Audiobooki:
Dom z duszą
Strażnik
komentarze: 2143, w dziale opowiadań: 1532, opowiadania: 521
Audiobooki:
Dom z duszą
Strażnik
komentarze: 2143, w dziale opowiadań: 1532, opowiadania: 521
Dzień dobry marzanie,
– Eir, jesteś moją przyjaciółką?
Nie zaczęła od powitania. Nie sprawdziła, czy kobieta jest w domu.
Nie rozumiem. Zadała jej pytanie, nie wiedząc, czy kobieta jest w domu? Poza tym chyba już jest w środku, więc… no nie wiem, chyba zaszedł tu jakiś skrót myślowy.
– Czemu boisz się staruszki, któr za chwilę i tak przyjdzie nad Styks?
Literówka, a raczej jej brak.
Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem
Hm?
Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem
Radamantys skrzywił się z niesmakiem.
Dużo tych niesmaków w dość krótkim czasie.
Nila zastanawiała się nawet, co odróżnia dusze zamknięte wewnątrz murów od tych zabłąkanych nad Kokytos: wędrowcy tracili siebie stopniowo, być może długo walczyli z pustką i obłędem. Ci, którzy weszli na Pola Asfodelowe, oddawali pamięć dobrowolnie, w jednej chwili.
Super, że to zostało wyjaśnione.
Właśnie o tym powiedziała duszom. Szarawe kwiaty prześwitywały przez blade istoty, które początkowo tylko stały, bezwolne, jakby słuchały szelestu liści albo bębnienia deszczu o dachówki. Potem zaczęły się ku niej odwracać i podchodzić, aż w końcu tłum zgęstniał tak, że znalazła się na środku wielkiego morza dusz. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to jedyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli. Poczuła się jak oszustka: może wcale nie rozumieli treści, a łaknęli samego kontaktu? Zebrali się wokół niej ciasną gromadą, bo po raz pierwszy ktoś dał im pretekst, żeby się zbliżyć?
O i to też jest fantastyczne. Już miałam w głowie: co ona, taka krasomówczyni zdolna, że wszystkich tylko kilkoma zdaniami przekonuje? Ale rozwiałeś moje wątpliwości bardzo szybko, kończąc akapit. Brawo!
Potem młody dowódca podszedł, uśmiechnął się, nadstawił tarczę i zaprosił ją gestem. Podniósł wysoko nad głowę i tak trwał, niczym żywy postument.
Eee, ale co lub kogo podniósł?
jedni tylko się śmieli i kręcili głowami
Chyba śmiali?
Uuu, a ten twist na końcu z Helą, wow! Bardzo satysfakcjonujące zakończenie 
Zdaje się, że nie zrozumiałam, jak ważną postacią jest Nila, skoro może sobie tak o przyjść do Króla i najwyższych sędziów, bez wsparcia żadnego boga czy glejtu i z nią jeszcze w ogóle rozmawiają.
Zrozumiały za to jest jej motyw i jest solidny: dobrze wie, jak to jest się błąkać w zaświatach bez obola przy sobie.
Jak zwykle mistrzowsko budujesz świat, jest on wiarygodny, można się w nim bez przeszkód zanurzyć. Takie niepozorne zdania jak:
Labirynt wąskich, rozgrzanych uliczek wypełniała woń ryb i małży.
Kiedy powiew poruszył źdźbła słomy, leżący na progu stary pies leniwie uniósł ucho.
Zapach mięsa, przypraw i miodu rozszedł się po wnętrzu pomieszczenia.
świetnie budują klimat. Nie zauważyłam nic, co by wybiło mnie z imersji.
Podoba mi się też ten crossover, jakby to nazwał jakiś młodzieniaszek, mitologii nordyckiej z grecką. Wyszło bardzo zgrabnie i przekonująco.
Jestem zachwycona też tym, jak przekonująco wytłumaczyłeś motywacje wszystkich postaci: Nili, by pomóc innym duszom, samych dusz z każdego zaświata, czy kapłanki Afrodyty.
Zakończę swój wywód standardowym w takich sytuacjach: cóż mam rzec, jestem zachwycona.
Pozdrawiam.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
To się tylko pana zdaje ^^ (muszę wreszcie przeczytać te cukinie…)
Coo, nie przeczytałaś jeszcze zwycięskich cukinii? Bój się Odyna!
Choć temat jest świetny, czuję klimat, więc na pewno pisałbym z wielką przyjemnością. Niestety realia mają w dupie radości i przyjemności, dlatego postanowiły uprzykrzyć mi życie nadmierną ilością pracy.
Z jednej strony szkoda, Cearnie, a z drugiej konkurencja pewnie się cieszy, bo wzrasta ich szansa na wygraną (nie, wcale nie myślę o sobie, pff).
A może to tylko zagrywka, bo wiesz, że tekst ma być Anonimowy? Panie Caern, Pan jest może po prostu przebiegły? I mam też taką nadzieję, bo to by znaczyło, że coś jednak napiszesz, a na to czekam!
Oooo, właśnie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

cierpliwość niektórych więdła niczym zbrązowiała sałata leżąca w skrzyni pod fartuchem sprzedawczyni.
Uwielbiam te Twoje porównania 
Idąc najkrótszą drogą do kas, Nel obserwowała ludzi robiących zakupy. Niezdecydowanych, rozkojarzonych, nerwowych. Chaotycznych jak dzieciństwo, które zgotował jej ojciec. Nigdy nie wiedziała, czy jest zadowolony, zły czy smutny; nastroje, jeśli w ogóle je miewał, skrywał pod gęstymi wąsami. Oczy – wolałaby ich nigdy nie ujrzeć – przez większość czasu chował za przeciwsłonecznymi okularami. Kiedy je zdejmował, gadzie spojrzenie…
Hm, jak dla mnie ten przeskok nie wybrzmiewa zbyt naturalnie. Chociaż… moje myśli też często skaczą jak zające, więc czemu nie.
– Niedługo sztuczna zabierze nam każdą pracę.
Chyba zjadłeś inteligencję?
Miała lekkie zakupy, a spacer jej się przyda.
Konflikt czasów. Może tak:
→ Miała lekkie zakupy, a spacer by się przydał.
Chociaż nie wiem, czy nadal nie ma tu konfliktu czasów…
wyspa połknęła jego dźwięki, czknęła silnym podmuchem wiatru.
Hm, trochę przesadzona ta antropomorfizacja IMO.
pod adidasami chrzęścił żwir.
Zamieniłabym adidasy na buty. Przeczytaj oba warianty na głos. Który brzmi lepiej?
W domu zaparzyła
sobiemelisę.
Wiatr bawił się jej grzywką.
Dużo tych grzywek. Spokojnie możesz zamienić na włosy.
Mimo to panował na niej przyjemny klimat, dzięki słońcu, które oblewało ją niczym lukier croissanta.
A może jednak nie jestem fanką purpury? ;p
Nie no, lubię, ale taką wyważoną, a tutaj znowu jest to przesadzone. Oczywiście to tylko moje zdanie, jak cały i każdy komentarz zresztą.
W środku nie było kierowcy. Na początku Pavel pomyślał, że się dokądś udał, ale prędko pojął, że ma przed sobą autonomiczne auto.
Pomieszanie podmiotów.
→ W środku nie było nikogo. Na początku Pavel pomyślał, że kierowca dokądś się udał, ale prędko pojął, że ma przed sobą autonomiczne auto.
Ucztowały w nich tłuste karaluchy.

Spojrzał w kierunku, w którym pojazd jechał.
Nie wiadomo, czy chodzi Ci o ślad czy o to, że nagle pojazd ruszył. Trzeba to doprecyzować. Jeśli chodziło Ci o ślad, sugeruję coś na kształt:
→ Spojrzał na ślady kół/opon.
Poklepał plastikową maskę i ruszył w stronę
niedalekiegołagodnego wzniesienia.
Zastanawiał się, kim jest osoba, która złożyła zamówienie
na jedzenie.
Zamówienie na jedzenie, a może i jeżdżenie na palca skinienie, joł! :D
wyplątując umysł z popołudniowej drzemki.
O, to ładne!
Sztuczna inteligencja, Pragma, miała dostęp do jej umysłu, ale nie mogła weń ingerować.
Kto lub co nie może ingerować, SI czy bohaterka?
– Nel – oparła sztywno.
Literówka.
– Nie przygotowałam się na gości.
To jest mocne zdanie.
Kiedyś to było normalne, że sąsiedzi, przyjaciele i rodzina odwiedzali nas znienacka. Teraz przyjście do kogoś do domu bez zapowiedzi jest nie do pomyślenia, ba, jest uznawane za niegrzeczne. Tutaj akcja opowiadania wybiega jeszcze dalej w przyszłość (mam nadzieję, że bardzo daleką) i zachowaniem bohaterki pokazujesz nam, jak b a r d z o niemiło bohaterka jest zaskoczona obecnością obcego człowieka.
Nie wiem, czy taki dokładnie był Twój cel przedstawienia tej sceny, ale mnie taka interpretacja bardzo zadowala.
Tak znajdziesz pieczarę.
zamierając na moment
w bezruchu
Pleonazm.
że momentami
bez maławpadała w tryb zamrożenia.
Zamknął oczy i dał kołysać się szumowi oceanu.
Ładniej: pozwolił.
Postanowił zostawić jej niespodziankę.
Mam chory mózg, bo wyobraziłam sobie coś nieobyczajnego :P Za dużo Walaszka.
Jego głos miał jednostajną, lepką słodycz.

– Nie
Zjedzona kropka, om nom nom.
Teraz widocznie pobudzona zapachem wędliny, wskoczyła mu na ramię. Pavel zamrugał trzy razy, chcąc uwiecznić tę chwilę.
– Zatem twierdzisz, że oswoiłeś wiewiórkę? – zapytała sarkastycznie Diana.
W tym samym momencie odpalił wideorozmowę? Czy to się wydarzyło później?
Z rozważań wyrwała ją niespodziewana wizyta mężczyzny. Miał na ramieniu pręgowca berberyjskiego. Pavel, z tym swoim beztroskim uśmiechem
Dlaczego mężczyzny? Przecież już znamy Pavla, a tym zapisem sugerujesz nową postać.
Tym razem zgodziła się.
Szyk:
→ Tym razem się zgodziła.
Na razie Sztuczna uczy się.
I znów:
→ Na razie Sztuczna się uczy.
– Mam ochotę się przejść – powiedziała.
Pavel skinął głową. Wstał i ruszyli w głąb lądu.
Mam nadzieję, że za wszystko zapłacili z góry :)
W oczach zapiekły ją łzy.
Miała zapalenie spojówek?
A co z żywymi opowieściami, reagującymi na twój stan emocjonalny
i się wraz z nim zmieniającymi?
„A problemy z gospodarką hormonalną? Czy Sztuczna może w niej namieszać?”.
„Sztuczna ogranicza się do mózgu. Ma wpływ na Pani funkcje poznawcze. Tylko tyle i aż tyle”.
Halo, a podwzgórze?
w piersi ekscytację,
tak częstolatami tłumioną przez ojca.
niczym wiatr mierzwiącą półpustynną roślinność.
mierzwiący
Inna, kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.
→ Inna kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.
– Wiec jesteś z Pragi – powiedziała z zaciekawieniem
Zjedzona kropka.
Zacznę od minusów. Jeden z nich jest bardzo poważny, bo jest zaraz po relacji Nel i Pavla, drugim ważnym wątkiem.
Motywacja do wzięcia udziału w eksperymencie jest zbyt drastyczna, aż absurdalna. Nel zgodziła się na to, by niedługo umrzeć przez daddy issues? Można przecież iść na terapię to przepracować, mnóstwo ludzi ma podobne problemy. Do końca opowiadania czekałam na logiczne uzasadnienie tej decyzji, ale się nie doczekałam. Co prawda opowiadanie dobrze się zakończyło i Nel się opamiętała, ale motyw towarzyszył nam przecież przez całą historię.
Scena z ojcem stojącym na androidach również jest dla mnie niezrozumiała. To były jakieś zwidy czy faktycznie on tam stał? Tak czy siak, uporanie się z demonami przeszłości poszło zbyt gładko i po raz kolejny oderwało mnie od zawieszenia niewiary. Popłakała sobie, powiedziała do ojca jedno zdanie i już, po kłopocie. No nie, nie kupuję tego.
A teraz plusy.
Twój styl pisania nie jest w porządku. To nie jest fair.
Bo jestem wobec niego całkowicie bezbronna. Moim zdaniem mógłbyś napisać nawet instrukcję glebogryzarki w porywający sposób. Daj namiar na diabła, z którym zawarłeś pakt. Niemiecki już znam, więc się z nim dogadam.
Mimo że w opowiadaniu nie znajdziemy pościgów i wybuchów, lekturę uważam za bardzo przyjemną. Mam wrażenie, że przeczytałam jakąś dobrą książkę. A to jest sztuka napisać spokojne, niemal obyczajowe opowiadanie w taki sposób, by czytelnik nie popadł w nudę.
.jpg)
Mimo że ogólnie Twoja twórczość mnie zachwyca i tekst uważam za wyższą półkę, do najwyższej półki nieco zabrakło. Będę na NIE.
Tak czy siak, dziękuję za satysfakcjonującą lekturę, życzę powodzenia w dalszym rozwoju pisarskim i pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry!
Przybywam z oceną Piórkową!
Głos każdego obywatela ważył dokładnie tyle, ile wynikało z jego przydatności dla społeczeństwa.
O! Masz moją uwagę :)
Opiekunowie, nauczyciele i rodzice dostawali punkty za wkład długofalowy, przy czym system co kwartał prosił ich, aby nie przesadzali z cierpiętnictwem, pod rygorem weryfikacji uprawnień.
Hahhah ;p
jego głos miałby znaczenie mniej więcej jak trzepot skrzydeł motyla w Indiach na zaawansowanie badań nad zapisem cyfrowym fal mózgowych człowieka.
Zabawne, ale nieco przydługie zdanie.
Utwór zakwalifikowano jako ekspresję emocjonalną bez wyraźnego wpływu kulturowego.

Godność.
Albo zgagę. Nie był pewien.

Od tego dnia zaczął działać.
Chyba tamtego, skoro akcja jest w czasie przeszłym?
„Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
Winda jedzie.
→ „Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
“Winda jedzie”.
Bogdan zaproponował odpowiedź „Nie Państwa sprawa”.
Po dwóch dniach dodano ją jako opcję.
Szczerze wątpię :P
Radziłabym rozdzielenie tekstu na akapity, żeby płynniej się czytało.
Nie znam za bardzo twórczości Lema, próbowałam kiedyś czytać ‘Bajki robotów”, ale strasznie się męczyłam i odłożyłam książkę. (A może mi coś polecisz od niego, co mnie przekona? Bo dziwnie się czuję z tym, że większość pana Stanisława tak ubóstwia, a ja tego ubóstwiania kompletnie nie rozumiem. Maybe I am stupid.) Więc nie interesuje mnie, czy pachnie tu Lemem, czy też nie.
Co mnie powinno interesować: czy mi się podobało. Tak, nawet bardzo.
Dawno nie przeczytałam czegoś tak zabawnego. Jak ja to szanuję! Sama bym tak chciała, ale ni cholery nie potrafię, same smutne treści z siebie wypluwam. Naprawdę zazdroszczę.
Zgrabnie przedstawiłeś klasyczny paradoks: niby wszyscy chcemy równego traktowania, ale za wybitne osiągnięcia dobrze byłoby otrzymać jednak jakieś wyróżnienie.
Mimo komediowej otoczki możemy też dostrzec smutną prawdę: nigdy nie stworzymy systemu idealnego.
Cóż mam rzec, jestem zachwycona.
.jpg)
Wyszła beczka TAKów z łyżką NIEta :)
Gratuluję i pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Już raz mnie podpuściliście z cukiniami. Drugi raz się nie dam wrobić.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Vacterze,
Beta wydaje się bardzo bliskim zjawiskiem do AI, pod tym względem, że dotyka sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów, a następnie kwestii wyróżnień portalowych. Jeżeli ludzie sobie wzajemnie betują, to nie chcą upubliczniać prawdopodobnie tego w jaki sposób ich teksty ewoluowały. Gdyby jednak nie było bet na forum, albo byłyby one zabronione przed konkursami, to po prostu… ludzie by się organizowali poza forum w celu sprawdzania wzajemnie swoich tekstów.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Beta dotyka sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów. A co z korektą i redakcją w wydawnictwach? Przecież to standardowa procedura. Mamy teraz odebrać wszystkim autorom Noble, Pulitzery i inne Nike? Przecież każdy autor korzysta z pomocy innych, niektórzy mają nawet po kilkunastu betareaderów, to jest tak oczywiste, że aż dziwnie się czuję, pisząc o tym, nie powinno się tego nigdy nikomu tłumaczyć. Idąc dalej: zabierzmy muzykom wszystkie Grammy i w ogóle najlepiej całe wynagrodzenie, bo przecież nad utworami pracowali inni muzycy, instrumentaliści, producenci i masterowcy. Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek i ktokolwiek skojarzy betowanie z oszustwem i jeszcze to porówna do używania AI.
AI generuje tekst i myśli za Ciebie; podczas bety Ty nadal musisz myśleć, nie inni za Ciebie. To, co wychodzi od betujących, to propozycje, które rozważasz i ewentualnie uwzględniasz albo odrzucasz. Przecież to samo się dzieje po publikacji opowiadania, bez bety: czytasz komentarze innych i pod ich wpływem poprawiasz swoje opowiadanie. Może to też jest oszustwo? Przecież komentarze też dotykają sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów. Litości.
marzanie,
podobają mi się Twoje pomysły, zwłaszcza ten z piaskownicą. W piaskownicy można eksperymentować sobie do woli, a taki tekst nie może dostać nominacji ani do Biblioteki ani do Piórka.
SI jako wyszukiwarka to jest i tak coś, na co nie mamy wpływu – przecież chcąc nie chcąc, wpisując coś w Google’a, odpowiada nam AI, jak już Michael wielokrotnie wspomniał, więc za to nie można być karanym.
Jeśli chodzi o poprawki ortograficzne, literówki i interpunkcję to nadal bym się upierała przy korzystaniu z bety, a nie AI.
silverze,
dzięki za podesłanie przykładów tekstów z AI. Faktycznie trudno je czytać :P
Zastanawiam się, czy nie sprawdziłoby się wyznaczenie kogoś z Loży jako “specjalisty od AI”? Choć w sumie to bardzo niebezpieczne, zapewne byłaby to najbardziej znienawidzona osoba na Portalu i nikt nie chciałby się tego zadania podjąć :P
Lesnylutku,
cieszę się, że podałeś konkretne propozycje i angażujesz się w rozwiązanie problemu :) Jednak moim zdaniem dzielenie wkładu człowieka a wkładu AI na procenty nie przyniesie zauważalnych efektów.
Michaelu,
Uważam, że na ten moment, poza tekstami perfidnie przeklejonymi z chata, bez przyznania się do winy Autora, nie jesteśmy w stanie być pewni, czy to AI, czy nie. Ale jeśli będziemy zadawać pod takim tekstem pytania, jeden po drugim, czy przypadkiem to nie chat, to jeśli się pomylimy, łatka zostanie przypięta i kolejni komentujący albo nie przeczytają, albo będą już nakierunkowani.
W stu procentach się zgadzam. Po pierwsze, chcąc nie chcąc takimi pytaniami przyklejamy łatkę ejajowca do autora, co może doprowadzić nawet do tego, że ten przestanie publikować. A po drugie: jeśli ktoś oszukuje z generowaniem tekstu, to trzeba być bardzo naiwnym, żeby myśleć, że autor się przyzna do użycia AI. Wiem, że jest kilka osób na Portalu, które by się przyznały, ale nie wierzę, że wszyscy ejajowcy by się przyznali.
Najgorszym jest, jeśli ktoś nawet fabuły nie ma i AI wymyśla za niego. To już mnie przeraża, bo dla mnie to pomysł, to co chcesz przekazać od siebie, ta TWOJA historia, Twoja refleksja, która prowadzi potem do dyskusji, ma największe znaczenie w całości pisania. Bez tego, nie ma w tym Ciebie. I takie teksty powinny być automatycznie nieakceptowane w jakichkolwiek bibliotekach i nominacjach.
Amen.
Pierwszy progres osiągnęliśmy, bo zamierzam wrzucić w nowym tekście link do artykułu o fotelach, który podesłało mi AI, bo nie byłem pewien czy nie napisałem głupoty, więc sprawdziłem. Marginalna sprawa nie mająca wpływu na historię, ale jednak jak chcemy coś zmienić, to trzeba zacząć od nas samych.
I tutaj mam podobny pomysł. Teraz się nim podzielę.
Oczywiście pragnę podkreślić, że to jest tylko luźna propozycja, pomysł, więc jeśli ktoś jest ich przeciwnikiem, proszę o zostawienie piesków w spokoju i nie myśleć o wieszaniu ich na mnie :)
Może dać wymóg, że przy każdym opowiadaniu w przedmowie trzeba zawrzeć źródła? Książki, artykuły, filmy z youtube’a, cokolwiek. Albo bardziej ekstremalnie, choć raczej się to nie przyjmie, screen z notatek jako dowód? Bo pewnie każdy z nas robi notatki w trakcie tworzenia, więc to byłby dowód na to, że tekst został napisany przez człowieka? Albo dzielić się tym screenem tylko w szczególnych przypadkach, na prośbę administracji.
Inna kwestia; jeśli już mamy dopuścić teksty AI do Portalu, trzeba je wyraźnie zaznaczyć jakimś tagiem czy innym wyznacznikiem. (Albo dać je do piaskownicy właśnie). I takie teksty nie mogą się dostać do Biblioteki i nie mogą dostać Piórka.
Jeśli uprzeć się przy tagach, tekst takowy dostaje, gdy zbyt dużo wskazuje na to, że został napisany przez AI i autor nie potrafi udowodnić, że jest inaczej (nie podaje żadnych źródeł, screena z notatek, nie ma dosłownie nic).
Co o tym myślicie?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
O nie! Taki temat, a ja akurat kompletnie nie mam czasu!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Witaj, Kroczący Przez Dźwięki!
Nie wiem czy w średniowieczu/renesansie dwóch gejów pisałoby do siebie tak otwarcie o swoich uczuciach. Wtedy sodomia była ścigana prawnie – a gdyby ten list dostał się w niepowołane ręce?
Podejrzewam, że takie ryzyko było z prawie każdym listem. List do króla o zbliżającym się wrogu, list o zdradzie małżeńskiej… Poza tym weryfikacja podczas podróży listu nie była łatwa. Ktoś mógł przeczytać list i zapytać posłańca: a kto to napisał? A posłaniec na to: No, taki brunet, wysoki, ubrany jak mieszczanin, z miasta leżącego pięć dni drogi stąd.
Przy falujących wodach laguny stały dwie granitowe kolumny, przedstawiające świętego Teodora tuż po pokonaniu smoka na jednym, na drugim zaś lwa symbolizującego świętego Marka.
Coś tu nie gra.
Ale co? Ten opis jest z książki.
fasadzie w stylu bizantyjskim
Określenie ,,bizantyjski” wylansowali zachodni historycy na przełomie XVI i XVII w., bo mieli ból zadka, że Wschodnie Cesarstwo Rzymskie istniało znacznie dłużej niż Zachodnie. Wcześniej nazywali ich po prostu ,,Grekami”, więc dałbym ,,grecki”.
A to określenie też jest z książki, więc zarzut do pana Anthony’ego Bale’a :P
Dobra, już się nie pastwię. Dobre to było, pomijając wszystkie merytoryczne sprawy, których czepiałem się wcześniej. Czuć klimat podróży w egzotyczne kraje plus taki specyficzny ,,ciężar”, kiedy widać, że tekst jest autentyczny, a nie tylko próbuje wymusić na czytelniku jakąś reakcję. Ogólnie mocne 7,5/8 na 10.
Dziękuję Ci bardzo, to wysoka ocena jak na tak mało popularny tekst :) Cieszę się niezmiernie, również z obserwacji, że tekst jest autentyczny. Szczególnie w tych czasach to ogromny komplement.
Pozdrawiam najserdeczniej!
Witam ponownie reg,
Holly, pewnie nie był to komentarz na jaki czeka piszący, ale cóż… potknięcia zdarzają się wszystkim. Cieszę się, że mimo wszystko zachowałaś równowagę i jasność spojrzenia.
Cóż, tyle razy już upadałam i wstawałam, że aż zrobił mi się z tego nawyk.
Poprawki wprowadzone. Twoja umiejętność dobierania odpowiednich i licznych synonimów, które jednocześnie wpasowują się do stylistyki tekstu, zawsze wzbudzają we mnie podziw i zachwyt.
Turyści mnożą się szybciej niż króliki w Australii. :)
Oj, tak!
Dziękuję jeszcze raz za wszystko!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Heeeejcia!
Wpadam z komentarzem pobetowym.
Szacunek za stworzenie wiarygodnych bohaterów! Są bardzo charakterystyczni i nawet bez podawania imion nie miałabym problemu z rozgryzaniem, kto co powiedział lub zrobił. Choć moim zdaniem, jak już wspomniałam na becie, Ingrid wyszła zbyt “patusiarsko” z tą przesadzoną ilością wulgaryzmów. Nie polubiłam jej, ale też wspominałeś, że taki był cel, więc został on osiągnięty!
Jedyna postać, która została ukazana zbyt płasko, to Wielki Piromanta. Nie czułam przed nim lęku i w sumie nie rozumiem, czemu się przeniósł i zostawił jad (bo jego bestia została pokonana?)
I właśnie, mam niedosyt bestii! Świetnie ją przedstawiłeś i miałam nadzieję, że jeszcze będzie ona trochę męczyć bohaterów, chodzić za nimi po lesie czy coś, żeby podbić napięcie, ale niestety tak się nie stało i mimo że bohaterowie potrzebowali dwóch podejść, by ją zabić, nadal mam wrażenie, że coś za łatwo poszło. Ale sama doskonale wiem, jak trudno jest balansować między wyczerpującą fabułą a limitem znaków, która nie odrzuci potencjalnych czytelników, więc rozumiem, dlaczego nie chciałeś przeciągać.
Co mi najbardziej zgrzytało:
– mieszanie realiów fantastyczno-średniowiecznych ze współczesnymi (tawerna, policja, gazeta, wampiry)
– zbyt szczegółowe opisy walki
Na plus ciekawy plot twist, którego w ogóle się nie spodziewałam. To sztuka wyprowadzić czytelnika w pole, bardzo trudno jest się nie zdradzić w trakcie trwania powieści. Choć zabrakło mi jakichkolwiek poszlak, że Ingrid i Pring są rodzeństwem, tak żeby pobawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Chyba że takie poszlaki były, a ja ich nie zauważyłam…?
Tak czy siak, opowiadanie jest naprawdę dobre, zdecydowanie Biblioteczne i wyraźnie widoczny jest postęp w rozwoju warsztatu. Pozdrawiam serdecznie! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Pamiętaj, że wnioskowania statystyczne są niepewne
To jest akurat wniosek wysunięty na podstawie własnych obserwacji :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Robercie Raks!
Naprawdę czapki z głów za tytaniczną pracę! Arcyciekawa analiza, chapeau bas!
Dość często nowi użytkownicy mają tendencję do wrzucenia kilku swoich tworów w krótkim czasie, a jednocześnie ich aktywność pozostaje dość niewielka i nie uzyskują nawet prawa do nominowania w bibliotece (to może w jakiś sposób przekładać się na rozjazd pomiędzy liczbą tekstów ogółem, a liczbą tekstów trafiających do biblio).
To prawda. Większość nowych użytkowników (nie wszyscy, ale większość) chyba myśli, że jeśli wrzucą swoje teksty, to będą dostawać same pochwały. Gdy się tak nie dzieje, szybko się zniechęcają. Nie rozumieją też, że aby samemu być odwiedzanym, trzeba również innych odwiedzać.
Jeśli w okresie wakacyjnym jest mimo wszystko jakaś niższa aktywność, to statystycznie i tekstów wyróżniających się będzie mniej.
To po pierwsze, a po drugie, stali użytkownicy rzadziej odwiedzają Portal, bo są po prostu na wakacjach, przez co też mniej nominują.
Wydaje mi się, że największą szansę na dostanie się do Biblioteki czy uzyskanie Piórka daje grudzień. Wszyscy jesteśmy wtedy zmuszeni do siedzenia w domu, więc jest też większa motywacja do pisania, czytania czy nominowania. Udziela się nam też pozytywny, świąteczny nastrój, wizja spotkania z rodziną i więcej dni wolnego. Widać to zresztą po wynikach z zeszłego roku: aż siedem opowiadań dostało wtedy Piórka!
Tu chyba nie ma czego omawiać. Ciekawe jest jednak, że na portal trafia niemal dwukrotnie więcej mężczyzn niż kobiet.
Nie ma w tym nic dziwnego – mężczyźni z natury są bardziej pewni siebie, toteż częściej zdobywają się na odwagę, by pokazać światu swoje dzieła. Kobiety z kolei częściej analizują i się zastanawiają, czy jest sens w ogóle cokolwiek publikować. Dziewczyny, raz na jakiś czas warto być samcem i wrzucić tekst z myślą: “Niech się dzieje wola nieba!” <girl power>
Tak, ta motywacja jest kierowana głównie do Ciebie, Tarnino :P Mniej myśl, więcej pisz! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Sehr geehrter Herr Gimpel!
(Oczywiście chodzi o nazwę ptaka, nie to drugie znaczenie)
Komentarz już zostawiłam wcześniej, teraz przybywam z oceną Piórkową.

Mimo zachwytu zarówno nad tym tekstem, jak i całym Twoim warsztatem, uważam, że miniaturka to za mało jak na Piórkowe opowiadanie. Przyznam szczerze, że nie przepadam za ocenianiem Piórkowym (podkreślam: ocenianiem, nie czytaniem!) krótkich tekstów, bo zazwyczaj niewiele się w nich dzieje, często są to przypowiastki filozoficzne lub miniaturki właśnie, stojące nastrojem, a nie akcją, i w rezultacie nie ma w nich za wiele fabuły, by można było na nich zbudować solidne zawieszenie niewiary czy wykreować odpowiednio bogato świat i bohaterów. Nie jest to oczywiście wina autora, że taką formę wybrał, ja bardzo lubię takie szorciki budowane nastrojem. Więc mam nadzieję, że mi wybaczysz mój głos na NIE, bo Piórka są przecież tylko dodatkiem, a nie piszemy dla Piórek… Prawda?
Prawda? :P
Wyjaśnię jeszcze jeden punkt – bo nie chcę, żebyś go źle odebrał – mianowicie: NIE zaskakuje kreatywnością. Nie miałam na myśli tego, że nie potrafisz kreatywnie stworzyć światów: wręcz przeciwnie, udowodniłeś to wielokrotnie! Tutaj miałam na myśli to, że w sumie w tym tekście nie jest nic od nowa stworzone, La Catrina to znany symbol na całym świecie, to, że śmierć jest sprawiedliwa i równa wobec wszystkich, też wszyscy wiemy. Poza tym skupiłeś się tutaj na przekazaniu symbolu i uniwersalnej prawdy a nie na tworzeniu światów czy indywidualnych bohaterów. Oczywiście, powtórzę to po raz kolejny: tutaj nie zawiniłeś, wybrałeś taką formę, a nie inną, i ona wyszła znakomicie. Ale jak już mam oceniać, to oceniam według własnych kategorii, jak to zwykle z ocenianiem bywa i akurat taka skromna (skromna nie znaczy uboga! to nie jest pejoratyw) forma nie spełnia moich Piórkowych wymagań.
Uf, no mam nadzieję, że wyłożyłam wszystko należycie i przyjaźń gilo-smocza nadal trwa :)
Pozdrawiam serdecznie i czekam z wypiekami na twarzy na Twoje kolejne teksty!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hejoo! Treść już znam, więc klikam Bibliotekę, bo tam tekst powinien się znaleźć. Wrócę z komentarzem pobetowym, jak będę miała już dostęp do komputera. Pozdrawiam serdecznie prezydenta Rzeppospolitej!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Serdecznie witam, MichaelBullfinch!
Świetny gif na początek :D
Jakby tego było mało, w każdej gospodzie znajdzie się ktoś, kto śmierdzi i puszcza gazy, bez przerwy, przez całą noc. Obrzydliwe.
Delikatniś się znalazł, to przecież średniowiecze, dobrze, że wychodząc, nie dostał wiadrem fekaliów na łeb XD
To prawda, ale też jest niewieściuchem :)
Hmm. Już kilka osób zauważyło, ale ja też uważam, że albo stylizacja języka, albo odpuszczamy takie pojedyncze wstawki, które w takiej formie wybijają z rytmu.
Rozumiem, tylko że jeśli całkowicie zrezygnuję ze stylistyki, nawet okazyjnie, to już nikt nie uwierzy w tę historię. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Ale faktycznie mogłam popracować bardziej nad stylistyką, która jednocześnie byłaby zrozumiana. To trudne.
to bardzo ciekawe i mądre istoty, mądrzejsze od nas. Każdy mąż o tym wie, ale przecież tego nie przyzna, nawet na najgorszych torturach
Co to za kręcenie głową :D
Choć niektóre w istocie niebezpiecznie się przechylają i wyglądają, jakby kucały, gotowe defekować.
Hmm. Znam już trochę Twój humor, ale w tym konkretnym wypadku chyba niepotrzebne XD
To porównanie akurat zostało zaczerpnięte z książki, jest skojarzeniem prawdziwego średniowiecznego podróżnika XD
które przywodzą na myśl długi i gruby rogal upinający włosy…
A co znaczył “rogal” dla ludzi w 1430 roku?
No taki rogal do jedzenia…?
Ależ świeca dogasa, dokończę hist
orię jutro, czyli w sumie dziś. Wybacz te gryzmoły, próbowałem dokończyć list w ciemnościach.
Fajny zabieg, fajny.
A, dziękuję, dumna z niego jestem :)
znamię na ramieniu się otworzy. Robią to umyślnie. Wiedzą, co to znamię znaczy…
Zamienione na bliznę.
– Leamas jestem.
No dla mnie zbyt oczywiste jak mam być szczery.
Jak wspomniałam wcześniej, miało być oczywiste.
gęste lasy drzew oliwnych
No raczej gaje oliwne, nie lasy.
Uuu kureczka.
Nie znano wtedy jeszcze kawy, dla Europejczyka to były jakieś tak krzewy, co najwyżej mógł je opisać.
W sumie racja.
Że jest bezwartościowa dla sił piekielnych. A nie, że jest ogólnie bezwartościowa. Sorry, ale ja też wolałbym być bezwartościowy dla sił piekielnych. Dla mnie albo usunąć to “dla sił piekielnych”, abo nie wiem. Nic złego nie powiedział, to jest wręcz fakt danej sytuacji, nie zniewaga. I tak był delikatny, bo przypominam, że zawaliła mu cały plan kłamstwem.
Hm.
Masz rację. A wtrąciłam to o siłach piekielnych, bo nie byłam pewna, czy każdy wyłapie, dlaczego Szatan w ogóle chciał ją porwać. Ale zaufam bardziej wiedzy czytelnika i usunę te siły, bo to faktycznie całkowicie zmienia sens.
Chciała udowodnić, że nie jest bezwartościowa.
Ale komu :D Diabłu? No tak, łobuz kocha najbardziej XD
:D
Usunęłam te siły piekielne, więc teraz wszystko się zgadza.
Bardzo dobrze oddana forma epistolarna. Imponuje mi głównie przez to, że opowiadanie jest bardzo długie, więc raczej nie należało do najłatwiejszych do napisania w takiej formie. Zgadzam się z niektórymi, że dialogi mi zgrzytały, nie było ich aż tyle, ani nie były tak trudne do “opowiedzenia”, żeby musiały się tu znajdować. Ale tak wybrałaś i nie psuło mi to lektury, podrzucam bardziej na przyszłość, że listy to jednak listy.
Dziękuję, że doceniasz moją ciężką pracę, choć nie chciałabym dostawać pochwał tylko za nią.
Wiele osób zwraca mi uwagę na ten zapis dialogów; byłam tego świadoma podczas pisania i wielokrotnie się zastanawiałam, jak to ugryźć. Zdecydowałam się jednak na standardowy zapis dialogów mimo formy epistolarnej, bo bałam się, że wielka ściana tekstu zniechęci większość czytelników, tym bardziej że tekst nie jest krótki. Choć teraz myślę, że zamiast myślników, mogłam dawać wszystko w cudzysłów… Czy to jednak nie uratowałoby sytuacji, jak myślisz?
Znasz moje zamiłowania do podróży, więc pewnie spodziewasz się, że wstawki opisowe, również pokazujące, że Stanisław rzeczywiście fascynował się tym co go otacza, bardzo mi się podobały. Było kilka nieścisłości, widzę, że inni też coś poznajdowali, ale to nie zmienia faktu, że bardzo przyjemnie mi się te opisy czytało, nadawały klimatu i cieszę się, że dzielisz się czymś takim. Co do natury Afrykańskiej to wyznaczyłem kilka nieścisłości, ale ogólny opis się zgadza, szczególnie, że mówimy o północnej Afryce, a tam jest bardzo różnorodnie. Bardzo prawdopodobne, że właśnie podobne widoki widział, szczególnie w 1430. A to, że więcej jest innych, jest argumentem bezsensownym dla mnie.
Bardzo mnie to cieszy, bo zwracałam na to szczególną uwagę.
Największy minus opowiadania, dla mnie, to Leamas.
Tak, zgadzam się, że Szatan był najsłabszym ogniwem opowiadania.
Nie zorientował się Stanisław – okej, zaślepiony miłością. Ale zakonnica? Jan, ten to zazdrosny, ale żeby się nie zorientować? Jakby tak dokładnie się temu przyjrzeć to Leamas nic nie wnosi poza tym, że na koniec wiemy, że Jan to troszkę zdrajca. Chociaż to wpadło mi do głowy od razu, wiedząc, że nasz bohater nie zachorował, ale jednak dobrze, że zapomniałem o tej mysli dalej, bo zakończenie mnie zaskoczyło.
Coo?
Jan zdradził Stanisława? Nie gadaj!
Nie było to moim zamiarem, ale hej, ciekawie to zinterpretowałeś :)
Ale to, że jego cała podróż była na darmo, bo robił to dla kogoś, kto nawet “nie był jego”, to już stawia sytuację w nowym świetle i bardzo mi się podoba to rozwiązanie. Jest to częsta życiowa puenta, smutna, ale prawdziwa. I tutaj pasowała, ładnie spięła opowiadanie.
Dokładnie tak i nie ma co tu się doszukiwać jakichś ukrytych metafor czy symboli.
Tekst ma kilka wad, ale o czym my mówimy, to jest naprawdę dobre opowiadanie. Chcesz się sprawdzać w średniowieczu, interesuje Cię to i super. Moim zdaniem widać dużą różnicę między tym tekstem, a Ale zbaw nas ode złego, na plus oczywiście. To wierzę, że kolejne średniowieczne to juz w ogóle będzie kozak.

Kliknąć, kliknąłem. Czy nominuję? Wybacz, musisz dać mi czas do namysłu.
A daj spokój. Nawet jeśli dojdzie do obrad Loży, to i tak tekst nie zostanie wyróżniony Piórkiem, czuję to w kościach. Ale wiadomo, to zawsze miło :)
Pozdrawiam serdecznie x3!
Witaj, regulatorzy!
ale jednocześnie trudno mi uwierzyć, że średniowieczny kowal jest oczytany w romansach i bestiariuszach, tudzież biegły w pisaniu sążnistych listów z podróży – gdzie i kiedy nabył tych umiejętności?
W sumie racja, mogłam wybrać inne rzemiosło…
Opowieść zepsuła mi obecność szatana. Mniemam, że Stanisław zdobyłby wymagany dokument o stanie zdrowia, niekoniecznie za sprawą sił piekielnych, a niektóre wydarzenia mające miejsce wcześniej i później też można było uzasadnić niekoniecznie obecnością Leamasa, tak jak zbędny wydał mi się opis spotkania Blemmjów, no, chyba że Stanisław miał omamy ze zmęczenia i niedożywienia.
Pewnie można byłoby uzasadnić to inaczej, wszystko można byłoby zrobić inaczej. Ale wybrałam Szatana i wyszło jak wyszło. Czy żałuję? Raczej nie, bo tak wtedy postanowiłam i nie wiedziałam, że pomysł się nie wybroni, widzę to dopiero po reakcjach czytelników. Jednak nie ma co żałować, że się tak wybrało a nie inaczej, tylko trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Co do Blemmjów, to zawsze wspomnienie o nich w jakiejkolwiek lekturze wywoływało u mnie ciarki ekscytacji przemieszanej ze strachem i musiałam ich tu wrzucić!
Mnie ta opowieść zdała się bajką, trudną zarówno do przeczytania, jak i przejęcia się losami bohaterów.
Przykro to czytać, ale jestem już duża i jakoś to przełknę.
Teraz odwołam się do współczesnych zwrotów:
…każde zagajenie brzmi w mojej głowie irracjonalnie.
a absurdalnie?
Trzeba pozytywnie przejść badania i oczywiście za to zapłacić
→ Medyk musi cię uznać za wolnego od wszelkiej niemocy.
?
I to wszystko powstało ręką człowieka, zaprawdę fascynujące!
niesamowite?
Kapitan tłumaczy to złymi warunkami pogodowymi.
niesprzyjającymi warunkami do żeglugi?
Chcesz to zaświadczenie czy nie?
dokument?
To prawdziwy raj dla handlowców i pielgrzymów! – Szkoda, że zamiast współczesnych handlowców nie użyłaś słowa kupców.
Wielka szkoda. Zmieniam.
…wspaniałe zabytki, tak wiele znaczące dla historii ludzkości… – To zdanie brzmi jak z reklamy współczesnego biura podróży.
Racja.
Przecież to jest typowe zagranie przewodników.
→ Przecież to jest klasyczna taktyka przewodników.
?
by nastraszyć turystów i wyciągnąć od nich pieniądze. – Obawiam się, że tego słowa nie używano w średniowieczu.
Ci przeklęci turyści! Myślałam, że już wszystkich się pozbyłam.
I na tym poprzestanę.
Mocne, stanowcze i dołujące.
…majętnego, ale niestety tak skorego do picia, jak i do pracy. → Czy to znaczy, że jednakowo lubił się upijać i pracować? Bo mam wrażenie, że te zamiłowania w zasadzie się wykluczają.
Nieprawda! Teraz takiego osobnika nazwalibyśmy wysokofunkcjonującym alkoholikiem… Naprawdę są tacy ludzie, jednego nawet znam.
Wstał i poprawił swoją koszulę, już z tylko jednym ramieniem. → Czy tu aby nie miało być: Wstał i poprawił swoją koszulę, już z tylko jednym rękawem.
O cholibcia, tak!
o tkaninach z jedwabiu czy adamaszku… → Adamaszek to tkanina (jedwabna lub bawełniana). Jest adamaszek, nie ma tkanin z adamaszku.
Dobrze wiedzieć! Tkaniny usunięte.
Czułem się paskudnie, tak bezradnie, żałośnie….! → Zbędna kropka po wielokropku. Po wielokropku nie stawia się kropki, tak jak nie stawia się jej przed wykrzyknikiem.
Zmieniłam na sam wykrzyknik.
…dwa zakrzywione kozie rogi, każde w inną stronę. → Piszesz o rogach, a te są rodzaju męskiego. Proponuję: …dwa kozie rogi, każdy zakrzywiony w inną stronę.
Fakt.
…wskazał na dziwny las… → …wskazał dziwny las…
Wskazujemy co, nie na coś.
Ugh, czy ja kiedyś w końcu to zapamiętam?
Serdecznie dziękuję, regulatorzy! Choć ten komentarz miał bardziej gorzki niż słodki wydźwięk, zawsze jestem wdzięczna za Twoje odwiedziny i uwagi. Pozdrawiam najserdeczniej!
Czeeeeść, beeeecki!
To przybywam ponownie z Rzeppospolitej z mymi przemyśleniami
Ahahha, świetne!
Epistolarność ma taką ciekawą cechę odsłaniania tylko części i to subiektywnego oglądu na wydarzenia. Pozwala się zżyć z piszącym, bo chcąc nie chcąc, jego perspektywa jest jedyną, jaką znamy. Stąd też dość naturalnym jest, że narracja nie zwraca uwagi na inne postaci, jeśli autor listu o nich nie myśli tak bardzo.

Tutaj ten świat żyje, tętni kolorami, zapachami i osobami, zaczarowanymi stworzeniami
i jak je znaleźć. Fajnie, że ugryzłaś to od takiej strony.
To spostrzeżenie osładza mi niemal wszystkie negatywne uwagi. Bo taki był mój cel, żeby średniowiecze pokazać jako kolorowe i żywe, a nie szare i dołujące.
W tym kontekście najsłabiej wypadł dla mnie Szatan, bo jego rola jest epizodyczna. I o ile “nieobecność” Sigridy kupuję, o tyle on jakoś tak się pojawił i zniknął. Ale też wyjaśniłaś, dlaczego paktu z diabłem nie było już na początku, więc rozumiem. Część moich przemyśleń na jego temat Przedpiścy zapisali mądrzej niż ja bym potrafił.

Zostaje pytanie o dialogi, które słusznie postawił melendur, didaskalia niekoniecznie występowałyby w liście. Ale też uważam, że do pewnego stopnia można iść na kompromis z Autorką, która chce nam coś opowiedzieć spójnie i w całości. Czysto teoretycznie Stanisław zapewne nie byłby w stanie zacytować żadnej wypowiedzi dokładnie.
No właśnie i też o tym myślałam, jeszcze pisząc. Próbując cytować wypowiedzi z pamięci, wyglądałoby mniej więcej to tak: no więc, wspominał coś o tym i tamtym…, nie jestem pewny, ale… o ile mnie pamięć nie myli…, itd. Kto by chciał to czytać?
Już kolejny raz widzę od kogoś, że zakończenie usatysfakcjonowało, więc postęp jest odczuwalny, bo najczęściej psułam efekt zakończeniem właśnie. Jest co świętować :)
Ostatecznie, naprawdę udany tekst. Nie każdemu siądzie forma, pewnie mniejszej ilości odbiorców niż klasyczna opowieść. Ale w dalszym ciągu uważam, że zdaje egzamin.
Tak, też to zauważyłam, że fanów tego opowiadania jest raczej mniej niż więcej, ale nie żałuję, że je napisałam, taką miałam potrzebę, by spróbować czegoś nowego i już. Cieszę się, że sumarycznie uznajesz tekst za udany.
Nie jest to tekst bez wad, ale jest JAKIŚ i jest O CZYMŚ. Przeczytanie go coś wnosi, nie pozostawia mnie obojętnym, a na niedociągnięcia jestem skory przymknąć oko wobec mocnych stron. A właściwie taki jest główny cel pisania.
Amen 
Pozdrawiam najserdeczniej i jeszcze raz dzięki za betę!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Samael chyba zbyt łatwy do rozszyfrowania.
Faktycznie, Finklo, zwracam honor :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Witaj, kronosie,maximusie!
To, a potem jego imię pisane wstecz, to trochę za dużo sygnałów z kim mamy do czynienia (dla czytelnika, ale też dla Stanisława, który powinien był od razu się zorientować, że coś jest nie halo z tym gościem). Osobiście, wolałbym diabła nieco bardziej ukrytego, ale Leamas widać lubi od razu rzucać karty na stół.
Jesteś jedynym, który zauważył (albo przynajmniej wspomniał o tym), że Leamas jest od Samaela. Brawo za spostrzegawczość! Tutaj akurat faktycznie się nie kryłam z tym diabłem, bo nie tutaj chciałam lokować napięcie. Chciałam, żeby czytelnik pomyślał: O nie, to diabeł, Stanisław, uciekaj!
A sam Stanisław, cóż, na pewno również się domyślił z kim ma do czynienia, ale desperacja potrafi zmusić człowieka do jeszcze bardziej nieroztropnych czynów.
To niekonwencjonalne podejście, bo to raczej za grzech idzie się do piekła. A tu dziewczę ma być porwane za brak grzechu, a wręcz za przebyte cierpienie (gwałt). Teologia à rebours. ;)
Według średniowiecznych wierzeń siłom szatańskim najbardziej zależało na czystych duszach, czyli dziewicach, księżach i innym służącym Bogu i dlatego często Szatan pod postacią człowieka lub diabła zstępował na ziemię.
A do piekła za grzechy idzie się po śmierci, a nie jeszcze za życia.
Ciężko uwierzyć, że czternastoletnia dziewczyna wybrałaby śmierć, bo diabeł nie zechciał jej porwać do piekła.
Nie, nie, nie… Poszła na jednorożca, bo nie potrafiła żyć z poczuciem winy, że przez nią Stanisław nie osiągnął celu.
Poza tym – jak to się stało, że wszystkowiedzący diabeł sądził, że dziewczyna jest dziewicą?
A kto powiedział, że jest wszystkowiedzący?
Myślę, że średniowieczny człowiek raczej by nie użył w tym kontekście imienia pogańskiej bogini.
Zgoda, zmieniam na los.
Zastanawiam się również dlaczego Stanisław wplatał dialogi w listy? To raczej dziwne.
Ano dziwne. Ale jakbyś zobaczył samą ścianę tekstu bez dialogów, to podejrzewam, że nie chciałoby Ci się go czytać. Nie byłam pewna, jak rozegrać kwestię dialogów, toć to pisałam listy pierwszy raz.
Podobał mi się za to opis placu św. Marka i bazyliki.
A to zasługa książki, o której wspomniałam wcześniej :)
I sama warstwa przygodowa, podróż, opisy miejsc, również ciekawe. Ogólnie język swobodny i dobrze się czytało. Nie domyśliłem się też, że diabeł ostatecznie zabierze Jana. To dobra, zaskakująca klamra.
Bardzo się cieszę, dziękuję za merytoryczny komentarz i pozdrawiam!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
melendur88,
Sprawdzajac w necie, jak pisałem komentarz nic takiego nie znalazłem. Ale z kronikarskiej ciekawości podeślij źródło :) Tą książkę z bestiariusza również, bo to interesujący temat :)
Bestiariusz akurat znalazłam online w języku angielskim:
https://bestiary.ca/beasts/beast140.htm
A książka, z której najwięcej zaczerpnęłam, to:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5132165/przewodnik-sredniowiecznego-obiezyswiata
OldGuard,
Jeśli masz czas i/lub ochotę, to podrzucam Ci swój twór, gdzie bawiłam się stylistyką. Po publikacji komentujący też wyłapali sporo baboli, więc człowiek uczy się całe życie.
O, dziękuję, chętnie zajrzę!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Finklo,
Tak, teraz lepiej.

Aha, zapomniałam wspomnieć, że fabuła tocząca się dookoła kiły mi podeszła ze względów sentymentalnych – sama kiedyś popełniłam opko na ten temat.


Trochę dziwnie, że daję serduszka przy temacie kiły, ale co tam :)
Hej, OldGuard!
Podobno od powrotu nie tknął kieliszka, więc surowa pokuta rzeczywiście poskutkowała.
No nie mógł tknąć, bo kieliszki jako takie zaczęły pojawiać się w Polsce w XVIII wieku.
Właśnie to zmieniłam dosłownie chwilę przed Twoim komentarzem, jak wprowadzałam poprawki po komentarzu melendura :P
Za Wikipedią: W 1469 r., za panowania cesarza Fryderyka III, podniesiono kościół do rangi katedry.
Czyli wcześniej był “zaledwie” kościołem.
O cholibcia, to tego nie doczytałam. Tylko teraz jak zmienię na kościół, to pewnie wpadnie tutaj armia poprawiaczy krzycząc, że to przecież katedra XD
W liście z 13 lipca 1430 roku Stanisław pisze, że Anglicy schwytali Dziewicę Orleańską. Joanna d’Arc została schwytana przez Burgundczyków (którzy potem sprzedali ją Anglikom) 23 maja 1430 roku i dopiero w listopadzie sprzedana Anglikom.
A widzisz, sprawdziłam rok, a nie pomyślałam, żeby sprawdzić dokładniej datę. I co teraz, usunę chyba tę Joannę, bo mi za bardzo mąci i zmienię rok znowu… Nie wiem.
Ale SNDWLKR wspomniał już chyba o największym problemie, bo syfilis pojawił się w Europie dopiero w latach 90. XV wieku (dokładnie podczas wojny we Włoszech w 1494/1495 r.), przyniesiony przez załogę Krzysztofa Kolumba z Ameryki, więc w 1430 roku nikt w Krakowie ani w Paryżu nie mógł chorować na tę chorobę, ani tym bardziej nazywać jej francą czy plagą na Zachodzie.
Sprawdzałam to i poczytałam trochę artykułów na ten temat, w skrócie: najnowsze badania wykazują, że najprawdopodobniej kiła była już wcześniej w Europie, tylko nie była tak zajadliwa i zaraźliwa jak ta przywleczona przez Kolumba.
więc w 1430 roku nikt w Krakowie ani w Paryżu nie mógł chorować na tę chorobę, ani tym bardziej nazywać jej francą czy plagą na Zachodzie.
Więc tutaj tak czy siak masz rację. Usunę tę wspominkę o Joannie i zmienię rok, wtedy dacie mi spokój z tą kiłą XD I katedra też będzie się zgadzać.
Gdyby jednak przymknąć oko na nią oraz na historyczne potknięcia i wplątywanie zbyt współczesnych określeń w opowieść, co zaburza imersję, byłoby bardzo dobrze. A tak to najbliżej mi do opinii Marzana, że tekst ma potencjał, który nie został do końca wykorzystany :)
Cóż to byłby za świat, gdyby nam wszystkim się to samo podobało!
Trudno było znaleźć złoty środek między taką stylistyką, która pozwoli na imersję a taką, która pozwoli czytelnikowi na zrozumienie tego, co czyta. No i też nie mam jeszcze tak rozległej wiedzy, która mi pozwoli swobodnie taką stylistyką się posługiwać.
Dziękuję za przeczytanie mimo średniego poziomu zadowolenia z lektury i szczegółowy komentarz, pozdrawiam serdecznie! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Witaj, melendur88,
„turyści” (wypowiedź Leamasa) –> wystarczyło zmienić na podróżni, wędrowcy, pielgrzymi :P
Myślałam, że już wszystkich turystów wytrzebiłam :P
Poprawiam!
„kompletnie”–> wcale, zgoła. – tutaj też wystarczyło podmienić, kompletnie brzmi zbyt nowocześnie.
A tak, wystrzegałam się tego słowa, a potem straciłam czujność.
Twoja Próba archaizacji(a raczej jej brak) polega tu niestety na wstawieniu kilku starych słów (np. „mąż”, „niewiasta”, „rycząc”) obok skrajnie współczesnego słownictwa („irracjonalnie”, „turyści”).Daje to trochę efekt wybicia, a nie smaczku. Nie mniej mam świadomość, że to bardzo trudna sztuka, męcząca i bardzo dużo pracy trzeba spędzić.
No właśnie trudno było mi znaleźć złoty środek między odpowiednią stylizacją a komfortem dla czytelnika. Niewystarczająco rozległa wiedza też zrobiła swoje. O tak, jest to arcytrudna sztuka.
Wystarczy gdzienigdzie zastosować tryb przestawny, trochę wejść w lekką gawędę i już wygląda jak stylizacja i nie psuje immersji. Taki drobny hint na przyszłość.
Dzięki, faktycznie brzmi lepiej! Tylko czy teraz nie będzie to za bardzo odstawać od reszty? Tak czy siak, zapamiętam!
Kolejna rzecz z technikaliów która mi najmocniej zgrzytła to coś, co w sumie ci wyszło dość dobrze (forma epistolarna) ale moim zdaniem pszeszarżowałaś z umieszczeniem dialogów w formie listu. Brzmiało to dla mnie stucznie i wepchnięte na siłę. Ta chłopski rozum – pisałabyś komuś dialog w dywizami w liście? Zapewne nie. Opowiedziałabyś się swoimi słowami.
Też się nad tym zastanawiałam, jak to zapisywać, ale doszłam do wniosku, że jeśli pozbędę się zapisu dialogów, może to zniechęcić wielu potencjalnych czytelników, widzący na dzień dobry jedną wielką ścianę tekstu.
Moim zdaniem łatwiej by było, gdybyś po prostu wtedy na chwilę zostawiła formę epistolarną, formą literacką, potem wróciła na końcu listu. Listy mogłby być wrzucone w formie rozdziałów.
Mmm, nie, nie chcę :P Chciałam, żeby to były w stu procentach listy. Ale kto wie, może w przyszłości spróbuję takiego zapisu.
Trochę również, nie do końca kupiłem wersję gdzie jednorożec, stworzenie wytworzone w europejskiej baśni pojawiło się w afrykańskiej dżungli.
Być może, ale ja nie wylosowałam sobie kraju, w którym mieszkają jednorożce. Przeczytałam o tym w bestiariuszach i książce, którą się posiłkowałam.
Abisynia (dzisiejsza Etiopia) to w dużej mierze wyżyny i surowe góry, a nie parna dżungla rodem z Kongo. Ta rozbieżność topograficzna i biologiczna mocno zgrzyta.
Tutaj posiłkowałam się tym, co internet mi wypluł, uwzględniłam również wiek. Poza tym Stanisław wspomina jednym zdaniem, że przechodzili najpierw, cytuję: przez górzyste tereny Abisynii i gęste lasy drzew oliwnych oraz krzewów kawy. Dopiero potem pojawiła się puszcza i to również sprawdzałam.
Uważam, że jakbyś zrobiła 70% dziennika i część finału opartego na dialogach (śmierć zakonnicy) wypadłoby o wiele wiele lepiej.
Jak już wspomniałam, przemyślę to w przyszłości :)
Szacunek za to opowiadanie i włożony trud.
Dziękuję bardzo, a Tobie szacunek za tak wnikliwy komentarz, pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hej, Finklo!
Cieszę się, że geje przypadli Ci do gustu :) I że forma epistolarna wyszła całkiem dobrze, mimo że nie byłam pewna, jak to ostatecznie wyjdzie.
Czy ludzie w piętnastym wieku nosili gacie? A jeśli tak, to czy ta nowinka była znana w Polsce?
Tak, sprawdzałam specjalnie i według internetów już to słowo istniało w XV wieku w Polsce.
damy wplotły w nie różane wstążki, perły czy złote siatki.
A nie różne?
Nie, chodziło mi o kolor różany, bo chyba nie mówiło się “różowy”.
Dwaj młodzianie, odziani w obcisłe nogawice koloru czerwieni oraz gorsząco krótki dublet sięgający ledwie bioder,
Jeden dublet na dwóch?
Biedni byli :P
Już poprawiam.
przechodząc przez gęsty las jałowców afrykańskich do naszych uszu dobiegały często dziwne dźwięki.
W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to dźwięki szły przez las.
Poprawiłam:
→ z gęstwiny drzew jałowców afrykańskich dobiegały do naszych uszu osobliwe dźwięki.
Teraz lepiej?
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Nie, HollyHell91, tak mi się powiedziało. Może być jeden zgon, albo tak zwane pozgonie ;)
No to uff.
Chociaż jakieś masowe dobijanie się do wrót niebieskich też byłoby ok.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Byle trup sypał się gęsto.
Yyy, a to jest obowiązkowe?
Czyli to nie chodzi o przedstawienie własnej wizji tego, co się dzieje po śmierci? Bo tak na początku zrozumiałam.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
No bo: spłoszona siedziała, zdenerwowana, rozglądała się, potem tak nietypowo zgodziła na szybki wyjazd (co zdumiało samego Stanisława), zachowanie podczas długiej podróży też wydawało mi się mocno podejrzane, brak np. mowy o jej ciągłych, żarliwych modlitwach, w dodatku nader często była mowa o tym dziewictwie – koniecznym do zdobycia rogu jednorożca. :) Zaczęłam więc podejrzewać, że ona nie jest żadną zakonnicą. :)
A rozumiem :) Była, ale nie z własnej woli, więc to by pasowało, że nie jest tak pobożna, jakby tego można było wymagać od zakonnicy.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Dzięki raz jeszcze! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
SNDWLKR,
Rozumiem, wydaje mi się jednak, że spokojnie mogę zostawić tę chorobę, bo pojawia się coraz więcej hipotez przemawiających za tym, że kiła panoszyła się po Europie jeszcze zanim Kolumb ją przytargał z Ameryki, tylko nie była jeszcze aż tak powszechna.
No witam moją Beta Besti!
UWAGA SPOILERY :D
:D
Podobało mi się, że chociaż nie pokazujesz listów Jana, to przez krótkie wstawki Stanisława bez problemu domyślamy się ich treści.
Przyznam się, że do tej formy i pomysłu, by nie pokazywać odpowiedzi odbiorcy listów zainspirował mnie adam_c4, którego niestety już dawno nie widziałam na Portalu. Jego “Trzecia noga” zrobiła na mnie ogromne wrażenie, do dzisiaj pamiętam ten tekst i wtedy zamarzyłam, żeby też w takiej formie napisać opowiadanie. Także, adamie_c4, gdziekolwiek jesteś – dziękuję za inspirację!
Do tego stworzyłaś bardzo ładne opisy zwiedzanych przez Stanisława miejsc i faktycznie ma się poczucie towarzyszenia mu w tej podróży.
Niezmiernie mnie cieszy ta uwaga, bo chyba nad tym aspektem pracowałam najciężej.
Ewidentnie widzę myśl przewodnią, puentę i co autor miał na myśli.
Stanisław dla miłości rzucił się w podróż przez pół świata, szukając jednorożców (co w sumie może symbolizować coś nieuchwytnego i nierzeczywistego), trzymał się ostatniej nadziei, tylko po to by ostatecznie i tak wszystko stracić. Przez swoją szaloną podróż nie pożegnał się z ukochanym.
Amen :) O to chodzi, nie ma co się doszukiwać nie wiadomo czego, to dość prosta i smutna historia.
I jeszcze kilka słów o Sigridzie. To bardzo tragiczna postać i choć jest gdzieś w tle, to się o niej nie zapomina. To, że mówi niewiele, podkreśla traumę, w której się pogrążyła po strasznych doświadczeniach. I bardzo pasuje mi to do tej postaci. A szczególnie tragiczne jest to, że dopiero po śmierci przestała być “bezużyteczna”
Tak, nawet Stanisław wspominał, że jest małomówna, co jest zrozumiałe ze względu na rany zadane jej duszy i ciału, i to jeszcze świeże.
Zresztą, narratorem w listach jest Stanisław. Jak sam przyznał nie znał się szczególnie na kobietach, więc to, że poświęca jej zbyt wiele miejsca w swoich wywodach pokazuje, że w kontaktach z nią był raczej… gapowaty.
Chyba zjadłaś “nie”, ale łatwo się domyślić, co masz na myśli :) Haha, fajny gif!
Ogółem czytałam z przyjemnością!
Klikam i pozdrawiam!
Dziękuję serdecznie, jesteś najlepsza! 
I jest mój ulubieniec, Pan Rzep! 
Wrócę z szerszym przemyśleniem, pieczołowicie ewoluującym na becie.
Oouu :)
Zostawię tu jeno gratulacje za udźwignięcie naprawdę trudnej formy. Dawno nie czytałem tak dobrej formy epistolarnej.

I’ll be back.
Czekam, nie uciekam :)
Zakapiorze,
przeczytałam jeszcze raz i tak, masz rację, to ja źle zrozumiałam :P Zmyliło mnie pierwsze zdanie, że miałeś podobne odczucia do Marzana.
Dzięki Ci jeszcze raz!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
No nic, wciąż na leżąco, ale odpowiadam :)
Zakapiorze,
to ciekawe, że mimo męczenia się z tekstem łyknąłeś go całego naraz! Nie wiedziałam, że tak można, ale to miłe :)
Co do niedosytu i brakującej puenty – cóż, każdy miłość rozumie inaczej, więc może dlatego.
Jana poznajemy właściwie tylko z tej strony, że jest niemiły i opryskliwy
Ahah! Koleś umiera i jest zazdrosny :P (nie, nie bawi mnie to, że umiera)
Dodawszy do tego fakt, że misja ratunkowa sprawia wrażenie mrzonki i fanaberii (nie mamy powodu oczekiwać, że sprokurowane medicamentum będzie szczególnie skuteczne), widzimy, że ciężko od czytelnika oczekiwać, by szczególnie mocno trzymał kciuki za jej powodzenie.
A to już zależy od czytelnika, czy chce odpowiednio głęboko się zanurzyć w tym świecie.
Jest tu jakaś myśl o trudnej sytuacji gejów i niewiast w przedstawionym okresie, ale jeśli to miało być osią fabularną, to zdecydowanie nie zostało to dociągnięte – obiektywnie tekst jest o czym innym.
Tak, tekst jest o czymś innym, trudna sytuacja gejów i niewiast jest dodatkiem.
Możliwe, że to ja zawiodłem jako czytelnik i coś oczywistego mi umyka – many such cases. Ciekaw jestem, co tu powiedzą portalowi spece od metafor i interpretacji. A wiem, że przyjdą xd
XD
Pozdrawiam i klik
Dziękuję serdecznie :) I chyba klik Ci uciekł, ale co to za różnica przy tym opowiadaniu 
Stanowczo odmawiam nazywania mnie bezrozumnym bękartem
On nie odmawia, tylko się sprzeciwia. Chyba że to jakiś archaismus?
A to nie istniało słowo “odmawiam” w XV wieku?
jedna z nielicznych odwiedzających
Hmmm, czy wiedeńska zakonnica modląca się w wiedeńskim kościele to "odwiedzająca"? Turysta w jakimś historycznym kościele, prędzej. Tu bym raczej dał "wierna" albo cuś.
A może jedna z nielicznych przebywających?
łamaną niemczyznę, którą nabyłem
“Której” nabyłem, raczej. Tak jak: "nabyć doświadczenia", nie "nabyć doświadczenie".
Racja.
I to wszystko powstało ręką człowieka
Hm. Stworzone ręką? Chyba że znowu archaizm, którego ja nie znam.
Nie wiem też :O
Dziękuję za szczegółowy komentarz, pozdrawiam!
droga bruce!
Jakże się cieszę, że Cię widzę :)
Główna wieża chyba sięga do samego nieba, a wewnątrz jest tak pięknie, że człowiek nie ma ochoty wychodzić. – tytułem wtrącenia: warto wspomnieć, że w latach, w których toczy się akcja, katedra była ciągle w budowie i części wież jeszcze nie skończono.
Chyba to sprawdzałam, ale możliwe, że w ferworze pisania coś mi umknęło.
W pierwszej ławie, tuż przed wspaniałym ołtarzem Fryderyka, modliła się młoda niewiasta. – nie znam się za dobrze na historii architektury, ale – o ile dobrze widzę w necie – Wikipedia podaje, że ten ołtarz został zbudowany w 1447 r.
Aa, już wiem, co się tu zadziało. Najpierw był inny rok w listach, późniejszy. Potem zauważyłam, że wtrąciłam rozmowy w tawernie o Joannie d’Arc, a Anglicy ją przechwycili w 1430 roku, więc żeby to się zgadzało, zmieniłam też wszystkie daty na ten rok zapominając o ołtarzu Fryderyka.
Chyba wykreślę po prostu ten ołtarz.
podobnie mam z tym ołtarzem w Bazylice św. Marka, czy on na pewno był srebrny?
A ten opis akurat wzięłam z książki, więc tak. Przynajmniej według autora.
I zapomniał, kim właściwie jestem, na Boga? – ostatnie dwa wyrazy są tak dramatyczne, że może dać jeszcze wykrzyknik?
A to tak można? Wydaje mi się, że kiedyś użyłam tego zapisu i ktoś mi zwrócił uwagę, że tak się nie robi.
Jeśli od komisji lekarskiej usłyszę, że noszę znamiona gniewu bożego czy pudendagry, to chyba umrę z rozpaczy. – mam pewną wątpliwość, czy nie wielką literą (?)
Według licznych ksiąg, które wertowałam, z małej.
Wśród instrumentów rozpoznałem portatyw i rebek. – czy celowo pisane przez „k”?
Tak, to też z książki.
Tym bardziej (przecinek?) że uciekła z klasztoru, więc nie miało to żadnego znaczenia. – wtrącenie: już w świątyni, kiedy była spłoszona, miałam wątpliwości, czy to aby na pewno jest zakonnica i teraz się one pogłębiły… :))
A dlaczegóż to?
Los, Bóg, cokolwiek, co włada Ziemią i Niebem, dał mi wyraźny znak, że mam się nie poddawać. – mam wątpliwość, czy to ma być wielkimi literami (?)
Wydaje mi się, że jeśli to są odniesienia biblijne, to tak.
To prawdziwy raj dla handlowców i turystów! – wyraz pada jeszcze raz, ale czy jest odpowiedni dla epoki?
Racja, zmieniłam na pielgrzymów.
Tym bardziej (przecinek?) że wśród drzew widywałem co jakiś czas wielkie ślepia, przypominające ludzkie…
Tym bardziej że to spójnik, więc nie ma tam przecinka.
Dziękuję za szczegółową łapankę, pozostałe uwagi również uwzględnione :)
Nie mogłam nie doczytać, bo to niezwykle oryginalny pomysł. :) Mnóstwo niespodziewanych zdarzeń, zaskakujące zwroty akcji oraz stylizacja języka ogromnie przypadły mi do gustu. :) Świetny pomysł na świat fantasy, brawa! :)
Cieszę się bardzo :)
Targana emocjami, ciągle mając przed oczami te wszystkie ich zmagania, po namyśle, popieram Hesketa.
Powodzenia, Holly!
Dziękować!
betweenthelines,
Bardzo mnie cieszy Twój komentarz! Nie tylko dlatego, że jest pozytywny 
Piszesz konkretnie, umiesz wymienić i zargumentować to, co Ci się podobało, a to się bardzo chwali.
Cieszę się, że Stanisław i jego relacja z Janem oraz raportowanie podróży wypadły naturalnie.
A końcówka? Powiem szczerze, że zrobiło mi się autentycznie przykro. Przez cały tekst człowiek ma nadzieję, że Stanisław jednak zdąży do Jana, że po tym wszystkim będzie jakieś światło na końcu tunelu, a potem przychodzi ten ostatni list i nagle zaczyna się podejrzewać, że cena za tę całą wyprawę mogła być znacznie wyższa, niż Stanisław przypuszczał.
I o to chodzi! Miałam nadzieję, że ktoś tak zareaguje no i jesteś! 
Jan przez chorobę, Stanisław przez to, kogo kocha, Sigrida przez krzywdę, której doznała. Dlatego ta historia działa emocjonalnie dużo mocniej.
Bardzo trafna obserwacja i cieszę się, że to zauważyłaś.
Podsumowując, historia wciągała mnie z każdym kolejnym zdaniem i cały czas chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.
Jednego męczy, drugiego wciąga :)
Pozdrawiam serdecznie, wielkie dzięki!
Heskecie,
miło Cię widzieć!
Dziękuję za te miłe słowa :)
Brakowało mi trochę więcej wzmianek o Sigridzie, dialogów, w których występowałaby.
Też miałam ten dylemat, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie będę z niej robić równoprawnej ze Stanisławem postaci, bo opowiadanie będzie miało wtedy już chyba z 60 tys. znaków.
I zgłaszam do piórka.
O żesz! Bardzo mi miło.
Pozdrawiam również serdecznie!
Szanowny SNDWLKR!
Tekst jest dość długi, więc na razie tylko go przeskanowałem, ale jutro czeka mnie dwugodzinna jazda pociągiem, więc całość postaram się przeczytać tam.
Oczywiście, życzę miłej lektury i jazdy pociągiem!
Na razie widzę jeden anachronizm, niestety chyba dość istotny z punktu widzenia fabuły – Europejczyk żyjący w pierwszej połowie XV w. nie mógł mieć kiły, bo ta choroba została przywleczona z Nowego Świata. Jeśli się mylę, może ktoś lepiej obeznany w historii medycyny mnie poprawi.
A ja dokopałam się do artykułów, w których mowa, że wbrew powszechnej opinii kiła dotarła już wcześniej…
Trzymaj się.
Ty również, do zobaczenia!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jeszcze nie doszłam do Twojego, więc jak przeczytam, to pewnie bardziej zrozumiem ;) W sensie, że za mało zostawiłam domysłom czytelnika? Hm, pewnie masz rację. Może uda mi się poprawić :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, już dziś jakości Twoich tekstów nie komentuję, ale możesz wymyślić dla mnie pokutę za tamten komentarz – coś, co Cię podniesie na duchu :P
To może jutro. Czy jest tak źle, że już mam NIC kompletnie nie pisać?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bardzie, szczerze mówiąc, nie zrozumiałam Twojego fragmentu :P To było mieszkanie, do którego bohater się włamał? Czy może śledzi kogoś ze swojego mieszkania?
Heskecie,
Na ścianie portrety dziwne portrety.
Hę? Chyba brakuje tam przecinka?
Czyli bohater jest Królewną Śnieżką? Nieźle :)
Grzesiek_W,
kasety z tytułami po niemiecku mnie rozbawiły haha :P to już wiemy dużo o właścicielu mieszkania :)
Końcówka mnie pokonała, biurokracja, bleee!
Do reszty odniosę się wkrótce :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Najpierw naskrobię coś swojego, bez czytania komentarzy, by się nie sugerować, a potem do nich zaglądnę:
Matko Przenajświętsza, co za bałagan!
Tylu butów rozrzuconych w korytarzu nigdy nie widziałam. Przeważają głównie czerwone szpilki o niebotycznie wysokich obcasach. Już wiem, że właścicielka mieszkania feministką raczej nie jest.
Szukam salonu lub czegoś, co przypomina gabinet. Wspaniale byłoby znaleźć laptop. Albo dwa…
Staję w pierwszych drzwiach i zastygam. Znajdującej się pod oknem kanapy prawie nie widać, tak obficie jest zasypana ciuchami. Mebel wygląda, jakby wybuchła na niej cekinowa bomba – trudno dopatrzyć się jakiejkolwiek części garderoby pozbawionej tych ozdobników. Stojące obok biurko również zmieniło swoje przeznaczenie i przeistoczyło się w dodatkową szafę. Czarna lampka z IKEI została zapędzona w róg przez licznych intruzów w formie tuszu do rzęs, eyelinera, podkładu czy też biżuterii w postaci grubych, pozłacanych łańcuchów.
Ktoś tu bardzo dba o swój wygląd. Szkoda, że nie dba też o wygląd mieszkania… Byłoby łatwiej znaleźć mi coś, co nadaje się do opchnięcia w lombardzie.
Spoglądam w lewą, niezbadaną jeszcze przeze mnie stronę i znajduję ogromny regał, idealnie wypełniający ścianę. Oprócz uschniętych kwiatków i ramek ze zdjęciami, zostały wyeksponowane nawet jakieś książki. Podchodzę bliżej, by tylko utwierdzić się w pierwszym wrażeniu, jakie wyrobiłam sobie o właścicielce. Ile ta dziewczyna ma lat? Raczej mieszka sama, więc nie może być nastolatką. A jednocześnie wystawiła na pokaz całą sagę Zmierzchu, jakby było się czym chwalić. “Patrzcie, czytam! Co prawda jakąś fekaliadę, ale czytam…”
Skanuję wzrokiem kolejne półki i zatrzymuję się na zdjęciu przedstawiającym dwie młode dziewczyny. Obejmują się, obie pokazują dłonie w geście symbolizującym wiktorię, solidarność, czy cokolwiek, co teraz ten gest w zetkowym świecie znaczy. Może oświadczają, ile mentalnie mają lat. Obie są skąpo ubrane, nie pozostawiły wyobraźni zbyt wiele pola do popisu. Jedna z nich ma na sobie małą czarną, ledwo zasłaniającą tyłek, a druga swoją cekinową sukienką musiała zawstydzić nawet flesz aparatu. To pewnie ona, właścicielka mieszkania. Przybliżam zdjęcie do siebie.
Liczne zmarszczki na twarzy i kobiece kształty sugerują, że trochę życia ma już za sobą, choć jest zadbana. Tylko te usta niepotrzebnie nadmuchane. Gdyby nie to, byłaby naprawdę ładna.
Odkładam ramkę na półkę. Taka stara baba, a nastolatkę udaje. Wstyd.
Spojrzeniem napotykam się na pudełko, którego przeznaczenia nie umiem rozpoznać od razu. Otwieram je. Wnętrze zaskakuje: armia prezerwatyw czeka w gotowości, by chronić właścicielkę przed niechcianą ciążą i chorobami. Ilość sugeruje, że kobieta robi to często. Co za puszczalska zdzira.
Gdzie jest ten cholerny laptop? Przecież musi go mieć, nawet zdziry potrzebują komputera.
Podchodzę do kanapy i przekopuję się przez cekinowe wysypisko. Jest! Lenovo, wygląda na całkiem nowe, powierzchnia nawet nie jest porysowana.
Otwieram pokrywę, by sprawdzić dla pewności, czy sprzęt w ogóle działa. Pojawia się okno logowania, to dobrze. Jakie może być hasło? 12345. Ha, weszło. Ale z niej idiotka. Do tego jeszcze puszczalska.
Moim oczom ukazuje się dokument w formacie PDF. Przez chwilę nie rozumiem, na co patrzę.
Zuzanna Melańska, 42 lata. Na dole jakaś pieczątka. Po środku opis.
• Rozpoznanie zasadnicze: Glejak wielopostaciowy (Glioblastoma), IV stopień w skali WHO.
• Lokalizacja guza: płat czołowy prawy.
• Kod ICD-10: C71.9 Nowotwór złośliwy mózgu, nieoperacyjny.
Nie mogę się ruszyć. Przez dłuższą chwilę widzę tylko ekran i ten dokument.
W końcu zamykam pokrywę i odkładam laptopa na bok.
Wstaję z kanapy i automatycznymi ruchami zasypuję z powrotem komputer pozostałościami po cekinowej bombie.
Odechciało mi się kraść cokolwiek. Los już jej ukradł życie, nie muszę dokładać swojej cegiełki.
Wychodzę z mieszkania, zamykam delikatnie drzwi, schodzę powoli po schodach.
Mam nadzieję, że dziś się będziesz dobrze bawić, Zuzanno. Naprawdę mam taką nadzieję…
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Po pierwsze nie odpuszczaj. Jak spadłaś z konia, wsiądź jeszcze raz.
Wsiadłam po “Ale zbaw nas ode złego”, które też nie spotkało się z zachwytem. A upadać trzeci raz już nie mam ochoty :P Chyba że po dłuższej przerwie, muszę zebrać siły.
Holly, opowiadanie jest jak relacja z czytelnikiem. Wystarczy jedno fałszywe słowo, a staniesz się w jego oczach graczem, nie partnerem. Chcę widzieć w tym, co piszesz, czarodziejkę, nie iluzjonistkę.
To jest tak mądre, że może za kilka lat zrozumiem :P
Boli jeszcze? Czy już przyprowadzić konia? :P
Ano boli i poboli trochę.
Jeszcze za wcześnie, poleżę tu sobie 
Zresztą Bruce się podobało, posłuchaj też innych!
A bruce jest kochana po prostu, zawsze była 
Odniosę się do Twoich uwag, bruce, jak będę miała kilka chwil więcej, dziękuję za tak szczegółową łapankę!
A, no i oczywiście do uwag Zakapiora :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Czy są widoki na przedłużenie terminu?

Dosłownie wczoraj późnym wieczorem ogłoszono konkurs XD
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry!
La Catrina dryfuje przez przestrzeń
Aliteracja.
A może: w przestrzeni? Choć to też nie jest idealna poprawka…
Wysoka i elegancka
Już mamy to drugi raz. Byłabym ostrożna z tymi powtórzeniami, tym bardziej że każdy akapit kończy się tak samo.
a jej suknia szeleści w rytm przekładanych woreczków ze śmiercią.
Mmmm, wybrzmiało trochę niezgrabnie.
Na próżno też w nim szukać władzy
→ Próżno też szukać w nim władzy
Tak moi zdaniem brzmi lepiej.
Do czegoś trzeba się przyczepić, żebyś nie obrósł w piórka za bardzo (choć chyba już jest za późno, bo tych Piórek trochę już masz XD), bo zaraz zamierzam Ci przyłożyć potężnym komplementem.
Po pierwsze: powtarzalność. Każda scena kończy się tak samo: powiedzeniem Polvo eres i zapachem nagietków. Domyślam się, że był to celowy zabieg, ale mnie odrobinę irytował.
Po drugie: znikoma fabuła. W sumie niewiele się tu dzieje, skupiłeś się bardziej na stylizacji, zakrawającej o poezję, ale skłamałabym twierdząc, że mnie się to nie podoba. Choć teraz się zastanawiam, czy bardziej skomplikowana fabuła jest tu pożądana? Toć to miniaturka, przypowieść.
I teraz czas na uderzenie:
Jestem zachwycona, nie tylko tekstem, ale też drogą, jaką przebyłeś. Sobota bez robota została opublikowana całkiem niedawno, a zauważam ogromną przepaść między tamtym opowiadaniem a tym. Tempo, w jakim rozwijasz swój warsztat, jest niezmiernie rzadko spotykane i zasługuje na podziw. Jest to zasługa nie tyle talentu, co Twojej pracowitości. Chylę czoła!
Dziękuję za satysfakcjonującą lekturę i pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Czy będzie oficjalny wątek, gdzie można podpisać petycję, żeby jury napisało o wujku nawiedzającym kurnik, w którym kury tańczą sambę? XD
Taaak, proszę! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Drogi marzanie!
wielkie pustki w mym sercu uczyniłeś komentarzem swoim…
Żebyś nie zakrztusiła się kawą z rana
Za późno 
Niefortunne stylistycznie zderzenie tego, co pomaga mu podróżować (rzemiosło) i niedogodności podróży. Wrzuciłbym kowalstwo na koniec akapitu, a nie mieszał go z opłatami a pierdzeniem. Wiąże się z opłatami, ale przy czytaniu nie brzmi to dobrze.
No tak, tylko było mi to potrzebne akurat tam, bo wspomina o wysokich opłatach za wszystko. Jeszcze się zastanowię nad tym.
A oni z Norwegii są, że widują codziennie olbrzymy i mają skalę porównawczą? W Polsce to raczej drzewa, albo znany obiekt z miasta, gdzie mieszkali, nie olbrzym.
A bestiariusze, które czytał?
Twarz jej cechowały młode rysy, niemal dziecięce.
Niezręczne okrutnie, jak olbrzym w składzie porcelany
Nie rozumiem, dlaczego. Jakiś przykład? Bo ja tego nie widzę, serio.
Bo mają one nad nimi władzę, a ich duma nie może tej myśli znieść.
Warto zmienić na męska duma – inaczej czytelnik się gubi
Racja.
. W młodym wieku matka Sigridy została wydana za kowala, co prawda majętnego, ale niestety tak skorego do picia jak i do pracy.
Ejże, on jest kowalem, to nie wywołuje traumy u Sigridy? Czy wplatasz tu wątek szukania mężczyzn podobnych do ojca?
Nope, no daddy issues.
Ona nie wiedziała, że jest kowalem, zanim wyruszyła z nim w podróż. Wystarczyło dla niej, że jest innej orientacji i to pozwoliło jej się poczuć bezpiecznie. Ma to sens, gdy się weźmie pod uwagę, co dosłownie chwilę przed przeżyła.
Zaczyna mnie irytować Twoje podejście z tym odpuszczaniem
Wtedy odpuszczano winy, nie sobie. Brak stylizacji to jedno, a wplatanie współczesnych potocznych zwrotów w tym stylu to inna bajka, drażni.
Hm, racja. A z tą rezygnacją? poddawaniem się?
Wstał i poprawił swoją koszulę już z jednym ramieniem.
Niezgrabnie brzmi
A tak jest nieco lepiej?
→ Wstał i poprawił swoją koszulę, już z tylko jednym ramieniem.
“świże gówno brał w zęby”
To w końcu stylizacja jest czy jej nie ma? Bo to “świże” bardziej razi niż pomaga
Racja, zmienię po prostu na świeże.
Zupełne pomieszanie epok. Anglicy podróżowali tam z pielgrzymkami do Ziemi Świętej i piramidy mieli gdzieś. Nie zapuszczali się głębiej, poza podróżami wzdłuż Nilu. Epoka angielskich odkrywców podróżników w hełmach korkowych to nie 1430. Tutaj zupełnie wypadłem z wątku,
Hm, no ja z jednej z książek, którą się posiłkowałam, wywnioskowałam coś innego. Na pewno nie rzuciłam tymi Anglikami przypadkiem.
na dziwny las, przypominający dżunglę
Nie znano tego słowa, nie było takiego odniesienia/porównania
Też się nad tym słowem zastanawiałam. Może puszcza?
Ok, poprawki wprowadzone.
Szanuję, że nie zedytowałeś komentarza, tylko wykreśliłeś okrutny fragment. Nie cofasz się i nie wyrzekasz swoich działań, ale też przemyślałeś sprawę i doszedłeś do wniosku, że mogło to zabrzmieć dość brutalnie.
Jednak kopniak w brzuch został zadany i trochę to potrwa, zanim wstanę i się otrzepię. Na razie leżę.
Cóż, takie życie pisarza. Zresztą, sama wspomniałam w przedmowie, że tekst można przeżuć i wypluć
Miejmy nadzieję, że następnym razem odczujesz nie rozczarowanie a zachwyt. Tym bardziej że raczej już sobie odpuszczę kreację światów średniowiecznych, bo ewidentnie średnio mi to wychodzi.
Mimo boleści w trzewiach pozdrawiam Cię serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Oczywiście, marzanie, choć przeżuwanie na czczo też nie jest wskazane :) Zapraszam po śniadanku ze smaczną, parującą kawusią przed sobą! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ouu jeee, świetny temat!
Może przy okazji sprawię sobie autoterapię :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry,
Pierwotnie pomysł powstał na konkurs roślinkowy, ale wtedy jakoś nie chciał się skleić.
Interesting…
Mąż od zawsze widział w niej, zamiast kobiety, dwie baronie, hrabstwo i tron w Hodden.
Nie rozumiem.
Godecin wyprostowała się jak zając w trawie zaskoczony dźwiękiem rogu.
Haha, świetne!
Godecin, zmuszona, by siedzieć u boku męża, ze wstydu zasłaniała twarz chustą
Zaraz, ona nie została przebita włócznią?
Grot włóczni, drżący tuż przed twarzą – dokładnie w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu kołysały się piersi Godecin – nie wydawał się wzbudzać w nim trwogi.
?
Aaa, czyli ona zdążyła zejść z niego. Ale długo mi to zajęło, więc chyba powinieneś to doprecyzować.
a tryskająca z nosa krew zachlapała marmury.
A nie powinno być w liczbie pojedynczej?
Jeśli pióro brzęknęło o pióro, to tylko przypadkiem, gdy nie zdążył go w porę zabrać.
Jakie pióro? To jakaś część szabli? Próbowałam wygooglać, ale nic konkretnego mi nie pokazało.
– Zabić! Zabić! Nie dajcie mu uciec! – chciał wrzeszczeć, ale zamiast tego padła komenda:
Ten zapis jest trochę mylący, bo czytelnik myśli, że faktycznie ktoś tak krzyczał, a po chwili się okazuje, że jednak nie.
– I po co tak wydziwiasz? – chciał powiedzieć, ale słowa utkwiły mu w gardle, gdy zobaczył wyraz twarzy chłopaka.
To samo, co wcześniej. Nie powiedział tego, a zapis sugeruje inaczej.
Wielu rzeczy nie rozumiem.
Dlaczego demon Ganzo nagle zaczął uczyć Samo sztuk walki. Jaki miał w tym interes?
I dlaczego tak się przejął tym, że ugodził Samo tyczką? I tak się dla niego poświęcił?
I dlaczego nagle Samo okazał się też demonem, w jakim celu to zostało przedstawione?
Co się stało z dziećmi? Czy one też jednak były demonami?
Z drugiej strony Twoja umiejętność tworzenia wiarygodnych postaci i plastyczność opisów nadal wzbudzają mój autentyczny podziw i sprawiają, że opowiadania Twoje czyta się z wielką przyjemnością.
Bez tabelki trudno byłoby mi się zdecydować, jak zagłosować.

4 NIEty i 5 TAKów dają nam TAKa.
Ostatecznie wyszło na TAK, choć miałam trochę wątpliwości.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
O, bardzo ciekawe ćwiczenie :) może coś jutro sknocę ;)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Masz przyjemny głos Staruchu i brzmisz młodo jak na 109 lat ;)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry,
chciałam wytknąć literówki, ale gdy skończyłam czytać, miałam takie: “Aha” 
Nabiłeś mnie w butelkę :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jutro to będą propozycje Bruce :D

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Witaj, Michaelu,
serdecznie miło Cię widzieć pod tym już zapomnianym przez społeczność i świat szorcie! Jak to się stało, jak się tu znalazłeś?

Muszę chyba obejrzeć animacje, którą podałaś w przedmowie.
Tylko ostrzegam, że może wpędzić w depresję na kilka dni albo nawet tygodni. Zależy też od stopnia wrażliwości widza.
Lubię krótkie szorty w których przy małej ilości znaków mamy dużo treści. Ten taki jest.
Taki był cel, więc bardzo się cieszę, że się udało, dziękuję :)
Podobało mi się! Brawa też za tytuł.

Pozdrawiam.
Również. Pozdrawiam.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziękuję, Staruchu, choćby jedna poleci, będzie fajnie :)
Postaram się jutro złapać audycję :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
ok, to zaraz sknocę maila :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bry!
Flow, czyli smutno-kąśliwa historia obyczajowo-fantastyczna z romantycznym zakończeniem
A dostałeś licencję na templatkę tytułów od Cezarego?
Nie lubił, gdy ludzie się na niego gapią.
Niezgodność czasów.
ale znów poczuł się, jak na zebraniu u szefa.
→ ale znów poczuł się jak na zebraniu u szefa.
Kiedy poruszyła ramieniem zauważył,
→ Kiedy poruszyła ramieniem, zauważył,
Cześć, jestem Kasia.
Nie mogę narzekać. Ja to mam żyćko. Praca w biurze, więc ktoś mógłby pomyśleć, że kiepściutko, bo dupę trzeba ruszyć z domu, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię się przejechać na rowerze. A w biurze szybko się uwijam z robotą, więc zostaje mi dużo czasu dla siebie. Szef przez ramię mi nie zagląda, mogę sobie pisać do woli. Jedyne, co mnie niepokoi, to jak ktoś mnie o coś poprosi, gdy złapie mnie flow. Sprawa jest oczywista, jestem w pracy, więc muszę odpowiedzieć od razu i przerwać to, co robię. A bohater tupie nogą wściekły. I potem muszę go jakoś udobruchać. Taki to żywot.
Świetny szorcik, marzanie, podoba mi się ta zmyłka, czy też twist fabularny, miłe zaskoczenie. I fajnie wiedzieć, że nie tylko mnie irytują domowe odgłosy albo to, że akurat pralka skończyła prać i muszę nagle przerwać pisanie i wstać, bo ciuchy zgniją. Grr!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
No jak nie chodzą do pracy skoro nasza bohaterka dosłownie jest w pracy w tym szorcie XD

Zresztą piersi też, bo mam nadzieję, że wyłapałaś, że ona właśnie idzie jej doradzić swoje własne piersi, które również sprzedała, co ma być podwójnym twistem.
Tak, to akurat wyłapałam, proszę Pana :)
O ile byli wystarczająco ładni :D
A no właśnie.
korporacja wyszukiwała dziewczyny naturalne, piękne, młode, i biedne.
Jak Epstein!
Dzięki! Rozpisałem się, ale stwierdziłem, że zadałaś fajne pytania, więc odpowiedziałem szerzej, bo pewnie gdzieś się powtórzą w komentarzach!
Sprytnie, chociaż wątpię, żeby ktoś jeszcze się tak czepiał jak ja :P
(Czyżbym słyszała kroki Tarniny? Nieee, wydawało mi się….)
No cóż, obym nigdy nie dożyła takich czasów!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wiesz, że od teraz będziesz musiała klikać na Bibliotekę? ;-)
A faktycznie, przecież to pierwsze Piórko OldGuard, a ja napisałam gratulacje powtórnie opierzonym :P
Gratulacje dla świeżaka Piórkowego!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Niestety nie udało mi się złapać audycji, bo musiałam awaryjnie jechać do lekarza akurat na 19.00, proszę uwierzyć.
Ale ustawiłam sobie przypomnienie na przyszły czwartek, bo to jest co czwartek, prawda?
A kto powiedział, że aż tak bardzo?
No nikt, ale mam wrażenie, że dzieli nas przepaść intelektualna nie do przekroczenia (oczywiście na Twoją korzyść) 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Gratulacje dla nominowanych i powtórnie opierzonych!
Pozwolę sobie nieśmiało wspomnieć, że największą zaletą nominacji są merytoryczne komentarze Loży. Nieistotne czy głos jest na tak, czy na nie, ale bardzo chciałbym i myślę, że większość również, przeczytać komentarze od wszystkich z Loży. Ale wierzę, że to się zmieni
Ja również, po(m)stowałam o tej kwestii jeszcze zanim byłam w Loży i nadal będę zachęcać pozostałych członków, by wywiązywali się ze swojego obowiązku.
dogsdumpling: 30% (3/10 skomentowanych opowiadań);
A to dobry początek :) Wszyscy bardzo cenimy komentarze dogsdumpling, oby tak dalej!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bry!
W końcu zebrała kwotę, która mogła uratować kobiecie życie.
Szyk:
→ W końcu zebrała kwotę, która mogła kobiecie uratować życie.
a niedowierzanie rozciągnęło powieki.
Mmm… <myśli, ale nic nie może wymyślić>
Białe światło odbijało się od folii polietylenowej
od streczu

których nie było stać, by je zatzrymać.
zatrzymać
Kupowali je od ludzi, których nie było stać, by je zatzrymać.
– Mnie nie było na nią stać.
Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Sprzedaż twarzy jest jedyną opcją na przetrwanie w tym uniwersum? Nie chodzą normalnie do pracy czy coś? W sensie, nie rozumiem, jak ktoś może nie pozwolić sobie na zatrzymanie własnej twarzy? Chyba że Centrum Piękna żerowało wyłącznie na takich ludziach jak Agnieszka, którzy są w trudnej sytuacji życiowej.
Hm. Nie wiem, czy mnie to przekonuje. W sensie, jeśli wróci moda na naturalność, to nie wystarczy po prostu sobie jakoś “odsysnąć” tych botoksów i kwasów z twarzy? :P Nie wiem, nie znam się. Jednak znając historię ludzkości w sumie nie można wykluczyć, że ktoś by na taki pomysł wpadł.
Sprawnie poprowadzony szorcik, to, co miało być pokazane, zostało pokazane, zbędnymi szczegółami nas nie zalewałeś i zdołałeś zmieścić w tym tragedię jednostki. Kliczek się należy.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry :) postanowiłam się zainteresować, co tu knujecie :P
Zaskoczyło mnie, że Tarnina też słucha Lindsey Stirling, no popatrz, czyli jednak tak bardzo się nie różnimy 
Chciałabym się bardziej wkręcić w temat, dlatego aż ustawiłam sobie przypomnienie w telefonie na godz. 19.00 :)
Miłego odsłuchu!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Aaaaaaaaaa…..
Przeczytałam artykuł i drabbelka jeszcze raz :) Przedtem wydawał mi się dobry, ale teraz wydaje mi się genialny! :D
Szkoda, że nie można klikać na drabelki :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wyborny drabble nawiązujący do niedawnych rewelacji :] Śmiechłem podwójnie :]
Doskonały, wręcz fantastyczny pomysł wykorzystujący wypowiedź noblistki. :D
Ojej, to ja nic nie wiem, wytłumaczy mi ktoś? Bardzo rzadko śledzę wiadomości, bo wpływa to fatalnie na moje zdrowie psychiczne.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry, Alicjo!
Wyraźnie nie miał ochoty wracać.
Aliteracja.
Może by skrócić:
→ Nie miał ochoty wracać.
przybierając stopniowo formę kuli cienia.
?
Wreszcie po wielu dniach totalnej posuchy pojawiła się szansa na ukończenie kolejnego rozdziału książki.
Nie dawałabym totalnej posuchy kursywą, skoro wcześniej już zdecydowałaś oznaczać w ten sposób myśli bohaterki. Ewentualnie możesz to dać w cudzysłów albo zdecydować się na mniej potoczne określenie:
→ Wreszcie po wieku dniach niemocy pisarskiej pojawiła się szansa na ukończenie kolejnego rozdziału książki.
Ach, gdyby mieć taką moc! Świat byłby o wiele piękniejszy.
Pofantazjować można :)
Podobają mi się krótkie, ale ożywiające szorta opisy takie jak:
Jaskrawe styczniowe słońce zaglądało przez przeszklone drzwi tarasowe.
Przez uchylone drzwi wdarło się do przedpokoju mroźne, ostre powietrze.
W ogóle ten fragment:
Usiedliśmy w salonie. Jaskrawe styczniowe słońce zaglądało przez przeszklone drzwi tarasowe. Zrobiłam herbatę. Aspirant Kowalski posłodził trzy czubate łyżeczki, liczyłam w myślach, jedna, druga, trzecia. Potem zaczął mieszać, z uwagą śledząc wirujący po powierzchni płynu plasterek cytryny. Był tak na nim skoncentrowany, jakby ten plasterek awansował nagle do rangi najważniejszego na świecie, jakby stanowił pępek wszechświata. Milczeliśmy. Zaczynało to być irytujące.
buduje w zadowalający sposób zawieszenie niewiary.
Satysfakcjonuje mnie ta mieszanka “Zbrodni i kary” z “Death notem” :)
Leci kliczek. Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hallo, Alte Wächterin!
Wiem, że uwielbiasz, gdy Cię tak nazywam :)
Koty fajnie, a co z pieskami?
I czemu akurat E.T. tworzy świat? Ale dobrze, że nie Bóg :P
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Daj mi dłoń,
Tak daleko port.
Gdzie dziś dom?
Gdzie ulica słoooooońc….
Aleją gwiazd!
Aleją Gwiazd biegniemy,
Bóóóóóóg drogę znaaa…
Heh, mam słabość do tej piosenki, niedawno ją nawet śpiewałam na koncercie, zrobiłam się teraz bardzo emocjonalna. Sprytny zabieg! 
Giganci, lamparty, jadowite węże, pasożyty… – w dżungli nieustannie należało się mieć na baczności.
Dziwny zapis.
A nie lepiej tak?
→ Giganci, lamparty, jadowite węże, pasożyty… W dżungli nieustannie należało się mieć na baczności.
Kilka
bowiemmiesięcy temu
Albo:
→ Bowiem kilka miesięcy temu
– Znów dumasz nad swoim życiem, matematyku? – Wera stanęła poniżej, jej głos jak zwykle był ostry.
Kto tak mówi? Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś do kogoś się zwracał, używając nazwy zawodu. Chyba że ironicznie.
Ale najczęściej po prostu wrogów zabijają i grzebią.
Szyk:
→ Ale najczęściej wrogów po prostu zabijają i grzebią.
mówiła potem z uśmiechem (
uśmiechemwystępnym i złośliwym!)
zostawiając z poczuciem krzywdy i zaciśniętymi pięściami.
Zostawiając kogo lub co? Brak dopełnienia.
Mężczyzna zmilczał.
Brzmi nienaturalnie, brak dopełnienia.
Można też napisać zamilkł, które nie wymaga dopełnienia.
Cholerny mięsień biodrowo-lędźwiowy.
Brzmi nienaturalnie, kto tak myśli/mówi? Może jakiś trójboista albo fizjoterapeuta ale matematyk?
może jednak po tej nocy rzadziej będą się ścierać… w dzień.

Marek miał nadzieję, że żaden nie przetrącił sobie karku
Zjedzona kropka, om nom nom.
Poleciała na ziemię z rozoranym
pazuremrękawem.
Za długo brzmi to zdanie i nierytmicznie, wiemy też już, że giganci mają pazury.
– Czego chcesz od Goldy? Facet robi, co robi, dla pieniędzy, zupełnie tak jak ty – zadrwił Marek. – I oboje dla pieniędzy zabijacie.
– Nie pierdol.
To rzeczywiście nie jest najlepszy moment na stosunek.
Pfff. Tak jakby wykrwawiająca się i pilnie potrzebująca leczenia kobieta nie była wystarczającym kontrargumentem :P
Albo narkotyk, albo amputujemy rękę.
→ Albo narkotyk albo amputujemy rękę.
senator, postać surowa, wykuta z cynizmu i determinacji.
Najssss.
marszczyła brwi, a potem – chociaż dżungla wokół stała w ogniu, choć oboje leżeli potłuczeni i pomimo że czyhali na nich wrogowie – niespodziewanie się rozpromieniła.
– Incredibile, granat! – wykrzyknęła. – Nareszcie! O to chodziło! Od początku wierzyłam, że masz moc.
Nie rozumiem. Myślałam, że rzuciła tym granatem, skoro dżungla płonęła. To od czego w takim razie dżungla zapłonęła?
Zacznę od najpoważniejszego zarzutu: właściwie czemu bohaterowie zginęli w tak bezsensowny sposób?
Czemu matematyk musiał się dostać na drugą stronę? Czy chodziło o przejście w zaświaty? Tak czy siak, brakuje mi trochę tego wyjaśnienia lub chociaż wskazówki. Tam czy siam, zabrakło nieco logiki.
Szkoda też, że fabuła skupiła się na love-hate relationship Marka i Wery oraz na wojnie. Zapachniało trochę melodramatem, mydlaną operą, nie wiem, dla kogo został stworzony wątek tego burzliwego związku. Bardziej jestem ciekawa przeszłości: co się wydarzyło, że miasta i cywilizacja zniknęły? Giganci wtargnęli na te tereny i zniszczyły te miasta? Chociaż określenie tubylcy zaprzeczałoby takiemu wyjaśnieniu…
Wzbudziłeś też apetyt napomknięciem, że giganci posiadają jakąś zaawansowaną technologię, ale też już w to nie brnąłeś. Wielka szkoda.
Niestety w wielu momentach opowiadanie wybrzmiewało dla mnie nienaturalnie, co nie pozwoliło odpowiednio zagłębić się w lekturze i wytrącało z zawieszenia niewiary. Te momenty wyszczególniłam wcześniej.
Tekst mnie nie wciągnął tak, jakbym tego chciała, może dlatego, że nie cierpię tematów wojennych.
Bardzo dobrze operujesz opisami, didaskaliami. Można było autentycznie wyczuć zapach i atmosferę w niektórych momentach.
Podobało mi się też, że wyjaśniłeś, o co ta cała wojna, bo nie zawsze to jest dla pisarzy oczywiste. Często spotykam się z podejściem autorów “domyśl się” albo “co, nie masz wyobraźni”? Lubię wiedzieć, co jest do czego i że cały główny wątek jest po coś. Swoją drogą, bardzo elokwentnie to zabrzmiało, ale mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.
Stworzenie historii alternatywnej do łatwych zadań nie należy, więc czapki z głów za stworzenie ciekawej i przekonującej (z małymi wyjątkami) historii.
.png)
4 TAKi + 5 NIEtów dają nam 1 NIE.
Nie znaczy to, że tekst jest kiepski – jest bardzo dobry, ale nie celujący.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia przy kolejnych tekstach!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry :)
przybywam z oceną Piórkową!

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

wyraźnie zaniepokojone widokiem zwierzęcia.
(…)
Kobieta spojrzała w stronę zwierzęcia, próbując znaleźć odpowiedź.
Można już było tutaj wrócić do ptaka. Zwierzęcia powtórzone wielokrotnie nadaje dziwnego brzmienia i rytmiki opowiadaniu, niekoniecznie w dobrym sensie.
Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej. Trwała w jednym, niekończącym się dniu, jakby świat stanął w miejscu. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała mamę i gdzie właściwie jest.
To trasa ma mamę?
a tafla wody, pozostała nienaturalnie spokojna.
→ a tafla wody pozostała nienaturalnie spokojna.
Spojrzenie trwało nieprzerwanie.
Hm… A może:
→ Zwierzę nie zareagowało, nie odwróciło wzroku.
→ Wbiło spojrzenie w dziewczynkę.
– Gdzie jest mama? – rzekła łkającym głosem.
Albo prościej: załkała.
Świat był zabawą bez końca.
Nie wiem, co to znaczy. Już bardziej by pasowało, że życie jest zabawą bez końca. A świat może być polem do zabaw czy coś.
– Tylko tutaj! – odpowiedziała córka, choć głos zanikał w przestrzeni.
→ – Tylko tutaj! – jej głos wybrzmiał już z daleka.
Mam wrażenie, że tu znów jest sytuacja podobna do “Kołysanki strażniczki”. Że to jest tekst dla rodziców. Bo takiej bezdzietnej lambadziary jak ja tekst nie przekonał.
Nie podoba mi się, że tekst jest naszpikowany pompatycznością i poezją (choć zazwyczaj lubię taki styl), ale akurat tutaj te elementy moim zdaniem nie pasują. Mam wrażenie, że ta poetyckość nie wypadła tutaj naturalnie, że próbujesz nadać powagi opowiadaniu nieco na siłę.
I co z tym brokatowym deszczem? Po co on był? Może też ma to jakieś znaczenie symboliczne, którego oczywiście nie wyłapałam.
Nie wiem, po co ten deszcz, co robi ten staw czy też jezioro, czy to jest jakiś portal do innego świata… nie odczułam więzi matki z córką, ot, jest matka i córka i “czego tu nie rozumiesz”, przecież wiadomo, że matka i córka są blisko ze sobą i to jest straszna tragedia, że matka straciła córkę… Ja tego w ogóle nie czuję. Wolałabym, żeby mi to pokazano, a nie, że ja mam się domyślać, jaka to jest relacja i jaka to jest tragedia.
Nie wiem, czy dobrze rozumiem ten tekst. Jakby w jednym życiu matka z córką normalnie są ze sobą, a w innym życiu już matka ją straciła…?
W sumie niewiele się tu dzieje, tekst bardziej niż akcją stoi emocjami i to takimi, które nie każdy jest w stanie zrozumieć, w tym ja. Mimo że mam bogatą wyobraźnię, jakoś mnie nie przeszyła ta tragedia, nie rozumiem, czemu miałam się tym przejąć.
Nie znaczy to, że tekst jest zły. Tak jak komuś nie podoba się jakaś dobrze wyprodukowana piosenka czy dobrze wyreżyserowany film, bo po prostu emocjonalnie do niego to dzieło nie trafia.
Warsztat masz jak zwykle ładny, przyjemnie się czytało, choć, jak już wspomniałam wcześniej, zapachniało purpurą, ta poetyckość nie została odpowiednio wyważona.
Moim zdaniem na Piórko to trochę za mało, ale życzę powodzenia przy następnych tekstach, mam nadzieję, że się wkrótce zmobilizuję i będę Cię odwiedzać nawet bez nominacji :)
.png)
3 TAKi + 6 NIEtów daje nam NIE.
Mimo to pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia przy kolejnych tekstach! (Może Twoja trzecia nominacja mnie w końcu przekona jak to było w przypadku OldGuard?
)
Serdeczności! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wyjaśnienie, którego szukasz jest w dwóch ostatnich zdaniach tekstu. Ludzkość po porostu jako całość przechodzi przemianę, a bohaterka jest jedną z ostatnich, która się na to nie zdecydowała.
A, to jakoś nie skleiłam tego. Ale to pewnie moja wina, bo jakbyś zaczęła szczegółowo tłumaczyć, to by już ta puenta nie wybrzmiała tak efektownie.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry,
Jakby chciała przewiercić się wzrokiem przez wszystkie warstwy
→ Jakby chciała przewiercić wzrokiem wszystkie warstwy
Człowiek będzie przecież zawsze szukał człowieka w człowieku.
Jak dla mnie za dużo tych człowieków.
→ Przecież zawsze szukamy człowieka w człowieku.
Spojrzał tak syntetycznie, obco.
Bezmimicznie.
Jak dla mnie zbędne. I nie jestem też pewna, czy w ogóle można spojrzeć bezmimicznie.
Przejmujący tekst, ładna miniaturka.
Zabrakło mi jednak trochę wyjaśnienia albo chociaż malutkiej podpowiedzi, dlaczego Michał musiał przejść taką transformację – czy miał taką możliwość po prostu czy był po wypadku czy coś. Bez tego naprowadzenia nie odczuwam tak bardzo tej tragedii jak powinnam.
.png)
3 TAKi i 6 NIEtów dają NIE.
Niemniej pozdrawiam serdecznie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Twoja historia jest fascynująca!
Zazdroszczę Ci doświadczenia i współpracy z różnymi zespołami, to musiało być wspaniałe.
Ale Ty, Holly, wiesz, jak bardzo muzyka zazdrosna jest o literaturę (wielkie słowo) i jak literatura zazdrosna jest o muzykę.
Ciągle mam nadzieję, że uda mi się to w końcu pogodzić :)
Już wiesz, że kiedyś grałam na skrzypcach i planuję kiedyś do nich wrócić, czekają w szafie na swój wielki come back.
Obecnie spełniam swoje dziecięce marzenia dotyczące śpiewu: przez dwa lata chodziłam do szkoły wokalnej, brałam udział w koncertach organizowanych przez szkołę, mogę się pochwalić, że śpiewałam w Sztuce na miejscu, Nietocie i Prozie. Lekcji już nie kontynuuję, ale można mnie czasem spotkać w jakimś wrocławskim klubie karaoke. Może kiedyś się tam spotkamy? Czy śpiewać akurat nie lubisz? :)
Do tego chciałam jeszcze się nauczyć obsługi Cakewalka, ale na razie skończyło się na instalacji programu :P
Mój plan na razie jest taki, że najpierw ugruntuję sobie pozycję w literaturze i jak już jakieś wydawnictwo mnie zechce i będę miała za sobą, powiedzmy, trzy-cztery wydania książek to zacznę się uczyć produkcji muzyki. Nie wiem, czy to wypali, pewnie coś się zmieni jeszcze po drodze, ale na razie tak to widzę.
Myślę, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Może uda nam się conieco omówić przy wrocławskim piwie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hej, Grześku_W,
niezmiernie mi miło, zapraszam :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Gutyn Morgyn, Michealu,
czy Ty możesz się w końcu uspokoić i nie pisać albo pisać gorzej? Jak widzę Twoje opowiadanie w Poczekalni, to już wiem, że będzie nominowane. Absoluter Wahnsinn.
Głód stał się stałym towarzyszem
Nie brzmi to dobrze.
Może: Głód stał się nieodłącznym towarzyszem
?
Dopiero, gdy pierwsza kropla krwi spadła na ziemię
Dopiero gdy traktujemy jak spójnik złożony, nie stawiamy tam więc przecinka.
https://sjp.pwn.pl/przyklady/dopiero%20gdy.html
→ Dopiero gdy pierwsza kropla krwi spadła na ziemię
– Gdybym dał wam teraz więcej – ciągnął Chrysaim, a jego głos, choć cichy, niósł się po placu z siłą uderzenia dzwonu – nie nasyciłoby to waszego głodu.
Omiótł wzrokiem zebranych, zatrzymując się na twarzach wykrzywionych niecierpliwością.
– Nauczyłoby was to jedynie prosić jeszcze głośniej.

Buddyzm w pigułce. Genialne!
Zamilkł na kilka uderzeń serca
To jest wspaniałe. Nie napisałeś: zamilkł na chwilę, czy na moment czy kilka sekund (co byłoby niepożądane, gdy akcja ma miejsce w starożytności). Do miary czasu użyłeś uderzeń serca.
Dlaczego tak się nad tym rozpływam?
Bo to pokazuje, na jak wysokim poziomie warsztatowym i jak bardzo świadomym pisarzem już jesteś. Nie dość, że precyzyjniej niż zwykłą chwilą określiłeś czas, to jeszcze tym prostym (z pozoru prostym, bo najpierw trzeba na to wpaść) sformułowaniem podbudowałeś napięcie. Chapeau bas!
– Samiście słyszeli, co powiedział.
To brzmi dziwnie. Może lepiej:
→ – Sami słyszeliście, co powiedział.
?
Trójka dopadła do progu i zatrzasnęła rygiel.
Wyobraziłam sobie, że zasuwają rygiel, jeszcze będąc na zewnątrz.
Zza ścian wciąż dobiegały uderzenia i wściekłe głosy.
– Wyłaź, Tarin! Podziel się!
– niosło się z placu.
Zbędne, wiemy to.
W chacie nikt nie zapalił ognia. Siedzieli w mroku
Ale w sumie jaki to ma sens? Przecież sąsiedzi i tak wiedzieli, że siedzą w domu ;p
że małe kulki podskoczyły obijając się o siebie
→ że małe kulki podskoczyły, obijając się o siebie
Widząc spokój żony podszedł po swoje złoto.
→ Widząc spokój żony, podszedł po swoje złoto.
Kiedy skończyli, każdy w wiosce trzymał w dłoni jedno złote ziarno.
Nawet oni sami.
?
Jak każdy, to każdy.
Kupowali z namysłem, biorąc tyle, ile było im potrzebne: ziarno na zasiew, suszone mięso i wodę w ciężkich dzbanach, które dawniej wydawały się nieosiągalnym luksusem.
Bardzo ładnie, ale co z tego, skoro nadal trwa susza? Wtedy ziarna na niewiele się zdadzą.
żadna siła nie zdoła go zatrzymać
Zjadłeś kropkę.

Podszedł do Chrysaima i skinął głową z kruchym uśmiechem.
Jaki to jest kruchy uśmiech?
– To nie ja żądam ofiary – powiedział cicho, tak by słyszeli go wszyscy.
Trochę to się gryzie.
→ – To nie ja żądam ofiary – powiedział cicho, ale tak, by słyszeli go wszyscy.
Scena, w której mieszkańcy wioski nie dowierzają Chrysaimowi, że woda jest w studni, jest dla mnie trochę nielogiczna. Moim zdaniem nie mają podstaw, by jeszcze w niego wątpić. Gdyby człowiek, który codziennie daje złoto upuszczając krew i ożywił przed chwilą chłopaka, powiedział mi, że w studni jest woda, to bez gadania bym po prostu poszła to sprawdzić, nie kłóciłabym się z nim.
– Była tam, odkąd się pojawiłem – rzucił cicho. – Tylko przestaliście patrzeć.
I to też jest dziwne, że przez tyle czasu nikt nie sprawdził, czy może Chrysaim “ożywił” studnię.
a każdy płytki oddech zdawał się
byćtym ostatnim.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wydawac-sie-zdawac-sie;18243.html
– Więc chcesz handlować sobą, żeby nie musieć żyć w rozpaczy? – Chrysaim pokręcił głową. – To nie jest poświęcenie. To ucieczka przed bólem.
A zmęczony starzec, który oddał wcześniej życie chłopcu? Też można powiedzieć, że to nie było poświęcenie, bo i tak był na skraju śmierci i zmęczony pracą.
nikt nie musiał wydawać rozkazów, by zapanowała pełna grozy uległość
Uległość nie może być pełna grozy.
→ Ludzie instynktownie schodzili im z drogi – groza wisząca w powietrzu zmuszała ich do uległości.
Nadal to nie jest idealne zdanie, ale nic lepszego mi nie przychodzi do głowy.
Sera znalazła rozwścieczone spojrzenie Voriana, który prowadził orszak.
Na samym końcu jechał on.
Mylące. Dopiero kilka zdań później dowiaduję się, że chodzi o cesarza.
Tylko bezdenna, przerażająca wiedza o tym, co za chwilę się wydarzy.
→ Tylko bezdenna, przerażająca świadomość tego, co za chwilę się wydarzy.
Choć dłonie drżały, zaciskała rzemienie toreb z bezlitosną pewnością.
Dlaczego bezlitosną?
Miesiące mijały, a niebo pozostawało beznamiętnie błękitne.
Dlaczego beznamiętnie?
nikt nie przyjeżdżał, nikt nie handlował, nikt nie dbał o zapomnianą osadę na skraju świata.
Ale czemu miał ktoś przyjeżdżać? Przecież zawsze i tak musieli chodzić na targ. Nie wspominałeś, że targ jest w osadzie, z wcześniejszych opisów wynikało, że musieli opuszczać wioskę, by dotrzeć na targ.
Na targ ruszali razem.
Gdyby targ był osadzony w wiosce, nie musieliby aż wyruszać. Tak ja to przynajmniej rozumiem.
ani jednej miski ryżu, lub dzbana wody.
→ ani jednej miski ryżu lub dzbana wody.
Jestem pełna podziwu, że z obrazu, na którym z pozoru wiele się nie dzieje, stworzyłeś pełnoprawną, filozoficzną przypowieść.
Dialogi są sprawnie poprowadzone, wiarygodne, a i opisy są niczego sobie (choć czasem przesadzasz z poetyckością, ale nie jest to kłujące w oczy).
Tak jak już wspomniałam wcześniej, było trochę nielogiczności.
Po pierwsze: życie starca okazało się równie warte tyle co młodego chłopca, ale życie Voriana nie było równie warte życia jego żony? Chrysaim nie dokonał zamiany żyć, bo Vorian chciał tylko uciec od bólu. A starzec nie chciał uciec od bólu starych kości i zmęczenia? Wydaje mi się, że poświęcenie Voriana było większe niż starca, który i tak niedługo by umarł, a Vorian miał przed sobą jeszcze jakieś pół życia.
Po drugie: ani razu nie wspomniałeś, że zaczął padać deszcz, więc na co im te ziarna na zasiew? Ciągle było sucho, nie pozwalasz o tym zapomnieć:
Ostrożnie położył kobietę na spieczonej ziemi.
Jego szata była jasna, czysta, zupełnie niepasująca do kurzu i spękanej ziemi.
Ogólnie mi się bardzo podobało, lekturę uważam za satysfakcjonującą.
.png)
4 NIEty i 5 TAKów przechylają szalę na TAK.
Gratuluję wyśmienitego tekstu i widocznego rozwoju warsztatu! Pozdrawiam! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Właśnie o to mi chodziło: częste występy pozwalają na okiełznanie tremy. Sam jestem tego żywym przykładem. Pamiętam, jak paraliżowały mnie kiedyś występy. ;)
A mogę wiedzieć, od ilu lat grasz i występujesz? :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hehhe :P Widzę, że do Ciebie poprawność polityczna nie ma wstępu. Nie mówię, że to źle :D
Tego komentarza nie rozumiem.
To komplement. Nie bawisz się w poprawność polityczną i ja to szanuję, bo ta kwestia strasznie mnie irytuje i bardzo ogranicza, zwłaszcza artystów.
Tytan to nie planeta. Wspomniałem, że Miquel jechał samochodem. Jest to jasne od początku rozdziału i w trakcie. Ale mogłem nie zrozumieć co masz na myśli.
No, księżyc, dobra. Tak, ale nie wspomniałeś, że nie mogą się poruszać po Tytanie.
Zawsze mnie to słowo bawi
A wiesz, jak jest doba po rosyjsku? ;p
Sprawdziłem. Śmiesznie. :)
Forum uczy i bawi, bo sobie sprawdziłam i to słowo już raczej zapamiętam ^^
:D
Myślę, że Twoja wersja jest spoko. Tylko zauważ, że znowu się zatrzymuje, a przecież, jak sama zauważyłaś, już wcześniej się zatrzymał.
Haha, faktycznie, wpadłam w Twoją pułapkę!
Tak, tu moja niedokładnośc. Brawo za dokładne czytanie, bo nikt wcześniej tego nie wytknął. Podobnie jak wcześniejsza uwaga z zatrzymaniem się.
Brawa! 
Czyją szyję? Swoją? Bena?
Bena, myślałem że to jasne z kontekstu.
Wiele rzeczy można wyciągnąć z kontekstu, ale gdy ja tak robiłam, to mnie besztano. Dlatego ja sama teraz besztam, zarazili mnie.
A tu pierwsza uwaga z którą się fundamentalnie nie zgadzam. Oleg nie był głupi. Miquel przez telefon powiedział mu (skłamał), że wetknęli kostkę z powrotem do odwiertu. Oleg pierwsze co zrobił, jak Miquel wrócił na platformę, to kazał mu wyjąć tę kostkę robotem-sondą. Jeżeli tego nie złapałaś, to rzeczywiście, dalsza opowieść trochę nie ma sensu, bo potem Miquel próbował sabotować robota itd.
No ale puścił Miquela, tylko dlatego, że uwierzył Benowi na słowo… Tym bardziej że widział, jak sabotowali z tym robotem. No, nie klei mi się to.
Nie ma czegoś takiego jak prześladowanie na tle rasowym na Marsie za kilkaset lat. ;) Hemmerowi dużo uchodziło na sucho, Srinivasa bał się go, jego zemsty, ludzi takich, jak Oleg. Tolerował jego chamstwo. To nie jest współczesna korporacjz z jej DEI. Chyba, że chcesz wyrazić swoje oburzenie co do tego jaka może być przyszłość (niepoprawna politycznie, itp.)
Gdy to teraz wyjaśniłeś, to może ma to więcej sensu, ale pierwsza reakcja był jaka była.
Przecież Oleg tego właśnie zarządał, tzn. żeby Miquel wyjął obiekt z dna wywiertu
zażądał
Oleg mu uwierzył, nie przypuszczał, że Miquel ma ze sobą kostkę. Nie miał też możliwości tego sprawdzić, bo był w innym miejscu. Dlatego się wkurzył, że Miquel jedzie.
Nadal nie rozumiem, czemu się Oleg wkurzył, że Miquel jedzie, skoro nie wiedział, że ma on przy sobie kostkę. Może to niskie ciśnienie, może to niskie IQ.
Oleg udał się jak najszybciej na platformę, żeby osobiście przejąć kostkę. Miał czekać w Hubie aż mu Miquel i Ben go przywiozą?
No tak. Mógłby im zagrozić, że ich zabije czy coś, jak mu nie dostarczą kostki w ciągu 48 godzin czy ile tam trwają doby na Tytanie. W sensie, jak ja bym była złoczyńcą, to bym tak zrobiła. Ale możliwe też, że byłabym kiepskim złoczyńcą.
Artefakt to nie cenny metal, to coś zrobionego. Taki mały hint w tytule opowiadania. ;)
No, użyłam skrótu myślowego. Chodzi mi ogólnie o odkrycie jakiegoś fantastycznego znaleziska na planecie.
Również pozdrawiam i dziękuję za życzenia!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hejoo!

– Osobliwe – rzekł, a potem sprawdził coś jeszcze, w prywatnym notesie.
Nikt tak nie mówi. Zamieniłabym na: dziwne.
Na dnie otworu sonda odnalazła odłamek skalny
Aliteracja.
→ Na dnie otworu sonda znalazła odłamek skalny
Byli zgodni – to właśnie ten odłamek musiał stępić wiertło.
Kto był zgodny?
– Dokładnie to mam zamiar zrobić… Znajdź dozymetr – rzucił obojętnie, nie przerywając odłupywania.
Nie wydaje mi się, że powiedziałby to obojętnie. Przecież natrafił na nieznany mu obiekt.
Wkrótce, trzy czwarte metalicznej kostki wystawało ze skalnej okowy.
A po co tu przecinek?
przezroczyste naczynie z kolekcją metalowych próbek, również w formie przypominającej sześcian, ale nieco mniejszy.
mniejszych
którzy coś wiedzieli .
Zbędna spacja przed kropką.
Miquela zamurowało. Wyjął długopis z ręki Bena.
Nastąpiła wymiana notatek.
Wiemy to.
obserwując przez iluminatory jak robot
→ obserwując przez iluminatory, jak robot
a jednak, Hemmer nie miał zamiaru tego respektować.
→ a jednak Hemmer nie miał zamiaru tego respektować.
okazywał pogardę przy każdej
nadarzającej sięokazji.
– Srinivas, ty śniada kurwo w białych rękawiczkach! Ty za nic nie bierzesz odpowiedzialności!
Arthur w tym momencie może szukać innej pracy :)
Jak zawsze po kontakcie z Hemmerem, zbierało mu się na wymioty. Wszedł do łazienki i długo mył ręce.
O, świetne, wiarygodne.
zdradzając, że prawe oko jest kamerą.
A nie lepiej:
→ zdradzając obecność kamery.
?
Żeby tam przeżyć należało znać ludzi.
→ Żeby tam przeżyć, należało znać ludzi.
Tylko czy przedmiot rzeczywiście posiada wartość.
Znak zapytania na końcu.
Tylko czy przedmiot rzeczywiście posiada wartość. A może jest niepotrzebnym dziwactwem?
Wyobraził sobie nowy dom w Omedze
zostanie na platformie jeszcze pół roku i dozbiera, tak jak planował
co dozbiera?
Miquel zastanawiał się jak w serwisie wyjaśni przyczynę starcia się diamentów.
→ Miquel zastanawiał się, jak w serwisie wyjaśni przyczynę starcia się diamentów.
Tuż przed tym, jak miał sięgnąć do telefonu przy uchu,
?
W sensie, że ma zamontowany telefon przy uchu?
– Dzwoni lejtenant Oljeg Aleksandrovich, ochrana MaSjoHe. Sluszajte, ważny problem.
Hehhe :P Widzę, że do Ciebie poprawność polityczna nie ma wstępu. Nie mówię, że to źle :D
Rozmówca najwyraźniej ledwo posługiwał się zunifikowanym.
zunifikowanym czym? Kodem, szyfrem? Językiem?
Przycisnął gwałtownie hamulec, czego od razu pożałował.
– Poruszajecie się? – zdziwił się Oleg, słysząc syk dysz poziomujących pojazd.
“Do diabła!” – pomyślał Miquel i odpowiedział pytaniem na pytanie:
Nie rozumiem. To oni nie mogą się tam poruszać po tej planecie? Jeśli tak, to nie wspomniałeś o tym wcześniej.
Oleg, po krótkiej chwili, kontynuował:
→ Po krótkiej chwili Oleg kontynuował:
– Dlatego ja dam tjebe sorok millionov.
Zawsze mnie to słowo bawi 
A wiesz, jak jest doba po rosyjsku? ;p
A potem zatrzymał się, próbując uregulować oddech i opanować drżące dłonie.
Przecież już wcześniej się zatrzymał:
Przycisnął gwałtownie hamulec, czego od razu pożałował.
Miquel zaczął krzyczeć. Wrzeszczał kilkanaście sekund, wyrzucając z siebie całe napięcie. A potem zatrzymał się, próbując uregulować oddech i opanować drżące dłonie.
Nie odczułam tej sceny, jest opisana zbyt pobieżnie. To dobra okazja do ćwiczeń.
Pomyślmy…
→ Miquel oddychał głęboko. Klatka piersiowa gwałtownie się unosiła i opadała. Wreszcie zaczął krzyczeć. Krzyczał, dopóki nie ulotniło się całe napięcie.
Zatrzymał pojazd. Skupił się mocno; próbował uregulować oddech i opanować drżenie rąk.
Co myślisz?
Ale było coś ważniejszego, coś co sprawiało, że musiał wrócić na platformę.
→ Ale było coś ważniejszego. Coś, co sprawiało, że musiał wrócić na platformę.
nieruchomiejąc na kilka sekund,
tak,jakby coś rozważał.
Westchnął głęboko, wyjął z kieszeni sześcienny, metalicznie połyskujący przedmiot,
Przecież wcześniej artefakt był na siedzeniu obok:
Połyskujący metalicznie sześcian leżał we wgłębieniu sąsiedniego siedzenia, na wyciągnięcie ręki.
W międzyczasie nie włożył go do kieszeni.
Pociągnął za wajchę patrząc, jak mechanizm wyrzuca obiekt ze śluzy na zewnątrz pojazdu.
Kiedy ruszył, poczuł ulgę. Skierował pojazd do platformy C-16.
→ Skierował się do platformy C-16.
odczekał aż temperatura i ciśnienie wyrównają się
→ odczekał, aż temperatura i ciśnienie wyrównają się
Tam złapał za szyję i przycisnął do ściany.
Czyją szyję? Swoją? Bena?
Ben nie miał pojęcia czego chce. Nie wiedział nawet dlaczego skłamał.
→ Ben nie miał pojęcia, czego chce. Nie wiedział nawet, dlaczego skłamał.
– Ja zobaczę kostkę i obaj będziecie swobodni.
– Wypuść go teraz, niech odjedzie do strefy południowoamerykańskiej.
Oleg po krótkim namyśle zgodził się.
Wyjątkowo głupi ten Oleg. Ja bym najpierw chciała zobaczyć kostkę.
Nagle odsłonięta głupota nie pasuje do postaci, którą przez całe opowiadanie kreowałeś.
Kolejna rzecz, która wybija mnie z zawieszenia niewiary.
Inne będą wymienione poniżej.
Nikt, nawet sam Maxwell, nie wiedział czym są artefakty.
→ Nikt, nawet sam Maxwell, nie wiedział, czym są artefakty.
Do tego zdania jeszcze wrócimy.
Dzieje się rzeczy, których nie rozumiem. Trochę ich jest.
Dlaczego jeden rozdział nazywa się “Oleg Aleksandrovich Smirnoff”, skoro nie został on przedstawiony z perspektywy tego bohatera? Wcześniejsze rozdziały zostały zgodnie przedstawione z perspektywy bohaterów, czemu tutaj tego zabrakło? Konsekwencja.
Arthur za obrażanie Hindusa zostałby natychmiast zwolniony, czego na pewno był świadomy. Myślę, że tak by się nie zachował, wiedząc, że może go to kosztować utratę pracy. I tak, czasami się zdarza, że ludziom uchodzą takie akcje na sucho, ale podkreśliłeś, że Srinivasa był równy rangą Arthurowi, więc myślę, że takie zachowanie, które można śmiało podciągnąć do prześladowania na tle rasowym, raczej nie przeszłoby bez konsekwencji.
Nie rozumiem też, czemu Oleg nie zażądał, by Miquel mu dostarczył obiekt albo przynajmniej pokazał, gdzie go wyrzucił. Jest to dla mnie dziwne, że typ przekupuje innego typa, by dostać jakiś przedmiot, a potem sam idzie go szukać. Moim zdaniem jest to działanie nielogiczne i wytrąciło mnie z zawieszenia niewiary.
No i jedno zdanie, które podkreśla najpoważniejsze niedociągnięcie całego opowiadania:
Nikt, nawet sam Maxwell, nie wiedział czym są artefakty.
Skoro nikt nie wiedział, czym są, nikt nie znał też ich wartości. Równie dobrze mogły być też bezwartościowe.
I o to ta cała jatka? O kostkę, której wartości nikt nie znał?
Gdybyś dał czytelnikowi chociaż przypuszczenia, że kostka może być źródłem jakiejś nieskończonej energii albo warta niewyobrażalnych pieniędzy… Ale nie dałeś nam nic. Przez całe opowiadanie przeszłam z pytaniem z tyłu głowy, o co chodzi właściwie z tą kostką. Ale się nie dowiedziałam.
Motyw odkrycia jakiegoś cennego metalu na planecie nie jest też niczym nowym i odkrywczym. Przykro mi to pisać, ale opowiadanie doczytałam do końca wyłącznie z poczucia obowiązku.
.png)
3 TAKi + 6 NIEtów = NIE.
Mimo wszystko życzę powodzenia w dalszym rozwoju warsztatu i wszystkiego dobrego!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bry!
Przybywam z oceną Piórkową!

Miasto stoi na czymś, co pamięta.
Pamięta co? Brak podmiotu.
Miasto nie mówi – ono szumi.
– Nie podoba mi się tutaj. – Mruży oczy.
Miasto mruży oczy?
że jedna ze strun drga sama – jak gdyby odpowiadała na hałas miasta.
Zamyka szybko.
Jedna ze strun zamyka szybko? I co zamyka? Znowu brak podmiotu.
Nigdy nie przestał się bać przed wyjściem na scenę – i właśnie dlatego wiedział, że musi grać dalej.
W sensie, że musi grać tak długo, aż przestanie czuć tremę?
Podobno trema przed występami nigdy nie znika. Można się nauczyć lepiej ją okiełznać, ale nigdy nie znika całkowicie.
Tak mówią gwiazdy. I moje nauczycielki ze szkoły wokalnej.
:)
Hmmmm.
No ładnie jest to napisane, ale mam wrażenie, że dużo treści zostało Ci w głowie. Niedopowiedzeń jest zbyt dużo. Jak dla mnie tekst jest zbyt enigmatyczny.
Prawie nic nie jest wiadome. Kim jest Edward i Henry (wiem, że podesłałeś linki i zobaczyłam te z wikipedii, ale film z youtubea wydał mi się za długi i go nie obejrzałam), powinno to wynikać z tekstu. Dla mnie są to trzy krótkie historyjki trzech różnych osób, które nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym, że mieszkają w jednym mieście. W jaki sposób się na końcu spotkali na kładce, mimo że pochodzą z różnych czasów, też nie zostało pokazane. I w jakim celu, też nie. Nic mi się tutaj nie łączy, nie ma w tym żadnej logiki, nic mnie tu nie porwało. Przykro mi.
.png)
3 TAKi + 6 NIEtów = NIE.
Tak czy siak, życzę powodzenia w dalszym głosowaniu i rozwoju warsztatu :) Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
uważam, że niemiecki ma tylko 1 ładne słówko (i jest to jedno z najładniejszych słówek ever
A jakież to?
Dzięki! Coś jednak jest w przysłowiach ;)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry,
przylatuję na smoczych skrzydłach z oceną Piórkową!
Czyżby do trzech razy sztuka? 
Zobaczmy…
Hmm, czyżby inspiracją był film

?
Czyżby, czyżby…
Każdemu po równo, ale nie było mowy o sprawiedliwości.
O! Podoba mi się to zdanie. To naprawdę ładne zdanie…

Zmarnował na nie cenne minuty, zamiast – jak radziły poradniki o godnym umieraniu – rzucić się na głęboką wodę, wykrzyczeć światu swoją wściekłość albo spełnić chociaż jedno absurdalne marzenie.
Tak mi się przypomniał odcinek o tym z Simpsonów… :P
https://www.youtube.com/watch?v=qwQI30VFcC0
Bawi mnie ten fragment do dziś :P
Alte Wächterin, was hast du hier eigentlich gemacht??
To najbardziej dojrzały tekst, jaki miałam przyjemność od Ciebie przeczytać. Mało tego, trochę się nawet z niego nauczyłam, porobiłam sobie notatki zaznaczając formy stylistyczne, których użyłaś i które zrobiły na mnie największe wrażenie.
No i jak solidnie napisane, nie miałam się do czego przyczepić.
Cóż mam rzec, jestem zachwycona.
.png)
7 TAKów i tylko 2 NIEty dają nam pełnego TAKa.
No i się sprawdziło: do trzech razy sztuka! 
Gratuluję i pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
JolkaK, twój fragment niezmiernie mnie ubawił :)
Kurojatko,
Coś było nie tak. (…)
Wszystko było nie tak.
Nie podoba mi się to swoiste powtórzenie.
To było niedopuszczalne.
Dziwne wtrącenie.
targany bólami.
bólem
Bliski byłem utraty wszelkiej nadziej.
→ Byłem bliski utraty wszelkiej nadziei.
W niektórych miejscach dziwny był szyk.
I nie zrozumiałam końcówki. Czyli tubylec też się zgubił?
Ale całościowo wyszło ciekawie ;)
kronos.maximus,
Twój tekst również jest zabawny :)
Komentarz: Zdaje się, że nie do końca spełniłem założenia wyzwania, bo rzuciłem na nie tylko okiem i na szybko machnąłem tekst… Ale niech już tak zostanie. ;)
Tak, ale to moja wina. Chodziło mi o poćwiczenie show, don’t tell, jednak ostatnio mam problem ze sprecyzowaniem swoich zamierzeń…
marzanie,
Skakałem z gałęzi na gałąź, odbijałem się łapkami od pni i konarów, coraz wyżej i wyżej.
A one nie odbijały się czasem… pupą? ;p
Mamy pancerz fabularny, każdy odcinek zaczynamy przecież w tym samym składzie.

Teraz w nią pukam rękawicą. Nie, nie stukaj się w głowę, nie o to chodziło.


Uf, dobrze, że historia się zakończyła pozytywnie i Bunia uratowała gumisia :)
Przyznam, że wyzwanie do najłatwiejszych nie należy, bo doszedłem do wniosku, że wypada opisać pokazywanie :)
Takiego fikołka nawet ja się nie spodziewałam :P
Nagle czuję, że tubylec mnie rozumie. Dostrzega moje spocone włosy i niepokój w oczach. Słyszy mój ciężki oddech (…) Obserwuje koszulę przesiąkniętą potem, może nawet go czuje…?
Kiedy bohater płci męskiej gapi się na przepoconą koszulkę bohaterki, różne rzeczy mogą się wydarzyć ;)
Bohaterki?
Przecież już na samym początku podkreślam, że podmiot liryczny jest facetem:
Nie wiem, jak się tu znalazłem.
Oj, kogoś fantazja ponosi! :P
Tubylec zatrzymuje wzrok na moich popękanych ustach (…) Posłusznie idę za nim. Niczego innego nie pragnę teraz, jak uczucia wilgoci w ustach. Może tubylec poczęstuje mnie kokosem?
Jak raz zaczęło mi się kojarzyć, to nie mogłem się pozbyć tego wrażenia aż do końca :)
Ale jakiego wrażenia?
Jeśli założyłeś, że podmiotem lirycznym jest kobieta (co, jak już wskazałam, nie jest prawdą), to chyba się domyślam, o jakie wrażenie chodzi ;p
Pokazywanie było w formie “spójrz na mnie” – i tę część odczytałem jako odpowiedź na wyzwanie. Gadania nie było, ale przegadanie próbowało się podstępnie wkraść w kilku miejscach :)
W sumie nie to miałam na myśli i źle sformułowałam wyzwanie, ale też dobrze poćwiczyć z tej strony!
Zgadzam się z każdą Twoją opinią przytoczonych fragmentów. W sumie warto popełniać błędy, bo naprawdę interesujące rzeczy mogą z nich wyniknąć! :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hej, Misiu,
chcą kupić każdą ich liczbę, płacąc złotem za każdą sztukę, ile waży.
Nie powinno być: tyle, ile waży?
Za niszowość naszego najdoskonalszego na Ziemi języka przeczołgałbym Cię pod dywanem :-) :-) :-).
A ile osób na świecie posługuje się językiem polskim? Nie licząc Polski i Polonii oczywiście. Nie jest to przecież lingua franca.
Czy drabble jest nawiązaniem do Tindera? :P
Pozdrawiam serdecznie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Przyznaję, że dosłownie na dniach dołączyłam do projektu “Tygodniowe wyzwania” i nie mam jeszcze wprawy w wymyślaniu ciekawych i przystępnych wyzwań. Ale skoro już takowe wymyśliłam, to czuję obowiązek przytoczenia własnego przykładu.
Nie wiem, jak się tu znalazłem. Mam wrażenie, że dzika dżungla nie ma końca. Przedzieram się przez nią od kilku dni, choć pewności nie mam, bo wylądowałem tutaj bez osobistych rzeczy, w tym komórki. Przeklęty sok z gumijagód! Zachciało mi się eksperymentów…
Jestem zmęczony odchylaniem zarośli, ciasno rosnących obok siebie. Paprocie, bananowce i bambusy stoją zwarte, strzegąc zielonej świątyni, przez którą mam czelność kroczyć.
Rany na nogach, zadane przez roślinnych strażników, już dawno przestały palić. Albo przyzwyczaiłem się do bólu. Najbardziej mi doskwiera ta nieznośna suchość w gardle. Ostatnią płynną rzeczą, jaką miałem w ustach, był przeklęty sok z gumijagód.
Ku mojemu zaskoczeniu i radości, gęsta zieleń ustępuje wielkiej polanie, zasłanej kępkami niskich krzewów i kwiatów. Dopiero po chwili dostrzegam jakąś postać. Ubrana w brązową tunikę zlewa się z drzewem, pod którym stoi nieruchomo.
Człowiek ten obserwuje mnie badawczo, niemal surowo. Ma o wiele ciemniejszą karnację od mojej, na głowie pióropusz, a pod szyją bogato zdobiony naszyjnik z czerwonych paciorków.
Wybucham śmiechem ulgi i wznoszę dłonie ku niebu, wyrażając wdzięczność losowi. Człowiek z pióropuszem unosi dzidę, której wcześniej nie zauważyłem.
Wyciągam do niego ręce w uspokajającym geście. Próbuję mu wytłumaczyć, że przychodzę w pokoju, chciałabym tylko coś wypić i zjeść. Tubylec nie rozumie mojego języka, a w oczach ciekawość całkowicie ustępuje surowości.
Pozostaje mi więc tylko mowa ciała. Pokazuję na język i słońce jednocześnie. Wystawiam nogi, żeby mógł zobaczyć, jakie są poranione. Imituję czynność jedzenia.
Nagle czuję, że tubylec mnie rozumie. Dostrzega moje spocone włosy i niepokój w oczach. Słyszy mój ciężki oddech, widzi rany na łydkach, z których sączy się krew lub już zdążyła skrzepnąć. Obserwuje koszulę przesiąkniętą potem, może nawet go czuje…?
Tubylec zatrzymuje wzrok na moich popękanych ustach. Wtedy powoli opuszcza dzidę. Gestem nakazuje mi podejść.
Waham się, ale nie mam innego wyjścia, więc spełniam prośbę. Gdy jestem już blisko, tubylec odwraca się i podąża wydeptaną ścieżką, otaczaną przez gęstą dżunglę.
Posłusznie idę za nim. Niczego innego nie pragnę teraz, jak uczucia wilgoci w ustach. Może tubylec poczęstuje mnie kokosem?
A jeśli chce mnie zjeść?
Przepraszam za przerażająco niską jakość fragmentu, okropnie zardzewiałam. Dobrze, że zaangażowałam się w projekt, może dzięki niemu wrócę na właściwe tory :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziękuję, Finklo, z przyjemnością nadrobię :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
No dziń dybry!
Po tytule od razu zgadłam, że chodzi o kontynuację Płomiennej harmonii :)
W każdym z kwadratów przedstawiono inny obrazek, jakby spodziewając się, że ktoś faktycznie będzie je długo oglądać.
Ale kto miałby się tego spodziewać? Kasetony? Chyba trochę przesadzona ta personifikacja.
poinformował z taką egzaltacją, jakby wygłaszał trzystustronicowy traktat o właściwościach zdrowotnych spożywania szyszek jodłowych.
Za długie i w ogóle…

W międzyczasie intruz zdążył położyć coś, co najwyraźniej było jego kolegą, na fotelu.
Szyk:
→ W międzyczasie intruz zdążył na fotelu położyć coś, co najwyraźniej było jego kolegą.
Magister z wściekłym zatrwożeniem

Nie potrafię połączyć w głowie wściekłego zatrwożenia.
Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co również oznaczało, że głowę ma pełną rycerskich ideałów, na tyle, że nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego.
Za długie i przekombinowane to zdanie.
I czemu nagle czas teraźniejszy?
→ Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu. Oznaczało to, że głowę miał pełną rycerskich ideałów i raczej nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego.
Źle trafiliście. To zakład sztuki, tutaj wykonuję utwory, których malarze i pieśniarze mogą zazdrościć, bo nigdy mnie nie dościgną. Moje dzieła są wiecznie żywe i stale pracujące. Nie uzdrowię twojego towarzysza, ale to nawet dobrze, że do mnie trafiliście…– zawiesił głos i posłał uśmiech odsłaniający linię nieskazitelnie równych i białych, niemal błyszczących zębów. – Wybacz na momencik!
Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?
skąd właśnie rozległo piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry.
nie musi tu być zaimek się?
Po chwili pełnej wrzasków, zgrzytów i trzasków,

sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też przez niego „składnikiem perswadującym”.

Czyli Fryss już nie będzie seplenić? :O
Zacny szorcik, milordzie.
Doceniam jak zwykle u Ciebie odczuwalny humor i kwiecisty język (choć czasem było zbyt kwieciście). Wirtualny klik leci.
Kłaniam się!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Witaaaaj, Beeeecki. Fajnie mieć Cię w Loży, razem wreszcie zhejtujemy porządnie tego cieniasa Michaela. ;-)
Ale spokojnie, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – nie boję się, krótko z Wami hejterami! XD
Chyba mnie coś ominęło ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Znam osobę, która na własne oczy widziała, jak nowy portal jechał na jednorożcu, z feniksem na ramieniu.
Ale że jednorożec miał feniksa na ramieniu czy Portal? 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Beeeecki, masz na myśli odwieczny mit o nowej stronie? No cóż, uwierzę, gdy ją zobaczę. ;)

Czy w takim razie od maja witamy w Loży Beeeeckiego? :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ależ dziękuję, Finklo, nie trzeba było. ;-)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Przyjmuję wyzwanie!
Welcome to my world… (piraci znów wylądowali w koszu).
Nieee, dlaczego? Ja chcę piratów!
Próbuję rozgonić resztki snu i wrócić na jawę.
Hmmm. Nie za dużo tego dobrego?
Eee, nie rozumieć?
ostra błyskawica bólu przeszywa mi skroń
Melodramat.
Przesadziłam?
To może: Kłujący ból przeszywa mi skroń. ?
Wpatruję się w ceglany sufit zamiast w dymnik i słomiany dach.
Skonsultuj się z architektem. Dach w każdym razie jest kryty strzechą (słomianą), a nie słomiany.
Więc jak to opisać patrząc od wewnątrz?
→ Widzę ceglany, zamknięty sufit zamiast dymnika w krytym strzechą dachu. ?
Między skromnymi meblami i pryczą jest też okno, przez które wpadają promienie zachodzącego słońca.
Okno bardziej w ścianie…
A to nie jest oczywiste? W sensie, że ktoś mógłby sobie wyobrazić okno oparte o ścianę na przykład?
Ostrożnie stawiam stopę na podłodze i czekam, aż przywyknie do zimna.
Faktycznie o wiele lepsze.
…? Rozumiem nagłą zmianę nastroju pod wpływem pięknych okoliczności przyrody, ale czy łuna może się ścielić? https://wsjp.pl/haslo/podglad/111227/luna/5262962/na-niebie Odblask, może?
A poświata?
Dopiero po chwili kieruję wzrok w inne miejsca.
Trochę to komentarz.
Nie rozumiem.
Przed lasem dostrzegam niewielką polanę.
Hmmm. Sęk w tym, że z wysoka raczej nie widać rzeczy niewielkich…
No ale jeśli jest tylko polana i las i nic więcej, to chyba nie tak trudno to dostrzec?
Pod samą wieżą znajduje się brama, która jest zamknięta.
A tego bohaterka żadną miarą zobaczyć nie może. Chyba że się wychyli, a i to niekoniecznie.
No dobrze, może nie pod samą wieżą…
→ Polanę od dziedzińca oddziela wysoka brama, która wygląda na zamkniętą.
?
(Dziołcha ma wzrok jak orły, sokoły… a może to ja ślepowron. Anyway).
Oj, no nie była aż tak wysoko przecież…. ;p
"Widokiem" tylko psuje rytm, jeszcze pamiętam, co czytałam przed chwilą (mimo poszukiwań zdjęć z wieży).
Faktycznie, usuwam widok.
Czuję suchość w gardle, niewidzialny ciężar przygniata pierś.

Nagle drzwi i ściany wirują
Zaczynają wirować.
Dlaczegóż?
w całym dwudziestoletnim życiu
Hmmm.
Porada z bety, żeby określić wiek.
Czuję zbliżający się wraz ze zmierzchem chłód.
Nadal melodramat.
I already said that!
Spoglądam na pryczę. Leży na niej worek wypełniony słomą.
Czyli jednak i prycza, i siennik?
No tak, to jest jednak siennik, poprawiam.
Słoma z pewnością dotkliwie mnie podrapie, ale jakoś to zniosę. Dziwnie ą-ę, jak na stan psychiczny bohaterki.
Przecież szaleństwo nie równa się głupocie, wręcz przeciwnie. Chyba że miałaś coś jeszcze innego na myśli.
A porządną tkaninę, dobrze zszytą, nie tak łatwo rozpruć.
Ta była już mocna zużyta :)
Brzuch zabulgotał głośno, jakby z pretensją.
A przed chwilą narracja była w czasie teraźniejszym?
Trafna uwaga.
Tak jakby mój ruch miał znów sprowokować ten osobliwy krzyk.
Przecież rozpoznała, że to zwierzę ryczy?
A no tak. Wstawię wcześniej:
→ Brzmi jak zwierzęcy…
Pamiętam kota, który wydawał upiorne dźwięki.
Kota? Niektóre ptaki potrafią naśladować szeroką gamę dźwięków, ale kot?
Oj, tak :) Michael też to przyznał podczas bety. Niektóre koty potrafią wydawać z siebie iście posolone dźwięki :O
Przez chwilę mgła zasnuwa mi widok
Lepiej: Na chwilę mgła zasnuwa mi oczy.
Oki.
Gdy odkładam już opróżnioną miskę na posadzkę
Lepiej miskę odstawić, a "już" można wyciąć.
![]()
mój wzrok
Spojrzenie…
Pytałam kiedyś o to w wątku “Wzajemna pomoc językowa przy pisaniu opowiadań“, wróciłam tam do naszej rozmowy i nadal nie rozumiem, czemu tu musi być spojrzenie.
Nieraz prowadziłam ze sobą dialog, lecz teraz głosy brzmią prawdziwiej niż zwykle.
Hmmmm…? (Domyślam się, że mamy tu do czynienia z… godzillołactwem? zwykły wilkołak by takich zniszczeń nie narobił…)
A co mają głosy do wilkołaków?
Nawet uratowałam go przed szatanem.
I nie powiązała tego drobnego faktu z, chociażby, mściwością czarta?
Może nie od razu…
Usta ułożyły się w koszmarny, trójkątny uśmiech.
… przepraszam… trudne dzieciństwo…
Mniej więcej o to mi chodziło jak w tym gifie.
łapę zakończoną dłuższymi niż u wideł szponami
Hmm. Czy widły mają szpony… Czy może jednak: łapę zakończoną dłuższymi niż zęby wideł szponami?
No nie mają. Tylko że Twoja propozycja brzmi zbyt rozwlekle.
Zmieniłam na:
→ Uniósł ogromną łapę zakończoną szponami przypominającymi zęby wideł.
Wyraźnie, jakby usiadł na moim ramieniu.
Jakby usiadł mi na ramieniu.
Racja.
Gdy człowiek umiera z rąk anioła, trafia do nieba.
… i ona w to uwierzyła? (Powiedziała ta, której bohater próbuje rozgrywać piratów…)
Hahha ;p
A Ty byś nie zaufała aniołowi? ;p
Skowyt był nieznośny dla ucha.
Nie mógł być nieznośny dla oka…
No tak.
(jeszcze miesiąc KSeFu i jedno przerobienie piratów od zera i przysięgam, że komuś stanie się krzywda).
Co to jest KSeF?
No, po prostu – hmm.
Zacne podsumowanie 
To właśnie jest fajne w tekście, że jej odbiło ;)
True. I jaki świetny przykład.
Czyli jak – powoli, ostrożnie? Słowo “delikatnie” bywa nadużywane.
Nareszcie ktoś mnie rozumie ^^
No i dobra, już nie będę delikatna! Wjeżdżam na ostro ;p
Sporo czarnego humoru
… znów mi wcisnęło śmiechoguzik?
Ja mam ciągle wyłączony, bo nie wiem, gdzie tu jest humor.
słyszę kroki Tarniny, są coraz szybsze!
No, jestem, jestem, o co chodzi? XD
Hahhah ;p
Ale, yyy, gdzie tu jest czarny humor? ;p
Uff, kamień z serca (na odcisk :P)
:D
Powtarzam. Mówię. Trąbię… Argh. :P
Ja też nie. Troszkę ta psychoza… hollywoodzka.
Niektórzy uznaliby to za komplement :P
Ajajaj, ale to już jest za długie zdanie, zwłaszcza w formie szorta.
Dlaczego?
No nie wiem, źle mi to brzmi, zbyt rozwlekle.
Warto zacząć, a przyczyną może być coraz większe niechlujstwo mediów. Czasami mam ochotę jednego z drugim redaktora udusić i powołać się na niepoczytalność.

lekki foreshadowing (jak to jest po naszemu??)
Zapowiedź, prefiguracja, antycypacja (to ostatnie zapomniałam i musiałam sprawdzić).
O no i pięknie!
Szczególnie podoba mi się prefiguracja.
Serio, gdzie moja TARDIS?
Teraz Cię rozumiem ;p
Dziękować serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Szkoda, Bardzie. Ufam, że przemyślałeś sprawę i nie jest to pochopna decyzja. Należy więc ją uszanować. Mamy nadzieję, że pozostaniesz na Portalu i życzymy wszystkiego dobrego.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Marzec po prostu obfitował w świetne dzieła i oby w następnych miesiącach było równie dobrze

Gratulacje opierzonym i nominowanym!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Na Odyna! Tarnina mnie zaszczyciła swoim analitycznym esejem! (W ogóle jest coś takiego?) A ja jeszcze Wszystkich róż nie przerobiłam!
Aaa!

Najpierw się wezmę za to na dniach, bo chyba jest tego mniej a potem rzucę się na róże. Jednocześnie betując powieść marzana. I czytając nominowane opowiadania. Oh, Lord.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
To nie jest piórkowy tekst.
Ale proszę się nie kłócić z ekspertami! Chyba wiemy o czym mówimy.
Możliwe, że to nie jest oficjalna nazwa. Taka tortura, dostępna zimą. Stawiasz delikwenta na mrozie i polewasz wodą. Co jakiś czas. Albo wsadzasz do rzeki i wyjmujesz. Niewykluczone, że trzeba go związać, żeby się nie mógł ruszać. W efekcie ledwo żywy człowiek zostaje otoczony warstwą lodu. Żałujesz, że pytałaś?
Nie, w ogóle. Niedawno czytałam książkę o torturach z całego świata. Mimo że chwilami trudno było przez nią przebrnąć, ciekawość bywała silniejsza niż wrażliwość.
Dziękuję za wyjaśnienie.
Eee, to trochę jednak czytałaś. A Bułhakow był? Chociaż tu można dyskutować, czy to literatura rosyjska, czy ukraińska. Ale pisał po rosyjsku.
A tak, zapomniałam o Bułhakovie. Czytałam dwa razy “Mistrza i Małgorzatę”, bardzo mi się podobało to dzieło, mimo że pewnie nie zrozumiałam jeszcze wszystkiego należycie. To jedna z tych lektur, do których człowiek wraca co jakiś czas przez całe życie i za każdym razem znajdzie coś nowego. Jednak nie czytałam jeszcze od niego nic innego, podobno to jedyne jego wartościowe dzieło, tak słyszałam.
Ależ ten obiad miał znaczenie dla fabuły – kieliszek wina przy przystawkach, dwa przy zupie, a w rezultacie Dima obudził się obok obcej gołej baby. Na trzeźwo być może by tej bariery nie przekroczył. Odpowiednio dobranymi winami, serwowanymi we wrednej kolejności, można się nieźle upodlić.
W sumie tak.
A teraz na Twoje życzenie wrzucam tabelkę:
.png)
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)
A co stoi na przeszkodzie? Przecież to ćwiczenia. Pisz!
W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!
Masz rację, dziękuję za uwagę!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
marzanie,
po długości tekstu myślałam, że pierwsza część jest tą dłuższą wersją do kronik :P
A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?
Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.
Hahahha, leżę :P
Świetne raporty i zapisy! Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Podejmę się wyzwania, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jestem kiepska w tworzeniu stylu dworskiego:
Raport dla posłańca:
Niech to dunder świśnie! Nikt by się nie spodziewał, że Dziadumiła złamie przysięgę małżeńską… I to z Grzmociworem! Przecież tak grzecznie do ołtarza szła, przytrzymywana silną ręką jednego z Moczywojów….
Pakt pokojowy między Alergiuszami i Moczywojami zostaje więc zerwany! Dziadumiła powrócić musi na dwór króla. Nie chcę nawet myśleć, jaka kara ją czeka. Biada niewieście niewiernej, oj, biada…
Zapis do kronik:
Nasz dwór nawiedziło wielkie nieszczęście z powodu niewiasty. Otóż najukochańsza córka Króla Alergiusza, Dziadumiła, dopuściła się zdrady małżeńskiej. Nakryta została przez służbę dworską, która daremnie usiłowała pierzynę wymienić, gdy Dziadumiła nieprzerwanie harce uskuteczniała, wespół z Grzmociworem.
Biada naszemu dworowi! Strach pomyśleć, jak dalekie będzie miał skutki tenże występek. Pokojowy pakt między rodami Alergiuszów i Moczywojów zostanie z pewnością zerwany. Utracimy wiele dobrodziejstw, jak dostęp do jedynej rzeki, z której można było wody naczerpać i nawet nią pragnienie ugasić, bez lęku o częste i bolesne wizyty w latrynie.
Król Alergiusz zamknął się w swojej komnacie i zapewne się z myślami bije. Nikt nie śmie wątpić, że ukaranie ukochanej córki przyjdzie mu z ogromnym trudem, jednakże musi to uczynić, by nie stracić w oczach nie służby jedynie, lecz i wszystkich rodów z nami sąsiadujących.
Niech to będzie przestrogą dla dziewek na przyszłość! Nie warto dla nocy jednej zaprzepaścić tyle dobrodziejstw i udogodnień. Wierność popłaca!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
chociaż opis kandydatki ładny, myślę, że Król dostał szybko alergii i nie mógł się na nim skupić, bo kichał przy przymiotnikach ;)
Faktycznie, nie udało mi się do końca uniknąć przymiotników… Trudne to zadanie! Napociłam się strasznie, a i tak nie spełniłam założeń…
Holly, ja znalazłem: wspaniałe, uprawnych, młyńskie, paryskich, a ten złośliwy gość w z toporem pewnie wypatrzył też zaimek przymiotnikowy zachodzącego. Obawiam się, że list mógłby skończyć jako chusteczka do nosa Alergiusza :) Ale sam opis pomysłowy i taki był cel ćwiczenia – wyrwać się z rutyny – a to na pewno się udało!
To prawda, marzanie, ale przynajmniej poćwiczyłam mózgownicę, zawsze to jakiś plus!
Peter Barton,
świetnie podołałeś zadaniu! I jaki styl, super!
Słabość woli jedna – fajka, w którą wkłada to, co spod konia wypada.
Eee… Pali on końskie łajno? :P
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
ale nie sądziłam dotychczas, że powinna być tematem tabu.
Nie powinien być to temat tabu. Ale jak już wspomniała Finkla, możemy mieć wszyscy PTSD po szkole.
Przybywam z oceną Piórkową:
.png)
4 TAKi + 5 NIEtów = 1 NIEt.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ale jak pokiereszowalby Kazika, skoro w niego nie trafił? To nie jest pocisk, który się rozpada po uderzeniu w miękkie ciało, więc trafiając w Feliksa, który stoi za Kazikiem, rozprulby Feliksa a następnie uderzyłby w ziemię. Więc nie, nie zrobiłby Kazikowi krzywdy, nie ma takiej możliwości. Nie wiem jak Ci to przystępniej wytłumaczyć, żebyś zrozumiała. Może wyobraź sobie oszczep, który trafia gościa, przebija go i wbija się w ziemię. Jeśli ktoś stał obok nieszczęśnika, krzywda mu się nie dzieje, ponieważ energia kinetyczna pocisku nie ma wpływu na to, co nie zostało przez pocisk trafione. To nie jest broń wybuchająca lub odłamkowa.
Też o tym pomyślałam potem, że to niekoniecznie działa tak, jak automatycznie mój mózg to sobie wyobraża. Dziękuję za wyjaśnienie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry, prosiaczku,
czy mógłbyś przestać pisać na chwilę? Ty myślisz, że ja nie mam nic innego do roboty, tylko czytać ciągle Twoje opowiadania, bo są nominowane bez przerwy? Weź się opamiętaj.
Posiadłość wgryzła się w wysoką skarpę.
Hm. A nie lepiej wgryzała się? Bo dokonana forma czasownika sugeruje dosłowność. Przynajmniej w moich oczach.
Kalmary, krewetki, ostrygi, mule, algi – zapachy splotły się w aromatyczny warkocz
Kurczaki, to jest świetne :)
W istocie pragnął zobaczyć Adama, który obiecał mu kiedyś pojednawcze spotkanie. Woodward nie rozumiał, co syn miał na myśli. Mężczyzna wątpił, czy zasługuje na kontakt z własnym dzieckiem, więc o żadnym miłym geście nawet nie marzył, tym bardziej o spotkaniu.
Czy to się nie gryzie trochę ze sobą? W sensie, że pragnął go zobaczyć a jednocześnie o tym nie marzył?
Żal i rozczarowanie rozlały się za mostkiem i w brzuchu, zastygły tam niczym cement.
Piękne.
zapytał badawczo, ale Alain kontynuował swój temat:
Lekka aliteracja. Może ale zastąpić lecz?
Yoko, zalana rumieńcem tak silnym, że przebijał nawet
przezbiałą maskę makijażu,
przez jest już w czasowniku przebijać
który w napięciu krążył od okna do stojącego pod ścianą zegara.
Wcześniej zegar stał na środku salonu:
Na środku salonu, między skórzanymi fotelami, stał wielki zegar.
ten bolesny dystans, rosnący jak pociąg odjeżdżający do ciepłych dni.
Nie rozumiem.
I znieczulicę, kiedy syn znalazł się w kryzysie bezdomności.
A nie lepiej: kiedy syn stał się osobą w kryzysie bezdomności?
:P
W kimonie, z rozpłatanym brzuchem, w kałuży krwi, przypominała posążek Buddy.
A widziałeś kiedyś posążek Buddy w kimonie i z rozpłatanym brzuchem? Bo ja nie.
Hm. Nielogiczna jest dla mnie jedna z końcowych scen. Adam czuł, że niedługo spotka się z ojcem i nie mógł wytrzymać już tych kilku minut? Był w stanie wytrzymać dziesięć lat w oczekiwaniu na spotkanie i musiał pęknąć akurat w momencie, gdy Alain już do niego szedł? Pachnie tu trochę manipulacją emocjonalną ;P
Jednak poza tym nie dopatrzyłam się więcej znacznych zgrzytów, opowiadanie bardzo mi się podobało. To, jak operujesz językiem, jest mistrzostwem. I jak potrafisz złapać czytelnika na wędkę, już na samym początku. Koncepcja też bardzo ciekawa, z lokowaniem zmarłych w swojej głowie. Zabrakło mi tylko wytłumaczenia, kim właściwie był Michael.
.png)
6 TAK + 3 NIE = TAK.
Gratulacje!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wpisz sobie w gogla pocisk 20 mam i jakie powoduje obrażenia. W zasadzie rozrywa ciało po bezpośrednim uderzeniu. Ponadto nie mógł to być większy kaliber – działka samolotów z tamtego okresu, czyli mniej więcej druga wojna światowa – nie używały większej amunicji. Pocisk 20mm to pocisk penetrujący pancerz :)
No to tym bardziej pokiereszowałoby też Kazika!! O tym piszę ciągle :P
Tej tabelki nie zmieniaj, słowo się rzekło, więc niech jest jak jest, ja naprawdę nie mam Ci za złe odbioru i opinii :)
Zmieniłam, bo jeden głos na NIE wynikał z mojej niewiedzy, a nie z braków warsztatowych, więc uznałam za słuszne go zmienić. Trzeba też umieć przyznać się do błędu i ja tę umiejętność troskliwie w sobie pielęgnuję.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hej, Outta,
z radością pochylam się nad Twoją odpowiedzią, lubię dyskutować na tematy językowe.
Tak, miazmaty mogą być widoczne, a jako figura stylistyczna mogą jeszcze bardziej.
Sprawdzałam kilka razy to słowo i nadal nie rozumiem, jak wyziewy mogą być widoczne. W sensie, że to przypomina parę?
A po drugie, wydaje mi się, że wszystko w sumie można bronić figurą stylistyczną… Dzięki, zapamiętam 
Nie, tryska spomiędzy kwiatów. Na początku masz zdanie o tym, że mgła spływa w dół, do korzeni traw. Chodzi o to, że nie występuje na ścieżkę, więc wnika w ziemię i tryska spomiędzy kwiatów po drugiej stronie ścieżki.
Hm. Dobrze, rozumiem, niech tryska :P
Czerwienieje jest ładne, a intensywna czerwień taka se, bo oklepana :P
O Ty!
Na twarzy dziecka malowała się powaga. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie spotkałaś się z takim określeniem w prozie? :/
Wielokrotnie. Tylko chyba ktoś mi kiedyś tutaj zwracał uwagę na tę figurę stylistyczną (!), że tak się nie powinno pisać. Albo coś mi się już pomerdało w głowie.
Ludzie stąd brzmi lepiej od "tutejsi", które wyrosło z korzeni regionalizmu.
A co jest złego w regionalizmach?
Ale jeśli Ci bardziej odpowiada Twoja wersja, to oczywiście rozumiem. Wszystko jest przecież sugestią.
Tak, smuga może być rachityczna, jak rachityczne może być wiele innych rzeczy.
Dobrze, zapamiętam, że nawet smuga może być rachityczna.
Nie, ona się wyciąga, a nie rozciąga. To dwa różne pojęcia.
Aha, dobrze.
Czy ktoś uciekał spokojnie? Ziobro, Romanowski, Majtczak. Ale żarty na bok, teraz serio: "bez ładu i składu" sugeruje chaos i bieganie to w jedną, to w drugą stronę, a przymiotnik "panicznej" dookreśla ich stan psychiczny. To pierwsze jest podłożem dla faktu, że w trakcie takiej ucieczki nie zwraca się uwagi na nic i nikogo, zaś to drugie wyjaśnia dlaczego zachodzi pierwsze. Mógłbym to gdzieś później dodać, mógłbym przerobić, ale w ten mój sposób załatwiam jednym zdaniem zobrazowanie szerszego kontekstu. Może Ci się to nie podobać, jasne, każdy ma swoje preferencje.
No tak, tylko wiesz, mi chodzi bardziej o to, że przecież to jest oczywiste, że jak ktoś ucieka to bez ładu i składu i w panice. Chyba że… ktoś planuje ucieczkę, to przecież wtedy nie jest to bez ładu i składu. Hm. No nic, zrobisz, jak uważasz.
Nie brakuje się. On to czuł, a nie czuł się. Uwagi o mętnych oczach, które nie mogły być dla niego samego widoczne nie rozumiem, bo nie wiem skąd się wziął pomysł, że on się sam widział.
Miałam wrażenie, że przedstawiasz historię z jego perspektywy, więc wydało mi się to niezrozumiałe. Jednak z Twojej wypowiedzi wynika, że zdecydowałeś się na narratora wszechwiedzącego. W takim przypadku rzeczywiście mój zarzut jest bezpodstawny.
Co do dźwięku w uszach masz w pewnym sensie rację, ale nie bierzesz pod uwagę faktu, że on go słyszał, choć nic go nie wydawało. W ten mój sposób właśnie to sugeruję tym zdaniem – nie, że słyszał dochodzący skądś pisk, tylko to, że pisk był poniekąd dysfunkcją narządu słuchu, spowodowaną bliskim wybuchem.
No tak, dysfunkcją narządu słuchu, czyli nie mógł go słyszeć nigdzie indziej niż w uszach ;p
Też się nie znam na balistyce, ale wiem, że pocisk o kalibrze, powiedzmy, 20mm nie zrobi ci krzywdy, jeśli w ciebie nie trafi. Więc pocisk nie trafił Kazika, tylko obok niego przeleciał, trafiając Feliksa. Skąd miałyby się wziąć obrażenia Kazika? Nie rozumiem zarzutu, po raz kolejny.
No dobra, ale z Feliksa został krwawy strzęp o ludzkim kształcie, więc nie mógł to być raczej tylko 20mmetrowy pocisk…
Śmierć nie jest bez sensu. Oprócz sensu fabularnego, ma też sens, jeśli chodzi o Kazika. Piszesz, że zanurzenie powoduje plusk. W pewnych warunkach nie, a w jeszcze innych jest ów plusk na tyle cichy, by nie wzbudzić podejrzeń. To jest rzeka, leniwa, ale rzeka, więc coś tam chłopcze, bulgocze, a zanurzenie się w sposób,w jaki już kilka razy objasnialem w komentarzach nie spowoduje plusku, który byłby szczególnie podejrzany. Więc nie, jak wcześniej przy odpowiedziach, nie zgadzam się z tą uwagą.
Być może, pływać nie umiem, więc co ja tam wiem. Najwyraźniej jest tak, jak mówisz.
Jakie to uczucie mieć w głowie trociny? To uczucie ciężkiej głowy, jakby ktoś ją czymś wypchał, przez co wolniej się myśli, wolniej reaguje na bodźce. Jestem zdumiony, że to określenie jest niezrozumiałe, bo nie Ty jedna podnioslas ten zarzut.
No cóż, najwyraźniej czytamy różne książki ;p Naprawdę wcześniej się z tym nie spotkałam.
To, że Ci się nie podobało przyjmuję z pokorą, tak jak przyjmuję wszystkie komentarze. Hej, masz przecież prawo mieć własny gust i własne zdanie. Ja na przykład słabo reaguję na YA, high fantasy, a ostatnio na angel fantasy. Więc spoko, Twój odbiór jest Twój, ja mogę tylko przyjąć do wiadomości i nie zamierzam się wykłócać:)
Hej 
Angel fantasy, nie wiedziałam, że jest coś takiego ;p
Czy miazmaty są widoczne, czy pocisk z karabinu nie trafiając kogoś może mu zrobić krzywdę, czy smuga może być rachityczna, czy lubię malować twarze – to przykłady uwag, które odbieram jako czepialstwo, bo przecież ich poprawności można sprawdzić i nie trzeba pytać mnie, tylko słownika na przykład.
No, może to jest czepialstwo. Jednak wydaje mi się, że każdy tutaj komentuje na swój sposób i wymienia to, co go uwiera. Wszystko jest subiektywne. Dosłownie wszystko, nie wiem, czy istnieje w ogóle obiektywizm (moglibyśmy o tym podyskutować, gdybyś miał ochotę, bo serio się nad tym zastanawiam, a masz obszerną wiedzę ogólną). W każdym razie nie wiem, czy uwagi innych też odbierasz jako czepialstwo, bo nie czytałam poprzednich komentarzy, czy może już jako po prostu subiektywne odczucia?
Co do pytania Ciebie, robię to, bo chcę się wspólnie zastanowić nad daną kwestią. Nie wiem, dlaczego, do jasnej anielki, większość użytkowników uważa moje opinie za jakieś arbitralne albo traktują moje sugestie, jakbym należała do jakiejś Rady Językowej. Ja też wszystkiego nie wiem. Ja też się uczę. Jeśli pytam, czy coś może być rachityczne, nie jest to pytanie sarkastyczne, tylko ja się po prostu “głośno” zastanawiam, przy okazji zwracam uwagę na ten fakt autorowi, bo albo napisał zdanie z rozpędu albo faktycznie ma rację, a ja po prostu danej rzeczy jeszcze nie wiedziałam.
Czy mgła wytryskuje spomiędzy kwiatów, czy macka się wyciąga czy rozciąga, czy zanurzenie głowy dziecka spowoduje plusk, który na tle dźwięków wydawanych przez rzekę będzie podejrzany – to z kolei przykłady uwag, które – jak mniemam – wynikają z przeoczenia jakichś fragmentów tekstu.
Oczywiście, mogło tak być, że coś przeoczyłam. I’m only human after all. Może się zdarzyć dzień, że słabiej kojarzę fakty, mam problemy z zapamiętaniem jednego i drugiego wątku, jak każdy. I to wpływa na odbiór. Ale z tym trzeba się liczyć wszędzie. Tak samo jest z odbiorem piosenek, filmów, muzyki. Czyjaś twórczość może nam się nie spodobać tylko dlatego, że mieliśmy gorszy dzień i czegoś nie wyłapaliśmy. Albo po prostu nie zrozumieliśmy i nie zrozumiemy, nawet jeśli będziemy w świetnej kondycji. Więc istnieje możliwość, że mam po prostu za mały móżdżek, by docenić pewne rzeczy w Twoim tekście i zamiast mnie zachwycić, zirytowały. Uważam, że ta teoria jest bardzo prawdopodobna, bo inni jurorzy wręcz rozpływali się w komplementach nad Twoim opowiadaniem, więc uznałam, że chyba to ze mną jest coś nie tak :P Jednak, zarówno moje komentarze, jak i tabelka, są tylko moją opinią. Oczywiście, że nie zawsze będę mieć rację. Ale nie znam racji takiej ogólnej. Znam tylko swoją.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam Ci za złe komentarza, ale ja po prostu nie rozumiem skąd się wzięły te zarzuty. Masz kilka uwag słusznych, głównie dotyczących szyku lub konstrukcji dwóch, trzech zdań, ale skąd reszta? Nie mam w zwyczaju bronić swojego stanowiska, jeśli potrafie dostrzec swój błąd. Jeśli go widzę, to sypię głowę popiołem, przyznaje się do niego i naprawiam. A tutaj muszę bronić większości zastosowanych przez siebie zdań/motywów/rozwiązań fabularnych, bo nie dostrzegam sensu w ich krytyce. Mam nadzieję, że nie weźmiesz tego do siebie, ale z mojej perspektywy to wygląda na czepialstwo ¯\_(ツ)_/¯
I bardzo dobrze, że bronisz swojego opowiadania i swojego stanowiska. Oczywiście, że nie mam tego za złe, jak już wspomniałam wielokrotnie, lubię przeprowadzać takie dyskusje.
Co do czepialstwa, to powtórzę pytanie z wcześniej: gdzie kończy się opinia i sugestia, a zaczyna czepialstwo? :)
Na koniec odniosę się do tabelki piórkowej, którą stosujesz. To, że jesteś na nie przyjmuję bez szemrania – nie podobało Ci się, bo miało prawo, więc spoko, luz. Tylko Ty wyszczególniasz pewne składowe w tej tabeli, więc zadam Ci pytanie a propos niej.
Oczywiście, lecimy.
Czy jest w większej mierze poprawny językowo? NIE. – gdzie te niepoprawności językowe, które indukują NIE? Te kilka przecinków, albo szyk, który Ci się nie podobał?
Ale Ty jesteś niedobry dla mnie. Oczywiście, że nie dałabym NIE tylko ze względu na przecinki i szyk. Bardziej chodzi o to, co uznałeś wcześniej za czepialstwo. Trociny w głowie, rachityczne smugi, malowanie twarzy. Pochyliłam się jednak bardziej nad tymi figurami stylistycznymi czy też idiomami i wynika z tego, że nie są błędne, tylko ja po prostu ich nie znałam. Więc chyba będę musiała zmienić głos w jednym przypadku.
Ma solidnie zbudowane zawieszenie niewiary? NIE. – co sprawiło, że zawieszenie niewiary jest słabe? Topienie dziecka? Czy może ten poruszany wielokrotnie plusk przy zanurzaniu głowy?
Też, z tym pluskiem nadal mnie to nie przekonuje, że można zanurzyć się nie wydając żadnego dźwięku, może to przez filmy, bo ilekroć widziałam taką scenę, to plusk był zawsze słyszalny. Z zawieszenia niewiary wybiła mnie też scena, gdzie Feliksa dosłownie zmasakrował pocisk, a Kazikowi nic się nie stało, mimo że byli bardzo blisko siebie.
Jest pozbawiony luk fabularnych lub logicznych? NIE. – byłabyś uprzejma wskazać te luki fabularne lub logiczne? Znów chodzi o plusk przy zanurzaniu głowy? :/
Plusk, plusk, plusk. Tak. No i ten nieszczęsny pocisk.
Dzięki za lekturę i podzielenie się opinią. I mam nadzieję, że – abstrahując od opinii i własnych preferencji – wytłumaczysz mi zasadność choć części Twoich zarzutów.
Nie ma za co! Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z mojej odpowiedzi. Jeśli nie, to możemy dalej podyskutować, lubię poszerzać wiedzę.
Zgodnie z obietnicą poprawiam tabelkę, ponieważ jak wynikło z naszej dyskusji, jednego NIEta dałam przez swoją niewiedzę:
.png)
Dziękuję za owocną dyskusję i pozdrawiam!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Teraz widzę, że źle napisałam. Powinno być:
Poza tym opowiadanie Michaela nie spodobało mi się nie tylko dlatego, że nawiązywało do religii.
Naturalnie, Holly, śledziłem całą Waszą dyskusję. Wybacz, nie chciałem upraszczać, ale forma komentarza trochę to wymusza. Bynajmniej nie chodziło mi, że zdyskwalifikowałaś tamten tekst, bo “uuu religiaaaa złaaaa” i tyle. Po prostu pamiętałem, że jedną kwestią, którą podniosłaś było to, że Tobie osobiście trudniej było się w to “wczuć”. Ale równocześnie teraz bardzo trafnie wskazałaś różnicę, co zresztą jest interesującym spostrzeżeniem – wydarzenia (nazwijmy je tak dla uproszczenia) z punktu widzenia religijnego dające początek porządkowi świata, są mniej mistyczne niż późniejsze odtwarzanie wiary w nie.
![]()
Cóż, Melendur zaraźliwie skutecznie posługuje się tym swoim “top 6”/”top 5”, więc może chociaż tam pozwolisz się umieścić?
Hmm. Wiem, że chcesz dobrze, ale nadal źle się czuję z plasowaniem mnie w jakiejkolwiek TOPce. Jestem zwykłym wyrobnikiem tekstowym :P
A to wybacz. Muszę jakieś niefobiczne gify opracować. W nowej wersji Portalu wnioskuję o wbudowaną bazę gifów.
Spokojnie, jestem świeżo upieczonym działkowiczem, więc czekają mnie gorsze doświadczenia niż oglądanie gifów ;p
Pozdrawiam noch einmal!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ach no i jeszcze ocena Piórkowa:
.png)
3 TAKi, 6 NIEtów, czyli NIE.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
na wstępie – dziękuję za współorganizację konkursu. Ciekawego, inspirującego, który bardzo dobrze podziałał na społeczność portalową. Mieliście dużo tekstów do czytania, tym większy szacunek dla Was.
Ja również się cieszę, że mogłam współjurorować w tak wyjątkowym konkursie.
nie liczyłem na przesadnie pozytywną reakcję od Ciebie. Dzieje się tak ze względu na to, że pamiętałem Twoje stanowisko spod “Utopii” Michaela, odnośnie tego, że trudno Ci się wczuć w klimat religijnego mistycyzmu i że po prostu to do Ciebie mniej przemawia, co w pełni rozumiem – wrażliwość jest bardzo zróżnicowana.
Ale sam przyznasz, że nie ma tu za wiele religijnego mistycyzmu. Nie znajdziemy tu księży, kościołów, modlitw, całej tej rytualnej otoczki. Są diabły i anioły. A to już bardziej wpada w mainstreamowe fantasy. Poza tym opowiadanie Michaela nie spodobało mi się nie tylko dlatego, że nawiązywało do religii. O mojej ocenie zdecydowało wiele innych przyczyn, o których można przeczytać pod wspomnianą Utopią.
Grać nie grałem dużo (za to parę razy w planszówkę), ale niewątpliwie to kultowa gierka, więc samo skojarzenie jest dla mnie przyjemne :)
Żyćko bez hirosków to jak żyćko bez jedzenia pizzy – niby można, ale po co :P
Nie spodziewałem się, aby kiedyś usłyszeć od kogoś, kogo uważam za spory autorytet językowy, że jest “wspaniale”. Miło
Ooo, mnie również miło, aczkolwiek samą siebie nigdy bym tak nie określiła. Z pewnością autorytetami językowymi są reg, Tarnina i Ślimak. Nie ma już więcej miejsca w Świętej Trójcy Językowej :)
Zainspirowany przez Krzysztofa Kapibarę powyżej, opracowałem pewien pomysł na kontynuację, zobaczymy, czy uda się go kiedyś zrealizować.
Wspaniale mi to słyszeć (czytać)! Czekamy więc z niecierpliwością.
Mimo że cierpię na arachnofobię, pajączek nawet uroczy :)
Dziękuję, Tabelko.
Przekażę :)
Dzięki jeszcze raz za wpis i cały konkurs!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dziń dybry,
Ikhlwa – krótka włócznia o szerokim ostrzu, służąca do walki wręcz. Jej nazwa naśladuje dźwięk wysuwania ostrza z ciała wroga.
To ciekawe :O
Isibaya – zagroda dla bydła, znajdująca się w centrum osady; miejsce święte, w którym często grzebano przodków.
Moment. Czyli bydło defekuje na zmarłych…?
Prawdziwy koszmar nie ma pazurów, przed którymi można umknąć, ani głodu, który da się nasycić. On nie walczy o przetrwanie. Chce jedynie niszczyć.
Podejrzewam, że miałeś na myśli koszmar, ale konstrukcja zdania wskazuje na głód.
Bardzo ładny wstęp. Zgrabnie, dosłownie w kilku słowach nakreśliłeś bohaterów, akcję i czas.
Czułem na karku lodowaty oddech wodza, którego zgładziłem. Tego, który konając, splunął krwią pod moje nogi i przysiągł, że śmierć nie powstrzyma go przed zgładzeniem mnie.
Powtórzenie i to niezgrabne.
→ przysiągł, że śmierć nie powstrzyma go przed zemstą.
Obudziło się we mnie coś starego i szeptem wymówiło moje imię.
Hm. A może coś pierwotnego?
Naszyjnik w dłoniach drgnął, jakby stał się częścią ciała.
Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek mogłoby drgnąć tak, żeby stało się częścią ciała?
Aż w końcu usłyszeliśmy szuranie. Ciężki metal trący o wyschniętą glebę. Powoli, okrutnie. On chciał, żebyśmy liczyli każdy
jegokrok. Jeden z wojowników syknął przez zęby, a jego palce zbielały na trzonku włóczni.
Ogromne, nienaturalnie wykrzywione, obrastała je skóra zwisająca płatami, niczym z truchła bydła porzuconego na słońcu.
Brak podmiotu.
Włócznia wciąż tkwiła w jego ciele, a on… on patrzył na mnie i żył.
Zanim zdążyłem odetchnąć, jego włócznia przebiła moje ciało.
odetchnąć kojarzy się z ulgą, a wtedy na pewno nie odczuwał ulgi.
Zamknąłem oczy. Nim zgasło we mnie światło, usłyszałem przodków. Pomruk dumy, który niósł mnie prosto w ich ramiona.
Cytując Kota w Butach ze Shreka: “Boże w niebiosach. Nie będę płakać. Przecież nie będę tu płakać!”
Ocena ogólna.
Kto by pomyślał, że losy nieznanego mi ludu i kultury, która nigdy mnie nie interesowała, tak mnie wciągną. I to takim skromnym szorcikiem. Mało tekstu, dużo treści.
Podoba mi się też przedśmiertna konkluzja głównego bohatera. Całe życie myślał, że można bronić jedynie włócznią, czyli atakiem. A tu jednak uratował tarczą. Ładnie pokazałeś też to zespolenie czy też utożsamienie się wojowników z bronią.
A teraz ocena Piórkowa.

Uważam, że trudno zmieścić fascynującą treść w niespełna dziesięciu tysiącach znaków, aby tekst zasłużył na Piórko. Poza tym ile Ty jeszcze tych nominacji i Piórek będziesz dostawał? Sodówka będzie Ci się z uszu wylewać.
.png)
Mimo moich usilnych wewnętrznych starań, żeby Cię zbytnio nie rozpieszczać, wyszedł czysty, nieskazitelny TAK. Ech, no trudno, jakoś trzeba z tym żyć.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
A kurnia, zapomniałam, że już przecież dałam komentarz wcześniej ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ciekawe wyzwanie! Pewnie wypadnę słabo, bo chyba troszkę obrosłam rdzą pisarską… Tym bardziej że takie piękne opisy przedstawiliście. No ale ma to być ćwiczenie, a nie konkurs, więc ten…
Spróbuję w formie epistolarnej, mam nadzieję, że to dopuszczalne?
Królu Alergiuszu!
Wielce jestem rad, że mogę przekazać Ci wspaniałe wieści. Otóż znaleźliśmy męża dla córy Waszmości, Dziadumiły! Osadnicy zwą go Grzmociwór. Ciekawym, ile worów wygrzmocił i w jakim celu, skoro dorobił się takiego przezwiska?
Tak czy siak, oczy moje nie widziały wcześniej młodzieńca, który urodą przyćmiewa nawet obraz zachodzącego słońca. Miast oczu ma perły, a bujność włosów przywołuje na myśl bujność pól uprawnych. Po rzeźbie ciała śmiem twierdzić, że wprawiłby w ruch młyńskie koło zaledwie jedną ręką. Wzrostem nie ustępuje dębom, tężyzny zaś mógłby mu pozazdrościć sam Herakles.
Myślałby człek, że skoro z młodziana taki gładysz, to w głowie ma niewiele. Otóż i w tej kwestii niedaleko Grzmociworowi do ideału. Gdy się go słucha, można odnieść wrażenie, że słowa wręcz kwitną w jego ustach, w oczach zaś dostrzegamy błysk inteligencji. Obycia również mu nie możemy odmówić; wychowanie odbierał chyba w paryskich uniwersytetach.
Mam nadzieję, że rozbudziłem w Tobie zainteresowanie i zechcesz Grzmociwora zaprosić do zamku. Z niecierpliwością ale i szacunkiem oczekuję Twojego listu.
Twój sługa,
Walimór
Wkradły się przymiotniki: rad i ciekawym… Ale nie dotyczą one opisu samego młodziana, więc chyba ok…? ;p
Ale trudne to ćwiczenie! Kurczaki, trochę się namęczyłam, nie powiem 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
I jeszcze ocena Piórkowa:
.png)
Przyznam, że bardzo mocno się wahałam, ale tabelka pomogła mi przechylić szalę na TAK.
Serdeczne gratulacje!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Teraz się zorientowałam, że została mi jeszcze ocena Piórkowa:
.png)
4 TAKi, 5 NIEtów, czyli NIE.
Ogólnie tekst mi się bardzo podobał, jednak na Piórko to trochę za mało. Ale jesteś na dobrej drodze :)
Pozdrawiam ponownie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć