Profil użytkownika


komentarze: 355, w dziale opowiadań: 331, opowiadania: 188

Ostatnie sto komentarzy

Hm…Nie do końca mój klimat, ale całkiem mi się ten szorcik spodobał. Może momentami zbyt dosadnie, ale czytało się dobrze, bo humor dominuje nad wulgarnością.

Sympatyczny szort. Kompaktowy w formie, ale wszystko co trzeba ma :)

Fajnie przedstawiłeś historię infamisa, która z różnej perspektywy widziana, przedstawia się zupełnie inaczej. Wersję bardziej rozbudowaną też bym chętnie przeczytał.

Cześć, 

Tytuł nieco przewrotny, zarówno w kontekście fabuły opowiadania, jak i, patrząc szerzej, tego wszystkiego co się obecnie wyczynia z AI.

Tekst jest bardzo na czasie, lekki i przyjemnie się go czyta. Skłania jednak do głębszej refleksji na temat naszego współistnienia z AI, a także z innymi ludźmi. Niektóre z tych przemyśleń mogą być o wiele mniej “lekkie i przyjemne” :) 

 

 

 

Cześć,

Bardzo spodobało mi się to, że nie epatujesz czytelnika nadmiernym okrucieństwem. Owszem tekst jest mocny i sporo w nim brutalności, ale w mojej ocenie wynika to z przyjętej konwencji dark fantasy i tej brutalności jest tyle ile trzeba i nie więcej. Chwała Ci za to :)

Za majstersztyk uważam też to, że w opowiadaniu, w którym (jeśli odliczyć retrospekcje) niewiele się dzieje, tak wiele się wydarza. Chapeau bas! :)

A bohater nie zauważył, że mu się pacjentka w lusterku stomatologicznym nie odbija? :)

 

Może faktycznie nie bardzo “Weirdzarro”, ale za to bardzo zabawne, co, dla mnie przynajmniej, bardzo podnosi atrakcyjność tekstu. 

Pomimo, że motyw tego typu spotkań przedstawicieli dwóch cywilizacji nie jest nowy, to jednak na uwagę zasługuje fakt, że przełamujesz popularny schemat, w którym ludzkość pokonuje kosmitów, dzięki zwiększonej tolerancji niektórych nacji na alkohol. Ten “ufok” jakoś jednak daje radę. OK, dzięki świadomości zbiorowej i zajęciu ciała gospodarza, ale jednak :) Można by spuentować słowami Monachomachii: 

“Znam ja ich dobrze, zna ich brat Antoni:

Pijem my nieźle, ale lepiej oni” :)

 

 Dodam jeszcze, że szort jest napisany bardzo fajnym językiem i świetnie się go czytało. Brawo!

Cześć,

Zacznę od drobiazgu, który rzucił mi się w oczy:

ostrożnie wstał z łyżką – jeśli nie chodzi o, przydatną w takiej sytuacji, łyżkę do opon, to raczej z “łóżka” :)

A teraz do spraw istotnych.

Świetnie pokazałeś jak mgła najpierw otula, a potem przenika zwyczajne życie. To robi wrażenie i czyni całą sytuację niepokojąco realną (chociaż jest fantastyczna). Myślę, że na tym właśnie opiera się groza w opowiadaniu – codzienność, która nagle zamienia się w horror. Makabreska z “narodzinami” robaka jest tylko dodatkiem, przy czym ja akurat nie przepadam za takim bezpośrednim “pruciem flaków”. Nie czuję, że to jest straszne. Co innego odgłosy, które słychać zza drzwi i możemy sobie “tylko” wyobrażać co tam się dzieje. To, w kategorii “straszenie”, wygrywa zdecydowanie.

Tekst czyta się dobrze. Akcja szybko wciąga i potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika do samego końca.

A skoro już o końcu, to dlaczego już więcej nie będzie? Pomysł jest świetny i ma potencjał do kontynuacji. Może coś mi umknęło i w innej części cyklu już to wykorzystałeś, ale jeśli nie, to zwracam uwagę, że koncepcji Ciemnego Lasu wszyscy mają nie tylko latarki, ale też pistolety. Może ktoś wreszcie zacznie do robali strzelać? :)

Symboliczny klik! :)

 

Nie będę udawał, że zrozumiałem, o co chodzi, ale podobało mi się :)

Widzę tu pełną dominację formy nad treścią. Wyobraziłem sobie jak ktoś wypowiada ten tekst jako monolog. Szybko, niemalże na jednym wdechu (jeśli to możliwe). Dla mnie brzmi to świetnie :)

Cześć, 

Dreszcz mnie przechodzi, kiedy pomyślę sobie, że wystarczy zdjąć maski fantastycznych stworzeń i zobaczymy nasz świat. 

Świetnie udało Ci się pokazać smutną prawdę o świecie, albo raczej o ludzkości, w formie wciągającego thrillera, ze znakomitą intrygą. 

Nie ma się co dziwić, że chociaż “Express” odjechał z opóźnieniem, to dojechał jako pierwszy :)

Wielkie brawa!

 

Marszawa – Dziękuję i również gratuluję w pełni zasłużonego zwycięstwa.

 

bruce – Jam Ci jest ! Ot ryby siną barwą kłute :D

 

cezary_cezary – Nie trafiłeś, ale Twoje typowania sprawiły mi sporą frajdę. 

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, a przede wszystkim za zorganizowanie konkursu, który dostarczył mi mnóstwo zabawy (a z innych komentarzy wnoszę, że nie tylko mi :) ).

Przepraszam, że z pewną zwłoką, ale… jakby to powiedzieć… Ogłoszenie Wyników vs Dobre Warunki na Stokach: 0 : 1 :)

 

bruce – Dziękuję za uwagi. Na razie przejrzałem je tylko pobieżnie. Wydaje mi się, że część już została poprawiona, ale przeczytam jeszcze raz na spokojnie i powprowadzam poprawki.

 

śniąca – Cieszę się, że scena pokonania smoka Ci podeszła. Pragnę tylko zaznaczyć, że przy pisaniu opowiadania żaden smok, ani inne zwierzę nie ucierpiało :)

 

Tarnina – Ufff…, a to jeszcze nie wszystko :) Nic to! Trzeba się będzie przyjrzeć, przemyśleć i poprawić, ale daj mi, proszę, trochę czasu, bo materiału do przerobienia się nazbierało :)

Kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy tak przy pierwszym czytaniu:

Czy dziura może się "zmaterializować" skoro jest właśnie brakiem materii? – Dziura “definicyjna”, owszem,  ale tutaj chodzi o dziurę razem z wypełnieniem. Nie mówię nawet o kosmicznych czarnych dziurach, które są bardzo gęstą materią, ale taka zwykła dziura w murze też jest wypełniona materią, tylko rzadszą :)

"Obłapiać" to ściskać, i kojarzy się raczej ze ściskaniem lubieżnym (byłaby to raczej dziwna kobieta, która ściskałaby własny biust – to boli!) – kobieta, i to jeszcze innego gatunku, która chwilę wcześniej była Krzychem, może być trochę dziwna :) Krzych, który właśnie został kobietą (i to innego gatunku), byłby tak spanikowany, że mógłby nie zauważyć że go coś boli. No, jakby go postrzelili w kolano, to może… :)

- Poza tym to Agamir jest krasnoludem i ma krasnoludzki honor, a chłopaki nie – więc co ich obchodzi krasnoludzki honor? Skoro go nie mają? – Nie mają, ale mogą urazić tego, co ów honor ma. I to już może nieść konsekwencje :)

 

Ambush – Niby już widziałem Twój komentarz, ale takich opinii nigdy dosyć :) Dziękuję.

Gratulacje dla wszystkich uczestników i wielkie brawa dla zwyciężczyni!

Cześć, 

Tekst jest sprawnie napisany i przyjemnie się czytało, ale… Od czasu praktyk na oddziale psychiatrycznym, lata temu, inaczej patrzę na sprawy, które opisujesz. Nie twierdzę, że wiem, bo tego się nie da ogarnąć, ale widziałem choć kawałek tego, co może się kryć za takim rycerzem, Napoleonem, Bogiem itp.

 Fajnie, że z sympatią patrzysz na swojego bohatera i czynisz go nośnikiem sensownego przesłania. 

Bardzo spodobał mi się pomysł i przesłanie. Do pewnego momentu również fantastyczny klimat opowiadania. Tyle, że w pewnej chwili poczułem przesyt wyszukanymi określeniami i porównaniami, co mnie zupełnie wybiło z nastroju.

Zastanawia mnie, po co rąbali akurat święty gaj skoro wieś była otoczona borami, to? Mało było innych drzew? Sami na siebie sprowadzili kłopoty.

 

Cześć, 

Ciekawy pomysł i ładnie opisany. Temat ważny i poruszający. W przejmująco smutną opowieść udało się wpleść autentycznie zabawne elementy (nieporadność Koszmarów) co, poprzez kontrast, tylko podkreśla tragizm sytuacji.

A jednak czegoś mi zabrakło. Rzecz w tym, że opowieść tak gładko zmierza do finału. Nie ma żadnej próby odwrócenia sytuacji. Nie chodzi o happy end, ale żeby był chociaż moment nadziei, że to się jeszcze może skończyć dobrze, żeby o to zawalczyć.

Jednak tekst uważam za udany, i kliknąłbym, tylko że już nie ma takiej potrzeby :)

Cześć, 

Ciekawy pomysł i ładnie opisany. Temat ważny i poruszający. W przejmująco smutną opowieść udało się wpleść autentycznie zabawne elementy (nieporadność Koszmarów) co, poprzez kontrast, tylko podkreśla tragizm sytuacji.

A jednak czegoś mi zabrakło. Rzecz w tym, że opowieść tak gładko zmierza do finału. Nie ma żadnej próby odwrócenia sytuacji. Nie chodzi o happy end, ale żeby był chociaż moment nadziei, że to się jeszcze może skończyć dobrze, żeby o to zawalczyć.

Jednak tekst uważam za udany, i kliknąłbym, tylko że już nie ma takiej potrzeby :)

Kraina po drugie stronie dymu? – Oni tam na pewno drewno palili? :)

Nieważne. Bardzo dobrze się bawiłem, czytając. Szczególnie ujęła mnie nazwa gatunkowa demona:) 

Cześć,

Do pewnego momentu, dobre opowiadanie. Wprowadzenie ciekawe, akcja się rozwija, wciągając czytelnika. A potem coś się podziało i zarówno moment kulminacyjny, jak i późniejsze rozstrzygnięcia są potraktowane tak na szybko. Jakby obsada spieszyła się na ostatni autobus i chciała szybko dograć sztukę do końca :) 

Szkoda, bo to psuje efekt.

Cześć, 

Całkiem udane opowiadanie. Takie baśniowe. Czasami miałem wrażenie, że robi się z tego bajka i to taka dla młodszych dzieci, ale to tylko wyłącznie moje odczucie i na dodatek przeszkadzało mi tylko trochę.

Co w tekście zwróciło moją uwagę?

Polewka. Ze żbika – Miłośnicy kotów Ci nie wybaczą :)

wepchnięcie w jej oczy nożyc, by przeciąć coś w głowie. – Grubo. Po czymś takim to chyba już nawet nie warzywo :)

 

 

 

 

Cześć Bardzie, 

o tej porze mogę już tylko dołączyć do innych komentujących :) Opowiadanie jest bardzo dobre ma swój klimat i, co dla mnie bardzo ważne, jest bardzo spójne. Bohaterowie są doskonale wkomponowani w stworzony przez Ciebie świat, podobnie jak fabuła. Niczego nie wyciągasz “z kapelusza”. Wszystko ma swoje uzasadnienie. 

Gratuluję świetnego tekstu. 

“Biblioteka” już jest, więc klik będzie tylko honorowy, ale jak najbardziej zasłużony:)

Fajne. Przypomniał mi się Duch z Canterville. Twoje duchy są bardziej przychylnie nastawione do nowych lokatorów :) Tylko dlaczego mają pseudonimy, zamiast imion i nazwisk? W pierwszym momencie pomyślałem, że to spotkanie agentów jakiejś tajnej organizacji :)

 

Trochę brakuje przygody, ale opowiadanie jest ciekawe i skłania do refleksji "skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy". 

Dobrze się czytało. 

Zakopane, krew i flaki – jak zapowiedź ostrego mordobicia na Krupówkach :D

Dobra, teraz na poważnie. Bardzo fajna, przygodowa opowieść, ale mam wrażenie, że niedokończona. Pomysł dobry, świetnie przygotowałeś wszystko do ostatecznej rozgrywki, a tu nagle – stop! A zapowiadało się naprawdę dobrze. Każda ze stron miała swoje atuty. Każda musiałaby kombinować, jak pokonać przeciwników.

Szukałem podpowiedzi w imionach i przydomkach bohaterów. Patrzyłem na (świetną) mapę i nic! Może coś mi umknęło, bo naprawdę nie wiem dlaczego tak to zakończyłxś. 

Podobało mi się, ale czuję pewien niedosyt :)

Cześć,

Bardzo obrazowo i przekonująco opisałeś świat, w którym rozgrywa się opowieść, ale zasadniczą akcję sprowadziłeś do jednego epizodu. Niby może tak być, ale sądzę, że opowiadanie ma potencjał na znacznie więcej. Śmiało! Masz naprawdę bardzo dobre ”dekoracje”, w których może się jeszcze rozegrać kilka ciekawych scen. ja chętnie przeczytam wersję rozszerzoną :)

Jak zauważyła bruce, jest trochę rzeczy do poprawy. Do wcześniejszej listy dorzucę jedno, niezbyt fortunne, jak mi się wydaje, sformułowanie: “…dziewczyna chciała coś jeszcze dodać, ale machnęła ręką parodiując jedynie mentorski ton półleżącego w fotelu wysokiego mężczyzny.” – Machając ręką trudno parodiować jakikolwiek ton :) 

 

 

 

 

 Takie są konsekwencje wprowadzania gatunków inwazyjnych do ekosystemu :)

Mnie akurat pomysł z niedookreśloną rzeczywistością na początku bardzo się spodobał. Ilekroć już myślałem, że jakoś umiejscowiłem fabułę w czasie i przestrzeni, pojawiała się informacja, demolująca moje wyobrażenie :)

Kiedy już historia “zakrakenienia” Bałtyku została opowiedziana, wszystko stało się jasne i opowieść stała się bardziej przewidywalna.

Całość jest zgrabnie napisana i dobrze się bawiłem, czytając.

 

Hej, 

Najbardziej podobała mi się pierwsza (większa) część, gdy wszystko koncentruje się wokół szafy. Przy pomocy tego mebla stworzyłaś niesamowity nastrój, co mnie urzekło. Bardzo lubię takie klimaty. Potem, gdy okazuje się, że to quasi życie przodków Antoniego funkcjonuje także poza szafą, już trochę straciłem ten ”feeling”, ale i tak mi się podobało.

Już po zawodach, więc mój klik będzie tylko honorowy, ale wydaje mi się, że takich by się już nazbierało na podwójną bibliotekę :)

 

P.S.

Czterodrzwiowa dębowa szafa na strychu? Ktoś musiał być bardzo zdeterminowany. Na moje oko dwieście pięćdziesiąt kilo jak nic :)

Cześć,

Bardzo solidne opowiadanie przygodowe. Widać dużą dbałość o szczegóły, chociaż nie sposób nie zauważyć, że te szczegóły są momentami rozłożone nierównomiernie (tu zgadzam się z przedpiścą).

Generalnie jednak, klimat jest jak trzeba, fabuła spójna i ciekawa.

 

“Bo niestarczy nam strzał” – zjadło spację.

 

A tak zupełnie, na zasadzie wolnych skojarzeń: Tak ażurowy przeciwnik, jak szkielet, jest chyba trudnym celem dla łucznika :)

 

Prościutka, wręcz banalna sytuacja.

Ale po tym poznać dobrego kucharza, że z prostych składników potrafi przyrządzić pyszne danie.

Mówiąc bez metafor, podobało mi się :)

Całkiem zabawne. Ja też słyszałem, że E.M. jest kosmitą :D

Na początku trochę ciężko się było połapać, bo wprowadzenie jest przeładowane informacjami (a był jeszcze wolny limit znaków) . Potem sytuacja się klaruje i robi się ciekawie. Ładnie przy tym nawiązujesz i do historii i do teraźniejszości.

Pomysł mi się podoba. Opowiadanie trochę cierpi przez nadmierną skrótowość w pierwszej części, ale gdyby je rozbudować, na pewno by zyskało.

I tylko te “kuliste okręgi” mi zgrzytają. Takie trochę “okrągłe koła” i to jeszcze jako bryły :) Może lepiej sprawdziłyby się po prostu “bańki”?

Pozdrawiam.

Cześć,

Bardzo ładna historia ze świetnie zbudowanym klimatem. Opowieść rozwija się spokojnie, dając czas na przemyślenie słów bohaterów, a mówią ciekawe rzeczy.

Świat ”wzorowany na starożytną Koreę” przedstawiłxś znakomicie., Nie wiem tylko skąd wzięły się tam runy. Może coś mi umknęło.

Opowiadanie, naprawdę mi się spodobało. Zasługuje na “klika” :)

 

Nie przejmuj się. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził :)

 

 

Cześć,

Spodobał mi się pomysł na przeszmuglowanie mapy. Nieźle to wymyśliłxś :)

Intryga mnie wciągnęła, i choć na końcu tempo trochę spadło, to czytałem z zainteresowaniem do ostatniej kropki

Do drobnej poprawy (dopuszczonej przez regulamin :) ) : W dwóch miejscach zauważyłem “agencji” zamiast “agenci”. No chyba, że tak się pisze na Marsie :)

Hej, 

Ciekawy tekst. Grozy w nim jakiejś specjalnej nie poczułem ale ciężki, przytłaczający nastrój jak najbardziej. Taki był chyba zamysł, więc gratuluję . Udało się.

Ja niespecjalnie gustuję w takich opowiadaniach ale dobrze napisany tekst potrafię docenić, nawet jeżeli nie do końca trafia w moje gusta. Brawo!

 

Cześć,

Do uwag które pojawiły się we wcześniejszych komentarzach dodam tylko jedną, która jednocześnie może być podpowiedzią, jak trochę zwiększyć napięcie w opowiadaniu.

Tak, jak jest teraz, nie ma szans na zaskoczenie, bo zaraz po rozbudowanej prezentacji bohaterów wyjaśniasz, co bestia zamierza zrobić i odkrywasz, że mapa skarbów, jest tylko przynętą. 

Gdyby tego fragmentu nie było, czytelnik mógłby dłużej wierzyć, że pokrzywowianie (pokrzywowiacy?) naprawdę szukają skarbów.

Ogólnie pomysł mi się podoba ale tak, jak napisał Bard, może warto wykorzystać cały limit znaków :)

 

 

U nas, taki nieśmiały musi sobie sam golnąć dla kurażu, żeby do panny wystartować, a na Bali może polać gorzałą figurkę bóstwa i uzyska ten sam efekt. Tak jest chyba zdrowiej :)

Uśmiechnąłem się serdecznie czytając, a Jacentego polubiłem. Niby taka nieśmiała ciapa, ale jednak na cztery nogi kuty. Wykombinował jak korzystając z boskiej, egzotycznej protekcji osiągnąć swój cel. 

I tylko “ocieplenie” kojarzy mi się bardziej z okładaniem styropianem albo wełną mineralną niż z “ogrzaniem” :)

 

Mały, niemały ale jednak plus :) Dziękuje. Tak, bardziej chodziło mi o nastrój niż o fabułę, co może pozostawiać poczucie niedosytu. Jednocześnie nie chciałem pisać długiej historii, więc z czegoś trzeba było zrezygnować.

Cześć,

Ciekawa historia, dziejąca się w dobrze skonstruowanym świecie.

Od wielu innych opowieści o poszukiwaniach skarbów odróżnia ją to, że poszukiwacz robi to “na zlecenie“ i ze znalezionego skarbu nic nie ma. No, może poza skażeniem Uranium :) Fajny pomysł.

 

 

Ciąg zagadek rozwiązywanych kolejno przez bohatera, przywodzi mi na myśl jeszcze jedną lekturę z dzieciństwa – “Klub włóczykijów” Edmunda Niziurskiego :)

Pomysł z mapą drogową kupuję. Tekst jest bardzo relaksujący i przyjemnie się go czytało. Może nie zaszkodziłoby, gdyby Maks raz lub dwa poszedł błędnym topem, albo wpakował w jakąś poważniejszą kabałę, próbując rozwiązać zagadkę, ale zagadki wymyślone przez dziadka są na tyle pomysłowe, że dają radę utrzymać zainteresowanie czytelnika.

A dla dociekliwych miłośników zagadek, mam jeszcze jedną (nietrudną): Gdzie w opowiadaniu ukryty jest “Mt 6, 21”? :)

Jeżeli zżera skarpetki, bo jest głodna, w porządku – normalna rzecz. Ale jeżeli chce w ten sposób coś zamanifestować, to strzeż się :D Dzięki za komentarz.

Cześć,

Bardzo dziękuję za komentarze i cenne uwagi. Zaraz się wezmę za korektę tekstu.

SNDWLKR – zrobiłeś mi ogromną przyjemność tym “oldskulowym słuchowiskiem”, naprawdę. Lubię takie klimaty i jeśli wyszło mi coś, budzi takie skojarzenia, to mogę się tylko cieszyć.

dogsdumpling – “historia” to może za dużo powiedziane. Taka miniaturka :) W tym tekście najbardziej zależało mi na zbudowaniu atmosfery niesamowitości w mieszkaniu . Same wydarzenia potraktowałem bardziej z przymrużeniem oka, a już na pewno nie chciałem nikogo straszyć :)

cezary_cezary – Tomsz nie lekceważy sytuacji. On po prostu zgłupiał i zareagował swego rodzaju wyparciem. Nie dopuszczał do siebie, że coś złego może być w jego mieszkaniu, do którego był tak przywiązany. Trochę spanikowany skupił się na tym co wydawało mu się zwyczajne, tzn. poplamiona sukienka, oparzona ręka, OK, to można zrozumieć ale, że stoi za tym jakaś nienaturalna siła? No to już nie! :) 

regulatorzy – Ja też się nie dziwię :) Będąc jednak z natury łagodnym człowiekiem, raczej nie opiszę drugiej rundy, bo to byłby już rzeczywiście regularny horror :)

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze. 

 

Świetna opowieść w stylu, który bardzo lubię.

Każdy związek musi się dotrzeć. Kiedy minie pierwszy szok, książę może się zorientuje, że i z połowicy piękne runo można pozyskać , a że jak rozumiem, goblinie runo jest w cenie , to przynajmniej ekonomicznie małżeństwo będzie zabezpieczone. Reszta się jakoś ułoży :)

Jak zwykle jestem spóźniony ale klikam wirtualnie, bo klik się należy bezdyskusyjnie.

Wielki, krwawy finał sąsiedzkiej zwady. 

Czytało się dobrze. Tekst ma niezłą dynamikę i potrafi zaciekawić. Krwi polało się sporo ale udało Ci się nie przesadzić (w ramach przyjętej konwencji, rzecz jasna :) ).

Ze zgrzytów, to może tylko to, że w dobie gdy w użyciu były kamienne groty, to buty z protektorem na podeszwie już raczej nie :)

 

Narrator też wszystkiego nie wie. Ma jedynie, bazujące na doświadczeniu przypuszczenie (graniczące z pewnością) :)

No cóż, taka interpretacja nieco redukuje aurę niesamowitości, choć nie zmniejsza dramatyzmu, może nawet go zwiększa :D Ok, spróbujmy w ten sposób :)

Własne boisko to zawsze atut, ale trudno tu jeszcze mówić o jakimś poważnym starciu. Raczej przepłoszenie kompletnie zaskoczonej przeciwniczki. Być może pojawi się jakaś nowa, bardziej zdeterminowana albo Agnieszka ogarnie się i wróci już lepiej przygotowana. Wtedy albo baletnica będzie musiała sięgnąć po jakieś straszniejsze niesamowitości i zrobi się horror (a tego miało nie być), albo okaże się, że w arsenale ma tylko sos teriyaki i głuche telefony. A wtedy, obawiam się, porcelanowy łebek się baletnicy ukręci :)

Chłopa w tym wszystkim faktycznie szkoda, bo bez względu jakby się ta historia nie potoczyła, na końcu dowie się , że to wszystko jego wina ;)

 

 

Dziękuję za komentarz i klika.

Super, że tekst się spodobał. Będę uważał z horrorami, ale uczciwie przyznaję, że nad jednym się trudzę (tak dla treningu). Jeśli jednak zdecyduję się go pokazać, to na pewno wyraźnie oznaczę :) 

 

Cześć, 

Podobało mi się :)

Fajnie wyszedł kontrast między pierwszą częścią, przypominającą nieco bajkę, w której ożywione postaci wykrzykują swoje żale, co nawet jest zabawne, a drugą, gdzie robi się już naprawdę groźnie. Na początku zastanawiałem się dlaczego horror? Przecież te stworki są na swój sposób urocze. Aha…urocze ;)

Nie skleiło mi się tylko jedno: Czy te ożywione postaci zachowują swoją wielkość? Bo jak duży mógłby być King Kong na zdjęciu w gazecie? Jakoś nie widzę, żeby taka kilku-, kilkunastocentymetrowa małpka miałaby miażdżyć i rozrywać dorosłego faceta. Chyba, że urósł do rozmiarów “rzeczywistych” ale wtedy nie zmieściłby się w domu.  Pewnie się czepiam, ale może warto by to jakoś wyjaśnić.

 

 

 

 

Bardzo się cieszę, że tekst się spodobał i dziękuję za komentarz.

Cześć, 

nie wiem czy mrówki załatwił postęp, czy niezrozumienie koncepcji pieniądza :) Osy i szerszenie chyba nie mają na ten temat lepszej wiedzy, więc dominacja tych gatunków nam raczej nie grozi.

Ciekawy pomysł i ważne przesłanie, ale sama opowieść mnie nie porwała.

 

Cześć,

O, to, to właśnie. Nie horror! O to mi chodziło :) Dziękuję.

A ja się nie boję. Mój laptop nie ma projektora holograficznego :)

Fajny tekst. Jak zwykle lekko i żartobliwie, chociaż temat całkiem poważny.

Jeśli mnie pamięć nie myli, pisałeś już kiedyś o AI zastępującej autorów. Motyw powraca, więc może z czasem uzbiera się materiału na tom opowiadań o tej tematyce.

 

 

 

 

Cezść,

“Klika” mogę już dać tylko honorowego, ale jest on w pełni zasłużony.

Napisałaś barwną opowieść, z własnym klimatem, który utrzymujesz od początku do końca.

Trochę mnie zaskoczyło to, że Maryla poradziła sobie sama z wilszym, ale kupuję pomysł z wrotyczowym ogłupiaczem. To mogło zadziałać.

Gratuluję świetnego tekstu.

Zgadzam się, dla Ciebie, dla mnie i pewnie dla kilku miliardów ludzi na świecie jest to nie do ogarnięcia. Są jednak tacy, dla których zachowanie twarzy, realizacja własnych planów czy ckolowiek innego usprawiedliwi każdą niegodziwość.

Ja nie wiem co zyskała Louise Monnier, ale na pewno dla niej stanowiło to większą wartość własna córka. 

Marszawa,

bardzo dziękuję za komentarz i klika :)

Masz rację, Tomasz po prostu jeszcze się nie zorientował, że ktoś go kocha i że nie odda go nikomu innemu, choćby miał konkurentkę utopić w sosie teriyaki. No mercy! :)

@Finkla,

ludzie działają racjonalnie, bieda w tym, że nie wszyscy tę racjonalność rozumieją tak samo.

Myślę że Louise Monnier, więżąc córkę coś zyskała. Coś, co tylko dla niej miało jakąś wartość i co tylko ona pojmowała swoim spaczonym umysłem.

Cześć Bruce,

Na początek jedna, zauważona literówka, żeby mi nie umknęło:

“…zaręczyli się w tajemnicy, przekonali, że teraz już nikt ani nic ich nie rozdzieli.” 

Historia jest straszna ale to bardzo dobrze, że nie uciekasz od takich tematów. Najgorsze jest jednak to, że co jakiś czas się słyszy o takich Monnier, czy Fritzlach. Szkoda, że ziemska sprawiedliwość jest w takich przypadkach bardzo nierychliwa, a i nadprzyrodzona, jakoś się nie spieszyła, tyle, że była skuteczna:).

Tekst napisany jest prosto, ale może przez to właśnie nic nie rozprasza czytelnika i widać całe zło.

Kliknę, bo poruszyła mnie ta opowieść.

Cześć, 

zgadzam się z Ambush. Bardzo źle się czyta taki blok tekstu, bez akapitów, bez zaznaczonych dialogów. Trzeba się bardzo skupiać, żeby nie przeskoczyć jakiejś linijki. Nazywanie bohatera raz Radomirem, raz Spławikiem (a jeszcze się Sambor pojawia) też nie pomaga.

Zmień to, a tekst od razu dużo zyska.

Pomysł jest bardzo ciekawy, a historia dobrze opowiedziana. Dla mnie może odrobinę za dużo makabry Po prostu, powyżej pewnego progu już nie robi wrażenia, wydaje mi się, że spowalnia akcję, bo niemalże każdy ruch musi być okraszony jakimś (nie zawsze potrzebnym) okropieństwem.

To taki subiektywny drobiazg, który nie zmienia faktu, że tekst mi się podoba, tylko forma nie :)

 

 

 

Cześć, 

dzięki za komentarz.

 Chodziło o to, żeby w tym określeniu zawrzeć i Tomasza i te dziewczyny i uczucia jakie między nimi były tak, żeby to wszystko ująć krótko. Jeśli więc jeśli one odchodzą bez żalu, to dotyczy to wszystkich. Takie epizody, w które nikt się ani specjalnie nie angażował, ani nie ucierpiał.

Taki był plan, a plany raz się sprawdzają, a raz nie :) Zastanowię się jeszcze nad tym.

 

ldziubek,

a wiesz, że tak na o nie popatrzyłem, a to bardzo dobry pomysł. Założyłem, że Tomasz jest zdenerwowany, bo pierwszy raz jest naprawdę zakochany i mu zależy. Jeżeli gdzieś widziałem pole do rozwinięcia fabuły, to raczej w tym, że Agnieszka nie podda się tak łatwo, ale faktycznie można by też się zająć wcześniejszymi doświadczeniami Tomasza.

Dzięki za wizytę i komentarz.

GalicyjskiZakapior,

Nie było moim zamiarem straszenie kogokolwiek. Skala straszności raczej taka, jak u Skaldów :)

Życie jest formą istnienia białka

Ale w kominie coś czasem załka

Dziękuję za uwagi. Zaraz się biorę za reedycję.

Cześć,

Bardzo dziękuję z wszystkie komentarze.

Bruce – rzeczywiście, trochę mi się napowtarzało, ale to tak już jest, że jak się za długo gapi na własny tekst, to przestaje się widzieć takie usterki (inne też). Dodatkowo, jakoś tak mnie rozpraszała natrętna myśl, czy ja tego łososia nie trzymam za długo w piekarniku. Mam nadzieję, że go nie przypaliłem :)

Zaraz się wezmę za poprawki i postaram poredukować te powtórzenia.

Bardzie – z premedytacją nie użyłem słowa na “H”, bo kojarzy mi się ono (słusznie, czy niesłusznie) z czymś bardziej mrocznym i krwawym, a tutaj jest raptem sukienka poplamiona sosem i oparzenie pierwszego stopnia :). Przyznaję jednak, że w tych dekoracjach można by zrobić już taki 100% horror. Tak jak już kiedyś wspominałem, bardziej do mnie przemawia określenie “(o)powieść grozy”, ale nie było takiej opcji do wyboru. Powoli sobie piszę obszerniejszy tekst, który nawet w mojej ocenie, będzie się kwalifikował do kategorii H, ale to jeszcze pewnie trochę potrwa.

Jeżeli chodzi o przebieżki Tomasza, to chciałem pokazać, że facet jest jednak spięty i trochę się miota. Metraż mieszkanie nie dawał zbyt wielkiego pola manewru, a poza tym wszystkie ataki na Agnieszkę miały się odbyć pod jego nieobecność.

Hesket – kontyunuując Twoją myśl, gdyby Agnieszka została, to zapewne tajemnicze zdarzenia zrobiłyby się bardziej intensywne i niebezpieczne. Nic straconego, dziewczyna może jeszcze sprawę przemyśleć i wrócić :)

Asterionella – przyznaję, fabułę zostawiłem taką otwartą. Tak jak pisałem we wstępie, chciałem spróbować zbudować nastrój pewnej niesamowitości i to był mój główny cel. Masz rację, wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych. Mam nadzieję, że to nie przeszkadza za bardzo. 

Dziękuję za wszystkie uwagi. Na pewno skorzystam i wprowadzę poprawki.

 

Cześć,

Bardzo udane i wciągające opowiadanie. Żywe i dynamiczne opisy bitew i całego tego “okołobitewnego” draństwa, bardzo dobre, nawiasem mówiąc, świetnie skontrastowałeś ze spokojną, ale jednak trzymającą w napięciu partią szachów.

Ja jestem tylko okazjonalnym szachistą, więc zapewne nie wychwyciłem wszystkich niuansów, ale i tak bardzo podobało mi się przeniesienie czynów sir Tristana na szachownicę i ich interpretacja poprzez opisy figur i strategii. 

Naprawdę bardzo dobrze się czytało Twoje opowiadanie.

Drobne rzeczy, które mi nieco zgrzytnęły (choć zaznaczam, że to tylko moja subiektywna opinia):

– czy ptaki lecą metodycznie? Może raczej wytrwale.

Czempion, wydarł – nieco burzą nastrój swoją współczesnością.

Żołnierze bawili się z matką – to brzmi trochę jakby ona też się dobrze bawiła. Może zabawili się nią?

Jeszcze raz gratuluję udanego opowiadania i idą kliknąć do biblioteki :)

 

 

Cześć, 

Dzięki za odwiedziny i komentarz.

Może rzeczywiście nie rozstrzygnąłem kwestii relacji między Tomaszem i Agnieszką, ale skupiłem się na tym jak zegar zareaguje na intruza, który wkroczył do małego, spokojnego uniwersum tego mieszkania.

Jeżeli chodzi o skrzynkę, nie chciałem powtarzać określenia stołowy, a szafkowy mi nie pasował, bo ten miałby drzwiczki z przodu. Ja ten zegar widziałem jako taki naprawdę stary, w którym do mechanizmu można się dostać , otwierając wieko na górze, jak w skrzyni. Przemyślę to jeszcze.

 

Cześć Bardzie,

Syrena zapowiedziała przyjazd patologa” – A patolog to musi jechać na bombach? Stanie się coś jak będzie trochę później? :)

No dobra, a teraz już na poważnie. Jako wierny, choć niezbyt regularny, czytelnik twoich tekstów mogę powiedzieć tylko jedno: Za mało! 

Bardzo dobry pomysł, świetnie wykorzystany motyw starcia organów ścigania z siłami nadprzyrodzonymi. Tylko, cholera, jakoś tak za prosto, za szybko zagadka rozwiązana. Makabreski w rodzaju żuwaczek wpijających się w gałki oczne nie robią na mnie wrażenia, ale mon Dieu! jakiż w tej opowieści jest potencjał grozy! Gdybyś tylko tak szybko nie odsłonił zasłony. Gdybyś zaczął od pierwszej ofiary i pokazał śledztwo, które biorąc pod uwagę okoliczności, musiałoby obfitować w niesamowite zdarzenia. No, to by mi jeżyło resztki włosów na głowie :) 

Liczę, że jeszcze coś takiego nam zaserwujesz.

 

 

 

Nie lubię donosicieli”… ale nie zaszkodzi wiedzieć o czym rozmawiają koleżanki, kiedy akurat nie wskakują na biurka :D

Miły i relaksujący szorcik. Bardzo w Twoim stylu. Brawo!

Sięgając pamięcią do wcześniejszych tekstów, stwierdzam, że portale do innych wymiarów konsekwentnie lokujesz w łazienkach. Coś w tym musi być! To nie może być przypadek :)

Aż gęsto od wulgaryzmów. Motyla noga! ;)

Pani Leśniewska to modelowa wręcz bohaterka horroru. Konsekwentnie ignoruje najbardziej oczywiste w tej sytuacji rozwiązanie, będące nota bene obowiązkiem w takim przypadku, i nie informuje o niczym policji. Zamiast tego podejmuje co najmniej dziwne akcje. Klasyka :)

W sumie, więcej zabawy niż strachu, więc lekturę uznaję za satysfakcjonującą :)

O rany! To było 11 lat temu:) Miło słyszeć, że się spodobało. Dziękuję za komentarz.

Cześć,

Tekst bez wątpienia ma swój klimat i jest nieźle osadzony w realiach historycznych. 

Przeczytałem z przyjemnością, chociaż wielkiego zaskoczenia nie było, bo nazwisko ekonoma od razu zasugerowało z kim mamy do czynienia i czego się można spodziewać. Jednak tak, jak wspomniałem, dla mnie to opowiadanie stoi klimatem i to mi rekompensuje brak niespodzianki na końcu :)

Jeśli trochę go przyciąć, tak żeby w pełni wyglądał jak zapis w dzienniku pokładowym, to byłby dobry wstęp do dalszej historii. Jako tekst samodzielny, owszem ciekawy, ale to tylko opis. Brakuje jakiejś kulminacji, celu, do którego zmierza ta opowieść, że o bohaterze (bohaterach ) nie wspomnę. 

Widać, że przyłożyłeś się do kwestii technicznych, co należy docenić. Drobne nieścisłości nie psują ogólnego wrażenia.

 

Nie jestem znawcą horrorów, ale na podstawie tych, które widziałem, wnioskuję, że zombie dostęp do żywych jak najbardziej mieć mogą, co nie stanowi jednak wielkiego problemu, o ile żywy ma pod ręką odpowiedni sprzęt do odcięcia / odstrzelenia głowy zombie. I czy krytyk bezlitosny jest smaczniejszy od takiego dobrotliwego? :)

Może jakiś ekspert wyjaśni jak to jest? :)

Niby zombie, niby strasznie, a i tak się uśmiecham :)

 

 

nie miałem miejsca za lodówką

A za lodówką to najwyżej myszy XD

Sugerowałem zostawienie mleka “poza” lodówką, nie musi być “za”. Przed lodówką mleko też skwaśnieje ;)Jeżeli są skrzaty rzecz jasna :D

Niedobór skrzatów jest wyraźnie zauważalny (w Kingsajzie siedzą, czy co?), ale dla pewności przeprowadziłbym jeszcze jedną próbę. Jeśli zostawić kubek mleka poza lodówką, i mleko skwaśnieje, to skrzaty są na pewno, bo mleko kwaśnieje bo krasnoludki do niego sikają. Tak przynajmniej starzy, mądrzy ludzie gadają :D

Tradycyjnie Twój tekst wprawił mnie w dobry nastrój.

Cześć,

Całkiem niezłe opowiadanie. Fabuła prosta, co zrozumiałe przy krótkiej formie, ale ciekawa. Czytało się dobrze.

Pod rozwagę daję tylko trzy rzeczy, które mi jakoś nie zagrały:

– “Od dawna miał podejrzenia” – chyba lepiej po prostu “podejrzewać” niż “mieć podejrzenia”

– “dostawał na dziedzińcu łomot” – za lekko, za nowocześnie, nie pasuje do dekoracji :)

– “Inni już dawno by polegli” – “polegli” to raczej w boju. Nie zauważyłem niczego takiego

 

 

Cześć,

Tytuł mnie zaintrygował. Początek (do pierwszej wzmianki o wielkim penisie) nawet trochę rozbawił, ale potem to już, prawdę powiedziawszy, było nudno. kurtyna opadła, już wiemy kto grasuje we wsi i możemy już tylko obserwować kolejne wyczyny “bohatera”. Szczęśliwie zdecydowałeś się na krótką formę, bo strach pomyśleć, że wielki penis mógłby jeszcze napić się piwa, fiknąć trzy koziołki, rozwalić ze dwie obory, zrobić karmnik dla ptaków itd., itd., aż w końcu umrzeć ze starości. Emocje byłyby te same.

Sam pomysł kupuję, ale realizacja jakoś do mnie nie trafia. Mam wrażenie, że ciągle czegoś brakuje. Nie jest to dość poważne, żeby traktować to poważnie, ani na tyle zabawne, żebym się śmiał, nie szokuje też tak mocno, żeby mną wstrząsnąć. Przeczytałem i tyle.

Podobało mi się. Może nie jestem obiektywny, bo podobnie jak Ty, o obu wspomnianych panach mam bardzo złe zdanie . Mam jednak a że mój brak obiektywizmu Ci nie przeszkadza :)

Fajnie napisany komentarz do aktualnej sytuacji, a do tego zgrabnie wpleciony w temat konkursu. Szczególnie ujęła mnie forma, zabawna, pomimo poruszonych poważnych tematów.

 

Cześć, 

Ciekawy i (pomimo dwóch trupów) całkiem zabawny pomysł. Taka w sumie gangsterska historia w piekielnym anturażu:)

Zadanie jest konkretne: zabić stygmatyków, więc wysłanie “cyngla” jest jak najbardziej uzasadnione. Zastanawia mnie jednak postać Arschalosa. Do czego miałby się przydać specjalista – kusiciel, a do tego pedagog? Nie wiem, nie dałeś mu szansy wykazać się talentem :)

Nowa Fantastyka