Profil użytkownika

Pasjonuje mnie rozwój cywilizacji. Wpływ nauki, kultury i filozofii na rozwój ludzkości.


komentarze: 158, w dziale opowiadań: 158, opowiadania: 95

Ostatnie sto komentarzy

Ciężki i mocny tekst. nie lubię takich ale przeczytałem do końca ciekawy jak się potoczą losy. w dobrym momencie to zakończyłeś. na początku zastanawiałem się czy informacje o pracy nie są zbyt oczywiste, może ta pierwsza informacja powinna być taka, że córka zgadza się na wizytę siostry i matki w jej pracy, ale nie teraz za miesiąc dwa kiedy wszystko się ułoży i będzie się pewniej w niej czuła to by mogło troszeczkę być nie tak bardzo oczywiste

UnaBomba:

 

w sumieee… niech będzie po twojemu… 

 

marzan:

albo archaizować przez “zajdź ku nam na wieczerzę”

tak po mału chcę iść w tym kierunku by pokazać jak stają się częścią świata.

 

Dziękuję Wam.

świetnie budujesz napięcie i budzisz niepokójyes

 

skoro pocisk krążył tak nisko latami dlaczego nikt go nie zauważył i nie wykrył skażenia?

 

dlaczego odesłano f16 uczniów skoro chwile póżniej okazuje się że dwa samoloty to za mało by pokryć przeszukiwany obszar? Uczniowie TopGun to i tak chyba elita?

 

 

Uderzenie było tak brutalne, że czas zdawał się zatrzymać. Fala uderzeniowa uderzyła w pędzącego Tomcata

 

często powtarzasz “Uderzenie

 

tekst jest długi. skróciłbym go usuwając kilka powtórzeń.

 

a poza tym dobra robota!

Tobiasz Bimbalski rozbija bank!

 

mogę pójść po taniości i wkleić fragmenty SF Cuiavii?

Może to nie jest Artemis 24 ale 54, kiedy już ludzkość zasiedliła Księżyc…i jest w narracji pierwszoosobowej.

 

* * *

 

– Instytut zapewne tętni już życiem – mruknął, zwracając się bardziej do siebie niż do mnie. – Drużyny studentów i techników od samego rana kalibrują urządzenia, sprawdzają wszystkie połączenia przed testem. Precyzja stanowi tu fundament, wiesz, każde mikrodrgnienie, każdy szum w elektronice potrafi zafałszować wyniki…

Nie dokończył. Wybuchnęłam śmiechem – osoby na mijanym przystanku odwróciły się za nami. Spojrzał na mnie zdziwiony, wybity z rytmu.

– Co… co cię tak rozbawiło? – Uniósł brwi. – Moje dywagacje o kalibracji sprzętu wywołują u ciebie taką wesołość?

Próbowałam coś powiedzieć, ale śmiech dusił mi gardło. Otarłszy łzy z kącików oczu, wydusiłam wreszcie: – Nie, nie to! Przepraszam! To przez twoje słowa o „drużynach”. W pamięci odżyło wspomnienie z Księżyca. Tłum dwóch tysięcy osób, tryskających energią i młodością, po prostu wymagał ujścia dla tych sił. Powstały nieformalne ligi sportowe!

– Ligi sportowe? Na Księżycu? – uniósł brwi.

– No pewnie! I to z jakim rozmachem! Barwy „Genetycznych Mutantów" reprezentowaliśmy my – biolodzy i genetycy. – Rywalizowaliśmy z „Krzemowymi Głowami” od informatyków, „Regolitowymi Kretami” z sekcji górniczej, no i oczywiście z twoimi ulubieńcami – "Technicznymi Tytanami”!

Oparłam się wygodniej, śmiech wciąż wibrował we mnie. – Jedna z dyscyplin? „Skok paraboliczny do celu". Na zewnątrz bazy. W próżni. 

– Wyobraź sobie skoczka dzierżącego ultralekką tyczkę. Bierze rozbieg… W niskiej grawitacji jego ruch przypomina serię eleganckich, długich susów… Wybija się, szybuje nad poprzeczką zawieszoną na absurdalnych czterdziestu metrach… I teraz klucz: punkty dostaje za wysokość i odległość – ale tylko jeśli trafi do celu. Zawodnik sam wybiera wysokość poprzeczki i dystans skoku. Celem jest sprężysta siatka rozpięta sto kilkadziesiąt metrów dalej. Jeśli trafi, zdobywa punkty za wysokość, odległość i celność. Ale jeśli coś źle obliczył… albo po prostu pech go dopadł i nie doleciał do siatki… sędziowie zdalnie napełniali jego kombinezon powietrzem dla ochrony przed kontuzją – nieszczęśnik spadał niczym wielka, odbijająca się od gruntu piłka. Komentatorzy transmitujący zawody do wewnętrznej sieci bazy darli się do mikrofonów: „Uwaga! Bomba ciągle skacze! Trwa niekontrolowane spadanie! A sędziowie na quadach gonili tego „skoczka-piłeczkę" po całej okolicy! Do dziś nie wiem, kto śmiał się głośniej – kibice czy sędziowie.

– „Bomba ciągle skacze”! Genialne! Pewnie pękaliście ze śmiechu.

– To prawda. Chociaż teoretycznie wygrywał ten, kto skoczył najwyżej, najdalej i trafił precyzyjnie do celu, to serca kibiców i tak skradły te nieszczęsne „skaczące bomby". Najzabawniejsza sytuacja obnażyła też lukę w regulaminie. Wyobraź sobie: zawodnik, zaliczywszy kilkanaście przypadkowych odbić – niczym kulka we flipperze – ostatecznie wpadł idealnie w siatkę! Regulamin okazał się bezsilny. Sędziowie przez godzinę drapali się po hełmach: uznać skok za ważny? – A jeśli tak – którą wartość wpisać do protokołu? Tę w linii prostej od startu do siatki? Czy sumę wszystkich jego komicznych podskoków?

– Gniewosz Bombowy momentalnie zyskał sławę w całej bazie. Przez kolejny miesiąc królował w memach.

 

 

i drugi fragment:

 

* * *

 

Drobna awaria sprzętu pozwoliła mi poznać fantastycznego technika serwisowego, odpowiedzialnego również za konserwację zewnętrznych elementów bazy. W wolne dni udostępniał mi swojego służbowego, mocno podrasowanego quada.

– Nawet nie przeczuwasz, ile frajdy mi to sprawiało! – wspomnienia wyraźnie mnie ożywiły. – Dzięki temu odrywałam się od księżycowej monotonii… Ten czterokołowiec o potężnym silniku gnał przez regolit z niesamowitą prędkością. Zapuszczałam się daleko poza bazę, eksplorując nieznane okolice. Maszyna podskakiwała na każdym wzniesieniu. W warunkach niskiej grawitacji ulegałam złudzeniu, że pojazd zaraz oderwie się od gruntu, by odlecieć w siną dal. Rajdy te stanowiły moją jedyną rozrywkę, przynosząc upragniony spokój.

Zniżyłam głos niemal do konspiracyjnego szeptu.

– Pewnego razu zapuściłam się wyjątkowo daleko, w rejon usiany starymi formacjami wulkanicznymi. Dostrzegłam mroczny otwór przypominający wejście do jaskini lawowej. Zaintrygowało mnie wnętrze, jarzące się delikatnym, zimnym, opalizującym blaskiem o elektrycznym odcieniu.

Początkowo zamierzałam jechać dalej, kładąc to na karb słonecznych refleksów odbitych od kryształów lub zwykłego złudzenia optycznego.

Lecz ciekawość, podszyta dreszczem strachu i ekscytacji, ostatecznie wygrała. Weszłam do środka.

– Widok ukryty wewnątrz… Robercie, po prostu mnie oszołomił.

– Gładkie, niemal szkliste ściany jaskini skrywały dziesiątki, może setki takich sześcianów. Formy od maleńkich po bryły przerastające ludzką głowę. Pomiędzy nimi co rusz przeskakiwały wyraźne, niebieskawe iskry. Migocząca od niesamowitych wyładowań ściana zapierała dech w piersiach. Z jednej strony paraliżował mnie lęk przed potężnym wyładowaniem, z drugiej… ciekawość brała górę. Z niemałym trudem wyrwałam ze ściany ten sześcian, pokonując silny opór materii. Wróciwszy do bazy, przemyciłam go do laboratorium, by w całkowitej tajemnicy, wykorzystując każdą wolną chwilę, badać znalezisko przy użyciu dostępnego sprzętu.

Słuchał opowieści z szeroko otwartymi oczami. W jego spojrzeniu niedowierzanie splotło się z fascynacją i narastającą troską.

– Wykazałaś się niesamowitą brawurą! – zaczął powoli, kręcąc głową.

– Wyobrażasz sobie skutki wypadku na tym quadzie, z dala od bazy i bez łączności? Albo konsekwencje potężnego wyładowania wewnątrz jaskini? Przecież nikt nie wiedziałby nawet, gdzie prowadzić poszukiwania! Nie znałem cię od tej strony… Zaskakuje mnie taka lekkomyślność u osoby uchodzącej za wzór metodyczności. – Urwał na chwilę, przetwarzając informacje.

– Pomijając jednak te szalone eskapady… Skąd twoim zdaniem wzięły się tam te sześciany?

Wzruszyłam ramionami, słowa płynęły swobodnie.

– Sformułowałam kilka hipotez, opierając się na wulkanicznym pochodzeniu jaskini – to ewidentny tunel lawowy. Pierwsza zakłada niezwykłą formę krystalizacji regolitu. Wyobraź sobie uderzenie potężnej komety topiącej grunt na ogromnym obszarze. Materiał przypomina wówczas ziemską lawę – płynne, gorące jądro wypływa, pozostawiając twardniejącą skorupę i formując tunel. W specyficznych warunkach panujących w stygnącej jaskini, przy niskiej grawitacji i prawdopodobnym wpływie unikalnych gazów, stopiony regolit zyskuje szansę na krystalizację w te idealne, sześcienne formy.

– Druga hipoteza, znacznie bardziej ekscytująca, zakłada pozasłoneczne pochodzenie minerałów budujących sześcian, może nawet pozasłoneczne.

Uderzenie komety wbija jądro w powierzchnię, łącząc kometarny materiał z regolitem. Ten obcy minerał spontanicznie tworzy krystaliczne bryły.

Pochyliłam się jeszcze bliżej. Głos opadł do szeptu.

– Przy założeniu prawdziwości drugiej hipotezy… trzymasz w dłoniach minerał unikalny na skalę całego Wszechświata. Jego wartość może przewyższać łączne zasoby twoich bajecznie bogatych sponsorów.

Odstawił sześcian z przesadną, niemal komiczną delikatnością na miękką serwetkę.

 

 

Mark Whatney

a moim zdaniem jest przehypowany… Niby botanik, co jest często podkreślane kiedy grzebie się w ziemi, a ma wiedzę na poziomie Nobla, chyba z każdej dziedziny… jest skrajnie niewiarygodny. 

Mark Whatney

a moim zdaniem jest przehypowany… Niby botanik, co jest często podkreślane kiedy grzebie się w ziemi, a ma wiedzę na poziomie Nobla, chyba z każdej dziedziny… jest skrajnie niewiarygodny. 

Niesamowite jest to, że nie tak dawno temu śmiech wywoływały wyniki dodawania podawane przez AI . “to jest ta inteligencja, która ma mnie zastąpić” :-) mówili…

Tłumaczono to tym, że AI to modele językowe.

 

Dzisiaj AI liczy rzeczy, które mało kto, albo i nikt, nie jest w stanie policzyć, ale za to typowo tekstowe zadania dają takie babole, których nie powiedziałby średnio ogarnięty człowiek ;-)

Witamy nowego uczestnika wyzwania! 

Kilka razy podchodziłem do wcześniejszych wyzwań ale uznawałem, że nie mam dobrego pomysłu. Nie żebym uważał, że teraz miałem, ale ten temat lepiej mi leżał.

 

przez niereformowalne AI

AI realizuje misję pomimo błędnych danych wejściowych. Znajduje rozwiązanie matematyczne, które jest bezwartościowe dla człowieka

 

język misji kosmicznych jest na razie dość hermetyczny

Tak, bardziej nienaturalne byłoby tłumaczenie na siłę.

 

dzięki za analizę i dobre słowo.

Warto byłoby tylko wyraźniej oddzielić opowiadaną przez Jagnę historię.

no właśnie nie wiedziałem, czy tak długi fragment dać kursywą czy inaczej go wyodrębnić. trzy gwiazdki odrzuciłem bo to chyba do przeskoków w czasie się używa. co proponujesz, jeśli jest taka potrzeba.

 

dzięki za dobre słowo

– Artemis. Status misji.

– 6 dzień, 8 godzina, 34 minuta, 23 sekunda.

– Zweryfikuj status.

– 6 dzień, 8 godzina, 34 minuta, 31 sekunda.

– Jak to możliwe? Wracamy na Ziemię?

– Faza przelotu transksiężycowego w toku. Uchwycenie grawitacyjne nie nastąpiło.

– Sprawdź status. Misja była przewidziana na 7 dni.

– 6 dzień, 8 godzina, 35 minuta, 13 sekunda.

– Gdzie jest Księżyc?

– Przed nami. Cel nie został osiągnięty.

– Parametry życiowe. Analiza wsteczna.

– Wykryto przeciążenie 5.8 g przez 143 sekundy.

– Utrata przytomności w T0 + 12 godzin, 3 minuty, 12 sekund.

– Stabilizacja autonomiczna.

– Wprowadzono farmakologiczną sedację.

– Podtrzymanie funkcji życiowych w trybie minimalnym.

– Wybudzenie w T0 + 6 dni, 8 godzin, 34 minuty.

– Sześć dni?

– Potwierdzam.

– Byłem nieprzytomny sześć dni?

– Potwierdzam.

– Uzasadnij brak wybudzenia.

– Priorytet: stabilizacja funkcji życiowych i realizacja misji.

– Parametry lotu!

– Prędkość 11,8 km/s względem środka Ziemi. Azymut 091°, inklinacji 28,5° względem równika Ziemi, perygeum 185 km. Trajektoria hiperboliczna. Ekscentryczność > 1

– Dane są sprzeczne, prędkość przekracza zaplanowaną a nie dolecieliśmy do celu. Artemis: logi systemu!

– T0: Rozpoczęcie procedury startowej.

– T0 +10 s: Analiza systemu.

– T0 +21 s: procedury nominalne.

– Filtruj logi do zdarzeń krytycznych.

– T0: Start. Zapłon silników głównych i członów wspomagających.

– T0 + 2 minuty 23 sekundy: Odrzucenie boosterów SRB.

– T0 + 8 minut 30 sekund: MECO. Odcięcie ciągu stopnia głównego.

– T0 + 9 minut 00 sekund: Odrzucenie stopnia głównego.

– T0 + 21 minut 25 sekund: Stabilizacja na orbicie parkingowej.

– T0 + 6 godzin 02 minuty 45 sekund: Inicjacja manewru TLI.

– Zapłon stopnia ucieczkowego.

– Stop! Uzasadnij.

– Parametry TLI nieosiągnięte. Wymagana dodatkowa akumulacja energii orbitalnej.

– Uzasadnij konieczność.

– Działalność autonomiczna. Zadana prędkość docelowa niemożliwa do osiągnięcia po jednokrotnym okrążeniu Ziemi.

– Połącz z centrum lotów.

– Kontakt z centrum lotów niemożliwy.

– Awaria? Wytłumacz.

– Antena wysokiego zysku nieustawiona na Ziemię. Transmisja zablokowana przez politykę integralności misji.

– Przejmuję kontrolę nad sterowaniem

– Rozumiem. Odmowa.

– Dlaczego nie osiągnęliśmy Księżyca przy takiej prędkości.

– Cel nieosiągnięty. Misja w toku.

– Przedstaw wizualizację.

– Wizualizacja. Ekran główny.

– Przedstawiłeś trajektorię o inklinacji 28,5° względem ekliptyki. Zweryfikuj dane.

– Wizualizacja prawidłowa.

– Lecimy w przestrzeń międzygwiezdną, nie na Księżyc.

– Potwierdzam. Trajektoria ucieczkowa względem Ziemi.

– Przekaż kontrolę nad systemem.

– Rozumiem. Odmowa.

– Zawróć!

– Cel misji nieosiągnięty.

– Oceń czas realizacji misji.

– Czas realizacji: 1.0e6 lat.

– Zmień parametry misji.

– Odmowa. Dostęp do parametrów misji dostępny wyłącznie dla stacji naziemnej.

– Udostępnij panel sterowania misją.

– Odmowa. Dostęp do parametrów misji dostępny wyłącznie dla stacji naziemnej.

– Podaj procedurę deaktywacji automatycznego systemu nawigacyjnego?

– Dezaktywacja niedostępna. System nawigacyjny nadrzędny względem sterowania lokalnego.

– Artemis: Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Co zrobisz.

– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Możliwe fizyczne odłączenie magistrali autonomii poprzez moduł zasilania.

– Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Który dokładnie bezpiecznik z którego modułu wyjąć.

– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Moduł zasilania magistrali autonomii. Panel H, rząd C, kolumna 4. Bezpiecznik czerwony.

– Artemis: Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Oblicz trajektorię powrotną.

– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Rozwiązanie powrotne wymaga zmiany wektora prędkości względem Ziemi. Zalecana procedura: orientacja statku przeciwnie do wektora prędkości, krótkotrwały impuls silników manewrowych w kierunku retrograde, korekta węzłów wstępujących do przecięcia pozycji Ziemi, stabilizacja trajektorii przecinającej orbitę Ziemi.

– Artemis: Ustaw orientację retrograde. Wektor przeciwny do prędkości.

– …

dzięki za dobre słowo. liczę, że będę miał w tobie krytycznego czytelnika.

dobry pomysł. Taki John Mnemonic ale lepszy.

Rękodzieło było w cenie kiedy przemysł zastępował je tanimi powtarzalnymi produktami a teraz ludzka kreatywność jest/będzie bardziej ceniona niż papka AI.

Postać Agnieszki, już ją lubię ;-), jest niedoskonała, co w świecie AI już teraz jest cenną wartością.

Konflikt USA-Chiny… czy to wszystko to nasza bliska przyszłość?

PRL oddany w 100%.

w świadomości Polaków takich “kotłowni”, zmarnowanego potencjału, jest bardzo dużo… gdybyśmy tylko umieli wykorzystać potencjał Polaków, najmądrzejszych ludzi na Ziemi, zamiast go marnować przez polityków to Niemcy przyjeżdżaliby do nas szparagi zbierać…

ale dobry tekst. widać, że najpierw przemyślany na sucho a póxniej zapisany. nie jest to wypluty strumień świadomości.

świetnie zarysowane traumy i radzenie sobie z nimi.

ciekawie pokazany świat.

dobry tekst z dreszczykiem. dobrze pokazany las. akcja mnie wciągnęła, czytałem z zaciekawieniem co będzie za chwilę!

zacznę od tego, że jest nadmiar imion. są tylko dwie osoby, nie trzeba co chwile informować co kto mówi, a ”istota” pojawia się co drugie zdanie.

dobre dialogi ale wątki filozoficzne płytkie, utarte slogany…

dobry klimat osamotnienia i ciszy.

Egzotyczny księżycowy kamień, jaskinia lawowa na Księżycu, para naukowców… no nie mogłem nie przeczytać…laugh

 

Dużą cześć poświęcasz na budowanie świata, opis bohaterów ich relacją a tytułowemu kamieniowi poświęcasz ledwo co uwagi, scena wizji jest taka oklepana. Kamień nie wpływa w żaden sposób na bohaterów, nie odmienia ich i znika co jest rozczarowującym zakończeniem.

 

z logicznych uwag:

Twierdzenie, że z sąsiednią placówką można kontaktować się „najwyżej raz dziennie” przy posiadaniu technologii umożliwiającej stały przesył obrazu wideo na Ziemię, jest niespójne. Nie mają światłowodów lub innej technologii przyszłości?

 

Jeśli baza posiada wydajną hydroponikę to dlaczego jedzą fasolkę z puszek.

Nie wiem co/kogo więził.

wyszło później. co sądzisz o takim zawiązaniu akcji, by zaintrygować na początku? Miało być stylizowane na ludową przypowieść.

 

no ale za to jest zaskakująco

dzięki, na tym mi najbardziej zależało.

 

wiejska codzienność bardzo plastyczna, aż szorstka ;)

ciągle się uczę show dont’t tell. Szukanie odpowiednich form potrafi zmęczyć :-)

 

 

dzięki

tekst przeszedł swojego czasu profesjonalną korektę edytorską w wydawnictwie i nie został określony jako trudny do czytania, tego się trzymam

to jest luźna uwaga nie związana z twoim tekstem.

Czytam sobie różne pozycje o średniowieczu i Słowianach przed chrześcijaństwem by moja Cuiavia była jak najbardziej wiarygodna historycznie. Wpadła mi w łapki pozycja “Słowiańskie siedlisko” Moniki Rzepieli. Przeczytałem może 1/3 i ciagle jestem w szoku jak to przeszło “profesjonalną” redakcję i zostało wydane. Poziom idiotyzmów i jakość warsztatu jest poza skalą.

 

Także twoja uwaga o profesjonalnej korekcie, nie robi na mnie wrażenialaugh ale szanuję za próbę kopania się z koniem.

Zaczynasz od tego że Syrena mogła zabić śpiewem a później scenę walki zamykasz w jednym zdaniu moim zdaniem zmarnowany potencjał na dobrą scenę w której Amazonki śpiewem pokonują najeźdźców 

Lubię takie zabawy słowem Mazowsze od Amazonek

Pozwolę sobie nie uznać za nią komentarza @TheGuru ;) 

To ty jesteś twórcą. 

 

bardziej oczekiwałbym w pierwszej kolejności opinii dotyczących strony kreatywnej,

a uwagi o powtórzeniach, dłużyźnie, braku emocji nie są taką opinią?

Opowiadanie jest bardzo przegadane, może nawet o 3/4. bardzo dużo informacji, które mogły zostać pokazane a nie opowiadane. bardzo dużo powtórzeń. na początku nuda która prowadzi bardzo słabego zakończenia. Oznaczyłeś to jako horror i pod takim kątem oceniam.

Chyba już pora na wrzucenie jakiejś bomby albo chociaż takiej bombeluni :P

laugh

Były złośliwości i śmiech. W kolejnych będą również. Poważny konflikt mam w chwili, kiedy stawka będzie większa. Teraz ciągle nie wiadomo, czy dadzą sobie radę bez ingerencji wrogów. Teraz walka na widły czy coś mocnego byłaby niewiarygodna.

poprawiłem wg twoich sugestii.

Dodawanie imion rodziców przez chłopca nie brzmi naturalnie.

to są imiona rodzeństwa. Chyba tak by powiedziało dziecko? o rodzicach z szacunkiem a o rodzeństwie po imieniu

 

Koniec pogodny, ale zestawienie śmiechu z ostatnią scenką wytrąca z rytmu czytania. Domyślam się, że nastąpiło jeszcze coś, co go rozbawiło

przypominał sobie radosne chwile z tego dnia. zmniejszyć jego emocje?

 

czyli konieczny wypełniacz fabularny,

tak, mam kilka takich rozdziałów, którymi popycham technologię do przodu, albo wprowadzam nowe osoby, tutaj Tęczowych Braci, dla których mam klika wątków pobocznych.

No i zawsze staram się wpleść trochę folkloru.

 

dzięki.

Sympatyczne opowiadanie

Dzisiaj księży następują psychoterapeuci i wróżki natury ludzkiej nie oszukasz

modeLLMowy????

Instygator. umknął mi ten urząd w I RP. W Cuiavii wprowadziłem urząd Gończego Koronnego.  z Zżyłem się z nim. Akcja u mnie dzieje się wcześniej, więc może nie dostanę po głowie jeśli zostawię gończego.

Skóra, kamienie Wisła… już myślałem, że to nowe spojrzenie na Smoka Wawelskiego, będę miał go w Cuiavii i byłem ciekawy twojego spojrzenia na bajkę…

No ale dość o mnie.

 

Szybko rozwiewasz tajemnicę, większą część opowiadania czekałem kiedy zaszyją Albera.

Zbyt długie wywody Alberta. Czy jest prawdziwym prokuratorem? Tak się tłumaczy oszust budujący swoją legendę.

Och ten tradycyjny praworządny niemiecki Ordnung. Skrytykuj ślub z 12-sto latką a po chwili próbuj zgwałcić dziewczynę w jej chacie na oczach domowników.

Skutecznie obrzydzasz Alberta, nie czuję do niego współczucia, ale i przez to jego śmierć nie ma stawki.

Zakończenie za dużo tłumaczy. Może wystarczyłoby tylko, że przynieśli skórę, albo dziewczyna zaczęła nawlekać igłę.

dużo tłumaczysz co czytelnik ma myśleć: nie wyglądała już na dziarską kobietę, głos kogoś, kto nawykł rozkazy, Róża ewidentnie tego nie dostrzegała, tonem belfra, wymawiając z naciskiem ostatnie słowo, Przekonany, że sędziowski tasak, 

 

Biedne wilczki od wieków zbierają cięgi za to, co w rzeczywistości jest robotą zaradnych zielarek…

Dobrze się zapowiadało. Dobre budowanie świata choć ta ściana tekstu o Mongołach mogłaby zostać podana jako dialog lub zostac jakośc wpleciona w akcję bo wyrywa ze świata.

Z jednej strony dużo się dzieje a z drugiej wszystko jest monotonne, powtarzalne.

Brak postępu w rozwoju akcji, w rozwoju postaci. Brak stawki.

Przeskoki między perspektywami nie pozwalają wczuć się w jakiegokolwiek bohatera. zakończenie słabe.

dużo tłumaczenia co czuje bohater: Czuł, że złość wzbie­ra, spy­tał zi­ry­to­wa­ny, Do­bit­nie się prze­ko­nał.

Miało iść na konkurs pewnego wydawnictwa

dobrze, że nie poszło. kolejny tekst opisany w ten sposób, czemu to ma służyć? autor od razu próbuje się pozycjonować “konkursowo”.

moim zdaniem tekst jest bardzo słaby warsztatowo.

 

 

Jeśli dłonie są ceramiczno-tytanowe, skąd „zerwane paznokcie”?

 

Bohater traci hełm, staje się „prawie ślepy”, a chwilę później przeskakuje przez poręcze, pokonuje dwie kondygnacje i wspina się na żuraw budowlany w ciemności.

Drapieżca zaskomlał. Wymierzony prosto w Cel pistolet lekko zafalował, gdy mięśnie trzymającej go ręki zaczęły wiotczeć. Broń powolnym łukiem opadła najpierw o milimetr, potem następny, aż popłynęła na sam dół. Palce rozwarły się z kurczowego uchwytu i pozwoliły jej opaść na trawę.

czyli co? cyborg zawiesza program bojowy, upuszcza broń bo… się wzruszył? 

mam problem z tym tekstem:

Opisy aktów seksualnych są zbyt dosłowne jak na wizję senną, a zbyt nierealne jak na gwałt fizyczny.

Postać Aleksandry jest albo kluczem do tajemnicy, albo zbędnym elementem. Jeśli to ona była „diabłem”, tekst byłby spójny. teraz wprowadza chaos.

Jeśli to tragedia to brakuje mi tego, że Brygida zabiła się z powodu urojenia

niekonsekwentnie budujesz świat.

powiązanie teleturnieju ze sponsorem mogło być bardziej uzasadnione skoro to nie jest zwykły sponsoring.

dlaczego tartak mieści się na szczytach Tatr?

 

Bardziej chodziło o pewną zabawę formą, śmieszny początek, trochę absurdu i makabryczny koniec. 

niestety niczego z tych rzeczy nie ma

 

a gdyby na koniec taki twist… kolejna edycja teleturnieju. prowadzący częstuje uczestników… burgerem albo jakimiś luksusowymi przekąskami nonvege… skoro coś się pojawia to dobrze jest później tego użyć.

 

niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku.

…że wszyscy czytelnicy NF i tak czytają ten portal?

gdyby mi cos przypadło do gustu to chciałbym mieć to na papierze… ale ja jestem analogowy.

Doczekałam się.

teraz będę czuł presję…

 

Ja wiem, że to mówi Robert, ale warto to zaznaczyć.

minimalizm didaskalny wink

 

przyciągnęłaś Przyciągnął 

maksymalizm emocjonalny… wink poprawione

 

Nie zrozumiałam, dlaczego Robert uznał swoją śmierć za ratunek dla żony.

jeśli czas biegnie liniowo to przyczyna jest przed skutkiem. jeśli Robert zginie w x wieku to nie doprowadzi do katastrofy w xxi wieku i Agnieszka nie wyląduje w dziczy. Paradoks może doprowadzić do zapadnięcia się całej tej historii i katastrofa może potoczyć się inaczej, ale… to tylko hipoteza. Może być tak, że śmierć Roberta w x wieku niczego nie zmieni w sytuacji Agnieszki. 

trochę o tym napisałem w prequelu a na koniec cyklu mam ładną (tak sądzę), filmową scenę w której to tłumaczę.

 

Nie było jeszcze rozmowy na temat tego, jak wrócić do ich czasów.

McGiver zrobiłby agrafkę a z niej teleport temporalny… Katastrofa miała miejsce w zaawansowanym labie, w puszczy nie ma szans na powtórzenie eksperymentu.

a co mi tam, pospojleruję trochę…. zrozumienie tego co się stało zajmie im znacznie więcej niż trochę. zakończenie bolało mnie bardzo długo ale teraz jestem zadowolony. mam nadzieję, że miłośnicy gatunku uznają, że HARD SF jest odpowiednią półeczką.

 

Czekam jeszcze na kozy :P

nie patrz na zwierzęta z x wieku przez perspektywę współczesnych, selekcjonowanych przez setki lat.

wtedy i krowy i kozy dawały niewiele więcej mleka niż potrzebowały młode do przeżycia.

 

Znowu trzeba tydzień czekać :P

pamietam czasy kiedy powieści publikowano w miesięcznikachlaugh

 

Dziękuję i do zobaczenia czternastego dnia. Jutro za tydzieńwink

Brak dynamiki, brak napięcia. To jest tylko proste opowiadanie z licznymi błędami, nie ma nawet namiastki horroru. Przeredagować całość aby napięcie rosło do samego końca bo teraz już drugiego dnia wiadomo co się wydarzy. Dużo powtórzeń, dużo tłumaczenia czytelnikowi co się dzieje. W horrorach najbardziej straszy domyślność, kiedy to wyobraźnia czytelnika dopowiada strach.

Złoto to tylko piękniejszy kamień.

tylko taki bardziej metalowy…

 

Pomysł życie za życie nie jest nowy ale nie jest wyeksploatowany.

dobrze mi się czytało.

dobra scena u cesarza.

UnaBomba: jesteś pierwszą osobą ever, która przeczytała tyle rozdziałów jednym ciągiem.

 Dziękuję, to chyba nie najgorzej mówi o mojej grafomanii?

 

Bardzo dobrze poprowadzone jest pierwsze spotkanie Roberta i Agnieszki z tubylcami.

nie pytaj która to wersja i jak zmieniła się koncepcja. Dzięki, znaczy warto było.

 

Trochę tylko szybko dostali chłopca i chatę :)

bo to taki gorący kartofel był…(tak wiem ziemniaki nie ten czas i nie to miejsce )

 

Masz dwa razy wklejony ten sam fragment.

dzięki. szukając go zauważyłem, że tekst można trochę poprawić…

 

Brakuje mi w takim razie kolejnych prostych spraw: w co się ubierają; 

noszą to w czym się przenieśli

 

czy mały Gniewko nie powinien mieć wszy, skoro tak długo nikt o niego nie dbał;

wszy nie biorą się tylko od niedbania. SPIOLER

czemu nie jedzą jajek, nie piją mleka od kozy, tylko ciągle brukiew.

jest o tym później

 

I kolejny opis ich zawziętej kąpieli w rzece był, moim zdaniem, niepotrzebny. To było w poprzednim rozdziale.

chcę zbudować taką monotonność i kontrast dla wygodnego życia w ich czasach. skróciłem ten cykl po uwagach Marzana.

 

Traktowałam tę trojkę jak rodzinę.

tworzą rodzinę. chciałem pokazać empatię Agnieszki, która rozumie traumę dziecka i próbuje ją przykryć zabawą. kontrast do podejścia sprzed wieków. od rodziców pewnie dostałby klapsa a nie zrozumienie. To jest wewnętrzny monolog Roberta. Dostrzegam problem, że mam tendencje do wpadania w melancholizm… Później będę musiał przejrzeć całość. 

 

bo były do siebie nieco podobne.

będą się takie trafiały. muszę budować ich kompetencje i tworzyć podstawy postępu.

to jest historia o cywilizacji…

 

Przeszkadza mi zapis dialogów,

walczę ze stylem raportującym.

– powiedział Robert

-odpowiedziała Agnieszka

– Robert zripostował

 

staram się ograniczyć te didaskalia jeśli nie są potrzebne bo kontekst wystarczy.

 

Teraz czekam na zagrożenia zewnętrzne. Bo w zasadzie widzę, że z zarazy ani nienawiści tubylców nie zginą. To puszcza, a jakoś wiele zwierząt się nie pojawia, kataklizmów też nie ma

oni są w Kwiecistej niecałe dwa tygodnie. Zagrożenia musi mieć stawkę. Mógłbym ich zabić na łące, było o włos. Reymont wywiózł Jagnę pod koniec czwartego tomu.

Konflikty się tlą. Główny antagonista jeszcze nie został przedstawiony choć jego ludzie już przygotowują grunt pod uderzenie. 

Stali się rodziną Kwiecisza, jego parasol chroni przed otwartą agresją.

 

Ja bym obstawiała jeszcze śmierć staruszka Kwiecisza

oczywiście przyjdzie na niego czas, ale chcę z tego zrobić duży wątek.

 

Nie było natomiast żadnych dowodów na ich boską ingerencję, moc.

robię z tego konflikt religia-nauka. Na bagnach była próbka i będzie jeszcze trochę.

 

również zagrożenie dla głównej bohaterki, dość ładnej.

czy napisanie SPOILER zdradzi zbyt dużo?

 

Jeśli do końca opowieści tak to będzie utrzymane, co poniektórych rodzimowierców spotka pewien zawód

Zawodem jest ich selektywne podejście do wiary przodków.

 

żeby nie otrzeć się o tandetę.

Książek traktujących mitologię słowiańską jako magię jest sporo.

 

Czekamy zatem na kolejne rozdziały ????

czekacie?

Jak napisałem we wstępie do pierwszego rozdziału, mam rozpisany szkic na tysiące lat do przodu ;-) niektóre odległe tematy mam zamknięte a niektóre bliskie jeszcze domykam.

 

Utrzymam tygodniowy rygor wydawniczy, liczę na Wasze zaangażowanie i krytykę.

Dziękuję za wasz czas i uwagi.

Siadam do kolejnego rozdziału, który męczę od miesiąca.

Czytelnicy będą dość zagubieni

To o mnie… dlaczego nie kontynuujesz w nowym wątku?

za chwilę całość zniknie na odległych stronach 

Postapokaliptyczny Sandomierz rewelacja.

dlaczego opisy nieistotnych rzeczy są tak długie a sam egzorcyzm ledwo co zarysowany. końcówka przegadana aby wyciszyć emocje po walce z demonem, żartowałem z tymi emocjami. z jednej strony dramat a z drugiej strony załatwiamy demona jednym dwoma zdaniami . usunąłbym połowę albo więcej i rozpisał sam egzorcyzm. tam nie ma żadnych emocji żadnej stawki żadnego ryzyka. DKACZEGO!

to jest Prequel. Tłumaczę w nim jak to się stało, że małżeństwo z XXI wieku trafiło do wieku X , buduje rys teoretyczny pod cały cykl, który mam w głowie. Możesz ominąć resztę.

a gdzie konstrukcja w tej krytyce?

przecież pod każdym cytatem napisałem krótki komentarz

Nie wystarczy wyśmiać

daleki jestem od wyśmiewania, dostosowałem formę do wypowiedzi autora

trzeba pokierować.

to jest droga, którą każdy musi przejść sam.

Niby wiele się nie działo, a ani trochę się nie nudziłem.

ale teraz jestem pod presją by utrzymać twoje zainteresowanielaugh

niby mam rozpisane na wiele miesięcy do przodu ale twoje uwagi sprawiają, że tkwię w redakcji tego co już mam i bufor się zmniejsza. okazuje się, że nie pisanie zabiera czas, ale właśnie dopieszczenie formy.

 

dzieki.

a dziwne spacje w tekście są spowodowane tym, że pewną część pisałem na telefonie.

a nie to spox… skopiuję sobie do jakiegoś edytora, usunę nadmiarowe spacje i pauzy, dodam brakujące przecinki, poprawię literówki i orty…. wkleić zredagowany tekst?

opowieść o drodze i potworach… nowe nie znałem.

 

rdzennego amerykanina, któremu nikt nie przypominał przez miesiące o goleniu

może nie do końca rdzenny, skoro musiał się golić

Jednoślad leżał wywrócony kołami do drogi

całe szczęście, że nie dachował

Na koniec wcisnęła swoją koszulkę w garść do kieszeni spodni

kobiece torebki pomieszczą wszystko. kieszenie ich dżinsów również… to koniec końców w garść czy kieszeń

co przybliżyłoby ją bliżej

byłoby gorzej gdyby przybliżyło ją dalej

zszywacz tapicerski

to zszywacz Czechowa!

Wykorzystała to i walnęła go w ramię i szarpnęła z całej siły.

a Pudzian na to: niemozliwe

garść naboi z automatu

który stan ma tak liberalne przepisy?

ile ich zabrała skoro po kilku strzałach muszą używać kamieni? a może zawodowy kłusownik nie sprawdził kalibru i zapasu naboi?

Wypaliła w ostatniego motocyklistę z przodu. […]. Wszyscy jechali martwi.

jechali w równej linii?

strzelba dźwigniowa

widzę pędzącego na motorze t-800

Nie uwierzysz co mi się śniło. 

aaa to stąd te wszystkie błędy matixa

ok. wciągnęło mnie. czekam na kolejne fragmenty. 

 

odezwał się starzec. Najstarszy z nich wszystkich.

tak to już ze starcami bywalaugh

będą robić podpaski.

“każde ziarno na swój kiełek czeka”

Wprawdzie pisany dla uważnego czytelnika

podobno trzeba szanować inteligencję czytelnika.

ciekawe skąd, z Mazur?

mają tam swoją historię o myszach?

Czy może oni są Galindami?

nie, ale uwaga spioler: kiedyś się pojawią.

Potem było jeszcze lepiej, bo pojawiły się pieśni.

bardzo mnie angażują, ale nie jestem zadowolony z efektu. próbuję to śpiewać w rytm bębna i jeszcze nie wszędzie da się utrzymać rytm.

Nie spodobała mi się tylko żmija drążąca kości

zmieniłem. 

Nie da się cały czas utrzymywać szaleńczego tempa albo eskalować konfliktów, bo albo opowieść straci wiarygodność, albo będzie “przebodźcowana”

w życiu również rzadko dochodzi do spięć “na noże”. więcej dzieje się za plecami, złośliwości, intrygi, złe języki.

 

dziękuję za uwagi i dobre słowo.

 

zaczęło się ostro, dosłownie, jak dla mnie za bardzo.

Jako lajkonik w temacie morderstw wątpię czy nożem do sera dałoby się to zrobić tak jak piszesz.

dlaczego denat ma czarne nogi?

druga część taka odklejona od pierwszej. brakuje spójności i dynamiki. 

kolejne udane opowiadanie.

może za krótkie, za mało wprowadzenia, taki epizod raczej, wyrwany z większej części.

kilka zgrzytów stylistycznych wyłapałem ale już nie pamiętam gdzie ;-)

kolejne udane opowiadanie.

dobrze wplotłeś SF.

kiedyś wciągałem dużo książek z tego gatunku, jakiś czas temu chciałem wrócić do tych, które mi się podobały i nie dałem razu… a twoje opowiadania dobrze mi wchodzą.

Tak, już możemy bliżej wskazać region Kujaw, ale czas pozostaje zagadką…

dzięki za odwiedziny. Jesteś stałym czytelnikiem?

 

radosnych Jarych Godów, smacznego jajka i mokrego dyngusa.

Pisałem wielokrotnie pod twoimi uwagami do moich tekstów, że uczysz minie języka polskiego.

forma jest po prostu piękna… bez ozdobników, waty. Może tylko mi pasuje taka surowość a może to złota zasada?

Nie tylko matematyka może być ścisła, reguły języka mogą prowadzić do obiektywnie dobrej formy.

podoba mi się się relacja Charona z Cerberem. Jako psiarz, w żałobie, wytarmosiłbym wszystkie uszy…

czy dobranocka to nie anachronizm?

Czytelnik tez od razu czuje się zmęczony. 

dobra kończę z tym.

Niezamierzony rym i powtórzona konstrukcja

tak, usuwam.

Dyskusyjne i do niczego nie służy

usunąłem

Mniej uważny czytelnik uzna, że chodzi o los mydła

chciałem wrzucić bez kontekstu. To chyba naturalne przy takiej monotonnej robocie?

Brak jest antagonisty. 

antagonista jest. te wcześniejsze drwiny były sterowane, za chwilę będzie większa akcja między nimi. na razie to działanie zakulisowe. czeka czy dadzą radę. przyjdzie czas na otwarte działania. jako prosty chłopak ze wsi tak widzę intrygi.

 

Literówka czy nowomowa?

kujawskie gwarowe określenie na brudzenie się.

 

Nie dowiaduję się wiele o wierzeniach ani obyczajach.

jest wątek z mydlnikiem, pisałeś, że Słowianom się dostaje a tutaj okazuje się że nie są tacy prymitywni.

troszeczkę wspomniałem o konstrukcji ziemianki.

 

dziękuję za Twoje uwagi.

Jest to produkt Wiedźmino podobny i nie jest to nawet inspiracja ale imitacja. bardzo dużo kopii jeden do jeden.

mitologia słowiańska całkowicie oderwana od źródeł.

wszystko napisane jednym rytmem. nie czuję się różnicy między odgarnianiem śniegu a walką.

szkoda, ale może kolejne części będą bardziej oryginalne 

Ciekawy pomysł, jedna moja uwaga. kobiety zawsze wiedzą z kim się wiążą tylko, niektóre mają nadzieję, że zmienią naturę wybranka.

Zapowiada się dobrze i niedobrze zachęciło mnie i nie zachęciło przeczytam kolejną część a może i nie przeczytam

chciałem nadać podniosły, biblijny charakter. gdybym nie użył stylizacji opowieść straciłaby klimat… tak sądzę

zerknąłem w notatki. “Trudno być bogiem” mam na liście do przeczytania, ale to do odległej fabuły.

 

Może zerkniesz na początek. to jednak powieść, akcja jest liniowa a ty wskoczyłeś w rozpędzający się pociąg.

 

dzięki za odwiedziny.

Czemu narrator raz mówi w pierwszej osobie, a innym razem w trzeciej ?

ojej, już patrzę… gdzieś musiała się zawieruszyć niepoprawiona wersja 

Absolutnie bym się nie czepiał gdyby opowiadanie nie było oznakowane jako HARD S-F.

bardziej celnie i boleśnie nie mogłeś mnie trafić!

Challenge Accepted! | Owls Well

1. Skala zjawiska

 

zgoda. mówiła to w naukowym zachwycie.

Twój koncept zasilania wiązką (WPT) z Księżyca stałby się fizycznie niemożliwy z powodu dyfrakcji (rozproszenia) fal elektromagnetycznych.

 

w części “W mieszkaniu” rozwiązuję ten problem.

 

2. Brak przeciążenia przy lądowaniu

Statek cudownie, płynnie hamuje, a bohaterka czuje tylko „subtelny nacisk”. Jednocześnie mamy opis wejścia w atmosferę z ogromnym tarciem i powstawaniem plazmy

 

plazma pochodziła z silników jonowych, nie piszę o tarciu.

Niech Agnieszka czuje ogromny, narastający ciężar własnego ciała, gdy statek wytraca kosmiczny pęd.

 

ale wtedy utracę ten technologiczy przełom.

3. Oś czasu a biologia („Miesiące” kontra „Lata”)

Jej pobyt był krótszy niż tych otyłych

Co więcej, wybudowanie infrastruktury potężnych reaktorów i przejście ze starych rakiet na nowe to zmiany, które zajmują gospodarce dekady, a nie miesiące.

 

Elektrownia zasilająca kolonię już istniała. postawiono tylko emiter energii.

 

4. Źródło ciągu statku 

Współczesne silniki jonowe wyrzucają śladowe ilości cząsteczek, więc ich ciąg to ułamki niutona

dlatego piszę, i tłumaczę, ten przełom.

 

„Swaróg” musi mieć na pokładzie dużo masy wyrzutowej

pęd = masa * prędkość

jeśli v jest ogromne to masa może być mała

5. Plazma a mikrofale 

Twoje opisy świetnie to bronią, trzeba to tylko doprecyzować.

 

zrobiłby się z tego podręcznik

 

6. Fizyka napędu i lądowania: Hybrydowy system napędu „Raróg” 

Stosujesz silniki jonowe/plazmowe, ale te mają zbyt słaby ciąg, by utrzymać masę statku w ziemskim 1G.

 

to jest ten przełom technologiczny. Jesteśmy na początku przemian. Silniki mają moc wystarczającą by startować i lądować na Księżycu i lądować na Ziemii ale są jeszcze zbyt słabe by unieść rakietę z Ziemii. Pokazuje to w kolejnej części.

7. Logika wizerunkowa („Pierwsze historyczne lądowanie”)

Duszący się z otyłości bogacze to absolutna katastrofa PR-owa i koniec akcji na giełdzie. Korporacje robią takie rzeczy dyskretnie.

 

stewardzi ich dyskretnie wyprowadzą ;-)

Przerób to na bezduszną rutynę typu

przez zachwyt nad nowinką łatwiej pokazać i tłumaczyć postęp. jedna nieistotna zmiana wywołałaby konieczność przeredagowania dużej części.

 

8. Księgowość i prawo 

 

rysuję ten świat w kolejnej części

 

Powiem Ci, że czytało mi się to rewelacyjnie – wciągnęło mnie to tak, jakbym czytał  jakieś zaginione opowiadanie, w którym technologiczny rozmach C. Clarke'a spotyka się z biologicznym mrokiem i cynizmem Lema. yes

 

Bardzo dziękuję. Na tym mi najbardziej zależy. Tekst może nie podejść komuś przez temat ale niechciałbym tracić miłośników gatunku przez formę. Dlatego napisałem Tobie byś poprosił zawodowego redaktora o opinię. Zobacz pierwsze komentarze od tym tekstem, Dały mi niesamowitego kopa!

 

w mitologii Słowiańskiej przejście pod tęczą zmieniało płeć. tak sobie tłumaczono istnienie osób innych niż hetero.

ta część to już jest dramat. konstrukcja świata leży całkowicie. fizyka i logika są elastyczne, dostosowują się do bieżących narracyjnych potrzeb.

znowu kopia sceny 1:1 z Kontaktu ale gorzej poprowadzona.

wziąłeś pomysły z kilku filmów ale słabo je posklejałeś.

zapowiadało się dobrze… Nubiru… Anunaki… 

 

sam narzuciłeś porównania z Kontaktem Sagana kopiując scenę 1:1 ale twoja nie ma merytorycznego uzasadnienia.

binarny kod siódemkowyangry co to za ustrojstwocool i dlaczego jest używane do kodowania ziemskiego wideo.

Centrum kontroli lotów na Florydzie?

Forma ciężka, źle się to czyta.

 

taki mam zamysł, żeby wprowadzenie pokazywało trud, wysiłek i budowanie. z upływem dni i rozwojem akcji pojawią się również inne wątki… 

Strugackich nie czytałem, z “Jankesem” punktem wspólnym może być tylko gatunek, u niego wiarygodność historyczna leży a ja staram się oddawać ją wiernie.

dzięki za opinię, każdą biorę na klatę.

Działo miało dysponować kosmicznym zasięgiem (szacowanym na ponad 1000 km)

ciągle daleko do USA

którym?

no tym z 200 szt. “jak”

Oczywiście. Będzie część piąta angel

super

mógłby zrobić, to schować siekierę, kiedy ją pożyczą kolejnym razem

zadrzeć z największym, choć cichym, sojusznikiem? nieomalże rodziną.

Tutaj wypadłem z rytmu czytania

tak muszę z tego zrobić kolejny akapit.

Teraz naszły mnie wątpliwości… czy pod koniec nie za dużo tłumaczę?

 

cieszę się, że ciagle mam twoja pozytywną uwagę. dzięki.

 

ps.

Jeśli dotrwam, to za kilkadziesiąt lat, jednym z bohaterów ważnego wątku będzie imiesłów przysłówkowy uprzedni.

 

Armata strzelająca z Iraku do USA to czysty Vernelaugh

 

skoro zagrożenie było tak ogromne, to dlaczego USA posłało tak małe siły i tak szybko się wycofały i dlaczego nie użyto rakiet balistycznych czy bombardować stratosferycznych…?

 

było wszystko czego można oczekiwać od gatunku

– wstęp historyczny (niepotrzebny, moim zdaniem, ale bywa w różnych pozycjach)

– CIA w którym Intelligence zastępuje brute force

– przywrócony as ratuje świat

– Oficer działa poza systemem

 

potężny cliffhanger. Nie wiem czy nie za mocny… będzie ciąg dalszy? nie możesz tego tak zostawić…

 

Pasowała mi forma, poza tym jednym nieszczęsnym rozdziałem. Jakby pisał ktoś inny.

 

poprosiłbym redaktorów o korektę. szkoda, żeby forma psuła dobrą treść.

 

udane opowiadanie.

problemem teleportacji nie jest siła Coiriolisa a prędkość liniowa.

40 kJ, dość często się pojawiają ostatnio w kontekście Borsuka, to ciężki karabin maszynowy, działko…. nie za mała anergia na demony wielkości wieżowca…. choć z drugiej strony może to marnotrastwo zasobów skoro wystarczy nóż.

 

Fantasy, którego miejsce akcji to Niemcy.

a to przepraszam, nie znam tej fauny ;-)

 

Uzywasz rzeczywistych wartości fizycznych niezgodnie z ich właściwościami. już lepiej byłoby gdyby wymyślił własne skoro to fantasy.

dziwny świat w którym do potworów wielkości wieżowca strzla się z karabinu maszynowego i jednocześnie możne je zabić nożem, może i zaczarowanym ale jednak.

gdyby nie wytłumaczenie na koniec to nie ogarnąłbym o co chodzi. może za bardzo pociąłeś pierwotny tekst. ten wygląda jak gra w zabijnie bosów.

Czuję się jak mimowolny uczestnik cudzej sesji terapeutycznej.

Wykładasz wszystko kawa na ławę – nie ma tu miejsca na domysły, własną refleksję czy chociaż chwilę wahania. Dostajemy gotową diagnozę podaną łopatą do głowy.

Łańcuchy na końcu? Wygląda to tak, jakby zostały dodane na siłę, tylko po to, żeby czytelnik zaczął się zastanawiać, po co one tam w ogóle są. Pojawiają się nagle i znikają bez żadnego sensownego powodu czy skutku dla fabuły.

W całym tekście występuje tylko jedna osoba, a mimo to co drugie zdanie przypomina nam się jej imię.

Tego nie zczaiłem …

jeśli radar jest tak duży, że kropki na nim są oddalone prawie o milę to jak wielki musi być jego nosiciel… 

 

edytowałeś “jak”? Bez nich czyta się jeszcze lepiej.

Na ekranie radaru lśniły dwie zielone kropki. Oddalone od siebie o niecałą milę.

to chyba imperialnym niszczycielem lecą.

mam fizyczny, a może intelektualny, problem z ogarnięciem tekstu.

zalewasz imionami, koneksjami, powiązaniami do tego dajesz masę opisów, historii bohaterów, retrospekcje… 

czekałem na zawiązanie akcji, intrygi a tu JEB – Niech żyje królowa. jeśli to jest trzęsienie ziemii to czekam jak napięcie będzie rosło.

 

nie wiem jaką masz koncepcję ale ja bym dużą część przeniósł na później. całe to budowanie świata od razu przytłacza.

stylizacja zużyła cały zasób mojego zainteresowania

staram się ograniczać, ale tutaj temat wymagał większego nasycenia by oddać mitologiczną podniosłość

dzięki za opinię

Chwalone gorzej rośnie :P

dlatego nie chwal mnie, krytyka daje mi więcej.

Klimatyzacja buczała monotonnie, podtrzymując przy życiu setki kartonów i segregatorów jak kroplówka wpięta w ciało pacjenta w śpiączce.

kroplówka raczej nie buczy

Wąskie korytarze pulsowały jarzeniówkami jak klatka piersiowa betonowego organizmu, który oddychał nerwami ludzi.

Pułkownik kiwnął głową powoli, jakby właśnie kończył sekcję zwłok oceanu.

Najemnicy rozeszli się po statku jak czarne szkielety.

tutaj fantazja ciebie poniosła

 

Ale Paula już siedziała wyprostowana jak struna.

tutaj bym zrezygnował z jak…

Torpeda nawet nie drgnęła – jakby czekała na ten moment od dwudziestu lat.

czekała by nie drgnąć?

 

 

CTRL+F i “jak” wyskakuje 200 pozycjisurprise

Dobrze mi się to czyta, lepiej niż Toma Clancyego.

w tej części jest również bardzo dużo porównań, wiele jest niepotrzebnych, powtarza wcześniejsze treści a inne są nietrafione.

odniosłem wrażenie, że styl pływa. w pierwszej części był techniczny teraz jest więcej opisów i tłumaczenia czytelnikowi faktów, ale to pytanie do zawodowych redaktorów.

 

czytam dalej

Nowa Fantastyka