- Opowiadanie: wisielec - Żona Goliata

Żona Goliata

dedykuję wyznawcom Lovecrafta

ilustracje: litografia Osmara Schindlera z 1888 roku oraz relief z pałacu w Khorsabad

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Żona Goliata

 

Hefnet wzywała Izydę i Ozyrysa płaczliwym głosem. Pobielałe palce wbijały się w krawędź łoża. Czarna broda Goliata łaskotała ją w kark. Jeśli bogowie Nilu przybyli, to wyłącznie w charakterze świadków, bo małżonkowie doskonale dawali sobie radę bez nadziemskiej interwencji.

U kresu miłosnych zapasów wojownik legł na niewieście niczym zdyszany buhaj. Oblubienica czochrała go leniwie po włosach.

– Muszę iść – oznajmił Filistyn. – Podobno znaleźli jakiegoś Żyda, który chce ze mną walczyć. Musi być tęgi zuch.

Hefnet przytaknęła, owinęła się nakryciem i zaczęła rozczesywać włosy. Równej piękności próżno było szukać w całym Pentapolis. W namiocie rozszedł się zapach lotosu i olejku sandałowego.

– Mam tego dosyć, wiesz. – Goliat wdziewał sandały i nagolennice. – Obie armie zajęły pozycje na zboczach i nikt nie kwapi się zejść w dolinę. Sukinsyny boją się atakować pod górę. Od czterdziestu dni ta sama śpiewka. Każdego ranka formujemy szyk naprzeciw Izraelitów i łypiemy na nich spod szyszaków. Potem wszyscy rozchodzą się do obozów i tak do usranej śmierci.

Egipcjanka słuchała uprzejmie, malując rzęsy. Powieki zatrzepotały jak motyle skrzydła. “Jakim cudem to mazidło wytrzymuje w upale?” – zastanawiał się Goliat. “Istna czarodziejka.”

Hefnet nie mówiła po aramejsku. Małżonkowie nie mieli wspólnego języka i dlatego dogadywali się doskonale.

– Poszedłem do Tuszratty i mówię mu; chłopie, tak nie może dalej być. Trzeba coś przedsięwziąć. Odkąd rzuciłem wyzwanie Judejczykom, nie pokazał się ochotnik. Może, gdyby Samson żył…

Fillistyn przywdział łuskowy napierśnik z brązu, o wadze pięciu tysięcy sykli. Odwrócił się tyłem do żony i spojrzał przez ramię.

– Zawiążesz?

Hefnet podeszła do męża, kołysząc zalotnie biodrami. Nigdy nie przegapiła okazji, by kusić i uwodzić. Sprawnie zasznurowała rzemienie pancerza.

– Dziękuję. Przykro mi, że musiałaś przez dwa miesiące siedzieć w zakurzonym obozie. Dziś to się skończy. Gdy wrócimy do Gat, kupię ci sznur elamickich pereł i płaszcz z tyryjskiej purpury. Zwycięska armia bierze pokonanych w niewolę, a Judejczycy to pracowity ludek i osiągają dobre ceny na fenickich targach.

Filistyński wojownik przypasał zakrzywiony nóż. Gdy sięgnął po włócznię o żelaznym grocie i drzewcu grubym jak wał tkacki, kot wlazł mu pod nogi. Hefnet przywiozła z Memfis cały tabun tych przeklętych stworzeń. Goliat łatwo wpadał w gniew i poczuł impuls, by rozdeptać zwierzątko. Nie uczynił tego jednak, bowiem kochał żonę i nie chciał sprawić jej przykrości.

Brodaty olbrzym, zakuty w brąz i żelazo, opuścił namiot. Przeciągnął się i z trzaskiem rozprostował kości. Mrużył oczy, oślepiony złotą jutrzenką w dolinie Elah. Filistyńscy siepacze przystawali w drodze na bitewne pole i witali go entuzjastycznymi okrzykami.

W cieniu rozłożystego pistacjowca stał posąg Dagona. Potężny Dagon czuwał nad dzielnymi chłopcami z Aszdod i Askalonu. Goliat klęknął przed obliczem bóstwa i opróżnił bukłak wina u stóp figury. Sucha ziemia Filistei wypiła ofiarny trunek.

– Wszechmogący i wieczny boże! Ty umocniłeś tron Sargona Akadyjczyka. Za twoją sprawą cztery strony świata pokłoniły się przed berłem wielkiego Naram-Sina. Ty zesłałeś mądrość na prawodawcę Hammurabiego. Ja, Goliat z Gat, wznoszę do ciebie modły! Daj mi zwycięstwo nad synem Jehowy, czempionem Izraela.

Podmuch słonego wiatru od morza poruszył liścmi pistacjowca.

Gdy Goliat wstawał, podbiegła do niego bosonoga Hefnet. Szlachetne pęciny Egipcjanki błyskały spod kwiecistego kilimu, którym osłoniła olśniewającą nagość przed chciwym wzrokiem żołnierzy. Pod pachą niosła hełm zwieńczony kitą z końskiego włosia. Szczebiotała coś po egipsku z mieszaniną przejęcia, troski i złości. Olbrzym wziął hełm z rąk żony i nasadził sobie na głowę.

– Dziękuję, kochanie.

Pocałowała go w policzek.

***

Król Saul siedział na haftowanym kobiercu i usiłował poskładać do kupy Arkę Przymierza. Filistyni zwrócili ją niedawno, lecz była w fatalnym stanie.

– Szymonie! Masz do tego instrukcję?

Rękodajny gorączkowo przeszukiwał święte pisma, aż odnalazł żądany fragment.

– I uczynią arkę z drzewa akacjowego; jej długość będzie wynosiła dwa i pół łokcia; jej wysokość półtora łokcia i jej szerokość… [Biblia Tysiąclecia, 2003, Wj 25: 10]

– Matole w Szeolu kąpany! Przecież widzę! – zdenerwował się monarcha. – Przeskocz werset.

– Odlejesz do niej cztery pierścienie ze złota i przymocujesz je do czterech jej krawędzi: dwa pierścienie do jednego jej boku i dwa do drugiego jej boku. Rozkażesz zrobić drążki z drzewa akacjowego i pokryjesz je złotem. I włożysz drążki te do pierścieni po obu bokach arki celem przenoszenia jej. Drążki pozostaną w pierścieniach arki i nie będą z nich wyjmowane. [Biblia Tysiąclecia, 2003, Wj 25: 12-15]

– Pierścienie po dwa na każdym boku, drążki idą do pierścieni… – mruczał Saul, dopasowując wymienione elementy. –  Teraz cheruby. Zostaw mi tę instrukcję na dywanie i leć zobaczyć, co z wojskiem.

Szymon powrócił prowadząc setnika imieniem Juda.

– Panie! – zakrzyknął oficer. – Znalazłem ochotnika, który jest gotów bić się z Goliatem.

– To wspaniale! – ucieszył się król. – Każ go wprowadzić.

Do monarszego namiotu wkroczył rudowłosy sowizdrzał.

– Jak się zwiesz, śmiałku? – zapytał Saul, nie odrywając wzroku od Arki.

– Dawid, syn Jessego, Wasza Wysokość.

Monarcha pomyślał, że głos owego męża brzmi dość piskliwie. Zerknął nań spomiędzy nóg umocowanego właśnie anioła.

– Ile ty masz lat, chłopcze? Przecież Goliat cię rozdepcze.

– Nie bój żaby, królu. Jak pasałem ojcowe owce to zabijałem lwy i niedźwiedzie! Co mi tam jeden Filistyn.

Saul wplótł upierścienione palce w brodę i popadł w namysł.

“Nikt nie chce bić się z olbrzymem, a Filistyni zaczynają się niecierpliwić. Lada chwila, a zuchwalcy ruszą do szturmu. Nim dojdzie do bitwy, muszę naprawić Arkę. Niech gnojek idzie, może kupi nam trochę czasu.”

– Bóg nagrodzi twoją odwagę, synu. Dam ci mój pancerz.

Chłopak pokręcił rudą czupryną.

– Nie chcę. Zbroja przeszkadza w walce.

Szymon i Juda spojrzeli po sobie ze zdumieniem i jednocześnie wzruszyli ramionami. Król zaklął plugawie, bo akacjowa drzazga weszła mu pod paznokieć.

– To idę – oznajmił Dawid.

– Idź. Wierzę w ciebie – syknął półgębkiem Saul, ssąc krwawiący kciuk.

Młodzieniec ukłonił się i wyszedł, pogwizdując pasterską melodyjkę.

***

Arenę pojedynku wyznaczał ostrokół judejskich i filistyńskich grotów. Mury tarcz były rozdzielone bruzdą piaszczystego pola, jak Morze Czerwone po uderzeniu Mojżeszowego kostura. Bogowie patrzyli z nieba, niewidoczni. Dawid przyszedł uzbrojony w pasterską laskę. Goliat górował nad nim dwukrotnie. Na tarczy nosił wizerunek Dagona z łuskowatym ogonem.

– To jakieś żarty. Czy ja jestem pies, że z kijem na mnie idziesz? – zadudnił z głębi hełmu.

Syn Jessego nabrał w płuca wielki haust powietrza.

– Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie odda cię Pan w moją rękę, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom: niech się przekona cały świat, że Bóg jest w Izraelu. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc odda was w nasze ręce. [Biblia Tysiąclecia, 2003, 1 Sm 17: 45-47]

– Kpisz ze mnie! – zirytował się Filistyn i ruszył naprzód.

Wówczas Dawid wyciągnął procę.

– Ha-ha! – zakrzyknął triumfalnie.

Nasadził gładki otoczak na miseczkę i zakręcił rzemieniem. Rozległ się furkot przecinanego powietrza. Pocisk odbił się z brzękiem od Goliatowego hełmu. Miotacz wydawał się zbity z tropu.

Z filistyńskiego narożnika rozległo się chóralne buczenie. Nawet Izraelici byli zażenowani. Kto to słyszał, strzelać do przeciwnika w czasie pojedynku?

Rudzielec runął do ucieczki, lecz odbił się od ściany tarcz. Goliat wyszczerzył zębiska. Żółte siekacze błysnęły na tle czarnej, splątanej brody. Nabił Dawida na włócznię jak oliwkę i podniósł wysoko nad głowę, by żołnierze w tylnych szeregach mogli zobaczyć trupa. Filistyni wiwatowali.

– Znowu idziemy do niewoli – westchnął królewski rękodajny, Szymon.

– Chyba nie będzie gorzej, niż w Egipcie – odparł setnik Juda z filozoficznym spokojem.

***

Biskup Rzymu zakończył modlitwę w apartamentach Pałacu Laterańskiego. Posiadał doskonałe wyczucie czasu. Powstał i przeżegnał się w tej samej chwili, gdy drzwi zostały uchylone. Przez próg zajrzał prezbiter Benedicto Sforza, otoczony aurą nienatrętnej uczynności.

– Wasza Świątobliwość, już czas.

Papież nasadził na nos noszone na sznurku okulary w rogowych oprawkach. W drodze do świątyni oddał się medytacjom dotyczącym przepychu i splendoru Stolicy Apostolskiej. Gdzie podział się duch wczesnych kongregacji? Pan radował się serdeczną wspólnotą wiernych, którzy rozpoznawali się znakiem ryby i wieczerzali wspólnie w katakumbach pod Rzymem. Prześladowania umacniały ufność w potęgę Opatrzności.

Współcześnie, skrzydła Kościoła sięgały najdalszych krańców ziemi. Cóż z tego, jeśli nie było zgody między bożym narybkiem? Ekskomunika Kimeryjskiego króla pociągnęła za sobą rozchwianie wschodniej ściany przybytku Pańskiego.

Jego Świątobliwość lubił spacerować. Pogrążony w niewesołych myślach, przemierzył plac pełen wiernych i wstąpił w próg bazyliki Agamemnona Sprawiedliwego. Przygotowując się do prowadzenia nabożeństwa wykonał szereg rytualnych czynności, utrwalonych do rangi odruchu miriadą powtórzeń. W międzyczasie wysłał esemesa do szefowej kuchni w Pałacu Laterańskim. Prosił, by na poobiedni deser zaserwować bezy, jeśli to nie problem. Wiedział, że to nie problem, bo siostra Justyna uwielbiała dogadzać papie.

Wreszcie Jego Świątobliwość, przebrany w liturgiczny ornat, wstąpił w główną nawę bazyliki na czele orszaku diakonów, niosących dzwony i kadzielnice. Stanął przed ołtarzem Przepastnych Głębin i pokłonił się przed wizerunkiem Dagona.

Na płaskorzeźbie wyobrażono rozłożyste drzewo pistacjowca. U stóp Pana klęczał Goliat i jego egipska żona, dzierżąca pod pachą hełm z końską kitą. Trzymali się za ręce.

 

Koniec

Komentarze

Wj 25: 10 I – jeśli występuje w dialogu, to nie może tak być zapisane – niby jak to przeczytać?

To samo dalej w tym i kolejnych cytatach. 

 

Zostaw mi instrukcję na dywanie – tę

 

Do monarszego namiotu wkroczył rudowłosy podlotek. – podlotek to dziewczyna

 

Nie bój żaby, królu. – że niby jak się dzieciak pastuch zwraca do króla? To zdanie pasuje do tekstu jak pięść do nosa… 

 

1 Sm 17: 45 (…) – i znów – jak to niby odczytać? To jest wypowiedź postaci, więc po pierwsze żadnych skrótów, liczebniki słownie i dodatkowo żadnego nawiasu. 

 

Dlaczego wypowiadane cytaty są wytłuszczone? 

 

W sumie więcej technicznych uwag nie mam. Co do fabuły i pomysłu, to nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Zwłaszcza że szczególnie trudno mnie zaskoczyć w przypadku przerabiania i przekręcania znanych opowieści. A tu poszedłeś w najbardziej oczywistym i najprostszym kierunku. 

Przeczytać (poza cytatami) się da, bo napisane porządnie (poza cytatami – wiem, powtarzam się, ale celowo), ale szału nie ma.

 

PS. Przydałby się jakiś podpis odnośnie źródła ilustracji. 

 

 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Serdeczne dzięki za lekturę i uwagi!

Jeśli chodzi o cytaty, to świadomie przyjąłem taką konwencję zapisu. Oczywiście, bohaterowie nie wymieniają na głos rozdziałów i wersetów. Ta stylizacja jest częściowo informacją dla czytelnika, a częściowo uwypukleniem szczególnego statusu tych wypowiedzi. Czy sądzisz, że to nietrafiony pomysł?

Dowcip zasadza się na przepaści kulturowej, jaka dzieli współczesnego czytelnika od antycznych odbiorców. Ustęp o Arce Przymierza jak żywo kojarzy mi się z instrukcją załączaną do składanych mebli z Ikei.

Nie bój żaby, królu. – że niby jak się dzieciak pastuch zwraca do króla? To zdanie pasuje do tekstu jak pięść do nosa…

Tekst jest satyryczny. Większość postaci wygłasza głupie i nieadekwatne wypowiedzi ;p

Do monarszego namiotu wkroczył rudowłosy podlotek. – podlotek to dziewczyna

Nie wszystkie słowniki się co do tego zgadzają. Ale chyba zmienię, skoro PWN tak twierdzi.

Nietrafiony. Zaczynasz ładnie od myślnika wypowiedź bohatera i wstawiasz skróty, liczby, nawias – dla mnie oznacza to, że bohater to wszystko wypowiada. A ja jako czytelnik – razem z nim. Widzę dwa rozwiązania. Pierwsze – wywalasz to, czego postać nie mówi i zostawiasz sam tekst (czytelnik obeznany z tematem rozpozna cytaty, nieobeznany może czegoś się nauczy ;)). Drugie – zostawiasz rozdziały i wersety, ale zapisujesz słownie, pełnymi wyrazami – tak jak czyta to np. ksiądz w kościele.

Zauważyłam składanie Arki i tu się faktycznie nieco uśmiechnęłam. Ale całość jako taka do mnie nie przemawia. Ale to wyłącznie kwestia mojego podejścia do przerabiania, jakiegokolwiek, znanych historii. Z pewnością trafią się czytelnicy, którzy bardziej docenią twój dowcip. 

 

Widzę, że edytowałeś, zanim skończyłam pisać. 

 

Satyryczność, satyrycznością, ale według mnie to jedno zdanie to gruba przesada. Trzymasz generalnie pewien poziom, a tu nagle wyskakujesz z takim pikiem (porównuję do wykresu ;)).

A w jakich słownikach podlotek to nie dziewczyna? Ciekawa jestem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przerobienie znanej historii nie zrobiło na mnie za dużego wrażenia. Nie wiem czy Ci się udało podkreślić, co chciałeś. Satyra nie dla mnie. 

Co do cytatów, dlaczego nie wykorzystałeś tradycyjnych “gwiazdek” i na dole dopisek co to za wersety? Na pewno jest, aż tak potrzebny taki zapis jaki wybrałeś?

A w jakich słownikach podlotek to nie dziewczyna? Ciekawa jestem. 

Ten oto dziadowski słownik internetowy!

https://sjp.pl/podlotek

Zmienię na sowizdrzała.

Dzięki za komentarz dotyczący cytatów. Myślałem, że to dobry pomysł, ale widać dotknęła mnie ślepota autorska. Dam przypisy harwardzkie zamiast tego bałaganu.

Co do cytatów, dlaczego nie wykorzystałeś tradycyjnych “gwiazdek” i na dole dopisek co to za wersety? Na pewno jest, aż tak potrzebny taki zapis jaki wybrałeś?

Zmienię zapis. Od początku  miałem co do niego wątpliwości, a dyskusja w komentarzach jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że pierwotny zamysł był błędny.

Gwiazdki się nie nadają, bo gdy czytelni przesrcolluje na koniec tekstu, może odruchowo złowić puentę opowiadzania.

 

Już dawno zauważyłam, że twórcy tego słownika mają nieco inne podejście do życia i definicji, ale osobiście wolę wierzyć SJP PWN. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wisielcze, doceniam Twoje poczucie humoru, ale cóż, tym razem opowiadanie – za wyjątkiem fragmentu instrukcji składania Arki – niestety, nie przypadło mi do gustu, bo to bardzo nie moja bajka.

 

– Nie bój żaby, królu. – To powiedzenie ze współczesnego slangu miejskiego i absolutnie nie ma prawa znaleźć się w tym opowiadaniu.

 

syk­nął pół­gęb­kiem Saul, ssąc krwa­wia­cy kciuk. –> Literówka.

 

jak Morze Czer­wo­ne po ude­rze­niu moj­że­szo­we­go ko­stu­ra. –> …jak Morze Czer­wo­ne po ude­rze­niu Moj­że­szo­we­go ko­stu­ra.

 

Żółte sie­ka­cze bły­snę­ły na tle czar­nej, splą­ta­nej brody. –> Czy Goliat miał brodę w jamie ustnej, za zębami?

 

W mię­dzy­cza­sie wy­słał sms-a do sze­fo­wej kuch­ni… –> W mię­dzy­cza­sie wy­słał SMS-a/ esemesa do sze­fo­wej kuch­ni

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Heh, ciekawe, wykonanie także niezgorsze. Ale jak w przypadku Deiridu – nie trafiło do mnie. Żarty pod mój gust nie podeszły, a współczesny język Dawida jakoś burzył moją immersję, nawet jeśli to satyra. Bywa, choć podkreślę – koncept ma potencjał :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

OK, jest jakiś pomysł na historię alternatywną. Nic nie urywa, ale wykonanie porządne, więc niech będzie.

Fajne jest to, że w Twojej wersji walkę wygrała żona. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki!

Wydawało mi się, że pomysł jest dobry, a konstrukcja przemyślana, więc zdziwiło mnie dość chłodne przyjęcie tekstu. Być może opowiedziana tu historia dotyka uczuć religijnych i budzi niesmak.

Pozwólcie, że wyłożę filozofię, którą kierowałem się podczas pisania.

Stary Testament opisuje Filistynów jakby to byli orkowie. Tymczasem jest to lud posiadający własną (choć eklektyczną) religię i obyczaje. Chciałem pokazać, że wojna Filistynów z Izraelitami to starcie dwóch równorzędnych kultur.

Dagon został zaczerpnięty z Mezopotamii przez Ludy Morza, do których należeli Filistyni. To starożytne bóstwo o długiej i bogatej historii. Jego imię pada w zapisach wotywnych, wykonanych na zlecenie największych królów, jakich znała epoka brązu. Wymieniłem ich z imienia w modlitwie Goliata i są to władcy, wobec których Dawid i Saul są niczym więcej, jak plemiennymi kacykami.

O Filistynach nie wiemy zbyt dużo, byli prawdopodobnie czymś w rodzaju Hetytów lub Mykeńskich Greków. Zostawili po sobie współczesną nazwę regionu: Palestyna.

Starotestamentowe mity są wspaniałym źródłem historycznym, lecz zawierają bezwstydną propagandę. Historia Dawida i Goliata jest doskonałym tego przykładem. Izrealici uwielbiali poniżać nieprzyjaciół na kartach swoich pism i przypisywać im rozmaite barbarzyństwa. Rzymienie mielli obyczaj znacznie szlachetniejszy – uwznioślali swoich wrogów, by podnieść wagę własnego zwycięstwa nad nimi. W willi w Pompejach znaleziono popiersie Pyrrusa z Epiru, z którym Rzymianie przecież wojowali. Dużo zacniejsza praktyka niż obsmarowywanie gnojem.

Puenta powyższej historii wynika z tego, że – z punktu widzenia etnologicznego, nie teologicznego – semickie mity stanowią najmniej istotny komponent zachodniego chrześcijaństwa i rzymski katolicyzm mógłby się bez nich doskonale obyć. W czasach, w których osadzone jest opowiadanie, religia Izraela niczym się nie różni od innych pogańskich kultów w regionie. O unikalnym znaczeniu chrześcijaństwa zadecydowało zderzenie nowotestamentowych ewangelistów z tradycją filozoficzną Grecji i Rzymu.

Taka jest podbudowa historii o żonie Goliata. Opisuję tu własne opinie i interpretacje, nie mam na celu atakowania cudzych poglądów.

Nie przemówiło. Przepisywanie znanych historii (włącznie z kretyńskim biblijnym porównaniem włóczni do wału tkackiego) z dodaniem do nich troszkę od siebie to jeszcze nie retelling.

Nawiasem mówiąc, akurat Pyrrusa Rzymianie szczególnie nie uwznioślali, innych wrogów jakoś nadmiernie też nie, mam wręcz wrażenie, że zrobili wyjątek dla Mitrydatesa VI, głównie po to, żeby Pompejusz mógł nabić sobie punktów do uzyskania przydomka “Wielki”. Rzymianie mieli zwyczaj prowadzić pokonanych wodzów w triumfie, gdzie byli oni pohańbieni, dlatego Kleopatra popełniła samobójstwo, podobnie zresztą jak rzeczony Mitrydates. Może jeszcze dla Hannibala można by znaleźć jakieś uwznioślenie, ale Scypion to klasa sama w sobie.

I chodzi Ci chyba o domniemane popiersie Pyrrusa z Villa dei Papiri w Herkulanum, nie w Pompejach. Niestety o tej kolekcji popiersi nie wiadomo, czy była celowym zbiorem popiersi władców hellenistycznych (bo są tam też inne), a zatem i o stosunku jej właściciela do tychże – mogło być równie dobrze tak, że hellenistyczne oryginały na tyle spodobały się Rzymianinowi, że je skopiował, bez żadnej ideologii czy sympatii dla przedstawionych.

 

“Egipcjanka słuchała uprzejmie, malując rzęsy.” Starożytni znali mnóstwo kosmetyków, ale akurat w malowanie rzęs szczerze wątpię. Egipcjanie malowali oczy m.in. kohlem, prawdopodobnie częściowo z powodów zdrowotnych, choć oczywiście na jakimś nieuchwytnym etapie nabrało to też znaczenia estetycznego.

 

“Jakim cudem to mazidło wytrzymuje w upale?” – Myślę, że człowiek, który urodził się i żyje w upalnym klimacie nie ma tego rodzaju problemów. A różnica klimatu między Egiptem a Bliskim Wschodem nie jest zbyt wielka.

 

“mojżeszowego kostura” → Mojżeszowego (bo należącego do Mojżesza)

 

Przypis do BT powinien być, jeśli w ogóle, przypisem, a nie wtrętem w tekście.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

I chodzi Ci chyba o domniemane popiersie Pyrrusa z Villa dei Papiri w Herkulanum, nie w Pompejach. Niestety o tej kolekcji popiersi nie wiadomo, czy była celowym zbiorem popiersi władców hellenistycznych (bo są tam też inne), a zatem i o stosunku jej właściciela do tychże – mogło być równie dobrze tak, że hellenistyczne oryginały na tyle spodobały się Rzymianinowi, że je skopiował, bez żadnej ideologii czy sympatii dla przedstawionych.

Masz rację, biję się w pierś co do źródła znaleziska.

Nie sądzę jednak, by Rzymianie stawiali  sobie rzeźby przypadkowych ludzi w salonie, na podstawie li tylko kunsztu rzeźbiarskiego. Dzieła sztuki dobierano raczej z rozmysłem. Motywy historyczne i mitologiczne wyobrażały na ogół znane postacie. Służymy celom kultowym oraz stanowiły przyczynek do dyskusji podczas spotkań towarzyskich. Dobór dzieł sztuki, jakimi dekorowano domostwa, mógł też stanowic deklarację poglądów filozoficznych i politycznych właściciela.

Nawiasem mówiąc, akurat Pyrrusa Rzymianie szczególnie nie uwznioślali, innych wrogów jakoś nadmiernie też nie, mam wręcz wrażenie, że zrobili wyjątek dla Mitrydatesa VI

Nie zgadzam się. Biednego Wercyngetoryksa, owszem, zaduszono. Ale zwykle Rzymianie postępowali inaczej. Królowie Pontu, król Dacji, Decebal, Ptolemeusze, Seleukidzi, Antygonidzi, królowie Arsacydów, i później – Sasanidów: wszyscy oni byli uznawani za szlachetnych wrogów.

Cezar, choć niejednokrotnie poczynał sobie w Galii bestialsko, chwalił męstwo i pomysłowość Galów i Germanów. Ja wiem, że czynił to głównie, by podnieść rangę własnych zwycięstw. Niemniej jednak jest to szlachetniejsze epitafium dla pokonanych wrogów, niż obrzucanie ekskrementem.

To samo tyczy się wrogów Rzymu z czasów bliższych wojnom filistyńsko-izraelskim. Latynowie, Etruskowie, Samnici, Grecy – wszystkie te kultury wniosły wkład do cywilizacji rzymskiej. Mimo wojen toczonych z sąsiadami, Rzymianie nie gardzili nimi bezwzględnie, czego dowodzi adaptacja wierzeń i obyczajów tych kultur. Gdy przychodzi do opisu innych narodów, ton źródeł rzymskich jest zupełnie inny, niż autorów starotestamentowych. Mniej wrogi i pogardliwy.

Myślę, że człowiek, który urodził się i żyje w upalnym klimacie nie ma tego rodzaju problemów. A różnica klimatu między Egiptem a Bliskim Wschodem nie jest zbyt wielka.

Egipcjanie podobno nosili makijaż, żeby nie oślepiało ich słońce odbite od rzeki i piasku.

Filistyni należą do Ludów Morza i są prawdopodobnie spokrewnieni z Karyjczykami. Inne teorie mówią o Hetytach lub Minojczykach. Tak czy inaczej, w Palestynie są ludem przyjezdnym i mogą być gorzej zaadaptowani do panujących tam warunków ;) Wydaje się, że Filistyni byli czymś w rodzaju Danajów z Iliady (wizualnie i kulturowo).

Przypis do BT powinien być, jeśli w ogóle, przypisem, a nie wtrętem w tekście.

To jest przypis – harwardzki. Nie chciałem dawać klasycznego, zeby czytelnik nie skrolował na dół strony, bo mógłby przedwcześnie złowić puentę.

“Egipcjanka słuchała uprzejmie, malując rzęsy.” Starożytni znali mnóstwo kosmetyków, ale akurat w malowanie rzęs szczerze wątpię. Egipcjanie malowali oczy m.in. kohlem, prawdopodobnie częściowo z powodów zdrowotnych, choć oczywiście na jakimś nieuchwytnym etapie nabrało to też znaczenia estetycznego.

Możesz mieć rację. Szczerze – nie wiem. Pasowało mi to wizualnie to figlarnego charakteru tekstu.

Serdeczne dzięki za lekturę i konstruktywną polemikę. Sądziłem, że pogniewałaś się na mnie.

Mam w planach więcej parahistorycznych tekstów i będę szalenie zadowolony z komentarzy utrzymanych w podobnym tonie. Uważam się za entuzjastę, staram się zarzucać szeroko sieci podczas przygotowań do pisania, ale nie jestem specjalistą i dużo rzeczy może mi umknąć.

Nowa Fantastyka