- Opowiadanie: katia72 - Jestem muchą

Jestem muchą

Długo się wahałam, czy powinnam publikować to opowiadanie... Odradzam lekturę osobom, którzy nie przepadają za mocnymi i wyjątkowo ciężkimi opowiadaniami, po których przeczytaniu można się poczuć gorzej. Na razie jeszcze go nie usuwam, ale możliwe, że zrobię to w najbliższych dniach.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jestem muchą

UWAGA! OPOWIADANIE WYŁĄCZNIE DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW.

 

I. Poranek w parku

 

Na ławce w parku siedział nagi mężczyzna z doczepionymi na szelkach skrzydłami muchy. Miał gruby brzuch, wyjątkowo mocno owłosioną klatkę piersiową, nogi i ręce. Dłońmi zakrywał penisa. A skrzydła, takie jak na bal przebierańców, kupił po obniżonej cenie w galerii handlowej. Powiedział sprzedawczyni, że potrzebuje ich na szkolne przedstawienie, że będzie odgrywał rolę muchy.

Do parku przyszedł dwie godziny temu, gdy było jeszcze ciemno. A teraz zaczęło już świtać. Lubił wschody słońca. Miały w sobie coś pozytywnego, oznaczały początek, szansę na naprawienie błędów dnia poprzedniego, kojarzyły mu się z nadzieją.

Ale dzisiaj było inaczej, dzisiaj bał się wschodu słońca. Bał się, bo wiedział, że wraz ze świtem jego park przestanie być tylko jego. Spojrzał w prawo. Nie mylił się. Starsza pani w szarym płaszczu, z pudlem na smyczy, powoli nadciągała w stronę ławki. Skierował wzrok na lewo. Szatynka w rozwleczonym swetrze ciągnęła za rękę zapłakane dziecko. Chyba dziewczynkę. No tak, po drugiej stronie mieściło się przedszkole. Parę lat temu chodziła tam córka siostry, Natalia. Teraz jest już w szkole, chyba w piątej klasie. Czas tak szybko mija.

Która z nich dotrze pierwsza – staruszka czy matka? Która pierwsza zacznie krzyczeć? Która pierwsza będzie chciała zabić muchę?

Pierwszy był pudel. Zaczął szczekać. Nie, to nie brzmiało jak szczekanie, to było wściekłe ujadanie. W oczach psa złość mieszała się z nienawiścią.

– Boże! Boże! – Kobieta w płaszczu zakryła dłońmi twarz tak, jakby zobaczyła Diabła. Chociaż pewnie dla niej widok nagiego mężczyzny, spokojnie siedzącego na ławce w parku, był gorszy od widoku Szatana.

– Pedofil! Pedofil! – krzyczała matka dziewczynki, a dziewczynka już nie płakała, tylko wrzeszczała. – Nie rycz, chodź, chodź. Nie patrz!

Wzięła dziecko na ręce i oddaliła się szybkim krokiem.

A pudel wciąż ujadał, z sekundy na sekundę coraz słabiej. Zachrypł. Jego właścicielka rzuciła mężczyźnie ze skrzydłami muchy groźne spojrzenie i zachowując bezpieczną odległość, siląc się na spokojny ton, zapytała:

– Co pan tu robi? Dlaczego nie ma pan ubrania? Proszę… Proszę iść do domu.

Po chwili chłopak – na oko – dwudziestolatek, podszedł do ławki, położył dłoń na ramieniu nagusa i powiedział:

– Wszystko w porządku? Gdzie pan mieszka? Źle się pan czuje? Chce pan, żebym pana gdzieś odprowadził? Jak się pan nazywa?

Cisza. Brak reakcji. Jedynie skrzydła muchy zatrzepotały na wietrze. Chłopak i starsza pani spojrzeli na siebie wymownie.

– Halo. Przepraszam… Chciałem zgłosić, że w parku przy ulicy Śliskiej, tak mnie więcej pośrodku, znajduje się nagi mężczyzna. Tak… Nie… Siedzi tylko na ławce… Nie, chyba nie jest groźny. Dziękuję. – Chłopak schował telefon do kieszeni i oznajmił: – Za dziesięć minut powinna być tu policja.

Zanim zjawili się funkcjonariusze, wokół ławki zgromadziła się całkiem spora grupa gapiów. Darmowe widowisko. A aktor nawet miał na sobie prawidłowy kostium. Przecież jego rolą była rola muchy, która na chwilę przycupnęła na drewnianej desce, by odpocząć i zbadać, czy nikt tu nie zostawił czegoś do jedzenia. Okruszków herbatnika, patyczka po lizaku, ogryzka, papierka po cukierku. Nie, tylko od spodu jakiś nastolatek przyczepił zużytą gumę do żucia, lekko różową, pewnie o smaku truskawki.

Harmider. Strzępki zdań. Pytania. Pytania bez odpowiedzi.

– Patrz, on jest nagi.

– Nagi i gruby.

– Fuj, i taki owłosiony. I po co mu te głupie skrzydła? Jak małpa wygląda. Orangutan.

– Ohyda. Stary zboczeniec. Ekshibicjonista.

– Ej, ekshibicjonista to chyba pokazuje członka, a ten swojego chowa, jakby się bał, że zaraz mu go ktoś ukradnie.

Śmiech. Śmiech. Śmiech. I czemu się w sumie dziwić? Czyż nagi mężczyzna ze skrzydłami muchy nie wygląda trochę jak klaun?

– Proszę się rozejść. – Dwóch policjantów przepychało się w kierunku ławki. Jeden z nich trzymał w ręce koc. Taki szary, nieprzyjemny w dotyku. Okrył nim będącego przyczyną całego zamieszenia delikwenta i spokojnie powiedział:

– Nic panu nie jest? Proszę wstać i pójść z nami.

Drugi z funkcjonariuszy, starszy od kolegi, o włosach przyprószonych siwizną, podał dłoń nagusowi. Uśmiechnął się.

– Nie rób problemów, po prostu chodź.

Człowiek mucha powoli się podniósł.

– Powinniśmy mu jeszcze zabrać buty – powiedział policjant o siwej głowie.

– Da radę – odparł drugi z nich.

– Wynocha, ty zwyrodnialcu! – krzyknęła jeszcze na pożegnanie pani w grubych okularach i popielatej garsonce, wyglądająca na zrzędzącą na wszystko belferkę. – Ty bezwstydniku!

Samochód policyjny, srebrny, z kogutem. Mężczyzna mucha nie rozpoznał nawet marki, sam nigdy nie siedział za kierownicą. Nigdy nie chciał mieć prawa jazdy. Mijali znane mu ulice. Przedszkole i blok, w którym mieszkał, i bar mleczny, w którym czasem jadał śniadania. Serwowali tam pyszne omlety z pieczarkami.

 

II. Otulony siecią

 

Na posterunku wielokrotnie pytali człowieka muchę o nazwisko. Najpierw jedynie milczał, a potem powiedział, że jest muchą, a muchy nie mają imion ani nazwisk. Funkcjonariusze sami ustalili, że nazywa się Sebastian Muczkowki. Jeden z nich nawet śmiał się, że Muczkowski brzmi trochę jak Muchowski, a to prawie mucha.

Sebastian już parę godzin siedział w oświetlonym zbyt jaskrawo pokoju, wpatrzony w zieloną wykładzinę, gdy pojawił się policjant, a u jego boku Sylwia, siostra człowieka muchy. Wyglądała na bardzo zmartwioną. Spojrzała na brata, zakryła dłonią usta, po czym wybełkotała:

– On jest inny.

– Co pani ma na myśli?

– On… On ma inną twarz. Taką bardziej wydłużoną.

Policjant zmarszczył czoło.

– Nie rozumiem. Chce pani z nim porozmawiać?

Sylwia chciała. Chciała porozmawiać i chciała zabrać brata do domu. Chciała, żeby wszystko było dobrze. Ale Sebastian uparcie twierdził, że jest muchą.

Za zgodą siostry został umieszczony w zakładzie zamkniętym. Zabrano mu skrzydła. Zastanawiał się, czy je wyrzucono, czy ktoś założył je na bal przebierańców. Nie lubił marnotrawstwa, a to były przecież zupełnie nowe, nieuszkodzone skrzydła.

Przez pierwsze trzy miesiące psychiatra nie zdołał wydobyć z niego żadnych wartościowych informacji. Zdiagnozował schizofrenię paranoidalną, której nagłe wyzwolenie tłumaczono doznaniem wstrząsu psychicznego, z którym pacjent nie był w stanie sobie poradzić. Trauma spowodowana najprawdopodobniej czynnikiem zewnętrznym. Niestety, utrudniona komunikacja z Sebastianem uniemożliwiała mu branie udziału w terapiach grupowych. Jego leczenie polegało głównie na podawaniu neuroleptyków atypowych.

– Dlaczego nie chcesz jeść chleba ani ziemniaków? – Wychudzona pielęgniarka stała naprzeciwko człowieka muchy z talerzem w ręce. – Potrzebujesz węglowodanów.

– Nie jestem jeszcze gotowy.

– Nie jesteś gotowy na co?

– Na przyjmowanie pokarmów stałych, wciąż nie wytwarzam odpowiednich enzymów, by je rozpuszczać. Ja… Ja się wciąż przekształcam.

– Przekształcasz w muchę?

Sebastian pokiwał głową. Pielęgniarka zrobiła zrezygnowaną minę i wyszła.

Mężczyzna stał na środku pokoju, patrząc na zakratowane okno. Nagle poczuł silny ból głowy i intensywny szum w uszach. Ukląkł. Jak przez mgłę zobaczył siebie samego w ciemnym pomieszczeniu. Odrapane ściany, wybite szyby, gruz, a w rogu kilkuletnia dziewczynka przywiązana do krzesła, z opaską na oczach i ustach zakneblowanych zmiętą chusteczką. On stojący naprzeciwko, ze spuszczonymi spodniami. On dotykający swojego członka, onanizujący się, płaczący. Przetarł dłonią twarz i z całej siły uderzył czołem o podłogę.

– Jesteś niczym, musisz im powiedzieć, musisz… – bełkotał sam do siebie, tarzając się po posadzce. – Nie, nie mogę, ja już nie jestem człowiekiem, jestem muchą… Muchą… Muchą…

Do pokoju weszło dwóch pielęgniarzy, wstrzyknęło mu środek uspokajający, po którym mężczyzna zapadł w długi sen. Gdy się obudził, poprosił o rozmowę z lekarzem.

– Wiem, że nie jestem muchą.

– A kim jesteś? – Psychiatra z uwagą wpatrywał się w pacjenta. Od czasu przybycia Sebastian, jego twarz zrobiła się dużo bardziej pociągła, a szczęka uległa nienaturalnemu wydłużeniu. Poza tym, i tak już bardzo obfite owłosienie prawie się podwoiło, zwłaszcza na klatce piersiowej.

– Jestem człowiekiem.

– Tak, jesteś człowiekiem. A dlaczego, jeszcze wczoraj, twierdziłeś, że jesteś muchą?

– Bo… Bo… Czasem się tak czuję. Czuję się bezwartościowy, brudny, słaby…

– Rozumiem. Jak twoje oczy?

– Nie wiem, chyba lepiej, już mnie nie bolą.

– Jutro obejrzy cię okulista.

Sebastian zaczął uczęszczać na terapię grupową, dwa razy w tygodniu spotykał się z psychiatrą. Widział coraz gorzej. Jego gałki oczne stopniowo się powiększały. Lekarze nie byli w stanie powiedzieć dlaczego. Przepisali mu okulary na krótkowzroczność.

Sylwia na pierwszej wizycie, na której nie uważał się za muchę, z radości zalała się łzami.

– Zobaczysz, niedługo stąd wyjdziesz. – Trzymała brata za rękę. – Ja się tobą zaopiekuję. Wiesz, już między nami dobrze się układa. Między mną i Maćkiem. On chyba znowu mnie kocha. Natalia się o ciebie pytała, powiedziała, że tęskni.

– Ja za nią też. Przepraszam.

– Za co? To nie twoja wina. Lekarz mi tłumaczył, że musiałeś doświadczyć czegoś nieprzyjemnego, czegoś, co… Co uwolniło chorobę, ale teraz bierzesz leki. I one, chyba, działają. Pamiętasz, co się stało przed tym, gdy poszedłeś nago do parku z tymi skrzydłami muchy?

Sebastian spuścił wzrok.

– Nie, ja tylko… Ja tylko czułem się jak śmieć. Wiesz, oni ciągle wywalają mnie z pracy. Tak bez powodu, dlatego, że jestem śmieciem.

– Nie jesteś śmieciem. Oni cię nie doceniali. Gdy wyjdziesz, spróbuję załatwić ci rentę. I poszukam jakiegoś lepszego lekarza, żeby wyleczył ci oczy. Pielęgniarka mówiła, że przyjmujesz pokarm jedynie w postaci płynnej. Dlaczego?

– Bo… Bo stałe jedzenie rani mi przełyk. Wiesz, jest za twarde.

Sylwia nic nie odpowiedziała.

Dni mijały jeden za drugim, jak wyciągane z pudełka zapałki, podpalane, łamane na pół i wyrzucane do kosza na śmieci.

– Jak wyglądało twoje życie seksualne? – zapytał psychiatra na jednym ze spotkań.

Sebastian oblał się rumieńcem, zaczął nerwowo stukać palcem o podłokietnik.

– Wolisz o tym nie rozmawiać?

– Ja… Ja jestem prawiczkiem. Ja… Nigdy nie byłem, nigdy nie dotykałem… Nie dotykałem kobiecego ciała.

– Dlaczego?

– Bo jestem muchą. – Mężczyzna wybuchnął płaczem, wstał, po czym wykrzyknął: – Nie, przepraszam! Jestem człowiekiem! Nie jestem owadem.

Kłamał. Kłamał, bo chciał wrócić do domu.

– Nie jesteś owadem. Proszę, uspokój się. Usiądź. Nie będziemy już teraz o tym rozmawiać.

Sebastian ze spuszczoną głową podreptał do zakratowanego pokoju, usiadł na łóżku i zaczął przyglądać się własnym stopom. One też były inne. Dotknął ich dłonią i wyczuł dwa podłużne zgrubienia, jakby ktoś wepchał w nie metalowe bolce. Przygryzł dolną wargę, zdjął okulary i położył się na łóżku. Z podkulonymi kolanami i głową ukrytą pod kołdrą, bezskutecznie próbował zasnąć. Szczypały go powieki, jakby miał pod nimi ziarnka piasku, ruszające się ziarnka pisaku, nie, to nie piasek, to owady, to muchy… Wielkie, brudne, przenoszące na sobie miliony bakterii i zarazków. Takie same jak te, które widział u babci na wsi. Miał wtedy siedem lat. Spędzał wakacje wśród kur, gęsi i krów. I krowiego łajna. Stał i patrzył na krowi placek. Roiło się na nim od much. Brzęczały, wznosiły się w powietrze i z powrotem opadały. Wyglądały na bardzo zadowolone. Przynajmniej zdaniem Sebastiana. To krowie łajno musiało być przecież dla nich rajem.

Czy on był taką obrzydliwą, śmierdzącą, ubrudzoną krowimi odchodami muchą? Tak, tak, tak… Nie, on był nawet gorszy i bardziej plugawy. Sam nie wiedział, kiedy się to zaczęło. Chyba w okresie dojrzewania. Czuł w sobie narastające napięcie seksualne, które nie wiedział jak rozładować. Nie czuł pociągu fizycznego do kobiet ani do mężczyzn. Koledzy w klasie śmiali się z niego. Pokazywali mu zdjęcia nagich modelek.

– Patrz, Sebastian, jakie ma fajne cycuszki. Ach, jak bym je z chęcią possał. A ty? Wolisz większe?

– Nie, te są w porządku – kłamał, tak naprawdę myśląc, że zarówno te małe, jak i duże są obrzydliwe, tak obrzydliwe, że gdy wyobrażał sobie, że ich dotyka, zbierało mu się na mdłości. Ale przed innymi silił się na uśmiech, jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę, iż połowa klasy podejrzewa, że jest gejem. Tak, cudownie byłoby być pedałem, ale męskie członki i owłosione jądra, napawały go takim samym wstrętem jak łechtaczka dojrzałej kobiety. Bo… On był muchą. To wtedy pojawiła się ta myśl. Myśl o zmianie w muchę. Muchę, która przenosi cholerę, muchę, którą powinno się jak najszybciej rozdeptać bądź ubić packą.

W tym czasie mieszkał tylko z matką. Ojciec zostawił ich zaraz po tym, gdy na świat przyszła Sylwia. Sebastian miał wtedy trzy lata. Siostra wyprowadziła się po maturze. Pojechała na studia do Warszawy. Dostała się na polonistykę, zawsze była świetna w pisaniu wypracowań, na każdy temat. Wróciła już zaręczona z Maćkiem. Zaczęła uczyć w szkole, w tej, do której chodziła teraz Natalia. A Sebastian skończył zawodówkę i mniej więcej co dwa lata zmieniał pracę. Zakład samochodowy, myjnia, sprzątanie ulic, kasa w Tesco… W sumie było mu wszystko jedno.

Zasnął.

Dwa dni później na własne życzenie opuścił szpital.

 

III. Powrót do gniazda

 

Jechali taksówką, siostra trzymała go za rękę. Była wyjątkowo spokojna. Przypominała mu matkę. Ona też, mimo że świat walił się jej na głowę, nigdy nie krzyczała, tylko czasem w tych wielkich, smutnych oczach pojawiały się łzy. Szary wieżowiec, od kilku lat czekający na odnowienie, druga klatka, ósme piętro. Sebastian żałował, że nie dziesiąte. Ósme to tak prawie ostatnie, ale „prawie” robi dużą różnicę.

– Próbuję załatwić ci rentę.

– Dziękuję. – Sebastian przejrzał się w lustrze. Sam siebie ledwo poznawał.

Sylwia westchnęła.

– Musisz więcej jeść. Mięso, ziemniaki, nabiał… Nie tylko słodkie… Patrz, jak wyglądasz.

„Jak mucha” – pomyślał, a do siostry powiedział:

– Dobrze. Spróbuję.

– Pójdę zrobić zakupy. Dasz sam sobie radę?

– Mhm. Wezmę prysznic. Idź. Dobrze się czuję. Przecież w końcu jestem w domu, u siebie. Kup mi dżem truskawkowy i lizaki, te okrągłe. Wiesz, które?

– Te w opakowaniach w paski?

– Mhm.

– Ok. Powinnam być z powrotem za pół godziny.

Letnia woda spływała po zniekształconym ciele. Mokre włosy zrobiły się jeszcze bardziej czarne, nieprzyjemnie oblepiały piersi i kończyny. Sebastian raptownie zakręcił kurek.

„Muchy nie powinny się myć. Muchy powinny być brudne. Muchy powinny śmierdzieć, by każdy wiedział, że są muchami. By nikt się do nich nie zbliżał, by nikt ich nie lubił”. – Sebastian założył szlafrok i poszedł do pokoju. Na regale poustawiane były czarno-białe fotografie. Wziął do ręki jedną z nich. Natalia. Natalia go lubiła. A przecież nie powinna, powinna się go bać.

Wkrótce po tym, jak zmarła matka, Sylwia na jakiś czas przeprowadziła się z córką do Sebastiana. Pokłóciła się wtedy z Maćkiem. Przyszła z podbitym okiem i rozkrwawioną wargą, w jednej ręce trzymała walizkę, a drugą zaciskała na ramieniu Natalki. Mieszkały tu dwa tygodnie i trzy dni, a potem pojawił się Maciek z różami, czerwonymi, ładnie pachnącymi.

Przez te siedemnaście dni Sebastian poznał siebie. To było wieczorem, Sylwia poprosiła go, by pomógł Natalce się przebrać. Dziewczynka skończyła dwa dni temu cztery lata. Rozpiął jej koszulkę, taką różową z podobizną Myszki Miki, a potem zdjął spódnicę, zaczął ściągać rajstopy i… Wybiegł z pokoju. Zamknął się w toalecie. Ciężko dyszał, pot ciekł mu po czole i plecach. Rozpiął rozporek. To było bardzo szybkie. Powiedział Sylwii, że dostał biegunki. W kolejnych dniach, gdy tylko zbliżała się pora snu, wychodził na spacer, argumentując, że potrzebuje zaczerpnąć świeżego powietrza. Bał się. Tak bardzo się bał. Bał się samego siebie. A potem już tylko nienawidził. Zaczął jak ognia unikać pływalni, placów zabaw, wesołych miasteczek…

– Wróciłam! Wszystko w porządku? – W przedpokoju rozległ się głos Sylwii.

– Tak. – Sebastian starał się brzmieć naturalnie, mimo, iż kręciło mu się w głowie i odnosił wrażenie, że za chwilę całkiem starci wzrok.

– Zrobię ci kanapki.

– Dobrze, dziękuję.

Sylwia przyniosła na tacy talerz z kanapkami i parującym kubkiem.

– Proszę.

Sebastian ze strachem w oczach spojrzał na chleb z masłem i plastrami żółtego sera.

– Spróbuj. Dobrze ci to zrobi. Może przez tę swoją dietę, masz te wszystkie problemy ze zdrowiem.

Mężczyzna dotknął językiem masło, oblizał.

Sylwia poklepała go po ramieniu.

– Nie bój się. Zjedz.

Sebastian ugryzł kawałek chleba. Zaczął się krztusić, pobiegł do łazienki i zwymiotował. Wrócił zaśliniony i brudny.

– Gdzie jest mój dżem? – wybełkotał.

Sylwia ze łzami w oczach podreptała do kuchni.

– Proszę. – Podała mu odkręcony słoik i łyżeczkę.

Usiadł na kanapie i jadł. Szybko i zachłannie, a siostra stała naprzeciwko i po prostu na niego patrzyła.

Sylwii udało się załatwić bratu rentę, na dwa lata, a potem czekała go następna komisja lekarska. Jeszcze na początku siostra łudziła się, że Sebastian wyzdrowieje, ale teraz już całkiem straciła nadzieję. Odwiedzała go dwa razy dziennie. Rano przed szkołą i wieczorem. Robiła dla niego zakupy, sprzątała, gotowała, prała. Czasem zabierała go na spacer. Nigdy nie przyprowadzała Natalki. Nie dlatego, że coś podejrzewała, tylko dlatego, że brat kategorycznie jej tego zabronił.

– Dzieci nie powinny mieć kontaktu z muchami! Muchy przenoszą zarazki, rozumiesz?! – krzyczał.

Tego dnia Sylwia przyszła później niż zwykle, miała w szkole spotkanie z rodzicami. Gdy tylko otworzyła drzwi poczuła okropny zapach. Zrobiło się jej niedobrze, omal nie zwymiotowała. Weszła do łazienki, a tam pod ścianą siedział Sebastian, ubrudzony własnymi odchodami.

– Co ty zrobiłeś? Jak… Jak mogłeś! – zakryła dłonią nos i usta.– Jesteś… Jesteś…

– Jestem muchą. – Po policzkach brata ciekły łzy. – Tak, jestem obrzydliwy. I śmierdzący.

– Idź pod prysznic. Proszę.

Sebastian powoli się podniósł i cały się trzęsąc wszedł do kabiny prysznicowej. Sylwia okręciła sobie twarz ręcznikiem i zaczęła go myć. Pierwszy raz miała okazję zobaczyć, jak ogromnym zmianom uległo jego ciało. Tułów wyglądał, jakby został podzielony na trzy części, a nogi i ręce przypominały patyki.

Wysuszyła mu włosy, wytarła i zaprowadziła do łóżka.

– Co się dzieje? Zapomniałeś wziąć leki?

– Nie.

– To… To dlaczego to zrobiłeś?

– Czułem taką wewnętrzną potrzebę.

– Sebastian… – Położyła dłoń na jego ręce. – Myślę, że powinieneś wrócić do szpitala. A najpierw… Jutro wezmę wolne i zabiorę cię do lekarza. Twoje ciało… Twoje ciało jest zdeformowane.

– Sylwia, proszę, nie. Proszę, nie zabieraj mnie do lekarza, ani do szpitala. Nie chcę tam wracać. Chcę zostać w swoim domu, spać w swoim łóżku. – Mężczyzna zaniósł się histerycznym płaczem.

– Już dobrze, już dobrze. Uspokój się, nigdzie cię nie zabiorę. – Sylwia usiadła na brzegu łóżka i zaczęła śpiewać kołysankę, tę samą, którą śpiewała im matka, jak byli mali.

Sebastian powoli zapadał w sen. I wtedy, nagle, rozległo się walenie w drzwi. Sylwia podniosła się z przerażeniem w oczach.

– To Maciek – wyszeptała.

Mężczyzna wtargnął do pokoju wrzeszcząc:

– Czemu ciebie, kurwa, ciągle nie ma?! W kółko przesiadujesz u tego psychola, zamiast z rodziną. Dziecko cię potrzebuje, kretynko! – Maciek, od którego mocno było czuć alkohol, podszedł do Sylwii i uderzył ją w twarz. Kobieta wybuchnęła płaczem. Sebastian skulił się pod ścianą i zaczął kołysać. Do przodu i do tyłu. Do przodu i do tyłu.

– Ruszaj dupę! – wrzasnął Maciek i wypchnął żonę za drzwi.

 

IV. Lot ku gwiazdom

 

Wyszli. Sebastian został sam. Sam ze swoim smutkiem i rozgoryczeniem, i nienawiścią do samego siebie. Był śmieciem, odrzutem, nie potrafił nawet obronić własnej siostry. Był muchą.

Ze spuszczoną głową poczłapał na balkon. Spojrzał w niebo, szare, pełne chmur. Chmury są szczęśliwe, chmury nic nie czują i niczego nie pragną, od nikogo nie zależą. Są jego przeciwnością, są przeciwnością muchy. Ósme piętro. Skierował wzrok w dół. Śmiesznie małe ogródki sąsiadów.

– Jestem muchą. A muchy potrafią latać – powiedział sam do siebie, po czym wspiął się na barierkę i skoczył.

Jego lot trwał kilka sekund. Kilka niesamowitych sekund, w trakcie których cofał się czas. Był muchą, był dorosły, był nastolatkiem, był dzieckiem… Dzieckiem, które miało kolejną szansę. Kolejną szansę na to, by nie zostać muchą, by do końca być człowiekiem.

Spadł na kwitnący krzak pigwowca.

– Nie! Nie! – kobieta, która podlewała kwiatki parę grządek dalej, złapała się za głowę.

– Boże, czy on żyje? – Staruszka, która właśnie wracała z wieczornego spaceru z psem, złożyła ręce jak do modlitwy. Pan w garniturze wyjął komórkę, wybrał numer i spokojnym głosem mówił:

– Pogotowie? Chciałem zgłosić wypadek… Mężczyzna skoczył, chyba z dziesiątego piętra… Nie wiem. Chyba nie.

Schował z powrotem telefon do kieszeni i nachylił się nad Sebastianem, po czym grobowym tonem oznajmił:

– On żyje.

Po około dziesięciu minutach przyjechała karetka na sygnale. Umieścili nieprzytomnego Sebastiana na noszach, zapięli pasami i zabrali do szpitala. Do szpitala, do którego tak bardzo nie chciał iść. Ocknął się w oświetlonym jarzeniówkami pokoju. Siostra siedziała obok na okrągłym, metalowym stołku. Kiedy tylko zobaczyła, że otworzył oczy, pobiegła po pielęgniarkę. Po chwili pojawił się też lekarz. Przeprowadzili rutynowe badania. Sylwia zapytała:

– Czy mogę chwilę z nim porozmawiać?

– Tak, ale tylko parę minut. Jego stan… Jego stan ciągle nie jest najlepszy, i jak już pani wspominałem, nie wiąże się to z upadkiem, tylko z jakąś niespotykaną chorobą, której jak do tej pory nie udało się nam zdiagnozować.

– Tak, wiem.

Gdy została sama z bratem wzięła go za rękę i cicho zapytała:

– Dlaczego to zrobiłeś?

– Co… Co… Co ze… Ze mną nie tak? – wydukał Sebastian.

– W wyniku upadku masz jedynie złamaną lewą rękę i doznałeś lekkiego wstrząsu mózgu, to prawdę mówiąc niezwykłe, że przeżyłeś… Ale… Ale oni wykryli w twoim organizmie bardzo dużo nieprawidłowości. Powiedzieli, że twoja krew robi się przezroczysta. Oni wciąż nie wiedzą. Masz dziwne wyniki… Hemoglobinę, cukier, leukocyty, wszystko… I…

– I?

– I twoje kości… One zanikają. Muszą zrobić dalsze testy. – Po policzkach Sylwii ciekły łzy.

– Nie… Nie… Nie chcę… Żadnych więcej testów. Chcę… Chcę wrócić do… Do domu…

– Nie możesz, jesteś bardzo chory.

– Nie… Nie chory… Ja… Po prostu jeste… Jestem muchą. I… I ty… Myślisz, że… Że oni… Oni mnie ura… Uratują? Nie chcę… Nie… Nie chcę być… Być królikiem doś… Doświadczalnym… Ja… Ja i tak… Umrę. I wolę… Wo… Wolę umrzeć w… W domu. – wyjąkał Sebastian, po czym zaczął kaszleć.

– Spokojnie. Jak nie będziesz chciał… – Sylwia wstała, zakryła dłońmi twarz. – Jak nie będziesz chciał, to zabiorę cię do domu.

Po dwóch dniach Sebastian na żądanie własne i siostry został wypisany ze szpitala. Gdy tylko wrócił do swojego mieszkania dziwnie dobrze się poczuł. Zdjął okulary i powiedział:

– Teraz widzę dużo wyraźniej, dużo więcej, dużo intensywniej. Widzę jak mucha. Już dłużej nie potrzebuję tych okropnych szkieł. – Rzucił okulary na podłogę i rozgniótł.

Sylwia patrzyła na niego ze zdziwieniem, które pomału przechodziło w przerażenie. Przez chwilę wydawało się jej, że stoi przed nią nie brat, nie człowiek, tylko ogromna mucha. Zamrugała. Sebastian wrócił. Ale to już nie do końca był jej Sebastian. Gdyby przez ostatnie miesiące nie obserwowała zachodzących w nim zmian, nie dała by rady go rozpoznać.

– Idź do Natalki, muszę trochę odpocząć. – Wycharczał mężczyzna, po czym położył się na łóżku i ciężko westchnął.

– Jesteś pewny?

– Tak. Idź, proszę.

– Dobrze, spróbuj zasnąć. Nic cię nie boli? Jak twoja ręka?

– Trochę mnie swędzi, to pewnie przez gips, ale do zniesienia. Nie, wiesz… W sumie to się dobrze czuję. Dużo lepiej niż w szpitalu.

– Cieszę się. Przyjdę jutro rano.

Sylwia wyszła, a Sebastian obrócił się na plecy. Patrzył w sufit. Liczył pęknięcia. Jedno z nich było całkiem duże, miał ogromną ochotę się w nim schować. Zacisnął powieki i zaczął powtarzać do samego siebie:

– Jestem muchą. Jestem muchą. Jestem muchą… Muszę dokończyć się przeobrażać.

Dotknął dłonią szczęki, a potem szyi i brzucha. Wstał i przejrzał się w lustrze. Tak, już prawie był muchą. Czuł jak powoli wyrastają mu skrzydła. Poczłapał do korytarza. Zamknął drzwi, zostawiając klucz w zamku. Nie chciał, żeby siostra była świadkiem jego przemiany. Wrócił do pokoju. Usiadł na podłodze. Przypomniał sobie park i… Mimo, iż tego nie chciał, to co zdarzyło się wcześniej.

Dwa tygodnie przed jego dziwnym zachowaniem i przebraniem w strój muchy, stracił pracę na stanowisku kasjera. Był początek czerwca. Biuro pracy zaoferowało mu tygodniowy kurs obsługi wózków widłowych, który miał odbyć się w Radomiu. Pod namową siostry spakował walizkę i wsiadł do autokaru, zorganizowanego przez przyszłego pracodawcę. Już wtedy czuł się źle. Czuł, że zdarzy się coś niedobrego.

Hotel, w którym stacjonowali, położony był obok szkoły podstawowej. Z okna pokoju, który dzielił Sebastian z innym bezrobotnym, rozpościerał się widok na szkolne boisko. Dzieci, roześmiane, skaczące, bawiące się w bierka, poubierane w krótkie spodenki i krótkie spódniczki. Sebastian walczył ze sobą, by się na nie nie gapić, ale to było silniejsze od niego.

– Idziesz na piwo? – zapytał kolega zachrypniętym głosem.

– Nie, nie piję.

– Co ty? Ciota jesteś? Jak to nie pijesz?

– Lekarz mi zabronił – okłamał Sebastian.

Kolega zmarszczył czoło, wzruszył ramionami i wyszedł.

Sebastian stał i patrzył przez okno. Na boisku zostały tylko trzy dziewczynki. Jedna z nich była inna. Nie uśmiechała się jak pozostałe dzieci i miała takie smutne oczy. Tak smutne jak jego. Pewnie chciała, żeby przyszedł i ją przytulił. Chciała, żeby się nią zaopiekował, żeby ją dotknął, żeby wsadził palce pod jej plisowaną spódniczkę. Sebastian bezwolnie rozpiął rozporek i zaczął się onanizować.

Dziewczynki powoli zmierzały ku wyjściu. Sebastian założył adidasy i wybiegł na ulicę. Zdążył, dzieci ciągle jeszcze znajdowały się w zasięgu jego wzroku. Szedł za nimi, zachowując odpowiedni dystans, by nie być zauważonym. Skręciły w stronę opuszczonego biurowca, zignorowały tabliczkę z napisem: „Wstęp surowo wzbroniony” i weszły do środka przez okno z wybitą szybą. Obserwował je z daleka. Usiadły na połamanej ławce i oglądały jakieś obrazki. Po mniej więcej pół godzinie dwie z nich podniosły się i opuściły biurowiec. Jedna, ta smutna została, a Sebastian został wraz z nią. Nic nie robiła, po prostu w milczeniu przez kolejną godzinę wpatrywała się w czuby tenisówek, a potem podreptała do szarego wieżowca.

„Ciekawe, kim są jej rodzice, że w ogóle nie dbają o to, gdzie podziewa się ich córka? Może to jacyś alkoholicy? I dlatego woli spędzać czas wśród gruzu niż w domu?” – zastanawiał się.

Kolejnego dnia i jeszcze następnego historia się powtórzyła. Dzień przed wyjazdem Sebastian pojechał do marketu i nabył sznur do rozwieszania bielizny oraz opaskę na uszy. W sumie był zaskoczony, że sprzedawali zimowe opaski przy takich upałach. Po popołudniu, tak samo jak wczoraj i przedwczoraj, udał się do biurowca. Smutna dziewczynka ponownie została sama. Zakradł się do niej od tyłu. Naciągnął na oczy opaskę, a do ust wepchnął zmiętą, haftowaną chustkę, którą dostał od matki, gdy był jeszcze chłopcem. Ofiara trochę się szamotała, ale oczywiście nie miała żadnych szans z prawie czterokrotnie większym od niej napastnikiem, który chwilę później przywiązał ją do odrapanego krzesła, a sam stanął naprzeciwko i po prostu patrzył. Nie do końca wiedział, po co to zrobił. A może wiedział, tylko w ostatniej chwili się rozmyślił?

Głęboko odetchnął, oddalił się o dwa kroki i gapiąc na dziewczynkę, na jej drobne ciało, szczupłe uda, białe tenisówki, zaczął się intensywnie masturbować. Płakał.

Zapiął spodnie, podszedł do dziewczynki i powiedział:

– Rozwiąże cię, ale zanim się poruszysz, masz policzyć do stu. Tylko wolno. Kiedy już skończysz, możesz zdjąć opaskę i wyjąć chustkę z buzi. Gdy zrobisz to wcześniej to… To cię zabiję. – Ostatnie słowo z trudem przeszło mu przez gardło. Tak naprawdę nie chciał jej robić żadnej krzywdy. Jego celem było sprawienie jej radości.

Drżącymi rękoma rozwiązał sznurek, a dziewczynka zaczęła liczyć w myślach:

“Raz, dwa, trzy…”

Zanim doliczyła do dwudziestu, Sebastian zdążył opuścić teren strzeżony i skręcić w boczną uliczkę.

Oblany potem wrócił do hotelu. Siedział na łóżku wpatrzony w ścianę. Był pewny, że zaraz pojawi się policja, założy mu kajdanki i zabierze do więzienia. Tak się jednak nie stało. Policja nie pojawiła się tego wieczoru, ani ranka dnia kolejnego.

Sebastian wracał autokarem do rodzinnego miasta, powtarzając w myślach:

"Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem? Co będzie, gdy zrobię to ponownie? Co, jeśli uszkodzę dziecko, co, jeśli zadam mu ból? Nie potrafię się kontrolować. Nie potrafię. Jestem muchą. Obrzydliwą muchą, karmiącą się krowim łajnem”.

Sebastian otworzył oczy, próbował wstać, ale nie był w stanie. Jego kończyny zamieniły się w odnóża, usta w ryjek, wyrosły mu skrzydła i dodatkowe kończyny. Tak, stał się muchą i pragnął jak mucha zdechnąć, nie, nie umrzeć, tylko zdechnąć.

Takie śmiecie jak on nie zasługiwały na ludzką śmierć. Sebastian nie uważał się za człowieka. Czyż ludzka istota byłaby zdolna zranić dziecko? Czyż ludzka istota byłaby w stanie go pożądać? Nie, nie i jeszcze raz nie.

Sebastian patrzył w głąb siebie i widział kłębiące się węże, obślizgłe, syczące, zjadające siebie nawzajem. Gady o zniekształconych ciałach, pozbawione oczu, by nie musiały oglądać własnej brzydoty. Człowiek mucha zaczął zapadać w stan zbliżony do transu, z którego wyrwał go głos siostry:

– Sebastian! Sebastian! Otwórz proszę. Zostawiłeś klucz w zamku! Sebastian! Sebastian!

Cisza, a potem walenie w drzwi. Walenie i kopanie. Znowu cisza. I znowu walenie i kopanie. I tak parę razy, aż cisza zapadła na dłużej.

Gdy policja wyważyła drzwi, Sebastian już nie żył, a jego zwłoki nie przypominały zwłok człowieka, a jedynie jakiegoś trudnego do zidentyfikowania zwierzęcia.

 

Najbardziej zbliżonego wyglądem do muchy.

Koniec

Komentarze

To nie jest fantasy. To w ogóle nie ma nic wspólnego z fantastyką, wg mnie, a bardziej z wiwisekcją człowieka z big problemem psychicznym. I szczerze mówiąc, po przeczytaniu, chociażem dorosły chłop, czuję się zbrukany. Jesteś pewna, że to dobre miejsce na ten typ prozy?

naprzeciwko człowieka muchy z niedojedzonym talerzem w ręce

To ludzie muchy jedzą talerze? ;-)

 

Zaintrygowało, ale że długie, a ja muszę wyjść, to doczytam później :).

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Oho, dorosły chłop jest zszokowany, czyli Katia publikuje coś w swoim klimacie. Na pewno tu wrócę.

Pod pretekstem powtórki z Kafki, czysta pedofilia, bleee!

Mocne. Nie wiem, czy nie za mocne. Przez co w pewien sposób bardzo dobre. Co ma przekraczać granice, jeśli nie sztuka? 

Boję się tylko, że to może zostać tutaj źle odebrane. Z jednej strony podziwiam za odwagę, z drugiej – nie wiem, co chciałaś osiągnąć, publikując to na portalu? To nie jest opowiadanie dla każdego. Nie wiem, dla kogo w ogóle jest. Dla Ciebie? Może dla tych, którzy szukają w literaturze mocnych wrażeń? Ja nie mogłem się oprzeć tytułowi i pierwszej, sugestywnej scenie, czytałem do końca. I rzeczywiście czuję się trochę zbrukany. Nie żałuję, że przeczytałem, ale nie mogę też powiedzieć, że dostarczyło mi przyjemności. 

Literatura, moim skromnym zdaniem, kończy się tam, gdzie zaczyna się pornografia, zwłaszcza dziecięca. W tym przypadku granica, wg mnie, została przekroczona. I to grubo. Dla samego wciągania w bagienko przeżyć autora Bogu ducha winnych Czytelników. W przedmowie powinno być zdanie: Wyłącznie dla osób lubiących krzywdzenie dzieci. Tylko cp to ma wspólneg z tym portalem? Bardziej z darknetem chyba.

Rybaku, powyższe opowiadanie nie jest pornografią. Wymowa utworu potępia pedofilię. Katia próbuje pokazać coś strasznego od drugiej strony i moim zdaniem przeginasz z sugerowaniem, że to się wiąże z przeżyciami autorki. Nie znasz jej osobiście, a siła wyobraźni jest duża. Nie brakuje przecież filmów i książek o psychopatycznych mordercach. Nie trzeba czegoś doświadczyć, by móc o tym pisać. 

Zgadzam się z Funem, to nie jest pornografia. Katia pokazała wewnętrzny dramat osoby ze skłonnościami do pedofilii, piętnując ją jednocześnie.

Tekst rzeczywiście mocny i na twoim miejscu, Katiu, dałabym we wstępie jednak jakieś ostrzeżenie, choć niekoniecznie o treści zasugerowanej przez Rybaka.

Generalnie, podziwiam Cię za to że zdecydowałaś się umieścić tutaj to opowiadanie. To jest coś, o czym chciałoby się zapomnieć zaraz po przeczytaniu. Co ciekawe, Sebastian wzbudzał we mnie litość, choć pewnie nie powinien. A zakończenie… jedyne, jakiego można sobie życzyć.

Pozdrawiam.

 

PS

Napisz coś wesołego! Błagam! :)

 

Edit: Myślę, że balansowałaś na granicy, ale jej nie przekroczyłaś. Fakt, że Sebastian znalazł w sobie tyle siły, żeby nie doszło do bezpośredniego zbliżenia z dzieckiem, ratuje w moich oczach to opowiadanie.

W końcu, Katio! To coś, co nie jest w stanie napisać nikt inny, mówię to z pełną świadomością. Niesamowite robisz postępy, znacznie szybciej, niż przeobrażanie się innych w muchę. :) Tak jak kiedyś panował w Twoich mrocznych opowiadaniach chaos, tak teraz wszystko jest poukładane. I wiesz co? To znakomite opowiadanie, znakomite pod względem dojrzałości w opowiadaniu traumatycznych historii.

Mam w domu 3,5 letniego szkraba i w ogóle nie poczułem się zbrukany, poczułem… współczucie. Warsztatowo też nie mam uwag, idzie to wszystko w takim tempie jak trzeba, historia rozwija się powoli, wciąga czytelnika. Co ja mówię. Funie, wiem, że będziesz zaglądał do komentarzy. To jest właśnie mocne wejście w opowiadaniu.

Powiem Ci, Katio, uważam to opko za bardzo dobre, a jednocześnie myślę, że to ułamek Twoich przyszłych możliwości. Jeszcze będziesz pisać jak King albo Masterton. Pamiętaj, że od dawna wróżę Ci karierę pisarską i jak już będziesz sławna, odezwę się do Ciebie, przypomnę, będę chciał wygrzać się trochę w blasku Twoich fleszy. :)

Warsztat, czyli forma to jedno. Treść to drugie. Uważam że w tym akurat opowiadaniu ohydna treść podważa sens całości, mimo dobrej formy.

 

Jest i szok (końcówka) i fantastyka. Nic dodać nic ująć. Ale jeśli ktoś chce więcej komentarza, proszę bardzo:

zdania napisane prawidłowo, postacie z punktu widzenia psychologicznego wykreowane kreatywnie, czyli prawidłowo plus kontrowersyjnie, dialogi okej.

 

zgłaszam klik do biblioteki

Stań się, kim jesteś.

Nie napisałeś nic o dzieciach

A ja uważam, Rybaku, że wyraziłeś już swoja opinię, czterokrotnie! I mam nadzieje, że jesteś już odpowiednio usatysfakcjonowany swoimi wypowiedziami. Czterem kolejnym osobom opowiadanie się podobało. Więc uszanuj resztę użytkowników, każdy zrozumiał Twoje zdanie.

I teraz zastanawiam się nad usunięciem… Nie miałam ochoty nikogo zbrukać. Chciałam jedynie pokazać szersze spojrzenie na kwestię pedofili. Na szczęście wiedzę na ten temat czerpię jedynie z źródeł zewnętrznych, a nie z doświadczenia i oczywiście mocno pedofilię potępiam. Większość pedofili się ukrywa i na szczęście większość z nich nie zbliża się do dzieci. Może gdybyśmy nie uważali ich jedynie za potwory, a osoby bardzo chore, chętniej zgłaszali by się na terapię i w ten sposób bylibyśmy w stanie uniknąć tragedii. Nie wiem.

Cóż mogę napisać, hmy…

 

Styl i wykonanie techniczne jest bardzo dobre. Dogłębne ukazanie tego, co czuł główny bohater, jak się zachowywał i ogólne zarysowanie jego historii jest na naprawdę wysokim poziomie, jednak… nie zmienia to faktu, że został tutaj poruszony delikatny i niebezpieczny temat, a takie często wpływają na czytelnika. Jeżeli wszystkie opowiadania na tym forum odnosiłby się do samobójców, to mogę się założyć, że połowa czytających zaczęłaby się zastanawiać nad tym, czy samemu się nie zabić. To tak jak z obrazkami świętych. Jeżeli masz obraz Jezusa w domu i codziennie budząc się na niego patrzysz, to automatycznie sobie o nim myślisz i dłużej trzymasz go w pamięci. Tak samo jest z tekstami… dlatego uważam, że takie opowiadanie jest dozwolone i potrzebne, ale w naprawdę małych ilościach.

Kiedyś dostanę Nobla.

Dobrze Katiu, że dodałaś ostrzeżenie w przedmowie.

Co do treści – miałam okazję czytać dużo literatury poruszającej tematy tabu, więc opowiadnie mnie nie zszokowało. Z jednej strony bardzo ciekawe podejście – pomysł z muchą rewelacyjny, z drugiej, muszę powiedzieć, że postacie drugoplanowe mnie nie przekonały. O ile uwierzyłam głównemu bohaterowi to reakcje otoczenia wydały mi się niezbyt wiarygodne. Szczególnie, że jak zrozumiałam, bohater naprawdę przeistaczał się w muchę. Gdyby to działo się tylko w jego głowie, to dość jednak letnie reakcje ludzi byłyby dużo bardziej zrozumiałe. Dlatego zastanawiam się trochę, czy element fantastyczny nie został wrzucony niejako “z obowiązku”. Kreacja bohatera, jego monologii wewnętrzne, mantra “jesteś muchą” itd. – najmocniejszy element tekstu. No i świetna scena w parku.

Technicznie – czytało się dobrze, ale miałam wrażenie, że tekstowi przydałoby się lekkie czyszczenie, no i interpunkcja też szwankuje.

 

Podsumowując, nie żałuję, że przeczytałam.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Jeśli Darkonie, będzie trzeba, napiszę to w TYM wątku po raz kolejny: NIE MA empatiiz pedofilami ! A Twórca , właśnie dlatego że nim jest, MUSI dbać nie tylko o formę. Bo im ma większy talent, a Ktia ma, tym bardziej musi się samoograniczać. Wspomnijcie, co powiedział Dostojewski. Empatia z pedofilami, Katiu? Jesteś pewna? Dzieci masz?Srki, ale dzieci, ofiary pedofili, nie podzielają raczej ani współczucia do nch, ani próbują ich zrozumieć. Zło jest po prostu złem. Chore popędy – chorymi popędami. A ofiary – ofiarami. Żadna, nawet najdoskonalsza FORMA tego nie zmieni. Nadal uważam że to opowiadanie nie powinno się tu znaleźć.Twórcy nie wolno więcej, wolno MNIEJ!

Jestem Darcon, nie Darkon. Zdajesz sobie sprawę, Rybaku, że to opowiadanie, a nie akta sprawy, tak? Tym bardziej należą się słowa uznania Katii, skoro tak bardzo przenosisz jej opowiadanie do rzeczywistości. Nie będę Ci odpowiadał, Fun już Ci odpowiedział, ale Ty nie słuchasz, co się do Ciebie mówi.

Cóż, mój długaśny komentarz wcięło, bo kliknąłem GOTOWE już po tym, jak wycofałaś tekst. Spróbuję odtworzyć go później, bo teraz żona znowu bykiem na mnie spogląda ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone,

mi też jeden komentarz wcięło (tu go w każdym razie nie ma), ale mam u siebie na profilu w ostatnio komentowanych :) Może Twój komentarz spotkał podobny los?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Przekopiowałem ponownie, bo wkleiłem, gdy przez chwilę było na betaliście:

Moją opinię znasz – jeśli chodzi o budowę historii i poszczególnych scen to Twój najlepszy tekst.

Temat wybrałaś niebezpieczny, perspektywę kontrowersyjną, ale ja tu żadnej fałszywej, zasługującej na potępienie nuty nie wyczuwam. Nie rozgrzeszasz, nie współczujesz, nie tłumaczysz – pokazujesz. Jeśli to jest złe, to “Z zimną krwią” Capote też było złe.

Rozumiem też i szanuję postawę Rybaka, myślę, że ostrzeżenie w przedmowie jest jakimś wyjściem naprzeciw Jego uwag.

Ale chciałem o czymś innym – wielokrotnie apelowałem do Ciebie, Katiu, o zwolnienie w pisaniu. To samo dotyczy publikowania. Pisząc “Muchę” musiałaś mieć świadomość, że to tekst kontrowersyjny. Musiałaś zatem zrobić sobie wewnętrzny rachunek sumienia, czy możesz go tutaj pokazać. Jeżeli przeszłaś ten test (a to czasem wymaga kilku dni) to dlaczego wycofujesz się po krytyce ze strony jednego czytelnika? Nie chodzi mi, broń Boże, o lekceważenie Jego głosu, ale o obronę swojej decyzji, przedstawienie swoich racji, a nie chowanie się na betalistę. Chyba, że tego wszystkiego nie przemyślałaś… To błąd, na autorze ciąży duża odpowiedzialność. Jeśli chcesz się w to dalej bawić, musisz to przewidywać i jakoś potem dźwigać a nie łopotać jak chorągiewka.

Jeśli chodzi o poprawki, to respiratora nie podłącza się zazwyczaj do nosa. To znaczy, na upartego można pacjenta zaintubować przez nos, ale i tak mówić przy tym nie będzie mógł. W ogóle fragment w szpitalu grubymi nićmi szyty, a wypowiedzi personelu medycznego nienaturalne.

EDIT: Thargone, Dogsdumpling – Wasze komentarze są widoczne, ale tylko przez przyjętych do bety, możecie tak, jak ja wkleić je ponownie.

A rzeczywiście, jest widoczny. Dzięki. Choć w świetle kolejnych komentarzy troszkę się zdezaktualizował ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Rzeczywiście – mocne i obrazowe. Podobało mi się, szczególnie że potrafiłaś wzbudzić trochę emocji w skostniałym hrabiowskim sercu. Przemiana w muchę dosłowna i alegoryczna zarazem – pod tym pierwszym względem bardzo przypominała mi Muchę Cronenberga. Jeśli nie oglądałaś, polecam Ci zarazem ten film, jak i jego starszy pierwowzór.

Jeśli chodzi o temat pedofilii, to moim zdaniem raczej ją tym tekstem potępiasz (przyrównanie do muchy, odczucia głównego bohatera), może uwiarygadniasz nie odmalowując bohatera jako sadysty, tylko człowieka z krwi i kości, który jest świadom swego zepsucia i opłakuje je. Brzydzi się go. To uwiarygadnia tekst i moim zdaniem stanowi duży plus opowiadania. Taki jest zresztą atut papieru – jako jedyny przyjmie wszystko, pozwoli zmierzyć się z trudnym tematem w każdej wybranej przez autora formie. Dlatego nie bierz do siebie sfrustrowanych, przesadnych opinii i nie usuwaj tekstów z ich powodu. Nie każdy, kto krytykuje, ma rację.

Początek stanowi mocny hak. Zakończenie – gorzkie, ale, podobnie jak reszta tekstu, prawdziwe.

Scena ze szpitalem – zmieniłbym ten respirator na wąsy z tlenem. Jak gadał z siostrą, raczej nie był zaintubowany.

Warsztatowo sprawnie, tylko interpunkcja fatalna (mocne słowo, ale jest naprawdę cienko).

 

Tyle ode mnie. Tekst przeczytałem jednym tchem. Jest na swój sposób wyjątkowy i dlatego z pewnością zasługuje na znak jakości.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

He, he, mój też, dlatego nie przeklejam ;-).

 

Edit. To do komentarza Thargone’a ;-)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Źle się bawicie, drodzy Państwo. Ten portal czytają także bardzo młodzi ludzie? No to gratulacje. Nie bronicie wolności tworzenia, tylko deprawowania. Twórca może mniej, powtarzam. Bo jego słowo maoc. Moc tworzenia ale i psucia. Katia zaczyna to rozumieć. Wy nie.A przy okazji: To co starałem się wam powiedzieć, nie ma nic wspólnego z frustracją, bo jestem zarówno człowiekiem, jak i autorem spełnionym. Nie bawcie się ZŁEM . Staniecie się gorszymi ludźmi.Nie usprawiedliwiajcie zła, bo usprawiedliwicie w końcu tyvh, co wam i waszym dzieciom je wyrządzą. Nie relatywizujcie chorych patologii. Bo pedofile i mordercy dzieci mająw prawdziwym świecie gdzieś wydumane rozterki "bohatera" Katii. To prymitywni egocentrycy i pozbawieni empatii psychopaci, myślący tylko o swoich zdegenerowanych pragnieniach i NIE ODCZUWAJĄCY żadnych wyrzutów sumienia. Skoro nie rozumiecie tego, to znaczy że nie rozumiecie ani roli twórcy, ani roli sztuki pisarskiej. Żegnam Państwa, wracam do świata ludzi dorosłych. Nie, wcale Was nie obrażam, bo nie da się obrazić dzieci nie znających słowa odpwiedzialność. A Ty Katiu, wiem, że to rozumiesz. Masz talent, a teraz bierzesz zań odpowiedzialność, to dobrze.

 

Rybaku, chyba czytaliśmy dwa różne teksty.

Interesujące opowiadanie. Na pewno nietuzinkowe.

Ciekawy pomysł z przemianą niejako za karę, wynikającą z wewnętrznego przekonania. Może i należałoby to zrozumieć jako metaforę.

Faktycznie, to nie jest miły tekst.

Nie podzielam oburzenia Rybaka. Pokazujesz, że pedofilia niszczy, także pedofila, niekiedy nawet bardziej niż ofiary. Nie widzę nic złego w tym przesłaniu.

Przecinkologia kuleje, masz kilka literówek.

Babska logika rządzi!

No dobrze, wtrące swoje trzy grosze. 

Najpierw technicznie – rzeczywiście, interpunkcję można było by poprawić, ale zdania zbudowane są na tyle katiowo ładnie, że o źle wstawione przecinki się nie potykałem. Oprócz tego, parę razy uzyłaś słowa "jak" w miejscu, gdzie ja wsadziłbym "gdy" lub "kiedy".

A treść – wyjątkowo depresyjna, paskudna, pełna ohydy. I mroczna, ale nie tajemniczą, "szkachetną" ciemnością bajkowego lasu, w którym czai się nieokreslone zło, a raczej brudnym mrokiem zagrzybiałej bramy, nie skrywającym niczego. A raczej uwypuklającym smród szczyn. Przenosząc na muzyczny grunt, to coś jak "Esperalem tkane" Odrazy. Inny temat, ale ten sam klimat i brudny przekaz.

I to jest tekst właśnie o tym, o pogrążaniu się w ciemności najgorszej z możliwych, w samougównieniu się i skrajnym obrzydzeniu do samego siebie. Motyw pedofilii (potraktowany zresztą dość łagodnie) to tylko jeden z elementów sebastianowego upodlenia, poza tym nie najważniejszy. I nie czuję tu złości, nienawiści, potrzeby piętnowania, tępienia zwyrodnialstwa, czy skurwysyństwa… Jest tylko obrzydliwy smutek. I w tym sensie, współczuję bohaterowi. Bo współczucie i politowanie, to nie to samo, co empatia, a tym bardziej sympatia. Dlatego nie widzę tu nic kontrowersyjnego. Ba, szczerze dziwię się nerwowym reakcjom na tekst. Sebastian jest godny pożałowania, nie upotwornienia.

I tu muszę znów pogratulować Katii stworzenia psychicznie pokręconego, jednak niezwykle prawdopodobnego i przekonującego bohatera. Bardzo wiarygodnego (albo Katia ma niezwykły dar obserwacji, albo coś paskudnie mrocznego siedzi w jej glowie ;-). Muszę powiedzieć, że (zapewne do pewnego stopnia) rozumiem Sebastiana. Naprawdę rozumiem. Nieważne, jak kontrowersyjnie to brzmi. 

Pewnie dlatego, że – uwaga banał – każdy, a przynajmniej większość, ma swoją muchę, bzyczącą wokół gówna na mrocznym dnie duszy. Z tym, że mamy wystarczająco dużo sił, by nie pozwolić jej się stamtąd wydostać.

Co do elementu fantastycznego, to wrażenia nieco mieszane. Bo przez jakiś czas wydawało mi się, że wszystko dzieje się w głowie Sebastiana. Sugerowałem się raczej dziwną reakcją lekarzy na zmiany u bohatera – jaki lekarz pozwoliłby wypisać się na żądanie tak niezwykłemu przypadkowi medycznemu? No ale potem wyszło na to, że jednak wszystko dzieje się na prawdę. Tak jak w "Innych Pieśniach" można było zmieniać formę rzeczywistości siłą swojej osobowości, tak Sebastian zmuszał siłą swego obrzydzenia i skrajnie niskiej samooceny. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej tym bardziej zgrzyta zachowanie lekarzy. No trudno. Nic nie jest doskonałe.

Czyli – dziękuję Katii za kolejny, znakomity tekst. Fakt, po przeczytaniu poczułem się źle. Ale to dobrze ;-) Tym lepiej, jeśli opowiadanie wywołało żywą dyskusję.

A na przyszłość, idź za radą Cobolda. Słusznie prawi. To Twoja twórczość (tak, twórczość, nie pisanina) i tym bardziej należy jej bronić. Jest czego.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie wiem co masz z tym “walnie”? Dwa razy występuje. Powinno być walenie.

Kerszi

Motyw pedofila niszczonego wewnętrznie przez to co robi/walczącego z tym, nie jest przecież nowy, było w filmie, było w literaturze itp. więc aybacz rybaku, nie trafiają do mnie Twoje argumenty. A niszczenie młodych ludzi tutaj? Polecam sadistic, heavy-r, albo inne gówno, tudzież poszperać w darknecie, co niestety teraz jest łatwe i ogólnldostępne.

 

Jestem muchą to bardzl dobrze napisane opowiadanie, ciekawe i wciągające. Każdy myślący czytelnik dostrzeże tu pogardę dla pedofilii (a ci niemyślący to się chyba czytaniem na portalu i tak nie parają). Zresztą nie ma tu jakichś drastycznych obrazów (jak np. w American Psycho).

A motyw fantastyczny jest i to dobry motyw, zręcznie wpleciony w realia.

 

Tyle ode mnie, nic mnie tu nie zbrukało. A nastolatkowi mogłoby wręcz dać do myślenia.

 

Popeiram uwagę cobolda, Katiu zwolnij z dodawaniem opowiadań  :) Daj im odleżeć  i podejmuj przemyślane decyzje (ale nie rezygnuj z pisania) :)

 

A i jeszcze googlowałem wypowiedź funa i polecam zaoznać się z tym fragmentem wywiadu z aktorem (Przemysław Bluszcz):

 

(Link do całości) http://publicystyka.lca.pl/legnica,news,36463,Sztuka_jest_po_to_zeby_przekraczac_granice.html

 

"*Jest taka (rola), której byś nie zagrał?

– Nie. Zależy z kim, zależy za ile. (sic.)

*Zaczynasz gwiazdorzyć.

– Nie, po prostu nauczyłem się szanować czas swój i innych i zawód, który uprawiam. Sztuka to terytorium ryzyka, nigdy nie będziesz mieć pewności co do efektu twoich działań. Przyjmujesz rolę w jakimś filmie i masz wątpliwości a propos reżysera, scenariusza. Masz na to jakiś wpływ w teatrze, a w filmie jesteś tylko częścią ogromnej machiny. Klaps, stop, dziękuję, może pan jechać do hotelu. Później się zmontuje, nie wiadomo jak się zmontuje. Ale nie ma chyba też takiej roli, której bym odmówił, bo wydaje mi się, że w sztuce nie ma granic i choćby to była najbardziej podła z ludzkich postaci, to jeśli ona ma czemuś służyć, jeśli ma opowiedzieć jakąś historię, jeśli ma kogoś wzruszyć, czy wstrząsnąć kimś to ja nie mam nic przeciw. Sztuka jest po to żeby przekraczać granice.

*I niech to będzie podsumowaniem naszej rozmowy, za którą dziękuję.

Przemysław Bluszcz– polski aktor teatralny (Teatr Ateneum), filmowy i telewizyjny. Grał m.in. w takich filmach jak: Skazany na bluesa, Mała Moskwa, Świadek koronny , Made in Poland, Zero, Jesteś bogiem. Widzowie kojarzyć go mogą także z seriali , Na dobre i na złe, 39 i pół ,Odwróceni, Czas honoru, Przepis na życie czy Paradoks."

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ach… Napisałam tekst, który mnie przerósł i zestresował :( Nie wiem do końca dlaczego, może dlatego, że skończyłam psychologię (gdzie między innymi pisałam pracę o psychice i motywach działania Zdzisława Marchwickiego), ale lubię na potrzeby swoich tekstów wchodzić w różne, często mocno zabłąkane jednostki. Może jest to dla mnie jakaś forma ucieczki przed własnymi demonami, których nawet jeszcze nie do końca zidentyfikowałam. Jednakże nigdy nie mam zamiaru tłumaczyć przestępców lub darzyć ich empatią. Po prostu wydaje mi się, że jeśli zrozumiemy “zło”​ będzie łatwiej nam z nim walczyć. Tak czy inaczej bardzo przepraszam, jeśli obraziłam czyjeś uczucia, tak jak uczucia Rybaka. Pedofilia to bardzo drażliwy i bolesny temat, więc jestem w stanie zrozumieć mocne oburzenie i sprzeciw w tym obszarze.

 

Darcon – ​oczywiście bardzo mnie cieszy, że wróżysz mi karierę pisarską, z drugiej strony tak szybko tworzę, że trochę się boję, że za chwilę się wypalę. Tak czy inaczej jesteś jedną z osób, dzięki którym do tej pory z pisania nie zrezygnowałam.

 

Dogsdumpling – ​zgodzę się, że postacie drugoplanowe i reakcja otoczenia na fizyczną zmianę w muchę wypadały sztucznie. Myślałam, żeby zostawić to jedynie w sferze umysłowej Sebastiana, ale z drugiej strony ta fizyczna mucha miała na celu bardziej pokazać jego zniesmaczanie samym sobą, no i poza tym jest to portal z fantastyką, więc obecnie pisząc teksty od razu zakładam jakiś motyw nadprzyrodzony… I oczywiście przecinki :(:(:(

 

Cobold – ja mam problem z wolnym pisaniem i czekaniem jak się odleży. Teksty, które powstały, kiedy się wycofałam ze strony, na tym etapie już w ogóle mi się nie podobają. Tak czy inaczej postanawiam mieć szacunek do czytelnika i już nigdy więcej tekstów nie usuwać. A scena ze szpitalem rzeczywiście wyszła nienaturalnie…

 

CountPrimagen – cieszę się, że tekst Cię zainteresował i że ogólnie oceniasz go na plus. Respirator zaraz zmienię… A przecinki to dla mnie koszmar :(:(:(

 

Kerszi – ​zaraz poprawię “walenie”…

 

Thargone – to “jak”​ na pewno muszę poprawić. Odnośnie wczuwania się napisałam powyżej. Motyw fantastyczny chyba rzeczywiście jest trochę naciągany… I cóż, mogę Ci jedynie podziękować za miłe słowa i wsparcie w pisaniu. Jest mi niezmiernie miło, że lubisz czytać moje teksty. Przecinki :(:(:(

 

Finkla – ​zgadzam się, że tekst do miłych nie należy, ale coś czuję, że taka faza do mnie nadciągnęła… Dziękuję za klik. Przecinki :(:(:(

 

Mytix – cieszę się, że Ty jako ojciec małych dzieci, nie potraktowałeś teksu jako próby tłumaczenia bądź propagowania pedofili. A zwolnienie z publikacją opowiadań… Ach… Ja się bardzo cieszę, gdy ktoś mój tekst przeczyta, a gdy mu się spodoba, to mam lepszy humor, więc… Poza tym jak za długo nad opowiadaniem myślę, to nic dobrego z tego nie wychodzi. Tak jak z tymi tragicznymi przecinkami. U mnie prośba o zwolnienie to jak prośba, żebym przestała być sobą. Ja nawet szybko chodzę, ba bardzo szybko. Trochę jak wariatka…

 

Ps. Mam do wszystkich taką prośbę. Czy moglibyście mi coś doradzić odnośnie interpunkcji. Jak się jej nauczyć? Na wyczucie u mnie w ogóle nie działa. I tak, jak w innych kwestiach myślę, że zrobiłam postęp, tak przecinki są ciągle na tym samym tragicznym poziomie… :(:(:(

Myślę, że ten tekst byłby dojrzałym zmierzeniem się z tematem, gdybyś odważyła się, Katiu, wpleść weń równie empatyczne opisy głębokich odczuć, strachu, przerażenia, bólu i śmierci nieletnich ofiar biedactwa pana Muchy. Strach? To jak to jest? Bawienie się złem dla samego bawienia się? Czy testowania odbiorców, pani psycholog? A tymczasem.., Przywrócenie proporcji zatrważa? Symetria empatii boli i odstręcza? No właśnie, a szkoda, bo może i Ty, i entuzjaści empatyzowania z nieusprawiedliwialnym złem, mieli jakikolwiek przyczynek do pogłębionej refleksji. Tyle.

 

Ty, i entuzjaści empatyzowania z nieusprawiedliwialnym złem

Rybaku, gdzie ty tu widzisz zwolenników empatyzowania z nieusprawiedliwionym złem? Nie podobają mi się twoje wycieczki osobiste w stosunku do autorki i czytelników. Nie podoba mi się osądzanie autora na podstawie tego, co napisał. I dodam jeszcze dla jasności, że nie podoba mi się pedofilia, a jak bym takiego skurwiela dorwała, to udusiłabym go gołymi rękami. Jeżeli masz ochotę cokolwiek osądzać, to skup się na tekście. Tyle.

równie empatyczne opisy głębokich odczuć, strachu, przerażenia, bólu i śmierci nieletnich ofiar biedactwa pana Muchy

Mam wrażenie, że komentujesz jakiś inny tekst, który jest tylko w Twojej głowie. Poza tym powtarzam – ja tu żadnej empatii nie widzę. Perspektywa to nie empatia. Agatę Christie też potępiasz za “Zabójstwo Rogera Ackroyda”?

Poza wszystkim, Rybaku, zauważ, że sam umieściłeś na portalu opowiadanie, które może obrażać uczucia religijne niektórych czytelników. Kiepskie Ci to daje papiery na stawianie się w roli sumienia portalu.

Katiu, spróbuję potem pomóc z przecinkami. Wyłapię trochę błędów, trochę wytłumaczę :)

Rybaku,

mam dwa pytania:

  1. czy próba spojrzenia na zło z innej perspektywy zmienia jego istotę?
  2. czy próba zrozumienia zła czyni nas złymi?

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Rybaku, ze śmiercią dzieci to pojechałeś. W większości przypadków ofiary w ogóle nie wiedziały, że coś jest nie tak. Wujek rozebrał siostrzenicę przed spaniem i uciekł do łazienki. Pewnie dziewczynka trochę zmarzła, ale chyba nawet nie zauważyła, że przechodzi traumę. Dzieci podglądane przez okno – nic. Najgorzej miała dziewczynka przywiązana do krzesła, ale nawet ona mogła się nie zorientować, że chodzi o seks.

Babska logika rządzi!

Umieściłem na początku opowiadania notkę, która bezwzględnie powinna się tam znaleźć.

I JeRzy uciął dyskusję i dobrze.

A dalej to już prosimy o uwagi do tekstu a nie do tematyki. I podzielam zdanie Finklii.

 

Katiu, z przecinkami chociaż bym chciał, to mam ten sam problem :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Moim zdaniem to ostrzeżenie jest mocno na wyrost. Do warsztatu i prowadzenia narracji nie mam żadnych zarzutów: to najmocniejsze strony tekstu. Mam jednak wrażenie, że podeszłaś do tematu w zbyt płytki sposób. Bo oprócz ciągłych, trochę nużących, pojękiwań bohatera, że jest bezużyteczny, niewiele tu jest. Raczej wszyscy wiemy, że pedofilia to nie jest normalne zjawisko, a osoby się tym zajmujące mają dość poważne problemy z osobowością. Zabrakło mi czegoś, co rzuciłoby mną w ścianę, sprawiło, że popatrzyłbym na tę kwestię z innej perspektywy. Równie ciężko mi było współczuć głównemu bohaterowi, jak i go nienawidzić. To tylko moje zdanie, jak widać, niezbyt zgodne z opinią większości. 

Podsumowując, czytało się naprawdę dobrze, ale tekst nie wywołał we mnie żadnych uczuć. Mam jednak jeszcze trochę Twoich opowiadań w kolejce, więc mam nadzieję, że reszta przypadnie mi do gustu :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Sebastian zaczął uczęszczać na terapię grupową, dwa razy w tygodniu spotykał się z psychiatrą. Powoli tracił wzrok. Jego gałki oczne stopniowo się powiększały. Lekarze nie byli w stanie powiedzieć dlaczego. Przepisali mu okulary na krótkowzroczność.

Sylwia na pierwszej wizycie, na której nie uważał się za muchę, z radości zalała się łzami.

– Zobaczysz, niedługo stąd wyjdziesz. – Trzymała brata za rękę. – Ja się tobą zaopiekuję. Wiesz, już między nami dobrze się układa.

Zwrotne czasowniki są kuszące, ale nie zawsze warto ulegać ich urokowi.

 

Mam w kolejce katiowe opowiadanie nominowane za styczeń, ale zajrzałem najpierw tu, zwabiony dyskusją w komentarzach. I chociaż absolutnie nie widzę tutaj aprobaty dla pedofilii, tak jak sugeruje Rybak, nie widzę też jakiegoś jednoznacznego potępienia. Bo chociaż Sebastian zdaje sobie sprawę z istnienia swoich demonów, to niewiele robi, by się im przeciwstawić. Brnie w to coraz głębiej, czego kulminacją jest obrzydliwa scena z przywiązaniem dziewczynki. I niby na końcu umiera, “płaci karę”, ale cóż to za zapłata, gdy robi się straszne rzeczy, a później po prostu ucieka – ucieka z tego świata?

Krótko mówiąc, tekst nie wzbudził we mnie żalu, smutku, współczucia; cała paleta emocji pozostała nietknięta. Może za wyjątkiem obrzydzenia. Ale gdybym chciał się obrzydzić, nie czytałbym opowiadania, wszak da się to zrobić skuteczniej.

Fun – ​dziękuję bardzo :)

 

JeRzy – dziękuję i przepraszam, że sama tego nie zrobiłam.

 

Soku, MrBrightside – doskonale rozumiem, że tekst mógł się Wam nie spodobać. Polecam swój poprzedni tekst: “Zrobisz mi zdjęcie?” – ​przeciwieństwo tego, lekko i na luzie :)

Powiedzmy sobie szczerze. Opowiadanie wzbudziło tak naprawdę niewielkie kontrowersje. Mieliśmy jeden oburzony głos czytelnika i ogólną aprobatę portalowiczów, broniących wolności myśli i wypowiedzi. Zwłaszcza wolności wypowiedzi pisarza. Popieram. I ja również nie czuję się specjalnie oburzony treścią czy tematyką „Jestem muchą”. Można pisać o wielu rzeczach, autor ma prawo rozprawiać się z tematami, które go nurtują. Katia zrobiła to z zachowaniem umiaru, nie przekraczając w sumie granicy dobrego smaku, a ledwie na niej balansując. To, że przełamała jakieś (bardziej czyjeś) tabu, to jej prawo, prawo każdego twórcy. Pojęcie tabu jest zresztą bardzo względne. I jak ktoś zauważył wcześniej, nie należy mylić poglądów autora z tym, co opisał w swoim dziele.

Moje odczucia w stosunku do tekstu są jednak ambiwalentne. Z jednej strony mamy ciekawe spojrzenie na trudną problematykę, napisane bardzo sprawnie, literacko na poziomie, warsztatowo (poza kilkoma potknięciami i kiepską interpunkcją) też bez zarzutu. Pochwalić można język, styl, kompozycję i nawet sam pomysł. Napisałaś ten tekst bardzo dobrze, Katia.

Jednak mój główny „zarzut” dotyczy samej idei tego opowiadania. Rozumiem alegoryczność (w finale bardzo dosłowną i urealnioną), widzę nawet jakieś nawiązanie do kafkowskiej „Przemiany”. Ale ja zwyczajnie nie takich tekstów szukam i oczekuję na tym portalu. Wspominałem o tym moim „rozczarowaniu” już po ukazaniu się w krókim czasie kilku tekstów poruszających podobne zagadnienia – wykorzystywanie dziecka przez ojca. Obok tego mieliśmy w ostatnich miesiącach opowiadania z gwałtami w tle, molestowaniem, z jakimiś innymi zboczeniami czy onanizowaniem się przy truchłach zwierząt itd.. Czy to kwestia zainteresowań autorów (psychologia, socjologia itd.) czy może próba wstrząśnięcia czytelnikiem? Wywołania silnych wrażeń? Zagrania na mocnych nutach? Nie wiem.

Ja osobiście (i to tylko moje zdanie) wolałbym czytać i zachwalać na tym portalu opowiadania na wskroś fantastyczne i poruszające mnie przez granie na zupełnie innych tonach, w inny sposób, i bardziej fantastycznie. Chciałbym się przejmować jak podczas czytania „Piaseczników”, wzruszać jak przy lekturze „Bezdusznych równań” czy „Gdyby matka wiedziała”, zachwycać jak przy „Róży dla Eklezjastesa”, “Śmiercionautach”, „Bramach jego ust…”, „Terminusie”, „Falach na morzu Diraca”, “Mgły odpływają o świcie”, czy „Opowieści łaskawcy”. A jeśli wzdrygać podczas czytania to przy prawdziwej fantastyce jak np. „Więzy krwi”. I dlatego zawsze z przejęciem przeczytam i będę potem rozmyślał nad opowiadaniem s-f i fantasy Bellatrix, Cobolda, Ochy, Joseheim, Finkli czy Cerlega tekstach z pogranicza. Bo oni bez trudu poruszają za struny mojego pudła rezonansowego bez uciekania się do opisów molestowania, perwersji, obrzydliwości, gwałtów itp. A jeśli już zahaczą o taki temat to jednak inaczej, jak np. Fun w „Diabeł albinos…”.

A teraz możecie mnie zjeść i nawet pogonić w diabły.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr.Maras – doskonale rozumiem o co Ci chodzi. I z pewnością mój tekst nie spełnia, tego czego oczekujesz od fantastyki. I myślę, że może powinnam dodawać swoje opowiadania na innym portalu, tylko nie za bardzo wiem, na jakim… :(

Katia72 – załóż swój portal :) albo wydaj zbiór opowiadań :) PS: lubię Twoje teksty.

Stań się, kim jesteś.

Spokojnie możesz dodawać je tutaj, każdy tu szuka czego innego. I nie możesz kierować się pojedyńczymi opiniami.

Ja np. nie lubię Kinga, nie trafia do mnie, niczego nie mogę doczytać do końca ;)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Z tym Kingiem jest ciekawa sprawa – albo zwyczajna – po prostu zestarzał się chłop :)

Stań się, kim jesteś.

Mytrix – to dobrze. Kinga nie czyta się dla zakończeń; prawdopodobnie masz lepsze wrażenia z lektury niż większość ludzi, która skończyła. :D

No… dla mnie np. Ręka Mistrza to mistrzostwo przez pierwsze 200 stron, kolejne 100 jest słabsze, resztę niech pożrą robale! I on dostał za to jakąś mega ważną nagrodę

Stań się, kim jesteś.

Ręka mistrza mnie zniszczyła ostatnimi 50 stronami. Buduj napięcie przez 500 stron, a potem walnij jakieś boginki z butelki. A jak wyjechał z zawałem na Karaibach, czy gdzieś, to myślałem, że rzucę książką o ścianę. :D

Dla mnie dowcip o pierdzącym skunksie-Francuzie ujętym jako przejaw międzynarodowego poczucia humoru było ciosem znacznie poniżej mojej tolerancji

Stań się, kim jesteś.

Bardzo dobre zakończenie mają Langoliery

Stań się, kim jesteś.

Piotrze, cieszę, że lubisz moje teksty, ale z założeniem portalu, na który będzie ktokolwiek zaglądał to nie taka prosta sprawa…

 

A Kinga kiedyś bardzo lubiłam :)

Hah, z Kinga można wyrosnąć ;)

Stań się, kim jesteś.

Bardzo porządne opowiadanie i nie ukrywam, że czytałam je z przyjemnością, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak brzmi takie wyznanie. Poruszyłaś problem znany, ale przedstawiłaś rzecz z punktu widzenia Sebastiana i muszę powiedzieć, że właśnie ta perspektywa sprawia, że opowiadanie, choć szczególne, okazało się dla mnie tak zajmujące.

Katio, dołączam do grona bardzo usatysfakcjonowanych czytelników.

Aha, i że też nikt nie potępił Maćka bijącego Sylwię…

 

A skrzy­dła, takie jak na bal prze­bie­rań­ców, kupił w ob­ni­żo­nej cenie w Ga­le­rii Han­dlo­wej. –> …kupił po ob­ni­żo­nej cenie w ga­le­rii han­dlo­wej.

 

– Ej, eks­hi­bi­cjo­ni­sta to chyba po­ka­zu­je człon­ka, a ten swo­je­go chowa, jakby się bał, że zaraz mu go ktoś ukrad­nie, – Zamiast przecinka na końcu zdania powinna być kropka.

 

Takie same, które wi­dział u babci na wsi. –> Raczej: Takie same jak te, które wi­dział u babci na wsi.

 

Za­czął jak ognia uni­kać pły­wa­li, pla­ców zabaw… –> Literówka.

 

Dzie­ci, ro­ze­śmia­ne, ska­czą­ce, ga­nia­ją­ce się w bier­ka… –> Raczej: Dzie­ci, ro­ze­śmia­ne, ska­czą­ce, bawiące się w bier­ka

Nie wydaje mi się, aby można było ganiać się w coś, a jeśli już, to co najwyżej w kółko.

 

Se­ba­stian wal­czył ze sobą, by się na nie gapić, ale to było sil­niej­sze od niego. –> Pewnie miało być: Se­ba­stian wal­czył ze sobą, by się na nie nie gapić

 

wpa­try­wa­ła się w czuby te­ni­só­wek , a potem… –> Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

a sam sta­nął na­prze­ciw­ko i po pro­stu się pa­trzył. –> …a sam sta­nął na­prze­ciw­ko i po pro­stu pa­trzył.

 

masz po­li­czyć do stu. Tylko wolno. Na głos. Jak już skoń­czysz, mo­żesz zdjąć opa­skę i wyjąć chust­kę z buzi. –> Czy dziewczynka mogła liczyć na głos, skoro była zakneblowana?

 

za­ło­ży mu kaj­dan­ki i za­bie­rze do wie­zie­nia. –> Literówka.

 

Czyż ludz­ka istot­na by­ła­by zdol­na zra­nić dziec­ko? –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No no no… masz już trzy teksty nominowane do piórek w tym miesiącu, Kasiu :)

Stań się, kim jesteś.

Reg – ​niezmiernie mi miło, że tekst Ci spodobał i jesteś usatysfakcjonowana z lektury. Jak zwykle bardzo dziękuję za wyłapane błędy. Za chwilę je wszystkie skoryguję :)

 

Piotrze – ​między innymi dzięki Tobie :)

 

Dziękuję i życzę miłego dnia.

Jak zawsze dobrze operujesz emocjami, ukazujesz brud i nędzę Sebastiana. Językowo operujesz świetnie uczuciami i urealniasz bohaterów.

Tylko jest ten sam problem, co zauważyłem pod jakimś wcześniejszym opowiadaniem – że przesadzasz w ilości negatywnych uczuć w tekście. Chodzi o to, że w pewnym momencie dosięga mnie apatia, bo wszystkich spotyka tylko co najgorsze i po n-tym razie ciężko mi już się przejąć czyikolwiek losem w tekście, choćby nie wiem jak straszny był. To tak jak z każdym innym uczuciem – przesłodź romans, a czytelnicy będą wymiotować tęczą i cukrem, zrób z odważnego barbarzyńcy bohatera, który każdy problem rozwiązuje toporem, a nie będzie postrzegany jako dobra postać :)

Co do przecinków: ja sobie wypisałem i powiesiłem nad monitorem (czyli w pokoju, gdzie piszę najczęściej) listę łączników, przed którymi się stawia przecinek. Do tego parę innych uwag: że przed imiesłowami przysłówkowymi (zakończonymi na ”-ąc” i “-łszy”/”-wszy”) także, że przed wołaczami, że w wyrażeniach “albo (…), albo” oraz innych. I tak sobie wisi kilka kartek, które czytam przed każdym rozpoczęciem pisania. Wszystkich błędów to nie wyeliminuje, ale czuję, że jest lepiej, niż na początku :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan – ​dziękuję bardzo za komentarz. I wezmę sobie Twoją uwagę odnośnie przeładowywania negatywnymi emocjami do serca, pisząc kolejne teksty. Masz rację, że jak jest ciągle źle, źle, źle, to przestaje się to nawet zauważać…

I bardzo dziękuję za radę odnośnie przecinków. Skorzystam i utworzę sobie taki plik na pulpicie :)

Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia :)

Katiu, przejrzałem połowę tekstu, nie tylko pod kątem przecinków, ale też ogólnej stylistycznej łapanki, i dołączę do apelu Cobolda i Mytrixa: zwolnij. Rozumiem, że trudno przezwyciężyć pokusę publikowania co kilka dni, czym właściwie gwarantujesz sobie regularny dopływ komentarzy – a skoro dobrze piszesz, komentarze są pozytywne. Rozumiem, że to poprawia humor. Ale wierzę, że stać Cię na więcej niż biblioteka, więcej nawet niż piórka. 

Powinnaś dawać tekstom odleżeć. Co najmniej miesiąc. Mogłabyś się dzięki temu ustrzec wielu błędów. Jestem przekonany, że zyskałaby na teksty zyskałyby na tym nie tylko ze względu na poprawność językową. Może po miesiącu czasu spojrzałabyś z dystansu i usunęłabyś niektóre fragmenty, by zastąpić je innymi? Moim zdaniem, jeśli chcesz w niedalekiej przyszłości publikować opowiadania na papierze i wydawać książki, tego właśnie Ci trzeba: dystansu do własnych opowiadań. Wolniej, dokładniej, staranniej. 

Bał się, bo wiedział, że wraz z nim jego park przestanie być tylko jego.

Zaimki. “Z nim” → “ze świtem”?

Kobieta w płaszczu zakryła dłońmi twarz, tak jakby zobaczyła Diabła.

Przecinak raczej po “tak” niż przed. 

Chociaż pewnie dla niej widok nagiego mężczyzny, spokojnie siedzącego na ławce(-,) w parku, był gorszy od widoku Szatana.

Wzięła dziecko na ręce i zaczęła się szybkim krokiem oddalać.

A czemu nie po prostu “Wzięła dziecko na ręce i oddaliła się szybkim krokiem”?

A pudel wciąż ujadał, tylko z sekundy na sekundę coraz słabiej.

Przy przysłówkach szczególnie warto się zastanowić, czy coś wnoszą. Zwróć uwagę, że w tym zdaniu masz już “wciąż”.

Po chwili chłopak, tak na oko, może miał ze dwadzieścia lat, podszedł do ławki

Narrator wszechwiedzący, więc co będzie oceniał na oko? Jest kilka sposobów, by zapisać to zdanie zgrabniej.

Po chwili chłopak – na oko dwudziestolatek – podszedł do ławki.

Po chwili chłopak – miał może ze dwadzieścia lat – podszedł do ławki.

Po chwili chłopak, na oko dwudziestolatek, podszedł do ławki.

tylko od spodu, jakiś nastolatek przyczepił zużytą gumę do żucia

Co tu robi przecinek? Przecinki GENERALNIE używa się w trzech sytuacjach: 

1. Wymienianie, np. “Kupił chleb, marchewki, pietruszkę i buty”. Wielkiej filozofii nie ma.

2 Rozdzielanie zdań w zdaniu złożonym. Np. “Zrobił zakupy, po czym wrócił do domu”. Tu jest największa filozofia. Przypomnij sobie, czym jest orzeczenie. Najczęściej to po prostu czasownik w formie osobowej. I kiedy masz dwa czasowniki, gdzieś musi być przecinek. Oczywiście odróżnij orzeczenie od czasownika. “Idę kupić koszulę” – tu tylko “idę” jest orzeczeniem. Jeśli zrozumiesz gramatyczną anatomię zdania, interpunkcja nie będzie problemem. Poczytaj o rodzajach zdań, orzeczeniach, podmiotach, przydawkach itd.

3. Wtrącenia. Oddziela się je przecinkami z obu stron, jak są w środku zdania. Tak jak choćby w zdaniu z dwudziestoletnim chłopakiem, gdzie zrobiłaś to poprawnie, choć jak na mój gust trochę niezręcznie. Albo przekleństwa. “Zapomniałem, cholera, odebrać dzieci z przedszkola”. I wołacze. “W końcu poradzisz sobie, Katiu, z tą przeklętą interpunkcją!” ;)

Musisz wystrzegać się stawiania przecinków na czuja, gdy wydaje Ci się, że zdanie jest za długie. Czasem może dojść tyle przydawek, dopełnień i okoliczników (o których sobie poczytaj), że w zdaniu długim na dwie linijki nie będzie potrzebny przecinek!

Okrył nim, będącego przyczyną całego zamieszenia, delikwenta

Na przykład tutaj przecinki są zbędne. Fraza “będącego przyczyną całego zamieszania” nie jest wtrąceniem, lecz PRZYDAWKĄ. Zdanie istniałoby bez niej – bo zdanie wymaga przede wszystkim orzeczenia i podmiotu. Spróbuj sobie wyobrazić, jak bardzo można uprościć i rozbudować zdanie.

“Okrył” – podmiot jest domyślny, jakiś “on”. 

“Okrył delikwenta”.

“Okrył nim delikwenta”. 

“Okrył nim JAKIEGOŚ delikwenta”. Jakiegoś mogłabyś zastąpić przymiotnikiem, np. “brudny” → “Okrył nim brudnego delikwenta”. Czy w tym zdaniu stawiałbyś przecinek? No nie. Cała sztuczka polega na tym, by zrozumieć, że “będącego przyczyną całego zamieszania” jest jedną frazą, która funkcjonuje w zdaniu na takich samych zasadach jak “brudnego”.

Poczytaj też o imiesłowach – one są pułapką, jeśli chodzi o przecinki. 

Powinniśmy my mu jeszcze zabrać buty

krzyknęła, jeszcze na pożegnanie, pani

bez przecinków, z powodów jak wyżej

Muczkowski, to brzmi trochę jak Muchowski, a to prawie mucha.

dałbym: “…Muczkowski brzmi trochę jak Muchowski, a to prawie mucha”.

Sebastian już parę godzin siedział, w oświetlonym zbyt jaskrawo, pokoju

Tak samo jak wcześniej. Dałabyś przecinki, gdybyś napisała “siedział w szarym pokoju”? No nie. A “oświetlony zbyt jaskrawo” funkcjonuje na takich samych zasadach jak “szary”.

Zabrano mu skrzydła muchy.

Wiadomo, jakie skrzydła. A samo “zabranie skrzydeł” może mieć ciekawszy wydźwięk ;)

Przez pierwsze trzy miesiące, podczas spotkań z psychiatrą, nie udało się wydobyć z niego żadnych wartościowych informacji. Zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną, której nagłe wyzwolenie tłumaczono doznaniem wstrząsu psychicznego, z którym pacjent nie był w stanie sobie poradzić.

A czemu tak bezosobowo? “Nie udało się”, “zdiagnozowano”, “tłumaczono”. Samo się przecież nie zrobiło – lekarze zrobili. Może:

”Przez pierwsze trzy miesiące psychiatra nie zdołał wydobyć z niego żadnych wartościowych informacji. Zdiagnozował schizofrenię paranoidalną, której nagłe wyzwolenie tłumaczył wstrząsem psychicznym, z którym pacjent nie był w stanie sobie poradzić”. 

utrudniona komunikacja z Sebastianem, uniemożliwiała

bez przecinka

Jego leczenie polegało głównie na podawaniu leków neuroleptycznych atypowych.

Może “leczenie” zastąp “terapią” albo “leki” po prostu “neuroleptykami atypowymi”?

Pielęgniarka zrobiła zrezygnowaną minęwyszła.

Mężczyzna stał na środku pokoju i patrzył na zakratowane okno. Nagle poczuł silny ból głowy intensywny szum w uszach. Ukląkł i jak przez mgłę zobaczył siebie samego w ciemnym pomieszczeniu. Odrapane ściany, wybite szyby, gruz, a w rogu kilkuletnia dziewczynka przywiązana do krzesła, z opaską na oczachustach zakneblowanych zmiętą chusteczką. I on stojący naprzeciwko, ze spuszczonymi spodniami. On dotykający swojego członka, onanizujący się, płaczący. Przetarł dłonią twarzz całej siły uderzył czołem o podłogę.

Dużo konstrukcji z “i”. A powtórzeń konstrukcyjnych lepiej unikać tak, jak się unika powtórzeń wyrazów. Oczywiście bez przesady, ale tutaj w ogóle nie zwróciłaś na to uwagi. A piszesz na tyle dobrze, by myśleć o rytmie zdań, różnorodności itd.

Gdy się obudził(+,) poprosił o rozmowę z lekarzem.

Bo są dwa orzeczenia: obudził i poprosił.

– A kim jesteś? – psychiatra z uwagą wpatrywał się w pacjenta. Od czasu, gdy tu przybył, twarz Sebastiana zrobiła się dużo bardziej pociągła.

Psychiatra z dużej z racji zasad zapisywania dialogów. No i potem masz zgubiony podmiot: gdy kto przybył, psychiatra? 

i tak już bardzo obfite owłosienie, prawie się podwoiło

Bez przecinka. Nie ma ani dwóch orzeczeń, ani nie wymieniasz, ani nie wtrącasz. 

Powoli tracił wzrok. Jego gałki oczne stopniowo się powiększały. Lekarze nie byli w stanie powiedzieć dlaczego. Przepisali mu okulary na krótkowzroczność.

Tracił wzrok w sensie ślepł? Lepiej by się nadało “Widział coraz gorzej”. 

co… Co uwolniło chorobę, ale teraz bierzesz leki.

Zerknij do wątku o wzajemnej pomocy językowej. Tam pisaliśmy o dużych literach po wielokropkach.

Wiesz(+,) jest za twarde.

Dwa orzeczenia: wiesz i jest. 

Proszę(+,) uspokój się.

jak wyżej

Stał i patrzył na krowi placek. Roiło się na nim od much. Brzęczały, wznosiły się w powietrze i z powrotem opadały. Wyglądały na bardzo zadowolone. Przynajmniej jego zdaniem. 

Tak to wyszło z podmiotami, że krowi placek miał własne zdanie ;D

Nie czuł żadnego pociągu fizycznego do kobiet, ani do mężczyzn.

Bez przecinka przed “ani”, chyba że napisałabyś tak: “Nie czuł żadnego pociągu fizycznego ani do kobiet, ani do mężczyzn”. A swoją drogą, czy to “żadnego” coś tu wnosi, czy bez niego zdanie ma ten sam wydźwięk? ;)

tak naprawdę myśląc, że zarówno te małe, jak i duże są obrzydliwe, tak obrzydliwe, że gdy wyobrażał sobie, że ich dotyka, zbierało mu się na mdłości. Ale przed innymi silił się na uśmiech, jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę, że połowa klasy podejrzewa, że jest gejem.

Duże natężenie “że”. To też powtórzenie na poziomie konstrukcji zdań. 

Bo… On był muchą.

Jak wyżej, zerknij do wątku o pomocy językowej.

Zaczęła uczyć w szkole, w tej(+,) do której chodziła teraz Natalia.

Tutaj zawodzi nieco zasada 3 rzeczy, gdy trzeba myśleć o przecinkach. Ale łatwo to wytłumaczyć, bo można wcisnąć kropkę i zostanie sens. “Zaczęła uczyć w szkole. W tej, do której chodziła teraz Natalia”. 

mniej więcej, co dwa lata, zmieniał pracę.

Bez przecinków.

Fun – ​jestem Ci niezmiernie wdzięczna za wyłapanie tych wszystkich błędów i komentarze do nich. Zaraz biorę się do poprawy tekstu i analizy tego, co napisałeś…

A jeśli chodzi o moje teksty… Pisanie mnie uspokaja, chyba nawet bardziej niż rysowanie. Pozwala mi uciec przed przygnębieniem, chaosem, depresją… I chyba piszę nie po to, żeby móc wydawać swoje opowiadania… Sama obecność na tej stronie mnie cieszy. Może jest to bardzo egoistyczne i egocentryczne, ale ciągle potrzebuję uwagi innych osób, jak małe dziecko. A moje teksty są częścią mnie i jeśli są czytane lepiej się czuję. I zwykle po paru miesiącach sama o nich zapominam.

Ponad to mój mąż nawet nie wie, że piszę, więc chyba byłby bardzo zaskoczony, gdybym miała coś wydać :)

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.

Nuda, panie, nuda! Jakieś przecinki, i, konstrukcje zdań, normalnie ziewałem cały czas. Jest pan młody, panie Fun, to wziąłby się pan za robienie dzieci, na przykład. Przyrost naturalny słaby, albo kartę walentynkową wypisał, lepiej. A nie przecinki z czyjejś książki. Normalnie młodzi strasznie leniwi teraz, tylko siedzieć i nic nie robić. ;)

Pozdrawiam.

Przeczytałem, spodziewając się jakichś strasznych rzeczy (popełniłem ten błąd, gdzie przeczytałem najpierw komentarze, a potem opowiadanie), a po lekturze to w sumie nie wiem co mam myśleć. Motyw z zamianą w muchę fajny, narracja bardzo dobra, historia okej. Temat nienawidzenia siebie raczej często spotykany, tak samo jak pisanie z perspektywy osoby chorej. 

 

Klimat na dłuższą metę męczący, tak jakby auto pewnego dnia siadł i pomyślał “MUSZĘ napisać coś smutnego dzisiaj!”. Przejawem tego według mnie jest motyw siostry – po prostu nie ma “realistycznej” przygnębiającej historii bez przemocy w rodzinie. Tak jakby temat pedofilii sam w sobie nie był na tyle przygnębiający. Ale rozumiem, że taki też mógł być zamysł autora(ki), by wszystko było czarno-czarne.

 

Pozdrawiam!

Arkkev – ​dziękuję za przeczytanie i komentarz. I… rzeczywiście u mnie, niestety, czasem zdarzają się takie czarno-czarne dni i powstają takie teksty… Ale czasem bywają różowo-różowe… :)

Ale czasem bywają różowo-różowe… :)

Który na przykład?

:):):)

 

Anet teraz jestem w trakcie pisania lekkiego tekstu, takiej bajeczki… Tylko, no zobaczymy jak to wyjdzie. Boje się, że będzie nudno :) Myślę, że tak za tydzień skończę…

Bardzo jestem ciekawa, bo przyzwyczaiłaś mnie do raczej cięższych tekstów, sięgania do mrocznych historii, trudnych tematów. Czekam z niecierpliwością.

Zaglebianie się w takie odmęty musi być wyczerpujące. Że Ci się chce, upf… ;)

 

Co do tekstu, to czytało się świetnie. Masz swój wciągający styl.  W sprawie treści, niestety stwierdzam, że ukazanie problemu z tylko jednej strony ujmuje opowiadaniu tak bardzo, że źle je dobieram. 

A do tego czytając, nie mogłem się pozbyć skojarzenia z Goldblumem zmieniającym się w muchę. ;)

Blackburn, dziękuję za przeczytanie i komentarz, i będę mieć na względzie uwagę o jednostronności, pisząc kolejne teksty. Pozdrawiam serdecznie.

Katiu,

Jest to już trzecie Twoje opowiadanie, które czytam i muszę przyznać, że wyspecjalizowałaś się w cięższych klimatach. A w zasadzie to chyba tylko tego typu prozę piszesz :)

Podobnie jak obrazy Beksińskiego (wspomniane powyżej) Twoje pisanie, a jakże, podoba mi się, ale mam wrażenie, że pomimo, że patrzę na kolejny już obraz, widzę to samo (wciąż bardzo dobre) dzieło.

Nie wiem czy to zaleta, czy wada, ale mam takie wrażenie po prostu. Pytanie…co dalej?

Myślę, że kolejnym stopniem Twojego rozwoju może być próba pisania o tego typu tematach (damsko-męskich, życiowych, obyczajowych etc.), czyli ‘ciężkich’, w sposób lekki. 

Osobiście znajduje tego typu styl u Orbitowskiego na przykład. 

Na razie epatujesz emocjami, jak dla mnie zbyt wprost. Jest to zaiste kunsztowne, ale nie jest to na razie ten poziom, gdy na pozór nieznaczące zdanie, dopiero po chwili kiełkuje w umyśle czytelnika i tylnymi drzwiami wprowadza niepokój ;)

Co do tego konkretnego opowiadania to zgrzyta mi tutaj ciężar tematu z motywem przeistaczania się w muchę. Osobiście wolałbym albo opowiadanie, na temat pedofilii odarte z motywów fantastycznych, albo opowiadanie fantastyczne.  

Niemniej, uważam że ogólnie rzecz biorąc piszesz całkiem nieźle :)

Katiu, 

I jeszcze słowo a propos rysunku – całkiem niezły :) 

 

 

Cichy0, dziękuję i oczywiście cieszę, że Twoim zdaniem nieźle piszę. Mam też trochę lżejszych tekstów i w kolejnych postaram się trochę ograniczyć emocje… Bo chyba rzeczywiście w tej chwili moje opowiadania są zbyt prostolinijne. 

Pozdrawiam serdecznie.

Ten tekst czytałam swego czasu na raty…oczywiście nie dlatego, że był długi, bo przecież nie był. Zapamiętałam go jako bardzo dobre opowiadanie, którego nie chcę czytać…Ani pamiętać. Jednak zrobiłam jedno i drugie, przeczytałam i zapamiętałam. Niesmak po lekturze skłonił mnie jednak do pewnego podstępu: pomyślałam, że skoro tak podoba mi się to, w jaki sposób piszesz, to może inne Twoje teksty wydadzą mi się tak samo dobre, ale nie będą traktowały o czymś tak paskudnym – i wtedy będę mogła z czystym sumieniem zapiać z zachwytu… No więc zajrzałam do kilku innych, ale wygląda mi na to, że, stety niestety, Mucha mocno odstaje in plus jako utwór literacki. I co robić? Nie wiem. Może chodzi o to, że zdając sobie sprawę z tego, że temat jest delikatnie mówiąc trudny, tym bardziej uważałaś na wszystkie elementy, szlifowałaś z tym większym poświęceniem, mocno się przyłożyłaś, żeby mu dać rację bytu i przemycić robaka. No i udało się. Życzę Ci więc, żebyś ten sposób pisania zachowała i żeby Ci służył wiernie do Twoich przyszłych zamierzeń, z poruszaniem trudnych tematów włącznie. Tylko…litości…zastawiaj trochę mniej kaleczące pułapki :P :) <bierze packę i zabija łażącą po ekranie muchę> 

;)

Blue_Ice – dziękuję bardzo za komentarz, ten tekst rzeczywiście się wybija na tle moich innych opowiadań… Ale chyba przede wszystkim dzięki treści. Jeśli chodzi o szlifowanie to nad ostatnim pracowałam trzy tygodnie, a nad muchą niecałe cztery dni… Więc sama nie wiem, od czego to zależy. U mnie raz do przodu, raz do tyłu, tak nierównomiernie :( I z warsztatem i z treścią :(

Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia :)

Nowa Fantastyka