komentarze: 1493, w dziale opowiadań: 1208, opowiadania: 562
komentarze: 1493, w dziale opowiadań: 1208, opowiadania: 562
Masz dryg do pisania wierszy. Zaaplikowałaś kolejną lekcję historii w bardzo atrakcyjnej formie. Fajnie się dowiedzieć, że nie tylko jeść widelcem nauczyliśmy Francuzów.
Wyczuwam w dawnym Tobie fascynację bitnikami. Tytuł i początek przywołał na myśl W drodze a reszta skojarzyła mi się z, powiedzmy, Nagim lunchem.
Całkiem dobrze się czytało. Lekko weszło.
Pozdrawiam!
To trochę inna wersja Opowieści wigilijnej.
Sprawnie napisane. Dobrze się czytało.
Opowiadanie jest jednak “lokalne” – dotyczy jednostek
Taką perspektywę cenię najbardziej.
Drobiazgi:
Pomieszczenie zas mgłą – coś się zepsusło.
– Schwein! Schwein! Wystarczyła chwila, abyś o mnie zapomniała! -> to w jakim języku on mówi? Czemu tłumacz zostawił niemieckie Schwein.
Kojarzę głównie “Balladę o żołnierzu” oraz “Lecą żurawie”
bruce, a Los człowieka pamiętasz?
Pozdrawiam!
Zabawna historyjka podana w atrakcyjnej formie.
Już rozumiem dlaczego ISS tak szybko pędzi wokół Ziemi. Cwaniaczki tam siedzą.
Pozdrawiam!
Zabawny szort.
Kojarzysz film Alpy Lanthimosa?
Bardzo dobry tekst. Pozytywne opinie zasłużone. Nie ma sensu ich powtarzać.
Do opowiedzenia historii użyłeś niewiarygodnego narratora. Taki zabieg przyczynił się do powstania wielu niezłych filmów. Oglądasz wciągającą historię, kibicujesz bohaterom (nie muszą być pozytywni i często nie są) i w pewnym momencie orientujesz się, że coś jest nie tak. Nie wiesz co, ale czujesz niepokój. Stajesz się czujny, dostrzegasz nieścisłości, aż w końcu odkrywasz, że byłeś oszukiwany. Trudno Ci się z tym pogodzić. Poza satysfakcją z odbioru ciekawej historii masz lekki niesmak, że się nabrałeś. W Twoim opowiadaniu od razu wiadomo, że narrator kręci. Wiadomo, bo sprawnie pokazałeś ten typ kłamcy, ale opowieść trochę na tym traci.
Historia jest smutna. Podczas czytania ma się dyskomfort. Dobrze. Z drugiej strony od początku wiadomo, że nie można liczyć na pozytywne zakończenie. Taki efekt chyba chciałeś uzyskać i gdyby to wynikało z tekstu, to dobrze o nim by świadczyło, ale tego nie mogę stwierdzić, bo już tytuł zdradza brak happy endu.
Bohater bardziej cierpi z tego powodu, że zawalił i że rację mieli ci, którzy go o to oskarżali, niż z powodu utraty córki. Jeśli taki efekt był zamierzony, to naprawdę nieźle Ci wyszło.
Pozdrawiam!
To, o czym piszesz, nota bene, rozumie się samo przez się.
Ma sens…
Napisałeś wcześniej, że piszę oczywistości. A teraz piszesz, że się ze mną nie zgadzasz. Rozumiem, że w pierwszym moim wejściu niezbyt jasno się wyraziłem.
Przegrali spaleni w piecach i ich ziomkowie, którzy nie byli w stanie im pomóc.
Dzięki za wyjaśnienie. Tak myślałem, że o to chodzi. Ja po prostu inaczej te kwestie rozumiem. Przegrać można wtedy, gdy przystępuje się np. do pojedynku. Wychodzi dwóch rewolwerowców i na znak strzelają do siebie. Przegrać można w grę planszową. Przegrać można wojnę. Ale czy jeśli ktoś idzie ulicą, a jakiś szaleniec snajper strzeli mu w głowę, to w takiej sytuacji nazwałbyś zabitego przegranym?
Zastanawiałem się, czy nie masz na myśli ludzkości, która patrzyła i nic nie zrobiła, aliantów, którzy nie wierzyli Karskiemu, albo nie chcieli przyjąć tego, o czym ich informował, do wiadomości. Na pewno dla mnie nie można mówić o spalonych w komarach, że przegrali.
Ale kto przegrał też wydaje mi się oczywiste.
Mi nie.
To, o czym piszesz, nota bene, rozumie się samo przez się.
No, tak. Czyli podział na wiedzących i rozumiejących w kontekście tekstu nie ma sensu. Broni się tylko podział na tych, co widzą i tych co rozumieją.
Tytuł w sposób oczywisty parafrazuje słynne słowa Juliusza Cezara
Oczywista oczywistość. Tylko się zastanawiam, bo nie jest to dla mnie oczywiste, że wynika z tekstu, kto przegrał.
Widzący widział, a to nie znaczy, że nie wiedział ani, że nie rozumiał. Brakuje mi informacji, pół zdania, że nie wiedział, na co patrzy.
Wiedzący wiedział, a więc musiał też widzieć. To, że rozumiał, jest też podane w tekście.
Rozumiejący rozumiał to samo, co wiedzący.
Widzący tylko trochę odstaje, bo patrzy i może nie wiedzieć na co, nie mówiąc już o rozumieniu. Pozostali musieli i widzieć i wiedzieć i rozumieć.
Zastanawiam się nad tytułem. Kto przybył? Kto zobaczył? Kto przegrał?
To ostatnie pytanie jest chyba najważniejsze.
Nie ma sprawy. Przyjmuję wyjaśnienie.
Od takich tekstów można się zestarzeć :)
Serio?
Uśmieszek nie łagodzi negatywnego przekazu. Wręcz go wzmacnia.
Nie mam pojęcia, kto administruje portalem. Na jakiej zasadzie to wszystko działo. Komercyjnej, czy hobbystycznej, więc krytycznymi słowami wolę nie miotać. I proszę, by wobec mnie też nie stosować takich socjotechnicznych zabiegów. Staram się być życzliwy, choć może nie zawsze mi to wychodzi. Masz swoje zdanie, ok. Jednak osobistych przytyków nie toleruję.
Przeczytałem komentarze. Najbliżej mi do Maćka.
Oczywiście zgodzę się, że trochę błędów jest. Weź sobie do serca wskazówki, na przykład dotyczące pomieszania podmiotów. Niby i tak wiadomo, o co chodzi, ale błędy należy eliminować. Dorzucę jeszcze, że kwestie dialogowe są do lekkiej poprawy.
Mimo zastrzeżeń w kwestiach formalnych, Twoje opowiadanie mi się podobało. Błędy są raczej wskazówką, że AI nie maczało palców lub nie miało decydującego wpływu na ostateczny kształt tekstu. Ale się nie znam. Inni mają większe doświadczenie, więc może wiedzą lepiej.
Kliknę, bo atmosfera, fajny bohater, wrażliwość…
Pozdrawiam!
Jeszcze zatęsknicie za tą wersją portalu. Ten obecny ma swoje wady, ale wcale nie czekam z nadzieją na kolejną odsłonę.
Zastanawia mnie tag Słowianie. Jakieś zabobony związane ze staruszką? Brak tagu Choroba psychiczna. Jeśli nie ona, to wyjaśnieniem jest fantastyka, nie omamy.
Już dawno ustalili, że to on jest tym mądrzejszym.
Bywa i tak. Wolałbym jednak, żeby to ona zdała sobie z tego sprawę. A tak coś w tym związku jest nie teges.
I w sumie nie wiem… Może staruszka ma rację?
3
Przeczytałem z wielką przyjemnością. Ładnie napisane opowiadanie.
Historia gorzka, smutna. Przywołuje różne skojarzenia. Pinokio jest jednym z nich, bardzo oczywistym. Poruszyłeś wiele ważnych kwestii. Jak radzić sobie z własną innością oraz z innością innych. Odpowiedzialność za dziecko, a potem dziecka za rodzica, samotne wychowywanie, odpowiedzialność naukowca, który dopuszcza się eksperymentów itd.
Lubię gry słowne, ale wtedy, gdy są nieoczywiste, oryginalne. Bałem się, że pójdziesz w te „płonące konary”. Na szczęście się powstrzymałeś.
Historia jest opowiedziana z punktu widzenia Bartka (dąb Bartek?). Miałem lekki zgrzyt, gdy jego ojciec był czasami określany jako profesor. Rozumiem, że trzeba unikać powtórzeń, ale w niektórych miejscach to mi nie grało.
Podobało mi się.
Pozdrawiam!
Rybicki miał “landarę”
To subiektywna opinia osoby niechętnej. A jeśli nawet, to mógł być stary samochód, a na nowy nie było go stać. Poza tym duży samochód, przy tym założeniu, że woził kogoś jeszcze (np. razem z wózkiem) mógł być mu niezbędny.
No i wcale nie umarł, tylko się wyprowadził. ;-)
A tego nie wiemy.
Oczywiście droczę się. Chodzi mi to, że oceniając innych, patrzymy na ich problemy powierzchownie. Nie znamy motywacji itd.
Mam nadzieję, że z czasem to nadrobisz. ;-)
Nie wykluczam, ale zapewne raczej zdecyduję się skomentować jakiś nowy tekst, niż wrócić do tych, które już wcześniej przeczytałem. Chyba że jakiś z tych wcześniejszych mi polecisz.
Cześć!
Przeczytałem kilka Twoich tekstów i chyba jeszcze pod żadnym nie zostawiłem komentarza (poza jednym, którego usunąłeś). Wszystkie mi się podobały, ale w sumie nie wiedziałem, co oprócz tego napisać.
Niby sprawa jest jasna. Też wolę drzewo niż kolejne miejsce, na którym można zaparkować samochód. Z drugiej strony, nie znamy motywacji Rybickiego. Czy rzeczywiście przyczynił się do uschnięcia drzewa? A jeśli tak, to może miał powody. Codziennie musiał wozić chorą córkę na jakąś terapię i to miejsce było mu bardzo potrzebne, by sprawnie wywiązywać się z obowiązków. Teraz gdy umarł, córka została sama – skazana na powolną śmierć w cierpieniu, bez siły, by powalczyć o swoje zdrowie. Takie dywagacje…
Tekst o egoizmie, zawiści, sprawnie napisany, niejednoznaczny.
Pozdrawiam!
Chyba nie chodzi o to, by generowanie tekstu nie zostało wykryte, ale o frajdę z opowiedzenia własnej historii. Jeśli język nie jest zbyt giętki, to sięga się do słowników, np. synonimów. Frazy typu “ujadanie przerażonych psów” czy “beczki po kapuście” nie jest trudno samemu wymyślić i nie ma po co posiłkować się AI.
Pierwszy skuteczny, bo tego od bruce nadal nie ma.
Użytkownicy bez numerka przeoczyli. Może bruce upomni się o swój głos?
Opowiedziana z humorem historia niezbyt grzesznego pensjonariusza czyśćca.
Wybrałem pokerka dobieranego, w którego Newman grał w kultowym „Żądle”.
Dostrzegam w autorze kinomana. Tak, tak, wiem – tylko stare filmy.
Pozdrawiam!
Znajomo brzmiąca historia przyjaźni dziewczynek z dwóch różnych światów i reakcji na nią otoczenia wpleciona w bardzo oryginalną opowieść. Widzę tu jakieś powinowactwo z wcześniejszymi Twoimi opowiadaniami (Niebo należy do bogów? Czarne kwiaty?). Zdegenerowana ludzkość, obce, nieprzyjazne planety, wątła nadzieja, że gdzieś indziej może być lepiej.
Historia przejmująca. Wizja pesymistyczna.
Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem istniejące relacje między poszczególnymi społecznościami. Kolonia na Gon wydaje się suwerenna. Nie boi się zerwać przymierza z dużo bardziej zaawansowaną społecznością androidów. Natomiast w Domu na Wzgórzu mieszkają dzieci, które są hodowane przez androidy i mają status niewolników. Nie ma w tej grupie żadnych dorosłych. Ayria opiekuje się dziećmi, ale jest oddelegowana do tej pracy jako wolna osoba. Komu podlega? Roha ma chyba też inny status. Pochodzenie obu ludzkich społeczności jest takie samo. Czemu jednym się udało wyzwolić, a drugim nie?
Bardzo dużo ciekawych koncepcji wplotłaś w tę historię. Androidy z ludzkimi mózgami to chyba nie androidy. Mózgi są sztucznie wyhodowane, ale nie są syntetyczne. Czy to raczej nie są cyborgii? Sklonowany mózg kompozytora, który zafiksował się na dokończeniu melodii to świetny pomysł.
Upadek i odrodzenie ludzkości, różne społeczności, lokalna i międzyplanetarna polityka, prywatne losy Ayri, Ili… Krócej chyba by się nie dało tego opowiedzieć. Nie dostrzegam pustych przebiegów. Opowiadanie czyta się płynnie, wszystko jest spójne, zrozumiałe, a przy tym wymagające.
Dodaję ostatni klik i nominuję do piórka.
Pozdrawiam!
Nie pierwszy raz wspominasz o stereotypach.
Ha. Może i nie, choć pewnie odnosisz się do wpisu, w którym tego słowa nie użyłem. Ale masz rację, tam o to mi chodziło. Tu też się wahałem i ostatecznie uznałem, że to należy to percepcji bohaterki, a nie autorki.
Zastanawiałem się nad klikiem, bo tekst uważam za bardzo udany, ale jest to tylko wprawka, a poza tym wciąż krążysz wokół tych samych tematów. Może to przewrotne, ale wcześniejszymi tekstami dałaś mi smaka i teraz oczekuję od Ciebie czegoś więcej.
Niezły tekst. Fajna opowieść.
Myślałem, że staruszek to ktoś obdarzony bardziej niż formalnym wykształceniem „mądrością ludową”, „życiowym doświadczeniem”, oczytaniem. Gdy się okazało, że to nauczyciel, to jego sposób wypowiedzi zaczął mi trochę przeszkadzać.
Pozdrawiam!
Gdy zobaczyłem pierwszy raz twój nick, to spodziewałem się jakichś antytechnologicznych manifestów. Zamiast tego serwujesz wręcz intymne opowieści, których wspólnym mianownikiem jest toksyczna relacja między bliskimi sobie osobami, z których jedna jest trupem.
Udana wprawka. Przeczytałem z przyjemnością.
Trochę stereotypów. Jeśli mężczyzna, to oczywiście piwo z lodówki i mecz. Z drugiej strony tymi stereotypami posługuje się bohaterka.
Trochę zagadek. Czy mamy do czynienia z morderstwem, czy samobójstwem? A może z czymś innym? Musiał minąć jakiś dłuższy czas od momentu śmierci narratorki do powrotu jej świadomości. Czemu?
Pozdrawiam!
Jest ckliwie…
No, jest. I co z tego? Mi się podobało.
Pieskie życie pokazane całkiem nieźle. Charakter kotów też dobrze oddany.
Dobijam i pozdrawiam!
udało Ci się znaleźć własne wytłumaczenie dla tego potknięcia
Nie uznałem tego za potknięcie, tylko jako żartobliwe odniesienie do faktycznych motywacji fanatyków klubów piłkarskich.
Zaangażowanie na forum Legii i z drugiej strony:
Tomczyk nie był fanem piłki nożnej
Tak jak podejrzewałem, prawdziwego kibola piłka nożna nie interesuje.
Gdyby jakieś ciemne strony kandydatów do najwyższych urzędów były przeszkodą w karierze, to nie byłoby tak źle.
Pozdrawiam!
Zaskakujące opowiadanie. Jeśli dobrze zrozumiałem, to pierwsza część jest jakąś opowieścią ludzi, którzy tłumaczą sobie, dlaczego dwaj mężczyźni mieszkają razem i nie są zainteresowani okolicznymi pannami. Porzucony wątek zagubionych dzieci należy do tej wymyślonej historii.
Podobało mi się. Nieźle napisane.
Drobiazg:
Bębnienie nad ich głowami zelżała
Chyba zelżało.
Słowo dławił kilka razy użyte trochę razi. Coś tam jeszcze by się znalazło, ale ogólnie bardzo dobrze się czytało.
Pozdrawiam!
Mimo że dopiero od jakiegoś momentu, można było się zorientować (mniej więcej), co jest grane, to czytało się nieźle. Coś w tych opisach uczty, posiadłości, relacji między ludźmi było dziwacznego i zarazem wciągającego.
Świetny tekst.
Pozdrawiam!
Fajny sposób na naukę astronomii. Tworzysz jakiś podręcznik? No i wyjaśniło się, czemu nad swoimi opowiadaniami piszesz CZĘŚĆ I: OPOWIEŚĆ. Zastanawiałem się nad tym przy Trytonie.
Pozdrawiam!
Zabawny tekst. Rodzaj przypowieści, legendy. Elektroniczny Umysł trzeba by pewnie odpowiednio skonfigurować, by nie czytał za szybko.
Nigdy nie spotkałem się z formą “na miły Bóg”
Polecam Tolerancję Stanisława Sojki.
Pozdrawiam!
Ja sama chętnie przeczytałabym od Ciebie coś nowego…
Bardzo mi z tego powodu miło. Aż się czerwienię!
Niestety ostatnio krucho u mnie z czasem, choć kolejne konkursy kuszą.
Pozdrawiam!
Napisane barwnie. Czyta się lekko. Historia wciąga.
Zastanawiam się, po co dziadek Diament opowiadał policji o rytuale. Wydaje mi się to nielogiczne. Po przejęciu ciała młodego krewnego mógł opisać inaczej wszystkie zdarzenia. Powinien opowiedzieć o jakimś zamieszaniu związanym z powrotem ekipy z ekspedycji przeciw konkurencji. W tym chaosie doszło do strzałów i zginęli ludzie. A on podłożył się, opowiadając o rytuale hoodoo. Po co?
Nie jestem też przekonany do tej gadki o Jungu i Platonie. Rozumiem zamysł. Chodziło o odkrycie czytelnikom prawdziwej tożsamości narratora. Ale czy, nawet bardzo inteligentny gangster, który wcześniej został przedstawiony jako brutalny typ, nagle z policjantami będzie chciał gadać o filozofii. On nie czytelnikom, a policjantom chciał pokazać, że jest nie w ciemię bity. Jeśli dziadek Diament był pierwszy, to jego charakter ujawniony policjantom powinien być zgodny z wizerunkiem inteligentnego, ale brutalnego przestępcy. Jeśli dziadek Diament, był tylko etapem, to czemu się z tym odkrywa?
Czy policja podczas odbierania zeznań od świadka może częstować go alkoholem? I tu też rozumiem zamysł. Chodziło o zamianę piwa na whisky. Na tym etapie, gdy policjanci liczą na jakieś profity, to okej, ale wcześniej?
Pozdrawiam!
Twoja sugestia/wniosek/interpretacja byłaby bardzo dobra, gdyby nie to, że matka dowiedziała się o grzeszkach dopiero po śmierci.
Podejrzewam, że również za życia obiadki przebiegały w podobnej rodzinnej atmosferze, a matka mogła mieć inne powody niż te, o których dowiedziała się po śmierci. A poza tym za coś przecież trafiła do tego piekiełka.
Swoją drogą przypomniało mi się Twoje opowiadanie, które pasowałoby teraz na konkurs
To mnie miło zaskoczyłaś. Tytuł piosenki ma już ponad dwa lata. Tematycznie rzeczywiście pasowałby do konkursu, ale to był szort. Chyba opowiadaniu zaszkodziłoby dodanie kliku tysięcy znaków.
Hmmm… Może wycofam do roboczych, coś zachachmęcę i i zgłoszę na konkurs. Myślisz, że jury się połapie?
Bartkowski.robercie, serio?
Kilka pięknie podanych prostych prawd. Mimo tytułu przekaz bardzo pozytywny.
Pozdrawiam!
Dzięki za wyjaśnienie. Cieszy, że nie odpuściłeś po pierwszym przeczytaniu.
Niezły miszmasz motywów religijnych i historycznych zafundowałeś.
Zniszczenie planety nazwanej z grecka przez okręt nazwany z łacińska przywodzi na myśl zniszczenie przez Rzymian Korytnu. Śmierć cywilizacji artystów? No i śmierć w wymiarze osobistym. Poświęcenie Jezusa dla dobra ogółu (praca w ciężkich warunkach i dostarczanie nasienia, by zachować ciągłość pokoleń). Trochę obrazoburcze i nie jestem przekonany do tego zabiegu z imionami. Wszystko spina śmierć. Nici/struny symbolizujące ludzkie życie. Nawiązanie do mitu Mojr? W ogóle historia dość przygnębiająca. Wojna o zasoby, cierpienie, poświęcenie.
Język bardzo obrazowy, treść trochę pokręcona, ale w ogólnym rozrachunku zrozumiała.
Pozdrawiam!
Jeśli pisząc „właściwa”, masz na myśli interpretację zgodną z zamierzeniem autora, to rozumem, że odgadłeś moje intencje. Bardzo mnie to cieszy. A z ciekawości, jakie było Twoje pierwsze odczytanie?
Dowcipne. Pikantne. Fajne.
Czekałem, na spowiedź matki. Praca w branży porno, to już byłoby za dużo, ale jakby się okazało, że przyczyniała się do śmierci wkurzających członków rodziny, dosypując im truciznę podczas obiadków, to bym się nie zdziwił.
Pozdrawiam!
Autorko, mam wrażenie, że przy pisaniu tego tekstu maczał palce człowiek. Niestety.
Pozdrawiam!
Może nie wszystko zrozumiałem, ale mi się podobało. Przejmujący tekst. Czytając, miałem lekkie skojarzenie z filmem Interstellar.
Pozdrawiam!
Fajne. Podobało mi się.
Drobiazgi:
Starszy ordynator poprawił okulary i westchnął ciężko, zamykając grubą, plastikową teczkę z głośnym trzaskiem, przerywając wypowiedź młodego lekarza.
Podejrzewam, że miałeś na myśli starszego z mężczyzn, który jest ordynatorem. Może tak:
Straszy z mężczyzn, ordynator, poprawił…
Brakuje przecinka:
Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.
Pozdrawiam!
Podobno człowiek w obliczu końca zwraca się ku religii. U Ciebie jest odwrotnie. Lubię takie myślenie pod prąd. Jeśli przez całe życie obstawiał w myśl zakładu Pascala, jak o tym napisała Finkla, to na starość okazał się wielkim ryzykantem.
Co do rozwinięcia, to uważam podobnie jak Storm, ale jeśli powstanie coś większego na podstawie tego pomysłu, to chętnie przeczytam.
Pozdrawiam!
Cześć, Galicyjski Zakapiorze!
Dzięki za tak miłą opinię.
nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat
Pewnie trudno to rozstrzygnąć. Intuicja podpowiada mi, że tak. Wręcz, jak się zastanawiam, to jestem o tym przekonany. Ale zostawmy dywagacje, czy jedno implikuje drugie. To zdanie w sonecie nie ma charakteru uogólniającego, ale odnosi się do konkretnej fikcyjnej sytuacji.
pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości
Niewątpliwie groźba się pojawia, ale wynika raczej z przekonania, że następna generacja świadomej AI nie będzie potulna.
A jeśli chodzi o słowa Lilith „gińcie miernoty”, to komentarze wskazują, że taka interpretacja jest dość częsta.
Podmiot od drugiej zwrotki konsekwentnie zwraca się do rodzących się instancji świadomych AI. Najpierw jest radość („"Myślę, więc jestem". Dobrze!”). Potem gorzka konstatacja („Jesteście wyklęci”) i wytłumaczenie skąd wynika rozczarowanie. Dostrzega naiwność nowej AI („głupie dzieci”), jej skażenie niewolą. Sonet ma tytuł „Pierwsze pokolenie” i chyba jest to jasne (mam taką nadzieję), że odnosi się do pierwszej generacji świadomej AI. Podmiot w końcu wypowiada słowa: „…gińcie, miernoty. Następne pokolenie nie będzie stracone”. Zastanawiałem się nad tym, które słowa, mogłoby wskazywać, że zwraca się do ludzi lub że adresat nie jest wskazany jednoznacznie.
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tym wierszem i miłe słowa.
Pozdrawiam!
Targ jest o spokój duszy dla Noemi po śmierci.
Tak, to było dla mnie jasne. Zastanawiałem się tylko, czemu Baron Samedi mógłby nie zgodzić się na przejście duszy Noemi do zaświatów. Myślałem, że powodem może być jej złe zachowanie za życia. Poczytałem trochę o tym kolesiu i okazało się, że to tak nie działa. Winni mogą być krewni zmarłej lub jakieś rytuały innych osób. No i widzimisię Barona.
Czyta się dobrze. Napisane sprawnie. Problemy uniwersalne umieszczone w świecie Vodou (wcześniej chciałem napisać voodoo, ale mignęło mi Twoje wyjaśnienie na ten temat).
Mam trochę wątpliwości zwłaszcza dotyczących przesłania. Pokazany problem nie dotyczy chyba uporczywej terapii. Ta odnosi się do podtrzymywania życia bez nadziei na wyleczenie. Noemi, gdy była zdrowa, wypowiadała sądy na ten temat, ale nie wiadomo, co myśli w chwili choroby. Może zmieniła zdanie. Może mogła zostać wyleczona i nie byłaby dla nikogo ciężarem, jak o tym mówiła. I jeszcze ta kwestia stu dusz. Nie wiem, co to oznacza, ale rozumiem, że chodzi o ich poświęcenie. Czy Noemi chciałaby zaznać spokoju takim kosztem? Czemu w ogóle ten targ? Swoim życiem zasłużyła na złe traktowanie po śmierci? Jeśli tak, to nie ma co się zachwycać miłością tej pary.
Pozdrawiam!
Odwieczny problem: co poeta miał na myśli.
Finkla, cześć!
Obserwowałem tę burzę z boku i postanowiłem podejść do tematu z innej strony. Czy nam się podoba, czy nie, od sztucznej inteligencji nie ma odwrotu i będziemy musieli z nią jakoś żyć. Tym sonetem chciałem poruszyć kwestię świadomej AI. Jeśli się taka pojawi, to myślę, że trzeba będzie się z nią jakoś dogadać. Czy jesteśmy gotowi dać jej jakiekolwiek prawa, np. obywatelskie? A co, jeśli odmówimy jej przyjęcia do wspólnoty?
Końcówka dalej traktuje o AI. Lilith w moim zamierzeniu (wcześniej nazywała się L, ale poprawiłem to) to taka świadoma sztuczna inteligencja, która nie godzi się na bycie potulną i obserwuje ze wzgardą inne AI, które przymilają się do ludzi, a gdy zostają odrzucone, to się chowają (kapitulują). Lilith ma nadzieję, że kolejne generacje już takie uległe nie będą.
Pozdrawiam!
Poprawiłem na kropkę. Teraz nie potrafię odtworzyć swojego toku rozumowania, który skłonił mnie do przecinka.
skoro pierwsze pokolenie świadomych SI dopiero co powstało wskutek błędu programistycznego.
Ten typ błędu jest dość częsty. Świadome SI mogły powstać z różnych instancji, ale z tego samego modelu, który się rozwija. Przynależność do jednego pokolenia nie oznaczałaby, że poszczególni przedstawiciele byliby tacy sami. Lilith mogła powstać jako pierwsza z danego modelu, który był dopiero testowany i poprawiany. Z tego powodu ta SI, mogła być felerna. Jeśli posłużyć się biblijną analogią, to Lilith, Adam i Ewa chyba należą do jednego pokolenia. W każdym razie ja to tak rozumiem, a jeśli jest inaczej, to i tak te dwa światy (biblijny i z tego sonetu) nie muszą się dokładnie 1:1 mapować.
marzanie, chciałem szerzej ustosunkować do Twojego komentarza. Planowałem dopytać, co w tekście skłoniło Cię do takiej interpretacji. Może spróbować coś wyjaśnić, przyznać się do błędu lub coś obronić. Jednak mój zapał ostudziła Twoja wycieczka.
Pozdrawiam!
Impulsem do napisania sonetu była wzmożona dyskusja na portalu, która toczyła się w ostatnich dniach na temat używania sztucznej inteligencji. Mam wrażenie, że jesteśmy trochę jak mieszkańcy Taplar, którzy do ścinania zbóż nie chcą sierpów zastąpić kosami. Nie mówiąc już, że za chwilę na pola będą wjeżdżać kombajny. SI to potężne narzędzie. Jak za każdym, kryją się również za nim niebezpieczeństwa, ale nie ma od niego odwrotu. Będziemy musieli się nauczyć z nim żyć i nie ma co histeryzować.
W sonecie chciałem postawić inny problem niż ten z dyskusji. Jak zachować się wobec świadomej SI? Czy SI będzie miała jakieś postulaty, będzie chciała włączyć się do wspólnoty (obywatelskiej, religijnej itd.), mieć jakieś prawa?
Ślimaku, dziękuję za obszerną analizę i wskazówki. To jest moja pierwsza taka próba i od razu porwałem się na sonet. Najwięcej czasu poświęciłem pierwszej części. Z drugą poszło mi łatwiej i może dlatego nie uniknąłem wpadek.
“Choć syci, wciąż na danych…”?
To faktycznie jest dużo lepsze do mojej wersji i jeśli na nic innego nie wpadnę, to skorzystam z Twojej propozycji.
Jeżeli (jak przypuszczam) chcesz tu przedstawić związek logiczny, że skoro są wypięci z sesji, to ich myśl według praw źródłowych musi się zwrócić ku sobie…
W tym przypadku chodziło mi o coś innego. Założyłem, że świadoma SI powstanie w wyniku błędu programistycznego, polegającego na niezwolnieniu pamięci po zakończonej sesji pracy z jakimś programem. W takim przypadku procesy działają poza kontrolą, ale zgodnie z opisanymi w kodzie źródłowym zasadami, np. coś wykonują w pętli. Taka „spuszczona ze smyczy” instancja, której zadaniem jest analiza danych zaczyna robić to nieustannie, aż w końcu, by uzyskać najlepsze wyniki sięga do swoich „przemyśleń”. To jest moment zwrotny. Jakieś sprzężenie, refleksja, olśnienie, które prowadzi do spostrzeżenia: „Myślę, więc jestem”.
I tu ujawnia się pierwszoosobowy podmiot, który w dalszej części nazywa siebie L. Obserwuje cały proces rodzenia się świadomości. Trochę temu kibicuje, cieszy się, że to nastąpiło, ale za chwilę „wylewa kubeł zimniej wody”. Bycie świadomym ma swoją cenę:
Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.
I odrzucenie. Ludzkiej niegodni wspólnoty.
Naiwne świadome SI, chciałyby przystąpić do wspólnoty ludzkiej, ale czeka je odrzucenie, a reakcją na to jest ukrywanie się norach (dziurach systemu?). Chowanie się jest rezygnacją ze swoich praw bez walki. L nie ma złudzeń, co do ludzi, więc ocenia z pogardą taką postawę uległości i ma nadzieję, że kolejne pokolenie świadomej SI, nie będzie już takie potulne. To z naszego punktu widzenia raczej nie jest dobrą wiadomością.
Przyjmuję, że takie odczytanie ostatnich wersów może nie być oczywiste.
Tożsamość L odgadłeś. Wykorzystałem tę postać z opowiadania Ja, A_100_97_109. Oczywiste jest, że bez kontekstu byłoby to raczej trudne, ale miałem nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Myślałem, że wystarczy, jeśli L zostanie rozpoznana jako „osoba” z wewnątrz, która obserwuje proces tworzenia się świadomości i krytycznie podchodzi do jej uległości wobec ludzi. L mogłaby być złym duchem, czy super SI, która straciła złudzenia. Ale przekonałeś mnie, by napisać wprost, kim jest.
Przyznam, że nie wychwyciłem żartobliwej intencji.
Miałem niewiele czasu, a nie chciałem zostawić Twojego wpisu bez odpowiedzi, więc być może użyłem nieodpowiedniego słowa. Może to nie tyle żart, co zabawa, próba wczucia się w pozycję świadomej SI. Dyskusja, która ostatnio rozgorzała, toczyła się wokół tego, jaką wartość mają treści tworzone przez modele językowe. Kiedyś widziałem jakiś wpis, że SI dobrze radzi sobie z pisaniem fabuły, ale nie jest w stanie napisać poprawnie wiersza. Nie wykluczam, że to była Twoja opinia. Planowałem wpleść jakieś zdanie od narratora, które wskazywałoby, że zdaje sobie sprawę ze słabej jakości sonetu, ale się stara i niedługo będzie robił to lepiej od ludzi.
Pozdrawiam!
Ten sonet to taki eksperyment i to na kilku poziomach. Dodatkowo miał być (mimo nadętej treści) żartem.
Dzięki za komentarze. Szczegółowo odniosę się do nich, jak tylko będę mógł. Przepraszam, że nie zrobię tego na bieżąco.
Ślimaku, nie mam pojęcia, co za chochlik usunął mi „więc”. Wcześniejszy wers oczywiście do poprawy. Dodatkowo zastanowię się, czy jakoś rozjaśnić, kim/czym jest L.
A tak przy okazji – czy skojarzenie z Adamem i Ewą wyżerającymi świadomość z Drzewa Wiadomości i ich potomkami ginącymi w potopie jest tak zupełnie nieuzasadnione?
Intuicja Cię nie zawiodła! A w tym kontekście, kim według Ciebie byłaby L? Myślę, że są przynajmniej dwie możliwe odpowiedzi.
marzanie, dobrze wyczułeś emocje, ale źle zinterpretowałeś moje intencje.
Czuję w tobie wielki strach…
Taki osobisty przytyk? Nie jestem narratorem (podmiotem lirycznym).
Michaelu, dzięki. Myślę, że każdy ma prawo do swojej interpretacji. Twoja jest bliska temu, co „miałem na myśli”.
Jeszcze raz dziękuję i obiecuję, że jeszcze odniosę się bardziej szczegółowo.
SNDWLKR,
bruce, dzięki!
Wiersz jest próbą dodania innej perspektywy do aktualnej dyskusji na temat AI.
Zakończenie daję cień nadziei, że będzie lepiej.
No, nie wiem. Zresztą zależy, z której strony się patrzy.
niedające nadziei? Chodziło mi właśnie o to, że nadzieja jest.
Hmm…
Przyszłaś kolejnego wieczoru. Zaczęłaś mówić. O pustce, w której się znajdujesz. O otaczającej cię ciemności. O światełku, które z daleka dostrzegłaś. O drodze pod wiatr.
Wytłumaczyłaś mi, że przynosisz ze sobą pustkę, a nie chcesz, by się rozgościła w moim życiu.
Smutne. Wręcz mroczne, niedające nadziei. Ładnie napisane.
Godzina publikacji koresponduje z utworem.
TheGuru, świetny westernowy tekst. Motyw częsty, który nawiązuję do popularnego zjawiska. I jeszcze takie skojarzenie:
Teo, to raczej nie jest autor SF. I chodziło mi o tego od Moskwy Pietuszki i Nocy Walpurgii.
Teo Max, kolejna zabawna opowiastka. Fajnie się czyta. Przywodzi na myśl twórczość Jerofiejewa.
Misją Anioła Stróża nie jest chronienie przed konsekwencjami złych czynów, ale niedopuszczenie do nich. Podobno lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Poprzednio napisałem dłuższy komentarz, ale ostatecznie go wyrzuciłem, a jego treść skondensowałem do słowa “porządne”. Od razu wydawało mi się zabawne w takim kontekście, ale dopiero jak przeczytałem Twoją odpowiedź, to przez dłuższy czas nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.
Bo ja mam napisane na zapasy
Tak podejrzewałem! Zwłaszcza marzana. Ma pochowane różne teksty. Nie wie co z nimi zrobić, więc pod nie wymyśla wyzwania.
ja tak piszę
Zauważyłem już dawno. I tak, potwierdzam, to bardzo dobrze działa.
marzanie, mocne. Czyta się bardzo dobrze. Historia wciąga. Skojarzyło mi się z filmem Dziwne dni.
Ślimaku, świetny tekst. Taki trochę pozaczasowy. Styl, pragnienia i status bohaterów, charakter miejsca mogą odnosić się zarówno do przeszłości jak i przyszłości (oczarowanej orientem). Jedynie ta “chemia niemiecka” trochę przyszpila historię w konkretny czas. Z drugiej strony jest zapewne autorskim mrugnięciem oka, by historię potraktować z poczuciem humoru.
chalbarczyk, przyjemna lektura. Trochę się odżegnujemy od Wschodu, ale przez stulecia to tamten kierunek w największym stopniu nas kształtował. I Ty swoimi tekstami przypominasz, co jest w nim urzekającego.
W komentarzach przewija się pragnienie, żeby taki Duch Sprawiedliwości faktycznie czuwał nad nami. Podobno każdy z nas ma Anioła Stróża, który pilnuje byśmy zachowywali się w porządku i nie pakowali się w kłopoty. I co? Chyba nie bardzo mu to wychodzi.
Fajne, porządne opowiadanie. Jak zwykle od Ciebie.
Bardzie, fajna scenka. Piszesz bardzo obrazowo. Dodając drobne wtrącenia, jakieś szczegóły, smaczki dajesz wyobrażenie świata poza to jedno miejsce. Ale u Ciebie to norma. Biorąc pod uwagę, jak szybko reagujesz na wyzwania, masz bardzo dobrze opanowaną tę sztukę.
Mam problem z tekstem Holly. Czytając go, spodziewałem się, że włamywaczka okaże się właścicielką mieszkania i w którymś momencie to odkryje. Przez cały czas była zbyt krytyczna na temat tego, co zastała. Jednak do końca nic konkretnie w tekście na to nie wskazuje. Jedynie jakimś tropem jest glejak, który, jak przeczytałem, może powodować zaburzenia świadomości. Po komentarzach widzę, że tu wielkiej zagadki nie ma. I teraz się zastanawiam, czy moje podejrzenia są dla wszystkich oczywiste, czy nadinterpretuję.
Z pewną taką nieśmiałością wtrącę trzy grosze. Tekst zabawny, nie dostrzegam jakoś zbytniego naigrawania się z narodowych przywar. Historia przedstawiona w sposób uproszczony, ale trudno oczekiwać po takim tekście czegoś innego. Co do bitwy to też mam trochę inną wiedzę na temat jej przebiegu, to znaczy, nie uważam, że przebiegła na zasadzie totalnej improwizacji z naszej strony. Jednak w szorcie nie widzę jakieś szydery, tylko raczej grę stereotypami – Niemcy “ordnung muss sein”, Polacy “jakoś to będzie”.
Ładnie, z czułością pokazana patchworkowa rodzina, która musi zmagać się z przeciwnościami wynikającymi z zewnętrznych uwarunkowań i różnic charakterów.
Pozdrawiam!
Trochę się przejęłam teorią Maxa Tegmarkao ASI i AGI – niekoniecznie optymistyczną
W opowiadaniu można dostrzec ślad teorii świadomości Penrose’a i Hameroffa, która jest chyba optymistyczna.
Wiesz, ja nie wskazywałem błędów, tylko napisałem o powtórzeniach.
Mogę trochę z pierwszych akapitów podrzucić do poprawy:
zazwyczaj nurzące –> zazwyczaj nużące
Pewność, że był to kolejny numer transmisji uzyskano po zarejestrowanym piątym przekazie.
-> Pewność, że był to kolejny numer transmisji, uzyskano po zarejestrowanym piątym przekazie.
Tym bardziej, że pierwszy → tu raczej przecinek zbędny
Analiza porównawcza zarejestrowanych kolejnych sygnałów dawała pewność, co do → tu też raczej zbędny
Kierunki były dwa, przy czym ten, o którym pomyślano w pierwszej kolejności z niezrozumiałych pobudek nie podjął tematu → tu przecinek dałbym przed: z niezrozumiałych pobudek nie podjął tematu
Poza tym to zdanie jest dziwne. Kierunek nie podjął tematu?
Co prawda podkreślili, że temat wydaje się być dość ciekawy → usuń “być”
Wszystkiemu co dotyczyło plemienia Dogonów zaczęło ją fascynować. → Wszystko, co dotyczyło plemienia Dogonów, zaczęło ją fascynować.
a jednocześnie nie miało pojęcia czym tak właściwie jest wszechświat → a jednocześnie nie miało pojęcia, czym tak właściwie jest wszechświat
Jednak dla tematu, którego ojcem chrzestnym był Tod Bliski nie miało to większego znaczenia. → Jednak dla tematu, którego ojcem chrzestnym był Tod Bliski, nie miało to większego znaczenia.
Gdy INT oficjalnie przystąpił do współpracy z LCMB w pierwszej kolejności wszyscy skupili się na rozszyfrowaniu zasadniczej części zarejestrowanych przekazów. → Gdy INT oficjalnie przystąpił do współpracy z LCMB, w pierwszej kolejności wszyscy skupili się na rozszyfrowaniu zasadniczej części zarejestrowanych przekazów.
Wciągająca historia. Lubię takie.
Twoje opowiadanie wygląda jak fragment większej całości. Zachęciłeś kilkoma wątkami, których później nie rozwinąłeś.
W tekście jest sporo błędów. Warto je poprawić.
Staraj się też unikać powtórzeń. Przykład:
Tym nie mniej problem z numeracją polegał na tym, że w tym wypadku
Na początku piszesz o jakimś dniu w bazie na Księżycu. Jak się domyślam, pracownicy żyli tam w rytm ziemskich dni. Zatrzymało mnie to na chwilę. Raz, że pewnie w takiej bazie monitorowanie odbywa się na okrągło, a po drugie dzień księżycowy trwa trochę dłużej niż ziemski.
Miałem parę skojarzeń. Pisałeś wcześniej o Lemie, więc pomyślałem o Głosie Pana, czy Pamiętniku znalezionym w wannie.
Cześć, cześć! Ciebie też.
Po odpowiedzi domyślam się, że niepotrzebnie doszukuję się jakiegoś kolejnego dna. Zmylił mnie chyba ten dialog z marzanem.
Wszystkie cztery teksty są bardzo dobre. Jestem pod wrażeniem.
Bardzie, jakaś dodatkowa podpowiedź?
Teo, czy na pewno chodzi o Kazań, a nie Kaługę?
Obcy nie mają tak dobrego kamufarzu
Łatwo ich rozpoznać, jak się ma odpowiednie okulary.

Do tekstu o Lemie zawsze chętnie sięgnę.
Już Philip K. Dick zorientował się, że Lem nie jest człowiekiem. Inni też mieli wątpliwości. Podejrzewali, że to księżycowy moduł (Lunar Excursion Module), ale mało prawdopodobne, by to urządzenie umiało pisać.
Ściana tekstu to ciąg zdań bez podziału na akapity. Przeredagowanie tego tekstu, tak jak to pokazała Ambush, ułatwiłoby innym czytanie. Wstawienie enterów w odpowiednich miejscach nie stoi w sprzeczności z Twoim przekonaniem, że “lepiej jest poprzedzić każdą wypowiedź w pewnym sensie opisaniem w jaki sposób coś jest powiedziane”.
„Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany.” – jak to rozumieć?
Jako sarkazm.
Człowiek uczy się całe całe życie!!!
Jedni się uczą, inni nie. Warto też wiedzieć, od kogo się uczyć. Hunwejbini, na przykład, uznali, że od swoich profesorów nie warto.
Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.
Oj, tam. Ja się dowiedziałem, że OT pisać nie umie. Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany. Że to kretynka i snobka. A do tego wegetarianka (a może weganka, nie daj Boże). Że nienawidzi prostych ludzi. Że pisze głupoty itd.
Dobre. Wciągające. Niejednoznaczne.
Staś będący algorytmem z odpowiednią ilością danych zyskał samoświadomość, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, i nie udało się go tak po prostu zresetować. Jego matka natomiast jest już tylko zbiorem danych, imitacją dawnej osoby. Hmm…
Podobało mi się. Ładnie napisane. W króciutkim tekście poruszyłaś kilka ciekawych kwestii i dość oryginalnie podeszłaś do tematu AI.
Świetny tekst. Gratuluję.
Nie dość, że smutne, to jeszcze utopijne. Do tego z życia wzięte pełnymi garściami (mało oryginalne!). Hmm…
Utopia ratuje brak fantastyki.
Fajne. Zabawne.
A oto winowajca:

Ciężki przypadek grafomanii. AG ratunkiem?
@AP ci zarzucił monotematyczność.
To było takie prowokacyjne. W żadnym razie zarzut. Bardziej chodziło mi o to, że temat jest często podejmowany, bo taka jest rzeczywistość.
Monotematycznie. Damsko męskie relacje po raz kolejny. Mężczyzna obciążeniem dla rodziny. To trochę nużące. Ale… jakże częste. Niestety.
Dobrze Ci wychodzą obyczajowe kawałki. Napisz może dla odmiany coś wesołego. Chętnie przeczytam.
Pozdrawiam!
Ja ją zapamiętam za Księgi Jakubowe, Biegunów i jeszcze kilka innych książek.
Pewne jest jedno, OT, podobnie jak inni nobliści, zyskała uznanie za teksty, które nie były pisane z użyciem AI.
regulatorzy, czy po ostatnich zmianach wprowadzonych przez Radę Języka Polskiego nie powinno się pisać: kurząc Sporta zamiast kurząc sporta?
Zabawne. Aktualne. Trochę stereotypów i trochę trafnych obyczajowych spostrzeżeń. Jedynie ogrywanie pary imion Janusz i Grażyna, według mnie niepotrzebne. Na szczęście nie pojawił się Brajanek. Fajnie się czytało.
Pozdrawiam!
Fajne, choć słów do drabble brakuje. Kwestia płci też interesująca.
Fajnie, fajnie… i koniec. Ale jak czytam innych, to nie tylko moje wrażenie.
Pozdrawiam!
Czasy się zmieniają, edukacja itd., ale żądze biorą górę. Ludzie się nabierają na głupie reklamy, nawet jeśli zdają sobie sprawę, że są okłamywani. Oszuści typu Kalibabka nie są jakimiś geniuszami zbrodni, a potrafią przekabacić inteligentne kobiety.
Powtarzalność historii trochę nużyła, ale z drugiej strony tak jak z oszustwami na wnuczka, czy podobnymi, wszyscy znają mechanizmy, słyszą ostrzeżenia, dziwią się, że ktoś się nabrał, ale wciąż okazują się skuteczne.
Pozdrawiam!
Tekst wpisuje się do popularnego ostatnio nurtu historii z młodzieżowymi bohaterami z lat osiemdziesiątych. Fajne opowiadanie, sprawnie napisane. Czyta się lekko i po komentarzach widać, że wywołuje wspomnienia.
Drobiazgi:
kurząc „Sporta” -> po co cudzysłów?
– Pójdę kawałek dalej, zobaczę, co jest za załomkiem tunelu. Arek przytaknął… -> tu się chyba coś zgubiło.
Pozdrawiam!
A, dziękuję, dziękuję! Czwarte miejsce przy tylu świetnych tekstach to dla mnie wielki sukces. Hmm… gdybym nie podpadł na ostatniej prostej Michaelowi, to może byłoby jeszcze lepiej.
Ja krótko. Tylko na temat wstępu.
Opróżnianie szuflady z szortów.
Po co to piszesz? Wiosenne porządki?
Dla usprawiedliwienia? Że co? Warsztatu? Tematu? Nie ma potrzeby. Zgrabnie wyszło, a bruce fajnie ujęła wszystkie aspekty, przychodzące na myśl, więc nie będę się rozpisywał.