komentarze: 63, w dziale opowiadań: 63, opowiadania: 32
komentarze: 63, w dziale opowiadań: 63, opowiadania: 32
Bardzo sympatyczny kawałek, ale dla mnie trochę niezrozumiały.
I Belzebub, mam wrażenie, że ostatnio bardzo transformuje, to w kota to w psa. i dobrze, niech straszy.
Ja na razie dać nie mogę.
“Codziennie, po wybudzeniu się z głębokiego, czarnego, pozbawionego jakichkolwiek snów snu, patrzę w zawieszone nad umywalką lustro, z całych sił gardząc typem znajdującym się po jego drugiej stronie”.
“Mało śpię. Zresztą, nawet kiedy już zasnę i tak nigdy nic mi się nie śni”.
Dwa razy powtórzone to samo. Przynajmniej o raz za dużo.
Ilość przekleństw odrzuca i nie wnosi niczego do tekstu. Oprócz tego, że czytelnik ma wrażenie, że czyta zwierzenia Seby z blokowiska, a nie korpo szczurka.
Osobiście tekst mnie nie ujął.
Bardzo miły i przyjemny szort, z zaskakującym zakończeniem.
Gdzieś pomiędzy pierwszą, a drugą częścią, gdzie pojawia się Maciuś, masz niepotrzebną gwiazdkę.
Dziękuję.
Reg, coś podejrzewam, że zdążysz :)
Poprawione.
Odnośnie pytania o podwójnych tęczówkach. W filmie z tomem Cruisem pt: “Mumia” (2017), Ahmanet takie miała.
Zdjęcia nie umiem wkleić. Niestety.
Poprawki zaraz naniose
Poprawione. Bardzo dziękuję za pomoc.
Mam jeszcze pytanie, czy wasze komentarze będą widoczne, bo próbnie wstawiłam i były widoczne.
Bardzo poetycki tekst. I właściwie nie wiem co więcej napisać, oprócz: bardzo mi się podobało i
nie spodziewałam się takiej końcówki.
A jeżeli chodzi o porównania, to absolutnie żaden Kordian tylko Edward Cullen (i żeby była jasność filmu i książki nie cierpię, ale jakoś tak mi tu nim zaleciało).
Bolly, słońce ty moje. Gwiazdo spadająca. Mistrzu od przecinków, z niskimi ukłonami dziękuję za pomoc. Niestety… dla ciebie, będę za tobą ganiać po całym NF, z każdym przecinkiem, niczym nastolatka napalona na Stonsów :)
A tak poważniej to bardzo dziękuję, że zajrzałeś i podpowiedziałeś z przecinkami.
Ciężki ale bardzo dobry szort. Gęsty. Zaczyna się niewinnie, a kończy dość mrocznie. Bardzo ładnie uchwycone co dzieje się w głowie bohatera. Podobają mi się takie duszne klimaty.
Zgadzam się, bruce jest niesamowia. Potrafi wyłuskać z tekstu takie błędy, na które ja w życiu bym nie wpadła. Nie zastanawiałam się zbytnio nad tym dlaczego Ada jest taka. Przyjęłam, że posiada takie umiejętności i już…może to był błąd i powinnam się bardziej nad tym zastanowić. W każdym bądź razie dziękuję za sugestię, która otwiera dość sporo drzwi.
Weszłam bo zaintrygował mnie tytuł.
Koncept podwodnego miasta z mieszkającymi tam ludźmi, według mnie ciekawy.
Czytało się dobrze i szybko. Trochę bolała mnie mała ilość opisów tego miasta, a rozwijająca się relacja pomiędzy Dianą i Leonem potraktowana została po macoszemu. Niektóre fragmenty trochę skrótowe i można by je rozbudować.
Jednak bardzo spodobało mi się i przeczytałabym więcej.
beeeecki nie sądziłam, że tak znamienita persona zajrzy do mojego opowiadania.
Bardzo dziękuję za miły komentarz, wiadomo przecież, że autor lubi słuchać na temat swojego dzieła, jakie by ono nie było. Poprawki oczywiście naniosę.
Co do głównej bohaterki. Na początku było wspomniane, że bohaterka miała takie zdolności, od dziecka, ale nikt, a w szczególności matka, nie zainteresował się tym bardziej, stwierdzając, że wymyśla. Ona też na początku chciała od tego uciec, by w końcu, tak jak matka wmawiała jej, stwierdzić, że być może to z nią jest coś nie tak. A takie rzeczy się po prostu ukrywa najgłębiej jak się da, nie wnika się w istotę problemu. Tym bardziej, że była z tym sama i była przerażona.
Świat ciekawie opisany, dość żywo powiedziałabym. Demony jako jako istoty dominujące, zaintrygowały, szczególnie ich wyraziste twarze. Akcja według mnie mało dynamiczna i gdyby sytuacji nie ratowały opisy, powiedziałabym, że mało się dzieję. Mimo to, podobało się i chętnie przeczytałabym więcej.
Też tak uważam.
kurojatko czyżbyś był zaskoczony ? To chyba bardzo dobrze. Plan się udał.
Akurat tu wszystko było zaplanowane ale nie zawsze tak jest.
Plan na świat i pomornika, wędrującego pomiędzy światem zmarłych i żywych też. Co nie oznacza, że będę siedzieć w jednym czasie.
Pozdrawiam i dziękuję za kom. Zaraz zabiorę się do poprawek.
Ach te krwiożercze krasnoludki. Z nimi wszystko jest możliwe.
Bardzo sympatyczne opowiadanko, choć szkoda, że tak krótkie.
Takie typowe, wiedźmińskie opowiadanie, z dużą dawką brutalności, które czyta się bardzo dobrze. Masz solidnie zbudowana postać Konreada, który jest sympatycznym gościem. No i ta skrzynia, mnie rozwaliła. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
Zrobiłeś bardzo duży progres, jeśli chodzi o sam opis walki. Jest ona dobrze napisana, tempo płynne i szybkie.
Z chęcią przeczytam więcej o Konreadzie.
Dziękuję bard o za informacje. Zaraz tam pogrzebie
Chomiki są słodkie i przezabawne. Sama miałam kilka i strasznie, się ubeczałam jak zdechł.
W tym krótkim miniaku, bardzo fajnie przemycasz głębszy sens. Stawiasz pytania, na które tak naprawdę nikt nie chce znać odpowiedzi i spycha je gdzieś na bok. Bardzo się podobało. Czytałam jakieś twoje, krótkie formy i naprawdę są bardzo zgrabne i dobrze napisane.
Co do wyjścia z klatki. Jedyne co można zrobić to obudzić się.
Pozdrawiam Czarna.
Droga bruce. Jestem niezmiernie wdzięczna za obszerny komentarz. Wyłowienie brakujących przecinków i literówek, i brakujących słówek. Aż dziw bierze, że tyle rzeczy przeoczyło się, podczas poprawek, ale jak to się mówi: autor nigdy nie widzi własnych błędów.
Nie mniej, poprawki zostały naniesione.
Co do rozmowy przez telefon, mówi się, że taki dialog powinien być oznaczony kursywą. Czy to faktycznie jest regułą, nie wiem. Na razie zostawię, a jak wyszperam, w mądrych poradnikach to poprawię. ( Niedowiarek ze mnie. Niestety)
Jeszcze raz dziękuję za komentarz i tak, kiedyś chciałabym go wydać.
melendur. Wielkie dzięki za komentarz.
Outta Sewer. Dziękuję za komentarz i& przepraszam, że tak długo czekałeś na wiadomość zwrotną. Życie porwało mnie szpony. Poprawki naniosę jak najszybciej. Jak się uda to wieczorem.
lugosi. Na pewno będzie więcej. Pracuję nad kolejną częścią. Nie będzie to dalsza część, tylko osobne opowiadanko.
GalicyjskiZakapior. Cieszę się, że tak zacna persona zajrzała i skomentowała. Przecinki to mój kryptonit. Ile bym nie sprawdzała i poprawiała, zawsze coś się znajdzie. Nad tymi przeskokami też pracuję, więc każdy komentarz na ten temat jest wskazany. Dzisiaj wieczorkiem ogarnę sobie temat.
Bardzo ładne. Trochę rozczulające i straszne. Nie spodziewałam się innego końca Kaliny.
Bardzo sympatyczny szrocik. I ta wena, tak zmęczona…super.
Zajrzę na pewno. .
“Wyszliśmy w plener, poza horyzont codzienności.” – Bardzo ładne zdanie.
“…a bezpańskie pszczoły…” – pszczoły nie są bezpańskie. Pszczoły mają królową.
“… daleko, na antypodach naszego grajdołka, czeka coś nie z tego świata. Że wydarzy się magia…” – grajdołek to takie potoczne słowo, niezbyt pasujące do takiego całuśnego tekstu.
Miniaczek bardzo słodki, ładny i cieplutki. Lubię takie teksty.
Bardzo dziękuję za komentarze. Za te pozytywne i mniej pozytywne. Rozumiem, że nie każdemu może przypaść do gustu, bo jednak wojna to delikatna sprawa.
Wyłapałam kilka powtórzeń. Pewnie gdyby nie były tak blisko siebie nie zwróciłabym uwagi.
“…i w jadłospis, w mowę, w modlitwy, nawet w sposób, w jaki człowiek odwraca głowę, kiedy mija runy na murach. Miasto miało mury stare jak grzech i równie uparte, a na tych murach – znaki…”
Dwa pierwsze akapity, są słabsze w porównaniu z resztą, wyglądają trochę tak naprędce pisane. Od rozmowy ze strażnikiem jest lepiej.
“… zapytał strażnik z bramy, ten młodszy, z wąsem jeszcze niepewnym, jakby nie wiedział, czy wypada mu rosnąć w takich czasach.” – Bardzo ładne. Podoba mi się.
“Runa nad paleniskiem, ta prymitywna, brudna, wyżłobiona nożem w drewno, odpowiedziała – nie świecąc jak świątynne pieczęcie, nie robiąc cudu dla gawiedzi, tylko dając ciepło, które nie jest tylko temperaturą, ale obietnicą, że jeszcze można oddychać.” – to też jest ładne.
Piszesz w sposób, który wciąga czytelnika i nie pozwala się oderwać. Mówisz o rzeczach, które są ciężkie i trudne do zaakceptowania. O takiej cichej odwadze bez względu na wszystko, bo nie sądzę żeby Jaromir przestał śpiewać. I pod tym względem Jaromir lepiej do mnie trafił, niż Kartograf. Moim zdaniem jest też lepiej skonstruowany.
Świat też wydaje się być dobrze zrobiony.
Mrok zaczął być spychany w Kąty i na Pustkowia… → Dlaczego wielkie litery?
Ponieważ to nazwy.
Inne poprawki zostały naniesione i jestem wdzięczna za oznaczenie potknięć. Faktycznie tekst po poprawkach wygląda na wygładzony.
Dziękuję za każdy komentarz. Nie spodziewałam się takiego odzewu i tak dobrego przyjęcia.
Bardzo faj ny szocik Przepychanki między diabłem i aniołem zacne.
Będzie więcej.
Męcz, męcz bo to było dość ciekawe ale i trochę ciężkie w odbiorze. Studium samotności i pokazanie skrzywinego umysłu, jest dość ciężką sprawą do napisania. Jeśli mogłabym coś zasugerować, to spróbować, napisać podobny tekst w pierwszej osobie, bardziej skupić na myślach głównego bohater, niejako wejść w jego buty. Niech go polubią, albo znienawidzą, bo na razie jest taki niejaki.
Obawiałam się tej długości tekstu, którą widziałam, ale zadziwiłam się, widząc " koniec". Tekst bardzo wciągający, momentami, kojarzył się z historiami Pratcheta, chociaż absurdu tu nie było. ( Kłótnia przy ścianie, czy jest czy jej niema, tak mi zaleciała nim) Parę razy zauważyłam jakieś powtórzenia, ale to szczegół. Świat wydaje się rozległy, mroczny i ciekawy. Z pewnością przeczytam coś więcej z tego uniwersum.
IIWŚ nie jest moim ulubionym tematem, być może dlatego podjęłam się napisania tego tekstu. Żeby sprawdzić czy jestem w stanie przelać na papier, właśnie to co mówisz, tą grozę, brud i strach. Co do łapania za kostki, jest to być może źle dobrane porównanie. Martwi jako martwi, za nic nie mogą złapać, ale biegnąc po rozmokłym błocie, pomiędzy ciałami, może się odnieść takie wrażenie. Chyba. Bardzo się cieszę, że przełamałeś się, zajrzałeś i zostawiłeś komentarz.
Bardzo dziękuję, za wszystkie komentarze. Szczerze, nie spodziewałam się tak dużego odzewu i tylu rad, pokazania błędów.
Faktycznie tekścik krótki, dlatego zajrzałam. Miniaki mają w sobie jakiś urok.
Ponieważ jestem z czasów, kiedy Polska była jeszcze blisko Wielkiego Brata, więc może stąd moje kręcenie nosem. Z pewnością zajrzę do jakiś innych twoich opowiadań.
Pozdrawiam cieplutko.
Witam.
Może się trochę czepiam ale droubble mają to do siebie, że kończą się zaskakującą puentą. Tu tego troszkę brakowało. Może dlatego, że w tytule i trzecim zdaniu, delikatnie naprowadzasz czytelnika na trop.
W dialogach rosyjsko brzmiące słowa, wyglądają dziwnie. Przynajmniej dla mnie, bo skoro jest to sen, Mróz może mówić, równie dobrze po rosyjsku albo i po polsku.
Mnie osobiście z jakiegoś powodu ten kawałek nie przypadł do gustu.
Smutne i melancholijne opowiadanko o samotności i próbie pogodzenia się z nią. Momentami trochę ciężko się czytało, ale widać tu potencjał.
Pod jakim nickiem jesteś na watt
Opowiadanie bardzo fajne, i mimo że nie lubię dłuższych form,czytało się świetnie. Do tego stopnia, że napis koniec mnie zaskoczył. Postać głównego bohatera fajnie napisana, dialogi bardzo prawdziwe. Jedyne co mi brakowało, to motywu działania niemca, który gdzieś tam mi umykał.
Króciutka miniaturka, na jedno kłapnięcie paszczą. Taka jak lubię. Bardzo zgrabnie napisana. Początkowo nie do końca domyślałam się o co chodzi, ale końcówka wyjaśniła wszystko.
Ja tylko dwa zdania. Dziwę się, że nikt nie odpisał, bo opowiadanie jest naprawdę bardzo ładne(co z tego, że długie, jak tej długości nie czuć).
Czyta się płynnie i szybko, a sama historia jest bardzo wciągająca.
Przeczytałam, nawet mi się podobało, mimo iż nachodziłam się za bohaterem, aż mnie nogi rozbolały. Z tego wszystkiego przeoczyłam psa, który wyskoczył z szafy. Mimo tego czekałam na wielki finał, jakieś wyrywanie flaków, potwór wyskakujący z krzaków, a skończyło się tak niejako. Ot zastrzelili gościa.
Starasz się budować klimat i na początku jest świetnie ale potem, im dalej w tekst tym jest ciężej, tym robi się nudniej. Bohater krąży, w te i we wte, jakieś drzwi, jakieś korytarze, klatki schodowe. Gubi się, wraca…znowu idzie. To wszystko zapycha tekst, akcja zwalnia, klimat się rozlatuje i robi się nudno. Spróbowałabym trochę ukrócić to chodzenie i oglądanie obrazów, a skupiłabym się bardziej na bohaterze, jego emocjach, strachu.
Akcja z babcią była dobrym pomysłem. Motyw z głową starca też był świetny. Natomiast nad wykonaniem trochę bym popracowała. Naprawdę jest w tym potencjał.
Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłam.
Dziękuję za komentarz. Poprawki na pewno będą naniesione. Ostatnio czytałam twoją ucztę i miałam bardzo pozytywne odczucia bo wszystko ładnie się zgrywało i było na wysokim poziomie, ale jakoś nie odważyłam się komentować.
Robercie, absolutnie się z tobą zgadzam i podpisuję wszystkimi rękami pod tym co piszesz. Wystarczy kilka charakterystycznych cech, żeby czytelnik mógł się zakotwiczyć i wyobrazić sobie bohatera.
Sceny przed lustrem są koszmarne w moim odczuciu. Ogólnie wygląd danej osoby można przemycić, tak przy okazji dialogów. Ewentualnie przy tym jak Fryss sięgnęła po cygaretke, że np wydmuchany dym zaplątał się we włosy, albo że blizny naciągnęły się przy zaciąganiu się. Na samym końcu, jak już wstawiłam komentarz, przyszło mi do głowy, że nie zdziwiłabym się, gdyby to Fryss stała za klątwą. W końcu bardzo zależało jej na tej pracy. I szczerze nawet mi do głowy, nie przyszło że może być tą dobrą.
beeeecki, bardzo dziękuję za komentarz. Każde słowo, które sprawi, że będę lepiej pisać jest na wagę złota.
melendur, tobie też dzięki za pomoc w betowaniu i wychwytywanie błędów w przeklętej interpunkcji.
Jestem zachwycona.
Tekst jest suchy, wręcz laboratoryjny przez co odrzuca od czytania. Z drugiej strony, ryje głowę lepiej niż dzik darninę. Wżera się, obraca o 360 stopni i niby patrzysz na to samo ale w zupełnie inny sposób.
Dawno nie czytałam niczego co zrobiło mi tak z głową.
Witam.
Do tego opowiadania, przyciągnął mnie tytuł. I bardzo dobrze, bo jest to historia naprawdę dobrze napisana, taka trochę słodko – mroczna. Choć na mój gust bardziej słodka, niż mroczna.
Opisy są mięsiste i mega soczyste, aż chce się w nie wgryźć. Brakowało mi tylko opisu wyglądu naszych trzech elfich detektywów ale być może umknął mi, bo jeszcze z rana zaczęłam czytać, przed pracą, więc to możliwe.
Dialogi, super. Żywe, bardzo fajnie nakreślają charakter postaci i dynamikę opowiadania. Jest dobrze budowane napięcie, które z każdym wypowiadanym zdaniem jest coraz większe.
Co mnie najbardziej zaskoczyło to wiewiórka, która mówi. Sama nawet nie wiem dlaczego.
Co do samego zakończenia, to mam wrażenie, że jest pisane tak…naprędce. Wszystko ładnie rozbudowane, a koniec taki sobie. Wszystko zmierzało w kierunku wielkiej bomby, a tu nic.
Rozumiem, że spalenie wszystkiego i upozorowanie własnej śmierci było konieczne, i to jedyna słuszna decyzja ale brakuje mi tu emocji. Zginęły tam jej dwie koleżanki, coś się dla niej skończyło, a Fryss jedyne co robi, to odchodzi pogwizdując.
Mam kilka uwag do tego tekstu. Piszesz: " …lokalna patologia urządzała sobie weekendowe libacje…" – patologia nie potrzebuje weekendów na libacje,więc to jest poprostu zbędne. Wystarczy opuszczony budynek. " …prowadzący rozmowę, pan w błyszczącym garniturze….niż zawartość butelki, którą wolno opróżniał…" – Bardzo przerysowane postacie. Jeżeli idziesz w absurd i groteskę to wtedy jest to dobre. Do poważniejszej historii, jest to nie zbyt ciekawym, zniechęcającym posunięciem. Dialogi – sztywne i brak w nich emocji. Nie pchają historii do przodu. Masz tam, misz masz w zapisie myśli bohatera, a tekstem narratora. To trzeba jakoś oddzielić, żeby było wiadomo o co chodzi. Druga część jest jakby lepsza. Jest w niej więcej dynamiki, rozmowy są lepsze. Fragment, który wstawiłeś zapowiada się na dobrą historię z potencjałem. Zniechęcają do niej właśnie takie błędy, gramatyczne, interpunkcyjne.
Bardzo dziękuję, dyżurnemu za zwrócenie uwagi. Tag zmieniony, poradnik przeczytany. Pozdrawiam Czarna
Bardzo interesujące opowiadanie, chociaż spodziewałam się innego zakończenia.