“Pan Croup uśmiechnął się szeroko, ukazując zęby, które wyglądały jak wypadek na cmentarzu”. – Nigdziebądź
komentarze: 342, w dziale opowiadań: 317, opowiadania: 151
“Pan Croup uśmiechnął się szeroko, ukazując zęby, które wyglądały jak wypadek na cmentarzu”. – Nigdziebądź
komentarze: 342, w dziale opowiadań: 317, opowiadania: 151
Bartkowski.robert, zgadza się. Można żyć w lesie, w szałasie i przy ognisku. :)
Drabbelek zacny, nawiązujący do aktualnych wydarzeń. Sporo zamieszania się pod nim zrobiło. Ja jedynie powiem, że nie unikniemy tego, a im szybciej nauczymy się z niego korzystać i pomagać sobie nim, tym lepiej dla nas. Powiem tylko, że nic nie zastąpi ludzkiej wyobraźni, bo co nas w sumie ogranicza. tylko my sami.
Akurat przypomniał mi się Fredric Brown i jego Najkrótszy horror świata. No wyzwanie jest, powiem szczerze, mega trudne.
Eledhil, bardzo się cieszę
Dobrze wiedzieć
Mehiko, Bezlzebub to diabeł. Cieszę się, że podszedł ci.
Reg No w końcu to 364 dni, a nawet w polowie nie jesteśmy. Jeszcze dni trzeba będzie uzupełnić :), więc pewnie znudzi się.
Interesujący i wymagający tekst, który bardzo mi się podobał.
Reg, marzan poprawki naniesione.
Belzebuba będzie jeszcze sporo i muszę się przyznać, że sporo już tego mam, więc lekturki nie zabraknie. Ba nawet końcówkę mam 
barniusz cieszę się, że zajrzałeś.
Tekścik widziałam i czytałam już jakiś czas temu. Zrobił na mnie dobre wrażenie. Bardzo fajnie się czytało. Płynęłam lekko przez niego.
Dobry tekst, działający na wyobraźnie, mocny i mroczny.
Tekst bardzo plastyczny akcja nieśpieszna przez co mam wrażenie, że trochę się ciągnie. Opisy mięsiste i bujne zakrzaczaj, ale to tylko moja opinia bo ja bardziej na akcję i tempo jestem nastawiona.
Bardzo fajne opowiadanko czekam na dalsze części i Stasia
lugosi, staram się poprawiać w pisaniu, choć to nie łatwa sztuka. Póki co, raz wychodzi lepiej, a raz wychodzi lepiej.
Eledhil, każda opinia jest ważna, a komentarz mile widziany. Fajnie, że zajrzałeś.
bruce, miło cię znowu widzieć. No właśnie, jak można rzucać w niewinnego koteczka
gumiakami.
Lesnylutek, Belzebub ma swój klimat i charakterek.
Z autopsji znam te PRLowskie sztuki tworzenia, pod hasłem: złam babo obcasa. Teraz na szczęście, a może i nie poszliśmy w drugą stronę. Bardzo dziękuję, za komentarz i kliczek. Dodam jeszcze, że sytuacja z życia wzięta.
Bardzo sympatyczne. Tak się zastanawiam, bo moja gwiazda po wakacjach będzie mieszkała w internacie, na ile to prawda z tymi obcymi
Bardzo to liryczne i zmysłowe. Z jakiegoś powodu nie spodziewałam się takiego tekstu.
Puenta zaskakująca.
Bardzo się cieszę, że zabrałeś się za horrory. Będę miała co czytać
Ten kruciak wyszedł bardzo sympatycznie.
marzan. Mieścisz się w granicach. U mnie to jest około 1200– 1500 słów, tyle że u mnie pióro i długopis jest w użyciu.
melendur, a miało być tak niewinnie i delikatnie. :) Muszę przyznać, że twój tekst też jest bardzo dobry.
Początkowo sądziłam, nie wiedzieć czemu, że wyskoczysz z erotomanem :) Ale prawda okazała się o wiele gorsza. Taki flow może być niebezpieczny. Wykrada życie.
Nie od dziś wiadomo było, że Bazyl, ogrodnik króla Alergiusza podkochiwał się w księżniczce Dziadumille. Myślał o niej podwiązując pomidorki koktajlowe lub plewiąc szparagi. Wzdychał, ale niezbyt głośno, aby król Alergiusz nie usłyszał. Gdyby tylko te wzdychania wyszły na jaw, bakłażan Bazylego byłby upieczony na miękko i podany królewnie z sosem śmietankowym. A tego, ogrodnik, absolutnie nie chciał.
Z daleka podziwiał królewnę pędzącą w jego kierunku niczym tornado i sylwetkę przypominającą gruszkę. Włosy miała upięte w tak wysoki kuc, że wyglądał jak nać pietruszki, powiewający w rytm kroków.
– Bazylian!- krzyknęła królewna, maszerując raźno. W ręku trzymała zeszyt i pióro.
Zatrzymała się przy nim ciężko dysząc.
– Tatuś, przykazał zrobić projekt. Właściwie kilka. – Otworzyła zeszyt i przeczytała – Jak wygląda techniczne użytkowanie działki oraz pozyskiwanie ogórków.
– Że co? – zdziwił się ogrodnik.
– Więc, jak wygląda użytkowanie grządki?
Bazyli zrobił poważną minę.
– Więc na sam przód potrzeba wina…
Dziadumiła skrzętnie zapisała:
– Podobnie jak u Honoriusza, na sam początek musi być wino, aby móc splunąć.
– Co?
Dziadumiła wywróciła oczami.
– Fechmistrz Honoriusz mówił, że zawsze jak czyści miecz musi mieć wino, bo mu w ustach zasycha i nie ma czym splunąć. U ciebie widzę jest podobnie. Najpierw musisz splunąć na grządkę.
– Nie pluje… A czy to czasem nie on, cię tu wysłał?
– Honoriusz uważa, że księżniczka nie powinna wymachiwać kindżałami.
– No tak – mruknął Bazyli, czerwieniąc się po uszy.
– Wracajmy do działki. Co trzeba najpierw zrobić?
– Zryć grządkę – odparł ogrodnik.
Pióro zazgrzytało po papierze.
– Zaczynasz od góry, czy dołu?
– To zależy.
– Od czego?
– Od położenia, kąta nachylenia…
– Czyli?
– No… góra jest wyżej, a dół niżej.
Królewna przez chwilę intensywnie pisała.
– Co dalej? – Uniosła głowę znad zeszytu, zauważając rumieńce ogrodnika. – Źle się poczułeś?
Bazyli szybko zaprzeczył ruchem głowy.
– Potem trzeba wyplewić i wygrabić – powiedział cicho. Chrząknął i ciągnął dalej. – Następnie robi się rowek i wrzuca nasionko.
Dziadumiła wróciła do pisania:
– Robi się palcem dziurkę, a czasem nawet dwoma – mruczała pod nosem. – Co tak przebierasz tymi nogami, Bazyli? Chce ci się sikać?
– Nie, królewno. Kończmy może szybko.
– Chwilka, chwilka. Szybko to się pchły łapie, tu trzeba wszystko dokładnie zrobić, z uczuciem, a nie po łebkach. I zostaw tego szparaga, bo tylko go pokruszyłeś. – Zerknęła do zeszytu i przez chwilę poruszała ustami. – Co się dzieje po zasadzeniu ogórków?
– Rosną.
– Mhm? Czyli nic już nie potrzebują?
– No muszą mieć mokro, bo jak sucho to są małe i gorzkie, a jak jest wilgotno, rosną duże i są chrupiące – mamrotał ogrodnik pragnąc jak najszybciej uciec, od podchwytliwych pytań.
– Podlewasz je metodą kropelkową, czy inną?
– Konewką.
Dziadumiła zatrzasnęła zeszyt, a Bazyli podskoczył słysząc ostry dźwięk.
– W porządku. Wieczorem przyjdę i ogarniemy grządkę.
– Którą? – zapytał Bazyli.
– Moją.
– Tu są wszystkie twoje.
– Nic się nie martw. Pokaże ci którą – oznajmiła trzepocząc rzęsami zalotnie i niczym tornado popędziła do zamku.
Trochę inaczej niż wszyscy wyszła mi ta scenka. Szczerze nie miałam pojęcia jak ją ugryźć, do dnia dzisiejszego.
Mamy w pracy takiego Jędrusia, starego kawalera w wieku emerytalnym i Bożenkę, która dwa lata temu pochowała trzeciego męża. Jak spotykają się na obiedzie, to ja po prostu kisnę ze śmiechu, tym bardziej, że Jędruś, który jest bardzo fajnym facetem, niestety nie łapie niedomówień.
No i stąd wziął się pomysł.
Poprawione.
Ostatnio same drabelki i fajnie, bo to forma mi bliska. Co do kotów, to przecież totalny chaos, i kto to zrozumie.
Bardzo dobry, mocny tekst. Dodałabym jeszcze do wyliczanki: Nadzieja matka głupich. Pozdrawiam.
Bardzo to tkliwe i romantyczne. Gratuluję pomysłu.
Oczywiście za niedługo też coś wrzucę.
TheGuru. Bardzo ładna scenka. Muszę jednak zauważyć, że lędźwie są z tyłu powyżej pośladków. Ponieważ jestem skażona nadmierną wyobraźnią, więc za każdym razem kiedy czytam coś takiego, ogarnia mnie wesołość.
Cześć. Bardzo przyjemny i przewrotny drabellek z nutką cynizmu i absurdu.
RobertRaks, powiedziałabym raczej, że często zwierzęta wybierają właściciela.
Coś jest w tych nocnych wizytach. Jak kiedyś śniła mi się, teściowa, to kilka dni później mąż ze schodów spadł i złamał szczękę. Jaka potem była cisza i spokój w domu, bo z powodu drutów w szczęce nie mógł mówić. Pozdrawiam.
Dziękuję
Dziękuję bardzo. Również mam nadzieję, że w miarę szybko wszystko się poprawi. A co do komentarza to być może zasłużyłam sobie, bo migłam wcześniej napisać o co chodzi. Pozdrawiam.
Droga Reg, twoje komentarze zawsze są dla mnie cenne i wartościowe. Myślę, że zauważyłaś iż ilość komentarzy pisanych przezemnie ostatnimi czasy również drastycznie się zmniejszyła. Pozwól zatem, że wyjaśnię o co chodzi. Podjęłam dodatkową pracę, co bardzo odbiło się na pisaniu i komentowaniu. W zeszłym tygodniu dostałam również ostrego zapalenia zatok, które nie idzie na żadne lekarstwa, więc poprostu głowę mam kwadratową, a przy schylaniu mózg przez oczy wypływa. Ponieważ żal iść na chore i stracić pracę, wyglądam i czuję się trochę jak zombie. Kiedy tylko poczuję się nieco lepiej nadrobię wszystko.
Dobry, ciężki tekst. Przez moment miałam problem z połapaniem się, kto był kim.
Każda część miała być o czymś innym, a tą ostatnią, niestety, podzieliłam na dwie bo takiego kloca nikt by nie łyknął :), a i tak jest ciężko. Odnoszę wrażenie, że do wiedźmina jest teraz porównywane wszystko co dzieje się w świecie fantasy, jest facetem i dodatkowo polski autor pisał:) Nie było to moim zamiarem, ale całkiem możliwe, że gdzieś tam krąży po orbicie Geralta:)
W pogoni za Barlogiem, Gandalf zapuścił się w ciemne podziemia Morii. Potwor już dawno zniknął w krętych korytarzach, a czarodziej nadal się po nich błąkał.
Nagle czerwone oko łypnęło na niego z góry, drugie zasłonięte było opaską jak u pirata, stworzenie miało na głowie kowbojski kapelusz.
– Kot w butach? – zapytał czarodziej i podparł się laską.
– Nie, kufa, Alicja – prychnął niewyraźnie biały królik i wyciągnął szluga. – Jedziesz, czy pierdolisz?
Arowana Zgodziłabym się jedynie z twierdzeniem, że bies i czort to złośliwe złe istoty. I tylko z nim.
Ponieważ bies to demon leśny zamieszkuje lasy, bagna. Istota z kopytami, rogami, krzaczastymi brwiami. Często kojarzony z czartami lub diabłami, zamieszkuje odludne tereny.
Wodnik lub utopiec zamieszkuje jeziora, stawy, studnie. Często przedstawiany jako zarośnięty wodorostami człowiek. Nęci ludzi świecidełkami by wciągnąć ich pod wodę.
Pierwsze słyszę o biesach wodnych.
Południca jak sama nazwa wskazuje, pojawiała się w lecie, w południe na środku pola, zwana również babą o żelaznych zębach. Uważano, że była to kobieta zmarła tuż przed ślubem.
Rusałka to demon wodny, podobnie jak często mylona z nią brzeginia, strzegąca brzegów i skarbów.
Chrześcijaństwo uprościło wiele starych wierzeń. Niektóre całkowicie wymazało. Na szczęście, teraz powolutku zostają one odnajdywane i to jest bardzo fajne.
4590 znaków, to jeszcze szort nie opowiadanie. Zmień tam sobie. Pogmatwałaś trochę z tymi potworami. Bies, a Wodnik to dwie różne istoty. Pozatym czytało się przyjemnie. Opisy walki ładne. Troszkę czuję niedosyt na końcu, tu bym troszkę rozbudowała. Pozdrawiam.
Z jakiegoś powodu nie podświetliło mi, że to byk:) Akurat w SF, to jestem kiepska. Bardziej skupiłam się na zadaniu.
Proszę bardzo:
link do 4 części
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34825
Więcej na profilu.
http://www.nowafantastyka.pl/profil/545649
Skupiłam się na tym, żeby “jegami”, nie rąbać po oczach, wiec zapewne coś istotnego przeoczyłam
Pierwszą osobę np.
Bardziej skupiłam się na Marsjaninie z 2015. Inaczej nic bym nie wymyśliła.
Dziękuję za komentarz, zaraz biorę się do poprawek.
Dalsze części, czyli 4 i planowana 5 rzucą więcej światła na wszystko, a ponieważ kolejną część betował marzan, to myślę, że będzie się przyjemniej czytało.
Dziękuję i polecam
UnaBomba Cieszę się, że przypadło do gustu. Dalsze części na pewno będą.
Kapitan Pere Vans, siedział w niewielkim pokoju, należącym do robotnika klasy A. W dłoni trzymał dziennik, zapisany drobnymi, schludnymi literami. Nadzieja na to, że dowie się jaki wypadek był na stacji Artemis, była znikoma, ale wciąż jakaś.
Ostatni rozpaczliwy meldunek usłyszeli dawno temu, a kiedy dotarli do Artemis, okazało się, że nie ma tu żywej duszy. Żadnych śladów, jakby wszyscy rozpłynęli się w powietrzu, albo w pośpiechu opuścili bezpieczne miejsce.
******
1.III. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly.
Artemis jest niesamowita. Potrójne słońca to coś innego niż na ziemi. Praktycznie nie ma tu nocy, a ciągły dzień pozwala pracować wydajniej. Ustalona jest godzina, w której zaczyna się i kończy noc. To nie pozwala wkraść się chaosowi w nasze działania.
Spokojnie można wychodzić na zewnątrz bez skafandrów, gdyż powietrze jest tu prawie takie samo jak na ziemi. Tutejsza przyroda zachwyca, ale oglądamy ją z wysokich murów otaczających stację. Kapitan mówi, żeby nie opuszczać obiektu, bo teren nie został zbadany i nie wiadomo co czai się poza nim.
Maurycy jak zwykle narzeka na nadmiar pracy. Cieszę się, że mogłem pomóc z problemem.
Kochana Kelly mam nadzieję, że już niedługo spotkamy się na Artemis.
*****
Pere Vans przeżucił kilka kartek z notatnika i skupił się na kolejnej dacie.
*****
4.IV. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Maurycy ostatnio dziwnie się zachowuje. Wczoraj z całą stanowczością oświadczył, że na stacji nie jesteśmy sami. Nie dawałem temu wiary, ale w nocy zauważyłem, że przemyka ciemnym korytarzem. Poszedłem za nim, aż do pokoju Martineza, w którym obaj się zamknęli. Co było dalej, nie wiem. Wstyd się przyznać, ale zasnąłem na czatach.
Obudziłem się nad ranem, w łóżku.
Dopiero po śniadaniu dostałem informację, że Martinez nie żyje. I teraz nie mam pojęcia co robić, bo przecież Maurycy to twój brat.
7.IV. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Nie podzieliłem się podejrzeniami z nikim. Póki co obserwuję Maurycego i odnoszę wrażenie, że zapadł na gorączkę Petsego, co oczywiście może być niebezpieczne dla wszystkich.
Paranoja i urojenia nie są tu mile widziane.
10.IV.2296 Stacja Artemis.
Droga Kelly
Pamiętasz Mellody, córkę Maurycego?
Widziałem ją dzisiaj w ogrodach, a przecież ona nie żyje od dziesięciu lat. Powiedziałbym, że to ktoś podobny, ale tu nie ma kobiet.
Maurycy też chyba zauważył Mel, ale z jakiegoś powodu ukrył się w stacji i do wieczora nie wychodził z pokoju.
Nad ranem ekipa sprzątająca znalazła ciało przy statku ratunkowym, gotowym do startu. Zwłoki były zmasakrowane i tylko po bliźnie poznałem, że to twój brat.
Coś zupełnie odgryzło go od pasa w dół. Wciąż jeszcze widzę tę twarz wykrzywioną w przerażeniu i bólu. Nawet teraz gdy stos z ciałem płonie jasno i wysoko.
1.V.2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Dziś obudziłem się w nocy. Na pryczy siedział Maurycy. Był spokojny i zamyślony.
Tak wiem, że nie żyje, ale w wielu przypadkach miał rację. Na Artemis coś grasuje.
Ostatnie dwa tygodnie wiele zmieniło. W nocy słychać na korytarzach śmiechy, ktoś cały czas chodzi. Słyszę głos matki, tego pijaka, który śmiał zwać się ojcem. Krzyki osób zza ścian. Przykrywam się wtedy kocem i modlę, żeby ominęli pokój.
Rano zbieramy, to co pozostało z naszych towarzyszy i palimy.
Artemis to piekło, Kelly, pełne potępionych dusz. Dusz, które są wiecznie głodne.
Jedyne nad czym ubolewam, to to, że nie spotkam cię już więcej kochana.
Twój oddany i kochający Michael.
********
Pere Vans przeglądnął kilka kolejnych stron i zamknął zeszyt.
– John, kiedy przylecą kolejni osadnicy?
Johny pojawił się w drzwiach niemal natychmiast.
– Za dwa tygodnie, ich czasu.
– Dajcie Kelly, do tego pokoju. I niech nikt niuni nie dotyka.
Podwładny skinął głową i zręcznie złapał zeszyt.
– Spal to – polecił kapitan i powoli wstał.
„Ciekawe, czy Kelly będzie równie smaczna co jej narzeczony” – pomyślał.
Wyszedł z pokoju i cicho zamknął drzwi.
Udało mi się coś napisać.
Czytało się całkiem przyjemnie. Koniec jakby brakowało tam czegoś. No bo przyszedł sobie duch i nic z tego nie wynikło właściwie, ani jej nie pożarł, ani zabił i tylko trochę postraszył. Taki niedosyt został.
Bardzo zgrabne opisanie depresji, jaką ma gł bohaterka. Tutaj grozy nie robi cyganka, ale trochę relacje rodzinne i przeżycia bohaterki, a przede wszystkim to co dzieje się z nią i w jej głowie. Depresja ma to do siebie, że zakładała maski, które coraz trudniej zdjąć.
No proszę moja imienniczka. Szort trochę mało rozbudowany ledwo się zaczęło, a już skończyło. Tak naprawdę mamy jedną scenkę, z której mało co wynika. Nie wiemy nic o Agnieszce, a przecież tutaj to chyba kluczowa bohaterka. Osobiście bardziej rozbudowała bym pod opowiadanie. Nie zaskoczył mnie koniec, właściwie nawet spodziewałam się go. Cuż nigdy nie wiadomo co śpi pod mchem.
Bardzo przyjemny drabellek. Przyznam się, że slow nie liczyłam bo poco skoro dobrze się czytało.
Fakt, trochę zaniedbałam, te artefakty. Gdzieś w trakcie pisania gdzieś mi umknęły, ale myślę, że kolejnym razem nie popełnię tego błędu. Co do romansowania, to akurat na tym absolutnie się nie skupiałam i chciałam żeby to bardziej poboczne było, ale bohaterowie mieli inne plany :)
Cześć. Pytałam właśnie ekspertki, o te km na rowerze. Cóż, twierdzi, że to realne. Ona sama w majóweczke, cięgiem 140 zrobiła i jeszcze przerwę na kawę i zapiekanki oraz opalanie sie nad wodą, miała. No ale ona na wyścigówce jeździ 70 km/h.
Bardzo sympatyczny drabelek. Kotki są dobre na wszystko.
Ciekawa historia, którą dobrze się czytało. Napięcie cały czas wzrastało i tylko koniec mało satysfakcjonujący, bo w głębi wierzyłam, że jednak dziewczyna go zdemaskuje. Ukryte smaczki, w postaci Marchwickiego, bardzo fajne.
Dzięki za komentarz. Poprawki oczywiście, wieczorem, naniosę. Bardzo się cieszę, że pomornik podszedł. Świat pomalutku rozbudowuję i zobaczymy jak to będzie w przyszłości wyglądać. W każdym bądź razie planuję zrobić z tego serię i rozbudować co się da pod książkę. To jednak dalekie plany i możliwe, że całkowicie nierealne
Cześć. Bardzo miło się czytalo, choć przyznam, że myślałam iż borowy jednak go zabije, a przynajmniej przepędzi natychmiast. Nie jestem fanką rowerów, i jak musiałam dojechać 4 km do pracy to prawie umarłam, a dochodziłam do siebie z półgodziny. A dwieście km to jednak sporo inna sprawa, że chyba nie do objechania w dzień. Ale jak mówię nie jestem fanką rowerów i pewnie do lasu to na piechotę bym szła. W każdym bądź razie bardzo zacny kawałek.
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34809
Kurojatka: Zdrada
http://www.nowafantastyka.pl/profil/299358
bruce: Legendaria
Bardzo piękna metafora odnośnie ludzkiego życia.
Jedyne co mi nie pasuje to:
“Istotą czystości, nienaruszalnym kryształem, uosobieniem ideału. Ale przytrafiło się życie, a życie to czas”.
Tu bym zmieniła na węgiel ponieważ ekstremalne warunki w ziemi zmieniają go w diament, mimo że początkowo jest dość miękki i kruchy. Wydaje mi się, że bardziej by tu pasowało.
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34810
d.pankovski: Chwasty – Cukierki z waty i inne smaki rozpaczy. (Majówka w Grasowie)
Witaj.
Zdziwiłam się czytając pierwsze zdania. Taka majówka Seby znana z blokowiska.
Powiem, że dopiero od krwistej kiełbasy, tekst zaczął mi się podobać. Nie przepadam za absurdem, ale tu wyszło to dość sprawnie i fajnie. Szorcik jak zwykle na wysokim poziomie.
Jak by to powiedział Seba:
- No to kilczek.
Bardzo fajnie się czytało. Pomysł na wojowniczki przemieniające się z łusek orginalny.
Faktycznie bajkowy wyszedł ten kawałek.
Ambush wyznaję kult kota i uważam, że każdy powinien mieć takowego. Jak nie w futrze, to łysego. Jak nie łysego to w głowie.
OldGuard chyba się Belzebub resocjalizuje, ale myślę, że bardziej chodziło o to, że go budzą. Zresztą nie chcę wiedzieć jaki będzie, jak wróci do piekła. Czy go w ogóle tam przyjmą.
melendur, Tak myślałam, że to twój pomysł. Mam nadzieję, że tym razem wyrobię się czasowo.
OldGuard przeczytałam tak samo.
melendur bardzo zgrabny drabelek. Cieszę się, że sięgnąłeś po coś innego – niż mój również ukochany – wiedźmin.
AnnaBullfinch bardzo dziękuję za ciepły i miły komentarz.
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34805
UnaBomba: Proszę, idź na randkę
Smutny i poetycki tekst. Powiem szczerze, że zaskoczyłaś mnie, bo taki troszkę nietypowy dla ciebie, ale to dobrze. Mnie bardzo się spodobał dlatego masz kliczek.
Bardzo ciekawa historia, przyznam, że nie słyszałam, więc trzeba by nadrobić.
Drabelek bardzo realistyczny.
Czytałam już w pracy, ale tak nie bardzo miałam jak kom wstawić.
Bardzo fajny drabelek i piękny koteł na zdjęciu.
Koty rządzą!
Witam.
Żyje, nie umarlam…na szczęście. Po długiej nie obecności, aczkolwiek bardzo pracowitej, wreszcie jestem.
Dziękuję każdemu za komentarz i kliczek, i już po kolei odpisuje.
melendur Interpunkcja to akurat mój kryptonit, zresztą okazało się ostatnio, że nie tylko ona. staram się nad nią pracować, ale z różnym skutkiem to wychodzi. Wzięłam sobie do serca twoje wcześniejsze rady i coś tam próbuję z nimi zrobić. Oczywiście z różnym skutkiem
Hesket ilustracje są naprawdę super i jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas oraz wysiłek. Masz bardzo ładną kreskę, a ołówek to już w ogóle skradł moje serducho.
betweenthelines dziękuję za komentarz. Belzebub, mimo że diabeł to typowy kot. Pierwowzór leży teraz na kanapie i mruczy przez sen, jak mały traktorek.
ostam zatem polecam wcześniejsze części. Trochę się w nich dzieje, chociaż tego w jaki sposób Belzebub trafił do Haliny niestety nie mam napisanego. Myślę, że za jakiś czas zostanie to opisane i wszyscy się wtedy tego dowiemy.
Przecinki i inne potknięcia zaraz poprawię.
bruce niezmiernie się cieszę, że zajrzałaś. Jesteś osobą, która jako jedna z pierwszych powitała mnie na tym portalu, i twoje komentarze są zawsze cenne dla mnie.
MichaelBullfinch bardzo się cieszę, że Bezi przypasował.
marzan bardzo proszę o niepodpuszczanie starszej pani. Bo jeszcze gotowa zacząć od burzy
Egzorcysty w ogóle nie brałam pod uwagę, ale może powinnam wziąć, bo to byłby ciekawy motyw.
Reg dziękuję za komentarz, poprawki zaraz naniosę.
Pozdrawiam wszystkich i życzę spokojnego wieczoru.
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34774
Anonim: Modelowy ksiądz
Do czego to doszło
Opowiadanko bardzo sympatyczne i takie życiowe. sama nie chodziłam dość długo do spowiedzi ale u takiego modelowego księdza, pewnie bym poszła.
A niemieckie porno to się bez głosu ogląda
kliczek odemnie
Ekchem… Dlatego nie kupuję książek, tylko wyporzyczam i nie ma stosiku. Proste, prawda? Jest natomiast lista wstydu ale ona na szczęście jeszcze nie pisze komentarzy.
Ekchem… Dlatego nie kupuję książek, tylko wyporzyczam i nie ma stosiku. Proste, prawda? Jest natomiast lista wstydu ale ona na szczęście jeszcze nie pisze komentarzy.
lugosi, dzięki za komentarz cieszę się, że się podobało
marzan jeszcze przed
Nie no, melendur, ty jak zwykle o jednym :) UnaBomba Maski sprzedaje. Ja chyba sobie jakąś kupię do kolekcji i zawieszę jak pozostałe na ścianie. UnaBomba – kawałek zacny, uśmiałam się do łez.
Opowiadanie bardzo ładne. Wizja końca świata przywodzi na myśl Tytanica i to chyba zamierzony efekt.
Bardzo fajny tekst, choć początkowo sceptycznie do niego podeszłam.
Hanka należała do postawnych kobiet, z gatunku tych, które siadając w autobusie zajmują półtora miejsca, wciskając sąsiada obok, w szybę.
Platynowe, krótko obcięte włosy absolutnie nie pasowały do nalanej twarzy, a obfity biust wypływał z dekoltu kremowej bluzeczki.
Przez jedną krótką chwilę, zarzuciła wzrokiem na mężczyznę siedzącego naprzeciwko. Jego pogardliwy uśmieszek podrażnił jej uczucia. Jednak bardziej od tego denerwowała ją jazda autobusem, w godzinach szczytu, w upale, jaki panował na zewnątrz i tutaj. Najwyraźniej klimatyzacja nie wyrabiała. Nic na to jednak nie mogła poradzić, a sprawa z którą udawała się do śródmieścia, nie mogła czekać.
Po autobusie rozniósł się dźwięk dzwonka. Kilka osób zaczęło nerwowo szukać telefonu. Drażniące ucho dźwięki, wydobywały się jednak z masywnej kobiety, która udawała, że nic nie słyszy i czekała, aż sygnał zamilknie. Co też uczynił po krótkiej chwili. Nie na długo jednak.
Hanka ignorowała dźwięki. W końcu po czterech nie odebranych połączeniach, gdy zorientowała się, że facet naprzeciwko wgapia się w jej biust, a uwaga pozostałych pasażerów jest dostatecznie skupiona, sięgnęła w kierunku biustonosza i przez chwilę próbowała wyłowić wibrujący aparat, umykający jej palcom. Natrafiła na coś obłego i dość miękkiego. Wyciągnęła to do światła, mrużąc oczy.
Facet z naprzeciwka wybałuszył oczy i kurczowo trzymając plecaczek, zasłonił nim krok.
– Figa – mruknęła kobieta. Zapakowała kandyzowany owoc do ust. Oblizała serdelkowate palce i zabrała się za dalsze poszukiwanie brzęczącego telefonu.
Hanka miała tendencje, do noszenia w biustonoszu, najprzeróżniejszych rzeczy, począwszy od zwitku banknotów stu złotowych, po cukierki, telefon i krople do oczu. W związku z tym problem noszenia torebek i siateczek, automatycznie się rozwiązywał.
Wreszcie udało jej się wyłowić telefon. Zerknęła na wyświetlacz i z westchnieniem odebrała.
– Czego?!
„– To ja się pytam.”
Wywróciła oczami, jeszcze raz zerknęła na gościa, który zaczerwienił się udając, że nie gapi na jej biust.
– Alicję, trzeba odebrać ze szkoły. Za czterdzieści pięć minut kończy lekcje, więc jakbyś się tym razem nie spóźnił to było by dobrze.
„– Nie ma szans. Jestem dopiero w Kielcach. To sto dwadzieścia kilometrów”.
– Nie obchodzi mnie to. Masz odebrać moją córkę, Fajer – poleciła, słuchając niewyraźnego mamrotania o braku dróg szybkiego ruchu, w tej okolicy. – Mam spotkanie biznesowe i nie mogę się spóźnić.
Przez chwilę rytmicznie kiwała głową, wysłuchując całej litanii żalów.
– Słuchaj, muszę kończyć bo zaraz jest mój przystanek. – Wstała z miejsca. Kuferek obity ostrymi kolcami, zakołysał się niebezpiecznie w jej ręce.
– Autobus mnie wiezie – odparła na pytanie o transport. – Parówa jest w Rzeźni, a Marcin w tym waszym… domu pomocy społecznej.
„– Adres”.
– Adres, sradres… Jak wysiądę. – Rozłączyła się.
Dużym biustem roztrącała ludzi tłoczących się w autobusie.
– Przepraszam – powtarzała, kopiąc po kostkach co oporniejszych pasażerów nie dość szybko schodzących z jej drogi.
Odetchnęła z ulgą, kiedy wreszcie wydostała się z pojazdu, na mniej zatłoczony przystanek. Rozejrzała się dookoła, lokalizując przejście dla pieszych poprawiła biust i ruszyła w tamtym kierunku rytmicznie stukając „ kaczuszkami”. Po drugiej stronie ruchliwej ulicy, w wąskiej bramie był sexshop, a na pietrze rezydowała osoba, do której właśnie szła. Niejaki Paweł „Kozioł” Kozera.
Obskurna klatka schodowa z odłażącą zieloną farbą i stosikami śmieci po kątach, sugerowała co może zobaczyć dalej. Błogosławiona brakiem węchu, Hanka nie czuła odoru fekaliów i gnijącego mięsa.
Dalszy ciąg do marzana.
Hania zmarszczyła brwi. Za nic w świecie nie mogła się przyznać, że zjada je Enrike. Szczególnie lubił te w rąby, noszone przez trzy dni. Stąd też problem skarpetkowy pogłębiał się, bo kończyły się nawet te taty.
– No skąd, mamo! W potwory spod łóżka tylko dzieci wierzą, a ja jestem już prawie dorosła – powiedziała Hania i zamknęła koszyk.
– Dobrze, pojedziemy po skarpetki, po szkole – zawyrokowała mama. – Mam w szafce jakieś moje, całkiem nowe. – Dodała wychodząc z łazienki.
Zza pralki, głowę wystawił Enrike, uśmiechnął się szczerząc krzywe ząbki. Chwilę mocował się, żeby wyjść z ukrycia. Poprawił pieluchę zsuwającą się z pupy i przez chwilę przebierał grubymi, zielonymi paluchami u stóp.
– Dzięki siostra, że mnie nie zdradziłaś – powiedział skrzeczącym głosikiem, baby troll.
– No… – Hania zamyśliła się. – Może Wiktor znalazł już coś na temat twoich rodziców. Jego tata ma kontakty.
Enrike podskoczył z radości.
– Haniu, chodź już bo w końcu znowu się spóźnimy – dobiegł do nich głos mamy.
– Schowaj się, a ja przyniosę po szkole skarpety. Cała klasa chciałaby ci pomóc – szepnęła i wyszła z łazienki
Ach ta fotowoltaika, wszędzie się wciśnie :) Bardzo zaskakujący szort. Klikam.
Bardzo fajnie się czytało, taki tekścik troszkę o matryjarchacie, wiec wcale się nie dziwię, że obcy uciekli statkiem. Miła odmiana.
JolkaK na pewno będzie, w końcu 364 dni trzeba opisać.
Reg cieszę się, że zajrzałaś. W planie mam kolejną część, już powoli się pisze.
melendur docenimy i psa. Cierpliwości.
Całkiem niedawno czytałam właśnie artykuł o tym człowieku. Niesamowita historia, dająca dużo do myślenia, że pomoc czasem otrzymuje się z nieoczywistych miejsce i od ludzi którzy niczego nie oczekują w zamian.
Prawdę powiedziawszy po tytule myślałam, że będzie tu historia, tej arystokratki z ameryki, która wydała cały swój majątek na pomoc młodym wykorzystywanym dziewczynom w Ameryce pn. Nie pamiętam jej nazwiska, wiem jedynie, że zmarła w wieku 57 lat, a jej organizacja nadal działa.
Nie mniej ten podwójny drabelek też jest super.
Pozdrawiam i weny życzę.
Cześć betweenthelines. Dzięki za przemiły komentarz.
Niestety sama w tym starym opowiadnku, widzę różne mankamenty
Wyzwanie jakie sobie postawiłam poprawiając je, to czy dam radę sprawić mu nowe życie i czy nikt się nie zorientuje, że ma już piętnaście lat. Zrobiłam co mogłam, żeby było dość dobre do wstawienia go tutaj, a skoro masz dobre wrażenia, to niezmiernie się cieszę i zapewniam, że od tego czasu trochę się rozwinęłam.
Pozdrawiam cieplutko.
Witaj OldGuard. Wszystkie zaimki odnoszące się do Boga, piszemy z dużej litery. Sprawdzone :)
Super sprawa. Coś dla mnie
Hestket bardzo dziękuję, za propozycję. Już odpisałam. Muszę powiedzieć, że twoje rysunki, do których wysłałeś link naprawdę robią wrażenie.
UnaBomba, musiałam sobie zerknąć i wygoglować o co chodzi. Jak to człowiek cały czas się niechcący doucza :)
maciekzolnkowski. Oczywiście, że będzie. W końcu to 364 dni :)
Michael gdzie ja rysownika znajdę. Chociaż sam pomysł dobry.
jeroh rozsypana sól ponoć kłopoty i kłótnie przynosi, a w takiej ilości to pewnie jakaś tragedia by była.
Hesker, też mam kotkę i widzę ten sam schemat, albo wróble przynosi, albo myszy i jaszczurki, a kiedyś nawet dorodny szczur się trafił. I jeszcze żeby to martwe było, to nie wszystkie ofiary gonią przerażone po domu, a ona patrzy co robimy. Powiem szczerze, że Belzebub ma dużo z Galarety :) Jeśli chodzi o coś dłuższego to oczywiście pracuje nad tym.
Reg, Belzebub zawsze dobrze się bawi. Ma ogromną radość z dokuczania innym.
beeeecki, tak sobie myślę, że chyba dopiszę dalszą część, akurat do tego tekstu, bo faktycznie sporo osób pisze, że jest ucięty i niedokończony.
MichaelBullfinch bardzo dziękuję