Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

To nie jest piórkowy tekst.

Ale proszę się nie kłócić z ekspertami! Chyba wiemy o czym mówimy.

 

Możliwe, że to nie jest oficjalna nazwa. Taka tortura, dostępna zimą. Stawiasz delikwenta na mrozie i polewasz wodą. Co jakiś czas. Albo wsadzasz do rzeki i wyjmujesz. Niewykluczone, że trzeba go związać, żeby się nie mógł ruszać. W efekcie ledwo żywy człowiek zostaje otoczony warstwą lodu. Żałujesz, że pytałaś?

Nie, w ogóle. Niedawno czytałam książkę o torturach z całego świata. Mimo że chwilami trudno było przez nią przebrnąć, ciekawość bywała silniejsza niż wrażliwość.

Dziękuję za wyjaśnienie.

 

Eee, to trochę jednak czytałaś. A Bułhakow był? Chociaż tu można dyskutować, czy to literatura rosyjska, czy ukraińska. Ale pisał po rosyjsku.

A tak, zapomniałam o Bułhakovie. Czytałam dwa razy “Mistrza i Małgorzatę”, bardzo mi się podobało to dzieło, mimo że pewnie nie zrozumiałam jeszcze wszystkiego należycie. To jedna z tych lektur, do których człowiek wraca co jakiś czas przez całe życie i za każdym razem znajdzie coś nowego. Jednak nie czytałam jeszcze od niego nic innego, podobno to jedyne jego wartościowe dzieło, tak słyszałam.

 

Ależ ten obiad miał znaczenie dla fabuły – kieliszek wina przy przystawkach, dwa przy zupie, a w rezultacie Dima obudził się obok obcej gołej baby. Na trzeźwo być może by tej bariery nie przekroczył. Odpowiednio dobranymi winami, serwowanymi we wrednej kolejności, można się nieźle upodlić.

W sumie tak.

 

 

A teraz na Twoje życzenie wrzucam tabelkę:

Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)

A co stoi na przeszkodzie? Przecież to ćwiczenia. Pisz!

 

W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!

Masz rację, dziękuję za uwagę!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

marzanie,

 

po długości tekstu myślałam, że pierwsza część jest tą dłuższą wersją do kronik :P

 

A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?

Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.

Hahahha, leżę :P

 

Świetne raporty i zapisy! Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Podejmę się wyzwania, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jestem kiepska w tworzeniu stylu dworskiego:

 

 

Raport dla posłańca:

 

Niech to dunder świśnie! Nikt by się nie spodziewał, że Dziadumiła złamie przysięgę małżeńską… I to z Grzmociworem! Przecież tak grzecznie do ołtarza szła, przytrzymywana silną ręką jednego z Moczywojów….

Pakt pokojowy między Alergiuszami i Moczywojami zostaje więc zerwany! Dziadumiła powrócić musi na dwór króla. Nie chcę nawet myśleć, jaka kara ją czeka. Biada niewieście niewiernej, oj, biada…

 

 

Zapis do kronik:

 

Nasz dwór nawiedziło wielkie nieszczęście z powodu niewiasty. Otóż najukochańsza córka Króla Alergiusza, Dziadumiła, dopuściła się zdrady małżeńskiej. Nakryta została przez służbę dworską, która daremnie usiłowała pierzynę wymienić, gdy Dziadumiła nieprzerwanie harce uskuteczniała, wespół z Grzmociworem.

Biada naszemu dworowi! Strach pomyśleć, jak dalekie będzie miał skutki tenże występek. Pokojowy pakt między rodami Alergiuszów i Moczywojów zostanie z pewnością zerwany. Utracimy wiele dobrodziejstw, jak dostęp do jedynej rzeki, z której można było wody naczerpać i nawet nią pragnienie ugasić, bez lęku o częste i bolesne wizyty w latrynie.

Król Alergiusz zamknął się w swojej komnacie i zapewne się z myślami bije. Nikt nie śmie wątpić, że ukaranie ukochanej córki przyjdzie mu z ogromnym trudem, jednakże musi to uczynić, by nie stracić w oczach nie służby jedynie, lecz i wszystkich rodów z nami sąsiadujących.

Niech to będzie przestrogą dla dziewek na przyszłość! Nie warto dla nocy jednej zaprzepaścić tyle dobrodziejstw i udogodnień. Wierność popłaca!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

chociaż opis kandydatki ładny, myślę, że Król dostał szybko alergii i nie mógł się na nim skupić, bo kichał przy przymiotnikach ;)

Faktycznie, nie udało mi się do końca uniknąć przymiotników… Trudne to zadanie! Napociłam się strasznie, a i tak nie spełniłam założeń…

 

 

Holly, ja znalazłem: wspaniałe, uprawnych, młyńskie, paryskich, a ten złośliwy gość w z toporem pewnie wypatrzył też zaimek przymiotnikowy zachodzącego. Obawiam się, że list mógłby skończyć jako chusteczka do nosa Alergiusza :) Ale sam opis pomysłowy i taki był cel ćwiczenia – wyrwać się z rutyny – a to na pewno się udało!

To prawda, marzanie, ale przynajmniej poćwiczyłam mózgownicę, zawsze to jakiś plus!

 

 

Peter Barton,

świetnie podołałeś zadaniu! I jaki styl, super!

 

Słabość woli jedna – fajka, w którą wkłada to, co spod konia wypada.

Eee… Pali on końskie łajno? :P

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

ale nie sądziłam dotychczas, że powinna być tematem tabu.

Nie powinien być to temat tabu. Ale jak już wspomniała Finkla, możemy mieć wszyscy PTSD po szkole.

 

Przybywam z oceną Piórkową:

 

4 TAKi + 5 NIEtów = 1 NIEt.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ale jak pokiereszowalby Kazika, skoro w niego nie trafił? To nie jest pocisk, który się rozpada po uderzeniu w miękkie ciało, więc trafiając w Feliksa, który stoi za Kazikiem, rozprulby Feliksa a następnie uderzyłby w ziemię. Więc nie, nie zrobiłby Kazikowi krzywdy, nie ma takiej możliwości. Nie wiem jak Ci to przystępniej wytłumaczyć, żebyś zrozumiała. Może wyobraź sobie oszczep, który trafia gościa, przebija go i wbija się w ziemię. Jeśli ktoś stał obok nieszczęśnika, krzywda mu się nie dzieje, ponieważ energia kinetyczna pocisku nie ma wpływu na to, co nie zostało przez pocisk trafione. To nie jest broń wybuchająca lub odłamkowa. 

Też o tym pomyślałam potem, że to niekoniecznie działa tak, jak automatycznie mój mózg to sobie wyobraża. Dziękuję za wyjaśnienie :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry, prosiaczku,

 

czy mógłbyś przestać pisać na chwilę? Ty myślisz, że ja nie mam nic innego do roboty, tylko czytać ciągle Twoje opowiadania, bo są nominowane bez przerwy? Weź się opamiętaj.

 

Posiadłość wgryzła się w wysoką skarpę.

Hm. A nie lepiej wgryzała się? Bo dokonana forma czasownika sugeruje dosłowność. Przynajmniej w moich oczach.

 

Kalmary, krewetki, ostrygi, mule, algi – zapachy splotły się w aromatyczny warkocz

Kurczaki, to jest świetne :)

 

W istocie pragnął zobaczyć Adama, który obiecał mu kiedyś pojednawcze spotkanie. Woodward nie rozumiał, co syn miał na myśli. Mężczyzna wątpił, czy zasługuje na kontakt z własnym dzieckiem, więc o żadnym miłym geście nawet nie marzył, tym bardziej o spotkaniu.

Czy to się nie gryzie trochę ze sobą? W sensie, że pragnął go zobaczyć a jednocześnie o tym nie marzył?

 

Żal i rozczarowanie rozlały się za mostkiem i w brzuchu, zastygły tam niczym cement.

Piękne.

 

zapytał badawczo, ale Alain kontynuował swój temat:

Lekka aliteracja. Może ale zastąpić lecz?

 

Yoko, zalana rumieńcem tak silnym, że przebijał nawet przez białą maskę makijażu,

przez jest już w czasowniku przebijać

 

który w napięciu krążył od okna do stojącego pod ścianą zegara.

Wcześniej zegar stał na środku salonu:

Na środku salonu, między skórzanymi fotelami, stał wielki zegar.

 

ten bolesny dystans, rosnący jak pociąg odjeżdżający do ciepłych dni.

Nie rozumiem.

 

I znieczulicę, kiedy syn znalazł się w kryzysie bezdomności.

A nie lepiej: kiedy syn stał się osobą w kryzysie bezdomności?

:P

 

W kimonie, z rozpłatanym brzuchem, w kałuży krwi, przypominała posążek Buddy.

A widziałeś kiedyś posążek Buddy w kimonie i z rozpłatanym brzuchem? Bo ja nie.

 

 

Hm. Nielogiczna jest dla mnie jedna z końcowych scen. Adam czuł, że niedługo spotka się z ojcem i nie mógł wytrzymać już tych kilku minut? Był w stanie wytrzymać dziesięć lat w oczekiwaniu na spotkanie i musiał pęknąć akurat w momencie, gdy Alain już do niego szedł? Pachnie tu trochę manipulacją emocjonalną ;P

 

Jednak poza tym nie dopatrzyłam się więcej znacznych zgrzytów, opowiadanie bardzo mi się podobało. To, jak operujesz językiem, jest mistrzostwem. I jak potrafisz złapać czytelnika na wędkę, już na samym początku. Koncepcja też bardzo ciekawa, z lokowaniem zmarłych w swojej głowie. Zabrakło mi tylko wytłumaczenia, kim właściwie był Michael.

 

 

6 TAK + 3 NIE = TAK.

 

Gratulacje!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Wpisz sobie w gogla pocisk 20 mam i jakie powoduje obrażenia. W zasadzie rozrywa ciało po bezpośrednim uderzeniu. Ponadto nie mógł to być większy kaliber – działka samolotów z tamtego okresu, czyli mniej więcej druga wojna światowa – nie używały większej amunicji. Pocisk 20mm to pocisk penetrujący pancerz :) 

No to tym bardziej pokiereszowałoby też Kazika!! O tym piszę ciągle :P

 

Tej tabelki nie zmieniaj, słowo się rzekło, więc niech jest jak jest, ja naprawdę nie mam Ci za złe odbioru i opinii :)

Zmieniłam, bo jeden głos na NIE wynikał z mojej niewiedzy, a nie z braków warsztatowych, więc uznałam za słuszne go zmienić. Trzeba też umieć przyznać się do błędu i ja tę umiejętność troskliwie w sobie pielęgnuję.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej, Outta,

 

z radością pochylam się nad Twoją odpowiedzią, lubię dyskutować na tematy językowe.

 

Tak, miazmaty mogą być widoczne, a jako figura stylistyczna mogą jeszcze bardziej. 

Sprawdzałam kilka razy to słowo i nadal nie rozumiem, jak wyziewy mogą być widoczne. W sensie, że to przypomina parę?

A po drugie, wydaje mi się, że wszystko w sumie można bronić figurą stylistyczną… Dzięki, zapamiętam laugh

 

Nie, tryska spomiędzy kwiatów. Na początku masz zdanie o tym, że mgła spływa w dół, do korzeni traw. Chodzi o to, że nie występuje na ścieżkę, więc wnika w ziemię i tryska spomiędzy kwiatów po drugiej stronie ścieżki. 

Hm. Dobrze, rozumiem, niech tryska :P

 

Czerwienieje jest ładne, a intensywna czerwień taka se, bo oklepana :P 

O Ty!

 

Na twarzy dziecka malowała się powaga. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie spotkałaś się z takim określeniem w prozie? :/

Wielokrotnie. Tylko chyba ktoś mi kiedyś tutaj zwracał uwagę na tę figurę stylistyczną (!), że tak się nie powinno pisać. Albo coś mi się już pomerdało w głowie.

 

Ludzie stąd brzmi lepiej od "tutejsi", które wyrosło z korzeni regionalizmu.

A co jest złego w regionalizmach?

Ale jeśli Ci bardziej odpowiada Twoja wersja, to oczywiście rozumiem. Wszystko jest przecież sugestią.

 

Tak, smuga może być rachityczna, jak rachityczne może być wiele innych rzeczy. 

Dobrze, zapamiętam, że nawet smuga może być rachityczna.

 

Nie, ona się wyciąga, a nie rozciąga. To dwa różne pojęcia.

Aha, dobrze.

 

Czy ktoś uciekał spokojnie? Ziobro, Romanowski, Majtczak. Ale żarty na bok, teraz serio: "bez ładu i składu" sugeruje chaos i bieganie to w jedną, to w drugą stronę, a przymiotnik "panicznej" dookreśla ich stan psychiczny. To pierwsze jest podłożem dla faktu, że w trakcie takiej ucieczki nie zwraca się uwagi na nic i nikogo, zaś to drugie wyjaśnia dlaczego zachodzi pierwsze. Mógłbym to gdzieś później dodać, mógłbym przerobić, ale w ten mój sposób załatwiam jednym zdaniem zobrazowanie szerszego kontekstu. Może Ci się to nie podobać, jasne, każdy ma swoje preferencje. 

No tak, tylko wiesz, mi chodzi bardziej o to, że przecież to jest oczywiste, że jak ktoś ucieka to bez ładu i składu i w panice. Chyba że… ktoś planuje ucieczkę, to przecież wtedy nie jest to bez ładu i składu. Hm. No nic, zrobisz, jak uważasz.

 

Nie brakuje się. On to czuł, a nie czuł się. Uwagi o mętnych oczach, które nie mogły być dla niego samego widoczne nie rozumiem, bo nie wiem skąd się wziął pomysł, że on się sam widział.

Miałam wrażenie, że przedstawiasz historię z jego perspektywy, więc wydało mi się to niezrozumiałe. Jednak z Twojej wypowiedzi wynika, że zdecydowałeś się na narratora wszechwiedzącego. W takim przypadku rzeczywiście mój zarzut jest bezpodstawny.

 

Co do dźwięku w uszach masz w pewnym sensie rację, ale nie bierzesz pod uwagę faktu, że on go słyszał, choć nic go nie wydawało. W ten mój sposób właśnie to sugeruję tym zdaniem – nie, że słyszał dochodzący skądś pisk, tylko to, że pisk był poniekąd dysfunkcją narządu słuchu, spowodowaną bliskim wybuchem. 

No tak, dysfunkcją narządu słuchu, czyli nie mógł go słyszeć nigdzie indziej niż w uszach ;p

 

Też się nie znam na balistyce, ale wiem, że pocisk o kalibrze, powiedzmy, 20mm nie zrobi ci krzywdy, jeśli w ciebie nie trafi. Więc pocisk nie trafił Kazika, tylko obok niego przeleciał, trafiając Feliksa. Skąd miałyby się wziąć obrażenia Kazika? Nie rozumiem zarzutu, po raz kolejny. 

No dobra, ale z Feliksa został krwawy strzęp o ludzkim kształcie, więc nie mógł to być raczej tylko 20mmetrowy pocisk…

 

Śmierć nie jest bez sensu. Oprócz sensu fabularnego, ma też sens, jeśli chodzi o Kazika. Piszesz, że zanurzenie powoduje plusk. W pewnych warunkach nie, a w jeszcze innych jest ów plusk na tyle cichy, by nie wzbudzić podejrzeń. To jest rzeka, leniwa, ale rzeka, więc coś tam chłopcze, bulgocze, a zanurzenie się w sposób,w jaki już kilka razy objasnialem w komentarzach nie spowoduje plusku, który byłby szczególnie podejrzany. Więc nie, jak wcześniej przy odpowiedziach, nie zgadzam się z tą uwagą.

Być może, pływać nie umiem, więc co ja tam wiem. Najwyraźniej jest tak, jak mówisz.

 

Jakie to uczucie mieć w głowie trociny? To uczucie ciężkiej głowy, jakby ktoś ją czymś wypchał, przez co wolniej się myśli, wolniej reaguje na bodźce. Jestem zdumiony, że to określenie jest niezrozumiałe, bo nie Ty jedna podnioslas ten zarzut. 

No cóż, najwyraźniej czytamy różne książki ;p Naprawdę wcześniej się z tym nie spotkałam.

 

To, że Ci się nie podobało przyjmuję z pokorą, tak jak przyjmuję wszystkie komentarze. Hej, masz przecież prawo mieć własny gust i własne zdanie. Ja na przykład słabo reaguję na YA, high fantasy, a ostatnio na angel fantasy. Więc spoko, Twój odbiór jest Twój, ja mogę tylko przyjąć do wiadomości i nie zamierzam się wykłócać:)

Hej laugh

Angel fantasy, nie wiedziałam, że jest coś takiego ;p

 

Czy miazmaty są widoczne, czy pocisk z karabinu nie trafiając kogoś może mu zrobić krzywdę, czy smuga może być rachityczna, czy lubię malować twarze – to przykłady uwag, które odbieram jako czepialstwo, bo przecież ich poprawności można sprawdzić i nie trzeba pytać mnie, tylko słownika na przykład.

No, może to jest czepialstwo. Jednak wydaje mi się, że każdy tutaj komentuje na swój sposób i wymienia to, co go uwiera. Wszystko jest subiektywne. Dosłownie wszystko, nie wiem, czy istnieje w ogóle obiektywizm (moglibyśmy o tym podyskutować, gdybyś miał ochotę, bo serio się nad tym zastanawiam, a masz obszerną wiedzę ogólną). W każdym razie nie wiem, czy uwagi innych też odbierasz jako czepialstwo, bo nie czytałam poprzednich komentarzy, czy może już jako po prostu subiektywne odczucia?

Co do pytania Ciebie, robię to, bo chcę się wspólnie zastanowić nad daną kwestią. Nie wiem, dlaczego, do jasnej anielki, większość użytkowników uważa moje opinie za jakieś arbitralne albo traktują moje sugestie, jakbym należała do jakiejś Rady Językowej. Ja też wszystkiego nie wiem. Ja też się uczę. Jeśli pytam, czy coś może być rachityczne, nie jest to pytanie sarkastyczne, tylko ja się po prostu “głośno” zastanawiam, przy okazji zwracam uwagę na ten fakt autorowi, bo albo napisał zdanie z rozpędu albo faktycznie ma rację, a ja po prostu danej rzeczy jeszcze nie wiedziałam.

 

Czy mgła wytryskuje spomiędzy kwiatów, czy macka się wyciąga czy rozciąga, czy zanurzenie głowy dziecka spowoduje plusk, który na tle dźwięków wydawanych przez rzekę będzie podejrzany – to z kolei przykłady uwag, które – jak mniemam – wynikają z przeoczenia jakichś fragmentów tekstu.

Oczywiście, mogło tak być, że coś przeoczyłam. I’m only human after all. Może się zdarzyć dzień, że słabiej kojarzę fakty, mam problemy z zapamiętaniem jednego i drugiego wątku, jak każdy. I to wpływa na odbiór. Ale z tym trzeba się liczyć wszędzie. Tak samo jest z odbiorem piosenek, filmów, muzyki. Czyjaś twórczość może nam się nie spodobać tylko dlatego, że mieliśmy gorszy dzień i czegoś nie wyłapaliśmy. Albo po prostu nie zrozumieliśmy i nie zrozumiemy, nawet jeśli będziemy w świetnej kondycji. Więc istnieje możliwość, że mam po prostu za mały móżdżek, by docenić pewne rzeczy w Twoim tekście i zamiast mnie zachwycić, zirytowały. Uważam, że ta teoria jest bardzo prawdopodobna, bo inni jurorzy wręcz rozpływali się w komplementach nad Twoim opowiadaniem, więc uznałam, że chyba to ze mną jest coś nie tak :P Jednak, zarówno moje komentarze, jak i tabelka, są tylko moją opinią. Oczywiście, że nie zawsze będę mieć rację. Ale nie znam racji takiej ogólnej. Znam tylko swoją.

 

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam Ci za złe komentarza, ale ja po prostu nie rozumiem skąd się wzięły te zarzuty. Masz kilka uwag słusznych, głównie dotyczących szyku lub konstrukcji dwóch, trzech zdań, ale skąd reszta? Nie mam w zwyczaju bronić swojego stanowiska, jeśli potrafie dostrzec swój błąd. Jeśli go widzę, to sypię głowę popiołem, przyznaje się do niego i naprawiam. A tutaj muszę bronić większości zastosowanych przez siebie zdań/motywów/rozwiązań fabularnych, bo nie dostrzegam sensu w ich krytyce. Mam nadzieję, że nie weźmiesz tego do siebie, ale z mojej perspektywy to wygląda na czepialstwo ¯\_(ツ)_/¯

I bardzo dobrze, że bronisz swojego opowiadania i swojego stanowiska. Oczywiście, że nie mam tego za złe, jak już wspomniałam wielokrotnie, lubię przeprowadzać takie dyskusje.

Co do czepialstwa, to powtórzę pytanie z wcześniej: gdzie kończy się opinia i sugestia, a zaczyna czepialstwo? :)

 

Na koniec odniosę się do tabelki piórkowej, którą stosujesz. To, że jesteś na nie przyjmuję bez szemrania – nie podobało Ci się, bo miało prawo, więc spoko, luz. Tylko Ty wyszczególniasz pewne składowe w tej tabeli, więc zadam Ci pytanie a propos niej.

Oczywiście, lecimy.

 

Czy jest w większej mierze poprawny językowo? NIE. – gdzie te niepoprawności językowe, które indukują NIE? Te kilka przecinków, albo szyk, który Ci się nie podobał?

Ale Ty jesteś niedobry dla mnie. Oczywiście, że nie dałabym NIE tylko ze względu na przecinki i szyk. Bardziej chodzi o to, co uznałeś wcześniej za czepialstwo. Trociny w głowie, rachityczne smugi, malowanie twarzy. Pochyliłam się jednak bardziej nad tymi figurami stylistycznymi czy też idiomami i wynika z tego, że nie są błędne, tylko ja po prostu ich nie znałam. Więc chyba będę musiała zmienić głos w jednym przypadku.

 

Ma solidnie zbudowane zawieszenie niewiary? NIE. – co sprawiło, że zawieszenie niewiary jest słabe? Topienie dziecka? Czy może ten poruszany wielokrotnie plusk przy zanurzaniu głowy?

Też, z tym pluskiem nadal mnie to nie przekonuje, że można zanurzyć się nie wydając żadnego dźwięku, może to przez filmy, bo ilekroć widziałam taką scenę, to plusk był zawsze słyszalny. Z zawieszenia niewiary wybiła mnie też scena, gdzie Feliksa dosłownie zmasakrował pocisk, a Kazikowi nic się nie stało, mimo że byli bardzo blisko siebie.

 

Jest pozbawiony luk fabularnych lub logicznych? NIE. – byłabyś uprzejma wskazać te luki fabularne lub logiczne? Znów chodzi o plusk przy zanurzaniu głowy? :/

Plusk, plusk, plusk. Tak. No i ten nieszczęsny pocisk.

 

Dzięki za lekturę i podzielenie się opinią. I mam nadzieję, że – abstrahując od opinii i własnych preferencji – wytłumaczysz mi zasadność choć części Twoich zarzutów. 

Nie ma za co! Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z mojej odpowiedzi. Jeśli nie, to możemy dalej podyskutować, lubię poszerzać wiedzę.

 

Zgodnie z obietnicą poprawiam tabelkę, ponieważ jak wynikło z naszej dyskusji, jednego NIEta dałam przez swoją niewiedzę:

 

Dziękuję za owocną dyskusję i pozdrawiam!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Teraz widzę, że źle napisałam. Powinno być:

Poza tym opowiadanie Michaela nie spodobało mi się nie tylko dlatego, że nawiązywało do religii.

 

Naturalnie, Holly, śledziłem całą Waszą dyskusję. Wybacz, nie chciałem upraszczać, ale forma komentarza trochę to wymusza. Bynajmniej nie chodziło mi, że zdyskwalifikowałaś tamten tekst, bo “uuu religiaaaa złaaaa” i tyle. Po prostu pamiętałem, że jedną kwestią, którą podniosłaś było to, że Tobie osobiście trudniej było się w to “wczuć”. Ale równocześnie teraz bardzo trafnie wskazałaś różnicę, co zresztą jest interesującym spostrzeżeniem – wydarzenia (nazwijmy je tak dla uproszczenia) z punktu widzenia religijnego dające początek porządkowi świata, są mniej mistyczne niż późniejsze odtwarzanie wiary w nie.

yes

 

Cóż, Melendur zaraźliwie skutecznie posługuje się tym swoim “top 6”/”top 5”, więc może chociaż tam pozwolisz się umieścić? laugh

Hmm. Wiem, że chcesz dobrze, ale nadal źle się czuję z plasowaniem mnie w jakiejkolwiek TOPce. Jestem zwykłym wyrobnikiem tekstowym :P

 

A to wybacz. Muszę jakieś niefobiczne gify opracować. W nowej wersji Portalu wnioskuję o wbudowaną bazę gifów.

Spokojnie, jestem świeżo upieczonym działkowiczem, więc czekają mnie gorsze doświadczenia niż oglądanie gifów ;p

 

Pozdrawiam noch einmal!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ach no i jeszcze ocena Piórkowa:

 

 

3 TAKi, 6 NIEtów, czyli NIE.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

na wstę­pie – dzię­ku­ję za współ­or­ga­ni­za­cję kon­kur­su. Cie­ka­we­go, in­spi­ru­ją­ce­go, który bar­dzo do­brze po­dzia­łał na spo­łecz­ność por­ta­lo­wą. Mie­li­ście dużo tek­stów do czy­ta­nia, tym więk­szy sza­cu­nek dla Was.

Ja rów­nież się cie­szę, że mo­głam współ­ju­ro­ro­wać w tak wy­jąt­ko­wym kon­kur­sie.

 

nie li­czy­łem na prze­sad­nie po­zy­tyw­ną re­ak­cję od Cie­bie. Dzie­je się tak ze wzglę­du na to, że pa­mię­ta­łem Twoje sta­no­wi­sko spod “Uto­pii” Mi­cha­ela, od­no­śnie tego, że trud­no Ci się wczuć w kli­mat re­li­gij­ne­go mi­sty­cy­zmu i że po pro­stu to do Cie­bie mniej prze­ma­wia, co w pełni ro­zu­miem – wraż­li­wość jest bar­dzo zróż­ni­co­wa­na.

Ale sam przy­znasz, że nie ma tu za wiele re­li­gij­ne­go mi­sty­cy­zmu. Nie znaj­dzie­my tu księ­ży, ko­ścio­łów, mo­dlitw, całej tej ry­tu­al­nej otocz­ki. Są dia­bły i anio­ły. A to już bar­dziej wpada w ma­in­stre­amo­we fan­ta­sy. Poza tym opo­wia­da­nie Mi­cha­ela nie spodo­ba­ło mi się nie tylko dla­te­go, że na­wią­zy­wa­ło do re­li­gii. O mojej oce­nie zde­cy­do­wa­ło wiele in­nych przy­czyn, o któ­rych można prze­czy­tać pod wspo­mnia­ną Uto­pią.

 

Grać nie gra­łem dużo (za to parę razy w plan­szów­kę), ale nie­wąt­pli­wie to kul­to­wa gier­ka, więc samo sko­ja­rze­nie jest dla mnie przy­jem­ne :)

Żyćko bez hi­ro­sków to jak żyćko bez je­dze­nia pizzy – niby można, ale po co :P

 

Nie spo­dzie­wa­łem się, aby kie­dyś usły­szeć od kogoś, kogo uwa­żam za spory au­to­ry­tet ję­zy­ko­wy, że jest “wspa­nia­le”. Miło heart

Ooo, mnie rów­nież miło, acz­kol­wiek samą sie­bie nigdy bym tak nie okre­śli­ła. Z pew­no­ścią au­to­ry­te­ta­mi ję­zy­ko­wy­mi są reg, Tar­ni­na i Śli­mak. Nie ma już wię­cej miej­sca w Świę­tej Trój­cy Ję­zy­ko­wej :)

 

Za­in­spi­ro­wa­ny przez Krzysz­to­fa Ka­pi­ba­rę po­wy­żej, opra­co­wa­łem pe­wien po­mysł na kon­ty­nu­ację, zo­ba­czy­my, czy uda się go kie­dyś zre­ali­zo­wać.

Wspa­nia­le mi to sły­szeć (czy­tać)! Cze­ka­my więc z nie­cier­pli­wo­ścią.

 

Mimo że cier­pię na arach­no­fo­bię, pa­ją­czek nawet uro­czy :)

 

Dzię­ku­ję, Ta­bel­ko.

Prze­ka­żę :)

 

Dzię­ki jesz­cze raz za wpis i cały kon­kurs! heart

heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Ikhlwa – krótka włócznia o szerokim ostrzu, służąca do walki wręcz. Jej nazwa naśladuje dźwięk wysuwania ostrza z ciała wroga.

To ciekawe :O

 

Isibaya – zagroda dla bydła, znajdująca się w centrum osady; miejsce święte, w którym często grzebano przodków.

Moment. Czyli bydło defekuje na zmarłych…?

 

 

Prawdziwy koszmar nie ma pazurów, przed którymi można umknąć, ani głodu, który da się nasycić. On nie walczy o przetrwanie. Chce jedynie niszczyć.

Podejrzewam, że miałeś na myśli koszmar, ale konstrukcja zdania wskazuje na głód.

 

 

Bardzo ładny wstęp. Zgrabnie, dosłownie w kilku słowach nakreśliłeś bohaterów, akcję i czas.

 

Czułem na karku lodowaty oddech wodza, którego zgładziłem. Tego, który konając, splunął krwią pod moje nogi i przysiągł, że śmierć nie powstrzyma go przed zgładzeniem mnie.

Powtórzenie i to niezgrabne.

przysiągł, że śmierć nie powstrzyma go przed zemstą.

 

Obudziło się we mnie coś starego i szeptem wymówiło moje imię.

Hm. A może coś pierwotnego?

 

Naszyjnik w dłoniach drgnął, jakby stał się częścią ciała.

Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek mogłoby drgnąć tak, żeby stało się częścią ciała?

 

Aż w końcu usłyszeliśmy szuranie. Ciężki metal trący o wyschniętą glebę. Powoli, okrutnie. On chciał, żebyśmy liczyli każdy jego krok. Jeden z wojowników syknął przez zęby, a jego palce zbielały na trzonku włóczni.

 

Ogromne, nienaturalnie wykrzywione, obrastała je skóra zwisająca płatami, niczym z truchła bydła porzuconego na słońcu.

Brak podmiotu.

 

Włócznia wciąż tkwiła w jego ciele, a on… on patrzył na mnie i żył.

Zanim zdążyłem odetchnąć, jego włócznia przebiła moje ciało.

odetchnąć kojarzy się z ulgą, a wtedy na pewno nie odczuwał ulgi.

 

Zamknąłem oczy. Nim zgasło we mnie światło, usłyszałem przodków. Pomruk dumy, który niósł mnie prosto w ich ramiona.

Cytując Kota w Butach ze Shreka: “Boże w niebiosach. Nie będę płakać. Przecież nie będę tu płakać!”

 

 

Ocena ogólna.

Kto by pomyślał, że losy nieznanego mi ludu i kultury, która nigdy mnie nie interesowała, tak mnie wciągną. I to takim skromnym szorcikiem. Mało tekstu, dużo treści.

Podoba mi się też przedśmiertna konkluzja głównego bohatera. Całe życie myślał, że można bronić jedynie włócznią, czyli atakiem. A tu jednak uratował tarczą. Ładnie pokazałeś też to zespolenie czy też utożsamienie się wojowników z bronią.

 

A teraz ocena Piórkowa.

 

Uważam, że trudno zmieścić fascynującą treść w niespełna dziesięciu tysiącach znaków, aby tekst zasłużył na Piórko. Poza tym ile Ty jeszcze tych nominacji i Piórek będziesz dostawał? Sodówka będzie Ci się z uszu wylewać.

 

 

Mimo moich usilnych wewnętrznych starań, żeby Cię zbytnio nie rozpieszczać, wyszedł czysty, nieskazitelny TAK. Ech, no trudno, jakoś trzeba z tym żyć.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ciekawe wyzwanie! Pewnie wypadnę słabo, bo chyba troszkę obrosłam rdzą pisarską… Tym bardziej że takie piękne opisy przedstawiliście. No ale ma to być ćwiczenie, a nie konkurs, więc ten…

Spróbuję w formie epistolarnej, mam nadzieję, że to dopuszczalne?


 

Królu Alergiuszu!

Wielce jestem rad, że mogę przekazać Ci wspaniałe wieści. Otóż znaleźliśmy męża dla córy Waszmości, Dziadumiły! Osadnicy zwą go Grzmociwór. Ciekawym, ile worów wygrzmocił i w jakim celu, skoro dorobił się takiego przezwiska?

Tak czy siak, oczy moje nie widziały wcześniej młodzieńca, który urodą przyćmiewa nawet obraz zachodzącego słońca. Miast oczu ma perły, a bujność włosów przywołuje na myśl bujność pól uprawnych. Po rzeźbie ciała śmiem twierdzić, że wprawiłby w ruch młyńskie koło zaledwie jedną ręką. Wzrostem nie ustępuje dębom, tężyzny zaś mógłby mu pozazdrościć sam Herakles.

Myślałby człek, że skoro z młodziana taki gładysz, to w głowie ma niewiele. Otóż i w tej kwestii niedaleko Grzmociworowi do ideału. Gdy się go słucha, można odnieść wrażenie, że słowa wręcz kwitną w jego ustach, w oczach zaś dostrzegamy błysk inteligencji. Obycia również mu nie możemy odmówić; wychowanie odbierał chyba w paryskich uniwersytetach.

Mam nadzieję, że rozbudziłem w Tobie zainteresowanie i zechcesz Grzmociwora zaprosić do zamku. Z niecierpliwością ale i szacunkiem oczekuję Twojego listu.

Twój sługa,

Walimór


 

Wkradły się przymiotniki: rad ciekawym… Ale nie dotyczą one opisu samego młodziana, więc chyba ok…? ;p

 

Ale trudne to ćwiczenie! Kurczaki, trochę się namęczyłam, nie powiem laugh

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

I jeszcze ocena Piórkowa:

 

 

Przyznam, że bardzo mocno się wahałam, ale tabelka pomogła mi przechylić szalę na TAK.

 

Serdeczne gratulacje!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Teraz się zorientowałam, że została mi jeszcze ocena Piórkowa:

 

 

4 TAKi, 5 NIEtów, czyli NIE.

 

Ogólnie tekst mi się bardzo podobał, jednak na Piórko to trochę za mało. Ale jesteś na dobrej drodze :)

Pozdrawiam ponownie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Moja nauczycielka, naga, klęcząca nad mężczyzną, którego nie znałem, z plecami wygiętymi w łuk i rękoma wzniesionymi w bezbożnej ekstazie

Chodzi mi o pozę. Jeśli wygina się plecy w łuk, to daje się ręce do tyłu, a nie podnosi do góry. Inaczej się człowiek wywali.

 

Bardzo słuszna uwaga, nie pomyślałem nawet o tym… z drugiej strony, to jest chameryczka i nie taka całkiem współczesna, to chyba nie jest takie całkiem niewiarygodne, że nie mają takiej obsesji na punkcie prywatności, jak my dzisiaj w cywilizowanych krajach.

Być może. Nie było kiedyś RODO, nie było niczego.

 

Nooo trochę nagłem rzeczywistość obrazu, nie zaprzeczam :D Ta kobieta na obrazie tak złowrogo łypie za siebie – ten szczegół mnie natchnął.

Nie widziałam tego wcześniej, a teraz nie mogę odzobaczyć ;p Wydaje mi się jednak, że to nie była intencja autorki, tylko tak się plamy ułożyły. Jak dla mnie to ona miała głowę całkiem prosto, przed siebie. Teraz to już nie wiem ;p

 

Dzięki również i pozdrawiam! Bardzo dobry to był konkurs!

Też tak uważam!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.


 

Jakbyś nic nie czuła, zupełnie nic. Czy naprawdę nie zrobiłem na tobie żadnego wrażenia? Tak nic, że nawet strach nie kazał ci sprawdzić, cóż to za nikczemnik zaczepia samotną kobietę na dworcu?

To mi bardzo zgrzyta. Po prostu bym usunęła:

--> Czy naprawdę nie zrobiłem na tobie żadnego wrażenia? Że nawet strach nie kazał ci sprawdzić, cóż to za nikczemnik zaczepia samotną kobietę na dworcu?

 

– Co tu kombinujesz!?

Nie miało być: ty?

 

Zacząłem chodzić w okół ciebie

wokół

 

Nie rozumiem nagłej zmiany adresata monologu. Bo najpierw piszesz do kobiety per Ty, a potem nagle piszesz per ona. Może to był zamierzony zabieg, którego nie zrozumiałam.

Lubię oniryczne teksty i ich zagadkowość, ale tutaj mnie to nie przekonało. Miałam wrażenie, że czytałam jakiś rozbudowany wiersz, poezję przebraną za prozę, nie opowiadanie. A na poezji się znam jak na hodowli jedwabników.

Trudno mi też uwierzyć w tak obezwładniającą i głęboką miłość do osoby, której imienia nawet się nie zna. To jest raczej zauroczenie. Ile bohater ma lat? To jakiś młodziak chyba. No nie wiem, wydaje mi się, że nawet w onirycznych tekstach musi rządzić logika, tutaj nie widzę żadnej.

Tekst mnie nie porwał, ale cieszę się, że coś w końcu wrzuciłeś na Portal i że wziąłeś udział w konkursie. Powodzenia we wszystkim życzę!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.

 


 

 

Ha! Myśleliście, że nie zdążę na czas z tym opowiadaniem, co? Ja też tak myślałem.

Cieszymy się, że zdążyłeś smiley

 

 

Piotr zeskoczył na asfalt, a policjant wskazał mu wejście do pomalowanego na biało budyneczku.

Czemu ma służyć to zdrobnienie?

 

ale spojrzawszy na kamienną twarz policjanta wbił wzrok pod nogi.

Chyba w nogi?

 

ale spojrzawszy na kamienną twarz policjanta wbił wzrok pod nogi.

Za Piotrem trzasnęły drzwi i dopiero wtedy odważył się podnieść wzrok.

Dużo tych wzroków. Drugi wzrok można zastąpić spojrzeniem.

 

Pobiegł, pragnąc być sam. Tylko będąc samemu potrafił myśleć.

Znalazł się na drodze. Ręce mu drżały. Wtem usłyszał wysoki pisk elektronicznego klaksonu, który przywrócił go do rzeczywistości.

Zatrzymał się i spojrzał w prawo. Pięć metrów od siebie zobaczył rozpędzony samochód elektryczny hamujący z piskiem kół. Było już jednak za późno. Tona stali wpadła na niego i rzuciła kilka metrów dalej. 

Ten fragment wydaje mi się nieco slapstickowy.

 

Szybko opadł z sił. Powieki ciężko opadły,

Dużo opadania

 

słysząc zbliżające kroki.

zbliżające się

 

Całe jego ciało od pasa w górę

Czyli nie całe

 

– Wziął pan udział w wypadku – zaczął. – Pamięta pan to?

Brzmi nienaturalnie. Kto tak mówi?

– Miał pan wypadek.

 

– Pańska reakcja jest spodziewana. – Mamy lipiec. Przeleżał pan cztery miesiące w śpiączce. Świat nieco się zmienił od tamtego czasu.

Po co tu ten dywiz? Myślałam, że to didaskalia, a to dalsza wypowiedź.

 

I nagle wszystkie nagle ożywione myśli kotłujące się pod czaszką Piotra wykipiały.

 

Lekarz samemu podniósł głos:

sam

 

powinien pan dziękować losu

losowi

 

Potem pomyślał o tym, że śmieje się i płacze samemu.

sam. Ale lepiej zabrzmi: w samotności.

 

Otworzył kuchenną szafkę i skrzywił się, widząc pająka wijącego sieć między spróchniałym drewnem i kartonem z owsianką. Półki ziały pustkami, choć jeszcze wczoraj uginały się pod jedzeniem.

Skoro jeszcze wczoraj półki były pełne, to pająk nie zdążyłby raczej utkać sieci i drewno by jeszcze nie spróchniało.

 

 

Hm. Kurczę, muszę przyznać, że to opowiadanie jest naprawdę niezłe!

Wzruszające zakończenie, ale w taki wyważony sposób, nie szastające emocjami i nie manipulujące czytelnikiem. Ładnie też nawiązałeś nie tylko do samego obrazu, ale nawet jego tytułu. Wpatrywałam się w Ostatnie światło długo, trawiąc smutne zakończenie.

 

Wykonanie mogłoby być nieco lepsze, zazgrzytał mi fragment z wypadkiem, jakoś trudno mi uwierzyć, że Piotr wpadł pod pędzący samochód, tylko dlatego że szukał miejsca odosobnienia. Przeszkadzały mi też na początku szczegółowe wypowiedzi naukowców, naładowane naukowymi terminami, trochę mi się ziewnęło, nie powiem. Ale potem było coraz lepiej. Zawieszenie niewiary solidnie zbudowane (oprócz już wspomnianych przeze mnie fragmentów). Biorąc pod uwagę Twój wiek piszesz niepokojąco wprawnie i dojrzale.

 

Gratuluję naprawdę dobrego tekstu i fajnie, że wziąłeś udział w konkursie! Powodzenia we wszystkim!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gutyn Tyg,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.


 

dla którego stał się stałym elementem krajobrazu,

Aliteracja.

dla którego był stałym elementem krajobrazu,

 

Wyjął z kieszeni złożoną kartkę i podał jej ją do ręki.

Wyjął z kieszeni złożoną kartkę i podał kobiecie.

 

Marzenia o stanie kapłański porzuciłem kilka lat wcześniej.

kapłańskim

 

– Dziękuję – powiedział inwestor, zwracając się do Kaznodziei. – Teraz zrób to, co konieczne. Niech się dokona. Spotkamy się w Wandzie.

Kaznodzieja skinął głową.

Zrobił krok do przodu i rozłożył ręce.

Krok do przodu zrobił inwestor czy kaznodzieja?

 

Tańczące w nich cienie dawno niepielęgnowanej roślinności, która korzystając z wolności rozrosła się do granic działki.

Rym.

 

Przypomniała sobie, słowa babci

Przypomniała sobie słowa babci

 

 

Hm. Nawet interesująca fabuła, aczkolwiek nie przekonuje mnie wykonanie zemsty na wszystkich mieszkańcach, nawet tych, którzy ze śmiercią ukochanej Kaznodziei nie mieli nic wspólnego.

Nawiązanie do obrazu jest, ale niezbyt mocne.

Warsztatowo jest w porządku, nie potykałam się często, więc tego bym się nie czepiała.

Chciałabym coś jeszcze napisać pozytywnego, tylko… nie wiem co ;p W sumie to niewiele się tu zadziało. Zbrodnia, zemsta, pokrzywdzony o super mocach i to w sumie tyle. Trochę dziwi mnie też, że inwestor dał się spalić, a ściślej mówiąc, sam się spalił. Dlaczego się tak poświęcił? Tego nie zrozumiałam.

 

Tak czy siak, ogół wychodzi bardziej na plus niż minus. Dziękuję za udział w konkursie i jestem ciekawa Twoich kolejnych opowiadań. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gyd myrning,

 

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.

 


 

Wreszcie nadszedł dzień, który okazał się dla mnie czarniejszy od smoły w kotłach piekielnych.

Dawno temu, kiedy jeszcze uczęszczałem do pierwszej szkoły i uczyłem się azbuki

Trochę dziwna ekspozycja (chronologia?). Spodziewałam się, że opiszesz ten czarny dzień, a tu retrospekcja.

 

Przez cztery dni zarobiłem na utrzymanie rodziny przez półtora tygodnia.

 

Moim zadaniem było sporządzenie spisu tych dóbr. Najpierw dla każdej księgi przygotowywałem oddzielną fiszkę, a po przerobieniu wszystkich półek z danej tematyki robiłem spis alfabetyczny. Podług autorów, a jeśli ich nie było – podług tytułów.

Jejku, praca marzeń!

 

Tylko słuchałem szeptanych opowieści o torowiskach czy żywych soplach.

A co to są żywe sople? Pytałam wujka Gogola, ale nie odpowiedział mi nic konkretnego.

 

 

No, Finklo, jak zwykle nie zawodzisz. Opowiadanie czytałam z autentyczną przyjemnością i aż żałuję, że jest takie krótkie. Mimo że nie znam się za bardzo na historii Rosji i tamtejszej kultury. Jedyną styczność, jaką miałam z rosyjską literaturą, to „Anna Karenina” Tołstoja (która nawet mi się podobała), „Bracia Karamazow” (książka, której kompletnie nie zrozumiałam i muszę do niej podejść znowu za kilka lat), „Gracz” (która wynudziła mnie na śmierć) i „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego (którą z kolei uwielbiam i czytałam kilka razy).

 

Więc jestem zaskoczona, że takiemu dyletantowi jak ja tekst się tak bardzo spodobał. A to świadczy o Twoim wyjątkowym i dojrzałym warsztacie, ale to nie jest żadna nowość. Twoje teksty zawsze wyróżniają się wspaniałym językiem i świetnie dobraną stylistyką, której nie w sposób nie docenić, nawet gdy temat/fabuła nie do końca czytelnikowi odpowiada.

 

Mimo że nie przepadam za rozległymi opisami wątków, które nie mają wpływu na fabułę, fragment o uroczystym obiedzie czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem. Lubię jeść, więc lubię też o tym czytać, wyobrażać sobie smacznie wyglądające i pachnące dania ???? A gdy są z innej epoki, to zainteresowanie jeszcze bardziej wzrasta.

 

W imponujący sposób przedstawiłaś przemianę bohatera z pozytywnego w negatywnego, jak zmieniało się jego podejście do żony, do świata, jego etyka i moralność. Nazwy rozdziałów to dodatkowy smaczek, przyprawa, która dopełnia pysznego dania. Jestem zachwycona.

 

Bardzo się cieszę, że wzięłaś udział w konkursie (zawsze się cieszę, gdy bierzesz udział w konkursach, bo wtedy wiem, że szykuje się petarda) i czekam na kolejne Twoje dzieła!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.


 

Pomimo tego Najwyższy Tereon, Libos Waol, wciąż siedział na ganku swojej chatki z pustym brzuchem. Obok niego stał niewielki, okrągły stolik z dwoma pustymi talerzami oraz zestawem sztućców. Spoglądał co chwilę na puste krzesło po drugiej stronie stolika i tylko irytował się jeszcze bardziej. Pomimo całkowitej mocy sprawczej, by zrobić coś z faktem swojego pustego brzucha, zdecydował się na nie nie reagować. To nie była jego kolej.

Duźo tej pustki.

 

– Minęła godzina, Paramis, od godziny na Ciebie tutaj czekam.

Nie piszemy w opowiadaniach zwrotów grzecznościowych z dużej.

 

– Obudził mnie, próbując wejść do domu. Przestraszyłem się, myślałem, że to ty, ale ma inne włosy.

I to jest jedyna różnica w wyglądzie między nimi?

 

po czym zaczął wspinać się po schodach z piwnicy.

po schodach piwnicy

 

Oboje przeszukiwali krawędzie kopuły aż do końca dnia, każdy swoją połowę. W okolicach godziny osiemnastej płonące słońce zgasło i zamieniło się w księżyc który miał zamknięte oczy i łagodny uśmiech. Nastała noc, a Libos oraz Paramis nie znaleźli żadnej wyrwy. Zgodzili się, że kopuła była w absolutnie nienaruszonym stanie, nadal tak wielka jak i nieprzenikalna.

Czy Libos i Paramis są idiotami? Przecież stworzenie miało łopaty zamiast łap i wydostało się na powierzchnię w piwnicy. Powinni szukać dziury w ziemi a nie w kopule.

 

Libos słuchał wniosku Paramisa ze strachem w oczach:

– Czy Zarząd Państwa rozpatrzy wniosek?

Libos spuścił wzrok i chowając swoją okrwawioną dłoń, powiedział cicho:

– Wniosek rozpatrzony pozytywnie.

Sam siebie zapytał i sam sobie odpowiedział?

 

Paramis przez ten czas zajmował się swoimi uprawami za swoją willą i poświęcił swoje myśli na zapisywanie w kronice każdego przebytego dnia.

 

Paramisowi zrobiło się żal

Kogo zrobiło mu się żal?

 

Słońce nie patrzyło na niego, zauważył.

?

 

Zobaczył człowieka. Kolejna istota przedostała się przez kopułę.

Zobaczył człowieka. Kobieta została zabita na jego oczach.

Zobaczył człowieka. Ktoś oprócz nich żyje na tym świecie.

Zobaczy-

Błagała o pomoc.

Ten zapis jest koszmarny.

-->

Kolejna istota przedostała się przez kopułę.

Ktoś oprócz nich żyje na tym świecie.

Kobieta została zabita na jego oczach…

Błagała o pomoc.

 

Przez jego gardło nie mogło się przedostać żadne słowo:

– Odsuń się od tego, proszę cię.

A jednak się przedostało.

 

Drugą również zabiłeś, zabi-

Nie tak się zapisuje przerywanie wypowiedzi.

--> Drugą również zabiłeś, zabi…

 

To ja nie jestem w stanie to z tego wyciągnąć.

--> Ja nie jestem w stanie nic z tego wyciągnąć.

 

Paramis patrzył na Libosa z horrorem.

Dobrze, że nie z kryminałem.

--> Paramis patrzył na Libosa z przestrachem.

 

Libos próbował znaleźć w oczach Paramisa zrozumienie. Paramis próbował znaleźć w oczach Libosa człowieka.

Oboje byli zawiedzeni.

O, to są bardzo ładne zdania.

 

– Powiedziałeś mi, że studiowałeś w Akademii omnitriantykę za młodu

To wymyślona specjalizacja na potrzeby opowiadania?

 

Gdy Paramis wyszedł na szczyt wzgórza i jego oczom ukazała się drewniana chata. Wysoki mężczyzna miał przez chwilę ochotę coś krzyknąć, odezwać się, powiedzieć.

Dlaczego te zdania są rozdzielone?

 

Tam, gdy przeszedł mniejsze wzgórze, zobaczył on stojącego Drugiego Zarządcę stojącego przed okrągłą wyrwą w kopule.

 

 

Choć realizacja mogłaby być lepsza (nie wypisywałam wszystkich błędów), pomysł na opowiadanie jest naprawdę dobry. Zaciekawiło mnie wiele rzeczy: słońce i księżyc wyrażające emocje, kopuła powstała na skutek felernego eksperymentu, dwóch ostatnich ludzi na świecie, tajemnicze istoty spoza kopuły… Miałam nadzieję, że rozwiniesz nieco wątek tych tajemniczych istot i wyjaśnisz chociaż troszkę, co przyczyniło się do stworzenia Morowiatru, szkoda, że tak się nie stało, ale to Twoje opowiadanie i Ty tu rządzisz.

Niestety nawiązanie do obrazu jest nikłe i jakby dopisane na końcu na siłę.

Tak czy siak, ogólnie opowiadanie wypada raczej na plus. W przyszłości polecam korzystać z bety, bo podczas niej można wiele się nauczyć, a użytkownikom Portalu przedstawiasz wypolerowany tekst, który można czytać bez potknięć.

 

Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Poczuł dym zanim go jeszcze zobaczył.

--> Poczuł dym, zanim go jeszcze zobaczył.

 

Plecy trafiły w framugę drzwi balkonowych

we framugę

 

bo nogi odmówiły dalszego posłuszeństwa.

 

 

 

Ach, jak ja nie lubię takich ciężkich tematów wojennych… Wiem, że nie powinno się o takich rzeczach zapominać i nie można udawać, że nie było sprawy, ale nadal nie dojrzałam do tego tematu na tyle, by móc podejść do tego z dystansem.

Dużo jest napięcia, ale akcji w sumie niewiele. Dobrze, że złagodziłaś wszystko snem zaduszonego dymem człowieka (chociaż czy na pewno to był sen?), dzięki temu tekst nie pozostawia czytelnika z absolutnym poczuciem beznadziei.

Swoją drogą, przypomniał mi się sen, w którym byłam żołnierzem w Korei Północnej, przyłapanym na próbie ucieczki. Założyłam dłonie za głowę i czekałam na strzał. To był chyba mój najgorszy koszmar, jaki mnie kiedykolwiek nawiedził.

Wracając do opowiadania: warsztatowo nie ma raczej się do czego przyczepić, porządnie napisany tekst. Tylko szkoda, że nawiązanie do obrazu takie nikłe.

Tak czy siak, fajnie, że wzięłaś udział w konkursie! Dziękujemy Ci za to i czekamy na kolejne Twoje dzieła smiley Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Good moaning,

 

niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.

 


 

zostaje to wyryte w materiale trwalszym, niż kamień mojżeszowych tablic.

zostaje to wyryte w materiale trwalszym niż kamień mojżeszowych tablic

 

Moja nauczycielka, naga, klęcząca nad mężczyzną, którego nie znałem, z plecami wygiętymi w łuk i rękoma wzniesionymi w bezbożnej ekstazie

Wygląda to w mojej głowie groteskowo. Kto tak robi?

 

bo najwyraźniej tak się teraz nazywa.

Nagle czas teraźniejszy się wkradł.

 

wyświetlane na siatkowkach jak film w kinie.

Literówka.

 

Nie wydaje mi się, żeby zabójstwo Mary było konieczne. Co by się stało, gdyby jej nie zabił? Co zrobiłaby nauczycielka? Nie znamy stawki ani konsekwencji niespełnienia obietnicy.

 

Nie wydaje mi się też, że szef pokazałby dane poufne pracownikowi, tylko dlatego, że ten ma jakieś delulu. Z perspektywy szefa oczywiście.

 

Fajny twist. Czytelnik myśli, że to było bezbożne cimci-rimci, a to tylko zwykły, krwawy rytualik.

Jest tylko jeden, mały problem. Nie widzę w ogóle nawiązania do obrazu :p Na dziele pani Anny widzimy kobietę, która poprawia sobie włosy, nie przypomina mi to unoszenia rąk w ekstazie. No i nie ma pleców wygiętych w łuk.

 

Poza tym zacny szorciak i horrorek.

 

Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już niekatualne.

 


 

 

– Tak – rzekła Flora, ale nie wcale się tak nie czuła.

 

– Pobrałam odrobinę krwi, aby komputer zbadał skład twojej krwi, a także zsekwencjonował twoje DNA.

--> – Pobrałam odrobinę twojej krwi, aby komputer zbadał jej skład, a także zsekwencjonował twoje DNA.

 

a jedynie sprężonego, wilgotnego powietrz.

powietrza

 

Flora usiadła obok stery spodni

sterty

 

Floriana pokazała żółty pasek.

Jaki żółty pasek?

 

– Czuję się lepiej – orzekła Flora.

Chyba miało być: odrzekła.

 

mamy premia z marketu.

premię

 

 

Mam ważenie, że przeczytałam coś dobrego, coś, co z przyjemnością bym przeczytała jeszcze raz na papierze i że tekst napisał jakiś znany, wprawny autor. Wszystko jest w punkt: język, stylistyka, wyważenie napięcia i emocji, ekspozycja, wiarygodne postaci, solidnie zbudowane zawieszenie niewiary. Do tego zaskoczyłeś mnie dopasowaniem fabuły do obrazu: byłam bardzo ciekawa, jak to połączysz i jestem w pozytywnym szoku.

 

Jestem szczerze zachwycona. Bardzo się cieszę, że wziąłeś udział w konkursie i że opublikowałeś go na czas. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gutyn Morgyn,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.

 


 

 

Wyjątkowo tępa łyżka.

A są łyżki ostre?

 

nieładnie puszczając oko w stronę nieco już podpitej kompanii.

W jaki sposób puszcza się nieładnie oko?

 

Ale nie to martwiło Julego. Nie tylko to.

Więc nie to czy nie tylko to?

 

Gorzałka krążyła wokół ogniska, a ognisko zaczynało krążyć wokół pijących.

Rozumiem zamysł, ale raczej by to tak nie wyglądało w oczach pijanych. Może:

--> Gorzałka krążyła wokół ogniska, a ognisko zaczynało krążyć przed oczami pijących.

 

Faktycznie. Na drewnianej ławie siedziała młoda kobieta z twarzą ukrytą w dłoniach.

Podejrzewam, że akcja nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Dlatego zamieniłabym faktycznie na Rzeczywiście.

 

Bandyta odwrócił się do niego i w jednoznacznym geście machnął nożem na wysokości szyi.

– Panienka wybaczy… – wznowił po chwili.

Bandyta to powiedział?

 

Dziewczyna była naga, choć spowita czymś co w jednym momencie przypominało tiulową, zwiewną sukienkę, w drugim baranie futro.

Po pierwsze, skoro była czymś spowita, to nie mogła być naga. A po drugie, nie ma takiego futra, z którym można byłoby pomylić sukienkę.

 

Łatwo było przeoczyć potężne szpony miast dłoni, sterczące z burzy rozczapierzonych włosów uszy, kły ociekające krwią i puste, ogromne oczy.

Naprawdę łatwo to było przeoczyć?

 

usłyszawszy potężny głos niosący się ponad miejskim gwarem. wiedziony niby czarem, przerywał swoje codzienne czynności,

Co tu się wydarzyło?

Rymy i kulejąca interpunkcja.

 

Nie co dzień dzieje się coś, co nie dzieje się nigdy.

A kto umarł, ten nie żyje ;p

 

niczym potok wypełniający suchą nieckę, stojące przed wejściem postacie pobierające wejściowe ani myślały o zamykaniu furt prowadzących do wnętrza. Wręcz przeciwnie. Wpuszczały każdego, kto sypnął groszem do stojących przy wejściu, stalowych puszek,

 

Widownia ochnęła

Obawiam się, że nie ma takiego słowa.

 

w momentach kulminacyjncyh rozpadając się na atomy palców, dłoni, przedramion

Atomy palców?

Literówka.

 

Zimne powietrze dodawało jej otuchy, napełniało mocą, które nie czuła nigdy wcześniej.

którego nie czuła

 

 

Chyba coś nie zagrało z ekspozycją i chronologią. To Maryla była tym wilkołakiem, który grał w teatrze cieni, tak? Nie wiem, pogubiłam się.

W sumie to nie wiem, co miało być główną osią opowiadania. Kobieta-wilkołak, teatr cieni, Jule, bandyci? Na co nam taki szczegółowy opis bandytów i obozowania na początku? Zakończenie też nie wydaje się zbyt spójne z resztą opowiadania.

 

Kleić zdania umiesz, to na pewno. Język masz kwiecisty, chociaż ja nie jestem fanką rozwlekania opisów, ale fanów takiego stylu z pewnością jest wiele.

 

Niestety nie znalazłam żadnego nawiązania do obrazu. Jedno zdanie o kobiecie obleczonej futrem (i nawet nie mamy pewności, że to było futro) to zdecydowanie za mało. Tym bardziej że to nawet nie była kobieta, lecz wilkołak.

 

Tak czy siak, dziękuję za udział w konkursie i życzę powodzenia w dalszym doskonaleniu warsztatu. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Good moaning!

 

 

Pokazano mu ostateczny aspekt, który nieograniczony wzrok Michała objął w całości i na zawsze zapisał jako uczucie.

Nie rozumiem tego zdania.

 

Żołnierze mieszają się na ten obcy widok.

Dobrałabym inne słowo. Bo oczami wyobraźni widzę, że mieszają się między sobą w szyku.

Może:

--> Żołnierze płoszą się na ten obcy widok.

 

 

No no, zacny tekścik.

Obraz świata przedstawionego przez Ciebie skojarzył mi się nad wyraz pozytywnie, bo w jakiś sposób nawiązał w mojej głowie do ukochanej przeze mnie gry Heroes of Might and Magic III, z której zresztą mam czarnego smoka w awatarze. Czemu tak mi się skojarzyło? Może dlatego, że jak włączamy grę podstawową, to widzimy na ekranie archanioła z płonącym mieczem, a w niektórych wersjach gry także Lucyfera ;p No nie wiem, nie wiem. W każdym razie obrazek kojarzy mi się pozytywnie.

Jednak pozytywne skojarzenie to za mało, by odpowiednio docenić tekst.

Pod względem warsztatowym i językowym jest wspaniale. W sumie to nie miałam czego poprawiać. Oczywiście Tarnina by coś znalazła, ale gdzie mi do Tarniny. Dla mnie było w porządku.

Podoba mi się Twoje wytłumaczenie przemiany Lucyfera z anioła w diabła. Na minus jednak jest w sumie mało akcji i napięcia, nie przejęłam się zbytnio losem Lucyfera i jego popleczników. Myślę, że gdyby nieco rozwinąć pomysł, opowiadanie by na tym zyskało.

Tak czy siak, mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedno z lepszych opowiadań konkursowych. Cieszę się bardzo, że wziąłeś udział w konkursie i czekam na kolejne dzieła!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gutyn Morgyn,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.


 

ale nie znajomy, jak ten który płonął w domowym palenisku.

--> ale nie znajomy, jak ten, który płonął w domowym palenisku.

 

Oczywiście, tylko jeżeli domownicy składali pilnie ofiary z kuci, chleba i miodu w każde przesilenie zimowe

Co to jest kuć? Internet pokazuje mi tylko znaczenie czasownika kuć, a jak dopisałam “słowianie” to mi zaczął gadać o słowiańskim przykucu ;p

 

uważając by ani słowo nie wydostało się poza ściany izby.

--> uważając, by żadne słowo nie wydostało się poza ściany izby.

 

Po tym jak mała Nawoja zdradziła rodzicom

--> Po tym, jak mała Nawoja zdradziła rodzicom

 

Samboja i Wisław odbyli długą, nocną rozmowę, która po raz pierwszy uświadomiła małej miłośniczce przygód, podsłuchującej skrzętnie pod drzwiami, z jakimi niebezpieczeństwami wiąże się jej tajemnica.  

Hm. Czy w tamtych czasach istniały chaty z osobnymi izbami i do tego jeszcze z drzwiami?

 

A przynajmniej przed nikim innym, niż Mojmira.

--> A przynajmniej przed nikim innym niż Mojmira.

 

i pobiegła w stronę lasu, na którego skraju czekała na nią Mojmira.

Zmieniłabym szyk:

--> i pobiegła w stronę lasu, na skraju którego czekała na nią Mojmira.

 

jako symbol wszechogarniające spojrzenia Roka.

wszechogarniającego

 

Zaledwie kilka minut później, obie dziewczęta zbiegały gorączkowo po stromym wzgórzu,

Ciekawe, że już wtedy mieli zegary i dzielili czas na sekundy, minuty i godziny ????

Może: zaledwie kilka chwil później?

 

Doła była opiekunką ogniska domowego

Literówka.

 

Mieszkańcy osady przyjęli ich z otwartymi ramionami, choć nie byli zachwyceni próbami szerzenia nowej wiary.

Czyli w sumie ich nie przyjęli z otwartymi ramionami.

 

Jednak w porze żniw przerażający żywioł nawiedził pola i lasy, i w zaledwie tydzień przetaczające się po niebie burze zniszczyły to, co ludziom zajęło miesiące, by wyhodować.

Niezgrabnie brzmi ta końcówka zdania. Może:

--> Jednak w porze żniw przerażający żywioł nawiedził pola i lasy, i w zaledwie tydzień przetaczające się po niebie burze zniszczyły wszystko, co ludziom przez miesiące udało się wyhodować.

 

Znów nie było, co jeść.

--> Znów nie było co jeść.

 

– Ja…być może wiem, co to za miejsce

Spacja po wielokropku.

 

Zmusiła się do do odpowiedzenia uśmiechem.

 

Miałą graniczące z pewnością przeczucie, że widzi go po raz ostatni i to przeczucie ją przerażało.

Literówka.

 

w ręku mając na wpół upleciony

trzymając na wpół upleciony

 

więc została wygoniona z domu, pleść wianek

--> więc została wygoniona z domu, by pleść wianek

 

Teraz, w jednej chwili cały jej świat stanął pod znakiem zapytania.

Słowianie nie znali znaków zapytania.

Może:

--> Teraz, w jednej chwili napadły ją wątpliwości co do natury niemal całego świata.

 

Być może Mojmira od samego początku myliła się, co do bransolet.

--> Być może Mojmira od samego początku myliła się co do bransolet.

 

a zaraz po nim uszu Nawoi dobiegły skonsternowane głosy ludzi

--> a zaraz po nim do uszu Nawoi dobiegły skonsternowane głosy ludzi

 

Nawoi dobiegły skonsternowane głosy ludzi, którzy wychodzili z domów, by sprawdzić, co się dzieje. Nawoja również podążyła za sznurem gapiów w stronę, z której dobiegł krzyk. Przy wejściu do osady zebrała się spora gromadka ludzi, którzy z ożywieniem o czymś dyskutowali. W samym środku grupy stała jakaś milcząca postać, która, jak się wydawało, była przyczyną całego poruszenia.

 

 

Holly molly. Ależ to jest dobre!

Mimo że tekst nie stoi akcją, dużo się w nim dzieje. I to jest sztuka! Bo co to za trudność, wciągnąć czytelnika pościgami i wybuchami. Tutaj akcja jest subtelna, ale kureczka, wciągnęła mnie po całości. Z tego też powodu bez wahania decyduję się na nominację.

 

Uwielbiam klimaty słowiańskie i żałuję, że nie mam więcej czasu, żeby poczytać na ten temat. Za dużo rzeczy mnie interesuje ;p Jak nie średniowiecze, to wikingowie, jak nie wikingowie, to mitologia grecka, jak nie mitologia grecka to słowiańska właśnie. A czasem przydałaby się jakaś lekka lektura do tego, kryminalik na trzy wieczory. Do tego inne zainteresowania dochodzą, praca… Dlatego dobrze, że są takie opowiadania, które poszerzają moją wiedzę na dany temat.

 

Język piękny, stylistyka również, choć czasem coś zazgrzytało, jak z tymi minutami czy osobną izbą w ziemiance właśnie. Chociaż kto wie, może faktycznie były osobne izby, wydajesz się mieć większą wiedzę na ten temat.

 

Nawiązanie do obrazu jest niewielkie, ale jest i zostało zgrabnie wkomponowane do opowiadania. Możesz być naprawdę z siebie dumna, to świetne opowiadanie i chętnie poczytałabym kontynuację, jestem ciekawa, czyjego boga jest dziecko i jakie byłyby jego losy.

 

Bardzo się cieszę, że wzięłaś udział w konkursie i z wypiekami na twarzy czekam na kolejne Twoje dzieła!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi techniczne mogą być już nieaktualne.


 

Od północy stolica i okoliczne miasta ciągnęły z rdzenia maksimum.

Chodzi o miejsce czy czas?

 

Wykonalne. Jeśli fizyka odpowie zgodnie z równaniami.

Ładne.

 

System przeliczał warunki.

Musiał działać szybko.

System czy Nilas musiał działać szybko?

 

– Procedura wymaga ewakuacji – zaczął 847R – w przypadku przekroczenia–

Ogromny huk przeszył halę.

Nie powinien być na końcu wypowiedzi wielokropek, skoro została przerwana?

 

Tylko przy rdzeniu wiedział, że jest.

Nie rozumiem. Że czym jest? Czy może chodzi o kwestię stricte istnienia?

 

Jeden spojrzał.

Spojrzał na co?

 

 

 

Opowiadanie nie jest łatwe w odbiorze i wymaga najwyższego skupienia przez cały czas czytania, przynajmniej dla mnie. Uważam, że to nie jest dobre i nie zachęca do przeczytania kolejnych dzieł autora, nawet jeśli fabuła jest bardzo ciekawa, a język jest nienaganny. Świat przedstawiony jest skonstruowany z rzadko spotykaną pieczołowitością, ale jest też nieco skomplikowany. Wstawki polityczne dobiły mnie całkowicie. Nienawidzę polityki, mam na nią alergię, nie znam się na niej i tak, wiem, że jako dorosły człowiek powinnam się nią interesować, żeby wiedzieć, co się dzieje i patrzeć na ręce władzy, ale ja nie mam na to zdrowia po prostu. Sama mam swoje problemy, moja psychika jest zbyt krucha, a wrażliwość zbyt wielka, żeby dźwigać jeszcze do tego problemy całego kraju czy świata. Nawet nie oglądam wiadomości, bo potem dostaję depresji. Zresztą, śledzenie wiadomości niczego nie zmienia, jedynie to, że ja się denerwuję i stresuję. Z polityką jest tak samo, nieważne, jak zagłosujesz i tak każdy rządzący ma obywateli gdzieś, robi swoje i myśli tylko o sobie.

 

Ale wracając do tekstu: abstrahując od jego zawiłości i wątków politycznych, jest świetny i nie sposób nie docenić szczegółowości zarówno w warsztacie jak i świecie przedstawionym. Zbudowanie tak solidnego zawieszenia niewiary w tak skomplikowanym świecie jest czymś niesamowicie trudnym, za co czapki z głów. Jedyne, co mi zazgrzytało, to otwarty komunikat w radiu o zwolnieniu tak potężnej liczby portowców. Raczej rządzący chcieliby to zrobić po cichu.

Główne wątki opowiadania, czyli zastępowanie syntetyków zaawansowanymi systemami (nawet cyberludzie są zagrożeni przez AI!) i brak docenienia postawy heroicznej syntetyka są tak życiowe i wiarygodne, że aż nie wiem, co powiedzieć. Jestem zachwycona.

 

Cieszę się, że wziąłeś udział w konkursie i że zdecydowałeś się w końcu coś wrzucić na Portal. Życzę powodzenia w dalszym rozwoju i czekam na kolejne opowiadania! (Tylko może z mniejszą dawką polityki ;p)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bry!

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 


 

W progu drzwi stanęła jego żona Eliza. Jej rude kręcone włosy migotały od promieni słonecznych wpadających przez okno.

Dużo zaimków.

→ W progu drzwi stanęła Eliza. Rude, kręcone włosy żony migotały od promieni słonecznych wpadających przez okno.

 

– Minęło już trochę czasu, a ja dalej nie potrafię poukładać sobie tego w głowie – Odpaliła ostatniego papierosa.

→ – Minęło już trochę czasu, a ja dalej nie potrafię poukładać sobie tego w głowie. – Odpaliła ostatniego papierosa.

 

Fotografia przedstawiała, jak oboje trzymają miesięczną córeczkę.

Eliza odłożyła talerz do zmywarki i oparła się o okno. Na parapecie leżała paczka papierosów i zapalniczka.

– Minęło już trochę czasu, a ja dalej nie potrafię poukładać sobie tego w głowie – Odpaliła ostatniego papierosa. – Była z nami tylko cztery miesiące i…

To miała miesiąc czy cztery?

 

W pokoju dziecka zrobimy ci prawdziwą pracowanie.

Literówka.

 

Jednak, gdy pomyślę tylko o malowaniu. Czuję się, jakbym miała pokonać wysoką górę, której szczyt przysłania gęsta mgła.

→ Jednak, gdy pomyślę tylko o malowaniu… Czuję się, jakbym miała pokonać wysoką górę, której szczyt przysłania gęsta mgła.

 

Udali się do sypialni, oczekując na jutrzejszy dzień.

→ Udali się do sypialni, oczekując jutra.

 

W trakcie, kiedy jego żona się malowała, zaczął przygotowywać jajecznicę z pomidorami.

→ Kiedy jego żona się malowała, przygotowywał jajecznicę z pomidorami.

 

co chwile podskakując

Literówka.

 

Oprócz tego za nim wsiedli na rower,

zanim

 

Konrad szarpnął za kierownicę.

szarpnął kierownicą

 

Samochód zatelepało

→ Samochodem zatelepało

albo zatrzęsło

 

Eliza była wbita w fotel, ciężko oddychała.

→ Eliza ciężko oddychała, wbita w fotel.

 

– Chyba wszystko dobrze, nic się nam nie stało… – powiedziała Eliza, przytulając męża.

Nienaturalna reakcja, nikt tak w szoku nie reaguje.

 

Wiesz, jak reaguje na widok krwi

reaguję

 

Minęli kilka ciemnych uliczek, z których roztaczał zapach alkoholu.

Kto lub co roztaczał ten zapach?

 

Dynamicznie muskał struny

https://sjp.pwn.pl/slowniki/muska%C4%87.html

Obawiam się, że nie można dynamicznie muskać strun.

 

– Za darmo – rzucił wesoło Dorian. – Ale… – przeciągnął i spoważniał. – Mam pewien, mały warunek. Obraz, który namaluje na nim pani Elizabeth, zostanie mi oddany. Oprócz tego, że ten zestaw będzie wasz, to dodatkowo zapłacę za obraz. Zapłatą będzie coś, czego na pewno nie jesteście w stanie kupić. Zgoda?

– Zgoda – rzuciła Eliza, nie zastanawiając się i uścisnęła twardą dłoń Doriana.

Eliza ma 14 lat czy jest po prostu nadzwyczajnie głupia?

Pamiętaj, że czynienie bohaterów głupcami jest bardzo ryzykownym zabiegiem. Większość czytelników nie chce kibicować głupcowi ani śledzić jego historii.

 

Małżeństwo jeszcze raz podziękowało za wszystko, po czym wyszli i po krótkiej chwili wrócili.

Wyszli i wrócili do środka? To po co w ogóle wychodzili?

 

Może nie widział wczesnych objawówobjawiły się właśnie dziś

 

 

Na początku próbowałam wypisać wszystkie literówki, błędy interpunkcyjne i dialogowe, ale potem stwierdziłam, że nie mam na to czasu. To robota na betę, nie na komentarz jurorski.

Tekst obfituje w infodumpy, jest naszpikowany zbędną szczegółowością. Na co mi wiedzieć, że Konrad przygotowywał jajecznicę, gdy żona się malowała, albo że w rozsuwanych drzwiach otwierała się tylko lewa część. Niczego te fakty nie wnoszą do fabuły, nie wnoszą niczego do świata przedstawionego, nie budują napięcia. Są totalnie zbędne. Zwracaj na to uwagę w przyszłości: czytaj tekst na głos (w ten sposób wyłapujesz też rytmikę i prawidłowość szyku) i zastanów się, czy dany fakt/wątek/sytuacja jest potrzebna i czy fabuła straciłaby na tym, gdybyś dany fragment usunął.

Opowiadanie jest też zainfekowane zaimkozą.

Uśmiechnął się wysoki, szczupły mężczyzna, oglądając ich przez czarne lenonki przysłaniające jego oczy.

W progu drzwi stanęła jego żona Eliza. Jej rude kręcone włosy migotały od promieni słonecznych wpadających przez okno.

Było tego więcej.

 

Pomysł nawet ciekawy, niestety wykonanie wymaga wiele pracy. Ale spokojnie, każdy kiedyś zaczynał. Przy następnym opowiadaniu nie wahaj się korzystać z bety, wszyscy na tym skorzystają, zarówno Ty, jako pisarz, jak i my, czytelnicy.

 

Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gutyn Morgyn,

 

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 


 

Gdym go o to później zagadnęłam

Gdym go o to później zagadnęła

 

przyznał, że prawdy wyjawić mu nie wolno. 

nie wolno brzmi zbyt współcześnie.

 

ujrzeliśmy potężną, karocę,

ujrzeliśmy potężną karocę,

 

W oczy moje spojrzał prosto

Już wiemy, że jej oczy, bo chwycił ją za ramiona.

 

Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem

Wchodząc przez ten portal, o którym ci wzmiankowałem

 

Dziecka , którego nadal nie odnalazłem.

Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Ładny opis cimci-rimci, subtelny i elegancki.

 

To po to właśnie nurkował tamtego wieczoru.

Nie było nic wspomniane o nurkowaniu, tylko że mieczem grzebał. Chyba że tak się mówiło kiedyś też na grzebanie w wodzie.

 

On odwagę i kierunek mi nadał. Ucięłam warkocze, strój męski przywdziałam i do Krakowa wyruszyłam. Z miłości do nauki, jak to potem przed sądem biskupim rzekłam.

Nie widzę żadnego powiązania. W jaki sposób przybysz z innego świata nadał ten kierunek?

 

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję

Skoro są bezprzewodowe, tu spadły mu na ziemię.

 

Zapadła cisza.

A co, wcześniej panował hałas?

 

zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew.

Mamy tu kierunek, więc: ponad korony drzew.

 

który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych

który nie pokazywał ani godziny ani ziemskich współrzędnych

 

– Eh, Znowu – westchnął z ciężką rezygnacją

– Ech, znowu – westchnął z ciężką rezygnacją

 

demencją trawione kości

Hę? Chyba osteoporozą albo artrozą.

 

 

Niestety nawiązanie do obrazu jest znikome, żeby nie powiedzieć, prawie żadne.

Zazgrzytał mi fragment, w którym wspomniałeś, że ukochany Nawojki nadał jej kierunek i dzięki niemu poszła na uczelnię. Nie widzę związku między jednym a drugim, nie dostrzegam tego wpływu.

Bitwa z orkami i czarnymi elfami nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, moim zdaniem niczego nie wniosła do tekstu. Prawdopodobnie dlatego, że nie urosło we mnie przekonanie, że te istoty są groźne – w sumie niewiele znaków im poświęciłeś.

 

Nie podobał mi się też fragment z czasów współczesnych, jest zbędny, niczego nie wnosi, jego usunięcie nie zmieniłoby nic w opowiadaniu i wybija z „wczuty”.

 

Stylistyka i język są godne pochwały. Próbuję pisać opowiadanie w stylu średniowiecznym i wiem, ile to pracy i poświęcenia kosztuje, więc szacunek.

 

Nie znałam historii Nawojki, ale dzięki Twojemu opowiadaniu mam ochotę to nadrobić. No i jaki ładny prezent z okazji Dnia Kobiet, dziękujemy smiley

 

Dziękuję za udział w konkursie i życzę powodzenia w dalszym tworzeniu!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Buna zia!

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 

spojrzenie zamkniętych powiek

Jak można spojrzeć zamkniętą powieką?

 

Nie pomagały i rzęsy, gęste i długie

Nie pomagały też rzęsy, gęste i długie

 

Antenka zadrżała gniewnie, gdy wysuszony i pomarszczony palec wystrzelił w kierunku obrazu.

Jaka antenka?

 

Pod ciężkim aksamitem dalej kotłowało się poranne życzenie ochroniarza.

Czyli jakie? Dużo tu zagadek.

 

Dama pokraśniała. Choć starała się to ukryć, prawda była taka, że w życiu niejeden pędzel już ją przeleciał.

Hahhahahhahahah, leżę :P Jejku, genialne.

 

„Ludzie to głupcy” – prychnęła i wzdrygnęła się, gdy staruszka potarła sfatygowany róg obrazu.

Domyślamy się, że to pomyślała dama z obrazu, ale lepiej to doprecyzować.

 

„Niech se w dupę wsadzi ten uśmieszek”.

Ale kto ma wsadzić w dupę uśmieszek?

 

Za jej plecami poniosły się oklaski, przerywane gwizdami, a Dama dostrzegła wahanie w oczach staruchy.

Czym były spowodowane te oklaski i gwizdy?

 

– I żeby ta flądra spod czwórki dostała grzyba na ścianach.

:P

 

Przewróciła oczami pod zamkniętymi powiekami

Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

 

Skupiony na książce tak mocno, jak może to zrobić tylko osoba przekraczająca światy, nie dostrzegł jej obecności.

Ale kto?

 

Tyle dobrze, że teraz jakiś lachonik się pojawił, a nie te potwory co ostatnio.

Hahaha ;p

 

Śledziła go chwiejnym wzrokiem.

Hmm. Krok może być chwiejny, ale wzrok?

 

Wino szumiało coraz mocniej w głowie spowitej błękitnym aksamitem.

Hę?

 

Nie chciała nie istnieć.

Chyba jest za dużo o jedno “nie”.

 

Aparatura rzęziła miarowo, odmierzając czas skradziony przeznaczeniu.

Bardzo ładne.

 

Zaskoczony Łukasz podążył za nią z niewinnością cielęcia.

Że co?

 

mruknął Łukasz, ściągając do siebie niewielką fortunę.

https://sjp.pwn.pl/slowniki/fortuna.html

Fortuna nie może być niewielka.

 

Zaszurał niechętnie kamiennymi stopami.

Kto zaszurał?

 

Ciemność obserwowała boginię, myśląc, że są to młodzieńcze wygłupy. Zawołała do siebie Czas oraz Życie i opowiedziała o niepokornej córce.

Zaraz, moment. Skoro Śmierć była córką Ciemności, to kim byli dla niej Czas i Życie? Wcześniej wspomniałeś, że Śmierć jest córką Czasu i Życia, a teraz piszesz, jakby była córką Ciemności. Więc?

 

Łukasz chwycił jej drżące ramiona i przytulił ją do piersi.

Dużo zaimków w jednym krótkim zdaniu.

--> Łukasz chwycił drżące ramiona Damy i przytulił ją do piersi.

 

Dama zaczerpnęła powietrza, a w jej oczach zabłysła nienawiść, gdy spoglądała na tę, która ją uwięziła.

– Bogowie pojmali Śmierć i stworzyli klatkę, z której miała nigdy nie uciec. Życie utkało płótno, które miało zostać jej domem. Czas zbudował ramy, więżące ją w środku. Werniks stworzony z ciała Ciemności odebrał moc otrzymaną z racji urodzenia. Była to kara za to, że śmiała marzyć.

 

Nie rozumiem. Z tego opisu można wywnioskować, że Dama jest Śmiercią. Ale ten opis temu zaprzecza. To kto jest kim?

 

Stał się zbyt słaby, by podróżować, więc zamiast pokazywać mu świat, Dama zaczęła go stwarzać słowami

Tworzyła Łukasza słowami?

Łukasz wziął ostatni oddech, budząc jej ostry jazgot.

Coś tu jest nie tak.

 

jakimś cudem wiedziała, że zegar w sali numer siedem przestał bić

Co to za sala?

 

Dalej spełniała życzenia, jednak robiła to na opak. Pieniądze? Spadek po babci.

Nie rozumiem, co tu jest na opak. Pieniądze to pieniądze, kto by nie chciał ich dostać w spadku? Jakbyś napisał: długi otrzymane w spadku, to wtedy jest to jak najbardziej na opak.

 

 

Przyznam szczerze, że opowiadanie sprawiło mi dużą przyjemność, losy Damy i Łukasza śledziłam z zainteresowaniem. Na początku było nieco chaotycznie, ale potem tekst szedł już właściwym, stabilnym torem.

 

Doceniam humorystyczny charakter opowiadania. Bardzo lubię, gdy autor stara się rozbawić czytelnika, to prawie zawsze wychodzi na plus.

 

Obraz bardzo dobrze i bardzo ładnie wykorzystany. Wzruszasz zakończeniem, grasz emocjami, ale też nie przesadzasz z tą grą, dawka wzruszeń jest odpowiednio wyważona. To naprawdę dobry tekst, gratuluję!

 

Dziękuję za udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie laugh

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 


 

choć jego treść znacząco odbiega od sielskości przestawionego przez Panią Annę krajobrazu

przedstawionego

 

Zmęczone oczy przez grube szkła spoglądają w dal, ponad kotłującymi się, coraz gęstszymi miazmatami. 

Czy miazmaty są widoczne?

 

mleczny opar tryska spomiędzy kwiatów po drugiej stronie ścieżki.

Chyba bardziej: tryska pomiędzy kwiatami. Bo spomiędzy sugeruje, że mleczny opar skądś się wydobywa, czyli wytryskuje.

 

Czerwienieje od dotyku płatków, wysysa z nich barwę. 

Hm, brzydkie to czerwienieje. Może:

Z płatków wysysa intensywną czerwień.

 

Tekst trzeba wyjustować.

 

Ludzie obok których malec przebiega twarze mają posępne, skupione, na niejednej malują się strach i niepewność.

Brzmi niezgrabnie.

Twarze ludzi, obok których malec przebiega, są posępne, skupione, wyrażają strach i niepewność.

 

Jeśli nic się nie wydarzy dotrzemy na przystań przed zmrokiem.

Jeśli nic się nie wydarzy, dotrzemy na przystań przed zmrokiem.

 

Na twarzy dziecka malowała się powaga

Lubisz malować twarze ????

 

Staruszka, prowadząca niewielki sklepik w pobliskiej wsi ostrzegała,

Staruszka, prowadząca niewielki sklepik w pobliskiej wsi, ostrzegała,

 

Ludzie stąd wciąż pamiętają. 

Tutejsi wciąż pamiętają. 

 

Młodzi raz jeszcze przypadli do siebie, splatając oddechy.

Bardzo ładne.

 

rachityczna smuga szkarłatu.

Czy smuga może być rachityczna? Chyba bardziej drzewa czy coś. Ale smuga?

 

Faluje, jak macka jakiegoś morskiego stworzenia

Faluje jak macka jakiegoś morskiego stworzenia

 

Wyciąga się

Hm. A nie lepiej: rozciąga się?

 

Ludzie bez ładu i składu rzucili się do panicznej ucieczki.

A czy ktokolwiek kiedykolwiek uciekał spokojnie i składnie?

 

Czuł, jakby mu ktoś do głowy trocin napchał, a w mętnych oczach świat bujał się i wirował, rozmazywał w barwny kalejdoskop. W uszach słyszał tylko wysoki pisk.

Brakuje zwrotnego się przy czuł. Mętne oczy dla niego samego nie mogą być widoczne. Dźwięk nie może być wysoki, może mieć wysoką częstotliwość co najwyżej. No i trudno słyszeć pisk gdzie indziej niż w uszach.

Miał wrażenie, ktoś mu napchał trocin do głowy, w której rozlegał się tylko pisk. Świat bujał się i wirował, rozmazywał w barwny kalejdoskop.

 

Kilka sekund zajęło mu rozpoznanie w pochylającym się nad nim bladym bohomazie twarzy Feliksa.

Okropne jest to zdanie, nieskładne, chaotyczne.

Z trudem rozpoznał twarz Feliksa, która bardziej przypominała blady, rozmyty bohomaz.

 

Chłopak skulił się i zamknął oczy. Usłyszał świst, poczuł na policzku żar pocisku, który o włos minął jego głowę.

Uchwyt palców na ramieniu zelżał.

Kazik rozwarł powieki.

Zamiast Feliksa zobaczył krwawy strzęp o ludzkim kształcie, leżący obok, na zbryzganej czerwienią trawie. I kikut przedramienia z palcami wciąż zaciśniętymi na rękawie swojej koszuli.

Hehehe. Nie znam się na batalistyce, ale wydaje mi się, że przy takim rażeniu Kazik też by tego nie przeżył.

 

ale mimo to powątpiewał by coś takiego mogło istnieć

ale mimo to powątpiewał w istnienie tego czegoś

 

Kazik odmawiał piątą zdrowaśkę gdy Franek przestał walczyć.

Kazik odmawiał piątą zdrowaśkę, gdy Franek przestał walczyć.

 

Hm, trochę ta śmierć bez sensu. Bo samo zanurzenie się też wywołuje plusk.

 

Odległość była zbyt duża, by można cokolwiek usłyszeć,

Odległość nie pozwalała na usłyszenie czegokolwiek

 

Zsunął się wgłąb dziury

w głąb

 

ponieważ nie wiedział jakiego traktowania może oczekiwać ze strony pilnujących drugiego brzegu żołnierzy

ponieważ nie wiedział, jakiego traktowania może oczekiwać ze strony pilnujących drugiego brzegu żołnierzy

 

w głowie znów czuł trociny.

Co Ty masz z tymi trocinami ;p I jak można czuć trociny w głowie, jakie to uczucie?

 

 

Mmmm.

Jestem trochę rozczarowana. Nie ukrywam, że od Twojego nicku oczekiwałam opowiadania, które mnie wbije w fotel, albo które pozwoli przeżyć katharsis. Niestety nie zadziała się żadna z tych rzeczy. Trudno powiedzieć, dlaczego, bo przecież warsztatowo jest wspaniale (choć wkradło się parę zgrzytów językowych i logicznych). Może tematyka wojenna nie przekonuje mnie do końca? Nie znalazłam też szczególnego połączenia z obrazem. No nie wiem, nie wiem. Maruda ze mnie.

 

Mam nadzieję, że nie zrazisz się do mnie po tym komentarzu, przecież znasz swoją wartość :) Tak czy siak, na pewno z ciekawością przeczytam Twoje kolejne opowiadania i cieszę się, że wziąłeś udział w konkursie :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Droga Zasadzko!

 

Nie uwierzysz, ale skrzaty ukradły mi plik z komentarzem do Twojego opowiadania. I niestety muszę pisać tutaj na żywca komentarz :O

 

Z tego, co pamiętam, opowiadanie było bardzo chaotyczne i niewiele z niego zrozumiałam. Być może konieczne jest przeczytanie pierwszej części, by lepiej zrozumieć tę, jednak uważam, że nawet jeśli piszemy sequel, to powinien umieć się obronić w pojedynkę.

 

I nie znalazłam też za wielu nawiązań do obrazu. Szczerze mówiąc, to tekst nie przypadł mi do gustu, co było zaskoczeniem, bo zazwyczaj odbieram Twoje teksty pozytywnie. Ale w sumie tak to jest jak szukamy swojej drogi i eksperymentujemy. W końcu musi trafić się tekst, który nie spodoba się czytelnikowi tak samo, jak podobały mu się poprzednie.

 

Niemniej dziękuję za udział w konkursie i czekam na kolejne Twoje opowiadania! heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bry!

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 

 

uważała za prowincjonalna rozrywkę.

Literówka.

 

Akylaj była babką Timura i kobietą w nieokreślonym wieku. Skóra na twarzy i rękach pomarszczyła jej się ze starości, ale czarne jak węgiel i lekko skośne oczy patrzyły bystro. Zamiast ust miała cienką kreskę, którą czasami układała do uśmiechu. Mogła mieć sześćdziesiąt lat albo sto, albo jeszcze więcej.

Została zaproszona do salonu.

Akylaj została zaproszona?

 

Akylaj przesunęła po nim wzrokiem i podała kumys, przypatrując się gościowi natarczywie.

Mmm, mniam!

 

Stała tak nieruchomo, zawieszona między krzykiem wiatru a bezsłownym brzegiem jeziora.

Ale ładne!

 

Ciągle zdumiona podeszła do lustra. Z lustra patrzyła na nią dziewczyna w bogatym

Może w odbiciu, żeby uniknąć powtórzenia?

 

Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana

 

Na koniec przyszedł przywódca wioski

Odwiedził je?

 

Anna obudziła się z dziwnego snu i jak stała, wybiegła z komnat Akylaj. Przez następne dni chodziła zamyślona i nieobecna.

Odczuwam mocny dysonans czasowy. W mojej głowie to wygląda tak, że wybiegła i nagle z niezrozumiałych powodów się zatrzymała i się powoli szwendała.

 

 

Bardzo ładne opowiadanie. Żałuję, że nie było więcej opisów przyrody, bo te wychodzą Ci świetnie! Do dziś pamiętam „Przyjaciółkę lipy”, w której piękne opisy przyrody pomogły mi znaleźć nie tylko ukojenie, ale i inspirację. Twoje opowiadanie zmotywowało mnie do napisania „Ale zbaw nas ode złego”, choć efekt końcowy bardzo się różnił od pierwotnych planów. W pierwszym zamyśle chciałam, by główna bohaterka zbudowała swój azyl z ogrodu, też chciałam stworzyć takie piękne, sprowadzające błogość opisy natury. Ale nie potrafię, więc opowiadanie, nieposłuszne mojej pierwotnej wizji, skręciło w całkiem inną, szarą i smutną stronę. Oczywiście nie polecam Ci czytać tego opowiadania, to nie jest autoreklama ;p Jest długie i istnieje duże ryzyko, że się zanudzisz.

 

Ale wracając do meritum. Interesujące opowiadanie, choć po przeczytaniu przedmowy spodziewałam się czegoś całkiem innego smiley I jednak mało się tu zadziało, akcji za wiele tu nie ma, kibicować też nie ma komu za bardzo, bo za mało znam Ałtyn, żeby przejąć się jej losem.

 

Tak czy siak, dziękuję za uczestnictwo w konkursie i pozostaję z nadzieją, że w następnym opowiadaniu uświadczysz nas gęstymi i częstymi opisami przyrody, w które nikt inny jak Ty nie potrafi smiley

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gyd myrning,

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne, bo pisane w trakcie czytania.

 


 

Mmm… uwielbiam taki wiatr! Silny, ale subtelnie ciepły. Nie przenika, lecz aksamitnie owiewa policzki i układa włosy na plecach.

Jejku, najpierw pomyślałam, że podmiot liryczny ma takie długie włosy wyrastające z pleców ;p

 

Wciskam dłonie w kieszenie kurtki i rozkładam szeroko ramiona

Jak to jest możliwe? Przecież jak wkładasz ręce do kieszeni, to masz je przy tułowiu, nie możesz ramion wtedy rozłożyć.

 

Stuk przedmiotów energicznie przesuwanych w metalowej kuwecie, odbija się echem od gołych ścian.

Zbędny przecinek.

 

Gdy wszystko-uśmierzająca szpryca

Po co dywiz?

 

Mój kochany Kubełek.

Ale bym zjadła teraz KFC.

 

– Cześć Włodziu! – Staram się

– Cześć, Włodziu! – Staram się

 

Jedna z nich zsuwa się po nieruchomym policzku.

Zbędne.

 

Jakim prawem ktoś się w pokoju medytacyjnym?

Zjadłeś jakieś słówko.

 

Hm, hm, hm.

Hm, hm, hm.

Ogólnie bardzo mi się podobało, choć wykonanie mogłoby być lepsze (reg mnie zaraziła ;p)

Chodzi mi o to, że opowiadanie jest ładnie napisane i daje dużo do myślenia, ale w części po obrazie miałam wrażenie, że ten dialog z podświadomością, czy jak to inaczej nazwać, został przepisany z jakiejś książki typu poradnik dla początkujących medytujących czy filozofia buddyjska w pigułce. Trochę takich książek przeczytałam kiedyś, bo jak mnie nerwica dopadła, to na początku nie wiedziałam, co się dzieje i jak się ratować, więc łapałam się wszystkiego. Oczywiście nie twierdzę, że przepisywałeś te mądrości na żywca, ale bez wątpienia mocno takimi lekturami się inspirowałeś i przez to druga część opowiadania nabrała nieco charakteru infodumpowego.

 

Tak czy owak, jest to ciekawe opowiadanie i warte przeczytania. Kto wie, może nawet zachęci kogoś do sięgnięcia po książki o buddyzmie czy oglądnięcia wykładów Ajana Brahma, które, swoją drogą, serdecznie polecam, mnie zawsze pomagają nawet w najgorszych momentach.

 

Dziękuję za udział w konkursie i z autentycznym zainteresowaniem oczekuję kolejnych tekstów!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Ech. Co tu się wydarzyło.

 

To jest chyba manifest polityczny a nie opowiadanie?

Nie wiem, co myśleć o tych wstawkach o kobietach, moim zdaniem balansują na granicy szowinizmu, ale może to ja jestem przewrażliwiona. Pewnie przez te hormony.

 

Nie wiem, co ma pierwsza scena do reszty i inne sceny w sumie też. Mam wrażenie, że rzucałeś swoimi przemyśleniami i faktami historycznymi na przemian, co przypomina jakiś koszmarny patchwork, a nie składne i logiczne opowiadanie. Niestety.

 

Błędów nie wskazywałam, bo ich ilość mi na to nie pozwala niestety, szkoda, że tekst nie został poddany wcześniej becie.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi mogą być nieaktualne, były pisane niedługo po publikacji opowiadania.

 


 

Nie musisz dopisywać tytułu do opowiadania, wystarczy, że w piszesz go w odpowiednią rubrykę przy wstawianiu tekstu.

 

– Tak Dorotko – odpowiedziałam – a gdzie miałyby pójść?

– Tak, Dorotko – odpowiedziałam. – A gdzie miałyby pójść?

 

Będę robiła co mi się zachce!

Będę robiła co mi się zachce!

Ale zmieniłabym na:

Będę robiła to, na co mam ochotę!

 

Dziecko zaczęło wiercić cię niespokojnie

Chyba się?

 

– Chodź Dorotko – powiedziałam – pozamykamy okna.

– Chodź, Dorotko – powiedziałam. – Pozamykamy okna.

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Sylwia była inna, niż ja.

Sylwia była inna niż ja.

 

Nie rozumiałam jej, a ona nawet nie próbowała mi się z niczego tłumaczyć.

A czemu miałaby się tłumaczyć i z czego?

 

Z facetami radziła sobie lepiej, niż ja.

Z facetami radziła sobie lepiej niż ja.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-przed-niz;17490.html

 

Była czwarta, w zachodzącym słońcu śnieg miał lekko różowy odcień, ten brudny na chodniku też.

Raczej jest to niemożliwe.

 

a Natalia… bo miała się tacie urodzić.

?

 

Ucieszył się, że jego dzieci bawią się pod blokiem, jak za jego czasów.

Siękoza i zaimkoza.

 

Zdradzę wam sekret: życie jest śmiertelne.

Przecież to nie jest sekret. Poza tym to bardziej człowiek jest śmiertelny niż życie, no nie wiem, jakieś kulawe to zdanie.

 

Przylatujemy znikąd przezroczyści bez zamiarów,

Co proszę?

 

i jakieś takie miękkie ciało.

Bo inne ciała są z marmuru?

 

– Mój czas jeszcze się nie dopełnił – Ile razy nabierze się na ten elegijny ton?

Ekskjuz mi?

https://sjp.pwn.pl/slowniki/elegijny.html

 

Mgła gęstniała powoli, jakby przeciskała się twarz bez wprawy.

?

 

 

Na początku starałam się poprawić interpunkcję, ale potem się poddałam, bo jest tego zbyt dużo, od tego jest beta, a nie juror konkursu. Następnym razem postaw na betę, polecam, można się dużo nauczyć, a i niejedna ciekawa dyskusja może się z tego wywiązać ????

 

Tekst jest chaotyczny, nieskładny. Bohaterów jest za dużo, wydarzenia są rzucane jak ciuchy na stertę prania. Ni cholery nie wiem, kto jest kim, kto umarł, kto żyje, kto z kim zerwał. Przykro mi to pisać, ale gdybym nie była jurorką, odpuściłabym tekst już w połowie. Dlatego przy następnym opowiadaniu tym bardziej zachęcam Cię do bety. Bo pomysł jest, ale co z tego, skoro wykonanie nie pozwala cieszyć się lekturą.

 

Niemniej dziękuję za udział w konkursie i powodzenia w dalszej pracy twórczej!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry!

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.


 

że nie był to świat podobny naszemu.

podobny do naszego

 

Wyspa była osobliwością nawet w tym kosmosie. Zwano ją Lawendowym Morzem.

Gryzie mi się to. Wyspa morzem?

 

Kwiaty szeptały cicho, jakby śniły cudze sny, a ich ruch był tak subtelny, że zdawało się, iż same oddychają.

No, przecież kwiaty oddychają… ;p

 

zapytała Adnewall, głos miękki, ale pełen skupienia.

Głosem. I czy głos może być miękki?

 

– Tu! Tutaj! Tutaj! – kruk wzbił się w powietrze

Kruk z dużej.

 

nakarmiając następne stworzenie

Aliteracja.

karmiąc następne stworzenie

 

Fiolet był jej ulubionym odcieniem – ludzie pod jego wpływem stawali się niezwykle poruszeni, otuleni osobliwym, trudnym do opisania ciepłem. Nie była to czerwień wstydu, lecz coś głębszego, niemal duchowego.

Zaraz, przed chwilą był przecież fiolet, a nie czerwień?

 

Nawet wieczność potrafi się znudzić, gdy nie niesie żadnej zmiany.

 

Nawet? To chyba oczywiste ????

 I to wieczność się nudzi czy nudzi kogoś?

 

jak pąk drży, jakby walczył z samym sobą

 

Adnewall bez gniewu, bez litości chwyciła istotę w zęby. Człowiek szarpał się, wydając stłumione, zwierzęce dźwięki, lecz lisica nie okazywała słabości.

Adnewall bez gniewu, ale też bez litości chwyciła istotę w zęby. Człowiek szarpał się, wydając stłumione, zwierzęce dźwięki.

 

Piach zaszeleścił

Piach nie szeleści, to nie papier. Piach raczej chrzęści.

szelest

«cichy odgłos powstający przy poruszaniu liści, kartek papieru, sztywnych tkanin itp.»

 

Czarny pozostanie zepsuty – odrzekł Aryp sucho.

Chyba jednak jestem rasistką, bo się zaśmiałam.

 

– Zdarzają się dobrzy ludzie. Są wyjątkami… i jest ich coraz mniej.

Bardziej pasuje ale niż i, skoro broni ludzi.

 

Choroba pożerała jej pamięć kawałek po kawałku, kradła imiona, daty, drobne szczegóły codzienności.

Ładne.

 

Z łzami zbierającymi się w oczach

Ze łzami

 

zanim zgaśnie ostatnie tyknięcie zegara.

Zegar nie może zgasnąć. Ale może zamilknąć.

 

Płatki kwiatu drgnęły i powoli rozchyliły się, jakby niechętnie ustępowały światłu.

Czyli światło chce wejść na ich miejsce?

Zmieniłabym na: ulegały.

 

Otworzyła oczy i zobaczyła, że z góry przygląda jej się dziwny lis o wielu ogonach, a tuż obok niego stał kruk w cylindrze, pochylony z godnością.

Mieszanina czasów, to po pierwsze, a po drugie: jak się pochyla z godnością?

 

– Kim jesteście…? Gdzie ja jestem? – spytała cicho Marzena, unosząc się na łokciach.

Dlaczego dopiero teraz podajesz jej imię?

 

Człowieczek ostrożnie wyszedł z kwiatu i rozejrzał się wokół. Leżała na lawendowym posłaniu z miękkiej trawy, po którym pełzały, biegały i turlały się setki małych, pokracznych istot. Spojrzała na swoje dłonie

 

– Tak wyglądają dusze ludzkie – odparł kruk. – Tylko one mogą przebywać w Krainie Snów. Kra.

Od czapy to kra. Już lepiej napisać w didaskaliach, że zakrakał.

 

Taki, z którego się nie pamięta.

 

I pamiętam wszystko, co zapomniałam.

Gif z rozkminiającą panią.

Pewnie chodziło Ci o:

Przypomniałam sobie wszystko, co wcześniej zapomniałam.

 

a odchodzimy w podobny sposób: słabi, zależni, zapominani.

zapomniani

 

Rodzina jakby o niej zapomniała.

Albo zapomniała albo nie. Tu nie ma miejsca na jakby.

 

Czy mogła bardziej się starać, odważyć,

Gif z ważeniem.

 

wsłuchana w własny oddech

we własny oddech

 

– O miłości niespełnionej, o tej, o którą nigdy nie odważyła się zapytać.

 

– Czy bez tego nie będą śnić?

– Nie. Sen jest im potrzebny. Bez niego nie mogą żyć, uczyć się, trwać… – odpowiedziała spokojnie Adnewall.

Ale ona zapytała o proszek, a nie o sen. Gdyby Adnewall powiedziała, że proszek jest niezbędny, aby śnić, to odpowiedź miałaby sens.

 

– Pobrudzę swój garnitur? – oburzył się kruk.

Brzmi nienaturalnie.

– I co, mam pobrudzić garnitur? – oburzył się kruk.

 

Nie potrafiła wyobrazić sobie, że kiedyś ona sama pójdzie tą drogą. A jednak wiedziała, że nadejdzie jej kolej.

 

– Jak taka mądra, to zaproponuj coś innego – odparł kruk.

Jak jesteś taka mądra…

 

powiedziała w końcu, z tęsknotą drżącą w głosie.

W jaki sposób tęsknota drży w głosie?

 

Wiednie! Wiednie! Musimy zasadzić nowego człowieka!

Co to znaczy?

 

Jej głos brzmiał jak echo wiatru między kwiatami.

Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

 

– Prawdziwe jest to, co zostaje w naszej pamięci

Noo, można się kłócić na ten temat. Długo. Pamięć człowieka jest jednym z najbardziej zawodnych nośników ;p

 

– A więc życie to niekończący się cykl śnienia duszy i ciała? – spytała Marzena zaintrygowana.

Cykl snu brzmi lepiej.

 

– Chyba tak – odpowiedział z dumą w głosie Adnewall.

Po pierwsze: to nie była lisica? Więc czemu odpowiedział?

A po drugie: czemu z dumą? Co ona zrobiła, że poczuła dumę?

 

Adnewall uniosła rękę, a jej długi, czarny ogon zadrżał w powietrzu niczym kłąb dymu.

Dlaczego ma nagle czarny ogon?

 

Może sens istnienia to zwykła owsianka – nie za ciepła i nie za wykwintna, taka, jaka jest.

Parsknęłam śmiechem. Przepraszam, ale to porównanie jest, nie powiem skąd ;p

 

– Chodź, mała. Ta kraina jest dla mnie całym światem.

Gif what the fok.

 

– Chodź, mała. Ta kraina jest dla mnie całym światem. Bycie w tym, co znane, jest miłe i wygodne. Nie kusi mnie nieznane, bo choć to zajęcie bywa nudne i monotonne, dla mnie wciąż jest wszystkim, co mam.

Nie rozumiem tych zdań.

 

szepnęła Marzena z lekkim uśmiechem, choć świat wydawał się nagle odległy i nierzeczywisty.

Tego też nie rozumiem.

 

Jest jedna rzecz ktora chciala bym bysmy zrobili razem.

Co tu się wydarzyło? Pisałeś ten fragment na telefonie?

 

Wszyscy poszli na skraj wyspy. Marzena umoczyła palce w odcieniach snów i zaczęła malować swoje ciało, jak i okoliczną ziemię.

– Czas nadać tej krainie nowe kolory, Adnewall. Aryp, dołączycie?

Razem zaczęli malować swoje ciała, a także ciała dusz.

– Co?! Ej, co wy robicie? To niedopuszczalne! – protestował Aryp, lecz po dłuższej chwili dołączył do przyjaciół i uznał, że jest to… miłe.

Przed chwilą byli wszyscy, a teraz się okazuje, że nagle Aryp dołączył.

 

Nie rozumiem końcówki. Postanowili, że będą w jeden dzień malować całą wyspę, po czy Marzena wchodzi do dołu. Czyli jednak umiera na zawsze, więc… nie będą mieli jak świętować tego dnia ponownie. Dobrze rozumiem? I co to za Pyra?

 

 

No cóż. Wolę pisać pochwały, ale… uważam, że masz na koncie o wiele lepsze teksty. To opowiadanie jest bardzo chaotyczne, przekombinowane, nielogiczne.

 

Masz tendencję do przekombinowywania zdań.

Jej głos brzmiał jak echo wiatru między kwiatami.

powiedziała w końcu, z tęsknotą drżącą w głosie.

Fioletowe łany falowały pod ich krokami, nasycone echem radości, której ta kraina dawno nie znała.

Jedne pąki dopiero się rodziły, inne już więdły, zapadając się w sobie jak wypalone świece.

Ból zniknął gdzieś po drodze, pozostawiając jedynie zmęczenie i ciepłą obojętność.

Każdy sygnał brzmiał jak odliczanie, jakby czas wycofywał się z jej życia.

I to jest tylko kilka przykładów. Niestety większość z nich nie ma sensu. Rozumiem, że chciałeś nadać poetyckości tekstowi, ale to trudna sztuka. Ja też jeszcze nie potrafię, dlatego na razie skupiam się na minimalizmie. Dobrym przykładem użytkownika, który umie w poetyckość, jest Ślimak Zagłady. Potrafi tak operować językiem, by ten był jednocześnie poetycki, miał sens i nie raził purpurą. Więc jeśli chcesz się podszkolić w tym zabiegu, radzę Ci odwiedzić jego profil i przeczytać uważnie kilka opowiadań.

 

Jestem jednak pewna, że w przyszłości nas zaskoczysz jeszcze nieraz pozytywnie. Powodzenia we wszystkim i dziękuję za udział w konkursie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gyd myrning,

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne, bo pisane w trakcie czytania opowiadania.


 

W niektórych momentach nadużywasz słowa morderca.

Siękoza też ma się dobrze.

 

– TARENDKA!!! MAMY GOŚCIA!!!

Nigdy nie spotkałam się w żadnym opowiadaniu ani książce wydanej drukiem z takim zabiegiem. Nawet w nieoficjalnych komunikatorach caps lock robi złe wrażenie, a co dopiero w literaturze ????

 

Narożnik przegrywającego rzucił biały ręcznik

Narożniki mają ręce?

 

– Dobrze choć, teraz zaprowadzę cię do twojej kwatery.

Chodź.

 

Nawet ciekawy i zabawny twist ???? Uśmiechnęło mi się.

Choć nie wiem, co chciałeś tak naprawdę nam tutaj pokazać. Czy diabły faktycznie spartoliły robotę, czy był to celowy zabieg? Jeśli tak, to w jakim celu? Po co została przedstawiona przyjaźń Michała z Kubą?

 

Nadal w Twoim tekście przewija się mnóstwo infodumpów. Nie potrzebujemy wiedzieć, że morderca mieszka na drugim piętrze i że ma wykupiony pakiet z wieloma programami w telewizji. Czytając tekst po napisaniu, zastanów się, czy dane fakty mają wpływ na fabułę. Jeśli nie, zrezygnuj z nich.

 

Również pod względem interpunkcji i zapisu dialogów tekst kuleje.

 

Nie rozumiem, czemu nadal nie korzystasz z bety. Podczas bety można wiele się nauczyć, betujący pomagają w wygładzeniu tekstów, aby potem czytelnicy mogli bez przeszkód przepłynąć przez tekst. Rozważ tę opcję przed publikacją kolejnego opowiadania.

 

Jest jednak coś godnego pozazdroszczenia w Twojej twórczości. To Twoja nad wyraz bogata, nieskrępowana niczym wyobraźnia. Świat w tym opowiadaniu jest bardzo bogaty w przeróżne, dziwaczne postaci, miejsca, portale. Ja ciągle uparcie trzymam się ziemi, zamiast odpłynąć całkowicie w świat fantastyki. Może kiedyś mi się w końcu uda. Choć, gdy raz próbowałam, opowiadanie okazało się koszmarem i fiaskiem.

 

Dziękuję za udział w konkursie i życzę powodzenia we wszystkim!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Good moaning,

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne, komentarz pisałam dawno temu :)

 


 

Był skupiony na celu wędrówki, pewny i spokojny jak nigdy w życiu.

I tu mam zagwozdkę. Bo o ile istnieje takie sformułowanie, to raczej pełni ono funkcję wykrzyknikową „nigdy w życiu!” czyli „absolutnie nie”. Jednak tutaj kontekst jest inny i się zastanawiam, czy ma to sens. Bo skoro nigdy, to wiadomo, że w życiu. Zastanawiam się po prostu, czy w życiu nie powinno zostać usunięte.

 

Rechot nagle ucichł, a czyste jak dotąd niebo zasnuły gęste chmury.

Instynkt podpowiadał Wulfherowi, że za chwilę coś się wydarzy. I nie zawiódł go. Nagle zadął potężny wicher

Drugie nagle jest zbędne.

 

Rechot nagle ucichł, a czyste jak dotąd niebo zasnuły gęste chmury.

Instynkt podpowiadał Wulfherowi, że za chwilę coś się wydarzy. I nie zawiódł go. Nagle zadął potężny wicher, wzbijając w powietrze śnieżne drobiny. Zakrywające błękit północnego nieba obłoki, które pojawiły się niespodziewanie

?

 

Poczwary nie miały szans, lecz po chwili spoza chaotycznego wiru przybyły następne. I kolejne, i kolejne. Nordlandczyk nienawidził uciekać z pola bitwy, lecz w tym przypadku nie miał innego wyjścia, draugrów było zbyt wiele. Zwinnie skoczył za zasłonę chmur i zaczął biec.

O i za to szacunek! Dostaliśmy nieco realizmu. Jak widzę w filmach, że na jednego bohatera idą wszyscy antagoniści po kolei, a reszta czeka grzecznie w kolejce (i oczywiście protagonista wszystkich pokonuje) to z irytacji mi żołądek przewraca.

 

popychany naprzód przez własny gniew

Całkowicie zbędne.

 

– Tylko na tyle cię stać? No już, wyjdź z ukrycia i spróbuj się ze mną w honorowej walce, wiedźmo! – wywrzeszczał.

wywrzeszczał dla mnie brzmi okropnie. Może wrzasnął?

 

Dobądź broni Signe

Dobądź broni, Signe

 

– Ty, przeklęta ladacznico, skrócę cię o głowę!

– Ty przeklęta ladacznico, skrócę cię o głowę!

 

Wulfhere z ogromnym trudem przewrócił się na plecy, ostatni raz spojrzał śmiertelnymi oczyma na ołowiane niebo Doliny Wiecznej Zimy i wyzionął ducha.

Hę? A dlaczego właściwie? Bo się poślizgnął?

 

 

Pachnie purpurą! Ale mnie to nie przeszkadzało. Ja lubię odcienie fioletu. Ale odcienie, nie całe kubły! Swoją drogą, zastanawiam się, czemu ta purpura jest na Portalu tak zażarcie tępiona. Może ktoś starszy stażem lub doświadczeniem pisarskim mi wytłumaczy.

Więc język i stylistyka przypadły mi do gustu. Gorzej z fabułą. Jestem pewna, że gdyby bardziej rozwinąć opowiadanie, poszerzyć o te 20 tys. Znaków, wybrzmiałoby o wiele lepiej. Bo w sumie nie wiemy prawie nic. Jaką przeszłość ma Wulfhere, czemu właściwie chciał się zemścić (wspominasz o tym, ale jednym zdaniem, a to za mało, by się wczuć), jak niebezpieczna i potężna jest Signe, nie wiemy nic. Nie zostało tu zbudowane żadne napięcie. Nie odczułam satysfakcji z pokonania Signe, bo nie wiem, czy była trudna do zabicia właściwie czy nie i co takiego strasznego odwaliła w przeszłości. Nie żal mi głównego bohatera, bo po pierwsze: nie wiem, dlaczego umarł, a po drugie: nie zdążyłam go nawet poznać, bo opowiadanie skończyło się błyskawicznie.

Za to jest klimat i plastyczne opisy, którymi, moim zdaniem, operujesz umiejętnie. Brodziłam po śniegu razem z Wulfherem i czułam chłód Doliny.

Obraz też był obecny przez całe opowiadanie, więc tekst spełnia założenia konkursu.

 

Dziękuję za udział w konkursie, życzę powodzenia w karierze pisarskiej i pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne, bo komentarz pisałam z dwa miesiące temu.

 


 

Ładniej będzie tekst wyglądał, gdy oddzielisz nagłówek Rozdział od tekstu enterem.

 

Oo, kryminał, fajnie, to rzadkie na portalu.

 

a wszystkie szczegóły ułożono w logiczny porządek, który miał udawać sens

Ładne.

 

W obu przypadkach ofiarami były kobiety, podobne jak teraz – samotne, ciche, ich śmierć uznano za samobójstwo.

Coś mi tu nie gra. Podobne jak teraz – do czego? Rozdzieliłabym też to zdanie:

W obu przypadkach ofiarami były kobiety – samotne, ciche. Ich śmierć uznano za samobójstwo.

 

Mój ówczesny partner patrzył na te sceny i nie wiedział, co o nich myśleć.

Zmieniłabym ówczesny na poprzedni, bo dopiero po kilku kolejnych linijkach zorientowałam się, że nie chodzi o Tobiasa.

 

Obiecywał pracę.

Brzmi to trochę tak, jakby miał jej zaproponować jakieś stanowisko.

 

– Dziękuję. Jeśli przypomni sobie Pan cokolwiek

W opowiadaniach i książkach zwrotu grzecznościowego pan/pani nie piszemy z dużej. To nie jest list ani mail.

 

Tobias zauważył mój stan i zrobił krok bliżej, z wyraźną troską w spojrzeniu.

 – To, co właśnie zobaczyliśmy. Nie do końca rozumiem. Czy przy wcześniejszych sprawach też było coś takiego?

Hm. Nie wygląda mi to na naturalną reakcję. Każdy byłby raczej w szoku, gdyby zobaczył krwawy napis na płótnie, który po chwili zniknął. A nie zastanawiał się od razu, tak jakby nic szczególnego się nie wydarzyło, czy wcześniej też taka sytuacja miała miejsce.

 

powiedziałam, wciąż czując pulsujące echo słów.

Trochę przekombinowane i nienaturalne.

 

Coś w tym tonie było błagalne, kruche i jednocześnie niepokojące.

Coś w tym tonie było błagalnego, kruchego i jednocześnie niepokojącego.

 

Kiwnęłam głową, czując ulgę, że nie ocenia mnie ani nie próbuje wyjaśniać w stylu „to niemożliwe”.

Wydaje mi się, że właśnie przed chwilą to zrobił ;p

 

Usta młodej kobiety z malunku, powoli przybierały coraz głębszy odcień czerwieni

Usta młodej kobiety z malunku powoli przybierały coraz głębszy odcień czerwieni

 

Poczułam nagły przypływ adrenaliny. Byłam podekscytowana, niemal drżałam z emocji.

Jedno wynika z drugiego. I jak już trzeba wybrać, to w takim momencie lepsze jest show niż tell. Czyli:

Aż zadrżałam z emocji.

 

Twarz mężczyzny była jednak ukryta pod czapką, co sprawiało, że jego tożsamość pozostawała tajemnicą.

Oczywistość. Nie tłumacz wszystkiego, miej trochę wiary w inteligencję czytelnika.

 

Wyszłam z gabinetu z napięciem i myślą, że muszę jak najszybciej zobaczyć się z Tobiasem.

Kolejna oczywistość.

 

– Wyglądasz jakbyś zwyciężyła w maratonie

– Wyglądasz, jakbyś zwyciężyła w maratonie

 

Tobias podszedł i objął mnie.

Szyk:

Tobias podszedł i mnie objął.

 

– Chyba zobaczyłaś coś, czego nie powinnaś – powiedział spokojnie, ale ton jego głosu sprawił, że zamarłam.

Podejrzewam, że to nie ton głosu sprawił, że zamarła, tylko widok charakterystycznej blizny.

 

Oddech zaciął się na moment.

?

 

Czułam siłę uścisku, a jednocześnie kontrolę w jego ruchach

Totalnie zbędne.

 

Każde trafne spostrzeżenie było, jak ukłon złożony artyście.

Każde trafne spostrzeżenie było jak ukłon złożony artyście.

 

Stojąc krok w tył

?

 

pędzel sunie po płótnie.

Pędzel z dużej.

 

 

 

Jest tu trochę infodumpów i oczywistości. Miejscami miałam wrażenie, że za dużo tłumaczysz. Przy następnym tekście zwróć na to uwagę.

To, co kazało mi się wynurzyć z beztroskiego zawieszenia niewiary, to moment, w którym Tessa przeglądając zdjęcia ofiar zauważa ślady duszenia. Wcześniej tego nie zauważyła? I jej poprzedni partner również tego wcześniej nie zauważył? To jak oni zajmowali się tą sprawą?

Na niekorzyść jest też przewidywalność obrotu spraw. To, że Tobias jest mordercą kobiet, przyszło mi do głowy niemal od razu. I byłam pewna, że skręcisz w inną stronę, ale niestety poszłaś w sztampowość.

 

A teraz plusy.

Nie wiem, czy to jest Twój debiut ogólnie pisarski czy portalowy, ale wiem, że jest bardzo przyzwoity. To naprawdę dobry tekst. Czytałam go z autentycznym zainteresowaniem. Myślę, że kryminały mogą się stać kiedyś Twoim konikiem i nie zdziwiłabym się, gdybyś na tym polu osiągnęła sukces za kilka lat. Oczywiście namawiam też do odkrywania innych gatunków, przynosi to dużo satysfakcji i niespodzianek.

Warsztat jak na debiutantkę jest naprawdę dobry. Widać też włożoną pracę w tekst: nie doliczyłam się wielu błędów interpunkcyjnych czy językowych. Tekst jest wygładzony i betowany, widać też, że dobrze znasz zasady zapisu dialogów. Bardzo się to chwali.

Dziękuję za udział w konkursie i gratuluję tak udanego debiutu!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dybry!

 

Komentarz pisałam miesiąc temu, więc niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 

O równości obywatelskiej i czemu podludzie muszą migrować do kolonii. W tym podręczniku nie ma niczego, czego nie słyszałem w domu.

– Mówisz z takim lekceważeniem o zasadach, które zrównują wszystkich obywateli. To system idealny.

Zaraz, to jaka to jest równość? Sam mówi o podludziach ;p

 

której śliskie oczy

Hę? Co to znaczy?

 

Nie znał odpowiedzi przynajmniej na połowę pytań.

Szyk.

Nie znał odpowiedzi na przynajmniej połowę pytań.

 

Tak jest cena indywidualizmu.

Literówka: taka.

 

– A ty nie chcesz?

– Nie. Oczywiście, że chcę

No to chce czy nie? ;p

 

Joe wiedział, gdzie się dostanie. Przecież był niezbędną częścią obywatelskiego monolitu, a tacy ludzie mogli trafić tylko do:

– Szósta Dywizja Interwencyjna, Trzynasta Kompania – ogłosił major przy nazwisku Joego.

O! To przejście jest genialne. Wyobraziłam go sobie jako zabieg filmowy. Narrator mówi gdzieś w tle do widza i nagle wtrąca się do tego monologu major. No, fantastyczne!

 

– Idzie na burzę – wyszeptał Joe.

Lepiej by zabrzmiało: Zanosi się na burzę.

 

Po drugiej stronie

– Czwórka, uważaj na baterie po prawej, walą do ciebie jak do kaczki!

To miało być zaznaczenie kolejnego rozdziału?

 

– Dobry strzał, Piątka. – Kogoś zakomunikował.

Nie powinno być: ktoś?

 

W chwili gdy Czwórka dostał w ster.

W chwili, gdy Czwórka dostał w ster.

 

zabijali by się między sobą.

Zabijaliby

 

– Pociągnął ich z V czwórki

To literówka?

 

Gdy był pewien, że jest po drugiej stronie. Zamknął oczy, odwrócił się i oparł plecy o drzewo.

Gdy był pewien, że jest po drugiej stronie, zamknął oczy, odwrócił się i oparł plecy o drzewo.

 

 

Najpierw minusy.

Nie przekonuje mnie końcówka. Mam wrażenie, że Joe przesadził z tym samobójstwem. Co prawda pokazujesz, że cała sytuacja źle na niego wpływa, że rusza go sumienie i musi brać coraz więcej tabletek, żeby funkcjonować, ale moim zdaniem nadal to załamanie pokazano zbyt subtelnie, żeby uwierzyć, że samobójstwo było jedynym wyjściem.

Po drugie, za mało wiem o kolonistach, żeby się przejąć ich losem. Był jeden poruszający moment, ten, gdzie dziewczynka wybiega z domu i patrzy na martwych rodziców. Ale właśnie, to był jedyny moment. Dlatego też nie przejęłam się ich losami tak, jak powinnam była się przejąć.

I bardzo mało zostało tu użytego obrazu. Tak naprawdę to obraz zagrał tu nawet nie drugie skrzypce, tylko trójkąt gdzieś z tyłu orkiestry. Niby jest, ale ledwo go słychać i widać.

 

Teraz plusy.

Nie wiem, czemu, ale trochę skojarzyło mi się z „Limes inferior” Zajdla. Nie proś mnie jednak o uzasadnienie, bo nie umiem tego wytłumaczyć ;p Może ze względu na podział równych i równiejszych? Mnie ta książka nie przekonała, ale piszę to z dobrej woli, bo mimo że sama nie jestem fanką Zajdla, skojarzenie tekstu z jego dziełami powinno się uznawać za komplement.

Zawsze podziwiałam, jak zgrabnie operujesz ekspozycją, to już Twój znak rozpoznawczy. Chyba w każdym opowiadaniu, tutaj również, umiejętnie przedstawiasz świat otaczający bohaterów w zaledwie kilku ich wypowiedziach. Brzmią naturalnie i nie obrażają inteligencji czytelnika. Za to brawa!

Dziękuję za udział w konkursie i dobry tekst. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bry!

 

Starzec podniósł się ciężko z łóżka, przygnieciony snami i wiekiem.

Ale piękne!

 

– Nie ma o czym – burknął trochę niegrzecznie. 

Burczenie z założenia nie jest grzeczne.

 

Zbieram zlecenia od ocalałych i realizuję je.

Aliteracja. Wystarczy zmienić szyk:

Zbieram zlecenia od ocalałych i je realizuję.

 

– Czy ocaleni są tacy, jak ty? – zapytał ostrożnie. 

Zbędny przecinek.

 

Zapomniał, że ludzie słyszą, ale nie słuchają.

Dobre!

 

– W środku są pięćdziesiąt cztery ciała ludzkie, które nie są takie, jak ty.

Tu też zbędny przecinek przed jak.

 

jakby nie mogła dłużej usiedzieć na miejscu

A można usiedzieć w ruchu?

 

 

Opowiadanie wybrzmiałoby lepiej, gdybyś trochę zwolniła tempo. Wtedy głębszego wyrazu nabrałyby też dialogi, które przecież są niebanalne. Jednak didaskalia typu: zerwała się na nogi, usiadła z powrotem, westchnęła, bardzo w moim mniemaniu przyspieszały akcję. Dodałabyś w didaskaliach chociaż po jednym zdaniu malowniczego opisu (które są Twoją popisową sztuczką) i tempo by nieco zwolniło, a czytelnik miałby chwilę, by przyswoić sobie wypowiedzi bohaterów.

 

Warsztatowo jest na wysokim poziomie, ale to oczywiste, bo to Twój znak rozpoznawczy. Zostawiłaś też dużo pola do interpretacji, co też jest na plus. Końcówka mnie zaskoczyła.

Odwołania do obrazu są odczuwalne przez cały czas opowiadania. Piękny obraz – zarówno pani Anny na płótnie, jak i Twój na papierze.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za udział w konkursie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Serdeczne gratulacje dla wszystkich na podium i wyróżnionych! Oczywiście serdeczne gratulacje również dla tych, którzy wzięli udział w konkursie, bo ten do najprostszych nie należał. Wasze opowiadania były naprawdę na wysokim poziomie, znakomite.

 

Podziękowania szczególne dla Pani Anny Słoncz, której niesamowite obrazy przyczyniły się do powstania tak ciekawego konkursu, poruszały nas i inspirowały.

 

Podziękować serdecznie też należy szefowi konkursu, Michaelowi, który mimo prywatnych i służbowych zobowiązań sprawnie zarządzał organizacją konkursu.

 

No i oczywiście chwała pozostałym współjurorkom! Marszawie i bruce. Dzięki Wam i Michaelowi współpraca przebiegała naprawdę sprawnie i przyjemnie. Mam nadzieję, że to nie był nasz ostatni konkurs!

 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

 

Lekki eksperyment formy.

Podoba mi się ten eksperyment.

Technologia użyta do tworzenia hologramów w teatrze wydaje się bardzo ciekawa, choć mam nadzieję, że zostanie wdrożona dopiero po mojej śmierci ;p Albo że chociaż żywi aktorzy będą mieli więcej płacone niż Artysta tworzący hologramy.

 

Dlaczego akurat maszyna do kawy? To mogło być cokolwiek. Nie jest to krytyka, tylko podziw Twojej szerokiej, nieuchwytnej wyobraźni.

 

Współczuję Artyście, a jednocześnie podziwiam, że umie swój ból przekuć w sztukę, która innych zachwyca.

 

Klikam.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Kurczaki, ale to jest fajne! Czemu ja wcześniej do tych wątków nie zaglądałam ;p

 

Przeczytam wszystko, skomentuję fragmenty innych i odniosę się do uwag niebawem, ale już patrząc nawet pobieżnie widzę, że to super sprawa :) Dzięki, marzanie, że mnie w to wciągnąłeś :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

To ja też chętnie podejmę się wyzwania. Tylko ostrzegam, że mój fragment jest nieco mroczny… Ale nic nie poradzę, czasami mam takie rozkminki, zwłaszcza gdy nasłucham się podcastów kryminalnych.

 


Jedzie sobie tramwajem. Tak po prostu, jakby nigdy nic. Skurwiel.

O, patrzcie państwo, ustąpił miejsca staruszce. Jaki miły chłopak. Pewnie też mówi "dzień dobry" na klatce. Porządny facet, zawsze czyste buty ma. Głupie, naiwne baby.

Wczoraj wieczorem w parku nie był dla mnie taki miły. Nawet nie udawał, że zamierza zapytać o godzinę, o drogę. Zresztą, kto teraz pyta o takie rzeczy, każdy ma komórkę. I po co udawać, skoro wiedział, że i tak nikt nie zareaguje. Ludzie mają swoje problemy, na co im kolejny kłopot?

W pierwszej chwili myślałam, że jednak przeżyłam, że po prostu odzyskałam przytomność. Wstałam, drżąc ze strachu i obrzydzenia. Chciałam poprosić o pomoc ludzi spacerujących parkiem. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Dopiero gdy ściągnęłam torebkę jakiejś pani, a ta tylko ze zdziwieniem podniosła ją z ziemi, rozglądając się i… nie zauważając mnie, dotarła do mnie ta straszna prawda. Podbiegłam do witryny najbliższego sklepu i nie ujrzałam w niej swojego odbicia.

Najbardziej wkurza mnie, że nic nie mogę zrobić. Nikt mnie nie słyszy, nikt mnie nie widzi. Tyle razy chciałam go uderzyć, ale nic nie poczuł, może jakiś lekki podmuch wiatru, na który nikt normalny nie zwraca uwagi. Mam wrażenie, że jestem we śnie, ręce są takie ciężkie i chcę, naprawdę chcę mu zrobić krzywdę, ale on nic nie czuje! A to on powinien nie żyć, nie ja.

Będę go śledzić, aż czegoś nie wymyślę. Nie odpuszczę. Zresztą, co mam innego do roboty? Do pracy już nie muszę chodzić, nie mam bliskich, przyjaciół, rodziny.

Wysiada na przystanku, ja też wysiadam. Idzie sobie w płaszczu i czarnych butach, pan ważniak. Dziewczyny się oglądają za nim. Żeby one wiedziały… Przestań się gapić na niego, głupia dziewucho! To morderca.

Staje na światłach, ja też staję. Zaskoczona słyszę szczekanie psa.

Odwracam się i widzę, że pies… szczeka na mnie. Wyczuwa mnie. Ludzie rozglądają się zdezorientowani, właściciel przyciąga smycz do siebie.

– Głupi pies! – wyzywa mądre zwierzę.

Pies nieco potulnieje, ale nie spuszcza ze mnie wrogiego wzroku.

Uśmiecham się do psa. A potem do mojego wczoraj poznanego "znajomego", który właśnie wchodzi na pasy.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej, Alte Wächterin,

 

zbierałam się długo do tego opowiadania, bo bizarro/weird fiction wydawało mi się bardzo nie moją tematyką. Szkoda, że opierałam się tyle czasu, bo dobrze się bawiłam! Bardzo dobry tekst, odczarowałaś mi ten gatunek, muszę koniecznie pozaglądać do innych z konkursu.

Nawet nie wiesz, jak bardzo mi miło! Że mój tekst Cię zachęca do odkrywania gatunku… To chyba najlepszy komplement, jaki można otrzymać heart

 

Do klimatu bardziej pasowałaby mi coś w stylu “na golasa”, “w wersji podstawowej” czy “na niedźwiadka”. Coś takiego mniej ludzkiego niż “nago”

Hm. Ale czemu “na niedźwiadka”? Przecież nie mówi się: “na człowieka” ;p

 

To pojawia się dopiero w drugiej części. Wcześniej gdy opowiada o zabawie ludzikami w dzieciństwie nie czuć tego zniechęcenia czy wręcz przerażenia. Raczej dość sympatycznie je opisuje

To prawda, jest tu zgrzyt.

 

Gdy nalewałem do wysokiej szklanki marchewkowego Kubusia z domieszką rumu,

Hmm, ciekawe?? może trzeba przetestować :P

:P

 

Puściłem szklankę i butelkę wódki.

wyżej jest o rumie, nie wódce

Uuu, ślepa kura ze mnie :D Poprawione.

 

Dziękuję serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

A to ja miałam już na privie podać jakieś ćwiczenie czy tutaj piszemy?

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

No jak się nie spotyka z zainteresowaniem, żartujesz sobie? Przecież każde Twoje opowiadanie zyskuje nominację, jeszcze nie widziałam czegoś takiego na Portalu :) A to, że nie każde nominowane opowiadanie dostaje Piórko to też dobrze, bo wtedy straciłyby one na wartości i nie ekscytowały tak bardzo :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ale to dobrze, że nie jest uniwersalny, bo znaczy, że jest jakiś. Nie jestem fanką uniwersalnych tekstów. A Ty umiesz pisać na tyle różnych tematów, że aż dziw bierze :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry!

 

Mam wrażenie, że to jest fragment wyrwany z większego opowiadania albo powieści, który został umieszczony na tylnej okładce książki. Nie zmienia to jednak faktu, że wyszło efektownie, mimo że domyślałam się, o kim mowa. Zasłużony kliczek.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

już bez podsumowania widzę, że opowiadanie dostąpi zaszczytu nominacji, więc zabieram się za ocenę Piórkową. Swoją drogą, to się tak zastanawiam, czy nie powinieneś już wysyłać opowiadań poza Portal, skoro nominowanie Twoich tekstów tutaj stało się już standardem.

 

Nie wiedział, kiedy i jak znalazł się na ulicy. Za to pamiętał, że miał flaszkę. (…)

Chwycił szyjkę flaszki. Wyszedł na ulicę.

?

 

Wyjący Wilk nie mógł uwierzyć, by był w stanie iść całą noc.

→ Wyjący Wilk nie mógł uwierzyć, że był w stanie iść całą noc.

lub:

→ Wyjący Wilk nie mógł uwierzyć, by mógł iść całą noc.

 

Wyglądał jak odbicie w jeziorze. Niewyraźnie, rozedrgane.

niewyraźne

 

Celował w pierś konia. Wstrzymał oddech i położył palec na spuście.

Czejen przemknął obok karego. Wałach wierzgnął i odbiegł kawałek. Bill sklął nogę, która jak zawsze odezwała się w złym momencie. Pokuśtykał do konia i złapał wodze. Patrzył, jak Czejen szybko się oddala.

– Czemu miałeś zamknięte oczy, sukinsynu? – zapytał i pogłaskał wałacha po pysku.

Nie rozumiem, co tu się wydarzyło. Czejen tak o sobie przejechał i nic? I o co chodzi z tymi zamkniętymi oczami?

 

W miejscu twarzy zobaczył wypaloną, okrągłą ranę.

A może: zamiast twarzy?

 

Starszy zobaczył, jak twarz Celeba zsuwa się z głowy, a pod nią Drogę Mleczną, gwiazdy i planety. Twarz zaczęła płonąć żywym ogniem, gdy palce mężczyzny w cylindrze weszły pod skórę.

Co Drogę Mleczną? W sensie, dlaczego akurat taki przypadek? Nie rozumiem.

Aha, że zobaczył Drogę Mleczną. No to trzeba przekonstruować zdanie.

→ Starszy zobaczył twarz Celeba zsuwającą się z głowy, a pod nią Drogę Mleczną, gwiazdy i planety. Oblicze zaczęło płonąć żywym ogniem, gdy palce mężczyzny w cylindrze wpełzły pod skórę.

 

 

Dużo jest tu postaci, a tego nie lubię w opowiadaniach, bo mi się wszystko mąci i zamiast się skupiać na fabule, muszę się wysilać, żeby zapamiętać, kto jest kim, a czasami nawet się cofać do wcześniejszych fragmentów, żeby sobie to wszystko poukładać.

I co z tą zakrwawioną dziewczynką? Najpierw zarzuciłeś marchewkę przed oczy, a potem szybko ją zabrałeś. Nieładnie. Co prawda wróciłeś do niej na końcu, ale dorzuciłeś jej ciążę, a ja nie wiem w sumie, co ma piernik do wiatraka.

Nie wiem też, czym był ten dziwny byt kryjący się pod czarnym cylindrem, pewnie ma to jakieś znaczenie symboliczne, ale ja tego nie wyłapałam i nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.

Nie powiedziałabym, że to horror. Po prostu kryminał w stylu westernowym.

No nie będę kłamać, nie przypadła mi ta historia za bardzo do gustu.

 

 

3 TAKi, 6 NIEtów, więc wychodzi NIEt.

 

Tak czy siak gratuluję nominacji i mimo że akurat ten tekst mnie nie zachwycił, jestem pod wrażeniem obszernej wiedzy czy też obszernego researchu i pracowitości. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gratulacje dla powtórnie opierzonych!

Szkoda, że nie udało się opierzyć żadnej Świeżynki, ale cóż, może się uda następnym razem :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bună ziua! 

 

Przybywam z oceną Piórkową i przy okazji z komentarzem jurorskim.

 

Najpierw technikalia:

 

Zanurzył drąg w wodzie. 

Tak, jestem infantylna i muszę z tym żyć. Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało ;p 

 

Opowieści o ludziach z sąsiedztwa były czasem znacznie ciekawsze, niż legendy o wyczynach herosów. 

Opowieści o ludziach z  sąsiedztwa były czasem znacznie ciekawsze niż legendy o wyczynach herosów. 

 

Zdusił w zarodku smutek, Jeśli pozwoli mu kiełkować i rosnąć, znów usłyszy upiorne głosy. 

Kropka zamiast przecinka. 

 

– Przewoźniku, a co robisz z tymi wszystkimi monetami? 

Dobre pytanie. Na co Charon wydaje pieniądze? ;p 

 

Starzec położył pieniążek na dłoni 

Nie rozumiem wielokropka w didaskaliach. 

 

– A czy aby mieli monety? 

Nie brzmi to dobrze. 

→ – A czy mieli monety? 

 

– Zaraz, ty s a m a ich pogrzebałaś? 

Żeby było czytelniej, zapisałabym tak: 

→ – Zaraz, ty s a m a  ich pogrzebałaś? 

 

tylko na dogasające ognisko i małą, skuloną postać przy nim. 

Szyk: 

→ tylko na dogasające ognisko i małą, skuloną przy nim postać. 

 

– Ale… przewieziesz nas prawda? 

– Ale… przewieziesz nas, prawda? 

 

Włożył drżącą dłoń do kieszeni, lecz uwolnił spomiędzy palców tylko jednego obola. 

Trudno mi wyobrazić sobie Charona w spodniach. 

 

– Widzę, że mają tu wino, dobra nasza! – skwitowała jedna z sióstr, kiedy zauważyła jego niepewne ruchy. 

Nie zrozumiałam. Pomyślała, że mu ręka drży, bo pił? 

 

– Tak! Tak – poprawił, by głos zabrzmiał odpowiednio ponuro. 

Bardzo ładny zapis. 

 

– Myślałem, że jesteś boską istotą, a to boska łódka. 

Kiedy dziewczynka zdążyła zmienić płeć? 

 

– Odeszłaś stamtąd. Nie bez powodu. 

– Znalazłam powód. Tutaj! 

Niespodziewanie poczuł ciepło jej dłoni w swojej. Mała miedziana moneta tylko uwierała ich w palce. 

No nie wiem, zaleciało trochę romantyzmem, a tego raczej nie planowałeś. Chyba że planowałeś wywołać kontrowersje. 

 

Myślałem, że tylko ozdoba… 

→ Myślałem, że to tylko ozdoba… 

 

Zanim jeszcze wpłynęli do ujścia zauważył liście, 

→ Zanim jeszcze wpłynęli do ujścia, zauważył liście, 

 

Może wspomnienie o pogrzebanych rodzicach niszczyło ją o środka? 

Literówka. 

 

Był może nieśmiertelną istotą, ale czuł ból, kiedy setki lodowych igieł wbijały mu się w skórę, a mięśnie i ścięgna sztywniały na mrozie. 

To ja już nie wiem. Wcześniej nie czuł bólu, teraz nagle czuje. Nie musi spać, nie czuje głodu, ale znużenie i ból (w tym momencie, bo wcześniej nie czuł) już tak. 

 

Bez monety, jak wytłumaczy Hadesowi całą wyprawę? 

Szyk: 

→ Jak wytłumaczy Hadesowi całą wyprawę… Bez monety? 

 

 

No, piękne opowiadanie! Wzruszające. Chociaż trochę trudno mi uwierzyć, że dla tej jednej dziewczynki tak się Charon poświęcał, pewnie takich jak ona przez te tysiące lat było… tysiące ;p Ale niech Ci będzie. 

Pięknie przedstawione światy, zarówno ten podziemny jak i… nadziemny? ???? 

Bohaterowie żywi, wiarygodni, reakcje naturalne. 

Warto było czekać, aż wrócisz na Portal ???? 

Dziękuję za udział w konkursie!

A teraz ocena Piórkowa:

 

3 NIEty, 6 TAKów, czyli wychodzi nam: TAK.

Gratulacje!

 

 Pozdrawiam najserdeczniej! 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dybry!

 

Przybywam z oceną Piórkową no i przy okazji komentarzem jurorskim :)

 

Najpierw sprawy techniczne:

 

O równości obywatelskiej i czemu podludzie muszą migrować do kolonii. W tym podręczniku nie ma niczego, czego nie słyszałem w domu. 

– Mówisz z takim lekceważeniem o zasadach, które zrównują wszystkich obywateli. To system idealny. 

Zaraz, to jaka to jest równość? Sam mówi o podludziach ;p 

 

której śliskie oczy 

Hę? Co to znaczy? 

 

Nie znał odpowiedzi przynajmniej na połowę pytań. 

Szyk. 

→ Nie znał odpowiedzi na przynajmniej połowę pytań. 

 

– Tak jest cena indywidualizmu. 

Literówka: taka

 

– A ty nie chcesz? 

– Nie. Oczywiście, że chcę 

No to chce czy nie? ;p 

 

Joe wiedział, gdzie się dostanie. Przecież był niezbędną częścią obywatelskiego monolitu, a tacy ludzie mogli trafić tylko do: 

– Szósta Dywizja Interwencyjna, Trzynasta Kompania – ogłosił major przy nazwisku Joego. 

O! To przejście jest genialne. Wyobraziłam go sobie jako zabieg filmowy. Narrator mówi gdzieś w tle do widza i nagle wtrąca się do tego monologu major. No, fantastyczne! 

 

– Idzie na burzę – wyszeptał Joe. 

Lepiej by zabrzmiało: Zanosi się na burzę. 

 

Po drugiej stronie 

– Czwórka, uważaj na baterie po prawej, walą do ciebie jak do kaczki! 

To miało być zaznaczenie kolejnego rozdziału? 

 

– Dobry strzał, Piątka. – Kogoś zakomunikował. 

Nie powinno być: ktoś

 

W chwili gdy Czwórka dostał w ster. 

W chwili, gdy Czwórka dostał w ster. 

 

zabijali by się między sobą. 

Zabijaliby 

 

– Pociągnął ich z V czwórki 

To literówka? 

 

Gdy był pewien, że jest po drugiej stronie. Zamknął oczy, odwrócił się i oparł plecy o drzewo. 

Gdy był pewien, że jest po drugiej stronie, zamknął oczy, odwrócił się i oparł plecy o drzewo. 

 

 

Najpierw minusy. 

Nie przekonuje mnie końcówka. Mam wrażenie, że Joe przesadził z tym samobójstwem. Co prawda pokazujesz, że cała sytuacja źle na niego wpływa, że rusza go sumienie i musi brać coraz więcej tabletek, żeby funkcjonować, ale moim zdaniem nadal to załamanie pokazano zbyt subtelnie, żeby uwierzyć, że samobójstwo było jedynym wyjściem. 

Po drugie, za mało wiem o kolonistach, żeby się przejąć ich losem. Był jeden poruszający moment, ten, gdzie dziewczynka wybiega z domu i patrzy na martwych rodziców. Ale właśnie, to był jedyny moment. Dlatego też nie przejęłam się ich losami tak, jak powinnam była się przejąć. 

I bardzo mało zostało tu użytego obrazu. Tak naprawdę to obraz zagrał tu nawet nie drugie skrzypce, tylko trójkąt gdzieś z tyłu orkiestry. Niby jest, ale ledwo go słychać i widać. 

 

Teraz plusy. 

Nie wiem, czemu, ale trochę skojarzyło mi się z „Limes inferior” Zajdla. Nie proś mnie jednak o uzasadnienie, bo nie umiem tego wytłumaczyć ;p Może ze względu na podział równych i równiejszych? Mnie ta książka nie przekonała, ale piszę to z dobrej woli, bo mimo że sama nie jestem fanką Zajdla, skojarzenie tekstu z jego dziełami powinno się uznawać za komplement. 

Zawsze podziwiałam, jak zgrabnie operujesz ekspozycją, to już Twój znak rozpoznawczy. Chyba w każdym opowiadaniu, tutaj również, umiejętnie przedstawiasz świat otaczający bohaterów w zaledwie kilku ich wypowiedziach. Brzmią naturalnie i nie obrażają inteligencji czytelnika. Za to brawa! 

 


 

Ocena Piórkowa:

 

4 TAKi, 5 NIEtów, ostateczny głos: NIE.

 

Niemniej dziękuję za udział w konkursie i dobry tekst. Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Cześć, d. pankovski!

 

Tu jurorka konkursu i zarazem Lożanka! Przybywam więc od razu z komentarzem jurorskim, jak i oceną Piórkową. 

 

Komentarz pisałam o wiele wcześniej, możliwe więc, że niektóre rzeczy już poprawiłeś, więc nie zwracaj na nie uwagi.

Najpierw sprawy techniczne:

 

– Lys – szepnęła myśl w jej umyśle. 

Nie brzmi to dobrze. 

 

I wtedy Lys otworzyła się. 

Szyk: 

→ I wtedy Lys się otworzyła. 

 

Wciągnęła się w Lys, przez jej oczy, usta, pory skóry. 

https://sjp.pwn.pl/slowniki/wci%C4%85gn%C4%85%C4%87%20si%C4%99.html 

 

w miejscach gdzie przyciskała dłonie 

w miejscach, gdzie przyciskała dłonie 

 

Elara patrzyła na nię wielkimi, pustymi oczami. 

Literówka. 

 

Zapach ojczystej pipy. 

Czy to jest jakiś rodzaj fajki? Tak podejrzewam, bo kontekst nie wskazuje na wulgarne znaczenie. Ale i tak bym zmieniła to słowo, bo wielu czytelników wprowadza w konsternację i gryzie się z poetycką oraz delikatną stylistyką, którą obrałeś. 

 

ślepe punkty obserwacyjne 

Hę? Jak punkty obserwacyjne mogą być ślepe? 

 

Tam, przykurczona w niszy, znajdowało się Płótno 

przykurczone 

 

 

Ale nie było nieruchome. 

 

 

było ono skulone, z ramionami uniesionymi, z dłońmi przyciśniętymi do miejsca, gdzie powinna być twarz. 

Trudno mi to sobie wyobrazić. Jak ramiona mogą być jednocześnie uniesione i skulone? 

 

by bezpiecznie rozproszyć. 

rozproszyć co? Brak podmiotu. 

 

jak dym rozchodzący się w bezruchu 

To chyba jest niemożliwe. 

 

 

Wooooow. 

Ale to jest łaaadne! 

Przecież to jest jakieś mistrzostwo. 

Po pierwsze: tekst ciągle mówił o obrazach i nawet udało Ci się pięknie nawiązać do tytułu wybranego obrazu. Imponuje mi też, że nie skręciłeś w erotyczną stronę, bo tego się spodziewałam. Jednak mnie zaskoczyłeś i to jak! Bardzo pozytywnie. 

Po drugie: koncepcja bólu, miłości, cierpienia, radości jako jedna wielka plątanina emocji, stanowiąca jedno ja, trwająca jednocześnie w harmonii i chaosie, została przedstawiona w tak plastyczny i przemawiający nie tylko do wyobraźni, ale przede wszystkim do serca sposób, że aż nie wiem, co powiedzieć. Pomysł na białe, czyste płótno biorące na siebie wszystkie czarne, szare myśli, doświadczenia i traumy jest niby nieco naiwny (bo przecież potrzebujemy też szarości, by docenić złoto), ale przecież w świecie fantazji możemy być idealistami, czemu nie. 

Po trzecie: te opisy, o jejku, wspaniałe! Ciągle widziałam przed oczami marmurowe postaci, poprzecinane charakterystycznymi żyłkami, białe płótna, kolory, tak piękne jest „wizualnie” to opowiadanie! Dawno nie czytałam tekstu, w którym autor tak wprawnie operował kolorami. Normalnie jakbyś słowami malował… obraz! 

 

Jest jedna łyżka dziegciu w tej beczce miodu. 

Słów był, były, czy być jest łącznie 89. Wydaje mi się, że jak na niespełna 20 tysięcy znaków liczba ta jest szalona. Szkoda, że nie poddałeś tekstu wcześniej becie, dużo na tym stracił. 

Popraw większość być, zamień na coś innego, bo chcę tekst nominować do Piórka! 

 

Dziękuję za udział w konkursie! Możesz być z siebie dumny, naprawdę. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia pod kolejnymi tekstami! 

 


 

Teraz ocena Piórkowa:

 

Mamy 1 NIEta i 8 TAKów, więc będę w głosowaniu na TAK. Gratulacje!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Jednocześnie zachęcamy wszystkich, którzy zaczęli a nie zdążyli, żeby wrzucili teksty w przyszłości. Niech Wasz trud się nie zmarnuje!

Taaak, dokończcie, pliiiiz! laugh Jestem ich bardzo ciekawa!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

O, widzisz i to jest fajne wyjście z sytuacji, bo wiemy od razu, że historia jest opowiadana komuś konkretnemu, ale też nie odkrywa od razu wszystkich kart.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Mhm, czyli w sensie sam fakt, że on opowiada to komuś od początku i jest to ujawnione z zaskoczenia na koniec Ci się nie podoba?

Może nie, że nie podoba, tylko nieprzyjemnie zaskoczyło. Ciągle miałam w głowie, że on nie opowiada tego komuś konkretnemu, a na końcu się okazuje, że jednak i do tego jest jeszcze w szpitalu. I tak sobie myślę, że pewnie niektórym mogłoby się to spodobać, bo czytelnik jest zaskoczony na samym końcu i jest to swego rodzaju ciekawy plot twist. Jednak moim skromnym zdaniem korzystniej by to wybrzmiało, gdyby zasugerowano czytelnikowi już na początku, że znajduje się tam, gdzie się znajduje.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

dziękuję za ponowne odwiedziny i rozbudowany komentarz – podoba mi się Twoja tabelka ;)

dziękuję bardzo :)

 

Dla mnie zaskoczeniem i pewnego rodzaju wyróżnieniem było to, że ten tekst w ogóle został nominowany przez kogoś z Loży. Na piórko nie liczę w żadnym wypadku, ale sam fakt, że zajrzy tutaj więcej osób i zostawi swoją opinię to już dużo :)

No pewnie, sama nominacja jest dużym wyróżnieniem!

 

Bynajmniej ;) argumenty do mnie trafiają, bo nie jest to “nie, bo nie”, co doceniam. Jedynie do 5 mogę mieć wątpliwości, bo to kwestia oznaczenia, ale też rozumiem, że a) może to mieć znaczenie, b) ten jeden punkt przeważyłby szalę w drugą stronę.

Bardzo się cieszę, że tak to widzisz :)

Co do punktu 5 to już kolejny raz wybrzmiewają wątpliwości, ale dla mnie jest on istotny i go nie zmienię.

EDIT: Ślimak pięknie to wyjaśnił.

 

Raz jeszcze dzięki za odwiedziny, wartościowy komentarz i – mimo wszystko – miłe słowo heart

Do usług :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hmmm chodziło o to, że ta czerń to była łapa zasłaniająca judasza i tym razem zdążył ją na chwilę zobaczyć.

No tak, ale wcześniej już była ta czerń, więc jak nowa czerń mogła przysłonić starą czerń? ;p

 

Ten wielokropek tam był tylko jako takie zawieszenie głosu pomyślany. Dałbym myślnik normalnie, ale nie chciałem, bo dialog. Chyba tak można?

No właśnie nie jestem pewna, ekspertką od zapisu dialogów nie jestem, sama popełniam błędy w tej materii.

 

Za pierwszym razem on nie postanowił, tylko ironicznie gadał, że postanowił :P

Acha, hm, dobrze, może tylko ja to tak odebrałam.

 

Ale on nie wie nawet, czy ten demon go goni. A jeśli by go gonił, to przecież może go dopaść w areszcie. Wydaje mi się, że po przejechaniu x kilometrów całkiem logiczne, że mózg zaczyna z powrotem myśleć.

Może i racja.

 

Noo… tylko to nie jest opowieść obłąkanego :P

W cudzysłowie obłąkanego.

 

Na pewno wezmę to pod uwagę. Tutaj chciałem mieć taki efekt że on nie wie do końca, jak bardzo ma się bać – ostatecznie do przedostatniej sceny ten stwór nic mu nie robi, tylko sobie stuka. Całkiem możliwe, że to nie wyszło do końca (albo wcale), albo że pomysł jest ogólnie zły i trzeba bohatera straszyć mimo wszystko.

Ja też nie jestem specjalistką od horrorów, to tylko moja opinia. Może w taki sposób się robi suspens, a dont noł. Dla mnie to bardzo spowalniało akcję, ale może inni kochają właśnie taką szczegółowość.

 

 

bruce, nie wiem, jak bez Ciebie ten Portal by wyglądał. Jeśli chodzi o ilość przeczytanych tekstów, to przebija Cię chyba tylko regulatorzy. A potem jeszcze wracasz do tych opowiadań, nie porzucasz ich, opiekujesz się wręcz autorami i ich dziełami. Jesteś prawdziwą Opiekunką Portalu heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

Zdradzę, że inspiracją był robal łażący po twarzy. Na szczęście nie po mojej, bo chodzi o bydlę importowane, zupełnie nielegalnych rozmiarów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Nieeee no, na Odyna, już się boję…

 

Ja tylko chciałem, żeby ktoś mi otworzył drzwi…

Szyk:

 Ja tylko chciałem, żeby ktoś otworzył mi drzwi…

 

Przez chwilę, przez ułamek sekundy, dostrzegłem w judaszu rękę – nie! – łapę! Czarną, pędzącą prosto na mnie, aż zasłoniła całe pole widzenia i znów wizjer wypełniła tylko jednolita ciemność.

W jaki sposób mógł zauważyć łapę, skoro na korytarzu była tylko, cytując: jednolita czerń?

 

a że dochodziła pierwsza, podjąłem jedyną racjonalną decyzję – wykorzystać pozostałe kilka godzin snu, a zmartwienia zrzucić na głowę jutrzejszego mnie.

Ładne.

 

z pewnością nie dało się tego pokonać ciosem szklanego naczynia!

→ z pewnością nie dało się tego pokonać szklanym naczyniem!

 

Stukanie znowu zaczęło narastać, jego odgłos mieszał się w moich uszach z oszalałym waleniem serca i szumem krwi, która musiała już co najmniej w połowie składać się z adrenaliny.

Zbędne, zrobiło się już zbyt szczegółowo, a przecież akcja przyspieszyła i napięcie sięga zenitu.

 

Nie wytrzymałem. Nikt by nie wytrzymał. Porwałem z szafki portfel i kluczyki i pobiegłem prosto do samochodu – o mały włos zapomniałbym nawet o wciągnięciu dżinsów na tyłek.

Ja bym na jego miejscu była tak przestraszona, że nie szukałabym spodni. Ale to ja ;p

 

Pędziłem pustymi ulicami jak szalony, poganiany wspomnieniem czarnej łapy, a wściekły ryk silnika skutecznie zagłuszał wszystkie myśli.

To musi mieć niezły silnik. Myślę, że w takiej sytuacji nic by nie było w stanie zagłuszyć myśli.

 

Owszem, przemknęło mi przez myśl, że gdyby policja zatrzymała mnie z dwiema setkami we krwi i szybkościomierzem zbliżającym się do podobnych wartości, pewnie od razu trafiłbym do aresztu – ale areszt byłby małą ceną za znalezienie się możliwie daleko od czarnej łapy, stukania i rozedrganego głosu.

Całkowicie zbędny ten fragment. Rozsądek, racjonalizacja i analiza nie pasują w tym momencie. Przecież to oczywiste, że lepiej jest wylądować w areszcie niż w łapskach pajęczego demona.

 

Nawet pustą autostradą nie można jednak jechać w nieskończoność.

Szyk:

Jednak nawet pustą autostradą nie można jechać w nieskończoność.

 

Podobno mówienie do siebie jest oznaką zdrowej psychiki… ja bym kwestionował takie stanowisko.

Czemu ja z małej?

 

– Tak – powiedziałem. Podobno mówienie do siebie jest oznaką zdrowej psychiki… ja bym kwestionował takie stanowisko. – Tak – powtórzyłem. – Zostanę tu, w lesie, gdzie nie ma żadnych drzwi, żadnych stolików, żadnych samochodów i w ogóle nic, co można by otworzyć! Zostanę tu, aż to cholerstwo się znudzi, albo na zawsze, jeśli będzie trzeba!

Absurd tej myśli rozbawił mnie jeszcze bardziej. Ale po chwili, jakby jakiś przełącznik w mojej głowie potrzebował sekundy, żeby zaskoczyć, wydała mi się ona całkiem rozsądną – ba, oczywistą! Musiałem ukryć się jak najdalej od wszelkich drzwi, bram i drzwiczek! Las był jak sanktuarium!

Przecież dosłownie przed chwilą to postanowił. Czemu postanowił o tym jeszcze raz?

 

Pod wciąż zaciśniętą powieką, poczułem nieznośne drapanie

→ Pod wciąż zaciśniętą powieką poczułem nieznośne drapanie

 

Ostatni fragment mi się nie podoba, bo okazuje się, że cały czas historia była opowiadana przez pacjenta w psychiatryku i kierowana do pracowników szpitala. Bardzo nieprzyjemnie mi to zazgrzytało. Gdybyś na samym początku dał jakąkolwiek wskazówkę, że jest to opowieść obłąkanego, opowiadanie zyskałoby ładną i logiczną klamrę.

 

Na początku klimat był zbudowany świetnie i historia wciągnęła mnie całkowicie. Potem jednak z kolejnymi fragmentami napięcie ze mnie opadało, ustępując lekkiej irytacji. Moim zdaniem zacząłeś za dużo tłumaczyć, racjonalizować i szczegółowo omawiać taktykę obronną bohatera. Przedstawiłeś wszystkie za i przeciw, co Paweł powinien zrobić, a czego nie, a to brutalnie zniszczyło napięcie, które na początku było wyśmienicie zbudowane. Nie wydaje mi się, żeby horrory wymagały aż takiej szczegółowości.

 

No nic, przejdźmy do oceny Piórkowej:

 

 

Mamy 4 TAKi i 5 NIEtów, więc wychodzi NIE.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest napisane wyśmienitym językiem, przez tekst się po prostu płynie. Przemyślałabym jednak na przyszłość skuteczniejsze odsiewanie zbędnych szczegółów, które spowalniają fabułę, zwłaszcza w tego typu opowiadaniach, gdzie napięcie i akcja są najważniejsze.

 

Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje wyśmienite teksty!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Wracam z oceną Piórkową:

 

 

Mamy 4 TAKi, 5 NIEtów, wychodzi okrągłe NIE.

 

Moim zdaniem to świetny tekst biblioteczny, ale Piórko to już jest trochę na wyrost. Trudno zresztą zrobić ogromne wrażenie na czytelniku szortem, bo historia jeszcze nawet nie zdąży się dobrze rozwinąć, a już się kończy.

 

Od razu uzasadnię skrótowo swoje NIEty, bo nie chcę zostawiać Cię z uczuciem niezrozumienia i niesprawiedliwości, a jednocześnie nie mogę obiecać, że będę wracać tu szybko i często, goni mnie czas, mam jeszcze jedno nominowanie opowiadanie do przeczytania i mnóstwo zaległych konkursowych.

 

Punkt 1. Nie zaskakuje kreatywnością.

Cienie to interesujący pomysł, ale łatwo jest je przyrównać po prostu do dusz, więc dla mnie to nie jest nic odkrywczego.

Punkt 2. Nie zmusza mnie do refleksji.

Ogólnie wydaje mi się, że tekst u wielu osób może wywołać refleksje, ale nie u mnie. Wątek ten był tak często przeze mnie w głowie wałkowany, że tutaj mnie nie zaskoczył i nie jest to dla mnie nic nowego.

Punkt 5. Nie mieści się w obranym przez autorkę gatunku.

Czy ja wiem, czy to fantasy? Bardziej opowiastka filozoficzna albo realizm magiczny.

Punkt 6. Nie wyróżnia się świeżością i oryginalnością.

Temat śmierci i tego, co się dzieje po niej, dusz, reinkarnacji i tak dalej jest często wałkowany w literaturze, a nawet na tym Portalu.

Punkt 9. Nie zapamiętam go na długo.

Skoro tekst nie zmusza mnie do refleksji i jego główny wątek jest bardzo często spotykany, trudno się spodziewać, by wywarł na mnie duże wrażenie.

 

I wiem, że zaraz ktoś może się przyczepić, pisząc: “Co to za kryterium, że nie zmusza Cię do refleksji i już odejmujesz za to punkt? To wystarczy, że kiedyś o tym dużo myślałaś i czytałaś i już przez to dajesz NIEta?”.

No, tak. Bo przecież każda ocena Piórkowa jest oceną subiektywną. To są moje, subiektywne kryteria, a nie ustalone odgórnie przez jakieś guru Portalu :) Więc nie wydaje mi się, bym musiała się z czegokolwiek tłumaczyć.

 

Teraz tak patrzę na te wytłumaczone NIEty i wybrzmiewają one dość surowo. A chciałam dobrze, chciałam, żebyś wiedziała, dlaczego zdecydowałam tak a nie inaczej. Dlatego na sam koniec wspomnę o plusach: jak wspomniałam już we wcześniejszym, o wiele uboższym komentarzu, tekst jest pięknie napisany, poetycko. Mimo krótkiej formy można naprawdę się wczuć i zatopić w tym świecie chociaż na chwilę. Jednak nadal uważam, że niedostatecznie głęboko, by wyróżniać tekst Piórkiem.

Mam nadzieję, że to Cię nie zniechęci do pisania, bo autentycznie czerpię przyjemność z Twoich tekstów i jestem pewna, że prędzej czy później zostaniesz opierzona. A kto wie, może inni Lożanie będą mniej marudni i już nawet w tym miesiącu się to stanie? Tak czy siak, życzę wszystkiego dobrego i czekam na kolejne teksty.

Pozdrawiam najserdeczniej! heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Komentarz już zostawiłam wcześniej, więc pozostaje mi tylko ocena Piórkowa:

 

 

Mamy 1 NIEta i 8 TAKów, więc ogólna ocena jest oczywista.

Gratulacje!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

no i kolejna nominacja. Na co Ci kolejne Piórko? Przecież już masz poduszkę!

Żartuję oczywiście, jedziemy z tym koksem:

 

Kiedy wyjaśnił, co się stało, Marysia, będąca w szoku, zaczęła rozglądać się po lesie.

– Poczekaj – powiedział i zaczął grzebać w plecaku,

rozejrzała się po lesie

 

Ostrożnie postawił na ziemi. Oplotła ramieniem jego barki i ruszyli dalej.

Dużo zaimków. Może zastąpić ją – dziewczyną?

→ Ostrożnie postawił dziewczynę na ziemi. Oplotła ramieniem jego barki i ruszyli dalej.

 

Choć byli w lesie, przez korony drzew widział Instytut Traum. Znajdował się wiele kilometrów stąd, dlatego widok ten uświadomił Damianowi jeszcze bardziej, jak potężny musi być ten wieżowiec. Górował nad N-arc niczym palec Boży.

Hm, może to dziwne, ale bardzo spodobał mi się ten opis. Kiedyś miałam sen, że Ziemię otoczył ogromny ekran LED-owy i wyświetlały się na niebie różne obrazy. Wielokrotnie się zastanawiałam, czy nie przekuć tego w opowiadanie. Tutaj mamy coś podobnego, ogromny wieżowiec, którego widać mimo dalekich odległości. Jest w tym coś niepokojącego. Zastanawiałam się nieraz, czy nie mam fobii przed ogromnymi obiektami (megalofobia). Jest to intrygująca kwestia, bo ogromne rzeczy mnie niepokoją i fascynują jednocześnie.

 

– Ci ludzie, których zostawiłam. – Marysia pokręciła głową z niedowierzaniem. – Nie powinnam była ich zostawiać.

→ – Ci ludzie, których opuściłam.

 

– Zabierasz mnie w kolejne? Podróż marzeń.

Kolejne co?

 

Dopiero po chwili zauważyła Jerry’emu.

Jerry’ego.

 

Stał na zewnątrz pod drzewem i oddawał mocz

 

Najwidoczniej po wczorajszym wykonaniu zadania była tak bardzo zadowolona, że za bardzo sobie pofolgowała. Innymi słowy, odjebało jej

Jakoś mi nie pasuje tu wulgaryzm, kontekst nie wskazuje na to, by był on tu potrzebny.

 

Jerry otaksował ją spojrzeniem.

https://sjp.pwn.pl/slowniki/taksowa%C4%87.html

 

– Wiesz przecież, że po to są ludzie tacy jak Marysia. Żeby łagodzić tarcia. – I dokończyła z irytacją.

Jaką rolę pełni tutaj spójnik i?

 

Jerremu zrzedła mina. N-osoba w kontakcie z przeciętnym obywatelem mogła przekraczać, deptać je do woli. Natomiast sama miała je bardzo wyraźne i sztywne.

Sama dotyczy kogo? Bonny czy N-osoby?

 

Skórę miał tak pomarszczone

pomarszczoną

 

zostaliśmy oznaczenia w ten sposób

oznaczeni

 

a sekundy zaczęły topnieć na podniebieniu niczym słodkie krówki.

?

 

Co z tego, że mechanicznie? Co z tego, że później musiał umyć jeszcze ten jeden talerz?

Nie rozumiem.

 

Zrobiła z dłoni daszek i zmrużyła oczy. Pomagały sobie, a potem odpoczywały.

Dłonie sobie pomagały?

 

Ściskała pomidora na tyle mocno, że pękł i sok spływał po jej drobnej dłoni – Dlaczego ludzie już prawie takich nie robią?

Zabrakło kropki na końcu didaskaliów.

 

 

 

Jesteś mistrzem kreowania świata. Dbasz o każdy szczegół: tu coś zabzyczy, tam coś zwisa, gdzie indziej jeszcze coś bulgocze, a podczas rozmowy bohaterów ropucha wskakuje na kładkę. To wszystko nie dość, że ułatwia stworzenie konkretnego obrazu w głowie, to jeszcze nadaje powieści naturalności i wiarygodności. Bardzo satysfakcjonujące.

 

Ciekawa historia, nieszablonowa. Chętnie poczytałabym coś więcej w tym uniwersum.

 

 

Mamy 8 TAKów, wychodzi czysty, pełny TAK.

 

Gratulacje :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dziń dybry,

 

przybywam, by dokonać oceny Piórkowej i nie ukrywam, że przybywam też z ciekawości, co nam tu takiego nasza Portalowa Świeżynka upiekła :)

 

 

Seraphine poczuła gotowość.

Mm. Może lepiej:

→ Seraphine poczuła się gotowa.

?

 

choć każdy oddech trawił od środka.

trawić co? Brak dopełnienia.

 

Zamknęła oczy, wsłuchana się w głąb siebie

albo: wsłuchana albo: wsłuchała się

 

Wreszcie nadszedł właściwy moment, Cindera zamilkła

Rozdzieliłabym:

→ Wreszcie nadszedł właściwy moment. Cindera zamilkła

 

unosząc między dłońmi.

co unosząc? Chyba zjadłaś się.

 

Tak jak Rozpłomyki

Jak widzę tę nazwę, to mam przed oczami podpłomyki :P Zjadłabym.

Przepraszam, już jestem poważna.

 

Trochę się gubię. Rozpłomyki to jest to samo co Ignaris?

 

Szła powoli, jakby w rytmie jednej myśli.

A jaki rytm wybija myśl?

 

Nocami Seraphine, leżała przy ognisku

Zbędny przecinek.

 

wsłuchując w otoczenie

wsłuchując się

 

ucząc Płomień cierpliwości.

cierpliwości do czego?

 

cofając o pół kroku

cofając się

 

jakby to jedno, uparte posunięcie odebrało mu część mocy.

Zbędny przecinek. Jedno i uparte nie są pojęciami równorzędnymi.

 

na niebo powoli jaśniało.

 

nieustannie troszczy o Płomień

troszczy się

 

a sobie wsłuchać w odgłosy doliny

wsłuchać się albo nasłuchiwać

 

czarne ważki unoszące nad taflą jeziora.

unoszące się

Ale Ty się boisz siękozy ;p

 

Skrzydła błyszczą w pierwszych promieniach trzech słońc, wirują i tańczą nad wodą… piękne, prawda?

Dlaczego nagle mamy czas teraźniejszy i łamanie czwartej ściany?

 

Spadając zamieniały w czarny pył.

co zamieniały w czarny pył? się?

 

Sześć łap wyrwało w powietrzu

co wyrwało? Brak dopełnienia.

 

Oczyska rozszerzyły w furii.

rozszerzyły się

 

przed ciemnością czającą w krainie

czającą się

 

a wsparcie nadejdzie tam, gdzie wydawało nieosiągalne.

wydawało się

Serio, co jest z tymi się?

 

Demon poczuł jak słowa kołysanki

→ Demon poczuł, jak słowa kołysanki

 

niezdarnie rozdzierał się na fragmenty mrocznych cieni

Jak można niezdarnie się rozdzierać?

 

Troska zawsze będzie kosztować więcej, niż zdoła unieść.

Troska zdoła unieść?

 

gasnące nim dotknęły piasku.

→ gasnące, nim dotknęły piasku.

 

Odchyliła delikatnie głowę, pozwalając oczom spocząć wreszcie na spokojnej tafli jeziora

Ładne.

 

który uczył się otaczającego świata

otaczającego co świata? Brak dopełnienia.

 

Głosy splecione w jeden, łagodnie nimi kołysały.

→ Głosy splecione w jeden łagodnie nimi kołysały.

 

wciągając z powrotem do równowagi.

 doprowadzając z powrotem do równowagi.

 

wyruszy własną wędrówkę

we

 

Ostatni akapit trzeba wyjustować.

 

 

No, symbolika i metafora pełną gębą. W sumie opowiadanie jest jedną, wielką metaforą i wyszło naprawdę udanie.

Mimo wszystko będzie dużo marudzenia.

 

Zauważyłam, że masz skłonność do nadużywania słów zaczął, zaczęła, zaczęło się. Zwróć na to uwagę przy kolejnym opowiadaniu.

Z absurdalną zajadłością unikasz zwrotnego się. Domyślam się, że chciałaś uniknąć siękozy :P W wielu miejscach brakowało też dopełnień. Od pewnego momentu stało się to naprawdę irytujące.

 

Język jest ładny, poetycki i choć za takim stylem przepadam, to jak dla mnie tej pompatyczności jest nieproporcjonalnie dużo i w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć. Kwiecisty język: 80%, akcja: 20%. Tak bym to rozłożyła.

 

Co do fabuły: w jakim celu Strażniczki przemieszczały się z Iskrą? Groziło tym Iskrom niebezpieczeństwo? Nie zostało to wyjaśnione. Uczucie niepokoju to dla mnie za mało, by podejmować daleką i niebezpieczną podróż i do tego jeszcze z maleństwem. Ktoś może powiedzieć: przecież uciekała przed demonami. To też mnie nie przekonuje, bo przecież pojawiały się one niemal na każdym kroku. Strażniczka nie miała gwarancji, że tam, dokąd zmierza (cel wędrówki również nie został określony, przez co trudno było kibicować bohaterce) demonów nie będzie. Chyba że o to w tym opowiadaniu chodziło.

 

Nie zrozumiałam, czym są demony i dlaczego atakowały Seraphine. Ale może trzeba być rodzicem, żeby to zrozumieć. Może nie jestem grupą docelową opowiadania. Nadal jednak uważam, że powinno to zostać pokazane w taki sposób, żeby takie bezdzietne lambadziary jak ja też mogły to zrozumieć. A tak to mam wrażenie, że jest to jakaś wiedza tajemna, dostępna tylko dla rodziców.

 

Nie przekonuje mnie też przeganianie demonów za pomocą kołysanki. Tak, wiem, że to metafora, symbolika, ale nadal… Wyhodowanie przysłowiowej tarczy, która pozwala nam zwalczać przeciwności losu, pozbywanie się traum i lęków wymaga wiele czasu i ciężkiej pracy nad sobą. Dlatego mnie to nie przekonuje. Zbyt łatwo Seraphine wygrywała te walki.

 

Piszę to trochę z bolącym sercem, ale… opowiadanie jest pięknie napisane, jednak to wszystko. Tu prawie nic się nie dzieje, dla mnie wieje nudą. Rozumiem, że rodzicom jest trudno, szczególnie samotnym, że martwią się o swoje maleństwo, drżą o jego bezpieczeństwo i przyszłość, ale ja tego wszystkiego nie odczułam. Być może wynika to z faktu, że, jak już wspomniałam, sama dzieci nie mam i dlatego tekstu nie rozumiem. Uważam jednak, że nie jest sztuką przekonać do przeżywania tych samych lub podobnych emocji osobę, która zna konkretny ból. Sztuką jest poruszyć tych, którzy nie mają takiego doświadczenia. Ale kto wie, może przesadzam i za kilka lat zmienię zdanie. Na dziś jednak nie czuję się poruszona.

 

 

Mamy 4 TAKi i 5 NIEtów. Moja ocena Piórkowa to: NIE.

 

Ale żeby nie było aż tak surowo: bardzo podobały mi się opisy krajobrazu i żałuję, że nie było ich więcej. Naprawdę z łatwością wyobraziłam sobie te miejsca.

 

I, proszę Cię, nie zniechęcaj się. To, że zagłosowałam na NIE, nie znaczy, że tekst uważam za słaby. Jest naprawdę dobry, po prostu moim zdaniem to jeszcze za mało na Piórko. Myślę, że sama nominacja przy tak krótkim stażu na Portalu świadczy o tym, jaki masz dobry warsztat.

 

Powodzenia we wszystkim i w pisaniu życzę!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej wszystkim :) cieszę się, że taki wątek znowu powstał, więc chętnie dołączam :)

 

Nie upieram się przy niewykorzystywaniu LLMów jesli ktoś chce, bo to tak, jakby upierać się przy ręcznym pisaniu opowiadań zamiast na kompie.

Ja się z tym stanowczo nie zgadzam. Ręczne pisanie a pisanie na komputerze różni się tylko sposobem, a korzystanie z LLMów to już wspieranie się narzędziem, więc to nie jest to samo.

 

Wiemy oboje, że nie o takich wyliczeniach piszę ;)

 

Bardziej o takich

 

Sięgnął po kurtkę. Nosiła na sobie ślady deszczu, słońca i pośpiesznych decyzji.

O.O A ja takie lubię! Nie wiedziałam, że to jest typowe dla AI.

 

AI nie robi nic “od siebie” i zostało wyuczone na podstawie tego, co jej wgrano, czyli właśnie tekstów ludzkich. Co nie znaczy, że nie przetwarza i nie wypluwa tego w dość specyficzny sposób, a te 3 podane wyżej przykłady (które chyba jednak wymagałyby rozwinięcia, bo szczególnie w przypadku potrójnych wyliczeń łatwo o niezrozumienie) są bardzo charakterystyczne.

Podsumowując: AI przejmuje nasze formułki i używa ich tak często, że my, ludzie, nie możemy już ich używać, żeby nikt nam nie zarzucił korzystanie z AI laugh Czy to nie jest chore? I nawet to słowo, którego użyłam: “podsumowując” – gdzieś czytałam, chyba nawet na Portalu, że jest kojarzone z AI i ludzie zaczynają tego słowa unikać. Powiem tak, ja zawsze tego słówka używałam i nie mam zamiaru z niego rezygnować. Inny przykład: model przytoczony przez OldGuardcoś nie jest X, ale jest Y (np. Nie był bolesny. Był… skomplikowany). Z taką formą spotykałam się przecież od zawsze, występuje często w książkach, wydanymi jeszcze przed erą AI.

Moim zdaniem taki “młot na czarownice, a raczej na formułki” nie wyjdzie nam na dobre. Bo będzie z czasem nas coraz bardziej ograniczać, aż w końcu żadne sformułowania, słowa, czy zdania nie zostaną ludzkie, tylko będą kojarzone z AI. To jest błędne i bezsensowne koło.

 

Co do detektorów AI to ostatnio robiłam mały test: wygenerowałam wiersz o zimie w Google Studio AI, ustawiłam na high thinking level i do porównania dawałam fragmenty własnych opowiadań. Po długich poszukiwaniach znalazłam jeden obiecujący detektor, ale też nie jest idealny, bo nadal przy niektórych fragmentach mojego opowiadania pokazywał, że prawdopodobnie tekst został napisany przez AI. A ja się tyle napociłam nad tym tekstem, jak jeszcze nad żadnym innym… I zrobiło mi się trochę przykro. Więc jakby mi ktoś zarzucił to na forum, to zrobiłoby mi się jeszcze bardziej przykro. I nie podzielam zdania OldGuard, że jak ktoś zarzuci mi używanie AI, to powinnam zmienić styl, żeby ludziom się tak nie kojarzyło. Nad stylem autorzy pracują latami, dekadami, całe życie. I co, mam nagle wszystko zmieniać i zaczynać od zera, bo się kojarzy z AI?

 

Co do korzystania z AI to ja używam go do researchu, tak jak już zostało tutaj wspomniane. Zazwyczaj pytam Gemini o podanie listy książek bądź artykułów na dany temat. W ostateczności pytam o konkretne słówko, jak przetłumaczyć je na styl średniowieczny, jeśli nie mogę tego nigdzie znaleźć. Więc tak jak już tu zostało wielokrotnie podkreślone: AI to potężne i przydatne narzędzie, ale trzeba go używać z głową i trzeba wierzyć w etykę ludzi. Bo jeśli przestaniemy wierzyć, to w końcu dojdzie do tego, że wszyscy się na siebie poobrażamy i rzucimy pisanie w kąt. A bez nas, ludzkich pisarzy, AI będzie triumfować. Teraz jesteśmy bardziej potrzebni niż kiedykolwiek. Pamiętajmy o tym.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Najwyraźniej Biblioteka jest tak wielka, że nawet Duch się w niej gubi :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hejka,

 

Zostałem sam między podłogą a porankiem.

Zgrzyta mi ta mieszanina miejsca i czasu.

 

Ładne, poetyckie. Może jednak teksty są jak wino :)

Klikam.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nie, absolutnie, czemu źle? Właśnie fajnie. Dumajmy, rozkminiajmy, dzięki temu teksty żyją.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

No właśnie – palce są częścią ciała, więc przeciwstawienie ich “ciału” jest sztuczne. Jeśli ciało porzuciło wiedzę, to palce jako jego część też powinny ją porzucić. To brzmi tak, jakby palce były jakimś niezależnym bytem z własną pamięcią :)

Aha, o to chodzi. Hm. Ale rozkmina.

 

Chciałbym zaznaczyć, że z nikim nie konkuruję haha!

Niby tak, ale wiesz, to się może zadziać podświadomie. Miejmy jednak nadzieję, że tekst bardziej zmotywuje innych niż zniechęci ;)

 

Ale fajnie, że możesz w końcu się wypowiedzieć, a nie wklejać smoka i milczeć, od razu lepiej, nie? heart

No ba.

 

Twoje rady są głównym powodem tych zmian, nie masz pojęcia ile razy szukałem tych słów, czy nie ma ich za dużo haha!

heart Żyję, by służyć.

 

A co do Twoich tekstów, proszę sobie nie odejmować. Ja lubię taki styl pisania, ale dobrze wiesz, że Twój również, masz świetne teksty!

heart

No i wyczerpałam limit serduszek na dziś.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

W półmroku trwała łódź. Mała. Połatana. Zbyt wiele razy naprawiana, by wyglądać na coś innego niż wspomnienie.

Ok, rozumiem pewną poetyckość tego opisu, ale jednak zdanie nie ma sensu :) łódź fizycznie jest, więc nie jest żadnym wspomnieniem.

A ja bym się nie czepiała tego zdania, uważam, że jest uzasadnione. Wiadomo, że łódź istnieje, ale z czasem pamięć każdego człowieka blaknie i jeśli czegoś długo nie widzimy, to zaczynamy już wątpić w jego istnienie.

 

Palce wciąż posiadały wiedzę, którą ciało zdążyło już porzucić.

Tyle, że palce przecież należą do ciała :)

Ciało opuściło wiedzę, nie palce :)

 

Pełzła po kamieniach z niskim, dławiącym skowytem

Skowyt to raczej wysoki dźwięk

A tutaj się zgodzę, faktycznie skowyt średnio pasuje. Może: rzężeniem? ;p

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Dybry, czy mogę się rozgościć, organizatorze?

 

Starzec dźwignął się na posłaniu, a kości jęknęły jeszcze głośniej niż on sam.

Hm. Jeszcze sama nie wiem, jak daleko można sięgnąć metaforą, ale coś mi zgrzyta w tym zdaniu, nie jestem pewna, czy można powiedzieć o kościach, że jęczą.

 

Ruchy miał powolne, ale pewne. Rutyna nie starzeje się wraz z człowiekiem.

Mgła nadeszła wiele lat temu.

Trochę dziwne to przejście. Może wspomnieć w międzyczasie, że starzec spojrzał w okno czy coś?

 

Lina wrzynała się w ramię, szukając drogi do kości.

Mm, trochę przesadzone, ale może się czepiam.

 

Unosił się tuż nad nimi, płynąc w gęstym, szafranowym powietrzu niczym widmo.

Nad nimi? Myślałam, że tam jest tylko starzec.

 

 

 

No, nie wiem, czy to był dobry pomysł, żeby publikować to opowiadanie.

Bo uczestnicy konkursu mogą się zniechęcić. Konkurować z tak pięknym tekstem?

Z powodzeniem pozbyłeś się jakozy i jakbyłozy, uczysz się na błędach błyskawicznie. Chore i niepokojące.

Poetycko napisany tekst, z ledwie widocznymi plamami purpury. Zazdroszczę, bo mnie to raczej nigdy nie będzie dane, chyba będę musiała już zawsze się trzymać stylu prostego jak linijka.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nowa Fantastyka