i szczegółowo omawiać taktykę obronną bohatera.
Przemyślałabym jednak na przyszłość skuteczniejsze odsiewanie zbędnych szczegółów, które spowalniają fabułę, zwłaszcza w tego typu opowiadaniach, gdzie napięcie i akcja są najważniejsze.
Na pewno wezmę to pod uwagę. Tutaj chciałem mieć taki efekt że on nie wie do końca, jak bardzo ma się bać – ostatecznie do przedostatniej sceny ten stwór nic mu nie robi, tylko sobie stuka. Całkiem możliwe, że to nie wyszło do końca (albo wcale), albo że pomysł jest ogólnie zły i trzeba bohatera straszyć mimo wszystko.
Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje wyśmienite teksty!
Pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
I cóż.
Opowiadanie stoi metaforą, chciałaś nam coś powiedzieć. I dobrze, autor powinien mieć coś ważnego a ciekawego do powiedzenia. Niestety, tej metafory nie udało się podeprzeć solidną, wciągającą fabułą.
Stawka jest tu zupełnie niezrozumiała – ruszamy w wyczerpującą podróż, by znaleźć miejsce, w którym nasze “światło nie zgaśnie”. Dlaczego miałoby zgasnąć tam, gdzie jesteśmy? Czy zgaśniemy, jeśli nie znajdziemy miejsca na czas? Po czym poznać odpowiednie miejsce? Podobnie zagrożenia – demony idą za nami, straszą i wysysają energię… ale można je przegonić kołysanką, więc po co pozwalaliśmy im sobie z nami pogrywać przez tyle paragrafów? No i zakończenie – narratorka znajduje partnera. I spoko, tylko to się nijak ma do fabuły – czy właśnie po to szliśmy? Długa i wyczerpująca wędrówka jest w tym świecie typową metodą znajdowania miłości? Wyglądało to na dość przypadkowe spotkanie.
Rozumiem, że chciałaś być w konwencji baśniowo-przypowieścio-metaforycznej, że to miało być takie ciepłe słowo dla samotnych rodziców i wciągająca fabuła niekoniecznie była celem, ale IMO w takim wypadku trzeba było ten tekst drastycznie skrócić (spójrz na klasyków gatunku – baśnie, bajki, parabole i przypowieści to według naszych standardów szorty i to takie raczej krótkie).
Tak że TAKa nie będę mógł przyznać, ale na pewno czekam na kolejne teksty!
Pozdrawiam :)
Ciepło, jakie od niej biło
Raczej “które”
Od teraz wszystkie kroki przez dolinę Cindery zostały rytuałem strażniczej troski,
Raczej “stały się”
Sześć łap wyrwało w powietrzu, uderzając o ziemię z hukiem.
Co wyrwało?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
I cóż, ciężko mi się tu merytorycznie wypowiadać, po pierwsze jako samcowi beta, po drugie bo mam słabość do fantastyki o aniołkach, pewnie jeszcze od czasów Siewcy Wiatru.
Mi się podobało. Niby historia znana, ale do końca zastanawiałem się, jaki będzie finał. Fajnie, że udało się ukrócić te bardziej przeciągłe sceny.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Co to za archiwum połączone jedynie z podziemnym parkingiem? :D No, ale przyjmuję na wiarę, z całą resztą, że to nie było ważne archiwum…
Hmm wydaje mi się normalne, że archiwum jest w najgorszym pomieszczeniu w całym budynku, poza składzikiem na miotły może…
Tego po prostu nie znam – czy zamknięcie licznika oznacza jakąś dużą prędkość? Nie spotkałam się z tym określeniem…
Tak. Wydawało mi się, że to popularne określenie.
Tobie właściwie się udało – to jest dobry tekst, od którego nie można się oderwać.
Miło mi :)
Mam jednak wrażenie, że już to czytałam, w innych opowiadaniach z innymi rekwizytami.
Być może. Chciałbym myśleć, że ze dwie oryginalne rzeczy tu są, ale jak pisałem wyżej, marzył mi się prosty straszak.
Piórkowo będę na nie i będę czekać na przełamujące schematy teksty, którymi na pewno nas jeszcze uraczysz. Biorąc pod uwagę, jak piszesz, nie będę czekać długo!
Też mam taką nadzieję :)
Pozdrawiam i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo fajnie się to czyta, jest ładna stylizacja i konsekwentnie utrzymana – “serowata masa” mi się tylko nie podobała w ustach Słowackiego, i gdy boginka sama siebie nazywa “duchem kultu plemiennego”, jakby była kolonialnym religioznawcą, a nie duchem właśnie. Ale to oczywiście drobnostki – jest momentami humorek, troszkę nawet takiej niegrzeczności. Wszystko solidnie osadzone w historii i nawet jakąś wiedzę udało się czytelnikowi przekazać.
Pojedynek na rymy z mumią jedynie wydał mi się… hm, przesadą.
Piórko bardzo zasłużone, brawo.
Pozdrawiam.
Eksperyment, tak nasycony dialogami, że gdybym miał go pisać ponownie, to chyba w formie dramatu.
Nie zgadzam się z tym wnioskiem, a powiem więcej – po przeczytaniu mam wrażenie, że we własnej prozie powinienem o wiele częściej używać “intensywnego” dialogu.
Wyskoczył z dyliżansu – owionęło go wieczorne powietrze – zachwiał się.
Dziwnie wyglądają mi te myślniki. Jestem, oczywiście, zmuszony przyjąć, że wolno ich tu użyć zamiast kropek czy przecinków – zarówno ze względu na osobę autora, jak i moje własne rozumienie relacji między przecinkiem a myślnikiem – ale mimo wszystko, wydają mi się one strasznie dziwnie… Tak się robi?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zachwyciły mnie tu opisy, są takie szczegółowe i trafne:
Specjaliści nie mogli znaleźć śladów ani jednego raptownego uderzenia – żadnych dziur i zarysowań na wierzchu, tylko w środku. Jak wyraził się znajomy technik z komendy wojewódzkiej – „to wygląda, jakby olbrzym podniósł samochód, wytrząsnął ludzi, wydłubał siedzenia i zmiażdżył go w garści”.
Są tak dobre, że ach.
Akcja za to momentami wydała mi się mało przekonująca. Nie chodzi oczywiście o naturalnie absurdalny pociąg, tylko o bohatera: dzieją się rzeczy dość niezwykłe, a aspirant jest zupełnie niewzruszony. Natomiast nieoczywisty wniosek, że pociąg zrobiony jest z ludzi, akceptuje niemal od razu – czyżby ten pan miał jakieś doświadczenia w Archiwum X albo innym paranormalnym wydziale? Wydawał się zwykłym aspirantem.
Czytało się dobrze – koniec dopadł mnie zupełnie z zaskoczenia.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Początek czytało się bardzo fajnie, niestety potem opowiadanie strasznie zwolniło, a finalnie dużo wątków zostało nierozwiązanych.
Gdy matka podaje dziecku gorzkie krople, już wiemy, że mamy do czynienia z jakąś mniej lub bardziej alegoryczną chorobą i reszta opowiadania wydała się po prostu przesadnym uszczegółowieniem tej alegorii – być może symboliczne znaczenie którejś sceny między podaniem lekarstwa a spotkaniem z uzdrowicielem mi umknęło, ale odczułem je jako zupełnie zbędne.
Pozdrawiam i klik – widzę, że dużo błędów tu było, ale zostały w większości poprawione, w obecnym stanie poza tym, że jedna połowa jest nudniejsza, czyta się to całkiem-całkiem
Kiedy podeszły bliżej[,] ruszył ręką tak
Przecinek, bo dwa orzeczenia.
Chłopiec nigdy wcześniej jej nie widział, a znał wszystkie dzieci w wiosce.
Moim zdaniem lepiej: “Chłopiec znał wszystkie dzieci w wiosce, ale jej nigdy wcześniej nie widział”. Żeby nacisk był na tę informację, która faktycznie jest zaskakująca.
Bardzo się ucieszył, kiedy malec otworzył oczy.
Poszukałbym jakiegoś mocniejszego określenia, nie wiem, choćby wyświechtane kamień spadł mu z serca.
Leżąc w uścisku[,] zasnęli.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
To mniejsze za to poluzowane i chyba zaraz wypadnie.
Dziś gorący dzień, mimo, że słońce nie pali.
Jedna, dwie, trzy figurki czerwonych już formują pierwszy szereg oddziału.
W tej scenie są pomieszane czasy z jakiegoś powodu.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Fajny i przewrotny pomysł – za to, że wstydzili się córki, karą jeszcze większy wstyd. Pasuje tak bardzo, że aż dziw, że to na kanwie historycznych wydarzeń – gdybym nie wiedział, to bym pomyślał, że to jakaś przypowieść.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dobrze, że święci nadążają za duchem czasu, szkoda, że mimo wszystko nie nadążają z odwiedzinami :O
Mój patron nie wpada, ale może to i lepiej, kto wie, co miałby do powiedzenia…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo ładnie napisana scenka. Jak zwykle szkoda że takie krótkie.
Może nie ma fantastyki, ale klimat jest taki, jakby była.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Podobały mi się fragmenty w onirycznej atmosferze i topienie dzieciaka z tchórzostwa, ewentualnie z konieczności – bardzo emocjonalne. Szybko ujawniasz istnienie mgły, ale tłumaczysz sprawę stopniowo i w oparciu o pobudzające wyobraźnię scenki, więc fajnie się to czyta.
Nie podobało mi się tylko, jak ta maszyna krocząca wkroczyła – w sensie, ona sama w sobie jest okej, ale nie miałem (chyba że coś przegapiłem…?) wcześniej powodu podejrzewać, że jesteśmy w jakimś steampunku, czy tam dieselpunku, więc strasznie wytrąciła mnie z rytmu.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Hmm początek mi się podobał, takie opowiadanie z uroczymi scenkami z życia codziennego, ale z suspęsem, bo jest ta dziura i ona wisi nad nami, jak miecz Damoklesa, i stopniowo wyjaśniasz jej pochodzenie – dawkujesz czytelnikowi informacje.
Sama końcówka (jak diabeł się pojawia i mówi głosami) była dla mnie raczej niezrozumiała – podejrzewam, że to dlatego, że nie czytałem poprzedniej części. W któryś dzień przysiądę i może wtedy zrozumiem.
Pozdrawiam
Cześć skarbie
Przecinek, gdyż wołacz.
Odsunęła go. [--] To ważna sprawa!
Myślnik tu zjadło?
Wina Tomka w całej tej sprawie była niezaprzeczalna, choć równocześnie ściągając im na głowę kłopoty, nie zrobił nic złego.
Nie gra mi to zdanie – ściągając kłopoty oczywiście zrobił coś złego, chodzi raczej o to, że zrobił to niezamierzenie, niechcący, w dobrej intencji, mógł nie mieć wyjścia, czy coś (nie wiem jeszcze xd, czytam).
Oddech stare
Starej
mego dawnego pana[,] hrabiego Michała Siemionowicza Woroncewa[,] wielkiego maga cesarstwa
Wydaje mi się że tu są potrzebne przecinki, ale nie umiem tego uzasadnić.
wrzasnęła[,] biorąc się pod boki
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
iechętnie. – A jak ogród.
Pytajnik.
HR– ach
Bez spacji.
. zielo
Wielka litera.
Nie bacząc na obecność mężczyzny[,] zrzuciła z siebie odzienie i wskoczyła do wody.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ślimaku,
nie wiem, jak udało mi się zupełnie przegapić Twój – jak zwykle treściwy – komentarz!
Przy okazji, akurat w ostatnich tygodniach przeczytałem o pierwszym znaczącym postępie w leczeniu przyczynowym pląsawicy Huntingtona – ciekaw byłbym, czy też Ci się to obiło o uszy i jakoś zainspirowało, czy zbieżność jest przypadkowa.
Zupełnie przypadkowa, utylitarnie chciałem choroby, która jest genetyczna i zabija dość pewnie, ale dopiero w pewnym wieku.
Jest też przewidywalna, naprawdę od początku można odgadnąć, że terapia ichorem bogów nie posłuży córeczce najlepiej i pomoże ich sprowadzić.
Hm, tak o tym nie myślałem, ale pewnie racja.
Najwyraźniej obmyśliłeś to jako sygnał, że ci przedwieczni bogowie wpływają na jego myśli, ale umieszczenie takiego dysonansu tak wcześnie w toku fabuły może być niefortunnym zabiegiem.
Trochę tak, ale też po prostu niezbyt to wyszło, nie ma co doszukiwać się usprawiedliwień.
Oprócz zbędnych przecinków przed “albo” najbardziej rzucającym się w oczy błędem jest traktowanie “Araratu” jako nazwy rodzaju żeńskiego.
To prawda, ale też celowa decyzja z mojej strony. Nie wiem, w mojej głowie “zbocze Araratu ożywało” i “szydzący Ararat” zwyczajnie nie brzmi tak dobrze. Może dlatego, że “góra” jest żeńska? Może to wpływ angielszczyzny (u nich mówienie “she” o rzeczach, które są “it” jest czasem eleganckie i staromodne)?
Nie mam tak naprawdę pojęcia, natomiast mój zmysł estetyczny kazał mi to tak zostawić i liczyć, że czytelnik przymknie oko i uzna to za manierę narratora.
Wymienione wątpliwości konstrukcyjne przeważają mój głos na stronę NIE, zauważę jednak, że robi na mnie bardzo dobre wrażenie, jak umiesz zająć czytelnika losami bohaterów, i postaram się z tego czerpać naukę. Dziękuję za możliwość lektury i pozdrawiam!
Jak zwykle nawet pomimo głosu na NIE bardzo mi miło i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Okno kontekstu jest za małe, by pomieścić powieść. By popamiętać kto z kim jak i dlaczego.
A nie dochodzi też kwestia rozmiaru zbioru uczącego?
LLM-y potrzebowały zjeść właściwie cały internet, żeby zrozumieć składnię i gramatykę, czy dobrych powieści napisano na tyle, żeby kiedykolwiek opanowały, jak w utworze takiej długości tworzyć suspens/wiarygodnych bohaterów/etc?
Wydaje mi się okiem lejka, że będzie do tego potrzeba dalece doskonalszego modelu (choć pewnie w końcu taki musi powstać).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Trzeba pisać a tu za godzinę wychodzi StS2.
Jak żyć :(
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć Ślimaku!
Przeczytałem z przyjemnością, prawie jednym tchem, aż musiałem się upewnić, czy to naprawdę ponad 25 tysięcy znaków.
Cieszy mnie to szczerze!
Wiedziałem, że niebezpieczeństwo Pawła jakoś w lesie doścignie, ale nie wpadłem na to rozwiązanie, taki bystry pomysł z całą pewnością zasługiwał na realizację w formie opowiadania.
Nieskromnie, być może, przyznam, że podzielam tę opinię. Jak skojarzyło mi się otwarcie oczu z otwarciem drzwi to wiedziałem, że coś musi powstać.
Jak już wiesz, pod kątem głosowań piórkowych jestem dość wybredny, staram się, żeby tę nagrodę otrzymywały utwory rzeczywiście “najlepsze na Portalu”, wyjątkowo dobre, jeżeli nie wybitne
Tak trzeba! Jedyną (a przynajmniej dalece najważniejszą) wartością piórka jest tak naprawdę to, że trudno je dostać. Trochę jak z pieniądzem fiducjarnym.
Gdybym miał pomóc ulepszyć tekst, pewnie proponowałbym położyć większy nacisk na metaforyczne odniesienie tej fabuły do typowych doświadczeń życiowych trwania w uporze
Wydaje mi się, że nadając jakiekolwiek dające się odczytać metaforyczne znaczenie niepotrzebnie przypomniałbym czytelnikowi o istnieniu autora – pisałem już, z lepszym lub gorszym skutkiem, teksty o metaforycznym znaczeniu, mądrzejszym lub głupszym, ale tym razem chciałem głównie, żeby czytelnik przy następnej przelotnej interakcji z nieznajomym na ciemnym parkingu być może przypomniał sobie na chwilę o tekście.
Aczkolwiek pomyślę o tym jeszcze, jeśli nie na rzecz tego tekstu, to przyszłych – być może ta dychotomia jest tylko w mojej głowie, bo czy taki Władca Pierścieni zyskałby na imersji, gdyby wywalić głębokie metaforyczne znaczenia?
Niepowtórzona partykuła pytajna.
Brak odrębnych orzeczeń.
Ach, powinienem już naprawdę do tej pory zapamiętać te reguły.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czuć klimat i jest tu parę fajnych opisów, może momentami przesadnych, ale fajnych, np:
Trzask zdeptanej gałązki, który usłyszał, był niczym okrzyk bojowy stu wojów szarżujących na wroga.
Ten trzask niczym okrzyk mi się bardzo podobał.
I językowo ogólnie jest spoko.
Natomiast nie mogę niestety powiedzieć, żeby fabuła mnie specjalnie urzekła. Idziemy, zabijamy wiedźmę, właściwie tyle. Po drodze są może jakieś muldy, ale zakrętów ani rozwidleń w naszej podróży bohatera nie ma – prosta linia z punktu A do punktu B.
O postaciach wiemy absolutne minimum. Ciężko nawet sympatyzować z głównym bohaterem, skoro zamiast Praojca zabija mu córkę. Potencjalnie fajne motywy, jak pogarda Praojca dla śmiertelników, nie zostały przybliżone – zapewnia nas o nich narrator.
Dobrze, że opowiadanie dostało się do biblioteki, bo pewna jakość jest tu utrzymana, ale nie mogę niestety powiedzieć, żebym miał je na dłużej zapamiętać.
Pozdrawiam i powodzenia w konkursie
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :)
Oczywiście nie otwarcia – bo to by się kłóciło z końcówką – ale jakiegoś innego działania, które by złamało powtarzalność scen :).
Opowiadanie i tak jest świetne :). Ale może moja uwaga przyda się na przyszłość :)
Uwaga jest oczywiście w dużej mierze słuszna, jest tu pewna powtarzalność. Wydawało mi się, że każda próba konfrontacji pogorszyłaby sprawę, “urok” kobiety z parkingu jest po części właśnie w tym, że trudno się z nią skonfrontować (albo przynajmniej taki był zamiar xdd).
Ale absolutnie nie wykluczam, że po prostu nie myślałem nad tym dostatecznie długo.
Cieszę się, że się podobało, pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Niezmiernie mi miło, bruce :) Cieszę się, że opowiadanie zapada w pamięć.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam, witam :)
przyznam, że trochę się bałam… ale i wyśmienicie bawiłam!
Czyli pełen sukces :D
Podoba mi się jak początkowo narrator jest taki… delikatny (?). Używa zwrotów jak: “dziesiątki igiełek”, “cichutko, na paluszkach”,
OMG, chyba mi własna maniera językowa znowu przeciekła do opowiadania… ale jakby co, to tak specjalnie.
Spóźniłam się na klika, ale z przyjemnością nominuję, bo chociaż horrory zazwyczaj mnie nie wciągają, tutaj szybko się wkręciłam w tę historię.
Bardzo mi miło, pozdrawiam również!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Czuć klimat i bardzo podobało mi się bardzo kilka opisów, jak że “głowę wyciągnął jak wilk łapiący trop”, no miodzio, samo się wyobraża.
Ponownie taki spokojny horror, przywodził mi na myśl ten tekst z wodnikiem (nie pamiętam tytułu, sorry).
Mormoni byli bardzo przerażający, zatłukli kobity a w wyrazie jeszcze większego okrucieństwa, jemu pozwolili żyć… a potem jeszcze udają, że wszystko spoko, bo to Hyrum im kazał.
Natomiast konfrontacje ze stworem trochę mniej przemówiły do mnie.
Bila zostawia, bo nie ma w sobie żalu – może i nie ma, ale w tekście nie wyłapałem takich sugestii, więc trochę miałem wrażenie, że to spadło z nieba. Odczułem, że Bill jest zmęczony życiem, ale to jakby nie to samo, co nie mieć żadnego bólu i żalu.
A Wyjącego Wilka też zostawił, bo zadeklarował, że jest gotów na śmierć? To już lepiej wypadło, bo znamy jakieś tło, ale no nie było napięcia w tej scenie, on to po prostu zadeklarował i to wystarczyło.
Pozdrawiam i klik
Niedaleko od obozu znalazł skalpy w płytkim dole, rozkopanym przez kojoty.
Kojoty zadały sobie trud rozkopania dołu i nie zjadły skalpów?
Celeba
Nie jest to pewnie jakoś giga ważne, ale czemu “Celeb” zamiast “Caleb”?
Teraz biały człowiek był jeszcze ciekawszy, gdy już wszystko stracił.
Moim zdaniem lepiej “Teraz, gdy już wszystko stracił, […]”, żeby określenie było bliżej określanego.
wskazał palcem mężczyznę.
Wskazał mężczyznę palcem – wiemy, że “mężczyznę” jeszcze zanim zdanie się rozpocznie, bo Celeb jest w poprzednim zdaniu, więc nacisk powinien być na “palcu”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za rady Michaelu i Reg ![]()
Skoro tylko bąknął, wykrzyknik jest zbędny.
Prawda!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jakbyście zapisali coś takiego:
Jeden z marynarzy splunął przez ramię, bąknął:
– A, pies to trącał, stówa to stówa! – I pobiegł wodować łódź.
Gryzie mnie w oczy wielka litera po myślniku, bo to jest w pewnym sensie jedno zdanie. Ale z drugiej strony część po myślniku to nie są didaskalia.
Może nie powinno się tak pisać? Ale powiedziane na głos brzmi to zupełnie normalnie…
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż. Widziałem dużo gorsze debiuty. Pomysł ma ręce i nogi. Konstrukcja fabuły też. Po krótkim szybko przechodzisz do sugestii o istnieniu jakiegoś podejrzanego stwora. Mamy aspekt tajemnicy – nie popadasz w przesadną ekspozycję ani na temat stwora (może ciut dialogiem w szpitalu), ani na temat tego, czym tak naprawdę zajmuje się Erwin – dzięki temu chce się czytać. Opis przygotowań jest ciut przydługi, ale generalnie wiemy już, że coś jest na rzeczy, jest więc w nim napięcie. Ja bym to osobiście jeszcze poprzycinał, ale naprawdę nie jest źle.
Fajna szczególnie scena ze szczurami – dynamiczna, przemawia do wyobraźni.
Epilog nieco niezrozumiały – skąd Erwin miał wiedzieć, że ktoś Marka zamknął w kanale?
Językowo, że tak powiem, jest pole do poprawy. Pole może nie grunwaldzkie, ale spore. Widziałem na pewno debiuty z gorszym językiem, ale na pewno jest to natężenie błędów przeszkadzające w płynnym czytaniu. Pozwoliłem sobie kilka nieśmiałych uwag wypisać pod kreseczką.
Pozdrawiam!
Techniczna kwestia: masz tabulatory na początku każdego akapitu, co gorsza w niektórych miejscach pomylone ze spacjami, więc się rozjeżdżają akapity miejscami – ale nawet gdyby zawsze były tabulatory, to nie powinno się robić wcięć białymi znakami, niezależnie czy wysyłasz tekst na portal, czy gdzieś do druku.
Do jego budzącego się zmysłu słuchu, dotarł werbel tysięcy kropli uderzających o parapet.
Fragment ciemnego korytarza, sprawiał wrażenie ukrytej obecności.
Z kaptura narzuconego na głowę, kapały co chwilę krople.
Przez chwilę, chowający się w kanale mężczyzna pomyślał
Bez tych przecinków – niejednorodnych części jednego zdania (np. orzeczenia i dopełnienia/podmiotu/przydawki) co do zasady się nie rozdziela.
oś ci drzwi pomazał. – odparł zupełni
Bez kropki.
onego Pan Bóg strzeże[.] – [W]skazał ręką jego lewy ba
Kropka i dużą. Polecam poradnik fantazmatów, bo błędów w zapisie dialogów jest więcej.
po cichu się jąkać[,] szukając słów
Rozmyślał przez chwilę[,] przyglądając się nieregularnym kształtom.
Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy (np. “szukając”).
W każdym razie ani ty[,] ani ja
Przecinek przed drugim “ani”.
Wszedł do drugiego pomieszczenia siadając przy biurku.
Wszedł i usiadł – nie da się wejść, siadając. A przynajmniej wymagałoby to rzadkich zdolności ekwilibrystycznych xd
Nachylił się do bramy, łapiąc za jej dół
Tu podobnie – nachylił się i złapał, albo nachylił się, żeby złapać. Imiesłowem wyrażamy czynności równoległe, ewentualnie przyczynę/sposób.
Sięgnął do kieszeni, wyjmując tazer i widząc
Sięgnął, wyjął i zobaczył. Albo coś jak “Sięgnął do kieszeni i – wyjmując tazer – zobaczył”.
Skoczył na ścianę, przyczepiając się do niej
To trochę mniej rażące, ale też lepiej byłoby “skoczył i przyczepił się”.
przelewała się woda z ulic i nieczystości
Przelewały się.
Uspokojony analizą[,] zasnął.
Raczej przecinek, bo “uspokojony analizą” to równoważnik, a nie podmiot tutaj.
Była stara i zardzewiała, ale najwyraźniej spełniała swoją funkcję. Uruchomił szlifierkę i po kilku sekundach zdjął przecięte zabezpieczenie.
Hmm… wydaje mi się, że takie sięganie od razu po szlifierę jest tu trochę nienaturalne. Starą kłódkę na się zazwyczaj załatwić na wiele cichszych, szybszych i wygodniejszych sposobów.
obrzydliwą, artystyczną kompozycję
IMO bez przecinka.
Coś poruszyło się ponownie, wchodząc na ułamek sekundy w światło. Nie poruszył się ani o milimetr.
bo w tym środowisku – oczy – mogły jedynie przeszkadzać.
Taką parą myślników wydziela się wtrącenie, co tu nie ma żadnego uzasadnienia. Ewentualnie “bo – w tym środowisku – oczy mogły jedynie przeszkadzać, ale też wydaje mi się to zbędne.
Erwin[,] oszołomiony upadkiem[,] leżał
Był spokojny o trop, który choć parował, wiedział, że jest świeży
Gramatyka tu zawiodła – brzmi jakby to trop wiedział, że jest świeży.
Wpadł na kratę i podniósł ją szybko do góry, a następnie zanurkował pod nią, opuścił za sobą i schował głębiej.
Schował się, nie kratę (czasem można opuścić “się”, ale nie tu).
Kiedy już poszli kilkanaście minut później
Raczej “kilkanaście minut później, kiedy już poszli”.
Nie zwrócił na to uwagi.
Jeśli bohater na coś nie zwrócił uwagi, to czemu narrator nam to opisuje?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No bardzo mroczne. Pewnie niewiele rzeczy wywołuje takie ciarki jak śmierć łóżeczkowa, szczególnie jak ktoś jest rodzicem, albo ma mocno młodsze rodzeństwo – kto nie miał maleństwa w domu, nie zrozumie, jakie to nerwy.
Akcent na końcu z powracającą karuzelką miodzio :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż, jak to z debiutami bywa, nie mogę powiedzieć, by ten mnie szczególnie zachwycił.
Całość jest strasznie przegadana. Jedna trzecia opowiadania mija, zanim cokolwiek zacznie się dziać – wcześniej mamy jakiś opis typowego dnia rycerzy, podczas którego oni eksponują czytelnikowi sytuację geopolityczną fikcyjnego świata i wzajemne relacje. Szczegóły jednego i drugiego okazują się ostatecznie bez znaczenia. Podobna dłużyzna wkrada się też już po ucieczce z wioski.
Generalnie pomysł miał tu ręce i nogi – rycerze natykają się na nekromancję, która powinna nie istnieć: fajnie! – ale był to pomysł na 10k, może 15k znaków, który został strasznie rozwodniony ekspozycją i długimi opisami błahych czynności.
Język też jeszcze wymaga pracy. Widzę, że sporo błędów zostało poprawionych, ale wciąż wiele zdań miało dziwną konstrukcję, która nie pomagała w płynnym czytaniu. Więcej w uwagach pod kreseczką.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy!
i jeden z najlepszych pikinierów na Ziemiach Zdobytych
Pikinierzy zazwyczaj walczą w szyku, czy da się więc w rozsądny sposób wyłonić najlepszego? Czy w tym świecie występują pojedynki na piki/turnieje?
Szybko potrafi podjąć decyzję, żeby nikt nie dobrał mu się do tyłka.
Czy faktycznie taką decyzję podejmuje…? Może coś w stylu “potrafi szybko podejmować decyzje, więc trudno dobrać mu się do tyłka”?
swoje rzeczy i ruszajmy[.] – Thamus wydał
Zabrakło kropki.
Antol zaoferował się, że pójdzie poszukać kogoś na tyłach karczmy, kto mógłby zająć się ich wierzchowcami.
Uwaga ogólna o szyku: określnik powinien być jak najbliżej tego, co określa. Czyli w tym wypadku “[…] pójdzie poszukać na tyłach karczmy kogoś, kto mógłby zająć się ich wierzchowcami.” – “na tyłach” przy “szukaniu” i “kogoś” przy “kto mógłby”.
Ta zaprowadziła ich do niezajętego stołu, który stał w jednym z kątów karczmy.
Również taka ogólna uwaga: warto zbędne słowa i zwroty z prozy wycinać. Wiadomo, że stół stoi – gdyby robił cokolwiek innego, byłoby to cokolwiek dziwne. Zatem lepiej “niezajętego stołu w jednym z kątów”.
Jeśli piszesz wprost coś tak oczywistego, wybijasz czytelnika z rytmu – czytelnik zaczyna się zastanawiać, dlaczego to takie ważne, że stół stoi – czy inne są poprzewracane?
Thamus odepchnął barkiem wierzgającego się wroga
Wierzgać, nie wierzgać się.
stanie[.] – [Ż]ołnierz natychmiastowo wyczuł
– No dobrze[.] – Thamus
Kropka i wielka litera.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Miło mi, że klimat się podobał :)
A modlitwa, no cóż, ona jest taka z przekąsem nieco. Nawet jak podmiot się modli, to przecież sam do siebie.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki