komentarze: 34, w dziale opowiadań: 31, opowiadania: 27
komentarze: 34, w dziale opowiadań: 31, opowiadania: 27
L.Keller ćwiczenie czyni mistrza, więc Twoja świadomość i chęć pracy nad tym na pewno przyniosą efekty. W tym tekście już widzę duże możliwości i czekam z niecierpliwością na kolejne opowiadania. 
Cieszę się, że sygnaturka przykuła Twoją uwagę. :)
Pozdrawiam serdecznie.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
„wprost przeciwnie do niego”
Dla mnie brzmi jakoś niezgrabnie, co powiesz na: „Beelz natomiast, w przeciwieństwie do niego, coraz bardziej gorzkniał” ?
„Ludzie rozmawiali, kelnerka się krzątała, muzyka grała a śmiechy raz po raz rozbrzmiewały z różnych kątów tłocznego lokalu.”
Brak przecinka przed „a”.
„Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.”
Niespeszony? Może lepiej niezrażony.
„Na początku gdy pierwszy raz zaobserwowano je koło wiosek i miast to wezwano oczywiście straż”
Przecinki :) Powinno być: „Na początku, gdy pierwszy raz zaobserwowano je koło wiosek i miast, to wezwano oczywiście straż”
„Tak panie At Avarus”
Brak przecinka po „tak”: „Tak, panie At Avarus.”
„Odparł roztargnionym głosem Varnan.”
Może lepiej będzie brzmieć: „Odparł Varnan roztargnionym głosem.”
Tekst jest ciekawy i wciągający, z dobrze zarysowanymi postaciami i klimatem. Warto jednak wprowadzić kilka poprawek stylistycznych. Po dopracowaniu będzie jeszcze lepszy! 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Początek trochę się dłużył, miałam wrażenie, że tempo jest wolniejsze niż bym chciała, ale od chwili, gdy Łucja wyszła z kryjówki, historia zaczęła mnie naprawdę wciągać. Fajnie budujesz atmosferę napięcia, zwłaszcza w scenach ukrywania się i konfrontacji z potworem. Dla mnie najciekawszy był właśnie moment rozmowy Łucji z bestią, gdy odpowiadała potworowi jego własnymi słowami. Scena pokazała jej siłę i determinację, w przerażającej sytuacji w jakiej się znalazła. W całym opowiadaniu są fragmenty, które według mnie mogłyby zostać trochę bardziej rozbudowane. Np.: Łucja obserwuje rozpad potwora po ataku grupy mężczyzn. Opis zawiera emocje. Łucja odczuwa smutek i współczucie wobec istoty, która chciała ją zabić. Jednak sam przebieg zdarzenia jest dość skrótowy i szybki. Ogólnie dobre opowiadanie, miejscami do delikatnego dopracowania, ale pozostaje angażujące i warte przeczytania.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Cały tekst bardzo mi się spodobał.
Fragment:
Zapewne miałbym wkrótce z nią piekielne kłopoty, bo to jednak płeć piękna”
sprawił, że się uśmiechnęłam. Postanowiłam odebrać go jako piekielnie dobry komplement – oby tylko nie przysporzył Ci on zbyt wielu kłopotów! 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Czytając, mimowolnie stawiałam się na miejscu głównego bohatera i razem z nim podejmowałam decyzje, zaczęłam nawet przypisywać je bezpośrednio do swojego życia. Historia trzyma w napięciu i jest dość mroczna, nie pozwala oderwać się od czytania. Atmosfera jest gęsta od niepewności, a konflikty wewnętrzne bohatera czuje się niemal fizycznie. Początkowo odczuwa emocje związane z sytuacją, jednak z czasem zaczyna je tracić, co nadaje opowiadaniu dodatkowej głębi. Decyzja o niepodejmowaniu wyboru, choć wydaje się najrozsądniejsza, na pewno nie jest łatwa. Bardzo dobry i mocno psychologiczny tekst. :)
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Na początku miałam trochę trudność z wejściem w tekst, ale im dalej, tym było lepiej. Pomornik jest na tyle interesującą postacią, że zostawia pewien niedosyt , ale nie uważam tego za wadę. Całość broni się sama. Trzymam kciuki za kolejne teksty. ;)
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Bardzo ciekawe odzwierciedlenie trudności tworzenia, kiedy wyobraźnia zaczyna rządzić sama. To, że postacie się buntują, pokazuje, jak bardzo są żywe i autentyczne, aż za bardzo, skoro potrafią się zmaterializować. To trochę przerażające, ale też piękne, bo świadczy o tym, jak dobrze pisarka je stworzyła. Dziwi mnie tylko, że miały aż taką moc, żeby uśmiercić swoją stworzycielkę.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Podoba mi się, że muza nie jest prostą odpowiedzią ani gotowym rozwiązaniem. Nawet, gdy bohater ją odnajduje, musi jeszcze nauczyć się ją rozumieć i właściwie z niej korzystać. Bardzo podoba mi się kreacja świata i emocjonalna głębia bohaterów oraz ich autentyczność. :)
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Złamane serce i boskie intrygi – świetny smaczek. Pod humorem kryją się bardzo współczesne problemy: odpowiedzialność, konsekwencje obietnic i to, kto ostatecznie płaci ich cenę.
Pomysł kary dla mężczyzn za krzywoprzysięstwo uważam za fenomenalny. Idealnie trafia w stereotypy i męską dumę (wybaczcie Panowie).
Wizja, że najstarszy zawód świata mógłby nagle upaść? Aż nie chce się wierzyć. Wbrew pozorom dobrze jednak, że problem został szybko zażegnany .
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Byłam przekonana, że od początku chodzi o ludzkie dziecko i z tą myślą czytałam opowiadanie z narastającym wewnętrznym sprzeciwem. Obruszyło mnie to dążenie do idealności, odbieranie dziecku indywidualności i wciskanie go w gotowe standardy. Końcówka kompletnie mnie zaskoczyła, ale im dłużej o niej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że w kontekście obecnych czasów pasuje aż za dobrze.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Rezerwuję „Kobieta z grzywką”
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Nigdy wcześniej nie próbowałam swoich sił w pisaniu, ale cóż pomysł z obrazami tak mnie zaciekawił, że aż chcę się sprawdzić i wziąć udział w konkursie :)
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Opowiadanie czytało się lekko, dzięki przewadze dialogów, choć w kilku miejscach musiałam na chwilę się zatrzymać, żeby upewnić się, kto wypowiada daną kwestię. Akcja rozwija się szybko i płynnie, moment postępu choroby Pauli właściwie przemknął mi przed oczami, wręcz miałam wrażenie, że aż za szybko. Rozumiem zamysł, że Paula podąża za lisem, który ją prowadzi, a jej śmierć poza stacją jest jej świadomym wyborem, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiła mi się myśl, że ciekawie byłoby zobaczyć, co gdyby przeżyła albo gdyby jej ciało zostało poddane badaniom, zwłaszcza że przyjęła lek testowo. Oczywiście to tylko moje zdanie , bo finalnie szanuję Twój pomysł i sposób, w jaki poprowadziłaś tę historię.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Wykreowany przez Ciebie świat jest bardzo rozbudowany, a opisy naprawdę barwne. Starsza Detektyw to taka postać, którą po prostu łatwo polubić – głównie za jej nietypowość i charakter. Przyznam, że podczas czytania każde „fff” rozbrzmiewało mi w głowie bardzo mocno, do tego stopnia, że momentami odczuwałam lekki dyskomfort, co w zasadzie świadczy o sile oddziaływania tekstu. Liczyłam co prawda na bardziej rozbudowane śledztwo, bo rozwiązanie pojawiło się dość samoistnie, ale być może taki był właśnie zamysł. Mimo to opowiadanie czytało się przyjemnie i z zainteresowaniem.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
maciekzolnowski, również jestem z osób, które lubią horrory (zarówno oglądać, jak i czytać), ale znając siebie, mam poczucie, że jako główna bohaterka horroru mogłabym sobie nie poradzić. Czasami samo życie potrafi stać się horrorem i wtedy okazuje się, że ten gatunek jest nam bliższy, niż mogłoby się wydawać.
najbardziej lubię się bać w domu, kiedy wspomnienia pozostają, a ja jestm już bezpieczny
Jest w tym coś paradoksalnego, ale i pięknego : lubienie strachu, bo należy do przeszłości.Wspomnienia zostają, ale już nie ranią nas tak samo. Strach staje się częścią historii, nie jest już zagrożeniem.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Bardzo przyjemne i wciągające opowiadanie. Połączenie niewinnej estetyki misiów z brudną, burdelową tematyką to pomysł naprawdę nietuzinkowy, a do tego świetnie opisany. Wstawki tematyczne są użyte z wyczuciem i niejednokrotnie wywołały uśmiech na mojej twarzy. Czytałam z dużym zaciekawieniem, mimo że przeczuwałam, co może wydarzyć się w pokoju 101 to absolutnie nie spodziewałam się, że Coco Lino okazuje się używką pozyskiwaną z wnętrzności misiaczków.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
No cóż… z taką wizją w głowie w góry raczej szybko się nie wybiorę. Jest w tym coś niepokojącego, ale jednocześnie niezwykle klimatycznego i intrygującego 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Koala75 jasne, że możesz 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Dla mnie tekst jest całkiem ciekawy i przystępny w odbiorze, a końcówka delikatnie zaskakuje. Mam wrażenie, że to dobry punkt wyjścia do dalszego rozwinięcia historii i kariery bohatera, bo chybało prostu jestem ciekawa, kto by mógł się jeszcze u niego pojawić.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Historia okazała się dla mnie niezwykle wciągająca i poruszająca. Na początku dostajemy obraz pozornie prostej codzienności, związku borykającego się z problemami, dwojga ludzi, którzy stopniowo się od siebie oddalają, a łączy ich już właściwie tylko dziecko. Ta zwyczajność bardzo mnie kupiła, bo wydaje się autentyczna i bliska każdemu. Ogromnie podobał mi się sposób dozowania napięcia i niepokoju, zrobiłeś to naprawdę z wyczuciem. Groza narasta stopniowo, przez co tak mocno wciągnęłam się w historię, że byłam wręcz żądna kolejnych szczegółów. Motyw epidemii i przemiany matki w kogoś nie do poznania okazał się dla mnie szczególnie przejmujący. To już nie jest tylko strach przed zagrożeniem, ale ból wynikający z konieczności zmierzenia się z kimś, kogo się kochało, a kto staje się realnym niebezpieczeństwem dla najbliższych. Bardzo mocno poruszył mnie moment załamania bohatera, ta chwila, w której w obawie przed utratą ukochanej, od której się oddalił, zaczyna odczuwać do niej ogromną czułość. Świadomość, że to uczucie pojawia się zbyt późno, naprawdę złapała mnie za serce i zagrała na moich uczuciach. Ale identyczne uczucie obudziło się we mnie w kwestii determinacji ojca, który stara się ochronić swoje dziecko, nawet jeśli oznacza to podejmowanie bolesnych decyzji. Uważam, że cała historia jest świetnie przemyślana, napisana w bardzo przystępny, a jednocześnie emocjonalny sposób. Czytało mi się ją niezwykle przyjemnie.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Podoba mi się opisana wizja, która pokazuje, jak mocno AI może ingerować w nasze życie, do tego stopnia, że zaczyna praktycznie funkcjonować za nas, a my stajemy się przedmiotami w jej rękach, chociaż wydaje nam się, że to my nadal mamy kontrolę nad wszystkim, co dzieje się w naszym życiu. Jest to jednocześnie niepokojące, ale trafne spojrzenie na kierunek, w którym możemy zmierzać polegając tak mocno na sztucznej inteligencji. Wstawki humorystyczne spowodowały, że tekst czytało się naprawdę przyjemnie. 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Nie potrafię sobie wyobrazić bólu Natalii, która spotyka się z tym czymś, co kiedyś było jej mężem. Ta mieszanka rozpaczy i jednoczesnej chęci odnalezienia w tym wszystkim choć odrobiny życia świetnie pokazuje jak nadzieja potrafi być silniejsza niż rozsądek. Najbardziej zasmucił mnie jednak koniec historii – to, że Iwan ma wrócić na front w takiej formie, w jakiej jest teraz. Strasznie przeraża mnie myśl, że Natalia będzie musiała przeżywać stratę męża nie raz, nie dwa, a pewnie wielokrotnie, bo on ciągle będzie naprawiany i wysyłany z powrotem do walki.
Moje wewnętrzne przeczucie podpowiada mi, że tak naprawdę nigdy nie odzyska swojego męża. Naprawdę podziwiam, jak subtelnie i jednocześnie mocno zostały przekazane emocje.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Poruszyła mnie strata dziecka przez bohaterów tego opowiadania – to tak ogromny ból, że trudno go sobie wyobrazić. Wiem, że niejedno małżeństwo rzeczywiście zgodziłoby się na takie zaproponowane rozwiązanie, jeśli tylko dałoby im to choćby najmniejszą nadzieję, że ich dziecko wróci do nich
Pomysł pozyskiwania energii ze zmarłych umieszczonych w kryształach wydaje mi się niezwykle okrutny – bliscy tych osób, łudzeni nadzieją, są tak naprawdę krzywdzeni jeszcze bardziej, bo nie mają możliwości pogodzić się ze stratą, są zwodzeni fałszywymi szansami na odzyskanie swoich bliskich. Do tego dochodzą poważne kłopoty finansowe i emocjonalne, które jeszcze bardziej komplikują ich sytuację.
Kiedy myślę, że coś takiego mogłoby naprawdę mieć miejsce, ogarnia mnie lęk. Ta wizja jest tak niepokojąca, że trudno się od niej uwolnić nawet po skończeniu lektury.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Postać Szatana, smutnego i bezsilnego wobec ludzkiego cierpienia, zrobiła na mnie duże wrażenie. Trafne pokazanie, jak wiele bólu i niesprawiedliwości jest wokół nas, a często nie możemy nic zmienić.
Po lekturze zostało mi sporo myśli o tym, jak często wszyscy próbujemy udawać, że nic się nie dzieje, a tak naprawdę potrzebujemy tylko obecności i zrozumienia
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Opowiadanie świetnie napisane i konsekwentnie prowadzi czytelnika coraz głębiej w historię. Szczególnie doceniam sposób, w jaki krok po kroku odkrywane są nowe szczegóły, budujące napięcie i ciekawość. Przyznam, że już w momencie, gdy pojawiła się informacja o zniknięciu pradziadka, zaczęłam podejrzewać, że może chodzić o szafę… o prawdopodobnie ukryte w niej ciało. Kompletnie jednak nie byłam przygotowana na to, jak pojemna okaże się ta szafa i ile sekretów skrywa. Dodatkowo motyw babci i dziadka funkcjonujących „poza” nią, regenerujących się w jej wnętrzu i wracających, by podtrzymywać pozory normalnego życia, totalnie mnie zaskoczył. To bardzo oryginalny i świetnie wykorzystany pomysł. 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Bardzo spodobał mi się klimat tego opowiadania – cmentarne historie z lekkim humorem. Sam pomysł na opowiadanie i poruszony temat był naprawdę ciekawy. Dzwoneczki przywiązane do palców zmarłych to fajny detal. Wyobrażam sobie, że gdybym usłyszała ich dźwięk na cmentarzu, to szybko by mnie tam nie było, brrr!
Na miejscu Janka, chyba zrezygnowałabym z odbierania tych butów, ale pewnie miał do nich jakiś sentyment. A kwatera obok Jadwini? Nie dziękuję, podejrzewam, że szybko by mnie to wykończyło, a atmosfera byłaby tym bardziej sztywna.
Mimo że opowiadanie porusza takie mroczne tematy, było napisane tak lekko i z humorem, że czytało się je naprawdę przyjemnie, z uśmiechem na twarzy ( o ile w ogóle można się uśmiechać, czytając o gnijącej pannie młodej) . 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Bardzo podoba mi się typ podmiotu opowiadania. Widzę w nim introwertyka zmęczonego wszystkim, co go otacza, kogoś z silną potrzebą odcięcia się od świata i zamknięcia sam na sam ze sobą. Dokładnie tak to odbierałam podczas lektury.
Gdy tylko spróbowałam wyobrazić sobie, jakby to było włożyć rękę do własnego żołądka, przeszedł mnie dziwny dreszcz. Ten niepokój sprawił jednak, że jeszcze bardziej ciekawiło mnie, jak bohater wykorzysta swój dar. Budowa domu we własnym żołądku? Brzmi absurdalnie, a jednocześnie niezwykle logicznie w kontekście jego potrzeb. Bohater chciał mieć coś wyłącznie swojego – własny dom, własną przestrzeń – i ten cel osiągnął. Dom był rzeczywiście jego na wyłączność, nikt nawet nie miał prawa o nim wiedzieć.
Zadałam sobie dokładnie to samo pytanie co Finkla: „Ciekawe, jak bohater wyglądał na zdjęciach rentgenowskich?”. Przyznam, że aż chciałabym, aby wpadł na pomysł zrobienia sobie takiego zdjęcia – niczym projektu domu od architekta.
Opowiadanie czytało mi się bardzo dobrze. Dziwność narastała z każdym kolejnym zdaniem, budując niepokój i fascynację jednocześnie. To bardzo dobry, intrygujący tekst.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Alkohol początkowo utożsamiony z ciszą, zamienia się w prywatną melodię bohatera, by znów przejść w ciszę, ale tym razem taką, której nie potrafi znieść, jakby bał się, że tym razem mogłaby go zgubić – bardzo ciekawa interpretacja „problemu”, o którym ludzie często wolą nie mówić, wstydzą się go albo próbują ignorować. Tekst, mimo poważnej tematyki, był napisany w sposób bardzo przystępny i przyjemny.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Czytając, odczuwałam naprzemiennie współczucie i silny dyskomfort. Z jednej strony bardzo poruszała mnie wewnętrzna walka bohaterki – świadomość, że matka raniła ją przytykami, a jednocześnie przekonanie, że robiła to w imię troski. Ta sprzeczność doskonale pokazuje, jak bardzo chwiejna i poraniona potrafi być psychika osoby zmagającej się z otyłością: nienawiść do własnego ciała miesza się tu z gniewem wobec innych, a poczucie winy nigdy nie znika.
Opowiadanie wyraźnie ukazuje, jak stan ciała fizycznego wpływa na psychikę i jak kruchy jest człowiek, gdy zostaje zamknięty w błędnym kole wstydu, kontroli i samotności. Bohaterka próbuje walczyć, ale ta wola szybko słabnie i przegrywa z tym, co w jej głowie wydaje się jedynym rozwiązaniem – jedzeniem jako sposobem na radzenie sobie z problemami. To nie wygląda na wybór, raczej na desperacką ucieczkę.
Najmocniejsze było dla mnie poczucie osamotnienia bohaterki, nawet wtedy, gdy ktoś teoretycznie jest obok. Ta historia pokazuje, że problem nie leży wyłącznie w jedzeniu czy wadze, ale w głębokim braku czułości wobec samej siebie.
Pomimo emocjonalnej intensywności poruszanego tematu, opowiadanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet w obliczu śmierci bohaterka nie potrafiła stawić czoła własnym słabościom – a może po prostu nie chciała? Być może pragnęła wreszcie poczuć ulgę.
Po lekturze zostaje we mnie ciężar świadomości, jak wiele osób zmaga się z podobnym stanem – niekoniecznie z samą otyłością, lecz z ciągłą wewnętrzną walką o siebie i z samym sobą.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
dawidiq150
Dzięki za miłe przywitanie! Fajnie, że mimo trudności rozwijasz swoją pasję. Mam nadzieję, że będzie Cię ona dalej uskrzydlać i dodawać otuchy. Każda pasja naprawdę potrafi dać siłę. Trzymam kciuki, żeby pisanie przynosiło Ci dużo radości! 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Opowiadanie było ciekawe i trochę tajemnicze. Nie wszystko było jasne od razu, ale to właśnie mi się podobało. Styl był prosty, a historia wciągała. Fajna lektura, którą dobrze się czytało.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Cześć wszystkim!
Jestem tutaj nowa, choć czytam Wasze opowiadania i fantastyczne historie już od dłuższego czasu to w końcu się zmobilizowałam, żeby założyć konto, bo bardzo chciałam móc wyrażać swoją opinię o Waszych tekstach i dzielić się wrażeniami. Sama nie tworzę własnych opowiadań, ale bardzo lubię czytać i z przyjemnością będę komentować Wasze prace. Mam nadzieję, że dobrze się tu odnajdę i znajdę wiele ciekawych tekstów do odkrycia!
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Dla mnie to opowiadanie było trochę dziwne i nie do końca oczywiste, ale właśnie to sprawiło, że mnie zaciekawiło. Ma świetny klimat, który wciągnął mnie od pierwszych zdań i sprawił, że chciałam wracać do tekstu, żeby spróbować go rozgryźć na różne sposoby. Ta niepewność i subtelna dramaturgia naprawdę trzymają w napięciu.
Bardzo podoba mi się styl – jest lekki, a jednocześnie przemyślany. Nie wszystko jest podane na tacy, co lubię, bo dzięki temu sama mogę tworzyć sobie obrazy i interpretacje. Odczułam sporą satysfakcję czytelniczą 
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Opowiadanie od pierwszych fragmentów skutecznie wciąga czytelnika w rzeczywistość permanentnego zagrożenia i niepewności. Dynamicznie prowadzona narracja oraz precyzyjnie dobrane opisy nie tylko budują sugestywne tło wydarzeń, lecz także potęgują wrażenie nieustannego pościgu i osaczenia. Wojna nie pełni tu roli samej scenografi, staje się wszechobecną siłą, która determinuje każdy ruch i każdą decyzję bohaterów.
Szczególnie przekonująco wypada warstwa psychologiczna postaci. Podejmowane przez bohatera wybory często odbiegają od chłodnej racjonalności, lecz właśnie dzięki temu brzmią autentycznie. Strach, miłość i desperacka walka o bliskich okazują się silniejszym impulsem niż rozsądek, co nie tylko uwiarygadnia przedstawione wydarzenia, ale też znacząco pogłębia emocjonalny ciężar opowieści.
Na uwagę zasługuje również umiejętne balansowanie między nadzieją a tragedią. Do samego końca towarzyszy czytelnikowi przekonanie, że w tym chaosie może jeszcze znaleźć się miejsce na ocalenie. Tragiczny i bolesny finał działa jednak z podwójną siłą – nie tylko domyka losy bohaterów, lecz przede wszystkim dobitnie podkreśla bezwzględność wojny jako doświadczenia niszczącego wszystko, co ludzkie.
Tekst jest dojrzały, emocjonalnie angażujący i długo pozostający w pamięci czytelnika.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.