komentarze: 711, w dziale opowiadań: 565, opowiadania: 339
komentarze: 711, w dziale opowiadań: 565, opowiadania: 339
Piękny tekst i niezwykle nastrojowy.
Jak zwykle zachwyciłaś poetycką prozą. Szczególnie podobało mi się tu płynne przejście z onirycznej wręcz atmosfery, która jest na początku, do sf/postapo, którym tekst się kończy.
Brawo!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo ładny szorciak :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm.
Fabuła jest szczątkowa nawet jak na szorta – owszem, rzeczy się dzieją, ale większość z to epizody bez żadnych konsekwencji, po powrocie narratora do normalnego świata wszystko zostaje niejako wymazane – nie ma znaczenia, czy w obcym świecie widzieliśmy żywe wieże czy całkiem coś innego. Co gorsza, zasadniczo wiemy z góry, że tak będzie.
Strachu też nie mogę powiedzieć, żebym się najadł. Istoty spotkane w równoległym świecie nie wydają się szczególnie groźnie. Jakby, owszem: elektryczna meduza latająca, ale ona nas nie atakuje a nie wydaje się nawet nas zauważyć.
Tak że jest tu parę fajnych opisów i ogólnie widzę tu poprawny tekst, ale nie mogę niestety powiedzieć, żeby miał na dłużej zostać w mojej pamięci.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję portalowego debiutu :]
No i jakby, cóż. Tekst nie zachwycił jurorów i ja ich rozumiem.
Nie ma tu nic specjalnie ciekawego. Zaczynamy od marudzenia narratora, potem wróżka otwiera nam oczy, potem mamy masakrę bezimiennych korpodemonów.
No i to wszystko.
Pomijając, że sam pomysł jest niespecjalnie odkrywczy, to jest materiał na kilkanaście paragrafów. Maksymalnie.
Dosłownie po kilku pierwszych zdaniach wiemy wszystko o beznadziejnym i znienawidzonym życiu bohatera, a ciągniesz to jeszcze przez 10k znaków.
Tak że tekst jest raczej nieciekawy, a wulgaryzmy i wstawki o przyrodzeniu czynią go dodatkowo męczącym. I – co gorsza! – nie dociągnąłeś tej wulgarnej konwencji do końca tekstu, co boleśnie podkreśla jej zbędność.
Pod względem języka czytało się raczej płynnie, no ale to jakby nie ratuje tego opowiadania – trzeba by albo zrobić z tego szorta (i to takiego z krótszych szortów), albo jakoś rozwinąć i uatrakcyjnić fabułę – nie wiem, dać bohaterowi kobitę, żeby się czytelnik zastanawiał, czy ją też odstrzeli, czy zabierze ją do wróżkowego świata. Cokolwiek tak naprawdę, żeby oprócz marudzenia i wyładowywania frustracji na korpodemonach coś tu było do czytania.
Pozdrawiam!
– jak normalnie –
Raczej “jak zazwyczaj”.
w puszcze sardynka.
Sardynka w puszce.
Patrzy na mnie zza – oklejonego różowymi plakatami z kotami i innymi kretyństwami dla samotnych bab – biurka, ssąc ustami końcówkę swego puchatego długopisu.
Te myślniki nie mają uzasadnienia raczej, to nie jest wtrącenie.
szkarłatne, upiorne kolory
Upiorne szkarłaty. Wiadomo, że szkarłat to kolor.
prawdziwie nie do zniesienia
Czy mógłby być fałszywie nie do zniesienia?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Didascale.
Może głupie pytanie ale serio tak czy to był żarcik? Myślałem do tej pory, że didaskalia to jak drzwi.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Prequel wiele wyjaśnia :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Standardowe marudzenie: mija jakieś 20% opowiadania, zanim w ogóle wyjdziemy z domu ku przygodzie i niestety ten czas upływa nam na ekspozycji. Później też: siedzimy sobie w ciężarówce a potwór nam eksponuje.
Jeśli jednak przymknąć oczy na ten nadmiar ekspozycji, mamy tu oryginalny horror postapo, z twistem co prawda znanym z innych historii o zombiakach, ale moim zdaniem i tak udanym. Pomysł z fałszywym słońcem i potworami będącymi w istocie jakąś sektą przemawia do wyobraźni. Czytało się całkiem przyjemnie i nie wykluczam, że te obrazy zostaną w mojej pamięci.
Można by jeszcze pomarudzić na lekki brak napięcia – po tym, gdy potwór się zaklinował i zaczął do nas gadać, nabrałem przekonania, że autorka nie bardzo chce nas skrzywdzić. Na końcu okazało się, że to nieprawda, no ale suspensu tu nie było.
Pod kreseczką pozwoliłem sobie na kilka nieśmiałych uwag co do języka – choć ogółem język jest dość przyzwoity.
Klikam i pozdrawiam
deskami oknami
Nieładny rym.
Ledwo przekroczyła próg, gdy zaczęła czuć w klatce piersiowej duszący ścisk.
Moim zdaniem lepiej: “gdy tylko przekroczyła próg, zaczęła czuć/poczuła […]”.
Po raz pierwszy od dawna cieszyła się, że mieszkała na pierwszym piętrze.
Może ktoś mnie poprawi, ale moim zdaniem cieszyła się, że mieszka.
Musiały być ciężkie, lecz ich waga wydawała się błaha w porównaniu z jej wcześniejszymi obserwacjami potworów.
Niezgrabne jest to zdanie, bo wagi oczywiście nie porównywała z obserwacjami. Może “lecz była pewna, że widziała potwory radzące sobie z większymi ciężarami” albo coś.
takich przemyśleć
Literówka.
– Nie pytałam, kiedy, ani jak, tylko; skąd
Chyba dwukropek tu miał być.
solidarne więzi
Może więzy solidarności?
kobieta zaczęła się czołgać
Uwaga ogólna i może niezbyt mądra: często piszesz, że bohaterka “zaczyna” coś robić. Za którymś razem zaczyna ;> to źle brzmieć.
Ledwo obudzona Łucja usiadła, a wypowiadane słowa natychmiast zmieniły
Wywaliłbym albo ledwo, albo natychmiast, bo one tu znaczą to samo.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Pomijając lekką byłozę w kilku miejscach, jest to świetnie napisana scenka. Przeżycia bohatera podczas brutalnego rytuału (?) zostały opisane w sposób naprawdę przemawiający do wyobraźni.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Mam nadzieję, że różne Ślimaki i Zakapiory, tudzież Tarniny i inne stworzenia tu przypełzną i swoje trzy grosze wtrącą.
No jestem, jestem, przybywam na wezwanie…
…ale nie wiem, co mam napisać. Zgadzam się, że bańka nie pęknie, a jeśli, to tylko trochę i chwilowo.
Można ewentualnie dyskutować, jak szybko białkoludziki przestaną być rządom i korporacjom potrzebne do wykonywania umysłowej pracy i co potem – cyfrowy neokomunizm, cyfrowy neofeudalizm czy od razu osobliwość.
Co do konsekwencji dla parających się piórem, jak już pisałem na SB, raczej uważam, że będą nikłe – wydaje mi się, że odbiorcy, którzy mieli od naszej dziedziny odpłynąć, już w większości odpłynęli na streamy i tiktoki, a ci, którzy przy niej trwają, nie będą chcieli się przesiąść z żywych pisarzy na AI. Ale nie wykluczam, że to z mojej strony tzw. copium, no i oczywiście dochodzi pytanie, skąd będzie wiadomo, czy ktoś nie oszukuje – liczę, że AI będzie w stanie to rozpoznać xdd
Inwestycje w AI są wspierane przez rządy i globalne fundusze, co amortyzuje ryzyko.
Kapitan Podatnik jak zwykle nad wyraz hojny xddd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No witam i gratuluję debiutu :]
Cóż, nie mogę powiedzieć, żeby tekst mnie zachwycił. Po przeczytaniu całości, w jakiś sposób doceniłem pomysłową strukturę prowadzącą do puenty – natomiast podczas czytania był to tekst bardzo męczący. Składa się on bowiem głównie z ekspozycji i pozbawionych większego znaczenia epizodów – przykładowo, gdy na scenę wjeżdża Kayah, natychmiast możemy zapomnieć o całym tym długaśnym opisie typowego dnia pasterki, znaczenie ma jedynie, że Morgan czytała o Eui i że została wezwana do własnej przygody.
Podsumowując, był tu wyraźny pomysł i to pomysł naprawdę dobry – ale taka wielowarstwowa historia jest bardzo trudna do napisania w strawny dla czytelnika sposób, no i niestety w moim odczuciu nie udało się tego pomysłu dowieźć. Ale zachęcam do dalszych prób!
Pod kreseczką pozwoliłem sobie wypisać nieśmiałe uwagi co do języka i tym podobnych technikaliów.
Pozdrawiam
To drgnięcie to nie tylko zew Gabriana – najstarszego z Przodków(???) jednoczącego się z lodem
Hmmm moim zdaniem albo “najstarszego z Przodków jednoczących się z lodem”, albo drugi myślnik, jeśli “najstarszego z przodków” miało być wtrąceniem. Ewentualnie przecinek w tym samym miejscu.
starego świata, zwanego Epoką Lodową.
Świat był zwany Epoką?
Głębokie i szerokie na dziesiątki kilometrów dudnienie Gabriana było wezwaniem Przodków na posiłek.
Dudnienie mogło raczej “sięgać dziesiątki kilometrów w głąb”, a nie być głębokie i szerokie.
natura nie były tak przyjazna
natura nie była
Gabrian(,) wprawiając w drgania otaczający ich lód(,) wydawał rozkazy innym.
Imiesłów przysłówkowy tworzy równoważnik zdania, więc należą mu się przecinki.
Następnie wypuściła powietrze, a był to wydech o sile(,) jakiej świat do tamtej pory nie widział…
Przecinek między “był” a “widział” – dwa orzeczenia, czyli dwa zdania.
zarwała więcej nocy, niż myślała.
Hmm czy nie chodziło o to, że zarwała większą część nocy?
Najtrudniejszym zadaniem Morgan było nie tyle wypasanie jaków na oddalonej o godzinę drogi od Wioski przełęczy, a przeprowadzenie stada przez tą że Wioskę.
Hmm raczej nie tyle, co https://wsjp.pl/haslo/podglad/30496/nie-tyle-co
Wypadki tego typu były w wiosce raczej rzadkie. Albo raczej, rzadko bywały śmiertelne. Mieszkańcy Wioski umieli radzić sobie z zepchnięciem…
Skoro wioska faktycznie nazywa się Wioska (co jest na swój sposób urocze), to konsekwentnie dużą.
który mógłby skrywać niebezpieczne dla jaków fragmenty.
Fragmenty czego? Może “odłamki” jeśli chodzi o skały?
w ograniczonym stopniu potrafili kontrolować
Moim zdaniem “potrafili w ograniczonym stopniu kontrolować” – “ograniczony stopień” odnosi się raczej do stopnia kontroli, niż stopnia potrafienia?
ciągnęła swoją opowieść dla swoich przyjaciół Morgan
Nieładne powtórzonko.
wraz z rodzicami(,) śpiącymi w oddzielnym
Moim zdaniem przecinek – “śpiący w oddzielnym namiocie” to cecha przygodna.
– to musi być Arbor
Wielka litera.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Anet, miło mi :)
Robercie, dzięki za tak pozytywną opinię :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Udana miniaturka. Trochę dziwne wrażenie, gdy podmiot drabliczny tak opisuje własne włosy, jakby był ciut egocentryczny, ale to wampir, to pewnie tak miało być.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo mi miło, Maćku :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
Debiutu, który – co niestety muszę napisać wprost – niespecjalnie mnie zachwycił, jak to z debiutami bywa.
Po pierwsze, tekst jest upstrzony błędami, które utrudniają lekturę. Niektóre z nich pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką, ale z pewnością nie są to wszystkie, bo nie starczyło mi wiedzy ani cierpliwości.
Fabularnie był tu potencjał, ale w moim odczuciu nie został dowieziony.
Na początku autentycznie zaintrygował mnie świat, w którym mają rządzić demony, przedstawiony z perspektywy dziecka, któremu nikt nie chciał tego świata wytłumaczyć, ale które zaczyna go rozumieć. To bardzo dobry pomysł na tekst, niestety zamiast się na tym skupić, zaserwowałeś sporo ekspozycji i światotwórstwa, które były tu zupełnie zbędne i tylko odwracały uwagę od meritum.
Jakie znaczenie dla fabuły ma, że Trójkraje obejmują centrum Mormundu, a strażników, służących Hesjanusowi, nazywa się tam “Ekspiatorami”? Otóż żadne, to są cztery fikcyjne słowa, których znaczenie tłumaczysz czytelnikowi tylko po to, by ich potem więcej nie użyć.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
Mama kupiła mi na rynku dziennik, bym mogła zapisywać to[,] co myślę. Mówi, że mam w głowie burzę[,] którą mogą uspokoić tylko kartki. Zgadzam się.
Przecineczki się należą między “mogła” a “myślę” i przed “którą”.
Moja mama ma na imię Riseria Silveluss
Skoro pada nazwisko, to raczej “nazywa się”.
Oni nie mają posterunków, a przynajmniej nie takich jak w Trójkrajach. Zamiast tego, przemierzają oni całą Victonię w poszukiwaniu konfliktów
Drugie “oni” niepotrzebne… a powiedziałbym, że pierwsze też.
W jednej z książek przeczytałam, że te istoty mieszkają tylko tam i nie lubią[,] jak się o nich rozmawia.
Przecinek między “lubią” a “rozmawia”.
Tutaj nie ma miłych rycerzy, którzy tylko czekają[,] by pomóc w jakiejkolwiek sprawie i zaśpiewać miłą piosenkę.
Przecinek przed “by”.
W Ballatmoore, gdzie mieszkają najbogatsi ludzie na świecie, dziewczyny z wyższych sfer wkładają na siebie piękne klejnoty, których nie da się zdjąć[,] a chłopcy starają się by upodobnić się do bogów, porządku na ulicach pilnują Demony.
Tu też przecinek.
Jej płacz był najsmutniejszą rzeczą[,] jaką kiedykolwiek usłyszałam.
I tu.
Ich oczy nie były szczere, mówiłam, bardzo źle im z oczu patrzy.
Ich oczy nie są szczere, mówiłam. Chyba że mówiła o czymś, co było przeszłością już w czasie mówienia, ale nie tak zrozumiałem to zdanie.
Ale mama nie słuchała mnie, naiwnego dziecka, pogrążona w żałobie.
Określenia powinny być przy tym, co określają, a więc “Ale mama, pogrążona w żałobie, nie słuchała mnie, naiwnego dziecka”. Albo jakoś tak.
Jutro wtedy pójdziemy i pokażę ci jednego.
Co to “wtedy” tu robi?
Odwróciłam się wtedy na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Wtedy nie słyszałam o Aniołach, ale prawda jest taka, że już wtedy spotkałam ich bardzo wiele.
Generalnie zaleca się unikać powtórzeń. Zwłaszcza to pierwsze “wtedy” jest tu zupełnie niepotrzebne – wiadomo, że wtedy, bo wydarzenia następują po sobie.
Myśl o tym, że może istnieć jakiś inny rodzaj Demona[,] był dla mnie tak samo przerażający[,] jak intrygujący.
Przecinek między “może” a “był” i w ramach porównania.
Nie rozumiałam tego tak bardzo
Nie rozumiałam tego zbyt dobrze. Chyba że to celowa stylizacja.
– Niektórzy ludzie, gdy chcą upiększyć swoją okolicę, wynajmują artystów do namalowania swojej ulubionej sceny z książki lub sztuki teatralnej na ścianie swojego domu – powiedziała moja mama, gdy mijaliśmy scenę gdzie kontury dwóch rycerzy walczą o jasny, fioletowy kwiat wiszący nad ich głowami – później, za pomocą domen oraz specjalnych kamyków wszystkie postacie odżywają i odgrywają tę scenę w kółko, by każdy kto się zbliży mógł ją podziwiać – wyjaśniła moja mama, a ja niemal nie mogłam odwrócić swojego wzroku od tych pięknych malunków.
Większość tych zaimków można, a nawet należałoby, powywalać. Jeśli dziewczynka mówi o mamie, to niejako domyślnie mówi o swojej – nie ma potrzeby tego zaznaczać, jeśli nie jest inaczej. A odwrócić wzrok już zdecydowanie mogła wyłącznie swój.
To był rodzaj Demona, który zamiast sierści, pokryty był dużymi piórami. Całe jego ciało było nimi pokryte a świeciły się one na różne odcienie granatu, a ich brzegi pokryte były złotem.
Nieładne nagromadzenie powtórzeń.
Jego twarz jednak, zwrócona w moją stronę, była najbardziej przerażająca.
Jednak najbardziej przerażająca była jego twarz, zwrócona w moją stronę. A nawet to zwracanie bym wywalił, bo przed chwilą było, że patrzy na narratorkę.
Jego twarz jednak, zwrócona w moją stronę, była najbardziej przerażająca. Cała skóra twarzy tego Demona była całkowicie biała, z granatowymi śladami na powiekach oraz ustach. Jego oczy były wytrzeszczone i bardzo szeroko otwarte, z małymi kropeczkami służącymi za źrenice.
Tak zwana “byłoza”.
Cały jego kształt był bardziej obły, choć wydawał się całkowicie pozbawiony ścian, a raczej były one przeźroczyste. Wewnątrz nich można było zobaczyć bardzo wiele modeli ubranych w przedziwne ubrania, a ludzie stali przed nimi, pogrążeni w dyskusji.
I tu.
– Spokojnie[,] skarbie, pójdziemy na około – powiedziała do mnie, po czym weszłyśmy w inną uliczkę, gdzie wzrok Demona nie mógł nas dosięgnąć.
Wiadomo, że do niej, skoro mówi skarbie – do wycięcia, moim zdaniem. Plus przecinek przed “skarbie”, bo to wołacz.
sprawdzić każdy rodzaj ubrania lub nowego akcesoria.
Kogo? Czego? Akcesorium.
Słowa zakończone na -um zasadniczo się nie odmieniają w liczbie pojedynczej.
To tutaj ludzie z wyższych sfer przychodzą kupować wszystko[,] czego nie potrzebują
chwytając mnie za rękę uważnie by nie pochłonął nas tłum.
Uważnie chwytając mnie za rękę, by nie pochłonął nas tłum.
– Pieniądze i torebka albo mała nie dożyje następnych urodzin – te słowa wryły się w mój umysł i pamiętam je aż do dzisiaj.
Kropka przed drugim myślnikiem, a po nim dużą. Generalnie polecam poradnik zapisu dialogów:
fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi
jak mnie zabiorą to Ciebie razem
“Ciebie” piszemy wielką np. w listach, przytaczając rozmowę fikcyjnych postaci – małą.
Wtedy, kiedy ją złapał, krzyknęłam z przerażenia.
“Wtedy” zupełnie niepotrzebne. Kiedy ją złapał, krzyknęłam. Wiadomo, że wtedy.
Demon jaki spadł
“Demon, który spadł”. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jaki-czy-ktory;18347.html
głos wyrażał teraz jeszcze głębszą troskę
Nie teraz, tylko wtedy, bo to czas przeszły, a najlepiej całkiem wywalić, bo wiadomo, że wtedy.
pochylił się by ostatecznie pożreć mężczyznę:
Czy można kogoś pożreć nieostatecznie?
Co mnie jednak przeraziło bardziej od widoku Demona, był przeciągły jęk mojej mamy.
Gramatyka tu całkiem zawiodła. Jednak bardziej od widoku Demona, przeraził mnie przeciągły jęk mamy.
wysączała się krew
Sączyła. Wysączać krew mógłby np. wampir.
– Ten. Sam. Błąd.
Opisz, że np. ten głos jest wyjątkowo niski, że budynki się od niego trzęsą. Jak dasz takie pogrubienie, to nie wiadomo, co to ma znaczyć tak naprawdę.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Akt ;>
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Noo ciekawe
Lista obrazów będzie pierwszego lutego, tak?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Z lutową. Spokojnie można betować długo.
Natomiast trzeba uważać, gdybyś z jakiegoś powodu opowiadanie wycofał z poczekalni do kopii roboczej – jeśli je potem przywrócisz, to nie dostanie nowej daty (czyli najprawdopodobniej nikt go nie zauważy). Najlepiej oczywiście tak nie robić.
edit: ojej ilu tu pomocnych użytkowników na raz
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam.
Napisane jak zwykle bardzo ładnym językiem i to narastanie negatywnych odczuć aż do śmierci autorki dało się odczuć. No i ten rzepak. Nie wiem do końca, czym miał być ten rzepak, ale zostaje w pamięci.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jak zwykle przesympatycznie :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm hm hm.
Opis tej wahadlano-szronowej planety, przedstawiony ładną prozą, bardzo pobudza wyobraźnię. Ktoś mógłby pewnie powiedzieć, że nazbyt tu purpurowo, ale jak dla mnie
Natomiast historia nieprzesadnie mnie wciągnęła.
Potencjalne konsekwencje zastosowania czy niezastosowania protokołu były dość mgliste, nie czułem więc, żeby przedstawiane wydarzenia były szczególnie istotne. Zabrakło tu, że tak powiem, stawki.
Mamy w tekście tę główną myśl, że stagnacja be, ale ona też nie została przedstawiona w przekonujący sposób – opowiadanie kończy się dosłownym stwierdzeniem, że “coś jest nie tak”. Nie jest to przestroga, która mogłaby zostać w pamięci.
Pozdrawiam
na Ithry daty mówiło się ostrzem
Hm hm daty się mówiło, i to mówiło ostrzem? Może wymawiało albo zapisywało? Dziwne to zdanie.
zaczęły się zasklepiać, ale nie w sposób żywy
Niezgrabne.
powtarzając ruchy mechanicznie
Raczej “mechanicznie powtarzając ruchy”.
brak niepokoju mógł wyglądać na zdrowie, ale Eiran już wiedział, że to bywa objaw.
Raczej “objawem”. Albo “że czasem to jest objaw”.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Podoba mi się Twoje pisanie, masz tzw. “lekkie pióro” i czuć tu ten klimacik absurdu.
Natomiast no nie mogę powiedzieć, żeby ta historia miała zostać w mojej pamięci na dłużej, fabuła jest tu raczej szczątkowa.
Pozdrawiam
trwają teraz jak zaklęte
A czemu nagle czas teraźniejszy?
Wszystkie tkaczki łapią szczurzysko
I tu.
Teraz spod jej palców wyłania się grusz
I tu.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
Z mgły unoszącej się nad dziurą wyłoniła się pociągła twarz przyozdobiona wąskimi wargami i wyrazistymi kośćmi policzkowymi. Ciemne brwi wydawały się pociągnięte pędzlem malarza, jednak jej uwagę przykuły oczy
Hmm cały tekst jest w konwencji mitu i bardzo poetycki, a tu twarz opisana jest wręcz anatomicznie. Nieco to zgrzyta.
Ale pomijając ten jeden zgrzyt, ogólnie rzecz biorąc jest to ładnie napisany tekst, dużo zgrabniejszy, niż większość debiutów. Może tak ciut-ciut przesadnie ozdobny, ale to mit, więc niech będzie.
Natomiast nie mogę powiedzieć, żeby tekst mnie jakoś przykuł do monitora, czy miał na dłużej zostać w mojej pamięci. Typowej fabuły tu właściwie nie ma, a fikcyjna kosmogonia nie wydaje się szczególnie odkrywcza.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Sił, na ten trudny czas 
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Scenka fajnie pomyślana i fajnie napisana. Stylizacja wyszła, a rzecz to nieczęsta, hej. Bardzo podoba mi się tu konstrukcja, ten protokół domyka całość i wszystko kręci się wokół haka. Historię można rozumieć na dwa sposoby (czy raczej na jeden dwuznaczny) i haki też są dwa.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Wzruszające i pięknie napisane.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Jeśli gdzieś była sugestia, że cele Krzysztofa są inne, niż nakłanianie do złego, to mi zupełnie umknęła :( Chyba że właśnie tak końcówka miała nią być? Hmm
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Cezarze :]
Hmm nie powiem, że tekst mi się nie podobał, bo się podobał, ale miałem wrażenie pewnego dysonansu. Z początku odbierałem ten tekst jako pisany lekkim piórem, ale jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny – mamy pobudzające wyobraźnię pseudo-postapo, a w tym spowitym ciemnością świecie między śmiertelnikami przechadza się diabeł (???), co prawda obdarzony poczuciem humoru, ale stawiający przed ofiarami sporej wagi trylematy. Bardzo do mnie ten klimat trafiał.
Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.
W każdym razie kliczek się należy
jazda przez las w kompletnej ciemności, to wyrok śmierci.
Bez przecinka moim zdaniem.
iś chory żart?!- sap
Zjadło spację i skróciło kreskę.
Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa, momentalnie pociemniało.
Tu też przecinek nielegalny, moim zdaniem.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bywają jeszcze komentarze full ctrl c – ctrl v, polegające na tym, że w lekko zmieniony sposób przepisuje się myśl wcześniej komentujących, wyrabiając na ich podstawie opinię i płynąc sobie z prądem. Może to po prostu komentarze bezpieczne.
Czasem na pewno występuje wyrabianie sobie opinii na podstawie wcześniejszych komentarzy, ale czasem, zwłaszcza o krótkim tekście typu “short”, zwyczajnie ciężko jest cokolwiek odkrywczego napisać :O
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ładnie napisany i spójny szorciak. Szkoda, że taki króciutki, no ale ciężko by to było rozwijać.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No i cóż. Mamy tu zgrabnie napisaną scenkę, w której klimat dark fantasy mocno daje się odczuć. Fabuła jest nieco szczątkowa, ale w tak krótkim tekście zbyt wiele się przecież nie zmieści. Jest mocny akcent na koniec, w formule szorta bardzo moim zdaniem potrzebny. Językowo też jest dobrze.
Pozdrawiam i klik
ostry nos, nadawał mu sępi wygląd
Nielegalny przecinak (między podmiotem a orzeczeniem).
Zimnymi szpilami przebijał wełniany płaszcz, w który odziana była postać, podpierająca się sękatym kosturem.
Mimo wiatru dał się słyszeć odgłos węszenia, a bursztynowe oczy zabłysły, kiedy osobnik wyczuł słabą nitkę dymu. Skierował się w tamtą stronę. Długie, zamaszyste kroki rozchlapujące błoto mogły sugerować, że to mężczyzna.
Nie nazwałbym tego błędem, ale żeby nadać komentarzowi pozorów merytoryczności, pozwolę sobie zwrócić uwagę, że tu przeskakuje narracja – w pierwszym paragrafie narrator najwyraźniej wie, co się dzieje w głowie postaci (że czuje ona zimno), natomiast w drugim już tylko domyśla się, że to mężczyzna. Warto takich przeskoków unikać, zwłaszcza w ramach jednej sceny.
Nachylił się nad nią, dotykając lodowatą dłonią jej głowy.
Raczej “nachylił się i dotknął”. Albo “żeby dotknąć”. Nie ma tu raczej równoczesności – jeśli nie ma rąk jak gibon, to musiał nachylić się najpierw.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Opowiadanie bardzo fajne, i mimo że nie lubię dłuższych form,czytało się świetnie. Do tego stopnia, że napis koniec mnie zaskoczył.
Witam CZARNA2 i bardzo mi miło :)
Hm, wydaje mi się, że 32k to taka bardzo normalna długość dla opowiadania jeszcze (widziałem nawet niedawno nabór do antologii z dolnym limitem 25k), ale tym bardziej cieszę się, że się podobało.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Z ciekawości i może głupie pytanie laika, ale wy sytuację odtwarzacie w jakimś programie/na fizycznej szachownicy?
Czy to tak w głowie wszystko?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Nie wiem, są jakieś freakfighty nowych Lożan albo coś takiego, żebyście mogli go rozwiązać?
![]()
Jeśli Holly mówi inaczej, to śmiało zaufaj jej. Ja wychodzę z założenia, że jeśli czasownik po myślniku oznacza mówienie to odwrotny szyk i mała litera – ale kieruję się wyłącznie tym, co tu czytam, ewentualnie w jakichś poradach. W korpusie można spotkać obie wersje w przypadku tego typu zdań, na oko jakoś po równo ze wskazaniem na wielką, więc pewnie nie jest to aż takie ważne.
Dlatego, że narracja skradła rozwiązanie samej Fryss? Że to nie detektyw poprowadził rozumowanie od A do Z?
Tak. Wszystko, co robi bohaterka do pojawienia się gadającego wiewióra jest właściwie bez znaczenia, wiewiór daje rozwiązanie na tacy.
Orczym i orkowym brzmią dla mnie tak odzwierzęco. A akurat u mnie orkowie to całkiem rozumne ludki są, choć lekko zaszczute. Zawsze pisałem “orkowski” ze względu na ten aspekt (nomen omen) człowieczeństwa, tak jak “elficki”, a nie “elfowy”.
Jak uważasz. Tak jak pisałem w pierwszym komentarzu, nie śmiałbym przesądzać, że któraś z wersji nie jest poprawna, po prostu takiej jeszcze nie widziałem.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i cóż,
zgadzam się mniej-więcej z szanownym gronem przedpiśców. Opowiadanie ma zalety, jak barwne opisy czy przekonujący bohaterowie, i generalnie czyta się płynnie
Natomiast odpowiedź na zagadkę zostaje bohaterce po prostu dostarczona z zewnątrz, co nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem tajemnicy, mimo – a w pewnym sensie zwłaszcza – że bohaterce chodził po głowie ten sam pomysł.
Pozdrawiam!
Okolice wzgórza otaczała poranna mgiełka
Czy mgiełka faktycznie mogła otaczać okolicę? Czyli w samej okolicy jej nie było, tylko dookoła?
Budynek wzniesiono z dbałością o estetykę i proporcje, zakłócane nieco przez pnące się po ścianach pędy bluszczu i wiciokrzewu.
Hmmm to zdanie może brzmieć jakby wzniesiono budynek z dbałością o zakłócane proporcje. Rozbiłbym. Chyba że właśnie o to chodziło i mirtisi uwzględniali zakłócające rośliny już budując, ale wtedy wyraźniej bym to zaznaczył :)
Spod ich przykrycia wyglądały, miejscami wyblakłe, złote i srebrne zdobienia.
Pierwszy przecinek (chyba?) zbędny, między orzeczeniem a przydawką.
– głos kobiety był spokojny i ciepły.
Moim zdaniem głos dużą, bo “był” to nie jest czasownik oznaczający mówienie. A i szyk niewłaściwy dla didaskaliów.
Detektyw Królewska Fryss, śledcza Tylis, śledcza Fireth.
Okej, może ta uwaga jest głupia, ale dopiero kilka paragrafów niżej zrozumiałem, że ona kolejno mówi o trzech osobach – moja pierwsza myśl była taka, że Tylis i Fireth to miejsca, a “śledcza Tylis” i “śledcza Fireth” to kolejne stanowiska/tytuły pani Fryss.
Kobieta miała odmienną urodę od elfek, choć pozornie niczym się nie różniła.
Hm hm hm. Skoro miała odmienną urodę, to się różniła – co może stwarzać pozory, jeśli nie wygląd? Może coś w stylu “miała odmienną od elfek urodę, choć nie były to oczywiste różnice”? Albo “na pierwszy rzut oka ciężko było dostrzec, ale miała odmienną od elfek urodę”?
Wylądowała cicho na blacie, ocierając pyszczek i wąsiki
Raczej “otarła”, bo ten imiesłów sugeruje, że już w momencie lądowania ocierała – a domyślam się, że zrobiła to zaraz potem.
podbiegła do koleżanki, odwracając ją na bok.
Podobnież. Podbiegła i odwróciła.
orkowskim czarnoksiężnikiem
Hm “orczym” może? Orkowym? Nie śmiałbym przesądzać o poprawności w wypadku takiego słowa, ale takiej formy jeszcze nie widziałem
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć JolkaK :)
Z pewnością interesująca lektura, która wciągnęła mnie w całości. Dobry warsztat. :)
Miło mi :)
Najsłabiej wypadł Gierke, córka gdzieś zaraz za nim, ale główny bohater jest wspaniale napisany – przekonujący, pełen wewnętrznych spięć, narracja pierwszoosobowa z pewnością mu pomogła. Wyobraziłam go sobie i wydał się prawdziwy. Ludzki.
Cieszy mnie, że wydał się ludzki, bo jak widać budzi on nieco kontrowersji :) Na pewno faktem autentycznym jest, że inne postacie wypadły słabiej.
Zastanawiam się, gdyby usunąć ostatnią część po gwiazdkach, czy nie byłoby mocniej.
Hm, być może. Był moment, że tak się to opowiadanie kończyło, ale marzyła mi się klamra.
Pozdrawiam i dzięki!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Również mi się podobało, urocze i zabawne, ale doprawione taką odrobiną dreszczyku.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
No udało się tę atmosferę horroru stworzyć, co autentycznie doceniam, bo mi to nigdy nie wychodzi. Niektóre opisy mi się bardzo podobały, jak te sylaby rozżarzone – ktoś by pewnie kręcił nosem, że to purpura, ale purpura to też ważny kolor.
Z drugiej strony, standardowe marudzenie: opowiadanie wolno się rozkręca. Po 17k znaków obudziliśmy się i łazimy sobie po tym budynku i w sumie jedyną rzeczą, która się stała, było, że coś tam się gdzieś przewróciło, a największym bezpośrednim zagrożeniem wydaje się, że pokaleczony bohater nażre się aspiryny, która rozrzedzi mu krew i się wykrwawi. Wiadomo, że w takim typowym horrorze trzeba trochę poświęcić na budowanie nastroju, ale to już połowa tekstu.
Jak rzeczy już zaczną się wreszcie dziać, to może nawet są straszne, zwłaszcza ten pies bezzębny zrobił na mnie wrażenie, ale zupełnie nie wiemy o co chodzi, nie mamy nawet specjalnych powodów czegoś podejrzewać i bohater w końcu umiera, w niemalże przypadkowy sposób. Przez to wszystkie przedstawione wydarzenia wydają się równie przypadkowe, pozbawione celu i raczej nie zostaną na długo w mojej pamięci.
Pozdrawiam!
Nie było żadnej różnicy między otwartymi a zamkniętymi powiekami – ciemność była tak gęsta
jaki zostawia po sobie normalny kac
Hmm kac nie zostawia po sobie bólu głowy, ból głowy jest w trakcie kaca, zostawia go po sobie zakrapiana impreza albo coś podobnego.
Jedynym dźwiękami
Jedynym dźwiękiem albo jedynymi dźwiękami
Kiedy inni już płakali on gryzł kolejną
Przecinak między płakali a gryzł.
wisiał wielki żyrandol, kryształowy, ale kilka jego ramion było pogiętych i kilku kryształów brakowało. Okna były wysokie, łukowate, z ciężkimi zasłonami, które teraz łopotały na wietrze. Jedna szyba była rozbita, stąd ten świst.
Musi iść w dół
A czemu nagle czas teraźniejszy?
Szkoda tylko, że ze wszystkich osób które znał musiała przypomnieć mu się akurat ta bezwzględna, zimna, wyrachowana…
Przecinak między znał a musiała.
Stąpnął bosą stopą prosto na coś ostrego. Rozległo się głośne, wyraźny chrupnięcie szkła pod nogą.
Skoro stopą, to wiemy, że pod nogą. Ciach.
!!!!
Raczej więcej niż trzech wykrzykników się nie stawia.
-Kurwa…-powiedział i wyjrzał przez okno.
Spacje zjadło i dywizy wstawiło zamiast myślników.
W budynku obok, świeciło się delikatne światło
Raczej nieuzasadniony przecinek między okolicznikiem a orzeczeniem.
Ręce rozłożone na boki, jakby w geście błogosławieństwa. Twarz spokojna, oczy zamknięte.
Moim zdaniem jeśli prowadzisz cały czas narrację pełnymi zdaniami, to takie bezpardonowe przejście w równoważniki nie brzmi najlepiej.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Melendurze88, do udziału w nominacjach potrzebujesz 50-tki tu:
(tj. 50 skomentowanych opowiadań)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hmm ładnie napisana scenka, ale po przeczytaniu nie wiem, czy tu chodziło o pełzający bunt AI (tyle robotów i żaden nie umiał zrobić manewru Heimlicha? Czuć sabotażem), czy raczej o to, że marność i wszystko marność.
– Merlin zaraz dołączył. – Poprawiła się Claudia.
Literówka, bez kropki i małą.
Tyle lat ma Claudię.
Hm hm od tylu? I czas przeszły?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Zaletami tekstu są klimat postapo i główny bohater, którego przeżycia “zewnętrzne” dość trafnie łączą się z “wewnętrznymi” (jak to napisał melendur, facet wracający do sprawczości).
Główną wadą niestety strona warsztatowa. Wszystkich przecinków i błędów zapisu dialogów nie wypisywałem, bo widzę, że jakieś zakolejkowane poprawki czekają, ale pozwoliłem sobie pod kreseczką wskazać garść innych niezręczności.
Zupełnie zabrakło mi tu też emocji, stawki czy napięcia. Gdy walczymy ze stworem, stwór jest zablokowany kamieniami i najpierw można sobie od niego po prostu pójść, a potem strzelamy sobie do niego jak do tarczy – w żadnym momencie nie czułem, że bohaterom coś grozi. Od strony przeżyć bohatera podobnie – Greg próbuje odzyskać sprawczość, stać się na powrót wartościowym facetem, ale co będzie, jeśli tej sprawczości nie odzyska?
Mamy wzmiankę, że gdyby stwór się wydostał, to rozniósłby osadę, ale raczej to nie wybrzmiało.
Pozdrawiam
kilkunastoletniej dziewczynki
Kilkunastoletnia to raczej nie dziewczynka.
szklance, wykonanej z grubego kanciastego szkła
“Wykonanej” jest tu zupełnie zbędne, a kanciaste nie jest szkło, tylko szklanki. “Po kanciastej szklance z grubego szkła”.
Mieszkaniec osady Bereck, ojciec dwunastoletniej córki,
A po co tak wydziwiać, skoro wiemy, że to Greg?
rozrzucone klocki domina pod horyzontem
Raczej “rozrzucone pod horyzontem klocki domina”.
sto dolarów, identyfikator i rzucił skórzany przedmiot na ziemię
Hm hm hm ja bym dał “sto dolarów i identyfikator, i rzucił skórzany[…]”. Albo “po czym” zamiast drugiego “i”. Teraz wygląda jakby po “i” miało iść dalej wyliczenie, a nie idzie.
shotgun’a
Shotguna. Albo strzelby.
Na końcu groty zobaczył opancerzonego stwora z głową i czterema odnóżami wystającymi z otworu uniemożliwiającego wydostanie się.
To zdanie radziłbym rozbić na dwa, jedno opisujące stwora, a drugie mówiące o tym, że stwór utkwił w dziurze. Teraz jest raczej niezrozumiałe, bo jak czytelnik przeczyta “stwora z głową i czterema odnóżami wystającymi z otworu” to pierwsza myśl jest taka, że to stwór ma otwór, z którego wystają odnóża.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
SNDWLKR,
nie ma za co przepraszać, nie podobało się to się nie podobało, taka opinia też jest cenna.
Dzięki za wizytę!
bruce, myślę też, że jak już miał się komu wreszcie wygadać, to się zwyczajnie “nakręcił” :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu!
Generalnie byłby to bardzo udany szort, szczególnie jak na debiut – jest pomysł, ma to ręce i nogi, wciąga, bo od razu możemy podejrzewać, że coś pójdzie źle. Język jest całkiem ładny, a to zdanie wręcz mnie urzekło:
Jednocześnie był wyzwalający jak skok do wody, z której nigdy nie musiał się wynurzać.
Niestety, jak szanowni przedpiścy zauważyli, interpunkcja dość mocno kuleje.
Pozdrawiam!
– Niech mnie tylko zobaczy ten stary pierdziel! – pomstował w myślach, kracząc nieprzerwanie.
Jeśli w myślach, to ta pierwsza pauza niepotrzebna. Polecam poradnik
Magia to nie zabawka, trzeba z nią uważać. – modulował
Skoro jest kropka, to po kropce raczej wielka litera.
To, że udało mu się przemienić w kruka za pierwszym podejściem(,) nie dziwiło go wcale.
Po raz ostatni odepchnął mocno powietrze(,) używając do tego całej rozpiętości swych skrzydeł.
Przeciek, bo imiesłów przysłówkowy.
rzygać mu się chciało(,) gdy kolejny raz słyszał o tych głąbach
– Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza! – zakrakał z zadowoleniem widząc zbliżający się cel swojej nocnej eskapady.
Skoro zakrakał na głos, to powinno być w nowym paragrafie.
wyskoczył(,) wybijając się z balustrady
Nagle usłyszał przeciągły skrzek, który zmroził całe jego ciało(,) wyrywając go z rozmarzenia.
Kiedy ucichł całkowicie, a serce maga przestało walić jak oszalałe(,) zdał sobie sprawę jak bardzo był przestraszony.
Przecinki.
– Dobra młody, spocznij. – powiedział starszy z mężczyzn(,) zatrzymując się na środku alejki.
– Dobra młody, spocznij[.] – powiedział starszy z mężczyzn zatrzymując się na środku alejki.
– Tak jest[.] – wydyszał młodzieniec. Nie kryjąc ulgi odłożył wiadra z farbami i pędzle, a następnie ściągnął z barków drabinę, którą oparł o pobliską ścianę. – Jaki jest plan, szefie?
– Zaczynamy od tej uliczki młody[.] – odpowiedział jego przełożony. – Pamiętaj żeby niczego nie pominąć, bo stary się wścieknie. Cholerni gówniarze i ich bazgroły…
Bez tych wszystkich kropek (ponownie polecam poradnik).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i gratuluję debiutu :]
No i cóż. Jak to z debiutami czasem bywa, nie mogę powiedzieć, by debiut zachwycał.
Po pierwsze, język wymaga wiele pracy. Jest tu sporo niezgrabnych zdań i dużo błędów, każdego właściwie rodzaju. Niektóre z nich przy pewnej dozie dobrej woli można uznać za potknięcia czy technikalia – choć i takie należy poprawiać – ale niektóre utrudnią czytanie nawet mało wybrednemu odbiorcy, bo czytelnik musi się właściwie domyślać, o co autorowi chodziło – jak to “czy gdyby” już w pierwszym zdaniu. Część wypisałem pod kreseczką, ale zdecydowanie nie wszystkie.
Fabuła też nie powala. 15k znaków mija, zanim Erdeł w ogóle rozpocznie swoją podróż bohatera. Ten czas upływa nam zasadniczo na przedstawieniu sytuacji. Sama wyprawa, gdy już się rozpocznie, składa się głównie z epizodów tak pozbawionych znaczenia, że sam zdecydowałeś się je streścić. Jak coś masz streszczać, to lepiej całkiem wywalić, chyba że jest konieczne do zrozumienia czegoś innego.
Z plusów intrygująca tajemnica głosów i rozczulające nawiązanie przyjaźni z Juchytą. Zakończenie też jest OK, choć nieco niezrozumiałe.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!
Czy gdyby
Samo gdyby. “Czy gdyby” nijak nie pasuje do zdania po przecinku.
przez zażenowanie.
Z zażenowania.
pozostała reszta
Pleonazm. Skoro “reszta”, to wiadomo, że “pozostała”.
wypustnicą a
Przed takim “a” przecinek.
wszystko. – Zakomunikował
Bez kropki i mała litera po myślniku.
Wyjątkowo mu się poszczęściło, ponieważ rozebranie, obejrzenie i ponowne złożenie całego mechanizmu, zajęło mu jedynie osiemnaście godzin.
Bez przecinka przed zajęło (jest między podmiotem, a orzeczeniem).
szybki czas
Raczej “krótki czas”.
Jak się okazało, nie był to „przesiewnik”, nad którym ślęczał od wieczora do nocy, ani wiatraki, które oglądał od południa do wieczora. Powodem zmartwień było to, co sprawdził jako pierwsze (zajęło mu to od poranka do południa). Problemem mechanizmu, okazał się być „podmuchomównik”. Więc właściwie rozbieranie całej reszty mechanizmu było niepotrzebne, jednak Nauch zawsze wolał się upewnić, że dowie się o każdej istniejącej niedogodności.
Cztery zdania z “być”. Takie powtarzanie uchodzi za wadę stylistyczną. Szczególnie w wypadku właśnie tego czasownika.
Był jednak zbyt skromny, używając słowa „czegoś”. Jako geniusz, przeklęty był całkowitym przekonaniem i wiedzą na temat tego, CZEGO, potrzebował do poprawnego działania machiny.
Niestety na Słuchowiskach nie było możliwości pójścia do sklepu
I znów.
zamiennika? – Myślał głośno
Skoro myślał na głos, to małą literą. Polecam poradnik Fantazmatów link
I gdy tak rozważał. Już nie siedząc, a spacerując z kąta w kąt. U drzwi jego domostwa rozbrzmiało głośne pukanie.
Skoro “i gdy”, to raczej powinno być zdanie złożone, czyli przecinki zamiast kropek.
W tych czasach[,] normalnym było to, że ktoś nie miał kończyn, lub miał ich wręcz za dużo.
Nieuzasadniony przecinek.
Dwa lata temu[,] niewielka grupa wędrujących, zajrzała do jego domu.
I tu.
potrząsnął główką, w sposób uznawany za przyznawanie racji.
Czyli “pokiwał”, albo “kiwnął”.
Zainspirowany tą, wspólnotą doświadczeń
Przecinek nieuzasadniony.
Dowód tej ciekawości, wyraził po poznaniu
I tu.
Natomiast druga część, zbudowana była na świadomości
I tu, znowu między podmiotem a orzeczeniem.
Podróż w pierwszą stronę, zajmie ci dobre dwa lata!
jej nogi, były wyższe
J.w.
wierzyć opowieścią nomadów
“Opowieściom”.
są głosy tych którzy już stamtąd nie wrócili.
Przecinek przed “którzy”.
Ale pójście tam jest nie do wykonania.
Po co tak wydziwiasz? “Nie da się tam dotrzeć”.
Drugi rok jego podróży przyniósł mu większe ukojenie.
“Jego” zbędne. Wiemy, o czyją podróż chodzi.
próbował zaplątać Juchytę za pomocą swoich strun
Jeśli “zaplątać” to raczej “w swoje struny”. Jeśli “za pomocą” to szukałbym innego czasownika, jak “unieruchomić”.
Jego głowa krzyczała coś na nich, jednak przez zerwanie wszystkich swoich połączeń gardłowych, nie mogli jej usłyszeć.
Pomijając połączenia gardłowe i zbędne “jego”, “swoich” w tym zdaniu oznacza, że to Juchyta i Erdeł mieli je pozrywane.
myśli ,a
Literówka (spacja po przecinku).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Fajne. Dziwne, ale w tej dziwności niepozbawione sensu i konstrukcji, więc mimo pewnej awersji do gatunków opartych na dziwności czytałem z przyjemnością – dużo takich tekstów w tym konkursie powstało. No i jest tajemnica, która stopniowo się wyjaśnia, więc wciąga czytelnika.
Kojarzyło mi się trochę z pierwszym sezonem “American Horror Story”, tylko tam zamiast szafy podobną rolę spełniał cały dom.
Pozdrawiam!
Później już nie wracali do tego, jak rozumiałem – drażliwego tematu.
Moim zdaniem albo dwa przecinki, albo dwa myślniki.
mrok przepadał
Chodziło o zapadał?
, a one też zamknęły się na wieczność, zabierając ze sobą klucz.
W sensie, że klucz był po wewnętrznej stronie drzwi? Bo jeśli dziewczynki go wzięły, to chyba trzeba by to zdanie inaczej zapisać. Nie zrozumiałem tego zdania.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Wpadam z rewizytą i widzę cała seria, myślę zacznę od części pierwszej. No i cóż mogę powiedzieć, piórko jak najbardziej zasłużone, myślę, że Ślimak trafnie podsumował: “znacznie łatwiej naprawić takie wady niż podrobić takie zalety.”
Tekst wciąga jak wciągnik, bo od razu zostajemy potraktowani tajemnicą, która wyjaśnia się stopniowo, możemy się szybko różnych rzeczy domyślać, ale tak naprawdę nie wiemy nic, więc chcemy się dowiedzieć. Dodatkowo udało się zbudować unikalny klimat.
Pozdrawiam!
Z językowych rzeczy ostały się jedynie jakieś niewielkie potknięcia, np.
nie wynikało, co konkretnie się stało
Nieładny rym.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardziej satyrę na bazie horroru, jeżeli już.
Przyjmując, że to jednak była satyra, jestem usatysfakcjonowany lekturą.
Satyry nie miałem na myśli, więc jeśli tak to odbierasz, to zawiodłem. Raczej celowałem w coś takiego, jak pisał Bard: historię z okolic Lovecrafta, ale którą opowiada chłop nabuzowany jak kowboj i na skraju utraty rozumu. Może to był zły pomysł. A może nie do końca dźwigłem.
Dzięki za wizytę, pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No bardzo dobry szorciak. Udała się ta puenta, tekst potrafił jednocześnie rozbawić i skłonić do jakiejś refleksji.
Takie wywrócenie całości na głowie to trochę zgrany moty i czasem potrafi zepsuć tekst, tutaj to wyszło bo tematy genetycznego projektowania dzieci i spadającej dzietności jednak w pewien sposób się łączą, a jednak ta groteska projektowania psieci jest na tyle mocna, by autentycznie zaskoczyć.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Nie czytałem poprzednich części, ale skoro ta jest pierwsza w kolejności pisania, to zakładam, że nie jest to potrzebne do zrozumienia. No i raczej nie było.
No i cóż, mamy tu solidny horror, w którym się mieszają elementy różnych podgatunków, trochę ufoków, trochę krwi, trochę body horroru, trochę pandemicznych lęków, trochę apokalipsy. Ale udało się to złożyć w całość, która ma sens i straszy. Zwłaszcza scena, gdy robak konsumuje rączkę dzieciaka zza zablokowanych drzwi.
Nie do końca rozumiem decyzję o zrobieniu z Liu takiej nieprzyjemnej osoby. Nie jest to jakby wada tekstu, ale wydaje mi się, że gdyby była milusia i perfekcyjna, to czytelnik bardziej by się przejął jej losami.
Z minusów taka trochę sucha narracja. W “Hodowcach Dusz” to lepiej wyszło.
Pozdrawiam :)
Tom nie musiał znać się na elektryce, by zauważyć, że wszystkie zabezpieczenia są ściągnięte, a bezpieczniki od mieszkań ktoś wyciągnął.
Odczułem to jako powtórzonko.
Dlatego, bo ktoś mógłby je zauważyć.
Dlatego że i bez przecinaka.
światło oświetlało
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej :)
Podoba mi się narracja z pierwszej osoby – bo wyszła ci dobrze, a to nieczęsto się zdarza:)
Kurcze a mi właśnie w trzeciej osobie nic nigdy nie chce wyjść :<
kowboj w czasie spędu bydła
:D No o coś takiego chodziło, choć nie wpadłbym na to określenie.
chyba zbędne, wolałbym gdyby stwór został bardziej tajemniczy, co mogłoby nadać więcej grozy w finałowej rozmowie z generałem :)
Możesz mieć rację. Chciałem skończyć na końcu świata z opóźnionym zapłonem, ale nie wykluczam, że gdyby zostawić więcej niedopowiedzeń, byłoby lepiej.
Pozdrawiam i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej Finkla,
Dodałabym trochę przerw w tekście. Niby większość z tego to jedna scena, bo przesłuchiwany opowiada, ale tak dla higieny psychicznej jakiś oddech od czasu do czasu by się przydał.
Hmm słuszna uwaga pewnie dało się coś wyciąć i wstawić jakąś spokojną scenę.
Fajne jest to, że pytania o córkę pod koniec nabierają całkiem innego sensu.
Miło mi. Lubię klamry.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Darcon,
no muszę przyznać lekko mnie zaskoczyłeś. Że to jest bardziej przygodówka z tematyką cosmic horror niż taki prawdziwy horror, pewnie tak, albo że mam nieraz problemy z pewnym realizmem, to na pewno. Ale że pastisz, to bym nie pomyślał :D
Tak czy inaczej dzięki za komentarz, postaram się wziąć sobie do serca jak wszystkie.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm hm hm.
Mamy tu przejmujące i przekonujące opisy niełatwego życia podczas średniowiecznych plag i trudnej relacji zakonnicy z własną wiarą i przekonaniami – tak to odbieram po przeczytaniu, ale przyznam bez bicia, że w trakcie czytania miałem niejaką trudność domyślić się, co to za historia i dokąd ten tekst może zmierzać. Początek zdawał się sugerować, że będzie o miłości do zwierząt, potem zdawało się, że chodzi o te plagi, dopiero jak się nasi bohaterowie zaczęli się ten-tego, zaczęło mi się to spinać.
Nie wiem też, nawet po przeczytaniu, czym miał być ten feniks – bo zakładam, że miał coś symbolizować. Może inni czytelnicy będą bardziej domyślni.
Natomiast czytało się fajnie, bo udało Ci się sprawić, bym przejął się losami bohaterki zmagającej sie z wieloma trudnościami – pierwsze, co robi Elżbieta, to niemalże dosłownie “ratuje kotka”. Niby standardowy chwyt, ale fakt, że kotek był feniksem skutecznie odwrócił moją uwagę od tego, że to książkowy numer. Także brawo xd
Pozdrawiam
wtedy zauważyła ludzi tłoczących się na rynku, ustawionych w okręgu wokół czegoś na środku. Zaciekawiona podeszła bliżej.
W pewnym momencie zatrzymała się
Wtedy między głowami gapiów dostrzegła jakiś ruch.
Lecz wtedy znów przypomniał jej się widok biednego,
który właśnie ukazał się jej oczom.
Taka luźna uwaga nie wiem, czy z sensem: dużo używasz określeń czasu jak “wtedy” w takich miejscach, gdzie można by je bez szkody powycinać, bo wiadomo, że wydarzenia następują jedne po drugich. Może gdyby nie to, że w jednym miejscu były zaraz koło siebie, to bym nie zwrócił uwagi.
Mieszkając poza miastem(,) rzadziej miewała styczność z taką bezwzględnością
Hmm przecinek bo imiesłów przysłówkowy?
nie mają duszy
Hmm jeśli to katolicka zakonnica, albo jakiegoś z grubsza pokrewnego wyznania, to jej zdaniem powinny mieć.
mokry materiał leżący na ławie, wciągnęła go szybko na siebie. Po wdzianiu równie mokrego płaszcza
dotknąć umęczone zwierzę
Po dotknąć nie powinno być dopełniacza?
na tyle gęsty, by odnieść wrażenie opieki roztaczanej przez naturę, lecz nie na tyle gęsty
Wywaliłbym przynajmniej “gęsty” w drugiej instancji.
Wtedy też zauważyła, że ptakowi przybyło o wiele więcej piór, niż gdy zabrała go spod stosu.
Hmm moim zdaniem “zauważyła, że ptak ma o wiele więcej piór, niż” albo “ptakowi przybyło piór. Miał ich więcej, niż gdy”. Obecna forma sugeruje, że ptakowi przybywało piór w trakcie zabierania, a chyba nie o to chodzi.
Przypomniała sobie czasy klasztorne i długie wieczory spędzone w skryptorium, przepisując lub po prostu czytając opasłe księgi obite cielęcą skórą.
Hmm moim zdaniem ładniej “spędzone w skryptorium na przepisywaniu […]”, a nie wykluczam nawet, że ten imiesłów jest tutaj błędny.
Rozum. Świadomość. Duszę…?
Nie bluźnij, upomniała się w myślach.
Jak wyżej. Zakładając cały czas, że to katolicka zakonnica – nie mam na razie powodu przypuszczać inaczej – nie powinna mieć problemu ze stwierdzeniem, że zwierzęta mają świadomość i duszę (choć inną, niż ludzka), a przypisywanie im rozumu trudno nazwać bluźnierstwem.
Tutaj jest drogocenny surkot
Nie dam sobie ręki uciąć, ale to chyba angielskawe. Może “mam”?
lekki ciężar
Może raczej niewielki?
Po chwili oczy zaszły całkowitą mgłą.
Hm hm hm raczej całkowicie zaszły, niż całkowitą mgłą.
I wtedy już wiedziała, że z samym brzaskiem zabije feniksa, jak tylko się rozjaśni.
Zabije feniksa samym brzaskiem, jak tylko się rozjaśni. Teraz brzmi jakby feniks miał się rozjaśniać, co przy innym typie pierzastego przyjaciele może i by przeszło, ale akurat feniks mógłby się rozjaśnić :D
Piaskowiec i wapień był dobrze
Były.
wyłuskane z sensu
ładne określenie
płacze rzewnymi łzami, zachłystuje się wręcz bezradnością, to już nie ma ratunku dla nikogo.
A czemu czas teraźniejszy?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hej, hej :)
Fabuła też mi się spodobała, choć zastanawiam się, dlaczego główny bohater nie opłacił ekipy, która towarzyszyłaby mu podczas tej podróży. Skoro był bogaczem, to chyba żaden problem?
Im więcej marines tym trudniej się ukryć przed oczyma amerykańskiej bazy (która, ciekawostka, naprawdę stoi na górze Ararat. Nie sugeruję, że pilnują przedwiecznego ufoka, ani nawet Arki Przymierza, ale czegoś jednak pilnują…).
Na koniec fajna klamra wyjaśniająca, skąd Teksańczyk znalazł się w bazie wojskowej. Sama wypowiedź dziewczyny wydaje mi się nieco za długa i zbyt informacyjna.
Hmm może. Zwłaszcza, że wcześniej jest przytyk do złoczyńskich monologów xd Pomyślę.
Ha! Dlatego nie odgadłam, że Widokówka jest Twoja. :D Wydaje mi się, że cechą charakterystyczną w Twoich opowiadaniach są akcenty, które kojarzą się albo z ZSRR albo DDR :D Zajcew. Władymirówna. Lebensraum. A teraz von Gierke.
Hmm w Widokówce też jest historyjka o tatarskiej brance xd
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam Holly :)
Ja akurat wiem, co to znaczy, ale niektórzy mogą pomyśleć, że pornogwiazda siedzi na broni… :p Nie każdy zna angielski, zwłaszcza dojrzalsi czytelnicy. No i nie daj Boże opko odwiedzi krwiożercza Tarnina… :P
Pornogwiazda siedząca na strzelbie to może jeszcze bardziej ‘Murica, niż pornogwiazda na bocznym siedzeniu :D A tak serio pewnie masz rację. Zmieniam, choć z żalem.
Aaa, ten dryas to jest określenie czasu. Ale trochę mi to zajęło.
No to jest określenie raczej mało znane, poza “specyficznymi” kręgami. Z drugiej strony, jeśli je wywalę i zastąpię wszędzie “dwanaście tysięcy lat temu” to stracę bezpośrednie nawiązania do pewnych szurskich niezwykle ciekawych teorii.
Przecież angielski to jest ich ojczysty język. Usunęłabym to zdanie.
Jak ktoś jest z Teksasu i nazywa się Reyes, to niekoniecznie. Ale może faktycznie szkoda ryzykować, że ktoś się potknie, nie ma to w sumie żadnego znaczenia, że on jest latynosem. Wywalam.
Trochę jest dla mnie niejasne, dlaczego Andrew zabrał ze sobą Emilię. Wyprawa w poszukiwaniu Atlantydy nie brzmi jak beztroska wycieczka turystyczna. I to jeszcze z obcym chłopem, który, jak się szybko okazało, po prostu ją zabił.
Hmm to ona się uparła, że nie puści go samego z obcym dziadem. Nie wydaje mi się to przesadnie nieuzasadnione, wiesz, niektóre kobity potrafią stawiać na swoim. Jest o tym wspomniane, ale podkreślę to bardziej, żeby było jaśniej.
W jaki sposób takie monstrum miałoby przejść przez korytarz, skoro sam Andrew ledwo się tam zmieścił?
Zamysł był taki, że ta bariera z wąskim korytarzem powstała później, gdy monstrum już było na miejscu, właśnie po to, żeby się czasem nie wyczołgało. Może to powinno być w tekście, ale w sumie żadna z postaci o tym nie wie, mogą tylko podejrzewać, hmmm
Trochę dużo tej juchy. Poza tym to słowo brzmi prymitywnie. Do boskiej bardziej pasuje mi krew niż jucha.
Hmm pozmieniam.
Ale również – a dla mnie: przede wszystkim
→ Ale również – a przede wszystkim dla mnie
Hmm a to mi się wydaje w porządku. Andrew mówi, że dla niego leki były głównym wątkiem, a nie pobocznym.
Ponad 32 tys. znaków, a dosłownie przeleciałam przez tekst, co potwierdza Twój wybitny warsztat.
Główny bohater ma ciekawą, nietypową motywację odnalezienia Atlantydy, tudzież świątyni: jego celem nie jest skarb, Graal czy Arka, lecz lek. Tutaj mi zaimponowałeś.
Dziękuję pięknie!
Pozdrawiam i dzięki za wizytę!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No kolejna bardzo niepokojąca wizja. Ten brud i makabrę faktycznie daje się tu odczuć. Postać staruszki pobudza wyobraźnię i ładnie łączy kolejne scenki.
Na szczęście póki co nekrobotyka to raczej ciekawostka – używanie martwych pająków jako chwytaków na pewno może pobudzać wyobraźnię i rodzić pytania, z drugiej strony nie różni się jakoś zasadniczo od wykorzystania przysłowiowej oślej szczęki do obicia paszczy drugiemu australopitekowi. Używaliśmy ciał zwierząt jako narzędzi od zawsze, właściwie gdy jeszcze sami byliśmy zwierzętami.
Jedyne, co mnie nie przekonało, to dosłowność boskiej kary spuszczonej na naruszającą porządek rzeczy ludzkość – odniosłem wrażenie, jakby epidemia była aktem woli personifikacji śmierci, a chyba przestroga mocniej by wybrzmiała, gdyby źródłem epidemii były patogeny rozwijające się w gnijących ciałach nekrobotów. Albo przynajmniej była jakaś sugestia, że mogła ona mieć fizyczne źródło.
Pozdrawiam i klikam (w zaufaniu, że poprawisz pomieszaną narrację w tej jednej scenie)
Człowiek nie poprzestał na insektach.
Pająki to nie insekty.
Ekspansja kosmosu stanęła pod znakiem zapytania.
Hmmm ekspansja w kosmos raczej, ekspansja kosmosu to jakby kosmos ekspandował (co kosmos, owszem, robi, ale raczej nie o to tu chodziło).
niezdolny wydać z siebie choćby dźwięk.
Dźwięku, bo przeczenie.
wyłem w myślach, unosząc kilof ponad głowę.
krzyk wyrwał go z rozmyślań.
Tu masz pomieszane narracje pierwszoosobową i trzecioosobową.
zwłoki splecione z cechami ludzkimi i zwierzęcymi
Raczej “zwłoki ze splecionymi cechami ludzkimi i zwierzęcymi”, albo “zwłoki, w których splatały się cechy […]”. Teraz wychodzi, że zwłoki splatały się z cechami. A szczerze, to nie wiem, czy całkiem tego słowa “splatać” czymś innym nie zastąpić, raczej jest niezrozumiałe.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hesket, dzięki za tak jednoznacznie pozytywną opinię :)
bruce, mogło i tak być :) Chciałem tu zostawić pewną wątpliwość, jednak ze wskazaniem na zewnętrzne inspiracje przynajmniej części działań profesora.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zabawne, pomysłowe i ładnie napisane. Bardzo udany szorcik, szkoda tylko, że na końcu krwiopijca-zyskożerca wygrywa :(
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No bardzo ładne, nastrojowe sci-fi. Atmosfera tego dogorywającego statku pokoleniowego daje się mocno odczuć. Tajemnicze kwiaty intrygują, sytuację wyjaśniasz po troszku, więc chce się to czytać. Zakończenie, w którym Paula tak zwyczajnie umiera kopie mocno, bo spodziewałem się jednak czegoś innego.
Bardzo, bardzo ładnie.
Klikam i pozdrawiam
Niespokojne oddechy, jęki, westchnienia zakłócają nocną ciszę. Inni też mają koszmary. ,,Ale przynajmniej śpią”, myślisz sobie, czekając na rozpoczęcie dziennej zmiany. Kolejny dzień. Kolejny krok w stronę przepaści.
A czego czas teraźniejszy i druga osoba?
od lat chyba na stacji nikt się nie uśmiechał
Chyba od lat, moim zdaniem, ale nie umiem tego dobrze uzasadnić.
Jednak tamten ziemski las wyglądał bardzo mizernie: zmarniałe drzewa, niszczone przez choroby i kwaśne deszcze, niebo zasnute mgłą, wyschnięta ściółka.
To… wyglądało zupełnie inaczej.
– profesorze, niech pan wstanie!
profesor wyjątkowo był trzeźwy.
Wielką.
Może to dlatego, że mieli to we krwi?
Dwuznaczne ciut.
Nie wiem, czy to tak specjalnie? Czy się źle wkleiło?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam pobetniczo i powtarzam:
Jest bardzo fajnie – klimatyczne postapo, szybko do rzeczy, dużo akcji i z dobrze zbudowanym suspensem. Mogę być skrzywiony, bo gatunek mi podchodzi, ale mi się bardzo podobało.
Zakończenie o tym, że nie ściągnął maski osobiście nie wydało mi się niewiarygodne – ponownie, jako samiec beta tego opowiadania mogę być skrzywiony, ale chaos i nieszczęścia w takiej sytuacji wydają się uzasadnione, a dodatkowo było to zwiastowane, więc moim zdaniem to zakończenie zagrało.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Jeśli Ciemiężyciel miał zdolności zawładnięcia umysłem, to nie wybrzmiało to dość przekonująco.
Domyślam się, że był opętany, ale podobnie jak beeeecki, uważam, ze nie wybrzmiało to dostatecznie.
Ech, a mi się wydawało, że ta sugestia już jest i tak o wiele zbyt mocna. Chciałem, żeby jednak była tu wątpliwość. Może to była zła decyzja.
Dzięki wam za wizytę, mam nadzieję, że następny tekst spodoba się bardziej!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Okazuje się, że cosmic horror to zupełnie nie moja bajka.
Możliwe, ale nie wykluczałbym też, że ten mój jest po prostu cienki :D
Tak czy inaczej, szkoda że się nie spodobało, ale jak zwykle dzięki za przeczytanie i wskazane błędy.
Czy tu aby nie miało być: …mając ból przekłutych gigantycznymi gwoździami członków.
Ach, oczywiście, gwara mnie dopadła.
Pozdrawiam :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i przybywam nadrobić zwycięskie opowiadanie :D Także gratulacje!
Hm hm hm momentami całość wydawała mi się nieco naciągana, jakby historia była zaprojektowana do pokazania pewnych zjawisk i problemów. Co samo w sobie nie musi być czymś złym, konwencja jak każda inna, ale gdy historia zapowiada się na porządny kryminał, a potem wskakuje nam taki Vigo, który w zależności od potrzeb fabuły albo pokazuje dogłębną wiedzę na temat portali, albo nie umie nawet takiego portalu odpalić, jednak trochę gryzie to w oczy.
Natomiast poza tym skrętem od Agathy Christie do społecznego komentarza, jest to bardzo udany tekst. Czytałem z autentycznym zainteresowaniem i zostałem jak zwykle uraczony bardzo ładną prozą. Pokazujesz sprawę za pośrednictwem akcji, nie wpadając w jakieś infodumpy.
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Wstęp wydał mi się nieco przydługi, ale ogólnie tekst bardzo przypadł mi do gustu. Zdecydowanie ciarki mogą przejść po plecach, zwłaszcza jak ktoś nie lubi pająków.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Michael,
dzięki za miłą opinię, pomoc w becie i kliki.
Opowiadani wciąga, już zauważyłem po Twoich komentarzach, że lubisz jak akcja zaczyna się szybko, bez zbędnego przeciągania – potwierdzasz to rzeczywiście w swoich tekstach, brawa za konsekwentność.
Istotnie, mocno wierzę, że opowiadanie powinno się zaczynać razem z akcją, a jeśli trzeba coś wytłumaczyć, lepiej to zrobić gdzieś w międzyczasie. Wydaje mi się wręcz, że wskazane jest, żeby czytelnik wszystkiego nie wiedział od razu, bo wtedy czyta, żeby się dowiedzieć xd
Pozdrawiam :)
Adexx,
dzięki za miłą opinię i klika. Oczywiście, Lovecraft był tu dużą inspiracją, choć też pod pewnymi względami jest to tekst bardzo odległy od jego twórczości.
bruce,
Dziękuję za miłą opinię i za oba kliki.
Jednak – tak sobie myślę – możliwe, iż to celowy zabieg, aby zmusić nas, czytelników, do samodzielnego dopowiedzenia sobie owej szokującej historii? :)
Zabieg, owszem, celowy, choć nie byłem do końca pewny tak otwartego zakończenia i nie chodziło o to, żeby czytelnik sobie coś dopowiadał. Chciałem skończyć w momencie, gdy zguba jest już pewna, ale jeszcze nie nastała – wydaje mi się to zgodne z formułą gatunku. Cthulhu śpi, kiedyś się obudzi i zrobi nam duże kuku, ale na razie śpi.
Za wskazane potknięcia dziękuję, nie jestem pewien jedynie przecinków po “ale” i przy “gdy”, doczytam sobie.
Bogowie, którzy rządzili tą planetą, zanim Bluźnierca uwięził ich pod górami?
W nim jest takie niewypowiedziane pytanie. Wydaje mi się, że tak można, ale może to faktycznie błąd hm…
Zerwałem się z kolan i wyrwałem z kabury Sigsauera. – tu dopytam, bo się nie znam, przepraszam – czy nie powinien być pisany rozłącznie: „Sig Sauer”?
A wiesz, jak się tak zacząłem zastanawiać… to nie mam pojęcia. Firma faktycznie nazywa się SIG Sauer, ale jako potoczna nazwa jednego egzemplarza mi to nie wygląda… Zmienię na Berettę, nie będzie problemów xd
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
To ja poproszę pod najnowszym, czyli tu haw :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Cześć Śniąca :]
Jak na horror, to jest zbyt lekko napisane. Styl i zastosowane metafory oddalają od horroru. Nie jest to jednak zarzut sam w sobie, bo nie było wymogu tego gatunku.
No to jest taki horror, wiesz, inny :D Obyczajowo-tkliwy.
Jednej rzeczy mi jednak zabrakło – ile czau minęło od zniknięcia Moniki do Wielkiego Dnia? To mnie trochę uwiera, bo rodzi kolejne pytania w zależności od odpowiedzi ;)
Słuszna uwaga. Minęło “raczej dużo” czasu, ale mogłem to bardziej zaznaczyć.
Dzięki i pozdrawiam!
Cześć Tarnina :]
całkiem wysoko zawiesiłeś poprzeczkę. Spokojny, psychologiczny horror, spójny, językowo przyzwoity (są błędy – ale to raczej potknięcia typu dziwny szyk czy "Pierwsza Komunia" napisana małymi literami), rozwijający się powoli i – aż do końca – ukrywający niewypowiedziane Zło we mgle.
Dziękuję :0
Mimo to czegoś mi tu brak. Może to końcówka, w której Zło staje się wypowiedziane, tak rozczarowuje? Może pewna (choć ukryta przez perspektywę powietrzną) jednowymiarowość bohaterki, która w zasadzie chce już tylko umrzeć? Trudno orzec.
Hmmm może oba po trochu.
Za wskazane potknięcia serdecznie dziękuję, poprawię i będę analizował, szczególnie anglicyzmy składniowe.
imiesłów przysłówkowy współczesny, jak sama nazwa wskazuje, oznacza, że czynności są wykonywane równocześnie – nic nie mówi o ich powiązaniu przyczynowym
Kurde, wiedziałem o tej regule :(
oba oznajmujące (jeśli spędzę, to wezmą) albo oba przypuszczające (gdybym spędziła, to wzięłyby)
Nie wiedziałem, że tryby muszą być zgodne. Postaram się zapamiętać.
Jedynie w kwestii purpury chciałem się nieco wziąć w obronę, celowo przypurpurzyłem miejscami bardziej niż zwykle, jako że narratorka jest artystką i wydawało mi się, że mogłaby tak zrobić. Aczkolwiek nie wykluczam oczywiście, że mogła być to zła decyzja.
Plik z wyszczególnieniem wszystkich pogubionych przecinków przyślę Ci chętnie na dowolnie wskazany adres e-mail.
Dziękuję, chętnie skorzystam :)
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bruce, dziękuję już nie anonimowo za tak miłą opinię, no i za udział w organizacji udanego konkursu!
Kolejne – za ciekawą historię o rzeczce, która autentycznie istnieje. :)
Hmmm rzeczka o takiej nazwie może i istnieje – już teraz nie pamiętam, czy się posilałem google maps celem inspiracji – natomiast zmuszony jestem ze smutkiem wyjaśnić, że historia o siusiającej dziewczynie została zmyślona :( (podobnie jak wszelka geografia zresztą).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa dla wszystkich i dla grona jurorskiego, trzeba przyznać, że konkurs pięknie obrodził!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm, no mnie tym razem specjalnie nie przekonało.
W pierwszym momencie gdy na tapet wjeżdża korzeń ma to swój szokujący urok, ale nie dostrzegłem tu żadnego napięcia, ani intrygującej tajemnicy, ani bohaterka niespecjalnie zdobyła moją sympatię, więc kolejne opisy epizodów z życia Kaliny, dendroerotycznych i innego rodzaju, raczej mnie nie wciągnęły.
Dopiero gdy figowiec podniósł rękę na bonsai, nabrałem wrażenia, że ta historia jednak dokądś zmierza.
Nie wykluczam, że ta fabuła jest lepsza, niż mi się wydaje i tylko ten dendroerotyzm skutecznie odwracał od niej moją uwagę. Pewnie pisząc coś takiego spodziewałeś się, że nie do każdego trafi.
Z zalet udane zakończenie i jak zwykle nieprzeciętna proza.
Pozdrawiam i klikam, bo za samą jakość klik tu się należy, nawet jeśli mi nie podeszło
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Bardzo ładnie napisana scenka, mimo że momentami wchodzi w pewną abstrakcję, to opisy bardzo przemawiają do wyobraźni.
Miałem narzekać na studnię, ale widzę, że ktoś już wypełnił ten obywatelski obowiązek, to nie będę.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ta puenta bardzo ratuje tego szorta. Bez niej to by był kolejny “Dziwny, wspaniały świat”, a tak wyszła nawet zgrabna miniaturka z przekazem.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
I wierszy, i fragmentów.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No mam podobne uczucia jak Ambush, bawił mnie ten tekst a może nie powinien.
Ale tak czy inaczej, jest to dobry szort, z kompletną historią, wyraźnym i oryginalnym pomysłem, jak zawsze bardzo ładnie napisany, z przemawiającymi do wyobraźni opisami.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dziękuję i gratuluję. Postaram się godnie nieść ten krzyż.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam pobetniczo.
Mocny szort, trafiający do wyobraźni, zwłaszcza ostatnia scena. Niestety – jak już zauważyła bruce – raczej nie trafi tam, gdzie powinien. Pocieszam się, że tej przemocy wobec piesków wydaje się raczej coraz mniej, niż więcej.
Bardzo fajnie tu kontrastuje ta brutalność z infantylną (w dobrym znaczeniu tego słowa) ideą, że aniołki nie mogą niczego odmówić dziewczynce, bo nazbierała groszku za dobre uczynki.
Koty nie są gorsze od psów.
No nie wiem, nie wiem. Katować kotka oczywiście nie wolno, i ogólnie kotki bywają fajne, ale pies to jednak stworzenie doskonałe :) Pies > kot > człowiek.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Też bym powiedział, że raczej czarna komedia, niż bizarro, ale to i lepiej. Taki lekko groteskowy humor mi się podoba. No i jak zwykle bardzo ładnie napisane.
Troszkę by można kręcić nosem na fabułę, mało się tu dzieje w sumie, ale dla miniaturki (tak to odbieram, choć technicznie jest powyżej limitu szortowego) to nie jest wielka wada.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Hm, niby rozumiem, że miało być trochę obrzydliwie, ale i tak wydaje mi się, że gdyby tę wulgarność przykręcić o dwa oczka, to tekst by na tym zyskał.
Ale tak, czy inaczej, jest to udany szort, z kompletną historią i pobudzający wyobraźnię, także klikam i pozdrawiam.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Następny jest RAM.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zabawne opowiadanie z sympatycznymi bohaterami. Aczkolwiek zabawniej byłoby, gdyby to elf-snajper miał na imię Simo :]
Ukryłeś plan elfów przed czytelnikiem, wydaje mi się, że ciekawiej byłoby znać choć jego zarys. W takiej baśniowej konwencji nie umiałem sobie nawet wyobrazić wszystkich rzeczy, które mogłyby pójść nie tak, więc nie czułem tu napięcia. Ale może w takiej świątecznej opowiastce nie musiało go być?
Pozdrawiam i klik
wypłaty, jakimi były słoje,
“Którymi”, moim zdaniem. Albo “których rolę pełniły”.
– Jesteś pewien, żeby to zrobić?
Hmm “że chcesz to zrobić”?
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Do pewnego momentu opowiadanie bardzo mi się podobało – taka groteskowa historyjka, trochę śmieszna, trochę straszna, trochę śliska. Postacie burmistrza i burdelmamy są przerysowane, ale nie za bardzo, tak właśnie akurat.
W końcówce, gdy trafiamy do basenu cierpień i rozkoszy, ta dziwność mnie nieco przerastała. Aczkolwiek rozumiem, że miało być dziwnie, bo to taki konkurs.
Pozdrawiam
Burmistrz, profesor Adam Josef Evergreen III(,) podążał na spotkanie, na które wcale nie chciał się udać.
Ja bym tu dał przecinek, ale podobno widzę wtrącenia tam, gdzie ich nie ma, to mogę nie mieć racji.
wyże,
j, jak mniemam.
Kozlovsy
Kozlovsky, chyba, po botem jest “Kozlovskich”.
w ,
Spacja.
-Kim-ber-ly!
Dywiz zamiast myślnika.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Widać, że produkty branży jubilerskiej nie cieszyły się wzięciem.
Czy ja wiem. One są z punktu widzenia fabuły z grubsza wymienialne, więc w sumie można by ich wynik zsumować.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
A systemów idealnych na tej ziemi nie ma i być nie może.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zgadzam się z Finklą, ten tekst “czuć” typową pastą, szczególnie tę ekspozycję na początku. Co oczywiście nie jest niczym złym.
Ogólnie mi się całkiem podobało, mroczny klimat i napięcie dają się odczuć.
pamięć o niemieckich osadnikach, istocie, o której pamięć
Raczej niecelowe powtórzonko?
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Mocny tekst i jak zwykle świetna proza. Jednocześnie pełna barwnych metafor i boleśnie dosłowna.
Nie ma tu niestety fantastyki, no ale widocznie nie musiało być.
Pozdrawiam i doklikuję
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
W końcu to GZ. Wysoka półka, wie, co mówi. Ja na przykład tego nie wyłapałem.
Otóż właśnie może za niska półka, bo ja za to tych odniesień kulturowych słowa “tekstylia” absolutnie nie wyłapałem (dlatego zaznaczyłem w pierwszym poście, że może czegoś nie rozumiem – spodziewałem się, oczywiście, że Ślimak zna dosłowne znaczenie słowa “tekstylia”).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Tudzież i ja.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam :]
Bardzo przejmujący i plastyczny opis zmagań i doświadczeń chorobliwie otyłej osoby. Podobało mi się szczególnie, że bohaterka budzi jednocześnie współczucie i odrazę. Pomysł jest oryginalny i dobrze wykorzystany, a to podstawa udanego szorta.
Fantastyka jest i jest istotna dla fabuły, można by się zastanawiać, czy przetrwałaby starcie z brzytwą Lema, ale w sumie po co?
– Jesteś bestią, paskudną i obrzydliwą bestią, a nie człowiekiem
Ta “bestia” w opozycji do człowieka wydaje mi się angielskawa. Wolałbym chyba albo “potwora”, albo “zwierzę”. “Bestia” po polsku to coś dzikiego i groźnego, co nie pasuje raczej do otyłej osoby. Aczkolwiek mogę nie mieć racji.
Klikam i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Brawa!
Możesz też napisać… Tylko nie wiem do kogo :D, czemu jeszcze nie jest przypięte:)
Arbinus sugerował ostatnio jeśli dobrze pamiętam, żeby napisać że piórka są nieprzypięte i zgłosić taki komentarz. Pewnie wtedy maila dostaje jako mod czy coś.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ciekawie wypadło to połączenie matematyki i psychologii. Hiperboliczna plaża na pewno mocno przemówiła do mojej wyobraźni – znalezienie drogi, w sytuacji, gdy geometria “wpycha” nam pod nogi niemalże nieskończone przestrzenie wydaje się przerażająco beznadziejnym wyzwaniem, ale przy systematycznym podejściu w końcu się udaje.
Jedyne, co mniej mnie tu przekonuje, to postać Alicji. Pojawia się znikąd i mówi akurat to, co jest potrzebne fabule – ale jeśli coś zaszkodziłoby fabule, to “reguły” zabraniają jej tłumaczyć. To nawet pewnie ma sens z tego psychologicznego punktu widzenia, że Olek/Olki muszą sami pokonać przeszkodę, żeby coś z tego mieć, ale odebrałem to jako bardzo “wygodne”.
Może w takiej konwencji to jest OK, dla mnie wszelkie bizarry to zawsze trudny orzech w odbiorze.
Pozdrawiam
leżeli na ręcznikach, w parawanach, z książkami, torebkami, walizeczkami nawet – ale nigdzie nie było widać choćby śladu tekstyliów.
Może czegoś nie rozumiem, a może się czepiam bez sensu i przesadnie, ale czy ręczniki, parawany i torebki nie są zazwyczaj z tekstyliów?
która na pytanie o obwód w talii musiałaby odpowiedzieć „z biustem czy bez?”
:D
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dzięki za rozbudowany i merytoryczny komentarz!
To, co mocno mi zgrzyta w postaci Ratka, to jego kompletny brak planu ucieczki. Jak na kogoś, kto był w stanie przyczynić się do powstania powstania i kogoś, kto przez lata udawał przyjaźń w stosunku do Lamii i podległość i wdzięczność wobec kniazia, kogoś, kto wszedł w układ z przemytnikami, to głupota w przeprowadzeniu ucieczki (kompletne zdanie się na los i łut szczęścia) poraża.
Jest to uwaga, która mnie w pierwszej chwili zaskoczyła, ale po dogłębnej analizie, nie mogę się z nią jakoś mocno nie zgadzać :O
Mam wrażenie, że przynajmniej w kilku miejscach oprzecinkowujesz określenia (co prawda złożone z kilku słów), które dopowiedzeniami nie są, albo są na zasadzie “jak się uprzeć, to niech już będzie”. Przeszkadzało mi to w czytaniu.
Hmm nie mogę tego wykluczyć. Spróbuję coś podczytać w temacie, bo wtrącenia rozpoznaję raczej “na czuja”.
Edytka. Tak jeszcze tylko dodam, że miejsce akcji tekstu skojarzyło mi się z Petersburgiem.
Miałem w głowie raczej jakąś mieszankę Rusi/WKL i Transylwanii, doprawioną anachronizmami, ale Petersburg też może być :)
Pozdrawiam!
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Witam i świąteczny komentarz :]

Nie wiem, czy to bizarro, bo się nie znam na tak egzotycznych konstrukcjach, natomiast na pewno jest to szort zabawny, przeuroczy i napisany przyjemnie lekkim piórem, że tylko wspomnę słówko “przypaćkać”, które się tam wszystkim – słusznie! – spodobało.
Bardzo doceniam, że w tak krótkim utworze udało się zmieścić rosnące napięcie – zaczynamy od pomidorka i płynnie przechodzimy właściwie do walki o przetrwanie cywilizacji. Brawo.
Przyczepić nie ma się bardzo do czego, jedynie w jednym miejscu rzuciła mi się w oczy letka siękoza:
Gdy go wyciągałem z błocka, wydawał się taki bezbronny i śliczny. Teraz zmieniał się na moich oczach. Skóra stawała się błyszcząca, macki i głowoodnóża mnożyły się, a zgrzytanie stało się jeszcze bardziej zgrzytliwe.
Pozdrawiam i kliknąłbym oczywiście, ale już naklikane
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
dogsdumpling
Finkla
cezary_cezary
Ambush
Bardjaskier
Zygfryd89
Ślimak Zagłady
HollyHell91
JolkaK
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
To może takie coś dla HollyHell91 –> https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/33528
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No jest to trochę zawiłe, ale czytało się dobrze i generalnie mi się podobało.
Dobrze zagrało to przechodzenie między liniami.
Ta sugestia o paragrafówce trochę niedociągnięta, moim zdaniem, gdyby nie tytuł nigdy bym nie wpadł na taką interpretację tekstu.
Oddanie telefonu jakiemuś bylekomu faktycznie może wydawać się mało wiarygodne. Może jakieś zdanie więcej komentarza od narratora by się przydało. Z drugiej strony utrata telefonu to nie koniec świata, ludzie telefonami stoliki/krzesła w restauracjach zajmują i cziki briki.
Klikam i pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Czytając, nie mogłem się oderwać, zastanawiając się, do czego to wszystko zmierza. Bardzo sprawnie napisane, a dziwność narastała, stopniowo pobudzając zainteresowanie.
Na koniec zostałem z “o co tu tak naprawdę chodziło?”, no ale chyba tak miało być.
Jedynie ta scena z porno mi niespecjalnie pasowała, w sensie jest taka jakby wyjęta z głównego ciągu, jakby istniała tylko dla dowcipu o gardle, ale nie wszystko tu rozumiem, to może nie mam racji.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Chyba ja lepiej wiem, czym będę czytał xd
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
![]()
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
No miałem za pamięci przyjść z klikiem, a widzę, że już nie trzeba – i dobrze, bo jest to udany tekst. Bardzo dołująca wizja i, co gorsza, jest to wizja nie przyszłości, a teraźniejszości – ludzie co prawda jeszcze są w stanie sami kłapać szczęką, ale to są techniczne szczegóły.
Głównym zgrzytem był tu dla mnie nadmiar ekspozycji, ale widzę, że standardowo nikomu innemu to nie przeszkadza :)
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zabawne i bardzo ładnie napisane. Do mnie narracja w formie przesłuchania jak najbardziej trafia. Podoba misię pomysł na burdel i brudne sprawki w misiolandii, taki ładny kontrast.
Fabuła trochę do mnie mniej trafia momentami (czemu te misice zrobiły zbiorowe harakiri?), ale ja mam często problem z odbiorem absurdów i bizarrów, więc to raczej nie wina fabuły, tylko moja.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Tatuaż z kurzej krwi – Galicyjski Zakapior
Nie wiem, czy znowu nie robię fopa, ale to nie ja, nawet mój komentarz tam jest :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Zgadzam się z Bardem, że “Czy osoba…” wygląda na CC – sam długaśny tytuł na to wskazuje.
To skoro polemika nie jest faux pas, to ja zgłaszam votum separatum – to raczej nie może być Cezary, bo Cezary już pisał na nie-konkurs.
Może beeecki, on niedawno robił długi tytuł też, chyba się zaraził
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki