Pasjonuje mnie rozwój cywilizacji. Wpływ nauki, kultury i filozofii na rozwój ludzkości.
komentarze: 117, w dziale opowiadań: 117, opowiadania: 70
Pasjonuje mnie rozwój cywilizacji. Wpływ nauki, kultury i filozofii na rozwój ludzkości.
komentarze: 117, w dziale opowiadań: 117, opowiadania: 70
Dobre. ciekawa kompozycja. ten tekst nie powinien być oznaczona jako erotyka?
Ps
tak przy okazji. Tag erotyka celowo jest wyłączony?
dobre klimatyczne opowiadanie.![]()
odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać
niekonsekwentnie budujesz świat.
powiązanie teleturnieju ze sponsorem mogło być bardziej uzasadnione skoro to nie jest zwykły sponsoring.
dlaczego tartak mieści się na szczytach Tatr?
Bardziej chodziło o pewną zabawę formą, śmieszny początek, trochę absurdu i makabryczny koniec.
niestety niczego z tych rzeczy nie ma
a gdyby na koniec taki twist… kolejna edycja teleturnieju. prowadzący częstuje uczestników… burgerem albo jakimiś luksusowymi przekąskami nonvege… skoro coś się pojawia to dobrze jest później tego użyć.
niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku.
…że wszyscy czytelnicy NF i tak czytają ten portal?
gdyby mi cos przypadło do gustu to chciałbym mieć to na papierze… ale ja jestem analogowy.
Doczekałam się.
teraz będę czuł presję…
Ja wiem, że to mówi Robert, ale warto to zaznaczyć.
minimalizm didaskalny 
przyciągnęłaś– Przyciągnął
maksymalizm emocjonalny…
poprawione
Nie zrozumiałam, dlaczego Robert uznał swoją śmierć za ratunek dla żony.
jeśli czas biegnie liniowo to przyczyna jest przed skutkiem. jeśli Robert zginie w x wieku to nie doprowadzi do katastrofy w xxi wieku i Agnieszka nie wyląduje w dziczy. Paradoks może doprowadzić do zapadnięcia się całej tej historii i katastrofa może potoczyć się inaczej, ale… to tylko hipoteza. Może być tak, że śmierć Roberta w x wieku niczego nie zmieni w sytuacji Agnieszki.
trochę o tym napisałem w prequelu a na koniec cyklu mam ładną (tak sądzę), filmową scenę w której to tłumaczę.
Nie było jeszcze rozmowy na temat tego, jak wrócić do ich czasów.
McGiver zrobiłby agrafkę a z niej teleport temporalny… Katastrofa miała miejsce w zaawansowanym labie, w puszczy nie ma szans na powtórzenie eksperymentu.
a co mi tam, pospojleruję trochę…. zrozumienie tego co się stało zajmie im znacznie więcej niż trochę. zakończenie bolało mnie bardzo długo ale teraz jestem zadowolony. mam nadzieję, że miłośnicy gatunku uznają, że HARD SF jest odpowiednią półeczką.
Czekam jeszcze na kozy :P
nie patrz na zwierzęta z x wieku przez perspektywę współczesnych, selekcjonowanych przez setki lat.
wtedy i krowy i kozy dawały niewiele więcej mleka niż potrzebowały młode do przeżycia.
Znowu trzeba tydzień czekać :P
pamietam czasy kiedy powieści publikowano w miesięcznikach
Dziękuję i do zobaczenia czternastego dnia. Jutro za tydzień
Brak dynamiki, brak napięcia. To jest tylko proste opowiadanie z licznymi błędami, nie ma nawet namiastki horroru. Przeredagować całość aby napięcie rosło do samego końca bo teraz już drugiego dnia wiadomo co się wydarzy. Dużo powtórzeń, dużo tłumaczenia czytelnikowi co się dzieje. W horrorach najbardziej straszy domyślność, kiedy to wyobraźnia czytelnika dopowiada strach.
Próbowałem już wysłać dwa teksty do redakcji, póki co cisza.
myślałem, że redakcja czyta to forum i wybiera co ciekawsze teksty
Złoto to tylko piękniejszy kamień.
tylko taki bardziej metalowy…
Pomysł życie za życie nie jest nowy ale nie jest wyeksploatowany.
dobrze mi się czytało.
dobra scena u cesarza.
UnaBomba: jesteś pierwszą osobą ever, która przeczytała tyle rozdziałów jednym ciągiem.
Dziękuję, to chyba nie najgorzej mówi o mojej grafomanii?
Bardzo dobrze poprowadzone jest pierwsze spotkanie Roberta i Agnieszki z tubylcami.
nie pytaj która to wersja i jak zmieniła się koncepcja. Dzięki, znaczy warto było.
Trochę tylko szybko dostali chłopca i chatę :)
bo to taki gorący kartofel był…(tak wiem ziemniaki nie ten czas i nie to miejsce )
Masz dwa razy wklejony ten sam fragment.
dzięki. szukając go zauważyłem, że tekst można trochę poprawić…
Brakuje mi w takim razie kolejnych prostych spraw: w co się ubierają;
noszą to w czym się przenieśli
czy mały Gniewko nie powinien mieć wszy, skoro tak długo nikt o niego nie dbał;
wszy nie biorą się tylko od niedbania. SPIOLER
czemu nie jedzą jajek, nie piją mleka od kozy, tylko ciągle brukiew.
jest o tym później
I kolejny opis ich zawziętej kąpieli w rzece był, moim zdaniem, niepotrzebny. To było w poprzednim rozdziale.
chcę zbudować taką monotonność i kontrast dla wygodnego życia w ich czasach. skróciłem ten cykl po uwagach Marzana.
Traktowałam tę trojkę jak rodzinę.
tworzą rodzinę. chciałem pokazać empatię Agnieszki, która rozumie traumę dziecka i próbuje ją przykryć zabawą. kontrast do podejścia sprzed wieków. od rodziców pewnie dostałby klapsa a nie zrozumienie. To jest wewnętrzny monolog Roberta. Dostrzegam problem, że mam tendencje do wpadania w melancholizm… Później będę musiał przejrzeć całość.
bo były do siebie nieco podobne.
będą się takie trafiały. muszę budować ich kompetencje i tworzyć podstawy postępu.
to jest historia o cywilizacji…
Przeszkadza mi zapis dialogów,
walczę ze stylem raportującym.
– powiedział Robert
-odpowiedziała Agnieszka
– Robert zripostował
staram się ograniczyć te didaskalia jeśli nie są potrzebne bo kontekst wystarczy.
Teraz czekam na zagrożenia zewnętrzne. Bo w zasadzie widzę, że z zarazy ani nienawiści tubylców nie zginą. To puszcza, a jakoś wiele zwierząt się nie pojawia, kataklizmów też nie ma
oni są w Kwiecistej niecałe dwa tygodnie. Zagrożenia musi mieć stawkę. Mógłbym ich zabić na łące, było o włos. Reymont wywiózł Jagnę pod koniec czwartego tomu.
Konflikty się tlą. Główny antagonista jeszcze nie został przedstawiony choć jego ludzie już przygotowują grunt pod uderzenie.
Stali się rodziną Kwiecisza, jego parasol chroni przed otwartą agresją.
Ja bym obstawiała jeszcze śmierć staruszka Kwiecisza
oczywiście przyjdzie na niego czas, ale chcę z tego zrobić duży wątek.
Nie było natomiast żadnych dowodów na ich boską ingerencję, moc.
robię z tego konflikt religia-nauka. Na bagnach była próbka i będzie jeszcze trochę.
również zagrożenie dla głównej bohaterki, dość ładnej.
czy napisanie SPOILER zdradzi zbyt dużo?
Jeśli do końca opowieści tak to będzie utrzymane, co poniektórych rodzimowierców spotka pewien zawód
Zawodem jest ich selektywne podejście do wiary przodków.
żeby nie otrzeć się o tandetę.
Książek traktujących mitologię słowiańską jako magię jest sporo.
Czekamy zatem na kolejne rozdziały ????
czekacie?
Jak napisałem we wstępie do pierwszego rozdziału, mam rozpisany szkic na tysiące lat do przodu ;-) niektóre odległe tematy mam zamknięte a niektóre bliskie jeszcze domykam.
Utrzymam tygodniowy rygor wydawniczy, liczę na Wasze zaangażowanie i krytykę.
Dziękuję za wasz czas i uwagi.
Siadam do kolejnego rozdziału, który męczę od miesiąca.
Czytelnicy będą dość zagubieni
To o mnie… dlaczego nie kontynuujesz w nowym wątku?
za chwilę całość zniknie na odległych stronach
Postapokaliptyczny Sandomierz rewelacja.
dlaczego opisy nieistotnych rzeczy są tak długie a sam egzorcyzm ledwo co zarysowany. końcówka przegadana aby wyciszyć emocje po walce z demonem, żartowałem z tymi emocjami. z jednej strony dramat a z drugiej strony załatwiamy demona jednym dwoma zdaniami . usunąłbym połowę albo więcej i rozpisał sam egzorcyzm. tam nie ma żadnych emocji żadnej stawki żadnego ryzyka. DKACZEGO!
to jest Prequel. Tłumaczę w nim jak to się stało, że małżeństwo z XXI wieku trafiło do wieku X , buduje rys teoretyczny pod cały cykl, który mam w głowie. Możesz ominąć resztę.
zapraszam.
Nie zapomnij o KRYTYCZNYM komentarzu pod każdym rozdziałem.
Swoje wtrącenia wydziel z cytatu oznaczonego kursyw
ciągle uczę się obsługi portalu. poprawiłem
a gdzie konstrukcja w tej krytyce?
przecież pod każdym cytatem napisałem krótki komentarz
Nie wystarczy wyśmiać
daleki jestem od wyśmiewania, dostosowałem formę do wypowiedzi autora
trzeba pokierować.
to jest droga, którą każdy musi przejść sam.
Niby wiele się nie działo, a ani trochę się nie nudziłem.
ale teraz jestem pod presją by utrzymać twoje zainteresowanie
niby mam rozpisane na wiele miesięcy do przodu ale twoje uwagi sprawiają, że tkwię w redakcji tego co już mam i bufor się zmniejsza. okazuje się, że nie pisanie zabiera czas, ale właśnie dopieszczenie formy.
dzieki.
to brzmi jak raport policyjny. nie ma szans na wczucie się w klimat czy emocje bohaterów.
pomysł ciekawy ale dlaczego taka forma?
a dziwne spacje w tekście są spowodowane tym, że pewną część pisałem na telefonie.
a nie to spox… skopiuję sobie do jakiegoś edytora, usunę nadmiarowe spacje i pauzy, dodam brakujące przecinki, poprawię literówki i orty…. wkleić zredagowany tekst?
opowieść o drodze i potworach… nowe nie znałem.
rdzennego amerykanina, któremu nikt nie przypominał przez miesiące o goleniu
może nie do końca rdzenny, skoro musiał się golić
Jednoślad leżał wywrócony kołami do drogi
całe szczęście, że nie dachował
Na koniec wcisnęła swoją koszulkę w garść do kieszeni spodni
kobiece torebki pomieszczą wszystko. kieszenie ich dżinsów również… to koniec końców w garść czy kieszeń
co przybliżyłoby ją bliżej
byłoby gorzej gdyby przybliżyło ją dalej
zszywacz tapicerski
to zszywacz Czechowa!
Wykorzystała to i walnęła go w ramię i szarpnęła z całej siły.
a Pudzian na to: niemozliwe
garść naboi z automatu
który stan ma tak liberalne przepisy?
ile ich zabrała skoro po kilku strzałach muszą używać kamieni? a może zawodowy kłusownik nie sprawdził kalibru i zapasu naboi?
Wypaliła w ostatniego motocyklistę z przodu. […]. Wszyscy jechali martwi.
jechali w równej linii?
strzelba dźwigniowa
widzę pędzącego na motorze t-800
Nie uwierzysz co mi się śniło.
aaa to stąd te wszystkie błędy matixa
Gopło jest bardzo długie. Z perspektywy kilkuletniej Jagny brzeg mógł niknąc za horyzontem.
ok. wciągnęło mnie. czekam na kolejne fragmenty.
odezwał się starzec. Najstarszy z nich wszystkich.
tak to już ze starcami bywa
będą robić podpaski.
“każde ziarno na swój kiełek czeka”
Wprawdzie pisany dla uważnego czytelnika
podobno trzeba szanować inteligencję czytelnika.
ciekawe skąd, z Mazur?
mają tam swoją historię o myszach?
Czy może oni są Galindami?
nie, ale uwaga spioler: kiedyś się pojawią.
Potem było jeszcze lepiej, bo pojawiły się pieśni.
bardzo mnie angażują, ale nie jestem zadowolony z efektu. próbuję to śpiewać w rytm bębna i jeszcze nie wszędzie da się utrzymać rytm.
Nie spodobała mi się tylko żmija drążąca kości
zmieniłem.
Nie da się cały czas utrzymywać szaleńczego tempa albo eskalować konfliktów, bo albo opowieść straci wiarygodność, albo będzie “przebodźcowana”
w życiu również rzadko dochodzi do spięć “na noże”. więcej dzieje się za plecami, złośliwości, intrygi, złe języki.
dziękuję za uwagi i dobre słowo.
do tej pory tak wyobrażałem sobie nóż do sera https://www.superwnetrze.pl/noz-do-sera-stalowy-classic-215-cm,t382763.html
co tylko potwierdza mój brak doświadczenia w temacie
zaczęło się ostro, dosłownie, jak dla mnie za bardzo.
Jako lajkonik w temacie morderstw wątpię czy nożem do sera dałoby się to zrobić tak jak piszesz.
dlaczego denat ma czarne nogi?
druga część taka odklejona od pierwszej. brakuje spójności i dynamiki.
kolejne udane opowiadanie.
może za krótkie, za mało wprowadzenia, taki epizod raczej, wyrwany z większej części.
kilka zgrzytów stylistycznych wyłapałem ale już nie pamiętam gdzie ;-)
kolejne udane opowiadanie.
dobrze wplotłeś SF.
kiedyś wciągałem dużo książek z tego gatunku, jakiś czas temu chciałem wrócić do tych, które mi się podobały i nie dałem razu… a twoje opowiadania dobrze mi wchodzą.
Tak, już możemy bliżej wskazać region Kujaw, ale czas pozostaje zagadką…
dzięki za odwiedziny. Jesteś stałym czytelnikiem?
radosnych Jarych Godów, smacznego jajka i mokrego dyngusa.
Pisałem wielokrotnie pod twoimi uwagami do moich tekstów, że uczysz minie języka polskiego.
forma jest po prostu piękna… bez ozdobników, waty. Może tylko mi pasuje taka surowość a może to złota zasada?
Nie tylko matematyka może być ścisła, reguły języka mogą prowadzić do obiektywnie dobrej formy.
Przeredagowałem ten rozdział a kolejny zmieniłem w większej części. Ciekawy jestem twojej opinii.
podoba mi się się relacja Charona z Cerberem. Jako psiarz, w żałobie, wytarmosiłbym wszystkie uszy…
czy dobranocka to nie anachronizm?
Czytelnik tez od razu czuje się zmęczony.
dobra kończę z tym.
Niezamierzony rym i powtórzona konstrukcja
tak, usuwam.
Dyskusyjne i do niczego nie służy
usunąłem
Mniej uważny czytelnik uzna, że chodzi o los mydła
chciałem wrzucić bez kontekstu. To chyba naturalne przy takiej monotonnej robocie?
Brak jest antagonisty.
antagonista jest. te wcześniejsze drwiny były sterowane, za chwilę będzie większa akcja między nimi. na razie to działanie zakulisowe. czeka czy dadzą radę. przyjdzie czas na otwarte działania. jako prosty chłopak ze wsi tak widzę intrygi.
Literówka czy nowomowa?
kujawskie gwarowe określenie na brudzenie się.
Nie dowiaduję się wiele o wierzeniach ani obyczajach.
jest wątek z mydlnikiem, pisałeś, że Słowianom się dostaje a tutaj okazuje się że nie są tacy prymitywni.
troszeczkę wspomniałem o konstrukcji ziemianki.
dziękuję za Twoje uwagi.
Jest to produkt Wiedźmino podobny i nie jest to nawet inspiracja ale imitacja. bardzo dużo kopii jeden do jeden.
mitologia słowiańska całkowicie oderwana od źródeł.
wszystko napisane jednym rytmem. nie czuję się różnicy między odgarnianiem śniegu a walką.
szkoda, ale może kolejne części będą bardziej oryginalne
Ciekawy pomysł, jedna moja uwaga. kobiety zawsze wiedzą z kim się wiążą tylko, niektóre mają nadzieję, że zmienią naturę wybranka.
Trzymasz poziom.
tłumaczenie Waldemara, którego Grażyna nie zrozumiała.
dlaczego pan się spóźnił?
za późno wyszedłem z domu.
to dlaczego nie wyszedł pan z domu wcześniejn?
było już za późno żeby wyjść wcześniej.
Zajebisty tekst!
ostatnio tak dobrze się bawiłem przy Paragrafie 22 ale twój jeden rozdział jest lepszy niż cała książka!
Z czego zrobiony był ten mrawat że tyle ważył?
Zapowiada się dobrze i niedobrze zachęciło mnie i nie zachęciło przeczytam kolejną część a może i nie przeczytam
chciałem nadać podniosły, biblijny charakter. gdybym nie użył stylizacji opowieść straciłaby klimat… tak sądzę
zerknąłem w notatki. “Trudno być bogiem” mam na liście do przeczytania, ale to do odległej fabuły.
Może zerkniesz na początek. to jednak powieść, akcja jest liniowa a ty wskoczyłeś w rozpędzający się pociąg.
dzięki za odwiedziny.
Czemu narrator raz mówi w pierwszej osobie, a innym razem w trzeciej ?
ojej, już patrzę… gdzieś musiała się zawieruszyć niepoprawiona wersja
Absolutnie bym się nie czepiał gdyby opowiadanie nie było oznakowane jako HARD S-F.
bardziej celnie i boleśnie nie mogłeś mnie trafić!

1. Skala zjawiska
zgoda. mówiła to w naukowym zachwycie.
Twój koncept zasilania wiązką (WPT) z Księżyca stałby się fizycznie niemożliwy z powodu dyfrakcji (rozproszenia) fal elektromagnetycznych.
w części “W mieszkaniu” rozwiązuję ten problem.
2. Brak przeciążenia przy lądowaniu
Statek cudownie, płynnie hamuje, a bohaterka czuje tylko „subtelny nacisk”. Jednocześnie mamy opis wejścia w atmosferę z ogromnym tarciem i powstawaniem plazmy
plazma pochodziła z silników jonowych, nie piszę o tarciu.
Niech Agnieszka czuje ogromny, narastający ciężar własnego ciała, gdy statek wytraca kosmiczny pęd.
ale wtedy utracę ten technologiczy przełom.
3. Oś czasu a biologia („Miesiące” kontra „Lata”)
Jej pobyt był krótszy niż tych otyłych
Co więcej, wybudowanie infrastruktury potężnych reaktorów i przejście ze starych rakiet na nowe to zmiany, które zajmują gospodarce dekady, a nie miesiące.
Elektrownia zasilająca kolonię już istniała. postawiono tylko emiter energii.
4. Źródło ciągu statku
Współczesne silniki jonowe wyrzucają śladowe ilości cząsteczek, więc ich ciąg to ułamki niutona
dlatego piszę, i tłumaczę, ten przełom.
„Swaróg” musi mieć na pokładzie dużo masy wyrzutowej
pęd = masa * prędkość
jeśli v jest ogromne to masa może być mała
5. Plazma a mikrofale
Twoje opisy świetnie to bronią, trzeba to tylko doprecyzować.
zrobiłby się z tego podręcznik
6. Fizyka napędu i lądowania: Hybrydowy system napędu „Raróg”
Stosujesz silniki jonowe/plazmowe, ale te mają zbyt słaby ciąg, by utrzymać masę statku w ziemskim 1G.
to jest ten przełom technologiczny. Jesteśmy na początku przemian. Silniki mają moc wystarczającą by startować i lądować na Księżycu i lądować na Ziemii ale są jeszcze zbyt słabe by unieść rakietę z Ziemii. Pokazuje to w kolejnej części.
7. Logika wizerunkowa („Pierwsze historyczne lądowanie”)
Duszący się z otyłości bogacze to absolutna katastrofa PR-owa i koniec akcji na giełdzie. Korporacje robią takie rzeczy dyskretnie.
stewardzi ich dyskretnie wyprowadzą ;-)
Przerób to na bezduszną rutynę typu
przez zachwyt nad nowinką łatwiej pokazać i tłumaczyć postęp. jedna nieistotna zmiana wywołałaby konieczność przeredagowania dużej części.
8. Księgowość i prawo
rysuję ten świat w kolejnej części
Powiem Ci, że czytało mi się to rewelacyjnie – wciągnęło mnie to tak, jakbym czytał jakieś zaginione opowiadanie, w którym technologiczny rozmach C. Clarke'a spotyka się z biologicznym mrokiem i cynizmem Lema.
Bardzo dziękuję. Na tym mi najbardziej zależy. Tekst może nie podejść komuś przez temat ale niechciałbym tracić miłośników gatunku przez formę. Dlatego napisałem Tobie byś poprosił zawodowego redaktora o opinię. Zobacz pierwsze komentarze od tym tekstem, Dały mi niesamowitego kopa!
w mitologii Słowiańskiej przejście pod tęczą zmieniało płeć. tak sobie tłumaczono istnienie osób innych niż hetero.
ta część to już jest dramat. konstrukcja świata leży całkowicie. fizyka i logika są elastyczne, dostosowują się do bieżących narracyjnych potrzeb.
znowu kopia sceny 1:1 z Kontaktu ale gorzej poprowadzona.
wziąłeś pomysły z kilku filmów ale słabo je posklejałeś.
zapowiadało się dobrze… Nubiru… Anunaki…
sam narzuciłeś porównania z Kontaktem Sagana kopiując scenę 1:1 ale twoja nie ma merytorycznego uzasadnienia.
binarny kod siódemkowy
co to za ustrojstwo
i dlaczego jest używane do kodowania ziemskiego wideo.
Centrum kontroli lotów na Florydzie?
Forma ciężka, źle się to czyta.
taki mam zamysł, żeby wprowadzenie pokazywało trud, wysiłek i budowanie. z upływem dni i rozwojem akcji pojawią się również inne wątki…
Strugackich nie czytałem, z “Jankesem” punktem wspólnym może być tylko gatunek, u niego wiarygodność historyczna leży a ja staram się oddawać ją wiernie.
dzięki za opinię, każdą biorę na klatę.
Działo miało dysponować kosmicznym zasięgiem (szacowanym na ponad 1000 km)
ciągle daleko do USA
którym?
no tym z 200 szt. “jak”
Oczywiście. Będzie część piąta
super
mógłby zrobić, to schować siekierę, kiedy ją pożyczą kolejnym razem
zadrzeć z największym, choć cichym, sojusznikiem? nieomalże rodziną.
Tutaj wypadłem z rytmu czytania
tak muszę z tego zrobić kolejny akapit.
Teraz naszły mnie wątpliwości… czy pod koniec nie za dużo tłumaczę?
cieszę się, że ciagle mam twoja pozytywną uwagę. dzięki.
ps.
Jeśli dotrwam, to za kilkadziesiąt lat, jednym z bohaterów ważnego wątku będzie imiesłów przysłówkowy uprzedni.
Armata strzelająca z Iraku do USA to czysty Verne
skoro zagrożenie było tak ogromne, to dlaczego USA posłało tak małe siły i tak szybko się wycofały i dlaczego nie użyto rakiet balistycznych czy bombardować stratosferycznych…?
było wszystko czego można oczekiwać od gatunku
– wstęp historyczny (niepotrzebny, moim zdaniem, ale bywa w różnych pozycjach)
– CIA w którym Intelligence zastępuje brute force
– przywrócony as ratuje świat
– Oficer działa poza systemem
potężny cliffhanger. Nie wiem czy nie za mocny… będzie ciąg dalszy? nie możesz tego tak zostawić…
Pasowała mi forma, poza tym jednym nieszczęsnym rozdziałem. Jakby pisał ktoś inny.
poprosiłbym redaktorów o korektę. szkoda, żeby forma psuła dobrą treść.
udane opowiadanie.
problemem teleportacji nie jest siła Coiriolisa a prędkość liniowa.
40 kJ, dość często się pojawiają ostatnio w kontekście Borsuka, to ciężki karabin maszynowy, działko…. nie za mała anergia na demony wielkości wieżowca…. choć z drugiej strony może to marnotrastwo zasobów skoro wystarczy nóż.
Fantasy, którego miejsce akcji to Niemcy.
a to przepraszam, nie znam tej fauny ;-)
Uzywasz rzeczywistych wartości fizycznych niezgodnie z ich właściwościami. już lepiej byłoby gdyby wymyślił własne skoro to fantasy.
dziwny świat w którym do potworów wielkości wieżowca strzla się z karabinu maszynowego i jednocześnie możne je zabić nożem, może i zaczarowanym ale jednak.
gdyby nie wytłumaczenie na koniec to nie ogarnąłbym o co chodzi. może za bardzo pociąłeś pierwotny tekst. ten wygląda jak gra w zabijnie bosów.
Czuję się jak mimowolny uczestnik cudzej sesji terapeutycznej.
Wykładasz wszystko kawa na ławę – nie ma tu miejsca na domysły, własną refleksję czy chociaż chwilę wahania. Dostajemy gotową diagnozę podaną łopatą do głowy.
Łańcuchy na końcu? Wygląda to tak, jakby zostały dodane na siłę, tylko po to, żeby czytelnik zaczął się zastanawiać, po co one tam w ogóle są. Pojawiają się nagle i znikają bez żadnego sensownego powodu czy skutku dla fabuły.
W całym tekście występuje tylko jedna osoba, a mimo to co drugie zdanie przypomina nam się jej imię.
Tego nie zczaiłem …
jeśli radar jest tak duży, że kropki na nim są oddalone prawie o milę to jak wielki musi być jego nosiciel…
edytowałeś “jak”? Bez nich czyta się jeszcze lepiej.
Na ekranie radaru lśniły dwie zielone kropki. Oddalone od siebie o niecałą milę.
to chyba imperialnym niszczycielem lecą.
mam fizyczny, a może intelektualny, problem z ogarnięciem tekstu.
zalewasz imionami, koneksjami, powiązaniami do tego dajesz masę opisów, historii bohaterów, retrospekcje…
czekałem na zawiązanie akcji, intrygi a tu JEB – Niech żyje królowa. jeśli to jest trzęsienie ziemii to czekam jak napięcie będzie rosło.
nie wiem jaką masz koncepcję ale ja bym dużą część przeniósł na później. całe to budowanie świata od razu przytłacza.
stylizacja zużyła cały zasób mojego zainteresowania
staram się ograniczać, ale tutaj temat wymagał większego nasycenia by oddać mitologiczną podniosłość
dzięki za opinię
Chwalone gorzej rośnie :P
dlatego nie chwal mnie, krytyka daje mi więcej.
Klimatyzacja buczała monotonnie, podtrzymując przy życiu setki kartonów i segregatorów jak kroplówka wpięta w ciało pacjenta w śpiączce.
kroplówka raczej nie buczy
Wąskie korytarze pulsowały jarzeniówkami jak klatka piersiowa betonowego organizmu, który oddychał nerwami ludzi.
Pułkownik kiwnął głową powoli, jakby właśnie kończył sekcję zwłok oceanu.
Najemnicy rozeszli się po statku jak czarne szkielety.
tutaj fantazja ciebie poniosła
Ale Paula już siedziała wyprostowana jak struna.
tutaj bym zrezygnował z jak…
Torpeda nawet nie drgnęła – jakby czekała na ten moment od dwudziestu lat.
czekała by nie drgnąć?
CTRL+F i “jak” wyskakuje 200 pozycji
Dobrze mi się to czyta, lepiej niż Toma Clancyego.
w tej części jest również bardzo dużo porównań, wiele jest niepotrzebnych, powtarza wcześniejsze treści a inne są nietrafione.
odniosłem wrażenie, że styl pływa. w pierwszej części był techniczny teraz jest więcej opisów i tłumaczenia czytelnikowi faktów, ale to pytanie do zawodowych redaktorów.
czytam dalej
Dobry imiesłów to martwy imiesłów
aż o tym poczytałem. kolejna reguła do wprowadzenia. uczysz mnie polskiego, który coraz bardziej mi się podoba
Choć w szkole lubił chemię organiczną, lata bez kontaktu z nią zatarły umiejętność kojarzenia faktów
To takie małe budowanie postaci… może bez “choć” i “organiczna” będzie miało większy sens
Poza tym zdolność kojarzenia nie bierze się z lekcji chemii, to umiejętność ogólna.
ale trzeba znać fakty by je skojarzyć.
dzięki za twój czas i uwagi.
Podobało mi się. Miejscami wydawało mi się, że fragmenty są zbyt długie, ale może dzięki temu opowiadanie ma klimat.
Podobało mi się to, że na początku mówisz o końcu romantycznych wojen, że człowiek jest tylko dodatkiem do systemu i cały czas konsekwentnie pokazujesz właśnie to, że człowiek jest tylko trybikiem w maszynie.
za dużo porównań, spowalniają miejscami i tak tracące tempo fragmenty.
biorę się za kolejny fragment
Marzan
sam piszę serie
zanęciłeś to się pochwal
Rybak3
Gdyby i mąż zmienil płeć,
albo tylko mąż…c’nie
gdzie i po co przepadły dzieci?
gdzie: nigdzie, nigdy nie istniały
po co: by historia mogła się zadziać
ciekawe, fajna stylizacja. czekałem kiedy okaże się, że bohater to Warneńczyk i kiedy dojdzie na Maderę, czy gdzie tam miał dojść :-)
po komentarzach pod moimi wpisami, zmysły mi się wyostrzają na powtórzenia… u ciebie jest ich bardzo dużo.
dzięki za wizytę i opinie.
Hesket
Rozumiem, że to prosty chłop, ale tam, tam, tam, to chyba zwykłe powtórzenie, czy się mylę?
tak, jak bym wrócił z dżungli i przywiózł tam-tam.
Ledwo dzieciaki wybiegły z chałupki i matka zaraz panikuje i biega za nimi po lesie.
małych dzieci nie było w obejściu, panika jest uzasadniona, moim zdaniem. powiedzmy, że była nadopiekuńcza.
To ona nie zamieniła się w potwora? To w końcu chłop był czy baba?
⤵️⤵️⤵️
Marzan
Nie dowiadujemy się, dlaczego zaginęły dzieci,
tak w domyśle. – Tylko nie dalej niż do potoku. I wracać, jak zawołam
Opowiadanie daje zagadkę, ale potem do niej nie wraca.
bo główną zagadką opowiadania są mężczyźni żyjący razem.
Dialog w zakończeniu, choć niczego nie rozwiązał, też brzmiał dobrze.
nie chciałem czytelnikom wykładać gotowego rozwiązania. sytuację tłumaczyła staruszka wg logiki swojego świata
Tutaj musiałem się przerzucić z dzieci do odrzucenia społecznego, które też nie jest opisane do końca.
mądrość starca albo tylko ostrożność:
Niesiecie ze sobą cień. Czuję go, widzę w waszych oczach. Las was wypluł do lasu wracajcie.
GalicyjskiZakapior
miało być jakieś przenośno-polityczne znaczenie
tego starałem się unikać.
Prestidigitator
Szczerze, dobra, krótka historia, bez happy-endu, podoba mi się.
dzięki
Zamysł opowiadania miałem taki:
We wsi, połowa X wieku, mała izolowana wieś gdzieś w puszczy (akcja głównego cyklu). Pojawia się dwóch mężczyzn, mówią, że są braćmi, ale sąsiedzi szybko dostrzegają, że są dla siebie bardziej jak małżeństwo. Próbują sobie to tłumaczyć w swoim systemie wartości. Motyw przemiany pod tęczą jest powszechnym motywem w słowiańskiej mitologii więc zakładam, że wszyscy tak sobie tłumaczyli istnienie par homo.
Historia jest tylko ludową przypowieścią, która ma tłumaczyć istnienie takich par.
Jagna prychnęła, wycierając ręce w zaplamioną zapaskę. – Piękna czy nie, ludzie ją plotą. Skąd znają, nie pytaj. Może i tęcza babie bebechy wywróciła, a serca nie ruszyła. A dla mnie to odmieńce.
Jeszcze raz dziękuję za opinię. Biorę się za poprawki.
Nie kojarzę motywu, żeby poszukująca dzieci matka nieodwracalnie (?) zamieniała się w faceta.
tak działa tęczą w mitologii słowiańskiej
A co właściwie stało się z dzieciakami
A to tylko bogi wiedzą
jakby czas zatrzymał się w połowie lat osiemdziesiątych, a potem jeszcze cofnął o sto lat.
kradnę
Twarz poorana zmarszczkami jak stara mapa
takie trochę na siłę
poślizgnąłem się na błocie. Dokładnie tak, jak było napisane.
pominąłbym to
No dobra, nic więcej nie napiszę, bo… jeszcze ciebie zabiję
ps.
fajne szybkie otwarcie a później zaczęła się gonitwa myśli.
Reaguje na to, co widzi i słyszy
Może nie mieszkała tam sama? Może ktoś tam spał albo zamknęła w tamtym pokoju psa? Może w puszce po kawie kryła oszczędności życia i nie chciała ich zostawiać? Mógł zgadywać w nieskończoność, ale czasu było mniej. Zasłonił więc znów twarz rękawem, podbiegł do drzwi, pchnął i…
– Po to tutaj przyszedłem – powiedział cicho.
z taką intencją wbiegał do płonącej kamienicy?
a on wchodzi do środka po zdjęcie i traci przytomność od dymu
Skoro Witek wchodzi w ogień po zdjęcie dla Miriam, to znaczy, że ich relacja jest już faktem, a nie tajemnicą. Jeśli on wie, kim ona jest, znika element zaskoczenia, który budowałeś wcześniej.
świetny tekst, jak z Tołstoja!
Dbałość o język i świat epoki.
Czuć ten upadek po równi pochyłej.
Wyliczanka 3 ruble na lekarza, 5 rubli dniówki, 15 rubli tygodniowo przypomniała mi Braci Karamazow (i chyba ciągle aktualne we współczesnej Rosji) jałmużna dla 2 polskich szlachciców 2 ruble na tydzień by nie zmarli z głodu, 200 rubli urzędnika, które pozwala zmienić miasto i rozpocząć nowe życie i 1500 rubli przepuszczone w jedną noc przez jednego z braci.
ale przywaliłeś z armaty we wróbla! Witek miał zły dzień a Miriam przeżyła holokaust!
mam taki problem ze zdjęciem:
– jeśli Miriam wyszła z mieszkania przed wejściem Witka lub w trakcie jego wizji to zabiera zdjęcie ze sobą, wtedy Witek nie mógłby go znaleźć na etażerce.
– jeśli Miriam zostawia zdjęcie w płonącym domu. Witek je zabiera i oddaje jej przy ambulansie, ale to czyni z Miriam osobę niekonsekwentną – nie uciekała z ognia „Nie mogłam jej zostawić.”, a ostatecznie uciekła bez niego?
pod palcami jednej z dłoni wyczuł jakiś materiał. Bez sprawdzania wiedział, że to opaska z gwiazdą Dawida.
Miriam. To chyba twoje.
skąd zna jej imię?
to była wizja z niedotlenienia czy faktyczna podróż przez portal?
„Witek nie był strażakiem. Nie był nawet specjalnie odważnym człowiekiem…” „Przez całe życie mylił dyskomfort z cierpieniem…”
wolałbym to zobaczyć
fajne, wciągnąłem jednym tchem.
a dyć to nię żodyn rycerz ino zwykło melepeta! Som ciungnoł pełyn wóz przez puszcze a grajkowi rady nie doł… widząc taką sierotę to pewnie i karczmarzowa mu nie do…
Przeczytałem z ciekawością.
dzięki. bardzo długo myślałem nad koncepcją i zebraniem wielu różnych wersji w jedną.
Mimowolnie poszukiwałem wspólnych wątków z mitologią germańską/nordycką i antyczną
bo takich wątków jest dużo. dodatkowo chciałem by historia była zgodna ze współczesną kosmologią (chcę to często poruszać w głównej powieści)
Gdyby cały cykl miał więcej czytelników
twoje uwagi stają się tak istotne, że zaraz podam ciebie jako współautora
dzięki. publikuję kolejny dzień licząc na kolejne, wiele wnoszące, uwagi.
dzięki, że zajrzałeś drugi raz.
niektórzy odczytują jako rusycyzm.
już raz mi to pisałeś. muszę się bardziej pilnować. rusycyzm = zło
Jeśli z entuzjazmem, to wykrzyknik.
czy teraz nie przesadziłem? to jej pierwszy kontakt z chemią od dłuższego czasu. jest uwolnieniem tęsknoty za laboratorium.
efekt “łopaty”
z tym miałem największy kłopot. jak oceniasz teraz?
Ciągłe wymienianie imion, jak w raporcie policyjnym
Idą przez ten las i idą i idą…
Tekst kompletnie mnie nie wciągnął i szczerze mówiąc, musiałem na siłę szukać w nim jakiejkolwiek głębszej interpretacji, żeby dobrnąć do końca.
Czy to opowieść o czymś w rodzaju szpitala wariatów, gdzie N-arcyzi to uprzywilejowani pacjenci, Empaci są ich emocjonalnymi niewolnikami, a Zegarnice symbolizują traumatyczne postrzeganie czasu?
Ale psychologia to kompletnie nie jest mój konik.
Fizyka nie wyklucza ani jednego ani drugiego
powiem więcej, ewolucja na innych światach na pewno przebiega inaczej więc zabijane potwory mogą być uznanymi poetami tamtych światów, szukającymi inspiracji w awanturach na innych światach…
Nie jest to Gerald(t)
zmylił mnie wojownik z mieczem walczący z potworami
ale teraz widzę tag #Wiedźmin
czy to podróżnik w czasie czy między światami?
Mógłbyś bardziej wyjaśnić?
Nawojka chce się uczyć, zainspirowana ojcem, a później piszesz, że tą motywacją była chęć ponownego spotkania z podróżnikiem.
Aż takie wrażenie na nim zrobiła, że po 600 latach obserwuje jej pomnik…
znam Nawojkę z opowiadań dla dzieci
bardzo fajnie stylizowany język.
o co chodzi z Winfredem? jest podróżnikiem w czasie czy między światami (czy jego prawdziwe imię to Gerald?). szuka dziecka, nie jest to Nawojka, dlaczego po wiekach wraca do Krakowa?
mam też kłopot z niekonsekwencją w budowaniu postaci Nawojki. jej początkowa, potężna motywacja zostaje sprowadzona do chęci ponownego spotkania istotą nadprzyrodzoną.
Czym rozłupał?
Rozłupał nożem
Zrobienie wystarczającej ilości form
Zrobił dwie formy. zbyt łatwo mu poszło? w sumie robota zajęła im cały dzień. do południa rzeźbił w drewnie (takie tłumaczenie po fakcie).
A co do cegieł
Dasz wiarę, że czekałem na ten komentarz
Nie chcę ich pokazywać jako bogów albo McGiverów (aktualnie czytam Weira i strasznie mnie męczą takie postacie). Maja doświadczenie z XXI wieku ale z labów hi-tech, a rzemiosło to sztuka. chcę by popełniali błędy, by byli bardziej ludzcy i mogę pokazać, że teoria i doświadczenie to nie to samo. rozwój technologii chcę pokazać przez pryzmat porażek.
Nie wytknąłeś mi błędów językowych, czy jest już na tyle dobrze?
która nie wiem, jaka jest
“jaka” pada już po usunięciu jej ze słownika… mógłby się zawahać szukając tego słowa.
może zamiast “do modyfikacji” to “do zubażania” albo do przystosowania do współczesnego użytkownika
chyba można było mocniej.
Tekst przeładowany stylem i metaforami, przez co tempo siada, a kluczowe sceny tracą energię. Masakra gangów osłabia realizm a do tego napisana tym samym rytmem, nie daje poczucia akcji. Dialogi są jak narracja, wszystkie brzmią podobnie.
… ale wciągnąłem całość
Przyjemny tekst, każdy chyba nie raz był w sytuacji studenta.
Później przechodzisz do komentarzy, po których możesz skończyć jak maestro????
na nowo uczę się mowy ojczystej
kurczę, staram się unikać tych błędów ale ciągle wielu nie dostrzegam, dopiero kiedy je wskazujesz wpadam w zdumienie, jak mogłem je przeczyć…
reakcja wsi jest po części wynikiem tego, że są obcy we wsi. W późniejszej części, pokażę kto i dlaczego nakręca taką atmosferę we wsi. Może ich działanie nie zwróciłoby uwagi mieszkańców, ale jest drugie dno.
Skoro coś pokazuje szerokim gestem, to jakoś musiał wcześniej zdjąć z siebie “chomąto”.
takie mikro przeskoki są chyba akceptowalne by nie relacjonować każdej czynności?
Pochwyciła pewnie powróz. – Idziemy!
W drugiej kwestii nie wiadomo, kto pochwycił powróz.
jest tylko jedna kobieta
dziękuję za twoje uwagi.
Szkoda że na początku piszesz o horrorze to od razu rozładowuje napięcie
używasz też wyświechtanych zwrotów co psuje odbiór
jak dla mnie za dużo opowiadania a za mało pokazywania jak na horror
dzięki za opinię.
dałem tobie ocenę bo opowiadanie było ciekawe. Nie chciałem dublować komentarzy. A ocena w stylu “fajne opowiadanie” zawiera się w ocenie punktowej.
to ich świat
czyj?
Zimne powietrze wyciska z oczu łzy i
nie jestem narciarzem. pęd wyciska łzy w goglach?
sympatyczne opowiadanie.
ps.
najwięcej czerpię z Waszych komentarzy
Tekst jest długi
tak. dużo osób mi to powiedziało. pracuję nad skróceniem
Zerknę jednak do kolejnych
zapraszam, będę wdzięczny za ocenę
To tylko prequel “Cuiavia”
dzięki za opinię
możesz napisać coś więcej?
Chciałem to mam 
mogli wydobyć muł […]
najwyraźniej nie było ich na tej lekcji surwiwalu
Operatorzy, którym nie wyszło, nie przekazywali dalej genów “
no właśnie, nie podjęli tego ryzyka.
Co akapit ładujesz czytelnikowi do głowy, że się spocili i byli brudni.
przejrzę jeszcze raz
Umiejętność odróżniania wody pitnej od pitnej-tylko-raz była dość podstawowa. Rodzice go nie uczyli, którą wodę warto pić, a którą nie?”
jednak śmiertelność spowodowana brudną wodą była wysoka…
Pierwsza kulka, z samej gliny, popękała.[…]
. tak się kończą edycje. doprecyzuję to.
Ok, trzeba przyznać, że Słowianie istotnie pod względem pozyskiwania wody byli na początku leniwi [..] Czy to znaczy, że sama idea budowy studni była im obca?
bliskość rzeki mogła ich rozleniwić ale wchodzimy im w głowę i snujemy domysły.
Pominę Rzymian
to jednak inny poziom rozwoju…
Nie róbmy ze Słowian idiotów. Już i tak ucierpieli w tej serii
ich gospodarowanie było bardzo ekstensywne. Dwupolówka dopiero co zastąpiła wypalanie.
Zaraz, zaraz, ale dopiero co chorowałem, ledwo żyję, trochę empatii, kobieto!
miałem z tym problem ale… życie na każdym kroku stawia przed nami nowe wyzwania… nawet te niewykonalne ;-)
Ojej, to tak można? Ale na Instagramie tego nie było!
korzystamy z dostępnych zasobów, dokonujemy własnych drobnych odkryć, nieświadomie łamiemy tabu.
Wszyscy zalecają, żeby odstawić na dobę, a dopiero potem podlewać.
kolejna lekcja surwiwalu, którą ominęli.
No i brakuje im płotu antyzwierzowego,
ogródek mają w ogrodzonym obejściu.
dzięki za twoje uwagi.
z jednej strony chciałem im dowalać co akapit nowym doświadczeniem ale nie czułem się z tym dobrze i trochę bałem się, że ich szybko zabiję. Trochę im odpuściłem dając czas na adaptację.
dziękuje za merytoryczny komentarz. Liczę na Ciebie przy ocenie mojej głównej powieści.
“Głos jej znów złagodniał, jako woda w słońcu.”
100% racji
“Bogini jest częścią cyklu życia.”
– Tak, i w odbiorze ludzi ten cykl został zaburzony, wiesz jak ważna dla Słowian była równowaga.
Nie rozumieli dlaczego śnieg jest tłusty i szary i zima trwa kilka lat. Tłumaczyli sobie jak umieli (popiół z nieba skąd? Swaróg był niebiańskim kowalem). Widzieli, że przed szarą zimą ludzie żyli lepiej niż oni (archeologicznie potwierdzony regres). Błądzili po świecie szukając jedzenia (nawiązanie do wędrówki Słowian).
“Tutaj robi się z niej potwora.”
– Nie. Marzanna robi swoje, zgodnie ze swoja naturą. Siła przeciwstawna była zbyt słaba by przywrócić równowagę (inny lud modlił się do innych bogów).
Zwróć uwagę na ten fragment : “– Dlatego dziś robimy Marzannę. Nie po to, by ją nienawidzić.”
dzięki.
“Bogowie okrutni, z wielkim ego, jak ich nie kochasz i nie wielbisz, to zsyłają wieczną zimę/potop/inne okropieństwa.”
jest odwrotnie. nieszczęście jest skutkiem ubocznym walki bogów o ludzi. Wulkaniczna zima, bo do tego wydarzenia z VI wieku się odwołuję, to popiół z kuźni Swaroga, który ratuje syna po tym jak ludzie o nim zapomnieli.
Może brakuje wprowadzenia. To fragment z powieści i może powinienem był zrobić wprowadzenie dla osób nie znających historii.
Dziękuję za ciepłe słowo.
przez ciebie nie mogę ruszyć do przodu. ciągle mnie cofasz do tego, co myślałem że skończyłem 
Super, lubię perfekcję![]()
a jaka ocena poza błędami technicznymi?
mroczny klimat wciągnął mnie i trzymał cały czas. robiło się tak gęsto, że niektóre kawałki musiałem powtórzyć ;-).
udane dzieło!
z kamerą wśród zwierząt. przyjemne opowiadanie. śmiechłem kilka razy.
“redukujemy o ok. dziesięć procent dystans do celu.” odległość czy czas podróży?
końcówka psuje całość. czekałem na startrekowe ENGEJDŻ a dostałem” idźcie na piwo…
“Eroton” - chyba zanikająca cząstka w naszym świecie
“Eroton” - chyba zanikająca cząstka w naszym świecie