Profil użytkownika


komentarze: 72, w dziale opowiadań: 53, opowiadania: 29

Ostatnie sto komentarzy

No tak, Reg, Twoje oko jest niezawodne. smiley

 

Oczywiście masz rację – niby wiedziałem, że w dialogach liczebniki zapisujemy słownie, wielokropki nie powinny mieć spacji, a do sylabizowania używa się dywizów, ale jakoś mi to umknęło. Już poprawione. Dzięki za czujność i zwrócenie uwagi.

 

PS. Też mam nadzieję, że zestaw „Mały podróżnik w czasie” pomoże Pusi wrócić do żywych. Zwłaszcza że jej właścicielka – prawie-teściowa – wraca jutro z Seszeli. Co prawda nie do żywych, tylko do willi… ale i tak sytuacja robi się napięta.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Mam wrażenie, że potraktowałeś forum „Nowej Fantastyki” trochę jako pretekst do wyrażenia własnej frustracji zastanym porządkiem rzeczy.

Dopóki opowiadanie trzymało się tej warstwy nadnaturalnej – wglądów w przeszłość, wizji, kontaktu z czymś spoza codzienności – czytałem je z zaciekawieniem. Kiedy jednak skręciło wyraźnie w stronę społeczno-politycznej bańki (raczej nie mojej), poczułem się podobnie jak przy lekturze portali informacyjnych i komunikatorów, od których właśnie chciałem tu odpocząć.

Natomiast podobała mi się warstwa językowa. Tekst jest sprawnie opowiedziany, zrozumiały i płynny. Od strony formy widać, że potrafisz pisać.

 

Kłania się przedstawiciel hordy inżynierów i barbarzyńców wink

No tośmy sobie, ..., polatali!

Choć za oknem zrobiło się już plus piętnaście stopni Celsjusza i po niedawnej „wiecznej zmarzlinie” nie ma śladu, mroźny klimat opowiadania nadal działa równie przejmująco jakbym czytał je te dwa tygodnie temu.

Podoba mi się też poziom językowych ozdobników – wycyzelowany i dobrze wyważony. Ani ich za dużo, ani za mało, a te, które się pojawiają, są trafne i budują nastrój zamiast go przytłaczać. W efekcie tekst czyta się bardzo przyjemnie i płynnie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Świetna miniatura. smiley

 

Odegranie tej scenki jako skecz. mogłoby być pomysłem na scenariusz początku lekcji o modernizmie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Michaelu, moja sugestia dotyczyła bardziej ewentualnej zamiany czasownika ominęłoumknęło. Odmiana rzeczownika dozorca jest tylko konsekwencją tej propozycji. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cześć Between!

 

Bardzo podoba mi się wykorzystanie obrazu – nie tylko jego tematu, ale także formy malarskiej. W fabule znalazło się uzasadnienie nawet dla tych szerokich pociągnięć pędzla, które rozmazują zarys głowy dziewczyny białą farbą i jakby wycierają jej twarz z płótna. Dzięki temu te malarskie gesty zaczynają pełnić funkcję narracyjną. Pani Anna Słoncz zastosowała ten zabieg tylko w tym jednym obrazie – a Ty potrafiłaś go twórczo wykorzystać w tekście. Chapeau bas.

 

Z zarzutem, że bardzo wcześnie da się zidentyfikować Tobiasa jako Thomasa, bardziej się nie zgadzam niż zgadzam. Rzeczywiście pierwsza podpowiedź pojawia się już w trzecim rozdziale, w scenie, gdy Tobias mówi o podobieństwach między sprawami, a Tessa reaguje zaskoczeniem:

– Poprzednie sprawy wyglądały podobnie – odezwał się Tobias, przerywając milczenie. – Pozycja ciała, brak śladów walki, ustawienie sztalugi. Schemat ten sam.

Spojrzałam na niego, lekko zaskoczona.

Gdyby ostatnie zdanie usunąć albo osłabić, podejrzenie wobec Tobiasa dałoby się odroczyć. Ale nawet w obecnym kształcie rodzi się tu raczej podejrzenie niż pewność. Podobnie w późniejszym fragmencie, kiedy przygląda się płótnu: nie zdradza się, czy widzi to samo co Tessa. Pewność przychodzi dopiero później i moim zdaniem nie dlatego, że czytelnik jest taki przenikliwy, tylko dlatego że nie ma nikogo więcej do podejrzewania, bo w krótszej formie nie ma miejsca na szeroką galerię mylących tropów i podejrzanych, jaką można wbudować w powieść. Dla mnie ten aspekt warstwy kryminalnej działa jak najbardziej dobrze – napięcie jest, podejrzenie narasta, a rozwiązanie nie wypada ani sztucznie, ani zbyt wcześnie.

 

Natomiast przy zakończeniu najpierw trochę westchnąłem, bo liczyłem na klasyczny finał kryminału: taki, w którym złoczyńca ponosi karę, a protagonista doprowadza sprawę do końca. Szybko pogodziłem się z tym jednak i mam ku temu dwa powody.

Pierwszy to taki, że kryminał jest tu formą podrzędną wobec horroru (forum NF + zasady konkursu mają swoje wymagania). Po drugie, ostatni rozdział w pełni mi to wynagrodził. Monolog z perspektywy mordercy uważam za świetny pomysł: dobrze domyka wątek kryminalny, a przy tym jest napisany językiem spokojniejszym, nieprzerysowanym, właśnie takim, jaki lubię najbardziej. O ile wcześniej miejscami uwierały mnie, jak na mój gust, nieco przekombinowane zabiegi stylistyczne (pasujące do horroru, ale mniej do kryminału), o tyle finał bardzo mi się spodobał.

 

Po lekturze przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl, że chętnie zobaczyłbym opus magnum Tobiasa/Thomasa, czyli portret Tessy. Mimo całej plastyczności opowiadania obawiam się, że zmaterializujemy bohatera, by nakłonić go do namalowania obrazu wink.

W tej sytuacji ciekawym eksperymentem byłoby odwrócenie ról: tak jak my piszemy opowiadania do obrazów pani Anny Słoncz, to może pani Anna namalowałaby obraz inspirowany tym opowiadaniem – portret Tessy, policjantki ścigającej mordercę, uchwyconej w chwili, gdy na twarzy pojawiają się zdziwienie i zrozumienie, że partner w pracy i w życiu osobistym okazuje się tym, kogo ścigała? laugh


 

Zauważyłem tylko dwa mini-zgrzytnięcia:

 

– Stała tu od dawna? – spytałam, starając się ocenić, czy dozorcę coś ominęło.

A może: dozorcy coś nie umknęło

 

– Byłem u ciebie, ale cię nie było – powiedział zmartwionym tonem. – Tak myślałem, że tu jesteś. Jest trzecia trzydzieści, Tessa. Nie przesadzasz?

Chodzi o trzecią po południu czy nad ranem? Jeżeli po południu, to nie powinien zarzucać Tessie przesady – to normalny czas pracy. Jeżeli nad ranem, to po co przynosi jej kawę, skoro zaraz ją przepędzi do domu, by się poszła wyspać?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Przesympatyczne! smiley

Miałem zasugerować, żeby było tego więcej, ale właśnie zorientowałem się, że to już jest seria. Super!

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie, Bardzie. Odwrotnie niż u wielu komentujących mi przypadła do gustu pierwsza część. Może dlatego, że nie trafiłem wcześniej na tym forum takiego klasycznego science fiction w starym stylu, a tu je znalazłem.

Nie chciałbym Cię wkurzać tym skojarzeniem, bo widzę, że Ci się ono nie podoba, ale mnie ta sceneria momentami też przywołała na myśl Gwiezdne Wojny. Być może w trochę innym sensie niż u pozostałych. Czytając Twój tekst pomyślałem, że udało Ci się pokazać coś, czego w kanonie dziewięciu części sagi GW brakuje – psychologiczny background żołnierzy Imperium.

U Ciebie Szturmowce są statkami, ale ich załogi to przecież odpowiednik żołnierzy Imperium. W filmach schowani są za hełmami i maskami, nie mają twarzy i wydaje się, że niemal nie mają życia. Wszyscy strzelają do nich bez wahania, jakby byli tylko elementem scenografii bitwy. A przecież tam są ludzie – z emocjami, wątpliwościami i historią.

Czytając Twój tekst miałem wrażenie, że właśnie to zobaczyłem: jak mogłoby wyglądać ludzkie oblicze bezwzględnej kampanii wojennej.

 

Dla mnie to była bardzo satysfakcjonująca lektura. smiley

 

 

Trafiłem dwie drobne, kosmetyczne wątpliwości.

Po tym fragmencie:

Joe zakończył serię podciągnięć na drążku. Opuścił się na materac i zachwiał. Opanował mdłości. Wiedział, że znów zwymiotuje – jak nie teraz, to później. Oby tylko nie na odprawie.

– Tim, musimy iść! – zawołał.

Prysznic pomagał. Gdyby tylko mógł, spędziłby pod natryskiem cały dzień.

– To oni – powiedział Tim.

na moment zgubiłem orientację – kto właściwie chciał spędzić dzień pod prysznicem: Joe czy Tim?

 

Druga rzecz to szczegół techniczny. W tym fragmencie:

Joe zjechał w zupełną ciemność. Gdzieś z tyłu usłyszał trzask. Zamknięto śluzę.

Joe siedzi już w swoim Szturmowcu, w masce tlenowej, po sprawdzeniu szczelności kokpitu. Domyślam się więc, że na zewnątrz jest już próżnia charakterystyczna dla stacji orbitalnej, z której odlatują. Bez atmosfery dźwięk się nie rozchodzi, więc trudno usłyszeć z tyłu trzask zamykanej śluzy.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witaj Sewerze,

 

Sama Pervita, przynajmniej w założeniu, miała kojarzyć się raczej z „przejściem przez życie” niż z suplementem diety (czy filmami dla dorosłych – co wyszperał lugosi).

Ok. Skąd wziąłeś to słowo? Jaka jest jego etymologia? Ciekaw jestem, bo czasem ktoś użyje jakiegoś ładnego neologizmu, jak na przykład J.P. Farmer na duszę w cyklu Świata Rzeki (wathan), albo Vonnegut w Kociej kołysce, tworzący bokononizm.

 

Chciałem stworzyć neologizm. Sytuacja rozmowy z drugą częścią własnej świadomości jest przecież fikcyjna, wręcz fantastyczna, więc zależało mi na słowie, które też będzie trochę „zmyślone”. Jednocześnie chciałem, żeby z kontekstu dało się mniej więcej odczytać, o co chodzi – czyli o przeżycie wstępnie zaplanowanego fragmentu czasu w świecie materialnym.

Zacząłem więc grzebać w pamięci za łacińskimi skojarzeniami typu via vitae, curriculum vitae, samo vitae jako „życie” itd. Potem po prostu doklejałem coś z przodu i z tyłu, patrząc, co jak brzmi i czy niesie jakieś intuicyjne skojarzenie.

W którymś momencie wyszło mi pervita i wydawało mi się, że to właśnie taki wygodny, pół-zmyślony twór: brzmi łacińsko, coś tam sugeruje, ale nie istnieje w mowie potocznej (jeszcze wink).

 

 

Ale też podejrzewam, że polscy tłumacze Pamiętników Mordbota (i chodzi mi zarówno o cykl ksiązkowy, jak i serial) na dukaizmach się wzorowali, zamiast wymyślać koło od nowa. Sam użyłem kilku dukaizmów w jednym z opowiadań, w którym pojawia się bezpłciowe Min i ono tak mówi.

 

No proszę. I znowu człowiek się czegoś dowiedział – tym razem o dukaizmach i o genezie tłumaczenia w Pamiętnikach Mordobota. Dzięki! smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Melendurze – mam wrażenie, że skany, które pokazałeś, w gruncie rzeczy naprowadzają na trop tego, dlaczego podobne konstrukcje w wykonaniu AI często wyglądają efektownie, ale przy bliższym czytaniu sprawiają wrażenie dziwnych albo pustych.

 

W Twoich przykładach te zabiegi stylistyczne są bardzo mocno zakotwiczone w kontekście fabuły.

 

U Sapkowskiego zdanie nie jest tylko efektowną figurą językową. Nawiązuje do wcześniejszej krwawej historii Renfri jako Dzierzby, więc działa również znaczeniowo – przypomina czytelnikowi coś, co już wiemy o tej postaci.

 

Podobnie u Pratchetta. Fragment o wodzie, która „nie była powolna ani ujarzmiona. Była pionowa”, ma sens w kontraście do zdania powyżej, gdzie mowa o rzece płynącej dookoła, spokojnej i ujarzmionej. A zaraz potem dostajemy potwierdzenie, że rzeka faktycznie wznosi się w górę. To nie jest ozdobnik – to skrótowy, obrazowy opis sytuacji.

 

Drugi cytat z Pratchetta działa tak samo. Księga jest przykuta łańcuchem „nie dlatego, żeby ktoś jej nie ukradł, ale żeby nie uciekła”, a w następnym zdaniu dowiadujemy się, że rzeczywiście ma własną świadomość i może działać. Znowu – efektowna figura stylistyczna, ale bezpośrednio wynikająca z realiów świata przedstawionego.

 

Wszystkie te przykłady są więc ściśle powiązane z fabułą i kontekstem sceny.

 

Natomiast w tekstach AI często pojawiają się podobne konstrukcje typu „nie X, lecz Y”, które brzmią literacko, ale są wstawione bez związku z tym, co faktycznie dzieje się w opowiadanej scenie. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak popis warsztatu, ale przy bliższym czytaniu okazuje się dość jałowe.

Mam wrażenie, że bierze się to z tego, że modele uczone są na dobrych tekstach i rozpoznają takie konstrukcje jako charakterystyczny element dobrego stylu literackiego. Potrafią więc je naśladować. Natomiast wciąż gorzej radzą sobie z tym, co dla autora ludzkiego jest naturalne – czyli z powiązaniem takiej figury stylistycznej z kontekstem sceny, świata przedstawionego i wcześniejszych wydarzeń w fabule.

Dlatego efekt bywa taki, że zdanie wygląda bardzo literacko, ale nie niesie tej dodatkowej warstwy sensu, którą mają przykłady z Sapkowskiego czy Pratchetta.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Nie zgadzam się, Silverze, z twierdzeniem, że SI „prędzej czy później ogarnie akcyjniaki, a to, z czym będzie mieć problem, to literatura przeżyć, emocji, pełna refleksji i introspektywna”.

 

Jak opisał wyżej Jim, SI układa tekst słowo po słowie (raczej komponuje, niż „tworzy”), starając się, aby każde kolejne pasowało do:

a. wiedzy, na której zostało wytrenowane (w tym także do tekstów z forum NF),

b. kontekstu – zarówno wcześniejszych czatów, jak i tego, co podamy w prompcie.

Model wybiera kolejne słowa tak, aby jak najlepiej pasowały do wzorców, które zna z danych treningowych. W efekcie powstaje tekst podobny do takich, które w sieci często występują albo są dobrze odbierane.

 

Ponieważ „literatura przeżyć, emocji, pełna refleksji i introspektywna” jest zwykle wysoko oceniana, LLM chętnie będzie próbował pisać właśnie w takim stylu. Jeśli prompt nie ograniczy metafor, to akcyjniaki, romanse i teksty „emocjonalne” potrafią być przez modele jednakowo faszerowane efektownymi przenośniami – często w tych potrójnych konstrukcjach, o których była mowa na początku wątku.

Autor może się na początku zachwycić: „jak to ładnie napisane”. Tyle że gdy się wczytać, okazuje się, że może co dziesiąta metafora jest naprawdę trafna, a reszta tylko wygląda na wyrafinowaną.

 

Dlatego sądzę, że coraz łatwiej będzie uzyskać z SI tekst, który na pierwszy rzut oka wydaje się wysmakowany, ale przy bliższym czytaniu okazuje się trochę bełkotliwy.

Paradoksalnie trudniejsze może być coś innego: tekst o stonowanej ozdobności, w którym element poetycki działa jak dobra przyprawa – podkreśla smak fabuły, zamiast ją zagłuszać.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witaj bracie lugosi! smiley

 

Dzięki za przeczytanie i za komentarz.

 

Bardzo ładnie opisałeś omamy i wolność od bólu. Mniej więcej właśnie tak sam bym to sobie wyobraził.

Część szpitalna wyrosła z własnych przeżyć związanych z operacją i pełną narkozą, w której byłem wyłączony ze świadomości przez prawie dwadzieścia godzin. To, co opisałem wcześniej, jest dość bliskie temu, co wtedy czułem i pamiętam.

Druga część powstała osobno, choć niedługo po pierwszej, i od razu była pomyślana jako kontynuacja. Jest pokłosiem późniejszych przemyśleń: próbą ułożenia sobie koncepcji wędrówki dusz bez mankamentów, które mnie uwierają.

A kiedy pojawił się konkurs i zobaczyłem ten obraz Pani Anny, od razu pomyślałem, że stanowi świetny pomost między tymi dwiema opowieściami.

 

Ksiądz nie był ważniejszy od Kubełka. W opisanej scenie duchowny nabrał znaczenia, bo akcja toczy się wokół religii. Wierzący Kuba przyprowadził księdza, bo chciał wygrać zakład Pascala (jakby to opisał Outta Sewer wink) dla swojej niewierzącej żony. Stąd może Twoje wrażenie.

 

 

 

Outta Sewerze, Twój krytyczny komentarz sprawił mi wielką przyjemność. Dobrze poznać szczerą opinię kogoś, kto przeczytał tekst niespiesznie i spróbował wejść w to, co chciałem nim powiedzieć (zwłaszcza że robił to o drugiej w nocy surprise).

 

Za „Kubełka” przepraszam wink – kiedyś usłyszałem to zdrobnienie, a jego właściciel był nim zachwycony, więc tylko bezczelnie pożyczyłem je z rzeczywistości. Ale to oczywiście sprawa bardzo osobista. Nawet nie próbuję przyznawać się, jak zdrobnia moja ukochana, bo podejrzewam, że niejednemu współimiennikowi zgrzytnęłyby od tego zęby. laugh

 

W stu procentach zgadzam się z Twoją oceną wątku religijnego (nie wiedziałem wcześniej, że to nazywa się zakładem Pascala – dzięki za poszerzenie horyzontów).

 

Co do drugiej części – tak, dotarła do mnie już wcześniej jej problematyczna infodumpność. To chyba najważniejsza lekcja, jaką wyniosłem z opublikowania tego tekstu.

 

Sama Pervita (nie Pervit wink), przynajmniej w założeniu, miała kojarzyć się raczej z „przejściem przez życie” niż z suplementem diety (czy filmami dla dorosłych – co wyszperał lugosi). Podobnie jak Ty, odbieram tę koncepcję jako kuszącą i nie obraziłbym się, gdyby okazała się faktyczną wersją rzeczywistości pośmiertnej. smiley

 

Bardzo Ci dziękuję za budującą opinię, za konkretne uwagi i oczywiście za klika. smiley

 

Odnośnie postscriptum: jak zwał, tak zwał – Mordobot czy phoebe, chodzi o tę samą ideę niepłciowej istoty. Chciałem posłużyć się autorytetem zewnętrznego dzieła, żeby łatwiej przekonać Tomasza. Mordobota mam jeszcze w pamięci, bo oglądałem w zeszłym roku, a Perfekcyjnej niedoskonałości Dukaja nie czytałem (jeszcze).

No tośmy sobie, ..., polatali!

Tekst mocno działa na wyobraźnię i ma „filmowy” rozmach. Dobrze się go czytało. Ciekawe, że postać z obrazu wyciągnęła nas obu w temat choroby/szpitala/śmierci, ale każdy poszedł inną drogą – i to jest super. laugh Twoje opowiadanie plastycznie buduje sceny, momentami aż „widziałem” to muzeum i Damę. 

 

Gratuluję! :)

 

 

Poniżej parę kosmetycznych drobiazgów, które mi się napatoczyły.

 

Najbardziej jednak pragnęła obstawy o pałkach, które trzeszczały mocą i nie wymagały „powiększenia”.

Chodzi o „obstawę z pałkami”?

 

Japonka upuściła kielich. Czerwone wino rozlało się na marmurze niczym świeża plama farby. Przypadła do niej, więżąc ją w ciasnym, niemal siostrzanym uścisku.

„Przypadła do niej…” przez moment sugeruje, że ktoś przypadł do plamy wina, a pewnie chodzi o Japonkę.

 

Spojrzał na mnie z troską, ale odgoniłem go gestem dłoni – czas gonił mnie nieubłaganie

Powtórzenie.

 

A te zdania mnie zauroczyły:

Aparatura rzęziła miarowo, odmierzając czas skradziony przeznaczeniu.

… ból bycia podziwianym, ale nigdy dostrzeganym…

No tośmy sobie, ..., polatali!

Pusia na zawsze w naszych sercach broken heart

 

Dziękuję betweenthelines za miły komentarz i przeczytanie szorta blush

No tośmy sobie, ..., polatali!

Michaelu – dzięki za klik do biblioteki.

 

Jerry – też się zastanawiałem, czy końcówka nie jest trochę zbyt kawę na ławę. Jeśli coś skracać, to faktycznie w miejscu, które wskazujesz. Chyba jednak nie będę już ruszał tego opowiadania, ale Twoją uwagę zapamiętam na przyszłość.

Może faktycznie short wyszedł trochę slapstickowy – ale w zasadzie taki miał być.

 

kronos.maximus – dzięki za wyłapanie przecinka, poprawione. Z krewniakiem byłby problem, żeby zmieścić się w tych czterech kilogramach, chyba że przemiana materii byłaby naprawdę horrendalna.

Dysleksja miała tu tylko tę rolę, że pozwalała bohaterowi poprzestawiać litery i nie zauważyć, że zamiast genu zwiększającego metabolizm pokarmu roślinnego uruchomił gen zwiększający metabolizm białka zwierzęcego.

 

OldGuard – przepraszam za uśmiercenie Pusi frown, ale może pociechą będzie to, że prawie-teściowa Bryana jest jednak kociarą, a nie np. psiarą, co to powiększa lobby miłośników kotów.

Tym bardziej dzięki za klika. laugh

PraktycznaEdukacja.com, dzień dobry

czy jeśli to część mówiona, nie powinno być „kropka com” albo „dot com”?

Pewnie mogłoby tak być. Mam wrażenie jednak, że czytać (zwłaszcza na głos) będzie łatwiej, gdy zapis zostanie taki jak w URL-u. W sumie ciekawe, co sądzą inni językoznawcy?

 

khomaniac – skorzystałem z sugestii i przepisałem nazwy genów kursywą.

 

Finn Katera, lugosi – dzięki za miłe komentarze.

 

Dzięki wszystkim za przeczytanie szorta. :)

No tośmy sobie, ..., polatali!

Dziękuję za wszystkie kliknięcia, a Michaelowi także za to ostatnie dokliknięcie.

 

Mam sporą radochę z wprowadzenia mojego pierwszego opowiadania do biblioteki. Zdaję sobie sprawę, że debiutant bywa czasem traktowany nieco ulgowo, więc tym bardziej jestem wdzięczny za wszystkie konstruktywne uwagi.

Po publikacji, lekturze komentarzy i późniejszych poprawkach nauczyłem się naprawdę dużo – nie mniej niż w trakcie samego pisania. Dziękuję!

No tośmy sobie, ..., polatali!

Dziękuję AmbushMichaelu za cenne uwagi oraz miły komentarz. Dzięki Waszemu pozytywnemu odbiorowi będzie łatwiej mi się zmierzyć ze spodziewanym odwetem ze strony lobby miłośników kotów, które na tym forum jest bardzo silne wink.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Też miałem skojarzenie z Doliną Muminków przez sympatycznego bohatera i łagodną, baśniową narrację, która nawet w momentach zagrożenia nie traci ciepła. Scena na granicy walki nie psuje tego wizerunku, bo Wędruch jest z jednej strony bezradny, a z drugiej konsekwentny w swoim pomaganiu. Świat oglądany jego oczami robi się mniej brutalny.

 

Zastanowiło mnie jedno zdanie:

Zejście z przełęczy jest bardzo strome, prosto potknąć się na lodzie i zrobić sobie krzywdę.

Czy nie naturalniej brzmiałoby tu „łatwo potknąć się na lodzie”?

 

Bardzo sympatyczna lektura smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Super drabble, z bardzo fajną puentą. laugh

Jedyna drobna wątpliwość: skoro mówią jednocześnie, to skąd drugi wie, że ma zaprzeczyć pierwszemu, a trzeci – obu poprzednim? Może jednak się słuchają? Może nie wszystko stracone? wink

No tośmy sobie, ..., polatali!

Od lat próbuję przekonać się do horrorów – z przerwami raczej dłuższymi niż krótszymi. Skoro tylu czytelników je ceni, zakładam, że musi w nich być coś, czego jeszcze do końca nie uchwyciłem.

Po Twoim opowiadaniu nadal nie wiem, czy zostanę fanem gatunku, ale bardzo doceniam przemyślaną koncepcję hotelu. To miejsce ma klimat, pełne jest drobnych smaczków i z przyjemnością towarzyszy się bohaterom w jego tajemniczych przestrzeniach.

Zabrakło mi jedynie mocniejszego domknięcia w wymiarze sprawiedliwości. Owszem, finał przynosi karę w postaci odebrania sprawcom wolności, ale dla mnie druga połowa sensu kary to satysfakcja po stronie pokrzywdzonych – a tej, zarówno w przypadku Kuby Rozpruwacza (o którym zresztą krąży ciekawa hipoteza o polsko-żydowskich korzeniach), jak i Michała, trudno się dopatrzyć.

Mimo moich zastrzeżeń Twoje opowiadanie Dawidzie, to jedna z tych prób kontaktu z horrorem, po których myślę, że może jednak jeszcze się przekonam.smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Nie ukrywam, że dla mnie w tym tekście jest za dużo metafor. Wiele z nich jest bardzo wyrafinowanych, a mimo to albo może przez to, momentami miałem poczucie nadmiaru. Wolę, gdy metafora działa jak przyprawa: nadaje smak, ale nie dominuje całej potrawy. Tutaj chwilami miałem wrażenie, że zupa składa się głównie z przypraw.

Natomiast sam pomysł uważam za znakomity. Kiedy zastanawiałem się nad wyborem obrazu, Akt również przykuwał moją uwagę – ale nie ośmieliłem się po niego sięgnąć. I chyba dobrze, bo cokolwiek bym wymyślił, z pewnością nie znalazłbym interpretacji równie trafnej jak Twoja.

Gratuluję naprawdę świetnego pomysłu d.pankovski.laugh

No tośmy sobie, ..., polatali!

Tytuł: Reklamacja

Znaki: 8,5k

Gatunek: szort SF

Tagi: humor, genetyka, praca, zwierzęta, biotechnologia, absurd

 

Humorystyczny (przynajmniej w założeniu) tekst osadzony w realiach korporacyjnej infolinii sprzedażowej.

 

Zależy mi na ocenie kompozycji (czy tekst prowadzi do puenty bez dłużyzn), wiarygodności logicznej oraz dynamiki dialogu. Chętnie przyjmę również łapankę językową i wskazanie miejsc, w których żart nie wybrzmiewa tak, jak powinien.

 

Wiem, że lada chwila zacznie się przedkonkursowa gorączka, ale ponieważ to krótki tekst, a deadline został przesunięty o tydzień, mam nadzieję, że może komuś uda się wygospodarować chwilę na betowanie. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cieszę się, Gryzoku, że historia Cię wciągnęła.

Koncepcja wędrówki dusz jest starsza niż buddyzm, więc jej nie wymyśliłem. wink Pervita to moje określenie na jeden cykl wcielenia. W tradycji indyjskiej mówi się o punarjanma, w greckiej o kolejnym bios, ale nie ma jednego precyzyjnego słowa obejmującego cały „odcinek doświadczenia”.

Mój jest natomiast pomysł na cel takiego cyklu. W hinduizmie służy on ucieczce z kręgu wcieleń (do nirvany), u Greków oczyszczeniu duszy i zasłużeniu na „lepszą wersję” następnego życia. Ja chciałbym widzieć w tym wyższy cel – przetrwanie świata świadomości.

Znałem dobrych ludzi, których w życiu spotkało nieszczęście, na które nie zasłużyli. Dlatego bliższa jest mi wizja, w której nawet trudne życie ma sens – a czasem bywa wręcz zaplanowane. Taka konstrukcja wymagała dwóch założeń:

– istnienia wyższej, trwalszej niż jedno życie, świadomości „po drugiej stronie”,

– braku pewności co do tej nieśmiertelności w trakcie życia.

I o tym w gruncie rzeczy jest to opowiadanie.

 

Po Twoim komentarzu widzę, że sama idea potrafi zaciekawić – i to mnie cieszy. Widzę też, że forma dialogu wykładającego koncepcję wprost nie dla wszystkich jest strawna. Traktuję to jako dobrą lekcję na przyszłość.

Dziękuję za przeczytanie i za budującą opinię. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cieszę się Reg, że lektura przyniosła Ci przyjemność, pomimo oniryki, za którą nie przepadasz. smiley

Ta opowieść nie miała być przygnębiająca. Rzeczywiście krąży ona wokół tematów kojarzących się ze smutkiem (hospicjum), ale druga część została pomyślana właśnie jako próba przełamania tego tonu. Chodziło mi o przesunięcie perspektywy – od lęku ku spokojowi. Jeśli to przełamanie było odczuwalne, to znaczy, że tekst zadziałał tak, jak zamierzałem.

Z perspektywy czasu (i komentarzy) widzę, że tekst mógłby łatwiej dotrzeć do czytelnika, gdyby miał mniej esejowy charakter.”

 

No tośmy sobie, ..., polatali!

Z przyjemnością przeczytałem Twoje opowiadanie, Adeksie, bo porusza szczególnie mi bliski temat tego co może być po drugiej stronie ziemskiego życia. Obaj napisaliśmy konkursowe teksty inspirowane obrazami Pani Anny, choć natchnęły nas różne prace. Być może to sprawka onirycznego tonu, który sygnalizują tytuły obu malowideł.

W naszych opowiadaniach można odnaleźć zarówno wyraźne podobieństwa, jak i istotne różnice – w samej koncepcji wędrówki dusz, ale też w formie narracji. Twoja interpretacja poszła w stronę poetyckości, moja – w stronę eseju. Mam wrażenie, że obaj momentami przesadziliśmy: tam, gdzie mój tekst bywa zbyt esejowy, u Ciebie pojawia się nadmiar metafory.

Właśnie dzięki tym różnicom Twoje opowiadanie okazało się dla mnie inspirujące. Pokazało mi, że o sprawach niematerialnych nie zawsze trzeba mówić wprost – czasem metafora oddaje je trafniej niż najbardziej logiczny wywód. To cenna lekcja, za którą Ci dziękuję. laugh

No tośmy sobie, ..., polatali!

Wybrałeś, marzanie, jeden z dwóch obrazów, które najbardziej mi się spodobały. Przy obu obawiałem się, że nie uda mi się wymyślić historii pasującej do klimatu, a przy tym nieprzekombinowanej. Tobie wyszło to znakomicie – gratuluję. smiley

Historia mnie zauroczyła.

 

Jedna drobna sugestia:

– Zaraz, ty s a m a ich pogrzebałaś?

Dodatkowa spacja przed „s” i po drugim „a” ułatwiłaby wyłuskanie słowa „sama” w zdaniu.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Niepokojąca wizja istnienia świata „pomiędzy”, w której dominuje perspektywa kobiet, a męska pozostaje podrzędna i mało pozytywna. W kontekście tytułu wydaje się to zabiegiem uzasadnionym – to opowieść o kobiecym doświadczeniu straty, winy i macierzyństwa.

Atmosfera zostaje w pamięci mimo zagubienia w relacjach między bohaterami.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Moral opowiadania – nie zabieraj roboty do domu. Podobało mi się. smiley

Ruszył w stronę lodówki. Tak jak przypuszczał, żona i córka spały już dawno, przyzwyczajone, że ostatnio często wraca późno.

Trochę to brzmi tak, jakby żona z córką spały w lodówce. 

No tośmy sobie, ..., polatali!

 

Jolko, Kronosie, dziękuję za przeczytanie opowiadania i podzielenie się wrażeniami. Wasze komentarze sprawiły mi dużą radość – dają mi nadzieję, że przesłanie zawarte w tekście może być czytelne.

Przyjmuję Wasze zastrzeżenia dotyczące kompozycji drugiej części. Szczerze mówiąc, sam miałem obawy, że wyszła zbyt esejowo. Pewnie należałoby nad tym jeszcze popracować, choć mam wrażenie, że nie powinienem – tekst przeczytało już całe szanowne jury (MichaelBullfinch, bruceHollyHell91, Marszawa), za co każdemu z osobna serdecznie dziękuję.

Poza tym, zabrakło mi trochę pomysłu, jak bardziej pokazać zamiast opisać coś, co istnieje całkowicie poza materią.

Pozdrawiam serdecznie.

 

PS. Gdy zobaczyłem Twój nick Kronosie, wstąpiła we mnie nadzieja, że komu jak komu, ale Tobie ma szansę przypaść do gustu takie opowiadanie wink Dziękuję za “klika”.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Podoba mi się pomysł z początkowym odrzuceniem obrazu przez Annę. Czytałem dalej z ciekawością, zastanawiając się, w jaki sposób malunek do niej powróci.

Również poczułem się zagubiony w czasie. Wschodnia Polska ze Lwowem przywodziła mi na myśl okres międzywojenny, podczas gdy trolejbusy kojarzą się z dekadami późniejszymi. Dopiero po lekturze komentarzy zwróciłem uwagę na odniesienia do alternatywnej historii zawarte we wprowadzeniu. To cenna lekcja dla mnie – warto czytać tagi i wstęp przed samą lekturą.

Uwiódł mnie pomysł, że oniryczne przeżycia bohaterki tak wyraźnie wpłynęły na jej życiowe decyzje. Z tego powodu pozostał pewien niedosyt – chętnie dowiedziałbym się, jakie konsekwencje przyniesie azjatycka wyprawa Anny.

Bardzo udało Ci się powiązanie tego obrazu ze swoim opowiadaniem. Gratuluję. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

betweenthelines – wszystkie Twoje komentarze są jak miód na moje serce. Bezbłędnie udaje Ci się odczytać to, co chciałem przekazać. broken heart

W drugiej części opowiadania chciałem zbudować i opisać mój wariant nadziei na to, jak może wyglądać nasze życie po życiu. Nie było moim zamiarem skręcać w stronę filozofowania, ale skoro odniosłaś takie wrażenie, to sygnał dla mnie, że powinienem to napisać jaśniej.

Bardzo dziękuję za cenny komentarz. laugh

Pozdrawiam

 

Hesket

Czy możesz mi wytłumaczyć, o co chodzi w zwrocie Stałom się gotowe?

Jasne. To próba zapisu czasownika “stać się” w pierwszej osobie liczby pojedynczej czasu przeszłego rodzaju nijakiego. W języku polskim istnieją formy:

– rodzaj męski: stałem się

– rodzaj żeński: stałam się

– rodzaj nijaki: ?

Inspiracją dla mnie był serial Pamiętniki Mordbota 2025 (polecam). Protagonista, robot ochronny płci nijakiej, używa takich form: zrobiłom, widziałom, zastrzeliłom. Ma to sens – byt pozbawiony płci biologicznej nie operuje kategorią męskie/żeńskie.

W moim opowiadaniu, rozdwojona na czas życia na Ziemi (Pervity) świadomość jednoczy się po biologicznej śmierci, by wybrać kolejne wcielenie. To wcielenie może przybrać dowolną formę życia, na dowolnej planecie i – rzecz jasna – dowolnej płci, jeśli w ogóle będzie miało płeć. Stwierdzenie Stałom się gotowe oznacza gotowość zjednoczonej świadomości do wyboru kolejnego wcielenia.

 

tomaszg

Przeczytałem do końca i nie do końca wszystko zrozumiałem, natomiast w ostatnim zdaniu odrzuciło mnie to:

Stałom się gotowe.

W tym momencie cały tekst odszedł w niebyt. Sorki, ale skojarzenie z wrzucanymi nam na siłę ideologiami jest zbyt silne. Wiem, że fantastyka to otwartość na wszystko, ale jednak.

 

Tomaszu, rozumiem, że to zdanie mogło wywołać konkretne skojarzenia. Zapewniam jednak, że nie miało ono żadnych intencji ideologicznych – wynika wyłącznie z konstrukcji świata przedstawionego (w odpowiedzi do Hesketa powyżej, znajdziesz bardziej szczegółowe wyjaśnienie). Jeśli forma okazała się zbyt zaskakująca, to znak, że powinienem wcześniej lepiej przygotować na nią czytelnika.

Dziękuję za szczery komentarz i uwagi redakcyjne.

 

bruce, Koala75, Marszawa – dziękuję, że przeczytaliście moje opowiadanie. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo dziękuję Melendurze za przeczytanie opowiadania i za tak budujący komentarz.

I nie mniej dziękuję za klika smiley.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Świetnie czytająca się krótka forma.

Przyznam jednak, że po wstępie zapowiadającym odniesienie do „(wyolbrzymionych) utyskiwań” spodziewałem się raczej głosu rozsądku niż podbicia tematu smiley  

No tośmy sobie, ..., polatali!

Dziękuję regulatorzy za wnikliwą korektę, krytyczne spojrzenie na tekst i komentarz.

 

Uwagi językowe i redakcyjne przeanalizowałem i zastosowałem w tekście – dziękuję za ich precyzyjne wskazanie. 

 

Przyjmuję ze zrozumieniem ocenę samego opowiadania i traktuję jako cenną wskazówkę na przyszłość. Każda taka opinia pozwala lepiej zobaczyć, jak tekst funkcjonuje w odbiorze czytelnika.

 

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cześć Zakapiorze!

 

Dziękuję za komentarz skupiony na narracji i konstrukcji fabuły. Po licznych uwagach technicznych taka perspektywa daje inny, nie mniej cenny rodzaj wiedzy. Wiele Twoich spostrzeżeń – zwłaszcza dotyczących początku, który jest zbyt mało tajemniczy jak na kryminał, a jednocześnie zbyt rozbudowany jak na ekspozycję – trafia w moje własne wątpliwości. Tym bardziej doceniam zarówno analizę, jak przyznanego mimo to klika.

 

----

Był wtedy około czterystu stóp nad ziemią.

A czego w stopach?

Żargon, czy raczej międzynarodowy standard lotniczy (ICAO). Wysokościomierze wskazują najczęściej w stopach.

 

 

Wtorek, 21 listopada 2034, 12:23

To jest bardzo “wedle uznania”, ale IMO datowanie kolejnych scen zazwyczaj bardziej szkodzi niż pomaga.

Z dwóch powodów, zastosowałem datowanie + miejsce akcji:

– to częsta praktyka w kryminałach (zwłaszcza skandynawskich – a gość, jakby nie było, leciał nad Szwecją wink)

– było to przygotowanie do tego, żeby w dalszej cześci opowiadania w ten "zgrabny" sposób pokazać przeskok o ponad 500 lat w przód.

 

 

Hmmm a skąd pomysł, że system ewidencji będzie działać “aż do końca”? Ludzie jako gatunek mogliby spokojnie przetrwać upadek cywilizacji technicznej. 

To sensowne pytanie potencjalnego klienta eArth skierowane do Zaremby. Grodecka nie przesłuchuje jednak klientów systemu, a Zaremba – przynajmniej na obecnym etapie – nie zakłada upadku cywilizacji technicznej. smiley

 

 

Z pozostałych uwag skorzystałem. Dziękuję.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Rzeczywiście lepiej brzmią formy z przysłówkami po czasowniku. Obie formy wydają się przydatne, bo w trzecim przykładzie najlepiej brzmi:

– Wieczorny zastrzyk – informuje pielęgniarka niemal kusząco.

natomiast w czwartym, lepszy efekt powstaje z:

– Wieczorny zastrzyk – informuje niemal kusząco pielęgniarka, gdy już nawiązujemy kontakt wzrokowy.

 

Dziękuję Wam Finklo jerohusmiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Kolejna zagwozdka, która nie daje mi spokoju – proszę o ekspertyzę.

 

Czy (a jeżeli tak – od którego przykładu) poniższy zapis przestaje być poprawny i powinien zostać zastąpiony formą z kropką, i wielką literą po półpauzie?

– Wieczorny zastrzyk – informuje pielęgniarka.

– Wieczorny zastrzyk – kusząco informuje pielęgniarka.

– Wieczorny zastrzyk – niemal kusząco informuje pielęgniarka.

– Wieczorny zastrzyk – niemal kusząco informuje pielęgniarka, gdy już nawiązujemy kontakt wzrokowy.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo poetyckie – czytało się naprawdę przyjemnie.

Lubię teksty, w których dostrzega się jasną stronę śmierci: jako wybawienie, pomoc, przejście do kolejnego etapu.

 

Nawiasem mówiąc, codziennie odkrywam na forum coś nowego (kurczę, czyżbym zajechał prezydentem? wink). Przy tym szorcie, uzmysłowiłem sobie, że lektura opowiadań idealnie łączy przyjemne z pożytecznym: po miłej lekturze tekstu dostałem pouczającą porcję wiedzy w komentarzach.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo plastyczny opis.

Mój wyjazd na narty jeszcze przede mną, więc dziękuję za cudną zajawkę – już teraz poczułem klimat ośnieżonych stoków. 

Świetnie się czyta do Nick’a Cave’a – robi się z tego płynny zjazd, niemal jak w transie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Tytuł: Drżę mniej z każdą chwilą (roboczy)

Znaki: ok. 20k

Gatunek: fantastyka obyczajowa

Tagi: choroba, clerical fiction, miłość, oniryzm, religia, sen, śmierć, weird(?)

 

Tekst na konkurs „Między płótnem a słowem” (do obrazu Senne przestworza). 

Opowieść o miłości, chorobie i wierze – prowadzona w formie lekko nieklasycznej.

 

Będę wdzięczny za uwagi dotyczące struktury opowiadania. Szczególnie zależy mi na opinii o drugiej części: czy jest zrozumiała, czy nie staje się zbyt zawiła lub esejowa, oraz czy zachowuje napięcie.

Chętnie usłyszę też, czy tekst jako całość utrzymuje emocjonalne zaangażowanie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cześć betweenthelines!

 

Bardzo dziękuję za tak sympatyczny komentarz. Chciałem, żeby opowiadanie zostało odebrane dokładnie tak, jak to opisałaś.

Taka budująca wiarę w siebie opinia jest potrzebne początkującemu autorowi, nie mniej od tych rzeczowych i praktycznych.

 

Pozdrawiam serdecznie.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cieszę się smiley

 

Jeszcze tylko przypadek się rozjechał:

potykając o wystające korzeniache

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bardzo fajnie czyta się opowiadanie, w którym bohater zmaga się z wątpliwościami. yes

No tośmy sobie, ..., polatali!

No, ja chciałem, żeby przeżyła – chociaż, prawdę mówiąc, też wydawało mi się, że zasługa w postaci chęci uwolnienia basiora jest ciut małym pretekstem do aktu łaski.

Jeżeli jednakowoż miałaś taki plan, jak piszesz, to aktualne “kompromisowe” zakończenie:

 

(A tak na marginesie: co Wy wszyscy tacy krwiożerczy jesteście?)

No tośmy sobie, ..., polatali!

Fajne, nieoczywiste zakończenie. Początkowo, widząc w którą stronę ono zmierza, chciało mi się protestować, lecz ostatnie zdanie pogodziło mnie. smiley

Kilka szczegółów zwróciło moją uwagę:

 

Pękały rury z wodą, brakowało ogrzewania, i ciągle robiło się zimniej.

Tu bez przecinka przed “i”.

 

Ciszę nocną rozerwał strzał w oddali. Wszędzie rozpoznałabym ten szczekliwy głos wiatrówki ojca. Rzuciłam się biegiem w stronę obozowiska, potykając na wystających korzeniach i ślizgając po zamarzniętym śniegu. Pomiędzy drzewami bezszelestnie mknęła smukła sylwetka wilka. Zauważyłam ją mimowolnie.

“o wystające korzenie” lepiej zabrzmi.

 

Zasłoniłam usta, kiedy jeden z mężczyzn odwrócił tatę na plecy. Roztrzaskana na miazgę twarz będzie mnie prześladować do końca życia.

Powstaje efekt „odczepionej twarzy”, który nie wiem, czy jest zamierzony. Może lepiej:

Widok roztrzaskanej na miazgę twarzy…

 

Opowiadanie bardzo pasuje do wybranego obrazu. smiley Aż chciałoby się go zobaczyć gdzieś bardziej w środku tekstu (może bliżej opisu rzeczki?).

 

Gratuluję i życzę powodzenia w konkursie. smiley

 

No tośmy sobie, ..., polatali!

Dziękuję za przeczytanie opowiadania i komentarz Bardzie. A tym bardziej za klik. smiley

 

Miałeś świetnych betujących…

Oj, prawda smiley

 

 

Wyciągnęła telefon i zaczęła przewijać kciukiem wiadomości Onetu

A to ważne, że Onetu?

Chodziło mi raczej o czytelne odróżnienie przeglądania newsów (nie chciałem użyć tego słowa) od komunikatorów, SMS-ów czy maili. (nie było moim celem lobbowanie za tym portalem smiley)

 

Nie żyje Miłosz Głowacki.

Podobne nazwisko do śledczej, zmieniłbym któreś 

Głowacki? Miałeś na myśli Miłosza Langowskiego? wink Dzięki za celną sugestię.

 

 

Dziwne, że osobiście pilotował samolot. To chyba rzadko się zdarza i bardzo jest wygodne dla fabuły ;)

Dla fabuły to nie tylko wygodne, ale wręcz konieczne. Jednocześnie nie jest to aż tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać. Cirrus Vision Jet SF50 to „personal jet” – lekki, jednosilnikowy odrzutowiec zaprojektowany właśnie z myślą o właścicielach-pilotach. Taka luksusowa zabawka dla krezusów, mieszcząca maksymalnie kilka osób. Zresztą wszystkie Cirrusy są budowane zgodnie z paradygmatem możliwości samodzielnego pilotowania.

 

 

 

Chociaż prognozowano opady śniegu, sine cumulusy nie kwapiły się do zrzucenia ciążącego im ładunku.

Wiem co napisała pod tym Tarnina – “Hmmmm” ;) 

Skłamałbym, twierdząc, że nie. laugh Było coś o purpurze… Niemniej to, co Ty przeczytałeś, to jest lekki różyk, w porównaniu z pierwotną wersją – mocno rozwodniony. Rozumiem, że wciąż za mało?

 

Komenda CBA przy ul. Pohulanka 2 tonęła jeszcze w porannym półmroku. Świetlówki potrzebowały kilku minut, żeby przestać migotać, a wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna.

A ten opis mi się podoba :)

Dzięki! (też ciut skorygowany, przez Tarninę)

 

 

Tu jest problem. Bo agencja raczej powinna wiedzieć z kim nasz samobójca się kontaktował, z kim sypiał, z kim jadał kolacje. Wojtek nie powinien być żadną tajemnicą dla śledczych. Za szybko wyłożyłeś karty, jak dla mnie.

Trochę masz rację, choć policjanci mogli nie mieć dostępu do tego amerykańskiego systemu komunikacji, przez który rozmawiał Langowski (wystarczyłby Starlink). 

 

A można by pociągnąć wątek śledztwa.

Z pewnością, zwłaszcza gdyby to był klasyczny kryminał. Tyle że sensacyjny wątek jest tu tłem (chciałbym, żeby atrakcyjnym) do przedstawienia, jak dla ludzkiej świadomości zagnieżdżonej w superszybkich współczesnych komputerach bezsensowne jest pojęcie czasu.

 

 

Przerzucenie świadomości do wirtualnego świata, to pomysł nie nowy.

Prawda. A w świetle tego, co dzieje się dziś w dziedzinie AI i tego, jak coraz częściej mówi się o wirtualnej świadomości, mam wrażenie, że to temat, który stanie się tak powszechny jak czarna moc w fantasy czy nadprzestrzeń w SF.

Przeczytałem wskazane przez Ciebie opowiadanie .exe/geza autorstwa Outta Sewer. Jest świetne! Opowiada o przenoszeniu duszy wraz ze świadomością z jednego ciała do drugiego, o wszczepie łączącym z Internetem, ale robi to przede wszystkim z perspektywy teologicznej i etycznej: wyrzutów sumienia, i o życiu wciąż “tu”, na Ziemi.

Mój bohater [spoiler] funkcjonuje natomiast wyłącznie w świecie wirtualnym, a samo opowiadanie dotyczy tego, jak pozornie atrakcyjna koncepcja okazuje się ostatecznie bezsensowna – między innymi z powodu braku zakorzenienia w czasie i doświadczania jego upływu.

W tym kontekście Twoje skwitowanie o wtórności mojego opowiadania trochę mnie dotknęło. Ale spoko, przeżyję to jakoś. wink

 

 

Niestety przy wystąpieniu Wojtka już tylko czekałem na koniec – a przy okazji to jego przemowa jest za długa. Rozmowa śledczej z Wojtkiem też już nic nie wnosi do tematu. A rozmowa Miłosza z AI też już się ciągnie. Podsumowując. Masz tajemnicę z samolotem i tu trzymasz czytelnika, ale od chwili gdy pojawia się Wojtek to już jest tylko tłumaczenie i przeciąganie historii. 

Po namyśle przyjmuję tę krytykę. Początkowo miałem wrażenie, że czytałeś opowiadanie z tezą, że ma to być kryminał – i w tym sensie rzeczywiście może ono sprawiać wrażenie rozlazłego, dokładnie tak, jak piszesz. Moim celem było jednak stworzenie historii, w której dość złożona ekspozycja zostaje osadzona w kryminalnym sosie po to, by uwiarygodnić dobrowolne wejście jednego z bohaterów w stan wirtualnej świadomości i skierować uwagę czytelnika na problem czasu jego doświadczania.

Skoro jednak ten efekt nie wybrzmiewa wystarczająco jasno, to znaczy, że przesadziłem z długością ekspozycji. W rezultacie zaskakująca – przynajmniej w założeniu – puenta nie rekompensuje tej dłużyzny.

 

Zatem jeszcze raz dziękuję za przeczytanie opowiadania, komentarz i klik. smiley (Pozostałe techniczne uwagi, w większości, oczywiście naniosłem).

No tośmy sobie, ..., polatali!

Serdecznie dziękuję za kolejne opinie. Z wieloma sugestiami się zgadzam i już je zastosowałem w tekście. smiley

 

@Tarnina

Bo co innego mieszkać w Polsce, a co innego mieszkać za granicą i mieć polskie korzenie. 

Mmmm, facet ma na imię Wojciech… XD

Grodecka odnosiła się do „amerykańskiego” akcentu Wojciecha. Dlatego dookreśliła to „polskimi korzeniami”. Miała na myśli, że to polski emigrant. Nie kupujesz takiego znaczenia „polskich korzeni”?

 

 

@bruce

Poza tym zauważyłam sporo form czasownika „być”. :)

Wyszukałem edytorem frazę “ by” i… chyba masz rację. Jest tego sporo.

Chciałem poprawić niektóre, ale tam gdzie znalazłem zamiennik, najczęściej rytm zdania się sypie.

Zwrócę na to uwagę w kolejnych tekstach.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Kontynuując moje lamerskie pytania świeżaka o betowanie: dostałem dwa naprawdę cenne przeglądy mojego pierwszego opowiadania – wielkie dzięki dla Ambush i Tarniny.smiley

 

Wyczytałem gdzieś, że po przeniesieniu tekstu z „Betalisty” do „Opowiadań” komentarze z bety stają się niewidoczne dla czytelników. Czy w takim razie pozostają one nadal dostępne dla autora i beta-czytacza? I czy autor oraz beta-czytacz mogą dalej kontynuować rozpoczętą tam dyskusję (w tym samym wątku), już po publikacji opowiadania?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Na ten mini-poradnik naprowadziła mnie Ambush po betowaniu mojego pierwszego opowiadania Homo durabilis (pokłony i podziękowania). Po lekturze  niniejszego kompendium niemal z marszu skorygowałem zapis około tuzina dialogów z didaskaliami niegębowymi.

 

W trakcie tej analizy natrafiłem jednak na kilka przypadków, które – mimo zapoznania się ze wszystkimi komentarzami w niniejszym wątku – wciąż budzą moje wątpliwości. Jako świeżak zwracam się więc do szacownego grona koleżanek i kolegów z prośbą o opinię.

 

1. Didaskalium wtrącone w zawieszenie głosu

– Jeżeli to nie był wypadek, lecz – tak jak pani mówi – świadoma decyzja, to wygląda na to, że ta ostatnia rozmowa sprowokowała Miłosza Głowackiego do… – policjantka zawahała się, jakby sama nie wierzyła w to, co chce powiedzieć – …popełnienia samobójstwa?

Atrybucja ma charakter niegębowy, a szyk podmiotu i orzeczenia nie jest typowy dla czynności mówienia. Zgodnie z regułami słowo policjantka powinno więc zostać zapisane wielką literą – prawda? Z drugiej jednak strony taki zapis burzy rytm wypowiedzi i osłabia efekt pauzy, potrzebnej na dojście do pozornie niewiarygodnej konkluzji.

W takiej sytuacji lepsza będzie mała czy wielka litera?

 

2. Czy didaskalium może „wyręczyć” przecinek?

Skoro przed atrybucją dialogową można postawić znak zapytania lub wykrzyknik, to czy w przypadku zdania złożonego należałoby zachować także przecinek, czy też nie powinno się go stawiać?

– Kiedy w 2015 roku zakładaliśmy OpenAI, – zaczął swoje wystąpienie – wierzyliśmy w jedno: sztuczna inteligencja powinna służyć całej ludzkości.

Albo sytuacja, w której bohaterka wylicza zadania:

– Ustalenie pełnej skali przestępstwa finansowego, – Grodecka recytowała bez wahania – odnalezienie brakujących środków, wskazanie i skazanie współpracowników oraz protektorów, poznanie prawdziwej motywacji, pozyskanie dowodów procesowych, które można wykorzystać w sądzie. Może i jeszcze coś więcej…

No tośmy sobie, ..., polatali!

Vacter, potwierdzam. Wybraliśmy się na spływ kajakowy na Litwę. Pod wpływem impulsu zabrałem miniaturowe wydanie Pana Tadeusza. Czytaliśmy je na głos, na zmianę, często przy ognisku. Zdarzyło się, że namioty rozbiliśmy wedle gryki jak śnieg białej.

Dopiero w takich okolicznościach odkryliśmy ile szydery ze współczesnych przemycił Mickiewicz do swojego dzieła. Lektura była przesympatyczna.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Mam kolejne pytania. 

 

Gdy opowiadanie jest już wstawione na beta-listę przez Autora, znajduje je potencjalny Beta-czytacz, klika tytuł i potwierdza, to co się dzieje potem:

– Czy opowiadanie niezwłocznie znajdzie się w listwie BETOWANIE profilu Beta-czytacza i może  on niezwłocznie przystąpić do czytania i komentowania?

– Czy też potrzebna jest wcześniejsza akceptacja Autora? (w jakiej formie?)

– Jeżeli jest potrzebna akceptacja, to w jaki sposób Autor może się zorientować, że jest ktoś zainteresowany betowaniem?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Tytuł: Homo durabilis

Znaki: 29k

Gatunek: kryminał SF

Tagi: AI, wirtualna świadomość, XXI wiek, koniec świata, postapo, gdańsk, warszawa, wulgaryzmy (kilka)

 

To moje pierwsze opowiadanie na portalu NF. Kryminał osadzony w niedalekiej przyszłości w Polsce, w czasie gdy ludzkość wchodzi na ścieżkę samozagłady. Śledztwo prowadzone jest w środowisku technologicznych guru – specjalistów od AI i wirtualnej świadomości.

 

Będę bardzo wdzięczny zarówno za łapankę, jak i wszelkie uwagi dotyczące formy, języka, logiki wydarzeń oraz tego, czy historia jest choć trochę angażująca.

 

Chciałbym usłyszeć opinię, czy da się czytać to, co piszę. Największe wątpliwości mam co do formy i frazy (nie mam humanistycznego wykształcenia). Momentami mam wrażenie, że zamiast opowieści tworzę raczej relację z wydarzeń – fabularny zapis faktów. Innymi słowy: obawiam się, że temu fabularnemu mięsku może brakować literackiego tłuszczyku.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Serdecznie dziękuję za powitania i słowa zachęty.

 

Ośmielony nimi, zamieściłem w Beta-kolejce kryminalne opowiadanie SF pt. Homo durabilis. Z wypiekami na policzkach czekam, czy zwróci czyjąś uwagę.

No tośmy sobie, ..., polatali!

No przecież, że to królestwo w sensie matrymonialnym. 

 

A bajeczka też świetna. I w sensie rozrywkowym, i poradnikowym. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Piękne te obrazy. Nie mniej piękne niż pomysł konkursu.

Czy świeżakowi wolno w konkursie wziąć udział?

Jeżeli wolno, to bym chciał skorzystać z „Senne przestworza”. Można?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem, choć prawdopodobnie bez wypieków na twarzy. Wydaje mi się, że zrozumiałem, choć wszystkiego nie zapamiętam (zwłaszcza nazewnictwa). Ten poradnik doskonale zrekapitulował nieco już przykurzoną wiedzę, onegdaj pozyskaną w szkołach i jasno zdefiniował zakres mojej (nie)wiedzy.

 

Bardzo dziękuję! smiley

 

 

PS. Mam problem z poniższym zdaniem:

Jak średniowieczni królestwo, podmiot i orzeczenie osobno prowadzą swoje dwory – nazywamy je grupą podmiotu i grupą orzeczenia. 

Różne zrozumiałe alternatywy przychodzą mi do głowy:

 

1. Jak średniowieczni królowie, podmiot i orzeczenie osobno prowadzą swoje dwory – nazywamy je grupą podmiotu i grupą orzeczenia.

2. Jak w średniowiecznym królestwie, podmiot i orzeczenie osobno prowadzą swoje dwory – nazywamy je grupą podmiotu i grupą orzeczenia.

3. Jak średniowieczni: królestwo, podmiot i orzeczenie, osobno prowadzą swoje dwory – nazywamy je grupą podmiotu i grupą orzeczenia. – Ale co z dworem królestwa? I dlaczego podmiot i orzeczenie miałyby być średniowieczne?

 

Czy któraś z tych wersji oddaje zamierzoną metaforę?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Jako świeżak chciałbym zapytać o datowanie opowiadań przechodzących proces “betyzacji”.

 

Załóżmy scenariusz:

– w styczniu dodaję opowiadanie, oznaczam jako Kopia robocza,

– krótko potem włączam Betalistę,

– betyzacja trwa do lutego,

– po zakończeniu bety: wyłączam opcję Betalista oraz zmieniam status z Kopia robocza na Publikacja, przez co, jak rozumiem, tekst trafia do poczekalni.

 

Z jaką datą opowiadanie zostanie wówczas opublikowane w poczekalni:

styczniową (moment dodania Kopii roboczej)

styczniową (moment włączenia Betalisty)

– czy lutową (moment upublicznienia tekstu)?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Saernina? Co to w ogóle jest, ta sarenina.

czeski błąd

 

Sympatyczne opowiadanie smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Czytając zakończenie:

Inteligencja to nie zło.

Inteligencja to zło.

pomyślałem przez moment, że da się je odczytać jako:

„inteligencja to zło (dla mniej inteligentnych)”.

 

Bo w teorii inteligencja, rzeczywiście, jest tylko narzędziem, ani dobrym, ani złym. Tyle że praktyka pokazuje, że gdy w jednym miejscu spotykają się byty wyraźnie bardziej i mniej inteligentne, to w dłuższej perspektywie zazwyczaj gorzej kończy się to dla tych drugich. I to niezależnie od intencji.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Oj! Jaka szkoda, że jako świeżak nie mogę “klik”nąć.

 

Przesympatyczne opowiadanko, bardzo mi się podoba. heartsmiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Przyznam się, że podczas lektury bardziej myślałem o Ukrainie niż o postapo, ale w najmniejszym stopniu nie zepsuło mi to przyjemności czytania. 

 

Podoba mi się to, że samotna wspinaczka Lipki, okazuje się po chwili zbiorową wyprawą. 

 

Wyłapałem następujące, potencjalne błędy:

 

Cale wzgórze robiło wszystko,

L zgubiło kreseczkę. Może "Całe" całkiem nie jest potrzebne?

 

Nie spieszyło się, jakby chciało nacieszyć widokiem udręczonej Lipki. 

Nie brakuje się po chciało?

 

No to zadziała – powiedział Czerstwy beztrosko i podrapał się po odrastających mu na głowie włoskach lśniących potem. 

Ciut zgrzyta, może … po lśniących potem włoskach odrastających mu na głowie.

 

W jednej terenówce się nie pomieścimy, musimy przejąć wóz pościgu, a na to się nie zabiera.

Czy chodzi o to, że się nie zanosi?

 

Robiła to bardzo przekonująco i Lipka prawie od razu brała jej słowa za nie zaprzeczalny fakt.

niezaprzeczalny

 

Rolą atakującego jest atakować, a rolą zwierzyny dać się dopaść i wierzgać, gdy się ją zagryza.

To miało zabrzmieć tak defetystyczne, czy chodziło raczej o:

… a rolą zwierzyny nie dać się dopaść … ?

 

Wjechali w pozostałości dawnego miasta.

Żeby było wiadomo, że w tym fragmencie chodzi o retrospekcję, a nie o obserwację nadjeżdżającego pościgu, może warto doklarować? Np.:

Wjechali wtedy w pozostałości dawnego miasta.

 

Siedząca obok Zuzia uniosła udręczone spojrzenie.

Konsekwentniej byłoby Zuza (później jeszcze kilka razy)

 

Kowarchenko wstał, ale Mucha wymierzył w niego pistolecik.

Konsekwentniej byłoby Kovarchenko

 

Zuzanna o wile już niżej na stoku nie mogła słyszeć jej słów,

wiele

 

Pamiętała te nauki, czułą je.

czuła

 

Bardzo udane opowiadanie. Podoba mi się, że pomiędzy bielą a czernią, są tu jeszcze inne odcienie i nie mam tu na myśli barw zastygającego błota. wink Czytając zakończenie, jest nad czym pomyśleć.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witam wszystkich, jestem świeżakiem.

 

Próbowałem zarejestrować się tutaj już pięć lat temu, ale poległem na etapie kliknięcia linku w mailu potwierdzającym i konto przepadło. Taka jest przynajmniej oficjalna wersja, bo prawdę mówiąc – onieśmielił mnie wtedy wysoki poziom merytoryczny tego miejsca.

 

Wymiękłem i oddaliłem się wówczas do swojej szuflady, gdzie w skupieniu trenowałem. Teraz czuję, że przyszedł czas na drugie podejście. Nie to, żebym nagle nabrał odwagi czy pewności siebie – raczej poziom mojej desperacji wzrósł do tego stopnia, że założyłem konto ponownie i tym razem kliknąłem w link potwierdzający. Klamka zapadła.

 

Jestem pod wrażeniem ilości i jakości informacji zwrotnej, jaką mogą tu dostać autorzy. Wiem, że nie każdy tekst na nią zasłuży – ale sama możliwość jest bezcenna. I nie chodzi mi o komentarz „głaszczący po głowie” (to mam w pakiecie od bliskich), tylko o taki, który jak setka spirytusu: może i sponiewiera, ale za to skutecznie rozjaśni w głowie. wink

 

O taki właśnie wysokoprocentowy komentarz uprzejmie poproszę szanowne grono… gdy się odważę. Na razie czytam i uczę się na cudzych tekstach oraz dyskusjach.

 

Miło mi być na pokładzie!

No tośmy sobie, ..., polatali!

Nowa Fantastyka