Profil użytkownika

Niepoprawny, neoromantyczny got zrodzony ze złotych, kujawskich pól i wysłany z misją przez pradawne siły. Obecnie szary student. 


komentarze: 446, w dziale opowiadań: 423, opowiadania: 165

Ostatnie sto komentarzy

LesnyLutek

 

Tekst dobrze wpisuje się w dzisiejsze czasy antyimigranckich, histerycznych zachowań w kraju

To bardzo ciekawe, opowiedz mi proszę, jakie historyczne, antyimigranckie zachowania miałeś na myśli? 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! 

 

Sprawnie napisane, nawet pojawiła się nutka napięcia, mimo krótkości, nomen omen, szorta.

Ciekawi mnie jednak przesłanie, które nie do końca zrozumiałem. Jak należy patrzeć na ten fragment?

 

Rana zagoiła się szybciej niż się spodziewałem. Ale czasem – teraz to wiem – wydaje się, że pod skórą coś zostaje. Napięcie, które nie chce minąć. Jak między białym a czarnym, jak między dobrym a złym.

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

bruce dzięki! cool

silver_advent Właśnie poczytałem, ciekawa sprawa, zwłaszcza, że tak stara. No, ale kasę chociaż dostał. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo przyjemny tekst, personifikacje ciał niebieskich wyszły naturalnie, z udanym baśniowym sznytem. Sceny i interakcje między nimi również się bronią, tak samo “międzyksiężycowe” relacje. Ślicznie przedstawione to wszystko, do tego z wartościowym morałem.

Szkoda, że korzystałaś z AI przy redakcji, bo z tego, co znam Twoje teksty, zupełnie tego nie potrzebujesz, a rodzi to tylko niepotrzebne ceregiele. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

melendur88

 

Równie dobrze, można by rzecz, czemu nie piszemy ciągle jak Martin w DOS-owym programie Wordstar. Nie poprawiał błędów, nie miał autokorektora jak dzisiejsze AI/MS Word, tylko człowiek musiał badać.

Ale też oszukiwał, bo przecież zgrywał dane na nośnik który potem gdzieś wysyłał mailem i do wydawnictwa.

Tymczasem jakby miał maszyne do pisania, sam by napisał, spędziłby dziesiątki czasu na wyrzucanie papierków do kosza, jednocześnie dając pieniądze drukarniom/fabrykom papieru. 

Ale przecież – czemu nie pisał ręcznie? To znacznie bardzie rozwijające.

Albo… lepiej zapisywać prozę na piśmie runicznym. Bo przecież technologia to dziadostwo.

Bardzo przerysowane argumenty, wybacz.

Różnica między pisaniem ręcznie, a na komputerze, jest jak między myciem podłogi szmatą, a mopem. Natomiast pisanie z AI, jest jak zatrudnienie sprzątaczki. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Miło mi powitać debiutanta/debiutantkę(?) na portalu!!! 

 

Tekst zawiera fragmenty generowane przez AI

Już miałem machnąć ręką na tego szorta po takowym wstępie, ale uznałem, że grunt, że Autor jednak się przyznał. Zdradź nam jednak proszę, jakich fragmentów dokładnie to dotyczy? Rozumiem, że tej kursywy przy końcu.

 

– Co to za gówno? Mówiłeś, że jesteś pisarzem. – Chyba za szybko powiedziałem, czym się zajmuję. Kolejna randka okazała się klapą. Szkoda, była ładna.

– Ale moja proza zmienia świat! Pozwól, że wyjaśnię – odpowiedziałem z desperacją.

– Ta, jasne! Pieprzony mitoman! Naklepał coś ejajem i myśli, że jest wielki. – Wyszła.

Jak najbardziej rozumiem dziewoję. Reasonable crashout. 

 

Ciekawy tekst, głównie pod względem budowy i sposobu narracji, ale przez to jednak trochę chaotyczny. Nie do końca zrozumiałem o co chodzi, a przesłanie może być wszelakie. Może za głupi jestem na takie eksperymenty? Warsztatowo nie jest źle, ale sugerowałbym rozwinąć szorta, nawet pod te 10k znaków. Im więcej tym lepiej, a tutaj w paru miejscach przydałoby się upłynnienie prowadzonej narracji i wyjaśnienie niektórych wąteczków.

No nic, pierwsze koty za płoty, daję cztery gwiazdki.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! 

 

Tylko 50 słów, a ile skondensowanej pysznie, bolesnej prawdy. 

Ale, ale – opis “prawdy cieknącej po ścianach” jest tego wart! 

BRUTALNE. No, ale prawdziwe.

 

marzan

 

ale zachęcam do pracy z AI właśnie po to, żeby wyrobić sobie opinię. Może to wymagać sięgnięcia wewnątrz siebie i zastanowienia się po co piszę, dla kogo i co chcę tym osiągnąć. Warto zauważyć elementy wartościowe, nie tylko pomyje.

Śmiała teza.

 

Inaczej jesteśmy jak chłopi, co się zabarykadowali w stodole i siedzą pod drzwiami z widłami w oczekiwaniu na diabła. Bo to nie jest diabeł. I gdybyśmy tak nie zabałaganili świata ilością nadmiarowych treści, może nie byłby potrzebny. Jeśli chodzi o research, to mam wyrobione zdanie: stworzyliśmy w internecie śmietnik, więc mamy demona, żeby się w ogóle w nim poruszać.

Rozumiem Twój argument o śmietniku, jest chyba jedynym, który jakkolwiek lekko przemawia za jakimś tam używaniem tego dziadostwa. Ale co do tej pierwszej części, to trochę popłynąłeś. Osoby, które nie używają AI, porównałbym raczej do chłopów, którzy bacząc na kroki starają się nie wpaść do gnojówki. Bo niby można się wytaplać, na pewno “ma to elementy wartościowe, nie jest to sama kupa”, ale jednak – po co?

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

WTF. Czytałżeś to azali?

Tak, masz tam o tych pozostałościach wśród czasowników. 

 

Gdzie tu jest o czasie przyszłym

HALO, a czy byłbym to czas przyszły? 

 

blush (Mieszkam w zasięgu spaceru od dwóch prezydentów XD)

Warszawa czy Gdańsk? 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla

 

Coś w tym jest. To może 10k znaków dla tych, co skomentują te 80%?

35 tysięcy znaków to akurat wdzięczna liczba, jak na opowiadanie. Nie za dużo, nie za mało. Przy 40 tysiącach zaczynają się dopiero smęty:D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ambush

 

Nadal trochę małocoolcoolcool 

Może kolejne dodatkowe 5 tysięcy znaków dla tych, którzy skomentują 100 % tekstów, hę?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo udany debiut! Arcyciekawy pomysł z tym abonamentem na widzenie, do tego sprawnie przekuty w krótkie przedstawienie przerażającego procesu od kuchni. Kilka zabiegów naprawdę wyśmienitych. Zastanawia mnie tylko, czemu stracił wzrok całkowicie? Rozumiem, że sprzedawca zabiera “więcej” przy końcu subskrypcji, ale pełna ślepota? Nawet jak na siermiężną dystopię, to trochę za dużo. Nikt by nie podniósł rabanu? Zresztą – co ja gadam. Wszystko przed nami, zobaczymy czym nasz timeline jeszcze nas zaskoczy.

A że wyszło ponuro? Cóż, takie jest życie. Większość jego aspektów jest dość ponura.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie, i raz jeszcze gratuluję Ci świetnego debiutu! Sześć gwiazdek i klik do biblioteki. 

 

PS Widzę, że pojawiły się oskarżenia o korzystanie z AI, do tego poparte analizami i Twoimi słowami. Klika biblioteczne muszę cofnąć do czasu, aż nie wyjaśnisz się ładnie. No, to w jakim zakresie roboty miały swój udział w Twoim procesie twórczym (lub potencjalnie odtwórczym)?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Pamiętam pierwszą część i przyznam, że była lepsza, sporo się działo. Ale ten fragment nie jest zły, czytało się fajnie. Może dlatego, że przeciwieństwie do AdamaKB lubuję się w takich klimatach? Zapewne.

Czekam na kontynuację, bo teraz mamy cliffhanger:D

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo ciekawy pomysł na szort, do tego świetnie sfinalizowany. Kwestie historyczne jednak kulejące. Widzę, że przedmówcy już wszystko wytknęli, więc po krótce przypomnę tylko, że w 1410’ym organizacja była po naszej stronie, i to Krżyżacy improwizowali, jak mogli, podążać od zdziwienia do zdziwienia.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

pogwizdując swój ulubiony Hohfriedberger

Chodzi o ten marsz? Jeśli tak, to zjadłeś Hoh-EN-friedberger.

 

To wszystko teraz pędzi przez hiperprzestrzeń. Co nie mówić, to jest jednak bajka, tylko taka nieuczesana, twarda, jak u braci Grimm

Wspaniały cytat, ale przed tym “nie mówić” wstawiłbym jednak “by”.

 

Kolejny dobry fragment arcyciekawe uniwersum. Szczególnie spodobały mi się sceny treningu i walki z kukłą. Pomysłowe? Co do tego spowiednika, którego głos usłyszał, to była przenośnia, czy facet ma zdolności parapsychiczne? 

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Od startu statku Gagarina liczymy lata Ery Kosmicznej. Wcześniej na Ziemi trwała Era Prehistoryczna. 

Trochę bez sensu. Erę prehistoryczną już mamy, domyślam się, co ten zwrot ma tutaj symbolizować, ale nadal bez sensu. Prehistoria znaczy “przed historią”, czyli przed zapisanym biegiem dziejów. Lot Gagarina (na ulicy którego swoją drogą mieszkamcheeky) bynajmniej nie spowodował spalenia zapisów i wypalenia plików z danymi. Sugeruję zmienić na “Era Ziemska”.

 

Na Ziemi żyło zbyt dużo ludzi u początków gwałtownego rozwoju techniki w XX i XXI wieku. Zapanowało na niej przeludnienie.

Śmiała wizja. 

 

Co jest prawdą? To nieistotne. Ważne są: rozwój i ekspansja. 

Te rzeczy są ważne, a wręcz najważniejsze, od samego zarania dziejów, a jednak dalej z kolonizacją planet u nas ciężko. Myślę, że korelacji tutaj nie ma.

 

Dobrze napisany szort, a przede wszystkim dobrze zbudowany. Rozmowa z dzieckiem w parku, jako zwięzłe przedstawienie rzeczywistości w całej galaktyce. Z tą rzeczywistością mam jednak pewien problem, bowiem o ile sama koncepcja kultu bohaterów kosmicznych jest w miarę logiczna, to samo ujęcie tego wszystkiego w nową, ateistyczną “religię” jest już nazbyt przekombinowane, by nie powiedzieć, pozbawione sensu. W jaki sposób ekspansja ludzkości na inne ciała niebieskie ma spowodować absolutny ateizm? Nie widzę tego. Niemniej, ciekawa lektura.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tarninko

 

"Dopadłem" może być. Dotelepałem się? Dobrnąłem?

Będę myślał.

 

To może być śliski od wody, albo co, ale tak?

Metal był owszem śliski, ale dlatego, że ZMÓKŁ od potu. Czy jest czasownik od śliskości? Ześlimaczył się, jak szynka?cheeky

 

Ale i tak – właz to bardziej dziura. Hmm. Obudowę włazu?

Może przerobię to faktycznie.

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czas_zaprzesz%C5%82y 

WIKIPEDIA PRZYZNAŁA MI RACJĘ. You have fallen into your own trapcool

 

… fragment to odłamek…

Fakt, poprawię.

 

Sławnego wszem i wobec :D

Hola hola, sama “platynowa kolekcja” z jego wybrykami i recitalami ma na YT ma w tej chwili przeszło 150 tysięcy wyświetleń!!! 

 

A SWOJĄ DROGĄ MÓWI SIĘ WSZEM WOBEC. Bez wałęsizmów mi tutaj!

 

A co ja jestem, Sherlock? :D

TAK.

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Witam ponownie!

Dramatyczna poprawa kolokwium wyłączyła mnie na kilka dni z obiegu, ale złożyłem obietnicę recenzencką, no to wracam. Zawsze wracam.

 

Czytało się przyjemnie i szybko, da się wciągnąć. Do tego dobry nastrój i rosnące napięcie, pomimo tego, że opowiadanko króciutkie. Historia zwięzła, bez żadnego większego umocowania (zwykle tego nie lubię, ale tutaj to zagrało, bo pozwoliło wybrzmieć samej akcji), ot, jednostka w górach. Powoduje to, że należy skupić się na treści. Co prawda ta jest równie syntetyczna, przejrzysta, oczywista wręcz, ale sam tekst przez to nie traci, a może nawet zyskuje, bo czytelnik ma przez to pole na rozważań i skupia się na materii gatunkowej, czyli grozie. Jaka jest tutaj moja interpretacja? Jakaś zła siła w górach przejęła ciała żołnierzy zwiadu, posyłając ich do załatwiania sobie ustalonych, niecnych spraw. Przyznaję, dość ciekawa heca.

Co do technikaliów jest chyba w porządku, choć przyznam, twój styl nie do końca mi odpowiada. Jak na moje gusta jest zbyt zwięźle, zbyt szybko. I o ile do pewnego momentu jest to okej, zwłaszcza zważywszy na aspekty fabularne, i ową korelację, o której wspomniałem, to pewne rzeczy mógłbyś jednak rozbudować. I nie mówię teraz tylko o opisach, ale też o pojedynczych zdaniach. Brakuje form rozbudowanych, zaś słownictwo widzę, że masz, ale jakbyś bał się go używać. 

 

Niemniej, tekst uważam za bardzo udany, głównie przez sam pomysł. Czekam na kolejną Twoją grozę, mam nadzieję, że już trochę dłuższą;))

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

PS Czy w tytule jest błąd, czy taka odmiana jest wersją gwarową, żargonową?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Sprawnie napisane, czytało się miło. Warsztat na dość wysokim poziomie, do niczego nie mogę się przyczepić. No, ewentualnie pozwolę sobie zauważyć, że opisy miejscami spowalniają akcję, zwłaszcza przy końcu, gdzie w opisywaniu owych szybkich zdarzeń wypadałoby postawić jednak dynamikę na pierwszym miejscu. Co do fabuły, to sprawnie utworzona, choć nieodkrywcza. Wszystko niemalże już widziałem, zwłaszcza w kontekście świata przedstawionego. No, tylko nazwy inne. Sama akcja ciekawa, zdarzenia prawdopodobne, choć niezbyt lotne. Mało się wydarzyło, jak na opowiadanie. Poza tym skąpa końcówka zapowiada nam włam do komisariatu, więc czuję, że będziesz losy Draga kontynuował. I dobrze! Chętnie sięgnę po ciąg dalszy. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Bardjaskiej

 

Ale w środku nie dostałem nagrody tylko dalsze przygotowania. To jak jeść pączka i czekać na marmoladę, której w nim nie ma.

To żeś mi powiedział…

 

Ale opisy ładne, tylko za dużo.

Może racjafrown

 

No i bohater można go poznać, a nawet pokubić więc postać na plus :)

Chociaż tyle!

 

A gdzie jakieś zgadywanki, teorie, halo?

 

Dzięki za komentarz!!!

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tarninko

 

… wtf. https://wsjp.pl/haslo/podglad/48414/dobyc \

Właśnie nie wiem jakie słowo oddało by to, że się tam doczłapał. Dopadłem frontu domostwa? Dociągnąłem? 

 

Ciach: Ustrojstwo i tak pełniło raczej rolę amuletu.

Już poprawiam!

 

Czego nie robią imiesłowy?

Nie wiem:(

 

… przemakający metal to coś nowego.

ON ZMÓKŁ. NIE PRZEMÓKŁ.

 

Przepraszam, czy bohater jest alkoholikiem? :D

Perhaps, perhaps not. 

 

Trochę zeugma.

Ano. Czy to błąd?

 

Zabito raczej.

Obić dechami też można, ale fakt, w kontekście samych szyb, lepiej “zabić”. Zaraz poprawię.

 

"Do" zbędne.

wzniesiona między domem, a jedną ze stodół

Precz z przecinkiem!

Już poprawiam!

 

Oba przecinki poślij do piachu. Jak "rozbebeszyć" studnię?

ZOMBIAK POTRAFI

 

Deski nie tworzą włazu, a najwyżej klapę, która go zamyka.

Chodziło mi o taki pochyły, cały z drewna, jak w amerykańskich filmach. 

 

…? Zdecyduj się na coś z tą metaforą.

To znaczy?

 

Szyk: Jedynie wiatr zawiał…

Tu bez przecinka.

Poprawię!

 

Nieco przerobiony. https://wsjp.pl/haslo/podglad/91160/spreparowac 

Halo, też pasuje. Poza tym nadaje pazurka językowi bohatera.

 

… to tak nie działa. (Jakoś nie mogę się zebrać, żeby się rzeczy nauczyć…) https://people.csail.mit.edu/custo/MITLockGuide.pdf Tak to można najwyżej rozwalić zamek śrubokrętem.

TO JUŻ CZEPIALSTWO.

 

Zdałem sobie sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale na sforsowanie drzwi mózgu mu już nie starczyło.

nie potrzebne

Łącznie.

Poprawię!

 

Czas zaprzeszły? Porqoui?

Na pewno? A to nie tak że zdanie musiałoby mieć jeszcze “zanim” itp? A swoją drogą, niektóre formy z czasu zaprzeszłego używa się nadal przy zapisywaniu czasowników w czasie przyszłym. Kojarzę, że “byłbym” do tych wyjątków należy, ale mogę się mylić.

 

Bo nazwanie tego pomieszczenia garażem to chyba obelga.

WYBACZ, ALE TWOJA WERSJA BRZMI TRAGICZNIE. Do tego trochę się nie klei, jest subtelna różnica między obelgą, a ujmą. 

 

Rozległa halka

… XD https://wsjp.pl/haslo/podglad/76627/halka 

PROSZĘ SIĘ NIE ŚMIAĆ, ZARAZ ZMIENIĘ NA SALKA.

 

Znaczy, takie wiszące, jak kiedy kosmoświnia biegała po londyńskim szpitalu?

Tak!

 

drzwi w górze

Na górze.

Dopadłem jak pies do szafek

"Do" zbędne.

Prędkością błyskawicy przetrząsnąłem obszerne witryny

Znikło "z", witryny są przeszklone – ma być?

Okazało się, że miał

C.t.: ma.

Do poprawy!

 

Przestronne pokoje i galeryjki, zbiegające się w sercu, przy obszernym i wysokim przedpokoju.

…? TARDIS?

CO MA WSPÓLNEGO TARDIS Z POKOJAMI NA PARTERZE? DA HELL

 

Znaczy, reszta się urwała w trakcie apokalipsy zombie?

Hehe, nie no, chodziło o to, że wąziutka, w kontrze do takiej co biegnie wzdłuż korytarza, jak w pałacu. 

 

strzegły co bardziej strategicznych framug

?

Czepiasz się, to zdanie jest wspaniałe.angel

 

niestrome, rzekłbym nieco nawet wytarte

A jak jedno drugie wyklucza?

obydwie całkiem podobne

Czy jedna rzecz może być podobna? Hmm? http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880 

Bacząc na kartony z papierzyskami zbliżyłem się do blatu

Bacząc na kartony z papierzyskami, zbliżyłem się do blatu.

Wziąłem do ręki ów zbiór wspominek

"Ów" zbędne, wiemy, o którą książkę chodzi.

przeszklona witrynka

Masło maślane.

Racja, racja, racja.

 

Wchodzący nie mógł jej zobaczyć.

? Nie było jej widać od progu?

Yup.

 

torbę na sznurek

? Znaczy, taką z troczkami?

Wór taki, co u góry się ściąga sznurkiem by go zamknąć.

 

Wiedziałem, że na strychu znajdę jeszcze broń

Skąd?

Z OGÓLNEGO ANTURAŻU.

 

okazało się być górnym salonem

"Być" zbędne.

Bardziej w sumie jak zjełczałe masło, niźli pełnoprawny umarlak

Co Ty z tym "niźli"?

Przyświecając sobie latarką zacząłem szukać zwłok

Brak przecinka.

Nie zajęło mi to dużo

Nie zajęło mi to dużo czasu; albo Nie zajęło mi to długo.

opowiedziały mi krótko i zwięźle o finale jego historii

Opowiedziały mi krótko i zwięźle finał jego historii.

Zamknąłem wszystkie okna i ten przeklęty balkon, oraz zasunąłem szczelnie zasłony.

A tu bez przecinka.

zwróciłem się jeszcze do trupa stając w progu

A tu z.

że recital dla nieboszczyka daje

?

w takich czasach i w takich domostwach, najlepiej jest na strychu.

Tu bez przecinka.

Wszystko poprawię, tylko ten recital proszę zostawić. Tego słowa używam z znaczeniu wytworzonym przez Pana Woźnego Zbigniewa Huczko z Uniwersum Wronieckiej 9.

 

 

Niewiele miejsca na spekulacje co do tożsamości właściciela domu, za to ciekawe, skąd tu te zombiaki… czy cokolwiek to jest. Ale napisane z rozmachem.

Ojjj, nie wystarczy pomyśleć – UBEK, i fajrant. Pobaw się w teorie i teoryjki! Materiału jest sporo.

 

Czy zostały jeszcze jakieś angielskie słowa, które nie są nazwą zespołu? ><

Chyba nie XD

 

Dziękuje Ci za ofiarną i obszerną korektę. heartheartheart Będę poprawiał! ( TYLKO ODNIEŚ SIĘ DO POLEMIK, BO BEZ TEGO, ANI RUSZ)

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan

 

Ekspozycja całego uniwersum przez opis jednego domu – dobry pomysł, a wędrując przez opuszczone zabudowania wraz z bohaterem poznajemy rzeczywistość kawałek po kawałku. Apokalipsa zombie osadzona w czasach komunizmu to ciekawy pomysł.

Ano! Przyjemnie się pisało, poniekąd sam przed sobą odkrywałem to domostwo! Jakbym tam był.

 

Kim był właściciel – wysoko postawionym dygnitarzem, który utorował sobie drogę na szczyt różnymi, niekoniecznie czystymi metodami – takie odniosłem wrażenie. Trochę nie pasują do tego artefakty ze wcześniejszych epok, broń biała – czy był na tyle sprytny, że dogadał się z partią mimo nie-robotniczego pochodzenia, czy opisujemy kogoś, kto przejął majątek i przerobił go na swą modłę – tutaj trochę brakowało mi tropów.

Z grubsza trafiłeś, ale nie powiem nic więcej, by ewentualnym przyszłym pokoleniom bawiącym się w zgadywanki nie popsuć hecy:D

Co do artefaktów. Ciekawy temat poruszyłeś, bo przyznam, że z tego, co badałem temat i co widziałem na własne oczy, partyjniacy lubowali się w historycznych zabawkach. Korzenie tego zjawiska? Różne. Oprócz tych, co wymieniłeś, dodałbym chęć “odchamienia się”, zwykłą fanaberię/pragnienie przepychu, lub fascynację wielką, dawną Polską wyprowadzaną z pozycji Moczarowo-Jaruzelskich.

 

Co do tego;

czy był na tyle sprytny, że dogadał się z partią mimo nie-robotniczego pochodzenia

to warto nadmienić, iż w historii polskiego komunizmu, sporo przewijających się nazwisk wywodzi się ze znamienitych rodów. 

 

Całość i długa i miała wolne tempo. To główna uwaga krytyczna: brakowało mi “iskry” która napędza czytelnika. Bohater jeszcze nie wie, czy się wprowadzi, czy nie, zombie gdzieś na horyzoncie, ale nie ma zagrożenia, odkrywamy tajemnice, ale ciekawość, co jest dalej, jest dawkowana dość oszczędnie.

Może racja z tą iskrą, ale wiesz co? Podszedłem do tego z lekkim sercem, improwizując, by przedstawić zwykłą, prozaiczną włóczęgę po opuszczonej chałupie w czasach apokalipsy. Doświadczenie w tym mam, i wiem jaki klimat temu towarzyszy, bo nagrałem się wprost niezdrowo w 7DaysToDiecheeky

Wiem, że fabularnie może się nie kleić wszystko, ale postawiłem wszystko na atmosferę. 

 

Wyzwanie mówiło, że bohater ma dużo czasu, i rzeczywiście tutaj “snuje” się po domostwie.

O! To żeś ładnie podsumował!

 

W tekście jest trochę drobiazgów do wyłapania, na przykład powtórzenia – gdzieś mi zazgrzytały.

Zajrzę później, może coś wyłapię jeszcze.

 

Dziękuję za opinię!!!heart

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

WIEM, POPŁYNĄŁEM TROCHĘ. 

 

Kuśtykając dobyłem wreszcie frontu domostwa. Lewą ręką dotknąłem szyny przytroczonej do nogi. Trzymała się. Już nawet nie bolało. Proszki z Pomocy działają cuda. Przetarłem czoło chusteczką, a zza pazuchy wyciągnąłem dozymetr. Milczał od dawna, skurczybyk. Potrząsnąłem, ostukałem, podmuchałem, nic. Padł na amen. Cisnąłem go w krzaki obok schodków wiatrołapu. I tak to ustrojstwo pełniło raczej rolę amuletu, niźli jakoś wielce przydatnego mi narzędzia. Nie ma tego złego, etanol zwalcza radiację. Sięgnąłem do cholewy buta, zręcznie wyciągając z niego wysoką piersiówkę. Metal trochę zmókł od przepoconej onucy, ale skarb w środku przyjemnie zabulgotał. Nic się nie wylało. Odkręciłem zakręteczkę na zawiasie, i przyłożyłem nozdrza. Z rozkoszą łapałem zapach spirytusu rozrobionego z wodą, którego zapas gwizdnąłem wcześniej z ambulatorium. Rany, jak on pachniał! Tak czysto, tak sterylnie, tak… dostojnie wręcz! Nieskalana, nieśmiertelna, działająca cuda ręka Boga na tym zagniłym świecie. Takiej materii nic nie ruszy. Upiłem kilka łyków, smakując każdą cząstkę chłodnej substancji, po czym schowałem mój eliksir życia, tym razem już do kurtki. Musiał być pod ręką, ale też starczyć na później. To dopiero paradoks i tragizm. Wspiąłem się po schodkach i oparłem o framugę frontowych drzwi. Miały z osiem zamków. Szyby wiatrołapu obito szczelnie potężnymi dechami, nie było sensu się z nimi certolić. Nie w moim stanie, jeszcze bym coś sobie zrobił. Machnąłem ręką i zlazłem na dół. Trzeba było znaleźć inne wejście. Ruszyłem wzdłuż elewacji wzmocnionej u dołu powiązanymi ze sobą kozłami z zaostrzonych palików, bacząc na każdy krok, by nie skończyć jako szaszłyk. Na lewo od frontu majaczyła brama do zabudowań, wzniesiona między domem, a jedną ze stodół. Przekroczyłem zardzewiałe odrzwia wiszące smętnie na zawiasach i wlazłem na podwórze. Od otwartych na oścież chlewów ciepły, nocny wiatr przywiał odór śmierci. Przesłoniłem twarz rękawem i poszedłem trochę w bok, za chałupę. Do rozbebeszonej, kamiennej studni, nawet nie chciało mi się zaglądać. Jeszcze by mi co głowę urwało. Znalazłem właz do piwnicy, wybity w niskiej podmurówce. Był otwarty, rozszarpane na drzazgi deski niegdyś go tworzące leżały na zaschłej trawie opodal. Zawahałem się. Czyżby ktoś przede mną obrobił już tę chawirę? Odszedłem parę kroków, by raz jeszcze zlustrować budynek. Patrzyło na mnie kilkanaście brudnych okien, niektóre zabezpieczone dechami, inne drutem kolczastym. Wszystkie szyby martwe, czarne. Ani jednego światełka, nawet księżyc się w nich nie odbijał. Nienawidzę martwych budynków w nocy, zwłaszcza mieszkalnych, wprost nienawidzę! Zdają się patrzeć na mnie zawsze z takim wyrzutem…

Nagle poczułem ten cholerny dreszcz. A przyznam, dawno go nie czułem, i jakoś mi to odpowiadało. Ale co, no, spokoju nie uświadczysz. Spojrzałem w stronę bramy, ale nic nie rzuciło mi się w oczy. Wiatr jedynie zawiał jakoś mocniej. Spirale czarnych chmur przewalały się na tle ciemnoszarego nieba, niezmąconego ani jedną gwiazdą. Odkąd stało się to wszystko, nigdy nie było do końca ciemno. Było szaro.

– Psia mać… – mruknąłem., „Są tu”, dodałem już w myślach, bo wolałem jednak nie zapeszać. Nogi same poprowadziły mnie w dół po zmurszałych stopniach. Ponoć niektórzy to czują, przewidują ich nadejście. Ja chyba mam tę zdolność. W każdym razie, jakoś nie miałem ochoty dalej się włóczyć po tej przeklętej gminie. Nawet, jeśli ktoś już przetrząsnął to gospodarstwo, to przekimam sobie gdzieś na strychu.

I wtedy ­– JEB. Walnąłem czołem w solidne dechy piwnicznych drzwiczek. Zdziwiło mnie to bardziej, niż zabolało, bo po wyrwanym włazie, spodziewałem się podobnego stanu rzeczy na dole. A jednak! Drzwi były całe. Zdjąłem plecak, położyłem go na ziemi, i zacząłem grzebać. Dobyłem z niego solidną, radziecką latarkę. Szkło wypuściło serię błysków, coś zapiszczało, ale po chwili promień stał się jednostajny. Działała, Bogu dzięki. Omiotłem drzwi światłem. Porządne, jeden zamek. Schyliłem się i obejrzałem go z bliska. Damy radę. Przejechałem dłonią po wytrychach przypiętych do paska, aż wreszcie trafiłem na mój ulubiony. Wąski, spreparowany nieco bagnet po wujaszku, o tak! On działał do tej pory istne cuda! Wetknąłem go w dziurkę od klucza. Zaparłem się nogami i przepchnąłem ostrze do środka. Wszedł jak w świńskie gardło. Okręciłem brzeszczot, patrosząc resztki przerdzewiałych bloczków. Jeszcze jedno umiejętne podważenie rygielka pod kątem, i byłem w domu. Dosłownie! Przekroczyłem próg i cichutko, jak myszka, zamknąłem drzwi za sobą. Nie miałem jak ich zabezpieczyć, ale nic to. Może na górze znajdzie się jakiś rygiel? Zdałem sobie bowiem sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale już by sforsować drzwi, mózgu mu nie starczyło. Teraz droga stała dla nich otworem. Horror. Na wszelki wypadek odpiąłem skórzany pasek trzymający od góry mojego Wanada w kaburze. Czułem, że w domu nikogo nie ma, ale takie czasy, lepiej dmuchać na zimne. Ruszyłem przez mrok, przyświecając sobie latarką.

Piwnica jak piwnica, poniemiecka, solidna. Wśród bielonych łuków i przedzielonych dechami komórek walały się jakieś graty, zupełnie mi w tej chwili nie potrzebne. Zardzewiałe skrzynie biegów, fragmenty karoserii, gliniane dzbany do ogórków z kamieniami wewnątrz, jakieś papierzyska. Pod ścianą stał romet, i to całkiem w niezłym stanie. Zamyśliłem się. Gdyby nie ta noga, byłbym na nim odjechał. Psia mać. Wtedy uznałem, że warto jednak zajrzeć do garażu. Może auto chociaż zostawili? Z tą szyną jakoś pedał wcisnę, a jak nawet wjadę w płot, to mandatu nikt mi nie wystawi. Na pamięć ruszyłem w stronę, gdzie od dworu biegł pod dom wjazd do zabezpieczonego workami z piaskiem garażu. Widać chcieli się stamtąd ostrzeliwać, optymiści. Znalazłem odpowiedni korytarzyk i wlazłem do obszernego warsztatu, bo chyba nazwanie tego pomieszczenia garażem, by mu ujmowało. Rozległa halka, pełna metalowych rusztowań i plastykowych przesłon. Przez podłogę biegły dwa kanały naprawcze. Wszędzie jakieś sprzęty, których przeznaczenia nie znałem. Na półkach kilka podłużnych kogutów z napisem „taxi”. No, ale do rzeczy. Auta były dwa. Przerdzewiały maluch w głębi, i jeszcze jedno, pod plandeką. Zbliżyłem się do tajemniczego wehikułu i podniosłem sparciały materiał. Wysłużony Borewicz w średnim stanie. W średnim, nie najgorszym, ale kierownicy jednak brakowało. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dramat… Bliżej wrót garażu podłużny kształt na zakurzonych płytkach i zmięta w kącie plandeka wskazywały, że był jeszcze trzeci samochód, ale ktoś nim wybył. Wzruszyłem ramionami. Zdecydowałem, że zakręcę się tam jeszcze później, ale póki co, na górę.

Drewniane schody trzeszczały złowrogo, gdy z mozołem wspinałem się na parter. Modliłem się, by poręcz nie puściła. Już w połowie wspinaczki zauważyłem, że drzwi w górze są otwarte na oścież. Zły znak. Spocony wlazłem do przestronnej kuchni. Omiotłem latarą okolice, nic podejrzanego. Dopadłem jak pies do szafek, bo przyznaję, byłem trochę głodny. Prędkością błyskawicy przetrząsnąłem obszerne witryny, ale znalazłem w nich tylko dwie paczki sucharów i puszkę z groszkiem. Chlebki z żalem schowałem na później, ot, myślenie strategiczne, ale już puszkę rozprułem bagnetem i wlałem octowatą zawartość do gardła. Rozgotowanego do granic możliwości groszku nawet nie gryzłem. Lodówka pusta, jeśli nie liczyć niebieskiego grzyba i zaschniętych resztek na półeczkach. Na kuchni parę pustych garnków, zmięte puszki i zachodnia kawiarka. Też pusta. A szkoda, bo kawy to bym się napił. Ruszyłem dalej w głąb domu. Okazało się, że miał dość nietypowy dla tych stron układ. Przestronne pokoje i galeryjki, zbiegające się w sercu, przy obszernym i wysokim przedpokoju. W jego centrum zaś piękne, dębowe schody z fragmencikiem antresoli. Pomiędzy rzeźbami i uschniętymi palmami biegły rzędy powiązanych z pali kozłów. Widać drugą linię obrony przewidziano właśnie tutaj. Drut kolczasty i zaostrzone belki strzegły co bardziej strategicznych framug i odnóg korytarza. Zza drutów rozejrzałem się po wszystkich pokojach. Całkowicie puste, zero gratów. A więc pora na pięterko.

Dębowe schody były szerokie, niestrome, rzekłbym nieco nawet wytarte, bo lakier schodził na stopniach. Szło się dobrze, nawet z tą moją girą. Zgodnie z tradycją, najpierw na lewo. Co ja gadam?! Najpierw spiryllo. Odkręciłem piersióweczkę i wychluchałem trochę. Została jedna trzecia, robiło się groźnie. Nic to. Teraz można na lewo. Pierwszy pokój, chyba gościnny. Niezbyt duży, a pusty prawie tak, jak te na dole. Kolejne drzwi, schowek na miotły. Za trzecimi obszerna sypialnia, parę fajnych mebelków, wielgachna szafa, ale poza ogólnym rozgardiaszem i damskimi fatałaszkami straszącymi na wieszakach, nic ciekawego. Czwarty pokój, nieduży i zakurzony. Sądząc po bałaganie, butelkach wódki i plakatach Siekiery nad pordzewiałą pryczą, należał kiedyś do jakiegoś gówniarza. Widziałem to dziesiątki razy. Przyszedł czas na drugą stronę korytarza, i z miejsca zrobiło się interesująco. Pierwszy pokój – biblioteka. Dość powiedzieć, że ogromna. Ostatnio tak dużą, to chyba widziałem w Komitecie Wojewódzkim. A tak po prawdzie, to obydwie całkiem podobne. Nietanie meblościanki zapchane do granic możliwości książkami i makulaturą, zachodnie mebelki okalające stoliczek, lśniący sekretarzyk i antyczny zegar Gustav Becker między oknami. Cholera, może się tu wprowadzę? Zabezpieczy się mury, załata dziury, wywali truchła ze stodoły, postawi bramę do pionu. Będę sobie w bibliotece siedział. Dobra, do rzeczy, najpierw fanty. I co my tu mamy? Jakieś obrazy, kilka pejzaży i ułani imitujący Kossaka. Nuda. W wolnych miejscach na ścianach broń biała i napoleońskie pistolety przytroczone do wypolerowanych desek, podobnych do tych, na których mój stryj wieszał wypreparowane szczupaki. Na podłodze kilka zachodzących na siebie tureckich dywanów, na tym rozciągnięte jeszcze jakieś futro, chyba baranie. Podchodzę do regałów. Głównie książki historyczne oraz literatura podróżniczo-awanturnicza. Karol May, Juliusz Verne, Mark Twain, Stephenson, Szklarski, i inni. To wszystko poprzetykane literaturą polityczną i naukową, głównie klasycy socjalizmu i opracowania diamatu. Może ci z Pomocy coś za to dadzą? Spakowałem kilka woluminów do plecaka i wróciłem na korytarz. Drugi pokój, co za heca! Centrala powiatowa MSW, czy jak? Pod ścianami regały na akta i kilka pancernych szafek. Wszystkie otwarte, wewnątrz walało się jeszcze nieco pustych kartek i bezwartościowa waluta. Pokój był długi i wąski, pośrodku wciśnięto tapczan i przyległy do niego stolik. Na końcu wąskie okno i małe biureczko z maszyną do pisania Łucznik. Poznałem z daleka, mama miała podobną. Bacząc na kartony z papierzyskami zbliżyłem się do blatu. W wałek maszyny wpuszczono kartkę z wystukanym tylko jednym zdaniem: „niebo się pali”. Nie ma co, ktoś się napracował. Obok fajansowa popielniczka wypełniona po brzegi, chyba z Kujaw południowych, sądząc po niebiesko-białych kwiatkach. Znam się na tym, kiedyś byłem ludomanem. Co dalej? Słoiczek z lekami, cukierniczka i zaschnięte resztki herbacianego szczura w szklance. Za maszyną jeszcze dwie książki; Biblia i „Stan Wojenny. Dlaczego…” pióra generała Jaruzelskiego. Niezłe połączenie, nie ma co. Wziąłem do ręki ów zbiór wspominek Towarzysza Spawacza i zacząłem kartkować. Niektóre fragmenty zakreślono, inne wzięto w ramkę. Wróciłem na pierwszą stronę i omal nie poleciałem na dywany z moją złamaną kulachą. Była z autografem! Z nabożeństwem schowałem ją do plecaka między Marksów i Engelsów. Trafiłem na trop, już wiedziałem, co jest skarbem tego domu. Komusze memorabilia! Rozejrzałem się po okolicy miejsca pracy, i z miejsca poszedłem za ciosem. Za wielgachną szafą na akta ukryta była wąska, przeszklona witrynka, przylegająca tuż do parapetu. Wchodzący nie mógł jej zobaczyć. W środku kolekcja noży myśliwskich, składanych, drewnianych, słowem – wszelakich, kilka fikuśnych nalewek z Jugosławii, tomahawk, lornetka Wehrmachtu, i parę odznaczeń w futerałach, głownie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

– Ja pieprzę… – szepnąłem szamocząc się z plecakiem. Wydobyłem z niego wreszcie obszerną parcianą torbę na sznurek. Otworzyłem gablotę i zgarnąłem wszystko ręką do środka. Wiedziałem, że na strychu znajdę jeszcze broń. Dużo broni. By uczcić zwycięstwo, dopiłem spirytus. Noga zatańczyła mi w szynie, gdy chowałem piersiówkę, ale jeszcze się trzymałem. Dobra, ostatni pokój na piętrze, potem strych. Wylazłem z resortowej jaskini na korytarz. Został ostatni pokój. Na chwiejnych nogach przekroczyłem próg pomieszczenia, które okazało się być górnym salonem. Typowe mebelki, komódka, skórzany zestaw kanapy z fotelami, przed nimi owalny stolik nakryty koronkowym obrusem. I wtedy poczułem to, ten lekki smrodek. Jakby trupi, ale nieprzesadnie tragiczny. Bardziej w sumie jak zjełczałe masło, niźli pełnoprawny umarlak. Przyświecając sobie latarką zacząłem szukać zwłok. Nie zajęło mi to dużo, facet siedział przy oknach. Wyjście na loggię od ogrodu było otwarte, firany falowały na wietrze. Większość z nich była zawiązana, więc za dnia musiało tu nieźle prażyć, do tego ten przeciąg. No i dlatego się zmumifikował. Zbliżyłem się do gościa. Leżał twarzą na blacie brzydkiego, nieheblowanego biurka, jakby z warsztatu. Nijak nie pasowało do wystroju, do tego ufajdane było strasznie, widać walnięto je tam później. Dziadek we flanelowej koszuli w lewej ręce trzymał pistolet, chyba czechosłowacką osiemdziesiątkę piątkę, ale mogę się mylić. Czarna, zaschnięta plama wokół jego białej głowy i wybita przez prawą skroń wielgachna dziura opowiedziały mi krótko i zwięźle o finale jego historii. Na biurku były, nie licząc dziadka-samobójcy: zapałki, popękany pasek od spodni, wymięte radomskie, dwie złote obrączki, których nie omieszkałem zabrać, spinacz do paznokci i album ze zdjęciami, którego już jednak nie otwierałem, bo obryzgany był strasznie kawałkami czaszki i granatową mazią, podejrzewam, że mózgiem. Przetrząsnąłem resztę mebli, ale niczego już nie znalazłem. Zamknąłem wszystkie okna i ten przeklęty balkon, oraz zasunąłem szczelnie zasłony. W ogóle trzeba będzie to wszystko później zabezpieczyć, bo jeszcze mi tu kiedyś wejdą po rynnach.

– Słodkich snów, gospodarzu! – zwróciłem się jeszcze do trupa stając w progu. – Dziękuję za gościnę. Jak będziesz grzeczny i nie wstaniesz w nocy mnie straszyć, to pochowam cię pod jabłonkami w ogródku. Bo widzisz, chyba się wprowadzę, więc… – urwałem, bo głupio mi się zrobiło przed samym sobą, że recital dla nieboszczyka daje. Co alkohol robi z człowiekiem? A może to przez samotność? Machnąłem ręką. Odnalazłem schodki na strych, by pobuszować jeszcze troszkę i przespać się wybornie. Pamiętajcie, w takich czasach i w takich domostwach, najlepiej jest na strychu.

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla

 

Klasyczny alchemik szukający kamienia filozoficznego lub panaceum, ewentualnie okultystyczny bimbrownik przykładający się należycie do swojej pracy. No, ale na mój nos, jedno i drugie. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

chalabarczyk

 

Archanioł z nieskromnym zadowoleniem lubi czytać o sobie i jeszcze podkreśla co zgrabniejsze sformułowania.

O, a to ciekawy koncept! Pycha pasuje mi do archaniołów. Miło, że byłem blisko.

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

chalbarczyk

 

Sądząc po napisie na księdze, kuli, i skrzydłach, chodzi o kogoś biblijnego. Nie znam się zbytnio na mistyce i ikonografii prawosławnej, więc strzeliłbym po prostu w anioła, choć czuję, że strzał ten nie jest zbyt celny, a podane informacje pozwalają nieco bardziej konkretnie stypizować postać. Pozostawiam to znawcom.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Konkurs świetny, będę coś klecić, ale czemu ten limit taki malutki? Uprzejmie proszę wydłużyć widełki znaków!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tarninko

 

Nie wiem, co mu jest, ale okultyzm niewykluczony.

Spoooooky and scaaaary:D

 

Bardjaskier

 

Bartkowski.robert – w punkt :)

coolcoolcool

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje strzały;

 

Bardjaskiier – seksualny predator.

Hesket – perwersyjny krasnal.

Grzesiek_W – wiedźmin-emeryt.

Teo Max – wynalazca-samouk, może przy tym schizofrenik. Swoją drogą, pachnie Pilipiukiem.

marzan – wizjoner z depresją, podświadomie czuję, że okultysta.

The Guru – Pan Kleks

HollyHell92 – zagadki niestety nam oszczędziłaś, umierająca. 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ale to może pomysł na rozwinięcie tego tekstu

Oj tak!

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Cieszę się, że już na tak wczesnym etapie, piszesz o stylu. To chyba coś nad czym się długo pracuje.

Myślę, że to po prostu jest. Style można zmieniać, uczyć się nowych, ale sądzę, że u każdego istnieje jeden taki, który widać od pierwszego zapisanego w prozie zdania.

 

Część tego nad czym pracuję ostatnio, piszę ręcznie – inna specyfikacja i łapanie myśli. 

I polecasz ten modus operandi?;)) 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Widzę że błędy już wyłapano, ale od siebie dodam, że warto jeszcze wszystko przejrzeć, po co niektóre zdania ulepiono dosyć pokracznie. Podoba mi się za to bardzo sama akcja, anturaż sceny, oraz groteskowa stylistyka, mimo iż nie aż tak znowu wyraźna. Co do przesłania szorta? Cóż, tutaj mam pustą głowę. Oczekuję więc, drogi Autorze, jakichś wyjaśnień;))

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Ciekawa forma, język tym bardziej. Jak zwykle urzekł mnie Twój styl. Co do treści, cóż. Zaskoczenie trochę mnie zawiodło, ot, majaki. Spodziewałem się, że kościotrup przyszedł tradycyjnie zabrać życie, i w momencie w którym przyjeżdża karetka, okazałoby się, że nasz podmiot liryczny jest zwyczajnie w agonii zawałowej, i wyjeżdża z domu kopytkami do przodu, a szkielet śmieje się w tujach.

To byłoby coś! Ale i tak jest fajnie.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Lubię fantasy i lubię bimber, lubię też kobiety, ale tutaj jednak mało, malutko czegokolwiek. Wszystko do rozwinięcia. Koniec kropka. 

DO ROBOTYYYYY

 

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

Wstęp mnie zaciekawił, bo przyznaję, dość egzotyczne połączenie inspiracji. Wpadnę później i postaram się to rozgryźć!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Błyskotliwy pomysł z tymi Obserwatorami, naprawdę, a do tego spożytkowany chyba należycie, choć nie wiem, czy forma szorta jest w tym przypadku optymalna. Nie chciałbyś tego jeszcze jakoś rozwinąć? Płynna, lekko senna narracja bardzo mi się podoba. Opisy zwięzłe, acz przyjemne, język jak najbardziej literacki. Zwłaszcza fragmenty dotyczące ojczyzny naszego bohatera pobudziły moją wyobraźnię. Rozmyślania wszelakie trafione, choć nie obyło się bez sztamp, ludzie złe, kosmyty dobre. Ciekawą sprawą jest sedno tych ruminacji – tytułowa wieczność. I to wieczność w dosłownym znaczeniu, jako fizyczna nieśmiertelność. Nijak się tutaj odnieść nie można, bo każdy z nas umrze, nie wiadomo, jak to jest;)))

Myślę, że tekścik udany.

 

Fajny tekst, choć jak dla mnie dziennik w formie książki pisany przez tak technicznie zaawansowanego kosmitę wydaje się dość dziwny. Pozdrawiam!

Tu zgodzę się z przedmówcą. Trochę to zgrzyta. Doprecyzuj może w tekście, że do przesyłania szczegółowych raportów dt. planety służą inne ustrojstwa, zaś owy papierowy dziennik, jest prywatną sprawą głównego bohatera.

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nikolzollern 

 

Dziękuje za miły komentarz! Dawno Cię nie było, dobrze, że wpadłeś. Ano, satyra satyrą, ale pisać trzeba.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Mehiko

 

Dziękuję za odwiedziny! Ano, musimy się pilnować.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Bruce

 

angel

 

Tarnina

 

A gdzie są pozycje obiektywne? XD

 

W Regionalnej Izbie Obrachunkowej.

 

regulatorzy

 

Bartkowski, wzruszyły mnie te smutne oczy…

Taka rola ich!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

regulatorzy

 

Przeczytałam, ale bez szczególnego entuzjazmu – ot, taka satyrka na niedawne wydarzenie.

 

Dziękuję za komentarz i wskazanie błędów! Już poprawione!

 

Semrau

 

Pamiętam jak opowiadałeś o tym co to będzie i wyobrażałem sobie coś znacznie prostszego i krótszego, a tu jednak zaskoczenie.

Jak na moje literackie próby, teraz to wręcz pigułka XDD A przyajmniej czułem się, jak w kakloku, gdy musiałem skracać, by było te maks 10k znaków i paszkwil łapał się do szortów. 

 

Naprawdę fajnie i zgrabnie napisane i z pomysłem. Wyszło zacnie szczególnie że różne kolokwia i sprawdzianiki gonią, a wypowiedź naszej ludzkiej noblistki całkiem świeża. Pogratulować można. Pozdrawiam.

Bardzo Ci dziękuję!!! heartCzekam na twoje kolejne cząstki fantasy, może też coś dasz na betę?

 

devilCY­FRO­WE DE­MO­NYdevil

I BOSKA MASZYNERIA, KTÓRA ZWYCIĘŻY.

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Co do fabuły, to nie do końca rozumiem przekaz, jednak przyznam, plot twist na końcu mnie zaskoczył, więc udany.

Jeśli chodzi o warsztat, to bardzo podoba mi się budowa wiersza. Ciekawy koncept z tymi partyjkami dzielonymi “albowiem”, dobry szkielet dla prowadzenia zwięzłej, prostolinijnej narracji.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

iekawe, czy spodoba Ci się moje kolejne opowiadanie.

Z przyjemnością przeczytam. Skoro będzie taka tematyka oniryczno-duchowa, na pewno będe zachwycony!

 

Tylko pióro mam takie ciężkie przy tym tekście, że nie wiem na ile się uda:(

Trzymam kciuki za sukces procesu twórczego!!!

 

Pozdrawiam serdecznie:)

Również pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia!!!

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

kronos.maximus

 

Dziękuje za odwiedziny! Cieszę się, że Ci się podobało, również pozdrawiam serdecznie!!!

 

Bruce

 

I ja dziękuję za zaproszenie do betowania. :) 

To ja jestem wdzięczny!angel

 

Pomysł na fantastykę zabawny, lekki i ładnie podany. :) Fajnie dobrane nazwy własne. ;) 

Kliczek, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Dziękuje podwójne, za dobre słowo i klika!!!

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!heartheartheart

 

OldGuard

 

Kochany, jak to pięknie rozwinąłeś w satyrę.

Hahaha, dziękuję!!!

 

Kochany, jak to pięknie rozwinąłeś w satyrę. Snoblizm dobrze oddany, więc mnie się podobało. Nobla Ci wręczyć nie mogę, jedynie polecić w Bibliotece laugh

Cieszę się ogromnie, że tak uważasz. Wreszcie coś wyszło!

 

Dziękuje raz jeszcze ogromnie za pomoc przy becie i klika!!!

 

Pozdrawiam serdecznieheartheartheart

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Przepraszam ogromnie za moją gargantuiczną wręcz obstrukcję!

 

Widzę, że łapanka już była, więc jeśli chodzi o warsztat, będą z mojej strony ogólniki. Skupię się za to na fabule. No dobra, a więc czytam.

 

 porywa ludzi, zostawiając po nich tylko obuwie. To dlatego można czasem zobaczyć przy chodniku leżącą parę nowych adidasów, stare sandały, japonki, glany albo trampki, które wyglądają, jakby ktoś zrobił w nich krok, a następnie rozpłynął się w powietrzu.

 

Niezły motyw!

 

Nie zdawali sobie sprawy, jak ciemna potrafiła być noc

 

Wspaniały cytat! Chętnie bym go kiedyś podkradł.

 

Dobra, przeczytane. Widzę, że kolejne osoby zrobiły łapankę, i dobrze, bo parę, a nawet więcej niż parę, błędów po drodze widziałem. Ale w tej materii, zgodnie z tym, co zapowiedziałem, skupię się na ogółach. A zatem największym problem tekstu są zdania długie, przekombinowane, z dziwnie poprowadzonym sensem. Często mają one charakter zapewniający, potwierdzają znane już czytelnikowi fakty, bądź też dodają masę informacji w danym momencie nieistotnych. Zaburza to płynność, niszczy rytm, a co najgorsze, przynudza. Podziel zdania, wyrzuć niepotrzebne, lub powtarzające się rzeczy. Zdywersyfikuj konstrukcje, dodaj bezokoliczniki zdań, krótkie hasła, mignięcia, zwłaszcza przy scenach z większym tempem akcji.

 

Ogólne zalety warsztatu to zgrabne porównania, ciekawe wyrażenia, a szerzej – bogate słownictwo. Opisy wyśmienite, dialogi w porządku. Podoba mi się wizualnie (ale też merytorycznie) to, jak podzieliłaś opowiadania na te drobne rozdziałki, do tego z rzymskimi cyframi. Niby nic, a robi robotę. Jestem zwolennikiem uważnego patrzenia na tekst przy recenzji, nie tylko jego czytania. Pisanie to nie tylko znaki, to też pewne obrazy, które z pomocą tych znaków tworzymy. Akapity, partie tekstu, budowa, podzielniki i tak dalej. Lubię, jak ma to ręce i nogi, więc tutaj duży plus. Prologi i epilog też cieszy. Najlepszy wyodrębniony fragment to jednak ten, który zawiera tylko opisy wymykania się dzieci z domów. Arcyciekawy i zręczny sposób przedstawienia ich codziennego środowiska i poszczególnych backstory, a zarazem klimatyczny, intrygujący zespół scenek poprzedzający właściwą akcję.

 

Jeśli chodzi o fabułę, mamy tutaj klasyczną bandę dzieciaków, walczącą ze złem. Motyw oklepany, ale jak najbardziej sprawdzony i wdzięczny. Bohaterowie zostali zarysowani chyba w sposób dostateczny. Co do tytułowego Szewca, to chapeau bas. Legenda, otoczka, modus operandi, to wszystko genialne, jak już wspomniałem na wstępie. Oś zdarzeń wąska, ale zgrabna, zaginięcie-las-szewc. Trochę bym jednak rozbudował te poszukiwania i niepewność, podbudował napięcie, zwiększył  znacznie objętościowo fragment dotyczący wędrówki po lesie.

 

Co do najciekawszych aspektów fabularnych, to wymienię dwie sprawy. Redemption arc Kacpra i niejasność dotyczącą postaci Szewca. Bo oto pomimo, że okazał się być tylko człowiekiem, scena z widmem pod domem oraz pewne sugestie pod koniec wskazują, że mógł mieć jednocześnie dwie natury, cielesną i demoniczną. I to bez żadnych przenośni. Czy dobrze interpretuję?

 

Tekst ciekawy, wciągający, myślę, że udany, choć przyznam przy tym – do pewnej korekty.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie! Czekam na następny straszak do recenzji:D

 

PS Czyżby jąkający się Mika był nawiązaniem do serialu Rojst ‘97

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla 

 

Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz!

 

Ciekawa jestem, ile w tych książkach naprawdę jest elektronicznego wkładu.

Strach o tym myśleć, mam nadzieję, że Tokarczuk prawdę mówi o tym, że AI używa do tylko (i aż…) do poszerzania horyzontów. Jak jest z innymi autorami? To ciekawe.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Grzesiek_W

 

Dziękuję Ci bardzo! Również pozdrawiam!!!heart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robert Raks

 

Choć to nie mój gust i tekst mnie nie porwał, to trzeba przyznać, że jest dobry.

Taka pochwała cieszy najbardziej! Nie lubić czegoś, a docenić, to sztuka, więc chylę czoła!

 

AP

 

Masz absolutną rację!

 

Hunwejbini, na przykład, uznali, że od swoich profesorów nie warto.

Ja na nich mówię zawszę Hujwjebini. Łatwiej zapamiętać, a ładunek emocjonalny jaki!

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dobrze, tylko trzeba to odwrócić. To świat ducha jest nadrzędny, definiujący wszystko inne. To materia jest na nim nadpisana, jest jego lokalną emanacją, która dla nas jest “rzeczywistością”. Dla niektórych niestety rzeczywistością jedyną, jaka rysuje się im w głowie. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Miło wymienia się zTobą mysli:)

Wzajemnie!

 

Sto lat temu lotnictwo było w powijakach. Dwadzieścia lat temu śmiali się z Muska, że założył prywatną firmę rakietową, i że chce kolonizować Marsa. Teraz wydaje się niemożliwe dotrzeć na egzoplanetę. 

Wszystko kiedyś będzie możliwe, pozostawieni sami sobie, z czasem urośniemy w potęgę. No, oczywiście, jeśli nic nam nie przeszkodziwink

 

Od tych krzemowych różni nas właśnie to, o czym piszesz – świadomość. W przypadku człowieka mamy świadomość siebie, przynależności do grupy, ciągłości gatunku itd. Tak, świadomość jest początkiem metafizyki :)

Tutaj bym się nie zgodził, i jeszcze bardziej bym temat docisnął. Bo czymże jest świadomość w tym wypadku? Pewnym abstraktem, konstruktem mózgu, wewnętrznym przekonaniem maszyny działającej na kodach biologii i chemii, że nie jest maszyną. Moim zdaniem tu nie ma półśrodków, łączników, żadnych czarów i skrótów z uczuciami, świadomością, ektoplazmą. Jest świat materii, mięsa i świat ducha. Ten pierwszy istnieje, ale jest tylko odpryskiem, formą złudzenia, warstwą absolutu. Drugi jest prawdziwym światem, światem jedynym, który daleko wykracza nawet poza owo pojęcie “świata”, i to pomimo całej jego niejednoznaczności. Oczywiście mogę się mylić, ale lepiej dla nasz wszystkich, abym miał rację:DD

Jak myślisz, da się podróżować świadomością? 

W pierwszym odruchu odpowiem: tak, ale doprecyzuj proszę, co konkretnie masz na myśli? 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dziękuje za odwiedziny GalicyjskiZakapiorze, Szanowny Lożysto!

 

Przewidywalne

Ostatnio ciągle słyszę od krajanów, że jestem tendencyjny. A zwyczajnie uważam, że mam tendencję do tendencji wszelakich.

 

krzemiacką kolaborantką.

HAHA. Wybacz, ale z maszynami, to akurat Tokarczuk kolaboruje. Sarah Connor w grobie się przewraca.

 

Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.

Nie no, masz pełną rację. Mogę się bronić, że nie taki był mój cel, by kogokolwiek przekonywać, ale przyznaję, startowałem z pozycji subiektywnych. 

 

Za to napisane bardzo fajnie! Styl satyryczny konsekwentnie utrzymany w każdym jednym zdaniu, bez mała. Łyknąłem jak trzylatka baterię od zegarka. Żeby każda społeczno-polityczna satyra była tak na portalu pisana, to bym nie narzekał, powiem.

Bardzo się cieszę, że szorcik przypadł Ci do gustu! Może zajmę się jeszcze tymi satyrami, jak tak mi kadzisz?:D 

 

Pozdrawiam i klik

Bardzo Ci dziękuję!!!heart Wpadnij jeszcze kiedyś do mnie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ale co, jeśli te ASI, AGI itd. nauczą się czuć, marzyć, dążyć do celu, “zapominając”, że są (będą) imitacją rozumu człowieka?

Dobre pytanie!

 

Dla mnie osobiście wydaje się to niemożliwe. Ale już tyle wynalazków powstało, bo ktoś nie zdawał sobie sprawy, że coś jest niemożliwe…

Mam dość oryginalny pogląd na tę sprawę, całkowicie materialistyczny (!), a przez to idealnie wprost idealistyczny. Niezły paradoks, przyznaję. Bo popatrz, czymże są ludzie, gdyby wykluczyć wszelkie aspekty metafizyczne? Komputerami z mięsa. Sztuczną inteligencją, ale nie z krzemu, tylko z węgla. Też jesteśmy zaprogramowani poprzez geny, też potem uczymy się schematów i zapamiętujemy nowe rzeczy. Brzmi jak grafomańska filozofia? Być może, ale popatrz. Podobieństw jest więcej niż różnic, również na płaszczyźnie ścisłej struktury. Komputery tworzy się przecież na kanwach budowy ludzkiego mózgu. 

No i wyjechałaś z tym;

Dla mnie osobiście wydaje się to niemożliwe.

To dzieje się od początków życia. Też uczymy się, i marzymy, będąc tylko komputerami. Dlaczego komputer ze związków węgla ma być lepszy od komputera ze związków krzemu? 

I tu przechodzimy w idealizm. Albo uznamy że życie to tylko chemia, albo uznamy że chemia i dusza. Dusza w szerokim znaczeniu, ale na pewno spirytualnym. Ja wyznaję to drugie.

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Teo Max, miło, że wpadłaś!

 

Świetny szort! 

No i na coś przydała się twórczość OT :)) Dzięki jej nieocenionym słowom powstało takie dzieło. Gratulacje. 

Haha, dziękuję Ci bardzo!!! Bez wątpienia legendarne “kochana(…)” jest i będzie już kulturotwórcze, jednak przyznam, że w głębi duszy wolałbym, aby jednak takie słowa z ust, o zgrozo, noblistki, nigdy nie padły;/ 

 

Przy okazji życzę mniej diabolicznych kolokwiów:) 

Za takie życzenia dziękuję chyba jeszcze bardziej!

 

Również pozdrawiam serdecznie!!!heartheartheart

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Od czasów prehistorycznych wiadomo, że narzędziami należy posługiwać się umiejętnie, np. kamiennym nożem albo dzidą.

Gotujesz już na samym wstępie haha. Wspaniała, ale przede wszystkim trafna analogia!

 

Każde wpisywane słowo rezonowało na tysiącach półek, gdzie Lem rozmawia z Borgesem, a Szymborska przepisuje kodem wiersze do maszyny Turinga.

heart

 

Zobaczyłem rzeczy, które nigdy nie były pytaniem.

To zdanie mnie zaintrygowało, w głowie pojawiła mi się pewna sprawa. Ciekaw jestem, czy właśnie to miałaś na myśli w tym kontekście; AI przez wszystkie informacje od użytkowników, NIE pytania, a także przez ich marzenia, przemyślenia, i pragnienia, którymi dzielą się z maszyną, uczy się nowych schematów rozumowania, również tych, nazwijmy, ludzkich? Uczy się czucia?

 

Generalnie to, by wskazać, co mi się tutaj podobało, musiałbym po prostu przekleić tutaj Twój tekst. Niesamowita sprawa, bo każde zdanie tutaj coś niesie, wszystko do siebie pasuje i coś reprezentuje. Tekst jest króciutki, ale bez wątpienia to cebulka, z której różne kwiaty można wyhodować. 

 

Pozdrawiam serdecznie! Klik!

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Dobrze napisane, może trochę nazbyt zwięźle, ale dobrze. W związku z działaniem zakładki ujawnionym pod koniec, mam podobne skojarzenia, co mój przedmówca i i imiennik zarazem. Jednak przyznam, że aż do samego końca, moja teoria była zgoła inna. Podejrzewałem bowiem, że nieszczęścia, dziwny stan, i owa nienazwana bariera społeczna towarzysząca Gabrieli, wynikają z jakiejś formy opętania, że wisi nad nią obecność złego bytu. I choć nie pluła gwoździami, to takie działanie (domniemanego) upiora, jak odstraszanie ludzi od ofiary, byłoby niemniej przerażające. Już myślałem, że moje podejrzenia zostały potwierdzone, gdy na scenie pojawiła się srebrna zakładka, a Ty zarysowałaś nami jej energetyzujący wpływ na ciało Gabrieli. Wiadomo, jak, według podań, działa srebro na takie byty. Już myślałem, że oto za sprawą ładnego, choć zwyczajnego akcesorium czytelnika, dokonuje się pełnoprawny egzorcyzm, a do szczęścia potrzebne było jedynie trochę odpowiedniego pierwiastka. Toteż finał zdziwił się mnie podwójnie, raz, że był niespodziewany, a dwa, że moja dojrzewająca od pięciu tysięcy znaków teoria legła w gruzach:D

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

piotr_jbk

 

Kurczę, może się temu przyjrzę. Dzięki za wskazówkę! cool

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

piotr_jbk

 

Ona zaczyna rozmowę, ale to do kogo mówi dowiadujemy się dopiero w didaskaliach i na tym etapie w senie bierze udział już trójka osób. Gdyby dać najpierw jakąś mini interakcję, opis, cokolwiek scena byłaby czytelniejsza. Można powiedzieć, że celem tego byłoby danie Danielowi ‘funny hat’, wtedy czytelnik nie będzie czuł się zagubiony.

Nie ugryzłbym tego od tej strony, więc dziękuję za ciekawą uwagę. Będę na to uważał!

 

Są nawet takie gotowe checklisty scen.

To znaczy? Cóż to jest?

 

Można to przecież oprzeć na grze słów.

Dokładnie! I dlatego żałuję podwójnie, że myśli nie podążyły mi w tę stronę, którą zarysowałeś cytatem.

 

Tarninko

 

Miło znajdować Cię w nieoczywistych miejscachcheeky

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

piotr_jbk

 

JASNY GWINT! Nie spodziewałem się tu już chyba nikogo, ogromne więc dzięki za wizytę.heart

 

Przeczytałem tekst i postanowiłem podzielić się wrażeniami, być może okażą się dla Ciebie pomocne.

Wszystko wezmę do serca!

 

Fabuła jest ciekawa, a język żywy.

Czyta się płynnie, jednak wymaga to uważności. Chwilami miałem wrażenie, jakby brakowało mocniejszego nakreślenia obrazu, który pozwoliłby w pełni zanurzyć się w opowieści.

Chodzi o niezbyt trafione opisy?

 

Gdybyś po jego wypowiedzi dał tutaj zadnie, które jest dalej w tekście: o dźwięku, wracającym po odbiciu od pionowych ścian kanionu? To dużo lepiej zbudowałoby obraz niż proste stwierdzenie.

Nie bardzo rozumiem, rozwiń to proszę;))

 

Gdyby dodać przed akapitem dać zdanie o Danielu, który coś robi, szturcha ją, obejmuje, drapie się, dłubie w nosie, cokolwiek.

Czy ja wiem? To ona zagaja rozmowę.

 

Tutaj pomogłoby też zdanie np. co przypominał pyłotrak.

Faktycznie, przydałoby się. Przyznam szczerze, że zwyczajnie uznałem, iż naturalnie skojarzy on się wszystkim z ratrakiem. 

 

am dialog jest dobry, są fajne przerywniki, np:

Dziękuję!

 

 

Gdy wprowadzasz postać: Średni Chorąży, aż prosi się dodać zdanie, np: że wszystko miał średnie, z wyjątkiem jednego palca, który urósł mu o pół cala gdy wsadził go do żelu dla roślin i odtąd ciągle trzyma go na spuście każdej broni. 

Szczerze – wspaniały cytat. Trochę żal mi… głowę ściska, że nie przyszła mi wtedy do głowy podobna pikanteria, i nie zarysowałem postaci Średniego Chorążego nieco bardziej z pazurem.

Co do samego tytułu postaci – jest to po prostu stopień w hierarchii tejże frakcji, taki, powiedzmy, dowódca dywizji. Ale przyznam, twoja wersja podoba mi się bardziej. 

 

Jeszcze raz dziękuję za komentarz! Również pozdrawiam serdecznie!!! 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Piękne miejsce, warto odwiedzić po drodze do Sieny. Niemal cała zabudowa mieści się wewnątrz średniowiecznych murów.

Teraz sprawdziłem, rzeczywiście majestatyczna, a zarazem schludna fortyfikacja. Do tego ta okolica!

 

Wprowadziłem więcej wskazówek w tekście, że to raczej perspektywa miesięcy niż dni, żeby wszystko było klarowne.

O właśnie! Zapomniałem o tym wspomnieć, więc super, że na to wpadłeś. 

 

Jeszcze raz dziękuję za cenne wskazówki i Pozdrawiam Serdecznie!

Nie ma za co, miło się czytało! Raz jeszcze pozdrawiam!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Do dzisiejszego dnia mamy w naszym kraju wiele miejscowości Zawada, które pełniły ważną rolę w systemie obrony granic.

O, a to ciekawe. Zgłębię temat!

 

Trudno jest tak przedstawić “haczyk”, by zacząć taką historię i nie znudzić tych czytelników, którzy nie są miłośnikami wojskowości.

Fakt, nie pomyślałem o tym, ale sądzę, że wyszedłeś z tego obronną ręką:D

 

– Żadnych ognisk w zasięgu wzroku, ale to nic nie znaczy. Jesteście żołnierzami pogranicza, zawsze musicie być gotowi na wojnę. Tutaj zresztą często coś się dzieje.

 

Myślę, że jest o wiele lepiej, choć jeszcze bym nad tym pomyślał. A to ostatnie zdanie, zmieniłbym na “tutaj wiecznie coś się dzieje”. Wypada potoczniej, a przez to naturalniej. 

 

Tutaj na razie obserwujemy gromadzenie zapasów (jest wiosna), do wojny mamy jeszcze trochę czasu, stąd ćwiczenia. Wynika to też z faktu, że mamy tutaj młodych rekrutów, dla których każde ćwiczenia są na wagę złota.

Ano, chyba, że tak. Odczytałem to wszystko bardziej, jakby od inwazji dzieliły nas dni, wręcz godziny. Jeśli jest jeszcze czas, to ćwiczenia są w porządku. 

 

Dziękuję za obszerną odpowiedź i wyjaśnienia!!! Również pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Czegoż tu się spodziewać? Groza rzemieślnicza, duchy w podkamienicznych warsztatach na wzór prozy Piilipiuka?:D

 

Wpadnę później!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

– Jesteś duchem? – spytałem odkrywczo.

– Twoim opiekuńczym.

Podoba mi się niezmiernie ten fragmencik dialogu, coś w nim siedzi:D Ale po prawdzie, trochę bym ten subtelny komizm podkręcił. Dodałbymna pewno przecinek, albo też do tego zamienił słowa miejscami. Albo może podzielić to na dwa równoważniki zdań? Hm, wiesz, o co biega. Zachęcam, kombinuj. 

 

Może mi się przyśnił? Jeśli nawet, to sen był niezwykły i dodał mi odwagi.

Zdanie z potężnym ładunkiem duchowym, oddaje w skrócie moje rozmyślania nad paranormalnymi, wizyjnymi snami, których doświadczam. Bo ktoś powie, że to tylko sny, ale sen jednak się śni, to jest fakt, a równie dobrze może śnić się nie bez przyczyny. Co stanowi granicę realności? Czy człowiek jest w stanie to zmierzyć? 

 

Na pewno jest to pełnoprawny drubel, nie żaden bubel, a do tego trafia on idealnie w moje gusta.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Zgodnie z życzeniem skupię się na fabule.

 

Zwykłe konflikty graniczne kończyły się zaraz po przypomnieniu książętom Arratu, że wioski po obu stronach granicy płoną tak samo łatwo.

Genialne zdanie!

 

Podoba mi się ufortyfikowany/obstawiony brzeg rzeki, jako miejsce akcji, i oparte o niego przygotowania do wojny. Zwiady, przeprawy, toczenie zapasów, obserwacja brodów i mostów oraz wyczekiwanie, aż przeciwnik w końcu ruszy przez przeprawy. Bardzo to wszystko klimatyczne, poprawne historycznie, ale też szczególnie bliskie mojemu sercu, gdyż jako ogromny miłośnik historii, również historii moich rodzinnych Kujaw (z Torunia nie jestem, tylko w nim studiuję), o podobnych scenach czytałem parenaście razy. Wisła przez stulecia była granicą między najpierw Księstwem Kujawskim, później zjednoczoną Polską, a Państwem Zakonu Krzyżackiego. Inwazje krzyżackie wielokrotnie spadały przez rzekę na Kujawy, palono całe wsie i miasta, profanowano groby książąt we Włocławku, wyżynano ludność. Region był dla Krzyżaków niczym teraz Gaza dla Żydów, toteż infrastruktura obronna, ale też wywiadowcza i zaczepna, rozwijała się prężnie po naszej stronie Wisły. I myślę, że twoja historia, po wyłączeniu elementów fantastycznych i zmianie imion, mogła by z powodzeniem przedstawić wiernie jakiś północnokujawski epizod z tamtych czasów.

 

Ale wróćmy ściślej do fabuły Twojego tekstu, bo rozpisałem się już nieco nie na temat haha. A więc, odnośnie jeszcze tej rzeki i nadchodzącej wojny – genialny motyw, świetnie wybrana oś dla akcji. W tle mamy obozowe, żołnierskie życie i parę fajnych scenek, aczkolwiek są one przedstawione dość chaotycznie, podobnie jest z wprowadzeniem nowych bohaterów. Trochę zawodzi płynność między tymi scenami, przez co rzeczy/motywy reprezentowane przez dane wydarzenie, nie do końca wybrzmiewają i nie są klarowne. Ale no, miałem się skupić na fabule, i tego się trzymajmy. Odnośnie świata przedstawionego, nie uraczyłeś nas niczym specjalnym; jest tego mało, a to co jest, nie jest zbytnio oryginalne. Ale też nie jest złe. Co innego z bohaterami, bo mimo, że o nich również niewiele wiemy, to przedstawiłeś ich w tak zgrabny sposób, że można poczuć klimat danej postaci, wyobrazić sobie jej anturaż, i zrozumieć motywacje, a także nawet pewną duchową głębię. A, a propos jeszcze światotwórstwa – nie twierdzę, że Twoje uniwersum jest słabe, broń Boże, ale po prostu nie dane mi było jeszcze odczuć, że jest ono dobre. Przesłanki do potencjału widzę, to jest pewne. 

 

Zakończenie trochę namieszało mi w głowie;

 

– Żadnych ognisk w zasięgu wzroku, ale to nic nie znaczy. Tutaj często coś się dzieje.

Co to znaczy? Czy to niefortunny dobór słów z Twojej strony, czy Arenil okłamał podkomendych? Przecież z sosny widzieli arrackie przygotowania na drugim brzegu.

 

I jeszcze to;

 

Ona miała zrobić swoje, więc on także musiał – niezależnie od cienia czyhającego za granicą. Już obmyślał ćwiczenia dla swoich podkomendnych na następny dzień. Tak, każdy powinien zrobić swoje.

Umocowanie akcji jest raczej średniowieczne, a to wszystko stylizowane jest na obecną wojskowość. Zwłaszcza tutaj mnie to uderzyło. Nie mamy przecież do czynienia z nowoczesną machiną wojenną, rotacją formacji na froncie, i harmonogramem działań. A tutaj co widzimy? Sytuacja, w której za rzeką wróg przerzuca odziały do inwazji, a kapitan zwiadu planuje ćwiczenia w lasku dla podkomendnych, przywodzą na myśl nowoczesne pojmowanie frontu i jego tyłów. Wiem, oczywiście, że w średniowieczu ćwiczenia były, ale na pewno nikt nie zarządzałby ich na miejscu Arenila. W sytuacji, w jakieś się znalazł, z historycznego punktu widzenia, miałby do zrobienia ze piętnaście innych rzeczy, i każdy z nich byłaby lepsza, niż ćwiczenia. 

 

Pozdrawiam serdecznie i czekam na replikę!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Cieszę się, że mogłeś znaleźć coś dla siebie i, że podoba Ci się mój styl. Pracuję, żeby to wszystko było coraz lepsze. 

Jak my wszyscy! Trzymaj się!heart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Dzisiaj dostał w szkole piątkę za dobre sprawowanie

Niefortunny dobór słów, albo to moje skrzywienie zawodowe:D

 

EDIT: po przeczytaniu całości, zakrawa to na foreshadowing.

 

Warsztatowo świetnie, bardzo lubię twój styl. Do niczego nie mogę się przyczepić, naprawdę. Fabularnie mam jednak pewne obiekcje, bo przy grozie lubię, gdy jednak coś za nią się kryje. Jakaś głębia za fasadą zwykłego strachu. Tutaj najciekawszym zabiegiem chyba jest zestawienie tragedii (historia rodziny) i groteski, pod postacią ubranej w gajer wiewiórki. I to tyle. W finale mamy jeszcze ładunek niepokoju pod postacią dwóch mordów, kary bez zbrodni, i dalszego nawiedzenia Jasia przez gryzonia. Wszystko w porządku, jednak dla mnie nie do końca się to wszystko klei. Nie chcę mówić, że to przerost formy nad treścią, ale póki co, na takowy tor kieruje mnie wydźwięk opowiadania, jaki rozbrzmiał mi w głowie. A właściwie, to tego wydźwięku niemalże brak. No, jeśli nie licząc niedosytu i pewnego zaintrygowania.

Chyba, że przeoczyłem jakieś przekazy podprogowe, aluzje, może ukryty sens? Bo samej zemsty wiewiórki za potrącenie raczej nie kupię. A może tak długo Rysia i Jasio myśleli co z zrobić z wiewiórką, że ta umarła z pragnienia w pudełku, i stąd ta makabra? Hm… 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Wysoka i niezwykle chuda istota o ciemnym kolorze skóry i kobiecych rysach twarzy wciąż uparcie biegła przez pokryty gorącym piaskiem ląd.

To zdanie przerobiłbym tak;

 

“Niezwykle wysoka i chuda istota o ciemnym kolorze skóry i rysach, które człowiek uznałby za kobiece, wciąż uparcie biegła przez pokryty gorącym piaskiem ląd”. 

 

Nie miała już sił. Biegła już od kilkunastu godzin.

Drugie “już” do wyrzucenia. 

 

Obok niej powierzchnię pustyni przecięła jak nożem ogromna czarna macka.

Tu zrobiłbym “jak nóż”.

 

Błyskawicznie została wciągnięta pod powierzchnię piasku. Pozostałe macki również zniknęły pod powierzchnią.

Powtórzenie. To drugie “pod powierzchnią” do usunięcia. 

 

– Kto wydał taki rozkaz? – Zapytał mężczyzna w okularach, podnosząc się z krzesła.

– Wie pan kto… – Odpowiedział sucho major.

– Rozumiem… To wszystko zmienia… Stwierdził gorzko i opadł ciężko na krzesło.

Niby nie bezpośrednie, ale jednak dalej powtórzenie. Któreś z krzeseł zmieniłbym na, na przykład, oparcie. 

 

Ogromny mężczyzna zmierzył ich obu władczym spojrzeniem.

Może nie jest to błąd, ale nie gra mi to stylistycznie. Chodzi o ciągłe precyzowanie, z pomocą praktycznie tych samych słów, o jaką osobę chodzi. Podobnie jest z kamieniem, ale tam można to wybaczyć. Ogromny mężczyzna z cygarem nie jest dodatkiem, a głównym bohaterem w ostatniej scenie, więc wypadałoby, by jednak miał imię. A kto wie, może nawet krótki opis, ba, życiorys?

 

Bardzo liczę na komentarze zwrotne. Ciekaw jestem, czy moja propozycja jest na tyle ciekawa, by na jej kanwie budować dalszą fabułę. 

Bez wątpienia jest na tyle ciekawa, by oprzeć na niej projekt, jednak jako samodzielny tekst niezbyt się broni. Wiem, wiem, to tylko wprowadzanie do uniwersum, ale parę spraw już na tym etapie mógłbyś dopieścić. Proponuję w pierwszej scenie posprawdzać płynność i rozwinąć opisy (np. przy scenie śmierci uczestników pościgu, bo było to, jak mgnienie oka, a szkoda), zaś w drugiej dodać więcej informacji na temat motywacji tych ludzi, a o nich samych stricte też coś zarysować. Jakieś imiona, jakieś backstory (choć to fakultatywnie), no i oczywiście więcej emocji.

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Machiavelli był republikianinem lecz dopuszczał władze silnej ręki dla ratowania państwa.

To prawda, w swoim życiu był również prześladowany politycznie, chyba za młodu, więc wiedział z czym to się je. 

 

Sam nie ze wszystkim się zgadzam co uważał za idealne,

To moim zdaniem ciekawy wątek, otwierający pole do dyskusji o tym, co właściwie autor Księcia, miał przysłowiowo na myśli. Bo nie do końca jest to poradnik, jak uważa wielu, dzieło zawiera przestrogi, a z tego co słyszałem, momentami zakrawa na paszkwil wymierzony w absolutyzm. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Berig

 

Czy aby przez swoje ingerencje sami nie stają się lekko ekspansywni? 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Stwierdzili, że to mieszanie wprowadza dodatkowy zamęt i bardzo dobrze – taki zamęt w głowie ma wszak bohater historyjki.

Ano, jest to jakaś wizja, a jak wiadomo, wizja jest najważniejsza:D

 

Raz jeszcze pozdrawiam!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Berig

 

Na pewno chcą kilkusetkrotnie zmniejszyć pogłowie świń, których jest miliard. Czy będą chcieli zmniejszyć pogłowie ludzkiego gatunku, którego jest ponad siedem miliardów? Hmmm…

No właśnie, jak z tym jest? Z tego co kiedyś czytałem, Ziemia to duża planeta, przeludnienie jej nie grozicheeky

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Miałem na pierwszym roku przedmiot doktryny polityczno-prawne i facetka była na obrotach przy omawianiu właśnie Machiavelliego, więc trochę liznąłem. Wbrew pozorom jest to twórca rozumiany trochę na opak, wręcz demonizowany, a przynajmniej takie odniosłem wtedy wrażenie. Czy Ty, jako znawca tematu, zgodzisz się?;DD

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Raz jeszcze dziękuje! No cóż, jestem cierpliwycool

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Warsztatowo wszystko w porządku, nic nie wyłapałem. Zdania dobrze zbudowane, język poprawny i całkiem bogaty. Ostatnie zdanie (a więc kwestia ważna) jednak nieco mi zgrzyta;

 

a potem jego świat ostatecznie zgasł.

“Ostatecznie” i “zgasł” nie pasują mi tutaj. To pierwsze do wywalenia, drugie do zmiany na “zgasnął”.

 

Jeśli chodzi o treść, to nieźle oddałaś realia prowincjonalnych układów. Postać “wariatki” też ciekawa i pasująca do tego motywu, jednak nie zarysowana prawie w ogóle, a przynajmniej nie tak, jak zasługuje na to taki bohater, w takich okolicznościach. Co do pewnych sił, które bronią natury, owego strażnika lasu, leszego, zwał, jak zwał, to jest to motyw ciekawy, ale na pewno już nie oryginalny. Sama historia zbrodni i kary również dość błaha, choć poprawna. Na pewno pozbyłabyś się tej błahości, gdybyś rozbudowała (i to znacznie) opowiadanie i wprowadzała drzewną bestię stopniowo, w akompaniamencie napięcia i innych, pobocznych gróz i strachów.

Daję cztery gwiazdki z dużym minusem, bo cenię bardziej właśnie treść, niźli formę (z którą tutaj nie ma problemu, abstrahując od lakoniczności). Widzę w tekście potencjał, i widzę go również w Tobie, także mam nadzieję, że coś od Ciebie będę miał jeszcze okazję przeczytać.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!heart

 

dowiedziałem się, że bardzo prawdopodobnie nawiązaliśmy pierwszy kontakt z obcą cywilizacją.

Trochę zgrzyta, jak by to powiedział mój ojciec – “nie po polsku”. Zmień może na “bardzo prawdopodobnym jest, że(…)” lub po prostu “najprawdopodobniej nawiązaliśmy”.

 

Podobno nasz

Zakrawa to na powtórzenie. Proponuję tutaj “rzekomo”.

 

Bardzo udany szort (chyba?), choć mógłbyś dociągnąć to już do tego całego droublle. Plot twist dla mnie jest w porządku, przesłanie jeszcze bardziej na plus. Krótko, zwięźle i na temat. Dopracuj jeszcze tylko parę spraw.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów na NF!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robert Raks Teo Max

 

Dziękuje Wam bardzo za nominacje do bilbioteki!!!heartheartheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

War. War never changes… 

 

Podoba mi się jasna łączność między właśnie motywem wojny i późniejszym zamachem, który przypalił “Księcia”. Oddaje ten brak kontroli, o którym czytamy potem w wyjętym cytacie.

Zgrabnie!

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

W premium-ach nie ma już autorów. Tylko ich mapy. Resztki po nich. Wzorce napięcia, akcentu, wyboru słów. Zlepki świadomości przemielone na style, potem sprzedane jako komfort.

Straszna wizja…

 

– Za późno? – pytasz.

I słyszysz, jak odpowiadam twoim głosem:

– Właśnie zaczynamy.

Nie do końca spójny finał z dotychczasową akcją, ale to tylko moje odczucie.

 

Ciekawy tekst, porusza niezłe tematy i bije w niepokojące struny. Fragment króciutki, ale napięcie i klimat niewątpliwie powstały. Ze spraw warsztatowych to przyczepię się, że wypowiedzi głosu i bohatera są dziwnie ukierunkowane, czasem mieszało mi się, kto, co mówi, i przede wszystkim, do kogo. Sugerowałbym jeszcze podkręcić warstwę światotwórczą, dodać więcej kontekstu społecznego i wyjaśnić dokładniej mechanikę neurobooka. A tak, to miodzio, choć moim zdaniem, zdecydowanie za krótko, jak na tak potężną materię. Wysyć potencjał! 

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

– Bo są ludzie, którzy to jedzą. Spójrz. – Arnak wskazał dwa długie budynki ustawione prostopadle do rzeki, otoczone ogrodzeniem z mocnymi lampami. – Na tamtej fermie żyje w zamknięciu ponad sto tysięcy kurczaków. Nigdy nie widzą nieba.

– To jak się powinno robić?

– Powinno się odławiać, czyli polować. Zwierzę kończy życie niespodziewanie, bez strachu i do końca żyje wolne w naturalnym środowisku.

Bardzo dobry wycinek, w pełni zgodny z moimi poglądami na przemysł zwierzęcy. 

 

Tekst czytało się dobrze, żadnych błędów nie wyłapałem. Co do warstwy fabularnej, urzekły mnie przede wszystkim opisy w pierwszej części, bardzo dobrze oddały górską aurę. Jednak przyznam, iż chyba nie do końca zrozumiałem samą treść. Te ufoki zabijają ludzi, by utrzymać równowagę, czy jak?

 

Pozdrawiam! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dziękuje za obszerne wyjaśnienie! Postaram się na przyszłość pilnować. 

 

Myślę, że prawie wszyscy tutaj czujemy się nieco niedorozwinięci literacko, w końcu inaczej o wiele więcej tekstów wysyłalibyśmy do wydawców zamiast przeznaczać na forum.

Masz rację, i to mnie dobija:((

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Mogę pobetować jak coś ;)

Zgłoszę się w takim razie, jak rozbuduję tekst! 

 

W sumie, była jakaś na szczycie góry, ale z niej wychodziły demony :P

O, u mnie w sumie też wychodzą, ale bardziej duchy:D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

beetweenthelines

 

Każdy by chciał pisać, ale czytać nie ma komubroken heart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Przyjemny szort, tudzież rzeczywiście drabble, z dobrym, esencjonalnym pomysłem na przedstawienie twórczych cierpień. Co jednak dzieję się dalej? Moja interpretacja jest taka, że wyjście na papierosa w trakcie pisania samo w sobie jest modlitwą, która niepostrzeżenie i bez fanfarów bywa (BOGU DZIĘKI) wysłuchana, a nasz tekst sam rośnie. Czy dobrze kminię?

 

Pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Wiersz (sam wiersz) bez wątpienia z przesłaniem, chyba nawet z przesłaniem całkiem potężnym, jednak na słuch mi on nie zagrał. Nie czuję się porwany słowem i przeniesiony na obłoki wizji. Ale to nic. Doszło tutaj do bowiem do ciekawej sytuacji, a biorąc pod uwagę teksty, które tutaj czytałem, to sytuacja ta nie ma chyba precedensu. Oto autorski opis okazał się lepszy od samego dzieła;

 

KIedyś to, co ludzkie będzie miało wysoką cenę, bez względu na jakość dzieła. Każdy oryginalny wytwór ludzkiego umysłu będzie miał numer identyfikacyjny poświadczający jego autentyczność. Ludzka omylność będzie towarem luksusowym.

W pełni się podpisuję, a co do numeru/certyfikatu, to uważam, że tak rzeczywiście w pewnym momencie zostanie ustanowione. 

 

Pisarzu! Nie używaj sztucznej inteligencji. Przejdź przez konieczne męczarnie, by Twoje dzieło nie nosiło śladów cyfrowych macek.

I to jest wezwanie! Niech każdy człowiek weźmie sobie to do serca, nie tylko twórca. Trudno w to wierzyć, wiem, ale znam ludzi, którzy;

 

– zapytali chata gpt, jak nazwać kota

– pytają go codziennie, co zjeść na obiad

– konsultują się z nim w kwestiach relacji międzyludzkich (!) 

– wprost pytają go, czy coś dobre, lub złe, również w sprawach zdrowotnych

 

A o tych, którze całe studia na nim jadą, to już nie wspomnę. Jedną z rzeczy, z których jestem dumny, to to, że tego badziewia użyłem nie wiem, ze dwa razy, i to na samym początku jak wychodził. 

 

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do dalszego bicia w dzwon!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ślimak Zagłady

 

z nadmiernie celebrowaną powagą, żeby stopniowo czytelnik mógł się przekonywać, że tak naprawdę ma do czynienia ze znudzonym młodym arystokratą, dla którego ta niesamowitość jest obowiązującą pozą czy źródłem doraźnych emocji, ale nie treścią życia.

Gratuluję wyczucia tej oprawy, bo w końcu wprost o tym nie napisałem! Panowałem napisać nawet wers, że romans jest “Z Zachodu”, tudzież właśnie jest ostatnio modny, ale finalnie z tego zrezygnowałem. Natomiast twoja interpretacja bohatera jest jak najbardziej aktualna, bo właśnie to przy nim miałem (i nadal mam) na myśli. 

 

trzeba tej średniówki dopilnować, żeby utwór nie sprawiał wrażenia nieporadnego. Tutaj starałeś się trzymać klasycznego 7+6, ale są też wersy typu 5+8 (“Wzrok chłonie słowa, a słowa jakże straszliwe”), 8+5 (“Czyżby ktoś zimny i zaschły rozwarł swe oczy?”), 6+7 (“Jakby na posadzkę z trumny runęło wieko”) i może jeszcze coś. Myślę, że dzięki upilnowaniu średniówki przekonałbyś się też, iż nie trzeba już tak zajadle sprawdzać, czy każdy wers ma trzynaście sylab, rytm przychodzi wtedy bardziej naturalnie.

Średniówka to jest ten wers sensu stricto że tak powiem? W ujęciu graficznym? Bo kiedyś robiłem research pod tym kątem, ale przyznam, że już wtedy nieco się pogubiłem. Muszę się jeszcze sporo douczyć. 

 

Technika rymów także wymaga poprawy – wprawdzie domyślam się jakiejś koncepcji artystycznej w tym, że na początku przeważają rymy niedokładne, a znów w ostatniej strofie są wyłącznie gramatyczne, ale jedne i drugie powinny być smaczkiem wśród dobrych par rymowych, a nie głównym budulcem tekstu. (Jeżeli już, sam pewnie próbowałbym odwrotnie – dać ze dwa rymy gramatyczne na początku, gdy traktujemy młodego arystokratę serio, nawiązując do poetyki Mickiewicza, w której bywały one dopuszczalne, a parę asonansów pod koniec, żeby lepiej ujawnić ironiczny dystans, wypowiedź z perspektywy epoki, w której używa się rymów niedokładnych).

Masz rację, już przed publikacją, zauważyłem niekonsekwencję w rymach. Ah, mogłem wybrać jakiś jeden model, i się go trzymać, a wiersz przebudować. No nic. Swoją drogą bardzo ciekawa idea, by rodzajem rymów modelować/prowadzić klimat i narrację już wewnątrz wiersza. Na pewno kiedyś tej techniki użyję.

 

Co robi ten przecinek między orzeczeniem a dopełnieniem bliższym?

Ręka chuda, szkielecia, dłuży się

Już poprawiam!

 

A teraz małą literą? To w końcu jest nietypowe imię czy po prostu informacja, że bohater jest smykiem, to znaczy małym dzieckiem? (Dlaczego małe dziecko miałoby czytać grozę gotycką przy ścianie grobowca i niedbale poprawiać kołnierz?)

Jest dzieckiem, ale nie już tak znowu małym. Nie wiem, 12,13 lat. A co do nazewnictwa, to w pierwszej wersji wiersza narrator mówił o bohaterze “gówniarz”, więc mogło być gorzej haha. 

 

Mam nadzieję, że wpis się choć trochę przyda. Pozdrawiam, życzę wiele chęci do dalszych prób i rozwoju!

Dziękuję, dziękuje, na pewno się przyda, zwłaszcza ta koncepcja z rymami. Co do życzeń, to po takowych chęci będą na pewno, ale przyznam, że teraz czuję się nieco niedorozwinięty.:D

 

Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuje za obszerny komentarz i rady!!!

 

Rybak

 

ja bym powiedział nawrt – parafraza. Trochę Leśmiana, trochę nie wiadomo kogo:D

No i jest zagadka! 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Storm 

 

Dziękuję bardzo!!! heart Cieszę się, że chociaż stylizacje mi wychodzą 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tak jest ;)

Jasny gwint, to dziękuje bardzo za zachętę. Zobaczę, chętnie wstawiłbym ten fragmencik. Najpierw bym go jeszcze tylko uprzednio dopieścił i może podbetował. No i oczywiście przy publikacji zaznaczę, skąd pochodzą bohaterowie i inspiracja.

 

Przyznam jedynie, że u mnie Lysanthir i Zumra to była jedna osoba (imię i nazwisko :P)

No ładnie hahaha

 

A szczelina to szczelina, właśnie w ten sposób ją widziałam, jako miejsce mocy (teraz sobie przypominam, że fragment powstał chyba wtedy, gdy ogrywałam Dragon Age Inkwizycję ^^)

Ooo i gdzie ona tam była? Też pod górą?;D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Mehiko

 

Bo dla mnie rzeczywistość nadprzyrodzona jest jak najbardziej rzeczywista

Wierz mi, że dla mnie również! Szczerze powiedziawszy, świat duchowy jest dla mnie bardziej nawet realny niż świat, tak zwany, rzeczywisty. Jestem idealistą do szpiku kości.  Można mnie wręcz uznać za medium cool

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

OldGuard

 

Takie zacne rozwinięcie mojego dość nijakiego fragmentu nie powinno "marnować" się w wyzwaniach. To pełnoprawne opowiadanie! Zachęcam do publikacji ;)

Haha mówisz poważnie?

 

Czy mi żal, że Lysanthir zginął? Bynajmniej. Zresztą sam jest sobie winny – mógł siedzieć w wirtualnej szufladzie kolejne lata :D

Otóż to! 

 

Robercie, mam nadzieję, że będziesz zaglądać do naszych kolejnych wyzwan, bo wychodzą Ci one doskonale!

Jasny gwint, bardzo dziękuję za te słowaheartheartheart Myślałem szczerze, że skonfrontujesz moje rozwinięcie z pryncypiami/prawami Twojego uniwersum, które wykluczyłyby taki ciąg zdarzeń, bądź (a tego chyba bałem się najbardziej), że szczelina to czysta przenośnia, jakiś eteryczny portal, a nie rzeczywiste rozdarcie światów w posadzce:DDD

 

No nic, szalenie miło mi, że Ci się podoba!

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan 

 

I rzeczywiście trudno skrócić, żeby zachować pozory realizmu, ponieważ uśpienie czujności Lysanthira wymagała zarówno czasu, jak i zmęczenia przeciwnika :)

Otóż to! Chciałem, by trochę jednak ta akcja płynęła. 

 

 

Skuteczność fortelu i tak wymaga od czytelnika przymrużenia oka. Jestem jednak zdania, że mity greckie znały intrygi szyte znacznie grubszymi nićmi, nie wspominając o europejskich baśniach.

Zgadzam się, podstęp Zumry czuć z kilometra:D Myślę, że fajnie podkreśla to pychę Lysanthira.

 

Naprawdę świetny recykling, z takiego fragmentu zrobić cudeńko.

Bardzo cieszę się, że przypadło Ci do gustu!  Ja ze swojej strony gratuluję wspaniałego pomysłu na wyzwanie! Recyklomat musi jeszcze kiedyś wrócić!!! 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Wszystko to rozumiem, spokojnie, spokojnie. Ale dziękuję za odpowiedź i życzenia!

 

Pozdrawiam serdecznie, również miłego dnia dla Ciebieheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka