komentarze: 512, w dziale opowiadań: 414, opowiadania: 234
komentarze: 512, w dziale opowiadań: 414, opowiadania: 234
Hej MB,
chciałbym coś doprecyzować:
„Po drugie całkowicie rozumiem zarzut.” – to nie był zarzut! Zaznaczyłem to w komentarzu. To była wyłącznie subiektywna opinia. Dla mnie „zarzut” oznacza wskazanie konkretnej wady, a tutaj chodziło raczej o moje wrażenie, że opowiadanie odbieram jako fragment czy scenkę.
„Chciałem tym tekstem raczej umilić czas na wieczór.” – i to się zdecydowanie udało.
„Zdaję sobie sprawę, że samo przejście z ikhlwy na ihawu, demon i afrykański klimat to za mało, żeby zostać w głowie na dłużej.” – nie powiedziałbym, że to za mało. Jak zauważył SNDWLKR, wyjście poza „standardową Słowiano-Celto-Skandynawię” w fantasy samo w sobie jest dużym plusem. Kierunek afrykański jest rzadko spotykany. Osobiście (poza niedawno wrzuconym „Krowando” jerry_gainer) kojarzę właściwie tylko zbiór opowiadań „Opowieści ludu Joruba” Abayomi Fuja, (do których Twoje opowiadanie mogłoby spokojnie pasować klimatem).
To, że napisałem, iż tekst nie zostaje ze mną na dłużej, wynika raczej z porównania do Twoich wcześniejszych opowiadań – miały dla mnie większy „ciężar”. To opowiadanie… waży mniej – Nie traktuj tego jako zarzutu, tylko jako różnicę w odczuciu.
Pozdrawiam
rr
Serwus Michael,
jak ostatnio masz w zwyczaju – nie zawodzisz. Widać, że dobrze odnajdujesz się zarówno w dłuższych, jak i krótszych formach. To naprawdę ładnie i sprawnie napisany szort. Jest klimat i czyta się go bardzo dobrze. Zdania takie jak: „Ziemia jest tych, którzy najmocniej wbijają w nią stopy”, uderzają plastycznością i są mocne.
Ale… (i nie jest to zarzut) tekst wydaje mi się po prostu sprawnie napisaną scenką czy migawką z życia wojownika. Być może czegoś nie dostrzegam, ale brakuje mi tutaj fabuły. Jakiegoś morału, twista, refleksji, rozbawienia, przygody, przestrachu czy chociażby zaskoczenia. Fakt, że bohater z ostrza stał się tarczą, jest potraktowany dość pobieżnie i niewiele za sobą niesie. Twoje poprzednie opowiadania zostawały w głowie jeszcze pewien czas po przeczytaniu, a tutaj treść znika niemal od razu po zamknięciu laptopa.
Niemniej gratuluję warsztatu i szorta. Podoba mi się, bo nie wszystko musi być traktatem filozoficznym – takie scenki też są ciekawe.
„Chata była niska i duszna, jak wszystkie w umuzi. Jej próg wymuszał pokłon na każdym. Wrogu – by odsłonił szyję.” – Wiem, że kark to anatomicznie też część szyi, ale czy nie lepiej byłoby napisać, że taki pokłon przy wchodzeniu do niskiej chaty odsłaniałby raczej kark? (Oczywiście zmieniając kolejne zdanie, żeby uniknąć powtórzenia). Odsłonięcie szyi kojarzy mi się przeciwnie – z zadarciem głowy do góry.
Jeszcze pytanie: dlaczego słowa z języka zulu są pisane kursywą? Czy nie wystarczyło samo wyjaśnienie ich w słowniczku?
Pozdrawiam i klikam!
Cześć,
Długo ten szort przeleżał w mojej poczekalni, jakoś się zapodział… Ale w końcu do niego dotarłem.
Czytając Twoje teksty, można być pewnym dwóch rzeczy. Po pierwsze: w tekście będzie muzyka; po drugie: tekst będzie na dobrym poziomie. Nie zawiodłem się ani na jednym, ani na drugim.
Bardzo dobry, klimatyczny kawałek.
Klik symboliczny.
rr
Serwus,
Po komentarzach widać, że wrzucenie re-debiutanckiego szorta zrobiło poruszenie. Przyznam, że sam czekałem, aż coś wrzucisz. Po pierwsze: rzadko się zdarza, żeby ktoś aktywnie komentował, nie wrzucając własnych tekstów (wyjątkiem są Regulatorzy, ale to inna półka). Po drugie: Twoje uwagi pod tekstami innych miewały punkty styczne z moimi własnymi przemyśleniami, więc tym bardziej chciałem zobaczyć, co sam wyczarujesz. (Oczywiście sam fakt, że zna się zasady, nie oznacza jeszcze, że umie się z nich korzystać – znam zasady szachów, ale na turnieju nie przeszedłbym dalej niż etap uiszczania wpisowego).
Twój szort mi się podoba. Przez absurdalność fabuły jest interesujący i wciągający. Motyw „chodzenia” jako idée fixe głównego bohatera jest oryginalny i zabawny. Zakończenie z oglądaniem filmów o chodzeniu na męskich pokazach mody jest absurdalne i przez to idealnie trafia w punkt. Ogólnie: fajna, zabawna historyjka.
Technicznie jak dla mnie też jest OK, choć wydaje mi się, że znalazłem kilka drobiazgów do poprawienia (pokrywają się z tym, co wyłapała Bruce). Doceniam prostotę języka, bez nadmiaru wszelkich udziwnień.
„Debiut na tym forum miałem już jakieś piętnaście lat temu” – rozumiem, że to nowe konto? Co się stało z poprzednimi opowiadaniami?
Pozdrawiam i klikam!
Dobre! Szczerze się zaśmiałem. 
Zabawne, z super puentą – podoba mi się. Daję umownego klika.
Wiem, że się czepiam, ale w tekście liczącym zaledwie pięćdziesiąt słów po dwa razy powtarzają się „herbata”, „filiżanka” i „czajniczek” (choć to ostatnie nie jest tak odczuwalne).
GalicyjskiZakapior, Przeglądarka Edge posiada funkcję czytania na głos. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale przy odpowiednim dobraniu głosu i tempa „od biedy” daje radę, gdy nie można patrzeć w ekran, zwłaszcza w tekstach opisowych z małą ilością dialogów. Tutaj jednak funkcja ta się nie sprawdziła, głównie przez przeskoki w akcji. Czytnik po prostu nie wyłapuje momentu rozpoczęcia nowej sceny i czyta wszystko jednym ciągiem.
Serwus,
Nie wiem, co masz na myśli, pisząc o „zrozumieniu tekstu”. W wersji audio nie da się go dobrze zrozumieć, bo opowiadanie jest napisane w formie relacji z wydarzeń i są w nim ciągłe przeskoki, więc robi się duży chaos – ale to tylko dlatego, że nie jest ono stworzone z myślą o odbiorze audio, tylko do czytania.
Po przeczytaniu fabułę odebrałem podobnie jak Finkla. W skrócie:
Indianin śledził Celeba (nie wiem, z jakiego powodu, ale zakładałem, że to on zabił mu syna). Mormoni zabili rodzinę Celeba i dla zmylenia oskalpowali ciała. Z masakry ocalało jedynie dziecko, które na końcu okazało się być w ciąży, ale nie wiem, z kim. Pewnie z Calebem. W międzyczasie pojawił się upiór, który żywi się cierpieniem.
Z komentarzy wynika, że jest tu jakieś drugie dno, ale chyba go nie dostrzegam. Widocznie podszedłem do opowiadania zbyt luźno i za mało się skupiłem, także sorki.
Pozdrawiam
rr
Serwus, Bardjaskier!
Ładny kawałek dobrego.
Wydaje mi się, że western to dość rzadka tematyka, a w połączeniu z mormonami i okraszone horrorem – to już w ogóle biały kruk.
Nawiązując do Twoich słów: „poczekam na opinie innych czytelników. Zobaczymy, czy też będą mieli problem z przejściem przez fabułę” – przyznam, że ja sam miałem z nią kłopot. Ale problem zapewne leży po mojej stronie. W pierwszym podejściu słuchałem tekstu jako audio i kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje, więc w połowie drogi musiałem odpuścić i zacząć od nowa, tym razem czytając. Było łatwiej, choć wciąż zawiło.
Gratuluję opowiadania.
Pozdrawiam i symbolicznie klikam,
rr
Serwus, Bruce!
Jak zwykle interesujący kawałek historii. Fajnie, że je piszesz, bo zawsze mimochodem wpadnie do głowy jakaś ciekawa postać lub zdarzenie.
Pozdrawiam
rr
Cześć,
Miło czytać kolejną część „Pomornika”, bo to ciekawy pomysł i intrygujący bohater. Jest tu potencjał na fajny, oryginalny świat i postać.
Podobnie jak Bruce mam wrażenie, że to jakiś fragment, bo niewiele się tu zadziało. Może się mylę, ale wygląda to jak opis pewnego zdarzenia wyrwany z kontekstu (nawet w nawiązaniu do poprzednich części nie widzę ciągłości).
Nie wiem, czy trafiłem na wersję przed, czy po korekcie (albo w trakcie), ale wpadły mi w oczy pewne niedociągnięcia. Zaznaczam jednak, że mogę się mylić, więc podchodź do tego z dystansem.
Huragan uderzył, rozbijając fale o klify, z impetem smagając słonymi rozbryzgami, [bez przecinka] ciężki wóz, [bez przecinka] toczący się ścieżką
Kto i jak je przygotowywał [przecinek] nigdy nie dane było mu się dowiedzieć, zresztą chyba nawet nie interesował się tym.
Zazwyczaj na blacie pojawiało się wszystko [przecinek] czego potrzebowali.
Tam gdzieś, w którymś z pokoi [przecinek] był Koshim. – ew. bez żadnych przecinków, też chyba będzie OK
Przyglądał się każdemu pudłu [przecinek] czytając czerwone nalepki z nazwiskami i datami [przecinek] żadnego z mężczyzn nie rozpoznając.
Mieli dziwne ubrania nie pasujące do żadnej znanej mu epoki. – hmm, w tym przypadku chyba bym zapisał niepasujące razem.
Przez moment zastanawiał się [przecinek] kiedy ściągnął buty i gdzie w ogóle jest.
Próbował krzyknąć [przecinek] ale głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego jedynie skrzek.
pozdrawiam
rr
Edit:
jerry_gainer „…utwory cierpią na przymiotnikozę…” – „To prawda, ale mam wrażenie, że jest to choroba nie tylko nas, początkujących, lecz czasem dotyka także „prawdziwych” książek.
Cześć,
Pobetowo, więc krótko. Podoba mi się Twój pomysł na mariaż Wiedźmina z Turniejem Trójmagicznym (o ile taki był zamiar) oraz wyjęcie wiedźminów z ich środowiska i wsadzenie w inny ekosystem. Otwiera to wiele ciekawych możliwości.
Jeżeli interesują Cię takie posunięcia, to polecam (choć pewnie już znasz) bardzo dobre opowiadanie Władimira Wasiljewa „Niańka”, w którym Geralt we współczesnym świecie zamiast miecza ma strzelbę, komórkę i laptopa, a zamiast jeździć na Płotce używa samochodu. Można je znaleźć w antologii opowiadań SF „Czarna Msza”.
Pozdroklik,
rr
To interesujące…
OldGuard, dziękuję za lekturę i komentarz, który dał mi do myślenia.
Nie wiem, czy dobrze Cię rozumiem: ”Ten ‘psynek’ mi trochę zepsuł odbiór” – tymczasem gdyby tekst kończył się wzmianką o „zwykłym” dziecku, szort stałby się jedynie niczym niewyróżniającą się scenką rodzajową. Przyznam, że to niezwykle ciekawe, że spodobała Ci się treść, a nie twist, który w moim zamierzeniu stanowił sedno tej historii. Niemniej dzięki za wizytę.
Serwus,
Czytam zaległości z „opowiadań w kolejce” i szkoda, że dopiero teraz przyszło mi je przeczytać.
Bardzo ładny tekst i do tego tak ładnie, plastycznie i nastrojowo napisany.
Gratuluję.
Pozdroklik symboliczny, bo naturalnie, że jest już w bibliotece.
rr
Serwus,
Krótko mówiąc – bardzo dobry kawałek!
Nadrabiam zaległości z poczekalni, stąd spóźniłem się na premierę. Nie ma już co klikać, ale to byłaby czysta formalność.
Gratuluję i pozdrawiam.
rr
Serwus,
Dobre i sprawnie napisane opowiadanie. Spodobało mi się.
Symboliczny klik, bo tekst jest już w bibliotece.
Dobry debiut, gratuluję!
Pozdrawiam,
rr
Cześć,
Fajne opowiadanie – sympatyczne i wesołe.
Jest już w bibliotece, więc leci zasłużony klik.
Pozdrawiam,
rr
Serwus,
Fajne i pomysłowe opowiadanie. Super, że wplotłeś realną postać w historię SF – do tego (a jakże inaczej) o wiedźminie.
Pozdrawiam i symbolicznie klikam.
Serwus MichaelBullfinch,
Napisałeś kolejny ładny kawałek. Gratuluję. Mam wrażenie, że warsztatowo każde Twoje opowiadanie jest lepsze od poprzedniego.
Klik.
Serwus Bruce,
Fajny kawałek. Bardzo lubię Twoje opowiadania, w których pod płaszczykiem fantasy przemycasz prawdziwe historie i postacie.
Z tego oraz z poprzednich tekstów z tej serii możnaby zrobić cały tomik.
Pozdrawiam
rr
Bruce, pytanie raczej, dlaczego teraz tak mało piszesz?
Gdzie się podziały Twoje wszystkie opowiadania? Było ich dziesiątki.
Cześć GZ,
Miło, że przeczytałeś, i dzięki za miły komentarz.
„Nazwa miejscowości i tytuł tego twista trochę zdradzają.” – szczerze mówiąc, sądziłem, że to zakończenie będzie tłumaczyć tytuł, a nie odwrotnie. Gratuluję więc przenikliwości – domyśliłeś się zakończenia na podstawie tytułu. Chyba nikt wcześniej na to nie wpadł. Brawo.
Pozdrawiam
rr
Serwus M88,
Fajnie, że droubble wywołał uśmiech. Bruce sugerowała, żeby przerobić to na szorta pod klikanie, ale to w sumie to taka drobnica, że nie ma o czym mówić.
Tak czy inaczej dzięki za chęć kliknięcia.
Pozdrawiam
rr
Klimatyczny, przejmujący i wzruszający droubble.
Jest w nim coś bardzo delikatnego, a jednocześnie mocnego.
Choć chyba ostatnio za dużo czytałem czarnego humoru, bo kiedy wyobraziłem sobie śmierć z atrybutem w łóżeczkowej karuzeli z pozytywką, aż się zaśmiałem – choć pewnie nie taki miał być efekt.
Ładnie napisane
Wiem, że drabbli się nie klika, więc daje klika w myślach.
(Czy nie jest przypadkiem o jedno słowo za dużo? Chyba wychodzi 201)
Pozdrawiam
rr
„Choć pokazałam tylko dwa demony, to rzeczywiście było ich więcej” – tego akurat nie wychwyciłem. Nie zrozumiałem, że w domyśle było ich więcej. Być może coś przeoczyłem podczas czytania.
„Nie chciałam bazować na budowaniu poczucia beznadziei czy ogromnego zagrożenia, bardziej na pokazaniu wyczerpującej, powtarzalnej walki, która nie zawsze jest widowiskowa, ale zawsze kosztuje.” – Sama niewidowiskowość walk uważam za zaletę. Dramaty często rozgrywają się bez rozgłosu i bez widowni. Chodzi mi jedynie o to, że nie dostrzegłem wyraźnie poniesionych kosztów. Odniosłem wrażenie, że pokonanie przeciwności przyszło bohaterce dość łatwo. (Albo że same przeciwności nie były szczególnie wymagające).
„Cieszę się, że mimo kilku zastrzeżeń tekst znalazł uznanie i zasłużył na klika” – To dopiero Twój drugi tekst, a pokazujesz, że potrafisz pisać bardzo ładnie i z wyczuciem. Moim zdaniem nawet lepiej niż w poprzednim opowiadaniu. Gratuluję. Z niecierpliwością czekam na kolejne.
Ładny obrazek dołączony do opowiadania – widać, że Twój talent nie ogranicza się tylko do pióra.
Cześć maciekzolnowski,
Ależ jesteś ostatnio tekstopłodny – jeden kawałek za drugim.
Ten tekst, choć fajny, to jednak ani fantastyka, ani horror.
Trzeba jednak przyznać, że leżą Ci krótkie formy, takie jak „Zapiski na biletach”, „Złote przesunięcie” czy ten utwór. Cokolwiek by nie mówić, czyta się je dobrze.
Pozdrawiam
rr
Betweenthelines, MichaelBullfinch, dzięki za przeczytanie i miłe wpisy
Pozdrawiam
Serwus betweenthelines,
Fajnie, że wrzuciłaś kolejny tekst.
To bardzo ładnie napisane opowiadanie. Zgrabnie budujesz zdania – są klarowne, płynne i łatwe w odbiorze, dzięki czemu tekst czyta się naprawdę przyjemnie. Wybrzmiewa w nim metafora opiekuńczości, samotnego dbania o dziecko i wreszcie spotkania drugiej osoby, której można spróbować zaufać, dać szansę. Całość ma ciepłą, lekko oniryczną atmosferę.
Niestety fabularnie nie do końca mnie porwało. O ile początek jest wciągający, a opis świata pod trzema słońcami ciekawy (choć nie do końca rozumiem, jak i dlaczego trzecie słońce odbija światło dwóch pozostałych – słońca przecież świecą własnym światłem, ale to drobiazg), o tyle później dzieje się już niewiele. Bohaterka przemierza drogę i „walczy” z dwoma demonami, przy czym obie potyczki są do siebie bardzo podobne. Następnie spotyka towarzysza i żyją długo i (być może) szczęśliwie.
Rozumiem, że to nie jest opowiadanie akcji, miecza i epickich starć, lecz historia o miłości, opiece i trudzie ochrony dziecka. Mimo to miałem wrażenie, że pokonywanie przeciwności przychodzi bohaterce zbyt łatwo. Nie czułem realnego zagrożenia ani ciężaru zmagań i zagrożeń.
Oczywiście mój odbiór może wynikać z tego, że nie jestem samotnym rodzicem i trudno mi w pełni wejść w perspektywę bohaterki.
Niemniej tekst jest dobry, podobał mi się i choćby ze względu na swoją literacką „ładność” zasługuje na bibliotekę – więc klikam.
Pozdrawiam
rr
Zabawne. Dobrze diagnozuje problem i celnie trafia w punkt. Twist i puenta idealne.
Fajny, nostalgiczny kawałek. Czytając, faktycznie wróciłem do czasów dzieciństwa i przypomniałem sobie utwory płynące z przenośnych tranzystorów. Super to oddałeś.
Ciekawe, co grało w tym radiu? Dla mnie mogłoby to być „Twoje radio” Budki Suflera albo „Polka Dziadek”. – Te kawałki kojarzę z wakacjami z młodych latach
„…światło staje się miękkie i złote, jakby ktoś rozlał po niebie rozgrzany miód.”
„bujam się ścieżkami jak ważka albo leniwy trzmiel…” – śliczne zdania
Pozdroklik
Serwus, melendur88
Gratuluję utworu – wiersza, bajki, rymowanki, czy jakkolwiek to nazwać. Widzę, że wypływasz na nowe wody i próbujesz sił w liryce, choć wciąż konsekwentnie pozostajesz w uniwersum Wiedźmina.
Zdaje się, że Bruce ma rację i w sensie ścisłym i gatunkowym nie jest to fraszka.
Odnosząc się do uwag Skrzydlatego Ślimaka Zagłady – naszego nadwornego wierszologa – rymy gramatyczne nie są dla mnie szczególnie rażące, choć trudno nie zgodzić się z tym, że w utworze brakuje stałej liczby sylab w wersach oraz konsekwentnej średniówki. Zapewne jednak był to zabieg celowy.
Co do zagadki – Koenrada i Filippę Eilhart łatwo rozpoznać. Dijkstry za pierwszym podejściem nie odgadłem, bo instynktownie szukałem postaci, które pojawiały się już wcześniej w Twoich tekstach. Gdy jednak spojrzeć szerzej, Dijkstra rzeczywiście pasuje.
„Nie potrafię w rymy, ale chciałem spróbować. Zobaczyć, czy warto się męczyć :)” – oczywiście, że warto. Nie zrażaj się. Sam pomysł na zabawną, rymowaną zagadkę w świecie Wiedźmina jest bardzo dobry. Odsuwając na bok sprawy techniczne, to wierszyk mi się podobał.
Serwus, GZ
Moim zdaniem porwałeś się na najtrudniejszy gatunek beletrystyki – horror. O ile w filmie stosunkowo łatwo wzbudzić poczucie grozy obrazem i dźwiękiem, o tyle w słowie pisanym to zadanie znacznie trudniejsze.
Tobie jednak się udało. Bardzo dobry pomysł na fabułę i sprawne wykonanie. Doceniam, że wybrałeś drogę bez krwi, flaków i innych ekstremalnych atrakcji. Budowanie strachu poprzez niedopowiedzenia i niepewność to skuteczny zabieg.
Podobnie jak Bruce zauważyłem w tekście kilka drobnych „humorków”. Nie wiem, czy to celowy zabieg, czy wyszło mimochodem (stawiam na to pierwsze). Dla mnie to jedyny drobny minus. Nawet lekki uśmiech w opowiadaniu grozy potrafi rozładować starannie budowane napięcie.
Fakt, że bohater wylądował w psychiatryku, moim zdaniem nie odbiera tekstowi znamion fantastyki czy horroru. Samo to, że bohater w to wierzył – niezależnie od tego, czy coś rzeczywiście się wydarzyło – już wprowadza element fantastyczny.
Bardzo dobre opowiadanie. Pozdroklik.
rr
Serwus, Koala,
Dzięki za komentarz. Miło mi, że tekst Ci się spodobał. Takie słowa od zawodowego droubblisty to cenna pochwała.
W końcu na podstronie droubble niemal połowa tekstów jest Twojego autorstwa.
OldGuard,
„dzięki! Zakolejkowałam sobie pierwszy oddech i na dniach przeczytam” – w takim razie czekam na krytykę od tak doświadczonej autorki. Dzięki.
Cześć,
Bardzo klimatyczna scenka. Krótko, ale treściwie – podoba mi się.
Czytając, miałem wrażenie, jakbym oglądał scenę z „Widma nad Innsmouth” Lovecrafta.
Serwus, OldGuard, miło poznać.
Choć się nie znamy, fajnie, że po latach wracasz do pisania – zwłaszcza że właśnie dziś przeczytałem Twój „Ostatni oddech”. Nie ukrywam, że tytuł przyciągnął moją uwagę, bo niedawno wrzuciłem tu opowiadanie „Pierwszy oddech”.
Dzięki za wizytę i za przeczytanie
pozdrawiam serdecznie
rr
Serwus,
Gratuluję debiutu i chęci podzielenia się swoimi tekstami w szerszym gronie.
Fajnie, że piszesz fantastykę na kanwie prawdziwych wydarzeń – to rzadkość.
Twój prolog jest ciekawy i być może zapowiada interesującą przygodę, ale niestety czyta się go dość ciężko ze względu na nadmiernie rozbudowane zdania i spiętrzenie dopowiedzeń (widzę też, że lubisz imiesłowy). Być może jestem kiepskim czytelnikiem, ale żeby w pełni zrozumieć, co chcesz przekazać, musiałem się mocno skupić, zamiast płynnie przechodzić od zdania do zdania.
Po drodze zauważyłem kilka rzeczy do przemyślenia.
„Mówiąc to ani na trochę nie spuszczał z oka gościńca, którego obraz względnie prześwitywał przez przerzedzone zimą i oblepione białym puchem zarośla, jednak na tyle przenikliwe, by to on widział ofiarę, jednocześnie pozostając przez nią niezauważonymi.” – Dlaczego liczba mnoga? „Niezauważonymi” sugeruje więcej osób, a z kontekstu wynika, że chodzi o niego. Powinno być raczej „niezauważonym”.
„– Mają raczje! Na tym zadupiu gówno tlafimy. Co najwyzej palobka albo jakiego innego łajse. Mało to ich łasi?” – Czy dobrze rozumiem, że postać ma problem z wymową „r”? W słowie „raczje” jednak to „r” się pojawia, więc zapis wydaje się niespójny.
„Ten bydlak sponiewielał i zbalamucił ci bratka” – Podobnie tutaj – znów „r” jest wymawiane.
Odnośnie tyldy – to podobnie jak przedpiszcy. Poza matematyką w tekście literackim raczej się z nią nie spotkałem, ale skoro to element Twojego stylu to OK.
pozdrawiam
rr
Serwus,
Jak zwykle krótki, miły i sympatyczny szorcik – fajny tekścik.
Gdy przeczytałem w opisie, że tekst „został napisany po autentycznej wizycie dzika w salonie fryzjerskim”, a potem dowiedziałem się, że bohaterem jest fotograf, spodziewałem się, że pójdziesz w stronę historii o dziku odwiedzającym fryzjera przed sesją zdjęciową.
Serwus, miło, że zdecydowałeś się wrzucać teksty na NF.
Fajny, ciekawy szort z dwoma zakończeniami – podoba mi się.
Zastanawia mnie jeden, być może mało istotny, drobiazg do przemyślenia: czy sformułowania „Panie” oraz „Sługa” są tu najbardziej trafne? Choć znaczeniowo się bronią, zestawienie „pan–sługa” brzmi dość feudalnie. Może lepiej sprawdziłby się „lokaj” albo „kamerdyner”? A zamiast „Panie” – „proszę pana”? Chyba że taki był zamysł, by wyraźnie podkreślić relację pan–sługa, to wtedy OK
„Bywa, że z przyjaciółmi piszemy opowiadania na czas. Postanowiłem kilka z nich wypuścić z szuflady.” – W takim razie czekam(y) na teksty
Pozdrawiam
rr
Sympatyczne opowiadanie z lekkim humorem.
Fajne. Klikam.
beeeecki – Święty granat ręczny z Antiochii – dobre 
![]()
Dzień dobry, haishi.
Również gratuluję debiutu i podzielenia się swoim opowiadaniem na portalu.
Utwór niestety mnie nie zachwycił, ale nie można też powiedzieć, że jest zły.
Plusem i to dużym jest ciekawy pomysł z „wyposażeniem” statku. Kaseta, telefon, drewniane skrzynie, ekran kineskopowy – brzmi to nieco lemowsko, ewentualnie jak coś w rodzaju Battlestar Galactica. Ten element naprawdę mi się podoba. ![]()
Niestety w tekście pojawia się sporo zdań z powtórzeniami (choćby takich jak poniżej), co nieco psuje odbiór – zwłaszcza częste użycie słowa „skrzynia”.
„Głowacki odpalił swój sprzęt, który wydał charakterystyczny, wysoki pisk, który zadzwonił w uszach. Wskazówki na panelu zaczęły wariować, a ekran kineskopowy zaczął się powoli rozświetlać. Inżynier musiał chwilę odczekać, zanim sprzęt się uspokoił, po czym od razu zaczął wytyczać trasę. Ustawił odpowiednio pokrętła i suwaki, aby wytyczyć trasę. Po ustawieniu kursu, nagrał go na kasetę autopilota, a następnie przekazał kapitanowi, który umieścił ją w czytniku.”
„Nagle w skrzyni rozległ się głośny huk, przez który obaj technicy zadrżeli. Po chwili niepokoju Głowacki zbliżył się ostrożnie do skrzyni. Pochylił się nad nią, kiedy nagle rozległ się drugi, głośniejszy huk, przez który skrzynia zadrżała. Głowacki gwałtownie podskoczył i odsunął się ostrożnie od skrzyni.”
„– Jak nie otworzymy tej skrzyni i tak najpewniej wpadniemy w jakieś pole asteroid! – krzyknęła Rutkowska, wyciągając łom z pobliskiej szafki. Zbliżyła się do skrzyni. Ze środka dobiegł trzeci, najgłośniejszy huk. Skrzynia podskoczyła, a plomby na jej wieku się zerwały”
Pozdrawiam i powodzenia z dalszymi tekstami.
rr
Bardzo fajne opowiadanie. Faktycznie łagodne i oniryczne.
Podobało mi się, więc klikam
rr
Ciekawe.
podobało mi się
pozdroklik
Serwus,
Widzę, że w końcu wrzuciłeś tę epopeję – gratuluję.
Moje zdanie o tym, co jest tak, a co nie, już znasz, więc oszczędzę szczegółowych komentarzy.
Wiedźmińskie uniwersum jest mi bliskie, więc zawsze (czyt. zazwyczaj) to dla mnie miła lektura – zwłaszcza że trzeba Ci oddać dobrą znajomość tego świata oraz umiejętność ciekawego uzupełniania jego białych plam, bez wchodzenia w kolizję z kanonem. Choćby za to należą się gratulacje.
Pozdroklik
rr
„Kurcze, taki krótki tekst, a tyle a nim (i w duskucji nad nim) emocji.” – Poruszyłeś bardzo kontrowersyjny temat, i to – a może przede wszystkim – w sposób niejednoznaczny. Twój szort nie piętnuje tego wprost, tylko stoi gdzieś pośrodku, może nawet lekko usprawiedliwia.
d.pankovski „Mam kolegę, pedofila. Muchy by nie skrzywdził. – Bycie pedofilem nie oznacza bycia zoofilem.” – dobre 
![]()
pozdrawiam
rr
Koala, tak, zgadzam się, że to narzędzie, a więc samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Dobre lub złe mogą być czyny, nie narzędzia. Z tym że przypadek tego, co nazywamy (być może nieco na wyrost) AI, stoi na granicy samej definicji narzędzia – albo przynajmniej bardzo się do niej zbliża.
Do tej pory w dziejach ludzkości nie mieliśmy do czynienia z narzędziem, którego działania nie rozumiemy do końca. W przypadku modeli językowych naukowcy nie są w stanie szczegółowo prześledzić, dlaczego przy konkretnym zapytaniu aktywowany został akurat ten, a nie inny zestaw „neuronów”. Wiedzą, jak buduje się sztuczną inteligencję (np. modele typu LLM, takie jak ChatGPT) i na jakich zasadach przebiega jej trening, ale nie potrafią dokładnie wyjaśnić, w jaki sposób model podejmuje konkretne decyzje wewnętrzne – (poruszyłem ten temat w “Pierwszym oddechu”). Zastrzegam przy tym, że stwierdzenie, iż naukowcy „nie wiedzą”, nie jest moją własną tezą – powtarzam jedynie opinie, z którymi zetknąłem się w programach popularnonaukowych i książkach poświęconych tej tematyce.
„Ja dziecko uczę od początku korzystać z tego, bo wiem, że będzie miała go w przyszłośći jeszcze więcej niż my. Najważniejsze, że mi się udało nauczyć krytycyzmu” – Być może to rozsądne podejście – zwłaszcza ten nacisk na krytycyzm. Dragan w jednym z wywiadów rzucił kiedyś myśl (choć nie pamiętam, czy chodziło mu konkretnie o AI, czy szerzej o komputer i smartfon), że zabranianie dzieciom korzystania z takich technologii może być błędem. W końcu ograniczamy im dostęp do narzędzi, które w ich dorosłym życiu będą czymś naturalnym i powszechnym. Czy w ten sposób nie odbieramy im kompetencji, które inni będą rozwijać od najmłodszych lat? Choć z drugiej strony…
Ciekawe. Rzadko można przeczytać coś pozytywnego o AI, zwłaszcza w kontekście AI i dzieci.
Zdaje się, że na brzuchu nieszczęśnika kładziono szczura, przykrytego na przykład metalowym garnkiem, który następnie podgrzewano. Szczur, uciekając od ciepła, przegryzał się przez miękki brzuch
Serwus,
fajne, oryginalne opowiadanie. Dobrze napisane, więc czytało się je lekko i przyjemnie.
Pozdroklik
rr
Nie wiem czemu – może przez pysk i futro – ale dla mnie wygląda to jak tortury ze szczurem, który przegryza się przez ciało.
Czy drabble nie powinno mieć równo 100 słów?
Serwus,
Fajny szort na granicy fantasy. Dobrze oddana choroba psychiczna.
Klikam umownie, bo już jest w biblio.
Pozdrawiam
rr
Bo niektórzy sięgają tylko po półkę z science fiction” – w księgarni albo w bibliotece pewnie tak i to ma sens, ale na tym portalu chyba większość (przynajmniej tak zakładam) czyta autorów, a nie gatunki. Nieważne, czy napiszesz SF, czy fantasy – i tak będzie czytane.
Rozumiem Twoje podejście. Dla mnie to, czy jest to SF, fantasy czy „inne”, ma znaczenie żadne albo co najwyżej marginalne. To tylko informacja, na jakiej półce położyć opowiadanie. Nie ma to wpływu na fabułę, treść ani na jakość tekstu. Gdyby ktoś w bibliotece odłożył Władcę Pierścieni do działu poezji, odbiór książki raczej by się od tego nie zmienił.
"oooo właśnie to i teraz Leonardo z palcem, fajką i browarem ;)" – przepraszam, ale nie rozumiem…
Chociaż zakwalifikowanie tego opowiadania do jednej czy drugiej kategorii i tak niewiele zmienia, to – podobnie jak Bard – skłaniałbym się raczej ku „innym” albo fantasy. Sam fakt, że pojawia się arka w formie „statku kosmicznego?”, nie czyni jeszcze tekstu science fiction. Uniwersum Star Wars, mimo swoich kosmicznych realiów, również bywa określane raczej jako fantasy z elementami SF (w przeciwieństwie np. do Star Trek, które jest już wyraźniej science fiction). Ostatecznie jednak to, czy tekst uznamy za fantasy czy SF, nie ma większego znaczenia. Dla mnie również ma to marginalną wagę.
Cześć between,
bardzo mi miło, że trafiłaś na to opowiadanie – i jeszcze milej, że Ci się spodobało oraz że Cię poruszyło.
Dzięki za tak miły komentarz. Bardzo sobie cenię Twoje słowa i Twoją opinię.
Szczerze mówiąc, sam pomysł przywracania bliskich nie jest szczególnie oryginalny – był już wielokrotnie wykorzystywany w książkach, filmach i serialach. Tutaj odwołałem się do obecnej wiedzy – a właściwie niewiedzy naukowców – na temat działania głębokiego uczenia maszynowego, chatbotów GPT i podobnych narzędzi. Obecnie uczą się one na podstawie ogromnych zbiorów danych, jakimi są zasoby internetu, ale są to dane pozbawione emocji i doświadczenia. ChatGPT może powiedzieć, że kogoś lubi, że tęskni albo rozumie stratę, ale sam niczego z tych rzeczy nie przeżywa. I właśnie ta różnica była dla mnie najważniejsza. – Co trzeba byłoby zrobić, żeby AI czuło, a nie symulowało uczucia.
Pozdrawiam serdecznie
rr
Również podłączę się do dyskusji, w nawiązaniu do słów L.Keller:
„Muszę się tutaj zgodzić, choć nie chciałam tego zawierać w swoim poprzednim komentarzu ze względu na to, jak wąski jest tutaj wybór co do gatunku.” – Racja, wybór gatunków nie jest duży, ale z drugiej strony to portal fantasy, więc science fiction, fantasy, horror i „inne” (zwłaszcza to ostatnie) w miarę wyczerpują temat – choć faktycznie wybór mógłby być szerszy. Gorzej wygląda kwestia doprecyzowania treści za pomocą tagów. Mimo że jest ich sporo, to jednak niektórych brakuje – choćby „fraszka” czy „komedia” (są „satyra” i „dramat”, ale to za mało precyzyjne). Czy da się je jakoś uzupełnić lub dopisać?
„Ale, kochani, czemu liczycie czas, w jakim mieli przejść dokładny dystans?” – też tak uważam. To nie ma znaczenia dla opowiadania. Tekst jest alegoryczny, balansuje między przypowieścią, mitem a „prawdziwą” historią. Droga jest tu raczej pretekstem do wykruszenia się „słabszych jednostek”, a miasto – mam wrażenie – potęguje samą powódź. Bardziej wymowna wydaje mi się ulica z wodą do pasa niż rozlewisko na polach i łąkach.
HollyHell91 – bardzo fajna ta Twoja tabelka na piórka. Konkretna i rzeczowa. Widać, że masz jasne, skonkretyzowane kryteria.
Też mnie to zastanowiło, że cały czas idą jakby przez miasto. Uznałem jednak, że chodzi albo o jakieś kolejne miasto, albo – co bardziej prawdopodobne – o aluzyjne odniesienie do czterdziestoletniej tułaczki ludu wybranego po pustyni. Pustynię również dało się przejść szybciej, ale był to celowy zabieg.
„Co do shorta, to chyba ważniejsze jest, jak czytający odbierze opowiadanie niż to, co chciałem przekazać.” – otóż to. Słuszna uwaga, jestem podobnego zdania.
„Co do Cygana, to kiedyś na wsiach często czarne kundelki nazywano w ten sposób (popularne było, o zgrozo, również Murzyn) i nie miało to na celu nikogo obrażać, ale jak ktoś się poczuje urażony to przepraszam.” – mnie to nie uraziło, zwłaszcza jeśli jest to zabieg stylistyczny, dzięki któremu można coś wywnioskować o bohaterze lub jego spojrzeniu na świat. W „Dom zły” pies Dziabasa, o ile dobrze pamiętam, też nazywał się Murzyn, ale tam akcja toczy się na początku lat osiemdziesiątych, na odległej wsi. Dziś nazwanie psa Cyganem czy Murzynem bywa odbierane inaczej. To tylko luźne spostrzeżenie.
„jeśli udało mi się choć trochę zagrać na emocjach, to myślę że cel został osiągnięty.” – tak, cel został osiągnięty.
Pozdrawiam
Cześć
Ciekawy szort – krótki, ale treściwy. Podobnie jak Hesket, nie spodziewałem się, że chłopak zginie. Nie do końca wiem jednak, czy chciałeś coś konkretnego nim przekazać, czy raczej skupiłeś się na klimatycznym opisie zdarzenia, które finalnie okazuje się zabójstwem.
„…zniknął za załomem muru. Zawołałem za nim dwa razy.” – te powtórki z/za to celowe?
„Cygan” – specyficzne imię dla psa. Może być odebrane pejoratywnie. To też celowy zabieg?
Ogólnie jest ok,
Pozdrawiam
rr
„Kroniki Eidonu: Korekta – pełnoprawna powieść.” – Prolog, Archont, Skok i Kamerton to są poszczególne rozdziały powieści, czy odrębne zamknięte historie? Gdzie można przeczytać całą powieść? Jest już skończona?
Szort absurdalno-polityczny. Pisanie o aktualnej polityce bywa ryzykowne, ale tutaj wyszło to lekko i z humorem. Zabawny tekst. Nuuk pasuje idealnie jako punkt zapalny wojny nuklearnej. Ogólnie fajne.
Zaczęło się fajnie, ale później nie do końca łapałem, o co chodzi.
Niemniej doceniam pomysł – jest naprawdę fajny.
Pozdrawiam
Serwus
Widząc jakże znajomy tytuł, ciężko byłoby mi pominąć ten tekst.
Fajne opowiadanie – wciągające i dobrze napisane.
Ciekawy koncept przedstawienia potopu, wiary, a może sekt.
Podoba mi się. Gratuluję i klikam.
rr
Serwus
Kolejne bardzo dobre opowiadanie z Twojego uniwersum.
Bardzo fajnie pokazałeś samą koncepcję oraz konsekwencje przyczynowo-skutkowe wymazania słowa „jutro”.
Podoba mi się – zdecydowanie klikam, bo powinno znaleźć się w bibliotece.
Rozumiem, że Kroniki Eidonu, Herezje oraz Konwergencja to to samo uniwersum, tak?
Jeśli tak, to czemu nie ma jednego wspólnego tytułu, z podtytułami dla poszczególnych odgałęzień? – Idzie się w tym pogubić.
Pozdrawiam
rr
Ciekawy pomysł na opowiadanie, dobrze się czytało. Spodobało mi się.
Doklikuję do biblioteki.
rr
Jim, myślę, że to słuszna decyzja z Twojej strony. Krytyka jakości opowiadania – OK, Nieludzkie byty (bity) – nie OK.
Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony ani przymuszony moją sugestią dotyczącą edycji wpisu.
Pozdrawiam
rr
Bruce, nie wiem, jaki był Twój debiut, ale podejrzewam, że wcale nie był gorszy.
Zresztą niezależnie od debiutu, obecnie – co wyraźnie widać – cieszysz się dużym szacunkiem i wysokimi kompetencjami w kwestiach pisania.
Szczerze mówiąc, nie widzę w tekście żadnej negatywnej maniery językowej. Jeśli chodzi o AI, trudno tu cokolwiek jednoznacznie rozstrzygać, ale nie sądzę, aby było ono używane, ani w całości, ani choćby częściowo.
Potwierdzam, że tekst był w becie i betweenthelines wprowadziła poprawki, których sztuczna inteligencja raczej by nie napisała. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że tych poprawek nie było wiele, opowiadanie od początku było, moim zdaniem, sprawnie napisane.
Jim, uważam, że krytyka krytyką, ale samo sugerowanie użycia AI jest nietaktem. Betweenthelines ma pełne prawo poczuć się tym urażona.
Betweenthelines Jim ma rację w tym sensie, że – choć była to uwaga nietaktowna – pozostaje to wyłącznie jego opinia, z którą nie trzeba się zgadzać i za którą „Biję się w pierś – nie było moim zamiarem uczynienie przykrości autorce”
Być może najlepiej byłoby uspokoić dyskusję i rozważyć usunięcie tych wpisów. Jak słusznie zauważył MichaelBullfinch: „taka jedna opinia wpływa na sposób postrzegania innych czytających, czy tego chcesz, czy nie”.
Zostańmy przy krytyce tekstu, warsztatu i fabuły – to są kwestie, które da się uzasadnić i do których autor może się sensownie odnieść, bez sugerowania bezpodstawnych oskarżeń. Niech przynajmniej jeden portal w sieci trzyma poziom dyskusji.
Podpisuje się pod słowami Bruce „Droga Betweenthelines, oby każdy tak pięknie debiutował, jak Ty”
Pozdrawiam i klikam tekst do biblioteki
rr
Serwus,
Bardzo dobre i ładne opowiadanie.
Historia dziejąca się w jednym miejscu i czasie, bez walk, pościgów i dynamicznej akcji, a mimo to wciągająca i ciekawa. Bardzo przypadł mi do gustu wykreowany świat.
Faktycznie da się tu odczuć sporo (a nawet nadmiar) „jak” i „jakby” oraz zapewne celowych powtórzeń. Skoro jednak piszesz, że taki masz „sposób pisania – oparty na porównaniach i obrazowaniu” – to OK, przyjmuję to. Jest to jednak styl dość ryzykowny, bo gdy autor pisze (za często), że coś jest „jakby”, sprawia to wrażenie, jakby sam nie do końca wiedział, jak to coś wygląda, a co dopiero czytelnik.
Jedyna rzecz, która nie do końca mi zagrała (to nie zarzut, raczej mój osobisty żal), to szanta karczemna. Dopóki nie poznałem jej treści, działała na mnie jako tajemnicza, nieokreślona pieśń. Po jej przytoczeniu straciła dla mnie część tej niedopowiedzianej magii. To oczywiście kwestia gustu – ja po prostu chętniej zostawiłbym ją w sferze wyobrażeń.
Niemniej opowiadanie i całe uniwersum bardzo mi się podobają. Gratuluję pomysłu i wykonania.
Widzę po tytułach, że świat się rozrasta – pojawiają się poboczne linie itd. – i trochę gubię się w tym, co jest czym, jaka jest kolejność i co dokładnie wchodzi w jego zakres.
Pozdrawiam i zdecydowanie klikam do biblioteki.
Serwus,
Dobre i sympatyczne. Fajny twist na końcu – doceniam.
Pozdroklik
rr
Witam
Dziękuje za przeczytanie.
Hmmm. Nie lubię takich zakończeń, bo odzierają tekst z fantastyki – całą zamieniają w majaki. – rozumiem to podejście; to oczywiście kwestia gustu.
Pozdrawiam
rr
Gdyby coś takiego było obowiązkowe, to chyba nikt by nie kandydował – Chyba że było to zapisane drobnym drukiem w regulaminie
Brawo za tak ambitne wyzwanie. To musi być bardzo czasochłonne i momentami niełatwe – zwłaszcza gdy trafiają się teksty wykraczające poza własne zainteresowania czy gust. Sam mam zaległości w „Opowiadaniach w kolejce”, a co dopiero we wszystkich nominowanych. Szczerze podziwiam!
Skoro czytasz wszystko, co zostało nominowane, to widzę, że spotkamy się również przy „Pierwszym oddechu”. – Z góry Cię tam witam.
Czytam wszystko, co zostało nominowane do biblioteki. – Wow! Ambitne przedsięwzięcie. To obowiązek lożanina, czy własne wyzwanie?
Cześć,
miło znów Cię widzieć.
Rower do ładowania telefonu wydaje się dobrym pomysłem – prąd bezpłatnie, ale nie za darmo.
Po opublikowaniu tekstu jego bohaterka zaczyna żyć własnym życiem, więc trudno mi wypowiadać się w jej imieniu, ale wydaje mi się, że ktoś taki raczej nie skorzystałby z tego roweru.
Dzięki za przeczytanie i zostawienie komentarza. To bardzo miłe i uprzejme z Twojej strony, że sięgasz także po starsze kawałki.
Pozdrawiam
rr
Cześć betweenthelines,
Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Fajnie, że szort został w Twojej pamięci i wywołał jakąś refleksję – to dla mnie duża przyjemność.
Dzięki i pozdrawiam
rr
betweenthelines, dzięki za przeczytanie opowiadania i za miły komentarz.
“może tym razem zbuntuje się pisarz, albo cała książka!” – Bunt całej książki, to byłby dobry pomysł. Coś jak „Ucieczka z kina Wolność”, tylko w wersji drukowanej. To mogłoby być naprawdę dobre.
Wydaje mi się, że to zapewne bardzo dobre opowiadanie. Piszę „wydaje mi się”, ponieważ ni w ząb nie uchwyciłem ani przesłania, ani nawet fabuły. Po piórkach widać jednak, że jesteś bardzo doświadczony w pisaniu, więc problem najpewniej leży po mojej stronie, a tekst jest po prostu powyżej moich lotów.
Choć nie wiem, co przeczytałem, klikam do biblioteki, bo mam wrażenie, że tam jest jego miejsce.
Pozdrawiam
rr
Cześć,
fajna opowiastka ze świata Wiedźmina.
Ciekawy pomysł na potwora – coś pomiędzy Pratchettem a Harrym Potterem. Podoba mi się.
Pozdroklik