Profil użytkownika


komentarze: 2289, w dziale opowiadań: 1868, opowiadania: 675

Ostatnie sto komentarzy

Bardzie, to że zwróciłem uwagę na to i na tamto nie znaczy, że się nie podobało. Idealnych tekstów nie ma chyba, albo są niezwykłą rzadkością. Uczepię się tylko tego mordercy. Bo właśnie, rzeczywiście morderca może mieć różne chore motywy, ale to zazwyczaj psychopatyczne osobistości. A tutaj jest gość, który chce odzyskać dziecko. Nic nie świadczy o tym że jest skrzywiony, czy że mógłby mordować z zimną krwią, gdyby nie był zmuszony wrócić do życia ukochaną osobę. I dlatego jeśli mógł zrobić to bez mordowania, a mógł, to nie jest dla mnie przekonujące, że te dzieci mordował.

Zakapiorze, dzięki za komentarz. Zerknę niebawem i pod Twój tekst. Co do manifestacji przed operacją: tzw. wyparcie. Walka z własnymi kompleksami. I próba pokazania światu, że małe też jest fajne :) A każdy radzi sobie z kompleksami na swój sposób. Pozdrawiam i dzięki!

bruce,

 

dziękuję za komentarz :)

Tak, na pewno do powtórzeń zalicza się pewna część ciała, ale cóż zrobić, jeśli odgrywa główne skrzypce? :P No wiem wiem, zawsze są synonimy :)

 

Anaksymander,

 

dzięki za wizytę i cieszę się, że się spodobało.

 

NaNa,

 

popsułaś ilość znaków! Ale trudno, poprawa baboli ważniejsza. W wolnej chwili może uda się ponownie wyrównać :)

 

Widzisz, z tym powstaniem z tronu i pochwą to zwyczajnie zabrakło ilości znaków, aby zobrazować co autor miał na myśli – tron miał być tak mały, że władca musiał wstać, aby zobaczyć kogo wprowadzono. Mieczuś z kolei tak krótki, że w całości w pochwie ginie. Ale masz rację, nie zobrazowałem tego dostatecznie i uwagi słuszne.

 

Meeee :)

Ach, szybko zostałem zdemaskowany, tak więc ściągam zasłonę :)

 

Bardzie, AP, Sajmonie, dzięki za Wasze komentarze.

 

No właśnie, czy wiedźma nie mogła za pomocą czarów obdarować Cyrusa, tylko musiała używać narzędzi?

Mogła, ale wtedy nie podchodziłoby to pod sado-maso czy coś w tym stylu, a może tak właśnie preferowała? :D

 

Ja tam żałuję, że koza nie zaznaczyła się mocniej w tej historii.

Ja też. Były pierwotnie plany na zrobienie z kozy ważniejszej osobistości, ale mogłoby to pójść za daleko w tego typu tematyce :)

 

No wiadomo przecie, że rozmiar ma znaczenie

Nie potwierdzę, nie zaprzeczę :D

 

Cześć, Bardzie. Wybacz, że będzie ciągiem, ale ostatnio rzadko mam sposobność usiąść przed komputerem. Bardzo dobry tekst – to rzeknę na początek. Chyba nawet jeden z lepszych Twoich, które ostatnimi czasy czytałem. Przemyślany, wzbudzający ciekawość i wprowadzający odpowiednią nutę grozy i tajemnicy. Natomiast z narzekania: końcówka odrobinę mnie rozczarowała. Nie znaczy to, że jest zła, po prostu widziałbym to inaczej. Ale to Ty jesteś autorem. No i jak ktoś wyżej pisał, również nie rozumiem, dlaczego umowa została pomyślnie zakończona, skoro jeden z chłopców został ocalony. Tłumaczysz to, że stworowi z jeziora wystarczał lęk i radość, ale w takim wypadku wychodzi na to, że gość nie musiał mordować tych dzieci. Mógł je uszczęśliwić i nastraszyć i tyle. Rozumiem, że pragnął odzyskać zapewne swoje dziecko czy coś, i był zdolny zrobić wiele, ale żeby bez skrupułów pozbawiać życia tyle dzieci to według mnie nie wystarcza. A nie wiemy o nim w zasadzie nic konkretnego, co w pełni uwiarygodniło by takie zabijanie. Sama chęć odzyskania dziecka nie do końca mnie przekonuje, jak wspomniałem. Na koniec nie końca przekonuje mnie tak proste wpadniecie na trop na zasadzie – skoro ofiary giną w wodzie, ale nie w jeziorze, to sprawdzę sklep z basenami. Skąd wniosek, że sprawcą używał nowego, zakupionego w niedawnym czasie basenu? Mógł to robić w jakimś starym, dmuchanym baseniku kupionym na targu. Bohaterowie nie zostali jakoś mocno nakreśleni jeśli chodzi o ich motywacje i charaktery, ale jak dla mnie do tego tekstu minimum spełnione. Są jakieś charakterystyczne smaczki typu jedzenie słonecznika itp. Reasumując, kawał dobrego tekstu, choć nie wszystko w pełni mnie przekonało. Przy głosowaniu rzucę zatem monetą :P Pozdrawiam!

Cześć, ode mnie krótko, bo musiałbym w zasadzie powielać powyższe opinie. Napisane płynnie i nieźle, stworzyłeś klimat niepewności i lekkiej grozy. To w mojej opinii wyszło całkiem sprawnie. Natomiast rzeczywiście, zbyt wcześnie wiadomo, że kumpel będzie na końcu tym złym. A przez to zakończenie, choć spójne z historią, nie robi efektu takiego, jaki powinno w tego typu opowieści. Do tego jest trochę naciąganych fragmentów, uparcie stosowane słowo cholera w różnych odmianach (nic do niego nie mam, ale używają go nagminnie wszyscy bohaterowie, przez co ma się wrażenie, że żaden z bohaterów nie jest wyrazisty) + ten wujek, który uciekł z chałupy w lesie przerażony, a potem posłał chłopaka z rodziny w paszczę demona po dwie flaszki. No, mógł cenić bardziej alkohol od jego życia, ale nic na to nie wskazuje w opowieści. Pozdrawiam!

TaTojota,

 

Krótka forma to pojęcie względne. Tutaj mamy prawie 30k znaków, więc to już nie jest szort.

 

Jasne, masz rację, że im krótszy tekst, tym trudniej jest uniknąć wspomnianej prostej linii. W długich opowiadaniach czy powieściach mamy ku temu duże pole manewru, w krótszych jest to z pewnością wyzwanie bardziej wymagające, co nie znaczy, że zupełnie niewykonalne (według mnie). Oczywiście ta linia zawsze będzie siłą rzeczy prostsza niż w dłuższej formie, ale to nie znaczy, że nie ma miejsca na to, aby pewne karty odsłaniać na różnorakie sposoby.

 

Opierając się na komentowanym tutaj opowiadaniu cezarego – jako przykład zdanie:

 

Wiedziony meandrami losu, a może zwykłym przypadkiem, dotarłem do biblioteki klasztornej.

 

Meandry losy, zwykły przypadek. Czyli jak bez kombinowania poprowadzić bohatera tam, gdzie ma trafić, aby znaleźć przedmiot potrzebny do rozwikłania zagadki. Można i tak. Ale mógł trafić do tej samej biblioteki w inny sposób. Uzasadniony, a nie przypadkowy. Cezary nieco przekonał mnie tym, że skoro inkwizytor był niejako w pętli czasowej czy coś w tym stylu, to wykonywał pewne rzeczy machinalnie, powtarzalnie, i w tym kontekście taka przypadkowość w pewien sposób się broni. 

 

Cześć, JolkaK.

 

No no, naprawdę udany tekst.

 

Rzeczywiście mamy tutaj mały miszmasz, ale w zasadzie nic się nie gryzie i wszystko łączy się ze sobą odpowiednio. Oczywiście zamiast chatki na smoczej łapie i wypisz wymaluj wiedźmy mogłaby to być jakaś mechaniczna pani w ludzkim ciele z rozwiniętym ponadprzeciętnie AI, co niby bardziej pasowałoby do całokształtu, ale ten las i chatka dodały tekstowi czegoś wyjątkowego.

Ciekawie opisałaś sposób przejęcia przez istoty zza Ziemi ciał ludzkich i cała ta koncepcja i Twoja wizja klei się i jest udana. Choć nie ukrywam, nieco szybko wiadomo, że w ciele bohaterki tkwi jakiegoś rodzaju kosmita/byt, a nie są to jakieś urojenia czy inne schorzenia. 

Podajesz trochę konkretnych informacji pod koniec i podczas spotkania z wiedźmą, natomiast nie wszystko wprost wyjaśniasz, co jest dobre. Pozostajemy bowiem na koniec z odpowiednią wiedzą, ale też bez jasnej odpowiedzi, czym/kim są przejmujące ludzkie ciała byty. 

A sama ostatnia scena nawiązująca do kobiety z pierwszej sceny, według mnie w punkt – ładnie zamyka historię i wprowadza pewną grozę i niepewność o losy ludzkości, mimo że to spokojna scena przy herbatce.

Początkowo odrobinę irytował mnie sposób zapisu tych kłębiących się myśli, ale później stwierdziłem, że w pewien sposób oddaje to chaos i rozwarstwienie, i może się przez to obronić.

 

Pozdrawiam.

 

 

Cześć, cezary.

 

Zacnie manewrujesz opisami, grozą, tajemnicą. Czyta się z przejęciem, zainteresowaniem, satysfakcją. Ogólnie dałbym 5/6, a poniżej dlaczego nie 6:

 

– Odkrywanie tajemnicy (a to stanowi główną oś fabularną) idzie zbyt łatwo i oczywiście. Tak trochę po nitce do kłębka, bez napotykania większych supłów do rozwiązania. Trafia do biblioteki i trafia na dziennik, schodzi do piwnicy bo coś go tam ciągnie i tak dalej. Rozumiem, że można to tłumaczyć pewną powtarzalnością zdarzeń, które miały już miejsce, siłami wyższymi i takimi tam, ale mimo wszystko odnosiłem wrażenie, że to odkrywanie tajemnicy jest podawane prostą linią, przez co nie musiałem się wiele głowić.

 

– Tak samo jak ktoś z powyższych komentujących odczułem, że wplecenie w ten tekst czasów współczesnych było zupełnie zbędne. Kilka razy pojawiają się elementy/przedmioty/określenie charakterystyczne dla naszych czasów, ale nie wnoszą do tekstu niczego istotnego. Innymi słowy nie jest to błąd, ale klimat stworzyłeś taki, że pasowałby raczej do odrobinę odleglejszych czasów. A skoro inkwizytor i tak nie korzystał z dobrodziejstw technologicznych, to wzmianki o autostradzie, noktowizorach itp. nieco odbiegają od całościowego obrazu.

 

Z drobnostek:

 

– w opowiadaniu uparłeś się na kilka przedmiotów, które są wielokrotnie powielane w tworzeniu opisów. Jako przykład: lampy naftowe. 

 

Ostatnie, co poczułem, to absolutna cisza.

To oczywiście może być pewnie uznane za pewnego rodzaju literackie określenie, choć osobiście nie jestem pewien, czy można poczuć ciszę

 

Niemniej jednak kawał intrygującego, bardzo dobrze napisanego opowiadania.

 

Ave!

Koalo, dziękuję za komentarz i cieszy mnie Twoja ocena. I nie ma co się rozwodzić na werdyktem jurorskim – święte prawo jurora dawać taką ocenę, jaką uważa za słuszną, a ja ją w pełni przyjmuję na klatę :)

 

Holly, fajny konkurs, dobrze przeprowadzony, a teraz widzę profesjonalne komentarze pokonkursowe + tabelka. Dobra robota. Sam fakt, że napisałem na ten konkurs, a ostatnio rzadko wrzucam opowiadania (co kiedyś czyniłem bardzo często, co widać po ilości tekstów, które mam w bibliotece), gdyż skupiam się w końcu na większym, nazwijmy to, projekcie, już znaczy, że zrobiłaś to w odpowiedni sposób. Zainspirowałaś i zmotywowałaś do napisania czegoś w przerwie, za to dziękuję, bo przydało się.

 

Wiele Twoich uwag jest trafnych, podziękował za zacną analizę. Odniosę się tylko do niektórych:

 

Chyba w tamtych czasach to było standardem, że mnisi w męskich klasztorach nie mogli obcować z kobietami? Czy niekoniecznie?

 

Zakon zakonowi nierówny. Poza tym ten nie jest jakimś tam standardowym zakonem pod sztandarem znanego Boga, ale tworem zgoła innym, osobliwym. Dlaczego w każdym klasztorze miałyby panować takie same zasady względem kobiet?

 

Mam nadzieję, że nie pomylił dzbanów, hehe.

Zajarzyłem po trzecim przeczytaniu tego komentarza i skwituję tak:

xD

 

Ekskjuz mi??

To poprawny zapis. Wbrew pozorom. 

 

Kutas jako wulgarny synonim penisa jest używany od stosunkowo (hehe) niedawna. Słowo to zaczęło być stosowane dopiero w XVI wieku i znaczyło całkiem co innego – ozdobny frędzel przypinany do pasa.

 

Hm, to dlaczego czytając Pieśń Lodu i Ognia Martina kutasy sypią się z ust (hehe) co chwilę? Przecież akcja też rozgrywa się w okresie podobnym do średniowiecza. To samo dotyczy określenia kobiety. Odpowiednia stylizacja oczywiście jest super i sam mam teksty, w których się jej mocno trzymałem, ale uważam, że nie w każdym opowiadaniu jest konieczność trzymać się tego tak kurczowo. Już nie będę wchodził nawet w to, że autor opisując własny, wymyślony świat, przecież nie umieszcza go w konkretnych ramach naszego świata, bo to jest INNY świat. Ten temat był tutaj przedmiotem zagorzałych dyskusji wiele razy dawniej. Oczywiście, zgadzam się z tym, że jeśli kreuję świat w realiach średniowiecza, albo bliskich tej epoki z naszej historii, to dobrze jest trzymać się tych realiów. Ale bez przesady. No chyba, że zależy mi na mocnej stylizacji, albo piszę tekst z alternatywną historią lub opierający się stricte na naszych dziejach.

 

Osobiście też uwielbiam mediewistyką. Zresztą, studiowałem historię i pisałem pracę z tego okresu właśnie. I mógłbym sypać na lewo i prawo różnymi terminami, ale jak pisałem wyżej, uważam, że nie w każdej historii jest to niezbędne.

 

Dzięki raz jeszcze za wszystko :)

Cześć, cd4093.

 

Ubawiłem się, to na pewno. Może nie przednio, ale kilkukrotnie zdołałeś skłonić moje wargi do szerszego uśmiechu. Kilkanaście razy lekko drgnęły, inne zaś kilkanaście pozostały obojętne. Innymi słowy – całkiem niezła dawka absurdu i humoru.

Swojski klimat, który prezentujesz zgrabnym językiem – oczywiście na mocny plus. Po lekturze dłuższy czas debatowałem w głowie, co uczynić przy głosowaniu. I po ostatecznych przemyśleniach zabrakło mi kropki nad i. 

Dlaczego?

W zasadzie z dwóch powodów.

Pierwszy: wyważenie absurdu względem całości tekstu. Absurd jest fajny i działa wtedy, gdy odpowiednio go dozujemy i jest trafiony. W Twoim opowiadaniu w większości przypadków raczej był trafiony, ale były też momenty, w których był, bo był. Bo miał być i tyle. Ale zmierzam do tego dozowania – miejscami czułem pewien przesyt. Odpowiednie wplatanie absurdu powoduje, że mocniej na człeka działa, a jak mamy fragmenty nim przesycone, to trochę zaczyna blednąć i stawać się bardziej obojętnym. Może zagmatwanie to opisałem, ale mam nadzieję, że coś tam da się z tego zrozumieć.

Drugi: Fabuła. Zgadzam się, że w tego typu opowiadaniu nie musi grać głównej roli. Przy dobrym absurdzie można z zadowoleniem oddać się lekturze pozbawionej głębszej i konkretniejszej fabuły. Ale dodać do dobrego absurdu, a Twój tekst za taki uważam, dobrą i niebanalną fabułę – to właśnie byłaby ta kropka nad i. A tutaj fabuła jest przemyślana, bohaterowie dobrze skonstruowani, koniec też jakoś domyka pewien aspekt z życia bohaterki – ale do niebanalności jednak trochę zabrakło.

A, zapomniałbym. Po tytule oraz samym początku z gęsią byłem pewien, że poezja odegra większą rolę. Natomiast okazała się tylko krótkimi przerywnikami, bez wpływu na wydarzenia, więc równie dobrze mógłby to być dzień z życia wiejskiej praczki i niewiele by to zmieniło. 

Ale za te wafle familijne w staniku to szanuję podwójnie.

 

Pozdrawiam!

 

 

 

Cześć, bruce.

 

Połączyłaś dwa wątki, do których odczuwam sympatię (konkwisty i reinkarnacji). Połączenie to było przyjemne i spędziłem miły czas przy lekturze, ale przez kilka aspektów nie mogę powiedzieć, że jestem zachwycony. Ale zadowolony już tak :)

Po pierwsze, początek. Wydaje mi się takim dość sztywnym wprowadzeniem do tego, z czym będziemy mieć do czynienia. A mam na myśli przedstawioną formę wywiadu. Fragmenty artykułów, urywki z gazety, wywiady, jakiś urywek z radia/telewizora – to wszystko czasem robi robotę i nawet jest potrzebne, ale mam wrażenie, że w bardziej strzępkowym rozmiarze i gdzieś tam wplecione w trakcie historii, a nie na jej samym początku. Bo początek powinien porwać, a taki suchy wywiad raczej nie porwie.

Po drugie, rozmowy z tytułowym Panem. Dużo pytań otrzymuje, na wszystko ładnie i konkretnie odpowiada. No niby fajnie, bo wszystko tłumaczy, ale tak zbyt… prosto? Myślę, że dialogi między tą dwójką mogłyby wnosić coś więcej, niż tylko przerzucanie się pytaniami i odpowiedziami. Tytułowy Pan to taki stereotypowy, dobry przewodnik i istota wyższa. Bez czegoś, co by go jakoś wyróżniło na tle wielu już takich skonstruowanych osobników.

Po trzecie drobniejsza sprawa – skoro Patrycja szybko zapomniała o przeczytanym wywiadzie i minęło kilka miesięcy, to naprawdę pamiętałaby dokładnie nazwę Pan Wędrówki Dusz, którą wyrecytowała od razu na statku? Od przeczytania tego wywiadu przeczytała pewnie z tysiąc innych artykułów i pięć razy tyle postów i innych rzeczy wrzucanych do sieci.

Dziękuję za kolejną ciekawą i dobrze napisaną lekturę, której również, jak tej poprzedniej, zabrakło czegoś, co wybiłoby ją z zadowolenia w zachwyt. Ale myślę, że jesteś od tego już o krok :)

 

Pozdrawiam!

Cześć, bruce.

 

Ogólnie niezłe opowiadanie, ale szczerze pisząc po pierwszej scenie nastawiłem się na coś innego. Trudno określić mi na co, ale poczułem jakieś małe, niewielkie, ale rozczarowanie. Prawdopodobnie dlatego, że wykreowani przez Ciebie Żebrowi wydali mi się bardzo ciekawi, a scena, w której powstają, mięsista i bezpośrednia, jakbyś nie Ty ją pisała (mam na myśli, że nie kojarzę w przeczytanych Twoich innych opowiadaniach tego typu scen).

No a potem całość płynie sobie całkiem fajnie, ale zbyt jednostajnie, bez zaskoczeń, przez co czym bliżej końcówki to robi się nieco nużąco. Bo scena za sceną to powielanie tego samego, tylko w innej otoczce i z innym sposobem zamachu. Wiem, że taki był zamysł, i wcale nie twierdzę, że był zły. Ma to swój pewien urok, ale piszę o własnych odczuciach.pał

Do Romów/Cygan pałam niechęcią przez różne osobiste doświadczenia i szczerze wątpię, aby mogli być prawdziwymi patriotami, ale to wcale nie jest wykluczone. Jeszcze z narzekań na koniec motyw kuli – nieco za mało wyjaśnień tutaj według mnie. W sensie niby nie są potrzebne, bo wszystko wiadomo, ale tak sobie wskakiwali i wyskakiwali, przeskoki czasowe, a wszystko jakby działo się podczas jednego posiedzenia przy herbatce.

No ale ponarzekałem, więc na koniec też trochę miłych słów.

Przede wszystkim – brawo za tekst o patriotycznym tonie, który spełnia swoją rolę, a końcówka jest odpowiednio doniosła i nie przesadzona.

Nienachalnie i zgrabnie wpleciona historia w cały tekst. Ktoś bez znajomości tego okresu historycznego z łatwością we wszystkim się na pewno połapie. A to osobiście cenię mocno, bo choć historię miłuję i nawet studiowałem, to nie lubię, gdy jest ona wpychana za mocno, gdy zalewa tekst dziesiątkami niepotrzebnych dla historii nazw, dat, wydarzeń, innymi słowy gdy autor zbyt mocno popisuje się w pewien sposób historyczną wiedzą. U ciebie ten balans był łagodny. 

No i na koniec – dobrze się czytało. Mimo chwilowego znużenia, o którym wspomniałem, była to ciekawa lektura z satysfakcjonującym zakończeniem.

 

Pozdrawiam! 

 

 

JolkaK, cześć.

 

Pobudki twórców kultów wszelakich często bywają niejasne, a z czasem owe kulty mogą na tyle ewoluować, że i mało mają wspólnego z ich zapoczątkowaniem.

Ale fakt, stary mnich mógł mieć różne cele, które nie są jasno nakreślone, choć pewnikiem jednym z nich było uzyskanie nieśmiertelności. Z drugiej strony mógł po prostu pewnej nocy wypić za dużo miodu i postanowił pobawić się w rytuały :)

 

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

 

Pozdrawiam!

Outta, hej!

 

No, kolejny zacny kąsek postawiłeś na stole. I skonsumowałem go z wielką przyjemnością, nie odczuwając po tym żadnych niestrawności.

 

Generalnie uderzyłeś w dość mocno eksploatowany temat obecnie – czyli rozwój AI i wizję jego przejęcia sterów nad światem. Ale choćbyś napisał milionową historyjkę o wojowniku i magu, którzy poszli ukatrupić smoka, aby uratować księżniczkę, to i tak pewnie byłbym zadowolony po lekturze. Bo zwyczajnie piszesz obecnie na bardzo wysokim poziomie. Wszystko jest mięsiste, wciągające, przemyślane, dopracowane. Innymi słowy, smaczniejszy tysięczny schabowy, ale przyrządzony przez doświadczonego kucharza, niż pierwsze tego typu w ustach wymyślne danie podane przez amatora.

 

Ale przechodząc już do tekstu. Ogólny zamysł, cały koncept i wykonanie jak najbardziej oczywiście na plus, nie będę więc się rozwodził nad tym, co się podobało, lecz przejdę do czepiania. I w zasadzie mam dwie kwestie. Ale to takie nieco czepianie na siłę, aby napisać coś poza chwalącymi autora słowami.

 

Numer jeden: motyw kościoła. Tutaj mam głęboką zagwozdkę, czy kościół będzie potrafił pójść tak skutecznie z duchem czasu. Mam wrażenie, że dochodzimy powoli do pewnego punktu zwrotnego, kulminacyjnego, nieodwracalnego. Że będzie już tylko spadek wiernych i powolny, stopniowy upadek tej instytucji. Ty rzucasz ją w nowe realia i przedstawiasz jako całkiem silną, odgrywającą nadal ważną rolę w polityce i na świecie. Na początku tego nie kupowałem zupełnie, potem uargumentowałeś to tym, że wszystkie świadome AI decyduję się na wiarę i chęć zbawienia. I to miałoby utrzymać realnych ludzi przy wierze. Po części to do mnie przemawia, ale nie w 100%.

 

Numer dwa: charakterystyczna dla Ciebie bezpośredniość w opisach i humor. Na początku byłem kontent pod tym względem, jako przykład:

 

…łaskiś pełna…

Pełne piersi dziewczyny. Boga to sprawka czy chirurga?

 

No cud miód. A potem gdzieś mi tego trochę brakowało, jakbyś za bardzo skupił się na powadze opisywanej historii, spychając na boczne tory tego typu świetne, rozluźniające fragmenty. 

 

Na koniec rzeknę: jak to opowiadanie otrzyma nominację, raczej otrzymasz ode mnie TAK-a. 

 

 

Cześć,

 

zacznę od tego, że pierwotnie miałem bardzo podobny zamysł, zabierając się za pisanie na ten konkurs. Stwierdziłem jednak, że na pewno ktoś zamieni kogoś w drzewo. Jak widać, nie myliłem się :) 

 

Twoja zamiana wyszła ciekawie i miejscami intrygująco, ale nie wszystko w tym opowiadaniu jest satysfakcjonujące. Początek, z tymi urywkami i rozmowami z różnymi osobami, według mnie udany. Bo powoli odkrywa karty, można sobie samemu łączyć kropki. A potem nagle łączysz je sam i to wszystkie niemal naraz, kładąc czytelnikowi przed oczami gotowe scenariusze, które nie wymagają już w zasadzie żadnej analizy. Ta forma streszczenia od momentu przemiany w drzewo jest zrozumiała, bo też jak inaczej opowiedzieć wydarzenia z dziesięciu tysięcy lat, ale odnoszę wrażenie, że może jakby to inaczej poukładać, a pewnych informacji nie podawać tak wprost, to opowiadanie mogłoby na tym zyskać. 

 

Tekst ciekawy, poprawnie napisany, zdecydowanie biblioteczny, lecz raczej nie piórkowy.

 

Pozdrawiam!

AP, dzięki za komentarz i wizytę.

 

Co do realiów/imion/religii – zrobiłem mały mix, nie opierając się mocno na żadnej konkretnej. 

 

Słabość do Ragnara i jego rodzinki mam, co można wywnioskować po awatarze, choć ten Ivar jest raczej zupełnym przeciwieństwem tego drugiego, więc zbieżność imienia raczej przypadkowa.

 

Pozdrawiam!

Reg, witaj!

 

Cieszę się, że dotarłaś do mojego klasztoru.

 

Poprawiłem wskazane usterki. Jedynie zostawiłem te kocury, bo dokładnie o to mi chodziło. Innymi słowy jeśli myszy chowają się pod miotłą, to kocury buszują właśnie poza nią. Lea była myszą pod miotłą, a mnisi kocurami.

 

No i miło, że powolność nie wypadła w Twych oczach jako wada, oraz że doceniłaś powściągliwość pewnych wątków.

 

Dziękuję serdecznie za komentarz :)

chalbarczyk, hej!

 

Bohaterce dajesz trochę głębi, ale czy nie bardziej prawdopodobne, że pragnęłaby śmierci po tym, co ją spotkało, natomiast jej pierwsze słowa to:

Poczekaj. Chcę wiedzieć, gdzie jestem.

Zapewne pragnęła śmierci. Może. Ale jest też coś takiego jak silnie wrodzona, ludzka ciekowość. Fajnie więc wiedzieć, gdzie chce się umrzeć :)

 

Mnich i kobieta nie mają głębszej relacji, ich spotkania nie wprowadzają napięcia, nawet powiedziałabym, są trochę nudne.

 

Owszem, i wcale takiej nie mieli mieć. Ale wystarczyła jakakolwiek relacja, aby w trudnej sytuacji bohaterów zbudowała się pewna więź. Czasami relacje budują się przy zwykłych czynnościach i rozmowach, nie przy wyniosłych zwierzeniach i innych takich.

Spotkania mogły Cię nudzić, jasne. Żadne fajerwerki podczas nich nie strzelają. Ale to jest właśnie powolne budowanie napięcia i tworzenie relacji, której nie dostrzegłaś. 

 

Dzięki za komentarz.

 

beeeecki, czołem!

Owszem, tekst miał być spokojny. Ciężki, przygnębiający, ale rzucony do spokojnej rzeki, nie rwącego potoku. 

Miło, że Ci się podobało.

 

Pozdrawiam!

MichaelBullfinch

dzięki za wizytę i komentarz.

 

cezary_cezary

 

cieszę się, że byłem w Twojej ocenie blisko nominacji i przyjmuję z pokorą, że jej nie otrzymam z Twego ramienia :)

 

Zastanawia mnie, czy gwałt był jakąś formą katalizatora, czy ostatecznie i tak Lea oddałaby swoje życie u łodygi Kwiatu, nawet bez tak traumatycznych doznań?

 

Trudno stwierdzić, to już pole wyłącznie do indywidualnych domysłów. Istnieje jednak szansa, że gdyby nie przygoda z mnichami w ostatnią noc, ostatecznie wszystko skończyłoby się inaczej. W końcu chwilę wcześniej po raz pierwszy się uśmiecha, więc wraca powoli do jako takiego stanu normalności, a Ivar zaczyna rozważać, czy nie opuścić klasztoru wraz z nią, więc kto wie.

 

A co do dialogów – przyjmuję zarzut, ale akurat w tych dwóch fragmentach, które przytoczyłeś, nie potrafię wypatrzeć zbyt nowoczesnych zwrotów.

 

Finkla

podziękował za wizytę.

Co do rozpoznania kobiety. Po pierwsze, nie jest konkretnie nakreślone, w jakim wieku został porzucony przez matkę. Jako dziecko może określać zarówno niemowlę, jak i kilkulatka. A po drugie, w klasztornej bibliotece pewnikiem mieli pozycję Czorty, biesy, kobiety, czyli o istotach demonicznych, w której to były odpowiednie ryciny :P

Z tymi oczami to nie wiem czemu tak się uparłem na tę konstrukcję, no ale się uparłem…

 

Nova

dzięki za komentarz i fajnie, że mimo, iż to nie Twój styl, tekst cię w jakiś sposób poruszył i się spodobał.

Ładny obrazek, pełen zapachów i widoków. Aż zatęskniłem za własną Australią, która przez prozę życia została gdzieś tam w tyle. No i oby na wspomnianym stoliku zagościła zacna książka. Pozdrawiam

Bardzo ładnie i zgrabnie napisane.

 

Jest uczucie melancholii, jest nutka nostalgii, jest żal i inne niefajne emocje drzemiące w każdym z nas, ale to wszystko zapakowałaś w ładne, barwne opisy, otoczone sielskim, spokojnym obrazkiem. Przez to całość nieźle ze sobą współgra i sprawia, że lektura była przyjemnością. Bez efektów wow, bez jakiś zwrotów akcji, ale z utrzymaniem dobrego poziomu i narracji od początku do końca.

 

Pozdrawiam :)

Jim

Dodatkowy plus, że jak wiesz z mego mejla, przynajmniej pod względem wyglądu, mogłem się z mnichem w pełni utożsamiać ;-)

:D Hm, czyli stajesz w szranki z Ivarem? Jeśli patrząc w dół widzisz swoje stopy – wygrywasz. Jak nie, to uznajmy, że jest remis :P

 

HollyHell91

miło, że tak szybko przeczytałaś. A wygenerowana grafika bardzo ładnie i dobrze odzwierciedla to, co miałem w głowie, więc umiejętnie tej AI podsunęłaś wytyczne :)

 

dawidiq150

cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. 

Podziękował za klika.

 

Mar­sza­wa

mogę jedynie przeprosić za przeoranie. Mimo wszystko mam nadzieję, że było choć trochę warto się tak przeorać.

Mam tendencję do raczej złych zakończeń, więc to i tak łagodniejsza wersja :)

Historia Lei jest poruszająca i pewnie zostanie w mojej głowie na długo.

Bardzo mnie cieszy, że ta historia zostanie z Tobą dłużej niż tylko na czas czytania.

Co do humoru – fajnie, że wyłapałaś. Starałem się dać kilka momentów na rozluźnienie.

 

Dzięki Wszystkim za wizytę i pozdrawiam! 

Historia Lei jest poruszająca i pewnie zostanie w mojej głowie na długo.

Historia Lei jest poruszająca i pewnie zostanie w mojej głowie na długo.

Historia Lei jest poruszająca i pewnie zostanie w mojej głowie na długo.

Dzięki Wszystkim za komentarze.

 

Jim, księgi wyniósł Ivar, czyli jeden z mnichów. Nigdzie nie ma wzmianki, że dostęp do biblioteki był w jakiś sposób ograniczony. A co do pytania dotyczącego ostatniej sceny – tak, jest duży przeskok czasowy, choć nieokreślony w żadne konkretne ramy. 

P.S. odpiszę na Twojego maila niebawem :)

 

bruce, dziękuję za wyłapanie mankamentów. Przecinki mnie nie lubią, a ja nie lubię przecinków, i tak jest od zarania dziejów :) Oczywiście zmieniłem na warzenie, dobrze, że to wypatrzyłaś! A reszta do przemyślenia, ale to nie na szybko. Krwawa jatka na koniec? Potrzymaj mi piwo, następnym razem ;)

 

Hesket, cieszę się, że tekst trafił w Twoje gusta. Z oczami chyba jest mimo wszystko poprawnie, ale jeszcze to zweryfikuję. 

 

freki, często piszę pewne sceny zbyt dosłownie, więc tym razem postawiłem na niewielkie nakreślenia i niedopowiedzenia. Rozumiem, że może być niedosyt, ale tam gdzie brakuje literek, należy podkręcić wyobraźnię na wyższy level :) Dialogom się przyjrzę, może coś w tym jest, choć staram się zachować naturalność.

 

GalicyjskiZakapior, dzięki za klika i opinię. I jakie szczęście, że mamy Google :)

 

 

 

Wena to cwana bestia. Najpierw wbija Ci do łba, że wymyśliłeś coś ekstra, super, wybitnego, jedynego w swoim rodzaju etc. A po jakimś czasie różowa zasłona spada. Czasem z hukiem. Niemniej jednak, Koalo, z tym wszystko już było to jest tak jak z rosołem (przynajmniej u mnie w chałupie). Niby za każdym razem dajesz te same warzywa i zwierzątka, a zawsze smakuje nieco inaczej :)

Cześć, Bruce. Z pewnością należy rozpatrywać ten tekst jako bajkę, bo wiele aspektów jest mocno naciąganych. Najbardziej komiczna wydała mi się scena, w której biegaczka z innej planety upada po strzale śliną – ależ Ziemianka musiała mieć moc w płucach :D No i najbardziej nierealne wydawało mi się, że nikt nie reaguje na te wszystkie zagrywki i równocześnie że wszystkie biegaczki tak ochoczo pomagają kosztem własnego wyniku. Ale dobra, pojawiła się wzmianka o kodeksie. Rozpatrując jednak opowiadanie jako bajkę, a tak należy uczynić, to wszystko co wcześniej napisałem jest nieistotne, bo zwyczajnie brnięcie po torze wyścigowym było przyjemnością a końcówka i puenta robi robotę :)

Finklo, już zdążyłem zapomnieć o tym tekście, ale pojawiłaś się Ty :)

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Z odrobinę łopatologicznym wyjaśnieniem się zgadzam – zwyczajnie zabrakło mi wtedy pomysłu na inną formę przedstawienie tego i owego.

A co do opisanej diety, pewnie masz dużo racji. Tylko kanibali to pewnie nie badają za bardzo, więc trudno przewidzieć realne długotrwałe efekty takiego jedzonka :)

Pozdrawiam!

Bardzie, jak już się odezwałeś to zaznaczę, że z Chorzowa niedaleko :) Ambush, przeczytałem pogłoski o centaurach i przez 5 min zastanawiałem się, co ma aspołeczność do centaurów :P No a tak serio to przydałoby się zebrać większą drużynę… Sami nie pójdziemy bo jak żonie wytłumaczę spotkanie fantastyczne z jedną kobietą :)

Ave. Dodaję ostatniego klika do biblio za lekkość narracji oraz lekki, przyjemny flow opowiadania jak to u Ciebie. Jednak mam jedno zastrzeżenie, a raczej takie subiektywne odczucie. Motywacja bohaterki. Wiem, że w tego typu luźnej i humorystycznej historii może być nieco większe przyzwolenie na brak dokładniejszego roztrząsania motywacji bohaterów, ale przez to zupełnie nie odczułem, aby zmiana Karoliny i to co robi (sposób windykacji) były wiarygodne. Ma jakieś stereotypowe rozkminy filozoficzne w kibelku na początku, potem pojawia się tam jakieś zdanie czy dwa coś tam wyjaśniające, ale to niewiele. Przez to, mimo że lektura była lekka i przyjemna, nie miałem poczucia, że wiem, dlaczego Karolina czyni to, co czyni. Pozdrawiam!

Cześć, Dawidzie. Często piszesz opowiadania w formie retrospekcji czy listów, a nie ukrywam, że taka forma nie należy do moich ulubionych. Niemniej jednak uważam, że za ten szort klik na zachętę się należy. Nie ma tu wiele błędów, a opisanie złej natury ludzi w kontekście dobroci babci okazało się nie najgorszym pomysłem. I choć oczywiście nie wszyscy ludzie są źli to racja, że jest ich zdecydowanie za dużo. Ale wynika to z wielu, wielu powodów, choć Ty pewnie uznasz taki fakt za wpływ szatana/diabła, co oczywiście szanuję, choć nie podzielam. Pozdrawiam!

Bry wieczór, Finklo. Ogólny wydźwięk jak najbardziej poważny, ale dialogi robią robotę i wprowadzają wystarczają ilość lekkości i momentami humoru. Czy wspomniany jeden z drugim to rzeczywiście idiota i jego pomocnik? To się jeszcze finalnie okaże. Przyjemny i jak to u Ciebie dobrze wykonany szort, choć chciałoby się czegoś więcej. Pozdrawiam

Holly, od dłuższego czasu nie zamieszczałem żadnych opowiadań, bo obecnie każde ochłapy wolnego czasu poświęcam na większe projekty, ale przeczytawszy temat Twojego konkursu postanowiłem jednak coś skrobnąć, tym bardziej że pomysł sam wpadł do łebka :)

Super! Fajnie, że się pokazaliście z nagrodami :) Jim, Twoja kolej! Podeślij wytyczne do projektu koszulki i działamy.

Krokusie, nowa szata leży na Tobie jak trza :) Oby dodała +10 do szybkości i wytrzymałości podczas biegania i +15 do celności podczas grania w siatkówkę ;)

Zgrabna koncepcja, szkoda tylko że nie rozbudowana w formę większego opowiadania z historią. Natomiast pierwsze zdanie zaprzecza temu, co już ma miejsce. Chociażby w Azji są już potwierdzone przypadki mężczyzn, którzy wzięli oficjalny ślub z robotami i deklarują miłość równą prawdziwemu człowiekowi. Świat skończy się prędzej czy później, ale raczej z innych powodów. Choć samotność i wirtualne życie to w istocie problem, o czym zresztą obecnie piszę coś większego. Pozdrawiam

Mogę i ten czerwiec i sierpień/wrzesień. Niechaj się więc jeszcze inni chętni znajdą/wypowiedzą (wysyła sygnał telepatyczny do Krakusów i wszystkich potencjalnie zainteresowanych). P.S. Zanais, z Kołobrzegu pendolino rzut beretem do Krakowa :)

Jestem za! Wybierałem się na 10 spotkań i na żadne nigdy nie dotarłem z przyczyn losowych/życiowych, ale może tym razem się uda. Urlop dopiero w lipcu, wcześniej jestem względnie dostępny, więc mogę się dostosować do terminu.

Po burzliwych naradach przybywamy z wynikami.

 

Miałem rozpocząć od kwiecistej przemowy, jednak nie będę OWIJAŁ W BAWEŁNĘ, gdyż był to w końcu konkurs o szatach (to jest ten moment, w którym należy się śmiać z żartu).

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w pokazie mody, a teraz jedziemy z tematem:

 

 

 

 

 

 

<taktyczna przerwa>

 

 

 

 

 

 

 

MIEJSCE PIERWSZE:

 

 

Krokus – Baśń o smoczych pieśniach

 

MIEJSCE DRUGIE:

 

 

Jim – Wino i sztylet

 

MIEJSCE TRZECIE:

 

 

HollyHell91 – Obca

 

 

Natomiast wiedzieć musicie, że ciasno było pod podium, oj ciasno, tak więc z tego miejsca chcielibyśmy wyróżnić dodatkowo trzy teksty, które z pewnych powodów nie mogły znaleźć się w pierwszej trójce, ale które są godne wyróżnienia. A są to (w przypadkowej kolejności):

 

meksico – Lepiej późno niż wcale

JolkaK – Ślepa noc

Finkla – Zuchwałe kradzieże na Olimpie

 

 

Pod tekstami z czasem pojawią się nasze komentarze i tym samym tam będą szczegółowe uzasadnienia.

 

Cześć i chwała zwycięzcom, wyróżnionym i pozostałym uczestnikom!

 

WAŻNA INFORMACJA dla zdobywców trzech pierwszych miejsc:

Wyślijcie do mnie tutaj na priv swoje adresy mailowe. Otrzymacie wówczas szczegółowe wytyczne co do nagrody. A jak już dostaniecie nowe, zaprojektowane dla Was szaty, to zawsze będziecie mogli się nimi pochwalić w tym wątku :)

 

Można się rozejść!

Dogin dziękuje Wszystkim za komentarze i pozdrawia zdrowym łapskiem. Przy okazji szepcze: wyniki TUŻ TUŻ, choć nie wiadomo czy bliżej pierwszego TUŻ, czy też drugiego TUŻ :)

Holly, jeszcze nie wiem w jakiej formie będą wyniki, być może wypiszemy na "masce", If You know what I mean :P A przy okazji: tydzień z porywem do dwóch i postaramy się przybyć z wynikami.

UWAGA:

Z racji, że wysypało dziś pod chałupą pełno krokusów i uznałem to za zmasowany atak pewnego użytkownika wypowiadającego się powyżej, skapitulowałem i termin publikacji został oficjalnie przedłużony do 21 marca!

Termin ostateczny i definitywny.

 

piotr_jbk, cieszy, że tematyka zainspirowała do napisania długiego tekstu. Limity jednak to limity, przeklęte z nich bestie. Tekst zawsze możesz wrzucić używając odpowiedni TAG, choć oczywiście nie będzie brany pod uwagę w ocenach. Ale przeczytać pewnikiem przeczytamy. 

Koalo, zacna promocja konkursu! No i fajny szort przy okazji wyszedł :)

Cześć, Outta,

dodaję ostatniego klika i idę nominować. I aby nominacja miała moc sprawczą, przeklejam główny komentarz z bety (po usunięciu wątpliwości, które rozwiałeś po wprowadzeniu zmian). A więc:

 

Nie wyłapałem żadnych technicznych niedociągnięć, więc niczego nie wyłuszczam. Albo pierwsza wersja tekstu jest ich pozbawiona, albo opowiadanie tak mocno mnie wciągnęło, że nie mogłem zaprzątać sobie nimi głowy. Albo jedno i drugie.

 

A teraz do rzeczy.

 

Po pierwsze: tekst dobrze skonstruowany. Przerywniki z naukową gadką są w odpowiednich miejscach i robią robotę. I choć nie wszystko, o czym pisałeś jest mi znane, to po przeczytaniu opowiadania nie ma ANI jednego aspektu, którego bym nie zrozumiał. Wszystko ładnie się łączy i ma sens – oczywiście bez wnikania w Twój risercz, bo może ktoś się przyczepi to tego czy tamtego. Dla mnie jednak istotne jest to, że opisałeś wszystko w pełni zrozumiały sposób, mimo tych wszystkich naukowych przerywników i określeń. One zresztą tylko dodają historii wiarygodności. Spodobało mi się też, jak wytłumaczyłeś długotrwałą pracę babci numer jeden – chorobą Alzhaimera. 

 

Po drugie: umiejętnie i w sposób niezwykle ponury ukazujesz spojrzenie na człowieka jak na zasób. Często ponawiane określenie host itp. dobrze działa na czytelnika. Pisałeś, że będzie depresyjnie, ponuro. I rzeczywiście, wykorzystanie w tak okrutny sposób ludzi, a nawet przewinęły się pod koniec dzieci, jest jednym z najbardziej ponurych tematów, jakie mogłeś poruszyć. Sam zastanawiałem się kiedyś nad sensem egzystencji ludzkiej (kto się nie zastanawiał?), a dokładniej nad tym, co kieruje naszymi mózgami w nieustannym, ciągłym dążeniu do potęgi, wyższości nad innymi. Do tworzenia podziałów, wykorzystywaniu przez jednych tych drugich. Może za X lat nie będzie granic państwowych i Ziemia będzie jednym wspólnym w końcu tworem, w którym wszyscy zasiądą do wspólnego stołu i wreszcie się zjednoczą zamiast wiecznie lać po mordach i zbierać nowe zdobycze po trupach, a może się to wszystko rozpieprzy w drobny, kosmiczny pyłek. Niestety stawiam na to drugie.

 

Po trzecie: bohater, choć niby skurwysyn bez skrupułów, ma swoje powody i motywacje, aby czynić to, co czyni. Jest wiarygodny. ALE… Tutaj było marudzenie, którego już nie ma. 

 

Po czwarte, i chyba ostatnie: dobrze napisane. Nie potknąłem się prawie nigdzie, a jak się potknąłem to udałem, że tego nie było, bo chciałem tylko brnąć dalej.

 

Pozdro

Za trzy godzinki z haczykiem rozpoczyna się pokaz mody!!!

Uprasza się o ostatnie poprawki krawieckie, prasowanie, pranie, wygładzanie!!!

Element odzieży nie musi być fantastyczny. Może zatem to być zwyczajna skarpetka, która nie dodaje żadnych statów typu +20 do pisania :)

SNDWLKR, już nie!!! :)

Bardjaskier, po burzliwej dyskusji zwiększamy o symboliczne 5 tys. Proszę upychać i upchać bo to limit ostateczny :) 

Pomysłodawca tegoż konkursu większość swoich tekstów zmieścił w 30 tys. znaków, stąd też pewne skrzywienie na punkcie tej granicy, jednakże Najwyższa Rada pochyli się nad Twym zapytaniem i może coś uda się zrobić w temacie :) Wrócę z informacją.

 

Temat kon­kur­su: Szata zdobi czło­wie­ka

 

Ga­tu­nek: Fan­ta­sty­ka w do­wol­nej od­sło­nie. Może zatem to być wy­pra­wa ko­smicz­na po złote gacie, bitwa dwóch króli o srebr­ny pas wi­tal­no­ści, bi­zar­ro o pan­ta­lo­nach po­że­ra­ją­cych pewną część ciała lub hor­ror o krwio­żer­czym biu­sto­no­szu za­kon­ni­cy.

 

Limit zna­ków:

 

Mi­ni­mal­ny: brak

Mak­sy­mal­ny: 35 tys. zna­ków we­dług licz­ni­ka por­ta­lo­we­go.

 

Za­ło­że­nie kon­kur­su:

Sta­nię­cie w opo­zy­cji do po­wie­dze­nia: Nie szata zdobi czło­wie­ka. W opo­wia­da­niu klu­czo­wą rolę ma ode­grać ele­ment odzie­ży: łach­ma­ny, szaty, buty, skar­pet­ki, in­ny­mi słowy co­kol­wiek, co człek (lub nie człek) jest w sta­nie na sie­bie wdziać.

WAŻNE, aby ele­ment ubio­ru nie był je­dy­nie re­kwi­zy­tem po­trzeb­nym do opo­wie­dze­nia hi­sto­rii, a niósł ze sobą głęb­szy sens i do­brze wpa­so­wy­wał się w hasło kon­kur­so­we.

 

Ju­ro­rzy: Re­aluc, Outta Sewer, ce­za­ry­_ce­za­ry.

 

Kry­te­ria oceny:

 

– Po­mysł

– Wy­ko­na­nie

– Zgod­ność z ha­słem kon­kur­so­wym

– Wi­dzi­mi­się ju­ro­rów

– Po­mysł x2

 

Ter­min:

Opo­wia­da­nie na­le­ży opu­bli­ko­wać na por­ta­lu w prze­dzia­le 1 lu­te­go – 21 marca 2025 roku do go­dzi­ny 23:59.

 

Ter­min ogło­sze­nia wy­ni­ków:

Moż­li­wie jak naj­szyb­ciej.

 

Do­dat­ko­we za­sa­dy pu­bli­ka­cji:

 

– jeden tekst na jed­ne­go użyt­kow­ni­ka

– be­to­wa­nie do­zwo­lo­ne

– pu­bli­ka­cja jako ano­nim nie­do­zwo­lo­na

– tekst na­le­ży opu­bli­ko­wać uży­wa­jąc tag kon­kur­so­wy

 

Na­gro­dy:

 

– Pierw­sze miej­sce: Kom­plet dre­so­wy (bluza i spodnie) LUB kurt­ka spor­to­wa z pełni in­dy­wi­du­al­nym pro­jek­tem gra­ficz­nym za­pro­jek­to­wa­nym we­dług wy­tycz­nych osoby wy­róż­nio­nej.

 

– Dru­gie miej­sce: Ko­szul­ka spor­to­wa z pełni in­dy­wi­du­al­nym pro­jek­tem gra­ficz­nym za­pro­jek­to­wa­nym we­dług wy­tycz­nych osoby wy­róż­nio­nej.

 

– Trze­cie miej­sce: Komin i opa­ska spor­to­wa z pełni in­dy­wi­du­al­nym pro­jek­tem gra­ficz­nym za­pro­jek­to­wa­nym we­dług wy­tycz­nych osoby wy­róż­nio­nej.

 

Or­ga­ni­za­tor kon­kur­su nie jest zwią­za­ny z wy­daw­nic­twem oraz pi­smem NF.

 Por­tal jest je­dy­nie plat­for­mą która ten kon­kurs gości.

 

Cze­ka­my na Wasze kre­acje! 

Miałem udać się już do łoża ale jakże szczęśliwym trafem postanowiłem w ostatniej chwili zerknąć na Twój tekst, adamie. 

Nie przeczytałem wszystkich konkursowych świątecznych, ale porównując Twój z tymi, na które trafiłem, ten jest najambitniejszy. Nietuzinkowy zamysł. Pomysł na głównego bohatera – zacny. Wplecenie wątku Lilit i powiązania jej kultu ze śmiercią malarza – również. Całość rozgrywa się statycznie, w jednym miejscu, ale na tę ilość znaków jest to odpowiednio skomponowane. No i opowiadanie jest porządnie napisane.

W związku z powyższym zgłaszam podwójnie.

Cześć.

Niezły, krótki świąteczny szort. Choć liczyłem na jakiś mocniejszy akcent na koniec, np. na to, że młotek pójdzie jednak w ruch :)

No i jak już jest powyżej wymiana upodobań, to ja dołączam do drużyny Barda – też lubię karpia. Choć w tym roku wyjątkowo jedyną rybą na stole będzie ta z Grecji (a może po Grecku?).

Pozdrawiam. 

 

Lekkie i przyjemne, dobrze się czytało. Oczywiście, zgadzam się z Adamem odnośnie niskiej wiarygodności scenki, czyli braku większych podejrzeń do ufoludka i tak dalej, ale myślę też, że w tego typu tekstach ta wiarygodność nie zawsze jest w 100% niezbędna. Oczywiście, jakby była to byłby to plus, ale w lekkim świątecznym szorcie nie są to dla mnie główne skrzypce. Jedno ALE: Hania czasem sepleni i nie mówi pewnych liter, a czasem mówi. Przydałaby się większa konsekwencja chyba. No i ta wódka uznana za truciznę – bluźnierstwo w biały dzień. Pozdrawiam ;)

Cześć, Krokusie.

Kilka razy naprawdę szeroko się uśmiechnąłem, kilka razy mniej, no ale utrzymać wysoki poziom humoru przez cały tekst to niełatwa sprawa. W ogólnym jednak rozrachunku mamy całkiem niezłą dawkę dobrej zabawy połączonej z nietypową, świąteczną scenką.

Jak ktoś pisał wyżej, przedstawiłeś w zasadzie to, co niebawem pojawi się w większości domach. Czyli gadki o standardowych tematach (polityka, sport), bieżące wydarzenia (Nowy Wiesiek od Sapka), a to wszystko między kłótniami i ewentualnym mordobiciem przy odmiennych poglądach :D

Ale najważniejsze, aby ostatecznie połamać się opłatkiem w zgodzie i dojść do porozumienia, jak też uczynili Twoi bohaterowie :)

Pozdrawiam.

Cześć, Ślimaku.

 

Myślę, że jak najbardziej podołałeś tekstowi SF. Nawet, jak część z opisywanych przez Ciebie zagadnień niewiele mówi, to nie ma się ochoty nic googlać, bo czytając ma się silne wrażenie, że wiesz, o czym piszesz.

I ja Ci uwierzyłem. Właśnie za tę wiarygodność, dobry warsztat i ciekawą koncepcję daję klika, bo już za całość, jeśli chodzi o treść, już bym się zastanawiał.

Większa część tekstu to dialog, w którym Marta przedstawia naukowe to i owo, i w pewnym momencie, mimo że opowiadanie jest krótkie, zaczęło mnie to powoli nużyć. Może dałoby się inaczej opowiedzieć tę historię, niż wrzucać wszystkie wyjaśnienia w zasadzie do jednego dialogu? A może i nie, jednak dzielę się odczuciami.

Tak czy siak, tekst wart uwagi i szacun za stworzenie mocnej wiarygodności na tematy, o których piszesz.

Pozdrawiam.

Cześć. Ogólnie całkiem nieźle się czytało. Fajny motyw z książką jako elementem, który przenosi nas do lepszego świata, jest odskocznią od szarej rzeczywistości. Natomiast większość część tekstu to opis świata postapo. I nie ma tutaj niestety nic nowego i świeżego, więc te opisy, choć poprawnie napisane, nie są jakoś wielce porywające. Pozdrawiam!

Największą siłą tego opowiadania są opisy. Naprawdę barwnie i z wyczuciem tworzysz obrazy słowem. Do tego trochę tajemnicy i absurdu, a z tego wszystkiego można wyciągnąć co najmniej kilka wniosków, nie podajesz kawy na ławę. Posyłam do biblioteki :)

To jeden z tych niestandardowych, dziwnych tekstów, po przeczytaniu którego człek zastanawia się, po co został napisany. Ale odpowiedź jest prosta – żeby ozdobić twarz czytającego bananem. Dobre to było, morderco. Fragmenty z kurą wygrywają wszystko. Byłby rosół bez maggi – tam literówka się wdarła. A jak już przy rosole jestem to zgłaszam przeciw – w mieście też ów płyn bogów się spożywa w niedzielę. A w poniedziałek to wiadomo co. Pozdrawiam ;)

Otwieram dziewiąte okienko :)

 

 

 – Proszę wstać, sąd idzie.

Elfy podniosły małe zadki z ław, zdejmując z łebków spiczaste, długie czapki. Sędziwy długouch powłóczył po podłodze śnieżnobiałą togę. Stanął na piedestale, sapiąc. Złota gwiazda widniejąca na wiszącym z szyi łańcuchu zakołysała się miarowo.

– Odczytam teraz końcowy werdykt – oznajmił siwy elf.

W Lodowej Sali Rozpraw zapanowała cisza. Wszyscy z ogromnym przejęciem czekali na finał sprawy, ciągnącej się już od poprzednich Świąt. W końcu sędzia skierował wzrok na oskarżonego i przemówił:

– Tytku, elfi pomocniku Mikołaja. Została udowodniona ci niezaprzeczalna wina. Umyślnie i z premedytacją zamieniałeś prezenty przygotowywane dla ludzkich dzieci. Tym, którzy mieli największe oczekiwania, wpakowałeś tylko świąteczną kartkę z kodem QR, który kierował do utworu pewnej piosenkarki. Zaś do paczek tych, którzy nie napisali do Mikołaja, lub też ich życzenia były wielce skromne, wsadziłeś najnowsze smartfony i inne drogie rzeczy z listów poszkodowanych. Czy przyznajesz się ostatecznie do tych zarzutów?

Młody elf rozejrzał się po sali. Wszyscy trzymali za niego kciuki, był tego pewien, ale był też pewien, że prawo jest nieugięte. Zgodność prezentu z zamówieniem jest jednym z najważniejszych punktów kodeksu Mikołaja, który musiał podpisać przed przystąpieniem do pracy w fabryce. Mimo wszystko odparł śmiało:

– Przyznaję się. Pragnę zwalczać zarazę roszczeniowości oraz nadmiernego konsumpcjonizmu wśród najmłodszych. Nie żałuję tego, co uczyniłem.

Sędzia zmarszczył krzaczaste brwi.

– Według naszego prawa powinna spotkać cię kara dwumiesięcznej izolacji w igloo, chłosta cukrowymi laskami oraz dożywotni zakaz pracy w fabryce. Jednakże…

Napięcie było tak gorące, że z lodowego sufitu na głowy elfów zaczęły spadać krople wody (ewentualnie mogło maczać w tym palce globalne ocieplenie). Staruszek kontynuował:

– … Na polecenie Mikołaja, zostajesz ułaskawiony! Odsetek dzieci, które zmieniły postawę po twoim występku jest zaskakująco duży. Dodatkowo, zostaniesz awansowany na kierownika działu muzycznego. Sprawa zamknięta!

Sędziowski młotek stuknął. Elfy oblazły Tytka i jeden po drugim składały mu gratulacje. W tle rozbrzmiała piosenka pewnej ludzkiej piosenkarki:

Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest!

Dobrze, że Pani Mikołajowa doprowadzi Złego do pionu. Bezstresowe wychowanie, brrr.

 

A Mikołaj to może potrafi władać batem, ale chyba jednak nie wie wszystkiego o wszystkich dzieciach. Dla przykładu, wczoraj powiedziałem synowi, że dostanie dziś rózgę za niegrzeczne zachowanie, a i tak dostał prezenty…

 

 

Nowa Fantastyka