Profil użytkownika

DJ/producent, historyk-amator, typowy humanista. Raczej czytam niż piszę. A jak nie czytam, to rysuję, oglądam filmy albo uzupełniam kolekcję miniaturek.

#teamfantasy. Chociaż jakbym miał wskazać ulubionych autorów, to Lovecraft i Gibson.


komentarze: 1461, w dziale opowiadań: 976, opowiadania: 579

Ostatnie sto komentarzy

Hmm… Hmmm… HMMM…

10 piórek granatowych.

7 zielonych.

3 czerwone/bordowe (dla mnie wsio rawno :P).

I aż 6 złotych.

Pięć tekstów na razie pozostaje bez oceny.*

No to może złote, zielone, granatowe i bordowe tworzą skalę, a czerwony, jak napisała OG, oznacza dyskwalifikację? Nie wiem, nie znam się, idę spać. XD

*Dane z godziny 17, może od tego czasu coś się zmieniło.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

O widzisz, ilu czytelników, tyle opinii, bo wyżej pojawiły się głosy, że zakończenie jest oczywiste.

Znaczy, ja obstawiałem, że rzuci się do tej studni (nie wiem, dlaczego, ale taki sposób zejścia wydaje mi się bardzo ,,romantyczny” :P; pewnie zasługa prerafaelitów) albo odwiozą ją do wariatkowa, jak w porządnym kosmicznym horrorze. Asymilacji przez roślinki nie wziąłem pod uwagę, ale mówię, wydaje mi się lepsza niż moje pomysły. :)

planuję popełnić coś w tym klimacie w przyszłości. Mam nadzieję, że wyjdzie dłuższe.

Powodzenia!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Złoty – 5/5 punktów,

zielony – 4/5,

granatowy – 3/5,

bordowy – 2/5,

czerwony – 1/5?

Jak dotąd najwięcej jest granatowych, a statystycznie największe szanse są właśnie na to, że większość zgłoszeń znajdzie się w kategorii ,,OK, ale niczego nie urywa”. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Legitny staroszkolny horror. Skończył się trochę inaczej niż oczekiwałem, chyba nawet lepiej. ;) Przyczepiłbym się tylko do tego, że akcja leci ciut za szybko – takie utwory stoją głównie klimatem, więc nie obraziłbym się za więcej opisów, zwłaszcza że czyta się je przyjemnie.

Nie o dzikie chwasty tu szło, ni o glinę, co po dżdżu kleiła się uparcie do trzewików. (…) W trawie, co wzgardziwszy światłem dnia, ku ziemi źdźbła kierowała…

Mam wrażenie, że tu pocisnęłaś za bardzo. Stylizacja miała być na XIX-wieczną angielską literaturę grozy, a SOV kieruje skojarzenia raczej ku przegiętemu średniowieczu/wczesnej nowożytności. No i to ,,co”, ,,ni”, ,,dżdż”… Później jest już OK.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dwudziestowieczna ludzkość jest dużo głupsza niż w czasach świetności Persji.

Też tak czasem myślę. :\

Tę historię akurat znam, tylko nie do końca zrozumiałem, czy to Persowie polecieli w kosmos, czy to byli zwykli Starożytni Kosmici. Ale tajemnicze szyfry zostawione dla jaj nieodmiennie bawią. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Bułgarii w ogóle nie znam.

Szkoda, piękny i ciekawy kraj, u nas niesłusznie traktowany z lekceważeniem. :)

Nie, to absolutny przypadek.

Raczej szczęśliwy zbieg okoliczności. Widzisz, ja byłem pewien, że to coś znaczy – taka fajna liczba. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

A miałeś jakiś pomysł na fabułę do tego obrazu?

Chciałem wreszcie zrobić coś z Bułgarią, ale to był raczej mglisty zarys niż pomysł. Co prawda oni mają te kościółki trochę inne (nie takie cebulaste kopuły, tylko bardziej jak Hagia Sofia), więc trzeba by było odpowiednio zmrużyć oczka. Ale cóż, jak już mówiłem, w między czasie wyleciałem myślami na orbitę i porzuciłem zamiar pisania na konkurs.

Przeglądałam listę rosyjskich imion męskich i szukałam takich, które nie mają związku z szeroko pojętym chrześcijaństwem, a najlepiej mają jakieś mroczno-agresywne korzenie.

Aaa, dobra, to ma sens.

A poza tym poza moralnym upadkiem chciałam pokazać coś jeszcze, ale o tym nie chcę mówić na głos. Niech czytelnicy sami szukają.

Ech, coś mi te interpretacje słabo idą ostatnio. :\

Tak swoją drogą, czy podział na dwanaście rozdziałów miał nawiązywać do dwunastu przykazań Daniły Filipowicza (założyciela sekty chłystów)? Na dosłownym poziomie nie widzę niczego, co miałoby z nimi związek, ale to było moje pierwsze skojarzenie.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ten obraz to był mój pierwszy wybór, ale się spóźniłem. :\

Nie, no moim zdaniem fantastyka ewidentna, historii alternatywnej co prawda nie wyłapałem (chyba że z tym zamykaniem cerkwi, bo wydaje mi się, że coś takiego się nie zdarzyło… Rosja nie leży w orbicie moich zainteresowań), ale kulawego L. Świetłego rozgryzłem od razu (nie wiem tylko, czemu Martinowicz; Martin, Martin… z niczym mi się nie kojarzy).

Ogólnie bardzo ,,rosyjski” tekst (przynajmniej dla mnie – patrz wyżej), tzn. jest wschodni klimat, religia i bezsens istnienia. Tylko nie do końca rozumiem, po co kolejny raz opowiadać tę samą historię moralnego upadku, która pojawiła się już w dziesiątkach filmów, książek i tak dalej. Inni czytelnicy pewnie będą zadowoleni, ale mi tym razem nie siadło.

Lonia obracał się…

Literówka? Wszędzie jest ,,Lionia”.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR (nie podejmę się robić wołacza laugh)

(:

Czyli najlepiej żebyś nigdy nie zdążał na klikanie, bo zostanie Ci tylko nominacja?

Heh, chciałem wreszcie użyć sformułowania ,,podwójny klik”, ale nie było mi to dane. ;(

Co do oryginalności, nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem tekst z diabłami i aniołami, w którym diabły byłyby faktycznie złe, a anioły faktycznie dobre. Ciekawych czasów dożyliśmy, że taki ,,naturalny” w sumie układ stanowi ciekawą odmianę, ale tak jest. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

XVII. Roztańczony Anioł

Lubię ten tekst. Nie powiem, żeby zmienił moje życie, bo moje życie zmieniło ,,O baśniach” ;), ale to i tak jedna z najmądrzejszych rzeczy, jakie czytałem. On jest dostępny w Polsce, tzn. na papierze?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Chwała ci za to, że nie użyłeś tagu ,,angel fantasy”, bo przy całej mojej miłości do prozy pani Kossakowskiej zwykle unikam tego gatunku jak ognia – a przegapiłbym przez to świetny tekst.

Angel fantasy nie lubię m. in. ze względu na zamiłowanie autorów do uczłowieczania Lampki w imię modnego współcześnie podejścia ,,a, bo przecież on nie mógł być taki zły, to wszystko propaganda, wysłuchajmy jego wersji”. Tylko że diabeł to nie jest ,,postać”, którą należy rehabilitować, ale symbol/personifikacja Zła, którą czytelnik ma potępić. Dlatego bardzo mi się podoba w sumie prosty zabieg, jaki tu wykorzystałeś – tym razem Lucyfer jest twardogłowym służbistą, a idealistyczny Michał stanowi jego przeciwieństwo. W tej chwili to przejaw szalonej oryginalności. :D

Kosmologia też jest ciekawa, z abstrakcyjnym Bogiem i tak dalej. Na twoim miejscu pewnie poświęciłbym więcej miejsca konstrukcji świata (apokryfy to niewyczerpany skarbiec inspiracji), ale ja fetyszyzuję mitologię i lubię plastyczne opisy. :)

Więcej grzechów nie pamiętam. Nie mogę już kliknąć, za to chętnie nominuję do Piórka. Powodzenia w konkursie!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jak całkiem niedawno mówiłem, nie lubię fanfików, ale dla Cyberpunka jestem skłonny zrobić wyjątek. :) Nawet wciągające, ale nie czarujmy się, literatura wysokich lotów to to nie jest. Przez cały czas po głowie kołatało mi się porównanie z moją ulubioną grzeszną przyjemnością, cyklem ,,Sigma Force”. Szkoda, że to ewidentnie fragment (jest taki tag, możesz – powinieneś – zmienić), więc szumne zapowiedzi ze wstępu można między bajki włożyć – a przyznaję, chętnie poczytałbym cyberpunk z fabułą w stylu fantasy. Duży minus też za to, że poświęcasz sporo miejsca na ekspozycję, a najciekawsze fragmenty streszczasz.

P.S. Nie jestem fanem Johna Wicka, więc sekwencję hurtowego wyrzynania gangusów skwitowałem uniesieniem brwi.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale szczerze wątpię. Raz, że od gejsz jako luksusowych pań do towarzystwa raczej trudno było wymagać zachowania czystości (z drugiej strony, moje źródła nie są zgodne w kwestii tego, jak często i czy w ogóle gejsze sypiały z klientami). Dwa, że w japońskiej kulturze, w przeciwieństwie do naszej, nie ma kultu dziewictwa.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Wspólnymi siłami dojdziemy do sedna. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ja w pierwszym momencie (tzn. kiedy się okazało, że jest w ciąży) pomyślałem, że to jedna z ,,żon” Celeba, który ,,był złym człowiekiem”… Ale jak to się ma do reszty tekstu?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Uznam pojawienie się tego tekstu akurat teraz za znak od Wielkiego Ducha – dopiero co wczoraj sam zacząłem pisać historię w podobnym klimacie (dla której zresztą zrezygnowałem z udziału w konkursie). XD

Przyznaję, forma nie przypadła mi do gustu. Trochę przypomina teledysk – krótkie ujęcia, szybkie przejścia. Ledwie przetrawię jedną scenę, już dzieje się coś nowego. No i te krótkie, telegramowe zdania… To już kwestia preferencji, bo osobiście nie cierpię takiego staccato i nie mogłem się przez nie skupić.

W efekcie nie za bardzo jestem w stanie powiedzieć, co właśnie przeczytałem. Indianin stracił syna, więc jeździ za gościem, który kradnie ludziom twarze(?), a mormoni (swoją drogą, czemu z wielkiej litery?) są chyba źli. Ale nie mam pojęcia, o co chodzi z dziewczynką.

Sporo literówek, ale widzę, że bruce już zrobiła łapankę.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Kurczę, nie chcę, żeby to wyglądało jak próba szantażu z mojej strony… ale tak, już zająłem się czymś innym i szczerze mówiąc do tamtego pomysłu nie bardzo mam ochotę wracać.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Przykro mi, ale chyba też się wycofam. Wiem, że nie skończę tego tekstu, a jeśli ktoś ma pomysł i motywację, nie chcę blokować kolejki.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Łolaboga, chatboty groźniejsze od T-800! :\

Yep, są AI artyści, AI writerzy, AI piosenkarze itd. Kutas Records mają miesięcznie ponad 700 000 słuchaczy na Spotify, a to muzyka od A do Z stworzona przez AI.

Szczerze mówiąc mnie bardziej zastanawia, dlaczego ktoś chce to czytać/oglądać/słuchać…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

słyszałeś o przypadku z Belgii, gdzie mężczyzna popełnił samobójstwo po rozmowach z chatbotem Eliza?

Nie… surprise

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej!

Wiedźmin + fraszka = ,,Lambert, Lambert, ty…” ;) (Wciąż jestem bardzo dumny z każdego nawiązania, jakie uda mi się wyłapać. :P)

Dobra, a tak na serio – nie komentowałem jeszcze żadnego twojego tekstu, bo szczerze mówiąc nie lubię fanfików i nie przepadam za Wiedźminem, ale ten jest króciutki, więc dałem szansę. Zagadka akurat była łatwa (o Dijkstrze z książki zapamiętałem tyle, że wygląda jak prosiak, Filippy główną cechą było to, że zamienia się w sowę, a gryfa można się domyślić z tytułów pozostałych tekstów). O formalnościach Ślimak napisał już bardzo mądry komentarz, więc nie będę nic dopowiadać. Mogę tylko życzyć powodzenia w dalszym rozwoju twórczym. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Będziemy się śmiać, póki jakiś idiota faktycznie nie zginie w ten sposób. :P

 

Holly,

Dalej nie rozumiem. Ona grała w jakimś filmie?

Sarah to postać z filmu. Nie oglądałaś ,,Terminatora”?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Zawiązało się już jakieś lobby na rzecz przedłużenia terminu? :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Z początku olałem ten tekst, bo ,,miłość” (chociaż czy to na pewno miłość?…), ale potem trafił na główną, zobaczyłem zdanie o klubie i postanowiłem zajrzeć. Akurat te klimaty są mi bliskie, czy tego chcę czy nie. :P

Trudno powiedzieć, żeby mi się podobało, bo przedstawiona sytuacja jest niefajna, niezależnie od tego, jak ją rozumieć, ale czytałem z zainteresowaniem, chcąc wiedzieć, jak się skończy. Wieloznaczny finał zdecydowanie na plus. Nie wiem, czy moja interpretacja jest tutaj słuszna, jednak odniosłem wrażenie, że Lola-lalka nie do końca posiada własną osobowość – tak mi się wydaje po końcówce, gdzie zmienia styl i zaczyna słuchać jazzu; dostosowuje się do nowego ,,pana”. Jeśli tak, to całkiem ciekawy i niepokojący pomysł.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Za dużo do komentowania tu nie ma, ot, scenka z wodnikiem(?) na łowach. Przypomina sekwencję z początku filmu, przed napisami, która ma wprowadzić w klimat zanim na scenę wkroczy główny bohater.

Miło cię znów widzieć. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

A to ciekawe. Nie widziałem tego filmu. Zawsze myślałem, że to seria o ściganiu się samochodami, a że średnio mnie to interesuje to nigdy się za to nie zabrałem.

Sprawdziłem i tak, to faktycznie było ,,2 Fast 2 Furious”. Mnie też niespecjalnie rajcuje tematyka okołomotoryzacyjna, ale kiedyś leciało w TV, więc postanowiłem sprawdzić, o co tyle krzyku. Niestety strumień głupoty lejący się z ekranu mnie pokonał. :P Dokładnie, to scena ze szczurem* była kroplą, która przelała czarę. A tu proszę, niespodzianka…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nie wiem, co powiedzieć. Na dzień dobry ujrzałem taki oto kwiatek:

niczym sen przesuwający się po granicy jawy i snu

więc podszedłem do tekstu, no, z mało optymistycznym nastawieniem. Drażniły mnie gawędziarskie wstawki – ,,drogi czytelniku, to ja, narrator; będę ci przypominać, że to tylko bajka” – i niespójności fabularne. Najpierw przedwieczni gonią Marzenę, żeby ją siłą ,,reinkarnować”, a chwilę później są już zakolegowani i pozwalają jej pomagać? To jakaś demonstracja logiki snu, bo inaczej nie umiem tego wytłumaczyć?

Odnoszę wrażenie, że celowałeś w pixarowskie klimaty, ale moim zdaniem nie do końca wyszło. Z drugiej strony, sam nie lubię rzewnych opowieści (poważnie, skąd ta moda na epatowanie żałością?) i jestem raczej odporny na próby wzbudzenia emocji. Tak czy inaczej, opowiadanie nie przypadło mi do gustu. 

P.S. Nie chcę się czepiać, ale tag ,,dark fantasy” moim zdaniem jest tu nie na miejscu – ani to fantasy, ani szczególnie mroczne.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Może doprecyzuję – kojarzę ten motyw głównie ze sceny w jakimś sensacyjnym filmidle (drugiej części ,,Szybkich i wściekłych” bodajże). Dopiero później się dowiedziałem, że to rzeczywista praktyka. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Fuj. Nie zgadłbym.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Czekam na twój tekst. Chyba weźmiesz udział w konkursie?

Wybrałem sobie obraz, zobaczymy, co z tego wyjdzie. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jeden z lepszych tekstów w twoim dorobku. To chyba kwestia tego, że tym razem postawiłeś na duet, chemia między bohaterami ładnie napędza opowiadanie. Obraz wykorzystany IMO naprawdę nieźle i oryginalnie, ale o tym, że pomysłów można ci tylko pozazdrościć, już wiesz. :)

Z drugiej strony – historia urywa się w tym momencie, w którym właściwie powinna się zacząć. :P Osobiście chętnie bym poczytał o perypetiach dwójki zakapiorów w obcym świecie. To zresztą bolączka wszystkich twoich tekstów – zawierają sporo opisów, a przynajmniej szczegółowych objaśnień działania świata, podczas gdy fabuła jest, cóż, pretekstowa.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

bruce & Holly,

no dobrze, przyjmuję do wiadomości. Chociaż sam za tym zabiegiem nie przepadam.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Władza dynastii Tauronów sięgała bowiem ku Bosforowi, wybrzeżom Morza Śródziemnego i aż po dolinę Nilu. Od roku 1615 Konstantynopol – perła znad Bosforu – pozostawał w rękach polskich.

Taaa…

Jeśli chodzi o treść, to mamy a) wprowadzenie (jakie długie! O:), jako żywo przypominające przebieg jednej z moich bardziej udanych kampanii w Total Wara, b) dwa rozdzialiki, z których nie wynika absolutnie nic. Jeśli to ma być zajawka książki/jakiegokolwiek innego projektu, to nie czuję się zachęcony.

Warsztatowo też nie najlepiej, szczerze mówiąc, chociaż wielkiej tragedii też nie ma. We wprowadzeniu jest gorzej niż w części fabularnej, tamto wygląda jakby było sklejone z kilku różnych notatek (obok siebie są dwa akapity o Bałkanach niepowiązane w żaden sposób).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hmm… Tylko czy to na pewno fantastyka? Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. Innych elementów stricte fantastycznych nie dostrzegłem, a jeśli te nie są ,,prawdziwe”, to mam wątpliwości.

cholernej wieży

Nie za współczesne aby?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hmm, ale zaraz. Przecież ten tekst nie o tym. To nie kosmici wymyślili religię w tym tekście, tylko ją testują, jak proces. Oni nawet mówią, że religia jest na Ziemi od wielu, wielu lat i działała najsprawniej z wszystkiego, co udało się ludziom osiągnąć. Więc oni wchodzą jakby w trakcie, a nie zrzucają religię. Używają jej jako narzędzia. Podszywają się pod Boga.

Tak? Aha. A to przepraszam; niepotrzebnie skojarzyłem to, jak powiedzieli, że szukają odpowiedniego ,,proroka”, z tymi migawkami, które im pokazali.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

To ja sobie pomarudzę. :P Pierwsza część jeszcze w porządku, odczytałem ją jako studium narastającego obłędu – ksiądz się odkleił i wiedzie swoje owieczki na rzeź; próbuje nadać jakikolwiek sens kolejnym potknięciom (tzn. temu, że ludzie nie chcą się przyłączyć, odchodzą lub giną) albo zwyczajnie je usprawiedliwić, w końcu w dłonie wpada mu ,,gołąb”, który mógł być właściwie czymkolwiek, a jemu wydawało się, że, kurczę, coś może na nim zobaczył, a może jednak wcale nie, ale nikt nie musi wiedzieć. Przyznaję, przez chwilę byłem pewien, że potop też okaże się bzdurą i rozdmuchiwaniem zwykłej anomalii pogodowej do apokaliptycznych rozmiarów.

Przeczytałem komentarze, więc widzę, że tutaj nie minąłem się zbytnio z zamysłem autora.

Część druga z kolei… zostawiła mnie w stanie głębokiego oburzenia, jakie zwykle odczuwam w kontakcie z utworami mocno nieodpowiadającymi mi ideologicznie. Nie zagłębiając się w szczegóły – bardzo nie podoba mi się motyw ,,religia jako stworzone przez kosmitów narzędzie manipulacji”, bo po prostu nie mogę się zgodzić na sprowadzenie długotrwałego i skomplikowanego procesu, jakim jest ewolucja wierzeń religijnych, do ,,a, przyleciał se taki Cthulhu i postanowił poeksperymentować”. Nie, nie, nie. Sorry.

Tak że dla mnie 50/50.

EDIT: Przypomniałem sobie – rozbawiło mnie to, że ksiądz w apokaliptycznym kazaniu używa cytatu ze starej piosenki. To tym bardziej przekonało mnie, że ma coś nie po kolei…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

No, nareszcie ktoś odgadł trzecią inspirację :D

Yay! Co wygrałem? XD

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Flizy – jedno z moich ulubionych słów. <3

Kafelków nie dociskam; biorąc pod uwagę to, co mi czasem chodzi po głowie, licho wie, gdzie by mnie wywiało…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

A mi się podobało. Jako wielki fan Skyrima mogę tylko przyklasnąć rzezi draugrów, wilków i innego tałatajstwa. :D Swoją drogą, nie inspirowałeś się przypadkiem opowiadaniem ,,Córka lodowego giganta”? Kilka fragmentów (głównie pogoń za Signe i moment, w którym czarodziejka wzywa swoich braci na pomoc) wyglądało mi na celowe nawiązanie.

Dobądź broni(,) Signe(,) i przygotuj się na śmierć (…).

Wołacz z obu stron oddzielamy przecinkami. W pierwszej chwili pomyślałem, że ,,Signe” to nazwa broni. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Aha, rozumiem. Czyli dokładnie to samo, co ja miałem z ,,Władcą Pierścieni”. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dobry tekst. Jestem w stanie go sobie wyobrazić wydanego na papierze. Obraz IMO wykorzystany bardzo pomysłowo (zwłaszcza, że to jeden z mniej ,,fantastycznych” w puli). Sama historia też mi się podobała – mam dużą łatwość w wyobrażaniu sobie tego, co czytam, i stwierdzam, że z tego mogłaby wyjść całkiem fajna krótkometrażowa animacja albo teledysk. :) Klik ode mnie.

Jeszcze tylko kilka rzeczy, które mnie zatrzymały:

Zapach ojczystej pipy.

Po pierwsze, w tym kontekście raczej ,,ojcowskiej”. Po drugie, czy ,,pipa” to ,,fajka”? Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Pytam, bo mój mózg zrobił przy tym zdaniu fikołka, czym bardzo skutecznie ubił podniosły nastrój całej sceny. 

Był to gest nie z rytuału, ale z wewnętrznej, niepohamowanej agonii.

Hmm… Niby wiem, o co chodzi, ale poprawnie toto nie brzmi, a już na pewno niezbyt ładnie.

wypróżnieni z emocji

Zdecydowanie najgorszy możliwy czasownik w tym miejscu.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Argh, zjadło mi taki głęboki komentarz. No to w skrócie:

+ sam pomysł na malarza-zabójcę-nekromantę

+ ,,malarskie” tytuły rozdziałów (,,Galeria zbrodni”, ,,Głos akrylu”)

+ zakończenie autentycznie mnie zaskoczyło (choć tak, domyśliłem się, że Tobias to Thomas)

 

– papierowe postacie – morderca jeszcze nie taki zły, ale o narratorce nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego

– rozpoczęcie akcji in media res – trudno mi się było wczuć w intrygę, której większa część już się rozegrała gdzieś za horyzonem

– nie wszystkie rozdziały mają ,,malarskie” tytuły (np. ,,Chwila bez tchu” jest kompletnie od czapy i wybija z rytmu)

– drobne problemy z tempem i konstrukcją tekstu

 

Ogólnie nie wyszło najgorzej, ale widać, że to debiut. Powodzenia!

 

P.S. O, Michael, teraz zauważyłem, że ten gilek za każdym razem ma za sobą inny obraz. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

To ja się wtrącę (i zaznaczę, że to tylko moja subiektywna opinia) – akurat Grabińskiego tu nie dostrzegłem, ale przyznaję, że czytałem tylko ,,Demona ruchu” (po którym przez chwilę bałem się wsiadać do pociągu). Stylizacji na tekst z dwudziestolecia międzywojennego tym bardziej. Konwencję – hmm, może, ale jest to, jak już wspomniałem, konwencja innego rodzaju. ;)

 

Holly, a mogę podrążyć – dlaczego nie ich lubisz? ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

o, jak dawno Cię nie było! Czy tylko mi się tak wydaje?

Serio? Wydawało mi się, że jestem tu przez cały czas. XD Może po prostu mniej ostatnio komentowałem. 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

To, że umiesz pisać bardzo ładne poetyckie teksty, już wiemy, więc nie będę się powtarzać. ;) Do połowy, kiedy był tylko nastrój i opisy przyrody, podobało mi się najbardziej. Potem zaczęło się wyjaśniać, o co chodzi, i moje skojarzenia dość nieoczekiwanie skręciły w stronę ,,Diuny” (może dlatego, że mało znam historii rozgrywających się na innych planetach), świat okazał się dużo większy niż wyglądał na pierwszy rzut oka, a impresjonistyczny klimat pękł jak bańka mydlana. Szkoda :(

On, czy ocean?

Przed ,,czy” w zdaniach równorzędnych nie daje się przecinka.

numerybruner

To miało być jedno słowo?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dobre. Powiało grozą.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

mroczna, refleksyjna opowieść o władzy i odpowiedzialności, historia o tym, czy brak wyboru naprawdę zwalnia z odpowiedzialności

Nie wiem, jakie masz doświadczenie w pisaniu, ale taką przedmową wieszasz sobie poprzeczkę dość wysoko. :P

Przeczytałem pierwszy rozdział i już mam wątpliwości. Pierwszy akapit spod znaku ,,krew i flaki” – OK, mam nadzieję, że autor do czegoś zmierza. Następnie opis bohatera – doświadczony żołnierz, dowódca, totalnie znieczulony na makabrę. No to go sobie wyobrażam: wielki, posępny drab podzwaniający kolczugą i czarnym płaszczem zamiatający ziemię, jakby zszedł z kart powieści Glena Cooka. I nagle pojawia się zgrzyt, bo okazuje się, że wspomnienie martwych dzieci niemal wywołuje u niego atak paniki. Panikujący dowódca? No dobra…

W kolejnej scenie następuje jeszcze większy zgrzyt, bo pokazujesz nam podwładnych owego doświadczonego żołnierza – odrażających z wyglądu i zachowania, którzy z kolei wyszli z szufladki ,,Co każde dark fantasy mieć powinno”. Następuje scena brutalnego mordu, przy której zaczynam się poważnie zastanawiać, czy autor do czegoś zmierza (BTW, wiem, że przy fantasy wykłócanie się o takie rzeczy to próżny trud, ale arystokratów generalnie nie pozwalało się zarzynać byle knechtom – Ilan powinien delikwenta aresztować i odstawić do stolicy na egzekucję). I tu bohater już nawet nie próbuje udawać, że jest dowódcą, patrzy tylko bezsilnie, jak żołnierze jawnie ignorują jego rozkazy (bo nie ścięli księcia mieczem; ponownie – teoretycznie mogliby za to zawisnąć).

W skrócie – na początku sugerujesz, że Ilan jest zahartowanym w boju generałem, który nie jedno widział, a chwilę potem pokazujesz, że to w istocie mięczak o słabej psychice, który nie jest w stanie zmusić swoich ludzi do wykonania (jakkolwiek okrutnie to nie zabrzmi) prostego rozkazu. To w końcu jedno czy drugie? Jeśli drugie, to jakim cudem został dowódcą takiej bandy degeneratów?

 

W tekście jest sporo literówek i bardzo dziwnych kiksów (,,wiesz” zamiast ,,wierz”), jakby był pisany na telefonie. Mówisz, że zależało ci głównie na feedbacku dot. fabuły, więc pewnie zabrzmi to jak czepialstwo, ale serio, takie potknięcia bardzo psują odbiór.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Kurde, wszystkie fajne, aż trudno się zdecydować. Poproszę ,,Echo stali".

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Wszystkich ich filmów nie widziałam, ale tam chyba były bardziej osobiste nieszczęścia?

Zależy, motywy katastroficzne (w tym wojenne, ale nie tylko) są tam dość mocno zaznaczone – najmocniej chyba w ,,Księżniczce Mononoke”, ale też w ,,Ruchomym zamku Hauru”, ,,Nausice z Doliny Wiatru”… No i w ,,Grobowcu świetlików”, ale to nie jest fantasy.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Gratuluję wygranej w konkursie. :)

Pomysł wyjściowy trochę mi przypomina komiks ,,Baśnie” (bajkowe stwory uciekają przed katastrofą do ,,prawdziwego” świata), ale już obraz zaczarowanej krainy spustoszonej przez wojnę przywodzi na myśl Studio Ghibli. Czytałem późnym wieczorem, więc nie zwracałem uwagi na ewentualne błędy czy nieścisłości (raz tylko się zjeżyłem na ,,małą Jugosławię”). Ogólnie wciągający, trochę ,,filmowy” tekst; szybkie zamknięcie akcji pozostawia niedosyt (,,Co, już? A trzeci akt gdzie?”), ale brakuje jakiegoś ,,wow” – historii, w których fantastyczne stworzenia robią za gnębioną mniejszość, było na pęczki.

Aha, i jeszcze ten tajemniczy nieznajomy w skórzanej kurtce (wilkołak zresztą)… Jak tylko się pojawił, pomyślałem ,,Błagam, nie”. :\ Do wątku miłosnego na szczęście nie doszło, ale niepokój pozostał do końca.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

OK, dzięki za wyjaśnienia, teraz rozumiem twój zamysł trochę lepiej. I nie ma za co, cieszę się, że mogłem pomóc. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Albo :D cztery osoby pancerne i jedna istota cztero nożna

XD

Tylko “osoby samobieżnej” nie mogę zgadnąć (Pan Samochodzik?)

Raczej tak. Później znalazłem jeszcze ,,Osobę Identyfikującą Się Jako Samochód i osoby templariuszowe”. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ekhem, to jest opos. ;)

Poza tym nie wiem, czy za żarty lekko polityczne dostanę opie*rz, ale tata od kilku dni męczy mnie takimi klimatami, a nr 1 mnie rozbroił:

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Sympatyczne, ale razi mnie połączenie ciepłej, idealistycznej w gruncie rzeczy historii z ironicznymi wstawkami narratora – jakbyś nie mógł się zdecydować, czy piszesz parodię czy może jednak na poważnie.

Wybiegł na chłód nocy, gdzie na plaży czekała już łódź, a nieco dalej – orka. I tyle go widziano.

Eee… Ale orki nie jedzą ludzi. Czasem wywracają łodzie i to może by przeszło, ale orka to faktycznie jedna z mniej prawdopodobnych opcji jeśli chodzi o wypadek na morzu.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Chyba nie załapałem. :\

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Cześć!

Właśnie szukałem opowiadań o Słowianach i twoje było na samej górze listy. A że bohaterka studiuje ten sam kierunek, co ja, poczułem się zachęcony. :) Przystępuję do wiwisekcji.

Pierwsza uwaga – z ciekawości sprawdziłem, czy na UJu są zajęcia z mitologii słowiańskiej, bo u nas na przykład nie ma (SlawUŚ dokłada wszelkich starań, by jak najszybciej pozbawić złudzeń wszystkich potencjalnych rodzimowierców :P). Okazało się, że tam też nie.

Z czasem stworzyły nieformalną grupę badawczą, która nawiązywała kontakty z innymi środowiskami zajmującymi się podobną tematyką.

Tak zaczęła się jej znajomość ze Słowiańskimi Wiedźmami. Z początku obserwowała je z dystansem, trzymała się na uboczu, lecz z czasem ich świat wciągnął ją głębiej, niż zamierzała.

Tego nie rozumiem. ,,Słowiańskie Wiedźmy” to nazwa ,,nieformalnej grupy badawczej” czy ,,środowiska zajmującego się podobną tematyką”? Dalsza część tekstu nie pozwala stwierdzić z całą pewnością; opisy praktyk sugerują jakąś pseudo-wiccańsko-druidyczno-neopogańską sektę, ale to trochę nie leży mi w kontekście. Nie sądzę, by w dzisiejszych czasach jakiekolwiek środowisko akademickie traktowałoby dziewczyny poważnie, gdyby wyszło na jaw, czym się zajmują na tych swoich zlotach.

– Jestem tu sama… Nie chcę pić alkoholu. Wolę mieć sytuację pod kontrolą.

Skąd pomysł, że to alkohol, skoro przed chwilą sam stwierdziłeś, że napar? I nawet nie pachnie etanolem.

Poza tym – goździki przyjechały z Indonezji. Jakoś mi nie pasują do zielnika słowiańskiej wiedźmy.

Ale przecież wasze imiona to słowiańskie agmy…

Mogę spytać, skąd to pojęcie? Pierwsze słyszę.

 

Pomysł na świat jest generalnie w porządku, choć trochę mnie razi mieszanie postaci i pojęć z kompletnie różnych parafii – tu słowiańskie wiedźmy, tu Gaja, tu jacyś paladyni i gargulce… Trochę zakręcone, IMO. Sam tekst niestety nudnawy, przynajmniej pierwsza połowa, gdzie zamiast fabuły dostajemy streszczenie dotychczasowych losów bohaterki. Potem coś się wreszcie zaczyna dziać, ale i tak czytamy głównie ekspozycję i wprowadzenie do uniwersum. Zostawiasz dużo informacji do przetworzenia i spory niedosyt.

Cóż, postaram się zajrzeć do tekstów wymienionych w przedmowie, tymczasem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia w dalszej pracy twórczej.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Kiedyś też próbowałam i nawet zainstalowałam sobie program Virtual DJ i kupiłam sobie taki zabawkowy kontroler Hercules DJ, ale szybko mi przeszła zajawka po wigilii służbowej. Stwierdziłam, że użeranie się z pijanymi ludźmi nie jest dla mnie.

Heh, dlatego po kilku nerwowych wieczorach obiecałem sobie, że już nigdy nie zagram na okolicznościówce. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

bruce, mi bardziej chodziło o to, że jak bohater zaczyna kozaczyć, to trudniej uzyskać efekt grozy (,,Obcy: Ósmy pasażer >>Nostromo<<” >>> ,,Obcy: Decydujące starcie”).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Znaczy – będzie do tańca (prawie).

cool

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Niestety będę marudzić. Historia kojarzy mi się strasznie z różnymi niskobudżetowymi horrorami, które można czasami podłapać na SciFi albo AMC. Malutka obsada? Jest. Zrąb fabuły w postaci jankesów na wyprawie w egzotycznym kraju, gdzie czyha pradawne zło? Jest. Przewrotne, ale w sumie mało zaskakujące zakończenie? No jest!

Faktycznie, w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy aby nie mam do czynienia z pastiszem. Jako pastisz tekst się broni – te wspomniane wyżej filmy są na swój sposób urocze, ale obawiam się, że ,,urocze” to ostatnie słowo, jakie chciałbyś tutaj usłyszeć. ;( Jako poważny horror… No, ani szczególnie się nie przestraszyłem (,,zasługa” narratora-kowboja), ani nie zainteresowałem Mroczną Tajemnicą z Odmętów Dziejów (jak dla mnie za mało budowania klimatu), a całość zawiera za dużo motywów, które mi osobiście się nie podobają, by w ogóle uznać lekturę za satysfakcjonującą (Boże, jak ja nie cierpię Starożytnych Kosmitów!!!).

Pozdrawiam i przepraszam za brutalną szczerość.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ja z kolei dziękuję za wyjaśnienie kwestii ubranek. :) 

A tak z ciekawości: co ten akronim znaczy? Jeśli można wiedzieć oczywiście.

To nie jest akronim. (: SouNDWaLKeR* – jak nazwa pliku wydaje mi się za długa, to wywalam samogłoski, żeby ją skrócić, i stąd to się wzięło. Chociaż sądząc po tym, jak często czytam słowa ,,Skopiowałem/am twój nick, bo…”, zastosowanie tej taktyki tutaj mogło być błędem. XD

*A czemu ,,Sound-“? Ano, siedzę w muzyce dość głęboko (plus pewne doświadczenie jako DJ).

A jak wyglądał cały proces zaglądnięcia tutaj w takim razie?

Statam się zachowywać otwarty umysł. Zaglądam do większości opowiadań, które tu lądują, sprawdzam tagi, przelatuję wzrokiem po dwóch-trzech pierwszych akapitach. Jak coś mnie zainteresuje, to czytam całość, jak nie, to dopiero wtedy sprawdzam komentarze, żeby wiedzieć, czy coś mnie omija. No i tu chyba omijało. ;) A tytuł i hasło ,,cała prawda o misiach z klubu go-go” zrodziły myśl ,,Nie no… Muszę sprawdzić, co tu się odwaliło”. I nie żałuję! ;D

Spróbuj jednak nie zawracać sobie tym głowy, jest to kwestia, na którą nikt inny nie zwrócił uwagi i której nie przemyślałam, ot, cała tajemnica :)

Spoko, rozumiem. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

,,Wkulwił”. <3

Nie czytuję bizarro, ale zaintrygowały mnie pełne superlatywów komentarze. Było… śmieszno i straszno (moim zdaniem istnieje niewiele rzeczy zabawniejszych od masakry (w wykonaniu) pluszowych misiów ;P). Trochę mnie zastanawiało, co symbolizują drogocenne guziczki, ale skoro nie symbolizują nic, to się nie czepiam. Poza tym – miło było spędzić tę parę minut w misiowym burdelu półświatku. ;)

Jedna niespójność, o którą trochę głupio mi pytać – skoro misie nie noszą ubrań, to jakim cudem mogą robić striptiz? blush I dlaczego uznają to za podniecające, skoro, kolokwialnie mówiąc, gołe baby (i chłopów) widują codziennie? Próba rozkminienia tego samodzielnie zrodziła w mej głowie cokolwiek niepokojące obrazy…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Moi dziadkowie też się nazywają Basia i Staszek. :P Niepodobni do tych tutaj, Bogu dzięki.

Faktycznie, bardzo Kingowski tekst. I mam z nim taki sam problem, jak z książkami Kinga, przynajmniej z tymi starszymi, bo tam też często pojawiał się ten jeden wyjątkowo odrażający typ, którego głównym zadaniem w historii było zapewnienie czytelnikowi katharsis, kiedy już spotkało go coś makabrycznego. Przyznaję, ten zabieg nie do końca na mnie działa, może dlatego, że dosyć dobrze go wyczuwam i od pewnego momentu czytałem z myślą ,,Ciekawe, jak zginie”. No nie zginął, ale idea podobna.

W skrócie – jakbym czytał książkę Kinga. Odbierz to, jak uważasz. (: A, i kotek, kotek zawsze na propsie, nawet taki przerażający, wieszczący.

No i ohayou gozaimasu, dobra weczer, miłego pobytu na Portalu etc.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jak wielokrotnie wspominałem, jestem kociarzem, a psów serdecznie nie cierpię, ale jeszcze bardziej nie cierpię bezmyślnego okrucieństwa. Paskudna sprawa, i to jeszcze z życia wzięta. Zapowiedzianego czarnego humoru nie dostrzegam, chyba że chodzi o małą dziewczynkę niechcący wywołującą rzeźnię (zapewne wbrew zamierzeniu autorki zwizualizowałem ją sobie jako… Elmirkę :P). No, ale temat zdecydowanie nie nadaje się na humoreskę.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Wczoraj obejrzałem ten film i myślę, że jest zwyczajnie kiepski. Wersja z lat 80. też nigdy mi się nie podobała, ale uważam, że była dobrą adaptacją dość odjechanej książki i w narzuconych sobie ramach jak najbardziej miała sens. Tutaj niestety dziwaczność ,,Akademii…” została wtłoczona w ramy Typowej Superprodukcji Fantasy z obowiązkowym motywem wybrańca. W efekcie produkcja ma się do oryginału podobnie jak ,,Alicja w Krainie Czarów” z Mią Wasikowski do książki Carrola. Po prostu nie każdą historię da się tak ugnieść. :(

W ogóle w trakcie seansu miałem wrażenie, że połowę scen wycięto, a resztę rozrzucono w losowej kolejności. Razi zwłaszcza wątek wilków, które niby są antagonistami, ale przez jakieś pół filmu chowają się gdzieś w tle i nie mają żadnego wpływu na fabułę. Plus to, że z Pana Kleksa, który w książce był chyba największym przeagarem bajkowego świata, zrobili ciapę, która gada i robi głupoty, a jak przychodzi co do czego, to robi się kompletnie bezużyteczna.

Motyw ze ściąganiem dzieci z różnych stron świata miał potencjał, ale został zmarnowany uczynieniem z reszty ekipy jeno tła dla Ady (BTW, dlaczego ona nie mogła mieszkać w Polsce? Trzeba było dorzucać kolejne polskie dziecko, żeby odhaczyć token?). Mamy zatem do czynienia z klasą wydmuszek, przy czym część z nich jest tak stereotypowa, że zęby bolą – dziewczynka z Ukrainy to jakaś druidka popylająca po stepach w białym gieźle, a dziewczynka z Japonii to dwunastoletnia Czarna Mamba, której tatuś nie pozwala trenować kendo. Bez jaj.

Żeby nie było, że ciągle narzekam – o dziwo Stankiewicz i Stenka faktycznie wypadają w swoich rolach nieźle (Kleks w wersji Kota jest, jak wspomniałem, raczej irytujący). Synthwave’owy soundtrack też wypada pochwalić (a Sanah i wykonawców ściągniętych z Męskiego Grania jak zwykle posłać do diabła). Jednak jeśli chodzi o ogólne wrażenia, pod większością uwag Świryba mógłbym się podpisać.

Uff, wyrzuciłem to z siebie. Dobrej nocy wszystkim! 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej, piszę na szybko i z telefonu, bo już wyjechałem na święta, ale dziękuję za pozytywne komentarze (zwłaszcza – nieironicznie – o biuście, bo rzadko rysuję postacie kobiece w takiej odsłonie, więc cieszę się, że dobrze wyszło ;D), a co do reszty wpisów, nadrabiam, nadrabiam i podziwiam. :) I gdybym nie miał czasu w Wigilię, to wesołych Świąt wszystkim!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Aaa, zezarło mi komentarz. :(

Z początku nie załapałem, że oni chcą psa (słowo ,,psiecko” poznałem kilka dni temu). Trudno się rozpisać na temat takiej prostej historyjki, ale wyszła całkiem ciekawa parodia motywu dzieci projektowanych na zamówienie. Ciekawe, czy kota też można zamówić…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Aha, czyli oni chcieli… psa? W sumie niewiele rzeczy mnie już dziwi, słowo ,,psiecko” poznałem kilka dni temu, ale na końcu i tak pacnąłem się ręką w czoło. Ogólnie – zabawne ogranie sajfajowego motywu potomstwa robionego na zamówienie. Ciekawe, czy kota też można tak zaprojektować…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Też się zastanawiam, po co to streszczenie. Jaka przyjemność z czytania tekstu, kiedy wiadomo, co się stanie?

Raczej nie napiszę nic odkrywczego, ale tak – to bardziej pomysł na scenariusz RPG, i to nie jakiś bardzo oryginalny. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, schodzimy do lochu, na koniec walka z bossem (tu potraktowana, łagodnie mówiąc, po macoszemu). I nawet zaczyna się w karczmie. :P Raczej nie mój klimat.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Cóż, nie porwało, ale to pewnie kwestia formy (nie lubię dzienników i takich tam) albo uczulenia na Słowiańszczyznę. Świat wydaje się ciekawy, szkoda, że więcej dowiedziałem się o nim z komentarzy niż z samego opowiadania. W sumie gdyby nie te dodatkowe wyjaśnienia, pomstowałbym teraz na słaby research, bo z tekstu trudno wywnioskować, że x jest elementem świata przedstawionego wprowadzonym świadomie i zgodnie z zamysłem autora. :P

Swoją drogą, naprawdę mnie zastanawia, co ukształtowało ten świat i dlaczego Gdańsk, który najwyraźniej znajduje się poza orbitą germańskich wpływów, ma bardzo ,,zachodni” herb z łacińską dewizą. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. (Sorry, ale bez solidnego wytłumaczenia nigdy nie uwierzę w żadne zjednoczone ,,Królestwo Słowian”, które dotrwało w pogaństwie do głębokiego średniowiecza, a jego centrum dziwnym trafem znajduje się na terytorium dzisiejszej Polski. Sorry, nie.)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Cześć,

pierwsza rzecz – nie wrzucaj trzech tekstów w ciągu jednego dnia, bo nikt nie przeczyta wszystkich. Druga – odnoszę wrażenie, że próbowałeś napisać polską odpowiedź na ,,Widmo nad Innsmouth”, ale cała idea rozbija się o dosyć zabawne niedopatrzenia. Przykładowo – osadzasz akcję w latach 30., ale główną bohaterką czynisz panią detektyw, w dodatku pracującą solo. Nawet gdyby jakimś cudem przyjęli ją do policji, wątpię, żeby ktokolwiek traktował ją poważnie. Inżynier uzależniony od amfy – zrobiłem szybki research i okazuje się, że amfetamina (jeśli wierzyć Wikipedii) trafiła do dystrybucji pod koniec 1933 r., do Polski pewnie jeszcze później. W tych czasach prędzej opioidy. No i nawiązania do współczesnych pisarzy – kuriozalne.

 Logika i związki przyczynowo-skutkowe kuleją. Alicja znajduje rower, ale musimy wierzyć jej na słowo, bo nam tego nie pokazujesz, potem idzie na plebanię szukać jakichś ruskich map, ale nie wiadomo, po co i skąd jej w ogóle to przyszło do głowy… Hitem jest moment, w którym koleś rzyga upiornymi rybami, ziemia się trzęsie, a Alicja zamiast brać dupę w troki i być może wrócić ze wsparciem (pamiętasz, jak się skończyło ,,Widmo nad Innsmouth”?) wraca do pracy jak gdyby nigdy nic. Sorry, nie kupuję tego.

Ogólnie ww. głupotki oraz struktura tekstu sprawiają wrażenie czytania szkicu, który może i ma potencjał, ale żeby zostać uznanym za prawdziwe, porządne opowiadanie, musiałby być minimum dwa-trzy razy dłuższy. Przemyśl to.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Mogłoby też być *użytkownik próbuje zapisać nick SNDWLKR z pamięci i się mylilaugh

Czyli oficjalnie dorobiłem się wyróżniającej cechy. XD

Z cytatów jeszcze mi się przypomniało ,,Czy jury przewiduje wydłużenie terminu?”. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Też nie sądzę, żeby ,,Największe złoże…” napisała Finkla, chociaż słowa ,,nie potwierdzam, nie zaprzeczam” z reguły oznaczają ,,potwierdzam”. ;) Z drugiej strony, emotki w komentarzach nie mają nosków, ale biorę pod uwagę możliwość celowej dezinformacji.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dagon na Pomorzu – podoba mi się. :) Szkoda, że takie krótkie.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nad Amsterdamem tak, że wpadli w jakąś dziwną chmurę, co spowodowało, że w Brukseli musieli zrobić natychmiastową przerwę na frytki belgijskie.

XD Choć muszę przyznać, że po tym zdaniu alergia na śnieg kojarzy mi się… hmm… dwuznacznie. ;)

A obraz bardzo ładny.

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

“Od sta” to archaizm znaczący tyle co “procent”.

O, a ja nie wiedziałem. Ślimak bawi i uczy.

Piękne prezenty siedzą w okienkach (choinka!), czekam na kolejne. (Przy okazji ,,pochwalę się” ignorancją, bo wiersz o złym bałwanie w pierwszej kolejności skojarzył mi się nie z rozbiorami… a z Tabalugą. X\)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

,,Widokówka” – GalicyjskiZakapior; myślałem też o HollyHell, ale widzę jej komentarz, więc odpada.

,,Jubileusz” – Dawid.

,,Hałasy na strychu” – Staruch.

,,Ostatni atut…” – tu nie wiem, ale sam styl jakoś mi się nie kojarzy z Bardem.

,,Tatuaż z kurzej krwi” – hm… krzkot czasem leci w takie dalekowschodnie klimaty, ale dawno go tutaj nie widziałem, więc to raczej nie on. Nie mam pojęcia.

,,Klątwa Lancknechta…” – ze względu na nietypowy wstęp zaryzykuję stwierdzenie, że to ktoś z krótkim stażem na Portalu. Więcej nie jestem w stanie powiedzieć.

,,Kraken bałtycki” – MichałBronisław, jako rzecze strona główna. ;) Poza tym wydaje mi się, że akcja dzieje się w tym samym świecie, co jedno z jego poprzednich opowiadań.

Uff, tyle na razie przeczytałem. Komentarze postaram się dopisać.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ooo, offtop! heart XD Jeśli mogę się wtrącić…

Platon w “Uczcie” wykazywał mnóstwo zrozumienia dla homoseksualizmu.

Tu raczej chodziło o to, że według Ateńczyków (nie wiem, jak w innych poleis) kobieta nie była godną partnerką dla mężczyzny(!), zresztą któryś z ichnich polityków wsławił się stwierdzeniem, że (parafrazując) ,,żony mamy od rodzenia dzieci, prostytutki od zaspokajania codziennych potrzeb, a hetery dla przyjemności”.

Skoro wymyślili, że Zeus mógł posiąść laskę pod postacią byka, to różne fantazje nie były im obce.

Tylko że w tym micie chyba nie chodziło dosłownie o byka. Bardziej prawdopodobne, że był sobie wcześniej jakiś bóg-byk (to nie przypadek, że Europa była akurat przodkinią władców Krety, którzy czcili byki), a Grecy zidentyfikowali go z Zeusem, no i później musieli wyjaśnić, dlaczego Gromowładny nagle przedzierżgnął się w czworonoga. Takie historie nigdy nie biorą się znikąd.

W Grecji nagość nie była problemem (sztuka, sport). Ale to było związane z klimatem.

Tu mam wątpliwości, bo w Grecji jest raczej sucho i nie tak gorąco, żeby ubranie stało się zbędne. ,,Winiłbym” raczej kult piękna.

Normy mogą wynikać z praktycznych uwarunkowań.

Tak. Dlatego niegrzecznie się nabijać z innych kultur. :)

 

P.S. Finkla, w takim razie chałwa ci. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Osiągnął tylko tyle, że Kaduceusz przywiądł.

Pozamiatane. XD

Sprośna opowiastka z greckimi bogami w tle… Nie powiem, że przepadam za tą konwencją, ale Grecy mieli na tyle swobodny stosunek do swoich bóstw, że pewnie by ją zaaprobowali. ;) Piszesz świetne humoreski i chwała ci za to.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Plus za nieoczywiste miejsce akcji. Czasami odnoszę wrażenie, że dawna Korea to, popkulturowo patrząc, co najwyżej ,,Japonia dla ubogich”, więc fajnie, że przybliżyłeś/aś nam ten region i epokę. Co prawda nie wiem, co w opowiadaniu pochodzi faktycznie z folkloru i mitologii, a co jest twoim pomysłem, jednakże…

… od czasu pierwszej wzmianki o kurzych bóstwach trudno mi było zachować powagę. W naszym kręgu kulturowym kurczaki nie są uważane za szczególnie przerażające stworzenia, więc jeśli to faktycznie jakiś element wierzeń dawnych Koreańczyków, (niechętnie) przyznaję, że najwyraźniej jestem rasistą i ksenofobem. :\ Jeśli nie, zwracam na to uwagę tobie jako autorowi.

Miałem też problem z zapamiętaniem imion bohaterów, ale to jest stały problem przy azjatyckich serialach utworach osadzonych w bardzo egzotycznych realiach. Tak że o ile obcość świata przedstawionego miejscami utrudniała zrozumienie, co się dzieje, to jednak uważam ją za plus. Opowiadanie jako całość też oceniam raczej pozytywnie.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

"był owinięty wytartą, postrzępioną ruaną"

Nikt się nie odzywa, ale ja osobiście nie mam pojęcia, czym jest ruana. Wyobraziłem sobie coś pomiędzy kołdrą a firanką. :I

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jeśli mam wątpliwości, jak zapisać dane słowo, to zamieniam je na inne. Więc zamiast przyswajać sobie nowe porządki, proponuję sporządzić listę słów, których od tej pory w piśmie nie będziemy używać. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej, mam nowy pomysł na historię, tylko muszę rozwiązać, a właściwie stworzyć jeden problem – co mogłoby spowodować czasowe wstrzymanie ruchu pociągów na danym odcinku? Przyszedł mi do głowy zerwany most, ale nie wiem, czy to nie przesada.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nowa Fantastyka