Niepoprawny, neoromantyczny got zrodzony ze złotych, kujawskich pól i wysłany z misją przez pradawne siły. Obecnie szary student.
komentarze: 276, w dziale opowiadań: 263, opowiadania: 110
Niepoprawny, neoromantyczny got zrodzony ze złotych, kujawskich pól i wysłany z misją przez pradawne siły. Obecnie szary student.
komentarze: 276, w dziale opowiadań: 263, opowiadania: 110
Rybak3
Dziękuję! No biedny, biedny, ale za to jaki sławny!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Semrau
Poprawkami się zajmę,
Cieszę się, że mogłem pomóc!
co do kontekstu to postaram się jeszcze co nieco powrzucać, żeby nieco przybliżyć charakter bohaterów i ogólny zarys świata.
Ooo, byłoby super! (Mimo, iż nie chwaląc się, świat ten znam
No, ale inni na pewno za kontekst Tobie podziękują.)
Jeśli chodzi o pyskówkę, czy rękoczyny, to niestety z racji dość poczciwej natury Garfiela nie wchodzą one w grę, ale o tym da się przekonać na łamach całej książki.
Ajaj, no cóż. Z zamysłem twórcy nie wygrasz!
Jak Bóg pozwoli to kolejne fragmenty, które ewentualnie zamieszczę, będą lepiej doszlifowane.
Czekamy!
POZDRAWIAM SERDECZNIE
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
MOJE USZANOWANIE
Debiutu nie pogratuluję, gdyż żaden z Ciebie debiutant, tylko stary pisarzyna, dziadek literacki wręcz. A zatem;
Nie pamiętam tych widełek, ale 7k znaków to chyba jeszcze szort. Jak, źle mówię, niech mnie ktoś poprawi.
Garfiel, który już do pewnego stopnia zaczął na piciu polegać w swym codziennym życiu, patrzył jak jego kompan, który to jakiś czas temu przedstawił mu owe cudowne rozwiązanie, na męczący go od tygodni problem, tak jak i on próbuje teraz zalewać smutki, ale osiąga zgoła odmienny efekt.
Dużo powtórzeń, zaś sam początek drugiego akapitu wygląda bliźniaczo w stosunku do otwarcia pierwszego. Końcówka trochę niezgrabna, jest natłok informacji na krótkim odcinku tekstu. Moja propozycja;
“Garfiel zaczął do pewnego stopnia polegać na piciu w swym codziennym życiu. Owe cudowne rozwiązanie na każdy problem przedstawił mu pewnego razu właśnie jego kompan, który teraz siedział obok niego również próbując zalewać smutki. Efekt osiągał on jednak zgoła odmienny.”
Skoczna muzyka, która przygrywała z drugiej strony wyraźnie kontrastowała z białym obliczem At Avarusa, którego uśmiech żadną miarą nie mógł wywrócić się do góry.
Nie wiem, czy to błąd, raczej nie, ale ta muzyka kontrastująca bezpośrednio z obliczemm trochę mi zgrzyta. A co do uśmiechu, to słowo to niepotrzebnie tutaj padło, skoro zdanie wskazuje na tegoż uśmiechu brak. Jeszcze przydałoby się nieco podkręcić te zgorzknienie bohatera. Przeredagowałbym tak;
“Wesoły ton skocznej muzyki, która przygrywała z drugiej strony, kontrastował wyraźnie z bladym, marsowym obliczem At Avarusa, którego kąciki ust za żadne skarby świata nie chciały unieść się do góry.”
– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.
Przydługie to didaskalium. Zrób może tak;
(…) syreny. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi.
– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.
Tu też Beelz pierwszy raz od jakiegoś czasu wykazał zainteresowanie. Nie zmieniając pozycji wbił spojrzenie w chłopaka i uważnie mu się przyjrzał.
Powtórzenie, a do tego zmiana jego postawy nie została dobrze nakreślona. Ogólnie sprzęgnąłbym to jeszcze jakoś bardziej z dialogiem. Czyli uznaj moją poprzednią propozycję za niebyłą, bo całokształt proponowałbym taki;
– Bo widzi pan. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi. – Jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny.
Beelzowi drgnęła głowa. Podniósł wzrok z blatu i zaczął uważnie lustrować chłopaka. Minę dalej miał srogą, ale jego gadzie oczy płonęły płomieniem fascynacji. Widać pierwszy raz tego wieczoru coś szczerze go zainteresowało. Odłożył naczynie i z lekka nachylił się nad stołem.
– Niemożliwe. Atowie wybili całe to nieludzkie ścierwo zaraz po tym, jak tu przybyli.
Wywaliłem dwie rzeczy, już mówię dlaczego. Informacja o tym, że nie zmienił pozycji jest tutaj zbędna, zaś fakt, że Beelza zaintrygowało, wynika już z całości fragmentu.
– Nie całe. Ja już tego nie pamiętam, ale w mojej rodzinnej miejscowości jeszcze nieco ponad dekadę temu żyło wiele syren. – Mówił Garfiel plącząc niekiedy słowa, ale za każdym razem szybko się poprawiając
Błędu nie ma, ale jakoś zgrzyta. Nie wiem czemu. Zmień może na;
– Mówił Garfiel plącząc czasem słowa, jednak szybko się poprawiał.
Sam nie wiem, nawet moja wersja mi zgrzyta xddd. Może w ogóle wywal to o poprawianiu? Wiem, co miałeś na myśli pisząc to , ale nie mam pomysłu jak zrobić wersję która by to oddawała i jednocześnie nie zakłócała w tym miejscu płynności.
Podobnie zresztą robili ludzie unikali ich.
Tu chyba zjadłeś myślnik lub przecinek.
Beelz teraz już z nieukrywaną ciekawością usadowił się nieco wygodniej na krześle i założył rękę na rękę, jednocześnie jeszcze się trochę przysuwając.
Kolejność czynności do poprawy. W sumie to “usadowił” można wyrzucić, bo w końcu on cały czas siedzi, do tego za dużo orzeczeń by było. No ale może zostać, jak już wolisz. Moja propozycja;
Beelz, nie ukrywając już swojej ciekawości, przysunął się nieco bliżej. Usadowiwszy się wygodniej w fotelu skrzyżował ręce na piersiach.
– Powiedział Beelz bardziej do siebie niż do Garfiela, po czym odchylił się na siedzeniu.
Powtórzenie imienia. Można wyciąć.
Tak, tak panie At Avarus. – Odparł roztargnionym głosem Varnan.
Zmień na “odrzekł”, to nie kłótnia.
. W śpiewie tym natomiast rozkochał się mój stryj, który codziennie szedł nad rzekę i przysłuchiwał się syrenom, które nazywał rzecznymi damami.
To “natomiast” tutaj jest bez sensu. Usuń lub wstaw tam “właśnie”
Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans, gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, albo przechodził przez most, to te do niego podpływały i przyglądały mu się, przysłuchiwały.
Logicznie trochę to błądzi. Ponadto tego olbrzyma podzieliłbym na mniejsze zdania i zgoła pdrasował;
Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans. Gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, lub przechodził przez most, chowały się w szuwarach. Z moim stryjem było jednak inaczej; Podpływały i przyglądały mu się, słuchając, jak gra.
Zatrzymał się na chwilę, by przetrzeć nos i podnieść jeszcze raz kufel. Ta pauza wyraźnie zirytowała serpenta siedzącego naprzeciw, który nic nie powiedział, tylko nerwowo pstryknął stawami.
==> Przerwał, by przetrzeć nos i raz jeszcze podnieść kufel. Nagła pauza zirytowała siedzącego naprzeciw serpenta, który z niecierpliwości zaczął aż pstrykać stawami.
Okazało się, że stryj nie był tak dobrym śpiewakiem, jak mu się wydawało, a jego rzeczne damy nie były mu szczególnie wdzięczne za dotrzymywanie czasu.
==> Towarzystwa.
Beelz pobujał się chwilę na krześle, po czym podniósł głowę i spojrzał z zamyśleniem w sufit. Na jego twarzy malował się duży, wredny uśmiech. Mężczyzna po chwili lekko parsknął i zwrócił się do Garfiela.
To “mężczyzna” zbędne, psuje rytm.
Odparł Garfiel, którego pogodny nastrój nieco przygasł, gdzieś w połowie opowieści, a dość osobliwa reakcja na wieść o śmierci jego krewniaka nie do końca pomogła mu odzyskać dobry humor.
==> jeszcze pogorszyła jego humor.
Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o śpiewaku ewidentnie poprawiła mu humor, ale tak samo jak dobry nastrój do niego przyszedł, tak samo, a może nawet szybciej, owy huraoptymizm go opuścił, pozostawiając go raz jeszcze zgorzkniałym. Jego uśmieszek nie zanikł całkowicie i nie od razu. Powoli przemieniał się w grymas niezadowolenia, pozostawiając jego bladą twarz pochmurną. Ta drastyczna i w zasadzie dość dziwna zmiana w wyrazie twarzy rudego serpenta, nie umknęła Garfielowi, którego zdrowe zmysły jeszcze nie opuściły mimo dobrych paru kolejek.
Pan wybaczy, Panie Von Samplau, ale w tym fragmencie dzieje się jakieś absolutne trünzledage. No, ale spróbujmy;
Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o stryju-śpiewaku ewidentine poprawiła mu humor, ale cóż, nic nie trwa wiecznie. Mina w końcu zaczęła mu znów tężeć, i to w takim nie tempie, że krótką chwilę później, po junackim nastroju serpenta, nie było nawet śladu. Sam uśmieszek nie znikł jednak od razu, o nie! Przemieniał się on, wykrzywiał, by wreszcie ozdobić, w nowej, przedziwnej odsłonie, jego bladą, znów zgorzkniąłą mordę. Te mimiczne akrobacje straszące zza kosmyków rudej czupryny, nie umknęły uwadze Garfiela, który ciągle zachowywał czujność mimo wielu kolejek za sobą.
Opowieść o stryju i syrenach wspaniała, wyczuwam głębię, choć na ścisłą interpretację nas nie naprowadziłeś. Fabularnie rzecz ujmując, przedstawiona scena nie jest wyodrębniona jakoś brutalnie, nie trzeba znać całego kontekstu, by ją enjoyować, ale sugerowałbym dodać/dokleić jeszcze coś na końcu. Jaką konkluzję, lub pyskówkę bohaterów na przykład. Może jakieś filozofowanie? Rękoczyny też mile widziane.
SŁODKICH SNÓW!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Faktycznie! To żeśmy się dogadali:DD Nie wiem czy coś mam z głową, ale przysiągłbym, że jak to sprawdziłem po Twojej uwadze widziałem “opacznie”. Dramat… Już lecę poprawić.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tak. “Opatrzny” znaczy “ostrożny, dbały, wynikający z opatrzności” (dziś niemal wyłącznie “nieopatrzny”). “Opaczny” to “przeciwny do typowego, pożądanego, właściwego”.
No, czyli w tamtym zdaniu użyłem właściwego słowa.
Przy okazji, jak widzisz, nie stawiałbym tu przecinka przed “przez”. W tym przypadku istnieje odrobina swobody autorskiej, ale moim zdaniem “przez serca żale” to zwykły okolicznik przyczyny wiążący się z “cofnął”, niemający cech dopowiedzenia. Zresztą to zdanie ma już sporo przecinków i ten dodatkowy raczej utrudnia odczytanie składni.
Faktycznie! Nie wiem, czemu przed tymi żalami wstawiłem przecinek. Dzięki, już poprawiam.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Napiszę raczej tylko, że sam mocno boję się zmian i nieprzewidywalności, ale tym bardziej staram się doceniać racjonalny ogląd i systematyczne poznanie świata.
Masz prawo!
To trochę złożone pytanie. Rymy, których współbrzmienie pochodzi wyłącznie z końcówki gramatycznej, są uważane za uchybienie, mogą się trafić pojedyncze w długim poemacie. Takie, w których końcówki też są składniowo takie same, ale współbrzmienie zachodzi na rdzeń, moim zdaniem nie są wadą tekstu, aczkolwiek niektórzy uważają je za mało kunsztowne. Tak czy inaczej nie jest to zagadnienie centralne dla współczesnej poezji polskiej, w której samo rymowanie pojawia się rzadko.
Dziękuje za wyjaśnienie!
Pewne, ponieważ zgodność samogłoski akcentowanej jest warunkiem koniecznym dla zaistnienia rymu.
Kurka rurka…
“Patrzymy czule więc”.
Czyli zmienić na tę wersję?
Tak proponowałem.
Zaraz tak zrobię!
Przy okazji: nie wiem, czy zauważyłeś mój komentarz do wersu “Wróci, wznowi bieg”.
Pominąłem, teraz spostrzegłem. Brzmi faktycznie lepiej, ale to byłaby zbyt duża ingerencja, która dodatkowo zmieniałaby, jak wspomniałeś, wątpliwy sens.
Przecież jak pływa, to używa tych łapek jako tylnych płetw? Właśnie, może “łapką”. Nawet jeśli “stopa” jest określeniem najpoprawniejszym w sensie zootechnicznym (tego nie wiem, ale zakładam, że Ty sprawdzałeś), to moim zdaniem nie pasuje do języka poetyckiego w kontekście ptaka, a “stópka” jeszcze gorzej. To trudno zobiektywizować, raczej kwestia wyczucia języka.
Może zmienie na tę łapkę. Ale to już pachnie ssakami:))
Zaznaczam błąd w przysłówku, nie żeby się czepiać, ale skoro już rozmawiamy o poprawności językowej…
Jaki błąd? “Opacznie”?
gdybyś to przepisał prozą “mózg tego ptaka wykazuje zmiany organiczne, naraża na śmierć”, nie mielibyśmy większych wątpliwości, że bez dopisku “co go” zdanie wypada nieszczęśliwie.
ugh
W zapisie dialogów tworzy się je dosyć typowo:
Babcia powiedziała:
– Chodźcie na obiad.
Tak, tak, ale tutaj nie myślałem o dialogu. Bardziej jako takie pauzie, coś jak;
Ten to dopiero wariat – pomalował psa na niebiesko.
Naprawdę się cieszę, że doceniasz mój przegląd, pomimo że część uwag mogła zabrzmieć dość surowo. Ponownie, serdecznie pozdrawiam!
Nie ma najmniejszego problemu! Twoje komentarze są dla mnie bardzo edukacyjne, rozwijające. Plus uwielbiam dyskutować. Zamiast pozdrowień więc, czekam na Twoją replikę:D
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
bruce
Miałem na myśli koty domowe. Tygrysa demonizujcie, droga wolna;))
A, co do tych ostatnich – obejrzyj kilka odcinków “Kot z piekła rodem”. Zagryzienia jeszcze chyba tam nie było, chociaż… ;)))
Oglądało się, oglądało. Ale też z własnego doświadczenia poznałem koty z charakterem. Zdarzają się kociska grube, muskularne, lub zgoła ogromne. Takie często nie dają sobie w kaszę dmuchać! Zwłaszcza, jak na ich drodze stają krnąbrne dzieci, no, gówniaki zgoła, przy których taki kocur wygląda jednak, jak ten tygrys. Może pacnąć, chapnąć, ba, zaszarżować nawet!
Ale i tak kochamy je wszystkie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Też jest to jakiś plan, na pewno nie pozbawiony sensu.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Finkla
Masz na pewno słuszność, ale owe zmiane nie mogą w tym układzie trwać wiecznie. Ja zmiany w nauce widzę jako doskonalenie, właśnie dla uzyskania pewności, a nie dla zmian samych w sobie.
Ślimak Zagłady
Cześć! Dziękuje bardzo za odwiedziny i komentarz! 
To doskonały podkład do opowiedzenia o tym, że istotne znaczenie sceny dla świadomego odbiorcy wykracza poza jej materialistyczny opis, tak jak Tatry są czymś więcej niż zwałem wapieni i granodiorytów.
Niezwykle trafnie zinterpretowałeś moje motywy!
Jednak istotna treść reszty wiersza to oskarżenie rzucone przeciw nauce i naukowcom: o kwestionowanie indywidualności i godności jednostki (“dla niej jesteś ściek”), o przyjmowanie dogmatów zamiast weryfikowania hipotez (“na pewność skazani”), o oszukiwanie laików.
To prawda, ale spokojnie, z moimi poglądami nie trzeba się zgadzać. Ba, taki stan byłby wręcz dla mnie nienaturalny!
, że podmiot liryczny nie przejął się naprawdę jego losem, lecz wykorzystał go jako pretekst do wylania jakichś absurdalnych żalów.
Może masz rację, wyszło zbyt dosadnie, i przez to podmiot liryczny słabo mi się ukształtował. O jego przemianie, którą miałem z tyłu głowy, nie wspominając – po prostu jej nie widać.
– …dziewczyna duby smalone bredzi,
a gmin rozumowi bluźni.
– Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie –
a gawiedź wierzy głęboko.
Czucie i wiara silniej mówią do mnie
niż mędrca szkiełko i oko.
Oj, do mocnej konfrontacji mnie wystawiłeś. Chyba się przed wieszczem nie obronię:DDD Zwłaszcza, że jest w mojej absolutnej topce poetów (wiem, bardzo oryginalnie).
Który wypada lepiej i wiarygodniej – ten, co staje w obronie, czy ten, co napada?
Hmm, potężne pytanie, wręcz pytanie pierwotne, podyskutowałbym, ale z marszu odpowiem, że to co się broni. Wynika tak chyba już z ludzkiej natury. Ale swoje pozycje określiłbym bardziej jako kontratak
Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”
Możne takie stosować, czy jest to błąd?
“dotknąłeś” nie rymuje się tu w ogóle).
To pewne, czy po prostu źle brzmi? Jeśli to pierwsze, to będę musiał jakoś to poprawić.
“Patrzymy czule więc”.
Czyli zmienić na tę wersję?
Znów dość wyraźne obciążenie toku przed średniówką, bo przecież akcentuje się “do gór”, nie “do gór”. Jednak nie jestem pewien, czy “w góry” byłoby zmianą na lepsze.
To jest ciekawa sprawa! Chciałem dać “w góry” ale uznałem, że może przed odbiorcą wyglądać to tak, jakby akcja działa się w górach, i pingwin już przez owe góry szedł. Tym “do gór” chciałem podkreślić celowość jego marszu, a także nieosiągalność celu.
To jest 6+5. Z kolei słyszę po lewej mądralę…
Cóż, tego już nie będe zmieniał chyba. To “nosi” zbyt mi się tutaj podoba.
To jest 6+5, a stópka pingwina budzi we mnie nieokreślony lęk egzystencjalny.
CZEMU?
“Bo życia płetwą błoniastą dotknąłeś”.
Miałem z tym problemy natury anatomicznej, ale tutaj już wchodzi bezlitosna biologia. Płetwy nie mogą być błoniaste, plus służą ona pingwinowi do pływania (jego przekształcone skrzydła). Co zaś się tyczy marszu, to pingwin chodzi właśnie na stopach. Wiem, dziwnie to brzmi w przypadku ptaka, ale tak mi research powiedział.
ale wkradły się przypadkowe zwroty potoczne, jak “pingwinowanie” czy “nosi mądralę”. W tak krótkim utworze wydaje mi się to rażące; warto byłoby to wyrugować, a w zamian może postarać się sięgnąć po zwroty właściwe dla stylu naukowego.
Cóż, teraz już za późno, plus byłaby to już zbyt duża ingerencja we wiersz. Ale dziękuje bardzo za tę uwagę! W przyszłość będe starał się być wierniejszy zasadzie decorum.
Ależ zwój nie służy do mierzenia, to bardzo niezręczna metafora…
Być może, ale to mierzenie użyłem bardziej w znaczeniu sensu largo, jako określanie/pojmowanie, nie w znaczeniu linijkowym.
“Choćby go cofnął kto”…
O, i to zaraz zmienię!
Może raczej “wyniku”, to chyba lepiej oddaje sens myśli?
Sam nie wiem… Pomyślę.
Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.
“Lecz po śmierć idąc swą”… – Albo dać “Lecz po swą śmierć” i wtedy bardzo silny akcent na czwartej sylabie pozwala przeskoczyć średniówkę.
Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,
Tutaj obciążenie toku przed średniówką jest kompletnie niepotrzebne, “może twój przykład” to i tak naturalniejsza składnia.
O, to pominąłem. Zastanowię się, ale moja wersja (mimo zauważaonej ułomności) ma w sobie jakąś, nie wiem, pradawność. Przeczytałem te dwa wersy z Twoją korektą, i jakoś mi nie siadły. Ich chyba nie zmienię, nie wiem, mam nauczkę na przyszłość, by to wszystko bardziej dopracowywać na bieżąco pod kątem technicznym, gdy wiersz tworzę.
“Forować” znaczy “zapewniać komu niesprawiedliwą przewagę” (lub, mocno archaicznie, “wypędzać kogo”) i w ogóle nie łączy się z celownikiem.
Na SJP przeczytałem, że to znaczy “popierać”. Cóż, popierać też może być niejasne, może opacznie je zrozumiałem w tym kontekście, jako popieranie obiektywne, dystansowe.
Może lepiej “naturze”, personifikowanie biologii wypada tu cokolwiek ekscentrycznie.
Tu się nie zgodzę. Być “miłym naturze” wypadłoby zbyt ogólnie, a do tego wręcz, w moim odczuciu, błaho. Owa biologia tutaj nie dość, że precyzuje, plasuje sens właśnie w okolicach biologii/anatomii, wskazuje na wiodącą rolą instynktu, to jeszcze podkręca “naukowy” akcent we wierszu. Akcent, który chyba, średnio mi finalnie wyszedł.
nie można powiedzieć “krzyk znaczy ból” w sensie “świadczy o bólu”.
Tu mnie zaskoczyłeś:0
Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,
Na śmierć naraża.
Nieszczęśliwe wyrażenie, jak już, to przecież choroba naraża go na śmierć, a nie mózg.
Choroba psychiczna to nie aura wisząca nad pingiwnem, czy zły duch, tylko zmiany w mózgu, często fizyczne, obserwowalne zmiany w jego budowie, które mogą być permanente. Myślę, że można to naciągnąć (przynajmniej w poezji) i stwierdzić, że mózg naraża ptaka na śmierć. Wiem, jestem bezczelny.
Może dałbym dwukropek przed myślnikiem, żeby nikt się nie zastanawiał, skąd tu nagle jakiś gad, a może lepiej w ogóle to zmodyfikować.
To można takie kombinacje tworzyć? Myślałem, że ten myślnik właśnie mi zastąpił dwukropek.
Nijak nie mogę wymyślić, skąd tu jakiś “kawał błahości” i do czego ma się odnosić.
Nauka w swych korzeniach jest błaha, stąd ten kawał. Kwestia wizji, it’s a vision thing…
Na koniec parę drobiazgów interpunkcyjnych:
Badań, szacunków i reguł zwojami,
Świat ten mierzymy.
Ptaków orężem na lądzie straszliwym,
Instynkt i zgraja.
Mierzymy świat (czym?) zwojami reguł. Instynkt i zgraja [są] (czym?) orężem ptaków. Nie oddzielamy przecinkiem grupy orzeczenia od grupy dopełnienia, również w inwersji.
O, już poprawiam! To z piórami też.
Mam nadzieję, że udało mi się dokonać rzetelnej analizy, z której można będzie odnieść jakiś pożytek.
Bez wątpienia! Dziękuje Ci bardzo, że poświęciłeś na mnie czas, i zarazem bardzo mi pomogłeś!

Do tego komentarza będę wracał w przyszłości, przy kolejnych poetyckich próbach. Dużo nowych zasad mi przedstawiłeś, o których nie miałem nawet pojęcia!
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
To wszystko o czym mówisz, zmierza do stanu pewności;)
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Wiem, wiem, ale projekt publikowania tej serii w odcinkowej formie tutaj całkowicie zarzuciłem, nie przyjęła się. Pracuje teraz nad pełnoprawną książką:DD
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Hmmm. Nie przemówiło do mnie.
:(((
Pewnie głównie dlatego, że nie znam filmiku, o którym wspominasz. Jeszcze zjeżyło mnie to:
https://youtu.be/JxI8D1IN5eI?si=D-EDmXUBaE1VenBT
Proszę bardzo, jeden z editów!
No, dla mnie brzmi jak oksymoron.
Czy ja wiem? Nauka dąży do pewności, toteż naukowiec jest na nią skazany, a dokładniej skazany na jej wypracowywanie.
Dziękuję za odwiedziny i komentarz!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Anet
trafić
Faktycznie, już poprawiam!
Przyjemnie się czytało :)
Bardzo mi miło! Dziękuje Ci za odwiedziny i komentarz
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
może uderzenia mikrometeorów w rakietę, ale skoro ich nie było to najwyraźniej tor nie przecinał ogonu pyłowego ;-)
O właśnie! O to chodziło!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bomba. Nastrojem przypomina księdza Bakę.
Wow, czuję się zaszczycony takim porównaniem!
Może zamówię u Ciebie coś dla swojej powieści.
Jestem otwarty na współpracę!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Nikolzollern
Czołem. Jestem z rewizytą.
Haha, dzięki! Miło tu jeszcze kogoś zobaczyć!
Mam niedosyt informacji o świecie i realiach, co nie pozwala zrozumieć miejsce bohatera w kontekście otaczającej rzeczywistości. Wyszło kinowo.
Wiesz co, to była tylko mała próbeczka Uniwersum, napisana do gazety. Ograniczała mnie wtedy pojemność, wszystko jest skrótowe. Jeśli masz ochotę na więcej, to zapraszam do części drugiej, czyli opowiadania “Predyktor i piraci”. Ogólnie pomysł z odcinkami zarzuciłem, bo teraz pracuje nad tą historią w ramach powstającej książki.
Brakuje mi czegoś, co by sugerowało, dlaczego ten świat jest taki a nie inny.
A propos! W owej kontynuacji, którą właśnie wspomniałem, jest trochę wyjaśnień względem świata.
Nadałeś im charakter instytucjonalny. Rekieterat mnie dopiero rozbawił. Bandycki rektorat? Na czele stoi rekietektor? Mam nadzieję, że masz w głowie logicznie przemyślaną całość, która z czasem znajdzie swój wyraz.
Gwardia Dyrektorska to jeden z rodzajów Sił Zbrojnych Unii Technicznej, państwa, w którym dzieje się akcja. Z założenia są formacją elitarną, składają się z jednostek prestiżowych, paradnych, ale też najnowocześniejszych i najbardziej bitnych. W praktyce zajmują się też bezpieczeństwem wewnętrznym, są rozsiani po sektorach. Nie chcę używać tego porównania, ale historycznie patrząc najbliżej im chyba do SS. Co do samego rekietera, to upatrzyłem go sobie jako stopień wojskowy (tylko właśnie w GD występujący) pomiędzy pułkownikiem i generałem brygady. Zajmowałby się on jedynie koordynacją machiny gwardyjskiej bezpieki, oraz innych służb działających w tym polu, na obszarze podlegającym jurysdykcji jego rekieteratu. A rekieterat to po prostu biuro rekietera przy danej jednostce administracyjnej. Potocznie zwać też można sam ten obszar. Co do rodowodu nazwy, to uznałem, że po prostu słowo to zmieniło przez setki lat swoje znaczenie, i w czasach, w których dzieje się akcja, nie ma już wydźwięku stricte gangsterskiego (choć źródło i pewne podobieństwa są oczywiste)
Po techniku dałbym akapit.
Już poprawiam.
Dziękuję Ci bardzo za komentarz!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Robercie, witam w klubie miłośników Uniwersum Wielkiej Rzeszy. Jeśli podejmiesz się napisania recenzji, dostaniesz pierwszy tom na papierze.
Cóż za zaszczyt! Żaden ze mnie jednak recenzent, co najwyżej krnąbrny komentator;))
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Nieźle prezentuje refleksję dzięki krótszym wersom.
Też tak myślę!
. Nie mam przekonania do tego, że motyw krytyki nauki to pojawia się, to znika, troszeczkę mnie to wybijało, czy chcesz głównie o tym, czy raczej o heroizmie
Coś w tym jest, obmyśliłem sobie podmiot liryczny jako naukowca, który pod wpływem pingwina zaczyna kwestionować dotychczasowy światopogląd, buntuje się wewnętrznie przeciwko nauce i własnym kolegom z branży.
Niemniej, powiodło się przekazanie tych myśli, a każdy może wyłowić swoją myśl.
:DDD
A to wszystko przez pingwina, który postanowił sobie pobiegać
W sumie, może i taka była jego intencja? Los samobójczego nielota z dokumentu pozostaje w końcu zagadką…
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
TheGuru
rakujący czas możesz zmieścić w trakcie snu lub medytacji… a pod koniec piszesz o dłużyźnie ;-)
Kurczę, coś w tym jest. Zwracam honor!
powiedzmy, że kometa i rakieta była na kursie kolizyjnym ;-)
Hmm, sprytnie, sprytnie. Ale wtedy przydałoby się większe show, jakieś barwy, jakieś spalanie, jakieś odpryski. Może i nawet kosmiczne turbulencje?
– tak rozwinę wątek
Właśnie planuje się zabrać wkrótce za Twoje następne dzieła, które już widziałem w poczekalni. Sesja co prawda, mnie dręczy, ciężko z czasem, ale, jak już wspomniałem, seria “Cuiavia” całkiem, całkiem mnie zaintrygowała.
Zacząłem od tego, miało być krótkie opowiadanie z silnym wątkiem filozoficznym ale historia potoczyła się zupełnie nie w tą stronę, w którą planowałem. Rozrastała się o kolejne wątki.
Takie właśnie odniosłem wrażenie.
Włożyłem w to dużo pracy i szkoda mi było ją stracić, dlatego podzieliłem się nią jako osobnym opowiadaniem. Wasze uwagi pozwalają mi dopieścić formę, za co jestem BARDZO wdzięczny.
Masz rację, a ogrom pracy doceniam!
zapraszam, licząc na kolejną krytykę, do kolejnych fragmentów i głównego opowiadania, jako Kujawiak z pewnością znajdziesz odniesienia naszego regionu.
Po takim zaproszeniu, nie sposób odmówić!
Do zobaczenia! Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Nikolzollern wybacz za spóźnienie, już jestem.
Uwzględniłem twoje uwagi.
Cieszę się, że mogłem pomóc! A teraz wracam do recenzji;
– Owszem – odrzekła Fay von Thierheim – pewna wielka pani chce, żebyś poskładała koszule w jej w szafie .
Naprawdę, naprawdę fajny cytat. Oprócz tego zgrabnie kończy on i spina cały fragment (w znaczeniu opowiadanie), który, nomen omen, skupia się na przyjeździe dziewczęcia z pierzyną.
Jeśli chodzi o technikalia, to nic szczególnie nie rzuciło mi się oczy, poza tym, co już wymieniłem. Widzę, że Bruce wyłapała już sporo innych spraw, toteż chwała jej za to. Ja nie mam dobrego oka do błędów. Wracając; Czytało się się dobrze, widać wprawę. Masz fajne, bogate słownictwo. Zwłaszcza ta “sygnaturka” na koniec mnie urzekła. Słowo raczej niszowe, ja znam je jako znawca architektury-amator. Ale podobnych smaczków było o wiele więcej. Dialogi też niczego sobie, fajnie postarzane. Z wad w warstwie technicznej wysuwa się naprzód chaos, który momentami wkradł się między partie tekstu. Zwłaszcza na początku trochę się gubiłem, trudno wyczuć, gdzie kończy się jedna scena, a zaczyna druga, to samo się tyczy scenerii. Warto jakoś to uporządkować, choćby przy pomocy gwiazdek, lub innych symboli, podzielić tekst na sceny. Oczywiście nie jest to konieczność, jednak ja bardzo cenie sobie ten zabieg.
Co do warstwy fabularnej, to sama akcja we fragmencie jest na pewno urokliwa, jednak niespecjalnie mnie porwała (kwestia gustu). Na ogromną, naprawdę ogromną pochwałę zasługuje natomiast Twoje światotwórstwo. Pierwszy raz mam styczność z wykreowanym przez Ciebie uniwersum, toteż nie wszystko jest dla mnie jasne, jednak przedstawia się to wszystko bardzo oryginalnie, i szczerze – znakomicie. Fuzja średniowiecza, czasów wiktoriańskich, podróże międzygwiezdne, a do tego jeszcze ten złożony wątek technikaliów. Bardzo ciekawa, i piękna mieszanka! Na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po więcej!
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Beeeecki dziękuje bardzo za odwiedziny i pierwszy komentarz!!!


O rytmie i sylabach to niech się wypowie ktoś mądrzejszy, w mojej ocenie dobrałeś odpowiednie dla klimatu, który chcesz nadać.
O, to, to! Wyczekuję brutalnej analizy od jakiegoś fachury lub fachurki;) Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.
Tu mi zgrzyta, może jednak “się kręcisz”? Jednak “się” na końcu zdania podrzędnego zawsze wygląda źle.
Pamiętam że miałem z tym miejscem problem, jednak tak, jak jest teraz, pozostanie. Kwestia wizji! (i gustu autora)
Nie do końca łapię refleksję, którą nam dajesz, ponieważ mam wrażenie, że każda zwrotka, a nawet część wersów mają swoje osobne przemyślenie. Ale może tak miało być?
Cóż, poniekąd tak jest. Lubię sobie wiersz zaplanować, zwłaszcza pod względem zawartości strof, głównie przez ograniczone za ich sprawę miejsce. Jeśli nie wyszło klarownie, to szkoda, ale w założeniu miało być tak;
Strofa 1 – Motywem jest zerojedynkowość i surowość nauki. Pod jej władzą wszystko musi być wyjaśnione, a na każde pytanie trzeba znaleźć odpowiedź.
Strofa 2 – Wprowadzenie w polarny anturaż wiersza oraz wskazanie uporządkowanych zwyczajów pingwinów jako swoistego zwycięstwa nauki, odbicie biologicznej teorii w praktyce.
Strofa 3 – Fragment czysto fabularny, ale można się pobawić w motywy wyłamania z ram, nagłego buntu, czy też w ogóle nonkonformizmu.
Strofa 4 – Też niby czysto fabularnie, ale pojawia się element anomalii i natychmiastowej reakcji nauki, która “czuję się” zagrożona i z miejsca podaje odpowiedź.
Strofa 5 – Tutaj chciałem podkreślić, jak okrutny jest materializm (w znaczeniu filozoficznym), który w tym przypadku za sprawą nauki spłaszcza wszystko właśnie do praw i dziejów materii, poniekąd okradając żywych z godności poprzez negowanie spraw wyższych.
Strofa 6 – Tutaj, już można pisać elaborat. Ale tak w skrócie, i cytując klasyka – celem życia nie jest przeżycie:D
Na pewno wyszło Ci oddanie prostego heroizmu, który towarzyszył całemu temu nagraniu.
Bardzo dziękuję!
Oczywiście czytane w głowie tym pięknym, zarówno majestatycznym, jak i lekko niepokojącym głosem :).
Oj tak. I ten, chciałoby się rzec, staropruski akcent:D
Nawet nie wiedziałem, że ten filmik teraz odżył, ale bardzo dobrze!
Niesamowite, prawda? Ale, jak to mówią, w internecie nic nie ginie. I chwała mu za to! Możem jestem niepopoprawnym neoromantykiem, ale ten fragment naprawdę mnie zachwyca. Takie małe zwierzę, taki impakt…
Wpasowałeś się w klimat.
Jeszcze raz dziękuję!!! Również pozdrawiam
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Wspaniały pomysł na konkurs! Postaram się przyłożyć:D
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
“Lot w ciszy” poproszę!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
– …poszukać wśród młodych talentów. – Fay znowu się „zawiesiła”, zaczarowana ruchem srebrnej łyżeczki we własnych wspomnieniach i nie usłyszała początku wypowiedzi profesorki. – I znalazłam! Na liście stypendystów Jej Cesarskiej Mości w dziedzinie informatyki znalazłam zwyciężczynię konkursu optymalizacji oprogramowania, pewną pannę z Armavivy. Tak się składa, że wybrała Betelgezę jako miejsce studiów, nie Clorimonde wprawdzie, ale namówiłam rektora, żeby zaprosił ją osobiście. Panno Fay!
Trochę te didaskalia mylące, wychodzi, że Fay mówi do samej siebie. Wiem, wiem, jest to jej “stosunek” do słów profesorki, jednak zrozumiałem to za trzecim czytaniem. Rozumiem zabieg i jego cel, ale możesz to zrobić nieco jaśniej (mam świadomość, że w tym miejscu będzie to trudne, ale warto spróbować, bo teraz naprawdę jest pokręcone).
„To pewnie być tragarze z jej bagażem” – stwierdziła panna von Thierheiem.
Tutaj zostało coś chyba zjedzone.
„Inny świat” – zdała sobie sprawę Fay – „my, kosmiczni wasale, ciągle się przemieszczamy w swoich blaszanych skorupach, wszędzie nam dom.”
Ci wasale trochę nie pasują w tym kontekście. Zamień może na panowie/feudałowie?
– Biedy Till!
Literówka.
Fay uśmiechała się pobłażliwie, choć i sama nie potrafiłaby określić skład i technologię owych specjałów.
***(bede od teraz pisal bez polskich znakow, bo jezyk mi sie popsul w laptopie)***
Tutaj co sie rozjechalo, powinno byc "Fay usmiechala sie poblazliwie, choc i sama nie potrafilaby okreslic skladu i technologii owych sepcjalow"
Nowoprzybyła opowiadała śmieszne szczegóły swojej podróży z pierzyną, którą co rusz strącała kapelusze a raz nawet utkwiła śluzie powietrznej,Nowoprzybyła opowiadała śmieszne szczegóły swojej podróży z pierzyną, którą co rusz strącała kapelusze a raz nawet utkwiła śluzie powietrznej
Zjedzone w.
Zaraz wroce dopisze reszte, jak naprawie jezyk bo mnie to zbyt denerwuje.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to całkiem dobra nota od autora, potrafi zaciekawić!
– Czyli wchodzimy w język wroga.
– Wchodzimy w język, który udaje, że nie ma wrogów – odparł Aeren. – I dlatego jest groźniejszy.
Wyśmienity cytat.
Dziwna sprawa. Z jednej strony nie do końca przypadła mi do gustu Twoja maniera budowania zdań, a sposób w jaki wchodzisz w ruminacje niemalże wszędzie, choćby w połowie zdania, zaburza trochę płynność, to, o dziwo, czytało się przyjemnie. Naprawdę.
Nie wszystkie szczegóły w jednym czytaniu rozumiałem, być może właśnie przez wymienione przez mnie mankamenty, a pewne fragmenty były niejasne, ale odbiór całościowy mam mocno pozytywny. Naprawdę bardzo, bardzo oryginalne koncepty w warstwie fabularnej się tutaj pojawiły. Mechanika działania światów i ich przenikania, może nie jest dla mnie w pełni zrozumiała, to jednak czuje klimat, i wyczuwam potężny potencjał światotwórczy owej “korekty”.
Nie przestawaj pisać, bo to może być coś!
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Super szort, zgrabny i z pomysłem, może prostym, ale jednak niewątpliwie klimatotwórczym. Poczułem się trochę jakbym czytał urywek z “Mistrza i Małgorzaty”, albo był świadkiem paranormalnego życia kamienic przedwojennej Warszawy. Swoją drogą, dlaczego to zawsze z kotów robią czarne charaktery (tudzież literalnych diabłów), a z psów wierne, święte duszyczki? Moim skromnym zdaniem winno być na odwrót, i opinię tę wyprowadzam z pozycji czysto obiektywnych, mimo, iż, przyznaję, jestem kociarzem.
??? BO CZY KIEDYKOLWIEK JAKIŚ KOT ZAGRYZŁ CZŁOWIEKA ???
No właśnie…
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Młody pisarz
Pancerz z dużej, bo chciałem go przypisać do całości wyposażenia, a nie definicji słownikowej
Jak najbardziej rozumiem, spoko pomysł, ale dalej nie usprawiedliwia on pisania słowa pancerz wielką literą. Może w tym swoim, nowym kontekście utwórz słowo, jakiś neologizm? To uatrakcyjnia zawsze prozę.
To wprowadzenie o którym wspominasz raczej wyszłoby tekstowi na plus, bo faktycznie opku brakuje takie właśnie poszerzonego kontekstu i pewnie rozwinięcia niektórych wątków.
No, to cóż. Pozostaje mi czekać na więcej!
Dzięki za wizytę i cenne rady.
Oj tam zaraz cenne. Na pewno szczere:))
Również pozdrawiam!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Witamy na Ziemi w Kujawskim Porcie Kosmicznym.
I to jest dopiero nazwa!
No i przeczytałem. Zacznę najpierw od kilku spraw, które przykuły moją uwagę, póki je pamiętam. A właściwie to zadam kilka pytań.
1. Bohaterka wspomina, że lot będzie trwał półtorej dnia. A sytuacja wygląda tak, że startują, leci do kajuty, ogląda gwiazdy i zasypia. Wstaje, je śniadanie, chwilę medytuje i już są na Ziemi. Na moje trochę przyspieszyłeś akcję.
2. Wątek komety bardzo piękny, ale zaprezentowany tutaj obraz przelotu trochę kłóci się z wiedzą jaką posiadam na temat komet. Oczywiście mogę się mylić, ale czy kometa nie powinna być raczej w pełni statyczna w oczach pasażerów? W końcu to niemałe ciało niebieskie, a jej lot przez okolice słońca trwa dłuższy okres czasu. Tutaj została przedstawiona trochę jak asteroida, kosmiczny kamyk, który akurat przefrunął obok statku.
3. Sprawa (chorobliwej) otyłości pasażerów i jej domyślna atrakcyjność/poprawność jest mocno zaakcentowana i przedstawiona dość turpistycznie. Nie mamy jednak żadnych wyjaśnień względem tego tematu, toteż na ten moment rysuje się on przede mną nielogicznie. O co z tym chodzi? Czy będzie to wyjaśnione później?
Przejdźmy teraz do spraw technicznych i zacznijmy od wad. Zgodzę się z Bruce w kwestii powtórzeń. Jest ich cała masa. I to nie tylko w przypadku pojedynczych słów, ale wręcz całych zdań. Powtarzają się niemalże bliźniaczo frazy takie jak na przykład “i wtedy kolejna myśl”. Opis głosu z głośników jest chyba powtórzony ze trzy razy jako “syntetyczny i spokojny”. Przez to ruminacje bohaterki wypadają dosyć monotonnie. Nie podoba mi się również zabieg pogrubiania niektórych fragmentów. Jest to działanie na skróty i jest ono niezgodne ze sztuką (choć tutaj mogę się mylić). Jeśli jakieś zdanie chcesz wyróżnić i zwrócić na nie szczególną uwagę czytelników, to jest na to wiele innych sposobów. Ot, choćby najprostszy, czyli wyróżnienie go osobnym akapitem. Jeśli chodzi o warsztatowe zalety, to wyróżnić należy Twój bogaty język i wyraźną wprawę, dzięki której tekst czyta się płynnie. Czuję, że nie męczysz się pisaniem i przychodzi Ci to wszystko łatwo, i wręcz momentami mógłbyś ugryźć się w język, bo czasami lałeś wodę (ale o tym później). Kolejną rzeczą, którą osobiście bardzo cenię, i która wystąpiła w Twym opowiadaniu to dywersyfikacja zdań. Są one bardzo zróżnicowane, od bezokoliczników i pojedynczych haseł aż po piękne zdania złożone. Dialogów nie ocenię, bo te nie wystąpiły. Ocenie natomiast opisy, do których niewątpliwie masz smykałkę, i które to potrafią rozbudzić wyobraźnię, a przede wszystkim, oddać to, co chciałeś przed nami zarysować.
Jeśli chodzi o warstwę fabularną, to szczerze ciężko mi cokolwiek ważkiego powiedzieć. Stworzyłeś bardzo, bardzo długi wstęp, w którym jednak, mimo kart pełnych słów, niewiele się dzieje. Samą podróż odhaczam jako udaną, jest to motyw tak oklepany w gatunku, że ciężko się do niego zarówno przyczepić, jak i się nim zachwycać. Wszystko ma ręce i nogi, ale nie są to żadne muskuły. Pochwalę na pewno zaś Twoje rozeznanie w naukach ścisłych i bogate słownictwo. Narracja pierwszoosobowa nie jestem moją ulubioną, więc biorę na to poprawkę, jednak, no, przepraszam, rozbudowane opisy przemyśleń (mimo iż, broń Boże, nie pozbawione sensu) trochę mnie już męczyły. Nic odkrywczego się tam nie znalazło, a do tego ciągnięcie każdej możliwej nitki z kłębka tych ruminacji nie wypadło najlepiej. Jest to jednak tylko moja opinia, może innym się ten format jak najbardziej spodobać.
Podsumujmy. Zarówno nazwa serii (pochodzę z Kujaw południowych i mam na punkcie naszej krainy obsesję), jak i Twoja przedmowa względem całościowej fabuły oraz samo opowiadanie niezmiernie mnie zaciekawiło. Może nie porwało, może nie urzekło, ale na pewno zaciekawiło. Sprawy o których mówiłem wcześniej powodują, iż w moich oczach opowiadanie wypada jako średnie/dobre, ale na pewno nie jako złe. Dałbym czwórkę z minusem. Ale sięgnę po następną część, gdyż na pewno jestem akcją co najmniej zaaferowany.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
adam.banaszkiewicz
Jedną z rzeczy o których długo myslałem była ilość opisów technologii i ludzi. Nie chciałem przesadzić. Nie chciałem zrobić z tego encyklopedii. Stawałem w miejscu i zastanawiałem się czy to wystarczy by wyobrazić sobie daną rzecz. Widać zadziałało :)
Bardzo mądrze!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie Młody pisarzu! Przepraszam, że tak późno wracam, miałem małe zamieszanie.
Broń ładowała się samoistnie, ale był to proces powolny.
Jakim cudem?
Pewnie uciekinierzy znajdowali się gdzieś w połowie drogi, bo raczej nie zdążyli opuścić jeszcze miasta.
Zgrzyta. Zamień lepiej miejscami “opuścić” z “jeszcze”.
Nigdy nie miał planu. Zawsze uśmiechał się do losu i liczył, że uśmiech będzie wystarczająco zaraźliwy.
Wyborny cytat!!!
a ogromny Pancerz
A właśnie, trochę kłuje mnie ten pancerz z dużej litery.
Skrzywił się na myśl o tym tytule, który niewiele miał wspólnego z rzeczywistością.
Zdanie bez sensu. Przecież całe opowiadanie polega na tym. że Nathan broni cywilów ( i nawet jeśli jego koledzy go zostawili, to kto, jak kto, ale on na ten tytuł powinien w pełni zasługiwać)
Widzę, że moi przedmówcy już przeanalizowali tekst pod kątem technicznym, toteż nie będę wąchać zdań w poszukiwaniu błędów. Ale po jednym czytaniu nie mam więcej uwag, niż te, które wypunktowałem powyżej, więc pod w tej materii jest chyba całkiem dobrze.
Czytało się miło, większość płynna i czytelna, choć miejscami, mam wrażenie, że skracasz nieco akcję. Bardzo dobrze oddałeś za to (opisami krajobrazów i emocji) nastrój upadku i beznadziei. Również język masz niezły.
Opowiadanie ma przesłanie, głębię, i to jak najbardziej zasługuje na uznanie. Warstwa fabularna wypada przez to w porządku, rysuje się nam jakiś rachityczny, acz sensowny obraz świata i zdarzeń poprzedzających, jednak tutaj przeszedł bym do dwóch, moim zdaniem, największych wad Twojego opowiadania; po pierwsze poskąpiłeś nam właśnie wprowadzenia, jakiegoś szerszego, dokładniej rozpisanego kontekstu, a po drugie ( i to właściwie wynika z pierwszego) historia zdaje się być wyrwana z dłuższej opowieści, a przez to brakuje jej kręgosłupa fabularnego. Przypomina fragment, ciężko wskazać w niej moment zawiązania akcji, zaś jej finał jest trochę na skróty (mimo, iż jest niezły, taki szumny, symboliczny).
Niemniej, opowiadanie bardzo, bardzo dobre.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Vycherpious
Dziękuje za wysłuchanie! Cieszę się, że mogłem pomóc!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Niemniej jednak nie wykluczam, że w międzyczasie pojawi się jakaś krótsza historia z tymi samymi bohaterami, bo pisanie tej sprawiło mi wielką przyjemność.
Super, że jara Cię pisanie! To jest, moim zdaniem, podstawa. Czekam zatem na tę kontynuację!
Pozdrawiam!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Rozumiem. Będę, w takim razie, wyczekiwał!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Przeczytałem początek, ale już zasypiam (spokojnie, nie od nudy!). Zapowiada się ciekawie. Wrócę jutro i zrecenzuję!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
gdy jego skrzydła z gracją dryfowały na prądach powietrznych.
Ładniej brzmiałoby, gdybyś zamienił to miejscami: “na powietrznych prądach:.
Jeśli cokolwiek co przemknęło przez jego umysł, zasługiwało na tytuł choćby namiastki wątpliwości była to kwestia samego latania.
To “była” na moje zgrzyta w tym zdaniu.
Pamiętasz tego co się podpalił jak chciał oświetlić piwnicę, w której składowali oliwę? A pamiętasz tamtego co go trafił piorun jak przywołał burzę?
Przed “co” przecinki.
Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza!
Przed “gdy” przecinek.
Drapieżnik zbliżał się z każdą sekundą, a on całym sobą czuł, że nawet w ludzkiej postaci nie miałby szans z szybkim atakującym.
Człowiek (a do tego potężny czarodziej) nie miałby szans z sokołem?
Nigdy nie przyzwyczaił się uczucia jakie towarzyszyło wnikaniu w różne powierzchnie. Z braku lepszej analogii czuł się jak spłaszczony kawałek pergaminu, który ktoś przykleił do ściany niczym tapetę. Z tą różnicą, że tapeta zwykle znajdowała się na powierzchni ściany zamiast wnikać w jej wnętrze. Na domiar złego jego wzrok ograniczał się do cienkiej, różnokolorowej linii, a słuch był znacznie przytępiony, jakby wsadził głowę pod wodę.
Bardzo ciekawy motyw! Pięknie to opisałeś!
po uliczkach i zakamarkach miasta i tej nocy najchętniej wymieniłaby to na pobyt we własnym łóżku.
To drugie “i” zamieniłbym na “(…), a”.
Przeczytałem, miejscami z płynnością było ciężko. Do tego sporo ceregieli z interpunkcją (których już nie wymieniłem) i przy zapisywaniu dialogów. Ale to wszystko można poprawić. Bardzo spodobał mi się za to język i humor, a przede wszystkim sam koncept. Zakończenie wyborne, świetnie wchodzi w dialog z tytułem opowiadania.
Pozdrawiam serdecznie!!!
PS
Chętnie zobaczyłbym naszego bohatera w jakiejś kontynuacji, może nawet dłuższej. Masz jakieś plany?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
CZEŚĆ DALSZA (bałem się, że mi internet wywali)
Na uspokojenie nerwów.
To “nerwór” tutaj zbędne.
Było coś w jego spokojnym spojrzeniu i w jego postawie, która nagle zmieniła się mimo braku wykonania jakiekolwiek ruchu.
Dziwne zdanie, przeredaguj trochę. Rozwiń może opis manieryzmów i aparycji Jona, bo chcesz coś zbudować, ale po łebkach.
– oznajmił miły, kobiecy głos.
Zbędny przecinek.
Niestety poziomy ich wydobycia i związane z tym licencje były restrykcyjnie limitowane przez Crotilusański Urząd Dziedzictwa Naturalnego i Eksportu w skrócie CUDNiE.
Ha, ha, dobre!
– Chcemy? – Chłopak wydawał się szczerze zaskoczony.
Niepotrzebne zapewnienie w didaskaliach.
– Kurwa – powiedział w końcu, prawie bezgłośnie, jakby do siebie.
– Ty chuju – odpowiedział Atlas.
Halo, to ma być końcówka?
Świetna sceneria, dobry język i całkiem logiczne rozwiązania w warstwie science. W warstwie ficiton rzeczy natomiast mają się nieco gorzej, choć nadal jest dobrze. Zakończenie koniecznie do poprawy. A właściwie to do napisania, bo, na moje oko, to w ogóle go nie ma. Potencjał zaś jest na pewno, więc PROSZĘ NIE ZMARNUJ GO.
Pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Orbitalna stacja wypożyczalni „Morgan Rentals” wisiała na niskiej orbicie Crotilusa
Sugeruję wyciąć “orbitalna” na początku. Raz, że powtarza się później ta orbita, a dwa, że sformułowanie “stacja orbitalna” kojarzy się raczej militarnie, politycznie. Tutaj chodzi o wypożyczalnie (swoją drogą świetny pomysł!) więc słabo pasuje.
Włożył codzienny kombinezon roboczy, zrobiony z solidnego inteligentnego materiału – mógł on przybrać dowolny kształt i wygląd; wybierało się go z panelu umieszczonego na rękawie, można było za jego pomocą zakupić również nowe wzory i modele dostępne w aktualnym katalogu.
Koncept fajny, ciekawy, jednak, jak na moje gusta, już zbyt fantastyczny. A przede wszystkim ultymatywny, a to w ramach literatury w science-fiction średnio trawię.
W butli znajdowały się, jak sam je nazywał, „gloniaki” – zielona maź, która cały czas przetwarzała wydychany przez niego dwutlenek węgla w tlen.
Sprytnie, sprytnie. Tylko, czy gloniaki nadążyłyby z filtracją? Rozumiem, że to inżyniera biologiczna, ale dalej…
W świetle reflektorów stacji wyglądał jak srebrna ryba złapana w sieć. Planeta za nim obracała się powoli, rzucając błękitne refleksy na jego kadłub.
To “na jego” jest tutaj zbędne. Swoją drogą, z tą rybą, piękne porównanie!
– Ktoś tu lądował bez pełnego wyhamowania, co? – mruknął do siebie, choć wiedział, że klient i tak tego nie usłyszy.
W tej konfiguracji całość jest nielogiczna. Wywal “do siebie”, albo zamień “choć” na “bo”
Jon Hoffman – mężczyzna w średnim wieku, z kilkudniowym zarostem przetykanym siwizną, w wygniecionym kombinezonie turystycznym – leżał zwinięty pod cienkim kocem termicznym.
Przeredaguj tak, by nie było rymu.
straży galaktycznej
Jak rozumiem, jest to instytucja (do tego nie byle jaka, bo galaktyczna), toteż ładniej wyglądałoby, gdybyś napisał jej nazwę z dużych liter.
Najbliższa osłona, najłatwiejsza kryjówka w atmosferze lub wśród chmur Lodowego Oceanu Północnego.
Nie bardzo rozumiem sens tego zdania. Nie zjadłeś czegoś tutaj przypadkiem?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
AS: epitafium
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Bardzo, bardzo piękny wiersz! Faktycznie, interpretować można różnie, ale tutaj pokusiłbym się o prostotę. Dla mnie to tylko (i aż!) opowieść o wędrówce, być może jej kresie, po mroźnym pustkowiu. Jakim pustkowiu? Kiedy? Z jakiego powodu ta wędrówka? To nie ważne, wszystkie są, wbrew pozorom, podobne. Mam tutaj pyszne skojarzenia z “Pieśniami Podróży” Stevensona, zwłaszcza z “Whither Must I Wander”.
Cóż, uwielbiam takie klimaty, leci klik do biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
JASNY GWINT! JAKIE WIELKIE! Postaram się przebrnąć, jak cudem znajdę czas, ale może, nie wiem, podziel to na jakieś fragmenty? Niech starsi stażem się wypowiedzą. W każdym razie, wrócę. Trzymaj się!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
– Wychodź, kurwiu! – Jego głos powędrował w głąb korytarza, odbijając się echem gdzie popadło.
Ta końcówka zbędna. A, jak już ją koniecznie chcesz, to daj przed nią przecinek.
że teraz chwilę poczeka i to właśnie czynił
Coś tu zgrzyta, nie wiem. Może zmień na: “i tak właśnie uczynił”?
Wojownik usłyszał to. Napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem.

Jakież był jego zdziwienie, kiedy odczytał wydrapany na czole, prawdopodobnie szponem, a może i nie, bo nie wiedział, czy Licho lub Lich miało szpony, napis:
„Sami se żryjcie rudego”.
BIEDNE LICHO (lub biedny Lich)
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Siedzę już parę minut, ale chyba jestem za głupi. Cytując klasyka;
“W głowie się kręci się… Wszystko.”
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Turbodziadyga XD
Hell yeah!
??? A jaki sens miał być?
No, że co z nim jest nie tak, czy jest walnięty, itp.
Poza tym system Berkeleya chyba wymaga istnienia Boga i bez niego nie trzyma się w ogóle kupy.
To prawda! Niektórzy traktują to wręcz jako dowód.
… nie?
TAK. Dalej zagadką jest dla mnie, co sprawiło, iż byłaś tak święcie przekonana o ufokach w tekście:D
To miłego szusowania! :D
Dziękuje! Ale byłem tam tylko jeden dzień na wędrówkach pieszych. Niestety na szusowanie tamte wzgórza są jednak za niskie!
Błędy, również te z maila, będą wkrótce poprawione (WSZYSTKIE), tylko dziś mam tourne po Włocławku, zajrzę tu wieczorem.
Trzymaj się!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
bruce
Dziękuje bardzo!!!
Tarninko
No, właśnie niekoniecznie…
:((((
Ale nie przychodź z płaczem, jak ludzie nie zrozumieją XD
TY ZROZUMIAŁAŚ!
Ale tylko przy odpowiedniej PRĘDKOŚCI :P
Dziadyga nie rozwija dużych
… wut.
A tak, właśnie tak!
A powyższa Ci nie odpowiada?
No niezbyt bo zmienia sens xdd
Ja w życiu nie słyszałam, ale siedzę w najwyższej komnacie najwyższej wieży. Tak, to błąd. Inwazyjne może być zielsko.
Ugh.
To podaj adres :P (na priv!)
Dobra!
Już bardziej Berkeley z esse est percipi (chociaż też nie za bardzo).
O właśnie tak! Berkeley to sklecił, i właśnie to zdanie miałem konkretnie na myśli, ale on wciąż (przynajmniej z tego co kojarzył) wywodził to z Locke’a. Jak? Nie pamiętam.
Powtarzam – skąd ja miałam o tym wiedzieć? XD
A skąd pewność że Dziad nie jest robotem? Albo poduszkowcem, tak jak mówiłaś? Postawy domniemania podobne.
Zaraz wyślę maila i proszę o błędy. A właśnie, wszystko finalnie będzie poprawione, tylko później, bo zaraz ruszam w północnokujawskie góry. Bardzo polecam wzgórza przy Fordonie btw!!!
Dziękuje bardzo, w kontakcie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Rezydował w barze olejowym "Ću" na skraju osady o tej samej nazwie. Na skraju, gdyż bar ten wyproszono z centrum.
Haha, świetne! Ileż to jest miejsc, które chciałoby się wyprosić z centrum.
a na nim zobaczyć można było wieści z Dyrektoriatu oraz zapełniacze między wieściami – znakomite źródło informacji dla komentarzy i komentarzy komentarzy
Jedno zdanie, a jak dobrze oddaje charakter zajwiska!
Bardzo podoba mi się język, chociaż czasami zdania są już nazbyt przekombinowane i ciężko zrozumieć ich sens. Tekst jest króciutki, rozumiem, że to jakiś fragment?
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
pusia: Czarne kwiaty
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Była noc. Długa, samotna, niekończąca się zimowa noc, kiedy mróz przenika ciało do kości pomimo włączonego ogrzewania, przewracasz się z boku na bok, próbując zasnąć, wsłuchany w zawodzenie wichru tuż za ścianą.
Stylistycznie lepiej byłoby w wersji;
“(…)zimowa noc, taka, w której mróz(…)”
–– Hej. Śpisz?
–– Nie. Ale zaraz zasnę. Wzięłam tabletkę. Masz dyżur?
Rety, cóż to za podwójne pauzy?
Rozkwit poczynił już ogromne zmiany: wykwit pokrył całe ciało czarną błyszczącą, skórzastą powłoką.
No to rozkwit, czy wykwit? Sugeruję ten drugi zmienić na coś innego, bo, jak rozumiem, ten rozkwit to tutaj neologizm, i może zostać, ale z tym “wykwitem” obok nie brzmi najlepiej. W ogóle później w jednym miejscu mamy obok siebie dużo tych “rozkwitów. Może pozamieniaj niektóre na chorobę, zarazę, wirus, czy coś?
. Zamierzała czuwać całą noc.
***
Jimmy nacisnął dzwonek,
Brzydko się zrobiły te separatory. Sugeruję je wyśrodkować, pogrubić, i oddzielić pustymi linijkami od bloków tekstu.
Profesor wyjątkowo był trzeźwy.
Rozumiem, co miałaś na myśli, ale tutaj bym się trochę pobawił. Bo gdyby profesor, stary alkoholik, nagle wytrzeźwiał i ruszył na ekspedycję, źle by się to dla niego skończyło.
Sara, Jimmy i profesor wrócili do ślizgacza. Pojechali na południe.
Takie zakończenia uwielbiam.
Przyjemnie się czytało, ogromnie cenię takie kolonijne science fiction. Bohaterowie i ich problemy niewątpliwie bardzo dobrze i plastycznie nakreślone. Ponadto motywy te pięknie wyeksponowałaś na tle toposu przedsięwzięcia osadniczego na nowej planecie (swoją drogą doskonałego z natury). Opisy świata, zarówno na płaszczyźnie astronomii, jak i fauny i flory wyszły genialnie, momentami wręcz baśniowo. Jeśli chodzi o fabułę, to miałbym jedynie lekki problem z tą zarazą, owym rozkwitem – jest to pomysł całkiem dobry, do tego oryginalnie wykonany, jednak dla mnie odrobinę już groteskowy, przerysowany. Niewątpliwie straszny, jednak, jak na moje gusta, trochę już przekombinowany.
Co do całokształtu, to akcja mogłaby być nieco bardziej wyważona. Partie tekstu są miejscami szalenie nierówne, do tego skaczesz między teraźniejszością, a pradziejami kolonii, i to nie zawsze w sposób jasny. Samo w sobie nie jest to nic złego, jednak na pewno opowiadanie zyskałoby, gdybyś to wszystko rozciągnęła, powypełniała braki, a nawet i polała trochę wody. Bo czuję, że miałaś taką ochotę, ale coś Cię powstrzymało. Sama kolonia i wirus to świetny szablon opowieści, twoi bohaterowie mi się spodobali, a do tego pięknie opisujesz konkretne przedstawienia. Na pewno przeczytałbym więcej.
Pozdrawiam serdecznie, leci klik do biblioteki!!!
PS
Wiem, że byłaby to spora ingerencja w Twój zamysł, ale myślę, że “Rozkwit” idealnie sprawdziłby się jako tytuł tego opowiadania. Te czarne kwiaty nie brzmią źle, ale na pewno mniej w nich pazura.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
bruce
Regulamin:
Obowiązkowe hasła i dodatkowe znaki.
Autor musi wybrać po jednym haśle z każdej z trzech grup i użyć go w opowiadaniu.
GODDAMNIT
Następnym razem przeczytam regulamin pięć razy.
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy – czymże to badziewie na wydmach jest.
Ciekawa propozycja z tym myślnikiem. Przemyślę:D
Ok, jasne, jasne. :) Pomyśl, sprawdź. ;)
Sporo z tego, co wytknęłaś, już poprawiłem po komentarzu regulatorów. Ale nie ustaję w walce, w końcu będzie wszystko skorygowane.
Jeszcze raz dziękuję za recital sprawdzający!!! Wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tarnina
… wtf. Nie obrazuburcze, tylko nijak się do reszty nie mające.
Jak to? Halo
Porzucone miasta. Wraki statków kosmitów. Artefakt, który ewidentnie służy do gadania z kosmitami.
No i gdzie ci kosmici? Jak mi się rakieta spacexu w ogrodzie rozbije to mam dzwonić po facetów w czerni? POWTARZAM – w tym uniwersum kosmitów nie ma. Terraformatorzy to przedstawiciele homo sapiens sapiens.
? Jak nie ma, jak są? Gdyby Liwia nie dotarła na stację orbitalną, myślałabym, że jej świat jest symulacją w komputerze, ale tak? Jak to wyjaśnisz?
Porwali ją z pustyni na statek. A skąd tą symulację wzięłaś?
… to jacyś nowocześni filozofowie, bo nie słyszałam. Źródła?
Miałem o tym wykład cały na pierwszym roku. Był to fakultet, nieobowiązkowy, więc szli po łebkach, plus sto lat temu to było i nie pamiętam szczegółów. Mam dobrego znajomego, prawdziwego wyrwikufla, który studiuje filozofie (pełnoprawnie) i właśnie do niego napisałem i zarysowałem mu zagadnienie. Powiedział, że mówię chyba o teorii poznania Locke’a, ale proszę tego nie brać za pewnik. Czekam aż napisze mi coś więcej, jakby Cię ten temat zainteresował.
Zawsze byli podmiotami, skoro mieli jakieś swoje widzimisię i działali zgodnie z nim. A przedmioty też istnieją.
Hmmm, myślę, że zależy, jak na to patrzeć.
I te dzieci by to przeżyły…
Może bym im zrzucali z nieba jakaś manne, albo uczyli sztuczek?
Jak dla mnie jakby nie, ale dochodzę do wniosku, że jestem nieneurotypowa :P
WSZYSCY JESTEŚMY
Bardzo się ta Galaktyka przejmie…
To już złośliwość:(((
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tarnina CIĄG DALSZY
Poza tym ukrywasz ważną informację – czego mianowicie szukał Daniel (https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859). A jeśli nie szukał niczego konkretnego, to czemu sugerujesz, że szukał?
Prezentu dla Liwii szukał.
Tekst mógłby też być bardziej dopracowany językowo, bo widać pośpiech.
Prawda.
"Ciekawe, kiedy będzie mu dosyć. Kiedy wreszcie zaspokoi Księcia?" nie jest jasne, kto ma mieć dosyć – Jan czy Książę
Czy ja wiem? Tuż przed tymi zdaniami była mowa o Spinelu. Zresztą nawet samo zdanie wyrwane z kontekstu wskazuje, że mówimy o jednej i tej samej osobie osobie, która w drugim zdaniu ma zaspokoić jakiegoś tam Księcia. Na moje jasnym jest, że nie może być tutaj mowy o Księciu, który raczej sam by się nie zaspokoił, a przynajmniej nie zrobiłby tego w znaczeniu na jakie wskazuje charakter wyprawy.
W tym zdaniu: "Spinel klepnął jednego z trepów majstrujących przy gąsienicach w hełm." przecinki ułatwiłyby parsowanie: Spinel klepnął jednego z trepów, majstrujących przy gąsienicach, w hełm. Ale warto zmienić szyk.
Z tymi przecinkami wszystko będzie później poprawione, dzięki bruce ;))
Konstrukcja z zaimkiem: "Gdzie jego łeb?" jest angielskawa i lepiej napisać: Gdzie on ma łeb?
TO JUŻ OKRUCIEŃSTWO. Ale przemyślę wniosek.
Wbrew temu, co Ci się wyraźnie wydaje, "pruć" w sensie "bardzo szybko się poruszać" nie ma dokonanego odpowiednika. Więc ani "monstra zapruły przed siebie", ani pojazd nie "zapruł" tylko wystrzelił do przodu. W ostateczności możesz napisać: zaczęły pruć, ale to też wygląda dziwnie.
No ale brzmi kosmicznie świetnie. Proszę to potraktować jako mój neologizm, bo przepraszam bardzo, ale będę go używał.
Zaznacza się niedobór przecinków, zwłaszcza między zdaniami podrzędnymi i wokół wtrąceń, za to są niepotrzebne między nierównorzędnymi przydawkami. Jest też trochę błędów zapisu dialogów, p. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (w niepaszczowych didascaliach powinny być duże litery).
Przecinki będą powstawiane. Co do tych niepaszczowych, to wiem, kiedyś się tego uczyłem. Aż jestem w szoku, że tak dużo mam błędów w tej materii. Będą usunięte.
a jeśli sunął po piachach, to chyba był poduszkowcem (chodziłeś kiedyś po piasku?).
Na piachu zjadłem zęby.
I piach pachowi nie równy! Zależy jaki to piach, i co pod nim jest na jakiej głębokości. ZAPEWNIAM, ŻE MOŻNA PO NIM SUNĄĆ.
I wyrwał mnie z rytmu ten dziadowski wulgaryzm w odpowiedzi, ale to tak nawiasem.
Nie chciałem, by Dziad wyszedł przesadnie moralizatorsko. Widziałem go, jako pewien piękny, złoty środek między Gandalfem i żulem spod wiaty.
Co to znaczy, że Dziad "Ma swój klimat."? Może pasować do klimatu, do nastroju chwili, ale sam klimatu mieć nie może, bo jest osobą.
Mózg… rozkawałkowany. Naprawdę osoba nie może mieć klimatu? To trochę mi burzy parę konceptów. Jest jakaś lista co może mieć klimat, a co nie? Pytam poważnie, bo parę rzeczy będe musiał u siebie popoprawiać.
"Sowity Poseł" ma sens tylko jako przydomek (https://wsjp.pl/haslo/podglad/122418/sowity). Owszem, przydomek budujący określoną atmosferę, którą przez większą część tekstu (do kulminacji) utrzymujesz, więc plusik. Ale muszę to zaznaczyć.
Czemuż to? Tutaj jest to nazwa funkcji. To taki szef misji dyplomatycznej nastawionej na wspólny, kurtuazyjny szaber. Cieszę się, że atmosfera przypasowała, tylko o jaką atmosferę chodzi? Zdarzeń, czy postaci? Mam nadzieję, że tego drugiego, bo bardzo go polubiłem.
Nie "o co z nim chodzi", tylko: o co mu chodzi; albo: co z nim.
Poproszę o propozycję zamiennika. Tylko jakąś finezyjną, bo by dać “co z nim nie tak” będę miał opory.
Co to jest "inwazyjna osobowość"?
To serio błąd? Słyszałem ten zwrot ze sto razy.
"Okolica" to pobliże, ale czy pobliże ludzi?
Excuse me????
Jakim cudem: "Piasek wkoło bunkra zawibrował."? Raz, że wokół bunkra, ale jak pasek może wibrować? Podskoczył, sfalował się?
Poruszył się w rytm fal sejsmicznych 




I co to znaczy, że "rubiny lśniły kosmicznie"?
No że fajnie i tak dalej. Brylanty, bażanty, smakołyki wprost do ust…
Tutaj posypał się obraz: "Za nimi ciągnął już sznurek ciekawskiego tłumu żołnierzy." bo żołnierze mogli iść sznurkiem, albo ciągnąć tłumnie, ale ponieważ sznurek można ciągnąć dosłownie, a tu jednak mamy metaforę, powstaje zderzenie.
Potężny temat wytworzyłaś. Czy jak sznurek ludzi jest długi, to czy jest tłumem? Szczerze nie wiem. Na pewno wśród nich nie jest tłumnie, ale idą już chyba jak najbardziej tłumnie. A mystery…
Rozumiem, że "Liwia ubrała diadem" w majteczki i koszulkę?

Patrzył błagalnie, nie "błagalnym wzrokiem". Co to znaczy "sprawdził błądzącym wzrokiem naboje w rewolwerze"? I w ogóle po co te wszystkie wzroki?
Oni tam lubią patrzeć. Dobra, będzie przeredagowane.
Tu znowu obraz się rozsypał: "Kształt szybko zmienił się w jej oczach w piramidalną wieżę wzniesioną z piaskowcowych bloków." naraz smukła wieża i piramida? Kształt zmienił się – w wieżę? I – z bloków piaskowca.
To jest ciekawa sprawa, widać nie do końca to oddałem na mapie. Wieża z opowiadania wygląda tak, tylko jest odrobinę większa; (no i ma drzwi!!!)

Nie są to wszystkie byki – reszta stada czeka na mailu.
HALO, NIC DO MNIE NIE PRYSZŁO!
Dziękuje Ci bardzo za wnikliwą analizę! I to tak BARDZO, BARDZO. Jeśli chodzi o uwagi, do których się nie odniosłem, to zgadzam się z nimi i wszystko będzie poprawione!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tarnina
CZEMU LINK PROWADZI MNIE DO SZANTY OLIWSKIEJ?
Tylko z jakiej choinki urwała się końcówka?
Halo, nie jest chyba aż tak tragiczna. Nie można już zginąć i obudzić się w niebie? To aż tak obrazoburcze?:(((
Na początku świat wygląda na postapokaliptyczny, z mocnym wskazaniem na inwazję obcych w przeszłości.
WOW. Trochę mnie zdziwiła ta opinia, choć mam świadomość, iż na bazie tych informacji, które przemyciłem, miałaś prawo do takich odczuć. Ale mocne wskazanie? W którym miejscu?
Zresztą całkiem atrakcyjnie wygląda. Jest obrazowo opisany, barwny, akurat z taką ilością filigranu, żeby przygodówka o poszukiwaczach skarbu była solidnie osadzona w jakichś realiach
Dziękuje 


choć boazeria, która przetrwała w stanie nienaruszonym bliżej nieokreśloną liczbę wieków i róża w ręku szkieletu (zwłoki zgniły, nie zmumifikowały się, więc dlaczego róża tylko wyschła?) wyglądają na niekonsekwencje. Ale w świetle zakończenia wyglądają też na wskazówki.
Przyznaję, w tym bunkrze trochę zaszalałem. Chciałem, by jego wystrój był dziwny i niepokojący, ale bez przesadnej grozy. Moim celem było, by na przykład taki Anglik powiedział, że w tych podziemiach było eerie
.
Bo zakończenie trochę jednak rozczarowuje. Dlaczego wszystko musi być sprawką kosmitów?
!!! W TEKŚCIE NIE MA KOSMITÓW !!!
Czy innych takich? I o co chodzi z tym "istnieniem", którego świat Liwii dotąd – nie wykazywał?
Byli ekosystemem zamkniętym i ukrytym w planecie-słoiku. Po akcji Liwii galaktyka o nich wie, a wg. niektórych filozofów istnienie definiowane jest właśnie obecnością obserwatorów. Ale mniejsza z tym. Teraz przestali być przedmiotem, a zaczęli być podmiotem. W pewnym sensie (może nie dosłownym, ale pewnym) jest to istnienie, prawda?
zresztą Anioł (który równie dobrze mógł być demonem, czego się akurat spodziewałam – błędnie, ale cóż to szkodzi?
Czy błędnie? Natura Anioła co prawda nie jest do końca wyjaśniona, ale skłaniałbym się ku wersji, że jest on jednym z Terraformatorów, który wyłamał się ze zmowy milczenia.
Niby dlaczego mieszkańcy tego świata nie byli ludźmi i nie istnieli, dopóki Liwia nie ujawniła (komu? społeczności galaktycznej chyba?) eksperymentu?
O, a o tym już przed chwilą napisałem powyżej.
Czy gdyby statek z zupełnie niezwiązanej z eksperymentatorami planety rozbił się przypadkiem na Dygam, to rozbitkowie nie zastaliby tam nikogo?
Myślę, że Terraformatorzy pozostawiliby jakiś kordon sanitarny, emeryta na ochronie z flotą niszczycieli.
I jak rzeczywistość może być eksperymentem? To wymaga kogoś poza rzeczywistością, kto ten eksperyment przeprowadza… a eksperymentatorzy są chyba jednak częścią tego samego continuum czasoprzestrzennego, chociaż mają o wiele bardziej rozwiniętą technikę.
Czy ja wiem? To nie zoo z szybą z plexi, tylko odległa i nieprzyjazna planeta. Co za problem wyprać grupce ludzi mózgi, albo porzucić tam malutkie dzieci? Nam trochę zajęło sięgnięcie kosmosu, prawda? Poza tym Terraformatorzy ingerowali w ich rozwój. Być może w zamierzchłych czasach przemawiali do nich z nieba podając się za bogów, by naprowadzić ich rozwój na konkretne tory? Nie wiem, jak dla mnie to całkiem logiczne.
Zresztą – czy Liwia naprawdę "pokierowała losami" eksperymentatorów?
TAK. Oni wszystko mieli zaplanowane, u nich światy chodzą jak w zegarku. Każdy taki wyłom, to jak zgniłe jajko rozbite na głowie na oczach Galaktyki.
i właściwie czemu Aniołowi tak zależało na wydobyciu sprawy na światło dzienne?
A mystery…
I od razu szkoda Dziada z jego barwnością,
Prawda? Oryginalnie było go trochę więcej, ale limit znaków mnie zgnoił.
Daniela (choć najwyraźniej przeżył – chyba?)
Niestety nie:(( Zdjęli go laserem z orbity.
i reszty postaci, do których czytelnik mógł się już przywiązać.
Masz rację, i miałem ból… głowy z tego powodu. PRZEKLĘTE LIMITY.
Pogarsza sprawę to, że Terraformator najpierw wyraźnie idzie zabić Liwię – a potem znienacka się okazuje, że jednak nie zabił.
Zabił, zabił. Ostatnia scena jest w zaświatach
A mogłeś na przykład opisać tę walkę między Biegunowcami a hmmm… Turbolechitami?
PROSZĘ NIE OBRAŻAĆ JEŹDZCÓW Z KSIĘSTWA LEWOPOŁU.
Do reszty zaraz się odniosę w nowym komentarzu, bo siedzę na laptopie, któremu zaraz się rdzeń stopi.
!!! ZARAZ WRACAM !!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
bruce
Jak zawsze – ze znakiem zapytania, bo – do przedyskutowania: jeśli samodzielny wyraz „poseł” (bez żadnych dodatkowych określeń) zapisujesz małą literą, powinno tu być małą, jeśli wielką – nie. :) Niestety – w opowiadaniu pisałeś go też małą, nawet z innymi określeniami/nazwami, a – jak wspomniałam w innym miejscu – czytelnik nie ma pojęcia, jak chciałeś zapisać. Skoro pisałeś małą, jest tu błąd. :) Niekonsekwencja w jednolitym pisaniu nazw własnych powoduje mnóstwo kolejnych, niepotrzebnych błędów. :)
Prześledzę tekst jeszcze raz i pozmieniam wszędzie na dużą.
Wszystko ok, masz rację, opis sytuacji jest, lecz Regulamin wyraźnie nakazywał UŻYCIA wybranych haseł. :)
Czyli trzeba było zacytować hasło, tak?
Trudno mi coś podpowiedzieć, bo musiałabym czytać całość, ja tylko zwracam uwagę na usterki, jeśli Ci one nie przeszkadzają – zostaw. :)
Zajrzę tam raz jeszcze i pomyślę nad przeredagowaniem.
według mnie są to zdania wielokrotnie złożone i stąd propozycja przecinków w tych miejscach
Dobra, to powęszę jeszcze w tej sprawie.
estem niestety maniaczką przecinków i stawiłabym je najchętniej co wyraz. :)
Ja za to jestem ogromnym przecinkosceptykiem – moim zdaniem w języku polskim (pisanym) przecinków jest na wyrost, czasami stawia się je trochę, moim zdaniem, nielogicznie. Pismo powinno być jak najbardziej wierne mowie, a czasem jest to po prostu znak graficzny, który nie niesie za sobą żadnej pauzy.
Tak. :) Jednak – to tylko propozycja, do przemyślenia; jeśli chcesz – zostaw, jak jest. :)
Już zrobiłem!
„Przed imiesłowem przysłówkowym współczesnym (kończącym się na "-ąc", np. robiąc, śpiewając) stawia się przecinek, ponieważ pełni on funkcję imiesłowowego równoważnika zdania, wydzielając go z reszty wypowiedzenia”.
Czy to ta reguła?
BARDZO MOŻLIWE. Wszędzie będzie ta sprawa poprawiona.
przed „Lubicie” nie dałeś spacji. Dobrze widzę?
Dobrze widzisz! Ręką mi się omsknęła, myślałem, że wspomniany błąd dotyczy czegoś więcej.
Trudno powiedzieć, do przemyślenia, mi to po prostu zgrzytało podczas czytania. :)
Dobra, pomyślę.
lecz przecież musisz wtedy to jakoś zapisać, dać przecinki czy inne znaki interpunkcyjne (gdzie? – nie wiem),
To mi pomogłaś hahaha
Pewnie nie są, mnie zawsze zwracano na nie uwagę, zatem – tylko dałam z pytajnikiem do rozważenia, czy chcesz zostawić, czy nie. :)
Hmmm. Gdybym chciał szybko wypluć z siebie to zdanie, to właśnie wypowiedziałbym jego wersję z tym “nam tam”. Nie wiem, brzmi dla mnie całkowicie naturalnie. Chyba zostawię.
Przecinek stawiamy, gdy imiesłów przymiotnikowy wprowadza informację dodatkową, uboczną, którą można pominąć bez zmiany sensu zdania.
O, dziękuję za info! Coś mi świta, chyba wiem o co chodzi. Coś jak (…), moim zdaniem, (…) ; (…), swoją drogą, (…) itp?
No a tutaj właśnie bym się kłócił, czy owa “wskazana na mapie” destynacja jest informacją dodatkową. No chyba, że w świetle owej definicji jest nią niezależnie od semantyki i ceregieli. Znów to samo – moje zdanie o przecinkach jest z każdą chwilą podlewane nową dozą goryczy:DDD
Hmmm… Tu znowu, o ile dobrze widzę, brak jednej spacji. Czy tak?
Tak, tak, ale to już chyba poprawiłem. Jaszcze będę zaglądać na biężąco i poprawiać błędy, by nie został żaden.
Dziękuje bardzo za odpowiedź! Czekam na dalszą replikę!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ambush
Potykałam się o sporo błędów, w tym w zapisie dialogu,
No wiem:((( Postaram się poprawić jeszcze wszystko co wytknięto, by nie dręczyć potencjalnych, przyszłych czytelników tych wypocin.
dlatego właśnie zachęcam do betowania.
A wiesz, planowałem dać coś pod betę już od dłuższego czasu, ale ograniczony termin i potencjalne ceregiele (nigdy tego nie robiłem) przesądziły, iż przy okazji tego konkursu dałem sobie spokój. Ale następnym razem na pewno skorzystam z tej możliwości. A ty zajmujesz się betowaniem? Może kiedyś mi pomożesz?
Gratuluje wyobraźni, bo tworzysz własne przestrzenie.
Dziękuję! Tworzyć własne przestrzenie to jedno, ale potrafić się w nich poruszać, to drugie, hahahaa.
Jednak mnogość postaci wywołała u mnie wrażenie chaosu i wiru wciągającego logikę. Może dlatego nie porwało mnie.
Myślałem o tym, gdy już skończyłem opowiadanie. Ja sam osobiście uwielbiam “postaciotwórstwo” (jest na to jakieś słowo?) i postaci mnożą się na kartach mojej prozy, ale tutaj mi to faktycznie mogło przypalić tekst. Osób jest sporo, ale ich pochodzenie i opisy naprawdę kuleją, jest skąpo pod względem. Ograniczył mnie mocno limit znaków, ale z drugiej strony, mogłem aż tylu bohaterów nie wprowadzać. Kajam się.
Dziękuje bardzo za komentarz, pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
śniąca
Dziękuję bardzo za komentarz! Ogromnie cieszy mnie, że się Tobie spodobało.
Intrygujący świat (chętnie poznałabym go lepiej),
Piszę obecnie powieść dziejącą się na tej planecie! Stay alarmed!
Końcówka (fragment z Terraformatorem) pobudza ciekawość, bo nagle okazuje się, że ten świat jest większy niż sama planeta Liwii.
Prawda? Dla społeczności Dygama po przygodzie Liwii, również ta materia musiała być, lekko mówiąc, szokująca.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie!!! Wszystkiego dobrego w nowym roku!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Już jestem, bruce ! A zatem;
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie. :)
Witam, to ja dziękuję!!
Znakomita, wciągająca akcja, mnóstwo jej zwrotów oraz ciekawe podejście do tematyki konkursowej to największe atuty opowiadania.



Zakończenie nieco zdumiewa – czyżby to tylko sen bohaterki?
Cholerka, nie jesteś pierwszą osobą, która tego nie wychwyciła. Mam już niemalże pewność, że trochę niejasno to przedstawiłem. A zatem, Droga Bruce, zmartwię cię; Wielki Terraformator zabija Liwię mieczem, zaś ostatnia scena to już zaświaty, może niekoniecznie Niebo sensu stricte, ale na pewno jakieś “miejsce, gdzie nie ma ciemności”
Nie dostrzegam w tekście użytego hasła: „zatrzymanie w czasie”.
JAK TO? Cała ich egzystencja jest zatrzymaniem w czasie! Żyją w jakimś średniowieczno-mad maxowym marazmie mu uciesze korporacji.
– I co?-i co?– i co dalej? Nico-nico-nico-nico wcale! – rozmaicie zapisane spacje?
Chciałem jakoś podkreślić szybkość z jaką to wyśpiewywał, ale widzę wyszło dramatycznie. Nie wiem co z tym dalej zrobić, bo już zwracano mi na to uwagę:(((
Uwielbia starucha i daje mu protekcję. Wciska go, gdzie tylko się da, a my musimy się z nim potem chandryczyć. – powtórzenia tego samego zaimka w różnych formach?
Zamienić na dziada/starca, w tych miejsach, by uniknąć powtórzeń? A nie wyszłoby wtedy trochę nienaturalnie? W końcu to gniewna wypowiedź.
Głupi, głupi wciąż jesteśmy! Jak wężowie, pchły i dzieci! – za dużo spacji między zdaniami?
Jest z nim jakoś tak, nie wiem (wielokropek, myślnik lub przecinek?) swojsko!
Książe kazał… – literówka/gramatyczny (występuje i dalej)?
Zaraz wszystko popoprawiam.
Te same słowa pieśni Dziada zapisujesz różnorodnie – tylko część jest kursywą, czemu?
Zaraz zobaczę, co tam się stało.
– Coś takiego! Cóż za bogaty język! – Poseł zwrócił się z zachwytem do Średniego Chorążego. – błędny zapis dialogu?
Co dokładnie?
– Te! – krzyknął w stronę głosów za skałami Spinel. – Jak wam idzie! Długo jeszcze!? – czy wytłuszczone to nie jest zdanie pytające?
Zjadłem pytajnik, zaraz go wypluję.
– Niech Wszelki Duch da nam zdobyczy! – zawył jeden z jeden z jego przybocznych unosząc na głowę stalowy topór. – powtórzenie omyłkowe?
Owszem! Zaraz będzie cacy.
Majstrzy od ładunków czekali na znak od Spinela, zaś pięć bomb rurowych (przecinek?) wwierconych w szczeliny poziomego włazu krypty (i tu?) czekało grzecznie na iskrę z kabla.
Sam nie wiem. Szczerze. Jaka reguła by tutaj to motywowała? Proszę o doedukowanie:D
– Robi wrażenie, co? – szepnęła Liwia do towarzysza (przecinek?) zbliżając łuczywo do stropu.
To samo. To zbliżając to już orzeczenie? Nie mam pojęcia.
Było przyjemnie (przecinek?) ciepło i sucho, pachniało kurzem i starą sośniną.
To przyjemnie to określenie do “ciepło”.
Na ozdobnych formach i we żłobieniach zalegał spiętrzony kurz. – bez „e”?
– Popatrz! Chyba nie wytrzymał napięcia. – dziewczyna oświetliła kościotrupa siedzącego u krańca stołu w obitym popękaną skórą fotelu. – ponownie błędny zapis dialogu?
Odpadła widać, chcesz (przecinek?) to szukaj.
Już poprawiam!
W tym obszernym fragmencie trzeba oddzielić wypowiedź od narracji:
W jakim sensie? Chodzi o stworzenie nowego akapitu?
Łupy były ogromne. Sam Średni Chorąży nie pamiętał, kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie. Roboty było tyle, że zadania rozdzielono między zmiany. – powtórzenia?; gramatyczny? – „morale” to wyraz nieodmienny liczby pojedynczej rodzaju nijakiego
Rzeczywiście, jej stryj był kłębkiem nerwów odkąd Książe Lewopołu zarządził Wielkie Łowy. – powtórzony gramatyczny?
„Kochany Wszelki Duchu… Wiesz, jak kocham prezenty, a zwłaszcza prezenty-niespodzianki, więc dzięki Ci za Daniela!” – małą literą?; brak kropki na końcu?
Przez jej środek wyryto na całym obwodzie napis (dwukropek?) „DLA NAJPIĘKNIEJSZEJ ISTOTY”.
Gdyby Daniel i Liwia potrafili go odczytać, zapewne zachwyciliby się tak cudownym zbiegiem okoliczność. – literówki?
Zaraz coś z tym wszystkim zrobię.
Rubiny lśniły kosmicznie (przecinek?) łapiąc światło tańczącego za szybką lampy płomienia.
Nie jestem pewien. Znów proszę o rządzącą tutaj regułę, bo chcę poprawić ze zrozumieniem.
– Największego z możliwych! – zadudnił głos. –Lubicie skarby, prawda? – znowu błędny zapis dialogu?
Chodzi o tę kropkę po “głos”? Nie powinno jej tam być?
Trepy odrywały się od pracy ilekroć dostrzegali Liwię z diademem błyszczącym na głowie. – gramatyczny i składniowy? – skoro: „trepy odrywały”, to czemu „trepy dostrzegali”?
Już poprawiam!
– Stryju! – zawołała (przecinek?) podchodząc do burty flagowego pyłotraka.
Zbliżyła się (przecinek?) wyciągając przed siebie lśniący miecz z wysadzaną brylantami rękojeścią i klingą w roślinne ornamenty.
– Witaj bracie! – zakrzyknął dyplomata przekrzykując silnik swej potężnej maszyny. – przecinek przy Wołaczu i styl/powtórzenie?
To samo co wcześniej. BŁAGAM O REGUŁĘ
Dziewczyna łypnęła podejrzliwie na kartografa. – ten wyraz piszesz raz wielką, a raz małą literą i to niepotrzebnie powiela ilość błędów ortograficznych
– O (przecinek?) jaka ładna.
No dobra, skoro na dole mamy wąwóz i kryptę, to prawej mamy Mórgóry, tak, to one, zaznaczono wyraźnie Trzy Szczyty. – brak części zdania?
Racja, zaraz poprawię, w tym ostatnim zjadłem “po” prawej.
– Wstawaj dziecko, wstawaj! – przecinek przy Wołaczu?
Wprowadzasz nowy wyraz – PYŁOTRAK, zatem musisz szczególnie uważać na jego zapis i odmianę, aby była taka sama, bo – podawana błędnie – mnoży niepotrzebnie ilość błędów rzeczowych (jest ich w sumie kilkanaście):
Dziewczyna podniosła się ospale na tylnym siedzeniu pyłotraku i przetarła oczy.
– A Daniel? – jęknęła biegnąc do pyłotraka.
To samo tyczy się imienia bohaterki – LIWIA – występuje ponad 60 razy, lecz w opowiadaniu podałeś je także w nieprawidłowej formie (można się tego tylko domyślać, bo to też nazwa własna, wprowadzona przez Ciebie i czytelnik jej nie zna) i znowu jest ponad 60 błędów rzeczowych:
Liwa wychyliła się bardziej i uniosła głowę.
Prawda, zaraz wywącham wszystkie nieścisłości i je poprawię.
Kolejne pojęcie nowe, które wprowadziłeś do opowiadania – bohater: Sowity Poseł. Piszesz go jednak niekonsekwentnie:
– Ja bym cię tam zabrał – rzekł do mijanej Liwii Sowity poseł.
– Wszelki Duch, o co z nim chodzi? – Sowity Poseł pokręcił głową.
I jest, niestety, kolejnych 19 błędów rzeczowych.
To samo!
– Tam! – starzec wskazał w stronę przed niej szyby. – błędny zapis dialogu i ortograficzny?
Owszem, rozjechało się.
– Długo, ale wciąż za krótko. Potrzebuje teraz dużo snu. Dam ci go. – literówki?
– Koło Boże, pamiątka po działaniu największej z mocy – oznajmił uroczyście Dziad (przecinek?) patrząc przez zabrudzoną szybę.
Słońce było w zenicie, jasnobłękitny firmament nie mąciła ani jedna chmurka. – składniowy?
– Robi wrażenie, co? – z klapy kokpitu wychylił się Spinel. – błędny zapis dialogu?
– Musi gdzieś tam być. Stary Nowak mówi, że kiedyś widział tam coś podobnego – zakrzyknął z dołu kierowca. – wykrzyknik przy krzyku?
Pojazdy zatrzymały się w tuż pod skałą. – literówka lub brak części zdania?
– No, Jarek, pięknie! Macie sokoli wzrok! – zakrzyknął z mostka Spinel w stronę załogi, który dostrzegła skałę. – literówka?
Większość już poprawiłem dzięki regulatorzy, ale zajrzę jeszcze się upewnić, czy wszystko tam gra.
Macie u was jajogłowego, teraz wy prowadźcie. – u siebie?
To błąd, czy moja wersja gorzej brzmi?
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy czymże to badziewie na wydmach jest. – zdanie niezrozumiałe, brak jego części?
Poseł odnosi się do znaku na mapie. Przed wydmami narysowano właśnie coś trójkątnego.
Anioł chciał nam tam tylko coś pokazać. – rymy?
Halo, są zakazane?:DD
Księżyce i gwiazdy odbijały się w bezkresnej tafli zwilżonej soli. – nie do końca rozumiem sens tego zdania (?)
Fakt, wyszło dziwnie. Chodziło o to, że jechali po wilgotnej pustyni solnej.
Był czarny, podłużony, z ostrymi krawędziami. – celowo taki neologizm?
Nie, wkradła się jakaś makabra. Już poprawiam.
– Nie no – rzekł wreszcie. – To badziewie nigdzie nie raczej ucieknie. – składniowe? – cała wypowiedź ma niepoprawną konstrukcję?
To samo.
Kilkadziesiąt mil przed destynacją (przecinek?) wskazaną na mapie (i tu?) Sowity Poseł zarządził postój.
Czemu w taki sposób?
Do celu było już niedaleko, jednak powoli kończyła się benzyna i trzeba było na spokojnie pomyśleć (przecinek?) co dalej. – powtórzenie?
Ruszaj (przecinek?) bo zginiesz!
W lusterkach widziała (przecinek?) jak pyłotrak pogrąża się w wirującej, sięgającej nieba kurzawie.
Jechała na najwyższych obrotach, a Anioł co jakiś korygował kurs. W oddali zamajaczył jakiś kształt. – powtórzenie?; brak części pierwszego zdania?
Racja, racja.
Został kilometr, sześćset metrów, dwieście. Nagle przestała słyszeć warkot silnika. – za dużo spacji między zdaniami?
Zrobiło się ciemno jak w nocy, widać było co jaśniejsze gwiazdy. Kątem oka widziała wirujące kolumny piachu i języki ognia, ale nie zwalniała tempa. – powtórzenie?
By kontynuować (przecinek?) podaj hasło.
Biegła na południe (przecinek?) szukając wzrokiem porzuconego dwuśladu.
To samo.
Cholera, oni jej tam teraz powinni stawiać pomniki, albo… –urwał, bo Wielki Terraformator złapał go za pas i wyciągnął mu z jedwabnej pochwy platynowy miecz. – błędny zapis dialogu?
Czemu?
Bez słowa ruszył z nim w stronę marmurowej sali z ledwożywą Liwią. – ortograficzny?
Ciepły wiatr zbudził Liwię (przecinek?) omiatając jej twarz. Było ciepło, powietrze pachniało oddalająca się burzą i wilgotnym lasem. – powtórzenie?
Już poprawiam!
Dziękuje bardzo za szczegółową weryfikację! Postaram się nanieść wszystkie poprawki, ale prosiłbym jeszcze o doprecyzowanie paru spraw. Na przykład te błędy z przecinkami zbiły mnie kompletnie z pantałyku. Czyżbym całe życie robił to źle? Proszę o kącik edukacyjny, bo serio jestem w szoku.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie bruce!!!
Dziękuje ogromnie za BARDZO obszerny komentarz! Teraz nie mogę poświęcić mu należytej uwagi, więc informuje tylko, iż wpadnę późniejszym wieczorem i odniosę się do wszystkiego, możliwie jak najdokładniej.
Dzięki wielkie za klika, wpadnę później!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
MichałBronisław
Bartkowski.robert Jako, że odgadywanie się skończyło, przywróciłem standardowe dla siebie separatory ;)
No widzę, i nie wiem po co Ci były te kamuflaże. Sam używam takich samych:DD
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
że chyba nie przeżylibyśmy nawet w czystym tlenie.
Nasze ciała zapomniałyby wtedy by oddychać i byśmy się podusili. Nieprzyjemna sprawa.
No, jeśli FBI umie przesłuchiwać, to mógłby.
Czyli im ktoś mądrzejszy, tym łatwiej go rozegrać?
Tylko ile oni chcieliby kasy za przemycenie?
Prawda, w tym masz rację.
za karę fedrowali na przodku przez całe lata?
Co to znaczy?
Na pewno, gdyby ktoś inny przewoził mapę, opowiadanie wyglądałoby inaczej. I nie będę teraz tego zmienić.
Mam tego świadomość. Sama postać mi się podoba, sprawy o które pytam, to tylko moja dociekliwość.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ale z drugiej strony – jeśli pozyskiwanie tlenu jest drogie, skomplikowane i nigdy nie ma go w nadmiarze, to marnowanie go na głupoty typu papieros albo nawet rodzinny grill nie wydaje się rozsądne.
Niby to prawda, ale, jedna uwaga. Jak rozumiem, w Twoim opowiadaniu koloniści znajdują się pod kopułą. Musiałaby mieć ona w takim razie gargantuiczną maszynerią związaną z utrzymywaniem składu powietrza potrzebnym do ludzkiej egzystencji, która to, bądź, co bądź, wiąże się na każdym kroku z wydalaniem dwutlenku węgla. Czy wtedy maciupeńkie ilości tlenu spalane w papierosach robiłyby różnicę?
Zakasować? To znaczy, że Erika była lepsza niż Alex, że zwyciężyła w czymś tam.
O, może kiedyś użyję.
Ktoś bystrzejszy pewnie mógłby się wysypać na przesłuchaniu.
Wybacz, ale to bez sensu. Ktoś bystrzejszy miałby się wysypać?
No i nie zgodziłby się lecieć na Marsa z biletem w jedną stronę.
Dlaczego? Ludzi jest multum, na pewno znalazłby się masy chcące opuścić Ziemię, z setek różnych powodów. Do tego wizja sowitej zapłaty mogłaby być tutaj kluczowa.
A mniej podejrzany mógłby nie zgodzić się na przemyt.
Nie każdy przestępca wygląda podejrzanie. Na przykład u przemytników właśnie preferowany jest dość naturalny anturaż;))
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Będę wyczekiwał!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Jeszcze raz wielkie dzięki za lekturę i komentarz!Jeszcze raz wielkie dzięki za lekturę i komentarz!
Nie ma za co!
I tak, Dziadek nadpisał się na domową AI stając się osobowością cyfrową, o ile można tak to ująć.
Szczerze? Bardzo mroczne.
Pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
pisze.po.swojemu
Nie ma za co!
Zdecydowałam się na złagodzenie tamtej sceny, ale nie poszłam dalej, nie zmieniłam zakończenia, bo w sumie chciałam, żeby przegrał, zemścił się.
O, i to jest ciekawa koncepcja! W pełni by spracowała, gdyby właśnie tę przegraną coś jeszcze w tekście ładnie zapowiedziało, dało podstawy pod taki rozwój wydarzeń. Scena w przy stole w brutalniejszej wersji mogłaby to myślę zapewnić. Albo jeszcze jakieś drobne, dziwne zachowania Janka od początku opowiadania sugerujące jego ukrytą naturę.
Mam nauczkę, żeby przy zmianach ogarnąć cały łuk bohatera, a nie tylko jedną scenę.
O to to!
Pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
SPW
To jest ta legendarna kwestia wizji!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
pisze.po.swojemu: Zwierzęta wigilijne [+18]
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Zawsze w wigilię wypijał półlitrówkę wódki, sam, a potem szedł spać w salonie i miał kaca cały pierwszy dzień świąt
Proponuję zmienić gramaż na 0,7 tudzież litra. Nie żartuję, ani nie szydzę, zwyczajnie tak będzie naturalniej. Zwłaszcza w kontekście objawów. W końcu to wytrawny alkoholik, a nie jakiś tam studenciak.
Pokazywał rzędy ostrych, spiczastych zębów, o wiele za długich jak na kota. Staszek zawsze widział to jedynie kątem oka, a kiedy patrzył na niego bezpośrednio, zwierzak zachowywał się zupełnie normalnie.
Dobry, całkiem mroczny koncept!
Basia chowała tam przed nim alkohol, nigdy nie wyrzucała, ale chowała butelki po domu, jakby bawili się w jakąś alkoholową wersję ciepło-zimno. Udawał, że nie wie, gdzie żona ma swoje skrytki i pozwalał siebie przebłagiwać tymi butelkami, kiedy za bardzo sobie u niego przekichała.
Bardzo życiowe, niestety.
Język wyborny, sam pomysł na grozę i jego wykonanie też. I to pomysł na grozę wszechobecną, wręcz duszącą, namacalną, ale też, niestety, przeraźliwie realną. Bo ilu takich Staszków chodzi jeszcze po Ziemi? Ilu chodziło, i, dobry Boże, ilu chodzić będzie? Oto są pytania, na które, dla własnego spokoju, lepiej nie znać odpowiedzi. Gadający kot? Pikuś! Równie dobrze mogłoby go nie być, ale jak już jest, to nadal jest on tylko pewnym katalizatorem zła. A raczej jego miernikiem, neutralnym spoiwem, gdyż czcigodny kocur niczego złego nie zrobił. Ot, wyszczerzył ząbki i coś szepnął na uszko dziadydze.
Miałbym tylko jeden, jedyny, choć dość poważny, moim zdaniem, zarzut. Mianowicie – w ogóle nie zagrało mi w głowie zakończenie. Sam los, jaki spotkał Staszka pasuje tutaj jak ulał i jest niewątpliwie straszny, z nim nie mam problemu, jednak zachowanie Janka w tym kontekście zostało po prostu źle poprowadzone. Okrutna zemsta na ojcu (nawet jeśli jest uzasadniona) KASTRUJE postać syna. Jego postępowanie najzwyczajniej w świecie do niego nie pasuje. Odbiera mu jego charakter, który wykreował się na kartach utworu i usuwa z niego pewną wyższość moralną, która zarysowała się przed nami przecież tak wyraźnie na podstawie jego relacji z nową, własną rodziną. Okrucieństwo po prostu nijak ma się do tego Janka, którego poznaliśmy. Wytrąca mu ono zwycięstwo z rąk.
Daję klika, za całokształt (zasłużenie), choć trochę z oporami, właśnie przez to zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Nie ma za co! Wszystkiego dobrego!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
A po dobrej wódzie lepsze jesteście w dżudzie.
Wy się śmiejecie, a to serio tak działa. Mam zielony pas i dwie wątroby, wiem co mówię.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Piotrek77: Ci, którzy zostali
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Piotrek77
Super, że wprowadziłeś poprawki!
Myślę, że słowo “rytm” było tutaj właściwe.
No właśnie bym polemizował. To prędzej kroki wyznaczyłyby rytm stukowi, gdyż ten drugi (w przypadku walizek na kółkach) jest zgoła jednostajny.
No nic, to jeszcze zostawiam Ci pod osąd. Klikam do biblioteki i pozdrawiam!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
JulianPeterson
przypomniał sobie, że ma jeszcze starą szynkę w lodówce i narazie nie musi kupować nowego opakowania
S T A R Ą . Słowo klucz
Bardzo Ci dziękuję za przeczytanie shorta i komentarz! Cieszę się, że poznałeś dzięki mnie nowe słowo, polecam się na przyszłość , bo znam jeszcze parę innych!!
Będę śledził twoje poczynania, młody padawanie. I to bardzo młody, dopiero skończyłeś roczek!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tym razem miałem trochę trudności w wymyśleniu tytułu, ale jestem całkiem zadowolony z efektu :)
Efekt przypomina tytuły ksiąg z oświecenia/wczesnego romantyzmu. Słowem – jest wybornie!
Dlatego postanowiłem przelać go “na papier”, może uda się odczarować i więcej nie wróci?
OBY.
Cóż, sam Mefisto wprost informuje Kramera, że nie jest diabłem, a piekła nie ma.
Czesio się przypomina;DD
więc może i tutaj prawda jest zupełnie inna…? ;]
To lubię najbardziej!
Biję się w pierś i przyznaję, że nie czytałem tego. Będę musiał nadrobić. Rzeczywiście pewne podobieństwa można tutaj wyłapać ;]
To może lepiej nie czytaj, bo oszalejesz, tak jak ja i wszędzie będziesz widział do tego aluzje ( CHOLERA JASNA, SAMA ALUZJA JEST TUTAJ ALUZJĄ, BO TAM BYŁ MOTYW KOJARZENIA WROGA POPRZEZ POJAWIANIE SIĘ JEGO SYMBOLI I PODPROGOWYCH PRZEKAZÓW W ŻYCIU CODZIENNYM ). Nie no, żartuję. Sięgnij koniecznie, świetna książka!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Wow. Dziwna sprawa, ale niewątpliwie doniosła. Przysiągłbym, że słyszałem dzwony i chóry anielskie przy czytaniu. Do tego poznałem nowe słowo, które bardzo mi się spodobało. Na pewno “epifanii” kiedyś jeszcze użyję.
A teraz, Drogi, Autorze – najważniejsze;
Teraz wiedział wszystko.
Wiedział, że w lodówce miał jeszcze cztery plastry szynki z poprzedniego tygodnia.
CO TO, U LICHA, ZNACZY?
Chodzi o to, że przypomniał sobie, że ma jeszcze szynkę u siebie i nie musi kupować? Koszmar. Jestem skąpy jak cholera, ale takiej tygodniowej obślizgłej, ześlimaczonej to bym nie tknął.
Pozdrawiam!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bruce
Cóż, poruszające i moralizatorskie, lecz – czy trafi do sumień tych, którzy katowali, katują i katować będą? Pytanie czysto retoryczne. :(((
Obawiam się, że to zaiste pytanie retoryczne. Moim osobistym zdaniem, człowiek zły rodzi się złym, i nic już nie tego nie zmieni. A samo zło skąd? Oto jest pytanie, unde mallum, te sprawy…
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ambush
Mam takie spostrzeżenia, że psy krzywdzą źli ludzie, którzy nie mogą dopaść ludzi.
O to, to. Zwykłem mawiać, że atak na słabszego, to dowód największej ze słabości.
Potrzebowałam to z siebie wyrzucić.
Nic dziwnego, i chwała Ci za to!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Dworzec kolejowy w Ostrowcu Świętokrzyskim był stary – z tych, które pamiętają czasy, gdy pociągi przyjeżdżały punktualnie,
Chryste, to były takie czasy?
Tu czas zawsze był trochę krzywy.
Mnie tam to zdanie się bardzo podoba. Genialnie oddaje zjawisko.
Przede mną przechodzili ludzie: kobieta z walizką na kółkach, której stukot wyznaczał tempo kroków
Tutaj zdanie do poprawy. Jak stukot mógł wyznaczać tempo kroków? Mógł się z nimi mieszać, być dla nich tłem, wtórować mu itp. Masz wyzwanie ode mnie!
możemy przenosić się fizycznie pomiędzy światami. Transferowana jest jedynie świadomość – do wybranego ciała, które nazywamy skafandrem.
Zmyślnie, zmyślnie.
W bólu usłyszałem ostrzeżenie:
– Odechce ci się zajmowania ciał.
Prawdopodobnie uznał mnie za demona. A może faktycznie nim byłem?
Bardzo ciekawy wątek!
Masz bogaty język, a całość jest, cytując SPW, sprawnie napisana. Akcja idzie płynnie i pomimo niedużej objętości opowiadania(fragmentu?) napięcie ma pole by się ładnie zbudować i wybrzmieć. Wspaniały nastrój niepewności też niczego sobie. Dobrze oddałeś przebłyski potencjalnych strzał czasu i wydarzeń. Również te spotkania ludzi z równoległych czasów, którzy w tym konkretnym świecie się nie znają, a jednak czują ze sobą jakąś wieź – genialny wątek. W tym kontekście to zdanie bardzo mi się spodobało;
Matka spojrzała na mnie przepraszająco, ale w jej oczach było coś jeszcze. Jakby echo tragedii, która w tym wariancie jej nie spotkała.
Większość spraw jest dla mnie zrozumiała, choć miałbym parę uwag względem zdarzeń na peronie. Jak dokładnie główny bohater zainterweniował? Co dokładnie zrobił, że zmienił bieg wydarzeń? Czy tylko ten jeden krok w tył od krawędzi peronu wystarczył? Jeśli tak, to nie zostało to specjalnie zaakcentowane. Można to przeoczyć, ja musiałem wracać tam parę razy.
Po wyjaśnieniu owych kwestii, dam, Drogi Autorze, klik do biblioteki. Tak zwany szantaż:DDD
Pozdrawiam serdecznie i oczekuję repliki!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ambush: Sektor siódmy (+16)
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Nie ma seksu ani wulgaryzmów, ale raczej +16.

Kurka rurka, szczerze miałem ochotę na coś z pazurem, zwłaszcza autorstwa lożystki:(((
Od początku grudnia w województwie małopolskim zabito sto trzydzieści osiem osób. Wśród nich było: siedemdziesiąt jeden przypadków utopień, trzydzieści cztery osoby zostały porzucone, związane w odludnym miejscu w wyniku czego zmarły z wycieńczenia lub wychłodzenia.
Już wiem, do czego pijesz.
– Poprosiła, żeby ludzi, którzy krzywdzili pieski, spotkało to samo.
– To samo?! – Klemens zadrżał.
Bardzo mądra dziewczynka!
Niesamowicie wzruszający, ale także i bojowy tekst. Bez zbędnego moralizatorstwa, czy pompatyczności. Z jednej strony nikomu nie życzę takiego losu, nawet i Dziadkowi Lutkowi, który niewątpliwie zasłużył na taką dolę, z drugiej, czuję unoszący się zewsząd zapach sprawiedliwości. Przywodzi mi to wszystko na myśl baśń “O dziewczynce, która podeptała chleb” Andersena. Tylko, że tam była jeszcze nadzieja.
Pozdrawiam serdecznie i klikam do biblioteki!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
cezary_cezary:
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Jak uchronić się przed inwazją z kosmosu, czyli niedługa rzecz o koszmarach tak realnych, że trudno je odróżnić od rzeczywistości, ostatniej misji statku i jego załogi, a także o zrozumieniu problemu
Cóż za tytuł!

Kramera
Hell yeah, lubię to nazwisko, głównie przez Piłę, ale nie tylko; Znałem jednego Kramera, robił najlepszy gin z tonikiem w całym bydgoskim Wzgórzu Wolności (ang. Freedom Hill).
spośród której można było dostrzec dwa żółte zęby. Mężczyzna odruchowo usiłował wymacać palcem lukę w uzębieniu, wskutek czego wyrwał trzonowca. Nalał wody do szklanki, by przepłukać usta, ale zamiast odrobiny ulgi, poczuł wyraźnie, jak kolejny ząb odrywa się od szczęki.
Życiowe. Miałem taki sen jakieś piętnaście razy, może więcej.
Przeczytałem, i przyznam, że pod koniec trochę się pogubiłem. Kim właściwie jest Mefisto? Diabłem? Zbuntowanym na wzór ronina obcym, który kreuje teraz własną politykę? Cóż, czekam na nakierowanie. Co do całości, to miałbym parę uwag, ale ogólnie mi się podobało. W sumie to nawet bardzo. Nie tyle pod względem warsztatowym (bo tutaj wszystko jest w porządku), fabularnym (tu się trochę zgubiłem), a wizyjnym. O co chodzi, już tłumaczę;
Cytując klasyka “ludzkość nie powinna czuć się w swych pryncypiach zagrożona”. A w momencie, gdy człowiek nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od majaków, pryncypia te niewątpliwe wiszą na włosku. Wiem, że często się na te dzieło powołuje, ale w końcu to moja topka wśród książek, a na dodatek ciąg wizji Kramera do złudzenia przypomina mi finał “Trzech Stygmatów Palmera Eldritcha”. Dla większości to amfetaminowy recital Dicka, a dla mnie, to dotknięcie absolutu. Jeden z głównych bohaterów, Leo Bulero (bo chyba to był właśnie on) w swej walce z wrogiem ludzkości, przegrywa i trafia wreszcie w jego sidła. Poddawany jest ciągowi wizji i zmiennych perspektyw, nie jest w stanie zdefiniować rzeczywistości. W takim anturażu rozmawia z owym wrogiem bardzo podobnie, jak Kramer z postacią w garniturze. Nie ginie, nie wygrywa, ale wie – wie, że już nie można wygrać. Słodko-gorzkie zakończenie, podobnie, jak tutaj.
W opowiadaniu przeważyła idea nad materią, zaś wspomniane wizje uderzyły u mnie w czułe struny. Leci klik do biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Przeczytałem. Momentami z bólem głowy, ale przeczytałem. I całkowicie zgadzam się z przedmówcami, toteż nie będę się rozpisywał. Sporo chaosu, niedomowień i całkowitych niewiadomych, choć ogólne założenie z potencjałem. Mimo wszystko na plus, jestem optymistą. Choć tutaj chyba niepoprawnym. Bo o zaletach też bym się rozwinął, ale chyba dopiero wtedy, gdy autor nas zaszczyci i przeczyta komentarze:D
No właśnie, Drogi Autorze, GDZIE JESTEŚ?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Poza tym biuro MFBI w Bradbury City było maleńkie, wszyscy agenci siłą rzeczy musieli polegać na kolegach i ufać im, a sądy i prawnicy chwilowo znajdowali się dalej niż sto pięćdziesiąt milionów mil stąd.
Odrobinkę nielogiczne. Skoro marsjańskie kolonie mają własne FBI, to znaczy, że muszą być na tyle rozwinięte (co zresztą wynika z tekstu), iż obecność sądów, a co za tym idzie też prawników, musiałaby być mandatoryjna. Czemu zatem ich nie ma?
Kiedy tylko poczuł, że może oddalić się od kibla na więcej niż dwadzieścia stóp, Steve wyszedł na powietrze. Piwo od Douga zdecydowanie nie wyszło mu na zdrowie – dostał sraczki gorszej niż po starej rybie. Ale Doug był w porządku. Wypłacił obiecane dziesięć kafli, chociaż Steve nie miał pojęcia, czym zarobił na taką kasę. A oprócz tego dostał pięknego i długiego skręta.

– Ale aresztować za jednego małego skręta?
– Nawet za papierosa.
– Co?! Fajki też są zabronione? Co to za pojebany stan? Za przeproszeniem – zreflektował się Steve.
Szczerze? Koszmar. Do kitu taka kolonia.
Skoro jakiś influencer mógł zapisać swój wiersz (kiepski zresztą, jak twierdzili krytycy) w Escherichia coli wyekstrahowanej z własnych odchodów, tym samym zalewając wszechświat miliardami kopii utworu, to dlaczego przestępcy nie mieliby przemycić w bakteriach mapy?
Wow, doprawdy intrygująca wizja!
kilka razy udało się jej zakasować Aleksa
Jasny gwint, co to znaczy?
Dobre opowiadanie, z niezłym światem przedstawionym, jeszcze lepszą historią i wprost wytrawnym językiem. Aspekty polityczno-terraformacyjne uwielbiałem zawsze, toteż bardzo mi się spodobało, że to właśnie na nich opiera się tekst.
Wkradły się jednak pewnie kwestie dla mnie nielogiczne. I jedna najważniejsza z nich; Dlaczego gangusy wysłały kogoś tak głupiego i przećpanego z tak ważną misją? Wiem, wiem, mapa w kupie to niezły szyfr, ale równie dobrze można było zainfekować kogoś bardziej rozgarniętego i zgoła mniej podejrzanego dla służb.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
– Toż to… Pink Floyd. – Mama wykazała się dogłębną wiedzą na temat historii muzyki rockowej.
Hahaha:DDD
Zgodzę się z przedmówcami – język wyborny. Bardzo miło się czytało, super humor, porównania i aluzje. Sedno tekstu, czyli zagadki, także świetne rozpisane, choć momentami nasz bohater miał coś zbyt wiele szczęścia. A może są w nim zadatki na geniusza? Jak rozumiem, dowiemy się w przyszłości.
A, no i wyjaśnij mi jeszcze, Drogi Autorze, jedną rzecz. Co właściwie stało się na końcu? Maks spotkał cyfrową imitację dziadka? Staruszek nadbudował się na domowej AI, czy jak? Trochę mi to umknęło.
Niemniej, tekst świetny.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie! Powitać krajana z północnych
KUJAW
(jestem z Aleksandrowa) i świeżego twórcę na NF!
Jeśli to sen, to mnie zastrzel
Obok takiego tytułu nie sposób przejść obojętnie.
Sen który nadszedł zaczął się, jak to zwykle pewnymi ograniczeniami jego pojmowania.
Po “jak to zwykle” winien być przecinek.
Z biegiem wydarzeń zyskiwałem jednak coraz większą świadomość, nad tym co zaiste.
Nie bardzo rozumiem. Co znaczy to zdanie? To “zaiste”?
Nagle dobiegło mnie źródło oddalonego światła z końca korytarza.
Dziwne. Może lepiej byłoby po prostu; “Nagle dostrzegłem światło w odległym końcu korytarza.”?
Odwaga, którą doświadczałem zniknęła w ułamku chwili.
W tym kontekście proponuję zmienić na “którą odczuwałem”.
Odpowiedziała mi jedynie moja zadyszka, która stanowiła jedyne źródło dźwięków, prócz moich nawoływań do udzielenia mi pomocy.
Trochę nam wyjaśniasz oczywistości.
Faktycznie, owe horrorowe efekty trochę oklepane, jednak nie przeszkadza mi to. Klasyka to klasyka. I taką niewątpliwie są migające światła w strasznym szpitalu. Pomysł ze snem i śmiercią w nim bardzo fajny, choć mam wrażenie, że nie został on do końca wykorzystany. Żądanie z tytułu, bądź, co bądź, szumnego i zgoła świetnego, nie pada w tekście. Również nie łączy się zbytnio z samą sceną finałową.
Widzę, że Marszawa pięknie wskazała błędy. Wykorzystaj to, i popraw co trzeba. Bo opowiadanie nie jest złe, widzę w Tobie potencjał.
Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Naprawdę, naprawdę bardzo ładny tekst, moje gratulacje. Literatura piękna w pełnej krasie (choć opowiadanie raczej krótkie). Cóż, od początku spodziewałem się, że będzie wzruszająco, ale skończyło się okrutnie przygnębiająco. I tego nie przewidziałem. No, ale cóż, takie jest życie. Utożsamiam się zarówno z Małym Księciem, jak i z narratorem. Z każdym rokiem świat traci swe barwy. A może to oczy tracą siłę, by dobrze je odbierać? Nie wiem.
Pozdrawiam serdecznie!!! Jeszcze raz gratuluję popełnionego dzieła!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Separator zmienię po oficjalnej części konkursu, fajerwerków nie będzie.
Będę czekał, jak na sylwestra:D
Też nie lubię szufladkować, podobają mi się różne światy, najfajniej tworzy się własne.
Otóż to!
Co do klimatów Lovecrafta, to polecam komiks Andreasa Cromwell Stone. Piękna czarnobiała kreska i klimat tamtych lat.
Sprawdziłem, bardzo piękny. Jak portfel pozwoli to zakupię.
Każdy ma w sobie lenia
OJ TAK. Trzeba go zwalczyć do minimum
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ambush świetna sygnaturka:D
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
maciekzolnowski
Witaj, dziękuję bardzo! Miło jeszcze tu kogoś zobaczyć po przeszło roku.
Również pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Z izby dobiegał zapach chmielu, cynamonu i goździków.
Może lepiej – “dolatywał”?
– Jego imię jest dla nas zbyt trudne do wymówienia. Dlatego nazywamy go „Weteran”. To ich przywódca.
Haha, dobre!
Z dala majaczyły nadciągające kościste sylwetki.
Tutaj winno być “w dali majaczyły (lub zamajaczyły) nadciągające kościste sylwetki”.
Ktoś napisał na mapie podziemi słowo „szkraby”, zaznaczając nim ciemnicę z niziołkami. Jednak część liter się zatarła i można było błędnie odczytać to jako „skarby”.
Zmyślnie, zmyślnie.
Czytało się przyjemnie. Nie dołożę się do zarzutów o sztampę i szablonowość. Motyw “Mapy skarbu” sam w sobie poniekąd jest szablonowy, toteż wykorzystanie przez autora sprawdzonych typów nie kłuje w oczy. Zgodzę się jednak z opinią, że ujęcie walki z nekromantą jednym zdaniem było karygodne. To winno być poprawione i skrupulatnie rozpisane.
Język dobry, dialogi i humor również. Podobało mi się!
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Cisza to po prostu częstotliwość, której ludzkie ucho – ten niedoskonały, ewoluujący zbyt wolno kawałek chrząstki – nie potrafi zdekodować. Ale to, że czegoś nie słyszysz, nie znaczy, że to nie krzyczy.
Dobre, dobre!
Niesamowicie oryginalny pomysł! I do tego świetnie spożytkowany! Jedynie ta lokacja studni mi trochę zazgrzytała. Bo, jak rozumiem, opuszczona fabryka znajduje się blisko miasta, na jego krawędzi. Jest otwarta, można do niej wejść (jak nasz bohater), a wtedy cudem byłoby, gdyby nikt nie odkrył owej anomalii. I chyba to tyle z moich uwag. Zgodnie z tradycją (zrodzoną z mojej preferencji) winienem napisać jeszcze, że tekst jest za krótki, ale tutaj ta krótsza forma naprawdę zagrała. Dobra, jednowątkowa, prostolinijna i wytrawnie napisana opowiastka grozy. A propos grozy – horror dźwiękowy, który stworzyłeś, naprawdę wypada genialnie. Jest napięcie, jest smutek (zaginiony brat) i jest groza przecząca prawidłom nauki. Do tego fajny straszak na koniec w postaci plottwistu; bo, jak rozumiem, wirus Studni każe zarażonym rozsyłać kasetę dalej. Powtórzę jeszcze raz – naprawdę świetne opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Pojedyncza gwiazdka po lewej jako separator to forma kamuflażu. Miała utrudnić moją identyfikację w ramach konkursu.
Wow. Aż strach pomyśleć, czego używasz na co dzień.
Lovecraft → macki → Kraken Bałtycki → przypadek? → Tak, ale widzę, że trafiłem z klimatem.
Miałem takie skojarzenia, ale ich nie uzewnętrzniłem. Nie chciałem szufladkować. Jak widać, dobrze zrobiłem.
Chciałbyś więcej tekstu – to zarzut, który każdy autor chciałby usłyszeć :)
Dobry, prawda? Z jednej strony pochwała, z drugiej sugestia, że autor jest leniwy.
Pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Chwila przerwy, zanim położę dłoń na kolejnej stronie. Uśmiecham się, patrząc na wschód słońca. Ludzie uwielbiają oglądać zachody. Ja wolę, gdy coś się zaczyna. Słońce przyjęło barwę rumu – moją ulubioną.
Oj, utożsamiam się!
i ostatecznie wydostanie się krakeniątek na otwarte wody poza zatokę.
Awwwww, how cute:DDD
OPOWIADANIE WY-BOR-NE. Super, że trafiło do biblioteki. Ale zacznę od uwag, których (spokojnie) nie będzie dużo. Po pierwsze – zdecydowanie za krótko. Zwyczajnie za szybko się skończyło. Po drugie, o ile do samej formy kartek z pamiętnika nie mam problemu, bardzo ją lubię, u Lovecrafta się w niej zakochałem, to jednak nie jest ona zbilansowana względem wypowiedzi narratora. A one wypadają znakomicie, toteż trochę boli fakt, że nie miał on nam więcej do powiedzenia. Ostatni zarzut, drobniutki, kosmetyczny, to separatory. Gdy ich rolę pełni pojedyncza gwiazdka, jakoś kłuje mnie to w oczy.
Jeśli chodzi o zalety, to nie będę się zbytnio rozpisywał, bo szkoda czasu. Powiem jedynie, że tekst jest naprawdę wyborny, i niesamowicie mi się spodobał. Szczerze. W każdym aspekcie. Teraz tylko czekam na odtajnienie autorstw, bo chcę śledzić Twoje przyszłe teksty.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Sam mechanizm przeskoku nie jest opisany, ale można się domyślić, że jest wywołany z silnymi emocjami. Stąd powtarzający się motyw serca. Wydarzenie na molo było tak mocne, że pamięć o nim przetrwała przeskok. Przez to zapamiętał dwie różne wersje pobytu na urlopie.
Okej, to ma sens. Ciekawie wymyślone.
Również pozdrawiam i powodzenia na konkursie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
fanthomas
natomiast wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy poniekąd takimi voyerystami/podglądaczami i lubimy zaglądać innym do ich ogródka,
Może być, bo ja na ten przykład uprawiam dziennikarstwo w stylu gonzo.
Zresztą kiedyś czytałem o rodzince, która zamontowała kamery w domu i pozwalała się wszystkim podglądać.
Koszmar
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Bardzo oryginalny pomysł na historię. Uwielbiam motyw wieloświata! Miło się czytało, akcja świetnie zbudowana, może jedynie pod koniec odczułem lekki chaos. Zgodzę się jeszcze z przedmówcami, iż niektóre kwestie pozostają niejasne. Od siebie dodam, że do tego opowiadania pasowałyby w paru miejscach nieco dłuższe opisy, zwłaszcza w scenach gdzie krzyżują się różne rzeczywistości. Zwiększyłaby się wtedy obrazowość tego odrealnienia.
Pozdrawiam serdecznie!
PS
Widzę, że za limit przyjąłeś trzydzieści tysięcy znaków. Cóż, trochę szkoda, bo opowiadanie jeszcze lepiej wypadłoby, moim zdaniem, właśnie w wersji rozciągniętej.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Odsunąłem zasłony i odkryłem, że obaj żule się onanizują. Szybko ukryli członki w spodniach.

Język zgrabny. Całość krótka, wszystko bez sensu, a jednak jakoś klarownie i swojsko. Lubię czytać takie cuda. Spodobało mi się świąteczne umocowanie (na pozór sztampowe) i swoboda postępujących po sobie wypadków; ciąg zdarzeń wydaję się być absurdalny, ale wyczuwam w nich cień czegoś arcypoważnego. Niestety jest to jedynie cień, bo wyraźnej głębi teraz nie wskażę i nie ocenię. Groteska za to mnie urzekła.
To paszkwil na hedonizm, onlyfansa, czy może coś jeszcze innego? Dzieła nie skreślam, jestem otwarty na dyskusję.
Pozdrawiam!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!
Symfonia Stali
Piękny, szumny tytuł. Naprawdę dobry!
-Mmm–
Pierwsza pauza się nie zrobiła, a druga jest sklejona.
-Mmm– wokół roznosił się wspaniały aromat pieczonej kaczki.
Swoją drogą dziwnie to wypada. Może doprecyzuj, kto to mruczy, albo napisz “Wokoło” z dużej litery.
Po chwili wszystko zaczynało robić się ciemne.
Lepiej – “zaczęło”.
Minęło trochę czasu, zanim zaczął odzyskiwać świadomość.
Ekspertem nie jestem, i chyba nie jest to błąd, ale “nim” by tu chyba bardziej pasowało.
Jednak ani wzrok, ani słuch, czy chociażby czucie w kończynach nie dawało o sobie znać.
Nie bardzo rozumiem, co to zdanie znaczy:((
– Inicjalizacja aktywna -Reboot transferu wizji.
Tutaj nagle pauza wśród myślników. Do tego ostatnie zdanie chyba się przykleiło.
Owa “wersja skrócona” jest wersją naprawdę skróconą, i chyba nic ważnego na jej podstawie nie orzeknę. Ale ta pigułka nie była pigułką gorzką, pojawiły się motywy, które lubię, takie jak oniryzm, wojna i technologie militarne z przyszłości. Krajobraz pola bitwy nieźle kontrastuje z sielankowymi wizjami bohatera.
Bolą trochę jednak niezbyt rozbudowane zdania i duża skrótowość, sporo trzeba się domyślać. Gdy wypuścić już pełne opowiadanie, chętnie po nie sięgnę.
Pozdrawiam i wesołych świąt!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Bardzo, bardzo oryginalny pomysł na przestrzeń akcji! Koszmary i ich świat wypadły naprawdę świetnie. Ich jestestwo, modus operandi i relacje genialnie opisane, bardzo żywo. A propos opisywania, to czytało się płynnie, masz porządny i dopracowany język.
Zaleta związana ze światem przedstawionym przechodzi jednak w wadę w drugiej połowie tekstu. Bo oto świetnie zarysowane koszmary stają się jedynie tłem, w chciałoby się rzec, własnej opowieści. Sam w sobie wątek rudowłosej nie jest zły, ba, jest naprawdę genialnie budowany w toku jej odwiedzin i naprawdę chwyta za serce, jednak te dwie płaszczyzny nie do końca ze sobą współpracują. Z samym samobójstwem nie mam tutaj problemu, nie zgodzę się z przedmówcami wskazującymi na jego przewidywalność, czy też niewpasowanie. Nie każda historia dobrze się kończy, a ta w wręcz opiera się na nieszczęściu. W tej materii do poprawy jest co najwyżej balans między koszmarami a Rudą, i ewentualnie możnaby podkręcić napięcie, by sam finał był jednak nieco bardziej szokujący.
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Moje uszanowanie!
Debiut niesamowicie ciekawy i chyba udany. Czytało się płynnie, miejscami można było jednak poprawić parę rzeczy. Błędy już pięknie wytknęłą Bruce.
Rozumiem wartość jaką niosą symbolizmy w tekście, jednak, moim skromnym zdaniem, możnaby je było jeszcze trochę podkręcić i rozciągnąć. Groteska i absurd moim zdaniem się tutaj sprawdziły. Widać, że odnajdujesz się w tych materiach. Co do osi zdarzeń ( na którą narzekał dawidiq150 ), to faktycznie mogłeś zrobić ją bardziej wyrazistą, nieprzewidywalną. Jakiś zwrot akcji też by nie zaszkodził, oczywiście wedle uznania.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tekst jest dość długi, nie wystraszcie się. Jak ktoś ma czas, proszę niech zajrzy, naprawdę warto!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!